Dziecko Królowej Pokoju

Tylko Pokój

Archiwum dla Styczeń 31st, 2010

Wizja Kościoła wg św. Jana Bosko

Posted by Dzieckonmp w dniu 31/01/2010

Jan Bosko – niezwykły nawet wśród świętych

Jan Bosko. Serce nieustannie tętniące modlitwą. Odważna, niewzruszona wiara. Powołanie, którym zawsze kierowała Maryja.

Otwarty, prostolinijny, poświęcony aż do granic fizycznego ryzyka. Pokorny i śmiały. Surowy i radosny zarazem. Wyrozumiały, skupiony. Nie wystawia się na widok publiczny, nie szuka przyjemności, kariery, a jednocześnie wielki syn Ojczyzny. Skromny, lecz przedsiębiorczy. Realista, człowiek praktyczny. Ubogi a hojny. Dobroduszny a bohaterski. Pobożny i nieskrępowany. Nie znosi werbalizmu, formalizmu, nie lubi dewocji, zewnętrznego nastawienia. Stale przebywa z Bogiem w rozgardiaszu codziennych spraw. Natchniony Ewangelią, pracowity, fascynujący uczeń Pański.

Kapłan, wychowawca, pisarz, wydawca, podróżnik, propagator misji zagranicznych, założyciel instytutów zakonnych, pionier prasy katolickiej, słynny obywatel. Wybitny pedagog, twórca chrześcijańskiej szkoły zawodowej, ojciec sierot i opuszczonych chłopców, inicjator apostolstwa laikatu, człowiek Kościoła i cudotwórca, oddany całkowicie Bogu, głęboki znawca spraw ludzkich, wychowawca świętych. Wspaniała zgodność natury i łaski jako dwóch czynników zlanych w jeden zespolony program życia.

Niezwykle oczytany. Zna łacinę, grekę, hebrajski. Zna dobrze klasyków włoskich. Interesuje się geografią, historią, naukami ścisłymi. Chce, by jego synowie duchowi znali wszystko jako pełnowartościowi kapłani i wychowawcy. Wbrew współczesnym, którzy nie rozumieli go i krytykowali, wysyła swoich księży na uniwersytety państwowe dla studiowania przedmiotów świeckich, aby posiadając odpowiednie tytuły mogli uczyć i oddziaływać na młodzież. Otwarty na rzeczywistości ziemskie, w zdobywaniu dusz dla Boga posuwa się aż do. zuchwałości. Chce dobru dać w społeczeństwie honorowe miejsce, uświadomić, szczególnie młodzież, że dobro jest silniejsze od zła.

Ubogacony szczodrze przez Opatrzność w dary charyzmatyczne uzdrawia ślepych, chromych, nieuleczalnie chorych, wskrzesza umarłego. Posiada rzadki dar bilokacji. Rozmnaża w sposób cudowny orzechy, kasztany, chleb Eucharystii. Czyta w sumieniach ludzkich, przepowiadając przyszłość jednostkom, Kościołowi, państwu, swojej wspólnocie zakonnej, przekonany o sobie, że jest tylko lichyrn narzędziem w ręku Boga.

Urodził się 16 sierpnia 1815 roku Becchi, w przysiółku należącym do gminy Castelnuovo d’Asti, w północnych Włoszech, około 40 km od Turynu, dokąd zawędruje jako kapłan, by tam założyć podwaliny pod wielkie dzieło chrześcijańskiego wychowania młodzieży, tej najbardziej potrzebującej opieki: zaniedbanej, opuszczonej, zagrożonej moralnie. Stamtąd dzieło jego wielką rzeką rozleje się na cały glob ziemski.

Jako dziecko musiał borykać się z ogromnymi trudnościami i wyrzeczeniami, niemal heroicznymi, niejednokrotnie poznając autentyczny smak głodu. W drugim roku życia traci ojca. Aby na siebie zarobić, chwyta się rozmaitych zawodów, od parobka stajennego począwszy, po pracę u krawca, szewca, stolarza, cukiernika. Wszystko po to, by równocześnie ukończyć szkołę średnią, otwierającą mu drogę do upragnionego kapłaństwa. Wyszukał przy tym czas, by nauczyć się grać na skrzypcach, pianinie, organach. Muzyka i śpiew znajdą w jego systemie wychowawczym poczesne miejsce, a doświadczenie wyniesione z praktyki zawodowej przybliży mu serca wychowanków, dla których założy różnego typu szkoły, umożliwiające im start w spokojną przyszłość.

Dziełu ewangelizacji młodzieży poświęca wszystkie siły, w myśl rzuconego hasła: “Daj mi dusze, resztę zabierz!”, kierując się w działaniu miłością i słodyczą św. Franciszka Salezego, którego obrał sobie za Patrona. Chcąc młodych uchronić od zepsucia, chwyta za pióro, rozwija kampanię dobrej książki, zakłada drukarnie służące propagandzie chrześcijańskiej. Dostarcza seminariom duchownym setki gorliwych kapłanów. Dla zbawienia dusz nie lęka się żadnych przeszkód, żadnych ofiar.

Zawsze skromny, ubogi, choć sławny. Poszukiwany kierownik duchowy. Doradca papieży. Mediator między Kościołem a rządem. Mówi słowa prawdy wielkim i małym, ministrom i panującym, przestępcom i zadufanym. Radosny przyjaciel. Mądry przewodnik. Entuzjasta Chrystusa i Ewangelii.

Utrudzony ponad siły umiera rankiem 31 stycznia 1888 roku, szeptając jeszcze w ostatniej chwili: “Czyńmy wszystkim dobrze, nie wyrządzajmy krzywdy!…”.

Emanuje z księdza Bosko “duchowość prostej codzienności, przepełniona działaniem i roztropnością, odporna na zmęczenie, wspaniałomyślna w dawaniu siebie w klimacie radości otwartej na horyzonty nadziei (…) duchowość natchniona żywym umiłowaniem Kościoła i opromieniona synowskim duchem maryjnym”. Jego optymizm i wiara zasługują na szczególne podkreślenie. Urzeka autentyzm.

Przypominając sylwetkę Jana Bosko (…), żywimy przekonanie, że w jego miłującej pedagogii niejeden może odnaleźć jeszcze dziś – a może tym bardziej właśnie dziś – bodźce skłaniające do samorealizacji modelu tej pięknej osobowości. Jego historyczny obraz podsuwa aspekty godne uważnych przemyśleń: szczery i prosty w postępowaniu, bezpośredni w kontakcie z ludźmi, bezpretensjonalny w sposobie bycia, święty o bardzo ludzkim obliczu. Przy tym stanowczy, odważny, wytrwały w pracy, zdecydowany w działaniu, zatopiony w Bogu. Altruista. Wierzy w siłę dobroci. Broni młodych przed nihilizmem, duchowym załamaniem i frustracją. Nasze pokolenie potrzebuje bohaterów na miarę księdza Bosko!

Mówi się o nim: niezwykły nawet wśród świętych. Jedna z tych postaci, których nie można nie znać, żyjąc w orbicie katolickiej kultury.

Objawienie – Wizja Kościoła

wizja Św. Jana Bosko

Wyobraź sobie, że jesteś ze mną na brzegu morza, albo lepiej na samotnej skale i że nie widzisz żadnego skrawka ziemi poza tym, jaki masz pod stopami. Na rozległej toni morskiej dostrzegasz niepoliczoną flotyllę okrętów ustawionych w szyku bojowym. Ich dzioby są podobne do ostrych zakończeń włóczni, tak że w cokolwiek uderzą, przebijają to na wylot i całkowicie niszczą. Okręty te są wyposażone w armaty, na ich pokładach jest wiele karabinów, są materiały zapalające i broń wszelkiego rodzaju, a także książki. Zbliżają się one w stronę okrętu o wiele większego i wyższego od nich i starają się uderzyć weń swymi dziobami. Próbują też go podpalić albo w jakikolwiek inny sposób go zniszczyć.

W eskorcie tej pełnego majestatu okrętu płyną liczne mniejsze statki, które otrzymują rozkazy za pomocą sygnałów i dokonują manewrów mających udaremnić ataki ze strony floty nieprzyjaciela. W pośrodku nieskończonej przestrzeni morskiej górują wysoko dwie kolumny, znajdujące się jedna niedaleko od drugiej. Na szczycie pierwszej znajduje się figura Niepokalanej Dziewicy, u której stóp widnieje duża tablica z napisem Auxilium Christianorum – Wspomożenie chrześcijan. Na drugiej, wiele wyższej i potężniejszej, umieszczona jest Hostia proporcjonalna w swej wielkości do kolumny, a poniżej widnieje inna tablica i słowa Salus Credentium – Zbawienie wiernych. Dowódcą okrętu jest Najwyższy Pasterz. On to, widząc wściekłość nieprzyjaciół i złych duchów, wśród których się znaleźli Jego wierni, decyduje się zebrać przy sobie kapitanów mniejszych jednostek, aby naradzić się, jak postąpić. Wszyscy kapitanowie wchodzą na pokład i stają przy Papieżu. Naradzają się, ale w międzyczasie zrywa się gwałtowny wiatr, który podnosi fale, tak więc dowódcy zostają odesłani z powrotem, by zająć się swymi okrętami. Sztorm na chwilę ucisza się i Papież zbiera kapitanów po raz drugi; tymczasem okręt flagowy płynie cały czas swoim kursem. Lecz przerażający sztorm ponownie uderza. Papież staje przy sterze i wszystkie siły poświęca sterowaniu okrętu ku dwóm kolumnom, z których szczytów zwisają liczne kotwice i haki połączone łańcuchami.

Wszystkie okręty nieprzyjaciela ruszają do ataku, usiłując za wszelką cenę zatrzymać okręt i zatopić go: jedni rzucają weń książkami i zapalnymi materiałami, których posiadają mnóstwo. Inni strzelają z karabinów i dział. Walka robi się coraz bardziej zacięta. Dzioby nieprzyjaciół uderzają gwałtownie, ale ich wysiłki i ciosy okazują się nieskuteczne. Próżne są ich wysiłki, przy których tracą siły i amunicję; wielki okręt płynie bezpiecznie i spokojnie swoją drogą. Czasem zdarza się, że pod strasznymi uderzeniami w jego burtach pojawiają się głębokie dziury. Ale w tej samej chwili łagodna bryza zaczyna wiać od dwóch kolumn, pęknięcia zasklepiają się, a przecieki natychmiast ustają. Tymczasem wybuchają działa napastników, psują się strzelby i inne rodzaje broni, łamią się dzioby i wiele okrętów rozsypuje się na kawałki i tonie w morzu. Wówczas oszalali nieprzyjaciele rzucają się do walki wręcz, uderzają pięściami, bluźnierstwami i przekleństwami. Nagle Papież pada ranny. Natychmiast ci, którzy są wokół niego, spieszą mu z pomocą i podnoszą go. Papież zostaje trafiony po raz drugi, znowu pada na pokład i umiera. Wśród nieprzyjaciół wybucha zwycięski, pełen radości okrzyk; z ich okrętów słychać nie do powtórzenia wyzwiska. Ale ledwo Papież umarł, już drugi zajmuje jego miejsce. Kapitanowie zebrawszy się razem wybrali Papieża tak szybko, że wieść o śmierci zbiegła się z wiadomością o wyborze następcy. Nieprzyjaciele zaczynają tracić ducha. Nowy Papież zmusza nieprzyjaciół do rozproszenia się i pokonując wszelkie przeciwności, prowadzi okręt wprost na dwie kolumny i ustawia go między nimi. Zakotwicza się szybko za pomocą lekkiego łańcucha, który zwisa od dziobu okrętu do kotwicy na kolumnie zwieńczonej Hostią. Za pomocą drugiego lekkiego łańcucha, który znajduje się na rufie przywiązuje się do drugiej kotwicy, która zwisa z kolumny z Niepokalaną Dziewicą na szczycie. W tym momencie następuje ogromne poruszenie. Wszystkie okręty walczące dotąd z Papieżem wpadają w panikę; uciekają, a w ucieczce zderzają się ze sobą, łamiąc się na kawałki. Jedne toną i próbują pociągnąć za sobą inne.

Tymczasem kilka małych okrętów, które dzielnie walczyły po stronie Papieża śpieszą, by przywiązać się do kolumn. Wiele innych, przełamawszy strach przed bitwą, ostrożnie obserwuje wszystko z oddali. Gdy wraki zniszczonych okrętów unoszą się na wśród wirów morskich, te, gdy przychodzi na nie kolej żeglują w skupieniu ku dwóm kolumnom, a dopłynąwszy przywiązują się do haków z nich zwisających, tak że są bezpieczne przy flagowym okręcie, na którym stoi Papież. Nad morzem zapada wielka cisza.”

Relikwie św. Jana Bosko w Bazylice Maryi Wspomożycielki w Turynie

źródło: www.bosko.pl

Opublikowany w Kościół, Objawienia | Otagowane: , , | Komentarzy: 11 »

Apel do biskupów i kapłanów w Polsce.

Posted by Dzieckonmp w dniu 31/01/2010

Jak wielkim szczęściem dla duszy jest godne przyjmowanie Pana Boga

w Komunii Św. w pokorze i z żywą wiarą.

„Ujrzałam Najświętsze Człowieczeństwo Pana Jezusa w tak nadzwyczajnie wzniosłej chwale, w ja­kiej Go nigdy przedtem nie widziałam. W przedziwnie jasnej światłości ukazało mi się Ono, jakim jest na fonie Ojca… Widzenie to pogrążyło mnie w takie zdumienie, że przez kilka dni przyjść do siebie nie mogłam. Gdy przystępując do Komunii Św. wspomnę na to, że tenże sam Majestat, który oglądałam, jest tu w Najświętszym Sakramencie obecny, albo gdy Pan Jezus (co często bywa) ra­czy mi się w widomej postaci ukazać w Hostii, wtedy włosy mi na głowie powstają i czuję się cała jakby unicestwiona! O Panie! gdybyś nie ukrywał tak wielkości Swojej, któż by się odważył przystą­pić do Ciebie i tyle razy tak nędzne i splamione stworzenie łączyć z tak wielkim Majestatem?! Bądź-że błogosławiony, Panie, i niechaj Cię wielbią Aniołowie i wszystkie stworzenia, iż tak stosujesz da­ry Swoje do miary ułomności naszej, aby od używania tej Łaski Najwyższej nie odstraszała nas zgroza potęgi Twojej, którą gdybyś widomie objawił, człowiek słaby i nędzny nie śmiałby nigdy, nie już cieszyć się używaniem Boskiego daru Twojego, ale ani do Niego się zbliżyć!’

Doktor Kościoła Św. Teresa z Awilli


Św. Kościół katolicki naucza, że w czasie Mszy Św. w momencie Konsekracji, chleb i wino stają się prawdziwie Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa. Chleb i wino przestają istnieć, choć ich zewnętrzna postać i cechy – przymioty – pozostają. Ta wielka tajemnica zwana jest Przei­stoczeniem – zmianą substancji. Konsekrowana Hostia oraz Najdroższa Krew pod postacią wina otrzymują cześć i chwałę godną samego Bo­ga, bowiem z rzeczy samej są One Najwyższym Bogiem. Tak więc istotnie w Komunii Św. Chrystus przychodzi do nas cały i prawdziwy ze Swoim Ciałem, Duszą i Boskością. Co ważne, nawet najmniejsza cząstka Hostii Św., oraz najmniejsza kropla Konsekrowanego Wina jest Chrystusem – zawsze całym i niepodzielnym. Sobór Trydencki wykluczył ze społeczności Kościoła tych, którzy błędnie twierdzą, jakoby Chrystus był obecny w Eucharystii jedynie symbolicznie, lub że przyjmujemy go jedynie w sposób duchowy (Sesja XIII kan. 1, 6, 8).

Św. Franciszek z Asyżu (1181-1226) w jednym z listów tak pisze o Realnej Obecności Chrystusa w pokornej Hostii Św. „Wszystko w czło­wieku powinno zamierać z podziwu – niech cała ziemia drży i całe Niebiosa triumfują, gdy Chrystus, Syn Boga Żywego, przychodzi na ołtarz przez rę­ce kapłana”. Dla Św. Franciszka żadna godność nie mogła się równać z godnością kapłańską, „z powodu jej wzniosłej chwały Konsekrowania Ciała i Krwi Chrystusa”.

O ogromnej pokorze, miłości, czci i uszanowaniu wobec największej i niepojętej Tajemnicy naszej wiary – Eucharystii, świadczą nie tyl­ko słowa, ale i osobisty przykład Ojca Św. Jana Pawła II: „Aby dać świadectwo o Chrystusie, trzeba się do niego przygotować. Rodzi się ono bowiem, dojrzewa i uszlachetnia w atmosferze modlitwy, owej głębokiej i tajemniczej rozmowy z Bogiem. Na klęczkach! (…l Moi drodzy, lat mi przybywa, więc macie błagać na klęczkach Pana Boga, ażebym temu zadaniu przeprowadzenia Kościoła w trzecie tysiąclecie] sprostał” (Gorzów WIkp. 2 VI 1997).

„Jako pielgrzym na 46 Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny (31 V 1997), pierwsze kroki kieruję do prastarej katedry wrocław­skiej, aby z wiara uklęknąć przed Najświętszym Sakramentem – Chlebem Życia. Czynię to z wielkim wzruszeniem i sercem przepełnionym wdzięcznością wobec Bożej Opatrzności”. „Jeszcze gdy był Metropolitą Krakowskim, gdy nie można go było znaleźć w Kurii, wystarczyło pójść parę ulic dalej, gdzie siostry mają wieczystą adorację. Klęczał tam godzinami”

(RN 1/1991).

W telewizji lub na zdjęciach różnych gazet widzimy Jana Pawła II padającego również na kolana wobec mistycznej obecności Boga, np. przed krzyżem, figurą i obrazami Matki Bożej i świętych. Papież na własnym przykładzie wskazuje duchownym i świeckim, w jakim kierun­ku, zgodnie z całą ciągłością Tradycji Kościoła i duchem Soboru Watykańskiego II, powinna pójść prawdziwa odnowa Kościoła.

Jest jednak wielka różnica między obecnością mistyczną Chrystusa na ziemi i w kosmosie a Jego realną Świętą Obecnością w Najczci­godniejszym i Najświętszym Sakramencie Eucharystii. W pierwszym wypadku jest obecny przez działanie swojej Łaski, w drugim natomiast jest rzeczywiście i realnie obecny z całym swoim Bóstwem i Człowieczeństwem, ten sam, przed którego Majestatem niezmierzonym, Anioło­wie na twarz padają. Skoro klękamy dla wyproszenia Łaski w normalnej modlitwie (tzn. w mistycznej obecności Boga), a szczególniej w cza­sie Konsekracji i Podniesienia Boskiej Hostii, to stokroć bardziej powinniśmy klękać (nie ma na ziemi bardziej stosownego momentu oddania hołdu Bogu!) w momencie przyjmowania Komunii Św., gdy cały Majestat Trójcy Przenajświętszej uniża się przed grzesznym człowiekiem i wstępuje do świątyni naszego serca!

Ojciec Św. Jan Paweł II każdego dnia poranną Ofiarę Mszy Św., w prywatnej kaplicy poprzedza i kończy godzinną adoracją Najświętsze­go Sakramentu. Jego klęcząca, nisko pochylona w wielkiej pokorze postać, przed tak ogromnym Majestatem i Świętością uczy nas, że to ze­wnętrzne uniżenie ciała jest dowodem prawdziwego zrozumienia i głębokiego przeżywania sercem prawdziwej obecności Bożej.

Podobnie czyniła niezliczona rzesza Świętych, których Papież nieustannie stawia nam za wzór do naśladowania. Dewizą Św. Maksymi­liana M. Kolbego były słowa: „Kolana, a nie rozum albo pióro dają owoc w pracy, kazaniach, książkach”. Szczególnie znany był wszystkim z wielkiej pobożności Eucharystycznej. Nawiedzał Pana Jezusa kilkanaście razy dziennie, niejednokrotnie w nocy. Całym swoim zachowa­niem dawał świadectwo głębokiej wiary, miłości i pobożności. Świadek tak go opisuje: „Kiedy wszedł do kościoła lub kaplicy, podchodził do ołtarza, gdzie znajdował się Najświętszy Sakrament, klękał zazwyczaj na posadzce, a nie w ławce, na dwa kolana, czynił głęboki i przeciągły ukłon, a potem pozostawał pogrążony w modlitwie” (J. Domański OFM. Św. Maksymilian wobec Eucharystii, s. 47). Oto jak zachęcał innych do okazywania miłości i czci Jezusowi w Najświętszym Sakramencie: „Bóg przebywa wśród nas w Przenajświętszym Sakramencie Ołtarza. On jest dla nas wszystkim. Tam szukaj światła i mocy. Gdy klękasz przed ołtarzem ma być widoczne, że wiesz przed KIM klękasz” (RN 5/1987). Wiedział przy tym doskonale, że prawdziwe i głębokie nabożeństwo Eucharystyczne nie jest możliwe bez całkowitego oddania i zjednoczenia z Niepokalaną. Nie wahał się powiedzieć: „Są tacy, którym szatan, co sam nie chciał uznać Cię za Królową i stąd z anioła w szatana się przemienił, nie dozwala przed Tobą ugiąć kolana!” Tę prawdę potwierdził w bazylice Matki Bożej Większej wierny naśladowca Św. Maksymiliana, Jan Paweł II mówiąc: „Aby na kolanach prosić Maryję, by dała się nam poznać, i tak zakończył: »A teraz zegnijmy kola­na przed Jej wizerunkiem (…) ” (RN 4/442,1993 r., s. 98).

Kościół od samego początku miał świadomość, że gdy pobożność Eucharystyczna słabnie – słabnie i wiara. Sobór Trydencki (1551), występując w obronie wiary, kultu i czci do Najświętszego Sakramentu, orzekł: „Nie ma więc żadnej możliwości wątpienia, że wszyscy wier­ni Chrystusowi według zwyczaju stale przyjętego w Kościele katolickim, mają temu Najświętszemu Sakramentowi oddawać najwyższy kult adoracji (latria}, który należy się prawdziwemu Bogu [kan. 6]. Nie zmniejsza obowiązku uwielbiania to, że Chrystus ustanowił ten Sakrament dla spożywania. Wierzymy bowiem, że w nim obecny jest ten sam Bóg, o którym wprowadzając Go na okrąg ziemi, Ojciec Przedwieczny mówi:

“Niech Mu pokłon oddają wszyscy Aniołowie Boży [Hbr1,6; wg Ps 96, 7], któremu upadłszy na twarz, pokłonili się mędrcy, któremu i sami Apostołowie w Galilei oddali pokłon, jak świadczy Pismo Św.«„ [Mt 2,11; Mt 28,17; Mt 14, 33].

Sobór Trydencki, a zaraz po nim Św. Papież Pius V w dekrecie Quo primum (1570), dotyczącym Mszału Rzymskiego, powołując się na wier­ność Tradycji Apostolskiej i swoich poprzedników, nakazał zachować raz „na zawsze” ów święty zwyczaj udzielania Komunii Św. wiernym wyłącz­nie z rąk kapłana do ust przyjmującego w postawie klęczącej. Z tych samych względów wykluczył jakikolwiek udział kobiet w służbie ołtarza. „Jeże­li ktokolwiek mimo to ośmieliłby się spróbować działania sprzecznego z naszym powyższym rozkazem wydanym raz na zawsze, niech będzie mu wiadomo, że narazi się na gniew Wszechmogącego Boga i Świętych Apostołów Piotra i Pawła” (tam­że). Znany ze swego nadprzyrodzonego kultu do Najświętszego Ciała i Krwi, Papież Św. Pius X (+ 1920), przeciwstawiając się ówczesnym modernistom, w swoim Wielkim Katechizmie ponownie przy­pomniał i potwierdził ten czcigodny, starożytny i niezmienny zwyczaj liturgiczny Kościoła: „Kiedy otrzy­muje się Komunię, należy klękać, głowę lekko opuścić, oczy skromnie zwrócić w stronę Świętej Hostii. Usta należy odpowiednio otworzyć, język lekko wychylić z ust, opierając na dolnej wardze. Jeżeli Ho­stia przyklej się do podniebienia, należy odkleić Ją językiem, a nie palcami”.

Zarówno dzisiaj, jak i w historii Kościoła nie brakowało buntujących się duchownych i teolo­gów, tzw. modernistów, którzy posługując się kłamstwami oraz fałszując Pismo Św. i Boską Trady­cję, chcieli ponad głową papieży „zreformować” Kościół poprzez zmianę jego dogmatów, liturgii, a w niej szczególnie czcigodnych i świętych obrzędów będących oznaką wiary, czci i miłości do Najświętszego Sakramentu.

Komunię na stojąco, do ręki, z rąk „szafarzy” świeckich zaczęto wprowadzać na Zachodzie na początku lat 60., nie zważając w ogóle na żadne zakazy papieskie i wbrew uchwałom Vaticanum II.

29 V 1969 r. wkrótce po zakończeniu Soboru Watykańskiego II Papież Paweł VI, chcąc ukazać prawdziwego ducha Soboru, wydaje instrukcję Memoriale Domini, w której potępia te nadużycia urągające Bogu. Powodem tego były względy dogmatyczne, czyli głębsze poznanie prawny o Eucharystii. „Zbadawszy prawdę Tajemnicy Eucharystycznej, jej moc oraz obecność Chrystusa w niej, idąc za wewnętrznym nakazem zmysłu czci wobec tego Najświętszego Sakramentu, jak też dla pokory, zaprowadzono zwyczaj, że sza­farz [kapłan] sam kładzie cząstkę konsekrowanej Hostii na języku przyjmującego Komunię Św. (…) nie tylko dlatego, że opiera się on na przeka­zanym przez Tradycję od wielu wieków zwyczaju, lecz szczególnie dlatego, że wyraża on szacunek wiernych wobec Eucharystii (…) Zwyczaj ten na­leży do owego przygotowania, które jest konieczne do jak najbardziej owocnego przyjęcia Ciała Pańskiego (…) Ponadto przez ten obrzęd, który należy uważać za przekazany przez Tradycję, zabezpieczone jest, że Komunia Św. rozdzielana jest z należną Jej czcią, pięknem i godnością, oraz że postacie Eucharystyczne, w których jest obecny w jedyny sposób substancjalnie i trwale cały i niepodzielny Chrystus, Bóg i Człowiek, ochra­niane są przed wszelkim niebezpieczeństwem profanacji, aby w końcu zachowana była pilna troska o okruchy konsekrowanej Hostii, której Ko­ściół zawsze wymagał: Przy tym zaznacza się, że „zmiana sprawy tak znaczącej, opartej na starożytnej i czcigodnej Tradycji, dotyczy nie tylko dyscypliny kościelnej, lecz samej wiary w Eucharystię. Dlatego Stolica Apostolska napomina biskupów, kapłanów i wiernych z całą stanowczo­ścią, aby przestrzegali obowiązujące i na nowo potwierdzone prawo, (…) ze względu na wspólne dobro samego Kościoła” (tamże). Paweł VI ma­jąc świadomość ogromnej odpowiedzialności przed Bogiem za przekazanie następnym pokoleniom nieskażonego depozytu wiary, w nowo wy­danym przez siebie Mszale {Editio typica vaticana 1970 r, art. 117). Dał również wyraz temu w licznych osobistych wypowiedziach (por. Ks. N. Nasuti Cud Eucharystyczny w Lanciano, Arka 1990, M. Dybowski W obronie czci do Najświętszego Sakramentu, Antyk 1999).

Jednak nieposłuszeństwo, samowola wielu biskupów przy biernej lub tchórzliwej postawie pozostałych pasterzy sprawiła, że Komunia Św. na stojąco, do ręki i z rąk „szafarzy” świeckich została upowszechniona. Stosowano przy tym wyjątkowo kłamliwą i perfidną taktykę, polegającą na powoływaniu się na Sobór i na rzekomą zgodę ostatnich papieży!!! W ten sposób tworzono fakty dokonane! Działo się to oczywiście z inspiracji masonerii wspieranej przez światową prasę i telewizję, wrogo ustosunkowanej wobec Kościoła (por. P. Fisher Szatan jest ich bogiem, Ks. B. Gunther Szatan istnieje naprawdę, IV wyd., ks. B. Mayer Ostrzeżenie z zaświatów, Wers 1998). W Polsce głównym patronem modernistów jest antykatolicki „Tygodnik Powszechny”. Po rewolucji francuskiej udało się masonerii, a później komunistom wpro­wadzić do wyższych seminariów najbardziej zdolną młodzież, która zajmuje dzisiaj wysokie stanowiska na Stolicy Apostolskiej i episkopa­tach. Za pontyfikatu Pawła VI i naszego Papieża wyszło wiele dokumentów i instrukcji z różnych kongregacji watykańskich, sprzecznych z nauczaniem papieży i Tradycją. Biskupi i kapłani wdrażając je w życie nie sprawdzali ich pochodzenia. Wykorzystane to zostało przez mod­ernistycznych duchownych i teologów w celu rozsadzenia Kościoła od wewnątrz. Dlatego już w La Salette (1846 r.) Maryja ostrzegała, że duch antychrysta przeniknie Stolicę Apostolską. Stąd zrozumiałe stają się słowa Pawła VI wypowiedziane w 1966 r.: „Są dzisiaj w Kościele siły, wśród nich także księża i osoby poświęcone Bogu, które sprawiają Mu więcej szkody niż najwięksi wrogowie zewnętrzni. Sam szatan wtar­gnął do świątyni Boga” (ks. B. Guntcher Szatan istnieje naprawdę, IV wydanie, Wers 1995r, str. 400, Ks. dr R. Ukleja, Madonna Płacząca, Wyd. Salezjańskie, 1995 r.). Nie mniej bolesna była skarga w czasie Jego wystąpienia 29 VI 1972 r. w święto Piotra i Pawła, kiedy to mówił o anarchizacji i samozniszczeniu Kościoła: „Dym szatana wszedł przez jakąś szczelinę do świątyni Boga”. O straszliwych skutkach kry­zysu wiary wśród pasterzy szerzących liczne i zgubne błędy, ostrzegała Matka Boża w Fatimie i w uznanych ostatnio przez Kościół objawie­niach w Akita (por. J. Leary Przygotujcie się na wielki ucisk i erę pokoju, Arka 1999 r., A.de Lassus Sekret Matki Bożej z La Salette o cza­sach ostatecznych. Antyk 2000 por. ks. dr R. Ukleja Triumf Kościoła wg wizji św. Jana Bosko, Maria Yincit 2000). Stąd ogromna wrogość i nienawiść niektórych duchownych i teologów (okaleczonych duchowo i intelektualnie brakiem prawdziwej pobożności do Matki Bożej) do wszelkich orędzi Maryjnych, nawiązujących często do ich destrukcyjnej działalności wewnątrz Kościoła.

Jan Paweł II zaraz po objęciu pontyfikatu w wielu osobistych rozmowach nie ukrywał swego zaniepokojenia i oburzenia z powodu tych niszczących wiarę nadużyć. Odpowiadając na pytanie dr W. Półtawskiej: Ojcze Św., jak powinniśmy przyjmować Komunię Św.: na stojąco czy na klęcząco, powiedział bez wahania: „Tylko na klęcząco!” Jeszcze dobitniej potwierdzał to w różnych dokumentach. Widząc straszliwy upadek wiary oraz puste i sprofanowane kościoły na Zachodzie, już na początku swego pontyfikatu podejmuje działania, aby przeciwdziałać (przynajmniej na Wschodzie Europy) dalszemu niszczeniu Kościoła i ateizacji narodów na skutek szerzenia tych błędów. Wiedział, że kryzys kultu równa się kryzysowi człowieka.

„Na Wielki Czwartek roku 1980 Ojciec Św. Jan Paweł II skierował do biskupów list o tajemnicy i kulcie Eucharystii [Dominicae Cenę], w którym przypomniał, że (…) odnowa liturgii przeprowadzona prawidłowo w duchu Vaticanum II jest miarą i warunkiem wprowadzenia w życie nauki Soboru, (…) przeświadczeni, że przez Vaticanum II Duch Święty “powiedział” Kościołowi te prawdy i dał wskazania, które słu­żą spełnieniu misji wobec ludzi dnia dzisiejszego i jutrzejszego!

Ojciec Św. zwrócił uwagę na nadużycia, które się wkradły do kultu Eucharystycznego, i polecił przygotować instrukcję, która pomogłaby je usunąć” (Ks. T. Sinka Ceremonie MszyŚw., ITKM, Kraków 1998).

W ślad za tym 177. Konferencja Episkopatu Polski (10-11 XII 1980), mając na uwadze wskazania Papieża, wydaje zarządzenie, w którym, świadomy ogromnego zagrożenia dla wiary, wielki Prymas Tysiąclecia ks, Kard. St. Wyszyński stwierdza jasno: „W diecezjach polskich przyjmuje się Komunię Św. z rąk celebransa [kapłana] do ust w postawie klęczącej. Przepisy te należy zachować w Mszach Św. także dla grup specjalnych” (tamże).

„Jeżeli Msza Św. odprawia się przy ołtarzu, gdzie umieszczone jest tabernakulum z Najświętszym Sakramentem, klękanie obowiązuje nie tylko od przeistoczenia do Komunii Św., ale podczas całej Mszy Św., ilekroć dla spełnienia czynności liturgicznych przechodzi się z jed­nej strony prezbiterium na drugą, a także kiedy przychodzi się do ołtarza i odchodzi (OWMR nr 233)”.

Jeśli Najwyżsi Pasterze (następcy Piotra) w dokumentach swoich dają w jakiejś kwestii jednoznaczne wyjaśnienie, dla wszystkich staje się Jasne, że wg myśli i woli papieży nie wolno już tej sprawy uważać za rzecz podlegającą swobodnej dyskusji pasterzy i teologów. To papieże zostali przez Chrystusa ustanowieni strażnikami i tłumaczami całego depozytu Prawd Objawionych.

Polscy biskupi, zawsze posłuszni papieżom, nigdy nie pozwolili w tysiącletniej Tradycji polskiego chrześcijaństwa udzielać Komunii Św. stojącym, siedzącym, do ręki i z rąk „szafarzy” świeckich. Po raz pierwszy ta haniebna praktyka pojawiła się w Polsce w latach osiemdzie­siątych (głównie w sektach neokatechumenalnych, a później w Odnowie w Duchu Świętym i podobnych wspólnotach, które na Zachodzie okazały się koniem trojańskim w Kościele).

Szokujący jest fakt, że od samego początku niektórzy biskupi i kapłani w Polsce mieli odwagę samowolnie odstąpić od tej Uchwały. Okłamywano przy tym wiernych, że tak chce Papież i Sobór. Ten jawny akt nieposłuszeństwa Janowi Pawłowi II i jego wszystkim poprzedni­kom jest do dzisiaj kontynuowany przez wielu duchownych. Godzi to w najwyższym stopniu w autorytet Soboru, a nade wszystko w Najwyż­szy Urząd Nauczycielski Kościoła jakim jest Namiestnik Chrystusowy. Łatwo można zauważyć, jak szatański i przewrotny jest argument sto­sowany przez niektórych kapłanów, zarzucających wiernym, słusznie odmawiającym przyjęcia Komunii Św. na stojąco, na rękę i od „szafa­rzy” świeckich, że są nieposłuszni Kościołowi i Papieżowi!!! Potwierdzają się tu słowa Św. Papieża Piusa X potępiającego podobne fałszerstwa i nadużycia modernistów: „Wszelkie nowatorstwo opiera się na bezczelności l pysze, a nowoczesność jest syntezą wszelkich here­zji” (enc. Pascendi Dominici Gregis 8 IX 1907 r.).

W liście Dominicae Cenae Jan Paweł II bardzo mocno podkreśla, że zachodzi ścisły związek między eliminowaniem zewnętrznych oznak czci do Najświętszego Sakramentu a osłabianiem wiary: „Powołaniem naszym jest rozbudzać – przede wszystkim własnym przykła­dem – wszelkie zdrowe przejawy czci wobec Chrystusa obecnego i działającego w tym Sakramencie Miłości [Eucharystii]. Niech Bóg broni, abyśmy postępowali inaczej, abyśmy osłabiali tę cześć, “odzwyczajając od różnych przejawów i form kultu Eucharystycznego, w którym wyraża się może tradycyjna, ale zdrowa pobożność, a nade wszystko ów “zmysł wiary”, będący udziałem całego Ludu Bożego, jak to przy­pomniał Sobór Watykański II”. Natomiast przyjmowanie Komunii Św. na rękę nazywa: „godnym ubolewania brakiem czci dla Hostii Euchary­stycznej”. l dalej: „Dotykanie Świętych Postaci Hostii, a także rozdawanie Ich własnymi rękami, jest właśnie przywilejem wyświęconych [Kapła­nów]“. W tym samym liście przepraszał w imieniu własnym i biskupów za to wszystko, co „w wyniku (…) stronniczej, jednostronnej lub błęd­nej interpretacji ustaleń Soboru Watykańskiego II, mogło wywołać zgorszenie i niepokój w kwestii dogmatu i czci należnej temu wielkiemu Sakramentowi”. Jan Paweł II przypomniał, że Sobór Watykański II ponownie „potwierdził” te niezmienne „prawdy” (Komunia Św. na klęcząco, do ust, z rąk kapłana), mające swe źródło w Piśmie Św. i Tradycji Kościoła.

Dla uniknięcia profanacji przy udzielaniu Komunii Św. kapłani są zobowiązani używać pateny. Natomiast przy podawaniu do ręki zawsze pozostają okruszyny Hostii Św. (choćby najmniejsze, niewidoczne gołym okiem, na dłoniach), stąd spadają na ziemię, mogą znaleźć się w kieszeni, w toalecie, na ulicy itp. Każdorazowo dochodzi do czynu świętokradczego. Przy tej formie każdy z ulicy może łatwo zdobyć Ho­stię w celu jej zbezczeszczenia (np. czarne msze satanistyczne) co stało się zjawiskiem nagminnym na Zachodzie. Podobne doświadczenia miały miejsce w starożytności. Dlatego papieże, mając to na uwadze, od samego początku potępiali ten obrzęd.

Papież św. Eutychian (+ 283) zakazał zanoszenia Komunii św. chorym przez osoby świeckie właśnie dlatego, aby nie dotykały Hostii (Nullus presumat tradere cummunionem /a/co vel femminae ad deferendum in firmo. P. L Tom V, koi. 163-168).

Wcześniej Papież Stefan l (f257) oznajmił, że “laikat nie powinien przejmować funkcji, które należą do duchownych” (Regesta, P. 925-Mansi l, 889). Synod w Saragossie (380 r.) ekskomunikował podających Komunię na rękę. Podobne ustalenia przyniósł Synod w Toledo (400 r.) i w Rouen (650 r.) oraz Sobór w Konstantynopolu (692 r.).

Powoływanie się na papieża w celu usprawiedliwienia podawania Komunii na stojąco czy do ręki świadczy o kompletnej nieznajomości dok­tryny Kościoła. Papież jest nieomylny w swoim nauczaniu, a nie postępowaniu. Normą obowiązującą biskupów i kapłanów są dokumenty papie­skie, dlatego Kodeks Prawa Kanonicznego (KPK), nie będący dokumentem papieskim i nie mający rangi nieomylności, nie może być interpreto­wany w oderwaniu od Nauczania Papieży i Tradycji, które jako źródła Objawienia Bożego są jedyną normą postępowania! KPK w wyjątkowych wypadkach dopuszcza „szafarzy świeckich” co nie znaczy, że przed Bogiem to obowiązuje. KPK został wydany w czasie (1983 r.) kiedy ta prak­tyka została nielegalnie narzucona wiernym na Zachodzie. Dla uniknięcia schizmy Stolica Apostolska jest zmuszona to tolerować, choć papież jest temu przeciwny (na podobnej zasadzie Mojżesz zmuszony był udzielić listu rozwodowego Żydom, choć nie było to zgodne z Wolą Bożą). Skoro papież tego nie akceptuje nie obowiązuje to przed Bogiem. Biskupi dla zyskania Łaski Bożej zobowiązani są się z tego wycofać.

Twórcy fałszywych obrzędów stawiając swoją nieomylność wyżej od papieskiej, przemilczają inną świętą regułę obowiązującą Kościół, mianowicie że to, co było przez 2000 lat powszechnym zwyczajem w Kościele, nigdy usunięte być nie może. Sobór Powszechny Trydencki (XVI w.), zmagając się z reformacją Lutra i pozostałościami herezji ariańskiej, dla usunięcia i wykorzenienia tych herezji, przynoszących „wielką (…) szkodę czystości nauki katolickiego Kościoła i zbawieniu dusz” (Brevianum Fidei, s.357), uchwalił następujący kanon dogma­tyczny: „(Kan. 13) Jeśli ktoś twierdzi, że przyjęte l uznane w Kościele katolickim obrzędy (..) można albo mieć w pogardzie, albo bez żadnego grzechu dowolnie pomijać, albo mogą być zmieniane przez jakichś pasterzy Kościoła na nowe jakieś obrzędy – niech będzie wyłączony ze spo­łeczności wiernych (Brevianum Fidei, Księg, Św. Wojciecha, Poznań 1988, s. 525). „W sakramentalnym zaś pożywaniu zawsze był ten zwy­czaj w Kościele Bożym, że świeccy otrzymywali Komunię Św. od kapłanów (…), który to zwyczaj pochodzący z Tradycji apostolskiej, jak najsłuszniej powinien być zachowany” (Brevianum Fidel, s. 403). W dekrecie poświęconym ustanowieniu kapłaństwa z całą mocą stwierdza, że rozdzielanie Komunii Św. świeckim należy do istoty i natury kapłaństwa sakramentalnego: „Pismo Św. wykazuje i Tradycja Kościoła za­wsze uczyła (kan. 1), że Apostołowie i ich następcy w kapłaństwie otrzymali władzę konsekrowania, ofiarowania i podawania Ciała i Krwi Je­go” (tamże s. 473). „Natomiast lud, który żądną miarą nie zastępuje osoby Boskiego Zbawiciela ani też nie jest pośrednikiem między sobą samym a Bogiem, w żaden sposób nie może sprawować władzy kapłańskiej. To wszystko jest PRAWDA WIARY” (Papież Pius XII Mediator De/). Zgodnie z doktryną Kościoła, Prawdy Wiary pochodzące z Objawienia Bożego są ponadczasowe i nigdy nie mogą ulec zmianie. Papież nie ma władzy ich zmienić. Również wielki Doktor Kościoła – Św. Tomasz, powołując się na Tradycję pochodzącą od samych Apostołów stwier­dza stanowczo: „Ciało Chrystusa należy do kapłanów i nie może być Ono dotykane przez tego, kto nie jest wyświęcony” (Theol. III, q 82 a 3). Wyjątkiem może być tylko obrona przed zbezczeszczeniem i zniewagą.

Czyżby zatem współcześni „naprawiacze” Kościoła uznali, że Pismo Św. i nauczanie wszystkich papieży jest fałszywe? A może ci nie­szczęśni „reformatorzy” otrzymali nowe „objawienie”, które unieważnia poprzednie!? Widocznie tylko 2000 lat obowiązywały słowa Pisma Św.: „Chrystus ten sam, wczoraj, dziś i na wieki” (Hbr 13, 8). Wprowadzanie „szafarzy” świeckich jest atakiem na kapłaństwo i Kościół oraz profanacją Najświętszego Sakramentu. Kto świadomie to popiera, jest poza Kościołem. Już Św. Paweł zmagał się z pierwszymi modernista­mi, ostrzegając wiernych: „Są (…) jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdy­byśmy nawet my lub Anioł z Nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty!” (Ga 1,6-8). W mowie pożegnalnej do biskupów efeskich przestrzegał, że pośród nich samych powstaną wilki drapieżne, „którzy głosić będą przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów” (Dz 20, 28-30). Sam Jezus powiedział: „Lecz prędzej niebo i ziemia przeminą, niż żeby jedna kreska miała od­paść z Prawa” (Łk 16, 17). W nawiązaniu do tych słów Kościół wielokrotnie orzekał, że kto odrzuca najmniejszy fragment Pisma Św. jako nie natchniony przez Ducha Świętego, lub fałszuje całą Św. Tradycję, „niech będzie wyłączony ze społeczności Kościoła” (Synod Laterański, Kań. 17, 649 r., por. Sobór Watykański l).

Ani obecny Papież, ani jego następcy nie będą mogli nigdy (aż do skończenia świata) wydać od siebie żadnego dokumentu zezwalają­cego lub popierającego udzielanie Komunii Św. stojącym lub do ręki, oraz na wprowadzanie „szafarzy” świeckich rozdających Komunię Św. i kobiet do prezbiterium, ponieważ, jak to przypomniał Sobór Watykański l, nie otrzymali władzy tworzenia nowej Ewangelii i Tradycji (por. Hbr 13, 8). Gdyby to uczynili, musieliby podważyć nieomylność własną i swoich poprzedników, sfałszować Pismo Św. i całą Tradycję oraz za­przeczyć nieomylnemu działaniu Ducha Świętego w Kościele, a to jest z kolei absolutnie niemożliwe (wyjątkiem byłby tylko antypapież), gdyż z Woli Bożej Papież pomylić się nie może. Niezdolny jest karmić baranki swoje i owce trucizną, błędem. Natomiast biskup i kapłan mo­że się mylić. Dlatego pasterze narzucający nielegalnie Komunię Św. na stojąco, do ręki i z rąk „szafarzy” świeckich, nie są w jedności z Kościo­łem. Wprowadzanie tych obrzędów może służyć tylko demonowi.

Pierwsi w Kościele komunię na stojąco i do ręki wprowadzili w IV w. heretycy ariańscy dla podkreślenia braku wiary w obecność Pana Jezusa w Eucharystii i dla wyrażenia, że jest Ona tylko symbolem i znakiem jedności chrześcijan. A więc dla wyrażenia odmienności wiary wprowadzono nową formę w liturgii. Odwrotnie: Kościół dla podkreślenia dogmatu o obecności Pana Jezusa w Eucharystii wprowadził Komu­nię na klęcząco i do ust, odrzucając to wszystko w liturgii co mogło by wprowadzić w błąd. Ponownie Komunię na stojąco i do ręki wprowa­dzili w 1549r. reformatorzy protestantcy, głównie w tym celu by ponownie zaprzeczyć katolickim dogmatom na temat kapłaństwa i rzeczy­wistej obecności Chrystusa w Przenajświętszym Sakramencie. Praktyka taka stała się od tego czasu oznaką antykatolicyzmu.

Główni patroni modernistów Luter i Ariusz nie pozostawiają żadnego cienia wątpliwości że zmiana treści wiary powoduje zmianę obrzędów. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie klęczał przed zwykłym chlebem który nie jest już Chrystusem ale symbolem i normalnym pokarmem. Nikt też nie podaje gościom zwykłego chleba wprost do ust. Skoro nie ma konsekracji chleba i wina traci również jakikolwiek sens kapłaństwo w rozumieniu katolickim. Bezsensem staje się cała hierarchia katolicka z lekceważeniem i atakiem na papieża włącznie. Skutkiem tego Msza Św. przestaje być uobecnieniem ofiary Chrystusa. Stąd bierze się bankietowe rozrywkowy charakter Mszy Św. (klaskanie, skakanie, tańczenie, zachowanie się na luzie, brak jakiegokolwiek szacunku wobec Jezusa w Tabernakulum itp.) w wielu świątyniach w Polsce.

Wszystkie herezje i błędy w historii Kościoła były dziełem duchownych i teologów. Warto tu przypomnieć, że herezję Ariusza (kapłana ale­ksandryjskiego) podważającą Bóstwo Chrystusa, poparto przeszło 90% ówczesnych (IV-V w.) kardynałów i biskupów, natomiast sprzeciwił się temu prosty lud!!!

Nie jest to nowość ani przypadek, że duchowni, teolodzy i świeccy, atakujący prawdę o Eucharystii, uderzają w dogmat o nieomylności pa­pieży (podobnie jak Luter i Kalvin) oraz stawiają własną interpretację soborów i Św. Tradycji, wyżej od papieskiej. W odpowiedzi na to Sobór Watykański l z wielką stanowczością przypomniał i ponownie potwierdził, że Papież, gdy orzeka w sprawach wiary i obyczajów, jest nieomylny, a „skutkiem tego takie Najwyższego Pasterza Rzymskiego wyroki są niezmienne same przez się, nie zaś mocą zgody całego Kościoła. Ktokol­wiek zaś, co nie daj Boże, ośmieli się sprzeciwić naszemu orzeczeniu, niech będzie wyklęty” (Counstit. Dogmat. De Ecciesie Christi, l, cap. III.). Sobór ten wykluczył ze społeczności Kościoła także tych, „którzy stawiają orzeczenia soborów powszechnych wyżej od nauczania Biskupa Rzymu” (Breyiarium Fideis. 83-84). Niektóre orzeczenia soborów i synodów w historii Kościoła były odrzucone przez Papieży.

Dlaczego tylko klękanie jest godną postawą? Klękanie jest zawsze oznaką wiary i szacunku dla kogoś większego. Najwyższym rodzajem szacunku jest cześć. Muzułmanie nie tylko klękają, ale nawet dotykają ziemi czołem, gdy wzywają Allacha, czyli swego Boga, choć mają o Nim tylko mgliste wyobrażenie. Katolik natomiast ma przed sobą Boga obecnego w Pełni, substancjalnie, mimo to nie klęka – stoi! Po 20 wiekach klękania nagle wpadł na szalony pomysł, że trzeba STAĆ przed Bogiem podczas przyjmowania Komunii Św.!!! Sam Bóg objawił, jak mamy oddawać Mu chwałę. W Piśmie Św. jest ok. 500 wersetów mówiących o padnięciu na kolana i twarzą do ziemi przed nieskończonym Bożym Majestatem i Świętością (Por. niektóre z nich: Rdz 22,5; 24,26; 24,48; 24,52; Wj 3,12; 4, 31; 12,27; 4,31; Kpł 9,24; Lb 16,22; 17,10; 20,6; 22,31;

Joz 5,14; 7,6; 1Sm 1,19; 1,28; 6,5; 15,31; 2Sm 12,20; 1532; 2Krn 7,3; 20,18; 29,29; Ne 9,6; Tb 12,16; 5,14; Jdt 4,11; 9,1; 13,17; 1Mch 4,40; 4,55; 2Mch 3,15; 10,4; 10,26; 1,20; Ps 95 (94),6; Iz 45,14 i 23; 49,7; 49,23; 44,4; Ez 1,28; 2,23; 43,2-3; Dn 8,17-18; 10,9; Mt 4,9; 17,6; 14,33; 15,25; 26,39; Mk 1,40; 5,22; 5,33; 7,25; 10,17; Łk 5,12; 17,16; 24,5; 8,41; 8,47; 22,41; Dz 9,40; 20,36; 22,7; 26,14; 1 Kor 14,25; Rz 14,10-11; Ap 1,17; 4,9-11; 5,8 i 14; 7,11; 19,4; 22,8).

Co wyraża postawa stojąca? Może wyrażać szacunek, gotowość do działania, do służby lub oczekiwanie. Wielu błędnie uważa, że jest także znakiem zwycięstwa Zmartwychwstania, jakie odniósł Chrystus, a które i nam stopniowo przypada w udziale. Nie można jednak zapo­minać, że jest to postawa wieloznaczna. Postawa, którą mówi się także: Jestem wyższy lub równy tobie! Może więc wyrażać też tupet i aro­gancję! Jak zachowuje się człowiek, gdy wzbiera pychą? Wyprostowuje się, wznosząc głowę, barki i całą postać. Wszystko w nim mówi: Je­stem większy niż ty! Jest to postawa nie do przyjęcia, zarówno dla Boga, jak i dla człowieka. Gdzie pycha, tam mnie nie ma – powiedział Pan Jezus do św. Faustyny (Dz. V -1563).

Natomiast gdy ktoś jest pokorny duchem, wówczas pochyla głowę, zgina całą postać, słowem uniża się. l to tym głębiej, im większy jest ten, przed którym stoi, również, a nawet bardziej, gotów do działania, do służby. Bardziej dlatego, iż jest to postawa adoracji, głębszego oddania – poddania, wyrażająca cześć, szacunek, pokorę i posłuszeństwo. Tak przez samą postawę wywyższamy Tego, przed którym klęka­my, wskazujemy na Niego i mówimy, że jest to ktoś wyższy, przed którym trzeba się uniżyć, komu należy oddać chwałę i do kogo możną zwrócić się po Łaskę. Dlatego już nawet w religiach pogańskich przyklęknięcie przed bóstwem czy cezarem równało się wyznaniu wiary: Ty jesteś Bogiem! Liczne są szeregi chrześcijan, którzy ginęli śmiercią męczeńską, dlatego że nie chcieli klękać przed fałszywymi bogami -przeciwnie, chcieli klękać wyłącznie przed tym jedynym prawdziwym Bogiem, ukrytym w Najświętszym Sakramencie. Dziś nierzadko jest to zabronione pod sankcją ośmieszenia, publicznego zignorowania, czasem nawet pod sankcją wyrzucenia z Kościoła lub wspólnoty jako nie­posłusznych i zakłócających spokój i porządek!!! l robią to kapłani, którzy są powołani do obrony kultu wg Św. Tradycji (Jan Paweł II enc. Pa-stores Dabo… 22-23 48n, 57-62), w imię racjonalizmu, modernizmu i liberalizmu potępionego wielokrotnie przez Kościół (zob. Św. Papież Pius X Pascendi…. Pius IX Ouanta Cura). „Przedsięwzięliśmy demoralizację na wielką skalę; zepsucie ludu przez kler, a kleru przez nas” -mówi członek wysokiej Wenty Italii Vindice (A. Lossus, Masoneria, Paryż 1993 s. 104). .Szukając środowisk wspierających akcje mające

rzekomo Kościół „odnowić” (tzn. nagiąć do chorej mentalności i ducha tego świata) i „otworzyć na świat”, warto za ks. D. J. Olewińskim Za­cytować informację z francuskiego czasopisma „Vers demain” (1970): „Są trzy fazy masońsko-diabelskiego planu: 1. Wszystkimi środkami należy osiągnąć, żeby w rzymskokatolickich kościołach przyjmowano Komunię na stojąco.

2. Należy doprowadzić, by „chleb” był kładziony komunikującym do ręki, żeby powoli zanikała wiara i pobożność, dążąc w ten sposób do trzeciego etapu. 3. Tak przygotowani wierni zosta­ną doprowadzeni do wiary, że Eucharystia jest tylko symbolem posiłku i w końcu symbolem powszechnego braterstwa” (Ks. D. Olewiński W obronie Mszy Świętej i Tradycji Katolickiej, Antyk 1997, s. 7-8.).

Chesterston powiedział, iż człowiek nie zdaje sobie sprawy, jak WIELKIM jest on na kolanach, l rzeczywiście, człowiek nigdy nie jest piękniejszy, niż w pokornej postawie klęczenia skierowanej do Boga. „Kiedy się uniżasz i wyniszczasz przed Majestatem Moim – mówi Pan Je­zus – wtenczas ścigam cię łaskami Swoimi. Używam wszechmocy, aby cię wywyższyć”

(Dz 576; por. 1 P 5, 5). „Uniżcie się przed Panem, a wy­wyższę was” (Jk 4, 9). Gdy po zmartwychwstaniu Apostołowie ujrzeli Jezusa, „oddali mu pokłon” (Mt 28,17). Identycznie było, gdy wstępo­wał do Nieba (Łk 24, 52). W znaczeniu biblijnym oddanie pokłonu oznacza zawsze padnięcie na kolana lub twarz.

Większa miłość i radość, jaką Apostołowie mieli wobec Jezusa zmartwychwstałego, szły w parze ze wzrostem uszanowania, czci i uniżenia. Dlatego to nie postawa stojąca, a klęcząca jest znakiem Zmartwychwstania, najtrudniejszego zwycięstwa, odniesionego przez człowieka nad sa­mym sobą, nad własną pychą. Tu głębia nicości człowieka, uznane wewnętrzne przekonanie, potwierdzone i wyrażone uniżoną postawą ciała, przywołuje przepaść Bożego Miłosierdzia, które wypełnia braki, jakie człowiek dostrzega i uznaje w sobie (zob. Jr 3,13). Uniżona postawa ciała bowiem zazwyczaj przyczynia się też do uniżenia ducha, wzbudzenia pokory (zob. Est 4,17; Jdt 9,1). A to jest konieczne do zjednoczenia się z Bo­giem, gdyż Łaska Boża spływa tylko na dusze pokorne (Dz 1220). Wbrew prymitywnej i nihilistycznej propagandzie „reformistów”, klękanie nie jest gestem niewolniczym. Wraz z innymi gestami, jak postawa wyprostowana, skłony, bicie się w piersi, znak Krzyża – należy ono do sposobów „wyrażania się ducha w ciele” (J. Ratzinger Das Fest des Glaubens, Einsiedein 1993. 66) i ma niezbywalne „znaczenie antropologiczne” (tamże). Wynika to zresztą z Pisma Św., Tradycji i nauczania Kościoła: „Konieczne jest /…/, aby obrządek zewnętrzny Ofiary z natury swej wyrażał kult we­wnętrzny” – mówi Papież Pius XII. Nie wystarczy więc kult (uniżenie) serca (ducha). Boga mamy czcić także ciałem (zob. l Kor 6, 20; Jk 2,17; 20n). Wymaga tego natura człowieka, która składa się z duszy i ciała (Pius XII Mediator Dei). „Uczą święte sobory – mówi Pius XII – że jest Tra­dycją Kościoła, od początku jego istnienia, czcić w jednej adoracji [w uniżeniu, klęcząc] Boga, Słowo Wcielone oraz Jego Ciało, a Św. Augustyn twierdzi: «Nikt nie spożywa tego Ciała bez uprzedniej adoracji, przydając, że nie tylko nie grzeszymy adorując, lecz nawet grzeszymy nie adoru­jąc”" (zob. Pius XII enc. Mediator Dei 30 i 37). Moderniści i oziębli katolicy dla zakrycia swojej pustki duchowej uciekają się do podstępnej i prze­wrotnej argumentacji, że nie trzeba klękać, bo najważniejsze jest to, co przeżywa się w sercu. Dają w ten sposób świadectwo, jak powierzchow­nie przeżywają obecność Bożą i że nie mają świadomości lub nie wierzą, kim naprawdę jest Ten, z którym się jednoczą. Prawdziwe przeżycie Bo­żej dobroci i stanięcie przed ogromnym Jego Majestatem i Potęgą, wyzwala w sercu człowieka, mającego świadomość własnej grzeszności, tak ogromną wdzięczność i miłość do Boga, że dusza nie jest w stanie przeżywać niepojętej radości z posiadania przebaczającego i kochającego ją Boga, inaczej jak na kolanach. Klęczenie jawi się tu jako wyraz prawdziwej miłości, wdzięczności, a zarazem uznania własnej słabości i nicości, która skłania nas do bezgranicznej ufności wobec kochającego i wszechmocnego Boga. Prawdziwie pokorne klękanie nie ma więc swego źródła w zniewalającym strachu, jak gdybyśmy stali tylko przed potężnym i surowym Monarchą. Uwielbienie Eucharystii „z powagą nabożną i pełną czci (…) nie ujmuje niczego poufałości i czułości” – powiedział Jan Paweł II do zakonników w Montevideo (31 III 1982). Choć bardzo miłe są Bogu ze­wnętrzne oznaki naszej miłości i pobożności, konieczne również po to, abyśmy nigdy nie zapomnieli, przed Kim stoimy, to jako dobry i miłujący Oj­ciec jeszcze bardziej pragnie naszych serc, dziecięcego oddania się, czułości, poufałości, swobody, zaufania i otwarcia się oraz szczerej serdecz­ności. l w tym znaczeniu, jak orzekł Sobór Trydencki, najważniejszy jest element wewnętrzny kultu Bożego, gdyż powinniśmy bez przerwy żyć w Chrystusie i jemu się oddawać. Aby jednak ta prawda zajaśniała całą pełnią, Bóg wymaga od nas uległości duszy i ciała wobec Eucharystii, i to zewnętrzne uszanowanie winno być nie mniejsze niż wewnętrzne. Duch Święty wielokrotnie przypominał to Kościołowi: „Liturgia Święta zaś wy­maga, aby te dwa pierwiastki [zewnętrzny i wewnętrzny] ściśle były ze sobą związane” (Pius XII Mediator Dei; por. Brewiarium Fidei, str. 530. Widzimy więc, że zgodnie z doktrynalno-dogmatycznymi orzeczeniami Kościoła, zmuszanie lub najmniejsze sugerowanie do postawy stojącej, po­stawy niegodnej, sprzeciwia się należnej chwale naszemu Stwórcy, podkopuje fundamenty wiary i pozbawia wiernych wielu bezcennych Łask.

Nieuszanowanie Świętości Eucharystii jest śmiertelną trucizną dla wiary. Klękanie miało i zawsze mieć będzie niezaprzeczalną wymowę. Dlatego zapatrzeni jesteśmy w pokorną postawę Anioła z Fatimy, który z czołem przy ziemi, na kolanach uwielbiał Boga w Eucharystii, mówiąc: „Tak macie się modlić!”. Dzieci fatimskie widziały kilkakrotnie Anioła modlącego się czołem do ziemi. Same też codziennie, na kola­nach, przez kilka godzin wynagradzały Bogu za zniewagi, jakich doznaje w Najświętszym Sakramencie. W maju 1916 r. były świadkiem, jak Anioł Stróż Portugalii, padłszy twarzą na ziemię, oddawał cześć Hostii Przenajświętszej, z której spływały krople Krwi do kielicha. Po chwili powiedział: „Przyjmijcie Ciało i Krew Pana Jezusa, tak strasznie znieważane przez niewdzięcznych ludzi. Pokutujcie za ich grzechy i pocie­szajcie Boga naszego”. Jan Paweł II w homilii mszalnej z dn. 13 V 1982 r. powiedział, że „treść wezwania Pani z Fatimy jest tak głęboko za­korzeniona w Ewangelii i całej Tradycji, że Kościół czuje się tym orędziem wezwany” (…) i że jest ono „jeszcze bardziej aktualne niż 65 lat temu” (Ks. J. Drozd SDS, Orędzie Niepokalanej, Salwatorianie, Kraków 1990

Z Ewangelii Św. wiemy, że na pustyni szatan kusił umartwiającego się i  po­szczącego przez czterdzieści dni Jezusa. Czego najbardziej pragnął szatan? Chciał znaku widzialnego. Chciał, aby Pan Jezus oddał mu pokłon i upadł przed nim na twarz. W ten sposób chciał przywłaszczyć sobie chwałę należną Stwórcy. Jak bar­dzo ważny musiał być ten znak zewnętrzny skoro diabeł chciał oddać Panu Jezuso­wi za jeden jedyny pokłon wszystkie królestwa świata. Lecz Pan Jezus mu odpowie­dział:

„Panu Bogu swojemu będziesz oddawał pokłon i jemu samemu będziesz słu­żył”

(Mt 4, 8-11). Jezus sam dał lekcję pokory i uniżenia Apostołom, umywając im nogi. W Ogrójcu klęczał na kolanach, padał na twarz i prosił Boga Ojca o wypełnie­nie Woli Bożej. A o jaką modlitwę prosił Jan Paweł II? Czyż nie powiedział: „Módlcie się na kolanach, a wtedy wszystko wyprosicie”. Tak wielu kapłanów z Odnowy Du­cha Świętego pragnie odnowy swojego życia, odnowy Kościoła. A co czyni? Źle poj­muje Dary Ducha Świętego, wszelkie Łaski i zmusza Lud Boży do znieważania pu­blicznego Boga przez podawanie Komunii Św. stojącym. Każdego dnia odmawiają Ojcze Nasz, odprawiają Mszę Św. Jak przyjmują Pana Jezusa do swojego serca, gdy w ich sercach jest nienawiść, złość, gdy publicznie prześladują wiernych, którzy oddają należną chwałę i cześć, i uwielbienie całej  Trójcy Przenajświętszej.



Bo godna postawa, to postawa na kolanach. Jakże sprzeczna jest ta wiara tych duchownych.

Dają oni dowód, że zatracili zupełnie poczucie Świętości Boga. Takie traktowanie Eucharystii i wiernych zwróci się ze straszliwą siłą przeciwko nim samym. Wierni świeccy nie mogą dać się zwodzić, że te znaki zewnętrzne są nieważne. Są to znaki świadczące o naszej miłości, o naszej wierze. Tak samo, gdy czynimy znak krzyża, wyznajemy, że należymy do Boga, podobnie gdy nosimy medaliki, krzyżyk, gdy czynimy znak krzyża święconą wodą, wchodząc do kościoła. Wszystko to są znaki widzialne, które świadczą o naszej miłości. Znaki te nigdy nie mogą być usunięte bez szkody dla naszej wiary. A czyż procesja Eucharystyczna w Boże Ciało nie jest znakiem widzialnym dla całego świata? Oczy­szczamy się nie tylko modlitwą i przez pokutę, ale także oczyszczamy nasze serca przez znaki widzialne, które są tak bardzo potrzebne.

Do klęczącego kapłana podchodzi kobieta: „Proszę mi wybaczyć, że przerywam modlitwę. Nie byłam katoliczką, ale przychodziłam na kazania księdza. Przekonywała mnie ich treść, ale pozostawała jeszcze wątpliwość, czy wierzy ksiądz naprawdę w to, co mówi, i czy prakty­kuje to w życiu. Patrząc z ukrycia na pełne czci przyklęknięcie księdza, a potem na jego modlitwę, pozbyłam się tej wątpliwości. Chcę zo­stać katoliczką”. Jak ważne jest kapłańskie świadectwo, świadczą słowa Matki Bożej skierowane do przeoryszy klasztoru Franciszkanek w Agredzie – świątobliwej Marii od Jezusa: „Jeżeli nieuszanowanie wobec Najświętszego Sakramentu jest ciężkim grzechem dla wszystkich dzieci Kościoła, to na tym większą karę zasługują niegodni słudzy ołtarza. Z nieuszanowania bowiem, z jakim obchodzili się z Najświętszym Sakramentem, pochodzi lekceważenie go przez innych katolików” (Mistyczne miasto Boże, Michalineum 1999). Nieszczęśni „nowatorzy” odrzucają świadectwa świętych i mistyków, potwierdzających Prawdy Wiary, zawarte w Piśmie Św. i Św. Tradycji. Przeżycia świętych są wielkim skarbem Kościoła, i jak powiedział Jan Paweł II, jednym „z pewnych źródeł poznania Boga”. Jak przyjmować Komunię Św. mówią nam, katolikom, sami protestanci: „Gdybyśmy wierzyli w to, co wy, katolicy, wierzycie (lub przynajmniej mówicie, że wierzycie, szlibyśmy do Jezusa w Hostii na kolanach” (S.B. Mc Kenn Jezus jest moim Zbawicielem. Wyd. M. Kraków 1995, s. 50-51).

Postawa klęcząca jest postawieniem człowieka w prawdzie, która wyzwala z wszelkich urojeń błędnego mniemania o sobie i Bogu. Nad­to czyni człowieka wolnym, gdyż sam Bóg zniża się wtedy przed swoim stworzeniem i napełnia go swoją Łaską, pełnią życia Bożego. Nato­miast postawa STOJĄCA pogłębia naszą pychę, oddala od Boga, jest postawą człowieka zniewolonego i zaślepionego swoją wielkością i po­niżającego swoją godność dziecka Bożego. Fałszuje przy tym pełną prawdę o grzesznym człowieku i o Bogu, który jest nie tylko Miłosierdziem, ale I NIESKOŃCZONĄ POTĘGA, MAJESTATEM l ŚWIĘTOŚCIĄ. Ten sam przed KTÓRYM niezliczone rzesze Aniołów i Świętych w Niebie na twarz padają. Przy każdym błogosławieństwie kapłańskim wierni dla uzyskania łaski winni padać na kolana, gdyż w osobie kapłana stoją przed tym samym ogromnym Majestatem Boga co Aniołowie w Niebie.

Św. Jan w czasie zachwycenia widział w Niebie przed Tronem Bożym niezliczoną rzeszę Świętych ze czcią upadających na twarz i ja­śniejących miłością: „A wszyscy Aniołowie stanęli wokół Tronu (…) i na oblicza swe padli przed Tronem, i pokłon oddali Bogu,, (Ap 7,11; Ap 4, 9-11; Ap 5, 8 i 14; Ap 19,4; Ap 22, 8). Sam widząc Jezusa jaśniejącego w swej mocy i chwale „padł na twarz jak martwy” (Ap 1,17).

A przecież Pan Jezus, który w Niebie odbiera taką daninę hołdu i chwały, ten sam jest obecny w Najświętszym Sakramencie, otoczony mnóstwem duchów niebieskich. Jeśli nawet filary niebieskie drżą ze czci, cóż dopiero człowiek – proch ziemski?! Zrozumiał to setnik, wypo­wiadając słowa: „Panie nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie”. Przejmujący jest biblijny opis Mojżesza zdejmującego sandały, aby ucz­cić ziemię, na której objawił mu się Bóg. Św. Jan Chryzostom poucza: „Pomnij, jaki zaszczyt jest ci udzielony, co to jest za stół, przy którym gościsz! Na co Aniołowie ze drżeniem patrzą, na co nie śmią oni spojrzeć bez bojaźni z powodu wychodzącego blasku – to jest nam dane na pożywienie w zjednoczeniu. Z Chrystusem stajemy się jednym Ciałem”.

Cudownie uzdrowiona kobieta upadła na twarz przed Jezusem, który chwaląc ten zewnętrzny gest i akt wdzięczności, miłości i wiary, powiedział: „Córko; twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!” (Łk 8, 47-4,8). Jak widzimy potrzebna jest żywa wiara i prawdziwa pokora, by paść na kolana przed żywym Bogiem w Najświętszym Sakramencie. To trzej pogańscy mędrcy i królowie oraz prości pasterze pełni pokory „upadli na twarz” (por. Mt 2,11) i oddali pokłon Dzieciątku Jezus. Nie uczynili tego arcykapłani i uczeni w piśmie, których intelektualna py­cha i materializm uczyniły niezdolnymi do zgięcia kolan przed swoim Bogiem. Dlatego Chrystus nazwał ich „grobami pobielanymi” (por. Łk 11, 44 i 52). Słowa te należałoby odnieść także do wielu dzisiejszych biskupów, kapłanów i świeckich.

Aby nas, ludzi, nie porazić i sparaliżować czy wręcz unicestwić, Bóg ukrywa swój nieskończony Majestat pod Postacią Hostii Św. Pra­gnie dla naszej zasługi i wywyższenia, abyśmy, posłuszni prawdziwemu Nauczaniu Kościoła, uniżyli się sami.

Jak można uznać za normalne, aby bez najmniejszego znaku szacunku jednoczyć się z ogromnym Majestatem Boga w Komunii Św., skoro jak mówi Św. Paweł: „Na samo Imię Jezus ma zgiąć się wszelkie kolano istot niebieskich, ziemskich i podziemnych” (Flp 2,10). A tu jest NAJŚWIĘTSZY SAKRAMENT – BÓG ukryty Żywy i Prawdziwy!!! Uniżenie człowieka powinno być tym większe, im bardziej Bóg się uniża. Największym uniżeniem Boga wobec człowieka jest zjednoczenie się z nim w czasie przyjęcia Komunii Św. Skoro niedopuszczalne jest sta­nie w czasie konsekracji, błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem i błogosławieństwa kapłańskiego, to stokroć bardziej w momencie przyjmowania Komunii Św. DLATEGO JEŚLI TU NIE TRZEBA KLĘKNĄĆ. TO JAKIEKOLWIEK INNE KLĘKANIE STAJE SIĘ ABSURDEM! „Kościół, zginając kolana w imię Jezusa, czyni prawdę; włącza się tak w gest wszechświata, który oddaje hołd Zwycięzcy i tym samym sam przechodzi na stronę Zwycięzcy (…). Tak List do Filipian, przez zespolenie słów proroctwa Starego Testamentu (por. Iz 45, 23) i świadectwa samego Je­zusa (por. Mt 26, 39; Łk 22, 41), nadał gestowi klęczenia, zakładanemu jako postawa chrześcijan wobec Imienia Jezusowego, kosmiczną i historiozbawczą głębię, w której ten cielesny gest staje się chrześcijańskim wyznaniem wiary, niemożliwym do zastąpienia przez słowa” (J. Ratzinger Das Fest des Glaubens, Einsiedein 1993. 66n).

Szatan najbardziej nienawidzi klęczących w czasie przyjmowania Komunii Św.!!! Nawet najwięksi wrogowie Kościoła wiedzieli, jak należy odda­wać hołd Bogu. Dlatego ziemscy słudzy szatana, hitlerowcy i komuniści, wchodząc służbowo do kościołów, nigdy nie klękali, gdyż poważnie narazi­liby się swoim przełożonym. Walka z postawą uniżoną przed Bogiem była jednym z najważniejszych elementów propagandy nazistowskiej, głoszą­cej: „Niemiec nie klęka przed swoim Bogiem, Niemiec stoi przed swoim Bogiem”. Osławiony Goebbels osobiście zaangażował się przeciwko „niewol­nictwu kolan” w imię tych, którzy mieli być rzekomo ludźmi wolnymi (freie Menschen). Podobnie czyni dzisiaj wielu pasterzy wobec wiernych!

To nierozumne zwierzęta wiedziały, jak oddawać cześć swojemu Stwórcy. Św. Antoni Padewski zasłynął z tego, że w niezwykłych oko­licznościach przekonał wyznawcę herezji albigensów, Boniville’a, że w Najświętszym Sakramencie przebywa prawdziwy Bóg. Kiedy wzniósł konsekrowaną Hostię, muł głodzony przez trzy dni, padł na kolana, nie zważając na ustawioną obok paszę. To nie zwierzęcy instynkt, ale moc Boża powaliła go na kolana, aby odtąd już żaden człowiek nie tłumaczył się nigdy, że nie wiedział, jaką postawę należy przyjąć naprze­ciw swego Boga. Po tym wydarzeniu Boniville i grupa heretyków nawrócili się na prawdziwą wiarę (Ks. N. Nasuti Cud Eucharystyczny 4 w Lanciano, Arka 1999). Narzuca się tu pytanie: „Skoro przy betlejemskim żłóbku bydlęta klękały, a „wół rozpoznaje swego Pana” (por. Iz 1, 3), to jak powinien się zachować rozumny i kierujący się prawym sumieniem katolik? A tym bardziej biskup czy kapłan?”

Wszyscy znamy słowa pięknej i natchnionej pieśni: „Upadnij na kolana, ludu czcią przejęty. Uwielbiaj swego Pana, Święty, Święty, Święty”… Trzeba być czcią przejętym, żeby paść na kolana. Trzeba wiedzieć, przed KIM i dlaczego! Skoro sam Pan Jezus będąc bez grzechu „padł na twarz” (Mt 26, 39) przed Bogiem Ojcem w czasie błagalnej modlitwy w Ogrójcu, to cóż dopiero grzeszny człowiek!?

Dlatego Kościół w swoim prawdziwym nauczaniu od 2000 lat zna wobec Eucharystii tylko jeden gest, tj. KLĘCZENIE!!!

Kościół modli się wg tego, w co wierzy. Różne pieśni religijne zatwierdzone przez Kościół są po prostu wyznaniem naszej wiary!

Prawdziwym obłędem i najwyższym zaślepieniem urągającym Bogu jest sytuacja, gdy wierni w czasie przyjmowania Komunii Św. śpiewają np. „Padnijmy na kolana, uczcijmy niebios Pana z miłością, z czułością wiernych sług…”, a kapłan nakazuje wiernym, często brutalnie wymusza­jąc i poniżając „opornych”, przyjąć postawę STOJĄCĄ!!! Zmusza się ludzi do tego, aby co innego wyznawali w modlitwie, a w co innego WIERZYLI l CZYNILI!!! „Trzeba bowiem wierzyć umysłem w to, co usta śpiewają, a to, w co wierzy umysł, trzeba wprowadzać do prywatnych i publicznych obyczajów” (Papież Pius XII enc. Mediator Dei 1947, Bryiarium Fidei s.531). Bardziej przebiegli „reformiści”, chcąc skutecznie zniszczyć głębo­ką cześć i wyrwać wiarę w realną obecność Boga w Przenajświętszej Hostii i zamienić ofiarny charakter Mszy Św. na ucztę, wzorem protestan­tów, usuwają te natchnione pieśni, zastępując je płytkimi piosenkami bez większego lub żadnego związku z tym wielkim Misterium.

Podważa się tu świętą katolicką zasadę lex orandi – lex credendi (jak się modlisz, tak wierzysz, jak wierzysz, tak się modlisz), stwierdza­jącą dogmatyczną poprawność modlitw głęboko zakorzenionych i przez całe stulecia będących w służbie Bożej. Do takich modlitw należą niezliczone kolędy i pieśni eucharystyczne, mówiące o adoracji Boga na kolanach i czołem do ziemi. Np.: „Ja, proch mizerny, przed Twą możnością z Wojskiem Aniołów klękam z radością”; „A gdy pastuszkowie wszystko zrozumieli (…) padli przed Nim na kolana i uczcili swego Pana”. O ich głębi teologicznej mówił wielokrotnie Jan Paweł II. Tak wierzono i tak modlono się przez  20 wieków.

Zgodnie z doktryną Kościoła świadome podważanie treści starych modlitw jest równoznaczne z wykluczeniem się ze społeczności Ko­ścioła. Nie można bowiem zmieniać dogmatycznej pewności tradycyjnych modlitw bez zmiany wiary!!! Gdyby to uczyniono, to należałoby uznać za fałszywe Pismo Św., a nauczanie wszystkich papieży i zjednoczonych z nimi biskupów od dwóch tysięcy lat, za heretyckie! Jak podkreśla kard. J. Ratzinger, „Wspólnota, która nagle ogłasza jako surowo zakazane coś, co było dla niej dotychczas czymś najświętszym i najszczytniejszym, a pragnienie tego ukazuje jako coś nieprzyzwoitego, taka wspólnota kwestionuje samą siebie. Bo właściwie jak czło­wiek ma tu jej jeszcze wierzyć, czy dzisiejsze nakazy nie staną się jutro zakazem (…). Z całą pewnością jest to błędna droga (…). Liturgia nie jest bowiem czymś, co wymyślają wciąż nowe komisje. Liturgia musi zachowywać swą wielką ciągłość, swą ostateczną nienaruszalność, dzięki której spotykam w niej tysiąclecia, a przez to samą wieczność (Sól ziemi, Znak, Kraków 1997 r., s. 151-153). Dzisiaj bezmyślnie w imię fałszywej odnowy Kościoła niszczy się wśród Ludu Bożego i we wszelkich zgromadzeniach zakonnych ten wielki kapitał pokory zgię­tych kolan, poczucia Sacrum i bojaźni Bożej, wypracowany przez pokolenia świętych biskupów, kapłanów i papieży. Kardynał Newman mówiąc o niezmienności form obrzędów religijnych, powołuje się na Tradycję Mojżeszową, niezmiennie obowiązującą Żydów do dzisiaj. Przy­pomina on, że „obrzędy”; które słusznie Kościół zarządził, i które są od dłuższego czasu w użyciu, nie mogą być zniesione bez wielkiej szko­dy dla naszych dusz” (Predigten II, 90 nn).

Papież Jan Paweł II, w nawiązaniu do Vaticanum II, niejednokrotnie mówił: „Kościół dzisiejszy nie potrzebuje nowych reformatorów, Ko­ściół potrzebuje nowych świętych” (V. Messori, Raport o stanie wiary, Michalineum, 1986, str. 35.). „Teologowie katoliccy nie mogą wybie­rać dróg sprzecznych z wiarą apostolską, przekazaną przez Ojców i potwierdzoną przez Sobory” (L ‘Osservatore Romano 10/95, s. 51). Podobnie kard. J. Ratzinger ostrzegał biskupów przed fałszywą odnową i reformą liturgii: „Zatem reformy i odnowa nie mają polegać na wznoszeniu przez nas nowych wymędrkowanych struktur (…) tę prawdę dobrze znają święci – oni rzeczywiście dogłębnie reformowali Ko­ściół, nie przez wznoszenie nowych struktur, ale przez odnowę samych siebie” (V. Messori, Raport o stanie wiary, s. 45-46).

W świetle przytoczonych tu dokumentów widać, jak wielkim skandalem i obrazą Boga są próby najdrobniejszego nawet umniejszania kultu i rewolucjonizowanie ustalonych od wieków form czci oddawanej Eucharystii.

Świadome i celowe odcinanie się od tradycyjnej liturgii jest aktem wrogim, wymierzonym przeciwko Kościołowi Chrystusowemu w celu jego zniszczenia. Tak stało się na Zachodzie. Cywilizacja chrześcijańska została zamieniona na cywilizację śmierci.

Nikt, poza Papieżem, nie ma prawa w Kościele (ani kardynał, ani biskup, ani episkopat, tym bardziej kapłan) tworzyć według własnego widzimisię nowe obrzędy w liturgii. „Jedynie Papież ma prawo uznawać i ustalać formy kultu Bożego, wprowadzać i aprobować nowe obrzę­dy lub zmieniać te, których zmianę uzna za stosowną” (Breviarium Fidei, Poznań 1988 r., s. 524; por. enc. Mediator Dei, s. 30). Jednym z warunków zbawienia się biskupa, kapłana i osoby świeckiej jest całkowite posłuszeństwo Papieżowi!!! W sprawach wiary tylko Papież jest nieomylny. Biskup, teolog, kapłan może się mylić. Vaticanum II może być interpretowany tylko i wyłącznie w zgodności z nauczaniem wszy­stkich papieży i zaakceptowanych przez nich soborów w ciągu dwóch tysięcy lat. Samowolne wprowadzanie tych zgubnych „nowości” godzi w jedność Kościoła i z pewnością nie pozostanie bez STRASZNYCH KONSEKWENCJI!!!

Wielu duchownych, szczególnie tych małej wiary i źle uformowanych na seminariach, nie rozumiejących w ogóle sytuacji wewnątrz Kościoła, wprowadziło te nielegalne „praktyki” w dobrej wierze. Bardziej światli kapłani i świeccy na Zachodzie, widząc powszechne odstęp­stwo od Kościoła, brak powołań kapłańskich i puste kościoły (w większości bez Jezusa Eucharystycznego), odwraca się od tych nielegal­nych i świętokradczych obrzędów rujnujących wiarę, idąc za Tradycją i wskazaniami Namiestnika Chrystusowego.

Przez to niesłychane nieuszanowanie i obojętność, których nigdy dotąd nie było, ludzie ściągną karę na świat. Lekceważenie Eucharystii powoduje w człowieku utratę wiary w żywą obecność Jezusa w Eucharystii!!! A zanik pobożności Eucharystycznej prowadzi do ateizmu lub pro­testantyzmu. Tak jak to widział w wizji Św. Jan Bosko: gdy ludzie nie znajdą już nic świętego w Kościele, odwrócą się od tej ohydy ziejącej pustką i odejdą, wyrzucając przedmioty święte do śmietników, by więcej nie klękać i nie wielbić Stwórcy, l tak pozostawieni sami sobie sta­ną się łupem diabła… Młodzież widząc taką obojętność wobec Najświętszego Sakramentu, nie będzie darzyła szacunkiem ani Eucharystii, ani kapłanów. Będzie masowo, podobnie jak na Zachodzie, odwracać się od Kościoła. Nie uczmy się tych błędów z Zachodu. Tam kościoły są już puste. Europa gnije i patrzy na Polskę. Można temu jeszcze zapobiec. Dlatego wołamy wielkim głosem do biskupów o zajęcie się spra­wą upadającej szybko pobożności Eucharystycznej. Żądamy uszanowania Największej Świętości: EUCHARYSTIII Niezbywalnym obowiązkiem biskupa i kapłana jest nauczanie z mocą o konieczności wielkiej czci wobec Eucharystii, a szczególnie w czasie Jej przyjmowania, zgodnie z mottem pieśni „Upadnij na kolana, ludu czcią przejęty”.

Te praktyki, z inspiracji masonerii, wbrew Papieżowi Pawłowi VI i Janowi Pawłowi II, narzucili swoim wiernym zliberalizowani (biskupi l kar­dynałowie na Zachodzie (Por. ks. dr F. S. Salvany Liberalizm jest grzechem, Wers 1998). Są to fakty dokonane, wobec których Jan Paweł II na Watykanie jest bezsilny! Wielu biskupów l kardynałów nie chce się z tego wycofać, wielu nie ma odwagi przyznać się do błędu, jeszcze inni bojąc się bardziej ludzi niż Boga, nie mają publicznej odwagi przeciwstawić się tym szatańskim wynalazkom; biorąc na siebie straszną odpowie­dzialność przed Bogiem. Dlatego wielu ludzi, w tym kapłanów, sądzi, że pochodzi to od Papieża, mimo że żaden biskup ani kapłan nie może powo­łać się na żaden dokument papieski, nakazujący te praktyki! Papież nie może pozwolić sobie na otwarty konflikt z duchowieństwem, gdyż byłoby to wielkim zgorszeniem, szczególnie dla wiernych małej wiary. Jest to jedna z przyczyn, dla których Jan Paweł II zmuszony jest podawać i tolerować Komunię Św. na stojąco, a niekiedy nawet na rękę! Od dawna dla nikogo nie jest tajemnicą (przynajmniej na Zachodzie), że wspomniane tutaj nadużycia sprawiają ogromny ból obecnemu Papieżowi.

W encyklice zwracając się do wszystkich biskupów katolickich w nawiązaniu do fałszowania Tradycji Kościoła oraz podważania funda­mentalnych Prawd Wiary katolickiej wewnątrz Kościoła, Ojciec Św. Jan Paweł II pisze m. in.: „Istnieje

rozdźwięk między tradycyjnym nauczaniem Kościoła Św., a pewnymi poglądami teologicznymi rozpowszechnianymi także w Seminariach i na wydziałach teologicznych, na temat zaga­dnień o ogromnym znaczeniu dla Kościoła Św. i dla zgodnego z wiarą życia chrześcijan, a także dla relacji międzyludzkich”… Pisząc dalej, Jan Paweł II określa obecną sytuację Kościoła jako „prawdziwy kryzys” {Yeritatis Splendor nn. 4, 5, por. Red. Missio 2). Jak do tej pory, głos Pa­pieża jest głosem wołającego na pustyni. W podobnych słowach przestrzegał w dn. 6 II 1981 r.: „W poczuciu bolesnej rzeczywistości trzeba przyznać, że -pełnymi garściami rozrzucono idee przeciwstawne prawdzie objawionej i nauczane] od zawsze; rozpowszechniły się prawdziwe he­rezje na polu dogmatycznym i moralnym, wywołując wątpliwości, zamieszanie, bunty; sfałszowano także liturgię”".

Kardynał J. Ratzinger, który na co dzień zmaga się z „reformatorami”, z goryczą zauważa, iż: „W miejscu liturgii, będącej owocem kon­tynuacji, umieszczono liturgię sfabrykowaną, banalny produkt chwili” (Ks. D. Olewiński W obronie Mszy i Tradycji Katolickiej, Antyk 1997 r., s. 167). Autorytet kapłana pochodzi z autorytetu Chrystusa. Jak będą biskupi i kapłani obchodzić się z Jezusem utajonym w Hostii Przenaj­świętszej, tak też będą traktowani przez wiernych. Trwanie w tych błędach sprawi, że szatan będzie miał coraz większą władzę nad tymi du­chownymi i będzie mógł coraz bardziej szkodzić Kościołowi Św. i narodowi… Daje się zauważyć coraz większy spadek autorytetu biskupów i kapłanów, szczególnie w oczach młodzieży: „A przeto z mojej woli jesteście lekceważeni i macie małe znaczenie wśród całego ludu, ponie­waż nie trzymacie się moich dróg i stronniczo udzielacie pouczeń” (Ml 2, 9). W swojej głośnej książce Przekroczyć próg nadziei Jan Paweł II z bólem pisze: „Tak, człowiek się zgubił, kaznodzieje się zgubili, katecheci się zgubili, wychowawcy się zgubili”.

Jak powinni zachować się prawowierni katolicy wobec narzucanych im obcych i wrogich Kościołowi obrzędów? Na pozostałych duchow­nych i świeckich spoczywa niezbywalny obowiązek zdecydowanego i odważnego przeciwstawienia się tym fałszywym naukom poprzez oso­biste świadectwo, słowo i modlitwę. Należy pamiętać o powszechnie uznanej nauce katolickiej, mówiącej, że grzechem przeciwko obowiąz­kowi posłuszeństwa jest także przesada (excessus) poprzez służalczość (servilitas), w której jest ubóstwiana osoba przełożonego, lub też przez uznawanie Objawienia Bożego w jakimś rozkazie, tak jakby każdy rozkaz przełożonego był sprawiedliwy i zawsze najlepszy.

Gdy jakiś nieposłuszny Kościołowi duchowny, „zgorszony” postawą klęczącą, odmówi nam podania Komunii Św., należy spokojnie wrócić na swoje miejsce i przyjąć Komunię Św. duchowo! Pan Jezus widząc, że dla niego cierpimy, przychodzi do naszego serca sakramentalnie! Dochodzi tu jeszcze dodatkowa zasługa, wynikająca z obrony czci do Najświętszego Sakramentu. Nie wolno dać się zastraszyć „argumentami”, które w prakty­ce nakazują zachowanie fałszywego posłuszeństwa, które jest grzechem. Posłuszeństwo ma swoje granice i nie może być ślepe. To prawda, że Pan Jezus powiedział, że „kto was słucha, ten Mnie słucha” (Łk 10,16), ale ta zasada obowiązuje tylko i wyłącznie wtedy, gdy pasterze głoszą prawdziwą Ewangelię, taką, którą przekazał Chrystus. Jeżeli natomiast nie są wierni prawdziwej Nauce Jezusa, to wówczas obowiązują słowa Św. Piotra Apostoła, że „bardziej trzeba słuchać Boga niż ludzi” (Dz 4,19; 5, 29). Posłuszeństwo jest na służbie wiary, a nie wiara na służbie po­słuszeństwa! Jakakolwiek herezja nie może być źródłem posłuszeństwa! Sam Chrystus ostrzegał przed fałszywymi pasterzami, mówiąc: „Strzeż­cie się wilków w owczej skórze” (Mt, 7, 15). Jest ewangelicznym obowiązkiem odmówić posłuszeństwa takim biskupom czy kapłanom, którzy niezgodnie z Bożym Objawieniem próbują narzucić wiernym przyjmowanie Komunii Św. na stojąco i do ręki, z rąk „szafarzy” świeckich, zmuszając przy tym, często brutalnie, wielu bardziej pobożnych i wrażliwych wiernych do łamania swoich sumień.

Tak samo zobowiązani są czynić kapłani względem niektórych biskupów, bezprawnie narzucających te „nowości” pustoszące życie du­chowe. Kapłan lub osoba świecka, którzy bardziej słuchają błądzącego biskupa niż Papieża, stawiają siebie poza burtą Kościoła. Znajomość Prawdy wiąże się z odpowiedzialnością przed Bogiem (por. Hbr 10, 26). Św. Antoni miał publiczną odwagę upominać nawet biskupów, Wielu z nich gorliwiej zaczęło służyć Bogu.

Również nie jest grzechem przeciwko posłuszeństwu, gdy piętnuje się błędy i słabości przełożonego przy zachowaniu autorytetu jego władzy. Równocześnie powinnością jest okazanie nieposłuszeństwa, gdy przełożony rozkazuje coś, co się sprzeciwia wyższemu nakazowi {Diet. mor. can. III, 1966, 408; por. Waldstein (prof. dr) Wolfgang, Hirtensorge und Liturgiereform, Schaan/Liechtenstein 1977.33.). Naj­wyższym zaś przykazaniem jest Boże Objawienie, Pismo Św. i Tradycja w tym znaczeniu, w jakim były zawsze przez Urząd Nauczycielski [tzn. papieży] wykładane. Papież, jak to przypomniał Sobór Watykański l, „posiada z Woli Chrystusa pełna l najwyższa władzę nauczania, której nikt nie może odrzucić ani też poddawać osądowi” (Brew/larum Fidel, str. 83-84).

Jan Paweł II jako Biskup Diecezji Rzymskiej, chcąc powstrzymać upadek wiary, wydał polecenie, aby Komunia Św. była podawana wy­łącznie z rąk kapłana do ust wiernym klęczącym. Wszyscy Włosi o tym wiedzą, jednak duchowieństwo nie respektuje tego! Z powodu obe­cnej sytuacji wewnątrz Kościoła serce Jana Pawła II krwawi nieustannie.

Dla pociechy podajemy, że grupa Polaków zamieszkałych w Anglii, przez trzy miesiące nie chciała się ugiąć wobec kapłana-moderni­sty, który nie chciał im udzielić Komunii Św. na klęcząco. Przyjmowali duchowo, klęcząc na uboczu. Po tym czasie kapłan się zmienił, poje­chał nawet z nimi do Medziugorje. Ale ile trzeba było ofiarować za niego cierpienia, postu o chlebie i wodzie, modlitwy… Za duchownych-modernistów potrzeba wiele pokuty, modlitwy i postów, aby się opamiętali!!! Prośmy wytrwale za naszymi polskimi kapłanami..

Upadek religijny na Zachodzie miał ścisły związek z upadkiem czci dla Sakramentu Ołtarza. Komunia na stojąco stopniowo osłabia wia­rę a na rękę niszczy ją całkowicie.

Nie będzie nigdy odnowy religijnej i moralnej w Kościele i narodzie jeśli nie powrócimy do tradycyjnej wiary naszych ojców.

“Polskę szczególnie umiłowałem, a jeśli będzie posłuszna Mojej woli, wywyższę ją w potędze świętości”, powiedział Pan Jezus do św. Faustyny. Największą chyba apostołką Najświętszego Sakramentu w ostatnim stuleciu była wielka polska mistyczka i ekstatyczka, kandy­datka na ołtarze, sł. Boża Wanda Malczewska (t 1896). Otrzymała następującą obietnicę od Pana Jezusa: “Gdy nabożeństwo Eucharystycz­ne rozpowszechni się wśród wszystkich klas społeczeństwa w świecie (…) Świat się odrodzi (…) Nastąpi braterstwo narodów (…) Uświęce­nie rodzin. Zbliży się do was Królestwo Boże o które prosicie”. “Mów komu tylko możesz, że odrodzenie waszej ojczyzny jej rozkwit i utrzy­manie się w niezależności zależy od zjednoczenia się ze mną przez życie Eucharystyczne”, (por. ks. G. Augustynik Miłość Boga i Ojczyzny w życiu Wandy Malczewskiej, Arka, Wrocław 1999; ks. A. Majewski Sługa Boża Wanda Malczewska – Wizje, przepowiednie, upomnienia). Jej wyjątkowa świętość i patriotyzm powinny być przedmiotem kontemplacji całego narodu. W homilii z dn. 17 VI 1987r. Jan Paweł II po­stawił ją za wzór wszystkim Polakom.

Z braku miejsca nie możemy przytoczyć setek dokumentów papieskich i soborowych potępiających te nadużycia. Zainteresowanych odsyłamy do książek tu wskazanych. Wydawcy tych książek mają ogromne zasługi w obronie zdrowej nauki i moralności w Kościele i naro­dzie. Moderniści próbują podstępnie zdyskredytować i sparaliżować ich działalność. Wymienione tu książki można nabyć w następujących hurtowniach: Poznań ul. Jaszuńskiego 20; tel. (061) 83-05-182; Wrocław ul. Upalna 11, sprzedaż wysyłkowa; tel. (071) 33-98-680; Warszawa-Komorów, ul. Klonowa 10a; tel. (022) 75-80-359.

Solidarność” Ludzi Pracy Gdańsk, Poznań, Katowice.

Opublikowany w Apel, Kościół, Religia | Otagowane: , | Komentarzy: 22 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 175 other followers