Kolega opowiadał mi kiedyś dykteryjkę z przedszkola − prywatnego, co ma dla historii pewne znaczenie.
Rafał Ziemkiewicz
Jedno z przyjętych do niego dzieci, jak się szybko okazało, miało zwyczaj ściągania przed wszystkimi majtek i obnażania… no, wiadomo czego. Nie reagowało przy tym na uwagi wychowawców, przeciwnie, upierało się, że „mama jej tak pozwala”, więc nie może być w takim zachowaniu nic złego. Mama, gdy się do niej zwrócono, potwierdziła. Tak jest, oznajmiła, ona nie będzie tłumić seksualności dziecka i życzy sobie, aby także w przedszkolu nikt się tego nie ważył robić.
Była to, generalnie, dykteryjka o tym, do czego doprowadza pogoń właścicieli prywatnych placówek wychowawczych za mamoną − chodziło bowiem o to, że właściciele przedszkola uznali, iż skoro mama płaci, to co im tam. Dopiero, gdy inni rodzice zagrozili, że w takim razie oni zabierają swoje dzieci, przekalkulowali i poprosili postępową rodzicielkę, żeby swoją postępowo wychowywaną latorośl nauczyła nie eksponować „seksualności”, albo zabrała.
Ale teraz przypomniała mi się ta historia z zupełnie innego powodu. Zapoznałem się bowiem z fragmentami projektu ustawy „o zapobieganiu przemocy w rodzinie”, którą wysmażyli wspólnie posłowie SLD i PO, a Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, jak się zdaje, zaaprobowało.
Nie uwierzyłbym własnym oczom, gdybym od dawna nie wiedział, że w polskim Sejmie każda głupota przejdzie, i każdy „lobbysta” albo fanatyk może wpisać do ustaw dowolną brednię, mając uzasadnioną nadzieję, że posłowie ją, głosując jak barany za przewodnikiem, uchwalą, nie zauważywszy. To, co jacyś nawiedzeni usiłują wprowadzić do prawa pod pretekstem „walki z przemocą w rodzinie” nie tylko urąga zdrowemu rozsądkowi − to zamordyzm, na jaki w walce z polską rodziną, tradycją i religią nie ważyli się nawet komuniści. Wiem, że takich fraz się dziś nadużywa, ale proszę mi wierzyć – nie przesadzam.
W największym skrócie, ustawa zakłada, że dziecko może być odebrane rodzicom, jeśli pracownik socjalny − jeden pracownik socjalny, bez jakiejkolwiek konsultacji, wyroku sądowego etc. − nabierze podejrzenia (napiszę wyraźniej: NABIERZE PODEJRZENIA) że w rodzinie dochodzi bądź może dojść w przyszłości (MOŻE DOJŚĆ W PRZYSZŁOŚCI) do jakiejś formy przemocy wobec dziecka.
Najważniejsza jest jednak definicja, co jest, w świetle ustawy, przemocą wobec dziecka. Owoż − wedle instrukcji dla pracowników socjalnych, którą już wisi na stronie internetowej wspomnianego ministerstwa − chodzi nie tylko o bicie, nawet o symbolicznego klapsa, ale także o „przemoc psychiczną”. A przemoc psychiczna to według ministerstwa między innymi, cytuję dokładnie: „zawstydzenie, narzucanie własnych poglądów, ciągłe krytykowanie, kontrolowanie, ograniczanie kontaktów”.
Trudno mi sobie wyobrazić rodzica, który w świetle powyższego nie podpadałby pod konfiskatę potomstwa. Kto nigdy nie narzucał dziecku swoich poglądów − na przykład, że siorbanie zupy czy dłubanie w nosie jest nieprzyjemne, albo że nie wsadza się palca do kontaktu? Kto dziecka nie krytykował, kto go nie kontroluje, kto nie powiedział, żeby nie szwendało się po podejrzanych miejscach i nie szukało kontaktu z żulami? Chyba jedynie opisana na wstępie idiotka, która nie pozwalała tłumić seksualności swego dziecka.
Ach, zapomniałbym − Ministerstwo wręcz wyróżniło, jako osobną formę „przemocy psychicznej” „krytykowanie zachowań seksualnych”. Niewykluczone więc, że właśnie ta pani, o której mi opowiadano, pisała te wszystkie mądrości jako ekspert. A czemu nie?
Na tym bowiem pomysły posłów, czy kto tam im te przeraźliwe projekty podsuwa, bynajmniej się nie kończą. Decyzja o rozbijaniu rodzin i odbieraniu dzieci należeć ma bowiem nie tylko do urzędników, za których, przynajmniej teoretycznie, państwo jakoś tam odpowiada. Mają się tym zajmować „zespoły”, w których zasiadać będą „przedstawiciele organizacji pozarządowych”. Takie zespoły między innymi zajmować się będą gromadzeniem kartotek na poszczególne rodziny, przy czym do założenia rodzinie kartoteki wystarczy anonimowy donos. Projekt nic nie wspomina, by procedura wymagała poinformowania rodziców, że ktoś na nich doniósł i tajemniczy kapturowy zespół gromadzi pracowicie przykłady „przemocy” jakiej się dopuszczają.
Dajmy na to, informatorzy donoszą: niedziela, rodzice zmusili dziecko do pójścia do kościoła, a potem przy rodzinie kazali wstać od obiadu i umyć przed jedzeniem ręce (narzucanie poglądów, krytykowanie, zawstydzanie). Poniedziałek − ojciec (przepraszam, rodzic B, tak się to obecnie nazywa w krajach postępowych, żeby nie dyskryminować „rodziców” jednopłciowych) nakrył dziecko na onanizmie i zabronił to robić (krytykowanie zachowań seksualnych). Wtorek – rodzic A zabrała dziecko ze szkoły wcześniej, pod pretekstem, że ma jakieś sprawy (ograniczenie kontaktów). Sami Państwo widzicie, że z telefonem po brygadę antyterrorystyczną nie będzie trzeba czekać nawet do piątku.
To wszystko zakrawa na niezłą zgrywę, ale to jest naprawdę. Proszę sprawdzić. Dzieci można będzie, tak przynajmniej roi się ustawodawcy, w majestacie prawa odebrać każdemu − to znaczy, każdemu normalnemu rodzicowi. Tylko opisana tu mamusia od „nietłumienia seksualności” może być spokojna. Ona właśnie jest dziś dla posłów i ministerstwa natchnieniem oraz wzorem Matki Polki.
Na szczęście, oprócz licznych wad, obecna władza ma także jedną zaletę (z punktu widzenia obywateli): jest bardzo tchórzliwa. Wystarczy, aby jakikolwiek jej pomysł przedostał się do opinii publicznej i został ostro skrytykowany, a już zarzeka się, że właściwie to tylko projekt, a nawet i nie projekt, przymiarka, właściwie to nic, i w ogóle nic jeszcze w tej kwestii władza nie przesądziła, i zajmiemy się tym kiedy indziej. Rejterada z pomysłów cenzurowania Internetu czy totalnego zakazu palenia to przykłady najnowsze z wielu możliwych.
Ale są i przykłady przeciwne − jak na przykład niezauważone przez nikogo wprowadzenie totalnej inwigilacji rozmów przez telefony komórkowe. Tu akurat nikt w porę nie zauważył, prawo szybko klepnięto (na poziomie rozporządzenia ministra) i już mamy pełnego Orwella, choć mało kto o tym wie.
Więc wszystko zależy od nas. Pomysły szaleńców albo lewicowych fanatyków na „walkę z przemocą w rodzinie” zauważył, jak na razie, tylko „Gość Niedzielny”. To nie wystarczy − choć, oczywiście, serdecznie pismu za wypatrzenie tego sejmowego koszmaru w gąszczu produkowanych przez rządzących bredni dziękuję. Przy okazji gratuluję, bo − nie wiem czy Państwo już o tym wiecie − „Gość Niedzielny” właśnie przebił sprzedażą „Politykę”, dotąd niepodzielnie liderującą w segmencie „tygodników opinii”. Poza innymi źródłami tego sukcesu katolickiego pisma nie ostatnim zapewne jest fakt, iż coraz więcej Polaków uświadamia sobie, iż jako katolicy niepostrzeżenie stali się we własnym kraju prześladowaną większością.
Może ta większość zdoła wreszcie się ocknąć i pogonić w diabły z parlamentu głupców i fanatyków razem z ich chorymi pomysłami na Nowy, Wspaniały Świat oczyszczony z religijnych i patriarchalnych „przesądów”?
Więcej na stronie : http://www.rp.pl/artykul/9133,436729_Ziemkiewicz__Ratujmy_dzieci__4_.html
Zachęcam do wzięcia udziału w bardzo ważnej akcji ratowania dzieci. Proszę pomóżmy Stowarzyszeniu Rzecznik Praw Rodziców w walce o nie wprowadzania tak haniebnego prawa dla nas. Jest to nas obowiązek i nie kosztujący nic wysiłek podpisać petycję . Jeśli nie stać Was na tyle to nic sie nam nie uda zdziałać.
NA TEJ STRONIE MOŻESZ WYRAZIĆ SPRZECIW WOBEC USTAWY ZAKŁADAJĄCEJ KONTROLĘ ŻYCIA PRYWATNEGO PRZEZ PAŃSTWO
PIKIETA przeciw ustawie organizowana przez organizacje wspierające wartości rodzinne odbędzie się przed budynkiem Sejmu RP 2 marca (wtorek) o godz. 12.00.
Musimy wszyscy koniecznie przyjść bo 3 marca ustawa może już być przegłosowana w Sejmie. Powiedz innym o pikiecie i spotkajmy się razem przed Sejmem.
Władze Hawajów zarządziły częściową ewakuację mieszkańców. O 6.00 rano czasu lokalnego, czyli na 5 godzin przed spodziewanym uderzeniem tsunami, na całych Hawajach rozległy się syreny alarmowe.
W słynnej miejscowości wypoczynkowej Waikiki turyści gromadzą się w niewielkich grupach na ulicach. Mają zostać przeniesieni na wyższe piętra hoteli albo udadzą się w głąb lądu. W sklepach na Hawajach ludzie masowo zaopatrują się w wodę i żywność. Tworzą się kolejki na stacjach benzynowych. Ewakuacja przebiega jednak spokojnie. Dyrektor Centrum Ostrzegania przed Tsunami na Pacyfiku Michael McCreery twierdzi, że fale, które uderzą dziś w Hawaje będą największe od 1964 roku. Na szczęście, tym razem jest wiele czasu na przygotowanie się do tsunami. Fale mają dotrzeć na Hawaje około 22.00 naszego czasu. Amerykańskie władze ogłosiły tymczasem, że monitorują sytuację w Chile po trzęsieniu ziemi o sile 8,8 stopnia w skali Richtera. “Nasze myśli są z mieszkańcami Chile. Jesteśmy gotowi do udzielenia pomocy” – oświadczył rzecznik Białego Domu Robert Gibbs.
Dziś rano otrzymaliśmy tę informację od przedstawiciela Medjugorje.com z prośbą o zjednoczenie się w modlitwie. Tysiące ludzi zanosi swoją modlitwę do Matki Bożej Królowej Pokoju z prośbą o Jej wstawiennictwo w intencji powstrzymania nadchodzącego zagrożenia. Zawracamy się z apelem do wszystkich dzieci Królowej Pokoju o przyłączenie się do modlitewnego wezwania
„…Zapomnieliście, że modlitwą i postem można nawet oddalać wojny i zawieszać prawa naturalne?”
“Często, jesteśmy kuszeni do tego by myśleć, że w tych nowoczesnych czasach rywalizujemy z Bogiem. Ale musimy sobie uświadomić, że liczba istot ludzkich jest ograniczona. Katastrofy pomagają uzmysłowić nam nasze ograniczenia. 11 września czy Tsunami, rozumiemy jak mali jesteśmy.”
Podczas gdy Ojciec święty przypomina, że najgodniejszy sposób przyjmowania Komunii świętej to przyjęcie jej na kolanach, sosnowieccy kurialiści na swojej stronie internetowej wciskają wiernym, którzy jeszcze zachowali resztki instynktu samozachowawczego – swój kurialny kit.
Przede wszystkim musimy pamiętać o tym, że pozycja klęcząca jest spuścizną po epoce feudalizmu (…)
ks. Krzysztof Gajewski SDS
Rozumiem, że członkowie Kościoła posoborowego nie zależą całkowicie od Pana Boga, stojącego wyżej w hierarchii, który już nie ma nad nimi władzy, stąd klęczenie przed Panem Bogiem, spuściznę katolickiej epoki feudalizmu wskazane jest wyrzucić na hasiok?
Potem pada cała masa cytatów z przepisów Kościoła, aby na koniec wobec braku rozsądnej argumentacji dobić hydrę feudalizmu argumentem nie do obalenia – z autorytetu proboszcza:
ODPOWIEDZIALNYM ZA LITURGIĘ W PARAFII JEST PROBOSZCZ. ON W ZASTĘPSTWIE BISKUPA PASTERZUJE I PROWADZI PARAFIĘ I CAŁĄ TRZÓDKĘ. WIĘC ON WIE CO TO JEST TROSKA DUSZPASTERSKA!
JEŚLI PODCHODZI SIĘ DO KOMUNII PROCESYJNIE
TO JAK WYNIKA Z DOKUMENTÓW PRZYJMUJE SIĘ JĄ NA STOJĄCO
Księże Gajewski, dlaczego łżecie, jak naoczny świadek na rozprawie? Skoro już zacytowaliście wygodne dla Was fragmenty Redemptionis Sacramentum, to trzeba było również zacytować te mniej wygodne, na przykład:
91. Przy udzielaniu Komunii świętej należy pamiętać, że „święci szafarze nie mogą odmówić sakramentów tym, którzy właściwie o nie proszą, są odpowiednio przygotowani i prawo nie zabrania im ich przyjmowania”. Stąd każdy ochrzczony katolik, któremu prawo tego nie zabrania, powinien być dopuszczony do Komunii świętej. W związku z tym nie wolno odmawiać Komunii świętej nikomu z wiernych, tylko dlatego, że na przykład chce ją przyjąć na klęcząco lub na stojąco.
Jeszcze kilka dni temu na katedralnym forum internetowym można było przeczytać kilkanaście krytycznych wpisów czytelników, przypominających nauczanie Kościoła dotyczące adorowania postaci Eucharystycznych, w tym cytaty z Jana Pawła II (Dominicae cenae). Niestety, jak widać nauczanie Kościoła jest dla tchórzliwych administratorów owego forum niewygodne, więc najlepiej wyrzucić gości na kopach i dalej uprawiać kult św. Spokoju.
Żenada!
Wklejam jeden komentarz który się zachował.
Komentowany watek:
Postawa podczas przyjmowania Najświętszego Sakramentu
21:48 22.02.2010
To co napisano tutaj: http://www.katedra.sosnowiec.pl/pl/32413/0/Komunia_na_stojaco.html, chciałbym skomentować cytatem:
“Paść na kolana przed Bogiem obecnym w Eucharystii, oznacza wyznanie wolności. Kto składa hołd Jezusowi, ten nie musi kłaniać się żadnej ziemskiej potędze choćby była największa. My chrześcijanie klękamy tylko przed Najświętszym Sakramentem, bo wiemy i wierzymy, że jest w nim obecny jedyny prawdziwy Bóg, który ten świat stworzył i tak bardzo umiłował, że dał nam swego Syna Jednorodzonego” (Benedykt XVI, papież, Boże Ciało 2008)
Wydaje mi się, że kościół katedralny, jako całej diecezji, powinien być dla całej diecezji przykładem, także w tym jakim szacunkiem darzy się Ciało Chrystusa.
Czy nie ma jakiegoś rozdwojenia jaźni w przystępowaniu do komunii na stojąco i śpiewaniu w trakcie jej udzielania pieśni takich jak:
“Upadnij na kolana, Ludu czcią przejęty”
“O milcząca Hostio biała, na kolanach wielbię Cię”
“Pan zstąpił z nieba pod postacią chleba (…) Padnijmy na kolana, uczcijmy niebios Pana”
“Kocham Cię Jezu, ach tu na ziemi (…) Kocham Cię Jezu, niechaj uklękną, wszystkie stworzenia u Twoich stóp”
“Przed tak wielkim Sakramentem upadajmy wszyscy wraz”
“Bądź pozdrowione, serce mego Pana! Przed Tobą grzesznik pada na kolana”
“Kochajmy Pana, bo serce jego żąda i pragnie serca naszego (…) i twoje przed nim zagnij kolana, kochajmy Pana, kochajmy Pana!”
“O, niewysłowione szczęście zajaśniało (…) O anielskie chóry, o wybrańcy Pana! Przyjdźcie z niebios góry upaść na kolana”
“Uniżam się z największą czcią, przed Twoim Ciałem, przed Twoją Krwią”
“Chryste Królu, przed Tobą padamy, do stóp Twoich kornie się zbliżamy”
Jeden z największych skandali w Polsce. Władze Warszawy Którą rządzi Gronkiewicz Waltz pod osłoną nocy pousuwały Krzyże przydrożne. Znamy okrzyki Pani prezydent gdzie niemal wychodziła przed szereg aby demonstrować i pokazywać swoją więź z Janem Pawłem II. Teraz przekonaliśmy się że to była gra , to była hipokryzja i mamy nadzięję że pani prezydent zacznie myśleć, i przeprosi wszystkich tych których tutaj znieważono i upokorzono.
W Tarnowie miał powstać gigantyczny pomnik Chrystusa Króla. Rzeźba miała mieć 80 metrów wysokości. Dla porównania Chrystus w Rio de Janeiro wraz z cokołem ma tylko 37 metrów. Za budowę (15 milionów dolarów) miała zapłacić Polonia.
Pomysł zrodził się w chicagowskim Związku Klubów Polskich w 1996 roku. Jego ówczesny prezes Adam Ocytko zakładał, że gigantyczny pomnik powstanie w Kielcach. Od 2000 r. rozpoczęły się jednak rozmowy na temat budowy z władzami Tarnowa. Tarnowski Chrystus miał być znacznie wyższy od tego w Rio de Janeiro. 80-metrowa rzeźba miała stanąć na budowli, w której swoją siedzibę miało znaleźć Centrum Jedności Polonii. W figurze Chrystusa zaprojektowane były dwa tarasy widokowe. Prezes Ocytko chciał sfinansować budowę ze składek Polonii na całym świecie.
Start był dość udany. Zebrano kilkaset tysięcy dolarów. Władze Tarnowa wykazały zainteresowanie projektem, a lokalni przedsiębiorcy podarowali na ten cel działkę na tarnowskiej Górze św. Marcina obok ruin zamku.
Jedni uważali, że lepiej by było przeznaczyć te 15 mln dolarów np. na wyposażenie szpitali czy podobny cel. Zwolennicy budowy pomnika odpowiadali – skoro część Polonii chce przeznaczyć swoje w końcu pieniądze na budowę pomnika Chrystusa Króla, to nikt nie ma prawa namawiać tych ludzi, by wydali je na co innego. Gdyby pomnik faktycznie powstał to oprócz roli czysto religijnej, na pewno pełnił znakomicie rolę swego rodzaju magnesu turystycznego, przyciągającego tu ludzi z całego świata.
Kościół nie popiera budowy gigantycznej statuy Chrystusa Króla
Pomnik Chrystusa Króla Zbawiciela Świata i Centrum Jedności Polonii powstają w Tarnowie bez udziału i poparcia strony kościelnej. Kuria Diecezjalna w Tarnowie w wydanym oświadczeniu stanowczo dystansuje się od tej inicjatywy. Chodzi o budowę w mieście gigantycznej statuy Chrystusa Króla. Sprawą inwestycji zajmuje się ?Fundacja Millennium 2000?. Swoją dezaprobatę tarnowska Kuria rozesłała do wszystkich duszpasterstw polonijnych na świecie.
- Autorzy przedsięwzięcia nie mogą liczyć na poparcie biskupa Wiktora Skworca z kilku powodów ? podkreśla w rozmowie z KAI sekretarz biskupa tarnowskiego ks. Bogusław Wójcik. Projektowany w Tarnowie pomnik ma – zgodnie z założeniami – pełnić funkcję sakralną i użytkową. Zdaniem strony kościelnej takie połączenie niepołączalnych funkcji jest niemożliwe. Wątpliwe ewangelizacyjno?duszpasterskie znaczenie projektowanego pomnika sprawia, że biskup Skworc stanowczo dystansuje się od tego przedsięwzięcia i nie udziela mu poparcia.
- Tak kosztowny monument nie może cieszyć się poparciem Kościoła głoszącego opcję preferencyjną na rzecz ubogich ? argumentuje dalej ks. Wójcik. W okresie poważnego kryzysu społeczno?gospodarczego, przy rosnącym bezrobociu i przy utrudnionym starcie młodego pokolenia w dorosłe życie, projektowanie i wznoszenie figury Chrystusa Króla Zbawiciela Świata może się łatwo stać w odbiorze społecznym aktem antyewanglizacji ? dodaje sekretarz ordynariusza tarnowskiego.
Kuria Diecezjalna w wydanym oświadczeniu przypomina, że swemu krytycznemu stanowisku wobec projektowanego monumentu biskup Skworc dał już wyraz w rozmowie z przewodniczącym Komitetu Budowy Pomnika Chrystusa Króla Adamem Ocytkiem w 2001 r. w Chicago.
Z pomocą biskupowi tarnowskiemu przyszedł biskup lubelski wygłaszając ohydne kazanie które wzburzyło katolików którzy postanowili napisać protest
PROTEST
Ruch Obrony Rzeczypospolitej
„SAMORZĄDNA POLSKA”
ul. Lwowska 30
30-551 Kraków
Po raz kolejny byliśmy świadkami manipulowania faktami i wykorzystywania ambony przez ks. abpa Józefa Życińskiego do atakowania i dyskredytowania środowisk narodowo-katolickich w Polsce. Tym razem miało to miejsce podczas homilii na Mszy św. z okazji inauguracji nowego roku akademickiego w Politechnice Lubelskiej, w kościele Przemienienia Pańskiego w Lublinie, 1.10.2004r. Znaczący fragment tej homilii Ksiądz Arcybiskup poświęcił Pomnikowi Chrystusa Króla Zbawiciela Świata na Górze św. Marcina w Tarnowie. Pomnik ten łącznie z Centrum Jedności Polonii jest dziełem zainicjowanym przez Polonię chicagowską, które to dzieło ma realizować Fundacja Milenium 2000 w Tarnowie ze środków finansowych pochodzących od Polonii głównie obu Ameryk, Europy i Australii. Tę część homilii Jego Ekscelencji można przedstawić i scharakteryzować w skrócie następująco:
Ksiądz Arcybiskup wykpił ideę oraz inicjatorów i twórców dzieła budowy Pomnika Chrystusa Króla Zbawiciela Świata i Centrum Jedności Polonii na Górze św. Marcina w Tarnowie, przedstawiając to chrześcijańskie i zarazem historyczne przedsięwzięcie w kontekście nie zrealizowanej budowy pomnika Lenina, o gigantycznych rozmiarach, w którego głowie miała się mieścić biblioteka. Porównanie Pomnika Chrystusa Króla Zbawiciela Świata z pomnikiem Lenina jest wielce obrażające nas katolików, a dokonane w kościele, podczas homilii, przez Arcybiskupa jest faktem szokującym.
Ksiądz Arcybiskup podał nieprawdziwą informację, że budowa Pomnika Chrystusa Króla Zbawiciela Świata będzie kosztować ok. 15 mln USD. Tymczasem taka kwota szacowana jest dla całości przedsięwzięcia, a więc wspomnianego już Pomnika, Centrum Jedności Polonii – stanowiącego główny obiekt użytkowy, najbardziej kosztowny w całym przedsięwzięciu – amfiteatru ziemnego, obiektów towarzyszących i zagospodarowanego terenu wokół Centrum Jedności Polonii. Całość przedsięwzięcia ma służyć wielkiej idei integracji Polonii całego świata i ich bliższego wiązania się z Macierzą. Warto tu dodać, iż podana kwota całości inwestycji jest porównywalna np. z kosztami budowy jednego mostu przez rzekę Wisłę. W przeszłości Polonia wielokrotnie dawała dowody swej hojności, przy okazji różnych zbiórek na cele charytatywne, narodowe i państwowe, przekazywane Polsce i Polakom. Sumy pieniędzy zebrane podczas takich zbiórek niejednokrotnie znacznie przekraczały kwotę 15 mln USD.
Ksiądz Arcybiskup zdyskredytował publicznie osobę głównego autora projektu Pomnika Chrystusa Króla Zbawiciela Świata – skądinąd profesora zwyczajnego i prorektora Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, znanego artystę rzeźbiarza i wykładowcę Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie – Czesława Dźwigaja.
Ksiądz Arcybiskup nazwał organizacje patriotyczne narodowo-katolickie wspierające Intronizację Chrystusa Króla w Polsce i dzieło budowy Pomnika i Centrum organizacjami radykalnymi, z podtekstem oszołomstwa religijnego.
Ksiądz Arcybiskup bronił stanowiska ks. bpa Wiktora Skworca – ordynariusza diecezji tarnowskiej – któremu te właśnie „środowiska radykalne” zaangażowane w budowę Pomnika i Centrum mają za złe, iż sprzeciwił się tej idei. Oczywiście w kazaniu Ksiądz Arcybiskup nie nakreślił kontekstu całej sprawy – wybrał natomiast tylko ten wątek, odpowiednio zmanipulowany, który był potrzebny do własnej interpretacji negatywnej oceny dzieła przez Biskupa Tarnowskiego. Stanowisko przeciwne budowie Pomnika Chrystusa Króla Zbawiciela Świata ks. bp Wiktor Skworc szeroko rozpropagował w środowiskach polonijnych, z pominięciem Zarządu Fundacji Milenium 2000 w Tarnowie oraz środowisk inicjatywnych tego dzieła. Prawda w tej kwestii jest taka, że środowiska związane z budową Pomnika i Centrum przez kilka ostatnich lat wielokrotnie próbowały nawiązać kontakt z ks. bp. Wiktorem Skworcem, aby podczas bezpośrednich spotkań można było wyjaśnić szereg nieporozumień, oddalić kłamliwe oceny i opinie celowo rozpowszechniane wśród Polonii i w Polsce przez przeciwników idei budowy Pomnika i Centrum, poprawić to, co ewentualnie jest błędne – a nade wszystko współpracować z ordynariuszem miejsca, gdzie planowana jest budowa Pomnika i Centrum. Temu też celowi miała służyć sesja naukowa zorganizowana w kwietniu 2003 r. w Tarnowie pt. „Pomnik Chrystusa Króla Zbawiciela Świata i Centrum Jedności Polonii na Górze św. Marcina w Tarnowie – dzieło dziedzictwa narodowego, kultury, sztuki, architektury i budownictwa”. Zaproszenie do wzięcia udziału w tej sesji zostało przez Księdza Biskupa zignorowane. Zabronił też, by przed tą sesją w kościele Ojców Bernardynów w Tarnowie sprawowano Mszę św. w tej intencji (uczestnicy sesji musieli wziąć udział w innej Mszy św. sprawowanej przez innego kapłana i w innych intencjach). Ksiądz Biskup zabronił także uczestnictwa w sesji naukowej ks. prof. Jerzemu Bajdzie. Podobne zakazy otrzymali: ks. prof. Tomasz Jelonek od ks. kard. Franciszka Macharskiego i ks. kan. Eugeniusz Miłoś od ks. bpa Kazimierza Górnego. Wszyscy trzej księża mieli wygłosić referaty na tej sesji. Jak dotąd – mimo licznych prób nawiązania kontaktów i dialogu – nie zostaliśmy przyjęci na audiencji przez ks. bpa Wiktora Skworca oraz nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi na nasze pisma. Ksiądz Biskup nie poprosił także na rozmowy przedstawicieli Zarządu Fundacji Milenium 2000, której siedziba mieści się niedaleko kurii biskupiej, ani też przedstawicieli Komitetu Naukowego i Doradczego Dzieła Budowy Pomnika i Centrum, złożonego z wybitnych przedstawicieli świata nauki, kultury, sztuki i Kościoła katolickiego. Takie postępowanie biskupa katolickiego odbieramy bardzo boleśnie. Stawiamy sobie pytanie: Jaki przykład daje biskup katolicki wyznawcom Chrystusa i dlaczego jest tak zdecydowanie i uporczywie przeciwny kultowi Chrystusa Króla, chociaż jest takie święto w roku liturgicznym?
W krótkiej wymianie zdań po Mszy św. z prof. Andrzejem Flagą ks. abp Józef Życiński stwierdził, iż sprawa budowy Pomnika Chrystusa Króla Zbawiciela Świata została zablokowana w Episkopacie Polski oraz że dzieło to nie będzie wybudowane na żadnym terenie przykościelnym. Czy rzeczywiście w tej sprawie wypowiedziała się Konferencja Episkopatu Polski? Czy jest to kolejny przykład manipulowania faktami ze strony Księdza Arcybiskupa? Bylibyśmy ogromnie zobowiązani za wyjaśnienie tej sprawy. Póki co, budowa Pomnika i Centrum planowana jest na terenie pozakościelnym, na Górze św. Marcina w Tarnowie, gdzie Fundacja Milenium 2000 jest właścicielem działki o powierzchni 2 ha przeznaczonej na ten cel.
Przy tej okazji pragniemy podzielić się także spostrzeżeniem ogólnym, że coraz częściej jesteśmy świadkami, iż pewna grupa biskupów z Episkopatu Polski zwraca się do społeczeństwa, do wiernych przez mass media „(Gazetę Wyborczą”, „Rzeczpospolitą”, „Politykę”, specjalne programy TV, specjalne programy radiowe itp.) – a więc środki przekazu opanowane przez obcych właścicieli antykościelnych, liberałów, modernistów, walczących z cywilizacją łacińską, z polską racją stanu, z Państwem Polskim, z wartościami chrześcijańskimi – nie prowadzi natomiast ta grupa biskupów dialogu bezpośrednio z wiernymi w ramach posługi duszpasterskiej. Bardzo bolejemy nad takim stanem rzeczy.
Wszystkie te trudne sprawy oraz losy Kościoła katolickiego w Polsce, całej Polski i Polonii zawierzamy Chrystusowi Królowi Zbawicielowi Świata i Matce Bożej Królowej Polski.
Matko Boża, Królowo Polski, spraw, aby Polska była rzeczywistym Królestwem Twoim i Twojego Syna (z Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego).
Jezu Chryste, Królu wszechświata – Króluj nam zawsze i wszędzie!
Jakże inaczej brzmi odpowiedź na list od Samorządnej Polski do ks.prof.Czesława Bartnika.
W sprawie Pomnika Chrystusa Króla
ks. Czesław Stanisław Bartnik
List ks. prof. dra. hab. Czesława S. Bartnika do prof. dra. hab. inż. Andrzeja Flagi
Wielce Szlachetny i Drogi
Pan Profesor Dr hab. Inż. Andrzej Flaga
i Ruch Obrony Rzeczypospolitej “Samorządna Polska”
Kraków
Nawiązując do pisma z dnia 25. II. 2003 r. w sprawie “Pomnika Chrystusa Króla Zbawiciela Świata i Centrum Jedności Polonii w Tarnowie na Górze św. Marcina”, uprzejmie odpowiadam:
1. Wyrażam zgodę na moje członkostwo w Komitecie Sympozjum, związanym z problemami Pomnika i Centrum, choć na same obrady przybyć nie mogę.
2. Z przesłanych mi materiałów wynika, że Drodzy Państwo, zarówno Polacy jak i Polonusi, nie wzięliście pod uwagę konkretnej sytuacji w administracji Kościoła polskiego, która jest w dużej mierze opanowana przez nowe prądy i przez tzw. katolewicę, czyli – jak na przykład w USA, w Kanadzie i gdzie indziej – także przez lobby liberalno-żydowskie. Lobby to zabiega, żeby, jeśli nie każdy, to przynajmniej co drugi biskup miał poglądy judeochrześcijańskie lub filosemickie. Nawet biskupowi trudno się z takiej “poprawności polityczno-kościelnej” wychylić. Sytuację tę dobrze obrazuje fakt, że stanowisko ambasadora przy Watykanie objęła p. Hanna Suchocka, no i że z okazji Jubileuszu 2000 na obiad do Papieża było poproszonych tylko troje ludzi z lobby żydowskiego, a pominięci zostali reprezentanci rolników, robotników, inteligencji polskiej. Również niektórzy biskupi są mianowani na diecezje bardziej patriotyczne w tym celu, żeby ten patriotyzm “temperować”.
3. Idea Chrystusa Króla, jak i idea Matki Bożej Królowej Wszechświata, została po Soborze bardzo osłabiona, by nie drażnić “królów” tego świata i by Kościół nie rościł sobie pretensji do prawa obywatelstwa na forum publicznym świata i by pozostał jedynie prywatnym hobby (wpływ protestantyzmu). Z tego to powodu ks. Prymas nie przyjął wniosku p. Mariana Krzaklewskiego i “Solidarności”, by Polskę i świat poświęcić uroczyście Chrystusowi Królowi.
4.Według katolewicy, Unii Wolności i niektórych biskupów judaizujących Jezus Chrystus nie jest “Jedynym” Zbawicielem Świata, gdyż według nich judaizm do dziś daje zbawienie równoważne Kościołowi katolickiemu i raczej Kościół powinien się judaizować, niż judaizm chrystianizować. Takie poglądy głosi oficjalnie na przykład biskup Bronisław Dembowski, judeochrześcijanin włocławski, w komentarzu do Deklaracji soborowej “Nostra aetate”, zatwierdzonym oficjalnie przez Episkopat Polski (zob. Sobór Watykański II. Nowe tłumaczenie, Pallotinum 2002 s. 329 – 330).
5. Idea “Centrum Jedności Polonii” jest uważana przez katolewicę i ludzi sprzyjających Unii Wolności za “polski nacjonalizm”. Judeochrześcijanie, łącznie z grupą biskupów z ich poręki, uważają Polaków za nacjonalistów w ogóle, a tym bardziej są przeciwni łączeniu Kościoła i Chrystusa z polskością. Jeden jest “prawdziwy” naród na świecie, to jest żydowski, tylko on ma posłannictwo Boże, inne narody mają z woli Opatrzności odgrywać rolę jedynie tła i tworzywa dla posłannictwa narodu żydowskiego. W tym duchu cała współczesna oficjalna ideologia polska jest nastawiona na Unie Europejską i na kosmopolityzm, gdzie nie ma miejsca na polskość, na miłość Ojczyzny, czucie z narodem polskim. Polska w tradycyjnym znaczeniu “skończyła się” i ma jedynie dać ziemie i tereny pod “nowe społeczeństwo”.
6. Nietrudno zauważyć, że argumentacja biskupa tarnowskiego bazuje na poglądach katolewicy i jest – w jej duchu – przewrotnie demagogiczna. Według “Oświadczenia Kurii Diecezjalnej w Tarnowie” (z 25. XI. 2002 r.) “kosztowny monument” powinien być zastąpiony darami “dla ubogich, chorych, bezdomnych i bezrobotnych, z którymi Chrystus się identyfikuje”. Otóż w stwierdzeniu tym są dwa fundamentalne błędy. Po pierwsze, jest tu liberalne założenie, że Kościół nie może mieć udziału w normalnym życiu publicznym i narodowym, a jedynie musi się ograniczyć do obszarów patologii społecznej, żeby chronić oligarchów i krezusów przed buntem społecznym. I po drugie, gdyby iść po linii rozumowania biskupa tarnowskiego, to trzeba by sprzedać wszystkie pomniki poświęcone Janowi Pawłowi II, a dalej: należałoby sprzedać i katedrę tarnowską, i pałac biskupi, i kurię, i świątynie diecezji, i plebanie, i wszystkie domy kościelne i zakonne, a także wszystkie paramenty liturgiczne, łącznie z biskupimi, no i auta biskupie, a te pieniądze dać ubogim i bezrobotnym, których są w Polsce miliony. Ponadto trzeba by sprzedać i Watykan, Żydzi amerykańscy chętnie by kupili. Projekty sprzedania Watykanu były wysuwane w czasie obrad Soboru Watykańskiego II. Oszołomów religijnych nigdy nie brakuje. A ponieważ “ubogich zawsze mieć będziecie” (Mk 14, 7), to już do końca świata nie należałoby niczego budować dla Kościoła, jedynie dla państwa.
Co radzić?
1. Należałoby chyba wywrzeć możliwie silny nacisk, medialny, społeczny i finansowy, dyskusje nic nie pomogą, bo judeochrześcijanie są sterowani zza sceny.
2. Można próbować apelować kolejno: do Prymasa, do Nuncjusza, do biskupa S. Dziwisza, do Stolicy Apostolskiej, choć dziś cala polityka kościelna w Polsce jest w rękach filosemitów.
3. W sytuacji, kiedy zakłamanie w administracji Kościoła polskiego rośnie z dnia na dzień, trzeba będzie chyba poszukać w ogóle innego miejsca: może w innych diecezjach: Rzeszowskiej? Przemyskiej? Sandomierskiej? Zamojsko-Lubaczowskiej? albo w ogóle w Stanach Zjednoczonych, choć i tam mogą Żydzi przeszkadzać.
4. Współboleję, że okupacja bolszewicka zrujnowała społeczność nie tylko państwową, ale i kościelną. Ciągle jesteśmy w czyjejś niewoli. Sytuacja jest bardzo ciężka.
Z wyrazami głębokiego szacunku i pozdrowieniami
Z Bogiem
P.S. Jeśli nie uda się uzyskać zezwolenia biskupiego, to może udałoby się potraktować budowę pomnika i Centrum jako prywatne, jako własność jakiejś osoby czy komitetu, wówczas nie trzeba będzie zezwolenia biskupiego, choć w sporze o krzyże na Żwirowisku biskupi rościli sobie prawo do decydowania o krzyżu, stawianym przez prywatnego człowieka. Takie jednak roszczenia są nieuprawnione teologicznie. Biskup może decydować tylko o przedmiocie kultu publicznego, nie prywatnego i osobistego. Z czasem może nastanie biskup w pełni katolicki.
ks. Czesław Stanisław Bartnik
Minęło kilka lat a pomnika nie ma. Zapał Polonii przygaszono, pokazano im kto ma władzę . Powiedziano wprost nie wychylać się my tu rządzimy. Ośmieszono i oskarżono organizatorów zbiórki pieniężnej wśród Polonii. Smutna jest ta rzeczywistość polska. My prosty lud wierzący (według stojących na świeczniku ) nigdy nie mamy racji, nie powinniśmy być patriotami tylko europejczykami. Nie znaczymy nic. Jak przyjdzie mi w niedzielę zamiast kazania słuchać listu z zakończeniem: wasz biskup Józef, to czuję się jakbym nie był w moim ukochanym Kościele.
Dzięki Bogu za wielkiego człowieka jakiego nam dał ks. profesora Czesława Bartnika. Kolejny wielki patriota Polski. Życzymy mu dużo zdrowia.
Biada prawodawcom ustaw bezbożnych i tym, co ustanowili przepisy krzywdzące, aby słabych odepchnąć od sprawiedliwości i wyzuć z prawa biednych mego ludu; by wdowy uczynić swoim łupem i by móc ograbiać sieroty.
Figura Matki Bożej słowa z Kibeho w Rwandzie (Afryka), wykonana w drewnie lipowym, pomalowana farbami akrylowymi, 120 cm wysokości. Znajduje się w Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Kibeho, pierwszym sanktuarium maryjnym na kontynencie afrykańskim. Przedstawia piękną kobietę, ani białą, ani czarną, spoglądającą w dół, co wyraża nadzieję i troskę matki ogarniającej wzrokiem swoje dzieci. Kwiaty u stóp Maryi obrazują unoszenie się jej nad łanami kwiatów podczas ukazywania się Matki Bożej w Kibeho. Wyobrażają też pielgrzymów przybywających do Sanktuarium. Realizacją projektu i wykonania rzeźby zajął się jeden z polskich misjonarzy w Rwandzie – marianin – ks. Leszek Czeluśniak. Zaproponowano wiele modeli figury, wybrano najwierniejszy opisowi Natalii i zlecono wykonanie drewnianej i pokolorowanej figury w Rzymie. Dopiero na podstawie tego modelu ostateczną figurę stworzył w Polsce artysta Marek Kowalski z ASP. Intronizacja figury do sanktuarium w Kibeho odbyła się 28 listopada 2003 r., w święto pierwszych objawień.
29 czerwca 2001 r. objawienia Matki Bożej Bolesnej trzem dziewczętom w Kibeho, w Rwandzie, zostały uznane za autentyczne. Biskup diecezji Gikongoro, na terenie której leży obecnie Kibeho, napisał: "Niechaj więc Kibeho stanie się czym prędzej celem pielgrzymek i spotkań ludzi poszukujących Boga, którzy spieszą tam, by się modlić; uprzywilejowanym miejscem nawróceń, zadośćuczynienia za grzechy świata oraz pojednania."
Powyższa deklaracja ordynariusza diecezji Gikongoro, Augustina Misago została opublikowana dwadzieścia lat po rozpoczęciu objawień Matki Bożej w Kibeho, gdzie obecnie znajduje się Sanktuarium pod wezwaniem Matki Bożej Bolesnej. Od tamtej pory miało miejsce wiele dramatycznych wydarzeń, szczególnie podczas straszliwej wojny domowej w latach 1990-1994, które potwierdzają prawdziwość przesłania z Kibeho.
Kiedy w 1996 r. odwiedziłam Rwandę, byłam pełna wahań, jak należy traktować to miejsce. Pierwsze moje wrażenia z Kibeho były raczej przygnębiające. 15 sierpnia 1996 r. przyjechałam z księdzem Teodorem Bahishą SAC z Kigali do Kibeho. Pielgrzymów było niewielu, może dwa, trzy tysiące, z czego kilkaset osób to żołnierze po cywilnemu ze stacjonującego w okolicy batalionu wojsk rządowych. Bardziej wyczuwało się panujący klimat strachu niż modlitwy. Rozerwany pociskami dach sanktuarium, Najświętszy Sakrament przeniesiony do budynku szkoły znajdującej się w pobliżu, gdzie również widoczne wciąż były ślady walk: powybijane szyby, dziury po pociskach.
W 1995 r. wojska reżimu Tutsi zamordowały w świątyni w Kibeho około trzech tysięcy ludzi z plemienia Hutu. Była to zemsta za zbrodnie popełnione przez Hutu podczas trwającej w latach 1990-1994 wojny domowej. Kibeho stało się więc symbolem bezwzględnej walki plemiennej dla wszystkich odwiedzających to miejsce. Ksiądz Teodor wyjaśnił mi, że wojsko nie tyle czuje się w Kibeho panem terroru, ile zbrodnia dokonana na niewinnej ludności pozostawiła im niespokojne sumienia. Ks. Teodor mówił: "Przed wojną przychodziło tu dziesięć razy więcej ludzi niż teraz. Była radość, skupienie. Pamiętam, jak na początku 1994 r. ludzie przychodzili do naszej parafii w Kigali z prośbą, abyśmy poświęcili im wykonane własnoręcznie świece". Maryja w czasie objawień w Kibeho mówiła, że jeżeli ludzie się nie nawrócą, to w Rwandzie przez trzy dni i trzy noce będą panowały ciemności, i że ocaleją ci, którzy będą wtedy mieć w swoich domach te poświęcone i zapalone świece. Księża nie dowierzali. Zapowiedziane ciemności strasznego terroru wojennego, trwały dokładnie trzy miesiące: od kwietnia do lipca 1994 r. Misjonarze opowiadali, że rodziny, u których podczas straszliwych, bratobójczych masakr paliły się te właśnie świece, rzeczywiście ocalały.
Już w 1988 r. biskup Butare Jean-Baptiste Gahamanyi zezwolił na kult publiczny w tym miejscu, uznając, że zasadnicza treść orędzia z Kibeho nosi znamiona prawdziwie ewangeliczne. W "Liście pasterskim" z dnia 15 sierpnia 1988 r. pisał: "Nie wolno nam tłumić natchnień Ducha Świętego ani lekceważyć darów, których w sposób wolny i hojny udziela On wspólnotom chrześcijan. Musimy wszystko badać z wielkim rozeznaniem, aby nie ulegać sugestiom złego ducha i zachowywać dobrodziejstwa Ducha Świętego. W jaki sposób jednak zachować dobre owoce duchowe, które wydarzenia w Kibeho przyniosły Kościołowi w Rwandzie i za granicą? W odpowiedzi na to i tym podobne pytania, udzielam na mocy mojej władzy biskupiej zgody na kult publiczny w Kibeho".
Źródła watykańskie podają, że za autentyczne uznano relacje trzech dziewcząt, którym objawiła się Matka Boża i które w latach 1981-1983 były uczennicami szkoły prowadzonej w Kibeho przez siostry zakonne ze Zgromadzenia Córek Maryi. Były to: Alphonsine Mumureke, Nathalie Mukamazimpaka i Marie-Claire Mukangango. Oprócz nich do "widzeń" Matki Bożej i Jezusa przyznawało się w Kibeho w latach 80-tych więcej osób, lecz ich relacje nie zostały uznane za wiarygodne.
Jestem Matką Słowa
Alphonsine Mumureke urodziła się w miejscowości Zaza, na wschodzie Rwandy. Kiedy zaczęły się objawienia, miała 16 lat. Wychowywana przez matkę, gdyż jej rodzice rozwiedli się, z natury skryta i tajemnicza, była bardzo pobożna i przejawiała wielką miłość do Matki Bożej. Chętnie uczestniczyła we Mszy św. W gimnazjum zapisała się do harcerstwa.
28 listopada 1981 roku, o godzinie 12.35 Alphonsine była w refektarzu dla uczennic. Usługiwała przy stole. Nagle usłyszała wołanie: "Dziecko moje!" Alphonsine uklękła i uczyniła znak krzyża. Spytała: "Pani, kim jesteś?". Maryja odpowiedziała: "Jestem Matką Słowa. Co w religii jest najbliższe twemu sercu?" Dziewczyna powiedziała: "Kocham Boga i Jego Matkę. Dała nam Dzieciątko, które i nas odkupiło". Maryja rzekła: "Pragnę, aby twoje koleżanki miały wiarę, gdyż nie wierzą dość mocno."
Alphonsine wspomina, że Maryja była nieporównywalnie piękna. Jej skóra nie była zupełnie biała. Była boso, ubrana w białą tunikę i biały welon. Ręce miała złożone na wysokości piersi, z palcami skierowanymi do góry.
Objawienia powtarzały się przez cały grudzień 1981 r. (zazwyczaj w soboty), a także w roku następnym. Matka Boża poleciła Alphonsine przekazywać osobiste orędzia skierowane do konkretnych osób i wskazówki dla zgromadzeń zakonnych, a także treści dotyczące przyszłości Rwandy. W swoich rozmowach z Maryją Alphonsine zachowywała zawsze wielką prostotę, tak jakby rozmawiała z najlepszą przyjaciółką. Zwracała się do Maryi: "Umubyeyi", co w języku kinyarwanda znaczy "Mamusiu". Podczas objawienia 25 czerwca 1982 r. Alphonsine zapytała Maryję, czy brakiem szacunku będzie nazywać Ją bardzo rodzinnym, ciepłym zwrotem: "Disi we", czyli "Kochanie". Maryja odpowiedziała jej: "Kiedy dziecko jest bez zarzutu wobec swojej matki, mówi jej wszystko, co nosi w sercu. Zresztą, ja nie postępuję tak, jak ludzie. Mimo że jestem Matką Boga, potrafię być naturalna i pokorna, zniżyć się do waszego poziomu o wiele lepiej niż wy potraficie to czynić między sobą. Dlatego lubię, kiedy dziecko bawi się ze Mną, gdyż dla Mnie jest to najpiękniejszym znakiem jego zaufania i miłości. Wszyscy, którym się to nie podoba, nie rozumieją tajemnic Bożych. Bądźcie wobec Mnie jak małe dzieci, ponieważ lubię was pieścić. Czy gdybym była na was zagniewana, mielibyście odwagę tak się do Mnie zwracać? Każda matka woli raczej pieścić swoje dziecko, aby umiało mówić jej o wszystkim, co chce. Nie należy bać się własnej matki".
Maryja objawia się Alphonsine jako mama, która słucha swojego dziecka, radzi, poucza, a nawet karze, jeśli trzeba, lecz kary prawdziwej matki nigdy nie są dla dziecka ciężkie. Rwandyjskie przysłowie mówi, że matka bije bardzo miękkim kijem. To właśnie Maryja chce nam dać do zrozumienia: Bądźcie dla Mnie dziećmi. Jestem waszą Matką. Nie powinniście się Mnie bać, lecz kochać Mnie.
Alphonsine mówi także, że Maryja przybyła do Kibeho, aby przygotować świat na przyjście swojego Syna. W Kibeho mówi się więc, że świat się skończy, że zbliża się nadejście Jezusa, że koniec świata nie jest karą, ale że był on przewidziany od zawsze. Maryja przychodzi nas o tym uprzedzić i przygotować na przyjście swojego Syna. Musimy cierpieć z Jezusem, modlić się, być apostołami, aby przygotować się na Jego powrót. Alphonsine często powtarza i śpiewa, że dziecko Maryi nie rozstaje się ze swoim krzyżem.
Obudźcie się!
Nathalie Mukamazimpaka urodziła się w 1964 r., w sąsiadującej z Kibeho parafii Muganza, w rodzinie katolickiej, jako czwarte z ośmiorga dzieci.
Ukończyła cztery klasy gimnazjum w Kibeho. Nathalie, której nazwisko oznacza "ta, która ucina dyskusje", cieszyła się opinią mądrej i pobożnej, miała duży wpływ na swoje koleżanki. Była uważana za dziewczynę skromną. Dużo się modliła i była odpowiedzialna za Legion Maryi. Należała też do Odnowy Charyzmatycznej.
Wieczorem 12 stycznia 1982 r. Matka Boża ukazała się jej po raz pierwszy, a ostatnie publiczne objawienie miało miejsce 3 grudnia 1983 r. Orędzie, jakie usłyszała Nathalie dotyczy pokory, gotowości pełnienia woli Bożej, ofiarowania siebie, miłości i pogłębienia modlitwy. Nathalie mówi przede wszystkim o chrześcijańskim sensie cierpienia i daje tego przykład swoim życiem.
31 maja 1982 r., w obecności dwudziestu tysięcy ludzi, Nathalie poprosiła Matkę Bożą o cudowne źródło wody dla Kibeho. Maryja dała jej jednak do zrozumienia, że jest inna, ważniejsza dla życia człowieka woda. Jezus mówi o niej: "Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza" (J7, 38). Nathalie nie otrzymała cudownego źródła dla Kibeho, ale wieczorem tego samego dnia na wszystkich zebranych podczas objawienia spadł nagle obfity, przyjemny deszcz. Wielu dostrzegło w tym znak błogosławieństwa Maryi i Jezusa.
5 sierpnia 1982 roku Maryja rzekła: "Mówię do was, ale nie słuchacie. Chcę was podźwignąć, a wciąż nie chcecie wstać. Wołam was, a udajecie głuchych. Kiedy zaczniecie czynić to, o co was proszę? Jesteście obojętni na wszystkie Moje wezwania. Kiedy zaczniecie interesować się tym, co pragnę wam powiedzieć? Daję wam wiele znaków, a ciągle nie wierzycie. Jak długo jeszcze będziecie głusi na Moje wezwania?"
Nathalie często powtarza, że świat jest chory, że musimy modlić się za świat i żałować za grzechy: "Kiedy z dziecko się zgubi, czasem nie jest tego i świadome, nie odczuwa niepokoju. To rodzice niepokoją się o dziecko, odczuwają smutek z jego powodu. Ty także, Maryjo, martwisz się z powodu tego, jacy jesteśmy" (4 lipca 1983 r.). Maryja często mówiła: "Obudźcie się, wstańcie, obmyjcie się i bądźcie czujni."
Powiedziała też Nathalie, że większa część jej życia upłynie w cierpieniu.
3 września 1983 r. dziewczyna powiedziała: "Akceptuję drogę, którą chcesz mnie prowadzić, bez względu na to, czy będzie to droga cierpienia, czy droga radości". Maryja wyjaśniła jej, że poprzez cierpienie ratuje siebie i innych ludzi, ponieważ w cierpieniu daje się dowód prawdziwej miłości.
Żałujcie za grzechy!
Marie-Claire Mukangango urodziła się w rodzinie katolickiej w 1961 r., jako piąte z ośmiorga dzieci. Chodziła do jednej klasy z Nathalie. Była uczennicą spontaniczną, niesforną, czasami niezdyscyplinowaną. Cieszyła się zaufaniem koleżanek. Po skończeniu szkoły w 1983 r. uzyskała dyplom nauczycielki i podjęła pracę w szkole podstawowej. Bardzo lubi swoją pracę. Od początku objawień Marie-Claire należała do najzagorzalszych przeciwniczek objawień. Nie chciała wcale o nich słyszeć i uważała Alphonsine za chorą psychicznie.
Matka Boża ukazywała się jej od 2 marca 1982 do 15 września 1982 r. Od tamtej pory Marie-Claire powtarza, że trzeba rozważać Mękę Jezusa i głęboki ból Jego Matki. Trzeba odmawiać różaniec i koronkę do Siedmiu Boleści NMP, żeby otrzymać łaskę żalu za grzechy. Koronka do Siedmiu Boleści NMP nie jest w Kościele czymś nowym. Była kiedyś odmawiana przez niektóre zgromadzenia zakonne, jednak praktyka ta została zapomniana przez większość chrześcijan. Podczas pierwszego objawienia Maryja powiedziała: "Żałuj za grzechy! Żałuj za grzechy! Żałuj za grzechy! Nie zwracam się tylko do ciebie, lecz do wszystkich. Ludzie współcześni nie czują już tego zła, które czynią. Kiedy ktoś popełni grzech, nie przyznaje się, że źle postąpił. Proszę was, żałujcie za grzechy. Jeśli będziecie odmawiać tę koronkę, rozważając ją, będziecie mieli siłę do wzbudzenia w sobie skruchy. Dzisiaj wielu ludzi nie potrafi już prosić o przebaczenie. Ci ludzie znów krzyżują Syna Bożego. Przyszłam wam o tym przypomnieć, szczególnie tu, w Rwandzie, gdyż znajduję tu jeszcze ludzi pokornych, którzy nie są przywiązani do bogactw ani do pieniędzy."
Miejsce objawień
Matki Bożej
15 sierpnia 1982 r. dziewczyna ujrzała siebie stojącą pośrodku dużego ciernistego krzewu. Siedem razy upadła w cierniste krzaki, a Maryja powiedziała: "Upadłaś siedem razy w ciernie, abym mogła poruszyć zatwardziałe serca ludzi. Świat jest chory, moje dzieci, musicie się umartwiać, żeby pomóc Jezusowi w zbawieniu świata."
Orędzie dla Afryki czy orędzie dla świata?
W kontekście wezwania do nawrócenia i pokuty, jakie usłyszeli widzący z Kibeho oraz w kontekście rwandyjskiej wojny domowej rodzi się pytanie: Jeśli Bóg chce naszego dobra, to dlaczego dopuścił do tak okrutnych wydarzeń, które miały miejsce podczas wojny domowej?
Rwandyjski biskup Kizito Bahujimihigo w książce "Świadkowie Boga w kraju męczeństwa" pisze z heroiczną wręcz nadzieją: "Najlepszą metodą "przetrawienia" tragedii rwandyjskiej jest umieszczenie jej pośród wydarzeń, jakimi Bóg się posługuje, aby lepiej objawić swą miłość, aby lepiej wyzwolić swój lud spod jarzma zła. Nie jest ona koniecznie przekleństwem prowadzącym do rezygnacji czy buntu, ale z pewnością jest próbą mającą nas oczyścić i nawrócić. Jeśli Bóg chce rzeczywiście naszego dobra, czy nie mógł posłużyć się wydarzeniem mniej szokującym niż właśnie to? Wszystko zależy od niebezpieczeństwa, od jakiego chciał nas zachować: na wielkie zło - wielkie środki".
W uznaniu objawień z Kibeho za autentyczne dużą rolę odegrał fakt, że Matka Boża, płacząc, zapowiedziała widzącym, że w Rwandzie będą się działy przerażające rzeczy. Dziewczęta widziały rzeki pełne krwi, mordujących się wzajemnie ludzi, porozrzucane, zmasakrowane ciała i wiele innych wstrząsających obrazów. Odpowiadały one dokładnie temu, co zdarzyło się w tym kraju w 1994 r., podczas niebywałej zbrodni międzyplemiennej, która pochłonęła ponad milion ofiar, a niezliczone rzesze ludzi okaleczyła fizycznie i psychicznie.
Bolesne i jakże wymowne wezwanie Matki Słowa z Kibeho powinno być słyszane na całym świecie. Jest ono bowiem aktualne szczególnie teraz, gdy w obliczu eskalacji przemocy i niesprawiedliwości w różnych zakątkach świata, coraz wyraźniej brzmią słowa św. Pawła: "Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska".
Treść orędzia Matki Bożej z Kibeho
Objawienia w Kibeho były liczne i trwały bardzo długo, jednak zasadnicze elementy zostały ujawnione podczas dwóch pierwszych objawień, czyli pod koniec 1983 roku.
1. Pilne wezwanie do skruchyi do nawrócenia serc: „Okażcie skruchę, żałujcie, żałujcie!” „Nawróćcie się, kiedy jest jeszcze czas”.
2. Diagnoza sytuacji moralnej świata: „Świat jest w bardzo złym stanie”.
„Świat idzie ku swemu zniszczeniu, wpadnie w przepaść, to znaczy, że się pogrąży w licznych i niekończących się nieszczęściach.”
„Świat jest w stanie buntu wobec Boga, zbyt wiele grzechów się na nim popełnia. Nie ma miłości ani pokoju.”
„Jeśli nie okazujecie żalu i nie nawracacie się, wpadniecie w przepaść.”
3. Głęboki smutek Dziewicy:
Widzące Maryję mówiły, że widziały Ją płaczącą 15 sierpnia 1982 r. Matka Słowa jest bardzo zasmucona z powodu niedowiarstwa i zatwardziałości ludzi. Skarży się na nasze złe zachowanie, które charakteryzuje upadek obyczajów, upodobanie sobie w złu, stały brak posłuszeństwa wobec Bożych przykazań.
4. „Wiara i niewiara przyjdą razem niepostrzeżenie”.
To jedno z tajemniczych wyrażeń wypowiedzianych wiele razy do Alphonsine na początku objawień z prośbą, aby ludzie się nawrócili.
5. Zbawcze cierpienie.
To temat jeden z najważniejszych w historii objawień w Kibeho. Zwłaszcza u Nathalie Mukamazimpaka. Dla chrześcijanina cierpienie, zresztą nieuniknione tu na ziemi, jest drogą, jaką trzeba pokonać, aby dojść do niebieskiej chwały. Dziewica powiedziała widzącym, szczególnie Nathalie, 15 maja 1982 roku:
„Nikt nie dochodzi do Nieba bez cierpienia”. I jeszcze: „Dziecko Maryi nie rozstaje się z cierpieniem”. Jednak cierpienie jest również środkiem wynagradzania za grzechy świata i uczestniczenia w cierpieniach Jezusa i Maryi dla zbawienia świata. Widzące zostały zaproszone do przeżycia tego orędzia w sposób konkretny, do zaakceptowania cierpienia z wiarą i radością, do umartwienia się, do odmówienia sobie przyjemności dla nawrócenia świata. Kibeho jest w ten sposób przypomnieniem miejsca krzyża w życiu chrześcijanina i Kościoła.
6. Módlcie się stale i bez obłudy.
Ludzie się nie modlą, a nawet pośród tych, którzy się modlą, wielu nie modli się tak, jak trzeba. Dziewica prosi widzących, aby się modlili za świat, nauczyli innych się modlić i modlili się w miejsce tych, którzy się nie modlą. Dziewica prosi nas o więcej gorliwości w modlitwie i o modlitwę bez obłudy.
7. Nabożeństwo do Matki Bożej. Urzeczywistniło się ono przez stałe i szczere odmawianie Różańca Świętego.
8. Różaniec Boleści Najświętszej Maryi Panny.
Widząca Marie Claire Mukangango mówiła, że otrzymała objawienia dotyczącego tego różańca. Dziewica kocha ten Różaniec. Kiedyś znany, popadł dziś w zapomnienie. Matka Boża wyraziła w Kibeho pragnienie, aby został na nowo rozszerzony w Kościele i szanowany. Koronka Boleści nie wypiera Różańca Świętego.
9. Dziewica pragnie wybudowania kaplicy.
Ma to być pamiątka Jej ukazania się w Kibeho. To temat, jaki pojawia się w objawieniu z 16 stycznia 1982 roku i powraca wiele razy podczas tego roku i jest rozwijany.1
10. Módlcie się sie bez wytchnienia za Kościół.
Wielkie cierpienia oczekują go w czasie, który nadchodzi. Tak mówiła Dziewica do Alphonsiny 15 sierpnia i 28 listopada 1983.
„Drogie dzieci! W tym czasie łaski, gdy również przyroda przygotowuje się by pokazać najpiękniejsze kolory w roku, dziatki, ja was wzywam, byście otworzyli wasze serca Bogu Stworzycielowi, aby On was przemienił i ukształtował na Swój obraz i podobieństwo, aby wszelkie dobro, które zasnęło w waszym sercu przebudziło się do nowego życia i pragnienia wieczności. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”
A skądże pochodzi ten zaszczyt że przychodzi do mnie matka mojego Pana?
Dzisiaj – 25/02/2010 – otrzymamy nowe orędzie z nieba .. zatrzymajmy się na modlitwie, zwłaszcza o godz. 17:40
- w momencie, gdy Matka Boża zstępuje z nieba na ziemię i rozmawia z Mariją Lunetti.
Zapraszamy (jeśli to możliwe), aby zapalić świeczkę i modlić się na Różańcu od 17:00
jako znak wspólnoty, otwartego serca i cześć dla Królowej Pokoju za jej obecność wśród nas
Orędzie do Marija Pavlović Lunetti w dniu 25 luty 2010 r.
Piszę do Ciebie ten list z nadzieją, że może on Ci pomóc!
Jestem matką siedmiorga dzieci. Troje urodziłam, dla czworga stałam się miejscem śmierci. Chociaż wydarzyło się to dawno, bo ponad trzydzieści lat temu i przygotowując się do pierwszej Komunii świętej najstarszego syna byłam u spowiedzi otrzymując rozgrzeszenie, poranienie pozostało.
Temat ten głęboko zamknęłam, schowałam starając się zapomnieć. To moje “zapomnienie” polegało tylko na tym, że nigdy i z nikim nie mówiłam o przerywaniu ciąży. Słysząc jak inni poruszali ten temat byłam pełna niepokoju, smutku i bólu. Mijały lata, dochodziły różne problemy życiowe jak: wyjazd z rodziną do Niemiec, troska o dorosłe już dzieci i wiele innych kłopotów. Depresja. Leczenie psychosomatyczne trwało prawie dziesięć lat. Trzy razy byłam w sanatorium. Lekarze starali się mi pomóc, znaleźć przyczynę choroby, ja natomiast widziałam tylko moje obecne problemy. Całkowite zagubienie i pragnienie ucieczki, ale dokąd? Zamknięty krąg. Beznadzieja. Przez te wszystkie lata, chociaż chodziłam do kościoła, to naprawdę tylko “chodziłam”. Bałam się Pana Boga. Wydawało mi się, że jestem niegodna tam przychodzić.
Tylko do Maryi miałam odwagę się zwrócić, została moją powierniczką, do Niej zwracałam się z moimi problemami, ale sama niewiele robiłam. Będąc w Polsce w roku 1997 weszłam do księgami katolickiej i na bocznym stoliku spostrzegłam “Dzienniczek” siostry Faustyny Kowalskiej, który natychmiast kupiłam. Zadziwiło mnie Boże miłosierdzie! Zadziwiło i spowodowało pragnienie doświadczenia go, lecz dusza moja była głucha. Zaczęłam odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Uparcie i ciągle. Wynotowałam sobie wszystkie słowa Pana Jezusa zapisane przez świętą Faustynę. Szczególnie głęboko poruszyły mnie słowa Pana Jezusa, które zapisała w Zeszycie Piątym, 1541: “Córko moja, zachęcaj dusze do odmawiania tej koronki, którą ci podałem. przez odmawianie tej koronki podoba mi się dać wszystko, o co mnie prosić będą. …. Napisz dla dusz strapionych: Gdy dusza ujrzy i pozna ciężkość swych grzechów, gdy się odsłoni przed oczyma jej duszy cała przepaść nędzy, w jakiej się pogrążyła, niech nie rozpacza, ale z ufnością niech się rzuci w ramiona mojego miłosierdzia, jak dziecko w objęcia ukochanej matki. Dusze te mają pierwszeństwo do mojego litościwego serca, one mają pierwszeństwo do mojego miłosierdzia.” Czytałam i płakałam, I nie wiedziałam co ze sobą zrobić. I wtedy właśnie, kiedy wołanie: “Jezu ufam Tobie” było moim SOS, we wrześniu 1998 roku odbyły się rekolekcje prowadzone przez O. Józefa Kozłowskiego z Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi wraz z Zespołem Ewangelizacyjnym “Mocni w Duchu”. Pomyślałam wtedy, że tylko Duch Święty może mnie oświecić. I tak się stało! Z pragnieniem ponownego wyznania grzechów przeciwko życiu.. udałam się do konfesjonału otrzymując dar: modlitwę uwolnienia ze skutków grzechów. Nareszcie opadły okowy, zaczęłam rozumieć przyczynę mojej depresji. Zachwyciło mnie nieskończone, przebaczające Boże miłosierdzie, którego tyle lat nie rozumiałam. Zrozumiałam wreszcie i wybaczyłam również sobie. Przeżyłam Seminarium Życia w Duchu Świętym.
Cotygodniowe spotkania w grupie modlitewnej z ludźmi, którzy otwierali swoje serca Jezusowi, aby w nich mieszkał i przemieniał je, dawały mi siłę. I już nie było pustki. Powróciła radość życia. Zostałam uzdrowiona z depresji. I znowu zadziwienie, że i mnie Pan uzdrowił! Lecz o moich dzieciach tych, którym nie dałam żyć myślałam i dziwna tęsknota trwała. Dzięki łasce jaką jest kierownictwo duchowe, weszłam na drogę pokuty. Moja adopcja duchowa, którą nazwałam „Poczęciem Miłości” trwająca dziewięć miesięcy, to uznanie sercem, pokochanie moich dzieci. Codziennie jedna tajemnica różańca, a więc przez Maryję, Matkę. Do tego zapragnęłam, aby te dziewięć miesięcy było nowenną uwielbienia Boga Dawcy Życia, przez codzienne rozważanie i obserwowanie rozwoju dziecka w łonie matki. Więc wielbiłam Boga w genach, chromosomach, w każdej nowej komórce, … Zachwyciłam się cudem i pięknem rozwoju nowego życia, ale i trwał ból, który nazwałam “bólem prawdy o sobie”. Ten ból był mi potrzebny, uczył miłości. Z Maryją rozmawiałam o moich dzieciach i prosiłam Ją, aby przekazywała im moją miłość .Moje poranienie wewnętrzne było tak głębokie, że nie mogłam się do nich zwrócić bezpośrednio. Zapragnęłam wreszcie, i mogłam to pragnienie powierzyć Maryi, aby moje dzieci miały imiona. Prosiłam Ją tak:
“Widzisz Mamo z jakim pragnieniem jestem u Ciebie i jakie to mają być imiona, przecież nie znam ich płci, zaradź, pomóż mi w tej sprawie, proszę.” Był to koniec siódmego miesiąca mojej modlitwy miłości, w przeddzień święta M. B. Częstochowskiej. Następnego dnia rano spiesząc się do pracy pomyślałam sobie, że przeczytam tylko dwa zdania z Pisma Świętego, bo już i tak jestem prawie spóźniona. Otworzyłam więc i przeczytałam: Dn 1, 6 – 7 “Spośród ,synów judzkich byli wśród nich Daniel, Chananiasz, Miszael i Azariasz. Nadzorca służby dworskiej nadał im imiona, … n Więc mogę nadać imiona moim czterem synom! Cała w dziękczynieniu wybiegłam do pracy.
Moi synowie otrzymali imiona: Mateusz, Marek, Łukasz i Jan. Po raz pierwszy zwróciłam się do nich bezpośrednio nadając im kolejno imiona i prosząc ich o przebaczenie.
Zniesienie Święta Niepodległości i ustanowienie w zamian święta w dniu 4 czerwca, kiedy przypada rocznica wyborów do Sejmu kontraktowego – to sposób Władysława Frasyniuka na ponowne zaistnienie w życiu politycznym. Były działacz “Solidarności” na głoszenie swoich teorii wybrał jednak złe miejsce, bo jego pomysły wśród weteranów polskiej emigracji w Londynie zamiast poklasku wywołały oburzenie i konsternację.
- Skreślmy 11 Listopada, bo zimno, chłodno i prawdę powiedziawszy, jest to ponure święto, w którym kontynuujemy tradycję II RP, a trzeba ją przerwać – mówił w sobotę w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym w Londynie Władysław Frasyniuk.
Jego zdaniem, “jeśli uważamy, że 11 Listopada jest naszym świętem, to w tym święcie uczestniczy Bierut, Gomułka, bo to jest kontynuacja tej tradycji”. Frasyniuk uznał też, że to 4 czerwca (1989 roku) wampir komunizmu został ostatecznie przebity osinowym kołkiem, a Polska była w awangardzie przemian w dawnym obozie moskiewskim. Konsternację, którą wywołał swoimi pomysłami Frasyniuk, rozładował dopiero Ryszard Kaczorowski, ostatni prezydent RP na uchodźstwie, który podziękował Frasyniukowi i innym działaczom “Solidarności” za to, że tak dobrze “przeszli różne testy przeprowadzane przez władze PRL i zawsze byli wierni tej Polsce, która się zaczęła 11 listopada”.
Postawa byłego działacza “Solidarności” wywołała oburzenie w szeregach organizacji kombatanckich działających w Polsce. Jak zauważył dr Jerzy Bukowski, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, tego rodzaju wystąpienie Frasyniuka na spotkaniu z politycznym i żołnierskim uchodźstwem w Londynie świadczy albo o jego kompletnej ignorancji w sprawach historycznych, albo o chęci wywołania skandalu. – Gdzie jak gdzie, ale właśnie w “polskim Londynie” 11 Listopada był zawsze, i jest nadal, bardzo uroczyście obchodzony. Nie dziwię się więc konsternacji uczestników spotkania z Frasyniukiem, kiedy usłyszeli od niego, że “jest to ponure święto, w którym kontynuujemy tradycję II RP, a trzeba ją przerwać” – ocenił. Jak dodał Bukowski, trudno zrozumieć, co Frasyniuk miał na myśli, odwołując się do Bieruta i Gomułki. Zauważył, że z pewnością dla wielu słuchaczy była to potwarz. – Frasyniuk wypowiadał już różne dziwne opinie, nierzadko bulwersujące opinię publiczną w kraju. Tym razem zachował się jednak wyjątkowo arogancko wobec ludzi, którzy przez ponad pół wieku przechowywali majestat niepodległego państwa w swych sercach i w umieszczonych w londyńskiej siedzibie władz II RP na Uchodźstwie symbolach. Podłączenie przez niego do tej tradycji sowieckich namiestników w Warszawie jest czymś równie uwłaczającym, co niezrozumiałym – dodał Bukowski. Wezwał też polityka, aby jak najszybciej przeprosił za swoje nieodpowiedzialne wystąpienie.
W ocenie prof. Andrzeja Nowaka, historyka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktora naczelnego dwumiesięcznika “Arcana”, wystąpienie Frasyniuka to próba wywołania skandalu, a były (praktycznie nieobecny już w sferze publicznej polityk) swoją groteskową wypowiedzią próbuje zwrócić na siebie uwagę. – To jest objaw zupełnego oderwania od tradycji polskiej, od zrozumienia tego, czym jest niepodległość Polski, od polskiej tożsamości – dodał. W ocenie prof. Nowaka, żaden odpowiedzialny polityk nie wypowiedziałby się w taki sposób.
Jak przypomniał prof. Mieczysław Ryba, członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, 11 listopada został ustanowiony świętem państwowym przed II wojną światową i jest to data będąca symbolem odzyskania niepodległości po 123 latach niewoli. Jak dodał, w przeszłości zamach na to święto czynili zarówno hitlerowcy, jak i komuniści. – Nic bardziej błędnego niż twierdzić, że święto to nie ma większego znaczenia. To tak, jakby uznać, że znaczenia nie ma ten potężny upływ krwi, który mieliśmy w XIX wieku, to tak, jakby znaczenia nie miały wielkie cierpienie, wysiłek kulturowy i intelektualny, który wówczas miał miejsce. Mówienie, że nie ma znaczenia to, co było dla Polaków przez całe dziesięciolecia najdroższe, jest twierdzeniem absurdalnym – dodał historyk. Marcin Austyn
Kilka miesięcy temu Mike Dickle, z którym pracowałem w International House of Prayer, poprosił mnie, abym nauczał na temat piekła. Gdy zgłębiałem ten temat, mój przyjaciel Steve Carpenter podarował mi taśmę. Na taśmie znajdowało się przesłanie Billa Wiese’a i jego żony Annette, którego za chwilę wysłuchacie. Jego nauczanie wstrząsnęło mną i całkowicie zmieniło sposób, w jaki walczę o moją rodzinę, przyjaciół a nawet ludzi, których nie znam. Naprawdę tak się stało, nie przesadzam, więc nie myślcie proszę, że mówię w przenośniach. Całkowicie zmienił się sposób, w jaki patrzę na te kilka nadchodzących lat, jakie mi zostały na ziemi.
Moją modlitwą jest, by Bóg uczynił taką samą przemianę w was. Nie przesadzam, wyolbrzymiając znaczenie tego przesłania. Bill jest chrześcijaninem. Poddał swoje życie Chrystusowi w wieku 16 lat. Zna Pana od 32 lat. Przeniósł się do Kalifornii w roku 1976 i 10 lat należał do społeczności w Costa Messa, w Kalifornii, gdzie pastorem był Chuck Smithi. Bill wraz z żoną pracują jako agenci handlu nieruchomościami. Przez ostatnie 15 lat, będąc w Kalifornii, Bill należał do zgromadzenia i przywództwa Eagles Nest,w Oregon County, gdzie usługiwał pastor, doktor Gary Greenwald . Kilka miesięcy temu pastor Eagles Nest, nazywany pastorem Raul, podszedł do Billa i powiedział: „Bill, Bóg zamierza dokonać przebudzenia w Ameryce i zacznie się to w Kansas City. On wyśle cię tam, a ty powinieneś pojechać”. Bill i Annette nigdy w swoim życiu nie byli w Kansas City. Następnego dnia, nie wiedząc o niczym, zadzwoniłem do Billa i powiedziałem: „Czy rozważyłbyś możliwość przyjechania do Kansas City? Widziałem twoje wideo i pomyślałem, że powinieneś przyjechać”.
Wierzę, że Bill i Annette są tutaj z Bożego przykazania. Posłuchajcie, co mają do powiedzenia na temat piekła, ale co ważniejsze, usłyszycie o intymnej relacji z Jezusem Chrystusem i o miłości, którą On ma dla całego świata. Bill był w piekle. Nie był zwykłym obserwatorem, tak jak wielu innych ludzi w „normalnych” wizjach, lecz doświadczał realności piekła przez około pół godziny. Nie miał żadnej nadziei na możliwość ucieczki. Bill i jego żona są całkowicie poświęceni Jezusowi Chrystusowi, pracy Bożej i prowadzeniu Ducha Świętego. Wy także go polubicie. Proszę powitajmy Billa i Annette Wiese’ów.
Film “Jezus w Chinach” to przejmując historia o chrześcijanach z Chin. Obejrzyj i powiedz o nim innym.
Niesamowity poruszający film,nie jest to dla mnie coś nowego bo nieraz słyszałam ze w Chinach jest więcej prawdziwych nowo narodzonych chrześcijan niż w całej Europie gdzie chrześcijaństwo jest letnie i tak naprawdę ludzie żyją sobie jak chcą. Budujący i wzruszający fragment Bożego działania. Wspaniałe świadectwa ludzi przemienionych przez Chrystusa, przez Jego Słowo. Pomimo prześladowań ze strony władz chińskich, ludzie żyją mając pokój, radość i bezpieczeństwo w JEZUSIE. Szkoda, że w naszym kraju jest tak mało gorących chrześcijan – przepełnionych obecnością CHRYSTUSA. Jakie to niesamowite ze tam gdzie są prześladowania to chrześcijaństwo jeszcze bardziej się rozwija, a w wolnej Europie ludzie maja gdzieś Boga. Polecam ten film, pokazuje czym jest prawdziwe chrześcijaństwo, naprawdę każdy powinien go zobaczyć,bo zawstydzi niejednego myślę i poruszy i da wiele do myślenia.
Występuje w programach radiowych i telewizyjnych, reprezentuje konserwatywny feminizm pro-life. Opowiada się za prawem do życia, prawami dzieci, rodziców i rodzin, przestrzega przed niebezpieczeństwami ze strony ruchu mniejszości seksualnych, przed szkodliwością antykoncepcji dla zdrowia kobiet, kwestionuje intencje przyświecające ruchowi na rzecz obowiązkowego wychowania seksualnego w szkole.
Nie jest związana z żadną partią ani ugrupowaniem politycznym. Jest katoliczką, natomiast w debacie publicznej nie używa argumentów „z wiary”, nie jest też ani nigdy nie była działaczką żadnej organizacji kościelnej.
Oskarżyciel
Oto krótka notka o Wandzie Nowickiej, która jest oskarżycielem w tej sprawie. Krótka notka, NIE materiał dowodowy w sprawie. Mogą Państwo przyczynić się do jej poszerzenia, przysyłając interesujące Państwa zdaniem informacje (podparte źródłami) na adres kontaktowy MamProcesPl@gmail.com
Wojowniczka o aborcję w Polsce i zagranicą
Wanda Nowicka to główna lewicowa „działaczka kobieca” w Polsce.
Od wielu lat znana jest z walki o legalizację aborcji na życzenie, dotowanie antykoncepcji, obowiązkowe wychowanie seksualne i inne radykalnie lewicowe postulaty.
Angażuje się ściśle w głośne sprawy i procesy dotyczące aborcji w skali kraju i na arenie międzynarodowej (m.in. sprawa “Alicja Tysiąc przeciw Polsce”, aborcja 14-letniej dziewczynki z Lublina).
Rodzinadziałaczy
Wraz z mężem, astrologiem Światosławem Florianem Nowickim, są otwartymi antyklerykałami, zwalczają obecność katolików i światopoglądu katolickiego w sferze publicznej (1). Ich synowie są zaangażowanymi działaczami skrajnej lewicy. Michał Nowicki, działacz komunistyczny, znany jest z afery dotyczącej strony “Lewica bez Cenzury”, oskarżonej o nawoływanie do przemocy wobec polskich żołnierzy, lżenie polskich bohaterów, szerzenie treści skrajnie totalitarnych. Florian Nowicki jest działaczem skrajnej lewicy i politykiem Polskiej Partii Pracy.
Uwikłania polityczne
Nowicka angażuje się politycznie: niejednokrotnie startowała w wyborach do Sejmu, Senatu, na Prezydenta Warszawy, była radną sejmiku mazowieckiego. Zawsze z poparciem partii lewicowych.
Organizacje, stowarzyszenia, grupy
Wanda Nowicka zakładała i od początku przewodniczy Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, w skład której wchodzi Towarzystwo Rozwoju Rodziny (TRR) – oficjalny organ International Planned Parenthood Federation (IPPF) – międzynarodowej organizacji promującej i sprzedającej antykoncepcję i aborcję (2).
Nowicka jest współzałożycielką i członkinią wielu NGOs. Ma poważanie w środowisku lewicowym, szczególnie feministycznym, antyklerykalnym i gejowskim, za swoją skuteczność i konsekwencję w szerzeniu ich idei.
Przy swojej Federacji Nowicka powołała „Zespół Pomocy Prawnej” – to grupa prawników angażowanych do spraw wpływających na opinię publiczną ws. aborcji (sprawa Alicji Tysiąc, sprawa Wojnarowskich, sprawa 14-letniej „Agaty” z Lublina, być może również obecna sprawa).
Przy Federacji działa również „nieformalna grupa wolontariuszy edukatorów seksualnych”. Działacze tej grupy “szerzą wiedzę” o środkach antykoncepcyjnych. Na działalność dostają duże granty.
Wanda Nowicka przyznawała się też do koordynowania „mniej tradycyjnych form działania”, np. wizyty „Kobiet na falach” (statku aborcyjnego) w Polsce, a także konkursów (m. in. za granty europejskie ).
Łączniczka z zagranicą
“W swoim dorobku mam skuteczne interwencje, liczne publikacje i raporty na temat problemów społecznych i praw człowieka. Walnie przyczyniłam się do (…) wniesienia kilku spraw do Trybunału w Strasburgu” – chwaliła się Nowicka w jednym z wywiadów.
W kwestii aborcji, Wanda Nowicka, jak sama przyznaje, od ponad 15 lat reprezentuje Polskę na arenie międzynarodowej, m. in. na wpływowych konferencjach, jak Konferencja Praw Człowieka ONZ w Wiedniu (1993), Międzynarodowa Konferencja ws. Populacji i Rozwoju (ICPD) w Kairze (1994), Czwarta Światowa Konferencja ws. Kobiet w Pekinie (1995), Konferencja “Kair +5″ (1999), “Pekin + 5″ (2000), Children’s Summit (2002).
W latach 1996-2002 Nowicka była członkiem panelu doradczego ds. płci Development and Research Training in Human Reproduction Programme Światowej Organizacji Zdrowia, była też członkiem międzynarodowego komitetu doradczego organizacji pozarządowych Funduszu Ludnościowego ONZ (UNFPA) powołanego w związku z konferencją “Kair +5″.
Wanda Nowicka była członkiem Steering Committee HERA (Health, Empowerment, Rights Accountability) – międzynarodowej grupy kobiet promujących cele wytyczone przez Międzynarodową Konferencję ws. Populacji i Rozwoju oraz Czwartą Światową Konferencję ws. Kobiet w Pekinie (1995).
Jest również autorką wielu publikacji, w szczególności z zakresu praw człowieka, w tym praw reprodukcyjnych i praw kobiet, dla instytucji międzynarodowych. Wybrana lista publikacji znajduje się na stronach Wikipedii.
Sieć ASTRA, współzałożona przez Nowicką oraz kierowana w Polsce przez Federację otrzymała niedawno nagrodę na ręce Wandy Nowickiej od Sigrid Rausing Trust, przyznawaną za promocję „praw kobiet”. Nagroda wyniosła 100,000 funtów.
16 maja 2008 r. Nowicka odebrała inną nagrodę, University-In-Exile Award od nowojorskiego Uniwersytetu New School.
I to wszystko… “charytatywnie”
W akcie oskarżenia pełnomocnik Wandy Nowickiej napisał: “Pokrzywdzona nie jest opłacana, jawnie ani niejawnie, przez jakiekolwiek organizacje ani korporacje, ani jakikolwiek przemysł, w szczególności ‘przemysł providerów aborcji i antykoncepcji’.”
(2) „Najbardziej zaangażowaną i wpływową organizacją antynatalistyczną jest zapewne utworzona w 1952 roku Międzynarodowa Federacja Planowania Rodziny (International Planned Parenthood Federation – IPPF). Jest ona silnie wspierana olbrzymimi i ciągle rosnącymi dotacjami finansowymi przez rządy USA, Anglii, Niemiec, Danii, Szwecji, Japonii i innych bogatych krajów oraz przez różne i licznie powołane w tym celu fundacje i ośrodki finansowe. Przychody tej organizacji w 1986 roku wynosiły 53 miliony dolarów, a w 1996 już 106 milionów. Na sumę tę obok pieniędzy z różnych fundacji i koncernów przemysłowych składały się pieniądze publiczne od rządów różnych państw: 21 milionów dolarów darowane przez Japonię, 11 milionów przez Danię i Szwecję, 9 milionów przez Anglię i 5 milionów przez USA.16 USA w roku 1984, za prezydentury Reagana, na Międzynarodowej Konferencji na temat Zaludnienia i Rozwoju w Meksyku, wyraźnie zmniejszyły subwencjonowanie tej aborcyjnej organizacji. IPPF zrzesza organizacje tzw. planowania rodzicielstwa i kontroli urodzeń ze 147 krajów i aktywnie działa w 180 krajach świata. „Od 1980 roku przerzuca dużo pieniędzy do Chin w celu forsowania programu kontroli tej populacji, z przymusową aborcją włącznie. Chińska Federacja Planowania Rodziny afiliowana do IPPF – pisze Jacqueline Kasun – jest potężną siłą trzęsącą całym aparatem kontroli urodzeń w Chinach”. Naukowym orężem IPPF jest powołany w 1968 roku Instytut Alana Guttmachera (The Alan Guttmacher Institute – AGI). Olbrzymie pieniądze wpompowywane przez sektor publiczny i prywatny w AGI wykorzystywane są do propagowania różnorodnych technologii kontroli urodzeń, wpływania na polityków w celu przeprowadzania antynatalistycznych ustaw, propagowania aborcji na żądanie, oddziaływania na wychowanie w szkołach, aby nastolatki stosowały antykoncepcję, ignorując w tym względzie zdanie rodziców.” – prof. PAT dr hab. Tadeusz Biesaga SDB „Źródła ideologii aborcyjnej” opublikowane w Medycyna Praktyczna 2005/03.
Tu zobacz program gdzie występuje Joanna Najfel. Proces jest za to że ma śmiałość głosić taką postawę .Oburzyło to feministki że jest tak świetna w programach TV i nie moga sobie z nią poradzić w dyskusjach.
Posiedzenie pojednawcze w mojej sprawie zostało odroczone do 30 października.
Jeśli chodzi o moje stanowisko, to oczywiście nic się nie zmieniło: jestem niewinna, mówiłam prawdę, czuję się nękana procesem politycznym, nie merytorycznym. Proces karny jest szczególną formą pognębienia, gdyż dąży do uczynienia ze mnie “przestępcy” w oczach opinii publicznej.
Radykalna lewica nie może znieść tego, że jako kobieta mówię otwarcie: aborcja to barbarzyński mord na dziecku i gwałt na matce.
Nie tylko mnie chce uciszyć aborcyjne imperium. Przy okazji chodzi o zastraszenie wszystkich próbujących przełamać temat tabu, jakim jest kwestia powiązań biznesu aborcyjnego z “działaczkami kobiecymi”. To od nas zależy, czy pozwolimy się terroryzować.
Wierzę, że prawda zwycięży. Dziękuję za słowa wsparcia i za modlitwę, o którą nadal proszę.
Joanna Najfeld
Odroczone posiedzenie pojednawcze: 30.10.2009
W piątek, 30.10.2009 o godz. 13.30 w Sądzie przy ul. Ogrodowej 51a w Warszawie odbędzie się odroczone “posiedzenie pojednawcze” w mojej sprawie. Proszę o modlitwę.
Dziękuję… (30.10.2009)
Dzisiejsze posiedzenie sądu zostało ponownie odroczone, tym razem do 9. grudnia. Nie rozumiem mechanizmów sądowych, nie potrafię tego zinterpretować.
Z mojej strony nie zmieniło się nic, jestem niewinna, mówiłam prawdę. Odbieram ciąganie po sądach jako szykanowanie i celowe utrudnianie mojej działalności, również jako próbę zastraszenia większości Polaków, a szczególnie Polek, które nie zgadzają się na terror lewicowych ekstremistów.
Od kilku dni mimo choroby pracowałam zbyt intensywnie i dziś musiałam się położyć. W sądzie był tylko mój Mecenas. Przykro mi szczególnie, że nie spotkałam przez to grupy osób, która przyszła mnie wspierać. Mecenas zrelacjonował mi poruszające zachowanie młodego mężczyzny, który poprosił sąd, żeby go też skazał za podzielanie przekonań oskarżonej. Jeśli mogę mieć takie życzenie, bukiet kwiatów zaniosłabym na grób Ks. Jerzego Popiełuszki, jako wotum wdzięczności za Jego Świadectwo, które daje siłę tak wielu z nas.
Nie wiem jak dziękować za wyrazy wsparcia i życzliwości, za obecność przy mnie w tych trudnych chwilach. Czuję się wyróżniona skalą solidarności z jaką się spotykam przez, a właściwie dzięki temu procesowi.
Jestem szczególnie, naprawdę szczególnie wdzięczna wszystkim, którzy modlą się za mnie, w Polsce i za granicą. Gdybym chciała odwzajemnić modlitwę, musiałabym zamknąć się w zakonie kontemplacyjnym na długo… Zamawiam więc za wszystkich Państwa Mszę Świętą.
Po posiedzeniu z dnia 09.12.2009
Na posiedzeniu 9. grudnia zakończyło się postępowanie pojednawcze - bez skutku. Sąd wyznaczył termin rozprawy głównej na 13. stycznia 2010.
Przepraszam za zaburzenia w komunikacji, byłam nieobecna w Polsce.
Właśnie dowiedziałam się, że Tomasz Terlikowski też ma mieć proces. Dziękuję Ci, Tomasz, za Twoją odwagę - że nie dałeś się zastraszyć groźbom i że nie milczałeś. Powtórzę to, co czułam kiedy skazywano ks. Marka – jeśli za prawdę będzie trzeba w wolnej (?) Polsce siedzieć, to zaszczytem będzie dla mnie takie Towarzystwo.
A tak na marginesie, to jak Państwo sądzą, kto tym razem podpala stos pod Tomaszem? Otóż prawnicy Alicji Tysiąc, której przypadek posłużył najpierw do skazania Państwa Polskiego na grzywnę, a potem ks. Marka za nazywanie aborcji zabójstwem… Alicji Tysiąc, nad którą “opiekę” roztoczyła już przy okazji sprawy Tysiąc przeciw Polsce Wanda Nowicka… Wanda Nowicka, która gromadzi przy swojej działalności prawników na potrzeby różnych spraw, a ostatnio wytoczyła proces przeciwko mnie…
Seria przypadków? Nie wierzę. Szczególnie, że lewicowa ekstrema wprost ogłasza, że wobec opornej demokracji, która nie chce akceptować ich szaleńczej rewolucji, nadszedł czas na forsowanie własnych interesów przez nagonki sądowe na oponentów, które zastraszają normalną większość. Vide wyrok dla kobiety za użycie słowa “pedał”, seria procesów przeciw prawicowym politykom, czy próby skazania Wojciecha Cejrowskiego za krytykę ruchu gejowskiego.
Dziękuję Wszystkim za nieustanne wsparcie, naprawdę wiele dla mnie znaczy. Nie ukrywam, że będę potrzebowała tego wsparcia coraz bardziej, bo najbliższa rozprawa to już nie tylko “postępowanie pojednawcze”… dlatego proszę ponownie przede wszystkim o modlitwę. Również za Tomasza i jego Rodzinę.
A na najbliższe dni proszę przyjąć serdeczne życzenia dobrych, pięknych Świąt Bożego Narodzenia. Wszelkich błogosławieństw od Dzieciątka!
Joanna Najfeld
Rozprawa główna: 13.01.2010
W środę, 13. stycznia 2010, w Sądzie Okręgowym przy al. Solidarności 127 w Warszawie o godz. 9:00 rozpocznie się rozprawa główna w procesie, który wytoczyła przeciwko mnie Wanda Nowicka.
Proszę o modlitwę: o wsparcie Ducha Świętego dla sądu, za naszych prześladowców o wyzwolenie ze zła i za nas wszystkich, abyśmy w każdej sytuacji potrafili być wolni.
Dziękuję za zainteresowanie i wsparcie,
Joanna Najfeld
Rozprawa główna (13.01.2010) utajniona i odroczona
Rozprawa główna w procesie karnym, który wytoczyła przeciwko mnie Wanda Nowicka została odroczona do 23. lutego 2010.
Nie mogę Państwu nic powiedzieć o jej przebiegu, gdyż oskarżycielka Wanda Nowicka nie zgodziła się na propozycję Sądu, żeby rozprawa przebiegała jawnie. Publiczność musiała opuścić salę. Od tej pory wszystko, co działo się na sali, objęte jest tajemnicą, za której złamanie grozi kara więzienia i/lub grzywny.
Szkoda, bo sprawa dotyczy wypowiedzi publicznej na temat osoby publicznej, która utrzymuje, że nie ma nic do ukrycia w kwestii powiązań finansowych swojej działalności z przemysłem aborcyjnym i antykoncepcyjnym. Transparencja powinna być w jej interesie. A z pewnością w interesie społecznym.
Polecam Państwa uwadze tekst autorstwa Red. Natalii Dueholm z “Gościa Niedzielnego” (numer z 10 stycznia 2010), pt. Federa i dolary, dostępny również w internecie. Artykuł odnosi się po części do mojej sprawy, ale co ważniejsze, porusza czubek góry lodowej tematu powiązań biznesu aborcyjnego i antykoncepcyjnego z “działaczami społecznymi”. O tekście napisał też portal wiara.pl.
Myślę, że dobrze się dzieje, że przy okazji afery dotyczącej ogłoszenia przez WHO pandemii “świńskiej grypy” wychodzą na jaw skryte do tej pory powiązania między podmiotami sterującymi rynkiem farmaceutycznym a organizacjami uchodzącymi do tej pory za niezależne ciała eksperckie. Koncerny farmaceutyczne, sięgnęły po takie metody na skalę światową, żeby sprzedać szczepionki. Powinniśmy sobie zadać pytanie co robią na co dzień te same koncerny, żeby forsować sprzedaż znacznie bardziej dochodowych środków antykoncepcyjnych i poronnych.
Raz jeszcze dziękuję za wsparcie moralne i modlitewne, którego skala przerasta moje najśmielsze oczekiwania. Pozwolę sobie ponownie wyrazić moją wdzięczność przez zamówienie Mszy Świętej w intencji wszystkich Państwa, którzy dobrowolnie niosą ten ciężar razem ze mną.
Joanna Najfeld
23. 02. 2010 znów w sądzie… Co ukrywa Wanda Nowicka?
We wtorek 23. lutego o godz. 8:30 ciąg dalszy procesu karnego, który wytoczyła przeciw mnie Wanda Nowicka z “Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny”. Jest to druga część rozprawy głównej, która rozpoczęła się 13. stycznia, po zakończonym fiaskiem postępowaniu pojednawczym.
Rozprawa jest utajniona - na ostatnim posiedzeniu oskarżycielka nie zgodziła się na propozycję sędziego, żeby proces toczył się jawnie.
Biorąc pod uwagę fakt, że “Federa” jest wpisana na listę “organizacji pożytku publicznego” i powinna być chyba transparentna wobec zainteresowanych obywateli, ciekawym wydaje się dlaczego Wanda Nowicka nie chce rozmawiać przy otwartych drzwiach o źródłach finansowania swojej działalności? Co ma do ukrycia? Dziękujemy za sygnały w tym temacie, jesteśmy otwarci na kolejne.
Jednocześnie bardzo dziękuję organizatorom i uczestnikom pikiet w obronie wolności słowa, którzy wspierali ks. Marka Gancarczyka i mnie w piątek 19. lutego w Katowicach i w Warszawie. Relację video z warszawskiej pikiety przygotowała Fronda.pl. Fragmenty demonstracji pokazały też Wiadomości TVP1.
Dziękuję, że swoją wytrwałą obecnością wykazujecie, że tak naprawdę te procesy są przeciw wolności i demokracji - że to również Wasza sprawa.
Po raz kolejny, ośmielam się prosić o modlitwę.
Joanna Najfeld
Mail od Jolanty Naifeld
Szanowni Państwo,
Piszę do Państwa dziś, aby zwrócić uwagę na bardzo niepokojącą wiadomość o
skazaniu ks. Marka Gancarczyka, redaktora naczelnego “Gościa
Niedzielnego”, za… no właśnie, za katolicyzm.
Polecam obszerne relacje z wieloma komentarzami i głosami publikowane
przez portale wiara.pl oraz fronda.pl, a w szczególności:
Serdecznie dziękuję za zainteresowanie moją sprawą, za wszystkie listy i
wyrazy solidarności, które od Państwa wciąż dostaję. Jestem poruszona i
podniesiona na duchu. Dziękuję Bogu, że w trudnych doświadczeniach
błogosławi mnie takim wsparciem.
Ze względu na dużą liczbę listów, nie nadążam z odpowiadaniem i uprzejmie
proszę o Państwa cierpliwość i wyrozumiałość.
Dziękuję serdecznie i jeszcze raz polecam uwadze sprawę ks. Marka
Gancarczyka.
Święta Maryja Dziewica ukazuje się okryta Światłem, przed Vassulą Ryden w trakcie jej przemowy
18 Stycznia 2009. Pierwszy dzień “Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan”, z udziałem wszystkich Kościołów chrześcijańskich na świecie. A także, urodziny Vassuli Ryden, która od 1985 roku, otrzymuje orędzia od Jezusa Chrystusa pt: “Prawdziwe Życie w Bogu”
OPIS TEGO CO SIĘ ZDARZYŁO
Vassula zawsze podróżuje z towarzyszem, w czasie spotkań na całym świecie. Została o tym pouczona przez samego Jezusa. I to właśnie jej towarzysz, robił zdjęcia ze spotkania tamtego dnia w Los Angeles. Jak możecie zauważyć poniżej, najpierw wszystko wyglądało normalnie.
Później, Najświętsza Dziewica ukazała się! … obleczona w intensywną Światłość.
Blask Światła jest tak jasny, że trudno stwierdzić, kto pojawił się przed Vassulą, ale niektóre osoby widziały o wiele więcej, niż można zobaczyć na zdjęciach…
“Zobaczyłem wielką, piękną, złotą aurę dookoła niej, kiedy przemawiała i bardzo jasne, złote światło za nią. Raz zobaczyłem Maryję Dziewicę z jej prawej strony, a trzy razy ze złotą zasłoną i rozświetlonymi rysami twarzy, przed Vassulą po jej lewej stronie.”
- Mr. Richard E. Najera
Santa Monica School
Los Angeles
“… Weszłam do środka, a całe audytorium było rozświetlone i na Vassuli spoczywało wielkie, jasne i białe światło. Zmartwiłam się i powiedziałam do samej siebie: ‘co się tutaj dzieje…nikt nie widzi Vassuli z powodu tego światła, które promieniuje bezpośrednio nad jej głową’. Wyszłam, a kiedy wróciłam, w audytorium znów panował półmrok, Vassula wyglądała normalnie i przemawiała.”
- Sara Annunziata
Long Island, New York
Dzięki towarzyszowi Vassuli, który przez cały ten czas robił zdjęcia, możecie zobaczyć, że Światło, które emanowało z Dziewicy Maryi nie skupione w jednym miejscu… nie jest jedynym Światłem. Dwa długie banery, po obu stronach Vassuli, z Jezusem po prawej i Świętą Dziewicą po lewej, a także mała ikona, dalej po lewej, również są rozświetlone. Jednak, duży, biały ekran projekcyjny, tuż za Vassulą, pozostaje bez zmian.
…kiedy na nią patrzyłam, zauważyłam nad jej głową jakby złotą koronę, promieniującą światłem w jej włosach, a gdy zaczęła się modlić… na moich oczach Vassula stała się Światłem, a we wnętrzu tego Światła, nie widziałam już Vassuli, ale Jezusa Chrystusa o przepięknej twarzy, nigdy nie zapomnę tej wizji…
- Nvard Kouyoumhian
Los Angeles, California
Zauważcie także, że całe pomieszczenie jest także rozświetlone.Jakby było włączone oświetlenie. Jeśli wrócicie do wcześniejszych zdjęć, tam audytorium jest w mroku!
Zapewniam, że nie użyto tu żadnych sztuczek ze światłem. To jest po prostu cud. Dlaczego – spytacie – Najświętsza Dziewica się pokazała? Oto, co sama Vassula ma do powiedzenia na ten temat…
Vassula na temat cudu
Poprzedniej nocy, poprosiłam Jezusa, aby naprawdę pokazał mi, że On będzie przy mnie w dniu, gdy będę świadkiem dla jedności Kościoła. Poprosiłam o znak, (raczej nigdy tego nie robię), ale tym razem tak się stało. Dla mnie, właśnie to był znak. Chrystus wysłał naszą Świętą Matkę, aby nam się ukazała i potwierdziła, że wszystko co mówię dla Jedności Kościoła pochodzi od Jej Syna, i że ‘Prawdziwe Życie w Bogu’ jest prawdziwym przesłaniem. Nie wybrałam, ani nie prosiłam o ten dar, ale to Jej Syn, Jezus Chrystus wysyła mnie, abym przekazała Kościołom Jego Własne Słowa i, to czego pragnie oraz jakiej pragnie Jedności. Był to, także mój urodzinowy prezent od Jezusa i Maryi, tamtego dnia.
Starałam się zachować roztropność i ostrożność, aby pochopnie nie pokazywać zdjęć z entuzjazmem, ale mieć najpierw wiarygodne dowody. Dowody nadeszły w następnych dniach, przez 2 świadków, jak dotąd, którzy potwierdzili, że także widzieli naszą Matkę w Świetle, w miejscu, gdzie jest to na zdjęciach, po mojej lewej stronie i przede mną.
Po dokładnym obejrzeniu i przebadaniu zdjęć, pragnę, abyście zanotowali: za mną, widać duży biały ekran, który był równoległy do dwóch długich ikon. Dwie ikony oraz mała, z lewej strony od banerów, zaczęły lśnić, ale biały ekran wciąż był ciemny. Ikony były zrobione na matowym materiale, o ciemnych barwach, mimo to jaśniały promieniującym światłem. Było to też potwierdzenie dla mnie, że żadna techniczna sztuczka przy pomocy aparatu nie miała tu miejsca, inaczej ekran, który był biały, również powinien emanować tym Światłem.
Wszystkie zdjęcia, były robione przez jedną osobę i jeden, ten sam aparat cyfrowy.
Włoski dziennik „La Repubblica” z 31 lipca 2008 r. zamieścił wywiad z JE Malcolmem
Ranjithem, sekretarzem Kongregacji d/s Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów
przeprowadzony przez Marco Politi. Sygnał był jednoznaczny. Najpierw Boże Ciało w Rzymie, potem widziało się to podczas transmisji telewizyjnej w Sydney. Benedykt XVI wymaga, aby z jego rąk Komunia św. była przyjmowana na klęcząco. To jedna z wielu przywróconych rzeczy tego pontyfikatu jak: łacina, msza św. trydencka, celebracja plecami do wiernych. Papież Ratzinger ma plan, a arcybiskup z Sri Lanki – Malcolm Ranjith,
którego papież chciał mieć przy sobie w Watykanie jako sekretarza Kongregacji
d/s Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, efektywnie ten plan nakreśla.
Uwaga skupiona na liturgii, wyjaśnia, ma na celu „otwarcie się na transcendencję”.
Na prośbę papieża, Ranjith zapowiada, że Kongregacja d/s Kultu Bożego przygotowuje
„Kompendium Eucharystyczne”, które ma pomóc kapłanom w „dobrym
przygotowaniu się do celebracji i adoracji eucharystycznej”.
P – Czy komunia św. przyjmowana na klęcząco zmierza w tym kierunku?
O –„Wliturgii czuje się konieczność odnalezienia poczucia sacrum, przede wszystkim w celebracji eucharystycznej. Ponieważ wierzymy, że to co dzieje się na ołtarzu, przekracza to, co możemy sobie po ludzku wyobrazić. Zatem wiara Kościoła w Rzeczywistą Obecność Chrystusa
w Postaciach Eucharystycznych wyrażana jest poprzez adekwatne gesty i zachowania
różniące się od gestów dnia powszedniego”.
P – Zaznaczając brak ciągłości?
O – „Nie jesteśmy przed liderem politycznym czy osobistością współczesnego społeczeństwa, a przed Bogiem. Kiedy przedwieczny Bóg staje się obecny na ołtarzu, musimy przyjąć bardziej
odpowiednią postawę adoracji.Wmojej kulturze w Sri Lance, upadamy twarzą na ziemię, jak to robią modlący się buddyści i muzułmanie”.
P – Hostia na rękę pomniejsza poczucie transcendencji Eucharystii?
O –„Wpewnym sensie tak. Naraża komunikującego na postrzeganie jej jako normalnego chleba. Ojciec Święty często mówi o konieczności chronienia poczucia transcendencji w liturgii w każdej jej formie ekspresji. Gest wzięcia konsekrowanej Hostii i włożenia jej samemu do ust, a nie przyjmowania jej, redukuje głębokie znaczenie Komunii św”.
P – Chce się zapobiec banalizacji mszy św.?
O – „W niektórych miejscach zatracono poczucie wieczności, sacrum i niebiańskości.
Była tendencja do stawiania człowieka, a nie Pana w centrum celebracji. II Sobór Watykański jednakże wyraźnie mówi o liturgii jako o „actio Dei, actio Christi”. W niektórych kręgach liturgicznych zaś, czy to wskutek ideologii, czy pewnego intelektualizmu, rozprzestrzeniła
się idea liturgii dopasowywanej do różnych sytuacji, w której ma się dać pole działania kreatywności, aby była akceptowana przez wszystkich. Poza tym są być może tacy, którzy wprowadzili innowacje nie zważając nawet na „sensus fidei” i religijne uczucia wiernych”.
P – Czasami nawet biskupi chwytają za mikrofon i idą do audytorium z pytaniami i odpowiedziami.
O – „Współczesnym niebezpieczeństwem jest, że kapłan może myśleć, iż to on jest w centrum akcji. I tak ryt może wyglądać jak teatr czy przedstawienie prezentera telewizyjnego. Celebrans widzi ludzi, którzy patrzą na niego jako punkt odniesienia i zachodzi ryzyko, że
– aby odnieść możliwie jak najwięcej sukcesu
– wymyśli gesty i środki wyrazu zachowując się jak główny bohater”.
P – Jaka byłaby właściwa postawa?
O – „Kiedy kapłan wie, że to nie on, a Chrystus jest w centrum. Przestrzegając w pokornej służbie Panu i Kościołowi liturgię i jej reguły, jako coś otrzymanego, a nie wymyślonego, oznacza danie więcej przestrzeni Panu, aby poprzez kapłana, który jest narzędziem, mógł pobudzić sumienia wiernych”.
P – Czy odstępstwem są także kazania wygłaszane przez świeckich?
O –„Tak. Ponieważ kazanie, jak mówi Ojciec Święty, to sposób w jaki Objawienie i wielka Tradycja Kościoła są objaśniane, aby Słowo Boże inspirowało życie wiernych w ich codziennych wyborach i czyniło celebrację liturgiczną bogatą w duchowe owoce. Tradycja liturgiczna
Kościoła rezerwuje kazanie dla celebransa, biskupów, kapłanów i diakonów. Ale nie dla świeckich”.
P – Absolutnie nie?
O – „Nie dlatego, że świeccy nie są zdolni do kilku słów refleksji, ale dlatego że w liturgii szanuje się role. Istnieje, jak głosił Sobór, różnica „w istocie i nie tylko w stopniu” między powszechnym kapłaństwem wszystkich ochrzczonych, a kapłaństwem samych kapłanów”.
P – Już kardynał Ratzinger narzekał na utratę poczucia sacrum w rytach.
O –„Reforma soborowa była często interpretowana albo widziana nie po myśli Vaticanum II. Ojciec Święty definiuje tę tendencję jako „antyduch Soboru”.
P – Jaki jest bilans w rok po pełnym wprowadzeniu mszy św. trydenckiej?
O –„Msza św. trydencka ma w swej istocie bardzo głębokie wartości, które odzwierciedlają
całą Tradycję Kościoła. Jest więcej poszanowania sacrum poprzez gesty, uklęknięcia, ciszę. Więcej jest przestrzeni zarezerwowanej dla refleksji nad działaniem Pana oraz dla osobistej pobożności celebransa, który składa ofiarę nie tylko za wiernych, ale i za własne grzechy i dla
własnego zbawienia. Niektóre ważne elementy starego rytu będą mogły sprzyjać również refleksji nad sprawowaniem nowego rytu. Jesteśmy w trakcie drogi”.
P – Czy pewnego dnia JE ujrzy ryt, który bierze ze starego i nowego rytu to co lepsze?
O – „Być może, ja aczkolwiek może go nie zobaczę. Myślę, że w następnych dziesięcioleciach będzie się dokonywać całościowej oceny, zarówno nowego jak i starego rytu, chroniąc to co wieczne i ponadnaturalne, mające miejsce na ołtarzu i redukując każdy protagonizm, aby
ułatwiać efektywny kontakt między wiernym a Panem poprzez nie dominującą osobę kapłana”.
P – Ze zmieniającymi się pozycjami celebransa? Kiedy kapłan będzie zwrócony w stronę absydy?
O – „Można by pomyśleć o ofiarowaniu, kiedy składane są ofiary Panu, i od tego momentu aż do zakończenia modlitwy eucharystycznej, która stanowi kulminacyjny moment „trans-substantiatio” i „communio”.
P – Ksiądz odwracający się plecami dezorientuje wiernych.
O – „Błędem jest tak myśleć. Wręcz przeciwnie, razem z ludem zwraca się ku Panu. Ojciec Święty wyjaśnił w swojej książce „Duch Soboru”, że kiedy się siedzi wokół, patrząc na siebie, tworzy się zamknięty krąg. Ale gdy kapłan i wierni razem patrzą na wschód, na Pana, który
przybywa, to jest to sposób otwarcia się na to co wieczne”.
P – Czy w tej wizji zawiera się także przywrócenie łaciny?
O – „Nie podoba mi się słowo „przywrócenie”. Realizujemy II Sobór Watykański, którzy głosi jednoznacznie, aby użycie języka łacińskiego – z wyjątkiem szczególnego prawa – było zachowane w łacińskich rytach. Zatem, nawet jeśli wprowadzono języki narodowe, łacina nie
jest całkowicie porzucona. Użycie języka sakralnego to element Tradycji na całym świecie. W hinduizmie językiem modlitewnym jest sanskryt, który wyszedł już z użycia. Wbuddyzmie używa się pali, języka, który studiują dziś jedynie mnisi buddyjscy. Wislamie używa się arabskiego z Koranu. Użycie sakralnego języka pomaga nam odczuć transcendencję”.
P – Łacina jako sakralny język Kościoła?
O – „Oczywiście. Sam Ojciec Święty mówi o niej w adhortacji apostolskiej „Sacramentum
Caritatis” w paragrafie 62: „Aby lepiej wyrazić jedność oraz uniwersalność Kościoła, chciałbym polecić to, co zostało zasugerowane przez Synod Biskupów, zgodnie ze wskazaniami Soboru
Watykańskiego II: z wyjątkiem czytań, homilii oraz modlitwy wiernych, dobrze będzie, jeśli takie celebracje będą odprawiane w języku łacińskim”.
P – Co chce osiągnąć Benedykt XVI umacniając liturgię?
O – „Papież chce zaoferować możliwość dostępu do cudowności życia w Chrystusie, życia, które choć trwa tutaj na ziemi, już nam daje odczuć wolność i wieczność dzieci Bożych.
I takim doświadczeniem żyje się poprzez autentyczne odrodzenie w wierze, które jest przedsmakiem rzeczywistości nieba w liturgii, w której się wierzy, którą się celebruje i którą się żyje. Kościół jest i musi stać się ważnym narzędziem i drogą do tego wyzwalającego doświadczenia. A jego liturgia tą, która uczyni go zdolnym do zachęcania swoich wiernych
do takiego doświadczenia”.
Włodzimierz Olewnik, ojciec zamordowanego Krzysztofa wysłał do premiera dramatyczny list, w którym domaga się bardziej stanowczego działania organów ścigania.
Drobin, 13 luty 2010 r.
Szanowny Panie Premierze Rzeczypospolitej Polskiej,
Jako Ojciec bestialsko zamordowanego syna Krzysztofa, chciałbym wyrazić swój ból i protest na postępowanie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie nie odtajnienia na potrzeby śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Apelacyjną w Gdańsku materiałów operacyjnych Policji dot. uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa.
Decyzja ta w moim przekonaniu jest nieuzasadniona i błędna, ale przede wszystkim w dalszym ciągu chroni przestępców. Miałem możliwość wglądu do tych materiałów, wiem, że są w nich ślady matactw i przestępstw. Tym samym brak odtajnienia w.w. materiałów dla Prokuratury jest ukrywaniem współsprawców zbrodni, a także ucieczką od odpowiedzialności karnej funkcjonariuszy Policji. Nie mogę pogodzić się z faktem, że wszystko to odbywa się w granicach prawa. Jeśli jest takie prawo to prawo jest złe. Ja na to się nie mogę zgodzić, nigdy też nie uznam, że Państwo Polskie zrobiło wszystko w tej sprawie. Dziękuję Panu Premierowi za możliwość powołania Komisji Śledczej, bo bardzo pomaga sprawie, ale jak mam zrozumieć decyzję Ministra Spraw Wewnętrznych. Czy jest to ochrona i źle rozumiana solidarność policjantów. Co ja mam powiedzieć ludziom, mojej najbliższej rodzinie.
Panie Premierze, nie ulega wątpliwości, że w porwaniu naszego syna, jego okrutnym i zwyrodniałym dręczeniem i w konsekwencji mordem brały udział osoby z organów państwowych, które powinny służyć obywatelowi do ochrony jego bezpieczeństwa, a które to gwarantuje konstytucja. W tej chwili dzieje się wszystko odwrotnie, pomimo nagłośnienia medialnego naszej sprawy, pomimo wręcz szydzenia mediów oraz społeczeństwa nawet wpływowych polityków z naszej sprawy (w załączeniu dołączam stenogram wywiadu, który przekazała mi Polonia amerykańska).
Polska jako kraj, w którym nieudolność organów państwowych stawia nas niestety w złym świetle jest narażona na śmieszność. My jako Polacy na to nie możemy sobie pozwolić. Jak to możliwe, że organy powołane do obrony obywateli, takie jak Policja, a wtóruje temu resort MSWiA pozwalają na taki stan rzeczy. Moim zdaniem jest to skandal.
MSWiA kryje ludzi, którzy pomimo stwierdzenia faktów jak: zeznając niezgodnie z prawdą w sprawie przekazania okupu, sporządzając nieprawdziwe dokumenty, a tam gdzie jest konieczność odtajnienia danych osobowych i dokumentów z tej operacji – MSWiA nie wydaje na to zgody. W mojej opinii tym samym ochrania się tych funkcjonariuszy, którzy być może są decydentami oraz wspólnie z bandytami przeprowadzają akcje przekazania okupu. Zgodnie z ich stwierdzeniem, że byli na miejscu zrzucenia okupu to mogę tylko przypuszczać, że byli po drugiej stronie wraz z przestępcami podejmującymi tenże okup. Mam prawo przypuszczać, iż pieniądze przekazane jako okup mogły zostać wywiezione do Berlina przez kierowników komórki śledczej tj. Remigiusza Mindę i Macieja Lubińskiego. Czy jest to logiczne, że następnego dnia zamiast dokonywać zabezpieczenia terenu i śladów z miejsca przekazania okupu, śledczy wyjeżdżają natychmiastowo do Berlina. Ironią w tej sprawie jest to, że banknoty z przekazania okupu zostają zidentyfikowane w okolicach przejścia granicznego. Zabezpieczenia śladów dokonano dopiero po upływie, aż tygodnia czasu tj. po powrocie funkcjonariuszy z Berlina. Szokujące jest to, że funkcjonariusze, którzy są w tzw. WTO czyli obszarze z chronionymi danymi osobowymi mogą czynić największe przestępstwa wraz możliwością mordu, gdyż jak widać włos z głowy im nie spadnie.
Poniżej podaję niektóre przykłady z mojej sprawy:
Jak wytłumaczyć zdarzenie w nocy z 15 na 16 maja 2008 roku, kiedy to do domu mojej córki w Płocku włamali się przestępcy i ukradli jedynie butelkę whisky i pudełko kubańskich cygar, pozostawiając biżuterię W tym domu na piętrze spała moja żona, córka i wnuki, a na dole nieujawnieni przestępcy splądrowali mieszkanie w sposób wcześniej nam znany: pakując dziecięce ubranka, zostawiając je w mieszkaniu. Podobnie spakowano ubrania Krzysia w torbie sportowej po jego uprowadzeniu i pozostawiono je w podobnym miejscu w mieszkaniu. Czy to jest przypadek, zbieg okoliczności czy też jest to demonstracja siły i pokazania, że można zaatakować niewinną rodzinę metodami działania PRL-owskich służb bezpieczeństwa? Panie Premierze jesteśmy udręczeni i tyranizowani psychicznie.
Jak wytłumaczyć fakt zamieszczenia zdjęcia z sekcji zwłok naszego syna w miesięczniku policyjnym “997”, gdzie bezpośredni nadzór nad tym pismem ma Komenda Główna Policji, gdzie po fakcie tak drażliwym jak ekshumacja zwłok naszego Krzysztofa pokazane jest zdjęcie szczątek zwłok naszego syna, pomimo próśb rodziny i wsparcia mediów w uszanowaniu tego tramatycznego momentu. Czy to jest ludzkie i normalne, czy jest to kolejny objaw udręczenia i zniszczenia psychicznego. Mam obiekcję, czy tylko sam Redaktor Naczelny czaspisma “997” podjął taką decyzję?
Panie Premierze jak Pan zinterpretuje decyzję sądu na uchylenie aresztu Jacka Krupińskiego, kiedy rodzina i prokuratura przekonanana jest, że jest on jednym ze sprawców uprowadzenia i być może zamordowania syna. W krótkim czasie po opuszczeniu aresztu Jacek Krupiński usiłuje wynająć mieszkanie w apartamentowcu, gdzie mieszka moja córka z zięciem wraz z wnuczkiem, pomimo, posiadania przez niego własnego mieszkania oraz możliwości zamieszkania z samotnie żyjącą matką. Myślę, że robi to tylko po to, aby swoim widokiem i osobą dręczyć nas psychicznie, a skutkiem tego jest już to, że mój dziewięcioletni wnuczek budzi się w nocy i mówi do matki: “Mamo, ja się boję, Jacek chce mnie zamordować”. Czy to jest pomysł Jacka Krupińskiego czy również działanie jakiś czynników innych, które powodują upodlenie rodziny i dalsze jej nękanie?
Jak wytłumaczyć fakt awansów policjantów, którzy brali udział w śledztwie, w świadomy sposób szkodząc sprawie, moim zdaniem powinni jak najszybciej opuścić szeregi Policji. Pomimo zarzutów prokuratorskich są nagradzani i awansowani. Mówię tutaj o Grzegorzu Korsanie, Henryku Strausie, a najbardziej bulwersuje mnie fakt awansu Macieja Lubińskiego na zastępcę szefa wydziału. Na tej osobie ciążą mocne zarzuty prokuratorskie. Oburza mnie fakt aresztowania detektywa Marcina Popowskiego oraz uczestnika grupy śledczej Pana Mirosława Gruszeczki, który sprzeciwiał się nielogicznemu ukierunkowaniu śledztwa, a w obawie wykrycia prawdy został poprzez zastosowanie podstępu aresztowany. Według mnie niewinnie przesiedzial pół roku w areszcie tymczasowym. Gdzie tu jest sprawiedliwość, że jedni funkcjonariusze mogą przebywać w areszcie, a drudzy po takich celowych i negatywnych działaniach jak ukrywanie dowodów w sprawie miejsca przetrzymywania Krzysztofa oraz dowodów w postaci billingów, gdzie w sposób jednoznaczny z imienia i nazwiska wraz z miejscem zamieszkania wskazany został uczestnik grupy porywającej Krzysia są awansowani. Czy to nie woła o pomstę do nieba?
Panie Premierze jak jest to możliwe, że w Komisji Hazardowej, która jest pośmiewiskiem dla mediów oraz opinii publicznej zasiada człowiek, ktory piastował stanowisko prezesa Najwyższej Izby Kontroli, instytucji kontrolującej prawo, które działa w organach państwowych oraz podmiotach gospodarczych mających doskonałą wiedzę w sprawie sposobów korumpowania urzędników, a on wypuszcza człowieka, który przychodzi do niego z teczką pieniędzy, a otwierając ją przy nim jednoznacznie sugeruje przekazanie łapówki. Pan Sekuła pozwala opuścić biuro bez żadnego wytłumaczenia tego faktu i o ironio on o tym mówi publicznie w telewizji. Ja to odbieram jako pouczenie, w jaki bezpieczny sposób korumpować urzędnika. Panie Premierze mając pełną wiedzę o tym zdarzeniu, daje Pan na takie sytuacje pełne przyzwolenie.
Panie Premierze jak jest to możliwe, że nieudacznik nad nieudacznikiem, a być może nawet jeden z decydentów w uprowadzeniu i zamordowaniu mojego syna Pan Janusz Czerwiński od samego początku z naszą sprawą ma do czynienia, gdyż od 2001 roku. Jest autorem ogromnej porażki Policji w tej sprawie zostaje wspólnie z drugim, być może mniej wdrożonym w naszą sprawę funkcjonariuszem organu Policji, ale działający razem z powyższym w tym czasie – zostają szefami CBA. Chcę podkreślić, iż Janusz Czerwiński był osobiście przeze mnie informowany o błędach i wątpliwościach w śledztwie, o których jest tak głośno w trakcie przesłuchań w Komisji Śledczej. Miał wiedzę i przyznawał mi rację, więcej - na moją osobistą prośbę ustalał fakty związane z moimi obiekcjami, co do przejęcia sprawy przez CBŚ. Dziś w przesłuchaniu w trakcie Komisji Śledczej dostaje choroby amnezyjnej i nic nie pamięta, a osoby, które nic nie chcą ukryć pomimo, tak długiego upływu czasu pamiętają szczegóły sprawy. Ten człowiek z taką chorobą jest v-ce szefem CBA. Nie wiem jak to się dzieje, czy są to kolejne zbiegi okoliczności, że Janusz Czerwiński przechodził zawsze tam, gdzie toczy się śledztwo w naszej sprawie. Kiedy śledztwo przejeło CBŚ w Warszawie, ten Pan jest w Warszawie, kiedy powołana jest grupa w Olsztynie, jest on w Olsztynie, kiedy naszą sprawą od dwóch lat interesuje się CBA, on jest od dwóch lat w CBA jako szef delegatury poznańskiej, aż wreszczie po niejasnym dla mnie odwołaniu szefa CBA Pana Mariusza Kamińskiego awansuje on na stanowisko v-ce szefa tych służb. Jedynie mogę przypuszczać, że chyba tylko po to, aby mieć pełną wiedzę o kierunkach i szczegółach toczącego się śledztwa.
Kto wreszcie dokonana rozliczenia z niejasnych działań Krzysztofa Rutkowskiego. Ktoś temu człowiekowi wydał licencję detektywa, a jego popularność w postaci jego akcesów wypowiadanych w mediach co do zapewnienia ujęcia Bin Landena, lub też bardzo długo poszukiwanego snajpera w USA oraz wykrycie rakiet w Iraku nie może przysłonić faktu kontroli nad nieprawidłowością działalności Krzysztofa Rutkowskiego, a na dodatek człowieka, który ma zarzuty oraz poręczony areszt w sprawie mafii paliwowej.
Panie Premierze podobnych spraw jest setki a może nawet tysiące nie można koło tego przechodzić obojętnie.
Jako obywatel Rzeczypospolitej Polskiej mam swoje konstytucyjne prawa:
• Art.30:“Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.”
• Art.32:”Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.”
• Art.38:”Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”.
• Art.40:”Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu.”
• Art.51,pkt3:”Każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych. “
• Art. 54:”Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.”
• Art.148,pkt7:”Prezes Rady Ministrów: jest zwierzchnikiem służbowym pracowników administracji rządowej.”
Protestuję na takie funkcjonowanie Państwa Polskiego. Będę apelował i jestem zmuszony do oskarżania naszego kraju we wszystkich europejskich i światowych organizacjach broniących praw człowieka.
Dodatkowo zamierzam podjąć walkę o PRAWDĘ wewnątrz naszego kraju do czego obliguje i inspiruje mnie korespondencja kierowana do mnie osobiście, jak i mojej rodziny, a w imię tych zasad dotycząca oczekiwań społecznych i głębokich reform naszego Państwa.
Ofiara życia mojego syna Krzysztofa musi lec u podstaw odnowy moralnej organów państwa w imię dobra nas wszystkich i nie może zostać zaprzepaszczona.
Z poważaniem
Włodzimierz Olewnik
Załącznik:
stenogram wywiadu przekazanego mi przez Polonię amerykańską.
Magdalena Kochan minister do spraw rodziny - członek PO
Rząd chce przepchnąć wyjątkowo szkodliwy projekt, który może całkowicie odciąć Polskę i Polaków od korzeni, czyli od rodziny i jej wartości. Proponowane zmiany mogą być ogromnym ciosem w instytucje rodziny i już teraz budzą poważny niepokój organizacji pozarządowych, niezależnych mediów jak i zwykłych ludzi. Przyjrzyjmy się faktom:
widnieje zapis: “Osobom wykonującym władzę rodzicielską (…) zakazuje się stosowania kar cielesnych, zadawania cierpień psychicznych i innych form poniżania dziecka” a dalej: Do przemocy psychicznej zalicza “zawstydzenie, narzucanie własnych poglądów, ciągłe krytykowanie, kontrolowanie, ograniczanie kontaktów”. Według ministerstwa, formą przemocy jest nawet “krytykowanie zachowań seksualnych”. Absurd poprawności politycznej zaczyna zagrażać także polskim rodzinom. Proponowany projekt ustawy jest o tyle skandaliczny, że w praktyce całkowicie uniemożliwia jakiekolwiek dyscyplinowanie i wychowanie dziecka. Nie będzie można zakazywać spotykać się ze zdegenerowaną młodzieżą, krytykować aborcji czy wczesnej aktywności seksualnej. Oczywiście, krytyka homoseksualizmu też nie wchodzi w grę, gdyż to podpada “narzucanie własnych poglądów”. Punkty, jakie powyżej przedstawiłem można interpretować dowolnie, w dowolny sposób. Interpretacja w zasadzie zależy wyłącznie od woli, albo od rozkazów z góry wydanych szeregowemu pracownikowi socjalnemu, który będzie orzekał czy odebrać dziecko, czy nie. Ustawa ta odbiera rodzicom jakiekolwiek możliwości manewru przy wychowaniu i dyscyplinowaniu swojego dziecka. Nie oszukujmy się, ale ten lewicowy projekt kładzie nacisk na możliwie jak najszersze zdemoralizowanie polskiej młodzieży. Kładzie się też nacisk na rozbijanie rodzin, gdyż teraz dzieci będą odbierane pod byle pozorem, według widzimisię państwowego, omnipotentnego urzędnika. Tutaj wcale nie chodzi o dobro rodziny, ale o możliwie jak najszersze przemiany społeczne i o zniszczenie instytucji rodziny. Gdyby ustawodawcy chodziło o dobro rodziny i walkę z przemocą, to proponowany projekt ustawy wyglądał by zupełnie inaczej i kładł nacisk na inne sprawy.
De facto dzieci zostaną oddane pod opiekę państwu, a rodzice staną się tylko i wyłącznie biernymi wykonawcami widzimisię socjalistycznego państwa. Gdyż każdy odwrót od norm poprawności politycznej będzie skutkował odebraniem dziecka przez państwowego urzędnika pod byle pozorem. Powiedzmy sobie wprost, iż funduje się nam najbardziej restrykcyjne przepisy w całej europie, nie licząc Szwecji i Niemiec. Oberwie się jak zwykle krytykom rządu, osobom niepoprawnym politycznie i niepokornym. Oberwie się konserwatystom, katolikom, ogólnie ludziom, którzy będą chcieli wychować swoje dziecko inaczej niż głosi jedynie słuszna, socjalistyczna doktryna.
Równie kontrowersyjny jest inny zapis. Otóż decyzję o odebraniu dziecka podejmować będzie nie sąd, ale pracownik socjalny. Dopiero później sąd podtrzyma lub uchyli tą decyzję. Do czasu podjęcia decyzji przez sąd odebrane rodzicom dziecko będzie przebywać w specjalnym ośrodku z dziećmi z naprawdę patologicznych środowisk. Daje to praktycznie nieograniczoną władzę tym pracownikom socjalnym. Totalitarne państwo, którym powoli staje się Polska, kreuje nową kastę urzędników, którzy będą mieli nie tylko nieograniczoną władzę, ale przed nikim nie będą odpowiadać za swoje błędy, celowe bądź nie celowe. Podobnie kiedyś działo się z inną kastą urzędników, którzy pogrążyli firmę Optimus. Po latach sąd orzekł wyrok, w którym przyznał rację spółce Optimus, jednak urzędnik nie poniósł konsekwencji swojej rozmyślnej decyzji. Czy podobnie będzie teraz?
Oprócz pracowników socjalnych powstanie osobna kasta opłacanych z naszych podatków pasibrzuchów. Będą to siedmioosobowe grupy w każdej gminie. Przy czym ustawodawca zaznaczył, że w tych grupach musi się znaleźć co najmniej siedem osób, zaś sama górna granica wielkości takich grup nie jest określona. Tak więc powstanie kolejna już armia nierobów, i to bardzo szkodliwych społecznie.
Inną sprawą jest to, że wystarczy jeden anonimowy donos skłóconego z nami sąsiada i zostanie nam założona niebieska karta. Tak więc jak cała Polska długa i szeroka będą się mnożyć anonimowe donosy wyssane z palca, i o to ustawodawcy chodzi, o rozbicie rodziny i rozbicie społeczeństwa. Socjalistyczne państwo zawsze było wrogiem rodziny i zrobi wszystko, aby ją rozbić, nie cofając się nawet przed najbardziej haniebnymi regulacjami. Za komuny mieliśmy bolków, alków, partyjnych towarzyszy, różnej maści TW i donosicieli. W totalitarnym państwie jutra będziemy mieć całą masę anonimowych donosów. Chodzi też o to, aby w takim systemie każdy się bał każdego i się za bardzo nie narażał władzy. W świecie, gdzie każdy na każdego może napisać anonimowy donos, który wiele znaczy, nikt nie będzie za bardzo się wychylał, społeczeństwo będzie bierne.
daje publiczne świadectwo wobec całego Kościoła Św. na czym polega prawdziwa odnowa Kultu Eucharystycznego zgodnie z duchem Soboru Trydenckiego i Soboru Watykańskiego II.
Słowa Ojca Św. Benedykta do Ciebie:
„Proszę wszystkich o odważne i zdecydowane okazywanie swej wiary w rzeczywistą obecność Pana w Eucharystii”.
29. 06. 2008r. na rozpoczęcie roku św. Pawła miliony wiernych zasiadających przed telewizorami było świadkami jak na Watykanie Ojciec Św. Benedykt XVI podawał wiernym Komunię Św. na kolanach, bezpośrednio do ust i tylko z rąk kapłana. Nie podawano natomiast Komunii Św. osobom, które chciały ją przyjąć – świętokradzko na rękę. Podobnie było w czasie Święta Bożego Ciała. Papież w ten sposób przywraca dwutysięczną, nieomylną i ponadczasową Świętą Tradycję Kościoła – która jak to powiedział Ojciec Św. Jan Paweł II – na skutek „niedopuszczalnych nadużyć posoborowych odnośnie
Eucharystii” (Ecclesia de Eucharystia) została wypaczona! Na Zachodzie spowodowało to prawie całkowity upadek Kultu Eucharystycznego i ruinę tamtejszego Kościoła. Ponad 90% katolików utraciło tam wiarę w realną i rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii. Mistrz papieskich ceremonii ks. prałat Guido Marini udzielając w imieniu Ojca Św. Benedykta XVI wywiadu dla L’Osservatore Romano przypomniał z wielką mocą, że przyjmowanie Komunii Św. do ust na klęcząco, z rąkkapłana jest normą ciągle obowiązującą w Kościele. Wg papieskiego ceremoniarza to przyjmowanie Eucharystii do ust i na klęcząco, jaśniej wyraża prawdę o realnej obecności Chrystusa w Sakramencie Ołtarza, pogłębia pobożność i poczucie świętości tajemnicy (por. Idziemy Nr 27, 6. 07. 2008r.). Dlatego Ojciec Św. Benedykt XVI mówi do Ciebie: „Proszę wszystkich o odważne i zdecydowane okazywanie swej wiary w rzeczywistą obecność Pana w Eucharystii“.Nie bójmy się klękać! Bądźmy posłuszni Ojcu Św.! W kościele nigdy nie było zgody ze strony Papieży na podawanie Komunii Św. na rękę, w postawie stojącej, w dodatku od szafarzy świeckich! Już Papież Paweł VI zaraz po Vatikanum II w instrukcji Memoriale Domini z dnia 29. 06. 1969 r. potępił te obce Kościołowi obrzędy, pisząc między innymi: „Zbadawszy prawdę Tajemnicy Eucharystycznej, jej moc oraz obecność Chrystusa w niej, idąc za wewnętrznym nakazem zmysłu czci wobec tego Najświętszego Sakramentu, jak też dla pokory, zaprowadzono zwyczaj, że szafarz[kapłan] sam kładzie cząstkę konsekrowanej Hostii na języku przyjmującego Komunię Św. (…) nie tylko dlatego, że opiera się on na przekazanym przez Tradycję od wielu wieków zwyczaju, lecz szczególnie dlatego, że wyraża on szacunek wiernych wobec Eucharystii.
(…) Ponadto przez ten obrzęd, który należy uważać za przekazany przez Tradycję, zabezpieczone jest, że Komunia Św. rozdzielana jest z należną jej czcią, pięknem i godnością, oraz że Postacie Eucharystyczne, w których jest obecny w jedyny sposób substancjalnie i trwale cały i niepodzielny Chrystus, Bóg i Człowiek, ochraniane są przed wszelkim niebezpieczeństwem profanacji. Przy tym zaznacza się, że zmiana sprawy tak znaczącej, opartej na starożytnej i czcigodnej Tradycji, dotyczy nie tylko dyscypliny kościelnej, lecz samej wiary w Eucharystię. Dlatego Stolica Apostolska napomina biskupów, kapłanów i wiernych z całą stanowczością, aby przestrzegali obowiązujące i na nowo potwierdzone prawo, (…) ze względu na wspólne dobro samego Kościoła” (tamże).
Niestety Papież Paweł VI już przed Soborem i wkrótce po nim był świadkiem sprzeniewierzenia się wielu kardynałów, biskupów, kapłanów i teologów, którzy samowolnie jeszcze na jego oczach, w samym Watykanie, wprowadzili Komunię na stojąco i do ręki !!! Stąd zrozumiałe stają się jego słowa wypowiedziane w 1966 r.: „Są dzisiaj w Kościele siły, wśród nich także księża i osobypoświęcone Bogu, które sprawiają mu więcej szkody niż najwięksi wrogowie zewnętrzni. SamSzatan wtargnął do świątyni Boga”.
Te antybiblijne obrzędy wielokrotnie potępiał Ojciec Św. Jan Paweł II, a w swoim liście o tajemnicy i kulcie Eucharystii Dominicae Cenae pisze: „Komunia Św. na rękę jest godnym ubolewaniabrakiem czci dla Hostii Eucharystycznej” A potępiając wprowadzanie szafarzy świeckich pisze: „Dotykanie konsekrowanych postaci Hostii, a także rozdawanie ich własnymi rękoma jestwłaśnie przywilejem wyświęconych [kapłanów]” (tamże). Papież Jan Paweł II przypomina jednocześnie, że te prawdy ponownie „powiedział” Kościołowi Duch Święty na Soborze Watykańskim II. W ślad za tym 177 Konferencja Episkopatu Polski (10-11 grudnia 1980r.) pod przewodnictwem Wielkiego Prymasa Tysiąclecia Ks. Kard. St. Wyszyńskiego mając na uwadze wskazania Papieża, odnośnie nadużyć posoborowych w liturgii Mszy Św. wydaje zarządzenie: „W diecezjach polskich przyjmuje się Komunię Św. z rąk celebransa [kapłana] do ust w postawie klęczącej. Przepisy te należy zachować w Mszach Św. także dla grup specjalnych”. Również obecny Papież Benedykt XVI, jeszcze jako prefekt Kongregacji Doktryny Wiary, na polecenie Papieża Jana Pawła II, napominał też biskupów, kapłanów i wiernych: „Być może, zatem postawa klęcząca jest rzeczywiście czymś obcym dla kultury nowoczesnej skoro jest ona kulturą, która oddaliła się od wiary i wiary już nie zna, podczas gdy upadniecie na kolana w wierze jest prawidłowym i płynącym z wnętrza, koniecznym gestem. Kto uczy się wierzyć, ten uczy się także klękać, a wiara lub liturgia, które zarzuciłyby modlitewne klęczenie, byłyby wewnętrznie skażone. Tam gdzie owa postawa zanikła, tam ponownie trzeba nauczyć się klękać, abyśmy modląc się, pozostawali we wspólnocie Apostołów i męczenników, we wspólnocie całego kosmosu, w jedności z samym Jezusem Chrystusem” (por. Łk 22, 41) (…)
„Zwyczaj klękania nie pochodzi z jakiejś bliżej nieokreślonej kultury – pochodzi z Biblii i biblijnego spotkania Boga…” (Duch Liturgii, str.164-173). Powoływanie się na ostatni Sobór przynarzucaniu Komunii Św. na stojąco i do ręki nazwał «profanacją Soboru»” (Ks. N. Nasuti „CudEucharystyczny w Lanciano”, Ks. Gunter „Szatan istnieje naprawdę”).
Obowiązuje to do dzisiaj i na zawsze. Wielu duchownych wprowadza w błąd wiernych mówiąc, że odmowa przyjęcia Komunii Św. na stojąco jest nieposłuszeństwem Kościołowi. Jest dokładnie odwrotnie. Jeśli mówimy o posłuszeństwie Kościołowi to mamy na myśli wyłącznie posłuszeństwo nieomylnej nauce Papieży i głoszących to samo duchownych. Niektórzy powołują się na Papieży podających Komunię na stojąco i do ręki. Świadczy to o całkowitej nieznajomości doktryny Kościoła, która mówi, że normą postępowania dla pasterzy są dokumenty papieskie regulujące te sprawy, a nie to co czyni papież. Papież dla uniknięcia schizmy i ogólnego zgorszenia czekał aż pasterze dobrowolnie wycofają się samowolnie z wprowadzonych przez siebie błędów i nadużyć. Każdy kto mimo decyzji Ojca Św. Benedykta XVI będzie dalej przyjmował Komunię Św. na stojąco, do ręki i z rąk szafarza świeckiego nie będzie w jedności z Ojcem Św. a sam znajdzie się poza burtą Kościoła.
Módlmy się, aby w naszych sercach wzrastała żywa wiara do Chrystusa Eucharystycznego, aby nie bać się przyjmować Komunię Św. na kolanach, a wieczności będzie za mało, aby podziękować Bogu za łaskę Bożej bojaźni!!!
Jasna Góra 13 lipca 2008r. Praca zbiorowa Zrzeszenia Teologów w Polsce
Prymas Peru zakazał w swojej diecezji udzielania Komuni Św.
na rękę
Jak informuje serwis PapaNews, Jan Ludwik kard. Cypriani Thorne,
metropolita Limy i prymas Peru podjął decyzję o wprowadzeniu w swojej
archidiecezji zakazu udzielania Komunii Św. na rękę:
Wasza Eminencjo, czym jest prawdziwa liturgia?
Powiem krótko: Jest obliczem prawdziwej wiary. To nie jest zaledwie
jakiś zewnętrzny obrzęd ujęty w formalizm, ale jest to radosna
celebracja Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Dlatego taka
ważna jest właściwa i godna celebracja Mszy świętej, wierna kanonom
Kościoła, przede wszystkim przez szacunek dla Pana Jezusa. Cieszę się,
że Ojciec święty Benedykt XVI bezustannie zwraca na to uwagę.
Utraciliśmy poczucie grzechu, stąd nadużycia również podczas ofiary Mszy
świętej, pojawiają się różne wywrotowe trendy w myśleniu, również w
Kościele, toleruje się i usprawiedliwia kreatywnością różne
kontrowersyjne pomysły i obszerne celebracje liturgiczne. Myślę, że
jakaś część odpowiedzialności za to spada na Kurię Rzymską po Drugim
Soborze Watykańskim, na rozluźnienie w ramach swoistej interpretacji
Soboru. Ta sytuacja wymaga natychmiastowej naprawy, myślę że wertykalny
wymiar Eucharystii jest absolutnie niezbędny, aby wierni zrozumieli ten
wielki dar Chrystusa. Obecnie wierni są często gorszeni różnymi Mszami
przekształconymi w show, podczas których w imię wolności i kreatywności
uprawia się różne odmiany nieprawości.
Pomówmy o sposobach udzielania Komunii Świętej
I znowu, “rozluźnienie zasad” przez wielu kapłanów obniża w oczach wielu
katolików wartość Eucharystii. Osobiście uważam, że najlepsza metoda
udzielania Komunii świętej to udzielanie jej na język. W mojej
archidiecezji zabroniłem udzielania Komunii na rękę, ponieważ w
przeszłości znajdowaliśmy na posadzkach kościołów wiele konsekrowanych
Hostii lub ich fragmentów.
Serwis Petrus interesuje się także neokatechumenatem – Droga
Neokatechumenalna wzbudza zarówno podziw, jak i podejrzenia
Nie mam wątpliwości, że intencje neokatechumenów są chwalebne i że oni
szczerze, z gorliwością i radością szukają Boga. Myślę, że trzeba z nimi
prowadzić zdrowy dialog, zakorzeniony w prawdzie. Watykan szuka jakiegoś
rozwiązania, które pozwoli zatwierdzić ich statut. Jakkolwiek podczas
celebrowania przez neokatechumenat Mszy świętych zdarzają się rzeczy ABSOLUTNIE NIEDOPUSZCZALNE . Przypominam i powtarzam: Liturgia jest czymś
wyjątkowym i musi być przez wszystkich traktowana w ten sam sposób.
Powiem krótko: tolerancja wobec neokatechumenów: tak, ale obowiązkiem
Kościoła jest dbać o szacunek dla Eucharystii.