Dziecko Królowej Pokoju

Tylko Pokój

Archiwum z Marzec 2010

Wielkość Wielkiego Postu

Posted by Dzieckonmp w dniu 31/03/2010

Eucharystia - Kapłaństwo

Królowa Pokoju przypomina nam, że to jest czas szczególnej łaski, czas wyrzeczeń, modlitwy i pokuty. Rozpoczęliśmy ten czas w Środę Popielcową od posypania głów popiołem, który jest znakiem przemijania i prawdy, iż człowiek z prochu powstał i w proch się obróci.
Człowiek z głową posypaną popiołem idzie drogą życia, by osiągnąć swój cel.
Okres Wielkiego postu trwa czterdzieści dni. Znają go prorocy i święci, gdyż tyle właśnie dni spędzali na pustyni na modlitwie i postach. Również Pan Jezus po przyjęciu chrztu Janowego udaje się na pustynię, oddając się postom i modlitwom.
Doznaje wtedy szczególnego kuszenia ze strony szatana. Jezus odrzuca wszystkie
szatańskie propozycje i obietnice. Pozostaje wierny swemu Ojcu i swojej misji.

Wielki Piatek

Kulminacja Wielkiego Postu przypada na Wielki Tydzień. Jezus przechodzi przez wszystkie pokusy i poniżenia. To jednak nie osłabia Go, lecz umacnia. Bierze swój krzyż na ramiona , pozwala się na nim przybić, aby przez swoją śmierć i złożenie w grobie osiągnąć chwałę Zmartwychwstania. W ten sposób ostatecznie pokonał śmierć i grzech. Okres Wielkiego
Postu ma także nam uświadomić prawdę o naszym przemijaniu, do momentu spotkania
z nieprzemijającą wiecznością. My, słabi i grzeszni ludzie, stajemy oko w oko
z łaską i dobrocią Bożą. To jest czas naszego powrotu do Ojca. Człowiek jest wezwany,
aby w tym czasie poznał swoje ograniczenia, swoje grzechy i słabości.
Żyjąc bez wyrzeczeń, bez postu i modlitwy, człowiek ukrywa się przed Bogiem. Nasza skorupa egoizmu jest tak bardzo gruba, że może nas całkiem zaślepić.
Mur naszej pychy jest na tyle twardy, że może zamknąć przed nami ostatnie drzwi nadziei. Dlatego to orędzie dotyka istoty naszej ludzkiej natury. Nie dopuszcza bowiem, byśmy ukrywali swoje słabości, lecz przyznali się do nich, i w pokorze wyznali je na spowiedzi w sakramencie
pojednania. Łaska płynąca z tego sakramentu nie zależy od naszych ofiar i modlitw, ona pochodzi od Boga, wylewa się z przebitego Serca naszego Pana. Nasze modlitwy, posty i wyrzeczenia są jedynie pokorną odpowiedzią, z miłości do Niego. Bóg bowiem stworzył nas bez
naszej zgody, lecz bez naszego „tak”, zbawić nas nie może.
Na tym polega wielkość Wielkiego Postu.
Ważne jest, abyś to ty, osobiście podjął decyzję, dokonał wyboru, wypowiedział
swoje „tak”. W tym akcie wyboru uwidacznia się cała nasza ludzka godność.
„Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym, – syn człowieczy, że się nim zajmujesz?
Uczyniłeś go niewiele mniejszym od istot niebieskich, chwałą i czcią, złożyłeś wszystko pod jego stopy” (Ps. 8, 5-6)
Kim jestem i dokąd zmierzam? Kim jestem i po co żyję? Te pytania zadają sobie
ludzie wszystkich pokoleń. Tylko Jezus dał na nie odpowiedź. Tylko On i tylko
Jego Słowo jest naszą Drogą, zasadą i miarą życia. Wielki Post to czas naśladowania
Jezusa w sposób szczególny: przez post, modlitwę, pokutę, wyrzeczenia i sakramenty.
Innej drogi nie ma. Tylko zmodlitwy i ofiary płynie światło dla każdego, aby umiał rozróżnić pomiędzy tym co oferuje świat, a tym co proponuje nasz Pan i czego od nas oczekuje.

Pokuta i ofiara, post i modlitwa otwierają nasze serca i oczy duszy, by prawidłowo widzieć i by na czas zdążyć podjąć właściwą decyzję co do celu życia,  jest nim Bóg. To nie są tylko zwyczajne
słowa, lecz prawda, bez której człowiek musi żyć w błędzie, w śmiertelnym zagrożeniu, ponieważ nie jest w stanie odróżnić dobra od zła. Żyjemy w otoczeniu różnych ludzi, spotykamy osoby
upadłe i sfrustrowane, spotykamy również różnych uwodzicieli, którzy w imię zła składają nam swoje oferty. Obecnie, szczególnie młodzież poddana jest wielkim pokusom, by pójść szeroką drogą grzechu, co ostatecznie musi prowadzić do zatracenia.
Istnieją ludzie, którzy całkowicie oddali się złu, realizują program złego i spodziewają
się wypełnienia jego obietnic. Dziś więc, jeśli człowiek pragnie poczuć się wolnym i odnaleźć pokój, powinien wyłączyć telewizję. Nie każdy jednak ma odwagę to uczynić, jeżeli nie praktykuje postu i nie modli się. Mówi wtedy, że staje się nerwowy bez papierosów, bez
szklaneczki alkoholu i usprawiedliwia się, że zrekompensuje to inną ofiarą. Niestety,
ta rekompensata nigdy nie dojdzie do skutku, jeśli nie miał siły uczynić pierwszego kroku. Jesteśmy wezwani do spowiedzi i porzucenia swojego grzechu na zawsze.
Miałem kiedyś okazję odwiedzić jedną z największych świątyń buddyjskich.
Znajdowało się w niej 12 tysięcy posągów Buddy. Przed wejściem do świątyni stał smok. Jego łapa była tak nachalnie błyszcząca, że pytanie narzucało się samo przez się: dlaczego? Nauczyciel buddyzmu objaśnił mi, że buddyści pozostawiają tam swoje grzechy na przechowanie, na czas przebywania w świątyni. Lecz kiedy opuszczają świątynię, grzechy
jak ich własny cień, ponownie im towarzyszą. Ten smok pełni więc jedynie funkcję
tymczasowej przechowalni grzechów, by one nie niepokoiły wyznawców podczas
przebywania w świątyni.

Pytam więc, czy jesteś świadom, jak bardzo wspaniałomyślny jest twój Bóg i twoja wiara? Nasz dobry Bóg, by odkupić nasze grzechy, obdarza nas łaską i odpowiada na nasze potrzeby. Nikt z nas, ludzi, nie może wziąć grzechów na siebie. Nikt nie może ich zniweczyć, spalić jak pali się papier w ogniu. Ani psycholog, ani psychiatra nie może ci powiedzieć: „Nie bój się! Wypowiedziałeś swój grzech i on już więcej nie będzie obciążał twojego sumienia, ani twojego życia”. To przekracza ludzkie możliwości. Tylko Bóg w Jezusie i przez Jezusa odpuszcza nam grzechy. Jezus czyni to za pośrednictwem kapałanów, a to jest dar i łaska dla Kościoła.
Nasz grzech nie zostaje zdeponowany w jakiejś przestrzeni mroku i zapomnienia.
Nie! Nasz grzech zostaje nam wybaczony w sakramencie spowiedzi świętej.
Poprzez spowiedź znika w oceanie Bożego Miłosierdzia i Bożej Miłości. Nie lękaj się! Po spowiedzi twój grzech nie będzie cię już więcej przygniatał. Człowiek, któremu zostały odpuszczone grzechy, wie do kogo ma pójść, by podziękować za bezmiar boskiego pokoju w sercu,
za spokój sumienia i duszy. Spowiedź jest lekarstwem. Spowiedź jest darem samego
Boga dla swoich dzieci. Ta sakramentalna łaska otwiera ludzkie serca i przemienia je
na tyle, że człowiek pragnie tylko jednego: nie chce więcej obrażać Boga i nie chce lekceważyć Jego miłości! Człowiek bowiem powinien wiedzieć, że Bóg ma plan dla każdego, w odniesieniu do jego życia, małżeństwa, powołania i jego krzyża. Niech więc czas wielkopostny będzie czasem
wpatrywania się w Jezusa i naśladowania Go we wszystkim.
Odkupicielu grzechów, miłosierny zwycięzco nad naszymi grzechami i słabościami,
spraw, abyśmy żyli w Tobie i aby Twoja bezgraniczna miłość, silniejsza od grzechu, rozpaliła nasze serca. Ukrzyżowany Zbawicielu, który pokonałeś cierpienie, w Tobie chcemy wytrwać
w każdej godzinie naszych ciemności. Wszystko, cokolwiek nas spotka w życiu, niech stanie się drogą, która doprowadzi nas ku wiecznej światłości. Królu naszych serc, niech Twoja Ukrzyżowana Miłość otula i ochrania naszą kruchą i zmęczoną miłość. Przebudź w nas to wszystko, czego nam brakuje: zdolność do współodczuwania z Tobą, miłość ku Tobie, wierność
i wytrwałość w rozmyślaniu o Twojej męce i śmierci. Niech nasza rodzina modlitewna
zwróci ku Tobie, Twemu krzyżowi i Twojej miłości w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Udziel nam łaski, abyśmy stali się podobni Tobie, byśmy stali się znakiem dla innych
W tym miesiącu będziemy się modlić w następujących intencjach:
– za chrześcijan, którzy odeszli od postu, pokuty i modlitwy, aby w czasie wielkopostnym otworzyli swoje serca na wezwanie Królowej Pokoju;

– za naszą rodzinę modlitewną o otwarcie się na plany Boga i Matki Bożej, albowiem nie my Ją wybraliśmy, lecz Ona nas wybrała. Módlmy się, byśmy żyjąc orędziami, poprzez świadectwo swojego życia, stali się przykładem dla innych;
– za chorych i za tych, którzy odeszli od Kościoła. Módlmy się za osoby odpowiedzialne za Kościół i za społeczeństwa, by na pierwszym miejscu stawiały Boga i Jego wolę, by służyły
wszystkim ludziom na drodze do zbawienia. Módlmy się za widzących, kapłanów
i wszystkie osoby odpowiedzialne za orędzia Królowej Pokoju, aby w tym czasie łaski wypełniła się Jej wola i Jej plany. Drodzy bracia i siostry, zwracam się do was z wielką nadzieją, że całym sercem przyjmiecie to orędzie i włączycie je do swojego apostolatu „Albowiem nikt nie żyje dla siebie” – mówi apostoł. Tak, zaiste, my wszyscy jesteśmy zobowiązani do modlitwy, postu, pokuty i czynienia dzieł miłosierdzia. Modlę się za was wszystkich i tulę do serca z miłością. Niech Maryja, Królowa Pokoju umacnia was i pociesza na drodze waszego życia.
Oddany wam o. Jozo

Źródło: Echo Medziugorja

Opublikowany w Kościół, Medziugorje, Z prasy | Otagowane: , , | Komentarzy: 4 »

Eugenio Zolli, wielki rabin Rzymu, nawrócony na katolicyzm

Posted by Dzieckonmp w dniu 31/03/2010

Wspaniałomyślność szczególnych dróg Pana nie ma sobie równych. „Dlaczego Mnie prześladujesz? – zapytał Szawła na drodze do Damaszku, a w synagodze rzymskiej w 20 wieków później uprzedził rabina Eugenio Zolli’ego:

„Jesteś tu po raz ostatni.”

To było w samym sercu ceremonii Wielkiego Przebaczenia w październiku r. 1944: Jezus uprzedza w ten sposób w intymności wewnętrznej lokucji duszę, która już słuchała tego, co miał jej powiedzieć: „Odtąd pójdziesz za mną” – dodaje. I Italo Zolli, urodzony jako Izrael Zoller, już daje słyszeć swą odpowiedź swemu nowemu Panu i nauczycielowi, jakby to była rzecz najbardziej naturalna: „Tak niech jest, tak niech się stanie, tak trzeba”.

Odwrócił w swoim życiu stronicę oddzielającą Stary Testament od Nowego, jak czynił już tysiące razy z Biblią, gdyż zdążył się zaznajomić ze słowami Chrystusa, o którym proroctwa mesjańskie nie były mu obce. Cudowna zgodność dwóch kultur, żydowskiej i chrześcijańskiej, skonkretyzowała w jednej osobie Italo Zolli słuszność zdania Ozanama:

„To wielki zaszczyt być żydem, mającym szczęście bycia chrześcijaninem!”

Odkrycie sprawiedliwości, <która przewyższa sprawiedliwość>

Z tej zgodności religii, zbyt często nie uznawanej, Izrael Zolli zdawał sobie sprawę od najmłodszych lat. W austriackiej Galicji odkrył u swego przyjaciela Stanisława „krucyfiks powieszony na białym murze”.

Czy ten straceniec jest „cierpiącym Sługą” z prorockich zapowiedzi? – zastanawiał się studiując Talmud.

Miał zamiar zostać rabinem. Marzenie to przetrwało w nim pomimo ofiar, jakie narzucała bieda, w jaką niespodziewanie wpadła jego rodzina.

Studiując we Lwowie bada w chwilach zapomnienia i wbrew umowom – Ewangelię. Zachwycają go błogosławieństwa. Odkrywa w nich sprawiedliwość „przewyższającą sprawiedliwość”, gdyż nie opiera się ona na równowadze tego, co się otrzymuje i tego, co się daje, lecz na dobru jako jedynej odpowiedzi tak na dobro, jak i na zło. Nie ma wyboru. Wróg staje się przedmiotem miłości. „To mnie zaskakiwało – powie Izrael w swoich pamiętnikach –. Zaiste Nowy Testament był Testamentem nowym!”

Studia i niezależność myślenia

W 1904 roku po śmierci swej matki wyjeżdża do Florencji, w której się osiedla na dziewięć lat, na czas studiów świeckich i religijnych. Broni doktoratu z filozofii i otrzymuje dyplom niezbędny dla mianowania go zastępcą rabina w Trieście, wówczas austriackim. Przed wyjazdem poślubia Adelę Litwak ze Lwowa, która urodzi mu córkę.

Jego sympatia dla Włochów da mu w nagrodę w 1918 r. stanowisko głównego rabina w Trieście, na nowo włoskim. Jego małżonka wkrótce umiera, on zaś w 1920 r. poślubia Emmę Majonica, która urodzi mu drugą córkę. Wykłada literaturę oraz języki hebrajskie i semickie na uniwersytetach w Padwie i w Trieście. Pośród jego studentów są też klerycy, którzy się za niego modlą… Już jego pierwsze dzieła dają świadectwo, że ich modły były wysłuchiwane.

W 1935 roku ukazuje się książka Izrael: studium historyczne i religijne. Młody rabin daje w niej świadectwo znaczącej niezależności myślenia:

„Istnieje pragnienie Boga – pisze – które w historii narodu żydowskiego ukaże się w jednej Osobie: Boga, który się stał Człowiekiem.”

W świetle tego, co się zdarzy w przyszłości, niektóre linijki jego pism wydają się osobistymi zwierzeniami:

„Mistycyzm… jest pielgrzymowaniem ku Absolutowi, którym jest Bóg. To droga wymagająca, niepewna, samotna i często bolesna.”

Poszukiwacz prawdy

Dzieło Nazarejczyk (1938) zawiera jakby semantyczną analizę bogatą w pouczenia. Zolli opisuje możliwe źródła etymologiczne, jakich dostarczają terminy w większości aramejskie: „nazirejczyk” (ten, który jest poświęcony); „nesar” – śpiewać lub deklamować; „nasrana” (ten, który poucza o tradycji; „nasora” (ten, który wyjaśnia). A zatem dla tłumu Jezus nie był po prostu osobą pochodzącą z Nazaretu, lecz Nazarejczyk oznaczał też Mówcę.

Zolli opisuje obrzęd, tak ważny dla kasty kapłanów, stwierdzając, że proroctwa bazują na kulcie. Cytuje słowa Izajasza:

„Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich. (…) Zgładzono Go z krainy żyjących; za grzechy mego ludu został zbity na śmierć.” (Iz 53,7-8) Zolli przychyla się do identyfikacji baranka z Chrystusem. Dodaje:

„Chrystus to Mesjasz, Mesjasz to Bóg, Chrystus to Bóg”.

Słowa zaskakujące u rabina, ale jeszcze bardziej zaskakuje to, że w tamtej epoce nie wywołały zgorszenia, jakiego można by się spodziewać.

Zolli sprzyja syjonizmowi, ale sam podczas podróży do Izraela już nie potrafi zaakceptować ducha, jaki tam panuje: „To tak jakby się poświęcało Królestwo dla królestwa” – pisze.

Czarna karta historii

Wytyczne administracji nakazują zmianę imienia z Izraela Zolli na Italo Zolli. Tak zitalianizowany nie waha się interweniować u pewnego katolickiego profesora z Triestu, który zapowiedział serię antysemickich konferencji. Udaje mu się go przekonać i ten wobec sali wypełnionej po brzegi, odwołuje zapowiedziane konferencje. Salę ogarnia burza braw.

Zolli nie ukrywał pogardy wobec praw rasowych z Norymbergii. Jego szczerość podobała się początkowo władzom lokalnym. Jednakże później odebrano mu obywatelstwo włoskie. W roku 1940 wspólnota żydowska z Rzymu ofiarowała mu wakujące miejsce po rabinie i rektorze gimnazjum. Jego dyplomatyczna zręczność pozwoliła mu przy tej okazji otrzymać w porę złagodzenie udręk zadawanych żydom w stolicy.

Tymczasem niektórzy wpływowi członkowie wspólnoty żydowskiej niesłusznie pewni siebie z powodu swej długiej zażyłości z wysokimi urzędnikami faszystowskimi ujrzą w nim złowieszczego proroka. Z braku rozeznania rzeczywistej sytuacji będą zwalczać jego inicjatywy, nawet w godzinach największych niebezpieczeństw, jakie nastąpią po zajęciu Rzymu przez grupy niemieckie we wrześniu 1943 r. Kiedy przybędzie SS, Kappler zażąda daniny 50 kg złota od żydów ze stolicy. Uda się im zgromadzić 35 kg. Zolli udaje się do Watykanu, aby usilnie prosić o pomoc Papieża, od którego otrzymuje obietnicę zebrania brakującej części. 15 kg, o które chodzi, zgromadziły organizacje katolickie i kapłani. Himmler wpadł w szał, że zamiast Żydów do zabicia ma tylko złoto. Zolli w samą porę ucieka przed Gestapo. Wyznaczają cenę za jego głowę. Jego i bliskich przygarniają rodziny chrześcijańskie. Jednak jego dar przewidywania niebezpieczeństwa dla wspólnoty żydowskiej, nie zostaje doceniony, nawet po tych przykrych wydarzeniach. W lutym 1944 roku Rada Wspólnoty Żydowskiej, zgromadzona w ukryciu, ogłasza zdjęcie Zolli’ego z urzędu wielkiego rabina i odmawia mu wszelkiego wsparcia materialnego.

Troska Papieża o <potomstwo Abrahama>

„Wielki dług wdzięczności żydów wobec jego Świątobliwości Piusa XII dotyczy zwłaszcza żydów z Rzymu, gdyż będąc najbliżej Watykanu byli przedmiotem szczególnej jego troski” – napisał Eugenio Zolli.

Jego świadectwo jest cenne, gdyż zgadza się z tym, o czym wiemy dzięki archiwom watykańskim, jakie ujawnił o. Blet (1997). Pozwala nam to również zrozumieć, dlaczego, dla większej skuteczności, działania Ojca Świętego musiały być ciche. Było tak z roztropności „w interesie samych ofiar, aby nie uczynić, przeciwnie do intencji, cięższą i bardziej nie do zniesienia ich sytuację” (Mowa do kardynałów z 2 czerwca 1942 roku).

Pius XII wysłał sekretny list do biskupów „nakazujący cofnięcie ścisłej klauzury w domach zakonnych, aby mogły się stać kryjówką dla żydów.”

„Znam klasztor – napisze Eugenio Zolli – w którym zakonnice spały w piwnicy, aby uciekinierzy mogli zająć ich łóżka.”

Tajemna troska Papieża o zachowanie potomstwa Abrahama wydała nieoczekiwane owoce. „W sumie – jak napisał o. Blet – klasztory i domy zakonne wydawały się cieszyć tajemniczą nietykalnością, pomimo jednostek, które za cenę złota donosiły, iż znajdują się w nich żydzi.”

«Teraz pójdziesz za Mną…»

Kiedy Rzym został wyzwolony, wdzięczność tych, którzy przeżyli wyraziła się w następujących słowach: „Kościół katolicki ocalił więcej żydowskich istnień podczas wojny niż wszystkie inne kościoły, instytucje religijne i organizacje w tym celu powołane, razem wzięte.” Taka była opinia Pinchasa Lapide’a, byłego konsula Izraela we Włoszech.

21 września 1944 r. za sprawą władz aliantów Zolli odzyskał włoską narodowość i tytuł wielkiego rabina. Ale ta ostatnia funkcja wkrótce zaczęła mu ciążyć. Do decydującego o jego życiu wydarzenia doszło w krótkim czasie podczas ceremonii Wielkiego Przebaczenia, które tak opisał:

„Nagle oczyma ducha ujrzałem wielką łąkę, a pośrodku niej, na zielonej trawie stał Jezus Chrystus odziany w biały płaszcz. Niebo było błękitne… To wtedy w głębi serca usłyszałem te słowa: ‘Jesteś tutaj po raz ostatni. Teraz pójdziesz za Mną!’”

Po powrocie do domu słyszy od swej żony Emmy wyznanie: „Kiedy stałeś przed arką i torą wydawało mi się, że widzę Jezusa Chrystusa. Był odziany w biel i położył dłoń na twojej głowie, jakby cię błogosławił.”

Porzucając od tej chwili całkowicie dobrowolnie swą funkcję, Zolli przyjmuje chrzest 13 lutego 1945 roku w kościele Najświętszej Maryi Panny od Aniołów. Wybiera imię Eugenio, na znak czci i wdzięczności wobec Papieża, któremu wspólnota żydowska tak wiele zawdzięczała. Jego żona przyjmuje chrzest w tym samym dniu, a córka – w rok później.

Nowina o jego nawróceniu została bardzo źle przyjęta przez środowisko dawnych współwyznawców. Zolli broni się jednak, mówiąc: „Nawrócony, jak cudownie uzdrowiony, jest przedmiotem, a nie podmiotem cudu.”

To nazywamy uprzedzającym działaniem łaski, bo nawrócenie jest nie mniejszym cudem Boga niż uzdrowienie wbrew prawom natury.

Pomsta za <zdradę>

Nikt jednakże nie jest bardziej głuchy od tego, kto nie chce słuchać. Wspólnota żydowska Rzymu oceni to jako zdradę, inni – jako zachowanie interesowne. Tymczasem bez swego stanowiska, były rabin, którego mieszkanie zostało splądrowane przez nazistów, żyje w ubóstwie. Od nędzy, ale nie od ubóstwa, ocali mianowanie go profesorem w Papieskim Instytucie Studiów Biblijnych.

Charakteryzuje go żywa pobożność, która poprzedzała jego nawrócenie, które ją tylko umocniło.

Bystrość jego umysłu wprowadza go na tory prorockiego ducha, który ujawnia się między innymi wtedy, gdy mówi do córki:

„Zobaczysz, z Piusa XII zrobi się kozła ofiarnego za milczenie całego świata wobec nazistowskich zbrodni.”

Spotyka Ojca Świętego, którego prosi o usunięcie słowa: „przewrotni Żydzi” z wezwania w Wielki Piątek: „oremus et pro perfidis Judeis” z powodu negatywnego znaczenia tego słowa w językach współczesnych. Przychylono się do jego prośby!

O. Dezza utrzymuje też, że pośmiertny wpływ Zolli’ego można odkryć nawet w tekstach o więziach łączących lud Starego i Nowego Przymierza powstałych w czasie Soboru Watykańskiego II, takich jak Konstytucja Lumen Gentium i Deklaracja Nostre aetate.

Eugenio zakłada Stowarzyszenie Matki Bożej z Syjonu, aby pomóc nawróconym Żydom. Redaguje też dzieło biograficzne Before the Dawn („Przed jutrzenką”). W „Chrystusie”, syntezie jego pism, porusza czytelnika osobisty akcent tego wytrawnego pisarza, który wyznaje: „W ciszy samotnej nocy słyszę pukanie do drzwi mojej duszy.”

W godzinie umierania z powodu zapalenia płuc w 1956 roku ten mistyk będzie gotowy:

„Posiadam jedynie to, co straciłem, jedynie to, czego nigdy mieć nie będę i wszystko, czego żałuję. Jestem niegodny, a to jest wszystko, co mogę ofiarować mojemu Panu. To najlepsza część mnie samego.”

Zapowiada godzinę swego odejścia: „Umrę w pierwszy piątek miesiąca o 15-tej, jak nasz Pan.”

Tak się stało. Odszedł w osiem dni później, 2 marca 1956 roku.

Eugenio Zolli, dusza mistyczna, poucza swych braci przez obietnicę, że Stary Testament ma swe dopełnienie jedynie w Jezusie Chrystusie i to w Jezusie ukrzyżowanym.

Na podst. książki Judith Cabaud: „Eugenio Zolli, prophete d’un monde nouveau”.

Źródło: voxdomini

Opublikowany w Kościół, Nawrócenia, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , | 1 komentarz »

Wanda Boniszewska – konwalia

Posted by Dzieckonmp w dniu 30/03/2010

W Wielki Czwartek 1934 roku, gdy w nocy modliła się w łóżku, ujrzała Chrystusa konającego. Przed Bożym Narodzeniem poczuła podczas spowiedzi przeszywający ból w stopach, dłoniach i boku. Krew! “Jeśli Konwalia wytrwa, w co mocno wierzy, to po jej śmierci możecie o niej mówić, co będzie potrzebne”.  Lubiła nazywać siebie Konwalią. Od nielicznych, którzy znali jej tajemnicę, żądała milczenia. Dopóki żyje. W marcu 2003 roku prasę obiegły trzy fotografie: kobieta w okrągłych okularach patrzy pogodnie
kadry z filmu Stygmatyczka

w obiektyw; wsparła głowę na poduszce, oczy zamknięte; spod kołdry sterczą stopy – z krwawymi śladami.

“Śmierć stygmatyczki” – doniosły agencje.

Płótna osiem razy złożone
Czasem tramwaj wznieca nagłe błyski na drutach elektrycznych; jej życie duchowe jest jak te
kaskady iskier, pisała w liście w 1961 roku. Przesuwają się przed jej oczami ulice, kościoły, kina,
sklepy. Ludzie wsiadają do tego tramwaju, którym ona podróżuje do nieba, i wysiadają. “Widzę w każdej duszy mieszkanie Boże”. I znowu błysk. Teraz wszystko, czego doświadczyła, wydaje jej się złudzeniem. Konwalia zawraca tylko spowiednikom głowę swoimi wizjami. Dość. Będzie mówiła na spowiedzi jedynie grzechy.
“Jesteś przeczuloną babą – strofuje samą siebie – i niczym więcej”.
Złudzenie? Zachowały się pisemne zeznania świadków.
Świadek Rozalia Rodziewicz, od 1933 roku w Zgromadzeniu Sióstr od Aniołów, w domu
zakonnym w Pryciunach pod Wilnem. Przydzielona do opieki pielęgniarskiej nad siostrą Wandą
Boniszewską. W 1935 roku ujrzała na jej nogach i boku otwarte rany. Przykładała do nich płótna
osiem razy złożone. Przesiąkały krwią.
Janina Sinkiewicz (zeznanie z 1986 roku): działo się to w 1944 roku w Pryciunach. Synek Janiny
wbiegł do pokoju siostry Wandy, Janina pobiegła za nim. Ujrzała Wandę leżącą w drgawkach. Z
każdym drgnieniem ciała pojawiała się na jej rękach krwawa pręga.

Zofia Bartoszkówna (zeznanie z 1960 roku): wakacje 1938 roku spędzała w Pryciunach. Ostatniego dnia sierpnia usłyszała w lesie jęczącą Wandę: – Boże mój, Boże… Zapytała, co się stało. – Biedna Polska, nie wie, co za rok ją czeka…
Świadkowie nie żyją. Zmarł również ksiądz Czesław Barwicki, w czasie wojny kapelan w
Pryciunach, spowiednik siostry Wandy, który przez lata zbierał o niej świadectwa. Wanda
Boniszewska dożyła 95 lat.
Jej notatki, dokumenty, listy i fotografie przechowuje ksiądz Jan Pryszmont, emerytowany profesor Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. W 1948 roku został proboszczem w Bujwidzach, siedem kilometrów od Pryciun. Odprawiał msze w kaplicy sióstr od aniołów, spowiadał Wandę Boniszewską. Wiedział o jej ranach. Po wojnie się przyjaźnili. A od czasu, gdy zamieszkała w 1988 roku w domu zakonnym w Chylicach pod Warszawą, odwiedzał ją co tydzień.

- Widziałem na jej rękach sine blizny – opowiada. – Jak komunię świętą przyjęła, kolory
występowały na jej twarz. Do połowy lat 90. bywało tak: leży w łóżku, widać, że nie śpi, a nie ma z nią kontaktu. Jeszcze wtedy powtarzała, że chce już umrzeć, chce do nieba. Pod koniec życia
rozmowy z nią utrudniała silna skleroza.
Zawsze długie rękawy
W dworku sióstr od aniołów w największym pokoju była kaplica publiczna. Tutaj siostra Wanda
składa na ołtarzu list do Jezusa (rok 1938). Niech znikną zewnętrzne objawy stygmatów, ból niech pozostanie. Porządkowała kiedyś kwiaty na ołtarzu; z naręczem zeschłych konwalii idzie do ogrodu. Nagle słyszy głos: – Oto jesteś własnością moją…
W okolicy rozrzucone były zaścianki szlachty bujwidzkiej; w jednym z nich urodził się Henryk
Gulbinowicz, dziś kardynał metropolita wrocławski. W latach 30. chodził z rodzicami na msze do kaplicy sióstr anielskich. Wanda Boniszewska przygotowywała go do pierwszej komunii i uczyła służenia do mszy. Pogodna, nie podnosiła głosu, lubiana przez dzieci, tak ją zapamiętał.
Pisze w faksie: “Nas jako dzieci dziwił fakt, że siostra Wanda ma zawsze długie rękawy, które
zakrywały dość szczelnie niemal całe dłonie”. Siostry od aniołów są zgromadzeniem
bezhabitowym, noszą stroje świeckie. “Może tak ukrywała swoje stygmaty – mój domysł”.
Pod koniec wojny Henryk Gulbinowicz był alumnem Wyższego Seminarium Duchownego w
Wilnie. W lutym 1945 roku sowieckie służby bezpieczeństwa nakazały studentom opuścić miasto. Gulbinowicz trafił do wiejskiej parafii, gdzie spotkał księdza profesora Władysława Rusznickiego. Przed wojną należał on do komisji powołanej przez arcybiskupa Wilna do zbadania stanów mistycznych siostry Wandy. W czasie okupacji ukrywał się u sióstr anielskich. Rusznicki znał Gulbinowicza, darzył go zaufaniem. Opowiadał o siostrze Wandzie.
Kardynał pisze, że nigdy nie widział jej stygmatów – ani jako dziecko, alumn, ani jako biskup, choć spotykał się z nią wielokrotnie. Nigdy nie pytał o nie, gdyż wiedział, że obowiązuje ją ścisły sekret kanoniczny. Ale z relacji księży Rusznickiego i Barwickiego – członków owej komisji – zna
przebieg stanów mistycznych, jakie przeżywała zakonnica.
Ujmuje rąbek nieba Czesław Barwicki został kapelanem w Pryciunach w lutym 1941 roku. Nim objął to stanowisko, dostał do przeczytania manuskrypt księdza Tadeusza Makarewicza, pierwszego przewodnika duchowego siostry Wandy, który opisywał jej ekstazy i cielesne cierpienia. Przełożona przedstawia kapelanowi dziewięć mieszkanek Pryciun, wśród nich Wandę Boniszewską. Zanotował: “Specjalnego wrażenia nie zrobiła. Coś jednak wyróżniało ją od innych (…). Głowę i czarne oczy trzymała opuszczone w dół”.
Odtąd będzie prowadził systematyczne notatki o przeżyciach duchowych zakonnicy.
W piątek, 7 lutego 1941 roku, odwiedził ją w jej pokoju w obecności dwóch sióstr. “Po ekstazie
bolesnej z każdą chwilą chora staje się bardziej przytomna. Nie mogę jeszcze odważyć się na
zadanie jakiegoś najmniejszego pytania”.
“Oglądam ręce i nogi. Stygmaty otwarte. Trochę skrzepłej krwi wylała. Rana boku prawego
otwarta. Prawe ramię starte do krwi. Tułów pokryty szramami, jakby od uderzeń potrójnie
złożonych”.
Wielki Tydzień 1942 roku, siostra Wanda przez kwadrans jakby umierała. Relacja Barwickiego:
“Konanie… Wiatr targa przed śmiercią… ciężko oddać się na Twoje żądanie… (głębiej oddycha,
oczy wznosi do góry, ręce wypręża, głowę obraca na wszystkie strony). Odchodzę… (mówi bardzo cicho, język prawie się nie obraca). Trwoga! Mój Boże, czemuś mnie opuścił! (drgnięcie)”.
Rok później kapelan sumuje spostrzeżenia: całe ciało coraz bardziej bolesne, głowa w guzach,
miejsca “gwoździ” tak ją bolą, że stąpać nie może. Ekstazy występują już nie tylko w czwartki i
piątki, lecz co dzień. Od południa chora popada w stan półświadomości. Pokarmu nie spożywa, bo gdy coś zje, wymiotuje. Podczas ekstaz temperatura ciała lekko podwyższona. Puls przyspieszony. Żadnych grymasów, nienaturalnych spojrzeń, dziwacznych ruchów, charczeń, jęków, krzyków. Czasem zgrzyt zębów. Ogólnie odrętwiała, usta spieczone, nie biorą udziału w mowie, brak śliny, słowa gardłowe.
- Gdzie siostra jest w tej chwili?
- U stóp krzyża.
- Za kogo siostra dziś ma cierpieć?
- Za tych, co nie chcą przyjąć krzyża.
“…Jest już daleko posunięta w kontemplacji. (…) Nigdy nie wykroczyła przeciwko wierze i
moralności. Nie zauważyłem u niej żadnych oznak udawania mistyczki, ulegania złudzeniom czy
histerii (…). Nigdy nie prosiła o wizje, ani za nimi tęskniła, ani się nimi chwaliła (…). Że niektóre jej objawienia pochodziły od Boga, wskazywałoby na to jej całkowite poddanie się kierownictwu
duchowemu oraz przełożonym”.
Pytana o swe przeżycia odpowiada powściągliwie: kiedy dusza łączy się z Chrystusem, to jest tak,
jakby ujmowała rąbek nieba.
Suchy post, twarde spanie, mało snu
Dziadkowie ze strony matki – Abram i Fajga Anolikowie – byli Żydami. Matka, Helena, przyjęła
chrzest w wieku szesnastu lat, przed ślubem z Franciszkiem Boniszewskim. Dziadka Wandy,
Michała Boniszewskiego, za udział w powstaniu styczniowym carat pozbawił majątku w Talkowie koło Trok.
Rok po ślubie Franciszek wyjeżdża do Ameryki, wstępuje na krótko do greckokatolickiego
seminarium duchownego. Później pracuje na farmie. Po sześciu latach wraca i kupuje folwark
Nowa Kamionka pod Nowogródkiem, 50 hektarów ziemi. Jest nadleśniczym u hrabiego
Grabowskiego. Mają z Heleną jedenaścioro dzieci. Braciszek Wandy, Napoleon, leży w trumience. Dziewczynka widzi go, jak wstaje, otaczają go aniołowie. Przyjmuje pierwszą komunię. Widzi Jezusa ze wspaniałym orszakiem.
Narzuca sobie żelazną dyscyplinę: suchy post, twarde spanie, mało snu. Wpada w anemię, przez
całą zimę każą jej leżeć w łóżku. Modli się, żeby czyraki, które gnębią ojca, ją obsypały. Ojciec
wraca do zdrowia, ona cała w czyrakach.
Zapragnęła śmierci – żeby uniknąć w życiu grzechu i żeby matce było lżej. Miała dwanaście lat.
Przejeżdżał przez ich odludzie misjonarz. Poprosiła, by ją zabrał do klasztoru. – Jesteś za młoda.
Przy stopach Twoich Zgromadzenie Sióstr od Aniołów powstało pod koniec XIX wieku w Wilnie. Konstytucje głoszą, że zakonnice mają być siostrami aniołów nieba i aniołów ziemi, czyli kapłanów. Pod zaborem działały w ukryciu. Po pierwszej wojnie występowały pod nazwą towarzystwa filantropijno-oświatowego Labor. Prowadziły pracownie kształcenia zawodowego dla dziewcząt. Wanda zgłosiła się do zgromadzenia latem 1924 roku, miała 17 lat.
Przyjęta na próbę; zgodę cofnięto. Wysłano ją na roczny kurs ogrodniczy pod Wilno. Przyjęta do
nowicjatu; czuje bóle dookoła głowy, w rękach, nogach i boku; usunięta. Chce wstąpić do
bernardynek, benedyktynek, odmawiają. Idzie na kurs gotowania, kończy szkołę powszechną.
Ponownie przyjęta do sióstr anielskich. W 1930 roku składa śluby na trzy lata, wreszcie – śluby
wieczyste. Notuje: jest za głupia, żeby wyrazić własne szczęście.
W kaplicy przy Trockiej w Wilnie usłyszała głos w czasie obłóczyn: – Mam zamiar uczynić z ciebie ofiarę. Jakaś siostra niegrzecznie odpowiedziała przełożonej. Wanda chce cierpieć za ten grzech. I za grzechy własne. I “letnich” księży. Jest gotowa przyjąć każde upokorzenie; pragnie ofiarować cierpienia w intencji kapłanów i zakonów.
Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu pogrąża się w kontemplacji. Głos: – Będą cię mieli za nic; będą cię usuwać. Będziesz napastowana przez szatanów i złych ludzi. Ogarną cię ciemności wewnętrzne.
Jakiś spowiednik nie chce udzielić jej rozgrzeszenia, traktuje ją jak psychicznie chorą. Ksiądz
Tadeusz Makarewicz, przewodnik duchowy, każe jej uznać głosy, które usłyszała, za złudzenia.
W Wielki Czwartek 1934 roku, gdy w nocy modliła się w łóżku, ujrzała Chrystusa konającego.
Przed Bożym Narodzeniem poczuła podczas spowiedzi przeszywający ból w stopach, dłoniach i
boku. Krew!
Zeznania siostry Rozalii, pielęgniarki: “Widziałam, jak w czasie przeżyć z rąk i nóg krew żywo
tryskała. Widziałam, jak płynęła z oczu i często z głowy”.
Przyszedł ksiądz Makarewicz z sakramentem namaszczenia chorych. Chciała ukryć rany. Przy
piecu suszyły się płótna. Zauważył stygmaty.
Nakazał Wandzie pisać dzienniczek.
“Duchu Święty, oświeć mój rozum – prosiła na pierwszej stronie pamiętnika – prowadź moją rękę w pisaniu i w szczerości”.
Napisała wiersz: “Ja depcę marne radości tej ziemi/ Odtrącam czarę słodyczy/ I tęsknię tylko za
cierniami Twymi/ Twoich pożądam goryczy/ (…) I w krwawe tylko przystrojona róże/ Na Twoje
stanę wezwanie/ W wybranym umieścisz mię chórze/ Przy stopach Twoich o Panie”.
Błąd maszynistki Jesteś jeszcze niteczka pajęcza, mówi do niej Jezus. Aby mogła umacniać kapłanów, musi być twarda jak szyna. Ich nieposłuszeństwo gniewa Pana. Rutyna ich wiary. Przywiązanie do rzeczy ziemskich. Brak ubóstwa i pokory. Za mało miłości. Są jak lód.
W zakonach zatykają uszy na głos Pana. Nie jest rozkoszą dla Pana tam mieszkać. Mniej mądrości, więcej miłości. Ty masz być kroplą ożywczą na ich nędzę, mówi głos. Wanda jest piórem w ręku Pana; a co napisze, nie jest zasługą pióra.
Ona mówi: lichotę wybierasz, nędzną, nieuczoną. Pan: Gołąbko, Cherubie, Oblubienico, Iskro
Kapłanów, nie chciej woli własnej, jeno mojej. Tajemnic moich nie przenikniesz. Widzę wszystko,
słyszę każde uderzenie twego serca. Masz mnie ukochać do szaleństwa i dla mnie umrzeć.
Ona: za słaba jest, nie podoła; ludzie w kaplicy świdrują ją ciekawskim wzrokiem. Nazywają: “ta, co przepowiada”. Uchodzi za dziwaczkę, głupią, opętaną. Niech Pan ją prowadzi drogą zwykłej siostry anielskiej. Pan: z ziemi odejdziesz niezrozumiana.
W wileńskim “Słowie” ukazał się artykuł księdza Tadeusza Makarewicza “Zjawisko stygmatyzacji na Wileńszczyźnie”.

Dworek Zgromadzenia Sióstr od Aniołów

Mówi ksiądz Jan Pryszmont: – Po latach rozmawiałem z nim o stygmatach siostry Wandy. Uważał, że to sprawa poważna. Dał dwa uzasadnienia: siostra bardzo cierpi; idea tych cierpień – za kapłanów i zakony – jest wspólna dla wielu mistyków ostatniej doby.
Nadszedł z Rzymu telegram na adres plebanii, do księdza Makarewicza. “Sa Saintete benit
paternellement soeur Wanda Boniszewska”. Ojcowskie błogosławieństwo od papieża podpisane
przez kardynała Pacellego, późniejszego Piusa XII. Był rok 1935.
Minie prawie pół wieku, nim Wanda wyzna, że przenikała ją w tamtym czasie pycha “wybraństwa”.
W 1982 roku ksiądz Czesław Barwicki przekazał biskupowi Julianowi Wojtkowskiemu z Olsztyna do oceny 113 zdań o kapłaństwie, które wypowiedziała w ekstazie. Biskup zakwestionował jedno, jako sprzeczne z dogmatem Przeistoczenia: “Posłuszny jestem na słowa kapłana, łączę się z hostią”. Pisał: “Błąd dogmatyczny wyklucza prywatne objawienie Boże. Całość należy ocenić jako modlitwę duszy pobożnej, która przez złe kierownictwo przywiązała się do wewnętrznych przeżyć, uwierzywszy w swe posłannictwo. Tym samym zakończył się jej postęp w modlitwie mistycznej. Uwikłana w miłość własną spada ze szczebla zjednoczenia ekstatycznego w dół. Tekstów tej osoby rozprowadzać nie wolno”.
Ksiądz Barwicki tłumaczył: zdanie-herezja to skutek błędu maszynistki. W dzienniczku siostry
było: “łącz się z hostią”. Ufność proszę mieć Nawet pranie sprawia jej trudność. Kiedy inne wyrywają zielsko w kapuście, kopią ziemniaki, szorują podłogi, Wandę męczą krwawe wymioty albo gorączka, leży bez siły. Obcięto jej warkocze, bo czesanie zakrwawionych splotów sprawiało jej ból. Przełożona generalna radzi, by modliła się o cofnięcie ran. Czy jej choroba pochodzi od Boga? Czy wizje mają charakter nadprzyrodzony?
Zaleca bezwzględną szczerość wobec przewodnika duchowego, aby uniknąć szatańskich zasadzek. Siostra Aniela, chora umysłowo, wyznaje, że czuje do Wandy wstręt i nienawiść. Wanda się jej lęka. Wydaje im się zbyt pryncypialna – siostrom nie przystoi jeździć na rowerze, mówi Wanda, ani słuchać radia w obcych domach… Nie rozumieją jej.
Podejrzewają gruźlicę. Wanda ma jadać osobno, stać w kaplicy w najdalszym kącie, komunię
przyjmować ostatnia. Wiozą ją do lekarzy. Doktor Odyniec, słynny z leczenia nerwów, w styczniu 1936 roku orzeka: gruźlica. Doktor Borodzicz po prześwietleniu żadnej choroby nie znajduje. Doktor Kisiel mówi: chore płuca, pić wapno, wyjechać na wieś. Jeszcze inny chce jej wykonać odmę płuc, Wanda odmawia. “Rozumiałam dobrze, że moja choroba nie jest udzielająca się”.
Co jakiś czas lekarze będą kłuli jej rany, fotografowali, klepali w policzki, ściskali skronie, trzęśli
głową, pytali o sny. W 1958 roku umieszczą ją na oddziale neurologicznym Szpitala
Psychiatrycznego w Choroszczy koło Białegostoku (po tygodniu zabierze ją stamtąd siostra
Rozalia). W 1962 roku w Lublinie usuną z jej czaszki guz wielkości kartofla.
Ona się będzie modlić, by Jezus uczynił ją zdolną do pracy albo położył kres jej życiu.
Krótko przed wojną metropolita wileński arcybiskup Romuald Jałbrzykowski, jej spowiednik
nadzwyczajny, kieruje do niej słowa pociechy: “…uzbroić się w cierpliwość, ufność proszę mieć…”.
Polecał jej przyjąć dar stygmatów.
Lama, pies, śnieżna białość .Kim jest ten, który idzie ku niej w majestacie blasku? Szata na nim złocista, przetykana czerwonymi wstęgami. Wandę ogarnia ciemność, dotyka krzyża, piękna postać pluje cuchnącą śliną, precz szatanie!
On przybiera postać lamy, psa, namiętnego mężczyzny, śnieżnej białości. “Niewolnicą jego się
stałam”. Wanda zastanawia się: czy z piekła można miłować Boga?
Nie chce przyjąć komunii; jest grudzień 1941 roku. Niech zabiorą z jej pokoju figurkę Matki
Boskiej. Z korytarza ksiądz Barwicki czyni znak krzyża w stronę jej drzwi: – Exorcizo te immunde spiritus…
Zwątpienie napełnia jej duszę. Po co spowiedź? Czy naprawdę w hostii obecny jest Jezus? Ksiądz
nie udziela jej rozgrzeszenia, każe przyjść do spowiedzi nazajutrz rano. W nocy Wanda słyszy
zgrzyty, śmiechy… Myśli: to piekło się cieszy! Ale precz z posłuszeństwem, nie pójdzie do
spowiedzi. Poszła znów ciemność. Widzi księdza z Syberii, on chce popełnić samobójstwo, Wanda walczy o niego w modlitwie. Duszenie za gardło (na jej ciele znaleziono potem ślady – jakby po grubym sznurze). Szatan przekonuje ją, że jeśli chce oddalić grzechy od kapłanów, to ma je wziąć na siebie. Czyli…  popełnić!

Dlaczego siostra słucha podszeptów szatana?
- Tu nie ma szatana, głupstwa ksiądz plecie… I ze zmienioną twarzą, cudzym głosem: – Nie
broń szatanów, bo zdradzisz się…
- Exorcizo te…
Szloch nią wstrząsa, klęka, całuje krzyżyk, prosi o przebaczenie.
Nacjonaliści burżuazyjni tumanią umysły Koniec wojny. Siostry od aniołów wyjeżdżają do Polski, tylko kilka pozostaje w Pryciunach. Ksiądz Czesław Barwicki obejmuje parafię na Białorusi, aresztują go w 1948 roku. W Wilnie służby bezpieczeństwa nachodzą jezuitę obrządku wschodniego Antoniego Ząbka. Od lipca 1946 roku siostry ukrywają go w piwnicy. Spowiada je, ma prawo odprawiać msze w obrządku łacińskim. Pisze biografię Wandy.
- Najpierw przyjeżdżałem do Pryciun raz na dwa tygodnie i odprawiałem mszę świętą w
kaplicy publicznej – opowiada ksiądz Jan Pryszmont. – Kiedy sowieci nakazali kaplicę
zamknąć, czasem odprawiałem mszę tylko dla sióstr. Spowiadałem księdza Ząbka.
Siedziała przy stole, były jej imieniny, czerwiec 1949 roku. Nagle mówi: – Za rok nie będę
tu obchodzić imienin. I tej tutaj nie będzie – wskazała palcem siostrę – i tej… Przyjdzie
wicher i zmiecie Pryciuny. Walenie do drzwi, trzecia rano, Wielkanoc 1950 roku. Rewizja. Znaleźli ojca Ząbka. Fotografują jego papiery, piwnicę, obejście. Pełno wojska. Ciężarówka. Wilno, ulica Ofiarna, cela, smród ludzkich odchodów.
Kopią ją pod kolana. Biją w twarz. Wanda rozmyśla o samotności Chrystusa – więźnia
tabernakulum. Rewizja, stoi naga. Myśli o dziesiątej stacji Drogi Krzyżowej – Jezus z szat
obnażony. Zabrali medaliki, różaniec, gumy do pończoch, zatrzaski, spinki do włosów,
sznurowadła. Wiozą ją na blok szpitalny przy placu Łukiszki. Pochylają się nad jej ranami. -
To żylaki – mówią. – Ma psychozę. Wanda myśli: ot, głupi wy jesteście, choć lekarze…
Fotografię jej rąk ze śladami ran dołączają do akt. Podpis pod zdjęciem: “Jeden z przejawów
szarlatanerii”.
List ojca Ząbka z grudnia 1955 roku do księdza Barwickiego: “Jak mi mówiono – na
przesłuchaniach rąbała twardą prawdę. Wy będziecie tu, a ja będę tam! Pokazywała palcem
w dół, potem w górę”.
Słabnie, przesłuchują ją leżącą na noszach. Zachorowała na zapalenie opon mózgowych.
Wyrok zapadł zaocznie w Moskwie. Rozprzestrzeniała antysowieckie wymysły pod
pozorem kontaktów z życiem pozagrobowym; nielegalnie uczyła dzieci religii, ukrywała
Antoniego Ząbka. Dziesięć lat łagru.
Jeszcze w 1960 roku wydawany w Wilnie po polsku “Czerwony Sztandar” przypominał
historię aresztowań w Pryciunach. Garstka nacjonalistów burżuazyjnych tumaniła umysły
ludu. Ksiądz Ząbek, szpieg Watykanu, aranżował cuda, jakich dokonywać miała pomylona
babina Wanda Boniszewska. Jednak czujność wilnian dopomogła organom radzieckim.
Sto rubli na cukier Moskwa, Czelabińsk, Magnitogorsk, Ural. W lutym 1951 roku transportują siostrę Wandę do łagru Wierchnij Urał. “W ten pierwszy Wielki Tydzień dobrze mi tu było – pisze – jakkolwiek byłam w więzieniu. Ale mocniej Go kochałam i miałam wrażenie, że On mnie
też mocniej jeszcze do krzyża przygważdża”.
W jej baraku mieszkają Austriaczki, Niemki, Finka. – Na literę B – krzyczy strażniczka -
zbierajcie się!
Badanie. – Modlicie się! Podburzacie więźniów! Spiskujecie! Kuglarka, zdechniesz tutaj.
Boże, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią. Ten naczelnik, który bił jej głową o ścianę, przyszedł w nocy do jej karceru. – Przekonałem się, że Bóg jest – szepcze – bo sumienie nie daje mi spokoju… I poprosił o przebaczenie. (Wyrzucą go z partii, opuści Wierchnij Urał. Po śmierci Stalina w 1953 roku przyśle siostrze Wandzie sto rubli na cukier).
– Znów Wielki Tydzień, rany się otworzyły. W ekstazie Wanda mówi: Stalin… Beria… Bóg
chce, aby te piekielne wrota pootwierać.
- Na literę B, zbierajcie się!
Opletli ją przewodami elektrycznymi; straciła przytomność.
Ta lekarka, która pochyla się nisko nad jej piersią i słucha bicia serca, szepcze: – Pomódlcie
się za mnie i za moje dzieci.
- Na literę B, zbierajcie się!
Skopali ją. Zmoczyła się na podłogę, płacze z bólu i wstydu.
Zamknęli ją z psychicznie chorymi; w karcerze ze szczurami.
Gdzie jest Bóg, kiedy ona pogrąża się w ciemności? Dręczy ją pokusa samobójstwa, potem
tortura poczucia winy. Uwolnić się… Ale skąd ten zapach kwiatów w kamiennej celi?
Chcą odebrać jej krzyżyk, który zaszyła w buszłacie, więziennej kurtce. Jak w natchnieniu
Wanda przepowiada los każdego z nich. – Milcz, gadzino!
Dyżurny szepcze, że naczelnicy lękają się jej łez, bo są krwawe. Mówi, że walczył o
Warszawę; niech ona się za nim wstawi u Boga, jak umrze.
- Na literę B… Rozebrać się… Wezwali dyżurnego, niech z nią zrobi, co należy, zdaje się, że
ona jeszcze niewinna? Rechot. Wanda wzywa Maryję, zemdlała.
Podobno Stalin umarł. Wypuścili nieuleczalnie chorych. Nowy lekarz przepisał jej mleko w
proszku. Przychodzą paczki od księdza Pryszmonta z Bujwidz. Ten, który ją kopał, jest teraz
więźniem. W grypsie prosi o przebaczenie.
Od prawosławnych więźniarek Wanda otrzymuje czasem komunię świętą. Strażniczki
mówią, że niedługo wyślą Wandę do Moskwy i zobaczy tam piękne metro.
Zło krąży i musi uderzyć – Po co Bogu cierpienie człowieka?
Ksiądz Jan Pryszmont (ze zniecierpliwieniem): – Przecież to jest jeden z najtrudniejszych
problemów teologicznych i filozoficznych. Syn Boży poprzez cierpienie przywrócił
człowieka do życzliwości Bożej. Trzeba spojrzeć na cierpienie w perspektywie zbawienia.
Warto każdą cenę zapłacić za zbawienie.
Kardynał Henryk Gulbinowicz: “Każde trwałe dobro należy okupić cierpieniem – to moja
zasada życiowa”.
Jeszcze w Pryciunach mówił jej Pan: “Chcę, abyś konała tak długo, jak długo można, aby
przebłagać mój gniew. Gdy świat zachłyśnie się gorącą krwią, ja chcę zachłysnąć się
pragnieniem świętości dusz mnie poświęconych”. “Konanie twoje przedłużę do ostatecznej
męki…”. “Cierp, moje Piórko”.
– Ksiądz Dariusz Kowalczyk, prowincjał jezuitów w Warszawie: – Ta mistyczka
werbalizowała swoje doświadczenia w sposób zgodny z jej naturą, wykształceniem i epoką,
w której żyła. Jeśli była wychowana w duchowości zadośćuczynienia srogiemu Ojcu, to
takim językiem wyrażała swoje mistyczne doznania. Współczesny człowiek może ten język
odrzucić, nie odrzucając tajemnicy, jaka się w jej życiu dokonała. Istotą jej doświadczenia
było pragnienie zjednoczenia się z Jezusem Chrystusem na krzyżu, by razem z Nim
zadośćuczynić Ojcu za grzechy świata. Tak rozumiała swoje powołanie: im więcej
cierpienia, tym więcej łaski. Ja się z takim myśleniem nie utożsamiam. Przecież są różne
aspekty “wydarzenia Jezusa”: krzyż, zmartwychwstanie, Jezus nauczający, rozmawiający z
kobietą, przebaczający – Jezus w różnych sytuacjach. Człowiek ma prawo do
zaakcentowania w swoim życiu jednego z tych aspektów; ma prawo podążać bardziej za
Jezusem upokorzonym lub Jezusem chwalebnym. To nie znaczy, że można zupełnie
zapomnieć o krzyżu i wpaść w wielkanocne alleluja. Ale zdrowa religijność szuka
równowagi… Mocne doznania duchowe wpływają na psychikę, ona nie radzi sobie z nimi.
To nie znaczy, że mistyk jest wariatem. Psychika nie jest w stanie tych doświadczeń
duchowych pomieścić… Skąd wątek ofiarowania cierpień za innych? Karl Rahner, wybitny
teolog XX wieku, uważał, że pomiędzy ludźmi – duchami w świecie – istnieje mistyczna
jedność. Co się dzieje w jednym człowieku – wpływa na drugiego. Mistyk wyprowadzi stąd
wniosek: zło, które dzieje się w jednym miejscu świata, ma wpływ na cały świat. Skoro zło
innego wpływa na mnie, to może ja mogę zabrać mu to zło? Skoro jakiś kapłan grzeszy, co
owocuje złem w nim i wokół niego i zasługuje na karę Bożą, to – Panie Boże – nie karz jego,
ukarz mnie… Spraw, by zło, które się rodzi z jego grzechu, przeszło na mnie… Bo zła nie
można unicestwić w sposób magiczny; gdy już raz zostało stworzone przez człowieka,
krąży i musi uderzyć. Człowiek może je tylko wziąć na siebie i w sobie przezwyciężyć.
- Bóg przygląda się złu obojętnie?
– Bóg nie może zła dekretem zlikwidować, bo wtedy z wolnego świata uczyniłby marionetkę.
Znaki
W październiku 1956 roku polska delegacja wita grupę repatriantów na granicy w Brześciu.
Kupiono Wandzie ubranie i wręczono tysiąc złotych.
Odurza ją powietrze w Polsce i przyroda, i śpiew ptaków. “Boję się zbudzić”.
Mieszkała w domach zakonnych w Chylicach, Pogorzałkach, Białymstoku. Była
gospodynią u braci dolorystów w Częstochowie. Często chorowała. Po złamaniu kości
biodrowej w 1980 roku poruszała się już tylko o kulach. Robiła różańce.
Wypytywano ją czasem o przyszłość jakiegoś człowieka, czy Polska odzyska Wilno. Broniła
się: – Nie jestem jasnowidzem. Przepowiedziała, że księża Ząbek i Barwicki przeżyją ją, ale
to ona ich przeżyła.
W czerwcowy wieczór 1963 roku przerywa nagle pacierze i zaczyna odmawiać Anioł
Pański za zmarłego papieża. Dziwią się, bo Jan XXIII jeszcze żyje. Nie było radia w domu.
Nazajutrz prasa doniosła, że papież zmarł poprzedniego wieczora o ósmej czterdzieści
dziewięć.
Czego pragnie dla swojego zgromadzenia – pytano – i dla innych zakonów? Niech
przełożeni mniej trzymają się litery prawa, bardziej kierują się miłością; pragnie więcej
łagodności i dobroci.
Czasem ogarniała ją ciemna chmura i Wanda cierpiała wtedy bardziej niż w łagrze. “Grozi
mi odrzucenie”. Obwiniała się o brak ofiarności i dobrych uczynków. W 1983 roku napisała:
“Mam całkowity pokój duszy i nic mnie nie trwoży”.
Jej rany przestały się odnawiać na początku lat 70. Ból w miejscach znaków pozostał.
“Czy stygmaty miały charakter nadprzyrodzony – pisze kardynał Henryk Gulbinowicz -
powinien osądzić Kościół po zbadaniu całości sprawy”. Nieznane są wyniki badań komisji
powołanej w Wilnie przed wojną.
W domu zakonnym sióstr od aniołów w Chylicach
w holu na pierwszym piętrze wisi obraz namalowany pod wpływem wizji siostry Wandy,
jakiej doznała w czerwcu 1941 roku. Kapłan ukrzyżowany razem z Chrystusem, lecz
Zbawiciel prawie niewidoczny. Po jej śmierci fotografię obrazu opublikowała prasa. Wizja
kapłana jako zastępcy Chrystusa jest mocno przesadzona, uznali ostatnio biskupi; tak się nie
godzi przedstawiać Zbawiciela. Zakazali pokazywania obrazu.
Komisję w sprawie objawień siostry Wandy będzie można powołać wtedy, gdy pojawią się
uzdrowienia za wstawiennictwem zakonnicy lub inne znaki.

Opublikowany w Kościół, Objawienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , | Komentarzy: 2 »

Sylwetka Fulli Horak

Posted by Dzieckonmp w dniu 30/03/2010

Cierpienie
potwierdza mistyczne przeżycia

Moja Stryjenka

Był rok chyba 1950. Jeszcze nie chodziłem do szkoły. I wtedy, nie wiadomo skąd, zjawiła się jeszcze jedna ciocia. Mówiło się o niej „Papcia”, choć miała na imię Zofia. Mówiło się jakoś tajemniczo o niej i o wszystkim, co jej mogło dotyczyć. Dzieciak coś czuł, wiedział, że nie powinien stawiać zbędnych pytań. Nie było cioci, jest Ciocia – świetnie. A Ciocia wróciła z Kołymy. Za pięć lat znalazła się jeszcze jedna Ciocia, zwana Fullą. Też wróciła „stamtąd” – tyle, że wyrok miała dłuższy. I przejścia cięższe. Ich brata – a mego Stryja Kazimierza nie wywieźli na Sybir. Zakatowali go na śmierć w lwowskim więzieniu w 4 dni po moim przyjściu na świat – był koniec grudnia roku 1944. Przy dziecku nie mówiło się ani o Lwowie, ani o Sybirze, ani o podziemnej walce z obydwoma okupantami. Nie poznałem wtedy syberyjskich opowieści. Tę drugą Ciocię, a właściwie Stryjenkę (bo były to siostry mego ojca) otaczała jakaś dodatkowa aura. Była zawsze uśmiechnięta – tak jakoś tajemniczo i pięknie zarazem. Papcia była taka zwyczajna, Fulla – bardziej dostojna. Widziałem, że Tato i Mama odnoszą się do niej ze szczególną atencją. Jako dziecko nie byłem w stanie tego nazwać – to przyszło wiele lat później. Mówiło się też tajemniczo o jakiejś książce, której nigdy nie widziałem. Z rozmów starszych poznałem nawet tytuł: «Święta Pani». Bardzo długo nie znałem jej treści. Dopiero kilka lat przed śmiercią Fulli ciocie powierzyły mi egzemplarz sporządzony metodą odbitek fotograficznych (to był cały album). Po jej śmierci w roku 1993 dostałem oryginalny egzemplarz wydania z roku 1939. „Habent sua fata libelli” – mawiali starożytni Rzymianie. Można by i dzieje tego egzemplarza opowiedzieć…

Dzieciństwo i młodość

Kim była Ciocia Fulla? Lwowianką, która urodziła się w Tarnopolu w roku 1909. Dziadek był Czechem, ale jej bracia ginęli za wolność Polski. Sierżant jednoroczny Tadeusz Horak zmarł zamęczony przez Kozaków na froncie wołyńskim w roku 1919. Podporucznik Marian Horak zginął w roku 1920 prowadząc atak pod Milatynem, pochowany na cmentarzu Orląt Lwowskich – kwatera I, mogiła 31 zaraz naprzeciw katakumb. Ich ojca, a mego Dziadka też tam pochowano – był to ostatni pogrzeb na cmentarzu Orląt, w lipcu 1939 r. A potem to mi sowieci dziadka zaasfaltowali… Gdy bracia ginęli mała Stefcia miała 10 lat. Bo jej imię to „Stefania”, z tego „Stefula”, w skrócie „Fula”, z czasem przez dwa „l”. W jednym z listów do matki Heleny ze zgromadzenia Sacré Coeur pisała: Nigdy nikt nie miał smutniejszego dzieciństwa ode mnie. Gdy myślą przeżywam wszystkie lata, wydaje mi się, że jestem istotą, która drżąc z zimna cofa się w najdalszy kąt klatki, by nie widzieć szpetoty świata. Nikt przecież nie zrobił mi nic złego, tylko brutalna szarość codzienności rosła i rosła dookoła mnie i często żałowałam, że nie urodziłam się ślepa i głucha [SP 24]. Nie dziwię się. Rodzina przeżyła wojenną tułaczkę, Stefcia miała pięć lat, gdy Horakowie ostali się aż w Wiedniu, uciekając przed Moskalami. Potem przyszła śmierć starszych braci. Podziwiam ich matkę, a swoją babcię Domicelę. Dobrze, że nie wiedziała wtedy, co jeszcze przyjdzie.

Stefa studiowała filozofię, skończyła lwowskie konserwatorium – pracowała jako nauczycielka muzyki. Oprócz smutku drążyło ją jakieś niewypowiedziane pragnienie. Znowu fragment listu do zaprzyjaźnionej zakonnicy: Co to jest prawda, Matko? Czuję takie zimno w sercu, jakbym w piersi miała lodownię, a równocześnie miota mną palący głód nieskończoności. Wszyscy mają przewagę nade mną, wszyscy – co nie czują się tak bezpańscy jak ja. I większość ich ma spokój. Nie trawi ich pożerający Płomień-Pragnienie [SP 23]. Te niepokoje, ten cień z czasów dzieciństwa doprowadziły młodą Stefę do niewiary. A umysł miała bardzo dociekliwy i niezwykle bystry. Mnogość skojarzeń, ogromne oczytanie, artystyczne widzenie (i słyszenie) świata, wyczulenie na obecność i potrzeby drugiego człowieka – wszystko to kazało jej odrzucić powierzchowną i tradycyjną religijność. Ale nie Boga. Tego „innego Boga”, którego pragnęła całym swoim jestestwem. Znowu fragment listu: Czy Matka wie, że gdyby Bóg do mnie przyszedł, z otwartością bym Go przyjęła i dałabym Mu się nasycić? Gdybym Go odczuła, serce moje doznałoby ulgi, ciężar, który je ugniata, spłynąłby, a ja odnalazłabym rzeczy niewypowiedziane… Chciałabym wierzyć w Boga… Jaką okrutną zabawkę wymyślił sobie Ten, kto nas stworzył!… A ponad wszystkim ta paląca tęsknota za niepojętą a przeczuwaną – Wiecznością [SP 25-27].

Mistyczne przeżycia

Droga do wiary zaczęła się wraz z jej utratą. Ważnym etapem była choroba. I potem wciąż szukanie. Wreszcie wyjazd do Częstochowy i takie rozumowanie, cytuję: Jeżeli ludzie uzyskują od obrazu łaski związane ze zdrowiem czy sprawami materialnymi, dlaczego bym ja nie miała się pokusić o zdobycie tam światła dla duszy?! [SP 40] Modlitwa, ślubowanie, spowiedź „z dobrą wolą choć bez wiary” [SP 41]. I nic. Niebo milczało. Stefa modliła się „Boże! Jeśli jesteś – daj mi światło!” [SP 41] I światło przyszło, choć nie od razu – dodajmy, że dzięki świadectwu osoby wierzącej, przypadkowo spotkanej na salonach. Był sierpień roku 1935. Wtedy po raz pierwszy Fulla przeżyła obecność kogoś z zaświatów. Wtedy jeszcze nie wiedziała kogo, dowiedziała się wkrótce – była to św. Magdalena Zofia Barat, zmarła 70 lat wcześniej (1865) założycielka zgromadzenia Sacré Coeur. To ona jest tytułową „Świętą Panią”. Nie ona jedna przychodziła do mieszkanka Fulli i jej przyjaciółki Buci przy ul. Kopernika we Lwowie. Drugą znaczącą postacią był kard. Mercier. Poza nimi – wielu świętych: Jan Bosko, Teresa od Dzieciątka Jezus, św. January i św. Sylwester, Andrzej Bobola, Jan Vianney. Także Katarzyna Emmerich, Pierre Giorgio Frassati, Joanna d’Arc. Także jej patron – św. Stefan, św. Mikołaj.

Jak się zjawiali? Bardzo realistycznie. Fulla próbowała np. dotyku szorstkości habitu św. Magdaleny Zofii. Zwracała uwagę na to, czy zasłaniają sobą np. palącą się świecę (miała później taki swój ołtarzyk w pokoju) – zasłaniali; czy przejeżdżający ulicą tramwaj zagłusza wypowiadane przez nich słowa – zagłuszał.

Pod dyktando św. Magdaleny zapisywała kolejne bruliony. Dziwne to było dyktando, cytuję: Weź papier i ołówek. Nie świeć światła. Pisz. Uspokój się, chodź koło mnie. Siadaj bliżej. Usiadłam z zeszytem na kolanach i nagle ołówek zaczął się sam posuwać po papierze. Trzymałam go tylko. Nie wiem, co pisał, bo nie słyszałam żadnego dyktanda. – Zaświeć i przeczytaj [SP 50]. Słowa wtedy zapisane dotyczyły samej Fulli. Potem przyszły objawienia mistyczne. Nie będę ich streszczał. Jest książka. Jej wydanie sfinansował – tak, tak – marszałek Rydz–Śmigły. Niewiele egzemplarzy przetrwało. Był lipiec roku 1939. Większość nakładu spłonęła z Warszawą.

Lata wojny i zesłania

A Fulla? Gdy zaczęła się wojna i sowiecka okupacja we Lwowie, Fulla dalej uczyła w gimnazjum. Już nie była tą skazaną na życie istotą. Pełna energii, zaangażowana jako wychowawca i młodego pokolenia, i wszystkich, którzy do niej się zwracali. Zresztą – to jej oddziaływanie zaczęło się wkrótce po pierwszych objawieniach. A kiedy było trzeba, Fulla czynnie włączyła się w walkę z okupantem jednym, potem drugim. Była łączniczką AK przezwyciężając wrodzony lęk. Objawienia się skończyły. Ale – jak mówiła i pisała – „jej Niewidzialni Przyjaciele zawsze z nią byli”. Ołtarzyk w domu stał się tabernakulum z polecenia arcybiskupa Twardowskiego. Przechowywana tam była Komunia św., którą z pomocą ukraińskiej strażniczki Fulla przemycała uwięzionym i skazanym. I cały czas równolegle trwała jej praca duchowa nad umacnianiem ludzi, nad formowaniem ich postaw i wiary.

Najpierw przyszło aresztowanie obu sióstr – Zofii i Stefy. O przesłuchaniach i warunkach w sowieckim więzieniu we Lwowie mówić nie muszę. Jak w tym wszystkim znalazła się osoba, w której brutalna szarość codzienności rosła i rosła i która często żałowałam, że nie urodziła się ślepa i głucha – ? Jak dnie i noce w samotności, w ciemnej piwnicy, w brudnej wodzie po kostki, w towarzystwie szczurów spędzała mistyczka? Spędzała. I czekało ją więcej. Czekało ją całe piekło ГУЛАГ-y. Wyrok opiewał na 10 lat. Odbyła cały. Darujcie szczegóły – są takie same, jak dla wszystkich, którzy w tym piekle byli. A więc bezduszni enkawudziści, a więc palący głód, a więc pluskwy, a więc zimno, a więc praca ponad siły, a więc poniżenie i odczłowieczenie, a więc choroby… Mistyk walczący z pluskwami – tak można zatytułować rozdział z innej książki Fulli Horak »Niewi­dzialni«. I  jedno zdanie z tejże książki: Wewnątrz cierpienia miałam Niewidzialnych Przyjaciół, którzy odwracali moje myśli ku pięknu [N 284]. Wreszcie przyszła dosłownie próba krzyża. Ciesząc się sympatią zasłużyła w oczach sowietów na ratowanie jej życia. Konieczna była operacja żołądka. W prymitywnych warunkach, bez znieczulenia, bez koniecznych narzędzi wycięto jej cały żołądek i dwunastnicę, z której został mały fragment. Fragment relacji: Po pierwszym cięciu krzyknęłam, a byłam przecież przytomna. Widziałam, jak lekarz wydobył z wnętrza żołądek. Ogarnęło mnie dziwne uczucie błogości. Jakby niewidzialna mgła spływała z góry i otulała mnie szczelnie, że nie odczuwałam tak silnie bólu… Od siódmej rano do drugiej w południe trwała operacja… [N 285].

Zakopane

Po tym wszystkim wróciła do Polski. Zamieszkała w Zakopanem razem z Zofią. I tu zaczęło się coś niesamowitego. Do ich małego mieszkanka najpierw na Krupówkach, później na Chałubińskiego ściągały całe procesje ludzi. Bywało po kilkadziesiąt osób dziennie. Po radę, po modlitwę, po nadzieję. Przychodzili prości górale, przychodziły zakonnice i księża. A i biskup jakiś się trafił. Literaci i poeci, przypadkowi ciekawscy i wierni wielbiciele. To nie było łatwe – godziny spędzane na rozmowach i duchowym uzdrawianiu ludzi. Fulli nieraz brakowało sił. Podziwiałem też postawę Zofii – cierpliwa, uśmiechnięta, parząca kolejne herbaty dla gości… Jeśli Fullę porównać do biblijnej Marii, to Papcia spełniała jakże konieczną posługę Marty.

A trzeba było żyć bez żołądka i dwunastnicy! Zdrowie ciągle zagrożone i sił zawsze mało. Po jakichś 20 latach, był rok chyba 1974 zaczęły się nieustannie wracające ropne zapalenia nerek. Sił było coraz mniej, ludzi nie ubywało. Nieraz siostra odprawiała kolejne procesje. Kilkanaście lat próby w tej chorobie. Ile razy odwiedzałem Ciocię – tyle razy zastawałem ją uśmiechnięta, pogodną, żartującą. Nieraz odprawiałem Mszę św. w mieszkanku na Chałubińskiego. Prosiła wtedy: „Tylko niedługo, nie mam sił”. Wreszcie przyszła kolejna próba – złamanie kości udowej. I 14 miesięcy bolesnego leżenia plackiem, gdy każdy ruch powodował, że odłamki kości od wewnątrz boleśnie raniły mięśnie nogi. Jedyną skargą, jak opowiadała Papcia, było pytanie: „O Jezu, czy to nie za dużo?”

Zdawałem sobie sprawę z narastającego w jej życiu cierpienia. I widziałem, jak pokornie je przyjmuje. Jak nie przeszkadza jej „szpetota świata”, o której w młodzieńczym liście pisała. Egzamin cierpienia, który zdała celująco, stał się w moich oczach pieczęcią uwierzytelniającą jej mistyczne przeżycia.

Stefania – Fulla Horak zmarła w Zakopanem 11 marca 1993 roku. Jej siostra Zofia – Papcia Horak -  17 listopada 1995 roku. Obie są pochowane we wspólnym grobowcu na cmentarzu przy ul. Nowotarskiej (za kaplicą w prawo, potem pierwsza alejka w lewo, za grobami dzieci znowu w prawo).

Pisma

Gdy czytałem książkę «Święta Pani», odezwał się we mnie sceptyk – racjonalista. Nie jestem z tych, co to cudowności widzą gdziekolwiek i na nich budują wiarę. Z lekkim dystansem odnosiłem się do objawień. Jako doktor teologii „ocenzurowałem” treść tych objawień, nie znajdując w nich wszakże niczego, co byłoby niezgodne z nauką Kościoła. Fulla nie miała wykształcenia teologicznego (aczkolwiek była w tej dziedzinie oczytana). Dlatego nie używa języka typowego dla rozpraw teologicznych. Jest to zresztą charakterystyczne dla większość pism mistycznych. Wizjonerzy obdarzeni łaską szczególnego oglądu tajemnic boskich, nie znajdują słów, które mogłyby w pełni oddać ich przeżycia. Moją ocenę potwierdzili dwaj inni teologowie – ks. dr Romuald Rak z Katowic oraz ks. dr Hugo Dollinger z Augsburga (w związku z niemieckim wydaniem «Świętej Pani»). Druga książka mojej Stryjenki nosi tytuł «Niewidzialni», ukazała się w niskonakładowym wydaniu. Zawiera wspomnienia z lat 1938 – 1956 przeplatane filozoficzno–teologicznymi esejami. Jest książką trudną. Nie zawiera opisów mistycznych. Ale wyrasta z żywej wiary i wiarą jest przepełniona. Wiarą, która dojrzewa w ogniu ogromnego cierpienia. Oficjalnie Kościół nie zajął się ani osobą Fulli Horak, ani treścią jej książek. Ja osobiście świadom jestem ważnej rzeczy, która stała się dla mnie ostatecznym argumentem, taką duchową pieczęcią na mistycznych przeżyciach i pismach mojej Stryjenki. To było jej cierpienie…

ks. Tomasz Horak

Książki Fulli Horak:

“Święta Pani”, pierwsze wydanie w Warszawie w roku 1939. Wydań z ostatnich lat było kilka, nie sposób je ogarnąć, książka “żyje” własnym życiem. Wstępy różni wydawcy zamieszczają własne, nie zawsze trafne.

“Besuche aus einer anderen Welt. Offenbarungen an Fulla Horak”, niemiecki przekład “Świętej Pani”, Lippstadt 1998. Adiustacji tekstu dokonałem osobiście, dokonałem też wyboru zdjęć i opatrzyłem je podpisami. Tylko w tym wydaniu wstęp jest mojego autorstwa, oddając – tak uważam – pełnię myśli Autorki. Nie wygrałem z Wydawcą sporu o tytuł. Dosłowny przekład tytułu (Die Heilige Frau) nie wchodził na obszarze jęz. niemieckiego w rachubę. Chciałem jako tytuł dać cytat z książki “Schenke mir Licht!” – “Daj mi światło”.

.
“Niewidzialni. 1938 – 1956″, Kraków 1997 (na okładce błędnie podany rok: 1936).

“Niewidzialni” w formacie PDF.
Aby ściągnąć plik, kliknij prawym przyciskiem myszytutaj. i wybierz polecenie “Zapisz element docelowy jako…”

Krążyły też przedruki ze “Świętej Pani” zatytułowane “Życie pozagrobowe”. Te pirackie wydania lekceważyły prawa Autorki (jeszcze za jej życia!) do integralności tekstu. Wydawca dokonał wiwisekcji książki publikując najbardziej “chwytliwe” części w oderwaniu od jej warstwy mistycznej. Wszystko działo się bez uzgodnienia, a nawet powiadomienia Autorki. Dlatego w ocenie jej spuścizny te okrojone wydania nie mogą być brane pod uwagę.

Skróty: SP = Święta Pani   N = Niewidzialni


Opublikowany w Kościół, Patriotyzm, Prześladowanie Chrześcijan, Uzdrowienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , | 1 komentarz »

Jak i dla kogo pracują sądy w Polsce

Posted by Dzieckonmp w dniu 29/03/2010

Szanowni Państwo,

Rozprawa główna została ponownie odroczona, tym razem do 24. maja. To już
trzecie odroczenie rozprawy głównej, piąte w ogóle w tej sprawie. Przed
nami siódme spotkanie w sądzie.

Taka mała statystyka, na wypadek, gdyby zastanawiali się Państwo czym
zmuszony jest zajmować się aparat sprawiedliwości, że w konsekwencji nie
nadąża z pracą, poważne sprawy kryminalne ciągną się latami, a bandyci są
na wolności.

Dzisiaj siły przerobowe sądu przy ul. Ogrodowej w Warszawie były częściowo
zmarnowane na dociekanie czy publicyście wolno powiedzieć publicznie że
lobbystka pro-aborcyjna jest powiązana z przemysłem antynatalistycznym.

Stawiłam się po raz kolejny w towarzystwie obrońców. Oskarżycielka Wanda
Nowicka po raz kolejny się nie pofatygowała.

Pytają Państwo ile to jeszcze potrwa. Przy każdym nowym terminie chcą
Państwo wiedzieć czy to już. Sama bym chciała wiedzieć.

Mam wrażenie, że druga strona liczy na to, że sprawa się wyciszy. Że
Państwo sami się nią zmęczą. Wtedy znacznie łatwiej byłoby mnie skazać. A
po mnie innych dziennikarzy, osoby publiczne, prywatne… za wolność
sumienia.

Dlatego proszę, wytrwajmy razem do końca.

Joanna Najfeld

Ja też bym tak powiedział w TV i powinienem być oskarżony przynajmniej za to że jeszcze myślę.

Tu film za które słowa Joanna Najfeld jest oskarżona.

Opublikowany w Aborcja, Patriotyzm, Prośba o modlitwę, Prześladowanie Chrześcijan, Szatan, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , | Komentarzy: 9 »

Skutki wolności religijnej

Posted by Dzieckonmp w dniu 29/03/2010

Opisane poniżej wydarzenia obrazują poruszane problemy na tym blogu.

Po przeczytaniu poniższego tekstu pomyśl, dokąd zmierza świat wyzwolony od Boga, uporządkowany przez żydomasonerię według wytycznych zawartych w Deklaracji Powszechnych Praw Człowieka?

Pomyśl również, czy możesz pozostać nadal bierny?!

Squadra Anti Sette

Policja włoska najwyraźniej postanowiła nawiązać do chlubnych tradycji Świętej Inkwizycji. Ujawniła bowiem, że od pewnego czasu w jej szeregach działa specjalna formacja, której zadaniem jest walka z coraz brutalniejszym podziemiem satanistycznym.

Oddział nosi nazwę Squadra Anti Sette (SAS), czyli Brygada Antysekciarska. Jej funkcjonariusze ścigają wyznawców szatana winnych szczególnie drastycznych zbrodni, jak zabójstwa, gwałty, akty profanacji. Agenci SAS infiltrują środowiska okultystyczne, wyławiając z nich szczególnie niebezpiecznych ekstremistów. A jest co badać, bo w ostatnim czasie Włochów zaszokowało szereg przypadków zbezczeszczenia kościołów oraz rytualnych zabójstw. Specjaliści watykańscy szacują, że w satanistycznych sektach na Półwyspie Apenińskim udziela się być może nawet pół miliona (!) wyznawców.

Słudzy demona

Przykład pierwszy z brzegu: 3 czerwca 2000 r. we włoskim Chiavenna trzy nastolatki bestialsko zamordowały 61-letnią zakonnicę, Marię Laurę Mainetti. Siostra zginęła od 19 ciosów nożem. Aresztowane zabójczynie, fanatyczne wielbicielki Marylina Mansona, zeznały, że właśnie złożyły krwawą ofiarę szatanowi. Sprawa wstrząsnęła tamtejszą opinią publiczną, choć nie była to ani pierwsza, ani ostatnia zbrodnia tego rodzaju.

Włoscy czciciele szatana nie są jakimś zwyrodniałym wyjątkiem wśród nieskalanego ruchu wielbicieli Lucyfera (jak można wyczytać, tu i ówdzie, na niektórych stronach internetowych). Niepokojące wieści dochodzą z całego świata.

W lipcu 2004 r. w katedrze w Santiago de Chile, zaraz po odprawieniu Mszy św., nóż mordercy ugodził włoskiego misjonarza, Faustina Gazziero de Stefaniego. Zabójca, członek satanistycznej sekty (dwa lata wcześniej dopuścił się profanacji kościoła), w trakcie mordu wywrzaskiwał hasła: “Jestem Szatanem!” i “Dla Szatana!”, po czym umazał swą twarz krwią ofiary…

Nieco wcześniej, w latach 90., w Norwegii płonęły kościoły (dwanaście na przestrzeni jednego tylko roku) podpalane przez członków Black Metal Mafia, którzy dokonywali również napadów na chrześcijan, rytualnych gwałtów, zabójstw, profanacji cmentarzy. W hiszpańskiej Barcelonie ujawniono przypadek spalenia małej Cyganki w trakcie czarnej mszy. W rosyjskim Donskoj skazano czcicieli szatana winnych dwóch mordów rytualnych. W białoruskim Brześciu nastolatek zginął od ciosów topora. W Symferopolu na Ukrainie pochwycono sprawców zabójstwa kilku kobiet (ofiarom ucinano głowy, czaszki po odpowiednim spreparowaniu służyły do celów kultowych). Na Węgrzech 15-letni satanista zabił, a następnie poćwiartował swą młodszą o dwa lata siostrę. W dalekim meksykańskim Matamoros sataniści zamordowali piętnaście osób. W kolumbijskim Hulla, podczas czarnej mszy, nakłonili do samobójstwa ośmiu młodych ludzi. Z USA donoszono o satanistycznych mordach w Nebrasce, Iowie, i Missouri, zaś pochwycony przez policję “misjonarz Lucefera”, niejaki Jay Scott Ballinger, przyznał się do podpalenia 26 kościołów…

A w Polsce? Poza głośnym, podwójnym mordem rytualnym, dokonanym w trakcie czarnej mszy w Rudzie Śląskiej (zasztyletowano 19-letnią dziewczynę i jej o dwa lata młodszego kolegę), było kilka mniej znanych spraw. W Legnicy, w starej kuźni, miejscu odprawiania czarnych mszy, policja znalazła ciało 16-latka. W Lublinie satanista zadźgał bezdomnego, w ofierze “dla swojego pana”. W Opolu 15-letnia satanistka, przy pomocy siekiery i młotka, zamordowała swoją babcię; potem piła jej krew. Były też liczne przypadki nakłaniania do rytualnych samobójstw (tylko w latach 1995-1999 odnotowano osiem takich zdarzeń).

To tylko niektóre, co bardziej drastyczne zbrodnie, z jednej tylko dekady lat 90. XX wieku!

Demokratyczne prawa satanistów?

Takie, i gorsze rzeczy działy się i przed wiekami, tyle tylko, że Kościół posiadał wtedy potężny instrument obronny – Świętą Inkwizycję. Ta już potrafiła sprawić, że czcicielom szatana palił się grunt pod stopami…

Teraz czasy są inne. Dzisiaj, w liberalnych społeczeństwach Zachodu, ze zrozumieniem traktuje się “odmienność kulturową i obyczajową” rozmaitych grup narodowych, rasowych i religijnych. Dlatego też, mimo przedstawionych wyżej faktów (będących i tak skromnym wycinkiem ponurej rzeczywistości), powołanie Squadra Anti Sette nie każdemu się spodobało. Pewne środowiska od razu zaczęły biadolić, że działalność Brygady Antysekciarskiej oznacza złamanie zasad demokracji, zamach na wolność wyznania oraz zapowiedź prześladowań religijnych. W Polsce komentator portalu Gildia Tajemnic uderzył w równie boleściwy ton:”To dosyć niepokojąca nazwa i budzi już zaniepokojenie organizacji broniących praw obywatelskich. Obawiają się one, że SAS nękać będzie miliony włoskich obywateli, którzy należą do mniejszości religijnych.”

Przy okazji pan redaktor przenikliwie zdemaskował niecne knowania Kościoła katolickiego, jego zdaniem stojącego za utworzeniem Brygady SAS: “We Włoszech wygląda to tak, jakby Kościół (…) na podstawie kilku jaskrawych przypadków, pragnął wywołać interwencję ze strony państwa. A przecież jedną z głównych zasad demokracji jest prawo do wyznawania religii, na jaką ma się ochotę.”

Mniejsza o wyszukaną elegancję pana redaktora, który satanistyczne zbrodnie raczył określić, jakże oględnie, mianem “kilku jaskrawych przypadków”. Ale jeżeli wziąć tę pisaninę na serio, oznaczałoby to, że zabójstwa, gwałty i profanacje wynikające z religijnych przekonań czcicieli Lucyfera, zyskały w demokracji rangę praw obywatelskich…

Andrzej Solak
Czas Króla

Opublikowany w Prześladowanie Chrześcijan, Szatan, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | Komentarzy: 2 »

ANNA KATARZYNA EMMERICH O MASONERII KOŚCIELNEJ

Posted by Dzieckonmp w dniu 28/03/2010

Bł. Anna Katarzyna Emmerich mistyczka i stygmatyczka

Bogusław Kiernicki

3 października odbyły się ostatnie w tym roku beatyfikacje. Ojciec Święty wynosi do chwały ołtarzy pięcioro sług Bożych. Są to: ostatni cesarz Austro-Węgier Karol I Habsburg (1887-1922), Anna Katarzyna Emmerich (1774-1824) – niemiecka mistyczka i stygmatyczka, Pietro Vigne (1670-1740), Joseph-Marie Cassant (1878-1903) i Maria Ludovica De Angelis (1880-1962).
Uwagę przykuwają szczególnie Karol I Habsburg i Anna Katarzyna Emmerich. Może także dlatego, że na pierwszy rzut oka trudno sobie wyobrazić bardziej kontrastowe postaci: cesarz i uboga wieśniaczka. Ale wbrew pozorom łączyło ich zdecydowanie więcej, niż dzieliło: miłość do Boga, pobożność eucharystyczna, heroiczne życie. To doprowadziło ich do uroczystej beatyfikacji.

Anna Katarzyna urodziła się 8 września 1774 r. w ubogiej rodzinie w wiosce Flamske, w diecezji Münster w Westfalii, w północno-wschodnich Niemczech. W wieku dwunastu lat zaczęła pracować jako służąca. Po wielu trudnościach spowodowanych przez ubóstwo i sprzeciw rodziny wobec wyboru życia zakonnego, w 1802 r., w wieku 28 lat, wstąpiła do klasztoru Augustianek w Dülmen. Śluby złożyła po roku nowicjatu – 13 listopada 1803 r. Jak sama powiedziała: „Oddałam się zupełnie niebieskiemu Oblubieńcowi, a On czynił ze mną według swojej woli”.
Kiedy w grudniu 1811 r. władze państwowe zamknęły klasztor, przeprowadziła się do prywatnego domu. Już przed wstąpieniem do klasztoru, głowę Anny Katarzyny naznaczyło znamię korony cierniowej. Kilkanaście lat później – 29 grudnia 1812 r. – na jej rękach i nogach pojawiły się wyraźne stygmaty ran Ukrzyżowanego, a na boku obficie krwawiąca rana w kształcie krzyża. Tę chwilę tak wspominała: „Było to trzy dni przed Nowym Rokiem, mniej więcej o godzinie trzeciej po południu. Rozważałam właśnie Mękę Pańską, prosząc Pana Jezusa, by mi pozwolił uczestniczyć w tych strasznych cierpieniach, a potem zmówiłam pięć Ojcze nasz na cześć pięciu świętych ran… Nagle ogarnęła mnie światłość. Widziałam Ciało Ukrzyżowanego, żywe, świetliste, z rozkrzyżowanymi ramionami, lecz bez krzyża. Rany jaśniały jeszcze silniejszym blaskiem niż reszta Ciała. W sercu czułam coraz większe pragnienie ran Jezusowych. Wtedy najpierw z Jego rąk, a potem z boku i nóg wyszły czerwone promienie, które niczym strzały przeszyły moje ręce, bok i nogi”.
Oprócz łaski stygmatów Anna Katarzyna Emmerich od 4. roku życia miała dar widzenia spraw nadprzyrodzonych, dotyczących męki i śmierci Pana Jezusa, życia Najświętszej Maryi Panny, świętych i uroczystości kościelnych, w których skromna, niewykształcona wieśniaczka wykazywała zadziwiającą znajomość topografii, szczegółów archeologicznych i historycznych, objawionych jej w wizjach wypadków. Najpierw próbowała spisywać je sama, jednak czuła, że to zadanie przerasta jej możliwości.
Kiedy dowiedział się o tym wybitny niemiecki pisarz doby romantyzmu – Klemens Brentano, odwiedził ją, pod jej wpływem nawrócił się i w rezultacie lata 1818-24 spędził przy łożu stygmatyczki, spisując jej relacje. Przychodził dwa razy dziennie, kopiując notatki z jej pamiętnika, a następnie pokazywał jej to, co sam napisał, by mieć pewność, że wiernie oddał jej słowa. „Wiem, że gdyby nie ten pielgrzym – mawiała Anna Katarzyna o Klemensie Brentano – już dawno bym umarła. Jednak najpierw on musi wszystko spisać, bo moje wizje są darem Boga dla ludzi”. Z kolei Brentano tak wspominał te spotkania: „Nie widziałem w jej twarzy czy spojrzeniu cienia wzburzenia czy egzaltacji. Wszystko, co mówiła, było zwięzłe, proste i spójne, a zarazem pełne życia i miłości”.
Anna Katarzyna Emmerich zmarła 9 lutego 1824 r., po okresie szczególnie dotkliwych cierpień. Jak zapisał Brentano, mimo że sama cierpiała, w swych ostatnich chwilach „modliła się przede wszystkim za Kościół i za wszystkich umierających”. Jednak, jak wspominał jej spowiednik, „tego dnia bardzo pragnęła śmierci i często wzdychała: «Przyjdź już, Panie Jezu!»”. Odeszła w opinii świętości. Na jej pogrzeb przybyła cała okoliczna ludność, a gdy po kilku tygodniach otworzono grób, jej ciało było nieskażone.
Po śmierci Anny Katarzyny Klemens Brentano zebrał i uporządkował zapiski, a następnie opublikował je pod tytułem Bolesna męka Jezusa Chrystusa (1833). Kilkanaście lat później – w 1852 r.
Bentano wydał kolejną książkę opartą na jej widzeniach i zatytułował ją Życie Najświętszej Maryi Panny. Książki te, przełożone na język polski już w XIX wieku, były wielokrotnie wznawiane, a w ostatnim czasie w związku z popularnością filmu Mela Gibsona Pasja przeżywają swój prawdziwy renesans.
Proces beatyfikacyjny Anny Katarzyny Emmerich, rozpoczęty pod koniec XIX wieku, został na nowo podjęty w 1972 r. Stolica Apostolska w 2001 r. ogłosiła dekret uznający heroiczność jej cnót, a w lipcu 2003 r. – dekret o autentyczności cudu za jej wstawiennictwem, otwierając tym samym drogę do wyniesienia jej na ołtarze. Kilka miesięcy temu Ojciec Święty ogłosił, że jest jego wolą, żeby jeszcze w tym roku nastąpiła beatyfikacja tej wielkiej Mistyczki, bo – jak powiedział już wcześniej, w czasie pielgrzymki w jej ojczyste strony – „przez swoje szczególne powołanie mistyczne Anna Katarzyna Emmerich uzmysławia nam wartość ofiary i współcierpienia z ukrzyżowanym Panem”.

Źródło: niedziela.pl

wśród wyjątków wizji również takie, które ukazywały przyszłość: stan świata i Kościoła. Przedstawiamy, bez komentarza, fragmenty zatytułowane przez francuskiego wydawcę tych pism Burzyciele, stanowiący zaledwie kilka okruchów z tych pism. Opisują one stan zdeprawowania świata i ciemności duchowe, przez jakie – z powodu oddania się złu – przejdzie ludzkość zanim, jak podaje Katarzyna Emmerich, „w chwili największego niebezpieczeństwa” nadejdzie pomoc. Czyż nie widziała ona obrazu ostatnich lat kończącego się wieku?. A jeśli tak, to i z jej natchnień wynika, że pomoc w czasach odstępstwa możemy znaleźć jedynie w pokornej modlitwie do Maryi – Matki Kościoła i w całkowitej wierności nauczaniu Jej Syna – Jezusa Chrystusa.

Papież Jan Paweł II beatyfikował ją w Rzymie 3 października 2004 roku.

Foto z beatyfikacji

Wprowadzenie do wizji

Ponieważ wizje sa Bożym przekazem danym za pomocą obrazów, często znaczenie danego obrazu jest symboliczne i należy właściwie go odczytać. Dla ułatwienia zrozumienia poniższych wizji podajemy znaczenie niektórych symbolicznych obrazów w nich zawartych:

- piaszczyste miejsce – oznacza pustynię wiary; miejsce wrogie Bogu

- propagatorzy światła- masoni uważają, że ich przekonania są światłem dla ludzi

- jaskinia – symbol loży masońskiej; to są ich kościoły- miejsca zebrań i kultu; zarazem miejsce mroczne, ukryte przed resztą ludzi, oznacza że masoneria działa w ukryciu.

- tajna sekta – to masoneria.

- kościół – pod obrazem kościoła trzeba widzieć całą naukę Kościoła (teologię ), a burzenie kościoła to niszczenie dogmatów i fałszowanie prawd wiary (teologii)

-biały fartuch obszyty na niebiesko – to strój rytualny masonów.

- kielnia – rekwizyt budowniczych; masoni uważają, że na nowo budują świat.

Wyjątki z wizji prorockich Bł. Anny Katarzyny Emmerich

B U R Z Y C I E L E

TAJEMNICA BEZBOŻNOŚCI

Widziałam różne części ziemi. Mój przewodnik wskazał mi Europę i pokazując mi piaszczyste miejsce, wyrzekł te znaczące słowa: «Oto wrogie Prusy». Pokazał mi następnie punkt najbardziej wysunięty na północ mówiąc: «Oto Moskwa niosąca ze sobą wiele zła.» (A III.133)*

Mieszkańcy odznaczali się niesłychaną pychą. Zobaczyłam, że zbrojono się i pracowano wszędzie. Wszystko było ciemne i zagrażające. Zobaczyłam tam świętego Bazylego i innych (przyp. wyd. franc.: na Placu Czerwonym jest katedra św. Bazylego). Ujrzałam pałac o lśniących dachach. Na nim stał szatan na czatach. Widziałam, że spośród demonów związanych przez Chrystusa w czasie jego zstąpienia do piekieł, kilku się niedawno rozwiązało i wskrzesiło tę sektę (masonerii). Zobaczyłam, że inne zostaną uwolnione… (19.10.1823)

Ujrzałam straszne skutki działań wielkich propagatorów „światła” wszędzie tam, gdzie dochodzili oni do władzy i przejmowali wpływy albo dla obalenia kultu Bożego oraz wszelkich praktyk i pobożnych ćwiczeń, albo dla uczynienia z nich czegoś równie próżnego jak używane przez nich słowa: światło, miłość, duch. Usiłowali pod nimi ukryć przed sobą i innymi opłakaną pustkę swych przedsięwzięć, w których Bóg był niczym. (A. III 161)

Mój przewodnik poprowadził mnie wokół całej ziemi. Musiałam przemierzać bez przerwy ogromne jaskinie pogrążone w ciemności. Widziałam w nich ogromną ilość osób błąkających się wszędzie, we wszystkich kierunkach i zajętych mrocznymi dziełami. Wydawało się, że przebiegłam wszystkie zamieszkałe miejsca globu, widząc w nich tylko ludzi pełnych wad. Widywałam coraz to nowe zastępy ludzi, wpadających jak gdyby z góry w to zaślepienie nieprawością. Nie widziałam żadnej poprawy… Musiałam wchodzić w te ciemności i patrzeć wciąż na nowo na złośliwość, zaślepienie, przewrotność, zastawione zasadzki, mściwe żądze, pychę, mamienie, zazdrość, chciwość, niezgodę, zabójstwo, rozwiązłość i straszliwą bezbożność ludzi, wszystkie rzeczy, które jednak nie przynosiły im żadnej korzyści, ale czyniły ich coraz bardziej zaślepionymi, nędznymi i pogrążały ich w coraz głębszych ciemnościach. Często miałam wrażenie, że całe miasta znajdowały się na bardzo cienkiej skorupie ziemi i grozi im wkrótce stoczenie się w otchłań.

Zobaczyłam ludzi wykopujących dla innych rowy lekko zakryte: ale nie zobaczyłam dobrych ludzi w tych rowach ani nikogo, kto by do nich wpadał. Widziałam wszystkich tych złych, jak gdyby byli ogromną ciemną przestrzenią rozciągającą się od jednego krańca ziemi do drugiego. Widziałam ich w nieładzie. W hałaśliwym zamieszaniu, jak na wielkim jarmarku, zakładających różne grupy, podsycające się do zła. Ujrzałam masy ludzi, które mieszały się ze sobą, popełniając wszelkie rodzaje czynów grzesznych. Każdy grzech pociągał za sobą inny. Często wydawało mi się, że pogrążam się jeszcze głębiej w noc. Droga prowadziła stromo w dół. Była przerażająca. Oplatała całą ziemię. Widziałam ludy wszystkich ras, noszących najróżniejsze szaty, wszystkie pogrążone w tych obrzydliwościach. (A II.154)

Często budziłam się pełna przygnębienia i przerażenia. Księżyc świecił spokojnie przez okno, a ja modliłam się jęcząc, aby mi nie kazano więcej patrzeć na te przerażające sceny. Wkrótce jednak znów musiałam wejść w te straszne ciemności i patrzeć na popełniane w nich obrzydliwości. Znalazłam się raz w obrębie grzechu tak strasznego, że wydawało mi się, że jestem w piekle i zaczęłam krzyczeć i jęczeć. Wtedy mój przewodnik powiedział: ‘Jestem przy tobie, a nie może być piekła tam, gdzie ja jestem’. Wydawało mi się, że widzę miejsce bardzo rozległe, w którym więcej było światła dziennego. Było to jakby miasto należące do tej części świata, na której mieszkamy. Zostało mi tam ukazane straszliwe widowisko. Zobaczyłam ukrzyżowanie naszego Pana Jezusa Chrystusa. Zadrżałam aż do szpiku kości, bo byli tam tylko ludzie naszej epoki. Męczeństwo Pana było straszniejsze i bardziej krwawe niż to, które wycierpiał od Żydów. (A.II.157)

Zobaczyłam z przerażeniem wielką liczbę ludzi znanych mi, nawet kapłanów. Wiele linii i ścieżek od tych ludzi, błądzących w ciemnościach, prowadziło do tego miejsca (Ukrzyżowania). (A.II.157)

Kończąc opowiadanie tej strasznej wizji, której wspomnienie przyprawiało ją o ból serca i nic nie mogło skłonić jej do przedstawienia jej w całości, Katarzyna Emmerich powiedziała:

Mój przewodnik rzekł do mnie: ‘Zobaczyłaś obrzydliwości, którym ludzie zaślepieni oddają się w ciemnościach’. Zobaczyłam niezliczony tłum prześladowanych, nieszczęśliwych, dręczonych i męczonych w naszych czasach, w różnych miejscach. I zawsze widziałam, że przez to dręczono Jezusa Chrystusa we własnej Osobie. Żyjemy w czasach godnych pożałowania, w których nie ma schronienia przed złem: gęsta mgła grzechu ciąży nad całym światem i widzę ludzi czyniących rzeczy najbardziej obrzydliwe spokojnie i obojętnie. Widziałam to wszystko w wielu wizjach, gdy moja dusza była prowadzona poprzez liczne kraje całej ziemi. (C. 89)** Potem ujrzałam męczenników nie czasu obecnego (r.1820), lecz czasów przyszłych. Jednak już widzę, jak się ich prześladuje. (A.III.112)

BURZENIE KOŚCIOŁA

Zobaczyłam ludzi z tajnej sekty podkopującej nieustannie wielki Kościół… (A. III.113) i zobaczyłam blisko nich obrzydliwą Bestię, która wyszła z morza. Miała ogon jak u ryby, pazury jak u lwa i liczne głowy, które otaczały jak korona jej największą głowę. Miała pysk szeroki i czerwony. Była w cętki jak tygrys i okazywała wielką zażyłość wobec burzących. Kładła się często pośród nich, gdy pracowali. Oni zaś często wchodzili do pieczary, w której czasami się chowała. W tym czasie widziałam tu i tam na całym świecie wielu ludzi dobrych i pobożnych przede wszystkim duchownych znieważanych, więzionych i uciskanych i miałam wrażenie, że któregoś dnia staną się męczennikami. (A. III.113)

Kościół był już w dużej mierze zburzony, tak że pozostawało jeszcze tylko prezbiterium z ołtarzem. Ujrzałam burzących, jak weszli do niego razem z bestią. Wchodząc do Kościoła z bestią burzyciele napotkali tam potężną niewiastę pełną majestatu. Zdawało się, że spodziewała się dziecka, szła bowiem powoli. Nieprzyjaciół ogarnęło przerażenie na jej widok, a bestia nie mogła postąpić nawet o jeden krok. Wyciągnęła w powietrzu najbardziej wściekłą szyję w kierunku tej niewiasty, jak gdyby chciała ją pożreć. Lecz Ona się odwróciła i upadła na twarz. Zobaczyłam wtedy bestię uciekającą w kierunku morza, a nieprzyjaciele biegli w wielkim nieładzie. (A. III.113)

Zobaczyłam Kościół św. Piotra i ogromną ilość ludzi pracującą by go zburzyć. Ujrzałam też innych naprawiających go. Linia podziału pomiędzy wykonującymi tę dwojaką pracę ciągnęła się przez cały świat. Dziwiła mnie równoczesność tego, co się dokonywało. Burzyciele odrywali wielkie kawały (budowli). Byli to w szczególności zwolennicy sekt w wielkiej liczbie, a z nimi – odstępcy. Ludzie ci, wykonując swą niszczycielską pracę, wydawali się postępować według pewnych wskazań i jakiejś zasady. Nosili białe fartuchy, obszyte niebieską wstążką i przyozdobione kieszeniami z kielniami przyczepionymi do pasa. Mieli szaty wszelkiego rodzaju. Byli pomiędzy nimi ludzie dostojni, wielcy i potężni w mundurach i z krzyżami, którzy jednak nie przykładali sami ręki do dzieła, lecz kielnią oznaczali na murach miejsca, które trzeba było zniszczyć. Z przerażeniem ujrzałam wśród nich także katolickich kapłanów. Zburzono już całą wewnętrzną część Kościoła. Stało tam jeszcze tylko prezbiterium z Najświętszym Sakramentem. (A. II. 202-203)

Kościół św. Piotra był zniszczony, z wyjątkiem prezbiterium i głównego ołtarza. (A. III. 118) Widziałam znowu atakujących i burzących Kościół św. Piotra. Zobaczyłam, że na końcu Maryja rozciągnęła płaszcz nad Kościołem i nieprzyjaciele Boga zostali przepędzeni. (A. II.414) Znowu miałam wizję tajnej sekty podkopującej ze wszystkich stron Kościół św. Piotra. Pracowali oni przy pomocy różnego rodzaju narzędzi i biegali to tu, to tam, unosząc ze sobą kamienie, które z niego oderwali. Musieli jedynie pozostawić ołtarz. Nie mogli go wynieść. Zobaczyłam, jak sprofanowano i skradziono obraz Maryi. (A. III. 556) Poskarżyłam się Papieżowi. Pytałam go, jak może tolerować, że jest tylu kapłanów wśród burzących. Widziałam przy tej okazji, dlaczego Kościół został wzniesiony w Rzymie. To dlatego, że tam jest centrum świata i że wszystkie narody są z nim na różne sposoby związane.

Zobaczyłam też, że Rzym stoi jak wyspa, jak skała pośrodku morza, gdy wszystko wokół niego obraca się w ruinę. Gdy patrzyłam na burzących, zachwycała mnie ich wielka zręczność. Posiadali wszelkie rodzaje maszyn, wszystko dokonywało się według pewnego planu. Nic nie waliło się samo. Nie robili hałasu. Na wszystko zwracali uwagę, uciekali się do wszelkich rodzajów podstępów i kamienie wydawały się często znikać w ich rękach. Niektórzy z nich ponownie budowali; niszczyli to, co było święte i wielkie, a to, co budowali było próżne, puste i powierzchowne. Np. wynosili kamienie z ołtarza i budowali z nich schody wejściowe. (A. III. 556)

CIEMNOŚĆ W KOŚCIELE

Widziałam Kościół ziemski, to znaczy społeczność wierzących na ziemi, owczarnię Chrystusa w jej stanie przejściowym na ziemi, pogrążoną w całkowitych ciemnościach i opuszczoną. (A. II. 352) Wy, kapłani, wy się nie ruszacie! Śpicie, a owczarnia płonie ze wszystkich stron! Nic nie robicie! Och! Jakże płakać będziecie nad tym dniem! Gdybyście choć wypowiedzieli jedno ‘Ojcze nasz’. Widzę tak wielu zdrajców! Nie odczuwają cierpienia, kiedy się mówi: «Źle się dzieje.» W ich oczach wszystko idzie dobrze, byle tylko doznawali chwały tego świata. (A. III. 184) Widziałam też wielu dobrych i pobożnych biskupów, lecz wątłych i słabych. Źli często brali górę. (A. II. 414) Widzę ułomności i upadek kapłaństwa, widzę też przyczyny tego i widzę przygotowane kary. (A. II. 334) Słudzy Kościoła są tak gnuśni! Nie czynią już użytku z mocy, jaką posiadają dzięki kapłaństwu. (A. II. 245)

Dla niezliczonej liczby osób dobrej woli, dojście do źródła łaski z serca Jezusa było zamknięte i utrudnione z powodu zniesienia pobożnych praktyk oraz z powodu zamknięcia i profanacji kościołów. (A. III.167) Cały ten głęboki zamęt, z powodu którego cierpieli wierni, wynikał stąd, że wielu z tych, którzy przyoblekli się w Jezusa Chrystusa, coraz bardziej zwracało się w stronę bezbożnego świata i wydawało się zapominać o cnotach i nadprzyrodzonej mocy Kapłaństwa. W tym wszystkim poznałam, że czytanie genealogii naszego Pana przed Najświętszym Sakramentem w święto Bożego Ciała zamyka w sobie wielką i głęboką tajemnicę. Poznałam bowiem, że nawet pomiędzy przodkami Jezusa Chrystusa – według ciała – liczni nie byli świętymi, a byli wśród nich nawet grzesznicy. Mimo to nie przestali być stopniami drabiny Jakubowej, po których Bóg przyszedł do ludzi. Tak więc nawet niegodni biskupi są nadal zdolni do sprawowania Najświętszej Ofiary i do udzielania sakramentu kapłaństwa wraz z wszelką mocą z nim związaną. (C. 175)

Widziałam wielką liczbę kapłanów dotkniętych ekskomuniką, którzy wydawali się tym nie przejmować, a nawet o tym nie wiedzieli. A jednak byli ekskomunikowali od chwili, gdy wzięli udział w pewnych przedsięwzięciach, gdy weszli do pewnych stowarzyszeń i przejmowali opinie, na których ciążyła klątwa. Widziałam tych ludzi w takiej mgle, że byli jakby oddzieleni murem. Widać z tego jak bardzo Bóg liczy się z dekretami, postanowieniami i zakazami głowy Kościoła i podtrzymuje je, choć ludzie się nimi nie przejmują, przeciwstawiają się im lub wyśmiewają. (A. III. 148) Widziałam, jak smutne były konsekwencje przeciwstawiania się Kościołowi. Ujrzałam, jak ono rosło, a w końcu heretycy wszelkiego rodzaju przybyli do miasta (Rzym). (A. III. 102)

Poznałam, że poganie adorowali niegdyś pokornie bóstwa odmienne od nich samych… Ich kult był lepszy niż kult tych, którzy sami siebie adorują w postaci tysiąca idoli, a pomiędzy nimi nie zostawiają żadnego miejsca Panu. (A. III. 102, 104)

Ujrzałam, jak stawało się oziębłe duchowieństwo i zapadała wielka ciemność. Widok rozszerzył się i wtedy zobaczyłam wszędzie wspólnoty katolickie prześladowane, dręczone, uciskane i pozbawione wolności. Widziałam wiele zamkniętych kościołów. Ujrzałam wojny i rozlew krwi. Wszędzie widać było lud dziki, nieuczony, walczący przemocą. To nie trwało długo. Kościół św. Piotra był podkopywany, zgodnie z planem ułożonym przez tajną sektę. W tym samym czasie uszkadzały go burze. (A. III. 103) Widziałam, jak pomoc przyszła w chwili największego niebezpieczeństwa. (A. III. 104)

Źródło: Czas Króla

Opublikowany w Kościół, Objawienia, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , | Komentarzy: 23 »

Spór o Kościół “otwarty”

Posted by Dzieckonmp w dniu 28/03/2010

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Spór o Kościół “otwarty”

Od kilkudziesięciu lat funkcjonuje wyrażenie “Kościół otwarty”. Samo słowo “otwarty” brzmi pozytywnie i mogłoby być akceptowane przez wszystkich ludzi. Cała rzecz w tym, że koła liberalne i masońskie chcą nadać temu słowu inny sens. Dla nas Kościół “otwarty” to Kościół Jezusa Chrystusa, ewangeliczny, dostępny dla każdego człowieka dobrej woli, misyjny, prowadzący pewną drogą do Chrystusa. Tymczasem dla tych, którzy nie odróżniają Kościoła Bożego od towarzystw filantropijnych lub psychoterapeutycznych, “Kościół otwarty” to taki, który zapiera się swego pochodzenia od Chrystusa, wyrzeka się wiary i Ewangelii, tworzy jakąś mieszankę ze wszystkimi innymi wyznaniami, religiami i stowarzyszeniami, idzie na kompromisy z laicyzmem i powątpiewa w Bóstwo Chrystusa, jego Założyciela. O jaką więc otwartość chodzi?

Społeczeństwo otwarte

Idea Kościoła otwartego jest błędną próbą zastosowania do Kościoła katolickiego świeckiej idei “społeczeństwa otwartego”, jaką wypracował dosyć oryginalnie filozof austriacki pochodzenia żydowskiego Karl Raimund Popper (1902-1994), bardzo wpływowy w kulturze euroatlantyckiej. Stając w opozycji do marksizmu, rozwijał naukę o społeczeństwie bez żadnych prawidłowości, bez praw i zasad; życie społeczne i historia same się kształtują, nie da się przewidzieć żadnej przyszłości ludzkiej, obecnie trzeba próbować wszelkich możliwości społecznych, nie zważając na “przestarzałą” moralność, a jedyną stałą zasadą ma być tylko wolność i demokracja. Naukę te podjął na forum praktyczno-politycznym multimiliarder George Soros (ur. 1930), Żyd węgierski żyjący w USA, wielki filantrop ideowy. Utworzył on między innymi w roku 1993 instytucję społeczeństwa otwartego. Postanowił oddziaływać głównie poprzez naukę, a więc przez wspieranie i profilowanie nauk na uniwersytetach. I czyni to dziś w 30 krajach, łącznie z Polską. Stara się też wpływać na Katolicki Uniwersytet Lubelski, co dotychczas było odpierane. W Polsce grupy poddające się jego wpływom zrzeszają się w znanej Fundacji Batorego (bo król Batory był Węgrem) od roku 1988. Z Fundacją współpracowała najściślej Unia Wolności (wpierw Unia Demokratyczna, dziś Partia Demokratyczna). Szczególnym terenem działalności instytucji Sorosa są kraje byłego bloku sowieckiego, gdyż uważa się, że na tych terenach, rozbitych ekonomicznie i duchowo, da się stworzyć nowe społeczeństwo “otwarte”, czyli nadające się do globalizacji po odpowiednim przekształceniu Kościołów, religii i kultur lokalnych. Największą przeszkodą na tej drodze jest Kościół katolicki w Polsce. Stąd te przemyślne i usilne starania, żeby ten Kościół “otworzyć”, czyli poddać go zewnętrznie i wewnętrznie świeckiemu społeczeństwu otwartemu. I w tych celach zdobywani są na różne sposoby ludzie, a także media, publiczne i prywatne. Stąd jednocześnie wściekłość, że nie dają się ani oszukać, ani zniszczyć media Ojców Redemptorystów.

Polscy heroldowie “Kościoła otwartego”

Największymi ośrodkami ideologii “społeczeństwa otwartego” stały się: Wiedeń, Bruksela, Berlin, Paryż, Praga, Frankfurt nad Menem, Madryt, Londyn i Nowy Jork. W ośrodkach tych osłabła żywa i trzeźwa myśl filozoficzna i stały się one podatne na nowe idee eksperymentalne. W Polsce najwięcej szerzycieli idei “otwartości” w odniesieniu do Kościoła grupuje się wokół “Tygodnika Powszechnego”, “Znaku”, “Więzi”, KAI-u, niektórych KiK-ów, “Przeglądu Powszechnego”, “W drodze”, częściowo “Gościa Niedzielnego”, a ponadto należy do nich kilku arcybiskupów, biskupów i prezbiterów, głównie zakonnych. Jeśli chodzi o partie polityczne, za ideologią Kościoła “otwartego” opowiadają się nie tylko “z zewnątrz” politycy postkomunistyczni, socjaldemokratyczni, masońscy i antyklerykalni, ale także “z wewnątrz” liczni politycy liberalizuący: z UW (dziś Partia Demokratyczna), PO (w dużej części), PiS (częściowo). Najbardziej słuszne stanowisko zajmują: LPR, Samoobrona, PSL i prawicowe pomniejsze ugrupowania. Ogólnie idea społeczeństwa otwartego, a więc i Kościoła “otwartego”, wywodzi się z liberalizmu zachodniego, choć u nas liberalizm ma kształty dużo łagodniejsze niż na Zachodzie i często nawiązuje do myśli katolickiej (por. prof. R. Tokarczyk, Współczesne doktryny polityczne, Kraków 2005, s. 104 nn.).

Co ma znaczyć “Kościół otwarty”?

Ideologia Kościoła “otwartego” nie jest ani jednolita, ani spójna, ale ma pewne motywy charakterystyczne, mniej lub więcej związane w pewien bukiet poglądów.

Ogólnie biorąc, Kościół “otwarty” to Kościół liberalizujący, a więc mniej lub więcej odchodzący od swych tradycji, od struktur stałych ku zmiennym, od praw, norm, kanonów, i jak najwięcej przystosowujący się do barw społeczeństwa świeckiego. Ma on “uwolnić” dogmaty, przykazania Boże, liturgię, sakramenty, obrzędy i praktyki. Powinien zmienić ustrój z monarchicznego (papiestwo) i arystokratycznego (biskupi i prezbiterzy) na demokratyczny. Jeżeli chodzi o dogmaty, to powinien zrezygnować oficjalnie przede wszystkim z prymatu, czyli z papiestwa, albo powinien przynajmniej uczynić z Watykanu ośrodek ekumeniczny, taką administrację międzywyznaniową. Jednocześnie i inne dogmaty, jak Trójca Święta, Bóstwo Chrystusa, realna obecność Chrystusa w Eucharystii, łaska przebóstwiająca, nieśmiertelność duszy ludzkiej itd., powinny być pozostawiane do własnego wyboru i gustu. “Są dogmaty – mówi pewien liberał krakowski – które mnie samemu nie służą i mnie nie obchodzą”. Niektórzy chcą łaskawie zostawić kapłanów sakramentalnych, ale bez władzy nauczycielskiej i pasterskiej, a jedynie jako liturgów, choć same normy liturgiczne muszą być stanowione przez świeckich. Największe szanse mają kapłani przystojni i ładnie śpiewający. Cała wszakże władza kościelna musi przejść w ręce świeckich, musi to być “Kościół laików”, oczywiście inteligentów.

Kościół “otwarty” nie może głosić “doktryny jedynie słusznej”, lecz ma się pogodzić z wielością innych religii jako sobie równych (pluralizm), ma przyjąć względność prawd religijnych zamiast absolutności (relatywizm), czyli ma uznać zmienność prawd religijnych w zależności od czasu, miejsca i epoki, oraz ma otworzyć swoje bramy na wpływy wszystkich wyznań, religii i systemów humanistycznych, choćby nawet ateizujących. Będzie to Kościół, który zgodzi się, że zbawia jednakowo każde wyznanie, każdy Kościół, każda religia, każdy prawdziwy humanizm i każdy system duchowo-moralny. Zaratustra, Budda, Muhammad stoją na równi z Chrystusem albo i wyżej – pod względem religiotwórczości.

Dla wielu Kościół jest etycznie “zamknięty” i skostniały, gdy nie godzi się na zabijanie dzieci poczętych, na eutanazję, na środki antykoncepcyjne, stosunki przedmałżeńskie, małżeństwa na próbę, rozwody, “małżeństwa” homoseksualne, adopcję dzieci przez homoseksualistów, różne zboczenia seksualne, swobodę seksualną. Nie jest “otwarty”, kiedy opowiada się za wiernością małżeńską i czystością, za wartością dziewictwa i celibatu, za rodziną, za wielodzietnością, za wychowywaniem w karności i tradycyjnej moralności. Jest wsteczny społecznie, gdy popiera instytucję państwa, ingerencję władzy w życie gospodarcze i socjalne, gdy jest za regulacją rynku, gdy chce być obecny w życiu publicznym i nie ogranicza się wyłącznie do życia prywatnego i osobistego. Jest wsteczny, gdy opowiada się za miłością rodziców, za miłością ojczyzny, narodu, tradycji, języka, historii przodków. W Polsce ponadto jest wsteczny i zamknięty, bo wprowadził religię do szkół publicznych oraz kapelanów do wojska, policji, więzień, szpitali, różnych innych społeczności. W Polsce jest “klerykalny”, zamknięty dla inteligencji, bo jest masowy, robotniczy, ludowy, wiejski, ciemny, rytualistyczny. Nie jest otwarty, bo jest bogaczem, zbiera ofiary na tacę i na budowy, ma dużo ziemi i budynków, słabo został opodatkowany. Gdyby rozdał swoje fortuny i pensje duchownych, to by podniósł ogromnie stopę życiową w kraju.

Kościół ma się pozbyć pewności w wierze i nauce i raczej uczyć mądrego powątpiewania i debatowania. Nie może niczego narzucać autorytatywnie, tylko dyskutować, inspirować, prosić. Nie powinien nikogo upominać ani tym bardziej karać, bo sam jest grzeszny, a oczyści się, gdy będzie ciągle pokutował i wyznawał wszystkie swoje grzechy wobec swoich dzieci i wobec całego świata. Nie będzie paternalistyczny, gdy zacznie święcić kobiety na diakonów, prezbiterów, biskupów, gdy dopuści kobietę do papiestwa. Dyscypliny naukowe Kościoła winny być mniej intelektualistyczne, a bardziej emocjonalne, literackie i kulturotwórcze. Musi się wyrzec raz na zawsze ambicji społecznych i politycznych. Ma ograniczyć swoją działalność do dobroczynności, prowadzenia przytułków, hospicjów, leprozoriów, domów opieki nad starymi, chorymi, uzależnionymi, niepełnosprawnymi i powinien robić to wszystko bez pomocy państwa.

Musi przeminąć epoka grozy religijnej, zakazów i nakazów, nauki o piekle, o karach Bożych i o gniewie Bożym, bo to wszystko stresuje i przynosi skutki odwrotne do zamierzonych. Bóg to jedynie miłosierdzie, im więcej się grzeszy, tym bardziej Bóg okazuje swoje miłosierdzie. Religia dzisiejsza ma wyrastać z osobistej sympatii do Boga jako Partnera. W razie potrzeby ma mieć charakter terapii psychicznej i ubezpieczalni psychologicznej. Najlepszymi członkami Kościoła mieliby być wiecznie poszukujący Boga, wielcy grzesznicy, zabagnieni indywidualnie i grupowo, choć ostatecznie się nawracający. Tylko konwertyta i nawrócony z ciężkich grzechów rozumie chrześcijaństwo i nadaje się na wyższy urząd. W Niemczech często od kandydata na prezbitera żądają, żeby się najpierw dobrze złajdaczył, żeby doznał grzechu aż do dna, to dopiero wtedy zrozumie religię i będzie rozumiał każdego grzesznika w konfesjonale. Ludzie normalni, tzn. tacy, co wierzą bez rozterki i są porządni od dziecka, mieliby mieć najniższą wartość dla życia kościelnego. No, może jeszcze niżej stoją patrioci religijni, czciciele Matki Bożej, odmawiający Różaniec, “obrońcy Kościoła”. Święty Maksymilian, Prymas Stefan Wyszyński, ks. Jerzy Popiełuszko i im podobni to typy nacjonalistyczne, bigoteryjne i antysemickie. Ataki Kościoła na społeczeństwo bez Boga czy na cywilizację śmierci trącą anachronizmem i ciemnotą. W ogóle trzeba zapomnieć o Kościele widzialnym, masowym i obecnym na publicznej scenie państwa i świata (por. S. Krajski, Granice kultury, Szczecinek 2004; prof. Z. Żmigrodzki, Znaki sprzeciwu, Wrocław 2005, s. 73 nn.).

Walka z Radiem Maryja jako symbolem

Ideologia liberalna i “otwartościowa” ciągle dochodzi do głosu w sposób niemal klasyczny w atakach na Radio Maryja i TV TRWAM. Media te są “symbolem” Kościoła zamkniętego w dwóch aspektach: 1. w tzw. fundamentalizmie, czyli w braku uległości wobec ideologii liberalnej, i 2. w katolickiej teologii społeczno-politycznej, która uznaje patriotyzm jako wartość religijno-moralną. Atak na te media, rzekomo za brak otwartości, opiera się stale na dwu tezach: że katolicy nie mają prawa czynnego udziału w życiu politycznym i że we współczesnym świecie Kościół nie powinien się bronić przed atakami na siebie. Tezy te powtarzają ciągle wszyscy zwolennicy Kościoła “otwartego”, tak jakby mieli jakieś instrukcje z jednego źródła.

Na przykład ks. abp Marian Gołębiewski, metropolita wrocławski, w wywiadzie dla “Gazety Wyborczej” (24 marca 2005, s. 7) pisze: “W sporze z Radiem [Maryja] chodzi o koncepcję Kościoła soborowego, ekumenicznego i otwartego, czy raczej propagujemy koncepcje Kościoła jako oblężonej twierdzy”. Autor wypowiedzi uważa, że Radio Maryja ma eklezjologię “oblężonej twierdzy”, czyli powtórzony jest zarzut liberałów, że Kościół się broni, że broni swej tożsamości, doktryny, tradycji, zamiast poddać się duchowi mentalności świeckiej. Z kolei w dziedzinie społeczno-politycznej stawiany jest zarzut, że Radio Maryja “wiąże się ze skrajnymi opcjami politycznymi”, a powinno “misję ewangeliczną pełnić dla wszystkich” (s. 7). I występuje tu znowu populistyczne pomieszanie materii. Jest tu mianowicie założenie, że media katolickie mogą poruszać tylko kwestie religijne, jak za komuny, a nie mogą – nawet katolicy świeccy dzwoniący do Radia lub występujący na antenie – zajmować się sprawami doczesnymi, które powinny być pozostawione raczej niewierzącym. Za “opcje skrajne” uważa się tu – tak jak postkomuniści i Unia Wolności – ugrupowania patriotyczne broniące Polski przed zniewoleniem, rozkradzeniem i zniszczeniem, broniące Ojczyzny i pozycji publicznej Kościoła polskiego. Dla liberałów bowiem nie ma ani ojczyzny, ani obecności Kościoła na forum publicznym. Ale – jak wynika z wypowiedzi – Radio Maryja mogłoby zajmować się i sprawami doczesnymi, gdyby popierało linię Unii Wolności, a także inne partie lewicowe lub obce duchowi polskiemu. Tymczasem trzeba pamiętać, że tamte inne partie mają swoje potężne, nieprawnie zdobyte media, podczas gdy siły patriotyczne mają jedynie Radio Maryja.

“Żadna redakcja katolicka – mówi dalej ksiądz arcybiskup do p. Marcina Przeciszewskiego, znanego z ataków na Kościół polski – nie może się utożsamiać z jedną grupą polityczną (…), wierni mogą angażować się w różnych partiach, pod warunkiem że ich program i działalność nie będą w sprzeczności z doktryną i zasadami moralnymi Kościoła”. Niestety, jest tu znowu pomieszanie materii i wewnętrzna sprzeczność. Do tego prowadzi brak znajomości katolickiej teologii społeczno-politycznej. Redakcja katolicka mianowicie ma obejmować wszystkie partie polityczne, ale… nie wszystkie. No właśnie, bo SLD, SdPl, UP, UW, PO, Nowa Lewica i niektóre inne są wrogie Kościołowi prawowiernemu i nie można mieć żalu, że Radio Maryja ich nie popiera, przynajmniej w całej rozciągłości. Ale to samo Radio Maryja w sferze religijnej obejmuje ewangelizacją wszystkich, ateuszy i liberałów jak najbardziej, ale na swoich falach nie głosi ich poglądów społeczno-politycznych i nie popiera ich programów, wrogich katolickiej nauce społeczno-politycznej.

Na pytanie p. Marcina Przeciszewskiego, dlaczego Episkopat nie zlikwidował jeszcze Radia Maryja, pasterz piastowskiego Wrocławia odpowiedział: “Nie wiem, gdyż nie jest to łatwy problem. Wiemy, jaka jest słuchalność Radia Maryja i jak reagują jego słuchacze” (s. 7). Chyba niesłusznie przypomina mi się Ewangelia: “Bo bali się ludu”.
Podobnie ostatnio ks. abp Henryk Muszyński, również profesor biblistyki, w innym wywiadzie zarzuca Radiu Maryja, że popiera ono tylko “partie katolicko-narodowe” i że “kieruje się nienawiścią” (“Gazeta Wyborcza” 30 IV – l V 2005). Z tego również wynikałoby, że Radio Maryja powinno popierać wszystkie partie liberalne, antyklerykalne i ateizujące, które mają swoje potężne media, wykluczające prawicę, no i że owe partie – w przeciwieństwie do wielu milionów ludzi Radia Maryja – pałają wielką miłością do Polski, do Kościoła, do ludu polskiego. Księża arcybiskupi, Waszego stanowiska nikt z Polaków nie może zrozumieć! Co się z Wami stało?

Otwarcie na judaizm

Na bazie pozytywnego “otwarcia” Kościoła narodziło się, także wśród Polaków, głównie katolików pochodzenia żydowskiego, przypominające pierwsze wieki judeochrześcijaństwo, czyli Kościół związany wieloma więzami z judaizmem. Jest to związanie nie tylko emocjonalne lub towarzysko-kulturowe, lecz także jakieś głębsze, typu religijnego. Niełatwo jest określić w pełni i dokładnie, czym się ono charakteryzuje, tym bardziej że ma różne odmiany. Na przykład w Stanach Zjednoczonych pojawili się Żydzi, którzy uznają Jezusa z Nazaretu jako Chrystusa, czyli jako Mesjasza, ale wcale nie są chrześcijanami. To jest bardzo ciekawy przypadek.

Jakie są cechy naszego judeochrześcijaństwa? Często przyjmuje się tezę, że we współczesnym judaizmie osiąga się zbawienie na równi z Kościołem katolickim. Niektórzy uczą, że chrześcijanie mogą legalnie przechodzić na judaizm. Księgi święte Starego – mówią “Pierwszego” – Testamentu są równe doktrynalnie Nowemu – mówią “Drugiemu” – Testamentowi. Niektórzy, nawet spośród kapłanów katolickich, są skłonni przypisywać natchnienie także wielu częściom Talmudu babilońskiego (z V/VI wieku), pomijają tylko wypowiedzi wrogie chrześcijaństwu. Kahał (Kehal Jahweh) uważa się za Kościół partykularny Kościoła katolickiego, choć trzeba przyznać, że ogół Żydów traktuje katolicyzm jako sektę judaizmu. Przyjmuje się wiele żydowskich świąt, obrzędów, motywów liturgicznych, obyczajów, sposobów życia, szabat, choć większość Żydów zaniedbuje własne tradycje religijne. Uznaje się Ścianę Płaczu (Kotel ha – Maarawi; Jan Paweł II się tam modlił), czyli kawałek dobudowanego przez Heroda zachodniego muru świątyni jerozolimskiej, którą zburzył wódz rzymski Tytus, ale do której to wpierw uczęszczał Jezus Chrystus. Przyjmuje się szeroko kulturę żydowską, sposób życia, mentalność, mądrość. W sumie wszystko to jakby przybliża nas do czasów Jezusa.

Jednym z negatywnych skutków rozwoju judeochrześcijaństwa bywa tylko to, że jego zwolennicy zbyt często innych katolików pomawiają o antysemityzm.

Żądanie samozniesławiania się Kościoła

Zwolennicy fałszywego “otwarcia” Kościoła dążą perfidnie do tego, żeby ludzie Kościoła sami siebie publicznie oskarżali, jak przegrana frakcja w partii bolszewickiej. I to nazywają “oczyszczaniem się” Kościoła. Ma to być rzekomo chrześcijańska spowiedź, a masoni będą tymi, którzy dadzą “rozgrzeszenie”, albo i nie dadzą. Oczywiście, najbardziej chodzi o samozniesławianie się biskupów, prezbiterów zakonników za winy nawet niepopełnione, ot, tak dla samej idei “pokory” Kościoła. Powraca częściowo XIV-wieczna sekta wiklefitów, według których jeśli kapłan popełni coś złego lub wydaje się, że popełnił, to traci władzę kapłańską, musi być pozbawiony stanowiska i rozgłaszać ciągle swoje przewinienie “dla pojednania z wiernymi”. Spowiedzi usznej nie uznawano. Mecenas Tadeusz Szymański słusznie ciągle podnosi, że coś podobnego rozwijają obecnie podstępni wrogowie Kościoła w Polsce. Ogłaszają bez sądu winę po kolei ważniejszych postaci katolickich i żądają, by się do grzechu bezwarunkowo przyznawały, by opuszczały stanowiska i tak “oczyszczały” Kościół przez samozniesławianie. Jest to masoński system niszczenia Kościoła polskiego, podzielany przez niektóre partie polityczne, a także niebacznie popierany przez niektórych duchownych zwolenników “otwartości” Kościoła: Matka ma się najlepiej oczyszczać na forum swojej rodziny, kiedy się publicznie zniesławia albo kiedy ją zniesławiają. Oczywiście jest to perfidia masońska.
Tą drogą siły wrogie, przy części bezkrytycznych duchownych, chcą niszczyć dobre imię Matki Kościoła systematycznie i po kolei. Ostatnio ujawniło się to w sprawie ojca Konrada Hejmy, dominikanina poznańskiego. Choćby nawet był winien świadomej współpracy z wywiadem PRL-u, czego wszakże nie dowiedziono prawnie, to nie należało bez sądu lustracyjnego ogłaszać tego z góry. Jest to bezprawne i niemoralne, choć staje się regułą w stosunku do duchownych. W przypadku bandytów podaje się przed wyrokiem tylko pierwszą literę nazwiska; w przypadku agentów partyjnych lub esbeków lustracja ciągnie się latami, w przypadku duchownych wyrok ogłasza się przed rozprawą, jak było choćby z księdzem prałatem Henrykiem Jankowskim. Winni takiego bezprawia powinni zostać ukarani.

Szczególna wrogość względem Kościoła ujawniła się w tym, że ogłoszono o. Hejmę agentem komunistycznym tuż po śmierci Papieża Polaka. Sugeruje to sępom międzynarodowym, że wraz z polskim Papieżem wdarło się zło do Watykanu. Media światowe podchwyciły, jakoby polski agent miał dostęp do najbardziej tajnych spraw Watykanu i był najbliższym współpracownikiem Papieża. Stąd niektórzy Włosi zaczynają rzucać podejrzenia na licznych Polaków pracujących w Watykanie. Chcą zagłuszyć sławę i chwałę Jana Pawła II. I tak sprawa ojca Hejmy powtarza w jakimś sensie przekręty w sprawie Jedwabnego.

O intencjach ludzi “oczyszczających” Kościół świadczy fakt, że władze IPN, które nie mogą przez lata zlustrować bandytów komunistycznych – choćby tych, co mordowali duchownych polskich, teraz żądają publicznej lustracji biskupów w Polsce, księży, zakonników, kleryków, pracowników instytucji kościelnych, a ogłoszenie wszystkich nazwisk miałoby “oczyścić” Kościół. Jest to perfidia lub bezdenna głupota. Przy tym polskojęzyczne media w Polsce imputują Kościołowi, że agentami było 15 proc. duchownych i że kapłani donosili nawet ze spowiedzi. Wynika z tego, że to raczej duchowieństwo polskie stworzyło nam piekło komunistyczne i krwawo prześladowało nieszczęsnych bolszewików i ich sługi. Właśnie, jest to typowa mentalność bolszewicka. To dla Sowietów każdy duchowny miał być “z urzędu” agentem obcych sił (por. pracę R. Dzwonkowskiego, Z historii Kościoła katolickiego w ZSRS 1917-1991, Ząbki 2005). W sumie jest to bandytyzm propagandowy, a my, Polacy i katolicy, jesteśmy bezradni i prawnie, i politycznie. Oddaliśmy się w niewolę nieodpowiedzialnych i złych ludzi. W zbliżających się wyborach trzeba to wszystko odrobić. Bo kler to dopiero bagno antypolskie, nie zajmujmy się korupcją lewicy.

Wokół “cudu Wojtyłowego”

W ostatnich dniach Papieża Jana Pawła II z radością patrzyliśmy, jak w mediach publicznych ludzie do niedawna oskarżający Go o fundamentalizm i brak otwarcia nagle stali się Jego chwalcami i entuzjastami. Ale szybko z bólem odkryliśmy, że nasze czynniki oficjalne tak mało rozumieją Kościół i nas i ogromny triumf świętej postaci Jana Pawła II wykorzystują znowu w grze wyborczej.

1. W publicznych debatach w czasie owych wielkich chwil stawiano ciągle podstępne pytanie, czy aby Polacy, katolicy polscy, przyjmą i uznają nowego Papieża nie-Polaka. Jest to znowu owo antykatolickie i antypolskie pomówienie, że my, katolicy polscy, jesteśmy zamknięci i nacjonalistyczni, kochamy tylko siebie i swoich, a dopiero kosmopolici, liberałowie i ateiści kochają serdecznie każdego i całą ludzkość. Tymczasem Polacy przyjęli nowego Papieża Benedykta XVI, Niemca, jak najlepiej – jako swojego, nawet lepiej niż sami Niemcy, przynajmniej na początku.

2. W mediach publicznych Jana Pawła II przedstawiono z takim aplauzem, jakby to On był twórcą całego chrześcijaństwa i jakby miał tak wielkie owoce ewangeliczne tylko z racji swoich naturalnych zdolności i przymiotów. Owszem, miał genialne zdolności od Boga, ale w Jego posłudze działał Chrystus przez Urząd św. Piotra i Papież głosił naukę Chrystusa, a ludzie garnęli się do Chrystusa w znaku Papieża i sam Karol Wojtyła był darem Bożym dla Kościoła i dla nas.

3. Mędrcy medialni rozwodzili się nad tym, jak to Jan Paweł II kształtował Kościół polski, podtrzymywał go i wpływał na nasz kraj, na naszą kulturę, na nasze poczucie godności. To jest prawda. Niewątpliwie Jan Paweł II ogromnie na nas wpłynął, pobudził naszą religijność, poruszył całą Polskę, ale była i druga strona, co wyraził kardynał rzymski Camillo Ruini, a mianowicie, że także Polska – jej kultura, nauka, duchowość, szlachetność – ukształtowały wprzód samego Wojtyłę jako człowieka Kościoła powszechnego. I to jest nasza chluba. Kościół polski nie był i nie jest zamknięty, lecz jest otwarty na cały świat, bo jest otwarty na Boga i na człowieka.

4. Podobnie tłumaczono, że młodzież świata polubiła naszego “niepostępowego” Papieża tylko dlatego, że umiał z nią rozmawiać i jej słuchać. Jest w tym ziarno prawdy, ale istotne było to, że był to Następca św. Piotra i że był autentycznym człowiekiem Bożym, a młodzież szuka prawdy w zakłamanym świecie, chce słyszeć słowa Chrystusa, lgnie do prawd ewangelicznych, mądrych, życiodajnych, odważnych, oznajmujących życie wieczne. Spotkania namiestnika Chrystusa z młodzieżą przypominały spotkania Chrystusa z dziećmi, choćby tylko w aspekcie błogosławieństwa. Religijne spotkanie człowieka z człowiekiem jest święte, spotkanie w wierze z dziećmi i młodzieżą ma charakter żywego proroctwa Chrystusowego i otwiera niebo.

5. Papież nie musi być modny ani niemodny, musi być natomiast autentyczny i prawdziwy. I przez to będzie zawsze aktualny, zawsze “otwarty”, zawsze Piotrowy, bowiem zaświadcza najwyższą prawdę o nieskończonej godności człowieka, o jego wspólnocie z Bogiem i o jego wiecznym życiu, co zwiastował Chrystus i czego dowiódł przez swe zmartwychwstanie w swym człowieczeństwie. Prawda i życie Jezusa Zmartwychwstałego to jest nasze najpełniejsze otwarcie na człowieka.

Jak wytłumaczyć spór o “otwartość” Kościoła?

Pojecie otwartości Kościoła należy do niejasnych i nieprecyzyjnych. Jeśli “otwarcie” rozumieć jako chrześcijańską miłość powszechną, serdeczne spotkanie i dialog, jako służbę każdemu człowiekowi i współpracę w tworzeniu dobra religijnego i doczesnego, to nie ma nic bardziej wspaniałego. Jeśli jednak “otwarcie” rozumieć opacznie: jako rewizję swej tożsamości, rezygnację z ważnej części swej nauki, jako nielogiczne pomieszanie prawd objawionych z błędnymi, jako kompromis moralny czy jakieś zwątpienie w Boga, to wówczas “otwartość” jest podważeniem wiary w Boga i człowieka, zdradą Kościoła i drogą do bezsensu.

W dyskusji między katolikami cały problem leży w tym, jak się rozumie istotę Kościoła i jak się ocenia znaczenie jakiegoś elementu czy programu, czemu on właściwie służy: prawdzie czy nieprawdzie, czy Kościół buduje, czy też może burzy. Obawiam się, że liberalni misjonarze “otwarcia” Kościoła, nawet duchowni, mogą popełniać jakiś wielki błąd:

a) albo nie znają eklezjologii, czyli katolickiej nauki o Kościele,

b) albo mając słabą wiarę czy nawet złą wolę, nierozważnie buntują się przeciwko znanej sobie nauce o Kościele,

c) albo wreszcie mylą sferę sakramentalną Kościoła z jego szatą zewnętrzną, zmienną, czysto ludzką, i zamiast proponować ulepszanie szaty ludzkiej, żądają zmian w istotnym rdzeniu sakramentalnym, np. odrzucając prymat, który miałby najbardziej przeszkadzać “otwartości ekumenicznej”.
Słusznie pisze ks. prof. Tomasz Węcławski, że przecież “Nie ma dwóch Kościołów” – ojciec Rydzyk i ks. abp Józef Życiński stanowią ten sam Kościół sakramentalny, Kościół Boży, różnice dotyczą tylko drugorzędnych spraw doczesnych, politycznych, patriotycznych (“Gazeta Wyborcza” 30 IV – l V 2005, s. 32). Różnienie się w takich sprawach może być nawet twórcze. Prawdziwe błędy pojawiają się dopiero tam, gdzie ktoś chce zmieniać istotę sakramentalną Kościoła – gdy chce obrócić Kościół zbawczy w stowarzyszenie doczesne, gdy chce poddać Kościół masonerii lub gdy chce odebrać Kościołowi Bożemu realny wpływ na życie wiernych. Podobnie trzeba absolutnie bronić podstawowych prawd moralnych Kościoła, jak czyni to z ewangelicznym światłem ks. prof. Jerzy Bajda. Bramy prawd wiary i prawd moralności nie mogą ludzie z własnej woli otwierać “szerzej”, bo tą Bramą jest sam Jezus Chrystus.

Opublikowany w Kościół, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: | Komentarzy: 6 »

Skandal w katedrze -ze względu na rabina wyrzucono modlących się na różańcu katolików

Posted by Dzieckonmp w dniu 27/03/2010

Uwaga wstępna. Jeśli jesteś, drogi Czytelniku, regularnym czytelnikiem “Gazety Wyborczej”, zapoznaj się proszę najpierw z Organonem Arystotelesa, wykładającym prawa rozumowania ludzkiego – inaczej mógłbyś bowiem wyczytać tutaj coś, czego wcale nie napisałem, a nadzwyczajna delikatność poruszanego tematu wymaga pewnych subtelnych rozróżnień…

Conférence de Careme a Notre-Dame de Paris to seria kazań wielkopostnych, głoszonych w paryskiej katedrze Notre Dame w niedzielne popołudnia Wielkiego Postu. Są to specyficzne rekolekcje dla całej diecezji Paryskiej, więc ordynariusz stoi przed nie lada wyzwaniem wyznaczenia odpowiedniego kaznodziei, który odpowiednio przygotuje często oddalone od Boga serca do pobożnego obchodzenia świąt Męki Pańskiej. Tradycja tych specyficznych kazań liczy już ponad sto lat.

J.E. kard. Andrzej Vingt-Trois, arcybiskup Paryża

W tym roku, uznał, że najlepszym pomysłem na kazania wielkopostne będzie przedstawienie II Soboru Watykańskiego jako drogowskazu dla naszych czasów. W ten sposób w I niedzielę Męki Pańskiej kazanie do wiernych miał wygłosić rabin.

Fundamentalna różnica, dzieląca katolicyzm od judaizmu, to kwestia Bóstwa Pana Jezusa i uznawanie Go za Mesjasza. Katolik uznaje Chrystusa za Boga, natomiast żyd (czyli wyznawca judaizmu) za bluźniercę, przez co sam bluźni. Judaizm nadal uznaje prawo Mojżeszowe, które wyrokuje, że człowiek, który czyni się równy Bogu, winien jest śmierci. Skoro Chrystus, który dla żyda nie jest Bogiem, mówi o sobie, że Bogiem jest, to wynika z tego jasno, iż powinien umrzeć.

Słowo “katedra” pochodzi od łacińskiego cathedra i znaczy ‘krzesło’, ’siedzenie’. Pierwotnie oznaczało ono tron biskupi, z którego nauczał ordynariusz – stąd i na uniwersytetach znajdują się katedry, czyli miejsca nauczania, wykładania. Katedra katolicka jest więc w diecezji najdoskonalszym miejscem nauczania prawdy i katolickiego Magisterium, co jest nb. najważniejszą misją każdego biskupa. Katedra nie jest więc salą telewizyjną, kasynem ani też synagogą…

Rekolekcje wielkopostne służą przede wszystkim do odpowiedniego przygotowania dusz do przeżywania tajemnic Męki Pańskiej i Jego Zmartwychwstania. Tyczy się to szczególnie liturgicznego okresu Męski Pańskiej, bezpośrednio poprzedzającego Wielkanoc. Są to najważniejsze święta roku liturgicznego, związane z naszym Odkupieniem.

Rabin Rivona Krygiera

Z podanych wyżej założeń jasno wynika, że zaproszenie rabina Rivona Krygiera w ramach rekolekcji wielkopostnych to wielki skandal oraz prowokacja wobec katolików. Zaprasza się bowiem – w ramach przygotowań grzesznych dusz do Wielkiego Piątku i do miejsca nauczania prawdy objawionej – osobę, która neguje Bóstwo Pana Jezusa i która jest przedstawicielem religii, przynajmniej implicite zgadzającej się z wyrokiem śmierci na Nim wykonanym.

Podczas tygodni poprzedzających wspomniane wystąpienie jedynym publicznym głosem sprzeciwu wobec nadciągającego zgorszenia był głos Bractwa Kapłańskiego świętego Piusa X w postaci komunikatu ks. Régisa de Cacquéraya, przełożonego tegoż Bractwa we Francji. W samym dniu haniebnego kazania znaleźli się w diecezji paryskiej katolicy, którzy nie mogli znieść tej obelgi dla czci Pana Jezusa i naszej Matki Kościoła.

Nadeszło piękne, niedzielne popołudnie; zbliżała się godzina 16. Nawa katedry stopniowo napełniała się ludźmi. Wkrótce też pokazali się – tak rzadko widywani we Francji – duchowni w sutannach. Kardynał Vingt-Trois przedstawił porządek wykładów wielkopostnych, gdy jednak głos miał zabrać rabin, w ławce wstał młody człowiek i donośnym głosem wezwał wszystkich wiernych, aby modlitwą różańcową naprawili mającą odbyć się zniewagę, a także aby modlili się o nawrócenie żydów. Na jego apel, pośród paru krzyków kilku osób zgorszonych tą manifestacją katolicyzmu, odpowiedziało około 50 osób różnego wieku, głównie młodych. Odmawiane wolno i mocno Wierzę w Boga odbijało się, powielane echem, o sklepienie wielowiekowej katedry, stając się dla organizatorów oskarżeniem nie do zniesienia. Katolicki protest zamierzano uciszyć muzyką organową, która po chwili wypełniła całą katedrę. Na nic jednak zdała się muzyka, prośby i groźby organizatorów oraz słuchaczy. Modlitwa wraz z muzyką przepełniały katedrę, wobec czego rozległy się okrzyki:

- Dajcie mu mówić, pytania będą później.

- Niszczycie 40 lat naszej pracy.

- Jak będzie trzeba, to ja was sam wyrzucę (wściekły rektor katedry, biegający wokół modlących się jak tłusta, niegroźna mucha).

- Antysemici i faszyści! (stara śpiewka – w grupie modlących było jednak przynajmniej dwóch rodowitych semitów).

- Rabin też wierzy w Bóstwo Chrystusa. On też jest w drodze (z podsłuchanego dialogu).

Widząc, że nic nie zmieni postawy modlących się osób, rabin wraz z paroma współwyznawcami włożyli na głowę jarmułki, po czym kardynał wraz z rabinem udali się do znajdującego się przy katedrze studia telewizyjnego (przemówienie miało być bowiem transmitowane na żywo), skąd w końcu nadano jego tekst, rozpoczęty mocno łamiącym się głosem.

Po 15 minutach status quo (organy, modlitwa, sporadyczne krzyki i absurdalne dialogi modernistów, sapiący rektor) tę nieco surrealistyczną scenę przerwał jakiś cywil, wyciągając… policyjną “blachę”. Szkoda, że nie zrobił tego przed nosem kardynała i rabina, którzy byli inicjatorami tego całego nieporządku! Wobec blaszanego obrotu sprawy i uznając, że ich stanowisko wobec bluźnierstwa zostało już wyrażone wystarczająco dobitnie, modląca grupa postanowiła dokończyć różaniec na zewnątrz katedry, ruszając procesjonalnie nawą główną. Organy umilkły, a to pozwoliło na uroczyste odśpiewanie pieśni ku czci Męki Pańskiej: Vive Jesu, vive sa Croix! (‘Niech żyje Jezus, niech żyje Jego krzyż!’). Podczas tego wyjścia rozdawano jeszcze ulotki, tłumaczące cel modlitwy i protestu. W końcu grupa, w towarzystwie paru policjantów i błyskających fleszami turystów, zmówiła na klęcząco przed katedrą różaniec, po czym się rozeszła.

Ponieważ i w Polsce znajdą się osoby skłonne do oskarżania prawdziwie katolickiej postawy o antysemityzm i faszyzm, podkreślmy zasadniczy fakt, że chciano uciszyć katolików dlatego, iż zamierzali modlić się na różańcu w katolickiej katedrze podczas wielkopostnego przemówienia żydowskiego rabina. Kto myśli logicznie – nieważne, czy katolik, czy żyd – łatwo zrozumie, iż nie było w tym zajściu nienawiści do rabina jako do Żyda ani tym bardziej nawoływania do pogromu! Był to protest wobec zgody na to, by w katolickim miejscu nauczania głoszono bluźnierstwa. Jeśli zaś ktoś nie myśli logicznie, bo zamiast tego czyta pewien dziennik, którego redaktorzy od razu w takim działaniu dopatrzą się dymu krematoriów, no to cóż można rzec? ślepy ślepego prowadzi�

Wróćmy jeszcze do samego przemówienia. Otóż w jego trakcie rabin stale atakował prawdy wiary katolickiej, na koniec zaś zaproponował jedną światową religię opartą na wspólnych wartościach komunikacji międzyludzkiej. Co ciekawe, swoje tezy opierał na… soborowych dekretach, przede wszystkim zaś na Nostra aetate i Lumen gentium! Rabin Krygier powiedział, że od soboru przestano uważać różne pewniki za pewne, a depozyt wiary za coś niezmiennego, zaś sama idea dialogu zakłada konieczność przyznania, że nie posiada się całkowitej prawdy… Innymi słowy zaproszony przez kardynała rabin w ciągu kwadransa wyrzucił na śmietnik całe nauczanie Kościoła dotyczące Objawienia, promując w zamian ogólnoświatową religię. Trzeba jednak przyznać, że robiąc to, wyświadczył katolikom ogromną przysługę. Pokazał im bowiem, w jaki sposób synagoga traktuje dialog międzyreligijny praktykowany przez dziedziców soboru: spokornieliście, gdyż już nie twierdzicie, że macie całkowitą prawdę objawioną. Teraz razem stworzymy jedną światową religię! Dziękujemy ci, rabinie, za prawdziwą interpretację soboru jako zdrady prawdy katolickiej. Przy okazji gorąco pozdrawiamy zwolenników hermeneutyki ciągłości!

Jeszcze jedna, osobista refleksja. Wśród protestujących nie dojrzałem żadnych zwolenników ruchów Ecclesia Dei. Pozwólcie, że Was zapytam: gdzie byliście, gdy kardynał afirmował swoją obecnością bluźnierstwa pod adresem Jezusa Chrystusa w najdostojniejszej francuskiej katedrze? Gdzie byliście wy, którzy tak często plujecie jadem na własnych biskupów, a gdy przyjdzie dać świadectwo wiary wobec wszystkich, chowacie głowy w piasek? Gdzie byliście, uczeni amatorzy łaciny i śpiewu gregoriańskiego, szczycący się na forach swoją wiedzą liturgiczną, a zapominający, że bez prawdziwej wiary liturgia, choćby i trydencka, jest tylko teatrem? Zabrakło was w tę niedzielę i zabraknie was w przyszłości, bo nie odróżniacie wiary od dyplomacji. Obyście nigdy nie pomylili piuski z jarmułką!

Franciszek Malkiewicz

Źródło: bibuła.com

Opublikowany w Kościół, Prześladowanie Chrześcijan, Warto wiedzieć, Z prasy, Świat innymi oczami | Otagowane: , | Komentarzy: 24 »

Czy z godłem Polski jest coś nie tak?

Posted by Dzieckonmp w dniu 27/03/2010

Wszyscy znamy legendę o Lechu, który ujrzawszy białego orła, ze skrzydłami rozpostartymi na czerwonym od zachodzącego słońca niebie, zakochał się w krainie koło Poznania, osiedlił się tam, umieścił orła w herbie i dał tym samym początek państwu polskiemu. Tak wyglądały początki orła białego według bajkopisarzy. Historycy mają jednak nieco inną i, chciałoby się rzec, mniej romantyczną wersję wydarzeń. Sądzą oni, że Polanie prawdopodobnie przejęli emblemat orła (który powszechnie był uważany za symbol potęgi i mocy), od cesarstwa rzymskiego.

Tak czy owak, orzeł towarzyszy Polakom od setek lat. Pojawiał się już na pieczęciach i monetach książąt piastowskich. Jako oficjalny herb państwa polskiego zaczął być używany od 1295 przez Przemysła II, nawiązującego do tradycji piastowskiej sprzed rozbicia dzielnicowego. Historia orła jest niemalże tak przewrotna jak historia samych Polaków. Zmiany, których dokonywano w herbie polskim były różnego rodzaju: niekiedy kosmetyczne, a niekiedy, co wynikało z trudnej sytuacji historycznej, bardziej znaczące, jak na przykład w Wielkim Księstwie Poznańskim, kiedy to po rozbiorach obowiązywał herb złożony z elementów polskiego herbu i emblematu zaborców, co w praktyce oznaczało, że orzeł stał się czarny, choć widniał na tradycyjnej, czerwonej tarczy sercowej .

Dziś, zdawać by się mogło, sytuacja polskiego orła jest stabilna. Jednak ku ogólnemu zaskoczeniu zawiązała się inicjatywa obywatelska, dążąca do zmiany aktualnego godła państwowego. Inicjatywa została podjęta przez Ruch Obrony Rzeczpospolitej „Samorządna Polska”. Jest to ruch skupiający liczne organizacje o charakterze patriotycznym i katolickim. Członkowie “Samorządnej Polski” dążą do przeprowadzenia ogólnokrajowego referendum. Aby zobligować do tego Sejm wniosek Ruchu musi uzyskać poparcie co najmniej 500 tys. obywateli polskich uprawnionych do głosowania.

Według ROR “Samorządna Polska” odpowiednim herbem narodowym był ten, z 1919 roku. Jak podkreślają inicjatorzy przedsięwzięcia, na tym godle jest zachowana odpowiednia symbolika, “wyrażająca tradycję narodową i dziedzictwo przodków”. Chodzi tu przede wszystkim o dwa szczegóły: ówczesny orzeł miał “koronę zamkniętą ośmioma pałąkami – symbol pełnej suwerennej władzy i wolności Polski oraz krzyż na szczycie korony – symbol państwa chrześcijańskiego. Korona zamknięta z krzyżem jest też symbolem doczesnej władzy świeckiej nad narodem katolickim oraz wiecznej władzy Chrystusa nad nim”.

Jednak w 1927 roku zmieniono tamto godło na nowe, obowiązujące do dziś i zaprojektowane przez Zygmunta Kamińskiego. Przez lata oficjalnego funkcjonowania godła narodowego, w czasie PRL usunięto koronę, którą przywrócono w 1990 roku. ROR “Samorządna Polska” dopatruje się jednak w aktualnym godle niewłaściwych elementów. Po pierwsze chodzi o otwartą koronę, co autorzy inicjatywy uważają za symbol państwa zależnego oraz o brak krzyża zwieńczającego koronę – symbol detronizacji Jezusa. Po drugie, problemem są też pięcioramienne gwiazdki na skrzydłach orła. Jak mówi jeden z inicjatorów, zbierających podpisy: “Pięcioramienna gwiazda to pentagram, symbol satanistyczny oraz magiczny. Jest on też kojarzony z masonerią okultystyczną i kabałą żydowską.” Podkreśla on też, że pięcioramienna gwiazda stała się symbolem bolszewików i nie może być wpisana w godło Polski.

Drugi nurt oddziaływań ROR „Samorządna Polska” to inicjatywa obywatelska zmierzająca do nadania tytułu Króla Polski Jezusowi Chrystusowi. W 2006 roku podobny pomysł pojawił się już w Sejmie za sprawą kilkudziesięciu posłów.

Opublikowany w Patriotyzm, Warto wiedzieć | Otagowane: | Komentarzy: 22 »

ABY CHRYSTUS KRÓLOWAŁ…

Posted by Dzieckonmp w dniu 26/03/2010

NIECHCIANY KRÓL

U progu naszej ery, w historii ludzkości zaistniał haniebny wyrok: przychodzącego do ludzi Króla, Boga-Człowieka, odtrącono i skazano na śmierć. Od tamtej chwili codziennie Chrystus jest odtrącany i krzyżowany przez ludzi, a nawet przez całe społeczeństwa. Przyczyną tego jest grzech, w jaki popadają ludzie i narody. Nadzieją napawa fakt, że Jego Mocą, a przy naszym zaangażowaniu serc i woli, możemy zostać wyzwoleni z niewoli grzechu, uznając dobrowolnie panowanie Jego Królestwa Sprawiedliwości, Miłości i Pokoju. Po prawie dwóch tysiącach lat od tamtej chwili, możemy wyznać publicznie sercem szczerym i skruszonym:

Jezu, jesteś Królem! Jezu, jesteś moim Królem! Daj mi poznać wolę Twoją, Panie!

Oto jestem! Tylko przez Ciebie, z Tobą i w Tobie mamy życie wieczne.

MISJA ROZALII

19 września 1901 r. w Jachówce koło Makowa Podhalańskiego urodziła się Rozalia Celakówna. Od dzieciństwa wyróżniała się wielką pobożnością. W r. 1924 udała się do Krakowa, pragnąc wstąpić do klasztoru. Jednakże Boże zamiary względem niej były inne. Po dwumiesięcznym postulacie u Sióstr Klarysek, w sennym widzeniu usłyszała głos:

„Wracaj w tej chwili z tej drogi, bo ona nie jest dla ciebie. Tą drogą nigdzie nie dojdziesz. Dla ciebie jest całkiem inna droga, wyznaczona z woli Bożej.”

Powołanie Rozalii spełniło się na oddziale skórno-wenerycznym Szpitala św. Łazarza w Krakowie przy ul. Kopernika. Pracowała tam jako salowa, a po ukończeniu kursów jako pielęgniarka. Zmarła 13 września 1944 r. Ciało Rozalii spoczywa na Cmentarzu Rakowickim (kwatera XLVIII zach., mogiła 9 – zob. zdjęcie na str. 13).

5 listopada 1996 r. ks. kard. Franciszek Macharski, metropolita krakowski otworzył proces kanonizacyjny Sł. B. Rozalii. W Bazylice Serca Jezusowego przy ul. Kopernika 26 w Krakowie – będącej wotum Narodu Polskiego za odzyskaną niepodległość – każdego 13-go dnia miesiąca o godz. 16.30 odprawiana jest Msza św. w intencji wyniesienia na ołtarze Rozalii.

Jej ostatni kierownik sumienia, ks. Kazi-mierz Dobrzycki, pisał: „Chrystus powołał Rozalię na ukrytą apostołkę osobistego po-świecenia się Jego Najświętszemu Sercu oraz uroczystej Intronizacji, podobnie jak św. Małgorzatę Marię. Wybrał ją za narzędzie, za pośrednictwem którego nie tylko Polska, lecz cały Kościół na kuli ziemskiej, ma się dowiedzieć zarówno o tymże osobistym poświęceniu się, jak i o konieczności Intronizacji we wszystkich narodach.”

W 1938 roku, w widzeniu, Nieznany Mąż mówił do Rozalii: „Za grzechy i zbrodnie popełniane przez ludność na całym świecie ześle Pan Bóg straszne kary. Sprawiedliwość Boża nie może znieść dłużej tych występków. Ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował. Jeżeli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić Intronizację we wszystkich państwach i narodach na całym świecie. Tu i jedynie tu jest ratunek. Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej Miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną. (…) Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu; jeżeli się podporządkuje pod Prawo Boże, pod Prawo Jego Miłości; inaczej, moje dziecko, nic ostoi się. Tylko te państwa nie zginą, które będą oddane Jezusowemu Sercu przez Intronizację, które Go uznają swym Królem i Panem. (…) Trzeba wszystko uczynić, by Intronizacja była przeprowadzona, jest to ostatni wysiłek Miłości Jezusowej na te ostatnie czasy. Intronizacja w Polsce musi być przeprowadzona. Państwa oddane pod panowanie Chrystusa i Jego Boskiemu Sercu dojdą do szczytu potęgi i będzie już Jedna Owczarnia i Jeden Pasterz.”

A w 1939 sam Pan Jezus mówił do Rozalii:

„Nie należy zaniedbywać sprawy przyspieszenia Intronizacji w Polsce. Sam akt ofiarowania Polski przez Intronizację Mojemu Sercu przyniesie zbawienne korzyści, bo przez to bardzo dużo dusz nawróci się szczerze do Pana Boga, poddając się Jego Prawu (…) Jedynie całkowite odrodzenie duchowe i oddanie się pod panowanie Mego Serca, może uratować od całkowitej zagłady nie tylko Polskę, ale i inne narody (…) Cokolwiek cię spotka, ofiaruj to, dziecko, dla wielkiego dzieła Intronizacji w Polsce (…) Wielkie i straszne są grzechy i zbrodnie Polski. Sprawiedliwość Boża chce ukarać ten naród za grzechy, a zwłaszcza za grzechy nieczyste, morderstwa (głów-nie nienarodzonych) i nienawiść. Jest jednak ratunek dla Polski, jeżeli Mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez Intronizację nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym Państwie z Rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów, a całkowitym zwrotem do Boga. (…) Tylko we Mnie jest ratunek dla Polski.”

28 maja 1939 roku, w Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, Rozalia widziała Pana Jezusa w postaci Ecce Homo:

„Popatrz, jaki ból zadają Mi grzechy; te rany są zadane przez grzechy zmysłowe: korona cierniowa za pychę, zarozumiałość, bunt przeciw Bogu; dalej wzgarda i inne grzechy. Nie ma dusz, które by Mnie kochały i pocieszały. Dziecko, Maria Małgorzata dała poznać światu Moje Serce, wy zaś kształtujcie dusze na modłę Mojego Serca. Intronizacja to nie jest tylko formułka zewnętrzna, ale ona ma się odbyć w każdej duszy. W tej sprawie trzeba dużo cierpieć, trzeba całkowicie być ofiarą; tak, będziecie wiele cierpieć dla Intronizacji.”

„Módl się, dziecko, o świętych Kapłanów, którzy by w sercach ludzkich zapalali ogień Mojej Miłości, bym mógł w nich królować wszechwładnie” (2 stycznia 1941 r.).

INTRONIZACJA

Samo pojęcie Intronizacja oznacza wyniesienie kogoś na tron, wyniesienie do godności królewskiej. Ceremonia ta składa się z aktu ustanowienia króla oraz z aktu uznania go przez poddanych. Intronizacja dotyczy także Pana Jezusa. Wyznajemy bowiem, że jest Królem Wszechświata, władcą wszystkich ludzi i narodów, Panem całego stworzenia. Jego władanie jest absolutne: „Dana Mi jest wszelka władza w Niebie i na ziemi” (Mt 28, 18). Jest najwyższym i jedynym władcą: „Król królów i Pan panów” (Ap 19,16).

Jednakże w odniesieniu do Pana Jezusa możemy mówić o Intronizacji w znaczeniu tylko częściowym. Jezus jest Królem niezależnie od woli człowieka – otrzymał bowiem godność królewską od Ojca, Boga Wszech-mogącego, Stworzyciela Nieba i ziemi – jest oczekiwanym Królem, po aramejsku – Mesjaszem, a po grecku – Chrystusem; i człowiek nie jest w stanie nic tu dodać ani ująć. Natomiast od każdego człowieka i od każdego narodu zależy, czy dobrowolnie uzna królewską godność Chrystusa i czy podporządkuje się Jego władzy. Dokonując zatem Intronizacji Jezusa, nie nadajemy Mu godności królewskiej, lecz w wymiarze indywidualnym i zbiorowym (parafia, wioska, miasto, diecezja, naród, państwo) wprowadzamy Go uroczyście jako naszego Pana i Króla na monarszy tron i chcemy być Jego poddanymi. Aby Intronizacja miała pełny wymiar musi odbyć się z udziałem władz kościelnych i świeckich.

Pan Jezus wskazał przez Rozalię, że drogą do Intronizacji jest poświecenie się Jego Sercu przez indywidualne przystąpienie do „Dzieła Osobistego Poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusowemu”, przekazanego nam przez Rozalię Celakównę. Kanonicznie erygował je 17 kwietnia 1946 r. przy kościele akademickim pod wezwaniem św. Anny w Krakowie ks. kard. Adam St. Sapieha – arcybiskup Krakowa. 28 października 1948 r. Dzieło otrzymało błogosławieństwo Stolicy Świętej. W 1950 r. należało do niego około 5 milionów Polaków. Indywidualne przystąpienie do Dzieła sprawia, że człowiek otwiera się na Chrystusa i zaprasza Go do przemiany swego serca Mocą Jego Miłości. Z pism Rozalii oraz analiz jej ostatniego kierownika sumienia wynika, że „Dzieło Osobistego Poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusowemu” jest niczym innym jak tylko Intronizacją w duszy.

„Intronizacja w duszy – jak to odczytujemy w jej pismach – to konieczny warunek i nieodzowna podwalina dla jakiejkolwiek Intronizacji w szerszym zakresie, czy to w rodzinie, zgromadzeniu, stowarzyszeniu, parafii, diecezji czy w narodzie lub państwie. Intronizacja w duszy to logiczna podstawa, bez której wszelka inna Intronizacja z gruntu jest słaba. Jeśli dotąd tego fundamentu nie uwzględniano, np. przed poświęceniem się rodziny czy parafii Sercu Pana Jezusa, to po prostu dlatego, że był niedostrzeżony, chociaż dziś jest jasne, że powinien być z całym zdecydowaniem i najchętniej stosowany.”

MYŚLI Z ENCYKLIK PAPIEŻY I INNE WYPOWIEDZI

Papież Pius XI, Quas primas

„…Niechaj wiec rządcy narodów nie odmawiają oddania Królestwu Chrystusa publicznych oznak czci i posłuszeństwa od samych siebie i od ludów, jeśli pragną bezpieczeństwa swej władzy, wzrostu i pomyślności ojczyzny (…) Dziś, gdy rozkazujemy, by ogół katolików czcił Chrystusa pod imieniem Króla, tym samym uważamy, że podajemy jedno z najskuteczniejszych lekarstw na nasze czasy, a tak-że i na zarazę, która społeczeństwo ludzkie nawiedziła.

Zarazą naszych czasów nazywamy tak zwany laicyzm, wraz z jego błędami i niegodziwymi dążeniami (…) Rozpoczęto od zaprzeczenia panowania Chrystusa nad wszystkimi ludami (…) Powoli zrównano religię Chrystusa z religiami fałszywymi i zniżono ją haniebnie do ich rzędu; następnie poddano ją władzom świeckim i pozostawiono na łaskę i niełaskę książąt i rządów. Dalej jeszcze poszli ci, którzy sądzili, że należy jakąś religię naturalną, jakieś naturalne poruszenie duszy podstawić za religię boską. Nie brakowało państw, które uważały, że mogą się obejść bez Boga, a religia ich polegała na bezbożności i pogardzie Boga. Doprawdy im bardziej pomija się w haniebnym milczeniu Najsłodsze Imię naszego Zbawiciela, czy to w zgromadzeniach międzynarodowych, czy parlamentach, tym głośniej trze-ba je wielbić, rozgłaszając wszędzie prawa Jego Królewskiej godności i władzy (…)

Doroczne Święto Chrystusa Króla, które będziemy teraz obchodzić, nakłoni społeczeństwa, jak to jest pragnieniem wszystkich, do powrotu do najukochańszego Zbawiciela. Przygotowanie i przyspieszenie tego powrotu słowem i czynem byłoby zaiste zadaniem katolików. Wydaje się jednak, że wielu spośród nich nie cieszy się w społeczeństwie ani tym stanowiskiem ani tą powagą, która należałaby się noszącym pochodnie prawdy. Może należy to przypisać powolności i nieśmiałości dobrych, którzy wstrzymują się od walki, a zbyt miękko się przeciwstawiają, przez to przeciwnicy Kościoła muszą nabyć większej zuchwałości i odwagi. Lecz gdy wszyscy wierni powszechnie zrozumieją, że muszą walczyć odważnie i bez ustanku pod chorągwiami Chrystusa Króla, będą się starać z gorliwością apostolską, by przyprowadzić do Boga niewierzących i buntowników i będą się starać, by prawa samego Boga były nienaruszone”.

Papież Pius XI, Miserentissimus Redemptor

„…Gdy jednak w ubiegłym wieku, a także i w naszych czasach podstępne machinacje bezbożnych ludzi doprowadziły do tego, że zaczęto się wyłamywać spod najwyższej władzy Jezusa Chrystusa i wypowiedziano otwartą wojnę Kościołowi wydając prawa oraz ustawy niezgodne z Prawem Boskim i naturalnym, gdy na publicznych zebraniach woła-no: «nie chcemy, żeby On był naszym Królem» (Łk 19,4), wtedy akt poświęcenia stał się jakby jednym głosem wszystkich czcicieli Bożego Serca, ostro występujących w obronie Jego chwały i dochodzących Jego praw, głosem wołającym: Trzeba ażeby Chrystus Królował! (1 Kor 15,25). Przyjdź Królestwo Twoje!”

Papież Pius XII, Summi pontificatus

„…Głównym złem, z powodu którego świat współczesny popadł w duchowe i moralne bankructwo oraz ruinę, jest niegodziwe i zaiste zbrodnicze usiłowanie, by pozbawić Chrys-tusa Jego Królewskiej władzy, a także nieprzyjęcie nadanego przez Chrystusa Prawa Prawdy oraz odrzucenie Prawa Miłości, które jako Boskie tchnienie jest życiodajną treścią i mocą Jego władania. Ratunek i zbawienie dla współ-czesnego człowieka znajduje się tylko w czci Chrystusa jako Króla, w uznaniu uprawnień wynikających z władzy, jaką On sprawuje, oraz w doprowadzeniu do powrotu poszczególnych ludzi i całej ludzkiej społeczności do chrześcijańskiego Prawa Prawdy i Miłości (…) Praca jednak nad rozszerzeniem Królestwa Bożego, dokonywana w każdym wieku w odmienny sposób, przy użyciu różnorodnych środków, pośród zmagań i cierpień, jest obowiązkiem każdego, kto za łaską Bożą został wyzwolony z niewoli szatańskiej i przez Chrzest powołany do Królestwa Bożego (…) W tym, tak ważnym dziś pomocniczym apostolstwie świeckich szczególna rola przypada rodzinie, gdyż duch przenikający rodzinę wywiera największy wpływ na formowanie młodego pokolenia. Jak długo atmosferę rodzinną będzie ogrzewał święty płomień Wiary Chrześcijańskiej i jak długo ojcowie i matki będą wpajać dzieciom tę wiarę i według niej kształtować ich dusze, nasza młodzież będzie na pewno chętnie uznawać Jezusa Chrystusa jako Króla i po męsku przeciwstawi się wszelkim czynnikom, chcącym Zbawiciela wyrzucić ze społeczeństwa i świętokradzko wydrzeć należne Mu uprawnienia…”.

Papież Jan Paweł II, Audiencja generalna 6 grudnia 2000

„…Królestwo jest łaską, miłością Boga do świata, dla nas źródłem spokoju i ufności: «Nie bój się, mała trzódko – mówi Jezus – gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam Królestwo» (Łk 12,32). Lęki, strapienia i koszmary znikną, gdyż Królestwo Boże jest pośród nas w Osobie Jezusa Chrystusa (por. Łk. 17,21). Człowiek nie jest więc biernym świadkiem wkraczania Boga w historię. Jezus zaprasza nas, abyśmy szukali aktywnie Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości oraz uczynili to poszukiwanie naszą podstawową troską (por. Mt 6,33). Osoba ludzka jest więc wezwana, aby – własnymi rękami, umysłem i sercem – współpracować w nadejściu Królestwa Boże-go na świat. Dotyczy to w sposób specjalny tych, którzy są wezwani do apostolatu, i są, jak mówi św. Paweł, «współpracownikami dla Królestwa Bożego» (Kol 4,11), ale dotyczy również każdej osoby ludzkiej (…) Wszyscy sprawiedliwi tej ziemi, również ci, którzy nie znają Chrystusa i Jego Kościoła, i którzy, dzięki działaniu łaski, szukają Boga sercem czystym i szczerym (por. Lumen Gentium, 16). są wezwani do budowania Królestwa Bożego, współpracując z Panem, który jest pierwszym i najważniejszym Sprawcą …”.

Jan Paweł II, Christi fideles laici

„…Z tytułu swej przynależności do Chrystusa, Pana i Króla Wszechświata, świeccy uczestniczą także w Jego urzędzie królewskim i są przez Niego wezwani do służenia Królestwu Bożemu i do jego rozszerzania w dziejach…”

Jan Paweł II, Pola Lednickie, 10 czerwca 2000

„…Jeżeli dziś pragniecie przyjąć Chrys-tusa Króla Wieków za swego Pana, nie możecie zapomnieć o tej Jego stałej i wiecznej obecności. Żyjecie w obecności Chrystusa. Uczyńcie Go Panem każdej chwili. Każdej chwili waszej codzienności. Uczyńcie Go Panem waszej przyszłości…”

Jan Paweł II, Tor Vergata 19 sierpnia 2000

„Mówiąc «tak» Chrystusowi, mówicie «tak» swoim najszlachetniejszym ideałom. Modlę się, aby On królował w waszych sercach oraz w ludzkości nowego wieku i tysiąclecia. Nie lękajcie się Jemu zawierzyć. On was poprowadzi, da wam siłę, byście szli za Nim każdego dnia i w każdej sytuacji…”

Jan Paweł II, List Apostolski Novo millennio ineunte

„….W swojej tajemnicy Boskiej i ludzkiej Chrystus stanowi fundament i centrum historii, jest jej sensem i ostatecznym celem (…). Jego Wcielenie uwieńczone tajemnicą paschalną i darem Ducha Świętego, jest pulsującym sercem czasu, jest tajemniczą godziną, w której Królestwo Boże przybliżyło się. a nawet więcej – zapuściło korzenie w naszej historii niczym ziarno zasiane po to, aby stało się wielkim drzewem. (…) Nie wiemy, jakie wydarzenia przyniesie nam nowe tysiąclecie, ale mamy pewność, że nic nie zdoła wyrwać go z ręki Chrystusa, «Króla królów i Pana panów» (…) Pan Bóg oczekuje od nas konkretnej współ-pracy z Jego łaską, a zatem wzywa nas, byś-my w służbie Jego Królestwu wykorzystywali wszystkie zasoby naszej inteligencji i zdolności działania. (…) Należy zwłaszcza coraz lepiej odkrywać znaczenie powołania właściwego świeckim, którzy jako tacy są wezwani, aby «szukać Królestwa Bożego zajmując się sprawami świeckimi i kierując nimi po myśli Bożej».”

Ks. kard. Stefan Wyszyński, Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego 26 sierpnia 1956 r.

„…Przyrzekamy uczynić wszystko, co leży w naszej mocy, aby Polska była rzeczywistym Królestwem Twoim i Twojego Syna, poddanym całkowicie pod Twoje panowanie, w życiu naszym osobistym, rodzinnym, narodowym i społecznym (…) Przyrzekamy Ci umacniać w rodzinach Królowanie Syna Twego Jezusa Chrystusa”.

Ks. kard. Józef Glemp, homilia na zakończenie II Kongresu Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich, 25 listopada 2000

„…Patrząc na dobrze zorganizowane społeczności demokratyczne widzimy, jak bardzo potrzebne jest dziś Królestwo Pokoju i Miłości. I o takie Królestwo ma walczyć każdy z nas. Takie Królestwo jest polem naszego działania, naszych wysiłków, naszego apostolstwa…”

Ks. kard. Adam Sapieha:

„…Ludzkości potrzeba jedynego, stałego punktu oparcia i powagi. Nie kto inny jeno właśnie my katolicy winniśmy go ludzkości wskazywać, prowadząc ją do nieskończonych skarbów łask i szczęścia, jakie dzięki Chrystusowi – Królowi odnajdujemy w Bogu i Jego Kościele, my a nie kto inny mamy wznieść sztandar Chrystusa – Króla, a wznieść go tak wysoko, by go zobaczyć musiała cała ludzkość i poznać swe obowiązki wobec Chrystusa Króla! W tej służbie Chrystusowi-Królowi, nie zapominajmy o tym, że dwom panom służyć nie można, że kto nie jest z Chrystusem, jest przeciwko Niemu, że nie wolno nam wchodzić w żadne kompromisy ze złem (…) Świadomość, że służymy Chrystusowi-Królowi, winna nam wpoić odwagę, by nie pozwolić się nastraszyć, odwieść od naszych przekonań, po-wstrzymać naszą pracę, zmienić nasze postępowanie (…) Jeśli Chrystus Pan jest Królem, a my Jego sługami i poddanymi, to jako sługom nie wolno nam stać bezczynnie, lecz musimy pracować i walczyć w obronie Jego praw i władzy, musimy pogłębiać w nas samych i szerzyć wokół siebie to Królestwo Niebieskie, które jest jedyną drogą wiodącą do szczęścia pojedynczych osób, rodzin i państw.”

*

W sytuacji, gdy nasza Ojczyzna i naród spychany jest w moralną i gospodarczą prze-paść, gdy zawodzą – lub świadomie zdradzają – prawie wszystkie autorytety, gdy postępuje odczłowieczanie jednostek i całych społeczeństw, skutkiem czego świat doświadczany jest strasznymi plagami; z dziecięcą ufnością zwróćmy się – jako naród – ku Temu, przez którego wszystko się stało, a bez którego nic stać się nie może, i wołajmy słowami modlitwy za Polskę:

Najświętsze Serce Jezusa, w wolnej Ojczyźnie, przyjdź Królestwo Twoje!

Zapanuj duchem swej Sprawiedliwości i Miłości w umysłach i sercach rządzących i rządzonych! Połącz ich ze sobą w jedności i zgodzie.

W najgłębszej czci i dziękczynieniu, w modlitwie błagalnej Polska korzy się przed Tobą. Wskrzesiłeś jej ciało, odrodź ducha, Chryste! Daj Narodowi światło, męstwo, dobrą wolę! Daj zwycięstwo nad złem w duszy jednostek i w duszy zbiorowej.

Nawróć błądzących, spraw, byśmy przejrzeli, przebacz nam, bo tylu z nas nie wie co czyni! Przemów do naszych serc, daj się po-znać, Panie, a wszyscy pójdziemy za Tobą. Przebacz nam, którzy Cię kochać pragniemy, a tak źle Ci służymy! Przebacz niewdzięczność Ojczyźnie Zmartwychwstałej cudem! Pomnij, Panie, żeśmy przeżyli niewolę i nakłoń ucha swego a wysłuchaj!

Polska woła do ciebie w imię niemocy własnej i błaga Miłosierdzia Twego.

Wzbudź Moc swoją, przyjdź, Panie, i Króluj!

Najświętsze Serce Jezusa, w Tobie ufność pokładamy, nie będziemy zawstydzeni na wieki!

Pani nasza Częstochowska, Królowo Korony Polskiej, strzeż Królestwa swego!

Wszyscy Święci i Święte Polskie, módlcie się za nami!

SŁOWA ROZALII CELAKÓWNY DO JEJ OSTATNIEGO KIEROWNIKA SUMIENIA, KS. KAZIMIERZA DOBRZYCKIEGO

„Pan Jezus w szczególny sposób chce być naszym Królem, tego On sobie życzy. Polska musi w sposób wyjątkowy, uroczyście ogłosić Pana Jezusa swym Królem przez Intronizację i wtedy Jezus będzie Jej błogosławił i bronił od nieprzyjaciół. My w ten sposób, choć w małej cząsteczce, okażemy Jemu miłość i wdzięczność. Intronizacja to nie tylko forma aktu ofiarowania się, ale odrodzenie serc, poddanie ich pod słodkie panowanie miłości. (…)

To, że Pan Jezus zlecił przeprowadzenie Intronizacji (…) ja na to mogę tysiąc razy przysięgać. Ojciec musi się o to starać u Jego Eminencji Prymasa Polski, a Pan Jezus nigdy Ojca nie opuści, lecz przeprowadzi Go po-przez najtrudniejsze okoliczności i sprzeciwy nawet, i to w największej mierze przez Duchowieństwo (…) Innym razem, Ojcze, dał mi Pan Jezus poznać, że nikt nie potrafi oprzeć się potędze Jego Miłości, że On sam będzie Mocą, Siłą i Światłem w przeprowadzeniu tego Dzieła. Więc Ojcze, Jezus nie zostawi nas samych, lecz swą przemożną Silą będzie nas wspierał. Opornych powali i zawstydzi, że tak byli ślepymi, upartymi i małej wiary (…)

Pan Jezus dał mi do zrozumienia, że Ty Ojcze, jako Kapłan winieneś się zająć zdobywaniem dusz, które by Jego Boskie Serce wprowadzały na tron do swych wnętrz. Intronizacja wpierw musi być przeprowadzona w każdej duszy z osobna. Bez tej Intronizacji wszelka inna byłaby bez znaczenia. I nie tylko Ty, Ojcze, ale i wszyscy Kapłani, powinni się zająć tą sprawą. Nadto Pan Jezus dał mi do zrozumienia, że Ojcu w tej sprawie pomogą młodzi Kapłani, ale także świeckie osoby, nie tylko niewiasty, lecz i panowie… Naprawdę Pan Jezus będzie Królował w Polsce przez Intronizację… „Co do danych, że Intronizacja ma być przeprowadzona uroczyście, to mogę powiedzieć, że tak widziałam i takie otrzymałam zrozumienie, że tak ma być. Trzeba oddać zewnętrzną cześć Panu Jezusowi, która wiele dusz przez to zwróci do Niego. Czyżby Polska miała się wstydzić Pana Jezusa? Przenigdy!!! (…)

Ojcze, potrzeba nam świętych Kapłanów tak bardzo w dzisiejszych czasach, bo inaczej musi świat zginąć. Mamy dużo świętych Kap-łanów, lecz jeszcze więcej obojętnych, a co gorsze, takich, też wielu, że lepiej by im było nimi nigdy nie być. Ojcze Drogi, ja tego nie mogę przeżyć, tak mi jest żal tych dusz Kapłańskich nie rozumiejących swego powołania i swej wysokiej godności (…) O Jezu, krzyżuj mnie, jak Ci się podoba (…) Chcę cierpieć do skończenia wieków, o ile taka jest Twa Wola, by choć jeden Kapłan świętym został i jedna dusza grzeszna zbliżyła się do Ciebie.”

Źródło: vox domini

Opublikowany w Kościół, Patriotyzm, Warto wiedzieć | Otagowane: , | Komentarzy: 33 »

Tygodnik Powszechny- a błędy teologiczne Ks.Piotra Natanka

Posted by Dzieckonmp w dniu 26/03/2010

Kiedy to w 1995 roku,  z okazji 50 jubileuszu Tygodnika Powszechnego, papież Jan Paweł II uznał za konieczne, a przede wszystkim stosowne, przesłanie Jerzemu Turowiczowi listu, w którym napisał, co następuje:  „(…) Rok 1989 przyniósł w Polsce głębokie zmiany związane z upadkiem systemu komunistycznego. Odzyskanie wolności zbiegło się paradoksalnie ze wzmożonym atakiem sił lewicy laickiej i ugrupowań liberalnych na Kościół, na Episkopat, a także na Papieża. Wyczułem to zwłaszcza w kontekście moich ostatnich odwiedzin w Polsce w roku 1991. Chodziło o to, aby zatrzeć w pamięci społeczeństwa to, czym był Kościół w życiu Narodu na przestrzeni minionych lat. Mnożyły się oskarżenia czy pomówienia o klerykalizm, o rzekomą chęć rządzenia Polską ze strony Kościoła czy też o hamowanie emancypacji politycznej polskiego społeczeństwa. Pan daruje, jeżeli powiem, iż oddziaływanie tych wpływów odczuwało się jakoś także w‘Tygodniku Powszechnym‘. W tym trudnym momencie Kościół w ‘Tygodniku‘ nie znalazł, niestety, takiego wsparcia i obrony, jakiego miał poniekąd oczekiwać: ‘nie czuł się dość miłowany’ – jak kiedyś powiedziałem (…)

Pamiętam dziś, jak czytając ten fragment pomyślałem sobie jedno. Że gdybym ja, jako rzymski katolik, usłyszał coś takiego od mojego Ojca Świętego, to bym sobie albo strzelił w łeb, albo posypał sobie głowę popiołem i udał się na pustynię, albo – i to już w najgorszym przypadku – zamknął się i do końca życia już milczał. I pamiętam też, że Tygodnik Powszechny, nie zdecydował się na żadną z tych trzech rzeczy. Wręcz przeciwnie. Jeszcze bardziej podniósł łeb. I tak, podniesiony hardo, trzyma do dziś.

To są wspomnienia. Reszta, to już zwykła, codzienna obserwacja i wnioski. Tu zwrócę uwagę na trzy rzeczy. Przez pewien czas, przed laty, w Tygodniku Powszechnym czołowym i stałym felietonistą był poeta Jacek Podsiadło. Człowiek nieznany mi zupełnie, gdyby nie to, że niedawno wspomniał o nim w Saloniemój kolega, Free Your Mind. Okazuje się otóż, że ów Jacek Podsiadło opublikował gdzieś wiersz, w którym w sposób jak najbardziej poważny i jednocześnie maksymalnie ordynarny, obraża Jana Pawła II, zwracając się do Niego ‘per pan’, a o księżach informuje, że „wpychają ryj wszędzie”. To jest człowiek, który – jeśli wierzyć wikipedii – był stałym felietonistą Tygodnika Powszechnego przez siedem długich lat, a ostatecznie nawet nie został stamtąd wywalony na zbity pysk, lecz odszedł obrażony.  A zanim odszedł, przez siedem długich lat współredagował religijno-ideowy kształt tego pisma, przeznaczonego, jak wiemy,  dla „pobożnej polskiej inteligencji”.

Kolejne, na co pragnę zwrócić uwagę, jest coś, co znalazłem w najświeższym wydaniu tego pisma. Mianowicie informację o tym, że oto zmarł Edward Schillebeeck, jak pisze autor, „Picasso wśród teologów, jeden z najbardziej kontrowersyjnych teologów [który], krytykowany przez Kongregację Nauki Wiary podkreślał, że wielkość teologa polega nie tylko na umiejętności cierpienia ‘dla’ Kościoła, ale również ‘od’ Kościoła”. Owa entuzjastyczna retoryka ilustrowana jest wywiadem, który autor miał szczęście niedawno z tym ‘wielkim człowiekiem Kościoła’ przeprowadzić. Wywiadu oczywiście nie czytałem, bo nie mam ani możliwości, ani potrzeby, natomiast sprawdziłem sobie w sieci, kim jeszcze, oprócz tego, że „Picassem wśród teologów’, jest śp. Edward Schillebeeck. A więc, jak się okazuje, jest to człowiek, który zredagował coś, co zostało uznane za współczesny Katechizm holenderski, a który to dokument został uznany przez Kościół za tekst heretycki, w którym znalazły się takie błędy jak „brak stwierdzenia, że dusze ludzkie zostały bezpośrednio stworzone przez Boga; nieobecność aniołów; twierdzenie, że grzech pierworodny jest przekazywany nie dziedzicznie, lecz epidemicznie, tzn. jest nabyty przez życie w ludzkiej społeczności; brak potwierdzenia Niepokalanego Poczęcia Maryi; brak stwierdzenia, że Chrystus umarł za grzechy ludzi; brak potwierdzenia rzeczywistej obecności Chrystusa w Eucharystii; podważenie doktrynalnej nieomylności Kościoła itd.” (za Grzegorzem Górnym, Fronda). Oprócz tego, jak podaje wikipedia, Watykan zarzucił owemu „Picassowi” odrzucanie „Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, jako obiektywnej prawdy wiary”.

I ja sobie myślę w ten sposób. Oto człowiek, który, uważając się za człowieka Kościoła, głosi, że z tym Zmartwychwstaniem, to nie do końca jest pewna rzecz. Że może i cały ten katolicyzm, czy może nawet i całe to chrześcijaństwo jest okay, tyle że możliwe że Chrystus jednak nie zmartwychwstał. Czyli, w pewnym bardzo ścisłym sensie, zachowuje się tak jak ktoś, kto uważa, że piłka nożna to świetna zabawa, tyle że nie wiadomo po ciężką cholerę tam jest ta skórzana kula. A Tygodnik Powszechny, „katolickie pismo społeczno-kulturalne” odstawia na jego część fetę, nazywając go „Picassem wśród teologów” – i to w najmniejszym stopniu w formie ironii. A bardzo mądrzy, pełni nowej europejskiej świadomości czytelnicy tego dziwnego pisma, zapewne czytają ten, również zapewne, prowadzony na kolanach wywiad, kiwają mądrze głowami i dumają nad wciąż jeszcze zastraszającą przepaścią, jaka dzieli prawdziwy postępowy Kościół od tego, co oni muszą znosić tu, w tym naszym polskim grajdołku.

Wspominając publiczność, do jakiej kierowany jest Tygodnik Powszechny, dochodzę do samej istoty całego mojego dzisiejszego wpisu, i do faktycznych powodów, dla których ów wpis powstaje. Otóż zdecydowana większość moich znajomych i krewnych, i w ogóle ludzi mi bliskich – to osoby ochrzczone i w większym lub mniejszym stopniu pobożne. Jest jednak też tak, że bardzo znaczna ich część, to nałogowi czytelnicy Tygodnika Powszechnego. Bardzo duża część ludzi, z którymi jestem blisko związany rodzinnie, czy towarzysko, to ludzie, których cotygodniowa lektura obejmuje następujące tytuły: Gazeta Wyborcza, jeśli idzie o pisma codzienne,  Polityka i właśnie Tygodnik Powszechny, jeśli idzie o tygodniki. Wszyscy oni czytają ten Tygodnik, w każdą niedzielę chodzą do kościoła na mszę, i – co wnioskuję z prowadzonych z nimi rozmów – są głęboko przekonani, że: po pierwsze – z tą aborcją i eutanazją sprawa nie jest wcale taka prosta; po drugie – nie stało by się nic złego, gdyby Kościół wreszcie dał sobie spokój z tym całym celibatem; po trzecie wreszcie – najwyższy czas, żeby zlikwidować ten cały hierarchiczny układ w Kościele i na przykład biskupów wybierać w lokalnych wyborach powszechnych. No i jeszcze jedno – papież Jan Paweł II był ogólnie rzecz biorąc w porządku, tyle że (podobnie zresztą jak prymas Wyszyński) zdaje się, że trochę, od czasu do czasu,  tam nam ‘antysemicił’.  Nie wiem, jakie zdanie mają ci moi bliscy na temat tego, co głosił wspomniany wyżej „Picasso wśród teologów”, ale mam bardzo silne podejrzenie, że każdy z nich, ma do jego mysli i niego samego zdecydowanie więcej szacunku niż do myśli i osoby któregokolwiek z polskich biskupów, z wyjątkiem może arcybiskupa Życińskiego i Pieronka.

I oto jest obraz części polskiej tak zwanej „inteligencji katolickiej”. Oto obraz tego, co się na przestrzeni lat wyrodziło z propagandowej działalności ruchu, który jest reprezentowany i dyrygowany przez środowisko Tygodnika Powszechnego. Oto zasługi, jakie dla polskiego Kościoła ma to środowisko. Oto obraz tego, co wyrosło na słowach i czynach sączących się z umysłów ludzi, którzy postanowili gruntownie przemodelować polską tradycję pobożności na kształt dziś najlepiej widoczny w intelektualnej pracy  Edwarda Schillebeecka. I niestety – a to już jest prawdziwe nieszczęście – mamy to co mamy, za zgodą i życzliwym przyzwoleniem polskiego Episkopatu i polskich biskupów. Przez tę zgodę, a moim zdaniem, zaniedbanie biskupów, polski Kościół utracił – prawdopodobnie w sposób nieodwracalny – bardzo dużą część swoich wiernych. A tracąc ich, naraził i ich i siebie, na ryzyko, o którym aż strach wspominać.I o to ja – ktoś kto zawsze z gorącym sercem walczył przeciwko wszelkim przejawom traktowania osób duchownych bez należnego szacunku – z przykrością stwierdzam, że tolerując słowo ‘katolicki’ w nazwie Tygodnika Powszechnego i pozwalając by to coś w tak perfidny sposób mieszało w głowach ludzi wierzących, polscy biskupi zachowują się głupio i nieodpowiedzialnie. I za to zaniedbanie będą musieli kiedyś odpowiedzieć. I to w stopniu o wiele większym, niż choćby za swoją współpracę z komunistyczną bezpieką.

Źródło: toyah.salon24.pl

Opublikowany w Kościół, Patriotyzm, Warto wiedzieć, Z prasy, Świat innymi oczami | Otagowane: , | Komentarzy: 2 »

Orędzie, 25. marca 2010

Posted by Dzieckonmp w dniu 26/03/2010

„Drogie dzieci! Również dziś pragnę was wezwać, byście byli silni w modlitwie nawet w chwili ataku pokus. Chrześcijańskie powołanie przeżywajcie w radości i pokorze, wszystkim dając świadectwo. Jestem z wami i wszystkich was zanoszę przed mego Syna Jezusa, a On wam będzie siłą i wsparciem. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”

Opublikowany w Medziugorje, Orędzia | Zostaw Komentarz »

Ratujmy Mikołaja

Posted by Dzieckonmp w dniu 25/03/2010

Wpis mimo ciszy w oczekiwaniu na orędzie Matki Bożej Królowej Pokoju.

List od Pani Małgorzaty

Zwracam się z wielką prośbą o modlitwę za mojego bardzo ciężko chorego synka Mikołajka który ma 5 lat.

Mikołajek jest moim jedynym dzieckiem. Do 3-roku życia rozwijal się wspaniale, nagle dostal padaczki potem przestał
chodzić z dnia na dzień, teraz już nie mowi traci wzrok, suche fakty mówią o 8-12 lat życia. Żadnego leczenia ,stan synka ciągle ulega pogorszeniu wiem że w Ameryce jest możliwe zatrzymanie choroby jednak brak współpracy lekarzy,
brak kontaktów uniemożliwia wszystko, zbieramy pieniążki jednak to wszystko mało załamuje się , on tak bardzo chce żyć, jak mam unieść tak ogromny krżyż, nigdy się nie buntowałam wszystko znosiłam z pokorą ale on tak bardzo
cierpi a ma być jeszcze gorzej- ma przestać jeść pić. Aby egzystować musi być podłączony do Piga który poda mu pokarm , będą też problemy z oddychaniem końcowy etap respirator i czekanie na Smierć- niech nam ktoś pomoże tak bardzo go kocham.
Zastanawiam się czy byłaby jakaś możliwośc odprawienia mszy u grobu Ojca  Swiętego proszę do mnie napisać ,czekam proszę się modlić za moje dziecko i za mnie bym nie zwątpiła.
Bóg zapłać
Malgorzata Janik
Młynne1 Limanowa 43-651 tel.0183376-248 poniosę wszelkie koszty
pieniężne związane z odprawieniem mszy.

MIKOŁAJ urodził się 26.11.2004 r. Podobnie jak Anetka do trzeciego roku życia rozwijał się normalnie jak każde zdrowe dziecko. Pierwszy atak padaczki  w trakcie którego stracił przytomność  na  około 10 minut zaniepokoił rodziców, tym bardziej, że ataki te zaczęły się powtarzać.
W trakcie badania EEG stwierdzono obecność zmian napadowych, rozpoznano u dziecka padaczkę. Kolejne badania ujawniły torbiel szyszynki, poszerzenie przestrzeni podpajęczynówkowych na sklepistościach półkul mózgu, poszerzenie komory czwartej, wskazujące na zanik móżdżku oraz nieznacznie zmniejszone rozmiary pnia mózgu.  Kolejne badania lekarskie wykazały: nadciśnienie tętnicze, zespół hemolityczno-mocznicowy, zaburzenia rozwoju psychoruchowego.
Ostatnie badania potwierdziły że  choroba Mikołajka, to choroba Battena typ 2 cerulipofuscynoza.
Niestety, w tej chwili już nie porusza się samodzielnie, chodzi tylko podtrzymywany pod pachami,  ma bardzo ograniczone zdolności manualne, mówi tylko pojedyncze słowa. Wymaga stałej opieki przy wszystkich czynnościach życiowych.  Mikołaj przeszedł trzy operacje, był dializowany. Niebawem przejdzie badania w kierunku Ceroidoli potusyntozy ataksji typu drugiego. Jeśli wynik okaże się pozytywny, na dzień dzisiejszy leczenia nie ma, jednak istnieje możliwość przeszczepu komórek macierzystych, który zatrzymuje przebieg choroby i poprawia stan chorego. Obecnie w USA  prowadzone są w tym kierunku badania eksperymentalne.  Niedługo ma być “nabór” dzieci także z Polski. Liczymy, że wśród tych dzieci znajdzie się także Mikołajek.  Wyjazd taki wiąże się z ogromnymi  nakładami pieniężnymi, dlatego rodzice Mikołaja za pośrednictwem Stowarzyszenia Limanowska Akcja Charytatywna proszą wszystkich ludzi “dobrej woli” o pomoc w zbieraniu pieniędzy na wyjazd. Wierzą, że czas i ograniczenia finansowe nie staną się barierą nie do pokonania dla ich synka.

Wszystkim, którzy mogą pomóc w leczeniu i rehabilitacji MIKOŁAJA podajemy numer naszego konta:  53 8804 0000 0000 0021 9718 0001
na który należy dokonywać wpłaty (z dopiskiem „MIKOŁAJ”)


DO DNIA DZISIEJSZEGO (24.03.2010 r.)
NA KONTO MIKOŁAJKA  wpłynęło 3427.76 zł. ZA UZBIERANĄ
DO TEJ PORY KWOTĘ WSZYSTKIM OFIARODAWCOM BARDZO DZIĘKUJEMY

Opublikowany w Apel, Prośba o modlitwę | 1 komentarz »

W oczekiwaniu na orędzie Matki Bożej

Posted by Dzieckonmp w dniu 25/03/2010

25 marca – czwartek  zapraszamy – jeśli to możliwe – aby zapalić świeczkę obok krzyża a pod krzyżem obrazek  Matki Bożej i modlić się na Różańcu  od 17:00 do 18:00 jako wyraz wdzięczności  Bogu i cześć dla Królowej Pokoju za obecność wśród nas. Można powiadomić i zaprosić inne osoby.
Modlimy się,  szczególnie we wszystkich  intencjach Matki Bożej oraz  prosimy o błogosławieństwo Boże i ochronę dla siebie, i swojej rodziny.

Królowo Pokoju prosimy daj temu  światu pokój

Dzieci proszą – ratuj je


Opublikowany w Medziugorje, Prośba o modlitwę | Otagowane: | Zostaw Komentarz »

Ciekawe komentarze z bloga

Posted by Dzieckonmp w dniu 25/03/2010

// J.E.Ks.Kardynał Stanisław Dziwisz.

Z bólem serca przyjęłam komunikat Komisji Kurii Metropolitalnej w Krakowie dotyczący ks.Piotra Natanka. Wzbudził on jednak mój niepokój ,ze względu na fakt,iż nie wymieniono w nim żadnych konkretnych błędów doktrynalnych dostrzeżonych w nauczaniu ks.Piotra,a jedynie poinformowano o występowaniu takowych. Mniemam,iż muszą one być znacznej wagi,skoro nałożony został na ks. zakaz prowadzenia jakiejkolwiek działalności duszpasterskiej,która jest przecież wpisana w powołanie kapłańskie. Ponieważ słowo głoszone przez ks.Piotra Natanka jest mi
znane i droga jest memu sercu idea Intronizacji Chrystusa Króla Polski, toteż chciałabym poznać te błędy o których mówi komunikat Komisji ,by samej nie wpaść w sidła złego i nie ciągnąć za sobą innych (męża,dzieci,rodzinę i przyjaciół). Zdaję sobie sprawę,że Jego Eminencja Ksiądz Arcybiskup jest osobą zajętą i nie ma możliwości czasowych

osobiście odpowiadać na wszystkie listy kierowane do J.E. od licznych wiernych.Będę tym bardziej wdzięczna za odpowiedź,uznając ją jako wyraz troski J.E. o każdą owcę powierzoną Jego pieczy. Słowo kierowane do nas przez drogiego memu sercu ks.Piotra zawsze zwracało moje myśli i serce w kierunku Jezusa i Jego Matki. Było i jest
dla mnie zachętą do życia wiarą w jedności z Kościołem Chrystusowym . Napawa mnie dumą fakt, iż mogę czuć się Jego członkiem ,choć niegodnym tej łaski danej mi z woli Najlepszego Ojca w Niebie. Ks.Piotr przykładem swego życia,ofiarności ,poświęcenia dla innych, troski o zwykłych jak ja ludzi oraz zaangażowaniem w dzieło budowy Królestwa Bożego na Ziemi ,wzbudza mój szacunek i zaufanie. Przyznaję również,że od najmłodszych lat odczuwałam dumę z przynależności do Narodu Polskiego,Narodu bohaterów i chlubnej historii, który Bogurodzica Dziewica obrała jako Swoje Królestwo. Przejawy patriotyzmu u ks. Piotra są tym samym dla mnie oczywiste,bowiem o Matce Ojczyźnie mówi się z należną Jej miłością. A jeśli Maryja Panna okazała nam tę łaskawość i przyjęła nas Polaków pod swe panowanie,to duma z możliwości zaliczenia siebie do grona jej poddanych jest uzasadniona. Jestem pewna,że J.E.
podziela te same uczucia jako syn tej Ziemi i w pełni je akceptuje. Pragnieniem moim jest, by ks.Piotr Natanek mógł nauczać swe owce i służyć ludziom jak mu Duch Święty dyktuje a Kościół pozwala. Jestem zbudowana Jego postawą w obliczu zakazu ogłoszonego przez Komisję, który przyjmuje w duchu posłuszeństwa. Mam nadzieję,że wszelkie zakazy i
nakazy nałożone na ks.Piotra Natanka w związku z Jego działalnością duszpasterską są wynikiem błędu i nie będą trwać długo. Serdecznie proszę J.Eminencjo ks. Kardynale ,byś jako dobry ojciec i pasterz tej owczarni rozeznał sprawę osobiście, i w co wierzę ,na korzyść ks.Piotra , lub by opublikowano oficjalnie ,jakie błędy doktrynalne występują w nauczaniu ks.Natanka ,byśmy mogli je poznać i ich uniknąć. Czas jest dla nas (ludzi) niezwykle istotny,wszak jest
dziełem samego Boga,i nigdy nie wraca. Dlatego jeszcze raz pozwolę sobie prosić Jego Eminencję o interwencję w tej tak przykrej sprawie a tak ważnej dla duchowego rozwoju wielu ludzi . Będę również wdzięczna za poinformowanie nas wiernych o składzie osobowym Komisji której werdykt jest dla nas tak istotny. Nie wynika to z wątpliwości w jej
kompetencje,lecz tylko z faktu,iż łatwiej nam przyjąć werdykt od osób,które firmują go swoim nazwiskiem widniejącym pod dokumentem. Nie wątpię,że oświadczenie Komisji ,które jest mi dostępne ,jest formą niezwykle skróconą, ograniczoną do wniosków , jednak nie mam dostępu do innego,bardziej mnie satysfakcjonującego .

Zapewniam J.E. o posłuszeństwie wobec Kościoła Katolickiego którego Księciem jest J.E. oraz o pamięci modlitewnej . Całą sprawę polecam życzliwej pamięci przed Panem J.Eminencji . Niniejszą prośbę firmuję swoim nazwiskiem,by nie była uznana za anonimową . Tu imię,nazwisko,adres

kardynal@diecezja.krakow.pl

————————————————————————————————————————————–

Józef piotr

// Pod pozycją 34 Baltazar byl łaskaw podeprzeć się okazjonalnym tematycznie artykułem z Tygodnika Powszechnego (TP.) ksywa ….krętnik lub ..downik jak wcześniej ktoś wymienił. Ważne że , rozumiemy o co chodzi.
Baltazar podaje link: http://tygodnik.onet.pl/32,0,43261,2,artykul.html
Zapoznałem się z tym artykułem. I na podstawie tego mogę stwierdzić samodzielnie , a nie z podszeptów panie BALTAZAR!! Że nawet tak antykatolicki TYGODNIK URBANOWY “NIE” w swoim ostatnim wydaniu nie pozwolił sobie na wykazanie tylu podlości wobec sprawy Ks PIOTRA co zrobił TP. Zapoznajcie się sami z artykułem w TP. Zdecydowali sie ci z tego TP pojechać do rodzinnej miejscowości Ks. Piotra i zrobili opis tego co widzieli w stylu starej “komunistycznej” nagonki “na upatrzonego” (wroga ludu?) zaczynając opis od wyglądu tej miejscowości by skończyć na opisie wyglądu wnętrza rodzinnej Chaty i tego co tam było na stole do jedzenia.Czym byli poczęstowani (wg Staropolskiej zasady “czym chata bogata tym rada”).Zrobili też pisemny donos do Kurii o tym że ,Msze są odprawiane i telewizja internetowa działa…..etc.
Tak opisywać mogą tylko świnie !
Pan Baltazar przywołuje “dużurny autorytet moralny” tak zwanego SALONU jakim jest Ks Bp PIERONEK . Robi to w celu podparcia słuszności SANKCJI które będą rosnąć dla niepokornego sługi.
Znam felietony (odplatne, bo przecież nie za darmo )pisywane przez ten AUTORYTET MORALNY wcale nie okazjonalnie lecz zdecydowanie systematycznie do prasy polskojęzycznej jakim jest wydawany na południu Polski codziennik POLSKA -DZIENNIK ZACHODNI .I już ten fakt wystarcza !!
To są autorytetry “salonu” , z grupy skupionej wokół TP. a ich cechą moralną jest ostatnio PROTEST PRZECIWKO ZAARESZTOWANIU PRZEZ WLADZE SZWAJCARII ” POLSKIEGO RERŻYSERA” .
W myśl tych autorytetów MOŻNA A NAWET TRZEBA GWAŁCIĆ 13-0 letnie dziewczynki nawt wtedy kiedy one sobie tego nie życzą!!(Ostatnie zdanie powtarzam slowo w słowo za jednym z kabaretów działających na Polskiej scenie AD 2010)
PANIE Baltazar Nie WOLNO GWAŁCIĆ 13-0 letnich Dziewczynek !! Nawet tym którym pozwala ich wiara i są czlonkami “SALONU”

Pan Baltazar zarzuca mi “nienawistność” i nazwą tą obraża mnie! W odpowiedzi mogę tylko skwitować : Tak nazywają NAS gdy mamy rację zwykli “hucpiarze”.
Pokój niech będzie z Tobą Baltazarze!

—————————————————————————————————————————

Terminator

Ojciec sw.Jan Paweł II Potępia wprowadzanie tzw. szafarzy świeckich, Komunii do ręki i na stojąco, kobiet do służby ołtarza, wyrzucania Pana Jezusa do bocznych ołtarzy itd./Instrukcja Indestimabile donum z 3.IV.1980r./ a Pius XII w encyklice Mediator Dei potepia rozdzielenie ołtarza od Tabernakulum. Jednym z głównych warunków zbawienia się biskupa, kapłana, teologa oraz osoby świeckiej jest ABSOLUTNE posłuszeństwo Papieżowi. Kapłan się zbawi przez posłuszeństwo Papieżowi a nie biskupowi,który się mu sprzeciwia, dotyczy to również osób świeckich. Informacje o nieposłuszeństwie biskupów wzgledem Ojca Św.zamieścił Tygodnik Katolicki NIEDZIELA (10/95 str.9).
Jeszcze nigdy na posłuszenstwo nie kładziono tak wielkiego nacisku niż kiedykolwiek w historii Kościoła, teraz nagle wszyscy powołują się na posłuszeństwo, kiedy to im dogadza. Ludzie powołują się na biskupa, kiedy biskupi sami nie mogą powołac się na Papieża, nie dopuszczając do żadnej krytyki i argumentacji.

————————————————————————————————————————-

Ewa

W niemieckiem kosciele,do ktorego chodze wszyscy przyjmuja Komunie Sw na stojaco i do reki.
Jestem wyjatkiem bo uklekam.
Dodatkowo Komunie udzielaja szafarze rownolegle z ksiedzem.
Wiernych nie jest zbyt duzo,kaplan w zupelnosci by sobie sam poradzil…
Smutne jest to,ze Kaplan w niedlugim czasie odejdzie na emeryture a nie ma zastepcy.
Teraz prowadzi on msze swiete w dwoch kosciolach.
W okresie wakacyjnym zastepuje go ksiadz z Polski.
Wynagrodzenie Kaplana w Niemczech to ok 2300 euro msc,
powolan kaplanskich nie ma,
nawet Papiez Niemiec nie pomogl.
Jak tak dalej bedzie to koscioly pozamykaja.

Po przeczytaniu paszkwili w gazetach na temat Ksiedza Piotra poczulam sie jakbym dostala policzek,
wymierzony reka niesprawiedliwa.
Mnie zabolalo,a jak musialo zabolec Ksiedza Piotra?
Dla mnie jest on obdarzony iskra Boza,
ktora rozpala serca ludzkie Boza miloscia.
Im wiecej slucham jego rekolekcji tym bardziej Trwam przy Nim w modlitwie.
Grzechynia jest juz slawna swoim Kaplanem na caly swiat.
A w Kurii Krakowskiej kadza,dziwne te zapachy dochodza do wiernych,
ach te kadzidla…

——————————————————————————————————————

COX

Będąc jakiś czas temu na rekolekcjach u ks. Stefana Ceberka usłyszałem jak opowiadał on o przypadku swego ojca, który zostałzmuszony do przyjęcia Komunii Św. na stojąco. Według słów ks. Ceberka kapłan udzielający Komunii Św. wymachiwał Panem Jezusem każąc mu wstać. Zgroza!!!

———————————————————————————————————————

Józef piotr

Ciągle tylko Antysemityzm , antysemityzm i antysemityzm . Gdzie on jest? Dlaczego Nas się tak terroryzuje ? Cośmy zawinili Księże KARDYNALE ? Może w tym że my jako Polacy uratowaliśmy od zagłady Tysiące Żydowskich współobywateli? Z narażeniem życia i dobytku..
Już wiem to hasło wyciąga się po to aby dołożyć Polakom , za nic ,w taki sposób aby się nie mogli wytłumaczyć. Używa się pręgierza ANTYSEMITYZMU nie dlatego że”nie lubimy Żydów LECZ DLATEGO ŻE ŻYDZI NAS NIE LUBIĄ” . Taką definicję podaje uczciwy żyd Amerykański ad 2009r.
Więc trzeba zajmować głos!

Ku „roztropności umysłu i opamiętaniu „ polecam i przypominam fakt historyczny wg którego tuż przed upadkiem moralnym Polski i jej zniknięciem z mapy było zaprzedanie obyczajowości i zdrada zasad Chrześcijańskich przez wyższe Duchowieństwo KRK w Polsce. Przykładem kulminacji tej zdrady Narodu był okres rozbiorów . Epoka króla „stasiem” zwanym.. Może to było wzorem przedrewolucyjnej Francji
Dziś gdy widzę na czołowych stronach GAZET fotografowanie się BISKUPÓW i ARCYBISKUPÓW z Rabinami , Buddystami , wpuszczanie do Świątyń Katolickich Czcicieli Ognia celem odprawiania swoich obrzędów i innych excesów stwierdzam że to nic dobrego nie zapowiada.

Ostatnio na czołowej stronie jednej z GAZET (T. P.) .Widzę Ks. Kardynała Dziwisza obejmującego się z Rabinem GALICJI !!(Jakiej Galicji?, w którym wieku my żyjemy ?kiedy to byl rozbiór Polski?) i potępiających coś tam……… z zakresu relacji ze starszymi i mądrzejszymi.
A gdzie zobaczyć można JE. Ks. Kardynala z bezrobotnym ,i bez środków do życia biedakiem np z Krakowa ?

Dla przypomnienia historii nie tak znowu odległej polecam otoczeniu KURII lekturę w postaci książki której autor Henryk Piecuch prowadzi „Spotkania z Fejginem’”
Lub którąś z książek Henryka Pająka .
Kto był Fejgin ? Ano przedstwiciel OKUPANTA który dobijał Polskę po 1944 roku. Ten FEJGIN akurat był wodzem X departamentu UB , tego UB którego trzonem zbrodniczym i oprawcami własnoręcznie katującymi lub mordującymi Polskich Patriotów , Księży , którym udało się ujść z życiem w czasie hitlerowskiej rozprawy z Polakami w noc okupacji .

IN MEMORIAM cztery cytaty z ksiązki H. Piecucha
Jako pierwszy to determinacja w okupacji Polski :

…..„Jeżeli nas zaatakuja –będziemy się bronić. Będziemy się bronić tak, że nasze konie będą się pławić po nozdrza we krwi, i przysięgam wam tutaj, że nie będzie to tylko nasza krew”….

Opowiadanie ofiary okupanta która była w ich rękach: (X departamentu UB)

- „..najpierw położono mnie na żelaznym stole i włączono prąd-zacząłem wić się w konwulsjach. Ocucili mnie zimną wodą. Potem dwóch milicjantow powiesilo mnie nogami do sufitu , a dwóch innych kopalo moją głowę, jak pilkę. Nie wiem co było potem….”

Albo o tym jak KACI byli pracowici :
…….”Przesłuchiwano ,oskarżano ,sądzono bardzo szybko. Nie liczono godzin , dzien i noc produkowano KARY ŚMIERCI . Prezydent nadzwyczaj rzadko ulaskawial. Przed plutony egzekucyjne szli „ wrogowie ludu” , zaplute karły reakcji, twórcy spiskow szpiegowskich w wojsku , szpiedzy , i zwykli kryminaliści …. Wkrótce okazało się że i drużyn nie starcza (wykon wyroki) Załatwiono sp[rawę pojedynczo. Bez zbytecznych cergieli z czytaniem, sprawdzaniem,pytaniem o życzenia i posługi religijne. Wyznaczony brał pistolet , wyprowadzal więżnia z celi, w której odbywal się sąd. Pif , Paf i po wszystkim. !!

Petraktacje Ubeckigo Kata z SĄDEM ;

…..” przychodzi Romkowski( Natan Grinszpan – Kikiel) do sądu i pyta „ na jaki wyrok skazaliście tego łajdaka?…”Na piętnaście lat , jak było uzgodnione wcześniej” – słyszy.
„PRZYKRO mi , ale muszę was prosić o zmianę wyroku. Właśnie rozstrzelano oskarżonego….”

Jasne jest że nie może być mowy o anty ….(tam…. czegos) . Ale dlaczego mam się ściskać z przedstawicielami tych którzy z bezwzględnościa niszczyli moją Ojczyznę Polskę i najlepszych jej synów . Wyzywając wszystkich od bandytów , itp. Niszczac ich pamięć bezczeszcząc zwłoki wapnem niegaszonym dla zatarcia znaków pamięci .

————————————————————————————————————————–

szach

Pozwolę sobie wywołać jeszcze jeden drażliwy temat-lustracja w Kościele Polskim.Ponieważ ,był tu zamieszczony komentarz do decyzji Komisji w sprawie ks.Natanka wyrażony przez ks.Isakowicza Zaleskiego.I tu rodzi się dla mnie kolejny dylemat moralny.Czy my,jako katolicy nie powinniśmy bronić naszych kapłanów,przed nie zawsze uzasadnionymi oskarżeniami o TW? Dlaczego nagłaśnia się przypadki rzekomej współpracy księży z organami bezpieczeństwa państwa ( i tu ks.Isakowicz ma swój niemały udział),a przemilcza udział wyższych rangą prowadzących ich oficerów,sporządzających raporty i zawiadujących tymi służbami na wszystkich szczeblach,nie ma lustracji-żadnej-sprawujących władzę sądowniczą ,naukowców itd.I tu rodzi się we mnie odruch obronny,przeciwko takim działaniom w których widzę rodzaj ataku na KK.
Jednak powstaje tu dylemat następujący. Czy KK nie powinien być dla wszystkich przykładem królestwa sprawiedliwości względem własnych synów? Czy jest moralnie dopuszczalne,by ksiądz,który dzięki niezłomnej postawie wobec nacisków ,poświęcił swoją “karierę” np naukową nie mogąc otrzymać paszportu na wyjazd w celu kształcenia, nie powinien być w wolnej Polsce doceniony,jako WIERNY SYN KOŚCIOłA ?Czy ci,którzy robili kariery i dziś piastują dzięki współpracy ważne funkcje ,nie powinni w imię SPRAWIEDLIWOŚCI być ujawnieni, nie w celu potępienia,lecz przestrogi dla przyszłych pokoleń i czystości tegoż Kościoła (kto w małej rzeczy jest niewierny,i w wielkiej wierny nie będzie).Czy brak lustracji nie jest formą nacisku na tych,którzy z obawy przed ujawnieniem nie będą się kierować prawdą i sprawiedliwością ulegając szantażom ? Czy nie powinniśmy być budowniczymi Królestwa Sprawiedliwości już tu na Ziemi? Lustracja w Kościele byłaby tego przejawem,nawet jeśli wszystkie inne grupy społeczne nie zostały by zlustrowane.Powinna być jednak przeprowadzona, choćby tylko do wiadomości Papieża, biskupów, episkopatu. Uniknęlibyśmy takich niesprawiedliwości,jak w stosunku do ks.biskupa Wielgusa,gdzie KK ulega presji środowisk mu wrogich,szermujących tendencyjnie wybranymi “dokumentami” ,nie mając czasu na rzetelne rozeznanie.Rozdział ten stałby się rozliczony i zamknięty.Brak lustracji daje pole wrogom KK do niszczenia osób dla nich niewygodnych.Zaś niezłomna i bohaterska postawa tysięcy prawdziwie dojrzałych kapłanów,winna być nagłośniona-zwłaszcza,że wielu z nich odbiera już za to nagrodę od Ojca-,jako przykład godny naśladowania i przynajmniej w tym minimalnym stopniu doceniony.Nie można ujawniać tylko złych stron (a z tym mamy do czynienia dziś),bo część prawdy to też kłamstwo. Dobry przykład pociąga bardziej,niż odstrasza kara za zło .
Niestety,nie potrafię rozstrzygnąć tych dylematów. A jakie jest wasze zdanie w tej kwestii?

———————————————————————————————————————

Alicja

Ks. Natanek pokazał mi Chrystusa żywego, wiara moja nabrała sensu, wiem jak ważna jest ofiara Mszy św. modlę się z potrzeby serca a nie z tradycji. Proszę o wyjaśnienie o jakie nieścisłości teologiczne chodzi. Wielu Kapłanów budzi wątpliwości wśród wiernych, Ks. Natanek prosi, aby modlić się za nich i za Kościół Chrystusowy, oraz intronizację Chrystusa Króla.Należy mówić prawdę PRAWDA NAS WYZWOLI. Ks. Popiełuszko zniszczyli komuniści, a Ks. Natanka czarna pantera

——————————————————————————————————–

pustelnik

Kiedys Was zachecalam do sluchania kazan ks Piotra.Nie ktorzy nazywaja go ks Piotr Skarga drugi,tamten nie mial TV internetowej i wsparcia RM .Wrocily mu sily do walki.Prosi o lapanie Aniolow dla Benedykta 16,zeby wiedzial ,ze nie jest sam nastepnie bedzie to wyslane do Watykanu.W dniu Objawien w Medjugorje w Watykanie Papiez spotka sie z duchownymi w sprawie zatwierdzenia Dogmatu Maryji…Objawienia amerykanskie mowia najpierw Dogmat Maryji… a potem Jezus Chrystus Krol,w tej intencji modlmy sie lapmy Anioly.Jutro w Pustelni jest modlitwa za Stanislawa Dziwisza.Szatan juz wyje widac juz jego zblizajacy koniec

Opublikowany w Patriotyzm | Otagowane: | Komentarzy: 19 »

BŁAGALNY LIST O ŻYCIE DO ARCYBISKUPÓW I BISKUPÓW W POLSCE

Posted by Dzieckonmp w dniu 24/03/2010

Polonia amerykańska, a zwłaszcza środowiska polonijne w Chicago, z wielkim bólem śledzą wydarzenia w Polsce, a w szczególności dotyczące Kościoła i wyznawanej przez Naród wiary. O byt naszego Narodu i o jego przyszłość toczy się walka, czy pozostanie wierny swej historii, tradycji i kulturze ukształtowanej przez katolicyzm, czy też upodobni się do zalicyzowanych, cynicznych i zdemoralizowanych społeczeństw państw zachodnich. Sam Pan Bóg przychodzi Polsce z pomocą i wskazuje, jak w tej walce zwyciężyć. Poprzez świętą Rozalię Celak zapewnia, że Polska ocaleje, jeśli uzna Pana Jezusa za swego Króla.

A co wobec tych wyzwań czynią polscy Biskupi?

Nie tylko nie włączają się do walki o przyszły los Polski, tchórzliwie milcząc, a nawet kolaborując z liberałami z Platformy Obywatelskiej oraz Unii Europejskiej, ale pod ich dyktando i pod dyktando światowych organizacji doby globalizmu, gaszą wiarę i odruchy obronne w Narodzie. Jak inaczej można ocenić stanowisko Biskupów polskich przekazane przez bpa St. Budzika wobec Intronizacji Pana Jezusa na Króla Polski? Z tym stanowiskiem mogliśmy się zapoznać w szeregu artykułów drukowanych w tutejszej prasie polonijnej. Jesteśmy zdumieni i oburzeni stwierdzeniami polskich Biskupów nakłaniających polski Naród do Intronizacji Najświętszego Serca Jezusa czy do widzenia Sługi w naszym Bogu i Królu Polski. Z komunikatu Episkopatu Polski wyraźnie widać, że Biskupi polscy nie życzą sobie królowania Pana Jezusa na polskim tronie razem z Jego Matką, Najświętszą Maryją, na szczęście ogłoszoną Królową Polski czterysta lat wcześniej. Nasi Biskupi tym samym nie życzą sobie uratowania Polski dzięki pomocy Bożej z powszechnego upadku duchowego świata. Nie tylko nie pomagają Narodowi dokonać Intronizacji Pana Jezusa na Króla Polski, ale w tej sprawie walczą przeciw Niemu, posługując się niegodnymi metodami i ludźmi. Dowiadujemy się, że kard. St. Dziwisz powierzył jezuitom prowadzenie procesu beatyfikacji Rozalii Celak, ale nie po to, by ten proces skutecznie prowadzili i doprowadzili do ogłoszenia Rozalii świętą przez papieża Benedykta XVI. Proces został powierzony jezuitom po to, by sprytnie i skutecznie, tak, aby się ludzie nie zorientowali, ten proces zlikwidować. Co też skutecznie czynią, okłamując nie tylko naszych Rodaków w Polsce, ale również Polonię amerykańską. Od dłuższego czasu obserwujemy różne sztuczki pewnego jezuity, ks. prof. Wł. Kubika. Niedawno odwiedził Chicago i przedstawiał się jako postulator procesu świętej Rozalii, a nie ma żadnej nominacji na to stanowisko. Bezczelnie kłamał mówiąc, że proces jest teraz prowadzony w Rzymie, a tymczasem dwa lata temu przesłano tylko dokumenty do Rzymu, gdzie ukryto je starannie w kufrach, a proces Rozalii do tej pory nie został tam otwarty. Skoro o. Kubik poczuwa się do odpowiedzialności za wyniesienie Rozalii do grona świętych, to dlaczego nic nie robi, aby przenieść jej zwłoki z cmentarza do sarkofagu Rozalii, stojącego od dwóch lat w Bazylice w Krakowie? Czy ten pusty sarkofag w Bazylice, przed którym zdezorientowani ludzie się modlą, nie woła do nieba o pomstę? Dlaczego jezuici w tejże Bazylice zdjęli ze świętej głowy Pana Jezusa złotą koronę. Kto ich do tego zmusił? Czy to czasem nie Wy, Biskupi polscy? Przecież sługa nie może mieć korony złotej na głowie. Do niszczenia czci Pana Jezusa jako Króla Polski wykorzystujecie jezuitów, gdyż doskonale się do tej roli nadają. Trzech kolejnych prowincjałów jezuickich według źródeł IPN było tajnymi współpracownikami. Szereg jezuitów w Polsce również zostało ujawnionych co do swej agenturalnej przeszłości. Jaki jest aktualny stan jezuitów w Polsce ukazuje w artykule Jezuiccy pluraliści pan prof. Jacek Bartyzel: Nie jesteśmy naiwni i wiemy dobrze, jakiej degrengoladzie uległ na całym świecie przez pół wieku z okładem zakon jezuitów, powstały jako “armia papieża”, lecz od dawna niestety już będący raczej wysuniętą szpicą “antykościoła”. Chcielibyśmy wiedzieć, jaka jest przeszłość ks. prof. Wł. Kubika i co sprawia, że jest tak posłuszny przeciwnikom Pana Jezusa Króla Polski! O. Kubik twierdzi w wywiadzie udzielonym pani Alicji Pożywio i wydrukowanym w Katoliku, że Rozalia nigdy nie mówiła o Intronizacji Jezusa Króla Polski, że jej misja dotyczy Intronizacji Najświętszego Serca. Jak na poziom profesorski takie stwierdzenia są żenujące. Kilkanaście lat wcześniej od otrzymania przez Rozalię przesłań od Pana Jezusa, Biskupi polscy dwukrotnie dokonali ogólnonarodowej Intronizacji Najświętszego Serca. Jaki więc sens miałoby domaganie się kolejnej Intronizacji? W liście do abpa M. Gołębiowskiego kilku profesorów świeckich z Krakowa wykazało szereg miejsc w Pismach Rozalii, w których Pan Jezus domaga się, aby Polska uznała Go Królem w całym tego słowa znaczeniu. Rozalia nie znała się na teologii i w jej czasach nie znano innej formy Intronizacji, jak tylko Intronizacja Najświętszego Serca Jezusa i dlatego używała określeń, które znała. Jednak dokładnie przekazała żądanie Pana Jezusa i Jego warunek, że ocaleją te tylko narody, które Mnie uznają swym Królem. Nie powiedziała, “które uznają Moje Serce”, ale wyraźnie “które Mnie uznają swym Królem”. Rozalia była prostą, mało wykształconą kobietą, ale powołana przez Boga do przekazania światu wielkiej misji. Kościół po to ma teologów i różnych specjalistów, aby odróżnili i odsłonili istotę objawień od tego, co jest uwarunkowaniem kulturowym lub środowiskowym epoki, w której żyła Rozalia. Dzisiaj teologowie i tacy profesorowie jak ks. Kubik zwracają uwagę na sprawy drugorzędne i łapią Rozalię za słowa, aby tylko ukryć istotę jej przekazu. Czy może być większa przewrotność jak takie podejście do Bożych spraw najwyższej wagi? Przeczytaliśmy Komunikat Episkopatu Polski z wielkim zgorszeniem. Wynika z niego, że Biskupi otaczają czcią obraz Jezusa Sługi, a niszczą chwałę Jezusa Króla Polski. Jak pisał ks. Piotr Natanek, lżej będzie Herodowi niż Wam, Biskupi polscy, na sądzie Bożym, bo tamten rozpoznał w Dzieciątku Króla, a Wy w Królu widzicie sługę. Pan Jezus powiedział do szatana: “Bogu samemu służyć będziesz”. Według stanowiska Episkopatu Polski oddawanie Polski w ręce Boga jest niewłaściwe, niepotrzebne i niezgodne z myślą Biskupów. Komu w takim razie służycie? Przeraża nas, polskich patriotów, tak bardzo skrzywdzonych, bo wypędzonych siłą w stanie wojennym z Polski, to odżegnywanie się Wasze, Biskupi Polscy, od spraw politycznych. O co walczyła Solidarność, o co walczył męczennik ks. Jerzy Popiełuszko, aby Polską rządzili wrogowie krzyża? Od Episkopatu Polski domagamy się sprostowania twierdzeń zawartych w Komunikacie oraz podjęcia zdecydowanych działań w celu doprowadzenia do Intronizacji Jezusa Króla w Polsce. Domagamy się również uczciwych informacji o stanie procesu świętej Rozalii Celak i wyznaczenia kompetentnych osób do jego prowadzenia. Ïyjemy w czasach bardzo trudnych, w społeczeństwie, które coraz bardziej pogrąża się w mrokach pogaństwa. Nie możemy pogodzić się z myślą, że ten sam los może spotkać naszą umiłowaną Ojczyznę. Komu i w jakim celu służy likwidacja Mszy Rezurekcyjnej z niedzieli rano w Wielkanoc, którą przeniesiono na sobotę wieczór? Czyżby Chrystus zmartwychwstał dnia drugiego? Szkoda, iż tak myśli ordynariusz diecezji tarnowskiej bp Wiktor Skworc. Szkoda, iż może z tej przyczyny pożegnał się z tym światem wisząc w pokoju na własnej stulle proboszcz w Nowym Sączu ks. dr Waldemar Durda. Czyżby inni ordynariusze także brali przykład z biskupa Skworca? Dlatego prosimy o wybaczenie nam tych stanowczych i gorzkich zwrotów, ale sprawa dotyczy życia lub śmierci naszego Narodu i nie czas na grzeczności. W tej sprawie, o łaskę dobrych decyzji dla Episkopatu Polski modlimy się za wstawiennictwem Sługi Bożego kard. St. Wyszyńskiego, którego proces beatyfikacyjny w ciszy rozpoczęto w 1989 roku. oraz polskich świętych.

Źródło: http://www.odbudowa.com/ (Kurier Chicago)

WYDRUKUJ, PODPISZ I WYŚLIJ DO WYBRANYCH BISKUPÓW
ADRESY PODAJEMY PONIŻEJ
MOŻNA SKOPIOWAĆ I WYSŁAĆ E-MAILEM
Se­kre­ta­riat Kon­fe­ren­cji E­pi­sko­pa­tu Pol­ski  Skwer Ks.

Opublikowany w Apel, Kościół, Patriotyzm, Z prasy, Świat innymi oczami | Otagowane: , | Komentarzy: 6 »

Kapłan wobec ofensywy ideologii neomarksizmu i postmodernizmu we współczesnym świecie

Posted by Dzieckonmp w dniu 24/03/2010

Kapłani Chrystusowi, a zwłaszcza ci electi electorum, jakimi są księża profesorowie, mają obowiązek prowadzić ten błądzący i cierpiący lud od beznadziejności fałszywych ideologii i ich kultów oraz od konsumpcyjnego, horyzontalnego tylko widzenia świata – ku niewzruszonej Bożej nadziei na autentyczne, nieutracalne szczęście, za którym tęskni każde ludzkie serce.

Kluczowym tematem ewangelicznego nauczania Kościoła powinno być orędzie o nadejściu Królestwa Bożego, którego proklamacją było Zmartwychwstanie Jezusa.

JE ks

JE ks. bp Stanisław Wielgus – ordynariusz płocki

Kapłan wobec ofensywy ideologii neomarksizmu i postmodernizmu

we współczesnym świecie

Konferencja wygłoszona do księży profesorów

Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie

Jako ludzie żyjący od lat życiem Kościoła i tak bardzo zintegrowani z kapłańskim posłannictwem, odnotowujący przy tym wszelkie – pozytywne i negatywne – zjawiska w życiu religijnym współczesnego człowieka, dostrzegamy niezwykle dynamiczne zmiany natury ideowej zwłaszcza młodych pokoleń, w tym także młodzieży seminaryjnej, z którą od lat pracujemy jako profesorowie i wychowawcy. Jest, moim zdaniem, wiele przyczyn tych zmian.

Przyspieszony, dokonujący się w postępie geometrycznym rozwój nauki i technologii powoduje między innymi zmianę obrazu świata w mentalności współczesnego człowieka. Niegdyś był to obraz niezmienny. Wszystko wydawało się ludziom trwałe, nienaruszalne, takie samo przez całe lata, a nawet wieki. W ostatnich wiekach, dzięki lawinowo następującym odkryciom naukowym w różnych dziedzinach wiedzy – zwłaszcza w naukach matematyczno-przyrodniczych, medycznych i technicznych, ustalenia naukowe – zarówno dotyczące makrokosmosu, jak i mikrokosmosu – poddawane są ciągłej, niekończącej się rewizji. Pociąga to za sobą ustawiczne zmiany cywilizacyjne i kulturowe w zakresie życia codziennego. Zmiany te są przy tym coraz szybsze i coraz głębsze. Wystarczy przywołać w tym względzie wpływ na życie współczesnego człowieka rewolucji elektronicznej i informatycznej, która dokonała się tak niedawno i jeszcze trwa, by nie mieć co do tego większych wątpliwości.

W konsekwencji tych ustawicznych zmian w świadomości współczesnych społeczeństw coraz powszechniej utrwala się przekonanie, że także prawdy wiary i zasady moralne należy traktować jako rzeczywistość podlegającą heraklitejskiemu prawu zmienności. Nie tylko zmieniający się pod wpływem odkryć naukowych obraz świata wpływa na to zjawisko.

Ogromny wpływ na dynamiczne i relatywistyczne traktowanie rzeczywistości religijnej miały i mają określone – oświeceniowej zwłaszcza proweniencji – filozofie i ideologie. W naszych czasach taki wpływ na świadomość milionów ludzi ma ideologia materialistycznego neomarksizmu, kwestionująca konsekwentnie jakikolwiek transcendentny wymiar rzeczywistości; odrzucająca istnienie Boga oraz świata ducha, a człowieka sprowadzająca do jednego z gatunków zwierząt istotnie nieróżniącego się od innych. Pod wpływem neomarksizmu – który rozwija się dynamicznie, przybierając różne nazwy, w tym nazwę “Nowej Lewicy”, od drugiej zwłaszcza połowy XX wieku, znajdują się w licznych krajach zachodnich szczególnie, ale także i u nas, ważne ośrodki polityczne, dominujące na rynku media oraz co należy szczególnie podkreślić, środowiska uczelniane, zwłaszcza z obszaru filozofii, politologii, socjologii, pedagogiki czy psychologii.

Drugą ideologią, wpływającą w sposób jeszcze bardziej skuteczny na zmianę obrazu Boga, religii i Kościoła w świadomości wielu współczesnych ludzi, jest postmodernizm, który głosi agnostycyzm i relatywizm, i to zarówno w sferze moralności, z której eliminuje pojęcie grzechu oraz różnicę między dobrem i złem, jak i w sferze poznawczej – głosząc, że niezmienna i obiektywna prawda nie istnieje, a także w sferze religijnej, kiedy stawia znak równania między wszystkimi religiami, sektami i wierzeniami. Postmodernizm odrzuca jakiekolwiek stałe zasady moralne, jakąkolwiek etykę kodeksową i jakiekolwiek zakazy czy nakazy moralne. Zgadza się na religię, ale taką, która byłaby elementem światopoglądu konsumpcyjnego, to znaczy pełniłaby funkcje terapeutyczne, podejmowałaby działania charytatywne i dawałaby ludziom potrzebne im przeżycia, a zwłaszcza poczucie bezpieczeństwa; która funkcjonowałaby wyłącznie w horyzontalnym, doczesnym wymiarze życia ludzkiego, i która nie miałaby wymiaru wertykalnego, skierowanego ku Bogu i objawionemu przez Niego prawu moralnemu. Jeśli Bóg istnieje, to po to, mówią postmoderniści, aby służyć człowiekowi. W tym ujęciu to nie człowiek ma służyć Bogu, lecz Bóg człowiekowi, dając mu poczucie bezpieczeństwa i akceptując jego wolność do wszystkiego i od wszystkiego. Religia w postmodernistycznym ujęciu ma dostarczać radosnych przeżyć. Ma być źródłem przyjemności i zabawy dla człowieka ze współczesnego społeczeństwa nastawionego wyłącznie na zabawę, mocne przeżycia, seks i zakupy. Religia powinna bawić, pocieszać i uzdrawiać. Jeśli natomiast stawia jakiekolwiek wymagania, jeśli domaga się opanowania swoich instynktów, ofiarności, służby i wyrzeczenia – należy ją odrzucić jako fałszywą. Kościół w postmodernizmie traci swój autorytet w kwestiach moralnych, ponieważ jego zdanie traktowane jest jako głos niewiele znaczącej politycznie, ekonomicznie i medialnie społeczności. Przestaje być sumieniem społeczeństwa. W takim postmodernistycznym ujęciu traci także autorytet w kwestiach religijnych odnoszących się do prawdziwości i integralności nauczania wiary. Wielu ludzi ulegających tym bardzo lansowanym przez niezliczone media i ich autorytety wpływom mówi dziś wyraźnie: religia – tak, ale Kościół z jego integralnym depozytem – nie. Odczuwając potrzebę religii, ludzie ci popadają w najdziwniejsze kulty i sekty. Ulegają najbardziej irracjonalnym wpływom. Odrzucając wiarę w prawdziwego Boga, zaczynają wierzyć w byle co. Rynek odpowiada na zamówienie. Księgarnie, media i najrozmaitsze kluby pełne są ezoterycznych, irracjonalnych wydawnictw i treści. Pojawia się nowa postać bliżej nieokreślonej religii, będącej zlepkiem z odłamków najróżniejszych wierzeń, magii, astrologii, parapsychologii, spirytyzmu itd., a przy tym ostrej, bezwzględnej krytyki Kościoła katolickiego, któremu – gdy konsekwentnie broni obiektywnej prawdy, rozumu i niezafałszowanej wiary – zarzuca się fanatyzm i nienawiść. Modelową religią tego typu jest oparty na astrologicznych, całkowicie irracjonalnych dywagacjach, New Age ze swoim majaczeniem o przechodzeniu ludzkości z pełnej nienawiści i wojen chrześcijańskiej “epoki Ryb” w pochrześcijańską, ogarniętą wiecznym pokojem i miłością “epokę Wodnika”. Te mrzonki nie są zresztą czymś nowym. Mają swoje zakorzenienie w pradawnych mitach o utraconym “złotym wieku”, a w sposób szczególnie jednoznaczny wyraziły się w wizjach dwunastowiecznego autora Joachima de Fiore (rozróżniającego trzy epoki w historii ludzkości: Ojca, Syna i epokę wiecznego pokoju Ducha Świętego, rozpoczynającą się jakoby w jego czasach). Zatem nie jest to żaden “New Age”, lecz “Old Age”. Te i inne elementy postmodernistycznej ideologii trafiają dziś do wielu współczesnych ludzi, nierzadko katolików, powodując istotne zmiany w ich rozumieniu religii Chrystusowej. Z tej ideologii rodzi się między innymi nieintegralne traktowanie wiary katolickiej, co wyraża się w słyszanych przez nas nieraz sformułowaniach: Jestem katolikiem, ale nie odpowiada mi ta i ta prawda wiary, albo to i tamto przykazanie itd. Skoro wszystko się zmienia – myślą tacy ludzie – to zmianom musi podlegać także depozyt wiary katolickiej, a zwłaszcza obraz Boga, a także obraz religii, Kościoła, człowieka, prawa moralnego itd. Z takiej postawy zrodził się niebezpieczny dziś, fałszywie rozumiany pluralizm teologiczny, stawiający znak równania między wszelkimi religiami, a także pluralizm etyczny, eliminujący pojęcie obiektywnego dobra moralnego, zła i różnicy między nimi.

Współczesny angielski poeta Steave Turner w swoim pełnym ironii wierszu zatytułowanym “Credo” tak przedstawia światopogląd współczesnego zachodniego, poddanego ideologii postmodernizmu człowieka:

Wierzy tylko w to, że Jezus był dobrym człowiekiem, podobnie jak Budda, Mahomet i my sami.

Wierzy, że był niezłym kaznodzieją, choć nie uważa, żeby wszystkie jego morały były dobre i potrzebne.

Wierzy, że wszystkie religie są w zasadzie takie same, ponieważ wszystkie wierzą w miłość i dobroć, a różnią się jedynie takimi drobiazgami, jak: stworzenie świata, grzech, niebo, piekło, Bóg i zbawienie.

Wierzy w to, że po śmierci jest tylko nicość, a jeśliby tam jednak coś było, to bez wątpienia będzie to niebo dla wszystkich; no, może z wyjątkiem Hitlera, Stalina i Dżyngis–chana.

Wierzy w seks przed małżeństwem, w czasie małżeństwa i po nim.

Wierzy, że cudzołóstwo to frajda.

Wierzy, że “seks inaczej” też.

Wierzy, że tabu jest tabu.

Wierzy, że wszystko idzie ku lepszemu. Wbrew temu, na co wskazują dowody.

Wierzy, że coś jednak jest w horoskopach, w UFO i w wygiętych na odległość przez medium łyżeczkach.

Wierzy w końcu głęboko w to, że nie ma żadnej prawdy absolutnej – z wyjątkiem prawdy, że nie ma absolutnej prawdy.

Całe to szczególne credo głoszone jest dziś powszechnie przez tzw. poprawność polityczną wyrosłą z postmodernizmu, a bezpośrednio z amerykańskiego pragmatyzmu i darwinizmu socjologicznego, na którą niedawno tak ostentacyjnie powoływał się redaktor naczelny pewnej znanej gazety, gdy składał zeznania w sprawie Rywina i oburzyło go wyrażenie “pedał” wypowiedziane przez pewną posłankę. “Poprawność polityczna” zrodziła się w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych. Autorem tego określenia, zresztą nieadekwatnego językowo, był amerykański językoznawca i antropolog Franz Boas, słynny obrońca Indian. Ze słusznego protestu wobec niesprawiedliwości, political correctness przekształciła się (odchodząc od prawa naturalnego, Dekalogu i rozumu) w demagogiczną ideologię, zawzięcie ścigającą i wszelkimi sposobami atakującą rzekomych wrogów wolności i równości, w tym na pierwszym miejscu Kościół katolicki. Jak powiada w swojej znakomitej książce pt. “Umysł zamknięty” wybitny filozof amerykański Allan Bloom, political correctness – która ma, według zamierzeń lewicowych liberałów, zastąpić etos chrześcijański – jako swój główny, nienaruszalny dogmat głosi relatywistyczną tezę o względności prawdy. Głosi ją jako wymóg moralny, od którego spełnienia zależy wolność społeczeństw. Jeśli ktoś oświadcza, że wierzy w prawdę niezmienną, absolutną – automatycznie jest publicznie napiętnowany jako zwolennik nietolerancji, fanatyzmu, fundamentalizmu, zabobonu itp.; jako ktoś, kto podżega do nienawiści, wojny, ksenofobii. Wyznawcy poprawności politycznej wyrażają przekonanie, że bez relatywizmu nie można zbudować popperowskiego otwartego społeczeństwa, które ich zdaniem stanowi najdoskonalszy model życia społecznego i politycznego. Nic dziwnego, że za największe zagrożenie dla otwartego społeczeństwa sterowanego przez liberalną demokrację uważają zwolenników prawdy absolutnej. Wychowani na antychrześcijańskiej filozofii oświeceniowej marksistowscy bądź marksizujący lewicowi intelektualiści, artyści, nauczyciele, dziennikarze, politycy od pięćdziesięciu lat wmawiają ludzkości, że jak wykazuje historia, w przeszłości świat był szalony, ponieważ żyli na nim ludzie, którzy uważali, że znają prawdę obiektywną i niezmienną. Ich przekonania prowadziły do wojen, prześladowań, niewolnictwa, ksenofobii, antysemityzmu, rasizmu, szowinizmu itd. Zatem, aby pozbyć się tego “zarzewia zła”, należy przestać się spierać o to, kto ma rację, jaka jest prawda, i przyjąć za pewnik, że nikt nie ma racji poza tymi, którzy głoszą, że racji nikt nie ma. Stąd teza, że wszystkie kultury są jednakowo wartościowe, podobnie wszystkie obyczaje, zachowania itp. W zakłopotanie wprawia głoszących taką tezę ludzi pytanie: Czy tyle samo wart jest obyczaj palenia żywcem wdów wraz z ich zmarłymi mężami, co obyczaj udzielania im opieki i ochrony?

Tak zwana liberalna edukacja, prowadzona w Ameryce i w Europie Zachodniej przez szkoły, uczelnie, media i inne siły, ma na celu jedno: wyrobienie w ludziach cnoty otwartości na wszystko oraz skuteczne zniszczenie modelu człowieka racjonalnego, odróżniającego dobro od zła i prawdę od fałszu, przedsiębiorczego, uczciwego, oddanego własnej rodzinie, kochającego swój kraj – przez eliminację wartości: narodowych, rodzinnych, rasowych, klasowych, religijnych, kulturowych, w tym wszelkich wartości osadzonych w ludzkiej naturze. Liberalna edukacja nie przyjmuje żadnego niekwestionowanego zespołu przekonań uchodzących za naturalne dla wszystkich ludzi. Jak kosz na śmieci jest za to otwarta na wszystkie style życia, ideologie i ludzkie zachowania. Jest to realizacja istniejącego od samego początku w myśli liberalnej pędu ku niczym nieograniczonej wolności, by żyć, jak się komu podoba. Piewcy tego poglądu formułują go jednoznacznie. Izajasz Berlin twierdzi, że najgroźniejsze dla wolności są wartości moralne, bo zawężają możliwości człowieka. Zmarły niedawno John Rawls domaga się, aby w życiu społecznym zapanował w sposób bezwzględny priorytet wolności, traktowany jako imperatyw, który musi być realizowany aż do osiągnięcia celu.

Taką nieograniczoną wolność można osiągnąć jedynie wtedy, gdy nie istnieją żadne pewniki: ani religijne, ani moralne, ani filozoficzne, ani żadne inne. Dlatego z takim uporem i nakładem wszelkich środków liberalna edukacja podejmuje najróżniejsze działania, aby wmówić ludziom, że nie są w stanie wiedzieć, czym jest dobro i czym jest prawda; aby ich przekonać, że nie ma żadnych absolutów. Absolutna jest tylko wolność. Dla osiągnięcia swojego celu, tzn. dla wyeliminowania tzw. przesądów blokujących ludzką wolność, liberałowie wykorzystują nauki społeczne, historię, filozofię i inne dziedziny wiedzy. Na przykład antropologia w ich ujęciu nie ma na celu przekazania studentom wiedzy na temat kultur z określonych miejsc i epok, lecz uświadomienie im, że ich preferencje, tj. wyższość jednej kultury nad drugą, były przypadkowym wytworem miejsca i czasu. Jak pisał John Rawls, żaden naród i żadna jednostka nie może się uważać za wyżej rozwiniętą od innych. W konsekwencji światowej sławy uczony czy artysta nie może być uważany za wybitniejszego od osobnika, którego całe życie zeszło na pasożytniczym bytowaniu i spożywaniu alkoholu. Czynienie jakichkolwiek rozróżnień jest naganne moralnie z punktu widzenia poprawności politycznej. Tak więc w duchu liberalnej edukacji należy zdławić – przy pomocy nauczycieli, kramarcznej i pokracznej hollywoodzkiej kultury i odpowiednich mediów – ludzki rozum i ludzką naturę. Do tego celu należy także ustanowić odpowiednie prawo. Żądzą, pasją i tak zwanym zaangażowaniem zastąpić rozum. Naturalną duszę ludzką zastąpić duszą sztuczną. Sztucznie wymusić poważanie dla wszelkich mniejszości, zwłaszcza seksualnych; zdyskredytować religię chrześcijańską i dotychczasową kulturę, opartą na myśli greckiej, prawie rzymskim oraz chrześcijaństwie. Postarać się o wyeliminowanie z życia publicznego symboli religijnych, sam kult religijny i życie religijne spychając – w najlepszym razie – do zamkniętej, prywatnej sfery. To dlatego prezydent Chirac i jego “współbracia” tak zaciekle walczą przeciw wzmiance o Bogu i chrześcijaństwie w preambule do konstytucji europejskiej. To dlatego w sierpniu 2003 r. w stanie Alabama usunięto z tamtejszego sądu 2,5–tonowy postument z tekstem Dekalogu. To dlatego usuwa się krzyże ze szkół w krajach rdzennie katolickich (Włochy, Bawaria). To dlatego różne instytucje europejskie i amerykańskie wydają swoim pracownikom zakazy zamieszczania informacji o śpiewaniu kolęd i wysyłania kartek świątecznych z jakimikolwiek symbolami religijnymi. To dlatego wspomniany wyżej Chirac 17 grudnia 2003 r. opowiedział się za usunięciem ze szkół wszelkich symboli religijnych i dywaguje na temat dopuszczalności noszenia krzyżyków na szyi. Być może pragnie powtórzenia tego, co robiły bezbożne rewolucje: francuska, bolszewicka, meksykańska, hiszpańska i inne, które niszczyły wszelkie symbole religijne, amputowały krzyże itp., zapominając o tym, że aby zniszczyć religię, trzeba by zniszczyć człowieka, bo to przede wszystkim w jego sercu są wyryte religijne symbole.

Ludzkość dwudziestego wieku przeżyła dwa straszliwe, bezbożne ze swej istoty totalitaryzmy, gwałtownie i krwawo zwalczające religię: komunizm i hitleryzm.

Obecnie mamy do czynienia z innym antyreligijnym totalitaryzmem, a mianowicie totalitaryzmem bezideowości. Wszystkie powyższe totalitaryzmy pochodzą z jednego intelektualnego źródła, a mianowicie z antychrześcijańskiej myśli oświeceniowej, która nienawidzi religii i dąży konsekwentnie do ustanowienia “państwa ateistów”. Narody niestety mało się uczą z przeżytej historii albo szybko zapominają o tym, co przeżyły. Niemcy po II wojnie światowej – mając świadomość niewyobrażalnych wprost zbrodni, do jakich doprowadzili, żyjąc i działając według hitlerowskiego prawa oderwanego od Boga i Jego Dekalogu – aby się ustrzec tego na przyszłość, wprowadzili do swojej konstytucji odwołanie się do Boga. Dziś zaczynają to bagatelizować. Prośmy Boga, aby oni i inne narody uświadomiły sobie starą historyczną prawidłowość, że ten, kto łatwo zapomina o dokonanych w przeszłości zbrodniach, będzie je musiał przeżyć raz jeszcze.

W ten sposób liberalna edukacja wykorzenia prawdziwy cel wychowania, jakim jest wszechstronne ukształtowanie człowieka, by wiódł godziwe życie. Należy stwierdzić, że tego rodzaju “otwartość”, która neguje rolę rozumu, dokonuje destrukcji w zakresie nauki, filozofii, teologii i religii w społeczeństwie. To, że ludzie wypowiadają różne poglądy, nie jest dowodem na to, że żaden z tych poglądów nie jest prawdziwy i że wszystkie są sobie równe. Zawsze wiedziano o tym, że istnieje wiele sprzecznych ze sobą poglądów na dobro, ale traktowano to jako bodziec do prowadzenia badań na temat, co rzeczywiście jest dobre, a co złe. Współcześni relatywiści uważają takie badania za niemożliwe. W ten sposób uśmiercają prawdziwą otwartość i głoszą jej karykaturę. Otwartość poprawności politycznej bowiem to tylko schlebianie bieżącym gustom, kompletny subiektywizm i naśladowanie najbardziej prymitywnych wzorców. Rodzący się z takiej postawy i rozpowszechniany dziś subiektywizm religijny wyjaławia duchowo i sam nic nie wnosi. Społeczeństwa, które mu ulegają, nie wychowują już dzieci, lecz tylko je hodują. Nie mają im do zaofiarowania nic istotnego, jeśli chodzi o wizję rzeczywistości, wzorce do naśladowania czy poczucie głębszej więzi z bliźnimi. Aby przetrwać i wypełnić swoje zadania, rodzina wymaga delikatnego połączenia natury i nadnatury, wymiaru ludzkiego i wymiaru boskiego. Podstawą rodziny jest zrodzenie dzieci, lecz jej celem jest wychowanie kulturalnych ludzkich istot, nauczenie odróżniania dobra od zła, wpojenie szacunku dla autorytetu boskiego i ludzkiego, nauczenie praw boskich i ludzkich. Rodzina powinna znać przeszłość i mieć program na przyszłość. Powinna umieć oprzeć się oszustwom we wszystkich wymiarach. Powinna być związana z Bogiem, nastawiona na trwałość, wierność i miłość. Powinna szanować prawo moralne, od którego nie mogą jej odwieść pragmatyczne cele. Jeśli tego nie ma, jeśli cel rodziny widzi się we wspólnych posiłkach, zabawach, podróżach i we wspólnym oglądaniu telewizji, a nie we wspólnym myśleniu i w rozwoju moralnym, to wszystko rozpada się w gruzy.

Przez wieki dla wielu narodów podstawą życia i kultury była Biblia, jednocząca wszystkich: starych i młodych, wykształconych i niewykształconych, bogatych i biednych. Biblia dawała wizję rzeczywistości. Wyznaczała hierarchię wartości. Wskazywała na Absolut i boskie prawo moralne. Jest kluczem do zrozumienia całego dziedzictwa kultury euroatlantyckiej. Bez Biblii ginie idea porządku wszechrzeczy. Pozostaje konsumpcja, seks, zakupy i sukces. Bez Biblii rodzice nie są w stanie nauczyć swoich dzieci cnoty moralnej i intelektualnej. Bez Biblii i Boga rodzice tracą kontrolę nad swoim domem. Często nie chce im się już tej kontroli sprawować. Oddają ją “Wielkiemu Bratu”. Liberalne media dla celów, o których była mowa, i dla pieniędzy podlizują się każdemu, hołdują instynktom, hedonizmowi i podkopują wszystko to, co składa się na budowanie charakteru i cnoty. W dużej mierze dzięki nim to, co tandetne, płytkie, często bezdennie głupie i ordynarne, stało się strawą duchową i wzorcem postępowania dla milionów ludzi. Tymczasem bez Biblii, bez Boga, umysł ludzki pustoszeje, staje się animalny. Nikomu nie uda się jakakolwiek prawdziwie moralna edukacja młodego pokolenia, jeżeli nie zostanie jego umysłowi i jego wyobraźni ukazana wizja moralnego kosmosu, z nagrodą za dobro i z karą za zło, które są jednoznacznie określone. Jak mogą wychowywać rodzice, którzy sami nie wiedzą, w co wierzą, a dzieciom swoim nie są w stanie powiedzieć nic więcej, jak tylko to, że chcą ich szczęścia i spełnienia marzeń. To jest cały testament duchowy, który mają im do przekazania, i cała hierarchia wartości. W ostatnich dziesiątkach lat namnożyło się przy tym wielu nauczycieli wartości – nierozumiejących, czym naprawdę one są, i mylących wychowanie moralne z propagandą tzw. aborcji, antykoncepcji, homoseksualizmu i całej rewolucji seksualnej, która w imię wyzwolenia człowieka od tak zwanych zniewoleń religijnych, narodowych, rodzinnych i moralnych wyrzuciła seks poza sferę moralności, czyniąc z niego adorowanego przez kramarczną współczesną kulturę bożka. W konsekwencji powszechna dziś erotyzacja życia przenika, za pomocą liberalnych mediów, świadomość całych społeczeństw, sięgając także niestety dusz kandydatów do kapłaństwa i samych kapłanów. Nowa, liberalna moralność odrzuca nie tylko chrześcijańską cnotę wstrzemięźliwości seksualnej, lecz wszystkie chrześcijańskie, a także arystotelesowskie cnoty. Ona nie zamierza kształtować człowieka żyjącego sub specie aeternitatis, liczącego się z Bogiem i Jego moralnym prawem. Ona chce wychowywać ludzi pragmatycznych, żyjących sub specie huius saeculi, bez jakiegokolwiek kontaktu z rzeczywistością transcendentną, mających na uwadze wyłącznie swoją korzyść. Przeciwieństwem tak pojętych cnotliwych ludzi nie są ludzie źli, występni, podli, lecz zwłaszcza duchowni, którzy pragną ograniczać ludzką wolność przez przypominanie o czekającym każdego sądzie Bożym i obowiązku przestrzegania Dekalogu i prawa naturalnego (por. A. Bloom, Umysł zamknięty, Poznań 1997, s. 27 in., 134 in., 193 in., 230 in.).

Wszystkie powyższe wątki, dotknięte zaledwie w moim wystąpieniu, a także wiele innych tu nierozważanych, składają się na to, co nazywamy procesem sekularyzacji współczesnego świata. Bez żadnej wątpliwości dotknął on wiele społeczeństw, dawniej chrześcijańskich i głęboko żyjących sferą sacrum. W ciągu kilkudziesięciu zaledwie lat niektóre narody, które identyfikowały się z katolicyzmem, żyły życiem sakramentalnym, wydawały tysiące gorliwych kapłanów, myślały kategoriami ewangelicznymi – stały się kompletnie pogańskie. Co jest naprawdę straszne, społeczeństwa te nie tylko odeszły od katolicyzmu, ale tracą już całkowicie potrzebę Boga i co za tym idzie – potrzebę zbawienia. Nastawienie życiowe wielu ludzi, pozostających pod wpływem wcześniej przedstawionych ideologii liberalnych, jest zdeterminowane przez przekonanie, że można żyć bez – po chrześcijańsku rozumianego – Boga, a może nawet żyć lepiej.

W okresie oświecenia i w okresie oddziaływania ateistycznych, redukcjonistycznych nurtów pooświeceniowych, takich jak marksizm, scjentyzm, pozytywizm i inne (co miało miejsce w wieku XIX i XX), które odrzucały religię objawioną w imię rozumu i nauki, chrześcijańscy apologeci bronili wiary, przytaczając argumenty, że sama nauka człowiekowi nie wystarczy do zrozumienia otaczającego go świata i siebie samego; że zwłaszcza nie jest w stanie odpowiedzieć na światopoglądowe pytania egzystencjalne: Skąd jestem? Po co żyję? Dlaczego cierpię? Jaki jest sens mojej egzystencji? Skąd zło? I na tym podobne pytania.

Poczynając od drugiej połowy XX wieku, wraz z rozczarowaniem, jakie przyniosły ludzkości scjentystyczne prądy myślowe, przyrzekające znaleźć w rozumie i w nauce panaceum na wszelkie zło – w tym także odpowiedzi na wszelkie dręczące człowieka pytania, nowoczesny sekularyzm nie odwołuje się już do nauki, ponieważ oskarża ją o spowodowanie – świadome lub bezwiedne – niewyobrażalnego we wcześniejszych epokach zagrożenia dla egzystencji gatunku ludzkiego, dla środowiska naturalnego i dla całej ludzkiej cywilizacji wskutek stworzenia broni masowej zagłady i wielu innych wynalazków, które można wykorzystać do złych moralnie działań, jeśli opanują je terroryści lub inni ludzie złej woli. Współczesny sekularyzm nabrał cech pragmatyzmu, który ze sfery swojego zainteresowania oficjalnie wyłącza wszystko to, co nie przynosi konkretnej, praktycznej korzyści współczesnemu człowiekowi. Przestał się zajmować pytaniami egzystencjalnymi. Nie interesuje go odpowiedź na żadne ostateczne pytanie. Jego centralnym punktem zainteresowania staje się odpowiedź na pytanie: Jak uniknąć cierpienia (w różnych jego postaciach) oraz niesprawiedliwości. Jak powiada znany niemiecki profesor teologii fundamentalnej i dogmatycznej Peter Neuner (Psychospołeczne i polityczne uwarunkowania chrześcijaństwa dziś, w: Chrześcijaństwo jutra. Materiały II Międzynarodowego Kongresu Teologii Fundamentalnej, Lublin, 18–21 września 2001, red. M. Rusecki, Lublin 2001, s. 239 in.), język religijny znika z życia wielu dawniej chrześcijańskich narodów. Liczni ludzie żyjący we współczesnych zsekularyzowanych społeczeństwach nie lękają się już śmierci bez Boga, bez sakramentów świętych. W swoim codziennym życiu całkowicie obywają się bez Niego i nie mają przy tym poczucia jakiejkolwiek straty. Także w konfrontacji ze śmiercią i kwestiami ostatecznymi, dotyczącymi ich własnej egzystencji, nie popadają w jakieś szczególne zwątpienie, rozpacz czy poczucie beznadziejności. Sprawdza się to, mówi Neuner, co w XIX wieku powiedział August Comte: Dla wielu ludzi Bóg odszedł, nie pozostawiając żadnych śladów.

To wszystko są fakty, z którymi kapłani w krajach zachodnich spotykają się na co dzień. Polscy kapłani, pracujący zwłaszcza w wielkich miastach, również spotykają się z nimi coraz częściej. W tej sytuacji rodzi się pytanie: czy współczesny kryzys religii, wyrażający się w sekularyzmie, jest zjawiskiem linearnym i nieodwracalnym?

Mamy nadzieję, że tak nie jest. Kryzys wiary i postaw z niej wynikających towarzyszy Kościołowi od początku jego istnienia. Ślady tego zjawiska odnajdujemy już w czasach apostolskich. Nie można, jak powiada holenderski profesor teologii pastoralnej z Katolickiego Uniwersytetu w Nijmegen Johannes A. Van der Ven (Współczesne kontestacje chrześcijaństwa. Sekularyzacja czy desekularyzacja?, w: Chrześcijaństwo jutra, s. 187 in.), patrzeć na historię chrześcijaństwa z perspektywy “utraconego raju”, ponieważ nigdy ono czymś takim nie było. W pierwszych trzech wiekach swojego istnienia Kościół był religią mniejszości. Jak mówi socjolog Rodney Stark, około 100 roku po narodzeniu Chrystusa żyło na świecie nie więcej niż 7 tysięcy chrześcijan, a ok. roku 200 – mniej więcej 200 tysięcy, na ok. 60 milionów ówczesnej populacji. Po edykcie mediolańskim z 313 roku chrześcijaństwo stało się religią państwową i chrześcijan znacznie przybyło. Ale już św. Augustyn (zm. 430 r.) skarżył się, że spośród chrześcijańskich mieszkańców Hippony z drugiej połowy IV wieku tylko niewielu regularnie uczęszczało do kościoła, a niektórzy pojawiali się w nim tylko z okazji największych świąt. Nawet w średniowieczu, kiedy chrześcijaństwo zakorzeniło się już bardzo mocno, w wielu europejskich krajach pobożność większości chrześcijan pozostawiała bardzo wiele do życzenia. Tym bardziej w czasach nowożytnych. Pastor Krumacher z Berlina skarży się w 1847 roku, że tylko 6 proc. mieszkańców tego miasta chodzi do kościoła. Nie podobna w sposób naturalny przewidzieć, co będzie z religią w przyszłości; czy będzie się rozwijać, czy też zanikać.

Jak zgodnie twierdzą dziś uczeni, nie istnieją żadne prawa rządzące religią, które pozwalałyby przewidzieć jej przyszłość. Formułowane w XIX i jeszcze w XX wieku prawa społeczne i kulturowe okazały się jeszcze jedną ze scjentystycznych fikcji i zniknęły już z badań naukowych. Wszystko wskazuje raczej na to, że sekularyzm nie rozwija się linearnie, że osiągnąwszy w ostatnich dziesięcioleciach XX w. w wielu społeczeństwach swoje apogeum, dziś się załamuje, a religijność wraca do tych społeczeństw szeroką falą. Niektórzy uważają, że współczesny świat emanuje wprost religijnością. Zdaniem takich wybitnych socjologów, jak Peter Berger i Thomas Luckmann (patrz P. Neuner, op.cit., s. 241), religia w Europie i Ameryce – mimo zdawać by się mogło spektakularnego zwycięstwa sekularyzmu w życiu publicznym – wcale się nie cofa i bynajmniej nie znika z życia milionów ludzi. Stała się tylko mniej uchwytna, mniej określona i mniej kościelna, poddała się bowiem wpływom postmodernizmu. Obraz Boga, utracony w procesie sekularyzacji przez wielu ludzi, wraca do ich świadomości, ale jest to już obraz przetransformowany, obraz Boga niechrześcijański, który charakteryzuje się, jak mówi cytowany już Van der Ven (s. 195), następującymi cechami:

1. Nie ma w nim wyobrażenia Boga absolutnie transcendentnego. Bóg nie jest już uważany za bezpośrednią i kontrolującą wszystko, co dzieje się w życiu, przyczynę. Nie traktuje się Go jako wszechmocnej Istoty wpływającej bezpośrednio na losy świata i ludzi. W miejsce tego przyjmuje się tzw. immanentną transcendencję Boga, działającego w człowieku niezależnie od jakiegokolwiek działania Kościoła. Przez wielu ludzi powracających do nowej religijności odrzucane są takie rzeczywistości, jak: Kościół hierarchiczny, kapłaństwo, posłuszeństwo nakazom i zakazom religijnym, poczucie grzechu, winy, pokuty itd. Podobnie jak dla Spinozy, także dla wielu współczesnych ludzi Bóg stanowi wewnętrzną przyczynę wszechrzeczy, co oznacza, że wszystkie rzeczy i wszyscy ludzie są w Bogu i poruszają się w Nim, chociaż nie znaczy to, że się z Bogiem utożsamiają. W konsekwencji więc przyjęcia obrazu Boga bez wymiaru transcendentnego wykluczone zostają ze świadomości wielu ludzi takie religijne pojęcia, jak ingerencja Boża w losy ludzi i świata, Opatrzność Boża oraz działania Boże.

2. Drugą cechą owego przetransformowanego obrazu Boga i wiary w Niego jest swojego rodzaju powrót starego politeizmu, który przybiera dziś formę politeizmu postmodernistycznego. Przywoływany już wcześniej Van der Ven, mówiąc o tych sprawach, cytuje Józefa Brodskiego, który powiedział następujące słowa: To, że złamaliśmy pozycję starych bogów i wyrzuciliśmy ich z im poświęconych świątyń, nie oznacza, że przestali oni istnieć. Ci starzy bogowie, symbolizowani przez dramaty, konflikty, paradoksy, dylematy i sprzeczności ludzkiej egzystencji, odżywają dziś w duszach wielu ludzi, wierzących w najrozmaitsze, niezwiązane niczym z chrześcijaństwem siły duchowe, wyobrażane niegdyś przez takich bożków, jak Tyche – przypadek, Ananke – konieczność, i Moira – los, a także w moce i energie, o których mówi spirytyzm, astrologia i magia. Ludzie przyjmujący taki obraz Boga nie widzą już w Nim jedynego, decydującego o wszystkim Stwórcy świata. Są zwolennikami raczej politeizmu, swojego rodzaju neopogaństwa, niż monoteizmu. Jest to tak zwany politeizm postmodernistyczny. Jego przykładem jest dziś, wspominany już wcześniej, New Age, któremu Stolica Apostolska poświęciła jeden z ostatnich dokumentów. Przedstawił go kard. Paul Poupard, przewodniczący Papieskiej Rady do spraw Kultury, który przy okazji tej prezentacji powiedział, że czy się to komu podoba, czy nie, toczy się dziś walka o umysły i serca ludzkie między chrześcijaństwem a nowymi ideologiami i kultami. New Age zaciera różnice między Stwórcą a stworzeniem, między dobrem i złem. Prąd ten, odmawiając konfrontacji ze śmiercią i cierpieniem, jak mówi kard. Poupard, oraz odrzucając pojęcie grzechu, prowadzi do destrukcji społecznej. Nie podejmuje próby racjonalnego budowania przyszłości, a koncentruje się na irracjonalnym przepowiadaniu jej z gwiazd. Ewangelie, w tym ewangeliczną przypowieść o talentach, która poleca człowiekowi wszechstronny rozwój, zastępuje horoskopami i wróżbami. Odrzuca przy tym odkupienie, przyjmując tezę o panteistycznym wtopieniu się człowieka w kosmos.

3. Trzecią cechą owego postmodernistycznego obrazu Boga jest traktowanie Go jako rzeczywistości nieosobowej. Ludzie pozostający pod wpływem takiego myślenia nie uważają Boga za osobę, lecz za nieosobowe tchnienie, za wewnętrzną moc, za impuls do działania, za nieosobową energię i dynamicznie działającą siłę, która w człowieku żyje, która jest bodźcem do działania i która otaczając go całkowicie, jednocześnie go w sobie zawiera. Należy zaznaczyć jednak, że w świadomości wielu współczesnych ludzi Bóg jawi się także jako jednocześnie nieosobowy i osobowy. Uważają oni, że są to dwa aspekty Jego Natury. Gdy o Bogu myślą – traktują Go jako rzeczywistość nieosobową, gdy natomiast się do Niego modlą – widzą w Nim osobę.

Wracając do zjawiska właściwie rozumianej sekularyzacji, która oddziela sacrum od profanum, należy zaznaczyć, że w swojej istocie nie jest ona czymś wrogim chrześcijaństwu. Jak za Gogartenem mówi Peter Neuner (op.cit., s. 239) oddzielenie sacrum od profanum nastąpiło już w Księdze Genesis. Zawarty w niej opis stworzenia świata odbiera bowiem gwiazdom przypisywaną im w starożytnych wierzeniach boskość i wszelkie stworzenie oddaje pod opiekę człowiekowi. Tekst z Genesis stanowi doniosłe w swoich skutkach odmitologizowanie świata i jego sekularyzację we właściwym rozumieniu tego słowa. Świat został tu potraktowany jako rzeczywistość świecka, pozbawiona boskich mocy, oddana w opiekę człowiekowi, a nie wroga mu i nad nim panująca. W tym kierunku idzie cała historia zbawcza. Pogardzana i traktowana w różnych starożytnych filozofiach jako źródło wszelkiego zła materia zostaje przez Objawienie niesłychanie dowartościowana. Bóg stwarzający materię sam nazywa ją dobrą. Chrystus, Zbawiciel świata i wszystkich ludzi, wciela się w ludzkie, materialne ciało. Prawda ta, jak wiemy, wywołała gwałtowny sprzeciw platoników, a potem neoplatoników, którzy jakiekolwiek łączenie Boga z materią uważali za kompletny absurd i bluźnierstwo. Tymczasem chrześcijaństwo, zgodnie z nauką Chrystusa, głosi, że Bóg akceptuje doczesność i ludzkie dzieła. Każe rozwijać dane nam zdolności i modlić się o chleb powszedni potrzebny na dziś. To przecież Chrystus wyraźnie odróżnia sacrum od profanum, gdy mówi: co Bożego Bogu, a co cesarskiego cesarzowi. Ale jednocześnie jednoznacznie broni tego, co Boże, przed zachłannością cesarza. Nie zgadza się na to, aby cesarz zasiadał na ołtarzu, aby rościł sobie pretensje do ludzkich sumień i ludzkich dusz, aby decydował o prawdach wiary i o ludzkiej moralności. I właśnie tego, podobnie jak i całego orędzia Chrystusowego, mamy obowiązek pilnie strzec we współczesnych pluralistycznych i demokratycznych społeczeństwach, których prawodawstwa ośmielają się ustanawiać prawa przeciw Bogu i przeciw ustanowionemu przez Niego prawu moralnemu.

Przed czterdziestoma laty ojcowie soborowi stanęli wobec pytania: Jaką postawę powinien zająć Kościół katolicki wobec współczesnego pluralizmu, liberalnej demokracji i sekularyzacji współczesnych państw.

Ojcowie soborowi bez zastrzeżeń zaakceptowali te rzeczywistości. Docenili bowiem proces rozwoju społeczeństw w kierunku wolnego od totalitaryzmu, demokratycznego, pluralistycznego i charakteryzującego się neutralnością światopoglądową państwa, które, co zrozumiałe, musi ustalać normy i prawa obowiązujące wszystkich obywateli, prezentujących różne światopoglądy, przekonania religijne i postawy moralne. Takie pluralistyczne państwo z konieczności przyjmuje za normę ustalanego kodeksu postępowania i zachowań obywateli pewien minimalizm etyczny, na który jest zgoda większości społeczeństwa, reprezentowanego przez jego demokratycznie wybranych przedstawicieli parlamentarnych.

Sobór Watykański II zaakceptował pluralizm jako prawo do swobodnego rozwoju różnych grup społecznych. Zaakceptował politykę państwową, której decyzje są wypadkową stałych dyskusji i ustawicznego dialogu prowadzonego pomiędzy różnymi grupami społecznymi, wzajemnie się kontrolującymi w demokratycznym społeczeństwie. Jest rzeczą jasną, że pluralizm nie może się obejść bez właściwie pojętej tolerancji, która wyraża uznanie wartości innego człowieka, która przyzwala na jego wolność nienaruszającą wolności innych ludzi, która wyraża szacunek wobec jego światopoglądu i która pozwala ludziom różniącym się światopoglądowo, religijnie, narodowościowo czy rasowo żyć obok siebie w pokoju i wzajemnym szacunku. W demokratycznych państwach pluralizm jest dziś faktem. Nie powinno się go jednak ani gloryfikować, ani demonizować. Pluralizm nie jest bowiem w stanie spełnić roli czarodziejskiej formuły, za pomocą której można by rozwiązać wszystkie problemy społeczne, jak to głoszą liczni liberalni politycy i ich media. Trzeba przy tym pamiętać o tym, że pluralizm, pojęty jako ślepe akceptowanie wszelkich różnic, w tym także najróżniejszych anomalii i skrajności – politycznych, ideologicznych, światopoglądowych i etycznych – nie jest w stanie stać się siłą integrującą, skupiającą wszystkich czy choćby większość członków społeczności przy jakichś wspólnych celach i zadaniach, od czego przecież zależy los tej społeczności. Przeciwnie, pluralizm – pojęty jako całkowita wolność od wszystkiego i do wszystkiego – prowadzi do dezintegracji społeczeństwa. Gdyby ustanowiono tak skrajnie rozumiany pluralizm, każde przyjmujące go państwo szybko uległoby rozpadowi.

Pokojowe współżycie różnych ludzi i grup społecznych w każdym normalnym społeczeństwie wymaga określonej wspólnej zasady, wspólnej bazy ponad wszystkimi różnicami i podziałami. Taką bazą może być tylko wspólna płaszczyzna wartości etycznych. Integrujący społecznie, a nie destrukcyjny pluralizm potrzebuje więc, jak za Schmittem powtarza P. Neuner (op.cit., s. 247), określonych ram, których sama demokracja nie jest w stanie ustanowić i od których nie wolno jej się uwalniać. W każdej zatem zdolnej do funkcjonowania, liberalnej, pluralistycznej demokracji u podstaw praw ustanawianych w rezultacie dyskusji parlamentarnej powinien znajdować się niezależny od woli parlamentarzystów i ogólnie akceptowalny kodeks niezmiennych wartości, bez którego każda demokracja zmierza do zwyrodnienia, nawet w postaci jakiejś formy totalitaryzmu, kiedy nieliczni wybrani do parlamentu ludzie zaczną ustanawiać prawa godzące w podstawowe prawa człowieka, prawa sprzeczne z Dekalogiem i prawem naturalnym. To przecież zdarzało się już w historii.

Doktryna pozytywizmu prawnego, którą przyjmują dziś liberalne demokracje, odrzucająca istnienie niezależnych od parlamentu ram etycznych, a także istnienie niezależnego od ludzkiej woli ładu moralnego, danego człowiekowi z natury, może doprowadzić społeczeństwa do niedających się wprost opisać nieszczęść. Na zasadzie pozytywizmu prawnego działało prawodawstwo Niemiec hitlerowskich, w których zgodnie z wydawanym prawem okrutnie eliminowano upośledzonych, a także Żydów, Cyganów i Słowian. Odrzucenie ram obiektywnych wartości etycznych i norm moralnych prowadzi do etycznej dowolności i daje możliwość najróżniejszych manipulacji prawnych, społecznych i politycznych. Owe niezależne wartości i normy etyczne winny być traktowane jako oczywiste i niepotrzebujące żadnego umotywowania, tak jak powszechnie – przynajmniej dotychczas – przyjmowane jest siódme przykazanie Dekalogu: Nie kradnij. Takie podstawowe, odwołujące się do Boga i niezależne od ludzkich instancji normy, chroniące godność ludzkiej osoby i jej fundamentalne prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, chroniące małżeństwo jako trwały związek mężczyzny i kobiety, chroniące rodzinę jako jedyną naturalną wspólnotę decydującą o istnieniu i właściwym rozwoju społeczeństwa – powinny się znaleźć u podstaw każdej konstytucji w demokratycznym państwie, aby stanowić punkt odniesienia dla wszelkich innych praw w nim ustanawianych.

Te podstawowe, niezależne od woli ludzkich ustawodawców wartości, kwestionowane dziś powszechnie przez lewicowych liberałów, nie stanowią ograniczenia właściwie rozumianego pluralizmu. Przeciwnie, one go umacniają, tak jak umacniają demokrację. Demokracja bowiem żyje i nie ulega zwyrodnieniu tylko dzięki etycznym regułom i wartościom, których sama nie ustanawia, bo to ją, zdaną na zmienną wolę wyborców, przerasta. Ogólna korupcja, rozszalały egoizm dzikiego kapitalizmu, powszechna nieuczciwość w interesach, słabość prawa przy bezkarnej przestępczości, zbrodnie tzw. aborcji, eutanazji i niemoralnych doświadczeń genetycznych, zagrożenie ludzkości przez terroryzm i broń masowej zagłady, oszustwa i malwersacje na kosmiczną skalę – to skutki zniszczenia moralnego fundamentu współczesnych społeczeństw demokratycznych, które odrzuciły busolę prawa Bożego i naturalnego. Jeszcze raz sprawdza się teza, że wszelkie kryzysy – społeczne, polityczne, ekonomiczne, ekologiczne i inne – mają swoją podstawę w kryzysie moralnym współczesnych społeczeństw, wynikłym z przeżywanego w nich kryzysu religii chrześcijańskiej. Widzimy to gołym okiem także w naszym kraju.

Działania współczesnego człowieka, dysponującego ogromną wiedzą i niewyobrażalną już dla przeciętnego umysłu technologią, mogą być wielkim dobrodziejstwem dla ludzkości, ale mogą też prowadzić ją do zguby, jeśli podejmowane będą – jak się to dziś powszechnie czyni – bez liczenia się z Bogiem. Na koniec emitowanego w ubiegłym roku w telewizji (Program I, 21 lutego 2003 r., godz. 22.00) amerykańskiego filmu “Dawca”, opowiadającego o fikcyjnych, przynajmniej na razie, przeszczepach ludzkich głów i tragicznych tego konsekwencjach, zamieszczono, jako swojego rodzaju memento, zdanie Richarda Lewisa, który obserwując pozbawione etycznego wymiaru badania naukowe, woła z niepokojem: Co stanie się z nami, jeśli nasz los, zamiast w rękach Boga, znajdzie się w rękach ludzkich? Uzupełnilibyśmy te słowa naszymi obawami: Co stanie się z ludzkością, jeśli jej los znajdzie się w rękach terrorystów, nienawidzących Boga i chrześcijaństwa ateistów, nieodpowiedzialnych przed nikim uczonych czy egoistycznych i kompletnie skorumpowanych polityków i ich mediów?

Co do pluralizmu, to nawiasem mówiąc, w różnych zachodnich liberalnych społeczeństwach są niestety tylko jego pozory.

W prawie każdej z tych demokracji istnieją olbrzymie grupy ludzi nieposiadających żadnego wpływu na życie ich kraju ani żadnych szans na taki wpływ. Wszędzie istnieją potężne aparaty biurokratyczne, silne i dobrze zorganizowane grupy interesów dysponujące wielkim kapitałem i mediami, a także mniej lub bardziej jawne stowarzyszenia i partie o olbrzymich wpływach. Grupy te, koterie i partie, paraliżują bardzo często swobodne współdziałanie różnych sił społecznych i ponad nimi realizują swoje ideologiczne, polityczne i ekonomiczne interesy. Między innymi w dobie obecnej bardzo konsekwentnie realizują hasła zaczerpnięte z ateistycznej filozofii oświeceniowej, wysuwającej postulat dechrystianizacji narodów oraz tworzenia całkowicie ateistycznych państw i społeczeństw. Działania te zogniskowane są wokół dezyderatu całkowitego wyzwolenia człowieka od jakiegokolwiek wpływu na niego religii, zwłaszcza katolickiej, i od moralności odwołującej się do Boga. Od wielu lat program ten realizowany jest w niektórych państwach konsekwentnie, krok po kroku, zwłaszcza za pomocą stworzonych przez siebie sił politycznych, potężnych mediów i opanowanych parlamentów, które sukcesywnie ustanawiają antychrześcijańskie prawa, takie jak nieskrępowana tzw. aborcja, eutanazja, homoseksualne małżeństwa czy nieetyczne eksperymenty genetyczne.

Siły te, w imię wygodnego dla nich pozytywizmu prawnego, który pozwala im na ustanawianie takich praw, bronią się zaciekle – o czym była już mowa – przed wprowadzeniem do preambuły konstytucji europejskiej odwołania się do Boga, ponieważ to burzy ich ateistyczną wizję rzeczywistości, człowieka i przyszłej Europy. Bez żadnej wątpliwości takie ateistyczne widzenie świata siły te będą narzucać wszystkim narodom, które się im poddadzą.

Prawdziwy pluralizm, który polega na autentycznym pluralizmie mediów, kapitału, wpływów społecznych oraz politycznych, nie pozwala na zdominowanie większości przez dobrze zorganizowaną, bogatą i dysponującą wielką władzą polityczną mniejszość. Nie pozwala na nieograniczony darwinizm społeczny, który sprawia, że bardzo liczni słabsi i biedniejsi stają się jeszcze słabsi i jeszcze biedniejsi, podczas gdy nieliczni bogaci i silni stają się jeszcze bogatsi i jeszcze silniejsi, jak się to dzieje na naszych oczach.

Prawdziwy pluralizm jest w stanie obronić społeczeństwo przed relatywizmem i nihilizmem, które dziś szczególnie mu zagrażają. Prawdziwy pluralizm ma bowiem korzenie chrześcijańskie. Sięga wspominanego już wcześniej, a dokonanego przez Chrystusa rozdziału sacrum od profanum. Sięga średniowiecznej doktryny o dwóch władzach – papieskiej i cesarskiej. Sięga czasów reformacji i kapitalnej postawy wobec niej polskiego króla Zygmunta Augusta, który wbrew powszechnie przyjętej na Zachodzie i łamiącej ludzkie sumienia zasadzie cuius regio eius religio uroczyście ogłosił i uprawomocnił prawnie swoje stanowisko, wyrażone słowami: “Nie jestem panem waszych sumień”.

Ten prawdziwy pluralizm wyrastał z obiektywnie istniejącego, niezmiennego fundamentu, którym było Boże i naturalne prawo oraz niewzruszone przekonanie o obiektywnym, absolutnym charakterze prawdy i dobra.

Współcześnie szerzący się postmodernistyczny pluralizm, który pozornie każdemu przyznaje rację i pozornie szanuje dobro każdego, w gruncie rzeczy jest narzędziem mającym służyć do dechrystianizacji narodów, do zastąpienia krytykowanego dziś coraz zajadlej judeochrześcijańskiego etosu etosem “poprawności politycznej”. I to jest w nim elementem stałym. Wszystko inne jest subiektywne, indywidualne i relatywne. Ludzi w nim nie łączy nic stałego: ani religia, ani rozum, ani prawda, ani wspólne dobro, ani natura, ani ojczyzna. Wszystko zostało już zakwestionowane. I wszystko jest dozwolone.

Takie widzenie świata i takie postawy przenikają świadomość nie tylko zachodnich społeczeństw. Szeroką falą – przez media, przez filmy, przez medialne, specjalnie dobrane autorytety – przenikają także świadomość Polaków. Tego Narodu, do którego zostaliśmy posłani, aby głosić mu niezmienną, wiecznie aktualną Chrystusową Ewangelię, aby ten Naród moralnie ratować i umacniać jego prawdziwą katolicką wiarę.

Pastoraliści i socjologowie katoliccy (por. P. Neuner, op.cit., s. 263) mówią o trzech sposobach stawiania czoła tym neomarksistowskim, postmodernistycznym i wszelkim innym libertyńskim wyzwaniom wobec Kościoła katolickiego.

1. Można, powiadają, całkowicie odrzucić jakiekolwiek postacie pluralizmu w sprawach religijnych, a ludziom dawać jednoznaczne i proste wskazania. Redukować przy tym różnorodność życia religijnego i stosować w nim jednakowe, sprawdzone już schematy.

Taka postawa, która ludziom, zmęczonym rozsiewanym wszędzie relatywizmem, wydaje się godna zastosowania, prowadziłaby jednak do całkowitego zamknięcia się Kościoła w sobie samym i do zerwania przez niego kontaktu z otaczającym go światem. Sprzeciwiałaby się misyjnemu powołaniu Kościoła, który ma iść do całego, bardzo zróżnicowanego świata i który zgodnie ze starą zasadą Crux stat dum volvitur orbis (w nieustannie zmieniającym się świecie Krzyż stoi w jednym miejscu), chroniąc bezwarunkowo depozyt wiary katolickiej – ma ciągle szukać nowych sposobów przekazania tego depozytu ludziom ze wszystkich kultur, ras i światopoglądów.

2. Można tworzyć alternatywne formy chrześcijaństwa, odwołujące się do jego korzeni. Rozwijać nowe ruchy religijne, skupiające grupy szczególnie wrażliwych religijnie ludzi, którzy żyć będą w ścisłym kontakcie z Bogiem i ze sobą. Bez żadnej wątpliwości nowe ruchy religijne są ogromnie cenne dla Kościoła. I w miarę zmieniania się religijności wielu społeczeństw mają coraz większe znaczenie jako “drożdże ewangeliczne”, które mają za zadanie zakwaszać Ewangelią cały świat, niemniej jednak ciągle stanowią one tylko – używając słów Chrystusa – “maleńką trzódkę” w morzu religijnej obojętności. Stąd nie można się ograniczyć tylko do nich.

3. Można w końcu rozwijać katolicyzm różnopostaciowy. To znaczy wchodzić we współczesny, borykający się z najróżniejszymi problemami świat, przez różnorakie działania – naukowe, socjalne, ekonomiczne, polityczne, kulturowe, medialne, wychowawcze, edukacyjne i wszelkie inne, pod warunkiem, że u ich podstaw będzie zawsze Ewangelia. Wchodzić między ludzi wierzących, ale także niewierzących, obojętnych religijnie, agnostycznych, myślących kategoriami postmodernistycznymi i neomarksistowskimi – i podejmować z nimi dialog, a także współpracę dla dobra wspólnego i dla dobra każdego – potrzebującego wsparcia, opieki i kierunku – człowieka. Nie zniechęcać się. Nie rezygnować. Być odpornym na trudności i napaści, na niezrozumienie i różnego rodzaju ciosy. Odnosić do siebie słowa, które napisał przed swoją męczeńską śmiercią św. Ignacy Antiocheński do Polikarpa: “Bądź nieugięty jak uderzane młotem kowadło” (Sta firmus ut incus, quae percutitur, św. Ignacy Antiocheński, List do Polikarpa 1, 1).

Wobec nękanego różnymi cierpieniami świata Kościół, każdy katolik, a zwłaszcza kapłan katolicki, powinien zajmować postawę służebną. Widzimy, że świat nasz bardzo często błądzi, odchodzi od Boga, miota się w paroksyzmach złości, niesprawiedliwości i nienawiści, ale świadomie bądź nieświadomie ciągle jeszcze Boga szuka, ponieważ tęskni za prawdą, sprawiedliwością, wolnością, miłosierdziem i świętością, które są z Boga.

W tym duchu wypowiada się Ojciec Święty. W jednym ze swoich przemówień, wygłoszonych w 2002 r. w Castelgandolfo, wyrażając wielkie zatroskanie zjawiskiem ciągłego tracenia przez Europejczyków depozytu wiary, powiedział: – W miejsce prawdziwej wiary rozpowszechniane jest nieokreślone, do niczego niezobowiązujące poczucie religijności, które przekształca się bardzo szybko w agnostycyzm lub praktyczny ateizm. W tej sytuacji konieczne jest – mówił Papież – zaangażowane włączenie się katolików w życie publiczne swoich krajów. Chrześcijańska wizja rzeczywistości i człowieka musi objąć wszystkie obszary ludzkiego życia. Musi objąć rodziny, kulturę, szkoły, uniwersytety, młodzież, media, gospodarkę i politykę. Chrystus wychodzi naprzeciw człowiekowi wszędzie tam, gdzie on żyje, pracuje, odpoczywa, tworzy – i nadaje sens wszystkim jego działaniom i całej jego egzystencji. A Kościół ma obowiązek nieść Ewangelię aż do ostatnich kresów ziemi.

Do takiej służby współczesnemu zagubionemu człowiekowi Kościół potrzebuje, dosłownie jak powietrza – świętych, mądrych, miłosiernych, roztropnych, kochających ludzi, odpornych na pokusę pieniędzy, pychy, lekkomyślności i nieczystości – kapłanów, którzy ciągle szukać będą zagubionych dusz.

Naszym – profesorów i wychowawców seminaryjnych – najważniejszym zadaniem jest wykształcenie i wychowanie takich właśnie kapłanów. A możliwe to będzie tylko pod tym warunkiem, że sami będziemy takimi kapłanami. Możliwe to będzie, jeśli nie ograniczymy naszego posłannictwa tylko do bycia znakami drogowymi, które wprawdzie pokazują właściwą drogę, ale same nią nie idą, lecz będziemy gwiazdami betlejemskimi prowadzącymi powierzonych nam młodych ludzi do Chrystusa. Wypełnimy swoje fundamentalne zadanie, jeśli nie tylko będziemy mówić i pisać o Bogu, lecz będziemy z Nim stale rozmawiać w modlitwie; jeśli pamiętać będziemy każdego dnia, że nie wystarczy żyć z Ewangelią, lecz że to Ewangelią żyć trzeba. Wypełnimy swoje zadanie, jeśli będziemy kapłanami mądrymi, tzn. prezentującymi syntezę wielkiej wiedzy i kompetencji zawodowej z kapłańską świętością; jeśli będziemy dynamicznymi znakami transcendencji, żywymi argumentami na istnienie Boga, który jest Miłością i Mądrością.

Współczesna, uprawiana przez nas i przekazywana alumnom teologia, musi być głęboko zakorzeniona w Objawieniu, tradycji Kościoła, w zdrowej realistycznej filozofii i w realnej, danej nam hic et nunc rzeczywistości. Musi być wrażliwa na znaki czasu. Nie może zamykać się sama w sobie, lecz winna wchodzić w cały kontekst życia ludzkiego i ludzkiej twórczości, przejawiającej się w nauce, architekturze, muzyce, literaturze, mediach, psychologii i innych dziedzinach twórczości, a także musi wchodzić w życie społeczne, ekonomiczne i polityczne naszych wiernych. Uprawiana przez nas teologia musi wyrażać swoje treści w zrozumiałym dla współczesnego człowieka – uczonego i prostego – języku. I przede wszystkim musi być powiązana z głęboką wiarą, inaczej staje się bluźnierczą karykaturą. Niemiecki teolog Wilhelm Klein, nawiązując do św. Augustyna, powiada, że na pytanie, kto jest największym teologiem, należy odpowiedzieć: jest nim diabeł, bo wie o Bogu najwięcej. Nie wystarczy najsubtelniejsza analiza i synteza treści objawionych. Konieczna jest głęboka wiara łącząca rozum z przeżyciem mistycznym, racjonalność z emocjonalnością, naturę z kulturą i teorię z praktyką. Różnica między teologią a innymi naukami polega nie tylko na tym, że teologia, podejmując refleksję nad światem i człowiekiem, pyta o ich Stwórcę i że przedmiotem jej zainteresowania jest Bóg, lecz także na tym, że musi, jeśli chce być prawdziwa, znaleźć swoje odbicie w życiowej postawie tego, kto ją uprawia. Chrześcijańska prawda to nie tylko idea i teoria, to przede wszystkim obraz Chrystusa odbity w życiu tego, który ją wyznaje i głosi innym. Teologia ma być przede wszystkim drogą, a dopiero potem systemem naukowym. Jak mówił Tertulian: Chrystus nie jest teorią naukową, kulturą, obyczajem, folklorem i zwyczajem. Chrystus jest Drogą, Prawdą i Życiem – dla każdego chrześcijanina, a zwłaszcza kapłana, a w szczególności profesora seminarium. Święte – w duchu radykalizmu ewangelicznego – życie osobiste ma być kamieniem węgielnym uprawianej przez kapłana teologii, która jest zadaniem na całe życie, aż do błogosławionej śmierci.

Różne są rodzaje służby kapłańskiej. Ale zawsze jest to służba Bogu i Jego Kościołowi, który ze swej natury jest misyjny, którego powołaniem jest iść do ludzi, który pielgrzymuje przez wieki z Bożym Ludem do zapowiedzianego przez Chrystusa Królestwa Niebieskiego. Ta pielgrzymka trwa nieustannie, w dynamicznie zmieniającym się świecie. Dlatego Kościół musi, zgodnie z tak często powtarzanym hasłem: Ecclesia semper reformanda, ustawicznie się reformować. Musi reformować jednak nie swoje prawdy wiary i zasady moralne, lecz swoje metody i sposoby prowadzenia ludzi do Boga. Ludzie ci, konfrontowani ustawicznie w naszych czasach z niesprawiedliwością, kłamstwem, przestępczością, bezrobociem, nienawiścią, chaosem i różnymi innymi postaciami zła, tęsknią za Królestwem Bożym, o które tak często wołają, odmawiając Modlitwę Pańską.

Kapłani Chrystusowi, a zwłaszcza ci electi electorum, jakimi są księża profesorowie, mają obowiązek prowadzić ten błądzący i cierpiący lud od beznadziejności fałszywych ideologii i ich kultów oraz od konsumpcyjnego, horyzontalnego tylko widzenia świata – ku niewzruszonej Bożej nadziei na autentyczne, nieutracalne szczęście, za którym tęskni każde ludzkie serce.

Kluczowym tematem ewangelicznego nauczania Kościoła powinno być orędzie o nadejściu Królestwa Bożego, którego proklamacją było Zmartwychwstanie Jezusa.

Współcześni kapłani mają być prorokami, to znaczy mają nawoływać ludzi do nawrócenia serc, do powtórnego przemyślenia swojego życia. Głoszona przez nich eschatologia oraz wertykalne widzenie całej rzeczywistości, nieamputowanej z wymiaru nadprzyrodzonego, ma przenikać wszystkie kapłańskie myśli, słowa i czyny. Kapłani nie mogą zamykać się w twierdzach swoich budynków kościelnych, plebanii, zakrystii, zacisznych gabinetów, grona bliskich przyjaciół, ukochanej biblioteki i płytoteki, lecz winni uczestniczyć w przemienianiu świata, idąc do ludzi, głosząc im wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe, Dobrą Nowinę i przygotowując ich do zgodnego z prawem Bożym zmieniania – moralnego, społecznego, kulturowego, ekonomicznego, a także politycznego życia Narodu. Nie wolno kapłanom odrzucać dialogu z ludźmi dobrej woli, nie wolno im rezygnować ze współpracy z osobami świeckimi. Ogromną wagę winni przykładać do budowania ruchów, organizacji i stowarzyszeń katolickich. Każda idea potrzebuje ludzi, którzy ją poniosą w świat. A ludzie potrzebują struktur i organizacji, które głoszonej przez nich idei zapewnią przetrwanie. Kapłani winni się o te struktury i organizacje troszczyć. Winni być jak najczęściej z ich członkami. Winni uczyć ludzi zaangażowanych w katolickie organizacje modlitwy kontemplacyjnej. Czytać z nimi Pismo Święte. Wspólnie z nimi troszczyć się o ubogich i potrzebujących pomocy. Organizować im rekolekcje. Uczyć ich podstaw katolickiej nauki społecznej i troski o misje. Ustawicznie zabiegać o to, by spotykali się z Chrystusem we Mszy Świętej i w sakramentach świętych. Z takich rzeczywistych spotkań z Chrystusem, a nie z mglistych pogłosek o Nim, rodzi się wiara, która zmienia świat.

Współczesny kapłan musi być wyczulony na problemy, jakimi żyją wierni. Oczekują bowiem od niego wsparcia duchowego, wskazówki, a czasem także rady w rozwiązywaniu najróżniejszych problemów, którymi w danym czasie żyją. Dotyczy to w dużej mierze kwestii egzystencjalnych, takich jak bezrobocie, osłabienie rodziny, nałogi, rozpad wielu małżeństw, problemy wychowawcze; ale dotyczy to także zagadnień ogólniejszych, politycznych, społecznych, teologicznych, pedagogicznych, filozoficznych i wielu innych.

Właściwe wypełnienie tak właśnie rozumianej misji kapłańskiej jest jedyną właściwą odpowiedzią na sekularyzm, liberalizm, postmodernizm, neomarksizm itp. ideologie, które niszczą chrześcijaństwo we współczesnym świecie.

Aby misja ta mogła być zrealizowana, współczesny kapłan musi być dobrze wykształcony, kompetentny w podejmowanych zadaniach i przede wszystkim naśladujący Chrystusa w Jego pokorze, ubóstwie, czystości i miłości bliźniego.

Seminarium ma za zadanie przygotować takich właśnie kapłanów. Jak trudne to zadanie, wiemy dobrze wszyscy. Pracujemy z kandydatami do kapłaństwa, którzy są dziećmi swego czasu, z jego nieprawdopodobnymi wprost zagrożeniami moralnymi i duchowymi. Tylko kompetentna, bezgranicznie ofiarna nasza praca, powiązana z autentyczną postawą kapłańską i nieustającą modlitwą, może nam umożliwić właściwe ich przygotowanie i wychowanie na ofiarnych, kochających Boga i Kościół, pokornych i dobrych kapłanów.

Nie ustawajmy zatem w modlitwie za kleryków naszych seminariów. Ofiarujmy za nich i za umocnienie ich powołań nasze cierpienia, choroby, niepowodzenia i wszelkiego rodzaju krzyże, które na nas spadają. Podejmujmy post i udzielajmy jałmużny w ich intencji, bo to szczególnie skuteczny środek przeciw diabłu, który wokół naszych kapłanów i kleryków krąży jak lew szukający, kogo pożreć na wieki. Sami także nie pozwólmy się wciągnąć w jego pułapki. Nie traćmy nadziei. Silni Chrystusem wierzmy mocno, że chrześcijaństwo się odrodzi we współczesnym świecie. Wierzmy mocno w to, że przeżywa ono swoją wiosnę, że bynajmniej nie chyli się ku upadkowi. Pamiętajmy, że Bóg potrzebuje naszych umysłów, charakterów, autorytetów, rąk i serc, by za ich pomocą nieść Ewangelię do czekających na nią – chociaż nie zawsze tego świadomych – ludzi. Dajmy z siebie wszystko. Całkowicie oddajmy się Chrystusowi. Nie zostawiajmy sobie na własność jakichś dziedzin naszego życia. Chrystus odpłaca stokrotnie za każdą ofiarę, za każde dobre słowo, za każdą szlachetną myśl. I nie zostawi nas nigdy samymi.

Opublikowany w Kościół | Otagowane: , | Komentarzy: 2 »

Pikieta przeciwko budowie meczetu

Posted by Dzieckonmp w dniu 23/03/2010

Nie zgadzamy się na budowę meczetu w Warszawie, dlatego w sobotę 27 marca o godzinie 12.00 organizujemy pikietę przy Rondzie Zesłańców Syberyjskich. To w tym miejscu, na skrzyżowaniu ulic, skrajni muzułmanie budują miejsce kultu.
Meczet, który powstaje na warszawskiej Ochocie, ma wysokość sześciu pieter i jest wyposażony w tradycyjne wieże – minarety. Na budowę wyrazili zgodę warszawscy radni, poproszeni przez Ligę Muzułmańską RP. To organizacja powiązana z Bractwem Muzułmańskim, którego cele są sprzeczne z wartościami demokratycznych społeczeństw Europy. Burmistrz wydał zezwolenie na budowę meczetu islamskich radykałów bez głębszego zbadania sprawy. Jak to możliwe? Inwestor oszukał władze gminy twierdząc, że chce zbudować Ośrodek Kultury Muzułmańskiej. W efekcie powstaje meczet. Dlaczego nie poniósł żadnych konsekwencji? We wcześniejszym planie zagospodarowania przestrzennego działka, na której rosną mury meczetu przeznaczona była pod inwestycje publiczne z opisem Uniwersytet Warszawski. Za czyją sprawą? Meczet powstaje w miejscu – upamiętnionej przez Adama Mickiewicza – Reduty Ordona. Czy na pewno nie razi to mieszkańców Warszawy i turystów? Między innymi te pytania chcemy zadać w sobotę. Będziemy wdzięczni, jeśli za Waszą sprawą uda się ten problem nagłośnić, a być może także rozwiązać. Manifestacja jest protestem zaniepokojonych obywateli. Jako organizatorzy, nie dopuścimy do jakichkolwiek skrajnych haseł. Ewentualne próby wykorzystania naszej manifestacji dla celów politycznych będą zgłaszane ochraniającej nas policji.

za KonserVat

Opublikowany w Apel, Patriotyzm, Religia, Świat innymi oczami | Komentarzy: 7 »

Wielka Modlitwa za Naród

Posted by Dzieckonmp w dniu 23/03/2010

Modlitwa i post może zmienić dzieje świata!

Jednym z głównych darów Odnowy w Duchu Świętym jest modlitwa wstawiennicza.

W obecnym czasie Polska szczególnie jej potrzebuje. W tym roku Polacy wybiorą nowego prezydenta i nowe samorządy lokalne – i oby te wybory  były według Bożego Serca. Każdy z nas jest odpowiedzialny za nasz Naród, nie tylko ci, których wybieramy i obyśmy się tym na serio przejęli. Od każdego z nas zależy wiara przyszłych pokoleń! Dlatego w tym tak ważnym dla naszej ojczyzny czasie, zapraszamy wszystkich wierzących, a zwłaszcza wszystkie ruchy, stowarzyszenia, bractwa, a także  zakony do wielkiej nieustającej modlitwy i postu za nasz Naród.

Biblia podaje nam przykłady, gdzie post i modlitwa otworzyły wierzących na Boże prowadzenie. M.in. Druga Księga Kronik opisuje historię króla Jozafata, który władał Jerozolimą w połowie IX wieku przed Chrystusem. Za jego panowania Moabici i Ammonici wysłali przeciwko Jerozolimie ogromną armię. Przerażony perspektywą wojny, król Jozafat ogłosił post w całym królestwie. Zgromadził też w Jerozolimie wszystkich starszych ludu, aby modlić się wspólnie i prosić o Bożą pomoc. W odpowiedzi Bóg dał im słowo przez proroka Jachazjela: ,,Nie bójcie się i nie lękajcie tego wielkiego mnóstwa, albowiem nie wy będziecie walczyć lecz Bóg…Jednakże stawcie się, zajmijcie stanowisko, a zobaczycie ocalenie dla was od Pana” (2 Krn 20, 15.17) Nazajutrz żołnierze jerozolimscy stawili się na polu bitwy. Jednak zamiast mieczy i włóczni wznieśli przede wszystkim swój głos do Boga na modlitwie, wielbiąc Go słowami: ,,Wysławiajcie Pana, albowiem na wieki jest jego łaskawość” (2 Krn 20,21). Autor natchniony podaje nam, że Bóg wprowadził taki zamęt w szeregach nieprzyjaciół, że zaczęli atakować siebie nawzajem. Bitwa, która po ludzku sądząc powinna zakończyć się miażdżącą klęską Żydów, przyniosła im wielkie zwycięstwo, a wszystko to było owocem modlitwy i postu!

Post i modlitwa wyzwalają Boże działanie. Dzieje świata ukazują nam, że to, co zdarzyło się w przeszłości, może wydarzyć się ponownie także teraz.

Proponujemy Dzień Pokutny – postu i modlitwy w dniu 2 kwietnia 2010, w rocznicę śmierci Jana Pawła II, który wiele się modlił za swój Naród. Taką modlitwę – przebłagania za grzechy narodu, dziękczynienia za dziedzictwo wiary i prośbę o nową ewangelizację Polski -  już podjęliśmy w roku 2008. W to wspólne dzieło włączyły się wtedy różne ruchy i stowarzyszenia z 28 diecezji. W tym roku w dniu 2 kwietnia wypada Wielki Piątek. Niepotrzebne są wtedy żadne dodatkowe akcje; wystarczy złączyć w tej  intencji swoją osobistą modlitwę i post z Jezusem – Zbawicielem świata, który oddaje życie za ludzi wszystkich pokoleń i języków; także za Polaków każdego wieku.

Naszym pragnieniem jest, aby ten Dzień Pokutny wszedł na stałe do kalendarza kościelnego. Po 11 września 2002 r. – Kongres USA uchwalił, aby każdego roku ten dzień był wielką ogólnonarodową modlitwą za Stany Zjednoczone Ameryki.

W tym przedwyborczym czasie podejmujmy też stałą modlitwę i umartwienia w różnych formach, według rozeznania i możliwości wspólnot Kościoła i pojedynczych osób.

Zachęcamy szczególnie do różnych form modlitwy eucharystycznej, np. wzorem św. S. Faustyny, która wiele modliła się za Polskę. W związku z tą modlitwą swoim  Dzienniczku zapisała: „Dziś rano przyszła do mnie dziewica – św. Barbara i poleciła mi, abym przez dziewięć dni ofiarowała Komunię Świętą za kraj swój. – A tym uśmierzysz zagniewanie Boże”(Dz 1251).

Módlmy się do Boga przez wstawiennictwo świętych i błogosławionych Polaków, zwłaszcza patronów Polski: św. Wojciecha i św. Stanisława. Św. Andrzej Bobola w jednym z objawień obiecał, że gdy będziemy prosić go o sprawy Polski, to według swego szczególnego daru Bożego uprosi wszystko, co jest jej potrzebne. Maryja, którą od XVI obraliśmy za Królową Polski, jest Esterą, która się nieustannie wstawia za nasz Naród. Prośmy Ją, aby prorokowała do Ducha, aby zostały ożywione wysuszone kości naszego Narodu, aby powstało z nas wojsko bardzo wielkie (por. Ez 37,4) Bóg Ojciec, który obrał Ją za Matkę Jezusa i naszą, nie odmówi Jej niczego.

W tygodniu bezpośrednio poprzedzającym wybory chcielibyśmy zaprosić wszystkich na wielki Marsz Modlitewny do Warszawy. Stańmy razem ramię w ramię, dajmy świadectwo naszej wiary. To od nas zależą dalsze losy naszej Ojczyzny, kraju, który niegdyś nazywano przedmurzem chrześcijaństwa.

Papież Benedykt XVI podczas pielgrzymki do Polski powiedział: “Wraz z wyborem Karola Wojtyły na stolicę św. Piotra, by służył całemu Kościołowi, wasza ziemia stała się miejscem szczególnego świadectwa wiary w Jezusa Chrystusa. Wy sami zostaliście powołani, by to świadectwo składać wobec całego świata. To wasze powołanie jest nadal aktualne, a może jeszcze bardziej od chwili błogosławionej śmierci Sługi Bożego. Niech światu nie zabraknie waszego świadectwa”.

W imieniu organizatorów:

- Małgorzata Stuła – Topolska

-wiceprzewodnicząca Krajowego Zespołu Koordynatorów Odnowy w Duchu Świętym

- koordynator grupy ruchów ewangelizacyjnych przy Ogólnopolskiej Radzie Ruchów

Katolickich

Ojczyzna w potrzebie.

Pobierz i wydrukuj listę poparcia dla referendum w sprawie Jezusa Chrystusa Króla Polski

lista poparcia

Opublikowany w Apel, KOMUNIKATY, Kościół, Patriotyzm, Prośba o modlitwę | Otagowane: , , , | Komentarzy: 5 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 175 other followers