Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

Ogród Oliwny

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 Marzec 2013

Oczyma duszy widziałam tak:

Jezus klęczy wsparty o kamień. Modli się gorąco. Przez pewien czas wpatrywałam się w obraz tej głębokiej modlitwy. Tajemniczy poblask złotego światła otoczył malowidło.

Wówczas ujrzałam Chrystusa Pana jak ożywia się. Patrzyłam na Oblicze pogrążone w ogromnym smutku i boleści. Serce zatopione w żarliwej modlitwie.o

Oczy Boże napełnione łzami smutku dopełniały pacierza. Pan Jezus płakał i prosił. Wielkim było Jego opuszczenie.

W jednej chwili Postać Jezusa zniknęła, w takim samym stanie zasmucenia ujrzałam Matkę Najświętszą. Głowa okryta czerwoną chustą na znak litującej się miłości i męki. Oczy tonęły w rozpaczy i bólu. Łzy Matki mieszały się z krwią Syna. Maryja modliła się wraz z Synem.

Przemieniała się panorama.

Dwa Serca modlące: Jezusa i Matki.

Pan Jezus modlił się w Ogrójcu, Maryja widziała to wszystko oczyma duszy. Całym swym jestestwem była obecną z Jezusem. Nie opuściła Syna ani na chwilkę. Oba Serca połączone niezgłębioną miłością przeżywały wspólne cierpienie.

o1

       Noc wyjątkowo mroczna i głęboka.

Zobaczyłam Pana Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. Klęczał. Rękoma wspierał się o kamień.

Był smutny, zatopiony w modlitwie. Modlitwa byłą żarliwą. Odzwierciedlała gorącą miłość Najświętszego Serca Bożego.

Śmiertelna trwoga malowała się na Obliczu Chrystusowym.

o2Wyczerpany, pochylił się nisko dotykając czołem zimnej skorupy ziemskiej. W takiej postawie trwał przez dłuższy czas. Bez przestanku wznosił gorące modły do Ojca swego niebieskiego.

Samotny, opuszczony przez wszystkich.

Na twarzy malowało się zmęczenie. Jezus opadał z sił. Mimo to powstał. Wielka moc Miłości podniosła mocno umęczone Ciało Chrystusa Pana.

Wzrokiem proszącym patrzył w górę, jakoby przenikał jestestwo Nieba. W błagalnym pacierzu wznosił ręce do Ojca swego niebieskiego. Oblicze Zbawiciela odzwierciedlało przerażenie. Najświętsza Dusza Jezusowa przygnieciona ogromem ludzkich grzechów.

Wynędzniały, ponownie upada. Przemęczony, uniżony bierze wszelakie słabości ludzkie na siebie. Uczy ludzi zaufania Bogu.

Ojca swego niebieskiego prosi o wsparcie dla ukochanego Ludu swego.

Udręka i smutek, ból, opuszczenie, łzy, krwawy pot- oto modlitwa najgorętsza.

Szlachetne Serce Jezusa pogrążone jest w rozpaczy. Wszystkie cierpienia znosi dotkliwie z ogromną cierpliwością. Serce Boże płonie ogniem niezmierzonej miłości do umiłowanego Ludu.

Noc staje być bardziej głęboką.

Jezus w modlitwie nie ustaje.

Ludzkie grzechy, nikczemność- przytłaczają Najświętsze Serce Boże. Bluźnierstwa, brak miłosiernych serc, świętokradztwa przygniatają jako najsroższy kamień. Wszystko to na barkach Chrystusa Pana.

On Święty Bóg przytłoczony ciężarem najohydniejszych, bezlitosnych grzechów ponownie upada. Ciężkie brzemię przygniata coraz bardziej.

Czy Jezus zdoła powstać?

Ciało Jezusowe drży z zimna i wycieńczenia.

Bolesna, powolna agonia.

Miłość, modlitwa wyzwala u Jezusa najpotężniejsze siły. Całym swym Sercem pragnie zbawienia ludzkości.

Miłość Boża nie zna granic.

Serce przepełnione troską o każdego człowieka dodaje mocy do ponownego powstania.

Po policzkach Jezusa spływają łzy miłości, które mieszają się z krwawym potem.

Ponowny, bolesny upadek, i powstanie.

 

Trwoga śmierci ogarnia Jezusowe jestestwo coraz bardziej.

Pełen żałości, upada twarzą ku chłodnej ziemi. Jest przestraszony.

Po chwili podnosi się z pyłu: silny niezwyciężony.

o3Ociera łzy spływające z twarzy. Ociera krwawy pot.

Zmierza ku wyjściu z Ogrodu.

W Ogrójcu walka toczy się o moje wieczne życie. Tutaj dostrzegam moje bolesne upadki i powroty do Boga. Grzechy przytłaczające duszę.

Błagania. Modlitwy. Moje własne życie.

Męczeństwo, udręczenie, opuszczenie Jezusa- to wszystko dla mnie.

Moc Miłości Ogrójca- moc dopomagająca w powstawaniu z upadków.

Łaska Najświętszego Jezusa.

Ta wielka, nieogarniona moc Miłości Chrystusa Pana podźwiga każdego człowieka, wynosi, przytula, pomaga.

Ogród Oliwny.

Ciemna, głęboka noc   ogarniająca  woalem snu.  Przed Niebem odsłania się miejsce  cierpień o4Jezusowych. Dla Nieba wszystko staje się jawnym. Na widok cierpień Chrystusowych, które zadośćuczynić mają za winy, jakich człowiek się dopuścił,  wszystko  milknie. Rozwarte Niebo patrzy na Pana swego. Oto Człowiek otoczony mrokiem nocy, osamotniony,  opuszczony, zapomniany przez stworzenie.    Modlitwa, każde słowo nabiera   ogromnej mocy.  Zbawczej mocy. Dokonywa się Dzieło Zbawienia człowieka.

Jezus promieniejący światłością chwały przed Tron Ojca Niebieskiego zanosi usilne prośby za zbolałą ludzkością. Mimo grozy, jaką niesie noc Światłość Jego oświeca każdego człowieka na ten świat przychodzącego.

Na widok Męki Jezusowej blask księżyca przyćmiewa. Naoczny świadek chowa się w głębinach nocy.

Otchłań odsłania ·przybliżającą się   śmierć, nasamprzód ledwo widoczną, z czasem jawną.

Chrystus Pan spogląda w jej oblicze, ona zdaje się nie ustępować, od tej chwili będzie już nieodzowną Jego towarzyszką.

Jezus jako człowiek walczy z jawiącymi się obrazami śmierci, wzdryga się przed nimi. Dogłębnie  przeżywa wszelakie upokorzenia i zniewagi, jakie Nań spłyną.

Przed oczyma jawią się brutalni żołnierze upokarzający, opluwający śliczną twarz. Jawią się pełni uderzającej nienawiści, szarpiącej ciało, wlokącej na powrozie. Jezus słyszy te wszystkie przekleństwa, obelgi. Serce Jego Najświętsze boleje nad niewdzięcznością tak umiłowanego Ludu. Cierpienia  fizyczne zdają się być coraz bardziej  okrutne. Wzdryga się Pan na ten widok,   przed oczyma zaś jawi się już kolejny, bolesny  obraz.

o5Drzewo krzyża. Jezus czuje się osamotniony. Dusza krzyczy, świat zaś utulony nocą zdaje się nie widzieć Jego cierpień.

Prócz cierpień fizycznych dochodzą duchowe.

Oto morze grzechów ludzkich, głębokie spowite ciemnicą grozy. Ich ciężar spada   na drżące ramiona przygniata, obala z nóg.  Jezus omdlewa. Jestestwo zdaje się być poruszone do głębi.

Przyjął wszystkie winy świata: morderstwa, rozpustę, przekleństwa.    Cała ohyda niemoralności jak płachta przylgnęła do Najświętszego Ciała. Ciężka i lepka.

Dusza Jezusowa święta, niewinna zalana odmętami ludzkich grzechów. Serce Jezusowe- Świątynia Boga Wszechmogącego, pełna Miłości, miłosierdzia napiętnowana wszystkimi grzechami świata.

Ten, w którym nie ma grzechu przyjmuje na siebie wszystek brud świata. Jęczy pod ich natłokiem. Najświętsze Serce tonie w bólu. Nikt już smutkowi temu ulżyć nie zdoła.

Nikt z ludzi nie doda Ci Otuchy Panie?

Nikt nie zaradzi okrutnym cierpieniom?

Nikt nie zelży w   utrapieniach?

Jezus pyta:

Śpisz?

 Nie śpij!

Jesteś moim przyjacielem.

 Na ciebie liczyłem w swym cierpieniu.

Ludzie zdają się nie słyszeć tych bolesnych wzdychań.

  Na widok cierpiącego Jezusa nie wzrusza się ludzkie serce? 

Jezus ponownie zapytuje:

Dlaczego nie chcesz   dopomóc w  cierpieniu i trudach, które za ciebie ponoszę?

Popatrz dziecię, ile ludzi w przepaści grzechu.

Czy nie ma wśród was nikogo, kto by ich na drogę cnoty nawrócił.

Uczniowie Chrystusa głębokim snem zmożeni.

Szatan zaś czuwa, szykując się do decydującego boju.

Jezus ma świadomość tego, że za wielu cierpi daremnie i ta świadomość przytłacza do ziemi. Co po chwila ktoś odpada z grona dotychczas Mu wiernych. Nad tym Jezus najbardziej boleje.

Kochałeś mnie.

Dlaczego odchodzisz?

Z pomroków wyłania się postać, która na czole wypisane ma znamię:  PYCHA.

Ona zdaje się mówić wprost.

Krzyczałam przez usta zbuntowanych aniołów w niebie: Nie będę służył.

Namawiałam pierwszych ludzi w Raju, by zjedli owoc z zakazanego drzewa. Za moim podszeptem wielu oddaje cześć bałwanom, tyranom świata. Rządzę sercami okrutników, mordujących miliony niewinnych ludzi, całe narody.

Zakradłam się do ludzkich umysłów.

To ja PYCHA karzę ludziom wierzyć tylko we własne siły.

To ja PYCHA w ich sercach wywołuję żądze, dbam by pieniądz stał się im najważniejszy.

To ja PYCHA dbam o to by walczyli z Tobą Jezusie, z Twoją Nauką.

Niepostrzeżenie wkradłam się do ich umysłów.

Niechaj walczą z Bogiem.

To ja PYCHA.  To jest moim tryumfem.

Ja nakazuję, by składali mi pokłony mędrcy, władcy świata i tak umiłowany przez Cię lud.

  Nie Tobie Jezusie.

Domagam się czci dla siebie

  Ja PYCHA się tego domagam.

I ty chcesz ze mną walczyć Jezusie?

Ty opuszczony?

Czy nie na próżno się starasz?

Czy podołasz?

Chrystus widząc wszystko odzwierciedlenie w zepsutym świecie   boleśnie na ziemię upada. Jego pot jako krople krwi spadły na ziemię.

Ona niemalże natychmiast, wchłania ten Skarb najcenniejszy, choćby tego potrzebowała, choćby spragnioną była.

Zdawało się PYSZE, że Jezus już się nie dźwignie, ale On wstaje.

Podnosi zakrwawione Oblicze, natenczas pojawia się inna zjawa.

Mocniejsza od pierwszej. Dumna.

Szaty jej wymięte, podarte, brudne, ale widać, że niegdyś kosztownymi były. Daje się poczuć odór zmieszanych perfum.

Na głowie jej napis NIEMORALNOŚĆ

Cóż Jezusie- szydzi

Wzywasz i mnie na bój?

Oto jestem.

Zawojowałam, podbiłam świat.

Rozumiesz?

Cały świat do mnie należy.

Jest mój.

Oni żyją w bagnie, jakie nań zgotowałam, w które sama je wiodę.

Spaliłeś Sodomę i Gomorę ja ocalałam.
Panuje po obecne czasy

Panuję w planach bogaczy, biedoty, w ich sercach.

Za mną idą rzesze dusz.

Ciemna noc rozlewa ukojeniem snu, tylko ta zjawa, której szyderczy głos naigrywa się z Jezusa.

Jezus ogromnie boleje, prosi Ojca Niebieskiego by odebrał ten kielich.

Co Ty mówisz Jezusie?

Niechaj odejdzie od Ciebie ten kielich?

Na coś przyszedł na świat?

Do cna wypić go musisz.

Jezu oto przyszła chwila Zbawienia.

Panie bądź silny!

Nie odsuwaj kielicha cierpienia, bo jeśli go odrzucisz, co stanie się z zbolałą ludzkością?

Jezus upada na ziemię, wije się z bólu, zsiniałe wargi szeptają słowa modlitwy. Zgadza się na spełnienie Woli Ojca Niebieskiego- na Dzieło Odkupienia. Leży na ziemi, wyczerpany, zbroczony krwawym potem. Drży każda komórka Najświętszego Ciała.

Jezu.

Podnieś się.

Wstań.

Jezus podnosi się.

Znika zjawa pychy i wzywające oblicze niemoralności.

Zdradził Cię Judasz, oddał w ręce nieprzyjaciół.

Nie dopuść, bym i ja to uczynił.

Jezus opuszczony przez najbliższych staje wobec faryzeuszów i kapłanów, których zwalczał z powodu fałszu i obłudy.
Gdzie Twoi Uczniowie?

Pan Jezus nie odpowiada.   Milczy.

Bolesne to milczenie, bo smutną musiałby dać odpowiedź.

Gdzie Twoi Uczniowie?

Gdzie Twoi Uczniowie?,   kiedy  w życiu społecznym i rodzinnym bezczelnie szerzy się rozpusta.

Miasta bezbożne, pełnymi zepsucia są.

Uczniowie Chrystusa, powstańcie!

Śmiele stańcie w obronie moralności i zdeptanej cnoty.

 Uczniowie Chrystusa, powstańcie!

Trzeba stanowczo bronić zasad Katolickich, nierozerwalności małżeństwa, czystości młodzieży.

Obojętni?

Niezdecydowani?

Nieśmiali?

Zrywają szaty z Jezusa, przywiązują do słupa. Rozpoczynają biczowanie.

Obnażono Ciało Jezusa.

Popłynęły strumienie krwi.

Któż Ci Jezu sprawił tyle męki?

Ludzie perfidnie obnażający się dla grzechu?

 Biczują za grzechy: wiarołomstwa mężów i żon, niemoralne obrazy i widowiska, bezwstydne spotkania, rozpustę  współczesnych rodzin, społeczeństwa.

Jeśli kto sparzył się ogniem grzechu, niech czym prędzej uklęknie obok słupa ubiczowanego Chrystusa, przy konfesjonale.

Niechaj Krew Ubiczowanego zmyje brud, zagoi rany.

Niechaj dusza oczyści się w ogniu Miłości Chrustowego cierpienia.

Ubrano Jezusa w purpurowy płaszcz, szyderczo poczęto pozdrawiać. Plwają na  Cudne Oblicze, niemiłosiernie biją, złorzeczą.

Wkładają koronę z bolesnych cierni. Lud niewierzący, pyszny, buntujący się przeciw wyrokom Bożym. Koronuje człowiek gnuśny, leniwy, kpiący sobie z duszy, z życia wiecznego. Koronuje rozpustnik szydzący z czystości, z cnoty wierności małżeńskiej.

Panie drwią z twego Królestwa a jednak Jesteś naszym Królem Upokorzyłeś się by nas podnieść.

Złożyłeś w ofierze swe Życie, by nas zbawić.

 Opamiętaj się Ludu Boży!

Świat opamiętać się nie chce.

Wszędy wkoło rozlewają się krzyki:

Precz z Chrystusem.

Precz z krzyżem.

Ze wszech stron daje się słyszeć sąd okrutny, niesprawiedliwy i głupi. Wszędy wkoło skazują Jezusa na śmierć.

Największą boleść zadają serca dotąd miłujące. Serca, które miast być pocieszeniem niesłusznie potępiają. Miast stanąć w obronie Jezusa rzucają obelgi na Jego Osobę i Naukę, szydzą z wiary. Serca miast płonąć ogniem niezmierzonej miłości ostały napojone gniewem, ogniem nienawiści, zemsty.

Wielki ból zadają serca, które dotąd walczyły ze swymi namiętnościami, teraz staczający się w bagno występków.

Widzi  Jezus tych zrujnowanych przez rozpustę, rzesze grzeszników, którzy z ironią szykują krwawą drogę.

Dlaczegoż ten umiłowany Lud tak okrutnym jest?
Na Jezusowym ciele jawią się krwawe ślady ludzkich grzechów, niesprawiedliwości.

Wszechświat niesie odgłosy uderzenia młotem, którym grzesznicy przybijają ręce do krzyża. Ręce, które samo dobro czyniły.

Nie boją się Boga, okradają kościoły, bezczeszczą naczynia święte, dotykają Najświętszego Sakramentu.

Nowocześni mędrcy.

Zapanowała cisza na Golgocie, kiedy wszechświat echem niesie wyrok:

Jezus skazany na śmierć.

Zło szaleje, wabi, szatan zwodzi młodzież i starców. Świat przesiąknięty nędzą ducha i ciała.

Opamiętaj się człowiecze wszak możesz być filarem, pochodnią gorejącą, ogniem zapalającym tysiące dusz i serc.

Raduje się Najświętsze Serce Jezusa na widok tych, którzy cierpliwie znoszą własny krzyż, spokojnie zgadzają się Wolą Bożą. Krzyż, który jest źródłem siły, nadziei i wiary dla opuszczonego, cierpiącego.

Niechaj Krzyż święty Chrystusa będzie nadzieją, podporą w czasie cierpień i niebezpieczeństw grzechu.

W nim pokładaj ufność, kiedy spadają ciężkie ciosy życia.

 Nie narzekaj na trudy i cierpienia, które napotykasz na drodze wskazanej przez Jezusa.

   Nie płacz, nie lękaj się, nie uchylaj od ofiar gdyż one zapewniają ci zbawienie.

Przed oczyma Jezusa jawią się miliony zachwyconych Jego osobą. Serce Jezusa płonie nieustanną Miłością, której nikt nie zdoła zatrzeć w ludzkich sercach.

Może ludzkość zapomnieć o Jego Nauce, i o cudach, lecz nigdy nie zapomni Jego Bożej Miłości.

Miłość Chrystusa była przyczyną Jego śmierci.

Chrystus umarł za ciebie. Niechaj ta myśl utwierdzi cię w wierze, nadziei, pobudzi serce do miłości. Nigdy nie powątpiewaj w prawdy religijne. I choć wiele zostaje jeszcze zakrytych, niezrozumiałych ty ufaj Opatrzności Bożej.
Ufaj ofiarnej Miłości. Nadzieja niechaj ukoi serce twoje i napełni je błogim Jezusowym pokojem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

About these ads

Odpowiedzi: 34 to “Ogród Oliwny”

  1. MaranaTha said

    artykuł : „Chrystus a rachunek prawdopodobieństwa” – „Nie przypadkiem w angielskiej wersji tytuł filmu Gibsona brzmi „The Passion of the Christ”. Określnik „the” podkreśla w nim dwie rzeczy. Po pierwsze, niepowtarzalność ofiary Chrystusa, choć podobną śmiercią umarło wielu. Po drugie, że Jezus z Nazaretu był tym Chrystusem (ang. The Christ), którego zapowiadał Stary Testament. Czy możemy mieć pewność, że Jezus z Nazaretu był Mesjaszem? Stary Testament zawiera ponad 400 specyficznych proroctw, które wypełnił Jezus. Jeżeli zapisano je tam przed narodzinami Jezusa, to znaczy, że był On tym, za kogo się podawał, a jeśli dopisali je tam później chrześcijańscy kopiści, to chrześcijaństwo jest wielkim blefem.

    Dzięki licznym kopiom ksiąg starotestamentowych z Qumran dziś nie ma wątpliwości, że proroctwa te były częścią Starego Testamentu na długo przed powstaniem chrześcijaństwa. Faktem jest też, że wypełniły się w życiu Jezusa. Przypadek? Jakie jest prawdopodobieństwo wypełnienia się choćby kilku spośród setek starotestamentowych proroctw w Jezusie z Nazaretu? Zbadajmy to, posługując się klasyczną definicją prawdopodobieństwa i wiedzą o zdarzeniach niezależnych. Jeśli prawdopodobieństwo jakiego. wydarzenia wynosi 1:5, a innego 1:10, to prawdopodobieństwo wystąpienia obu wynosi 1:50. Na przykład rzucając symetryczną, sześcienną kostką do gry, prawdopodobieństwo wypadnięcia dowolnej ilości oczek jest stałe i wynosi 1:6. Uzyskanie w dwóch kolejnych rzutach, powiedzmy 3 oczek, wynosi 1:36, a w trzech kolejnych rzutach 1:216 itd. Na podobnej zasadzie obliczmy prawdopodobieństwo wypełnienia się w Jezusie tylko 10 proroctw mesjańskich:

    1. Nie zostanie odjęte berło od Judy ani laska pasterska spośród kolan jego, aż przyjdzie ten, do którego ono należy, i zdobędzie posłuch u narodów!. (Ksiega Rodzaju 49,10 BT).

    W Izraelu było 12 plemion, wśród których Jezus mógł się narodzić. Patriarcha Jakub, żyjący blisko 2000 lat przed Jezusem, zapowiedział, że Mesjasz będzie potomkiem czwartego z jego dwunastu synów, a mianowicie Judy. Prawdopodobieństwo, że Chrystus narodzi się w plemieniu Judy, wynosiło wiec 1:12, a byłoby mniejsze, gdybyśmy wzięli pod uwagę, że Mesjasz miał pochodzić z linii króla Dawida (zob. Ksiega Jeremiasza 23,5), a Jezus był potomkiem Dawida, zarówno ze strony Marii (zob. Ewangelia Lukasza 3,31), jak i Józefa (zob. Ewangelia Mateusza 1,6.16). Przyjmijmy jednak stosunek zaledwie 1:100, czyli 1:102.

    2. Betlejemie Efrata, najmniejszy z okręgów judzkich, z ciebie mi wyjdzie ten, który będzie władcą Izraela. Początki jego od prawieku, od dni zamierzchłych. (Ksiega Micheasza 5,1).

    Proroctwo to, zapisane setki lat przed narodzinami Jezusa, wskazywało na Betlejem w Judei jako miejsce narodzin Mesjasza. Jezus mógł przyjść na świat w którymkolwiek z przeszło 2000 miasteczek i osiedli judejskich, toteż prawdopodobieństwo narodzin w Betlejem wynosiło 1:2000. Dla ułatwienia przyjmijmy jednak prawdopodobieństwo rzędu 1:1000, a wiec 1:103.

    3.Oto Ja posyłam mojego anioła [posłańca], aby mi przygotował drogę przede mną. (Ksiega Malachiasza 3,1).

    Posłańcem, który przygotował drogę dla Jezusa, był Jan Chrzciciel. Ilu z mieszkańców Betlejem miało poprzednika, który przygotował drogę dla ich misji? Jeden na milion?

    Przyjmijmy jednak prawdopodobieństwo 1:100 000, czyli 1:105.

    4.Wesel się bardzo, córko syjońska! Wykrzykuj, córko jeruzalemska! Oto twój król przychodzi do ciebie, sprawiedliwy on i zwycięski, łagodny i jedzie na ośle, na ośleciu, źrebięciu oślicy. (Ksiega Zachariasza 9,9).

    Słowa te napisał prorok Zachariasz na 500 lat przed Chrystusem. Ilu mieszkańców Betlejem wjechało do Jerozolimy w roli władcy na oślęciu? Nikt, prócz Jezusa (zob. Ewangelia Łukasza 19,35-38). Zapytajmy wiec ogólniej: Ilu władców wjechało do Jerozolimy na oślęciu? Niewielu. Załóżmy prawdopodobieństwo 1:100 000, a wiec 1:105.

    5. Nawet przyjaciel mój, któremu zaufałem, który jadł mój chleb, podniósł pięte przeciwko mnie. (KsiegaPsalmów 41,10).

    Jeden z najbliższych przyjaciół zdradził Jezusa. Judasz podjął te decyzję, gdy przyjmował chleb z reki swego Mistrza podczas ostatniej wieczerzy (zob. Ewangelia Mateusza 26,47-48). Zdrada władcy przez przyjaciela nie należała do rzadkości, dlatego przyjmijmy prawdopodobieństwo równe 1:1000, czyli 103.

    6. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. (Księga Izajasza 50,6 BT).

    Od zarania dziejów zginęło wielu władców, ale niewielu zostało zbitych i wyszydzonych przed swoją egzekucją, zapewne żaden tak, jak Jezus (zob. Ewangelia Mateusza 26,67; Ewangelia Marka 14,65). W naszych obliczeniach uwzględnijmy jednak prawdopodobieństwo równe 1:10 000, czyli 1:104.

    7. Wtedy spojrzą na mnie, na tego, którego przebodli (…) To są rany, które mi zadano w domu moich przyjaciół. (Ksiega Zachariasza 12,10; 13,6).

    Słowa te wyrzekł Syn Boży! Dłonie i stopy Jezusa zostały przybite do krzyża, a Jego bok przebity włócznią (zob. Ewangelia Jana 19,37). żydzi nie stosowali ukrzyżowania, gdy Zachariasz pisał te słowa, a i później kamienowali ludzi oskarżonych o przestępstwa religijne. Mimo to przyjmijmy prawdopodobieństwo rzędu 1:100 000, a wiec 1:105.

    8. Rzekł Pan do mnie: „Rzucą to do garncarza, te piękną zapłatę, na jaką mnie oszacowali”. I wziąłem trzydzieści srebrników, i rzuciłem je w domu Pańskim do garncarza. (Ksiega Zachariasza 11,13 Biblia Wujka).

    Zgodnie z tym osobliwym proroctwem 30 srebrników za zdradę Mesjasza miało trafić do świątyni, a z niej w ręce garncarza. Judasz po śmierci Jezusa udał się do świątyni, aby oddać kapłanom pieniądze, które wcześniej wziął od nich za wydanie Jezusa, a kiedy ich nie przyjęli, gdyż były splamione niewinną krwią, rzucił je na posadzkę świątyni. Kapłani zakupili za nie od garncarza pole na cmentarz dla ubogich cudzoziemców (zob. Ewangelia Mateusza 27,5-7). Zapewne w całej historii ludzkości nie było drugiego przypadku, gdy zwrócone pieniądze za zdradę przyjaciela trafiły w ręce garncarza. Przyjmijmy prawdopodobieństwo 1:1 000 000, czyli 106.

    9. Znęcano się nad nim, lecz on znosił to w pokorze i nie otworzył swoich ust, jak jagnię na rzeź prowadzone i jak owca przed tymi, którzy ją strzygą, zamilkł i nie otworzył ust swoich (…) do przestępców był zaliczony. (Ksiega Izajasza 53,7.12).

    Jak wielu zawisło niewinnie, niczym Jezus, pomiędzy dwoma przestępcami? Ilu z tych niewinnie skazanych nie otworzyło ust w swej obronie? Niewielu. Przyjmijmy prawdopodobieństwo takiego wydarzenia jako równe 1:100 000, czyli 1:105.

    10. Przebodli ręce i nogi moje, policzyć mogę wszystkie moje kości. A oni się wpatrują, sycą mym widokiem; moje szaty dzielą miedzy siebie i los rzucają o moją suknie. (Ksiega Psalmów 22,17-19 BT).

    Żołnierze podzielili szaty Jezusa miedzy siebie, a o wierzchni1 suknie zagrali w kości, aby jej dzielić, gdyż była cała tkana (zob. Ewangelia Jana 19,23-24). Nielicznych skazańców spotkał dokładnie taki los. Załóżmy prawdopodobieństwo takiego wydarzenia jako 1:100 000, czyli 1:105.

    Jakie jest prawdopodobieństwo wypełnienia się 10 starotestamentowych proroctw mesjańskich w życiu Jezusa z Nazaretu? Na pytanie to możemy odpowiedzieć w przybliżeniu, mnożąc przyjęte wcześniej prawdopodobieństwa spełnienia się powyższych dziesięciu proroctw mesjańskich: 1/(102 x 103 x 105 x 105 x 103 x 104 x 105 x 106 x 105 x 105). Otrzymamy prawdopodobieństwo rzędu 1:1043! Liczba 1:1043 jest trudna do wyobrażenia, bo np. gdybyśmy podzielili cały glob ziemski na 1-kilogramowe kawałki, otrzymalibyśmy ich w przybliżeniu dopiero 1 z 25 zerami! Prawdopodobieństwo przypadkowego wybrania jednego, specyficznego 1-kilogramowego kawałka ziemi wynosiłoby wiec 1:1025. Gdybyśmy podzielili słonce na 1-kilogramowe kawałki, otrzymalibyśmy ich 1 z 30 zerami. Prawdopodobieństwo trafienia na specyficzny 1-kilogramowy kawałek słońca, wynosiłoby dopiero 1:1030.

    Alfred Edersheim, wybitny uczony z uniwersytetu w Oksfordzie, wymienił w swym monumentalnym dziele o czasach Jezusa 456 starotestamentowych zapowiedzi wypełnionych przez Mistrza z Nazaretu! Przy czym ich mesjańskie odniesienie nie jest wyłącznie chrześcijańską interpretacją, gdyż Edersheim wziął pod uwagę tylko proroctwa uznawane za mesjańskie przez starożytne źródła rabiniczne!* Wypełnienie się 2-3 proroctw mesjańskich w Jezusie z Nazaretu byłoby mało prawdopodobnym przypadkiem. Wypełnienie się 10 z nich przypadkiem jest praktycznie niemożliwe, a przecie. Pan Jezus wypełnił przynajmniej 456 starotestamentowych proroctw! Rachunek prawdopodobieństwa dla wypełnienia zaledwie 10 z nich przez Jezusa wyniósł około 1:1043. Wybitny szwajcarski matematyk, Lecomte duNouy, powiedział, że wydarzenie o podobnym prawdopodobieństwie nie ma szans, aby się wydarzyć**. A cóż dopiero, gdybyśmy wzięli pod uwagę 456 wypełnionych przez Niego proroctw!?

    Peter Stoner, po zbadaniu prawdopodobieństwa wypełnienia się w Jezusie zaledwie 8 proroctw mesjańskich, napisał słusznie: Kto nie uznaje w Jezusie zapowiedzianego w Piśmie Świętym Syna Bożego, ignoruje fakt, który ma za sobą więcej dowodów ni. jakikolwiek inny fakt na świecie.***. W świetle powyższych danych, odrzucenie Jezusa jako Mesjasza byłoby czymś niedorzecznym i sprzecznym z dostępnymi faktami.”

  2. Dawid said

    Papież odmówił zamieszkania w oficjalnych apartamentach

    Zamiast apartamentów na terenie Pałacu Apostolskiego w Watykanie papież Franciszek wybrał rezydencję dla gości imienia św. Marty. W otoczeniu nowego zwierzchnika Kościoła rzymskokatolickiego powiadają, że nie chce on odgradzać się od innych ludzi ścianami pałacu.

    Franciszek jest pierwszym od ponad stu lat papieżem, który nie chciał zamieszkać w papieskich apartamentach. Wcześniej zrezygnował on ze specjalnego papamobile, poprosił o zamianę tronu w swojej rezydencji na krzesło oraz zaczął jeść obiady we wspólnej jadalni.

  3. wiesia said

    „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” (Łk 9,23).

    Nie ma chyba rodziny nie dotkniętej chorobą czy cierpieniem swych bliskich. Ich krzyże stają się także krzyżami dla całej rodziny. Często wydaje się, że przekraczają nawet ludzkie siły. W takim dramacie nie pozostaje nic innego, jak zaufać Chrystusowi, który także cierpiał. Dał nam jednak nadzieję, bo zmartwychwstał. W naszym krzyżu spotykamy cierpiącego Chrystusa, którego droga krzyżowa zakończyła się chwalebnym zwycięstwem.

    Maryjo, prosimy Cię za chorych i cierpiących w różny sposób w naszych rodzinach; o ich uzdrowienie; aby w swoim bólu zobaczyli krzyż Chrystusa i czerpali siłę do dźwigania swego krzyża z naśladowania Syna Bożego;

    A dla ich rodzin prosimy o moc do współcierpienia z nimi.

    Przed Tobą, Pani z Lourdes – ponawiamy modlitwę za Kościół i powierzamy szczególnej Twojej macierzyńskiej miłości synów i córki naszego narodu i całego świata. Ty sama pozwoliłaś Bernadetcie Soubirous doświadczyć Twojej słodkiej obecności, przekazując jej orędzie będące echem słowa, które Bóg powierzył Kościołowi. Składamy wobec Ciebie, o Matko Boża, ofiarę z nas samych po to, by wiara chrześcijańska przezwyciężyła wszystkie przeszkody i aby była wiernie przekazywana młodemu pokoleniu, tak, by miłość i jedność, radość i nadzieja zamieszkały w sercach wszystkich ludzi.

    Niepokalana Maryjo, przychodzisz na ziemię, ponieważ kochasz nas, swoje dzieci. Prosimy Cię, Matko, bądź nieustannie przy nas ze swoją miłością.

    Dopomóż mi, Panie, aby oczy moje były miłosierne,
    bym nigdy nie podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów,
    ale upatrywała to, co piękne w duszach bliźnich
    i przychodziła im z pomocą.

    Dopomóż mi, Panie, aby słuch mój był miłosierny,
    bym skłaniała się do potrzeb bliźnich, by uszy moje nie
    były obojętne na bóle i jęki bliźnich.

    Dopomóż mi, Panie, aby język mój był miłosierny,
    bym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich,
    ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia.

    Dopomóż mi, Panie, aby ręce moje były miłosierne
    i pełne dobrych uczynków, bym tylko umiała czynić dobrze bliźniemu,
    a na siebie przyjmować cięższe, mozolniejsze prace

    Dopomóż mi, Panie, aby nogi moje były miłosierni bym zawsze
    spieszyła z pomocą bliźnim, opanowując swoje własne znużenie
    i zmęczenie. Prawdziwe moje odpocznienie jest w usłużności bliźnim.

    Dopomóż mi, Panie, aby serce moje było miłosierne,
    bym czuła ze wszystkimi cierpieniami bliźnich.
    Nikomu nic odmówię serca swego. Obcować będę szczerze nawet z tymi,
    o których wiem, że nadużywać będą dobroci mojej, a sama zamknę się
    w Najmiłosierniejszym Sercu Jezusa i o własnych cierpieniach będę milczeć.
    Niech odpocznie miłosierdzie Twoje we mnie, o Panie mój.

    Jezu mój, przemień mnie w siebie,
    bo Ty wszystko możesz. Amen.

    • Piotr2 said

      Cudowna Matemblewska Pani!
      Tyś największą po Bogu naszą pociechą.
      Zbliżamy się do Ciebie z całą naszą ufnością,
      jak dzieci do Matki przychodzimy do Ciebie,
      korzymy się przed Tobą, błagając o pomoc Maryjo!
      Tyle cudów zdziałałaś na tym miejscu
      przez siebie wybranym,
      tylu nieszczęśliwych wysłuchałaś i uleczyłaś ich
      z chorób duszy i ciała,
      tylu rodzinom dałaś upragnione dziecko.
      Matko Matemblewska!
      Bądź siłą dla matek oczekujących potomstwa,
      by nie lękały się trudów macierzyństwa.
      weź w opiekę nasze rodziny i prowadź je do swego Syna,
      który z Ojcem i Duchem Świętym żyje i króluje
      na wieki wieków. Amen.
      Króluj nam Chryste

      • wiesia said

        …zawsze i wszędzie.Dziękuję Piotrze2 :) bardzo ładna modlitwa,nie znałam jej.Pozdrawiam z Panem Bogiem.

  4. wiesia said

    armia
    Codzienne Uczczenie Ran Pana Jezusa
    (z poświęconym Krzyżem)
    Panie Jezu Chryste, mój nade wszystko ukochany Zbawicielu. Z największym uszanowaniem i z całą żarliwością mojej duszy uwielbiam Ciebie przez Niepokalane, Serce Maryi i Jej Sercem i w Jej Niepokalanym Sercu,
    Pozdrawiam Ciebie i całuję wszystkie Twoje Rany najczystszymi ustami Twojej Świętej Matki. Pozdrawiam też i całuję wszystkie Twoje Święte Rany za tych wszystkich, którzy do mnie należą, za Kapłanów, za konających, za dusze w czyśćcu cierpiące.
    - Całuję i pozdrawiam w ten sposób Rany od gwoździ w rękach i kiedy Ci je zadano i jak długo znosiłeś ich ból.
    - Tak samo pozdrawiam i całuję Rany Twojej Świętej Głowy, teraz i kiedy te ciernie Ją kłuły i jak długo ten ból znosiłeś.
    - Pozdrawiam i całuję Świętą Ranę na barku, teraz i kiedy ta ciężka belka krzyża na nim ciążyła i jak długo ten ból znosiłeś.
    - Pozdrawiam i całuję Twój bark wyrwany za stawu, teraz i kiedy on został wyrwany i jak długo ten ból znosiłeś.
    - Pozdrawiam i całuję Twoje Przenajświętsze Oblicze, teraz i kiedy było za nas policzkowane, opluwane i brudami oszpecone, teraz i jak długo tę mękę i tę obrzydliwość znosiłeś.
    - Pozdrawiam i całuje Święte Rany biczowania, teraz i pod czas tej chłosty okrutnej jak długo te boleści Twego poszarpanego Ciała za nas znosiłeś.
    - Pozdrawiam i całuje podeszwy Twoich przypalonych Stóp, teraz i kiedy stałeś na rozpalonej blasze, teraz i jak długo znosiłeś to niewypowiedziane cierpienie.
    - Tak samo pozdrawiam i całuje z największym uszanowaniem i największą wdzięcznością Świętą ranę Twojego Serca, jak i każdą kroplę Twojej Krwi.
    O Mój Zbawicielu, każdym moim pocałunkiem, oddechem, uderzeniem mojego serca, słowem i myślą pragnę na nowo całować wszystkie Twoje Święte Rany i każdą Kroplę Twojej Najdroższej Zbawczej Krwi, i tyle razy ofiarować Twojemu Ojcu w Niebie.
    W łączności z Twoimi nieskończenie wielkimi zasługami, z Twoją Łaską i Miłością pragnę wiele dusz wybawić od ognia czyśćcowego.
    Mój Jezu, dziękuję Ci za wszystko, co dla mnie uczyniłeś i całuje Twoje Święte Stopy za każdym krokiem, który uczyniłeś na ziemi od Twojego dzieciństwa, aż po ostatni krok, kiedy Cię rzucono na drzewo krzyża.
    Zbawicielu mój, spełnij jeszcze jedna moja prośbę. Z każdym czułym pocałunkiem Świętej Rany Twojego Ser¬ca, pragnę w sposób wynagradzający całować każdą
    Hostie Świętą przyjmowaną bez uszanowania na stojąco i na i rękę. Amen.

  5. wiesia said

    Triduum Paschalne – tajemnica przejścia

    Triduum Paschalne to rozważanie przejścia ze śmierci do życia, z cierpienia do chwały. Samo słowo „pascha” oznacza przejście. O znaczeniu najważniejszego ze świąt, o tym, czym ono jest dla nas – opowiada studentka, Justyna Kozłowska.
    Szczytem całego roku liturgicznego jest Triduum Paschalne. Święty czas przepełniony tajemnicą życia, śmierci i Zmartwychwstania.

    Szczytem całego roku liturgicznego jest Triduum Paschalne. Święty czas przepełniony tajemnicą życia, śmierci i Zmartwychwstania.

    Autor: sxc.hu
    Triduum Paschalne Męki i Zmartwychwstania Pańskiego, to szczyt całego roku liturgicznego.
    To także moje święto, bo jestem dzieckiem Boga, który z miłości do mnie posunął się aż do śmierci, bezinteresownie odpuszczając moje grzechy. W tych dniach podczas liturgii, mam możliwość wejścia w intymną relację ze Zbawicielem. Mogę otwarcie spojrzeć na Jego miłość, cierpienie, upadki, rozstanie, zwątpienie – odnaleźć człowieka w Bogu, siebie w Nim. Mogę zobaczyć moją drogę tak podobną do Jego drogi.

    Wielki Czwartek

    Triduum Paschalne składa się z kilku dni tworzących jedność. Rozpoczyna się Mszą Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek. Wspominamy wówczas wydarzenia z Wieczernika – Ustanowienie Eucharystii ( czyli pierwsze święto Paschy i Ostatnią Wieczerzę) oraz sakramentu kapłaństwa. Tego dnia kapłan umywa wybranym parafianom nogi, na wzór Chrystusa, który przed wieczerzą uczynił to samo swoim uczniom. Na zakończenie uroczystości Ciało Chrystusa w Monstrancji zostaje przeniesione do kaplicy zwanej „Ciemnicą” – na wspomnienie Jego samotnej modlitwy w Ogrójcu. Tabernakulum jest opróżnione i otwarte, a ołtarz obnażony i pusty – wchodzimy w czas Bożej męki.

    Wielki Piątek

    W Wielki Piątek nie sprawuje się Eucharystii. Tego dnia odmawiana jest ciemna jutrznia, wierni adorują Jezusa w ciemni, trwa spowiedź i nabożeństwa Drogi Krzyżowej. Późnym popołudniem rozpoczynają się najważniejsze obrzędy tego dnia – Liturgia Męki Pańskiej. Składa się ona z trzech części: Liturgii Słowa, Adoracji Krzyża, podczas której krzyż zostaje wywyższony jako drzewo życia, a na którym później wierni składają pocałunek; oraz Obrzędów Komunii, gdzie rozdawane jest Ciało Chrystusa (konsekrowane poprzedniego dnia). Liturgię kończy przeniesienie Najświętszego Sakramentu do Grobu Bożego. Monstrancja przykryta jest białym welonem na pamiątkę całunu, który spowijał doczesne szczątki Jezusa. Tego wieczora i przez cały następny dzień trwa adoracja.

    Wielka Sobota

    W sobotę wieczorem rozpoczyna się Liturgia Wigilii Paschalnej złożona z czterech części.

    Pierwszą jest Liturgia Światła. Przed kościołem rozpalane jest ognisko, do którego podchodzą kapłani i służba liturgiczna. Następuje poświęcenie ognia. Na paschale kapłan kreśli symbole, które wskazują na Jezusa, panującego nad czasem i wiecznością. Z zapalonym paschałem procesja wchodzi do nieoświetlonego kościoła. „ Światło Chrystusa”: śpiewa kapłan i wszyscy zapalają od paschału swoje świece – znak zmartwychwstania jako nowego światła.

    Druga część to Liturgia Słowa, która może składać się z dziewięciu czytań. Pokazują one całą historię Zbawienia od początku świata.

    Kolejna część to Liturgia Chrzcielna, podczas której wierni wyrzekają się szatana, sprawcy grzechu i wyznają swoją wiarę. Dawniej większość chrześcijan w tej właśnie chwili przyjmowała chrzest.
    Natomiast podczas Liturgii Eucharystycznej, spożywamy Ciało i Krew Zbawiciela – pokarm na życie wieczne.

    Wigilia Paschalna rozpoczyna celebrację Zmartwychwstania i powinna kończyć się Procesją Rezurekcyjną. W wielu kościołach Rezurekcja odbywa się w niedzielny poranek.

  6. wiesia said

  7. kooool said

    Dziś naszła mnie myśl, że post do 15:30 ma głębszy sens, gdyż to czas największego cierpienia Jezusa. Potem już wszystko się dokonało. Trzeba też przygotować organizm po poście chleba i wody, aby w zdrowiu móc świętować z rodziną Zmartchwywstanie.

    Zastanawiałem się dlaczego w Piśmie Świętym tak wiele uwagi poświęcono chlebowi niekwaszonemu?
    Świeże, przaśne pieczywo jest zdrowe, w przeciwieństwie do świeżego pieczywa na drożdżach czy zakwasie. Przaśne podpłomyki nie obciążają żołądka kwasem i fermentacją
    W dawnych czasach chlebem nazywano cienki placek – z roztartych kamieniami ziaren, wody i odrobiny soli, wypiekany na rozgrzanych kamieniach. Taki, nazwijmy go dalej chleb, był przaśny (nie podlegał fermentacji) i dlatego określano go słowem „przaśnik”. Słowianie takie pieczywo nazywali podpłomykami. Hindusi mówią o nim czapatti, Żydzi maca, a Indianie tortilla.
    Więc bez cienia wątpliwości rzec można, że chleby przeszłości posiadały zdecydowanie inną recepturę niż dzisiejsze chleby. Nie było w nich przede wszystkich ani drożdży, ani zakwasu. Smaczne, zdrowe i oryginalne placki chlebowe można dziś upiec we własnym domu.

    Składniki:
    1 szkl. mąki pszennej białej – typ 500 lub 650
    1 szkl. mąki pszennej razowej – typ 2000 (lub orkiszowej)
    1/2 szkl. oliwy z oliwek
    1/2 szkl. zimnej wody
    1/2 łyżeczki soli
    Wykonanie:
    Płynne składniki miksujemy w blenderze, aż do momentu uzyskania białej emulsji o wyglądzie śmietany. Następnie wlewamy ten płyn do przygotowanych mąk i solimy. Całość mieszamy przy pomocy drewnianej łyżki, a potem zagniatamy ręką, dzielimy na pół, wałkujemy na grubość ok. 1 cm, nakłuwamy widelcem i pieczemy w nagrzanym do 170-180 C piekarniku na termoobiegu przez ok 10-15 minut z każdej strony. Po upieczeniu nakrywamy ściereczką i czekamy aż podpłomyki ostygną. Do ciasta na podpłomyki można dodać suszone lub świeże zioła, zmielony kminek, czarnuszkę i inne.

    Praca, ofiara, owoc.

  8. wiesia said

    Czym jest nawrócenie? Porzuceniem starego życia, a wybraniem życia nowego, Bożego. Czymże jest nasza spowiedź? Wymienieniem tego, co od lat drąży nasze serca, niczym kornik drzewo. Jednak brakuje w nawróceniu i spowiedzi wyrzucenia tego kornika. Stwierdzenie faktu, jeszcze nie uleczy drzewa. Trzeba podjąć jakieś kroki. Nie przyzwyczajać się do tego, że korniki są, ale zacząć coś z nimi robić. Bo jeżeli przez lata kornik będzie drążył drzewo, to całe drzewo spróchnieje i w końcu zawali się, upadnie, przestanie żyć. I co będzie z naszych spowiedzi co miesiąc czynionych? Wymieniane były stale jakie to są korniki, ile ich jest, ale one nadal drążyły drzewo. I podzieli dusza los spróchniałego, zwalonego drzewa. Po to jest Wielki Post, aby każdy zastanowił się nad sobą, nad swoją duszą, uczynił refleksję nad tym, co tak teoretycznie wszystko wie na temat swojej duszy, ale warto wejść głębiej, aby poznać prawdziwą przyczynę takiego stanu rzeczy, stanu swojej duszy. Aby w końcu dotrzeć do źródła zła i zacząć wyrywać to zło z korzeniami, aby choć trochę dokonać nawrócenia; jeśli nie radykalnie, całkowicie, to chociaż troszeczkę, by zmieniło się coś w nas, co przyniesie światło duszy i radość Bogu.

    Docierając do głębi swego wnętrza możemy zobaczyć, iż stale w centrum naszego serca jesteśmy my; nie ma tam Boga, ale każdy z nas. Zatem, nie ma tam prawdziwej miłości, lecz miłość własna. Miłości doskonałej, miłości Bożej jest brak. Ten brak jest przyczyną wszystkich grzechów, wszystkich słabości. Jest przyczyną tego, iż tkwimy w słabościach, niczym człowiek w bagnie, po same uszy. I dopóki brakować będzie miłości Bożej, dopóty będziemy coraz bardziej w to bagno się zanurzać, bo trudno będzie cokolwiek uczynić, jeśli nie ma się czego uchwycić, a bagno wciąga. Ratunkiem dla duszy jest miłość Boża, otwarcie się na Bożą miłość i na wszystko, co ze sobą Boża miłość niesie. Doskonała, Boża miłość niesie ze sobą Krzyż. Zatem, przyjęcie tej miłości jest równoznaczne z przyjęciem Krzyża Jezusowego. Jeśli ktoś mówi, iż przyjmuje Bożą miłość, a nie przyjmuje Bożego Krzyża, oszukuje sam siebie. Wchodząc w Wielki Post cały czas uświadamiamy sobie potrzebę przyjmowania krzyża. Sam Jezus powiedział: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech weźmie krzyż swój i Mnie naśladuje. I prawdziwie krzyż należy podjąć, jako świadectwo przyjęcia miłości Bożej. Odrzucanie krzyża jest jednocześnie odrzucaniem Bożej miłości, nie przyjmowaniem jej, a co za tym idzie, sprzyja wzrostowi miłości własnej. A więc zupełnemu zaprzeczeniu tego, Kim jest Bóg, i czym jest Jego miłość.

    Nieustannie myślimy o krzyżach solidnych, dużych, natomiast pomijamy krzyżyki, które są maleńkie, a które jakże często są cenniejszymi dla naszych dusz. Tych maleńkich krzyżyków jest bardzo dużo i dają nam okazję do tego, by w sposób autentyczny, prawdziwy. biorąc je, naśladować Jezusa. Ich podejmowanie ma odbywać się od samego momentu przebudzenia. Każdy z nas w inny sposób budzi się rano. Mamy różne uczucia, różne doznania, choroby, cierpienia, różne obowiązki, różną porę wstawania, odczuwamy to na różny sposób jako ciężary. Chodzi o to, żeby od momentu przebudzenia, podjąć swój codzienny krzyż, krzyż obowiązków, krzyż doznawanego bólu, który nie pozwala swobodnie się poruszać o poranku. Chodzi o podjęcie krzyża, np. uśmiechu wobec bliskich, chociaż samopoczucie nie za bardzo chce nam na to pozwolić. Chodzi o to, by z uśmiechem pomyśleć o czekających obowiązkach, o czekającej pracy, o czekających spotkaniach, sytuacjach, trudach, trudnościach, których się spodziewamy. O to, by nie myśleć o wszystkim ze strachem, z odrazą, o to by w swoim sercu nie odrzucać ich, ale by zaakceptować wszystko to, czego się spodziewamy i wszystko to, czego się nie spodziewamy, wszystko to, co wiemy, że czeka nas dzisiaj i wszystko to, co będzie zaskoczeniem. Chodzi o właściwe nastawienie serca, uprzednią zgodę na to w swoim sercu. To będzie podjęcie krzyża. I chociaż nadal może pojawiać się niepokój, lęk przed czymś, to jednak już samo wyrażenie zgody będzie podjęciem krzyża, będzie podejściem do Jezusa, który właśnie idzie Drogą Krzyżową, który cierpi. Będziemy wtedy jednoczyć się z Jezusem.

    http://www.malenkadroga.pl/?id=23&li=3&k=20

    • wiesia said

      Wkleiłam tylko fragment,ale bardzo polecam,aby przeczytać całość do końca,to naświetli nam właściwie,jak kroczyć tą maleńką drogą do Tej Jedynej Właściwej.Pozdrawiam w Panu Jezu,ufam Tobie!

    • Co do spowiedzi to niestety wielu z nas chrześcijan czasami traktuje lub kiedyś traktowało spowiedź jako jakąś cześć tradycji czy przykry obowiązek do którego podchodziło się ze złym nastawieniem. Ja osobiście tak kiedyś robiłem, że idąc do spowiedzi ani nie żałowałem jakoś specjalnie grzechów ani nie planowałem jakiejś szczególnie mocnej poprawy. Teraz kiedy dorosłem i podczas spowiedzi staram się naprawdę żałować za grzechy i zbieram wszystkie siły wraz z modlitwą aby każdego kolejnego dnia żyć naprawdę wg nauk Jezusa, to teraz dopiero widzę że spowiedź to jest coś naprawdę potężnego i bardzo ważnego dla nas jeśli podchodzimy do niej poważnie.

      • Anka said

        +
        Właśnie się do tej spowiedzi wybieram. Mam w parafii doroczne nabożeństwo pokutne, z którego bardzo lubię korzystać. A w związku z tym, pragnę przeprosić tu wszystkich, którzy mają mi coś do wybaczenia i o to wybaczenie poprosić.
        Niech się zmiłuje nad nami Bóg…
        Amen.

      • wiesia said

        Dołączam do prośby Ani również swoją prośbę o wybaczenie mi moich przewinień.Jeżeli kogokolwiek uraziłam,obraziłam,to z całego serca proszę o wybaczenie.Ja nie mam żalu do nikogo.Gorąco Was pozdrawiam i życzę aby Święta Wielkanocne były dla Was piękną Drogą ku Chrystusowi Zmartwychwstałemu.

  9. wiesia said

    Jutro zaczyna się Triduum Paschalne,dlatego życzę nam Wszystkim,abyśmy z otwartymi sercami i umysłami,oddali się w prowadzeniu nas,na Tę Drogę Kalwarii za rękę z Panem Jezusem i Matką Bolesną.Bądzcie zdrowi z Panem Bogiem!

  10. kooool said

    http://info.wiara.pl/doc/1502042.Pierwsza-audiencja-generalna-Franciszka

    Papież Franciszek „Bracia i siostry, dzień dobry. Cieszę się …”

    1P.1.1 Piotr, apostoł Jezusa Chrystusa, do wybranych, przybyszów wśród rozproszenia w Poncie, Galacji, Kapadocji, Azji i Bitynii, 2 którzy wybrani zostali według tego, co przewidział Bóg Ojciec, aby w Duchu zostali uświęceni, skłonili się do posłuszeństwa i pokropieni zostali krwią Jezusa Chrystusa. Łaska wam i pokój niech będą udzielone obficie!

    Jk1.1 Jakub, sługa Boga i Pana Jezusa Chrystusa, śle pozdrowienie dwunastu pokoleniom w rozproszeniu

    Jud1.1 Juda, sługa Jezusa Chrystusa, brat zaś Jakuba, do tych, którzy są powołani, umiłowani w Bogu Ojcu i zachowani dla Jezusa Chrystusa: 2 miłosierdzie wam i pokój, i miłość niech będą udzielone obficie!

    2J1.1 [Ja] prezbiter- do Wybranej Pani i do jej dzieci, które miłuję w prawdzie, i nie tylko ja sam, ale także wszyscy, którzy znają prawdę,
    2 [a miłuję] ze względu na prawdę, jaka w nas trwa i pozostanie z nami na wieki. 3 Łaska, miłosierdzie i pokój Boga Ojca i Jezusa
    Chrystusa, Syna Ojca, [niech] będą z nami w prawdzie i miłości!

    Przykład od Apostołów.

    „Nie zapominajcie tego. Bóg myśli zawsze z miłosierdziem” – dodał Franciszek.

    Rozważając nad Miłością doszedłem do wniosku, że: Miłość = Niebo, Miłosierdzie = Czyściec, Sprawiedliwość = Piekło.

  11. Wiktoria said

    Bardzo potrzebne do czestego rozwazania. Kochani,laczymy sie duchowo zwlaszcza jutro w dzien ustanowienia Najswietszej Eucharistii I sakramentu kaplanstwa w modlitwie dziekczynienia za tak wielki Dar, w modlitwie wynagradzajacej Panu za wszystkie swietokradstwa, zbeszczeszczenia Sakramentu Bozej Milosci I Zycia, za obojetnosc, brak uwagi, pamieci I milosci do Boskiego Wieznia wszystkich tabernakulum swiata, z prosba przebaczyc ogromny Bozy bol, odciagnac, albo zmniejszyc nadchodzaca ohyde spustoszenia, kiedy beda chcieli odebrac u nas ten pokarm duchowy. Rowniez laczymy sie w modlitwie dziekczynienia za wszystkich pasterzy Kosciola, slug Pana, wszystkich kaplanow, bo bez nich nie mielibysmy tego Pokarmu wiecznosci, zwlaszcza dziekujemy Bogu za swietych kaplanow, ofiarnych, wiernych I oddanych kaplanow; proszac Boga o przebaczenia za wszystkie wykroczenia, grzechy, niewiernosc Jego slug, za wszystkie zgorszenia, ktore oni daja, za porzucenie powolania. Wypraszajac dla nich wszelkie potrzebne laski I dary aby wytrwali do konca z Chrystusem I prowadzili narod Bozy wsrod burz zycia do blogoslowionego dziedzictwa, do Nieba.

  12. Tuptusia said

    Pieśni Wielkopostne można słuchać:

    http://powolaniowapomoc.p2a.pl/viewtopic.php?id=3518

  13. Dawid said

    LPA pozwoliła na udzielenie pomocy wojskowej syryjskiej opozycji

    Liga Państw Arabskich oficjalnie poinformowała o prawie krajów członkowskich tej organizacji panarabskiej do udzielenia pomocy wojskowej syryjskiej opozycji, domagającej się obalenia prezydenta Syrii, Baszara al-Asada.

    Inną ważną decyzją 24. szczytu LPA, który odbył się wczoraj w stolicy Kataru, Dosze, było przyznanie Syryjskiej Koalicji Narodowej na rzecz Opozycji i Sił Rewolucyjnych miejsca Syrii w Lidze, które było wolne od listopada 2011 roku po wygnaniu oficjalnego Damaszku.

    Zgodnie z rezolucją, koalicja narodowa będzie reprezentować Syrię w Lidze Państw Arabskich „aż do przeprowadzenia wyborów, po których zostanie sformowany rząd”.

  14. Dawid said

    W Austrii na podmiejskiej drodze zderzyło się 100 samochodów

    Z powodu opadów śniegu na austriackiej drodze zderzyło się około 100 samochodów. Co najmniej jedna osoba zginęła.

    Do gigantycznej stłuczki doszło na szosie A1 na zachód od Wiednia. Powstały korek rozciągnął się na ponad dwa kilometry.

    W policji poinformowano, że z około 100 środków transportowych, uczestniczących w stłuczce, 40 – to ciężarówki, a resztę stanowią samochody osobowe.

  15. Dawid said

    Kraje BRICS powinny przyczynić się do położenia kresu przemocy w Syrii

    Przywódcy krajów BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA) powinny wspierać działania zmierzające do położenia kresu przemocy w Syrii. W tym celu należy wykorzenić terroryzm oraz zaprzestać dostaw broni powstańcom – czytamy w liście Baszara al-Asada, wysłanym dzisiaj do prezydenta RPA Jacoba Zumy, przewodniczącego na obradach szczytu BRICS w Durbanie.

    „Wzywamy was do podjęcia wszelkich możliwych wysiłków, aby przerwać cierpienia narodu syryjskiego, których przyczyną są niesprawiedliwe sankcje gospodarcze oraz naruszenie norm prawa międzynarodowego” – podkreślił al-Asad.

  16. http://znanichrzescijanie.wordpress.com/2013/03/27/chuck-norris-radzi-studentom-liberty-university-aby-dali-prowadzic-sie-bogu/

    Po kilku latach kariery Norris zaczął odczuwać, że czegoś mu brakuje w życiu.

    “Zacząłem oddalać się od mojej wiary” Norris, który został ochrzczony w wieku 12 lat powiedział zebranym studentom. “Grałem w filmach i miałem sławę i pieniądze, ale byłem nieszczęśliwy i nie wiedziałem, co jest tego powodem”.

    Tak było do czasu, kiedy Norris ożenił się z Geną. Pewnego dnia małżonka czytała mu Biblię na głos i to był moment, kiedy aktor poczuł, że jego wiara została ożywiona.

  17. wiesia said

  18. wiesia said

    UKRYTE MĘKI PANA JEZUSA W CIEMNICY

    Kiedy w nocy w Wielki Czwartek pojmano Pana Jezusa w Ogrodzie Oliwnym, wtedy Apostołowie przestraszyli się i wszyscy pouciekali.
    Dlatego źródła oficjalne, jak Ewangelie, nie wspominają nic o torturach Pana Jezusa wycierpianych w nocy.
    Pachołki znając nienawiść kapłanów i faryzeuszów do Jezusa, prześcigali się w torturowaniu, aby się przypodobać swoim mocodawcom. Jezus zdany był na łaskę i niełaskę pachołków. Służebnica Najświętszej Maryi Panny, siostra Nastalowa, miała wielkie nabożeństwo do Męki Pańskiej i jej to uchylił Pan Jezus rąbka tej tajemnicy:
    „Ile w ciemnicy wycierpiałem jest tajemnicą, bo tam nie miałem świadka. Siepacze wśród ciemności rozpoczęli straszną igraszkę: rzucali Mną z całej siły, ciągnęli za ręce w przeciwne strony, wbijali w Ciało Moje ostre igły i szydła, deptali w różny sposób, ściskali sznurami, usiłowali wyłamać mi palce z rąk, związali Mi oczy i bili kułakami, uderzali głową Moja o kamienny słup.
    Szatańska wściekłość popychała ich do coraz to nowych okrucieństw.
    W Moim Sercu jednak była dobroć i litość. Składałem te męczarnie w ofierze za wszystkich ludzi, za świat cały”.
    To nabożeństwo do ukrytych Mąk Pana Jezusa zyskało imprimatur Kościoła i bardzo było polecane przez Papieża Klemensa II (1730-40 r.).
    Druga dusza mistyczna (kapucynka) Bł. Maria Magdalena żyjąca w wieku XVIII (Włochy), także miała wielkie nabożeństwo do Męki Pańskiej. Pragnęła poznać męki, jakie Pan Jezus wycierpiał w nocy przed Swoją śmiercią. Jej to Pan Jezus objawił 15 ukrytych Mąk, jakie wycierpiał w ciemnicy.
    Oto co Pan Jezus jej powiedział:

    „Żydzi uważali Mnie za największego złoczyńcę i znęcali się nade Mną w następujący sposób:

    1. Powiązali liną nogi i ciągnęli Mnie po kamiennych schodach do lochu. Wrzucili Mnie do cuchnącej ciemnicy pełnej nieczystości.
    2. Zdarli ze Mnie szaty i kłuli Mnie żelaznymi szpikulcami.
    3. Związanego sznurami ciągnęli po ziemi, rzucając od ściany do ściany.
    4. Zawiesili Mnie na belce, a luźnym węźle, który się rozwiązał i spadłem na ziemię. Tą torturą rozbity płakałem krwawymi łzami.
    5. Przywiązali Mnie do słupa i ranili Moje Ciało na różne sposoby. Rzucali we Mnie kamienie i przypalali rozżarzonymi węglami i pochodniami.
    6. Przebijali mnie szydłami, szpikulcami, włóczniami, rozrywali mi skórę i ciało.
    7. Przywiązanemu do słupa podsuwali pod bose nogi kawałki rozżarzonego żelaza.
    8. Na głowę wgnietli Mi żelazną obręcz i oczy zawiązali Mi brudną szmatą.
    9. Posadzili Mnie na siedzenie pokryte gwoździami, które wyryły na Moim Ciele głębokie dziury.
    10. Na Moje Ciało wyleli rozpalony ołów i żywicę, potem gnietli Mnie na stołku pełnym gwoździ, które coraz głębiej wbijały się w Moje Ciało.
    11. Na Moje poniżenie i udrękę, na miejsce wyrwanej brody powtykali druty.
    12. Rzucili Mnie na belkę i przywiązali Mnie do niej tak ciasno, że zupełnie nie mogłem oddychać.
    13. Gdy tak leżałem na ziemi, deptali po Mnie, a jeden z nich stawiając nogę na Mojej piersi, przebił Mi cierniem język.
    14. Do ust wlali mi najohydniejsze wydzieliny i obsypali najohydniejszymi zniewagami.
    15. Związawszy Mi na plecach ręce, rózgami wypędzili Mnie z więzienia.

    Te moje ukryte cierpienia ofiaruj Ojcu Niebieskiemu za grzechy ukryte, które bardzo ranią Serce Moje, szczególnie, gdy dusze ukrywają je przy spowiedzi.
    Córko moja, pragnę, abyś te Moje 15 ukrytych Tortur dała wszystkim poznać, aby każdą z nich uczczono.
    Każdy, kto codziennie jedną t tych tortur z miłością ofiaruje i gorliwie odmówi następującą modlitwę, otrzyma nagrodę w dzień Sądu.”

    Modlitwa
    Panie mój i Boże, pragnę stale czcić Twoje nieznane 15 tortur i Twoją Przenajdroższą Krew tam przelaną.

    Ile ziaren piasku na ziemi,
    ziaren zboża na polach,
    źdźbeł trawy na łąkach,
    liści na drzewach,
    kwiatów w ogrodach,
    gwiazd na niebie
    i stworzeń na ziemi,
    tylekroć tysięcy razy bądź uwielbiony, pochwalony i uczczony mój Panie Jezu, miłości najgodniejszy.
    Niech tyle tysięcy razy Najświętsza Maryja Panna, chwalebne Chóry Aniołów i wszyscy Święci, czczą Ciebie, Twoje Serce Przenajświętsze, Twoją Krew Najdroższą, Twoją ofiarę za ludzkość i Twój Przenajświętszy Sakrament.
    Chwałę, cześć i uwielbienie niech oddadzą Ci wszyscy ludzie i teraz i na wieki.
    Tyleż razy o mój Jezu, pragnę Ci dziękować, składać cześć i uwielbienie, na wynagrodzone Ci za wszystkie przez Ciebie doznane zniewagi i chcę do Ciebie należeć ciałem i duszą.
    Tyleż razy żałuję za moje grzechy.
    Przepraszam Ciebie o mój Jezu, Panie i Boże mój i proszę o przebaczenie i miłosierdzie nad nami.
    Twoje nieskończone zasługi ofiaruję Ojcu Przedwiecznemu na wynagrodzenie za moje grzechy i za kary zasłużone przeze mnie. Mocno postanawiam zmienić moje życie i proszę o Panie, aby ostatnia godzina mojego życia, moich najbliższych, oraz wszystkich grzeszników całego świata, była pełna szczęśliwego pokoju.
    Proszę także o uwolnienie dusz czyśćcowych, tych mi najbliższych, jak i wszystkich w czyśćcu cierpiących.
    To miłosne uwielbienie i wynagrodzenie ponawiać pragnę każdej godziny dnia i nocy, aż do ostatniej chwili mojego życia.
    Proszę Cię mój Najukochańszy Jezu, byś to moje szczere pragnienie w Niebie zatwierdził i nie pozwól, aby ani ludzie, ani szatan w tym mi nie przeszkodził. Amen.

    Przepuść nam, Panie
    Wysłuchaj nas, Panie
    Zmiłuj się nad nami

    Koronka na uczczenie 15 Tortur Pana Jezusa w Ciemnicy

    Na początku Różańca:
    Ojcze Niebieski, ofiaruję Ci ukryte Męki, jakie Pan Jezus wycierpiał w nocy przed Swoją śmiercią – na wynagrodzenie za grzechy moje i za grzeszników całego świata.
    Zamiast Ojcze nasz:
    Najsłodszy Jezu, racz przyjąć skromną daninę mojej miłości, prze którą pragnę Cię pocieszyć.
    Zamiast Zdrowaś Maryjo:
    O mój Jezu kocham Cię i uwielbiam za twoje Tortury i Krew przelaną w Ciemnicy.
    Na zakończenie:
    Któryś za nas cierpiał rany…

    • serce333 said

      Święty Michale Archaniele usuń z dostępu do tego blogu osoby które negatywnie oceniają te wspaniałe Modlitwy i opis męk naszego Zbawiciela.
      Z Bogiem.

  19. Dawid said

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Kard-Ortega-to-wystapienie-Bergoglio-moglo-wplynac-na-wynik-konklawe,wid,15451330,wiadomosc.html?ticaid=1104e4

  20. Krzysztof said

    Godzina w Ogrójcu M. Valtorta modlitwy

    Zapytałaś mnie : Ile będzie tych agonii w Ogrójcu, które mi dasz poznać?
    Och, wiele! Nie dla przyjemności dręczenia cię, a jedynie przez dobroć Mistrza i Oblubieńca.
    Nie mógłbym przecież, moja mała oblubienico obarczyć cię naraz całym nagromadzonym ciężarem bólu jaki spadł na mnie tego wieczoru i którego nikt nie przeczuł i nikt nie zrozumiał
    oprócz mojej Matki mojego Anioła. Doprowadziłoby cię do śmierci w szaleństwie. Tak więc, okruszek po okruszku, dzień po dniu dam ci to do poznania, jak mój pokarm, abyś mogła smakować powoli. Twoje cierpienie będzie największym aktem miłości współczucia dla twojego zbolałego Oblubieńca i aktem odkupienia dla twoich braci.

    Oto, dlaczego ofiarowuje ci tak wiele godzin z Ogrójca.
    Połącz je i tak jak artysta, który układa mozaikę i łącząc element z elementem, widzi powoli formujący się obraz, tak ty, zbierając razem w twojej myśli pamięć wielu godzin zobaczysz prawdziwą Agonię twojego Pana. Pomyśl ,jak Ja cie kocham. Za pierwszym razem ukazałem ci tylko mój niepokój zewnętrzny, fizyczny. I już sam widok mojego wstrząśniętego Oblicza, mojego miotania się tam i z powrotem, podnoszenia rak, zaciskania z bólu dłoni, płaczu i przygnębienia wywołały w tobie tyle żalu, że niewiele brakowało a byłoby cię to przyprawiło o śmierć.
    Przedstawiłem ci tą widoczną torturę wiele razy, abyś ją powoli poznała i nauczyła się ją znosić.
    Później, raz po razie wyjawiłem ci moje przykrości. Tak, moje – przykrości. Moje, to znaczy człowieka. Wszystkie namiętności człowieka jak poirytowane węże, wyszły na wierzch i podniosły
    głowy sycząc swoje prawo bycia i Ja musiałem je zdusić, jedna po drugiej. Musiałem być wolny dla podjęcia mojej Kalwarii.

    Nie wszystkie namiętności są nikczemne. Już ci to tłumaczyłem. Ja nadaje temu słowu sens filozoficzny, nie ten, który dajecie mu wy myląc zmysł z uczuciem. I twój Jezus Człowiek miał również dobre namiętności, tak jak je mają wszyscy ludzie sprawiedliwi.

    Lecz nawet dobre namiętności mogą się stać nieprzyjazne, kiedy o pewnych godzinach swoim chóralnym głosem zaczynają tworzyć twardy i silny łańcuch ze stalowych ogniw, a to wszystko tylko po to, ażeby przeszkodzić w wypełnieniu woli Bożej.
    Kochać życie ,które jest darem Boga należy do obowiązku, tak dalece, że kto odbiera sobie życie jest tak samo winny a nawet bardziej winny niż ten, kto zabija. Ten kto popełnia morderstwo grzeszy brakiem miłości bliźniego, ale może mieć okoliczności łagodzące, np. prowokacja, która doprowadziła go do szaleństwa. Natomiast ten, kto popełnia samobójstwo grzeszy przeciwko sobie i przeciwko Bogu, który dal mu życie po to, aby je znosił do momentu, kiedy będzie zawezwany.
    Pozbawić się życia, oznacza zedrzeć z siebie dar Boga i cisnąc go Bogu w Twarz z krzykiem przekleństwa na ustach. Kto popełnia samobójstwo, ten nie wierzy, ze ma Ojca, że ma Przyjaciela, że ma kogoś Dobrego przy sobie. Jeszcze więcej, kto popełnia samobójstwo zaprzecza istnieniu Boga. Dlatego też trzeba, aby to nasze życie było cenne.
    W jaki sposób cenne? Czyż mamy być niewolnikami tego życia? Nie. Życie ma być dobrym przyjacielem. Ma być przyjacielem tego drugiego życia, tego prawdziwego Życia, bo to jest wielkie Życie. To nasze, to jest małe życie. Podobnie jak służebnica służy i przygotowuje pokarmy dla swojej pani, tak to nasze małe życie służy i karmi duże Życie, które osiąga swój wiek doskonały
    dzięki staraniom jakie mu daje to małe życie. I oto, to właśnie małe życie przygotowuje wam ozdobną szatę w którą przybierzecie się wstępując do Królestwa Życia. Poprzez swój gorzki codzienny chleb, często nasycony kwasem, to małe życie umacnia was, czyni was dorosłymi i doskonale przygotowanymi do przyjęcia Życia nieskończonego. I oto dlaczego należy nazywać
    (cenną) tą naszą smutną szarą egzystencję w azylu i bólu.
    To jest nasz bank w którym dojrzewają owoce wiecznych bogactw.
    I jeżeli to życie jest znośne dobre – to należy chwalić Pana. Jeżeli jest usłane cierpieniami – należy powiedzieć Panu
    ( dziękuje). A nawet jeżeli jest przykre ponad miarę-nie należy nigdy mówić: ( To ponad moja miarę) I nie należy nigdy mówić:(Pan Bóg jest niedobry).
    Powiedziałem to już tysiąc razy:( Zło – przykrości przecież czymże są jak nie owocami zła -nie pochodzi od Boga. Człowiek jest tym nikczemnikiem, który każe cierpieć drugiemu).
    Powiedziałem już również tysiąc razy: ( Pan Bóg wie na ile możecie znieść cierpienie i jeżeli widzi,że to co bliźni wam szykuje jest ponad wasze siły- interweniuje. On sam dodaje wam sił do znoszenia cierpienia, ale nie tylko, on też działa poprzez otuchę niebiańską a jeżeli trzeba- niszczy zło, albowiem nie można torturować ponad miarę bliźniego dobrego) Życie jest cenne poprzez swoje cnotliwe satysfakcje, które przynosi. Pan Bóg ich nie gani. On to ustanowił za karę pracę dla człowieka, który zawinił, ale zrobił to również po to, by ten człowiek mógł dostąpić przyjemności.
    Byłoby bowiem gorzej niż źle, gdybyście byli musieli żyć w nieróbstwie. Ziemia byłaby się stała od wieków domem szaleńców, którzy rozszarpywaliby się nawzajem, jeden z drugim. Robicie to teraz,bo wciąż jeszcze za wiele próżnujecie. Uczciwy wysiłek przynosi pogodę ducha, daje radość i miły wypoczynek. Życie jest jeszcze bardziej cenne poprzez swoje święte uczucia, których jest pełne.
    Pan Bóg ich nie gani. Albowiem, czyż mógłby – Bóg, który jest Miłością – potępiać cnotliwą miłość? Ta miłość to radość bycia dziećmi! To radość bycia ojcami!To jest również radość znalezienia towarzyszki, która zrodzi dzieci dla nas i dla Boga! To jest wreszcie radość posiadania:miłej siostry, dobrego brata, szczerych przyjaciół! Tak tych zacnych słodyczy – Bóg nie potępia.
    On przecież ustanowił miłość; nie tutaj na Ziemi, tak jak to zrobił z ustanowieniem pracy dla człowieka, który zawinił. On ustanowił tę miłość w ziemskim Raju i miała ona być bazą radości bycia dziećmi Boga.( Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam ) – powiedział Pan Bóg.
    Król stworzenia – człowiek- byłby został na pustyni sam, bez towarzyszki. Były wprawdzie zwierzęta z człowiekiem, ale one nie dorównywały synowi Boga. Był nieskończonej dobroci Bóg ze swoim synem, który z kolei nie dorównywał Ojcu. Człowiek byłby więc skazany na samotność, ponieważ był jednakowo odległy od tego co jest boskie jak i od tego co zwierzęce.
    I oto Bóg daje mu towarzyszkę. I nie tylko to . Z ich czystej miłości, byłby dał im słodkie dzieci po to, aby mężczyzna i kobieta doznali rozkoszy wypowiedzenia najsłodszego słowa jakie istnieje po Imieniu Boga: ( Synu mój ) i aby dzieci mogły wypowiedzieć najświętsze słowo jakie istnieje po Imieniu Boga:
    ( Mama) !
    Mama! Kto wypowiada słowo ( mama), ten się już modli. Mówić (mama), to znaczy dziękować Bogu za jego Opatrzność. To jest bowiem ta Opatrzność, która daje matkę dzieciom człowieka, maleństwom zwierząt domowych i dzikich bestii, niemym pisklętom i rybom. To wszystko dlatego, żeby człowiek nie zaznał okropności wzrastania samotnie i żeby – wtedy kiedy jeszcze
    nie umie rozpoznać dobra i zła – nie upadł, nie mając nikogo, kto by go podparł. Wypowiadać słowo (mama) oznacza błogosławić Boga, który poprzez pocałunek matki i przez słowa spływające z jej ust daje nam pomoc co to jest miłość. Wypowiadać słowo (mama) oznacza również poznawać Boga i wpływ jego zasadniczego atrybutu jakim jest Dobroć. Poznajemy ją poprzez wyrozumiałość matki. Poznawać Boga, to znaczy również mieć nadzieję, wierzyć i kochać, a to oznacza po prostu zbawić się.
    Mieć brata- czy to nie jest tak, jak wtedy, kiedy jeden krzew ma obok siebie drugi bliźniaczy, który w godzinie burzy podtrzymuje splatając z nim swoje gałęzie, a w godzinie radości pomaga w kwitnieniu słać pyłek swojej miłości? Dlatego właśnie chciałem, aby chrześcijanie nazywali siebie nawzajem (braćmi). Po pierwsze jest to słuszne, ponieważ pochodzicie wszyscy od jednego Boga i
    z jednej krwi człowieka, a po drugie jest to święte, ponieważ jest to pokrzepiające dla tych, którzy nie mają rodzonych braci a mogą powiedzieć osobie bliskiej: ( Bracie ja cię kocham. Kochaj mnie również). Czyż mieć szczerego przyjaciela, to nie jest tak, jak mieć towarzysza podczas wędrówki?
    Samemu jest przykro iść. Kiedy Pan Bóg wybiera jakąś dusze na ofiarę samotności, On sam staje się jej towarzyszem, ponieważ nie można być samemu bez załamywania się. Życie jest jak stroma kamienista droga, często pełna szczelin i rwących potoków. Żmije i kolce gryzą nas i szarpią na najeżonych przeszkodami ścieżkach. Być samemu -znaczy zginać. Dlatego też Pan Bóg stworzył przyjaźń. Kiedy jest się we dwoje, wzrastania siła i odwaga. Nawet bohater ma swoje momenty słabości i jeżeli jest sam, to o co się wesprze? O kolczaste krzewy? Czego się uchwyci? Czyżby żmiji? Gdzie ułoży słabe ciało. Czyżby w potoku pełnym wirów lub w ciemnosiwych pełnych okropności? Wszędzie tam, znalazłby tylko nowe rany nowe niebezpieczeństwa. I oto-jest przyjaciel. Jego pierś jest oparciem, jego ramię podtrzymuje a jego uczucie daje spokojny wypoczynek. I tak, nasz bohater nabiera sił, aby ponownie podjąć teraz już bezpiecznie, swoją drogę. Aby podnieść wartość przyjaźni, Ja nazwałem(przyjaciółmi) moich apostołów i tak poważałem to uczucie, że w bolesnej godzinie, trzech z nich, najdroższych mi, chciałem mieć ze sobą w Ogrójcu. Poprosiłem ich aby czuwali i modlili się ze Mną i za Mnie …. Fakt odnalezienia ich niezdolnymi do uczynienia tego, przyprawił Mnie o jeszcze większy ból i uczynił Mnie słabszym i podatniejszym na pokusy Szatana. Chociaż jedno słowo… żebym był mógł zamienić jedno słowo z czuwającymi i rozumiejącymi stan mojego ducha przyjaciółmi, nie byłbym musiał wypruwać z siebie żył – jeszcze przed torturą – walcząc i odpychając od siebie Szatana.

    Lecz życie i uczucia nie mogą stać się nieprzyjaciółmi. Nigdy. Gdyby się tak stało, trzeba je przełamać. Ja je przełamałem, jedno po drugim.
    Przełamałem już ludzki odruch gniewu wobec Zdrajcy. W tym wysiłku pękła jedna z żył mojego Serca. Teraz rodził się strach przed utratą życia. Och ,życie! Miałem trzydzieści trzy lata.
    Byłem mężczyzną w tej godzinie. Byłem Człowiekiem. Miałem więc w sobie dziewiczą miłość do życia, tak jak Adam miał ją w Raju. To była przecież radość bycia żywym, bycia zdrowym bycia silnym, pięknym inteligentnym, kochanym i szanowanym. To była też radość widzenia, rozumienia i możliwości wyrażania się.
    To była przecież również radość oddychania czystym
    i pachnącym powietrzem; słuchania wiatru grającego na harfie pośród drzew oliwnych; słuchania szemrzenia strumyka płynącego pośród kamieni… i fletni zakochanego słowika. I wreszcie była
    to radość patrzenia na gwiazdy błyszczące na niebie – jak chmara ognistych oczu – które patrzyły na Mnie z miłością… i obserwowania, jak ziemia obleka się w srebro blasku księżyca, tak jasnego, że wydaje się, iż każdego wieczoru przyobleka świat w dziewiczość i ze niemożliwym jest, aby
    pod tą falą śnieżnej czystości pokoju – mogła działać Zbrodnia. To wszystko Miałem utracić.
    Nie miałem już więcej: widzieć, słyszeć, poruszać się, być zdrowym szanowanym. Miałem stać się ropiejącym potworem, którego się odtrąca stopą odwracając z niesmakiem głowę; potworem odrzuconym przez społeczeństwo, które Mnie skazywało tylko dlatego, by móc oddać się swobodnie swoim obrzydliwym miłostkom. A przyjaciele … Jeden zdradził Mnie i podczas gdy Ja czekałem na śmierć, on robił wszystko, aby mi ją przybliżyć. Myślał, że moja śmierć przyniesie mu radość … Inni…spali. Pomimo to – kochałem ich. Mogłem ich zbudzić, uciec razem z nimi gdzieś daleko i uratować życie i przyjaciół. Tymczasem, musiałem milczeć i pozostać, a pozostać oznaczało stracić przyjaciół i stracić życie. Pozostać – oznaczało również stać się wyrzutkiem.
    Moja Mamo! Och, miłość mojej Mamy! Przywołana i nachylona nad moim bólem! Odepchnięta
    przez mnie, abyś nie umarła z mojego bólu. Miłość Mojej Mamy! Tak, Ja to wiem. Wiem, że
    każde moje łkanie docierało do ciebie, moja Święta. Każde moje wołanie przenikało się w przestrzeni i wciskało się jak duch do zamkniętej izby w której Ty, jak zwykle spędzałaś Twoją
    noc na modlitwie; tej nocy nie była to modlitwa w ekstazie duszy lecz z cierpieniem duszy.
    Wiem o tym. Zabraniałem samemu sobie przywoływać cię,aby lament Twojego Syna nie docierała do ciebie. Matko moja, męczennico, zaczynałaś Twoja Kalwarie, tak samotna jak Ja byłem samotny
    w czwartkowa noc Wielkiejnocy! Syn, który umiera w ramionach swojej matki – nie umiera.
    On tylko zasypia ukołysany pocałunkami, które kontynuują aniołowie aż do momentu, w którym
    widzenie Boga zaciera w synu uczucie pragnienia matki. Ja natomiast miałem umierać w objęciach
    katów i szubienicy i Miałem odwrócić moje oczy i słuch od krzyków przekleństw i groźnych
    gestów. Jak Ja Cię kochałem Matko w tej godzinie w Ogrójcu! Cała miłość jaka Ja Ci dałem i jaką
    Ty mnie obdarzyłaś w przeciągu tych trzydziestu trzech lat życia stała mi przed oczyma i broniła swojego ja i błagała o litość Ta miłość przypomniała mi każdy Twój pocałunek; każde Twoje staranie; każda krople mleka, które mi dawałaś; ciepłe zagłębienie Twojej dłoni dla moich zmarzniętych stópek biednego infanta; pieśni; które wychodziły z Twoich ust; lekkość dotyków palców Twojej dłoni wśród moich gęstych loków. Ona przypominała mi również Twój uśmiech,
    Twoje spojrzenie, Twoje słowa, Twoje milczenia, Twoje stąpanie gołębicy, która swoje różowe stopy stawia jeszcze po Ziemi, ale skrzydła ma już lekko uniesione do lotu, tak lekki był Twój krok-
    ponieważ, Ty Matko byłaś na ziemi po to, abym ja się mógł radować, lecz Twoje skrzydła rwały się zawsze do Nieba – moja święta, święta i zakochana! Słyszałem spadanie łez- jak deszcz skargi- tych, które cię kosztowałem, tych które spadały teraz z Twoich rzęs i tych które miałaś wypłakać
    w następnych trzech dniach. Och, łzy mojej Mamy!
    Czyż istnieje ktoś, kto mógłby słuchać i patrzeć na płacz matki i nie byłby świadom, że przez całe swoje życie będzie nosiła w sobie ból tego płaczu? Żeby pójść drogą woli Bożej, Ja moja Mamo
    musiałem pozbawić się, musiałem zdławić moja ludzka miłość do Ciebie. Musiałem podeptać
    Twoją i Moją miłość.

    I bylem sam. Sam! Sam! Nie było dla mnie mieszkańców ani w Niebie ani na Ziemi. Bylem Człowiekiem obciążonym grzechami świata Byłem więc znienawidzony przez Boga. Musiałem
    zapłacić aby móc się zbawić i być kochanym na nowo. Byłem również Człowiekiem pełnym
    Łaski Nieba, a więc znienawidzony przez ludzi, wśród których ta Łaska budzi odrazę.
    Musiałem więc być zamordowany za karę, że byłem dobry. I również wy, moje cnotliwe radości,
    które najpierw pracowały, aby dać Mnie – chleb powszedni – a później, aby dać chleb duchowy ludziom, przyszłyście do Mnie mówiąc: ( Dlaczego nas opuszczasz )?
    To była tęsknota za spokojnym domem…, który stał się święty dzięki licznym modłom sprawiedliwych! Za tym domem, który stał się Świątynia, ponieważ przyjęła pod dach oblubieńców Boga; za tym domem, który stał się Niebem, ponieważ gościł w swoich murach Trójcę zamknięta w
    duszy Chrystusa. To była tęsknota za tłumami pokornych i prostych ludzi, którym przynosiłem światło i laskę i od których otrzymywałem w zamian miłość! Słyszałem glosy dzieci, które wolały
    mnie ze śmiechem i głos matek wołających z łkaniem Słyszałem chorych, którzy przywoływali mnie z jękiem i wreszcie grzeszników z drżeniem w głosie. Wszystkich ich słyszałem i wszyscy mówili Mi:
    (( Dlaczego nas opuszczasz? Nie chcesz dać nam więcej Twojej pieszczoty? Kto pogłaszcze nas po
    jasnych lub ciemnych lokach, tak jak Ty to robiłeś?))
    (( Nie chcesz więcej przywracać nam zmarłych i uzdrawiać umierających? Kto będzie miał litość nad matkami, taką jaką Ty miałeś, Synu święty?))
    (( Nie chcesz już uzdrawiać nas? Któż będzie nas leczył, jak Ciebie zabraknie?))
    (( Nie chcesz już nas zbawiać? Nie ma przecież nikogo innego, tylko Ty jesteś Odkupicielem.
    Każde twoje słowo jest siłą, która wyrywa z naszego brudnego serca łańcuch grzechów.
    My jesteśmy bardziej chorzy niż trędowaci, bo dla nich choroba kończy się śmiercią, a dla nas ona
    narasta. A Ty odchodzisz sobie? Kto nas zrozumie? Kto będzie dla nas sprawiedliwy i litościwy?
    Kto nas podniesie z upadku? Zostań-Panie!))
    (( Zostań! Zostań! Pozostań!)) – krzyczał dobry tłum.
    (( Synu!)) – wołała moja Matka.
    (( Ratuj się! )) – Krzyczało życie.

    Musiałem złamać te głosy, które wołały, zdusić te gardła, by nie wrzeszczały więcej.
    Musiałem to zrobić aby mieć siłę złamać moje serce, wyrywając z niego nerwy jeden po drugim -
    to wszystko – żeby wypełnić Wolę Boga.

    I byłem wciąż sam. To znaczy – byłem z Szatanem.

    Pierwsza część modlitwy była bolesna, ale moglem jeszcze czuć spojrzenie Boga i moglem mieć nadzieje w miłości przyjaciół.
    Druga część była bardziej bolesna, ponieważ Bóg oddalał się a przyjaciele spali. Potwierdzali tylko faktem syczący szept Szatana i głos życia: Na nic twoje poświecenie. Na nic się poświęcasz. Ludzie nie będą cie kochali za twoje poświecenie. Ludzie tego nie rozumieją.
    Trzecia część….Trzecia część była demencja, była rozpacza była agonia i śmiercią. To była śmierć mojej duszy. Nie tylko moje ciało zmartwychwstało. Również moja dusza musiała zmartwychwstać, jako że poznała śmierć. Niech wam się to nie wydaje herezja. Co to jest śmierć ducha? To jest odłączenie się od Boga na wieczność. A więc Ja bylem rozłączony z Bogiem na wieczność. Mój duch umarł. To jest prawdziwa godzina wieczności, której Ja udzielam moim wybrańcom. Ta, o która ty mała oblubienico zapytałaś: co to jest?- Wtedy kiedy powiedziano ci, ze twoje przeznaczenie jest podobne do tego Weroniki Giuliani, która pod koniec swojej egzystencji
    poznała ten ból, przewyższający jakikolwiek ból ponadludzki.
    My wiemy co to jest śmierć duszy, Chociaż nie zasłużyliśmy na to; służy do zrozumienia okrucieństwa potępienia, jakie staje się udziałem nienawróconych grzeszników. Znamy ta śmierć, ponieważ to jest potrzebne dla otrzymania ich zbawienia. Wiem jak to jest. Serce pęka na kawałki.
    Wiem. Traci się rozum. Wiem wszystko, moja mała wybrana, doznałem tego wcześniej niż ty. To są piekielne męki. Znajdujemy się w mocy Demona, ponieważ jesteśmy rozłączeni z Bogiem.
    Ty myślisz, ze Marta, która zwyciężyła smoka, bala się bardziej niż ty? Nie. Nasze cierpienie jest silniejsze. Bestia pokonana przez Martę była przerażająca bestia, ale była tylko bestia Ziemi.
    My zaś, pokonujemy Bestie- Lucypera. Och, nie ma porównania. I ta właśnie Bestia- Lucyper
    podchodzi do nas wciąż bliżej w miarę jak to wszystko co znajduje się w Niebie i na Ziemi oddala się od nas.
    Bylem już kuszony na pustyni, ale to było bajkowe kuszenie. Moja słabość była spowodowana brakiem pokarmu materialnego. Teraz zaś, bylem spragniony pokarmu duchowego i pokarmu moralnego inie znajdowałem ani chleba dla mojej duszy, ani chleba dla mojego serca. Nie było już ani Boga dla mojego ducha, ani uczuć dla mojego serca.
    I oto- cieniutki, jak brzytwa tnącego wiatru, przenikający jak żądło pszczoły i drażniący jak trucizna węża- głos Lucypera. Jak potajemnie grająca fletnia…. cicho… tak cicho…, ze nie budzi naszej czujnej uwagi, ale przenika nas urokiem magicznej harmonii- usypia nas- ten dźwięk wydaje się przynosić ulgę i ma aspekt nadprzyrodzonego komfortu.
    Och, odwieczny Oszuście, jakiż ty jesteś delikatny! Nasze Ja nie pragnie niczego innego jak pomocy i w tym momencie zdaje się nam , ze ten dźwięk nam pomoże. Słodkie słowa zrozumienia
    i współczucia staja się pieszczota dla rozgorączkowanego czoła, tak łagodna jak maść położona
    na oparzeniu i tak nas ogłuszają, jak hojnie serwowane wino temu kto pości. I w ten sposób umęczona dusza usypia. I gdyby nie czuwanie podświadomości- jest ona czujna tylko u tych, którzy karmią się ciągłą więzią z Miłością- dusza zapadła by w letarg i dostałaby się we władzę Szatana.
    W tym hipnotycznym śnie Lucyper kierowałby jej czynami. Lecz dusza ustawicznie karmiona Miłością nie traci integralnej swojej podświadomości nawet w takich godzinach w których wydaje się nam, ze ludzie i Bóg zmówili się by uczynić ja obłąkaną. Ta podświadomość budzi dusze i wola do niej: (Działaj. Powstań. Szatan jest za twoimi plecami.) I tak zaczyna się okrutna walka.
    Trucizna jest już w nas. Trzeba więc zwalczać jej działanie, które staje się coraz gwałtowniejsze i uderza w nas fala nowej trucizny: Trucizny szatańskiego słowa, które nas zalewa.
    Halas wzrasta. To nie jest już dźwięk fletni, ani tez pieszczota. To jest łoskot instrumentów dętych
    To jest uderzenie. To jest cios miecza i płomień, który dusi i pali. W świetle tego płomienia pojawia się ponownie życie; przesuwa się powoli przed duchowym spojrzeniem. Raz się już przesuną ten obraz w swoim uległym aspekcie ofiary. Tym razem powraca z aspektem wszechpotężnej królowej i mówi: ( Uwielbiaj mnie! Ja tu króluje! To są moje dary, te które ci dałam i te jeszcze piękniejsze, które ci dam jak będziesz mi wierny). Pośród wrzawy instrumentów powracają znajome glosy rzeczy i osób Teraz już nie proszą ale rozkazują Teraz już złorzeczą, obrażają i przeklinają, ponieważ opuszczamy je. Wszystko powraca aby nas dręczyć Wszystko.
    I oszołomiona dusza walczy wciąż słabiej i kiedy już chwieje się jak wycieńczony skrajnie wojownik
    i szuka oparcia w Niebie lub na ziemi, aby nie upaść zupełnie, o to pojawia się Lucyper i podaje rękę. Nie ma nikogo, tylko on…wola się o pomoc … i odpowiada tylko on…. szuka się litosnego spojrzenia … i znajduje się tylko jego … Lecz biada temu, kto ludzi się jego szczerością!
    Wykorzystując resztki energii, które jeszcze w nas tkwią trzeba odsunąć się od tej podpory, wrócić do samotności, zamknąć oczy i kontemplować zgrozę naszego losu a nie jego podstępny aspekt.
    Trzeba podnieść drżące ręce i zaciskać je na uszach, aby nie dopuścić glosy, który oszukuje.
    W ten sposób upadają wszystkie bronie. Jest się po prostu niczym innym jak jakaś nędzną rzeczą samotna i umierająca. Nie można się nawet modlić słowami, bo wrogi oddech Szatana dusi nas w gardle. Tylko podświadomość modli się. Modli… się modli. Tak jak konwulsyjnie drgający przebity motyl, tak podświadomość trzepie w agonii skrzydłami, a każde uderzenie tych skrzydeł mówi:
    ( Wierze, mam nadzieje, kocham. Wierze pomimo wszystko. Mam nadzieje pomimo wszystko.
    Kocham Cie pomimo wszystko). Dusza nie wymawia nawet słowa ( Bóg).
    Nie śmie wymieniać nawet tego Imienia, ponieważ czuje się zbrukana bliskością Szatana.
    Imię to wypisują krwawe łzy serca na anielskich skrzydłach ducha, którego wy nazywacie podświadomym a który w rzeczywistości jest super świadomym. Przy każdym uderzeniu skrzydła, Imię to błyszczy jak rubin przeszyty promieniem słońca i Bóg to widzi- Jego łzy litości otaczają jak perły rubin waszej krwi, która spływa w heroicznym płaczu …Och Dusze, które podążacie do Boga
    z tym Imieniem wypisanym w rubinie i perlach! … jesteście kwiatami mojego Raju!

    Szatan mówił dalej, ponieważ jego głos dochodził mnie pomimo wszelkich starań obrony:
    „ Widzisz – jeszcze nie umarłeś a już cię opuścili. Widzisz dawałeś dobro a oni cię znienawidzili.
    Widzisz – Sam Bóg nie niesie ci pomocy. Jeżeli Bóg, którego jesteś Synem nie kocha cie, czyż
    możesz liczyć na to, że ludzie będą i wdzięczni za Twoje poświecenie? Wiesz czego dla nich
    potrzeba? Zemsty – a nie Miłości, jak Ty to sobie wyobrażasz. Zemścij się Chrystusie na tych
    wszystkich głupcach i okrutnikach. Zemścij się. Uderz w nich cudem, który będzie im piorunem. Pokaz im, kim jesteś.: Bogiem. Okrutnym Bogiem Synaju. Okrutnym Bogiem, który uderzył we
    mnie piorunem i który wypędził Adama z Raju.
    Do tej pory wypowiadałeś tylko słowa dobroci. Twoje rzadko zdarzające się wymówki były za delikatne dla tych dzikich bestii o skórze grubszej niż ta hipopotama. Samo twoje spojrzenie
    łagodziło Twoje słowa. Ty umiesz tylko kochać. Zacznij nienawidzić – a będziesz królować.
    Nienawiść trzyma pod swoim biczem ugięte plecy niewolników i przechadza się po nich triumfując. Depcze po nich, a oni są szczęśliwi, że są niewolnikami. Oni nie są niczym innym jak sadystami i tortura jest dla nich jedyną pieszczotą jaką doceniają i pamiętają.
    Może jest już za późno? Nie, nie jest jeszcze za późno. Już przychodzą po nas, tym razem uzbrojeni? Nie ważne. Ja wiem, ze Ty jesteś zawsze gotowy do przyjęcia postawy łagodnego.
    To jest Twój błąd. Raz już Cię uczyłem w jaki sposób się triumfuje w życiu, lecz Ty nie chciałeś mnie słuchać i teraz widzisz, że znalazłeś się w roli pokonanego. Posłuchaj mnie teraz. Tym razem nauczę cię triumfować nad śmiercią. Bądź Królem i Bogiem. Nie posiadasz Broni? Nie masz
    wojsk? Nie dysponujesz bogactwami? Nie szkodzi. Powiedziałem ci już przecież, że zachowałem
    w sobie resztkę a raczej odrobinę miłości, ta która pozostała mi z ogromnego skarbu miłości, jakim cieszyłem się w moim życiu anielskim. Ta reszta jest we mnie i ona jest dla Ciebie, bo ty jesteś
    dobry. Kocham Cię mój Panie i chcę ci służyć.

    Ty jesteś Odkupicielem ludzi. Dlaczego nie chcesz być nim również dla twojego upadłego anioła?
    Byłem Twoim wybrańcem, ponieważ bylem bardziej oświecony a Ty jesteś Światłem.
    Teraz ja jestem Ciemnością, lecz łzy mojej męki wypełniły Piekło płynnym ogniem. Pozwól abym się zbawił. Tylko trochę. Abym z demona stał się człowiekiem. Człowiek jest przecież zawsze mniej znaczący niż aniołowie. Ale o ileż przewyższa mnie – demona!
    Uczyń tak, abym mógł stać się Człowiekiem. Niech to będzie życie człowieka pełne trosk, udręczeń, niepokoi, czego tylko chcesz. To i tak będzie zawsze raj w stosunku do udręki demona.
    Mógłbym żyć w ten sposób przez tysiące lat odpokutowując – w końcu dosięgnąłbym z powrotem Światła – czyli Ciebie. Pozwól mi służyć Ci w zamian za to o co proszę. Żadna bron nie może oprzeć się mojej. Żadna armia nie jest liczniejsza od mojej. Bogactwa, którymi dysponuje nie mają miary, wobec czego mogę Cię uczynić królem świata, jeżeli zaakceptujesz moją pomoc.
    Wszyscy bogacze będą Twoimi niewolnikami. Popatrz tylko: twoi aniołowie – aniołowie Twojego Ojca są nieobecni. Moi natomiast są gotowi przybrać anielski aspekt, aby stać się Twoja korona i
    zadziwić ciemne i nędzne pospólstwo. Nie znasz slow władczych? To nic, ja Ci je podpowiem.
    Po to tutaj jestem. Grzmij i groź. Posłuchaj mnie. Zacznij od slow kłamliwych, ale zacznij triumfować. Wypowiedz słowa przekleństw. Powiedz, że Ci je podpowiada Twój Ojciec.
    Chcesz abym symulował głos Odwiecznego? Zrobię to. Ja mogę zrobić wszystko. Jestem Królem
    świata i Królem Piekła. Ty jesteś niczym więcej jak Królem Nieba. Wobec tego ja jestem potężniejszy od Ciebie, ale jeżeli tylko zechcesz – złoże wszystko u Twoich stop.
    Ty mówisz: Wola Twojego Ojca? Jak rzesz możesz myśleć, że On pragnie śmierci swojego Syna?
    T y myślisz, że On może łudzić się co do pożytku z tejże śmierci? Takim myśleniem – obrażasz inteligencje Boga. Odkupiłeś już przecież tych, którzy byli wrażliwi na Twoje święte słowo.
    To wystarczy, Wierz mi, kto nie zmieni się pod wpływem Twojego słowa, ten nie zmieni się pod wpływem Twojego poświecenia. Twój Ojciec, uwierz mi, chciał Cię wypróbować Teraz wystarczy
    mu Twoje posłuszeństwo. Nie żąda niczego więcej.
    Żywy – o ileż więcej będziesz mógł Mu służyć! Możesz przebiegać świat. Możesz ewangelizować Możesz leczyć i podnosić na duchu. Och, jakiż to byłby szczęśliwy los! Ziemia zamieszkana przez Boga! To byłoby prawdziwe odkupienie. Uczynić na nowo Raj z Ziemi. Raj, w którym człowiek żyłby na nowo w przyjaźni z Bogiem słuchając jego głosu i ciesząc się jego widokiem. Ten człowiek byłby szczęśliwszy niż tych dwoje Pierwszych na Ziemi, ponieważ oglądałby Ciebie:
    prawdziwego Boga – prawdziwego Człowieka.
    Śmierć! Śmierć! Twoja Śmierć! Co za udręka Twojej Matki! Ach, jakież urąganie świata!
    I po co to? Chcesz być wierny Bogu? A poco? Czyż On Tobie jest wierny? Nie. Gdzież są Twoi
    aniołowie? Gdzież jest Twój uśmiech? Czymże jest teraz Twoja dusza? Rozdartym, zwisającym i porzuconym łachmanem.
    Zdecyduj.
    Zdecyduj się. Powiedz mi: tak.
    Słyszysz? Już wychodzą ze Świątyni najemni mordercy.
    Zdecyduj się. Uwolnij się. Bądź godny Twojej Natury.
    Ty jesteś świętokradcą , ponieważ pozwalasz, aby zbrukane krwią i żądzą ręce dotknęły Ciebie,
    który jesteś Świętym świętych.
    Więcej Ci powiem: jesteś największym świętokradcą świata – wydajesz Słowo Boga w świńskie ręce i w upodlone usta.
    Zdecyduj się. Wiesz, ze czeka na Ciebie śmierć. Ja ofiaruje Ci życie i radość. Oddaje Ci Twoja Matkę. Biedna Matka! Nie ma nikogo tylko Ciebie! Popatrz na nią … jak kona…i Ty przyczyniasz
    się jeszcze do tej agonii. Jakim jesteś synem? Nie masz szacunku dla Prawa? Nie szanujesz Boga w
    Sobie? Nie szanujesz Rodzicielki? Twoja Matka… Twoja Matka… Twoja Matka…

    Odpowiedziałem Mario… odpowiedziałem, zbierając wszystkie siły jakie mi tylko pozostały, pijąc łzy i krew, które wyciekły z oczu i z porów ciała. Odpowiedziałem:
    ( Nie mam już Matki. Nie mam już życia. Nie posiadam boskości Nie posiadam mojej misji.
    Nie mam po prostu nic.
    Mam tylko do spełnienia wole Pana mojego. Odejdź Szatanie! Powiedziałem tak za pierwszym i za drugim razem. Powtarzam to i za trzecim razem: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich!
    Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” Odejdź Szatanie. Ja należne do Boga).

    Tak Mario, odpowiedziałem w ten sposób …I moje Serce pękło z wysiłku. Pot nie spływał już kroplami lecz strumieniami krwi. Nie ważne. Zwyciężyłem.
    Zwyciężyłem Śmierć Ja ją zwyciężyłem, nie Szatan.
    Akceptując śmierć – zwycięża się śmierć.

  21. pio0 said

  22. Evi said

    Jezus… moja opuszczona Miłości…dziękuję!!!!!!!!!

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 322 obserwujących.

%d bloggers like this: