Dziecko Królowej Pokoju

Tylko Pokój

Archiwum kategorii ‘Alert’

Dyktatura seksu

Posted by Dzieckonmp w dniu 27/05/2012

O przymusowej edukacji seksualnej dzieci w Niemczech i katastrofalnych skutkach nauki masturbacji w przedszkolach z socjolożką Gabriele Kuby rozmawia Joanna Bątkiewicz-Brożek.

Joanna Bątkiewicz-Brożek: W swojej książce „Rewolucja genderowa. Nowa ideologia seksualności” pisze Pani o „dyktaturze seksu” i końcu chrześcijaństwa w Europie, które ma być następstwem tej dyktatury. Czy to nie przesada?

Gabriele Kuby: – Mam ze sobą świeższą książkę, zatytułowaną „Destrukcja wolności w imię wolności”. Dzisiaj przecież każdy może wszystko. Z kim chce, jak chce. Chrześcijanie zmuszeni są do milczenia w sferze seksu, bo prawo w krajach Europy i USA stanowi się wbrew naszemu postrzeganiu tej sfery. Pomijam antykoncepcję czy aborcję, ale nie wolno nam np. głośno protestować wobec homoseksualizmu, bo w 1973 r. amerykańskie towarzystwo psychiatrów ogłosiło światu, że nie jest to choroba. I zaczęło się. Nagle wszyscy o odmiennej orientacji płciowej poczuli się dyskryminowani przez heteroseksualne pary oraz Kościół i domagają się adopcji dzieci. Seks stał się bożkiem, wypaczono jego sens i piękno.

Skąd się wzięły te tendencje?

– Trzeba się cofnąć do 1968 r. To początek rewolucji seksualnej. Pokolenie ’68 zasiada dziś w instytucjach europejskich, tworzy elity władzy tego świata. Rewolucja seksualna toczy się pod kryptonimem Gender Mainstreaming, polityki genderowej.

To znaczy?

– Pod pozorem walki o równouprawnienie zrównuje się mężczyznę z kobietą, zaciera się tożsamość płciową. Aborcja urosła do rangi praw człowieka, pornografia jest normą. Słyszymy o ciągłych molestowaniach seksualnych dzieci – w latach 90. w Niemczech np. wyszło na jaw aż 15–20 tys. takich przypadków.

I nie dotyczyły księży!

– Mamy badania w Niemieckim Instytucie Młodzieżowym (Deutschen Jugendinstitut), które wykazały, że dzieci i młodzież coraz więcej nadużyć seksualnych popełniają na swoich rówieśnikach. Młodzież od 14 do 16 roku życia popełnia przestępstwa seksualne na dzieciach! A wszystko to konsekwencja uczenia młodych – mówiąc w skrócie – seksu na obowiązkowych zajęciach już w przedszkolu.

Jak to w przedszkolu?

– Edukacja seksualna jest obowiązkowa w Niemczech od przedszkola. Jest konkretny program, są podręczniki, przygotowane przez „specjalistów” zabawy.

Zabawy?

– Choćby w doktora.

A jak się w to bawi?

– Bada się specjalnie przygotowane lalki z narządami płciowymi, ale i pokazuje się na własnym ciele, gdzie, co i jak działa.

Zaraz, zaraz. Za takie rzeczy w USA idzie się do więzienia.

– U nas jest to element edukacji seksualnej. Maluchy uczą się anatomii narządów płciowych oraz jak ich używać niekoniecznie do prokreacji, a do zaspokojenia swoich seksualnych potrzeb. Ministerstwo ostatnio wydało książeczkę „ABC małego ciała. Leksykon dla dziewczynek i chłopców”. Proszę zobaczyć: rozmiar 7 na 7 cm, zmieści się więc w każdej dziecięcej rączce. I wszystko na wesoło i kolorowo. I cytat – z góry przepraszam, jeśli przekracza granice przyzwoitości – „dotykanie jąder może być rozkoszne i piękne”, „Łechtaczka znajduje się z przodu pomiędzy małymi wargami sromowymi. Dotykanie łechtaczki może dostarczyć wiele rozkoszy” albo „Prezerwatywy można kupić w różnych kolorach, rozmiarach i gustach smakowych. Dzięki nim można zapobiegać ciąży, uniknąć zarażenia się chorobami”. Do tego mamy obrazek penisa w czasie wzwodu. I ostatni cytat: „Bycie lesbijką jest dla niektórych ludzi niezwyczajne, ale to jest zupełnie normalne. Tak jak można mieć ochotę na czekoladę, tak samo kobiety i mężczyźni mogą mieć ochotę na seks z samym sobą”.

Jeszcze proszę powiedzieć, że zabawa w lesbijki jest normą w niemieckim przedszkolu…

– Prawie. Nie we wszystkich przedszkolach jest to stosowane, ale taki jest trend: rozstawia się dzieci po kątach i każe przytulać oraz uczy masturbacji.

Maluchy? Opowiada Pani bajki…

– Taka jest rzeczywistość w moim kraju.

Ja bym swojego dziecka do takiego przedszkola nie posyłała, a już na pewno nie na edukację seksualną.

– I poszłaby pani do więzienia.

Za co? Że broniłabym moje dziecko przed gwałtem na jego psychice? Przecież jako rodzic odpowiadam za nie.

– Nie do końca. Wprawdzie konstytucja Niemiec mówi, że „troska o dzieci i ich wychowanie są naturalnymi prawami rodziców i ich pierwszorzędnym obowiązkiem” (art. 6), ale na przykład w 1986 r. bawarski Sąd Administracyjny zdecydował, że konstytucyjne prawo rodziców do wychowywania dzieci jest ograniczone przez powszechny obowiązek szkolny. A ministerstwo edukacji do programu szkolnego i przedszkolnego wprowadziło edukację seksualną. Więc jest obowiązkowa. W Niemczech jako jedynym kraju w Europie jest też zakazany tzw. homeschooling, czyli nauczanie w domu. Mieliśmy taki głośny przypadek w 2006 r., rodziny Plett. Uczyli dzieci w domu, protestowali wobec programu edukacji seksualnej. Policja wtargnęła do nich, aresztowano matkę, ojcu udało się uciec z dziećmi do Austrii.

Ale dlaczego w edukację seksualną włączają przedszkolaków?

– Powołują się na antropologię: dzieci są istotami seksualnymi od narodzenia i mają potrzebę zaspokojenia seksualnego i prawo do niego. Powinny być w tym wspierane przez rodziców i wychowawców. Bo aktywność seksualna dziecka od wieku niemowlęcego jest znakiem zdrowego rozwoju psychoseksualnego.

To przecież bzdura. Jako rodzic pozwałabym takie państwo do sądu.

– W Niemczech też tak kilku odważnych myślało, skargi wnieśli nawet do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Wszystkie pozwy rodziców o zwolnienie z obligatoryjnych zajęć z wychowania seksualnego zostały odrzucone. Także te motywowane wiarą i przekonaniami. Kiedy rodzice – a było takich przypadków w ostatniej dekadzie w Niemczech kilkadziesiąt – próbowali nie posyłać dzieci na takie zajęcia, wymierzano im grzywnę, a były też przypadki pozbawienia ich praw do opieki nad dziećmi i kary ograniczenia wolności.

A co na to wszystko organizacje chroniące prawa dziecka?

– Nic. Bo niemieckie programy i prawo nie są wzięte z powietrza. Bazują na światowych wytycznych. Czytała pani „Standardy wychowania seksualnego w Europie” przygotowane przez Światową Organizację Zdrowia? Przykładowo dla przedziału wiekowego od 0 do 4 lat edukacja według WHO ma koncentrować się wokół pytań „Co daje przyjemność? Moje ciało należy do mnie”. Dla cztero- i sześciolatków program WHO przewiduje temat: „Masturbacja we wczesnym dzieciństwie. Relacje jednopłciowe. Różne koncepcje rodziny. Rozmowa na tematy seksualne”. Dzieci do 9. roku życia mają wiedzieć wszystko o autostymulacji, stosunku i antykoncepcji. Są elementy pt. „Seks w mediach” oraz „Choroby weneryczne. Nadużycia. Prawa seksualne”. Do 15. roku życia dzieci wiedzą już, co to jest polityka genderowa i płeć biologiczna. Mają zakodowane, że ochronę przed zarażeniem wirusem HIV i chorobą AIDS zapewnia używanie prezerwatywy i uprawianie seksu analnego, masturbacji. Jak pani uważnie przeczyta, nie ma w programie WHO żadnego punktu dotyczącego rodziny! Za to jest tam lista organizacji, które w Europie i w USA prowadzą i monitorują „kształcenie seksualne” dzieci i młodzieży. Niektóre z tych organizacji są aktywne już w Polsce. Ale widzę, że tym wszystkim panią zgorszyłam.

Przeraziła mnie Pani.

– Proszę zauważyć, że organizacje rzekomo stające w obronie praw dziecka mówią: „dziecko ma PRAWO do zaspokojenia seksualnego. Nie możemy ograniczać takich potrzeb”.

A co na to wszystko Kościół niemiecki?

– Początkowo pojawił się mocny opór, również ze strony Kościołów. Niestety ta walka została przegrana. Teraz nie robią one nic. Podręczniki do edukacji seksualnej do przedszkola i szkoły podstawowej zatwierdziło nie tylko ministerstwo edukacji i zdrowia, ale także Kościół katolicki w Niemczech. To jest coś, co mnie boli.

Czy to jeszcze echo słynnej deklaracji z Koningstein z 1968 roku?

– Niestety. Kościół niemiecki powiedział w niej „nie” dla encykliki Pawła VI „Humanae vitae”, „nie” dla zakazu używania prezerwatyw. To pokutuje i do dziś zarzuca się naszym biskupom, że nie mieli sił, by stanąć w obronie życia. Dlatego teraz trudno o radykalizm i jednomyślność w kwestii edukacji seksualnej. Pod tym względem aż taka rewolucja może nie czeka Polski. Wasz Kościół jest silny i na szczęście sprzeciwia się dyktaturze seksu, proponuje dobre programy i propaguje naturalne metody poczęcia, co w Niemczech jest reliktem przeszłości.

Jaka dla nas wypływa lekcja z tego wszystkiego?

– Mam pogląd radykalny w tym względzie. Ograniczyć edukację seksualną dzieci i młodzieży przez szkołę i media. Nie wpuszczać jej tam w ogóle. Los waszych dzieci jest w waszych rękach teraz. Nie przegapcie w Polsce tej chwili. Trzeba się zorganizować i nie dopuścić do zmian, jakie dopadły Europę.

A gdyby opracować dobry program?

– Scenariusz Niemiec wyglądał tak, że najpierw program edukacji seksualnej wydawał się wyważony i pro life, prorodzinny. Ale zgodnie z zasadą „daj palec, wezmą rękę”, szybko doszło do poluzowania zasad. Więc nie ma innej drogi jak radykalna. Rozmawiać z dziećmi na tematy seksu, prokreacji – to ważne, by nie oddzielać tych dwóch elementów – trzeba w domu. To jest miejsce, gdzie dziecko powinno się wszystkiego nauczyć.

Większość rodziców nie wie jak się do takich rozmów zabrać. Pani ma trójkę. Rozmawiała Pani z nimi?

– Moje dzieci są już dziś dorosłe, mają ponad 20 i 30 lat. Należałam do pokolenia ’68, tego pokolenia wyzwolenia seksualnego. Przeszłam rozwód. Nawrócenie przyszło dopiero po tym dramacie. Ale nie chciałabym dziś o tym mówić. Moje dzieci czytają moje książki. Są dorosłe – rozmowa jest inna. Żałuję, że nie miałam takiej okazji wcześniej, że moja świadomość była uśpiona. Ale uważam, że jeśli delikatnie i z miłością podejdziemy do tematu, to się uda.

Pytanie, kiedy jest na to dobry czas…

– Czas wyznacza dziecko. Wtedy, kiedy zapyta. Nic na siłę. Programy edukacyjne w Niemczech czy wymyślone przez WHO nie czekają, aż spyta. Po prostu gwałcą niewinną świadomość malucha, odbierają dzieciństwo i niszczą naturalne poczucie wstydu. A ono pokonuje się tylko w intymnej relacji miłosnej, godnej, dojrzałej, a nie przez dotykanie plastikowych organów płciowych czy naciąganie prezerwatywy na banana. Nawet Zygmunt Freud uważał, że seksualizacja dzieci przyniesie tylko szkody wychowawcze. Potwierdza to medycyna: poziom hormonów płciowych, testosteronu u chłopców i estrogenu u dziewczynek jest wysoki tylko przez dwa miesiące po urodzeniu. Potem spada, aż do okresu pokwitania. Rozbudzenie i na siłę stymulowanie go w dzieciństwie prowadzi do zaburzeń osobowości. Dzieci mają prawo być dziećmi.

Źródło: http://info.wiara.pl/doc/1161025.Dyktatura-seksu

Opublikowany w Alert, Polityka, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 21 »

Kraj królików doświadczalnych

Posted by Dzieckonmp w dniu 21/05/2012

Zielona wyspa szarzeje. Rząd Tuska zrobił z Polaków wielkie pole doświadczalne.
Gorąco polecam artykuł Maji Narbutt z ostatniego numeru *Uważam Rze*te
(14-20 maja) pt. “Kraj królików doświadczalnych”. Autorka opisuje
przerażającą skalę badań klinicznych różnych farmaceutyków na polskich
pacjentach (zarówno chorych jak i zdrowych)przeprowadzanych często bez
ich wiedzy oraz pod terrorem psychicznym eksperymentatorów.
Brak ustawy prawnej regulującej takie badania, w połączeniu z
pazernością, nieuczciwością i brutalnością eksperymentatorów-lekarzy
sprawia, że badanie te przeprowadzane są w sposób skrajnie nieetyczny.
Pod względem braku etyki badań klinicznych Polska porównywana jest
przez zachodnich obserwatorów do krajów afrykańskich. W Polsce
przeprowadza się ok. 500 takich badań rocznie (z czego ok. 100
prawdopodobnie w fazie I, co znaczy, że jakieś chemiczne substancje
podawane są osobom po raz pierwszy i mogą je zabić). Robi się też
skandaliczne badania na dzieciach, np. punkcje lędźwiowe bez żadnego
uzasadnienia medycznego, które wywołują u nich groźne objawy i
powikłania.
Jeden z młodych lekarzy, oburzonych takim bestialskim traktowaniem
pacjentów powiedział “Są całe sale, na których leżą ludzie, którzy nie
mają pojęcia co się z nimi robi. To rzeźnia.” Nie jest więc przesadą
stwierdzenie, ze wielu polskich lekarzy eksperymentatorów spełnia rolę
dra Mengele w “wolnej i demokratycznej” Polsce.
Cały artykuł można przeczytać po zalogowaniu się

http://www.uwazamrze.pl/artykul/873687.html

http://archiwum.rp.pl/artykul/916525.html

Z maila od Piotra B.

Opublikowany w Alert, Polityka, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | Komentarzy: 5 »

Tusk ostrzega: Najbliższe dni i tygodnie będą dramatyczne

Posted by Dzieckonmp w dniu 18/05/2012

Stoimy w obliczy kryzysu, w obliczu dramatów – przyznał premier Donald Tusk, który odniósł się do sytuacji w Grecji. Zapowiedział, że nadchodzące dni i tygodnie będą nerwowe, a może nawet “dramatyczne”.

Tego już nie da się ukryć. Najbliższe dni i tygodnie będą dramatyczne (…). Mam nadzieję, że w obliczu tych wyzwań Polska będzie miejscem, gdzie tego typu przedsięwzięcia mają sens - mówił premier Donald Tusk.

Źródło: wiadomosci.dziennik.pl

Opublikowany w Alert, Apokalipsa, Warto wiedzieć | Otagowane: , | Komentarzy: 87 »

Zaczęło się niebotyczne prześladowanie katolików

Posted by Dzieckonmp w dniu 16/05/2012

 

Opublikowany w Alert, Apel, Film, Jezus Król Polski, KOMUNIKATY, Kościół, ks.Piotr Natanek, Prześladowanie Chrześcijan | Otagowane: , , , | Komentarzy: 138 »

Pierwsza ofiara – w Parczewie na mszy zmarł rycerz Chrystusa Króla

Posted by Dzieckonmp w dniu 15/05/2012

Incydent w Parczewskim Kościele

13 maja w trakcie obchodów Diecezjalnego Dnia Rodziny w Sanktuarium Rodzin w Parczewie doszło do incydentu, który spowodował przesunięcia w programie spotkania. W rozmowie z Radiem Podlasie Biskup Siedlecki Zbigniew Kiernikowski wyjaśnił powody swojej decyzji o przesunięciu rozpoczęcia Mszy św. – informuje na swojej stronie Regionalny Portal Informacyjny podlasie24.pl

Niedzielna Eucharystia podczas Diecezjalnego Dnia Rodzin w Parczewie, zaplanowana na godzinę 13.00 rozpoczęła się z prawie godzinnym opóźnieniem.

Podczas procesji, do uczestników zgromadzenia dołączyła ok. 20 – osobowa grupa osób, wyraźnie manifestująca swoją postawą i ubiorem pewne poglądy. Pomimo apeli biskupa siedleckiego, grupa ta, przez długi czas nie chciała zdjąć swoich wierzchnich okryć.

Wyjaśniając powody oczekiwania na rozpoczęcie Mszy Św. biskup siedlecki Zbigniew Kiernikowski w rozmowie z Radiem Podlasie podkreślił, że Eucharystia wymaga odpowiedniej postawy.

- Eucharystia nie może być sprawowana wtedy, kiedy jakaś grupa, która nie została zaaprobowana przez Kościół określonymi statutami, coś manifestuje i rozbija jedność zgromadzenia, m.in. przez charakterystyczny strój czy postawę. Eucharystia jest świętowaniem, celebrowaniem Tajemnicy, która ma na celu tworzenie jedności. Znakiem jedności kościelnej jest Biskup. Tak więc jakakolwiek grupa manifestująca coś odrębnego, wyklucza sprawowanie Eucharystii i to był powód dla którego czekałem z rozpoczęciem Mszy św. – powiedział Biskup Kiernikowski.

Biskup siedlecki zaapelował do grupy osób (związanych z suspendowanym kapłanem z archidiecezji krakowskiej) o odpowiednie podejście do liturgii, poprzez zdjęcie strojów i przyjęcie postawy odpowiedniej dla zgromadzenia liturgicznego. Apele poskutkowały dopiero po niespełna godzinie.

Źródło: eparczew.pl

Wczoraj na początku kazania ksiądz Piotr Natanek poinformował że w czasie tego incydentu zmarł jeden z Rycerzy Chrystusa Króla. Kazanie księdza Piotra

Przygotowania do zbliżającego się Synodu Diecezji Siedleckiej oraz obchody jubileuszu Biskupa Siedleckiego zdominują dzisiejszą wieczorną audycję Księdza Biskupa Zbigniewa Kiernikowskiego “ROZMOWY O ŻYCIU”. W dzisiejszej audycji powrócimy także do incydentu, który wydarzył się minionej niedzieli w Parczewie.
Dzisiaj w Katolickim Radio Podlasie będzie audycja “Rozmowy o życiu” rozpocznie się  o godzinie 21.40.

Przypominamy Państwu numer telefonu do studia Katolickiego Radia Podlasie – 025 644 65 55, numer gg 308 67 01 oraz numer skrzynki SMS – 509 056 590.

 

Opublikowany w Alert, Jezus Król Polski, Kościół, ks.Piotr Natanek, Prześladowanie Chrześcijan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , , | Komentarzy: 125 »

List do Kapłanów o bliskim krwawym prześladowaniu Kościoła

Posted by Dzieckonmp w dniu 11/05/2012

Poniżej list księdza Adama Skwarczyńskiego skierowany do kapłanów. Został on napisany 10 maja 2012 roku.

List opublikował blog wobroniewiaryitradycji.wordpress.com

http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2012/05/10/ks-adam-skwarczynski-list-do-kaplanow-o-bliskim-krwawym-przesladowaniu-kosciola/

 

Sprawa wygląda na bardzo poważną, a ksiądz Adam nawołuje do bezpośrednich i mocno zaangażowanych przygotowań na BARDZO trudne czasy.

Wraz z Apelowym błogosławieństwem, o 21.25, ks. Adam Skwarczyński nadesłał niniejszy list:

DO MOICH WSPÓŁBRACI KAPŁANÓW

Niedawno w rozmowie telefonicznej z proboszczem pewnej parafii nie umiałem powstrzymać się od wtrącenia – lekko, mimochodem – zdania: „Moja dusza przygotowuje się do odlotu z tego świata, i to już w najbliższych miesiącach”. Po chwili ciszy słuchawka zapytała: „Czy Ksiądz źle się czuje?” „Ależ skąd, jestem w pełni sił i aktywności!” Słuchawka zamilkła ze zdumienia, ale przy najbliższej okazji przemówiła… z ambony, na wszystkich Mszach, ogłaszając mnie (imiennie) fałszywym prorokiem (i nie tylko).

Po takim doświadczeniu powinienem chyba schować, jak struś, głowę w piasek, żeby z dzioba więcej pary nie wypuścić, ale… nie potrafię! Bez względu na to, jaką reakcję wywoła niniejszy mój list, czuję się w obowiązku go napisać, i to właśnie dzisiaj, w czwartek 10 maja 2012 roku, a więc w dniu kapłańskim. Takie otrzymałem natchnienie i nie mogę mu się przeciwstawić ani sprzeniewierzyć. Najbliższa przyszłość pokaże, na ile ten list był potrzebny…

Przybliżony (powieściowy) opis mojej śmierci stanowi ostatni rozdział książki „Wejdź do radości”, zaś w aneksie do tej książki znajduje się rozdział, który może zainteresować któregoś z Księży: „List ks. Jerzego do ks. Stanisława” (o ucieczce z miast, s. 238). Kto zna te rozdziały, łatwiej mu będzie zrozumieć to co piszę w tej chwili. Nie zdziwi się też, jeśli wspomnę teraz o zdarzeniu, które pominąłem w swojej powieści.

Pisząc ją pod pseudonimem, próbowałem uchodzić za człowieka świeckiego – „pana Ivana Novotnego” – nieuchwytnego w Polsce, co mi się po części powiodło. Wyjaśniwszy i porzuciwszy już swój pseudonim (zob. moje teksty internetowe), w tej chwili mogę ubrać się w sutannę i… uciekać do pobliskiego lasu! W nim – oczywiście „w nocnych widzeniach” – ukrywałem się całymi dniami, a pod osłoną nocy mogłem przychodzić do domu, gdyż trwało straszliwe prześladowanie Kościoła – to właśnie, które pociągnie za sobą moją śmierć. Obecnie przygotowuję się do niej, żyjąc z Panem Jezusem w „ciemnicy” – w swojej kaplicy – i licząc dni, które dzielą mnie od mojej Golgoty.

To nie powieść, nie fantazjowanie, moi Bracia, lecz… rzeczywistość, która zbliża się milowymi krokami do Kościoła na całym świecie. Dopiero teraz, pod koniec życia, rozumiem, po co pokazał mi Bóg te wydarzenia (coś więcej: pozwolił je głęboko przeżywać!) już tak dawno temu: bym mógł przekazać je innym. Zwłaszcza te, w których mogłem tylko w „wizjach” na ziemi uczestniczyć, gdyż ostatnie z nich będę oglądać już „z Drugiego Brzegu”. Chociaż wielu rozmówców próbowałem przekonywać, że „ja tego doczekam, bo widziałem, a dotychczas wszystkie wizje potwierdziły się w szczegółach” – teraz muszę się z tego wycofać: Bóg przyjął moją ofiarę i pragnie, by wkrótce moje Fiat zakończyło mą ziemską wędrówkę. Jeśli to się nie potwierdzi, gotów jestem przyznać się publicznie, że byłem fałszywym prorokiem!

Wracam do prześladowania Kościoła. Pozornie nic w tej chwili na nie nie wskazuje, a ludzkie plany i kalkulacje „na następne pokolenia” zalewają nas ze wszystkich stron i usypiają naszą czujność. Jest jednak to prześladowanie bardzo blisko, zaledwie o kilka chwil od nas, i to tak straszliwe, że w ogóle trudno o nim pisać. Na szczęście niezbyt długie (widziałem, że wiosna je zakończy), lecz ze względu na swoją intensywność i skalę będzie bardzo trudne do przeżycia. Główne jego ostrze będzie skierowane przeciwko księżom i osobom konsekrowanym, choć męczeństwo stanie się udziałem także wielu świeckich, zgodnie z piekielną zasadą: im kto bliżej Boga, tym większy wróg!

Jak do niego dojdzie, pisałem w internetowych listach, ale jeszcze powtórzę (n.b. pisałem jako świadek, gdyż ok. 30 lat temu Bóg pozwolił mi to przeżyć). Jakby „zapalnikiem”, wyzwalającym prześladowanie, będzie niestety ogólnoświatowy ogromny cud Bożego Miłosierdzia: ukazanie się Chrystusa „na obłokach, z wielką mocą i majestatem”, w otoczeniu aniołów, a za chwilę Jego sąd szczegółowy nad każdym mieszkańcem ziemi, nazywany w objawieniach „Ostrzeżeniem”. Dlaczego „niestety”? Gdyż nawet tak wstrząsające objawienie się Boga i ukazanie każdemu jego przeszłości, ale także miejsca, na które sobie swoim życiem zasłużył gdyby umarł, niektórych nie nawróci! Wprost przeciwnie: zaprzedani szatanowi, ulegną oni zbiorowemu opętaniu do n-tej potęgi i z diabelską furią rzucą się na nawróconych i nawracających się, pokornych i rozmodlonych, stających w kilometrowych kolejkach do spowiedzi z całego życia. Boży ludzie nie będą w stanie się bronić, nawet gdyby mieli armaty i czołgi, gdyż poznane Boże tajemnice zwrócą ich bardzo mocno ku światu wewnętrznemu, a odizolują od wielu ziemskich trosk.

To właśnie będzie ten najtrudniejszy rok, w którym – jak stwierdził w Fuldzie Jan Paweł II – „Kościół oczyści się we krwi męczenników”. Czy wtedy od nas, duszpasterzy, nie będzie Chrystus wymagał heroizmu? Czy w obecnym, względnie spokojnym i dostatnim życiu, jesteśmy zdolni na Jego oczekiwania odpowiedzieć? I to już w tej chwili, a nie za ileś lat?

Jeżeli mój list któryś z Braci zechce potraktować poważnie, zachęcam go do następujących przemyśleń:

1. Warto zaopatrzyć się w różne rzeczy, oferowane przez sklepy z naszej branży, z winem mszalnym na pierwszym miejscu. Hostii za dużo na zapas nie nakupimy (chyba że je zamrozimy, chociaż nie zawsze będzie prąd w sieci), ale mając białą mąkę, jakoś sami sobie poradzimy, gdy zawiodą piekarnie. Sataniści zaatakują klasztory, z piekącymi hostie włącznie. W związku z tym mój postulat (choćby miał się rozlec chichot prześmiewców!): spróbujmy zmobilizować znajomych posiadających broń, np. myśliwych, do wzięcia pod opiekę klasztorów. Przecież będą one jak wielkie nieruchome tarcze, wystawione na ataki satanistów.

2. Podobnymi „tarczami” będą sanktuaria, „sól w oku” dla piekła i jego ludzi, więc i o nich warto pomyśleć. W normalnym kościele łatwo ukryć Pana Jezusa, szaty i naczynia liturgiczne, i ratować się ucieczką, jednak nie w sanktuariach.

3. Ksiądz Brzóska ukrywał się przez długi czas u rolnika między dwiema ściankami, a wychodził tylko w nocy. Ci z nas, których Bóg powołuje nie do męczeństwa, lecz do potajemnego duszpasterstwa, mogliby pomyśleć o kilku miejscach schronienia, jak też zaopatrzyć je we wszystko, co jest konieczne do celebracji Mszy świętej.

4. Nasi wierni nie są, na ogół, przygotowani na te chwile, może z wyjątkiem dusz-ofiar (czy żertw ofiarnych, jak ich określa ks. Natanek), a więc tych, którzy złożyli Bogu samych siebie w ofierze za nawrócenie grzeszników. Do tych ludzi kierowałem od lat swoje książki, a ostatnio internetowe apele, i cieszę się, że rozrastają się ich szeregi. Dobrze by było, gdyby pasterze szli na czele owiec, a nie za nimi – i temu poświęcę chwilę uwagi.

A. W ostatnich spokojnych chwilach warto mobilizować wszystkich, gdzie i kiedy to tylko możliwe, do jak najpotężniejszej modlitwy o nawrócenie jak największej liczby grzeszników. Niebo czeka na te modlitwy, ale w pewnym momencie powie: DOŚĆ! Gdyby więc ktoś chciał nawet czuwać w nocy, warto otworzyć mu kościół lub kaplicę. Co jeszcze w tej materii „warto”, wiedzą Księża sami, a jeśli nie wiedzą, niech wsłuchają się w głos swoich podopiecznych oraz w natchnienia, im samym przychodzące. „Pozbierajmy wszystkie okruszyny” modlitw!

B. Oprócz „żaru modlitwy” może Duch Święty wzbudzić w niektórych sercach „żar męczeństwa”, na który powinniśmy zareagować we właściwy sposób, a więc w duchu Listu 1 P 4,12: radować się nim, a nie dziwić, a tym bardziej nie strofować doświadczających go! Niech nasza „słuchawka” będzie dostrojona do takich dźwięków – i w telefonie, i na spotkaniach, i w konfesjonale – żebyśmy nie reagowali na nie na sposób mojego współbrata! Oby nikt z nas nie krzyżował Bożych planów, odsyłając bliźniego do psychiatry z tego powodu, że nagle Duch Boży uniósł go tak wysoko ponad naturę, że Boży zew okazuje się o wiele silniejszy niż naturalne instynkty! Piszę to jako świadek, i wiem co piszę. Gdyby taka chwila trwała dłużej, moje życie na ziemi stałoby się niemożliwe. Dotyczy to zarówno pragnienia natychmiastowej śmierci dla Boga i dla bliźnich, jak i tęsknoty za Niebem, albo takich porywów radości na myśl o bliskiej śmierci, że natura człowieka słania się pod nimi jak kłosy w czasie burzy. I co by było, gdyby taki Boży wybraniec – a może być ich wielu! – usłyszał od nas słowa przykre lub lekceważące?

Może nas ktoś z płaczem pytać: ten „żar” mnie porywa, ale co mam zrobić z naturalnym lękiem o moich bliskich? Oto jedna z odpowiedzi: Bóg ich kocha milion razy bardziej od ciebie, a poza tym jest wszechmocny, więc potrafi zatroszczyć się o ich szczęście, nie martw się! A poza tym oczyszczony świat będzie wkrótce tak piękny, że nie miej o nic obawy – wszyscy będą jak jedna kochająca się rodzina.

Ktoś inny złożył Bogu siebie w ofierze „całopalnej”, ale szatan wzbudza w nim lęk przed śmiercią i zatruwa mu życie. Pyta, czy może się wycofać… Oczywiście że może, i to w każdej chwili – uspokójmy go – bez żadnego grzechu, gdyż Bóg nie może od nas wymagać tego co nas przerasta, a poza tym przyjmuje tylko to, co ze szczerego serca Mu ofiarujemy. Jednak zróbmy krok naprzód i użyjmy np. takich argumentów:

– męczennicy otrzymują specjalną łaskę, coś jak modlitewną ekstazę, która łagodzi ich ból i strach, a nawet je likwiduje (zob. np. żywot św. Perpetui i Felicyty, poranionych przez dziką krowę na arenie cyrkowej);

– Bóg ma 1000 sposobów na to, by zatroszczyć się o ciebie, swoje dziecko, i w takiej chwili krzywdy nie pozwoli ci zrobić – stąd często męczennicy szli na śmierć jak na wesele;

– ogromną łaską jest obecność przy nas w godzinie śmierci Matki Najświętszej; jeżeli Ją prosisz o modlitwę i przyjście w tej godzinie, i to przez całe życie z Różańcem w ręku, jak możesz wątpić w Jej pomoc? (piszę to jako świadek – widziałem rolę Maryi wobec mojej duszy tak w momencie śmierci, jak i w „locie” prosto przed Tron Boży);

– boisz się krótkiego cierpienia przy śmierci, które może cię w jednej chwili uwolnić od wszelkich kar pokutnych, a nie boisz się o wiele sroższego i dłuższego – może wieloletniego – w czyśćcu? Tamto czyśćcowe jest prawdziwym męczeństwem w porównaniu z maleńkim bólem, jaki przychodzi znieść na ziemi! Święta Krystyna, zwana „Cudowną”, poznawszy mękę czyśćca i zapragnąwszy uwalniać od niej dusze, np. rzucała się w ogień, stała tygodniami w lodowej przerębli, doświadczała łamania kości – a wszystko to wydawało jej się niczym w porównaniu z tamtymi mękami!

– „Choćby twoje grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją”, i to natychmiast, w jednej chwili męczeństwa. Jest tak m.in. dlatego, że Bóg-Człowiek ma szczególną litość dla tych, których ludzie skrzywdzili – chce im to wynagrodzić i jakby „głaszcze rany” ich ciała, łagodzi ból, a przy tym nie zwraca uwagi na rany ich duszy, które mogą być ohydne! Tak na pewno postąpił nawet z najbiedniejszymi duszami w prezydenckim samolocie podczas zamachu…

C. Idźmy z wielką miłością do chorych, pogrążonych w różnorakich cierpieniach, i czyńmy z nich dusze-ofiary, zachęcając do ofiarowania cierpień za konających lub za mających wkrótce umrzeć, a żyjących w grzechu ciężkim. Jakiego doznawałem nieraz wstrząsu, gdy od obłożnie chorych słyszałem, że nigdy im żaden ksiądz o tym nie mówił, nawet gdy latami co miesiąc ich odwiedzali!

Świadczy to tylko o tym, że księża sami nie żyją tym duchem: łatwo im składać w Ofierze Jezusa Ojcu w Duchu Świętym, ale z tą Ofiarą nie łaczą własnej – ze swojego życia, ciała i krwi; spożywają swego Pana, ale Jemu nie pozwalają siebie „spożyć”; dają ludowi Tego, który „dobrowolnie wydał się na mękę”, ale sami dla Niego nie chcą niczego wycierpieć; gdy „przypadkiem” dopadnie ich cierpienie, uciekają od niego jak od nawiększego nieszczęścia, więc jak od nich ma Jezus oczekiwać, że choćby najmniejsze podejmą i ofiarują Mu dobrowolnie?

Głosząc pewnego razu rekolekcje dla księży w tym właśnie duchu, uświadamiając im konieczność połączenia w ramach ich powołania obu rodzajów kapłaństwa: tego ze święceń i powszechnego – napotkałem na opór z ich strony, a nawet bunt (kilku wyjechało). „Wystarczy, że nasz sakrament ma swoją skuteczność ex opere operato – powiedzieli – a opus operantis się nie liczy, ty go przeakcentowujesz!” Bardzo się mylili, gdyż właśnie z tego drugiego będziemy przez Boga osądzeni, a nauka Jezusa w tym względzie nie pozostawia najmniejszych wątpliwości. Najmniejsza ofiarka, złożona Bogu sercem, z miłości, ma w Jego oczach o wiele większą wartość, niż dziesięć złożonych pod przymusem, bo uniknąć ich się nie da. A poza tym – co to za miłość bez ofiar…? Dostatecznie dużo napisałem na ten temat w I tomie swojej książki W Szkole Krzyża i do niej odsyłam.

Mój list jest jak zielony owoc, któremu zabrakło czasu na dojrzewanie – powstał dzisiaj w ciągu krótkiego czasu, i niech takim pozostanie. Zakończę go parafrazą słów Pana Jezusa, często przez nas powtarzanych, zwłaszcza w święta i wspomnienia męczenników: „Nikt nie ma większej miłości niż ten, kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” oraz za nieprzyjaciół, którzy – dzięki jego ofierze – staną się na wieki jego przyjaciółmi. Mam na myśli tych, którzy wkrótce staną się moimi zabójcami, a których twarze widziałem na swoim pogrzebie. Włączeni są w moją ofiarę, do której mają się przyczynić, a także w moją modlitwę, którą od lat za nich zanoszę. Wierzę, że spotkamy się w Wiecznej Chwale, jak Szczepan z Szawłem, gdyż… wierzę jednocześnie, że nikt nie ma większej możliwości wyproszenia komuś u Boga łask, niż ofiara swoim prześladowcom.

Duchu Święty – Duchu tej liturgicznej Pięćdziesiątnicy, którą teraz w Kościele przeżywamy, ale i tej Nowej – Pięćdziesiątnicy, która przetworzy, uduchowi i uświęci wkrótce cały świat, czyniąc go wielkim wieczernikiem – błagam Cię, przez pośrednictwo Twej Najświętszej Oblubienicy Maryi: ogarnij umysły i serca moich Współbraci Kapłanów i posłuż się nimi według Twoich planów. Amen.

ks. Adam Skwarczyński

Opublikowany w Alert, Apokalipsa, Kościół, Objawienia, Prośba o modlitwę, Prześladowanie Chrześcijan, Różaniec, Warto wiedzieć, Z Aniołem do Nowego Świata, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | Komentarzy: 173 »

Przyszedł czas, by powiedzieć Polakom, że muszą się wyrzec swojej polskości.

Posted by Dzieckonmp w dniu 08/05/2012

Lider Ruchu Palikota Janusz Palikot na konwersatorium „Dialog i Przyszłość” zorganizowanego przez Aleksandra Kwaśniewskiego w lutym tego roku oświadczył publicznie, że:

 

Przyszedł czas, by powiedzieć Polakom, że muszą się wyrzec swojej polskości.

 

W spotkaniu uczestniczyła większość z sympatyzujących z centrolewicą polityków:

Józef Oleksy, Leszek Miller i Włodzimierz Cimoszewicz, Janusz Palikot, twórca Gadu-Gadu Łukasz Foltyn, socjolog prof. Janusz Czapiński, założyciel „Krytyki Politycznej” Sławomir Sierakowski, poseł Platformy Obywatelskiej Dariusz Rosati, minister zdrowia w rządzie Donalda Tuska Bartosz Arłukowicz (zatrzymały go obowiązki w ministerstwie, ale obiecał, że na następne spotkanie przyjdzie), szef Stronnictwa Demokratycznego Paweł Piskorski, doradca prezydenta Tomasz Nałęcz i senator Marek Borowski.

Aleksander Kwaśniewski strofował Palikota, słowami “Proszę nie szaleć. Rozumiem intencje, ale odradzałbym takie sądy“.

Wymiana zdań między oboma panami jest jednak niezwykle symptomatyczna. Aleksander Kwaśniewski wskazać miał, że rozumie intencje Palikota. Jeśli coś mu się nie podobało to raczej tak otwarte mówienie o tym, co jest celem lewicy. Takich rzeczy nie należy mówić publicznie, je należy realizować. Poważny polityk zamiast opowiadać o wynarodowieniu, powinien się nim zajmować. I taki właśnie projekt jest realizowany, także przez rzekomo centroprawicowy rząd PO. Reforma nauczania historii, wyrzucanie z programów wielkiej polskiej literatury, obrzydzanie przez media i ludzi kultury polskiej historii – to wszystko służyć ma właśnie celowi, który tak otwarcie sformułował Palikot. Za co zresztą trzeba być mu wdzięcznym.

Wdzięczność za kilka słów prawdy, nie może jednak oznaczać zgody na tak sformułowany program. A powód jest niezmiernie prosty. Własnej tożsamości wyrzec się nie da, a jeśli ktoś próbuje to zrobić, to zamiast uniwersalisty, kogoś o szerokich horyzontach, powstaje zdeklasowany niewolnik, który nienawidzi tego, co swoje, i nie potrafi zachwycić się tym, co inne. Bez korzeni, bez języka, kultury, miłości do Ojczyzny, nie można rzeczywiście kochać innych kultur czy szanować innych narodów. Wyrzeczenie się własnej kultury i tożsamości prowadzi do nihilizmu, a nie do uniwersalizmu. A jego efektem nie będzie powstanie klasy Europejczyków, ale niewolników, którzy służyć będą tym, którzy mają siłę i dumę z własnej tożsamości.

 

Tymczasem Janusz Kown-Mikke na swoim blogu przypomniał, że takie rzeczy głosiła już dawno Róża Luksemburg: “Polacy muszą wyrzec się swojej polskości, żeby móc przemienić się w socjalistów, bo przecież socjalizm pasuje do Polaków jak siodło do krowy”- JKM przypomniał złotą myśl wielkiego przywódcy Józefa Stalina.

 

 

źródło: http://www.wprost.pl/ar/306384/Palikot-trzeba-sie-wyrzec-polskosci-Kwasniewski-prosze-nie-szalec/

inne komentarze:

http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/terlikowski:_palikot_wyrzeka_sie_polskosci_19187

http://awantura.salon24.pl/392534,palikot-jak-roza-luksemburg-trzeba-sie-wyrzec-polskosci

Opublikowany w Alert, Patriotyzm, Polityka, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , | Komentarzy: 14 »

Rosja zaatakuje Gruzję w tym roku?

Posted by Dzieckonmp w dniu 02/05/2012

Czy USA wraz z Izraelem odpuszczą poparcie dla Saakaszwilego w zamian za rosyjskie „zielone światło” dla prewencyjnego ataku na Iran?

I. Militarne wzmożenie

Od jakiegoś czasu na Kaukazie daje się zauważyć „militarne wzmożenie” sił rosyjskich. Bazy w Abchazji i Osetii Południowej pozostają w stanie podwyższonej gotowości już od grudnia 2011 roku. Na dniach Rosja wyśle (albo już wysłała) do Abchazji „1500 rekrutów przechodzących obecnie szkolenie w Republice Adygei oraz 400 młodszych specjalistów w tym m.in. kierowców, techników, czołgistów (w tym separatystycznym regionie Gruzji FR dyslokowała czołgi T-90A) oraz m.in. obsługę rakietowych niszczycieli czołgów Sturm-S i wyrzutni rakiet GRAD.” (cyt. za politykawschodnia.pl) Dostawy ludzi i sprzętu na Kaukaz trwają zresztą od kilku miesięcy, ze szczególnym uwzględnieniem bazy 102 położonej na terenie Armenii, do której Gruzja blokuje drogę lądową, zostawiając Rosji jedynie korytarz powietrzny. Jednocześnie prowadzona jest ewakuacja rodzin personelu wojskowego z rejonu Kaukazu i morza Kaspijskiego (więcej – TUTAJ).

Wszystko to zbiega się z gruntowną modernizacją rosyjskiej armii, która prowadzona jest systematycznie od wojny gruzińskiej w 2008 roku i obejmuje wszystkie rodzaje sił zbrojnych. Dość powiedzieć, że obecnie Federacja Rosyjska wydaje 3,9% PKB na cele zbrojeniowe, zaś inwestycje w nowoczesny sprzęt połączone są z gruntowną reorganizacją – od ogólnej struktury dowodzenia po poszczególne jednostki. Warto też zwrócić uwagę na bliską współpracę z Berlinem przy tym modernizacyjnym projekcie. W ciągu 10 lat planowane jest przeznaczenie na armię 767 mld USD, zaś już w 2016 roku 70% wyposażenia stanowić będzie nowoczesne uzbrojenie.

Swoistą wisienką na torcie było niedawne mianowanie (27.04) na dowódcę Wojsk Lądowych FR generała Władimira Czirkina Walentinowicza – wojskowego z wieloletnim doświadczeniem na Zakaukaziu, Dalekim Wschodzie i Kaukazie Północnym.

Nie wygląda mi to na rutynowe przygotowania do corocznych manewrów typu „Kaukaz”.

II. Mała, zwycięska wojenka

Sytuacja jest tym poważniejsza, że na włosku wisi wojna z Iranem. Należy przypuszczać, że jeśli Izrael i USA zdecydują się uderzyć na Teheran, Rosja może to wykorzystać do ataku na Gruzję. Być może już nawet został zawarty deal: „my dajemy wam zielone światło do ataku na Iran i zniszczenia tamtejszych instalacji jądrowych, wy zaś pozwolicie nam zaprowadzić porządki na Kaukazie – zwłaszcza w Gruzji”. Innymi słowy, może być tak, że Stany Zjednoczone wraz z Izraelem po cichu obiecały Rosji odpuścić poparcie dla gruzińskiego sojusznika i rządów Saakaszwilego, by rozwiązać sobie ręce w kwestii irańskiej. Geopolityka nie zna sentymentów.

Zresztą, kto wie, czy Rosja nie zdecyduje się zaatakować Gruzji nawet bez irańskiej awantury. Rządy Putina zawsze charakteryzowała skłonność do „małych, zwycięskich wojenek” podnoszących prestiż władzy. Na polityczne szczyty wspiął się dzięki rozpętaniu tzw. drugiej wojny czeczeńskiej, wywołanej po zbrodniczych prowokacjach FSB – wysadzeniu bloków w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku – za co odpowiedzialnością obarczono „czeczeńskich terrorystów”. Nie inaczej było w 2008 roku, kiedy to dzięki umiejętnym prowokacjom wywołał gruzińską „wojnę pięciodniową”. Teraz zaś Putin potrzebuje mocnego imperialnego akcentu na początek drugiej rundy swej prezydentury, nakręcenia koniunktury w przemyśle zbrojeniowym oraz propagandowego uzasadnienia gigantycznych wydatków w tym sektorze.

Poza wszystkim, Rosja nigdy nie przestała traktować Kaukazu jako integralnej części swego terytorium, chwilowo tylko odłączonej na skutek rozpadu Związku Sowieckiego. Walor strategiczny tej części świata nie maleje, ba – wręcz wzrasta ze względu na rolę wydobywczo-tranzytową surowców (gaz, ropa), oraz na bliskość punktów zapalnych z Afganistanem i Iranem na czele.

III. Znów wojna w cieniu sportowej imprezy?

Jest jeszcze jeden aspekt sytuacji, który każe przypuszczać, że uderzenie na Gruzję nastąpi w tym roku. Otóż, podobnie jak cztery lata temu, w 2012 roku mamy dwie wielkie imprezy sportowe, które skupią na sobie uwagę świata: Euro2012 w Polsce i na Ukrainie (08.06-01.07), oraz Olimpiadę w Londynie (27.07-12.08). Można przewidywać, że tak jak w 2008 roku, kiedy to Rosja zaatakowała Gruzję podczas igrzysk w Pekinie, tak i teraz uderzy w którymś z tych dwóch terminów. Podobnie jak wtedy świat będzie się ekscytował sportowymi zmaganiami i nie będzie zbyt wiele miejsca na poświęcenie uwagi kaukaskiej wojnie, która w innych warunkach stałaby się tematem numer jeden dla przekaziorów. Media nie charakteryzują się podzielnością uwagi: jest temat wiodący i cała reszta. Druga wojna gruzińska stanie się częścią owej „reszty”.

IV. Europa bez Lecha Kaczyńskiego

Rosja może być również spokojna o kwestie reakcji innych graczy na arenie międzynarodowej. Od momentu uśmiercenia Prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie ma w naszym regionie polityka, który zdecydowałby się na zorganizowanie wyprawy do Tbilisi. Przypomnijmy, że wbrew tym, którzy pomniejszają rolę Lecha Kaczyńskiego w tamtych dniach, to właśnie jego brawurowa eskapada na czele pozostałych liderów państw regionu zmusiła do działania Europę Zachodnią wraz z Nicolasem Sarkozym i Francją, która sprawowała wówczas europrezydencję. Bez Lecha Kaczyńskiego Zachód nie kiwnąłby w obronie Gruzji palcem w bucie.

Dziś Lecha Kaczyńskiego nie ma. Obecni polscy Mężykowie Stanu na wieść o rosyjskiej agresji zamkną się w szafie. Zresztą, Polska nie posiada już w Europie Środkowo-Wschodniej tego prestiżu, którego resztki próbował ocalić i zagospodarować śp Prezydent w 2008 roku. Gdyby nawet któremuś z przywódców państw naszego regionu (choćby Victorowi Orbanowi) przyszło do głowy powtórzyć polityczny manewr sprzed czterech lat, to widok zmasakrowanego tupolewa na Siewiernym i postawa Polski wobec Rosji w związku ze smoleńską hekatombą, będą wystarczającymi przesłankami, aby podobny projekt porzucić.

Podsumowując, na odcinku dawnej „bliskiej zagranicy” Rosja ma również sprzyjającą koniunkturę. Nie będzie nikogo, kto mógłby stanąć w Tbilisi u boku Saakaszwilego i powiedzieć: „Ten kraj to Rosja, która uważa, że dawne czasy upadłego niecałe dwadzieścia lat temu imperium wracają, że znów dominacja będzie cechą tego regionu. Nie będzie! (…) . Świetnie wiemy, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę.”

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na:Niepoprawne RadioPL

Za: NIEPOPRAWNI.PL, Gadający Grzyb – blog

Opublikowany w Alert, Polityka | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 55 »

Skandaliczna książka kardynała Martiniego

Posted by Dzieckonmp w dniu 25/04/2012

Kardynał Carlo Maria Martini, emerytowany arcybiskup Mediolanu, opublikował niedawno książkę pt. „Credere e Conoscere” („Wiara i Wiedza”), w której zakwestionował m.in. prawo naturalne i poparł związki partnerskie osób tej samej płci. Wielu wiernych jest oburzonych.

Kardynał w swojej książce pisze: „To nie jest złe, gdy dwie osoby, zamiast tworzyć przypadkowy związek homoseksualny, mają zapewnioną pewną stabilność. W tym sensie państwo mogłoby im sprzyjać”. Hierarcha dodaje: „Nie podzielam stanowiska osób w Kościele, które sprzeciwiają się związkom partnerskim”. Arcybiskup Mediolanu uważa także, że nie ma nic złego w paradach homoseksualnych (jak się wyraził w „demonstracjach gejowskiej dumy”), ze względu na potrzebę pokazania przez homoseksualistów wszystkim innym osobom, że istnieją. Hierarcha ocenił, że takie parady są dopuszczalne, nawet jeśli istnieje ryzyko, że będą zbyt prowokacyjne. Wreszcie ksiądz Martini stwierdził, że chociaż Kościół broni tradycyjnego małżeństwa w celu umożliwienia przedłużania gatunku, to jednak nie oznacza to, że ma prawo do dyskryminowania innych rodzajów związków(sic!).

Niestety, kardynał Martini nie jest osamotniony w swoich szokujących poglądach na temat homoseksualizmu. Jego kolega z Wiednia, kardynał Christoph Schönborn, postępuje podobnie. W 2008 roku Schönborn zgodził się na bluźnierczą wystawę w Muzeum Diecezjalnym w Wiedniu, znajdującemu się naprzeciwko wspaniałej katedry pw. świętego Szczepana. Wystawa zatytułowana: „Religia, ciało i władza” prezentowała prace marksistowskiego artysty Alfreda Hrdlička, który przedstawił Pana Jezusa i apostołów podczas Ostatniej Wieczerzy w środku homoseksualnej orgii, wywołując tym samym ogromne oburzenie katolików na całym świecie. W muzeum znalazła się praca, prezentująca nagiego Pana Jezusa na krzyżu i scena biczowania przez nagiego kata. Chociaż najbardziej obraźliwe ekspozycje zostały usunięte na polecenie kardynała, inne „mniej” obrazoburcze wizerunki pozostały.

Pomimo skandalu w 2009 roku kardynał Schönborn zwrócił się do Alfreda Hrdlička z prośbą, by wykonał popiersie siostry Restituty Kafki, która została zamordowana przez hitlerowców w czasie II wojny światowej. Szokująca rzeźba przedstawiająca błogosławioną zakonnicę w postawie rozpaczy z  obnażonymi piersiami została umieszczona w katedrze. Wiedeński hierarcha w 2010 r. publicznie poparł także tzw. stabilne związki tej samej płci, podobnie jak kard. Martini. Niedawno katolików zdumiało wsparcie, jakie kardynał Schönborn udzielił homoseksualiście Florianowi Stangl, który żyje w zarejestrowanym związku partnerskim z innym pederastą. Stangl został wybrany na członka rady parafialnej w miasteczku Stützenhofen, na przedmieściach Wiednia. Kiedy miejscowy proboszcz, ks. Gerhard Swierzek poradził mu, by zrezygnował z przystępowania do Komunii św. z powodu znajdowania się w stanie grzechu, ten odpowiedział: „Czuję się związany nauką Kościoła ale warunek życia w czystości wydaje się niemożliwy do spełnienia dla mnie”. Ojciec Swierzek odmówił akceptacji tej postawy. Decyzję unieważnił jednak arcybiskup Wiednia, będący pod ogromnym wpływem „uroku” Stangla. W odpowiedzi ks. Swierzek zrezygnował z posługi jako proboszcz parafii.

Takie postępowanie najwyższych hierarchów Kościoła z pewnością sprzyja buntowi innych kapłanów przeciwko doktrynie Kościoła i dyscyplinie. W Austrii powstała grupa tzw. księży reformatorów, prowadzona przez ks. Helmuta Schüllera, byłą prawą rękę kardynała Schönborna oraz jego ex wikariusza generalnego, która domaga się absurdalnych zmian. Kapłani żądają zniesienia obowiązkowego celibatu duchownych, zezwolenia na święcenia kobiet, Komunii dla rozwiedzionych katolików, żyjących w nowych związkach i zwiększenia roli świeckich w Kościele. Do tej pory kardynał Schönborn ograniczył się do „rozmawiania” z rebeliantami bez podejmowania żadnych konkretnych środków, mimo ponagleń z Watykanu, by zdyscyplinował podległych mu duchownych. Inny hierarcha, tym razem australijski ks. Geoffrey Robinson, emerytowany biskup pomocniczy Sydney podczas ostatniej wizyty w Stanach Zjednoczonych zalecał całkowitą zmianę moralności seksualnej i akceptację homoseksualizmu.

Luiz Sergio Solimeo z amerykańskiego stowarzyszenia TFP, opisując te jakże bolesne wypowiedzi hierarchów Kościoła, wyrządzających wielkie szkody napisał, że kiedy czyta tego typu wieści, to przychodzą mu na myśl słowa Jezusa zawarte w Ewangelii św. Mateusza o fałszywych prorokach: „Powstanie wielu fałszywych proroków i wielu w błąd wprowadzą; a ponieważ wzmoże się nieprawość, oziębnie miłość wielu. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 11-13).

Źródło: rodzinakatolicka.pl

Opublikowany w Alert, Kościół, Z prasy | Otagowane: , , | Komentarzy: 55 »

SZOK! Radio Opole nie chce grać piosenki “Urodziłem się w Polsce”.

Posted by Dzieckonmp w dniu 17/04/2012

Zarzut: “szowinistyczna”. Naprawdę: PILNUJMY POLSKI

“Dziennik Zachodni” informuje o niezwykle bulwersującej sprawie - o decyzji publicznego Radia Opole, które podjęło decyzję o niepuszczaniu piosenki “Urodziłem się w Polsce”. Utwór nagrał Andrzej Nowak, lider legendarnego zespołu TSA, wraz ze swoją grupą Złe Psy.

Stacja uznała, że piosenka jest “szowinistyczna i niemedialna”.

Jestem Opolaninem z krwi i kości. Tu się urodziłem, wychowałem, założyłem zespół TSA. Zawsze podkreślałem skąd jestem. Nowej płycie patronuje urząd miasta. Biorąc to wszystko pod uwagę, decyzja Radia Opole burzy mi krew - komentuje sprawę sam muzyk.

Tekst piosenki to m. in. słowa:

“Ojciec Polak, matka Polka, polskie miasto, polska łąka, piękna nasza Polska cała, by ta Polska ocalała”.

Sprawa wybuchła, gdy – jak informuje “Dziennik Zachodni” – mieszkający od urodzenia w Opolu muzyk Andrzej Nowak zwrócił się do miejscowej stacji radiowej z prośbą o puszczanie utworu na antenie.

Musimy mieć na uwadze, że w tym czasie trzeba grać utwory wyważone i strawne dla szerokiego grona odbiorców. W mojej opinii ten utwór do nich nie należy – tłumaczy w wypowiedzi dla “Gazety Wyborczej” Tomasz Bazan, kierownik muzyczny rozgłośni.

Inne zdanie ma menadżer zespołu Złe Psy Jacek Adamczyk; w jego relacji wynika, że rozgłośnia uznała utwór za “szowinistyczny i niemedialny”.

- Przecież on nie niesie w sobie żadnych negatywnych emocji - mówi Adamczyk.

“Dziennik Zachodni” podkreśla jednocześnie, że utwór jest nadawany przez kaszubską stację Radio Kaszëbë.

Mamy nieodparte wrażenie, że Radio Opole z radością puściłoby piosenkę, gdyby w tekście zamiast słów “Polska” i “polski” znalazły się słowa “Niemcy” i “niemiecki”.

Pilnujmy Polski. Coraz uważniej.

Żródło: http://wpolityce.pl/wydarzenia/26005-szok-radio-opole-nie-chce-grac-piosenki-urodzilem-sie-w-polsce-zarzut-szowinistyczna-naprawde-pilnujmy-polski

A teraz wszyscy mogą posłuchać piosenki .

Już na początku kwietnia ukaże się nowa płyta zespołu Złe Psy. Po kilku latach milczenia Andrzej Nowak (założyciel i lider TSA) wraz z zespołem uderzają ze zdwojoną siłą! Ta płyta z pewnością nie przejdzie bez echa, a ich utwory śpiewać będzie cała Polska!

Opublikowany w Alert, Film, Patriotyzm, Polityka, Warto wiedzieć | Otagowane: , | Komentarzy: 117 »

Wezwanie Dr. Ratha do mieszkańców Niemiec, Europy i całego świata, Berlin 13.03.2012

Posted by Dzieckonmp w dniu 14/04/2012

“Dwukrotnie w historii tego miasta na Europę i świat rozprzestrzeniło się niewyobrażalne cierpienie. Dziś wieczór mówimy do decydentów politycznych z berlińskiego Urzędu Kancelerza  i Reinchstagu: To się nie powtórzy! Nie z nami!…
… A kiedy mówią o zapewnieniu bezpieczeństwa w Europie to są już w trakcie podejmowania działań militarnych na wielu kontynentach, mających na celu realizację dążeń kartelu związanych z panowaniem nad światem.”   - Dr. Rath

 

Od spotkania 13 marca 2012 roku w Berlinie Dr. Rath wzywa ludzi w Niemczech i w całej Europie, aby wzięli na siebie odpowiedzialność. Jest to wezwanie, aby budować wspólnie demokratyczną Europę dla ludzi i przez ludzi — budować nowy świat oparty na zdrowiu poprzez prewencję i zwalczanie chorób. Dostępne wyniki badań naukowych opartych na naturalnych środkach dają do zrozumienia, że można zmniejszyć wiele powszechnych chorób do ułamka ich obecnego rozmiaru. Ale ten wspaniały „świat bez chorób” nie jest nam dany – ponieważ każda z nich jest dla przemysłu farmaceutycznego miliardowym zyskiem! Jeśli chcemy stworzyć świat bez chorób dla naszych dzieci: musimy się zaangażować. Teraz!

 

Opublikowany w Alert, Apel, Film, Polityka, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , | Komentarzy: 60 »

Płacze figurka Jezusa i Maryi ?

Posted by Dzieckonmp w dniu 12/04/2012

Otrzymałem taka informację od przyjaciół z Niemiec

W rodzinnym mieście papieża Benedykta

XVI. płacze figurka Jezusa i Maryi – zapewne

nie bez powodu - krwawe Łzy!

Proszę módlmy się za Benedykta XVI , za Kościół aby był jedno.W dniu 14 Kwietnia 2012,  papież Benedykt XVI. ma podjąć ważną decyzję dotyczącą Kościoła. Módlmy się Koronką do Bożego Miłosierdzia . Wszystkich czytelników proszę o szukanie informacji na temat płaczu Jezusa i Maryi w rodzinnym mieście papieża i wstawianie jako komentarzy. Niech ciąg komentarzy będzie dotyczyć tylko tego wydarzenia. Mnie ciężko idzie szukanie na niemieckich stronach a i czasu mam mało. Podzieliłem się więc tylko jednym zdaniem z Wami a resztę należy do Was. Papież urodził się w mieście Marktl am Inn koło Altötting gdzie w kaplicy stoi figurka Czarnej Madonny. Rzeźba z lipowego drzewa przedstawia Maryję, która trzyma na prawej ręce małego Chrystusa. Jej kult datuje się od 1489 r., kiedy za przyczyną Matki Bożej został wskrzeszony do życia mały chłopiec. Czy chodzi o ta figurkę czy o inną tego nie wiem.


Opublikowany w Alert, KOMUNIKATY, Kościół, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , | Komentarzy: 117 »

Tak właśnie kończy się tolerowanie szubrawców u władzy

Posted by Dzieckonmp w dniu 22/03/2012

Każdy może być tak POtraktowany jak to młode małżeństwo z Katowic.

Z relacji napadniętych we własnym mieszkaniu przez POlicję:

Wejdźcie tutaj i oglądnijcie filmy

Opublikowany w Alert, Film, Polityka | Otagowane: , | Komentarzy: 193 »

Angielski film o Dywizjonie 303

Posted by Dzieckonmp w dniu 14/03/2012

Dla Anglików jest to szok. Film został nakręcony przez brytyjski kanał 4, nie dopuszczono go jednak do emisji na terenie Anglii i Irlandii! Dlaczego, czy jest jakiś logiczny powód? Czy dlatego, że pokazano w nim poświęcenie Polaków, których się przedstawia obecnie jak arabskich terrorystów, gdyż Polska jest celem ludobójstwa światowych gangsterów? Przekaż ten link dalej, nie tylko Polakom:

Opublikowany w Alert, Patriotyzm, Polityka, Warto wiedzieć | Otagowane: , | Komentarzy: 98 »

Mordowanie ludzi na przemysłową skalę

Posted by Dzieckonmp w dniu 09/03/2012

Zabić dziecko!

Możemy porozmawiać o legalizacji narkotyków czy prostytucji. Ale nie o legalizacji ludobójstwa – deklaruje publicysta

Trudno powiedzieć, czy artykuł Franceski Minervy i Alberta Giubiliniego w najnowszym numerze “Journal of Medical Ethics” to wyraz gwałtownie postępującego szaleństwa autorów, próba intelektualnej prowokacji czy raczej wyznaczenia nowych ram debaty na temat godności życia ludzkiego.

Dwoje włoskich naukowców, pracujących na uniwersytecie w australijskim Melbourne, dowodzi w swoim eseju (“After–birth abortion. Why should the baby live”), iż skoro dopuszczalna jest aborcja, dopuszczalne powinno być także uśmiercanie dzieci już po porodzie, w szczególności tych obarczonych nieuleczalną wadą genetyczną.

Minerva i Giubilini znajdują moralne usprawiedliwienie dla zabicia noworodka. Argumentują, iż jest on tylko “potencjalną osobą”, nie posiada zatem wszystkich atrybutów istoty ludzkiej i nie ma “moralnego prawa do życia”.

Nic straconego

Autorzy nie zatrzymują się w pół kroku, idą dużo dalej. Twierdzą, iż tzw. aborcja postnatalna (after–birth abortion) powinna być dozwolona także w przypadku dzieci zdrowych, gdyby ich przyjście na świat “oznaczało zbyt duże obciążenie dla rodziców, jak również dla społeczeństwa”.

Decyzja zależałaby przede wszystkim od zbadania “potencjału” egzystencji dziecka (gdyby urodziło się chore) oraz określenia, na ile jego pojawienie się może obniżyć standardy życia całej rodziny (gdyby urodziło się zdrowe). “Nowe stworzenie wymaga ze strony rodziców energii, opieki i pieniędzy, których często nie ma w nadmiarze. Można uniknąć takiej sytuacji, dokonując aborcji, lecz czasami jest to niemożliwe”.

Jeśli zatem matka zapomni zażyć pigułki antykoncepcyjnej, nie założy partnerowi na czas prezerwatywy czy spóźni się z decyzją o aborcji – nic straconego. Zawsze będzie mogła pozbyć się noworodka, zabijając go po porodzie.

Minerva i Giubilini nie piszą wprawdzie, jak miałaby wyglądać prawna procedura przed takim “zabiegiem”, ale można ją sobie wyobrazić: matka wchodzi do gabinetu lekarza, oznajmia, iż pogorszyło się jej samopoczucie, lekarz podsuwa jej jednostronicowy formularz, matka go wypełnia, podpisuje i wychodzi z gabinetu. Pół godziny później lekarz napełnia strzykawkę roztworem soli, wbija igłę w główkę dziecka i przeprowadza “postnatalną aborcję”. Następnie chirurg pobiera potrzebne organy do przeszczepów.

Resztą zajmie się koncern kosmetyczny, który ma podpisaną stosowną umowę ze szpitalem, oraz firma utylizująca odpady.

“Przecież można oddać dziecko do adopcji” – mógłby nieopatrznie zasugerować jakiś mało rozgarnięty chrześcijański fundamentalista. Ale i na taką wątpliwość nasza para etyków jest przygotowana: “Owszem, zdrowe i potencjalnie szczęśliwe dzieci mogłyby zostać adoptowane. Musimy jednak pamiętać o interesach matki, która może doznać psychologicznej traumy z powodu przekazania własnego dziecka innej rodzinie (…). Prawdą jest, iż poczucie żalu i straty może towarzyszyć zarówno tradycyjnej aborcji, aborcji postnatalnej, jak i adopcji. Nie możemy jednak zakładać a priori, że adopcja będzie dla matki najmniej bolesna”.

Minerva i Giubilini chcą nas więc przekonać, iż oddanie dziecka do adopcji może być bardziej frustrujące dla matki niż podjęcie decyzji o jego zamordowaniu. Chciałoby się zapytać, co jeszcze może wywołać u kobiety głębszą traumę niż śmierć własnego potomstwa. Ostatni odcinek ulubionego serialu w telewizji? Brak środków na karcie kredytowej? Złamany obcas? Proszę wybaczyć ten prześmiewczy ton, ale naprawdę trudno polemizować na poważnie z tak monstrualnymi i niebezpiecznymi bredniami.

Magazyn narządów

Wolałbym, żeby artykuł w “Journal of Medical Ethics” rzeczywiście okazał się prowokacją. Żeby Minerva i Giubilini zwołali jutro konferencję prasową i oświadczyli: “To był żart. Może i wyjątkowo niesmaczny, ale zależało nam na wywołaniu dyskusji o granicach aborcji. Oczywiście nie jesteśmy zwolennikami zabijania noworodków, to nie są nasze poglądy”.

Prawdopodobnie nie doczekamy się jednak takiego oświadczenia. Wygląda na to, że włoscy etycy rzeczywiście opowiadają się za mordowaniem niewinnych ludzi na skalę przemysłową. Gdyby ich pomysły weszły kiedyś w życie, zostałaby otwarta furtka do rehabilitacji takich historycznych postaci jak Adolf Hitler czy Józef Stalin. Przypomnijmy, iż Holokaust miał również “naukowe podstawy”, a Żydzi także stanowili “zagrożenie dla dobrobytu społeczeństwa”.

Gdybyśmy zalegalizowali “postnatalną aborcję”, musielibyśmy również przedefiniować pojęcie ludobójstwa. Czy moglibyśmy z czystym sumieniem potępiać np. masakrę Ormian w Turcji? Ubolewać nad losem ofiar ukraińskiego Hołodomoru? Czy Trybunał w Hadze miałby moralny mandat do osądzania zbrodni popełnianych przez afrykańskich rzeźników?

Jednak wydawca “Journal of Medical Ethics” prof. Julian Savulescu ma zgoła inne zmartwienia. Jest mianowicie przerażony liczbą e-maili z pogróżkami, jakie dostają dzisiaj Minerva i Giubilini: “To przypomina polowanie na czarownice. Zamiast włączyć się do dyskusji, niektórzy próbują uciszyć naukowców, grożąc im śmiercią. Może to prowadzić do linczów, a nawet ludobójstwa (sic!)”.

Nie zamierzam przyłączać się do tej nagonki. Niemniej usiłuję zrozumieć, co powoduje ludźmi, którzy życzą śmierci autorom kontrowersyjnego eseju. Może uznali, iż Minerva i Giubilini są “obciążeniem dla społeczeństwa”? I nie dysponują wystarczającym “potencjałem szczęścia”?

Zresztą sam prof. Savulescu, wykładowca Oksfordu, ma na swoim koncie wiele równie intrygujących prac. Jest zdeklarowanym wyznawcą eugeniki, uważa, że rodzice powinni otrzymywać pełną wiedzę na temat genetycznych wad płodu, dzięki której mogliby dokonywać aborcji selekcyjnych. Dotyczy to rzecz jasna także procedury zapłodnienia in vitro.

Savulescu popiera postulat klonowania oraz wykorzystania embrionów i płodów jako “nosicieli” narządów do transplantacji. “Jeżeli zezwalamy na aborcję ze względów społecznych, powinniśmy się także zgodzić na aborcję w celu ratowania życia innych ludzi” – pisał w kwietniu 1999 w “Journal of Medical Ethics”.

To trio nie jest osamotnione w swojej walce o bardziej “etyczne” podejście do medycyny. Najsłynniejszym i najczęściej występującym w mediach zwolennikiem mordowania noworodków jest Peter Singer, australijski filozof i bioetyk, obrońca praw zwierząt i promotor weganizmu, profesor amerykańskiego uniwersytetu Princeton.

Dla Singera zabicie dziecka jest moralnie neutralne. W przeciwieństwie do spożywania wołowiny, które jest moralnie naganne. Co ciekawe, w swojej pokrętnej argumentacji Singer mimochodem przyznaje rację przeciwnikom aborcji, twierdząc, iż zarówno płód w łonie kobiety, jak i noworodek są “istotami żywymi”. “Rozróżnianie między płodem a noworodkiem to fikcja. Powinniśmy postawić sobie inne pytanie: czy fakt, że mamy do czynienia z realnym człowiekiem, odbiera nam prawo do pozbawienia go życia” – zastanawia się Singer w książce “Rethinking Life and Death”.

I odpowiada: nie odbiera. W wywiadzie dla niemieckiego tygodnika “Der Spiegel” filozof zaproponował, by wprowadzić 28-dniowy “okres próbny” dla nowo narodzonego dziecka. W tym czasie rodzice mogliby jeszcze podjąć decyzję o zabójstwie.

Wkład w obieg idei

Według Singera dużo ważniejszym kryterium oceny moralnej postawy jednostki jest skłonność do zadawania bólu i cierpienia. Noworodek nie ma jeszcze pełnej “świadomości cierpienia”, z kolei dorosłe zwierzęta – tak. Dlatego Singer nie je mięsa i sprzeciwia się eksperymentom na żabach i myszach.

Nie ma natomiast nic przeciwko zoofilii (“przecież i tak jesteśmy tylko dużymi małpami”) pod warunkiem, że traktuje się “partnera” lub “partnerkę” z odpowiednim szacunkiem i delikatnością. “W zaciszu domowego ogniska ludzie często pozwalają swoim psom na erotyczne pieszczoty. Niekiedy przynosi to obu stronom satysfakcjonujące doznania” – dowodził Singer dziesięć lat temu w lewicowym, brytyjskim periodyku “Nerve”.

Nie chciałbym naruszać dobrego imienia pana profesora, ale wydaje mi się, że wychwala w ten sposób pewien rodzaj dość obrzydliwego zboczenia. Chyba że Światowa Organizacja Zdrowia uznała w międzyczasie zoofilię za “orientację seksualną” – przepraszam, jeśli coś przegapiłem.

W maju 2010 r. ten wybitny australijski myśliciel miał wziąć udział w konferencji na Wydziale Prawa i Administracji UW poświęconej prawom zwierząt. Kilku zaproszonych prelegentów odmówiło wystąpienia u boku Singera i konferencję odwołano.

Jacek Żakowski pisał wówczas w “Gazecie Wyborczej”: “Jedną z fundamentalnych wartości akademickich jest otwartość na pluralistyczne poglądy i twórcze konfrontacje. W Polsce umacnia się zaś akademicka cenzura wymuszana przez konserwatywno-katolicki radykalizm. Nawet rektor nie wstydzi się już przyznać, że unika otwartej dyskusji z poglądami, których nie podziela. To ogranicza nasz udział w globalnych debatach i wkład w obieg idei. (…) Dla nauki jest to samobójstwo. Dla uniwersytetu to kompromitacja”.

Żakowski zatytułował swój komentarz “To nie Princeton, to Warszawa”, przypominając, jak ogromnym prestiżem cieszy się w świecie macierzysta uczelnia Singera.

Mam na to jedną odpowiedź, panie redaktorze: “To Warszawa, to nie Auschwitz”. Jeśli jednak chce pan prowadzić uczone dysputy z Josefem Mengele, nikt panu tego prawa nie odbierze.

Autor jest publicystą “Uważam Rze”

Źródło: http://www.rp.pl/artykul/9157,833742-Aborcja-postnatalna-to-ludobojstwo—Magierowski.html?p=1

Opublikowany w Aborcja, Alert, Apokalipsa, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 232 »

BĄDŹCIE GOTOWI!!!!!

Posted by Dzieckonmp w dniu 09/03/2012

zamieszczam ciekawy wpis użytkownika kat__ (z forum onetu)

Wielu z Nas cieszy upadająca na pysk platforma anty-obywatelska.Przestrzegam jednak przed zbyt dużą dawką optymizmu ,że to niby koniec tej partyjki i teraz kolejna PIS. To mylny pogląd .Szykowany jest zmianowy dla tej ekipy i zgadnijcie Państwo kogo mam na myśli. Otóż zagrożeniem całkiem realnym jest Janusz Palikot, któremu doradza obecnie WSI-owy Dukaczewski. Palikotowi doradza też Urban czyli mistrz czarnego PR ,komuch i sługus Moskwy .

A teraz mały political fiction .

10 kwietnia 2012 r. druga rocznica zamachu w Smoleńsku , do Warszawy przybywa 2 miliony polaków aby upamiętnić ten dzień . W kraju dochodzi do wielu demonstracji w obronie miejsc pracy ,przeciwko przedłużeniu wieku emerytalnego do 67 lat , przeciwko podwyżkom cen żywności i paliw. Polacy budzą się do protestów . Tusk i jego ekipa walczą o utrzymanie władzy .Oni wiedzą że ich działania podlegają przepisom kodeksu karnego i wiedzą jakich mogą się spodziewać wyroków. Lecz myliłby się ten , że oto nadchodzi upragniony dzień i Polacy będą rządzić w swoim kraju. Scenariusz tych dni jest już NAPISANY , aktorzy wybrani a role rozpisane .Monitorowana jest skala protestów , platforma wycofuje się z projektów ,które budzą największe niezadowolenie. To pozwala na rozładowanie emocji tłumu , być może pójdą do domu? A co jeśli nie pójdą? Jest wariant następny , dojdzie do porozumienia SLD z Ruchem Palikota i tymi z platformy którzy boją się procesów karnych. Mają za sobą POlicję polityczną (dostali podwyżki to raczej nie staną po stronie narodu) ,ABW ,CBŚ , wiedzą o nas bardzo dużo /1400 000 podsłuchów w 2010 roku / .Mogą sterować informacją mając „zaprzyjaźnione media” . A najważniejsze że mają doświadczenie z lat ubiegłych a oto przykłady:

1.Rok 80 na czele protestów staje Bolek dalej nie będę się rozpisywał dodam tylko że to on na polecenie służb pacyfikował strajki roku 88 aby Solidarność nie stanęła na czele zrywu Polskiego. W tym czasie tez role ,aktorzy i scenariusz był przygotowany .Ludzie do rozmów okrągłego stołu pochodzili z nadania PZPR i SB. To fakty które położyły się cieniem na roku 89 ,gdzie komuniści zostali awangardą kapitalizmu w Polsce i NIKT podkreślam nikt nie poniósł kary za upadlanie Polaków ,ich zabijanie i skazywanie na długoletnie więzienia.

2.Rząd Mazowieckiego i ich gruba kreska oraz hasło Pierwszy milion trzeba ukraść

3.Obalenie polskich rządów Olszewskiego i Kaczyńskiego które przytrafiły się komuchom jak prostytutce dziecko.

Oni są gotowi a MY? My też jesteśmy gotowi ale jeszcze o tym nie wiemy. Uśmiechacie się? No to proszę. Rok 1979 do Warszawy z pielgrzymka przybywa Papież Jan Paweł II …do jego przyjazdu nie wiedzieliśmy ILU NAS JEST.Nie wiedzieliśmy że tylu nas myśli tak samo, bo pilnowano tej informacji. Teraz tez nie wiemy ilu nas jest ale możemy się domyślać po ilości podpisanych petycji w obronie telewizji TRWAM ,po ilości podpisów pod petycją ws.referendum o przedłużenie wieku emerytalnego,młodzież pokazała ilu nas jest w protestach przeciw ACTA. Dzisiaj pokazaliśmy ilu nas jest w obronie wolnych mediów. Do tych którzy czytacie ten tekst apeluje nie zróbcie Naszego błędu z roku 80 i 88 .nie pozwólcie by was oszukano,nie pozwólcie odebrać sobie władzy .W 89 zabrakło nam siły którą wnosili w 80roku m.in. powstańcy Warszawscy ,żołnierze AK i WIN i udał nam się tylko w rok80 gdzie mieliśmy kilkanaście miesięcy Polskiego Karnawału Wolności .Teraz macie NAS i to wykorzystajcie .Macie ludzi doświadczonych w latach 80 podczas stanu wojennego ,w konspiracji i w manifestacjach. Polska musi nam się udać . Mamy PIS i Solidarność , mamy patriotycznych kibiców ,mamy młodzież która zaczyna dostrzegać obłudę i fałsz platformy i tego „Czerwonego Układu’. Mamy Internet gdzie możemy wymieniać informacje ,dyskutować ,spierać się mamy też trochę wolnej prasy piszącej po polsku i dla polaków .Nie myślę jednak że obędzie się to bez „odważnych” ludzi na ulicach .Mamy przeciwko sobie poważnego przeciwnika zaprawionego w działaniach antypolskich dysponującego aparatem przymusu i środkami represji .Pamiętajmy że od 23 lat z mała przerwą na rządy Olszewskiego i Kaczyńskiego oni cały czas rządzą .Zmieniają się tylko nazwy partii i twarze aktorów. Tusk i Palikot to przyjaciele i błazny ciągane na sznurkach .Ludzie z plasteliny ,wezmą każdą role „OD UKŁADU” aby rządzić .Musimy wywalczyć NOWĄ POLSKĘ a pokolenie 80 musi dokończyć swój SIERPIEŃ 80.Potrzebna nam jest odnowa organizacja życia politycznego , publicznego , samorządowego ,finansów ,szkolnictwa,przemysłu itd. Wszyscy potrzebujemy nowej Polski , Polski sprawiedliwej dla obywateli ,Polski silnej bogactwem swoich obywateli ,Polski prorodzinnej .Nie zmarnujmy tej szansy ,która pojawia się po 23 latach zdrady okrągłostołowej. Zróbmy im Budapeszt ŻEBY POLSKA BYŁA POLSKA. Zepsujmy im ten przygotowany spektakl o nowym rozdaniu ,o pomyłkach , o tym że przepraszają i się poprawią ,o modernizacji kraju itd. NIE KUPUJMY NA TEN SPEKTAKL BILETÓW a Palikota potraktujmy słowami przeciwników ACTA w Warszawie „Wyp….”

Szczęść Nam Boże

ps. może być ciekawie…

Opublikowany w Alert, Patriotyzm, Polityka | Otagowane: , , , | Komentarzy: 110 »

LIST DO „ZIEMSKICH ANIOŁÓW KRAWĘDZI”

Posted by Dzieckonmp w dniu 07/03/2012

Publikuje list ks.Adama Skwarczyńskiego który napisał kilka dni temu. W liście tym jest opis jak będzie wyglądało ostrzeżenie które będzie miało miejsce według księdza. Proszę o merytoryczną dyskusję na temat tego listownego przesłania w kontekście orędzi Marii od Bożego Miłosierdzia . Ja widzę opisywanie tego samego wydarzenia. Różnica dla mnie polega na dobranych słowach plus okresie Nowej Ery.   

Przyjaciele radzili mi, żeby z tym listem poczekać: – Nie dawaj sępom na rozdrapanie, rozdziobanie i
pożarcie tego, czym sam żyjesz – mówili. Jednak zdecydowałem się na to, bo może z okruchów pożywią się
małe ogrodowe ptaszki, a i jakiś orzeł przyleci i uświadomi sobie, że może wznieść się o wiele wyżej niż
dotychczas…

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
„Nikt nie ma większej miłości niż ten, kto życie swoje oddaje za swoich przyjaciół” – za tych, którzy są
nimi dzisiaj, ale i za tych, którzy będą nimi w przyszłości, a dzisiaj są jeszcze wrogami!

KIM JESTEM

Jestem najzwyklejszym księdzem katolickim w służbie czynnej, choć bez tytułów i urzędów, żyjącym
na uboczu wielkiego świata (bez prasy i telewizji, bez kontaktów towarzyskich), zanurzonym w modlitwie
i pracy. Wolałbym pozostać nieznanym, a nawet publicznie nie występować pod własnym nazwiskiem,
jednak… noszę w sobie Boże tajemnice, z których jedna wymaga właśnie teraz ujawnienia – stąd ten mój
list, skierowany do szerszego ogółu.
Moi przodkowie ze strony matki wywodzą się z Litwy (gdzie, oczywiście, w ostatnich pokoleniach
uważali się za Polaków), a ze strony ojca – spośród Polaków z okolic Lwowa. W domu przechowywaliśmy
dokument, potwierdzający szlachecki tytuł i herb „Zadora” („Płomień”) jednego z naszych protoplastów,
chyba Ignacego. Pradziadek Dominik stamtąd właśnie przywędrował, kupił majątek Sekuła pod Siedlcami,
wybudował młyn i z niego się utrzymywał. Na granicy swojej posiadłości postawił dębowy krzyż, który
zachował się do dzisiaj i stoi teraz przy (innym już) młynie w pobliżu dawnego siedliska. Kozacy młyn
pradziadka wraz z gospodarstwem spalili w 1914 roku, a jego dziewięcioro dzieci sprzedało ziemię i rozeszło
się po świecie, zaś wojna oddaliła ich od siebie jeszcze bardziej. Mój dziadek, który miał w Siedlcach
piekarnię i sklep, za swoją „dolę” pobudował drewniany dom kilometr od dawnego młyna i w tym domu,
chyba cudem ocalałym z pożaru w czasie II wojny światowej (spaliło się jednak całe piętro) ja się
wychowałem wraz z trojgiem rodzeństwa.
Bóg chciał, żebym zamieszkał na granicy wsi i miasta, rozumiejąc sprawy jednego i drugiego
środowiska. Nieraz, zanurzony w pięknie przyrody, chętnie modliłem się na skraju lasu, wpatrując się w
bezkresną dal nieba. Przy zachodzie słońca przybierało ono barwę różową, wyzwalając w mojej duszy
tęsknotę za Prawdziwym Niebem, w którym dane mi było przez chwilę się znaleźć. Miało to miejsce przy
zasypianiu – do dzisiaj zaglądam do tego kąta w starym domu – w wieku, którego już nie pamiętam. Nagle
zobaczyłem swoje leżące ciało z zewnątrz, a moja dusza została uniesiona daleko od niego i znalazła się na
progu przepięknej kolorowej krainy, tchnącej ogromnym szczęściem i wolnością. Była to wolność od dwóch
mocnych „lin”, które nas wiążą na ziemi: od przestrzeni i od czasu. Tak, wtedy doświadczyłem istnienia
niebiańskiej wieczności, i to tak porywającej, że absolutnie nie chciałem z niej wracać do ciała. Musiałem
jednak w nie wejść, ale z moich ust wyrwał się rozpaczliwy okrzyk, zapamiętany przez ciocię Sabinę,
czytającą książkę przy lampce: „Ciociu, ja w tej chwili chcę umrzeć!” Mój duch odtąd jakby się „poszerzył”,
zakorzeniając się w tej Krainie, i nieraz porywał mnie do niej w oparciu o tamto wspomnienie. Ziemia w tych
momentach, często nieoczekiwanych, zaczynała się kurczyć, oddalać, a radosna myśl: „Żyję wiecznie”,
połączona z odczuciem na nowo atmosfery tamtej wspaniałej „wizyty”, miała w sobie coś z ekstazy. Właśnie
niebo przy zachodzie słońca często pomagało mi wejść w tę „ekstazę”, która miała ogromny wpływ na moją
późniejszą modlitwę oraz na pragnienie oddalenia się od świata.
Do szkół uczęszczałem w Siedlcach, odległych (wówczas) o 5 km – od podstawowej nr 5 poprzez
Liceum im. Bolesława Prusa aż do szóstego roku seminarium duchownego. Jeśli do tego dodać studia na
KUL magisterskie, a potem doktoranckie – moja nauka trwała łącznie ponad 23 lata! Nauczyłem się też –
od swojego ojca, który sam umiał niemal wszystko zrobić – majsterkowania, obchodzenia się z pszczołami
i z koniem sąsiadów, trochę ogrodnictwa. Był przed wojną zawodowym oficerem w stopniu porucznika
łączności. Odznaczony krzyżem zasługi za udział w kampanii wrześniowej, całą wojnę przesiedział w
jenieckim obozie Murnau w Bawarii. Mimo ostrzeżeń kolegów, że „pojedzie na białe niedźwiedzie”, wrócił
od razu do Polski z mocną decyzją, że będzie miał czworo dzieci. Podobno wskutek „oświecenia” w obozie
poznał nawet nasze symboliczne imiona. Gdy się ode mnie dowiedział, że idę do seminarium, stwierdził, że
zawsze o tym wiedział, bo moje imię brzmi „Sól Ziemi”… Byłem pod wielkim jego wpływem, choć życie
miał ciężkie, a czasu wolnego prawie nigdy. Określał siebie jako „małorolny” i robił wszystko, by dopasować
się do stylu życia wiejskiego otoczenia, z początku może nawet z obawy przed aresztowaniem. Nie pojechał
do jednostki, do której po powrocie z obozu otrzymał przydział, ale poprosił swojego kolegę w sztabie, by
zniszczył jego dokumenty. Przez długie lata nie wiedział, czy tamten rzeczywiście to uczynił. Gdyby
bezpieka dowiedziała się, że przed wojną prowadził w Kołomyi nasłuch sowieckich radiostacji, „białe
niedźwiedzie” by go nie ominęły! Jako łącznościowiec skonstruował radio kryształkowe, mieliśmy więc w
słuchawkach wieści ze świata, a nawet przekazywaliśmy je sąsiadom do czasu, gdy pojawiły się lepsze
radioodbiorniki.
Z obozu jenieckiego mój ojciec przywiózł zainteresowanie proroctwami i przepowiedniami, dotyczącymi
najbliższej, jak się wydawało, przyszłości, a Apokalipsa św. Jana stanowiła jego niedzielną lekturę. Odważył
się nawet skontaktować z o. Augustynem Jankowskim, jej tłumaczem, wykazując mu niekonsekwencje w
komentarzu do niej. Niestety dawni alianci zawiedli i oddali Polskę w ręce Sowietów, oczekiwana wojna o
Polskę nie wybuchła, więc żyjąc pod butem komuny mój ojciec często karmił swoją nadzieję m.in. tzw.
„przepowiednią Tęgoborską”. Jeden z jej wersetów zapowiadał: „Trzy lat dziesiątki we łzach i rozterce trwać
będą cierpienia ludu, a potem przyjdzie jedno wielkie serce i samo dokona cudu”. Przeliczał lata, czekał;
nawet na moim chłopięcym „skarbie-marzeniu” – lornetce, na którą długo ciułałem pieniądze – wydrapał datę
„żelazną i nieprzekraczalną”: 1975. Był dla mnie autorytetem, więc i tę datę „cudu” nosiłem głęboko w
swoim sercu i czekałem w napięciu na ten rok razem z nim. To napięcie dawało o sobie znać w kontaktach
z otoczeniem. Ponieważ wspominałem wtedy o (poruszonym niżej) danym mi już w dzieciństwie oglądzie
„świata przemienionego” – było naturalne, że moje wizje przyszłości zlewały się w tamtych chwilach z datą
1975. Kto wie, czy wkrótce po tej dacie nie przylgnęła do mnie etykietka „fałszywego proroka”?

WGLĄD W PRZYSZŁOŚĆ I JEGO KONSEKWENCJE

Od najmłodszych lat cieszyłem się darem oglądania przyszłości, chociaż nie zdawałem sobie sprawy z
tego, że to przyszłość. Teraz wiem, że poznałem wtedy kolejne etapy swojego życia i miejsca, w których
miałem być. Wszystkie się potwierdziły, z wyjątkiem mojej pracy przy ścince drzew w obozie na Syberii,
co mi zostało darowane. Moje otoczenie czasami dziwiło się temu co mówiłem. I tak np. moja mama, lekarz
pediatra, często pracująca na nocnych dyżurach (z konieczności – z powodu biedy w domu) tłumaczyła się
przede mną, że nie może poświęcić mi więcej czasu. Usłyszała taką odpowiedź (a miałem wtedy 3 lata): „Jak
będę duży i będę księdzem, to ci czas poświęcę”. To „proroctwo” spełniło się: przez ostatnich 10 lat życia
miała mnie przy sobie, mogła uczestniczyć w codziennej Mszy świętej. Inny przykład: kręcono głowami, gdy
w czasach PRL-u, a więc zagłuszania Wolnej Europy, bezczelnej cenzury i podsłuchów mówiłem, że
niedługo biskup będzie miał swoje radio i będzie się komunikował z całą diecezją, a w sklepach owoce
południowe będą w cenie jabłek…
Moje wzmianki o przyszłych wydarzeniach, związanych z (bliskim już) nadejściem świata w zupełnie
odmiennym kształcie niż ten, w którym go dzisiaj widzimy – szczęśliwego niemal jak raj – okazały się dla
mnie „zabójcze” w jakiś czas po święceniach kapłańskich. O ile ludzie świeccy słuchali tych opowiadań z
zainteresowaniem, choć nieraz może jak bajki o żelaznym wilku, o tyle otaczający mnie duchowni robili
sobie ze mnie na ogół pośmiewisko. Dla nich takie pojęcia, jak koniec starego i początek „nowego świata”,
były zupełnie niezrozumiałe, więc w duchu odsyłali mnie do wariatkowa. Zresztą nie darowali mi wyłączenia
się z życia towarzyskiego, jeżdżenia (do dzisiaj) małym fiatem, czy też innych „dziwactw”… Uznali mnie
za pomylonego głosiciela nadejścia „końca świata”, nie umiejąc odróżnić tego „końca” od oczyszczenia i
przemiany świata, zapowiedzianej przez Matkę Bożą w różnych Jej objawieniach. Zresztą do dzisiaj nie
umieją, a może i nie chcą… Złą o mnie opinią dzielili się między sobą, a bywało, że i wobec szerszego
gremium.
Moi biskupi ordynariusze byli chyba zadowoleni, że żyłem na uboczu, niemal w izolacji, i niczego od
nich nie oczekiwałem, prócz tego wielkiego przywileju, żebym mógł mieszkać z Jezusem Eucharystycznym
pod jednym dachem jako prowadzący prywatną poradnię życia duchowego. Praca ta wymagała stałej
gotowości służenia ludziom, ale też dawała mi ogromną satysfakcję. Moje dawne marzenia o tym, by mieć
pracę niezależną od jakichś „szefów”, a pozwalającą na wyciszenie i kontemplację, w pełni się ziściły.
Gdybym był kamedułą, do czego się przymierzałem swego czasu, brakowałoby mi na pewno tego elementu
niezależności.
Skoro wspomniałem o poradni – opartej na spotkaniach, listach (zwykłych i internetowych), telefonach,
proponowanej lekturze – dziękuję korzystającym z niej za zaufanie. Przez 20 lat powierzali mi swoje sprawy,
które uważali za najważniejsze, najtrudniejsze i najpilniejsze: od prośby o pomoc w przyzwyczajeniu
malucha do nocniczka, poprzez wsparcie w zdawaniu różnych egzaminów, aż do ratowania rozpadających
się małżeństw, chorych, zniewolonych… Wszystkie prośby starałem się traktować poważnie i życzliwie, a
jeśli kogoś nie zrozumiałem, potraktowałem nieodpowiednio, a może nawet zraniłem – bardzo przepraszam
i proszę o wybaczenie. Obiecuję też wszystkim, że gdy Bóg zabierze mnie do siebie, będę w Jego
Niebiańskim Pałacu gorliwie pracował do końca świata, mając stale ucho zwrócone ku ziemi. Tak, „ucho”
zastąpi i listy, i słuchawkę telefoniczną, a ilość rozmów będzie nieograniczona!
Dotyczy to także tych, którzy otrzymywali ode mnie błogosławieństwo jako chorzy, przy spotkaniach
lub przez telefon. W jakiś sposób do skuteczności tego błogosławieństwa przyczynił się Jan Paweł II, który
w Ogrodach Watykańskich, na 10 dni przed zamachem na Jego życie, słysząc ode mnie: „Proszę Waszą
Świątobliwość o wzmocnienie we mnie daru uzdrawiania chorych” odpowiedział: „Niech Bóg błogosławi”.
Gdy się z Nim spotkam, na pewno będziemy wspólnie pomagać chorym już z tej Krainy, gdzie możliwości
czynienia dobra są nieskończone!

OSTATNIE KSIĄŻKI

Dane mi było napisać i wydać kilkanaście pozycji różnego formatu. Nie wspominam o listach, które,
choć adresowane do konkretnej osoby, okazywały się pomocne innym i były powielane, jak też książek
oddanych mi do korekty, a wymagających gruntownego przepracowania. Tu odniosę się tylko do treści
dwóch ostatnich swoich książek.
Już wiele lat temu wspomniałem swojemu stałemu spowiednikowi o „snach-wizjach” z dzieciństwa, a
on zachęcił mnie do ich spisania, jednak wtedy uznałem to za niewykonalne: przecież nie prowadziłem
notatek, zbyt wiele szczegółów poszło w zapomnienie. Przyszedł jednak rok 2004/2005, kiedy to nie mogłem
oprzeć się wewnętrznej potrzebie przelania swoich dawnych doznań i wizji na papier. Jestem przekonany,
że było to Boże natchnienie, a nawet coś w rodzaju „posłania”. Teraz widzę, jak bardzo było (i jest!)
potrzebne zabranie przeze mnie głosu w tej materii. Gdy jedni, z hierarchami Kościoła włącznie, odrzucają
z niechęcią nawet wzmianki o „Nowym Świecie” (mimo tylu objawień Maryjnych i wzmianek ze strony bł.
Jana Pawła II!), a Paruzję umieszczają na samym końcu świata, drudzy zaś (jak ostatnio Maria od Bożego
Miłosierdzia) zaczynają błądzić – potrzebny jestem, by wyszedłszy z ukrycia z mocą oświadczyć: wiele razy
bywałem w tym „Nowym Świecie” i chyba po to ten dar otrzymałem, by móc teraz – gdy on jest już
tak blisko – skorygować związane ze spojrzeniem nań błędy! Dzisiaj, gdy moje książki żyją już własnym
życiem, ode mnie niezależnym (nawet pierwsza z nich bywa uznawana za „bestseller”, rozpala w wielu
sercach tęsknotę za tym szczęśliwym okresem!) – nie muszę się ukrywać. Zwłaszcza dlatego, że za prawdę,
którą dane mi było poznać, gotów jestem wiele wycierpieć, gdyby było trzeba!
Przystępując do pracy nad książką o tym „Nowym”, obawiałem się dwóch przeszkód. Pierwszą z nich
mogło być to, że jako doktor teologii miałem wkroczyć w jedną z jej dziedzin – eschatologię (naukę o
rzeczach ostatecznych człowieka), musiałem więc liczyć się z obowiązkiem trzymania się w tym względzie
wyłącznie oficjalnej nauki Kościoła. Ale jak miałem to uczynić, gdy chyba w żadnym podręczniku
eschatologii, katechizmie, dokumencie Kościoła nie istnieje pojęcie „Powtórnego Przyjścia Jezusa”,
odrębnego od Jego przyjścia na Sąd Ostateczny? Jeśli gdzieś istnieje, to tylko jako piętnowany pogląd
heretycki! Istniało jednak w Kościele pierwotnym, i to tak wyraźnie, że było obecne nawet w zwykłym
pozdrowieniu chrześcijan „Maranatha!” („Przyjdź, Panie Jezu!”), nie mówiąc już o atmosferze oczekiwania
tak intensywnego, że odbierało uczniom Chrystusa ochotę do pracy, do zawierania małżeństw, do planowania
przyszłości. Apostołowie musieli korygować te tendencje. Natomiast dzisiejsi apostołowie – myślę o
hierarchach Kościoła – mówiąc łagodnie: bardzo podejrzliwie patrzą na kogoś, kto ośmiela się podejmować
ten temat. Czekałoby więc mnie powierzenie swojego „nowonarodzonego dziecka” chropowatym rękom
cenzora kościelnego, który raczej by się z nim nie pieścił, gdyż zapewne nie jest przygotowany – jak prawie
wszyscy – do nieszablonowego spojrzenia na „Powtórne Przyjście Chrystusa”, które myliłoby mu się z
przyjściem naszego Pana na Sąd Ostateczny. Przeszkodę tę pokonałem w ten sposób, że napisałem nie
podręcznik teologii, lecz powieść, łącząc w niej pewne wiadomości z różnych źródeł (podałem je we wstępie)
z wątkami, opartymi na doświadczeniach z dzieciństwa oraz na pracy mojej wyobraźni. Jak wiadomo,
powieści nie podlegają cenzurze kościelnej i nie wymagają aprobaty władzy duchownej. Poza tym powieść
stwarza możliwość oddziaływania na sferę emocjonalną czytelników, a mnie chodziło przecież głównie o
to, by bardziej przeżyli oni radosne spotkanie z „Nowym Światem”, niż by na zimno przemyśleli jego cechy.
Drugą przeszkodą mogło być moje nazwisko, łączone przez niektórych z fałszywymi poglądami na
przyszłość Kościoła i świata, a przynajmniej z podejrzeniami o trzymanie się fałszu. W tym wypadku
uciekłem się do zastosowania pseudonimu „Ivan Novotny” oraz imion bohaterów, które by odwracały uwagę
od Polski. O mojej ojczyźnie pisałem jednak na tyle pochlebnie, że niektórzy czytelnicy kręcili głowami: „To
nie może nie być Polak!” Jeśli chodzi o pochodzenie pseudonimu „Ivan Novotny”, wyjaśniłem je w książce
„Wejdź do radości”, stanowiącej drugą część mojej powieści (pierwsza to „Z Aniołem do Nowego Świata”).
Jak dzisiaj widzę, nie okazał się on zbyt szczęśliwy w kraju, który przeżył okupację sowiecką…
Już wkrótce zakończę swoją misję na ziemi, także pierwsza moja książka okaże się nikomu niepotrzebna:
wszyscy ocaleni sami, bez pośrednika, poznają „Nowy Świat” i jego piękno, którego nie potrafiłem dobrze
opisać z powodu braku odpowiednich słów. Bo czyż można zwyczajnym, codziennym językiem oddać to,
co jest aż tak bardzo odnowione, przemienione, nadzwyczajne? Nawet nie wspominałem więc w książkach
np. o swoim wyjściu ze skromnej chatki na skraju młodego lasu (sosenki, brzózki, krzaki, wrzosy i kwiaty,
kwiaty…!) wiosną, bo… cóż w tym niby nadzwyczajnego? Jakimi słowami mógłbym oddać atmosferę tego
miejsca? Jak opisać „materię podświetloną duchem”, materię skłaniającą do duchowych wzlotów, do
radosnej kontemplacji, do fikania koziołków z radości? Do spontanicznego szukania policzka Boga Ojca,
by się do niego przytulić i śpiewać, i dziękować, i szczebiotać w braku słów? Nie pisałem o przedziwnym
doświadczeniu „Nowego” w Lublinie, gdy szedłem z KUL-u do biblioteki uniwersyteckiej i po drodze
oglądałem całe otoczenie zanurzone w radosnej barwnej poświacie. Najpiękniejszy był widok drzew,
otoczonych tęczową „aurą”, znaną mi z dawniejszych wizji. Taka „przebóstwiona materia” bardziej porusza
serce człowieka niż jego zmysły i będzie, jak sądzę, wkrótce cieszyła pozostawionych na ziemi, pobudzając
ich do okazywania wdzięczności Stwórcy.
Wobec pytań o moje pseudonimy i wątpliwości, czy nie posługiwałem się wieloma, muszę powyższe
ujawnienie „powieściowego” („Ivan Novotny”) uzupełnić o jeszcze jeden (i ostatni zarazem), mianowicie
„ks. Jerzy Nemo”. Dlaczego go używałem, wyjaśniłem w niewielkiej książeczce „Idę do Domu Ojca”,
wydanej w Michalineum w 2009 roku. Zaakceptowało ten pseudonim zarówno Wydawnictwo, jak i Władza
Duchowna, nie stawiając mi żadnych pytań. Uważam, że mogę się nim dalej posługiwać już nie z tego
względu, że pozwala mi ukryć prawdziwe nazwisko, lecz że przypomina mi za każdym razem słowa, użyte
w Środę Popielcową: „Pamiętaj, człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz”. Przypomina, że bez
pokory nie można podobać się Bogu… Na moich oczach w ciągu ostatnich 50 lat w kościołach
zdetronizowano Chrystusa, usuwając Go z centrum do różnych miejsc, nie zawsze godnych, a nawet
przyzwoitych. Jego miejsce zajął człowiek na swoim „tronie”. Gdy jednak zobaczy on (wkrótce) swojego
Pana, jak ja Go widziałem, a za chwilę – jako biedny grzesznik – swój własny „majestat” (!), zrobi się bardzo
mały. W „Nowym Świecie” wszystko i wszyscy znajdą się na miejscu dla siebie właściwym. Proszę się więc
nie dziwić, że ja już teraz, czując się „nemo” (czyli „nikim”) przed Bogiem, staram się to miejsce zająć. A
przed ludźmi…? Niech mówią i myślą co chcą, staje mi się to obojętne.
W kilku książkach innych autorów, które przygotowałem do druku, posłużyłem się skrótem tego
pseudonimu: „ks. J.S.N.” (Jerzy Stanisław Nemo). Jerzy to moje drugie imię z Chrztu, a Stanisław – imię
z Bierzmowania.

„OSTRZEŻENIE” – WIZJA I OCENA

Byłoby nieprawdą, gdybym swoje „wizje” łączył tylko z okresem dzieciństwa, gdyż bardzo ważną
otrzymałem około 30 lat temu. Wówczas nie miałem jeszcze dostępu do literatury, poruszającej tzw.
„Ostrzeżenie” (wizję Chrystusa w otwierającym się niebie, otoczonego aniołami, a w chwilę potem sąd nad
każdym człowiekiem ziemi, podobny do sądu szczegółowego po śmierci). Teraz wiem, że wydarzenie to
zostało zapowiedziane przez Matkę Bożą m.in. w Garabandal (uwaga: objawienia te zostały uznane przez
komisję biskupią za nadprzyrodzone i zgodne z nauką Kościoła, jednak obecny biskup ordynariusz wciąż
zwleka z ogłoszeniem światu tego faktu, a od niego to ogłoszenie zależy!). Bóg pozwolił mi przeżyć ten
„mały sąd” – jak go niektórzy nazywają w odróżnieniu od Ostatecznego – w sposób dla mnie wstrząsający!
Szczegóły tu pominę – niech pozostaną Bożą i moją tajemnicą – ograniczę się tylko do stwierdzenia, że cały
świat wokół mnie przeżywał wtedy to samo, a więc… było to spojrzenie w przyszłość. Dziś, gdy wiem, że
jest to przyszłość bardzo już bliska, odważam się ze swojego przeżycia wyciągnąć pewne wnioski i
przedłożyć je Czytelnikom. Kto wie, czy nie pomogą one im samym, a może i innym ludziom, odpowiednio
przygotować się do tego wydarzenia? A więc spróbuję teraz zagłębić się w nie – to właśnie głównie
„Ostrzeżenie” (i jego bliskość!) jest tą „tajemnicą noszoną w sercu”, wspomnianą na wstępie,
prowokującą mnie do pisania niniejszego listu.
Gdzie jest prawdziwa miłość, tam i tęsknota, pragnienie spotkania, przebywania jak najbliżej i jak
najdłużej z ukochaną osobą. Tak też będą przeżywać ten „sąd” prawdziwi uczniowie Chrystusa. To spotkanie
z Chrystusem przyniesie im najpierw wielką radość, a w chwilę potem – gdy zobaczą całe swoje życie
oczyma Boga – ogromne pragnienie oczyszczenia, przemiany życia na lepsze, chęć dążenia do świętości w
tym kształcie, w jakim Bóg ją dla każdego zaplanował.
Kojarzę sobie to przemożne pragnienie z dwoma obrazami: z pracą ostatnich robotników z Chrystusowej
przypowieści o winnicy oraz z duszami, które po śmierci i sądzie szczegółowym zanurzają się w czyśćcu.
Robotnicy, wynajęci przez gospodarza wieczorem, po całym dniu bezczynności, wdzięczni mu za
zatrudnienie rzucają się do pracy z taką ochotą, radością, nakładem sił, że w tej jednej godzinie zarabiają tyle,
co inni przez cały dzień pracy. Dusze czyśćcowe, poznawszy przez mgnienie oka swoje miejsce w Niebie
oraz niedoskonałości, które je od niego oddzielają, rzucają się w otchłań czyśćca z wielką ochotą, i to mimo
czekających je cierpień. Podobnie postąpią „robotnicy” tej szczęśliwej epoki Ducha Świętego i Maryi
Zwycięskiej, epoki królowania Jezusa w sercach ludzi świata: rzucą się do pracy nad sobą i do okazywania
miłości Bogu, który do tej pory nie zawsze zajmował w ich życiu pierwsze miejsce.
Mogę tu dołączyć także trzecie skojarzenie, wzięte z życia rodzinnego. Mały psotnik spodziewa się kary
i przed nią się chowa, jednak w końcu wychodzi z ukrycia i zamiast groźnej miny rodzica widzi jego uśmiech
i pogrożenie palcem. To go ośmiela do rzucenia mu się w objęcia, przeproszenia i wyruszenia z zapałem do
naprawienia szkody lub zaniedbań. Słucha, już bez lęku, rozlegających się za nim słów: Mały urwisie, bierz
się do roboty i nie pokazuj mi się na oczy, dopóki tego nie zrobisz!
Na wątpliwość: czy to możliwe, by Chrystus-Sędzia zachował się w tym momencie podobnie jak ów
rodzic wobec swoich krnąbrnych dzieci, którymi my jesteśmy? – w oparciu o swoje doświadczenie mogę
odpowiedzieć: tak, właśnie tak z nami postąpi! Chociaż będzie to prawdziwy sąd, gdyż uświadomimy sobie
nawet miejsce, na które zasłużyliśmy i w którym byśmy się wtedy znaleźli w razie natychmiastowej śmierci,
jednak… nasz Sędzia będzie dla nas ogromnie miłosierny, a nie sprawiedliwy jak w momencie śmierci!
Wprawdzie będzie to sąd podobny do tego po śmierci, jednak smutek zmiesza się z radością, która zwycięży
i da nam, „urwisom”, nowe siły i zapał do pracy nad sobą, do jak najlepszego pełnienia swojego powołania.
Już samo poznanie tego powołania oraz przebytej drogi będzie dla wielu łaską, gdyż do tej pory mieli
poważne wątpliwości, czy obrali właściwą drogę, czy posuwają się naprzód, czy podobają się Bogu.
Zaniepokojeni o czystość swojego sumienia i o owoce dawnych spowiedzi (może zabrakło w nich szczerego
żalu lub dostatecznie mocnego postanowienia poprawy?) – otrzymają światło w tej sprawie i, ewentualnie,
możliwość „korekty”. Ci, którzy byli zagubieni wśród spraw błahych, przyziemnych, nieistotnych,
osaczających ich jak pajęczyna złowionego owada – marnowali życie, lecz nie umieli znaleźć wyjścia z tej
sytuacji – nagle zobaczą jakby światło w tunelu i rzucą się w jego kierunku. Obciążeni nałogami, zniewoleni,
smutni, przegrani we własnych oczach, nagle zobaczą, że Bóg ich kocha i na nich liczy, i zapragną
odpowiedzieć Mu swoją wielką miłością. Krzątający się na „śmietniku życia”, odrzuceni, wzgardzeni usłyszą
z radością głos Boga: jesteście dziećmi Króla Nieba i Ziemi, poznajcie swoją godność, cieszcie się życiem
doczesnym i wiecznym! Od lat cierpiący bez nadziei na poprawę sytuacji nagle usłyszą: jesteście
błogosławieni, uzdrawiam was i oczyszczam, daję wam nową ziemię, bez kredytów, długów i
niesprawiedliwości, podobną do raju – wejdźcie do niej!
Reakcja wielu ludzi na dar poznania rzeczywistości oczyma Boga będzie dość gwałtowna. Ci, którzy
kochali bliźnich, lecz nie byli przez nich kochani i cierpieli z tego powodu – nagle znajdą się w ich objęciach
i popłyną łzy szczęścia w miejsce gorzkich łez smutku. Ci, którzy rozstali się z różnych powodów (choć
może ślubowali sobie, że się nie opuszczą) – będą się odszukiwać, choćby na krańcu świata, i okazywać
sobie szczerą miłość, zabliźniającą zadane rany. Ci, którzy zobaczą, że uniknęli piekła dzięki modlitwom
i cierpieniom wielu dusz-ofiar – zechcą dobrze wykorzystać dane im „drugie życie”. Złodzieje i malwersanci
– zechcą wynagrodzić szkody jednostkom i społeczeństwu, a ci nawróceni, którzy współdziałali w złu z
innymi – zapragną ratować wspólników grzechu i pomóc im w uświęceniu. Podsumowując: da się zauważyć
ogromna krzątanina wokół spraw Bożych, szlachetnych i pięknych, nadrabianie zaległości, rozmodlenie,
radość i wdzięczność Bogu, udzielająca się nawet tym, którzy dopiero będą się budzić z obojętności,
oziębłości i bylejakości. A księża…? „Synowie Lewiego”, przetopieni i „oczyszczeni jak złoto”, umierać
będą ze zmęczenia, oblężeni w konfesjonałach!
Czy wszyscy się obudzą i zechcą pójść drogą największego przykazania miłowania Boga i bliźniego?
Niestety nie! Do tych, którym nie wystarczy „Ostrzeżenie” do nawrócenia, będą należeć ludzie zaprzedani
szatanowi, a takich jest, niestety, wielu w dzisiejszym świecie – masonów i satanistów trzeba liczyć na
miliony. Otoczeni ludźmi im podobnymi, przyzwyczajeni do towarzystwa szatana, który w nich mieszka
przez grzech odrzucenia Boga, syci bogactw „na długie lata”, oto jak zareagują na wizję uśmiechającego się
do nich Chrystusa, zapraszającego do swego Królestwa: z miejsca odpowiedzą NIE! A gdy potem pokaże
im konsekwencje takiego wyboru, a właściwie odrzucenia (nie On ich odrzuci, lecz oni Jego!) – zatną się
jeszcze bardziej w swym uporze. „Ostrzeżenie” nie tylko nie zmobilizuje ich do poprawy życia, lecz wprost
przeciwnie: napełni wściekłością właściwą ich panu, nienawiścią do wszystkiego co Boże i święte, żądzą
niszczenia wszelkiego dobra, prawdy, piękna. Będą jak szerszenie, których gniazdo ktoś śmiał naruszyć, i
rzucą się na śmiałka z całym swym śmiercionośnym jadem i impetem. Oni to staną się prześladowcami
Kościoła i jedne jego dzieci zabiją, inne zaś zmuszą do ucieczki i życia w ukryciu – na szczęście niezbyt
długiego, gdyż Bóg wkrótce zabierze zdeprawowanych z tej ziemi (może lepiej powiedzieć: szatan za Bożym
przyzwoleniem). „Trzy dni ciemności” mają zadecydować o ich wiecznym losie, który sami sobie zgotują,
ufając szatanowi. Tak, ufając temu, któremu ufać nie powinni, gdyż zawsze jest i będzie kłamcą. On to łudzi
ich obietnicą wiecznego szczęścia, a oni twierdzą, że skoro na ziemi mu służyli, a nawet oddali swoją duszę,
mogą się spodziewać, że i po śmierci „krzywdy im nie zrobi”. Na ogół ani ludzie, ani nawet Bóg nie potrafi
wyprowadzić ich z ciemności na światło, skoro ciemność umiłowali (por. J 3,19). Jedyne, co Bóg może dla
nich uczynić, to uszanować ich wybór i przypieczętować go na wieki. Jakąś nikłą szansę zbawienia niektórzy
z nich jednak mają, o czym niżej.

„ZIEMSCY ANIOŁOWIE KRAWĘDZI” A DUSZE OZIĘBŁE

Już widzę zdumienie niektórych spośród moich Czytelników: skoro jedni zapragną być wtedy lepszymi,
a inni zatną się w uporze i odrzucą podaną im przez Boga rękę, po co nawołuję do „akcji ratunkowej” –
szybkiej i heroicznej (zob. moje Słowo z Mszy św. za Przyjaciół oraz Iskra z Polski)?
Już odpowiadam. Spojrzeniem swoim objęliśmy dotychczas jakby „dwa bieguny” sobie przeciwne, na
których znajdują się zdecydowanie dobrzy oraz pogrążeni w złu. Pomiędzy nimi jednak znajduje się „prawie
bezwładna masa”, a więc ludzie wciąż niezdecydowani, ani zimni ani gorący – letni. Pozornie wydawałoby
się, że na widok Chrystusa oraz stanu swojej duszy nie powinno im być zbyt trudno zapłonąć gorliwością
o Bożą chwałę i pragnieniem dążenia do świętości. Pozory jednak mylą, a balansującym jakby na linie nad
wieczną przepaścią może być łatwiej do niej wpaść, niż poszybować ku Niebu. O nich to mówił Pan Jezus
świętej Faustynie (Dzienn. 1228,1229, Nowenna do Miłosierdzia Bożego) i podał modlitwę za nich:
Dzień dziewiąty.
Dziś sprowadź mi dusze oziębłe i zanurz je w przepaść miłosierdzia mojego. Dusze te najboleśniej ranią
serce moje. Największej odrazy doznała dusza moja w Ogrójcu od duszy oziębłej. One były powodem, słów
wypowiedziałem: Ojcze, oddal ten kielich, jeżeli jest taka wola Twoja. Bo Dla nich jest ostateczna deska
ratunku uciec się do miłosierdzia mojego.
Jezu najlitościwszy, któryś jest litością samą, wprowadzam do mieszkania najlitościwszego Serca Twego
dusze oziębłe, niechaj w tym ogniu czystej miłości Twojej rozgrzeją się te zlodowaciałe dusze, które podobne
[są] do trupów i takim Ci“ wstrętem napawać. O Jezu najlitościwszy, użyj wszechmocy mi»osierdzia swego
i pociągnij je w sam żar miłości swojej, i obdarz je miłością świętą, bo Ty wszystko możesz.
Ogień i lód razem nie może być złączony,
Bo albo ogień zgaśnie, albo lód będzie roztopiony.
Lecz miłosierdzie Twe, o Boże,
Jeszcze większe nędze wspomóc może.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem mi»osierdzia na dusze oziębłe, a które są zamknięte w najlitościwszym
Sercu Jezusa. Ojcze mi»osierdzia, b»agam Cię przez gorzkość męki Syna Twego i przez trzygodzinne konanie
Jego na krzyżu, pozwól, aby i one wysławiały przepaść miłosierdzia Twego…
Właśnie te „dusze oziębłe” możemy i powinniśmy ratować i doprowadzić do tego, by jako tonące mogły
się uchwycić, wspomnianej przez Pana Jezusa, „deski ratunku”, co może być dla nich bardzo trudne!
Uważały siebie za dobre, „przeciętnie dobre”, a tu nagle staną w prawdzie o sobie i o ranionym przez siebie
Chrystusie! Będą więc musiały wspiąć się od rozpaczy, która jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu
i prostą drogą do piekła, aż na wyżyny ufności, pokładanej w Bożym Miłosierdziu. Lód ma stać się ogniem,
jak pisze św. Faustyna, co tylko ludzkimi siłami dokonać się nie może. I to nie w jakimś dłuższym czasie,
lecz w momencie „Ostrzeżenia”, czyli sądu nad ludźmi ziemi!
Dlaczego aż tak trudne może być wtedy ich nawrócenie? Jak to możliwe, że nawet wielu z tych, którzy
doświadczą tego spotkania, wizji, sądu, wcale nie nawróci się?
Może tak być dlatego, że antychryst i fałszywy prorok posłużą się środkami przekazu oraz opiniami
swoich „ekspertów”, by ludzi przekonać, że to wstrząsające przeżycie nie wymaga poważnego traktowania,
nagłej przemiany życia, że na razie trzeba odczekać i spokojnie robić swoje, a nie „destabilizować życia
swojego, swoich bliskich, lokalnej społeczności”. Będą wołać: „Poczekajcie, ochłońcie, dojdźcie do
równowagi, a potem pomyślicie co dalej!” Chętnie zaliczą „Ostrzeżenie” do marzeń sennych, do gry
wyobraźni, a może do serii „spotkań nie z tej ziemi”. Kto ich posłucha, popełni straszny błąd i z każdym
dniem będzie coraz dalej od szczerego żalu i poprawy życia, a w końcu może stanąć na pozycji przeciwnej:
zacznie wyśmiewać nawróconych i pobożnych, a potem… nawet ich prześladować i niszczyć! Ci zaś staną
się tak łagodni, rozmodleni, gotowi na wszelkie ofiary z miłości do Boga, że nie zechcą walczyć o swoje
ocalenie. Dobrze będzie, jeśli zdecydują się na ucieczkę lub ukrycie się.
Inny powód tego, że się nie nawrócą, to brak odwagi i ufności, koniecznej do uchwycenia się, jak
kotwicy, podanej im przez Jezusa ręki. Kto żył z dala od Niego, gardził Jego nauką i Kościołem, a nawet z
nim walczył, kto żył w ciemnościach grzechu i innych w nie wciągał, zachować się może jak syn
marnotrawny z Jezusowej przypowieści. Spróbujmy teraz przeanalizować jego postawę w różnych
momentach „życiowej przygody”.
W przypowieści ojciec czeka w domu, a tylko wygląda na drogę. Tym razem jednak Bóg uczyni coś
wyjątkowego: „wyjdzie z domu” na poszukiwanie marnotrawnego (są nim wszyscy ludzie świata) i ten
będzie mógł Go zobaczyć. Wyobraźmy więc sobie, że to spotkanie następuje w drodze do złudnej krainy
szczęścia dla bogaczy. Syn, zaskoczony przez ojca w drodze, rzuca się do ucieczki myśląc: „Stary nie da mi
pożyć! Jego niedoczekanie! Teraz ja wiem, jak się urządzić, nareszcie się od niego uwolniłem!”
Następne spotkanie następuje w domu nierządnicy. Syn znowu ucieka, bo ojciec chce mu pokrzyżować
„dobre zainwestowanie pieniędzy”! I dalej ucieka, izoluje się od poszukującego go ojca wiele razy na
różnych etapach poszukiwania ziemskiego szczęścia.
Gdy wpadł w biedę, pozostaje mu już tylko pasienie świń, a nawet odpędzany jest od świńskiego koryta.
Co za hańba dla Żyda, traktowanego gorzej niż „nieczyste” zwierzęta! Hańba, ale i głód, i cierpienie, które
dla wielu może być ostatnią deską ratunku dla ich nawrócenia. Może już zmiękło jego serce? Na świńskim
pastwisku pojawia się ojciec, ale… zastaje syna na tyle pogrążonego w rozpaczy, że nie ma do niego żadnego
dostępu: ten nie chce go słuchać, a na wszelkie próby zbliżenia, serdecznego objęcia, odpowiada
opryskliwością i gniewem. Takim ludziom złe duchy łatwo wykrzywiają obraz Boga jako dalekiego,
nieprzystępnego, obojętnego na ich los, a nawet mściwego, więc nie potrafią się do Niego zwrócić w
modlitwie, a tym bardziej zaufać Mu i chcieć zacząć pełnić Jego wolę.
Gdy głód staje się nieznośny, syn podejmuje decyzję i wyrusza w kierunku domu, ale, niestety, tylko z
egoizmu, nie mając innego wyjścia! Wracając, wcale nie myśli o ogromnym cierpieniu swojego ojca, za
spowodowanie którego trzeba bardzo żałować, przeprosić, odpokutować, lecz o zaspokojeniu swoich
własnych potrzeb: może uda mu się ukradkiem wmieszać pomiędzy sługi i najeść się do syta, zamiast
cierpieć głód i poniżenie. Trwa więc ciągle w stanie odrzucania, a może omijania ojca, i jest upokorzony i
wściekły, gdy nagle ten wychodzi mu na spotkanie! Wcale nie chciał dać mu dostępu do swojej biednej
przeszłości, lecz będzie to nieuniknione – będzie teraz osądzony (w naszym wypadku chodzi o sakrament
pokuty w warunkach zwyczajnych, a o „prześwietlenie sumienia” w „Ostrzeżeniu”), więc chętnie rzuciłby
się do ucieczki, a powstrzymuje go tylko głód. Miłość ojca, pełna tęsknoty za nim, jest dla niego czymś
obcym i niezrozumiałym: „agresywna” w tym wybiegnięciu mu naprzeciw, mocnym uścisku, zamknięciu
ust próbującemu się usprawiedliwiać winowajcy, wybaczeniu wszystkiego, zorganizowaniu hucznej zabawy.
Możemy przypuszczać, że wielu takich marnotrawnych synów nie spojrzy przychodzącemu w chwale
Jezusowi w oczy, nie pozwoli „objąć się za szyję” i uścisnąć, zwłaszcza na widok swego zmarnowanego
życia, lecz wprost przeciwnie – zawoła do gór: „Padnijcie na mnie!”, a do pagórków: „Przykryjcie mnie!”
i odizolujcie od przenikliwego wzroku Jezusa! (por. Łk 23,30). I tym właśnie ludziom, stającym w ten sposób
na krawędzi wiecznego potępienia, możemy właśnie my przyjść z pomocą, jeśli (zwłaszcza teraz – pod
koniec okresu Bożego Miłosierdzia) za nich będziemy się modlić i Bogu ofiarować swój codzienny krzyż,
a może nawet swoje męczeństwo za wiarę, do którego niektórzy z nas będą powołani.
Z „Kalendarza Anielskiego”, obecnie niedostępnego, zapamiętałem (pod jaką datą umieszczony – nie
pamiętam) opis Anioła Krawędzi: jest olbrzymem, mocarzem, bez przerwy czuwającym na granicy życia
i śmierci, między ziemią a krawędzią piekła, do którego wpadają dusze grzeszników. Gdy tylko jakiś
najmniejszy pretekst na to pozwala, gdy horda piekielnych duchów nie ma jeszcze ostatecznego pozwolenia
na porwanie duszy jako „swojej”, rzuca się jej na ratunek i porywa ją z tej krawędzi wzwyż, z ciemności ku
światłu, w kierunku Wiecznej Światłości. Łatwo się domyślić, że dusza ta nagle otrzymuje największą z łask:
szczery żal za grzechy, wystarczający do zbawienia.
Kojarzy mi się ta służba Anioła Krawędzi z naszą, z wykorzystaniem przez dusze-ofiary wszelkich
możliwości, by ratować ginących. Jest to specjalne powołanie, niełatwe i ogromnie odpowiedzialne, a nawet
niezastąpione wobec zbliżającego się „Ostrzeżenia”. To porównanie pozwala mi nazwać dusze-ofiary
„ziemskimi aniołami krawędzi”!

W DWUSZEREGU ZBIÓRKA! NA RAMIĘ BROŃ!

Może i Ty, Drogi Czytelniku, rozpoznasz u siebie to powołanie…? Może razem staniemy W
PIERWSZYM SZEREGU tych, na których ostatnie ofiary czeka Niebo, by już zamknąć jedną kartę
dziejów, a przystąpić do otwierania następnej? Czy nie płonie w Tobie ogień ofiary – gorące pragnienie
poświęcenia się za miliony grzeszników? Nawet jeśli do tej pory Twoje serce nie otwierało się aż tak szeroko
– miałeś wątpliwości, czy Twoja ofiara „wystarczy” nawet tylko za kogoś z członków Twojej rodziny – to
teraz wiedz, że w ostatnich chwilach starego świata jest inaczej: Twoja ofiara, jeśli złączysz ją z Ofiarą
Chrystusa, może być ratunkiem dla ogromnej rzeszy ludzi! Czy kropla wody, wpuszczona do oceanu, nie
staje się oceanem? Podobnie jest z naszą „kroplą” ofiarnej miłości, gdy nasz Pan złączy ją ze swoją miłością
i zaniesie cały „ocean” przed tron Ojca Niebieskiego. Jezus nie porwie jednak tej „kropli” przemocą, lecz
z wdzięcznością przyjmie ofiarowaną. Ojciec Niebieski nie pozwoli Mu na powtórne złożenie siebie samego
w ofierze krzyżowej, choć Miłość jest gotowa na wszystko, jednak czeka na nasze ofiary.
A co będzie – zapytasz – jeśli Bóg weźmie moją ofiarę „na poważnie” i zechce dać mi łaskę
męczeństwa? Jest to tak wielka łaska – odpowiem – że warto jej pragnąć, chociaż nie zawsze łatwo o nią
prosić… Jeśli pozwolisz Duchowi Świętemu swobodnie modlić się w Tobie, łatwiej ją otrzymasz,
szczególnie dzięki Jego darom męstwa i mądrości. Męstwo napełnia nas odwagą, porywa serce do wielkich
czynów, pobudza do heroizmu, zaś mądrość pozwala na wszystkie ziemskie rzeczy i sprawy patrzeć pod
kątem wieczności, a więc we właściwej perspektywie: to, co najważniejsze, umieścić na pierwszym planie.
Skoro już wiesz, że to ja jestem autorem książki „Wejdź do radości”, powiem Ci bez ogródek, że ostatni
jej rozdział zawiera opis… mojej własnej śmierci! Szczegóły tego opisu nie są istotne – może to być nóż,
a może kula z pistoletu – ważne jest to, że krótki ból konającego, do tego złagodzony przez Anioła Stróża,
w jednym momencie zamienia się w Wieczną Radość! I do tej Radości drży już teraz moje serce, odliczam
miesiące, które mnie od niej dzielą. To, że umieściłem tę scenę w pobliżu końca świata, wcale nie znaczy,
że to jest jej właściwe miejsce. Wprawdzie będzie to wtedy czas męczenników (ostatnich, gdyż nikt już do
czyśćca nie pójdzie – nie będzie go, lecz wszyscy muszą oczyścić się na ziemi), jednak i teraz nadchodzą dni
męczeństwa wielu. Padną oni, jak wspomniałem, pod ciosami tych, którzy po „Ostrzeżeniu”, zamiast się
nawrócić, jeszcze mocniej przylgną do szatana i staną się jego sługami, a ich prześladowcami.
Jednak nawet i dla tych nieszczęsnych prześladowców będzie jeszcze ostatnia szansa. Otóż miłość ich
ofiar – ludzi przez nich prześladowanych – dzięki łasce Boga może stopić ich lód i zamienić w ogień. Mówią
święci, że nikt nie może otrzymać od Boga tak wielkiego naręcza łask, jak ofiara dla swojego prześladowcy,
jeśli tylko za niego prosi; jak Szczepan dla Szawła, uczestniczącego w zadawaniu mu śmierci. To dlatego
na samym wstępie do tego listu zamieściłem parafrazę słów Pana Jezusa: „Nikt nie ma większej miłości niż
ten, kto życie swoje oddaje za swoich przyjaciół” – za tych, którzy są nimi dzisiaj, ale i za tych, którzy będą
nimi w przyszłości, a dzisiaj są jeszcze wrogami!
O moi Przyjaciele-zabójcy, bliżsi mi z każdym krokiem, który prowadzi Was do mnie! Choć tego nie
wiecie, swoim czynem weźmiecie udział w przygotowaniu wszystkiego na moje największe święto – na
dzień mojego „wniebowzięcia”! To prawda, że od lat modliłem się za Was i teraz to czynię. Widziałem
Wasze twarze na swoim pogrzebie. Obiecuję Wam, że gdy opuścicie ziemię, razem z Waszymi Aniołami
Stróżami i innymi bliskimi z radością wyjdę Wam na spotkanie, poprowadzimy Was wspólnie do Bramy
Nieba!
Drogi Czytelniku, możesz stanąć wobec pytania: po czym mógłbym poznać, że ta właśnie łaska Boża
– łaska przeistoczenia się w „anioła krawędzi”, a może nawet męczeństwa za wiarę – może stać się moim
udziałem? Na to pytanie nie potrafię Ci odpowiedzieć, gdyż Bóg nie posługuje się jednym szablonem w
odniesieniu do wszystkich swoich dzieci. Jeśli zapytasz Go o to, z pewnością otrzymasz Jego wyraźną
odpowiedź, choć w swoim czasie. Ja otrzymałem ją wiele razy i na różne sposoby. Prosiłem nawet o jej
potwierdzenie przez „pieczęć Ducha Świętego – pieczęć tęsknoty”, i taką też otrzymałem. Muszę przyznać,
że powaliła mnie! To już nie było to młodzieńcze odpływanie w „różową dal”, choć i tamto było porywające,
lecz tak strasznie mocne pragnienie Nieba, że noc stała się dniem, a ziemskie życie – wprost niemożliwym!
Dobrze, że trwało to tak krótko, gdyż nie potrafiłbym z tym żyć, a więc i w tej chwili pisać! Rozumiem teraz
błaganie świętego Ignacego z Antiochii, wiezionego na śmierć do Rzymu (na arenie cyrkowej miał być zabity
przez dzikie zwierzęta), by nikt nie modlił się o jego ocalenie, gdyż dla niego „ocaleniem” była już tylko…
upragniona śmierć! „Pozwólcie mi żyć” – znaczyło dla niego: „Pozwólcie mi umrzeć”. Czyż zresztą
podobnych słów nie wyszeptał bł. Jan Paweł II w ostatnich ziemskich godzinach?
Jedną z najwyraźniejszych oznak takiego powołania może być przemożne pragnienie uratowania wielkiej
(jak największej!) liczby dusz od wiecznej śmierci. Nie wystarczy (w tym wypadku) chcieć tylko włączyć
się do szeregu dusz-ofiar, to znaczy tych, którzy po prostu siebie składają Bogu w ofierze (bez jakiegoś
ukierunkowania swojej ofiary), gdyż do takiej ofiary powinni dojrzeć absolutnie wszyscy ludzie! To właśnie
ona sprawia, że zaczynają oni uczestniczyć w kapłaństwie powszechnym, zobowiązani przykazaniem do
miłowania Boga ze wszystkich swoich sił i możliwości. Trzeba tu zaznaczyć, że wielu, niestety, wcale nie
dojrzewa na ziemi do takiego pełnego ofiarowania się Bogu z miłości; osiągają to dopiero wówczas, gdy
muszą rzucić się po sądzie w otchłań czyśćca. Tam jednak ich ofiara już nikomu, poza nimi samymi, raczej
pomóc nie może, a więc nie uczyni z nich apostołów, gdyż to jest możliwe tylko na ziemi. Tak, tylko i
wyłącznie tu i teraz można stać się apostołem Jezusa i przystąpić do połowu dusz… siecią własnej za nie
ofiary (choć nie jedyna to sieć). I powtarzam: jeśli ktoś rozpozna teraz w sobie nie tylko ogień miłowania
Boga w sposób ofiarny, ze wszystkich sił, ale także ogromne pragnienie przyprowadzenia do Niego wielu
za cenę własnej ofiary – może przypuszczać, że został zdobyty dla Bożej Sprawy. Najprawdopodobniej
będzie więc teraz prowadzony przez Ducha Świętego w kierunku najbardziej wzniosłej służby i
najwspanialszego ze wszystkich powołań.
– Czy co do samego siebie – jesteś tego pewien? – może ktoś zapytać… Ofiarowałem się Bogu w tej
intencji już dawno temu, może przed 35 laty, i odnoszę wrażenie, że moja ofiara została przyjęta. Nawet
nabieram pewności. Czekając na Swój Dzień, czuję się coraz bardziej wolny i szczęśliwy. Co zaś do sposobu,
w jaki moja dusza opuści ten świat – tak, jestem go pewien, choć szczegóły nie są tu istotne. Jeśli chodzi o
czas – nie mam tej pewności, i pewno nikt mieć jej nie będzie. Czyż nasz Pan nie porównał siebie do
złodzieja, który zaskakuje w nocy swoim przyjściem? Mimo jednak braku tej pewności, z wielką nadzieją
i radością odliczam już miesiące, które dzielą mnie od tego najwspanialszego i najbardziej uroczystego dnia
mojego ziemskiego życia!
Czy może być jednak tak, że kogoś ogarnie takie przemożne pragnienie i uzna w nim łaskę Bożą, jednak
ofiara jego nie zostanie przez Boga przyjęta, tzn. nie umrze śmiercią męczenników?
Pytanie zostało źle postawione: nie istnieje nawet najmniejszy okruszek miłości, który by nie był przez
Boga dostrzeżony, przyjęty i doceniony, gdyż… On patrzy w serce! Patrzy w nie zarówno tam, gdzie chodzi
o miłość, jak i o jej zaprzeczenie (np. „cudzołóstwo w sercu” pod wpływem pożądliwych spojrzeń,
napiętnowane przez Pana Jezusa). Istnieją dwa rodzaje męczeństwa: męczeństwo krwi i męczeństwo
pragnienia (inaczej: w pragnieniu). To drugie, najczęściej dłużej trwające, nawet całymi latami, może być
nie mniej zasługujące niż pierwsze! Jeśli ktoś spala się powoli jak świeca, dzień po dniu, a przy tym spala
się w ofierze za nawrócenie grzeszników, jak Bóg mógłby nie przyjąć jego ofiary?! Bardzo ceni ją sobie na
ziemi i sowicie wynagrodzi w wieczności – kto wie, czy nie postawi jej na równi z ofiarą znanych apostołów
i męczenników.
Tak więc dusze-ofiary, nie mające pewności, do którego z tych dwóch rodzajów męczeństwa zostały
powołane, niech mężnie i cierpliwie niosą swój codzienny krzyż, ale warunek: niech rozszerzą teraz swoje
serce na całe miliony zagrożonych dusz, a swoją „sieć rybacką” niech reperują, przeplatają i wiążą, aż będzie
się nadawała do wielkich połowów. Ta „sieć” to nadzieja. Właśnie od niej zależy obfitość połowu dusz, i
tylko ona daje się zanurzyć w Oceanie Bożego Miłosierdzia – tego Miłosierdzia, które chcemy wyjednać dla
grzeszników.
Od wielu Czytelników, powołanych do tego, by otrzymać wielką łaskę życia w „Nowym Świecie”, Bóg
oczekuje w tej chwili stawania się „aniołami krawędzi” przez wejście na drogę męczeństwa w pragnieniu.
Pewną pomocą w tym względzie może być moja książka „W Szkole Krzyża”, na końcu jej pierwszego tomu
zamieściłem nowennę przed dniem ofiarowania się Bogu za zbawienie bliźnich. Wykorzystały ją już przez
lata tysiące ludzi, a wielu z nich ponawia tę nowennę co roku, traktując ją jako przygotowanie się do
Wielkiego Piątku, kiedy to dusze-ofiary ponawiają swój akt oddania się Bogu. Kto się „przegryzie” przez
tę nowennę, złożoną z rozmyślania i modlitwy na każdy dzień, może mieć ułatwioną i decyzję, i drogę, jeśli
na nią wstąpi. Ja zaś obiecuję, że wszystkich kroczących tą drogą będę wspierać codziennym
błogosławieństwem o godzinie 15-tej, włączę także ich intencje w Mszę świętą za wszystkie dusze-ofiary
świata w Wielki Czwartek, a więc w ostatnim dniu nowenny, a w wigilię Wielkiego Piątku. W tym roku
nowenna przed Wielkim Piątkiem rozpoczyna się 28 marca.
Ziemscy „aniołowie krawędzi”, którzy z jakichś względów nie chcą lub boją się stanąć w pierwszym
szeregu dusz-ofiar, powinni znaleźć sobie miejsce… W DRUGIM SZEREGU! Mają oni pracować i
walczyć, i to teraz z największym poświęceniem, przynajmniej bronią modlitwy. Rodzaj tej modlitwy
wskazywało nam Niebo wiele razy: jest nią przede wszystkim Msza święta, adoracja Najświętszego
Sakramentu, Różaniec, Koronka do Miłosierdzia Bożego, zanurzanie grzeszników we Krwi Chrystusa. (Co
do naszego codziennego Różańca – to właśnie on, pozbierany z całego świata, ma stać się tym łańcuchem,
którym związany zostanie przez Anioła Apokalipsy szatan, by „nie zwodził narodów”). Jeśli nawet ktoś te
modlitwy praktykował, niech w tej chwili na nowo przemyśli, razem ze mną, ich cechy i zasięg. Proszę mi
jednak wybaczyć, że będzie to zaledwie kilka uwag, a mogłaby być cała książka!
Wielu skarżyło się na trudności w pełnym uczestnictwie we Mszy świętej. Udzielałem prostej rady: nie
traktuj jej jak swoich modlitw osobistych w domowym zaciszu i nie próbuj się „skupiać”, bo to jest trudne,
lecz wprost przeciwnie – „rozprosz się”, i to maksymalnie, na cały świat! Weź w swoje dłonie ludzi wokoło,
swoje środowisko, ojczyznę, całą kulę ziemską, i podnoś z ufnością, miłością, mocą ku Niebu, ku Ojcu przez
Chrystusa w Duchu Świętym. Gdy będziesz prosić za miliardy ludzi, wszystkim Bóg udzieli łaski w obfitości,
gdyż On nie jest ograniczony w swoich darach – nigdy Mu ich nie zabraknie, a każdego człowieka kocha całą
swoją miłością. To samo dotyczy innych modlitw, jeśli tylko wypływają z serca.
Nie za bardzo wierzmy w „automatyzm” modlitw, nieraz połączonych z kuszącymi obietnicami i ze
szczegółowym wyliczeniem „przydziału łask”, gdyż trzeba na to spojrzeć nieco inaczej. Skutek każdej
modlitwy zależy przede wszystkim od miłości, ufności, bezinteresowności, z jaką z serca wypływa, a
niekoniecznie od ilości, a nawet jakości słów. Dwie osoby mogą odmówić tę samą modlitwę, ale każda zrobi
to inaczej, w innym duchu, z innym zaangażowaniem, z różnym stopniem zanurzenia w łasce Bożej, więc
i jej skutki mogą być różne. Poza tym strzeżmy się modlitw, nie posiadających aprobaty władzy duchownej,
gdyż właśnie ta władza ma jakby „klucz” do skarbca Bożych łask, udzielanych Kościołowi. Nie dziwmy się
więc temu, że biskupi nie zgadzają się na drukowanie nowych modlitw bez ich aprobaty. Chodzi tu nie tylko
o uniknięcie błędów teologicznych i dziwolągów, lecz i o obfite czerpanie właśnie z tego skarbca.
Jest prawdą, że nasze modlitwy będą się nam nieraz wydawać nijakie, słabe, mało skuteczne, a i
piekielne duchy będą nam je zakłócać i zniechęcać nas do nich. Weźmy jednak pod uwagę, że o ile na prośby
o czyjeś zdrowie czy ziemską pomyślność Bóg może nie odpowiadać, bo niekoniecznie jest to dla nas
korzystne, to na modlitwę o czyjeś nawrócenie, uświęcenie, zbawienie – „musi” odpowiedzieć, i to zawsze
i bez wyjątku, choć w swoim czasie, a nie naszym! Ten „przymus” wynika z Jego nieskończonej miłości do
każdego Jego dziecka i na gorącym pragnieniu uczynienia go szczęśliwym. Pamiętajmy jednak o dwóch
ważnych rzeczach: że zbawienie jednych Bóg uzależnił od apostolstwa innych, by tym innym stworzyć pole
do zasług, jak też o tym, że udziela z obfitości swoich darów na miarę ufności w Nim pokładanej.
A teraz… najwyższy czas – godziny są policzone! – byśmy rzucili się z bronią modlitwy na ratunek już
nie tylko swoim znajomym, nie tylko swojej ojczyźnie (piszę to jako członek Krucjaty Różańcowej za
Ojczyznę, jednak z mocą powtarzam: nie tylko Ojczyźnie!), gdyż niedługo – jak gdzie indziej wspominam
– apokaliptyczny Anioł z Kadzielnicą zakończy swoją misję przed tronem Boga. Gdy już ostatnia modlitwa
z ziemi zostanie przyjęta, dym kadzidła przestanie się unosić, Bóg wyciągnie swą sprawiedliwą dłoń nad
ziemią. Gdy jeszcze na razie ten dym się unosi, gdy trwa okres Bożego Miłosierdzia, spieszmy się!
Poszerzmy swoje serce i nie bójmy się prosić o nawrócenie, zdobywać dla Boga bardzo wielu serc, jak ci z
„pierwszego szeregu”, którzy ofiarują się Bogu „za nawrócenie milionów”. I oby do tej „akcji ratunkowej”
przystąpili teraz wszyscy! Jak jednak do nich dotrzeć w obecnej sytuacji? Kto tylko może, niech werbuje
ochotników do naszej armii, wskazuje lekturę, podsuwa argumenty, przyświeca własnym przykładem.
Jeśli, Drogi Czytelniku, zaczynasz myśleć o włączeniu się do tego „drugiego szeregu”, trzeba, byś nabrał
zapału i ducha ofiarności. Zanurz więc swoje serce… może najpierw w „lodzie”, a potem w „ogniu”:
przeczytaj opis jakiegoś doświadczenia piekła (np. św. Faustyny, św. Jana Bosko, Łucji z Fatimy, Józefy
Menendez, siostry M. z W.), a potem Nieba (również św. Jana Bosko – jego spotkanie ze św. Dominikiem
Savio, a może pilota Dale Blacka z książki „Lot do Nieba” czy Don Pipera z „90 minut w Niebie”, obie
wydawn. Polwen). Po takiej „duchowej kąpieli” jaśniej sobie uświadomisz niezastąpione zadanie
„ziemskiego anioła krawędzi” wobec zbliżających się do skraju wiecznej przepaści tych, których powołaniem
jest wzlecieć ku Wiecznemu Szczęściu. Wtedy z ogromną ufnością w Boże miłosierdzie natychmiast zajmij
swoje miejsce przy tej „krawędzi” i działaj, dopóki to możliwe! Owoce poznasz w przyszłości, a teraz… być
może doznasz wielu przeszkód i zniechęcenia, lecz one mogą być tylko potwierdzeniem ważności Twojej
misji. Im bardziej piekło dostanie po głowie (i będzie tracić swoje ofiary), tym bardziej będzie się wściekać
(może uderzając w Ciebie?), a Ty – tym bardziej masz się cieszyć!
Niech na mocarnego Anioła Krawędzi wejrzy teraz Miłosierny Bóg i tysiąckrotnie, w obliczu
nadchodzącego „Ostrzeżenia”, pomnoży jego siły. Niech też – przez przemożne orędownictwo Maryi, Matki
Miłosierdzia – błogosławi wszystkie swoje „ziemskie anioły krawędzi” na walkę o dusze, a ich „sieci na
połów” powiększy i wzmocni: Bóg Ojciec i Syn i Duch Święty.
Matko Najświętsza, wkrótce obeschną Twoje krwawe łzy, bo bliski już jest Tryumf Twego
Niepokalanego Serca, o który wspólnie walczymy

Adam Skwarczyński

Opublikowany w Alert, Apokalipsa, Ciekawe, Cuda, Kościół, Objawienia, Ostrzeżenie - Pilne orędzia 2010-2011, Prośba o modlitwę, Prześladowanie Chrześcijan, Szatan, Warto wiedzieć, Z Aniołem do Nowego Świata | Otagowane: , | Komentarzy: 161 »

28 lutego Sejm debatuje nad truciem Polaków

Posted by Dzieckonmp w dniu 27/02/2012

28 lutego Sejm RP ma debatować nad wprowadzeniem ustawy legalizującej m.in. użycie w rolnictwie broni masowej zagłady jaką są rośliny genetycznie zmodyfikowane GMO. Niezależne badania potwierdzają znaczną szkodliwość GMO dla zwierząt, w tym ssaków. Szczury w 3 pokoleniu stają się bezpłodne. Naiwnością byłoby sądzić, żeby twórcy kukurydzy MON 810 czy ziemniaka Amflora o tym nie wiedzieli. Takie działanie podlega pod definicję ludobójstwa.

Opublikowany w Alert, Film, Polityka | Otagowane: , | Komentarzy: 131 »

PILNE!

Posted by Dzieckonmp w dniu 25/02/2012

29 luty 2012 – Światowy dzień modlitwy, aby uniknąć wojny atomowej

 

Piątek, 24.02.2012, godz.18.40

Ze względu na pilną wiadomość Najświętszej Marii Panny daną wizjonerce Marii  Miłosierdzia Bożego, wzywamy wszystkich braci i siostry do globalnego dnia modlitwy, aby zapobiec wojnie atomowej.

29 luty został zasugerowany przez wizjonerkę Marię Bożego Miłosierdzia. W tym dniu
wszyscy powinni modlić się całym Psałterzem Różańca Świętego, aby uniknąć wojny atomowej w Iranie.

 

Więcej informacji można znaleźć w orędziu Najświętszej Marii Panny z 23.02.2012

Opublikowany w Alert, Apel, Apokalipsa, Ostrzeżenie - Pilne orędzia 2010-2011 | Otagowane: , , | Komentarzy: 96 »

21 730 sa­mo­bój­ców pod rzą­da­mi Tu­ska

Posted by Dzieckonmp w dniu 21/02/2012

Kie­dy 25 kwiet­nia 2007 ro­ku na ży­cie tar­gnę­ła się za­mie­sza­na w afe­rę wę­glo­wą Bar­ba­ra Bli­da, wszyst­kie me­dia od­po­wie­dzial­no­ścią za to zda­rze­nie obar­czy­ły Pra­wo i Spra­wie­dli­wość. Plat­for­ma mia­ła wy­eli­mi­no­wać ta­kie tra­ge­die raz na za­wsze. Tym­cza­sem w ide­al­nym pań­stwie Do­nal­da Tu­ska sa­mo­bój­stwa sta­ją się zja­wi­skiem po­wszech­nym. Za­bi­ja­ją się wszy­scy – po­li­ty­cy z pierw­szych stron ga­zet i ci lo­kal­ni, urzęd­ni­cy pań­stwo­wi i spor­tow­cy, na­ukow­cy i woj­sko­wi. Z tym, co dzie­je się w Pol­sce i jak trak­to­wa­ni są jej oby­wa­te­le nie mo­gą po­go­dzić się eme­ry­ci i lu­dzie w si­le wie­ku. Le­ka­rze bi­ją na alarm – w spo­łe­czeń­stwie na­ra­sta de­pre­sja i po­czu­cie bez­na­dziei.

Od cza­su, kie­dy wła­dzę prze­ję­ła Plat­for­ma ma­my po­wrót praw­dzi­wej fa­li sa­mo­bójstw, w do­dat­ku bez­czel­nie tu­szo­wa­nych al­bo jaw­nie lek­ce­wa­żo­nych i wy­ja­śnia­nych w tak bzdur­ny spo­sób, że nie chce się te­go słu­chać. W me­diach po­da­wa­ne są (a co gor­sza uzna­wa­ne przez pro­ku­ra­tu­rę) naj­bar­dziej na­iw­ne sce­na­riu­sze, by­le tyl­ko nie po­psu­ły ide­al­ne­go ob­ra­zu spo­łe­czeń­stwa za­rzą­dza­ne­go przez „ide­al­ny” rząd Tu­ska. Tym­cza­sem wzra­sta licz­na sa­mo­bójstw, nie tyl­ko wśród zwy­kłych oby­wa­te­li (ta­kie tra­ge­die, je­śli już w ogó­le do­cie­ra­ją do opi­nii pu­blicz­nej, są „new­sa­mi” naj­wy­żej jed­ne­go dnia), ale też wśród osób peł­nią­cych waż­ne funk­cje pań­stwo­we al­bo za­mie­sza­nych w nie­wy­ja­śnio­ne do dziś spra­wy. I nie cho­dzi o „po­ka­zów­kę” w wy­ko­na­niu pro­ku­ra­to­ra Przy­by­ła. Cho­dzi o splot wy­da­rzeń znacz­nie po­waż­niej­szych, niż wal­ka o utrzy­ma­nie swe­go sta­no­wi­ska.

Po­li­cyj­ne sta­ty­sty­ki prze­ra­ża­ją

W la­tach 2008 – 2011 sa­mo­bój­cze pró­by pod­ję­ło 21 730 osób, czy­li mó­wiąc ob­ra­zo­wo – ma­łe mia­sto. Co ro­ku z po­wo­du sa­mo­bójstw z Pol­ski „zni­ka” jed­na miej­sco­wość. Od po­cząt­ku peł­nych suk­ce­sów rzą­dów PO pro­blem za­miast zgod­nie z pro­pa­gan­do­wym prze­ka­zem o zie­lo­nej wy­spie zni­kać, na­ra­sta. Rok 2008 to 5 237 sa­mo­bójstw, z któ­rych 3 946 zo­sta­ło do­ko­na­nych w spo­sób sku­tecz­ny. W 2009 ro­ku w Pol­sce od­no­to­wa­no 5 913 za­ma­chów sa­mo­bój­czych z cze­go 4 384 za­koń­czy­ło się zgo­nem. Licz­ba sa­mo­bójstw by­ła wów­czas naj­wyż­sza od 6 lat, a rok 2010 tej sta­ty­sty­ki w więk­szym stop­niu nie zmie­nił – na ży­cie tar­gnę­ło się 5 456 osób, z cze­go 4 384 oso­by uczy­ni­ły to sku­tecz­nie. W wy­bor­czym ro­ku 2011, we­dług po­li­cyj­nych sta­ty­styk na ży­cie pró­bo­wa­ło się tar­gnąć 5 124 oso­by, wśród nich aż 911 to by­li lu­dzie mło­dzi – w wie­ku 20 – 30 lat. Wśród sa­mo­bój­ców naj­wię­cej by­ło w wie­ku 50 – 60 la­ta oraz w prze­dzia­le wie­ko­wym 40 – 50 lat ale nie tyl­ko – sa­mo­bój­stwa od­no­to­wu­je się tak­że wśród lu­dzi mło­dych w wie­ku

20 – 30 lat a na­wet dzie­ci. Sys­te­ma­tycz­nie ro­śnie licz­ba sa­mo­bójstw, któ­rych usta­lo­ną przy­czy­ną by­ły wy­łącz­nie wa­run­ki eko­no­micz­ne i utra­ta pra­cy. W 2008 ro­ku za­bi­ło się te­go po­wo­du 332 oso­by, w 2009 – aż 504 oso­by, a w 2010 ro­ku – 452. Co istot­ne – co ro­ku w bli­sko po­ło­wie przy­pad­ków przy­czyn sa­mo­bój­stwa nie usta­lo­no, co czy­ni po­li­cyj­ne sta­ty­sty­ki są jesz­cze bar­dziej prze­ra­ża­ją­ce. Tyl­ko uła­mek sa­mo­bójstw (i to tyl­ko tych „sku­tecz­nych”) jest ujaw­nia­ny opi­nii pu­blicz­nej. Po­li­cjan­ci sa­mi przy­zna­ją, że nie wszyst­kie pró­by sa­mo­bój­cze tra­fia­ją do och sta­ty­styk. Jed­nak to, co zo­sta­ło ujaw­nio­ne wy­star­czy, aby zwąt­pić w pro­pa­gan­do­we prze­ka­zy me­dial­ne o zie­lo­nej wy­spie i za­do­wo­lo­nych z ży­cia Po­la­kach.

2012 – od po­cząt­ku na­zna­czo­ny śmier­cią

Rów­nież 2012 rok roz­po­czął się od sa­mo­bój­stwa. I nie cho­dzi o pro­ku­ra­to­ra Przy­by­ła. Do­kład­nie w tym sa­mych dniach, w któ­rych Pol­ska ży­ła je­go spra­wą sku­tecz­nie tar­gnął się na ży­cie trzy­dzie­sto­let­ni po­li­cjant z pod­war­szaw­skie­go Tłusz­cza.

10 stycz­nia za­bił się zna­ny kar­tuz­ki biz­nes­man. Czter­dzie­sto­sied­mio­let­ni Woj­ciech K. był wła­ści­cie­lem re­stau­ra­cji, klu­bu di­sco oraz au­to-han­dlu dzia­ła­ją­cych na te­re­nie ca­łe­go po­wia­tu. Zna­le­zio­no go mar­twe­go w jed­nym z na­le­żą­cych do nie­go lo­ka­li. Po­li­cja uzna­ła, że by­ło to sa­mo­bój­stwo ale nie po­da­ła przy­czy­ny, co wy­klu­cza od ra­zu pro­ble­my fi­nan­so­we. Na ra­zie, nie wia­do­mo, dla­cze­go K. tar­gnął się na ży­cie.

19 stycz­nia sa­mo­bój­stwo po­peł­nił dwu­dzie­sto­jed­no­let­ni ko­szy­karz z Ostro­wa Wiel­ko­pol­skie­go. Mi­chał K. był mło­dy, uta­len­to­wa­ny, wszy­scy wró­ży­li mu spor­to­wą ka­rie­rę. Dla­cze­go się za­bił? Nie­wia­do­mo.

25 stycz­nia na oczach szóst­ki dzie­ci naj­pierw za­bił żo­nę a na­stęp­nie za­strze­lił się ze „strzel­by-sa­mo­rób­ki” czter­dzie­sto­jed­no­let­ni Ma­riusz M. z wio­ski pod Bia­łą Pod­la­ską.

Naj­bar­dziej tra­gicz­ną ofia­rą jest pięt­na­sto­let­ni chło­piec z Pusz­czy­ko­wa pod Po­zna­niem, któ­ry po­wie­sił się 18 stycz­nia. Nie wia­do­mo, dla­cze­go dziec­ko zde­cy­do­wa­ło się na tak strasz­ny krok.

Tyl­ko w stycz­niu 2012 ro­ku me­dia ujaw­ni­ły 5 sa­mo­bójstw. Wy­cho­dzi jed­no na ty­dzień. Ile by­ło na­praw­dę do­wie­my się pod ko­niec ro­ku z po­li­cyj­nych sta­ty­styk.

Jak to moż­li­we, że lu­dzie nie chcą żyć w kra­ju „po­wszech­nej szczę­śli­wo­ści”? Dla­cze­go tak upar­cie trak­tu­je się spo­łe­czeń­stwo jak ogra­ni­czo­nych umy­sło­wo idio­tów, któ­rym moż­na za po­śred­nic­twem te­le­wi­zji i ko­men­ta­rzy in­ter­ne­to­wych le­min­gów wci­snąć każ­dą bzdu­rę? Czy dla­te­go, że przy­naj­mniej część z tych sa­mo­bój­czych śmier­ci, zde­cy­do­wa­nie sa­mo­bój­stwa­mi nie by­ła?

Do Tu­ska naj­bar­dziej prze­ma­wia nie do­bro oby­wa­te­li kra­ju, któ­rym rzą­dzi, tyl­ko pie­nią­dze. Czy nie zda­je so­bie spra­wy, że na­ra­sta­nie de­pre­syj­nych za­cho­wań w spo­łe­czeń­stwie zde­cy­do­wa­nie nie słu­ży wzro­sto­wi PKB, któ­ry zda­je się mieć dla pre­mie­ra naj­więk­sze zna­cze­nie? Go­spo­dar­ka kra­ju, w któ­rym lu­dzie nie chcą żyć nie bę­dzie się roz­wi­jać.

Ile jesz­cze osób mu­si zgi­nąć, że­by Po­la­cy zro­zu­mie­li do jak wiel­kiej prze­pa­ści spy­cha nas Do­nald Tusk i je­go świ­ta?

2008 – po­czą­tek

4 kwiet­nia 2008 ro­ku w płoc­kim wię­zie­niu w mo­ni­to­ro­wa­nej po­je­dyn­czej ce­li zna­le­zio­ne zo­sta­ło cia­ło Sła­wo­mi­ra Ko­ściu­ka – dru­gie­go mor­der­cę Krzysz­to­fa Olew­ni­ka. We krwi miał psy­cho­tro­py, po­ła­ma­ne że­bra i otar­cia na ra­mio­nach. Po­mi­mo tych śla­dów pro­ku­ra­tu­ra uzna­ła, że by­ło to sa­mo­bój­stwo. Przy­czy­na? Nie­zna­na. Ofi­cjal­nie cho­dzi­ło o to, że Ko­ściuk resz­tę ży­cia miał spę­dzić w wię­zie­niu.

Czte­ry dni póź­niej gło­do­wą śmier­cią zmarł w kra­kow­skim wię­zie­niu Ru­mun Clau­diu Cru­li­ca. Cru­li­ca roz­po­czął gło­dów­kę ja­ko pro­test prze­ciw­ko je­go aresz­to­wa­niu. Do­pie­ro po je­go śmier­ci oka­za­ło się, że był nie­win­ny a za­sto­so­wa­ny wo­bec nie­go areszt cał­ko­wi­cie bez­pod­staw­ny. By­ła to szcze­gól­nie dra­ma­tycz­na śmierć, któ­ra od­bi­ła się echem w ca­łej Eu­ro­pie, oczy­wi­ście z wy­jąt­kiem tu­sko­wych me­diów.

Nie­uda­ną, na szczę­ście, pró­bę sa­mo­bój­czą ma też za so­bą dzien­ni­karz śled­czy Woj­ciech Su­mi­liń­ski, któ­ry tar­gnął się na ży­cie 30 ma­ja 2008 ro­ku w war­szaw­skim ko­ście­le św. Sta­ni­sła­wa Kost­ki – miej­scu sym­bo­licz­nym, bo­wiem to w tej świą­ty­ni msze za oj­czy­znę od­pra­wiał bł. ks. Je­rzy Po­pie­łusz­ko. Sa­mo­bój­cza pró­ba dzien­ni­ka­rza by­ła zwią­za­na z wy­sta­wio­nym dzień wcze­śniej na­ka­zem je­go aresz­to­wa­nia na pod­sta­wie ze­znań ppłk. Lesz­ka To­bia­sza, by­łe­go ofi­ce­ra WSI i WSW, któ­ry nie zo­stał po­zy­tyw­nie zwe­ry­fi­ko­wa­ny przez Ko­mi­sję We­ry­fi­ka­cyj­ną ds. WSI. Dzien­ni­kar­skie śledz­two w tej spra­wie wy­ka­za­ło, że To­biasz do­pu­ścił się po­mó­wie­nia i praw­do­po­dob­nie dzia­łał na zle­ce­nie WSI, służ­by z któ­rą bli­skie związ­ki ma Bro­ni­sław Ko­mo­row­ski.

W li­sto­pa­dzie te­go sa­me­go ro­ku sa­mo­bój­stwo po­peł­nił 34.​letni funk­cjo­na­riusz CBŚ. Cia­ło po­li­cjan­ta w je­go do­mu w Ostro­wi Ma­zo­wiec­kiej zna­lazł prze­ło­żo­ny. Przy­czy­na po­zo­sta­je nie­zna­na.

2009 – wstęp do tra­ge­dii?

W no­cy z 18 na 19 stycz­nia 2009 ro­ku w mo­ni­to­ro­wa­nej ca­łą do­bę ce­li zna­le­zio­no po­wie­szo­ne­go trze­cie­go mor­der­cę Krzysz­to­fa Olew­ni­ka – Ro­ber­ta Pa­zi­ka. I tym ra­zem pro­ku­ra­tu­ra uzna­ła, że Pa­zik tar­gnął się na swo­je ży­cie. Wąt­pli­wo­ści ro­dzi­ny mor­der­cy, któ­ra mó­wi­ła, że Pa­zik bał się prze­nie­sie­nia do płoc­kie­go wię­zie­nia i mó­wił wprost, że to ozna­cza dla nie­go śmierć, nikt nie słu­chał. Dziś już wia­do­mo, że wszy­scy mor­der­cy no­ca­mi by­li wy­pro­wa­dza­ni ze swo­ich mo­ni­to­ro­wa­nych cel i wy­wo­że­ni w nie­zna­nym kie­run­ku. Przed świ­tem wra­ca­li za krat­ki. I cho­ciaż po po­wo­ła­niu Ko­mi­sji Śled­czej po­ja­wi­ły się opnie bie­głych wska­zu­ją­ce, że mor­der­com Olew­ni­ka ktoś mógł po­móc, na­dal obo­wią­zu­ją­cą wer­sją jest „sa­mo­bój­stwo”.

Rów­nież 19 stycz­nia swym dom­ku let­ni­sko­wym w Owczy­gło­wach ko­ło Obor­nik po­wie­si­ła się ofi­cer ABW – ppłk. Bar­ba­ra P. W czerw­cu te­go sa­me­go ro­ku pro­ku­ra­tu­ra umo­rzy­ła śledz­two w tej spra­wie. Nikt nie zwró­cił uwa­gi, że pod­puł­kow­nik Bar­ba­ra P. po­peł­nia sa­mo­bój­stwo bez­po­śred­nio po roz­mo­wie z prze­ło­żo­ny­mi z de­le­ga­tu­ry ABW w Po­zna­niu i cen­tra­li w War­sza­wie. W li­ście po­że­gnal­nym oskar­ży­ła sze­fów o mob­bing. Nie­licz­ni dzien­ni­ka­rze pod­nie­śli, że Bar­ba­ra P. od­po­wia­da­ła w służ­bach za spra­wy fi­nan­so­we. Dla­te­go mia­ła być prze­słu­chi­wa­na przez no­we kie­row­nic­two służb, szu­ka­ją­ce do­wo­dów na bez­praw­ne dzia­ła­nia sze­fów ABW w cza­sach rzą­dów PiS: Wi­tol­da Mar­czu­ka i Bog­da­na Święcz­kow­skie­go. Opi­nia pu­blicz­na o jej śmier­ci a tym bar­dziej o przy­czy­nach tar­gnię­cia się przez nią na ży­cie prak­tycz­nie nie zo­sta­ła po­in­for­mo­wa­na.

W no­cy z 12 na 13 lip­ca 2009 „sa­mo­bój­stwo” po­peł­nił Ma­riusz K. – straż­nik, pil­nu­ją­cy w wię­zie­niu Woj­cie­cha Fra­niew­skie­go – mor­der­cę Krzysz­to­fa Olew­ni­ka, któ­ry za­bił się ja­ko pierw­szy. Rzecz­nicz­ka Służ­by Wię­zien­nej Lu­iza Sa­ła­pa po­wie­dzia­ła, że we­dług niej oba zda­rze­nia nie ma­ją nic wspól­ne­go. Bar­dzo szyb­ko „oka­za­ło się”, że straż­nik miał „pro­ble­my fi­nan­so­we” – kla­sycz­ną „przy­pa­dłość” sa­mo­bój­ców, któ­rzy za du­żo wi­dzie­li lub wie­dzie­li.

W sierp­niu te­go sa­me­go ro­ku sa­mo­bój­stwo po­peł­ni­ło dwóch więź­niów osa­dzo­nych we wię­zie­niu w To­ru­niu. Nie­ca­ły mie­siąc póź­niej spa­ce­ru­ją­ca grzy­biar­ka zna­la­zła w sa­mo­cho­dzie za­par­ko­wa­nym na le­śnym par­kin­gu cia­ło 41.​letnie­go męż­czy­zny. Oka­za­ło się, że to zwło­ki rzecz­ni­ka pra­so­we­go to­ruń­skie­go wię­zie­nia. Miał pod­cię­te ży­ły. Pro­ku­ra­tu­ra uzna­ła, że by­ło to sa­mo­bój­stwo.

Do szcze­gól­nie bul­wer­su­ją­ce­go sa­mo­bój­stwa do­szło 23 grud­nia. W swo­im war­szaw­skim miesz­ka­niu za­bił się Grze­gorz Mich­nie­wicz – dy­rek­tor Kan­ce­la­rii pre­mie­ra Tu­ska, czło­nek ra­dy nad­zor­czej PKN Or­len. Przez je­go rę­ce prze­cho­dzi­ła ca­ła ko­re­spon­den­cja kie­ro­wa­na do pre­mie­ra, w tym taj­na. We­dług pro­ku­ra­tu­ry Mich­nie­wicz „po­wie­sił się sam” na ka­blu od od­ku­rza­cza – „przez ni­ko­go nie za­stra­szo­ny ani nie na­mó­wio­ny”. Co istot­ne, ża­den śled­czy nie zwró­cił uwa­gi, że Mich­nie­wicz do­słow­nie na kil­ka go­dzin przed śmier­cią pla­no­wał wy­jazd na świę­ta do żo­ny a je­go na­strój zmie­nił się na­gle – ostat­ni roz­mów­ca Mich­nie­wi­cza twier­dził, że był on czymś tak prze­ra­żo­ny, że do­słow­nie szlo­chał. Tej śmier­ci nikt nie po­wią­zał z fak­tem, że do­szło do niej w trak­cie ba­da­nia przez pro­ku­ra­tu­rę ewen­tu­al­ne­go prze­cie­ku z kan­ce­la­rii pre­mie­ra ws. afe­ry ha­zar­do­wej. Nikt też nie zwró­cił uwa­gi na to, że wła­śnie 23 grud­nia z za­kła­dów w Sa­ma­rze wró­cił „wy­re­mon­to­wa­ny” TU 154M, w któ­rym 10 kwiet­nia zgi­nął pre­zy­dent Lech Ka­czyń­ski.

2010 – rok prze­klę­ty

Rok 2010 przy­ćmio­ny zo­stał jed­ną naj­więk­szą tra­ge­dią w hi­sto­rii Pol­ski od cza­su II woj­ny świa­to­wej ale rów­nież w nim mia­ły miej­sce licz­ne sa­mo­bój­stwa.

3 stycz­nia w gdań­skim wię­zie­niu zmarł Ar­tur Zi­ra­jew­ski ps. „Iwan”- płat­ny mor­der­ca, je­den z głów­nych świad­ków w spra­wie mor­der­stwa gen. Mar­ka Pa­pa­ły – we­dług pierw­szych in­for­ma­cji miał się otruć po otrzy­ma­niu ta­jem­ni­cze­go gryp­su. Na ła­mach „Ga­ze­ty Wy­bor­czej” mi­ni­ster Krzysz­tof Kwiat­kow­ski zde­men­to­wał te do­nie­sie­nia i po­wie­dział, że przy­czy­ną śmier­ci prze­stęp­cy był „za­tor płuc­ny”.

7 kwiet­nia sa­mo­bój­stwo po­peł­nił straż­nik z wię­zie­nia w Mal­bor­ku. Przy­czy­ny tej śmier­ci nie zo­sta­ły wy­ja­śnio­ne a dra­mat straż­ni­ka zo­stał za­po­mnia­ny po tra­ge­dii na­ro­do­wej z 10 kwiet­nia.

27 kwiet­nia zna­le­zio­no cia­ło cho­rą­że­go Ste­fa­na Zie­lon­ki – szy­fran­ta pol­skiej ar­mii. Po­cząt­ko­wo spo­łe­czeń­stwu pró­bo­wa­no wmó­wić, że cho­rą­ży Zie­lon­ka po­peł­nił sa­mo­bój­stwo, ale wer­sja ta do te­go stop­nia nie trzy­ma­ła się ku­py, że ry­chło ją za­rzu­co­no. Śmierć pol­skie­go szy­fran­ta osta­tecz­nie po­zo­sta­ła nie­wy­ja­śnio­na. Dziś, po pra­wie dwóch la­tach od zna­le­zie­nia je­go cia­ła nie wia­do­mo czy Zie­lon­ka za­bił się sam, czy ktoś mu „po­mógł”, ani na­wet, kie­dy zgon na­stą­pił.

W pierw­szych dniach czerw­ca przed jed­nym z mar­ke­tów spo­żyw­czych w Opo­lu zna­le­zio­no wci­śnię­te po­mię­dzy przed­nie i tyl­nie sie­dze­nia sa­mo­cho­du zwło­ki dr. Da­riu­sza Ra­taj­cza­ka – hi­sto­ry­ka, za­szczu­te­go za opi­sy­wa­nie po­glą­dów na­ukow­ców kwe­stio­nu­ją­cych ho­lo­kaust. Po­li­cja uzna­ła, że by­ło to sa­mo­bój­stwo, po­mi­mo licz­nych ze­znań świad­ków a tak­że na­grań z mo­ni­to­rin­gu przed skle­pem, wska­zu­ją­cych, że Ra­taj­czak mógł zo­stać za­mor­do­wa­ny.

4 wrze­śnia pod krzy­żem pa­pie­skim sa­mo­spa­le­nia usi­ło­wa­ła do­ko­nać 72-let­nia ko­bie­ta, któ­ra w ten spo­sób chcia­ła za­pro­te­sto­wać prze­ciw­ko złe­mu le­cze­niu swo­jej cór­ki. Tym ra­zem pró­ba sa­mo­bój­cza by­ła nie­uda­na, ale po­pa­rze­niu ule­gło aż 60 proc. jej cia­ła.

2011 – na­zna­czo­ny sa­mo­bój­stwa­mi i ta­jem­ni­czy­mi zgo­na­mi „z przy­czyn na­tu­ral­nych”

26 ma­ja sa­mo­bój­stwo po­peł­nił zna­ny ak­tor Edward Żen­ta­ra. Ofi­cjal­na przy­czy­na? „Roz­ter­ki ser­co­we” i pro­ble­my w te­atrze, w któ­rym pra­co­wał.

W czerw­cu „po­wie­sił się” ofi­cer pol­skie­go Kontr­wy­wia­du Woj­sko­we­go. Spra­wa jest o ty­le nie­ja­sne, że po­sia­dał on wy­so­ką klau­zu­lę do­stę­pu do ma­te­ria­łów nie­jaw­nych. Rów­nież w czerw­cu po­wie­sił się sier­żant żan­dar­me­rii woj­sko­wej z jed­nost­ki w Dę­bli­nie. W tym sa­mym mie­sią­cu sa­mo­bój­czą śmierć wy­brał ofi­cer z ka­to­wic­kie­go od­dzia­łu CBŚ. Ofi­cer miał za so­bą dwu­dzie­sto­let­ni staż pra­cy, zaj­mo­wał się prze­stęp­czo­ścią nar­ko­ty­ko­wą.

W lip­cu sa­mo­bój­stwo po­peł­nił do­rad­ca An­drze­ja Lep­pe­ra Wie­sław Pod­gór­ski. By­ła to już trze­cia śmierć osób zwią­za­nych z Sa­mo­obro­ną w cią­gu za­le­d­wie dwóch mie­się­cy. Jak się oka­za­ło te śmier­ci by­ły tyl­ko pre­lu­dium – 5 sierp­nia po­wie­sił An­drzej Lep­per – pre­zes Sa­mo­obro­ny – po­li­tyk wie­lo­krot­nie wy­szy­dzo­ny przez Sa­lon, któ­ry jak się oka­za­ło miał ogrom­ną wie­dzę, bar­dzo nie­wy­god­ną dla wie­lu pro­mi­nent­nych po­li­ty­ków.

W po­ło­wie sierp­nia po­wie­sił się pięć­dzie­się­ciocz­te­ro­let­ni Ma­rek Ko­za­czek – sta­ro­sta Wscho­wy. Przy­czy­na po­zo­sta­je oczy­wi­ście nie­zna­na.

We wrze­śniu pró­bę sa­mo­bój­czą po­przez sa­mo­spa­le­nie przed kan­ce­la­rią pre­mie­ra pod­jął czter­dzie­sto­dzie­wię­cio­let­ni An­drzej Ż. Od­ra­to­wa­li go bo­row­cy, któ­rzy uga­si­li pło­mie­nie. W po­zo­sta­wio­nym li­ście opi­sał swe pro­ble­my fi­nan­so­we oraz rze­ko­mą ko­rup­cję w war­szaw­skiej skar­bów­ce. Rów­nież we wrze­śniu zna­le­zio­no cia­ło 53-let­nie­go męż­czy­zny, uczest­ni­ka straj­ku w PKS Bia­ły­stok. Zwło­ki le­ża­ły w jed­nym z au­to­bu­sów za­par­ko­wa­nych w ba­zie fir­my. Ja­ko przy­czy­nę śmier­ci pro­ku­ra­tu­ra po­da­ła sa­mo­bój­stwo. W tym sa­mym mie­sią­cu z okna na 11 pię­trze jed­ne­go z łódz­kich wie­żow­ców wy­sko­czył dwu­dzie­sto­dzie­wię­cio­let­ni po­li­cjant – Ma­rin L. Nie miał szans. Kil­ka go­dzin wcze­śniej po­li­cjant był prze­słu­chi­wa­ny w cha­rak­te­rze po­dej­rza­ne­go w Pro­ku­ra­tu­rze Okrę­go­wej w Ło­dzi.

W paź­dzier­ni­ku sa­mo­bój­stwo po­peł­nił dwu­dzie­sto­ośmio­let­ni Bar­tosz Zja­win – pro­du­cent płyt mu­zycz­nych, bar­dzo zna­ny i ce­nio­ny wśród pol­skich ra­pe­rów.

W li­sto­pa­dzie 2011 strze­lił do sie­bie Ta­de­usz Fe­der – bur­mistrz Strze­lec Kra­jeń­skich. Cięż­ko ran­ny zo­stał prze­wie­zio­ny do szpi­ta­la. Nie uda­ło się go ura­to­wać. Pro­ku­ra­tu­ra i po­li­cja uzna­ły ten zgon za sa­mo­bój­stwo. Sa­mo­bój­stwo mia­ło być przy­czy­ną śmier­ci tak­że pięt­na­sto­let­nie­go pię­ścia­rza – Paw­ła Pol­skie­go, któ­ry zo­stał zna­le­zio­ny mar­twy 21 li­sto­pa­da 2011 ro­ku.

W po­cząt­kach grud­nia sa­mo­bój­stwo po­peł­nił Da­riusz Szpi­ne­ta – eko­no­mi­sta, ka­pi­tan lot­nic­twa, pre­zes spół­ki Ad Astra Exe­cu­ti­ve Char­ter – cer­ty­fi­ko­wa­ne­go i kon­ce­sjo­no­wa­ne­go ope­ra­to­ra lot­ni­cze­go w ob­sza­rze prze­wo­zów czar­te­ro­wych i szko­leń lot­ni­czych oraz za­rzą­dza­nia i ser­wi­su sa­mo­lo­tów. W 2009 ro­ku Szpi­ne­ta za­wia­do­mił pro­ku­ra­tu­rę o po­dej­rze­niu ko­rup­cji w Urzę­dzie Lot­nic­twa Cy­wil­ne­go. Wkrót­ce sam stał się oskar­żo­nym. W do­dat­ku czę­sto wy­po­wia­dał się w spra­wie Smo­leń­ska po­da­jąc ar­gu­men­ty prze­ma­wia­ją­ce za tym, że tra­gicz­ny lot 10 kwiet­nia 2010 był lo­tem woj­sko­wym a nie cy­wil­nym. Po­mi­mo dzia­łań pro­ku­ra­tu­ry w nie­go wy­mie­rzo­nych, uda­ło mu się wy­pro­wa­dzić swo­ją spół­kę na gieł­dę. Jed­nak bę­dąc na urlo­pie w In­diach… wy­brał sa­mo­bój­czą śmierć. Szpi­ne­ta miał tyl­ko 39 lat. Je­go śmierć zo­sta­ła prze­mil­cza­na w me­diach. Nic nie wia­do­mo, by pro­ku­ra­tu­ra pro­wa­dzi­ła po­stę­po­wa­nie w tej spra­wie.

Źródło: warszawskagazeta.pl

Opublikowany w Alert, Polityka, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , | Komentarzy: 25 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 175 other followers