Dziecko Królowej Pokoju

Tylko Pokój

Archiwum kategorii ‘Małżeństwo’

Nie uchylajcie się od współżycia

Posted by Dzieckonmp w dniu 20/03/2012

Ponieważ tylko dyskusji w komentarzach kiedy można uprawiać sex w małżeństwie wstawiam wpis który odpowiada mojemu poglądowi na sprawy seksu w małżeństwie.  Zapraszam wszystkich małżonków oraz tych co nie długo będą nimi  do przeczytania, wydrukowania i stosowania w swoim życiu, a Bóg Was wynagrodzi dużą ilością dzieci. A wiedzcie że to jest najłatwiejsza droga do Nieba jak powiedziała jedna z widzących w Medjugorje.

 Szukając odpowiedzi na pytanie o najlepszy czas zbliżenia małżonków, dotąd nie mówiliśmy o sytuacji, gdy nie ma zgody w tej kwestii między mężem i żoną. A przecież dzieje się tak wcale nierzadko - jedno z małżonków pragnie współżycia, a drugie się na nie nie zgadza, bądź tez zgadza się niechętnie, po dłuższych namowach, dla świętego spokoju. Akt seksualny ma mieć miejsce, gdy pragną tego sami małżonkowie - powiedzieliśmy. Co jednak zrobić, gdy o zbliżeniu myśli tylko jedno z małżonków, drugie zaś ma w tej kwestii zdanie całkowicie odmienne?

To, że pragnienia małżonków w tej kwestii bywają różne, jest całkowicie naturalne. Trzeba pamiętać, że akt małżeński ma wielkie znaczenie dla każdego męża, a zarazem pragnienie współżycia budzi się u niego bardzo łatwo, niemal automatycznie. Natomiast obudzenie tego pragnienia u żony wymaga z reguły spełnienia naprawdę złożonych warunków. Miłość nie likwiduje tych różnic. Nic więc dziwnego, że małżonkowie się tutaj różnią – najczęściej jest tak, że to mąż pragnie zbliżenia i musi namawiać do tego żonę (sytuacje odwrotne również się zdarzają, ale znacznie rzadziej).

Nie można w tym momencie nie przytoczyć znanego tekstu św. Pawła na temat współżycia: Niech mąż oddaje powinność małżeńską żonie, a żona mężowi. Żona nie może swobodnie dysponować własnym ciałem, lecz jej mąż. Podobnie i mąż nie może swobodnie dysponować własnym ciałem, lecz jego żona. Nie uchylajcie się od współżycia małżeńskiego, chyba za wspólną zgodą i tylko na pewien czas, aby poświęcić się modlitwie. Potem znowu podejmijcie współżycie, aby nie kusił was szatan, wykorzystując waszą niepowściągliwość” (1 Kor 7,3-5).

Akt małżeński nie jest ewentualną możliwością, nie jest jakimś luksusem. Bóg nakazuje regularność w pożyciu, wzajemną dyspozycyjność seksualną. Zarówno mąż jak i żona tracą w małżeństwie prawo do swobodnego rozporządzania swoim ciałem. Mają sobie nawzajem służyć aktem małżeńskim.

Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że w tym miejscu dyskusja się kończy. Nie, ona się tutaj dopiero rozpoczyna.

Wokół pojęcia “obowiązek małżeński” narosły pewne nieporozumienia. Tak, współżycie seksualne jest w małżeństwie obowiązkiem. Jasno to wynika z przytoczonego cytatu. Jednak tego tekstu nie można czytać w oderwaniu od całego biblijnego przekazu o małżeństwie. Nigdy nie wolno wyrywać z kontekstu cytatów biblijnych (zresztą innych cytatów również). Pozbawiając teksty biblijne kontekstu i swobodnie nimi operując można by uzasadnić praktycznie wszystko – pamiętamy, że szatan kusząc Jezusa na pustyni też cytował Biblię, aby uzasadnić swe niegodziwości.

Mówimy o tym z takim naciskiem, gdyż właśnie przez oderwane od kontekstu cytowanie zupełnie wypaczono sens pojęcia małżeńskiego obowiązku. Co bowiem jest fundamentem małżeństwa i fundamentem pożycia seksualnego? Miłość. Życzy ktoś sobie jakiegoś cytatu biblijnego na ten temat? Proszę bardzo: “Mężowie miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi” (Kol 3,19), “Mężowie, miłujcie żony, jak Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie” (Ef 5,25).

Pojęcia obowiązku małżeńskiego nie wolno odrywać od miłości. “Dysponowanie” ciałem współmałżonka musi być przepojone miłością, pełne prawdziwej troski o niego.

Bardzo wiele z tego wynika. Przede wszystkim to, że prawdziwa miłość znosi pojęcie praw i obowiązków. W miłości nikt nie odwołuje się do takich kategorii, tylko po prostu obdarowuje sobą współmałżonka i przyjmuje dar z jego strony. Czyż można mówić o prawach i obowiązkach tam, gdzie chodzi o dar?

Obowiązek małżeński możemy tu przyrównać do obowiązków rodzicielskich. Rodzice mają obowiązek troszczyć się o swoje dzieci, jednak należy głęboko współczuć dzieciom, którymi rodzice zajmują się tylko z tego powodu. Podobnie jest z obowiązkiem małżeńskim – oczywiście istnieje, ale chodzi o to, by małżonkowie tak się troszczyli o swoją wspólnotę małżeńską, żeby nie trzeba się było do niego odwoływać.

I tak by było najprościej i najlepiej. Tam gdzie właściwie rozwija się miłość, mówienie o obowiązkach jest niepotrzebne. Jednak miłość małżeńska bywa chora, przechodzi większe i mniejsze kryzysy. Grzech pierworodny dotknął tej sfery bardzo mocno. Dlatego niekiedy jest konieczne odwołanie się do praw i obowiązków. Refleksja nad nimi pomaga zrobić rachunek sumienia, służy odnowieniu miłości, przezwyciężaniu kryzysów i pokus.

Rozważmy więc, jak pojęcie obowiązku małżeńskiego odczytywane w świetle miłości każe udzielać odpowiedzi na pytanie o to kiedy mąż i żona mają się jednoczyć w akcie małżeńskim.

W miłości na pierwszym planie jest dobro kochanego człowieka. Miłość “nie szuka swego” (1 Kor 13,5), zarówno na płaszczyźnie duchowej jak i cielesnej. Zawsze szuka dobra kochanej osoby.

Skoro więc z reguły jest tak, iż to mąż pragnie zjednoczenia seksualnego znacznie częściej niż żona, to kochająca żona będzie starała się z radością odpowiadać na jego zaproszenie, kiedy to tylko możliwe. Kiedy to tylko możliwe – a więc nie tylko wówczas, gdy w niej samej obudzi się pragnienie współżycia. Gdyby żona czekała na taką chwilę, na pewno by nie wyszła naprzeciw pragnieniom męża.

Kochająca żona będzie się więc zgadzać na seksualne spotkanie z mężem, choćby sama nie odczuwała w tym momencie żadnych pragnień czy uniesień. Przeżyty przez nią wówczas akt małżeński, mimo braku emocjonalnego odczuwania miłości, będzie aktem miłosnym w najgłębszym tego słowa znaczeniu, będzie bowiem prawdziwym darem z siebie. Prawdziwa miłość, aby uszczęśliwić kochaną osobę gotowa jest zdobyć się na wiele poświęceń.

Ważne jest przy tym, by żona na zaproszenie męża odpowiadała chętnie i radością. Odpowiedzi w rodzaju: “W porządku, wiem że to mój obowiązek. Możesz zaczynać” są zniechęcające, deprymujące i nie mają wiele wspólnego z miłością. Zgoda naprawdę wynikająca z miłości jest zawsze zgodą chętną, pełną radości, że czyni się dobro ukochanemu człowiekowi. Oddanie się z radością jest jedną z najważniejszych rzeczy, którą żona może zrobić, by mąż czuł się kochany.

Kiedy zaś żona będzie musiała odmówić, uczyni to z ogromną delikatnością i taktem. Mówiliśmy już o tym, że mężczyźni są w tej dziedzinie przewrażliwieni. Ich poczucie własnej wartości jest głęboko zakorzenione w sferze seksualnej. Odmowę współżycia bardzo łatwo mogą więc potraktować jako odrzucenie w ogóle.

Dlatego, jeśli żona nie może zgodzić się na zbliżenie, powinna szczególnie okazać mężowi swą miłość. Może to być przytulenie, jakiś inny gest, zapowiedź że na pewno będą mogli współżyć następnego dnia. Kobieta ma wiele sposobów, by osłodzić mężowi swą odmowę. Warto też pamiętać, że jeśli żona często mówi i okazuje mężowi, że lubi ich zbliżenia, jednorazowa odmowa nie będzie powodem problemów.

Trzeba też pamiętać, że nieuzasadniona odmowa może narażać męża na pokusy seksualne. Każdy z małżonków, szczególnie zaś mężczyzna, powinien umieć kierować sobą w dziedzinie płciowości. Nic nie usprawiedliwia popełniania grzechów w tej sferze (jak i zresztą w każdej innej). Pamiętając o tym, nie można jednak nie zauważać, że pokusy jakich doświadczają niektórzy mężowie są bardzo silne. Każdy człowiek ma swoją pokusę, swój grzech z którym musi się zmagać. Dla niektórych są to właśnie pokusy w sferze seksualnej. Chodzi więc o to, by żona przez swe postępowanie nie narażała męża na pokusy, a przeciwnie – pomagała mu właściwie kierować poruszeniami w dziedzinie seksualności. Jeśli współżycie jest potrzebne dla wyciszenia budzących się poruszeń, może bardzo wyraźnie stawać się obowiązkiem.

Podobnie jest, gdy akt seksualny jest potrzebny dla podtrzymania miłości między małżonkami. Również wtedy staje się obowiązkiem. Bardzo złożone bywają trudne sytuacje życia małżeńskiego. Niekiedy współżycie może odegrać taką właśnie rolę.

Wydaje się, że dosyć dużo powiedzieliśmy już o tym, w jaki sposób żona ma możliwość okazania miłości swemu mężowi. Wypada więc teraz zastanowić się, w jaki sposób mąż może dać wyraz temu, że kocha swoją żonę.

Przede wszystkim – nigdy nie wymuszając współżycia. To powinna być oczywista sprawa – przecież wszelki przymus, zwłaszcza w sferze tak delikatnej, jest dokładnym zaprzeczeniem miłości. Niestety, w bardzo wielu rodzinach, i to tzw. porządnych rodzinach, mamy tu do czynienia z poważnymi zaburzeniami. Powiedzmy więc wyraźnie: wymuszony akt małżeński czynem niegodziwym, jest grzechem. Takie współżycie niszczy miłość, burzy więź między mężem i żoną, może doprowadzić do rozpadu małżeństwa.

“Współżycie płciowe narzucone współmałżonkowi, bez liczenia się z jego stanem oraz z uzasadnionymi jego życzeniami, nie jest prawdziwym aktem miłości i sprzeciwia się temu, czego słusznie domaga się ład moralny między małżonkami” – naucza papież Paweł VI (Humanae vitae, n. 13). W pewnych sytuacjach narzucenie współżycia będzie ciężkim naruszeniem miłości bliźniego – ciężkim grzechem (na przykład wtedy, gdy lekkomyślnie naraża żonę na ciążę zagrażającą jej ciężką chorobą).

Zwrócimy jeszcze uwagę na to, że przymus może mieć charakter nie tylko fizyczny. Także presja psychiczna stwarza sytuację przymusu, który bywa równie dotkliwy jak przymus fizyczny.

Ale przecież miłość ze strony męża nie może ograniczać się do tego, że nie będzie wymuszał na swej żonie współżycia. To byłoby bardzo mało.

“Mężowie we wspólnym pożyciu z żonami pamiętajcie o tym, że są one słabsze i darzcie je szacunkiem jako współuczestniczące w łasce życia” – mówi św. Piotr (1 P 3,7). Jak to przełożyć na codzienność życia małżeńskiego?

Kochający mąż wiedząc, że żona nie będzie miała ochoty na zbliżenie, w ogóle jej tego nie zaproponuje. Zmęczenie żony, jej złe samopoczucie, przygnębienie z jakiegoś powodu, niesprzyjające warunki zewnętrzne – te i wszystkie inne podobne sytuacje będą dla męża sygnałem, żeby zrezygnować z planów intymnego zbliżenia. Jeśli zaś mąż złoży taką propozycję, uczyni to w taki sposób, by żona nie musiała obawiać się odmowy.

Właśnie. Mówiliśmy o tym, że każdą odmowę współżycia powinna cechować delikatność i takt. Oczywiście, ale przecież propozycja spotkania w akcie małżeńskim również powinna być złożona w sposób pełen miłości. To nie może być tak, że żona boi się odmówić mężowi, że zgadza się tylko dla świętego spokoju – żeby nie znosić niezadowolenia męża czy jego złych humorów.

Tak, tak, wiemy, że żony nierzadko odmawiają mężom współżycia bez powodów. Ale naprawdę to nie usprawiedliwia stwarzania atmosfery, w której żona boi się odmowy.

Podobnie nie ma sensu unoszenie się fałszywą ambicją, obrażanie się, bunt: “nie będę się prosił…” To wszystko godzi w jedność między mężem i żoną, niczego nie rozwiązuje, potęguje trudności.

Mówiliśmy więc o tym, w jaki sposób powinna postępować żona oraz o tym, jak ma zachować się mąż. Czy dałoby się znaleźć tutaj jakąś ogólną zasadę postępowania, wspólną dla męża i żony?

Tak. Tą zasadą jest wychodzenie sobie naprzeciw. Zarówno kochający mąż jak i kochająca żona będą myśleć przede wszystkim o współmałżonku, będą starać się odpowiedzieć na jego oczekiwania. Na pewno nieraz będą musieli przezwyciężać niechęć lub też pragnienie małżeńskiego zbliżenia. Czyniąc to jednak z miłości i z miłością będą chętnie (chętnie! – bo z miłości) rezygnować ze zbliżenia lub też zgadzać się na nie, po to by wyjść naprzeciw swemu współmałżonkowi.

“Moja żona wracała kiedyś z zagranicznej delegacji. – wspomina Paweł – Wiedziałem, że na pewno będzie zmęczona i zupełnie nie myślałem o tym, byśmy w dniu jej powrotu mieli współżyć. Okazało się jednak, że ona myślała zupełnie przeciwnie. Pamiętała, że nasza rozłąka trwała dość długo i wiedziała, że bardzo jestem spragniony naszych intymnych spotkań. I właśnie ona wyszła w tym dniu z inicjatywą zbliżenia”.

Agata i Krzysztof JankowiakowieTekst pochodzi z pisma formacyjnego
Ruchu Światło-Życie “Wieczernik”
Źródło: adonai.pl


Opublikowany w Małżeństwo, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , | Komentarzy: 389 »

Seks po katolicku

Posted by Dzieckonmp w dniu 15/12/2011

"róbta, co chceta", czy "kochaj i rób co chcesz"

Pytanie może naiwne, ale mnie nie daje czasem spokoju. Chodzi mianowicie o współżycie, oczywiście małżeńskie. Czy istnieje kochanie się po katolicku? I czy są jakieś sposoby niekatolickie?

Pozycja  ”po katolicku”? Nie ma czegoś takiego. To jakaś bajka. Kościół nie podpowiada małżonkom pozycji ani technik. Formalnie nie ma też pieszczot zakazanych dla katolików. Kościół zresztą nie wchodzi w takie szczegóły. Prosi jedynie, aby małżonkowie nie dopuszczali się niczego, co jest sprzeczne z miłością i aby nie stosowali antykoncepcji. Przy zachowaniu tych dwóch warunków małżonkowie katoliccy mogą czerpać z pożycia jak najwięcej przyjemności.

To, że kwestia pożycia niepokoi, nie jest niczym rzadkim. Większość z nas dziedziczy przekonania, obawy, a nawet seksualne grzechy rodziny. Teoretycznie znamy naukę Kościoła, ale podświadomość coś nam “wyrzuca”. Doświadczamy lęków na tym tle. Nie jest Pan odosobniony w swoich pytaniach. Pomyślmy wspólnie nad kwestią “katolickości pożycia”.

U ludów pierwotnych współżycie seksualne miało wielką symbolikę. Pozycja mężczyzny i kobiety – kto ulega, kto dominuje – miała znaczenie magiczne. Dla osób wierzących nie powinno to mieć takiego znaczenia. Mąż ma się zatroszczyć o żonę, a żona o męża – by także drugiej osobie było dobrze. Przez kogoś – a dotyczy to zarówno mężczyzn, jak i kobiet – jakaś pozycja może być odbierana jako niepokojąca czy nawet upokarzająca, w innych małżeństwach może być zupełnie inaczej. Małżonkowie powinni szukać, jak najlepiej okazywać sobie czułość, aby nie było to przykre dla żadnej ze stron. W sytuacji poważniejszych napięć czy zaburzeń można poprosić o pomoc seksuologa. Podpowie on rozwiązania umożliwiające pożycie i przedłużające czas zbliżenia.

Nie ma na pewno nic złego, jeśli w różnych momentach współżycia małżonkowie chcą doświadczyć więcej przyjemności. Trzeba jednak iść dalej. Osoby wierzące mają szansę w zbliżeniu seksualnym doświadczyć czegoś więcej niż biologicznej przyjemności. Akt małżeński ma je prowadzić do pogłębienia intymnej więzi międzyosobowej i być jej wyrazem.

Etykę katolicką uważa się potocznie za restrykcyjną. Tymczasem kilka lat temu głośno było o tym, że katolicy są “najlepsi w łóżku”. Badania amerykańskie wykazywały, że katolicy doświadczają więcej satysfakcji z pożycia niż inne grupy wyznaniowe czy osoby niewierzące. Więcej niż wszyscy, którzy są jedynie “łowcami orgazmów”. Okazało się, że dbałość o ducha owocuje potem większym zadowoleniem psychiki i ciała.

ks. Marek Kruszewski

Źródło: adonai.pl

Opublikowany w Małżeństwo | Otagowane: , , , | Komentarzy: 250 »

seks może być frywolny i bezgrzeszny?

Posted by Dzieckonmp w dniu 09/12/2011

Po przeczytaniu wywiadu jakiego udzielił duszpasterz rodzin , postanowiłem dać link do tego wywiadu jak również wstawić słowa Pisma świętego mówiące wprost o małżeństwie. Na samym dole jest krótka treść Marii Valtorty na ten sam temat. Sex bywa tematem tabu więc powoduje nieśmiałość w wypowiadaniu wiec myślę że warto się swoimi zdaniami podzielić w komentarzach pod wpisem . Ponieważ każdy pisze anonimowo liczę na burzliwa dyskusję.

  Przeczytaj wywiad ” Katoliku ciesz się seksem”

Z Pisma świętego

Małżeństwo
1 Co do spraw, o których pisaliście, to dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą. 2 Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża. 3 Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. 4 Żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona. 5 Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do siebie, aby – wskutek niewstrzemięźliwości waszej – nie kusił was szatan. 6 To, co mówię, pochodzi z wyrozumiałości, a nie z nakazu.
7 Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja, lecz każdy otrzymuje własny dar od Boga: jeden taki, a drugi taki. 8 Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja. 9 Lecz jeśli nie potrafiliby zapanować nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie! Lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie, niż płonąć. 10 Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich, nakazuję nie ja, lecz Pan: Żona niech nie odchodzi od swego męża! 11 Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Mąż również niech nie oddala żony. 12 Pozostałym zaś mówię ja, nie Pan: Jeśli któryś z braci ma żonę niewierzącą i ta chce razem z nim mieszkać, niech jej nie oddala! 13 Podobnie jeśli jakaś żona ma niewierzącego męża i ten chce razem z nią mieszkać, niech się z nim nie rozstaje! 14 Uświęca się bowiem mąż niewierzący dzięki swej żonie, podobnie jak świętość osiągnie niewierząca żona przez „brata”. W przeciwnym wypadku dzieci wasze byłyby nieczyste, teraz zaś są święte. 15 Lecz jeśliby strona niewierząca chciała odejść, niech odejdzie! Nie jest skrępowany ani „brat”, ani „siostra” w tym wypadku. Albowiem do życia w pokoju powołał nas Bóg. 16 A skądże zresztą możesz wiedzieć, żono, że zbawisz twego męża? Albo czy jesteś pewien, mężu, że zbawisz twoją żonę?

Z pism Valtorty

Zwróćcie się do Pana, waszego Boga. On stworzył małżeństwo, aby mąż i żona nie byli sami i aby się kochali, tworząc na zawsze jedno nierozdzielne ciało, bo zostało połączone. On wam dał Sakrament, aby na wasz związek zstąpiło Jego błogosławieństwo i abyście dzięki Mnie posiadali to, co jest dla was konieczne w nowym życiu współmałżonków i współstworzycieli. Żeby móc się zwracać do Niego z twarzą i duszą bez lęku, bądźcie uczciwe, dobre, pełne szacunku, wierne. [Bądźcie] prawdziwymi towarzyszkami małżonka, a nie tylko zwykłymi gospodyniami jego domu lub jeszcze gorzej: obcymi, których przypadek połączył pod tym samym dachem, jak przypadek łączy wędrowców w jednej gospodzie.

Teraz zbyt często się to zdarza. Mąż nie wypełnia swych obowiązków? Źle postępuje. To jednak nie usprawiedliwia sposobu postępowania zbyt wielu małżonek. Jeszcze mniej usprawiedliwione jesteście wtedy, gdy dobremu towarzyszowi nie potraficie oddać dobra za dobro i miłości za miłość.

Nie chcę się nawet zatrzymywać przy przypadkach waszych zbyt częstych niewierności cielesnych. Nie różnią was one od nierządnic. Obciąża was zaś [dodatkowo jeszcze] ta okoliczność, że popełniacie występek obłudnie i kalacie rodzinny ołtarz, wokół którego znajdują się anielskie dusze waszych niewinnych dzieci. Mówię o waszej duchowej niewierności przymierzu miłości, zawartemu pod przysięgą przed Moim ołtarzem.

Otóż Ja powiedziałem: „Kto patrzy na kobietę pragnąc jej, popełnia w swym sercu cudzołóstwo”. Powiedziałem: „Kto oddala małżonkę z pismem rozwodowym, naraża ją na cudzołóstwo” [por. Mt 5,32]. Ale teraz, kiedy zbyt wiele kobiet jest obcych dla mężów, mówię: „Te, które nie kochają swego towarzysza swoją duszą, duchem i ciałem, popychają go do cudzołóstwa. I jeśli zapytam go o przyczynę jego grzechu, uczynię to także wobec tej, która go nie popełniła, lecz była jego przyczyną.” Prawo Boga trzeba umieć rozumieć w całej rozciągłości i w całej głębi. Trzeba umieć żyć nim w pełnej prawdzie.

Źródło:  http://www.objawienia.pl/valtorta/valt/v-04-168.html

Opublikowany w Małżeństwo | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 182 »

O czym marzą kobiety?

Posted by Dzieckonmp w dniu 21/07/2011

Na wstępie chciałbym wytłumaczyć to, jakim prawem zabieram głos w sprawie kobiecości. Po pierwsze, od 30 lat żyję z jedyną i najlepszą zarazem żoną, mam dwie córki, lecz nade wszystko od 25 lat wysłuchuję w poradni dla małżeństw licznych relacji zbolałych kobiet, głównie żon. Nasłuchałem się wiele i myślę, że mogę zabierać głos zarówno w sprawie bolączek kobiet, ich niespełnionych oczekiwań, jak i w sprawie niedomagań – najdelikatniej mówiąc – mężczyzn w relacjach z żonami…

Bez wątpienia nie da się poważnie mówić o macierzyństwie, nie odnosząc się do ojcostwa, ani też o ojcostwie bez odniesień do macierzyństwa. Więcej, nie da się ani opisać, ani tym bardziej nasycić i uszczęśliwić kobiecości bez męskości ani męskości bez kobiecości. Mówiąc wprost, przedłużenie istnienia kobiet w przyszłe pokolenia zależy w oczywisty sposób od istnienia mężczyzn. Tak więc jesteśmy od siebie w pewnym sensie uzależnieni. Adam w raju (z całym szacunkiem dla uczonych tłumaczących Pismo Święte) przed stworzeniem Ewy nie był mężczyzną. Był “tylko” człowiekiem. Mężczyzną stał się dopiero po stworzeniu Ewy i wobec niej.
Po co piszę takie oczywistości? Ano, dlatego że od lat nasila się nonsensowna rywalizacja, a nawet agresja pewnych grup kobiet wobec świata mężczyzn i niektórych kręgów mężczyzn wobec kobiet. Tak naprawdę jest to podcinanie własnych korzeni, niszczenie samych siebie. Im kobieta bardziej wygra z mężczyzną, tym w gruncie rzeczy jest bardziej przegrana. Traci bowiem swego naturalnego obrońcę i opiekuna.

Opiekun i obrońca
Mówiąc najogólniej, kobieta potrzebuje mężczyzny jako osobistego obrońcy, opiekuna i powiernika swych spraw oraz mężczyzny jako ojca ich wspólnych dzieci. Prawdziwe wypełnienie obu funkcji wymaga trwałego związku kobiety i mężczyzny na całe życie. Ten związek musi dawać kobiecie i dzieciom poczucie bezpieczeństwa i komfortu psychicznego. Podstawą są tu między innymi: wierność i wyłączność (nie tylko seksualna), stabilność związku, uczciwość w relacjach oraz prawda i płynące z nich wzajemne zaufanie, ofiarność i nade wszystko miłość gotowa ponosić ciężary i poświęcać się dla dobra kochanych osób, dobra rodziny.
Sięgając jednak najgłębszych tęsknot, kobieta potrzebuje mężczyzny jako “swej drugiej połowy”. Potrzebuje budowy najgłębszej i najintymniejszej relacji, którą Jan Paweł II nazywał komunią osób. Mówił, że Pan Bóg stworzył mężczyznę i niewiastę na “dwa sposoby bycia ciałem”. Zostali stworzeni do tego, by w małżeństwie dążyć do komunii osób na wzór niepojętej komunii Osób Boskich w Trójcy Przenajświętszej.

Niespełnione oczekiwania
Pierwsze, nad czym warto się zatrzymać, to oczekiwania kobiety względem mężczyzny, a w szczególności względem męża i małżeństwa. Jest to istotne, dlatego że oczekiwania są motorem aktywności ludzkiej. Spełnione oczekiwania rodzą zadowolenie, a niespełnione – gorzki zawód i frustracje. Świat, w którym żyjemy, próbuje grać na ludzkich oczekiwaniach. Rozbudził w ludziach mnóstwo oczekiwań niekoniecznych do szczęścia, a nawet fałszywych, czyli takich, których spełnienie prowadzi na manowce. W efekcie tej sprytnej propagandy wielu ma oczekiwania po prostu nierealne. Szczególnie dużo fałszywych i nierealnych oczekiwań podpowiada świat w sferze płciowości. Jest to zrozumiałe, ponieważ na nieładzie w tej sferze robi się w skali świata gigantyczne pieniądze. Elementarny ład w tej dziedzinie “psułby interes” wielu bogatym przemysłom. Gdyby weszła w powszechną praktykę idea, że oto jeden mężczyzna łączy się na całe życie z jedną kobietą, gdyby byli sobie wierni i – “co gorsza” – kochaliby dzieci, to jednego dnia upadłoby wiele znakomicie funkcjonujących przemysłów. Niepotrzebna byłaby pornografia, środki antykoncepcyjne (czytaj: i poronne), kliniki aborcyjne, ale również agencje towarzyskie itd., itp. Nieład w dziedzinie płciowości jest celowo napędzany i jednocześnie stanowi śmiertelne zagrożenie dla szczęścia małżeńskiego.
Oczekiwania i nadzieje, o których wspominają kobiety, dotyczą głównie sfery uczuciowej. Częstym pragnieniem dotyczącym męża jest: “byśmy zawsze byli razem, wszystko robili razem”. Kłopot w tym, że przeciętny
- dodajmy: normalny – mężczyzna nie marzy wcale o tym, by sprzątać z żoną mieszkanie, zmywać naczynia i robić zakupy. Czasem on to może zrobić, lecz nie żądajcie, panie, by podstawową tęsknotą mężczyzny były wspólnie robione porządki.

On się nie domyśli…
Bardzo częstym pragnieniem kobiet jest, by były “rozumiane” przez mężów. Niestety, przerost tego oczekiwania jest dość powszechny i kobiety wprost żądają, by mężowie domyślali się, o co im chodzi. Domyślność nie jest domeną mężczyzn. Mamy wrodzony niższy poziom empatii niż kobiety. Co gorsza, wielu mężów słyszy: “Jakbyś kochał, to byś się domyślił”. Tu muszę stanąć w obronie mężczyzn. Drogie panie, nie żądajcie od nas rzeczy niemożliwych. Nie potrafimy po kobiecemu się domyślać, ale nie ma w tym żadnej naszej winy. Jesteśmy za to “wyuczalni” i jeżeli nam się cierpliwie tłumaczy, potrafimy zachowywać się tak, że wygląda to prawie tak, jakbyśmy się domyślali.

Panowie, inwestujmy w uczucia
Kolejnym wielkim pragnieniem kobiet jest, by mężowie cierpliwie i z uwagą słuchali wszystkiego, co one mają im do powiedzenia. A one tak naprawdę chcą opowiedzieć wszystko, co wywołuje w nich silne uczucia, emocje. Niestety, to – zwykle, a przynajmniej często – jest mało interesujące dla mężczyzn. Ot, przykładowo: przy malutkim, dopiero co narodzonym dziecku, zwłaszcza pierwszym, każde kichnięcie, czkawka, ulanie czy kupka wywołują wielkie emocje w młodej mamie. Gdy jednak spróbuje o tym wszystkim opowiedzieć mężowi, który właśnie po wielu godzinach wrócił zmęczony z pracy, może spotkać się z jego chłodnym przyjęciem, niechęcią, niezrozumieniem, brakiem zainteresowania własnym dzieckiem… Drogie panie, mimo takiej reakcji męża interesuje wasze dziecko, ale inaczej niż was, skupionych na wszystkich najdrobniejszych szczegółach (i dobrze, ktoś taki jest dziecku ogromnie potrzebny). Jego nie interesuje “relacja z trasy”, a “wynik końcowy” – dziecko żyje… Tu jednak apeluję do mężów, by wysłuchiwali swych żon z całą uwagą. Dlatego że sprawy żony powinny być dla was ważne. Dzielenie się własnymi emocjami jest potrzebą żony. Od stopnia spełnienia tej potrzeby zależą niejednokrotnie losy małżeństwa. Po prostu żona, której mąż z uwagą i życzliwością wysłuchuje, czuje się rozumiana, kochana i ważna dla niego. Gdy jednak tego jej zabraknie, zaczyna się zwierzać mamusi, koleżankom w pracy… Gdy trafi na mężczyznę, który ją z uwagą wysłucha, może się związać z nim uczuciowo. Uzna, że ten nowy jest lepszy od męża, bo on ją rozumie, jemu na niej zależy, ona… go kocha. Ileż małżeństw rozpadło się według takiego scenariusza!

Doceniajmy nasze żony i matki
Wreszcie kobieta pragnie (i słusznie), by wszystko, co robi dla domu, było zauważone i docenione przez męża oraz by mąż jej w domu pomagał. Oczekiwanie – jak najbardziej słuszne i sprawiedliwe – jest jednak często niespełniane. Trochę broniąc mężów, pragnę zwrócić uwagę na to, że mężczyźni naprawdę niewiele zauważają. Jeżeli żona, będąc w domu, zdążyła zrobić 99 ze 100 rzeczy do zrobienia, to przeciętny mąż – wcale nie złośliwy – zauważa… że tej jednej nie zrobiła.
Można uznać, że to niesprawiedliwe, ale też można podjąć “edukację” męża, której ważnym elementem są ćwiczenia praktyczne. Mąż, który spędził sam, bez żony, kilka dni w domu z małymi dziećmi, będzie lepiej zauważał codzienne zmagania żony. A już na pewno nie powie, że w domu nie ma nic do roboty i że żona w domu sobie całymi dniami wypoczywa.
Wiele kobiet relacjonuje w poradni: “Proszę pana, on nawet najprostszych rzeczy w domu nie potrafi zrobić”. To, co jest proste i łatwe dla kobiety, wcale nie musi być takie dla mężczyzny. Jemu łatwiej jest przywieźć 50 kg towaru z supermarketu niż jedną bułeczkę ze sklepu koło domu. To “łatwiej” znaczy “chętniej”. Mężczyzna lubi prace konkretne, których efekt jest wyraźnie widoczny, a już najlepiej takie, których kobieta nie da rady zrobić. Jestem przekonany, że mężczyźni znacznie więcej pomagaliby w domu, gdyby kobiety wykazały więcej roztropności w wyborze przydzielanych im prac.

Szacunek niejedno ma imię
Na koniec wyliczenia kobiecych oczekiwań sprawa trudna i bolesna. Kobiety pragną być szanowane i mają do tego bezwzględne prawo. Brak szacunku w codziennych odniesieniach jest ogromnie bolesny dla kobiet, wręcz gasi ich miłość, gotowość do poświęceń, radość życia.
Niestety, brak szacunku w codzienności przenosi się na sferę intymną. Kobiety ogromnie cierpią, czując się traktowane przedmiotowo, jako “obiekt” dostarczający mężowi jedynie doznań seksualnych. Ileż kobiet uskarża się na to w poradni… Zniszczona więź intymna rzutuje bardzo negatywnie na relację małżonków. Nigdy nie jest za późno, by zacząć ją odbudowywać, a przy odbudowie bodaj najważniejsze jest liczenie się ze wszystkim, co w tej kwestii zgłasza żona. To ona jest obciążona naturalnymi skutkami współżycia (ciąża, poród, karmienie) i zarazem ona jest wyposażona w bardzo subtelny system ostrzegający, by nie podejmować współżycia w warunkach dla niej niekomfortowych. Można w skrócie powiedzieć, że warunki dobre dla kobiety są takie, które by z czystym sumieniem mogła polecić swej dorosłej córce. Podkreślam raz jeszcze, że rany zadane kobiecie w tej subtelnej dziedzinie są bardzo bolesne i “słabo się gojące”. Optymistyczne jednak jest to, że nawet takie rany dają się leczyć i możliwe jest całkowite uzdrowienie. Do tego potrzebny jest trud obu stron i… łaska sakramentalna.

Jacek Pulikowski

Opublikowany w Małżeństwo | Otagowane: , , , | Komentarzy: 23 »

Porady Ojca Pio dla narzeczonych i małżonków

Posted by Dzieckonmp w dniu 14/07/2011

We współczesnym, mocno zliberalizowanym i zlaicyzowanym świecie życie małżeńskie coraz bardziej traci swój sakralny charakter. Przestaje być pojmowane i przeżywane jako współpraca człowieka z Bogiem, a bywa postrzegane wyłącznie w kategoriach przyjemności. Dla Ojca Pio małżeństwo było szczególnym darem Boga, co więcej, było sakramentem uświęcającym małżonków.

Narzeczeństwo oparte na Bogu
Z całych Włoch przyjeżdżało do Ojca Pio wielu młodych ludzi, którzy zamierzali się zaręczyć lub w niedługim czasie pobrać. Przedstawiali mu swoje wątpliwości i zapytania, szukając u niego wparcia i dobrej rady. Zadaniem Zakonnika z San Giovanni Rotondo stało się zatem udzielanie im pomocy duchowej. Polegała ona na uwrażliwianiu narzeczonych na trzy wymiary ich życia: wzajemną miłość, wierność chrześcijańskiemu powołaniu oraz dobre przygotowanie się do życia w rodzinie.

Znana jest historia Carla Z., który w młodości zakochał się w bardzo pięknej, lecz mało pobożnej dziewczynie. Przyszedł wówczas do Ojca Pio i podczas spowiedzi wyznał: – Ojcze, mam dziewczynę…, ale nie chodzi zbyt często do kościoła.
W odpowiedzi usłyszał: – Zostaw ją!
– Ojcze, ja ją kocham – bronił się chłopak.
– Zostaw ją dla twojego dobra!
– Ale Ojcze, czy Ojciec wie, co to znaczy kogoś kochać? – pytał dalej Carlo.
– Synu, za miłość płaci się miłością. Nie jest złem kochanie kogoś, co więcej, Jezus nas tego uczy. Znajdź sobie jakąś świętą, są jeszcze takie – brzmiało ostateczne uzasadnienie.
– Jeśli Ty mi ją przyślesz, Ojcze – wymamrotał rozczarowany młodzian.

Kiedy wrócił do domu, postanowił posłuchać rady Spowiednika. Po pewnym czasie poznał wierzącą i praktykującą dziewczynę o imieniu Licia, w której zakochał się bez reszty, a sam Ojciec Pio pobłogosławił ich małżeństwo.

Ta krótka historia uczy dwóch rzeczy. Po pierwsze, prawdziwa miłość ma swe źródło w Bogu, dlatego kto nie kocha Boga, nie będzie umiał kochać także człowieka. Po drugie, w miłości pierwszeństwo winna mieć świętość życia nad urodą.

Podobne doświadczenie spotkało pewną młodą kobietę, Marię Marchese, która przygotowywała się do zamążpójścia. Postanowiła wcześniej udać się do San Giovanni Rotondo, by poprosić Ojca Pio o radę. Gdy tylko przybyła na miejsce, natychmiast odszukała jego konfesjonał i przystąpiła do spowiedzi.

– Ojcze, mam wyjść za mąż?

Na pytanie Spowiednik odpowiedział pytaniem: – A czy on jest wierzący? Następnie popatrzył na nią ze zrozumieniem i dodał: – Powiedz mu, żeby pojechał i ożenił się z jakąś Rosjanką, a nie z tobą.

Ojciec Pio nie mógł zareagować inaczej. Dla niego małżeństwo było sakramentem, do którego nie można było się przygotowywać bez wiary w Boga, co przecież nie mogło dać pewności, że się w nim wytrwa.

By lepiej zrozumieć tę historię, warto przypomnieć jeszcze jedno wydarzenie. Tym razem do San Giovanni Rotondo przybyła młoda dziewczyna w asyście matki. Pochodziła z Trento i była zaręczona z człowiekiem, który należał do partii laickiej i deklarował się jako niewierzący. Ona również chciała wiedzieć, czy jako praktykująca katoliczka może wyjść za niego za mąż. Ojciec Pio poprosił ojca Marcellino, który był pośrednikiem kobiet, aby je zapytał: – Na czym zatem chcą oprzeć małżeństwo, jeżeli usuną Boga? Odpowiedź była jasna: należało zerwać zaręczyny.

Taka była właśnie logika Ojca Pio: bez Boga nie można budować szczęśliwego małżeństwa, którego On ma być fundamentem. Trudno bowiem tworzyć rodzinę chrześcijańską, w której jedna ze stron neguje istnienie Boga albo otwarcie Mu się sprzeciwia.

Małżeństwo przeżywane z godnością
Ojciec Pio wspierał duchowo nie tylko narzeczonych, tak także pomagał przychodzącym do niego małżonkom. Jego duszpasterstwo opierało się na obronie trzech istotnych elementów ich życia: jedności, płodności i świętości. Zabiegając o godność małżeństwa, piętnował grzechy, które ją niszczyły, szczególnie antykoncepcję, aborcję, cudzołóstwo i zdrady małżeńskie.

 Pewien profesor, który spędził swe życie u boku Stygmatyka, przywołuje jedną z dyskusji, jaką miał okazję prowadzić z nim przed wieloma laty. Dotyczyła ona odpowiedzialności małżonków za udział w Bożym planie stworzenia.
– Grzechy przeciwko małżeństwu są tymi, które Bóg najtrudniej wybacza – mówił wtedy Ojciec Pio. – Wiesz dlaczego? Ponieważ Pan mógłby ciągle stwarzać mężczyzn i kobiety, tak jak Adama i Ewę. Wyrzekł się tego przywileju, dając mężczyźnie i kobiecie nakaz płodności i rozmnażania się. Ale tak jak postąpił Lucyfer, podobnie uczynili mężczyzna i kobieta, krzycząc swoje „non serviam”, nie chcemy Ci służyć, uniemożliwiając w ten sposób plan stworzenia dusz.
 Wypowiedź o płodnej miłości małżonków zadziwia dojrzałością i głębią argumentacji. Ojciec Pio trafnie zauważa, że to właśnie Bóg, który stwarza i przekazuje życie, podzielił się tym darem z małżonkami, oczekując jedynie ich zgody. Co więcej, przez zrodzenie potomstwa ujawnia się stwórcza moc Boga, dzięki czemu mężczyzna i kobieta stają się czynnymi uczestnikami w dziele stworzenia. Właśnie dlatego Zakonnik będzie się sprzeciwiał wszelkim formom antykoncepcji, gdyż są one mówieniem Bogu: Nie! Nie chcę Ci służyć!
 Wspomniany już profesor chciał również poznać opinię Ojca Pio na temat regulacji narodzin poprzez tzw. metodę naturalną. Usłyszał wtedy takie słowa: – Okresowa wstrzemięźliwość jest do zaakceptowania jako środek regulacji narodzin, o ile poza zgodą pomiędzy mężem i żoną istnieje poważna racja, konkretny powód jej stosowania. Jeśli prawdą jest, że „non sunt facienda mala ut veniant bona” (nie można posługiwać się złem dla osiągnięcia dobra), nie można również używać tej metody wyłącznie z racji wygody i egoizmu.
 Dla Ojca Pio realizacją powołania małżonków było dążenie do stworzenia rodziny, to znaczy do odpowiedzialnego zrodzenia i wychowania potomstwa. Powstrzymywanie się od prokreacji w dni płodne było według niego do przyjęcia, ale pod pewnymi słusznymi warunkami. W tych jego wypowiedziach można odnaleźć niektóre myśli zaczerpnięte z nauczania papieskiego o rodzinie, szczególnie papieża Piusa XII. Nic dziwnego, Stygmatyk był z nim szczególnie związany. Podobne treści aplikował swoim penitentom, cytując encykliki Piusa XII w konfesjonale.
 Ociec Pio bronił również z wielka mocą prawdy o nierozerwalności i świętości małżeństwa, sprzeciwiając się prawu do rozwodów. Rozpad małżeństwa i rodziny był dla niego wielką niesprawiedliwością, wyrządzającą krzywdę nie tylko dorosłym, ale przede wszystkim dzieciom. Dlatego mawiał, że „rozwód jest paszportem do piekła”. Już jako piętnastolatek napisał w szklonym wypracowaniu: „Ach, gdybym był królem! Ile pięknych rzeczy chciałbym dokonać.. Przede wszystkim zwalczałbym rozwody, tak upragnione przez wielu złych ludzi, i sprawiłbym, że sakrament małżeństwa byłby szanowany”. To młodzieńcze pragnienie będzie realizował jako roztropny i wymagający kapłan, kształtując sumienia narzeczonych i małżonków.
 Ceremonia ślubu ze Stygmatykiem

Nieznana jest dokładna liczba pobłogosławionych przez Ojca Pio par małżeńskich. Wiadomo natomiast, że z wielką radością celebrował śluby, szczególnie swoich duchowych dzieci.

 Podczas jednego z nich wydarzyła się zabawna sytuacja. Gdy nadszedł czas złożenia przysięgi małżeńskiej, pan młody z przejęcia nie mógł wymówić decydującego słowa: „chcę”. Wtedy Ojciec Pio odczekał znaczną chwilę, a następnie łagodnym uśmiechem próbował rozładować napięcie, by w ten sposób mu pomóc. A gdy i to nie przyniosło żadnego rezultatu, krzyknął: – Słuchaj, powiesz w końcu „chcę”, czy też sam muszę się z nią ożenić?
 Na ślubie innej młodej pary, która należała do grona jego duchowych dzieci, skierował do nowożeńców słowa błogosławieństwa wyrażające jego kapłańską troskę o tworzącą się nową rodzinę: – Niech Pan was błogosławi i uczyni lżejszym brzemię rodziny. Bądźcie zawsze dobrzy. Pamiętajcie, że małżeństwo niesie ze sobą ciężkie obowiązki, które tylko łaska Boża może uczynić łatwymi. Bądźcie zawsze godni tej łaski, a Pan niech was zachowa do czwartego pokolenia.
 Ojciec Pio, widząc wiele rodzinnych tragedii, dobrze wiedział, że dla niejednej pary wierność przysiędze małżeńskiej i sprostanie obowiązkom rodzicielskim było niełatwym zadaniem. Właśnie dlatego, błogosławiąc związek małżeński swoich duchowych dzieci, zachęcał je do szukania pomocy w Bogu, który dzięki swej łasce może czynić wszystko, nawet rzeczy po ludzku niemożliwe.
 W okresie, w którym rodziny we Włoszech przeżywały największy kryzys (ujemny przyrost naturalny, rozwody, wolna miłość, współżycie przed ślubem, małżeństwa cywilne), życie Ojca Pio upływało na zaangażowaniu się w odnawianie małżeństwa i przywracanie mu godności.
 Błażej Strzechmiński OFMCap

„Głos Ojca Pio” (nr 49/2008)

Opublikowany w Małżeństwo | Otagowane: , , , , , , , | Komentarzy: 87 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 175 other followers