Dziecko Królowej Pokoju

Tylko Pokój

Archiwum kategorii ‘Prośba o modlitwę’

Módlmy się u stóp krzyża na rzecz pokoju …

Posted by Dzieckonmp w dniu 19/05/2012

A stały pod krzyżem Jezusa matka jego i siostra matki jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Jana 19:. 25

 

Drogie dzieci! Bez modlitwy nie ma pokoju. Dlatego mówię wam, drogie dzieci, módlcie się przed krzyżem o pokój. Dziękuję, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.

Orędzie z Medziugorje, 06. wrzesień 1984

Opublikowany w Apel, Kościół, Prośba o modlitwę | Otagowane: , , | Komentarzy: 10 »

Akt oddania się Panu Jezusowi według ks. Dolindo Ruotolo

Posted by Dzieckonmp w dniu 18/05/2012

Akt oddania się Panu Jezusowi według ks. Dolindo Ruotolo

Ksiądz Dolindo Ruotolo, świątobliwy kapłan urodzony w Neapolu, cieszył się wielkim szacunkiem ojca Pio, który zwykł mawiać do przybywających do San Giovanni Rotondo Neapolitańczyków: „Macie księdza Dolindo, po co do mnie przychodzicie?”. Pozostawił on akt oddania Jezusowi, a właściwie zapis słów przez Niego wypowiedzianych – podobnie jak zapisywała je s. Faustyna. Cały tekst tchnie nawoływaniem do dziecięcej ufności:

Jezu, Ty się tym zajmij!

Dlaczego zamartwiacie się i niepokoicie? Zostawcie mnie troskę o wasze sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę mówię wam, że każdy akt prawdziwego, głębokiego i całkowitego zawierzenia Mnie wywołuje pożądany przez was efekt i rozwiązuje trudne sytuacje. Zawierzenie Mnie nie oznacza zadręczania się, wzburzenia, rozpaczania, a później kierowania do Mnie modlitwy pełnej niepokoju, bym nadążał za wami; zawierzenie to jest zamiana niepokoju na modlitwę. Zawierzenie oznacza spokojne zamknięcie oczu duszy, odwrócenie myśli od udręki i oddanie się Mnie tak, bym jedynie Ja działał, mówiąc Mi: Ty się tym zajmij.

Sprzeczne z zawierzeniem jest martwienie się, zamęt, wola rozmyślania o konsekwencjach zdarzenia. Podobne jest to do zamieszania spowodowanego przez dzieci domagające się, aby mama myślała o ich potrzebach gdy tymczasem one chcą się tym zająć same, utrudniając swymi pomysłami i kaprysami jej pracę. Zamknijcie oczy i pozwólcie Mi pracować, zamknijcie oczy i myślcie o obecnej chwili, odwracając myśli od przyszłości jak od pokusy.

Oprzyjcie się na Mnie wierząc w moją dobroć, a poprzysięgam wam na moją miłość, że kiedy z takim nastawieniem mówicie: „Ty się tym zajmij”, Ja w pełni to uczynię, pocieszę was, uwolnię i poprowadzę.

A kiedy muszę was wprowadzić w życie różne od tego, jakie wy widzielibyście dla siebie, uczę was, noszę w moich ramionach, sprawiam, że jesteście jak dzieci uśpione w matczynych objęciach. To, co was niepokoi i powoduje ogromne cierpienie to wasze rozumowanie, wasze myślenie po swojemu, wasze myśli i wola, by za wszelką cenę samemu zaradzić temu, co was trapi.

Czegóż nie dokonuję, gdy dusza, tak w potrzebach duchowych jak i materialnych, zwraca się do mnie mówiąc: „Ty się tym zajmij”, zamyka oczy i uspokaja się! Dostajecie niewiele łask, kiedy męczycie się i dręczycie się, aby je otrzymać; otrzymujecie ich bardzo dużo, kiedy modlitwa jest pełnym zawierzeniem Mnie. W cierpieniu prosicie, żebym działał, ale tak jak wy pragniecie… Zwracacie się do Mnie, ale chcecie, bym to ja dostosował się do was. Nie bądźcie jak chorzy, którzy proszą lekarza o kurację, ale sami mu ją podpowiadają. Nie postępujcie tak, lecz módlcie się, jak was nauczyłem w modlitwie „Ojcze nasz”: Święć się Imię Twoje, to znaczy bądź uwielbiony w tej mojej potrzebie; Przyjdź Królestwo Twoje, to znaczy niech wszystko przyczynia się do chwały Królestwa Twego w nas i w świecie; Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi, to znaczy Ty decyduj w tej potrzebie, uczyń to, co Tobie wydaje się lepsze dla naszego życia doczesnego i wiecznego.

Jeżeli naprawdę powiecie Mi: „Bądź wola Twoja”, co jest równoznaczne z powiedzeniem: „Ty się tym zajmij”, Ja wkroczę z całą moją wszechmocą i rozwiąże najtrudniejsze sytuacje. Gdy zobaczysz, że twoja dolegliwość zwiększa się zamiast się zmniejszać, nie martw się, zamknij oczy i z ufnością powiedz Mi: „Bądź wola Twoja, Ty się tym zajmij!”. Mówię ci, że zajmę się tym, że wdam się w tę sprawę jak lekarz, a nawet, jeśli będzie trzeba, uczynię cud. Widzisz, że sprawa ulega pogorszeniu? Nie trać ducha! Zamknij oczy i mów: Ty się tym zajmij!”. Mówię ci, że zajmę się tym i że nie ma skuteczniejszego lekarstwa nad moją interwencją miłości. Zajmę się tym jedynie wtedy, kiedy zamkniesz oczy.

Nie możecie spać, wszystko chcecie oceniać, wszystkiego dociec, o wszystkim myśleć i w ten sposób zawierzacie siłom ludzkim albo – gorzej – ufacie tylko interwencji człowieka. A to właśnie stoi na przeszkodzie moim słowom i memu przybyciu. Och! Jakże pragnę tego waszego zawierzenia, by móc wam wyświadczyć dobrodziejstwa i jakże smucę się widząc was wzburzonymi.

Szatan właśnie do tego zmierza: aby was podburzyć, by ukryć was przed moim działaniem i rzucić na pastwę tylko ludzkich poczynań. Przeto ufajcie tylko Mnie, oprzyjcie się na mnie, zawierzcie Mnie we wszystkim. Czynię cuda proporcjonalnie do waszego zawierzenia Mnie, a nie proporcjonalnie do waszych trosk.

Kiedy znajdujecie się w całkowitym ubóstwie, wylewam na was skarby moich łask. Jeżeli macie swoje zasoby, nawet niewielkie lub staracie się je posiąść, pozostajecie w naturalnym obszarze, a zatem podążacie za naturalnym biegiem rzeczy, któremu często przeszkadza szatan. Żaden człowiek rozumujący tylko według logiki ludzkiej nie czynił cudów. Lecz na sposób Boski działa ten, kto zawierza Bogu.

Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi oczami, w Duszy: Jezu, Ty się tym zajmij!
Postępuj tak we wszystkich twoich potrzebach.
Postępujcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie, nieustanne i ciche cuda.
To wam poprzysięgam na moją miłość.

(Z pism sługi Bożego ks. Dolindo Ruotolo)
http://www.katolicki.net

Opublikowany w Kościół, Prośba o modlitwę | Otagowane: , | Komentarzy: 41 »

List do Kapłanów o bliskim krwawym prześladowaniu Kościoła

Posted by Dzieckonmp w dniu 11/05/2012

Poniżej list księdza Adama Skwarczyńskiego skierowany do kapłanów. Został on napisany 10 maja 2012 roku.

List opublikował blog wobroniewiaryitradycji.wordpress.com

http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2012/05/10/ks-adam-skwarczynski-list-do-kaplanow-o-bliskim-krwawym-przesladowaniu-kosciola/

 

Sprawa wygląda na bardzo poważną, a ksiądz Adam nawołuje do bezpośrednich i mocno zaangażowanych przygotowań na BARDZO trudne czasy.

Wraz z Apelowym błogosławieństwem, o 21.25, ks. Adam Skwarczyński nadesłał niniejszy list:

DO MOICH WSPÓŁBRACI KAPŁANÓW

Niedawno w rozmowie telefonicznej z proboszczem pewnej parafii nie umiałem powstrzymać się od wtrącenia – lekko, mimochodem – zdania: „Moja dusza przygotowuje się do odlotu z tego świata, i to już w najbliższych miesiącach”. Po chwili ciszy słuchawka zapytała: „Czy Ksiądz źle się czuje?” „Ależ skąd, jestem w pełni sił i aktywności!” Słuchawka zamilkła ze zdumienia, ale przy najbliższej okazji przemówiła… z ambony, na wszystkich Mszach, ogłaszając mnie (imiennie) fałszywym prorokiem (i nie tylko).

Po takim doświadczeniu powinienem chyba schować, jak struś, głowę w piasek, żeby z dzioba więcej pary nie wypuścić, ale… nie potrafię! Bez względu na to, jaką reakcję wywoła niniejszy mój list, czuję się w obowiązku go napisać, i to właśnie dzisiaj, w czwartek 10 maja 2012 roku, a więc w dniu kapłańskim. Takie otrzymałem natchnienie i nie mogę mu się przeciwstawić ani sprzeniewierzyć. Najbliższa przyszłość pokaże, na ile ten list był potrzebny…

Przybliżony (powieściowy) opis mojej śmierci stanowi ostatni rozdział książki „Wejdź do radości”, zaś w aneksie do tej książki znajduje się rozdział, który może zainteresować któregoś z Księży: „List ks. Jerzego do ks. Stanisława” (o ucieczce z miast, s. 238). Kto zna te rozdziały, łatwiej mu będzie zrozumieć to co piszę w tej chwili. Nie zdziwi się też, jeśli wspomnę teraz o zdarzeniu, które pominąłem w swojej powieści.

Pisząc ją pod pseudonimem, próbowałem uchodzić za człowieka świeckiego – „pana Ivana Novotnego” – nieuchwytnego w Polsce, co mi się po części powiodło. Wyjaśniwszy i porzuciwszy już swój pseudonim (zob. moje teksty internetowe), w tej chwili mogę ubrać się w sutannę i… uciekać do pobliskiego lasu! W nim – oczywiście „w nocnych widzeniach” – ukrywałem się całymi dniami, a pod osłoną nocy mogłem przychodzić do domu, gdyż trwało straszliwe prześladowanie Kościoła – to właśnie, które pociągnie za sobą moją śmierć. Obecnie przygotowuję się do niej, żyjąc z Panem Jezusem w „ciemnicy” – w swojej kaplicy – i licząc dni, które dzielą mnie od mojej Golgoty.

To nie powieść, nie fantazjowanie, moi Bracia, lecz… rzeczywistość, która zbliża się milowymi krokami do Kościoła na całym świecie. Dopiero teraz, pod koniec życia, rozumiem, po co pokazał mi Bóg te wydarzenia (coś więcej: pozwolił je głęboko przeżywać!) już tak dawno temu: bym mógł przekazać je innym. Zwłaszcza te, w których mogłem tylko w „wizjach” na ziemi uczestniczyć, gdyż ostatnie z nich będę oglądać już „z Drugiego Brzegu”. Chociaż wielu rozmówców próbowałem przekonywać, że „ja tego doczekam, bo widziałem, a dotychczas wszystkie wizje potwierdziły się w szczegółach” – teraz muszę się z tego wycofać: Bóg przyjął moją ofiarę i pragnie, by wkrótce moje Fiat zakończyło mą ziemską wędrówkę. Jeśli to się nie potwierdzi, gotów jestem przyznać się publicznie, że byłem fałszywym prorokiem!

Wracam do prześladowania Kościoła. Pozornie nic w tej chwili na nie nie wskazuje, a ludzkie plany i kalkulacje „na następne pokolenia” zalewają nas ze wszystkich stron i usypiają naszą czujność. Jest jednak to prześladowanie bardzo blisko, zaledwie o kilka chwil od nas, i to tak straszliwe, że w ogóle trudno o nim pisać. Na szczęście niezbyt długie (widziałem, że wiosna je zakończy), lecz ze względu na swoją intensywność i skalę będzie bardzo trudne do przeżycia. Główne jego ostrze będzie skierowane przeciwko księżom i osobom konsekrowanym, choć męczeństwo stanie się udziałem także wielu świeckich, zgodnie z piekielną zasadą: im kto bliżej Boga, tym większy wróg!

Jak do niego dojdzie, pisałem w internetowych listach, ale jeszcze powtórzę (n.b. pisałem jako świadek, gdyż ok. 30 lat temu Bóg pozwolił mi to przeżyć). Jakby „zapalnikiem”, wyzwalającym prześladowanie, będzie niestety ogólnoświatowy ogromny cud Bożego Miłosierdzia: ukazanie się Chrystusa „na obłokach, z wielką mocą i majestatem”, w otoczeniu aniołów, a za chwilę Jego sąd szczegółowy nad każdym mieszkańcem ziemi, nazywany w objawieniach „Ostrzeżeniem”. Dlaczego „niestety”? Gdyż nawet tak wstrząsające objawienie się Boga i ukazanie każdemu jego przeszłości, ale także miejsca, na które sobie swoim życiem zasłużył gdyby umarł, niektórych nie nawróci! Wprost przeciwnie: zaprzedani szatanowi, ulegną oni zbiorowemu opętaniu do n-tej potęgi i z diabelską furią rzucą się na nawróconych i nawracających się, pokornych i rozmodlonych, stających w kilometrowych kolejkach do spowiedzi z całego życia. Boży ludzie nie będą w stanie się bronić, nawet gdyby mieli armaty i czołgi, gdyż poznane Boże tajemnice zwrócą ich bardzo mocno ku światu wewnętrznemu, a odizolują od wielu ziemskich trosk.

To właśnie będzie ten najtrudniejszy rok, w którym – jak stwierdził w Fuldzie Jan Paweł II – „Kościół oczyści się we krwi męczenników”. Czy wtedy od nas, duszpasterzy, nie będzie Chrystus wymagał heroizmu? Czy w obecnym, względnie spokojnym i dostatnim życiu, jesteśmy zdolni na Jego oczekiwania odpowiedzieć? I to już w tej chwili, a nie za ileś lat?

Jeżeli mój list któryś z Braci zechce potraktować poważnie, zachęcam go do następujących przemyśleń:

1. Warto zaopatrzyć się w różne rzeczy, oferowane przez sklepy z naszej branży, z winem mszalnym na pierwszym miejscu. Hostii za dużo na zapas nie nakupimy (chyba że je zamrozimy, chociaż nie zawsze będzie prąd w sieci), ale mając białą mąkę, jakoś sami sobie poradzimy, gdy zawiodą piekarnie. Sataniści zaatakują klasztory, z piekącymi hostie włącznie. W związku z tym mój postulat (choćby miał się rozlec chichot prześmiewców!): spróbujmy zmobilizować znajomych posiadających broń, np. myśliwych, do wzięcia pod opiekę klasztorów. Przecież będą one jak wielkie nieruchome tarcze, wystawione na ataki satanistów.

2. Podobnymi „tarczami” będą sanktuaria, „sól w oku” dla piekła i jego ludzi, więc i o nich warto pomyśleć. W normalnym kościele łatwo ukryć Pana Jezusa, szaty i naczynia liturgiczne, i ratować się ucieczką, jednak nie w sanktuariach.

3. Ksiądz Brzóska ukrywał się przez długi czas u rolnika między dwiema ściankami, a wychodził tylko w nocy. Ci z nas, których Bóg powołuje nie do męczeństwa, lecz do potajemnego duszpasterstwa, mogliby pomyśleć o kilku miejscach schronienia, jak też zaopatrzyć je we wszystko, co jest konieczne do celebracji Mszy świętej.

4. Nasi wierni nie są, na ogół, przygotowani na te chwile, może z wyjątkiem dusz-ofiar (czy żertw ofiarnych, jak ich określa ks. Natanek), a więc tych, którzy złożyli Bogu samych siebie w ofierze za nawrócenie grzeszników. Do tych ludzi kierowałem od lat swoje książki, a ostatnio internetowe apele, i cieszę się, że rozrastają się ich szeregi. Dobrze by było, gdyby pasterze szli na czele owiec, a nie za nimi – i temu poświęcę chwilę uwagi.

A. W ostatnich spokojnych chwilach warto mobilizować wszystkich, gdzie i kiedy to tylko możliwe, do jak najpotężniejszej modlitwy o nawrócenie jak największej liczby grzeszników. Niebo czeka na te modlitwy, ale w pewnym momencie powie: DOŚĆ! Gdyby więc ktoś chciał nawet czuwać w nocy, warto otworzyć mu kościół lub kaplicę. Co jeszcze w tej materii „warto”, wiedzą Księża sami, a jeśli nie wiedzą, niech wsłuchają się w głos swoich podopiecznych oraz w natchnienia, im samym przychodzące. „Pozbierajmy wszystkie okruszyny” modlitw!

B. Oprócz „żaru modlitwy” może Duch Święty wzbudzić w niektórych sercach „żar męczeństwa”, na który powinniśmy zareagować we właściwy sposób, a więc w duchu Listu 1 P 4,12: radować się nim, a nie dziwić, a tym bardziej nie strofować doświadczających go! Niech nasza „słuchawka” będzie dostrojona do takich dźwięków – i w telefonie, i na spotkaniach, i w konfesjonale – żebyśmy nie reagowali na nie na sposób mojego współbrata! Oby nikt z nas nie krzyżował Bożych planów, odsyłając bliźniego do psychiatry z tego powodu, że nagle Duch Boży uniósł go tak wysoko ponad naturę, że Boży zew okazuje się o wiele silniejszy niż naturalne instynkty! Piszę to jako świadek, i wiem co piszę. Gdyby taka chwila trwała dłużej, moje życie na ziemi stałoby się niemożliwe. Dotyczy to zarówno pragnienia natychmiastowej śmierci dla Boga i dla bliźnich, jak i tęsknoty za Niebem, albo takich porywów radości na myśl o bliskiej śmierci, że natura człowieka słania się pod nimi jak kłosy w czasie burzy. I co by było, gdyby taki Boży wybraniec – a może być ich wielu! – usłyszał od nas słowa przykre lub lekceważące?

Może nas ktoś z płaczem pytać: ten „żar” mnie porywa, ale co mam zrobić z naturalnym lękiem o moich bliskich? Oto jedna z odpowiedzi: Bóg ich kocha milion razy bardziej od ciebie, a poza tym jest wszechmocny, więc potrafi zatroszczyć się o ich szczęście, nie martw się! A poza tym oczyszczony świat będzie wkrótce tak piękny, że nie miej o nic obawy – wszyscy będą jak jedna kochająca się rodzina.

Ktoś inny złożył Bogu siebie w ofierze „całopalnej”, ale szatan wzbudza w nim lęk przed śmiercią i zatruwa mu życie. Pyta, czy może się wycofać… Oczywiście że może, i to w każdej chwili – uspokójmy go – bez żadnego grzechu, gdyż Bóg nie może od nas wymagać tego co nas przerasta, a poza tym przyjmuje tylko to, co ze szczerego serca Mu ofiarujemy. Jednak zróbmy krok naprzód i użyjmy np. takich argumentów:

– męczennicy otrzymują specjalną łaskę, coś jak modlitewną ekstazę, która łagodzi ich ból i strach, a nawet je likwiduje (zob. np. żywot św. Perpetui i Felicyty, poranionych przez dziką krowę na arenie cyrkowej);

– Bóg ma 1000 sposobów na to, by zatroszczyć się o ciebie, swoje dziecko, i w takiej chwili krzywdy nie pozwoli ci zrobić – stąd często męczennicy szli na śmierć jak na wesele;

– ogromną łaską jest obecność przy nas w godzinie śmierci Matki Najświętszej; jeżeli Ją prosisz o modlitwę i przyjście w tej godzinie, i to przez całe życie z Różańcem w ręku, jak możesz wątpić w Jej pomoc? (piszę to jako świadek – widziałem rolę Maryi wobec mojej duszy tak w momencie śmierci, jak i w „locie” prosto przed Tron Boży);

– boisz się krótkiego cierpienia przy śmierci, które może cię w jednej chwili uwolnić od wszelkich kar pokutnych, a nie boisz się o wiele sroższego i dłuższego – może wieloletniego – w czyśćcu? Tamto czyśćcowe jest prawdziwym męczeństwem w porównaniu z maleńkim bólem, jaki przychodzi znieść na ziemi! Święta Krystyna, zwana „Cudowną”, poznawszy mękę czyśćca i zapragnąwszy uwalniać od niej dusze, np. rzucała się w ogień, stała tygodniami w lodowej przerębli, doświadczała łamania kości – a wszystko to wydawało jej się niczym w porównaniu z tamtymi mękami!

– „Choćby twoje grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją”, i to natychmiast, w jednej chwili męczeństwa. Jest tak m.in. dlatego, że Bóg-Człowiek ma szczególną litość dla tych, których ludzie skrzywdzili – chce im to wynagrodzić i jakby „głaszcze rany” ich ciała, łagodzi ból, a przy tym nie zwraca uwagi na rany ich duszy, które mogą być ohydne! Tak na pewno postąpił nawet z najbiedniejszymi duszami w prezydenckim samolocie podczas zamachu…

C. Idźmy z wielką miłością do chorych, pogrążonych w różnorakich cierpieniach, i czyńmy z nich dusze-ofiary, zachęcając do ofiarowania cierpień za konających lub za mających wkrótce umrzeć, a żyjących w grzechu ciężkim. Jakiego doznawałem nieraz wstrząsu, gdy od obłożnie chorych słyszałem, że nigdy im żaden ksiądz o tym nie mówił, nawet gdy latami co miesiąc ich odwiedzali!

Świadczy to tylko o tym, że księża sami nie żyją tym duchem: łatwo im składać w Ofierze Jezusa Ojcu w Duchu Świętym, ale z tą Ofiarą nie łaczą własnej – ze swojego życia, ciała i krwi; spożywają swego Pana, ale Jemu nie pozwalają siebie „spożyć”; dają ludowi Tego, który „dobrowolnie wydał się na mękę”, ale sami dla Niego nie chcą niczego wycierpieć; gdy „przypadkiem” dopadnie ich cierpienie, uciekają od niego jak od nawiększego nieszczęścia, więc jak od nich ma Jezus oczekiwać, że choćby najmniejsze podejmą i ofiarują Mu dobrowolnie?

Głosząc pewnego razu rekolekcje dla księży w tym właśnie duchu, uświadamiając im konieczność połączenia w ramach ich powołania obu rodzajów kapłaństwa: tego ze święceń i powszechnego – napotkałem na opór z ich strony, a nawet bunt (kilku wyjechało). „Wystarczy, że nasz sakrament ma swoją skuteczność ex opere operato – powiedzieli – a opus operantis się nie liczy, ty go przeakcentowujesz!” Bardzo się mylili, gdyż właśnie z tego drugiego będziemy przez Boga osądzeni, a nauka Jezusa w tym względzie nie pozostawia najmniejszych wątpliwości. Najmniejsza ofiarka, złożona Bogu sercem, z miłości, ma w Jego oczach o wiele większą wartość, niż dziesięć złożonych pod przymusem, bo uniknąć ich się nie da. A poza tym – co to za miłość bez ofiar…? Dostatecznie dużo napisałem na ten temat w I tomie swojej książki W Szkole Krzyża i do niej odsyłam.

Mój list jest jak zielony owoc, któremu zabrakło czasu na dojrzewanie – powstał dzisiaj w ciągu krótkiego czasu, i niech takim pozostanie. Zakończę go parafrazą słów Pana Jezusa, często przez nas powtarzanych, zwłaszcza w święta i wspomnienia męczenników: „Nikt nie ma większej miłości niż ten, kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” oraz za nieprzyjaciół, którzy – dzięki jego ofierze – staną się na wieki jego przyjaciółmi. Mam na myśli tych, którzy wkrótce staną się moimi zabójcami, a których twarze widziałem na swoim pogrzebie. Włączeni są w moją ofiarę, do której mają się przyczynić, a także w moją modlitwę, którą od lat za nich zanoszę. Wierzę, że spotkamy się w Wiecznej Chwale, jak Szczepan z Szawłem, gdyż… wierzę jednocześnie, że nikt nie ma większej możliwości wyproszenia komuś u Boga łask, niż ofiara swoim prześladowcom.

Duchu Święty – Duchu tej liturgicznej Pięćdziesiątnicy, którą teraz w Kościele przeżywamy, ale i tej Nowej – Pięćdziesiątnicy, która przetworzy, uduchowi i uświęci wkrótce cały świat, czyniąc go wielkim wieczernikiem – błagam Cię, przez pośrednictwo Twej Najświętszej Oblubienicy Maryi: ogarnij umysły i serca moich Współbraci Kapłanów i posłuż się nimi według Twoich planów. Amen.

ks. Adam Skwarczyński

Opublikowany w Alert, Apokalipsa, Kościół, Objawienia, Prośba o modlitwę, Prześladowanie Chrześcijan, Różaniec, Warto wiedzieć, Z Aniołem do Nowego Świata, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | Komentarzy: 173 »

Boże nie opuszczaj nas

Posted by Dzieckonmp w dniu 05/05/2012

Widzimy jak szatan atakuje  ludzi, nasza Ojczyznę , naszych bliskich. Wystarczy przeczytać wczorajsze komentarze aby rozpoznać ducha szatana, jego styl i sposoby. Dlatego dziś jako wpis modlitwa.

Boże, który jesteś Stwórcą wszystkiego co istnieje,
Ty dałeś nam tchnienie życia.

Powołałeś Ojczyznę naszą Polskę
do przekazania światu iskry Bożego Miłosierdzia,
na powtórne przyjście Twoje.
Nie opuszczaj nas,
mimo naszych grzechów, waśni, słabości i niewierności,
pychy i egoizmu.
Pozostań z nami,
Pragniemy Cię przebłagać, zatrzymać naszą modlitwą
byś dokonał zmartwychwstania serc naszych.
Boże, który jesteś Miłosierdziem i Sprawiedliwością,
nie pozwól nam zmarnować
dziedzictwa posługi błogosławionego Jana Pawła II i naszych świętych Rodaków.
Tobie powierzamy losy naszej Ojczyzny jej teraźniejszość i przyszłość.
Przez miłość do Matki Bożej,
prosimy Cię Jezu, uchroń nas od słusznej kary za nasze grzechy,
od głodu, ognia, wojny, zniszczenia.
Dokonaj swojej Boskiej interwencji w obecnej chwili.
Bez Ciebie nic nie możemy uczynić, a z Tobą możemy wszystko,
by Polska była wierna Twojej woli
abyś mógł ją wywyższyć w potędze i świętości.
Amen

Opublikowany w Prośba o modlitwę | Otagowane: | Komentarzy: 275 »

POLSKI NIEBIAŃSKI FRONT POMOCY

Posted by Dzieckonmp w dniu 20/03/2012

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Rodzino Medziugorska – zwracamy się do wszystkich, którym leży na sercu dobro Kościoła i naszej Ojczyzny. Ojciec Jozo Zovko podczas pobytu w Polsce (2006r) powiedział, że piekło na nas ruszy. Po tym co się dzieje, widać, że ten czas nadszedł. Dlatego, aby nie tracić nadziei pragniemy uruchomić Polski, Niebiański Front Pomocy, czyli zaangażować wszystkich Polaków, którzy zostali wyniesieni na ołtarze (lub których procesy beatyfikacyjne trwają) do pomocy z góry w pewnej intencji znanej Bogu Ojcu a przez to o ratunek dla naszej Ojczyzny.
Pragniemy od 23 marca 2012r. rozpocząć Nowennę do Bożego Miłosierdzia popartą wstawiennictwem wszystkich naszych świętych, czyli każdego Polaka wyniesionego na ołtarz Kościoła. Nowenna zakończy się 31 marca, w sobotę przed Niedzielą Palmową. Wstawiennictwo Frontu Niebiańskiego ma polegać na tym, że każda osoba przystępująca do Nowenny wybiera z listy, która będzie podana, jednego świętego i przez jego wstawiennictwo modli się szczególnie. Chodzi o to, aby uruchomić wszystkich i dać im pracę „wstawienniczą”, a nie skupiać się na najbardziej popularnych paru świętych jak s. Faustyna, Jan Paweł II. Nasz poczet liczy 285 świętych Polaków, których wszystkich trzeba zaangażować. Dlatego prosimy bardzo nie skupiać się na znanych i lubianych naszych świętych, tylko wybrać kogoś mniej popularnego, który przysłużył się Ojczyźnie. Jest przygotowywany odpowiedni link, pod którym będzie można się wpisywać. Jednak bardzo proszę o kontakt ze mną liderów grup modlitewnych, gdyż nie wszyscy mogą mieć dostęp do internetu, wtedy liderzy przekażą intencje modlitwy i świętego.

Modlitwy, które obowiązują to nowenna do Bożego Miłosierdzia z koronką oraz modlitwa Frontu każdego dnia. Jeżeli ktoś do swojego wybranego świętego będzie miał dodatkowe nabożeństwo, to jest to jak najbardziej mile widziane.
Nie przypadkowo wydaje się, rozpoczynamy tę akcję w dniu św. Józefa – opiekuna Kościoła. I jak Matka Boża w Medziugorju zakończę – dziękuje, że odpowiedzieliście na nasze wezwanie – to tylko Nowenna – dziewięć dni – a jak nam się spodoba to możemy kontynuować dalej. W załączeniu modlitwa nowenny.

Pozdrawiam
Z Panem Bogiem
Ewa Jurasz

POLSKI NIEBIAŃSKI FRONT POMOCY – MODLITWA  NOWENNY 

Boże Ojcze,

oddajemy Ci wspólnie z Maryją w imieniu narodu polskiego naszą, dobrą wolę służenia Tobie w Twoich planach odrodzenia świata. Kochamy Cię i pragniemy być Ci wierni, a przez wstawiennictwo Polskiego, Niebiańskiego Frontu Pomocy, wszystkich naszych przodków, błogosławionych i świętych, którzy w niebie wychwalają już Trójcę Przenajświętszą i orędują za naszym narodem przed Tobą, prosimy o ratunek dla nas, Ojczyzny naszej i w intencji tej Nowenny.

Ciebie – święty/błogosławiony/sługo Boży ………………, który dobrze znasz rodaków swoich, Ty który życie swoje Bogu i Ojczyźnie poświęciłeś, módl się za nami i wraz z nami, aby Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty był uwielbiony w polskim narodzie przez wszystkie wieki wieków. Amen

Opublikowany w Apel, KOMUNIKATY, Kościół, Patriotyzm, Prośba o modlitwę | Otagowane: , , , | Komentarzy: 37 »

LIST DO „ZIEMSKICH ANIOŁÓW KRAWĘDZI”

Posted by Dzieckonmp w dniu 07/03/2012

Publikuje list ks.Adama Skwarczyńskiego który napisał kilka dni temu. W liście tym jest opis jak będzie wyglądało ostrzeżenie które będzie miało miejsce według księdza. Proszę o merytoryczną dyskusję na temat tego listownego przesłania w kontekście orędzi Marii od Bożego Miłosierdzia . Ja widzę opisywanie tego samego wydarzenia. Różnica dla mnie polega na dobranych słowach plus okresie Nowej Ery.   

Przyjaciele radzili mi, żeby z tym listem poczekać: – Nie dawaj sępom na rozdrapanie, rozdziobanie i
pożarcie tego, czym sam żyjesz – mówili. Jednak zdecydowałem się na to, bo może z okruchów pożywią się
małe ogrodowe ptaszki, a i jakiś orzeł przyleci i uświadomi sobie, że może wznieść się o wiele wyżej niż
dotychczas…

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
„Nikt nie ma większej miłości niż ten, kto życie swoje oddaje za swoich przyjaciół” – za tych, którzy są
nimi dzisiaj, ale i za tych, którzy będą nimi w przyszłości, a dzisiaj są jeszcze wrogami!

KIM JESTEM

Jestem najzwyklejszym księdzem katolickim w służbie czynnej, choć bez tytułów i urzędów, żyjącym
na uboczu wielkiego świata (bez prasy i telewizji, bez kontaktów towarzyskich), zanurzonym w modlitwie
i pracy. Wolałbym pozostać nieznanym, a nawet publicznie nie występować pod własnym nazwiskiem,
jednak… noszę w sobie Boże tajemnice, z których jedna wymaga właśnie teraz ujawnienia – stąd ten mój
list, skierowany do szerszego ogółu.
Moi przodkowie ze strony matki wywodzą się z Litwy (gdzie, oczywiście, w ostatnich pokoleniach
uważali się za Polaków), a ze strony ojca – spośród Polaków z okolic Lwowa. W domu przechowywaliśmy
dokument, potwierdzający szlachecki tytuł i herb „Zadora” („Płomień”) jednego z naszych protoplastów,
chyba Ignacego. Pradziadek Dominik stamtąd właśnie przywędrował, kupił majątek Sekuła pod Siedlcami,
wybudował młyn i z niego się utrzymywał. Na granicy swojej posiadłości postawił dębowy krzyż, który
zachował się do dzisiaj i stoi teraz przy (innym już) młynie w pobliżu dawnego siedliska. Kozacy młyn
pradziadka wraz z gospodarstwem spalili w 1914 roku, a jego dziewięcioro dzieci sprzedało ziemię i rozeszło
się po świecie, zaś wojna oddaliła ich od siebie jeszcze bardziej. Mój dziadek, który miał w Siedlcach
piekarnię i sklep, za swoją „dolę” pobudował drewniany dom kilometr od dawnego młyna i w tym domu,
chyba cudem ocalałym z pożaru w czasie II wojny światowej (spaliło się jednak całe piętro) ja się
wychowałem wraz z trojgiem rodzeństwa.
Bóg chciał, żebym zamieszkał na granicy wsi i miasta, rozumiejąc sprawy jednego i drugiego
środowiska. Nieraz, zanurzony w pięknie przyrody, chętnie modliłem się na skraju lasu, wpatrując się w
bezkresną dal nieba. Przy zachodzie słońca przybierało ono barwę różową, wyzwalając w mojej duszy
tęsknotę za Prawdziwym Niebem, w którym dane mi było przez chwilę się znaleźć. Miało to miejsce przy
zasypianiu – do dzisiaj zaglądam do tego kąta w starym domu – w wieku, którego już nie pamiętam. Nagle
zobaczyłem swoje leżące ciało z zewnątrz, a moja dusza została uniesiona daleko od niego i znalazła się na
progu przepięknej kolorowej krainy, tchnącej ogromnym szczęściem i wolnością. Była to wolność od dwóch
mocnych „lin”, które nas wiążą na ziemi: od przestrzeni i od czasu. Tak, wtedy doświadczyłem istnienia
niebiańskiej wieczności, i to tak porywającej, że absolutnie nie chciałem z niej wracać do ciała. Musiałem
jednak w nie wejść, ale z moich ust wyrwał się rozpaczliwy okrzyk, zapamiętany przez ciocię Sabinę,
czytającą książkę przy lampce: „Ciociu, ja w tej chwili chcę umrzeć!” Mój duch odtąd jakby się „poszerzył”,
zakorzeniając się w tej Krainie, i nieraz porywał mnie do niej w oparciu o tamto wspomnienie. Ziemia w tych
momentach, często nieoczekiwanych, zaczynała się kurczyć, oddalać, a radosna myśl: „Żyję wiecznie”,
połączona z odczuciem na nowo atmosfery tamtej wspaniałej „wizyty”, miała w sobie coś z ekstazy. Właśnie
niebo przy zachodzie słońca często pomagało mi wejść w tę „ekstazę”, która miała ogromny wpływ na moją
późniejszą modlitwę oraz na pragnienie oddalenia się od świata.
Do szkół uczęszczałem w Siedlcach, odległych (wówczas) o 5 km – od podstawowej nr 5 poprzez
Liceum im. Bolesława Prusa aż do szóstego roku seminarium duchownego. Jeśli do tego dodać studia na
KUL magisterskie, a potem doktoranckie – moja nauka trwała łącznie ponad 23 lata! Nauczyłem się też –
od swojego ojca, który sam umiał niemal wszystko zrobić – majsterkowania, obchodzenia się z pszczołami
i z koniem sąsiadów, trochę ogrodnictwa. Był przed wojną zawodowym oficerem w stopniu porucznika
łączności. Odznaczony krzyżem zasługi za udział w kampanii wrześniowej, całą wojnę przesiedział w
jenieckim obozie Murnau w Bawarii. Mimo ostrzeżeń kolegów, że „pojedzie na białe niedźwiedzie”, wrócił
od razu do Polski z mocną decyzją, że będzie miał czworo dzieci. Podobno wskutek „oświecenia” w obozie
poznał nawet nasze symboliczne imiona. Gdy się ode mnie dowiedział, że idę do seminarium, stwierdził, że
zawsze o tym wiedział, bo moje imię brzmi „Sól Ziemi”… Byłem pod wielkim jego wpływem, choć życie
miał ciężkie, a czasu wolnego prawie nigdy. Określał siebie jako „małorolny” i robił wszystko, by dopasować
się do stylu życia wiejskiego otoczenia, z początku może nawet z obawy przed aresztowaniem. Nie pojechał
do jednostki, do której po powrocie z obozu otrzymał przydział, ale poprosił swojego kolegę w sztabie, by
zniszczył jego dokumenty. Przez długie lata nie wiedział, czy tamten rzeczywiście to uczynił. Gdyby
bezpieka dowiedziała się, że przed wojną prowadził w Kołomyi nasłuch sowieckich radiostacji, „białe
niedźwiedzie” by go nie ominęły! Jako łącznościowiec skonstruował radio kryształkowe, mieliśmy więc w
słuchawkach wieści ze świata, a nawet przekazywaliśmy je sąsiadom do czasu, gdy pojawiły się lepsze
radioodbiorniki.
Z obozu jenieckiego mój ojciec przywiózł zainteresowanie proroctwami i przepowiedniami, dotyczącymi
najbliższej, jak się wydawało, przyszłości, a Apokalipsa św. Jana stanowiła jego niedzielną lekturę. Odważył
się nawet skontaktować z o. Augustynem Jankowskim, jej tłumaczem, wykazując mu niekonsekwencje w
komentarzu do niej. Niestety dawni alianci zawiedli i oddali Polskę w ręce Sowietów, oczekiwana wojna o
Polskę nie wybuchła, więc żyjąc pod butem komuny mój ojciec często karmił swoją nadzieję m.in. tzw.
„przepowiednią Tęgoborską”. Jeden z jej wersetów zapowiadał: „Trzy lat dziesiątki we łzach i rozterce trwać
będą cierpienia ludu, a potem przyjdzie jedno wielkie serce i samo dokona cudu”. Przeliczał lata, czekał;
nawet na moim chłopięcym „skarbie-marzeniu” – lornetce, na którą długo ciułałem pieniądze – wydrapał datę
„żelazną i nieprzekraczalną”: 1975. Był dla mnie autorytetem, więc i tę datę „cudu” nosiłem głęboko w
swoim sercu i czekałem w napięciu na ten rok razem z nim. To napięcie dawało o sobie znać w kontaktach
z otoczeniem. Ponieważ wspominałem wtedy o (poruszonym niżej) danym mi już w dzieciństwie oglądzie
„świata przemienionego” – było naturalne, że moje wizje przyszłości zlewały się w tamtych chwilach z datą
1975. Kto wie, czy wkrótce po tej dacie nie przylgnęła do mnie etykietka „fałszywego proroka”?

WGLĄD W PRZYSZŁOŚĆ I JEGO KONSEKWENCJE

Od najmłodszych lat cieszyłem się darem oglądania przyszłości, chociaż nie zdawałem sobie sprawy z
tego, że to przyszłość. Teraz wiem, że poznałem wtedy kolejne etapy swojego życia i miejsca, w których
miałem być. Wszystkie się potwierdziły, z wyjątkiem mojej pracy przy ścince drzew w obozie na Syberii,
co mi zostało darowane. Moje otoczenie czasami dziwiło się temu co mówiłem. I tak np. moja mama, lekarz
pediatra, często pracująca na nocnych dyżurach (z konieczności – z powodu biedy w domu) tłumaczyła się
przede mną, że nie może poświęcić mi więcej czasu. Usłyszała taką odpowiedź (a miałem wtedy 3 lata): „Jak
będę duży i będę księdzem, to ci czas poświęcę”. To „proroctwo” spełniło się: przez ostatnich 10 lat życia
miała mnie przy sobie, mogła uczestniczyć w codziennej Mszy świętej. Inny przykład: kręcono głowami, gdy
w czasach PRL-u, a więc zagłuszania Wolnej Europy, bezczelnej cenzury i podsłuchów mówiłem, że
niedługo biskup będzie miał swoje radio i będzie się komunikował z całą diecezją, a w sklepach owoce
południowe będą w cenie jabłek…
Moje wzmianki o przyszłych wydarzeniach, związanych z (bliskim już) nadejściem świata w zupełnie
odmiennym kształcie niż ten, w którym go dzisiaj widzimy – szczęśliwego niemal jak raj – okazały się dla
mnie „zabójcze” w jakiś czas po święceniach kapłańskich. O ile ludzie świeccy słuchali tych opowiadań z
zainteresowaniem, choć nieraz może jak bajki o żelaznym wilku, o tyle otaczający mnie duchowni robili
sobie ze mnie na ogół pośmiewisko. Dla nich takie pojęcia, jak koniec starego i początek „nowego świata”,
były zupełnie niezrozumiałe, więc w duchu odsyłali mnie do wariatkowa. Zresztą nie darowali mi wyłączenia
się z życia towarzyskiego, jeżdżenia (do dzisiaj) małym fiatem, czy też innych „dziwactw”… Uznali mnie
za pomylonego głosiciela nadejścia „końca świata”, nie umiejąc odróżnić tego „końca” od oczyszczenia i
przemiany świata, zapowiedzianej przez Matkę Bożą w różnych Jej objawieniach. Zresztą do dzisiaj nie
umieją, a może i nie chcą… Złą o mnie opinią dzielili się między sobą, a bywało, że i wobec szerszego
gremium.
Moi biskupi ordynariusze byli chyba zadowoleni, że żyłem na uboczu, niemal w izolacji, i niczego od
nich nie oczekiwałem, prócz tego wielkiego przywileju, żebym mógł mieszkać z Jezusem Eucharystycznym
pod jednym dachem jako prowadzący prywatną poradnię życia duchowego. Praca ta wymagała stałej
gotowości służenia ludziom, ale też dawała mi ogromną satysfakcję. Moje dawne marzenia o tym, by mieć
pracę niezależną od jakichś „szefów”, a pozwalającą na wyciszenie i kontemplację, w pełni się ziściły.
Gdybym był kamedułą, do czego się przymierzałem swego czasu, brakowałoby mi na pewno tego elementu
niezależności.
Skoro wspomniałem o poradni – opartej na spotkaniach, listach (zwykłych i internetowych), telefonach,
proponowanej lekturze – dziękuję korzystającym z niej za zaufanie. Przez 20 lat powierzali mi swoje sprawy,
które uważali za najważniejsze, najtrudniejsze i najpilniejsze: od prośby o pomoc w przyzwyczajeniu
malucha do nocniczka, poprzez wsparcie w zdawaniu różnych egzaminów, aż do ratowania rozpadających
się małżeństw, chorych, zniewolonych… Wszystkie prośby starałem się traktować poważnie i życzliwie, a
jeśli kogoś nie zrozumiałem, potraktowałem nieodpowiednio, a może nawet zraniłem – bardzo przepraszam
i proszę o wybaczenie. Obiecuję też wszystkim, że gdy Bóg zabierze mnie do siebie, będę w Jego
Niebiańskim Pałacu gorliwie pracował do końca świata, mając stale ucho zwrócone ku ziemi. Tak, „ucho”
zastąpi i listy, i słuchawkę telefoniczną, a ilość rozmów będzie nieograniczona!
Dotyczy to także tych, którzy otrzymywali ode mnie błogosławieństwo jako chorzy, przy spotkaniach
lub przez telefon. W jakiś sposób do skuteczności tego błogosławieństwa przyczynił się Jan Paweł II, który
w Ogrodach Watykańskich, na 10 dni przed zamachem na Jego życie, słysząc ode mnie: „Proszę Waszą
Świątobliwość o wzmocnienie we mnie daru uzdrawiania chorych” odpowiedział: „Niech Bóg błogosławi”.
Gdy się z Nim spotkam, na pewno będziemy wspólnie pomagać chorym już z tej Krainy, gdzie możliwości
czynienia dobra są nieskończone!

OSTATNIE KSIĄŻKI

Dane mi było napisać i wydać kilkanaście pozycji różnego formatu. Nie wspominam o listach, które,
choć adresowane do konkretnej osoby, okazywały się pomocne innym i były powielane, jak też książek
oddanych mi do korekty, a wymagających gruntownego przepracowania. Tu odniosę się tylko do treści
dwóch ostatnich swoich książek.
Już wiele lat temu wspomniałem swojemu stałemu spowiednikowi o „snach-wizjach” z dzieciństwa, a
on zachęcił mnie do ich spisania, jednak wtedy uznałem to za niewykonalne: przecież nie prowadziłem
notatek, zbyt wiele szczegółów poszło w zapomnienie. Przyszedł jednak rok 2004/2005, kiedy to nie mogłem
oprzeć się wewnętrznej potrzebie przelania swoich dawnych doznań i wizji na papier. Jestem przekonany,
że było to Boże natchnienie, a nawet coś w rodzaju „posłania”. Teraz widzę, jak bardzo było (i jest!)
potrzebne zabranie przeze mnie głosu w tej materii. Gdy jedni, z hierarchami Kościoła włącznie, odrzucają
z niechęcią nawet wzmianki o „Nowym Świecie” (mimo tylu objawień Maryjnych i wzmianek ze strony bł.
Jana Pawła II!), a Paruzję umieszczają na samym końcu świata, drudzy zaś (jak ostatnio Maria od Bożego
Miłosierdzia) zaczynają błądzić – potrzebny jestem, by wyszedłszy z ukrycia z mocą oświadczyć: wiele razy
bywałem w tym „Nowym Świecie” i chyba po to ten dar otrzymałem, by móc teraz – gdy on jest już
tak blisko – skorygować związane ze spojrzeniem nań błędy! Dzisiaj, gdy moje książki żyją już własnym
życiem, ode mnie niezależnym (nawet pierwsza z nich bywa uznawana za „bestseller”, rozpala w wielu
sercach tęsknotę za tym szczęśliwym okresem!) – nie muszę się ukrywać. Zwłaszcza dlatego, że za prawdę,
którą dane mi było poznać, gotów jestem wiele wycierpieć, gdyby było trzeba!
Przystępując do pracy nad książką o tym „Nowym”, obawiałem się dwóch przeszkód. Pierwszą z nich
mogło być to, że jako doktor teologii miałem wkroczyć w jedną z jej dziedzin – eschatologię (naukę o
rzeczach ostatecznych człowieka), musiałem więc liczyć się z obowiązkiem trzymania się w tym względzie
wyłącznie oficjalnej nauki Kościoła. Ale jak miałem to uczynić, gdy chyba w żadnym podręczniku
eschatologii, katechizmie, dokumencie Kościoła nie istnieje pojęcie „Powtórnego Przyjścia Jezusa”,
odrębnego od Jego przyjścia na Sąd Ostateczny? Jeśli gdzieś istnieje, to tylko jako piętnowany pogląd
heretycki! Istniało jednak w Kościele pierwotnym, i to tak wyraźnie, że było obecne nawet w zwykłym
pozdrowieniu chrześcijan „Maranatha!” („Przyjdź, Panie Jezu!”), nie mówiąc już o atmosferze oczekiwania
tak intensywnego, że odbierało uczniom Chrystusa ochotę do pracy, do zawierania małżeństw, do planowania
przyszłości. Apostołowie musieli korygować te tendencje. Natomiast dzisiejsi apostołowie – myślę o
hierarchach Kościoła – mówiąc łagodnie: bardzo podejrzliwie patrzą na kogoś, kto ośmiela się podejmować
ten temat. Czekałoby więc mnie powierzenie swojego „nowonarodzonego dziecka” chropowatym rękom
cenzora kościelnego, który raczej by się z nim nie pieścił, gdyż zapewne nie jest przygotowany – jak prawie
wszyscy – do nieszablonowego spojrzenia na „Powtórne Przyjście Chrystusa”, które myliłoby mu się z
przyjściem naszego Pana na Sąd Ostateczny. Przeszkodę tę pokonałem w ten sposób, że napisałem nie
podręcznik teologii, lecz powieść, łącząc w niej pewne wiadomości z różnych źródeł (podałem je we wstępie)
z wątkami, opartymi na doświadczeniach z dzieciństwa oraz na pracy mojej wyobraźni. Jak wiadomo,
powieści nie podlegają cenzurze kościelnej i nie wymagają aprobaty władzy duchownej. Poza tym powieść
stwarza możliwość oddziaływania na sferę emocjonalną czytelników, a mnie chodziło przecież głównie o
to, by bardziej przeżyli oni radosne spotkanie z „Nowym Światem”, niż by na zimno przemyśleli jego cechy.
Drugą przeszkodą mogło być moje nazwisko, łączone przez niektórych z fałszywymi poglądami na
przyszłość Kościoła i świata, a przynajmniej z podejrzeniami o trzymanie się fałszu. W tym wypadku
uciekłem się do zastosowania pseudonimu „Ivan Novotny” oraz imion bohaterów, które by odwracały uwagę
od Polski. O mojej ojczyźnie pisałem jednak na tyle pochlebnie, że niektórzy czytelnicy kręcili głowami: „To
nie może nie być Polak!” Jeśli chodzi o pochodzenie pseudonimu „Ivan Novotny”, wyjaśniłem je w książce
„Wejdź do radości”, stanowiącej drugą część mojej powieści (pierwsza to „Z Aniołem do Nowego Świata”).
Jak dzisiaj widzę, nie okazał się on zbyt szczęśliwy w kraju, który przeżył okupację sowiecką…
Już wkrótce zakończę swoją misję na ziemi, także pierwsza moja książka okaże się nikomu niepotrzebna:
wszyscy ocaleni sami, bez pośrednika, poznają „Nowy Świat” i jego piękno, którego nie potrafiłem dobrze
opisać z powodu braku odpowiednich słów. Bo czyż można zwyczajnym, codziennym językiem oddać to,
co jest aż tak bardzo odnowione, przemienione, nadzwyczajne? Nawet nie wspominałem więc w książkach
np. o swoim wyjściu ze skromnej chatki na skraju młodego lasu (sosenki, brzózki, krzaki, wrzosy i kwiaty,
kwiaty…!) wiosną, bo… cóż w tym niby nadzwyczajnego? Jakimi słowami mógłbym oddać atmosferę tego
miejsca? Jak opisać „materię podświetloną duchem”, materię skłaniającą do duchowych wzlotów, do
radosnej kontemplacji, do fikania koziołków z radości? Do spontanicznego szukania policzka Boga Ojca,
by się do niego przytulić i śpiewać, i dziękować, i szczebiotać w braku słów? Nie pisałem o przedziwnym
doświadczeniu „Nowego” w Lublinie, gdy szedłem z KUL-u do biblioteki uniwersyteckiej i po drodze
oglądałem całe otoczenie zanurzone w radosnej barwnej poświacie. Najpiękniejszy był widok drzew,
otoczonych tęczową „aurą”, znaną mi z dawniejszych wizji. Taka „przebóstwiona materia” bardziej porusza
serce człowieka niż jego zmysły i będzie, jak sądzę, wkrótce cieszyła pozostawionych na ziemi, pobudzając
ich do okazywania wdzięczności Stwórcy.
Wobec pytań o moje pseudonimy i wątpliwości, czy nie posługiwałem się wieloma, muszę powyższe
ujawnienie „powieściowego” („Ivan Novotny”) uzupełnić o jeszcze jeden (i ostatni zarazem), mianowicie
„ks. Jerzy Nemo”. Dlaczego go używałem, wyjaśniłem w niewielkiej książeczce „Idę do Domu Ojca”,
wydanej w Michalineum w 2009 roku. Zaakceptowało ten pseudonim zarówno Wydawnictwo, jak i Władza
Duchowna, nie stawiając mi żadnych pytań. Uważam, że mogę się nim dalej posługiwać już nie z tego
względu, że pozwala mi ukryć prawdziwe nazwisko, lecz że przypomina mi za każdym razem słowa, użyte
w Środę Popielcową: „Pamiętaj, człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz”. Przypomina, że bez
pokory nie można podobać się Bogu… Na moich oczach w ciągu ostatnich 50 lat w kościołach
zdetronizowano Chrystusa, usuwając Go z centrum do różnych miejsc, nie zawsze godnych, a nawet
przyzwoitych. Jego miejsce zajął człowiek na swoim „tronie”. Gdy jednak zobaczy on (wkrótce) swojego
Pana, jak ja Go widziałem, a za chwilę – jako biedny grzesznik – swój własny „majestat” (!), zrobi się bardzo
mały. W „Nowym Świecie” wszystko i wszyscy znajdą się na miejscu dla siebie właściwym. Proszę się więc
nie dziwić, że ja już teraz, czując się „nemo” (czyli „nikim”) przed Bogiem, staram się to miejsce zająć. A
przed ludźmi…? Niech mówią i myślą co chcą, staje mi się to obojętne.
W kilku książkach innych autorów, które przygotowałem do druku, posłużyłem się skrótem tego
pseudonimu: „ks. J.S.N.” (Jerzy Stanisław Nemo). Jerzy to moje drugie imię z Chrztu, a Stanisław – imię
z Bierzmowania.

„OSTRZEŻENIE” – WIZJA I OCENA

Byłoby nieprawdą, gdybym swoje „wizje” łączył tylko z okresem dzieciństwa, gdyż bardzo ważną
otrzymałem około 30 lat temu. Wówczas nie miałem jeszcze dostępu do literatury, poruszającej tzw.
„Ostrzeżenie” (wizję Chrystusa w otwierającym się niebie, otoczonego aniołami, a w chwilę potem sąd nad
każdym człowiekiem ziemi, podobny do sądu szczegółowego po śmierci). Teraz wiem, że wydarzenie to
zostało zapowiedziane przez Matkę Bożą m.in. w Garabandal (uwaga: objawienia te zostały uznane przez
komisję biskupią za nadprzyrodzone i zgodne z nauką Kościoła, jednak obecny biskup ordynariusz wciąż
zwleka z ogłoszeniem światu tego faktu, a od niego to ogłoszenie zależy!). Bóg pozwolił mi przeżyć ten
„mały sąd” – jak go niektórzy nazywają w odróżnieniu od Ostatecznego – w sposób dla mnie wstrząsający!
Szczegóły tu pominę – niech pozostaną Bożą i moją tajemnicą – ograniczę się tylko do stwierdzenia, że cały
świat wokół mnie przeżywał wtedy to samo, a więc… było to spojrzenie w przyszłość. Dziś, gdy wiem, że
jest to przyszłość bardzo już bliska, odważam się ze swojego przeżycia wyciągnąć pewne wnioski i
przedłożyć je Czytelnikom. Kto wie, czy nie pomogą one im samym, a może i innym ludziom, odpowiednio
przygotować się do tego wydarzenia? A więc spróbuję teraz zagłębić się w nie – to właśnie głównie
„Ostrzeżenie” (i jego bliskość!) jest tą „tajemnicą noszoną w sercu”, wspomnianą na wstępie,
prowokującą mnie do pisania niniejszego listu.
Gdzie jest prawdziwa miłość, tam i tęsknota, pragnienie spotkania, przebywania jak najbliżej i jak
najdłużej z ukochaną osobą. Tak też będą przeżywać ten „sąd” prawdziwi uczniowie Chrystusa. To spotkanie
z Chrystusem przyniesie im najpierw wielką radość, a w chwilę potem – gdy zobaczą całe swoje życie
oczyma Boga – ogromne pragnienie oczyszczenia, przemiany życia na lepsze, chęć dążenia do świętości w
tym kształcie, w jakim Bóg ją dla każdego zaplanował.
Kojarzę sobie to przemożne pragnienie z dwoma obrazami: z pracą ostatnich robotników z Chrystusowej
przypowieści o winnicy oraz z duszami, które po śmierci i sądzie szczegółowym zanurzają się w czyśćcu.
Robotnicy, wynajęci przez gospodarza wieczorem, po całym dniu bezczynności, wdzięczni mu za
zatrudnienie rzucają się do pracy z taką ochotą, radością, nakładem sił, że w tej jednej godzinie zarabiają tyle,
co inni przez cały dzień pracy. Dusze czyśćcowe, poznawszy przez mgnienie oka swoje miejsce w Niebie
oraz niedoskonałości, które je od niego oddzielają, rzucają się w otchłań czyśćca z wielką ochotą, i to mimo
czekających je cierpień. Podobnie postąpią „robotnicy” tej szczęśliwej epoki Ducha Świętego i Maryi
Zwycięskiej, epoki królowania Jezusa w sercach ludzi świata: rzucą się do pracy nad sobą i do okazywania
miłości Bogu, który do tej pory nie zawsze zajmował w ich życiu pierwsze miejsce.
Mogę tu dołączyć także trzecie skojarzenie, wzięte z życia rodzinnego. Mały psotnik spodziewa się kary
i przed nią się chowa, jednak w końcu wychodzi z ukrycia i zamiast groźnej miny rodzica widzi jego uśmiech
i pogrożenie palcem. To go ośmiela do rzucenia mu się w objęcia, przeproszenia i wyruszenia z zapałem do
naprawienia szkody lub zaniedbań. Słucha, już bez lęku, rozlegających się za nim słów: Mały urwisie, bierz
się do roboty i nie pokazuj mi się na oczy, dopóki tego nie zrobisz!
Na wątpliwość: czy to możliwe, by Chrystus-Sędzia zachował się w tym momencie podobnie jak ów
rodzic wobec swoich krnąbrnych dzieci, którymi my jesteśmy? – w oparciu o swoje doświadczenie mogę
odpowiedzieć: tak, właśnie tak z nami postąpi! Chociaż będzie to prawdziwy sąd, gdyż uświadomimy sobie
nawet miejsce, na które zasłużyliśmy i w którym byśmy się wtedy znaleźli w razie natychmiastowej śmierci,
jednak… nasz Sędzia będzie dla nas ogromnie miłosierny, a nie sprawiedliwy jak w momencie śmierci!
Wprawdzie będzie to sąd podobny do tego po śmierci, jednak smutek zmiesza się z radością, która zwycięży
i da nam, „urwisom”, nowe siły i zapał do pracy nad sobą, do jak najlepszego pełnienia swojego powołania.
Już samo poznanie tego powołania oraz przebytej drogi będzie dla wielu łaską, gdyż do tej pory mieli
poważne wątpliwości, czy obrali właściwą drogę, czy posuwają się naprzód, czy podobają się Bogu.
Zaniepokojeni o czystość swojego sumienia i o owoce dawnych spowiedzi (może zabrakło w nich szczerego
żalu lub dostatecznie mocnego postanowienia poprawy?) – otrzymają światło w tej sprawie i, ewentualnie,
możliwość „korekty”. Ci, którzy byli zagubieni wśród spraw błahych, przyziemnych, nieistotnych,
osaczających ich jak pajęczyna złowionego owada – marnowali życie, lecz nie umieli znaleźć wyjścia z tej
sytuacji – nagle zobaczą jakby światło w tunelu i rzucą się w jego kierunku. Obciążeni nałogami, zniewoleni,
smutni, przegrani we własnych oczach, nagle zobaczą, że Bóg ich kocha i na nich liczy, i zapragną
odpowiedzieć Mu swoją wielką miłością. Krzątający się na „śmietniku życia”, odrzuceni, wzgardzeni usłyszą
z radością głos Boga: jesteście dziećmi Króla Nieba i Ziemi, poznajcie swoją godność, cieszcie się życiem
doczesnym i wiecznym! Od lat cierpiący bez nadziei na poprawę sytuacji nagle usłyszą: jesteście
błogosławieni, uzdrawiam was i oczyszczam, daję wam nową ziemię, bez kredytów, długów i
niesprawiedliwości, podobną do raju – wejdźcie do niej!
Reakcja wielu ludzi na dar poznania rzeczywistości oczyma Boga będzie dość gwałtowna. Ci, którzy
kochali bliźnich, lecz nie byli przez nich kochani i cierpieli z tego powodu – nagle znajdą się w ich objęciach
i popłyną łzy szczęścia w miejsce gorzkich łez smutku. Ci, którzy rozstali się z różnych powodów (choć
może ślubowali sobie, że się nie opuszczą) – będą się odszukiwać, choćby na krańcu świata, i okazywać
sobie szczerą miłość, zabliźniającą zadane rany. Ci, którzy zobaczą, że uniknęli piekła dzięki modlitwom
i cierpieniom wielu dusz-ofiar – zechcą dobrze wykorzystać dane im „drugie życie”. Złodzieje i malwersanci
– zechcą wynagrodzić szkody jednostkom i społeczeństwu, a ci nawróceni, którzy współdziałali w złu z
innymi – zapragną ratować wspólników grzechu i pomóc im w uświęceniu. Podsumowując: da się zauważyć
ogromna krzątanina wokół spraw Bożych, szlachetnych i pięknych, nadrabianie zaległości, rozmodlenie,
radość i wdzięczność Bogu, udzielająca się nawet tym, którzy dopiero będą się budzić z obojętności,
oziębłości i bylejakości. A księża…? „Synowie Lewiego”, przetopieni i „oczyszczeni jak złoto”, umierać
będą ze zmęczenia, oblężeni w konfesjonałach!
Czy wszyscy się obudzą i zechcą pójść drogą największego przykazania miłowania Boga i bliźniego?
Niestety nie! Do tych, którym nie wystarczy „Ostrzeżenie” do nawrócenia, będą należeć ludzie zaprzedani
szatanowi, a takich jest, niestety, wielu w dzisiejszym świecie – masonów i satanistów trzeba liczyć na
miliony. Otoczeni ludźmi im podobnymi, przyzwyczajeni do towarzystwa szatana, który w nich mieszka
przez grzech odrzucenia Boga, syci bogactw „na długie lata”, oto jak zareagują na wizję uśmiechającego się
do nich Chrystusa, zapraszającego do swego Królestwa: z miejsca odpowiedzą NIE! A gdy potem pokaże
im konsekwencje takiego wyboru, a właściwie odrzucenia (nie On ich odrzuci, lecz oni Jego!) – zatną się
jeszcze bardziej w swym uporze. „Ostrzeżenie” nie tylko nie zmobilizuje ich do poprawy życia, lecz wprost
przeciwnie: napełni wściekłością właściwą ich panu, nienawiścią do wszystkiego co Boże i święte, żądzą
niszczenia wszelkiego dobra, prawdy, piękna. Będą jak szerszenie, których gniazdo ktoś śmiał naruszyć, i
rzucą się na śmiałka z całym swym śmiercionośnym jadem i impetem. Oni to staną się prześladowcami
Kościoła i jedne jego dzieci zabiją, inne zaś zmuszą do ucieczki i życia w ukryciu – na szczęście niezbyt
długiego, gdyż Bóg wkrótce zabierze zdeprawowanych z tej ziemi (może lepiej powiedzieć: szatan za Bożym
przyzwoleniem). „Trzy dni ciemności” mają zadecydować o ich wiecznym losie, który sami sobie zgotują,
ufając szatanowi. Tak, ufając temu, któremu ufać nie powinni, gdyż zawsze jest i będzie kłamcą. On to łudzi
ich obietnicą wiecznego szczęścia, a oni twierdzą, że skoro na ziemi mu służyli, a nawet oddali swoją duszę,
mogą się spodziewać, że i po śmierci „krzywdy im nie zrobi”. Na ogół ani ludzie, ani nawet Bóg nie potrafi
wyprowadzić ich z ciemności na światło, skoro ciemność umiłowali (por. J 3,19). Jedyne, co Bóg może dla
nich uczynić, to uszanować ich wybór i przypieczętować go na wieki. Jakąś nikłą szansę zbawienia niektórzy
z nich jednak mają, o czym niżej.

„ZIEMSCY ANIOŁOWIE KRAWĘDZI” A DUSZE OZIĘBŁE

Już widzę zdumienie niektórych spośród moich Czytelników: skoro jedni zapragną być wtedy lepszymi,
a inni zatną się w uporze i odrzucą podaną im przez Boga rękę, po co nawołuję do „akcji ratunkowej” –
szybkiej i heroicznej (zob. moje Słowo z Mszy św. za Przyjaciół oraz Iskra z Polski)?
Już odpowiadam. Spojrzeniem swoim objęliśmy dotychczas jakby „dwa bieguny” sobie przeciwne, na
których znajdują się zdecydowanie dobrzy oraz pogrążeni w złu. Pomiędzy nimi jednak znajduje się „prawie
bezwładna masa”, a więc ludzie wciąż niezdecydowani, ani zimni ani gorący – letni. Pozornie wydawałoby
się, że na widok Chrystusa oraz stanu swojej duszy nie powinno im być zbyt trudno zapłonąć gorliwością
o Bożą chwałę i pragnieniem dążenia do świętości. Pozory jednak mylą, a balansującym jakby na linie nad
wieczną przepaścią może być łatwiej do niej wpaść, niż poszybować ku Niebu. O nich to mówił Pan Jezus
świętej Faustynie (Dzienn. 1228,1229, Nowenna do Miłosierdzia Bożego) i podał modlitwę za nich:
Dzień dziewiąty.
Dziś sprowadź mi dusze oziębłe i zanurz je w przepaść miłosierdzia mojego. Dusze te najboleśniej ranią
serce moje. Największej odrazy doznała dusza moja w Ogrójcu od duszy oziębłej. One były powodem, słów
wypowiedziałem: Ojcze, oddal ten kielich, jeżeli jest taka wola Twoja. Bo Dla nich jest ostateczna deska
ratunku uciec się do miłosierdzia mojego.
Jezu najlitościwszy, któryś jest litością samą, wprowadzam do mieszkania najlitościwszego Serca Twego
dusze oziębłe, niechaj w tym ogniu czystej miłości Twojej rozgrzeją się te zlodowaciałe dusze, które podobne
[są] do trupów i takim Ci“ wstrętem napawać. O Jezu najlitościwszy, użyj wszechmocy mi»osierdzia swego
i pociągnij je w sam żar miłości swojej, i obdarz je miłością świętą, bo Ty wszystko możesz.
Ogień i lód razem nie może być złączony,
Bo albo ogień zgaśnie, albo lód będzie roztopiony.
Lecz miłosierdzie Twe, o Boże,
Jeszcze większe nędze wspomóc może.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem mi»osierdzia na dusze oziębłe, a które są zamknięte w najlitościwszym
Sercu Jezusa. Ojcze mi»osierdzia, b»agam Cię przez gorzkość męki Syna Twego i przez trzygodzinne konanie
Jego na krzyżu, pozwól, aby i one wysławiały przepaść miłosierdzia Twego…
Właśnie te „dusze oziębłe” możemy i powinniśmy ratować i doprowadzić do tego, by jako tonące mogły
się uchwycić, wspomnianej przez Pana Jezusa, „deski ratunku”, co może być dla nich bardzo trudne!
Uważały siebie za dobre, „przeciętnie dobre”, a tu nagle staną w prawdzie o sobie i o ranionym przez siebie
Chrystusie! Będą więc musiały wspiąć się od rozpaczy, która jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu
i prostą drogą do piekła, aż na wyżyny ufności, pokładanej w Bożym Miłosierdziu. Lód ma stać się ogniem,
jak pisze św. Faustyna, co tylko ludzkimi siłami dokonać się nie może. I to nie w jakimś dłuższym czasie,
lecz w momencie „Ostrzeżenia”, czyli sądu nad ludźmi ziemi!
Dlaczego aż tak trudne może być wtedy ich nawrócenie? Jak to możliwe, że nawet wielu z tych, którzy
doświadczą tego spotkania, wizji, sądu, wcale nie nawróci się?
Może tak być dlatego, że antychryst i fałszywy prorok posłużą się środkami przekazu oraz opiniami
swoich „ekspertów”, by ludzi przekonać, że to wstrząsające przeżycie nie wymaga poważnego traktowania,
nagłej przemiany życia, że na razie trzeba odczekać i spokojnie robić swoje, a nie „destabilizować życia
swojego, swoich bliskich, lokalnej społeczności”. Będą wołać: „Poczekajcie, ochłońcie, dojdźcie do
równowagi, a potem pomyślicie co dalej!” Chętnie zaliczą „Ostrzeżenie” do marzeń sennych, do gry
wyobraźni, a może do serii „spotkań nie z tej ziemi”. Kto ich posłucha, popełni straszny błąd i z każdym
dniem będzie coraz dalej od szczerego żalu i poprawy życia, a w końcu może stanąć na pozycji przeciwnej:
zacznie wyśmiewać nawróconych i pobożnych, a potem… nawet ich prześladować i niszczyć! Ci zaś staną
się tak łagodni, rozmodleni, gotowi na wszelkie ofiary z miłości do Boga, że nie zechcą walczyć o swoje
ocalenie. Dobrze będzie, jeśli zdecydują się na ucieczkę lub ukrycie się.
Inny powód tego, że się nie nawrócą, to brak odwagi i ufności, koniecznej do uchwycenia się, jak
kotwicy, podanej im przez Jezusa ręki. Kto żył z dala od Niego, gardził Jego nauką i Kościołem, a nawet z
nim walczył, kto żył w ciemnościach grzechu i innych w nie wciągał, zachować się może jak syn
marnotrawny z Jezusowej przypowieści. Spróbujmy teraz przeanalizować jego postawę w różnych
momentach „życiowej przygody”.
W przypowieści ojciec czeka w domu, a tylko wygląda na drogę. Tym razem jednak Bóg uczyni coś
wyjątkowego: „wyjdzie z domu” na poszukiwanie marnotrawnego (są nim wszyscy ludzie świata) i ten
będzie mógł Go zobaczyć. Wyobraźmy więc sobie, że to spotkanie następuje w drodze do złudnej krainy
szczęścia dla bogaczy. Syn, zaskoczony przez ojca w drodze, rzuca się do ucieczki myśląc: „Stary nie da mi
pożyć! Jego niedoczekanie! Teraz ja wiem, jak się urządzić, nareszcie się od niego uwolniłem!”
Następne spotkanie następuje w domu nierządnicy. Syn znowu ucieka, bo ojciec chce mu pokrzyżować
„dobre zainwestowanie pieniędzy”! I dalej ucieka, izoluje się od poszukującego go ojca wiele razy na
różnych etapach poszukiwania ziemskiego szczęścia.
Gdy wpadł w biedę, pozostaje mu już tylko pasienie świń, a nawet odpędzany jest od świńskiego koryta.
Co za hańba dla Żyda, traktowanego gorzej niż „nieczyste” zwierzęta! Hańba, ale i głód, i cierpienie, które
dla wielu może być ostatnią deską ratunku dla ich nawrócenia. Może już zmiękło jego serce? Na świńskim
pastwisku pojawia się ojciec, ale… zastaje syna na tyle pogrążonego w rozpaczy, że nie ma do niego żadnego
dostępu: ten nie chce go słuchać, a na wszelkie próby zbliżenia, serdecznego objęcia, odpowiada
opryskliwością i gniewem. Takim ludziom złe duchy łatwo wykrzywiają obraz Boga jako dalekiego,
nieprzystępnego, obojętnego na ich los, a nawet mściwego, więc nie potrafią się do Niego zwrócić w
modlitwie, a tym bardziej zaufać Mu i chcieć zacząć pełnić Jego wolę.
Gdy głód staje się nieznośny, syn podejmuje decyzję i wyrusza w kierunku domu, ale, niestety, tylko z
egoizmu, nie mając innego wyjścia! Wracając, wcale nie myśli o ogromnym cierpieniu swojego ojca, za
spowodowanie którego trzeba bardzo żałować, przeprosić, odpokutować, lecz o zaspokojeniu swoich
własnych potrzeb: może uda mu się ukradkiem wmieszać pomiędzy sługi i najeść się do syta, zamiast
cierpieć głód i poniżenie. Trwa więc ciągle w stanie odrzucania, a może omijania ojca, i jest upokorzony i
wściekły, gdy nagle ten wychodzi mu na spotkanie! Wcale nie chciał dać mu dostępu do swojej biednej
przeszłości, lecz będzie to nieuniknione – będzie teraz osądzony (w naszym wypadku chodzi o sakrament
pokuty w warunkach zwyczajnych, a o „prześwietlenie sumienia” w „Ostrzeżeniu”), więc chętnie rzuciłby
się do ucieczki, a powstrzymuje go tylko głód. Miłość ojca, pełna tęsknoty za nim, jest dla niego czymś
obcym i niezrozumiałym: „agresywna” w tym wybiegnięciu mu naprzeciw, mocnym uścisku, zamknięciu
ust próbującemu się usprawiedliwiać winowajcy, wybaczeniu wszystkiego, zorganizowaniu hucznej zabawy.
Możemy przypuszczać, że wielu takich marnotrawnych synów nie spojrzy przychodzącemu w chwale
Jezusowi w oczy, nie pozwoli „objąć się za szyję” i uścisnąć, zwłaszcza na widok swego zmarnowanego
życia, lecz wprost przeciwnie – zawoła do gór: „Padnijcie na mnie!”, a do pagórków: „Przykryjcie mnie!”
i odizolujcie od przenikliwego wzroku Jezusa! (por. Łk 23,30). I tym właśnie ludziom, stającym w ten sposób
na krawędzi wiecznego potępienia, możemy właśnie my przyjść z pomocą, jeśli (zwłaszcza teraz – pod
koniec okresu Bożego Miłosierdzia) za nich będziemy się modlić i Bogu ofiarować swój codzienny krzyż,
a może nawet swoje męczeństwo za wiarę, do którego niektórzy z nas będą powołani.
Z „Kalendarza Anielskiego”, obecnie niedostępnego, zapamiętałem (pod jaką datą umieszczony – nie
pamiętam) opis Anioła Krawędzi: jest olbrzymem, mocarzem, bez przerwy czuwającym na granicy życia
i śmierci, między ziemią a krawędzią piekła, do którego wpadają dusze grzeszników. Gdy tylko jakiś
najmniejszy pretekst na to pozwala, gdy horda piekielnych duchów nie ma jeszcze ostatecznego pozwolenia
na porwanie duszy jako „swojej”, rzuca się jej na ratunek i porywa ją z tej krawędzi wzwyż, z ciemności ku
światłu, w kierunku Wiecznej Światłości. Łatwo się domyślić, że dusza ta nagle otrzymuje największą z łask:
szczery żal za grzechy, wystarczający do zbawienia.
Kojarzy mi się ta służba Anioła Krawędzi z naszą, z wykorzystaniem przez dusze-ofiary wszelkich
możliwości, by ratować ginących. Jest to specjalne powołanie, niełatwe i ogromnie odpowiedzialne, a nawet
niezastąpione wobec zbliżającego się „Ostrzeżenia”. To porównanie pozwala mi nazwać dusze-ofiary
„ziemskimi aniołami krawędzi”!

W DWUSZEREGU ZBIÓRKA! NA RAMIĘ BROŃ!

Może i Ty, Drogi Czytelniku, rozpoznasz u siebie to powołanie…? Może razem staniemy W
PIERWSZYM SZEREGU tych, na których ostatnie ofiary czeka Niebo, by już zamknąć jedną kartę
dziejów, a przystąpić do otwierania następnej? Czy nie płonie w Tobie ogień ofiary – gorące pragnienie
poświęcenia się za miliony grzeszników? Nawet jeśli do tej pory Twoje serce nie otwierało się aż tak szeroko
– miałeś wątpliwości, czy Twoja ofiara „wystarczy” nawet tylko za kogoś z członków Twojej rodziny – to
teraz wiedz, że w ostatnich chwilach starego świata jest inaczej: Twoja ofiara, jeśli złączysz ją z Ofiarą
Chrystusa, może być ratunkiem dla ogromnej rzeszy ludzi! Czy kropla wody, wpuszczona do oceanu, nie
staje się oceanem? Podobnie jest z naszą „kroplą” ofiarnej miłości, gdy nasz Pan złączy ją ze swoją miłością
i zaniesie cały „ocean” przed tron Ojca Niebieskiego. Jezus nie porwie jednak tej „kropli” przemocą, lecz
z wdzięcznością przyjmie ofiarowaną. Ojciec Niebieski nie pozwoli Mu na powtórne złożenie siebie samego
w ofierze krzyżowej, choć Miłość jest gotowa na wszystko, jednak czeka na nasze ofiary.
A co będzie – zapytasz – jeśli Bóg weźmie moją ofiarę „na poważnie” i zechce dać mi łaskę
męczeństwa? Jest to tak wielka łaska – odpowiem – że warto jej pragnąć, chociaż nie zawsze łatwo o nią
prosić… Jeśli pozwolisz Duchowi Świętemu swobodnie modlić się w Tobie, łatwiej ją otrzymasz,
szczególnie dzięki Jego darom męstwa i mądrości. Męstwo napełnia nas odwagą, porywa serce do wielkich
czynów, pobudza do heroizmu, zaś mądrość pozwala na wszystkie ziemskie rzeczy i sprawy patrzeć pod
kątem wieczności, a więc we właściwej perspektywie: to, co najważniejsze, umieścić na pierwszym planie.
Skoro już wiesz, że to ja jestem autorem książki „Wejdź do radości”, powiem Ci bez ogródek, że ostatni
jej rozdział zawiera opis… mojej własnej śmierci! Szczegóły tego opisu nie są istotne – może to być nóż,
a może kula z pistoletu – ważne jest to, że krótki ból konającego, do tego złagodzony przez Anioła Stróża,
w jednym momencie zamienia się w Wieczną Radość! I do tej Radości drży już teraz moje serce, odliczam
miesiące, które mnie od niej dzielą. To, że umieściłem tę scenę w pobliżu końca świata, wcale nie znaczy,
że to jest jej właściwe miejsce. Wprawdzie będzie to wtedy czas męczenników (ostatnich, gdyż nikt już do
czyśćca nie pójdzie – nie będzie go, lecz wszyscy muszą oczyścić się na ziemi), jednak i teraz nadchodzą dni
męczeństwa wielu. Padną oni, jak wspomniałem, pod ciosami tych, którzy po „Ostrzeżeniu”, zamiast się
nawrócić, jeszcze mocniej przylgną do szatana i staną się jego sługami, a ich prześladowcami.
Jednak nawet i dla tych nieszczęsnych prześladowców będzie jeszcze ostatnia szansa. Otóż miłość ich
ofiar – ludzi przez nich prześladowanych – dzięki łasce Boga może stopić ich lód i zamienić w ogień. Mówią
święci, że nikt nie może otrzymać od Boga tak wielkiego naręcza łask, jak ofiara dla swojego prześladowcy,
jeśli tylko za niego prosi; jak Szczepan dla Szawła, uczestniczącego w zadawaniu mu śmierci. To dlatego
na samym wstępie do tego listu zamieściłem parafrazę słów Pana Jezusa: „Nikt nie ma większej miłości niż
ten, kto życie swoje oddaje za swoich przyjaciół” – za tych, którzy są nimi dzisiaj, ale i za tych, którzy będą
nimi w przyszłości, a dzisiaj są jeszcze wrogami!
O moi Przyjaciele-zabójcy, bliżsi mi z każdym krokiem, który prowadzi Was do mnie! Choć tego nie
wiecie, swoim czynem weźmiecie udział w przygotowaniu wszystkiego na moje największe święto – na
dzień mojego „wniebowzięcia”! To prawda, że od lat modliłem się za Was i teraz to czynię. Widziałem
Wasze twarze na swoim pogrzebie. Obiecuję Wam, że gdy opuścicie ziemię, razem z Waszymi Aniołami
Stróżami i innymi bliskimi z radością wyjdę Wam na spotkanie, poprowadzimy Was wspólnie do Bramy
Nieba!
Drogi Czytelniku, możesz stanąć wobec pytania: po czym mógłbym poznać, że ta właśnie łaska Boża
– łaska przeistoczenia się w „anioła krawędzi”, a może nawet męczeństwa za wiarę – może stać się moim
udziałem? Na to pytanie nie potrafię Ci odpowiedzieć, gdyż Bóg nie posługuje się jednym szablonem w
odniesieniu do wszystkich swoich dzieci. Jeśli zapytasz Go o to, z pewnością otrzymasz Jego wyraźną
odpowiedź, choć w swoim czasie. Ja otrzymałem ją wiele razy i na różne sposoby. Prosiłem nawet o jej
potwierdzenie przez „pieczęć Ducha Świętego – pieczęć tęsknoty”, i taką też otrzymałem. Muszę przyznać,
że powaliła mnie! To już nie było to młodzieńcze odpływanie w „różową dal”, choć i tamto było porywające,
lecz tak strasznie mocne pragnienie Nieba, że noc stała się dniem, a ziemskie życie – wprost niemożliwym!
Dobrze, że trwało to tak krótko, gdyż nie potrafiłbym z tym żyć, a więc i w tej chwili pisać! Rozumiem teraz
błaganie świętego Ignacego z Antiochii, wiezionego na śmierć do Rzymu (na arenie cyrkowej miał być zabity
przez dzikie zwierzęta), by nikt nie modlił się o jego ocalenie, gdyż dla niego „ocaleniem” była już tylko…
upragniona śmierć! „Pozwólcie mi żyć” – znaczyło dla niego: „Pozwólcie mi umrzeć”. Czyż zresztą
podobnych słów nie wyszeptał bł. Jan Paweł II w ostatnich ziemskich godzinach?
Jedną z najwyraźniejszych oznak takiego powołania może być przemożne pragnienie uratowania wielkiej
(jak największej!) liczby dusz od wiecznej śmierci. Nie wystarczy (w tym wypadku) chcieć tylko włączyć
się do szeregu dusz-ofiar, to znaczy tych, którzy po prostu siebie składają Bogu w ofierze (bez jakiegoś
ukierunkowania swojej ofiary), gdyż do takiej ofiary powinni dojrzeć absolutnie wszyscy ludzie! To właśnie
ona sprawia, że zaczynają oni uczestniczyć w kapłaństwie powszechnym, zobowiązani przykazaniem do
miłowania Boga ze wszystkich swoich sił i możliwości. Trzeba tu zaznaczyć, że wielu, niestety, wcale nie
dojrzewa na ziemi do takiego pełnego ofiarowania się Bogu z miłości; osiągają to dopiero wówczas, gdy
muszą rzucić się po sądzie w otchłań czyśćca. Tam jednak ich ofiara już nikomu, poza nimi samymi, raczej
pomóc nie może, a więc nie uczyni z nich apostołów, gdyż to jest możliwe tylko na ziemi. Tak, tylko i
wyłącznie tu i teraz można stać się apostołem Jezusa i przystąpić do połowu dusz… siecią własnej za nie
ofiary (choć nie jedyna to sieć). I powtarzam: jeśli ktoś rozpozna teraz w sobie nie tylko ogień miłowania
Boga w sposób ofiarny, ze wszystkich sił, ale także ogromne pragnienie przyprowadzenia do Niego wielu
za cenę własnej ofiary – może przypuszczać, że został zdobyty dla Bożej Sprawy. Najprawdopodobniej
będzie więc teraz prowadzony przez Ducha Świętego w kierunku najbardziej wzniosłej służby i
najwspanialszego ze wszystkich powołań.
– Czy co do samego siebie – jesteś tego pewien? – może ktoś zapytać… Ofiarowałem się Bogu w tej
intencji już dawno temu, może przed 35 laty, i odnoszę wrażenie, że moja ofiara została przyjęta. Nawet
nabieram pewności. Czekając na Swój Dzień, czuję się coraz bardziej wolny i szczęśliwy. Co zaś do sposobu,
w jaki moja dusza opuści ten świat – tak, jestem go pewien, choć szczegóły nie są tu istotne. Jeśli chodzi o
czas – nie mam tej pewności, i pewno nikt mieć jej nie będzie. Czyż nasz Pan nie porównał siebie do
złodzieja, który zaskakuje w nocy swoim przyjściem? Mimo jednak braku tej pewności, z wielką nadzieją
i radością odliczam już miesiące, które dzielą mnie od tego najwspanialszego i najbardziej uroczystego dnia
mojego ziemskiego życia!
Czy może być jednak tak, że kogoś ogarnie takie przemożne pragnienie i uzna w nim łaskę Bożą, jednak
ofiara jego nie zostanie przez Boga przyjęta, tzn. nie umrze śmiercią męczenników?
Pytanie zostało źle postawione: nie istnieje nawet najmniejszy okruszek miłości, który by nie był przez
Boga dostrzeżony, przyjęty i doceniony, gdyż… On patrzy w serce! Patrzy w nie zarówno tam, gdzie chodzi
o miłość, jak i o jej zaprzeczenie (np. „cudzołóstwo w sercu” pod wpływem pożądliwych spojrzeń,
napiętnowane przez Pana Jezusa). Istnieją dwa rodzaje męczeństwa: męczeństwo krwi i męczeństwo
pragnienia (inaczej: w pragnieniu). To drugie, najczęściej dłużej trwające, nawet całymi latami, może być
nie mniej zasługujące niż pierwsze! Jeśli ktoś spala się powoli jak świeca, dzień po dniu, a przy tym spala
się w ofierze za nawrócenie grzeszników, jak Bóg mógłby nie przyjąć jego ofiary?! Bardzo ceni ją sobie na
ziemi i sowicie wynagrodzi w wieczności – kto wie, czy nie postawi jej na równi z ofiarą znanych apostołów
i męczenników.
Tak więc dusze-ofiary, nie mające pewności, do którego z tych dwóch rodzajów męczeństwa zostały
powołane, niech mężnie i cierpliwie niosą swój codzienny krzyż, ale warunek: niech rozszerzą teraz swoje
serce na całe miliony zagrożonych dusz, a swoją „sieć rybacką” niech reperują, przeplatają i wiążą, aż będzie
się nadawała do wielkich połowów. Ta „sieć” to nadzieja. Właśnie od niej zależy obfitość połowu dusz, i
tylko ona daje się zanurzyć w Oceanie Bożego Miłosierdzia – tego Miłosierdzia, które chcemy wyjednać dla
grzeszników.
Od wielu Czytelników, powołanych do tego, by otrzymać wielką łaskę życia w „Nowym Świecie”, Bóg
oczekuje w tej chwili stawania się „aniołami krawędzi” przez wejście na drogę męczeństwa w pragnieniu.
Pewną pomocą w tym względzie może być moja książka „W Szkole Krzyża”, na końcu jej pierwszego tomu
zamieściłem nowennę przed dniem ofiarowania się Bogu za zbawienie bliźnich. Wykorzystały ją już przez
lata tysiące ludzi, a wielu z nich ponawia tę nowennę co roku, traktując ją jako przygotowanie się do
Wielkiego Piątku, kiedy to dusze-ofiary ponawiają swój akt oddania się Bogu. Kto się „przegryzie” przez
tę nowennę, złożoną z rozmyślania i modlitwy na każdy dzień, może mieć ułatwioną i decyzję, i drogę, jeśli
na nią wstąpi. Ja zaś obiecuję, że wszystkich kroczących tą drogą będę wspierać codziennym
błogosławieństwem o godzinie 15-tej, włączę także ich intencje w Mszę świętą za wszystkie dusze-ofiary
świata w Wielki Czwartek, a więc w ostatnim dniu nowenny, a w wigilię Wielkiego Piątku. W tym roku
nowenna przed Wielkim Piątkiem rozpoczyna się 28 marca.
Ziemscy „aniołowie krawędzi”, którzy z jakichś względów nie chcą lub boją się stanąć w pierwszym
szeregu dusz-ofiar, powinni znaleźć sobie miejsce… W DRUGIM SZEREGU! Mają oni pracować i
walczyć, i to teraz z największym poświęceniem, przynajmniej bronią modlitwy. Rodzaj tej modlitwy
wskazywało nam Niebo wiele razy: jest nią przede wszystkim Msza święta, adoracja Najświętszego
Sakramentu, Różaniec, Koronka do Miłosierdzia Bożego, zanurzanie grzeszników we Krwi Chrystusa. (Co
do naszego codziennego Różańca – to właśnie on, pozbierany z całego świata, ma stać się tym łańcuchem,
którym związany zostanie przez Anioła Apokalipsy szatan, by „nie zwodził narodów”). Jeśli nawet ktoś te
modlitwy praktykował, niech w tej chwili na nowo przemyśli, razem ze mną, ich cechy i zasięg. Proszę mi
jednak wybaczyć, że będzie to zaledwie kilka uwag, a mogłaby być cała książka!
Wielu skarżyło się na trudności w pełnym uczestnictwie we Mszy świętej. Udzielałem prostej rady: nie
traktuj jej jak swoich modlitw osobistych w domowym zaciszu i nie próbuj się „skupiać”, bo to jest trudne,
lecz wprost przeciwnie – „rozprosz się”, i to maksymalnie, na cały świat! Weź w swoje dłonie ludzi wokoło,
swoje środowisko, ojczyznę, całą kulę ziemską, i podnoś z ufnością, miłością, mocą ku Niebu, ku Ojcu przez
Chrystusa w Duchu Świętym. Gdy będziesz prosić za miliardy ludzi, wszystkim Bóg udzieli łaski w obfitości,
gdyż On nie jest ograniczony w swoich darach – nigdy Mu ich nie zabraknie, a każdego człowieka kocha całą
swoją miłością. To samo dotyczy innych modlitw, jeśli tylko wypływają z serca.
Nie za bardzo wierzmy w „automatyzm” modlitw, nieraz połączonych z kuszącymi obietnicami i ze
szczegółowym wyliczeniem „przydziału łask”, gdyż trzeba na to spojrzeć nieco inaczej. Skutek każdej
modlitwy zależy przede wszystkim od miłości, ufności, bezinteresowności, z jaką z serca wypływa, a
niekoniecznie od ilości, a nawet jakości słów. Dwie osoby mogą odmówić tę samą modlitwę, ale każda zrobi
to inaczej, w innym duchu, z innym zaangażowaniem, z różnym stopniem zanurzenia w łasce Bożej, więc
i jej skutki mogą być różne. Poza tym strzeżmy się modlitw, nie posiadających aprobaty władzy duchownej,
gdyż właśnie ta władza ma jakby „klucz” do skarbca Bożych łask, udzielanych Kościołowi. Nie dziwmy się
więc temu, że biskupi nie zgadzają się na drukowanie nowych modlitw bez ich aprobaty. Chodzi tu nie tylko
o uniknięcie błędów teologicznych i dziwolągów, lecz i o obfite czerpanie właśnie z tego skarbca.
Jest prawdą, że nasze modlitwy będą się nam nieraz wydawać nijakie, słabe, mało skuteczne, a i
piekielne duchy będą nam je zakłócać i zniechęcać nas do nich. Weźmy jednak pod uwagę, że o ile na prośby
o czyjeś zdrowie czy ziemską pomyślność Bóg może nie odpowiadać, bo niekoniecznie jest to dla nas
korzystne, to na modlitwę o czyjeś nawrócenie, uświęcenie, zbawienie – „musi” odpowiedzieć, i to zawsze
i bez wyjątku, choć w swoim czasie, a nie naszym! Ten „przymus” wynika z Jego nieskończonej miłości do
każdego Jego dziecka i na gorącym pragnieniu uczynienia go szczęśliwym. Pamiętajmy jednak o dwóch
ważnych rzeczach: że zbawienie jednych Bóg uzależnił od apostolstwa innych, by tym innym stworzyć pole
do zasług, jak też o tym, że udziela z obfitości swoich darów na miarę ufności w Nim pokładanej.
A teraz… najwyższy czas – godziny są policzone! – byśmy rzucili się z bronią modlitwy na ratunek już
nie tylko swoim znajomym, nie tylko swojej ojczyźnie (piszę to jako członek Krucjaty Różańcowej za
Ojczyznę, jednak z mocą powtarzam: nie tylko Ojczyźnie!), gdyż niedługo – jak gdzie indziej wspominam
– apokaliptyczny Anioł z Kadzielnicą zakończy swoją misję przed tronem Boga. Gdy już ostatnia modlitwa
z ziemi zostanie przyjęta, dym kadzidła przestanie się unosić, Bóg wyciągnie swą sprawiedliwą dłoń nad
ziemią. Gdy jeszcze na razie ten dym się unosi, gdy trwa okres Bożego Miłosierdzia, spieszmy się!
Poszerzmy swoje serce i nie bójmy się prosić o nawrócenie, zdobywać dla Boga bardzo wielu serc, jak ci z
„pierwszego szeregu”, którzy ofiarują się Bogu „za nawrócenie milionów”. I oby do tej „akcji ratunkowej”
przystąpili teraz wszyscy! Jak jednak do nich dotrzeć w obecnej sytuacji? Kto tylko może, niech werbuje
ochotników do naszej armii, wskazuje lekturę, podsuwa argumenty, przyświeca własnym przykładem.
Jeśli, Drogi Czytelniku, zaczynasz myśleć o włączeniu się do tego „drugiego szeregu”, trzeba, byś nabrał
zapału i ducha ofiarności. Zanurz więc swoje serce… może najpierw w „lodzie”, a potem w „ogniu”:
przeczytaj opis jakiegoś doświadczenia piekła (np. św. Faustyny, św. Jana Bosko, Łucji z Fatimy, Józefy
Menendez, siostry M. z W.), a potem Nieba (również św. Jana Bosko – jego spotkanie ze św. Dominikiem
Savio, a może pilota Dale Blacka z książki „Lot do Nieba” czy Don Pipera z „90 minut w Niebie”, obie
wydawn. Polwen). Po takiej „duchowej kąpieli” jaśniej sobie uświadomisz niezastąpione zadanie
„ziemskiego anioła krawędzi” wobec zbliżających się do skraju wiecznej przepaści tych, których powołaniem
jest wzlecieć ku Wiecznemu Szczęściu. Wtedy z ogromną ufnością w Boże miłosierdzie natychmiast zajmij
swoje miejsce przy tej „krawędzi” i działaj, dopóki to możliwe! Owoce poznasz w przyszłości, a teraz… być
może doznasz wielu przeszkód i zniechęcenia, lecz one mogą być tylko potwierdzeniem ważności Twojej
misji. Im bardziej piekło dostanie po głowie (i będzie tracić swoje ofiary), tym bardziej będzie się wściekać
(może uderzając w Ciebie?), a Ty – tym bardziej masz się cieszyć!
Niech na mocarnego Anioła Krawędzi wejrzy teraz Miłosierny Bóg i tysiąckrotnie, w obliczu
nadchodzącego „Ostrzeżenia”, pomnoży jego siły. Niech też – przez przemożne orędownictwo Maryi, Matki
Miłosierdzia – błogosławi wszystkie swoje „ziemskie anioły krawędzi” na walkę o dusze, a ich „sieci na
połów” powiększy i wzmocni: Bóg Ojciec i Syn i Duch Święty.
Matko Najświętsza, wkrótce obeschną Twoje krwawe łzy, bo bliski już jest Tryumf Twego
Niepokalanego Serca, o który wspólnie walczymy

Adam Skwarczyński

Opublikowany w Alert, Apokalipsa, Ciekawe, Cuda, Kościół, Objawienia, Ostrzeżenie - Pilne orędzia 2010-2011, Prośba o modlitwę, Prześladowanie Chrześcijan, Szatan, Warto wiedzieć, Z Aniołem do Nowego Świata | Otagowane: , | Komentarzy: 161 »

Modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące

Posted by Dzieckonmp w dniu 23/02/2012

Nadesłane przez Macieja

Zwracam się z prośbę do uczestników forum abyśmy wspólnie zjednoczyli się w modlitwie i w danym dniu (zaproponowałem piątek 24 lutego) modlili się szczególnie za dusze w czyśćcu cierpiące. Najlepiej modlitwą św. Gertrudy wybawiającą każdorazowo tysiąc dusz z czyśćca! Już 5 osób odmawiając tą krótką modlitwę 200 razy jest w stanie dopomóc MILIONOWI DUSZ!!! A co dopiero jeśli zebrałoby się Nas więcej ??? A Pana blog skupia wielu ludzi, którym los dusz w czyśćcu cierpiących nie jest obcy,
niektórzy zapewne zetkną się z tymi modlitwami pierwszy raz i być może na stałe włączą je do kanonu swoich ulubionych modlitw. A te są szczególne dlatego proponują abyśmy w dniu 24 lutego szczególnie zjednoczyli się w modlitwie wszyscy ku pomocy duszom w czyśćcu cierpiącym modlitwą św. Gertrudy czy Różańcem drogi krzyżowej ( wybawiając 10 000 dusz przy jednorazowym tylko odmówieniu!) Oczywiście dobrze byłoby abyśmy do owego piątku oczyścili nasze serca i przygotowali się do tej ‘krucjaty’ by
modlitwa była jak najbardziej skuteczna! Myślę, że przy wspólnej akcji, a wówczas mobilizacja jest większa i środki większe i pomoc dla dusz znacząca! – jesteśmy w stanie zrobić naprawdę wiele, pewnie nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić jak wiele i ilu przyjaciół w niebie możemy pozyskać :)

Zaproponowałem aby wspólna modlitwa odbyła się np po apelu jasnogórskim, ale niech ten cały dzień stanie się pomocą dla dusz cierpiących od forumowiczów bloga :)

Modlitwa św. Gertrudy:

“Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Najdroższą Krew Boskiego Syna Twego, Pana naszego, Jezusa Chrystusa, w połączeniu ze wszystkimi Mszami Świętymi dzisiaj na całym świecie odprawianymi, za dusze w Czyśćcu cierpiące, za umierających, za grzeszników na świecie, za grzeszników w Kościele powszechnym, za grzeszników w mojej rodzinie, a także moim domu. Amen”

Różaniec Drogi Krzyżowej:

“Na Krzyżyku: Wierzę w Boga Ojca…

Na dużym paciorku: Na cześć Trójcy Przenajświętszej: Ojcze Nasz…

Na trzech małych paciorkach:
1. Na cześć Niepokalanego Poczęcia Maryi:
Zdrowaś Maryjo…
2. Na cześć Maryi Matki Boga: Zdrowaś Maryjo…
3. Na cześć Maryi zawsze Dziewicy: Zdrowaś Maryjo…

Na dużym paciorku: Chwała Ojcu…

I Stacja
Pan Jezus na śmierć skazany.

Na dużym paciorku: Ojcze Nasz… Chwała Ojcu…
Na dziesięciu małych paciorkach: Jezu, Maryjo, Józefie, kochamy was, ratujcie dusze

Po Każdym Dziesiątku:
O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do Nieba, szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego Miłosierdzia.

Błogosławione niech będą Rany Jezusa Chrystusa, bo One wyzwoliły nas od kar za grzechy. Błogosławiona niech będzie Jego Drogocenna Krew. która obmywa nas z naszych grzechów.

(Modlitwy jak wyżej przy każdej kolejnej stacji).

II Stacja- Pan Jezus bierze Krzyż na Swe Ramiona,
III – Pan Jezus upada pod Krzyżem po raz pierwszy.
IV – Pan Jezus spotyka Matkę; Bolesną
V – Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść Krzyż
VI – Św. Weronika ociera Twarz Panu Jezusowi
VII – Pan Jezus upada pod Krzyżem po raz drugi
VIII – Pan Jezus spotyka płaczące niewiasty
IX – Pan Jezus po raz. trzeci upada pod Krzyżem
X – Pan Jezus z szat obnażony
XI – Pan Jezus do Krzyża przybity
XII – Pan Jezus umiera na Krzyżu.
XIII – Pan Jezus z Krzyża zdjęły.
XIV – Pan Jezus do Grobu złożony.

Na Zakończenie
Witaj Królowo Matko Litości, nasza nadziejo, życia słodkości – Witaj Maryjo, Matko Jedyna, Matko nas ludzi- Salve Regina! Nędzne my dzieci Ewy wołamy, do Ciebie Matko z płaczem wzdychamy.. – Niech nas wspomaga Twoja przyczyna, na tym padole- Salve Regina’ O pośredniczko, rzuć swe wejrzenie – łaskawe od nas przyjmij westchnienie. Pokaż nam Matko Twojego Syna – w górnej krainie – Salve Regina! Pomnij, o najdobrotliwsza Panno Maryjo, iż od wieków nie słyszano, aby ktokolwiek uciekając się do
Ciebie, Twej pomocy wzywając. Ciebie o przyczynę prosząc, miał być przez Ciebie opuszczony. Tą ufnością ożywiony, o Panno nad pannami i Matko, biegnę do Ciebie, staję przed Tobą jako grzeszny człowiek, drżąc i wzdychając. Nie chciej, o Matko Słowa Przedwiecznego gardzić słowami moimi, ale je usłysz i wysłuchaj, O łaskawa, o litościwa, słodka Panno Maryjo. Amen.

Modlitwa do Św. Józefa
Pomnij, o Najczystszy Oblubieńcze Najświętszej Maryi Panny, że nigdy nie słyszano, aby ktokolwiek wzywając Twej pomocy, miał być przez Ciebie opuszczony. Tą ufnością ożywiony, przychodzę do Ciebie, Stróżu i Opiekunie Syna Bożego- Jezusa Chrystusa- i proszę o Twoją opiekę teraz, a szczególnie w ostatniej chwili życia mojego. Amen.”

Matka Boża 5.01.1984 r. powiedziała: “Żebyś zrozumiał wielką moc tej modlitwy (Różaniec Drogi Krzyżowej), zatem Ja ci teraz objawiam przez Serce Mojego Boskiego Jezusa tę cudowną łaskę. Za każdym razem, kiedy ta modlitwa zostanie odmówiona, dziesięć tysięcy dusz zostaje zbawionych i otrzymuje łaskę wejścia do Królestwa Raju.”

Mozna również w tejże intencji ofiarować różne inne modlitwy, ktoś na blogu podał np modlitwę wybawiającą od piekła milion dusz podaną przez Żywego Płomienia:

“Matko Boża! Tę modlitwę składam w Twoim Niepokalanym Sercu, ponieważ Ty wiesz najlepiej, gdzie i komu w danej chwili ona jest najbardziej potrzebna.

W dniu dzisiejszym łączę moje cierpienia i mój krzyż i cierpienia i krzyże ludzi, którzy nie ofiarują ich Bogu, z Twoim Krzyżem Panie Jezu przez Niepokalana Mamę Twoją i proszę Cię:

Panie Jezu przez Bolesną Mękę Twoja i Krew, którą wylałeś za nas, za mnie na Krzyżu, przez Najświętszą Agonię Twoją przez Miłosierdzie Boże, daj łaskę zbawienia duszom dziś i w tej chwili umierającym, aby nie poszły na wieczne potępienie.”

Za każdorazowe odmówienie tej modlitwy zabezpiecza jeden milion dusz od potępienia wiecznego. Obietnica dana 25.I.2011 r. Pan Jezus zachęca nas do jak najczęstszego odmawiania tej modlitwy, jako specjalnego przeznaczonego na te czasy naczynia Bożego

Jeśli jest to możliwe dziękuję! Jak nie – rozumiem :) I gorąco pozdrawiam życząc wytrwałości!!!

Maciej

Opublikowany w Apel, Prośba o modlitwę | Otagowane: , , | Komentarzy: 62 »

Słudzy Pana. Kapłani proszą o modlitwę

Posted by Dzieckonmp w dniu 19/02/2012

Koniec marudzenia i narzekania, czas się brać do roboty modlitewnej tak jedni jak i drudzy, szczególnie te osoby, które nie są w Margaretkach, sami kapłani wołają o modlitwę za siebie jak widać poniżej. Proszę powiadamiać swoich proboszczów o akcji , niech się włączą w to dzieło. Mamy aż 40 dni czasu do rozpoczęcia akcji. Jest to wykonalne i nie trudne.Mamy szanse uratować Kościół, wiarę , Polskę.

 

Szczęść Boże!

Bardzo chcielibyśmy zainteresować Państwa dziełem, które pragniemy przeprowadzić w Wielki Czwartek, 5 kwietnia 2012, w parafiach na terenie Polski, a także w parafiach polonijnych. Akcja ta w sowim założeniu ma dotyczyć zaangażowania wiernych poszczególnych parafii w modlitwę za kapłanów i uwrażliwiać w odpowiedzialności za Kościół i jego kapłanów. Modlitwa ta miałaby trwać 30 dni. I w zależności od woli modlącego albo trwać nadal, albo zostać przekazana kolejnej osobie lub zakończona. Ponieważ parafię może zgłosić proboszcz lub wikariusz, dlatego bardzo prosimy o podsunięcie swoim księżom pomysłu udziału w tej akcji i promocję najskuteczniejszą formą poczty “pantoflowej”. Dziękujemy, jak zawsze za Waszą pomoc!!!

Parafia, która wyraziłaby taką chęć po Liturgii Wielkiego Czwartku rozdałaby chętnym wiernym wizytówki/intencje, na której widniałoby imię, rok świeceń konkretnego księdza i intencję (ta sama dla wszystkich) w tym roku modlimy się o miłość do Kościoła i zapał w dziele Nowej Ewangelizacji (wizytówki parafia otrzymuje już przygotowane, z imieniem księdza i rokiem święceń). Oraz byłyby tam wyjaśniony sens i idea dzieła. Wizytówki/intencje otrzymywałby konkretna parafia po wypełnieniu zgłoszenia na naszej stronie. Udział w akcji jest bezpłatny, prosimy jedynie o pokrycie kosztów przesyłki, która będzie zawierać plakaty, wizytówki/intencje, treść ogłoszenia do odczytania wiernym oraz list do Księdza wyjaśniający ideę dzieła.

Naszym marzeniem jest, aby objąć modlitwą wszystkich polskich kapłanów zakonnych i diecezjalnych, jest ich ponad 33 000, ufamy, że się uda.

W związku z tym chcielibyśmy bardzo zachęcić do udziału w tej akcji, wszelkie szczegóły oraz możliwość zgłoszenia przez kapłana parafii można dokonać przez naszą stronę http://www.kaplani.com.pl/mysli/akcja.php:

opiekunowie akcji:

ks. Andrzej Leszczyński
ks. Jacek Socha
ks. Jan Uchwat

Organizatorem akcji jest portal http://www.kaplani.com.pl/mysli/akcja.php

 

Opublikowany w Apel, KOMUNIKATY, Kościół, Prośba o modlitwę | Otagowane: , | Komentarzy: 125 »

31 stycznia 2012, jako specjalny dzień modlitwy

Posted by Dzieckonmp w dniu 31/01/2012

Matka Boża przekazała przez Marię Bożego Miłosierdzia prośbę o ogłoszenie dnia 31 stycznia dniem modlitwy za wszystkich ludzi  którzy  podczas Ostrzeżenia  zakończą swoje życie tutaj na ziemi. W odpowiedzi na prośbę Matki Bożej apeluję do Internetowego Koła Modlitewnego o odpowiedź na apel Matki Bożej. Oto słowa jakie wczoraj od Niej otrzymaliśmy:Ty, Moje dziecko, musisz poprosić wszystkich wyznawców tych boskich orędzi, aby przeznaczyli jutrzejszy dzień, wtorek 31 stycznia 2012, jako specjalny dzień modlitwy.

Matka Boża prosi nas abyśmy modlili się różańcem

KTO NIE UMIE ODMAWIAĆ RÓŻAŃCA MOŻE RAZEM Z FILMIKIEM NA KTÓRYM JEST CZĘŚĆ RADOSNA

oraz Koronką do Bożego Miłosierdzia. Oto słowa jakie wczoraj od Niej otrzymaliśmy: “W tym dniu musicie odmawiać Najświętszy Różaniec i modlitwy do Bożego Miłosierdzia.”

KTO NIE UMIE LUB NIE ZNA MOŻE WŁĄCZYĆ SIĘ  POPRZEZ TEN FILM

Matka Boża poprosiła nas również aby w tym dniu pościć w tych samych intencjach. Oto słowa nam dane: “każdy musi spróbować, i pościć w ciągu tego dnia. W ten sposób więcej dusz, zwłaszcza tych w grzechu śmiertelny  m w momencie śmierci, może zostać uratowanych przez Miłosierdzie Mojego ukochanego Syna Jezusa Chrystusa.”

ZAPRASZAM  WSZYSTKICH DO POSŁUCHANIA PROŚBY MATKI BOŻEJ. ZAPROŚCIE INNYCH ABY SIĘ WŁĄCZYLI. RATUJEMY LUDZI, PRZEZ NICH CAŁY ŚWIAT.

Opublikowany w Alert, Apel, Apokalipsa, KOMUNIKATY, Kościół, Objawienia, Ostrzeżenie - Pilne orędzia 2010-2011, Prośba o modlitwę, Różaniec, Warto wiedzieć | Otagowane: , | Komentarzy: 134 »

Apel o dołączanie do Krucjaty Modlitewnej

Posted by Dzieckonmp w dniu 03/01/2012

Niedziela, 23 października 2011, godz. 19:15 (Posłanie Pana Jezusa dla Marii Bożego Miłosierdzia)

Moja gorąco umiłowana córko, musi zostać podane do wiadomości, że chciałbym stworzyć armię grup modlitewnych na całym świecie. Ja wam dam, Moja armio, modlitwy, które powinny być odmawiane, aby zbawiać dusze. Te grupy modlitewne będą się powiększały i z ich szeregów wzrośnie prawdziwa armia oddanych uczniów, aby przynieść prawdę o Mojej Bożej obietnicy zbawienia dla wszystkich.

Grupy te będą tworzyły armię pod dyktando Mojego umiłowanego Ojca, Który zaatakuje ciemności zła spowodowane przez szatana oraz jego wyznawców i zwolenników.

—————————————–
Każdego zgłaszającego się prosimy o codzienną modlitwę w intencjach Pana Jezusa. Modlitwa powinna składać się z Aktu Poświęcenia oraz Koronki do Bożego Miłosierdzia (Oraz Modlitw Krucjaty dyktowanych Marii- przyp. Szymon). Ponadto można odmówić Różaniec oraz inne modlitwy. Czas modlitwy pozostawiamy do osobistej decyzji.

Rejestracja:

 

Jeśli chcesz zgłosić swój akces do naszej grupy modlitewnej– to podaj:

Imię i/lub inicjały, np. WG

Kraj zamieszkania (dla potrzeb naszej statystyki) oraz przybliżony region (jak np. okolice Krakowa lub Gdańska)

Wyślij te informacje na nasz adres:

internetgebetskreis@gmx.net

Oto na bieżąco uaktualniana strona z ilością członków Krucjaty Modlitewnej: http://www.internetgebetskreis.com/pl/cz%C5%82onkowstwo/ilo%C5%9B%C4%87%20cz%C5%82onkow/

Nas, Polaków, jest tu zdecydowanie za mało! Ponieważ sprawa jest bardzo pilna, dobrze byłoby gdyby apel ‘powisiał’ dłużej na szczycie strony tak, żeby jak najwięcej osób mogło się z nim zapoznać. Można zamieścić także informację, że wydrukowana lista członków leży na ołtarzu, i każdy nowy członek Krucjaty jest konsekrowany przez kapłana poprzez odmówienie modlitw konsekracji- modlitwy fatimskiej, Koronki do Miłosierdzia Bożego, a także modlitw która otrzymała Maria od Bożego Miłosierdzia. Ponadto, w każdą środę sprawowana jest Msza Święta za członków Krucjaty i w ich intencjach. (źródło: http://www.internetgebetskreis.com/news/member-list-will-be-brought-to-the-blessed-sacrament/ )

Proszę o spełnienie prośby Pana Jezusa i rozpowszechnianie tej informacji.

Z Panem Bogiem,

Szymon

Opublikowany w Apel, Ostrzeżenie - Pilne orędzia 2010-2011, Prośba o modlitwę | Otagowane: , | Komentarzy: 44 »

Modlitwa o Cud

Posted by Dzieckonmp w dniu 27/12/2011

Video

Odmawiaj tę modlitwę z wiarą,  bez względu na to jak się czujesz. Kiedy dojdziesz do takiego stanu, że będziesz  szczerze pojmował każde słowo całym swoim sercem, doznasz duchowej łaski. Doświadczysz obecności Jezusa  i On odmieni twoje życie w bardzo szczególny sposób. Przekonasz się. [ Peter Mary Rookey, OSM ]


Panie Jezu, staje przed Tobą taki jaki jestem. Przepraszam za moje grzechy, żałuje za nie, proszę przebacz mi. W Twoje Imię przebaczam wszystkim cokolwiek uczynili przeciwko mnie. Wyrzekam się szatana, złych duchów i ich dzieł. Oddaję się Tobie Panie Jezu całkowicie teraz i na wieki. Zapraszam Cię do mojego życia, przyjmuję Cię jako mojego Pana, Boga i Odkupiciela. Uzdrów mnie, odmień mnie, wzmocnij na ciele, duszy i umyśle. Przybądź Panie Jezu, osłoń mnie Najdroższą Krwią Twoją i napełnij Swoim Duchem Świętym. Kocham Cię Panie Jezu. Dzięki Ci składam. Pragnę podążać za Tobą każdego dnia w moim życiu. Amen. Maryjo Matko moja, Królowo Pokoju, Święty Peregrynie Patronie chorych na raka, Wszyscy Aniołowie i Święci, proszę przyjdźcie mi ku pomocy.

Źródło: medziugorje.blogspot.com

Opublikowany w Kościół, Prośba o modlitwę | Otagowane: , , | Komentarzy: 7 »

Figurka Dzieciatka Jezus z Ziemi Świętej

Posted by Dzieckonmp w dniu 16/12/2011

Dziś pierwszy dzień Nowenny do Dzieciątka Jezus. Zapraszam wszystkich do przyłączenia się do Nowenny , a jak się ją odmawia można przeczytać tutaj . Poniżej płaczące Dzieciątko Jezus

Od 24 października 2011, figurka Dzieciątka Jezus, taka jaką czci się w święto Trzech Króli w Betlejem (Adoracja Dzieciątka), została wystawiona do publicznej czci we włoskim mieście Cava de’ Tirreni / Salerno, gdyż od października 2010r płacze krwawymi łzami. Figurkę przywiózł z pielgrzymki do Ziemi Świętej jeden franciszkanin. Zmęczony po podróży, nie rozpakowując bagaży poszedł spać. Rano budzi go delikatny głos: “Otwórz mnie – duszę się”. W pierwszej chwili pomyślał o zmarłej matce, Potem otworzył pudełko i zobaczył, że figurka płacze krwawymi łzami. Pokazał to swojemu biskupowi, który akurat tego dnia przebywał w klasztorze i figurkę zabrano do badania. Wyniki wskazują na krew ludzką i to taka samą jak na Całunie Turyńskim. Po roku czasu z pozytywnym rezultatem oddano ją do czci wiernym.

Wywiad z o. ojcem Luigi Petrone, proboszczem kościoła

 

Opublikowany w Cuda, Film, Kościół, Prośba o modlitwę, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | Komentarzy: 91 »

Godzina Łaski – 8 grudnia od 12.00 do 13.00

Posted by Dzieckonmp w dniu 04/12/2011

 Matka Boża, objawiając się w Święto Niepokalanego Poczęcia, 8 grudnia 1947 r., pielęgniarce Pierinie Gilli w Montichiari we Włoszech powiedziała:

 "Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia, w południe obchodzono Godzinę Łaski dla całego świata.

     Dzięki modlitwie w tej godzinie ześlę wiele łask dla duszy i ciała.

     Będą masowe nawrócenia. Dusze zatwardziałe i zimne jak marmur poruszone będą łaską Bożą i znów staną się wierne i miłujące Boga.

     Pan, mój Boski Syn Jezus, okaże wielkie miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą się modlić za bliźnich.

     Jest moim życzeniem, aby ta Godzina była rozpowszechniona.

     Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny łaski.

     Jeśli ktoś nie może w tym czasie przyjść do kościoła, niech modli się w domu”.

Jak odprawić Godzinę Łaski?

To szczególna godzina i dobrze będzie, jeśli zdołasz wykorzystać ją całą. Im więcej czasu spędzisz z Maryją, tym więcej łask spłynie na ciebie i tych, których nosisz w sercu. Dlatego postaraj się oddać Niepokalanej całą świętą godzinę. Jeżeli to niemożliwe, przybliż się do Jej Niepokalanego Serca na tyle czasu, na ile cię stać. Każda chwila, którą spędzisz przytulony do obietnicy Matki Bożej, okaże się bezcenna!

     Zacznij od przypomnienia sobie obietnic Matki Najświętszej.

     ”W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.

     Skup się na modlitwie i zapytaj siebie: “Co obiecuje mi Matka Najświętsza?”. Ona zapewnia, że Godzina Łaski “zaowocuje wieloma nawróceniami”.

     Proś o łaskę nawrócenia dla tych, którzy jej najbardziej potrzebują.

     ”Serca zatwardziałe i zimne jak ten marmur zostaną dotknięte Bożą łaską i staną się wiernymi czcicielami naszego Pana, i będą Go szczerze miłować (…)”.

     Proś o tę łaskę dla siebie i najbliższych.

     ”Przez to nabożeństwo uzyskacie wiele łask duchowych i cielesnych”.

     Nie bój się prosić o łaski – nawet największe!

     ”Nasz Pan, mój Boski Syn, Jezus, ześle swe przeobfite Miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą stale modlić się za swych grzesznych braci (…)”.

     Proś o łaskę nawrócenia dla grzeszników.

     ”Każdy, kto będzie modlić się w tej intencji i wylewał łzy pokuty, odnajdzie pewną drabinę niebieską, przez me macierzyńskie Serce będzie też miał zapewnioną opiekę i łaskę”.

     A teraz podziękuj za tę łaskę, którą ci dziś Matka Najświętsza gwarantuje!

     W tym momencie możesz zacząć rozmawiać z Maryją modlitwami, które są najbliższe twemu sercu. Odmów Różaniec, przeplatając go aktami miłości (Boże, choć Cię nie pojmuję…) i żalu za grzechy (Ach, żałuję za me złości…). Wyznaj swą wiarę w Boga (Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego), wychwalaj Jego dobroć (Chwała na wysokości Bogu), oddaj się Maryi pod opiekę (Cały jestem Twój, o Maryjo). To słowa szczególnie miłe Maryi. One otworzą dla ciebie Jej Serce, ciebie zaś niech otworzą na Jej dary.

Poczytaj więcej o  Matka Boża w Montichiari

Opublikowany w Kościół, Objawienia, Prośba o modlitwę, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , | Komentarzy: 61 »

Komunikat OO.Paulinów z Jasnej Góry o Krucjacie

Posted by Dzieckonmp w dniu 29/11/2011

Oto komunikat Jasnej Góry (wszystkim znany):

WAŻNY PUNKT IV!!!

MODLITWA ZA OJCZYZNĘ – GŁOS Z JASNEJ GÓRY

Podejmując prośbę Księży biskupów diecezjalnych z dnia 25 sierpnia b.r., aby nowa inicjatywa modlitewna podejmowana przez wiernych Kościoła katolickiego w Polsce w ramach tzw. „Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę”, była poddana pod duchową opiekę Ojców Paulinów z Jasnej Góry, którzy prowadzą już – potwierdzone przez Jana Pawła II – Dzieło Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej, z inicjatywy członków Krucjaty odbyło się dnia 25 września 2011 r. na Jasnej Górze kolejne modlitewne Spotkanie członków Krucjaty, połączone ze Spotkaniem organizacyjnym u Ojców Paulinów. W ramach tego Spotkania potwierdzono oraz ustalono, co następuje:

1. Krucjata Różańcowa za Ojczyznę jest wielkodusznym darem duchowym wiernych, którzy z Maryją, Królową Polski, modlą się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów naszego Narodu. Osoby te czynią to dobrowolnie, zobowiązując się do codziennego rozważania i odmawiania w tych intencjach przynamniej jednej z tajemnic Różańca Świętego, z nadzieją, iż jeśli tę modlitwę podejmie co najmniej dziesięć procent Narodu, pozyskamy wtedy głębszą duchową moc do właściwego poprowadzenia spraw naszej Ojczyzny – Polski.

2. Modlitwę tę publicznie ogłoszono po raz pierwszy w połowie czerwca tego roku. Miesiąc później, dnia 14 lipca, pierwsi zaangażowani w tę modlitwę, tak świeccy i duchowni, spotkali się za zgodą Ojców Paulinów na Jasnej Górze. Uczestnikiem tego Spotkania był m. in. Dyrektor Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej. Spotkanie to ukazało szczerość intencji uczestników oraz ich autentyczną troskę i duchowe zaangażowanie w sprawy Ojczyzny.

3. Na gorącą i pełna nadziei prośbę osób świeckich, które jako pierwsze podjęły tę modlitwę, a spotkały się z zainteresowaniem i zaangażowaniem wzrastającej liczby kolejnych osób, także Księża Biskupi diecezjalni w czasie swojej Konferencji na Jasnej Górze w dniu 25 sierpnia odnieśli się do tej inicjatywy, przekazując duchową opiekę nad tym Dziełem w ręce Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej.

4. Zgłoszenia listowne o przystąpieniu do Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę, indywidualne oraz grupowe, można – podobnie jak dotychczas – wysyłać na adres: Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, Sekretariat, skr.poczt.nr 6, 96-515 Teresin, pod którym korespondencja jest odbierana przez osoby upoważnione do tego przez Ojców Paulinów. Dane z tej korespondencji będą przekazywane regularnie na Jasną Górę. Można też wysyłać zgłoszenia bezpośrednio na Jasną Górę, z dopiskiem na kopercie: Krucjata Różańcowa za Ojczyznę.

5. W dniu wczorajszym potwierdzonych było już 11 342 uczestników Krucjaty. Ojcowie Paulini z Jasnej Góry, podejmując głos Księży Biskupów, gorąco zachęcają wszystkich wiernych do włączenia się w tę wielką Modlitwę Różańcową za Ojczyznę, a uczestników tego Dzieła wspierają swoją modlitwą u tronu Jasnogórskiej Królowej Polski.

o. Zachariasz Jabłoński, definitor Zakonu Paulinów i ojcowie paulini

Jasna Góra, 25 września 2011

 

więc jak rozumieć komunikat kard Nycza z Kurii Warszawskiej

 

Komunikat w sprawie modlitwy różańcowej zwanej Krucjatą Różańcową za Ojczyznę
10 listopada 2011 r.

KURIA METROPOLITALNA
WARSZAWSKA Warszawa
Wydział Duszpasterstwa Ogólnego
ul. Miodowa 17/19
00-246 Warszawa
tel. 22/53-17-221
e-mail: duszpasterstwo@mkw.pl

KOMUNIKAT
Kurii Metropolitalnej Warszawskiej w sprawie modlitwy różańcowej zwanej Krucjatą Różańcową za Ojczyznę

Wobec nieupoważnionego działania tzw. sekretariatu Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę, który w ogłoszeniach prasowych podaje swój adres w Teresinie i mając na względzie dobro duchowe wiernych Archidiecezji Warszawskiej informujemy, że Jego Eminencja Kazimierz Kardynał Nycz, Arcybiskup Metropolita Warszawski powierzył koordynowanie modlitwy różańcowej w intencji Ojczyzny na terenie Archidiecezji Warszawskiej zakonowi Ojców Paulinów w Warszawie.

Kościół zaleca modlitwę różańcową, która jest prowadzona niemalże we wszystkich parafiach naszej Archidiecezji w formie kół różańcowych. Modlitwa ta w zasadzie nie wymaga żadnego formalnego zgłoszenia. Jeśli natomiast ktoś z wiernych chciałby zadeklarować swój udział w Krucjacie Różańcowej w intencji Ojczyzny, powinien swoją deklarację skierować do własnego księdza proboszcza. Księża Proboszczowie są natomiast proszeni o przekazanie takiej deklaracji do Rektora kościoła Ojców Paulinów na adres: ul. Długa 3, 00-263 Warszawa. W tym też kościele Ojcowie Paulini odmawiają modlitwę różańcową codziennie
(oprócz niedzieli) o godz. 16.30 i serdecznie zapraszają na nią wszystkich chętnych.

Ks. dr Henryk Małecki
Moderator Wydziałów
Duszpasterskich KMW

Opublikowany w KOMUNIKATY, Kościół, Prośba o modlitwę | Otagowane: | Komentarzy: 17 »

Msza św. z modlitwą o uzdrowienie.- NA ŻYWO

Posted by Dzieckonmp w dniu 28/11/2011

Teraz od godz. 18:15 transmisja nabożeństwa z Łodzi

 

index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=43&Itemid=106

Jezus uzdrawia

Opublikowany w KOMUNIKATY, Kościół, Prośba o modlitwę, Uzdrowienia | Otagowane: , | Komentarzy: 8 »

Nadchodzi Nowy Rok

Posted by Dzieckonmp w dniu 21/11/2011

W tym pięknym dniu kończącym Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata przesyłam Wam artykuł, który mam do najbliższego numeru Echa Medjugorje.
Rzeka zawsze znajdzie drogę do morza - i niech ten artykuł będzie pełen optymizmu i nadziei dla chrześcijan patrząc na to wszystko co się dzieje, na wszystkie przepowiednie, bo przecież Chrystus Zmartwychwstał i nasze miejsce jest w Niebie, a przecież nie obiecywał nam sielanki na ziemi.

Nadchodzi Nowy Rok

            Gęste chmury zbierają się na coraz ciemniejszym niebie. Dalekie grzmoty stopniowo przybliżają się i coraz wyraźniej słychać ich groźne głosy. Wiatr porusza najpierw liśćmi, potem większymi gałęziami, a w końcu pod jego niszczącą siłą uginają się całe pnie, wprowadzając zamęt na polu, które jeszcze przed momentem było zupełnie nieruchome.

Zaczyna się burza. Być może będzie to prawdziwa nawałnica, gdyż leje jak z cebra i ziemia nie jest w stanie pochłonąć całej spadającej na nią wody.

W obliczu takich zjawisk człowiek zawsze pozostaje nieprzygotowany, mimo że nadejście złej pogody wpisane jest w cykl zmian pór roku. Wstrząsy wywoływane przez naturę, w której przeciwstawne elementy zdają się toczyć ze sobą walkę, wywołują niepokój w ludzkich sercach, stworzonych do pięknej pogody. To prawda, że głęboko fascynują je czasem zmiany zachodzące w przyrodzie, takie jak zażółcone jesienią liście, które odrywają się od swoich gałęzi… Ale gwałtowne burze czy sztormy niszczące delikatną równowagę materii nie są mile widziane, bo przynoszą jedynie złe samopoczucie i wywołują szkody. Jesteśmy ich świadkami podczas wielu katastrof naturalnych, podczas których tysiące ludzi tracą życie, zdrowie, domy czy cały swój dobytek.

Potem jednak, niebo robi się znowu pogodne. Zawsze. Wcześniej lub później. Ta pewność musi towarzyszyć naszej duszy podczas dotykających nas katastrof, prób, które przewracają nasze życie, wywołując w nim zamęt i brak równowagi. Gdy tracimy bowiem kontrolę nad sprawami, gdy wszystko zdaje się nas przerastać, bądź przeciekać między palcami, rodzi się w naszych wnętrzach poczucie frustracji wynikające ze świadomości jak bardzo jesteśmy delikatni i podatni na zranienie. A tego właśnie nie możemy znieść. Musimy wtedy odwrócić wzrok i spojrzeć w inną stronę nieba, tam gdzie Ten, który stworzył wszystkie żywioły i zarządza nimi siłą swoich myśli, uspokaja je, przywracając porządek i pokój w całym stworzeniu i we wszystkich stworzeniach.

Czasy, w których przyszło nam żyć stają się coraz bardziej burzliwe. To wyraźnie widoczne w każdym ważnym dla ludzkości aspekcie. Wszyscy mówią o kryzysie: politycznym, ekonomicznym, społecznym, środowiskowym. Kryzys wartości, kryzys rodziny, kryzys nerwowy! Im bardziej pogłębia się niepewność i zagubienie, tym więcej pojawia się ekspertów w różnych dziedzinach, a także wyznawców dziwnych teorii, uzdrowicieli oraz magów, wmawiających nam, że dysponują lekarstwem na nasze bolączki, podczas gdy naprawdę uciekają się do trików, którymi nas oszukują, niczego nie rozwiązując. Dlatego podążamy naprzód przestraszeni i niepewni, a przez to łatwo możemy się uzależnić od osób decydujących według własnego widzimisię o kierunkach, w których zmierzać ma świat. Pewnie wielu nie zdaje sobie z tego sprawy, ale ludzie umieją już nawet sterować pogodą i ktoś może zadecydować czy nad naszym domem będzie akurat padać deszcz…

Nie powinniśmy teraz skupiać się na próbach dociekania, kto konkretnie trzyma w rękach losy świata, przyglądając się mu niczym rozłożonej na stole mapie i przesuwając pionki z jednego miejsca na drugie, jak w grze, w której trzeba zdominować wszystkich przeciwników. Jeśli damy się poprowadzić Bożej Mądrości, jeśli otworzymy się na przemawiający w naszych duszach Boży głos, zdobędziemy wystarczające rozeznanie, by zrozumieć, że nasze życie staje się coraz bardziej wirtualne. Dajemy bowiem się sterować przez skomplikowaną sieć pozbawiających nas własnej tożsamości systemów, które w niezauważalny i niezwykle wyrafinowany sposób ograniczają naszą wolność: wolność myślenia, działania i przede wszystkim wolność nadziei.

Czego potrzeba, by wszechmogący Bóg w mgnieniu oka rozwiązał wszystkie nasze problemy? Niczego. On może wszystko. Lub raczej prawie wszystko. Jest bowiem coś, co wiąże Bogu ręce: nasza wolność. Dar, który otrzymaliśmy od Niego jako wyraz szacunku dla właściwej nam godności dzieci Bożych, dziedziców Jego królestwa.

Szatan doskonale wie, że jeśli za pomocą kuszących przyjemności uda mu się uśpić naszą czujność lub osłabić ją przez wzbudzenie w nas paniki, będzie w stanie wpływać na naszą wolność wyboru i zmusi nas, byśmy oddali w ręce innych decyzje o naszej przyszłości. W ten sposób odłączy nas od Boga, co stanowi przecież jego podstawowy cel.

Nadchodzi Nowy Rok. Otwiera się przed naszymi spojrzeniami. Co nam przyniesie? To zależy tylko od nas. Od naszych pragnień, od tego, na co czekamy. Wszyscy możemy bowiem wpływać na bieg rzeczy, jeśli tylko pozwolimy, by moc Ducha Świętego posługiwała się nami zgodnie ze swoim planem pokoju i harmonii.

To nie ogromne firmy, ani skomplikowane systemy będą rządzić światem. To Pan Bóg   będzie działać poprzez nasze serca, nawet jeśli czujemy się mali i niezdolni. Użyje naszej gotowości i posłuży się nami jako kanalikami swojej miłości, która odbuduje na nowo delikatną równowagę zaburzaną przez grzech.

Rzeka zawsze znajdzie drogę do morza, nawet jeśli napotyka na przeszkody. Podobnie jest z łaską prowadzącą nas do Boga. Jeśli tylko tego chcemy, nie zabraknie jej również w Nadchodzącym Roku. I zaświeci Słońce.

Stefania Consoli

Opublikowany w Kościół, Medziugorje, Prośba o modlitwę, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , | Komentarzy: 180 »

KORONKA O ZWYCIĘSTWO NAD SZATANEM

Posted by Dzieckonmp w dniu 09/11/2011

Wstęp

Boże Ojcze Wszechmogący, Wszechmądry i Wszechpotężny, Stwórco Nieba i
Ziemi, Ty, Który w cudowny i nieomylny sposób władasz całym
Wszechświatem spraw, aby każdy człowiek wypełniał Twoją Najświętszą
Wolę i według niej żył. Przywróć odwiecznie ustalony porządek, który
dałeś stworzeniu. Połóż kres wszelkim poczynaniom szatana, który
doprowadzić chce do zniszczenia całej ludzkości i świata; który
usilnie stara się zniszczyć każdego człowieka stworzonego przez Ciebie
na Twój obraz i podobieństwo. Obroń nas, Ojcze Niebieski przed
wszelkimi jego nienawistnymi poczynaniami, uchroń świat przed zagładą,
wszelkimi rodzajami klęsk i wojnami. Wejrzyj na Jezusa Chrystusa, Syna
Twego, który niewinnie życie za nas oddał na Krzyżu, aby nas odkupić
Krwią swoją. Prosimy Cię o to za przyczyną Niepokalanej Dziewicy
Maryi, Świętego Michała Archanioła, Aniołów i Świętych. Błagamy Cię
przeto Ojcze Niebieski o ratunek i uwolnienie nas z sideł szatana,
które ten bezustannie na nas zastawia. Wejrzyj, Ojcze Niebieski, na
naszą słabość i nieudolność. Dlatego pokornie błagamy: Przyjdź z
pomocą udręczonemu ludowi swemu, połóż kres panowaniu szatana. Święty
Michale Archaniele, stań jeszcze raz na czele swego Niebieskiego
Wojska i z Twym okrzykiem “Któż jak Bóg” – przyjdź nam z pomocą w tej
nierównej walce dobra ze złem, aby pokój znów zapanował nad światem.
Amen

Na dużych paciorkach 1 x

Wszechmogący i Miłosierny Boże, któryś dla obrony ludu
chrześcijańskiego ustanowił przedziwną pomoc w Błogosławionej Dziewicy
Maryi, spraw łaskawie, abyśmy możną Jej opieką wsparci, mogli walczyć
za życia a przy śmierci osiągnąć zwycięstwo nad nieprzyjacielem dusz
naszych. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa z Duchem Świętym w Twojej
Chwale Wszechmogący i Miłosierny Boże. Amen

Na małych paciorkach 10 x

Potężna Niebios Królowo i Pani Aniołów, Ty, Która otrzymałaś od Boga
posłannictwo i władzę, by zetrzeć głowę szatana, prosimy Cię pokornie,
rozkaż hufcom anielskim, aby ścigały szatanów, stłumiły ich
zuchwałość, a zwalczając ich wszędzie, strąciły do piekła. Święci
Aniołowie i Archaniołowie, brońcie nas i strzeżcie nas w drodze do
szczęśliwej wieczności. Amen.

Na zakończenie dziesiątki 1 x

Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce, a przeciw
niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg
pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu niebieskich
zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po
tym œwiecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen
Święty Michale Archaniele, który wraz z Aniołami zwyciężyłeś szatana w
niebie, dopomóż zwyciężyć go na ziemi! Amen

Opublikowany w Kościół, Prośba o modlitwę, Szatan | Otagowane: , , | Komentarzy: 55 »

Internetowe koło modlitewne

Posted by Dzieckonmp w dniu 24/10/2011

„Kochane dzieci, Ja zapraszam Was do osobistego przeistoczenia. Ten czas należy do Was. Bez Was nie może Bóg swoich planów urzeczywistniać.
Kochane dzieci, wy będziecie przez modlitwę codziennie wzrastać i do Boga zbliżać się.

 Celem Internetowego koła modlitewnego jest dotarcie do  wielu  braci i sióstr, którzy chcą zjednoczyć się w modlitwie z nami, aby odpowiedzieć na pilne wezwanie  Jezusa, o modlitwę:

- o nawrócenia i zbawienie dusz  

- o uproszenie pokoju na świecie

- za Benedykta XVI

Każdy, kto czuje w sobie chęć przystąpienia do naszego internetowego kręgu modlitwy jest mile widziany. Bez względu na stan życia, religię czy narodowość, każda modlitwa jest mile widziana w naszej społeczności. Żyjemy w czasach, gdy wielu chrześcijan jest wyśmiewanych, prześladowanych , często są jak “samotny wilk” na pustyni w odległym od  wiary środowisku. Dla tych braci i sióstr, chcemy być  jako wspólnota wsparciem modlitewnym, ale także jako wspólnota modlitewna z osobami o podobnych poglądach.

Członkostwo w internetowym kole modlitwy jest bardzo proste i bez żadnych  długoterminowych zobowiązań. Każdy członek powinien  tylko  krótką modlitwę odmówić około 10 – 15 minut dziennie.Preferowane modlitwy to Koronka do Bożego Miłosierdzia, Różaniec. Oczywiście każdy może swobodnie korzystać z innych modlitw lub modlić się własnymi słowami. Najważniejsze jest duchowe zjednoczenie w modlitwie w tych samych intencjach.Z Bożą pomocą uda nam się zaprowadzić wszystkie dusze do Boga, unicestwić plany szatana, i przygotować się do obiecanego raju na ziemi.

Godzina nie jest istotna gdyż każdy ma swoje obowiązki a często mieszka po drugiej stronie globu.

Nie mniej jednak niech początkiem będzie dzień jutrzejszy 25 października, dzień w którym Królowa Pokoju da nam swoje orędzie w Medjugorje.  Tego dnia o godz.18:37 bardzo proszę aby jak najwięcej z nas włączyło się w pierwsza modlitwę Internetowego Koła Modlitewnego. Będzie to modlitwa  w obecności Królowej Pokoju która o tej godzinie zejdzie na Ziemię.
Patronką naszego Koła modlitewnego będzie Królowa Pokoju. Tylko z Nią możemy powstrzymać wojny, zmienić bieg historii.
NASZA PIEŚŃ INTERNETOWEGO KOŁA MODLITEWNEGO
DEKLARACJA DO INTERNETOWEGO KOŁA MODLITEWNEGO

Komentarze do tego wpisu umieszczamy tutaj aby wszystkie były w jednym miejscu

Komentarze

Opublikowany w Apel, KOMUNIKATY, Kościół, Prośba o modlitwę | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

NOWENNA Z OFIAROWANYCH KOMUNII ŚWIĘTYCH

Posted by Dzieckonmp w dniu 20/09/2011

Ta nowenna składa się z dziewięciu kolejnych Komunii świętych, ofiarowanych ku czci Jezusa , Króla Wszystkich Narodów.
Jezus powiedział: „Pragnę, aby dusza wierna, która ku Mojej czci przyjmie to nabożeństwo, odprawiła tę Nowennę Komunii Świętych. Ta dusza powinna ofiarować ku Mojej czci, jako Króla Wszystkich Narodów, dziewięć kolejnych Komunii Świętych, i podczas tej nowenny powinna (jeśli to możliwe) wyspowiadać się.”

Pan Jezus dał do zrozumienia, że jako kolejnych dziewięć Komunii św. należy rozumieć 9 kolejnych Komunii św., które dusza przyjmie, lecz nie musi ona komunikować przez kolejnych dziewięć dni kalendarzowych.
Wielka i nieporównywalna Moc i działanie tej nowenny została objawiona służebnicy Jezusa w jednej z wizji. Widziała Jezusa spoglądającego w niebo. Dziewięć razy wydał rozkaz – i za każdym razem zszedł Anioł na ziemię, po czym Pan Jezus powiedział:
„Moja córko, duszy, która ofiaruje Mi tę nowennę, ześlę po każdej przyjętej komunii Świętej, jednego Anioła z Chórów Niebiańskich i postawie go przy jej boku, by chronić tę duszę do końca życia.”
Pan Jezus pragnie, abyśmy odprawiali tę nowennę również za innych i podkreśla taką konieczność:
„Ta nowenna może być również ofiarowana za inną duszę, która również otrzyma w rezultacie tę niezwykłą ochronę moich Aniołów. Proszę moich wiernych, by wciąż ofiarowali Mi tę nowennę za te dusze, które nie mogą uczynić tego same za siebie, abym mógł zsyłać Anioły dla nich jako ochronę i pomoc. W tych czasach ostatecznych wzrosła moc wroga wielokrotnie. Widzę jak bardzo Moje dzieci potrzebują Mojej ochrony.”
Pan Jezus w swej niewypowiedzianej, szczodrobliwej dobroci, dał jeszcze jedną obietnicę: poza ochrona Aniołów, można ofiarować tę nowennę również w innej intencji. Pan Jezus obiecał:
„Jeżeli zgodne to będzie z Moją Świętą Wolą, wysłucham i wypełnię prośby skierowane do Mnie w tej nowennie. Niech dusze przychodzą do mnie bez zastrzeżeń z wszystkimi swymi sprawami.”
Nichil Obstat: czcigodny Edward Santana, J.C.D. Kanonik S. Exs. Enrique Rivera, D.D., Biskup z caguas Puerto Rico 15 sierpnia 1993.

Źródło: malirycerze.koszalin.opoka.org.pl

 

Pan Jezus prosi aby odmawiać
przy tej nowennie.

Konsekracja wobec Maryi Orędowniczki Wszystkich Łask
Jezus prosi tych którzy czcza to nabożeństwo do konsekracji siebie wobec Jego matki tytułując ją jako “Maryja, Orędowniczka Wszelkich Łask”.
Jego służebnica zapisała słowa Jezusa.
“Moja ukochana córeczko, twój Pan i Bóg przychodzi do ciebie z przesłaniem wielkiej wagi. Chce, by dusze które czcza Moje nabożeństwo ‘Jezusa Króla Wszystkich Narodów’ zrobiły specjalna konsekracje wobec Mojej Najświętszej Matki “Maryi Orędowniczki Wszystkich Łask” która sprawi Mi wielka radość z powodu Mojej Wielkiej Miłości jaka darze Moja Najświętszą Matkę. Ludzie MUSZA uznać jej nieodzowna role jako Orędowniczki, Naczynia wszystkich Moich Łask dla ludzkości. Kiedy ten dogmat będzie oficjalnie ogłoszony przez Mój Kościół wtedy ustanowię Swoja władzę na ziemi.”
Potem Najświętsza Panna ukazała się kolo Naszego Pana i powiedziała: “Córko, wiedz ze otrzymałam tą modlitwę za moje dzieci z Serca mojego Boskiego Syna”.
Jezus wtedy ujawnił Modlitwę Konsekracji wobec Maryi, Orędowniczki Wszelkich Łask.

O Maryjo, Najświętsza i Niepokalana Matko Boga Jezusa, naszego Najwyższego Kaplana i Największej Ofiary, Prawdziwego Proroka i Suwerennego Króla, przychodzę do ciebie jako Orędowniczki Wszelkich Łask, ponieważ nią rzeczywiście jesteś. O Fontanno wszystkich łask! O Najjaśniejsza z Róż! Najczystszy Strumieniu! Nieskazitelny Kanale wszystkich łask Boga! Przyjmij mnie, Najświętsza Matko! Przedstaw mnie i moje potrzeby Przenajświętszej Trójcy! Niech oczyszczone i uświecone w Twoich Oczach powrócą do mnie przez ciebie jako laski i błogosławieństwa. Oddaje siebie i poświęcam dla ciebie, Maryjo, Orędowniczko Wszelkich Łask by Jezus Nasz Jedyny Prawdziwy Mediator, Król wszystkich Narodów władał w każdym sercu. Amen.
Jezus także przekazał następujące przesłanie:
“Moje dzieci, pragnę jedynie waszego pokoju i szczęścia! Moja Najświętsza Matka apeluje do was bez przerwy! Ona was prosi…dzieci, słuchajcie waszej Niebiańskiej Matki. Czy jest jakiś bardziej czuły i kochający ambasador niż Moja własna Matka? Zrozumcie, Moje dzieci, jeśli przyszedłbym do was w Moje Mocy i Majestacie przed Moja Matka przychodząca w czułości i prostocie, nie bylibyście w stanie tego znieść z powodu strachu. Czas nadchodzi, Moje dzieci. Wasz Pan nadejdzie w wielkiej Mocy i Majestacie. Moja Najświętsza Matka przygotowuje Mi Drogę z wielka troska. Moje dzieci, macie wielki dług u swojej Niebieskiej Matki”.
W grudniu 12, 1993, Uroczystość Matki Bożej z Gwadelupe, Nasz Pan powiedział następująco o Jego Matce: ”Maryja nie Władałaby po Królewsku, gdyby nie kochała jak najlepsza Matka” i powiedział „Niech wszyscy to wiedza”.

Do cyklu tych modlitw należy jeszcze;
Litania na cześć Jezusa Króla wszystkich Narodów
Koronka Jedności

Opublikowany w Jezus Król Polski, Kościół, Objawienia, Prośba o modlitwę, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , | Komentarzy: 64 »

Koronka do Bożego Miłosierdzia na ulicach miast świata!

Posted by Dzieckonmp w dniu 08/09/2011

Zapraszamy ponownie do Koronki do Bożego Miłosierdzia na ulicach miast świata!

Spotykamy się 28 września 2011 o godzinie 15.00

Szczegóły znajdziesz na naszej stronie: www.iskra.info.pl

Miasta zgłasząjace swój udział w modlitwie

Koronka do Bożego Miłosierdzia na ulicach miast świata!

Opublikowany w Apel, Film, KOMUNIKATY, Prośba o modlitwę | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 29 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 175 other followers