Archiwum kategorii ‘Świadectwa’
Świadectwo czytelniczki
Posted by Dzieckonmp w dniu 23/05/2012
Opublikowany w Ostrzeżenie - Pilne orędzia 2010-2011, Świadectwa | Otagowane: orędzia Marii od Bożego Miłosierdzia, Świadectwo nawrócenia | Komentarzy: 52 »
Komentarz Księdza John Edmonds
Posted by Dzieckonmp w dniu 13/05/2012
Jestem emerytowanym Księdzem(bylem Kapelanem Wojskowym ) z Armii Kanadyjskiej.Wyświeconym 35 lat temu w Bazylice w Bialymstoku przez Arcybiskupa Edwarda Kisiela(uważam Go za Swietego)Znalem Ks Paszkiewicza i Ks Bl Michała Sopoćkę.Ci dwaj ostatni byli do siebie podobni.Dbali więcej o innych (biednych) i zupełnie nie dbali o siebie.Uczestniczyłem w uroczystościach Pogrzebowych BL Ks Docenta Sopoćko. Żyje poza Polska od 1979 Roku.Bylem w USA,misjonarzem wśród Indian w Argentynie,Misjonarzem Indian w Kanadzie i Kapelanem w Wojsku Kanadyjskim.Biegle władam 4 językami obcymi(w mowie i w pismie),gram na pianinie dość dobrze i komponuje muzykę do swych Poematów o Tematyce tylko i wyłącznie religijnej.To co napisałem może być uznane za chwalenie sie ,lecz wole ostatnie miejsce,nie lubię żadnych honorów,Mam ukończone 4 Uniwesytety/Studia Podyplomowe w różnych Językach i w różnych Kontynentach.Lecz także mam 24 choroby oficjalnie zdiagnozowane przez specjalistów medycznych.Lista jest długa……Biskupi dali mi pozwolenie na odprawianie Codziennej i Niedzielnej Mszy Świętej w mym pokoiku.Chociaż jestem ciężko chorym,staram się utrzymać moje życie modlitewne i łączność z Bogiem.Także nie chce obrazić Pana Boga i to w kontekście dosłownym.Wybrałem swoje Motto Kapłańskie;z Listu sw Pawła do Rzymian (12-14-16) będąc na Misji ONZu w Glan Heights w Izraelu.Najważniejsze teraz napisze:miałem 23 Sierpnia 2011 roku Objawienie sie Matki Bożej w mym Pokoiku.Na mej scianie ukazaly sie 4 razy Krzyże: Biały,Biały i Niebieski ,Niebieski i Biały Pochylony.Na mym drzwiach moja dobra znajoma z Polski(znana Malarka i Poetka) widziała we Śnie/Wizji Slowa:RUACH ELOHIM(Duch Boży). Krzyże i Objawienie się Matki Bożej zostało uchwycone na Kamerze od Skype.Także mam Sny /Wizje,których nie można wyjaśnić.Pan Jezus pokazał mi skrawek Raju,skrawek Czyśca i sam przyszedł do mnie we śnie i położył swa Prawa rękę na mym prawym ramieniu ,mówiąc:Janie Ty musisz znać odpowiedzi na me pytania.przecież jesteś Doktorem”Księże to co powyżej napisałem napawa mnie gorącą Miłością do Stwórcy i oddaniem dla Mego Pana i Mistrza:Pana Jezusa.Nic nie było w opisie zmyślone.wszystko jest szczera i udokumentowana prawda.W dodatku jestem słynnym na Kuli Ziemskiej, ponieważ mym Imieniem została nazwana Choroba Serca.Przeżyłem zapalenie wirusa Strepta mając temperaturę Ciała 42,6 Stopnia C.Przy 43 stopniach białko się ścina i człowiek umiera.Napisałem krotki życiorys o sobie jako odpowiedz na Księdza List.Nie obawiam się śmierci lecz Bóg chce i pragnie mnie utrzymać przy życiu. Ksiądz może me słowa zignorować albo je przyjąć.Może dobrze się złożyło,ze przeczytałem Ksiedza List na stronie FB Garanadal. Pozdrawiam z dalekiej Kanady
Z Bogiem
Bo Ruach Elohim
Ks Jan Edmonds
Drugi komentarz
Nie pomyślałem, że mój komentarz trafi do wielu ludzi.Intencja była odpowiedz do samego Księdza.Skoro już trafił,widocznie tak musiało być.Oczywiście Kolory :Biały i Niebieski są Kolorami Maryjnymi.Mam na zdjęciu dokładnie uchwycony Niebieski Krzyż.Pochylony biały Krzyż można interpretować w wielu kierunkach.Matka Boża była obecna przy Krzyżu,przed Krzem,kiedy Jej Syna Pana Jezusa Ukrzyżowano.Krzyż jest symbolem Największej Miłości ale i również Cierpienia. Każdy z nas prawdopodobnie będzie inaczej rozumiał Role Krzyża w Jego/Jej Życiu.W moim Życiu mając 24 nieuleczalne choroby….Krzyż jest związany z Cierpieniem.Jeśli się tylko podda całkowicie Woli Bożej wówczas Duch Święty(po Hebrajsku:RUACH ELOHIM) poprowadzi i właśnie ON w czasie Daje nam Zrozumienie tego co może być Ukryte czy niewidoczne.Interpretacja”Mera” była dość dokładna.Nie opuściłem Różańca Św i Nowenny do Miłosierdzia Bożego.Wszystko może być ze sobą Połączone i dane nam w symbolach.Pan Jezus prawie nigdy nie przedstawił swego Punktu widzenia dosłownie tylko w Parabolach(Przypowieść).To był aramejski sposób zrozumienia prostych i trudnych spraw….dopiero potem Sam wytłumaczył Parabole Swym Apostołom. Z pewnością jest mi trudno z pewnością przedstawić co to miało oznaczać, lecz Kolory:Biały i Niebieski mówią, że to miało znaczenie związane z Matka Boża. Oczywiście mogę się mylić ale się nie pomylę w tym co było widziane i mi dane.Interpretacja moja może być niedokładna. Zresztą mam takie powiedzenie,ze wszystko się dokładnie wyjaśni w Raju.Pan Bóg i Matka Boża wybierają Tych, którym coś chcą powiedzieć lub pokazać.Nigdy nie będziemy wiedzieli dlaczego i w jaki sposób.Jestem jak “malutkie Dziecko”. Dane mi było i jestem ogromnie Bogu i Matce Bożej za to wdzięcznym.Nawet nie myślę,ze to było dane dla szerokiej publiki a raczej prywatnie.Niemniej chociaż w ten sposób moglem się z kilkoma Osobami podzielić.Proszę mi wierzyć,że jeśli Ktoś całkowicie zaufa Bogu..to i jeszcze większe Cuda będzie widział.Potrzebna jest silna Wiara, głęboka Nadzieja a przede wszystkim Najsilniejsza Miłość.To jest jako Recepta..reszta..to już będzie Pana Boga Domena.Mógłbym jeszcze więcej napisać ale myślę że to wystarczy.
P.S.Proszę mnie uważać tylko za ostatniego sługe Pana,nie chce niczego od nikogo,nie staram się być ważnym i mądrym,zawsze wole ostatnie miejsca i żadne honory mnie nie interesują.Co się liczy u mnie obecnie…by nie obrazić Pana Boga i by Mu całym sercem i Dusza służyć.To tylko jest mi ważne,mimo bycia ciężko chory.Jeśli zaś ktoś chce mi coś powiedzieć niewłaściwego lub mnie poniżyć….to się nie obrażę,będę przeciwnie za to Tej sobie bardzo wdzięcznym.Moje Motto Kapłańskie to słowa: Św Pawła do Rzymian: Rozdział 12;(14-16).Tak jak On napisał tam tak staram się prowadzić moje własne ,chociaż teraz już nielekkie życie.
Ks John Edmonds.P.S:lepiej się mogę wysłowić w Angielskim czy Francuskim lub Hiszpańskim. Opuściłem Polskę już ponad 34 lata temu,także przepraszam za błędy albo ortograficzne albo gramatyczne.
Opublikowany w Świadectwa | Otagowane: John Edmonds, komentarze | Komentarzy: 6 »
Reinkarnacja – genialne kłamstwo szatana??
Posted by Dzieckonmp w dniu 14/04/2012
s. Machaela Pawlik, wstąpiła do zakonu mając 43 lata, wcześniej pracowała 20 lat jako pielęgniarka, w tym 13 lat w Indiach. Gdy przyjechała i zobaczyła co dzieje się w Polsce, jak te okultystyczne religie wschodu znajdują u nas swoich zwolenników, udała się do bp Orszulika, aby ostrzec przed niebezpieczeństwem, ale nie za bardzo została wysłuchana. Co robić, aby ratować Polaków? Postanowiła, ze trzeba katechizować i wstąpiła do zakonu. Teraz jako 74 letnia, schorowana siostra zakonna, jeździ niezmordowanie po Polsce i głosi nauki, aby otworzyć nam oczy na niebezpieczeństwo, które nam grozi.
S. Michaela Pawlik w latach 1967 – 81 przebywała w Indiach jako świecka pielęgniarka. Jechała tam z przekonaniem o głębi tamtejszej mistyki i pięknie hinduskiej duchowości. To co później przeżyła w Indiach całkowicie zburzyło jej idyliczne wyobrażenia. Z własnego doświadczenia przekonała się jak bardzo niebezpieczne i złudne są uroki duchowości Wschodu z wiarą w karmę, dharmę i reinkarnację.
Reinkarnacja – prawda czy fałsz
Opublikowany w Film, Religia, Warto wiedzieć, Świadectwa, Świat innymi oczami | Otagowane: Antychryst, buddyzm, Reinkarnacja, reliogie wschodu, s. Michaela Pawlik | Komentarzy: 71 »
Mancini – Medjugorje może zmienić świat
Posted by Dzieckonmp w dniu 27/03/2012
Roberto Mancini, jego żona Federica i ich córka w Medjugorje z wizjonerką Vicką Mijatović.
Roberto Mancini, menedżer Manchesteru, spędził ostatnie dwa dni na pielgrzymce w Medziugorju, dziś opowiadał o swojej pielgrzymce.
Mancini powiedział, że czuł się bardzo dobrze w Medziugorju i chciałby aby mógł przyjechać tutaj na wiele lat. Teraz miał okazję i postanowił przyjechać oraz trochę odpocząć. Powiedział że pierwszy raz o Medjugorje usłyszał od księdza z Genui 25 lat temu. Mancini również wspomniał świadectwo Paolo Brosio, włoskiego dziennikarza sportowego, który przeżył silny nawrócenie w Medziugorju.
Mancini następnie opowiadał o swojej wierze i stwierdzając: “Wiara pomogła mi wiele, ja nie mówię o mojej karierze, ale moim życiu osobistym. Matka Boża i Pan Jezus ma ważniejszą pracę, niż moja praca dla futbolu .
“Tu, w Medziugorju można naładować swoje baterie, ludzie są wspaniali i jeśli wszyscy tak by postępowali świat byłby na pewno lepszym.”
7-letni Włoch stwierdził: “Miliony ludzi przyjeżdżają tu, i ja też tu przyjdę znowu. Wierzę, coraz bardziej że Medjugorje zmieni świat na lepsze. “
Roberto Mancini w Medziugorju ze swoim lokalnym przewodnikiem i fotografem Vasilj Mate.
Roberto Mancini, dyrektor brytyjskiego klubu piłkarskiego Manchester City, przyjechał do Medjugorje w pielgrzymce na trzy dni, nocował w hotelu Grace, zaledwie 100 metrów od kościoła św Jakuba.
Przybył prywatnym samolotem do Mostaru w niedzielę rano, a następnie po dojechaniu samochodem do Medjugorje, Mancini poszedł od razu na Górę Objawień, mówiąc: “Ja przyjechałem tutaj jako pielgrzym”.
We wtorek rano 27.03.2012 Roberto Mancini i jego rodzina odmawiają Drogę Krzyżową na Górze Krizevac, zatrzymując się w miejscu, gdzie o. Slavko zmarł w listopadzie 2000 roku.
photo © Mate Vasilj
Streszczenie ze strony: crownofstars.blogspot.com
Opublikowany w Ciekawe, Medziugorje, Warto wiedzieć, Świadectwa | Otagowane: Medjugorje, piłka nożna, Roberto Mancini | Komentarzy: 42 »
Bóg jest Zwycięzcą
Posted by Dzieckonmp w dniu 27/03/2012
Świadectwo Agnieszki podczas rekolekcji w jakich uczestniczył “Lech Stanisław”
Bóg jest Zwycięzcą!!! Ja jestem świadkiem Jego Wielkiej Miłości do każdego człowieka, nie ważne jaką wybieramy drogę, gdzie się zagubimy - Bóg zawsze jest obok nas – pozwala nam upaść, potknąć się, popełnić gaf i zawsze będziemy Jego dziećmi, zawsze nas kocha mocno:)
Moje świadectwo:
Mam 33 lata, byłam w okultyzmie przez 11 lat i miałam bardzo mocno namacalny i świadomy kontakt z demonami. Zajmowałam się rozkładaniem kart tarota, feng-shui i różnych amuletów “przynoszących szczęście”, robiłam rytuały manipulacji na ludziach, rytuały miłosne i wylewanie wosku, bym tylko była szczęśliwa, zajmowałam się magią i miałam “dar jasnowidzenia”. Tak bardzo chciałam pomagać ludziom rozwiązywać ich problemy i im pomagać – lecz zostałam narzędziem w rękach złego, który umiejętnie mnie lepił i pokazywał, że mogę się w tym spełniać i przynosić ulgę w cierpieniu innym. Oczywiście, mogę też w taki sposób sobie jakoś dorobić, chociaż to nie było dla mnie istotne, ja chciałam pomagać. Wiedzę pozyskiwałam sama, wchłaniała się we mnie bardzo szybko, przychodziła zwłaszcza przez sny, w które zaczęłam wierzyć i przez wróżby, horoskopy, fazy księżyca. Trafiały mi cały czas do ręki książki, gazety i różne inne czasopisma, które mówiły jak posługiwać się różnymi narzędziami potrzebnymi do “pomocy ludziom”. Najlepszym podejściem mnie samej było to, że wewnątrz czułam się bardzo mocno pogubiona, odepchnięta od wszystkich, nie zrozumiana i dziwnie osamotniona. Czułam, że nikt mnie nie rozumie, nie umie pokochać i dostrzec mnie samą w środku – więc pojawił się “przyjaciel” – i to bardzo szybko – był to tarot! Pogłębiałam tą wiedzę, interpretując każdą z kart, obserwując obrazki i starając się czytać je w jakiś sposób. Wiedza była tajemna i fascynująca (tak myślałam wtedy dla mnie), chciałam ją tylko dla siebie, by wiedzieć i nic więcej. Wydawało mi się, że to nie jest złe – wiedzieć. Uczyłam się z dnia na dzień pomału(a w taki sposób byłam lepiona przez demony, by one mogły się mną posługiwać i wygłuszać moją ludzką delikatność, kobiecą wrażliwość i subtelność). Każdy kto próbował się do mnie zbliżyć lub w jakiś sposób odsunąć o tych rzeczy – spotykał go dotyk demonów lub wielki strach – demony czuwały! A moja mama ciągle się modliła powierzając mnie i mojego ojca alkoholika w ręce Boga. Mama wiedziała, że to co się dzieje to działanie diabła, bo jej matki siostra, a moja ciocia – też tym się parała. Kiedy się o tym dowiedziałam od mamy pomyślałam, że to jest dziedziczne iż moja ciotka oddała mi umierając swój “dar”. Kilka razy w nocy, mama zauważyła, że dłużej u mnie się w pokoju świeci światło. Wchodząc do pokoju zapytała się czemu siedzę jeszcze, a kiedy zobaczyła na stole rozłożone karty od razu się przeraziła i powiedziała, żebym zostawiała to wszystko. Opowiedziała mi historię z moją ciotką, która miała ciężką śmierć i przez te karty nie mogła spokojnie odejść do Pana. Ja tego nie mogłam zrozumieć i szczerze się nie wgłębiałam. Każdej nocy siedziałam i przyglądałam się tym kartom uważnie, dotykając je i zastanawiając. Po jakimś czasie pojawiała się na mojej drodze przeurocza dziewczyna, troszkę ode mnie starsza, zaprzyjaźniłam się z nią. Miała śliczne jasne oczy, kiedy patrzyłam w nie – widziałam anioła, czułam się przy niej kochana i bezpieczna. Ona tak swobodnie wyrażała swoja miłość wobec ludzi, wobec mojej mamy. Bardzo często mówiła do niej, jaka jest piękna i ma dobre serce, przytulając ją swobodnie – nie rozumiałam tego, troszkę również zazdrościłam takiej postawy, której ja nie mogłam przełamać w sobie. Mówiła mi o Bogu, czytała Biblię i pytała czy rozumiem… wtedy słyszałam co czyta, ale wewnątrz czułam jakąś dziwną blokadę, jakby serce zamknięte za wielkimi drzwiami. Żyłam w grzechu, który oddzielał mnie od słyszenia słów Boga. Nieznajoma nie miała gdzie mieszkać, bo nie pochodziła z mojej miejscowości, więc zaproponowałam jej zamieszkać u mnie w domu (był duży, a ja byłam sama z mamą, to było tuż po śmierci taty). Teraz wiem, że to był anioł od samego Boga posłany do mnie, wysłuchane były modlitwy mojej mamy. Tylko, że mama nie była w stanie tego tak odczytać, miała do mnie pretensje, że nie zapytałam jej o zdanie i zaproponowałam jej zamieszkanie. Nie widziałam w tym wszystkim problemu – dom był duży, a moje rodzeństwo już wyjechało za pracą do innej miejscowości, więc dom był pusty. Ja, natomiast byłam szczęśliwa, bo dzięki tej dziewczynie usłyszałam pierwszy raz jak ktoś modlił się darem języków. Owa znajoma powiedziała mi wówczas, że to jest modlitwa do Boga Ojca z wewnątrz serca, jak modlitwa aniołów do Ojca Niebieskiego. W tej dziewczynie było coś innego niż w osobach, które poznawałam – miała piękne bijące bielą, lśniące oczy. Od niej bił jasny blask, była miła i bardzo życzliwa, tylko że ja czułam się troszkę smutna patrząc na nią – bo nie mogłam być tak czysta i piękna duchowo jak ona, nie mogłam taka być swobodna w mowie i w rozmowie z otoczeniem. Coś dziwnego mnie blokowało i nie mogłam tego zrozumieć do końca. Jak obcowałam z tą osobą cieszyła mnie radość, ona nie pozwalała by ktoś mnie krzywdził, ranił słowami, wyśmiewał i nie pozwalała bym się bała – czułam, że otaczała mnie jakby wielka jasność, światło, coś niezwykłego – jak była obok mnie. Ona mówiła mi o życiu Jezusa, a ja jej wtedy o kartach. Widziała we mnie dobro, ale myślę, że nie była w stanie mnie wtedy przekonać bym zrezygnowała z kart (to był mój bożek, nawet nieświadomy). Dała mi coś od siebie, dała mi wtedy możliwość zobaczenia Jezusa i Jego miłość do mnie (teraz to wiem, że poznałam ją po to, bo Bóg czuwał cały czas mimo tych dróg które wybierałam). Poprosiłam ją którejś nocy, by spała obok mnie na łóżku i wtedy przyśniło mi się coś niezwykłego, a zarazem wydawało mi się bardzo realne i czyste: moje ciało lśniło od góry do dołu jasnością i ona nagle jakby w tym śnie położyła się na moje ciało i powiedziała tak: “Nie bój się Ja jestem obok ciebie” gdzie widziałam jak otacza mnie jasność wokół całego ciała (teraz wiem, że to był posłaniec anielski od Boga pod postacią tej dziewczyny, która szła drogami Bożymi). Przyszła do mnie, bo Pan Bóg chciał przekazać że chroni mnie, tylko że ja nie rozumiałam do końca tego. Mój proces Uwalniania mnie przez Pana Boga z rąk szatana trwał w okresie czterech lat, zaczął się od 29-32 lat. Udało się Bóg Zwyciężył! A ja powierzam się starannie cały czas mimo ataków, lęków i podszeptów złego ducha, który manipulował mną już nie tak natarczywie, ale potem dział bardzo delikatnie i czasem niewyczuwalnie dla zmylenia mnie każdego dnia i pod różnymi postaciami: posługiwał się ludźmi oddalonymi od Boga, podszeptami, które pojawiały się jak myśli moje, dręczeniem, lękami, że jestem do niczego, że nikt mnie nie rozumie i nie pokocha. Czułam obecność zmarłych dusz bardzo demonicznych, wisielców, samobójców, sprowadzał mnie do czyśćca, gdzie słyszałam wołające dusze o pomoc, ściągał mnie do otchłani piekielnej, czułam jak spadam i nikt nie jest w stanie mnie uratować. Objawiał mi się bardzo fizycznie i dręczył mnie pod postacią fizyczną, seksualną, przychodził przez najbliższe mi osoby i dotykał miejsc bardzo bolesnych dla mnie, ranił cały czas moje serce – już pokancerowane. Zastraszał przez lęk i strach we mnie, przychodził w snach, przenosił mnie w przeszłość różnych miejsca, zwłaszcza do przeszłości mego miasta, zdarzeń z różnymi ludźmi, dręczył mnie demoniczną obecnością mojego ojca zmarłego, bólami głowy, zwłaszcza z tyłu (jakby ktoś mi rozcinał czaszkę), pobudzał we mnie nienawiść z brakiem przebaczenia, nie miłowaniem, myśleniem o sobie, rozgrzebywaniem różnych ran, wypominaniem i powracaniem ciągle do tego samego tematu, do tych samych ran które w sobie lepiłam, nie chcąc przebaczyć, różnych sytuacji i zdarzeń w moim życiu powstałych przez różne osoby. Niemożności w zaufaniu dla ludzi, a zwłaszcza dla Boga. Kiedy poczułam, że się duszę tymi kartami (jakby ktoś mi zaciskał pętlę na szyi) tym wszystkim czym się zajmowałam – wtedy poprosiłam moją przyjaciółkę o pomoc, bo sam nie byłam w stanie nic zmienić, a czułam że ten czas i żaden inny. Czułam, że jakby ona mi nie pomogła się tego pozbyć, zapewne bym oszalała albo zrobiła sobie w nieludzki sposób krzywdę (bo od Boga byłam bardzo oddalona – człowiek żyjący w grzechu jest jakby wygłuszony na swoje ruchy myślowe, jest narzędziem w rękach szatana). Przyjaciółka poszła ze mną nad Wisłę, aby wyrzucić to wszystko do rzeki a szczególnie karty i dużą ilość książek nagromadzonych przez wiele lat. Potem zabrała mnie do kościoła na spowiedź. Kapłan u którego spowiadałam się zapytał czy mam Biblię (akurat nie posiadałam) więc dał mi swoja już poświęconą i powiedział, że teraz dopiero zacznie się najgorsze – walka duchowa o moją duszę człowieczą. I bym za każdym razem w momencie udręczenia uciekała do czytania i modlitwy psalmami, nie byłam gotowa i świadoma na to, co mnie czekało po powrocie do domu. Szatan w nocy nie dawał mi spać, powiem szczerze próbował różnych swoich sztuczek i udawało mu się ale prawie wiedziałam, że teraz diabła rozwścieczyłam – zrywaniem łańcucha przez niego na mojej szyi założonego. Mimo tej trudnej i okrutnej walki oddawałam się w ufności pod prowadzenie Boga i Jezusa. Czasem nawet nie rozumiałam, nie potrafiłam zrozumieć bliskość z Bogiem i tym co mnie cały czas dotykało od demonów. Nie miałam nikogo kto by mi tłumaczył, dlaczego to wszystko tak się dzieje, każdy mówił do mnie bym trzymała się Jezusa. Było to dla mnie trudne, czasem we łzach i w bólu wołałam do Boga o ratunek i przepraszałam Go za wszystko, ale to co przychodziło w wielkim lęku nie pozwalało uśmierzać mojego cierpienia i lęk przed każdą nocą był okrutny. Spałam przy zapalonym świetle i przy włączonym radiu, by tylko nie wsłuchiwać się w ciszę, która mnie zabijała i przerażała mocno. Chodziłam do spowiedzi bardzo często i do komunii – wtedy czułam spokój, ale jak wychodziłam z domu Bożego (Kościoła) – walka znów się zaczynała od nowa, nie potrafiłam zrozumieć dlaczego tak jest?! O co w tym chodzi?!
Moja dobra znajoma zaprowadziła mnie na modlitwy do swojego kolegi świeckiego, który modlił się nad osobami z różnymi zniewoleniami i dręczeniami. Jeździłam do niego dość długo, Pan Bóg działał przez modlitwy, posługiwał się tym młodym człowiekiem. Ustawały dręczenia, ale z czasem znów nachodziły, ja już byłam zdesperowana i uciekałam od miejsc gdzie były sprawdzone, jakbym bała się spotkań z tymi ludźmi, bo diabeł cały czas zniekształcał we mnie mój obraz widzenia co dobre; przez lęki we mnie. Taka była wytężona walka złego ducha, który się rozkręcał w działaniu i szkodzeniu dla mojej słabej człowieczej osoby – walczącej jakoś po ludzku, ile sił było jeszcze we mnie. Kiedy byłam dręczona szłam także cały czas do kościoła, bo nigdzie indziej nie mogły ustać ataki jak tylko w bliskości z Jezusem (tak czułam) – wiedziałam, że jedynie Bóg może mi pomóc. Bo to co się działo we mnie duchowo, nie było rozpoznawane na zewnątrz, walczyłam ze złem, które próbowało mnie z powrotem spętać, tak to odczuwałam widząc – ale to nie ja walczyłam tylko Bóg do którego się zwróciłam o wsparcie, mój anioł Stróż (tak myślę).
Najgorszym atakiem było jak byłam w kościele, stojąc w ławce, czekając na mszę świętą nagle we wewnątrz odczuwałam, usłyszałam w myślach, że mam wyjść z kościoła, ale cały czas się buntowałam – jakbym wiedziałam, że to nie głos Boga, bo przyszedł lęk. Stałam twardo, ale już trzymałam się ławki mocno, jak msza się rozpoczęła – nie byłam w stanie wytrzymać dziwnych odczuć w głowie, jakby mnie wyrywało i ogłuszało to co odbywało się podczas mszy świętej. Okrutny dopadł mnie ból głowy i nie dobrze mi się zaczęło robić. Wyleciałam w końcu z kościoła i widziałam jak patrzą na mnie ludzie – to było straszne, ale nie moje tylko działanie szatańskie bym myślała, że oszalałam i to jest choroba psychiczna (szatan, to specjalista od sztuczek w kłamstwie, działa w szybki i zdecydowany sposób na człowieka). Już wiedziałam gdzie mam pójść – egzorcysta przyszedł mi na myśl. Trafiłam do niego i sprecyzowałam, że potrzebuję modlitwy i pomocy od Boga, że nie jestem chora, ale zniewolona i bardzo dręczona przez demony, które nie dają mi spokoju. Myślę, że większa ta świadomość odczuwania tego działania złego ducha była spowodowana modlitwą kapłana do którego trafiłam po wyrzuceniu tych rzeczy, myślę że on się modlił gorąco o mnie i powierzał opiece Najwyższego. Oddawałam też siebie w intencji pod opiekę Ojca Pio, prosiłam by uczył mnie walki z szatanem i nie opuszczał mnie, by czuwał obok(wtedy czułam, że zasypiałam) ale także Bóg miał przygotowanych ludzi w opiece do mnie, nie szukałam, sami pojawiali się wtedy kiedy z duszy wyrywał się krzyk o pomoc. Teraz wiem, że nie umiałam zaufać Bogu do końca – bałam się chodzenia po wodzie, ale tak po ludzku. Najczęściej pojawiały się wtedy już dręczenia i były bardzo uciążliwe i męczące, demon stawiał mi na drodze ludzi, z dala od Boga, albo byli “wierzącym” czasem zaprzeczało to, jakby wizerunkowi tego o czym ci wszyscy mówili zwłaszcza o Bogu. Nie czułam w tych sytuacjach uwiarygodnienia szczególnie w ich zachowaniach, bo ciągle zamiast miłości i wiary czystej były ich dobra materialne i chęć posiadania, wygodnictwo. A ja nadal szukałam dróg do Boga, ciągle te znajomości się zmieniały, ja ciągle tkwiłam szukając tej jedynej miłości, prawdy i wolności do której pragnęło gdzieś głęboko we mnie moje serce. Nie chciałam żyć w ciemnościach – gdzie diabeł cały czas mnie zrzucał do otchłani piekielnej. Czasami miałam dość tego procesu, upadałam po ludzku, nie myśląc że nie jestem sama, bo mam Jego – Jezusa. On nie pozwalał mi upadać – podnosił mnie, a Bóg posługiwał się posłańcami z nieba Swoimi, których stawiał mi na drodze. Ludzie, którzy przynosili mi wiadomości od Boga i oni prowadzili mnie do Niego, do jego dróg, do zrozumienia i zaufania, do nowego życia, które dla mnie wciąż było obce i odległe, nieznane. Po jakiś czasie dowiedziałam się że akurat na Służewcu jest wspólnota dla osób po okultyzmie, bardzo szybko odnalazłam mail do właściwego kapłana, który prowadził tą grupę modlitewną pod wezwaniem “Michała Archanioła” (wiedziałam, że to anioł z który prowadzi walkę duchową dobra – ze złem). Kontaktując się z nim, umówiłam się na spotkanie osobiste. Nie rozumiałam wielu rzeczy, ale myśl o uwolnieniu mnie z tego co przytłaczało mnie w środku była przeogromna o wyzwoleniu ( teraz myślę, że byłam prowadzona przez Anioły). Przed rozmową naszą została odmówiona modlitwa i prośba o prowadzenie Boże. Rozmowa z tym kapłanem przebiegała w większości tak jak egzorcyzm, pytania były o tym jak w to wszystko weszłam, jak to się zaczęło – to było dla mnie ciężkie do wytłumaczenia. Byłam bardzo chaotyczna(tak mi powiedział ten kapłan) nie potrafiłam pozbierać wszystkiego do całości. Oczywiście, kapłan musiał rozeznać czy nie będę szkodzić innym osobom w tej wspólnocie, przy uczestnictwie. To było dla mnie zrozumiałe, wiedziałam dlaczego i już nie pytałam (bo to, co objawiało się we mnie cały czas było dla innych może dziwne i nie do zrozumienia po ludzku, duchowego życie w wewnątrz). Uradowało mnie to, jak zostałam zaproszona na te spotkania, oczywiście po pierwszym spotkaniu i powrotu do domu, miałam ataki szatańskie, tak silne, że noc moja nie była przyjemna. Dręczenie było przeogromne i lęk wielki (to było zastraszenie mnie przez szatana, bym tam więcej nie poszła) wtedy wiedziałam, że Pan Bóg działa by mnie uwolnić – więc już miałam odpowiedź, będę chodziła, mimo tego co się dzieje potem ze mną. Moja jeszcze jakaś wewnętrzna siła i chęć do uzyskania Prawdy o wszystkim była wielka, a Boża miłość i walka o moją duszę i wyzwolenie była wytrwała we mnie i w Bogu. Pewnego dnia, jak miałam natarczywe dręczenie i wielki ból głowy, gdzie wszystko powodowało bym popełniła samobójstwo (myśli we mnie pojawiały się były bardzo natarczywie) powodowały, że ja jako sam człowiek nie byłam w stanie je znieść i walczyć. Szybko ubrałam się i z myślą i sercem na ramieniu biegłam do kościoła (cały czas na Służewcu, tam czułam się bezpieczna) z daleka przy ogrodzeniu kościółka zobaczyła kogoś ubranego na biało, pomyślałam że już mam nawet omamy. Podchodząc bliżej zobaczyłam tego kapłana z grupy “Michała Archanioła”, uśmiechnęłam się miło i powiedziałam do niego, że spadł mi jak z nieba, nie mówiąc do końca o co chodzi. Nie byłam w stanie powiedzieć co się ze mną dzieje, dlaczego tu jestem, w godzinach gdzie kościółek od środka był zamknięty. Same bycie pod kościołem było dla mnie bliskością obok Jezusa. Ojciec uśmiechnął się i powiedział, że miał wysłać mi zaproszenie mailowe na modlitwę wstawienniczą z grupą nade mną. Teraz widzę jak wielkie było działanie Boga, słyszał mnie za każdym razem kiedy upadałam i zło ciągnęło mnie prawie po bruku. Miłość Ojca i opieka była wielka cały czas mimo, że ja nie odczuwałam i nie widziałam. Zawsze posyłał na moją drogę swoje anioły pod ludzką postacią modląc się w mojej intencji, aby one niosły mi wiadomości o Jego miłości do mnie. W końcu pojawiłam się na ich spotkaniu, na koniec zostały te osoby które miały uczestniczyć w modlitwie do Boga o moje uwolnienie. Mój kapłan poinformował mnie, ze mogę albo usiąść na krześle albo uklęknąć po środku, by wszyscy byli wokół mojej osoby. Pierwsze co pomyślałam, to że nie mogę siedzieć, bo jak mam prosić Boga o uwolnienie w takiej pozycji. Tą modlitwę będę pamiętać, bo to co odczułam i jak było silne działanie walki Boga a i działania szatana, który trzymał mnie mocno w swych łapach, przez brak przebaczeń w sercu głęboko. Kiedy wszyscy zaczęli się modlić moje ciało zaczęło drzeć i było mi bardzo gorąco, potem mój głos spowolniał i nie byłam w stanie normalnie wypowiadać słów, język mi się łamał, ciało drętwiało i lewa strona mego ciała jakby zamierała, tak odczuwałam. Oni się cały czas modlili nie przestając, a ja mówiłam z przerażeniem do tego kapłana, że język mi drętwieje i nie umiem wypowiadać słów i jest mi ciężko. Kapłan nie opuszczał mnie będąc obok i mówił bym ile sił w sobie mówiła do Boga i prosiła go o ratunek. Diabeł trzymał mnie mocno, pokazywał moją nagość, wstyd (tak jak w pierwsi ludzie, po zjedzeniu owocu z zakazanego drzewa, schowali się przed Bogiem, taką ja czułam nagość przed tymi ludźmi). Od razu, poczułam się głupio, że tyle złego zostało odkryte przed obcymi dla mnie ludźmi (to nie były myśli moje, lecz demona, który chciał mnie odsunąć od tej grupy, bo działanie Boże było silne, by mnie Uwolnić, ale ja tego w tamtym czasie nie rozumiałam). Nikomu o tym nie mówiłam, czułam się źle i rzeczywiście przestałam chodzić na ich spotkania. Po jakimś czasie czytając książkę o rozeznaniu duchowym, dowiedziałam się z niej że diabeł używa wielu sztuczek, by nas zatrzymać przy sobie – zwłaszcza oskarża, ocenia, wmawia wiele złych rzeczy o nas samych, po to byśmy tylko uwierzyli i nie próbowali iść dalej drogą do Boga, byśmy się nie odrodzili na nowo, byśmy byli ślepi i głusi na słowo Boże. Wówczas jesteśmy dobrymi narzędziami w rękach szatana. Każda moja spowiedź zawsze była cudowna, bo rozmawiałam jakby językiem serca i bliskości, nie z kapłanem w konfesjonale ale z samym Bogiem, czułam się jak dziecko prowadzone do Ojca który wybacza i tłumaczy mi wszystko jak co wygląda kiedy grzechem oddalam się od Jego miłości, jak bardzo ranię serce tego który mnie kocha, jak to wygląda. Podczas spowiedzi poprosiłam o jakąś dobrą książkę do przeczytania, bo czułam jak mocno dosięga mnie miłość Boga przez różne powieści, które interpretowałam do swoich sytuacji, by przynosiły mi odpowiedzi. Teraz jak to wspominam, mam wrażenie jakbym śniła, wszystko było trudnym doświadczeniem, ale teraz dopiero mogę stwierdzić, że cieszę się tym co została mi dopuszczona w życiu. Bym mogła świadczyć o Bogu i Jego Wielkiej Miłości do każdego człowieka, nie ważne na jakiej jest drodze i gdzie się zagubił, bo jesteśmy dla Boga Jego dziećmi i On zawsze pragnie byśmy byli wolni i szczęśliwi.
Zrozumiałam co jest najcenniejsze jak należy żyć i gdzie tego życia szukać, do jakich drzwi pukać i kogo o pomoc prosić. Najpierw był proces wybaczenia: To było trudne nawet bardzo, bo w obecności Boga, kiedy trzymał mnie mocno za rękę, czułam jak schodzę do miejsc dla mnie bardzo trudnych i zamkniętych, tam gdzie zamknęłam siebie w boleści i nie zrozumieniu, nie kochaniu przez innych i odrzuceniu. Ojciec umiejętnie i delikatnie dotykał moich ran i uzdrawiał prowadząc, gdzie zalewałam się podczas każdej mszy Uwielbiającej (na Służewcu) łzami i gorącem, które mnie dotykało – teraz to wiem, że tak czule dotykał mnie Jezus i leczył Miłością Ducha Świętego. Potem dostałam możliwość odczytywania tych wszystkich sytuacji i zdarzeń, jakby Pan Bóg tłumaczył mi wszystko na nowo, ale tak jak On widzi człowieka i jak Jego miłość do każdego z nas nie ustaje, mimo tego jak bardzo szkodzimy sobie i innym – nie znając wciąż miłości prawdziwej – takiej ja On nam daje, On wciąż przy nas jest mimo tego nie rozumiemy. Zrozumiałam, że Bóg nikogo nie odrzuca – to podszepty były od szatana, bym nigdy nie mogła się odrodzić, bym nigdy nie poczuła się wolna i bardzo kochana przez Boga Ojca i tak czule była tulona w Jego ramiona.
Najwspanialsze było to jak Pan Bóg uwolnił mnie z lęków wewnętrznych, gdzie obawiałam się zagubienia i nieporadności sobie w wielkich miastach. Dotknął mnie w te zapomniane i zagubione miejsca mnie samej gdzie byłam zostawiona i opuszczona przez wszystkich i strach ogarniał moja duszę w środku. Odczytywałam to wszystko po krótkim czasie jak gdzieś się wybierałam jechałam, wtedy czułam to dotknięcie i pocałunek najczulszy od mego Taty Niebieskiego, tak już wtedy zaczęło Boga nazywać. On dawał mi siebie do końca, wiedziałam wtedy że zabrał mi ten strach i lęk dał mi Siebie bym się nie lękała, bo On jest obok zawsze.
Mimo miłości, zrozumienia wciąż czułam jakbym się dusiła od wewnątrz, nie rozumiałam dlaczego?! Ciągle chodziłam na msze Uwalniające i Uzdrawiające(na Służewcu) wciąż rosło we mnie większe pragnienie bycia blisko w jedności z Bogiem. W trakcie mszy o uzdrowienie poczułam, że to jest ten dzień dla mnie gdzie Bóg dotknie mnie i uwolni. Czułam, że muszę być jak najbliżej Niego, mimo wielu ludzi w kościele, mimo tych którzy pragnęli wyzdrowienia i także Go o to prosili. Ja czułam, że dzisiejszy czas będzie inny, że muszę być twarzą w twarz z Jezusem Przed Najświętszym Sakramentem. I tak uczyniłam, uklękłam tuż za kapłanem, stanęłam z Jezusem w prawdzie o sobie i swojej grzeszności (to było prowadzenie Ducha Świętego, któremu się poddałam). Wszystko Mu opowiedziałam, co było złe, niedorzeczne, grzeszne, co mnie odsunęło od Niego, wzięłam siebie grzeszną i z tym co czyniłam nieodpowiedniego względem Jego wielkiej miłości i moim wstydem jak zraniłam Jego serce. Zaczęłam prosić Jezusa o uwolnienie mego serca z węzłów szatańskich, które nie pozwalały mi czuć i miłować swobodnie.
Mocno płakałam i czułam znów wiele gorąca, które napłynęło na moje ciało, aż w końcu kapłan z Jezusem stanął nade mną i usłyszałam tylko krótkie słowa “Otwórz się!”. Wciąż miałam zamknięte oczy, ale widziałam obok siebie przeogromną jasność i osobę na biało ubraną jak anioła. Odczułam przez moment spokój i odczuwałam, że staję się jak małe dziecko, mała dziewczynka. Było to coś niezwykłego jakby wyprowadzenie z tych ciemności i wprowadzenie mnie do mojego dzieciństwa, a Duch Święty pokazał mi dalej miejsca we mnie, które potrzebują uleczenia i oddania Jezusowi. Tata (tak zaczęłam zwracać się do Boga, którego już nie odbierałam jak obraz wymyślony, jak nieznanego – On był mi bardzo bliski i mocno Go pokochałam), ciągle mnie utulał do Swego serca, nie pozwolił się lękać obawiać, wciąż był obok i podczas tego procesu uleczania i uzdrowienia mnie od wewnątrz. Nauczyłam się tak wiele rzeczy dostrzegać, ale i patrzeć już innymi oczami, oczami Jego – mojego ukochanego Jezusa. Nauczyłam się Mu ufać bezgranicznie w każdej sytuacji zwłaszcza kiedy zostaje sama i zastanawiam się w którym kierunku się udać.
Zawsze w tych trudnościach uciekałam do kościółka, do spowiedzi, bym znów zbliżyła się do Boga, bym w żaden sposób nie czuła się oddalona od mojej wielkiej miłości, którą On stał się. W końcu dostałam propozycję przeczytałam książki “Chatę” Wiliama P.Young gdzie było przepięknie opisana relacja człowieka z Panem Bogiem. To było zaproszenie listowne od Ojca Niebieskiego dla człowieka, który doświadczył wiele cierpienia w swoim życiu. Ale również by mógł doświadczyć bliskości w relacjach z Bogiem w trzech osobach Boskich. Bardzo tęskniłam osobiście za taką propozycją, wydałoby się nie realna. Tylko, że przyznaję bo właśnie ona mi się przydarzyła jak dostałam zaproszenie na rekolekcję do Sióstr Szarytek na ul. Tamka 35. Moja dobra znajoma, nie pytając mnie o zgodę zapisała mnie na ten czas spotkania. Tam zrozumiałam że te zaproszenie jest przez posłańców od samego Pana Boga, zawsze odczuwałam obok siebie bliskość aniołów. Mówię tak, bo doświadczyłam w tym miejscu dotyku Ducha Świętego i od Jezusa dostałam Jego Matkę (ona mnie przytuliła do Swego serca i nie pozwoliła się lękać, zaczęła uczestniczyć w moim życiu jak matka biologiczna, której miłości nie poznałam, bo była zajęta sprawami przyziemnymi). Przez każdego z uczestników tych rekolekcji czułam jak Bóg Ojciec się posługuje nimi odpowiednio. Ja czułam się jakbym była w „Chacie” z opowieśc,i tej którą czytając pragnęłam doświadczyć (takiej cudownej bliskości i rozmowy z Bogiem). Siostry miały przepiękny ogród, a ja czułam się w nim niesamowicie. Wszędzie widziałam jak Duch Święty oczyszcza mnie wewnątrz, pokazuje które miejsca w duszy są do zaleczenia, które pragną wyrzucenia z brudu i chwastów. Wiele łez wylałam w tym ogrodzie – to było dotykanie mnie od środka mojej poranionej duszy przez Ducha Świętego. Każde spotkanie z siostrą, która wybrała tą drogę do Boga było napełnieniem duchowym, a łzy z moich oczu wylewały się jak strumienie wody. Oczywiście miałam pierwszej nocy atak ze strony szatana, który przypomniał mi dziwnie że należę do niego, ale ja zaczęłam modlić się słowami Ojcze nasz… i zjawa zniknęła. Rano, powiadomiłam kapłana prowadzącego nasze rekolekcje o nocnym moim zajściu – zapytałam się dlaczego w takim miejscu nachodzą mnie jeszcze takie rzeczy. Usłyszałam, że mam brak wybaczenia sobie i stwierdziłam do tego kapłana, że nie potrafię kochać moja mamę. Nie umiejętność kochania mojej matki jest jakby także brakiem uwolnienia od tych dręczeń przez demona.
Duch Święty posłużył się tym kapłanem, by Światło Boże mogło oświecić mi tę ciemność i pokazać kierunek tego co nie może we mnie zostać uwolnione. Odchodząc od niego z rozmowy, czułam jak jestem prowadzona ręką Boża, jakby Pan miał wobec mnie plany i dlatego chciał bym wydostała się za pomocą tego miejsca i wielkiej miłości, którą tam doświadczyłam spotykając Boga, Jezusa, Ducha Świętego i Maryję – i przez te wszystkie osoby które tam spotkałam.
Zbliżały się imieniny mojej mamy Zofii i w piątek 14 maja do popołudnia niedzieli 16 maja pojechałam do mamy w dniu jej święta. Chociaż ten wyjazd był wcześniej bardzo oporny. Nie chciałam tam pojechać, bo to jest te miejsce, gdzie umarł mój ojciec i byłam z nim podczas całej choroby i umierania jego, gdzie parałam się okultyzmem i gdzie doświadczyłam wielu cierpień z dzieciństwa. Przyznaję, że Pan Bóg jest niesamowitym aktorem i ten wyjazd był dla mnie bardzo ważny, bo dotknął mnie prawdziwym, delikatnym przywitaniem w domu rodzinnym. Mój kochany Niebieski Tata, odradza i czuję jak ulecza między mną a moja mamą miłość – tą utracona i poranioną. Maryja uczy mnie cały czas wielkiej pokory i przyjmowania wszelkich trudności w relacjach z najbliższymi, w relacjach z moją mamą – jest naszą pośredniczką. Cieszę się z tego powodu, bo dla każdej z nas należy się druga szansa, bo Jezus ją dał nam nie bez powodu. Po rekolekcjach, mam bardzo bliski kontakt z Maryją i Ona jakby ulecza moje wszystkie zmartwienia i cały wewnętrzny ból z moimi bliskimi, zwłaszcza z moją mamą, od której nie dostałam miłości jako dziecko. Bóg właśnie zaprosił mnie do Chaty mojego dzieciństwa i dorastania, do miejsc gdzie trwałam w okultyzmie – tak jak tego mężczyznę z tej powieści (by wyjaśnić jak to wyglądało naprawdę). Bóg przez Swojego Syna mnie już Uwolnił z rąk szatana, teraz trwa u mnie proces Uzdrawiania z pozostałych ran, to wszystko jest dla mnie jak kołysanie w ramionach Ojca. Jest jeszcze troszkę bólu i cierpienia – ale proszę Jezusa i Maryję by mnie prowadzili i są przy mnie cały czas. A mój ogród duszy w którym widzę Mateńkę jako młoda dziewczynkę ubrano w piękną jaśniejącą sukienkę, która tańczy miedzy pięknymi zakwitłymi drzewami, widzę ją jakby w moim ogrodzie mego serca:)Czuję, jak wszystko po woli wraca do normy mnie samej i tego w jaki sposób Bóg zasadził ziarno, a ono we mnie wydaje plon Wielkiej, Prawdziwej Miłości i pełnego szczęścia w moim wnętrzu i już nowej osobie. Po ostatnich wspaniale prowadzonych rekolekcjach przygotowujących na Zesłanie Ducha Świętego, zrozumiałam i właściwie dostała odpowiedź od Boga o swoim powołaniu, o swoim kierunku drogi, którą pragnę podążać. Moją najgłębsza tęsknotą, która skupia moje myśli jest droga rozwoju Ewangelii do dróg Jezusa i Jego życia. Duch Święty podczas tych rekolekcji rozłożył mnie na łopatki w pozytywny sposób, bo pragnienie trwania przy Nim jest we mnie przeogromna. Myślę, że będę szukała dalszego rozwoju w drodze do bycia bliżej niż jestem obok przy sercu Jezusa. Teraz kiedy widzę jego oczami i czuję Jego sercem – to jakbym mogła oddalić się na jeden krok od Niego, nie mogłabym za mocno Go pokochałam by odejść.
Z Panem Bogiem, nie pozwólcie by działanie złego ducha spowolniło wasz proces drogi do
Boga – On ciągle czeka na nasz powrót i przytulenie nas w Swoje ramiona.
On jest Wielka Miłością i o Nią trzeba pilnie dbać, by ciągle rozkwitała w sercu człowieka jak piękny kwiat.
Agnieszka
Opublikowany w Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: Bóg, nawrócenie, Świadectwo Agniszki | Komentarzy: 24 »
Uroczystość św.Józefa – Idź, bo ten człowiek umiera
Posted by Dzieckonmp w dniu 19/03/2012
Świadectwo o. Dominika Buszty
W roku 1930 ksiądz Adam Sikora pracował jako wikariusz parafii w Borysławiu. Pewnego razu, gdy wieczorem położył się do łóżka i już zasnął, ktoś mocno zapukał do zamkniętej okiennicy, obudził go i natarczywie wołał: „Proszę zaraz iść do chorego, który dogorywa w bloku przy ul. Sobieskiego nr 50 na drugim piętrze”. Ksiądz wstał, wyszedł na ganek by zobaczyć osobę, która by go zaprowadziła do chorego, ale nikogo nie było. Wrócił więc do mieszkania i położył się do łóżka. Po krótkim czasie usłyszał ponowne pukanie i natarczywe wołanie by szedł do chorego. Wyszedł na ganek, ale nie było człowieka, który go wzywał. Pomyślał więc, że jest to jakaś prowokacja. Może zbuntowani Ukraińcy chcą go nocą wyciągnąć z domu i zamordować. Położył się do łóżka, ale tym razem już w ubraniu. Za chwilę, mimo zamkniętych drzwi, wchodzi bez pukania do mieszkania starszy wiekiem mężczyzna, zbliża się do łóżka, chwyta leżącego księdza, wyrzuca z łóżka i mówi surowym rozkazującym głosem: „Natychmiast idź pod wskazany adres, bo ten człowiek umiera!” Po tych słowach tajemnicza postać znikła.
Ksiądz zrozumiał, że ma do czynienia z jakimś nadprzyrodzonym zjawiskiem, któremu oprzeć się nie wolno. Śpieszy do kościoła, bierze z tabernakulum Najświętszy Sakrament, zabiera święte oleje i idzie na ul. Sobieskiego pod numer 50. Dzwoni do bramy i oznajmia stróżowi, że jest wezwany do chorego. Stróż zdziwiony odpowiada, że nic mu nie wiadomo, aby tu ktoś chorował i wzywał w nocy księdza. Gdy ksiądz informuje go, że potrójnym pukaniem do mieszkania ktoś go wzywał pod ten adres, bo na drugim piętrze umiera człowiek, stróż przypomniał sobie, że faktycznie jest tam chory lekarz, ale jest to człowiek niewierzący, który może księdza nie przyjąć. Na prośbę księdza prowadzi go na drugie piętro i wskazuje mieszkanie chorego. W drzwiach ukazuje się żona lekarza i pyta: „Kto księdza tu sprowadza o takiej porze? Przecież ani mąż ani ja nie prosiliśmy, bo oboje jesteśmy niewierzący; zbyteczna fatyga księdza”. Ksiądz powiedział, że wezwał go do chorego jakiś starszy mężczyzna, wskazał mu dokładny adres i zmusił by się tu udał.
Zaskoczona tą relacją żona decyduje się wprowadzić księdza do pokoju chorego. Na widok księdza chory zaintrygowany pyta: „Kto księdza tu sprowadza do mnie?” Ksiądz opowiada mu przebieg potrójnego wezwania przez jakiegoś starszego człowieka z siwą brodą, który po prostu wyrzucił go z łóżka i nakazał śpieszyć do chorego pod wskazany adres. Lekarz zamyślił się i polecił żonie, by przyniosła z sąsiedniego pokoju wiszący na ścianie obraz. Ksiądz poznaje, że to właśnie ten człowiek z obrazu wezwał go do chorego. Wtedy lekarz rozrzewnionym, drżącym głosem opowiedział jak to jego umierająca matka ten obraz świętego Józefa przekazała mu wraz z przepisaną na kartce modlitwą do świętego Józefa o szczęśliwą śmierć i nakazała mu, aby tę modlitwę odmawiał przez całe życie. I mówił dalej: „Chociaż straciłem wiarę i nie wierzyłem w Boga wraz z żoną, to jednak by dotrzymać słowa danego matce tę modlitwę machinalnie odmawiałem. Teraz widzę, że św. Józef nie pozwolił mi zginąć marnie. Proszę mnie wyspowiadać i pojednać z Bogiem.” Po spowiedzi przyjął pobożnie Komunię świętą jako Boski Pokarm na drogę wieczności oraz sakrament namaszczenia świętym olejem, gorąco dziękując młodemu kapłanowi, który o tej porze przybył do niego.
Ksiądz wyszedł zadowolony z wyświadczonej choremu posługi i skierował się do wyjścia. Nie zdążył dojść do windy, gdy nadbiegła żona chorego i płacząc zawołała: „Księże, mój mąż kona!” Wrócił więc kapłan by odmówić modlitwy za konającego. Katolicki pogrzeb odprawił ksiądz Adam na prośbę doktorowej.
Powyższą historię o św. Józefie, patronie dobrej śmierci opowiedział sam ks. Adam Sikora na spotkaniu księży diecezji przemyskiej w roku 1954.
Źródło: http://www.swietyjozef.kalisz.pl/?dzial=Swiadectwa&id=13
Warto tez przypomnieć prezentację o schodach św. Józefa w dzisiejsze święto.
Mistyczne Schody
A na koniec wspaniały film o świętym Józefie.
Piękny film o św. Józefie
Opublikowany w Ciekawe, Film, Kościół, Świadectwa | Otagowane: Mistyczne schody, św. Józef | Komentarzy: 32 »
Czas kryzysu, czas łaski Boga
Posted by Dzieckonmp w dniu 01/02/2012
Drodzy przyjaciele, pozwólcie, że podzielę się z wami myślami o historycznym okresie w jakim żyjemy. Rozglądając się wokoło zdajemy sobie sprawę, że prawdziwy kryzys dotyka wszystkich, nawet jeśli mamy jeszcze wypłaty za pracę, to mimo wszystko widzimy, że bezrobocie rośnie, ludzie mają coraz mniej a gospodarka wydaje się zatrzymywać, powodując coraz większe opodatkowanie. W tym scenariuszu, zaczyna brakować nadziei na przyszłość, której jest coraz mniej, i spada jeszcze bardziej. Ale … jest ALE! Kryzys nie tylko ma negatywne znaczenie, naprawdę! Jego rozmiar mimo że wielki to piękniejsze jest to, że ta wielkość zachęca nas do zmiany, wyborów, decyzji. Drodzy przyjaciele, z ufnością w miłosierdzie i Bożą Opatrzność, widzimy że te bardzo trudne miesiące są jak łaska dana nam przez Ojca aby zmienić nasze życie i nasze relacje. Jeśli banki nie są tak niezawodne i nie potrafią inwestować naszych oszczędności, to mamy kilka obszarów o wiele bardziej odpowiednich:
-Duchowe skupienie, modlitwy, czego chcesz ode mnie, Ojcze?
-Chwała i dziękczynienie: Jezu, uznaję Cię jako Pana mojego życia
-Dobre relacje: brat, przyjaciel, jak się czujesz dzisiaj?
-Dar z siebie, aby kochać, kochać na zawsze!
Bóg uczyni resztę.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus
Opublikowany w Apel, KOMUNIKATY, Kościół, Świadectwa | Otagowane: kryzys, łaska Boża | Komentarzy: 69 »
Świadectwo homoseksualisty – czytelnika naszego bloga
Posted by Dzieckonmp w dniu 27/12/2011
Nadesłano 9.12.2011
Dziwi mnie beztroska infantylność niektórych kapłanów i ich chorobliwa potrzeba podlizywania się światu, bo inaczej nie potrafię zrozumieć tego, ze zamiast skupiać się na bogactwach i tajemnicach życia duchowego, do czego zostali powołani, z niepotrzebną nadmierną troską „pochylają” się nad sprawami ciała, które w żadnym razie nie jest ich dziedziną.
Niestety, takim duchownym wydaje się być ks. Knotz. Można to wytłumaczyć jedynie brakiem realnego kontaktu z potężnym duchowym zagrożeniem, o którym tak się chętnie wypowiada, a jakim jest nadmierna uwaga poświęcona seksowi. Już lepiej, żeby trzymał się ściśle tego, co o seksie mówi Pismo Św. Przynajmniej nie popadłby w śmieszność.
Jestem rzadkim przypadkiem homoseksualisty, który wyszedł ze skrajnego uzależnienia od seksu i od stylu życia, jaki obowiązuje w środowiskach, w których zachowaniom seksualnym odebrano wszelkie ograniczenia. Uratowała mnie wieloletnia modlitwa, modlitwa, i jeszcze raz modlitwa. Prawie co dzień i co noc, a na pewno co rano – nabożeństwo 7 Modlitw do Krwi Chrystusa, w obiad Koronka, Wieczorem nabożeństwo 15 Modlitw do Ran Chrystusa, do tego cała jedna część Różańca, Litania do Św. Józefa. I prawie co dzień wcześnie rano – Msza Św z Eucharystią. Często modliłem się leżąc krzyżem – nie uważałem tego za przesadę, zresztą zdarza mi się to i obecnie. Spowiedź – minimum co dwa tygodnie. Drakoński program, którym wypowiedziałem wojnę demonom, trzeci, przeze mnie samego zaproszonym do mego wnętrza.
I tak – rok, potem drugi, aż wreszcie poczułem, że jestem uwolniony. A byłem na krawędzi samozagłady – i duchowej, bo pogrążałem się w pustkę i rozpacz, w której narastające uzależnienie od alkoholu było bodaj najmniejszym złem – a także unicestwienie cielesne, bo pojawiał się obrzęknięta z niewyspania i od alkoholu twarz i coraz częstsze myśli samobójcze. Bowiem coraz bardziej moją wolną wolę paraliżował promiskuityzm, obsesja codziennego prawie zaliczania nowych doznań, a w końcu po latach – prawie już obłęd, gdy do znanych „figur” dostawiało się kolejne kombinacje,. aż w końcu brakowało możliwości fizjologicznych, więc pojawiały się anty fizjologiczne, wszelkie wynaturzenia i pociąg do coraz okropniejszych zboczeń.
A wszystko – przez cały czas ubrane w dobre maniery, garnitury, pachnące wodą kolońską – i to było chyba najstraszniejsze. Poczucie, że moja elegancka i uprzejma powłoka (tak się składa, że wykonuję tzw. prestiżowy zawód) jest moim coraz większym kłamstwem wobec świata, gdyż w środku cuchnie coraz większe bagno i zgnilizna.
Długo by o tym mówić. Uratowała mnie wieloletnia modlitwa i ofiara mojej sparaliżowanej śp. Mamy, ona widziała, co się dzieje. I potem -dar wstrząsu: wielkiego, wspaniałego snu, w którym Chrystus pojawił się na moje rozpaczliwe wołanie o ratunek, gdy leciałem do piekła. Nazajutrz, sięgnąwszy po coś na półkę z książkami, wziąłem do rąk przypadkiem – choć przypadków w takich sprawach nie ma – broszurkę z Koronką do Miłosierdzia Bożego, którą ktoś kiedyś u nas zostawił. Otworzyła się na zdaniu „niech się nie lęka przyjść do mnie żadna dusza, niech się nie lęka, choćby jej grzechy były jak szkarłat”. To był ten moment, gdy runęło na mnie światło. Zachwiałem się, jak od uderzenia i rozpaczliwie płakać czując, jak coś we mnie pęka i się uwalnia.
To było piętnaście lat temu. Proces „zdrowienia” rozpoczęty przeze mnie CAŁKOWITYM zerwaniem ze środowiskiem grzechu, a także z tym, co do niego prowadziło tzn. papierosami i zwłaszcza alkoholem – zabrał mi kawał życia. A ile było nawrotów, upadków, ile potwornych szatańskich ataków… Jeszcze raz powtórzę – długo by mówić. Jednak obawiam się, że radośnie gruchający o tych demonicznych sprawach ksiądz Knotz, zielonego pojęcia nie ma, jakiego pożaru sprawcą może się okazać, gdy w ludzkich duszach obali pierwszą małą barierę. Gdy nakłoni młodych ludzi – swoim nieodpowiedzialnym ćwierkaniem o „radości życia seksualnego” i „boskim seksie” – żeby zaczęli „szukać i eksperymentować”.
U Valtorty – tu zaznaczę, że lektura 11 tomów tego wspaniałego dzieła była koroną mojego nawrócenia, bowiem przez rok czytając te pisma przeżywałem wstrząs i uniesienie prawie namacalnej obecności przy sobie Chrystusa, co trwa do dzisiaj… – więc tam Jezus wyraźnie mówi o trzech korzeniach grzechu. Jeden to pycha, drga – próżność, trzeci zmysłowość. Całe drzewo upadku człowieka wyrasta zawsze z tych trzech korzeni. I na tych trzech terytoriach wyśmienicie czuje szatan – jeśli go tam zaprosimy, to się wpierw rozpanoszy bez granic, aż nas całkiem pożre.
Nie wiem, czy ks. Knotz kiedykolwiek nad tym się zastanawiał, bo że Valtorty nie czytał, tego jestem pewien. Inaczej nie gadałby bez zażenowania takich bredni. Jak on chce uniknąć np. zmysłowości, zalecając w wywiadzie kupowanie sobie przez małżonków gadżetów seksualnych? On chyba rozum postradał? Cały gigantyczny diabelski pornobiznes zaczyna się od nakładania frymuśnej bielizny i „niewinnej” gry olejkami zapachowymi. Coś wiem o tym, bo świat homoseksualistów jest wręcz oparty swymi fundamentami o te wszystkie techniki uwodzenia, nakłaniania do coraz głębszego pogrążania się w zmysłowości, aż po kompletny upadek – a to wszystko w imię wesołej „zabawy”, niewinnego eksperymentowania” itd.
Musiałem to napisać, bo niestety tacy księża Knotz są pierwszymi z pozoru niewinnymi jaskółkami, za którymi wkrótce mogą pojawić się jastrzębie, a na koniec – sępy.
Jestem dziś wolnym człowiekiem, zdławiłem demona homoseksualizmu w sobie, całkowicie wygnałem go ze swego życia. Nie przeszło to w żadem „happy end” w rodzaju np. szczęśliwego małżeństwa heteroseksualnego – widocznie tego Nasz Najlepszy Ojciec Niebieski dla mnie nie przewidział. Jestem człowiekiem samotnym ale w najwyższym stopniu szczęśliwym – w swym zawierzeniu Niepokalanemu Sercu Maryi, Najświętszemu Sercu Jezusa i Przeczystemu Sercu Józefa. Jest tez we mnie poczucia siły, jaką daje zawierzenie naukom Chrystusa – i jak to wszystko sprawdza się w życiu. Ale droga do tego rzeczywiście wiedzie po wąskiej i kamienistej ścieżce, jak w najwyższej wspinaczce.
Nadal wiele się modlę, staram się co dzień chodzić na Msze i jak najczęściej do Komunii. To mi daje wielką jasność w duszy i rozeznanie. I modle się co dzień za homoseksualistów – aby Duch Św. odsłonił przed nimi cud życia w czystości jako najszlachetniejsze powołanie człowieka. Niestety, są oni w dużej mierze ofiarami rozpowszechnianego w świecie kłamstwa – że ich homoseksualizm jest po prostu „wyborem stylu życia” i „obszarem wolności”. Jest dokładnie na odwrót: tą drogą dokonuje się nie „wyzwolenie”, ale zniewolenie człowieka. I bardzo często doprowadzenie go do rozpaczy a często alkoholizmu, narkomanii i innych chorób. Homoseksualizm jest wielkim nieszczęściem – ale przez to może stać się wielką szansa człowieka, gdy ten krzyż świadomie na swe barki przyjmie, aby go nieść za Chrystusem.
Proszę wybaczyć, że tak się rozpisałem. Ale traktuję to jako świadectwo, które może komuś z czytających się przyda. A przynajmniej – da do myślenia.
Chcę w tym miejscu podziękować Wszystkim Wspaniałym Internautom z tego forum – oraz Adminowi – którzy z prawdziwie ewangeliczną miłością przyjęli moje wynurzenia na temat walki z diabłem seksu, który już prawie mnie zdobył dla piekła.
Pisałem to świadectwo w pośpiechu, do tego na małym notebooku (dlatego tyle tam literówek, przepraszam) ale szczerym porywie chwili, przerażony głupstwami, jakie ks. Knotz wygłasza w wywiadzie, który Admin bardzo rozsądnie załączył, dla naszej wiadomości.
Pisałem to w poczuciu, że właśnie teraz i w tym miejscu muszę pozbyć się wstydu mówienia o „tych sprawach” i dać świadectwo jaką nieprawdę głoszą środowiska manifestujące „tęczowo” na ulicach wielkich miast Europy i Ameryki, a niestety, ostatnio już też Warszawy, Krakowa, Poznania… Zarówno w tych manifestacjach, jak i – niestety – w słodkim tonie księdza Knotza, mówiącego lekko i wesoło o najbardziej ryzykownych sprawach – brzmi ten sam diabelski fałszywy ton. Jestem na niego bardzo wyczulony, bo środowisko homoseksualne stale się tą pułapką posługują. Chodzi o to, żeby sprawy śmiertelnie poważne, od których zależy być albo nie być ludzkiego zbawienia, ubrać w formę zabawy, w kolorowe fatałaszki, w gadanie, że to „nic takiego, nie bądź taki smutas, daj sobie czadu, się nie wymydli”…
Wobec tonu „rozrywki”, każdy, kto chciałby mówić o tych sprawach w sposób choćby taki, jak niegdyś nasz ojciec czy matka, gdy próbowali nas we właściwym czasie wprowadzać w krąg tych zagadnień – to jest „smutas”, „nudziarz”, „moher”, że wymienię najłagodniejsze określenia.
Dlatego, pierwszym krokiem do wyzwolenia się z tyranii diabła zmysłowości, jest BEZWARUNKOWE I CAŁKOWITE zerwanie ze środowiskiem, które takimi zatrutymi ścieżkami wędruje. Oni nie pozwolą się z nich sprowadzić a ty, nadal przebywając z nimi, będziesz musiał swój krok dostosować do ich marszruty, bo inaczej cię zatratują. Dlatego trzeba się odłączyć od tego pochodu straceńców. U Valtorty niegdyś uderzyła mnie scena, gdy Jezus – kiedy już Maria Magdalena się do nich przyłączyła, zerwawszy z luksusowym życiem kurtyzany wśród ówczesnej „złotej młodzieży” żydowskiej i rzymskich oficerów – zapowiada, że czeka ją teraz najtrudniejszy etap. Ma być dokonane przez nią publiczne wyrzeczenie się swych dawnych towarzyszy grzechu.
Przejmująca jest scena, jak podczas przemarszu Jezusa i Apostołów przez Tyberiadę (tam niegdyś Maria Magdalena miała swoją willę) Maria Magdalena – która jest piękną, inteligentną, silną kobietą z ówczesnych „wyższych sfer” – w ubogiej sukni, bez szminek na twarzy, ruga i ostro odżegnuje się od swego towarzystwa. Potem Jezus doda, że miała w sobie sześć demonów (chyba nie mylę liczby? nie mam tekstu pod ręką, w każdym razie nie mniej niż sześć) – i wszystkie musiały się z niej wyprowadzić. Jaka więc musiała być niesłychana siła ducha tej kobiety! – a także, jaka jest potęga piekła, które potrafi młodą dziewczynę do takiego stopnia opętać. I opętując – nic w jej sposobie życia nie zmienia. I to jest najstraszniejsze – mając w sobie sześć diabłów zmysłowości, nadal zachowujemy się „jak gdyby nigdy nic”. Ludzie nas lubią, pomagamy im, jesteśmy uprzejmi, a nawet coraz bardziej nas lubią – bo w tzw. świecie nie lubi się „pobożnych”, „świętych”, ale grzeszników – jak najbardziej.
Na wylot przejrzałem te pułapki. Pamiętam, jak „rwało się” młodzież właśnie na to, że jesteśmy „tacy normalni”, a nawet lepiej się ubieramy, wciąż bywamy za granicą, jeździmy lepszymi samochodami (wiadomo – homoseksualiści nie muszą utrzymywać rodzin). W takim opakowaniu, nasączonym słodkim znieczulaczem, , nie jest już żadnym problemem uwieść i zdemoralizować naiwną młodzież z mniejszych ośrodków czy ze wsi.
Dlatego ksiądz, który przyjmuje – choćby w niewielkim stopniu – ten „uśmiechnięty” język, język podwójny, żmijowy,bo jest w nim niejasność, a jak poskrobać głębiej, to nawet zawikłanie – nie ma ducha Bożego. Język Chrystusa jest zawsze jasny, męski, twardy, jednoznaczny, przy całej swej niesłychanej głębi i przenikliwej znajomości duszy człowieka. Nie raz powtarza On Valtorcie: przecież Ja was stworzyłem, a zatem któż jak nie Ja może was znać lepiej…?
Przepraszam, znów się rozpisałem. A chciałem tylko Wam wszystkim gorąco podziękować – za ciepłe słowa, za każdy objaw przyjaźni, a zwłaszcza za deklaracje modlitwy za mnie. Proszę – módlcie się też za te rzesze polskiej młodzieży homoseksualnej – lub takiej, której się tylko wydaje, że taka jest. Oni zostali w większości oszukani, zwiedzeni, namówieni, oślepieni fałszywym blichtrem i lawiną nic nieznaczącego trajkotu, przez przewrotnych kłamców w rodzaju Biedronia, Nowickiej, Szczuki, Dunin, Wojewódzkiego… że wymienię tylko niektórych.Tej młodzieży – jeśli się nie opamięta – grozi nieuchronna zagłada w piekle. Wiem, bo już tam leciałem i w ostatniej chwili uchwyciłem się modlitwy św. Bernarda, która nagle, w tamtym strasznym śnie, mi się gdzieś z podświadomości wyłoniła.
Jest to Modlitwa do Rany Chrystusa na Ramieniu – najstraszliwszej rany od Krzyża, od Której najbardziej cierpiał. Kiedyś, dawno temu, mówiła mi o niej na jakimś przyjęciu pewna pobożna dama. Zapewniała mnie o jej wielkiej mocy, ale ja zapomniałem o tym i przypomniałem ją sobie dopiero po latach, w trakcie snu, w którym – jak na jawie – przeżywałem etap po etapie swoje potępienie. Przybyła do mnie na ratunek, gdy w uścisku szatana spadałem w głąb ohydnego tunelu prowadzącego w podziemia, wprost w morze siarki.
Zostańcie z Bogiem!
Opublikowany w Świadectwa | Otagowane: homoseksualizm, uzdrowienie, świadectwo | Komentarzy: 156 »
Świadectwo o moim tacie
Posted by Dzieckonmp w dniu 18/12/2011
Przesyłam jeszcze raz rozszerzone świadectwo o moim tacie , dlatego że niektóre osoby prosiły aby je poszerzyć bo chcą je umieścić w działach świadectw, nie potrafię pięknie pisać ale tak jak umiałam napisałam.
Jest mi bardzo miło, przy okazji chciałam rozpropagować modlitwy, które odmawiał mój tata
BÓG ZAPŁAĆ WSZYSTKIM
ŻYCZĘ WSZYSTKIEGO DOBREGO.
Magdalena
**************************
MÓJ NAJROŻSZY TATA GUSTAW
Mój tata Gustaw przed 9- cioma miesiącami zachorował na nowotwór złośliwy żołądka.
Przez okres choroby dodatkowo jeszcze przeszedł dwa zapalenia płuc, zawał serca i zapalenie otrzewnej.
Przez dziewięć miesięcy dał nam najpiękniejsze rekolekcje w moim życiu. Przeżyliśmy je bardzo intensywnie, nigdy przez całe życie nie powiedzieliśmy sobie tyle razy, że się kochamy i nie przeprowadziliśmy tylu pięknych rozmów.
Przez to cierpienie zrozumieliśmy co w życiu naprawdę się liczy. Rodzina bardzo zbliżyła się do siebie. Był to z jednej strony czas cierpienia a z drugiej wielkiej miłości.
Tata był czcicielem Ran Chrystusowych, przez 12 lat ( 10.04.1995r.data rozpoczęcia odmawiania tej modlitwy przez tatę )odmawiał 7 Ojcze nasz i 7 Zdrowaś Maryjo ku czci Najdroższej Krwi Jezusa Chrystusa z modlitwami, które Zbawiciel objawił św. Brygidzie. Modliliśmy się przez cały czas jego choroby i do końca mieliśmy nadzieję i szaleńczą wiarę, że będzie jeszcze zdrowy. Byłam jeszcze pieszo w jego intencji u Matki Boskiej Częstochowskiej dwa dni przed jego odejściem do Pana. A w tydzień przed jego śmiercią napisałam przez internet do kilkudziesięciu grup modlitewnych, księży, zakonów klauzurowych z prośbą o modlitwę za tatę. Byłam zaskoczona, ilu jest na tym świecie ludzi dobrej woli, niektórzy księża nawet odprawiali msze św. w jego intencji za darmo, byłam tą bezinteresowną dobrocią przypadkowo wyszukanych ludzi w internecie przemile zaskoczona. Bardzo mnie to umocniło, te ich dobre serca i słowa ukojenia. Zawsze bardzo bałam się tej chwili myślałam, że będę krzyczeć, histeryzować, a przyjęłam jego śmierć w pokorze i ze spokojem. Wiem, że to między innymi dzięki modlitwie tych wszystkich cudownych ludzi, którzy po śmierci taty również dalej swoimi e-mailami i modlitwą podtrzymywali mnie na duchu. Ostatnią wiadomość jaką dostałam po odejściu taty był obraz który załączam w załączniku przesłał mi ją internauta Tomek B., tak bardzo podniosło mnie na duchu i wzruszyło do łez, że jestem o tatę spokojna.
Odszedł cichutko, rano w poniedziałek 5.30, pogłaskał tylko mamę po głowie jak to zawsze robił i westchnął i odszedł. Tak się stało, że w szpitalu na przeciw jego łóżka wisiał Krzyż Jezusa, tata cały czas na Niego patrzył, jak przyszedł do domu na tydzień przed śmiercią, też sobie zażyczył, żeby mu powiesić Krzyż na wysokości oczu, żeby mógł ciągle na Niego patrzeć i tak się potem stało, że na cmentarzu również leży na przeciw Krzyża Jezusa i może na Niego patrzeć teraz wieki.
Jak skonał pierwszą osobą, która go odwiedziła była akurat Siostra zakonna ( moja kuzynka, która akurat wyjeżdżała po urlopie)z zakonu Najświętszej Krwi Chrystusa, dała mamie prezent różaniec do Ran Chrystusa.
Bardzo się cieszę, że dzień wcześniej w godzinie Bożego Miłosierdzia pożegnaliśmy się z tatą koronką do Bożego Miłosierdzia i jego tajemnicą różańca świętego – Któryś do nieba wstąpił (tata należał do żywego różańca )- to było ostatnie spotkanie z moim tatą, bo później pojechałam na czuwanie modlitewne.
Ostatnie słowa jakie usłyszałam, z jego ust to, że nas bardzo bardzo kocha i mamy nie płakać. Nie lubił nigdy jak nad nim płakałam i nie pozwalał mi płakać. Zawsze mówił, czemu ty płaczesz? i jak był jeszcze zdrowy to śmiał się, że jak śmierć przyjdzie to nie można jej powiedzieć, żeby poszła do sąsiada.
Mimo strasznego cierpienia nigdy się nie użalał nad sobą i do końca potrafił się cudownie do nas uśmiechać. Zresztą całe życie był człowiekiem radości, zawsze uśmiechnięty i pomocny drugiemu. Był człowiekiem modlitwy i pracy, otwartym na drugiego człowieka, pomocnym i zaangażowanym w prace remontowe w parafii, uwielbiał pracować przy kościele, pomagał również przy jego budowie. Nigdy w życiu nie słyszałam, żeby powiedział mamie złe słowo, czy krzyknął na nią, uwielbiał ją.
Mimo, że sam strasznie cierpiał ( na koniec jego wyniszczone chorobą ciało wyglądało jakby było z krzyża zdjęte ) martwił się o nas a nie o siebie.
Jestem mu bardzo wdzięczna za to co zrobił dla nas, żadne słowa nie oddadzą tego, kim dla mnie jest. Przez to trudne doświadczenie swoją postawą bardzo pogłębił moją wiarę i przez to bardzo przybliżyłam się do Boga. Żaden człowiek nie zrobił dla mnie tyle.
JESTEM DUMNA ŻE JEST MOIM TATĄ.
Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi i modlili się za niego i wyprosili mu spokojne ciche odejście jednym westchnieniem duszy i to cudowne miejsce na cmentarzu na przeciw Krzyża Jezusa BÓG ZAPŁAĆ Z CAŁEGO SERCA
pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego,
Magdalena
*************************************
W załączeniu przesyłam modlitwy Taty
MODLITWY
SIEDEM OJCZE NASZ I SIEDEM ZDROWAŚ
KU CZCI NAJDROŻSZEJ KRWI JEZUSA CHRYSTUSA
BOSKA OBIETNICA
DLA ODMAWIAJĄCYCH MODLITWĘ
Boski Zbawiciel objawił się Świętej Brygidzie, dodatkowo jeszcze z
następującą modlitwą:
Wiedzcie, że Ja tym którzy przez 12 lat będą odmawiać 7 Ojcze Nasz i
7 Zdrowaś Maryjo na CZEŚĆ MOJEJ DRGOCENNEJ KRWI , udzielę 5
następujących łask:
1/ Zostanie w godzinę śmierci zabrany bezpośrednio do Nieba bez Czyśćca
2/ Będzie zaliczony do grona największych świętych, jakoby przelewał krew za wiarę
Chrystusową
3/ Bóg Ojciec będzie utrzymywał w jego rodzinie 3 dusze w stanie łaski
uświęcającej według jego wyboru
4/ Dusze waszych krewnych aż do 4 – tego pokolenia nie pójdą do piekła
5/ Będą zawiadomieni przed śmiercią
Uwaga!
Gdyby osoba odmawiająca te modlitwy wcześniej zmarła, zaliczone będzie
jakby je odmówiła w całości
TAJEMNICA PIERWSZA
OBRZEZANIE PANA JEZUSA
Ojcze Przedwieczny Boże przez Najświętsze Serca Pana Jezusa i Niepokalane
Serce Maryi ofiaruję Tobie pierwsze rany, pierwsze boleści i pierwsze
przelanie Najświętszej Krwi Pana Jezusa na pokutę za moje i wszystkich ludzi
grzechy młodości , na zapobieganie pierwszych grzechów ciężkich a
szczególnie w moim pokrewieństwie.
Ojcze nasz……Zdrowaś Maryjo…..
TAJEMNICA DRUGA
KRWAWY POT PANA JEZUSA
Ojcze Przedwieczny Boże przez Najświętsze Serce Pana Jezusa i Niepokalane
Serce Maryi ofiaruję Tobie tą okrutną Mękę Serca Pana Jezusa na Górze
Oliwnej, każdą kroplę z Krwawego Potu na pokutę za wszystkie moje i
wszystkich ludzi grzechy serca na zapobieganie tym grzechom, na zwiększenie
Miłości Bożej i Miłości bliźnich naszych.
Ojcze nasz……Zdrowaś Maryjo…..
TAJEMNICA TRZECIA
BICZOWANIE PANA JEZUSA
Ojcze Przedwieczny Boże przez Najświętsze Serce Pana Jezusa i Niepokalane
Serce Maryi ofiaruję Tobie te tysiące Ran o okrutnej Boleści i
Drogocenną Krew Pana Jezusa spowodowaną biczowaniem na pokutę za wszystkie moje i
wszystkich ludzi grzechy serca i nieczystości , na zapobieganie tym grzechom i
na zachowanie niewinności a zwłaszcza w moim pokrewieństwie.
Ojcze nasz……Zdrowaś Maryjo…..
TAJEMNICA CZWARTA
CIERNIEM KORONOWANIE PANA JEZUSA
Ojcze Przedwieczny Boże przez Najświętsze Serca Pana Jezusa i Niepokalane
Serce Maryji ofiaruję Tobie Rany, Boleści i Drogocenną Krew Pana Jezusa z
Koronowania Cierniem na pokutę za wszystkie moje i wszystkich ludzi grzechy
umysłu, na zapobieganie tym grzechom, na rozpowszechnienie Królestwa
Chrystusowego na ziemi.
Ojcze nasz……Zdrowaś Maryjo…..
TAJEMNICA PIĄTA
DZWIGANIE KRZYŻA
Ojcze Przedwieczny Boże przez Najświętsze Serce Pana Jezusa i Niepokalane
Serce Maryi ofiaruję Tobie tą okrutną Mękę Pana Jezusa i Jego
Drogocenną Krew na pokutę za wszystkie moje i wszystkich ludzi grzechy, za bunt
przeciw Twoim Świętym Postanowieniom, przeciw wszystkim innym grzechom i na
ubłaganie prawdziwej Miłości do Krzyża
Ojcze nasz……Zdrowaś Maryjo…..
TAJEMNICA SZÓSTA
UKRZYŻOWANIE PANA JEZUSA
Ojcze Przedwieczny Boże przez Najświętsze Serce Pana Jezusa i Niepokalane
Serce Maryi ofiaruję Tobie Twojego Boskiego Syna na Krzyżu, Jego przybicie
do Krzyża, Podniesienie na Krzyżu, Jego Święte Rany na Rękach, Nogach i
Boku, Jego Drogocenną Krew, która wylała się za nas, Jego skrajną
biedę, Jego posłuszeństwo i bezkrwawe odnawianie się Świętych Ran Jego we
wszystkich Mszach Świętych na ziemi na pokutę za skaleczenie Świętych
zakonnych ślubowań i reguł na zadośćuczynienie za wszystkie moje i wszystkich
ludzi całego świata grzechy, za chorych i umierających, za kapłanów i
laikat za życzenia i prośby Ojca Świętego, za odnowę rodzin
chrześcijańskich, za umocnienie w wierze, za Ojczyznę moją i jedność rodzin i
narodów, jedność Kościoła w Chrystusie, jak i za dusze w czyśćcu cierpiące i
te które znikąd ratunku nie mają.
Ojcze nasz……Zdrowaś Maryjo…..
TAJEMNICA SIÓDMA
OTWORZENIE ŚWIĘTEGO BOKU PANA JEZUSA
Ojcze Przedwieczny Boże przez Najświętsze Serce Pana Jezusa i Niepokalane
Serce Maryi racz przyjąć Otworzenie Świętego Boku i Serca Pana Jezusa
Chrystusa za potrzeby Kościoła Świętego i na pokutę za moje i wszystkich
ludzi grzechy. Racz przyjąć Tą Drogocenną Najświętszą Krew i Wodę,
która została przelana z Rany Boku i Boskiego Serca Pana Jezusa i racz nam
być łaskawym i miłosiernym. O Przenajświętsza Krwi Chrystusa racz
oczyścić mnie i wszystkich ludzi od własnych i obcych win grzechowych, o
Przenajświętsza Wodo Najświętszego Boku i Serca Pana Naszego Jezusa Chrystusa,
racz uwolnić mnie i wszystkich ludzi od kar za grzechy i racz ugasić mnie i
wszystkim biednym duszom płomień czyśćcowy. Amen
Ojcze nasz……Zdrowaś Maryjo…..
Panie i Boże Nasz racz nie karać nas za grzechy nasze według Świętej
Sprawiedliwości Twojej, ale racz nam być Łaskawym według Wielkiego
Miłosierdzia Twego. Panie Jezu, który konałeś na Krzyżu za nas , zanurz w Swoim
Najświętszym Konaniu na wieki nasze dusze, abyśmy dostąpili zbawienia
przez Najświętszą Agonię Twoją.
Uwielbiam Cię Ojcze przez Miłosierdzie Syna Twojego, Jezu Miłosierny
Boże Wierzę w Ciebie i ufam Dobroci Twojej teraz i na zawsze i na wieki
wieków. Amen.+
1 MODLITWA DO PANA JESUSA
O najsłodszy Panie Jezu Chryste, oddaję się Tobie dnia dzisiejszego i na zawsze, a osobliwie w godzinie śmierci mojej.
Do nieskończonej dobroci Twojej odwołuję się. Rany Twoje Najświętsze niech mi będą spoczynkiem. Woda i Krew, które płynęły z Najświętszego Serca Twojego, niechaj mnie bronią na strasznym sądzie Twoim. Najświętsze Ciało i Krew niechaj mnie nakarmi i napoi. Bojaźliwa śmierć Twoja, niechaj mnie zachowa, ku żywotowi wiecznemu. Krwawe krople Twoje, niechaj zmyją grzechy moje. O Jezu, Twój gorzki smutek ofiaruję Najświętszemu Ojcu Twojemu Niebieskiemu, na odpuszczenie grzechów moich. Twoje wzgardy i zelżywości Najmilszy Jezu, któreś cierpiał niechaj zapłacą za grzechy moje. Twoje ciężkie urąganie i męki niewysłuchane, niechaj mnie w godzinę śmierci mojej, od szturmów szatańskich obroni.
O Panie Jezu Mój, Twoja Święta Krew, niechaj duszę moją zmazaną grzechami obmyje . Twoja zraniona Głowa, niechaj mnie obroni od wszelkiego zła. Twoje niewinne zasądzenie na śmierć, niechaj mi będzie na odpuszczenie grzechów i długów moich. Twoja praca niechaj nagrodzi moje popełnione złości, a Twoja nagość, niechaj okryje nagość duszy mojej. Twoje gorzkości i Twoje ciężkości, śmiertelnie zranione nogi, ręce i Serce Przenajświętsze, niechaj mnie w okropnej nocy śmierci oświecą. Kładę się wszystek do Twoich Ran Przenajświętszych, Krew Twoja z Przenajświętszego Serca niechaj mnie oczyści. Twoja Boska Moc niechaj mnie utwierdzi i zachowa od wszystkiego złego, na duszy i ciele.
O Najświętszy Panie Jezu Chryste, Twoje bez litości, boleści i Rany, niechaj mnie błogosławią. O gorzka męko Jezusowa, zachowaj mnie od zguby wiecznej. O Najsłodsze i Najgłębsze Rany Jezusa mojego, bądźcie mi pomocą w ostatnią godzinę śmierci. O Najdroższa Krew Jezusa, obmyj grzechy moje przed Bogiem Ojcem Twoim. O Panie Jezu Chryste Twoja boleść, śmierć, uczynki dobre, nauki, niechaj mi będą pomocą nie tylko do zaprzestania sprośnych grzechów moich, ale za nie serdeczny żal wzbudzą.
Oddaję się na koniec o mój dobry Jezu do Otwartego Serca Twojego i ufam Twojemu miłosierdziu, wierzę w zasługi Męki i Śmierci Twojej, której się polecam a osobliwie w godzinę śmierci mojej. AMEN.
Modlitwa ta została znaleziona w grobie Zbawiciela
Kto czyta tę modlitwę lub jej czytania słuchać będzie , albo ją przy sobie nosić będzie, nie umrze niespodziewanie, nie utonie, nie spali się. Żadna trucizna nań działać nie będzie i niezwyciężony z walki życiowej wyjdzie.
Jeżeli tę modlitwę odmawiać będzie niewiasta mająca zostać matką, szczęśliwie dziecko na świat wyda. Gdy przy dziecku tę modlitwę kłaść się będzie uchroni je, a przykładając do prawego boku można chorobę człowieka przerwać. Tego, który tę modlitwę dla siebie lub drugich przepisze błogosławić będą, powiada Zbawiciel, a kto by się naśmiewał lub nią pogardzał uczynię nań pokutę.
Modlitwa ta zabezpiecza dom, w którym się ją odmawia od burzy i piorunów. Kto tę modlitwę odmawiać będzie na trzy dni przed śmiercią otrzyma znak o godzinie swojej śmierci. Modlitwa nabożna do Pana Jezusa, którą człowiek odmawia z wiarą przez zasługi gorzkiej Męki Jezusa, otrzymuje odpuszczenie grzechów i szczęśliwe skonanie.
Ta modlitwa z wiary pobożnej ma mieć ten przywilej, który dusza jedna wypowiedziała pokazawszy się przyjacielowi:
Byłam w prawdzie w wielkich mękach i miałam być potępiona wiecznie, a z tej przyczyny Łaskę Bożą otrzymałam, że tę modlitwę 7 razy tylko przez życie odmawiałam. Gdybym była codziennie odmawiała, nie cierpiałabym.
Opublikowany w Świadectwa | Otagowane: śmierć taty | Komentarzy: 226 »
Być bogatymi przed Bogiem – pielgrzymka przedsiębiorców i pracodawców
Posted by Dzieckonmp w dniu 11/12/2011
4. grudnia, już po raz ósmy w krakowskim Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, pod hasłem „Być bogatymi przed Bogiem”, odbyła się Pielgrzymka Przedsiębiorców i Pracodawców. Spotkanie przybyłej do Krakowa kilkusetosobowej grupy rozpoczęło się celebracją Mszy Świętej, której przewodniczył ks. kard. Stanisław Nagy.
W swoim kazaniu kardynał podkreślał konieczność otwarcia się na Boga. Każdy z nas, mówił, staje przed Bogiem z licznymi żądaniami a jednocześnie nieczystym sercem. Powinniśmy przywitać Go należycie – podkreślał – bo Bóg przepełniony miłością do człowieka cały czas czeka na moment w którym będzie on gotowy się na Niego otworzyć.
Kardynał wspominając fakt wyniesienia na ołtarze papieża Jana Pawła II nawoływał również: „Budujmy pomniki dobroci! Niech nasza radość z beatyfikacji polskiego Papieża nie będzie płytka.” Kardynał zwrócił się również bezpośrednio do przybyłych – „Prostujcie drogi Pańskie! (…) Prostujcie ścieżki swojego sumienia!”.
Po uroczystej Mszy Świętej uczestnicy spotkania zebrali się w auli Jana Pawła II. Po powitaniu gości przez ks. Grzegorza Piątka, koordynatora Duszpasterstwa miało miejsce uczczenie 90. urodzin ks. kard. St. Nagyego a następnie po jego krótkim wystąpieniu wykład znanego polskiego przedsiębiorcy Romana Kluski na temat: „Etyka czynnikiem sukcesu w biznesie”.
W swoim przemówieniu, opierając się na licznych przykładach z własnej działalności biznesowe
j, Kluska udowodnił, że etyka w biznesie jest faktycznie czynnikiem gwarantującym sukcesu. Największy wpływ na to ma przede wszystkim wzajemna troska, sprawiedliwe wynagradzanie oraz dzielenie się nagrodami. Wszystko to sprawia, że pracownikom chce się walczyć o sukces firmy, z którą się utożsamiają. Kluska podkreślał również, że współczesny polski przedsiębiorca musi walczyć z wieloma problemami, z których największym jest naszpikowanie życia regułami prawnymi. Tym samym praca i wysiłek przestały być wyznacznikiem sukcesu a stała się nim dobra relacja z władzą i urzędnikami. Rodzi to wiele niebezpieczeństw – w tym największą – korupcję.
Kluska wspomniał również historię swojego aresztowania. Podkreślał, że jedynym co utrzymało go przy siłach była ufność Bogu. Otrzymaliśmy bowiem wielki skarb – wolną wolę – z którym możemy robić co chcemy – mówił. Jeśli tylko zaufamy Bogu w sposób bezwarunkowy, zdobędziemy wielki Skarb – Opiekuna, który zawsze będzie przy nas. Tylko wtedy będziemy w pełni szczęśliwi.
Roman Kluska mówił o ważnych sprawach. Uważa, że etyka jest fundamentem rozwoju firmy. Na swoim przykładzie przedstawił patologie państwa, które utrudniają życie przedsiębiorców, nieraz doprowadzając ich do ruiny. Dał także świadectwo, że najtrudniejsze doświadczenia przetrwał tylko dzięki zaufaniu Bożemu Miłosierdziu.
Film jest obowiązkowy dla wszystkich. Jest niesamowity i pokazuje prawdę o dyktaturze jaka istnieje w Polsce. Proszę oglądać cały film i rozpowszechniać.
Źródło: duszpasterstwotalent.pl
Opublikowany w Film, Patriotyzm, Polityka, Warto wiedzieć, Świadectwa | Otagowane: Pracodawca, Przedsiębiorca, Roman Kluska | Komentarzy: 80 »
Oddajmy Chwałę Bogu
Posted by Dzieckonmp w dniu 26/11/2011
Opublikowany w Kościół, Uzdrowienia, Świadectwa | Otagowane: Joanna, Uwolnienie, świadectwo | Komentarzy: 14 »
Ten Bóg mówi Kochaj tak jak ja Kocham
Posted by Dzieckonmp w dniu 19/11/2011
Przedstawiam film świadectwo muzułmanina który doświadczył Ostrzeżenia. Moje wyobrażenie o Ostrzeżeniu pokrywa się z tym czego doświadczył ten muzułmanin z Iranu. Chcesz poznać jak będzie wyglądać OSTRZEŻENIE oglądaj ten film. Niesamowite świadectwo. Proszę również rozpowszechniać masowo do wszystkich znajomych to świadectwo. Niech ludzie nawracają się już.
Afshin – Historia nawrócenia muzułmanina
Opublikowany w Cuda, Film, Nawrócenia, Ostrzeżenie - Pilne orędzia 2010-2011, Warto wiedzieć, Świadectwa | Otagowane: Afshin, Historia nawrócenia muzułmanina, Islam, nawrócenie, ostrzeżenie, Oświetlenie sumień | Komentarzy: 32 »
Ania Golędzinowska odnalazła dom w Medziugorju.
Posted by Dzieckonmp w dniu 24/10/2011
Rozmowa z Anią Golędzinowską, polską modelką pracującą do niedawna we Włoszech, przyjaciółką Paolo Enrico Beretta, siostrzeńca premiera Włoch. Zawiedziona dotychczasowym życiem, nie zdradzając nikomu swoich zamiarów, opuściła Włochy i zamieszkała w jednej ze wspólnot w Medziugorju. Tutaj odnalazła „radość, pokój i sens życia.” Tylko z Jezusem i Maryją można być szczęśliwym, wszystko inne to tylko σκύβαλα („śmieci” Flp 3, 8).
Jak znalazłaś się w Medziugorju?
Za pierwszym razem zostałam zaproszona przez przyjaciela, która zapłacił za moją podróż. Był to czas, kiedy nosiłam w sobie swoistą alergię do księży i Kościoła. Ta pierwsza podróż zmieniła moje dotychczasowe życie do tego stopnia, że przez kolejne dwa lata nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Zdałam sobie sprawę, że nigdy tak naprawdę w całym moim życiu nie byłam szczęśliwa. Żyłam iluzjami i namiastkami fałszywego szczęścia, w konsekwencji czego znalazłam się w depresji. To uprzywilejowane życie, które prowadziłam nie podobało mi się już ani trochę. Pewnego poranka, po przebudzeniu, zatelefonowałam do przyjaciela i poprosiłam go aby poszukał mi jakiegoś miejsca w Medziugorju. W przeciwnym razie byłam gotowa wyskoczyć z okna. Opuściłam Włochy z dwoma torbami podróżnymi, nie mówiąc o tym nikomu. I oto jestem tutaj.
Jak długo jesteś już w Medziugorju i kiedy zamierzasz wrócić do Włoch?
Od prawie trzech miesięcy. Prawdę mówiąc, początkowo myślałam, że zatrzymam się tu tylko na kilka dni, ponieważ 25 czerwca miałam zacząć pracę PR w klubie włoskiego miliardera Flavio Briatore na Sardynii. Ale tego dnia przypadała 30 rocznica Objawień. Po pięciu dniach pobytu postanowiłam zamknąć kontrakt i pozostać tutaj. Mieszkam we wspólnocie maryjnej z zakonnicami i księżmi.
Jak spędzasz swój dzień?
Budzę się o piątej rano. Idziemy ze wspólnota na wzgórze Podbrdo odmawiając różaniec, potem schodzimy na dół, kolejne modlitwy i Msza święta. Do południa pracujemy. Czyszczę pokoje i łazienki, prasuję i obieram ziemniaki. Mamy też do utrzymania ogród warzywny i kurnik. Następnie odmawiamy jeszcze jeden
Spędziłaś całe lato w miejscu modlitwy, daleko od wszystkich i wszystkiego. Nie tęsknisz za Sardynią, Formenterą i podobnymi miejscami?
Absolutnie nie. Wielu z moich dawnych przyjaciół nie może zrozumieć tego co robię. Nie mogą pojąć tego, że jestem szczęśliwa wykonując prace, które dawniej należały do mojej sprzątaczki. Jestem przekonana, że nigdy nie byłam szczęśliwa tak jak teraz. Czuję się tak jak wtedy kiedy byłam dzieckiem, kiedy byłam mała i mieszkałam z moją biedną i prostą rodziną. Wszystko co teraz robię sprawia mi satysfakcję. Czuję się kochana przez Boga i przez otaczających mnie ludzi, i to bez udawania że jestem kimś innym niż w rzeczywistości, bez ukrywania mojej słabości. Wiem, że ludzie są blisko mnie nie dla korzyści, lecz dla mnie samej. Wszystko zostawiłam. Każdego dnia zakładam na siebie „ubrania Opatrzności”, które czasami zostawiają nam pielgrzymi. Moje dawne ciuchy tutaj nie pasują. Nie mam ochoty na paradowanie w butach Chanel …
Jaka była reakcja twojego chłopaka, Paolo Enrico Beretta?
Na początku był zaszokowany. Przez dwa tygodnie nie wiedział gdzie jestem. Spotkaliśmy się dopiero po miesiącu, kiedy wróciłam do Mediolanu, aby oddać w wynajem moje mieszkanie i sprzedać samochód: postanowiłam przeprowadzić się do Medziugorja na stałe. Długo rozmawialiśmy i wtedy zrozumiał mój wybór. Powiedział, ze szanuje go, i że będzie czekał jeśli zdecyduję się wrócić. W międzyczasie przygotowuje się do złożenia mi wizyty w Medziugorju. Teraz chcę tyko tego czego chce ode mnie Bóg. Jeśli Pan zechce, abym wróciła do Włoch, wrócę. Ale nie podejrzewam, aby nastąpiło to w krótkim czasie.
Czytamy w gazetach, ze wybrałaś czystość seksualną. Zastanawiające, że twój chłopak zaakceptował ten wybór.
Myślę, że był on jedyny mężczyzną, który mnie naprawdę szanował. Nasz związek pozostał czysty nawet po trzech latach znajomości. Może dlatego jest on tak głęboki. Postanowiłam założyć stowarzyszenie „Czyste Serca”, dla tych którzy chcą wytrwać w czystości aż do ślubu, szanując Boga i samych siebie. Członkowie stowarzyszenia będą nosić specjalne obrączki.
Dlaczego tak dużo ludzi z włoskiego showbusiness`u jeździ do Medziugorja?
Nie wiem. Może niektórzy z nich robią to dla autoreklamy, ale są i tacy którzy szukają odpowiedzi. Myślę, że dzisiejszy świat zmusza nas do szukania prawdy, ponieważ żyjemy w zafałszowanej rzeczywistości. Gazety nie opowiadają dzisiaj historii zwykłych ludzi.
Kiedy zaczęła się twoja historia?
Dawno temu. Napisałam o niej w książce “Through the eyes of a child” (“Oczami dziecka”). Zaczęła się ona kiedy byłam małą księżniczką, marzącą o pięknym zamku i księciu. Ale już wieku 4 lat zostałam ściągnięta na ziemię. Musiałam zmagać się z nieszczerymi ludźmi, różnymi nadużyciami, narkotykami, nadużyciami seksualnymi itp.
W 2008 roku wyskoczyłaś z wielkiego tortu, ubrana tylko w bikini, życząc Berlusconiemu “Happy birthday”. Czy po przeżyciach w Medziugorju zrobiłabyś to raz jeszcze?
Po Medziugorju nigdy bym podobnych rzeczy nie zrobiła. Ale nie żałuję tego co było: musiałam przeżyć zło i dobro, aby dzisiaj dać wszystkim świadectwo, że zmiana w życiu jest zawsze możliwa, że prawdziwe życie polega na czymś całkowicie innym. Jezus przyszedł, aby umrzeć także za grzeszników, nie tylko za „zdrowych”. Jestem pierwszą wśród grzeszników. Dzisiaj raduję się Bożym miłosierdziem.
Od „parties”, może nawet z kokainą, do Gospy… Czy chcesz uciec od świata?
Od sześciu lat nie miałam do czynienia z narkotykami. Nie zamierzam uciekać od świata. Wiem, że tam, w codziennym życiu toczy się prawdziwa bitwa. Najpierw jednak muszę uleczyć moją duszę, aby móc pomagać innym i walczyć na polu bitwy dla jedynego prawdziwego Króla, którym jest Bóg.
Co chcesz przekazać z Medziugorja naszym czytelnikom?
Trzy rzeczy: kochaj, przebaczaj i nie osądzaj. Tak jak ty chcesz, aby ci przebaczono, tak i inni potrzebują drugiej szansy. Przebaczaj, ale nie w imieniu innych, rób to za siebie. Musisz wyrzucić z serca nienawiść i urazę. Tylko wtedy Bóg będzie mógł w tobie działać. W przeciwnym razie nie będzie miał gdzie złożyć łask, które dla ciebie przygotował. Jeśli zamierzasz przyjechać do Medziugorja nie nastawiaj się na oglądanie tańca słońca i innych cudów. Prawdziwym cudem jest twój wyjazd. Nasza Pani zajmie się resztą. Otwórz swoje serce.
Źródło:ksadam.wordpress.com/
Opublikowany w Medziugorje, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: Cuda, Medjugorje, nawrócenie | Komentarzy: 110 »
Głuchy mężczyzna zaczyna słyszeć w Medjugorje
Posted by Dzieckonmp w dniu 14/10/2011
(Jacob Marschner 06 październik 2011)
Domenico Mascheri (lat 87) z Włoch używał aparatów słuchowych od lat 70-tych. Ale podczas Mszy Św.
w Medjugorje 27 września nagle zaczął słyszeć kapłana coraz wyraźniej. To już tydzień jego nowego życia
z dobrym słuchem, nie wspomaganym przez aparat słuchowy, a jego żona wciąż nie może pojąć, że już nie musi do niego wykrzykiwać.
Tysiące pielgrzymów zebrały się na Mszy Św. przy ołtarzu pod gołym niebem przed kościołem Św. Jakuba w Medjugorje.
To tutaj Domenico Mascheri odzyskał swój słuch po 40 latach
Domenico Mascheri chodził na Msze Św. całe swoje życie. Ale ten 87-letni Włoch z Cesena nigdy nie zapomni Mszy Św. Pod gołym niebem, na której był obecny 27 września w Medjugorje.
Podczas tej Mszy zaczął samodzielnie słyszeć po 40 latach kiedy to był zupełnie uzależniony od aparatów słuchowych pozwalających mu trochę słyszeć.
Gdy Domenico Mascheri szedł na Mszę Św. tego wtorkowego wieczoru, było to po dwóch dniach gdy żył w całkowicie cichym świecie, ponieważ baterie w jego aparatach słuchowych się wyczerpały. Relacjonuje dla lokalnej gazety Il Resto del Carlino z siedzibą w Bolonii:
„ Przybyliśmy do Sanktuarium w niedzielę, 25 września. Następnego ranka zdałem sobie sprawę, że zgubiłem baterie do dwóch moich aparatów słuchowych. Znalazłem się w moim własnym świecie, ponieważ widziałem, jak inni poruszali wargami, a ja nie mogłem ich słyszeć.”
„Zadzwoniłem do swojej żony do domu, ale nie mogłem z nią rozmawiać. Powiedziała mi po moim powrocie, że nie słyszałem jej krzyków. Nie było żadnej możliwości zdobycia zapasowych baterii i zrezygnowany pogodziłem się z tym, że będę kontynuować pielgrzymkę w całkowitej głuchocie” – mówi Domenico Mascheri.
Kapłan celebrujący mszę na ołtarzu pod gołym niebem w Medjugorje
Po dwóch dniach w świecie bez dźwięków, zaświtał 27 września – dzień, który powinien być dniem szczególnym dla 87-latka:
„We wtorek wspiąłem się o lasce na Wzgórze Objawień. Wtedy, wieczorem, zdarzyło się to, czego nigdy nie oczekiwałem” – opowiada Domenico Mascheri dla gazety Il Resto del Carlino.
„O 6-tej wieczorem, razem z pięcioma ludźmi z mojej grupy poszedłem na Mszę Św. pod gołym niebem na dużym skwerze przed Sanktuarium. Usiadłem na ławce, ale nie słysząc co kapłan mówi, modliłem się indywidualnie, więc nie mogłem odpowiadać celebransowi. Wtedy nagle, gdzieś w połowie podczas odmawiania Zdrowaś Mario, zacząłem słyszeć głos kapłana, który stopniowo stawał się silniejszy. “
„Nie wiedziałem, co robić. Intensywność głosu celebransa zwiększała się, i w pewnej chwili stała się tak silna dla mnie, przyzwyczajonego do niesłyszenia, że pomyślałem, że śnię. Gdy zdałem sobie sprawę, że słyszę przez swoje uszy bez jakiejkolwiek sztucznej pomocy, rozpłakałem się, ale nie miałem odwagi powiedzieć coś moim towarzyszom podróży.”
Podczas kolacji głośno powiedziałem wszystkim, że znalazłem baterie. Zapytali mnie, gdzie je znalazłem i powiedziałem im: „spadły z nieba.” Wszyscy zrozumieli, powstali i obejmowali mnie, a następnie bawiliśmy się. Wróciliśmy do domu w czwartek i moja żona wciąż nie dowierza temu co się stało, ponieważ krzyczenie w trakcie rozmowy ustało teraz po 40 latach ” – mówi Domenico Mascheri.
„Dla mnie jest to cud, ale ustalenie tego będzie należało do lekarzy i duchowieństwa. Wiem tylko tyle, że po wielu latach cierpień, nie potrzebuję już żadnych aparatów. W poniedziałek pójdę do mojego lekarza i mojego specjalisty, oczywiście bez wetkniętych w uszy urządzeń, i przeprowadzę wszystkie testy jakie przechodziłem w ciągu tych 40 lat.”
To było długie życie w wierze, a kulminacja nastąpiła w ten wieczór w Medjugorje:
„Nawet już jako dziecko modliłem się do Jezusa, Maryi i świętych. Miałem pełne przygód życie i zawsze utrzymywałem niezłomną wiarę. Zawsze oglądałem objawienia Matki Boskiej Medjugorje w telewizji i czułem pragnienie żeby tam pojechać. Od pierwszego razu, gdy usłyszałem o cudach, powiedziałem, że muszę tam pojechać.” – mówi Domenico Mascheri.
„Jestem odmłodzony i nawet mniej odczuwam ciężar moich 87 lat. A wszystko to dzięki Madonnie.”
Tłumaczył: Michał z Radomia
Serdeczne podziękowania Michałowi za tłumaczenie. Zawsze chętnie tłumaczy zwłaszcza teksty dotyczące Królowej Pokoju. Co poproszę od razu podejmuje się i robi to bardzo starannie.
Źródło: http://www.medjugorjetoday.tv/2417/deaf-man-starts-hearing-in-medjugorje/
Opublikowany w Ciekawe, Medziugorje, Uzdrowienia, Świadectwa | Otagowane: Cuda, Królowa Pokoju, Medjugorje, Uzdrowienia, Wiara | Komentarzy: 135 »
Świadectwo dla świata
Posted by Dzieckonmp w dniu 08/10/2011
Marzy mi się aby od 9 października Polska była takim krajem jak Kolumbia.
Niezwykły dokument
Nie żałuj czasu oglądaj do końca
“Kolumbia – świadectwo dla świata” jest także świadectwem dla Polski… Jest wyjątkowym obrazem , który szczególnie teraz w tym okresie historii naszej Ojczyzny może być dla nas bardzo ważny. Jako Naród stoimy właśnie przed ważnymi decyzjami tak politycznymi jak i społecznymi dlatego tak ważne jest aby film ten zobaczyło wielu z nas.
“Kolumbia – świadectwo dla świata”
Opublikowany w Catalina Rivas, Ciekawe, Cuda, Film, Gloria Polo, Jezus Król Polski, Kościół, Nawrócenia, Objawienia, Patriotyzm, Polityka, Warto wiedzieć, Świadectwa, Świat innymi oczami | Otagowane: Intronizacja Jezusa, Kolumbia, Kościół, Wiara, Świadectwo dla Świata | Komentarzy: 53 »
ŚWIADECTWO UWOLNIENIA 17 LETNIEJ DZIEWCZYNY
Posted by Dzieckonmp w dniu 28/09/2011
ks. Michał Olszewski SCJ, egzorcysta kielecki
| Wszystko co zostanie napisane poniżej, oddaję w hołdzie naszej ukochanej Matce, Maryi, która 4 września 2011 r. w jednej z parafii w centralnej Polsce, uczyniła wielki cud uwolnienia 17 letniej Dziewczyny, która była zniewolona przez 6 „duchów świata”. | ![]() |
|||
Jestem księdzem egzorcystą w jednej z polskich diecezji. Przybyłem do w/w parafii, by przez całą niedzielę głosić Słowo Boże. Dzień kończyliśmy Mszą Świętą o 18.00, a bezpośrednio po Eucharystii modliliśmy się na Adoracji prosząc Pana, by uzdrawiał i uwalniał tych, którzy cierpią. Prosiliśmy także, by głoszone Słowo było potwierdzone przez Pana Jego znakami.
Na nabożeństwie zgromadzona była bardzo duża liczba wiernych, którzy z ogromną wiarą trwali na modlitwie za całą parafię, aż do godziny 21.00. Po zakończeniu Adoracji, podeszła do mnie młoda Dziewczyna, która uczestniczyła w Eucharystii i Adoracji wraz ze swoją mamą. Poprosiła o modlitwę indywidualną, gdyż jak mi powiedziała, jest osobą zniewoloną i od 4 lat trwają nad nią egzorcyzmy. Ostatnio jednak Jej stan się pogorszył, gdyż z powodu różnych przeszkód, nie mogła dotrzeć do egzorcysty. Powiedziała też, że ma stałego kierownika duchowego, który wyraża zgodę na modlitwę.
Po krótkiej rozmowie i rozeznaniu problemu, przystąpiliśmy do modlitwy wstawienniczej w zakrystii kościoła. Obecny był także Diakon. Po kilku minutach, byliśmy świadkami dużych manifestacji złego oraz świadkami wielkiej siły fizycznej, którą Dziewczyna dysponowała pomimo bardzo wątłej budowy ciała. Cały czas prowadziliśmy modlitwę błagalną, gdyż diecezja w której się znajdowaliśmy, nie była moją, stąd nie mogłem użyć powierzonej mi władzy egzorcyzmowania. W pewnym momencie, modląc się, wypowiedziałem słowa: „Matko Najświętsza, musimy zawołać do pomocy księdza Proboszcza, gdyż On tu jest ojcem dla Twoich dzieci z tej parafii”. Na to demony zaczęły krzyczeć: „Nie! Tylko Go nie wołaj! Daj nam spokój, zostaw nas!” Poprosiłem więc Diakona, by jak najszybciej znalazł ks. Proboszcza i przyprowadził do nas. Poprosiłem, by przyniósł także oliwę z oliwek i sól, byśmy mogli je pobłogosławić i użyć do modlitwy. Podczas nieobecności Diakona, przerwałem modlitwę, by dać odpocząć naszej cierpiącej. Po kilku minutach udało nam się odnowić przyrzeczenia chrzcielne.
Po kilkunastu minutach wrócił Diakon, a z Nim ks. Proboszcz. Rozpoczęliśmy modlitwę na nowo. By jeszcze upewnić się co do stanu Dziewczyny, modliłem się w języku włoskim, na co duchy odpowiadały perfekcyjnie rozumiejąc wypowiadane słowa. Nasza Siostra na pewno nie znała włoskiego. Było więc to dla nas kolejnym potwierdzeniem Jej zniewolenia. Od tej pory modlitwa była nieustannym dialogiem z Matką Bożą. Duch Boży bardzo nas prowadził przez kolejne minuty i godziny. To było niesamowite, jak Pan „podpowiadał” nam, co mamy robić i jak się modlić, by przyjść z pomocą cierpiącej Dziewczynie. W pewnym momencie odczułem w sercu, że mamy poprosić Matkę Bożą, by zmusiła demony do wyjawienia ich liczby. Zaznaczę, że cały czas była to modlitwa o uwolnienie, modlitwa błagalna. Po chwili usłyszeliśmy odpowiedź: „Jest nas dwóch”. Bóg dał nam jednak poznać, że to kłamstwo, i takie mocne światło, że duchów jest sześć i że nie są to szatani, ale duchy świata, oraz pomniejsze demony na usługach szatanów. Zaczęliśmy więc modlitwę za zmarłych przodków tej Dziewczyny i wtedy demony bardzo się zaczęły wściekać. Poprosiliśmy też, by poprzez obmycie głowy i twarzy Dziewczyny wodą święconą, została Ona sama i całe pokolenia obmyte wodami Jordanu. Reakcja była potężna i duchy wyły z bólu i błagały byśmy je zostawili w spokoju. Wtedy skierowałem prośbę do Matki Najświętszej, by Ona sama rozkazała im, by wyszły z Dziewczyny. Zaczęły ponownie prosić, by zostawić je w spokoju. Po chwili usłyszeliśmy pytanie: „Gdzie mamy iść?”. Wtedy dotarło do nas, że Bóg chce zupełnego uwolnienia tej naszej biednej Siostry. Od tego momentu z jakąś wielką wiarą zaczęliśmy się modlić ufając, że tej nocy możliwe jest zwycięstwo. Ponownie skierowaliśmy do Matki Bożej prośbę, by duchy ujawniły swoją liczbę i imiona. Usłyszeliśmy potwierdzenie, że jest ich sześć i że dwóch chce już wyjść, gdyż nie może znieść modlitwy. Poprosiłem Matkę Bożą, by nakazała im wyjawienia imion oraz natychmiastowe opuszczenie ciała Dziewczyny. Pierwszy zdradził się „duch pożądliwości”. Pan Jezus dał nam też światło, że ten duch znajduje się w skroniach. Po nałożeniu dłoni na skronie, nastąpiły wielkie manifestacje, a Dziewczyna dysponowała na nowo ogromną siłą. Chciałem natrzeć Jej skronie olejem egzorcyzmowanym, co się nie udało, gdyż wytrąciła mi naczynie z ręki. Wypowiedziałem więc błagalną formułę związania: „Panie Jezu Chryste, mocą Twojego Kapłaństwa, mocą Krzyża i mocą Krwi Twojej, oddając się w opiekę Najświętszej Maryi Panny pokornie Cię proszę, byś Ty sam związał ducha pożądliwości i wyrzucił go z tego Twojego Stworzenia. Strąć go Panie na dno piekła. Miejsce uwolnione pieczętuję Twoją Krwią w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.” Poprosiliśmy też Matkę Bożą, by duch ten na znak wyjścia wyrecytował całe „Zdrowaś Mario”. Po chwili usłyszeliśmy wielki krzyk oraz recytowane w bólach i jękach „Pozdrowienie Anielskie”. Gdy padły ostatnie słowa z modlitwy Maryjnej, duch opuścił Dziewczynę. Wielka radość zapanowała wśród nas i jakieś Boże przekonanie, że rzeczywiście Pan chce dzisiaj na naszych oczach, uwolnić tę Dziewczynę, a tym samym potwierdzić głoszenie Słowa znakami.
Kontynuowaliśmy naszą modlitwę w ten sam sposób, „rozmawiając” tylko i wyłącznie z Matką Bożą. Bóg dał kolejne światło w serce, że następnym jest „duch niemy” i że jest przywódcą całej grupy. Gdy on odejdzie, pozostałe już nie wytrzymają same. Prosiliśmy więc Matkę Bożą, by ten wyjawił swoje imię. Niestety milczał. Wziąłem więc sól egzorcyzmowaną i skierowałem do Boga taką modlitwę: „Boże w Trójcy jedyny, mocą modlitwy wypowiedzianej nad tą solą, wypal usta duchowi niememu, by wyjawił swoje imię i byś Ty mógł go wyrzucić, przez Chrystusa Pana naszego. Amen.” Po nałożeniu soli na usta Dziewczyny i uczynieniu znaku krzyża „duch niemy” zaczął krzyczeć przeraźliwie i wykrzyczał swoje imię: „beliar”. Powtórzyłem formę błagalną związania oraz skierowałem do Matki Bożej tę samą prośbę, by na znak wyjścia, wyrecytował „Zdrowaś Mario”. Tak też się stało. W wielkich mękach recytował „Zdrowaś Mario” oraz rzucał bardzo naszą Siostrą. Po chwili dokończył modlitwę i wyszedł z Dziewczyny. Zostały jeszcze cztery.
Narastało w nas zmęczenie fizyczne, gdyż mieliśmy problem z utrzymaniem Dziewczyny. Trwaliśmy jednak w walce o naszą Siostrę, gdyż widzieliśmy jak wielkie rzeczy czyni Matka Boża tej nocy. Zaczęliśmy wzywać Świętych: Ojca Pio, Matkę Teresę, Ojca Dehona i in. Za każdym razem demony krzyczały by ich nie wołać. Kolejny raz poprosiłem Maryję, by nakazała kolejnemu wyjawienie imienia i wyjście z Dziewczyny. Usłyszeliśmy: „Jestem Lucyferem”. Zwróciłem się więc do Matki Najświętszej: „Maryjo, przecież nie ma tu szatana. Nie może więc to być Lucyfer. Są jedynie jego wysłannicy. Rozkaż proszę, by wyjawiły swe imiona.” Po chwili usłyszeliśmy: „zewil”. Po formule związania, sytuacja się powtórzyła, wyrecytował modlitwę i opuścił Dziewczynę. W ten sam sposób modliliśmy się dalej. Do naszych uszu dobiegło kolejne imię: „Jestem aszan”. Także i ten duch, po błagalnej formule związania, opuścił naszą Siostrę recytując „Zdrowaś Mario”.
W tym momencie, pomimo naszych błagań, o dar wolności dla Dziewczyny, nasza modlitwa wydawała się słabnąć, a duchy choć ich było już połowę mniej, poniewierały tym Bożym Dzieckiem bardzo mocno. I wtedy, wszyscy trzej przytuliliśmy Dziewczynę i skierowaliśmy do naszej Matki następujące słowa: „Maryjo, rozkaż im, by wyszły z tej naszej Siostry, gdyż przecież te uściski kapłanów są gorsze dla duchów od ognia piekielnego.” Wtedy demony zaczęły krzyczeć, że rzeczywiście nie mogą wytrzymać uścisku naszych rąk. Poprosiliśmy Matkę Bożą, by nakazała kolejnemu wyjawienie imienia oraz opuszczenie dziewczyny. I wtedy Duch Święty podpowiedział nam, że duch ten jest umiejscowiony w oczach Dziewczyny. Położyliśmy więc stułę na Jej oczach, prosząc Pana, by poprzez ten znak kapłaństwa, który On nam dał, została uwolniona ta Dziewczyna. Duch bardzo się rzucał i krzyczał, odgrażając się, że nawet jeśli wyjdzie to i tak wróci z powrotem. Błagaliśmy Matkę Najświętszą, by rozkazała mu wyjawienie imienia i odejście z recytacją „Zdrowaś Mario”. Po chwili usłyszeliśmy: „Jestem libal”. Następnie z wielkimi trudnościami recytował modlitwę Maryjną, przerywając wiele razy i zaczynając jakby pod czyimś rozkazem, zawsze na nowo od miejsc, gdzie przerwał, aż do zakończenia. Po kilku minutach, w naszej Siostrze, pozostawał już tylko jeden demon.
Nasze serca biły co raz mocniej na myśl, że już tak blisko jest cud zupełnego wyzwolenia. Długo jednak trwało, za nim ostatni duch się ujawnił. Chciał nas oszukać, wprowadzając przekonanie, że nasza Siostra jest już wolna. Wierzyliśmy jednak w to poznanie z początku modlitwy, iż duchów jest sześć. Brakowało więc jednego. Zaczęliśmy prosić Matkę Bożą o światło i podpowiedź jak się mamy modlić. W pewnym momencie, Pan Jezus dał nam poznać, że duch ukrywa się w szyi. Pan pokazał nam też, że ten duch dusi Dziewczynę nocami. Wziąłem więc z szuflady Maryjną stułę i obwiązałem nią szyję dziewczyny, wypowiadając następującą modlitwę: „Niech ta Maryjna stuła, będzie dla nas wielkim znakiem obecności Pana pośród nas i uwolnienia szyi naszej Siostry.” W tym momencie, zły się ujawnił i zaczął rzucać Dziewczyną. Do tego stopnia, że Diakon i ks. Proboszcz nie mogli Jej utrzymać. Błagaliśmy więc Matkę Bożą, by duch ujawnił swoje imię. Po kilku minutach modlitwy usłyszeliśmy: „Jestem kirych”. Wypowiedziałem więc modlitwę związania, po której duch z wielkim trudem recytując „Zdrowaś Mario”, wyszedł z naszej biednej Siostry. Zapanowała wielka cisza i pokój. Wszyscy byliśmy bardzo wzruszeni. Była godzina 23.30 kiedy Maryja wyrzuciła ostatniego demona.
Pan uczynił wielki znak, potwierdzając to, że On jest prawdziwie Bogiem Żywym! Pomodliliśmy się nad naszą Siostrą o napełnienie uwolnionych miejsc Duchem Świętym oraz prosiliśmy Jezusa, by Swą Krwią Najdroższą opieczętował odzyskane miejsca i zamkną wszelkie „furtki” przed ponownym wejściem demonów. Nasza Siostra była spokojna. Na Jej twarzy pojawił się uśmiech. Poprosiliśmy też Pana Jezusa, by na znak zupełnego uwolnienia, nasza Siostra z miłością ucałowała Jego Krzyż święty. Dziewczyna wzięła mój krzyż św. Benedykta i ucałowała. Na drugi dzień rano, przyszła na Eucharystię i podeszła do ks. Proboszcza, prosząc o błogosławieństwo. Jest wolna. Pan ulitował się nad swoim biednym dzieckiem.
Niech będzie chwała Trójcy Świętej oraz Matce Najświętszej, za to wszystko. Dziękujemy Świętym i Aniołom oraz całemu Niebu, które nas wspierało w walce. Prosimy Pana za wszystkimi, którzy cierpią. Amen.
ŚWIADKOWIE UWOLNIENIA:
Ks. Proboszcz
Ks. Diakon
Ks. Egzorcysta
Źródło: www.kaplani.com.pl
Opublikowany w Cuda, Kościół, Nawrócenia, Szatan, Świadectwa | Otagowane: Egzorcysta, Egzorcyzm, opętanie, Szatan, Uwolnienie | Komentarzy: 41 »
Co może zrobić jeden człowiek – ksiądz
Posted by Dzieckonmp w dniu 26/09/2011
Pewnego dnia postanowił obejść uliczki parafii Matki Boskiej Fatimskiej w Łodzi. Ubrany w sutannę, z różańcem w dłoni, podchodził do stojących w bramach grupek młodych ludzi. Regularne rozmowy z nimi doprowadziły do tego, że przy parafii rośnie grupa młodzieży, która chce wspólnie coś robić. Jednym z owoców działalności był wyjazd na rekolekcje oazowe. O ulicznej pracy ks. Michała Misiaka opowiada on sam i młodzież z okolic ulicy Kilińskiego.
Opublikowany w Ciekawe, Film, Kościół, Świadectwa | Otagowane: ks. Michał Misiak, ksiądz, nawracanie młodych, Łódź | Komentarzy: 19 »
Świadectwo Nicka Vuicica
Posted by Dzieckonmp w dniu 22/09/2011
Wspaniałe świadectwo młodego człowieka. A ile w nim radości z życia.
Opublikowany w Ciekawe, Film, Warto wiedzieć, Świadectwa | Otagowane: Nicka Vuicic, świadectwo | Komentarzy: 12 »
Lech Kaczyński-Prezydent sieczony błotem
Posted by Dzieckonmp w dniu 01/09/2011
Znakomita konferencja ks.dr.Henryka Łuczaka.
Żeby sobie przypomnieć owego księdza daję link do wpisu gdzie umieszczony jest jego list do Ojca Świętego, arcybiskupów, biskupów, polityków i dziennikarzy…
Opublikowany w Film, Kościół, Patriotyzm, Polityka, Warto wiedzieć, Świadectwa | Otagowane: ks.Henryk Łuczak, Lech kaczynski | Komentarzy: 151 »













