Dziecko Królowej Pokoju

Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl

Archiwum kategorii ‘Świadectwa’

Bóg dziewczynie bez oczu przywrócił oczy i wzrok!

Posted by Dzieckonmp w dniu 1 Czerwiec 2014


oczy

Mój ojciec był ateistą. To było naturalne, dlatego, że jego ojciec i dziadek też byli ateistami. Moja mama została wychowana przez rodziców, którzy byli chrześcijanami, ale dwie moje ciotki były czarownicami.

Starały się one zainteresować moją matkę tymi okultystycznymi sesjami, ale nawet jako mała dziewczynka, moja matka wiedziała, że ​​to jest niedobre.

My dzieci byliśmy już w tarapatach, zanim przyszliśmy na świat. Moja starsza siostra Marquita urodziła się bez oczu; I o mało co nie zmarła przy porodzie. Mój młodszy brat Tim urodził się od razu chory na hemofilię, a Nathan, najmłodszy, był wiele razy bliski śmierci z powodu ciężkich napadów astmy.

Urodziłam się w czasie gwałtownej burzy zimowej. Mama poprosiła swoich dwóch znajomych z kościoła, aby modlili się za nią podczas porodu. Lekarz musiał ciężko walczyć z zamiecią śnieżną aby dostać się do naszego domu. Burza śnieżna z powodowała że lekarz został w naszym domu spać na noc. Dwóch znajomych modliło się cały czas, a kiedy w końcu urodziła, każdy z nich chwycił ją za rękę i dalej modlili się żarliwie. Mama o to prosiła.

Mama wiedziała, że ​​ze mną będzie wszystko w porządku, mimo że byłam bliska śmierci. Ona już doświadczyła, co Bóg może dokonać. Pięć lat wcześniej, kiedy ona i tata spodziewali się pierwszego dziecka, mama miała niesamowity sen: ujrzała swoje dziecko bez oczu. I to jest dokładnie to, co się stało w tym momencie – Marquita urodziła się bez gałek ocznych.

Reakcja na tragedię nie była taka sama u taty i mamy. Tata był zdruzgotany. Mimo, że byliśmy biedni, mój tata wyszukał najlepszego okulistę w kraju, i zrobił wszystko, żeby doprowadzić swoją córkę do tego okulisty. Po badaniu lekarz ze łzami w oczach powiedział ojcu, żeby nie wydawał pieniędzy bo nic nie pomoże: „Nie jestem specjalistą, który może coś zrobić, kiedy dziecko nie ma gałek ocznych „.

Kilka pierwszych dni po urodzeniu Marquity mama spędziła pokutując. Czuła się winna, że ​​wyszła za mąż za ateistę. Spędziła dużo czasu prosząc Boga, by jej wybaczył. Faktycznie, jako nastolatka poczuła wezwanie misyjne wyjazdu do obcego kraju, ale nie była posłuszna Bogu, ponieważ zakochała się w moim tacie.

Mama ze łzami nadal modliła się za swoją córkę Marquita i pewnego razu wzięła Biblię i coś ważnego przeczytała w Ewangelii Jana.

A mimo idąc Jezus, ujrzał człowieka ślepego od urodzenia. I spytali Go uczniowie Jego:

«Rabbi, kto zgrzeszył: ten, czy rodzice jego, iż się ślepy narodził?» Odpowiedział Jezus: «Ani

ten zgrzeszył, ani rodzice jego, ale żeby się sprawy Boże w nim okazały» (Jan IX, 1-3).

Mama zaczęła płakać z radości i uwielbiała Boga.

Po tym wydarzeniu, każdy kolejny dzień przynosił zmiany, zaczął się wydostawać z pustych oczodołów delikatny lepki śluz. Mama zaczęła mieć nadzieję, że córka może otrzymać nowe oczy. Jej siostry i jej sąsiedzi myśleli że to z żalu powstały urojenia w jej głowie, bo ona mówiła, że Bóg stworzy Marquicie nowe oczy. Aż pewnego dnia, kiedy myła powieki siedmiotygodniowego dziecka, zauważyła pierwszą łzę. Jej serce eksplodowało z radości. Marquitinie powieki trzepotały, a potem się otworzyły i ukazały się dwoje pięknych brązowych oczu! Mama zaczęła krzyczeć z radości!

Chwytając Marquite w ramiona wybiegła z domu, krzycząc do każdego, kto może usłyszeć: „Chodź i zobacz moje dziecko – wielki cud! Bóg dał jej oczy! „Sąsiedzi przybiegli ze wszystkich kierunków. Mój dziadek pracował w swoim ogrodzie dość daleko, ale usłyszał krzyk i przybiegł. Potem pobiegł do mleczarni, gdzie pracował tata, i kazał mu natychmiast wrócić do domu. Ojciec kiedy zobaczył Marquite, padł na łóżko szlochając. Natychmiast złożył ślubowanie że nie będzie palić papierosów.

Wezwano okulistę który zbadał dziecko. Okulista który zobaczył Marquite zaczął płakać. Wiedział, że stał się cud. Przyznał się, że był kiedyś chrześcijaninem. Teraz bezpośrednio na miejscu ponownie poświęcił swoje życie Bogu – w kilak tygodni później zmarł na atak serca.

Mimo, że to było wiele lat temu, Marquitin widzi na oczy do dziś. Ta niesłychana historia dotknęła niezliczoną ilość ludzi.

Streszczenie Dzieckonmp

David F. Kelton; Źródło: Droga życia

glasbrotnja.net

Opublikowany w Cuda, Uzdrowienia, Świadectwa | Otagowane: , | 40 Comments »

Z wózka inwalidzkiego wstaje włoski nastolatek i chodzi

Posted by Dzieckonmp w dniu 31 Maj 2014


Na początku wpisu komunikat dotyczący pielgrzymki

Autobus już opłacony. Miejsca noclegowe na nas czekają.

2 noclegi w Ludbregu ( w drodze tam i z powrotem ze śniadaniem i obiadem) 

6 noclegów w Medjugorje (ze śniadaniami i obiadem)

Kliknij i zobacz hotel

Jedzie z nami osoba grająca na gitarze.

Ważne:

Kilka osób zrezygnowało i pojawiło się 2 miejsca wolnych.

Proszę się zgłaszać na maila . Zgłaszają się tylko osoby zaproszone przez Matkę Bożą. Każdy kto się zapisał został zaproszony osobiście przez Królową Pokoju, nikt tam nie jedzie z własnej woli, to Ona was zaprosiła bo ma chce z Wami pobyć, coś Wam przekazać, do czegoś zachęcić.  Tam w Medjugorje każdy będzie miał okazję sobie tak od serca z Matką Boża porozmawiać.

 Tutaj kliknij otworzy się mail .

Zgłaszając się na maila proszę zawsze wpisać swój numer telefonu.

Bardzo ważne:

Proszę również o modlitwę do Królowej Pokoju w intencjach księdza który ma z nami pojechać.  Niech Matka Boża wskaże tego którego wybrała.W tych intencjach modli się już z nami Wspólnota Błogosławieństw w Medjugorje. Znów  jak przy pierwszej pielgrzymce blogowej.

Tutaj wszystko o pielgrzymce

 

królowaczłowiek

Medjugorje – Ostatnio jakby więcej tajemniczych zdarzeń dzieje się w małym miasteczku w Bośni i Hercegowinie.

Z wózka inwalidzkiego wstaje włoski nastolatek i normalnie chodzi.

wózekO małym miasteczku Medjugorje znów w mediach coraz głośniej. W dniu 24 marca 2014 r. wiodący chorwacki dziennik Slobodna Dalmacija poinformował o ciekawym przypadku 19-letniego włoskiego pielgrzyma który nagle wstał z wózka inwalidzkiego i zaczął chodzić po latach ciągłego przebywania na wózku. Pielgrzym ten przed wstaniem z wózka został przyniesiony przed figurkę Królowej pokoju na Podbrdo.

Według świadectwa, które złożył przed kamerami telewizyjnymi, młody Andrea de Luce, rodzice de Luce zabrali go do Medjugorje pokładając ostatnią nadzieję na uzdrowienie ciężkiej choroby kości, która spowodowała że został przykuty do wózka inwalidzkiego .

Mówił że, rodzice de Luce zabrali go do Medjugorje we wrześniu 2009 roku, w nadziei, że już tylko modlitwa może pomóc. Gdy siedział przed figurą Matki Bożej pod wieczór, został uderzony przez promień światła w twarz.

Gdy przyszedł czas powrotu do domu, do swojej rodzinnej Castelmar di Stabia jego rodzice przygotowali w autobusie wózek dla niego, a Andrea de Luce poczuł że już może chodzić.

Od tego dnia, de Luce wyjaśnił w telewizji, że jest z jego zdrowiem wszystko w porządku, jest w stanie prowadzić normalnie wszystkie czynności, takie jak jazda na rowerze czy gra w piłkę nożną, coś zupełnie nie do pomyślenia przed wizytą w Medjugorje.

„Jedyne wytłumaczenie jest taki iż dokonał się cud uzdrowienia przez Matkę Bożą z Medjugorje”. Mama i ciotka Andrei żarliwie modlili się o uzdrowienie, i nastąpiła kulminacja podczas odwiedzin tego sanktuarium. ” To wszystko opowiadał o sobie na żywo w TV RAI.

królowapodbrdo

Opublikowany w Medziugorje, Uzdrowienia, Świadectwa | Otagowane: , | 95 Comments »

Uzdrowienie przy nocnej światłości Nieba

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 Maj 2014


Kochani mamy komplet pielgrzymów do Medjugorje. Jesli osoby które zadeklarowały że pojadą wpłacę część złotówkową to autobus będzie kompletny. Proszę te ostatnie osoby o szybką wpłatę, decyduje kolejność wpłat. Można się zapisać na listę rezerwową , myślę że 2 a może 3 osoby z tej listy mogą mieć nawet dużą szansę pojechać. Jeśli by znalazły się osoby które jeszcze zechcą drobną kwotą wesprzeć osoby które ostatnio się zapisały bylibyśmy bardzo wdzięczni. Wpisały się ostatnio osoby bardzo ubogie które bardzo pragną pojechać. Jeszcze tylko ustalamy kto będzie jechał w roli grającego na gitarze, i który z księży pojedzie z nami. Wszystkim serdecznie dziękuję że przyjęli zaproszenie Królowej Pokoju. Chcę Wam powiedzieć że każdy z Was jedzie na Jej osobiste zaproszenie, tu nie zdecydowała tylko wasza wola, tu była wasza odpowiedź na zaproszenie Królowej Pokoju. Proszę już rozpocząć modlitwę w intencjach osobistego spotkania z Matką Bożą i Jej Synem. Poniżej piękne świadectwo uzdrowienia które wydarzyło się właśnie w dokładnie takim samym czasie tj. w dniach rocznicy objawień.

Niewielu jest ludzi, w tym również niekatolików, którzy nie słyszeliby o świętym Antonim.

Za jego wstawiennictwem wielu odnalazło zgubione przedmioty, zagubione serca, wiarę, zagubioną pewność. Istnieje nawet dowcip, że ze świętym Antonim można negocjować. Ogólnie, św. Antoni – jak to niektórzy lubią mówić – jest zawsze pod ręką.
W Padwie, włoskim mieście położonym około 30 km na zachód od Wenecji, w regionie Veneto, nazywają go jednym słowem – Święty. Znajduje się tu przepiękna bazylika, mieszcząca grób św. Antoniego, w której przechowywane są także jego relikwie. Całe rodziny w Padwie regularnie odwiedzają jego grób, modląc się o jego wstawiennictwo. Również małżeństwo Buso często tu bywa. Sylwię, swoje jedyne dziecko, od najmłodszych lat przynosili do bazyliki i prosili, aby Święty je pobłogosławił. I tak było przez całe szesnaście lat, aż niespodziewanie Sylwię dotknęła poważna choroba.
O tym, co naprawdę wydarzyło się w rodzinie Buso, której dom opierał się na duchowości ich Świętego, opowie nam sama Sylwia.

Swoje świadectwo rozpoczęła słowami Maryi wypowiedzianymi przy świętej Elżbiecie: „Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. (Łk 1,46)

Nazywam się Sylwia, mam 22 lata. Moim rodzinnym miastem jest Padwa, znana – jak sądzę – wszystkim z naszego Świętego – św. Antoniego Padewskiego. Jestem jedynaczką, miałam zdrowe i szczęśliwe dzieciństwo. Chodziłam do szkoły, zajmowałam się tańcem i pływaniem, podobnie jak może koleżanki. Rodzice w każdym względzie troszczyli się o mój rozwój. Nagle, wszystko się zmieniło. 4 października 2004 roku, w dniu święta świętego Franciszka z Asyżu, mając zaledwie 16 lat, po kilku dniach wysokiej gorączki, poczułam, że nie mogę chodzić. Wyniki wszystkich badań klinicznych były negatywne… Lekarze nie przypuszczali przez jak ciężkie i bolesne chwile będę musiała przejść. Swój szybki krok po ulicach Padwy musiałam zmienić na wózek inwalidzki. Moi rodzicie, którzy zawsze byli religijni, teraz w szczególny sposób uciekali się do Matki Bożej z prośbą o Jej matczyną pomoc. Prosili Ją o to, aby nie pozostawiała nas samych w chwilach tej jakże bolesnej próby. Mój stan szybko się pogarszał. Zaledwie w ciągu kilku miesięcy straciłam sporo na wadze, zaczęłam odczuwać bóle i skurcze mięśni, coś w rodzaju napadów padaczkowych. Rodzice nie odstępowali mnie na krok, byli przy wszystkich moich atakach, szukając sposobu na złagodzenie mojego cierpienia.

Dopóki byliśmy w kościele, nie myślałam o chorobie

Podczas gdy styczniowe słońce oświetlało moje miasto, słyszałam dzwony bazyliki naszego Świętego. Moja mama rozmawiała wówczas z jednym z kapłanów, prowadzących grupę modlitewną poświęconą Matce Bożej. W każdy piątek, moja mama, tata i ja uczęszczaliśmy na modlitwę różańcową, na Mszę świętą i adorację Najświętszego Sakramentu. Dawało mi to niezwykłą siłę, dopóki byliśmy w kościele, nie myślałam o swojej chorobie. Wbrew wszystkiemu, pragnęłam żyć z tym wewnętrznym spokojem i oddaniem.

Pewnego wieczoru, w okresie przedwielkanocnym, po spotkaniu modlitewnym w kościele, podeszła do mnie jakaś kobieta i włożyła mi w dłonie medalik Matki Bożej, mówiąc że został pobłogosławiony w czasie objawienia w Medziugorju. Spojrzałam na nią czule, a wtedy powiedziała, że ma tylko ten jeden, ale w tej chwili czuje w sercu, że powinna mi go dać. Przyjęłam medalik z wdzięcznością i wracając do domu zawiesiłam na szyi. Ten pobłogosławiony medalik z wizerunkiem Matki Bożej był dla mnie pocieszeniem i ochroną.

Po świętach wielkanocnych zadzwoniłam do dyrektora swojej szkoły z prośbą o przysłanie mi programu szkolnego trzeciej klasy liceum, do której uczęszczałam, tak abym mogła przez dwa następne miesiące uczyć się i przygotowywać do egzaminów. I tak się stało.

W maju, miesiącu poświęconym Matce Bożej, każdego dnia chodziłam z rodzicami na modlitwę różańcową i na Mszę świętą. Mówiąc szczerze, początkowo uważałam to za obowiązek, ale później coraz bardziej tego potrzebowałam. Za każdym razem, gdy byłam w kościele i modliłam się, znajdowałam odwagę, aby zmniejszyć ból, jaki powodowała świadomość, że nie mogę być taka jak moi rówieśnicy i robić tego wszystkiego, co oni robią. W pierwszej połowie czerwca, zdałam wszystkie szkolne egzaminy. Oczywiście, była to dla mnie dodatkowa przyjemność.

W Medziugorju

Pamiętam dobrze, był to poniedziałek 20 czerwca. Moja pani doktor fizjolog powiedziała, że przez parę dni jej nie będzie, ponieważ wybiera się ze swoją matką na pielgrzymkę do Medziugorja. Spontanicznie, bez żadnego zastanawiania się zapytałam czy mogłaby wziąć mnie ze sobą. Odpowiedziała bez wahania, że dowie się czy będzie to możliwe. I wierzcie mi, trzy dni później razem z tatą i grupą pielgrzymów siedziałam już w autobusie do Medziugorja.

Przyjechałam tam w piątek 24 czerwca 2005 roku. Uczestniczyliśmy we wszystkich programach tego dnia, a w Żółtej Sali spotkaliśmy się z widzącym Ivanem, który w godzinach wieczornych miał mieć objawienie na wzgórzu Podbrdo.

Wieczorem, kiedy zapytano mnie czy chcę pójść na wzgórze, odmówiłam tłumacząc, że mój wózek inwalidzki nie zdoła tam podjechać i nie chcę przeszkadzać innym pielgrzymom. No, ale ci mili ludzi nie przyjęli mojego tłumaczenia. Zostawili mój wózek u podnóża wzgórza, wnosząc mnie na rękach.

Było sporo ludzi, ale udało nam się przejść. Kiedy podeszliśmy bliżej, zobaczyłam piękny wizerunek Matki Bożej. Spokojnie usiadłam i zaczęłam się modlić. Nie modliłam się za siebie, ani nie prosiłam o łaskę, abym znów mogła chodzić, gdyż wydawało mi się to tak bardzo nierealne. Modliłam się za innych ludzi, którzy wówczas cierpieli. Pamiętam, że te dwie godziny modlitwy minęły wówczas bardzo szybko. Jest to pierwsze wspomnienie dotyczące tej modlitwy, którą wypowiedziałam swoim sercem.

Tuż przed objawieniem, przewodnik naszej grupy, siedzący obok mnie powiedział, abym poprosiła Matkę Bożą o co tylko chcę. Ona zstąpi z nieba na ziemię, będzie tu przed nami, wysłuchując wszystkich jednakowo. Pomodliłam się wówczas o to, abym miała siłę na pogodzenie się z moim inwalidztwem. Miałam 17 lat i przyszłość na wózku bardzo mnie jednak przerażała.

Około godziny 22:00 nastąpiła dziesięciominutowa przerwa i kiedy modliłam się, moją uwagę przyciągnął świetlisty punkt, który ujrzałam ze swojej lewej strony. To było piękne światło, relaksujące, delikatne, w odróżnieniu od błysków, które nieprzerwanie zapalały się i gasły. Wokół mnie było wiele innych osób, ale w tym momencie wszystko było przytłumione. Istniało tylko to światło, które wywierało na mnie duże wrażenie, nie rozumiałam go, wielokrotnie podnosiłam i szybko spuszczałam wzrok, ale kątem oka cały czas je widziałam. Kiedy skończyło się objawienie Ivana, światło zniknęło.

Po przetłumaczeniu na język włoski przekazu Matki Bożej, dwie osoby z mojej grupy wzięły mnie na ręce i zaniosły do mojego wózka. Zaraz potem upadłam do tyłu, tam jakbym zemdlała. Uderzyłam głową, szyją i plecami o kamienie. Co ciekawe, nie doznałam najmniejszego zadraśnięcia. Czułam się jakbym znalazła się na miękkim i wygodnym materacu, a nie na tamtejszych twardych i ostrych, hercegowińskich kamieniach. Usłyszałam pełen słodyczy głos, uspokajający i otaczający mnie swoim urokiem. Po upływie pięciu, dziesięciu minut otworzyłam oczy i zobaczyłam swojego ojca jak płacze. Pierwszy raz od dziewięciu miesięcy, poczułam swoje nogi. Wtedy rozpłakałam się i drżącym głosem powiedziałam: „Wyzdrowiałam, chodzę.” Wstałam tak, jak gdyby była to normalna rzecz.

Wszyscy głęboko tym poruszeni, chcieli do mnie podejść, aby pomóc mi zejść ze wzgórza, obawiając się, aby nic mi się nie stało. Byłam bardzo podekscytowana. Był to taki stan wewnętrzny, którego nie da się opisać. Kiedy zeszliśmy i kiedy podano mi wózek, nie wzięłam go. Wierzyłam, że więcej nie będę go potrzebowała.

Droga Matka Boża swoją matczyną miłość tej nocy przelała na mnie. Od tamtej chwili zaczęłam chodzić. Następnego ranka, już o piątej rano, sama i o własnych siłach wspięłam się na Križevac. Przez pierwsze dni mięśnie moich nóg były osłabione, w wyniku zanikania spowodowanego paraliżem. Ale nawet przez chwilę nie bałam się, że upadnę, ponieważ czułam, że moje ramiona mocno trzymają jakieś niewidzialne siły.

Moje życie się zmieniło

Muszę przyznać, że nie myślałam jadąc do Medziugorja na wózku inwalidzkim, że mogę wrócić stamtąd o własnych siłach. Był to mój pierwszy wyjazd do Medziugorja. Było wspaniale, z powodu łaski, którą przyjęłam i ze względu na atmosferę pokoju, ciszy, równowagi ducha i radości, która tam panowała.

Na początku nie dawałam świadectwa, gdyż byłam o wiele bardziej wstydliwa i bojaźliwa, niż obecnie. Przy tym, nadal często miewałam kryzysy związane ze skurczami mięśni, a we wrześniu 2005 roku nie mogłam przez to kontynuować nauki w czwartej klasie liceum.

Kiedy pod koniec lutego przyjechał ojciec Ljubo, aby odbyć spotkanie modlitewne w Piossasco , moi przyjaciele zaczęli mnie namawiać, abym tam pojechała i dała świadectwo miłości Boga. Nie byłam do końca pewna, ale w końcu pojechałam. Dałam świadectwo i odmówiłam modlitwę różańcową. Zanim odjechałam, ojciec Ljubo pobłogosławił mnie i przez chwilę pomodlił się nade mną. Za parę dni moje dolegliwości ustąpiły. Moje życie uległo przemianie, ale nie tylko dlatego, że zostałam uzdrowiona fizycznie. Największą łaską było dla mnie to, że odkryłam wiarę i poczułam jak wielką miłość Jezus i Matka Boża mają dla każdego z nas. Z nawróceniem jest tak, jakby Bóg rozniecił ogień wewnątrz, który stale jest podtrzymywany i podsycany modlitwą i Eucharystią… Niekiedy jakiś wiatr z przeciwnego kierunku może zawiać, ale ogień tak podsycany nigdy nie zagaśnie. Niezmiernie dziękuję Bogu za ten wielki dar! Teraz, w mojej rodzinie wszystkie problemy rozwiązujemy siłą różańca, który odmawiamy każdego dnia w trójkę, mój tata, mama i ja. W domu jesteśmy spokojniejsi, w lepszym nastroju. Jesteśmy szczęśliwi, ponieważ wiemy, że prowadzi nas Bóg, dobry święty Bóg, któremu w pełni ufamy, ciesząc się, że to On i Matka Boża kieruje nami i nam towarzyszy. Dlatego, z całego serca życzę, aby każdy poczuł i zaznał miłości Matki Bożej i Jezusa, gdyż to jest najpiękniejsze i najważniejsze w życiu.

Sylwia nadal przychodzi przed grób swojego Świętego w pięknej padewskiej bazylice, ale często powraca i do Medziugorja, gdzie – jak sama powiada – urzeczywistniły się na niej słowa: „Wstań i idź!”

Opublikowany w Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , | 70 Comments »

Chciałam tylko wypełnić Bożą wolę

Posted by Dzieckonmp w dniu 23 Maj 2014


Ursula Herberg z Niemiec w Medziugorju, w roku 2009 wyzdrowiała z raka trzustki. „Mam pięćdziesiąt dwa lata, jestem mężatką, mam ośmioro dzieci, z których dwoje jest w niebie. Trzy córki są już mężatkami i jestem dumną babcią siedmiorga wnucząt. Chce wam opowiedzieć co zrobił dla mnie Bóg.”

Wszystko zaczęło się w sierpniu 2008 roku. Ciągle miałam podwyższoną temperaturę, byłam tak zmęczona, że mogłam się poruszać tylko z pokoju do kuchni, po czym musiałam długo odpoczywać, aby dojść do siebie. Spędziłam szesnaście dni w szpitalu, gdzie wykonano wiele badań, nic jednak nie zostało stwierdzone. Przez krótki czas było mi nieco lepiej, ale wiosną 2009 roku znów wszystko zaczęło się od nowa – podwyższona temperatura, zmęczenie i wiele nowych badań. Tomografia komputerowa wykazała guz pankreasu – guz na trzustce. Bardzo się bałam, gdyż 90 procent pacjentów z taką diagnozą umiera w ciągu roku, a wielu już w ciągu trzech miesięcy.

Przez tydzień byłam smutna i zmartwiona tym jak moja rodzina z tym sobie poradzi. Potem całkiem się uspokoiłam i nawet znów odnalazłam zagubioną radość. Modliłam się o Bożą pomoc i ochronę dla swojej kochanej rodziny. Więcej w ogóle nie bałam się tego, co mnie czeka. Bóg dawał mi wielką siłę, abym mogła to wszystko udźwignąć. Z głębokim przekonaniem i z całego serca mogłam powiedzieć Boże, niech będzie Twoja wola, Jezu, ufam Tobie. Byłam całkowicie pewna, że Jezus będzie ze mną, że mi pomoże i będzie mnie prowadzić jeśli będę musiała przyjąć naświetlania lub gdy będę mieć silne bóle. Wielu dobrych ludzi, moja rodzina, przyjaciele i wiele modlących się osób było ze mną. Z serca im dziękuję, a w szczególności bardzo dziękuję Matce Bożej. Jeśli już muszę umrzeć, myślałam, mogę powiedzieć Bogu, że i na to jestem całkowicie przygotowana. Chciałam tylko wypełnić Jego wolę. Czeka mnie Jego pokój i Jego chwała, i na to przygotowywałam się z wielką wdzięcznością. Cóż, dobry Bóg miał coś innego w planie.

Przesunięte badanie

7 maja 2009 roku ponownie poszłam do szpitala na badania. Trzeba było wykonać jedno badanie, w którym należało połknąć rurkę do punkcji guza, ale do badania tego nie doszło, ponieważ trzy dni wcześniej miałam inne badania, przy których doszło do uszkodzenia gardła. Lekarz przesunął termin badania za tydzień, kiedy gardło się zaleczy. Miało to być 14 maja, ale mój mąż i ja już od dawna mieliśmy zaplanowaną podróż do Medziugorja, z wyjazdem ustalonym na 19 maja. Poprosiłam lekarza, aby przesunął badanie, aż wrócimy z urlopu. Powiedziałam, że jedziemy na urlop, ponieważ nie odważyłam się powiedzieć, że lecę do Medziugorja. Lekarz wyjaśnił mi jak bardzo poważna jest choroba i jakie są moje rokowania i w żadnym razie nie zalecał podróży, nie wyrażał na nią zgody, ale ja absolutnie musiałam pojechać do Medziugorja. Była to moja druga podróż do Medziugorja. Powiedziałam lekarzowi, że ten urlop jest dla mnie bardzo ważny, ponieważ jeśli będę musiała długo leżeć w szpitalu, wspomnienia tego urlopu będą mi dawały siłę. Jeśli muszę umrzeć, chcę przynajmniej przed tym przeżyć jeszcze coś pięknego, razem ze swoim mężem. Lekarz przekonywał mnie, że nie będę mieć spokoju, że ciągle będę myśleć o guzie… Ostatecznie zapytałam go co on by zrobił na moim miejscu, jako chory, a nie jako lekarz. Po krótkim namyśle powiedział, abym spędziła jeszcze z rodziną święto Zesłania Ducha Świętego i przyszła do szpitala 3 czerwca.

Silnie odczuwałam obecność Jezusa

Mój mąż i ja pojechaliśmy więc z pewną grupą pielgrzymów do Medziugorja. Przybyliśmy do Medziugorja nocą 20 maja. Czułam się bardzo źle. Po raz pierwszy miałam też silne bóle. Zadawałam sobie pytanie, czy na pewno podjęliśmy dobrą decyzję. Podróż była naprawdę męcząca. Każdego ranka szłam na Mszę świętą, a wieczorem na program wieczorny. Tyle mogłam zrobić. Na Križevac i Wzgórze Objawień nie miałam sił, nie mogłam pójść i bardzo mi tego brakowało. Byłam jednak bardzo wdzięczna, że w ogóle mogę tu być. Silnie odczuwałam obecność Jezusa, w szczególności w czasie Komunii świętej, adoracji i modlitwy o uzdrowienie. Każdego wieczoru prosiłam Boga, aby mnie uzdrowił, ale przede wszystkim myślałam o swojej duszy, modliłam się o łaskę, abym mogła wypełnić Jego wolę i przyjąć swoją chorobę. Właściwie już ją przyjęłam, ale modliłam się o siłę, abym mogła ją udźwignąć. Gdzieś mimochodem modliłam się też o uzdrowienie ciała, ale naprawdę mimochodem. Uzdrowienie fizyczne nie było dla mnie najważniejsze.

Guz zniknął

Po tym jak przez sześć dni czułam się bardzo źle, 26 maja razem z mężem powoli wspięłam się na Wzgórze Objawień. Z pielgrzymki wróciłam do domu wzmocniona. Drogiego Boga zabrałam ze sobą. W domu mąż i ja z całą rodziną świętowaliśmy jeszcze uroczystość zesłania Ducha Świętego. 2 czerwca nasz proboszcz udzielił mi namaszczenia chorych, które było dla mnie bardzo ważne, a 3 czerwca zostałam przyjęta do szpitala. Byłam bardzo zdenerwowana, ponieważ jednak nie była to mała rzecz. Kiedy lekarz wykonał badania – endoskopowe USG z punkcją guza, nie znalazł go. Wierzyli lub nie, mojego guza więcej nie było! Kiedy wybudziłam się z narkozy i kiedy lekarz powiedział mi, że nie ma guza, że nic nie ma, nie mogłam tego pojąć. Myślałam, że może nie popatrzył dobrze, że go przeoczył. Zwłaszcza, że mój ojciec umarł na guza trzustki. Dlatego martwiłam się, aby lekarz czegoś nie pominął. Lekarz wykonał jeszcze jedno badanie – USG kontrastowe – i niczego nie było. Nie było guza. Znów byłam zdrowa, ale potrzebowałam dużo czasu, aby to wszystko zrozumieć. Dziękuję naszej drogiej Matce Bożej i naszemu drogiemu, miłosiernemu Jezusowi.

Glasnik mira, czerwiec 2011 r.

Opublikowany w Medziugorje, Uzdrowienia, Świadectwa | Otagowane: , , | 3 Comments »

W Medjugorje Matka Boża ciągle jest

Posted by Dzieckonmp w dniu 8 Maj 2014


Świadectwo Teresy:

Pielgrzymka do Medjugorie jest niewątpliwie …. ogromną łaską dla osoby, która weźmie w niej udział. Ufam, że Matka Boża każde dziecko, które chce obdarzyć swoim pokojem zaprosi indywidualnie. Tak było w moim przypadku ( poznałam też wiele osób, które miały podobne spostrzeżenia)

Pierwsza moja pielgrzymka miała miejsce w lipcu 2001roku czyli krótko po obchodach dwudziestej rocznicy objawień.
W sierpniu 2000 roku brałam udział w pieszej pielgrzymce do Częstochowy. Na jednym z etapów w czasie przerwy na odpoczynek, jedna z uczestniczek nawiązała ze mną rozmowę. Głównym tematem były pielgrzymki do Sanktuariów Maryjnych. Po ustaleniu gdzie byłyśmy a gdzie jeszcze powinnyśmy dotrzeć, z ust mojej rozmówczyni padło pytanie: co sądzę o Medjugorie? Odpowiedziałam: może kiedyś się wybiorę. Tak naprawdę to chciałam uciąć rozmowę gdyż w tym momencie nie posiadałam wiedzy na ten temat. Wiedziałam tylko tyle: były jakieś objawienia , których Kościół jeszcze nie potwierdził.
Pielgrzymka się skończyła nawet zanotowałam sobie nr telefonu do Pani Małgosi ( tak miała na imię) ale jakoś czas leciał a ja miałam świadomość , że dzieli nas 70 km i to chyba nie jest dobry pomysł na” koleżankę”. W moim życiu następowały kolejne zakręty: w pracy totalna klapa, pieniędzy już nie wystarczało na bieżące opłaty i najlepiej co w tym momencie nam wychodziło to kłótnie małżeńskie. Próbowaliśmy ustalić kto jest odpowiedzialny za ten stan rzeczy i nie udało nam się porozumieć. Zaczął się potęgować mój strach i niepokój o naszą przyszłość. Nie widziałam żadnego sensownego rozwiązania. Kiedy życie nie dostarczało mi radości tylko samą gorycz, odkryłam guza piersi o wymiarze 56 mm. Byłam tak zmęczona i rozczarowana życiem więc wydawało mi się , że to może jest dobre rozwiązanie moich problemów. Postaram się dobrze przygotować do śmierci i uwolnię się od tej życiowej bezsilności. O mojej chorobie opowiedziałam tylko dziewiętnastoletniej córce . nie chciałam niepokoić rodziców ani wyczerpanego psychicznie męża.
Właśnie w chwili kiedy tak po ludzku wszystko straciło sens-zadzwoniła moja komórka i odezwała się Pani Małgosia: u nas w parafii organizują pielgrzymkę do Medjugorje i pomyślałam, że mogłybyśmy pojechać tam razem. Byłam zaskoczona i zapytałam : skąd pani ma nr mojego telefonu kom? Usłyszałam wyjaśnienie : znałam imię i wiedziałam, że O. Franciszkanie z Góry Św. Anny kontaktowali się z panią w sprawie organizowania pieszej pielgrzymki więc zadzwoniłam do nich . Tam się okazało, że tym numerem przypuszczalnie dysponuje O. Emilian , który aktualnie jest na studiach w Lublinie. Poprosiłam o namiary na Ojca i przy kolejnej próbie udało mi się ustalić numer telefonu. Byłam wzruszona i czułam ,że zaczyna się w moim życiu dziać coś nieprzypadkowego. Nieśmiało zapytałam o cenę (miałam świadomość, że na ten czas nie dysponuje wolną złotówką) – kolejne zaskoczenie – padła cena i równocześnie zapewnienie, że” ja to zapłacę a pani mi odda w dniu wyjazdu”. W takich okolicznościach nie miałam argumentu aby odmówić. Skoro kobieta, która zna tylko moje imię i nr telefonu kredytuje moją pielgrzymkę, to na pewno stoi za tym Opatrzność Boża. Uznałam, że pojadę i spróbuję się w tym czasie przygotować się do znoszenia skutków choroby. Uznałam, że skoro ten guz tyle czasu rósł sobie bez większych dolegliwości to jeszcze poczekam 2 miesiące z zabiegiem a po powrocie niech się dzieje Wola Boża. Przy pomocy rodziny zgromadziłam potrzebne środki finansowe i jak dobrze pamiętam 02.07.2001 roku wsiadłam do autokaru , który , przez 28 godzin nieustannie zmierzał do Królowej Pokoju. Małgosia ustaliła, że prościej będzie jak zaczniemy zwracać się do siebie po imieniu. Ani przez chwilę nie brakowało tematów do rozmowy miałam wrażenie, że znamy się całe życie. W autokarze usłyszałam , że Matka Boża od dwudziestu lat objawia się codziennie o tej samej porze w Medjugorje. Byłam zaskoczona, że objawienia jeszcze trwają. Część uczestników pielgrzymowała kolejny raz, pozostali mieli niesamowitą wiedzę na temat wydarzeń jakie miały tam miejsce. Trudno było mi zrozumieć jak to się stało, że ” taki osioł jak ja znalazł się w tej grupie” Długo mogłabym opowiadać o wszystkim co mnie tam spotkało ale najbardziej zapamiętałam chwilę kiedy uklękłam przed figura i zamierzałam wyrazić swoją prośbę, która brzmiała mniej więcej tak: Sama najlepiej wiesz jak jestem chora i zagubiona jeśli mam cierpieć i umrzeć to dodaj mi sił abym godnie przez to przeszła. Za rok moja córka wychodzi za mąż i na pewno byłoby jej smutno jeżeli nie mogłabym jej w tym dniu towarzyszyć. Jeśli chcesz daj mi szansę a postaram się nie zawieść. W tej chwili z moich oczu popłynęły strumienie łez i czułam jak wraz z nimi spływa cały lęk i strach i wraca nadzieja, radość i spokój. Tego uczucia nie da się wyrazić słowami. Po powrocie udałam się na badanie kontrolne no i oczywiście miałam ustalić termin zabiegu. Badania nie potwierdziły wcześniej istniejącego guza wywołały zdziwienie lekarza i moją radość. W tej chwili zrozumiałam, dostałam szansę o która prosiłam. Matka Boża w osobie Małgosi zaprosiła mnie do siebie aby podarować mi drugie- lepsze życie, aby uleczyć moją zgubioną i skołataną duszę. Stopniowo zaczęły się prostować moje poplątane życiowe ścieżki. Od tego wydarzenia minęło prawie osiem lat i sześciokrotnie wracałam do Medjugorje. Nie skończyły się problemy w moim życiu ale zmieniło się moje podejście do nich. Wiem, że cokolwiek wydarzy się w moim życiu to Pan Bóg wie o tym i razem ze Swoją Matką – jeśli z ufnością się zwrócę, zaradzi moim smutkom i cierpieniom. Każdy wyjazd przynosił kolejne pozytywne zmiany w moim życiu i mojej rodziny. Poznałam wielu przyjaciół, którzy są dla mnie Prezentami od Matki Bożej z Medjugorje. W trudnych chwilach zawsze mogę liczyć na ich modlitwę wstawienniczą i wsparcie. To niesamowite w jaki sposób Matka Niebieska potrafi odnaleźć i wyciągnąć z życiowego dołka swoje zagubione dziecko…… Do dzisiaj Małgosia jest moją serdeczną przyjaciółką i w niczym nie przeszkadza nam ta 70 kilometrowa odległość. Nie wiem jak wyglądałoby dzisiaj moje życie gdyby nasze drogi na chwilę nie spotkały się 8 lat temu. Medjugorje różni się od pozostałych Sanktuariów Maryjnych, które miałam radość odwiedzić tym , że są to miejsca gdzie Matka Boża kiedyś była a w Medjugorje CIĄGLE JEST. Nie mam najmniejszych wątpliwości co do autentyczności tych objawień. Duży wpływ na moje nawrócenie ma niewątpliwie Pani Danusia , która do Królowej Pokoju pielgrzymowała już prawie 150 razy i za każdym razem ubogaca program swoją wiedzą – czyniąc z każdej pielgrzymki – niepowtarzalne rekolekcje w drodze.

Wdzięczna za odzyskany pokój i zdrowie Teresa

Źródło: Medjugorje.com.pl

Opublikowany w Medziugorje, Nawrócenia, Uzdrowienia, Świadectwa | Otagowane: , , | 97 Comments »

Chłopiec z 19 guzami nowotworowymi uleczony po wyjeździe do Medziugorje

Posted by Dzieckonmp w dniu 7 Maj 2014


Przez 8 miesięcy 2-letni Joshua walczył z rakiem w ostatnim stadium. Przeszedł przez transplantację, 80 chemioterapii i 17 radioterapii. Gdy nic nie pomogło rodzice zabrali syna do Medziugorje. Gdy wrócili do domu testy wykazały, że 19 guzów nowotworowych i wszystkie przerzuty do kości zniknęły. Był to początek odzyskania zdrowia.

2l1-e1324318956649Zanim skończył 3 lata, Joshua de Nicolo doświadczył więcej trudności, dramatów i b. widocznej łaski Bożej niż wielu ludzi doświadcza przez cale swoje życie.

W lutym 2007 r. chłopiec z Putignano w południowych Włoszech urodził sie z nieodkrytą u niego chorobą – neuroblastomą, najczęściej występującym rakiem u niemowląt i małych dzieci. Po 22 miesiącach, w styczniu 2009, rozpoznano rzeczywisty stan zdrowia dziecka, gdy choroba posunęła się do ostatniego stadium, 4D, gdzie ( long-term survival rates) nie rokują dobrze mimo agresywnej, różnorodnej terapii.

Lekarze dawali Joshui tylko dni lub tygodnie życia, gdy w czerwcu 2009 rodzice zabrali go do Medziugorje. Przed samym wyjazdem liczba białych ciałek krwi chłopca bardzo wzrosła. W Medziugorje Joshua szybko poczuł się dobrze, jak świadczą jego rodzice. Chłopiec poczuł sie jeszcze lepiej po objawieniu, jakie miała Mirjana Dragicevic-Soldo 2 lipca 2009, gdy był obok widzącej. Po tym, wydawało sie, że ból złagodniał.

Gdy tylko rodzina wróciła do Włoch, testy kliniczne wykazały, że przerzuty do kości jak też 19 guzów nowotworowych rozsianych po całym ciele zniknęło. Pozostał tylko jeden guz, który zmniejszył swój rozmiar z 7.5 do 3 cm umożliwiając lekarzom usuniecie go w całości. Od listopada 2009, gdy miała miejsce operacja, Joshua jest zupełnie zdrowy. Od tego czasu rodzice Joshua, Elizabeth i Manuel de Nicolo, dają świadectwo o jego chorobie i uzdrowieniu.

Symptomy wcześniej niezdiagnozowane

Joshua urodził się z półprzymkniętym okiem i głową przechyloną na lewą stronę. Wielu lekarzy mówiło rodzicom, że nie jest to nic joshua 2poważnego, mówi Elizabeth de Nicolo w artykule zamieszczonym na włoskim blogu Quotidinamente. Gdy na lewej skroni chłopca pojawił się guzek wielkości ziarna, lekarze postawili błędną diagnozę mówiąc, że nie jest to zmiana złośliwa. Pomylili się. Ich opinia była daleka od tego, co stwierdzono, gdy Elizabeth i Manuel zabrali swojego syna do szpitala w San Giovanni Rotondo, obok sanktuarium Ojca Pio.

„ Po tomografii komputerowej onkolog Dr.Xavier Ladogana powiedział nam, że Joshua cierpi na mediastinal neuroblastomę w stadium 4D i że nowotwór jest na kości biodrowej, szpiku kostnym, kościach czaszki, pod lewym okiem, węzłach chłonnych szyi, przenikając lewą stronę mózgu, co było przyczyna przechylenia głowy chłopca od narodzenia.” – mówi Elizabeth de Nicolo.

Według świadectwa jej męża znaleziono 22 guzy.

joshua3„Niezwłocznie rozpoczęliśmy terapię medyczną, prawdziwe bombardowanie chemio i radioterapią oraz przeszczep.”- mówi Elizabeth de Nicolo. Jej mąż wylicza 80 chemio i 17 radioterapii.

„Pomimo tego lekarze dawali naszemu synowi niewielką nadzieję na przeżycie. Wydawało się, że jest to sprawa tygodni lub nawet dni” – wspomina Manuel de Nicolo.

Niepraktykujący chrześcijanie w poszukiwaniu nadziei

Chociaż rodzice nie byli praktykującymi chrześcijanami, gdy w czerwcu 2009 r. pozostało niewiele nadziei szukali pomocy w wierze. Mówią, że odczuwali prowadzenie do Medziugorje. Na swojej drodze dostrzegli też wiele znaków.

„W najczarniejszej rozpaczy pomyśleliśmy o wzięciu Joshuy do Lourdes. To było jedyne sanktuarium maryjne, które znałem. Lecz San_Giovanni_Rotondopewnego dnia, gdy byliśmy w San Giovanni Rotondo, w chwili desperacji, poszedłem do krypty Ojca Pio i zapytałem go „ Dlaczego moje dziecko? Daj mi znak, aby zwrócić mi nadzieję.” – mówi Manuel de Nicolo.

„Potem wróciłem do szpitala i gdy szedłem korytarzem nagle zobaczyłem włączony komputer z twarzą Madonny, jako tło. Było to jak błysk i mocno mnie poruszyło. Gdy wszedłem do sali zobaczyłem Elizabeth, która powiedziała mi, że Joshua nie chciał spać, ale uspokoił się przy pieśniach Maryjnych i zasnął”.

”Były to pieśni dedykowane Naszej Pani z Medziugorje”.

Podróż do nieznanego kraju

Przed czerwcem 2009, Elizabeth i Manuel de Nicolo nigdy nie słyszeli o objawieniach Dziewicy Maryi w Medziugorje.

„Nie wiedzieliśmy nawet o istnieniu wioski o nazwie Medziugorje. Ale Nasza Pani wezwała nas tam i bardzo szybko otrzymaliśmy saint-pio-300x225następny znak. Pomiędzy prasą rozłożoną w szpitalnej poczekalni było specjalne wydanie magazynu Oggi o objawieniach Dziewicy Maryi szóstce miejscowych dzieci od 1981r i cudach uzdrowienia. Po przeczytaniu tego artykułu zdecydowaliśmy się niezwłocznie tam wyjechać.” – mówi ojciec Joshua.

Ale Joshua był słaby i przeszkoda wydawała się nie do pokonania:

„Lekarze radzili by nie jechać, ponieważ Joshua miał bardzo niską ilość białych ciałek krwi, około 5.000, lecz my byliśmy zdeterminowani. W dniu, w którym wyjeżdżaliśmy, liczba ciałek krwi naszego syna wzrosła do 160.000.” – mówi dalej Manuel de Nicolo.

„Już w tym widziałem pierwszy cud. Dziecko nie miałoby siły, będąc w takiej kondycji, sprostać podróży. Lecz wzrost liczby białych ciałek krwi w tak krótkim czasie był pierwszym znakiem” – mówi Elizabeth w głównym kanale włoskiej telewizji RaiUno 28 lutego 2010r.

Przed Madonną

blue-cross-e1324334711500-300x184Od samego początku Joshua czuł się dobrze w Medziugorje. Jego rodzice zauważyli różnicę już od momentu postawienia stopy w tej wiosce.

W Medziugorje, gdy tylko wysiedliśmy z autokaru Joshua zdawał się być tajemniczo i silnie przyciągany przez to święte miejsce. Z powodu choroby dziecko z trudem gdziekolwiek się poruszało. Mimo to wydawało się, że jest lepiej” – mówi w świadectwie Manuel de Nicolo.

Dzięki spotkaniu nawróconego włoskiego dziennikarza i osobowości telewizyjnej Paolo Brosio Joshua mógł być obecny obok Mirjany Dragicević- Soldo podczas objawienia 2 lipca.

„Po objawieniu, ku naszemu zdziwieniu, Joshua poczuł się jeszcze lepiej i wydawało się, że już więcej nie odczuwał bólu.” – mówi ojciec chłopca.

„ Ale największą niespodziankę mieliśmy po powrocie do domu.”

Lekarz: uzdrowienie Joshua jest cudem

4l-e1324308781500Elizabeth i Manuel de Nicolo wrócili do szpitala w San Giovanni Rotondo odnajdując lekarzy, którzy nie mogli wyjaśnić tego, co zobaczyli:

„Przebyte testy kliniczne podkreślały fakt, że 19  guzów rozsianych w organizmie oraz przerzuty do kości zniknęły. Tylko za płucem pozostała neuroblastoma, ale wielkość guza zmniejszyła się z 7.5 do 3 cm.” – mówi Manuel de Nicolo.

„Lekarz powiedział nam, że Joshua został „cudownie uzdrowiony”. A Dr. Xavier Ladogana, dyrektor oddziału onkologii posunął się dalej mówiąc: „ To, co wydarzyło się waszemu dziecku jest niewytłumaczalne naukowo. Według źródeł wiedzy, którymi dysponujemy nie możemy dać dokładnego i nie do zakwestionowania wyjaśnienia medycznego. Możemy tylko powiedzieć, że dziecko nie ma juz choroby, którą miało przed pielgrzymką.” – cytuje opinię lekarzy Elizabeth de Nicolo.

Joshua ma więcej doświadczeń mistycznych

Zmniejszenie rozmiaru pozostałego guza pozwoliło lekarzom na operację. Odbyła się ona 17 listopada 2009 r.: „Operacja zakończyła się sukcesem a lekarze nawet stwierdzili, że sama w sobie była cudem, trudnym do wytłumaczenia: Trwała krócej niż godzinę a spodziewano się 4 do 6: godzin” – mówi Manuel de Nicolo.

„Po operacji dziecko miało spędzić kilka dni na intensywnej terapii a w rzeczywistości było mniej niż pół godziny, ponieważ szybko się obudziło i bez problemów zaczęło oddychać. Było to ponad wszelkie oczekiwania. Dla nas ta sytuacja była drugim cudem.”

”Po przebudzeniu się po operacji powiedział mi, że był w Niebie z Jezusem i że dostał wielki, wspaniały dar, dar życia” – mówi Elizabeth de Nicolo.

Rok po ich pierwszym pobycie w Medziugorje rodzina przybyła ponownie, aby podziękować. Dla Joshuy oznaczało to przeżycie jeszcze jednego niezwykłego doświadczenia:

„Po 12 miesiącach wróciliśmy z wyleczonym dzieckiem” – mówi Elizabeth de Nicolo.

opio„Zobaczyłam, że Joshua ma podniesione oczy i uśmiecha się. Wiedziałam, że zdarzyło się coś szczególnego. Gdy zapytałam go dlaczego się uśmiechał, patrzył w niebo i mówił: „ Spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia”. Powiedział mi, że widział Madonnę a obok Niej był Ojciec Pio, który się do niego uśmiechał.”

„Jesteśmy pewni, że święty z Pietrelciny jest aniołem stróżem naszego syna. Ochraniał go od początku jego gehenny i zawsze będzie się nim opiekował.”

*Święty Ojciec Pio przepowiedział Medziugorje w 1968 r. mówiąc do pielgrzymów z Bośni-Hercegowiny, że „Wkrótce Madonna nawiedzi wasz kraj”. Kapucyn ten sam miał objawienia, miał dar bilokacji i czytania w ludzkich duszach. Rodzice Joshuy prosili świętego o opiekę nad swoim dzieckiem

Źródło: MEDJUGORJE TODAY

PS Tłumaczenie z języka angielskiego – Hanna. Dziękuję :)

zdjęcia:

1 Joshua de Nicolo ze swoja matką Elizabeth

2 Joshua ze swoja matką

3 Ojciec Joshuy – Manuel de Nicolo

4 Szpital w San Giovanni Rotondo gdzie Joshua był diagnozowany. Został on wybudowany przez Świętego Ojca Pio, który osobiście nazwał go „Domem Ulgi w Cierpieniu”

5 Ciało Świętego Ojca Pio wystawione w krypcie w San Giovanni Rotondo gdzie ojciec Joshuy błagał świętego by dał mu nową nadzieję

6 Niebieski Krzyż w Medziugorje, miejsce gdzie Mirjana Dragicević- Soldo ma comiesięczne objawienia Matki Bożej. 2 lipca 2009 r Joshua był obok Mirjany

7 Joshua po swoim uzdrowieniu, jeszcze bez włosów po intensywnej chemioterapii

8 Joshua de Nicolo podczas jednego z pojawień w tv. Chłopiec i jego rodzice byli na antenie kilku głównych włoskich kanałów tv: RAI 1, RAI 3, Channel 5, Rete 4

Źródło: medjugorje-news.pl

Opublikowany w Cuda, Medziugorje, Uzdrowienia, Świadectwa | Otagowane: , , | 65 Comments »

Pierwszy Różaniec – piękne świadectwo nawrócenia

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 Kwiecień 2014


Publikowałem wiele pięknych świadectw nawrócenia na tym blogu. Dziś kolejne bardzo młodego chłopaka, polecam wysłuchać do końca.

Opublikowany w Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: | 65 Comments »

W Medziugorju płakałem z radości

Posted by Dzieckonmp w dniu 22 Marzec 2014


Wywiad dla „Glasnika mira” przeprowadzony z ojcem Radkiem Mahačem, kapelanem z Czech, który w Medziugorju poczuł kapłańskie powołanie. Życie zgodne z orędziami Królowej Pokoju – mówi ksiądz Radek – jest drogą Jezusa Chrystusa, po której prowadzi nas Maryja.

Przygotował Krešo Šego

czech

- Proszę o przedstawienie się naszym czytelnikom.

 

- Jestem ojciec Radek Mahač, pochodzę z Czech. Od trzech lat jestem księdzem, kapelanem w jednej parafii, a jeszcze przed dwudziestoma laty w ogóle nie byłem wierzący, byłem ateistą. Pierwszym, dużym krokiem w kierunku Boga i wiary był mój pierwszy przyjazd do Medziugorja w sierpniu 1995 roku. Dziś chce mi się śmiać, kiedy pomyślę wstecz, ale wtedy, dwadzieścia lat temu nie było mi do śmiechu, było mi bardzo ciężko. Chciałem się ożenić, znaleźć piękną kobietę, narzeczoną, ale żadna nie chciała się mną zainteresować. W 1995 roku poznałem pewną dziewczynę, która bardzo mi się podobała, otworzyłem przed nią serce i powiedziałem, że bardzo ją kocham, ale jej odpowiedź brzmiała: „Jesteś dobrym chłopakiem, ale do miłości potrzeba dwojga ludzi.” Chodziłem potem jakbym był bez duszy i muszę powiedzieć, że do dziś wszystko to wydaje mi się dziwne. Byłem bardzo smutny i myślałem, że już nigdy więcej się nie uśmiechnę. Pytałem Boga dlaczego mi to robi, dlaczego, co złego uczyniłem. Wpadłem w rozpacz, myślę jednak, że ważne było to, że nie przestałem rozmawiać z Bogiem. Powiedziałem wtedy Bogu: „Boże, może Ty chcesz, abym został księdzem?” Prosiłem Boga, aby uzdrowił moją duszę. Była to modlitwa zrozpaczonego człowieka, modlitwa która wypływała z serca, i Bóg odpowiedział na nią. I z wielu stron poczułem, że coś mnie ciągnie, a kierunkiem, w którym miałem pójść było Medziugorje.

- Co ksiądz wiedział wówczas o Medziugorju?

- O Medziugorju dowiedziałem się kilka lat wcześniej. Czytałem orędzia Matki Bożej i książki o objawieniach w Medziugorju, nie mając wątpliwości co do ich autentyczności. Wierzyłem, że Matka Boża naprawdę się ukazuje, ale nie przyszło mi do głowy, aby samemu udać się na pielgrzymkę. Dla mnie Medziugorje było bardzo daleko. Zresztą, ze swojego kraju najdalej wyjeżdżałem do sąsiedniej Słowacji.

- Jednak przyjechał ksiądz do Medziugorja. Jak to się stało?

- Przyjechałem z grupą pielgrzymów, którą przywiózł dr Mraciek. Czułem, że Bóg tam mnie wzywa, ale jako student nie miałem zbyt wiele pieniędzy i nie było mi łatwo sfinansować taki wyjazd. Dzięki Bogu, dostałem zniżkę i mogłem pojechać. Pojechałem z wielką nadzieją, nie wiedząc co się wydarzy. Zadawałem sobie pytanie co będę robić między tymi wszystkimi świętymi osobami. Ludzie opowiadali mi o adoracjach odbywających się w Medziugorju, byłem więc bardzo szczęśliwy, że pierwszy raz w życiu będę na takiej adoracji. Bardzo byłem jednak zmęczony i całą adorację przespałem. Powiedziałem: „Boże wybacz mi”.

- Czy był ksiądz na kolejnej adoracji?

- Tak, w czasie tej adoracji przeżyłem najpiękniejsze chwile swojego życia. Wydarzyło się coś, czego do dzisiaj nie mogę zrozumieć. W czasie adoracji śpiewali chłopcy ze Wspólnoty Cenacolo i w pewnej chwili przestałem widzieć oczami, a zacząłem widzieć sercem. Zobaczyłem otwarte niebo i olbrzymie fale łaski, spływające na wszystkich ludzi będących na adoracji. I widziałem jak na wszystkich ludzi spływa łaska, i że wszyscy razem powiązani jesteśmy z niebem, a wszystko to w obliczu wielkiej miłości Boga. Nigdy nie myślałem, że coś takiego może się zdarzyć, nie wiem jak długo to trwało, ile czasu minęło, może pół minuty, jedna sekunda, a może 10 sekund… Całkowicie nie czułem otoczenia, a kiedy się ocknąłem, zobaczyłem gdzie jestem – w Medziugorju, przed Najświętszym Sakramentem. Płakałem ze szczęścia i radości, jak nigdy w życiu. Łzy same mi płynęły i nie mogłem ich powstrzymać.

- Co działo się później?

- Powiedziałem: „Dziękuję Ci Boże za to, co przeżyłem”. Nie wiedziałem, że za jakieś 5-10 minut to znów się powtórzy. Ten drugi raz był znacznie bardziej intensywny, poczułem że stoję przed Chrystusem i jeśli jednym słowem miałbym opisać nieskończonego Boga, powiedziałbym, że jest to przyjaciel, przyjaciel, który wszystko rozumie, który wie dlaczego zgrzeszyłem. On wie przez jakie cierpienia w życiu przeszedłem i pierwszą rzeczą, jaką Jezus mi powiedział było: „Dlaczego nie lubisz samego siebie?” Od dziecka miałem kompleks niższości, nie mogłem siebie zaakceptować, nie lubiłem siebie, a Jezus powiedział mi wówczas: „Właśnie takiego jakim jesteś, takiego Cię pragnę i potrzebuję i takiego Cię kocham”. Byłem szczęśliwy, a moje wnętrze jakby wołało: „Jezu, powiedz czego ode mnie chcesz? Co tylko zechcesz, nawet jeśli jest to najtrudniejsze w świecie, zrobię to.” Studiowałem wtedy maszynoznawstwo, byłem na czwartym roku, zdecydowałem się jednak opuścić uczelnię i pójść do seminarium, studiować teologię i zostać księdzem. Powiedziałem: „Jezu chcę żyć dla Ciebie”. Czułem jednak jak Jezus mówi mi, abym skończył szkołę. I tak się stało. Ukończyłem maszynoznawstwo, powołanie kapłańskie dojrzało we mnie i zostałem księdzem.

- Kiedy odprawił ksiądz swoją pierwszą Mszę?

- Swoją pierwszą Mszę świętą odprawiłem 24 czerwca 2007 roku. Chociaż w ogóle wcześniej tego nie planowałem, spostrzegłem później, że 24 czerwca był dniem pierwszych objawień Matki Bożej w Medziugorju.

- Czy dzięki księdza pielgrzymce do Medziugorja i powołaniu kapłańskiemu zmieniło się coś w księdza rodzinie? Powiedział ksiądz, że był ateistą.

- Gdy po raz pierwszy przyjechałem do Medziugorja, byłem już wierzący i chodziłem na Msze święte. Pierwsze spotkanie z Medziugorjem całkowicie zmieniło moje życie, a stopniowo również moją rodzinę. Choć chodziłem na Msze święte, wiele się nie modliłem. Na pierwszej pielgrzymce kupiłem figurkę Matki Bożej, w domu klęczałem potem i odmawiałem różaniec. Mam dwóch braci, którzy są ateistami, ale jako bracia bardzo się kochamy. Pewnego dnia przyszedł mój brat i zobaczył jak na kolanach modlę się przed figurką Matki Bożej. Był zaskoczony, powiedział, że zwariowałem. Nie zwracałem uwagi na to co mówił i co myślał.

- Jakie znaczenie ma Medziugorje w księdza życiu i służbie kapłańskiej?

- Kiedy przyjeżdżałem, poczułem, że jest to miejsce pełne miłości. Widziałem jak w wielu ludziach na nowo rozpoczyna się ich wiara. I stwierdziłem, że kiedy będę księdzem, pojadę z wiernymi do Matki Bożej. Przyjeżdżając z nimi, czułem jak się zmieniają, jak ich wiara staje się silniejsza. Teraz po raz trzeci przywiozłem pielgrzymów ze swojej parafii. Przyjechali czterema autobusami. Pierwszy raz przyjechałem z dwoma autobusami wiernych, tak samo po raz drugi.

- Jak przeżywa ksiądz orędzia Matki Bożej?

- Gdy za pierwszym razem przyjechałem do Medziugorja, powiedziałem sobie, że chcę żyć zgodnie z tym wszystkim, co Matka Boża przekazuje w swoich orędziach. Prosiłem Boga, aby dał mi siłę, abym mógł to uczynić i zacząłem odmawiać różaniec trzy razy dziennie. Początkowo było to łatwe, ale później każda modlitwa była coraz trudniejsza i pytałem siebie dlaczego nie potrafię się modlić, co jest nie tak? Byłem nieszczęśliwy, myślałem, że jest to moja wina. Po kilku latach dowiedziałem się, że jest to normalne, nawet Ojcowie Kościoła wskazywali na to, że kapłani przechodzą w modlitwie przez pustynię. Ale wytrzymałem. I z dnia na dzień podjąłem decyzję, że w każdą środę i piątek będę pościł o chlebie i wodzie. Każdego dnia, również zanim wstąpiłem do seminarium, byłem na Mszy świętej. Matka Boża pragnie, abyśmy każdego dnia czytali Biblię, co wcześniej mi się nie udawało. Zacząłem parę lat później, kiedy wstąpiłem do seminarium. Codziennie odmawiam modlitwę brewiarzową. Każdego dnia przez co najmniej pół godziny mamy osobistą adorację Najświętszego Sakramentu, jestem kapłanem w parafii, w której wiara jest bardzo żywa.

- Co zaleciłby nam ksiądz, mieszkającym tutaj, a także innym pielgrzymom?

- Wszystkim polecam rozpoczęcie życia zgodnego z orędziami Matki Bożej, ponieważ Ona wie, że chcemy być radośni i pragniemy mieć szczęśliwe życie. Matka Boża wie, jaka droga do tego prowadzi, Jej drogą jest Jezus Chrystus, który pragnie nas prowadzić dając swoje wskazówki. Nasze życie może znaleźć się na drodze Chrystusa tylko jeśli się modlimy, jeśli modlimy się żarliwie. Bądźcie wdzięczni, że Matka Boża wybrała to miejsce i wszystko co Ona powie, przeżywajcie sercem. Spoczywa na Was wielka odpowiedzialność, ponieważ wszyscy oczekują od Was, że będziecie dawać przykład, który można naśladować. To Wy musicie być przykładem dla całego świata!

 

Glasnik mira, czerwiec 2010 r.

Źródło: medjugorje.org.pl

Opublikowany w Medziugorje, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , | 39 Comments »

Świadectwo Ireny: „W ośrodkach byłam gwałcona przez wychowawców”

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 Luty 2014


Do dzisiejszego dnia jest dla mnie cudem to, że normalnie żyję, ponieważ byłam tak głęboko zdemoralizowana. Mam teraz kochanego syna, córeczkę i męża – mówi w przejmującym świadectwie Irena.

Pochodzę z bardzo patologicznej rodziny. Mój tata nigdy nie pracował, a na dodatek robił takie rozboje, że co chwilę siedział w więzieniu. Moi obydwoje rodzice mieli problem z alkoholem, przez co często znęcali się nade mną i moim rodzeństwem. Jako małe dzieci zostaliśmy z rodzeństwem skierowani do różnych placówek. Ja akurat trafiłam do Domu Dziecka prowadzonego przez siostry zakonne. Niestety one znęcały się nad nami. A potem trafiałam od placówki do placówki. Niestety wtedy w tych różnych ośrodkach nie było odpowiednich warunków i znowu doświadczałam tam różnego rodzaju przemocy, między innymi byłam tam wielokrotnie gwałcona przez wychowawców. Z tego powodu mój rozwój został opóźniony, co spowodowało, że zostałam skierowana do szkoły specjalnej. Nasi wychowawcy bardzo się nad nami znęcali, ponieważ nie mieliśmy nigdzie wsparcia. Miałam wtedy niecałe siedem lat i bardzo to przeżyłam. W tamtym czasie nie zdawałam sobie do końca sprawy z tego, co się dzieje, ale wewnątrz czułam, że to coś bardzo złego. Oprócz tego mieliśmy przymusowe przepustki do domu. Wtedy najczęściej nie chcąc wracać do domu, wałęsałam się po ulicy. Razem z osobami z podobnych domów spaliśmy po klatkach, piwnicach, na strychach… Praktycznie byłam bezdomna. W wieku siedmiu lat po raz pierwszy sięgnęłam po papierosy. Szukałam tylko zdemoralizowanego środowiska, ponieważ we mnie narastało coraz więcej agresji.

W wieku trzynastu lat po raz pierwszy sięgnęłam po narkotyki. Zaczynałam od różnych klejów i rozpuszczalników, a potem brałam amfetaminę. Do dzisiejszego dnia odczuwam na zdrowiu skutki zażywania tych trujących substancji chemicznych. Wielokrotnie także przedawkowałam narkotyki, a potem „lądowałam” na detoksie. Oprócz tego nie znałam wtedy podstawowych zasad kultury, a większość zdań kończyła się albo zaczynała wulgaryzmem. To wszystko spowodowało, że w wieku szesnastu lat miałam już za sobą cztery próby samobójcze.

Pierwszy osobą, która się mną w ogóle zainteresowała była pani dyrektor jednej placówki w Chrzanowie, której zależało na tym, abym wyszła na ludzi. Byłam zaskoczona, że chce mi pomóc. Moi wcześniejsi wychowawcy nagminnie nas okradali, ponieważ pomimo tego, że państwo dawało na nas pieniądze, my nie mieliśmy się w co ubrać i chodziliśmy w łachmanach. I ona załatwiła mi leczenie w ośrodku. Zgodziłam się na to, ponieważ groził mi już poprawczak. Robiliśmy różne zakłady na pieniądze, które polegały na tym, że „zarabiałam” na pobiciu koleżanek. Skutki ostatniej takiej walki były na tyle ciężkie, że dziewczyna, z która się biłam, cudem uniknęła śmierci. W sumie brakowało kilka procent, aby skończyło się ta sytuacja tragedią. Na drugi dzień pojechałam do ośrodka. Dla mnie to była tylko kolejna placówka. Myślałam, że będzie tam jak w każdym innym ośrodku.

„Kto Ci takie dziadostwo zrobił!?”

Trafiłam tam akurat na obiad. Wszystkiemu się z boku przyglądałam. W tamtym czasie nie potrafiłam nawet spojrzeć człowiekowi w twarz, ponieważ czułam taką nienawiść do całego świata!

Pierwszym wielkim szokiem był dla mnie komunikat, że po obiedzie idziemy się pomodlić. Nigdy w dzieciństwie nie słyszałam o Bogu, ponieważ poza pierwsza placówką, trafiałam do świeckich ośrodków. Nawet nie wiedziałam, co to jest kościół! Nie chodziłam do normalnej szkoły, gdzie byłaby katecheza. To była szkoła specjalna, w której praktycznie nie było żadnych zajęć.

W kaplicy w Ośrodku „Nadzieja” do dzisiejszego dnia wisi duży krzyż z figurą Pana Jezusa. Pamiętam, jak pierwszy raz tam weszłam. Ludzie naokoło się modlili, a ja w ogóle nie wiedziałam, co oni robią. Moją uwagę jednak przykuł ten krzyż. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, kim jest Jezus, ale byłam w szoku, że kogoś można powiesić na krzyżu i wpatrując się w niego powiedziałam na głos, nie zwracając uwagi na to, że kaplica jest pełna osób: „No chłopie, widzę, że Ciebie też tak załatwili jak mnie. Kto Ci coś takiego zrobił!?”. To był mój pierwszy kontakt z Bogiem. Dotknęłam stóp tej figury Jezusa i zapytałam: „Kto Ci takie dziadostwo zrobił?”.

W ośrodku miałam trzy dni na zaklimatyzowanie się, a po tym czasie miałam włączyć się w codzienne obowiązki. I pamiętam, jak młodsza dziewczyna podeszła do mnie, abym też zaangażowała się w pracę. Zszokowało mnie to. Uważałam, że „ci młodsi” powinni pracować. Pamiętam, że wtedy kopnęłam wiaderko i pobiegłam do pokoju księdza, który prowadzi ośrodek. Nie pukałam do drzwi. Nie znałam takich podstawowych zasad kultury. Po prostu je kopnęłam i krzyknęłam: „Dawaj mi te dokumenty, tyś jest stuknięty, jak myślisz, że tu dalej będę! To jest dom wariatów!”. I wtedy się tak strasznie rozpłakałam. To było jak oczyszczenie. Wcześniej nigdy nie płakałam, bo bałam się być posądzona o słabość. Nie było nawet mowy o tym, aby się rozpłakać nawet wtedy, kiedy mnie bito. Dla mnie ten moment był jak chrzest. A ksiądz podszedł do mnie, objął mnie i powiedział: „Irena, dasz radę…”. Poczułam, jakby tym objęciem i słowami zostało ogarnięte całe moje życie. Teraz, po wielu latach myślę, że było to jakby dotknięcie się szaty Jezusa, po którym zostałam uzdrowiona.

W ośrodku nie miałam typowej terapii, ale po prostu uczyłam się normalnie żyć. Ksiądz bardzo często brał mnie do kaplicy i uczył całego katechizmu od podstaw, tłumaczył wszystko jak małemu dziecku: kim jest Jezus, co takiego zrobił, dlaczego został przybity do krzyża… Do pierwszej komunii świętej przystąpiłam w wieku osiemnastu lat. Poznawałam Maryję, która nazywałam „piękną Panią”. Tam uczyłam się wszystkiego: czytania, pisania, liczenia…

„Nigdy Boże w Ciebie nie zwątpię”

Do dzisiejszego dnia jest dla mnie cudem to, że normalnie żyję, ponieważ byłam tak głęboko zdemoralizowana. Mam teraz kochanego syna, córeczkę i męża. I tą miłością, której doświadczyłam w ośrodku , dzielę się teraz z moją rodziną. Codziennie modlimy się, chodzimy do kościoła. Mój mąż jest także wymodloną osobą. Syna mam z pierwszego związku, przed ślubem zaginął jego ojciec, po czym się okazało, że wpadł do rowu, złamał dwie nogi w kolanach i zmarł na miejscu. I tak zostałam sama z dzieckiem, z czym nie mogłam sobie poradzić. Jednak nie chciałam stracić tego, co otrzymałam. Stwierdziłam, że nie poddam się i nie zwątpię. Wtedy zaczęłam się gorąco modlić słowami: „Boże Ty jesteś moją radością, Ty jesteś moim życiem i wiem, że mi pomożesz!”. Mówiłam to, chociaż było mi bardzo trudno i na początku miałam w sercu ogromny żal do Boga , ale potem zrozumiałam, że to jest czas próby, sprawdzian mojej wiary. Uchwyciłam się ufności, szepcząc: „Nigdy w Ciebie Boże nie zwątpię, bo Ty mi uratowałeś życie”. Miałam świadomość, że znalezienie się w Ośrodku „Nadzieja” i to wszystko, co się później wydarzyło, było Jego interwencją w moje życie. On sam mnie uratował! Potem przez osiem lat czekałam na męża. Modliłam się w intencji znalezienia go, stawiając Bogu jeden warunek, aby była to osoba wierząca. I tak w zeszłym roku pojechaliśmy do Medjugorje i pamiętam, jak tam prosiłam o niego Matkę Bożą mówiąc jej, że przecież ona wie o wszystkich trudnościach codziennego życia. Zostałam wysłuchana.

Do dzisiaj modle się w ten sposób, że rozmawiam z Bogiem, jak z osobą, która jest ze mną zawsze. W naszej rodzinie modlitwy nie zaczyna się od słów prośby, ale przeproszenia i właśnie dziękczynienia za wszystko, a przede wszystkim Jego obecność. Nauczyłam się dostrzegać potrzeby innych ludzi i na ile mogę przychodzić im z pomocą. Bóg nauczył mnie miłości i bezinteresowności. Dal mi cudownego męża i wspaniałą rodzinę. On mi dał wszystko! Nowe życie… Chwała Panu!

Irena, 34 lata

Źródło: fronda.pl

Opublikowany w Świadectwa | Otagowane: | 138 Comments »

Świadectwo Rafała

Posted by Dzieckonmp w dniu 4 Grudzień 2013


Spieracie się o to czy orędzia są fałszywe czy nie, co powiedział ten ksiądz a co tamten…Ludzie czy wy naprawdę jesteście ślepi??!! Przecież Wy wszyscy nie jesteście tutaj przypadkowi! Wątpliwości to normalna ludzka sprawa, szczególnie gdy wielu z Was, podejrzewam że ok. 90% było przy Kościele od zawsze, szatan Was teraz najmocniej atakuje!!! Naprawdę tego nie widzicie? Ja wierzę w orędzia przekazywane MBM, i każdego dnia upewniam się że mogą pochodzić tylko i wyłącznie z Nieba! Dlaczego jestem pewien? Wiem tylko ja , moja żona i paru znajomych. Nie chcę się rozpisywać na temat mojego życia , powiem tylko że min. te Orędzia spowodowały we mnie niewiarygodna przemianę duchową, byłem bardzo złym człowiekiem, robiłem w życiu okropne rzeczy, takie o których wielu z Was nawet w filmach nie widziało…Moja przemiana zaczęła się już objawiać pod koniec 2011 roku Na Wielkanoc 2012 osiągnęła szczyt, jednak pierwszą w życiu szczerą spowiedź oko w oko z kapłanem która trwała ponad godzinę odbyłem w sierpniu 2012. Pan Jezus odmienił Moje życie a także życie mojej żony i dziecka niemalże w mgnieniu oka! Teraz czuję się naprawdę wspaniale, jestem wolny od gnębiących mnie przez całe życie nałogów i czuję że oddycham pełną piersią!!! Na koniec powiem tak: Byłem w BAGNIE po same uszy, szedłem szeroką drogą na zatracenie , miałem w życiu sytuacje gdzie nie omal nie straciłem życia, jednak Pan Bóg miał widocznie wobec mnie jakiś plan że wyciągnął mnie z tego pomimo iż wielokrotnie go bardzo obrażałem.
Niech mi ktoś powie że idę za szatanem bo czytam orędzia z Irlandii, czy to ksiądz czy świecki, ja wiem że są prawdziwe bo dają mi pokój w sercu i nadzieję i wiem gdzie byłem a gdzie jestem teraz! Ja nie zamierzam wrócić do mojego ”dawnego życia” za nic w świecie, i w moim wypadku owoc okazuje się dobry i zamierzam się tego trzymać do samego końca! Gdzie każdy z Was jest, na jakim odcinku swojego życia, to wie tylko Bóg, być może takie wątpliwości są Wam teraz potrzebne z jakiegoś powodu… To takie bardzo króciutkie świadectwo, być może ktoś to przeczyta…

Wiem kim byłem ,wiem kim teraz jestem i to mi wystarcza, wiem jak działa szatan i co robi z człowiekiem, na pewno nie nawraca ludzi, nie zabiera od nich nałogów i nie czyni ich ”gorliwymi katolikami” spowiadającymi się przynajmniej raz w miesiącu, uczęszczającymi na co niedzielne msze i nawet w tygodniu, nie każe im czynnie uczestniczyć na marszach Anty-Aborcyjnych, nie czyni ich łagodnymi i dobrymi w stosunku do innych ludzi, nie każe czytać religijnych książek i oglądać filmów o tematyce religijnej, itd… Diabeł nie nawraca ludzi, będących w jego uścisku!!! Już prędzej mógłby ze mnie zrobić buddystę czy muzułmanina!!! To niedorzeczne, po co on miałby to robić i czy to jest w ogóle możliwe??? Wszyscy czytacie

chyba Pismo Święte? Proponuję przestudiować ten fragment bardzo dokładnie:

 

Pozdrawiam Wszystkich i z Panem Bogiem Kochani!

————————-

Czy wolno nam dążyć do tego aby te osoby, a jest ich bardzo dużo, osoby  które tak zmieniły swoje życie jak Rafał, zawróciły z tej drogi którą pod natchnieniem jakichś mocy, postanowiły porzucić zło, zerwać z grzechem, które modlitwę , spowiedź, Eucharystię obrały za źródło siły w walce ze swoimi wadami?  Zadaję to pytanie wszystkim wam czytelnikom.

Opublikowany w Świadectwa | Otagowane: | 321 Comments »

Pieczęć Boga Żywego ratuje rodzinę na Filipinach

Posted by Dzieckonmp w dniu 26 Listopad 2013


Świadectwo rodziny, która przeżyła niedawny tajfun na Filipinach, a którym podzielono się na Facebooku

Cudowna historia przeżycia rodziny Lorny Amora w Tacloban! Zgodnie z obietnicą, Bóg ochronił ich swoją Pieczęcią! Chwała niech będzie Bogu!

Pieczęć Boga żywego:TYPHOON HAIYAN (Yolanda), Tacloban, Filipiny,

8 listopada 2013 roku.

Wcześniej tego roku, w styczniu 2013r., kiedy byłam na wakacjach na Filipinach, moja rodzina zaczęła modlić się Pieczęcią Boga Żywego. Po tym jak otrzymałam Księgę Prawdy, pobrałam Pieczęć, poświęciłam ją i zawiesiłam w naszym salonie .
Co wieczór odmawiali oni Pieczęć Boga Żywego wraz z innymi modlitwami krucjaty, Różańcem Sw. i Koronką do Miłosierdzia Bożego. Ja sama odmawiam te modlitwy każdego dnia tu w Kanadzie .
Na Filipinach, moje dzieci zawiesiły oprawioną Pieczęć na głównych drzwiach wejściowych, od zewnątrz.
W dniu tajfunu, byłam ciągle w kontakcie z nimi, aż do chwili kiedy tajfun uderzył w ląd a oni powiedzieli mi, że wyjący wiatr wraz z deszczem był tak silny, że cały budynek wibrował, a dach tak, jakby ktoś strzelał z karabinu maszynowego. Kazałam im uklęknąć i modlić się Pieczęcią Boga Żywego, Różańcem i Koronką Bożego Miłosierdzia, podczas kiedy my modliliśmy się za nich także tu, w Kanadzie.

Tajfun trwał 4-5 godzin .
Kiedy wiatr i deszcz ustąpił usłyszeli oni głośne „pukanie” do drzwi, ale kiedy je otworzyli, nikogo tam nie było .
Co mój syn i córka zobaczyli, była to oprawiona Pieczęć Boga Żywego uderzająca w drzwi mimo, ze nie było już wiatru.
DLACZEGO UDERZAŁA ONA W DRZWI? KTO NIĄ PORUSZAŁ?  Wzięli ją więc  i zawiesili wewnątrz domu .
Nie doświadczyli oni wcale żadnej powodzi, ani zniszczenia i śmierci na ulicy wkoło swojego miejsca zamieszkania. Sąsiedzi zeznali, że po raz pierwszy ich lokalizacja nie została w ogóle zalana. Podczas gdy sąsiednie domy i mieszkania zostały uszkodzone, z dachami pozrywanymi przez wiatr, rozbitymi szybami czy mniejszymi domami całkowicie zabranymi przez wiatr, ich apartament był całkowicie nienaruszony, nawet najmniejsza szyba nie została naruszona. Jest niesamowite, że Pieczęć Boga Żywego wisząca na drzwiach jednej rodziny ochroniła cały budynek!
3 dni oczekiwania na telefon od nich bardzo się dłużyły, ale głęboko w środku czułam spokój i poczucie pewności, że wszyscy byli bezpieczni.
Daję to świadectwo by oddać dziękczynienie, chwałę i cześć Bogu, który jest zawsze wierny swoim obietnicom …  chroń siebie i rodzinę Pieczęcią Boga Żywego.
 
Lorna Amora z rodziną

Tłumaczyła: Bożena

Pieczęć

Ważna pieczęć dla wszystkich wyznawców Boga na ziemi została przekazana Marii Bożego Miłosierdzia przez Boga Ojca. Prosi On, aby wszyscy przyjęli tę Pieczęć jako ochronę dla wszystkich i każdego z was oraz dla waszych rodzin na przyszłe, trudne czasy, w których będziemy musieli żyć.

O, mój Boże, mój kochający Ojcze,
przyjmuję z miłością i wdzięcznością
Twoją Boską Pieczęć Ochrony.

Twoja Boskość obejmuje moje ciało i duszę na wieczność.
Chylę się w pokornym dziękczynieniu i ofiaruję Ci moją głęboką miłość i wierność,
mój Ukochany Ojcze.

Błagam Cię, chroń mnie i moich bliskich tą szczególną Pieczęcią.
Ślubuję moim życiem służyć Ci na wieki.
Kocham Cię, Drogi Ojcze.
Pocieszam Cię w tych czasach, Drogi Ojcze.

Ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego
na przebłaganie za grzechy świata i dla zbawienia wszystkich Twoich dzieci.

Amen.

Opublikowany w Ciekawe, Cuda, Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: , , , | 42 Comments »

Świadectwo Daniela

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 Listopad 2013


Żyję, chociaż było blisko… Blisko utraty tego co najcenniejsze, utraty życia. Przypadek? Nie sądzę, nie ma w życiu przypadków. Matka Przenajświętsza mnie uratowała, jestem tego pewien!!!

Żyję, chociaż było blisko… Blisko utraty tego co najcenniejsze, utraty życia. Przypadek? Nie sądzę, nie ma w życiu przypadków. Zwykły dzień, chociaż dla kogoś bardzo ważny, jeden z najważniejszych w życiu: wybierałem się na ślub koleżanki z podstawówki.
Pracuję w delegacji jako inżynier budowy, wróciłem w piątek z Dąbrowy Górniczej. Pojechałem do brata po moje auto. Na tygodniu jeździł on, ja natomiast na weekendach. Spotkanie z bratem normalne, zresztą jak co tydzień jak wracam z delegacji. Rozmowa jednak inna, mówi że na tygodniu miał awarię auta, świeca się wykręca z silnika (gwint się wyrobił), znajomy mechanik zrobił to z uwagą że trzeba prze gwintować, założyć tulejkę i zakręcić. Umówiłem się na naprawę na poniedziałek. Myśli moje były skierowane Matki Bożej Rzeszowskiej, gdyż bardzo chciałem iść do spowiedzi na pierwszy piątek (06.09.2013r.), zostawić i zamknąć przeszłość, zjednoczyć się z Najwyższym oraz zawierzyć parę młodą na nowej drodze ich życia. Sakrament, oczyszczenie, Eucharystia u ojców Bernardynów. Pokój w sercu i jadę dalej, myję auto, tankuję i wracam po tygodniu pracy do domu. Rodzina standardowo wita, zajęta swoim rytmem życia. Rozpakowywanie i sen.
Oczywiście mój zegar biologiczny budzi mnie o 6:00 (07.09.2013r.). Wstaję, rozmowa z matką. Przed wyjazdem chciałem jeszcze odkurzyć wnętrze mojego pundzowozu. Odkurzam, czyszczę boczne kieszenie, znajduję różaniec oraz pudełeczko na niego. Zgubiłem go jakiś rok temu w aucie, po prostu się zawieruszył. Pocałowałem krzyż i wsadziłem różaniec do pudełeczka (pudełeczko na różaniec z mojej Komunii Świętej na nim wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej). Położyłem pudełeczko przed siebie w dece rozdzielczej. Przygotowany, ubrany w strój weselny wyruszam po moją dziewczynę, którą miałem zawieźć na 11.15 do fryzjera. Opóźniony- nadrabiam czas prędkością, szybko dojeżdżam do Leżajska.
W Leżajsku poczułem dym jakiegoś plastiku, myślałem że  przypaliłem sprzęgło szybką zmianą biegów. Poczułem niepokój i głos jakby z wnętrza, który mówił mi że coś jest nie tak, a ja dalej swoje, jadę gdyż się śpieszę. Zachowując jednak zdrowy rozsądek, otwieram okna, wyłączam nawiew i muzykę, jadę już przepisowo w nadziei osiągnięcia celu. W napięciu dojeżdżam do miejscowości docelowej, mijam tabliczkę z napisem Dębno. Tu zaczyna się horror. Czuję intensywnie palący się plastik, postanawiam się zatrzymać. Otwieram pas bezpieczeństwa i spostrzegam dym z wywietrzników, zdążyłem tylko spojrzeć w lusterka czy ktoś za mną nie jedzie. Od razu hamulec nożny i ręczny. Dym intensywnie wydobywał się z wywietrzników do środka, coś mi mówi: Daniel uciekaj jak najszybciej. Otwieram drzwi i dostrzegam ogień na masce, uciekam jak najdalej od samochodu. Auto staje w płomieniach, ruch na drodze zostaje zatrzymany, wzywam straż pożarną. Dzwoni moja dziewczyna, mówię jej o zdarzeniu, lada chwila przyjeżdża rowerem i mnie przytula. Auto płonie doszczętnie, strzelają szyby, ogień na 3m. Straż pożarna dojeżdża po 15 minutach, gaszą dopalający się wrak samochodu, zabezpieczają teren zdarzenia.
Żyję, to najważniejsze. Żyję bo tak chciała opatrzność, żyję gdyż zacząłem się modlić modlitwą Zdrowaś Mario w tych ostatnich chwilach przed zatrzymaniem. Skąd wiedziałem co robić? Dlaczego nie spanikowałem? W Leżajsku słyszałem wewnętrzny głos, otwórz okna, wyłącz nawiew i muzykę, w Dębnie: otwórz pas, zatrzymaj się i uciekaj. Pragnienie spowiedzi dzień wcześniej, znaleziony różaniec przed wyjazdem, modlitwa w decydującej chwili. Przypadek? Nie! Matka Przenajświętsza mnie uratowała, jestem tego pewien. W duchu wdzięczności za ocalenie, spóźnieni ale dotarliśmy na Eucharystię ślubną Bogusi w kościele Opatrzności Bożej w Trzebosi. Modliłem się i zawierzyłem siebie, swoją dziewczynę i parę młodą Matce Bożej.
Chwała Tobie Matko Boża, Królowo, Matko Nieustającej Pomocy. Chwała Jezusowi. Amen

Daniel

dan1

 

dan2

Opublikowany w Świadectwa | Otagowane: , | 21 Comments »

Poszedł na urlop i spotkał Królową Pokoju

Posted by Dzieckonmp w dniu 5 Listopad 2013


Rozmowa z Zygmuntem „Muńkiem” Staszczykiem, liderem zespołu T.Love

5 listopada skończy pan 50 lat. Zrobił pan sobie przerwę w tym roku w karierze, zniknął pan, wyjechał. Ale teraz czekają pana koncerty, znowu trzeba się będzie odezwać…

Zygmunt „Muniek” Staszczyk, muzyk: Coraz bardziej uważam co i komu mówię. Wydaje mi się, że przez ostatnią dekadę bardzo wszystko schamiało, stabloidyzowało się, stało się agresywne. Kilkakrotnie byłem potraktowany przez poważne tytuły, które nie są tabloidami w sposób tabloidowy. Ja zawsze teksty autoryzuję, ale było tak, że coś celowo wybito. Zrobili ze mnie na przykład w ciągu dwóch tygodni najpierw totalnego fana PiS-u, a potem facet z PiS-u wziął bezprawnie naszą piosenkę do kampanii wyborczej. Nie dałbym żadnemu politykowi swojej piosenki, czy to PiS, czy PO, czy cokolwiek innego, więc zagroziłem mu sądem. Podchwyciła to „Wyborcza” i inne portale. Zaraz się znaleźli prawnicy, którzy chcieli za duże pieniądze pójść ze mną do sądu i w ciągu dwóch tygodni zostałem zwolennikiem Tuska. Nie chodzi tu o PiS i PO, chodzi o to, że mówiłem coś zupełnie w innym kontekście, nie politycznym. Obserwuję tę agresywność, nerwowość, pazerność na sensację i w ogóle taką złą wibracje w mediach. Jesteśmy zarażani stanem permanentnych nerwów: a to wybuchnie kolejna epidemia, a to umrzemy bo zjedliśmy wołowinę, a to nowa szczepionka się nie sprawdziła. Byłem w tym roku w Ameryce, tam to jest to samo, tylko pomnożone w swej paranoi razy dziesięć. I dlatego coraz bardziej chce mi się milczeć. Z drugiej strony muszę mówić od czasu do czasu, bo jestem osobą publiczną. Jak się już coś dzieje, to trzeba to promować, jest jakiś jubileusz jak teraz na przykład. Mówię, bo muszę, ale powiem szczerze, zaczynam sobie cenić milczenie. Ja to gaduła jestem, ale z wiekiem bym pomilczał. Niespecjalnie mi się ten świat medialny podoba. Nie jestem intelektualistą, ale agresywnej głupoty nie toleruję, już wolę obejrzeć Animal Planet. Nie demonizuję tego, ale to mnie męczy i trochę jestem nieufny. Mnie taka agresywność nie interesuje, ja tak z ludźmi nie rozmawiam. Kiedyś się pchałem do tych wywiadów, ale teraz traktuję je z dystansem.

Trochę to brzmi, jakby się pan czegoś obawiał, albo miał coś do ukrycia.

Nic nie mam do ukrycia, tylko większość rzeczy już powiedziałem. Jak myślę, co myślę, jaki byłem, jaki jestem i pewnie znowu w tym wywiadzie to samo powtórzę.

Kiedyś mnie to łechtało, że np. TVN mnie tak często zaprasza i mogę wypowiedzieć się we wszystkich dziedzinach, a przecież ja się na tych wszystkich dziedzinach nie znam. Mogę mówić o muzyce, bo się na tym znam. Mogę mówić o historii Polski ostatnich 30 lat, bo ją dobrze znam, bo uczestniczyłem w tych wydarzeniach. Ale zapotrzebowanie jest na sensację i na liczby.
Weźmy choćby Facebooka. Co to znaczy przyjaciele, znajomi, lajki, liczby? Co to są za relacje? Przecież ja tych ludzi nie znam. Stary chyba jestem. Nie interesuje mnie to.

To co pana na tym etapie życia interesuje, o czym lubi pan mówić w wywiadach, bez poczucia że uczestniczy pan w jakiejś farsie? Co jest dla pana dziś w życiu ważne?

Bardzo się zdystansowałem do kariery. Nadal kocham muzykę, ale bardzo dużo mi dał ten urlop. Jak zdecydowałem się na tę roczną przerwę, to myślałem, że zacznie mnie swędzieć tyłek, będę się niecierpliwił, żeby coś robić.
Z jednej strony bardzo tę muzykę kocham, ale z drugiej nie będę już na to wszystko patrzył jak do tej pory.
To wynika z doświadczenia, bo człowiek 50-letni dużo więcej wie od 20-letniego małolata. Z drugiej strony trudno wymagać, żeby 20-latek miał umysł 50-latka, bo by nie zrobił tych wszystkich fajnych błędów, nie byłby tak bezczelny, nie buntowałby się. Ja bym niczego nie cofnął, ale dziś żyję w dużej zgodzie z samym sobą.
Od stycznia zacząłem ten urlop. Zaplanowałem sobie trochę podroży. Trochę może za dużo. Byłem w RPA, w południowych stanach USA, byłem w Medjugorie w Bośni, byłem w Toskanii, a teraz właśnie wróciłem z Afryki. Nigdy wcześniej tyle nie podróżowałem. Mam trochę głód grania: teraz czekają mnie cztery koncerty, a w maju przyszłego roku rozpoczynamy na pełnej parze. Ale w tym roku przynajmniej świat w maju widziałem takim, jaki on jest naprawdę, poza sceną.

Po co panu ten urlop? To dosyć długie wakacje.

Wymiękłem już po 31 latach grania, może nawet nie fizycznie, ale psychicznie. Frontman zbiera bardzo dużo z tego tortu, ale bardzo dużo niesie w sobie tych wszystkich rzeczy. To są media, to jest gadka, promocja, rutynowe czynności, które zna na pamięć taki człowiek jak ja robiący to samo, chociaż każda płyta jest inna.
Zmęczony byłem, więc powiedziałem kolegom, że robię sobie urlop. T.Love jest takim zespołem, dzięki któremu ludzie mają uśmiech na twarzy. Nigdy nie chciałem być gościem, który wychodzi wku…y na scenę i się na ludziach wyładowuje. Wiedziałem, że jak pociągniemy to dalej, to pęknę, będę nieprzyjemny dla otoczenia, dla kumpli z zespołu…
Więc wręczyli nam złotą płytę i od stycznia poszedłem na urlop. Chłopaki wiedzieli o tym wcześniej, choć oczywiście mieli trochę inne zdanie. To nie jest tylko praca. Ktoś z zespołu wtedy powiedział mi: „Stary, ja cię rozumiem, jaki ty musisz być wypompowany”. Przez ten rok zrozumiałem, że – jak to mówił Wałęsa – mogem, ale nie muszem.
Nasza ostatnia płyta „Old is Gold” tak mnie wypompowała, że na razie nie mam nic do powiedzenia jako artysta. Teraz jestem szczęśliwym człowiekiem, nie mam o czym pisać. Jest mi bardzo dobrze, ale nie jestem jeszcze na takim etapie rozwoju duchowego, żeby śpiewać psalmy biblijne, bo to by było trochę nieuczciwe, chociaż znam je dosyć dobrze.
Poza sceną nadal dużo gramy: w więzieniach, domach dziecka, nawet ostatnio nad grobem kolegi. Na dzień dzisiejszy jestem wypompowany z pomysłów, ale za to czuję się świetnie. Nie napisałem przez ten rok żadnego tekstu. W moim życiu nie ma teraz zawirowań. Wszystko płynie pogodnym torem.

To coś nowego dla pana: nie ma zawirowań, wszystko płynie pogodnym torem…

Tak, coś nowego. Zawsze były jakieś napięcia, jakieś miotanko. A teraz mam luz.
Proszę nie zrozumieć mnie źle. Zespół osiągnął sporo i cieszy mnie, że odnieśliśmy sukces. To jest wielki skarb i dar. I niektórzy oczywiście powiedzą, że facet pier…i, bo się zestarzał i jest mu chyba za dobrze. Pewnie wolą widzieć takiego Muniusia wiecznie zbuntowanego. Kolejny stereotyp.
Ale ja naprawdę nie mam dziś zbyt wiele do powiedzenia ani na temat polityki, ani współczesnego świata. Nie ma we mnie złości, żeby kogoś op…ć. Ktoś mnie zapytał ostatnio, co mnie wk…a. Odpowiedziałem, że nic. Jestem dziś…

…wolny?

Tak, wolny. Nie wiem, co będzie dalej z moja twórczością, ale nie smuci mnie to wcale.

Iść na roczny urlop, kiedy zespół jest u szczytu kariery, to i odważne, i ryzykowne jednocześnie. Czy było jakieś jedno wydarzenie, czy coś pan zawalił? Albo stało się coś, że powiedział pan sobie „stop”?

Lubię sobie czasami chodzić do kościoła i pamiętam taki wieczór, że siedziałem w tygodniu na mszy i przyszła na mnie taka mocna myśl, właściwie jakby ktoś mi to powiedział: idź teraz do domu i zdecyduj, że od stycznia robisz sobie roczny urlop.
Przyszedłem więc do domu i powiedziałem o tym żonie. Ona podeszła do tego z lekkim niepokojem – czy coś się stało. A później musiałem powiedzieć kolegom z zespołu. W tym samym czasie pojawiła się też druga myśl: stary, co ty będziesz teraz jakieś urlopy robił, przecież jak nie będziesz grał, nie będziesz taki rozpoznawalny, atrakcyjny dla kobiet i w ogóle, co ty głupi jesteś, po co ci ta przerwa?
A ja siedziałem w domu i dzień mijał mi tak, że szedłem do Carrefoura na zakupy, gadałem z facetem ze stoiska z rybami o rybach, wracałem, czytałem, książkę, jadłem kolację z dziećmi i szedłem w kimę. Ktoś powie „ale nuda”, a ja mówię „ale fajnie”.
Towarzyszył temu strach otoczenia, że zwariowałem. Bo przecież zawsze stała tam taka wielka krowa, która nazywała się T.Love z wielkimi cycami, dojna krowa i zawsze można było ją wydoić, a ja nagle powiedziałem: dosyć.
Naokoło może narastała presja: stary, oni o tobie zapomną. I ten strach, ze może nagrywam płytę z kimś po kryjomu. A ja sobie myślę: gówno mnie obchodzi, co będzie za rok. A ja niczego nie rozwalam, ani nie ściemniam.
Teraz będą cztery koncerty w Wilnie, Krakowie, Warszawie w Londynie z okazji mojej pięćdziesiątki, ale zaraz później znowu znikam do maja 2014 roku i nie wiem, jak ja po tej przerwie będę patrzył na ta całą show-biznesową maszynkę.
Jestem wierzący i nie chcę się na ten temat rozwodzić, ale jestem przekonany, że ja sam nic nie mogę zaplanować. Nie ja jestem panem swojego losu. Oczywiście nie jestem bezwolny w tym wszystkim, bo dużo ode mnie zależy, natomiast ja już się tak bardzo nie obawiam o przyszłość.

Skąd w panu taka pewność, że jest siła wyższa, która kieruje pana życiem? Ma pan na to jakiś dowód?

Stuprocentowa pewność będzie po śmierci. Dzisiaj natomiast mam takie odczucie, że wokół mnie więcej dobra się dzieje i otoczenie się zmienia, łącznie z zespołem i najbliższą rodziną. Pewność polega na tym, że po raz pierwszy czuję w spokoju siłę. We mnie jest dużo bardziej rzeczy w porządku.
Zauważam więcej zwykłych rzeczy, które mnie cieszą. Wzrosła moja ciekawość innymi ludźmi. Wzrosła moja świadomość, że wspierając się nawzajem tworzymy siłę, taką samą jak w słowach: przekażmy sobie znak pokoju.
Nie jestem nawiedzony, nie dostałem nagle pigułek szczęścia, ale prawda jest taka, że dawniej byłem kłębkiem strachu, a teraz nie mam w sobie ani strachu, ani agresji, tylko spokój. I to jest fajne.

Pierwszy raz słyszę, żeby urlop tak bardzo kogoś zmienił.

Tu nie chodzi o urlop, tylko o to, że jak chcesz się wsłuchać w siebie i porozmawiać z siłą wyższą, to musisz mieć ciszę i czas, bo jak człowiek żyje w zamęcie i w szybkości, to o to trudno.
Zamęt, kariera, pozycja, pieniądze – to znam doskonale. Pochodzę z rodziny robotniczej. Rodzice są ze mnie dumni, do dziś im pomagam i to wszystko jest fajne, ale mówię o zamęcie innego typu. Dążenie do pozycji, podbijanie ego, zajmowanie miejsca w rankingach – to łączy się z zamętem.
I ten zamęt ma złą energię. W zamęcie nie ma spokoju. Urlop był po to, żeby się wsłuchać w siebie, zrozumieć siebie, poszukać odpowiedzi na ważne pytania, spróbować żyć innym rytmem, zobaczyć jakie to daje rezultaty.

Czyli jak trwoga, to do Boga. Czy przeżył pan jakąś tragedię, że nagle zaczął pan tak poważnie traktować wiarę?

Byłem w kilku współuzależnieniach. Nałóg ma jeden i ten sam mechanizm, czy to jest kobieta, hazard, pornografia, alkohol, czy narkotyki. U mnie to szło kilkutorowo i generalnie nie mogłem złapać wolności, a chciałem wszystkich nasycić.
Było mi z moim życiem źle, cztery lata temu myślałem o samobójstwie. Przyglądałem się ostrym przedmiotom. Czułem działanie złych mocy. Nie radziłem sobie z tym i być może to była właśnie ta trwoga, o której wspominasz. O tym właśnie jest nasza piosenka „Lucy phere” – o pozornym zbliżeniu się do rzeczy dobrych, a takim wymanewrowaniu, przez tego przeciwnika naszego, że budzisz się z ręką w nocniku, że dochodzisz do ściany.

„Lucy phere” czyli Lucyfer?

Tak, poczułem go. To nie były, mówiąc delikatnie, fajne emocje. Męczyłem się. Myśli samobójcze, bardzo niskie poczucie własnej wartości, przekonanie że jestem do niczego i najlepiej z tym wszystkim skończyć.
Na szczęście jestem z Częstochowy, chodziłem z babcią na Jasną Górę, więc nigdy nie odszedłem od katolicyzmu. Byłem, jak wielu chłopców, wychowany w wierze katolickiej, choć oczywiście to kompletnie olewałem. Show-biznes przynosi wiele pokus i skorzystałem z nich wszystkich. To w ogóle bardzo niebezpieczna praca.

Dzisiaj jest już pan wolny od tych wszystkich nałogów?

Zupełnie nie, ale to takie jest już takie malutkie we mnie.
Nie ma we mnie również agresji wobec ateistów, ale zastanawiam się, czemu ludzie niewierzący mają tyle agresji do katolików. I dlaczego stereotypowo myślą? Oczywiście, jest wiele Diabła nawet w Kościele, ale prawda jest taka, że jak jesteś wierzący, od razu zrobią z ciebie debila.
To łatwo powiedzieć: katolicyzm to ciemnogród. A ja mówię: Boże kochany, nawet taka prosta wiejska wiara to przecież jest coś, za co tu ludzi atakować?
Ja na przykład nie odnajduję ciemnoty w Biblii. Uważam, że jest to księga współczesna, trudna na maksa, ale jak czytam w Psalmach o takim Dawidzie, który był przecież niezłym rozrabiaką i hulaką, to to są przecież rzeczy całkowicie współczesne.
Generalnie nic się nie zmieniło od tamtych czasów. Dobro i zło istnieje. Bóg i diabeł istnieją. Mam wielu kumpli ateistów, znam też ultrakatolików z zawężonymi horyzontami, ale podstawa to się nie atakować.
Nie widzę powodu, dla którego miałbym się wstydzić swojej wiary i nie widzę dysonansu, że mój zespól nie gra rocka chrześcijańskiego, ale staramy się dawać coś pozytywnego ze sceny. Dalajlama powiedział, żeby trzymać się swoich korzeni, więc ja się trzymam swoich.
Mówiąc krótko – w Kościele poczułem miłość i wsparcie. Wiara to dla mnie realne uczucie miłości, troski i wsparcia. Namacalnie to poczułem.

Namacalnie poczuł pan Boga? Pamięta pan konkretny moment?

W tym roku w Medjugorie się coś takiego zdarzyło…

Do Medjugorie 30 mln ludzi z całego świata co roku, bo na własne oczy chcą zobaczyć cud. Czy pan coś takiego widział?

Wydaje mi się, że to jedno z najważniejszych miejsc na świecie, że tam Matka Boża robi to, co chce. Najwyższe autorytety badają różne zjawiska, do których nie ma postaw, żeby się działy i nie znajdują odpowiedzi. Mnie się też coś niewyjaśnionego przydarzyło.
Pyta pani o namacalne dowody. Ja nie pojechałem tam szukać dowodów, ani sensacji i to co tam przeżyłem to jest coś bardzo osobistego. Nie chcę o tym opowiadać w gazecie, ale zdradzę tyle, że poczułem tam miłość, ogromną miłość. Poryczałem się, chociaż msza była po włosku, a ja po włosku znam 15 słów i moja żona też ryczała, a nikt się na żadne ryczenie nie umawiał.
Wiele rzeczy się tam zmieniło. Wcześniej się śmiałem z różańca, że to jakiś zabobon, a teraz jestem pierwszy do różańca. Zmienił się też mój stosunek do kobiet.
Każdemu polecam Medjugorie. Jest to przepiękne, niezwykle miejsce wielkiego ducha i nie chce się stamtąd wyjeżdżać. Polecam każdemu, niezależnie od światopoglądu.
No patrzcie, miałem nie mówić o tym, a jednak mówię… Wyobrażam sobie taką scenę: bierze jakiś facet w weekend do ręki „Rzeczpospolitą”, a tu nagle Muniek o Bogu… Dla normalnego człowieka to wszystko musi brzmieć dziwnie. Nie to, że ja się boję, co teraz ludzie powiedzą, ale bym wolał czynami, a nie słowami o tym wszystkim świadczyć. Mam świadomość, że jestem jeszcze słabiutki.
Jakby to mówił Karol Wojtyła, to ja rozumiem, ale w moich ustach to może brzmieć dziwnie, bo ja przecież nie jestem perfekcyjny i daleko mi do tego.

To co by powiedział pan temu facetowi, który w weekend przy kawie sięga po gazetę i czyta ten fragment o Bogu z lekkim niedowierzaniem. I myśli sobie: po co ten Muniek o tej wierze tyle gada?

Proszę mi uwierzyć, bardzo mi trudno o tym wszystkim mówić. Mam świadomość, że dla wielu mogę być niewiarygodny. Poza tym wciąż we mnie dużo jest hedonizmu i daleko mi do ascety. Wciąż karnawał walczy we mnie z postem. Temu facetowi chciałbym jednak powiedzieć, że wiara to miłość do drugiego człowieka, spokój i wolność od oceniania i osądzania. Wiem, że jeszcze będzie trudno bo taka walka trwa całe życie aż do śmierci. Można być nie raz, a sześć razy w Medjugorie, a ten Zły i tak będzie kombinował, bo zna nas dobrze, bo to trwa od dwóch tysięcy lat. Wiadomo, co człowiek wyprawiał, co Kościół wyprawiał i wiadomo jak często zły duch pchał nas do różnych złych czynów.
Nic na siłę. Nie można nikogo ciągnąć do Kościoła, ani nikomu na siłę wmuszać wiary. To jest łaska. Mi to daje same dobre rzeczy i czuję się zawsze wysłuchany. Oczywiście Duch Święty to nie chłopiec na posyłki i niektóre rzeczy rozumiemy dopiero po czasie. Jedno wiem: niewybaczenie, zawiść, zazdrość, brak miłosierdzia i trzymanie tych wszystkich złych emocji w sobie – to nas toczy.
Wiem, że niektórzy pomyślą teraz, że jestem nawiedzony, co to za zabobony, krzyżyki i o co mi chodzi. A ja powiem, że tam samo dobro mieszka i to nie takie dobro, jak w bajeczkach. I każdy może je mieć za darmo, nawet najgorszy morderca. Każdy ma szansę, każdy może spróbować.
Jeśli teraz czyta to ktoś, kto nigdy nie był w kościele, ktoś kto nie wierzy, to polecam, żeby poszedł do kościoła i powiedział Bogu o swych problemach. Ja ze swojego doświadczenia mogę się założyć, że będzie się działo. Pomoc przychodzi. I to bym powiedział temu facetowi.

- rozmawiała Katarzyna Olubińska

źródło: rp.pl

Opublikowany w Medziugorje, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , , | 10 Comments »

Dramatyczny list katoliczki do papieża Franciszka

Posted by Dzieckonmp w dniu 29 Październik 2013


Kochani większość ma dość , chce odejść. Wstawiam tłumaczenie listu kobiety która mając 9 dzieci ma mnóstwo pracy a mimo to wie że jej obowiązkiem jest troszczyć się o swój Kościół. W ramach swoich możliwości robi co należy aby ochronić wiarę milionów ludzi. Nie poddaje się tak jak wielu u nas na blogu i robi to jakże pięknie. Myślę że jest wzorem pokazującym nam jak mamy postępować.

” On kocha być kochanym przez wszystkich „

Meksykańska katoliczka Lucrecia Rego de Planas, matka wielodzietnej rodziny i długoletnia przyjaciółka papieża Franciszka napisała 23 września
do papieża bardzo osobisty i długi  list. W nim skarży mu się ona z  jej  całego  cierpienia spowodowanego jego pontyfikatem , oraz sposób, w jaki wypełnia on urząd św. Piotra. Dramatyczny  dokument naszych czasów,  który można poròwnać do  listòw św. Hildegardy z Bingen , czy św. Katarzyny ze Sieny.
 
Rego de Planas wymienia następnie  wielokrotne  spotkania  z kardynałem 
Jorge Mario  Bergoglio w ” ostatnich dwunastu latach” na posiedzeniach , spotkaniach kościelnych i rekolekcjach w różnych miastach w Ameryce Środkowej i Południowej „, które dały  mi okazję  przez kilka dni spać z Tobą pod jednym dachem , dzielić ten sam stół , a nawet to samo biurko.”
 
Po tym  jak list ten został przekazany do Watykanu , Rego de Planas opublikowała  go na swoim blogu . Żadnej odpowiedzi z Rzymu jeszcze nie  otrzymała.  Tytuł i podtytuły zostały wybrane przez redakcję .
Huixquilucan , Meksyk, 23 wrzesień 2013
Najdroższy  papieżu Franciszku!
(…) Wtedy  byłeś arcybiskupem  Buenos Aires , a ja byłam dyrektorem jednego z wiodących  katolickich  mediów.  Dziś jesteś niczym więcej i niczym mniej niż papieżem… a ja jestem tylko matką, katoliczką, żoną dobrego człowieka i matką dziewięciorga dzieci , która uczy matematyki na uniwersytecie i stara się najlepiej jak potrafi wspòłpracować z Kościołem , gdzie Bóg mnie  umieścił. W spotkaniach z ostatnich lat zaleciłeś mi kilkakrotnie : ” Dziewczyno, nazywaj  mnie Jorge Mario. Jesteśmy przyjaciółmi „. Ja odpowiadałam przestraszona! ,,Absolutnie nie, Kardynale! Niech Bóg zachowa mnie jednemu z jego książąt na ziemi, na ty mòwić! „
Teraz pozwolę sobie jednak powiedzieć Ci na ty, bo nie jesteś już kardynałem
Bergoglio, ale papieżem,  moim papieżem, słodkim Chrystusem na ziemi, do którego  śmiem zwrócić się z ufnością jak do mojego ojca.
Zdecydowałam  się napisać do Ciebie,  bo cierpię  i potrzebuję żebyś mnie pocieszył . (…) Wiem, że lubisz pocieszać  cierpiących,  a teraz jestem jedną
z nich.
1.
Kiedy zobaczyłam te rzeczy,  pomyślałam, ” Uff, co za chęć zwrócenia na siebie uwagi! „
Gdy poznałam Cię w czasie rekolekcji,  gdy byłeś jeszcze kardynałem Bergoglio, byłam zdumiona tym, że  nigdy nie zachowywałeś się tak jak inni kardynałowie i biskupi.  Aby przytoczyć kilka przykładów: Byłeś jedynym, który nie przyklękał przed  tabernakulum lub podczas przeistoczenia;  jeśli wszyscy biskupi pojawiali się w sutannach, bo tego wymagały przepisy,
Ty  przychodziłeś w zwykłym ubraniu i koloratce; kiedy wszyscy siadali na  zarezerwowanych dla biskupów i kardynałów miejscach, Ty zostawiałeś to miejsce zarezerwowane dla kardynała Bergolio puste i siadałeś gdzieś z tyłu mòwiąc ” tu siedzę  dobrze, tutaj czuję się dobrze „; podczas gdy inni przyjeżdżali   samochodami odpowiednio do godności biskupa, Ty przybywałeś  po wszystkich innych , bardzo zajęty i w  pośpiechu i opowiadałeś  im donośnym głosem o swoich spotkaniach w transporcie publicznym , których użyłeś by  przybyć na spotkanie. Kiedy zobaczyłam  te rzeczy – i wstyd mi powiedzieć – pomyślałam : Uff, co za chęć zwrócenia na siebie uwagi! „
Bo jeśli  chce się być bardzo skromnym i prostym, czy lepiej się nie zachowywać jak inni  biskupi,  aby nie być zauważonym? „
2.
On kocha być kochanym przez wszystkich
Nawet niektórzy z moich argentyńskich przyjaciół, którzy uczestniczyli w tych spotkaniach,  zauważyli  moje zdziwienie i powiedzieli do mnie: ” Ty nie jesteś jedyna. On  zaskakuje nas przez cały czas, ale wiemy , że ma jasne kryteria, w swoich wystąpieniach reprezentuje poglądy , które są zawsze wierne nauczaniu  i tradycji Kościoła , jest odważnym i  wiernym obrońcą prawej doktryny. Wydaje się jednak , kocha on być kochanym przez wszystkich i chce podobać się  wszystkim. I w tym sensie może on jednego dnia  mówić  w telewizji  przeciw aborcji , a następnego dnia na tym samym kanale  telewizyjnym błogosławić  pro aborcyjne feministki   Plaza de Mayo;
i mógłby  wspaniale przemawiać  przeciwko masonerii i godzinę później jeść i pić z nimi w klubie.”
Mój kochany papież Franciszek, to prawda, to  był kardynał Bergoglio, którego poznałam z bliska : Jednego dnia  zajęty , podekscytowany,  z  biskupem Duarte Aguer  obroną życia i liturgii i  w tym samym dniu  na kolacji, zawsze podekscytowany, zajęty  z eminencją Ysern i eminencją Rosa Chavez sprawami  społeczności lokalnych i strasznymi  przeszkodami „dogmatycznego nauczaniu”  Kościoła. Jednego  dnia  przyjaciel kardynała Cipriani i kardynała Rodriguez Maradiaga , który mòwi o etyce korporacyjnej i opowiada się przeciwko ideologii New Age, a nieco później przyjaciel Casaldàliga i Boff,  który mòwi o walce klas i ” bogactwie”, które  mogłyby dać  wschodnie praktyki Kościoła.
3.
Od tego momentu , modlę się za Ciebie i za mòj  umiłowany Kościòł
W oparciu o to przesłanie zrozumiesz , jak bardzo otworzyłam oczy, gdy usłyszałam  Twoje  nazwisko po Habemus Papam i od tego momentu ( zanim jeszcze poprosiłeś o to) modlę się za Ciebie i za mòj  umiłowany Kościòł. I od tamtej pory nie opuściłam ani jednego dnia.
Kiedy zobaczyłam Cię na balkonie bez czerwonej peleryny i jak łamiesz
protokół pierwszego powitania i  pomijasz łaciński tekst,  aby przez to śmiejąc się  odròżnić  się  od innych papieży w historii, powiedziałam do siebie zmartwiona : ” Tak, bez wątpienia, to kardynał Bergoglio „.
Po Twoim  wyborze (na papieża) dałeś mi wiele możliwości , potwierdzających to,  że nadal jesteś tą samą osobą, którą poznałam z bliska, zawsze szukającą bycia inną:  Chciałeś inne buty,inny pierścień, inny krzyż , inny fotel, a nawet inny pokój niż wszyscy  inni  papieże, którzy zawsze pokornie i  bez „szczególnych życzeń” byli zadowoleni z rzeczy, które zostały dla nich przewidziane.
4.
Z powodu rezygnacji mojego ukochanego Papieża Benedykta XVI  poczułam
się opuszczona, w środku wojny , trzęsienia ziemi ,  najdzikszego huraganu  i nagle przyszedłeś Ty.
W tych dniach starałam się wypocząć od  ogromnego bólu, którego doznałam w związku z rezygnacją  mojego ukochanego i bardzo szanowanego  papieża Benedykta XVI,  z którym się od początku identyfikowałam z  powodu jasności jego nauczania (najlepszy nauczyciel na świecie),  z powodu jego wierności  do  liturgii, z powodu  jego odwagi,  do  obrony  prawego nauczania pośród wrogów  Kościoła i z powodu tysiąca innych rzeczy, których nie chcę tutaj  wyliczać . (…) Ale zrozumiałam,  że wiatry były bardzo burzliwe i papiestwo było czymś zbyt wstrząsającym na jego  siły, które wraz z wiekiem  osłabiły się w trudnej i brutalnej walce kulturowej prowadzonej przez niego.
W tym momencie poczułam się opuszczona, w środku wojny , trzęsienia ziemi ,  najdzikszego huraganu  i nagle przyszedłeś Ty, żeby zastąpić go za sterem.
 Mamy nowego kapitana,  dziękujmy Bogu za to! Zaufałam całkowicie ( bez cienia wątpliwości ),  że papież Franciszek  ze wsparciem  Ducha Świętego, z modlitwą wiernych, z ciężarem odpowiedzialności,  z pomocą jego pracowników w Watykanie i świadomością bycia obserwowanym przez cały świat, zostawi za sobą jego własne sprawy i niejasności kardynała Bergoglio  i natychmiast przejmie dowództwo armii , aby kontynuować z nową wolą walkę, którą  rozpoczął jego poprzednik.
5.
Zamiast  chwycić za broń,  zaczął mòj generał swój pontyfikat od
telefonowania ze swoim fryzjerem i dentystą…
Ku mojemu zdziwieniu i zmieszaniu  zamiast chwycić za broń, zaczął
 mój generał  swój pontyfikat, niestety od telefonowania ze swoim fryzjerem i dentystą,  mleczarzem i  roznosicielem  gazet  i tak  zwrócił on uwagę na siebie, a nie na doniosłość  papiestwa.
Minęło sześć  miesięcy  i uznaję  z miłością i emocjami, że zrobiłeś  tysiące dobrych rzeczy. Podobają  mi się bardzo Twoje oficjalne przemówienia ( do polityków, ginekologòw,  dziennikarzy, Światowy Dzień Pokoju , itp.) oraz Twoje kazania w czasie świąt, bo  w nich rozpoznaje się skrupulatne przygotowanie i głęboką medytację w każdym tam  użytym słowie.
 Twoje słowa i te przemówienia i kazania były prawdziwym pokarmem dla mojego ducha i mojej duszy. Podoba mi się bardzo, że ludzie kochają Cię
 i Ci wiwatują. Jesteś moim papieżem, głową mojego Kościoła na ziemi, Kościoła Chrystusowego.
Niemniej jednak – i to jest powòd  mojego listu – Muszę powiedzieć, że ròwnież cierpiałam  ( i cierpię), z powodu  wielu z Twoich  słów , bo mówisz rzeczy , które odczuwam jak  uderzenie kijem w moje  podbrzuszu, podczas moich stałych wysiłków bycia wierną papieżowi i nauczaniu. Smutno mi , tak, ale słowo, aby najlepiej wyrazić moje uczucia to : bezsilność .
6.
Potrzebuję od Ciebie  wskazówek , drogi  papieżu Franciszku
Nie wiem  co powinnam powiedzieć i co nie, nie wiem, gdzie się powinnam upierać i gdzie  zostawić rzeczy takimi jakie są.  Potrzebuję od Ciebie  wskazówek , drogi  papieżu Franciszku. Cierpię naprawdę i bardzo z powodu tej  bezsilności, która mnie paraliżuje.  Moim dużym problem jest to, że  poświęciłam większość mojego życia na badaniu Pisma Świętego, tradycji i nauczania tak, że mam jasną podstawę do obrony mojej wiary . A teraz wielu stoi przed tymi  bezpiecznymi  fundamentami  w sprzeczności do tego, co mój ukochany papież robi i mówi . Jestem w szoku i potrzebuję żebyś mi powiedział co mam robić .
Wyjaśnię lepiej na przykładach .
Nie mogę przyklasnąć papieżowi, który ani przed tabernakulum ani podczas przeistoczenia nie  klęka jak uczy obrzęd  Mszy Świętej ;  ale nie mogę go ròwnież krytykować , bo jest papieżem!
7.
Czy powinnam  zignorować instrukcje naszego emerytowanego papieża ?
Benedykt XVI  poprosił nas w Redemptionis Sacramentum , żeby informować biskupa o liturgicznych nadużyciach i niewiernościach,  w  których bierzemy udział. Ale … kogo powinnam informować, gdy sam papież nie szanuje liturgii? Nie wiem,  co robić. Czy powinnam  zignorować instrukcje naszego emerytowanego papieża ?
Nie mogę być zadowolona  z usunięcia paten i klęczników dla komunikantòw  i nie podoba mi się, że Ty sam  się nigdy nie upokorzysz, aby wiernym udzielić Komunii;  że sam nigdy nie nazywasz  się ,, Papieżem”, ale tylko  ” biskupem Rzymu ” ;  lub , że nie nosisz  pierścienia Rybaka.  Ale nawet nie mogę z tego powodu skarżyć się, bo jesteś papieżem!
Nie jestem dumna z tego, że umyłeś w Wielki Czwartek  muzułmance  stopy, ponieważ jest to naruszeniem prawa liturgicznego . Ale nie mogę nic powiedzieć , bo jesteś papieżem, któremu muszę być wierna!
8.
Ale komu mogę poskarżyć się na bòl? Ty jesteś papieżem!
Strasznie mnie zraniłeś, kiedy  ukarałeś  Franciszkanów Niepokalanej , bo celebrowali  Mszę świętą za wyraźną zgodą Twojego  poprzednika w Summorum Pontificum w tradycyjnym obrzędzie.  Ukaranie ich oznacza działanie  przeciwko nauczaniu poprzednich papieży. Ale komu mogę poskarżyć się na bòl? Ty jesteś papieżem!
Nie wiedziałam,  co mam myśleć i mówić, kiedy oficjalnie  wyśmiałeś grupę, która odmawiała za Ciebie różańce,  nazwałeś ich ,,ci, którzy liczą modlitwy”.
Różaniec jest wspaniałą tradycją Kościoła, więc co o tym myśleć, kiedy mojemu  papieżowi oni się nie podobają i   żartuje on z tych,  którzy go za niego ofiarowują?
Mam wielu przyjaciół , którzy są obrońcami życia, których kilka dni  temu zasmuciłeś, bo nazwałeś ich „obsesyjnymi i opętanymi”. Co mam  robić? Pocieszyć ich,  próbując osłabić Twoje  słowa fałszując je, albo  jeszcze bardziej ich urazić powtarzając to, co im powiedziałeś, aby byli wierni papieżowi i jego nauczaniu?
W trakcie ŚDM wezwałeś  młodych ludzi do ” hałasowania na ulicach”.
Słowo  użyte przez Ciebie, o ile mi wiadomo, to synonim  ” bałaganu „, „chaosu”,” zamieszania” . Czy to jest naprawdę to, co chcesz , aby młodzi chrześcijanie robili na ulicach ? Nie istnieje już dość  zamieszania i nieporządku w świecie?
9.
Wiele starych i niezamężne kobiet, które są bardzo przyjazne, sympatyczne i hojne, poczuły się naprawdę jak śmieci …
Wiele starych i niezamężnych kobiet, które są bardzo przyjazne, sympatyczne i hojne, poczuły się naprawdę jak śmieci jak  powiedziałeś do siòstr zakonnych,
że nie powinny spoglądać jak  „stare panny”. Tym spowodowałeś, że moje  przyjaciółki i ja czujemy się źle. Zabolało mnie za nie  w duszy, gdyż nie ma nic w tym złego, aby pozostać niezamężną i  poświęcić  życie dobrym uczynkom (dlatego Katechizm określa  samotność jako powołanie).
Co mam  moim niezamężnym przyjaciółkom  „starym pannom” powiedzieć?
Że papież tego poważnie nie myślał (czegoś takiego papież nie powinien robić), lub powinnam wspierać papieża w tym, że dla niego wszystkie niezamężne kobiety mają wyraz twarzy zgorzkniałej zakonnicy?
10.
Jeśli kapitan nie widzi  góry lodowej, na którą zmierza , jest bardzo prawdopodobne , że dojdzie do kolizji
Kilka tygodni temu powiedziałeś, że „Kościołowi nigdy nie wiodło się
 tak dobrze jak dzisiaj. ” Jak może powiedzieć to papież,  kiedy wszyscy wiemy, że miliony młodych katolików żyje w konkubinacie i pigułka jest używana w milionach katolickich małżeństw ;  gdzie rozwód  ” to nasz chleb powszedni „, a miliony katolickich matek z pomocą katolickich lekarzy  zabija swoje nienarodzone dzieci; kiedy miliony katolickich przedsiębiorców nie kieruje się nauką społeczną Kościoła , ale chciwością i skąpstwem; kiedy tysiące kapłanów dokonują nadużyć liturgicznych; kiedy setki milionów chrześcijan  nigdy nie spotkało Chrystusa i nawet nie znają podstaw nauki wiary; jeśli edukacja Chrystusa i rządy są w rękach masonów i gospodarka światowa w rękach syjonizmu ? Czy jest to czas, w którym Kościołowi nigdy nie wiodło się  tak dobrze jak dzisiaj?
 Kiedy to  powiedziałeś, drogi papieżu, to ogarnęła mnie panika. Jeśli kapitan nie widzi  góry lodowej, na którą zmierza , jest bardzo prawdopodobne , że  dojdzie do kolizji. Czy uważasz tak naprawdę, czy to tylko przenośnia,  drogi papieżu?
11.
Czy mamy grzesznikom hołubić i mòwić  im słodko, że  umieją oni rzeczywiście  czytać katechizm?
Wielu wielkich kaznodziejów poczuło się zniszczonymi, gdy usłyszeli, kiedy powiedziałeś, że nie powinno się już  rozmawiać o sprawach, o których Kościół już mówił i które są napisane w Katechizmie.  Powiedz mi, drogi  papieżu Franciszku, co my chrześcijanie powinniśmy robić,  ci, którzy
chcemy być wierni papieżowi i ròwnież nauczaniu i tradycji?
Przestaniemy głosić kazania, choć św. Paweł mówi nam, że powinniśmy zawsze to robić? Kładziemy kres odważnym  kaznodziejom, zmuszamy ich do milczenia, podczas tego  hołubimy grzesznikom  i mòwimy im słodko, że jeśli tego chcą, są w stanie  czytać katechizm, aby wiedzieć co Kościół mówi?
12.
Nie chcę  pasterzy, którzy pachną jak owce, ale owce, które nie pachną  odchodami, ponieważ ich  pasterz je pielęgnuje
Za każdym razem, gdy mówisz o ” pasterzach z zapachem owiec „, myślę o tych wszystkich księżach, którzy dali się zainfekować przez rzeczy tego świata, którzy stracili kapłański zapach, żeby przyjąć pewną woń rozkładu.
Nie chcę  pasterzy, którzy pachną jak owce, ale owce, które nie pachną  odchodami, ponieważ ich  pasterz je pielęgnuje i zawsze utrzymuje je w czystości.
 Kilka dni temu mówiłeś o powołaniu św. Mateusza tymi słowami: ” Jestem pod wrażeniem gestu Mateusza . On trzyma się pieniędzy, jakby mówił: ” Nie , nie mnie! Pieniądze należą do mnie!” Nie można nic innego,  drogi  papieżu, jak twoje słowa o Ewangelii (Mt 9;9),  porównać z tym, co św. Mateusz  sam mówi o swoim nawróceniu : „Odchodząc stamtąd, Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» On wstał i poszedł za Nim.” Nie mogę rozpoznać, gdzie był on skąpy
 ( i nie widzę tego na obrazie Caravaggia ). Widzę dwie zupełnie różne historie i jedną fałszywą interpretację. Komu powinnam wierzyć , Ewangelii czy Papieżowi , jeśli chcę być wierna Ewangelii  i papieżowi ?
13.
Papieże od Piotra do Benedykta XVI  mòwili, że to niemożliwe, aby znaleźć pokòj  z dala od Boga, ale Papież Franciszek jest tego zdania
Kiedy opowiedziałeś o kobiecie, która  po rozwodzie i aborcji żyje w
konkubinacie, powiedziałeś: „Teraz żyje w pokoju.” Zastanawiam się: Jak kobieta, która dobrowolnie odsunęła  się od  Łaski Bożej może żyć w pokoju?
Poprzedni papieże  od Piotra do Benedykta XVI mòwili, że to niemożliwe, aby znaleźć pokòj  z dala od Boga, ale papież  Franciszek jest tego zdania.
 Na czym mam się wesprzeć, na wszechczasowym  nauczaniu ,  czy na  tej  nowości? Mam od dzisiaj, aby być wiernym,  twierdzić, że ròwnież żyjąc w grzechu można znaleźć spokój w życiu ?
14
Tak jakbyś chciał otworzyć puszkę Pandory
Następnie rzuciłeś  pytanie,  nie dając na nie odpowiedzi, jak ma się zachować spowiednik, tak jakbyś chciał otworzyć puszkę Pandory,  bo  wiesz doskonale, że istnieją setki  księży , którzy dają złe rady , w sprawie  kontynuowania konkubinatu. Dlaczego mòj papież , mój drogi  papież nie powiedział nam w kilku słowach tego, co w takich przypadkach doradzać, zamiast siać wątpliwości w uczciwych sercach?
Poznałam kardynała Bergoglio niemal w  rodzinnej atmosferze  i jestem wiernym świadkiem tego, że jest on inteligentnym , sympatycznym,  spontanicznym, dowcipnym i bystrym człowiekiem. Ale nie podoba mi się , że prasa  publikuje każde Twoje słowo i każdy Twój żart, bo nie jesteś wiejskim księdzem; nie jesteś już arcybiskupem  Buenos Aires; Ty jesteś teraz papieżem! I  każde słowo, które powiesz jako papież, zawiera dla wielu, którzy czytają Cię i słuchają,  wartość miarodajnego nauczania.
Napisałam już zbyt wiele i zbyt wiele  wykorzystałam Twojego  cennego czasu, mòj dobry papieżu. Myślę, że przykładami, które Ci przedstawiłam ( a byłoby ich o wiele więcej ), wytłumaczyłam Ci  mój ból, jaki cierpię
z powodu niepewności i bezradności.
Tylko ty możesz mi pomóc. Potrzebuję przywódcy, który oświeci moje kroki na podstawie tego, co Kościòł zawsze mówił; który  mówi z odwagą i jasnością; który nie obraża tego, kto stara się być wierny zaleceniom Jezusa;
który powie ,, chleb na chleb, wino na wino” i grzech na ,, grzech” i cnota na ,,cnotę”, nawet gdyby miał on tym  ryzykować swoją  popularność.
 Potrzebuję Twojej mądrości, Twojej  determinacji i klarowności.  Proszę Cię o pomoc , proszę , bo naprawdę bardzo cierpię…
15.
Dezorientujesz  nie tylko wroga , ale także  nas
Wiem, że Bóg podarował Ci  bystry umysł, i tak sobie wyobraziłam, gdy próbowałam się sama  pocieszyć, że wszystko  co robisz i co mówisz, jest częścią strategii,  by zmylić przeciwnika, gdy pokazujesz się  przed nim z białą flagą,  osiągając tym to, że opuści on swoją kryjòwkę. Ale wolałabym, żebyś  podzielił się swoją strategią z tymi, którzy  walczą po Twojej stronie, bo w przeciwnym razie nie tylko zmylisz przeciwnika,  ale także nas, którzy już nie wiedzą,  gdzie jest nasza głòwna kwatera, a gdzie dokładnie przebiega linia wroga.
I jeszcze raz dziękuję  Ci za wszelkie dobro, którego dokonałeś i co  powiedziałeś w uroczysty sposób, ponieważ to naprawdę nam pomogło.
Twoje słowa poruszyły nas i dały nam impuls do tego,  żeby bardziej kochać i zawsze kochać, lepiej kochać  i pokazywać światu kochającą twarz Jezusa .
Przesyłam  Ci  bardzo kochający i  dziecięcy uścisk z  zapewnieniem  mojej modlitwy. Proszę również o Twoją modlitwę za  mnie i za moją rodzinę, której zdjęcie załączam, abyś znał nasze twarze, gdy będziesz  się  za nas modlić.
Twoja kochająca córka, która modli  się za Ciebie codziennie.
Lucrecia Rego de Planas
 Tłumaczył: Nn

Opublikowany w Ciekawe, Kościół, Warto wiedzieć, Świadectwa | Otagowane: , | 171 Comments »

Świadectwo Jolanty Popławskiej

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 Październik 2013


Opublikowany w Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , | 38 Comments »

Dlaczego wierzę w Ostrzeżenie

Posted by Dzieckonmp w dniu 13 Październik 2013


List czytelnika

Czytam orędzia przeszło 2 lata (od początku 2011r.). Natrafiłem na nie właśnie na blogu Dziecko NMP.
Poniżej moja mała historia, dlaczego ostatecznie wierzę w orędzia, wręcz to nie wiara lecz pewność poparta realnymi sytuacjami.

Na orędzia natrafiłem w marcu/kwietniu 2011 roku.
Czytałem je, widząc co sie dzieje na świecie i w Polsce oraz ogarniające ludzkość zaprzeczenie Prawom Bożym. Wiem iż celem jest zniesienie Wiecznej Ofiary przez która Syn Boży otworzył nam Bramy Królestwa Bożego. I najpierw będzie uderzenie w większego (kościół rzymskokatolicki) aby następnie uderzyć w kościoły wschodnie. Gdyz celem jest zniesienie ofiary, z jednoczesnym zapewnieniem możliwości „modlenia się” dla tych co czują obecność i istnienie Wyższej Inteligencji-Boga. Tylko już w tych mszach Boga nie będzie.
Czytałem orędzia, odmawiałem modlitwy gdyz uważam iż na te czasy są ona konieczne. Nienawiść do orędzi nawet na stronach poświęconych wierze katolickiej jest tak zawzięta dla mnie wręcz „szatańska”, mimo zachowania pozorów rzetelności. Przeciwnicy swoimi argumentami mnie osobiście nie przekonują, ale niestety wiele osób pobożnych zajmujących sie orędziami zniechęcili.
Trafiłem do grupy modlitewnej w wyniku nakazu który otrzymałem w myślach byl wyraźny na kilka godzin
przed pierwszym spotkaniem grupy „białostockiej” jak sie później okazało (gdyz napisałem e-maila i otrzymałem zwrotną odpowiedź iż jest pierwsze spotkanie za kilka godzin). Ale szatan działał, sprzeciwiła sie jak mógł: na pierwszym spotkaniu wszyscy otrzymaliśmy modlitewniki, ale tylko ja miałem kłopot z modlitwą gdyz modlitewnik który otrzymałem był zszyty z losowo wymieszanymi kartkami Wiec nie mogłem odmawiać modlitw gdyz nie mogłem ich odnaleźć tak były wymieszane.
Jak były w orędziach ważne wezwania do modlitwy ( w Wielkim Tygodniu) gdy tylko przystępowałem do modlitwy to automatycznie rozdzwaniały sie telefony aby mi przeszkadzać. Od jakis 2 lat mam nękania demoniczne (zwłaszcza nocne). Trafiłem do egzorcysty rzymskokatolickiego przypadek kwalifikował się do modlitw o uwolnienie. Nękania pozostały, szczegołów nie bede pisał ponieważ za dużo miejsca by to pochłonęło
Koronka i Różaniec – działają.
Po działaniach szatana widząc jak się sprzeciwia Orędziom wiem że pochodza od Boga. Nie możemy dać się zastraszyć działaniom przeciwnika Boga, Nawet jeżeli cierpimy z tego powodu napaści złych duchów to Pan nam to wynagrodzi…
Parokrotnie jak modliłem się modlitwami Krucjat to sąsiad z dołu na głos właczał więżę i słuchał muzyki tak że było słychać w calym bloku (wczesniej nie przypominam sobie aby tak słuchał muzyki…!!!). Bóg w taki sposób nas nie uświadamia-Tylko szatan uprawia taką zośliwość!
Nasza Grupa modli się w kościele. Raz do naszej grupy podeszła głuchawa staruszka (raczej nie mogła słyszeć modlitw gdyz nosiła w uszach aparat). Podeszła wprost spod obrazu Bl Jana Pawła II, później mówiła iż miała taki impuls po modlitwie.Wiemy z pierwszych orędzi, iż bl Jan Pawel II jest opiekunem przydzielonym przez Boga dla Marii Bożego Miłosierdzia.

Coś mnie tknęło i od ok 2 lat zacząłem jeździć w czwartki o 17 na Akatyst do św Proroka Eliasza w Cerkwi (spora odległość ode mnie) w którym jest wspomnienie o czasach Antychrysta i działaniach Sw Eliasza. Jak moje wyjazdy przeszkadzały złemu może innym razem napiszę…jak sie manifestował… nawet bez kamuflowania …
Kiedyś (jakiś rok temu) nie wiedziałem jeszcze co mnie atakuje, nawet sądziłem że wariuję zwrócilem sie do Eliasza dal mi rade (czytał w moich myslach, wiedział co planuje uczynic wieczorem-odradził mi to stanowczo) ..nie posłuchałem myślałem że to majaki nie planowałem nic złego, wieczorem i w nocy zrozumiałm iż ta rada jest właściwa z uwagi no to co mnie w nocy „nawiedza”. Powoli otwierały mi sie oczy..

Jakieś 3mc temu będąc na Akatyście modliłem się do Proroka o wzmocnienie w modlitwie oraz bym mógł ofiarować swoje działanie Bogu.
Chwilę potem w Cerkwi (oprócz części Ołtarzowej za Carskimi Wrotami) nagle zgasło światło – zapanował mrok na parę sekund następnie zapaliło się światło (nie było burzy czy innej zjawisk atmosferycznych). W tym samym momencie pojawiła się w moim umyśle myśl abym odmówił przy cerkwi krucjaty modlitw. Tak się złożyło iż nawet przy sobie miałem ksiazeczke z modlitwami krucjaty (godzine wczesniej mialem spotkanie w kosciele grupy modlitewnej i z kosciola przyjechalem bezposrednio do cerkwi)
W cerkwi się nie da odmawiac gdyż cerkiew po akatyście zamykają. Zacząłem jako ostatni kierować się do wyjścia z cerkwi . Na akatyście bywa niestety tylko kilka osób. Za mna szedl zwyczajowo Diakon aby zamknac cerkiew od srodka. Gdy był przy przedsionku podszedł do Diakona -proboszcz i powiedział mu kilka słów-wydał polecenie aby nie zamykał cerkwi a jedynie krate! Wszyscy wyszli a ja stanąlem sam na przeciwko cerkwi i rozwartych wrót widzac czesc ołtarzową i tak odmówiłem prawie wszystkie krucjaty… Czułem w tym momencie jak ważne są te modlitwy… iż dano mi z „góry” możliwość niepokojonemu przez nikogo ok. godziny (tyle trwa odmówienie wiekszosci modlitw krucjaty) odmawiac modlitwy na przeciwko rozpostartych wrót do cerkwi widzac przed soba czesc ołtarzową. To było niesamowite, szokujace gdyż Cerkiew jest zamykana po akatyście….

W nocy (ze srody na czwartek) przed tym zdarzeniem miałem tuż przed 3 w nocy pobudkę i ataki demoniczne.
Jeszcze wiekszy popis wściekłości dali w nocy po tym zdarzeniu. Pobudka tuz przed 3 w nocy. napady leku strachu wczesnie dziwne sny. Były noce iż potrzasali moim ciałem, dusili jak leżałem krzyżem w wielki piątek/sobote. (jak spie grzebia mi w umyśle szukaja słabych punktów przez obrazy senne badaja reakcje mojego umysłu, ciała  w ten sposób znajduja moje słabe strony  aby potem w ciagu dnia uderzyć przez prowokowane sytuacje, było już ich tak wiele… ze nie mam watpliwosci).
Napady leku (dusza czuje obecność zła w bliskiej odległości, czesto dziecko zaczyna płakać , mam 2,5 letniego syna), karmia sie wtedy strachem nie wolno temu ulegac, to tez metoda zastraszenia.  Zaczynam od koronki do Bozego Miłosierdzia-mieszaja myśłi kieruja na inny tor, modlitwa jest w takich chwilach trudna, uniemozliwiaja ją, gdyz wiedza iz przychodzi pomoc. Potem Różaniec … i spokój ….ogarniający (niekiedy słyszałem Matkę Bożą i słowa już ich nie ma…).

Niekiedy budzi sie około 3 w nocy moja żona i tez ma napadu dziwnego lęku strachu itp… poradziłem jej odmów Koronke a potem Różaniec. Rankiem powiedziała mi iż nie dała rady… Miała plątane myśli…, nagle stwierdzała iż w czasie modlitwy myśłi o innych rzeczach… tak oni działają…
Ukazują sie niekiedy..istota o szerokich klatkach co najmniej 2 głowy wyższa ode mnie…
Raz widziałem świetlista postać (oczywiście obudzony w nocy) i rozkaz oddaj mi cześć…
Odmówiłem spontanicznie Królu Niebieski, pocieszycielu Duchu Prawdy, Który wszędzie Jestes i wszystko Wypełniasz, Skarbnico wszelkiego Dobra, Dawco życia, przyjdź i zamieszkaj w nas i oczys nas od wszelkiej zmazy i Zbaw o Dobry dusze nasze… odpowiedziałem-nie wiem sam dlaczego, gdyz na początku sądziłem iż to Pan taki „Jasny”- Ci którzy oddawali cześć demonom -pogineli.
W domu rozniósł się łomot
Żona przybiegła. Zły Poszedł wręcz zwiał ….spałem do rana w spokoju…
Po tym jak szatan sprzeciwia się orędziom wiem iż pochodza one od Boga…
Dodam iż nikt wiecej z grupy modlitewnej nie mówił iż ma nekania demoniczne… najwyraźniej taka jest wola Boża. Kiedys jak modliłem sie do Anioła stróża to mi tak odpowiedział: iż dzieje sie to z woli Bożej.

Niekiedy budze sie w nocy w wyniku bezwładu, paraliżu lewej ręki… prawą na którą mam władzę dotykam sie krzyża benedyktyńskiego na piersi i bezwład momentalnie mija.

pozdrawiam
Wierny czytelnik

Opublikowany w Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: , | 223 Comments »

Nawrócona wiedźma – świadectwo

Posted by Dzieckonmp w dniu 6 Październik 2013


„Nawrócona wiedźma” to tytuł wywiadu-rzeki z aktorką Patrycją Hurlak, która opowiada o swoim zaangażowaniu w czarną magię oraz nawróceniu i miłości do Jezusa.

Opublikowany w Ciekawe, Film, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , | 67 Comments »

Świadectwo nawrócenia Mamoczy

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 Październik 2013


Witam , mam na imię Marcin i mam 20 lat . Chciałbym opowiedzieć historię mojego życia i jak znalazłem , a raczej jak dzięki łasce Bożej mogłem poznać Boga Miłosiernego. Wiele osób mnie zachęcało bym spisał swoje świadectwo tak by dzięki niemu inni mogli zaufać i oddać się Bogu . Pisząc to świadectwo chcę by ludzie nigdy nie tracili nadziei  w tym , że Jezus Chrystus przyjdzie do nich i odmieni ich życie . Bóg jest przede wszystkim miłosierny i chce Naszego szczęścia , a nie zagłady . Chcę w ten sposób też podziękować Bogu i ludziom przez , których Bóg do mnie przemawiał . Moją historię zacznę od opowieści, że pochodzę z domu bez wielkich możliwości finansowych , że tak to nazwę ale teraz widzę w tym wielką Bożą łaskę. Mam Mamę i Tatę jednak sprawy finansowe oddalały Nas od siebie, oraz fakt że rodzice praktycznie też nigdy nie otrzymali miłości od swoich rodziców, to mimo  że się starali nie mogli i mi tej prawdziwej miłości przekazać . Za co ich obecnie nie winię , dzięki Bogu mogłem przebaczyć wszystkie złe momenty z mojego życia . Pamiętam , że chodziłem do Kościoła jak byłem mały mówiliśmy pacierz wieczorem ale to wszystko . Nie było rozmów o Bogu nie znałem Boga ale moi rodzice też go tak naprawdę nie znali więc i tak się cieszę , że miałem jakieś podstawy, dzięki  którym później i ja sam, mogłem się zwrócić do Boga . Jednak pamiętam , że nigdy nic nie czułem będąc w kościele . Traktowałem to jako karę, chodziłem bo musiałem i nie było żadnej relacji z Bogiem . Pamiętam , że  w podstawówce byłem dobrym i sumiennym uczniem, a mimo to już wtedy zacząłem uciekać z lekcji religii, nie chciałem chodzić i mieć za dużo wspólnego z Bogiem.  Wielu nauczycieli z racji  mojego zachowania mówiło , że skończę ”z piwem pod budką”.  Mało co i te ich słowa ich były by ”prorocze” . Nastąpiła zmiana szkoły i nowe gimnazjum jednocześnie nowe środowisko . Wówczas zaczął się tzw. ”bunt młodzieńczy”. Przestałem już w ogóle chodzić do kościoła bo szkoda mi było na to czasu .. To tam będąc w 1 klasie gimnazjum pierwszy raz zapaliłem marihuanę co od razu spodobało mi się .To tam zacząłem  wiele wagarować i to tam zacząłem pić alkohol czy palić papierosy . Nikt się już wtedy mną nie interesował również nauczyciele ze szkoły. Myślę też ,że to było takie moje wołanie by ktoś zwrócił na mnie uwagę i zainteresował się mną . Jednak takiej reakcji nie było więc ”ochoczo” mogłem postępować w swoją dalszą destrukcje . W gimnazjum za dużo styczności z narkotykami jeszcze nie miałem, ale kilka razy spróbowałem i bardzo spodobały mi się . Bo miałem chwilową radość w moim smutnym życiu, mogłem w końcu o niczym nie myśleć tylko być radosny. To samo z alkoholem piłem jakieś tanie trunki czy piwa by zapomnieć o otaczającym mnie świecie o rzeczywistości . Beznadzieja i poczucie , a w zasadzie brak jakiegokolwiek poczucia własnej wartości tylko mnie popychały w ten kierunek , kierunek zła . Wypisałem się całkowicie z lekcji religii, nie przystąpiłem nawet do bierzmowania bo po co mi to. Często jak chodziliśmy na wagary mijaliśmy kościół i widzieliśmy na podjeździe nowoczesne samochody należące do księży, co wywoływało we mnie bunt i ten bunt wydawał mi się właściwy .. Często w szkole przez cały korytarz krzyczeliśmy na księdza, np. batman czy książe z pogardą . Czasami podchodził zagadywał ale to tylko zwiększało nasze ataki i pogardę do jego osoby . Pamiętam że zawsze był uśmiechnięty i nie wytrącały go Nasze uwagi z równowagi, ale nie zastanawiałem się nad tym zbyt głęboko skąd on taki radosny. Tak się skończył okres gimnazjum z którego wyszedłem o wiele bardziej zniszczony i zdemoralizowany  psychiczne niż mogłem przypuszczać. Później po zmianie szkoły szybko zrezygnowałem z nowej . Nie widziałem sensu się uczyć  bo po co ? Wiele łez moja Mama wtedy wylewała , a ja byłem jak skała,  Serce miałem z kamienia. Wiem, że mama się modliła za mnie jak i za cały dom bo w zasadzie Ona jako jedyna chodziła z rodziny do kościoła . Nie chodząc do szkoły miałem wiele czasu na wszystko co chcę , a wiec jakieś imprezy , alkohol , narkotyki . Jak i uzależnienie od komputera czasami mogłem przesiadywać przez 16 godzin na komputerze kładąc się po 6 nad ranem spać , a wstając po 14-15. W tym czasie przeprowadziłem się na rok do innego miasta, ale po roku w zasadzie wymusiłem – ja wracam do siebie . W wieku 17 lat podjąłem kolejny raz naukę w szkole to był już okres gdzie narkotyki  wymierzały mi dzień od dnia z narkotykami do dnia bez narkotyków czyli dzień stracony ..Wiele paliłem marihuany ale zaczęły się tez okazjonalnie pojawiać ‘’mocniejsze ‘’ narkotyki . Chociaż ja teraz wiem , że nie ma ‘’słabszych ‘’ i ‘’mocniejszych’’ każde uzależniają i mają przeróżne skutki . Palenie marihuany jeszcze łącząc z innymi narkotykami ma wielki wpływ na Twój tok myślenia ! Doprowadziło mnie to do depresji , jeszcze bardziej czułem się nikim , czułem się zerem . Zacząłem też dostrzegać pierwszej objawy zbyt dużego zażywania ‘’zioła’’.  Pojawiły się problemy z pamięcią, co na początku wydawało mi się śmieszne ale jak kiedyś położyłem gdzieś na szafce 50 zł ,a  za dosłownie minutę zapomniałem gdzie je położyłem i wyrzuciłem wszystkie rzeczy z szafki bo spanikowałem i nie wiedziałem gdzie mogłem położyć już nie było takie śmieszne . Problemy całkowicie z motywacją , a w zasadzie doprowadziły mnie do braku motywacji . Mimo , że chodziłem do szkoły to wstać na 8 wydawała się rzecz niemożliwa dlatego często nie chodziłem , a jak chodziłem do na 10 bo wydawała się przystępniejsza . Całe dnie też spędzałem na komputerze grając w jakieś gry i tracąc percepcje życia . Kolejny wpływ jaki na mnie miały narkotyki to wpływ na myślenie . Miałem wrażenie , że ktoś ze mną jest . Nie wiem jak to opisać ‘’czułem’’ , że ktoś zemną /za mną chodzi. Nie była to jednak jakaś przyjemna postać  , bałem się jej zawsze . Często idąc musiałem się odwracać za siebie czy nikt nie idzie za mną bo czułem ją , że ktoś jest obok mnie . Zacząłem też się bać ludzi . Miałem tysiące myśli o mojej śmierci . Każdy człowiek , którego mijałem był potencjalnym mordercą który może mnie zabić . Tysiące scenariuszy o tym jak mogą to zrobić .. to było przerażające jak się widzi np. 5 letnie niewinne dziecko , a ja znajdywałem scenariusz co on może mi zrobić . Takie absurdalne myśli np. , że dziecko może pójść po swojego ojca i namówić go  by mnie zabił .. jeżdżące samochody najczęściej w nocy to kolejne trauma . Każdy mógł się zatrzymać mnie przejechać , wyskoczyć pobić czy cokolwiek . Żyłem w ciągłym strachu często też miałem czarne scenariusze i koledzy często mi mówili , że jak coś opowiem to tylko na czarno o śmierci itp.  Ale takie ja właśnie miałem tylko myśli czarne. Nie widziałem światła  na swojej drodze . Wszystko było czarno /szare.  Bóg wprowadził plan ratowania mnie. Tydzień przed 18 urodzinami złamałem nogę na lekcji wf i wsadzili mi nogę w gips. Zadowolony byłem z tego powodu , że nikt mi w domu nie będzie ‘’truł’’ o tym bym poszedł do szkoły, ale z drugiej strony co ja zrobię bez narkotyków ?  Chociaż i tak w gipsie i o kulach udało mi się wyjść i ‘’zaćpać ‘’ bo nie mogłem wytrzymać . Ale wracając do tej nogi leżąc w łóżku zdany na innych, naprawdę mnie to nudziło . W tym czasie czytałem wiele różnych forum na różnych stronach internetowych i na jednym takim forum ktoś wrzucił link do strony http://dzieckonmp.wordpress.com. Wchodzę tam na stronę ,a tam piszą o Bogu . Trochę tam poczytałem i wychodzę . Niby nic wielkiego ale to uważam za swój zwrot . Po prostu od czasu do czasu coś mnie ciągnęło bym tam zaglądać i czytać o Bogu . Czytałem , że Bóg jest radością, że Bóg pomaga w tym i w tamtym. Ludzie piszą Jak pomaga, zastanawiałem się nad tym czytając to i wiedziałem że to jest piękne . Czytając komentarze ludzi widziałem jak oni pięknie piszą o Bogu o miłości Jego do Nas, choć ja tego nie rozumiałem wtedy.

Ja miałem kulę u nogi i szatan mnie miał i łatwo nie chciał mnie oddać . Musiała być to długa i czasochłonna bitwa bo od czasu wejścia na ten blog , a moim ’’nawróceniem’  minęły 2 lata…

Ale po kolei. To , że zacząłem czytać bloga w którym było tyle pięknych treści o Bogu, to jeszcze nie zmieniło wiele w moim życiu . Pamiętam tylko , że przed wyjściem z domu na kolejną porcję narkotyków odmawiałem Pacierz . Pewnie jako forma ochrony bym wrócił bezpiecznie do domu bo wracając po nocach były różne sytuacje , a nie mieszkam w zbyt bezpiecznej okolicy . I tak mijał czas ja coraz bardziej pogrążałem się w narkotykach czy imprezach , a Bóg przygotowywał ścieżki . Ponad półtora roku temu zmarła moja Babcia . Bardzo to wtedy przeżyłem bo to w zasadzie jedyna osoba z poza rodzinnego domu, która Nas znała. Reszta rodziny, mimo  że liczna odrzuciła Nas . Koledzy co w takiej chwili potrafili zaproponować to jointa . Chodź mówili – ‘’pośmiejesz się ‘’ co tak w domu będziesz siedział , a ja byłem w rozpaczy .. Mama jakoś na mnie wymusiła bym poszedł do Kościoła i do spowiedzi nawet . Odbyłem spowiedź powiedziałem to co chciałem , a nie swoje grzechy i wiem , że to była spowiedź świętokradzka ale wtedy nie miałem świadomości . Gdy wróciłem z tej spowiedzi do domu znużył mnie sen i poszedłem spać . W tym śnie przyśnił mi się JEZUS CHRYSTUS piękny , Król majestatyczny cały w swojej boskiej postaci . Był taki piękny taki nie z tego świata , biła od niego wielka miłość i taki pokój, taka wielka wspaniała radość . Po chwili ‘’przebywania z Jezusem’’ zostałem przeniesiony do swojego domu gdzie wyjrzałem przez okno i  naprzeciwko domu zobaczyłem nie wiem może z 50-100 par oczu złych jakiś demonicznych postaci , obrzydliwe postacie tylko się na mnie patrzyły, ale ja wiedziałem że to jest złe i bardzo bałem się . Wołały wtedy do mnie  ‘’zabierzmy go od tej kobiety , zabierzmy go od tej kobiety ‘’. Nie rozumiałem tego wtedy.. Gdy się obudziłem byłem cały przerażony bo zobaczyłem zło . Zło , że ono naprawdę istnieje , że to nie bajka dla dzieci tylko prawda, że to jest wojna , wojna o dusze każdego z Nas . Z tego przerażenia byłem na 3 Mszach Świętych  ale później dałem sobie spokój znowu z kościołem bo już ten sen odrzuciłem . Oczywiście duży wpływ na to miało to , że dalej brałem narkotyki i  cały czas byłem otwarty i otwierałem się na zło . Pamiętam jednak , że po tym czułem się całkowicie nikim zaczęły się pojawiać jakieś myśli samobójcze . Całe te lęki były coraz ‘’mocniejsze’’ coraz mniej miałem ochoty do życia .. na zewnątrz nikomu nie mówiłem o tym miałem maskę ‘’luzaka’’ jednak w środku byłem nieżywy . Często wracając po nocach do domu wołałem do Jezusa . – Jezu przyjdź , przyjdź zmień moje życie ja tak dłużej żyć nie mogę ja tak nie potrafię . Płacząc wołałem do Jezusa by zabrał mnie bo ja nie daje sobie rady z tym wszystkim to mnie przytłacza .. I tak powoli coraz więcej zacząłem się modlić. Pewnego razu  na tym  blogu dzieckonmp.wordpress.com został utworzony chat gdzie mogliśmy się wspólnie modlić i rozmawiać o Bogu . Codziennie była odmawiana Koronka Pokoju. Wiele mi to dawało bo jednego dnia wracałem ‘’naćpany’’ , a drugiego dnia się modliłem i rozmawiałem o Bogu z nieznajomymi na chacie. Taka ciągła walka była o mnie. Zacząłem rozmawiać z Jezusem jak miałem wolną chwilkę to często się do niego zwracałem by mi pomógł , uratował itp. . Przed świętami Bożego Narodzenia 2012 miałem kolejny złowrogi sen . Tym razem śniły mi się te całe postacie jak one we mnie ‘’wchodzą’’ tak do mnie do środka . Przy tym śmiejąc się przeraźliwym śmiechem i mówiąc ‘’jesteś już Nasz , mamy cię , jesteś Nasz ‘’ . Te istoty wchodziły do mnie i było ich naprawdę wiele w pewnym momencie zobaczyłem siebie jak leżę na łóżku i cały się trzęsę i płaczę ,a te istoty wchodzą do mnie krzycąc . Widziałem to wszystko z góry byłem jak by zawieszony pod sufitem i nic nie mogłem zrobić tylko mogłem się przyglądać nawet jakiś szczególnych uczuć nie miałem mimo, że wiedziałem , że ja przecież tam na dole leże ! To było coś dziwnego .. Jednak po tamtym śnie coś się zaczęło dziać . Teraz wiem , że tak działa Duch Święty cały czas rozważałem o Bogu , myślałem o nim . Wszystko wydawało mi się takie oczywiste po co tutaj jestem co ja tutaj robię na ziemi i co mam robić . Wiedziałem, że ja tu żyję na chwałę Bożą , że Bóg mnie wybrał , a Jezus odkupił . Widziałem spadający śnieg to zachwycałem się tym wszystkim , że to Bóg dla Nas to wszystko robi coś niesamowitego  ! Jednak nie poszedłem do kościoła potrzebowałem ostatecznego ‘’kopa’’ . Święta Bożego Narodzenia przeżyłem najgorzej  jak się da tj. na nocnej popijawie z narkotykami i całe je przespałem . Jednak  31 grudnia miałem kolędę  i księża chodzili po domach . Tak planowałem , że ‘’rozprawię ‘’się z księdzem bo od 3 lat nie przychodził do Nas do domu nawet nie pukał czy chcemy go przyjąć . Byłem sam w domu z bratem i tak czekałem na tego księdza w końcu patrzę jest wychodzi od sąsiadki i … schodzi na dół . Mówię znowu, więc cały oburzony wołam do niego by przyszedł do domu bo ja go zapraszam , zdziwił się ale wszedł . Ja tak nieświadomie zamknąłem drzwi za nim z przyzwyczajenia . Po modlitwie ja zacząłem swój atak na niego , jakieś wszystkie żale , które leżały we mnie od lat . I zacząłem się pytać czemu nie przychodzili do Nas do domu przez tyle lat? Nic nie odpowiadał, to zacząłem coraz bardziej zdenerwowany pytać czy się mnie boi czy bał się tutaj przyjść . Mówię do niego , że przecież jak by tutaj zginął to by był jak męczennik i trafił prosto do nieba .. Po tych słowach z przerażeniem wstał i do drzwi dobiegł ,a drzwi były zamknięte  . Biedny ksiądz chyba myślał, że go zabiję.  Oświeciło mnie , że rzeczywiście to tak może wyglądać i wołam do niego spokojnie nic się nie stanie księdzu ale wyszedł już na korytarz . Tam jeszcze ‘’wymieniliśmy’’ poglądy i poszedł .  Później był sylwester skończyłem go przed … 12 i obudziłem się domu we własnym łóżku . Po krótkiej analizie i wykonaniu telefonu co się mogło dziać zacząłem myśleć , że przecież mogłem w takim stanie umrzeć i pójść do piekła, ktoś mógł by mnie w coś wrobić ,a ja bym nie wiedział bo nic nie pamiętam ! Wybrałem się na 1 Mszę w styczniu w niedzielę . Wchodzę ,a tam ten ksiądz , który był na pasterce … mówię oho to się będzie działo, a ja jeszcze naprzeciwko niego siedziałem .. Gdy doszło do kazania to byłem w szoku taki cichy ksiądz , a on zaczął krzyczeć praktycznie na tym kazaniu nawiązując do tej sytuacji co się wydarzyła na kolędzie , wymachiwał palcem i mówił we wzburzeniu . Zrobiło to na mnie wrażenie bo wiedziałem, że tak jak by do mnie mówił i pierwszy raz od lat nie .. nudziłem się i na Mszy Świętej i na kazaniu ! I tak pamiętam , że chodziłem cały styczeń na niedzielne Msze święte, jednak dalej w moim życiu były narkotyki na tym polu nic się nie zmieniło . Ktoś na blogu w komentarzach wrzucił link o zawierzeniu się do Maryji . Od razu czułem, że to do mnie. Zacząłem czytać i czytać i po połowie mówię przecież gdzie ja do Maryji taki grzesznik przecież nie jestem godzien .. i zostawiłem to na później. Potem ‘’porozmawiałem ‘’ z Maryją by mi pomogła co mam zrobić, i zrodziło się pragnienie by do końca przeczytać i tam wyczytałem , że właśnie wszyscy grzesznicy do mnie przyjdźcie , a ja Was zaprowadzę do Jezusa ! Przeczytałem , że dobrze uzyskać zgodę spowiednika więc po napisaniu karteczki z zawierzeniem poszedłem na spowiedź .  Po spowiedzi i opowiedzeniu o narkotykach itp. Poprosiłem o zgodę kapłana , zgodził się. Więc po spowiedzi podszedłem do Maryji i podpisałem się pod aktem zawierzenia . Wielka radość spłynęła na moją duszę, czułem że Bóg jest i mnie kocha . Jednak by nie było tak łatwo szybko dostałem próbę i by się wykazać . Następnego dnia telefon od kolegów .. Spotkaliśmy się i zaczęliśmy palić marihuanę , ja w jednym momencie opowiadając im , że mam Boga w sobie i nic więcej już w życiu nie potrzebuje , a w drugim momencie biorę narkotyki … to było zbyt silne .. Uświadomiłem sobie po prostu , że jestem narkomanem i to nie ja zakończę mój nałóg tak jak kiedyś sobie wyobrażałem , że w każdej chwili mogę przestać palić. Wiele wtedy rozmawiałem  z Maryją prosząc Ją o pomoc, by mnie wyciągnęła z tego bagna i po zawierzeniu wiedziałem , że Maryja może mi pomóc!  Po 2 tygodniach od tej pierwszej spowiedzi wiedziałem , że muszę iść znowu i trafiłem na takiego starszego kapłana teraz mojego spowiednika . I mu mówię , że mam problem z narkotykami i to duży, a on tak mówi z narkotykami ? Hmm to może na jakiś odwyk chcesz iść?  Myślę odwyk  jak to ? Więc mu odpowiadam , że nie wiem,  2 tygodnie temu zawierzyłem się Maryji .. On tak dopowiedział Maryji ? I tak jak by machnął ręką i mówi to TY NIE JESTEŚ SAM ! NIE JESTEM SAM ! Nie wiem jak wyglądała dalej ta spowiedź bo nie pamiętam już ale  wychodząc z konfesjonału zostałem dotknięty takim wielkim miłosierdziem Boga , że mogłem krzyczeć z radości . Wiedziałem już , że jestem wolny w jednym momencie zostałem wolnym człowiekiem , w jednym momencie cały mój lęk, nałogi i inne natręctwa zostały zabrane dzięki Bogu ! Jezus Chrystus wyleczył mnie i wlał w moje serce radość i pokój , który odczuwam do teraz ! Wielka łaska wyjednana za wstawiennictwem Naszej Kochanej Mamusi !  Mówię do Mamy , że wyczytałem iż dobrze mieć jakiegoś patrona w niebie . Ona tak mówi patrona hmm i mnie się pyta , a Ty jakiego masz ? Ja z dumą mówię MARYJ Ę ! .  A, Mama mówi do mnie tak słuchaj jak byłam z Tobą w ciąży byłam w św. Lipce i zawierzyłam Twoje życie Maryji ! Maryja zawsze przy mnie była i mnie chciała wyciągać z dna ! Czytałem też różne książki i nawiązując do tego pierwszego snu znalazłem wyjaśnienie o kim mówiły te złe duchy . Czytam tam , że to demony nie mogą powiedzieć  Maryja nie przejdzie im to przez gardło i mówią na nią właśnie ‘’TA KOBIETA’’ . A, przecież tak wołały gdy mówiły do mnie ‘’zabierzmy go od tej kobiety’’.  Niesamowita łaska dzięki , której raduję się każdym dniem i pragnę przekazać innym Jezusa Chrystusa jak i staram się nieść mój własny krzyż świadomie pomagając tak Jezusowi . Dziękując mu za to , że jest Bogiem Miłosiernym za to , że Nas kocha . Już wiem jaki jest mój cel w tym życiu to nieść radość i miłość Jezusa innym i życie wieczne spędzone z Naszym Bogiem ! Zwracajcie się zawsze do Boga on Was kocha i nawet jak czasami nie widzicie tego nie dostrzegacie go pamiętajcie on zawsze myśli jak Nas wyrwać z grzechu . Tylko , że to My mamy klamkę swojego serca po swojej stronie . Jezus czeka i stoi po drugiej stronie Twego serca i puka i puka i tylko Ty możesz je otworzyć .  Odmawiajcie różaniec , a będziecie mieli codziennie ‘’kontakt’’ z Matką Bożą , która będzie się za Nas wstawiała i przez różaniec możemy uratować wiele osób! Chwała PANU !

Mamoczy


Od Admina:
Kochani czytelnicy chcę Wam podziękować za to że piszecie komentarze, że udzielaliście się na czacie, Wam o różnych nickach piszących obecnie jak i w poprzednich latach. Dziękuję wszystkim darczyńcom za to że ufundowaliście wyjazd dla Mamoczy, wasze pieniądze przyniosły stokrotny plon, naprawdę warto było. Módlmy się dalej za Mamoczy, bo potrzebuje nadal tej modlitwy.Widzimy jak piękne owoce są Waszym udziałem, ten blog okrzyknięty heretyckim, w tym ja osobiście ogłoszony przez pewnego księdza opętanym , wezwany do Egzorcysty, tenże sam ksiądz napisał mi że sprzedaję łajno czytelnikom. My wszyscy a jest nas tysiące wchodzących tu codziennie wiemy że naszym celem nie jest sprzedawanie łajna tylko celem jest nawracanie ludzi, pomaganie w trudnych sytuacjach zarówno psychicznych jak i finansowych, że naszym celem jest niesienie ludziom najbardziej deficytowego towaru jakim jest Miłość. Świadectwo tego 20 letniego chłopaka potwierdza nam że warto to robić, że warto było spędzić tyle czasu na czacie. Pamiętam te rozmowy na czacie nieraz trwające do samego rana, gdy wchodzili porozmawiać inni. 2 osoby utkwiły mi w pamięci – „Mamoczy” i „Adam” chyba z Częstochowy. Adam przychodził i prosił aby się za niego modlić bo jakieś złe duchy chcą go zamordować, cierpiał podobnie jak Mamoczy.  Potem zapisy na pielgrzymkę do Medjugorje. Zapisał się zarówno Adam jak i Mamoczy. Adamowi złe siły nie pozwoliły pojechać w ostatnim momencie  odciągnęły go mimo że miał wpłacone pieniądze. Mamoczy pojechał z nami. Może napisze w jaki sposób odciągnęły Adama  złe duchy od udziału w pielgrzymce. Chciał bardzo pojechać i wpłacone miał pieniądze, oraz ustalone jakim środkiem lokomocji dojedzie do Rzeszowa aby się dosiąść.  Na kilka dni przed wyjazdem dzwoni do mnie czy nie będzie problemu na granicy gdyż w paszporcie ma zdjęcie z krótkimi włosami a obecnie ma długie. Ja mu mówię że nie będzie żadnych problemów na granicy. Wiec odpowiedział że w takim razie nie martwi się niczym i jedzie. Upłynęło może z 5 dni i Adam dzwoni że jednak nie pojedzie bo został zatrzymany przez policję drogową za jakieś uchybienie na drodze i przy okazji zapytał policjanta czy z takim paszportem będzie miał problem na granicy jak pojedzie do Medjugorje. Policjant mu odpowiedział że absolutnie nie puszczą go bo jest niepodobny. Oznajmił mi że w takim razie nie pojedzie. Adam został odciągnięty od tego by pojechać do Królowej Pokoju.
Teraz wstawię jeden z komentarzy Mamoczy który napisał niedawno, który jest jakby dalszym świadectwem nie opisanym powyżej. Jest bardzo pięknym świadectwem, bo napisanym przez człowieka niewykształconego, nie teologa a tak poprawnie i pięknie opisujący spowiedź świętą.
Mamoczy napisał:
Weroniko ja odbyłem spowiedź z całego życia jak byłem w Medjugoriu . Po prostu podszedłem do księdza i powiedziałem , że chcę odbyć taką spowiedź . Już przed wyjazdem do Medjugoria myślałem by tam odbyć taką spowiedź ale trzeba się do niej przygotować więc jak przyjechałem do Medjugoria to chciałem się do tego solidnie przygotować i tak trochę z tym zwlekałem i czasu za dużo nie znajdywałem . I pewnego dnia pojechaliśmy do Kaplicy Błogosławieństw modliliśmy się do Ducha Świętego , zawierzyliśmy się Maryji .
Po wyjściu z kaplicy już wiedziałem co mam robić Duch Święty mnie tak poprowadził . Udałem się sam w ciche i ustronne miejsce i zacząłem się modlić i robić rachunek sumienia z Duchem Świętym . Bez żadnej kartki .. tylko czytałem kolejny punkt taki dość długi rachunku sumienia i cały czas przyzywałem Ducha Świętego to co podczas tego rachunku mi się przypominało to jest wielka łaska . Gdy tylko mi się coś zaczynało przypominać od razu wołałem do Ducha Świętego bym to wyznał na spowiedzi bym miał odwagę i nie zapomniał. Tak przygotowywałem się cały czas wołając Ducha Świętego po czym mówię jestem gotowy i podszedłem do księdza . Oczywiście wcześniej przyzywałem całe Niebo bo wiem , że w tej chwili walczyło za mnie całe piekło bym nie podszedł do księdza , a odszedł . Przyzywałem całą Trójce Świętą, Maryję , wszystkich świętych , wszystkie Dusze w czyśccu cierpiące jak i indywididualne modlitwy przed spowiedzią w tym do Ojca Pio . Akurat spowiadałem się na ławce w najgorętszy porę dnia . Powiedziałem wszystko dzięki Duchowi Świętemu byłem pewien , że powiedziałem wszystko trwało to 2h na pełnym stopniu ze 45 stopni bez cienia ale warto było Odchodząc wiedziałem , że jestem czysty jak łza , Jezus wszystko ze mnie zmył swoją krwią . Spowiadałem się ze wszystkiego z tego co się spowiadałem też . Moja rada przed taką spowiedzią zaufajcie Duchowi Świętemu ! Bo w zasadzie bardzo szybko się dzięki niemu przygotowałem , a myślałem , że będę musiał tracić na to dni , a i tak bez jego pomocy nie dałbym rady.
Kilka dni przed wyjazdem Mamoczy tak pisał dziękując swoim darczyńcom.

28,07,2013

I ja chciałbym podziękować w swoim imieniu dziękuję Wam bardzo Macie za to wiele zasług w niebie za czystą bezinteresowną miłość .

W zamian bo tyle mogę zrobić to modlić się za Was jak i przedstawić Maryji Wasze prośby i intencje . Jak ktoś ma taką , a chcę by była przedstawiona to piszcie na mój e mail to zapiszę je i zawiozę do Medjugoria

Po powrocie z Medjugorje Mamoczy już ewangelizuje , tak pisze w komentarzu

11,08,2013

Pamiętam Izo z chatu, że Twoje rodzinne miasto to Łódź więc wiem co masz na myśli bo sam jestem z Łodzi . Sam mam masę problemów o , których wie Jezus i wierzę , że kiedyś od tego zostanę uwolniony tak jak uwolniony zostałem z narkomani .
O finansach nie wspominam ale wtedy gdy już naprawdę jest cienko zawsze jakaś duszyczka pomoże i tak się dzieją małe cuda.
Oddałem wszystko Matce Bożej i Jezusowi i wiem , że dają mi tyle na ile jestem przygotowany bo gdybym dostał za dużo mógłbym zionąć pychą , że to moja zasługa , a jak za mało to mógłbym zacząć zło wieszczyć Bogu .
Też miałem wiele niezdrowych relacji ale powiedziałem Jezu jeżeli taka jest Twoja wola to zabierz tych ludzi ale jeżeli chcesz to tą relacje zachowaj . Bóg ”zabrał” mi z 95 % moich relacji z innymi ludźmi widocznie taki był jego plan i wola , a z nią nie śmiem dyskutować skoro oddałem mu swoją wolę
Ostatnio otrzymałem tyle radości nie mając nic (jeżeli chodzi i pieniądze ) , że Bóg mi pokazał bym się niczym nie przejmował to niczego mi nie zabraknie ! Otrzymałem więcej radość i pokój ducha i z wielką nadzieją czekam na to co Bóg jeszcze dla mnie przygotował, a przygotował takie rzeczy o jakich jeszcze nawet nie śniłem Zyskałem nowych przyjaciół , zyskałem to coś co w tym momencie było mi najbardziej potrzebne na duszy . Jezus zna moje serce i to on jest moim ogrodnikiem serca . Wyrywa z korzeniami chwasty i na miejscu tej luki stawia piękne kwiaty To proces , który trwa i nie może być za szybko bo nie jestem gotowy . Proces z , którym trzeba współpracować bo bez współpracy nic się nie dokona . Jak na którymś z kazaniu w Medjugorie była własnie opowieść o tym, że Jezus czeka i puka do drzwi Twojego serca ale co z tego jak klamka jest tylko po jednej stronie po Twojej stronie i Ty musisz ją otworzyć bo gdy powoli te drzwi uchylasz to powoli wkracza Jezus z łaskami i z czasem zaczynam te drzwi otwierać na oścież to i wtedy Jezus może więcej działać , a na końcu to już zdejmujesz to drzwi i żyjesz złączona z Chrystusem Panem !
Byś miała może kiedyś się spotkać pogadać to pisz zawsze dobrze jest się ”wygadać ” wiem jak to jest : )
Współpracuj z Bogiem on zabrał od Ciebie taką relacje to jego plan ale pamiętaj on już czeka na Ciebie z prawdziwą i szczerą miłość i czeka jak otworzyć serce bo Ty masz klamkę

22,08,2013

Tak najlepiej milczeć i modlić się zaraz godzina 15 : 00 więc polecajmy tego użytkownika , który jest pod ”hipnoza” szatana i sam się nie wydostanie . Potrzebuje modlitw , a sam fakt , że tutaj się znalazł oznacza, że szuka prawdy . Myślę, że jak ja tutaj 1 raz zajrzałem nie byłem tego świadomy ale już wtedy zaczęto się za mnie zapewne modlić bo osoby tutaj modlą się za wszystkich czytających więc i ja zostałem w to ”wliczony” ..
Z czasem to mnie uratowało by wydostać się z dna i teraz chwalę Pana codziennie !
Mniej dyskusji więcej modlitw z Bogiem

05,09,2013

Dlatego musimy się modlić i modlić . Pościć i pościć . Msza i eucharystia i czytanie codziennie Biblii . Przez to możemy uratować wiele dusz , które poszły by na zatracenie , a każda modlitwa jest przez Boga wykorzystana . Skąd wiemy może akurat ta modlitwa gdy odmawiamy ją w ręce Maryji lub Jezusa gdy modlimy się w ich intencjach nie uratowała jakiejś duszy przed wiecznym potępieniem ? Ale to będzie radość jak spotkamy się w Niebie ale radość tej duszy , która została uratowana ona zawsze będzie o nas pamiętała . Więc warto się modlić bo wtedy spędzamy czas z Bogiem , a lepiej naszego czasu na pewno nie spożytkujemy jak spędzać czas z Bogiem . Wszystko inne to ten świat , świat ziemski on się kiedyś skończy .
A, miłość Boga i NIEBIE nigdy się nie skończy jest więc o co się ”bić” . A, sami widzimy jaki nastał czas praktycznie budzimy się rano już w strefie wojny . Odpalamy internet , a tam się rozpoczęła się wojna ! Żyjemy w tych czasach i my wierzący i praktykujący jesteśmy odpowiedzialni za dusze , które się zgubiły po drodze .Ale Jezus ma plan dla tych dusz i on chcę byśmy i my się w to dzieło zaangażowali , on potrzebuje nas czyli marne narzędzie , a co za łaska dla Nas , że Bóg chcę Nas wykorzystać w takim dziele !
Ratujmy dusze sióstr i braci w Chrystusie PANU! Skoro my otrzymaliśmy tą łaskę to znaczy , że i za Nas ktoś się modlił więc przybliżmy wszystkich do serca Jezusa niech każdy czerpie od niego pokój i radość bo dla każdego starczy bo to jest wielkie miłosierdzie i czysta miłość !

Kocham Cię Jezusie Przyjacielu mój!

25,09,2013

Naszym zadaniem jest “świecić” przykładem dla innych. Nie ma zatem co czekać na odpowiedni moment, bo taki nigdy nie nastąpi, tylko działać dla dobra tu i teraz. W ten sposób wykorzystujemy wszystkie talenty jakie dał nam Bóg. Wtedy też otrzymujemy od Niego więcej, niż tego się spodziewamy. Postawa zamknięta i uników, gdy uciekamy od siebie i innych ludzi nie sprzyja naszemu rozwojowi, tylko wprowadza ograniczenia, które niszczą nasze codzienne życie…

Jezus wie i zachęca nas do tego, abyśmy swoim zachowaniem i życiem zachęcali innych do podjęcia wyzwań jakie stawia codzienność. Ucieczka bowiem nic nie da, tylko pogorsza stan w którym się znaleźliśmy. Jezus zachęca nas, abyśmy szli przed siebie i mimo porażek i niepowodzeń, zawsze próbowali zrobić krok do przodu w naszej drodze do nieba…

Opublikowany w Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , | 126 Comments »

Tam będę wracać

Posted by Dzieckonmp w dniu 1 Październik 2013


Ciekawa refleksja dziewczyny sceptycznie nastawionej do miejsc świętych. Poszukując swojego sensu życia trafia na światowy festiwal młodzieży w Medjugoriu i tam, w konsekwencji tego co ją spotyka, znajduje odpowiedź na podstawowe pytanie.
reżyseria: Inka Bogucka

Opublikowany w Festiwal Młodzieży w Medjugorje, Film, Medziugorje, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , , | 111 Comments »

Góra Objawień

Posted by Dzieckonmp w dniu 28 Wrzesień 2013


„Jestem pod wrażeniem rozmowy z czterdziestoletnią kobietą. Bardzo ładna, ma świetną pracę. Od lat żyje z mężczyzną bez ślubu. Mają siedemnastoletniego syna. Trzy lata temu odkryła Chrystusa. Przez te lata dorastała do decyzji: opuszcza „męża”. Traci dziecko (tzn. tak na zewnątrz, bo nie będzie z nim mieszkać). Zostaje bez pracy – którą załatwił „mąż” u siebie. Teraz pozbawi ją tej pracy. Traci mieszkanie. Nic nie chce. Będzie mieszkać gdzieś w wynajętym pokoju. Wszystko po to by ocalić życie wieczne…”.

Ksiądz Piotr Pawlukiewicz

Chrystus_i_Samarytanka_1

Było tych parę dni, które zupełnie zmieniły moje życie… Choć właściwie jedna chwila zaważyła, jedna sekunda na Górze Objawień w Medżugorje…

Dotarłam tam jako osoba niewierząca, sceptyczna bardzo wobec spraw religii, nie lubiąca księży, nie chodząca właściwie do Kościoła. Traktująca Matkę Bożą jako atrakcję turystyczną, którą tam miałam zobaczyć, mimo że w sumie nie wierzyłam, że to wszystko jest prawdą…
Moja cała rodzina to, „katolicy niepraktykujący”. Bywaliśmy w kościele jedynie z powodu pogrzebów i ślubów. Małżeństwo zawarłam w kościele tylko właściwie na życzenie mamy. Ono bardzo się szybko rozpadło, właściwie nie miało żadnych szans przeżycia. Ja nie zamierzałam ani trwałości tego związku, ani że będę miała dzieci… Właściwie dziecko było jakimś tam przypadkiem w ostatnim okresie tego związku. Żyjąca jeszcze wtedy babcia namówiła mnie, żebym zostawiła dziecko, nie usunęła ciąży… bo nie uważałam aborcji za problem…
Później poznałam kogoś następnego, człowieka, z którym byłam przez wiele, wiele lat, który pomógł mi wychować dziecko. Bardzo dobrego człowieka, ale również żyjącego w taki sam, sposób, jak ja.
Powodziło mi się bardzo dobrze, wyjeżdżałam za granicę, chodziłam na wystawy, byłam przez otoczenie uważana za osobę, której się w życiu powiołlo. Byłam zawsze bardzo atrakcyjna, dbalam o linię, o to, żeby być na czasie, na topie. Ale w tym całym powodzeniu ciągle miałam wrażenie, że coś ma się jeszcze zdarzyć, jakoś ciągle brakowało mi sensu.
I właściwie miałam jeden taki moment w życiu… kiedy nie mogłam już znieść ani tego związku, ani samej siebie… około 12 lat byliśmy razem… I wtedy właśnie wyjechałam na jedną z wycieczek turystycznych do Medżugorje.
Trochę wcześniej moja córka zapisała nas na pielgrzymkę do Częstochowy – mnie i siebie. I ja zdecydowałam, że pójdę dla figury… bardzo dobrze mi to zrobi, jak się troszeczkę przebiegnę…
Początek był dla mnie straszny, po trzech dniach dostałam szału… Nie mogłam znieść tych ludzi, którzy się bez przerwy modlą, nie mogłam znieść tych warunków, nie mogłam znieść, że kremy ze mnie spływają, nie mogłam znieść kurzu… Jak zobaczyłam się w lusterku, to myślałam, że umrę. I powiedziałam do Matki Bożej, żeby coś wymyśliła – pierwszy raz się wtedy osobowo zwróciłam do Matki Bożej – żeby mi pomogła, bo ja tak dłużej nie wytrzymam. No i Matka Boża zareagowała natychmiast. Obok mnie szła pani, która poszła na pielgrzymkę dlatego, że jej mąż popijał za dużo alkoholu, która miała trójkę dzieci… Po dwóch dniach pootwierały jej się rany na nogach i płakała, że nie może… że nie dojdzie. Ja nagle zobaczyłam siebie na jej tle, no i poczułam się trochę nieswojo. Zorganizowałam jej wózek inwalidzki, władowałam na ten wózek i zaczęłam ją pchać. A ważyłam wtedy 50 kilogramów, a ona osiemdziesiąt parę. I to był chyba ten przełom właśnie pierwszy, kiedy ja w ogóle zobaczyłam drugiego człowieka.
Powoli się tam zaczęłam zaprzyjaźniać z tymi ludźmi… no, zaprzyjaźniać to może za dużo powiedziane, zaczęłam słuchać. Ale w pewnym momencie tak się na nich popatrzyłam, jak oni ciągle o tym Bogu. Tak idą i ciągle mówią: – Och, boli mnie serce, i Panie Boże daj mi serce zdrowe. Za chwilę: Syn mi umarł., no to ja słucham tej kobiety i dowiaduję się, że 13 lat temu… Ciągle jakieś jęki i myślę: ten Bóg to jakiś sadysta, a oni to masochiści. Wyrwałam w końcu komuś ten mikrofon i mówię: – Wiesz co, Panie Boże, ja to Ci dziękuję za to, że żyję, że mam udane dziecko, że mam rodziców, że mogłam sobie pojeździć po świecie, i za to nawet, że mam dwa psy… W Częstochowie już na Mszę nie poszłam, bo to już było dla mnie za dużo, nie czułam takiej potrzeby. I wróciłam do domu.
Za kilka dni miałam wyruszyć na pielgrzymkę do Medżugorje. Zapisalam się na nią tylko dlatego, że dowiedziałam się, że jest luksusowy autobus i że pensjonaty są bardzo dobrze wyposażone… To może się dziś wydawać dziwne, ale ja wtedy naprawdę potraktowałam to jako stuprocentowy wyjazd turystyczny. A tu jak tylko wsiadłam do tego autobusu, po kilku chwilach ksiądz mówi: – No to teraz wyciągamy różańce… Myślałam, że dostanę po raz kolejny szału. Miałam różańce, ale zapakowane gdzieś głęboko w torbie…
W Medżugorje pani, z którą akurat w pensjonacie miałam pokój, jak tylko zdążyłam się rozebrać, mówi, żebyśmy poszły na Mszę… No, nie powiem, zareagowalam dość gwałtownie… W końcu jednak przemogłam się i poszłam na ten plac, ale tak za bardzo mnie nie interesowało, że tam ma się coś dziać z tym słońcem. No i kiedy było to objawienie, za dwadzieścia siódma, moje dziecko się obraca i mówi: – Mamo, zobacz, z tego słońca wypływa krzyż. Ja w ogóle nie odwróciłam się, nawet nie spojrzalam. – Dziecko, mówię, tu jest jeden co lepszy wariat, latające słońca, wirujące księżyce, dziecko, ja cię bardzo proszę, pilnuj tego różańca, żeby ci nie gwizdnęli!
Następnego dnia poszliśmy na Górę Objawień, ja sobie usiadlam z boku. I tak patrzę, krzyż jak krzyż, krzaki jak krzaki. Ale jedna z pań widzi, że ja ani się nie modlę, ani nic nie robię, tylko sobie podziwiam – więc wyciągnęłam modlitwę, to była Koronka do Miłosierdzia Bożego, przeczytałam tę Koronkę, nie odmówiłam tylko przeczytałam i odwróciłam ją na drugą stronę i patrzę: jest obrazek, jest Pan Jezus, jest napis „Jezu ufam Tobie”. I tak patrzę, i mówię: ufam, ufam, dufam-ufam, ale w co ufam? W co ufam, o co tu w ogóle chodzi? Bez sensu… Twarz Pana Jezusa i napis „Jezu ufam Tobie”, ale w czym? I w tym momencie usłyszałam głos. To nie był głos we mnie, tylko gdzieś tak jakby obok, trudno mi to opowiedzieć, wszystko się działo bardzo szybko, – No i co, przyszłaś? No więc, ja zawsze byłam taka bardzo pewna siebie, powiedziałam: – No przyszłam. – A po co przyszłaś? – A bo chciałam!
No, ale w tym momencie pomyślałam: zaraz, zaraz. Co? Ja sama ze sobą rozmawiam, coś jest ze mną… Jakoś tak się poczułam dziwnie. Wtedy ten głos mówi: – A powiedzieć ci twoje największe grzechy? A nie był zbyt sympatyczny ten głos. Ja mówię: – No powiedz. I ten głos powiedział mi te dwa grzechy, no i to właśnie było złamanie sakramentu małżeństwa i aborcja. I w tym momencie zrozumiałam, że ten głos nie jest dobry.
Dla kogoś, kto jest niewierzący, to było straszne w ogóle… Nie wierzący, że istnieje diabeł, tylko tam jakieś zło… siły ciemności, o, tak sobie to wyobrażałam… I słyszę: – To ja, szatan… To było tak piorunujące wrażenie, że natychmiast zgniotłam całą tę karteczkę, złapałam dziecko i zaczęłam uciekać. Dobiegłam, nie wiem, jak sobie nóg nie połamałam, do połowy góry i w tym momencie zatrzymałam się i mówię: – Zaraz, zaraz, chwileczkę, diabeł do mnie mówi… Nie, no skociałam, no skociałam zupełnie! Od tych fanatyków religijnych pochrzaniło mi się w głowie po prostu. I mówię: – Koniec, dosyć tej religii, tych wyjazdów, bo ja całkiem zgłupieję…
Wracając szliśmy w stronę Niebieskiego Krzyża, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tam są uzdrowienia… Znowu wszyscy rzucili się pod ten Niebieski Krzyż, ale ja już byłam ostrożna, już do nich w ogóle nie dochodziłam, a krzyże to już omijałam z daleka. Poszłam sobie na polankę, usiadłam, to wszystko ze mnie opadło…
Nagle czuję zapach… – Nieee, no – mówię. – Coś ze mną jest nie tak”, Tak piękny ten zapach, niektórzy mówią, że jest to zapach lilii czy róż, ja nie umiałam tego powiedzieć… był bardzo piękny. Ale pytam, już bardzo ostrożnie: – Dziecko, czujesz ten zapach? – Jaki zapach, mamo? – No, nie czujesz tego zapachu??!! – Nie, mamo, nie czuję… Więc ostrożnie do takiej pani obok: – Ale pani ładnie pachnie… – Ja ładnie pachnę? Mówi patrząc na mnie cokolwiek dziwnie, ponieważ zeszła z Góry Objawień i była spocona, więc nie wiedziała, czy to jest jakaś złośliwość…
W tym momencie rzuciłam się do tego Niebieskiego Krzyża, już nie wybierałam ławeczki, żeby było wygodnie, tylko buchnęłam tam na kolana, na te kamienie i mówię: – Matko Boża, Ty chcesz żebym zwariowała? O to Ci chodzi? Ja mam dwunastoletnie dziecko, ja ją muszę wychować… Zobacz, ci ludzie się modlą, coś czują… Ja nie czuję nic, nie czuję tej Mszy świętej, tej modlitwy… Jestem pusta jak bęben… Jeżeli ten Bóg jest w niebie i tak nas strasznie kocha, daj mi raz w życiu poczuć tę miłość!
I w jednej sekundzie, nie umiem powiedzieć, bo to jest bardzo dziwne… Ciałem byłam tu, ale widziałam swą duszę po drugiej stronie… Nie wiem… jakby po drugiej stronie życia… Widziałam swoją duszę czarną od grzechów, widziałam ją jako taką, taką… kulkę, wiedziałam, że to jestem ja i że idę do piekła. To było straszne. Nie widziałam piekła, czułam je za sobą, ale było tak straszne… nigdy w życiu nie zdawałam sobie sprawy, że ono może być tak straszne…
I w tym momencie poczułam przed sobą Ocean Miłości i Miłosierdzia, On był bez granic i bez końca. Przyciągał mnie z tak niesamowitą miłością i z taką siłą, że po prostu wiedziałam, że całym moim celem w życiu jest przejść przez życie i na koniec zatonąć w Bogu, zostać tam. Że to jest jedynym celem mojego życia… I tak zapragnęłam do tego Boga wrócić!
Ale zdawałam sobie sprawę, że życie, które dotąd prowadziłam, nie daje mi w Bogu zatonąć. To było okropne, bo wtedy moja dusza zaczęła konać z miłości… nie wiem, jak to powiedzieć… na jedną sekundę ona konała kilka razy, sto razy, trudno mi powiedzieć… Podrywała się do lotu w takim oszalałym bólu i upadała z powrotem, i znowu… Nie wiem, chyba ludzie potępieni tak cierpią… Straszne cierpienie… Wybuchłam wtedy takim płaczem… właściwie wypłakałam całe swoje życie, wszystkie swoje grzechy i cały ten ból istnienia…
Wydawało mi się, wtedy tak mi się wydawało, tak sobie myślałam, że przyjmuję jakąś energię… może Ducha Świętego… jakby ta pusta dusza się napełniala i napełniała bez końca… Miłością… trudno mi powiedzieć… To wrażenie się skończyło, mnie się wydawało, że trwało długo, ale to byla sekunda. Wszyscy wokół byli zdziwieni: byłam spokojna i nagle wybuchłam płaczem… a dla mnie trwało to jakiś tam czas. I nagle rozejrzałam się i zobaczyłam świat oczami Boga. Był tak piękny, nigdy nie myślałam, że świat jest taki piękny… te trawy jak szumiały, te ptaki kwiliły i to wszystko śpiewało hymn pochwalny na cześć Boga… Ja nie umiem tego powiedzieć…
Po prostu myślałam, że umrę ze szczęścia. Chciałam chodzić do tych ludzi, całować ich po rękach, powiedzieć, że jak chcą, to mogę oddać życie za nich… Miałam tak rozanieloną buzię, że wszyscy myśleli, że jestem stuknięta, ale było to najwspanialsze uczucie, jakie w życiu kiedykolwiek miałam. I właściwie ta radość życia została we mnie. I właściwie nic nie jest w stanie… mogę jęczeć, uskarżać się, bo taki mam po prostu charakter, taka jestem po prostu słaba, ale gdyby ktoś mi teraz powiedział: – Weź kostur w rękę i rusz do nieba – to bym wszystko zostawiła, w jednej chwili, w ogóle bym się nie zastanawiała. Jak teraz ktoś mi mówi, że chce się dorabiać tego czy tego, to ja na niego patrzę i mówię: – Człowieku, ale ten bagaż w niebie ci w ogóle nie będzie potrzebny, ten balast cię tylko zatrzymuje.
I tak trzeci rok jestem na tej drodze i nie zamierzam z niej zejść. Czasem jest trudno, czasem jest lżej, ale wiem, że to jest droga właściwa.
Kiedy wróciłam do domu, natychmiast przestaliśmy ze sobą sypiać. Po kilku miesiącach powiedziałam, że musi się wyprowadzić, że może sobie mieszkać u siebie. Miał też drugie mieszkanie, swoje. W pierwszej chwili myślał, że zwariowałam, że mi się całkowicie w głowie przewróciło. Mówił, że wszystko może zrozumieć, moje codzienne Msze święte, zgadza się na te modlitwy trzygodzinne, zgadza się nawet na to, że od niego uciekam i że śpię osobno, ale mówi: – Kobieto, ja cię nie będę dotykał, tylko dlaczego ja się muszę wyprowadzić? – Bo Pan Jezus jest na pierwszym miejscu i tak musi być. Nie była to na pewno dla niego łatwa sprawa. Było mu na pewno o wiele ciężej niż mnie. Ale nie miał żadnego wyjścia. Pamiętam jedną z takich rozmów: – Słuchaj, przecież ty nie pracujesz… – zezłościł się… – Jakbym cię teraz zostawił, to jesteś sama z dzieckiem, może nie dostaniesz pracy, nie boisz się? – Co ty, ja jestem już po drugiej stronie tej zasłony… jak nie dostanę pracy, to sprzedam meble, potem sprzedam wszystko, co się da, a potem się położę i umrę z głodu… – Ty jesteś stuknięta, – Nie, ja jestem szczęśliwa…
Nie wyspowiadałam się nawet w Medżugorje, jak wróciłam do Polski, poszłam na Mszę świętą. I na początku było fajnie, nawet nie wiedziałam, że nie przyjmuję Komunii świętej. Tylko dopiero po jakimś czasie tak patrzę, patrzę i myślę: coś jest ze mną nie tak, bo oni tam gdzieś chodzą, a ja nie. Aha, to ja się jeszcze muszę wyspowiadać. Kiedy już przebrnęłam przez spowiedź, byłam bardzo ucieszona. Pierwszy raz przyjęłam, Pana Jezusa, no i szłam do domu bardzo dumna. Szłam w taki bardzo dziwny sposób, chciałabym nawet teraz czasami iść w taki sposób. Po prostu czułam Pana Jezusa tutaj, w klatce piersiowej, w sercu, czułam, że go niosę. To było niesamowite uczucie, szłam bardzo ostrożnie, żeby nawet się nie zabujać. Żeby Panu Jezusowi było tak wygodnie, jak to tylko jest możliwe.

JOLANTA POPŁAWSKA WYSŁUCHAŁ: O. MIROSŁAW PILŚNIAK OP

Zapis jednego z odcinków programu „czarno-biały” wyprodukowanego w 2001 roku przez firmę angel house brulion Itd dla Telewizji Puls.
FRONDA nr 30

Zmartwychwstanie Twojego małżeństwa

medugorje-Jezus-400x218

Źródło:http://sychar.org/gora-objawien

Opublikowany w Ciekawe, Cuda, Film, Małżeństwo, Medziugorje, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , , , , | 75 Comments »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 304 other followers