Dziecko Królowej Pokoju

Tylko Pokój

Archiwum kategorii ‘Z prasy’

O. Rydzyk: Kiedyś gnębiła nas komuna, a teraz robią to jej następcy. To nie koniec manifestacji

Posted by Dzieckonmp w dniu 26/04/2012

Sobotni marsz w Warszawie daje nadzieję, że wreszcie Telewizja Trwam będzie traktowana uczciwie, tak jak inni nadawcy, mówi dyrektor Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk w rozmowie z “Naszym Dziennikiem”.

 „Chciałbym wyraźnie powiedzieć, że jestem zdziwiony, iż w konstytucyjnych organach są ludzie, którzy kłamią. Kłamią w sprawie Telewizji Trwam, Fundacji Lux Veritatis, w sprawie naszej sytuacji finansowej czy składanych dokumentów”- mówi szef Radia Maryja i dodaje: „Dlatego apeluję do sumienia tych ludzi, którzy mienią się katolikami: bycie katolikiem zobowiązuje do mówienia prawdy. Apeluję też do ludzi, którzy ich wprowadzili do Krajowej Rady, aby nie działali wbrew katolikom. W Polsce do Kościoła katolickiego przyznaje się 96 proc. ludzi i mamy nie mieć nawet jednego miejsca na multipleksie? To skandal. To jest pójście w kierunku totalitaryzmu. To jest totalitaryzm w innej formie niż komunistyczny, ale równie groźny. To nie jest demokracja”.

 

O. Rydzyk odnosi się również do marszu w obronie jego mediów. „Ktoś mi przysłał SMS-a w trakcie manifestacji: “Jestem dumny z Polski”. W tym SMS-ie jest zawarte wszystko. Na marszu pokazała się prawdziwa Polska. Ktoś mówił, że był na wielu spotkaniach, pielgrzymkach, ale nigdzie nie było aż tak pięknej atmosfery jak w Warszawie. Zobaczyłem morze ludzi w Alejach Ujazdowskich. Kamera była umieszczona na wysięgniku i widziałem, że gdy niektórzy ludzie byli pod kancelarią premiera, nie wszyscy wyszli jeszcze z placu Trzech Krzyży. To była największa manifestacja po wojnie. Co mnie jeszcze ujęło? Niesamowita kultura, uprzejmość. Opowiadano mi, jak ludzie byli sobie życzliwi w każdym miejscu: na dworcu, na placu, na ulicy. Cieszył mnie widok całych rodzin z dziećmi”- mówi.

 

Według o. Rydzyka na warszawską manifestację – “ludzie przyszli, nie dali się zastraszyć mimo tego, co jeszcze w piątek mówił premier. Bo to, co mówił premier, przypomniało mi to, co kiedyś powiedział Józef Cyrankiewicz, że będą obcinali ręce, które zostaną podniesione na władzę ludową. W piątek premier zaprezentował ten sam styl, tę samą butę”. „Kiedyś gnębiła nas komuna, a teraz robią to jej następcy, zmienili tylko szaty, metody. W trakcie przemian zapomniano o człowieku, Naród został oszukany. Popatrzmy na prywatyzację: doszło do wyprzedaży, a wręcz rozkradania majątku narodowego. Teraz między innymi ludzie, którzy tego dokonali, obejmują wysokie stanowiska nie tylko w strukturach unijnych. Niestety, obecnie widzimy działania w podobnym duchu, też liczą na synekury poza Polską. To wszystko przypomina czasy przedrozbiorowe. I dlatego trzeba, żeby ludzie się obudzili. I dobrze, że się budzą, że innych budzą. Bo tylko razem możemy ochronić wspólne dobro. Nie może być tak, że każdy myśli o sobie. Tak jak powiedział ks. Piotr Skarga, że statek – Polska – tonie. Nie można brać tobołków i z tego statku wyskakiwać, bo i my utoniemy, i ten statek. Potrzebna jest modlitwa i potężna praca, także ewangelizacyjna. Wtedy Polska się zmieni”- dodaje.

Nasz Dziennik

Opublikowany w Radio Maryja, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , , , , | Komentarzy: 28 »

Skandaliczna książka kardynała Martiniego

Posted by Dzieckonmp w dniu 25/04/2012

Kardynał Carlo Maria Martini, emerytowany arcybiskup Mediolanu, opublikował niedawno książkę pt. „Credere e Conoscere” („Wiara i Wiedza”), w której zakwestionował m.in. prawo naturalne i poparł związki partnerskie osób tej samej płci. Wielu wiernych jest oburzonych.

Kardynał w swojej książce pisze: „To nie jest złe, gdy dwie osoby, zamiast tworzyć przypadkowy związek homoseksualny, mają zapewnioną pewną stabilność. W tym sensie państwo mogłoby im sprzyjać”. Hierarcha dodaje: „Nie podzielam stanowiska osób w Kościele, które sprzeciwiają się związkom partnerskim”. Arcybiskup Mediolanu uważa także, że nie ma nic złego w paradach homoseksualnych (jak się wyraził w „demonstracjach gejowskiej dumy”), ze względu na potrzebę pokazania przez homoseksualistów wszystkim innym osobom, że istnieją. Hierarcha ocenił, że takie parady są dopuszczalne, nawet jeśli istnieje ryzyko, że będą zbyt prowokacyjne. Wreszcie ksiądz Martini stwierdził, że chociaż Kościół broni tradycyjnego małżeństwa w celu umożliwienia przedłużania gatunku, to jednak nie oznacza to, że ma prawo do dyskryminowania innych rodzajów związków(sic!).

Niestety, kardynał Martini nie jest osamotniony w swoich szokujących poglądach na temat homoseksualizmu. Jego kolega z Wiednia, kardynał Christoph Schönborn, postępuje podobnie. W 2008 roku Schönborn zgodził się na bluźnierczą wystawę w Muzeum Diecezjalnym w Wiedniu, znajdującemu się naprzeciwko wspaniałej katedry pw. świętego Szczepana. Wystawa zatytułowana: „Religia, ciało i władza” prezentowała prace marksistowskiego artysty Alfreda Hrdlička, który przedstawił Pana Jezusa i apostołów podczas Ostatniej Wieczerzy w środku homoseksualnej orgii, wywołując tym samym ogromne oburzenie katolików na całym świecie. W muzeum znalazła się praca, prezentująca nagiego Pana Jezusa na krzyżu i scena biczowania przez nagiego kata. Chociaż najbardziej obraźliwe ekspozycje zostały usunięte na polecenie kardynała, inne „mniej” obrazoburcze wizerunki pozostały.

Pomimo skandalu w 2009 roku kardynał Schönborn zwrócił się do Alfreda Hrdlička z prośbą, by wykonał popiersie siostry Restituty Kafki, która została zamordowana przez hitlerowców w czasie II wojny światowej. Szokująca rzeźba przedstawiająca błogosławioną zakonnicę w postawie rozpaczy z  obnażonymi piersiami została umieszczona w katedrze. Wiedeński hierarcha w 2010 r. publicznie poparł także tzw. stabilne związki tej samej płci, podobnie jak kard. Martini. Niedawno katolików zdumiało wsparcie, jakie kardynał Schönborn udzielił homoseksualiście Florianowi Stangl, który żyje w zarejestrowanym związku partnerskim z innym pederastą. Stangl został wybrany na członka rady parafialnej w miasteczku Stützenhofen, na przedmieściach Wiednia. Kiedy miejscowy proboszcz, ks. Gerhard Swierzek poradził mu, by zrezygnował z przystępowania do Komunii św. z powodu znajdowania się w stanie grzechu, ten odpowiedział: „Czuję się związany nauką Kościoła ale warunek życia w czystości wydaje się niemożliwy do spełnienia dla mnie”. Ojciec Swierzek odmówił akceptacji tej postawy. Decyzję unieważnił jednak arcybiskup Wiednia, będący pod ogromnym wpływem „uroku” Stangla. W odpowiedzi ks. Swierzek zrezygnował z posługi jako proboszcz parafii.

Takie postępowanie najwyższych hierarchów Kościoła z pewnością sprzyja buntowi innych kapłanów przeciwko doktrynie Kościoła i dyscyplinie. W Austrii powstała grupa tzw. księży reformatorów, prowadzona przez ks. Helmuta Schüllera, byłą prawą rękę kardynała Schönborna oraz jego ex wikariusza generalnego, która domaga się absurdalnych zmian. Kapłani żądają zniesienia obowiązkowego celibatu duchownych, zezwolenia na święcenia kobiet, Komunii dla rozwiedzionych katolików, żyjących w nowych związkach i zwiększenia roli świeckich w Kościele. Do tej pory kardynał Schönborn ograniczył się do „rozmawiania” z rebeliantami bez podejmowania żadnych konkretnych środków, mimo ponagleń z Watykanu, by zdyscyplinował podległych mu duchownych. Inny hierarcha, tym razem australijski ks. Geoffrey Robinson, emerytowany biskup pomocniczy Sydney podczas ostatniej wizyty w Stanach Zjednoczonych zalecał całkowitą zmianę moralności seksualnej i akceptację homoseksualizmu.

Luiz Sergio Solimeo z amerykańskiego stowarzyszenia TFP, opisując te jakże bolesne wypowiedzi hierarchów Kościoła, wyrządzających wielkie szkody napisał, że kiedy czyta tego typu wieści, to przychodzą mu na myśl słowa Jezusa zawarte w Ewangelii św. Mateusza o fałszywych prorokach: „Powstanie wielu fałszywych proroków i wielu w błąd wprowadzą; a ponieważ wzmoże się nieprawość, oziębnie miłość wielu. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 11-13).

Źródło: rodzinakatolicka.pl

Opublikowany w Alert, Kościół, Z prasy | Otagowane: , , | Komentarzy: 55 »

Krew na Całunie Turyńskim ma taką samą grupę jak na hostii w Sokółce

Posted by Dzieckonmp w dniu 18/04/2012

Prof. Treppa dla Frondy: Krew na Całunie Turyńskim ma taką samą grupę jak na hostii w Sokółce

Całun Turyński miał udział w moim nawróceniu. Cała historia badań i sam obraz wstrząsnęły mną, kiedy przechodziłem kryzys wiary. Ten obraz doprowadził mnie i dalej prowadzi przez wiarę

– mówi portalowi Fronda.pl prof. Zbigniew Treppa z Uniwersytetu Gdańskiego, badacz relikwii Męki Pańskiej w rozmowie z Jarosławem Wróblewskim.

 

Z jakimi relikwiami Męki Pańskiej mamy dziś do czynienia?

 

Niekwestionowany jest Całun Turyński. On posiada największą ilość znaków Męki, poprzez krew, inne pośmiertne płyny, jest też na nim obraz Zbawiciela. Ta relikwia posiada jako jedyna połączenie tych dwóch śladów. Jeśli chodzi o relikwie Grobu Pańskiego, to niezwykle znacząca jest Chusta z Oviedo, która posiada takie same ślady krwi, które są widoczne na Całunie. Znaczące jest również to, że te dwie relikwie mają zgodność śladów, jeśli chodzi o kształt śladów krwi i jej grupę, ale przybyły do zupełnie innych miejsc. Całun z Jerozolimy przez Azję Mniejszą, Konstantynopol do Turynu, natomiast chusta z Oviedo z Jerozolimy przez Afrykę Północną do Hiszpanii. One zetknęły się ze sobą, kiedy zaczęto porównywać ich fotograficzne kopie. Wcześniej naukowo ich nie łączono. One potwierdziły to, co mówi tradycja.

 

A Chusta z Manopello?

 

Tak, ona jest również bardzo ważna. Jest obiektem paschalnym w pełnym tego słowa znaczeniu. Na niej mamy wizerunek Jezusa z otwartymi oczami. Wizerunek, który powstał ułamek sekundy po zmartwychwstaniu. Jeśli mielibyśmy odtworzyć proces jej powstawania, to polega on na tym, że energia odpowiedzialna za wyzwolenie się energii cieplnej i świetlnej z wnętrza ciała Pana Jezusa przez płótno, napotkała chustę położoną, jak się przypuszcza przez Marię Magdalenę, na płótnie na twarzy Zbawiciela. Ona była świadkiem wszystkich aktów paschalnych. Uczestniczyła stojąc pod krzyżem, biorąc udział w pochówku Jezusa, jako pierwsza otrzymała łaskę zobaczenia Jezusa po zmartwychwstaniu. Chusta jest najprawdopodobniej z bisioru, to szlachetna tkanina, kosztowna, cenniejsza w tamtym czasie niż złoto.

 

Która relikwia robi na panu największe wrażenie?

Całun Turyński razem z Chustą z Manopello niesłychanie wzmacniają ten przekaz. Trudno tu wartościować. Całun Turyński miał udział w moim nawróceniu. Cała historia badań i sam obraz wstrząsnęły mną, kiedy przechodziłem kryzys wiary. Ten obraz doprowadził mnie i dalej prowadzi przez wiarę. On jest taką piątą ewangelią. Dopełnia ewangeliczne szczegóły Męki Pańskiej. Całun to symbol męki i zmartwychwstania. Chusta paschalna jest dla mnie znakiem przejścia, tam jest to pierwsze otwarcie oczu Zbawiciela. To jest niesłychanie przejmujące i porażające. To trudno sobie uświadomić intelektem i wszystkimi zmysłami, emocjami.

 

Krew, jej ślady spajają relikwie męki?

Ona jest obecna w Lanciano, gdzie jest tkanka serca, która zamieniła się podczas Eucharystii w dłoniach mnicha bizantyjskiego. To pokazuje, czym nas karmi Pan Jezus w Eucharystii – swoim sercem. O ile wcześniej wiedziałem to, brzmiało to odlegle. Teraz mam doświadczenie tego i świadomość, jak to wygląda naprawdę.

 

Jest również cud eucharystyczny w Sokółce?

 

Nie ma wątpliwości w jego powstanie, prawdziwość. Tam jest umiłowanie Eucharystii, znam to ze świadectw mieszkańców. Pan Jezus potwierdził tam swoją obecność hostią z fragmentem mięśnia sercowego. Bóg nam się ukazuje, chce być nam jeszcze bardziej bliski. Mówi do nas współczesnym językiem, że Jego zmartwychwstanie jest ciągle aktualne – On nam to mówi w dynamiczny sposób, namacalnie. My domagamy się znaków zmartwychwstania i je dostajemy. Naukowcy to potwierdzają.

 

Z badań wynika, że krew na Całunie miała grupę AB. Co to oznacza?

Wszystkie relikwie grobu Pańskiego znamionuje właśnie charakterystyczna grupa krwi AB. Skoro Jezus Chrystus jest Żydem, to ta grupa krwi była bardzo popularna w Palestynie za jego czasów. W naszych europejskich nacjach jest dosyć rzadka. Ślady grupy krwi AB na Całunie Turyńskim pokrywają się z tymi, które są na relikwii hostii w Sokółce i fragmentu serca w Lanciano.

 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski

Teks opublikowany w portalu Fronda.pl

Opublikowany w Ciekawe, Kościół, Objawienia, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 30 »

Ten rząd boi się wartości

Posted by Dzieckonmp w dniu 18/04/2012

Z Małgorzatą Wassermann, córką ministra Zbigniewa Wassermanna, który zginął w katastrofie polskiego samolotu rządowego pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku, rozmawia Agnieszka Żurek.

Od katastrofy smoleńskiej minęły dwa lata. Co w tym czasie okazało się dla Pani najtrudniejsze?
- Trzeba tu oddzielić sferę prywatną od publicznej. W sferze prywatnej takiego rodzaju wydarzenia nie da się oczywiście z niczym porównać. Natomiast jeżeli chodzi o sposób wyjaśniania tej katastrofy przez osoby odpowiedzialne za nasze państwo, mamy do czynienia z całkowitym ignorowaniem tej sprawy przez polski rząd i z mozolnym odkłamywaniem przez rodziny nieprawd, które przez te dwa lata podawano w mediach. Uważam, że kłamstwa, którymi się nas od początku karmi, są celowo produkowane. Chodzi po pierwsze o to, żeby w opinii publicznej utrwalić nieprawdziwy przebieg tego zdarzenia, a po drugie, zmęczyć społeczeństwo tak, żeby nie było ono już w żaden sposób wrażliwe na ten temat. Myślę, że to ostatnie się udało. Jest to, moim zdaniem, największy grzech, jaki popełniono w tej sprawie. Liczę jednak na to, że pamięć ludzka i historia będzie sprawiedliwa i że z czasem uda się nie tylko wyjaśnić przyczyny katastrofy, ale przede wszystkim w odpowiedni sposób potraktować tych ludzi, którzy celowo działali po to, żeby wywołać w społeczeństwie określony obraz tego wydarzenia.

Które z kłamstw wymieniłaby Pani jako najbardziej jaskrawe i najczęściej powtarzane?
- Podstawowa kwestia to rozpowszechniana już kilka minut po katastrofie teza o winie pilotów, forsowana na siłę – na początku mimo braku jakiejkolwiek wiedzy, a po jakimś czasie także wbrew uzyskanej wiedzy i wbrew logice. Powstała cała grupa pseudoekspertów, którzy pisali na ten temat książki i chętnie wypowiadali się w środkach masowego przekazu. Zawsze mnie dziwiło, że osoby, które nie mają – a przynajmniej nie powinny mieć – dostępu do materiałów komisji zajmującej się wyjaśnianiem przyczyn katastrofy czy też do akt prokuratury, z taką łatwością formułowały tezy, o których dzisiaj wszyscy wiemy, że były one nieprawdziwe. W związku z ekshumacjami śp. Przemysława Gosiewskiego i śp. Janusza Kurtyki wielokrotnie byłam pytana, po co to wszystko i co to ma dać. Odpowiadałam wtedy jasno: “Nie chcecie wiedzieć o niczym, co mogłoby podważyć z góry podaną wam tezę”. W normalnym postępowaniu przygotowawczym najpierw przeprowadza się wszystkie dowody, a dopiero później stawia tezę. Tutaj natomiast wykonano ogrom pracy po to tylko, żeby odwrócić tę normalną kolejność. Toczymy straszną walkę o to, żeby nadać normalny bieg postępowaniu.

Walka toczy się zatem o podstawowe reguły.
- Tak, to jest walka o podstawowe reguły, jakimi rządzi się proces karny, i podstawowe zasady stosowane w wyjaśnianiu różnego rodzaju katastrof. To nie do wiary, że w XXI wieku w Europie coś takiego może się wydarzyć, że dzieje się to na oczach całego świata i że można jeszcze wmówić społeczeństwu, że wszystko jest w porządku.

Pani wniosek o ekshumację ciała ojca z pewnością dodał odwagi pozostałym rodzinom ofiar katastrofy.
- Trzeba pamiętać, że prokuratura wykonuje czynności ekshumacyjne z urzędu. Można jedynie jej sygnalizować, żeby wykonała tę czynność. Muszę powiedzieć, że stoczyłam ogromną walkę, żeby doprowadzić do tak oczywistej czynności, jaką jest przeprowadzenie sekcji zwłok.

O czym mówią wyniki ekshumacji?
- Nadal czekam na opinię uzupełniającą, ale już częściowe wyniki, które otrzymaliśmy, mówią w sposób niebudzący wątpliwości, że Rosjanie w ogromnej części fałszują dokumentację, którą do nas przysyłają. Zdecydowanie łatwiej policzyć to, co się zgadza z dokumentacją rosyjską, niż to, co się z nią nie zgadza.

Prokuratura nadal bada wątek uruchomienia przez Pani ojca telefonu komórkowego na pokładzie samolotu?
- Tak. Nie mam jeszcze odpowiedzi w tej sprawie.

Panią, jako prawnika, ta sytuacja musi szczególnie boleć, bo ma Pani świadomość, jak to śledztwo powinno wyglądać.
- Tak, mam taką świadomość, ale przez te dwa lata nauczyłam się, że zupełnie nie należy oglądać się na to, co mówią inni, ale konsekwentnie, krok po kroku, walczyć o sprawy, które wydają się istotne, w sposób procesowy i profesjonalny. W śledztwie dużą rolę odegrał między innymi “Nasz Dziennik”. Inaczej opinia publiczna nie miałaby możliwości uzyskania wiedzy na ten temat. My, rodziny, jesteśmy związani tajemnicą śledztwa. W przypadku niektórych dokumentów ta tajemnica jest podwójna, ponieważ są one oklauzulowane i znajdują się w kancelarii tajnej. To powoduje, że nie mogę udostępnić opinii publicznej tej wiedzy, jaką chciałabym przekazać, jeśli wcześniej prokuratura bądź państwo nie pozyskacie jej z innych źródeł.

Rodziny mają związane ręce.
- Dokładnie tak. Staram się jednak wykazać pewne rzeczy procesowo. Inaczej nie sposób o tych sprawach się dowiedzieć. Początkowo wszyscy gorączkowo reagowaliśmy na przekazywane opinii publicznej informacje. Po pewnym czasie przyjęłam jednak metodę spokojnego reagowania na pojawiające się kłamstwa i skupienia się na tym, w jaki sposób je obnażyć. Kłamstw było już tak dużo, że chyba została przekroczona jakaś granica – teraz reaguję na nie spokojnie, myślę: “O, pojawiło się kolejne. Dobrze, zabierzemy się za nie i damy sobie z nim radę”. Nie denerwuję się już tak bardzo i nie pytam za każdym razem: “Dlaczego oni nam to robią?”.

Chyba właśnie po to, żeby osłabić ludzi, którzy są skuteczni w dochodzeniu do prawdy.
- Tak mi się wydaje.

Opublikowanie raportu Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna było dla Pani zaskoczeniem?
- Tak, było dla mnie dużym zaskoczeniem. Zaskoczyły mnie nie tylko ustalenia Instytutu, ale także reakcja, jaką one wywołały. Cały raport Millera opierał się na koncepcji, według której generał Błasik miał prawidłowo odczytywać wysokość, a załoga miała tego nie słyszeć. Ta teoria legła w gruzach. Pamiętam dokładnie, kiedy przedstawiano nam prezentację, według której jedyną opanowaną osobą w kokpicie miał być kapitan Protasiuk, z którym reszta załogi miała nie współpracować. Biegli z Instytutu Sehna obalili tę tezę – pokazali, że istniała pełna współpraca, a wysokość była prawidłowo odczytywana. Można zatem powiedzieć, że raport Millera, przynajmniej w tej jego części, wart jest Trybunału Stanu. Premier powinien natychmiast powołać nowy zespół, który od początku przystąpiłby do prowadzenia prac. Tymczasem wydał jedynie krótki komunikat, z którego wynikało, że właściwie nic się nie stało i nie istnieją podstawy do wznowienia prac.

Dlaczego takie zachowanie premiera jest u nas możliwe?
- Myślę, że tej arogancji premier nauczył się w czasie postępowania w sprawie afery hazardowej. Uznał, że Polacy podyskutują dwa dni, a potem dadzą spokój, a my przykryjemy to innym tematem. Wbrew logice, wbrew wiedzy i wbrew regułom uczciwości po prostu postawimy na swoim, a wy macie się z tym zgodzić i koniec. Ta metoda jest stosowana przez premiera od czasu afery hazardowej. Bardzo mocno ujawniło się to po katastrofie smoleńskiej. Nigdy nie zapomnę konferencji, na której wbrew wykazywaniu, że było inaczej, pan minister Miller wycedził przez zęby: “To był lot cywilny i koniec”. Wszyscy tymczasem wiemy, że był to lot wojskowy, potwierdziła to także ICAO. Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego stwierdziła, iż to, że my postawiliśmy w Polsce wszystko na głowie i uważamy, iż to był lot cywilny, nie znaczy, że oni także zobligowani są do tego samego.

Jerzy Miller stwierdził także, że urządzenia pokładowe przestały działać na wysokości 16 metrów w wyniku tego, że na… szóstym metrze doszło do zderzenia z brzozą.
- Na to nakłada się cały szereg skandalicznych wypowiedzi innych przedstawicieli władzy. Osobą, która przoduje w tego rodzaju wypowiedziach, jest rzecznik rządu Paweł Graś. Jego komunikaty dotyczące Smoleńska są wypowiedziami, za które w normalnym kraju byłby zdymisjonowany. Począwszy od twierdzeń w rodzaju, że badanie wraku właściwie nie jest istotne w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy, po ostatnie stwierdzenia, że to, iż raport pokazuje nieprawdę, nie ma właściwie żadnego znaczenia, “bo nie przywróci to życia ofiarom”. Pamiętam, że kiedy publicznie powiedziałam, iż jeśli prokuratura nie ustosunkuje się do mojego wniosku o ekshumację, wtedy złamię tajemnicę i dla dobra sprawy ujawnię materiały śledztwa, mimo że zostaną mi potem postawione zarzuty, pan poseł Andrzej Halicki oznajmił następnego dnia, iż “on wie, że ja kłamię i że wszystko się zgadza”. Zadałabym pytanie, jaki dostęp do materiałów śledztwa ma pan Halicki. Inną sprawą jest to, że mówiłam prawdę, co zostało potwierdzone w wyniku ekshumacji. Ten przykład pokazuje, do jakiego stopnia ludzie z obozu rządzącego nie liczą się z faktami, zajmując się jedynie PR i propagandą.

Na przestrzeni ostatniego roku upadły dwa główne kłamstwa na temat katastrofy smoleńskiej – teza o naciskach wywieranych przez generała Błasika i teza o tym, że skrzydło samolotu odpadło w wyniku zderzenia z brzozą.
- Zgadza się. Oczekujemy ze zniecierpliwieniem na wyniki pracy zarówno środowisk naukowych, jak i na opinie biegłych. Myślę, że pojawiła się nadzieja na prawdę. Poza tym odbyło się wysłuchanie publiczne w Parlamencie Europejskim. Wiemy już, że środowiska naukowe nie dają wiary tej wersji, która jest podawana oficjalnie. Twierdzą, iż przeczy ona prawom fizyki.

To najlepiej pokazuje rzeczywiste intencje wyjaśnienia przyczyn katastrofy przez komisję Millera.
- Przeglądałam ostatnio swoje notatki, które robiłam w czasie różnych spotkań. Zapisywałam sobie cytaty, bo nie mogłam uwierzyć, że takie stwierdzenia padają. Znalazłam na przykład cytat, gdzie bodajże pan Andrzej Melak powiedział: “No dobrze, panie premierze, ale oddaliśmy to śledztwo i nie mamy na nic wpływu”. I w tym momencie pan minister Miller wziął mikrofon do ręki i powiedział: “No właśnie. I o to chodziło, bo za nic nie odpowiadamy”.

Sposób traktowania rodzin ofiar katastrofy przez rząd zmienił się na przestrzeni tych dwóch lat?
- Nie ma żadnego sposobu traktowania rodzin przez rząd. Dla rządu problem katastrofy, jej wyjaśniania, problem rodzin ofiar nie istnieje od kilkunastu miesięcy. Rząd problem zakończył. Opublikował nieprawdziwy raport Millera i zamknął dyskusję. Kiedy odbywała się prezentacja raportu Millera, zadałam bardzo dużo pytań, wyszłam bardzo zmęczona po wielu godzinach rozmowy. Gdy stałam pod Sejmem, podeszli do mnie dziennikarze. Podczas rozmowy z nimi poprosiłam ich o jedną rzecz – żeby przeszli kilka wejść dalej, podeszli do premiera i zadali mu pytanie o to, co powiedział w styczniu 2011 roku – że sporządzimy własny raport i jeśli będzie on rozbieżny z raportem MAK, wtedy odwołamy się do instytucji międzynarodowych. Powiedziałam do dziennikarzy: “Mają państwo raport, jest on rozbieżny z ustaleniami MAK. Idźcie do premiera i zadajcie mu publicznie pytanie, gdzie, kiedy i w jakim trybie będzie odwoływał się do instytucji międzynarodowych”. Myśli pani, że się doczekałam?

Część opinii publicznej nadal naciska jednak na powołanie komisji międzynarodowej do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Trudno chyba się łudzić, że stanie się to za kadencji tego rządu.
- Liczę na to, że dojdzie do zmiany rządu, zanim ten obecny doprowadzi do całkowitego upadku naszego kraju. Myślę, iż konieczne będzie powołanie komisji śledczej, aby społeczeństwo mogło się dowiedzieć, jak ten rząd zachowywał się po katastrofie i jakie decyzje podejmował, a właściwie – jakich nie podejmował. Gdyby doszło do powołania takiej komisji w normalnych warunkach – nie mam tu na myśli oczywiście czegoś na kształt tego, co Platforma zaserwowała nam po aferze hazardowej – ci ludzie znikną z życia publicznego na zawsze. Wierzę, że historia oceni zarówno tych, którzy zginęli, jak i tych, którzy ukrywali prawdę o przyczynach tragedii. Dla tych drugich będzie to miażdżące.

Wielu ludzi już ich odpowiednio oceniło.
- To prawda, niemniej jednak spora część społeczeństwa uwierzyła w kłamstwa, które nam bez przerwy serwowano. Rzeczą niesamowitą, która, jestem pewna, nie wydarzyłaby się, gdyby ci wszyscy ludzie nie zginęli w katastrofie, jest to, co się stało pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, i to, co dzieje się dalej. Jesteśmy dzisiaj świadkami tego, jak bardzo niszczony jest Kościół, który na trwale związany jest z Polską, z naszą historią i kulturą. To jest coś niesamowitego, żeby w miejscu, w którym ludzie się modlą, działy się takie rzeczy, jak miało to miejsce, i żeby rozgrywało się to na oczach niereagującej na to policji i straży miejskiej. Działo się to przecież za cichym przyzwoleniem prezydent Warszawy.

A także prezydenta Polski. Jego pierwszy po wyborze wywiad udzielony “Gazecie Wyborczej”, w którym zadeklarował “przeniesienie krzyża w godniejsze miejsce”, okazał się złowieszczą zapowiedzią nadejścia “nowej ery”.
- Dokładnie tak, nadeszła “nowa era”. Jeśli dobrze pamiętam, mniej więcej 2 proc. społeczeństwa nie życzy sobie religii w szkołach. Uznałabym, że przy takim wyniku nie ma w ogóle o czym dyskutować. Temat nie powinien istnieć. Tymczasem do programów telewizyjnych bezustannie zapraszani są posłowie o zdecydowanie antyklerykalnych poglądach i ten temat jest w kółko omawiany. Te same osoby, które reprezentują nasze państwo, na pytanie o stosunek do śmierci bł. księdza Jerzego Popiełuszki odpowiadają, że jest im wszystko jedno. Jest to zabijanie ducha Narodu i wprowadzanie kraju na drogę moralnej rozsypki. To jest coś, czego nie wybaczą kolejne pokolenia.

Ani kolejne, ani poprzednie. Wielu ludzi w naszej historii było gotowych poświęcić dla Polski wszystko. To zobowiązanie wciąż jest jednak żywe dla współczesnych Polaków.
- Tak. Myślę, że z jednej strony pracuje się bardzo intensywnie nad tym, żeby wypłukać Polaków z wartości, ale z drugiej strony – im bardziej się nad tym pracuje, tym więcej ludzi się budzi i zdaje sobie sprawę, że nie mogą patrzeć spokojnie na otaczającą nas rzeczywistość. Dziś także trzeba walczyć – inaczej niż w 1920, 1944 czy 1956 roku, ale znów nadszedł moment, w którym – jeśli nie podejmiemy walki – może się to bardzo źle skończyć dla naszego kraju. Coraz więcej ludzi to rozumie.

Mimo dwóch lat od katastrofy smoleńskiej władze Warszawy wciąż odmawiają upamiętnienia poległych.
- Chciałabym bardzo, żeby w drugą rocznicę tragedii smoleńskiej poza Telewizją Trwam, “Naszym Dziennikiem” i kilkoma innymi mediami poświęcono choć odrobinę czasu tym ludziom, którzy zginęli w tak strasznej katastrofie. Rok temu ani telewizja państwowa, ani telewizje komercyjne nie poświęciły tym ludziom specjalnej uwagi. Oni zasłużyli na pamięć, na tę jedną modlitwę czy na tę jedną zapaloną świeczkę. To jest niegodne, że tam, gdzie rządzi Platforma Obywatelska, nie może stanąć pomnik, krzyż czy tablica upamiętniająca ofiary. Takie tablice powstają w mniejszych lub większych miastach, a w siedzibie prezydenta nie ma na to miejsca.

Profesor Piotr Gliński sformułował tezę, że po katastrofie smoleńskiej 90 procent polskiego społeczeństwa stanowiło pewnego rodzaju wspólnotę polityczną i że był to fenomen niespotykany wcześniej. Może z tego właśnie powodu uruchomiono tak potężne środki, żeby tę wspólnotę rozbić?
- Zgadzam się w stu procentach. Stopień przerażenia utworzeniem tej wspólnoty był ze strony rządu tak duży, że zamiast zadbać o bezpieczeństwo państwa po śmierci tylu kluczowych dla jego funkcjonowania osób i zamiast wyjaśnić przyczyny tragedii, zadbali tylko o to, żeby przykryć ten temat, uciec od niego i znowu ograć, okłamać społeczeństwo. Za każdym razem, kiedy wychodziła na jaw ich słabość i nieumiejętność rządzenia, rozgrywali kolejną akcję mającą przykryć ich nieudolność.

Stąd może ostatnie ataki na Kościół – nietrudno przewidzieć, że uderzenie w to, co dla wielu Polaków jest drogie, wywoła emocje i odwróci uwagę od innych spraw. Jest to ponadto cios wymierzony we wspólnotę, jaką stanowi Kościół.
- W dodatku we wspólnotę specyficzną, bo wartościową. Odnoszę wrażenie, że ten rząd boi się jakichkolwiek wartości, wszystkiego, co ma głębię, wszystkiego, co patriotyczne i bohaterskie. On to odbiera jako zagrożenie. Kiedy doszło do katastrofy smoleńskiej, okazało się, że rządzi nami garstka ludzi bez honoru i odwagi. Ci ludzie oddali całe śledztwo Rosji, a kiedy zaczęło to wychodzić na jaw, zaczęli stosować swoje socjotechniki. Bardzo ich przeraziła jedność społeczeństwa i zgromadzenia pod krzyżem stojącym przed Pałacem Prezydenckim. Zaczęli tę wspólnotę po trochu i skutecznie rozbijać.

Co w Pani zmieniły te dwa lata?
- Wszystko. Całe nasze życie zostało wywrócone do góry nogami. Nie tylko straciliśmy Ojca – osobę, którą bardzo kochamy, ale także zostaliśmy bez głowy rodziny, bez oparcia. Ojciec miał w sobie siłę i charyzmę, z której korzystało nie tylko państwo i społeczeństwo, ale także my jako rodzina. Kiedy Ojciec pełnił funkcję ministra i kiedy przyjeżdżali do nas dziennikarze, uciekałam – uważałam, że to Ojciec najlepiej będzie nas reprezentował i że życie publiczne jest jego działką. Po jego śmierci musiałam natomiast przeżyć czołowe zderzenie z czymś, przed czym wcześniej bardzo intensywnie się broniłam. Nie sądziłam, że organizm ludzki ma aż taką wytrzymałość. Jednak jeśli chodzi o Ojca, jestem gotowa zapłacić każdą cenę i w każdym aspekcie. Przez wiele miesięcy miałam wielką potrzebę porozmawiania z nim o tym, co się wydarzyło, skonsultowania się – tak jak zawsze to robiłam w każdej ważnej sprawie. Pamiętam, jak wracałam z Moskwy i myślałam: “Wszystko mu opowiem i on na pewno będzie wiedział, co z tym zrobić”.

Jestem przekonana, że Pani ojciec pomaga Pani z Nieba.
- Tego jestem pewna.

Czego życzyłaby Pani – sobie i Polsce, w najbliższej przyszłości?
- Tego, żeby społeczeństwo znalazło w sobie tyle siły, żeby przypomnieć sobie te chwile, które nastąpiły po katastrofie, kiedy byliśmy tak bardzo zjednoczeni i w tej tragedii silni tym właśnie zjednoczeniem. I żeby powiedziało “dość!” ludziom, którzy je okłamują. Życzyłabym sobie tego, żebyśmy w Polsce zaczęli w końcu mówić prawdę, choćby była ona najtrudniejsza.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: radiomaryja.pl

Opublikowany w Patriotyzm, Polityka, Z prasy | Otagowane: , , , , , | Komentarzy: 7 »

Harmonogram dla ludzkości”

Posted by Dzieckonmp w dniu 16/04/2012

Wywiad z dr.Rathem  z 2003 roku

Po Pańskiej kampanii przeciwko wojnie z Irakiem, arabska opinia publiczna chciałaby więcej o Panu wiedzieć; czy mógłby Pan podać nam więcej informacji na temat swoich osiągnięć?

Na początku chciałbym podkreślić, że jestem lekarzem, naukowcem, ale przede wszystkim istotą ludzką, mieszkańcem naszej planety, który pragnie, aby ta planeta pozostała nienaruszona i nie chce pozwolić, by została spopielona w trzeciej wojnie światowej.

Jako lekarz i naukowiec miałem przywilej zasłużyć się osiągnięciami w kilku dziedzinach, które, jak wierzę, pozwolą ludzkości zbudować zdrowszy i bardziej pokojowy, rokujący nadzieję świat.

Moje odkrycia w dziedzinie naturalnej ochrony zdrowia i leczenia choroby sercowo . naczyniowej pozwolą nam w sposób znaczący ograniczyć występowanie ataków serca, udarów mózgu, nadciśnienia tętniczego, niedomogi i arytmii serca, oraz wielu innych pokrewnych schorzeń w tym i w przyszłych pokoleniach ludzkości.

Drugą moją zasługą dla ludzkości było zdemaskowanie przemysłu farmaceutycznego jako największego przemysłu inwestycyjnego na Ziemi, utrzymującego i promującego jeden z najbardziej oszukańczych i szalbierczych układów w historii ludzkości. Podczas gdy reklamy obiecują .zdrowie., kwestia istnienia rynku dla tego przemysłu inwestycyjnego w sposób istotny zależy od obecności i ekspansji chorób. Zapobieganie, usuwanie przyczyn i eliminacja chorób zagrażają farmaceutycznemu .robieniu interesów na chorobach. i są przez to zwalczane przez tak zwany kartel farmaceutyczny. Podczas publicznej prezentacji w czerwcu roku 1997, po raz pierwszy sformułowałem rzeczową analizę, która pokazała, że ten przemysł, który żąda dla siebie globalnego monopolu na .opiekę zdrowotną. sam jest największą przeszkodą dla wszystkich mieszkańców świata w cieszeniu się zdrowym życiem.

Trzecim osiągnięciem, które uznaję za godne uwagi jest fakt, że udało mi się rozpowszechnić tę ratującą życie informację i analizę na skalę globalną. Stała się ona poprzez to tak groźna dla wartej wiele miliardów dolarów grupy inwestycji farmaceutycznych że szuka ona środków do utrwalenia swego globalnego panowania nad ludźmi na świecie w działaniach legislacyjnych, poprzez ustanowienie praw ochronnych i odrzucenie praw obywatelskich.

Pretekstem dla tej strategii jest tak zwana globalna .wojna z terroryzmem.. Ta wojna przeciwko .terroryzmowi nie jest w istocie wojną. Jest to strategia zaplanowana i realizowana po to, aby stworzyć globalną atmosferę zastraszenia, która pozwoli posłużyć się drastycznymi środkami prawnymi, nie tylko w Ameryce, ale także na całym świecie.

Moi najbliżsi współpracownicy przewidzieli taki rozwój wypadków ponad dziesięć lat temu.

Właśnie w tym czasie świeżo upieczony podwójny laureat Nagrody Nobla Linus Pauling powiedział: .Twoje odkrycia są tak ważne, że zagrażają całym gałęziom przemysłu. Pewnego dnia może się nawet zacząć prowadzić wojny tylko po to, by zapobiec powszechnej akceptacji Twojego odkrycia..

Ukończył Pan uczelnię medyczną, następnie pracował jako lekarz i badacz, co skłoniło Pana do zajęcia się badaniami nad naturalnymi metodami terapii?

Zacząłem od typowych badań nad przyczynami choroby sercowo . naczyniowej. W tym czasie uważało się, że głównym czynnikiem powodującym ataki serca i udary mózgu jest wysoki poziom cholesterolu. Pod wpływem producentów leków obniżających poziom cholesterolu, lekarzom wmawiano, że wysoki poziom cholesterolu niszczy ściany naczyń krwionośnych, prowadząc do ich pogrubienia i ostatecznie do zablokowania, powodującego ataki serca i udary mózgu. Dzisiaj wiemy, że jest to kolejna historyjka wymyślona przez przemysł farmaceutyczny.

Gdyby wysoki poziom cholesterolu niszczyłściany naczyń krwionośnych, działoby się tak w każdym miejscu naszego układu krwionośnego, na całej długości naczyń. Układ ten blokowałby się wszędzie, nie tylko w sercu czy w mózgu. Innymi słowy, cierpielibyśmy także na martwicę nosa, ucha, kolan, łokci, palców i wszystkich innych organów. Było jasne, że nie tu tkwi problem.

Wówczas odkryłem, że choroba sercowo . naczyniowa jest całkowicie nieznana w świecie zwierząt, podczas gdy wśród ludzi jest główną przyczyną śmierci. Następnym odkryciem był przełom w kierunku naturalnego zdrowia na skalę światową. Zwierzęta produkują w swych ciałach własną witaminę C, która jest potrzebna do wytworzenia molekuł wzmacniających nasze ciało i układ krwionośny, zwanych kolagenem. Im więcej witaminy C, tym więcej kolagenu, tym większa stabilność ścian naszych naczyń krwionośnych i tym mniej ataków serca. Zwierzęta rzadko miewają ataki serca, ponieważ produkują w swych ciałach wystarczające ilości witaminy C. My, istoty ludzkie, nie potrafimy wyprodukować ani jednej molekuły tej witaminy, a często przyjmujemy zbyt mało witamin w naszej diecie, narażając nasz układ krwionośny na osłabienie i powstanie złogów. Złogi te rozwijają się najpierw w obszarach, w których nasze naczynia krwionośne narażone są na obciążenia mechaniczne, tak jak to się dzieje w przypadku głównych arterii pracującego serca.

Ta seria odkryć była tak pociągająca, ponieważ wyjaśniała nie tylko dlaczego zwierzęta nie mają ataków serca, a ludzie mają, ale również dlaczego mamy ataki serca, a nie mamy ataków nosa. W międzyczasie te dramatyczne odkrycia zostały potwierdzone przez wyniki badań i nie pozostawiających wątpliwości testów klinicznych.

Tak więc odkrycia naukowe, których udało mi się dokonać, były najważniejszym powodem, dla którego porzuciłem konwencjonalne badania i zwróciłem się ku molekułom, które są najbardziej efektywne w zapobieganiu i leczeniu współczesnych chorób . molekułom, które są produkowane przez samą naturę i są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania komórek.

Wiele z wyników Pańskich badań zostało opublikowanych w czasopismach naukowych. Co stanowiło główny przedmiot Pańskiej pracy badawczej?

Odkrycie natury choroby sercowo . naczyniowej, która jest przyczyną ataków serca i udarów mózgu, było tylko początkiem. Gdy zrozumiałem, że witaminy, minerały, pewne aminokwasy i pierwiastki śladowe są potrzebne jako biologiczne .paliwo. dla milionów komórek naszego ciała, stało się dla mnie jasne, że poprzez zastosowanie tej wiedzy można zapobiegać nie tylko chorobie wieńcowej i atakom serca, ale też większości typowych, współczesnych chorób. W ciągu minionych lat mój instytut badawczy przy współpracy naukowców i lekarzy z całego świata ustalił poza wszelkimi wątpliwościami, że wymienione niżej choroby są powodowane przede wszystkim przez długotrwałe niedobory mikroelementów (witamin, minerałów, etc.). Poprzez dostarczenie optymalnej ilości tych mikroelementów albo w naszej zwyczajnej diecie, albo poprzez jej uzupełnienie, można w znaczący sposób zapobiegać następującym chorobom: nadciśnieniu tętniczemu (powodowanemu przez długotrwały niedobór mikroelementów w milionach komórek ścian naczyń krwionośnych), niedomodze serca (niedobór mikroelementów w milionach komórek mięśnia sercowego), jak również arytmii serca, schorzeniom cukrzycowym i innym.

Innym znaczącym odkryciem było odkrycie naturalnego sposobu na powstrzymanie komórek nowotworowych przed rozprzestrzenianiem się w ciele. Kilka lat temu opublikowałem informację o tym, że wszystkie komórki nowotworowe, bez względu na to, z jakim typem nowotworu mamy do czynienia i w jakim organie zaczęła się choroba, rozprzestrzeniają się w ten sam sposób. Używają .biologicznych nożyczek. (enzymów), które są zdolne do przebijania się przez molekuły tkanki (kolagen) naszego ciała. Im bardziej agresywny jest rodzaj nowotworu, tym więcej produkuje enzymów rozkładających kolagen.

Ta przekraczająca normy produkcja enzymów niszczących tkankę może być zredukowana bądź całkowicie zablokowana w naturalny sposób, poprzez zastosowanie aminokwasów lizyny i proliny, połączonych z witaminą C i pewnymi innymi mikroelementami. Ostatnio nasz zakład badawczy ustalił, że wszystkie badane typy komórek nowotworowych mogą zostać zablokowane poprzez wykorzystanie tego współdziałania mikroelementów w zablokowaniu wpływu enzymów. W Europie i w Ameryce są dzisiaj dziesiątki tysięcy pacjentów z nowotworami, korzystających z tego naturalnego sposobu zapobiegania i leczenia raka. Setki z nich wyleczyło się już z tej choroby. Jest to tym bardziej znaczące zważywszy na fakt, że jak do tej pory medycyna konwencjonalna uznawała nowotwór za .wyrok śmierci.. Mamy dokładnie udokumentowane wiele przypadków pacjentów z chorobą nowotworową, z prześwietleniem płuc, stanem kości przed i po zastosowaniu tej naturalnej terapii. Dokumentację naszego sukcesu można zobaczyć na stronach WWW naszej Fundacji www.dr-rath-health-foundation.org.

W ten sposób znajduję się w zaszczytnej pozycji kogoś, kto wniósł wkład w opanowanie niektórych najbardziej powszechnych współczesnych chorób. Jedyne pytanie jakie pozostaje, to dlaczego ta informacja nie została od razu rozpowszechniona na całym świecie? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy wrócić do rozmowy o przemyśle inwestycji farmaceutycznych, który aktywnie zwalcza wszelkie odkrycia, które mogłyby doprowadzić do zniszczenia jego globalnego rynku chorób.

Jest Pan twórcą nowej koncepcji medycyny, .Medycyny Komórkowej.. Czy mógłby Pan wyjaśnić, czym jest medycyna komórkowa i jakie korzyści płyną z jej wprowadzenia?

Dzisiaj medycyna jest podzielona na różne dyscypliny, w zależności od organów ciała. Kardiolodzy zajmują się sercem, gastrolodzy jelitami, ortopedzi kośćmi i biodrami. To podejście nastawione na organy ignoruje fakt, że zdrowie i choroba nie są determinowane na poziomie organów, ale na poziomie milionów komórek, które budują te organy i ludzkie ciało. Jedynym i najważniejszym powodem osłabienia funkcjonowania komórek i w końcu choroby jest brak bioenergii na poziomie tych komórek. Najważniejszymi molekułami bioenergii potrzebnymi dla prawidłowego funkcjonowania komórek są biokatalizatory, małe molekuły, które przyspieszają reakcje chemiczne w komórkach. Najważniejszymi spośród tych naturalnych molekuł są witaminy, minerały, pierwiastki śladowe i pewne aminokwasy. Medycyna komórkowa jest nową gałęzią medycyny, która stosuje tę wiedzę do zapobiegania i leczenia najbardziej powszechnych współczesnych chorób. W naszym instytucie badawczym medycyny komórkowej kontynuujemy śledzenie zapotrzebowania na te mikroelementy aby zapobiegać i leczyć określone choroby, w tym chorobę sercowo . naczyniową, nowotwory i choroby zakaźne.

Widać już, że medycyna dwudziestego pierwszego wieku wykorzysta tę wiedzę na skalę globalną, w zdecydowany sposób umożliwiając ludzkości wyzwolenie się od najbardziej rozpowszechnionych współczesnych chorób, z chorobą sercowo . naczyniową i nowotworami włącznie. Nie ma czasu do stracenia, każda osoba na Ziemi może zrozumieć tę regułę bez wykształcenia medycznego. Każdy specjalista od ochrony zdrowia, każdy polityk odpowiedzialny za zdrowie swoich wyborców powinni natychmiast zaznajomić się z tymi faktami naukowymi i stworzyć narodowe programy ochrony zdrowia uwzględniające tę wiedzę.

Dlaczego uważa Pan, że naturalne metody zapobiegania i leczenia są lepsze i bardziej wydajne niż tradycyjne leczenie farmaceutyczne?

Przemysł farmaceutyczny jest przemysłem inwestycji. Ze swej istoty nie może produkować lekarstw, które zapobiegną chorobom lub je usuną, ponieważ działanie takie wyeliminowałoby te choroby jako rynek dla dalszego używania leków. Ten fakt jest trudny do zrozumienia i jeszcze trudniejszy do zaakceptowania. Ale taka jest prawda i każdy powinien ją znać.

Skutkiem tego, 80% farmaceutyków obecnych aktualnie na rynku światowym nie ma dowiedzionej skuteczności, a zaledwie leczy objawy. Prostym rezultatem tego faktu jest, że najbardziej powszechne współczesne choroby, takie jak choroba sercowo . naczyniowa, nowotwory, AIDS i wiele innych chorób nie są powstrzymywane, a raczej w dalszym ciągu rozpowszechniają się pomimo, że dostępne są efektywne, nie podlegające prawu patentowemu możliwości alternatywne.

Studenci biologii i biochemii na całym świecie uczą się o roli mikroelementów w prawidłowym funkcjonowaniu komórek. Niestety, wpływ przemysłu farmaceutycznego na edukację medyczną na całym świecie jest tak silny, że jak dotąd te wyniki naukowe nie zostały zastosowane do rozwiązywania problemów medycznych.

Warunkami wstępnymi do tego, aby świat mógł się cieszyć dobrodziejstwami naturalnego zdrowia są: akceptacja nowych ustaleń naukowych i usunięcie sztucznych barier w medycynie, które są motywowane ekonomicznymi interesami przemysłu inwestowania w choroby.

Niedawny podwójny laureat Nagrody Nobla, dr Linus Pauling określił Pańskie osiągnięcia jako znaczące. Dlaczego tak uważał?

Linus Pauling był jedynym naukowcem, który otrzymał samodzielnie dwie Nagrody Nobla. Swojego pierwszego Nobla otrzymał w dziedzinie chemii, drugiego za działalność na rzecz pokoju, za udział w doprowadzeniu w 1963 roku do pierwszego porozumienia o rozbrojeniu, o częściowym zakazie testów nuklearnych. Linus Pauling był gigantem nauki dwudziestego wieku. Okrył strukturę molekularną nieprzeliczonej liczby molekuł organicznych i nieorganicznych. Jako pierwszy odkrył strukturalne właściwości protein (alpha helix) i pierwszej choroby genetycznej (anemii komórkowej).

Poznałem Linusa Paulinga ponad dwadzieścia lat temu, kiedy prowadziłem wykłady dla studentów medycyny w Niemczech, w ramach stowarzyszenia studentów medycyny przy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

Ale nasza ówczesna znajomość nie opierała się przede wszystkim na nauce . raczej na naszym wspólnym zaangażowaniu w pracy na rzecz pokoju i rozbrojenia nuklearnego.

Wiele lat później moje własne badania w dziedzinie chorób sercowo . naczyniowych pozwoliły mi poznać rolę witamin. Opowiedziałem Paulingowi o tych odkryciach. On natychmiast docenił ich wagę i zaprosił mnie, abym został pierwszym dyrektorem badań układu sercowo . naczyniowego w jego instytucie w Kalifornii.

Linus Pauling i ja byliśmy więcej niż kolegami z tej samej dziedziny nauki. Dzieliliśmy wspólną wizję zdrowszego i bardziej pokojowego świata. Nic dziwnego zatem, że na krótko przed swą śmiercią, Linus Pauling oświadczył, że bez żadnych wątpliwości uznaje mnie za swego następcę.

Jak tradycyjna wspólnota naukowa zareagowała na wyniki Pańskiej pracy i badań?

Nowe odkrycia przechodzą przez trzy stadia. Najpierw są wyśmiewane, następnie mocno zwalczane, w końcu zaś uznawane za oczywiste. Moje odkrycia w dziedzinie chorób sercowo . naczyniowych i nowotworów nie stanowią wyjątku. W świecie medycyny, w którym rozwiązania mechaniczne, takie jak wszczepianie bypassów czy cewnik Fogarty (angioplastyka) są .rozwiązaniami. dla problemu epidemii choroby sercowo – naczyniowej a radioterapia i chemioterapia .rozwiązaniami. dla problemu chorób nowotworowych, możliwość naturalnego, bezpiecznego i niedrogiego opanowania tych problemów zdrowotnych była niczym innym jak rewolucją.

W dziedzinie schorzeń sercowo . naczyniowych minęło ponad dziesięć lat od opublikowania mojego przełomowego artykułu naukowego .Rozwiązanie łamigłówki choroby sercowo . naczyniowej u ludzi., do przełomu w akceptacji zawartych w nim tez. Ale w końcu nadszedł 4 maja 2002 roku. Uniwersytet w Stanford, jedna z najlepszych uczelni medycznych na świecie, zaprosiła mnie, abym zaprezentował to odkrycie na ich sympozjum organizowanym przez wydział medyczny. To zaproszenie odzwierciedlało wzrastającą publiczną akceptację dla naszego nowego rozumienia choroby sercowo . naczyniowej jako wczesnej formy choroby marynarzy – szkorbutu.

Ta prezentacja podsumowywała, po raz pierwszy w przodującej instytucji medycznej, która była wykorzystywana przez kartel farmaceutyczny przez ponad wiek, kilka najbardziej fundamentalnych, nie rozwiązanych zagadek kardiologii: .Dlaczego zwierzęta nie mają ataków serca, a ludzie mają.; dlaczego mamy ataki serca, a nie ataki nosa; dlaczego cierpimy na stwardnienie arterii (arterioskleroza), ale nie na stwardnienie żył. Oto dlaczego nieznana jest żyło-skleroza.. Cała prezentacja jest udokumentowana na stronach WWW naszej Fundacji.

Podobnie w dziedzinie chorób nowotworowych, minęło około dziesięć lat od opublikowania mojego odkrycia naturalnych metod blokowania nowotworów poprzez podawanie lizyny i innych mikroelementów do momentu, w którym zostało ono publicznie zaprezentowane. 8 marca 2002 roku, odkrycie to zostało ogłoszone na całej stronie największej gazety świata .USA Today..

Wiadomość ta rozprzestrzeniła się z prędkością błyskawicy, wiele instytucji i krajów korzysta z tej wiedzy.

Podczas gdy nie napotkałem żadnego sprzeciwu na gruncie nauki, opór ze strony przemysłu farmaceutycznego jest bardzo gwałtowny. Przez ostatnie pięć lat główną strategią tego przemysłu były próby zapobieżenia rozprzestrzenieniu się tych przełomowych odkryć w dziedzinie naturalnych, nie podlegających patentom środków ochrony zdrowia za pomocą zakazów prawnych, w celu ochrony wartego wiele miliardów dolarów globalnego przemysłu inwestowania w choroby.

Jaki był wpływ Pańskich książek na przemysł farmaceutyczny?

Moja książka „Dlaczego zwierzęta nie mają ataków serca” , a ludzie mają, po raz pierwszy wyliczyła „prawa przemysłu farmaceutycznego”. Prawa te pozwalają określić przemysł farmaceutyczny związany z chorobami jako przemysł inwestycyjny, a nie przemysł służący zdrowiu. Demaskują one priorytet patentowania jako priorytet, który zakłóca kierunek badań, popychając je w stronę zarabiania pieniędzy a nie zaspokajania

potrzeb zdrowotnych mieszkańców świata. Książka ta otwarcie obciążyła przemysł inwestycji farmaceutycznych winą za przedwczesną śmierć setek milionów ludzi na całym świecie w ciągu minionych dekad i za finansową ruinę całych systemów ekonomicznych. To zdemaskowanie największego światowego przemysłu inwestycyjnego jako wartego wiele miliardów dolarów oszukańczego układu było odważnym aktem.

Gdy podczas wykładu, jaki wygłosiłem 21 czerwca 1997 roku w Niemczech po raz pierwszy w historii mówiłem otwarcie o tych sprawach do liczącego 3.500 ludzi tłumu, efekt był odczuwalny na całym świecie.

Jedyny powód, dla którego przemysł farmaceutyczny nie zemścił się na mnie wynika z faktu, że połączyłem to pozbawione skrupułów „robienie interesów na chorobach” z największymi zbrodniami przeciwko ludzkości, popełnionymi w dwudziestym wieku: masową zagładą, dokonaną podczas drugiej wojny światowej. Europejski

kartel petrochemiczny i farmaceutyczny finansował dojście do władzy Hitlera siedemdziesiąt lat temu. Druga wojna światowa była przede wszystkim wojną o zdobycie złóż surowców naturalnych w Europie Wschodniej i w Azji.

Norymberski Trybunał Wojenny ustalił w latach 1946/47, że druga wojna światowa nie byłaby możliwa bez udziału kartelu petrochemicznego, noszącego nazwę I.G. Farben. Rezultatem pracy tego trybunału było rozbicie I.G. Farben na firmy Bayer, BASF i Hoechst, a niektórzy z członków jego kierownictwa zostali skazani za rozpoczęcie wojny skierowanej przeciwko prawu międzynarodowemu, masowe morderstwa,

wykorzystywanie i grabież prywatnej i publicznej własności w innych krajach oraz za inne zbrodnie przeciwko ludzkości. Historia korporacyjnego tła drugiej wojny światowej jest udokumentowana w książce Josefa Borkina „Zbrodnia i kara I.G. Farben”, która jest zamieszczona na stronach WWW naszej Fundacji.

Od czasu rozpoczęcia moich działań demaskujących, przemysł farmaceutyczny jest w defensywie. Nic dziwnego zatem, że jego przedstawiciele nie śmieli się mścić lub rozpocząć procesu zniesławiania i rzucania oszczerstw. W międzyczasie moje trwające dekadę wysiłki, mające na celu zdemaskowanie przemysłu farmaceutycznego jako przynoszącego wiele miliardów dolarów oszukańczego systemu, zostały potwierdzone w artykule wiodącym w największym europejskim tygodniku informacyjnym „Der Spiegel”.

Artykuł ten otwarcie oskarża przemysł farmaceutyczny o oszustwo, podstępne działania, ryzykowanie życia ludzi, destrukcję systemów ekonomicznych państw całego świata na skalę miliardów dolarów i o wiele innych rzeczy, do których doszedłem w ciągu minionych lat. Minęło ponad pięć lat od mojego pierwszego publicznego oskarżenia skierowanego przeciwko robieniu interesów na chorobach przez przemysł farmaceutyczny do rozpowszechnienia i potwierdzenia tych faktów przez wielkie media. Nie są one niespodzianką, skoro artykuł ten potwierdza także, że przemysł farmaceutyczny jest ściśle powiązany z najważniejszymi politycznymi decydentami świata. Artykuł ten pokazuje również, że nawet obecnie, jeśli rząd chce podjąć działania przeciwko robieniu interesów na chorobach przez przemysł farmaceutyczny, ambasady USA interweniują bezpośrednio w imieniu rządu USA!

Mam przyjemność być pionierem nie tylko w dziedzinie naturalnego zdrowia, ale także w demaskowaniu robienia interesów na chorobach przez przemysł farmaceutyczny. Artykuł w .Der Spiegel. z 31 marca 2003 roku jest pierwszym klockiem domina, który obali mury przemysłu farmaceutycznego w przewidywalnej przyszłości. Inne media również pójdą tą drogą. I to jest dobre. Nie może po prostu tak być, żeby miliony ludzi i systemy ekonomiczne krajów świata były poświęcane dla garstki inwestorów, którzy konsekwentnie utrwalają własną pozycję poprzez wspieranie coraz bardziej pozbawionych skrupułów polityków, włączając w to obecną administrację w USA i w Wielkiej Brytanii, z głównym celem ciągłego, sztucznego trwania na naszej planecie tego przynoszącego miliardy dolarów oszukańczego systemu.

Czy Pańskie książki są dostępne na całym świecie?

Moje książki zostały przetłumaczone na ponad 10 języków i są dostępne w większości z nich w formie drukowanej. Oferujemy także moje książki w wersji on-line, na naszych stronach WWW tak, aby każdy zainteresowany mógł zdobyć informację. Czynimy wszelkie wysiłki w celu dalszego rozpowszechnienia tej ratującej życie informacji wśród milionów ludzi, włączając w to informację o naturalnym zapobieganiu i leczeniu choroby sercowo . naczyniowej, nowotworów i innych powszechnych problemów zdrowotnych.

Niniejsza informacja jest tak fundamentalna, że powinna być natychmiast rozpowszechniona na całym świecie. Serdecznie przyjmujemy każdą gazetę, stację radiową czy telewizyjną i inne media, które rozumieją wagę tej wiadomości i pomagają w jej upowszechnieniu. Trzy najbardziej znaczące książki to: .Dlaczego zwierzęta nie mają ataków serca . a ludzie mają., opisująca przełom w dziedzinie ataków serca, udarów mózgu, nadciśnienia tętniczego, niedomogi i arytmii serca i innych schorzeń wieńcowych. .Nowotwór., w której opisałem przełom w naturalnej kontroli chorób nowotworowych. Książka ta pokazuje po raz pierwszy, że nowotwór nie oznacza już wyroku śmierci. Trzecia książka, jaką napisałem, jest dokumentacją mojej dziesięcioletniej walki z kartelem farmaceutycznym. Nosi ona tytuł .W imieniu ludzkości..

Dlaczego nie dowiedzieliśmy się o tych odkryciach wcześniej?

Odpowiedź jest oczywista. Przemysł farmaceutyczny nie jest przemysłem, który powstał w sposób naturalny.

Został sztucznie stworzony przez inwestorów, którzy, aby czerpać zyski z chorób, nie mogli dopuścić do udostępnienia całemu światu naturalnych, nie podlegających patentom metod leczenia.

Na początku wieku dwudziestego, grupa Rockefellera kontrolowała już większość przemysłu naftowego w Stanach Zjednoczonych i w wielu innych krajach. Bazując na bilionach dolarów dochodu z tego przemysłu, grupa stworzyła nowy rynek: ludzkie ciało. Zysk lub zwrot tej inwestycji zależał od możliwości opatentowania wynalezionych farmaceutyków. Biliony dolarów zysku z tego nowego przemysłu inwestycyjnego zostały wykorzystane na systematyczne przekształcenie medycyny w sterowany przez rynek farmaceutyczny przemysł inwestycyjny. W ciągu kilku dekad, medycyna została opanowana przez tę grupę interesu, poprzez jej wpływy w uczelniach medycznych, w mediach i w świecie polityki.

Jednym z głównych wyzwań, z jakimi musiał zmierzyć się ten przemysł, była konkurencja ze strony naturalnych produktów zdrowotnych. Pomiędzy rokiem 1920 a 1935 większość witamin i niezbędnych elementów potrzebnych do prawidłowego metabolizmu w komórkach była już znana. Dla świata nauki było jasne, że bez tych niezbędnych molekuł w metabolizmie komórkowym, komórki te nie będą funkcjonowały prawidłowo i będą przyczyną chorób.

Stratedzy inwestycji farmaceutycznych uświadomili to sobie i przedsięwzięli globalną kampanię, mającą za cel uniemożliwienie szerokiego upowszechnienia się tej informacji wśród ludzi na całym świecie. Ale przemilczenie tej informacji było tylko pierwszym krokiem. Dalsze kroki strategiczne doprowadziły do rozwoju oszukańczego systemu przemysłu farmaceutycznego, który dyskredytuje informację zdrowotną o naturalnych, nie podlegających patentom metodach terapii i ostatecznie stara się zakazać za pomocą środków prawnych jakichkolwiek zapobiegawczych i terapeutycznych ustaleń na temat naturalnych metod terapii.

Wszystkie te działania miały tylko jeden cel: chronić przemysł inwestycji farmaceutycznych, oparty na patentowanych lekarstwach, które leczą zaledwie objawy przed naturalnymi, nie podlegającymi patentom metodami terapii, które są niezbędne dla utrzymania zdrowia komórek. Dla kontrastu, ustalenia naukowe dotyczące naturalnych molekuł niezbędnych dla podstawowych funkcji komórek, opisane w podręcznikach biologii, stały się sprawą życia i śmierci całego tego przemysłu inwestycyjnego. Jeśli chorobom można by zapobiegać przez optymalizację stanu zdrowia komórek za pomocą naturalnych, nie podlegających patentom molekułom, musiałoby to zagrozić samym podstawom całego przemysłu farmaceutycznego związanego z robieniem interesów na chorobach. Choroba, której można zapobiegać lub którą można wyeliminować przestaje po prostu stanowić element rynku.

Szczególnie ważna jest świadomość wpływu przemysłu farmaceutycznego na profesję medyczną. Poprzez wspieranie prywatnych uczelni medycznych w Stanach Zjednoczonych, włączając w to tak zwane. Ivy League. uniwersytety jak Harvard, Yale, Mayo Clinic i inne, przemysł inwestycji farmaceutycznych kupił sobie po prostu światową opinię medyczną. Nauczanie terapii medycznych w coraz większym stopniu skupiało się na środkach farmaceutycznych, a jednocześnie skutecznie zakazano naturalnych sposobów ochrony zdrowia jako .przestarzałych..

Zaledwie bardzo nieliczni lekarze kończący uczelnie medyczne w ciągu ostatnich dekad dowiedzieli się, że pierwsza Nagroda Nobla za odkrycie roli witaminy C w metabolizmie komórkowym została przyznana w roku 1937. W ten sposób, przez ponad pół wieku całe pokolenia lekarzy . miliony na całym świecie . opuściły uczelnie medyczne bez jakiejkolwiek wiedzy o ocalającej życie roli i walorach zdrowotnych witamin, minerałów i pierwiastków śladowych.

Każdy może natychmiast zrozumieć destrukcyjne konsekwencje takiej strategii inwestycyjnej dla ludzkiego zdrowia na skalę globalną poprzez przyjrzenie się następującym faktom. Zaledwie bardzo nieliczni spośród 6 miliardów ludzi żyjących dzisiaj wiedzą, że ciało ludzkie nie produkuje witaminy C. Obecnie jest faktem naukowym, że jest to ta sama molekuła witaminowa (znana z chronienia arterii przed „chorobą marynarzy”, szkorbutem), która jest także podstawowym czynnikiem chroniącym przed atakami serca, udarami mózgu i innymi schorzeniami sercowo . naczyniowymi. Dzięki temu, proste zakazanie rozpowszechniania tej ratującej życie informacji w środowisku medycznym w interesie przemysłu inwestycji farmaceutycznych, znacznie przyczyniło się do powstania epidemii choroby sercowo . naczyniowej, pierwszej na liście epidemii w świecie uprzemysłowionym jak i w większości zurbanizowanych obszarów krajów rozwijających się.

Zaledwie bardzo nieliczni spośród ludzi żyjących dzisiaj na Ziemi wiedzą, że ciało ludzkie nie produkuje naturalnego aminokwasu lizyny, podstawowego budulca protein. Teraz okazuje się, że to właśnie ta naturalna molekuła lizyny jest jednym z najważniejszych czynników zapobiegających przed rozprzestrzenianiem się komórek nowotworowych w ciele. Nowotwory są drugą co do wielkości epidemią w krajach uprzemysłowionych, a leki sprzedawane podczas ostatniego miesiąca życia pacjenta z chorobą nowotworową są jednym z najbardziej dochodowych przedsięwzięć farmaceutycznego przemysłu robienia interesów na chorobach.

W ten sposób, na początku XXI stulecia, ludzkość budzi się z koszmaru. Wraz z rozpowszechnieniem prostej informacji zdrowotnej o molekułach potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania komórek, a nie produkowanych przez nasze ciała, dwa na trzy istnienia ludzkie w krajach uprzemysłowionych i w krajach aspirujących do tego miana mogą być uratowane.

Musimy także zdać sobie sprawę z faktu, że ludzie na świecie byli .uśpieni. przez całe stulecie nie dlatego, że nie byli inteligentni. Musimy uświadomić sobie, że aby oszukańczy przemysł farmaceutyczny mógł funkcjonować, wydaje on miliardy dolarów na wprowadzanie w błąd i dorobienie sobie sztucznej fasady „dobroczyńców ludzkości”. Aby osiągnąć ten cel, przemysł ten wydał dwa razy więcej środków na .marketing. niż na badania.

Donald Rumsfeld, obecny minister obrony Stanów Zjednoczonych był dyrektorem naczelnym kilku międzynarodowych kompanii farmaceutycznych. Otrzymał on kilka nagród za służbę temu przemysłowi zanim został wyznaczony do sprawowania obecnej funkcji w administracji George.a Busha. Nie ma wątpliwości, że Rumsfeld i całe kierownictwo tego przemysłu . w tym grupa inwestycyjna Rockefellerów . mają świadomość omawianych faktów. Trzęsą się ze strachu, że prawda o farmaceutycznym przemyśle robienia interesów na chorobach rozprzestrzeni się po świecie z prędkością błyskawicy. Jeśli tak się stanie, ich los jest przypieczętowany: zostaną pociągnięci do odpowiedzialności za śmierć milionów ludzi spowodowaną chorobami, którym można było zapobiec, gdyby nie podjęte przez nich z premedytacją decyzje. Oni wiedzą: albo pokonają ludzkość w wojnie i zrealizuje się scenariusz globalnego .Wielkiego Brata., albo ludzkość pokona ich. Nie ma trzeciej drogi. Oto tło obecnej wojny. Oto dlaczego angażują oni całą planetę.

Przez ponad wiek przynoszący wiele miliardów dolarów oszukańczy system farmaceutyczny jako warunek swego istnienia podtrzymywał zakaz rozpowszechniania ratującej życie, nie podlegającej patentom informacji zdrowotnej o naturalnych sposobach zapobiegania najbardziej rozpowszechnionym, współczesnym chorobom. Nikt teraz nie powinien być zdziwiony, że postępowali oni właśnie tak i że nie słyszeliśmy o tych przełomowych odkryciach wcześniej.

A co z rolą Światowej Organizacji Zdrowia, czy nie promowała ona zdrowego odżywiania?

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) została utworzona ponad 50 lat temu, jej celem była poprawa stanu zdrowia ludzi na całym świecie. Jednym z jej pierwszych zadań było rozpowszechnienie informacji o odżywianiu. Wspólnie z Organizacją Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), WHO publikowało przez około dekadę coroczny „Wspólny raport na temat odżywiania”.

Po upływie tego czasu, interesy przemysłu farmaceutycznego całkowicie zdominowały kontrolę nad WHO. Od tego czasu organizacja ta jest własnym przeciwieństwem. W roku 1963, tylko 15 lat od momentu, w którym założono WHO aby służyć ludziom na świecie, stała się ono instrumentem globalnego kartelu farmaceutycznego. W roku 1963 powołana została nowa komisja, której zadaniem było zwalczanie mikroelementów (witamin, minerałów i aminokwasów), przeciwdziałanie ich stosowaniu w zapobieganiu, leczeniu i eliminacji chorób. Celem tak zwanej komisji WHO/FAO .Codex Alimentarius. (standard żywienia) było narzucenie sztucznych .górnych limitów., aby zapobiec stosowaniu przez ludzi na świecie tych naturalnych składników zdrowotnych dla celów terapeutycznych. Komisja rozpoczęła także „świętą wojnę” przeciwko rozpowszechnianiu informacji o naturalnym zdrowiu, odniesionej do dowiedzionych naukowo korzystnych właściwości tych mikroelementów. W ten sposób kartel farmaceutyczny uczynił z WHO swój globalny instrument w forsowaniu pierwszego działania legislacyjnego na skalę globalną . wprowadzenia praw protekcjonistycznych, mających w sposób sztuczny zabezpieczać globalny monopol zdrowotny patentowanych leków.

W taki oto sposób, przez ostatnie 40 lat organizacja stworzona w celu poprawy zdrowia mieszkańców świata była zdominowana przez dochodowe interesy grupki inwestorów, służąc celom dokładnie przeciwnym: utrzymywaniu ludzi na świecie nieświadomymi ratującej życie informacji o zapobieganiu najbardziej rozpowszechnionym współczesnym chorobom.

Publikacja mojego 10 . punktowego Programu .Zdrowie dla wszystkich do roku 2020., na światowym szczycie w Johannesburgu w sierpniu roku 2002 oznaczała punkt zwrotny dla tej Organizacji. Z ponad stoma głowami państw świadomymi oszukańczej natury przemysłu farmaceutycznego i alternatyw w naturalnym zdrowiu, zaczęła się batalia o odzyskanie WHO i użycie tej organizacji dla dobra ludzi na świecie. Kraje rozwijające się Afryki, Południowej Ameryki i Azji przewodzą w tej historycznej bitwie. Ale niech nikt się nie łudzi. Siły kartelu farmaceutycznego zagnieżdżone w WHO nie poddadzą się dobrowolnie.

Ludzie na świecie muszą przebudzić się i dostrzec fakt, że grupy interesu zmieniające WHO we własne przeciwieństwo są tymi samymi grupami interesu, które przeforsowały wojnę z Irakiem i są odpowiedzialne za obecny kryzys międzynarodowy na naszej planecie. W ten sposób wojna o panowanie nad WHO będzie toczona z brutalnością podobną do każdej wojny militarnej. Porównanie jest dopuszczalne . w końcu ofiarami w obydwu przypadkach są setki milionów ludzi.

Rezultat tej batalii o kontrolę nad WHO jest pewny: mieszkańcy świata zwyciężą w niej i przejmą kontrolę nad WHO przez wzgląd na siebie i na pokolenia, które mają nadejść. Jak długo to potrwa, będzie w końcu zależało od tego, czy mieszkańcy świata będą poinformowani o naszych postępach i czy będą się domagali od swoich rządów podjęcia działań na płaszczyźnie wewnętrznej i międzynarodowej. W międzyczasie jest niezbędne, aby istniały organizacje, które nie mogą zostać kupione, skorumpowane, na które nie da się wpłynąć w żaden inny sposób. Fundacja Zdrowia dr Ratha została powołana, aby wnieść swój wkład w osiągnięcie tego celu.

Wspomniał Pan o komisji Codex Alimentarius. Czy mógłby Pan powiedzieć coś więcej na jej temat?

Codex Alimentarius jest komisją WHO i FAO. Około połowy jej członków jest w sposób pośredni powiązanych z przemysłem farmaceutycznym. Podczas gdy Codex Alimentarius kieruje różnorodne pytania dotyczące ochrony żywności, ogromna większość jej czasu, wysiłków i środków została zmarnowana na walkę kartelu farmaceutycznego z rozprzestrzenianiem się informacji o naturalnym zdrowiu związanej z witaminami, minerałami i innymi niezbędnymi składnikami pokarmowymi.

Po moich odkryciach powiązań pomiędzy szkorbutem i chorobami serca, sukcesie mojej książki „Dlaczego zwierzęta nie mają ataków serca” i kiedy pierwsze próby zakazania naturalnych metod terapii w USA spełzły w roku 1994 na niczym, kompanie farmaceutyczne reaktywowały w roku 1995 komisję „Codex Alimentarius”. Od tego czasu podejmuje ona energiczne wysiłki, aby ochronić farmaceutyczny przemysł robienia interesów na chorobach przed efektywnymi, bezpiecznymi, nie podlegającymi patentom mikroelementami. Komisja ta spotyka się teraz każdego roku za zamkniętymi drzwiami. Jej głównym celem jest wprowadzenie zakazu stosowania zapobiegawczych i terapeutycznych ustaleń zdrowotnych, związanych z witaminami, minerałami i innymi niezbędnymi składnikami. Te pozbawione skrupułów zalecenia miałyby zostać przyjęte w interesie kartelu farmaceutycznego przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych i polecone jako prawo wiążące dla wszystkich krajów członkowskich ONZ, to znaczy na całym świecie. Taki jest przynajmniej plan kartelu farmaceutycznego.

Przez kilka ostatnich lat organizowaliśmy regularne protesty przeciwko planom kartelu farmaceutycznego dotyczącym komisji .Codex., takie jak konferencje naukowe, demonstracje i kampanie protestu, skierowane przeciwko członkom komisji „Codex” i popierającym ją wciąż rządom. Podczas ostatniej akcji protestacyjnej do rządów i parlamentarzystów z krajów wciąż popierających te pozbawione skrupułów działania wysłano ponad 600 milionów (!) listów protestacyjnych. W wigilię spotkania komisji „Codex” w listopadzie roku 2002 w Berlinie zorganizowaliśmy konferencję ekspertów do spraw zdrowia z całego świata, włącznie z Republiką Południowej Afryki. Nie było niczym dziwnym, że to właśnie na tym spotkaniu komisji „Codex” oficjalna delegacja Republiki Południowej Afryki zdemaskowała po raz pierwszy hipokryzję „Codex Alimentarius”. Aby zrozumieć doniosłość tego kroku, muszą zostać wyjaśnione następujące okoliczności.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie popierałby tak po prostu zakazu naturalnego zdrowia. Kartel farmaceutyczny musiał więc dostarczyć dla jeszcze nie zdecydowanych polityków pretekst, dla którego powinni oni zakazać naturalnych terapii zdrowotnych. Tym pretekstem było odkrycie nie istniejących efektów ubocznych stosowania witamin. Oczywiście, te efekty uboczne istnieją tylko w wyobraźni farmaceutycznych grup interesu i na schematach ich globalnej machiny Public Relations. Witaminy, minerały i aminokwasy są budulcem dla życia i ciało potrafi usunąć wszelki ich nadmiar bez żadnych problemów.

Przeciwnie ma się sprawa z syntetycznymi farmaceutykami. Ponieważ są one syntetyczne, ciało nie zna ich i to jest powód, dla którego z prawie wszystkimi farmaceutykami wiążą się dotkliwe efekty uboczne. Zgodnie z numerem Journal of the American Medical Association z 15 kwietnia 1998 roku, śmiertelne efekty uboczne

farmaceutyków stały się czwartą z kolei przyczyną śmierci w uprzemysłowionym świecie. Ignorując wszystkie te fakty, machina Public Relations przemysłu farmaceutycznego próbuje manipulować światową opinię publiczną i związać ręce tym politykom, których potrzebują, aby uchwalić bezwzględne rekomendacje komisji Codex Alimentarius.

Na tym właśnie tle musimy oceniać pozycję, jaką rząd Republiki Południowej Afryki zajął podczas spotkania komisji .Codex. w roku 2002, demaskując hipokryzję trwających dekadę wysiłków kartelu farmaceutycznego wewnątrz komisji .Codex. poprzez wsparcie naszych argumentów oficjalnym stanowiskiem rządowym. Ale to nie był zbieg okoliczności. Dwa lata wcześniej rząd Republiki Południowej Afryki podjął walkę z kartelem farmaceutycznym odmawiając płacenia za licencje na leki stosowane w leczeniu AIDS.

Argument był prosty: płacenie przesadnie wysokich opłat licencyjnych za te lekarstwa spowoduje, że staną się one niedostępne dla ogromnej większości ludzi w Republice Południowej Afryki i w świecie rozwijającym się.

W ten sposób przemysł farmaceutyczny, poprzez naleganie na ten ogromny margines zysku, rozmyślnie naraża życie milionów ludzi w Afryce i na całym świecie. Kartel farmaceutyczny „to znaczy Międzynarodowa Federacja Producentów Farmaceutycznych” był na tyle bezczelny, by zaskarżyć rząd republiki Południowej Afryki przed sądem w Pretorii. Nic dziwnego, ta wojna nie została wygrana w sali sądowej, ale przed trybunałem opinii publicznej.

Ogólnoświatowe protesty przeciwko .zabijaniu w interesie przemysłu farmaceutycznego. uniemożliwiły kartelowi farmaceutycznemu kontynuowanie tej sprawy sądowej. W styczniu roku 2001, tylko kilka tygodni po pozwaniu rządu Republiki Południowej Afryki przed sąd, kartel farmaceutyczny przyznał się do porażki i wycofał sprawę. Rząd Republiki Południowej Afryki odniósł historyczne zwycięstwo nad kartelem farmaceutycznym. W międzyczasie wiele krajów poszło w ślady rządu Republiki Południowej Afryki i produkuje własne lekarstwa bez płacenia wyniszczających opłat patentowych.

Wspomniał Pan o lekach stosowanych w leczeniu AIDS. Czy istnieje naturalna alternatywa dla tych lekarstw?

Jest faktem potwierdzonym naukowo, że zasadniczo wszystkie wirusy mogą być częściowo lub całkowicie zablokowane poprzez naturalną terapię. Askorbina (witamina C) zmniejsza multiplikację (replikację) wirusów.

Studium opublikowane we wpływowym piśmie Proceedings of the National Academy of Science USA w roku 1990 wykazało, że witamina C w ilościach, które mogą być przyjęte przez ludzi w dawce dziennej może zablokować replikację wirusa HIV w ponad 99,9%! Amerykańskie Proceedings of the National Academy of Science USA są jedną z najczęściej czytanych publikacji naukowych na świecie. Dzięki temu, przez ponad dekadę przemysł farmaceutyczny, Światowa Organizacja Zdrowia i medyczny establishment wiedzieli, że istnieją naturalne, nie podlegające patentom środki alternatywne wobec farmaceutyków. Co więcej, te naturalne środki są bardziej efektywne niż jakiekolwiek obecnie istniejące sposoby podejścia do opanowania chorób.

Drugą substancją odgrywającą zasadniczą rolę w blokowaniu rozprzestrzeniania się wirusów jest aminokwas lizyna. Jako że wszystkie wirusy rozprzestrzeniają się przez rozkładanie tkanki otaczającej (kolagenu) za pomocą enzymu kolagenazy, neutralizacja tych enzymów zmniejszy rozprzestrzenianie się wirusa bądź całkowicie mu zapobiegnie. Udowodniono, że naturalne aminokwasy lizyna i prolina dają taki efekt. Ponadto wykazano, że witamina A i inne niezbędne składniki odżywcze wzmacniają układ odpornościowy i przyczyniają się przez to do efektywnego zapobiegania i leczenia AIDS.

Udokumentowaliśmy wiele z tych badań na stronach WWW naszej Fundacji po to, aby każdy mógł natychmiast czerpać z nich korzyść i pomóc w rozpowszechnieniu tej ratującej życie informacji wśród pacjentów, specjalistów, jak również polityków zajmujących się sprawami zdrowia.

Dlaczego uważa Pan, że program AIDS Narodów Zjednoczonych przynosi korzyść przemysłowi farmaceutycznemu?

Większość programów Narodów Zjednoczonych jest zdominowana przez grupy interesu przemysłu farmaceutycznego. To odnosi się także do programu AIDS. Musimy zrozumieć, że dla przemysłu farmaceutycznego batalia o wiarygodność zaczęła się w krajach rozwijających się tak samo jak w świecie uprzemysłowionym. Coraz więcej tych krajów uświadamia sobie, że są naturalne alternatywy dla farmaceutyków, nie tylko bardziej efektywne, ale także dostępne za ułamek dotychczasowych kosztów, bez odprowadzania wygórowanych opłat patentowych. Dzisiaj wiele rządów na świecie zrozumiało pozbawioną skrupułów naturę i oszukańczy układ farmaceutycznego .robienia interesów na chorobach. i kieruje swoje narodowe strategie zdrowotne w stronę naturalnego zdrowia.

Musimy zrozumieć, że każdy kraj, który decyduje się wynieść z farmaceutycznego przemysłu robienia interesów na chorobach stanowi kolejny gwóźdź do trumny tego przemysłu inwestycyjnego. Taka decyzja oznacza nie tylko to, że przemysł farmaceutyczny zarobi tylko ułamek dotychczasowych dochodów w danym

kraju. Jest dużo bardziej istotna konsekwencja: każdy kraj, który odwraca się od przemysłu farmaceutycznego przyczynia się do otwarcia oczu świata na liczący sobie sto lat oszukańczy przemysł inwestowania w choroby, podtrzymywany i promowany przez farmaceutyczne grupy inwestycyjne.

Konsekwencją wyzwalania się coraz większej liczby krajów spod jarzma kartelu farmaceutycznego jest degradacja tego przemysłu. Wyobraź sobie, co się stanie, gdy coraz więcej krajów na świecie uświadomi sobie, że epidemia AIDS może być powstrzymana poprzez dostarczenie wystarczającej ilości witaminy C i innych nie podlegających patentom naturalnych metod terapii w ilościach optymalnych dla ludzi. Wyobraź sobie reakcję ludzi, którzy uświadomią sobie, że przemysł farmaceutyczny świadomie ukrywał przed nimi tę ratującą życie informację o naturalnych składnikach.

Jesteśmy właśnie świadkami takiego odwrócenia się od kompanii farmaceutycznych na skalę globalną. Rządy Jordanii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Nigerii, Republiki Południowej Afryki, Angoli, Malawi i wiele innych afrykańskich rządów, jak również rząd Chińskiej Republiki Ludowej zdecydowały się rozpocząć wprowadzanie strategii naturalnej ochrony zdrowia. To, z czym ma do czynienia przemysł farmaceutyczny nie jest zwykłym „efektem domino” , jest to zburzenie „Muru Berlińskiego” globalnego farmaceutycznego przemysłu „robienia interesów na chorobach”.

Aby pomóc ludziom i narodom najbardziej dotkniętym przez AIDS, Narody Zjednoczone i wszystkie ich organizacje muszą wykorzystać przełomowe odkrycia w dziedzinie naturalnego zdrowia oraz sprawić by ta wiedza i te metody terapii stały się dostępne dla wszystkich ludzi tak szybko, jak to będzie możliwe.

Czy nie ma Pan wrogów, skoro atakuje Pan tak silną grupę interesów, jak przemysł farmaceutyczny?

Mam do czynienia z tymi siłami odkąd przejąłem pałeczkę po dwukrotnym laureacie Nagrody Nobla Linusie Paulingu. Od samego początku byłem w pełni świadomy, że samo odkrycie zależności pomiędzy szkorbutem a chorobami serca unicestwi na zawsze wart wiele miliardów dolarów rynek farmaceutyczny, także podjęcie tej batalii o wyzwolenie ludzkości z jarzma podstępnego i niemoralnego przemysłu było świadomą decyzją.

Patrząc wstecz, widzę kilka ważnych lekcji, jakie zostały mi udzielone. Jeśli jeden naukowiec, jeden człowiek może spowodować taką zmianę w kierunku biegu ludzkich wydarzeń jak doprowadzenie do upadku największego przemysłu inwestycyjnego na Ziemi, to nie dzieje się tak tylko z dzięki mojej własnej sile.

Głównym powodem dzięki któremu, wraz z grupą ludzi, mogłem zainicjować upadek największego przemysłu inwestycyjnego XX wieku, był fakt, że natura tego przemysłu była oszukańcza: obiecywano .zdrowie. a sprzedawano jeszcze więcej chorób.

Odkąd oszustwo zostało zdemaskowane, nie było możliwości obrony, aby uchronić go przed upadkiem. I tak przez wszystkie lata, w czasie których występowałem przeciwko przemysłowi farmaceutycznemu i oskarżałem go publicznie o fałszywe intencje i narażanie życia milionów ludzi, jego przedstawiciele nie mieli nigdy śmiałości otwarcie przystąpić do kontrataku, ani też nie kwestionowali w sposób otwarty moich odkryć naukowych.

Co jednak miało miejsce, to wysiłki ze strony pewnych uzależnionych od przemysłu farmaceutycznego twórców opinii i mediów, mające na celu zdyskredytowanie mnie jako osoby. Ale to jest los każdego, kto ma odwagę stanąć w obronie tego, co uznaje za słuszne. Ufam, że wielu młodych ludzi, przyszłe generacje, będą mogły uczyć się z tego przykładu i znajdą w nim zachętę do bronienia tego, co uznają za słuszne gdy ich czas nadejdzie.

Jeśli chodzi o moje bezpieczeństwo osobiste, to wielu ludzi pytało mnie, czy nie obawiam się o moje życie. Odnoszą się oni do ostatniej powieści Johna le Carre.a .Wierny ogrodnik. i do faktu, że sposób prowadzenia interesów przez przemysł farmaceutyczny nie uwzględnia szacunku dla życia. Sam John le Carre napisał w epilogu swojej książki, że podczas pracy nad nią uzmysłowił sobie, że .w porównaniu z rzeczywistością świata farmaceutycznego jego powieść czyta się jak pocztówkę z wakacji..

Jeśli znajdujesz się, tak jak ja, w uprzywilejowanej sytuacji, w której możesz zmienić życie milionów ludzi na Ziemi w przyszłych generacjach, podejmujesz właściwą decyzję. Mówienie prawdy głośno i wszędzie staje się Twoim najlepszym zabezpieczeniem przed sprzeciwiającymi się Tobie grupami interesu. Seria listów otwartych, jakie opublikowałem w imieniu Fundacji w różnych krajach była tylko kolejnym krokiem w tym procesie.

Jakie były cele Pańskiej globalnej kampanii informacyjnej „Czyńcie Zdrowie, nie wojnę”?

Od samego początku obecnego kryzysu międzynarodowego, ludzie na świecie podejrzliwie podchodzili do tak zwanej .wojny z terroryzmem., propagowanej przez administrację Busha. We wszystkich protestach przeciwko tej wojnie, organizowanych we wszystkich zakątkach świata, można było zobaczyć transparenty ujawniające jeden z prawdziwych powodów tej wojny: ropę.

Jeśli Twoim celem jest tylko ropa, nie musisz tworzyć atmosfery globalnej, masowej histerii, nie musisz przekształcać społeczeństwa w USA w organizację paramilitarną i nie musisz budować całej struktury .Wielkiego Brata. z 67 tysiącami ludzi śledzącymi Twoich własnych obywateli . wszystko to pod pretekstem .Bezpieczeństwa Ojczyzny.. To wszystko ma sens tylko wtedy, gdy obawiasz się czegoś w Twoim własnym kraju i gdy cała populacja zagraża potencjalnie Twoim zyskom i Twojej władzy politycznej.

Jak to wielokrotnie wyjaśniałem w moich listach otwartych, głównym motorem obecnego kryzysu, wojny z Irakiem i możliwej trzeciej wojny światowej, jest przemysł farmaceutyczny. W obliczu wyniszczających procesów na skalę światową w sierpniu 2001 roku, przemysł farmaceutyczny był nie tylko największą siłą popierającą tragiczne wydarzenia z 11 września. Podejmując ostatnią próbę ustabilizowania upadającej wiarygodności swego oszukańczego businessu, grupy inwestycyjne ukryte za tym przemysłem stanęły w obliczu upadku wszystkich swoich inwestycji.

Musisz zrozumieć, że jeśli jesteś w stanie stworzyć największy przemysł inwestycyjny na Ziemi opierając się na oszukańczym systemie i oszukańczy system zostanie zdemaskowany, nie będzie żadnej grupy społecznej, której by to nie dotyczyło. To jest dokładnie sytuacja, z którą ma obecnie do czynienia grupa Rockefellera. To jest powód, dla którego umieściła ona Donalda Rumsfelda, byłego dyrektora naczelnego międzynarodowych kompanii farmaceutycznych, na stanowisku ministra obrony, który decyduje, gdzie i przez jak długi czas będą spadać bomby. To jest powód, dla którego przemysł farmaceutyczny był największym sponsorem kampanii wyborczej George.a Busha, włączając w to głosowanie w połowie kadencji, które odbyło się w listopadzie 2002 roku, przeprowadzone w atmosferze typowo wojennej.

Bądź pewny, że te grupy interesu . stojąc w obliczu własnego upadku . są gotowe pociągnąć za sobą całą ludzkość. Podobna sytuacja 500 lat temu spowodowała w Europie przejście od średniowiecza do nowożytności. W obliczu własnego upadku, władcy tamtych czasów rozpoczęli wojnę przeciwko swym własnym poddanym. W wojnie trzydziestoletniej (1618 . 1648) jedna trzecia Europy została zniszczona, poświęcono dziesiątki milionów istnień ludzkich.

Czy może Pan rozwinąć tę historyczną paralelę o przyczynach końca Średniowiecza?

400 lat temu, miliony zwykłych ludzi w Europie nauczyło się czytać i pisać dzięki wynalezieniu prasy drukowanej i przetłumaczeniu pierwszych książek z łaciny na języki narodowe. To .wyzwolenie z analfabetyzmu. zakończyło średniowiecze w Europie i zainicjowało coś, co znamy dzisiaj jako czasy nowożytne. Ani siła, ani wojny, ani dyktatura nie mogły zmusić milionów ówczesnych zwykłych ludzi do wyrzeczenia się prawa do czytania, pisania, wiedzy i godnego życia.

W podobny sposób dzisiaj ani wojna, ani obalenie praw obywatelskich, ani metody rodem z .Wielkiego Brata. nie będą mogły powstrzymać wyzwolenia ludzkości z jarzma kartelu farmaceutycznego. Zbyt wielu ludzi umarło już niepotrzebnie, zbyt wiele systemów ekonomicznych zostało zrujnowanych przez korporacyjne interesy. Teraz ludzie na świecie rozumieją, dlaczego wszystko to ma miejsce i będą kontynuować walkę o swe prawo do naturalnego zdrowia.

Nasza kampania .Czyńcie zdrowie . nie wojnę. ukazuje interes przemysłu farmaceutycznego, kryjący się za obecną wojną i kolejną .wojną światową., zapowiedzianą już przez byłego szefa CIA Jamesa Woolseya. Jest to także wezwanie do działania, aby nie pozwolić, by to się stało. Każdy, wszędzie na świecie może natychmiast skorzystać z wielkich odkryć w dziedzinie naturalnego zdrowia. Każde gospodarstwo domowe, każdy gabinet lekarski, każdy szpital i każdy system opieki zdrowotnej, który korzysta z naturalnych metod zdrowotnych, pozbawia farmaceutyczne grupy interesu środków, które są im potrzebne do sfinansowania kolejnej wojny. Oto dlaczego te dwa obszary są ze sobą tak powiązane.

Mieszkańcy świata zaczynają dostrzegać fakt, że te same grupy interesu, które ciągle pozwalają, dla korzyści finansowych, aby choroby zabijały miliony ludzi, są tymi samymi grupami interesu, które popychają teraz ludzkość w kierunku trzeciej wojny światowej. Mieszkańcy świata zaczynają sobie również uświadamiać, że dziedzina zdrowia jest najważniejsza, najbardziej strategiczna, że dzięki niej przeznaczenie naszej planety można skierować w stronę zdrowszego i bardziej pokojowego świata. Rachunek jest prosty. Jest garstka inwestorów chcących dalej czerpać korzyści z chorób i wojen i są interesy ponad 6 miliardów ludzi, chcących żyć w świecie bez chorób i bez wojen. Wynik tej batalii jest pewny. My, ludzie, wygramy ją, ale musi nas być coraz więcej i więcej.

Kto finansował Pańską kampanię „Czyńcie zdrowie. nie wojnę”?

Przeprowadzenie tej kampanii było możliwe dzięki wsparciu ludzi, którzy skorzystali już z dobrodziejstw naturalnych metod terapii zdrowotnych. Nasz instytut badawczy dostarcza wiedzy i naturalnych programów zdrowotnych które pozwalają ludziom cierpiącym na choroby serca, niedomogę serca, nadciśnienie tętnicze, problemy cukrzycowe, nowotwory, osteoporozę i wiele innych schorzeń czerpać korzyści z odkryć w dziedzinie naturalnego zdrowia, badań nad witaminami i medycyny komórkowej. Setki tysięcy ludzi i pacjentów na 5 kontynentach już korzystają z tych odkryć. Korzyści zdrowotne w wielu przypadkach przekraczają wszystko, czego mogli się oni kiedykolwiek spodziewać po farmaceutykach.

Konsekwentnie, ludzie ci nie tylko cieszą się z korzyści płynących z dostępu do naturalnego zdrowia, ale chcą także, aby ta wiedza rozprzestrzeniła się na całym świecie w celu pomocy innym ludziom, którzy nie słyszeli jeszcze o tych odkryciach. W ten sposób poparcie dla mojej kampanii nadchodzi ze strony ludzi, którzy w większości przypadków doświadczyli dobrodziejstw tego, w co wierzą i o co walczyli swoim własnym życiem, swoimi własnymi ciałami. Inaczej ta międzynarodowa kampania nie byłaby możliwa.

Jakie są najbardziej znaczące osiągnięcia Pańskiej kampanii .Czyńcie zdrowie . nie wojnę.?

Poprzez zdemaskowanie przemysłu farmaceutycznego jako inicjatora i grupę czerpiącą największy zysk z obecnego kryzysu międzynarodowego i wojny, włożyliśmy duży wkład w odmówienie tej wojnie jakiegokolwiek mandatu i legitymacji ze strony wspólnoty międzynarodowej. Tym, którzy tę wojnę prowadzili, grozi teraz pociągnięcie do odpowiedzialności przed międzynarodowymi trybunałami przez resztę ich życia, jeżeli mieszkańcy świata zjednoczą się w tym żądaniu.

Publikacja moich listów otwartych w dzienniku .New York Times. była świadomym wyborem. .New York Times. ukazuje się w mieście, w którym mają swoją siedzibę Narody Zjednoczone. Chyba nigdy jeszcze w historii ONZ nie zebrało się w siedzibie tej organizacji więcej polityków, głów państw i reprezentantów rządów, niż w lutym i marcu tego roku. I w ten sposób właśnie informacja zawarta w moich listach otwartych i zdemaskowanie przemysłu farmaceutycznego jako grupy czerpiącej największy zysk z obecnej wojny, dotarły dosłownie do każdego państwa na świecie. Co więcej, wiele gazet, szczególnie z mniejszych państw mających swych przedstawicieli w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, takich jak Chile, Pakistan, Kamerun etc., ale także Turcja, wydrukowało moje listy otwarte w swoich krajach. Fakt, że miliony ludzi w tych małych krajach zostały ostrzeżone i poinformowane o korporacyjnym tle tej wojny był istotnym czynnikiem, dzięki któremu ich rządy sprzeciwiły się ogromnej presji politycznej i przekupstwom ekonomicznym ze strony administracji USA i Wielkiej Brytanii.

Te dwa kraje są największymi eksporterami produktów farmaceutycznych na świecie. Zysk z dwóch na trzy pigułki sprzedawanych na świecie wraca do tych krajów. I dokładnie te pieniądze wprowadzają skorumpowanych i zależnych polityków do Białego Domu i na Downing Street i to właśnie te pieniądze są teraz używane na sfinansowanie wojny na Bliskim Wschodzie i zapowiedzianej już .Wojny Światowej..

Drugim celem, jaki udało nam się osiągnąć był fakt, że wojna przeciwko Irakowi nie przekształciła się w nuklearny czy biochemiczny holocaust. Przez ujawnienie interesów kryjących się za tą wojną, wyszła na jaw także prawda, że wojna z użyciem broni masowego rażenia będzie automatycznie służyć strategicznym planom przemysłu farmaceutycznego: ustanowieniu praw wojennych na skalę globalną i zniesieniu praw obywatelskich w krajach świata w celu utrwalenia swego monopolu.

Ocalenie przemysłu farmaceutycznego zależało i ciągle zależy od użycia broni masowego rażenia na polu walki podczas wojny lub od ataku przeprowadzonego na własnym terenie najszybciej jak to jest możliwe. Jest także faktem historycznym, że każdego dnia, każdego tygodnia, w którym takie wydarzenia nie mają miejsca, przemysł farmaceutyczny nie ma możliwości nakładania globalnego kagańca prawnego i cementowania w ten sposób swego monopolu w globalnym .rynku chorób.. Poprzez ukazanie tych planów w sposób otwarty i na skalę światową udało nam się jak do tej pory uniemożliwić kręgom inwestycji farmaceutycznych osiągnięcie ich celów.

Nawiasem mówiąc, moje listy otwarte czyta się jak powieść szpiegowską lub epizod z przygód inspektora Colombo. Gdy oficer policji nie jest pewny czy potencjalny podejrzany popełnił zbrodnię, konfrontuje podejrzanego z pewnymi dowodami, w celu sprawdzenia jego reakcji. To był także mój zamiar, gdy publikowałem moje listy otwarte. Jeśli miałem rację, a wiedziałem, że miałem, .przestępcy. musieli zadziałać.

Jaka była reakcja? Tylko 24 godziny (1 dzień) po tym, jak przemysł farmaceutyczny został zdemaskowany jako grupa odnosząca największą korzyść z tragedii 11 września i obecnej wojny, tak zwany „mózg” 11 września został przedstawiony światowej opinii publicznej. Po tym, jak armie kilku krajów ścigały przez półtora roku domniemanych organizatorów zamachów z 11 września w górach Hindukusz, nagle został znaleziony i aresztowany szejk, który spał sobie spokojnie w apartamencie w Pakistanie.

Przez cały tydzień główne amerykańskie media karmiły nas tym .aresztowaniem dnia., które było ewidentnie zorganizowanym przez media tematem zastępczym. Ale pomimo to prawie nikt poza USA nie uwierzył w tę aferę medialną. Prasa międzynarodowa, nawet w krajach popierających wojnę, podejrzewała ukryty plan.

Brytyjska gazeta .The Independent. napisała o nagle wytropionym szejku: .Cóż za wygodne odkrycie..

Jeszcze bardziej znaczące były reakcje amerykańskiego kongresu i stróżów prawa. Wielu inteligentnych ludzi w Ameryce podejrzewało istnienie poza zamachami z 11 września ukrytego planu. Zauważyli z niedowierzaniem, że precyzyjne ostrzeżenia o ataku ze strony FBI zostały zignorowane, że szefowie FBI przemilczeli sygnały tego ataku. Jeszcze bardziej podejrzany był fakt, że przez ponad rok krewnym ofiar zabitych w World Trade Center odmawiano przeprowadzenia oficjalnego śledztwa na temat tła tej tragedii. Władzami blokującymi to śledztwo był ni mniej ni więcej tylko Biały Dom i prezydent Bush we własnej osobie. Krewni ofiar nie pragnęli niczego innego poza prawdą. Jeśli ten atak był naprawdę dziełem .terrorystów., w interesie każdego rządu leżałoby natychmiastowe, przeprowadzone z użyciem wszelkich dostępnych środków, dojście do prawdy . nie tylko w interesie krewnych ofiar, ale całego społeczeństwa. Zadali więc oni sobie pytanie, co administracja Busha ma do ukrycia, gdy blokuje oficjalne śledztwo?

Te podejrzenia były oczywiście inspirowane moimi listami otwartymi, mówiącymi zaślepionym członkom kongresu amerykańskiego, stróżom prawa i opinii publicznej, że 70 lat temu miało miejsce podobne wydarzenie. 28 lutego 1933 niemiecki parlament został podpalony. To wydarzenie także zostało natychmiast wykorzystane do zniesienia praw obywatelskich i wprowadzenia specjalnych uprawnień (Ustawa o Bezpieczeństwie Wewnętrznym), które stały się legalną podstawą dla korporacyjnej i politycznej dyktatury i dla drugiej wojny światowej.

Dzisiaj jest faktem historycznym, że ten atak na niemiecki parlament (Reichstag) był zawczasu precyzyjnie zaplanowany przez grupy interesu, które wykorzystały go do przygotowania społeczeństwa niemieckiego do ich zdobywczej wojny . drugiej wojny światowej. Jest także faktem, że umożliwienie odebrania większości praw obywatelskich zostało już zawczasu przygotowane. Dzisiaj, 70 lat później, wspólnota polityczna i ludzie w Ameryce dowiedzieli się, że ta sama zasłona została naciągnięta na ich oczy. A ci, którzy stworzyli ten układ, nie trudzili się nawet, by zmienić frazeologię. 70 lat temu legalny podkład pod zniesienie praw obywatelskich nazywał się .Gesetz zum Schutz von Heim und Reich.. Ci, którzy czerpią korzyści z tragedii 11 września, nazwali go z uderzającą analogią .Ustawa o Bezpieczeństwie Narodowym.. Czy ci .twórcy prawa. naprawdę wierzą, że ludzie na świecie nie będą w stanie spojrzeć 70 lat wstecz i przejrzeć tego układu?

Krzyk oburzenia dało się słyszeć wśród członków kongresu, wspólnoty politycznej i stróżów prawa. Wspierali oni tylko administrację Busha w przekonaniu o .wojnie z terroryzmem.. Teraz dowiedzieli się o ukrytym planie tych, którzy aktualnie rządzą w Białym Domu. Co więcej, amerykańscy politycy i stróżowie prawa wiedzieli, że ludzie w Ameryce . ich wyborcy . także przeczytają gazetę .New York Times. i zadadzą im pytania, na które nie będą potrafili odpowiedzieć.

Telefony nie milkły w Białym Domu i w amerykańskim Departamencie Sprawiedliwości. Przestraszeni politycy i twórcy prawa dali jasno do zrozumienia, że nie będą częścią żadnego takiego .wydarzenia. w imieniu grupy Rockefellera i jej politycznych maskotek w Białym Domu.

Reakcja była szybka. Cztery dni później amerykański prokurator generalny John Ashcroft . w zaskakującym ruchu . musiał ujawnić się z tak zwanym Aktem Patriotycznym nr 2. Zaślepiona opinia publiczna w Ameryce dowiedziała się, że istniejące prawa przeciwko terroryzmowi były przypuszczalnie niewystarczające i muszą zostać poprawione. Sednem tych poprawek było nic innego jak ogólny immunitet dla wszystkich stróżów prawa w USA, wprowadzających w życie zarządzenia administracji Busha.

W ten sposób, z pozwoleniem Busha, Ashcroft i inne polityczne maskotki kartelu próbowały zapewnić immunitet każdemu wspierającemu ich pozbawione skrupułów poczynania i zbrodnie wojenne. Jeśli pozostały jakiekolwiek wątpliwości co do prawdziwego tła wydarzeń z 11 września i prawdziwej przyczyny obecnego kryzysu międzynarodowego, te reakcje administracji Busha na informacje zawarte w moich listach otwartych powinny otworzyć oczy każdej inteligentnej osobie na świecie.

Czy spotkał się Pan z jakimiś reakcjami mieszkańców Stanów Zjednoczonych i Nowego Jorku?

Doszły do nas reakcje z całego świata: czołowych uniwersytetów, organizacji rządowych, lekarzy i oczywiście wielu pacjentów i zwykłych ludzi. Najbardziej powszechną reakcją była wdzięczność za otworzenie oczu na związki pomiędzy batalią o przetrwanie przemysłu farmaceutycznego i obecnym kryzysem międzynarodowym.

Wielu prosiło o dalsze informacje albo na temat alternatywnych metod naturalnego zdrowia, albo na temat tła farmaceutycznego robienia interesów na chorobach.

Szczególnie warte odnotowania były reakcje ze Stanów Zjednoczonych, gdzie wielu ludzi uświadomiło sobie, że ich własny rząd przestał być reprezentantem interesów większości społeczeństwa, a stał się przede wszystkim reprezentantem udziałowców w petrochemicznych i farmaceutycznych interesach Rockefellera.

Jeśli mieszkałeś w Nowym Jorku i podejrzewałeś przez cały czas, że coś było nie tak z oficjalną wersją wydarzeń z 11 września, będziesz wdzięczny, gdy ktoś w końcu wyjaśni Ci, dlaczego Twój własny rząd blokuje oficjalne, niezależne śledztwo.

Uważam, że jest najwyższy czas, aby ludzie nie tylko z Nowego Jorku, ale z całego świata dowiedzieli się prawdy o tle tragicznych wydarzeń z 11 września. Jest to tym bardziej konieczne, że próbuje się wykorzystać tę tragedię do powtórzenia tego wyczynu na skalę globalną przez pchnięcie świata do krucjaty przeciwko iluzorycznym terrorystom.

Ludzie pytali mnie, czy naprawdę uważam, że Bush i jego kręgi z rozmysłem narazili życie 3000 ludzi 11 września? Moja odpowiedź jest prosta: jest to taka sama liczba ludzi, jaka umiera co 10 dni (!) z powodu znanych śmiertelnych efektów ubocznych farmaceutyków.

Odkąd Biały Dom z jednej strony blokuje takie śledztwo, gdy z drugiej strony nadużywa tego wydarzenia do rozpoczęcia wojny światowej, sprawa ta nie może być już dłużej wewnętrzną kwestią USA. Jest zadaniem Organizacji Narodów Zjednoczonych domagać się niezależnego śledztwa w sprawie tej tragedii i zainicjować takie śledztwo. Jest to prawomocne żądanie, jako że Nowy Jork jest siedzibą Narodów Zjednoczonych, a cała dyskusja i debata na tym światowym forum została na półtora roku przyćmiona przez tę tragedię. Jest najwyższy czas, aby ludzie i rządy na świecie potrafili stawić czoło faktom i odpowiedzieć na wszelkie pytania dotyczące tła wydarzeń z 11 września. I lepiej byłoby, żeby rząd amerykański współpracował z tym międzynarodowym śledztwem . inaczej upadnie jego wiarygodność.

Czy uważa Pan, że atak z 11 września przekształci Stany Zjednoczone w dyktaturę?

Już przekształcił. Nie mówimy o dyktaturze jednego człowieka czy partii politycznej. Mówimy o dyktaturze małej grupy skupionej wokół interesów ekonomicznych, która używa obecnej administracji jako maskotek mających pomóc w scementowaniu jej globalnych interesów. Już w styczniu tego roku grupa zaniepokojonych obywateli z Ralphem Naderem, aktorką Susan Sarandon i reprezentantami organizacji ekologicznej Green Peace opublikowała zajmujący całą stronę alarm w dzienniku .New York Times., zatytułowany .Wielki Brat nie nadchodzi . On już tu jest.. Określenie .Wielki Brat. zaczerpnięte zostało z powieści George.a Orwella .Rok 1984., w której autor opisuje społeczeństwo kontrolowane, manipulowane i wykorzystywane przez wyspecjalizowaną, małą grupę interesu, mającą bezpośredni dostęp do każdego prywatnego aspektu życia. Faktycznie, wiele z tego stało się już rzeczywistością we współczesnej Ameryce. Bez jakiegokolwiek nakazu sądowego mogą być sprawdzane konta bankowe, czytana poczta elektroniczna, nagrywane rozmowy telefoniczne, otwierane listy, przeszukiwane domy, jak również mogą być gwałcone inne podstawowe prawa obywatelskie. Wszystkie te przerażające umysł prawa zostały umotywowane zaaranżowanymi wydarzeniami z .11 września. i pod pretekstem .wojny z terroryzmem..

Jednym z najbardziej elementarnych praw ludzkich, które obecna administracja Busha próbuje odebrać ludziom, jest prawo wolnego dostępu do informacji o naturalnym zdrowiu. To prawo obywatelskie zostało zagwarantowane obywatelom Ameryki już w momencie jednogłośnego uchwalenia .Ustawy o zdrowym odżywianiu i edukacji., w sierpniu 1994 roku. Dostęp do informacji o naturalnych metodach terapii zdrowotnych i naturalnych środkach zapobiegania i leczenia chorób jest dla Amerykanów sprawą tak świętą, że nigdy nie pozwoliliby na jego ograniczenie w czasach pokoju. Ponad 50 % Amerykanów zażywa mikroelementy w swej codziennej diecie, aby poprawić stan swego zdrowia. Jedynym sposobem na odebranie tego prawa jest odrzucenie go w stanie .prawa wojennego..

Oto dlaczego administracja Busha nie będzie dążyła do zaprowadzenia pokoju na Bliskim Wschodzie . wręcz przeciwnie. Użyje ona powojennego Iraku jako odskoczni do eskalacji międzynarodowego kryzysu i dalszych wojen prowadzonych z użyciem broni masowego rażenia.

Bez globalnego terroru na taką skalę nie będą mogli osiągnąć swych celów!

Ludzie w Ameryce i na całym świecie muszą być bardzo czujni, tak aby potrafili przejrzeć zawiły labirynt taktyki i trików stosowanych przez kartel i jego politycznych udziałowców w celu przeforsowania ich prawdziwych celów, ukrytych pod pozorami rzekomej .wojny z terroryzmem..

Mówi Pan, że kartel farmaceutyczny odniesie korzyści z wojny prowadzonej z użyciem broni masowego rażenia. Może Pan przybliżyć tę kwestię?

Jeżeli wydarzenie, które zniszczyło dwa budynki w Nowym Jorku i spowodowało śmierć 3000 ludzi mogło zostać wykorzystane do wprowadzenia w całym kraju stanu strachu, który pozwala znieść każde prawo obywatelskie, łatwo można wyciągnąć własne wnioski. Interesy kartelu farmaceutycznego mają charakter globalny. Nie może on pozwolić, aby żaden kontynent ani nawet kilka krajów wymknęło się jego mechanizmom kontrolnym.

Na przykład, jeśli kraje Ameryki Południowej udokumentowałyby przewagę naturalnych metod terapii zdrowotnych nad farmaceutykami, zniszczyłoby to cały globalny monopol oszukańczego przemysłu farmaceutycznego. W dobie Internetu i ciągłej komunikacji globalnej, wiadomość o eliminacji chorób za pomocą naturalnych metod w jakimkolwiek zakątku świata rozniosłaby się momentalnie na całym świecie.

Dlatego każde kontr działanie podejmowane przez kartel farmaceutyczny musi mieć charakter globalny.

Plan kartelu farmaceutycznego polega zatem na zwielokrotnieniu psychologicznego czynnika strachu z 11 września na skalę globalną. Najlepszym sposobem do osiągnięcia tego celu jest wojna prowadzona z użyciem broni masowego rażenia. A najlepszym sposobem do sprowokowania takiej wojny jest rozpocząć ją w regionie, w którym są państwa podejrzewane o posiadanie takiej broni i gotowe jej użyć w przypadku zagrożenia zagładą. Jakiekolwiek użycie broni masowego rażenia, na polu bitwy, w londyńskim lub nowojorskim metrze, w charakterze zemsty ze strony ludzi sprowokowanych brutalnością wojny, stworzy przyzwolenie dla żądania przez kartel farmaceutyczny wprowadzenia na skalę globalną praw wojennych. To z kolei doprowadzi do powstania międzynarodowej atmosfery, sprzyjającej rozwinięciu się reżimu .Wielkiego Brata., powstającego obecnie w USA – na skalę globalną.

Teraz, gdy odkrycie tego planu w moich listach otwartych i w tym wywiadzie całkowicie zniszczyło tę strategię, powstał plan alternatywny. Nie jest przypadkiem, że nowa epidemia, SARS, stała się światowym czynnikiem strachu w tygodniu, w którym stratedzy ukryci za wojną z Irakiem uświadomili sobie, że nie będą mogli zrealizować swego planu sprowokowania wojny prowadzonej z użyciem broni masowego rażenia.

Globalna histeria lansowana przez media w związku z SARS nie ma nic wspólnego z realnym zagrożeniem ze strony tej epidemii. SARS jest po prostu chorobą zakaźną, która, jak inne choroby zakaźne, może być w znacznym stopniu opanowana i powstrzymana za pomocą optymalnych ilości askorbiny (witaminy C) oraz pewnych innych naturalnych molekuł. Ale te molekuły nie podlegają patentom i dlatego nie są promowane.

Promowany jest za to globalny strach przed jakąś tajemniczą epidemią, a strach ten służy wyłącznie kartelowi: wpędza ludzkie umysły z powrotem w zależność od przemysłu farmaceutycznego i tworzy klimat, w którym prawa dające większe możliwości temu przemysłowi . przynajmniej niektóre . mogą zostać przeforsowane.

Nie ma powodu bać się SARS. Jest to choroba powodowana przez znany od dawna Coronavirus. Dwie łyżki proszku witaminy C dziennie, wraz z niektórymi innymi witaminami, które wzmacniają system immunologiczny, są sposobem na opanowanie SARS, jak każdej innej choroby zakaźnej. Skoro kwas askorbinowy (witamina C) blokuje najbardziej agresywny ze znanych dzisiaj wirusów . HIV/AIDS . w ponad 99%, może ona także efektywnie powstrzymać SARS.

Zamiast tworzyć atmosferę tajemniczego strachu, która służy tylko wąskim grupom interesu, politycy i specjaliści zajmujący się zdrowiem oraz zwykli ludzie powinni przyczyniać się do uświadomienia innych w kwestii dostępnych już teraz naturalnych środków służących opanowaniu SARS i innych chorób.

W jednym ze swoich listów otwartych wspomniał Pan o grupie Rockefellera i o finansowanej przez nią Komisji Trójstronnej jako o kluczowych organizacjach stojących za Georgem Bushem i jego administracją. Co to jest Komisja Trójstronna i jakie są Pańskie źródła tych informacji?

13 września 1998 roku, dwa lata przed wyborem George.a Busha na prezydenta, New York Times opublikował długi artykuł analityczny zatytułowany .Czy jest rola do odegrania dla kolejnego Busha?.. Artykuł wskazuje na związki pomiędzy klanem Bushów a grupą Rockefellera, przemysłem petrochemicznym oraz na inne wewnętrzne i międzynarodowe powiązania. Artykuł pokazał, że wraz z Georgem Bushem juniorem, .finansowana przez Rockefellerów Komisja Trójstronna. ponownie wejdzie do Białego Domu.

Artykuł uwydatnia także fakt, że George Bush senior, wiceprezydent z czasów Reagana i prezydent w czasie pierwszej wojny z Irakiem, był członkiem tejże Komisji Trójstronnej.

Jakie jest tło tej komisji?

Konsorcjum Rockefellerów powiększało sferę swego oddziaływania od sektora petrochemicznego do farmaceutycznego w ciągu pierwszej połowy dwudziestego wieku. Z coraz większą ilością kapitału do administrowania i powtórnego inwestowania stało się oczywiste, że narodowy zasięg grupy Rockefellera nie będzie wystarczający do zaspokojenia potrzeb globalnej grupy inwestycyjnej. Z tego właśnie powodu w roku 1972 grupa Rockefellera zdecydowała się stworzyć nieformalny zespół ludzi koordynujący jej interesy finansowe na całym świecie.

Trzy filary tej organizacji reprezentują trzy ekonomiczne potęgi naszych czasów: Stany Zjednoczone, Europę i Japonię . stąd nazwa .Trójstronna.. Pierwszym przewodniczącym tej komisji był sam David Rockefeller, który jest obecnie jej honorowym przewodniczącym. Grupa ta obejmuje bankierów, szefów korporacji i innych .globalnych graczy., którzy mogą dołączyć do tej grupy .jedynie za zaproszeniem.. Ich spotkania są chronione przed opinią publiczną, ale . co interesujące . ciągle dostępna jest ich oficjalna strona internetowa www.trilateral.org. Na stronie tej znajduje się lista członków grupy, a czyta się ją jak książkę typu .Kto jest kim. wielkiej finansjery.

Takie organizacje nie są powoływane bez celu. Celem Komisji Trójstronnej jest stworzenie .Nowego Porządku Światowego., który całkowicie podporządkuje planetę Ziemię interesom kartelu petrochemicznego / farmaceutycznego. Nigdy nie robiono z tego żadnej tajemnicy, a idee komisji zostały podchwycone przez jej .siepaczy., takich jak Richard Perle, Paul Wolfewitz, Donald Rumsfeld i kilku innych, których można obecnie znaleźć w administracji Busha i w Pentagonie. Nie trzeba mieć ukończonej historii bądź nauk politycznych, aby wiedzieć, że jeden dodać jeden daje dwa.

Obawy zgłoszone w artykule w dzienniku .New York Times. w roku 1998 stały się rzeczywistością, kiedy powiązana z administracją Busha .finansowana przez Rockefellerów Komisja Trójstronna. weszła do Białego Domu i do Pentagonu, najsilniejszych politycznie i militarnie ośrodków na świecie. Nigdy nie było żadnych wątpliwości, że polityczne maskotki Komisji Trójstronnej skorzystają z tej okazji gorliwie i bez skrupułów będą dążyć do realizacji swego celu . zaprowadzenia Nowego Porządku Światowego.

Ktokolwiek mający jakiekolwiek wątpliwości na ten temat, może przywołać siłę, z jaką obecna administracja zmieniła wyniki wyborów w 2000 roku na swoją korzyść i obsadziła wszystkie strategiczne stanowiska w administracji .orłami. o bezkompromisowej naturze, aby osiągnąć cel grupy Rockefellera . Nowy Porządek Światowy. Uznałem za konieczne i ważne udokumentowanie w jednym z listów otwartych w dzienniku .New York Times. powiązań Rockefellera z dążeniem do wojny światowej. .Siepacz. Rockefellera Richard Perle zdołał .odsunąć. to zdemaskowanie Komisji Trójstronnej w moim liście otwartym tylko o kilka dni. Potem musiał zrezygnować pod pretekstem ze swojego stanowiska w Pentagonie.

Nie trzeba dodawać, że kierunek historii, przyszłość tej planety może się nie zmienić i nie zmieni się jeśli te powiązania nie zostaną zdemaskowane i zaprezentowane światowej opinii publicznej. Przedstawiciele grup interesu zarabiających pieniądze na istnieniu chorób i na trzeciej wojnie światowej mają imiona i twarze. Te imiona i twarze muszą być znane ludziom na całym świecie. Po to właśnie na naszych stronach WWW umieszczone zostały listy tych nazwisk, zaczerpnięte z oficjalnie dostępnych informacji na temat Komisji Trójstronnej.

Ci ludzie są znani światu. Tak długo, jak służą Komisji Trójstronnej Rockefellera, są oni odpowiedzialni za to, co czynione jest w imieniu kartelu Rockefellera. Konsekwentnie, muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności za wszystko, co aktualnie robi administracja Busha. Teraz, gdy doprowadziła ona do wojny poza jakimkolwiek międzynarodowym prawem, te grupy interesu muszą być pociągnięte do dpowiedzialności również za popełnione zbrodnie wojenne. Oskarżenia o masowe morderstwa, zbrodnie wojenne, wyzysk, plądrowanie i każdy inny nielegalny akt popełniony przez administrację Busha muszą być także postawione tym .którzy stworzyli Georga Busha.. I ci mocodawcy powinni o tym wiedzieć.

Nie dawniej jak w marcu tego roku w Hadze, w Holandii, został ustanowiony Międzynarodowy Trybunał Kryminalny (http://www.icc-cpi.int/index.php). Nie dziwi fakt, że administracja Busha walczyła zaciekle przeciwko ustanowieniu tego trybunału. Jej przedstawiciele wiedzieli, że mogą być pierwszymi postawionymi przed tym trybunałem oraz że ich działania zostaną poddane przez świat szczegółowemu badaniu, a winnym

zostanie wymierzona sprawiedliwość. W Norymberskim Trybunale Wojennym w roku 1947 szefowie petrochemicznego / farmaceutycznego kartelu I.G. Farben, mocodawcy tych gałęzi przemysłu, którzy wywołali drugą wojnęświatową . również zostali skazani za takie zbrodnie wojenne.

Mając do czynienia z ludźmi świata jednomyślnie zjednoczonymi w potępieniu wojny z Irakiem i wszelkich przyszłych wojen, jak członkowie finansowanej przez Rockefellera Komisji Trójstronnej mogą myśleć, że zdołają uniknąć doprowadzenia przed oblicze sprawiedliwości? Intryguje mnie, jak krótkowzroczni mogą być przedstawiciele najwyższego kierownictwa. W świecie otwartej komunikacji potrzeba by było doprawdy prawa porządkującego na skalę globalną aby zapobiec rozprzestrzenieniu się tej informacji na całym świecie i pociągnięcia winnych do odpowiedzialności. Jedyne pytanie brzmi: kiedy trybunał zasiądzie do pracy.

Nazwisko Rockefellera nie jest w sposób znaczący obecne w publicznej debacie. Jeśli są oni tak wpływowi, czemu nie widzimy ich więcej w życiu publicznym?

W pewnych częściach świata, władcy są ciągle widoczni i honorowani przez poddanych ich wizerunkami umieszczonymi wszędzie. Najpotężniejsi ludzie świata wybrali inną drogę. Posługują się swoją władzą skrycie, nienawidzą wzroku opinii publicznej. Grupa Rockefellera kontroluje ponad 200 kompanii farmaceutycznych, dużych i małych, bez żadnej publicznej debaty na ten temat. Grupa Rockefellera stoi za pewnymi najbardziej wpływowymi instytucjami finansowymi na świecie, takimi jak Chase Manhattan Bank i inne. Grupa Rockefellera oczywiście, jest właścicielem konsorcjum Exxon i innych wielonarodowych kompanii petrochemicznych. Roczne dochody samego konsorcjum Exxon przewyższają sumę produktu narodowego brutto połowy krajów na Ziemi.

Konsorcjum Rockefellerów kontroluje także media, takie jak Time Warner, CNN i całą sieć gazet oraz stacji radiowych i telewizyjnych. Nie jest zatem niespodzianką, że amerykańska opinia publiczna może być manipulowana do tego stopnia, że wielu niewinnych ludzi zostało wprowadzonych w błąd i poparło takie nielegalne akcje jak wojna prowadzona z pominięciem jakiegokolwiek prawa międzynarodowego. Ci zaś, którzy mieli wątpliwości, zostali później zmanipulowani za pomocą opłaconych .sondaży opinii., których rezultaty były otwarcie kwestionowane w .New York Times. i w innych miejscach.

Kopią grupy Rockefellera w USA jest grupa Rotschilda w Wielkiej Brytanii, która kontroluje inwestycje w przemyśle farmaceutycznym w drugim co do wielkości eksportu farmaceutyków kraju świata.

Sugeruje Pan, że rządy świata powinny wnieść do Międzynarodowego Trybunału Kryminalnego w Hadze skargi przeciwko George.owi Bushowi, Donaldowi Rumsfeldowi i innym?

Absolutnie tak! Wspólnota światowa długo pracowała nad ustanowieniem tego trybunału, który powstał w celu ścigania pogwałceń prawa międzynarodowego, ze szczególnym uwzględnieniem zbrodni popełnionych podczas wojen rozpoczętych lub prowadzonych bez jakiejkolwiek międzynarodowej legitymacji. Kiedy, jeśli nie teraz, jest moment, w którym ci, którzy rozpoczęli wojnę z Irakiem i są blisko przeniesienia konfliktów do innych krajów powinni stanąć przed obliczem sprawiedliwości. Jeśli nie zostaną powstrzymani teraz, będą dalej nękali mieszkańców świata, zagrażając życiu ludzi i ryzykując doprowadzenie planety Ziemi do zagłady.

Ponownie, ludzie na świecie muszą zrozumieć, że los przemysłu farmaceutycznego, największego przemysłu inwestycyjnego na Ziemi jest przesądzony. Zniknie . pytanie tylko kiedy. Po drugie, nie ma wątpliwości, że los odpowiedzialnych za prowadzenie tego pozbawionego skrupułów przemysłu robienia interesów na chorobach, którzy usprawiedliwiali niepotrzebną i przedwczesną śmierć milionów ludzi również jest przesądzony. Myślisz, że poddadzą się dobrowolnie?

Mieszkańcom świata i wybranym przez nich rządom muszą się otworzyć oczy na tę sytuację. Administracja Busha otwarcie propaguje eskalację nowej wojny światowej. I osiągnie ona swój cel, jeśli ludzie na świecie nie powstrzymają jej. Skoro nie może być ona powstrzymana za pomocą środków militarnych bez ryzykowania wojny światowej, musi być ona powstrzymana za pomocą innych dostępnych środków: ekonomicznych i politycznych.

Środki ekonomiczne to blokada farmaceutycznego przemysłu robienia interesów na chorobach poprzez przestawienie narodowych systemów ochrony zdrowia na całym świecie na naturalne metody zdrowotne oraz poprzez odmowę odprowadzania opłat patentowych od tej niewielkiej ilości leków, jaka będzie jeszcze potrzebna, na przykład antybiotyków.

Środki polityczne są ważne z prawnego punktu widzenia i muszą zostać podjęte bez zwłoki. Ludzie na świecie muszą wymóc na swoich rządach rozpoczęcie formalnych postępowań skierowanych przeciwko administracji Busha i Blaire.a za popełnienie zbrodni wojennych i pogwałcenie praw ludzkich. Trybunałem, przed którym należy przedstawiać i osądzać takie przestępstwa jest Międzynarodowy Trybunał Kryminalny w Hadze, w Holandii.

Oskarżenie powinno być wniesione za rozpoczęcie i prowadzenie wojny wbrew wszystkim międzynarodowym prawom, za masowe morderstwa, wyzysk, plądrowanie mienia publicznego i prywatnego oraz inne zbrodnie przeciwko ludzkości i pogwałcenie prawa międzynarodowego. Jeśli my, mieszkańcy świata i rządy 180 krajów pozwolimy Bushowi, Blaire.owi, kartelowi Rockefellera oraz członkom Komisji Trójstronnej terroryzowaćświat

nielegalnymi wojnami . bez pociągnięcia ich do odpowiedzialności . wówczas Narody Zjednoczone, z całym swoim systemem międzynarodowego prawa i komisji, nie będą już dłużej nic warte.

Nie wystarczy jednak wymienić po prostu rządu lub korporacji jako oskarżonych. Pojedynczy członkowie rządu, George Bush, Condolezza Rice, Donald Rumsfeld, John Ashcroft i wszyscy inni muszą być wymienieni po nazwisku. Tommy Franks i generałowie prowadzący tę wojnę wbrew jakiemukolwiek międzynarodowemu mandatowi muszą być wymienieni po nazwisku. Wszyscy członkowie grupy Rockefellera, Komisji Trójstronnej

i innych ciał zidentyfikowanych jako te, które inicjowały, promowały, bądź odnosiły korzyści ekonomiczne z plądrowania obcych krajów muszą być wymienieni po nazwisku. To samo odnosi się do strony brytyjskiej. Nie tylko administracja Blaire.a, ale także głowy Banku Rotschilda oraz inni bezpośredni i pośredni beneficjenci tej nielegalnej wojny muszą zostać zdemaskowani. Ta lista musi zawierać nazwiska bankierów, polityków oraz innych mocodawców korporacji, obojętne czy pochodzą oni z USA, z Europy czy z jakiegokolwiek innego zakątka świata.

Kolejna skarga powinna zostać złożona przeciwko szefom przemysłu farmaceutycznego za zbrodnie, jakich się dopuścili w imieniu farmaceutycznego przemysłu inwestycyjnego przeciwko ludziom i rządom świata. Wszystko to musi zostać zrobione bez zwłoki.

Aby ułatwić te kroki, opublikowaliśmy szkicowy wzór takich skarg oraz listę najważniejszych oskarżonych na stronach WWW naszej Fundacji. Wzywamy wszystkie rządy do podjęcia natychmiastowych kroków w celu oficjalnego złożenia tych skarg. Optymalnym rozwiązaniem byłoby podjęcie tych kroków przez kilka państw razem, na przykład przez Związek Afrykański, państwa Południowej Ameryki i Azji tak, aby ograniczyć do minimum ryzyko ekonomicznego odwetu ze strony tych kartelów.

Najważniejsze jest, aby ludzie na świecie poparli swe rządy w podjęciu tych działań. Wzywam każdą pojedynczą osobę na planecie Ziemia do wywierania nacisku na swój rząd, by ten złożył formalną skargę przeciwko tym grupom interesu. Albo my, ludzie, pozwolimy tym siłom zepchnąć naszą planetę w otchłań, albo przejmiemy kontrolę teraz.

Oczywiście, my, ludzie, będziemy musieli popychać nasze rządy do zainicjowania formalnego oskarżenia w Hadze. Rządy działają powoli i łatwo ulegają zastraszeniu, szczególnie gdy ktoś posługuje się pałką ekonomiczną o znacznych rozmiarach. Ale my jesteśmy ludźmi. Czy możemy to zrobić? Oczywiście! I ludzie świata muszą zjednoczyć się w tym wysiłku.

Musimy sobie uświadomić, że samo ujawnienie grup interesu stojących za wysiłkami zmierzającymi do wywołania wojny jest najważniejszym krokiem w zapobieżeniu kolejnej wojnie światowej. Świat nie może po prostu pozwolić sobie na kolejną wojnę podobną do tej w Iraku, z każdym dniem przynoszącym ryzyko wybuchu trzeciej wojny światowej. Czas działania nadszedł. Każdy odpowiedzialny polityk, każdy obywatel na planecie Ziemia musi zdać sobie sprawę z tej historycznej okazji i działać natychmiast.

Co my, ludzie, możemy zrobić?

Każdy powinien zapoznać się z odkryciami w dziedzinie naturalnego zdrowia. Każdy, nieważne, czy mieszka w New Delhi, Kairze, Johannesburgu, Nowym Jorku, Buenos Aires czy Meksyku, w kraju rozwijającym się czy uprzemysłowionym, powinien zdobyć wiedzę na temat odkryć w dziedzinie naturalnego zdrowia, która może efektywnie i natychmiastowo zastąpić ponad 80% obecnie przepisywanych lekarstw. Wraz z dalszymi

badaniami w dziedzinie naturalnego zdrowia przewiduję, że w ciągu najbliższych lat 95% farmaceutyków stanie się zbędne.

To oznacza, że mieszkańcy świata mają możliwość odebrania 95% zysków, które kartel farmaceutyczny wykorzystuje na finansowanie dalszego funkcjonowania swego pozbawionego skrupułów przemysłu robienia interesów na chorobach i na wspieranie kampanii wyborczych polityków takich jak Tony Blaire i George Bush.

Pomyśl o tym! Jaka to wielka okazja dla każdego do wniesienia swego wkładu nie tylko w budowę zdrowszego świata, ale także w zagwarantowanie pokoju dla naszej generacji, a także dla generacji naszych dzieci i wnuków.

Dodatkowo, musicie zorganizować lokalne grupy wsparcia, aby zmusić Wasze rządy do złożenia oficjalnej skargi w trybunale w Hadze i w innych trybunałach, aby doprowadzić przed oblicze sprawiedliwości tych, którzy kryją się za obecnym kryzysem międzynarodowym i czerpią z niego korzyści. Wyciągnięcie tych sił i tych działań na światło dzienne jest warunkiem wstępnym osłabienia ich wpływu w przyszłości i zapobieżenia przyszłym szkodom, jakie te grupy interesu mogą spowodować naszej planecie i jej mieszkańcom.

Często jestem pytany, dlaczego wcześniej nie słyszeliśmy lub nie widzieliśmy interesów farmaceutycznych za scenariuszem obecnej wojny? Odpowiedź jest bardzo prosta. Te grupy interesu są ukryte pod płaszczykiem filantropii i działalności dobroczynnej dla tej planety. Zanim zrozumiesz brak skrupułów i podłość przemysłu farmaceutycznego, najpierw musisz zerwać zasłonę filantropii, aby zobaczyć prawdziwą naturę pozbawionego skrupułów farmaceutycznego przemysłu inwestycyjnego robienia interesów na chorobach. Teraz, gdy to zostało już dokonane, nie ma czasu do stracenia. Ten wywiad dostarcza mieszkańcom świata i ich reprezentantom politycznym strategię do podjęcia natychmiastowej akcji w celu ochronienia naszej planety oraz pozostawienia naszym dzieciom zdrowszego i bardziej pokojowego świata.

Jak widzi Pan rolę Narodów Zjednoczonych w przyszłości?

Nie wystarczy, aby Narody Zjednoczone rywalizowały ze Stanami Zjednoczonymi w budowie rządu w powojennym Iraku. Ograniczenie tylko do tego roli organizacji międzynarodowej byłoby niczym innym, jak kapitulacją wobec kartelu petrochemicznego i farmaceutycznego oraz jego politycznych i militarnych specjalistów. To nie może się nigdy stać.

Same Narody Zjednoczone powinny być siłą naciskającą na postawienie Georga Busha, Tony.ego Blaire.a i innych gwałcicieli prawa międzynarodowego przed obliczem międzynarodowej sprawiedliwości. Proszę sobie wyobrazić, jakim ważnym krokiem byłoby ze strony organizacji międzynarodowej złożenie takiej skargi w imieniu większości Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych. Nie mam wątpliwości, że taka decyzja może być podjęta i zostanie podjęta.

Narody Zjednoczone muszą być ochraniane. Ale nie ochroni się ich poprzez poddanie interesom kartelu farmaceutycznego i próbę pójścia z nim na kompromis. Postawa Narodów Zjednoczonych, jeśli chcą one odgrywać rolę w przyszłości, musi odznaczać się pewnością siebie i wypełnianiem własnej władzy.

Nikt, żaden rząd, nawet najsilniejszy rząd świata, nie może ignorować decyzji Narodów Zjednoczonych i myśleć, że ujdzie mu to bezkarnie. Ci, którzy tak czynią, muszą zostać doprowadzeni przed oblicze sprawiedliwości a ich motywy muszą być ukazane światu. To jest najbardziej naglące, najpilniejsze zadanie Narodów Zjednoczonych.

Oczywiście, to samo dotyczy organizacji podległych Narodom Zjednoczonym, takich jak Światowa Organizacja Zdrowia. Musi zostać przeprowadzony natychmiastowy proces usuwania interesów przemysłu farmaceutycznego. Nie można dłużej tolerować faktu, że ludzie na świecie uznająŚwiatową Organizację Zdrowia za ciało chroniące ich zdrowie, podczas gdy podstawowy program WHO dawno już stał się instrumentem interesów farmaceutycznych. To trzeba powstrzymać. Zdemaskowanie przemysłu

farmaceutycznego jako głównego beneficjenta obecnego kryzysu będzie znacznym wkładem także w powstrzymaniu wykorzystywania Światowej Organizacji Zdrowia i przywrócenie jej właściwej misji: poprawy stanu zdrowia na skalę globalną, szczególnie w krajach rozwijających się, gdzie organizacja ta jest najbardziej potrzebna.

Celem Pańskiej Fundacji jest “Zdrowie dla wszystkich do roku 2020″ Czy naprawdę wierzy Pan, że możliwe jest osiągnięcie tego celu?

Z wiedzą naukową dostępną aktualnie w dziedzinie badań nad witaminami i medycyną komórkową możliwe jest wyeliminowanie w znacznym stopniu trzech na cztery z chorób świata uprzemysłowionego. W krajach rozwijających się ponad dwa miliardy ludzi cierpi z niedoboru mikroelementów, czyniącego ich podatnymi na choroby zakaźne i inne. Wiedza o zdrowotnych właściwościach mikroelementów, wraz z edukacją, poprawą higieny i środkami mającymi pomóc w walce z głodem i bezrobociem będzie kluczowym czynnikiem poprawy stanu zdrowia i ogólnej kondycji ludzi w krajach rozwijających się.

Wyobraź sobie również sumy pieniędzy, jakie będą mogły zostać przeznaczone na edukację i inne cele socjalne z chwilą, gdy przestaną one być wyciągane przez przemysł farmaceutyczny i jego wysoce nieefektywne i niebezpieczne .robienie interesów na chorobach.. Na skalę globalną mówimy o bilionach dolarów, które będzie można wykorzystać na środki ochrony zdrowia, edukację i inne cele socjalne, gdy tylko przemysł farmaceutyczny zostanie w większości usunięty z tej planety.

Oczywiście, w roku 2020 ciągle będą choroby, ale ataki serca, udary mózgu, nowotwory, osteoporoza i wiele innych najbardziej powszechnych współczesnych chorób nie będzie przybierało już rozmiarów epidemii.

Jestem przekonany, że nasza Fundacja może włożyć duży wkład w osiągnięcie przez ludzkość ważnego celu .Zdrowia dla wszystkich do roku 2020..

W tym wywiadzie starałem się przedstawić strategię ocalenia dla naszej planety. Jako naukowiec, który przez ponad dekadę zwalczał i demaskował te grupy interesu, które blokowały jak dotąd rozkwit zdrowia i pokoju, uważam za swój obowiązek wniesienie tego wkładu w przyszłą pomyślność mieszkańców świata.

W jaki sposób każdy człowiek może współpracować z Pańską Fundacją i wspierać jej cele z dowolnego miejsca na świecie?

Współcześnie naszym podstawowym sposobem komunikacji jest Internet. W obliczu faktu, iż Światowa Organizacja Zdrowia nie wypełnia swej misji dostarczania ludziom na świecie informacji o naturalnym zdrowiu, wzięliśmy to zadanie na siebie jako jeden z naszych głównych celów.

Strony WWW naszej Fundacji stały się głównym źródłem informacji o naturalnym zdrowiu dla pacjentów, specjalistów i polityków od spraw zdrowia z całego świata. Pracujemy gorliwie nad tym, aby ta informacja była dostępna w jak największej liczbie języków.

Zachęcamy każdego do skomunikowania się z nami listownie, faksem lub e-mailem i przesłania nam informacji o projektach pilotażowych, już realizowanych albo dopiero planowanych, które rozpoczynają wprowadzanie naturalnego zdrowia we wiosce, społeczności lub kraju, w którym żyjesz.

Nasza Fundacja służy również jako centrum wymiany informacji w kampanii wywierania nacisku na rządy świata w celu postawienia przed obliczem sprawiedliwości interesów kryjących się za chorobami i wojną. Aby to ułatwić, przygotowujemy międzynarodowe posiedzenie w Hadze, w Holandii, na którym zebrane zostaną informacje już dostępne w celu zdemaskowania tych grup interesu. Zamierzamy poprzez to ułatwić rządom świata zainicjowanie formalnej skargi w Międzynarodowym Trybunale Kryminalnym w tym samym mieście.

To są dwa najpilniejsze projekty, zachęcamy każdego na świecie do wzięcia w nich w miarę możliwości udziału.

Zaproponował Pan .Konstytucję dla Nowego Świata.. Jaka jest jej zawartość i dlaczego Pan to zrobił?

Nigdy wcześniej w historii ludzie na świecie nie byli bardziej zjednoczeni w pragnieniu pokojowego świata . od matki zabitego amerykańskiego żołnierza w Nowym Jorku przez ojca zabitego dziecka w Bagdadzie, aż po miliardy ludzi w krajach rozwijających się, którzy ostatecznie zapłacą cenę za niesprawiedliwość na naszej planecie.

Jako że rządy są ciągle zastraszone przez amerykańską siłę militarną i zbyt powolne, by uświadomić sobie potrzebę zebrania się świata razem i wydania deklaracji, ktoś musi powstać i powiedzieć publicznie to, o czym myślą miliony ludzi: nadszedł czas dla mieszkańców Ziemi, aby powstali wspólnie, rozwiązali istniejący problem i zbudowali nowy świat.

Jako naukowiec, którego odkrycia przyczyniły się do zapędzenia kartelu farmaceutycznego w róg, z którego jedynym wyjściem jest pociągnięcie za sobą na zagładę całego świata, uznałem za swój obowiązek zaproponować ten .Plan 21. jako konstytucję i plan działania dla nowego, wspólnego, służącego interesom ludzi świata. Ten .Obywatelski Plan 21. brzmi jak następuje: “Konstytucja dla Nowego, Wspólnego Świata Pokoju, Zdrowia i Sprawiedliwości Społecznej.

U początku trzeciego milenium ludzkość stoi na rozdrożu. Z jednej strony są interesy sześciu miliardów ludzi aktualnie zamieszkujących naszą planetę . i wszystkich przyszłych generacji . którzy pragną żyć godnie i zdrowo w pokojowym świecie. Z drugiej strony jest mała grupa interesów korporacyjnych, odmawiająca całej ludzkości tych podstawowych ludzkich praw tylko z jednego powodu . żądzy zysku.

W tej sytuacji my, mieszkańcy świata, musimy wybrać: albo dalej akceptujemy jarzmo tych przemysłów inwestycyjnych, popychających nas w stronę wojen i chorób, albo wyzwalamy się od tych ciężarów i zaczynamy budowęświata opartego na pokoju, zdrowiu i sprawiedliwości społecznej.

My, mieszkańcy świata, widzimy, że jeszcze nigdy wcześniej w historii nie byliśmy bardziej zjednoczeni w celu zachowania pokoju, likwidacji przemysłu .robienia interesów na chorobach. i postawienia przed obliczem sprawiedliwości tych, którzy poświęcili pokój i zdrowie dla zysku korporacji.

Dlatego my, ludzie ze Wschodu i Zachodu, Północy i Południa, z krajów bogatych i biednych zdecydowaliśmy się stworzyć świat pokoju, zdrowia i sprawiedliwości społecznej dla nas i dla generacji, które nadejdą po nas.

Jako nasze fundamentalne prawa proklamujemy:
PRAWO DO POKOJU. My, mieszkańcy świata, jesteśmy zdeterminowani, aby bronić naszego prawa do pokoju za pomocą wszelkich dostępnych środków. W dobie broni masowej zagłady wojna przestała być sposobem rozwiązywania międzynarodowych konfliktów. Doprowadzimy do tego, że ci, którzy prowadzą wojnę bez wyraźnego mandatu ze strony prawa międzynarodowego, zostaną pociągnięci do

odpowiedzialności za swe zbrodnie. Nie spoczniemy, dopóki nie zostaną ukarani . bez względu na ekonomiczne lub polityczne konsekwencje . ponieważ uznajemy, że jest to jedyna droga do ochrony naszej planety przed zniszczeniem.

PRAWO DO ŻYCIA. My, mieszkańcy świata, jesteśmy zdeterminowani, aby bronić naszego prawa do życia za pomocą wszelkich dostępnych środków. Nie spoczniemy, dopóki wszystkie czynniki skracające długość życia ludzi na naszej planecie nie zostaną wyeliminowane. Będziemy walczyć z głodem, niedożywieniem i innymi czynnikami zabijającymi rokrocznie miliony mieszkańców naszej planety, wliczając w to niemowlęta i dzieci. Doprowadzimy także do likwidacji .przemysłu robienia interesów na chorobach., w wyniku którego z powodu chorób, którym można zapobiegać umarło przedwcześnie więcej ludzi, niż we wszystkich wojnach, jakie prowadziła ludzkość razem wziętych.

PRAWO DO ZDROWIA. My mieszkańcy świata, jesteśmy zdeterminowani bronić naszego prawa do zdrowia za pomocą wszelkich dostępnych środków. Upewnimy się, że farmaceutyczny .przemysł robienia interesów na chorobach., świadoma promocja chorób dla zysku korporacji, będą zakazane na całym świecie. Doprowadzimy przed oblicze sprawiedliwości tych, którzy świadomie promują choroby i tych, którzy blokują ratującą życie informację o naturalnych, nie podlegających patentom metodach terapii. W zapewnianiu zdrowia naszym społeczeństwom i w realizowaniu narodowych programów opieki zdrowotnej skupimy się na efektywnych bezpiecznych metodach naturalnego zdrowia. Podstawowym celem jakiejkolwiek strategii zdrowotnej jest zapobieganie chorobom oraz ich eliminacja.

PRAWO DO SPRAWIEDLIWOŚCI SPOŁECZNEJ. My, mieszkańcy świata, jesteśmy zdeterminowani bronić naszego prawa do sprawiedliwości społecznej za pomocą wszelkich dostępnych środków. Nie możemy dłużej akceptować faktu, że dwóch na trzech mieszkańców naszej planety żyje w ubóstwie i analfabetyzmie. Doprowadzimy do tego, że zasoby świata podlegną redystrybucji w sposób, który zapewnia edukację i godne życie dla każdego obywatela naszej planety. Aby sfinansować tę redystrybucję użyjemy zasobów finansowych uwolnionych po likwidacji wartego wiele bilionów dolarów .przemysłu robienia interesów na chorobach. oraz środków pochodzących ze zmniejszenia wydatków na zbrojenie.

Rozumiemy, że pierwszym krokiem na drodze do osiągnięcia tych celów jest doprowadzenie przed oblicze sprawiedliwości międzynarodowych trybunałów za poświęcenie życia milionów ludzi i za inne zbrodnie przeciwko ludzkości tych korporacyjnych grup interesu, które promują wojny i choroby.

Publiczne zdemaskowanie i ukaranie przedstawicieli tych korporacyjnych grup interesu usunie ostatnią przeszkodę, stojącą mieszkańcom świata na drodze do zakończenia .Mrocznych Wieków Chorób, Wojen i Niesprawiedliwości. i rozpoczęcia w ciągu XXI wieku budowy .Nowego Świata Pokoju, Zdrowia i Sprawiedliwości Społecznej..

Haga, kwiecień 2003, Dr med. Matthias Rath

Źródło: magicsport.p

Opublikowany w Ciekawe, Warto wiedzieć, Z prasy, Świat innymi oczami | Otagowane: , | Komentarzy: 45 »

Kapłan wobec ofensywy ideologii

Posted by Dzieckonmp w dniu 13/04/2012

Kościół katolicki dziś. Zagrożenia, ich przyczyny oraz drogi wyjścia.

Wykład JE księdza arcybiskupa Stanisława Wielgusa wygłoszony 7 września 2002 r. na

Jasnej Górze w czasie Dni Modlitw Ruchu Kultury Chrześcijańskiej “Odrodzenie”

To nie przypadek, że pierwsze przykazanie Dekalogu domaga się od nas wiary w jedynego Boga i odrzucenia pogaństwa. Jest ono bowiem fundamentem wszystkich innych przykazań oraz prawd wyznawanej przez nas wiary. Wbrew pozorom pogaństwo nigdy nie umarło. W ciągu wieków zmieniało tylko swoje oblicze. Zmieniało bogów i sposoby oddawania im czci. Zaczynało się ongiś i zaczyna dziś wraz z odrzuceniem planu Bożego objawionego w Jezusie Chrystusie, czyli wraz z odrzuceniem Jezusa Chrystusa[1]. Obecnie staje się wyjątkowo silne i wyjątkowo groźne. Ogólnie rzecz biorąc, występuje w dwóch postaciach. Jako tzw. pogaństwo na zewnątrz Kościoła oraz pogaństwo wewnątrz Kościoła.

Tak zwani zewnętrzni neopoganie to ludzie niewierzący, którzy otwarcie odrzucają wiarę i moralność chrześcijańską, a w ich miejsce głoszą wartości pogańskie. Nie mają oni w najmniejszym stopniu świadomości, że człowiek nie istnieje dla swojej chwały, lecz dla chwały Bożej. Nie dostrzegają różnicy jakościowej między Bogiem a człowiekiem. Jeśli godzą się na Boga, to tylko jako na coś, o czym można mówić i czym można dysponować według własnego uznania, jakby się było Mu równym. żyją w “nieobecności Boga”. żyją tak, jakby Bóg nie istniał. Uwolnili się od związku z Nim. Ogłosili się całkowitymi panami siebie i swojego losu. Weszli na Boży tron jako niezależni od nikogo twórcy nowej moralności, bezbożnej, nie mającej nic wspólnego z Dekalogiem. Sami sobie i wszystkim swoim, nawet najbardziej wszetecznym zachciankom i występkom oddają boski kult. Jest ich dziś bardzo wielu. Można bez żadnej przesady powiedzieć, że niektóre całe współczesne narody żyją tak, jakby Bóg nie istniał i nie pozostawił im swojego moralnego prawa. Odrzuciły ze swojego światopoglądu wertykalny, nadnaturalny wymiar rzeczywistości i człowieka. Pozbyły się ze swojego życia – indywidualnego i społecznego – pierwiastka sacrum[2]. żyją tylko w wymiarze horyzontalnym: doczesnym i materialnym.

Neopogaństwo stało się niestety także problemem wewnątrzkościelnym.

Jak powiada kardynał J. Ratzinger: “Wzrasta ono bez przerwy w samym sercu Kościoła i grozi zniszczeniem go od wewnątrz”. Kościół katolicki staje się niestety Kościołem pogan, którzy nazywają się jeszcze katolikami czy chrześcijanami, ale myślą i postępują po pogańsku. Przejęli poglądy, postawy, wzorce etyczne, wartości i styl życia ludzi kierujących się duchem tylko tego świata. Odrzucają patrzenie na świat i na ludzki los sub specie aeternitatis. Czynią to wbrew słowom św. Pawła: “Nie bierzcie wzoru z tego świata” (Rz 12, 2), oraz św. Piotra: “Nie stosujcie się do waszych Żądz” (1 P 1, 14). Kwestionują podstawowe prawdy wiary.

Doprowadzili samych siebie do osłabienia poczucia godności osoby ludzkiej, do zaniku poczucia grzechu. Ich życie przenika konsumpcjonizm i erotyzm, prymat “mieć” nad “być”.

Godzą się na rozpad rodziny, na aborcję, eutanazję i doświadczenia na ludzkich embrionach. Odrzucają kościelną naukę o pożyciu seksualnym, wierności małżeńskiej itd.[3]

Czy tacy ludzie należą jeszcze rzeczywiście do Kościoła?

W konstytucji Soboru Watykańskiego II “Lumen gentium” czytamy następujące słowa: “Do społeczności Kościoła wcieleni są w pełni ci, co mając Ducha Chrystusowego, w całości przyjmują przepisy Kościoła i wszystkie ustanowione w nim środki zbawienia i w jego widzialnym organizmie pozostają w łączności z Chrystusem rządzącym Kościołem przez papieża i biskupów, w łączności mianowicie polegającej na więzach wyznania wiary, sakramentów i zwierzchnictwa kościelnego oraz wspólnoty. Nie dostępuje jednak zbawienia, choćby był wcielony do Kościoła ten, kto nie trwając w miłości, pozostaje wprawdzie w łonie Kościoła ‘ciałem’, ale nie ‘sercem’”[4].

Współczesny Kościół musi się więc zmagać nie tylko z pogaństwem zewnętrznym, lecz także wewnętrznym, istniejącym i rozwijającym się w jego łonie. Dlatego Jan Paweł II w swoim słynnym wywiadzie udzielonym Messoriemu przypomina o tym, że “Kościół ciągle na nowo podejmuje zmaganie z duchem tego świata, co nie jest niczym innym jak zmaganiem się o duszę tego świata. Jeśli bowiem z jednej strony jest w nim obecna Ewangelia i ewangelizacja, to z drugiej strony jest w nim także obecna potężna antyewangelizacja, która ma też swoje środki i swoje programy i z całą determinacją przeciwstawia się Ewangelii i ewangelizacji”[5].

Jest u części współczesnych katolickich teologów i publicystów, nawiasem mówiąc akceptowanych, a nawet wysoko cenionych przez liberalne media – jako otwartych na współczesny świat intelektualistów – wyraźna tendencja do eliminowania z przedstawianego obrazu współczesnego świata, wiary i Kościoła zjawisk zatrważających czy niepokojących. Ci, którzy ważą się o nich mówić, krytykowani są od razu jako fundamentaliści i nietolerancyjni defetyści, czarno widzący świat i wprowadzający do społecznej świadomości rozterkę i niepotrzebny niepokój. Wzywa się ich do pozytywnych tylko wypowiedzi o moralnej i religijnej kondycji współczesnego świata. Zgodnie zresztą z zasadami postmodernistycznej “poprawności politycznej”, która głosi obowiązek akceptowania wszelkich poglądów i wszelkich anomalii moralnych, a jednocześnie wzywa – zgodnie z zasadami ateistycznego liberalizmu – do odrzucenia Boga i chrześcijańskiej moralności. Jak inaczej bowiem można wytłumaczyć przygotowywanie przyszłej konstytucji zjednoczonej Europy bez żadnego odniesienia do Boga i do chrześcijaństwa, które zbudowało przecież kulturę europejską? Jak inaczej można zrozumieć ostatnie wezwanie, skierowane przez Radę Europy do katolickich krajów, w tym zwłaszcza do Polski i Irlandii, by zaakceptowały prawo do mordowania nienarodzonych dzieci na Życzenie?

Odrzucanie ostrzeżeń przed złem, a zwłaszcza odrzucanie krytyki czyniących nieprawość, nie jest czymś nowym. Tak działo się zawsze. Mutatis mutandis wystarczy w tym miejscu przywołać los starotestamentalnych proroków, których nieporównanie okrutniej traktowano za to, że ośmielali się ostrzegać Izraelitów przed grzechem i pogaństwem. Nie można jednak chować głowy w piasek. Aby podjąć trud odnowy religijnej i moralnej współczesnych społeczeństw, należy sobie uświadomić istniejące zło i wskazać na jego korzenie. Ignorowanie negatywnych faktów, bagatelizowanie ich lub zaprzeczanie im nie zapobiegnie destrukcji. Przeciwnie, przyspieszy ją tylko i wzmocni.

Nie chodzi oczywiście o to, by w otaczającym nas świecie dostrzegać tylko zło, by ludzi pozbawiać otuchy i nadziei. Dobra w otaczającym nas świecie jest z pewnością więcej niż zła. Gdyby było inaczej, ten świat przestałby już istnieć. Jest tymczasem na tym świecie dużo bezinteresownej dobroci i Życzliwości. Jak mówi Ojciec Święty w swojej adhortacji “Pastorem dabo vobis”, dobro jest we współczesnym świecie silniejsze niż niegdyś pragnienie sprawiedliwości i pokoju dla wszystkich. Jest większa wrażliwość współczesnego człowieka na nieszczęścia, które dotykają bliźnich, często zupełnie obcych i nieznanych. Jest coraz żywsza i coraz powszechniejsza troska współczesnego człowieka o dzieło stworzenia, o przyrodę. Jest usilne poszukiwanie sposobów ochrony godności człowieka i jego niezbywalnych praw. Widać większą niż w minionych dziesiątkach lat tęsknotę za Bogiem. Stawiane są także coraz częściej pytania z dziedziny etyki, dotyczące sensu i granic badań naukowych prowadzonych przez współczesnych uczonych, pozostających niestety w swojej większości pod wpływem pozytywistycznie uprawianej – tj. bez żadnych odniesień do Boga, religii i etyki – współczesnej nauki.

Mając to na uwadze, nie wolno jednak zapominać o tym, że świat nasz ogarnia coraz większa, dusząca chrześcijaństwo chmura neopogaństwa wyrażającego się w takich zjawiskach, jak: nie liczący się z dobrem wspólnym egoistyczny hiperindywidualizm, nawołujące ludzi do Życia wyłącznie według reguły przyjemności hedonizm i konsumpcjonizm, sekularyzm, relatywizm moralny, skrajny racjonalizm – połączony paradoksalnie ze współczesnym rozkwitem sekt, irracjonalizmu i magii; następnie praktyczny i egzystencjalny ateizm, zjawisko coraz szybszego procesu dechrystianizacji chrześcijańskich niegdyś społeczeństw, rozpad rodziny i instytucji małżeństwa, anarchia seksualna, wielka ignorancja religijna katolików, źle rozumiany przez nich pluralizm teologiczny – stawiający znak równania między Kościołem katolickim i najbardziej irracjonalnymi, wymyślonymi przez chore umysły sektami; wybiorcza, spowodowana nadmierną subiektywizacją wiary postawa wielu katolików w odniesieniu do 3 istotnych prawd wiary i zasad moralnych; a w końcu częściowa i – jak to Ojciec Święty nazywa – “warunkowa” przynależność wielu katolików do Kościoła, która polega na przebieraniu przez nich w prawdach wiary i przykazaniach moralnych i na odrzucaniu wszystkiego tego, co wiąże się z ofiarą i samoopanowaniem. Nie da się zaprzeczyć, że ogólnie rzecz biorąc, nasza cywilizacja ustawia się niestety w swoim rozwoju coraz bardziej przeciw Bogu, przeciw godności człowieka jako obrazu Bożego i przeciw przyrodzie jako Bożemu dziełu. Boże przykazania nie stanowią już dla niej ani fundamentu, ani też jakiegokolwiek odniesienia.

Współczesne “areopagi” – używając tu słów Ojca Świętego – a więc świat mediów, kultury, rozrywki, nauki, biznesu, polityki – uległy w znacznej mierze dechrystianizacji i neopogaństwu.

Dla rozgłosu, z chciwości, z nienawiści do Kościoła, areopagi te rozpowszechniają zło, banalizują je i relatywizują. Na porządku dziennym w krajach wyrosłych z chrześcijańskiej kultury napotykamy na bluźnierstwa, wyszydzanie wiary i moralności chrześcijańskiej, zachęcanie do przemocy i rozpusty oraz rozpowszechnianie pojęcia wolności pojętej jako anarchia moralna, tj. wolności od wszystkiego i do wszystkiego, jako wolności do popełniania wszelkich, wołających wprost o pomstę do nieba grzechów. Tak pojęta wolność, a obok niej obowiązkowa tolerancja wobec łamania wszystkich przykazań oraz przyjemność – jako jedyna zasada postępowania – stały się fundamentalnymi “wartościami”, na których buduje się Życie jednostek i społeczeństw w krajach kierowanych przez liberalny ateizm.

Promowane przez wspomniane wyżej areopagi pseudowartości czy też antywartości przenikają szeroką falą do życia wielu katolików, do życia Kościoła, wywołując w nim przedstawione już wyżej zjawiska kryzysowe, które przekładają się na zatrważające czyny ludzi, którzy nie rozróżniają dobra od zła, którzy uwierzyli, że mogą robić, co im się podoba. Szeroka fala przestępczości, zbrodnie popełniane przez młodych ludzi, okrutnych, bezwzględnych i bez sumienia, o czym donoszą codziennie media, to także w dużej mierze skutki ateistycznego liberalnego światopoglądu, odrzucającego chrześcijańskie wartości i zabijającego przy pomocy swoich wszechobecnych medialnych instrumentów sumienie, poczucie grzechu oraz świadomość odpowiedzialności każdego człowieka przed Bogiem. Telewizja i inne media, przepełnione erotyką i przemocą wraz z wszechobecną reklamą, głoszą bez żadnej samokontroli kult przyjemności, posiadania i nieskrępowanego niczym folgowania najdzikszym nawet instynktom. Pełne są wezwań do tak zwanej samorealizacji – formułowanych przez pseudopedagogów i pozbawionych zasad etycznych publicystów – oraz wszelkiej maści idolów. Samorealizacji dokonywanej bynajmniej nie przez pracę, kształcenie charakteru, ofiarę i konieczne wyrzeczenie, lecz przez życie zgodne z jedną tylko zasadą, a mianowicie zasadą przyjemności, która zastąpiła wszelkie wartości moralne, m.in. umiejętność rezygnacji i cnotę samoopanowania. Zasada przyjemności podpowiada młodemu człowiekowi, że wszystko, co mu się podoba, co potęguje jego pragnienie rozkoszy, to wszystko mu się należy, choćby z największą krzywdą dla innych. – Potrzebuję pieniędzy, więc mam prawo rozstrzelać trzy niewinne kobiety i kolegę ochroniarza – rozumowali bandyci, którzy dokonali napadu w Kredyt Banku w Warszawie. Wymienione wyżej pseudoautorytety wmawiają więc w ludzi, zwłaszcza młodych i nieukształtowanych moralnie, że wolno im wszystko, że mają prawo do pieniędzy, strojów, samochodów – bez pracy i żadnego wysiłku z ich strony; że nikt ani nic nie może im w zdobywaniu tego, co chcą, stawiać jakichkolwiek przeszkód. Jeśli jednak postawi, jeśli będzie przeszkadzał w zanarchizowanym moralnie życiu – to należy go fizycznie zlikwidować, chociażby to był sześcioletni braciszek, który przeszkadzał swojej osiemnastoletniej siostrze w prowadzeniu nieskrępowanego erotycznego życia, jak to ostatnio miało miejsce w Poznaniu.

Tego rodzaju przykładów zdziczenia moralnego, wskazujących na groźną dla losu współczesnych społeczeństw i ciągle postępującą degradację etyczną, jest wiele. Każdy dzień przynosi nowe. I nie chodzi tu tylko o degradację etyczną przeciętnych ludzi. Degradacja ta, której wpływu na całe społeczeństwa niepodobna przecenić, dotyka najwyższe elity współczesnych krajów: prezydentów, ministrów, decydujący o gospodarce światowej świat biznesu, a nawet ludzi nauki. Bywa, że nawet ludzie z elit politycznych, gospodarczych, artystycznych, a nawet naukowych – kłamią, oszukują, dokonują olbrzymich malwersacji, popełniają plagiaty, fałszują badania naukowe i wyniki kontrolne. Gotowi są na wszystko, by się szybko wzbogacić, uzyskać rozgłos i dojść do władzy. Niemal codziennie media donoszą o olbrzymich aferach i oszustwach, które wstrząsają opinią publiczną. Takie są skutki odejścia od fundamentalnych zasad chrześcijańskich. Uczciwi, zatroskani o los swoich społeczeństw ludzie zaczynają bić na alarm. Napotykają jednak olbrzymie trudności, aby przekonać do zmiany mentalności liberalne, zateizowane areopagi, tworzące bezbożne prawa i rozpowszechniające hedonistyczny, konsumpcyjny światopogląd, jako jedynie obowiązujący w społeczeństwach nastawionych tylko na zysk, przyjemność i zabawę.

W tym świecie znajduje się Kościół. Jak mówi soborowa konstytucja “Gaudium et spes”, kroczy on wspólną drogą z całą ludzkością i wraz z nią przeżywa swój doczesny los. Jego zadaniem jest przeciwstawić się bezbożnemu duchowi czasu. Nie wolno mu dopuścić do tego, aby “ewangeliczna sol zwietrzała”. Nie wolno mu iść na zgniłe kompromisy z siłami głoszącymi i realizującymi neopogaństwo. Ciągle musi być znakiem sprzeciwu wobec nich. Aby znaleźć drogi wyjścia z trudnej ideowo sytuacji, w jakiej Kościół znajduje się w wielu – zwłaszcza zachodnich – społeczeństwach, która to sytuacja zagraża zresztą także coraz bardziej polskiemu społeczeństwu i polskiemu Kościołowi, należy, oprócz jasnego przedstawienia wszelkich trudności, na jakie napotykają dziś wiara i moralność chrześcijańska, oraz oprócz wskazania na złowieszcze procesy neopogaństwa i dechrystianizacji – spróbować odkryć ich przyczyny: zwłaszcza przyczyny ideologiczne i filozoficzne.

Wszystko bowiem w dziejach ludzkości i jej szeroko pojętej kulturze – dobre i złe – zaczyna się od jakiejś idei.

Najpierw jest idea, zrodzona w umyśle filozofa, przywódcy religijnego czy społecznego, uczonego, polityka, ekonomisty czy kogokolwiek innego. Potem obrasta ona w szatę słów – wypowiedzianych lub napisanych. I rozpoczyna własny, bywa, że już całkowicie niekontrolowany przez jej twórcę, żywot, stając się pomysłem do podjęcia działań na rożnych płaszczyznach, działań dobrych moralnie lub złych.

Nie ma większej siły nad ideę, jeśli trafi na swój, odpowiedni dla siebie czas i kiedy pójdą za nią setki, tysiące czy nawet miliony ludzi. Idee zmieniają świat – ku dobremu, ale także ku złemu. Mogą nieść dobro, piękno, prawdę i szczęście, ale mogą także powodować wojny, zbrodnie, zniewolenie, prześladowania i śmierć milionów niewinnych ludzi. Wystarczy wspomnieć na krwawy miniony wiek, w którym obłędne bezbożne ideologie – faszyzmu i komunizmu – zrodzone z materializmu i heglowskiego ateizmu, doprowadziły do śmierci około 190 milionów ludzi na całym świecie.

To dlatego tak wielka odpowiedzialność spoczywa na twórcach i intelektualistach, na wymienianych przez Ojca Świętego “areopagach”. Religia i wiara religijna były atakowane już w starożytności. Ich poważną krytykę przeprowadzali głoszący materialistyczną wizję rzeczywistości i człowieka sofiści, którym przeciwstawiali się Sokrates i Platon. W czasach rzymskich, w I w. przed Chr., z podobną krytyką religii, jako nieracjonalnej i zniewalającej człowieka siły, wystąpił epikurejczyk i materialista Lukrecjusz. Od tamtego czasu aż do okresu francuskiego oświecenia, a więc do XVIII wieku, kwestionowanie światopoglądu religijnego i atakowanie wiary chrześcijańskiej zdarzało się tylko sporadycznie. Człowiek niewierzący w Boga traktowany był w tych czasach jako ktoś upośledzony intelektualnie, ślepy na wyraźne ślady Bożej obecności w świecie.

Filozofia, która zapanowała w XVIII w., zwłaszcza niechrześcijańska filozofia francuska, stanowi nową jakość. Przede wszystkim, dlatego Że chciała realizować wyłącznie cele praktyczne. Filozofowie oświeceniowi, zafascynowani rozwijającą się od niedawna, ponieważ dopiero od XV wieku, nowożytną nauką, która odrzuciła arystotelesowski model wiedzy i zaczęła matematycznie wyjaśniać rzeczywistość, postawili sobie w swojej filozoficznej refleksji nie cele teoretyczne – poznawać, aby wiedzieć, lecz cele praktyczne – poznawać, aby zmieniać ludzkie myślenie i ludzkie życie. Według tych filozofów, filozofia powinna służyć oświeceniu umysłów i uwolnieniu ich z przesądów i ciemnoty, którymi – ich zdaniem – były przede wszystkim wiara w rzeczy nadprzyrodzone i uznawanie istnienia transcendentnego, osobowego, objawiającego ludziom swoją wolę Boga. Według niechrześcijańskiej oświeceniowej filozofii, światły człowiek to człowiek uznający za prawdę tylko to, co sprawdzi własnymi zmysłami i własnym rozumem; człowiek odrzucający przy tym istnienie Opatrzności i Boże Objawienie. Filozofię swoją francuscy filozofowie oświeceniowi nazwali filozofią wolnomyślicieli.

Jak wspomniano wyżej, za swego głównego wroga, przeciwko któremu kierowali ostrze swojej krytyki i nienawiści, uważali religię, zwłaszcza religię katolicką. Wtedy przede wszystkim ukuto (korzystając tu zresztą z zarzutów przeciw religii zawartych już w “De rerum natura” Lukrecjusza) najważniejsze zarzuty przeciw Kościołowi katolickiemu, określając go jako ostoję ciemnoty i zacofania, ciemnogród, wroga ludzkości petryfikującego zniewalający człowieka feudalizm, przeszkodę na drodze człowieka do postępu oraz jako siewcę zabobonów. Przez dwa następne wieki wszelkiego rodzaju nieprzyjaciele Kościoła z upodobaniem używali tych epitetów. Do dziś czynią to rynsztokowe nihilistyczne brukowce i ich gorliwi czytelnicy.

Argumenty te pojawiają się nawet w polemikach parlamentarnych, zwłaszcza wtedy, kiedy określeni parlamentarzyści domagają się tzw. aborcji na życzenie, przedstawianej przez nich jako przejaw nowoczesności i postępu, a przeciwstawiający się jej Kościół określają mianem siejącego ciemnotę i zniewolenie przeżytku feudalnego.

Niechrześcijańska filozofia oświeceniowa nie była oczywiście jednorodna. Wśród jej przedstawicieli znajdowali się zdecydowani ateiści i materialiści, lecz także deiści, którzy uznawali istnienie Boga, ale nie Opatrzności. Najogólniejsze hasła oświecenia brzmiały: rozum – pojmowany jako skierowany przeciw Bożemu Objawieniu, sam będący najwyższą instancją prawdy; przyroda – rozumiana jako jedyna realnie istniejąca postać rzeczywistości, co wykluczało istnienie rzeczywistości nadnaturalnej, oraz ludzkość – ujmowana jako najwyższy cel etyczny i rzeczywistość całkowicie zastępująca moralność zakorzenioną w objawionej religii.

Poprzez swoją krytykę, skierowaną przeciwko religii, Kościołowi katolickiemu i zastanym strukturom społecznym oraz politycznym, niechrześcijańska filozofia oświecenia francuskiego odegrała ważną rolę w wywołaniu rewolucji francuskiej. Stała się ideologią tej rewolucji, która pod znanymi hasłami: wolność, równość i braterstwo, dokonała epokowego przewrotu w życiu politycznym, społecznym, a także ideowym Europejczyków. W miejsce absolutnej suwerenności państwa weszły – przynajmniej teoretycznie – powszechne prawa obywateli kraju, pozwalające im na samostanowienie. Suwerenne panowanie nad narodem przekształciło się w panowanie narodu, który sam wybiera swój rząd, kontroluje go i odwołuje. Zgodnie z filozofią oświeceniową, rewolucjoniści zaciekle atakowali Kościół katolicki jako ostoję starego ładu. Głosili nową, rewolucyjną, odrzucającą Boga moralność, której fundamentem miał być kult ludzkiego rozumu. Wykrzykiwali na ulicach zrewolucjonizowanego Paryża hasła domagające się zagłady wszystkiego, co przypominało stary porządek. Wołali: precz z królem, precz ze szlachtą, precz z Kościołem, precz z klerem, precz z urzędami i urzędnikami itd. To nie były niewinne, niewywołujące praktycznych skutków okrzyki. W imię tych haseł wymordowano wówczas we Francji ponad milion ludzi, we krwi utopiono wierną Kościołowi Wandeę. Zamordowano we Francji ponad milion ludzi wówczas, gdy cała ludzkość liczyła około 500 milionów. Bezbożna ideologia, która odrzuciła Boga, wydała swoje krwawe owoce.

Rewolucja francuska była pierwszą z następnych bezbożnych rewolucji, które co i raz wstrząsały światem. Po niej przyszła rewolucja bolszewicka, meksykańska, hiszpańska, chińska, kambodżańska i inne. Wszystkie one dokonywały się pod hasłami ateistycznej filozofii oświec eniowej i mordowały w ich imię miliony niewinnych ludzi. Antychrześcijańska filozofia oświeceniowa wpłynęła znacząco – bezpośrednio lub pośrednio – na powstanie w XIX wieku szeregu innych antychrześcijańskich prądów filozoficznych i nurtów umysłowych, które głosiły amputowaną z wymiaru nadprzyrodzonego wizję rzeczywistości i materialistyczną antropologię, sprowadzając wszelki byt do materii, a w człowieku widząc tylko jedno ze zwierząt. Należały do nich różne rodzaje materializmu, idealizm heglowski, pozytywizm, scjentyzm, darwinizm, marksizm, filozofia życia Nietzschego, freudyzm i inne. Ludzkość otrzymała szereg propozycji wyjaśnienia rzeczywistości oraz fenomenu człowieka.

Wykształcony człowiek XIX i XX wieku, który pod wpływem filozofii oświeceniowej odrzucił religię, miał z jednej strony już stosunkowo dużą wiedzę o sobie samym, umożliwioną mu przez dynamiczny rozwój różnych nauk, takich zwłaszcza jak: medycyna, biologia, historia, socjologia, paleontologia, psychologia eksperymentalna i inne. Z drugiej strony, człowiek ten niewiele wiedział o swojej istocie, o tym, skąd przyszedł, po co istnieje, dlaczego cierpi i kim tak naprawdę jest. Brakowało mu ciągle wizji samego siebie, która wskazywałaby jasno i wyraźnie to, co w jego życiu ma znaczenie zasadnicze, centralne, a co jest w nim nieistotne i  peryferyjne. Brakowało mu jednoznacznej wskazówki, która wytyczałaby mu cel życia i środki do jego realizacji.

Zwrócił się więc o pomoc w rozstrzygnięciu tej fundamentalnej kwestii do rożnych, zrodzonych w XIX i XX wieku, a wymienionych wyżej filozofii, które podejmowały próbę odpowiedzi na nurtujące go pytanie – kim naprawdę jest i co jest w nim istotne.

Odpowiedź na pytanie: Kim naprawdę jest człowiek?, ma znaczenie kardynalne dla współczesnej cywilizacji.

Odpowiedź ta zadecyduje bowiem o tym, czy będzie to cywilizacja życia, czy też cywilizacja śmierci. Jak powiada ks. kardynał Meisner, po najróżniejszych dyskusjach prowadzonych przez filozofów w minionych dwóch wiekach skończyła się epoka światopoglądów, a zaczęła się epoka debat na temat istoty człowieczeństwa, epoka antropologii w ścisłym tego słowa znaczeniu. Trudno ks. kardynałowi Meisnerowi odmówić racji. To od rodzaju antropologii, od odpowiedzi na pytanie, kim jest człowiek – zależy rodzaj humanizmu, jaki się rozwinie, a przez to los rodzaju ludzkiego.

Jednej z prób odpowiedzi na pytanie, kim jest człowiek, dokonał występujący w rożnych postaciach materializm, odpowiedzialny w dużej mierze za totalitarny, praktycystyczny i ateistyczny sposob myślenia wielu współczesnych ludzi. Materializm orzekł, że człowiek jest tylko wyżej niż inne byty zorganizowaną materią, efektem jej ewolucyjnego rozwoju i niczym więcej.

Na antypodach w stosunku do materialistycznej koncepcji człowieka stanął równie bezbożny jak materializm heglowski idealizm, z którego zrodził się zresztą zarówno Marks, jak i Nietzsche – ideowi ojcowie dwóch wielkich dwudziestowiecznych totalitaryzmow. W przeciwieństwie do materializmu idealizm heglowski głosił, że tym, co pierwotne i co realne w całej rzeczywistości, nie jest materia, lecz nieosobowy duch; jest to, co absolutne. Ów duch rozwija się w procesie samorealizacji w materię i dochodzi w końcu do uświadomienia sobie siebie samego w człowieku, ktory jest więc w swojej najgłębszej istocie samorozwojem ducha, a nie stworzeniem osobowego, transcendentnego wobec stworzonego przez siebie świata, Boga.

Z doświadczeń dynamicznie rozwijających się społeczeństw czasów nowożytnych zrodził się tzw. socjologizujący obraz człowieka, który wyraża pogląd, że jednostka ludzka sama w sobie jest niczym, i że jest jedynie czymś, co wyrasta z całości. “Ty jesteś niczym. To społeczeństwo jest wszystkim”, mowią do każdego z nas zwolennicy tej koncepcji.  Tak pojętemu socjologizmowi z kolei przeciwstawia się skrajny indywidualizm, ktory stwierdza, że w rzeczywistości to nie społeczeństwo, lecz tylko jednostka, tylko indywiduum, jest wartością, gdyż to, co właściwe, zawsze ginie w wielości.

Jeszcze inaczej widzi człowieka determinizm, według którego wszystko podlega nieosobowemu, bezwzględnemu przymusowi. Wszystko w życiu ludzkim dzieje się tak, jak się musi dziać. I nikt ani nic nie potrafi nas wyzwolić z żelaznej obręczy naszego losu. Ludzka wolność to tylko uświadomienie sobie konieczności, której podlegamy.  W przeciwieństwie do determinizmu, niezależność ludzkiej jednostki akcentuje egzystencjalizm, postrzegający człowieka jako istotę całkowicie, wręcz rozpaczliwie wolną, a jednocześnie – i wskutek tej absolutnej wolności – pozbawioną jakiegokolwiek oparcia i straszliwie samotną. Zdaniem przedstawicieli ateistycznej odmiany egzystencjalizmu, nie istnieją żadne reguły – doktrynalne czy moralne – które określałyby życie człowieka. Jest on podobny do samotnego atomu miotającego się w próżni, w którą został wrzucony. Sam decyduje o swojej suwerennej, a jednocześnie rozpaczliwej wolności. Sam sobie nadaje sens, który już z założenia jest absurdem. “Absurdem jest, że się urodziliśmy i absurdem jest, że pomrzemy”, mówią egzystencjaliści.

Poza wymienionymi wyżej próbami określenia, czym jest człowiek, istnieją jeszcze inne, często różniące się zasadniczo antropologiczne ujęcia i próby określenia istoty człowieczeństwa. Tak więc freudyzm istotę człowieka widzi w popędzie seksualnym. Procesualizm stwierdza, że nie  jest w ogóle możliwe ustalenie, kim jest człowiek, ponieważ stanowi on rzeczywistość podlegającą procesowi ustawicznego, niekończącego się stawania się, ponieważ jest wypadkową i rezultatem ustawicznych, niedających się przewidzieć ani określić, spotkań i zderzeń ze światem, kulturą, historią, z niezliczoną ilością ludzi i ich poglądów, a także z wyzwaniami i zadaniami, jakie niesie czas, w którym przyszło mu żyć.

Wszystkie powyższe antropologiczne ujęcia w mniejszym lub większym stopniu odeszły od chrześcijańskiego obrazu człowieka jako osoby stworzonej przez Boga, duchowo-materialnej, rozumnej i wolnej, mającej w swej naturze obraz Boży, upadłej wskutek grzechu, ale odkupionej przez Zbawiciela, będącej dzieckiem Bożym i chwałą Bożą, znanej Bogu po imieniu, przeznaczonej do tego, aby Boga znać, kochać i wraz z Nim cieszyć się szczęściem wiekuistym. Chrześcijański obraz człowieka jako obrazu Bożego, ukształtowany na podstawie Objawienia i w oparciu o realistyczną filozoficzną antropologię, był przez wieki fundamentem życia ideowego i moralnego wielu narodów. To ten obraz stoi u podstaw elementarnych praw człowieka, takich jak: prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, prawo do ochrony ludzkiej godności, do wolnego wyznawania religii, do wolnego rozwoju osobowości, do małżeństwa i rodziny, do własnych przekonań, do wolności zrzeszeń i zgromadzeń itd. Te podstawowe prawa pełniły od wieków funkcję obronną w stosunku do niesprawiedliwych i nadmiernych interwencji państwa i władzy zewnętrznej w życie indywidualnego człowieka. Cała kultura euroatlantycka i cała jej historia naznaczone zostały takim właśnie zakorzenionym głęboko w naturze człowieka jego obrazem i wynikającymi z niego prawami oraz wartościami. To jeszcze trwa. Współczesny człowiek żyje jeszcze, chociaż niestety często już powierzchownie, dziedzictwem chrześcijańskim. I to nie tylko w sferze zewnętrznego obyczaju. Wszystkie jego moralne pojęcia, wszystkie uzasadniające je wartości, liczne postawy – zarówno indywidualne, jak i społeczne – nawiązują jeszcze, często już nieświadomie, do chrystianizmu.

Nietykalność ludzkiej osoby, szacunek dla człowieka i poszanowanie jego praw, równouprawnienie, szacunek dla słowa, dochowywanie układów i wiele innych wartości to pozostałości oddziaływania – wprost lub pośrednio – chrześcijaństwa. Ten wpływ chrześcijaństwa jeszcze trwa, lecz związek wielu ludzi z chrystianizmem w krajach dawniej chrześcijańskich słabnie. W wielu z tych krajów chrześcijański model życia nie ma już żadnego oficjalnego znaczenia. Dochodzi do tego, że autentyczni chrześcijanie, którzy publicznie przyznają się do wiary i moralności chrześcijańskiej, traktowani są już jako coś obcego, coś, co należy usunąć z życia publicznego, w najlepszym razie zepchnąć na margines tego życia. Ich przekonania religijne już się nie liczą – ani w prawodawstwie, ani też w kształtowaniu życia społecznego, politycznego czy ekonomicznego. Nie są traktowane poważnie. Często są wyśmiewane i wyszydzane przez współczesne areopagi. Publicznie przyznających się do swojej wiary chrześcijan toleruje się, a nawet wspomaga ich działania, ale tylko tam, gdzie spełniają funkcje społeczne i charytatywne; tam zwłaszcza, gdzie wspomagają lub zastępują państwo, zajmując się chorymi, upośledzonymi, starcami, patologiami itp.

Zrodzone z filozofii oświeceniowej ateistyczne filozofie, które wpływały na świadomość milionów ludzi w XIX i w XX wieku, zakwestionowały chrześcijańskie widzenie świata i człowieka.

Odrzuciły Boga i transcendentny wymiar rzeczywistości. Człowieka sprowadziły do jednego ze zwierząt, z wszystkimi tego praktycznymi konsekwencjami, co widać w wypadku aborcji, eutanazji, doświadczeń na ludzkich embrionach itd. Owe dechrystianizujące współczesny świat filozofie to przede wszystkim stworzony przez tzw. Szkołę Frankfurcką (Adorno, Horkheimer, Pollock), na bazie myśli Marksa, Gramsciego i Trockiego, neomarksizm, zwany inaczej Nową Lewicą, oraz rozwijający się od lat sześćdziesiątych XX wieku pod dużym wpływem myśli neomarksistowskiej postmodernizm. Filozofie te nie tylko odrzucają chrześcijańską wizję rzeczywistości i człowieka. One przekreślają dwadzieścia pięć wieków tradycji filozoficznej, która uznawała pojęcie obiektywnej prawdy i obiektywnego dobra. Są skierowane przeciwko wszelkim autorytetom. Ustalają apodyktycznie nowy stosunek do prawdy. Odrzucają metafizykę, a w konsekwencji transcendentny wymiar człowieka.

Tak zwana Nowa Lewica, która ideowo przygotowała studencką rewoltę kulturową – wybuchła spektakularnie na Zachodzie w 1968 roku, ale wpływającą przemożnie na świadomość wielu społeczeństw także dziś – odgrzała stare hasła rewolucji francuskiej. Sprowadzały się one do jednego głównego manifestu skierowanego do młodzieży europejskiej i amerykańskiej:

“Niszczcie wszystko, co was niszczy”. Znaczyło to ni mniej, ni więcej: “Niszczcie wszystkie struktury społeczne, polityczne i ekonomiczne obecnego świata. Niszczcie istniejące instytucje i autorytety. Niszczcie dotychczasową moralność i dotychczasową etykę”. Ideowi ojcowie owej kulturowej rewolucji dali nowym rewolucjonistom tzw. antyautorytarną ideologię, która głównego wroga tzw. postępowej młodzieży, niepozwalającego jej rzekomo na wolność i samorealizację, widziała w takich zwłaszcza instytucjach, jak: państwo, małżeństwo, rodzina, rząd, parlament, policja, armia, szkoła, uniwersytet, a w sposób szczególny religia i Kościoły.

Stosownie do tej ideologii rewolucjoniści z lat 60. i następnych odrzucili chrześcijańską moralność jako moralność dobrą dla obozu koncentracyjnego, a nie dla wolnego współczesnego człowieka; odrzucili następnie dotychczasowe prawo, cały porządek społeczny, system szkolny, instytucję małżeństwa i rodzinę. Jako alternatywę stworzyli – w różnych miastach niemieckich i gdzie indziej – formy życia w tzw. komunach, z kompletną wspólnotą dóbr, Żon, mężów, dzieci itd. Pod hasłem seksualnej emancypacji propagowali wolną miłość uprawianą bez żadnej odpowiedzialności. Jeden z ideologów owej “Nowej Lewicy”, słynny Rudi Duschke, rzucił hasło, że należy niezależnie od podjętych w krajach zachodnich przez lewackich terrorystów spod znaku neomarksizmu (Bader-Meinhoff Bande, Czerwone Brygady itp.) krwawych prób zniszczenia porządku społecznego, etycznego i politycznego, podjąć tzw. długi marsz przez instytucje, tzn. zajmować stopniowo kluczowe dla życia kraju urzędy i stanowiska, aby w ten przede wszystkim sposób zrealizować program nakreślony przez neomarksistowską ideologię, aby dokonać rewolucji kulturowej, której celem jest zniszczenie starego ładu politycznego i społecznego, w tym także, jak wspominano wyżej, instytucji małżeństwa, rodziny, moralności chrześcijańskiej, religii itd. Pomysł Rudiego Duschkego udało się niestety w dużym stopniu zrealizować. Terroryzm lewacki z lat 70. i 80. został wprawdzie zdławiony, ale do władzy w dawniej chrześcijańskich krajach wybrani zostali demokratycznie neomarksiści, liberalni ateiści, rozpowszechniający kompletny relatywizm moralny i konsumpcjonizm postmoderniści itp. Mogą teraz spokojnie, przy pomocy opanowanych przez siebie parlamentów, zajętych instytucji, urzędów, szkół, uniwersytetów i mediów, a przede wszystkim wydawanego prawa, realizować demontaż chrześcijaństwa. Ustanawiane przez nich konstytucje, prawa, karty i manifesty nie odwołują się już ani do Boga, ani do Dekalogu, ani do żadnych, niezależnych od woli demokratycznej większości, zasad moralnych. Sankcjonują bez przeszkód aborcję, eutanazję, tzw. małżeństwa homoseksualne, osłabiają instytucję rodziny na korzyść wolnych związków, lansują materialistyczną wizję rzeczywistości, a realizowaną przez siebie antychrześcijańską, łamiącą prawo Boże i prawo naturalne rewolucję kulturalną starają się usilnie przenieść – tak jak to czynili niesławnej pamięci ideologowie komunistyczni – do innych krajów, w tym zwłaszcza do tych, w których chrześcijaństwo, chociaż osłabione, jest nadal żywe. Tak przecież należy zrozumieć wspomniane wcześniej wezwanie Rady Wspólnoty Europejskiej w sprawie uchwalenia w Polsce i Irlandii prawa do nieskrępowanej aborcji. Na razie są to apele i monity, które z wielkim zapałem podchwytują np. polskie aborcjonistki. Należy się jednak być może wkrótce spodziewać gróźb i jednoznacznych inwektyw pod adresem Kościoła jako “ciemnogrodu” i “dławiciela wolności”, a może i szantaży – politycznych i ekonomicznych.

Nie bez znaczenia dla kryzysowej sytuacji ideowej współczesnego chrześcijaństwa jest ideologia postmodernizmu.

Stała się ona sposobem myślenia wielu współczesnych intelektualistów, wielu środowisk uniwersyteckich i wielu ludzi mediów, przez co jej oddziaływanie na świadomość milionów osób jest bardzo poważne. Postmodernizm głosi całkowity relatywizm poznawczy i moralny, neguje bowiem zarówno istnienie obiektywnej prawdy, jak i obiektywnego dobra; promuje skrajny egoistyczny indywidualizm, nieliczący się z dobrem wspólnym, praktyczny materializm, konsumpcyjny utylitaryzm, kosmopolityzm, hedonizm itd. W myśl ideologii postmodernizmu każdy może czynić, co chce, i zaniedbywać to, czego nie chce, ponieważ wszystko jest tyle samo warte, ponieważ nie istnieją żadne jednoznaczne zasady czy kryteria – ani poznawcze, ani moralne, ani żadne inne. Nadszedł czas niekrępowanej niczym, poza wydawanym demokratycznie przez liberalną większość parlamentarną prawem, swobody moralnej. Nikt nie ma prawa wzywać kogokolwiek do szacunku wobec prawdy, dobra itp., ponieważ nie ma obiektywnej prawdy i obiektywnego dobra. Domaganie się od innych uznania czegoś za prawdę – powiadają postmoderniści – jest zwyczajną represją wobec tych, którzy tego poglądu nie uznają za prawdziwy. Prawda, według ideologii postmodernizmu, jest systemem władzy, a nie poznawaniem rzeczywistości, ponieważ rzeczywistości i tak nie da się poznać. Negując możliwość poznania prawdy obiektywnej, postmodernizm przekreśla dwa i pół tysiąca lat istnienia i rozwoju filozofii oraz nauki, pretendujących do poznania prawdy. Odpowiadając na tak bardzo dziś istotne pytanie “Kim jest człowiek?”, postmodernizm propaguje model kosmopolity, obywatela świata, bez ojczyzny, bez domu, bez stałych wartości, bez pracy nad charakterem, a także bez jakichkolwiek ideałów, stałych wartości, poczucia tożsamości i bez wychowania, ponieważ każde wychowanie ogranicza i wypacza, jak mówił jeden z prekursorów tej ideologii – Jan Jakub Rousseau. Postmodernizm nie stara się, generalnie biorąc, nawet odpowiedzieć na pytanie, kim w swojej istocie jest człowiek. Doradza mu tylko, jak powinien żyć, aby przeżyć życie jak najprzyjemniej, doznając jak najmocniejszych wrażeń. Winien więc przede wszystkim nastawić się na zabawę, żyć według jedynej słusznej zasady, tj. zasady przyjemności, korzystając z każdej nadarzającej się ku temu okazji. Postmodernizm to przykład buntu przeciw prawdzie, przeciw autorytetowi rozumu, który stworzył zachodnią cywilizację, oraz przeciw wszelkiej etyce kodeksowej, domagającej się stosowania w życiu stałych zasad. Proponowana przez tę orientację rezygnacja z prawdy i rozumu prowadzi do irracjonalizmu, samowoli moralnej, a w konsekwencji do nowoczesnego, gorszego niż dawne, barbarzyństwa, które zresztą przetacza się już przez nasze współczesne życie. Ideologia postmodernizmu prowadzi przy tym do całkowitej atomizacji ludzi pozbawionych oparcia w stałych wartościach; ludzi wykorzenionych z tradycji, religii i kultury; ludzi, których w wielu konsumpcyjnych zachodnich społeczeństwach już nic ze sobą nie łączy – poza walką o pieniądze i utrzymanie dobrobytu.

Jednak nawet przekonany wyznawca postmodernizmu, jeśli tylko stać go na refleksję, nie potrafi zrelatywizować pewnych faktów. Nie potrafi wykluczyć zagrożeń, które czyhają na jego życie i zdrowie. Nie potrafi zapomnieć, że z każdym dniem zbliża się nieuchronnie do śmierci. Nie potrafi odrzucić pytania, jaki jest sens jego życia i cierpienia, które musi znosić on bądź inni ludzie wokół niego, itd.

Dlatego nawet taki postmodernista, który za swoją przyjął nietzscheńską teorię śmierci Boga osobowego, odczuwa potrzebę przezwyciężenia lęku przed unicestwieniem oraz tęsknotę za jakąś religią. Szuka więc religii dla siebie stosownej. Religii wygodnej, odpowiadającej duchowi konsumpcjonizmu, tzn. takiej religii, która dawałaby mu komfort poczucia bezpieczeństwa w zaświatach, która pełniłaby funkcję terapeutyczną, podejmowałaby wszechstronną działalność charytatywną oraz dawałaby określone przeżycia uczuciowe. Szuka więc religii, która niczego nie wymaga, która nie stawia żadnych zobowiązań doktrynalnych czy moralnych, która nie mówi o jakichkolwiek przykazaniach, o odpowiedzialności przed nadprzyrodzonym sądem;  religii bez żadnych religijnych instytucji, prawd objawionych i autorytetów.

Popyt rodzi podaż. Nie dziwmy się więc, że w ostatnich dziesiątkach lat odnotowujemy niezwykle dynamiczny rozwój religijnych czy też pseudoreligijnych kultów, w których nie ma żadnych wymagań i w których wszystko jest dozwolone.Przy okazji rozwijają się różne kulty zbrodnicze, satanistyczne i inne, niszczące osobowość zwabionych wyznawców, zmuszające ich do niewiarygodnych praktyk, a nawet do samobójstw. Jest to zrozumiałe. Tam, gdzie zamiera prawdziwa religia, natychmiast pojawiają się ciemne, irracjonalne kulty, niemające oparcia w niczym poza imaginacją, a często zimną kalkulacją sprytnych, samozwańczych mesjaszów. Współcześnie pojawiające się w poganiejących społeczeństwach kulty ujawniają olbrzymi zamęt moralny i intelektualny naszych czasów. Stanowią one najczęściej coś w rodzaju gigantycznej rupieciarni, poskładanej z odłamków dawnych religii, ułożonych pod gust współczesnych ludzi, którzy po odejściu od prawdziwej religii rozpaczliwie poszukują jej namiastki. Gdy człowiek przestaje wierzyć w prawdziwego Boga, wówczas zaczyna wierzyć w byle co. Wówczas zostaje wydany na pastwę tego, co chaotyczne, absurdalne, irracjonalne, a nawet zbrodnicze; na pastwę tego, co jest karykaturą Boga, a więc na pastwę samego szatana.

Poza prowadzącymi do ateizacji i dechrystianizacji współczesnych społeczeństw ideologiami i filozofiami, oddziaływującymi zwłaszcza przy pomocy mediów, ale także uniwersytetów, szkół i innych instytucji, zrelatywizowanie objawionego przez Boga chrześcijańskiego obrazu świata i człowieka jest w pewnej mierze także wynikiem ideologicznie interpretowanego rozwoju nowożytnej nauki i technologii.

W dawnych wiekach naukowy i technologiczny postęp przebiegał bardzo wolno, wprost niepostrzegalnie. Dlatego świat jawił się ludziom jako niezmienny i statyczny. Wszystko miało w nim swoje określone miejsce, w tym także Kościół, chrześcijańska wiara i moralność. Znakiem nowych czasów są dynamiczne, przełomowe zmiany następujące w nauce, a poprzez nią w życiu ludzkim. Te wszystkie, dokonujące się wprost w geometrycznym postępie zmiany, wyrzucają z ludzkiej świadomości statyczny obraz rzeczywistości, ze stałym w niej miejscem dla Kościoła, powodując przekonanie, że wszystko ulega zmianom, i to nie tylko w sferze cywilizacyjnej czy kulturowej, lecz także w sferze prawd wiary oraz zasad moralnych. Biblijny obraz świata i człowieka jako Bożego stworzenia porzucany jest przez miliony dawnych chrześcijan na rzecz obrazu darwinistycznego, który pokazuje świat i człowieka wyłącznie jako produkty materii rozwijającej się ewolucyjnie, według prawa bezwzględnej walki o byt. To, co kilkadziesiąt a nawet kilkanaście lat temu było nie do pomyślenia, dziś jest faktem.

Tak więc stary świat, w którym religia głosząca niezmienne prawdy i zasady moralne określała życie indywidualne i społeczne, już zniknął. Nowa cywilizacja, w której żyjemy, z jednej strony stanowi dla ludzkości wielkie błogosławieństwo, ułatwiając i przedłużając nam Życie, ale z drugiej strony zagraża człowiekowi na różne sposoby, między innymi przez to, że ugruntowała w jego mentalności świadomość kompletnego rozdziału między Stwórcą a stworzeniem, że wyeliminowała z życia ludzkiego boski pierwiastek, że następnie podważyła wartość chrześcijańskiej wiary i moralności, a przez to zagroziła samemu człowieczeństwu.

Rozwój nauki i technologii potrzebuje wolności. Kościół to rozumie i akceptuje. Przez całą swoją historię rozwijał, wspierał i promował naukę. Ale jednocześnie Kościół wzywa dziś ustami Jana Pawła II ludzi nauki, twórców i filozofów do tego, aby poszukując prawdy, dobra i piękna, kierowali się obiektywnymi zasadami etycznymi i prawidłowo ukształtowanym sumieniem; by zrozumieli, że autonomia nauki kończy się tam, gdzie prawe sumienie uczonego rozpoznaje zło.

Nauka i technologia same w sobie są dobre. To one pomagają człowiekowi rozumnie i dobrze zarządzać daną mu przez Stwórcę w opiekę przyrodą. Jednak pozbawione wymiaru moralnego, przekraczającego materię i naturę, niosą ludzkości rozczarowanie, zniszczenie i degradację. Do tego prowadzą nieliczące się z zasadami jakiejkolwiek etyki prace nad coraz to nowszymi środkami zagłady oraz doświadczenia prowadzone na ludzkich embrionach. W tej zupełnie nowej ideowo sytuacji Kościoły i wspólnoty religijne winny współczesnemu człowiekowi, tak bardzo zawładniętemu przez sekularyzm i konsumpcjonizm, wyraźnie uświadamiać to, co czyniły zawsze, a mianowicie, że należy on nie tylko do świata materii, lecz także do świata ducha, że mieszka w nim pierwiastek nieskończony i że nic ani nikt na tym świecie nie jest w stanie dać mu pełnego szczęścia, za którym tęskni jego serce i które znaleźć może tylko w Bogu.

Człowiekowi współczesnemu należy uświadamiać, że mimo iż świat, nauka, technika, ideologie i całe życie bez przerwy się zmieniają, to jednak prawo Boże, Dekalog, Ewangelia, wartości chrześcijańskie są niezmienne, ponadczasowe, odpowiednie dla wszystkich ludzi z wszystkich czasów i że nigdy nie wolno ich porzucać. Crux stat, dum volvitur orbis – “Mimo że świat się stale zmienia, Krzyż stoi w miejscu” – modli się Kościół w swojej liturgii.

Jeśli ludzkość chce się wydobyć ze straszliwego chaosu ideowego i moralnego, w którym od lat coraz bardziej tonie, musi na nowo stanąć na twardym fundamencie Bożych przykazań, musi przywrócić biblijny obraz człowieka jako Bożego stworzenia i obrazu. Ten ład moralny i taki obraz człowieka powinny leżeć u podstaw wydawanych przez parlamenty praw oraz u podstaw programów wychowawczych, edukacyjnych, politycznych i społecznych, jeśli mają rodzić dobro, a nie zło.

Restytucja chrześcijańskich wartości we współczesnych pluralistycznych społeczeństwach jest trudna, ale możliwa. Religijny, światopoglądowy, narodowościowy, kulturowy pluralizm współczesnych, dawniej bardzo jednorodnych społeczeństw, jest faktem. Nie powinno się go ani gloryfikować, ani demonizować. Pluralizm ludzi różniących się przekonaniami, pochodzeniem, religią itd., a jednak żyjących obok siebie w pokoju i wzajemnym szacunku, jest konieczny, ale nie jest w stanie spełnić roli czarodziejskiej formuły, za pomocą której można by rozwiązać wszystkie problemy społeczne, jak to ciągle głoszą współczesne areopagi. Pluralizm pojęty jako akceptowanie wszelkich różnic nie jest w stanie wywołać impulsów, które mogłyby ludzi ze sobą łączyć. Nie ma on w sobie żadnej integrującej siły. Przeciwnie, im wyraźniej wyakcentowywane są sprzeczne ze sobą poglądy światopoglądowe i polityczne, tym bardziej rozchodzą się siły społeczne. Gdyby ustanowiono absolutny pluralizm – każde społeczeństwo rozpadłoby się. Pokojowe współżycie w społeczeństwie wymaga jakiejś wspólnej zasady, wspólnej bazy, która byłaby ponad wszelkimi – ideologicznymi i kulturowymi – różnicami. Taką bazą może być tylko wspólna płaszczyzna wartości etycznych. Przez wieki stanowiło ją chrześcijaństwo. Obecnie liberalne społeczeństwa całkowicie ją zakwestionowały. Co proponują w zamian? Na jakiej wspólnej płaszczyźnie chcą zjednoczyć Europę? Nie wystarczy jednoczenie jej na bazie korzyści ekonomicznych. Bez bazy zbudowanej z wartości ideowych i duchowych nie da się tak naprawdę Europy zjednoczyć i rozwinąć. Mówi o tym ciągle w swoim nauczaniu Ojciec Święty. Społeczeństwo, w którym zatracony zostanie konsens odnośnie do elementarnych duchowych wartości, zmierza do anarchii, a następnie – wcześniej czy później – do dyktatury, która nikogo nie pytając o zgodę, siłą narzuci społeczeństwu swoje, najczęściej okrutne, normy i wartości. Przestrzegają przed tym mądrzy mężowie stanu. Mówił już o tym dwadzieścia cztery wieki temu Platon.

Kościół w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat stanął świadomie wobec rzeczywistości, przyjmując do wiadomości współczesny pluralizm i nowoczesną demokrację. Docenił też proces rozwoju społeczeństw w kierunku współczesnego, wolnego od totalitaryzmu, demokratycznego i pluralistycznego państwa. W głoszonej przez siebie nauce od lat mocno akcentuje godność ludzkiej osoby i jej niezbywalne prawa, do których należy wolność sumienia i wolność religijna. Co więcej, Kościół jednoznacznie zaakceptował model państwa charakteryzujący się pluralizmem i neutralnością światopoglądową nowoczesnej demokracji.

Zgodnie z duchem Soboru Watykańskiego II poleca katolikom przyjazną współpracę z różnymi grupami społecznymi, skupiającymi ludzi o chrześcijańskim i niechrześcijańskim światopoglądzie, w budowaniu sprawiedliwego, solidarnego w dobru i pokojowego społeczeństwa. Demokratyczny system ustrojowy Kościół określa jako moralne zadanie dla każdego człowieka i każdego społeczeństwa. Mimo tak bardzo otwartej na współczesny świat postawy Kościół katolicki natrafia w swojej gotowości do współpracy z inaczej wierzącymi lub niewierzącymi na coraz większe przeszkody.

W czasach Soboru Watykańskiego II było w świecie – chrześcijańskim i niechrześcijańskim – jeszcze coś takiego, co można by określić powszechną zgodą na najważniejsze zasady moralne. Czterdzieści lat po soborze nie można liczyć już na ten ogólny konsens w uznaniu fundamentalnych zasad moralnych. Etos chrześcijański i postawy moralne wielu społeczeństw dryfują w przeciwne strony. Wystarczy wspomnieć w tym miejscu akceptowane przez te społeczeństwa aborcję, eutanazję, małżeństwa homoseksualne, doświadczenia na ludzkich embrionach – by już nie mieć co do tego większych wątpliwości.

Kościół, wychodząc otwarcie do świata, liczył na uczciwy, partnerski dialog z ludźmi myślącymi inaczej i z pluralistycznym państwem. Liczył na to, że w pluralistycznym społeczeństwie żyć będą pokojowo obok siebie i współpracować ze sobą, traktując się z szacunkiem i po partnersku, rozmaite wiary i społeczne ideologie. Tymczasem tak się nie stało. Religia chrześcijańska, zwłaszcza katolicka, nie jest już od dawna traktowana po partnersku i na równi z przekonaniami ateistów, postmodernistów, neomarksistów i innych liberałów moralnych, w rękach których jest prawodawstwo, większość mediów i instytucji edukacyjnych. Co więcej, jest ona bardzo często wyszydzana i zwalczana – wprost lub w sposób zakamuflowany. Degradują ją w swobodny sposób i bezkarnie różne media, kabarety, a nawet politycy. Znaki święte dla chrześcijan – takie jak krzyż i święte obrazy – są bardzo często bluźnierczo poniżane przez różnego rodzaju pseudoartystów, którzy – najczęściej pozbawieni talentu – na drodze bezczeszczenia kultu Bożego pragną zyskać rozgłos. Przeciw religii katolickiej zrobić i powiedzieć można wszystko, podczas gdy taki atak na judaizm czy islam jest z określonych względów nie do pomyślenia. Pod płaszczykiem wielokulturowego społeczeństwa niszczy się podstawowe chrześcijańskie normy moralne, wzorce i ideały. Chrześcijańskie przekonania spycha się na margines życia jako czysto prywatne, nieobowiązujące społecznie i bez Żadnego znaczenia dla ustanawianego prawa, współkształtującego życie rodzinne, małżeńskie i – najogólniej biorąc – społeczne; prawa wyznaczającego przecież w wielkiej mierze model przekonań i zachowań moralnych współczesnego człowieka. W pluralistycznym społeczeństwie demokratyczny prawodawca, chcąc ustalić normy i prawa obowiązujące wszystkich obywateli, musi skoncentrować się na tych przekonaniach etycznych, które są wspólne wszystkim grupom społecznym, różniącym się często znacznie swoimi światopoglądami, przekonaniami i postawami moralnymi. W politycznej i społecznej praktyce usiłowania demokratycznego państwa zdanego na wolę większości prowadzą do tego, że normą dla ustalanego kodeksu postępowania i zachowań obywateli staje się minimalizm etyczny.

Prawodawcy wydający prawa w państwach pluralistycznych stwierdzają wprost, że moralne przekonania i etyczne tradycje będą ulegać permanentnym zmianom, sankcjonowanym prawnie, stosownie do aktualnych poglądów pluralistycznego społeczeństwa. Dzieje się to w zgodzie z przyjmowaną dziś powszechnie przez liberalne demokracje doktryną pozytywizmu prawnego, która odrzuca istnienie ponadczasowych i powszechnie ważnych, czyli absolutnych, norm moralnych. Według tej doktryny, nie istnieje żaden moralny ład, który byłby dany człowiekowi z jego natury, i którym – jako normą ogólną i punktem odniesienia – winno by się kierować każde państwo w ustanawianiu swego prawa. Na zasadzie pozytywizmu prawnego działała np. Trzecia Rzesza i całe sądownictwo niemieckie w czasie hitleryzmu. Efektem tego było wydanie szeregu barbarzyńskich praw, między innymi okrutne eliminowanie ludzi upośledzonych, a także Cyganów, Żydów i Słowian. Po wojnie twórcy niemieckiej konstytucji, pragnąc się całkowicie odciąć od zbrodniczej tradycji, za którą odpowiadał także pozytywizm prawny, odwołali się w preambule swojej konstytucji do odpowiedzialności przed Bogiem. W obecnym prawodawstwie niemieckim i w prawodawstwach innych liberalnych demokracji, także u nas, panuje jednak znów niepodzielnie pozytywizm prawny, który kwestionuje istnienie powszechnych i obowiązujących wszystkich ludzi norm moralnych.

Czy w tej sytuacji możliwe jest ustalenie wspólnej, trwałej, niezależnej od zmiennych ludzkich poglądów podstawy życia społecznego? Wydaje się, że nie. Odrzucenie obiektywnych norm moralnych prowadzi automatycznie do etycznej dowolności i daje możliwość manipulacji społeczną moralnością. Jeżeli odrzuci się odpowiedzialność przed Bogiem, to pozostaje tylko odpowiedzialność przed ludźmi. Rodzi się pytanie: Przed jakimi ludźmi? Jedynie przed ciągle zmieniającą się większością parlamentarną, która w pewnych warunkach może ustanowić najbardziej barbarzyńskie prawa, jeśli nie musi się liczyć z ponadludzkimi normami. Jan Paweł II, przemawiając kilka lat temu w polskim parlamencie, nie bez powodu mocno podkreślał, że demokracja sama siebie nie uzasadnia, że także może doprowadzić do swego rodzaju totalitaryzmu i anarchii moralnej, jeśli nie będzie chciała liczyć się z Dekalogiem.

Jak powiedziano wyżej, państwo, chcąc zadowolić moralne przekonania – lub ich brak – wszystkich obywateli, a przynajmniej ich zdecydowanej większości, ustala minimalny wspólny mianownik moralny, który tak naprawdę zezwala na wszystko, na wszelką anomalię, której przykładem są ostatnio małżeństwa homoseksualne, a nawet na zbrodnicze działanie – jak to jest w wypadku aborcji czy eutanazji. Tak zwane prawa człowieka, o których ciągle się dziś mówi, przy stosowaniu doktryny pozytywizmu prawnego nie stanowią żadnej stałej odwoławczej instancji, skoro ustalane są demokratycznie przez większość parlamentarną, względnie w referendum, a przy nowej konfiguracji politycznej mogą być wkrótce całkowicie zmienione. Co to oznacza dla nauczania Kościoła i dla Życia chrześcijan? Oznacza wielki problem.

Ani Kościół jako taki, ani poszczególny chrześcijanin nie mogą się godzić na minimalizm etyczny w swoim życiu, ponieważ Chrystus go nie głosił. Przeciwnie, Chrystus wzywał do etycznego maksymalizmu. Wystarczy w tym miejscu przywołać treść Kazania na Górze, które nazywane jest Konstytucją Królestwa Bożego. Pozostaje ono w jawnej sprzeczności z konsumpcyjnym światopoglądem, który stał się światopoglądem współczesnych ludzi, żyjących – bądź robiących wszystko, aby żyć – w zmaterializowanych, nastawionych tylko na dobrobyt i zabawę społeczeństwach. Etos Kazania na Gorze jest wyzwaniem i zakwestionowaniem światopoglądu i sposobu Życia współczesnych zsekularyzowanych społeczeństw. To dlatego Jezus zapowiedział swoim uczniom odrzucenie i prześladowanie ze strony tych społeczeństw. Gdy więc my, chrześcijanie, napotykamy w życiu publicznym, w mediach i gdzie indziej, otwarty atak na Kościół i jego doktrynę moralną, gdy widzimy wyszydzanie chrześcijańskiej wiary, bluźnierstwa, świętokradztwa i nagłaśnianą przez potężne siły złośliwą radość z powodu moralnych upadków przedstawicieli Kościoła, to powinniśmy sobie wówczas uświadomić, że nie są to sporadyczne przypadki, lecz zapowiedziana przez Chrystusa reguła, według której antychrystusowy świat traktuje i traktował będzie Jego wiernych wyznawców.

Jak współczesnym ludziom głosić naukę o wyrzeczeniu się samego siebie, ofierze, konieczności pokuty i dźwiganiu krzyża? Jak w świecie walk, kłótni, konfliktów, nienawiści, zazdrości, zemsty – według powszechnie stosowanej Żydowskiej zasady oko za oko, ząb za ząb – wzywać współczesnego człowieka do miłości bliźniego, w tym także nieprzyjaciół? Jak wzywać go do kroczenia przez życie wąską, pełną cierni i kamieni ścieżką, gdy on chce jechać w luksusowym  aucie wygodną autostradą? Chce jechać taką wygodną drogą także w życiu religijnym, ponieważ nawet religię i Boga traktuje jako dobra konsumpcyjne, które powinny mu służyć. To nie on ma służyć Bogu, to Bog ma służyć jemu, żeby był zdrowy, bogaty, żeby żył jak najdłużej i żeby go w życiu nic nie gnębiło. W sytuacji systematycznego demontażu chrześcijańskiego depozytu wartości trudno dziś żyć autentycznie po chrześcijańsku. Trzeba po prostu płynąć pod prąd. Trzeba być przygotowanym na to, że będzie się nienawidzonym za wierność Chrystusowi, za to, że nie idzie się szeroką drogą pogańskiego życia.

Jak ma spełniać swoją ponadczasową misję głoszenia Ewangelii w spoganiałym świecie Kościół, który sam także przeżywa trudności. Katolicy również ulegają wkraczającym do ich życia szerokim frontem egoizmowi, hedonizmowi, sekularyzmowi, konsumcjonizmowi i pluralizmowi teologicznemu, wyrażającemu się w subiektywnym, wybiorczym traktowaniu prawd wiary i zasad moralnych; w odchodzeniu od życia sakramentalnego, zwłaszcza od sakramentu pokuty; w zaniku modlitwy; w kierowaniu się tylko tak zwanym prywatnym sumieniem, ukształtowanym nie w oparciu o doktrynę chrześcijańską, lecz ateistyczny liberalizm; w nieliczeniu się z nauką Kościoła odnośnie do spraw współżycia seksualnego; w antykoncepcji, aborcji itd. Nawet niektórym znanym zachodnim teologom chciałoby się dziś postawić pytanie: Czy naprawdę wierzysz jeszcze w boskość Jezusa i jedyność Jego zbawczej misji? Czy ty naprawdę wierzysz w zmartwychwstanie zmarłych, w Sąd Ostateczny i w życie wieczne?

Utrata jedności w sprawach wiary i moralności jest rzeczą straszną dla Kościoła. To na tym tle dochodziło w historii do tragicznych rozłamów wśród chrześcijan. Nie bez powodu Jezus na krótko przed swoją śmiercią w słynnej modlitwie arcykapłańskiej tak bardzo prosił swego i naszego Ojca o jedność wśród uczniów, wśród nas – chrześcijan.

Jedność w wierze i moralności jest podstawowym wyzwaniem, które stoi dziś przed
każdym z nas.
Następnym wyzwaniem są słowa, które Chrystus skierował do swoich Apostołów i do nas -
Jego współczesnych uczniów: “Wy jesteście solą ziemi, wy jesteście światłością świata”.
Nie możemy zwietrzeć w wyznawaniu – słowem i życiem – Chrystusowej wiary. Nie wolno nam
przygasić ewangelicznego światła, którym ma być nasze świadectwo dawane o Chrystusie przed ludźmi. Nie wolno nam dopasowywać swoich poglądów i swojego życia do publicznej opinii, kształtowanej dziś medialnie przez ateistów, agnostyków, liberałów moralnych i relatywistów. Życie każdego z nas powinno być otwartą dla każdego człowieka – wierzącego i niewierzącego – Żywą Biblią, żywym świadectwem wiary. Chrystus nie może być w naszym życiu tradycją, folklorem, zwyczajem, historią i kulturą. Chrystus ma być ciągle, tak jak był dla swoich uczniów przez dwa tysiące lat – Drogą, Prawdą i życiem.

Nie wolno nam także izolować się od świata i tworzyć sobie zamkniętych dla innych ludzi bezpiecznych enklaw. Obraz Kościoła to obraz pielgrzymującego przez historię Ludu Bożego, pielgrzymującego nie osobno, lecz z całą ludzkością, do której został posłany z nakazem misyjnym i ma go głosić – w czas i nie w czas, w każdych okolicznościach i każdemu, choćby nie wiem jak wrogo się do niego odnosił. Nie jest rzeczą łatwą realizowanie przez Kościół, czyli przez nas, aggiornamento Kościoła – do czego wzywał sobór. Nie jest łatwo być w środku świata i nie ulec jego ideologii, co więcej – nawrócić go, bo nawracanie ludzkich serc jest głównym zadaniem Kościoła.

Jak czytamy w Ewangelii świętego Jana, my uczniowie Chrystusa Żyjemy w tym świecie, ale nie jesteśmy z tego świata. Jesteśmy obywatelami dwóch światów. Żyjemy w starym świecie, lecz jego stare prawa nie są dla nas tym, czym są dla pogan. Nasze prawa to prawa Królestwa Bożego. Mimo chaosu moralnego i ideowego, w jaki popada nasz świat. Mimo że od dawna bezbożni ideologowie prorokują zmierzch, a nawet kres chrześcijaństwa, a zwłaszcza Kościoła katolickiego, ponieważ ich zdaniem ludzie przestaną go potrzebować, bo stawia za wysokie wymagania moralne. Okazuje się, że w ponowożytnym, poindustrialnym społeczeństwie Kościół wierny nauce Chrystusa jest jeszcze potrzebniejszy niż kiedyś. Stanowi bowiem jedyną gwarancję stałości duchowej współczesnego świata, ukazując mu sens życia i rozwijając, ciągle na nowo, fundamentalne dla jego społecznego życia wartości. Okazuje się, że nie tylko dawniej, lecz także współcześnie, ludzie dręczeni są przez podstawowe egzystencjalne pytania, na które nie potrafi odpowiedzieć ani nauka, ani nawet filozofia, ani tym bardziej płytki konsumpcyjny światopogląd. Pytania te dotyczą sensu życia, choroby, cierpienia i śmierci.

Poza tym każde społeczeństwo potrzebuje określonej społecznej moralności, ugruntowanej na obiektywnych zasadach norm etycznych i wartości. Tak więc Kościół ma – także z tej perspektywy patrząc – do spełnienia fundamentalną rolę we współczesnym świecie.  Jesteśmy przekonani, że także ten nasz trudny współczesny świat uczyni to, co zrobiły narody przed dwoma tysiącami lat, a mianowicie że odpowie pozytywnie na pytanie Chrystusa: Czy chcecie żyć inaczej? Czy chcecie żyć w miłości, pokoju, poczuciu sensu istnienia i w nadziei na wieczne szczęście z Bogiem?

Wydaje się, że współcześni ludzie, zwłaszcza młode pokolenia na świecie, w Europie i w Polsce, chcą się wyrwać z sieci totalitaryzmu bezideowości i hedonizmu. Ateistyczny liberalizm nie ma im do zaproponowania nic, co czyniłoby ich życie sensownym. Same hedonistyczne wartości nie wystarczają młodemu, myślącemu człowiekowi. On czuje się związany z nieskończonością. Boży obraz, który jest w nim, nie pozwala mu zatonąć w materii, w rzeczach, w zabawie i w seksie. Młode serce pragnie nieskończonego szczęścia, po prostu pragnie Boga. To dlatego na spotkania z Papieżem, autentycznym świadkiem Ewangelii, przychodzą miliony młodych ludzi, aby wsłuchiwać się w jego słowa i akceptować je, mimo że wzywa do pójścia wąską, niewygodną ścieżką: ścieżką intensywnej pracy nad sobą, ścieżką ustawicznego trudnego rozwoju, ścieżką opanowywania instynktów i życia według zasad moralności chrześcijańskiej. To dlatego odradzają się w Europie i w Ameryce silne ruchy wzywające do powrotu do jednoznacznych ponadczasowych wartości chrześcijańskich, o czym piszą bardzo poważni intelektualiści, jak np. Bloom w swojej znanej książce “Zamknięty umysł”. Młodzi ludzie odwracają się od totalitaryzmu bezideowości, mimo coraz to bardziej zaciekłej ideologicznej ofensywy liberalnych areopagów mających w swoich rękach wielkie media, szkoły i uniwersytety, gdzie ex cathedra głosi się neomarksizm i postmodernizm. Polska nie jest tu żadnym wyjątkiem. Zmieniający się stosunek polskiej młodzieży, odrzucającej w swojej większości liberalny światopogląd i akceptującej katolicyzm, rodzi wielki niepokój u liberalnych autorytetów. Może o tym zaświadczyć opublikowany kilka miesięcy temu w “Gazecie Wyborczej” artykuł pewnej znanej profesor socjologii, w którym rozdziera ona szaty i podnosi lament, że polska młodzież wyraźnie dystansuje się od lewicowo-liberalnych ideałów, którym ona poświęciła swoje życie.

Nie lękajmy się. Mimo rozpowszechnianego neopogaństwa Kościół Chrystusowy będzie zawsze zajmował w naszych społeczeństwach trwałe miejsce. Choć nie ulega wątpliwości, że musi zmieniać swoje sposoby oddziaływania, swój język i metody duszpasterzowania, pozostając bezwzględnie wiernym nauce i moralności ewangelicznej. Od wieków głoszone jest hasło Ecclesia semper reformanda – Kościół musi się stale reformować. Nie chodzi tu jednak o taką reformę, która – jak podpowiadają nam ateiści, agnostycy i niekatolicy – polegać powinna na usunięciu prymatu Papieża, na odebraniu biskupom i proboszczom posiadanej przez nich kanonicznej władzy, na rezygnacji z celibatu księży oraz na uznaniu święceń kapłańskich dla kobiet. Wtedy rzekomo Kościół katolicki mógłby przezwyciężyć wszelkie kryzysy. Jest to jedno wielkie złudzenie. Kościoły protestanckie dokonały tego wszystkiego już dawno, a trudno się zgodzić z tym, że przezwyciężyły dręczący je kryzys wiary. Wprost przeciwnie. Przeżywają go jeszcze głębiej. Nieustanna reforma Kościoła, która z pewnością na nowo nawróci świat, to reforma serc jego dzieci.

Jeśli my katolicy, my biskupi, kapłani, zakonnicy i ludzie świeccy, będziemy żyć prawdziwie po chrześcijańsku, jeśli każdego dnia, każdej godziny i każdej sekundy naszego życia świadczyć będziemy przed światem – słowem i przykładem życia – że wiara Chrystusowa jest dla nas największą wartością; jeśli swoją pracą, spełnianiem obowiązków życiowych, chrześcijańskim znoszeniem naszych krzyżów, ofiarnością wobec potrzebujących naszej pomocy bliźnich świadczyć będziemy, że Bóg, który jest Miłością, prowadzi nas przez Życie – to nawrócimy do Niego nasz świat, choćby bardzo spoganiał i znikczemniał. Świat jest głodny Boga i jak powietrza potrzebuje znaku Jego istnienia, Jego działania, Jego miłości, którą my katolicy – duchowni i świeccy – mamy pokazać swoim życiem. Skończył się czas chrześcijan letnich, niezdecydowanych, idących na zgniłe kompromisy ze złem, żyjących schizofrenicznie, tj. oddających cześć i Bogu, i szatanowi. Zastraszonych i bojących się przyznać publicznie do swojej wiary. To z powodu takich i tak żyjących chrześcijan, chrześcijan tak chętnie ulegających fałszywym filozofiom i ideologiom, chrześcijan, którzy ociągają się z wprowadzeniem w życie świata ewangelicznych wartości – chrześcijaństwo przeżywa kryzys.

Dziś przyszedł czas na ludzi gorących, na “gwałtowników porywających Królestwo Boże”, na ludzi bezwzględnie prawych, uczciwych, wiernych Bogu, niepaktujących ze złem, ofiarnych i heroicznie okazujących miłość bliźniego.

To nie neomarksiści, lecz my, uczniowie Chrystusa, winniśmy zacząć konsekwentnie realizować “długi marsz” przez wszystkie dziedziny życia naszego społeczeństwa. Chrystusową Ewangelię winniśmy promować w mediach, w szkołach, na uniwersytetach. W duchu Chrystusowym winniśmy sprawować władzę, jeśli nas do niej wybrano. Chrystusa powinniśmy nieść w świat kultury, sztuki, rozrywki, spędzania wolnego czasu i pracy.

Najpiękniejsza idea umrze, jeśli nie poniosą jej w świat oddani bez reszty ludzie. Ludzie sami jednak nie poradzą sobie z tym zadaniem, jeśli nie będą mieli oparcia w instytucjach Życia – społecznego, kulturalnego, szkolnego, uniwersyteckiego i gospodarczego. Dlatego, aby przezwyciężyć groźny kryzys wiary, winniśmy zmobilizować wszystkie siły, winniśmy zacząć przemieniać otaczający nas świat, tworzyć w nim instytucje, rozwijać grupy i ruchy, wszelkimi szlachetnymi sposobami wpływać na życie naszego Narodu.

Ojciec Święty Jan Paweł II, wielki mąż Boży i genialny myśliciel, lepiej niż ktokolwiek rozeznał znaki czasu i zagrożenia dla Kościoła. To dlatego zwrócił się do wszystkich chrześcijan, by podjęli nową ewangelizację świata, swojego świata – w którym żyją. By ją podjęli, zaczynając od siebie, nawracając własne serca i przekazując innym ludziom Chrystusową Ewangelię: swoim życiem i mądrym, pięknym, przemyślanym słowem. Słowem trafiającym do współczesnego dziecka, młodzieńca i dorosłego; trafiającym do człowieka wykształconego i niewykształconego, do człowieka bardzo nowoczesnego i tradycyjnego; trafiającym do wszystkich; trafiającym nawet do liberalnych współczesnych areopagów, ponieważ i te areopagi trzeba nawrócić.

Nowa ewangelizacja, prowadzona obok ewangelizacji klasycznej skierowanej do naszych wiernych uczęszczających do kościoła i żyjących życiem sakramentalnym, ma trafić do wszystkich ludzi. Nie jest ona zadaniem łatwym. To zadanie zakrojone na pokolenia. W pracy ewangelicznej nie możemy ulegać pokusie niecierpliwości. Młyny Boże mielą powoli. Z maleńkiego ziarnka zasiewu ewangelicznego powoli wyrasta wielkie drzewo Kościoła. Zarówno w pracy nad sobą, jak i w pracy nad innymi, nie wolno nam popadać w zniechęcenie. Pamiętajmy o tym, że konsekwentna, pobłogosławiona przez Boga praca przezwycięża wszystko. Nie mówmy: my jesteśmy tak mało znaczący. My nie mamy władzy, pieniędzy, znaczenia społecznego. Nie mówmy: Kto się z nami będzie liczył?

Logika Boża jest inna niż logika ludzka. A po ludzku rozumiany sukces nie należy do Bożych imion. To, co Bóg wybiera, bardzo często jest głupstwem w oczach świata. Do misji zbawczej nie wybrał On potężnego narodu starożytnego – egipskiego, greckiego czy rzymskiego, lecz barbarzyński, połdziki, niczym szczególnym się nieodznaczający naród izraelski. Na Apostołów nie powołał filozofów greckich i rzymskich cesarzy, ale prostych rybaków i rolników. I to właśnie oni nawrócili potężny, mądry, cyniczny, kulturalny świat starożytny.

Nas także Pan Bóg wybrał na swoich uczniów i współczesnych apostołów. Nie z powodu naszych szczególnych talentów. Wybrał nas, ponieważ chciał nas wybrać, ponieważ zechciał nas tu wezwać, do życia w chrześcijańskich rodzinach, do pracy w “Odrodzeniu”, tu, na Jasną Gorę. Zechciał nas wezwać, abyśmy podjęli ewangelizację naszego świata; tego świata, w którym żyjemy, pracujemy, uczymy się i bawimy. Jak mówi kardynał Ratzinger, ewangelizacja jest zawsze przemawianiem w imieniu Chrystusa, na mocy misji Kościoła. Prawdziwy apostoł musi być transparentny. Musi być jak czysta szyba. Przez jego słowa i przez jego pracę, i przez jego całe życie, tak jak przez szybę, mają ludzie widzieć Chrystusa. Prawdziwy apostoł nie prowadzi do siebie, on zawsze prowadzi do Chrystusa. Kto przemawia w swoim imieniu, i przemawia tak, aby on sam był znany i chwalony, to choćby mówił o sprawach najświętszych, jest sługą antychrysta. Ewangelizacja przy tym to nie tylko mówienie o Bogu, to przede wszystkim rozmawianie z Bogiem. Ewangelizacja to nie tylko forma nauczania, ale przede wszystkim forma Życia. To wędrówka ku krzyżowi. Na tym właśnie polega naśladowanie Chrystusa. Jezus nie odkupił świata pięknymi i mądrymi słowami, ale swoim cierpieniem i śmiercią. My również jesteśmy wezwani do dźwigania krzyża i nie nawrócimy świata samymi słowami, lecz przede wszystkim cierpieniem, krzyżem, ofiarą, trudem, który może być bardzo wielki. We wszystkich okresach dziejów aktualne pozostawały słowa Tertuliana, że krew męczenników jest zasiewem, z którego wyrastają nowe pokolenia wierzących. Aktualne są także w naszych czasach. Niekoniecznie przy tym chodzić w nich musi o męczeństwo krwi. Może być inne męczeństwo; męczeństwo, które znosimy przez całe lata – za innych i dla innych, z miłości do nich. Nie jest ono mniej ważne niż przelana krew.

Ewangelizując świat, nie zapominajmy również o tym, że chrześcijaństwa nie można sprowadzić do moralizmu. Wiara bez uczynków jest martwa. To prawda. Ale same uczynki, bez wiary, są bez znaczenia. Dlatego to takie ważne, by współczesny człowiek nie tylko dobrze postępował, nie tylko nie krzywdził innych, ale także by uwierzył w Chrystusa, który jest Miłością, ponieważ tylko przez Chrystusa Miłosiernego może być zbawionym. Same uczynki, najwspanialsze nawet, bez wiary nie wystarczą. Człowiek nie jest w sprawie swojego zbawienia samowystarczalny. Jednak sama wiara, pozbawiona miłości i przyjaźni z Bogiem, także do zbawienia nie wystarczy. Nowa ewangelizacja, która ma przełamać kryzys wiary we współczesnym świecie, to zakładanie królestwa Bożego na ziemi. Według słów ks. kard. Ratzingera, nie jest ono strukturą społeczną lub polityczną, nie jest też żadną utopią. Królestwo Boże oznacza silną wiarę i uznanie, że Bóg istnieje, że Bóg żyje, że jest obecny i działa w świecie i w naszym życiu. Ten Bóg, o którym mamy mówić ludziom, nie jest odległym Pierwszym Motorem, Wielkim Architektem, Pierwszą Przyczyną – jak mówią deiści. Nasz Bóg – jedyny i prawdziwy – jest rzeczywistością najbardziej obecną w każdej sekundzie naszego życia i w każdym momencie dziejów ludzkich. Obecną i wpływającą na nie.

Kryzys chrześcijaństwa nie polega na kryzysie struktur kościelnych, władzy kościelnej i tym podobnych sprawach.

Kryzys ten polega na “nieobecności Boga” w Życiu chrześcijan. Aby go przełamać, my chrześcijanie musimy mieć ostrą świadomość transcendencji i gorącą wiarę w istnienie Boga, od którego zależy wszystko. Boga, który jest Stwórcą, Uświęcicielem, Zbawicielem, Sędzią, Ojcem i Panem. Boga, z którym można i trzeba rozmawiać i być z Nim w stałym przyjaznym kontakcie. To dlatego w nowej ewangelizacji tak ważna jest modlitwa: osobista, wspólna i liturgiczna. Rozmowa o Bogu musi się zawsze łączyć z rozmową z Bogiem. Liturgia nie może polegać tylko na zrozumiałym, racjonalnym nauczaniu, na nieustannym komentowaniu wszystkiego, co dzieje się przy ołtarzu. Liturgia potrzebuje także ciszy, skupienia, osobistej głębokiej refleksji, kontemplacji piękna i tajemnicy. Nowa ewangelizacja ma pomoc współczesnemu, skołatanemu światu Chrystusa poznać, pokochać i naśladować. Nie chodzi o naśladowanie Jezusa jako człowieka. Naśladowanie Chrystusa to upodobnianie się do Niego w zjednoczeniu z Bogiem. Każdy człowiek pragnie zjednoczenia z Bogiem, z Nieskończonością, pragnie bowiem nieskończonego szczęścia i nieskończonej wolności. Czasem próbuje to swoje pragnienie realizować w sposób kaleki, tworząc bezbożne ideologie, według których on sam staje się bogiem decydującym o dobru i złu; czasem wywołując rewolucje, które mają pozwolić zbudować raj na ziemi; czasem ulegając alkoholowi lub narkotykom, które pozwalają mu przeżywać chwile pozornie boskiej wprost wielkości. Te drogi do nieskończoności wskazuje człowiekowi, już od początków jego historii, szatan, ów “starodawny wąż”, który podpowiedział pierwszym rodzicom: zerwijcie owoc, a staniecie się równi Bogu.

Do istoty naśladowania Chrystusa należy także udział w Jego krzyżu. Kto pomija krzyż, powiada św. Paweł, pomija istotę chrześcijaństwa (1 Kor 2, 2)

Jak mówi ks. kardynał Ratzinger, kluczowym elementem nowej ewangelizacji, która stanowi drogę wyjścia Kościoła z kryzysu, jest życie wieczne. Musimy publicznie i w codziennym życiu, ciągle na nowo, czy chcą tego słuchać czy nie, w czas i nie w czas, w porę i nie w porę, głosić z mocą – naszą wiarę w życie wieczne. Głosić prawdę o czekającym każdego człowieka sądzie i o odpowiedzialności przed Bogiem za przeżyte życie. Głosić centralną w Ewangelii prawdę o nieuniknionej dla nikogo Bożej sprawiedliwości i o tym, że Chrystus, wisząc na krzyżu, wziął na siebie nasze grzechy i że tylko od nas zależy, czy skorzystamy, czy też nie, z tej przeogromnej szansy na zbawienie Śmierć, sąd, odkupienie, życie wieczne – nie konkurują z naszym ziemskim życiem i szczęściem. Przeciwnie, czynią je nieskończenie ważnym, ponieważ to, jak je przeżyjemy, zadecyduje o naszej wieczności. Bóg nie jest konkurentem dla naszego ziemskiego życia, ale gwarantem jego wielkości.

Jak mówi cytowany już kilkakrotnie ks. kardynał Ratzinger, przełamując nową ewangelizacją współczesny kryzys chrześcijaństwa, wykonajmy coś bardzo prostego. Mówmy o Bogu i o człowieku. W ten sposób powiemy wszystko, co naprawdę ważne i potrzebne[6].

[1] Por. A. Michalik, Neopogaństwo – Teologia – Kościół, [w:] Neopogaństwo. Nowe czasy – stare idee, red. J. Krolikowski, Pallotinum 2001, s. 135.

[2] Por. A. Michalik, s. 136-137.

[3] Za: A. Michalik, s. 138.

[4] Konstytucja Lumen gentium 1, za: A. Michalik, s. 139.

[5] Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei, RW KUL, Lublin 1994, s. 96.

[6] Por. S. Wielgus, Chrześcijanin wobec współczesnych wyzwań ideowych, “Zeszyt”, Oddział Śląski Katolickiego Stowarzyszenia “Civitas Christiana”, Bielsko-Biała 2001; T. Herr, Der Arzt 18 ist selbst zum Patientem geworden, “Die Tagespost”, nr 27, 7.07.2001 i pozostałe artykuły tego autora z serii drukowanej w “Die Tagespost” w numerach z następujących dni:

21.07.2001; 4.08.2001; 18.08.2001; 1.09.2001; 22.09.2001; 6.10.2001; 20.10.2001; 3.11.2001; 17.11.2001; 1.12.2001; 15.12.2001; 29.12.2001; Ks. kard. J. Ratzinger, Nowa Ewangelizacja, “L’Osservatore Romano” nr 6/2001, s. 35-39.

Opublikowany w Kościół, Z prasy | Otagowane: | Komentarzy: 68 »

Chawez powrócił do domu, i z emocjami opowiada o swoim raku

Posted by Dzieckonmp w dniu 07/04/2012

CARACAS, Wenezuela – Prezydent Wenezueli Hugo Chaber uczestniczył we Mszy Świętej wraz z rodzina w wielki czwartek po swoim powrocie z ostatniej serii terapii radiacyjnej na Kubie, mówił emocjonalnie o swoim zmaganiu się z rakiem

Między modlitwami, Chavez mówił emocjonalnie o swojej nadziei przetrwania.

“Daj mi życie nawet, jeżeli będzie.. bolesne życie. Nie zależy mi. Chryste daj mi swoja koronę. Daj mi ja, ja będę krwawił. Daj mi życie, ponieważ w dalszym ciągu mam rzeczy do zrobienia dla tych ludzi, ” on powiedział.” Nie zabieraj mnie jeszcze”.

Chavez siedział ze swoimi rodzicami trzymając się za ręce ze swoja matka i ojcem, podczas gdy ksiądz prowadził modlitwę o zdrowie dla Prezydenta. W pewnym momencie łzy popłynęły po jego policzkach. Pozostali członkowie rodziny włącznie z jego bratem Adamem byli obecni na Mszy z nim w jego rodzinnym stanie Barinas.

Bezpośrednio po Mszy, Chavez zawiesił sobie czerwony Różaniec na szyi i wyraźnie się wzruszył, gdy przemawiał do malej grupy, którzy uczestniczyli w ceremonii.

” Nie mogłem się powstrzymać od kilku łez” powiedział Chavez, powiedział też, że jego powrót do zdrowia jest dobry od czasu operacji w lutym, podczas której usunięto drugiego guza z rejonu miednicy.

” to życie nie było łatwe” powiedział. ” Droga do rewolucji nigdy nie jest łatwa”

Chavez powrócił z Kuby późno w środę i uścisnął członków rodziny po zejściu z prezydenckiego samolotu w Barinas, gdzie jego rodzice mieszkają.

“Jak na razie nie było żadnych przeciwnych reakcji na kuracje” Chavez powiedział. “Wszystkie badania, jakie przeszedłem są pozytywne w wyniku fizycznej rekonwalescencji”

57 letni przywódca obiecał, że pokona raka i będzie brał udział w re-elekcji w październiku.

Chawez przeszedł druga rundę codziennej radiacji terapeutycznej w tym tygodniu. Rozpoczął on to leczenie pod koniec marca i powiedział, że planuje mieć w sumie piec rund by zapobiec możliwość powrotu jego choroby.

Regularnie podróżował on na Kubę i z powrotem na zabiegi od ubiegłego czerwca, kiedy usunięto guza wielkości piłki bejsbolowej.

Chavez nie sprecyzował typu raka ani jego dokładnej lokacji  skąd guz został usunięty.

“Dzisiaj jestem bardziej chrześcijański niż kiedykolwiek. Zawierzyłem się w ręce Chrystusa, ” powiedział on w środę w nocy. “Trzymam się przy życiu i proszę Boga, Chryste mój Panie, w dalszym ciągu dawaj nam życie.”

Tłumaczył : Julian

Źródło.ajc.com

Opublikowany w Ciekawe, Nawrócenia, Warto wiedzieć, Z prasy, Świat innymi oczami | Otagowane: | Komentarzy: 6 »

MAŁA FATIMA RZESZOWSZCZYZNY (CZ. III i IV)

Posted by Dzieckonmp w dniu 02/04/2012

Akt propagandowy

                Prowadzona na szeroką skalę akcja propagandowa władz stalinowskich przeciwko mazurskim objawieniom trwała do późnej jesieni. Dotąd bowiem pojawiały się jeszcze od czasu do czasu klęczące przy cudownej studzience kilkuosobowe grupki pielgrzymów, bądź pojedyncze osoby. Pierwszym celem tej akcji – jak już wspominano – było skompromitowanie Marysi. Podłość ubowców i perfidia ich popleczników przebrały wszelkie miary. Kiedy nie udało się wmówić opinii publicznej, że Marysia jest chora umysłowo, rozgłaszali wszem i wobec, że jest k… Dokąd sięgało ich chamstwo i bezkarność niech zaświadczy ten drobny incydent. Nie pierwszy z resztą i nie ostatni. Funkcjonariusz kolbuszowskiego UB na podwórku Jana Bogunia powiedział do jego żony i kilkudziesięciu przebywających tam pielgrzymów – „ tam gdzie się k… kładzie to krzyż stawiają. Co za głupi ludzie”.

Kłamstwa siane przez UB nie trafiały na odpowiednią glebę. Wszyscy znali Marysię i jej rodzinę. Wiedzieli, że jest jeszcze dzieckiem czternastoletnim, wychowanym po katolicku, w prostej, chłopskiej rodzinie. Owszem lubiła się bawić z koleżankami, modlić, ale nie interesowała się chłopakami.

Ludzie, którzy widzieli cud słońca, itp. i nie wypierali się tego byli przez propagandę komunistyczną poniżani i wyśmiewani. Uznano ich za ciemnotę – „sfanatyzowane baby”, „głupie chłopy”, którzy „patrzyli długo na słońce i doznali halucynacji”. A w ogóle to całe te objawienia w Mazurach i innych miejscowościach w Polsce to robota polityczna, to działanie specjalnych wysłanników Watykanu, którzy przyjechali do Polski, żeby za pomocą jakiejś magii, czy hipnozy rozbudzić fanatyzm religijny i przeszkodzić w budowie socjalistycznego państwa, ateistycznego społeczeństwa, komunizmu. W taki  oto sposób stalinowski aparat władzy usiłował podać w wątpliwość prawdziwość objawień.

Czy ofensywa propagandowa osiągnęła swój cel? Nie. Zdecydowana większość społeczeństwa w owym czasie nie wierzyła komunistom. Była jednak mała mniejszość, związana z ówczesnym reżimem materialnie lub ideowo, która wierzyła. Żyją do dziś osoby – zetknąłem się z nimi podczas badań – które są święcie przekonane, że nie było żadnego cudu, ani objawień i cytują słowo w słowo jak wyżej. Nie mówią, że oni nic nadzwyczajnego nie widzieli, tylko że nie było. Mimo, iż upłynęło 50 lat, mimo iż stalinizm został zdemaskowany i potępiony przez władze Rosji, udowodniono jego zbrodnie i kłamstwa, oni dalej wierzą w każde słowo stalinowskiej propagandy.

W tym okresie funkcjonariusze UB przeprowadzili rewizje w kilkunastu zakładach fotograficznych. Tam gdzie znaleźli choć jedno zdjęcie z objawień niszczyli wszystkie negatywy, a fotografowi odbierali koncesję. Między innymi z tego powodu z masy zdjęć, jakie wówczas zrobiono na pastwiskach, na podwórku Bogunia i gdzie indziej, do dziś zachowało się niewiele.

Pod koniec lata Marysia zwróciła się do stryja Jana Bogunia, żeby znalazł malarza, który namaluje obraz Matki Boskiej, takiej, jaka się jej objawiła. Boguń udał się do odpowiednich księży, lecz ci stwierdzili, że na malowanie takiego obrazu musi być specjalne pozwolenie władz kościelnych. Ostatecznie obraz zgodził się namalować artysta malarz zamieszkały we wsi Kąty Trzebuskie koło Sokołowa Młp. Albin Osetek.

                Matka Boska z Pastwisk namalowana została farbami olejnymi na płótnie lnianym, według wskazań Marysi. Gdy Marysia zobaczyła skończony obraz stwierdziła, że – Matka Boska jest trochę inna, ale może taka być, bo tak pięknej postaci jaką ona widziała to żaden malarz nie jest w stanie namalować. Od Matki Boskiej bił blask tak ogromny, jak od słońca. On takiego blasku nie mógł namalować. Z obawy przed podpadnięciem władzom zarówno państwowym, jak i kościelnym artysta nie umieścił swojej sygnatury. Zastrzegł również by jego nazwiska nie ujawniać. W następnym roku obraz Matki Boskiej z Pastwisk został uroczyście poświęcony. Kopia tego obrazu wykonana w 1981 r. znajduje się w kaplicy postawionej w miejscu objawień Matki Boskiej w Lipnicy.

Na święto Matki Boskiej Siewnej, 8 września Jan Boguń wybrał się, jak co roku, z pielgrzymką do Leżajska. Rano, gdy z dwiema kobietami z Mazurów znajdował się przed klasztorem wszyscy troje oglądali na niebie niezwykłe zjawisko. – Kiedy słonko wschodziło i było już nad klasztorem – wspomina z powagą z powagą Boguń – nad tym słonkiem pojawiły się ślady stóp. Było ich kilka, może kilkanaście w jednej linii. Takie te stopy były, jakby odciśnięte z bosej nogi, wyraźne, jaśniutkie jak słonko. Z przodu się pojawiały, z tyłu znikały. Tak to wyglądało, jakby ktoś nad słonkiem się przeszedł. Ja widziałem i one widziały. No i nie wiedzieliśmy co oznaczają te ślady bose nad słonkiem. Potem byliśmy w klasztorze, i jak my już wyszli to nasza Marysia tak mi gada – Matka Boska poszła już na wschód, widziałeś, do Rosji. Odchodzi. W Rosji będzie teraz nawracać. Wróci tutaj jak ten las wyrąbią i drugi taki wyrośnie. Wróci do Polski wtedy, kiedy Polska będzie potrzebna dla ocalenia świata. No, ja wiem? My jesteśmy w tak trudnej sytuacji, a tu mamy świat ocalić…

                W ostatnią niedzielę września, w nocy z miejsca objawień znikły krzyże i ogrodzenie studzienki. Kradzieży dokonali „nieznani sprawcy”. Milicja tym razem nie prowadziła dochodzenia. W miejscu, gdzie jeszcze do niedawna tak wiele się działo pozostała tylko studzienka – dołek z wodą, w którym pastuchy poili krowy pasące się na pastwiskach.

Zdjęcie pierwsze: Marysia z mężem i dziećmi lata siedemdziesiąte Zdjęcie drugie: Pielgrzymi odmawiający różaniec w miejscu objawienia się Matki Boskiej . Październik 1982 r.

Zdjęcie pierwsze: Marysia z mężem i dziećmi lata siedemdziesiąte
Zdjęcie drugie: Pielgrzymi odmawiający różaniec w miejscu objawienia się Matki Boskiej . Październik 1982 r.

Gdy załamani ludzie pytali o Marysię co będzie dalej z miejscem objawień, ona odpowiadała: To miejsce jest święte. Nie zaniedbujcie go. Na tym miejscu teraz pastuchy pasą, ale później nie będą paść. Przyjdzie czas, przyjdą ludzie z daleka i odnowią to miejsce. Przyjdzie czas że tu na pastwiskach braknie miejsca dla ludzi. Coraz mniej ludzi jednak w to wierzyło. Kilkunastoletnia wówczas  Zofia Iskra (obecnie Matuła) z Mazurów zachowała w pamięci jedną z wielu rozmów, jakie toczyły się we wsi. – Pamiętam, jak wnet po objawieniach byłam tam koło studzienki, był Boguń i jeszcze dwóch chłopców z Mazurów których nie znałam. I Boguń im mówi tak: To co się zaczęło to nie zginie. Przyjdzie czas, przyjdą ludzie z daleka i odnowią. Potem jak odszedł śmiali się z niego i to bardzo – głupi Boguń, za pięć roki to tam już ani śladu nie będzie, będzie zadeptane, krowy zadeptają, zarośnie trawą. O, ta dziewczyna – wskazali na mnie- już nie będzie wiedzieć gdzie to było i co było.

 

                                               Czas niewoli i zaniedbania

 

Po świętach Bożego Narodzenia, około 28 grudnia 1949 r. Marysia odeszła ze służby od stryja Jana Bogunia i wróciła do rodziców w Staniszewskim. Od tego czasu na dłużej w Mazurach pojawiła się tylko raz, w czerwcu następnego roku podczas pierwszych misji w kościele parafialnym w Mazurach prowadzonych przez redemptorystów z Tuchowa. Odbyła wiele rozmów z nowym proboszczem mazurskim ks. Michałem Dobrzańskim, oraz księżmi misjonarzami. Podczas misji obraz Matki Boskiej z Pastwisk został uroczyście poświęcony. Do Mazurów znowu ściągnęły tłumy ludzi z bliższych i dalszych okolic.

Ksiądz Michał Dobrzański miał pozytywny stosunek do objawień. Załamanych parafian podtrzymywał na duchu powtarzając, nieoficjalnie – bądźcie spokojni, bądźcie cierpliwi. Pan Bóg ma swoje plany. On się o swoje zawsze dopomni. On wie kiedy i jak. Na wszystko przyjdzie czas. Janowi Boguniowi obiecał, że -  w przyszłości, jak przyjdzie odpowiedni czas, w bocznej salce kościoła, od szkoły, zrobimy kaplicę Matki Boskiej z Pastwisk. Zrobimy piękny ołtarz i ten obraz się tam założy. Na pastwiskach odnowimy studzienkę i wybudujemy małą kaplicę. Niestety, z kilku powodów Ks. Dobrzański nie mógł swoich planów zrealizować. Między innymi z powodu tych planów był mocno podpadnięty u władz partyjnych. Wkrótce został przeniesiony na inną parafię.

Lata 1950 – 1980, to w historii mazurskich objawień czas niewoli  zaniedbań. Niewoli ze strony władz i zaniedbań ze strony ludzi. Miejsce objawień pozostało opuszczone i zapomniane. To jednocześnie czas spełnienia większości przepowiedni Marysi. Dzięki jej darowi jasnowidzenia odnalazło się i połączyło z rodzinami wiele osób zaginionych podczas wojny. Wiele dusz, być może zostało wybawionych dzięki dodatkowym modlitwom i Mszom świętym, odprawionym w ich intencji. Pogodziło się wielu zwaśnionych sąsiadów. W 1954 r. z więzienia został wypuszczony przedterminowo w celu podratowania zdrowia ks. Stanisław Bąk, późniejszy proboszcz i dziekan w Tyczynie. Spełniły się wszystkie przepowiednie Marysi odnoszące się do przyszłości kościoła w Polsce. Miała się jeszcze spełnić przepowiednia dotycząca odnowienia miejsc objawień.

W połowie lat siedemdziesiątych, po wykonanej melioracji pól i regulacji rzeki Turki działacze samorządowi w Mazurach na czele z sołtysem Jakubem Matułą, przy poparciu władz gminnych podjęli decyzję o zagospodarowaniu  pastwisk. Na kilkuset hektarowe łąki wjechały ciężkie ciągniki gąsienicowe, żeby je zaorać, zglebogryzałkować, wyrównać wszystkie dołki, górki itp., następnie zabronować i zasiać nową trawę. Jeden z operatorów ciągnika chcąc zaorać niewielki dołek z wodą, który znalazł się na trasie jego orki zauważył, że ciągnik lekko zboczył z kursu i dołek ominął. Cofną więc, żeby poprawić to samo. Lekki skręt ciągnika w bok. Doszedł do wniosku, że to jakaś drobna usterka w układzie kierowniczym i jak pojedzie z powrotem to orkę wyrówna. Jadąc z powrotem ciągnik brew jego woli skręcił  w przeciwny bok zostawiając dołek po środku. Tym razem już nie cofał. Zatrzymał ciągnik i poszedł pytać ludzi miejscowych co to za dołek. Dowiedział się, że to jest cudowna studzienka pozostała po objawieniach Matki Boskiej. Zawołał kierownika i wyznał, że – tu mu nie da zaorać. Kierownik odpowiedział krótko – okrąż to i nie ruszaj.

Po zasianiu trawy i wytyczeniu działek pastwiska zatraciły swój pierwotny charakter i służyły mieszkańcom wioski wyłącznie do pozyskiwania siana. Krowy i konie mogły paść się już tylko jesienią.

 

Marysia

 

            Maria Boguń, nazywana powszechnie Marysią, albo „Cudowną Marysią”, urodziła się 13 grudnia 1934 r. we wsi Staniszewskie, w gminie Raniżów (powiat kolbuszowski). Była najstarsza z siedmiorga dzieci Wojciecha i Jadwigi z domu Rosół, ubogich rolników utrzymujących się z ciężkiej pracy na 3 ha gospodarstwie rolnym. Po ukończeniu pięciu klas szkoły podstawowej ze względu na trudną sytuację materialną, rodzice wysłali ją w  1948 r., na służbę. W lutym 1949 r. rozpoczęła służbę u brata swojego ojca – Jana Bogunia w Mazurach. Wykonywała lekkie prace w gospodarstwie, jak sprzątanie, gotowanie, karmienie inwentarza, itp. Od wiosny stałym jej zajęciem było pasienie krów i konia. Pomagała jej w tym siedmioletnia córka Bogunia – Janka. Marysia miała opinię dziecka wyróżniającego się dobrocią, szczerością, pracowitością, pobożnością i uczciwością. Nikt nie słyszał, żeby kiedykolwiek kłamała.

W 1949 roku, kiedy objawiła się jej Matka Boska miała czternaście lat, tyle samo co Melania Calvat pasąca krowy na hali w La Salette (1846r.) i Bernadetta Soubirous zbierająca chrust w okolicy Lourdes (1858 r.). Była o cztery lata starsza od pasącej owce w pobliżu Fatimy Łucji dos Sanos (1917 r.), i trzy lata od Marietty Beco z wioski Banneux (1933 r.). W czerwcu tegoż roku na łąkach wsi Mazury odbyła kilkanaście widzeń z Matką Boską. Część z nich odbywało się na oczach tłumów pielgrzymów.

Po 1949 r., po kolejnym roku służby rozpoczęła pracę zawodową. Pracowała kolejno w Kętach, Kolbuszowej i sanatorium w Górnie. Kilka lat nosiła się z zamiarem wstąpienia do zakonu. W 1956 r., wyszła za mąż za Jana M. z Turbi koło Rozwadowa. Małżeństwo było udane i bardzo owocne. Marysia urodziła i wychowała – rzecz jasna przy pomocy Bożej, męża i państwa – czternaścioro dzieci ( Janina i Jadwiga, Józef, Teresa, Wojciech i Marta, Jacek, Paweł, Tadeusz, Marzena, Grzegorz, Jan, Urszula, Artur).  Wszystkie (z wyjątkiem Pawła,  który zmarł tragicznie wkrótce po śmierci ojca), żyją, są zdrowe i kochane. W mieście przemysłowym, gdzie mieszkają od 1973 r. stanowili do niedawna najliczniejszą rodzinę. Mąż Marysi Jan M. odznaczał się szczególną pobożnością. Przez wiele lat był kościelnym e Turbi i mieście późniejszego zamieszkania. Zmarł w 1989 r.

Na temat objawień Marysia nie rozmawia z nikim, nawet z najbliższą rodziną. Nie udziela żadnych wywiadów. Dziennikarzom, którym udało się do niej dotrzeć powiedziała to co i mnie (piszącemu te słowa). – Ja pana proszę, żeby dać temu spokój, i mnie spokój. Bardzo proszę, aby  w ogóle tych spraw nie ruszać. Pan Bóg zrobi jak będzie chciał… Jemu to zostawmy.

 

 

(część IV)

 

W 1949 r. do miejsca objawień Matki Boskiej w Mazurach przybyło kilkanaście tysięcy ludzi. Ilu przybyło z powodu zwykłej ciekawości, a ilu z prawdziwej pobożności tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że wielu, bardzo wielu przybyło aby prosić o łaski i wysłuchanie modlitwy.

 

Uzdrowienia

 

Około połowy czerwca mają miejsce pierwsze cudowne uzdrowienia chorych. Dokonują się one na pastwiskach, podczas ostatnich objawień Matki Boskiej. Z wielu uzdrowień jakie wówczas zostały ujawnione najgłośniejsze było uzdrowienie 48 letniej mieszkanki Markowizny Małej Julii Matuła. – Mama długi czas chorowała na chorobę umysłową – wspomina jej córka Józefa Patryka z Sokołowa Młp. – coś się jej porobiło z głową, nie wiedziała co robi. Niby wiedziała a nie wiedziała. Była w szpitalu w Kolbuszowej, ale tam nie było miejsca dla takich i pozostała w domu. Leczyła się u takiego wsiowego w Łoinach, piła zioła, ale nie było żadnej poprawy. W połowie czerwca, gdy ludzie szli na objawienia ona wymknęła się z domu i poszła za jakimiś ludźmi, zupełnie nieświadomie, na te pastwiska mazurskie. Tam w tłumie udało mi się ją odnaleźć , ale znowu mi zginęła. Prosiłam Matkę Boską o zdrowie dla mamy i modliłam się, żeby się jaki cud stał, bo to było straszne… Z pastwisk przyszłam sama do domu i ona przyszła sama. Sama już potrafiła wrócić do domu. Widać było jakąś zmianę. No i w kilku dniach się jej ta głowa uzdrowiła. Bez niczego, bez lekarzy, bez szpitala przeszło, i żyła jeszcze ile lat, i zdrowa. Miała głowę do wszystkiego.

                Głośne w owym czasie było też uzdrowienie Wojciecha Burka z Mazurów – Zakarczmia. – Burek Wojtek chorował na nogę-  przypomina sobie Jan Boguń. Nie wiem co to była za choroba. Był w szpitalu w Kolbuszowej. Mieli mu tę nogę odjąć, bo inaczej nie będzie żył. Sprawa była poważna. Przed operacją wypuścili go do domu na rozmyślenie. Miał się zastanowić co zrobić. Przyszedł do Marysi i gadał Ona mu powiedziała, że – będziesz zdrowy tylko dwadzieścia cząstek różańca żebyś zmówił w miejscu objawień. Dwadzieścia razy żebyś odwiedził to miejsce. I został zdrowy. Ja się go pytam potem – to Wojtek chodziłeś tak? – A dwa razy dziennie chodziłem. To co miałem powiedzieć tom wszystko wykonał nawet z procentem. Do szpitala już nie wrócił. Potem jeszcze długie lata żył i noga go nie bolała.

                Spośród znanych przykładów cudownych wyleczeń, tzw. uzdrowień, najwięcej dokonało się poprzez modlitwę i obecność w miejscu objawień Matki Boskiej. Zdarzały się również przypadki uzdrowień poprzez modlitwę i mokry piasek ze studzienki. Jedną z osób, która dzięki temu wyzdrowiała był Józef Olszowy z Mazurów – Ługa. – Kilka dni leżał chory na silny ból głowy – twierdzi jeden z jego przyjaciół. Matka wzięła piasku ze studzienki, obłożyła koło głowy i przestała boleć. Jak mu tę ziemię od głowy wzięła, to i ból wzięła. Od tego czasu był zdrowy. Głowa go już więcej nie bolała. Wodą ze studzienki Józef Olszowy leczył również żołądek. Miał ją zawsze w domu i używał do końca swojego życia.

                Wiele osób zostało uzdrowionych poprzez modlitwy i wodę z cudownej studzienki. Szacuje się, że dzięki szczerej modlitwie i piciu tej wody, bądź nacieraniu nią chorych części ciała w okresie minionych pięćdziesięciu lat wyleczyło się co najmniej kilkadziesiąt osób. W ten sposób leczono m.in. bóle głowy, rąk, nóg, żołądek, oraz inne dolegliwości. Dzięki piciu i nacieraniu tą wodą ciężką chorobę skóry wyleczyła Franciszka Warchoł z Maurów – Zakarczmia. Odtąd mocno wierzyła w prawdziwość objawień i w moc wody ze studzienki.

Zdumiewające jest, że osoby uzdrowione w większości , w 90 procentach nie chcą tego faktu ujawnić. Jeśli już ujawnią to chcą pozostać anonimowe. Dużo czasu trzeba, żeby do nich dotrzeć i przekonać do mówienia. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego ci ludzie, których obowiązkiem jest świadczyć o Bogu nie chcą się oficjalnie do tego przyznać ? Zapytałem Jana Bogunia. Oto co mi odpowiedział: – Uzdrowień było bardzo dużo. Dużo uzdrowionych było i jest nadal, tylko nie chcą się do tego przyznać. Nie chcą, boją się, wstydzą… Przez całe lata nie wolno było o tym mówić. Większość tych uzdrowionych nie chce, żeby się z nich inni śmiali. Ile to ludzi jest takich, nawet i w Mazurach, że się śmieją z tych co wierzą w objawienia, i z tych co tam chodzą się modlić. Ci, którzy zostali uzdrowieni trzymają to dla siebie. Niektórzy mnie powiedzą, ale mało. Ja też nie jestem w stanie wszystkiego spamiętać.

W tym miejscu nasuwa się kolejne pytanie. Dlaczego dotychczas nikt z kompetentnych osób nie zajął się badaniem omawianych uzdrowień? Dlaczego nikt do tej pory nie przebadał uzdrowionych, ani nawet się nimi nie zainteresował, jakby ich po prostu nie było? Na to pytanie Boguń nie potrafi odpowiedzieć.

Woda z cudownej studzienki powstałej dokładnie w miejscu objawień Matki Boskiej znajduje się w wielu mazurskich domach, oraz w domach wielu mieszkańców okolicznych wiosek i miast. Każdego roku, szczególnie w maju, czerwcu i październiku można zauważyć zatrzymujące się przy studzience samochody nie tylko z rejestracją rzeszowską, czy tarnowską, ale lubelską, katowicką, wrocławską, czasem zagraniczną. Wysiadają z nich ludzie, nabierają wodę do pojemników i odjeżdżają.

Źródło, które wytrysnęło w 1949 r. bije do dnia dzisiejszego. Woda z tego źródła niczym nie różni się podnormalnej wody. A jednak. Woda ze studzienki ma właściwości lecznicze i natury tego fenomenu nie sposób poznać.

 

Odnowienie miejsca objawień

 

W październiku 1978 r. , w dniu wyboru krakowskiego kardynała Karola Wojtyły na papieża rozpoczął się upadek komunizmu w Polsce. Po strajkach i protestach robotniczych w sierpniu 1980 r. powstał potężny bo dziesięciomilionowy, antykomunistyczny związek zawodowy „Solidarność”. Duch wolności i odnowy, który zstąpił na polską ziemie nie ominął wsi Mazury. Jesienią 1980 r. zawiązało się koło „Solidarności Wiejskiej”, na czele którego stanął wzorowy i odważny rolnik  Jan Dul. Pod jego przewodnictwem koło mazurskiej „Solidarności” należało do największych w okolicy i najaktywniejszych.

Na wiosnę 1981 r. spełniła się jedna z najważniejszych przepowiedni Marysi – „przyszedł czas, przyszli ludzie z daleka i odnowili to miejsce”. Tymi „ludźmi z daleka” byli działacze mieleckiego Klubu Inteligencji Katolickiej, którzy realizując prośbę prymasa Stefana Wyszyńskiego w sprawie odszukania i odnowienia zaniedbanych, bądź całkowicie zapomnianych miejsc objawień trafili m.in. do Lipnicy, następnie do Mazurów. Początkiem marca członkowie KIK, na czele ze znanym mieleckim lekarzem Janem Rusinem odwiedzili Jana Bogunia. Z dużym zainteresowaniem obejrzeli obraz Matki Boskiej z Pastwisk, następnie miejsce objawień. Tam wspólnie z Boguniem i Drapałą z Lipnicy odmówili cząstkę różańca i Litanię do Matki Boskiej. Podjęli również decyzję o ogrodzeniu studzienki i wzniesieniu przy niej krzyża.

Jan Boguń zabrał się do pracy. Własnymi siłami pogłębił studzienkę, przy pomocy zięcia zakopał beton i sprawił metalowe ogrodzenie. Wkrótce wyciosał drewniany krzyż i postawił go przy studzience. Uroczyste poświęcenie krzyża i studzienki odbyło się 10 maja 1981 r. Dokonał tego proboszcz mazurski ks. Józef Kowal. Podczas krótkiego przemówienia skierowanego do kilkudziesięciu osób prosił, żeby tego miejsca nie zaniedbywać. Prosił o to szczególnie dzieci.

 

 

Powiew ciepłego powietrza z zachodu nie trwał długo. Niebawem Polskę ogarnął mroźny niż ze wschodu. W grudniu 1981 r. komuniści wprowadzili tzw. stan wojenny. Tu należy zaznaczyć, że zarówno w okresie stanu wojennego, jak i potem ani SB, ani MO nie walczyły z mazurskimi objawieniami. Nie przeszkadzali się modlić, nie rozganiali. Ograniczali się jedynie do obserwacji.

W pierwszą niedzielę czerwca 1982 r. do miejsca objawień w Mazurach przybyła po raz pierwszy grupa pielgrzymów z okolic Rzeszowa i Jarosławia, pod przewodnictwem Aleksandra Jarosza. Pielgrzymi wspólnie z mieszkańcami Mazurów i sąsiednich wiosek odmówili różaniec, koronkę do Miłosierdzia Bożego, śpiewali pieśni o Matce Boskiej. Modlili się za Ojczyznę, za papieża, o pokój, oraz w prywatnych intencjach. Zaopatrzyli się również w wodę ze studzienki. Odtąd grupy pielgrzymów pod przewodnictwem Aleksandra Jarosza z Rzeszowa, przez kilka najbliższych lat będą w miarę regularnie, od wiosny do jesieni w każdą pierwszą niedzielę miesiąca modlić się przy studzience na pastwiskach. Jesienią 1983 r. miejsce objawień było poważnie zagrożone. Na pastwiskach pojawiły się osoby, które wymyśliły sobie głęboki kanał melioracyjny odkryty, mający biegnąć w prostej linii akurat przez cudowną studzienkę i krzyż. Jan Boguń czym prędzej pogłębił ją wkopując dwa dodatkowe betony. Wykonał również solidny betonowy cokół pod krzyżem. Po interwencjach Bogunia i innych osób ostatecznie kanał został wykopany trzy metry obok. Wbrew zamierzeniom kanał ów nie zlikwidował studzienki, ani jej nie osuszył. Przyczynił się natomiast do poprawy czystości wody.

Następnego roku staraniem Jana Bogunia w miejscu objawień została wzniesiona okazała figura Matki Bożej Fatimskiej. Prace trwały około trzech miesięcy. Fundatorem betonowej rzeźby był Zbigniew Baran z Przybyszówki. 19 sierpnia 1984 r. ks. Proboszcz Józef Kowal dokonał „cichego” poświęcenia statuy. Dwa lata potem zostało wykonane zadaszenie. Całość nazwana została – „Szałas Matki Bożej”. Kilkunastoosobowe pielgrzymki, które z głośnym śpiewem, wielkim różańcem i figurką M. B. Fatimskiej raz w miesiącu szły od Zielonki na pastwiska, wywierały coraz większe wrażenie na mieszkańcach wioski. Pielgrzymi wstępując do kościoła na Mszę św. mieli okazję spotkać się z miejscowym duszpasterzem ks. Kowalem. Nigdy jednak tego nie uczynili. Mimo próśb i wezwań proboszcza nie uczynił tego również organizator i przewodnik pielgrzymek Aleksander Jarosz. Stopniowo narastał konflikt, który uderzył pośrednio w miejsce objawień, w osobę Jana Bogunia i uczestników comiesięcznych modlitw na pastwiskach. W niedzielę 9 września 1984 r. podczas Mszy św. w kościele parafialnym w Mazurach i kaplicy w Korczowiskach ks. Proboszcz wypowiedział się publicznie na temat Jarosza i jego działalności. Powołał się na biskupa ordynariusza, który – znał Jarosza jako człowieka niegodnego zaufania, działającego bez porozumienia z władzami kościelnymi, i bez jakichkolwiek uprawnień ze strony tych władz, głoszącego rzeczy niezgodne z nauką Kościoła, powołującego się na ludzi mające dziwne widzenia z Matką Boską, ogłaszającego proroctwa dotyczące końca świata, grożącego przy tym straszna wojną, klęskami, itp.

Ton wypowiedzi proboszcza był ostry, zdecydowany. Mimo, iż słowa krytyki uderzały w osobę Aleksandra Jarosza większość parafian odebrała je jednoznacznie: Kościół nie popiera ani mazurskich objawień ani osób które je odnawiają. Lepiej nie chodzić i nie narażać się księżom. Odtąd w modlitwach przy studzience uczestniczyło coraz mniej osób, odbywały się więc coraz rzadziej, aż wreszcie przestały się odbywać.

 

Rok 1999

                Do dnia dzisiejszego osoby które chcą się modlić, śpiewać pieśni i odmawiać różaniec w miejscu objawień noszą w sercach żal do ks. Kowala. Mają pretensje o to, że nie pozwalając na organizowanie wspólnych modlitw Jaroszowi, sam ich również nie organizował, a wręcz przeciwnie, robił wszystko aby zniechęcić jak najwięcej parafian do miejsca objawień.

Co dzieje się w Mazurach 50 lat po objawieniach Matki Boskiej? Nic się nie dzieje. Wystarczy tu przyjechać i popatrzeć. Ludzie podobnie jak w każdej innej wiosce powiatu Kolbuszewskiego zajęci są swoimi sprawami, zagonieni, zapracowani, przygnębieni. Narzekają na parlamentarzystów, którzy ich oszukali, na rząd który doprowadza do upadku gospodarstwa rolne, a ich rolników do nędzy. Wielu tęskni za komuną. Objawieniami nie interesuje się nikt, ani mieszkańcy (z wyjątkiem kilkunastu osób), ani władze samorządowe, ani władze kościelne. Gdy w drodze na pastwiska zatrzymamy się w wiosce by się czegoś dowiedzieć możemy usłyszeć ironicznie – panie, jakie tam objawienia. Coś tam było kiedyś podobno, jakieś cuda, cha, cha, ale Kościół tego nie uznał. Pan w to wierzy? Niech pan zapyta Bogunia, albo Benka Popka, on coś tam pisał na ten temat. Nie dziwmy się. 50 lat przymusowego milczenia ze strony świadków objawień, oraz 50 lat kłamstw i kpin ze strony komuny zrobiło swoje. Tych, którzy pamiętają objawienia jest z każdym miesiącem coraz mniej, a młodzież sprawami Kościoła prawie że się nie interesuje.

Kiedy już dojedziemy na pastwiska, odszukamy w leszczynach cudowną studzienkę i stojącą kilkadziesiąt metrów dalej kapliczkę zastaniemy to, co Boguń zrobił, i ile zrobił w latach osiemdziesiątych, kiedy jeszcze miał więcej sił. Miejsce objawień zarasta krzakami. Krzaki samosiejki które wyrastają w kanale melioracyjnym, oraz bezmyślnie zasadzony przy studzience lasek o ile nie zostaną wycięte w przyszłości zmienią wygląd cudownego miejsca. Będzie wyglądać tak, jakby Matka Boska objawiła się w lesie, w krzakach, a nie na pięknych, kwiecistych łąkach.

Następną rzeczą, jaką zauważymy w miejscu objawień to cisza, spokój. Musielibyśmy mieć dużo szczęścia, żeby zobaczyć kogoś modlącego się przy studzience. Gdzie te tłumy, śpiewające z donośnym głosem – awe, awe, awe Maryja, odmawiające chórem różaniec. Nie ma tu dziś ani ubowców, ani pielgrzymów. Pielgrzymka mazurskiej młodzieży pod przewodnictwem k. proboszcza Wiesława Doparta i kleryka Czesława Matuły modliła się w Kalwarii Pacławskiej.

Cisza i spokój panuje również na podwórku Jana Bogunia. Zarówno on sam jak i jego córka Janina i zięć w ostatnich latach zostali mocno dotknięci przez los. Mimo ciągłego zapracowania znajdują czas dla gości pytających o objawienia. Pokazują wiszący w dużej izbie obraz Matki Boskiej z Pastwisk. Jan Boguń mimo swoich 83 lat czuje się dobrze. O objawieniach opowiadałby całymi godzinami. Nie ma w Mazurach drugiej takiej osoby, która by tak kochała Matkę Boską jak Jan Boguń. Nie ma osoby, która dla Jej chwały tyle zrobiła co Jan Boguń.

Zdjęcie pierwsze: Cudowna studzienka i Krzyż wzniesiony przez Jana Bogunia . Rok 1999. Zdjęcie drugie: Szałas Matki Bożej ze statuą Matki Bożej fatimskiej . Rok 1999.

Zdjęcie pierwsze: Cudowna studzienka i Krzyż wzniesiony przez Jana Bogunia . Rok 1999.
Zdjęcie drugie: Szałas Matki Bożej ze statuą Matki Bożej fatimskiej . Rok 1999.

Objawienia mazurskie mimo, iż miały miejsce na łąkach wsi Mazury nie są sprawą wyłącznie Jana Bogunia, ani mieszkańców tejże wioski. Matka Boska objawiając się w Mazurach, podobnie jak w Fatimie objawiła się dla wszystkich, bez względu na granice administracyjne, miejsce zamieszkania, zamożność, wykształcenie, zajmowane stanowiska. Wszyscy powinni czuć się za nie odpowiedzialni. Szczególna odpowiedzialność ciąży na władzach kościelnych. Do nich bowiem należy powołanie specjalnej komisji do zbadania prawdziwości mazurskich objawień, cudownych uzdrowień, i zajęcie oficjalnego stanowiska.

      
BENEDYKT POPEK

Przepisywał z foto gazetki  Lech Stanisław

Opublikowany w Ciekawe, Cuda, Fatima, Objawienia, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 35 »

MAŁA FATIMA RZESZOWSZCZYZNY (CZ. I)

Posted by Dzieckonmp w dniu 02/04/2012

W miesiącu czerwcu mija równo 50 lat ( artykuł był w gazecie w 1999 r stąd ta rocznica-dopisek admina)od niezwykłych wydarzeń, które wstrząsnęły nie tylko powiatem kolbuszowskim, ale całą ówczesną Rzeszowszczyzną. Na łąkach wsi Mazury objawiła
się Matka Boska. Spokojna dotąd, mało znana wieś zyskała miano „Małej Fatimy Rzeszowszczyzny”.

 

ROK 1949

 

            W Polsce, po wojnie miało miejsce kilkadziesiąt nadzwyczajnych wydarzeń, potocznie zwanych cudami. W 1949 roku było ich kilka. W maju na polach wsi Lipnica, w gminie Dzikowiec Matka Boska ukazała się w XIX – wiecznej „cudownej studzience”, w czerwcu w Mazurach, w gminie Raniżów objawiła się kilkunastoletniej dziewczynie, w lipcu na obrazie M. B. Częstochowskiej w katedrze w Lublinie pojawiły się łzy, także w lipcu tego roku w Jastkowie koło Lublina, Pruszkowie pod Warszawą i w Wyszkowie, podobnie „zapłakały” obrazy Matki Boskiej.

            O mazurskich objawieniach mówiło się w każdym domu. Bezpośrednio, lub pośrednio uczestniczyło w nich kilkanaście tysięcy osób-mieszkańców naszego regionu, w tym ówczesne władze partyjne i kościelne. Przez kilka tygodni na mazurskie pastwiska położone między rzeką Turką, a polami wioski Korczowiska przybywały tłumy pielgrzymów. Przychodzili pieszo, ze śpiewem, w kompaniach. Przyjeżdżali na rowerach, motocyklach i na furmankach. Śpiewali i modlili się. Przybywali żeby zobaczyć „cud”, „cudowną Marysię”, zadać jej choć jedno pytanie i uzyskać na nie odpowiedź. Większość z nich szukała być może sensacji, mniejszość zapewne żywej wiary i nadziei. Za nimi ciągnęli milicjanci i ubowcy, żeby im tę wiarę i nadzieję odebrać, żeby przeszkadzać, ośmieszać, następnie rozganiać i strzelać. Potem nastąpiła cisza, która trwała przez kilkadziesiąt lat. Nie wolno było na ten temat głośno mówić, a tym bardziej pisać. Aż do 1980 roku. Przypomnijmy więc co się tam wtedy naprawdę działo.

Obraz Matki Boskiej z Pastwisk namalowany przez malarza Albina Osetka  w 1949 r.

Obraz Matki Boskiej z Pastwisk namalowany przez malarza Albina Osetka w 1949 r.

Był rok 1949. Minęły cztery lata od zakończenia wojny i zaprzedania przez anglo-amerykanów polskiego narodu stalinowskiej Rosji Sowieckiej. Trwał i nasilał się z każdym dniem terror komunistyczny. Polscy i sowieccy stalinowcy robili rewolucję. Toczyli zaciekłą walkę  z Bogiem (tak, z Panem Bogiem!), z Kościołem, ze wszystkim co wolne, demokratyczne i normalne. Budowali swój wymarzony komunizm wszędzie, w każdej miejscowości, także i w Mazurach, gdzie przy pomocy kobuszowskiego UB opanowli już wszystkie demokratyczne instytucje, jak samorząd, straż pożarną i spółdzielnię społemoswką „Przyszłość”. Po rozprawieniu się z AK-owcami w 1944-45., PSL-owcami w 1946-47r., w styczniu 1949 roku uwięzili ks. Proboszcza Stanisława Bąka z dwoma WiN-owcami – Jakubem Balem i Wojciechem Smolakiem, w czerwcu przenieśli nauczycielkę Janinę Coufal i kierownika szkoły Władysława Wolińskiego – znanego z antykomunistycznego, patriotycznego wychowania młodzieży, a w lipcu aresztowali i zamordowali zasłużonego sołtysa Wawrzyńca Suskiego.

W takiej oto atmosferze propagandy bolszewickiej omamiającej chłopów, atmosferze celowego skłócania wsi stała się rzecz niezwykła. Wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał. Coś co było nie na rękę zarówno władzom państwowym, jak i kościelnym.

 

OBJAWIENIA

 

            W sobotę 11 czerwca 1949 roku, po wiosce rozniosła się wieść, że czternastoletniej pastuszce Marysi Boguń ukazuje się Matka Boska. Ma to miejsce na pastwiskach podczas pasienia krów. Początkowo informacji tej nikt nie traktował poważnie, zwłaszcza, że pochodziła od dzieci. Niemniej jednak w poniedziałek 13 czerwca kilku gospodarzy – rodziców dzieci pasących z Marysią krowy – na czele z Janem Boguniem, stryjem i opiekunem Marysi, poszło zobaczyć co się tam dzieje.

- Zajechali my na pastwiska – wspomina Wojciech Popek, jeden z tych gospodarzy – wyprzęgli konie i pasiemy. Dziewczyna lata koło bydła, no pasie krowy. Kiedy nadeszła godzina, ona poleciała na taką górkę, zrobiła znak krzyża, przewróciła się na plecy i zasnęła. My podlecieli do niej, a ona leży, jak nieżywa, coś mówi po łacinie i jakby śpi. Później jak się przebudziła, to ja się jej pytam – coś ty mówiła? Z kim rozmawiałaś tak po łacinie? Pytam – ty umiesz po łacinie?, – Nie ja nie umię, ale wtenczas z Matką Boską po łacinie rozmawiałam. Ja się pytam – to co Matka Boska do ciebie mówiła? – Mówiła, żeby ludzie różaniec odmawiali, żeby się modlili to minie kara. Jak ona tak powiedziała, to my wszyscy poklękali i zmówili część różańca w tej intencji i litanię.

            Następnego dnia na pastwiska ściągnęły tłumy ludzi z Mazurów, Korczowisk, Markowizny, Zielonki, Woli Raniżowskiej i innych pobliskich wiosek. Przyjechała milicja z Raniżowa. Około godziny osiemnastej tak, jak w poprzedni dzień Marysia zrobiła znak krzyża, złożyła ręce i upadła na plecy. Widzenie z Matką Boską trwało godzinę i piętnaście minut. Przez ten czas rozmawiała po łacinie, chwilami jej twarz promieniowała radością, widać było, że bardzo się cieszyła, chwilami smutniała i płakała.

Mieszkańcy w Mazurach stryj Marysi, wówczas 33-letni gospodarz – Jan Boguń pamięta doskonale każdy szczegół, z każdego dnia objawień. – Marysia opowiadała mi, jak takie objawienie wygląda. Matka Boska przychodziła na pastwiska, nie zjawiała się. Przychodziła, stawała przed nią, tak metr nad ziemią i rozmawiały ze sobą. W pierwszym dni powiedziała Marysi, że Ona będzie mówiła z nią po polsku, a Marysia po łacinie, żeby ludzie nie rozumieli o czym rozmawiają.
Jak Marysia zapytała się z skąd Ona umie mówić tak ładnie po polsku, to odpowiedziała – „ja bardzo umiłowałam polską mowę. Jeśli ludzie będą mi wierni to rozszerzę polską mowę na cały świat”.

            Ludzie, którzy tam byli słyszeli tylko Marysię. Matka Boska mówiła o miłości, o modlitwie, o pokucie. Mówiła, że najważniejsza jest miłość między ludźmi. Na pierwszym miejscu kazała odmawiać różanie, oprócz tego litanię do Matki Boskiej i do Serca Pana Jezusa. Mszy Świętej nie wolno opuszczać.

            W czasie widzenia Marysia pytała się o różne rzeczy, o co ją ludzie prosili. Ona jej na wszystko odpowiadała. Po każdym objawieniu, jak Marysia wstała, to mówiła do tłumu to, co Matka Boska chciała przekazać, o miłości, o modlitwie i odpowiadała ludziom pojedynczo na pytania, które wcześniej zadawali. Matka Boska była ubrana cała na biało, biała suknia, biały płaszcz przykrywający głowę. Kraje płaszcza były ozłocone. W rękach trzymała czarny różaniec ze złotym krzyżem. Twarz, ręce i stpy były tak piękne, że nie do opowiedzenia ani nie do opisania. Choćby człowiek cały czas patrzył, to by się nie na wierzył. Tak mi Marysia opowiadała. Pamiętam, jak raz po objawieniu Marysia wstała i kazała mi patrzeć jak Matka Boska odchodzi. Pokazywała mi ręką, palcem i mówiła – patrz tu, o tu jest, idzie do nieba… Ja nic nie widziałem.

Zdjęcie na górze: Marysia podczas nawiedzenia Matki Boskiej Zdjęcie na dole: Marysia wśród dzieci z którymi pasła razem krowy a z tyłu tłumy pielgrzymów

Zdjęcie na górze: Marysia podczas nawiedzenia Matki Boskiej
Zdjęcie na dole: Marysia wśród dzieci z którymi pasła razem krowy a z tyłu tłumy pielgrzymów


CUD SŁOŃCA

 

            Wieść o objawieniach na łąkach wsi Mazury rozniosła się po regionie jak błyskawica. We środę 15 czerwca na pastwiskach było już kilka tysięcy osób. Szły kompanie polnymi drogami, ze śpiewem, ze wszystkich stron, z okolic Mielca, Niska, Rzeszowa, a nawet Leżajska. Wszyscy chcieli widzieć Marysię, każdy ją chciał o coś zapytać.

Marysia tymczasem przebywała na posterunku MO w Raniżowie. Po kilkugodzinnym przesłuchaniu i spisaniu protokołu przywieziona została samochodem na pastwiska. Razem z nią przyjechali oficerowie MO, UB i lekarze z zamiarem przeprowadzenia badań.

- Tu już było ich chyba ze czternastu, po obstawianych z bronią, po cywilnemu i kilku w mundurach – wspomina dalej Jan Boguń. Odgrażali, że tych ludzi porozganiają i poaresztują. Nie żartowali. Wtedy przywieźli też doktorów. Mianowali się za doktorów. Może i doktorzy. Kiedy ona tak jak zawsze upadła, to wszyscy chcieli widzieć. Ja byłem najbliżej przy tym i widziałem wszystko dokładnie. Przyszedł jeden, niby doktor, wziął ją za rękę, popatrzył na zegarek i mówi, że zupełnie normalnie. Ramionami poruszył i usunął się. Drugi wziął szpilki sosnowe i widziałem, że tak po oczach kłuł  ją tymi szpilkami, czy nie mrugnie. Ona miała oczy zawsze otwarte, bo patrzyła do góry. Ale nic, rzucił to i poruszał ramionami. Trzeci wziął wrzosu gałązkę, wraził jej do nosa, do jednej dziurki, do drugiej, tak jej wiercił, no i nic, rzucił, poruszał ramionami. Tyle było tego badania. Więcej tam nic nie badali. Potem tak mówi – dziewczyna jest chora, bierzemy ją do szpitala! A ojciec jej był wtedy i gada – kto będzie szpital płacił? – My będziemy płacić. – Ja jej samej nie puszczę! – To ojciec pojedzie. A ona się śmiała. Ojciec gada – śmiejesz się Maryś ty głupiaku… – Ja się śmieję, bo wiem z czego.

            Ledwo to powiedziała, a tu ludzie się drą, krzyczą – cud! Cud! Paczta na słonko…, ludzie…, widzę to…, a ja to… Ja też się patrzę na słońce, co się stało, co ono…, a ono tak wiruje, widać kolory rozmaite na wszystkie strony. Tak mi się widziało, że słońce leci z góry na ziemię i to z dużą różnicą, nie tak, żeby w miejscu. Ono nie leciało jak kula, ale wirowało. Kręciło się wkoło i spadało do dołu. Ludzie bali się, że spadnie na ziemię i zaczęli krzyczeć, piszczeć ze strachu, z przerażenia. Słońce dawało różne kolory, takie promienie cienkie, długie jak od gwiazdy. Nawet nie trzeba było się
na słońce patrzeć, bo te kolory były na ziemi, na lesie, na trawie. Kolory się zmieniały, zielone, ciemno zielone, żółte, pomarańczowe, fioletowe i rozmaite, podobnie jak na tęczy. To trwało dość długo, przez kilkanaście minut, to nie było szybko.

            Ja obserwuję to słońce, nareszcie patrzę czy jej nie porwali, ona przy mnie stoi, a ci już w tym czasie uciekli do samochodu i odjechali. Moja baba pasła krowy tam koło nich i słyszała jak biegli do samochodu i mówili, że rzeczywiście coś jest.

            Jak to wszystko się uspokoiło to wszyscy chcieli ją widzieć. Chłopy wzięli ją na ramiona i podnieśli do góry. Wtedy ukazał się nad nią jasny obłok. Był on tak wielki, że przykrywał wszystkich ludzi. Znajdował się bardzo nisko, na wysokości wierzchołków drzew, a może niżej. Następnie obłok wzbił się do góry i nie wiadomo było, gdzie się podział, aż potem ktoś zauważył, że obją wieżę kościelną i cały dach mazurskiego kościoła. Wyglądało to tak, jakby się kościół palił. Blacha na kościele dostała taki blask, jakby była ze złota. To też trwało kilka minut. Jeden drugiemu pokazywał – widzisz, widzisz. To wszystko widziało dużo ludzi. Każdy mówił, że widział. Nie wiem czy pamiętają to do dzisiaj, czy tą pamięć stracili, czy wtedy udawali, że to widzą.

            Stanisława S. z Mazurów, wówczas osiemnastoletnia dziewczyna cud słońca widziała podobnie. – Zaczęły się dziać niesamowite, nienormalne rzeczy. Na początku wydawało mi się, że było jakby lekkie przyćmienie słońca. Nie dawało żadnych promieni, tak jakoś zrobiło się szaro. W powietrzu było jakoś dziwnie. Można było patrzeć na słońce i w oczy nie raziło, tylko tak wirowało. Zaraz potem wydawało mi się, że stoimy w kolorach tęczy. Falowało różnymi tęczowymi kolorami, żółto, zielono, różowo. Te tęcze były tak piękne, że nie da się nawet opowiedzieć. Dla kogoś kto tego nie widział, to jest nie do wyobrażenia. To sięgało od pastwisk po kościół. Cały kościół był w tęczy. Dzisiaj kościoła z pastwisk nie widać bo zasłonił go las, ale wtedy był dobrze widoczny. Wszyscy ludzie krzyczeli – cud, cud, cud… Co do tego blasku, tych tęczowych kolorów to gotowa jestem przysięgać, że widziałam.

            Cud słońca we środę 15 czerwca oglądali ludzie zgromadzeni wokół Marysi, ale nie wszyscy. Nie widzieli także ci, którzy byli oddaleni od tego miejsca, paśli krowy na pastwiskach, albo pracowali przy sianie. Niektórzy na przykład, jak wspomniany już Wojciech Popek, wówczas 48-letni gospodarz, widzieli tylko wirowanie słońca. – Ja wtenczas widziałem, jak to słońce wirowało, do góry i na dół,do góry szło parę metrów i na dół. Tak kilka razy chodziło, unosiło się i wirowało. Było o barwie czerwonej. Inni mówią, że jasność widzieli, kolory, ja więcej nic nie widziałem nic. Moja żona też to widziała. Widziała koło tego słońca kolory, jakie są tylko na świecie.

 

                                                 CUD SŁOŃCA PO RAZ DRUGI                              

 

We czwartek 16 czerwca, w święto Boże Ciało w miejscu objawień było już osiem tysięcy ludzi. Wśród nich był również 27 letni Jakub Matuła, późniejszy sołtys wsi Mazury. – Ona już pasła krowy, jak zwykle latała koło tych krów, nawracała, i co chwilę popatrywała na zachód, na słońce. Wnet poleciała w to miejsce i nawet nie zauważyłem, jak się kładła. Wtedy zrobiliśmy dookoła niej taki pierścień, koło o średnicy sześciu metrów. Wzięliśmy się chłopy mocno za ręce, pod pachy
i trzymaliśmy się jeden drugiego, żeby jej nie zatratowali. Narodu było okropnie dużo. Ludzie parli z tyłu, bo każdy chciał widzieć co się będzie działo. Ja byłem blisko niej. Jak się już położyła, to za chwilę zobaczyłem nad nią niebieską mgłę. Nie mogłem sobie uzmysłowić co to się stało, co to jest, przecież to nie był wieczór. Była to piękna chmurka jasno-niebieska, koloru błękitu nieba. Wisiała ona tak niewiele ponad metr nad Marysią i była prawie takiej wielkości jak ona. Utrzymywała się przez całe jej zaśnięcie. Takiej mgły nie widziałem nigdy i nie zobaczę. Jak Marysia się obudziła to wtenczas mgła zginęła i było normalne powietrze. Innych rzeczy wtedy nie widziałem, ani ze słońcem, ani z kolorami. Wtenczas mocno uwierzyłem. Nie wiem czy ktoś więcej widział tę mgłę, czy nie.

            Wtedy jak ona leżała przedostał się do niej ksiądz Gołdasz, proboszcz raniżowski, który zastępował w Mazurach aresztowanego przez UB księdza Bąka. Przykucnął i badał ją. Brał za ręce, macał po oczach, po rękach. Później jak się obudziła ksiądz wstał i powiedział – ludzie rozejdźcie się, tu nic nie ma. Więcej nic nie mówił, ani źle, ani dobrze. Wstał i poszedł.

            W tym czasie ludzie już zaczęli krzyczeć głośno na cały głos – paczta się, jak się słońce kołysze! Podobno słońce dostawało różnych kolorów i wirowało. To widziało bardzo dużo ludzi. Według mojego szacunku około trzecia część zgromadzonych. Ja patrzyłem się chwilę na słońce i nic nie widziałem.

            Cud słońca, który powtórzył się po raz drugi oglądały masy ludzi. Jednak i tym razem nie wszystkim tam obecnym dane było go oglądać. Pogoda we środę, jak i we czwartek była piękna, słoneczna, niebo czyste bezchmurne. Codziennie w porze objawień pogoda była słoneczna. W innych porach dnia często padał deszcz, nie raz ludziom siano zamokło, ale na tedy zawsze się wypogodziło.

Przez całe dnie, wieczory i noce rosła w ludziach wiara. Rosła chwała Boża. Przez mazurskie łąki niosły się słowa różańca. Nieustannie rozbrzmiewały pieśni do Matki Boskiej, nie ważne czy Leżajskiej, Częstochowskiej, Anielskiej, czy Nieustającej Pomocy. Tam była jedna Matka Boska, nie ważne w jakim stroju. Jedna, tak bardzo ukochana przez lud. (cdn.)

BENEDYKT POPEK

Przepisywała ze zdjęcia Kasia (dziękujemy bardzo)

Opublikowany w Ciekawe, Cuda, Fatima, Objawienia, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 18 »

Rodzinie dobrze w Lublinie?

Posted by Dzieckonmp w dniu 30/03/2012

Rada miasta Lublina uchwaliła w czwartek program “Rodzina Trzy Plus”, dzięki któremu rodziny z trojgiem i więcej dzieci będą mogły korzystać z różnych ulg i zniżek przy zakupach biletów wstępu m.in. do placówek kultury, klubów i obiektów sportowych.

Za przyjęciem uchwały dotyczącej programu “Rodzina Trzy Plus” głosowało 19 radnych, nikt nie był przeciwny, nikt się nie wstrzymał od głosu.

W Lublinie mieszka nieco ponad cztery tysiące rodzin, które mogłyby być objęte tym programem. “Wysiłek, jaki podejmują, powinniśmy docenić i dać wsparcie” – powiedział prezydent Lublina Krzysztof Żuk (PO).

Program został stworzony we współpracy urzędu z różnymi partnerami m.in. ze Związkiem Dużych Rodzin. Przewiduje, że rodziny, w których jest troje i więcej dzieci, będą mogły otrzymać kartę “Rodzina Trzy Plus”, uprawniającą do stałych i tymczasowych zniżek, ulg i zwolnień przy zakupie biletów lub usług różnych placówek.

Gotowość uczestnictwa w programie i swoją ofertę zniżek zgłosiły dotychczas 43 różne podmioty – publiczne i komercyjne.

Jak powiedział Żuk, miasto zaoferuje rodzinom darmowe bilety komunikacji miejskiej oraz darmowe wejściówki lub ulgi przy ich zakupie w podlegających samorządowi instytucjach kultury – teatrach, muzeach, galeriach, domach kultury – oraz w ośrodkach sportowych np. basenach przy szkołach.

Wśród placówek komercyjnych w ramach programu “Rodzina Trzy Plus” zniżki zaoferowały m.in. szkoły językowe, kina, kluby sportowe, centra handlowe, sklepy.

Lista partnerów programu będzie opublikowana na stronie internetowej urzędu miasta. Do programu mogą dołączać kolejne firmy, które zdecydują się na stworzenie oferty specjalnie dla takich rodzin. “To daje również efekt promocyjny. Wypada się na tej liście znaleźć” – dodał Żuk.

Prezydent Lublina podkreślił, że program “Rodzina Trzy Plus” nie jest klasyczną formą pomocy socjalnej, ale ma na celu zbudowanie systemu wspierania i promocji rodziny. “Nikomu niczego nie zabieramy dając wsparcie rodzinom wielodzietnym, nie odbieramy nic żadnej grupie zawodowej. Określamy tu pewną grupę odbiorców nie polityki socjalnej, tylko polityki prorodzinnej” – tłumaczył.

“Wreszcie Lublin jest dla rodziny. Moje oczekiwania były większe, ale już postawiliśmy krok do przodu i myślę, że będziemy stawiać następne” – powiedziała radna klubu PiS Jadwiga Mach. Jej zdaniem taki program służy też “odklejeniu od rodziny wielodzietnej etykietki rodziny patologicznej”. “Rodzina to wielka wartość i w przenośni mówiąc przedsiębiorstwo, które dużo wnosi zarówno w rozwój Lublina jak i Polski” – zaznaczyła Mach.

Urząd miejski ma rozpocząć wydawanie kart w Programie “Rodzina Trzy Plus” od 1 maja.

Źródło: PAP

Za.rodzinakatolicka.pl

Opublikowany w Patriotyzm, Polityka, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , | Komentarzy: 66 »

Kolejny Wielki Cud w Medjugorje

Posted by Dzieckonmp w dniu 23/03/2012

Postaram się znaleźć właściwe słowa, aby opisać wam wielki cud, który odbył się 19 marca, kiedy 45 lekarzy z różnych regionów Ukrainy rozpoczęło swoją pielgrzymkę do małego miasteczka o nazwie Medjugorje w Bośni i Hercegowinie.

Prawdziwe pytanie brzmi, jak to możliwe, że lekarze, z których 90 procent stanowili położnicy i którzy mieszkali i pracowali w czasach komunistycznych, postanowili jechać  do takiego miejsca modlitwy? Co skłoniło ich? Oni nie praktykowali żadnej wiary, a mimo to chcieli pojechać na to miejsce modlitwy i nawrócenia. Nie tylko ze pojechali, ale w pełni uczestniczyli w rekolekcjach i w nabożeństwach wieczornych. Naprawdę zrozumieć to  ludzkim pojmowaniem jest niemożliwe. Ale ich głębokie wewnętrzne pragnienie, pozwoliło im usłyszeć i odpowiedzieć “Tak” dla swego powołania.

Powinienem chyba cofnąć się w czasie, aby pomóc Wam zrozumieć, co to znaczy być lekarzem w czasach Związku Radzieckiego i co każdy z nich musiał przejść w celu wykonywania swojego zawodu. 20 wiek był przerażającym czasem na Ukrainie. Wielka ciemność zanieczyszczała ludzkie umysły, a najbardziej niebezpiecznie, ich serca. Był to czas, kiedy to było absolutnie niemożliwe, aby pokazywać swoją wiarę w Boga. Jego istnienie zostało nazwane “Opium dla ludzi”. Kara śmierci groziła za wszelkie działanie w głoszenia wiary, i była wykonywana, aby zapobiec wszelkim zagrożeniom przeciwko rządowi. Uznawano również za zagrożenie, wiarę w Boga, wiarę w zmartwychwstanie i zbawienie Jezusa, i  uważanie że Kościół jest Ciałem Chrystusa. Wszyscy ludzie, zawodów takich jak nauczyciel, muzyk, artysta, naukowiec, nie mieli nic wspólnego z Kościołem, a księża i zakonnice, byli prześladowani i wtrącani do więzienia. W najlepszym przypadku byli więzieni, ale większość zabito lub wysłano do łagrów. Ludziom dozwolono tylko robić to, co partia komunistyczna nakazała i czego nauczała.

Komunistyczne czasy były bardzo trudne dla każdego, na Ukrainie. Były niedobory prawie wszystkiego w całym kraju. Ludzie ciągle żyli w stresie, w ciszy, i w strachu. partia usilnie nauczała, że nowe niebo komunizmu zostanie wypracowane w krótkim czasie i nie ma czegoś takiego jak grzech, więc można było zrobić wiele strasznych rzeczy. Jednym z nich było zabicie dziecka w łonie matki. Dwójka lub więcej dzieci było uważane za zbyt dużo, ponieważ było bardzo ciężko, aby karmić, wychowywać i zapewnić warunki dla nich. Tak było “zalecane” a raczej powinno się powiedzieć, że zostali zmuszeni do wykonywania aborcji. Działo się to wszędzie, codziennie. To było bardzo łatwe, szybkie i masowe. Jeszcze niedawno temu, aborcja mogła być wykonywana nawet w 28 tygodniu – to jest w  7 miesięcu ciąży. Lekarze pracowali pod ścisłą presją rządu komunistycznego i  wszystkich ich uczono wykonywania aborcji. Zrobiono to bez wahania. A ponieważ większość lekarzy uważała że nie ma Boga, to również, nie poczuwali się do grzechu. W rzeczywistości, aborcja została uznana za dobry uczynek, pomagający rodzinie w jej trudnościach. Ale rezultatem było zawsze  spadanie w jeszcze głębszą ciemność i depresję. Wiele kobiet cierpiało i nadal cierpi, wraz z lekarzami, którzy wykonywali aborcję. To jest prawdziwy rezultat  aborcji.

Teraz będzie można zobrazować tę grupę pielgrzymów lekarzy, większość z ponad 30 letnią praktyką w zawodzie. Lekarze bez wiary religijnej, którzy przybyli do Medjugorje i przeżyli coś absolutnie fascynującego.

Grupa pod przewodnictwem ks. Andre Popov, ks Sergey Serebrov, Genya Samborskiej (przewodniczącej misji pro-life na Ukrainie) i Ludmiły Barakovej (Położnictwo i ginekologia z 40 letnią praktyką i nauczycielką naturalnego planowania rodziny). Ludmiła i Genya wszystko zorganizowała.

Po trzech dniach podróży autobusem, lekarze przybyli do Medziugorja 21 marca. Ci niezwykli pielgrzymi dotarli całkowicie wyczerpani po podróży, ale ku naszemu zdziwieniu,  wszyscy postanowili uczęszczać na program wieczorny w Kościele, który odbywa się co dzień dla wszystkich pielgrzymów. Niektórzy z nich, którzy uczestniczyli we mszy świętej po raz pierwszy, nie byli pewni, co się stało, czuli tylko niesamowity pokój.

Następny dzień zaczęliśmy od ogłoszenia, że każdy może pójść gdzie chce. Potem rozmawialiśmy o wielu kwestiach, ale przede wszystkim o tym, czym żyją wszyscy lekarze . Dzieliliśmy się  historią nauki medycznej w komunistycznym kraju, który zaprzeczył rzeczywistości grzechu, i z tego powodu dopuszcza takie rzeczy jak aborcja. Dyskutowaliśmy również na temat różnicy między naturalnym planowaniem rodziny a metodami świata antykoncepcji. A potem zapadła cisza. Nawet jeden lekarz nie mógł powiedzieć, aborcja jest dobrym uczynkiem. Wszyscy mieli tak wiele lat swojego zawodu na swoich barkach i zobaczyli  tak dużo że poczuli się  tak bardzo źle, że niemal nie do zniesienia. Zaczęli się dzielić historią ich życia ze łzami w oczach, czuć było w powietrzu, że coś szczególnego się dzieje.

Popołudniu 22 marca udaliśmy się w kierunku miejsca zwanego Górą Objawień, na której jest  miejsce, gdzie Matka Boża objawiła się sześciorgu dzieciom po raz pierwszy w 1981 roku i ukazywała się wielokrotnie od tamtego czasu. W tym pięknym dniu, wszyscy wspięli się na wzgórze z różańcami w swoich rękach, i bez urazy, wszyscy odmawiali Zdrowaś Maryjo po raz pierwszy. To było tak poruszające i fascynujące, że chcieli to zrobić – wspinali się i modlili. Podczas wspinaczki, niektórzy płakali mając  łzy w oczach. Doktor Tatyan (szef szpitala położniczego  w mieście Czerkas, Ukraina) cały czas płakał, a  następnego dnia powiedział: “Kiedy zaczęliśmy się wspinać na górę, wszystko widziałem, były kamienie podobne do czaszek i kości … góry z czaszkami i kośćmi …. Mogłem zobaczyć, co zrobiłem, to było tak dla mnie jasne … to w moim sercu czułem że Bóg może mi przebaczyć i że mogę zmienić swoje życie. Coś się dzieje wewnątrz mnie, kto sprawił że tak się czuję. “

W środę, po zakończeniu programu wieczornego przy kościele , a przed adoracją, niektórzy lekarze zdecydowali, że nie pójdą na kolację podczas tej przerwy, bo chcieli siedzieć w kościele i czekać aby uwielbiać Jezusa. “Chcemy, być tutaj w środku kościoła”, mówili. “Będziemy się modlić”.

25 marca to święto Zwiastowania i jeden z najbardziej poruszających dni dla nas wszystkich. Weszliśmy na Górę Krzyża ( Kriżevać), który jest na wysokości 520 metrów, drogą bardzo kamienistą, gdzie  bardzo trudno się wspinać. W czasie wędrówki modliliśmy się modlitwami Drogi Krzyżowej i na każdej stacji odczytywaliśmy orędzia Matki Bożej. Gdy dotarliśmy na szczyt góry, gdzie duży biały krzyż stoi, wszyscy stanęli wokół krzyża i trzymając się za ręce w modlitwie … Ojcze nasz … przebacz nam nasze grzechy …. grzechy naszego kraju, naszego narodu, odpuść grzechy, które zrobiliśmy w naszym życiu, wybacz, że zabijaliśmy własne dzieci, przebacz nam i wszystkim lekarzom na całym świecie. To była naprawdę chwila przebaczenia i ze łzami w oczach wszyscy ściskali się nawzajem a lekarze prosili o przebaczenie. Wolność narodziła się w tej chwili.

Coś, co żyło wewnątrz ożyło; uświadomiliśmy sobie, że grzech istnieje i pragnęliśmy pokuty, pragnęliśmy zmiany i powrotu  do nowego domu. Były to chwile radości, które są niemożliwymi do opisania słowami. W czasie powrotu z góry na dół kilku lekarzy zapytało się  mnie, czy będzie możliwe pójść do spowiedzi i pytali jak to należy zrobić.

Dzięki wstawiennictwu Matki Bożej, a przy pomocy Ludmiły i Genya i naszych pięknych i całkowicie oddanych Kapłanów, byliśmy w stanie pomóc lekarzom zrozumieć godność swojego zawodu. Było to szczególnie prawdziwe w odniesieniu do lekarzy, którzy widzą pierwsze chwile życia dziecka podczas porodu, a dziecko bierze pierwszy oddech powietrza.

Lekarz to jest najważniejszy zawód. Opisany przez św Gianna Beretta Molla: “Każdy pracuje w służbie człowieka My lekarze pracujemy bezpośrednio przy samym człowieku … wielką tajemnicą człowieka jest Jezus:”. Kto odwiedza chorego , pomaga mu, powiedział Jezus… Tak jak kapłan może dotykać Jezusa, tak my dotykamy Jezusa w ciałach naszych pacjentów … Mamy możliwości, aby czynić dobrze, jakiej nawet ksiądz nie ma. Naszą misją nie jest zakończone leczenia, gdy leki już nie pomagają, musimy doprowadzić duszę do Boga. Nasze słowo ma wielką władzę … Katoliccy lekarze są tak bardzo potrzebni! “

Nasza pierwsza Msza razem jako grupa odbyła się 26 marca, w pobliżu Medziugorja w Wiosce Matczynej. Ta wioska została zbudowana przez ks Slavko Barbarića, specjalnie dla dzieci, które zostały pozostawione bez opieki rodziców po wojnie na Bałkanach. Po mszy, jedna z pań tam pracujących zabrała nas do domu, który został zbudowany dla samotnych matek. Jedna z dziewczyn podzieliła się swoją historią życia z nami. Była muzułmanką, która zaszła w ciążę po gwałcie, ale zachowała swoje dziecko, mimo namowy jej rodziców aby dokonała aborcji lub porzuciła dziecko. Była ze swoją  córeczką całując ją i trzymając ją przy swym sercu mówiąc: “Ja nigdy nie opuszczę moją małą”. Moc miłości, jaką  ta matka wykazała był tak ogromny że potrząsnął sercami nas wszystkich

Popołudnie było wolnym czasem. Ale zamiast przygotowań do długiej podróży powrotnej z powrotem na Ukrainę, wielu pragnęło wrócić do kościoła, aby podziękować za ich rodziny, inni zaś wybrali się aby wspinać się na Górę Objawień ponownie. Dla 13 spośród nas, którzy postanowili pójść na wzgórze, to było nie do opisania. To był moment pełen intencji modlitewnych i wiele dziesiątek różańca, radosnych, bolesnych i chwalebnych tajemnic wylewało się  z nich. Znaleźliśmy kamień, który miał kształt serca. Lekarze wzięli go na Ukrainę, i postanowili zainstalować go kiedyś w domu dla samotnych matek w Zaporożu. Wieczór był pełen radości i chęci do dalszej nauki. Mieli tak wiele pytań. Najważniejsze pytania były, Kiedy? W jaki sposób? Możemy zacząć nowe życie … Cóż mamy czynić?

Po mszy porannej 26 marca, opuścili Medziugorje z nową nadzieją, wolności i ze łzami. Każdy rozglądał się na poznane miejsca myśląc że być może po raz ostatni na nie spoglądają. “Nie mogłem uwierzyć, że kiedykolwiek do takiego miejsca przybędę, ale teraz nie wiem jak  bez niego będzie żyć na co dzień”, powiedział jeden z lekarzy.

W drodze powrotnej do domu, ojciec Andre zauważył u kilku lekarzy modlitewniki i różańce w rękach, niektórzy prosili go, aby im pomógł. “Chcemy się modlić. Czy możesz nam pomóc? “Jedna lekarz, o nazwisku Lena, po powrocie z powrotem do Kijowa, znalazła Kościół katolicki i przy całkowicie otwartym sercu, pragnęła, aby słuchać i uczyć się o  Jezusie, o którym powiedziała:” Upadłam w nim zakochana …. i nie mogę oddzielić się od Niego teraz “.

Teraz lekarze są z powrotem na swoich miejscach pracy i stoją w obliczu wyborów przed nimi. Czy podpisać skierowanie na aborcję, czy nie? Jest to trudniejsze niż kiedykolwiek. Ale rozumiem, że oni, jako lekarze, mają głos i mogą mówić o życiu, i mogą uratować życie dzieci i oszczędzić cierpienia post-aborcyjnego urazu matki.

Pielgrzymka nie jest zakończona. Ona dopiero się zaczęła. Jest wiele zadań przed nami. Teraz serca 45 lekarzy zatopione są w miłości Matki Bożej z Medziugorja. Są chętni do zmiany sytuacji, w jakiej oni pracują. Jeden lekarz położnik, który również uczy innych lekarzy przygotowujących się do otrzymania dyplomu,  mówi do nich na temat planowania rodziny, powiedział, że zawsze będzie chciał robić w życiu dobro i pomagać innym. “Muszę tylko nauczać prawdy i spojrzeć na wszystko inaczej”.

W Zaporożu grupa ginekologów i położnych jest teraz przygotowywana na seminarium do nauczania naturalnego planowania rodziny. 

Podczas naszego ostatniego spotkania w Medziugorje, każdy lekarz otrzymał obraz św Gianny, aby przypominał im o swojej heroicznej miłości, jako żony, matki i lekarki. Kiedy rozmawialiśmy z lekarzami na temat misji Świętej, wszyscy wykazali duże zainteresowanie utworzenia takiego stowarzyszenia na  Ukrainie. Rozmawialiśmy o tym jak tego dokonać. Wszyscy lekarze otrzymali modele 12 tygodniowych niemowląt, 10 tygodniowych stóp dziecka i innych broszur i materiałów. Byli bardzo wdzięczni i prosili o więcej.

Ojcze Niebieski … Zobacz, że twoje dzieci z Ukrainy naprawdę proszą o Twą miłość, po tylu latach ciemności i grzechu. Ale są też tacy co płaczą za swoje dzieci, a Ty już dźwigałeś wszystkie grzechy na krzyżu, tak więc przebaczenie może należeć do nas i mamy tylko jedno pragnienie, by dać nam wolność od niewoli zła. Pomóż nam Ojcze. Przemień nasze serca. Chcemy naprawdę oferować teraz nasz rozum, nasze całe życie i myśli, tak byśmy stali się narzędziami pokoju w Twoich rękach.

Chcę podziękować wszystkim, którzy modlili się, pościli, i poświęcali się, aby ta pielgrzymka przyniosła owoce. Dziękujemy naszym sponsorom, za darowizny pozwalające  zapłacić wszystkie koszty, które to umożliwiły nam zorganizowanie tej pielgrzymki. Dziękuję za tyle chęci niesienia pomocy Ukrainie aby znowu żyć w wolności wiary. Dziękuję również  naszym wspaniałym gospodarzom, Patrick i Nancy Latta, którzy tak hojnie nas gościli w ich domach w Medziugorje. Dziękuję również wszystkim, którzy służyli z taką delikatną miłością i opieką podczas naszego pobytu. Doceniamy wszystkich naszych dobrodziejów i chcemy dać im nasze największe podziękowanie i wdzięczność.

Dziękujemy Bogu za wszystko. Wszyscy jesteście stale w naszych modlitwach. Niech Bóg błogosławi wszystkim.

Zawsze należąca do Ciebie,
Walentyna Pavsyukova

Streszczenie ze strony chaliceofmercy.org

Opublikowany w Aborcja, Cuda, Nawrócenia, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , , | Komentarzy: 184 »

Tusk: Dla państwa najtańsza jest rodzina bez dzieci

Posted by Dzieckonmp w dniu 23/03/2012

Takie słowa podczas spotkania PO z PSL poświęconego reformie emerytalnej miał wypowiedzieć premier Donald Tusk – dowiedział się Wprost.pl. W koalicji naprawdę jest źle, skoro ujawniana jest prawdziwa (?) twarz Donalda Tuska, który ostatnio przypomniał sobie o swoich liberalno-antyklerykalnych korzeniach.  

 

PO i PSL-owi nie udało się osiągnąć kompromisu w sprawie reformy emerytalnej w czasie spotkania, które odbyło się 19 marca. Lider PSL Waldemar Pawlak mówił po tym spotkaniu, że „w czasie dyskusji pojawiła się też taka opinia, iż dla państwa najtańsza jest rodzina bez dzieci”. „Finansowo to się zgadza, tylko że jest to perspektywa jednego pokolenia” – dodał. Według informacji, do których dotarł Wprost.pl, autorem cytowanej przez Pawlaka wypowiedzi był premier Tusk. „Rzeczywiście tak było. Nie ukrywam, że byliśmy bardzo zdziwieni tą wypowiedzią premiera” – zdradza jeden z uczestników spotkania. „Według mnie to był żart, sarkazm. Przynajmniej tak to odczytałam” – dodaje inny uczestnik rozmów- czytamy na wprost.pl.

 

Czy był to tylko żart Donalda Tuska? Ostatnie uderzające w Kościół propozycje rządu każą przypuszczać, że premier zdał sobie sprawę, iż warto wrócić do antyklerykalnej twarzy z początku lat 90-tych. Oczywiście Tusk, który nawet wziął ślub kościelny w 2005 roku po 27 latach małżeństwa, co według Palikota było czystym pijarem, nie będzie uderzał w Kościół zbyt bezpośrednio.  Czasy, gdy był zwolennikiem aborcji na życzenie już raczej nie wrócą. Zbyt mały procent Polaków popiera zabijanie dzieci nienarodzonych. Nie znaczy to jednak, że premier nie przypomni sobie o czasach, gdy był wice naczelnym „Gazety Gdańskiej”, która bywała dosyć antyklerykalna. Szczególnie, że nie jest trudno napuścić „masy” na bogaty klery i upasionych biskupów. Nie wiadomo czy Tusk pokazuje swoją prawdziwą twarz czy naprawdę żartował na spotkaniu z PSL-em. Pewne jest to, że coraz gorzej wygląda współpraca koalicjantów, skoro takie wypowiedzi wyciekają do mediów. W końcu PSL-owi, który jest konserwatywną partią zależy na elektoracie, gdzie wielodzietne rodziny są jeszcze w miarę normą. Nie zmienia to faktu, że słowa Tuska są szokujące w czasach, gdy Polska wymiera przez fatalną demografię i brak polityki prorodzinnej. Czy to tylko wpadka?

Łukasz Adamski

Źródło: fronda.p

Opublikowany w Aborcja, Polityka, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , , | Komentarzy: 84 »

Nie uchylajcie się od współżycia

Posted by Dzieckonmp w dniu 20/03/2012

Ponieważ tylko dyskusji w komentarzach kiedy można uprawiać sex w małżeństwie wstawiam wpis który odpowiada mojemu poglądowi na sprawy seksu w małżeństwie.  Zapraszam wszystkich małżonków oraz tych co nie długo będą nimi  do przeczytania, wydrukowania i stosowania w swoim życiu, a Bóg Was wynagrodzi dużą ilością dzieci. A wiedzcie że to jest najłatwiejsza droga do Nieba jak powiedziała jedna z widzących w Medjugorje.

 Szukając odpowiedzi na pytanie o najlepszy czas zbliżenia małżonków, dotąd nie mówiliśmy o sytuacji, gdy nie ma zgody w tej kwestii między mężem i żoną. A przecież dzieje się tak wcale nierzadko - jedno z małżonków pragnie współżycia, a drugie się na nie nie zgadza, bądź tez zgadza się niechętnie, po dłuższych namowach, dla świętego spokoju. Akt seksualny ma mieć miejsce, gdy pragną tego sami małżonkowie - powiedzieliśmy. Co jednak zrobić, gdy o zbliżeniu myśli tylko jedno z małżonków, drugie zaś ma w tej kwestii zdanie całkowicie odmienne?

To, że pragnienia małżonków w tej kwestii bywają różne, jest całkowicie naturalne. Trzeba pamiętać, że akt małżeński ma wielkie znaczenie dla każdego męża, a zarazem pragnienie współżycia budzi się u niego bardzo łatwo, niemal automatycznie. Natomiast obudzenie tego pragnienia u żony wymaga z reguły spełnienia naprawdę złożonych warunków. Miłość nie likwiduje tych różnic. Nic więc dziwnego, że małżonkowie się tutaj różnią – najczęściej jest tak, że to mąż pragnie zbliżenia i musi namawiać do tego żonę (sytuacje odwrotne również się zdarzają, ale znacznie rzadziej).

Nie można w tym momencie nie przytoczyć znanego tekstu św. Pawła na temat współżycia: Niech mąż oddaje powinność małżeńską żonie, a żona mężowi. Żona nie może swobodnie dysponować własnym ciałem, lecz jej mąż. Podobnie i mąż nie może swobodnie dysponować własnym ciałem, lecz jego żona. Nie uchylajcie się od współżycia małżeńskiego, chyba za wspólną zgodą i tylko na pewien czas, aby poświęcić się modlitwie. Potem znowu podejmijcie współżycie, aby nie kusił was szatan, wykorzystując waszą niepowściągliwość” (1 Kor 7,3-5).

Akt małżeński nie jest ewentualną możliwością, nie jest jakimś luksusem. Bóg nakazuje regularność w pożyciu, wzajemną dyspozycyjność seksualną. Zarówno mąż jak i żona tracą w małżeństwie prawo do swobodnego rozporządzania swoim ciałem. Mają sobie nawzajem służyć aktem małżeńskim.

Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że w tym miejscu dyskusja się kończy. Nie, ona się tutaj dopiero rozpoczyna.

Wokół pojęcia “obowiązek małżeński” narosły pewne nieporozumienia. Tak, współżycie seksualne jest w małżeństwie obowiązkiem. Jasno to wynika z przytoczonego cytatu. Jednak tego tekstu nie można czytać w oderwaniu od całego biblijnego przekazu o małżeństwie. Nigdy nie wolno wyrywać z kontekstu cytatów biblijnych (zresztą innych cytatów również). Pozbawiając teksty biblijne kontekstu i swobodnie nimi operując można by uzasadnić praktycznie wszystko – pamiętamy, że szatan kusząc Jezusa na pustyni też cytował Biblię, aby uzasadnić swe niegodziwości.

Mówimy o tym z takim naciskiem, gdyż właśnie przez oderwane od kontekstu cytowanie zupełnie wypaczono sens pojęcia małżeńskiego obowiązku. Co bowiem jest fundamentem małżeństwa i fundamentem pożycia seksualnego? Miłość. Życzy ktoś sobie jakiegoś cytatu biblijnego na ten temat? Proszę bardzo: “Mężowie miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi” (Kol 3,19), “Mężowie, miłujcie żony, jak Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie” (Ef 5,25).

Pojęcia obowiązku małżeńskiego nie wolno odrywać od miłości. “Dysponowanie” ciałem współmałżonka musi być przepojone miłością, pełne prawdziwej troski o niego.

Bardzo wiele z tego wynika. Przede wszystkim to, że prawdziwa miłość znosi pojęcie praw i obowiązków. W miłości nikt nie odwołuje się do takich kategorii, tylko po prostu obdarowuje sobą współmałżonka i przyjmuje dar z jego strony. Czyż można mówić o prawach i obowiązkach tam, gdzie chodzi o dar?

Obowiązek małżeński możemy tu przyrównać do obowiązków rodzicielskich. Rodzice mają obowiązek troszczyć się o swoje dzieci, jednak należy głęboko współczuć dzieciom, którymi rodzice zajmują się tylko z tego powodu. Podobnie jest z obowiązkiem małżeńskim – oczywiście istnieje, ale chodzi o to, by małżonkowie tak się troszczyli o swoją wspólnotę małżeńską, żeby nie trzeba się było do niego odwoływać.

I tak by było najprościej i najlepiej. Tam gdzie właściwie rozwija się miłość, mówienie o obowiązkach jest niepotrzebne. Jednak miłość małżeńska bywa chora, przechodzi większe i mniejsze kryzysy. Grzech pierworodny dotknął tej sfery bardzo mocno. Dlatego niekiedy jest konieczne odwołanie się do praw i obowiązków. Refleksja nad nimi pomaga zrobić rachunek sumienia, służy odnowieniu miłości, przezwyciężaniu kryzysów i pokus.

Rozważmy więc, jak pojęcie obowiązku małżeńskiego odczytywane w świetle miłości każe udzielać odpowiedzi na pytanie o to kiedy mąż i żona mają się jednoczyć w akcie małżeńskim.

W miłości na pierwszym planie jest dobro kochanego człowieka. Miłość “nie szuka swego” (1 Kor 13,5), zarówno na płaszczyźnie duchowej jak i cielesnej. Zawsze szuka dobra kochanej osoby.

Skoro więc z reguły jest tak, iż to mąż pragnie zjednoczenia seksualnego znacznie częściej niż żona, to kochająca żona będzie starała się z radością odpowiadać na jego zaproszenie, kiedy to tylko możliwe. Kiedy to tylko możliwe – a więc nie tylko wówczas, gdy w niej samej obudzi się pragnienie współżycia. Gdyby żona czekała na taką chwilę, na pewno by nie wyszła naprzeciw pragnieniom męża.

Kochająca żona będzie się więc zgadzać na seksualne spotkanie z mężem, choćby sama nie odczuwała w tym momencie żadnych pragnień czy uniesień. Przeżyty przez nią wówczas akt małżeński, mimo braku emocjonalnego odczuwania miłości, będzie aktem miłosnym w najgłębszym tego słowa znaczeniu, będzie bowiem prawdziwym darem z siebie. Prawdziwa miłość, aby uszczęśliwić kochaną osobę gotowa jest zdobyć się na wiele poświęceń.

Ważne jest przy tym, by żona na zaproszenie męża odpowiadała chętnie i radością. Odpowiedzi w rodzaju: “W porządku, wiem że to mój obowiązek. Możesz zaczynać” są zniechęcające, deprymujące i nie mają wiele wspólnego z miłością. Zgoda naprawdę wynikająca z miłości jest zawsze zgodą chętną, pełną radości, że czyni się dobro ukochanemu człowiekowi. Oddanie się z radością jest jedną z najważniejszych rzeczy, którą żona może zrobić, by mąż czuł się kochany.

Kiedy zaś żona będzie musiała odmówić, uczyni to z ogromną delikatnością i taktem. Mówiliśmy już o tym, że mężczyźni są w tej dziedzinie przewrażliwieni. Ich poczucie własnej wartości jest głęboko zakorzenione w sferze seksualnej. Odmowę współżycia bardzo łatwo mogą więc potraktować jako odrzucenie w ogóle.

Dlatego, jeśli żona nie może zgodzić się na zbliżenie, powinna szczególnie okazać mężowi swą miłość. Może to być przytulenie, jakiś inny gest, zapowiedź że na pewno będą mogli współżyć następnego dnia. Kobieta ma wiele sposobów, by osłodzić mężowi swą odmowę. Warto też pamiętać, że jeśli żona często mówi i okazuje mężowi, że lubi ich zbliżenia, jednorazowa odmowa nie będzie powodem problemów.

Trzeba też pamiętać, że nieuzasadniona odmowa może narażać męża na pokusy seksualne. Każdy z małżonków, szczególnie zaś mężczyzna, powinien umieć kierować sobą w dziedzinie płciowości. Nic nie usprawiedliwia popełniania grzechów w tej sferze (jak i zresztą w każdej innej). Pamiętając o tym, nie można jednak nie zauważać, że pokusy jakich doświadczają niektórzy mężowie są bardzo silne. Każdy człowiek ma swoją pokusę, swój grzech z którym musi się zmagać. Dla niektórych są to właśnie pokusy w sferze seksualnej. Chodzi więc o to, by żona przez swe postępowanie nie narażała męża na pokusy, a przeciwnie – pomagała mu właściwie kierować poruszeniami w dziedzinie seksualności. Jeśli współżycie jest potrzebne dla wyciszenia budzących się poruszeń, może bardzo wyraźnie stawać się obowiązkiem.

Podobnie jest, gdy akt seksualny jest potrzebny dla podtrzymania miłości między małżonkami. Również wtedy staje się obowiązkiem. Bardzo złożone bywają trudne sytuacje życia małżeńskiego. Niekiedy współżycie może odegrać taką właśnie rolę.

Wydaje się, że dosyć dużo powiedzieliśmy już o tym, w jaki sposób żona ma możliwość okazania miłości swemu mężowi. Wypada więc teraz zastanowić się, w jaki sposób mąż może dać wyraz temu, że kocha swoją żonę.

Przede wszystkim – nigdy nie wymuszając współżycia. To powinna być oczywista sprawa – przecież wszelki przymus, zwłaszcza w sferze tak delikatnej, jest dokładnym zaprzeczeniem miłości. Niestety, w bardzo wielu rodzinach, i to tzw. porządnych rodzinach, mamy tu do czynienia z poważnymi zaburzeniami. Powiedzmy więc wyraźnie: wymuszony akt małżeński czynem niegodziwym, jest grzechem. Takie współżycie niszczy miłość, burzy więź między mężem i żoną, może doprowadzić do rozpadu małżeństwa.

“Współżycie płciowe narzucone współmałżonkowi, bez liczenia się z jego stanem oraz z uzasadnionymi jego życzeniami, nie jest prawdziwym aktem miłości i sprzeciwia się temu, czego słusznie domaga się ład moralny między małżonkami” – naucza papież Paweł VI (Humanae vitae, n. 13). W pewnych sytuacjach narzucenie współżycia będzie ciężkim naruszeniem miłości bliźniego – ciężkim grzechem (na przykład wtedy, gdy lekkomyślnie naraża żonę na ciążę zagrażającą jej ciężką chorobą).

Zwrócimy jeszcze uwagę na to, że przymus może mieć charakter nie tylko fizyczny. Także presja psychiczna stwarza sytuację przymusu, który bywa równie dotkliwy jak przymus fizyczny.

Ale przecież miłość ze strony męża nie może ograniczać się do tego, że nie będzie wymuszał na swej żonie współżycia. To byłoby bardzo mało.

“Mężowie we wspólnym pożyciu z żonami pamiętajcie o tym, że są one słabsze i darzcie je szacunkiem jako współuczestniczące w łasce życia” – mówi św. Piotr (1 P 3,7). Jak to przełożyć na codzienność życia małżeńskiego?

Kochający mąż wiedząc, że żona nie będzie miała ochoty na zbliżenie, w ogóle jej tego nie zaproponuje. Zmęczenie żony, jej złe samopoczucie, przygnębienie z jakiegoś powodu, niesprzyjające warunki zewnętrzne – te i wszystkie inne podobne sytuacje będą dla męża sygnałem, żeby zrezygnować z planów intymnego zbliżenia. Jeśli zaś mąż złoży taką propozycję, uczyni to w taki sposób, by żona nie musiała obawiać się odmowy.

Właśnie. Mówiliśmy o tym, że każdą odmowę współżycia powinna cechować delikatność i takt. Oczywiście, ale przecież propozycja spotkania w akcie małżeńskim również powinna być złożona w sposób pełen miłości. To nie może być tak, że żona boi się odmówić mężowi, że zgadza się tylko dla świętego spokoju – żeby nie znosić niezadowolenia męża czy jego złych humorów.

Tak, tak, wiemy, że żony nierzadko odmawiają mężom współżycia bez powodów. Ale naprawdę to nie usprawiedliwia stwarzania atmosfery, w której żona boi się odmowy.

Podobnie nie ma sensu unoszenie się fałszywą ambicją, obrażanie się, bunt: “nie będę się prosił…” To wszystko godzi w jedność między mężem i żoną, niczego nie rozwiązuje, potęguje trudności.

Mówiliśmy więc o tym, w jaki sposób powinna postępować żona oraz o tym, jak ma zachować się mąż. Czy dałoby się znaleźć tutaj jakąś ogólną zasadę postępowania, wspólną dla męża i żony?

Tak. Tą zasadą jest wychodzenie sobie naprzeciw. Zarówno kochający mąż jak i kochająca żona będą myśleć przede wszystkim o współmałżonku, będą starać się odpowiedzieć na jego oczekiwania. Na pewno nieraz będą musieli przezwyciężać niechęć lub też pragnienie małżeńskiego zbliżenia. Czyniąc to jednak z miłości i z miłością będą chętnie (chętnie! – bo z miłości) rezygnować ze zbliżenia lub też zgadzać się na nie, po to by wyjść naprzeciw swemu współmałżonkowi.

“Moja żona wracała kiedyś z zagranicznej delegacji. – wspomina Paweł – Wiedziałem, że na pewno będzie zmęczona i zupełnie nie myślałem o tym, byśmy w dniu jej powrotu mieli współżyć. Okazało się jednak, że ona myślała zupełnie przeciwnie. Pamiętała, że nasza rozłąka trwała dość długo i wiedziała, że bardzo jestem spragniony naszych intymnych spotkań. I właśnie ona wyszła w tym dniu z inicjatywą zbliżenia”.

Agata i Krzysztof JankowiakowieTekst pochodzi z pisma formacyjnego
Ruchu Światło-Życie “Wieczernik”
Źródło: adonai.pl


Opublikowany w Małżeństwo, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , | Komentarzy: 389 »

Episkopat przeciwny intronizacji Chrystusa

Posted by Dzieckonmp w dniu 15/03/2012

Biskupi absolutnie nie zgadzają się z ideą intronizacji Chrystusa na Króla Polski – przypomniał 13 marca bp Andrzej Czaja.

Podczas trwającego w Warszawie zebrania plenarnego Episkopatu przewodniczący Komisji Nauki Wiary zapowiedział dokładną ewidencję grup, które w Polsce i w środowiskach Polonii, odwołują się do idei intronizacyjnych.

– Dotychczasowe rozpoznanie pokazuje, że oprócz nurtów, z którymi nie można prowadzić dialogu ze względu na uporczywość trwania przy swoim – chodzi tu o ks. Kiersztyna i ks. Natanka – mamy trzy, które wymagają otwarcia się na nie i podjęcia duszpasterskiej troski – powiedział bp Czaja.

Wśród środowisk, z którymi dialog jest możliwy, biskup wymienił Ruch Intronizacji Serca Jezusowego prowadzony przez redemptorystę, o. Jana Mikruta, Rycerstwo Jezusa Chrystusa Króla i krąg będący dziedzictwem działania księży Natanka i Kiersztyna w środowiskach polonijnych. Bp Czaja zaznaczył jednocześnie, że w tych ostatnich środowiskach nie wszyscy są skłonni do współpracy z Episkopatem.

– Pierwsza sprawa to ewidencja tych środowisk zarówno w poszczególnych diecezjach w Polsce, jak i za granicą – powiedział przewodniczący Komisji Nauki Wiary KEP. Dlatego poprosił biskupów, żeby zbadali sprawę w swoich diecezjach i dostarczyli stosowne dossier na ten temat.

Biskup zapowiedział, iż zwróci się do konkretnych osób działających w ruchach intronizacyjnych o dane dotyczące lokalizacji ich wspólnot na terenie Polski. – To jest punkt wyjścia do podjęcia bardzo konkretnego dzieła formacji – zaznaczył bp Czaja. – Na pewno więc do tych grup zostaną powołani kapelani, będziemy starali się towarzyszyć w kształtowaniu życia tych wspólnot – dodał.

Bp Czaja przypomniał też, że Episkopat absolutnie nie zgadza się ideą intronizacji Chrystusa na Króla Polski. – To jest absolutnie poza teologią. Biskupi podtrzymali zdecydowanie negatywny stosunek do takiej idei. Jest otwarcie tylko na te wspólnoty, które nie mają takiego właśnie, politycznego wymiaru – podkreślił hierarcha.

Warto przypomnieć, że intronizacja Najświętszego Serca Pana Jezusa i Intronizacja Jezusa na Króla Polski – to dwie odrębne inicjatywy (choć mają wspólną inspirację), które rozwijają się w Polsce w ostatnich kilkunastu latach.

Inicjatorką Intronizacji była francuska zakonnica św. Małgorzata Maria Alacoque (1647-1690). Kult Najświętszego Serca Pana Jezusa rozpowszechnił się bardzo w całym Kościele, zaś oddawanie się jego Sercu – osób indywidualnych, całych rodzin, czy społeczności, jest jedną z najbardziej rozpowszechnionych form pobożności w Kościele.

W Kościele w Polsce działają akceptowane przez Episkopat grupy wiernych, pragnących uroczystej intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa. Kładzie się tu nacisk na potrzebę głębokiej wewnętrznej przemiany, która jest efektem uznania Chrystusa za Króla i Pana całego życia. Jednym z takich środowisk są Wspólnoty Intronizacyjne – oddolny ruch świeckich, który bardzo troszczy się o działanie w ramach Kościoła instytucjonalnego.

Wspólnoty dla Intronizacji czerpią inspirację m.in. z życia polskiej mistyczki Sługi Bożej Rozalii Celakówny (1901-1944), której proces beatyfikacyjny jest w toku. Była zwykłą świecką kobietą, która całe życie przepracowała jako pielęgniarka na oddziale skórno-wenerycznym szpitala św. Łazarza w Krakowie. Była też wizjonerką.

Inny nurt intronizacyjny także łączy swą działalność z objawieniami Sługi Bożej Rozalii Celakówny. Na stronach redemptorystów (www. redemptor.pl) o. Jan Mikrut omawiając te nurty przestrzega: „Rozalia apostołka Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa nigdzie nie pisze o intronizacji Chrystusa Króla. Słowo intronizacja jest ściśle związane z pojęciem Serce; Serce która oznacza Osobę Jezusa spostrzeganą przez Miłość, przez Serce”.

Źródło: idziemy.com.pl

Opublikowany w Jezus Król Polski, Kościół, Z prasy | Otagowane: , | Komentarzy: 174 »

Tysiące ludzi ucieka przed powodzią w Australii

Posted by Dzieckonmp w dniu 06/03/2012

Rejon północny okręgu Wagga zalana przez powódź 6 marca 2012 r.

Wolontariusze układają worki z piaskiem w Wagga  6 marca 2012 roku.

Powodzie w całej wschodniej Australii zmusiły ponad 13000 osób do ewakuacji ze swoich domów dzisiaj po rekordowo wysokich letnich deszczach które zalały trzy stany w ciągu ostatniego tygodnia.

W najbardziej dotkniętym stanie Nowej Południowej Walii, władze nakazały 8000 osób  opuszczenie swoich domów , gdyż   rozlewiska wody naruszyły 11-metrowe wały a domy w  głównej dzielnicy biznesowej w mieście Wagga zostały zalane.

Tysiące ludzi z rejonu Wagga zostało ewakuowanych  do tymczasowych schronów w lokalnych szkołach, a w centrum miasta, gdzie zamieszkuje około 60.000 ludzi, nie było nikogo dzisiaj. .

Wolontariusze napełniają worki z piaskiem

Zespół ratowników płynie zalaną drogą w Wagga  6 marca 2012.

Rząd wysłał wojsko do pomocy przy powodzi, powiedział również , że jest zbyt wcześnie, aby określić koszty zniszczeń jak również koszty wpływu na gospodarkę.

To jest niemożliwe do oszacowania strat ekonomicznych, aż do ustąpienia wód powodziowych, powiedziała premier Julia Gillard  dziennikarzom w Canberze.

Ale Premier Nowej Południowej Walii Barry O’Farrell  powiedział wcześniej że zniszczenia mogą być bardzo wysokie, sięgające  530 milionów dolarów .

Streszczenie z msnbc.com

Opublikowany w Apokalipsa, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , | Komentarzy: 78 »

Wolność, dyskryminacja, nietolerancja

Posted by Dzieckonmp w dniu 16/02/2012

Od 1000 lat polskość jest nierozerwalnie związana z religią chrześcijańską. Wiedzą o tym wrogowie Polski i Kościoła i od wieków usiłują rozerwać tą więź, w pierwszym rzędzie zwalczając religię. Ponieważ głównym wyznaniem w Polsce jest wyznanie katolickie, więc atak wrogów Kościoła i Polski skierowany jest zwłaszcza przeciw Kościołowi Katolickiemu.

Z Kościołem walczył Bismarck w okresie Kulturkampfu, szczególne na polskich ziemiach zaboru pruskiego. W wyniku tego nie obsadzone były tam parafie, zamknięte były seminaria duchowne, arcybiskup poznańsko-gnieździeński Mieczysław Ledóchowski był więziony.
Z Kościołem walczyli rosyjscy carowie, pod ich zaborem więzieni i wywożeni w głąb Rosji byli polscy biskupi, zamykano klasztory, zlikwidowany był kościół unicki, jego wyznawcy byli zmuszani do porzucenia swej wiary, a oporni byli mordowani, jak np. Błogosławieni Męczennicy Podlascy. Do jeszcze większego prześladowania Kościoła i religii doszło za Hitlera oraz za Stalina i jego następców. Pod ich rządami Niemcy i Rosjanie mordowali biskupów i księży, likwidowali naukę religii w szkołach, wywozili księży i zakonników do łagrów i obozów koncentracyjnych oraz na Sybir, wypędzali zakony z ich domów i zagrabiali ich mienie, a zakonnice i zakonników osadzali w obozach pracy.

Wydawało się, że po odzyskaniu niepodległości, skończy się dyskryminacja ludzi wierzących i ucisk religijny. Niestety, ludzie wcześniej będący na  usługach nieludzkiej ideologii okupantów kontynuowali walkę z Kościołem i religią. Jeszcze w latach 1989-1990 mordowani byli księża przez „nieznanych sprawców”, podobnie jak pod okupacją sowiecką
w latach 1944-1989. Od początku lat 90-ych, wrogie Kościołowi i religii media, zwłaszcza czasopisma, głosiły, że władzę w Polsce objął kler, a „rządy Czerwonych zostały zastąpione rządami Czarnych”. Drwiono, że wszelkie nominacje muszą być zatwierdzane przez Biskupów, a reżimowi satyrycy wystawiali głupawe skecze na ten temat. W walce z religią, jako pierwszy w tym czasie wsławił się nieżyjący już literat, ogłoszony „autorytetem moralnym” rządzących „elit”, konfident bezpieki TW „Miglanc”, „Mirek”, „Marek” (donoszący m.in. na własnych rodziców), który publicznie namawiał zespolik muzyczny do drwienia z pieśni religijnych. Równocześnie z bezpośrednią walką z religią, starano się podważyć jej podstawy etyczne. Od tego czasu nastąpił niesłychany napływ do Polski materiałów pornograficznych, co kłóciło się z polskim prawodawstwem. Niestety na pozwy przeciw temu, usłużni sędziowie twierdzili, że brak jest prawnej definicji pornografii i skargi oddalali. Równocześnie upowszechniano hasła, że szczęście dają jedynie seks i pieniądze.
W obawie przed lustracją, która by wykazała zdradę wielu przedstawicieli „elity” oraz w celu wywołania moralnego chaosu, głoszono też tezy o potrzebie „przebaczenia” konfidentom okupacyjnych służb specjalnych oraz o równym cierpieniu tak donosiciela, jak i jego ofiary.

Ta demoralizacja, zwłaszcza prowadzona wśród młodzieży, doprowadziła do obecnej sytuacji: zaniku systemów wartości oraz wszelkich autorytetów i postaw prospołecznych, rozbicia rodziny, narkomanii znacznej części młodzieży, konieczności zatrudniania ochroniarzy w szkołach, mordów dokonywanych przez nastolatków i innych znanych faktów. Równocześnie wielu młodych ludzi z takich kręgów, ulęgając manipulacji, dokonywała też aktów bezczeszczenia symboli religijnych, m.in. na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Rozzuchwaleni podatnością wielu środowisk na propagandę antykościelną i brakiem zdecydowanej reakcji środowisk katolickich, wrogowie Kościoła zażądali usunięcia krzyża
z przestrzeni publicznej. W jednej z wielkich instytucji zakazano pracownikom noszenia symboli religijnych (chrześcijańskich rzecz jasna!), z czego pod naciskiem opinii publicznej oficjalnie się wycofano (czym martwią się wrogie religii media), ale zgodnie z intencją, zakaz ten funkcjonuje w świadomości pracowników.

Wrogowie Kościoła i religii, by zapanować nad umysłami Polaków, chcą mieć absolutny monopol na informacje, tak jak w systemach totalitarnych. Boją się niezależnych, wolnych mediów głoszących Prawdę, zwłaszcza w dziedzinie religii i związków Kościoła z Polską. Stąd pomysły na ograniczenie wolności w Internecie pod pretekstami „szerzenia nienawiści”, czy „wulgaryzmów”. Stąd też, arbitralne i nieuzasadnione odmówienie miejsca na platformie cyfrowej jedynej w Polsce katolickiej Telewizji Trwam. Przeciw tej dyskryminacji ludzi wierzących i pogwałceniu prawa do wolności słowa, protestują stowarzyszenia społeczne, organizacje polonijne, Episkopat, samorządy (m.in. Sejmik Dolnośląski, gdzie za protestem głosowali radni zarówno PiS, jak i PO oraz prawie wszystkich innych partii) i osoby prywatne. Podpisy pod protestem do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji złożyło już ponad 1.400 (15 luty 2012) tysięcy osób. („Nasz Dziennik” z tego dnia) i ilość ich dalej rośnie. Jest to liczba znaczna, ale wydawałoby się, że katolików w Polsce jest więcej?!. Na co czekają pozostali ? A to nie jest sprawa błaha, to nie są sprawy partii politycznych, tu ważą się losy przyszłego ideowego kształtu Polski! I dotyczy to wszystkich katolików, którzy traktują sprawy religii poważnie, niezależnie od swych sympatii politycznych !

Konieczne jest zbadanie przez Najwyższą Izbę Kontroli kryteriów i przebiegu procesu koncesyjnego oraz  podstaw decyzji Krajowej Rady. Z takim wnioskiem może wystąpić do Sejmu Rzecznik Praw Obywatelskich, który ma chronić prawa wszystkich obywateli do równego traktowania, bez względu na wyznawaną religię. Dlatego wydaje się słusznym kierowanie do tegoż Rzecznika protestów w sprawie dyskryminowania ludzi wierzących, którym odbiera się prawo do własnej katolickiej telewizji, z prośbą o dogłębne zbadanie sprawy przez niezależną, kompetentną instancję. Od naszej aktywności ludzi wierzących zależy bardzo wiele i my ponosimy za to odpowiedzialność.

Protesty należy kierować na adres:

Prof. dr hab. Irena Lipowicz, Rzecznik Praw Obywatelskich, Al. Solidarności 77, 00-090 Warszawa. Pismo musi zawierać imię, nazwisko i adres nadawcy. Można też wysłać je pocztą elektroniczną e-mail: biurorzecznika@brpo.gov.pl Istnieje także możliwość automatycznego jej wysłania na formularzu zamieszczonym na stronie Rzecznika – po otwarciu strony trzeba kliknąć na „kontakt”, potem na „w formie elektronicznej” – otworzy się formularz, który po wypełnieniu wysyła się po kliknięciu na „wyślij”.

Przykładowy tekst protestu:

Szanowna Pani Profesor.

Zdaję sobie sprawę, że Pani, jako rzecznik Praw Obywatelskich stoi na straży swobód obywatelskich i reaguje na wszelkie przypadki łamania tych swobód oraz na objawy nietolerancji i dyskryminacji. Ponieważ czuję się ofiarą nietolerancji z racji wyznanej religii, zwracam się do Pani z prośbą o interwencję. Objawem tej rażącej dyskryminacji jest nie przyznanie miejsca na platformie cyfrowej jedynej w Polsce katolickiej telewizji Trwam. Arbitralna decyzja w tej sprawie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji została podjęta
w oparciu o kryteria, nie znajdujące podstawy w przepisach prawnych oraz w sposób budzący zastrzeżenia co do przejrzystości procedury i obiektywności w ocenie złożonych wniosków. W związku z tym zwracam się do Pani Profesor z uprzejmą prośbą o wystąpienie
z wnioskiem do Sejmu RP o dokonanie szybkiej i dogłębnej kontroli procesu koncesyjnego Krajowej Rady przez niezależną, kompetentną instytucję, jaką jest Najwyższa Izba Kontroli.

Z wyrazami szacunku

podpis

 

Podobnie, jak w przypadku składania podpisów pod protestem skierowanym do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, tak w przypadku wystąpienia do Rzecznika Praw Obywatelskich katolicy powinni wykazać się stanowczością w obronie swoich praw obywatelskich.

WARSZAWA: MARSZ W OBRONIE WOLNYCH MEDIÓW I TELEWIZJI TRWAM

Marsz w obronie wolnych mediów – Warszawa, sobota 18.02.2012 r.,  start: przed Sejmem RP o godz. 13.00.

Walka o TV Trwam to walka o niepodległe media i wolność słowa

PRZYJDŹ !!!

Polska przez wieki była przykładem tolerancji i wolności. Była ostoją i przedmurzem chrześcijaństwa w naszej części Europy. Naród Polski dzięki wierze w Boga i dążeniu do wolności przetrwał czasy  rozbiorów. Przetrwaliśmy czas wojny i przeszło 40 letni okres sowieckiej okupacji, gdzie prawa człowieka i wolność słowa były zdeptane przez zarządzających Polską komunistycznych kolaborantów.

W 1989 r. wydawało nam się, że odzyskaliśmy wolność. Niestety, Polskę znów jak kawał sukna podzielili pomiędzy siebie dawni komuniści wraz z ich służbami oraz przychylni im działacze tzw. opozycji. Media zostały opanowane w zdecydowanej większości przez dawny komunistyczny aparat i zaczęły kreować ich własną „rzeczywistość”. Natomiast wszelkie wartości chrześcijańskie, patriotyczne i narodowe były coraz bardziej marginalizowane, a w końcu otwarcie zwalczane. Od czasu objęcia rządów w 2007r, przez Tuska i Platformę Obywatelską mamy już do czynienia nie tylko z działaniami przeciw opozycji politycznej i wolności mediów, ale przede wszystkim przeciwko Polskiej Racji Stanu.

Punktem zwrotnym w tej antypolskiej polityce stał się Smoleńsk. Wraz ze śmiercią Prezydenta Lecha Kaczyńskiego skończyła się suwerenna Polska. Zarządzający obecnie Polską nie tylko prowadzą naszą Ojczyznę do upadku, ale realizują politykę sprzeczną z interesem Polski i Polaków. Jedyną bronią, na szerzoną propagandę zwalczającą polskość, naszą tożsamość narodową i patriotyzm, są WOLNE MEDIA.  Jedyną bronią na uświadomienie Polakom, że żyją we wszechogarniającym kłamstwie, są WOLNE MEDIA.  Mamy do czynienia z otwartą wojną kłamstwa przeciw prawdzie, zła przeciw dobru, lewactwa przeciw katolikom.

W ostatnim czasie symbolem walki o wolne media stała się katolicka telewizja TRWAM. Rząd Donalda Tuska, rękoma KRRiT, nie chce przydzielić miejsca na multipleksie dla TV Trwam na nadawanie programu w systemie naziemnym, by uniemożliwić przekazywanie prawdy i wartości religijnych Polakom. Katolicka TV Trwam oraz Radio Maryja są jedynymi w Polsce, poza internetem, elektronicznymi mediami, które mogą dotrzeć do wszystkich Polaków. Z tych to właśnie mediów, oprócz ich katolickiego przesłania, możemy się dowiedzieć prawdy o tym, co się dzieje w naszej Ojczyźnie. Rządząca dyktatura chce zabić prawdę, bo ONI BOJĄ SIE PRAWDY!!

Bo co będzie, jeżeli Polacy dowiedzą się, że tzw. katastrofa w Smoleńsku mogła być precyzyjnie zaplanowana? Co będzie, jeżeli wyjdą na jaw wszelkie afery, manipulacje, oraz zdrada interesów Państwa i Narodu? Zadaniem wszystkich niezależnych mediów jest obrona prawdy i obrona suwerenności Polski. Jesteśmy to winni milionom Polaków, którzy ginęli za Boga, Honor i Ojczyznę, począwszy od rycerzy Mieszka, po Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Jeżeli teraz nie staniemy w obronie TV Trwam, to przegramy nie tylko wolność słowa, ale i naszą wolność!!  Musimy walczyć do skutku!! Później byłoby tylko kwestią czasu, by odebrali prawa do nadawania Radiu Maryja, a następnie wolność w internecie i ostatnim bastionom niezależnej prasy.

Zwracamy się, wobec tej groźnej sytuacji, do wszystkich Polaków, organizacji społecznych i partii politycznych, dla których wolność Ojczyzny i wolnego w Niej słowa jest sprawą najwyższej wagi, o udział w manifestacji i Marszu w Obronie Wolności Mediów.

Pamiętajmy – walcząc o TV Trwam, walczymy o swoją wolność i wolność Ojczyzny.

Apelujemy o liczny udział w manifestacji w sobotę 18.02.2012

Rozpoczniemy ją przed Sejmem RP o godz. 13.00. Spod Sejmu wyruszymy Alejami Jerozolimskimi, Marszałkowską, Królewską na Krakowskie Przedmieście  pod Pałac Prezydencki, gdzie odbędzie się główna część manifestacji wraz z modlitwą o Wolną Ojczyznę. Pokażmy, że Polska to nie jest „nienormalność”, a „mohery” to dumni obrońcy Krzyża i wolności. Zademonstrujmy swoją Polskość, a nie „europejskość”, biało-czerwonymi barwami.

Tam będzie Polska!

Zapraszają organizatorzy Marszu:

Stowarzyszenie Solidarni 2010

Poznański Klub Gazety Polskiej

Źródło: Solidarni2010.pl

——————————————————

A że władza PO walczy z Kościołem na wszystkich frontach wiemy nie od dziś. Wystarczy otworzyć tylko dzisiaj główną stronę fronda.pl i zobaczyć ile tematów dotyczących agresji na Kościół czy lekceważenia spraw Polski.

Prezydent pokazał klasę. Wybrał Walentynki zamiast hołdu AK

Prezydent Komorowski zapomniał o 70. rocznicy powstania Armii Krajowej, największej podziemnej armii w historii. Nie pojawił się na stołecznych uroczystościach przed Grobem Nieznanego Żołnierza, nie znalazł czasu, by oddać hołd bohaterom walki o niepodległość Polski – podaje portal wPolityce.pl

Całość tutaj

 

Środa wysyła Kolendę- Zaleską do Radia Maryja

Prof. Magdalena Środa wzięła się za krytykę dziennikarzy piszących w „Gazecie Wyborczej”. Okazuje się, że Katarzyna Kolenda – Zaleska, która skrytykowała Marię Czubaszek „wyszła z roli dziennikarki”. Jak rozumiem dziennikarzami są tylko ci, którzy popierają legalizację zabijania dzieci nienarodzonych.

Całość tutaj

 

Łoziński: Żaden rząd w wolnej od dwudziestu lat Polsce nie traktował tak obcesowo Kościoła jak Donald Tusk

Przedstawiciel rządu po raz pierwszy oficjalnie przyznał, że likwidacja funduszu finansującego składki ubezpieczeniowe duchownych może się odbyć bez zawarcia umowy z Kościołem. Unikając negocjacji gabinet Tuska naraziłby się jednak na najpoważniejszy od lat konflikt z biskupami. - Nie przypuszczam jednak, żeby rząd takie stanowisko zajął, dlatego że oznaczałoby to otwarty konflikt z Kościołem. Według analiz prawników tego typu zmiany wymagają obustronnego porozumienia – mówi portalowi Fronda.pl Bogumił Łoziński, publicysta “Gościa Niedzielnego”.

Całość tutaj

Niesiołowski bez kary za „biskupa krętacza”

Komisja etyki poselskiej zwróciła uwagę posłowi PO Stefanowi Niesiołowskiemu za wypowiedź pod adresem posłanki PiS Anny Fotygi – informuje PAP. Niesiołowski nie został natomiast ukarany za nazwanie abp. Michalika „krętaczem”, o co postulowała „Solidarna Polska”. Obejrzyj jedną z lepszych tyrad, jedynego w swoim rodzaju posła polskiego Sejmu!

Całość tutaj

PiS i SP chcą ukarania posła Platformy za obraźliwe wypowiedzi pod adresem o. Rydzyka

Poseł Paweł Olszewski, idąc za przykładem nieustannie twittującego ministra Radosława Sikorskiego, „ćwierknął” niewybredne uwagi na temat ojca Tadeusza Rydzyka. Ale prawdopodobnie nie ujdzie mu to na sucho, ponieważ, zarówno posłowie PiS, jak i Solidarna Polska, zażądali ukarania parlamentarzysty. – Uważam, że w tego typu sytuacjach nie można chować głowy w piasek i udawać, że nic się nie stało. To pewna próba eskalacji nienawiści, dzielenia Polaków, która przede wszystkim jest niezgodna z postawą etyczną parlamentarzysty, bo narusza godność innych osób – mówi portalowi Fronda.pl szef klubu parlamentarnego Solidarna Polska, Arkadiusz Mularczyk.

Całość tutaj

Terlikowski: PO, jak za Bieruta, chce okradać Kościół

PO zupełnie jasno pokazuje, że kościelnych hierarchów ma w głębokim poważaniu. W podobny miejscu znajduje się zresztą także szacunek tej, rzekomo liberalnej partii, do prawa własności. A powód tego lekceważenia jest dość oczywisty. Dzięki mocnemu atakowi na czarnych można zdobyć kilka punktów poparcia.

Całość tutaj

 

To tylko z jednego dnia i z jednego portalu info o tych zakrojonych na szeroką skalę atakach na Kościół.

Opublikowany w Apel, Kościół, Patriotyzm, Polityka, Prześladowanie Chrześcijan, Radio Maryja, Z prasy | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 30 »

Ks. Sowa: “Nie czuję się dyskryminowany decyzją w sprawie Telewizji Trwam”

Posted by Dzieckonmp w dniu 13/02/2012

Decyzji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w sprawie Telewizji Trwam nie można traktować jako antykatolickiej – mówi portalowi Fronda.pl ks. Kazimierz Sowa, szef Religia TV w rozmowie z Jarosławem Wróblewskim.

Nie dziwi księdza, że Telewizja Trwam nie znalazła się na Multipleksie? Podpisy w tej sprawie złożyło 1,2 miliona Polaków.

- Nie. To jest decyzja administracyjna KRRiTV. Nie można tego traktować jako antykatolickiej kampanii skierowanej przeciwko jakiemuś środowisku. Ale z drugiej strony, każdy ma prawo protestować. Zatem skoro ktoś wydał taką decyzję, można ja także oprotestować.

Nie bulwersuje księdza jednak taka, a nie inna decyzja KRRiTV? Trochę zbyt arogancka.

- Nie bulwersuje.

Ojciec Rydzyk uważa, że jeśli w taki sposób państwo traktuje swoich obywateli, to może nie należy płacić mu podatków.

Każdy ma prawo do wypowiadania swoich opinii, także w zakresie podatków. Trochę mnie dziwi, że ktoś kto tak chętnie wyciąga rękę po wsparcie również ze środków publicznych i nie uważa, że należy płacić podatki – bo powiedzmy sobie szczerze traktuje ten rząd jako swoisty „rząd okupacyjny”. Jeśli jest taka wizja państwa wg. o. Rydzyka to „Szczęść Boże”, tu się całkowicie rozmijamy.

Ojciec Rydzyk ma prawo czuć się dyskryminowany. Jego telewizja ma ugruntowane już miejsce w mediach, jest rozpoznawalna, opiniotwórcza. Można jej nie lubić, ale nie można jej tak lekceważyć. To było posunięcie czysto rynkowe KRRiTV? Nie było tutaj decyzji politycznej?

- Nie wiem czy to była decyzja czysto rynkowa? Wie pan ile było wniosków? Więcej niż miejsc i TV Trwam nie jest jedyną firmą, która go nie dostała. Dodajmy, że tu chodzi tylko o miejsce na pierwszym Multipleksie. Będą przecież kolejne decyzje przyznające kolejne miejsca. Dlatego nie przesadzajmy. Mnie zastanawia dlaczego o. Rydzyk dopiero teraz, choć rozstrzygnięcie zapadło kilka dobrych miesięcy temu, robi po pół roku z tego szum. Próbuje się to ustawić jako zamach na Telewizję Trwam. Tymczasem fakt nie umieszczenia sygnału na Multipleksie nie wyłącza sygnału TV Trwam na satelicie czy w sieciach kablowych. Tam nadal jest dostępna w takim samym zasięgu jak obecnie. Mam wrażenie, jakby ta sytuacja została sztucznie wymyślona. A przy okazji: czy pamięta pan katolicką niegdyś telewizję TV PULS? Wie pan ile miejsca jest dla niej zarezerwowane na pierwszym Multipleksie?

Nie wiem, ale wiem, że to, co emituje ta telewizja, pokazuje, że już dawno przestała być katolicka.

- Fakt, ale dziś Puls ma dwa miejsca, tak samo ma Polsat, tak samo ma TVN. Zapytałem o to trochę ironicznie, bo kiedy Puls przestawał być telewizja katolicką (dzięki zgodzie KRRiT kierowanej przez panią Kruk zresztą) nikt nie protestował, że ulega zeświecczeniu. No, przynajmniej ja sobie nie przypominam oświadczeń katolików świeckich, listów w parafiach nie mówiąc już o stanowisku Rady Stałej Episkopatu. A przypomnę właścicielem koncesji też był katolicki zakon. Nie róbmy zatem  tyle hałasu.

Ale czy konserwatywni katolicy nie mogą czuć się dyskryminowani w Polsce?

- Ja też jestem konserwatywnym katolikiem i nie czuję się dyskryminowany.

Ksiądz jest prorządowy, mówię o tych antyrządowych, nie utożsamiających się z jego działaniami.

- No tak, rozumiem, że wystarczy nie nawoływać do niepłacenia podatków, żeby być prorządowym. Jeszcze raz powtórzę w demokracji  można mieć różne zapatrywania,  powiem więcej: jak ktoś bardzo chce  to jest miejsce na media „pro” i „anty” rządowe.

Ale gdy te „anty” się jednak wyklucza z przestrzeni medialnej.

- Aktualnie na rynku telewizyjnym jest ok. 164 kanałów nadających w języku polskim. Tych mających miejsce na Multipleksie jest kilkanaście. Prawda jest taka, że z jednej strony nie wszyscy się tam pchali, bo to jednak dość kosztowna zabawa, ale też nie starczyło miejsca w pierwszym rzucie dla wszystkich.

A nie brakuje księdzu TV Trwam na tym Multipleksie?

- Nie oglądam tej telewizji. Tak jak nie oglądam kanałów z teledyskami, bajkami dla dzieci czy jeszcze setki innych.

I nie interesuje księdza co robi katolicka konkurencja telewizyjna?

- Nie. Jakoś udaje mi się rozumieć świat w którym żyję bez tego doświadczenia.

 Rozmawiał Jarosław Wróblewski

Źródło: Fronda.pl

Opublikowany w Kościół, Polityka, Radio Maryja, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , | Komentarzy: 113 »

„Dlaczego mnie atakują”.

Posted by Dzieckonmp w dniu 12/02/2012

Sandro Magister w Autobiografii Pontyfikatu (Rzym, 3 września 2010) zauważa, że odkąd Józef Ratzinger został wybrany na papieża, stał się celem nasilających się ataków z wewnątrz i zewnątrz Kościoła. Czy kieruje tym jakaś „niewidzialna ręka”? Oto jak patrzy na to i interpretuje sam Papież

 

W lecie 2010 wydadano dwie książki, w USA i we Włoszech, które analizują bezlitosne ataki na Benedykta XVI z różnych stron, od początku jego pontyfikatu z nasileniem, które osiągnęło swój szczyt w obecnym roku. Książka napisana przez Gregory Erlandson i Matthew Bunson, wydana przez wydawnictwo katolickie i szeroko czytana w Stanach Zjednoczonych, koncentruje się na skandalach i nadużyciach seksualnych kleru.

Książka wydana przez watykanistów, Paolo Rodan i Andrea Tornielli, rozważa liczne ataki skierowane przeciw działaniom i wypowiedziom Benedykta XVI: począwszy od wykładu w Regensburgu do pozwolenia na Mszę św. „trydencką”; od zniesienia ekskomuniki z biskupów, lefebvrystów do potępienia używania prezerwatyw w walce z AIDS; od zaproszenia Anglikanów do Kościoła Katolickiego aż do skandalu z pedofilią. Rodari i Tornielli odtwarzają w szczegółach każdy w tych przypadków, łącznie z nieznanymi wcześniej informacjami. Wnioskują oni, że można wyróżnić trzy rodzaje wrogów:

1) Główny i pierwszy wróg wywodzi się w zewnątrz: są to krążące opinie i ośrodki wrogo nastawione do Kościoła i papieża;
2) Drugim wrogiem są katolicy, łącznie z niektórymi księżmi i biskupami, którzy postrzegają Benedykta XVI jako przeszkodę w realizowaniu swojego projektu „modernistycznej” reformy Kościoła;
3) Trzeci rodzaj wroga stanowią oficjałowie Kurii Watykańskiej, którzy zamiast wspierać Papieża, godzą w niego przez swoją nieudolność, ignorancję i nawet opozycję.

Nie wydaje się, aby te trzy fronty kierowane były przez tego samego generała, ale to nie oznacza, że nie można zastanawiać się i szukać jakiejś racji łączącej dla wyjaśnienia tak złośliwych i nieustannych ataków, skoncentrowanych w obecnego Papieża. Tym zajęli się Rodari i Tornelli w ostatnim rozdziale swojej publikacji, przytaczając opinie różnych analityków i komentatorów.

Nie mniej ważnym jest poznać, jak sam Benedykt XVI interpretuje ataki skierowane przeciwko niemu. W homilli wygłoszonej w czasie Mszy św. na zakończenie Roku Kapłańskiego, 11 czerwca 2010, Benedykt XVI także zwrócił się do „wrogów”: „Można było oczekiwać, że nowe promieniowanie kapłaństwa nie spodoba się ‘wrogowi’; wolałby, żeby ono zanikało, tak aby Boga ostatecznie usunąć ze świata. Tak się też stało, że w tym właśnie roku radości z sakramentu kapłaństwa wyszły na jaw grzechy kapłanów, szczególnie nadużycia wobec nieletnich, u których kapłaństwo, mające ukazywać dobroć Bożą w stosunku do nich, obróciło się przeciwko nim.”

Na początku swojej podróży do Fatimy, 11 kwietnia 2010, Papież mówi: „Ataki przeciw Papieżowi i Kościołowi pochodzą nie tylko z zewnątrz. [...] Największe prześladowanie Kościoła pochodzi nie od nieprzyjaciół z zewnątrz, ale wywodzi się z grzechu wewnątrz Kościoła, stąd też Kościół potrzebuje głębokiej odnowy pokuty, by uzyskać oczyszczenie.”

Można zatem intuicyjnie wywnioskować, że dla Benedykta XVI nawet okropny rok 2010 jest dany jako rok łaski, tak jak poprzednie lata, też najeżone atakami na Kościół i Papieża. Dla niego wszystko łączy się razem. Udręka spowodowana przez grzech wskazuje, że ludzkość potrzebuje zbawienia. Zbawienie zaś przychodzi tylko od Boga i jest ofiarowywane w Kościele poprzez sakramenty sprawowane przez kapłanów. W związku z tym – wyjaśnia Papież – odrzucenie Boga łączy się tak często z atakami na kapłaństwo i na celibat, który go na zewnątrz wyróżnia.

W wigilię zakończenia Roku Kapłańskiego, 10 czerwca 2010, Benedykt XVI powiedział, że celibat jest antycypacją „świata zmartwychwstania”, jest znakiem, „że Bóg istnieje i jest ważny w moim życiu i, że mogę oprzeć swoje życie na Chrystusie, w przyszłym życiu.” Dlatego – kontynuuje Papież – celibat „jest wielkim skandalem”, nie tylko w obecnym świecie, „w którym Bóg się nie liczy, ale też dla chrześcijaństwa, w którym już nie rozważa się Boga w przyszłości, ale wydaje się wystarczającym teraz, w tym świecie.”

Papież Józef Ratzinger wciąż powtarza, że „uczynienie Boga obecnym w tym świecie” jest priorytetem jego pontyfikatu, szczególnie w godnym wspomnienia liście skierowanym do biskupów całego świata, wydanym 10 marca 2009. Łączenie zagadnienia Boga z kapłaństwem i celibatem nie jest przypadkowe, Benedykt XVI świadomie i nieustannie do tego wraca.

Na przykład, pod koniec roku 2006, oceniając swoją podróż do Niemiec, która odbiła się echem w związku w wykładem w Regensburgu, podkreśliwszy, że „ogromnym problemem Zachodu jest zapominanie o Bogu”, Papież mówi dalej, że „centralnym zadaniem kapłaństwa jest sprowadzić Boga do ludzi”. Jednakże kapłan jest zdolny to uczynić tylko wtedy, jeśli sam przyjdzie od Boga, jeśli “żyje z Bogiem i w Bogu”, a celibat jest znakiem jego całkowitego oddania. „Nasz świat stał się całkowicie pozytywistycznym. Bóg jawi się w nim co najwyżej jako hipoteza, nie jako konkretna rzeczywistość, dlatego potrzeba, aby znalazł się on w Bogu w sposób najbardziej konkretny i radykalny, potrzebuje świadka o Bogu, który jest zdecydowany przedstawić Boga jako środowisko, w którym znajdzie się własne istnienie.”

Nic więc dziwnego, że tuż przed wyborem na papieża, Ratzinger wzywał do reformy Kościoła, którą należałoby zacząć od oczyszczenia sług Bożych z nieprawości.Nie dziwi też to, że Papież postanowił i ogłosił Rok dla Kapłanów zamierzając poprowadzić ich do życia w świętości. Nie można się zatem dziwić, że liturgia znalazła się w centrum jego pontyfikatu. Kapłan żyje dla liturgii. To kapłana Bóg uzdolnił zastawić ludziom Boży stół, aby dać im swoje Ciało i Krew i ofiarować im “najcenniejszy dar swojej prawdziwej obecności.”

Zezwolenie na powrót do starożytnego rytu Mszy św., cofnięcie ekskomuniki biskupom lefebvrystom, otwarcie się na wspólnoty anglikańskie najbardziej przywiązane do tradycji: to wszystko jest częścią tego samego planu, dlatego stały się szybko obiektem ataków.

Oto przedziwna przejrzystość wizji, która łączy ataki przeciwko obecnemu pontyfikatowi, jakby działała w tym jakaś „niewidzialna ręka”, ukryta za poszczególnymi działaczami; ręka i umysł, który przeniknął podstawowy plan Benedykta XVI i dlatego czyni wszystko, co może, aby się temu przeciwstawić. Ewangelia św. Marka kryje w sobie „mesjański sekret”, który towarzyszy życiu Jezusa i jest zakryty przed Jego własnymi uczniami, ale nie przed „nieprzyjacielem”. Diabeł jest tym, który od razu rozpoznał Jezusa jako zbawczego Mesjasza i krzyczy na Jego widok.

Paradoks dzisiejszych ataków na Kościół tkwi dokładnie w tym, że, gdy one usiłują pozbawić Kościół siły i zmusić do milczenia, ujawniają jego istotę, która polega na tym, iż jest on miejscem Boga, który przebacza. Benedykta XVI można by przyrównać do „Doktora Serafickiego”, czyli do św. Bonawentury z Bagnoregio, który był jednym z pierwszych następców św. Franciszka w zarządzaniu zakonem przez niego założonym, w sposobie, jakim prowadzi Kościół przez burzę. W katechezie wygłoszonej 10 marca 2010, poświęconej temu Świętemu, którym obszernie zajmował się jako młody teolog, Papież Ratzinger też wspomniał o jego pojmowaniu „nieprzyjaciół” wewnątrz Kościoła.

Tym, którzy, niezadowoleni, domagają się radykalnego przeobrażenia Kościoła,  nowego ducha chrześcijańskiego, tworzonego na nagiej Ewangelii bez jakiejkolwiek hierarchii, przykazań czy dogmatów, Benedykt XVI zaznacza, że mały krok dzieli tego rodzaju spiritualizm od anarchii. Kościół „jest zawsze Kościołem grzeszników i zawsze miejscem łaski” , rozwija się i przekształca, ale zawsze w łączności z tradycją. Tym, którzy tworzą reformę Kościoła na bazie zupełnie nowych struktur i porządku oraz z nowymi rządcami, Papież przypomina, że „rządzenie nie polega na aktywności, ale przede wszystkim na myśleniu i modlitwie”, co oznacza: „kierując i pouczając dusze, prowadzić je do Chrystusa”. Ataki skoncentrowane na Papieżu Benedykcie, są dla niego dowodem, że to, co proponuje on dzisiaj ludziom, jest wielkim wezwaniem, nawet wobec niewierzących, a mianowicie: „aby żyć tak jakby Bóg istniał”.

Tłumaczył z angielskiego o. Leszek Balczewski SI

Źródło: ksadam.wordpress.com

Opublikowany w Kościół, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , , | Komentarzy: 51 »

KULISY przygotowania TRZECIEGO ZAMACHU w 1983 roku, na ŻYCIE PAPIEŻA JANA PAWŁA II

Posted by Dzieckonmp w dniu 22/01/2012

Jeszcze Acta nie weszło w życie  wiec publikuję treść do przemyślenia bo sam nie wiem co o tym sądzić.

KULISY przygotowania TRZECIEGO ZAMACHU w 1983 roku, na ŻYCIE PAPIEŻA JANA PAWŁA II, podczas pielgrzymki do Polski w czasie „Stanu Wojennego”, na 600-lecie obrazu Matki Boskiej w Częstochowie.

Oparte na informacji, przekazanej papieżowi podczas wizyty w Watykanie, przez Przewodniczącego Rady Najwyższej ZSSR. Anatolia Gorbowa. Wskazując na odlaną w brązie statuetkę spracowanego robotnika, dar od „Solidarności” Huty Warszawa, nafaszerowaną czeskim plastikiem „Semtexem”.

W drugą informacje będzie trudno uwierzyć, bo pochodzi z nieba. W 1935 roku lipiec, 12, objawia się Matka Boża Maryja, dziewczynce pilnującej pasącego się bydła na łąkach wsi Przygody, parafia Suchożebry, powiat Siedlce. Objawienia trwały do 1943 rok, lipca, 19, przez, 8 lat. Dotychczas nie chcą księża biskupi piastujący urząd w diecezji siedleckiej, uznać prawdziwość tych objawień. Wizjonerką na początku była 11 letnia dziewczynka Helena Parapura. Mnie Wandę Stańską, w 1935 roku, sierpień, 26, wzięła mnie moja mama na te objawienia, na łąkach wsi Przygody, miałam wtedy 10 lat. Jak się rozpoczęło objawienie – rozmowa nieba z dziewczynką na ziemi. Ja nieświadoma tego, że jestem wezwana przez Matkę Bożą Maryję, biegnę przeskakując przez nogi klęcznych ludzi i nie znając miejsca gdzie klęczy wizjonerka klękam przy niej, po prawej stronie, i patrzę w górę, gdzie ma zwrócone oczy wizjonerka. Trwa rozmowa, której nie słychać, tylko poruszenie ust dziewczynki, bez głosu. Do dziewczynki klęczącej i trzymającej złożone ręce na dotyk, podchodzi dwóch młodych silnych mężczyzn, mają za zadanie od ks. proboszcza Dragana, spróbować rozdzielić złożone ręce na dotyk wizjonerki. Chwytają, każdy za rękę i opierając się mocno nogami o ziemię, ciągną każdy za jedną rękę do siebie, wizjonerka ani nie drgnęła. Dwóch młodych silnych mężczyzn nie dali rady rozdzielić rąk wizjonerki, machnęli tylko swymi rękami i odeszli. Gdy skończyło się objawienie, moje oczy zostały skierowane gdzie klęczała moja mama. Pobiegłam do niej, mama nie wiedziała, że mnie przy niej nie ma, wróciliśmy z mama do domu. A następnego dnia znów poszłam pilnować pasącego się bydła, też byłam pastuszką. Rodzice na wsi, posyłali swe dzieci do lżejszych prac, na polu i przy zwierzętach w gospodarstwie.

Wtedy nie wiedziałam, że Matka Boża Maryja posłuży się mną, aby ratować Kościół – życie papieża Jana Pawła II i żeby była Polska Niepodległa.
W 2003 roku, luty, 27, otrzymuje od Matki Bożej Maryi, polecenie informowania „Rządy państw, o zagrożeniu skutkami Apokalipsy, które dotkną świat”, jeżeli ludzkość nie powróci do wiary w Boga Ojca i Jego Syna Jezusa Chrystusa. Ludzkość dotkną potworne kary, przekazane w „Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej” wydanej 1995 roku, w Polsce. W książce Pt „Przepowiednie dla świata”, pod nazwą „FATIMA 1917”. Wydawcą był Stefan Budzyński, który na polecenie papieża Jana Pawła II, wydał w Polsce „Trzecia Tajemnice Fatimską”. Poprzedni papieże nie chcieli ogłosić treści orędzi fatimskich całemu światu, z powodu potwornych kar przekazanych w orędziach – nazywanych „Trzecią Tajemnicą Fatimską”.

Dnia 25 marca 1983 roku, będąc na wieczornym nabożeństwie w Kościele, przy ulicy Rakowieckiej i Chodkiewicza o godz. 19, w święto Zwiastowania Pańskiego pozostaje w Kościele, po Mszy św., aby pomodlić się przy trumnie św. Andrzeja Boboli, stojącej pod ołtarzem. Prosząc Go, o dalszą opiekę nad moim synem, podczas „Stanu wojennego”, należał do „Solidarności”. W czasie modlitwy, słyszę człapiące kroki, myślałam, że zakonnik idzie zamknąć Kościół. Chce wstać, ale ręka idącego z tyłu zakonnika nie pozwala mi powstać, uciska prawe ramię. Zerknęłam na swoje ramię i widzę, że na ręce jest rękawiczka osłaniająca dłoń. Takie rękawiczki nosił podziwiany przez mnie zakonnik Pedro Pio, stygmatyk z Włoch. Przypomniałam sobie że Pedro Pio zmarł w 1968 roku. Mam spotkanie, z duszą zmarłego na ziemi Pedro Pio.
Czekam, mówi do mnie Pedro Pio, „Że przysyła Go do mnie Matka Boża Maryja. Konieczna jest modlitwa, bo na papieża Jana Pawła II, został wydany po raz trzeci wyrok śmierci, przez Jurija Andropowa, który zagraża Kościołowi i odzyskanie Niepodległości przez Polskę. Należy modlić się przez cały rok – 365 dni, mówi Pedro Pio, oddając swoje życie Wandy Stańskiej-Prószyńskiej Panu Bogu i prosząc o śmierć dla Jurij Andropowa, bo zagraża Kościołowi i Polsce”. Wyraziłam zgodę, przypomniała mi się obietnica, przekazana przez Matkę Bożą Maryję podczas objawień na Przygodach, że Polska odzyska Nieodległość bez rozlewu krwi. Pomyślałam „Kat węgierski” zasłużył na wcześniejszą śmierć, wydając wyrok śmierci na papieża, podczas pielgrzymki do Polski.
Pedro Pio powiedział, że Andropow posiada jasnowidza, który wskazuje miejsce ukrycia ludzi, którzy narazili się Andropowi. Andropow posyła swego człowieka, do miejsca gdzie ukrywają się ludzie, którzy narazili się Andropowi, aby ich zabił, a udało im się wcześniej uniknąć śmierci.
Poprosiłam Pedro Pio, żeby moje dzieci opuścili Polskę, a ja będę się modlić, nic nie mówiąc mężowi. Poprosiłam Pedro Pio o opiekę, abym mogła wykonać polecenie Matki Bożej Maryi i modlić się przez 365 dni, oddając swoje życie Panu Bogu i prosić o śmierć dla Jurija Andropowa.
Modlitwa moja trwała od wieczora 25 marca 1983 roku, do wieczora 08 lutego 1984 roku.

Rano dnia 09 lutego 1984 roku, zobaczyłam głowę zmarłego Jurij Andropowa w oknie mego balkonu. Był zapuchnięty i nie ogolony.
Przepraszam, radość moja tak była wielka, że „KAT” ludności węgierskiej nie żyje. Wiadomości w telewizji potwierdziły śmieć Przewodniczącego Rady Najwyższej ZSSR i KGB, Jurija Andropowa. „Solidarność”, mogła już żądać praw utworzenia związku, nie groziła im śmierć jak na Węgrzech.
Pokazany był w telewizji skok przez płot Lecha Wałęsy, byłego agenta SB, który miał przekazywać wszystko co dzieje się w stoczni. Matka Boża Maryja i nim się posłużyła, w rokowaniach z Rządem w sprawie utworzenia wolnych „Związków”, a potem Polska odzyskała Niepodległość.
Gdyby Jurij Andropow jeszcze żył, nie miał by możliwości przeżyć Lech Wałęsa, za sprzeniewierzenie się SB, nie byłoby papieża Jana Pawła II, a z nim była związana sprawa odzyskania Niepodległości Polski i innych państw.
Prawdopodobnie gen. Wojciech Jaruzelski i gen M Kiszczak obawiali się wielkich rozruchów i dla tego wprowadzili „Stan wojenny w Polsce”, aby uniemożliwić wymordowania dużej ilości ludności w Polsce, szczególnie należących do „SOLIDARNOŚCI”.

W książce wydanej przez ROK Corporation w Warszawie w 1999 roku Pt. „ZABIĆ TEGO POLAKA”, autor nie podał swego nazwiska, w obawie o swe życie. Prawdopodobnie mógł mieć informacje o tym wydarzeniu, od wysoko postawionych w partii pracowników KGB i SB w Polsce. Mógł sam pracować w wywiadzie i miał dostęp do niektórych dokumentów, lub przekazał mu papież, informacje przekazane podczas Jego rozmowy z Gorbaczowem w czasie Jego dwu krotnej wizyty w Watykanie. Z treścią książki „Zabić tego Polaka”, zapoznałam się przez przypadek, po wielu latach rozmawiając z koleżanką o zamachach na życie papieża Jana Pawła II, powiedziała mi, że czytała o tym zamachu w książce „Zabić tego Polaka”, będąc w Paryżu.

W Moskwie po śmierci Przewodniczącego Rady Najwyższej ZSSR i KGB Leonida Ilicza Breżniewa w 1982 roku, zostaje powołany na to stanowisko Jurij Władimirowicz Andropow, poprzednio przewodniczący KGB, w Moskwie.

Do Przewodniczącego Rady Najwyższej ZSSR i KGB Jurija Władimirowicza Andropowa, dotarła nadesłana informacja z Polski od rezydenta KGB w Polsce, gen. Jewlenki, że po rozmowie z kardynałem Józefem Glempem, gen. Wojciech Jaruzelski postanowił wypuścić z więzienia Lecha Wałęsę, mimo istniejącego w Polsce „Stanu wojennego” i wysłać do papieża Jana Pawła II, zaproszenie na pielgrzymkę do Polski w 1983 roku. Ta wiadomość bardzo wzburzyła Andropowa, nienawidził „Namiestnika” (czyli Jana Pawła II), jako największego wroga komunizmu.

Po namyśle uznał, że nadarza się sposobność po raz trzeci dokonać zamachu na życie „Namiestnika” w Polsce, po poprzednich nie udanych na niego zamachach. W tym celu Andropow polecił dyrektorowi tajnego XVI Samodzielnego Zarządu KGB „Michałowi”, wezwać do Moskwy najlepszego agenta na zachodzie Europy, Josipa Małkowa, posługującego się
paszportem na nazwisko Joseph Mallory. „Michałow” dyrektor tajnego XVI Samodzielnego Zarządu KGB w Moskwie, oświadczył po przybyciu do niego Josipa Małkowa, że ma dla niego zadanie zapoznania się z aktami „Namiestnika”. Na których już dwukrotnie „Połamaliśmy sobie zęby”. Po zapoznaniu się z dokumentami, tak polecił Andropow, masz wybrać miejsce i czas wykonania wyroku śmierci „Namiestnika”. – Nie musisz się martwić Małkow, o żadne środki, Tylko w razie jakiegoś niepowodzenia, jesteście zdani sami na siebie, nikt wam nie może pomóc -. W pokoju obok wskazał „Michaił” Małkowi, są przygotowane akta „Namiestnika”, zapoznaj się z nimi i przeanalizuj przyczynę niepowodzeń. Jutro odlatujecie do Londynu. Wiadomość o tym co uznasz za słuszne zrobić, prześlij normalnym kanałem. Na pożegnanie „Michaiła” pomyślał Małkow – „Do trzech razy sztuka”.

Po przeanalizowania poprzednich niepowodzeń związanych z zamachem na życie „Namiestnika”, Małkow uznał, że Polacy sami powinni zabić papieża Jana Pawła II i taką wiadomość przesłał do „Michaiła”, a on przekazał Andropowi.
Jurij Władimir Andropow zaprosił na naradę do swej daczy pod Moskwą (jak podaje autor książki), przedstawiciela Sił Zbrojnych ZSSR marszałka gen, Ustinowa, przedstawiciela Sił Bezpieczeństwa Wewnętrznego gen. Wasila Federczuka i najmłodszego członka Biura Politycznego Anatola Gorbowa (Gorbaczowa).

Jedną z przyczyn wezwania na obecne spotkane (jak podaje autor książki „Zabić Tego Polaka”), była informacja z wywiadu o uzbrojeniu NATO w nowe rakiety „Persning”, a także nowy system antyrakietowy w USA, nazwany „Gwiezdne wojny”. System ten przy pomocy umieszczonych na satelicie okołoziemskim „LASEROW”, uniemożliwia atak rakietowy ze strony Związku Radzieckiego na Stany Zjednoczone Ameryki Północnej.
Drugą przyczyną jest rozwój wypadków w Polsce, mimo aresztowania całej góry „Solidarności” i ogłoszenia „Stanu wojennego”. Gen. Wojciech Jaruzelski po rozmowie z kardynałem Józefem Glempem, zgodził się wypuścić z więzienia Lecha Wałęsę i zaprosić na pielgrzymkę do Polski papieża Jana Pawła II, w czerwcu 1983 roku.
Dlatego Was wezwałem mówi Jurij Andropow, gdyż musimy przygotować
odpowiednie powitanie „Papieża” w Polsce. „Mokre dzieło”- powiedział Anatol Gorbow, po wpadce Bułgarów. Cały świat przypuszczał nasz udział w zamachu, na papieża Jana Pawła II? – zapytał Gorbow Andropowa.
Andropow odrzekł – przecież to największy wróg komunizmu, jakiego dziś mamy na świecie. Zacofany klecha, wyniesiony niewiarygodnym przypadkiem na dożywotnią funkcję pierwszego przeciwnika komunizmu. On ośmielił się publicznie powiedzieć, że marzy o odprawieniu Mszy św. na placu Czerwonym w Moskwie. W tej sytuacji, nie my go zabijemy ale Polacy – powiedział Andropow.- Tyko się nie pytaj Anatol, ile on ma dywizji? Ma dywizje, które prowadzą krecią robotę: wredną robotę. Kraje jak: Litwa, Łotwa, Ukraina, Czechosłowacja, Węgry i Polska, oni wszyscy myślą, że on im pomoże. Jeśli zostanie zabity, to przyjdzie nowy papież z Włoch, nie będą mieli wsparcia od niego – powiedział Andropow. Więc jak konkretnie chcecie zorganizować to, towarzyszu sekretarzu? – zapytał marszałek gen. Ustinów. Andropow odpowiedział – proponuje przekazanie sprawy naszym przyjaciołom w Polsce, – tak radził Josip Małkow po zapoznaniu się ze sprawą Bułgarów, ale nie na piśmie.- Niech oni sami zabiją swego „Polaka” – powiedział Andropow – nie przekażemy to gen. Kiszczakowi, ponieważ mamy w rządzie swojego człowieka, jemu przekażemy wykonanie tego w Polsce. Jest on na stanowisku sekretarza , w Polskim Biurze Politycznym, ostatnio nie ufają mu gen. Jaruzelski i gen. Kiszczak. Podpisał on w czasie zakończenia wojny co trzeba, a nie chce, żeby to zostało ujawnione, więc zrobi co mu każemy. Możemy mu ufać! – powiedział Andropow (podaje autor książki).

Został wezwany do Moskwy rezydent KGB w Polsce, gen. Jewlenko, przez Przewodniczącego KGB w Moskwie, Wasila Federczuka. Federczuk poinformował gen. Jewlenke o przyszłym awansie jaki otrzyma wkrótce, pod warunkiem wywiązania się z poleconego zadania, zabicia papieża Jana Pawła II, podczas pielgrzymki Jego do Polski. Poinformował gen. Jewlenke, że decyzja została podjęta przez najwyższe grono władzy ZSSR,- a może nawet przez samego Andropowa – powiedział gen. Fedorczuk. A on, gen. major Jewlenko musi wykonać, własną głową i własnym rękoma, to co zawalił wywiad bułgarski na placu św. Piotra w Watykanie. W dniu 13 maja 1981 roku. Propozycja jaką otrzymał od gen. Federczuka, że on gen. major Jewlenko, otrzyma własny gabinet na Łubiance, dodała mu skrzydeł, ale słowa, które powiedział gen. Fedorczuk „tylko się nie zbłaźnij, odpowiadasz własną głową”.

Po powrocie do Polski, gen. major Jewlenko wiedział, że musi użyć
sposobu, żeby zmusić dawnego konfidenta na terenie Lublina (zaufanego człowieka KGB w Moskwie, o którym w rozmowie wspomniał Andropow o pseudonimie „Kostia”) Bogusława Krajewskiego (był on na wysokim stanowisku w Biurze Politycznym KC PZPR w Warszawie) do wykonania powierzonego jemu Jewlence zadania: „Zabicia papieża Jana Pawła II w Polsce”
Gen. major Jewlenko umówił się telefonicznie z „Kostią” w Puszczy Kampinoskiej, żeby bez świadków mógł mu przekazać zadanie władz KGB w Moskwie: „Zabicie w Polsce podczas pielgrzymki, papieża Jana Pawła II”. Jednocześnie informuje „Kostę”, że to zabicie ma być zrzucone na gen. Jaruzelskiego i Kiszczaka, a także na niektórych ludzi z góry partii. W razie rozruchów, jakie mogą po tym powstać, on, Bogusław Krajewski, stanie po stronie ludzi w Polsce i przy pomocy armii radzieckiej przejmie władzę w Polsce.
- Do wykonania zlecenia otrzyma pieniądze, technikę, potrzebne dokumenty i specjalistów z ZSSR – powiedział gen. major Jewlenko.
Towarzysz Bogusław Krajewski po otrzymaniu słownie zlecenia od rezydenta KGB w Polsce gen majora Jewlenki, zaczął szukać ludzi, którzy mogli by to zlecenie wykonać i po cicho zgładzić papieża Jana Pawła II. Poprosił pracownika o przyniesienie teczek ludzi pracujących w KC PZPR, do swego gabinetu, aby je przejrzeć i wybrać odpowiednią osobę. Teczka szybko awansującego podpułkownika Józefa Górala odpowiadała, że on na pewno podejmie się wykonać zlecenie z Moskwy, aby zabić papieża. Nawiązał bliższą znajomość z podpułkownikiem Góralem, podczas gry w karty u swego znajomego, który znał Górala i zaprosił go do siebie do gry w karty. Następnym krokiem było spotkanie w Puszczy Kampinoskiej. Towarzysz Bogusław Krajewski jadąc na spotkanie z Józefem Goralem do lasu, zabiera ze sobą sławny „Parasol ze szpikulcem”, który otrzymał od bułgarskich przyjaciół (ten parasol zawierał truciznę).
Rozmowa z Józefem Góralem toczyła się na temat zamachu na tle politycznym, wyeliminowania Lecha Wałęsy i niektórych z kierownictwa ”Solidarności”. Krajewski dodał Moskwa da nam na to potrzebne środki, ale w Polsce musimy działać na własną rękę. Nikt o tym nie może wiedzieć, że my będziemy się potykać tylko w wyjątkowych sytuacjach. Parasol, który miał ze sobą Krajewski, gdy to mówił, wylądował blisko nogi Józefa Górala.
Krajewski zapytał Górala, czy zgadza się wykonać to zadanie. Góral po namyśle wyraził zgodę, że podejmie się wykonać zadanie, ale nie wiedział, że ma zabić papieża Jana Pawła II, a nie Lecha Wałęsę. Bogusław Krajewski mając już zgodę Józefa Górala powiedział, że Moskwa żąda zabicia papieża Jana Pawła II w Polsce i znowu parasol z trucizną przesunął się i wylądował blisko nogi Górala. Podpułkownik został zaskoczony tą informacją, ale widząc szpikulec parasola przy swojej nodze, zgodził się podjąć wykonanie zleconego z Moskwy zadania.

(Nikt z nich nie przewidział, że też im grozi śmierć, w celu zatarcia śladów zbrodni, którą będą wykonywać na zlecenie Moskwy – nie przewidział i sam Jurija Andropow, że niebo wie o jego poczynaniach i zażąda i jego śmierci).

Podpułkownik Józef Góral był obarczony przez towarzysza sekretarza MSW trudną misją, zabicia papieża, który przyjeżdża do Polski, z pielgrzymką na 600-lecie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, żeby odwrócić od siebie podejrzenia, postanowił w jakiś sposób obciążyć przygotowywanym zamachem gen. Jaruzelskiego i Kiszczaka, jak mu radził Bogusław Krajewski. Koniecznie była mu potrzebna informacja z podziemia „Solidarności”, aby ją moc wykorzystać przy planowanym zamachu.

Zastanawiał się, co „Solidarność” przygotowuje w związku z przyjazdem
do Polski papieża Jana Pawła II. Przypomniał sobie gdy nad tym rozmyślał, że kiedyś będąc na dyżurze w pałacu Mostowskich, podczas internowania przywódców „Solidarności”, został doprowadzony Zygmunt Kowalczyk zamiast Marczaka, który był na zjeździe w Gdańsku. Zygmunt Kowalczyk w czasie internowania przywódców „Solidarności”, był w mieszkaniu Ewy Marczak, podczas nieobecności jej męża. Posłani przez SB porucznik Jachowski i sierżant Drożdz, zamiast Marczaka znaleźli w szafie schowanego gołego Zygmunta Kowalczyka i doprowadzili go do pałacu Mostowskich, do dyspozycji na służbie
będącego wtedy podpułkownika Józefa Górala. Ten nie wiedząc co z nim zrobić, internował go do więzienia. Józef Góral wpadł na pomysł, żeby wezwać Ewę Marczuk na przesłuchanie, pod pretekstem obecności w jej mieszkaniu Zygmunta Kowalczyka. Ukartował razem z pracującym kapitanem Skoneckim, że zmuszą Ewę Marczuk do współpracy z SB, grożąc jej, że doniosą jej mężowi o znalezionym w ich mieszkaniu gołego w szafie amanta. Na to Ewa odpowiedziała, że nie może szkodzić swojemu mężowi. Odpowiedziano jej, że nie może mężowi już zaszkodzić, gdyż jest zatrzymany i siedzi w więzieniu. Poinformowali ją, że nie doniosą jej mężowi, jeżeli będzie ich słuchać i donosić z miasta informacje.
Ewa Marczuk, szantażowana przez podpułkownika Górala i kapitana Skoneckiego, aby ratować swoje małżeństwo zgodziła się i przynosiła informacje z miasta, a nawet przyniosła im gryps, który otrzymała z więzienia od Zygmunta Kowalczyka, do niej adresowany. Podpułkownik Józef Góral, po przeczytaniu grypsu poradził Ewie, żeby napisała w grypsie, co ma zrobić Zygmunt Kowalczyk, aby udawał ciężko chorego. To mu się udało i jako ciężko chory, Zygmunt Kowalczyk został przywieziony do szpitala na ul. Chocimską. Położono go na sali jako umierającego, bez stawiania koniecznej straży. Przy pomocy lekarza, został on wywieziony ze szpitala karetką w nocy. Mimo szalejącego następnego dnia na niby kapitana Skoneckiego, że chory uciekł, to podpułkownik Józef Góral tak zorganizował tą ucieczkę Kowalczykowi, aby móc mieć informacje z podziemia „Solidarności” przez Ewę Marczuk.
Ewa Marczuk spotykała się wieczorami w kawiarni z podpułkownikiem Józefem Góralem, przekazując wszystkie informacje od Zygmunta Kowalczyka i o przygotowywanym darze podziemia „Solidarności” z huty Warszawa, dla papieża Jana Pawła II. Dar ten chcą przekazać podczas Mszy św. w katedrze na Starym Mieście w dniu przyjazdu 16 czerwca 1983 roku, papieża do Polski. Tym darem mówiła Ewa Marczuk ma być robotnik, utrudzony pracą, odlany w brązie. Podała hasło na jakie otwierają się drzwi przychodzących łączniczek i następuje kontakt z Zygmuntem Kowalczykiem. Wypytywana dalej Ewa przez Górala , podała adres i nazwisko Kazimierza Kowalewskiego, wykonawcy projektu statuetki robotnika.
Mając konieczne informacje uzyskane od Ewy Marczuk, podpułkownik Józef Góral obmyśla jak przygotować plan: gdzie i kto go wykona. Postanawia zaplanować bezbłędnie, bez najmniejszego potknięcia, możliwość zbliżenia się do papieża Jana Pawła II, bez zbudzenia podejrzeń, który od czasu nie udanego zamachu w Rzymie w dniu 13 maja 1981 roku, jest jednym z najlepiej pilnowanych ludzi na świecie. Za jego bezpieczeństwo odpowiada nie tylko wspaniale wyszkolona służba papieska, ale i najbardziej wyspecjalizowane Oddziały Ochrony Kraju goszczącego. Do papieża zbliżyć się mogą tylko osoby zaakceptowane przez obie strony. A według podpułkownika Gorala, do papieża miał podejść jego człowiek, ze śmiercionośnym urządzeniem w ręku, nie świadom tego.
Pomysł, który przyszedł do głowy podpułkownikowi Józefowi Góralowi wydał mu się najlepszy, żeby w środku statuetki robotnika już odlanego w brązie umieścić plastik zwany ”Semteksem”, którego trudno wykryć znanymi mu urządzeniami. Oddzielnie przygotowana plakietka (zapalnik), którą przyniesie przez tak zwany „rękaw wejściowy” (sprawdzanie ludzi wchodzących do Katedry, czy nie mają metalowych rzeczy). Zygmunt Kowalczyk, który mający kartę wstępu do Katedry, przeniesie plakietkę (zapalnik) wykonany w Moskwie do statuetki robotnika, którą dostarczy łączniczka. Łączniczka poinformuje Zygmunta Kowalczyka, że ta plakietka jest od Lecha Wałęsy, zrobiona z wystrzelonych gilz podczas strajku robotników w Gdańsku. Plakietkę ma przyłożyć do statuetki robotnika Zygmunt Kowalczyk, przed wręczeniem jej papieżowi Janowi Pawłowi II.
Pozostało tylko podpułkownikowi Jozefowi Góralowi skompletować drugą osobę, która będąc w Katedrze uruchomi w dyktafonie dodatkowy przycisk, przestawiając na 2 program, po czym nastąpi błysk mikrofonu – i wybuch
Tak przygotowany plan przez Józefa Górala, zabicie papieża w Polsce, zostaje przekazany podczas spotkania z towarzyszem Bogusławem Krajewskim, do jego zaakceptowania (tak jak on sobie życzył).
Jak podaje autor książki „Zabić tego Polaka”, towarzysz Bogusław Krajewski, przekazał projekt zabicia Jana Pawła II, swojemu zleceniodawcy
rezydentowi KGB w Polsce gen. majorowi Jewlence w Warszawie, a on dalej do KGB w Moskwie sekretarzowi Czebrikowi. Czebrikow przekazał tą informacje Przewodniczącemu Rady Najwyższej ZSSR i KGB, Jurij Andropowa.
Przed samym przyjazdem papieża na pielgrzymkę do Polski, w Moskwie zostali wezwani przez Andropowa, na zebranie do sali konferencyjnej: Gorbow, Ustin, Fedorczuk i niedawno mianowany przewodniczący KGB Czebrikow.
Czebrikow przestawił notatki otrzymane od gen. majora Jewlenki, rezydenta KGB w Polsce , dotyczące planu przygotowań zamachu na papieża Jana Pawła II. Czebrikow jednocześnie informuje towarzyszy zebranych w sali konferencyjnej, że nigdy nie było planu zamachu na papieża (Namiestnika), ze strony Związku Radzieckiego. Była to tylko zbrodnia konspiracji wojskowej „Kliki” gen. Jaruzelskiego i Kiszczaka, mające na celu poderwanie zaufania społeczeństwa polskiego do przewodniej roli partii. Czebrików informuje jednoczenie zebranych, że tylko towarzysz Bogusław Krajewski Sekretarz MSW, jest wobec nas, całkowicie lojalny i on w razie rozruchów stanie po stronie społeczeństwa polskiego.
Gorbow zapytał – jaka jest pewność, że w razie niepowodzenia akcji,
gen. Jaruzelski nie aresztuje tow. Bogusława Krajewskiego i wymusi na nim niewiarygodne dla nas zeznania.
Andropow odpowiedział mu na to – gdyby oni jakimś cudem poznali nasz plan, a papież pozostał przy życiu, to oni ani słowa nie pisną na ten temat, już nie obciążą nas. Dodatkowo Czebrikow poinformował zebranych w sali, że na całością akcji w Warszawie, czuwa nas rezydent Jurij Jewlenko. W wykonanie tej operacji są zaangażowani sami tylko Polacy. Kontakt jest przez tow. Bogusława Krajewskiego z MSW. Autorem i kierownikiem zamachu na papieża Jana Pawła II, jest podpułkownik Polskiej Służby Bezpieczeństwa Józef Góral.
Jest to zdolny i ambitny pracownik, ma on objąć stanowisko ministra Spraw Wewnętrznych w przyszłym rządzie sprawowanym przez naszych ludzi.
Do wykonania zamachu na życie papieża zatrudni Góral tylko dwie osoby. Jedna osoba z podziemnej organizacji „Solidarności” Zygmunt Kowalczyk, który zginie razem z papieżem, wręczając mu dar przygotowany przez warszawskich robotników. Wybuch zostanie wywołany urządzeniem umieszczonym w plakietce przymocowanej do daru. Plakietka od Lecha Wałęsy to zapalnik.
Włamując się do garażu – pracowni Kowalewskiego – rosyjscy specjaliści podmienią statuetki robotnika, zostawiając naładowaną „Semtexem”. W momencie wręczenia daru papieżowi Janowi Pawłowi II, zostanie uruchomiony nadajnik umieszczony w dyktafonie, do tego celu użyto drugiego człowieka. Jest to, wieloletni agent SB, pseudonim „Dawid” z pochodzenia Żyd, który nie zna swojego rozkazodawcy i ma za to dostać 100 tyś. dolarów – Leon Kwiatkowski.
Czebrikow, przedstawił plan rezerwowy dla podpułkownika Józefa Górala wypadek niezależnie od wyników operacji, kilku naszych towarzyszy też musimy poświęcić dla dobra sprawy. Gen. major Jewlonkio zostanie wcześniej odwołany do Moskwy i też zginie.

W związku z przyjazdem papieża do Polski, został powołany sztab operacyjnej „Zorza”, szefem został gen. Kornaszewski. Jego zadaniem było, przygotować bezpieczeństwo pielgrzymki papieża Jana Pawła II w Polsce.
Martwiło go, że ma za małe rozpoznania zamiarów przeciwników politycznych. Postanowił podczas najbliższej telekonferencji przypomnieć, aby odpowiednio wydane polecenia przez komendantów do pracowników SB, były dobrze wykonane. Uważał, że główne zagrożenie – to plany opozycji i podziemia zmierzającego do zaakceptowania swą obecność, przez transparenty okrzyki podczas uroczystości z udziałem papieża Jana Pawła II, oraz przez wręczenie darów i upominków o charakterze politycznym i petycji.
Przedstawiciele Biura Ochrony Rządu, który był odpowiedzialny za bezpieczeństwo osobiste gościa, zapytał gen. Kornaszewskiego – co robić z prezentami dla papieża? Ustalono, – nie mogą być wręczane bez kontroli odparł gen. Kornaszewski – konieczni są pirotechnicy, żeby nie znalazły się dary naładowane jakimś świństwem. Zakupiono dodatkowo detektory elektryczne, do osobistej kontroli osób przybywających na uroczystości, żeby przeprowadzać kontrolę w tak zwanych „rękawach wpustowych”, torby, teczki i paczki, szczególnie do strefy zerowej. A także wykorzystanie tajnych współpracowników SB w trakcie uroczystości, oraz umieszczanie ich w grupy pielgrzymów, udających się na spotkanie Papieżem Janem Pawłem II. Jako tajnych współpracowników oddelegowano pod Katedrę, porucznika Jachowskiego i sierżanta Drożdża.

Gdy w dniu 16 czerwca 1983 roku, po południu z plakietką w kieszeni przedzierał się Zygmunt Kowalczyk, przez tłum ludzi i stojące dzieci w kierunku „rękawa wpustowego”, mając w kieszeni zaproszenie, żeby razem z hutnikami przekazać dar „Robotnika” papieżowi Janowi Pawłowi II. Zygmunt Kowalczyk mimo przebrania został zauważony przez porucznika Jachowskiego. Który zwrócił się do sierżanta Drożdża mówiącemu – ten przepychający się obywatel kogoś mnie przypomina, to chyba Zygmunt Kowalczyk, poszukiwany przez służby Bezpieczeństwa, po ucieczce ze szpitala, gdy udawał umierającego. Obaj postanowili zatrzymać go przy pomocy zmyślonego naprędce pretekstu, że skradł im portfel i dokumenty, które ostrożnie włożyli mu do kieszeni marynarki. Za schwytanie Zygmunta Kowalczyka, była ogłoszona nagroda – samochód. Cieszył się z tego sierżant Drożdż i zabrali go o komisariatu na ul. Świętokrzyskiej.
Aresztując Zygmunta Kowalczyka porucznik Jachowski i sierżant Drożdż, uniemożliwili wykonania zamysłu JURYJA WŁADIMIROWICZA ANDROPOWA, ZABICIA PAPIEŻA JANA PAWŁA II, mimo że Leon Kwiatkowski zgodnie z rozkazem przełączył dyktafon z pierwszego programu na 2, jak mu polecono i nawet kilka razy nacisnął guzik
W mikrofonie nie nastąpił błysk, choć w pobliżu niego stał podpułkownik Józef Góral. Z chwil naciśnięcia guzika w dyktafonie, Józef Góral upadł na ziemię i zatkał sobie uszy, żeby zmniejszyć siłę wybuchu, który nie nastąpił.
Leon Kwiatkowski dokładnie wykonał powierzone mu polecenie, wybuch plakietki nastąpił w kieszeni spodni Zygmunta Kowalczyka, gdy był aresztowany, uszkadzając mu biodro i nogę.

To co autor opisuje w książce ”Zabić tego Polaka”, to prawda. Przekazałam tą książkę otrzymaną od znajomej, która sprowadziła ją z Francji i dałam do przeczytania ks. Henrykowi Michalakowi w naszej parafii, opowiadając mu, mój udział w ratowaniu życia Papieża Jana Pawła II. Ks. Proboszcz , po przeczytaniu tej książki, będąc w Kurii w Warszawie, zapytał się – czy to prawda, że zamach był przygotowany w Polsce na Jana Pawła II, w 1983 roku podczas pielgrzymki na 600 lecie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Otrzymał odpowiedz od Kardynała Glempa – tak.
Moim zdaniem, papież Jan Paweł II wiedział, kto nastaje na jego życie. Matka Boża Maryja czuwała nad swym sługą Janem Pawłem II i posłużyła się ludźmi Urzędu Bezpieczeństwa: porucznikiem Jachowskim i sierżantem Drożdżem, którzy zatrzymali nieświadomego właściwości plakietki-zapalnika Zygmunta Kowalczyka. Do wybuchu w Katedrze na Starym Mieście w Warszawie nie doszło.
Streściła książkę ”Zabić tego Polaka’.
Wanda Stańska-Prószyńska

Źródło: http://www.trzecizamach.blogspot.com/

Opublikowany w Kościół, Polityka, Prześladowanie Chrześcijan, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , | Komentarzy: 18 »

Ostrzeżenie dla świata! (każdy człowiek niedługo ujrzy Prawdę)

Posted by Dzieckonmp w dniu 19/01/2012

Zapowiedź ogólnoświatowego “ostrzeżenia”

    “Przekażcie tę zapowiedź Memu stworzeniu” – domaga się Niebo. A jednak orędzie z Garabandal (z ogłoszonym w nim przez Maryję ostrzeżeniem) nie zostało rozpowszechnione na świecie przez powołane do tego autorytety. Jezus Chrystus zechciał więc w 1987 r. powtórzyć aktualność “ostrzeżenia” (kobiecie, która nazywa się Vassula Ryden), podkreślając odpowiedzialność pasterzy:

“Moje stworzenie powinno zostać ostrzeżone i wierzyć we Mnie. Przypomnijcie im Moją Miłość, rozpowszechniajcie Moje Słowo, głoście Mnie… Ogłaszajcie Mnie, nie odrzucajcie Mnie!

Obecnie odrzucacie Mnie, nie bronicie Mnie! Ogłaszajcie Moje Dzieła z przeszłości i Moje aktualne Dzieła. Jestem Wszechmogący. Cierniami Mojej Głowy są wszystkie kapłańskie dusze trzymające klucze poznania, które same do niego nie dochodzą i nie pozwalają dojść tym, którzy tego pragną! Te dusze kapłańskie są Moimi cierniami! Ich ręce są jeszcze splamione świeżą krwią z przeszłości, odpowiedzialne za tyle zbrodni i okrucieństw. Te ciernie powinny Mnie znaleźć i okazać skruchę. Chcę, aby się nawrócili. Oni przeciwstawili się Orędziu Mojej Matki w Garabandal nie rozpowszechniając go, jak powinno to być uczynione. Nie chcieli uznać Jego pilności!

O, cóż tam mam, Vassulo! Kamienie, ich serca są skamieniałe. PRZYJMIJCIE Prawdę, otwórzcie serca, Garabandal jest kontynuacją Fatimy!

Nie powtarzajcie waszych błędów… PIOTRZE! Piotrze, bądź Moim Echem! Paś Moje baranki, Piotrze…” (1.12.1987)

Wyjaśnienia Conchity…

1 stycznia 1965 r., przy piniach w Garabandal, Matka Boża z Góry Karmel zapowiedziała Conchicie ostrzeżenie światowe po to, abyśmy się poprawili i przestali popełniać tak wiele grzechów obrażających Boga. Ma ono być napomnieniem sumienia całego świata.

Według Conchity ostrzeżenie pochodzi bezpośrednio od Boga. Nie nadejdzie ono jako kara, lecz jako cudowny środek ocalenia:

“Aby dobrzy jeszcze bardziej zbliżyli się do Boga, a źli – nawrócili się i zmienili”, jak powiedziała. Przy innej okazji dodała:

“Bóg pragnie, abyśmy dzięki ostrzeżeniu się poprawili i mniej grzeszyli. Zostanie ono ujrzane przez wszystkich ludzi, gdziekolwiek by się nie znajdowali. Będzie to jakby objawienie każdemu z nas wewnętrznie naszych grzechów oraz dobra, jakiego nie uczyniliśmy. Wierzący jak i niewierzący, ludzie wszystkich religii zobaczą to i odczują. To będzie jak agonia…”

Innym razem wyjaśniła jeszcze:

“To będzie jak ogień. Nie spali naszego ciała, lecz odczujemy go fizycznie i duchowo. Wszystkie narody i wszyscy ludzie tak to odczują. Nikt przed tym nie ujdzie. I nawet niewierzący odczują bojaźń Bożą. Dziewica powiedziała, że ostrzeżenie i wielki cud będą już ostatnimi tak wielkimi przejawami, jakie Bóg nam da. To dlatego myślę, że po nich będziemy blisko końca czasów.”

Odczucie w głębi duszy…

Inna widząca z Garabandal (Jacinta) tak opowiedziała o tym, jak rozumie “ostrzeżenie”:

“To coś, co będzie najpierw widziane poza nami, w przestworzach, a potem natychmiast odczujemy to w duszy. Potrwa krótki czas, ale będzie się wydawało, ze trwa bardzo długo z powodu oddziaływania na nas, na nasze wnętrze. Stanie się to dla dobra dusz, abyśmy ujrzeli nasze sumienie, dobro i zło, jakie popełniliśmy. Odczujemy wtedy wielką miłość do naszych Niebieskich Rodziców (do Boga, który jest naszym Ojcem oraz Maryi – naszej Matki) i poprosimy ich o przebaczenie za wszystkie zadane im zniewagi.”

Ostrzeżenie jest dla wszystkich, gdyż Bóg pragnie zbawienia każdego stworzonego przez Siebie człowieka. Celem ostrzeżenia jest doprowadzenie nas do zbliżenia się do Niego i powiększenie naszej wiary. Powinniśmy więc przygotowywać się na ten dzień. Nie mamy oczekiwać go z lękiem, Bóg bowiem nie zsyła niczego, aby wystraszyć. On czyni wszystko ze sprawiedliwością i miłością. Wszystko czyni dla dobra Swych dzieci, aby się cieszyły życiem wiecznym i nie zatraciły się.

Co do sposobu naszego przygotowania się na to wydarzenie Mari-Loli (jeszcze jako dziecko uprzywilejowane oglądaniem Matki Bożej), polecała nam:

“…mocno pokutować, podejmować ofiary, nawiedzać Najświętszy Sakrament każdego dnia, kiedy możemy to uczynić, i codziennie odmawiać Różaniec…”

Objawienie się Boga każdej żyjącej istocie

Wszystkie informacje przekazane przez widzące z Garabandal zostały potwierdzone i uszczegółowione w orędziu danym Vassuli Ryden.

Widzące z Garabandal starały się jedynie własnymi słowami przedstawić trudne do opisania zjawisko duchowe. Tymczasem z orędzia zanotowanego przez Vassulę jasno wynika, iż ostrzeżenie będzie podobne do tego, czym jest sąd szczegółowy duszy, kiedy powraca ona do swego Ojca. Będzie się składać z osobistego objawienia w trzech fazach o nasilającej się intensywności:

1) W pierwszym objawieniu się nam Boga Światło Boże przeniknie naszą duszę, ukazując nam świat niebieski, rzeczywistość nadprzyrodzoną w całym jej ogromie. Jednocześnie widzenie to sprawi, że uświadomimy sobie nasze grzechy i ich wielkość.

2) Stopniowo będziemy się zanurzać w Świetle aż ujrzymy samego Boga w Chrystusie uwielbionym. To spowoduje, że serce człowieka uświadomi sobie swe grzechy i okaże autentyczną skruchę.

3) Zostaną przed nami ujawnione wszystkie bluźnierstwa z całego naszego życia i dokona się sprawiedliwy sąd nad nami.

Oto słowa zanotowane na ten temat przez Vassulę Ryden 15 września 1991 r.:

“W czasie całego twojego życia, pokolenie, Moje Prawo było przez ciebie wyśmiewane. Odwróciliście się i zbuntowaliście się. Czy wreszcie zaczniecie się przygotowywać na spotkanie ze Mną, waszym Bogiem? Zamierzam wkrótce przejść przez twoje Miasto, a będzie to wcześniej niż myślisz! To będą Moje ostatnie ostrzeżenia. Mówię ci z powagą:

Przebudź się z twojego głębokiego snu! Idziesz ku swojej ruinie.
Strząśnij kurz, który cię pokrywa, wskrześ umarłych.
Koniec Czasów jest bliższy, niż myślisz…

Faza pierwsza – Wizja Nieba i uświadomienie sobie swego stanu

Niebawem, już wkrótce, otworzę nagle Moją Świątynię w Niebiosach i odsłoniętymi oczami ujrzysz tam jakby tajemne objawienie: miriady Aniołów, Tronów, Panowań i Potęg, Mocy. Wszyscy upadają na twarz wokół Arki Przymierza.

Potem Tchnienie muśnie twoje oblicze i Potęgi Niebios zadrżą. Po błyskawicach nastąpi huk grzmotu. “Wtedy nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały aż do chwili obecnej” (Dn 12,1), bo pozwolę twej duszy dostrzec wszystkie wydarzenia twego życia: odsłonię je jedno po drugim. Ku przerażeniu swej duszy uświadomisz sobie, w jakim stopniu twoje grzechy spowodowały popłynięcie niewinnej krwi dusz-ofiar. Wtedy każę twej duszy zobaczyć i uświadomić sobie, w jakim stopniu nigdy nie wypełniałeś Mojego Prawa. Jak zwój, który się rozwija, otworzę Arkę Przymierza i uświadomię ci twój brak szacunku wobec Prawa.

Faza druga – Wizja Boga i wyrzuty sumienia

Jeśli będziesz jeszcze żył i stał na własnych nogach, oczy twej duszy zobaczą olśniewające Światło, jakby migotanie niezliczonych, drogocennych kamieni, jakby ognie kryształowych diamentów. Światło tak czyste i tak olśniewające, że – chociaż w milczeniu otaczają je miriady aniołów – nie zobaczysz ich w pełni, gdyż to Światło ukryje ich jak złoty pył. Twoja dusza dostrzeże tylko ich sylwetki, nie widząc ich twarzy. Wtedy w tym oślepiającym Świetle twoja dusza ujrzy to, co w ułamku sekundy widziała niegdyś, w samym momencie stworzenia…

Zobaczą: Tego, który jako pierwszy wziął was w Swoje Ręce, Oczy, które jako pierwsze was ujrzały.
Zobaczą: Ręce Tego, Który ukształtował was i pobłogosławił…
Zobaczą: Najbardziej Czułego Ojca, waszego Stwórcę, przyobleczonego w przerażającą wspaniałość, Pierwszego i Ostatniego, Tego, który jest, który był i który ma przyjść, Wszechmogącego, Alfę i Omegę: Władcę.

Gdy oszołomiony odzyskasz świadomość, twoje oczy będą sparaliżowane strachem, widząc Moje Oczy, które będą jak dwa Płomienie Ognia. Wtedy twoje serce ponownie ujrzy swe grzechy i zostanie ogarnięte wyrzutami sumienia. W ogromnym ucisku i wielkiej agonii będziesz cierpiał z powodu twego braku szacunku dla Prawa, zdając sobie sprawę, w jakim stopniu znieważałeś ustawicznie Moje Święte Imię i jak Mnie odrzucałeś - Mnie, twojego Ojca… W przerażeniu zadrżysz i wzdrygniesz się, gdy zobaczysz samego siebie, jakby rozpadającego się trupa, pożeranego przez robaki i sępy.

Faza trzecia – Poznanie siebie i lament

A jeśli jeszcze utrzymasz się na nogach, to pokażę ci, czym twoja dusza – Moja Świątynia i Moja Siedziba – żywiła się przez wszystkie lata życia. Ku twemu wielkiemu przerażeniu zobaczysz, że – zamiast Mojej Ustawicznej Ofiary – kochałeś Żmiję i że, w najgłębszej sferze swojej duszy, wzniosłeś Ohydę Spustoszenia, o której mówi prorok Daniel: Bluźnierstwo.

Bluźnierstwo, które zrywa wszystkie więzy niebiańskie łączące cię ze Mną, twoim Bogiem; które tworzy przepaść między tobą a Mną, twoim Bogiem. Gdy nadejdzie ten Dzień, łuski z twoich oczu opadną, abyś ujrzał, jak bardzo jesteś nagi i jak twoje wnętrze podobne jest do wysuszonej krainy… Nieszczęsne stworzenie, twój bunt i wypieranie się Najświętszej Trójcy uczyniły z ciebie buntownika, odstępcę i prześladowcę Mojego Słowa. Twoje skargi i jęki jedynie ty sam usłyszysz. Powiadam ci: będziesz lamentował i płakał, lecz tylko twoje własne uszy usłyszą twe skargi. Ja mogę tylko sądzić, jak Mi zostało nakazane sądzić, a Mój sąd będzie sprawiedliwy. Jak było za czasów Noego, tak będzie wtedy, gdy otworzę Niebiosa i ukażę wam Arkę Przymierza. <<Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego>>.

Powiadam wam, gdyby ten czas nie został skrócony, dzięki wstawiennictwu waszej Najświętszej Matki, świętych męczenników i dzięki morzom krwi przelanej na ziemi, od Sprawiedliwego Abla aż do krwi wszystkich Moich proroków, nikt z was by nie ocalał!

Ja, wasz Bóg, posyłam anioła za aniołem, aby głosił, że Mój Czas Miłosierdzia dobiega końca i że Czas Mojego Królestwa na ziemi jest w zasięgu ręki. Posyłam wam Moich aniołów, aby świadczyli o Mojej Miłości <<wśród tych, którzy żyją na ziemi, wśród każdego narodu, szczepu, języka i ludu>>. Posyłam ich wam jako apostołów ostatnich dni, by głosili, że: <<Królestwo na tym świecie stanie się jak Moje Królestwo w górze i że Mój Duch będzie królował na wieki wieków!>> wśród was. Na tę pustynię posyłam wam Moje sługi-proroków, aby wołali:

<<Ulęknijcie się Mnie i oddajcie Mi chwałę,
bo godzina sądu Mojego nadeszła.>>

Moje Królestwo zstąpi nagle na was, dlatego powinniście być stali i wierzyć do końca. Moje dziecko, módl się za grzesznika, który nie jest świadomy swego spustoszenia. Módl się, prosząc Ojca o przebaczenie zbrodni, które świat popełnia bez przerwy. Módl się o nawrócenie dusz, módl się o pokój.”

- – - -

Gdybyście kochali Boga, bylibyście szczęśliwi, dowiadując się o tym wszystkim.

W kilka dni później Jezus Chrystus dodał:

“Ci, którzy kochają Mnie naprawdę, będą cierpieć tylko z tego powodu, że nie uczynili dla Mnie więcej. Oni także będą oczyszczeni; lecz biada tym, którzy odrzucali Mnie i odmawiali rozpoznania Mnie. Ci mają już swojego sędziego: Prawda, która została im dana, stanie się ich sędzią w tym Dniu.

Wiele razy przez Moich rzeczników usłyszeliście, jak Ja mówiłem:

<<Dzień Pana jest w zasięgu ręki>> i że Mój Powrót jest bliski. Gdybyście Mnie kochali, bylibyście szczęśliwi dowiadując się, że Mój Święty Duch zstąpi na was z całą Swą siłą i w całej Swej chwale.” (19.09.1991 r.)

Przez ostrzeżenie do oczyszczenia: łaska odnowy

W 1997 r. Bóg Ojciec (w Swoim Kantyku) przywołuje owoce tego “ostrzeżenia”, które ma zahamować grzechy ludzkości i oczyścić ją:

“Moje Oczy zawsze przyciągał człowiek o duchu pokornym i skruszonym, i Ja – który jestem znany z dawania narodzenia – dam wkrótce Mojemu stworzeniu pobłogosławione przez Mego Świętego Ducha odrodzenie, jakiego nigdy dotąd nie widziano w historii. Płomień w Moim Sercu będzie waszym oczyszczeniem, stworzenie, i tak dokona się Mój sąd.

Zostanie to dokonane, żeby zdjąć waszą zasłonę i żebyście ujrzeli Mnie obleczonego w chwalebne piękno i świętość. Dokonam Mego aktu miłości, żeby was zdobyć dla Mnie. Wtedy wy z kolei zwrócicie się ku Mnie. Staniecie się też świadkami Mojej Miłości.

A kiedy ludzie, zaskoczeni przemianą waszych serc, zapytają o powód waszego pokornego postępowania, odpowiedzcie: <<Nauczyłem się [tego] od mojego Ojca; słuchałem mojego Małżonka i dzięki temu stałem się synem światłości. Mój Bóg jest moim Światłem, a życie wieczne to poznanie Go jako jedynego prawdziwego Boga i Pana wszelkiego stworzenia>>. Wtedy, Moi przyjaciele, i wy będziecie należeć do Małżonka na zawsze i na wieki.” (25.09.1997 r.)

Echo Ewangelii

Jezus Chrystus w Ewangelii zwraca się do nas z licznymi apelami do czuwania, do czujności. W cytowanych współczesnych orędziach, wezwaniach Boga dla naszego czasu, czyż tak samo nie prosi nas, abyśmy byli gotowi, bo nie znamy “dnia ani godziny”? (por. Mt 25,13).

Wezwanie do czujności, do przygotowania na osobiste spotkanie z Bogiem - na sąd, na życie tak, abyśmy w każdej chwili mogli zdać sprawę z włodarstwa swego (por. Łk 12,20) – jest więc głęboko ewangeliczne. Warto zatem od czasu do czasu je przypominać, aby nie zmarnować czasu i szansy danej nam przez Boga, pragnącego naszego powrotu.

Przypisy:
1. Orędzie Pokoju i Miłości Boga;
2. Mt 23,13;
3. Może chodzi o odpowiedzialność za przelaną krew w czasie II wojny – wynik odrzucenia, nierozpowszechniania lub zlekceważenia ostrzeżeń fatimskich?;
4. Bóg jęczał, zasmucony ponad wszelkie słowa;
5. Bóg wołał bardzo głośno, jak ktoś znajdujący się zbyt daleko, żeby Go słyszeć. Miał żebrzący głos;
6. To znaczy: przez nas, którzy jesteśmy miastami Boga;
7. Koniec Czasów NIE jest końcem świata; to koniec pewnej epoki;
8. Ap 11,19.

Stella Maris nr 357

Źródło: tajemnicamilosci.pl

 

Opublikowany w Inne Orędzia, Objawienia, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , | Komentarzy: 180 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 175 other followers