Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

Posts Tagged ‘Królowa Pokoju’

W dniu urodzin dla Królowej Pokoju

Posted by Dzieckonmp w dniu 8 Wrzesień 2014


Po dzisiejszej rozprawie sądowej w sercu bardzo chciałem podziękować Matce Bożej. Od samego początku gdy zaczęli mnie atakować Wowity od tego momentu doznałem wiele krzywd, i cały czas proszę Królową Pokoju o to by mnie od tych nieszczęść uchroniła . Muszę powiedzieć że bardzo odczuwalna jest Jej pomoc, nie mogę o wszystkim pisać ale może się spotkamy jeszcze w tym roku to opowiem.  Myślałem w jaki sposób podziękować  i na szybko stworzyłem coś takiego. To od nas wszystkich czytelników tego bloga dla Królowej Pokoju w dniu Jej urodzin.

Posted in Film, Medziugorje | Otagowane: , , , , | 90 Comments »

Razem z Maryją walczmy o pokój

Posted by Dzieckonmp w dniu 1 Wrzesień 2014


„Drogie dzieci! Módlcie się w moich intencjach, bo szatan chce zniszczyć mój plan, który tu mam i skraść wam pokój. Dlatego, dziatki, módlcie się, módlcie się, módlcie się, aby Bóg mógł działać poprzez każdego z was. Niech wasze serca będą otwarte na Bożą wolę. Kocham was i błogosławię moim matczynym błogosławieństwem. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”

To orędzie nas bardzo przejmuje ponieważ cały świat wisi na włosku. Cała ta sytuacja przeraża nas i staramy się jak tylko potrafimy walczyć aby ratować pokój na świecie, by nie dochodziło do wojny w żadnym miejscu na świecie .
Obecnie jesteśmy wszyscy świadomi , że istnieje wielka groźba wojny. Cały świat widzi że znajdujemy się w niebezpieczeństwie. Różne armie ustawiają się na swoich pozycjach czy to w Europie czy na Bliskim Wschodzie.  Ale zwycięstwo nie przychodzi dzięki jednej czy drugiej armii. Przychodzi z rąk Boga. Bóg musi zmienić serca. Wojna  toczy się między armiami ale przede wszystkim  toczy się w sercach i duszach. Mamy tego przykłady również na tym forum. Moje próby dotarcia do w miarę obiektywnej prawdy spotkała się z osądzeniem mnie, wydano wyrok komunista. Wojna to Te  niepokoje , nienawiść, uleganie kłamstwu które szatan sieje w sercach ludzkich .
Dlaczego Królowa Pokoju stale mówi żeby modlić się o pokój?
 Serc nie zmieni ani lekarz ani interwencja wojska. Widzimy że serc nie zmienia próba dochodzenia do prawdy, bo szatan któremu udało się choć małą część danego serca opanować nie pozwala  oderwać się od wpojonych kłamstw.  Serca może zmienić tylko Bóg. Dlatego my którzy usłyszeli słowa Królowej Pokoju , musimy czuć się odpowiedzialni: możemy dużo z działać modlitwą , postem  i naszymi ofiarami, możemy dużo z działać pisząc prawdę, demaskując kłamstwa. Matka Boża mówi o szatanie który chce zniszczyć pokój. Szatan chce zniszczyć wszystko co mamy. Stąd wniosek, że żyjemy w czasach ostatecznych. Nie możemy zrozumieć tej tajemnicy wydarzeń, które mamy przed oczami. Ale skoro modlimy się , to możemy przeczuć ją sercem i odpowiedzieć na wezwanie Królowej Pokoju. A Królowa Pokoju przychodzi na Ziemię , błogosławi nas swym macierzyńskim błogosławieństwem, przypomina by żyć orędziami pokoju. O Maryjo za to że jesteś z nami dziękujemy Ci. Będziemy się z Tobą modlić za cały świat.
O Boże prosimy Cię z Maryją, o Dar Ducha świętego, żeby pokój Ducha świętego zstąpił w nasze serca, żeby ten pokój wylał się na wszystkich ludzi i napełnił serca tych , którzy są niespokojni, którzy są oszukani kłamstwem. Żeby zstąpił na żyjących nienawiścią , aby serca te otrzymały pokój, miłość i radość.
O Boże, ześlij Twojego Ducha na wszystkich rządzących państwami, partiami, organizacjami. Ześlij Twojego Ducha na wojska, na wszystkich dowódców, na żołnierzy. Dotknij serc wszystkich ludzi, aby skierowali się ku pokojowi, aby szatan został rozbrojony i aby zapanował pokój. O Boże prosimy Cię – daj nam Twój pokój i ratuj świat od zguby.

Dziś 1 września rocznica zbrodniczej agresji Niemiec na Polskę. Jednym z pierwszych miejsc które Niemcy postanowili unicestwić był Wieluń. Miasteczko liczące 17 tys mieszkańców, w którym nie stacjonowało wojsko polskie. Niemcy postanowili pozabijać wszystkich mieszkańców. Zmasowany atak lotniczy bombardował każdy metr kwadratowy Wielunia a mieszkańcy umierali jeden po drugim. Takie to bohaterskie wojsko niemieckie które atakowało i zabijało cywili. Podobnie jest dziś na Ukrainie gdzie wojsko boi się prowadzić wojnę z bojownikami tylko bije gradami w ludność cywilną, masowo zabijając. Według nie w pełni sprawdzonych informacji zabili 75 % cywilów w Iłowajsku miasteczku podobnym do Wielunia liczącym też 17 tys mieszkańców. 

Poniżej film o 1 września 1939 r i barbarzyńskim ataku na Wieluń.

Posted in Medziugorje, Nasz smutny czas, Patriotyzm, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | 177 Comments »

Boża wola i Królowa Pokoju

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 Sierpień 2014


Kiedy będziemy wiedzieć czym jest wola Boża wobec nas ludzi, łatwiej zrozumiemy dlaczego Matka Boża od początku objawień wzywa nas do tego, abyśmy się modlili, pościli, uczestniczyli w Eucharystii, abyśmy się nawracali i spowiadali… Albowiem wszystko to pomaga nam w zdobyciu tego, czego pragnie dla nas Bóg, to jest pokoju, miłości, życia, wolności, radości, szczęścia, wybaczenia… Oprócz tego, łatwiej zrozumiemy tajemnicę grzechu, który zagraża nam i rujnuje wszystko to, co Bóg w nas pragnie zrealizować, łatwiej grzech ten będziemy rozpoznawać, odkrywać i pokonywać.

Ojciec Marinko Šakota

Jednym z najważniejszych, a jednocześnie najczęściej błędnie rozumianych tematów w duchowości jest wola Boża. Z jednego i z drugiego powodu zadajemy pytanie: Czym jest wola Boża? Czego Bóg pragnie dla mnie? Czego Bóg pragnie ode mnie?

Zawsze mnie dziwiło i w żaden sposób nie mogłem się pogodzić z rozumieniem Bożej woli przez niektórych ludzi. Mianowicie, kiedy komuś przydarzało się jakieś nieszczęście, słyszałem jak ludzie mówią: „Taka jest wola Boża.” Ktoś zginął, a oni mówią: „Boża wola.” Ktoś ciężko zachował: „Cóż, wola Boża.” W samochodzie były dwie osoby, jedna zginęła, a druga przeżyła, a ludzie mówią o tym, co przeżył: „Tylko jego Bóg uratował.” A u mnie pojawia się pytanie: „A ten, co zginął? Co z nim?”

Posłannictwem Jezusa było ukazywanie Bożej woli

Z takiego rozumienia Bożej woli wynika, że Bóg chce, abyśmy my ludzie cierpieli, abyśmy chorowali, aby przytrafiały nam się nieszczęścia, abyśmy byli nieszczęśliwi. Nie dziwi zatem, że niektórzy wierni wchodzą z konflikt z Bogiem i zaczynają zarzucać Mu i oskarżać Go o wszystko co możliwe, a w szczególności o cierpienia: „Dlaczego Bóg pozwala na to, abym cierpiał, chorował, że ktoś z moich bliskich cierpi…? Dlaczego Bóg właśnie mnie dał krzyż?!”

Na pytanie czym jest Boża wola odpowiedzi może nam udzielić tylko sam Bóg. Jego musimy zapytać czym jest Jego wola.

Posłannictwem Jezusa było ukazywanie Bożej woli: „…ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał.” Jezus nie mówi nigdzie, że Bożą wolą jest zniszczenie człowieka, ale jego zbawienie: „Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale aby świat zbawić”. Bóg nie pragnie dla człowieka śmierci, tylko życia: „Ja przyszedłem po to, aby (owce) miały życie i miały je w obfitości”. Tę obfitością życia powinniśmy żyć tutaj na ziemi, ale całkowicie doświadczymy jej dopiero w życiu wiecznym: „Jest wolą Tego, który Mię posłał: abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym.” Jezus nie mówi nigdzie, że Bożą wolą jest cierpienie człowieka, ale jego uzdrowienie: „ Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.” Bożą wolą nie są kłótnie wśród ludzi, ale pokój: „Pokój wam zostawiam, pokój mój wam daję.” Bóg nie pragnie tego, abyśmy byli smutni, ponieważ Jezus robił wszystko, aby nasza radość „była pełna.”

Pragnę, aby każdy z was był szczęśliwy tutaj na ziemi…

Również Matka Boża w Medziugorju samą nazwą Królowa Pokoju przesyła nam wiadomość, że Bóg poprzez Nią pragnie podarować nam pokój. Bóg nie jest przeciwko szczęściu człowieka na tym świecie. To przekazuje nam Matka Boża: „Pragnę, by każdy z was był szczęśliwy tutaj na ziemi i by każdy z was był ze mną w Niebie.” (25 maja 1987)

Wprawdzie nie jest dokładnie tak, że całkiem nie rozumiemy czym jest wola Boża, ale rozumienie to jest często zbyt wąskie i jednokierunkowe. „Dla wszystkich jest jasne czym jest Boża wola dla innych wobec nas. Mianowicie, kiedy pragniemy, aby nas kochali, szanowali, uznawali, pomagali, aby nam wybaczali i byli dla nas miłosierni, aby strzegli naszego dobrego imienia, aby nie zapominali o nas, wówczas jesteśmy pewni, że jest to wola Boża wobec nich. I jest to prawda. Jest to Boża wola dla innych wobec nas. Tymczasem, często zapominamy, że wolą Bożą jest, abyśmy również my tak postępowali z innymi” (Ojciec Slavko Barbarić).

Kierujmy się słowami Jezusa, a będzie nam dobrze i będziemy szczęśliwi

Rozumiejąc czym jest wola Boża możemy pojąć również czym jest wola złego. Z samego greckiego słowa określającego diabła – diabolos, możemy odczytać czego on pragnie. Czasownik dia-ballein oznacza rozdzielać. Zły chce, aby ludzie się rozdzielali, aby człowiekowi było wśród ludzi źle, aby rządziły konflikty, wojny, abyśmy się nienawidzili. Zawsze jeśli u siebie lub u drugiego człowieka spostrzeżemy nienawiść, negatywne uczucia wobec innych, powinniśmy pamiętać, że tego właśnie pragnie zły, abyśmy się ranili, abyśmy nie rozmawiali, abyśmy się rozstawali… Zły mówi mi: „Nienawidź, nie wybaczaj!”, a Jezus mi mówi: „Kochaj, wybaczaj!”

Jeśli będę się kierować wolą złego, wówczas będzie mi źle i wówczas będzie nam źle, będziemy nosić w sobie ciężar, będziemy się ranić, będziemy nieszczęśliwi, będziemy płakać, a zły będzie triumfować… Kiedy zaś będę się kierować słowami Jezusa, wówczas będzie mi dobrze i będę szczęśliwy, ponieważ tylko wtedy, gdy w sercu jest miłość, jest mi dobrze, wtedy czuję w sobie spokój, radość i szczęście.

Jeśli będziemy wszystko to mieli na uwadze i będziemy pamiętać we właściwy sposób czym jest Boża wola, a czym wola złego, łatwiej rozpracujemy taktykę zła i ją odeprzemy, a opowiemy się za dobrem. Będziemy natrafiać na niepokoje i pokusy, doświadczymy swojej słabości i wad innych, ale wszystko to przezwyciężymy właśnie z tego powodu, że Bóg tego pragnie, co jest dla nas jedynym dobrem. Będziemy się radować, a zły będzie niezadowolony, ponieważ przegra.

Dzieci, módlcie się i w swoim życiu szukajcie woli Bożej

Teraz kiedy wiemy czym jest wola Boża wobec nas ludzi, łatwiej zrozumiemy dlaczego Matka Boża od początku objawień wzywa nas do tego, abyśmy się modlili, pościli, uczestniczyli w Eucharystii, abyśmy się nawracali i spowiadali… Albowiem wszystko to pomaga nam w zdobyciu tego, czego pragnie dla nas Bóg, to jest pokoju, miłości, życia, wolności, radości, szczęścia, wybaczenia… Oprócz tego, łatwiej zrozumiemy tajemnicę grzechu, który zagraża nam i rujnuje wszystko to, co Bóg w nas pragnie zrealizować, łatwiej będziemy go rozpoznawać, odkrywać i pokonywać.

Wszystko to, co powiedzieliśmy, dobrze jest wiedzieć, niewystarczające jest jednak poprzestanie na tej wiedzy. Wiedza jest jak ziarna, które często zostają na powierzchni i „ptaki niebieskie je wydziobią”, albo na kamienistej i płytkiej glebie ulegną wysuszeniu. Wiedzy potrzebna jest ręka, która wprowadzi ją do głębi duszy, a tym jest w pierwszym rzędzie modlitwa. „Dlatego, dziatki, módlcie się i szukajcie woli Bożej w waszym życiu.” (25 kwietnia 1990). „Wzywam was, abyście zdecydowali się na Boga i żebyście z dnia na dzień odkrywali w modlitwie Jego wolę.” (25 czerwca 1990). „Módlcie się, bo tylko poprzez modlitwę będziecie mogli zapanować nad swoją wolą, i odkryć wolę Bożą nawet w najdrobniejszych sprawach.” (25 marca 1998). Kiedy odkryjemy Bożą wolę w modlitwie, wtedy ona odkrywa nam się również w innych życiowych sytuacjach. „Dziatki, kiedy Bóg zajmuje pierwsze miejsce, wtedy i wy sami będziecie szukać woli Boga we wszystkim co robicie.” (25 kwietnia 1996).

W końcu, tak jak Maryja zdecydujmy się na wolę Bożą: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Twego.” Kiedy znajdziemy się w obliczu problemów i cierpienia, tak jak Jezus powiedzmy: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” Jeśli nadal nie zrozumieliśmy Bożej woli lub jeśli w jakiejś sytuacji w przyszłości nie będzie dla nas jasne czego Bóg pragnie, módlmy się świadomie „Ojcze nasz, który jesteś w niebie…”

Źródło: Medjugorje.com.pl

Posted in Medziugorje | Otagowane: , , | 106 Comments »

Królowa Pokoju uzdrowiła kobietę z raka w Izraelu

Posted by Dzieckonmp w dniu 15 Styczeń 2014


izrale

Kobieta mieszkanka Izraela cierpiała na guz nowotworowy a lekarze zalecali natychmiastową amputację nogi gdyż nie dawali szansy  na przeżycie choroby. Operacja została anulowana trzy razy z różnych powodów. Kobieta zdecydowała się zostać w domu i modlić się. Kiedy następnie odwiedziła lekarza ten był zdumiony: Rak zniknął.

Cały artykuł w linku poniżej. Niestety musicie sobie sami tłumaczyć translatorem ale warto. Może ktoś z czytelników wstawi przetłumaczone w komentarzu to potem dołożę do wpisu.

http://www.ministryvalues.com/index.php?option=com_content&task=view&id=2046&Itemid=125

 

Jeśli ktoś chciałby w innym języku to również portale Izraelskie o tym piszą

http://www.mako.co.il/news-israel/health/Article-698139f89a95341004.htm

Posted in Cuda, Medziugorje, Uzdrowienia | Otagowane: , , , | 159 Comments »

Muzułmanin twierdzi, że w szpitalu w Mostarze ukazała mu się Matka Boża z Medziugorje

Posted by Dzieckonmp w dniu 3 Październik 2013


Muzułmanin

 Salko Balavac liczący 80 lat który mieszka w Mostarze w piątek widział coś, czego nigdy nie mógł sobie wyobrazić. Wszystko zaczęło się od jego nagłej choroby i przybycia do szpitala w Mostarze. Co mu się stało w szpitalu, który zmienił jego życie?

Objawienie w szpitalu

- Gdy przyjął mnie lekarz, tego nigdy nie zapomnę. Zarówno on, jak i całemu personelowi szpitala serdecznie dziękuję, powiedział Balavac, który został przyjęty do szpitala w piątek, bo poczuł silny ból, a wieczorem stało się coś nieoczekiwanego.
- Leżałem w pokoju, nie mogłem się ruszyć. Przy oknie leżał pacjent, którego przywieziono w godzinach wieczornych cierpiący wielki ból i ciągle wołał Jezusa. Już oczy zamknąłem, ale widziałem jak lekarz i pielęgniarka podchodzą do niego. I tak Jak leżałem, nagle przed moimi oczyma pojawił się kościół z Medziugorje, którego wcześniej widziałem tylko w telewizji. Wieże kościoła były oświecone jak złoto, a między nimi była Matka Boża. Była w różowej sukience i miała biały welon i nie mogłem się nacieszyć tak piękna była, mówi Balavac mówiąc o Madonnie. Według jego opowiadania, uniosła się w powietrze i skierowała się do Mostaru, mówiąc: „. Idę ratować ludzi”
- Unosząc się poszła pod krzyż. Kiedy Matka Boża przyszła to spojrzała na mnie i potem wróciła z dużą prędkością pomiędzy wieże kościoła i zniknęła. Opowiedziałem pierwsze o tym swojemu lekarzowi.

- W tym momencie, on był moim najbardziej ulubionym człowiekiem na świecie. Już w ten piątek wstałem z łóżka bo okazało się że jestem zdrowy, wrócił mój apetyt i choć miałem problemy z pamięcią, to teraz z łatwością  pamiętam nazwiska i osoby. A najbardziej niesamowite w tym wszystkim, że miałem taką wizję, powiedział nam ze zdumieniem. W jego pokoju, leżał mężczyzna, który miał jechać do Zagrzebia i Balavac  w owy piątek widział jak umiera. Wczoraj dowiedziałem się, że rzeczywiście zmarł.
Nie wiem, czy ja jestem 80 letni psychicznie chory, ale to, co mówię jest prawdą, powiedział Balavac który został wypisany wkrótce ze szpitala. Jego historia jest ciekawa.

Źródło: glasbrotnja.net

Posted in Cuda, Medziugorje | Otagowane: , , , | 33 Comments »

Jedna z piękniejszych piosenek o Medjugorje

Posted by Dzieckonmp w dniu 23 Wrzesień 2013


Piosenka jest w języku Chorwackim, ale myślę że dla tych co nigdy nie byli w Medjugorje będzie okazja do usłyszenia tego języka.

Posted in Medziugorje, Śpiew | Otagowane: , | 18 Comments »

5 sierpnia – Urodziny Matki Najświętszej

Posted by Dzieckonmp w dniu 5 Sierpień 2013


Tradycja podaje, że rodzicami Maryi byli św. Anna i św. Joachim. Nie wiadomo jednak ani gdzie, ani kiedy Maryja przyszła na świat. W pismach apokryficznych, wspominających życie Maryi, zamieszczono informację, że jako kilkuletnie dziecko została przez rodziców ofiarowana w świątyni i tam również mieszkała.

Dwutysięczna rocznica urodzin Matki Bożej – 5 sierpnia 1984 r.

urodzW Medziugorje poprzez Jelenę Vasilij Matka Boża wyraziła swoje pragnienie, by parafia obchodziła dwutysięczną rocznicę Jej urodzin 5 sierpnia 1984 r. Poprosiła o trzydniowe przygotowanie do tego święta: ” Nie pracujcie w czasie tych trzech dni. Weźcie w swe ręce różaniec i módlcie się. Poprzez wszystkie wieki poświęcałam się dla was. Czy nie będzie to dla was za dużo poświęcić dla mnie te trzy dni?”. Powiedziała również, że to pragnienie powinno być również przekazane Papieżowi i wszystkim chrześcijanom.

Pamiętasz o urodzinach swojej Mamy? Złóż Jej życzenia tego dnia, pomódl się na różańcu!

PS Kościół nie od razu obchodził święto Narodzenia NMP, podobnie zresztą jak Boże Narodzenie. Dopiero po soborze efeskim (431 r.) rozwinął się kult maryjny, a maryjność stała się szczególnie charakterystyczna dla Kościoła w Syrii. To właśnie tam zaczęto świętować Narodzenie Najświętszej Maryi Panny. Na Zachodzie formalnie święto zostało wprowadzone do liturgii przez papieża św. Sergiusza I w roku 688. Ustanowiono je na 8 września, przejmując datę ze Wschodu.

Źródło: http://medziugorje.blogspot.com/

Posted in Medziugorje | Otagowane: , | 218 Comments »

Doszliśmy Królowo Pokoju

Posted by Dzieckonmp w dniu 1 Sierpień 2013


Dojechaliśmy szczęśliwie do Królowej Pokoju

Fotka z wczoraj

 

fest1

 

Posted in Film, Medziugorje, Śpiew | Otagowane: , | 1 Comment »

Serce Matki

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 Lipiec 2013


Zdjęcie zrobione 1.05.2012r. na Górze Objawień w Medziugorje.

 

W sercu Matki miejsce Twoje
Zgasi wszelkie niepokoje
Serce Matki jest dla Ciebie
Będziesz mieszkał w nim jak w Niebie

Tylko uwierz Matce swej,jej Miłości
Nie poddawaj łatwo się ,swej słabości
Ona Moc przedziwną ma,więc się nie bój
Wszystko co BÓG zechce da,Ty się raduj!

Kliknij w obrazek

serce Matki

Posted in Cuda, Medziugorje, Śpiew | Otagowane: , , | 18 Comments »

Królowo Pokoju dziękujemy za 3 lata z nami

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 Czerwiec 2013


Królowa Pokoju23

Matko Boża z Medjugorje, dziękujemy Ci za to że przez 32 lata codziennie przychodzisz do nas, za Twoją cierpliwość jaką masz do swoich dzieci, za wszystko co było udziałem Twoim przez te historyczne lata. Prosimy Cię Królowo Pokoju daj pokój naszym sercom wlej w nie Bożą Miłość, aby łatwiej nam było odpowiedzieć na Twoje wezwanie. Kasie prosimy o przetłumaczenie treści pieśni aby wprowadzić ją na terenie naszego kraju.

Wczoraj o godz 22 Ivan otrzymał orędzie na Podbrdo:
„Drogie dzieci, przychodzę do was radosna i z radością pragnę wezwać was, abyście przyjęli moje orędzia i według nich żyli. Drogie dzieci, pragnę zrealizować z wami projekty, które mam wobec świata i Kościoła. W szczególny sposób wzywam was dzisiaj, abyście odnowili moje orędzia i według nich żyli. Na początku przedstawiłam się jako Królowa Pokoju, dzisiaj w szczególny sposób wzywam was do modlitwy o pokój: o pokój w sercach ludzi, o pokój w waszych sercach, gdyż pokój z waszych serc pochodzi. Drogie dzieci, Wasza Matka modli za was wszystkich. Wasza Matka kocha was wszystkich matczyną miłością i wstawia się za wami u swojego Syna. Drogie dzieci dzisiaj również pragnę wam powiedzieć, dziękuję: dziękuję, że mnie przyjęliście, że nadal przyjmujecie moje orędzia i według nich żyjecie.”

Posted in Medziugorje | Otagowane: , , | 37 Comments »

Doświadczenia pielgrzymów, uczestników pielgrzymki „Radość Wspólnoty”

Posted by Dzieckonmp w dniu 1 Marzec 2013


królowa1„Radość Wspólnoty” to nazwa pielgrzymki, która miała miejsce w Medziugorju w dniach od 22 do 25 lutego. Wśród licznych pielgrzymów spotkaliśmy panią Bernardovą z Czech, która nam powiedziała, że już od ponad półtora roku dostawała zaproszenia do Medziugorja od różnych osób.
„Teraz w końcu zdecydowałam się przyjechać. Moja córka jest chora i będzie miała trudną operację, przyjechałam głównie z tego powodu. Nie widziałam jeszcze wiele w Medziugorju, ale w tym miejscu już odczuwam wielką miłość.” Gabrijela Struharova mówi, że Medziugorje całkowicie zmieniło jej życie. Przywiozła jedną grupę pielgrzymów. „Wcześniej byłam ateistką, ale tak samo byłam ciekawa. Raz byłam u widzącej Vicki, to była pora objawienia, ale ja tego nie wiedziałam a otrzymałam wielką łaskę. Wtedy zrozumiałam, że rzeczywiście coś tutaj jest. Po Nowym Roku spotkałam się przypadkowo w Pradze z jedną panią z pielgrzymki. Powiedziała mi, że opiekuje się bezdomnymi i biednymi. Powiedziałam jej, że medziugorska parafia przygotowuje pielgrzymkę i że musimy coś uczynić. Potem przychodzili do mnie ludzie, którym o tym opowiadałam.” Chorwatka Maja opowiedziała nam o doświadczeniu swojego głębokiego wewnętrznego nawrócenia, które przeżyła w ubiegłym roku w Medziugorju. Przyjazd do Medziugorja z większą grupą biedniejszych pielgrzymów jest owocem jej żywej wiary i pragnienia, aby uczynić coś dla miłości Matki Bożej, której [to miłości] doświadczyła. „U większości pielgrzymów, uczestników tej pielgrzymki i parafian, którzy ich przyjęli, odczuwało się jakieś wyjątkowe dobro i miłość, która przenosiła się z jednych na drugich” – podkreśla Maja.
Źródło: centrummedjugorje.pl

Posted in Medziugorje | Otagowane: , , | 25 Comments »

Moje ręce będą trzymać cię do samego końca

Posted by Dzieckonmp w dniu 23 Styczeń 2013


Orędzie nr.3 z serii Ostrzeżenie, otrzymane w czwartek 11 go listopada 2010

Tak, Moja umiłowana córko, to Ja. Ty i Ja będziemy pracować ramię w ramię by przygotować świat na czasy, które czekają ludzkość, bo ziemia stoi w obliczu ostatecznego oczyszczenia.

Ważne jest, że to oczyszczenie się dokona, gdyż bez niego nie może być życia wiecznego dla Moich dzieci. Na Moje dzieci, a zwłaszcza na Moich wyznawców czekają trudności, dlatego że to jest cześć walki o dusze, która musi być rozegrana.

Odpręż się. Pozwól, Moja córko, swojemu sercu poczuć Moją miłość. Przyjmij ten dar ode Mnie. Być może jesteś tym zaskoczona, ale jestem twoją rodziną. Jesteś w domu wraz ze Mną, w Moim Królestwie. Masz teraz zadanie do wykonania. Weź Mnie za rękę, a poprowadzę twój umysł, tak, abyś przyprowadziła Moje dzieci z powrotem do Mojego Świętego Serca. A teraz Moje dziecko, odpoczywaj.

Twój kochający Chrystus Jezus. Twój kochający ZbawicielReka Królowej

…abyśmy przez dwie rzeczy niezmienne, co do których niemożliwe jest, by skłamał Bóg, mieli trwałą pociechę, my, którzyśmy się uciekli do uchwycenia zaofiarowanej nadziei. Trzymajmy się jej jako bezpiecznej i silnej kotwicy duszy, [kotwicy], która przenika poza zasłonę ( List do Hb 6:18-19)

„Drogie dzieci! Z woli Bożej jestem tutaj z wami w tym miejscu. Pragnę abyście otworzyli swoje serca i przyjęli mnie jako Matkę. Ja swoją miłością nauczę was prostoty życia i bogactwa miłosierdzia, i poprowadzę was do mego Syna.
Droga do Niego może być trudna i bolesna, ale nie bójcie się ja będę z wami. Moje ręce będą was podtrzymywały aż do końca, do radości wiecznej i dlatego nie lękajcie się otworzyć na mnie. Dziękuje wam. Módlcie się za kapłanów. Mój Syn wam ich darował.” ( orędzie z Medjugorje 02.05.2008)

W piątek w Medjugorje o godz. 17:40 ponownie przyjdzie Matka Boża aby przekazać nam słowa pocieszenia, słowa prośby do nas, wskazówek co dalej mamy robić. Przyjdzie jak zawsze zatroskana o swoje dzieci. Na naszych oczach coraz większe chmury zagrażające nam się zbierają. W świecie pogłoski o wojnach, wiele punktów zapalnych, w Europie jeden po drugim kraju zagrożony bankructwem, w Polsce zdaje się również jakby decydujący głos posiadał szatan, na świecie co 3 minuty ginie chrześcijan za wiarę, wielu ludzi cierpi głód podczas gdy inni mają nadmiar wszystkiego, nasz Kościół też jakby się pogubił. Patrzymy na to wszystko nie wiedząc co mamy począć aby zawrócić ten zły bieg historii. Każdy z nas próbuje coś na swój sposób uczynić, ale czuje się bardzo osamotniony w tej walce. Dlatego chwytamy się za Jej wyciągniętą rękę i razem z Nią pragniemy zmienić ten świat. Chwytamy się za tą Rękę tak jak Jezus poprosił o to Marię z Irlandii przy trzecim swoim orędziu, tak jak Obiecała Królowa Pokoju że będzie nasze ręce podtrzymywała aż do końca gdy dojdziemy do Jezusa, abyśmy jak obiecuje to Słowo Boże trzymali się zaoferowanej nadziei,  jako bezpiecznej i silnej kotwicy duszy. Maryjo weź mnie za rękę, i prowadź do Swego Syna

Bądź pozdrowiona, Królowo, Matko Miłosierdzia,
Zdrowaś, nasze życie, słodyczy i nadziejo nasza …

Posted in Medziugorje, Śpiew, Świat innymi oczami | Otagowane: , , | 64 Comments »

Czy wojna jest nieunikniona?

Posted by Dzieckonmp w dniu 1 Październik 2012


W Zatoce perskiej odbywają się  wojskowe ćwiczenia IMCMEX w których bierze udział  ponad trzydzieści krajów. W tych  manewrach biorą  udział oręty USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Japonii, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i innych krajów.

Część ćwiczeń będzie miała miejsce również  na Morzu Czerwonym i w zatoce Omańskiej, jak ogłosiło wojskowe kierownictwo marynarki USA. Są to największe ćwiczenia w regionie w całej historii.

Manewry odbywają się na tle wzrostu napięcia w regionie, dotyczące irańskiego programu nuklearnego Teheranu.

http://slovak.ruvr.ru/2012_09_17/88432011/

Romney zapowiada twardą linię wobec Chin

Kandydat na prezydenta USA, z partii Republikańskiej Mitt Romney oskarżył prezydenta Baracka Obamę, że nie potrafił właściwie oprzeć się rosnącym wpływom Chin.

„Prezydent Obama miał swój czas by przeciwstawić się Chinom i  Romney obiecał że zrobi to w pierwszym dniu swojej prezydencji” – oświadczył kandydat na prezydenta.

http://slovak.ruvr.ru/2012_09_24/89209662/

Iran poinformował, kiedy rozpocznie się III wojna światowa.

Dowódca sił lotniczych islamskiej gwardii rewolucyjnej  gen. Amir Ali Hajizadeh, w wywiadzie dla irańskiej telewizji powiedział, że Iran nie chce pierwszy dokonać ataku na Izrael, ale zaatakuje wyprzedzająco jeśli będzie pewien, że „wrogowie są zdecydowani do agresji”.

Iran bez wahania, dokona prewencyjnego ataku na amerykańskie bazy wojskowe w Bahrainie, Katarze i w Afganistanie, choć wie że takie posunięcie grozi III wojnę światową.

 

http://slovak.ruvr.ru/2012_09_24/89189979/

.

„Drogie dzieci.

Przez modlitwę i post można

powstrzymać wojny  i

zmienić  prawa natury. „

(Królowa Pokoju, Medjugorje)

Posted in Medziugorje, Polityka | Otagowane: , , , | 70 Comments »

Medjugorje – Orędzie, 25. lipca 2012

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 Lipiec 2012


„Drogie dzieci! Dziś was wzywam do [czynienia] dobra. Nieście pokój i dobroć temu światu. Módlcie się, by Bóg dał wam siłę, aby w waszym sercu i życiu zawsze panowała nadzieja i duma, bo jesteście dziećmi Bożymi i niesiecie Jego nadzieję temu światu, który nie ma radości w sercu i nie ma przyszłości, bo nie ma serca otwartego na Boga, który jest waszym zbawieniem. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie”

Posted in Medziugorje, Orędzia | Otagowane: , , | 31 Comments »

Panie wysławiamy Cię i dziękujemy za 31 lat!

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 Czerwiec 2012


Dziękuję, Droga Matko!

„Łatwo gubimy się w rzeczach ludzkich i materialnych, a zapominamy, że Bóg jest naszym największym przyjacielem.”

A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?

(Łk, 1:43)

„Daję wam moje matczyne błogosławieństwo.
Módlcie się o pokój, pokój, pokój „.

Chwała, wszyscy chwalmy Pana! Alleluja, alleluja, śpiewaj Panu!

Królowa Pokoju przekazała nam program życia, tym programem jest zaproszenie by kochać. Ona tyle razy mówi do nas: Drogie dzieci! To Ja Matka, minęło wiele lat, jak uczę was o wierze o miłości Boga. My jednak często nie wykazujemy wdzięczności. Nasze  serca tak często są twarde jak kamień i dlatego nie ma w nas miłości do bliźniego. Królowa Pokoju uczy nas kochać i pokazuje nam, jak Bóg Ojciec kocha nas, że aż poświęcił Swego Syna dla naszego zbawienia, zbawienia dzieci Królowej Pokoju. Gdy nie kochamy, nie mamy Miłości wówczas i Ojciec nas nie pozna, bo Bóg jest miłością „. (Admin)

Posted in Medziugorje | Otagowane: , , | 37 Comments »

Nadzwyczajne objawienie Matki Bożej w dniu 18 maja 2012

Posted by Dzieckonmp w dniu 20 Maj 2012


Tysiące pielgrzymów zgromadzonych pod bezchmurnym niebem, pięknym i pełnym gwiazd przy niebieskim krzyżu u stóp wzgórza objawień w Medjugorje z grupą modlitewną  widzącego Iwana. Deszcze ostatnich dni sprawiły że powietrze jest świeże, czyste i przyjemne, a delikatny wiatr wieje wśród pielgrzymów, którzy modlili się i śpiewali w ramach przygotowań do bycia w obecności Matki Bożej. Około 21:30 Iwan zaczął Różaniec by potem skończyć na modlitwie Koronką Pokoju  bezpośrednio przed pojawieniem się Matki Bożej. Matka Boża przyszła trochę przed 22:00 a objawienie trwało około siedmiu i pół minuty.

Po ukazaniu Ivan powiedział:

„Najważniejszą treścią spotkania z Matką Bożą dziś  postaram się opisać.

Matka Boża przyszła do nas radosna i szczęśliwa. Na początku, jak zawsze, przywitała nas wszystkich swoim błogosławieństwem: „Chwała Jezusowi, moje Drogie dzieci”

Potem Matka Boska, z rękami wyciągniętymi, modliła się długo nad wszystkimi obecnymi tutaj. Modliła się nad  obecnymi tutaj chorymi a potem pobłogosławiła nas swoim błogosławieństwem Matki i pobłogosławiła wszystkie rzeczy przyniesione przez was. Matka Boża modliła się przez pewien czas za kapłanów, biskupów i papieża. Matka Boża dała dla nas orędzie:

„Drogie dzieci, dziś chciałabym również wezwać was do modlitwy wraz ze mną za moich pasterzy, aby mogli prowadzić swoje stada w wierze nieubłaganie. Módlcie się, drogie dzieci. Dziękuję wam, drogie dzieci,  że odpowiedzieliście na moje wezwanie. „

Po orędziu które przekazała nam Matka Boża, poleciłem was wszystkich, wszystkie wasze potrzeby, wszystkie wasze intencje, a w sposób szczególny chorych. Potem miała miejsce rozmowa między mną a Madonną. Po tej rozmowie Matka Boża zostawiła nas w modlitwie, i odeszła w świetlistym znaku krzyża z pozdrowieniem: „Idźcie w pokoju, moje drogie dzieci”.

Ponownie chciałbym podkreślić, że Matka Boża dzisiaj, przez długi czas modliła się szczególnie za kapłanów, biskupów i Ojca Świętego i Ona również zapraszał nas do modlitwy w tej intencji.

 

Posted in Medziugorje, Objawienia | Otagowane: , | 36 Comments »

Dedykacja dla siebie

Posted by Dzieckonmp w dniu 20 Kwiecień 2012


Dziś moje ulubione. Mimo że może się powtarzam, robię sobie tą przyjemność

Wstawiam również jeden z najpiękniejszych momentów które przyniosło wspaniałe przeżycie osobiste. Królowa Pokoju przychodzi do wielu ludzi. Atmosfera iście niebiańska. W drugiej połowie piękne orędzie królowej Pokoju z tego dnia.

Na koniec mimo tego że wstawić trzeba by było jeszcze mnóstwo pieśni jako moich ulubionych, wstawiam ciekawostkę która miała miejsce w maju 2011 roku w Medjugorje. Nie złościć się że się powtarzam.  Dziś dzielę się tym co dla mnie jest drogie i wartościowe. Jutro cały dzień będę w podróży. jadę na marsz do Warszawy w obronie TV Trwam a potem w góry.


Posted in Ciekawe, Film, Kościół, Objawienia, Warto wiedzieć, Śpiew | Otagowane: , , , | 50 Comments »

Tajemnica o Medziugorje ujawniona!

Posted by Dzieckonmp w dniu 19 Kwiecień 2012


Jedna Msza św. w roku?

Wielu jeszcze nie wie o pewnym wspaniałym i zdumiewającym elemencie z historii Medjugorja. Jest moją radością powiedzieć dziś o nim, ponieważ jest on bezpośrednio związany z Niedzielą Miłosierdzia!

Turcy rządzili krajem przez ponad 4 stulecia (od 1463 do 1873 r.). Otóż w tamtym okresie chrześcijanie byli poddawani strasznym prześladowaniom i byli zmuszani do przechodzenia na islam. Według emisariusza papieskiego, Piotra Masarecchi, w 1624 r. około 40 lub 50 tys. chorwackich katolików z środkowej Bośni zostało zmuszonych do przejścia na islam (stąd obecność muzułmanów w kraju, którzy w istocie ze względu na swe korzenie są ex-chrześcijanami).

Wówczas rząd nie pozwalał katolikom odprawiać Mszy św. Wytworzył się więc pewien tajny rodzaj życia chrześcijańskiego, podobny do życia chrześcijan w rzymskich katakumbach w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, jaki dzisiaj znajduje się jeszcze w niektórych krajach jak Chiny.

Jednakże dzięki Bogu od tej zasady był jeden wyjątek. Chrześcijanie otrzymali pozwolenie na odprawienie jednej Mszy św. w roku, tylko jednej i to w miejscu ściśle określonym, oddalonym od wszystkiego i zagubionym na wsi. Data tej Mszy św, także była ustalona, chodziło o pierwszą niedzielę po Wielkanocy, a więc dzień, który Jezus później wybrał jako święto Bożego Miłosierdzia według objawień s. Faustyny Kowalskiej. Chrześcijanie, tak gorliwi w tamtym okresie, nie wahali się, żeby się udać do tego miejsca całymi tysiącami, idąc dniami i nocami przy każdej pogodzie (kwiecień jest miesiącem deszczów), stawiając czoła niebezpieczeństwom czyhającym na drogach, by móc przeżyć tę Mszę św. i „zobaczyć Jezusa” obecnego w Hostii przynajmniej raz w roku. Ta pielgrzymka była dla nich źródłem siły, nadziei i światła podczas nocy prześladowań.

My to wiemy, Bóg kontynuuje swe pomysły! Dopiero w niebie zobaczymy spód tkaniny, jaką w świecie tka przez Swoją Bożą Opatrzność i na ile jesteśmy wzajemnie powiązani przez Świętych Obcowanie. Wówczas odkryjemy, jak pewne wydarzenia, które wydawały się nam nowe, tkwią głęboko korzeniami w przeszłości, w sercu wielu pokoleń wierzących, którzy modlili się i cierpieli, którzy nawet przelewali swą krew za wiarę. Czasami się zdarza, że Bóg objawia trochę ze Swych tajemniczych planów i oświetla zadziwiającą ciągłość Swych wyborów.

Ponieważ to błogosławione miejsce, gdzie te tysiące chrześcijan w cierpieniu uczestniczyły w corocznej Mszy św., to właśnie były kamieniste pola Medjugorja, wówczas niezarośnięte, dokładnie tam, gdzie teraz znajduje się cmentarz Kovacica (ten, na którym spoczywa o. Slavko), kilka metrów od obecnego kościoła, gdzie dziś ponownie gromadzą się tysiące pielgrzymów!

Jak można się dziwić, że przez tę wieś płyną potoki łask?! Czyż Bóg, jakiego mamy, nie jest naprawdę wspaniały?

Dalsza część listu siostry Emmanuel

2 kwietnia 2012 r. Mirjana miała comiesięczne objawienie przy Błękitnym Krzyżu. Po objawieniu przekazała nam następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Jako Królowa Pokoju pragnę dać wam pokój, moje dzieci, prawdziwy pokój, który przychodzi przez Serce mojego Boskiego Syna. Jako matka modlę się, żeby w waszych sercach zaczęła królować mądrość, pokora i dobroć, żeby królował pokój, żeby królował mój Syn. Gdy mój Syn będzie panował w waszych sercach, wy będziecie mogły pomóc innym Go poznać. Gdy zapanuje w was niebiański pokój, rozpoznają go ci, którzy szukają go w błędnych miejscach i w ten sposób powodują ból mojego matczynego serca. Moje dzieci, moja radość będzie wielka, gdy zobaczę, że przyjmujecie moje słowa i że pragniecie podążać za mną. Nie lękajcie się, nie jesteście same! Podajcie mi wasze ręce, a ja was poprowadzę! Nie zapominajcie o swych pasterzach. Módlcie się, żeby myślą zawsze byli z moim Synem, który powołał ich do świadczenia o Nim. Dziękuję wam!”

15-dniowa podróż do Azji. Przed Wielkim Tygodniem mogłam się udać do Malezji, do Indonezji, a nawet do Chin. Może się zdarzyć, że pewnego dnia tamci chrześcijanie przyjdą ewangelizować nasz Zachód, który odszedł od Boga i wpadł w najbardziej niebezpieczne z pogaństw!

Na przykład w Chinach, gdzie prawo zezwala na jedno tylko dziecko w rodzinie, wyobraźcie sobie z ludzkiego punktu widzenia problem, jaki mają rodzice, gdy ich jedyny syn chce zostać księdzem! Jednakże posiadać syna księdza jest ich dumą, ponieważ Chrystusa kochają ponad wszystko. Na południu Pekinu rzadkie są rodziny, które wśród krewnych nie mają męczennika, a jednak co roku przyjmują chrzest setkami. Ich prawdziwym skarbem jest Jezus. Jedna z tych rodzin, która mogła mieć dwóch synów, z radością oddała ich dwóch Bogu, gdy poczuli, że są powołani do kapłaństwa. Ufają, że gdy powierzą się na stare lata Bogu, On zaspokoi ich potrzeby. To jest godne podziwu, biorąc pod uwagę ekonomiczne uwarunkowanie regionu! Wiedzą także, że ksiądz ma tysiące dzieci, wszystkie te dusze, jakie przez swą posługę prowadzi do Boga.

Ale w pewnym innym kraju, gdzie można mieć dzieci i gdzie życie jest łatwiejsze, pewna katolicka mama powiedziała do nas: „Mam trzech synów, ale chcę, żeby tylko jeden z nich został księdzem.” Ona zresztą nie wie, co się dzieje, módlmy się, żeby Bóg oświecił jej serce! Jeśli Bóg powołuje jednego z jej synów, niech ona się cieszy z powodu ogromnej łaski, jaka jest wyświadczana całej jej rodzinie, żywym i przyszłym pokoleniom i niech wspiera jego powołanie, jak to zrobiła Barbara Stepina dla swojego syna Aloisa, który został beatyfikowany przez Jana Pawła II. Bóg potrzebuje takich matek, ponieważ wzywa dziś tylu samo mężczyzn co w przeszłości, ale odpowiada na to bardzo mało z nich, bo ich rodziny duszą pokorny szept Chrystusa w sercach dzieci. To szatan próbował zniszczyć obraz księdza stworzony według Bożego planu, ukazując grzechy niektórych z nich poprzez media i każąc zapomnieć o świętości i heroicznym darze tak wielu księży. Te rodziny, tak jak my wszyscy, pragną dla siebie i swego potomstwa błogosławieństwa Bożego i dobrze robią. Gdy otwierają główne drzwi Temu, który jest źródłem wszystkich błogosławieństw i który tak bardzo pragnie oddać się nam przez Swych kapłanów! Czyż oni nie są drugim Nim, gdy udzielają sakramentów!?

Nasi księża, nasze skarby, nasze drabiny do Nieba.

Podczas nowenny do Miłosierdzia Bożego, drugiego dnia, wstawiamy się za księży; oto słowa Jezusa do s. Faustyny: „Dzisiaj przyprowadź mi dusze kapłańskie i zakonne i zanurz je w niezgłębionym Miłosierdziu Moim. One dały mi siłę, żeby przetrwać moją gorzką mękę, przez nie, jak przez kanały, Moje Miłosierdzie wylewa się na ludzkość”.

18 marca 2011 Gospa zakończyła w ten sposób swoje orędzie przekazane przez Mirjanę: „Przez moją matczyną miłość pokażę wam to ,czego oczekuję od każdego z was, to, czego oczekuję od moich apostołów.” Potem zachęcając nas do modlitwy za Jej synów kapłanów dodała: „Ponownie podkreślam, z nimi ja zwyciężę!”

Jezus dał także błogosławionej Maryam z Betlejem, „małej Arabce”, szczególne orędzia dla księży. Wielu z księży zobaczyło, że ich życie się zmieniło, gdy wcielili je w życie: „Gorąco pragnę, żeby księża w każdym miesiącu odprawiali Mszę św. ku czci Ducha Świętego. Ktokolwiek ją odprawi lub wysłucha, zostanie zaszczycony przez samego Ducha Świętego. Będzie miał światło, będzie miał pokój. Będzie uzdrawiał chorych, obudzi tych, którzy śpią”.

Księża bardziej niż kiedykolwiek potrzebują naszej opieki, ponieważ są pierwszym celem szatana! Zmuszony przez Boga do wyjawienia Maryam z Betlejem swych pułapek i technik szatan wyznał jej: „Dla nas (demonów), zatriumfować nad księdzem lub duszą zakonną, to więcej niż zepsuć całe miasto”. Istotnie, tysiące dusz mistycznie zależą w pierwszym rzędzie od księży, a także od dusz zakonnych. Odprawiając swą codzienną Mszę św. jeden wierny ksiądz przyciąga wielką ilość grzeszników do Jezusa, do zbawienia darowanego przez Chrystusa. Nieprzyjaciel bardzo dobrze wie, jaką stawką jest to dla dusz, moc księży napełnia go strachem i on chce ich zniszczyć; dlatego oni tyle potrzebują naszych modlitw. Niech z całego serca wezmą za rękę Maryję, a pójdą bezpiecznie.

Marta Robin (na drodze do beatyfikacji) tak się modliła: „O mój Boże, strzeż wszystkich Twych księży na Twej drodze, nie pozwól, żeby uroki świata i pragnienia ciała miały na nich nawet najmniejszy wpływ. Spraw, żeby wszyscy coraz bardziej byli apostołami, coraz bardziej niezachwiani w wierze, coraz bardziej wierni w posłudze i żeby zawsze Twoja godna podziwu wola całkowicie wypełniała się w nich”

Przepisy postne? W czasie moich misji zauważyłam, że pewne osoby po trochu porzucały praktykę postu o chlebie i wodzie w środy i piątki. Istotnie, męczyły się z powodu białego chleba, który nie jest dobrym pokarmem. Natomiast wiele ludzi mogło wytrwać w poście, jeśli zaopatrzyli się w chleb bardziej nadający się do postu. Dlatego pragnę tu zaapelować do wszystkich, którzy wytrwali w poście, bardziej niż kiedykolwiek koniecznym dla naszego niespokojnego świata. Proszę, wyślijcie mi wasze przepisy na chleb i co odkryliście, żeby wytrwać w poście, a ja to opublikuję. To bardzo pomoże ludziom dobrej woli, którzy jeszcze się wahają. Ich powrót do postu spowoduje zmianę w nawróceniu świata i opiece nad księżmi. Dziękuję wam!

Droga Gospo, Ty jesteś Matką Najwyższego Kapłana w całym tego słowa znaczeniu, złóż w nasze serca tę samą miłość, która spala Twe serce dla Twych umiłowanych synów! Zamień wszelkie osądy na modlitwę wstawienniczą, a całą nieufność na miłosierdzie!

Siostra Emmanuel +

Za zwiastowanie.alleluja.pl/

Posted in Kościół, Medziugorje, Objawienia, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , , | 63 Comments »

Tajemnice Jana Pawła II

Posted by Dzieckonmp w dniu 13 Marzec 2012


Wybrane fragmenty książki Antoniego Socci dotyczące Jana Pawła II i Medziugorja


Medjugorje, nadzieja świata.

 

Spotkałem się z Mirjaną, jak zawsze uśmiechniętą i życzliwą. Chciałem ją zapytać przede wszystkim o jej spotkanie z Janem Pawłem II.

 

- To było w lipcu 1987 roku. Uczestniczyłam w pielgrzymce Chorwatów do Rzymu z okazji Roku Maryjnego i podczas audiencji Ojciec Święty, przechodząc, pobłogosławił nas, dokładnie w chwili, gdy znajdował się naprzeciw mnie. Kiedy niektórzy zaczęli wołać, kim jestem, Papież wrócił się i znowu mnie pobłogosławił. Potem przyszli nam powiedzieć, że Ojciec Święty pragnie mnie widzieć w Castelgandolfo.

 

- To była wspaniała niespodzianka.

 

- Pamiętam do dzisiaj tamte godziny, przezabawną scenę z gwardzistami szwajcarskimi, którzy nie rozumieli, że mają nas przepuścić, i mnie, gestykulującą, żeby im to wytłumaczyć.

 

- I co sobie powiedzieliście?

 

- Spotkanie z Papieżem trwało około dziesięciu minut. Najpierw zaczął mówić po polsku, myśląc że zrozumiem. Ale zorientował się, że lepiej będzie rozmawiać po włosku. Jego słowa zapadały mi głęboko w serce: „Gdybym nie był papieżem, już dawno pojechałbym do Medjugorja. Ale nawet jeżeli nie mogę pojechać, wiem wszystko i śledzę wszystko, co się tam dzieje. Chrońcie Medjugorje. Jest nadzieją świata”. Płakałam i nie mogłam wykrztusić słowa, miałam ściśnięte gardło. W jego spojrzeniu widać było, że to święty. Oczy błyszczały mu, kiedy mówił o Maryi, był rozmiłowany w Dziewicy.

 

- Zatem także tobie powiedział to, co powtarzał wcześniej innym: gdyby nie był papieżem pojechałby do Medjugorje. To było jego głębokie pragnienie.

 

- Tak. A ostatnio wydarzyło się coś, co bardzo mnie wzruszyło. Po zakończeniu objawienia, którego doznałam w wieczerniku, podszedł do mnie Włoch trzymający w rękach parę butów. Powiedział mi, że Papież mówił mu o swoim wielkim pragnieniu przybycia do Medjugorje < Jemu się nie udało – zakończył-dlatego przyniosłem jego buty, tak aby w pewnym sensie jego marzenie o przybyciu tutaj zrealizowało się> Wreszcie powiedział mi, że kiedy Jan Paweł II zostanie beatyfikowany, to on wróci tutaj i podaruje mi jeden z tych butów.

 

- I tak nawet jeżeli on sam nie mógł przybyć, jego buty dotarły do celu. Wiadomo, że jednym z głównych powodów, dla których Papież nie odwiedził Medjugorje, była przesadnie wroga postawa biskupa Mostaru przeciwnego objawieniom. Ojciec Święty który nie rozumiał powodów tego, czuł jednak, że nie może odbyć pielgrzymki, która wydałaby się jego otwartą delegitymizacją. Czy powiedziałaś biskupowi Mostaru o twoim spotkaniu z Papieżem i o tym, co ci powiedział, o jego pragnieniu przyjazdu?

 

- Nie mogłam, bo nigdy nie zechciał wysłuchać nikogo z nas. Przez tyle lat nigdy nie dano nam możliwości wytłumaczenia mu rzeczy, które się wydarzyły. Sądzę, że najpierw trzeba poznać fakty, nie sposób oceniać na odległość, czy na podstawie zasłyszanych przekazów. Na przykład jest mi przykro, że przyłożono wagę tak przebrzmiałej kwestii, jak spór pomiędzy duchowieństwem diecezjalnym i braćmi franciszkanami, do objawień Medjugorje, które nie mają absolutnie nic wspólnego z tą dawną sprawą. Wychowałam się w Sarajewie, wśród duchowieństwa diecezjalnego, i wszystko było w jak najlepszym porządku. Nie dostrzegłam nigdy żadnej różnicy pomiędzy proboszczem w habicie a księdzem diecezjalnym.

 

- Wróćmy do spotkania z Papieżem. Czy spotkaliście kiedyś w Medjugorje jakiegoś księdza lub dostojnika, którego Ojciec Święty wysłał z poufną misją, by zdał mu sprawę, co tam zobaczył?

 

- Do Medjugorje przybywają miliony ludzi, w tym tysiące księży i biskupów. Spotkałam wielu księży, którzy opowiadali, że uczestniczyli w spotkaniach z Papieżem czy też w obiadach, podczas których Ojciec Święty mówił z wielką żarliwością o Medjugorje. Dlatego postanowili przyjechać i zobaczyć, a pewnie po powrocie do Watykanu opowiadali.

 

- Z taką samą prostotą spotykacie się zarówno z milionami zwykłych ludzi, jak i z możnymi tego świata, rządzącymi, nawet władcami.

 

- Tak, ale w pierwszych latach byliśmy dziećmi i wszyscy słuchaliśmy, referując potem fakty w prosty sposób, bez żadnych ozdobników. Dzisiaj jesteśmy dorośli, ale wiesz, kiedy widzisz Matkę Boga, to nie robią już na tobie wrażenia rzeczy, do których świat przywiązuje wagę. Patrzysz na każdą ludzką istotę nie przez wzgląd na tytuły, które posiada, lecz tak jak Ona nań patrzy, z tą wzruszającą miłością i miłosierdziem.

 

- Ale jak udaje się wam każdego dnia, od 28 lat, znosić codzienny napór ludzi?

 

- Musieliśmy nauczyć się kilku języków ze względu na pielgrzymów różnych narodowości, którzy o każdej porze dnia i nocy pukali do drzwi, domagając się (śmieje się – przyp .aut.) opowieści bezpośrednio od nas o tym, co nam się wydarzyło.

 

- Jan Paweł II, pragnąc poznać historię łask udzielanych tysiącami w tej hercegowińskiej wiosce, nazywanej przez niego „nadzieją świata”, wysyłał swoich przyjaciół, by to zobaczyli, jak na przykład biskupa Hnilicę… Wracali oni do Watykanu pełni entuzjazmu.

 

- Ach, tak, biskup Hnilica! To właśnie on był inicjatorem spotkania z Papieżem tamtego lata 1987 roku w Castelgandolfo. Po rozmowie poszliśmy wtedy z nim na obiad.

 

- Jan Paweł II od początku zawsze was wspierał i bronił. Być może pośród racji, dla których z niezachwianą pewnością wierzył w obecność Maryi w Medjugorje, była też jego znajomość reżimu komunistycznego. Dobrze wiedział, że sześcioro dzieci poddanych represjom, wraz z ich zastraszanymi rodzinami, nie mogłyby trwać całymi miesiącami i latami w kłamstwie, płacąc dużą cenę i zamieniając swoje beztroskie życie młodych ludzi w chrześcijańską drogę złożoną z modlitwy i postu…

 

- Widzisz Antonio, ja nie chciałam tego, co się stało. Miałam 15 lat i w głowie zupełnie inne rzeczy. Nawet sobie nie wyobrażałam, że coś podobnego może się wydarzyć. Żyłam przecież w komunistycznej Jugosławii, w Sarajewie i – choć wychowana przez rodzinę w wierze katolickiej – nigdy wcześniej nie słyszałam o Lourdes, Fatimie czy Ojcu Pio. Moi bliscy wiedzieli, że mogą nawet stracić dom, jeżeli opowiedzą mi o tych sprawach, a ja będę to gdzieś powtarzać. Przeszli już swoje z powodu tego, co stało się z moim dziadkiem w latach pięćdziesiątych. Był on przekonanym katolikiem, wszystkim pomagał. Któregoś dnia zabrała go policja i już więcej go nie zobaczyliśmy. Krótko mówiąc, nawet nie wiedziałam, że Maryja może się komuś ukazać. I z pewnością to, co stało się 24 czerwca 1981 roku, to nie był mój wybór. Potem, oczywiście, kiedy widzisz Matkę Bożą, kiedy widzisz Jej oblicze, Jej piękno, i dostrzegasz Jej miłość do nas, chciałbyś zrobić dla Niej wszystko, jesteś gotowy na wszystko! Ale przez lata, kiedy sypały się na mnie te wszystkie oskarżenia i zdawałam sobie sprawę z wielkich prób, na jakie moi bliscy byli narażeni z mojego powodu, przeżywałam wielki ból o mówiłam sobie: „Cóż mogłam poradzić? To nie była moja decyzja!”.

 

- Ciekawe, że w pierwszych miesiącach bronił was zaciekle właśnie ówczesny biskup Mostaru.

 

- Tak, kiedy przyjechał do Medjugorje na bierzmowanie latem 1981 roku, w swojej homilii (której można jeszcze posłuchać, bo została zarejestrowana) ogłosił, że tutaj jest prawda, że niebo zstąpiło na ziemię.

 

- Potem, nagle, od stycznia 1982 roku stał się zaciekłym wrogiem objawień, którą to wrogość przejął od wybranego przez siebie następcy.

 

- Nigdy nie pojęłam przyczyny tak diametralnej zmiany…

 

- Wiesz, że jacyś żartownisie utrzymują, że sprzeciw biskupa wywołało to, iż komunistyczny reżim spoglądał na objawienia przychylnym okiem, dostrzegając w nich możliwość rozwoju turystyki.

 

- Wyobraź sobie normalną piętnastolatkę, bardzo dobrą uczennicę – do tego stopnia, że miesiąc wcześniej, zanim się wszystko rozpoczęło, zostałam wybrana, aby wystąpić w telewizji z recytacją wiersza dla marszałka Tito – która z dnia na dzień staje się niejako kryminalistką piętnowaną przez media jako wróg publiczny socjalistycznego państwa. Policja i tajne służby bezustannie zabierały mnie ze szkoły. Było to dla mnie ogromne upokorzenie, ale również wielka obawa. Niemal codziennie wpadali do domu i wywracali go do góry nogami, potem mnie zabierali, a moi rodzice zostawali zamknięci i płakali. W końcu musieli się oddalić, bo pozostawanie z nami było naprawdę niebezpieczne. Mojej matce zagrozili zwolnieniem z pracy. Ojciec zachował pracę tylko dzięki swojemu szefowi, który miał dla niego wielki szacunek i chronił go. Udawali nawet, że się rozwodzą, aby uniknąć większych kłopotów. Mój trzynastoletni brat nie potrafił już sam sypiać. Nie mogłam nawet mieć przyjaciół, żeby nie narażać ich na niebezpieczeństwo.

 

- To znaczy?

 

- Podam ci jeden przykład. Kiedyś mój kolega ze szkoły, niewierzący Serb, wyszedł ze mną, po czym usiedliśmy przy stoliku, żeby chwilę porozmawiać. Na drugi dzień zapytał mnie: „Mirjana, powiedz mi, kim ty właściwie jesteś?” Spojrzałam na niego, nie rozumiejąc, a on na to, że po powrocie do domu po naszym spotkaniu otoczyli go policjanci, którzy chcieli wiedzieć, co mu powiedziałam.

 

- Kto wie, co sobie wyobrażali…

 

- On, głuptas, wyjaśnił im, że po prostu mnie zapytał, czy chcę być jego dziewczyną, a ja odpowiedziałam, że nie. Ale nie rozumiał, co takiego zrobiłam, żeby ściągać mu na kark policję.

 

- A od ciebie czego chcieli?

 

- Trzymali mnie cały dzień na przesłuchaniu, domagali się, żebym wyznała, że to ojciec Jozo wszystko wymyślił. A ja nawet nie znałam ojca Jozo, bo przyjechałam do Medjugorje w czerwcu (jak każdego roku do mojej cioci), podczas gdy on, będąc tam proboszczem dopiero od grudnia, w tamtych dniach około 24 czerwca przebywał w Zagrzebiu na rekolekcjach.

 

- To prawda. Rzeczywiście, kiedy wrócił, początkowo sądził, że domniemane objawienia są prowokacją wymyśloną przez policję, by uderzyć w Kościół i podejrzewał właśnie ciebie, że możesz być „wtyczką”, która sprowadziła na złą drogę inne dzieci?

 

- A policja podejrzewała jego. W praktyce ani policja, ani zakonnicy (początkowo) nie wierzyli, że Maryja naprawdę objawia się w Medjugorje, i podejrzewali się nawzajem.

 

- Tymczasem was szykanowano i dręczono, wy, chociaż byliście właśnie dziećmi, zawsze zdecydowanie potwierdzaliście wasze świadectwo. Zastanawiam się, jak to robiliście? Nie myśleliście o waszej przyszłości? Na pewno nie mogliście wiedzieć, że system komunistyczny upadnie dziesięć lat później. Musieliście mieć świadomość tego, że przez całe życie będziecie narażeni na prześladowania i szykany, na wielkie życiowe trudności.

 

- Policja zawlokła nas nawet na badanie do reżimowych psychiatrów.

 

- Oni jednak musieli uznać, że jesteście całkowicie normalni i zdrowi na umyśle.

 

- Ale na tym się nie skończyło. Gazety podawały, że jesteśmy biednymi głupkami, a my musieliśmy to wszystko znosić. Do tego stopnia, że mój ojciec zachęcał mnie do studiów, ażeby udowodnić, że nie jesteśmy głupi. Chodziłam do liceum i na uniwersytet, osiągając zawsze najlepsze wyniki.

 

- Miałaś jakieś trudności z uczęszczaniem do szkoły z powodu tego, co ci się przydarzyło?

 

- Chodziłam wcześniej do najlepszego liceum w Sarajewie, ale po tym, co zdarzyło się latem 1981 roku w Medjugorje, po powrocie do szkoły zostałam wyrzucona, zmuszona do porzucenia przyjaciół i zapisania się do gorszego liceum, gdzie chodzili ci wszyscy, których władze nazywały „odpadami” z różnych szkół w mieście. Najczęściej była to młodzież wykolejona, narkotyzująca się. Ale – muszę przyznać – okazali się całkiem sympatyczni i nawet mnie bronili. Zawsze byłam wesołego usposobienia, odwzajemniałam się im serdecznością i przyjaźnią. Pamiętam jeszcze, jak się śmiałam, kiedy pewien chłopak zapytał mnie: „Mirjana, a ty co bierzesz?”. Początkowo nie zrozumiałam, o co mu chodzi, dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że chciał wiedzieć, jakie substancje zażywam, bo przecież wszyscy tam ćpali. Odpowiedziałam „Jezusa”. Wtedy usłyszałam: „To pewnie dużo lepsze od tego, co ja biorę”. „Możesz być pewien” – odrzekłam. Cóż, widział, że jestem zawsze zadowolona i mam się dobrze.

 

- Pomimo tego wszystkiego, co musiałaś znosić? Wróćmy do tego, co dzieje się dzisiaj: duża liczba uzdrowień duszy i ciała, które miały i mają miejsce w Medjugorje?

 

- Szczerze mówiąc, nigdy nie oglądałam cudów, o których mnie informują.

 

- Ale takie są fakty, liczne fakty. W parafii zachowana jest dokumentacja medyczna i świadectwa?

 

- Tak, to są rzeczy, za które należy dziękować Panu, bardzo dziękować. Ja jednak myślę, że najważniejszym wydarzeniem jest poznanie miłości Boga, bo kiedy ktoś poznaje miłość i przyjmuje miłość, którą Bóg ma dla niego, uzdrawia swoją duszę i zmienia życie. To jest największe uzdrowienie, największe dobro. To przydarza się wielu, bo każdy, kto otworzy serce, może doświadczyć czułości Maryi i otrzymać od Niej w darze Syna, odnajdując w ten sposób spokój i radość.

 

- Także Jan Paweł II (jak i Ratzinger) był pod wrażeniem jakże licznych nawróceń pod wpływem Medjugorje. A propos Ojca Świętego, odkryłem pewną tajemniczą, ukrytą stronę jego życia, wyjaśniającą wiele spraw: od 26. roku życia miał doświadczenia mistyczne. Najwyraźniej fakt, że posiadał ten wielki dar, pozwolił mu od razu rozpoznać autentyczność objawień w Medjugorje i zrozumieć (z entuzjazmem) wielki plan Maryi, która przyzywała do siebie ludzkość z tej małej miejscowości położonej na obszarze komunistycznego imperium. Jeśli oceniał Medjugorje jako „nadzieję świata”, to znaczy, że od początku „wiedział”. Czyż nie? Co o tym sądzisz?

 

- Mogę ci tylko powiedzieć, że podczas spotkania w Castelgandolfo patrzyłam w oczy Papieża i czułam się tak, jak gdybym widziała Jej oczy. W jego wzroku dostrzegłam ten sam blask Jej oczu, pełnych miłości. Te same oczy. Ta sama miłość. To samo bezgraniczne miłosierdzie.

 

- Po „tajemnicy Jana Pawła II” przejdźmy więc do „tajemnic Medjugorje”, bo to właśnie na tobie spoczywa straszliwa odpowiedzialność ich przechowywania i – przez ojca Petara – ogłaszania światu trzy dni przed nastąpieniem. Wiemy, że przepowiadają okropne próby. Mamy zresztą do czynienia z niespotykaną koncentracją orędzi mistycznych w ciągu ostatnich dwóch wieków, które, wraz z innymi objawieniami maryjnymi, głoszą nadejście apokaliptycznego zwrotu w historii ludzkości. Wydaje się jasne, że musimy przygotować się na coś w rodzaju nowego potopu (niekoniecznie wody). Zresztą Jan Paweł II przez cały swój pontyfikat ostrzegał nas na tysiące sposobów przed nadchodzącym ryzykiem atomowej autodestrukcji. Co o tym sądzisz?

 

- Posłuchaj, czy ktoś może powiedzieć z całą pewnością, że jutro będzie jeszcze na tej ziemi lub nawet godzinę? Nikt. Otóż twoja tajemnica mogłaby się sprawdzić za godzinę albo za dzień, albo za 50 lat. Reasumując, tylko to się liczy: wierzyć w Boga i móc wejść, kiedy przed Nim staniemy, na zawsze do Jego domu. Dlatego Maryja przyszła. Ona chce uratować każdego z nas, chce uratować wszystkich.

 

- Z pewnością, ale tu chodzi o losy świata, ludzkości, naszych dzieci?

 

- Ja też jestem matką, mam dzieci, a popatrz na mnie: czy wydaję ci się niespokojna, zasępiona, przestraszona?

 

- Nie, wydajesz się najbardziej uśmiechniętą i pogodną osobą na świecie. Jeśli więc nie jesteś przerażona ty, która wiesz, co nas czeka?

 

- No właśnie. To, co się liczy, to pozwoli się kochać. Kto czuje, że Ona jest Matką, nie boi się. Zresztą Ona nie chce wiary zrodzonej ze strachu. Zawsze mówi: „Dajcie mi wasze serca, a Ja was poprowadzę”. I nawet, jeśli widzimy ogromny marazm, nie powinniśmy się przerażać. My, kobiety, kiedy sprzątamy dom, robimy najpierw wielki bałagan, wywracamy wszystko do góry nogami i gdyby ktoś popatrzył na pracę wykonaną w połowie, to pewnie by się przeraził. A przecież po jej zakończeniu można się nacieszyć wielkim, wspaniałym porządkiem. Sprzątanie dopiero się zaczęło i wydaje się, że panuje wielki nieporządek. Ale nie należy się przerażać. Papież już na początku zachęcił nas: „Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi”. Nie bądźmy więc zamyśleni i niespokojni. Widzisz sam, jak lubię się śmiać i żartować?

 

- Tak, wydajesz się być całkiem normalną osobą?

 

- Aha, (z uśmiechem) dworujesz sobie ze mnie. Ale naprawdę słyszałam takie opinie. Pewnego dnia rozmawiałam z francuskimi pielgrzymami i po tym, jak wyjaśniłam im kilka rzeczy, jedna z pań zawołała: „Ależ ona jest normalna!”. W pierwszej chwili nie zrozumiałam, lecz po chwili wybuchnę łam śmiechem. Czasami najbardziej dziwi właśnie fakt, że jesteśmy normalnymi ludźmi. Zajmuję się domem, codziennie muszę załatwiać rozmaite sprawy, przygotowywać posiłki, zajmować się dziećmi, mieć cierpliwość do męża, bo z mężczyznami nie zawsze można się dogadać.

 

- Maryja nie prosi cię, żebyś robiła jakieś dziwne rzeczy?

 

- Absolutnie nie. Kto niepokoi bliźniego swoją szaloną postawą albo nadmiarem słów, daleki jest od tego, czego uczy nas Maryja. Ona jest Matką, trzeba się nauczyć nikogo nie oceniać i dawać miłość, tylko miłość, tak jak Ona czyni. Maryja mówi, że miłość, musi być naszym znakiem rozpoznawczym. Nie trzeba robić nie wiadomo czego. Można nieść radość czy nadzieję nawet za pomocą zwykłego „dzień dobry”. Zwyczajny, ofiarowany z miłością uśmiech jest niekiedy bardziej skuteczny aniżeli tysiąc przemówień. Wtedy ludzie, bez zamęczania ich kazaniami, przychodzą do ciebie i pytają „Jak to robisz, że jesteś taki?”. A ich serca otwierają się na Boga.

 

- Tym niemniej nie może to być sposób na unikanie ogromu problemów, niedostrzeganie czarnych chmur gęstniejących na horyzoncie ludzkości.

 

- Ale dlaczego mamy widzieć rzeczy tylko w ten sposób? Prawdziwym nieszczęściem jest brak Boga. Największym dramatem jest zagubienie własnej duszy. Maryja jest wśród nas od tylu lat, jak sama powtarza, aby nam uzmysłowić, jak wielka jest miłość Boga dla nas, dla ciebie, dal mnie, dla każdego. Gdybyśmy tylko potrafili sobie to wyobrazić, nie wiem, jaka byłaby nasza reakcja. Tyle razy nam powtarzała: „Gdybyście wiedzieli, jak bardzo was kocham, płakalibyście z radości”.

 

- Ale przecież w swoich orędziach, także tych ostatnich. Ona sama mówi o szatanie i ostrzega przed jego złowrogim planem dominacji nad światem.

 

- Szatan istnieje, to pewne. Widziałam go na własne oczy. A jednak, powiedziawszy to, nie należy przypisywać mu tego znaczenia, bo leży wciąż pod stopami Dziewicy i niech tam pozostanie ze swoją niemocą. Niczego nie może zrobić, absolutnie niczego, jeśli my tego nie zechcemy i sami nie otworzymy mu drzwi. Dlatego lepiej przestańmy o nim mówić. Mówmy raczej o Niej, o Maryi, pięknej i pełnej słodyczy, która go pokonała wraz z Synem i która jest pośród nas i z nami!

 

- To prawda. Ale wstrząsem jest widzieć, z jaką złością i nienawiścią Kościół jest atakowany ze wszystkich stron?

 

- Kościół jest zawsze był atakowany. Zawsze! Ale jeżeli Jezus tu jest z nami, któż może mieć nad Nim przewagę? Nikt. Więc i nas nikt nie pokona, jeśli jesteśmy gotowi o Nim świadczyć, a także umierać dla Boga.

 

- Istnieje również niebezpieczeństwo zagrażające Kościołowi od wewnątrz.

 

- Często przychodzą do mnie pielgrzymi rzucający inwektywami przeciw księżom. Słucham tych ich ataków, a następnie, jeśli tylko dają mi możliwość wypowiedzenie się, pytam: „Zatem modlisz się i pościsz w intencji swojego proboszcza, tak?”. Wtedy patrzą na mnie w osłupieniu i odpowiadają, że nie. A ja im uświadamiam, że naszym kapłanom nie potrzeba sędziów lecz miłości. Jakim prawem osądzamy księży? Maryja tego nie czyni: zachęca nas do modlitwy za nich i do tego, byśmy ich prosili o błogosławieństwo, ważniejsze od Jej matczynego błogosławieństwa, które także przynosi radość. Ona nigdy nikogo nie osądza.

 

- Również dlatego, że przecież kapłani są, jak sądzę, niezbędni do zrealizowania Jej planu ratunkowego?

 

- Długo zastanawiałam się nad orędziami Maryi dotyczącymi kapłanów. Myślałam o tym, co powiedziała: „To, co rozpoczęłam w Fatimie, dokończę w Medjugorje”. Otóż myślę, że czas, w jakim dzisiaj żyjemy, jest tym, o którym mówiła Matka Boża. Istnieje most, który łączy te czasy. Są nim właśnie kapłani, bo to poprzez mszę świętą i sakramenty następuje nasze uświęcenie, będące zwycięstwem Niepokalanego Serca Maryi.

 

- Zwycięstwo Maryi powinno być czymś bardzo widocznym, także na płaszczyźnie społecznej, w życiu ludzkości. Ale w gruncie rzeczy Ona mówi zawsze o naszym osobistym nawróceniu. Myślisz, że świat zacznie się zmieniać dopiero wraz z przemianą naszego serca?

 

- Właśnie tak. Pamiętam, że kiedy rozgorzała wojna w naszym kraju, klęczałam w moim pokoju i, myśląc o Milosevicu, o tym, co robi, powtarzałam sobie, że mam kochać także jego, i próbowałam to odczuwać, ale nie mogłam. Mówiłam do Jezusa, żeby to zrobił za mnie (śmiech – przyp. Aut.). krótko mówiąc, stopniowo zaczęłam rozumieć, czego Maryja od początku próbowała nas nauczyć: jeśli kocham, osiągam pokój i rozpowszechniam go. Nauczyła nas, że modlitwa i post są bronią, dzięki której miłość zwycięży w naszych sercach, a więc i na świecie.

 

- Miliony ludzi przybywają teraz do Medjugorje, żeby Jej słuchać?

 

- Z Medjugorje Maryja utworzyła łańcuch modlitwy, który obejmuje teraz cały świat. Kiedy podasz Jej rękę i mocno Ją trzymasz, nie zagubisz się. Nie musisz się niczego obawiać, nawet najcięższych prób życiowych.

 

- Jednakże uprawnione jest prosić Ja o pomoc w takich próbach, prosić, byśmy zostali oszczędzeni albo uleczeni w razie choroby.

 

- Oczywiście. Ale możemy przeżyć zwycięsko każdy trudny czas, mając obok Matkę Bożą, bo Jej Syn zwyciężył. Musimy się tylko modlić, żeby nie zostawiła nas samych, bo wtedy łatwo nas pokonać.

 

- Sęk w tym, że często nie wierzymy w siłę modlitwy. Uważamy ją za ostatnią deskę ratunku dla desperatów, jakąś butelkę z przesłaniem w środku, która pewnie nigdy nie dotrze do adresata?

 

- A jednak dotrze! Tak, Antonio! Powiedz to każdemu napotkanemu człowiekowi: Proś Boga, bo Pan słucha właśnie ciebie! I zawsze cię wysłuchuje, szczególnie za pośrednictwem czułej Matki. W każdych warunkach i okolicznościach wystarczy się pomodlić, prosząc: „Przyjdź, Matko, potrzebuję Cię”, a Ona zaraz przybiegnie z miłością, bo każdy jest Jej dzieckiem. Czyż my, matki, nie biegniemy natychmiast, kiedy nasze dziecko płacze i wzywa nas na pomoc? A przecież Ona jest matką o wiele bardziej niż my troskliwą, litościwą i uważną.

 

- No cóż, ty jesteś uprzywilejowana, mogąc doświadczać w szczególny sposób Jej bliskości?

 

- Nie, to nie tak. Dla Maryi nie ma uprzywilejowanych. Wszyscy jesteśmy Jej dziećmi. Dar objawień, którego niektórym udziela, jest darem dla świata. Ale my również powinniśmy iść tą samą drogą co wszyscy inni. Od razu to zrozumiałam, od pierwszych dni, kiedy rzuciła się na mnie policja.

 

- Co dokładnie zrozumiałaś?

 

- Kiedy pod koniec lat 1981 roku musiałam wrócić do Sarajewa, policja codziennie mnie zabierała – to były straszne dni – potem wracałam do domu i miałam objawienie. Ale Maryja nigdy nie mówiła ani słowa o mnie, o tym, co się ze mną działo, o moim życiu. Płakałam przez miesiąc, bo miałam tylko 15 lat i wielu rzeczy nie rozumiałam. Wreszcie pojęłam, co chciała mi dać do zrozumienia: że jestem taka, jak wszyscy inni, że Ona mówi do mnie to, co chce przekazać wszystkim, aby pomóc im otworzyć serca na Boga. To mnie tak uderzyło, że nigdy nie zdołałam prosić Jej o coś, co dotyczy mnie. W tamtych strasznych miesiącach. Kiedy mój ojciec i brat pozostawali w oblężonym Sarajewie i obawiałam się, że już ich więcej nie zobaczę, polecałam ich i siebie św. Antoniemu – to mój ulubiony święty – i wciąż mu dziękuję, że ich dla mnie zachował. Wiem, że to wydaje się śmieszne, ale tak jest.

 

- Jednakże przynajmniej parafia Medjugorje wydaje się uprzywilejowana. Nawet Maryja co miesiąc adresuje do niej orędzie.

 

- Poprosiła Mariję, aby 25 dnia każdego miesiąca przekazywała Jej orędzie, ponieważ pragnie, aby liczni pielgrzymi, którzy przybywają tutaj ze wszystkich stron świata, znaleźli tu parafię, która ich przyjmie, wspólnotę, gdzie panuje miłość i pokój. Prosi zatem mieszkańców miejscowości o to świadectwo. Jednak Ona zwraca się do wszystkich parafii świata, dal niej cały świat jest jedną parafią. Zresztą niekiedy w naszym kościele w Medjugorje są nas setki, z najróżniejszych krajów. Odmawiamy Ojcze nasz każdy w swoim języku, a przecież rozumiemy się doskonale.

 

- To na potwierdzenie słów Jana Pawła II:”Medjugorje jest nadzieją świata”

 

- Ważne, żeby przyjść tu z otwartym sercem. Zresztą myślę, że na świecie jest bardzo niewielu naprawdę niewierzących. W Medjugorje jest bez liku takich, którzy przychodzą i mówią, że są niewierzący, a potem postanawiają pójść za Panem. Mam nadzieję, że ci, co mają władzę w Kościele, zechcą pozwolić, aby ludzie przyjeżdżali i nawracali się, jak czynił z ojcowską miłością Jan Paweł II.

 

- W jaki sposób przekonałaś się, że Maryja ma naprawdę na uwadze nas wszystkich, każdego z osobna?

 

- Pewnego dnia, po objawieniu, wiedziałam, że mam coś powiedzieć obecnej na Sali dziewczynie, ale nie wiedziałam co. Podeszłam więc do niej i powiedziałam: „Ty wiesz, że mam ci coś powiedzieć”. Ona na to: „Tak, wiem”. Zobaczyłam, że wystarczył jej ten znak, że teraz już wszystko było dla niej jasne. „Dobrze, w takim razie rozumiemy się” – dodałam. Przy innej okazji, kilka godzin po przyjściu Maryji, zatrzymał mnie młody ksiądz i zapytał, dlaczego po objawieniu mówiłam do niego po chorwacku, w języku którego nie zna. Odpowiedziałam mu, że nie wiem, kim jest i nigdy się do niego nie zwracałam, ponieważ zaraz po zakończeniu objawienia odprowadzono mnie do domu, żebym mogła się modlić. Wtedy on zrozumiał: „Miała twój wygląd zewnętrzny, ale to była Maryja. Powiedziała do mnie: <Nawróć się mój synu>.

 

Pożegnałem Mirjanę, myśląc o tym, co wywarło na mnie największe wrażenie: jej wzruszenie za każdym razem, kiedy wspominała o oczach Matki Bożej, o Jej spojrzeniu pełnym miłosierdzia. „Kiedy się ujrzało te oczy” – powiedziała kilka razy, jak gdyby na świecie nie było niczego porównywalnego. Dostrzegła, jak podobne są do nich oczy Jana Pawła II.

 

Decydująca wiadomość.

 

Lutowy poranek 1995 roku. Przy ulicy Solferino w siedzibie dziennika „Corriere Della Sera” trwało, jak zwykle o tej porze, redakcyjne zebranie. Tym razem jednak było ono nieco inne niż zawsze, do tego stopnia, że Michele Brambilla odtworzył i opowiedział jego przebieg w książce Gente che cerca.

 

Jakimi wiadomościami tego ranka zajęła się redakcja? Od kilku dni głośno było o przypadku pochodzącej z Medjugorje (bardzo ważny szczegół) figurki Matki Bożej, która w Civitavecchia, a dokładnie na jej obrzeżach, w Pantano, zaczęła w niewytłumaczalny sposób ronić krwawe łzy. Kiedy ktoś zaproponował zamieszczenie tej informacji w numerze, redaktor wydania przerwał zniecierpliwiony: „Dosyć o tym, to już nikogo nie interesuje”.

 

„Naczelny, Paolo Mieli – opowiada Brambilla – piorunował go krótką przemową, którą zacytuję z pamięci. Brzmiała ona mniej więcej tak: <Nic nie rozumiesz. Ta historia z Civitavecchia jest najważniejsza ze wszystkich informacji. Jestem ateistą, pochodzę z żydowskiej rodziny, zatem nie powinna mnie nic a nic obchodzić jakaś figurka Matki Boskiej. Ale jeśli ta historia jest prawdziwa, jeżeli ona naprawdę roniła łzy, to znaczy, że stał się cud. To znaczy, że Bóg istnieje. A najważniejszą informacją dla każdego człowieka, także tego, który udaje, że nie interesuje się religią, jest właśnie ta, że Bóg istnieje. Jeżeli Bóg istnieje, to dla nas wszystko się zmienia, zmienia się całe nasze przeznaczenie> „.

 

Rzeczywiście , wieść z Civitavecchia obiegła cały świat i tygodniami przyciągała uwagę mediów. Oczywiście na gorąco, wobec tak głośnych faktów, redakcje nie miały żadnych ostatecznych i pewnych odpowiedzi, potrzebne były analizy i odpowiednie badania, aby upewnić się co do nadprzyrodzonego charakteru zjawiska. Nie można było od razu przysiąc, że to cud. Jednak dzisiaj, po upływie lat, po wykonaniu wszystkich analiz i badań (w tym sądowych), sprawa jest ewidentna. Ustalono, że istotnie, owe 14 krwawych łzawień figurki nie miało żadnego naturalnego wytłumaczenia, ziemskiego czy dostępnego naukowo, ani też żadnej przyczyny pozanaturalnej: było więc cudem.

 

Niestety, media są narzędziem „zbiorowego roztargnienia”, zaś najwięksi roztargnieni to właśnie dziennikarze, którzy  przemielają każdego dnia tysiące informacji, pozostawiając za sobą, niczym walec drogowy, te z dnia poprzedniego. W ten sposób nigdy nie wyciągnęli właściwych wniosków wynikających z badań w Civitavecchia, nakreślonych przez redaktora naczelnego podczas zebrania w redakcji „Corriere della Sera”. Może wreszcie, jak sugeruje Thomas S. Eliot, powinniśmy się zastanowić: Gdzie jest wiedza? Utonęła w morzu informacji?.

 

Spróbujmy więc odnaleźć prawdę, śledząc rozwój wydarzeń, tak jak został on później szczegółowo odtworzony w książkach opublikowanych przez biskupa Girolamo Grillo z tamtejszej diecezji: Rapporto su Civitavecchia (Progetto editoriale mariano 1997), Non dimenticare i gemiti di tua madre (styczeń 2005), a także w pracy zbiorowej Lacrime di sangue, z przedmową Vittoria Messoriego (Sei 2005), i w pozycji Riccardo Caniato La Madonna si fa strada (Ares 2005).

 

Wszystko zaczęło się 2 lutego 1995 roku w ogrodzie państwa Gregori w Pantano około 16.30. Figurka Matki Bożej, którą rodzina otrzymała w prezencie od księdza Pablo Martina, miejscowego proboszcza, po powrocie z pielgrzymki do Medjugorje, stała w niszy. Najstarsza córeczka, pięcioletnia Jessica, przechodząc obok, zauważyła, że postać Maryi ma małą czerwoną kroplę w kąciku oka. Po kilku sekundach uformowała się łza. Dziewczynka zawołała ojca. Spostrzegli to niewiarygodne zjawisko także w drugim oku.

 

Szok był ogromny. Zaraz nadbiegli wszyscy domownicy i sąsiedzi. Łzawienia powtarzały się w dniach następnych jeszcze 12 razy, w obecności ponad 40 osób, przy czym za każdym razem były to inne osoby, które „widziały formujące się i ściekające łzy”. Analizy dowiodły, że krew należy do jednej osoby (mężczyzny) i że figurka z litego gipsu nie posiada wewnątrz żadnych zagłębień ani jakichś mechanizmów umożliwiających triki.

 

Biskup Civitavecchia Girolamo Grillo, początkowo bardzo niechętny tego rodzaju zjawiskom, wydał negatywne oświadczenie. Zarządził wręcz zniszczenie figurki i zakazał kapłanom udawać się na miejsce wydarzenia. Na stronach dziennika, który później ukazał się, czytamy, że 13 marca biskup otrzymał telefon od diecezjalnego egzorcysty ojca Gabriela Amortha, który zachęcał go, by uwierzył „ponieważ od zeszłego lata ma on wiedzę, którą powziął od prowadzonej przez siebie duszy pewnej charyzmatyczki posiadającej dary mistyczne, że figurka Madonny będzie płakać w Civitavecchia i że będzie to dobry znak dla Włoch, dlatego też należy czynić pokutę i dużo się modlić”.

 

Biskup wysłuchał, lecz pozostał sceptyczny, ironizując później na temat tego telefonu do swojej siostry Gracji. Ta jednak była wstrząśnięta do tego stopnia, że nazajutrz, 15 marca 1995 roku o godzinie 8.15 poprosiła swojego brata biskupa, by pomodlili się przed figurą Matki Bożej. Biskup poszedł więc po figurkę, którą przechowywała w szafie w kurii jedna z sióstr współpracujących z nim. Wszyscy razem: duchowny, jego siostra z mężem i siostra zakonna, zaczęli odmawiać Salve Regina, a gdy doszli do słów: „one miłosierne oczy Twoje na nas zwróć”, figurka znowu zapłakała krwawymi łzami. Doszło do tego po raz czternasty, lecz tym razem w obecności biskupa sceptyka. Ten doznał wstrząsu i trzeba było wezwać kardiologa, który stał się kolejnym świadkiem łzawienia. Dostojnik został całkowicie przekonany. Jego radykalna zmiana była szczególnie znacząca, ponieważ kategorycznie negatywne oświadczenia wydane w pierwszych dniach wskazywały nie tylko na zwyczajową ostrożność władzy kościelnej, lecz również na osobistą nieufność wobec tego rodzaju zjawisk, spowodowaną intelektualnym formatem i zawodowym dorobkiem biskupa. Jego świadectwo nabrało zatem, właśnie z tego powodu, podwójnej wartości, implikując radykalną samokrytykę w stosunku do wyrażanych początkowo sądów oraz bolesne autodementi. Łatwo wywnioskować, że to, co wydarzyło się na jego oczach (warto wspomnieć tu o słynnym precedensie, 400 lat wcześniej, z biskupem, który ujrzał przed sobą wizerunek Matki Bożej z Guadalupe), musiało być czymś absolutnie bezdyskusyjnym.

 

Również przeprowadzone później analizy potwierdziły cud. Prześwietlenia wykazały, że figurka jest z litego gipsu: „Nie widać w jej wnętrzu żadnych struktur czy aparatur albo zagłębień, co wyklucza jakieś wewnętrzne triki”. Ustalono także, że krwawe łzy „nie mogły powstać z materiału figurki” i że nikt nie mógł wstrzyknąć do niej płynu, gdyż początek poszczególnych łzawień był spontaniczny i widziany przez różne osoby w różnych miejscach.

 

Nie było też żadnego świadka widzącego wszystkie łzawienia, zatem nikogo nie można było podejrzewać. Przykładowo, wśród zebranych podczas ostatniego łzawienia w domu biskupa nie było ani jednej osoby obecnej w czasie wcześniejszych 13 łzawień. Pomimo tak różnych świadków, krew z 14 łzawień, które wydarzyły się w różnych miejscach w obecności różnych ludzi, należy do tej samej osoby. Trzeba by się więc zastanowić, kim może być ów tajemniczy człowiek w przedziwny sposób obecny przy każdym łzawieniu, chociaż nie ma widzialnego świadka wszystkich tych zjawisk; musiał być niewidzialny dla oka ludzkiego. Wreszcie należy rozważyć, w jaki sposób i dlaczego figurka Matki Bożej płacze krwią tego człowieka.

 

Ciekawy jest również wynik badań sądowych, które przeprowadzono pod wpływem skarg i poważnych oskarżeń. Śledczy, zajmując się przypadkiem figurki, poddali badaniom krew, a także przesłuchali świadków, wśród nich „komendanta straży miejskiej, funkcjonariuszy policji więziennej i policji państwowej”, gdyż aż sześciu urzędników państwowych pełniących służbę na miejscu widziało niektóre łzawienia. Ich zeznania nie pozostawiają żadnych wątpliwości.

 

Weźmy przypadek Giancarlo Mori, komendanta straży miejskiej z Civitavecchia, który „był obecny przy łzawieniu mającym miejsce 4 lutego około 19.30, wraz z kolegą i dwoma policjantami”. Oto jak przedstawia wydarzenia z 23 lutego w transmisji telewizyjnej Enza Biagi: „Rozmawiałem właśnie z moim współpracownikiem, kiedy zwróciły moją uwagę słowa funkcjonariusza Komendy Głównej: <Zjawisko się powtarza>. Natychmiast podszedłem bliżej i właśnie w tym momencie twarz Matki Bożej zaczęła się czerwienić. W miejscu pod oczami, na powierzchni wielkości jednego, może dwóch milimetrów kwadratowych, ukazała się substancja koloru czerwonego. Był to płyn, który w ciągu 15 minut zgęstniał i zaczął spływać”.

 

Należy dodać, że ten urzędnik państwowy nie robił tajemnicy z faktu bycia osobą o „przekonaniach laickich”. Tak więc z pewnością nie spodziewał się tego, co zobaczył. Massimiliano Marasco, dziennikarz „II Messaggero” obecny przy tym samym łzawieniu, w wywiadzie udzielonym komuś, kto wysunął hipotezę manipulacji, odpowiedział: „Wykluczam ją kategorycznie. Ten, kto tam był, od razu wiedział, że to zjawisko zachodzi w sposób całkowicie naturalny”. A więc jego daniem działo się to bez żadnej ludzkiej ingerencji.

 

Biorąc pod uwagę tak liczne i zgodne świadectwa, sąd, po latach, zamknął dochodzenie, oddalając wszystkie oskarżenia i podejrzenia oszustwa. Po przeprowadzeniu drobiazgowego śledztwa i wysłuchaniu świadków, w decyzji o umorzeniu czytamy, że łzawienia „sprowadzają się albo do zjawiska zbiorowej sugestii, albo do faktu nadnaturalnego”. Ale przecież te łzy nie były złudzeniem wzrokowym. Sfotografowano je i sfilmowano, nie mogły być więc „sugestią”. Poddano je nawet analizie w laboratorium pod mikroskopem i stwierdzono, że to krew ludzka. Zatem, idąc drogą eliminacji, to sam sąd, jakimś przedziwnym trafem, uchylił furtkę, aby zjawisko ocenić jako nadprzyrodzone.

 

Widoczna niewytłumaczalność praktyczna i naukowa łez, którymi płakała figurka z litego gipsu, pozostawiała otwartą jedyną możliwość: to był cud. Ale w tamtym momencie, stając wobec rezultatów ogłoszonych przez naukę i sądownictwo, wszyscy się gdzieś zapodziali: dziennikarze, komentatorzy, oskarżyciele, satyrycy, intelektualiści, duchowni i hierarchowie oraz lobby laickie.

 

Szybko odwrócili głowy w inną stronę, aby uniknąć rozliczenia z faktami i konkluzjami naukowymi, konieczności odwołania wcześniejszych nieostrożnych wypowiedzi, a przede wszystkim uznania oczywistości cudu. Ta oczywistość cudu – jak argumentował Mieli – oznacza że Bóg istnieje. A najważniejszą informacją dla każdego człowieka, także tego, który udaje, że nie interesuje się religią, jest właśnie ta, że Bóg istnieje. Jeżeli Bóg istnieje, to dla nas wszystko się zmienia, zmienia się całe nasze przeznaczenie.

 

Istotnie, tak właśnie jest. I to pewnie z tego powodu media oraz intelektualiści unikali rozliczenia z tym przypadkiem (jak i z wieloma innymi analogicznymi cudami). Ale Kościół, co oczywiste, nie mógł pominąć problemu.

 

Komisja diecezjalna wykluczyła halucynację i zjawisko parapsychologiczne czy diabelskie. Następnie szukała przyczyn naturalnych lub ludzkich, przesłuchując 40 świadków „różniących się wiekiem, płcią, statusem społecznym, religią”. Wszyscy „stawili się dobrowolnie i bez żadnego osobistego interesu przysięgli mówić prawdę. Oświadczyli, że widzieli tworzące się i spływające łzy, a więc obserwowali ruch, i że w owej chwili nikt nie manewrował figurką”. Ponadto „profesorowie Angelo Fiori i Giancarlo Umani Ronchi zostali wysłuchani przez komisję teologiczną, przed którą potwierdzili wyniki przeprowadzonych przez siebie badań przekazanych biskupowi, stwierdzając również naukową niewytłumaczalność zjawiska”.

 

Umysł prawdziwie laicki zastosowałby tutaj sokratyczne motto „Idź za prawdą, dokądkolwiek cię prowadzi”, i uznałby cud. Rozum ludzki bowiem w Civitavecchia widział oczyma i dotykał ręką iskry świata nadprzyrodzonego, który wtargnął do historii (dotyczy to także innych głośnych cudów, w Lourdes czy innych miejscach). Aby nie uznać w tym przypadku oczywistości cudu, należałoby zanegować rozum i schronić się w przesądzie. Jak powiadał wielki dziennikarz i pisarz angielski Gilbert K. Chesterton: „Wierzy w cuda ten, kto ma dowody przemawiające na ich korzyść. Neguje je ten, kto ma teorię sprzeciwiającą się im”.

 

Zresztą z tych tajemniczych łez wyniknęły inne cuda. Uderzająca jest liczba nawróceń i niewytłumaczalnych uzdrowień, które miały miejsce w tych latach i nadal są odnotowywane (udokumentowane świadectwami) w kościółku, gdzie przechowuje się figurkę, będącym celem wielu pielgrzymek i miejscem modlitwy. Zastanówmy się, jak wytłumaczyć ten znak łez?

 

Matka Boża z Medjugorje mówiła o tym w orędziu 24 maja 1984 roku, a więc 11 lat wcześniej „Drogie dzieci! (…) W każdej chwili, gdy jest wam ciężko, nie bójcie się, gdyż kocham was i wtedy, kiedy jesteście daleko ode Mnie i mego Syna. Proszę was, nie pozwólcie, by moje serce płakało krwawymi łzami z powodu dusz, które się zatracają w grzechu”.

 

Byli i tacy, którzy mieli obiekcje czy nawet ironizowali na ten temat faktu, że łzy figurki to krew mężczyzny. Ale teolodzy stwierdzili, że z punktu widzenia chrześcijańskiego jest to całkowicie racjonalne, gdyż krew odkupicielska jest krwią Jezusa, nie Maryi. Znak ukazał zatem głęboki i nierozerwalny związek pomiędzy Matką a Synem Zbawcą, potwierdzając, że Maryja prowadzi do Jezusa Odkupiciela, nie do siebie samej. Wszystko to ma głęboko chrześcijański sens, potwierdzony nieprzypadkowością dnia, w którym miało miejsce pierwsze łzawienie: 2 lutego, czyli w liturgiczne święto Ofiarowania Pańskiego (dawniej Purificatio Sanctae Mariae, czyli Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny), święto Dziewicy, która „była bardzo blisko zjednoczona” ze zbawieniem „jako Matka cierpiącego Sługi Jahwe i jako wzór dla nowego ludu Bożego, bezustannie doświadczanego w wierze i nadziei przez cierpienie i prześladowanie” (Paweł VI).

 

Czy można powiedzieć, że te łzy ukazują także boleść Boga? Wielki filozof i wielki nawrócony, Jacques Maritain, twierdzi: „Gdyby ludzie wiedzieli, że Bóg cierpi wraz z nami i o wiele bardziej niż my z powodu całego zła niszczącego Ziemię, wiele rzeczy przyjęłoby niewątpliwie inny obrót i wiele dusz byłoby oswobodzonych… Łzy Królowej Nieba (oznaczają) najwyższą odrazę, jaką Bóg i Maryja żywią wobec grzechu, i najwyższe Ich miłosierdzie dla nędzy grzeszników”.

 

W liście napisanym z okazji 150-lecia objawień w La Salette, gdzie płacząca Dziewica ukazała się w 1846 roku dwojgu dzieciom, Jan Paweł II pisze: „Maryja, Matka pełna miłości, pokazała w tym miejscu swój smutek w obliczu moralnego zła ludzkości. Poprzez swoje łzy pomaga nam Ona lepiej zrozumieć bolesny ciężar grzechu, odrzucenia Boga, ale także płomienną wierność, jaką Jej Syn zachowuje względem Jej dzieci, On, Odkupiciel, którego miłość jest zraniona przez zapomnienie i odmowę. (…) współczuje swoim dzieciom w ich doświadczeniach i cierpi, widząc ich oddalających się od Kościoła Chrystusowego”.

 

Zatem te łzy są przede wszystkim pełnym troski matczynym orędziem, orędziem żarliwej miłości do każdego z nas. Dziewiętnastowieczna święta związana z Civitavecchia, Maria de Mattias, lubiła, wszystkim powtarzać: „Jesteś wart krwi Chrystusa!”. To słowa, które zyskały nadzwyczajne, nadprzyrodzone potwierdzenie właśnie w jej mieście sto lat później.

 

Bez wątpienia jednym z tajemniczych znaczeń cudu z Civitavecchia jest również fakt, że Matka Boża płakała krwawymi łzami u wrót Rzymu. Wielu twierdzi, że to wydaje się łączyć opisywane wydarzenia z sercem chrześcijaństwa, z siedzibą Piotrową (i Medjugorje). Zresztą właśnie Jan Paweł II, w czasie podróży, jaką odbył w 1987 roku, poświęcił Civitavecchia Matce Bożej Łaskawej. Marija Pavlović, jedna z wizjonerek z Medjugorje, zastanawiając się nad łzami u wrót Rzymu, miała powiedzieć: „Matka Boża powiedziała nam: <Módlcie się za Ojca Świętego, którego ja wybrałam na te czasy> „.

 

Istotnie, jest jeszcze jedna kwestia wymagająca całościowego opisania, a jest nią relacja pomiędzy Matką Bożą z Civitavecchia i Janem Pawłem II, który – kiedy się uważnie przyjrzeć – coraz bardziej wydaje się być prawdziwym bohaterem wszystkich tych wydarzeń.

Źródło: medjugorje.org.pl

Posted in Kościół, Medziugorje, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 217 Comments »

Sparaliżowana dziewczyna została uzdrowiona podczas objawienia

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 Styczeń 2012


16 letnia Silvia Busi bardzo poważnie zachorowała, pomimo to wszystkie wyniki badań były w normie. Minęło zaledwie kilka dni, gdy Włoszka znalazła się na wózku inwalidzkim, nie mogąc poruszać nogami. Dziewięć miesięcy póżniej choroba Sylvii zniknęła równie szybko jak się pojawiła. Stało się to w Medjugorje podczas objawienia jakie miał widzacy Ivan Dragicević. „Największym z darów jakie otrzymałam jest dar wiary” – mówi Silvia.

Choroba, która przyszła nagle i spowodowała wielomiesięczny paraliż, równie nagle odeszła. Gdy Silvia miała 16,17 lat zaszły w jej życiu drastyczne zmiany.

Silvia Busi

Przez 9 miesięcy, od października 2004 roku, uczennica z Padwy we Włoszech, była unieruchomiona na wózku inwalidzkim. Nie mogła chodzić ani nawet poruszać nogami. Czas jej kalectwa zakończył się w czerwcu 2005 roku na Wzgórzu Objawień w Medjugorje, gdy wstała i zaczęła chodzić po objawieniu jakie miał Ivan Dragicević.

„Do początku października 2004 roku byłam zwyczajną dziewczyną chodzącą do szkoły. Miałam przyjaciół, tańczyłam, pływałam. Nagle w przeciągu kilku dni wszystko się skończyło, choć testy medyczne na to nie wskazywały.” – mówi Silvia Busi podczas niedawnego spotkania modlitewnego we Włoszech.

„Od czasu, gdy znalazłam się na wózku inwalidzkim, moja rodzina i ja przeszliśmy przez trudne i bolesne chwile. Podczas tych miesięcy zaczęłam tracić na wadze, choroba postepowała, ograniczając moje życie coraz bardziej, prowadząc do psychicznego załamania.”

Od początku matka Silvii kierowała się ku wierze jako jedynej drodze rozwiązania problemów córki. Byli rodziną katolicką, ale Silvia mówi, że uczęszczała na niedzielną Mszę św. tylko z przyzwyczajenia:

„ Naszą siłą była moja mama. Gdy nie znalazła rozwiązania u lekarzy, zwróciła się do księdza, który był bardzo oddany jednej z maryjnych grup modlitewnych. Zaczęliśmy przychodzić do wspólnoty w każdy piątek, modlić się na Różańcu, uczestniczyć we Mszy św.i Adoracji Najświętszego Sakramentu. Towarzyszyłam moim rodzicom choćby z tego względu, że nie mogłam zostać w domu sama.” – mówi Silvia Busi.

W maju, miesiącu poświęconym Matce Bożej, moja mama postanowiła uczestniczyć w spotkaniach codziennie, nie tylko w piątki i brać udział co najmniej w Rożańcu i Mszy Świętej. Na początku nie było to dla mnie łatwe, lecz po paru tygodniach zaczęłam odczuwać potrzebę, by tam pojść, ponieważ tylko tam mogłam uzyskać trochę ukojenia. Nie mogąc robić tego, co moi rówieśnicy, tu czułam się lepiej.

Decyzja Silvii o wyjeździe do Medjugorje byla równie natychmiastowa jak jej choroba i póżniejsze uzdrowienie:

„ 20 czerwca, moja fizioterapeutka powiedziala, że w przyszlym tygodniu będzie towarzyszyła swojej mamie w wyjeździe do Medjugorje. Zapytałam czy mogłabym z nimi pojechać i po trzech dniach, wraz z moim ojcem, byłam w autokarze jadącym do Medjugorje. Przyjechaliśmy rankiem 24 czerwca, w święto św.Jana Chrzciciela – jednocześnie rocznicę pierwszego objawienia.” – mówi Silvia Busi do uczestników spotkania modlitewnego.

Gdy Silvia usłyszała, że widzący Ivan Dragicevic będzie miał wieczorem objawienie, szybko zdecydowała, że chce w nim uczestniczyć, chociaż myślała, że niemożliwe jest wniesienie jej wózka inwalidzkiego na szczyt Wzgórza Objawień. Znaleziono rozwiazanie – dziewczyna została wniesiona na szczyt wzgórza, gdzie przybyla o godz. 20ej, dwie godziny przed objawieniem.

„Wspominam to jako moją pierwsza modlitwę sercem. Te dwie godziny upłynęły mi bardzo szybko. Siedzący obok mnie lider naszej grupy powiedział mi bym zwróciła się do Matki Bozej ponieważ niedługo przybędzie by nas wszystkich wysłuchać. Poprosiłam Ją o siłę by w spokoju zaakceptować moje życie na wózku inwalidzkim, ponieważ miałam siedemnaście lat i wizja przyszłości mnie przerażała.”

W tym miejscu 24 czerwca 2005 r.
Ivan Dragicević miał objawienie Matki Bożej

„Podczas objawienia jakie miał Ivan, po mojej lewej stronie widzialam światlo: białe, piękne, bardzo silne i wyraziste, ale byłam w stanie patrzeć w jego stronę, gdyż nie oślepiało mnie. Gdy je zobaczyłam, zlękłam się i spuściłam wzrok by na nie nie patrzeć, ale jednocześnie emanowało dobrocią i przyciagało moje spojrzenie. Tak więc podczas objawienia, kątem oka cały czas na nie patrzyłam” – mówi Silvia Busi.

Po objawieniu, ludzie, którzy znosili dziewczynę, niechcący upuścili ją. Silvia upadła na twarde skały, lecz zupełnie tego nie odczuła. W tym momencie została uzdrowiona.:

„Zapamiętałam ten upadek jakbym była na miękkim materacu, nie na tych ostrych i twardych skałach.Pamietam również bardzo słodki głos, który mówił do mnie i uspakajał mnie. Po paru minutach otworzyłam oczy. Mój ojciec płakał. Pierwszy raz od 9 miesięcy miałam czucie w nogach, czułam, że moge sie na nich oprzeć. Potem powiedziałam do mojego ojca : Jestem uzdrowiona, mogę chodzić!”

„ Zobaczyłam przed soba wyciągniętą rękę. Chwyciłam ją i stanęłam na nogach jakby to była najbardziej naturalna rzecz. Wybuchnęłam płaczem, ponieważ to mnie przerosło. Nigdy nie przypuszczałam, że spotka mnie cos takiego. Potem zaczęłam iść. Moje nogi były bardzo słabe, ale byłam przekonana, ze nie upadnę, ponieważ czułam jakieś niewidzialne sznurki, które mnie podtrzymywały i miałam pewność, że nic mi sie nie stanie.”

Następnego ranka, o godzinie 5., Silvia wspinała sie na górę Krizevac, by odprawić Drogę Krzyżową ze swoją grupą. Gdy wróciła z Medjugorje okazalo się, że z jej choroby pozostały jedynie napady drgawek.

Równiez one zniknęły, dzięki kolejnemu wydarzeniu związanemu z Medjugorje:

„Zdarzały się jeszcze ataki choroby, ale dzięki Bogu minęły. Na początku były prawie niedostrzegalne, lecz potem powtarzały się wiele razy w ciagu dnia. Na spotkanie modlitewne przyjechał o. Ljubo Kurtovic, zakonnik z Medjugorje i powiedzial mi, abym dziękowała i wychwalała Boga za dar, który On mi ofiarował.” – mówi Silvia Busi.

Wczesniej Silvia oddawała się modlitwie różańcowej i głosiła świadectwo. Myślała, ze nastąpilo całkowite uzdrowienie, lecz tak nie bylo:

„Zanim odeszłam, o. Ljubo modlił się nade mną, pobłogosławił mnie i parę dni pózniej wszystkie napady zniknęły. Po roku przestałam brać leki i teraz, dzieki Bogu, wszystko jest w porządku.”

Chociaż Silvia Busi jest zupełnie zdrowa, nie przestaje doceniać największego daru jaki otrzymała:

„ Największym darem jaki Bóg dał mi i mojej rodzinie jest odkrycie na nowo Jego łaski, wiara i nawrócenie. Droga ta jest bardzo długa. Dopiero rozpoczęliśmy naszą wedrówkę a trwać ona będzie przez całe życie. Napotykamy wiele trudności, nikt nie jest od nich wolny, ale z pomocą wiary i modlitwy możemy je przezwyciężyć i wytrwać.” – mówi Silvia.

„Wraz z nawróceniem Bóg rozpalił jakby ogień we mnie. Lecz tak jak płomień podsyca się drewnem tak wiara karmi się modlitwą – poprzez Mszę Świętą, Adorację Eucharystyczną, Różaniec, czytanie Pisma Świętego, post i spowiedź przynajmniej raz w miesiącu. Dzięki temu ogień nigdy nie zgaśnie, nawet jeśli powieje wiatr.”

„Dla mnie jest to coś najważniejszego i najpiękniejszego w życiu.Modlę się z całego serca, by codzennie doświadczać więcej milości Boga i Maryi. Miłość ta jest wszechogarniająca i jednakowa dla każdego z nas.”

źródło: medzjugorje.blogspot.com

Nadesłała: Malaga

Tłumaczyła:Hanna

Posted in Cuda, Medziugorje | Otagowane: , , , | 105 Comments »

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 323 obserwujących.