Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Archive for 25 lutego, 2010

Orędzie, 25. lutego 2010

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 lutego 2010

„Drogie dzieci! W tym czasie łaski, gdy również przyroda przygotowuje się by pokazać najpiękniejsze kolory w roku, dziatki, ja was wzywam, byście otworzyli wasze serca Bogu Stworzycielowi, aby On was przemienił i ukształtował na Swój obraz i podobieństwo, aby wszelkie dobro, które zasnęło w waszym sercu przebudziło się do nowego życia i pragnienia wieczności. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”

Posted in Medziugorje, Orędzia | Możliwość komentowania Orędzie, 25. lutego 2010 została wyłączona

Dzisjaj przychodzi do nas Matka naszego Pana

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 lutego 2010

A skądże pochodzi ten zaszczyt że przychodzi do mnie matka mojego Pana?

Dzisiaj – 25/02/2010 – otrzymamy nowe orędzie z nieba ..  zatrzymajmy się na  modlitwie, zwłaszcza o godz.  17:40
– w momencie, gdy Matka Boża    zstępuje z nieba na ziemię i rozmawia z Mariją Lunetti.

Zapraszamy (jeśli to możliwe), aby zapalić świeczkę i modlić się na Różańcu od 17:00
jako znak wspólnoty, otwartego serca i cześć dla Królowej Pokoju za jej  obecność wśród nas


Orędzie do Marija Pavlović Lunetti w dniu 25 luty 2010 r.

Drogie dzieci………


Posted in Medziugorje | Możliwość komentowania Dzisjaj przychodzi do nas Matka naszego Pana została wyłączona

Świadectwo Matki

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 lutego 2010

Misericordias Domini in aeternum cantabo!

Droga Siostro!

Piszę do Ciebie ten list z nadzieją, że może on Ci pomóc!

Jestem matką siedmiorga dzieci. Troje urodziłam, dla czworga stałam się miejscem śmierci. Chociaż wydarzyło się to dawno, bo ponad trzydzieści lat temu i przygotowując się do pierwszej Komunii świętej najstarszego syna byłam u spowiedzi otrzymując rozgrzeszenie, poranienie pozostało.
Temat ten głęboko zamknęłam, schowałam starając się zapomnieć. To moje „zapomnienie” polegało tylko na tym, że nigdy i z nikim nie mówiłam o przerywaniu ciąży. Słysząc jak inni poruszali ten temat byłam pełna niepokoju, smutku i bólu. Mijały lata, dochodziły różne problemy życiowe jak: wyjazd z rodziną do Niemiec, troska o dorosłe już dzieci i wiele innych kłopotów. Depresja. Leczenie psychosomatyczne trwało prawie dziesięć lat. Trzy razy byłam w sanatorium. Lekarze starali się mi pomóc, znaleźć przyczynę choroby, ja natomiast widziałam tylko moje obecne problemy. Całkowite zagubienie i pragnienie ucieczki, ale dokąd? Zamknięty krąg. Beznadzieja. Przez te wszystkie lata, chociaż chodziłam do kościoła, to naprawdę tylko „chodziłam”. Bałam się Pana Boga. Wydawało mi się, że jestem niegodna tam przychodzić.
Tylko do Maryi miałam odwagę się zwrócić, została moją powierniczką, do Niej zwracałam się z moimi problemami, ale sama niewiele robiłam. Będąc w Polsce w roku 1997 weszłam do księgami katolickiej i na bocznym stoliku spostrzegłam „Dzienniczek” siostry Faustyny Kowalskiej, który natychmiast kupiłam. Zadziwiło mnie Boże miłosierdzie! Zadziwiło i spowodowało pragnienie doświadczenia go, lecz dusza moja była głucha. Zaczęłam odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Uparcie i ciągle. Wynotowałam sobie wszystkie słowa Pana Jezusa zapisane przez świętą Faustynę. Szczególnie głęboko poruszyły mnie słowa Pana Jezusa, które zapisała w Zeszycie Piątym, 1541: „Córko moja, zachęcaj dusze do odmawiania tej koronki, którą ci podałem. przez odmawianie tej koronki podoba mi się dać wszystko, o co mnie prosić będą. …. Napisz dla dusz strapionych: Gdy dusza ujrzy i pozna ciężkość swych grzechów, gdy się odsłoni przed oczyma jej duszy cała przepaść nędzy, w jakiej się pogrążyła, niech nie rozpacza, ale z ufnością niech się rzuci w ramiona mojego miłosierdzia, jak dziecko w objęcia ukochanej matki. Dusze te mają pierwszeństwo do mojego litościwego serca, one mają pierwszeństwo do mojego miłosierdzia.” Czytałam i płakałam, I nie wiedziałam co ze sobą zrobić. I wtedy właśnie, kiedy wołanie: „Jezu ufam Tobie” było moim SOS, we wrześniu 1998 roku odbyły się rekolekcje prowadzone przez O. Józefa Kozłowskiego z Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi wraz z Zespołem Ewangelizacyjnym „Mocni w Duchu”. Pomyślałam wtedy, że tylko Duch Święty może mnie oświecić. I tak się stało! Z pragnieniem ponownego wyznania grzechów przeciwko życiu.. udałam się do konfesjonału otrzymując dar: modlitwę uwolnienia ze skutków grzechów. Nareszcie opadły okowy, zaczęłam rozumieć przyczynę mojej depresji. Zachwyciło mnie nieskończone, przebaczające Boże miłosierdzie, którego tyle lat nie rozumiałam. Zrozumiałam wreszcie i wybaczyłam również sobie. Przeżyłam Seminarium Życia w Duchu Świętym.
Cotygodniowe spotkania w grupie modlitewnej z ludźmi, którzy otwierali swoje serca Jezusowi, aby w nich mieszkał i przemieniał je, dawały mi siłę. I już nie było pustki. Powróciła radość życia. Zostałam uzdrowiona z depresji. I znowu zadziwienie, że i mnie Pan uzdrowił! Lecz o moich dzieciach tych, którym nie dałam żyć myślałam i dziwna tęsknota trwała. Dzięki łasce jaką jest kierownictwo duchowe, weszłam na drogę pokuty. Moja adopcja duchowa, którą nazwałam „Poczęciem Miłości” trwająca dziewięć miesięcy, to uznanie sercem, pokochanie moich dzieci. Codziennie jedna tajemnica różańca, a więc przez Maryję, Matkę. Do tego zapragnęłam, aby te dziewięć miesięcy było nowenną uwielbienia Boga Dawcy Życia, przez codzienne rozważanie i obserwowanie rozwoju dziecka w łonie matki. Więc wielbiłam Boga w genach, chromosomach, w każdej nowej komórce, … Zachwyciłam się cudem i pięknem rozwoju nowego życia, ale i trwał ból, który nazwałam „bólem prawdy o sobie”. Ten ból był mi potrzebny, uczył miłości. Z Maryją rozmawiałam o moich dzieciach i prosiłam Ją, aby przekazywała im moją miłość .Moje poranienie wewnętrzne było tak głębokie, że nie mogłam się do nich zwrócić bezpośrednio. Zapragnęłam wreszcie, i mogłam to pragnienie powierzyć Maryi, aby moje dzieci miały imiona. Prosiłam Ją tak:
„Widzisz Mamo z jakim pragnieniem jestem u Ciebie i jakie to mają być imiona, przecież nie znam ich płci, zaradź, pomóż mi w tej sprawie, proszę.” Był to koniec siódmego miesiąca mojej modlitwy miłości, w przeddzień święta M. B. Częstochowskiej. Następnego dnia rano spiesząc się do pracy pomyślałam sobie, że przeczytam tylko dwa zdania z Pisma Świętego, bo już i tak jestem prawie spóźniona. Otworzyłam więc i przeczytałam: Dn 1, 6 – 7 „Spośród ,synów judzkich byli wśród nich Daniel, Chananiasz, Miszael i Azariasz. Nadzorca służby dworskiej nadał im imiona, … n Więc mogę nadać imiona moim czterem synom! Cała w dziękczynieniu wybiegłam do pracy.
Moi synowie otrzymali imiona: Mateusz, Marek, Łukasz i Jan. Po raz pierwszy zwróciłam się do nich bezpośrednio nadając im kolejno imiona i prosząc ich o przebaczenie.

Posted in Aborcja, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , | 3 Komentarze »