Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Antykościół w natarciu

Posted by Dzieckonmp w dniu 8 marca 2010


Jest to referat przygotowany i wygłoszony przez ks. Henryka Czepułkowskiego na Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej w Krzeszowicach pod Krakowem, w dniach 17 i 18 lipca 1993 r.

UWAGI WSTĘPNE

„Mało ich będzie chciało iść aż do kresu ostatecznego. Konieczną jest zatem rzeczą, aby
cel wielkiej rewolucji był im nieznany. Nie pokazujcie im nigdy więcej nad krok pierwszy”.

Giuseppe Mazzini. Instrukcja dla rewolucjonistów, 1XI 1846r.

Szanowni i Drodzy Państwo!

1. Zdaję sobie sprawę, przed jak doborowym gronem przypadł mi zaszczyt zabrania głosu. Wiem również z góry, że wielu moich słuchaczy w tym, co tu powiem, nie usłyszy jakichś niezwykłych rewelacji, gdyż te zagadnienia są im dobrze znane. Ewentualna użyteczność tej prelekcji będzie zawierała w próbie całościowego przedstawienia pewnej kategorii ważnych, powiedziałbym nawet węzłowych zjawisk, tendencji i faktów natury politycznej, ekonomicznej i duchowej, które w nas, zanurzonych umysłem i sercem w miąższu życia narodu, i świata również, muszą budzić zainteresowanie, chęć głębszego ich zrozumienia, a często-czujność i niepokój, również i sprzeciw.

Trzeba znać i rozumieć świat, w którym się żyje i pragnie realizować swoją wizję życia, a także – oprócz celów doczesnych – ma się osiągnąć cel najważniejszy, to jest zbawienie na drodze życia wskazanej nam przez Boga. Trzeba znać i rozumieć świat, dlatego że oddziałuje on, z siłą trudną nieraz do odparcia, na losy, także na poglądy, postawy duchowe i wybory moralne niezliczonych mas ludzi. Trzeba znać i rozumieć świat, jeśli się chce- razem z Chrystusem i Jego Kościołem współkształtować jego oblicze duchowe i cywilizacyjne, znaczyć je znamieniem myśli Bożej, broniąc go jednocześnie przez rozkładem i zniewoleniem.
Całościowy ogląd tych problemów, o których będzie mowa, może też obudzić naszą świadomość i wolę i być impulsem do niezbędnych konkretnych działań. Taki jest przecież zamysł i cel naszego dzisiejszego spotkania.

2. O czym nie będzie dzisiaj mowy w związku z problematyką dotyczącą masonerii? Nie będzie mowy o strukturach organizacyjnych, jak również o metodach i sposobach jej działania zarówno wewnątrz Zakonu, jak i na zewnątrz, w świecie „profańskim”; nie będzie mowy o żadnych konkretnych osobach z jej kręgów, nie będzie też mowy o możliwościach i sposobach przeciwdziałania z naszej strony. Będziemy jedynie mówili, zgodnie z programem konferencji, o zamierzeniach współczesnej masonerii, czyli, tym samym, o aktualnych kierunkach jej agresywnej aktywności.

Ponieważ dzieli się ona na wiele rytów, obediencji, formacji, które określają się same jako suwerenne zakony wolnomularskie, można by spytać, o zamierzeniach której spośród wielu masonerii będzie mowa?

Otóż masoneria pomimo swoich rozlicznych wcieleń (używa się tu nawet wyrażenia „dżungla”), pomimo niewątpliwych odmienności, jest jedna i tylko jedna, co jej prominentni przedstawiciele po wielekroć, zgodnie z prawdą, podkreślali i podkreślają (1). Tak więc i współczesna nam masoneria światowa ożywiona jest jednym i tym samym duchem, co zawsze, stawia przed sobą te same cele i wytycza sobie te same, na etapy rozłożone, zamierzenia i programy działań, dotyczące teraźniejszych i przyszłych losów poszczególnych narodów i ludzkości, całej ludzkości. Śmiało więc mówić możemy o zamierzeniach całej współczesnej masonerii, gdyż one są wspólne wszystkim jej odgałęzieniom.

3. Od pewnego czasu interesując się bliżej wolnomularstwem, nabrałem wysokiego mniemania o jego giętkiej i sprawnej organizacji, o skuteczności jego inicjatyw, o realnym jego wpływie na bieg wydarzeń w świecie, a zwłaszcza na kształtowanie się nowej, ogólnoludzkiej cywilizacji i nowego ładu i oblicza powstającej z wolna społeczności już nie międzynarodowej, lecz kosmopolitycznej, ogólnoświatowej. Uważam przeto, że tę potęgę, na którą składa się skumulowany, zgrany we współdziałaniu olbrzymi potencjał światowych elit politycznych, finansowych, intelektualnych, opiniotwórczych – należy odpowiednio doceniać, dostrzegać jej obecność i możliwości i liczyć się z niezawodnie wrogą reakcją na podejmowanie z naszej, katolickiej strony czegokolwiek poważniejszego na arenie publicznej, w żadnym zaś wypadku jej nie lekceważyć.

Nie miejmy złudzeń, tak nawiasem dodam, odezwie się echo dzisiejszego dnia i dzisiejszych prelekcji, również tej, która się właśnie rozpoczęła, w wiadomych środkach przekazu (2). Nie chodzi oczywiście o to, żeby w obliczu silnej masonerii wpadać w defetyzm i panikę, które paraliżują, w jakąś lękową obsesję na jej punkcie, ależ bynajmniej! Lecz z drugiej strony uparcie powtarzane, wbijane społeczeństwu w głowę frazesy, w wiadomych kuźniach ukute, o „spiskowej teorii dziejów”, o „straszaku masońskim”, o „fobiach i obsesjach antymasońskich”, o rzekomym „hobby starszych panów”, o zjawisku, które „należy już do przeszłości”, wreszcie o masonerii „gorszej” i „lepszej” itp., w tym gronie, mam nadzieję, nie są warte nawet wzruszenia ramion. To zwykłe dymne zasłony dla naiwnych „profanów”.
Istnienie i dynamiczna, wszechobecna i agresywna potęga masonerii nie jest mitem, ani urojeniem, ani przeszłością. Jest ona jednym z głównych faktorów współczesnego świata.

4. Zestaw informacji i stwierdzeń, o których za chwilę, będzie rzetelny, możliwie obiektywny. Mam nadzieję, że żaden z uczciwszych wolnomularzy, także z tych być może obecnych na tej sali, nie będzie miał podstaw do zarzucenia mi nie tylko mijania się z faktami, ale nawet ich podbarwiania. Będzie „sama prawda i tylko prawda”.

Niemniej, z samej konieczności rzeczy, będę musiał dać wyraz swemu osobistemu stanowisku wobec masonerii, jej założeń ideowych i jej działań, a jest ono, oczywiście, zdecydowanie negatywne. Tego nie mam zamiaru ukrywać. Na pewnym poziomie świadomości, powtarzam: na pewnym poziomie świadomości, nie tylko przynależność do masonerii, lecz również solidaryzowanie się z nią i jej dążeniami, a nawet deklarowanie obojętnej neutralności w tych istotnych kwestiach oznacza w rzeczy samej porzucenie Jezusa Chrystusa i Jego sprawy w świecie i opowiedzenie się po stronie Złego. Ja zaś jestem i chcę na zawsze pozostać nie gdzie indziej, jak tylko po stronie Jezusa Chrystusa; co do tego nie może być żadnej wątpliwości.

Chciałbym tu przecież wyraźnie podkreślić, iż nie imputuję wszystkim adeptom lóż złej, demonicznej woli. Są różne poziomy świadomości, istnieją różne, niemal determinujące uzależnienia od wychowania i środowiska, przyjmowane a priori bezzasadne opinie i uprzedzenia, przez które z różnych powodów nie przebiło się dotąd Boskie światło prawdy. To wszystko w sposób istotny może warunkować ludzkie poglądy i postawy. Powiedziano żartobliwie, i mądrze, że „sakramentem”, któremu największa liczba ludzi zawdzięczać będzie zbawienie, jest „ósmy sakrament”, mianowicie niepełnej świadomości, powiedzmy: niewiedzy. Gdy ktoś czegoś nie wie lub nie rozumie, z czegoś nie do końca zdaje sobie sprawę, jego nawet mylne wybory i obiektywnie złe czyny nie są w pełni świadome, nie mają więc na sobie tego piętna świadomie wybieranego zła, prawdziwie złej woli, która potępia człowieka w oczach Boga.

Ta uwaga nie może jednak dotyczyć masonerii jako całości, nie dotyczy zwłaszcza jej kręgów kierowniczych. Ci, którzy do niej należą, różnymi bywają ludźmi i różne nimi kierują motywy. Lecz w masońskich centrach programujących, decyzyjnych, nadających bieg falom wypadków, tym przemyślanym inicjatywom, hasłom, kampaniom, intrygom i przewrotom – tak, tam jest niewątpliwie świadomość celu, jest świadomy wybór i jest zła wola.

Być może to, co w chrześcijańskiej ocenie jest złym wyborem i złą wolą, po tamtej stronie, zwłaszcza na szczeblach niższych, uważa się za dowód wielkości ducha, oświecenia i odwagi, za promowanie Rozumu, Wolności, Postępu, Człowieczeństwa-być może. Lecz te hasła, piękne skądinąd, bo humanistyczne, na ich czarnych sztandarach zamieniają się w fałsz, w swoje przeciwieństwo. W rzeczywistości są to listki figowe, którymi przed oczyma wciąż naiwnych „profanów” próbuje się przykryć istotę rzeczy. Wysokiej, a więc właściwej masonerii nie chodzi bynajmniej ani o rozumność życia, ani o wolność, ani o demokrację, ani o człowieka, jakimkolwiek dobrem nie mającą nic wspólnego, zmierza ona bowiem – przede wszystkim- do usunięcia ze świata Boga i Wcielonego Słowa Bożego, Jezusa Chrystusa, aby zrobić miejsce Komu Innemu. A to w żadnym wypadku nie oznacza niczego dobrego ani dla pojedynczego człowieka, ani dla całej ludzkości.

5. Wypada jeszcze zaznaczyć, że panorama zjawisk i wydarzeń, w którą za chwilę wkroczymy, ma wymiar ogólnoświatowy, nie krajowy. Oczywiście „nikt nie jest samotną wyspą”, tym bardziej żaden kraj, i to, co się dzieje w świecie, odbija się echem także w Polsce, i nie tylko echem. Od zakończenia drugiej wojny światowej nasz kraj był wciąż drążony przez głęboko utajnione, wpływowe grupy masońskie, obecne głównie w ówczesnych strukturach władzy i także w mass mediach. Od r. 1989 uznały one za stosowne częściowo ujawnić swą obecność i rangę społeczną, a ich wpływ na bieg spraw polskich stał się niemal decydujący. Programowe zamierzenia polskiej masonerii, a można je łatwo odczytywać z tego, co się u nas dzieje, nie różnią się w niczym od strategicznych zamierzeń masonerii światowej. Toteż polskiej specyfiki omawiać tu nie będziemy.

6. I uwaga ostatnia: rozwinięcie naszego tematu będzie z konieczności niezadowalające, gdyż zbyt ogólnikowe. Zostanie poruszonych wiele spraw, które koniecznie wymagałyby uszczegółowienia, uzasadnienia, cytowania źródeł, lecz to nie jest możliwe. W tych szczupłych ramach czasu nie da się pełniej przedstawić tak rozległej problematyki o wymiarach ogólnodziejowych. To stwierdzenie proszę łaskawie wziąć pod uwagę (3).
Po tym wstępie przechodzimy do właściwego tematu prelekcji.

masonic-symbols-6
=================================================
I. GŁÓWNE CECHY DUCHOWOŚCI I CELE STRATEGICZNE MASONERII

DEFINICJA MASONERII

Czym jest masoneria, wiemy tu wszyscy, przynajmniej z grubsza.

A oto próba jej definicji:
Masoneria jest to organizacja – ze swych podstawowych założeń – naturalistyczna, wszechświatowa, tajna, elitarna, inicjatyczna, hierarchiczna, rozkazodawcza, dążąca do całkowitego opanowania świadomości i duszy swych adeptów i, w dalszej perspektywie, do opanowania świata i przemodelowania całej ludzkości według własnych założeń.

Z wymienionych cech masonerii wszystkie należą do jej istoty, lecz najistotniejsze są dwie: mianowicie jej naturalizm (jako negacja nadprzyrodzonej strony rzeczywistości) i jej wszechświatowość czyli uniwersalizm (jako wola wszechobecności i wola zjednoczenia świata, całego świata, pod swoją władzą).

NATURALIZM MASONERII

Masoneria nie pojawiła się w obrębie chrześcijaństwa tak ni stąd ni zowąd, lecz określone tajne kręgi Antykościoła celowo powołały ją do istnienia, jako zarzewie i ośrodek przewrotu duchowego i politycznego, jako zorganizowany wyraz buntu człowieka, pewnego typu człowieka, wobec Bożego Objawienia, logicznie więc (i faktycznie) jako wyraz buntu wobec Boga objawionego i Jezusie Chrystusie, Jego przesłania do ludzkości i Jego Kościoła. Cała masoneria stanowczo odrzuca istnienie i sama możliwość autentycznego Objawienia i nadprzyrodzoności, a jej naturalistyczny deizm, na który się pewne jej kierunki powołują, to jest nieokreślona wiara w nieokreślone bóstwo, jest absolutnie niewiarygodny i raczej ubliża Bogu, jest bowiem próbą zastąpienia Boga jakimś fantomem (czy tylko fantomem?).
Od początku głosiła ona kult Natury i Rozumu i manifestowała zdecydowaną wolę nie wychodzenia poza te ramy.

Obecnie coraz wyraźniej przedmiotem quasi-religijnego kultu masonerii staje się Człowiek, Człowiek kolektywny i abstrakcyjny, Adam-Kadmon, który ostatecznie oznacza „wyzwoloną”, deifikowaną Ludzkość o boskiej samowiedzy. Tej to właśnie Ludzkości masoneria czuje się nie tylko awangardą i zapowiedzią, lecz jeszcze bardziej inspiratorem i „wychowawcą”.

Jest więc ona ze swej najgłębszej istoty nie ateistyczna, lecz antyteistyczna i antychrystusowa, a walkę z chrześcijaństwem i z cywilizacją chrześcijańską (i łacińską), szczególnie z Kościołem katolickim i ze wszystkim, co Kościół głosi i sobą reprezentuje, walkę na śmierć i życie aż do zupełnej eliminacji Kościoła z oblicza ziemi, uważa za swe podstawowe zadanie (4). Trzeba też stwierdzić, że w tę głównie walkę od początku, od pokoleń, angażuje wszystkie swoje siły i niestety, odniosła i odnosi w niej istotne sukcesy.

Tak było od jej otwartego pojawienia się, od r. 1717, i tak jest do dzisiaj. Podobna zasadnicza wrogość wobec Kościoła Jezusa Chrystusa występowała zresztą we wszystkich, tajnych zazwyczaj, sektach i organizacjach premasońskich od jego zarania. Światłości Bożej, roznieconej przez Boga-Człowieka na ziemi, zawsze towarzyszył Cień, usiłujący tę Światłość zgasić.

CZTERY NURTY IDEOWE ZESPOLONE W MASONERII

W łonie bowiem tworzonej ongiś, w osiemnastym wieku masonerii połączyły się, zmieszały i uaktywniły cztery nurty ideowe, wszystkie zdecydowanie antykatolickie.

Pierwszy – to nurt gnozy, hermetyczny i okultystyczny, z nierzadkimi przebłyskami czarnej magii i satanizmu, wciąż i wciąż – poprzez stulecia, w różnych wcieleniach – obecny i żywotny, szczególnie do dziś niebezpieczny, podstępny, wielopostaciowy, częściowo podszywający się pod chrześcijaństwo („ezoteryczne”), lecz jadowicie antychrześcijański (5).

Drugi – to nurt odrodzonego, pogańskiego naturalizmu, racjonalistyczny i libertyński, wylęgły w epoce Odrodzenia, w pełni dojrzały w epoce Oświecenia, w swych tajnych elitach od początku zdecydowanie antykościelny i antychrześcijański.

Trzeci – to nurt protestancki, odrzucający frontalnie autorytet i ustanowioną przez Chrystusa hierarchię pasterską Kościoła, proklamujący natomiast subiektywizm czyli dowolność w zakresie prawd wiary, co siłą rzeczy oznacza zanegowanie obiektywnego i zobowiązującego charakteru Objawienia.

Jest rzeczą jasną, że wybiórcze traktowanie prawdy i zasad objawionych przez Boga jest sprzeczne z samą chrześcijaństwa istotą. Gdy Bóg swoje prawdy i swoją wolę nam odsłania, to Jego przesłanie należy przyjąć z czcią należną samemu Bogu i oczywiście w całości, a nie udawać, że się jest nadal chrześcijaninem, gdy w rzeczywistości jest się buntownikiem i odstępcą, który arbitralnie niewygodne dla siebie prawdy i zasady po prostu odrzuca. A gdy się odrzuca niektóre prawdy objawione, równie logicznie można odrzucić wszystkie. I to uczyniła masoneria, która powstała właśnie w Anglii, w środowisku protestanckim.

Nurt protestancki, szybko podzielony na mnóstwo skłóconych ze sobą denominacji i degenerujący się, coraz bardziej liberalny, był i pozostaje wciąż nieprzejednanie antyrzymski.

I wreszcie:

Czwarty – to nurt judaistyczny, który najsilniej odcisnął swe cechy na organizacji, symbolice, obrzędowości, nazewnictwie i na samym duchu masonerii (6). O niezmiennym od wieków stosunku judaizmu do Jezusa Chrystusa i Jego Mistycznego Ciała na ziemi nie musimy tu osobno mówić.

masonic-symbols-8

JAK SAMA MASONERIA SIEBIE OKREŚLA

Masoneria różnie przybiera nazwy, najczęściej bodaj określa siebie jako zakon, Zakon Wolnych Mularzy. Powiedziałbym, że jest to trafne określenie – z pewnego punktu widzenia. Wypracowała ona bowiem dla swych adeptów właściwą sobie filozofię życia, coś w rodzaju naturalistycznej religii, także własny kodeks moralny, praktykuje swoistą liturgię (ryty, obrzędy), jest doskonale zorganizowana, jest hierarchiczna, skutecznie zapewnia sobie dyscyplinę i dyspozycyjność swoich ogniw i poszczególnych „braci” (tak się właśnie masoni między sobą nazywają), adepci są uważnie dobierani i nie tylko przechodzą jakby nowicjat, zanim zostaną uznani za zdatnych i godnych, lecz nadal stale pozostają pod kontrolą przełożonych i poddawani są starannie przemyślanej formacji, po wielekroć składają też zaprzysięgane śluby wierności, milczenia i posłuszeństwa, mianowicie przy przechodzeniu na wyższe stopnie wtajemniczenia. Czyż takiej organizacji nie można nazwać zakonem? No, powiedzmy, jakby-zakonem?

Inna sprawa, kto jest supremus dux tego zakonu, tym najwyższym władcą, ku któremu zmierzają służebne prace lóż? Kto jest dla nich tym teilhardowskim punktem „Omega”? Nie wymieniajmy tu jego posępnego imienia! (7)

Często też, w przeszłości, masoneria nazywała siebie wprost i otwarcie Antykościołem, i ta nazwa była i jest najtrafniejsza, oddaje bowiem samą jej istotę. Dziś to jej samookreślenie uległo wyciszeniu. Dlaczego?

Oto główny powód, tak sformułowany w zaleceniu pewnego wysokiego masona:
„Nie pozwalajcie mówić, bracia moi, że Wolnomularstwo jest Antykościołem; była to tylko nazwa wynikająca z okoliczności. W istocie Wolnomularstwo uważa się za Superkościół, który połączy wszystkie inne (kościoły)”(8).

Podobnie inny reprezentant wysokich kręgów masonerii w głośnej książce, opublikowanej we Francji między drugą a trzecią sesją ostatniego Soboru, a uroczyście dedykowany aż dwom papieżom, nieżyjącemu już wtedy Janowi XXIII i Pawłowi VI, taką oto zamieścił wypowiedź:
My, wolnomularze wierni swej tradycji, pozwalamy sobie na sparafrazowane powiedzenia głośnego męża stanu, przystosowując je do okoliczności: katolicy, prawosławni, protestanci, izraelici, hinduiści, buddyści, wolnomyśliciele, wierzący niezależni-to dla nas tylko imiona, nazwisko rodowe ich wszystkich brzmi: wolnomularze” (9).

Co oznaczają te zdumiewające wypowiedzi i wiele im podobnych? Oznaczają, ni mniej ni więcej, że oto współczesna masoneria jawnie sięga po „religijny” rząd dusz w skali światowej i że sama się ogłasza Kościołem Powszechnym Ludzkości. Zapytajmy (z samej już ciekawości), czy ta przygotowywana synkretyczna pseudoreligia, ten „Kościół Wolnego Ducha Ludzkiego”, jak go oni nazywają, nie będzie aby Kościołem Lucyfera, „Niosącego Światło Przyjaciela Ludzkości”? (10). Ależ tak, nie miejmy wątpliwości, to ostatecznie jest zamierzone.

UNIWERSALIZM MASONERII

Drugą konstytutywną cechą ducha masonerii jest jej wszechświatowość czyli uniwersalizm. Oznacza to w pierwszym rzędzie, iż jest ona ponadpaństwowa, ponadnarodowa i ponadwyznaniowa i że przyznaje sobie prawo organizowania się i wywierania wpływu we wszystkich bez wyjątku krajach, a po wtóre, iż posiada własną wizję przyszłości świata i program urządzenia go na nowo od samych podstaw, oraz że jest zdecydowana tę wizję i ten program zrealizować. Ten zaś program to symboliczna odbudowa „Świątyni Salomona”, to znaczy zbudowanie cały świat ogarniającej „Duchowej Świątyni Braterstwa, Rozumu, Wolności, Pokoju, Postępu, zjednoczonej i ubóstwionej Ludzkości”, ta sakralna, choć laicka, Republika Globu pod jednym rządem światowym, inspirowanym przez Radę Mędrców, Wielkich Wtajemniczonych. (11).

Nie potrzeba tu wyjaśniać, że ten Wielki Plan, ożywiający nowożytną masonerię od samych jej narodzin i jak najbardziej aktualny do dzisiaj, jest intencjonalnie przeciwstawny Chrystusowej wizji Królestwa Bożego na ziemi, „jednej owczarni i jednego Pasterza”. A jest to przeciwstawność absolutna.

Który z tych wymienionych celów niezmiennych dążeń masonerii wydaje się być najwyższy i ostateczny: obalenie Krzyża czy zawładnięcie światem? Czy pracuje ona nad zniszczeniem Kościoła, by jej dłużej nie przeszkadzał w stopniowym opanowaniu świata, czy też dąży do opanowania świata, aby ostatecznie i do końca rozprawić się z Kościołem, to znaczy z Jezusem Chrystusem?

Kwestia to raczej akademicka. Oba te cele masonerii ściśle i nierozerwalnie z sobą się splatają i postępy w ich osiąganiu wzajemnie się warunkują. Można jednak przyjąć, że gdyby masonerii udało się unicestwić Kościół, a zarazem zawładnąć światem i po swojemu go urządzić, na pewno sama nie uznałaby swojej roli za spełnioną i zakończoną. Ale skoro jest ona tylko narzędziem? Tylko narzędziem?…

Lecz to są już dywagacje w trybie warunkowym nierzeczywistym, gdyż ostatnie, rozstrzygające słowo w walce o dusze ludzkie, o ich wieczną przynależność do Boga lub Szatana, z całą pewnością nie będzie należało do masonerii i kierujących nią niewidzialnych sił duchowych. Tego możemy być pewni.

A co się na świecie tymczasem może dziać, to inna sprawa.

* * * * *

Z powyższych danych o duchu masonerii i jej celach strategicznych łatwo wyprowadzić wnioski o aktualnych jej zamierzeniach i kierunkach działania. Należy też od razu stwierdzić, że w okresie po ostatniej wojnie światowej wszechstronna, wszystkie kluczowe problemy świata obejmująca działalność masonerii nabrała rozmachu i niezwykłego przyspieszenia.
Były wielki mistrz Wielkiego Wschodu Francji niedawno, bo w roku 1979, dobitnie i z emfazą oświadczył: „Wybiła godzina masonerii: mamy w naszych lożach wszystko, czego potrzeba: programy, ludzi, metody” (12). Ten wybitny wolnomularz wiedział, co mówi, a „godzinę masonerii” niewątpliwie rozumiał, jako godzinę bliskiego jej zwycięstwa nad Kościołem i nad wciąż opornym i nie do końca opanowanym światem.

Kondycja masonerii obecnie jest doskonała, jej wpływy, a więc możliwości skutecznego działania, są rozległe i silne jak nigdy dotąd, jej wielka, bodajże decydująca ofensywa duchowa i polityczna właśnie się z powodzeniem rozwija.

Przyjrzyjmy się przeto bliżej obu kierunkom natarcia tej prawdziwej światowej potęgi i stosowanym przez nią metodom walki, a one raz jeszcze wszystko nam powiedzą o jej duchu i także o jej zamierzeniach właśnie względem nas, „profanów”, względem każdego z nas, i tego świata, który jest naszym światem i, co ważniejsze, jest światem Najwyższego Suwerena, Pana Boga.
* * *

II. DZIAŁANIA MASONERII PRZECIW KOŚCIOŁOWI KATOLICKIEMU

TAKTYCZNA ZMIANA METOD WALKI

Jak wiadomo, w ostatnich dziesiątkach lat masoneria zmieniła, w pewnej mierze, metodę walki ze znienawidzonym Rzymem papieskim. W latach dwudziestych naszego stulecia niższe ogniwa jednej z obediencji zaproponowały mianowicie czynnikom kościelnym kolejno: nawiązanie kontaktów, „poważny dialog”, zawieszenie broni i nawet zawarcie pewnego przymierza dla wspólnej (rzekomo) walki z brutalnym materializmem komunistycznym w obronie wspólnych (jakoby) wartości duchowych. Propozycja ta, niestety, została przyjęta, nie dość ostrożna ryba zdradziecką przynętę połknęła. W sumie te kontredanse to dłuższa i bardzo nieciekawa historia, historia naiwności i, być może, judaszowej zdrady. Nie zatrzymamy się nad nią, właściwie jest już zamknięta, chociaż jej skutki trwają.
Na tych kontaktach i rozmowach, na tym „dialogu”, na tym rzekomym zawieszeniu broni Kościół nie zyskał nic, a stracił tragicznie dużo, co zresztą z góry było do przewidzenia.

Masoneria natomiast osiągnęła wszystko, na czym jej zależało:

1. zniesienie ekskomuniki ipso facto z racji wstąpienia do loży;

2. złamanie, chyba już na zawsze, jednolicie negatywnego stosunku Hierarchii i duchowieństwa katolickiego, a także i opinii katolickiego ogółu, w odniesieniu do masonerii;

3. możność nawiązywania dwuznacznych kontaktów na różnych szczeblach obu stron, a stroną na tym zyskującą była i jest zawsze masoneria – nie na darmo nazywa siebie, między innymi, „Sztuką Królewską”;

4. głęboką penetrację wszystkich bardziej znaczących, również centralnych struktur Kościoła (mam na myśli urzędy Stolicy Apostolskiej), także poprzez swoich adeptów w sutannach, habitach i fioletach;

5. w atmosferze „wzajemnego poszanowania odmiennych stanowisk, humanizmu i perspektyw ogólnoludzkich” et caetera – zapalenie „zielonych świateł” dla otwartej kontestacji i jawnej rebelii duchowej wewnątrz Kościoła.

TRAGICZNA ZMIANA SYTUACJI W KOŚCIELE

Dotychczasowej, tradycyjnej walki z Kościołem Chrystusa i Jego nauką masoneria oczywiście w najmniejszej mierze nie poniechała, nastąpił natomiast nader dla niej korzystny podział ról w tej walce. Zakon z zewnątrz nadal robi wszystko, by wciąż bardziej dyskredytować Kościół, jego doktrynę i autorytet, blokować jego wpływ na społeczeństwo i zawężać pole duchowego promieniowania. Jednocześnie zaś inni jego „bracia”, teraz już bez trudności planowo rozmieszczeni i nadal rozmieszczani w ważnych ogniwach i na ważnych stanowiskach w Kościele, rozpoczęli na szeroką skalę i prowadzą akcje nieporównanie groźniejsze, mianowicie demontaż Kościoła od wewnątrz, dokonywany obecnie jawnie i – tak naprawdę – bez przeszkód.

Do jakiej sytuacji w latach posoborowych doszło, skoro sam Paweł VI widział się zmuszonym publicznie załamać ręce nad klęską i upadkiem Kościoła i niepokoić się o to, co się jeszcze może wydarzyć. Uskarżał się w jednej z alokucji: „Spodziewaliśmy się po Soborze wiosny, a przyszła burza; spodziewaliśmy się odrodzenia, a przyszło samozniszczenie Kościoła”. A gdy jeszcze w tym kontekście wspomniał o działaniu Szatana wewnątrz Kościoła (13), wielu teologów „katolickich” słowa papieża przyjęło głośnym pomrukiem dezaprobaty: w dzisiejszych czasach mówić o istnieniu Szatana?… Papież nie podjął, niestety, żadnych kroków, aby tragicznej sytuacji zaradzić, być może czuł się już osobiście wobec ogromu zła bezsilny i bezradny.

Rzeka przerwała podkopywane od dawna tamy i część jej nurtu wręcz zmieniła kierunek, popłynęła własnym korytem, a przecież nie stało się to tak samo przez się. Wiele tęgich umysłów w samym Kościele nad tym pracowało. Pracują one i teraz, aby jego samozniszczenie stopniowo, etapami, doprowadzić do końca.

Na cztery tygodnie przed swoją śmiercią Paweł VI zapisał w podręcznym notesie: „Widzę obecnie jasno, że największą przysługą, jaką mógłbym oddać Kościołowi, byłoby moje odejście z tego świata. Proszę tylko Boga, by mój następca mógł działać w mniej straszliwych uwarunkowaniach”…

Tym następcą był Jan Paweł I…zmarły nagle w dziwnych, nie wyjaśnionych dotąd okolicznościach, po 33 zaledwie dniach pontyfikatu… Drugim następcą był Jan Paweł II, na którego życie najemnik tajnych sił Antykościoła również dokonał zamachu, tym razem nie w pełni udanego…

* * * * * * *

Tak oto z grubsza przedstawia się obecna sytuacja na froncie, na którym zmagają się ze sobą dwie przeciwstawne potęgi duchowe: atakująca masoneria i broniący się Kościół katolicki.

Przejdźmy teraz do bardziej szczegółowego omówienia tych spraw.

Te zmagania wojenne, bo tak to zgodnie z prawdą trzeba określić, prowadzone są – z tamtej strony- niewątpliwie z jednego punku dowodzenia, ale, jak mówiliśmy o tym przed chwilą, na dwóch obszarach: z zewnątrz i wewnątrz Kościoła. Dotkniemy tych zagadnień w tej właśnie kolejności.

A. DZIAŁANIA SIŁ MASOŃSKICH NA ZEWNĄTRZ KOŚCIOŁAWykorzystywanie wszystkich dostępnych terenów i środków działania.

Na terenie, który umownie nazwijmy świeckim, to jest ogólnospołecznym, utajnione siły, o których mówimy, do walki z Kościołem i katolicyzmem, wykorzystują oczywiście do maksimum swą obecność, a często i wszechwładzę w wielkiej międzynarodowej finansjerze, w administracji państwowej, w parlamentach, sądownictwie, w oświacie i wychowaniu, w partiach politycznych, w środowiskach opiniotwórczych, czego w jakiejś mierze i w Polsce jesteśmy świadkami. Najgroźniejszym jednak, bo najbardziej skutecznym narzędziem w ich ręku są mass media, nowoczesne środki masowego przekazu, posługujące się coraz doskonalszymi systemami i technikami informatyki i propagandy.

W tej kluczowej dziedzinie współczesnego, umasowionego życia praktycznie posiadają oni monopol, monopol informacji publicznej. Dzięki dysponowaniu całą niemal prasą, radiem i zwłaszcza telewizją, także rynkiem wydawniczym, a przy braku liczących się mediów autentycznie katolickich, mogą oni łatwo, aż nazbyt łatwo realizować swoje złowrogie zamierzenia i rzeczywiście to im się w znacznym stopniu udaje, czego obecnie również w Polsce jesteśmy świadkami.

Działania konkretne

Jakież więc są konkretne, dzisiaj obserwowane, najbardziej przejrzyste, zamierzenia i wynikające z nich poczynania masonerii?

Wymieńmy kolejno najważniejsze z nich:

1. Kształtowanie opinii publicznej

Na pierwszym bez wątpienia miejscu wymienić trzeba jej usilne starania o kształtowanie opinii publicznej, o urabianie tak zwanej nowoczesnej umysłowości czy wręcz nowej mentalności, o sterowanie opinią w kierunku laicyzacji i liberalizacji chemicznie wypranej z chrześcijaństwa, chrześcijaństwu przeciwstawnej, i o formowanie poglądów, postaw, sposobów zachowania szerokich warstw społecznych, zwłaszcza inteligencji.

Dla osiągnięcia tego celu:

– Relatywizuje się przede wszystkim samo pojęcie prawdy, wmawia się nam na różne sposoby, że to, co potocznie nazywamy prawdą, jest czymś względnym, podatnym na sytuacyjność, umownym, w realnym życiu właściwie mało ważnym. Nie ma – ich zdaniem – żadnych prawd absolutnych, żadnych dogmatów, są tylko mniemania i poglądy, zmienne jak cała rzeczywistość, jak nasze preferencje, interesy, nawet nastroje. Tę rzekomą „prawdę” można przecież, stosownie do potrzeby, naginać i ustawiać, poddawać obróbce, zakłamywać, wręcz kreować! I wszyscy to robią! Jakąkolwiek prawdę absolutyzować? O, nie! To byłby zamach na wolność myśli! Nie ma, powtarzamy, żadnych prawd raz na zawsze ustalonych, wystarczy, że do jakiejś swojej prawdy dążymy!

Istotnie, czyż nie obserwujemy płynności i zmienności wszystkiego, jak w kalejdoskopie? Z niewielką przesadą powiedzieć można, że co wczoraj było prawdą, dziś uznaje się już za nieaktualne i zapomniane. Czego się nie wyczyta w świeżym numerze gazety, którą się zresztą zaraz wyrzuci do kosza, czego się nie zobaczy świeżo w telewizji, to tak, jakby w ogóle się nie istniało. To, co najnowsze, najświeższe, ma wypierać ze świadomości to, co może i miało znaczenie, ale wczoraj. Trzeba przecież być au courant, a la mode, na czubku fali… Tak się właśnie wciąga ludzi w sztuczne światy, podtrute fałszem, dalekie od rzeczywistych prawd i praw życia. Bo i czymże jest samo życie? Ich zdaniem – tylko przypadkiem, grą, przygodą…

Zżymamy się, protestujemy na przykład przeciw temu, czym zalewa nas nasza telewizja, przeciw różnym zafałszowaniom i szkodliwościom, którymi nas zatruwa. Ale bogowie, którzy nią rządzą, nie przejmują się tym wcale, robią swoje dalej. Oni, po pierwsze, wiedzą, kogo mają słuchać, wiedzą też, po wtóre, że protesty ucichną. Ludzie się przyzwyczają, oswoją, zaczną po prostu inaczej odczuwać i myśleć. I o to właśnie chodzi.

Tak niepostrzeżenie prowadzi się do zaniku w społeczeństwie katolickiego, chrześcijańskiego myślenia i wartościowania, a z biegiem czasu i samego chrześcijaństwa, gdyż kiedy ustaje sprzeciw wobec fałszu i zła, następuje poddanie się tej fali, a tym samym rozejście się z wiarą i jej wymaganiami. A właśnie to jest zamierzone: zobojętnienie na prawdę i na fałsz, na dobro i na zło, wyczulenie tylko na wygodne miejsce w życiu i własną korzyść, oportunizm życiowy, płynięcie z prądem, którym „bracia” kierują.

I czy ktoś mógłby to nazwać walką z religią, niszczeniem samych fundamentów Kościoła i wiary? To przecież tylko promowanie oświecenia, szacownej tolerancji, otwartości i pluralizmu…

– Nie wszystko jednak jest objęte tą zgodliwą tolerancją, o, nie! Są rzeczy, których „nowoczesny umysł” nie toleruje i nie może tolerować, takie na przykład, jak dogmatyzm, fanatyzm religijny, niebezpieczny dla pokoju społecznego fundamentalizm, a już zwłaszcza klerykalizm i autorytaryzm Kościoła, „Watykanu”, roszczącego sobie pretensje do posiadania Prawdy i nawet nieomylności w jej głoszeniu.

– Wywołuje się też i utrzymuje ogarniający nas zewsząd, bezgraniczny już zamęt i chaos pojęć, zasad, zaleceń, targowisko idei i pseudoidei, które się krzyżują i nawzajem sobie przeczą. Dba się jednak o to, żeby w tym szumie informacyjno-propagandowym wyraźniej słyszalne były takie mimo wszystkich relatywizmów fundamentalne i nienaruszalne superwartości, jak niezależność myśli, wolność, samorealizacja, prawo do szczęścia, i takie również, jak naukowość, postępowość, nowoczesność… Idzie o to, aby przygotować społeczeństwa do pełnego przewrotu, do porzucenia wszystkiego, co Loże wskażą, jako konserwatywne, przestarzałe i nieakceptowane, do akceptacji natomiast wszystkiego, co Loże wskażą, jako właściwe, postępowe i nowoczesne.

W sumie jest to przemyślana, systematycznie uprawiana manipulacja prawdą i umysłami ludźmi, „pranie mózgów” na wielką skalę, prowadzone profesjonalnie, wszechobecne, w niemałym stopniu skuteczne, nieporównanie skuteczniejsze, niż była przedtem toporna propaganda komunistyczna.

Jakże wielu bowiem pogubionych, tylekroć oszukiwanych i zdezorientowanych ludzi przestaje serio wierzyć komukolwiek i w cokolwiek, a i Kościół dla wielu spośród nich przestał być oparciem, ostatecznym punktem odniesienia, tym bardziej, że teraz i w samym Kościele nie wszystko wydaje się czyste i pewne.

Tak więc mnóstwo ludzi staje się bardziej podatnych na duchowe uwiedzenie, na podszminkowane mody i nowości, które z niezmienną prawdą Bożego ładu i ludzkiego przeznaczenia nie mają nic wspólnego. I o to właśnie idzie, o unieważnienie Prawdy Bożej, a przynajmniej jej przesłonięcie i zagłuszenie.

2. Deprawacja moralna społeczeństwa

Drugim z kolei, równie przewrotnym i groźnym zamierzeniem masonerii jest deprawacja i demoralizacja społeczeństwa, pozbawienie go jakichkolwiek, a już szczególnie chrześcijańskich kryteriów moralnych, trwałych i obowiązujących wartości i zasad.

Aby to osiągnąć:

– Szerzy się wszystkimi kanałami hedonistyczną, płaską, jak najbardziej egoistyczną „filozofię” życia: kult pieniądza, sukcesu, komfortu – przecież tylko to się naprawdę liczy.
I oto mamy ten powszechny, zwłaszcza na Zachodzie, zachłanny konsumpcjonizm, ten ostry wyścig do uczty życia, który zagłusza sumienie i wyłącza wszystkie inne wartości i dążenia.

Mamy też szokującą już i niemal powszechną sprzedajność i nieuczciwość, prawdziwe znamię epoki, a także brutalizację stosunków międzyludzkich i wzbierającą falę przestępczości. Uderza przy tym (choć i nie dziwi!) systemowa niska karalność, albo bezkarność nawet znacznych przestępstw.

Trudno nie przyznać, że ten styl życia „na luzie” bardzo wielu imponuje, ta pogoń za pieniądzem, komfortem i użyciem wciąga, ta nihilistyczna filozofia uwalnia od „skrupułów” i rozgrzesza z najbardziej haniebnych postępków, ten amoralny, permisywny klimat staje się jakby coraz bardziej przyjęty, swojski, no, po prostu normalny. – Można tylko podziwiać reżyserski geniusz deprawatorów…

– Jednocześnie deprecjonuje się i ośmiesza podstawowe wartości, bez których człowiek przestaje być człowiekiem, a staje się bestią: religijność, cnotę, honor, wierność przekonaniom, wierność tradycji, odpowiedzialność, powściągliwość, nawet uczciwość, tę całą „staroświecczyznę”. Za to ileż pobłażliwego wyrozumienia, owszem uznania dla „nonkonformizmu”, „odmienności”, „zachowań niekonwencjonalnych”, czyli dla wykolejeńców, dewiantów, zboczeńców, aferzystów…

– Frontalnie, ba, „naukowo”, podważa się, usiłuje się wyeliminować nawet samo pojęcie sumienia. Słowo to znikło od dawna z laickiej, liberalnej nowomowy. Zaciera się granicę między dobrem a złem. Nie istnieje bowiem pono żadne absolutne dobro, ani absolutne zło, są tylko pewne przyjęte konwencje, różne w różnych czasach i różnych rejonach świata. Całą ta strefa, tłumaczą nam, jest relatywna i płynna, zależy po prostu od zmiennych mniemań i uwarunkowań społecznych i kulturowych. -Ośmiesza się oczywiście pojęcie grzechu. Skoro człowiek sam sobie jest bogiem i sędzią?… Jako psychiczną anomalię zwalcza się nawet poczucie winy…. – Jaka więc wreszcie wizja człowieka przyświeca temu „Związkowi Uczynnych Grabarzy”? Dokąd prowadzą?

– Haniebnie traktuje się życie ludzkie i samą ludzką naturę: lansuje się do nieskrępowanego użytku, jako nietykalną zdobycz nowoczesnej cywilizacji, masowe i „zgodne z prawem” uśmiercanie dzieci nienarodzonych. Coraz zuchwalej zaleca się, a tu i ówdzie już się szerzej praktykuje eutanazję. Prowadzi się zaawansowane badania nad szczególnie groźną tzw. inżynierią genetyczną, m.in. nad sławetnym „klonowaniem”, ale nie tylko. Przygotowuje się bowiem „naukową” hodowlę określonych gatunków ludzi.

– W tej dziedzinie rozporządzania się życiem i naturą człowieka przekracza się obecnie wszelkie granice, jesteśmy świadkami rzeczy urągających Bogu, a człowieka degradujących do rzędu hodowlanych zwierząt.

– Nieszczere jest też traktowanie tak niszczących patologii, jak alkoholizm, ciągle wzrastający, a zwłaszcza narkomania, którą się zwalcza – zaiste- tylko pozornie. Wiadomo nawet, że w pewnych środowiskach i organizacjach, sterowanych przez masonerię, systemowo stosuje się narkotyki przy różnych okultystycznych obrzędach i wtajemniczeniach.

– Widać również i stąd, jak bardzo ciemnym siłom zależy na psychicznej i moralnej degeneracji istot ludzkich, aby w przyszłości łatwiej było narzucić im „łagodne” i zarazem absolutne uzależnienie w świecie „nowej cywilizacji”.

– Prowadzi się też, co jest logiczne, zasadniczą walkę z samym pojęciem prawa naturalnego. O prawnym porządku życia ma więc decydować nie poczucie moralne, nie sumienie, zakodowane w samej ludzkiej naturze, lecz wyłącznie prawo stanowione, arbitralnie ustalane przez tych, którzy są u władzy.

– Wreszcie w skali dotąd w dziejach nieznanej propaguje się rozwiązłość i znieprawienie obyczajów. Jest to realizacja wciąż aktualnej masońskiej zasady: „Zepsucie serca, bo to jest najskuteczniejsza broń przeciw Kościołowi! Zdemoralizujcie mężczyzn, kobiety, młodzież, niech ludzie piją zepsucie wszystkimi pięciu zmysłami, a katolicyzm wygaśnie sam przez się!(14).

Panseksualizm, czyli akceptacja swobody obyczajów bez żadnych barier, bez żadnych już „tabu”, odłączony nawet od więzi uczuciowych, jest nie tylko zewsząd chórem zachwalany, lecz wprost wmuszany, bo „taki jest nowoczesny styl i fason życia”, bo „tak teraz robią wszyscy”, bo „niby w imię czego mamy sobie czegokolwiek odmawiać”… Z seksu robi się naczelną wartość, sens i motor życia, „kosmiczną mistykę”, niemal religię: kult ciała, kult rozkoszy, kult nagości, kult wiecznej młodości…

Czy nie widzimy dokoła w świecie tego zalewu pornografii we wszelkich odmianach, naturyzmu, narzucających się podniet, masowo, komercyjnie stwarzanych ułatwień, urągających Bogu i naturze sodomickich wynaturzeń, publicznego bezwstydu? – Słudzy Szatana dobrze wiedzą, że zwłaszcza serce nieuczciwe i nieczyste odwraca się od Boga i zamyka się przed Nim. I o to właśnie chodzi, żeby się wreszcie wszystkie ludzkie serca od Boga odwróciły i przed Bogiem zamknęły.

– Czy ludzie wyjdą na tym dobrze?

Deprawatorom na tym właśnie zależy, żeby wyszli jak najgorzej!

Najgroźniejsze w tej ofensywie przeciw wartościom, których respektowanie stanowi o człowieczeństwie i warunkuje samo istnienie chrześcijaństwa, jest to, że jest ona nakierowana głównie na uwodzenie młodych i najmłodszych, właściwie bezbronnych wobec profesjonalnej, wyrafinowanej i zmasowanej propagandy „luzu” i beztroskiego użycia od najwcześniejszych lat. (15).

Na tych złowrogich poczynaniach, to jest na intencjonalnym deprawowaniu umysłów i sumień głównie za pośrednictwem mass mediów, masoneria jednak nie poprzestaje, równolegle prowadzi inne kampanie przeciw chrześcijaństwu i Kościołowi, przeciw obecności Jezusa Chrystusa w świecie.

Oto niektóre z nich:

3. Forsowanie całkowitej laicyzacji życia

Nadal planowo poszerza się i ugruntowuje laicyzację już nie tylko życia publicznego, lecz także rodzinnego i osobistego. Wspomnijmy tu, tylko dla przykładu, o laickiej obrzędowości, od dawna wprowadzanej, a mającej z czasem całkowicie zastąpić sakramenty i religijne obrzędy Kościoła (16).

Pełna, do gruntu, laicyzacja życia ludzkiego oznacza w istocie eliminację chrześcijaństwa i to jest właśnie to, do czego masoneria najusilniej dąży. W niektórych krajach Zachodu dochodzi nawet do tego, że normalna jawność religii (tylko chrześcijańskiej!) jest źle widziana, a nawet zaczyna być traktowana jako naruszenie tolerancji i wolności przekonań innych obywateli. Bóg musi odejść, nie ma dla Niego miejsca – nigdzie, jest niepotrzebny! I Krzyż niech dłużej nie razi ludzkich oczu! Miejsce Kościoła – tymczasem – to ołtarz i zakrystia! Do niczego innego nie ma prawa!

Przytoczę tu kuriozalny fakt, drobny może sam w sobie, który jak błyskiem magnezji oświetla miejsce, w jakim się znajdujemy.

Otóż pewien polski biskup kilka lat temu głosił w pewnym mieście we Francji rekolekcje dla polskich księży pracujących wśród tamtejszej Polonii. Po zakończeniu rekolekcji złożył kurtuazyjną wizytę miejscowemu ordynariuszowi. Ów Francuz uprzejmie przyjął naszego biskupa, zaproponował mu nawet, że go obwiezie po swojej, niewielkiej zresztą diecezji, aby mu pokazać ciekawsze miejsca. W pewnym momencie zatrzymuje auto: „A tutaj, ekscelencjo, jest nowy kościół, któryśmy właśnie wybudowali”. Wysiadają, nasz biskup rozgląda się: żadnego kościoła nie widać. Francuz prowadzi go na małe wzniesienie, na nim jakiś okrąglak: „To jest właśnie nasz nowy kościół”. Polski biskup osłupiał: że nie ma żadnej wieży, dzwonnicy, to nic, ale nad kościołem nie ma krzyża, nawet nad wejściem do kościoła nie ma wogóle żadnego znaku, że to jest kościół. Zaszokowany Polak pyta francuskiego kolegę” „Nie widzę krzyża, dlaczego tu nigdzie nie ma krzyża?” A na to biskup francuski, biskup, następca oblanych męczeńską krwią Apostołów Chrystusa, odpowiada: „Bo my tu żyjemy w atmosferze tolerancji, nie chcemy widokiem krzyża ranić uczuć inaczej myślących”…

Narzuca się pytanie, jak się to ma do nakazu Jezusa Chrystusa, danego Apostołom i ich następcom: „Idźcie na cały i nauczajcie… Będziecie błogosławieni, jeżeli z tego powodu przyjdzie wam doznać wrogości i cierpienia, nawet śmierci!”. Nie narzucajcie, ale nauczajcie! Nauczanie zaś to coś znacznie więcej, niż tylko nie tajenie własnych przekonań, lecz gdy się je zataja, gdy się je przemilcza, gdy się przestaje o nich mówić, nawet już nie umieszczając krzyża na kościele, to w jakim świecie my jesteśmy?

4. Polityka antyrodzinna

Z kolei, obok laicyzowania życia, prowadzi się przemyślaną politykę coraz skuteczniejszego podkopywania i rozkładania rodziny jako czegoś trwałego, a mam tu na myśli nie tyle i nie tylko ułatwianie rozwodów i aborcji, co jest szczególną domeną aktywności masonerii, lecz głównie stwarzania niekorzystnych dla rodziny warunków społecznych i ekonomicznych z jednoczesnym lansowaniem tzw. różnych alternatyw, które doskonale mają zastąpić normalną ludzką rodzinę. Masoneria, nawiasem mówiąc, „od zawsze” traktowała nierozerwalne, trwałe małżeństwo jako niezgodne z naturą, zwłaszcza męską, a wierność małżeńską i obowiązki rodzinne jako nieznośne jarzmo krępujące wolność człowieka. Idzie też i o to, że trwałą rodzinę uważa ona za przekaźnik tradycyjnych ludzkich wartości i postaw, tym bardziej przeto pragnie doprowadzić do jej rozpadu i zaniku (17).

5. Wykorzystanie mass mediów przeciw Kościołowi.

Pomimo niby-odprężenia w stosunkach między masonerią a Kościołem, potężne, światowe mass media, niemal w całości przez nią kontrolowane, nadal prowadzą systematyczną kampanię antykatolicką. Problematyka związana z Kościołem dość często bywa w nich obecna, lecz jak jest przedstawiana i naświetlana! Korzysta się z każdej sposobności, by wszystko, co autentycznie katolickie, przedstawiać w krzywym zwierciadle, nieżyczliwie i napastliwie.

Podważa się prawdy wiary, krytykuje się jako wsteczne i niezgodne z duchem czasu katolickie zasady moralne, kwestionuje się Kościoła autorytet duchowy, prawa, inicjatywy, samą obecność i udział w życiu społeczeństw, na cenzurowanym stawia się przede wszystkim tzw. Kościół oficjalny, teologię „watykańską” i osobiście papieża Jana Pawła II. Popiera się natomiast i krzykliwie nagłaśnia wszelkie kontestacje i rozdźwięki w Kościele i rozdmuchuje zdarzające się w nim zgorszenia. Masoneria uważa, że skoro prowadzi walkę, to dla zdyskredytowania i zniszczenia przeciwnika („Ecrasez I’infame!”) wszystkie chwyty są dozwolone, a prawda, jak wiemy, nie należy do uznawanych przez nią wartości (18).

Lecz w żadnym wypadku nie jest to przecież walka z religia, ani z chrześcijaństwem jako takim, to co najwyżej usprawiedliwiony i zdrowy antyklerykalizm, demaskowanie i ukrócanie imperializmu i antydemokratycznych uroszczeń „Watykanu” i kleru, nieprawdaż?

6. Popieranie ruchów sekciarskich i „New Age”.

Masoneria patronuje też – na całym świecie – ruchom sekciarskim, zwłaszcza wschodnim, na podłożu gnostyckim, które mnożą się i rozwijają lawinowo, dysponują zazwyczaj zadziwiająco wielkimi środkami, a których zadaniem, oprócz siania zamętu, jest podkradanie wyznawców, zwłaszcza młodych, tzw. Kościołom oficjalnym, głównie Kościołowi katolickiemu. Znaczniejsze spośród nich są przez nią bezpośrednio kontrolowane. Specjalnie bliskie jej duchowi są sekty okultystyczne i satanistyczne. Najszczególniejszym zaś jej poparciem cieszy się sterowany przez nią, szybko rosnący w siły, synkretystyczny ruch „New Age”, który jest for-pocztą przyszłej jedynej dozwolonej religii zjednoczonego pod egidą masonerii świata; jego zaś cechy to głównie naturalizm, panteizm i okultyzm, te same, które najgłębiej określają ducha masonerii.

W kontekście ukazanej lawiny osaczających nas zewsząd zagrożeń duchowych nie wolno nam przeoczyć faktu o kapitalnym znaczeniu, mianowicie wielkiego uzależnienia poszczególnych ludzi, niemal wszystkich, uzależnienia wprost bytowego, od układów i presji środowiska, zwłaszcza w wysoko zorganizowanych społeczeństwach. Gęsta jest i coraz gęstsza sieć wielorakich, nieuniknionych i niemal absolutnych uzależnień od różnych szczebli administracji, od stosunków w miejscu pracy i na rynku pracy, od związków zawodowych, partii politycznych, różnych form inwigilacji, różnorakich lobbies itp. Dotyczy to głównie ludzi w aglomeracjach wielkomiejskich i to nie tylko tzw. szarych ludzi, lecz jeszcze bardziej tzw. elit, wyższych warstw społecznych, inteligencji, tych, którym najbardziej zależy na zachowaniu lub zdobyciu wyższego statusu materialnego i społecznego. Wymienione przed chwilą środowiska życia i pracy raczej nie bywają chrześcijańskie z ducha i polityki, wręcz przeciwnie. To te „inne siły” im patronują i są władne sprawić, że jednym, akceptowanym, udziela się poparcia, innych pozostawia się własnemu losowi, a jeszcze innym blokuje się szersze możliwości.

Iluż ludzi, już podtrutych ogólna atmosferą i oszołomionych hurrapropagandą relatywizmu i luzu moralnego, staje przed dylematem: albo sumienie, albo chleb i kariera. Nasze osobiste doświadczenie chyba nam powie, że bohaterów na straconej pozycji, tych, „wiernych do końca”, nigdy nie było i nie ma zbyt wielu.

Tak więc „Książę Tego Świata” wydaje się mieć dodatkową przewagę sytuacyjną. Możemy też być pewni, że ją w pełni wykorzystuje.

* * * * * *

Tragicznym wynikiem tych wszystkich, od dawna przez loże prowadzonych, a dziś nasilonych akcji destrukcyjnych („Dissolve et coagula”!) jest bijąca w oczy dechrystianizacja świata zachodniego. Od lat mówi się szeroko, i nie bez podstaw, o erze poschrześcijańskiej. Kościół jest w defensywie, a jego siły obronne, odpornościowe, wyraźnie słabną.

Dzieje się zaś tak nie tylko z powodu antychrześcijańskiej rewolucji w umysłach i obyczajach, rozniecanej na terenie „swieckim”, na zewnątrz Kościoła, o której mówiliśmy dotychczas, lecz jeszcze bardziej na skutek kontestacji i dywersji w samym Kościele.

B. DYWERSJA MASOŃSKA I MASONOIDALNA WEWNĄTRZ KOŚCIOŁA

1. Duchowni katoliccy w szeregach masonerii.

Wspomnieliśmy powyżej o adeptach lóż w sutannach, habitach i fioletach. Informacja taka słusznie szokuje, wydaje się nie do wiary, budzi gniew i odrazę. Urzędowi, konsekrowani słudzy Kościoła pracujący świadomie przeciw Kościołowi?

Słudzy Chrystusa oddający się na służbę Szatanowi?

A jednak! Nie wnikajmy tu w kwestię sumienia tych zdrajców.

Jest to straszliwe „mysterium iniquitatis” – tajemnica duchowego znieprawienia (2 Tes 2, 7)!

Faktem jest, że głównymi współtwórcami masonerii angielskiej byli duchowni, wprawdzie protestanccy, ale jednak! Faktem też jest, że w w. XVIII, a więc już w pierwszym okresie dziejów masonerii, wbrew wyraźnemu stanowisku Stolicy Apostolskiej, do lóż wstępowało wielu zwłaszcza wyższych duchownych katolickich, wcale nierzadko stali na ich czele, i to nie tylko we Francji, lecz i w innych krajach, także w Polsce. A nie była to bynajmniej przynależność formalna, rezultat ówczesnej mody czy układów środowiskowych i politycznych.

Już wtedy planowano w kręgach tych księży-”filozofów”, księży-”patriotów”, radykalne zmiany w Kościele i „pogodzenie” chrześcijaństwa z naturalizmem i racjonalizmem, „pogodzenie” katolicyzmu z laickim, antychrześcijańskim duchem Oświecenia. Jasno też zdawano sobie sprawę, że oznaczałoby to odrzucenie Objawienia Bożego i zniszczenie tożsamości i duszy Kościoła (19).

Tajna przynależność do masonerii wyższych zwłaszcza duchownych trwała odtąd bez przerwy, przez pokolenia, i ma swoją smutną historię. W czasach zaś powojennych i posoborowych z powodów, o których mówiliśmy wyżej, ten proces infiltracji i rekrutacji masońskiej we wnętrzu Kościoła dokonał się i dokonuje w nieporównanie szerszej skali. Nie warto nawet podkreślać bijącego w oczy faktu, że ze swymi „braćmi” spośród kleru współdziałają legiony świeckich wolnomularzy, „pełniących obowiązki katolików”.

2. Charakterystyka współczesnych adeptów lóż w sutannach.

Cóż robią ci dywersanci, te „wilki w owczych skórach” (Mt. 7, 15)?

Robią ostatnio, od dziesiątków już lat, wiele i – niestety – również z powodzeniem.
Są dynamiczni, ruchliwi, pracowici, wydajni, stanowią ponoć intelektualną elitę Kościoła (tak przynajmniej prezentują ich mass media, dziwnie dla nich dostępne i łaskawe).

Są oczywiście jak najbardziej katolikami, ale przecież nie integrystami, ani ortodoksami, ani fanatykami, nie hołdują bynajmniej dogmatyzmom, starym, przeżytym formułom ustalanym w zupełnie innych czasach, i irracjonalnym, nienaukowym przesądom.

Wręcz przeciwnie: są postępowi, otwarci na świat, na nowe prądy, na rozsądne kompromisy.

Rozumiejąc współczesność, a także dobrze życząc swojemu w końcu Kościołowi, pragną jedynie unowocześnić go, przystosować do ducha czasu, uczynić go strawnym i – dzięki temu -po prostu umożliwić mu przetrwanie (20).

Są zdecydowanymi przeciwnikami prozelityzmu, jakiegokolwiek nawracania. Ponad wszystko natomiast cenią dialog, idee humanistyczne, poszukiwanie porozumienia i jedności – wraz z całym światem – ponad nieistotnymi w końcu podziałami. Czyż nie ekumenizm jest znakiem czasu? Ekumenizm już nie wyłącznie chrześcijański, lecz otwarty na wszystkie religie świata? (21).

Skoro współcześni, zlaicyzowani ludzie potrzebują mimo wszystko odrobiny sacrum, jakiejś nadbudowy, jakiegoś kontaktu z innym wymiarem, jakichś obrzędów – czy to tak istotne, kto im to daje i w jakiej postaci? I któż chciałby w tych oświeconych czasach pluralizmu i ekumenizmu być fundamentalistą „na tyle szalonym, aby na pewno coś mniemać, albo i nie mniemać”, utrzymywać na przykład, że chrześcijaństwo, i to jeszcze w wersji katolickiej, jest jedyną religią prawdziwą?…

Trzymając się też oni mądrej taktyki: by- „jak ongiś ten szaleniec Luter” – nie wystąpić, Boże broń, z Kościoła, który im się w obecnym kształcie wcale nie podoba, i nie dać się też z niego usunąć, gdyż tylko pozostając wewnątrz niego mogą skutecznie wypełnić swoją misję, powiedzmy otwarcie: szatańską misję (22).

3. Próba zniszczenia fundamentów Kościoła – jego wiary i zasad moralnych

Wiedzą oni doskonale, że fundamentem Kościoła Chrystusa są prawdy objawione przez Boga i wiara Ludu Bożego w te prawdy. Dopiero na tym fundamencie i tylko na nim opiera się to wszystko, co w sumie nazywa się chrześcijaństwem i cywilizacją chrześcijańską, konkretnie: katolicyzmem i katolickim stylem życia. Prawdy i zasady moralne (oczywiście bezwzględnie obowiązujące w sumieniu) stanowią zwarty system, opierający się ostatecznie nie na żadnych „naukowych” argumentach, (choć one mogą być pomocne), lecz wyłącznie na autorytecie objawiającego je Boga i na nieomylnym Magisterium Kościoła.

Zanegowanie, przez próbę rzekomej „reinterpretacji”, którejkolwiek z tych prawd i zasad jest zanegowaniem całego Objawienia Bożego. Bo jeśli w imię jakichkolwiek racji ktoś się waży kontestować choćby drobną cząstkę Objawienia Bożego, dotychczasowej wiary Kościoła katolickiego, równie logicznie może się ważyć na zakwestionowanie całego Objawienia Bożego i samego faktu Objawienia, a więc wprost duszy i tożsamości Kościoła. Masoneria to właśnie uczyniła, a jej pomocnicy w Kościele do tego najoczywiściej zmierzają.

Ci dywersanci „pełniący obowiązki katolików”, owszem, „teologów”, są jak najbardziej świadomi, co stanowi fundament Kościoła, toteż na „reinterpretacji dogmatów” i na „uwspółcześnieniu” moralności katolickiej skoncentrowali wszystkie swoje wysiłki.

Raczyli przy tym zapomnieć, że Kościół nie jest ani twórcą, ani właścicielem tych prawd i praw, nie posiada więc żadnych uprawnień do ich „rewidowania”, „uwspółcześniania” czy „ustalenia na nowo”, aby były „bardziej zgodne z duchem czasu”.

Najświętszą bowiem powinnością Kościoła, racją jego istnienia – z woli samego Chrystusa – jest strzec w całości depozytu wiary, bronić go przed jakimkolwiek zamachem czy zafałszowaniem i wiernie, w całej rozciągłości, bez zmieniania lub przemilczania czegokolwiek, przekazywać go, wraz z łaską sakramentów, następującym po sobie ludzkim pokoleniom tak długo, „aż Pan przyjdzie”. Niezależnie od tego, co o tym myśli świat przeciwny Chrystusowi.

Gdyby Kościół katolicki, uwiedziony „nowoczesnością” (ileż tych „nowoczesności” było dotychczas!), sprzeniewierzył się temu zadaniu, tym samym przestałby być prawdziwym Kościołem Chrystusa i straciłby rację bytu; opuszczony przez Boga i „przemożony przez bramy piekielne” po prostu przestałby istnieć. To się jednak nigdy nie stanie i stać się nie może. Krótkowzroczni pomocnicy Szatana i o tym raczą nie pamiętać. Szkoda.

Pracują więc obecnie ze wszystkich sił, rozwijają, uzasadniają, przemycają, narzucają tę swoją „opcję teologii”, którą bezwstydnie i obłudnie odważają się nazywać „katolicką”.

A oto co czego się posunęli:

– Zakwestionowali z rozgłosem niemal wszystkie, nawet najbardziej podstawowe prawdy wiary, niektórzy z nich nawet bóstwo Jezusa Chrystusa, oczywiście w imię „wolności badań naukowych”, w imię „wolności przekonań i słowa”.

Próbują wylansować pojęcia o Bogu, które niewiele albo i nic nie mają wspólnego z Bogiem Objawienia, Z Bogiem Prawdziwym.

Zakwestionowali, jakby unieważnili wiele podstawowych norm moralnych. „Odkryli” mianowicie, że „zasady są dla człowieka, a nie człowiek dla zasad”, z czego wynika, że byłoby nieludzkie, gdyby jakiekolwiek przykazania, nawet Boskie, obowiązywały zawsze, bez względu na okoliczności. Etyka po prostu zależy i musi zależeć od sytuacji, od „sumienia danego człowieka w danej chwili”, swoją zaś sytuację człowiek sam ocenia… (co najoczywiściej oznacza, że każdy człowiek, niezależnie od prawa Bożego, ma prawo decydować, przynajmniej dla siebie, co jest dobre, a co jest złe.

(Zauważmy, że taka jest właśnie doktryna masonerii i taka też była „przyjacielska rada” Szatana w raju: …”Gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”)

– Zachowanie przykazań Bożych jako warunek zbawienia? Po cóż te rygory, to jarzmo dla sumień, dla wolności człowieka, tak odstręczające współczesnych ludzi od Kościoła! Zbawienie jest przecież dane z góry i powszechne… Cała ludzkość zmierza ewolucyjnie do punku Omega, przez „noosferę” do „teosfery” (Teilhard de Chardin)…

Czyż Kościół nie jest Kościołem grzeszników?… I czyż Bóg nie jest Miłością, samą Miłością i tylko Miłością?… Postawili zresztą pytanie, czy może istnieć coś takiego, jak grzech naprawdę śmiertelny, i odpowiedzieli, że nie, a jeśli już, to praktycznie się nie zdarza.

– Zalecają zrozumienie i przyzwolenie w sferze seksualnej. Rozwody, małżeństwa cywilne, „prawdziwa miłość” – nie powinny absolutnie pozbawiać prawa do sakramentów.

– Antykoncepcja to współczesna norma współżycia małżeńskiego i niechże się Kościół do tych spraw nie miesza.

– Nierozerwalność małżeństwa? Wyjdźmy wreszcie naprzeciw ludzkim problemom i oczekiwaniom. Czyż Kościół nie powinien być Matką?…

– Nieomylny w rzeczach wiary Kościół, Urząd Nauczycielski Kościoła, naucza inaczej? Ta nieomylność „opcji watykańskiej” to czyste urojenie, absolutystyczna, przestarzała teoria! W żadnym razie nikt niczego nie ma prawa narzucać ani dyktować teologom!

– Ależ jest przecież władza pasterska w Kościele, władza z ustanowienia Bożego! – Czy nie za wiele tej władzy? Czy to nie uzurpacja, z którą czas skończyć? Po pierwsze, jesteśmy, wszyscy na równi, Ludem Bożym, mieszkaniem tego samego Ducha Świętego, a po wtóre, społeczeństwa są dojrzałe, żyjemy w demokracji i pora się przystosować, skończyć z pasternalizmem i „Watykanu” i kleru!

A całe zło, nienadążanie Kościoła ze ewolucją ludzkości z tego, że brak w nim wolności ducha, miłości i wzajemnego zaufania i wciąż ten dogmatyzm i konserwatyzm, i wciąż ta dyktatura Rzymu, na szczęście coraz mniej uznawana!

– Papież, jeśli już zachować – na razie – ten obciążony historycznie tytuł, może być jedynie honorowym przewodniczącym kolegium biskupiego, wybieralnym naprawdę demokratycznie, powiedzmy, na 4 lub 6 lat, a po upływie kadencji byłby wybierany następny…(23).

– Sakramenty? Chrzest niemowląt to nieporozumienie i nadużycie, chrztu powinno się udzielać dorosłym, żeby mieli możność wyboru.

– Eucharystia? – Nie mówmy nawet o żadnej tam realnej Obecności, nie jest to nic innego jak symbol braterstwa chrześcijan niezależnie od ich wyznania; powinni też otrzymywać ją wszyscy biorący udział w Liturgii… We Mszy świętej? – O, właśnie, poniechajmy już tej nieekumenicznej nazwy z minionej, przedsoborowej epoki! Czyż nie piękniej brzmi „liturgia”, „zgromadzenie eucharystyczne”, jak u braci ewangelików? – Spowiedź? Ach, tylko nie to! Jest niegodna człowieka i zupełnie niepotrzebna! Najzupełniej wystarczy ten akcent pokutny na początku „Liturgii”…

– Co do liturgii w ogóle – nadal za wiele tu rzymskiego formalizmu i sztywnych przepisów. Powinno być w niej dość miejsca dla ewolucji, dla świeżych pomysłów, dla improwizacji, dla działania wreszcie Ducha Świętego, który przecież „tchnie, kędy chce” (24).

– Przestańmy też bez końca mówić o Bogu i wieczności, tego już nikt nie chce. Chrześcijaństwo, jeśli chce przetrwać, powinno stać się bardziej ludzkie, horyzontalne, humanistyczne, nie tonąć w abstrakcjach, lecz zająć się rzeczywistymi problemami ludzi, sprzyjać ludzkiemu szczęściu. Mówmy więc nie o prawach Boga, a o wyzwoleniu i prawach człowieka…

– A ten przesadny w Kościele kult Maryjny, który tak odstręcza braci protestantów? Podtrzymuje on tylko dewocję i zacofany, nieaktualny już model kobiecości i wprawia w słuszne zażenowanie bardziej oświeconych katolików.

– Oczywiście trzeba raz skończyć z nieludzkim, przymusowym celibatem księży, i to jak najprędzej!

– Również z dyskryminacją kobiet w Kościele! Co w końcu stoi na przeszkodzie, żeby kobietom, na równi z mężczyznami, udzielać święceń kapłańskich i sakry biskupiej i włączać je normalnie do duszpasterstwa i Hierarchii?

Że Chrystus wybrał mężczyzn? To dowód, że i On ulegał przesądom epoki, ale my nie musimy (25).

– W imię wolności sumienia, którą Kościół wreszcie uznał, powinno być uprawnione istnienie w Kościele i swobodne działanie opozycji, doktrynalnej i wszelkiej innej.
Na czym w końcu ma polegać wolność dzieci Bożych? (26).

Takie poglądy i postulaty i wiele innych, im podobnych, były w okresie posoborowym i są nadal głoszone czasem jawnie i zuchwale, częściej podstępnie, z finezyjną wieloznacznością w rozlicznych periodykach teologicznych, w publicystyce „katolickiej” i dziełach, owszem, jak najbardziej „katolickich”, częstokroć z aprobatą urzędową „światłych” i „postępowych” biskupów, a jest ich niemało i jakby coraz więcej.

Dla ułatwienia sobie bezszmerowego demontażu wiary i moralności katolickiej i podstawowych struktur Kościoła (papiestwa, ale nie tylko), oraz głównie dla stłumienia reszty oporu, mafia wolnomularzy-dywersantów, o których mowa, wprowadziła i z powodzeniem stosuje dogodną dla siebie, a paraliżującą miałkie umysły i lękliwe charaktery grę słów, mianowicie rozróżnienie między teologią „przedsoborową”, a więc konserwatywną, ciasno konfesyjną, a teologią „posoborową”: naukową, otwartą, ekumeniczną, postępową i jaką tam jeszcze.

A skoro „wczorajszość” i „konserwatyzm” mają konotację zdecydowanie ujemną (od dziesiątków lat starały się o to sterowane przez masonerię środki przekazu), a „śmiałość”, „oryginalność” i „postępowość” (w obrębie dogmatów wiary!) mają konotację dodatnią wzmacnianą zgranym chórem progresistów i mass mediów?… I skoro przyszłość, jak na brodę Mahometa przysięga się Hegel, zawsze należy do „antytezy”, do tego, co dzisiaj wydaje się nowe szokujące, a jutro opanuje świat?…

I skoro rozdawcami recenzji, opinii, reklamy, cenzurek i epitetów, możliwości publikowania (często także stanowisk w hierarchii kościelnej…) są „sami swoi”, porozmieszczani, gdzie trzeba, i reklamowani jako najświatlejsze i najtęższe umysły niezaprzeczalnie katolickie (bo i któż miałby odwagę im się wprost przeciwstawić, zdemaskować agentów Nieprzyjaciela, nazwać ich po imieniu?)

Cóż, za bardzo„jesteśmy ludźmi”, – niestety- instynkt samozachowawczy jest czujny i przekonywający… W rezultacie niejeden z tych, którzy chcą zabierać głos, publikować, liczy się z tym, że może zostać pogardliwie przemilczany lub wręcz napiętnowany jako konserwatysta i niedouczeniec. Któżby nie pragnął, by jego artykuły i książki miały dobrą prasę, nie zalegały w magazynach księgarskich, nie zapadały w nicość? I oto nawet ludzie nie zaprzedani mafii mówią i piszą nie dla chwały Boga i prawdy, nie dla podtrzymania świętej wiary synów i córek Kościoła, nie zgodnie ze swoim katolickim sumieniem, lecz zgodnie z modną i jakby obowiązującą (prawem kaduka!) linią modernistyczną, piszą pod kamarylę ukrytych decydentów!

Klasycznym dowodem, bynajmniej nie jedynym, jak skuteczne jest działanie swoistego „terroru umysłowego”, mafijnej dyktatury nad umysłami i sumieniami wielu, jest „teologiczna kariera” kogoś takiego, jak nieszczęsny Teilhard de Chardin, jeden z głównych proroków i patronów „New Age”, daleki od katolicyzmu jak wschód od zachodu, jak „Wielki Wschód” do Rzymu. (27).

Pierwszym komplementarnym przedstawieniem modernistycznej, heretyckiej wersji wiary katolickiej, zapowiadającym rozdwojenie i ruinę w Kościele, był osławiony „Katechizm holenderski”, zaaprobowany – niestety – przez tamtejszych biskupów, wydany tuż po Soborze (1966), lecz znacznie wcześniej opracowany. Jego ukazanie się spowodowało prawdziwy szok: jednych przeraziło, innych ośmieliło do jeszcze dalej idących kontestacji (28).

Trzeba dodać, że w okresie, o którym mówimy, powołano do istnienia niezliczone mnóstwo ruchów, klubów, organizacji, nominalnie katolickich, mających jakoby na celu, a jakże, wyłącznie „odnowę” katolicyzmu, w istocie często dwuznacznych i dywersyjnych, pozostających w zamaskowanej opozycji, swoiście „charyzmatycznych” i „ekumenicznych”, w rzeczy samej zarażonych protestantyzmem, liberalizmem i gnozą, a sterowanych przez ukrytych w nich ludzi Antykościoła. Zadbano też starannie o naszpikowanie swoimi ludźmi wyższych uczelni katolickich i seminariów duchownych, co fatalnie rokuje na przyszłość (29).

4. Rezultat dywersji

Wszystko to stało się tak szybko, niespodziewanie, jakby z zaskoczenia. W znacznej mierze również dzięki temu, że centralne władze Kościoła, jak sparaliżowane, nie reagowały na najbardziej zuchwałe wystąpienia samozwańczych „postępowych reformatorów”.

Zmiana sytuacji rychło dała znać o sobie. Jawna, bezkarna, jakby uprawniona rebelia i kontestacja spowodowała zamęt, dezorientację, niepewność i w szeregach duchowieństwa, i zwłaszcza wśród wiernych. Nie było już w końcu wiadomo, w co Kościół jeszcze wierzy i czego się trzyma, co jeszcze obowiązuje, a co już nie. Wpłynęło to, rzecz jasna, jak najgorzej na wewnętrzny stan Kościoła, na jego zawartość i autorytet, osłabiło wolę obrony wiary i obyczajów.

Prędko też w wielu krajach przerzedziły się szeregi duchowieństwa, opustoszały seminaria duchowne i nowicjaty zakonne, młode pokolenie poczęło odwracać się od prawowiernej wykładni wiary (i od samego Kościoła również), świątynie katolickie zaczęły jeszcze bardziej świecić pustkami, otwarło się pole dla inwazji „misjonarzy” protestanckich i sekciarskich. (Ameryka Łacińska!).

Jak widzimy, ten drugi front, dywersyjny, wewnątrz Kościoła, zgrany w działaniu z frontem zewnętrznym, umiejętnie i aż nazbyt skutecznie spełnił i spełnia wyznaczoną sobie destrukcyjną rolę. Z rozległości i szybkości tej akcji możemy wnioskować, od jak dawna i jak starannie była przygotowywana. Tragiczną prawdę wypowiedział Paweł VI, już przed laty (1972), gdy mówił, iż „spodziewaliśmy się wiosny, a przyszła burza; spodziewaliśmy się odrodzenia, a nastąpiło samozniszczenie Kościoła”.

Dodajmy z bólem, iż modernistyczna, otwarcie antykatolicka, działalność „braci fartuszkowych” w Kościele i proces jego samozniszczenia i rozkładu bynajmniej nie zostały dotąd zahamowane, to wszystko trwa i napór dywersji raczej się wzmaga, nie napotykając na zdecydowany odpór, nawet na nazywanie rzeczy i spraw po imieniu. Dlaczego? Oto jest pytanie.

5. Ostateczny cel dywersji

Zapytajmy, jakiż w końcu cel przyświeca tym strasznym ludziom, przebranym w „mundury katolickie”, także w szaty duchowne, a przeto trudniejszym do rozpoznania (zresztą nadal nie widać nikogo, kto by ich chciał identyfikować, by ostrzec nieświadomych)? Zdradzili oni w swym sercu Jezusa Chrystusa, obrócili się przeciwko Niemu, na swoim poziomie wykształcenia i świadomości muszą „wiedzieć, co czynią”, lecz czyżby sądzili, że można Boga pokonać i zniszczyć Jego Kościół na ziemi, któremu On sam przyobiecał przetrwanie do końca czasów?
Jakiekolwiek by nie były ich motywy i wizje przyszłości, przyświeca im ten sam cel, jaki postawiła przed sobą cała masoneria, z tym, że sposoby jego realizacji mają własną specyfikę, swoisty kamuflaż pojęciowy i słowny.

Zdążają oni mianowicie do tego, by zachować (na razie) katolicką terminologię religijną i zewnętrzne struktury Kościoła, w sposób zasadniczy odmienić jego duszę, tożsamość i samoświadomość, zmienić, rozmydlić, rozmyć treść jego wiary, system wartości i normy moralne, doprowadzić do końca drugą, zwycięską już Reformację w jego łonie, to znaczy całkowicie go sprotestantyzować i zliberalizować, co się już w pewnym stopniu dokonało.

Gdyby jeszcze udało im się, do czego dążą, osłabić rolę i władzę papiestwa, Kościół już tylko z nazwy byłby katolicki. Jego wpływ na umysły i dusze, i tak malejący, spadłby do zera, proces zanikania autentycznej wiary katolickiej w świecie doszedłby do punktu krytycznego, wtedy nastąpiłaby masowa, już nieodwracalna apostazja milionów, a jakaś pozostała reszta quasi-katolików (z nazwy) zostałaby przez swoich „pasterzy” przygotowana do „ekumenicznego” rozpłynięcia się w masońskiej eklektycznej Religii Uniwersalnej, w jakimś „New Age”, gdy przyjdzie na to czas. (30).

Takie są cele rewolucji wewnątrzkościelnej i taki scenariusz wydarzeń znajduje się w trakcie daleko posuniętej realizacji. W kontekście tego scenariusza w kręgach „odnowicieli” mówi się też o Trzecim Soborze, już niekoniecznie watykańskim, raczej jerozolimskim…

Czy do ruiny Kościoła naprawdę mogłoby dojść? Poszukajmy odpowiedzi u św. Mateusza (16, 18, także 24, 4-14 i 23-24), u św. Łukasza (18, 8) i w Apokalipsie.

W każdym razie ta ocena i to odczytanie działań dywersji wewnątrzkościelnej, ponad wątpliwość związanej z masonerią, nie jest wytworem wyobraźni wziętym z powietrza. Są to nieodparte wnioski, które narzuca dziejąca się na naszych oczach rzeczywistość.

* * * * * *

Nie tak dawno temu jeden ze znanych kardynałów, dobrze notowany w kręgach, o których mówimy, w przystępie szczerości tak się wypowiedział: „Kościół przyszłości widzę jako izolowane grupy i grupki świadków Jezusa w pluralistycznym społeczeństwie”. Eminencja jest światłym człowiekiem, więc wie, co mówi i co ma na myśli, wie też doskonale, że nawet samo przetrwanie, nie mówiąc już o spełnianiu uniwersalnej, Boskiej misji, takich „izolowanych grup i grupek” w umasowionym i nieprzyjaznym społeczeństwie, wcale nie tak „pluralistycznym”, jak sugeruje eminencja, na dłuższą metę nie jest w ogóle możliwe. Lecz kardynał św. Rzymskiego Kościoła wcale się nie wydawał przejęty ani zmartwiony zarysowaną przez siebie wizją upadku Kościoła. Być może była ona projekcją jego własnych pragnień?

Pytamy ponownie: czy jednak te zamysły mogą stać się rzeczywistością?

Owszem, mogą, w czasach Antychrysta.

* * * * * * *

Uświadamiając sobie całą chwieją, wieloma minami podminowaną sytuację współczesnego świata, bezpośrednio zagrożonego dominacją Zła; obserwując sukcesy niszczycielskiej ofensywy Nieprzyjaciela na podstawowe wartości, na ducha i pozycję społeczną Kościoła Jezusa Chrystusa, a zarazem postępy jego wewnętrznego samozniszczenia; przypominając sobie owe butne słowa: „Godzina masonerii wybiła” – powinniśmy wreszcie się obudzić.

Tu naprawdę idzie o wierność do końca Bogu i Chrystusowi, idzie o nas samych, o naszą wieczność, o cały świat, tym razem idzie o wszystko.

III. ZAMIERZENIA I DZIAŁANIA WSPÓŁCZESNEJ MASONERII

NA FRONCIE POLITYCZNYM

1. Cel ostateczny i przewidywanie trudności

Z kolei jeszcze krótki rzut oka na ogólnoświatowe zamierzenia Zakonu w dziedzinie politycznej. Tutaj jego celem strategicznym, jak już mówiliśmy, jest ustanowienie masońskiej Republiki Globu (z dyktatorskim rządem na czele) (31).

Aby ten cel osiągnąć, i to w możliwie nieodległym czasie, potrzeba jeszcze niezmiernie wiele przeszkód przełamać i wiele pracy wykonać. Przede wszystkim trzeba narody świata dla tych kosmopolitycznych idei zjednać albo je obezwładnić i do nich przymusić. Trzeba doprowadzić do zniesienia granic i uprawnień suwerennych państw narodowych wraz ze wszystkim, co to oznacza; być może potrzebne się też okaże wymieszanie licznych populacji. Oczywiście także ustanowienie sprężystej administracji i środków absolutnego nadzoru i przymusu. Trzeba więc przewidzieć, przygotować, zorganizować wiele, wiele spraw w skali ogromnej, dotąd nie znanej.

Masoneria w tak zasadniczej dla świata, a i dla siebie również, sprawie musi się liczyć z ogromnymi oporami. Na jakiekolwiek etapy byłaby rozłożona w czasie realizacja tego planu, oznaczałaby ona zasadniczą zmianę paradygmatów i form, także treści życia ludzkiego na ziemi. Byłby to dla wszystkich zapewne nieodwracalny skok w nieznane, a właściwie skok w przepaść, przed którą wzdryga się umysł i sumienie człowieka.

Masoneria dla politycznego i duchowego opanowania świata, dla urzeczywistnienia swych utopijnych, antyludzkich zamierzeń, chce – w istocie rzeczy- odebrać całej ludzkości, niezliczonym masom ludzi to, co uważają za najcenniejsze dla siebie: własny grunt pod nogami, własny świat duchowy, religię, ojczyznę, tradycję, swoistą własną kulturę, tożsamość, wreszcie wolność, możność stanowienia o sobie i obrony swoich najoczywistszych interesów i praw, poczucie bezpieczeństwa na własnej, ojczystej ziemi. Nie przedłużajmy tej listy wartości dla większości ludzi, nie tylko chrześcijan, stanowiących istotę ludzkiego życia i cenniejszych nad samo życie.

Lecz masy ludzkie w tej gigantycznej grze o przyszłość nie za bardzo się liczą. Liczą się głównie przywódcy, liczą się elity. To dlatego masoneria elity wszystkich krajów, czyli aktualnych i przyszłych przywódców, stara się od szeregu pokoleń skupiać w swoich lożach i odpowiednio urabiać, aby zamysły i wolę Zakonu, jego „nieznanych przełożonych”, także własną karierę i osobiste korzyści, stawiali ponad resztkę swojej wiary i swego sumienia, ponad honor, niezawisłość i dobro własnych narodów i państw.

2. Dotychczasowe osiągnięcia

Pomimo długotrwałych wysiłków „wychowawczych” i propagandowych, pomimo ponawianych inicjatyw, mających na celu realizację tych zamierzeń, a na początek utworzenie Stanów Zjednoczonych Europy, realne wysiłki na tym kierunku działań były dotąd nader skromne: udało się jedynie powołać do istnienia nieudaną międzywojenną Ligę Narodów, reszta pozostawała w sferze projektów i kosmopolitycznej, paneuropejskiej retoryki.

Warto tu jeszcze wspomnieć o opracowaniu we Francji, w najgłębszej tajemnicy, w latach 1923-1935, „Paktu Synarchicznego”, kompletnego szczegółowego programu urządzenia świata po zwycięstwie „sił postępu”.

Ówczesne ogólnoświatowe realia nie sprzyjały jednak dalej idącym krokom, a i umysły „profanów” były jak najdalej od zrezygnowania z tożsamości i suwerenności własnych narodów.

3. Aktualny stan rzeczy

Lecz jedną z cech tego Zakonu jest cierpliwość, mądra umiejętność czekania, aż sytuacja dojrzeje do wykonania następnego posunięcia. Temu dojrzewaniu sytuacji można też czasem dopomóc.

I oto ostatnia wojna światowa sytuację radykalnie odmieniła. Nadszedł właściwy moment na wykonanie dawno przygotowanych decyzji. Natychmiast po zakończeniu wojny powstała Organizacja Narodów Zjednoczonych, tym razem oparta o USA, zalążnia przyszłego parlamentu i rządu światowego, a wkrótce potem zorganizowano szereg potężnych międzynarodowych instytucji, których zadaniem jest przygotowanie warunków do zamierzonego zjednoczenia świata.

Do tych prac sztabowych wprzęgnięte zostały kompetentne zespoły ludzi i nieograniczone środki finansowe.

Konkretne zadania owych instytucji są cztery: po pierwsze, zjednywać dla Wielkiego Planu wyższe warstwy społeczne zwłaszcza wielkich, przodujących krajów; po wtóre, wypracować

– w dyskretnej ciszy – potrzebne projekty, programy, formuły prawne itp.; po trzecie, przygotować kadry przyszłej światowej Synarchii; po czwarte, dokonywać krok po kroku, we właściwym czasie, odpowiednich posunięć ekonomicznych i politycznych, z gotowością, w razie potrzeby, do użycia siły wobec opornych (32).

4. Sprawa najważniejsza: przygotowanie umysłów

W następstwie tych posunięć, przede wszystkim propaganda ruszyła całą parą. Środki postawione do dyspozycji są praktycznie nieograniczone. Ukazało się i wciąż się ukazuje mnóstwo dzieł doskonale opracowanych, wiele świetnie robionych periodyków, nie mówiąc już o współdziałaniu wielkiej prasy światowej i innych mass mediów.

Wzbudzony tą kampanią propagandową ruch Nowej Ery, inspirowany oczywiście i sterowany przez masonerię, obejmuje już znaczące środowiska. Ten kierunek myślenia nazwano myśleniem planetarnym (33), ten program polityczny – mundializmem lub globalizmem.

Ze wszech stron zapewnia się otóż, i jak elokwentnie, że zjednoczenie świata w jednym państwie, w jednym braterskim związku ogólnoludzkim, stanowić będzie panaceum na wszelkie ludzkości bolączki, niedorozwój, ubóstwo; bezkonfliktowa, racjonalna gospodarka finansami i zasobami naturalnymi całej planety, supertechniką i żywą siłą produkcyjną miliardów wysoko kwalifikowanych ludzi zapewni wszystkim niewyobrażalny dzisiaj dobrobyt i komfort; żadnych wojen, żadnych wydatków na zbrojenia, pokój wieczysty; zwalczenie wszelkich epidemii, chorób i szkodliwości; uzdrowienie warunków ekologicznych jako troska pierwszoplanowa; ujawnienie i spotęgowanie ukrytego dotąd potencjału umysłu i ducha ludzkiego dla wspólnego dobra i rozwoju; w bezpiecznym, rozumnym świecie bez podziałów i granic, w świecie powszechnej, humanistycznej i dynamicznej cywilizacji – wolni, oświeceni i szczęśliwi ludzie! Zaiste, „Ludzie jak bogowie”! Zaiste, „Nowy wspaniały świat”! (34).

Czyżby wreszcie raj na ziemi? Tak właśnie, Nowa Era stoi w uchylonych drzwiach! Na tej pięknej planecie, na Gai, Matce naszej, w światłach Nowej Ery wspólnie zbudujemy raj na tysiąclecia, którego już żaden Bóg zjednoczonej i ubóstwionej Ludzkości nie odbierze!

Grająca kolorami rajska wizja Nowej Ery, Nowej Cywilizacji, rozpina się nad horyzontem jak tęcza (tęcza właśnie jest symbolem tej Nowej Ery-New Age, jak krzyż był symbolem minionej rzekomo i przezwyciężonej ery chrześcijańskiej… wymowne przeciwstawienie!). Tęcza ta wskazuje kierunek i wzywa. Ale droga do celu jeszcze daleka. Chociaż można by ją skrócić, gdyby ludzie zechcieli zawierzyć Mędrcom i ufnie na nią wkroczyć.

5. A jeśli, mimo wszystko, opór?

Niestety, narody świata niezbyt kwapią się do tego totalnego zjednoczenia i władzy Mędrców nad sobą. Wciąż wolą swoje niezawisłości, swoje zaścianki, swoje ojczyzny, swoje ciasne patriotyzmy, swoje zatęchłe tradycje i zbutwiałe korzenie, swoje wsteczne przesądy i fobie! Światło rozumu i postępu nie przenika do Ciemnogrodu z dostateczną siłą!

Lecz to się musi zmienić. Przed egoizmami i niedorozwojem umysłowym cofnąć się nie wolno. Po to właśnie adepci Zakonu są awangardą Ludzkości i nosicielami Światła, aby je jak najrychlej – nawet wbrew oporom- zapalić na Wschodzie Ludzkości. Trzeba więc wzmóc walkę idei.

Trzeba „profanom” cały ten zbędny i już tylko zawadzający bagaż przeszłości i staroświecczyzny ośmieszyć i unieważnić, do tych zamkniętych w swoich skorupach, niewydolnych już ojczyzn zniechęcić, ich wsteczne, rzekome autorytety zdyskredytować i pozbawić wpływu.

A jednocześnie trzeba ich wpędzić w takie skłócenie i rozbicie, w taką powszechną destabilizację, nieład i chaos, w takie klincze i niemożności, przy tym tak dalece ekonomicznie ich uzależnić od prawdziwych panów świata (35), od prawdziwych dysponentów wiedzy, pieniądza i władzy, żeby wreszcie zrezygnowali ze swoich już tylko pozornych suwerenności(36), ze swoich ciasnych ojczyzn, zwietrzałych wartości i tradycji, z tych przeżytków, we współczesnym świecie nie dający już oparcia i żadnych perspektyw! Musi przyjść moment, że sobie to wszystko uświadomią i zgodzą się by rządzili nimi, i całym światem, lepsi i mądrzejsi od nich. Ten cel jest tak wielki, tak doniosły, że dla jego osiągnięcia wszelkie środki są dobre, byle były skuteczne.

No, właśnie! A gdyby się jednak – wbrew wyższej logice rynku i kapitału, wbrew logice Historii – przy swoich fanaberiach upierali? Gdyby się mimo wszystko na oddanie Mędrcom władzy nad sobą i nad światem dobrowolnie zgodzić nie chcieli?

Otóż Mędrcy, wyłącznie z dobrego serca przejmujący odpowiedzialność za dalsze losy świata, pomyśleli i o tym.

Jeden z ich grona, senator Stanów Zjednoczonych z dynastii bankierów, którzy tonami złota współfinansowali rewolucję komunistyczna w Rosji w r. 1917, Paul Warbourg, w r. 1950 oświadczył przed senatem amerykańskim: „Będziemy mieli rząd światowy, czy ktoś się na to zgodzi, czy nie. Jedyną kwestią, nad którą można się zastanawiać, jest pytanie, czy ten rząd światowy zostanie utworzony w wyniku porozumienia, czy podboju” (podkreśl. – H.C.) (37)

Może więc być tak, że trzecia wojna światowa może się komuś wydawać opłacalna? Nawet nieodzowna?…

6. Pierwszy etap: Europa spod znaku Maastricht

Jesteśmy właśnie na etapie dość zaawansowanej realizacji Wielkiego Dzieła. Po fiasku utopii komunistycznej, poprzez którą próbowano opanować i „uporządkować” świat nie bez udziału wiadomych Mędrców, a która kosztowała morze krwi ludzkiej i bezmiar ludzkiego cierpienia, podejmuje się od nowa utopijną próbę „zjednoczenia świata”, na razie w Europie spod znaku Maastricht, w Europie bez granic, jawnie liberalnej i laickiej, jawnie masońskiej.

Dziwna rzecz, dodam nawiasem, jak nieznany i trudno dostępny jest tekst tego tajemniczego układu, wysmażony w wiadomej kuchni. I jakimi metodami i naciskami ten układ narodom Europy się narzuca, dosłownie narzuca.

Jednak to pewne, że ta wpół tajna władza Synarchii, usadowiona na razie w Brukseli, gdy raz zostanie uprawomocniona, wejdzie w swoje prerogatywy i zacznie funkcjonować, będzie władzą nad euroregionami absolutną, o żadnej „Europie ojczyzn”, o żadnych tam lokalnych suwerennościach, odmiennościach, sprzeciwach i oporach nie będzie mowy.

„Równiejsi” będą decydować.

„Neues Europa, ein Volk, ein Raum”?… Ej, coś pokręciłem?…

Nie, raczej coś mi się przypomniało….

A realizowana obecnie, choć z trudem, Unia Europejska czyli Stany Zjednoczone Europy, marzone i przygotowywane w lożach europejskich od paruset lat, pod rządami najoświeceńszych i najbardziej kompetentnych elit, zapewne i pod batutą Niemiec, będą miały zaszczyt być polem doświadczalnym przed podjęciem nowego etapu, już ostatniego, mianowicie zagarnięcia pod dyktaturę masońskiego, antychrześcijańskiego rządu światowego wszystkich kontynentów świata (38).

Może nawet bez zastosowania podboju, którym pogroził mądry i przewidujący senator Stanów Zjednoczonych?…

7. Rola Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej

I oto znowu, szczęśliwym trafem, wypływa nam nazwa Stanów Zjednoczonych, tego najwspanialszego kraju świata, posiadającego na swym terytorium najbardziej drogocenny skarb: cztery miliony regularnej masonerii, nie licząc wielomilionowych jej przybudówek… Ani słowa więcej! Wszystkie słowa więdną wobec wielkości i blasku Ameryki!

To przecież Ameryka obecnie dyktuje, Ameryka upomina i rozdaje cenzurki, Ameryka doradza, Ameryka świeci przykładem – taka „biblijna” i taka laicka, taka tolerancyjna i taka zdrowa w sobie, moralna i wzorowa pod każdym względem, taka przy tym bezinteresowna, całemu światu gotowa – z dobrego serca – przychylić nieba demokracji i własnego eksportu!

Otóż wielki prezydent Stanów Zjednoczonych, Ulysses Simpson Grant, w uroczystej proklamacji do narodu amerykańskiego w r. 1872 (zważcie Państwo, ponad sto lat temu!) zamieścił taką oto wypowiedź: „Świat cywilizowany zmierza ku demokracji, ku rządom ludu poprzez swych reprezentantów, a nasza wielka Republika jest przeznaczona, by przewodzić wszystkim innym… Nasz Stwórca przygotowuje świat do przekształcenia się, w odpowiednim czasie, w wielki naród, który będzie mówił tylko jednym językiem, a w którym armie i floty wojenne nie będą już potrzebne” (39).

Drodzy Państwo! Czyżby prezydent Grant był prorokiem? Nie, on tylko wiedział więcej, niż inni w owym czasie wiedzieli. Jego słowa dobitnie potwierdzają wszystko, cośmy dotąd powiedzieli. Zawierają jasny program lóż, aktualny do dziś, konsekwentnie i twardo wypełniany przez ponad sto lat.

Jak z tych słów i z łańcuch późniejszych wydarzeń wynika, jest jeszcze na świecie ta ciągłość idei, ta wierność tradycji pokoleń (masonów), ta zachowywana tożsamość (wolnomularska), to poczucie posłannictwa (imperialistycznego) na arenie świata, to wiosłowanie i pod prąd! Ten marsz i pod wiatr! To jeden z nich powiedział: „W naszych szeregach pojedynczy żołnierz umiera, ale walka trwa dalej!”.

8. Końcowe wnioski

Uczymy się, Panie i Panowie!

Jest czego i jest od kogo!

„Wiedza to potęgi klucz!”

A my, Polacy, musimy się jeszcze wiele nauczyć!.

Świat bowiem (także polski świat) należy i będzie należał do ludzi inteligentnych, dzielnych i twardych, którzy szanują siebie, cenią swoją tożsamość i są jej wierni, których stać na wielki program i wspólny front, którzy rozumieją, o co toczy się walka, nie obawiają się twardych reguł gry i są zdecydowani iść pod wiatr, wiosłować i pod prąd! I nie dać się obalić żadnym wichurom, i nie dać się unieść żadnym prądom, i nie dać się zwieść żadnym lucyferiańskim fatamorganom!

Nie bójmy się ciemnych potęg świata, nie dajmy się zdominować! W tej sprawie nie ma żadnego fatum, wynik walki nie jest z góry przesądzony, zależy to również od nas! Możemy i musimy obronić się przed dyktatem, możemy i musimy zwyciężyć!

Oto nasze zadanie: utrzymać i utwierdzić królewską i życiodajną obecność Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła wśród nas i na całym świecie, utrzymać i utwierdzić wolność i niepodległość naszej Ojczyzny Polski, dopomóc też narodom świata w „ocaleniu swej duszy” i zachowaniu swych praw.

Tym zadaniom musimy sprostać!

Nie może zapaść nad nami noc dyktatury masońskiej!

Masoneria nie zrealizuje swoich zamierzeń, nie osiągnie swoich złowrogich celów!

Masoneria nie zniszczy Kościoła, masoneria świata nie opanuje!

Pamiętajmy:

Bóg nie umiera, Bóg nie przegrywa, Bóg nie da się ze świata usunąć!

Komentarzy 12 do “Antykościół w natarciu”

  1. annah said

    Ciekawe opracowanie, warto zapamiętac i zastosowac sie do postulatow z wnioskow koncowych – nadchodzi czas kiedy to wszyscy mieszkancy Ziemi będą musieli opowiedziec sie po ktorej stoja stronie, niezdecydowani idą za przegranymi, trzeba to wiedziec.

  2. monitorpolski said

    Dlatego tak ważne są działania oddolne, organizowanie się na poziomie osiedli, wsi, miasteczek. Nie potrzebujemy masońskiego lidera, nawet jesli sie kryje pod sutanną duchownego – takich można dość łatwo zidentyfikować.

    • Zbyszko said

      Masz rację MonitorPolski, to nauki Pana Naszego Jezusa Chrystusa naszym drogowskazem i światłem.

  3. Zbyszko said

    KrólowoPokoju, bardzo cenny referat. Należałoby go jak najszerzej rozesłać i powielić dla tych co nie mają internetu. Dzięki

  4. Ewa said

    Bardzo pouczajacy referat,po jego przeczytaniu latwiej zrozumiec kto i dlaczego zakneblowal usta ksiedzu Natankowi.Bardzo to dramatycznie wyglada na dzien dzisiejszy,Blogoslawionego Ojca Pio tez probowano odsunac od czynienia poslugi kaplanskiej,niestety Szatan poniosl kleske,teraz tez tak bedzie bo wiele osob modli sie na Rozancu w intencji Ksiedza Piotra Natanka.
    Masoneria powinna zaczac bac sie!
    Takich Natankow wiecej potrzebuje nasza Ojczyzna i swiat!
    Bog zaplac Bruno za ten referat!

  5. Józef piotr said

    Czy Ojcowie Polskiego Kościoła Rzymsko Katolickiego Znają Tan Referat ? Czy Episkopat Polski , Księża Kardynałowie znają opracowanie tego mądrego Księdza ? Czy zna ten Referat Kardynał Krakowski Arcybiskup Stanisław Dziwisz ? Aby ci wszyscy nie wypierali się znajomości tego referatu to może IM to oddzielnie i imiennie wysłać!!
    Tylko czy po wysłaniu tego referatu imiennie do którego kolwiek z adresatów nie spowodowało by represji wobec Ks. Henryka Czepułkowskiego tak jak spotkało to Ks. Piotra Natanka ?
    Dlaczego w nowych , niby wolnych od cenzury i zamordyzmu czasach (od min. 20 lat) nie słyszałem i nie słyszę niczego z tych treści NA KAZANIACH w moim Kościele poczas chwil przeznaczonych na naukę podczas Mszy Świętej ? Natomiast dale widzę wprowadzanie INNOWACJI do 2000-letniego Kościoła . Komunia na stojąco ( umnie od roku) , zapisy osób świeckich na szkolenia tzw „szafarzy Komuni Świętej „. Czy nasz KRK osiągnął już takie DNO ?
    To co przeczytałem w referacie Ks. Henryka zauważam na co dzień w życiu ogólnym i w Kościele . Ks Henryk jakgdyby dokonał tylko INWENTARYZACJI stanu istniejącego. Nie zdawałem sobie sprawy że jest aż tak żle !! Czy my Wierzący i Ufający Panu Jezusowi nie wstydzimy się tego stanu ?
    Ks. Dr. Hab. Piotr Natanek głosząc Słowo Boże uderzył delikatnie w przysłowiową „puszkę pandory” a wyjeżdżając otoczony RELIKWIAMI do Brukseli na walkę z „Diabłami” spodziewał się zapewne ich ataku na terytorium gmachów UE . Ja spodziewałem się że za nim pognają do Krakowa .
    Okazało się że byli ONI przed NIM tu w Polsce , w Krakowie !!

    • Trafne spostrzeżenie z tym szatanem spotkanym u siebie. Takie referaty nasi księża profesorowie starszej daty pisza mnóstwo. Ksiądz profesor Czesław bartnik Ksiądz profesor Walerian Słomka i wielu innych. Ale widocznie nie liczy sie co mówi profesor bo oni uważają że lepiej wiedzą.

  6. lekarka said

    Zaprotestujmy przeciw europaradzie homoseksualistów w lipcu w Warszawie na stronie http://stopeuropride2010.wikidot.com/start

    • Ewa said

      Jeszcze i ta parada na dodatek tegoz juz za wiele,
      zaprotestowalam ale glowa mala co sie wyprawia,szatan chce pokazac swoja moc,
      ale nie damy sie!

      • Zenobiusz said

        Polacy to anielsko cierpliwy i pobożny naród .Ze ściśniętym sercem patrzę na szukających w śmietnikach, nadających się do czegoś resztek, moich rodaków płci obojga,najczęsciej schludnie ubranych i trzeżwych.Jakąż zachowują przy tym godność( w moim mieście zacząto śmietniki zamykać na klucz).Myślę o wielu tysiącach bezdomnych.(niegdyś była kara za włóczęgostwo ,zwane dziś bezdomnościa, to sukces cywilizacji XXI wieku.).Najgorsza jest własna wobec tego bezsilność.I nad tym wszystkim morze pychy i jeszcze ta obrzydliwa parada.Ale jest nad nami Sędzia i powiedziane jest „ostatni będą pierwszymi.”Króluj nam Chryste !!!!.

        • Ewa said

          Pamietam jak w komunizmie nazywano bezrobotnych niebieskimi ptakami,
          i dawano im skierowania do pracy,
          bylo to wtedy bezrobocie z wyboru,nie tak jak teraz z braku miejsc pracy.
          Smutna i dramatyczna jest polska rzeczywistosc,tylko Intronizacja Chrystusa Krola moze to zmienic,innej drogi nie ma.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: