Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Archive for 30 marca, 2010

Wanda Boniszewska – konwalia

Posted by Dzieckonmp w dniu 30 marca 2010

W Wielki Czwartek 1934 roku, gdy w nocy modliła się w łóżku, ujrzała Chrystusa konającego. Przed Bożym Narodzeniem poczuła podczas spowiedzi przeszywający ból w stopach, dłoniach i boku. Krew! „Jeśli Konwalia wytrwa, w co mocno wierzy, to po jej śmierci możecie o niej mówić, co będzie potrzebne”.  Lubiła nazywać siebie Konwalią. Od nielicznych, którzy znali jej tajemnicę, żądała milczenia. Dopóki żyje. W marcu 2003 roku prasę obiegły trzy fotografie: kobieta w okrągłych okularach patrzy pogodnie
kadry z filmu Stygmatyczka

w obiektyw; wsparła głowę na poduszce, oczy zamknięte; spod kołdry sterczą stopy – z krwawymi śladami.

„Śmierć stygmatyczki” – doniosły agencje.

Płótna osiem razy złożone
Czasem tramwaj wznieca nagłe błyski na drutach elektrycznych; jej życie duchowe jest jak te
kaskady iskier, pisała w liście w 1961 roku. Przesuwają się przed jej oczami ulice, kościoły, kina,
sklepy. Ludzie wsiadają do tego tramwaju, którym ona podróżuje do nieba, i wysiadają. „Widzę w każdej duszy mieszkanie Boże”. I znowu błysk. Teraz wszystko, czego doświadczyła, wydaje jej się złudzeniem. Konwalia zawraca tylko spowiednikom głowę swoimi wizjami. Dość. Będzie mówiła na spowiedzi jedynie grzechy.
„Jesteś przeczuloną babą – strofuje samą siebie – i niczym więcej”.
Złudzenie? Zachowały się pisemne zeznania świadków.
Świadek Rozalia Rodziewicz, od 1933 roku w Zgromadzeniu Sióstr od Aniołów, w domu
zakonnym w Pryciunach pod Wilnem. Przydzielona do opieki pielęgniarskiej nad siostrą Wandą
Boniszewską. W 1935 roku ujrzała na jej nogach i boku otwarte rany. Przykładała do nich płótna
osiem razy złożone. Przesiąkały krwią.
Janina Sinkiewicz (zeznanie z 1986 roku): działo się to w 1944 roku w Pryciunach. Synek Janiny
wbiegł do pokoju siostry Wandy, Janina pobiegła za nim. Ujrzała Wandę leżącą w drgawkach. Z
każdym drgnieniem ciała pojawiała się na jej rękach krwawa pręga.

Zofia Bartoszkówna (zeznanie z 1960 roku): wakacje 1938 roku spędzała w Pryciunach. Ostatniego dnia sierpnia usłyszała w lesie jęczącą Wandę: – Boże mój, Boże… Zapytała, co się stało. – Biedna Polska, nie wie, co za rok ją czeka…
Świadkowie nie żyją. Zmarł również ksiądz Czesław Barwicki, w czasie wojny kapelan w
Pryciunach, spowiednik siostry Wandy, który przez lata zbierał o niej świadectwa. Wanda
Boniszewska dożyła 95 lat.
Jej notatki, dokumenty, listy i fotografie przechowuje ksiądz Jan Pryszmont, emerytowany profesor Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. W 1948 roku został proboszczem w Bujwidzach, siedem kilometrów od Pryciun. Odprawiał msze w kaplicy sióstr od aniołów, spowiadał Wandę Boniszewską. Wiedział o jej ranach. Po wojnie się przyjaźnili. A od czasu, gdy zamieszkała w 1988 roku w domu zakonnym w Chylicach pod Warszawą, odwiedzał ją co tydzień.

– Widziałem na jej rękach sine blizny – opowiada. – Jak komunię świętą przyjęła, kolory
występowały na jej twarz. Do połowy lat 90. bywało tak: leży w łóżku, widać, że nie śpi, a nie ma z nią kontaktu. Jeszcze wtedy powtarzała, że chce już umrzeć, chce do nieba. Pod koniec życia
rozmowy z nią utrudniała silna skleroza.
Zawsze długie rękawy
W dworku sióstr od aniołów w największym pokoju była kaplica publiczna. Tutaj siostra Wanda
składa na ołtarzu list do Jezusa (rok 1938). Niech znikną zewnętrzne objawy stygmatów, ból niech pozostanie. Porządkowała kiedyś kwiaty na ołtarzu; z naręczem zeschłych konwalii idzie do ogrodu. Nagle słyszy głos: – Oto jesteś własnością moją…
W okolicy rozrzucone były zaścianki szlachty bujwidzkiej; w jednym z nich urodził się Henryk
Gulbinowicz, dziś kardynał metropolita wrocławski. W latach 30. chodził z rodzicami na msze do kaplicy sióstr anielskich. Wanda Boniszewska przygotowywała go do pierwszej komunii i uczyła służenia do mszy. Pogodna, nie podnosiła głosu, lubiana przez dzieci, tak ją zapamiętał.
Pisze w faksie: „Nas jako dzieci dziwił fakt, że siostra Wanda ma zawsze długie rękawy, które
zakrywały dość szczelnie niemal całe dłonie”. Siostry od aniołów są zgromadzeniem
bezhabitowym, noszą stroje świeckie. „Może tak ukrywała swoje stygmaty – mój domysł”.
Pod koniec wojny Henryk Gulbinowicz był alumnem Wyższego Seminarium Duchownego w
Wilnie. W lutym 1945 roku sowieckie służby bezpieczeństwa nakazały studentom opuścić miasto. Gulbinowicz trafił do wiejskiej parafii, gdzie spotkał księdza profesora Władysława Rusznickiego. Przed wojną należał on do komisji powołanej przez arcybiskupa Wilna do zbadania stanów mistycznych siostry Wandy. W czasie okupacji ukrywał się u sióstr anielskich. Rusznicki znał Gulbinowicza, darzył go zaufaniem. Opowiadał o siostrze Wandzie.
Kardynał pisze, że nigdy nie widział jej stygmatów – ani jako dziecko, alumn, ani jako biskup, choć spotykał się z nią wielokrotnie. Nigdy nie pytał o nie, gdyż wiedział, że obowiązuje ją ścisły sekret kanoniczny. Ale z relacji księży Rusznickiego i Barwickiego – członków owej komisji – zna
przebieg stanów mistycznych, jakie przeżywała zakonnica.
Ujmuje rąbek nieba Czesław Barwicki został kapelanem w Pryciunach w lutym 1941 roku. Nim objął to stanowisko, dostał do przeczytania manuskrypt księdza Tadeusza Makarewicza, pierwszego przewodnika duchowego siostry Wandy, który opisywał jej ekstazy i cielesne cierpienia. Przełożona przedstawia kapelanowi dziewięć mieszkanek Pryciun, wśród nich Wandę Boniszewską. Zanotował: „Specjalnego wrażenia nie zrobiła. Coś jednak wyróżniało ją od innych (…). Głowę i czarne oczy trzymała opuszczone w dół”.
Odtąd będzie prowadził systematyczne notatki o przeżyciach duchowych zakonnicy.
W piątek, 7 lutego 1941 roku, odwiedził ją w jej pokoju w obecności dwóch sióstr. „Po ekstazie
bolesnej z każdą chwilą chora staje się bardziej przytomna. Nie mogę jeszcze odważyć się na
zadanie jakiegoś najmniejszego pytania”.
„Oglądam ręce i nogi. Stygmaty otwarte. Trochę skrzepłej krwi wylała. Rana boku prawego
otwarta. Prawe ramię starte do krwi. Tułów pokryty szramami, jakby od uderzeń potrójnie
złożonych”.
Wielki Tydzień 1942 roku, siostra Wanda przez kwadrans jakby umierała. Relacja Barwickiego:
„Konanie… Wiatr targa przed śmiercią… ciężko oddać się na Twoje żądanie… (głębiej oddycha,
oczy wznosi do góry, ręce wypręża, głowę obraca na wszystkie strony). Odchodzę… (mówi bardzo cicho, język prawie się nie obraca). Trwoga! Mój Boże, czemuś mnie opuścił! (drgnięcie)”.
Rok później kapelan sumuje spostrzeżenia: całe ciało coraz bardziej bolesne, głowa w guzach,
miejsca „gwoździ” tak ją bolą, że stąpać nie może. Ekstazy występują już nie tylko w czwartki i
piątki, lecz co dzień. Od południa chora popada w stan półświadomości. Pokarmu nie spożywa, bo gdy coś zje, wymiotuje. Podczas ekstaz temperatura ciała lekko podwyższona. Puls przyspieszony. Żadnych grymasów, nienaturalnych spojrzeń, dziwacznych ruchów, charczeń, jęków, krzyków. Czasem zgrzyt zębów. Ogólnie odrętwiała, usta spieczone, nie biorą udziału w mowie, brak śliny, słowa gardłowe.
– Gdzie siostra jest w tej chwili?
– U stóp krzyża.
– Za kogo siostra dziś ma cierpieć?
– Za tych, co nie chcą przyjąć krzyża.
„…Jest już daleko posunięta w kontemplacji. (…) Nigdy nie wykroczyła przeciwko wierze i
moralności. Nie zauważyłem u niej żadnych oznak udawania mistyczki, ulegania złudzeniom czy
histerii (…). Nigdy nie prosiła o wizje, ani za nimi tęskniła, ani się nimi chwaliła (…). Że niektóre jej objawienia pochodziły od Boga, wskazywałoby na to jej całkowite poddanie się kierownictwu
duchowemu oraz przełożonym”.
Pytana o swe przeżycia odpowiada powściągliwie: kiedy dusza łączy się z Chrystusem, to jest tak,
jakby ujmowała rąbek nieba.
Suchy post, twarde spanie, mało snu
Dziadkowie ze strony matki – Abram i Fajga Anolikowie – byli Żydami. Matka, Helena, przyjęła
chrzest w wieku szesnastu lat, przed ślubem z Franciszkiem Boniszewskim. Dziadka Wandy,
Michała Boniszewskiego, za udział w powstaniu styczniowym carat pozbawił majątku w Talkowie koło Trok.
Rok po ślubie Franciszek wyjeżdża do Ameryki, wstępuje na krótko do greckokatolickiego
seminarium duchownego. Później pracuje na farmie. Po sześciu latach wraca i kupuje folwark
Nowa Kamionka pod Nowogródkiem, 50 hektarów ziemi. Jest nadleśniczym u hrabiego
Grabowskiego. Mają z Heleną jedenaścioro dzieci. Braciszek Wandy, Napoleon, leży w trumience. Dziewczynka widzi go, jak wstaje, otaczają go aniołowie. Przyjmuje pierwszą komunię. Widzi Jezusa ze wspaniałym orszakiem.
Narzuca sobie żelazną dyscyplinę: suchy post, twarde spanie, mało snu. Wpada w anemię, przez
całą zimę każą jej leżeć w łóżku. Modli się, żeby czyraki, które gnębią ojca, ją obsypały. Ojciec
wraca do zdrowia, ona cała w czyrakach.
Zapragnęła śmierci – żeby uniknąć w życiu grzechu i żeby matce było lżej. Miała dwanaście lat.
Przejeżdżał przez ich odludzie misjonarz. Poprosiła, by ją zabrał do klasztoru. – Jesteś za młoda.
Przy stopach Twoich Zgromadzenie Sióstr od Aniołów powstało pod koniec XIX wieku w Wilnie. Konstytucje głoszą, że zakonnice mają być siostrami aniołów nieba i aniołów ziemi, czyli kapłanów. Pod zaborem działały w ukryciu. Po pierwszej wojnie występowały pod nazwą towarzystwa filantropijno-oświatowego Labor. Prowadziły pracownie kształcenia zawodowego dla dziewcząt. Wanda zgłosiła się do zgromadzenia latem 1924 roku, miała 17 lat.
Przyjęta na próbę; zgodę cofnięto. Wysłano ją na roczny kurs ogrodniczy pod Wilno. Przyjęta do
nowicjatu; czuje bóle dookoła głowy, w rękach, nogach i boku; usunięta. Chce wstąpić do
bernardynek, benedyktynek, odmawiają. Idzie na kurs gotowania, kończy szkołę powszechną.
Ponownie przyjęta do sióstr anielskich. W 1930 roku składa śluby na trzy lata, wreszcie – śluby
wieczyste. Notuje: jest za głupia, żeby wyrazić własne szczęście.
W kaplicy przy Trockiej w Wilnie usłyszała głos w czasie obłóczyn: – Mam zamiar uczynić z ciebie ofiarę. Jakaś siostra niegrzecznie odpowiedziała przełożonej. Wanda chce cierpieć za ten grzech. I za grzechy własne. I „letnich” księży. Jest gotowa przyjąć każde upokorzenie; pragnie ofiarować cierpienia w intencji kapłanów i zakonów.
Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu pogrąża się w kontemplacji. Głos: – Będą cię mieli za nic; będą cię usuwać. Będziesz napastowana przez szatanów i złych ludzi. Ogarną cię ciemności wewnętrzne.
Jakiś spowiednik nie chce udzielić jej rozgrzeszenia, traktuje ją jak psychicznie chorą. Ksiądz
Tadeusz Makarewicz, przewodnik duchowy, każe jej uznać głosy, które usłyszała, za złudzenia.
W Wielki Czwartek 1934 roku, gdy w nocy modliła się w łóżku, ujrzała Chrystusa konającego.
Przed Bożym Narodzeniem poczuła podczas spowiedzi przeszywający ból w stopach, dłoniach i
boku. Krew!
Zeznania siostry Rozalii, pielęgniarki: „Widziałam, jak w czasie przeżyć z rąk i nóg krew żywo
tryskała. Widziałam, jak płynęła z oczu i często z głowy”.
Przyszedł ksiądz Makarewicz z sakramentem namaszczenia chorych. Chciała ukryć rany. Przy
piecu suszyły się płótna. Zauważył stygmaty.
Nakazał Wandzie pisać dzienniczek.
„Duchu Święty, oświeć mój rozum – prosiła na pierwszej stronie pamiętnika – prowadź moją rękę w pisaniu i w szczerości”.
Napisała wiersz: „Ja depcę marne radości tej ziemi/ Odtrącam czarę słodyczy/ I tęsknię tylko za
cierniami Twymi/ Twoich pożądam goryczy/ (…) I w krwawe tylko przystrojona róże/ Na Twoje
stanę wezwanie/ W wybranym umieścisz mię chórze/ Przy stopach Twoich o Panie”.
Błąd maszynistki Jesteś jeszcze niteczka pajęcza, mówi do niej Jezus. Aby mogła umacniać kapłanów, musi być twarda jak szyna. Ich nieposłuszeństwo gniewa Pana. Rutyna ich wiary. Przywiązanie do rzeczy ziemskich. Brak ubóstwa i pokory. Za mało miłości. Są jak lód.
W zakonach zatykają uszy na głos Pana. Nie jest rozkoszą dla Pana tam mieszkać. Mniej mądrości, więcej miłości. Ty masz być kroplą ożywczą na ich nędzę, mówi głos. Wanda jest piórem w ręku Pana; a co napisze, nie jest zasługą pióra.
Ona mówi: lichotę wybierasz, nędzną, nieuczoną. Pan: Gołąbko, Cherubie, Oblubienico, Iskro
Kapłanów, nie chciej woli własnej, jeno mojej. Tajemnic moich nie przenikniesz. Widzę wszystko,
słyszę każde uderzenie twego serca. Masz mnie ukochać do szaleństwa i dla mnie umrzeć.
Ona: za słaba jest, nie podoła; ludzie w kaplicy świdrują ją ciekawskim wzrokiem. Nazywają: „ta, co przepowiada”. Uchodzi za dziwaczkę, głupią, opętaną. Niech Pan ją prowadzi drogą zwykłej siostry anielskiej. Pan: z ziemi odejdziesz niezrozumiana.
W wileńskim „Słowie” ukazał się artykuł księdza Tadeusza Makarewicza „Zjawisko stygmatyzacji na Wileńszczyźnie”.

Dworek Zgromadzenia Sióstr od Aniołów

Mówi ksiądz Jan Pryszmont: – Po latach rozmawiałem z nim o stygmatach siostry Wandy. Uważał, że to sprawa poważna. Dał dwa uzasadnienia: siostra bardzo cierpi; idea tych cierpień – za kapłanów i zakony – jest wspólna dla wielu mistyków ostatniej doby.
Nadszedł z Rzymu telegram na adres plebanii, do księdza Makarewicza. „Sa Saintete benit
paternellement soeur Wanda Boniszewska”. Ojcowskie błogosławieństwo od papieża podpisane
przez kardynała Pacellego, późniejszego Piusa XII. Był rok 1935.
Minie prawie pół wieku, nim Wanda wyzna, że przenikała ją w tamtym czasie pycha „wybraństwa”.
W 1982 roku ksiądz Czesław Barwicki przekazał biskupowi Julianowi Wojtkowskiemu z Olsztyna do oceny 113 zdań o kapłaństwie, które wypowiedziała w ekstazie. Biskup zakwestionował jedno, jako sprzeczne z dogmatem Przeistoczenia: „Posłuszny jestem na słowa kapłana, łączę się z hostią”. Pisał: „Błąd dogmatyczny wyklucza prywatne objawienie Boże. Całość należy ocenić jako modlitwę duszy pobożnej, która przez złe kierownictwo przywiązała się do wewnętrznych przeżyć, uwierzywszy w swe posłannictwo. Tym samym zakończył się jej postęp w modlitwie mistycznej. Uwikłana w miłość własną spada ze szczebla zjednoczenia ekstatycznego w dół. Tekstów tej osoby rozprowadzać nie wolno”.
Ksiądz Barwicki tłumaczył: zdanie-herezja to skutek błędu maszynistki. W dzienniczku siostry
było: „łącz się z hostią”. Ufność proszę mieć Nawet pranie sprawia jej trudność. Kiedy inne wyrywają zielsko w kapuście, kopią ziemniaki, szorują podłogi, Wandę męczą krwawe wymioty albo gorączka, leży bez siły. Obcięto jej warkocze, bo czesanie zakrwawionych splotów sprawiało jej ból. Przełożona generalna radzi, by modliła się o cofnięcie ran. Czy jej choroba pochodzi od Boga? Czy wizje mają charakter nadprzyrodzony?
Zaleca bezwzględną szczerość wobec przewodnika duchowego, aby uniknąć szatańskich zasadzek. Siostra Aniela, chora umysłowo, wyznaje, że czuje do Wandy wstręt i nienawiść. Wanda się jej lęka. Wydaje im się zbyt pryncypialna – siostrom nie przystoi jeździć na rowerze, mówi Wanda, ani słuchać radia w obcych domach… Nie rozumieją jej.
Podejrzewają gruźlicę. Wanda ma jadać osobno, stać w kaplicy w najdalszym kącie, komunię
przyjmować ostatnia. Wiozą ją do lekarzy. Doktor Odyniec, słynny z leczenia nerwów, w styczniu 1936 roku orzeka: gruźlica. Doktor Borodzicz po prześwietleniu żadnej choroby nie znajduje. Doktor Kisiel mówi: chore płuca, pić wapno, wyjechać na wieś. Jeszcze inny chce jej wykonać odmę płuc, Wanda odmawia. „Rozumiałam dobrze, że moja choroba nie jest udzielająca się”.
Co jakiś czas lekarze będą kłuli jej rany, fotografowali, klepali w policzki, ściskali skronie, trzęśli
głową, pytali o sny. W 1958 roku umieszczą ją na oddziale neurologicznym Szpitala
Psychiatrycznego w Choroszczy koło Białegostoku (po tygodniu zabierze ją stamtąd siostra
Rozalia). W 1962 roku w Lublinie usuną z jej czaszki guz wielkości kartofla.
Ona się będzie modlić, by Jezus uczynił ją zdolną do pracy albo położył kres jej życiu.
Krótko przed wojną metropolita wileński arcybiskup Romuald Jałbrzykowski, jej spowiednik
nadzwyczajny, kieruje do niej słowa pociechy: „…uzbroić się w cierpliwość, ufność proszę mieć…”.
Polecał jej przyjąć dar stygmatów.
Lama, pies, śnieżna białość .Kim jest ten, który idzie ku niej w majestacie blasku? Szata na nim złocista, przetykana czerwonymi wstęgami. Wandę ogarnia ciemność, dotyka krzyża, piękna postać pluje cuchnącą śliną, precz szatanie!
On przybiera postać lamy, psa, namiętnego mężczyzny, śnieżnej białości. „Niewolnicą jego się
stałam”. Wanda zastanawia się: czy z piekła można miłować Boga?
Nie chce przyjąć komunii; jest grudzień 1941 roku. Niech zabiorą z jej pokoju figurkę Matki
Boskiej. Z korytarza ksiądz Barwicki czyni znak krzyża w stronę jej drzwi: – Exorcizo te immunde spiritus…
Zwątpienie napełnia jej duszę. Po co spowiedź? Czy naprawdę w hostii obecny jest Jezus? Ksiądz
nie udziela jej rozgrzeszenia, każe przyjść do spowiedzi nazajutrz rano. W nocy Wanda słyszy
zgrzyty, śmiechy… Myśli: to piekło się cieszy! Ale precz z posłuszeństwem, nie pójdzie do
spowiedzi. Poszła znów ciemność. Widzi księdza z Syberii, on chce popełnić samobójstwo, Wanda walczy o niego w modlitwie. Duszenie za gardło (na jej ciele znaleziono potem ślady – jakby po grubym sznurze). Szatan przekonuje ją, że jeśli chce oddalić grzechy od kapłanów, to ma je wziąć na siebie. Czyli…  popełnić!

Dlaczego siostra słucha podszeptów szatana?
– Tu nie ma szatana, głupstwa ksiądz plecie… I ze zmienioną twarzą, cudzym głosem: – Nie
broń szatanów, bo zdradzisz się…
– Exorcizo te…
Szloch nią wstrząsa, klęka, całuje krzyżyk, prosi o przebaczenie.
Nacjonaliści burżuazyjni tumanią umysły Koniec wojny. Siostry od aniołów wyjeżdżają do Polski, tylko kilka pozostaje w Pryciunach. Ksiądz Czesław Barwicki obejmuje parafię na Białorusi, aresztują go w 1948 roku. W Wilnie służby bezpieczeństwa nachodzą jezuitę obrządku wschodniego Antoniego Ząbka. Od lipca 1946 roku siostry ukrywają go w piwnicy. Spowiada je, ma prawo odprawiać msze w obrządku łacińskim. Pisze biografię Wandy.
– Najpierw przyjeżdżałem do Pryciun raz na dwa tygodnie i odprawiałem mszę świętą w
kaplicy publicznej – opowiada ksiądz Jan Pryszmont. – Kiedy sowieci nakazali kaplicę
zamknąć, czasem odprawiałem mszę tylko dla sióstr. Spowiadałem księdza Ząbka.
Siedziała przy stole, były jej imieniny, czerwiec 1949 roku. Nagle mówi: – Za rok nie będę
tu obchodzić imienin. I tej tutaj nie będzie – wskazała palcem siostrę – i tej… Przyjdzie
wicher i zmiecie Pryciuny. Walenie do drzwi, trzecia rano, Wielkanoc 1950 roku. Rewizja. Znaleźli ojca Ząbka. Fotografują jego papiery, piwnicę, obejście. Pełno wojska. Ciężarówka. Wilno, ulica Ofiarna, cela, smród ludzkich odchodów.
Kopią ją pod kolana. Biją w twarz. Wanda rozmyśla o samotności Chrystusa – więźnia
tabernakulum. Rewizja, stoi naga. Myśli o dziesiątej stacji Drogi Krzyżowej – Jezus z szat
obnażony. Zabrali medaliki, różaniec, gumy do pończoch, zatrzaski, spinki do włosów,
sznurowadła. Wiozą ją na blok szpitalny przy placu Łukiszki. Pochylają się nad jej ranami. –
To żylaki – mówią. – Ma psychozę. Wanda myśli: ot, głupi wy jesteście, choć lekarze…
Fotografię jej rąk ze śladami ran dołączają do akt. Podpis pod zdjęciem: „Jeden z przejawów
szarlatanerii”.
List ojca Ząbka z grudnia 1955 roku do księdza Barwickiego: „Jak mi mówiono – na
przesłuchaniach rąbała twardą prawdę. Wy będziecie tu, a ja będę tam! Pokazywała palcem
w dół, potem w górę”.
Słabnie, przesłuchują ją leżącą na noszach. Zachorowała na zapalenie opon mózgowych.
Wyrok zapadł zaocznie w Moskwie. Rozprzestrzeniała antysowieckie wymysły pod
pozorem kontaktów z życiem pozagrobowym; nielegalnie uczyła dzieci religii, ukrywała
Antoniego Ząbka. Dziesięć lat łagru.
Jeszcze w 1960 roku wydawany w Wilnie po polsku „Czerwony Sztandar” przypominał
historię aresztowań w Pryciunach. Garstka nacjonalistów burżuazyjnych tumaniła umysły
ludu. Ksiądz Ząbek, szpieg Watykanu, aranżował cuda, jakich dokonywać miała pomylona
babina Wanda Boniszewska. Jednak czujność wilnian dopomogła organom radzieckim.
Sto rubli na cukier Moskwa, Czelabińsk, Magnitogorsk, Ural. W lutym 1951 roku transportują siostrę Wandę do łagru Wierchnij Urał. „W ten pierwszy Wielki Tydzień dobrze mi tu było – pisze – jakkolwiek byłam w więzieniu. Ale mocniej Go kochałam i miałam wrażenie, że On mnie
też mocniej jeszcze do krzyża przygważdża”.
W jej baraku mieszkają Austriaczki, Niemki, Finka. – Na literę B – krzyczy strażniczka –
zbierajcie się!
Badanie. – Modlicie się! Podburzacie więźniów! Spiskujecie! Kuglarka, zdechniesz tutaj.
Boże, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią. Ten naczelnik, który bił jej głową o ścianę, przyszedł w nocy do jej karceru. – Przekonałem się, że Bóg jest – szepcze – bo sumienie nie daje mi spokoju… I poprosił o przebaczenie. (Wyrzucą go z partii, opuści Wierchnij Urał. Po śmierci Stalina w 1953 roku przyśle siostrze Wandzie sto rubli na cukier).
– Znów Wielki Tydzień, rany się otworzyły. W ekstazie Wanda mówi: Stalin… Beria… Bóg
chce, aby te piekielne wrota pootwierać.
– Na literę B, zbierajcie się!
Opletli ją przewodami elektrycznymi; straciła przytomność.
Ta lekarka, która pochyla się nisko nad jej piersią i słucha bicia serca, szepcze: – Pomódlcie
się za mnie i za moje dzieci.
– Na literę B, zbierajcie się!
Skopali ją. Zmoczyła się na podłogę, płacze z bólu i wstydu.
Zamknęli ją z psychicznie chorymi; w karcerze ze szczurami.
Gdzie jest Bóg, kiedy ona pogrąża się w ciemności? Dręczy ją pokusa samobójstwa, potem
tortura poczucia winy. Uwolnić się… Ale skąd ten zapach kwiatów w kamiennej celi?
Chcą odebrać jej krzyżyk, który zaszyła w buszłacie, więziennej kurtce. Jak w natchnieniu
Wanda przepowiada los każdego z nich. – Milcz, gadzino!
Dyżurny szepcze, że naczelnicy lękają się jej łez, bo są krwawe. Mówi, że walczył o
Warszawę; niech ona się za nim wstawi u Boga, jak umrze.
– Na literę B… Rozebrać się… Wezwali dyżurnego, niech z nią zrobi, co należy, zdaje się, że
ona jeszcze niewinna? Rechot. Wanda wzywa Maryję, zemdlała.
Podobno Stalin umarł. Wypuścili nieuleczalnie chorych. Nowy lekarz przepisał jej mleko w
proszku. Przychodzą paczki od księdza Pryszmonta z Bujwidz. Ten, który ją kopał, jest teraz
więźniem. W grypsie prosi o przebaczenie.
Od prawosławnych więźniarek Wanda otrzymuje czasem komunię świętą. Strażniczki
mówią, że niedługo wyślą Wandę do Moskwy i zobaczy tam piękne metro.
Zło krąży i musi uderzyć – Po co Bogu cierpienie człowieka?
Ksiądz Jan Pryszmont (ze zniecierpliwieniem): – Przecież to jest jeden z najtrudniejszych
problemów teologicznych i filozoficznych. Syn Boży poprzez cierpienie przywrócił
człowieka do życzliwości Bożej. Trzeba spojrzeć na cierpienie w perspektywie zbawienia.
Warto każdą cenę zapłacić za zbawienie.
Kardynał Henryk Gulbinowicz: „Każde trwałe dobro należy okupić cierpieniem – to moja
zasada życiowa”.
Jeszcze w Pryciunach mówił jej Pan: „Chcę, abyś konała tak długo, jak długo można, aby
przebłagać mój gniew. Gdy świat zachłyśnie się gorącą krwią, ja chcę zachłysnąć się
pragnieniem świętości dusz mnie poświęconych”. „Konanie twoje przedłużę do ostatecznej
męki…”. „Cierp, moje Piórko”.
– Ksiądz Dariusz Kowalczyk, prowincjał jezuitów w Warszawie: – Ta mistyczka
werbalizowała swoje doświadczenia w sposób zgodny z jej naturą, wykształceniem i epoką,
w której żyła. Jeśli była wychowana w duchowości zadośćuczynienia srogiemu Ojcu, to
takim językiem wyrażała swoje mistyczne doznania. Współczesny człowiek może ten język
odrzucić, nie odrzucając tajemnicy, jaka się w jej życiu dokonała. Istotą jej doświadczenia
było pragnienie zjednoczenia się z Jezusem Chrystusem na krzyżu, by razem z Nim
zadośćuczynić Ojcu za grzechy świata. Tak rozumiała swoje powołanie: im więcej
cierpienia, tym więcej łaski. Ja się z takim myśleniem nie utożsamiam. Przecież są różne
aspekty „wydarzenia Jezusa”: krzyż, zmartwychwstanie, Jezus nauczający, rozmawiający z
kobietą, przebaczający – Jezus w różnych sytuacjach. Człowiek ma prawo do
zaakcentowania w swoim życiu jednego z tych aspektów; ma prawo podążać bardziej za
Jezusem upokorzonym lub Jezusem chwalebnym. To nie znaczy, że można zupełnie
zapomnieć o krzyżu i wpaść w wielkanocne alleluja. Ale zdrowa religijność szuka
równowagi… Mocne doznania duchowe wpływają na psychikę, ona nie radzi sobie z nimi.
To nie znaczy, że mistyk jest wariatem. Psychika nie jest w stanie tych doświadczeń
duchowych pomieścić… Skąd wątek ofiarowania cierpień za innych? Karl Rahner, wybitny
teolog XX wieku, uważał, że pomiędzy ludźmi – duchami w świecie – istnieje mistyczna
jedność. Co się dzieje w jednym człowieku – wpływa na drugiego. Mistyk wyprowadzi stąd
wniosek: zło, które dzieje się w jednym miejscu świata, ma wpływ na cały świat. Skoro zło
innego wpływa na mnie, to może ja mogę zabrać mu to zło? Skoro jakiś kapłan grzeszy, co
owocuje złem w nim i wokół niego i zasługuje na karę Bożą, to – Panie Boże – nie karz jego,
ukarz mnie… Spraw, by zło, które się rodzi z jego grzechu, przeszło na mnie… Bo zła nie
można unicestwić w sposób magiczny; gdy już raz zostało stworzone przez człowieka,
krąży i musi uderzyć. Człowiek może je tylko wziąć na siebie i w sobie przezwyciężyć.
– Bóg przygląda się złu obojętnie?
– Bóg nie może zła dekretem zlikwidować, bo wtedy z wolnego świata uczyniłby marionetkę.
Znaki
W październiku 1956 roku polska delegacja wita grupę repatriantów na granicy w Brześciu.
Kupiono Wandzie ubranie i wręczono tysiąc złotych.
Odurza ją powietrze w Polsce i przyroda, i śpiew ptaków. „Boję się zbudzić”.
Mieszkała w domach zakonnych w Chylicach, Pogorzałkach, Białymstoku. Była
gospodynią u braci dolorystów w Częstochowie. Często chorowała. Po złamaniu kości
biodrowej w 1980 roku poruszała się już tylko o kulach. Robiła różańce.
Wypytywano ją czasem o przyszłość jakiegoś człowieka, czy Polska odzyska Wilno. Broniła
się: – Nie jestem jasnowidzem. Przepowiedziała, że księża Ząbek i Barwicki przeżyją ją, ale
to ona ich przeżyła.
W czerwcowy wieczór 1963 roku przerywa nagle pacierze i zaczyna odmawiać Anioł
Pański za zmarłego papieża. Dziwią się, bo Jan XXIII jeszcze żyje. Nie było radia w domu.
Nazajutrz prasa doniosła, że papież zmarł poprzedniego wieczora o ósmej czterdzieści
dziewięć.
Czego pragnie dla swojego zgromadzenia – pytano – i dla innych zakonów? Niech
przełożeni mniej trzymają się litery prawa, bardziej kierują się miłością; pragnie więcej
łagodności i dobroci.
Czasem ogarniała ją ciemna chmura i Wanda cierpiała wtedy bardziej niż w łagrze. „Grozi
mi odrzucenie”. Obwiniała się o brak ofiarności i dobrych uczynków. W 1983 roku napisała:
„Mam całkowity pokój duszy i nic mnie nie trwoży”.
Jej rany przestały się odnawiać na początku lat 70. Ból w miejscach znaków pozostał.
„Czy stygmaty miały charakter nadprzyrodzony – pisze kardynał Henryk Gulbinowicz –
powinien osądzić Kościół po zbadaniu całości sprawy”. Nieznane są wyniki badań komisji
powołanej w Wilnie przed wojną.
W domu zakonnym sióstr od aniołów w Chylicach
w holu na pierwszym piętrze wisi obraz namalowany pod wpływem wizji siostry Wandy,
jakiej doznała w czerwcu 1941 roku. Kapłan ukrzyżowany razem z Chrystusem, lecz
Zbawiciel prawie niewidoczny. Po jej śmierci fotografię obrazu opublikowała prasa. Wizja
kapłana jako zastępcy Chrystusa jest mocno przesadzona, uznali ostatnio biskupi; tak się nie
godzi przedstawiać Zbawiciela. Zakazali pokazywania obrazu.
Komisję w sprawie objawień siostry Wandy będzie można powołać wtedy, gdy pojawią się
uzdrowienia za wstawiennictwem zakonnicy lub inne znaki.

Posted in Kościół, Objawienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , | 2 Komentarze »

Sylwetka Fulli Horak

Posted by Dzieckonmp w dniu 30 marca 2010

Cierpienie
potwierdza mistyczne przeżycia

Moja Stryjenka

Był rok chyba 1950. Jeszcze nie chodziłem do szkoły. I wtedy, nie wiadomo skąd, zjawiła się jeszcze jedna ciocia. Mówiło się o niej „Papcia”, choć miała na imię Zofia. Mówiło się jakoś tajemniczo o niej i o wszystkim, co jej mogło dotyczyć. Dzieciak coś czuł, wiedział, że nie powinien stawiać zbędnych pytań. Nie było cioci, jest Ciocia – świetnie. A Ciocia wróciła z Kołymy. Za pięć lat znalazła się jeszcze jedna Ciocia, zwana Fullą. Też wróciła „stamtąd” – tyle, że wyrok miała dłuższy. I przejścia cięższe. Ich brata – a mego Stryja Kazimierza nie wywieźli na Sybir. Zakatowali go na śmierć w lwowskim więzieniu w 4 dni po moim przyjściu na świat – był koniec grudnia roku 1944. Przy dziecku nie mówiło się ani o Lwowie, ani o Sybirze, ani o podziemnej walce z obydwoma okupantami. Nie poznałem wtedy syberyjskich opowieści. Tę drugą Ciocię, a właściwie Stryjenkę (bo były to siostry mego ojca) otaczała jakaś dodatkowa aura. Była zawsze uśmiechnięta – tak jakoś tajemniczo i pięknie zarazem. Papcia była taka zwyczajna, Fulla – bardziej dostojna. Widziałem, że Tato i Mama odnoszą się do niej ze szczególną atencją. Jako dziecko nie byłem w stanie tego nazwać – to przyszło wiele lat później. Mówiło się też tajemniczo o jakiejś książce, której nigdy nie widziałem. Z rozmów starszych poznałem nawet tytuł: «Święta Pani». Bardzo długo nie znałem jej treści. Dopiero kilka lat przed śmiercią Fulli ciocie powierzyły mi egzemplarz sporządzony metodą odbitek fotograficznych (to był cały album). Po jej śmierci w roku 1993 dostałem oryginalny egzemplarz wydania z roku 1939. „Habent sua fata libelli” – mawiali starożytni Rzymianie. Można by i dzieje tego egzemplarza opowiedzieć…

Dzieciństwo i młodość

Kim była Ciocia Fulla? Lwowianką, która urodziła się w Tarnopolu w roku 1909. Dziadek był Czechem, ale jej bracia ginęli za wolność Polski. Sierżant jednoroczny Tadeusz Horak zmarł zamęczony przez Kozaków na froncie wołyńskim w roku 1919. Podporucznik Marian Horak zginął w roku 1920 prowadząc atak pod Milatynem, pochowany na cmentarzu Orląt Lwowskich – kwatera I, mogiła 31 zaraz naprzeciw katakumb. Ich ojca, a mego Dziadka też tam pochowano – był to ostatni pogrzeb na cmentarzu Orląt, w lipcu 1939 r. A potem to mi sowieci dziadka zaasfaltowali… Gdy bracia ginęli mała Stefcia miała 10 lat. Bo jej imię to „Stefania”, z tego „Stefula”, w skrócie „Fula”, z czasem przez dwa „l”. W jednym z listów do matki Heleny ze zgromadzenia Sacré Coeur pisała: Nigdy nikt nie miał smutniejszego dzieciństwa ode mnie. Gdy myślą przeżywam wszystkie lata, wydaje mi się, że jestem istotą, która drżąc z zimna cofa się w najdalszy kąt klatki, by nie widzieć szpetoty świata. Nikt przecież nie zrobił mi nic złego, tylko brutalna szarość codzienności rosła i rosła dookoła mnie i często żałowałam, że nie urodziłam się ślepa i głucha [SP 24]. Nie dziwię się. Rodzina przeżyła wojenną tułaczkę, Stefcia miała pięć lat, gdy Horakowie ostali się aż w Wiedniu, uciekając przed Moskalami. Potem przyszła śmierć starszych braci. Podziwiam ich matkę, a swoją babcię Domicelę. Dobrze, że nie wiedziała wtedy, co jeszcze przyjdzie.

Stefa studiowała filozofię, skończyła lwowskie konserwatorium – pracowała jako nauczycielka muzyki. Oprócz smutku drążyło ją jakieś niewypowiedziane pragnienie. Znowu fragment listu do zaprzyjaźnionej zakonnicy: Co to jest prawda, Matko? Czuję takie zimno w sercu, jakbym w piersi miała lodownię, a równocześnie miota mną palący głód nieskończoności. Wszyscy mają przewagę nade mną, wszyscy – co nie czują się tak bezpańscy jak ja. I większość ich ma spokój. Nie trawi ich pożerający Płomień-Pragnienie [SP 23]. Te niepokoje, ten cień z czasów dzieciństwa doprowadziły młodą Stefę do niewiary. A umysł miała bardzo dociekliwy i niezwykle bystry. Mnogość skojarzeń, ogromne oczytanie, artystyczne widzenie (i słyszenie) świata, wyczulenie na obecność i potrzeby drugiego człowieka – wszystko to kazało jej odrzucić powierzchowną i tradycyjną religijność. Ale nie Boga. Tego „innego Boga”, którego pragnęła całym swoim jestestwem. Znowu fragment listu: Czy Matka wie, że gdyby Bóg do mnie przyszedł, z otwartością bym Go przyjęła i dałabym Mu się nasycić? Gdybym Go odczuła, serce moje doznałoby ulgi, ciężar, który je ugniata, spłynąłby, a ja odnalazłabym rzeczy niewypowiedziane… Chciałabym wierzyć w Boga… Jaką okrutną zabawkę wymyślił sobie Ten, kto nas stworzył!… A ponad wszystkim ta paląca tęsknota za niepojętą a przeczuwaną – Wiecznością [SP 25-27].

Mistyczne przeżycia

Droga do wiary zaczęła się wraz z jej utratą. Ważnym etapem była choroba. I potem wciąż szukanie. Wreszcie wyjazd do Częstochowy i takie rozumowanie, cytuję: Jeżeli ludzie uzyskują od obrazu łaski związane ze zdrowiem czy sprawami materialnymi, dlaczego bym ja nie miała się pokusić o zdobycie tam światła dla duszy?! [SP 40] Modlitwa, ślubowanie, spowiedź „z dobrą wolą choć bez wiary” [SP 41]. I nic. Niebo milczało. Stefa modliła się „Boże! Jeśli jesteś – daj mi światło!” [SP 41] I światło przyszło, choć nie od razu – dodajmy, że dzięki świadectwu osoby wierzącej, przypadkowo spotkanej na salonach. Był sierpień roku 1935. Wtedy po raz pierwszy Fulla przeżyła obecność kogoś z zaświatów. Wtedy jeszcze nie wiedziała kogo, dowiedziała się wkrótce – była to św. Magdalena Zofia Barat, zmarła 70 lat wcześniej (1865) założycielka zgromadzenia Sacré Coeur. To ona jest tytułową „Świętą Panią”. Nie ona jedna przychodziła do mieszkanka Fulli i jej przyjaciółki Buci przy ul. Kopernika we Lwowie. Drugą znaczącą postacią był kard. Mercier. Poza nimi – wielu świętych: Jan Bosko, Teresa od Dzieciątka Jezus, św. January i św. Sylwester, Andrzej Bobola, Jan Vianney. Także Katarzyna Emmerich, Pierre Giorgio Frassati, Joanna d’Arc. Także jej patron – św. Stefan, św. Mikołaj.

Jak się zjawiali? Bardzo realistycznie. Fulla próbowała np. dotyku szorstkości habitu św. Magdaleny Zofii. Zwracała uwagę na to, czy zasłaniają sobą np. palącą się świecę (miała później taki swój ołtarzyk w pokoju) – zasłaniali; czy przejeżdżający ulicą tramwaj zagłusza wypowiadane przez nich słowa – zagłuszał.

Pod dyktando św. Magdaleny zapisywała kolejne bruliony. Dziwne to było dyktando, cytuję: Weź papier i ołówek. Nie świeć światła. Pisz. Uspokój się, chodź koło mnie. Siadaj bliżej. Usiadłam z zeszytem na kolanach i nagle ołówek zaczął się sam posuwać po papierze. Trzymałam go tylko. Nie wiem, co pisał, bo nie słyszałam żadnego dyktanda. – Zaświeć i przeczytaj [SP 50]. Słowa wtedy zapisane dotyczyły samej Fulli. Potem przyszły objawienia mistyczne. Nie będę ich streszczał. Jest książka. Jej wydanie sfinansował – tak, tak – marszałek Rydz–Śmigły. Niewiele egzemplarzy przetrwało. Był lipiec roku 1939. Większość nakładu spłonęła z Warszawą.

Lata wojny i zesłania

A Fulla? Gdy zaczęła się wojna i sowiecka okupacja we Lwowie, Fulla dalej uczyła w gimnazjum. Już nie była tą skazaną na życie istotą. Pełna energii, zaangażowana jako wychowawca i młodego pokolenia, i wszystkich, którzy do niej się zwracali. Zresztą – to jej oddziaływanie zaczęło się wkrótce po pierwszych objawieniach. A kiedy było trzeba, Fulla czynnie włączyła się w walkę z okupantem jednym, potem drugim. Była łączniczką AK przezwyciężając wrodzony lęk. Objawienia się skończyły. Ale – jak mówiła i pisała – „jej Niewidzialni Przyjaciele zawsze z nią byli”. Ołtarzyk w domu stał się tabernakulum z polecenia arcybiskupa Twardowskiego. Przechowywana tam była Komunia św., którą z pomocą ukraińskiej strażniczki Fulla przemycała uwięzionym i skazanym. I cały czas równolegle trwała jej praca duchowa nad umacnianiem ludzi, nad formowaniem ich postaw i wiary.

Najpierw przyszło aresztowanie obu sióstr – Zofii i Stefy. O przesłuchaniach i warunkach w sowieckim więzieniu we Lwowie mówić nie muszę. Jak w tym wszystkim znalazła się osoba, w której brutalna szarość codzienności rosła i rosła i która często żałowałam, że nie urodziła się ślepa i głucha – ? Jak dnie i noce w samotności, w ciemnej piwnicy, w brudnej wodzie po kostki, w towarzystwie szczurów spędzała mistyczka? Spędzała. I czekało ją więcej. Czekało ją całe piekło ГУЛАГ-y. Wyrok opiewał na 10 lat. Odbyła cały. Darujcie szczegóły – są takie same, jak dla wszystkich, którzy w tym piekle byli. A więc bezduszni enkawudziści, a więc palący głód, a więc pluskwy, a więc zimno, a więc praca ponad siły, a więc poniżenie i odczłowieczenie, a więc choroby… Mistyk walczący z pluskwami – tak można zatytułować rozdział z innej książki Fulli Horak »Niewi­dzialni«. I  jedno zdanie z tejże książki: Wewnątrz cierpienia miałam Niewidzialnych Przyjaciół, którzy odwracali moje myśli ku pięknu [N 284]. Wreszcie przyszła dosłownie próba krzyża. Ciesząc się sympatią zasłużyła w oczach sowietów na ratowanie jej życia. Konieczna była operacja żołądka. W prymitywnych warunkach, bez znieczulenia, bez koniecznych narzędzi wycięto jej cały żołądek i dwunastnicę, z której został mały fragment. Fragment relacji: Po pierwszym cięciu krzyknęłam, a byłam przecież przytomna. Widziałam, jak lekarz wydobył z wnętrza żołądek. Ogarnęło mnie dziwne uczucie błogości. Jakby niewidzialna mgła spływała z góry i otulała mnie szczelnie, że nie odczuwałam tak silnie bólu… Od siódmej rano do drugiej w południe trwała operacja… [N 285].

Zakopane

Po tym wszystkim wróciła do Polski. Zamieszkała w Zakopanem razem z Zofią. I tu zaczęło się coś niesamowitego. Do ich małego mieszkanka najpierw na Krupówkach, później na Chałubińskiego ściągały całe procesje ludzi. Bywało po kilkadziesiąt osób dziennie. Po radę, po modlitwę, po nadzieję. Przychodzili prości górale, przychodziły zakonnice i księża. A i biskup jakiś się trafił. Literaci i poeci, przypadkowi ciekawscy i wierni wielbiciele. To nie było łatwe – godziny spędzane na rozmowach i duchowym uzdrawianiu ludzi. Fulli nieraz brakowało sił. Podziwiałem też postawę Zofii – cierpliwa, uśmiechnięta, parząca kolejne herbaty dla gości… Jeśli Fullę porównać do biblijnej Marii, to Papcia spełniała jakże konieczną posługę Marty.

A trzeba było żyć bez żołądka i dwunastnicy! Zdrowie ciągle zagrożone i sił zawsze mało. Po jakichś 20 latach, był rok chyba 1974 zaczęły się nieustannie wracające ropne zapalenia nerek. Sił było coraz mniej, ludzi nie ubywało. Nieraz siostra odprawiała kolejne procesje. Kilkanaście lat próby w tej chorobie. Ile razy odwiedzałem Ciocię – tyle razy zastawałem ją uśmiechnięta, pogodną, żartującą. Nieraz odprawiałem Mszę św. w mieszkanku na Chałubińskiego. Prosiła wtedy: „Tylko niedługo, nie mam sił”. Wreszcie przyszła kolejna próba – złamanie kości udowej. I 14 miesięcy bolesnego leżenia plackiem, gdy każdy ruch powodował, że odłamki kości od wewnątrz boleśnie raniły mięśnie nogi. Jedyną skargą, jak opowiadała Papcia, było pytanie: „O Jezu, czy to nie za dużo?”

Zdawałem sobie sprawę z narastającego w jej życiu cierpienia. I widziałem, jak pokornie je przyjmuje. Jak nie przeszkadza jej „szpetota świata”, o której w młodzieńczym liście pisała. Egzamin cierpienia, który zdała celująco, stał się w moich oczach pieczęcią uwierzytelniającą jej mistyczne przeżycia.

Stefania – Fulla Horak zmarła w Zakopanem 11 marca 1993 roku. Jej siostra Zofia – Papcia Horak –  17 listopada 1995 roku. Obie są pochowane we wspólnym grobowcu na cmentarzu przy ul. Nowotarskiej (za kaplicą w prawo, potem pierwsza alejka w lewo, za grobami dzieci znowu w prawo).

Pisma

Gdy czytałem książkę «Święta Pani», odezwał się we mnie sceptyk – racjonalista. Nie jestem z tych, co to cudowności widzą gdziekolwiek i na nich budują wiarę. Z lekkim dystansem odnosiłem się do objawień. Jako doktor teologii „ocenzurowałem” treść tych objawień, nie znajdując w nich wszakże niczego, co byłoby niezgodne z nauką Kościoła. Fulla nie miała wykształcenia teologicznego (aczkolwiek była w tej dziedzinie oczytana). Dlatego nie używa języka typowego dla rozpraw teologicznych. Jest to zresztą charakterystyczne dla większość pism mistycznych. Wizjonerzy obdarzeni łaską szczególnego oglądu tajemnic boskich, nie znajdują słów, które mogłyby w pełni oddać ich przeżycia. Moją ocenę potwierdzili dwaj inni teologowie – ks. dr Romuald Rak z Katowic oraz ks. dr Hugo Dollinger z Augsburga (w związku z niemieckim wydaniem «Świętej Pani»). Druga książka mojej Stryjenki nosi tytuł «Niewidzialni», ukazała się w niskonakładowym wydaniu. Zawiera wspomnienia z lat 1938 – 1956 przeplatane filozoficzno–teologicznymi esejami. Jest książką trudną. Nie zawiera opisów mistycznych. Ale wyrasta z żywej wiary i wiarą jest przepełniona. Wiarą, która dojrzewa w ogniu ogromnego cierpienia. Oficjalnie Kościół nie zajął się ani osobą Fulli Horak, ani treścią jej książek. Ja osobiście świadom jestem ważnej rzeczy, która stała się dla mnie ostatecznym argumentem, taką duchową pieczęcią na mistycznych przeżyciach i pismach mojej Stryjenki. To było jej cierpienie…

ks. Tomasz Horak

Książki Fulli Horak:

„Święta Pani”, pierwsze wydanie w Warszawie w roku 1939. Wydań z ostatnich lat było kilka, nie sposób je ogarnąć, książka „żyje” własnym życiem. Wstępy różni wydawcy zamieszczają własne, nie zawsze trafne.

„Besuche aus einer anderen Welt. Offenbarungen an Fulla Horak”, niemiecki przekład „Świętej Pani”, Lippstadt 1998. Adiustacji tekstu dokonałem osobiście, dokonałem też wyboru zdjęć i opatrzyłem je podpisami. Tylko w tym wydaniu wstęp jest mojego autorstwa, oddając – tak uważam – pełnię myśli Autorki. Nie wygrałem z Wydawcą sporu o tytuł. Dosłowny przekład tytułu (Die Heilige Frau) nie wchodził na obszarze jęz. niemieckiego w rachubę. Chciałem jako tytuł dać cytat z książki „Schenke mir Licht!” – „Daj mi światło”.

.
„Niewidzialni. 1938 – 1956”, Kraków 1997 (na okładce błędnie podany rok: 1936).

„Niewidzialni” w formacie PDF.
Aby ściągnąć plik, kliknij prawym przyciskiem myszytutaj. i wybierz polecenie „Zapisz element docelowy jako…”

Krążyły też przedruki ze „Świętej Pani” zatytułowane „Życie pozagrobowe”. Te pirackie wydania lekceważyły prawa Autorki (jeszcze za jej życia!) do integralności tekstu. Wydawca dokonał wiwisekcji książki publikując najbardziej „chwytliwe” części w oderwaniu od jej warstwy mistycznej. Wszystko działo się bez uzgodnienia, a nawet powiadomienia Autorki. Dlatego w ocenie jej spuścizny te okrojone wydania nie mogą być brane pod uwagę.

Skróty: SP = Święta Pani   N = Niewidzialni


Posted in Kościół, Patriotyzm, Prześladowanie Chrześcijan, Uzdrowienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , | 1 Comment »