Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

Archive for Lipiec 2010

Festiwal Młodziezy Medjugorje 2010

Posted by Dzieckonmp w dniu 30 Lipiec 2010


Međugorje, 1. – 6. 8. 2010.

„Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?“ (Mk 10,17)

sobota, 31. 07. 2010.
18.00 – Modlitwa różańcowa
19.00 – Msza św. – próba generalna chóru i orkiestry
20.00 – Modlitwa o zdrowie duszy i ciała
20.30 – Adoracja – próba generalna chóru i orkiestry

niedziela, 01. 08. 2010.
Przed południem – Msze św. w różnych językach
18.00 – Modlitwa różańcowa
19.00 – Powitanie młodzieży z różnych krajów, Msza św.
20.30 – Adoracja

poniedziałek, 02. 08. 2010.
09.00 – Modlitwa poranna
09.30 – 12.00 – Wykład, śpiewy i świadectwa
12.00 – Pauza
16.00 – Wykład, śpiewy i świadectwa
18.00 – Modlitwa różańcowa
19.00 – Msza św.
20.00 – Adoracja

wtorek, 03. 08. 2010.
09.00 – Modlitwa poranna
09.30 – 12.00 – Wykład, śpiewy i świadectwa
12.00 – Pauza
16.00 – Wykład, śpiewy i świadectwa
18.00 – Modlitwa różańcowa
19.00 – Msza św.
20.15 – Procesja na terenie parafii
22.30 – 23.00 – Adoracja

środa, 04. 08. 2010.
09.00 – Modlitwa poranna
09.30 – 12.00 – Wykład, śpiewy i świadectwa „Cenacolo”
12.00 – Pauza
16.00 – Wykład, śpiewy i świadectwa
18.00 – Modlitwa różańcowa
19.00 – Msza św., Adoracja
21.15 – Spektakl „Cenacolo“

czwartek, 05. 08. 2010.
09.00 – Modlitwa poranna
09.30 – 12.00 – Wykład, śpiewy i świadectwa
12.00 – Pauza
16.00 – Wykład, śpiewy i świadectwa
18.00 – Modlitwa różańcowa
19.00 – Msza św.
20.30 – 21.30 – Adoracja
21.30 – 23.00 – Wspólny śpiew na pożegnanie

Piątek, 06. 08. 2010.
03.00 – Modlitwa różańcowa w czasie wejścia na Kriżevac (privat)
05.00 – Msza św. na Kriżevacu

WSKAZÓWKI
• Prosimy zabrać ze sobą radio ze słuchawkami (wysoka częstotliwość FM), Pismo Święte, parasol, kapelusz, okulary słoneczne i krem z filtrem.

• Grupy uczestniczące w spotkaniu młodzieży proszone są, aby nie organizować żadnego dodatkowego programu podczas trwania festiwalu.

• Początek modlitw wieczornych dla wszystkich o 18:00 (Różaniec), Msza św. o 19:00.

PRZYPOMINAMY

W CZASIE TRWANIA FESTIWALU (oprócz niedzieli) NIE BĘDZIE PRZEDPOŁUDNIOWYCH MSZY ŚW. WSZYSCY PIELGRZYMI PROSZENI SĄ O UCZESTNICZENIE W WIECZORNEJ MSZY ŚW. WRAZ Z MŁODZIEŻĄ

Dla wszystkich grup językowych zapewniamy tłumaczenie symultaniczne

Żródło: Parafia Medziugorje

Do 8 sierpnia nie obiecują wpisów z powodu wyjazdu do Medjugorje.

Posted in Festiwal Młodzieży w Medjugorje, Medziugorje | Otagowane: , | 69 Comments »

Będę biegać w niebie – Ania Szałata

Posted by Dzieckonmp w dniu 29 Lipiec 2010


Będę biegać w niebie

Kiedy w 2002 r. jedenastoletnia Ania umarła, ktoś z personelu szpitala, do którego przywieziono ją po wypadku, powiedział jej ojcu, że „to chyba ulga, bo przecież takie dziecko było tylko ciężarem”… Świadectwo o Ani Szałacie jest dowodem tego, jak bardzo pozory mogą mylić.

Rdzeniowy zanik mięśni. Konsultacje w klinikach w kraju i za granicą. Pielgrzymki na Jasną Górę i do Lourdes z prośbą o uzdrowienie. W końcu – nowoczesny elektryczny wózek i przeprowadzka z bloku na warszawskim Bródnie do podwarszawskiej Zielonki, gdzie w nowym domu Ani miało być wygodnie. Kilkadziesiąt metrów do szkoły, do której mogła sama dojeżdżać na swoim wózku, i tylko nieco dalej do parku nieopodal klasztoru Sióstr Dominikanek, gdzie lubiła zbierać kasztany. I nareszcie wymarzony pies.

Właśnie do parku po kasztany, niedługo po przeprowadzce, 26 października 2002 r. Ania wybrała się z mamą na spacer. Była sobota. Gdy wracały do domu, Ania wjechała na przejście dla pieszych. Wtedy to właśnie młody kierowca „zagapił się” i wydarzył się dramat: dziewczynka upadła na jezdnię kilkadziesiąt metrów dalej, a jej mama leżała obok ze zmiażdżoną nogą. Ania była jeszcze przytomna. Tak zwanym przypadkiem, ulicą przechodził ksiądz proboszcz. Znał dobrze rodzinę Szałatów. Nachylił się nad Anią i usłyszał jej ciche słowa, których nigdy nie zapomni: „Żeby mama żyła. Ja mogę nie żyć”. Mama była przecież potrzebna jej starszemu rodzeństwu Uli i Michałowi. Mamę Ani uratowano, poskładano jej nogę jak się dało, a potem założono jej aparat Ilizarowa, żeby wydłużyć krótszą o trzy centymetry kończynę. Ania zmarła w szpitalu, kilka godzin po wypadku.

Była darem, a nie ciężarem

Rodzicom Ani nigdy nie przyszłyby do głowy słowa, jakie usłyszeli w szpitalu, chociaż na pewno wielokrotnie było im ciężko – nie tylko fizycznie, kiedy dziewczynka rosła i coraz trudniej było się nią opiekować – ale przede wszystkim było im ciężko na sercu, kiedy musieli patrzeć, jak ona sama cierpi, jak po operacji, którą musiała przejść w 1999 r. niemal nie umarła z powodu komplikacji. Czy ojciec z matką mogą spokojnie patrzeć, kiedy ich dziecko na szpitalnym łóżku mówi, że umiera z bólu?… Modlili się o cud, żeby żyła – i cud się wydarzył. Ania wróciła do domu jeszcze na trzy lata.

Wtedy jeszcze bardziej niż przedtem stała się darem. Promienna, ujmująca uśmiechem, otwarta na świat i zaskakująco wymowna. Kiedy pewna pani zaczepiła ją na ulicy i zapytała „z troską”, czy kiedyś będzie mogła chodzić, Ania odpowiedziała dobitnie: „Ależ oczywiście, że tak. Będę biegać w niebie! Aniołowie też nie chodzą po ziemi, a są szczęśliwi”. Komuś innemu, kto użalał się, jaka z niej biedna, chora dziewczynka, odparła: „Nie jestem wcale chora, w zeszłym tygodniu miałam chrypkę, ale już mi przeszło”. Znała swoje ograniczenia i wiedziała, że bez pomocy innych nie da sobie rady, ale też umiała pomagać dobrym słowem, pocieszeniem, a czasem dopingowaniem innych do pracy. Koledzy i koleżanki w szkole zapamiętali, że Ania była bardzo ambitna i nie tolerowała taryfy ulgowej dla siebie tylko dlatego, że jeździła na wózku. Była druhną w harcerstwie, gospodynią klasy i aktywnie działała na rzecz misji.

Mała misjonarka

Ania miała szczęście, bo miała mądrych rodziców, którzy nie pozwolili, aby świat kręcił się wokół jej wózka. Doktor Kazimierz Szałata, wykładowca filozofii i etyki na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i założyciel Fundacji Polskiej Raoula Follereau pomagającej trędowatym i ubogim, bardzo wcześnie zaraził swoją córkę sprawami misyjnymi. Ania chętnie brała udział w różnych akcjach misyjnych, a przede wszystkim zaczęła się żywo interesować losem ubogich dzieci w krajach misyjnych. Opowiadała o tym swoim rówieśnikom, brała udział w telewizyjnym programie Ziarno, jeździła w trasy koncertowe z „Arką Noego”. Robert Litza wspomina, że kiedy raz podpisywał płytę dla niej, chciał napisać: „Aniu, bądź świętą”, ale zamiast tego, sam nie wie czemu, wyszło: „Aniu, jesteś święta”.

Ania była misjonarką nie tylko z racji zainteresowań swojego taty, które podzielała. Podobnie jak wiele innych osób niepełnosprawnych stała się też znakiem dla współczesnego świata, że prawdziwą sprawnością jest zdolność serca do kochania – o wiele ważniejsza niż zdolność nóg do biegania. Znakiem, że człowiek zamknięty w sobie, pogrążony w smutku i lęku przed ludźmi jest o wiele bardziej niepełnosprawny niż ten, kto potrzebuje pomocy, żeby podnieść z podłogi długopis, który spadł ze szkolnej ławki.

Bóg mnie kocha

Źródłem jej kochania świata była miłość Boża. Wcześniej czy później każdy tę prawdę odkrywa, ale ilu ludzi odkrywa ją za późno, za progiem… Po śmierci Ani jej rodzice znaleźli szkolny zeszyt, w którym zapisywała swoje dziecięce myśli. W czerwonym serduszku namalowanym świecową kredką wpisała: „Bóg mnie kocha”. Testament małej Ani z Zielonki… W tych trzech słowach jest wszystko, czego człowiek potrzebuje do szczęścia. Bez nich nie ma ani prawdziwej miłości drugiego człowieka, ani żadnego autentycznego wymiaru misji, ani świadectwa. Ania nie znała teologii, ale znała Boga – i dlatego, kiedy jej życie gasło na oczach Matki Bożej z figury stojącej przy przejściu dla pieszych w Zielonce, potrafiła ofiarować je za życie mamy.

W dniu pogrzebu Ani ks. Krzysztof Ukleja, dyrektor Caritas diecezji warszawsko-praskiej, powiedział o niej:
„Bo Ania to nasza mała wielka święta, nasza święta Tereska z Zielonki. Z godnością przeżywała każdy dzień. Umiała dostrzec innych. Nie narzekała, choć wiele bólu musiała często znosić, to jednak zawsze z głową do góry, z uśmiechem, bo kochała Boga, kochała każdego człowieka. I nic dziwnego, że dziadek Tadeusz mógł powiedzieć, że ona z nas wszystkich jest najmądrzejsza, bo tak pięknie i godnie żyje. Bo ona umiała odczytać i przyjąć do końca plan Boga. (…) Około półtora roku temu przeżyła śmierć kliniczną. Opowiadała potem, jakby była już w niebie. Mówiła, że tam ludzie uśmiechają się do siebie i są szczęśliwi. A potem pytała, dzieląc się swym doświadczeniem, dlaczego ludzie się kłócą, nie lubią się, dlaczego? Pamiętała o tym, by innych upomnieć, poprosić, aby poszli do spowiedzi, by się wspólnie pomodlili. Ania zostawia nam dziś swój testament. Gdybyśmy umieli jej słuchać… My, dorośli; my, pewni siebie, żyjący często poza Bogiem – gdybyśmy potrafili słuchać tych małych świętych naszych czasów. O ileż świat byłby lepszy…”.

Misyjne Apostolstwo Niepełnosprawnych Dzieci

Ania nie odeszła cała. Zostawiła po sobie zaproszenie dla innych dzieci i młodych przewlekle chorych czy niepełnosprawnych do włączenia się w dzieło misyjne Kościoła. Idea ta zrodziła się już po śmierci Ani, ale wypływa ze świadectwa, jakie ona sama dała, nie zważając na własne ograniczenia. Pokazała, że potencjał wrażliwości i cierpienia można zamienić na prawdziwe owoce misyjnej współpracy – owoce, które zbierać będą dzieci i ich rodziny, jak również misjonarze i ich podopieczni w krajach misyjnych. Wzajemna modlitwa, ofiara i wsparcie duchowe mają nieocenioną moc, a oprócz nich tak wiele jest inicjatyw misyjnych, którymi warto zainteresować osoby niepełnosprawne.

Misyjne Apostolstwo Niepełnosprawnych Dzieci oparte jest na słowach Jezusa z przypowieści o uczcie: „Wyjdź co prędzej na ulice i zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych!” (Łk 14,21). Dzieciom i młodzieży dość trudno jest włączyć się w jakąkolwiek sprawę, jeśli nie czują się w nią osobiście zaangażowani i wezwani po imieniu. Jeśli oprócz modlitwy w ogólnych intencjach misyjnych niepełnosprawne dziecko będzie miało możliwość nawiązania osobistego kontaktu z misjonarzem lub misjonarką, wówczas obie strony odniosą dodatkowo duchową korzyść.

Misjonarzom nie jest łatwo zobowiązać się do prowadzenia korespondencji. Warunki pracy często wręcz to uniemożliwiają albo przynajmniej znacznie utrudniają. Dlatego propozycja Fundacji Polskiej Raoula Follereau, której patronuje mała Ania z Zielonki, skierowana jest do tych, którzy naprawdę czują taką potrzebę i widzą sens włączenia się w tę misyjną adopcję niejako „w dwie strony”. Dziecko czy młody człowiek unieruchomiony w domu, w szpitalu czy w hospicjum otrzymałby możliwość ofiarowania swojego cierpienia nie tylko w intencji misji w ogóle, ale konkretnie w intencjach i potrzebach znajomego misjonarza. Misjonarz zaś miałby w tym dziecku przyjaciela i wsparcie modlitewne, którego wartości nie da się przecenić.

Wszystkich zainteresowanych Misyjnym Apostolstwem Niepełnosprawnych Dzieci, nad którym patronat objęły Komisja Episkopatu Polski ds. Misji oraz Papieskie Dzieła Misyjne Dzieci, zachęcamy do propagowania tej inicjatywy, szczególnie wśród misjonarzy i kandydatów na misje. Może w ich rodzinnych środowiskach, parafiach czy kręgach znajomych są niepełnosprawni, którzy czekają, by zaprosić ich do włączenia się w sprawy misyjne. Prosimy też o ewentualny kontakt pod adresem:
Fundacja Polska Raoula Follereau
ul. Sienkiewicza 11
05-220 Zielonka
e-mail: apostolstwo@gmail.com

Lilla Danilecka

Posted in Kościół, Świadectwa | Otagowane: , | Komentowanie nie jest możliwe

Siostra Aniela – WIELKIE POSŁANNICTWO MIŁOŚCI

Posted by Dzieckonmp w dniu 28 Lipiec 2010


Tłumaczenie z włoskiego
(Wydanie pierwsze)
1973 Rok
Wiernemu Ludowi Polskiemu w celu ukochania Bożego Miłosierdzia książkę tę ofiaruję;
Instytut Miłosierdzia Bożego
Toronto, Ontario CANADA

IMPRIMATUR
Mons. Ottario Celi, Wikariusz Generalny
Arezzano 11.12.1971 roku

OD WYDAWCY:
Ks. Roman Hoppe 1973 Rok
Spełniając Wolę Pana Jezusa, podajemy Polakom zamieszkałym w kraju i poza jego granicami nową książkę na temat – Dobroci, Miłości i Miłosierdzia Bożego. Zainteresowanie tą książką jest już tak wielkie, że spełniają się słowa Pana Jezusa wypowiedziane do świętobliwej zakonnicy: „Książka dotrze wszędzie” Wierzymy, że wydanie tej książki spełni swe zadanie i zbliży ludzkie dusze do Serca Bożego.

W miesiącu lutym 1972 roku były ofiarowane Ojcu Świętemu dwie książeczki zatytułowane:
„Wielkie Posłannictwo Miłości”
„Posłannictwo z Nieba Radości w Cierpieniu”
Ojciec Święty z największą łaskawością odpowiedział na to następującym listem, podpisanym przez G. Bemelli Subst.
Sekretariat Stanu N. 204.597 Watykan 26.02.1972 roku
Wielebny Ojcze!
Ojciec Święty otrzymał dwa tomiki Siostry Anieli, które przesłała Mu, jako Homagium, wraz z listem z 7.02. 1972. Jego Świątobliwośd wdzięczny za dar i za towarzyszące mu synowskie uczucia, prosi Boga o obfitośd łask niebieskich na kapłaoskie prace Ojca i o pełnię pociech Boskich dla tej zakonnicy. Na dowód przychylności, Ojciec Święty z całego serca udziela błogosławieństwa Apostolskiego. Z wyrazami głębokiego szacunku pozostaje oddany Ojcu.
G. Bemelli Subst.
Z PRZEDMOWY PAWŁA VI NA AUDIENCJI GENERALNEJ WE ŚRODĘ, 29 LISTOPADA 1972 ROKU.
„Wiemy dobrze, ze Duch tchnie, kędy chce, (J.3.8) Wiemy też, że KOŚCIÓŁ wymaga od wiernych ustawicznych praw i jeśli często okazuje się ostrożnym i nieufnym względem możliwych złudzeń duchowych u tych, którzy przejawiają niezwykłe fenomeny.
To jednak jest i chce być pełen uznania dla doznano nadprzyrodzonych, udzielanych niektórym duszom, lub też względem faktów cudownych, które niekiedy Bóg raczy włączyć niezwykle do biegu naturalnych zajść życiowych.”

SPIS TREŚCI
WSTĘP …………………………………………………………………………………………………………….. 5
WYZNANIE AUTORKI …………………………………………………………………………………………. 6
I. WIELKIE POSŁANNICTWO MIŁOŚCI …………………………………………………………….. 6
UKRYCIE ………………………………………………………………………………………………………………… 6
ROZMOWY NIEBIAŃSKIE – ROK 1967 …………………………………………………………………… 7
ROZMOWY NIEBIAŃSKIE – ROK 1968 …………………………………………………………………. 10
CZĘŚĆ PIERWSZA ……………………………………………………………………………………………………. 10
CZĘŚĆ DRUGA ……………………………………………………………………………………………………….. 16
ROZMOWY NIEBIAŃSKIE – ROK 1969 …………………………………………………………………. 22
ROZMOWY NIEBIAŃSKIE – ROK 1970 …………………………………………………………………. 26
CZĘŚĆ PIERWSZA ……………………………………………………………………………………………………. 26
CZĘŚĆ DRUGA ……………………………………………………………………………………………………….. 27
ROZMOWY NIEBIAŃSKIE – ROK 1971 …………………………………………………………………. 31
II. POSŁANNICTWO Z NIEBA RADOŚCI W CIERPIENIU ……………………………………… 32
ROZMOWY SIOSTRY ZAKONNEJ Z DUSZĄ JEJ ZMARŁEJ SIOSTRY – ROK 1967 …………………. 32
ROZMOWY SIOSTRY ZAKONNEJ Z JEZUSEM ORAZ DUSZĄ  ZMARŁEJ SIOSTRY BĘDĄCEJ  W NIEBIE – ROK 1968 ……… 37
ROZMOWY SIOSTRY ZAKONNEJ Z JEZUSEM – ROK 1970 …………………………………………….. 38
ROZMOWY SIOSTRY ZAKONNEJ Z JEZUSEM, JEGO MATKĄ I DUSZĄ  ZMARŁEJ  JEDYNEJ SIOSTRY – ROK 1971 ………. 38
OBIETNICE ……………………………………………………………………………………………………… 39

WSTĘP
Stronice te wyszły z pod pióra pewnej zakonnicy, która pod osłoną życia zwykłego, prostego i wspólnego umiała ukryć zazdrośnie, nie wzbudzając żadnych podejrzeń nawet u sióstr, z którymi żyła, skarby łask niezwykłych i darów mistycznych, którymi Bóg ją chciał ubogacił w ostatnich latach jej długiego życia, tak nagle i nieoczekiwanie. A było to z taką obfitością, że wywołuje nasze zamyślenie i podziw. Zawartość obecnej książeczki jest zaczerpnięta dosłownie z grubego rękopisu liczącego 450 stron. Zapisywała tam z posłuszeństwem kierownikowi duszy, dzieło po dniu wszystkie objawienia nadprzyrodzone, oraz rozmowy niebieskie, którymi została obdarzona od miesięcy letnich 1967 roku, aż do pierwszych miesięcy 1970 roku, a potem z przerwami dłuższymi. Te niebieskie rozmowy zaczęły się od głosu jej jedynej ukochanej siostry, niedawno zmarłej.
Potem od czasu do czasu odzywała się Najświętsza Maryja Panna, a następnie Jezus Chrystus.
Wtedy prawie już zawsze mówił Boski Mistrz do swojej wybranej ze wzruszającą poufałością. „Córko Moja ty Mnie mierzysz metrem swego ludzkiego rozumu, a przecież Ja mogę wszystko! Wzbudzam dusze według czasów i nie nazwę cię Moim piórem, bo pióro jest tylko rzeczą i nie można rozmawiać z piórem. Jesteś Moją sekretarką, sekretarką szczególnie zaufaną. Czyż ci nie powiedziałem (14.12.1967), że ci objawię tajemnicę Mojego Serca? Otóż teraz dotrzymuję słowa! Ponieważ nieraz mówiłaś Mi „Życie za życie”, chcę również i Ja okazać ci Moją Miłość i zaufanie. Zachowaj dobrze tajemnice Króla……….
Jestem zadowolony….. Chcę odkryć w każdym człowieku Mój prawdziwy obraz Boga Miłości. Czy wiesz, jaki jest prawdziwy znak wiarygodności twego Rękopisu i Mojego działania w tobie? Są to twoje doświadczenia, twoje moralne i fizyczne cierpienia, bo pomimo burz w twym wnętrzu, twe spojrzenie i serce, a zwłaszcza twoja miłość ku Mnie nie ulegają zmianom. Oto, co się naprawdę liczy, co się liczy istotnie i co zasługuje na twój tytuł zaufanej sekretarki 12.02.1968”
Nie tu jest miejsce wyliczania wszystkich powodów wiarygodności, oraz wszystkich cudownych fenomenów, które jako dowody łącznie współdziałające, dają nam możność ocenić ważność, wiarygodność oraz autentyczność tego „Wielkiego Posłannictwa Miłości”. Chcę tylko podkreślić, że stosownie do dekretów Urbana VIII oraz norm ustalonych przez II Sobór Watykański, przypisujemy podanym tu manifestacjom i objawieniom nadprzyrodzonym jedynie wiarę ludzką, w żaden sposób nie chcemy uprzedzać sądu Kościoła Świętego. Oto, co przypisuje pod tym względem II Sobór Watykański w Lumen Gentium 12 „A ponieważ te charyzmaty, zarówno najznamienitsze jak i te bardziej zwyczajne a, szerzej rozpowszechniane, są nader stosowne i pożyteczne dla potrzeb Kościoła, przyjmować je należy z dziękczynieniem i ku pociesze. O dary zaś nadzwyczajne nie należy się ubiegać lekkomyślnie, ani spodziewać się zarozumiale po nich owocu apostolskiej działalności. Sąd o ich autentyczności i o właściwym wprowadzeniu ich w czyn należy do tych, którzy są w Kościele przełożonymi i którzy szczególnie powołani są by nie gasić ducha, lecz doświadczać wszystkiego i zachować to, co jest dobre” Nie należy zamilczać tego, że Głos Boski z tego Posłannictwa mówi właśnie o tym znaczeniu:, „Jeśli nie jest rzeczą stosowną pragnąć objawień Bożych, gdy są darmo dane, jednak trzeba je zaraz przekazywać (9.09.1969)”
Pragniemy, by czytanie tych stronic mogło przyczynić się skutecznie do przebudzenia i odnowy życia zakonnego, a zwłaszcza, by mogło otrzymać dla Kościoła Bożego kapłanów prawdziwie świętych, pokornych, ubogich i osłoniętych lilijką czystości.
Ojciec Józef (Rzym, 21.06.1971 roku)
WYZNANIE AUTORKI
Latem 1967 roku umarła moja jedyna ukochana siostra. Byłam wtedy poza miastem i otrzymałam potem tę smutną wiadomość. Przyznaję się, że wielki ból ścisnął mi serce. Ale gdy następnego dnia byłam sama w celi przejęta smutnymi myślami, zaczęłam słyszeć w głębi duszy wyraźny głos zmarłej.
Zawołał mnie po imieniu, powiedział: „To jestem ja! Nie płacz! Czuję się dobrze! Dlaczego płaczesz? Nie można mnie zobaczyć, ale to ja jestem! Nie opłakujcie mnie!” Nie znając wcale takich fenomenów, przejęta byłam lękiem i udręką aż do dnia, w którym mój spowiednik nakazał mi, w imię świętego posłuszeństwa, zapisywać wszystko, co moja droga siostra mówiła mi we dnie i w nocy.
Było to 30.07.1967 roku; i właśnie od tej daty zaczęły się rozmowy, które notowałam z posłuszeństwem. Te słowa zmarłej, które Dobroć Boża chciała zsyłać z nieba, mogą dzisiaj przynieść promień nadziei, umocnienia i radości tym wszystkim, którzy opłakują drogich nieobecnych. Zwykle chcemy przeniknąć myślą ich odpocznienie, lecz pamiętajmy, że Bóg jest miłością i wyciąga ku nam Swe miłosierne ręce, by umieścić nas wszystkich w swym Królestwie.
Jezus mówił: ”W moim Królestwie słońce nigdy nie zachodzi, trwa wieczna wiosna i zupełny odpoczynek w Bogu. Czyż, więc nie jest krótkim cierpienie, jeśli po nim nastąpi wieczna radość? Nie ma tam zegara, który by mierzył czas, bo błogosławioną wieczność nie mierzy się ani długością, ani wysokością, ani trwaniem, ani głębokością”.(25.05.1968)
Szukamy więc w Bogu naszych drogich zmarłych. On sam jest jedyną i wieczną Miłością, Alfą i Omegą, Początkiem i Końcem każdej rzeczy.
Jezus zachowuje naszych drogich na wieczne spotkanie z nami. Życzę tylu udręczonym sercom, wielkiej Miłości mocnej Nadziei i gorącej Wiary w Boga!
SIOSTRA ANIELA
„Gdyby wszyscy ludzie mogli ujrzeć to, do czego jesteśmy przeznaczeni dzięki naszej nieśmiertelności, jestem pewna, że zniknąłby wtedy grzech z oblicza ziemi”
Moja Siostra z Nieba 2.02.1968r
II.. WIELKIE POSŁANNICTWO MIŁOŚCI
UKRYCIE
„Pozostaw to na piśmie, by po twej śmierci nie starano się dochodzić, kim byłyśmy, bo naprawdę nie kryła się w dwóch nas żadna świętość. Nie byłyśmy nigdy świętymi, to też lepiej oszczędzić takiego dociekania. Byłyśmy dwie zwykłe maleńkie dusze, które nie pozostawiają za sobą żadnego jaśniejszego śladu. Starałyśmy się tylko żyć: wiarą, nadzieją, i
miłością. Pragnę bardzo dla ciebie i dla mnie, by wielka zasłona „ukrycia” zakryła nas i by się o nas nic nie mówiło, chyba w całej szczerości, że byłyśmy maleńkością i nędzą, a spojrzenie Pańskie zwróciło się ku nam tylko dla tego, bo nie znalazło gdzie indziej większej nędzy od naszej. Wszystko było darmo, danym darem Miłości„
Moja Siostra z Nieba.
OBJAŚNIENIA:
Siostra – oznacza głos zmarłej siostry
Ja – oznacza słowa samej autorki
N.M.P.- oznacza słowa Matki Najświętszej
GŁOS BOŻY – oznacza słowa Boskiego Mistrza
ROZMOWY NIEBIAŃSKIE — ROK 1967

Siostra: [4.08.1967] O! Miłosierdzie Boże!
Ja: A sąd?
Siostra: Oto właśnie! Jest jakby matka, która pieszcząc swe dziecię, mówiłaby: „ O moje biedne maleństwo tyś nie zrobiła tego umyślnie!”
Ja: [11.08.1967+ Powiedz mi, co cię spotkało przy twej śmierci?
Siostra: Nieskończone Miłosierdzie, dwie ręce kochające i Serce pełne miłości…..! Nie lękaj się cierpienia, bo nie jest one godne przyszłej chwały..!
Siostra: [15.08.1967] O! Jakież rozkoszne miejsce przygotował Pan dla kochających Go! Przeszły już bóle i przykrości ziemskie, a moje łzy stały się perłami na mojej szacie. Miłosierdzie Pańskie na wieki wyśpiewywać będę! Oko ludzki nie widziało i ucho ludzkie nie słyszało, co Pan przygotował dla swych wybranych! Pisz, pisz, bo inaczej zapomnisz, to, co ja mówię, to jest prawda! Z życia ziemskiego liczą się tylko w niebie nasze bóle i nasze łzy.
Siostra: [23.08.1967] Miłość….Miłość…..Miłość! O! Powiedz im wszystkim, by nie trwonili darów Bożych! Gdybyście wiedzieli, czym jest Królestwo Niebieskie i co się traci, gubiąc je! Czyż nie mówi nam Ewangelia, że należałoby sprzedać wszystko, by nabyć tę rolę?
Ja: Lecz co się stanie z Kościołem na skutek tych przejść, jakie przeżywamy? Papież zmartwiony, zbolały, wielki kryzys powołać kapłańskich. Może zabraknąć sług Bożych, tych którzy mają ten wielki zaszczyt stawania przed Jego Tronem w naszym imieniu i władzę rozdawania Chleba Życia? Co z nami będzie?
Siostra: Powstanie nowe Królestwo, a Bóg może wzbudzić z kamieni synów Abrahama gdyby zabrakło powołań kapłańskich, lub też pośle do nas swoich wybranych i swoich Aniołów, by dać wam Chleb Życia, bo Kościół jest Boży i Bóg jest zawsze w Kościele.
Siostra: [3.09.1967] To jest Posłannictwo! Posłannictwo jest Miłością! Miłość nie jest kochana!
Siostra: Czy wiesz, jakiego rachunku zażądał ode mnie Pan?
Ja: Jakiego?
Siostra: Żadnego rachunku! Jezus nie zajmuje się matematyką, zapytał mnie tylko, czy Go kocham? Oto masz Posłannictwo Miłości!
Siostra: [7.09.1967] Chcę pracować w Niebie, chcę przeniknąć do serc wszystkich ludzi i zapalić tam wielki płomień miłości, bo Miłość nie jest kochana.
Siostra: [9.09.1967] Powinniście głosić Miłość. Miłość nie jest kochana. Oto, czego pragnę, by głos mój głos, który notujesz dosięgnął wszystkich ludzi. Starać się, by ukochano Miłość, bo Bóg jest Miłością i chce być kochany. Głosząc Miłość potrzeba śmiałości. Mała iskierka zapala wielki ogień. Bóg jest Miłością i szuka miłości. My powinniśmy dostarczać Mu jej.
Siostra: Tylko prawdziwa miłość. Ukochać Miłość. Trzeba nauczyć braci miłości i zyskiwać dusze dla Jezusa!
Siostra:[19.09.1967] Módl się! Módl się bardzo za wszystkich i za dusze Bogu poświecone, które utraciły zapał i radość w służbie Wielkiego Króla. Jakże można żyd w stanie opłakanym. Módl się jeszcze za tych wszystkich kapłanów, którzy dokonują tego wielkiego cudu na Ołtarzu, a których wiara niestety zamiera. Jest ona jak świeca na wpół zgaszona, która daje mało albo żadnego światła.
Siostra: Miejcie zawsze serca otwarte dla wielkiej nadziei przyjścia Królestwa Bożego do dusz waszych i do dusz innych i na cały świat. Uczcie się ode mnie rzucania się w objęcia Miłości Miłosiernej.
Siostra: Ukochajcie miłością niezmierną Najświętszą Maryję Pannę, bo Ona kocha dusze wasze Miłością niezmierną.
Siostra: [23.09.1967] Przygotowuje się nowe Królestwo dla Kościoła i dla dusz. Wejdzie się do tego Królestwa przez oczyszczenie i usunięcie gruzów. Przygotowujcie Panu lud nowy, nowe potomstwo, rodzaj święty. Niemowlęta będą głosiły Imię Jego. Nowe Jeruzalem ziemskie będzie jakby początkiem Jeruzalem Niebieskiego.
Siostra: [7.10.1967] Zanim Pan zapali świat ogniem swego gniewu, trzeba by dobrzy zapalili w sercach braci ogień miłości. Dlatego sprawą naglącą jest pouczać braci. Jest to odpowiedzialność dla każdej duszy i to Posłannictwo powinno poruszyć wszystkich. Nadeszła godzina wielkiej bitwy, kto ma miecz niech go dobędzie z pochwy. To Posłannictwo jest dla wszystkich i należałoby je głosić z ambony. Zastępy niebieskie są ustawione do bitwy i są gotowe odpowiedzieć na okrzyk cudowny Któż jak Bóg! Sodoma, Gomora, Hiroszima….Hiroszima! Jak pyłek w wielkich huraganach dusze będą uniesione i rzucone od Oblicza Bożego w ogień wieczny! Nie wolno ukrywać w zeszycie Głosu Bożego, ani zakopywać do ziemi swoich talentów, przeciwnie, trzeba głosić wszystkim ludziom Miłość Stwórcy ku swemu stworzeniu, trzeba pouczać braci. Nikt nie jest zdyspenzowany od tego obowiązku. Godzina jest poważna, niebezpieczeństwo bliskie. Tylko Miłość może zbawić świat. Zanim człowiek spróbuje zniszczyć świat, Sam Stwórca to uczyni sprowadzając go do nicości swoim FIAT, tak jak swoim FIAT wprowadził go do bytu.
To Najświętsza Panna powstrzymuje jeszcze „karę” i jeśli tylko na jeden moment Maryja przestała wstawiać się wraz ze swymi wybranymi — świat by już nie istniał. Czy wiecie jak dobrą Matką jest Ona dla nas grzesznych?
Siostra: Chcesz o tym wiedzieć i nie przerazić się? Mają to być głód, wojny, zaraza, choroby, wylewy wód, pożary, grabieże zniszczenia, płacz, śmierć; jeśli się nie powróci do wiary naszych przodków.
A więc objaśniajcie, pouczajcie! Mówcie, działajcie nie lękajcie się! Bóg będzie zawsze z wami, jeśli wy z Nim będziecie. Prawdziwa miłość nie dopuszcza leku. Następnie miłość bliźniego jest czynna. Nie wystarczy głosić miłość, trzeba uczynić ją żywą, aktywną! Można oprzeć się słowu, ale nie oprzeć się przykładowi, który jest zawsze udzielający. Trzeba wypowiedzieć wojnę swemu samolubstwu, własnemu dobrobytowi indywidualnemu. Trzeba umieć przełamać na pół kromkę chleba, choćby była mała i choćby się ją miało jedyną. Trzeba otworzyć ofiarnie ramiona bratu, a tylu jest braci potrzebujących.
Każda dusza dobrej woli zrozumie łatwo, że tylko powrót do Boga może nas wybawić od zatonięcia. Faktem jest, że każdy czeka by drugi coś uczynił i dlatego nikt nic nie czyni. Lecz godzina jest poważna. Zacznijcie wy w rodzinach, zgromadzeniach, parafiach w stowarzyszeniach. Nie myślcie już tylko o wycieczkach, płytach i o kinie. Przeciwnie, szukajcie ubogich i opuszczonych, mówcie, pomagajcie, wzmacniajcie, spieszcie się. Błogosławieni, którzy w Panu umierają i będzie się zazdrościło umarłym.
Przykro mi, że mówię o takich rzeczach, lecz tyś mnie o to pytała. Czy myślisz, że przed dziećmi ukryją się przykrości i cierpienie Ojca? Ukażcie braciom prawdziwe Oblicze Chrystusa, który przybity do krzyża ze wzrokiem wzniesionym ku niebu wstawia się za nami: ”Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. A potem skłoniwszy głowę oddał ducha w tym się zawiera cały Chrystus w Jego niezmiernej miłości i boleści. Nie ma większej miłości nad oddanie życia za tych, których się kocha…!
Trzeba starać się unikać tak zasłużonej kary, Bóg jest dobry i miłosierny. Uciekajcie się również do Tej, która może wszystko wyjednać u Syna Swego, zanoście do Niej nieustanne modlitwy. Cała ludzkość dąży do przepaści. Dlaczego nie ogłaszacie tych rzeczy? Przecież to są wszystko ostrzeżenia Boże!
Siostra: [29.11.1967] W danej chwili można powiedzieć, że to godzina szatana. Pytacie się jak to się wszystko skończy? Jezus zwycięży świat! O ludzie małej wiary, dlaczego się lękacie? Czyż nie było konieczne, by Chrystus cierpiał wpierw zanim wszedł do swojej chwały? To też koniecznym jest, by teraz nadeszło to wielkie oczyszczenie, by odłączyć kozły od jagniąt, zanim zajaśnieje nad Kościołem i nad nowym światem olśniewające światło, którym jaśnieć będzie nowe Jeruzalem. To nowe Królestwo będzie Królestwem pokoju, miłości i zgody na ziemi, jako wstęp do błogosławionego życia w niebie. Przyjście Królestwa Bożego będzie oparte na wzajemnej miłości. Ludzie nie będą już mogli zbłądzić, lecz , wpierw musi być wojna ,a potem zwycięstwo.
Siostra: [18.12.1967] Powinniśmy budzić świat, by zdał sobie sprawę, że grozi mu zguba. Ten świat jest tak zagłębiony w niemoralności i grzechu, a przecież czuje się w tym dobrze! Trzeba wyciągnąć go z tego, obudzić go z gnuśności, by wołał o pomoc do Pana. Powinniśmy rozpalić na świecie wielki ogień, zapalić świece jedna od drugiej, jak to się czyni w Wigilię Paschalną, biorąc płomień od świecy Paschalnej, tego prawdziwego Światła Świata. Posłannictwo Jezusa do świata będzie przyjęte, bo będzie miało swe świadectwo miłości.
Przyszedł do swoich, a oni Go nie przyjęli! Błogosławione wszystkie dzieła Pana. Stworzył cudny świat przyszedł, aby zamieszkać w nim, a nie było tam miejsca dla Niego, skończył na szubienicy Krzyża! Taka jest tragedia Boża. A ileż to o tej późnej nocnej porze zdradza Go! Zdradzają tę Jego Zbawcza Miłość! – O człowieku, kim jesteś? Jesteś przecież prawdziwym obrazem Boga Żywego, pamiętaj o tym!
Bóg stworzył świat i stworzył także drzewo, które miało dostarczyć belek na Jego Krzyż. Stworzył krzak, który miął dać ciernie na Jego Królewską Koronę. Ukrył we wnętrzu ziemi żelazo, z którego miano wykuć Jego gwoździe. O tajemnico niepojętej Miłości! Ptaszkowi dał gniazdo, zwierzęciu norę, bogatemu pałac ubogiemu domek, a starcowi przytułek. A kiedy przyszedł na świat, na swą ziemię, nie było miejsca dla Niego w gospodach. Była to noc zimna, historyczna noc przyjścia do ludzi, lecz oni Go nie poznali. A dzisiaj? Dzisiaj albo się jest pochodnią, albo niczym! Świat potrzebuje zapału, heroizmu. Tylko Miłość może zbawić świat!
Siostra: W Każdej chwili świat może wpaść w przepaść nie z woli Bożej, lecz ze złości człowieka, który nadużywa swej wolnej woli – oraz z powodu szerzącego się przerażającego ateizmu. Wystarczy by jeden naród zaczął, a cały świat się poruszy od tego. Nie łudźcie się zbytnio, a módlcie się do Stwórcy.
GŁOS BOŻY: Odkryję ci tajemnicę Mego Serca! Przyjrzyj się Mi leżącemu na słomie. Stworzyłem świat cały, a Matka Moja i przybrany Ojciec mieli tylko trochę słomy dla Mnie na posłanie. Nie było miejsca dla Mnie na świecie, który stworzyłem! Związali Mi ręce i poganin (Piłat) pyta Mnie:, Co to jest prawda? Co to jest prawda, powtarza to również dziś poganin i ateista. I mówi, że to taka formuła chemiczna, która w parę sekund zapali świat. Człowiek współczesny znalazł prawdę i jest szczęśliwy, nie szuka niczego innego! Ja Sam nie mogę zbawić świata. Zbawiłem go Sam na Kalwarii, przelawszy do ostatniej kropli Moją Krew, lecz teraz mam ręce związane, tak, jak przed Piłatem.
Uczyniłem człowiekowi wielki dar, nie mogę go już cofnąć, a człowiek nadużywa Mego daru.

Ja: Głos ten był pełen słodyczy i smutku nieskończonego, wydawało mi się, że Jezus umiera z bólu. Zdawało mi się, że słucham człowieka, a to był Bóg. I mówił dalej:
GŁOS BOŻY: Nawet Mój Kościół nie dostrzega Mojej Obecności, bo gdyby dostrzegał, nie działoby się tak! Nie dostrzegają jej też ci, którzy na mocy wiekuistego kapłaństwa, sprowadzają Mnie z Nieba. Czyż nie jestem naprawdę Wiekuistym odrzuconym, Wiekuistym niezrozumianym?
Ja: O Jezu, co mogę uczynić, by Cię pocieszyć?
GŁOS BOŻY: Kochaj Mnie, kochaj bardzo. Wszystko inne jest Moje. Niebo i ziemia i co ją zaludnia, tylko miłość Mego stworzenia nie jest Moja, a tego właśnie szukam.
ROZMOWY NIEBIAŃSKIE — ROK 1968
CZĘŚĆ PIERWSZA
Siostra: [3.01.1968] Zadmi się Niebo. Ciemności spadną na całą ziemię. Ziemia będzie okryta czarną zasłoną przez dnie i noce, ale nie będzie to jeszcze koniec świata, bo Pan nie chce jeszcze zniszczyć swego dzieła. Będzie to symbol ciemności rozumu ludzkiego. I będzie ciemno na całej ziemi, dopóki ateusze, – co nie wierzą w Boga, jako budowniczowie środków zniszczenia – nie podniosą oczu ku Niebu, oszołomieni, i osłupiali, by błagać o przebłysk światła. Wtedy znowu zajaśnieje słońce. GŁOS BOŻY: Zgromadzenia zakonne, córko Moja prawie wszystkie otworzyły okna na ducha świata nie ma już dla Mnie miejsca w tych schroniskach. Dla wielu z nich byłoby lepiej, gdyby
nie istniały. Reformy nęcące podobają się wszystkim. Ty stój zawsze przy Mnie, abym cię uczynił uległym narzędziem Mojej Miłości dla świata.
GŁOS BOŻY: Dobrze! Ofiaruj się za dusze zakonne męskie i żeńskie i za kapłanów, by nie zwiększała się na świecie jeszcze bardziej liczba tych dusz, które Mnie czczą tylko wargami, podczas, gdy serce dalekie jest ode Mnie!
Ja: Jezu, ofiaruję Ci się za te dusze zakonne i za tych kapłanów. GŁOS BOŻY: Dobrze! Za dusze zakonne, które tylko zbijają bąki. Za kapłanów, którzy trzymają w ręku kielich rozkoszy i nie przestają go pić, aż do ostatniej kropli. Nie takiej reformy chciał Kościół.
GŁOS BOŻY: [20.01.1968+ „Kara” jest jedynie odłożona, jeśli to Królestwo Przebaczenia nie będzie uznane i wykorzystane przez człowieka.
Królestwo Moje nie jest z tego świata. Gdyby Moje Królestwo było tutaj, rozkazałbym wszystkim ludziom i wszystko byłoby Mi uległe. Lecz Moje Królestwo i królestwo tych wszystkich, którzy są ze Mną nie jest z tego świata. Dlatego nieustannie modlę się do Ojca: „Ojcze! Niech i oni będą ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby ujrzeli chwałę Twoją, tę, którą Mi dałeś!” W Królestwie Moim jest miejsce dla wszystkich i tam, gdzie Ja jestem, pragnę by byli wszyscy ci, których Ojciec miłuje tak, Ja miłuję Ojca….
W Królestwie Moim słońce nigdy nie zachodzi. Panuje tam wieczna wiosna i zupełny odpoczynek w Bogu… Czyż nie jest krótkim cierpienie, jeśli wieczystą jest nagroda? Nie ma tam zegara, który wskazywałby czas, bo błogosławioną wieczność nie mierzy się długością, ani wysokością, ani trwaniem, ani głębokością. Wybrałem cię na narzędzie, by objawić światu Moją Miłość. Będziesz, więc słuchać Mego Głosu. Mówię w milczeniu do twego serca. Ten Rękopis powinien poruszyć cały świat dobrej woli, bo nie ma w nim nic ludzkiego, a tym bardziej twego, lecz wszystko jest Boże.
To, co jest zakryte przed twoimi oczami, będzie natomiast wyjawione mądrym i kompetentnym. Lepiej by oczy twe były zasłonięte, aby wzrastała pokora w twym sercu, lecz nie będzie tego z innymi.

GŁOS BOŻY: O, córko Moja, największym Moim cierpieniem są niegodni kapłani, a jest ich tylu i liczba ich się zwiększa. Napisz to, by o tym wiedziano, aby to czytano. Jezus nie chce serca podzielonego. Jest Oblubieńcem zazdrosnym i żąda całkowicie serca dla Siebie oblubienicy. Doskonała świętość polega na tym, by nie odmawiać niczego Miłości. Trwaj przy Mnie! Pocieszaj Mnie! Świat dusz nie jest już Moim. Te dusze, które zbawiłem Moją Krwią, oddaliły się ode Mnie. Mam Mego Ojca, Moją Matkę, Świętych, Aniołów, wybranych, ale ludzie? Obym się mógł stad znowu Dziecięciem, by umrzeć na nowo na Kalwarii!
GŁOS BOŻY: Zwycięstwo ostateczne jest jeszcze bardzo dalekie. Przedtem trzeba stoczyć kilka bitew i odnieść zwycięstwo. Trzeba będzie siłą oddzielić kozły od jagniąt! Czy widzisz to córko Moja? Zgromadzenia zakonne wysilają się teraz na apostolstwa, co sprawia, że pogrążają się w duchu światowym. Przyjmują dzieła rozwijają je, powiększają, rozszerzają, ubiegają się o nie. Ale miłość, prawdziwa miłość, gdzie ona tam jest? O jakże one są dalekie ode Mnie i od Mego Ducha. Chciałbym, by wiedziano o tym, co ci mówię.
Cała ta tak zwana charytatywna działalność nie zaspakaja Mnie – już ci to powiedziałem. Powiedz to Ojcu (kierownik duchowy) ode Mnie. Nie! Nie może to Mnie zadowolić! Nie chcę dzieł Miłosierdzia, które trzymają serca ludzkie daleko ode Mnie. Chcę Miłości! Miłości

prawdziwej, szczerej, bezinteresownej. Chcę serca ludzkiego, serca Moich oblubienic, by były jedynie dla Mnie! Nie chce marnotrawstwa i podziału miłości.
Napisz to dużymi literami, że JEZUS CHCE WPIERW TYLKO SERCA LUDZKIEGO, A POTEM RESZTY! Sobór przyniósł zamieszanie i mówi się za wiele.. A im więcej się mówi,, tym bardziej mieszają się idee i tłumaczy się wiele rzeczy wcale nie według prawdziwego ducha Soboru.. Wszak tylko jedna rzecz jest potrzebna, to Miłość! Pragnę, by się o tym wiedziało…. Niech nie budują drapaczy chmur, które przeciwne moce natury, trzęsienia ziemi, lub bomba atomowa mogą w jednej chwili zniszczyć, lecz niech cała ludzkość czuwa, by nie wpaść do tej przepaści. „Bądźcie gotowi! Oby dusze jak kłosy dojrzałe, mogły byd przyjęte do spichlerzy niebieskich”.

GŁOS BOŻY: [14.02.1968] Oto, dlaczego tęsknię za miłością, by otrzymać jedno uderzenie serca Mego stworzenia. O! jeśli chcecie Mnie zadowolić, ukochajcie Moją Miłość odepchniętą, zapomnianą, wzgardzoną. Nazywam się Miłością – Miłością, która daje wszystko! Bóg Miłości! Dlaczego nie uznajecie Mnie za takiego? Spójrz córko Moja, jak się zdaję na ciebie, jak wynurzam się przed tobą. Wiem dobrze, z jaką dokładnością przekażesz braciom Moje Posłannictwo Miłości. Wiem, że polecisz Ojcu, by nie zmieniał niczego w Moich Słowach, bo są takie, jakie jak je usłyszałaś i zapisałaś. Dam ci w nagrodę wielkie radości i cały zastęp dusz dzięki temu Rękopisowi.
GŁOS BOŻY: Córko Moja, mam jeszcze tyle do opowiedzenia tobie. Ten Rękopis; otrzyma cudowne znaki, bo Ja mogę wszystko. Dam ci wiele, wiele dusz, by zaspokoić twe pragnienie. Wszystkie dusze zakonne, a zwłaszcza Moi kapłani powinni być spragnieni dusz! Czyż nie sądzisz, że świat zmieniłby się, gdyby znalazł to pragnienie dusz u zakonnic i kapłanów?
GŁOS BOŻY: [7.03.1968] Chcę za twym pośrednictwem przypomnieć światu Moje Przymierze Braterstwa i Miłości. Jestem Józefem, bratem waszym! Nie bójcie się! Jestem, któregoście sprzedali cudzoziemcom. Odzienie Moje jest czerwone od Krwi, przelanej za was wszystkich. Lecz przyjdźcie do Mnie, nie bójcie się. Zapomniałem o wszystkim. Nie przechowuję urazy. Tylko Miłość zwycięża! Byle byście wrócili do Mnie, nie chcę niczego innego. Chcę mieć was wszystkich ze Mną. Uczynię was zarządcami i książętami w Moim Królestwie. Otworzę wam wszystkie spichlerze Faraona i nie będzie już więcej głodu na ziemi, lecz pamiętajcie, by powrócić do Mego Serca.!
GŁOS BOŻY: [18.03.1968] Powiedziałem ci byście widzieli we Mnie Boga Człowieka, bo takim Jestem. Byłem Dziecięciem, jak każde inne dziecię. Byłem Człowiekiem jak każdy inny człowiek. Szukam wśród ludzi trochę miłości i jestem zadowolony, gdy ją znajduję. O! Córko Moja, a cóż Ja znajduję dziś w Zgromadzeniach zakonnych ogólnie i w każdej duszy Bogu poświęconej poszczególnie? W wielu z nich zastaję tylko hałas i ducha świata. A jednak, w dniu swej profesji z wielką radością ducha zakonnica powiedziała „ żegnajcie” gwarowi tego świata, obiecując uroczyście, że odtąd będą słuchać tylko Głosu Pana!
Lecz jeśli przemawia ten świat swym hałasem, swymi fałszywymi radościami, swymi złudami, zmusza Mnie do milczenia i wtedy milknę! Powoli obraz Mój zaciera się na ziemi i w sercu człowieka, by utworzyć sobie inny, który zajmie Moje miejsce. Zbyt wiele zakonnych nosi habit, a kieruje się duchem światowym. Mówię to ogólnie!

Ja: O, Jezu, a jaki jest środek na te zła?
GŁOS BOŻY: Środkiem na te wszystkie zła jest powrót całej ludzkości do Mego Boskiego Serca przebitego włócznią na Krzyżu i które nie przestaje krwawić za was. Powrót drogą miłości! Chciałbym ustanowić na świecie Królestwo nowe. Królestwo Wielkiego Miłosierdzia, które
oddala wszelkie uczucia Sprawiedliwości, urazy, leku nieśmiałości. Takiego Miłosierdzia, które wszystko rozumie, wszystko wybacza i wszystko tłumaczy, które nie przechowuje najdawniejszych wspomnieć o rodzaju win i grzechów ciążących na sumieniach ludzkich, narodów i krajów. Niech nikt nie lęka się zbliżyć do Mnie, poszukiwać Mnie, a zwłaszcza kochać Mnie. Wszystkim obiecuję Moją przyjaźń i przebaczenie w zamian za szczere uderzenie serca z miłości. Chcę otworzyć przed całą ludzkością spichlerze Faraona. Chcę spuszczać w dzień i w nocy bez zatrzymania na ten grzeszny świat, nie potop wód zatapiających i niszczących, lecz upust Mego przebaczenia i Mego Wielkiego Miłosierdzia.

Ja: A Twój Kościół, Jezu?
GŁOS BOŻY: Mój Kościół pierwszy skorzysta z tego Posłannictwa i stanie się rozdawcą Mego Wielkiego Miłosierdzia. Będą otwarte spichlerze Faraona i będzie się rozdawało pełnymi garściami pszenicę, by nie było już głodu na ziemi. I ustanowi się Królestwo Miłości.
GŁOS BOŻY: [23.03.1968] Nad światem przeszedł wielki wybuch nienawiści i zniszczenia, lecz Ja odzyskam Moje miejsce, bo zwyciężyłem grzech i śmierć. Domy zakonne stały się puste jak zniszczone Jeruzalem po Mojej śmierci. Ja Jestem twoim Bogiem i mogę wszystko! Będą czytać to, co ty piszesz teraz.
GŁOS BOŻY: [2.04.1968] Czy nie przejmuje cię zgroza widząc Mnie takim? Stałem się wyrzutkiem społeczeństwa, oddalony od Ojca. Sam ciężarem grzechów przybity do Krzyża! Czy umiesz jeszcze zwrócić ku Mnie spojrzenie? Spojrzenie ufne, pełne nadziei i wiary, że jestem twoim Bogiem i Twym Oblubieńcem? Wszyscy Mnie opuścili, wstrząśnięci Moją klęską. Tylko dwie, czy trzy wierne dusze patrzą na Mnie oczyma pełnymi łez. Moja Matka.. Moja Najdroższa Matka…, umiłowany uczeń, Magdalena i ty byłaś z Nami! Poznaję cię i cieszę się! Ale inni, gdzież oni są? Gdzie jest Piotr, Opoka, o którą rozbijają się burze?
Gdzie jest Mój Kościół rodzący się, który za parę minut wyjdzie z mej Krwawej Rany Mego Serca, które żołnierz spieszy otworzyć? Wyjdzie on z tego Serca, jako najpiękniejszy kwiat rajski, poczęty Miłością i pokrzepiony Mym Ciałem i Moją Krwią, która do końca czasów nie przestanie wylewać się dla niego, jak to jest i w tej chwili. O Kościele rodzący się Moja oblubienico ukochana! Teraz jednak nie widzę cię przy Mnie.. Jesteś ukryta, uciekłaś daleko wraz z twymi fundatorami, zdjęta przerażeniem i męką. Jestem Sam…..! Samotność i opuszczenie na Krzyżu były dla Mnie jakby zdwojona śmiercią. Przecież wrażliwe serce odczuwa bardzo opuszczenie ze strony tych, których ukochało!
Nie wiedziałem już gdzie szukać serca przyjaznego i wiernego. Niebo i ziemia zmówiły się przeciwko Mnie, dla braku wiary. Ileż odstępstw wtedy i teraz, wszystko dla braku wiary! Lecz zostawiłem to na piśmie i teraz pisz to ponownie na wypadek, gdyby ludzie zagubili księgę Ewangelii: „Błogosławieni, którzy uwierzyli, choć nie widzieli! ”Wiara daje zbawienie! Gdyby było więcej wiary w Moim Kościele, smok piekielny nie odnosiłby tylu zwycięstw. Nauka jest omamieniem człowieka współczesnego i jego zgubą. Nauki matematyczne, które ukazują tyle faktów, są jednocześnie zniszczeniem wielu dusz i narodów! Wszystko jest matematycznie wykazane i nawet niewidomy musiałby ulec niektórym dochodzeniom, gdy wiara prowadzi przez mroki. Trudno jest, więc wierzyć we Mnie. Starają się dociekać, odkrywać i gdyby to było możliwe, chcieliby nawet odczytać myśl Boga! Wszystko przybiera nazwę „postępu, odnowy”, i trzeba, by Bóg strzegł się powtarzając sobie „ Uważajmy”. Człowiek wyciągnął rękę po owoc zakazany i chciałby zostać sam Bogiem.

GŁOS BOŻY: [2.04.1968] O, córko ukochana! Nasycone zniewagą i skruszone jest Serce Moje! Cóż Ja jeszcze powinienem uczynić, a nie uczyniłem tego by was zbawić? Jeśli czym uchybiłem względem was, chciałbym to wiedzieć. Oddałem się Sam i oddaję się nadal w wieczystej Ofierze, ale zdaje się to być niewystarczające! Mógłbym zwrócić uwagę człowieka zsyłając karę nań!
Ale nie! Jestem Bogiem Miłości! Jestem Bogiem, który zbawia to, co zginęło! Zwycięstwo będzie Moje! Zwyciężę zło dobrem, przewrotność dobrocią i przebaczeniem. Zapomnę o wszystkim, by rozpocząć wszystko od nowa. Odnowię świat, odnowie Kościół,
Moich kapłanów, Moje oblubienice! Nadam Kościołowi nowe oblicze, świeże, młodzieńcze! Przywdzieje on szatę godową, ozdobię go drogimi kamieniami i pójdzie piękny i wzmocniony w dalszą drogę wieków. Za nim pójdą Moi kapłani, jako ozdoba niezaprzeczalna Prawdy i Wiary, Moje prawdziwe oblubienice, czyste i skromne. Nowe Jeruzalem zaśpiewa hymn oswobodzenia, tak jak czasów Starego Testamentu. Zaśpiewa: ”weselcie się już”. Lecz córko Moja, wszystko to jest nie tylko upragnione, ale i obowiązujące, bo Ja stworzyłem człowieka wolnym i potrzebuję współpracy dobrych, by odnowić świat. Trochę więcej wiary wystarczyłoby do rozpalenia w sercu człowieka miłości, która może wszystko.

Ja: Wielki Wtorek, 9.04.1968] Panie, kiedy się zacznie to nowe Królestwo Wielkiego Miłosierdzia, o którym mówiłeś mi w tych dniach?
GŁOS BOŻY: Od dzisiaj córko Moja. Powiedz to Ojcu, by rozpoczął od dziś większe wybaczanie, wyrozumiałość dla win, zbliżenie dusz do Mnie, bo gotów Jestem wszystko wybaczyć w zamian za bicie serca z miłości. Dla tych, którzy znają Moje pragnienie. Królestwo Wielkiego Miłosierdzia już się rozpoczęło, a dla świata zacznie się ono z ujawnieniem tego Rękopisu.
GŁOS BOŻY: [21.04.1968 – Po Komunii św.+ Oblicze Moje, które obiecałem ci ukazać w niebie, teraz jest w całym swym blasku w twej duszy. Spójrz córko moja jak źle dusze przyjmują krzyż utrapień. Nie wiedzą one, ile Mnie kosztuje ten widok cierpień całej ludzkości. Wylałbym wszystką Mą Krew, by oszczędzić każdemu z was waszych łez. Chciałbym wziąć na Siebie ciężar ludzkiego bólu i Sam go nieść, jak to już kiedyś uczyniłem. Jednak, gdybyście mogli ujrzeć ten ogrom przyszłej chwały przyznany cierpieniom ludzkim na ziemi, wtedy prosilibyście sami o więcej krzyży i cierpień. Chcę zabrać dusze do Królestwa Ojca Mego i dlatego nawiedzam je bólem. Lecz mało, które nawet wśród dusz zakonnych, umieją zgłębić tę tajemnicę miłości.
Jestem Miłością, a miłość chce zawsze dawać. Lecz któż Mnie rozumie? Jakże mało dusz rozumie Moją Miłość!

GŁOS BOŻY: [6.05.1968] Cały świat stanie się olbrzymim ogniskiem. Będzie to rzecz nigdy nie widziana od początku świata i aniołowie niebiescy zakryją sobie twarz skrzydłami, bo ludzkość jest jak drzewo na opał. Córko Moja, nie mówiłem ci tych rzeczy, bo serce twoje nie wytrzymałoby. Przekaż to i powiedz Ojcu. Pozwalam mu zakomunikować te rzeczy, innemu Ojcu spośród najmądrzejszych, najświętszych i najroztropniejszych. Ty zaś nie mów o tym nikomu.
N.M.P.: Córko Moja!! Już nie mogę naprawdę dłużej!! Gdyby ludzkość wiedziała, co się dla niej przygotowuje, padliby wszyscy na kolana, błagając o łaskawość, o przebaczenie, pragnąc czynić pokutę. –– To wielkie zamieszanie światowe upragnione, chciane, przygotowywane. Módl się córko, módl się bardzo!

GŁOS BOŻY: [7.05.1968] Napisałaś 26.04. 1968 – Gdyby nasi artyści mogli zobaczyć to, co ja ujrzałam, bylibyśmy uwolnieni od widoku niektórych Krucyfiksów tak zniekształconych, jakie widzimy w wielkich wystawowych oknach Ars Sacra (miałam właśnie cudne widzenie Jezusa na Krzyżu) – Podoba Mi się bardzo ta twoja myśl. Ale ty się dziwisz? Właśnie takim jestem nawet dla dobrych, postacią zniekształconą! Wykrzywili Mi usta, bo Prawdę, którą zawsze głosiłem, tłumaczą teraz według własnych zainteresować. Święte nogi, ręce oczy wszystko zniekształcili według własnych celów, jak im się podobało. A Moje Serce? To Serce przebite włócznią? O, gdybyż przynajmniej nie zniekształcili Mego Serca. A tak, jak artyści wyobrażają Mnie i przedstawiają ludzkości, takim naprawdę jestem dla niej. Jestem tylko mitem, podaniem ośmieszonym! Bierze się Mnie; gdy, wypada Mnie brać i porzuca, gdy wypada porzucić. Jestem dla nich postacią zniekształconą.
Ale ty droga córko, powtarzaj wszystkim, jak bardzo rozciągnąłem na Krzyżu Moje ręce, by przyjąć wszystkich odkupionych przeze Mnie i zanieść ich w objęcia Mojego Ojca, czekającego na nich. Powiedz, że usta Moje nie są wykrzywione, lecz mówią nadal o Miłości i przebaczeniu. Powtórz, że Moje oczy, choć zamknięte snem śmierci promieniują zawsze wiele światła na drogę Mych synów. A kto idzie w tym świetle nigdy nie zabłądzi.
I wreszcie powtórz by Mnie nie uważali za kogoś nieistniejącego, lub za Osobę, która była tylko bohaterem historycznym. Bo Ja Jestem „ TYM, KTÓRY JEST” zawsze żywy, zawsze obecny, zawsze czynny w sercu człowieka, jak wierny towarzysz, który nie zdradza lub opuszcza, lecz zawsze jest gotowy wyciągnąć miłujące Ramiona, ku Memu stworzeniu.

GŁOS BOŻY: [14.5.1968] Lud twój wydał Mnie!- Wiesz o tym! Lud Mój zawsze Mnie wydaje! Coś uczynił? Nie odpowiadasz? Czy wiesz, że mam władzę ukrzyżowania ciebie lub uwolnienia? Lecz nie potrzebujesz trudzić się Piłacie z wydaniem na Mnie wyroku, bo Ja Sam go na Siebie wydałem. Podpisał go Mój Ojciec i ma on wszelką wartość prawną, a aniołowie byli tego świadkami. Idź liktorze, przygotuj Krzyż! Był to wyrok podpisany i zatwierdzony w niebie od wszystkich wieków, bo świat dąży do ruiny i trzeba go zbawić.
„O ludu Mój, cóżem ci uczynił”? Umiłowałem cię Miłością niepojętą! Tam, gdzie Ja jestem, chcę by i ludzie byli ze Mną. I ty Mnie jeszcze nie znasz? Każdego dnia zasiadam do Stołu i podzielam twój chleb radości i boleści. Ale ty nie umiesz patrzeć Mi prosto w twarz i kierować swe oczy pełne łez w Moje Oczy jaśniejące Miłością.
Jestem z tobą. Żyję z tobą pod jednym dachem. Jestem przyjacielem najwierniejszym, jaki może istnieć, a ty idziesz daleko, by powierzyć swe trudności jakiemuś obcemu, który wkrótce cię zdradzi. Jakże ty Mnie jeszcze nie znasz. Jestem Jezusem! Wystarczy zawołać Mnie, bym przyszedł! Przychodzę szybko, ratuję i zbawiam to, co zginęło. Nawet gdyby własność była sprzedana obcemu w chwili szaleństwa. Ja odkupię z jego rąk i zwrócę wasze dobra wam. Wystarczy tylko przywołać Mnie o świcie lub w południe, albo wieczorem, a nawet o późnej nocy, a Ja przychodzę prędko i nie każę nigdy czekać na Siebie!
O! ludu Mój! Nazywaj Mnie po Imieniu, nazywaj mnie Jezusem, bo to mówi wszystko! Nie potrzeba byś klękał przede Mną, bo nawet, to Ja umyję ci nogi, jak Piotrowi i innym Apostołom. A jeśli Mi powiesz, jak Piotr, że nie chcesz tego, odpowiem ci, że nie wiesz tego, co Ja czynię, ale zrozumiesz to potem. Umyję ci nogi, te nogi, które szły drogą niebezpieczną i teraz są poranione uderzeniami o kamienie. Ja je wytrę, uleczę, ucałuję i będziesz uzdrowiony. Nie będziesz już znał innej drogi, jak tylko wiodącą ku Mnie. Ale dlaczego upierasz się i nie chcesz spojrzeć w Moje Oblicze? Nie chcesz umyć sobie nóg? Jesteś jak grzeszne dziecko, które upiera się i nie chce wierzyć Temu, który kocha. Czyż nie wiesz, że jeśli nie umyję ci nóg, nie będziesz miał części ze Mną? Powtórz, więc za Piotrem: Panie. Ale nie! Nie nazywaj mnie Panem, powiedz: O Jezu! Umyj mnie nie tylko nogi, ale i głowę i całe ciało, byle bym miał część z Tobą! Uczta już gotowa, ale brakuje zaproszonych!
Lecz zawołam głośno i każę wołać na cztery wiatry Moim Aniołom na północ, południe, zachód i wschód. I zbiorę wszystkich odkupionych do Stołu Godowego przygotowanego przez Aniołów i zastawionego starannie, a wtedy będzie jedno Królestwo Miłości. Pisz córko droga, wszystko ci podyktowałem. Słowa te będą słodkie jak miód i miłe dla umysłu i serca wielu dusz.

GŁOS BOŻY: Napisz i zostaw na piśmie te słowa. – Największe i najprzykrzejsze cierpienia sprawiają Mi dusze kapłańskie i zakonne! Gdy szliście bez mieszka i bez grosza, ani obuwia, czy brakowało wam, kiedy czego? Prostujcie drogi krzywe, równajcie ścieżki! Moja Opatrzność była wczoraj, jest dzisiaj i będzie jutro. Nigdy niczego nie zabraknie temu, kto Mi zaufał.
Dawajcie świadectwo Chrystusowi w Jeruzalem i aż po krańce ziemi. Bądźcie prawdziwymi świadkami Chrystusa, wolnymi od wszelkiego przywiązania ludzkiego do dóbr, od zainteresować osobistych, od chciwości na pieniądze, na Mamonę naszych czasów. Takimi powinny być dusze Mi poświęcone. O córko Moja, podkreśl to, co ci powtarzam: „Największe i najprzykrzejsze cierpienia zadają Mi dusze kapłańskie i zakonne”.

GŁOS BOŻY: [8.06.1968] Ludzkość biegnie szybko ku swemu oczyszczeniu, ku tej odnowie, która dopełni się z trudem i bólem. Zdawać się będzie nawet, że zło zatryumfuje zupełnie nad dobrem. Lecz ci nieliczni, którzy pozostaną wierni Memu Sercu, utworzą nowy związek, jak kiedyś Abraham, prawdziwych synów Bożych. Walka już się rozpoczęła i będzie coraz większa tak, że nawet dobrzy nie będą mieli ufności. Wszystko wyda się zgubione. I wołać się będzie głośno: „Panie ratuj, bo giniemy”! Tylko wtedy ludzie przypomną sobie, że ich pomocą jest Pan. Od czasu do czasu cywilizacja potrzebuje odnowy. Historia jest pełna takich przykładów. Gdy się rujnuje stare, powstaje nowe i to jest właśnie udziałem dzisiejszej cywilizacji!
CZĘŚD DRUGA
GŁOS BOŻY: [1.07.1968] Jakże cierpi Ojciec, gdy nie maże zgromadzić wszystkich swych synów pod jednym dachem, dookoła wspólnego stołu i dać wszystkim udział w swym dziedzictwie. Teraz Miłość ostygła na świecie. Ale teraz nastał czas odnowy! Tak, jak burzliwa zima przechodzi w łagodną wiosnę i budzi śpiących ze snu zimowego, tak całe stworzenie budzi się na nowe tchnienie życia, które zakończy letarg starego świata.
Powstanie nowe pokolenie i nowy Kościół we wspaniałym rozkwicie wiecznej młodości, w stałej miłości do swego Założyciela. Będzie to nowy świat pokoju, zgody i miłości, jakby wiekuiste uwielbienie Boga. Takim stanie się odwieczny świat po złożonej ofierze boleści rodzenia.

GŁOS BOŻY: [6.07.1968+ Jest w pół do pierwszej w nocy: (bardzo wyraźnie słyszę); Wstań i módl się! – Słychać pospieszne kroki pod oknem po żwirze podwórka, a potem kręcenie, jakby wielkim kluczem w dużej bramie, (choć nie ma tam zamka na zewnątrz). Potem milczenie – „To dusza wędrująca” – mówi Pan.
Ja: Czy to moja siostra?
GŁOS BOŻY: O nie, twoja siostra jest w niebie.
Ja: Czy ktoś z moich bliskich?
GŁOS BOŻY: Też nie! Oni również są wszyscy w niebie. Jest to dusza błąkająca się (zrozumiałam, że to dusza zakonna). – Byłoby dobrze, by dusze po swej śmierci poszły wprost na miejsce przygotowane dla nich w niebie. Lecz biada tym, gdy zapali się nad nimi Moja Sprawiedliwość.
Ja: Wstałam z wielkim lękiem, uklękłam i modliłam się. Była już za kwadrans pierwsza, a ja tak bardzo się bałam. Zapytałam: „Panie, czy ja pójdę do nieba?” – „ Tak, jeśli wytrwasz w dobrym” – Ucałowałam z miłością mój obrazek „Ecce Homo”, ale w umyśle brzmiały mi wciąż te słowa „Biada im”- A Jezus powiedział: Tak córko moja! I to po tym wszystkim, co dla was uczyniłem! – Wróciłam do łóżka, ale muszę się przyznać, że bałam się. Wtedy odezwała się moja siostra. SIOSTRA: Nie powinnaś się bać, bo to są wszystko łaski Boże. Łaski dla ciebie, dla dusz (przez rękopis) i dla świata.
Ja: – Moja Sprawiedliwość! Świętość Mej Sprawiedliwości! Starałam się zamknąć oczy, by zasnąć. Postanowiłam opowiedzieć to zajście Matce i poprosić, by postarała się o Mszę św. za tę duszę. Jednak wahałam się powiedzieć Matce! Tak? Czy nie? Jezus rozstrzygnął moje wahanie.
GŁOS BOŻY: Poproś wpierw Ojca. Opowiedz Mu wszystko. Poddaj to posłuszeństwu i uczyć tak, jak on ci powie. Panem życia jestem Ja i postępuję tak jak chcę.- Nie, Matka nie jest narzędziem obranym. Jest nim za to Ojciec.
Ja: Jezu! Boję się!
GŁOS BOŻY: Nie powinnaś bać się Mnie!
Jest w pół do drugiej. Chcę zasnąć i zapomnieć, ale oto przypominam sobie, że tyle razy słyszałam głośne pukanie do moich drzwi w nocy, (choć drzwi były tylko przymknięte) lub w godzinie spoczynku popołudniowego. Wzywam Marię, Boską Skarbniczkę.

GŁOS BOŻY: Ty chcesz spad; podczas, gdy Ja czuwam i nieprzyjaciele szukają Mnie. Jestem w Ogrójcu wyciągnięty, ukorzony, cały zbroczony Moją Krwią, której już zatrzeć nie mogę.
Ofiarowany jest, bo Sam chciał! – Na tę skargę Serca Jezusowego zerwałam się z łóżka, uklękłam i modliłam się. A Jezus mówił dalej: Córko Moja, twoja troskliwość powinna się rozciągnąć nie tylko na wszystkie dusze zaludniające ziemię, lecz powinna objąć podobnie tą olbrzymią ilość dusz czyścowych, których liczba jest większa nad gwiazdy na niebie i nad ziarenka piasku na plaży. Dusze te powinny by już być w posiadaniu Chwały Niebieskiej i wielbić Boga, lecz niedbałe i beztroskie prowadziły życie na dogadzaniu sobie, tak jakby godzina zdania rachunku nie miała nigdy nastąpić. Ale nie bój się, z Jezusem nie powinnaś się bać. Są to łaski dla ciebie i dla świata. Niech o tym wszyscy wiedzą. Twoje pragnienie dusz nie byłoby całkowite, gdybyś nie skierowała swojej troskliwości ku temu oceanowi dusz, oczekujących uwolnienia. Chwała Mego Ojca żąda tego. Powiedziałem ci już, że Moje największe cierpienia pochodzą od dusz kapłańskich i zakonnych na ziemi, ale te cierpienia powodują również te dusze, a są one niezliczone, które powinny by dla licznych łask swego powołania być już w niebie, wielbić Boga.
Zmieniony w Kościele sposób nauczania o najgłówniejszych prawdach wiary, mało albo wcale nie mówi dziś o piekle, o czyścu i o niebie, a jednak miejsca te nie przestały istnieć!
Wiele dusz Bogu poświęconych umiera tak jak żyło. Życie zakonne jest nożem o podwójnym ostrzu. Gdy jest przeżyte gorliwie i z miłością, otwiera niebo. Lecz spędzone inaczej powiększa kary i męki. Wiele z tych dusz jest już w czyścu od wieków, a nie od lat, czy miesięcy, lub dni. Niektóre z nich pozostaną tam, aż do dnia sądnego, i to z tym wszystkim, co uczyniłem dla was. Dusze kapłańskie i zakonne, które nie przeżyłyście należycie swego życia! Co za szkoda, skoro muszę was oddalić na cale lata od Oblicza Ojca Mego. By wyrazić się językiem dla ciebie zrozumiałym, powiem ci, że się wstydzę klęski niektórych dusz! Posyłam je wtedy w ogień czyśca mówiąc im: idźcie teraz, krążąc po świecie, żebrząc wykupu z tych płomieni oczyszczających, skoro wam nie wystarczyło Moje Odkupienie i Moja Krew!
I tak muszą błąkać się żebrząc jałmużny modlitwy u dusz ofiarnych i współczujących. Dla tych dusz Bogu poświęconych Sprawiedliwość Boża jest zawsze surowsza.
O, gdyby się wiedziało, co się traci, marnując Moje łaski i dary! Dusze te są jak ci synowie, co to pomimo wszystkich wysiłków ojca, by im dać wykształcenie, przy końcu roku przynoszą do domu dwóje. I dla kogo pytam są Moje wszystkie cierpienia? Moja Męka? To poważne upomnienie rzucam na świat, zwłaszcza dla tej kategorii dusz!

GŁOS BOŻY: [20.08.1968] Obiecuję ci, że żadna dusza nie będzie czytać tego Rękopisu, by nie poczuć się lepszą i bliższą Mego Boskiego Serca. Chcę tym sposobem zaspokoić pragnienie dusz. GŁOS BOŻY: [23.08.1968] „ Świętość jednej duszy jest ważniejsza ponad zajścia polityczne narodów” Świat znajdzie równowagę wtedy, gdy ją odzyskają dusze kapłańskie i zakonne.
Pokój świata zależy od świętości Kościoła i jego synów!

GŁOS BOŻY: [27.08.1968] Papież (Paweł VI) jest w Ameryce Łacińskiej. To symbol.. Tłumy witają Go! – Kościół zatryumfuje po swojej odnowie, która się odbędzie na dymiących gruzach starego świata. Żaden z Papieży w historii Kościoła nie miał tak rozległych problemów światowych. Lecz świat nie spostrzegający tego, dąży ku swojej „odnowie”. Będzie to nowy świat. Idzie się ku temu bardzo powoli, zakładając podwaliny.
GŁOS BOŻY: *28.08.1968] Tyle rzeczy było ci powiedziane, co do świata, dusz i Kościoła. „Wszystko to spełni się, bo nieba i ziemia przeminą, ale słowa Moje nie przeminą nigdy”.
Ja: A więc Boże, spełnią się i te straszne kary?
GŁOS BOŻY: Tak, spełnią się one, jeśli świat będzie szedł dalej drogą niemoralności i grzechu. Moja Matka zapowiadała już dawniej kary, lecz teraz zbliża się czas. Narody silniejsze zniszczą słabsze i wszelkie prawo ludzkie będzie przełamane. Krew i ogień pokryją całą ziemię. Będą to rzeczy nigdy nie widziane od stworzenia świata! Niebo będzie całe w ogniu, nie będzie błękitu, ale zakryje je dym ze środków zniszczenia. I stanie się ciemność na całej ziemi.
Ja: O, Panie, to tak jak w Apokalipsie?
GŁOS BOŻY: Czas prawdziwej Apokalipsy jeszcze jest daleki i ześle go sam Bóg. A tu będzie to dziełem człowieka. Jeruzalem, Jeruzalem, ileż to razy chciałem zebrać twych synów, jak kokosz pisklęta, lecz nie chciałeś. Takim jest Posłannictwo, o którym mówiłem ci tamtej nocy; „Posłannictwo Miłości i Boleści”. Powierzam ci je!
Ja: Ależ Panie! Gdyby świat wiedział o tym, co mi mówisz?
GŁOS BOŻY: – Nie! Poczekaj. Nie nadeszła jeszcze pora. „Ten niewierzący i niewierny świat nie uwierzy łatwo w pewne rzeczy, bo łatwiej jest przyjąć postawę sceptycyzmu, niż prawdy. Wybiera się rzeczy wygodniejsze. Mówię ci to jeszcze raz, że nikt nie jest prorokiem we własnym domu! Świat potrzebuje znaku, by wierzyć. To też będą go mieli!”
GŁOS BOŻY: [1.09.1968+ Ludzie myślą tylko o wojnie, a Ja myślę o pokoju. Nie możemy nigdy się zrozumieć.
Ja: [30.10.1968] O mój Najdroższy Jezu, jeszcze żeś mi nie dał zrozumieć, czego żądasz od rękopisu?
GŁOS BOŻY: Twej miłości, droga córko, twej miłości, by jak kwiat rzadki i wspaniały pokrzepiał Mnie i był Mi odpoczynkiem w tych obecnych czasach. Przestań szyć i słuchaj Głosu, który mówi do ciebie. Miłość jest kwiatem rajskim, który zwyrodniał w Edenie. W tym ogrodzie rozkoszy ten piękny kwiat stracił swą śliczną woń, został zeszpecony i zastąpiony inną miłością. Czy zrozumiesz to? I gdy znajdę, w jakiej duszy ten wonny kwiat, droga córko widzę w niej Mój obraz i czynię ją podobną Aniołom.
Ja: Czy będziesz zadowolony o Jezu, jeśli ofiaruję swoje życie za odnowę życia zakonnego w Kościele i by każda dusza kapłańska zachowała się jak lilia bez skazy?- Powiedziałeś mi: „Chcę dla siebie całego serca Moich oblubienic, całego jedynie serca Moich kapłanów, dla Mnie”
GŁOS BOŻY: Córko Moja i ty pytasz Mnie jeszcze? Chciałem tego od ciebie! Duch Święty daje ci to natchnienie. Ołtarz Mój powinny otaczać zawsze wonne lilie. Kapłani będą ci wdzięczni tu na ziemi, a potem w niebie, będą cię wzywać, jako opiekunki ich czystości. Tak spełni się obietnica uczyniona tobie [17.05.1968], że Rękopis stanie się „VADEMECUM” każdej duszy kapłańskiej. W Kościele powinien być celibat, córko Moja! Celibat, ma być w Kościele, bo serce podzielone nie jest już dla Jezusa!
Ja: Zdumiona i przejęta tą rozmową pytam sama siebie. Czy to nie jest snem? Zdaje mi się, że śniłam te słowa. Czy śniłam naprawdę?
GŁOS BOŻY: Nie! To nie sen! Nie śniłaś. Podobnie mówili Moi najwięksi święci po otrzymaniu fenomenów mistycznych. Jesteś narzędziem, a narzędzie nie działa nigdy samo, tylko według woli Tego, kto je używa.
GŁOS BOŻY: *31.10.1968] Zacznij od dziś uważać za swych braci duchowych, wszystkich kapłanów świata całego, by dopomóc im w zachowaniu czystości.
Ja: Uczułam w tej chwili powstające we mnie nowe powołanie i czuję się jakby poza Zgromadzeniem, w samym sercu Kościoła.
Jezus mówił dalej: Obejmij wszystkich kapłanów świata całego. Ekumenizm. Cierp za nich, módl się, ofiaruj! Owoc wybrany został odłożony na stronę, by służyć na stole biesiadników! Ofiara ta jest Mi przyjemna i miła.
Ja: Ujrzałam wtedy w umyśle moim i jakby w widzeniu rajskim, jak przechodzili przede mną liczni kapłani w różnej odzieży, ze wszystkich ras, a każdy miał lilię w ręku. Byli oni ze wszystkich narodów i różnych zakonów: Franciszkanów, Kapucynów, Redemptorystów i innych. O mój Boże! Cierpieć w ten sposób jest radością, umrzeć zyskiem!
GŁOS BOŻY: Córko Moja polecam ci żywych i umarłych w Mojej winnicy wybranych!
Ja: Zaczynam od dzisiaj to moje nowe zaofiarowanie się i mówię przy Mszy świętej „Dziewico Niepokalana, przyjmij pod Twój płaszcz wszystkie dusze kapłanów świata całego, by były czystymi liliami dla Jezusa”
GŁOS BOŻY: [6.11.1968] Policz, jeśli możesz, wszystkie dusze w Mojej winnicy wybranej, czy widzisz to mnóstwo? Nie ma większej miłości nad oddanie własnego życia za tych, których się kocha! Życie za życie! Za miłość płaci się miłością! Bo twoje wzdychania musiały być wysłuchane. Nie pozostaje nic innego, jak kochać i cierpieć. Kochaj, więc wszystkie dusze Moich kapłanów, jak Ja je kocham. Przedwieczny Kapłanie i Pośredniku Ojca, trwaj w mojej miłości.
GŁOS BOŻY: [na.
10.11.1968] Chciałbym być przedstawiony obecnemu światu, jak Józef otwierający ludziom spichlerze Faraona i rozdzielający obficie pszenicę, by już nie było głodu na ziemi. Jest to zawarcie przymierza, jak ci powiedziałem, które poprzez ciebie chce odnowić ze wszystkimi ludźmi i dać je poznać. Chciałbym jeszcze być przedstawiony, jako Ojciec marnotrawnego syna. Zestarzawszy się z tęsknoty za synem, wygląda, co wieczór z ganku, czy nie ujrzy iskierki nadziei na jego powrót. Jestem zawsze pośród was, w powietrzu, którym oddychacie, w wodzie, którą pijecie i w chlebie, który spożywacie. Jestem w wielkim dziele stworzenia, które nigdy nie ustaje. Jestem pośrodku was, żywy, prawdziwy, rzeczywisty, z wieczystą Ofiarą Krzyżową w Eucharystii. Chcę, by świat wiedział najprędzej, że Bóg jest niezmienny. Nie zmienia się nigdy, ani się nie umniejsza Jego wiekuista Miłość ku ludziom.
Chcę, by świat wiedział, że nie kładę granic Memu przebaczeniu, i że nigdy nie zapytam syna marnotrawnego, w jaki sposób roztrwonił Moje dziedzictwo, ani zażądam od niego rachunku z jego występków. Chcę dostosować nowe Miłosierdzie do tego nowego pokolenia. Ludzie zwabieni dobrami materialnymi, oddalili się daleko ode Mnie, który jestem Królem zawsze przejrzystym i wszelkiego prawdziwego dobra. Ale zdobywszy takie doświadczenia niechże powrócą do Domu Ojcowskiego, bo godzina jest już pó
ź
na. Ileż jeszcze czasu będę oczekiwał na tych swoich synów? Uczta gotowa, przygotowana szata i pierścień.
GŁOS BOŻY: Pragnę, by zaczęto studiować w świetle prawdy teologicznej każde słowo Rękopisu. Dam ci znaki niezawodne, którym nikt nie będzie sprzeciwiał się. Niech się tym studiowaniem zajmą najbardziej uczeni.
Ja: Panie, co ja tu uczynię, skoro żeś mnie nakazał ukrycie i milczenie?
N.M.P.: „„Wszystkim pokieruje Duch Święty, który porusza wszechświat stworzonyi świat dusz”,, Gdy złożyłam Bogu ślub dziewictwa, ukazał mi się Anioł i oznajmił, że mam zostać Matką. U Boga nie ma nic niemożliwego. Powinnaś temu uwierzyć.
GŁOS BOŻY: Pisz, dziś jest dzień łaski! Napisz przynajmniej to. Wybieram rzeczy najmniejsze i wzgardzone przez świat, by zadziwić wielkich tego świata. – Później znów Jezus zaczął mówić: – Im bardziej narzędzie wydaje się nieodpowiednie (później Jezus zmienił ten wyraz i kazał napisać „nieadekwatne”, bo tak będzie poprawnie) – do pracy, tym zręczniej Ja nim poruszam. Wszystko posłuży wykonaniu zamiarów Mojej Miłości.
GŁOS BOŻY: [26.11.1968] Porzuć wszystko, co stworzone, uformuj w swym sercu celkę ukrytą skryj się tam i myśl o Mnie Samym. Po zapowiedzeniu Matka Moja i Apostołowie zebrali się na modlitwie. Czyń podobnie, Bóg przemawia zawsze do ludzi w ten czy inny sposób, ale ludzie nie umieją uchwycić Głosu Bożego.
„Rękopis nie jest powieścią miłosną, lecz przywołaniem wszystkich, którzy go będą czytali, aby patrzyli prosto w Oblicze Chrystusa.”
Nie zwracaj uwagi na swoją nicość, kontempluj raczej Moją wielkość.

Ja: [8.12.1968] Kto wie jak będą przyjęte te słowa z Rękopisu, z powodu rozpowszechniania się ateizmu i materializmu obecnego. GŁOS BOŻY: Rękopis będzie przyjęty, jak promień światła i jak bicie Mojego Serca. Będzie wolny od krytyk i komentarzy, będzie jakby nowym Objawieniem Mojej niezmiennej Miłości ku ludziom, jakby wezwaniem do wszystkich, by chcieli powrócić do Mego Serca, tęskniącego za miłością. Pisz to wszystko, córko droga, pisz! Jest to nowa obietnica, jaką ci dziś czynię w święto Mej Matki Niepokalanej.
GŁOS BOŻY: [9.12.1968] Weź na siebie Moje jarzmo, czyli winy dusz kapłańskich. Pomóż Mi je dźwigać! Getsemani i na Kalwarii, wtedy i aż do skończenia wieków, ciężarem Moim była i będzie cała ludzkość. Tobie dam tylko małą część, dusze kapłanów. Tyś sama tego chciała i ta ofiara twoja napełnia wielką radością Moje Serce. Nie żądałem tego nigdy od ciebie, bo szanuję zawsze wolną wolę daną ludziom. Bierz ciężar i wstępuj razem na Golgotę. Musimy zostać otoczeni ciemnościami, jeśli chcemy by oni ,kapłani- byli światłem dla świata. Musimy cierpieć głód i pragnienie, jeśli chcemy by oni obfitowali. I wreszcie musimy umrzeć, jeśli chcemy, by oni żyli i byli przyobleczeni w biel czystości, musimy zgodzić się, by nas otoczono błotem i wzgardą. Wejdźmy razem na tę górę. Sama tego nie potrafisz, jesteś zbyt słaba, ale Ja ci podam rękę. Zawsze tak postępowałem z duszami ofiarnymi, biorąc je na ręce, jak matka niosąca swe dzieci. Jednak trzeba, by oni ,kapłani- wiedzieli, żeśmy razem cierpieli, za nich.

GŁOS BOŻY: [13.12.1968] Zbieraj najmniejsze słomki, bo one potem przemienia się w złoto i ofiaruj je w tych wielkich intencjach, bo życie składa się z małych rzeczy. A z maleńkich rzeczy Ja czynię wielkie, a im są mniejsze, tym większymi je czynię.
GŁOS BOŻY: Nie przejmuj się zbyt Rękopisem, bo wszystko stanie się samo.
Ja: Ale czyż nie potrzeba osądu innych, jak to było na początku żądane?
GŁOS BOŻY: To jest potrzebne. Nie z braku zaufania do tych dwóch Ojców, którzy uznali wiarygodność Rękopisu, ale dla ich pociechy i potwierdzenia.
GŁOS BOŻY: [24.12.1968] Daj klucz do twego serca Ojcu. Opowiadaj mu o Moich zamiłowaniach, o wszystkim, co dokonałem w tobie. Serce kapłana musi wzbogacać się w takie doświadczenia. Potem przez Sakrament Pokuty będzie rozdzielał pełnymi rękami ziarno zgłodniałym, pamiętając o Nowym Miłosierdziu, jakie chcę zastosować do tego nowego pokolenia.
Ja: Czuję się związana z obecnym Papieżem wielkim, głębokim uczuciem. Wiem, że cierpi bardzo. Modlę się i ofiaruję za Papieża. Czy jesteś zadowolony o Jezu? W dzień Bożego Narodzenia [25.12.1968], siedząc przed telewizorem, w oczekiwaniu ujrzenia Papieża, udzielającego błogosławieństwa „Urbi et Orbi”, miastu i światu, usłyszałam Głos.
GŁOS BOŻY: Oznajmij ludziom córko Moja, pokuj i radość. Przygotowuje się nowe świat, odnowiony w Miłości i przez Moje Wielkie Miłosierdzie. O koło 15-tej powiedział znowu: -Jakiejże wiary potrzebowała Moja Matka, by uznać w tym różowym kłębuszku ledwo Narodzonego Niemowlęcia swego Boga i swego prawdziwego Syna!
Ja: Ku memu zdziwieniu i podziwie wobec takiej poufałości Boskiej, usłyszałam takie słowa Jezusa:
GŁOS BOŻY: Na próżno teologowie starać się będą pojąć niektóre fenomeny mistyczne. Któż Mi przeszkodzi odnosić się poufnie do Mych stworzeń? Skoro one przyjmują Moją zażyłość, obchodzę się z nimi jak chcę i podobam sobie w nich.
W tyglu miłości, miłość cię pogrąża! Mędrcy szli za swoją gwiazdą i nie zbłądzili. – A każda dusza ma swoją gwiazdę. Błogosławione są te, które idą za swoją gwiazdą i dają się rozświetlić temu światłu.

ROZMOWY NIEBIAŃSKIE — ROK 1969
Ja: [1.01 i 2.01. 1969+ Przed telewizorem słucham przemowy Ojca św. O pokoju, gdy nagle przemówił Jezus: „ Jesteśmy u początku świtu nowego Zmartwychwstania. (Potem dodał) –Mobilizujcie siły Kościoła” Chciałam prosić o wytłumaczenie tych słów, ale Jezus powiedział: „ To, czego ty nie rozumiesz, zrozumie Ojciec Święty.” Wyciągając rocznych patronów, dostałam w udziale Maryję Matkę Kościoła. Ogromnie się tym ucieszyłam.
N.M.P.: Powiedziała mi w nocy: „Córko Moja, gdy kusiciel będzie chciał cię dręczyć niepokojem, powiesz, że Maria, Matka Kościoła opiekuje się tobą. Będziesz Mnie odtąd nazywała tą nową nazwą, bo oddałaś się cała Kościołowi. Papież Paweł VI dodał ten diament do Mojej korony. Brakowało Mi go i jestem mu za to wdzięczna”.
GŁOS BOŻY: Kąkol wyrósł w ogrodach Kościoła, lecz teraz, gdy pszenica podrosła, nadeszła pora wyrwania zielska. To nieprzyjaciel posiał w nocy ten kąkol na Moich polach. Lecz świat obudzi się powoli!
Ja: Panie, a te wszystkie kary, o których mówiłeś w Rękopisie, czy przyjdą na ten nasz biedny i grzeszny świat?
- Jezus odpowiedział mi na to po łacinie, a potem po włosku:
GŁOS BOŻY: „ Apud Deum misericordia et copisa redemptie!” U Boga jest Miłosierdzie i obfite wybawienie! Moje Odkupienie mogło wystarczyć do zbawienia tysiąca takich światów jak ziemia. Córko Moja, Ja jestem Miłosierdziem za życia i przy śmierci. Jestem Ojcem kochającym dla tych, którzy Mnie miłują i sędzią surowym dla odmawiających Mi miłości swego serca. Myśl tylko o Mnie. Powinnaś się zajmować rzeczami Ojca Mego, który jest w niebiosach. A ukaże ci Moją potęgę i Kim jest Ten, Który cię prowadzi. Nędza twoja jest wielka, ale Moje Miłosierdzie jest nieskończone.
GŁOS BOŻY: [7.01.1969]Wschodzi nad światem jutrzenka, jest to wschód nowego dnia! GŁOS BOŻY: [16.01.1969] Nie wysłuchuj nigdy ani słowa przeciw twemu Papieżowi, choćby nawet od twoich bliskich, bo Ja miłuję go, „miłością najszczególniejszą” (po raz trzeci Pan mi to powtarza). Jest on ofiarą czystą za pokój świata. Jest Pośrednikiem powszechnym, razem ze Mną, między Bogiem a ludźmi.
Ja: [31.01.1969] Co mam uczynić Panie, by odpowiedzieć na Twe niezliczone dary?
GŁOS BOŻY: Kochaj Mnie zawsze więcej i wciąż lepiej! Patrz tylko na Mnie! Słuchaj tylko Mnie! Służ tylko Mnie! Pocieszaj Mnie w trudnościach i podzielaj je ze Mną!
GŁOS BOŻY: *19.02.1969] Tak, jak z otwartej skały wypływa szybkie źródło wody zawsze przejrzystej i świeżej, tak z Mego Serca zawsze otwartego, wypływa Miłość ku ludziom.
Ja: [20.02.1969] Jezus wzywa mnie do złożenia Mu ofiary; „Będziesz odmawiała złożoną Mi ofiarę pobłogosławioną przez Ojca, przy każdym uderzeniu twego serca i za każdym twym oddechem”.
OFIAROWANIE:
Jezu, Oblubieńcze umiłowany, Tobie i razem z Tobą, oddaję się w dobrowolnej Ofierze Ojcu Niebieskiemu w intencji odnowy życia zakonnego i dla wzbudzenia Kościołowi kapłanów czystych i świętych. Przyjmuję, więc wszystko, co Ty Wielki i Najwyższy Boże w twej nieskończonej dobroci i Miłosierdziu, dla zbawienia wiecznego tych dusz uznasz za sprawiedliwe i konieczne zesłać mi doświadczenia — cierpienia fizyczne i moralne, opierając się nie na mojej ułomności ludzkiej, lecz na wiecznej potędze Twej Miłości ku nam. Niech to ofiarowanie się dochodzi do Ciebie, o mój Boże jeszcze częściej, niż uderzenie mego serca, poprzez gorejące ognisko miłości Niepokalanego Serca Marii, Matki Kościoła. A jeśli pokój świata zależy od świętości Kościoła, udziel mi przez zasługi Twej okrutnej Męki i śmierci na Krzyżu, by wszystkie dusze kapłańskie i zakonne były przyodziane czystością i świętością.
Ja: [27.02.1969] Zapytałam Jezusa, jaki tytuł ma mieć Rękopis i zaraz mi odpowiedział: „ Tytuł ma być taki: Jezus mówi do duszy. A potem Ojciec napisze pod nim jak zechce”
Piszę, więc do Ojca, ale obawiam się, że się omyliłam. A Jezus na to: „Czyż omyliłaś się, kiedy dotąd? Dlaczego więc miałabyś omylić się teraz? Ani ty, ani Ojciec nie omyliliście się nigdy!” I powtórzył: „Ma być: Jezus mówi do duszy” To jest tytuł, a potem Ojciec doda, co zechce.
Ja: [28.02.1969] Ujrzałam w nocy przepiękny Krucyfiks. Prawa ręka wolna od gwoździa trzymała pismo. Zapytałam, co to ma znaczyć i usłyszałam: „Rękopis jest w Mych Rękach, bo to jest Moje dzieło”.
GŁOS BOŻY: [6.03.1969] Moje Słowa są Boskim Posłannictwem, zapowiedzią radości, wesela, pokoju i zgody miedzy ludźmi. Dojdzie się do tego najpierw po wielkiej odnowie zniesionej przez ludzkość. Bo po Wielkim Piątku powstała chwalebna Niedziela Zmartwychwstania. Jeśli dotąd nie zniszczyłem świata to znaczy, że chce go odnowić. Stare drzewa potrzebują obcinania i oczyszczenia, by mogły wydać znowu nowe pędy. Stare zaś gałęzie i suche liście zostają spalone. Trzeba oddzielić kozły od jagniąt, aby jagnięta znalazły przygotowane obfite pastwiska, gdzie będą mogły swobodnie się paść i znajdą zawsze przejrzyste źródła wód zbawienia. Moja zbawcza Krew ożywi bezpłodne odłogi pustynne dusz. Krew ta będzie zawsze zraszać ziemie, dopóki pozostanie na niej, choć jeden człowiek do zbawienia. Córko umiłowana! Umarłem przecież na Krzyżu wśród tysięcznych mąk nie po to, by zaludnić duszami piekło, leczby napełnić wybranymi Niebo!
GŁOS BOŻY: „Obiecuję ci wielkie łaski dla tych, którzy przyczynią się w jakiś sposób do rozpowszechnienia Mego Posłannictwa Miłości”
Ja: *9.3.1969+ Daję dzisiaj taki tytuł: „Jezus przemawia do dusz”. A zaraz potem Ojciec dodał: „Niebiańskie Posłannictwo Miłości”.
GŁOS BOŻY: [15.03.1969] Wierz Mi naprawdę, córko Moja, że Ja potrzebuję Miłości tak jak zgłodniały potrzebuje chleba i jak spragniony potrzebuję wody, tak Ja potrzebuję Miłości.
GŁOS BOŻY: [19.03.1969] Obecny świat odnawia Moją Mękę. Ale nawet wtedy, gdyby wszyscy Moi kapłani opuścili Mnie, jak opuścili Mnie uczniowie i został przy Mnie tylko jeden z nich, bo na Golgocie zostałem tylko z samym Janem, Ja jednak odnowię świat.
GŁOS BOŻY: [3.04.1969] Pozwolę, by łódź Piotrowa zatonęła, lecz potem wyprowadzę ją w bezpieczne miejsce całą.
GŁOS BOŻY: [Wielkanoc, 6.04.1969] Teologowie i doktorzy prawa badają księgi, by odnajdować w nich prawdy odwieczne. Lecz Miłość nie znajduje się na stronnicach ksiąg, ani też Wiara! Stracili oni Miłość, a z nią również i Wiarę. A teraz jak dawni doktorowie Jerozolimscy, starają się przekonać lud.
Tajemnice należy przyjąć, jako taki i jako takimi żyć. Wiara jest darem Bożym, trzeba ją rozwijać i dać jej wzrost razem z miłością. Teolog szuka na stronicach ksiąg miłości, lecz dusza mistyczna Moja oblubienica, znajduje ją w swym sercu tak, jak gwoździe były wbite w Moje Ciało. Odnowa będzie jakby nowym stworzeniem i wtedy wielu uwierzy we Mnie.
Z takiego zła wyprowadzę tyle dobra. Teraz jęczycie jak rodząca. Płacze i smuci się cały Kościół, Papież, Lud Boży wobec takiej żałoby, takiego nieporządku ciążącego nad ludzkością. Lecz gdy się narodzi nowy człowiek, kiedy świat odnowi się w boleści i cierpieniu, wtedy wasz płacz zamieni się w wielką radość. Będzie to nowy dzień nowa epoka, która zmieni nienawiść w miłość, a ludzie staną się naprawdę braćmi między sobą w Imię Moje. Słowa Bożego nie zagłusza się, ani zamilcza, bo Słowo Jego jest wieczne, jak wieczną jest Jego Istota. Nie zmieniłem się w niczym! Jestem Miłosierdziem! Przebaczeniem i Miłością. Dobry Pasterz czuwa nad swoją trzodą, a owieczki słuchają Jego Głosu i będzie jedna owczarnia pod jednym Pasterzem. Czas się nie liczy, liczy się tylko wieczność. Gdy wszystko wyda się stracone, wtedy wszystko będzie zyskane.
Nie bój się mała trzódko. Jestem twym Odkupicielem i Zbawicielem.

GŁOS BOŻY: [7.04.1969] Tak, jak Apostołowie stali się posłańcami Dobrej Nowiny, wycierpiawszy wpierw wiele dla Mnie, tak to pokolenie, które cierpi i jest udręczone, stanie się płodnym nasieniem nowego życia, jakie przygotowuje się dla świata.
GŁOS BOŻY: [17.04.1969] Noście ciężary jedni drugich. Córko Moja, zarzuć zasłonę współczującą twych łez, na cierpienia dręczące Kościół w danej chwili, a spowodowane odstępstwem dusz Bogu poświęconych. Wylej na Moje Stopy olejek twych modlitw, za przykładem Magdaleny, by wiele grzechów zostało odpuszczonych. Pokusy przeciw cnocie czystości są zawsze najsilniejsze i bez szczególnej łaski i wielkiego czuwania, trudno jest duszy ostać się. Oto, dlaczego spowiednicy powinni być miłosierni z takimi duszami i pomóc im wszelkimi sposobami do powstania, zwłaszcza trzeba wzbudzić wszelką ufność ku Mnie, Który mogę i chcę dopuścić wszystkich do Mej uczty niebiańskiej.
Ja: [Zesłanie Duch Świętego, 25.05.1969] O, Jezu wzbudź Przewodnika, któryby zawiódł Twój lud do ziemi obiecanej. A Jezus mi odpowiedział: GŁOS BOŻY: „Moim Przewodnikiem jest Paweł VI, apostoł narodów. Gdybyż to słuchano jego słów. Ześlę Ducha Świętego, by odnowić oblicze ziemi i stanie się to jakby drugie Zesłanie. Czyś widziała Me Serce i jak jego promienie dotykają ziemi? A więc – Tak będzie! Z Mego Serca wyjdzie wielkie światło, by oświecić wszystkie ludy siedzące w ciemności grzechu i śmierci.
GŁOS BOŻY: [27.05.1969] Nie ukrywaj niczego, co ci mówię, bo wszystko jest ku pożytkowi całej ludzkości. To, co ci mówię, poufnie powtarzaj to jawnie, a co ci szepcę na ucho głoś na dachach.
Ja: [1.08.1969] – Siedzę przed telewizorem. Papież jest w Afryce i tłum wita go z umiłowaniem. – A Jezus mówi: „Kościół tryumfuje! Oto nowy zasiew. To znaczy mobilizować – wszystkie siły Kościoła!”
GŁOS BOŻY: [16.08.1969+ Nie powinnaś odmawiać Zdrowaś wtedy, gdy Duch przemawia do ciebie. Jak szmer wiatru wśród jodeł, tak wieje ten łagodny wietrzyk, niosący ludziom Słowo Boże. Tchnie On łagodnie, by ożywić, ogrzewać i zapalać serce człowieka. Duch porusza i ożywia i daje życie każdej istocie istniejącej. Słuchaj zawsze Jego tchnienia.
GŁOS BOŻY: [8.09.1969] Jeśli nie wypada pragnąć objawień Bożych, gdy są one udzielane, to jednak trzeba je zawsze przekazywać.
Ja: [23.09.1969] Mój Boże! Czy ja potrafię się zbawić? Bo Kimże Jesteś Ty, mój Boże, a kim jestem ja?
GŁOS BOŻY: To jest prawdziwe światło, które oświeca. Nie można zaprzeczyć takiemu światłu, bo skoro żądano od ciebie wielkich rzeczy, powinnaś zaraz zaświadczyć tym sposobem, że Autorem tej książeczki Jestem Ja. Takie poznanie własnego Ja nikt nie może ci dać, ani książki, ani teologowie, lecz tylko Ten, Który powiedział: „Niech się stanie światłość i stała się”
Takie poznanie jest kontemplacją wlaną. Kontemplacja wlana to ten promień światła Bożego, który przenika duszę. Daje jej ujrzeć i poznać przez chwilę Boga takim, jaki On jest.

GŁOS BOŻY: [25.09.1969] Noc – Głos wołającego na pustyni, prostujcie drogi Pańskie……
Ja: Zapytałam- Panie, do kogo stosują się te słowa? – odpowiedział mi: „Do Rękopisu”.

Ja: [19.10.1969] Medytacja. – Rozważałam te słowa, ale nie umiałam dostosować ich do Rękopisu. Wróciłam potem do kaplicy na dalszą medytację. I znowu Głos dał się słyszeć i powtórzył:
GŁOS BOŻY: „Głos wołającego na pustyni, prostujcie drogę Pańską!”- Rękopis jest gotowy i Głos woła na zbiórkę. Posłannictwo zbawienia zostało powierzone pokornym i ubogim, bo oni zawsze Moimi uprzywilejowanymi. Nie jest on dla posiadających pieniądze i środki, podboje, lecz dla takich, którzy jak Ja na ziemi żyją w trudzie i ubóstwie. Pasterzom powierzyłem Posłannictwo głoszenia Dobrej Nowiny, a rybakom poleciłem założenie Kościoła.
Ja: (Zaczęła się Msza święta o godz.9-tej.) – Panie, czy mam zostać, czy też wyjść?
GŁOS BOŻY: Idź do celi, bo nie będziesz mogła słuchać jednocześnie dwóch głosów. Wróciłam wiec a Jezus mówił dalej: Przekaż Ojcu to, co ci mówię. Dobrze by było zakończyć Rękopis tym posłannictwem. Jest nie prawdą, że dzisiaj nie można już żyć w doskonałym ubóstwie, uległości i posłuszeństwie. Świat potrzebuje tego wielkiego i zdumiewającego przeciwieństwa. Nie dajcie się zwieść lub zasugerować przez złego ducha, który na wszelki sposób stara się zniszczyć w człowieku święte i Boże natchnienie, by oddalić go od dobra. Człowiek ubogi, pokorny i posłuszny jest mocą niezwyciężoną
Żyć w doskonałym ubóstwie w świecie szalejącym za przyjemnościami i luksusem, jest szaleństwem Krzyża, a szaleństwo Krzyża jest zawsze aktualne. Iść za Chrystusem Ukrzyżowanym jest odpowiedni na wszystkie czasy i na każdy dzieło.

Tylu jest fanatyków, którzy dla potwierdzenia swej idei umierają w prostocie głodząc się lub spalając. Tylko Chrystus nie znajduje teraz na świecie fanatyków, lub prawdziwych miłośników Swej Nauki i Swego Krzyża.
GŁOS BOŻY: [25.12.1969] Gdy obejmę w posiadanie, jaką duszę, poruszam nią we wszystkich kierunkach tak, jak każe wiać wiatrowi lub wstrząsam wodami morza. Wtedy taka dusza bezwiednie porusza się, mówi i działa, to Ja ją prowadzę. Wykonuje ona we wszystkim Moja Wolę, ponieważ Moc Miłości zlała razem nasze wole i wola słabszego ulega silniejszej Woli. Ty Boże, Jesteś Mocą Moją! Pamiętaj! Nigdy żadna modlitwa czy łza w intencji jakiejś duszy nie będzie odrzucona prze ze Mnie.
Jestem Dobrym Pasterzem, który zbiera dookoła siebie całą swą trzodę.

ROZMOWY NIEBIAŃSKIE — ROK 1970
CZĘŚĆ PIERWSZA
GŁOS BOŻY: [1.01.1970] Zbyt zwlekacie z daniem poznania światu Mego Miłosierdzia, Mego Posłannictwa, Miłości i Przebaczenia. „ Wszystko stanie się samo!”(Kilka razy powtarzał to, wszystko stanie się samo!)
Ja: Co robić, by szerzyć Twe Posłannictwo, o Jezu? GŁOS BOŻY: Zacznijcie od nielicznych egzemplarzy.. Lecz nie trzymajcie zamkniętego w szufladzie, „Mego Posłannictwa Miłości i Przebaczenia”. Mówcie…Działajcie… Mógłbym rozesłać Moje Posłannictwo aż do najdalszych krańców ziemi i Aniołowie Moi byliby posłańcami, lecz Ja chcę waszego współudziału!
GŁOS BOŻY: [6.01.1970+ Zażyłość z Bogiem! Do Moich Aniołów i do wybranych przemawiam bez słów, lecz by rozmawiać z synami ludzkimi, Słowo stało się Ciałem!
Ja: [11.1.1970] Przygotowuję „Pójdź ze Mną”, które potem będzie poprawione, bo Jezus Sam powie mi:, co mam „usunąć”, a co „dodać”. Teraz mówi: GŁOS BOŻY: Wielu kapłanów, czytając te stronnice, uderzy się w piersi i powiedzą za Longinem: „Naprawdę, Ten jest Synem Bożym”. Okażę ci Moc Moją i ujrzysz całe tłumy spragnionych pokoju i miłości jak zasiądą przy studni Jakubowej, prosząc o tę wodę, która wytryska na żywot wieczny. „Daj Mi duszę, wszystko inne zabierz”!
GŁOS BOŻY: [24.01.1970+ Duch Mój tchnie na cztery strony świata! Przywołam do Siebie wszystkie narody!
GŁOS BOŻY: [4.02.1970+ Nadeszła godzina „Pójdź ze Mną”. Nadeszła pora rozszerzać je! Wystarczy na razie 50 egzemplarzy, reszta stanie się samo. „Pójdź ze Mną” poprze słowa Papieża o celibacie kapłańskim. Jest pora narodzin „Pójdź ze Mną”.
GŁOS BOŻY: [14.02.1970+ Ciało Mistyczne Chrystusa musi być uratowane. Chcę „oczyścić” Mój Kościół i odnowić tę umiłowaną Oblubienicę Mego Serca! Chcę by wszyscy kapłani przywdzieli białą szatę godową. Ludzie żonaci niech nadal uświęcają się w świecie w swych małżeńskich warunkach, bo jeśli brak kapłanów w niektórych częściach świata, to Ja potrafię wzbudzić prawdziwych miłośników ubogiego Chrystusa i Niepokalanej Dziewicy!
Tym liczniejsze będą powołania kapłańskie, im dokładniejsze będzie to oczyszczenie.
Bowiem młodzież chce żyć życiem autentycznym. Uważam za brak zaufania do Mnie tę potrzebę, odczuwaną przez niektórych połączenia razem życia kapłańskiego z małżeńskim. „NIE MOŻNA DWÓM PANOM SŁUŻYĆ”

GŁOS BOŻY: Powiedziałem ci wczoraj, że chce oczyścić Mój Kościół, usunąć z jego oblicza wszelka zmarszczkę, by nabrał swej pierwotnej mocy i młodości.
N.M.P.: [[2200..0022..11997700]] Ster barki Piotrowej jest w Moich Rękach, bo jestem Maryją, Matka Kościoła i do Mnie należy troszczyć się o trzodę Mego Umiłowanego Syna.
Ja: [2.03.1970] Już od wczoraj rozpoczęłam nowe przygotowanie” Pójdź ze Mną”, tak jak Jezus chce mieć je. Pisząc, modlę się bardzo, by wiedzieć, czy naprawdę nadeszła godzina wydania.. bo czuję tyle leku i tyle… zawstydzenia! I oto pocieszył mnie w tym strapieniu najsłodszy Głos Jezusa mówiący do mnie…
GŁOS BOŻY: Pytasz się Mnie z naleganiem, czy nadeszła pora wydania „ Pójdź ze Mną”
„OTÓŻ NADESZŁA PORA, BY Z MEGO SERCA WYLAŁ SIĘ
BARDZIEJ GWAŁTOWNIE NIŻ WYBUCH KASKAD NIAGARY
NA WSZYSTKIE DUSZE POTOK MOICH ŁASK.
NIE MOGĘ JUŻ POWSTRZYMAĆ SIĘ OD DAWANIA, BO
LUDZIE SĄ SPRAGNIENI MIŁOŚCI I PRZEBACZENIA!”

GŁOS BOŻY: [5.03.1970] Żądam jak największego rozpowszechnienia „ Pójdź ze Mną
GŁOS BOŻY: *7.03.1970 Podczas Drogi Krzyżowej+ Zadałaś gwałt Memu Sercu, gołąbko Moja! Czyż mogę odrzucić twe ofiarowanie się za dusze kapłańskie i twoje pragnienie dusz? A „Pójdź ze Mną” będzie to nagroda za twe ofiarowanie się! Wiele dusz podda się Mojej Miłości. Będzie to nowa umowa, nowe przymierze, nowe kapłaństwo!
GŁOS BOŻY: [9.03.1970+ Jakiż o dar uczyniłem ci? A tymczasem okrywam cię Mymi skrzydłami. A jeśliś cierpiała dla twego Boga fizycznie i moralnie, to czy wiesz, dlaczego? Nie jest rzeczą łatwą mieć do czynienia z pewnymi teologami, którzy wszystko przetrząsają i chcą odkryć znaki niebieskie.
Ja: [11.03.1970] „Pójdź ze Mną” zakończyłam. Kiedy mam je oddać?
GŁOS BOŻY: Jak najprędzej, córko Moja.
Na tym się kończy 1-sze wydanie „Pójdź ze Mną”. To, co następuje było dołączone do 3-go wydania.
CZĘŚD DRUGA
Ja: [12.03.1970] Dziś rano wręczyłam „Pójdź ze Mną” Ojcu. Wczoraj była niepogoda i nie mogłam wyjść, lecz Jezus powiedział mi: „Jutro będzie ładna pogoda”. I rzeczywiście, gdy wstałam rano i podeszłam do okna, Jezus powiedział mi: „Widzisz? Słońce świeci”. – Zeszłam do kaplicy i z Krucyfiksu (fresk po prawej stronie ołtarza) spłynęły na mnie fale prześlicznej woni, jaką już znam, a potem z okna w autobusie. To znak, że Jezus jest zadowolony. Położyłam się wczoraj wieczorem późno, bo kończyłam Rękopis, lecz zaledwie zgasiłam światło, ujrzałam przed swymi oczami związaną wiązkę wspaniałych białych lilii z zielonymi liśćmi. Światło było zgaszone, ale ja nie spałam. Te lilie były nieopisanej piękności.
Dziś samo wspomnienie tego napełnia mnie radością. Wreszcie znikły, by jeszcze raz ukazać się przed mym zachwyconym wzrokiem. A potem, wiązanka innych kwiatów nieznanych. Były również przepiękne, koloru żółto złocistego i pobłyskiwały. O, czyżby to były kwiaty z grządek niebiańskich? Powiedziałam sobie i zaraz usnęłam głębokim snem.
Wspólnie z Ojcem obraliśmy piękną lilię na okładkę do książki, jako symbol czystości, jakiej Jezus pragnie dla duszy Jemu poświęconej.
N. M. P.: [[ 1144..0033..11997700]] Córko Moja (powiedziała mi to w nocy) nie wiesz nawet, jakie cuda zamierza uczynić Jezus Swoim Posłannictwem Miłości! Jest zadowolony z niego, muszę ci dodać otuchy, córko Moja!
Ja: O mój Jezu! Coś chciał jeszcze uczynić ze mną?
GŁOS BOŻY: Tylko jedną rzecz….
Ja: Płakałam dziś bardzo, ale czuję tak głęboką i wielką radość, bo: „wiele dusz odda się Jego Miłości”. „Pójdź ze Mną” będzie wydane i przebiegnie drogi świata. Pójdzie blisko i daleko, jak Tchnienie Ducha Świętego, działającego łagodnie i spokojnie.
Ja: [15.03.1970] – O Jezu! Czy słyszysz mnie? – „Słucham zawsze Moich stworzeń”. O Jezu! Jakim jesteś? Tak bym chciała Cię ujrzeć! – Usłyszałam odpowiedź:
JESTEM PIĘKNOŚCIĄ NIESTWORZONĄ, DOBROCIĄ NIESKOŃCZONĄ, MIŁOSIERDZIEM BEZ GRANIC, PRZEBACZENIEM JESZCZE NIGDY TAK NIEZNANYM, MIŁOŚCIĄ NIEPOJĘTĄ DLA ŻADNEGO UMYSŁU LUDZKIEGO!
Ja: [17.03.1970] Jezu, gdzie jesteś? Chciałabym zawsze być z Tobą, zawsze! Lecz dlaczego przychodzisz do mnie, Jezu?
GŁOS BOŻY: Bo ty szukasz Mnie wytrwale, a temu kto mnie szuka, pozwalam się stale odnajdywać. Nie ukrywam się przed tymi, którzy obierają przebywanie ze Mną! Objawię ci tajemnice. Istotę Mego Bytu!
GŁOS BOŻY: Przyjmuj zwierzenia czynione ci, ale nie szukaj. Szukaj tylko tych, które ci czyni twój Bóg. Odkryję ci jeszcze inne tajemnice. Istotę Mego Bytu!
Ja: Pomyślałam sobie, że muszę starać się by dojść do prawdziwego zjednoczenia przemieniającego, lecz Pan Jezus zaraz mi powiedział: „Jesteśmy już złączeni węzłem nierozerwalnym, dzięki temu darowi, jaki ci uczyniłem.”
Ja: Ale cóż ja Ci dam w zamian, o Panie?!
GŁOS BOŻY: Twoja wierność i stałe zaufanie dla Moich Słów! To Mi wystarczy!
N. M. P.: Powiedziała mi, że Jezus zdziała cuda ta książką „ Pójdź ze Mną”..
Ja: [19.03.1970] – Zbudzona nagle z głębokiego snu słyszę:
GŁOS BOŻY: Tak, jak w rzece mulistej, która przybiera, wody pienią się i pienią wciąż więcej…. Tak było z grzechami wszystkich czasów.
Ja: Czuję, że Jezus przemawia z Ogrójca. Wielkie światło wewnętrzne oświeciło mnie. Zapisuję te słowa, modlę się krótko i wracam do łóżka, bo jest bardzo zimno. Biorę różaniec w rękę, by odmówić część bolesną, lecz Jezus mówi:
GŁOS BOŻY: Pozostań ze Mną, bo już nie mogę naprawdę więcej. Tylko by patrzeć na Mnie, kontemplować Mnie. Chcę ci odkryć inne tajemnice. Istotę Mego Bytu! (już trzeci raz mi to  powtarza) – Jako Bóg nie mogłem ani cierpieć, ani umrzeć, lecz jako człowiek niestety… Jakże drogą cenę muszę płacić za to, co chcę za wszelką cenę nabyć! Rzucono losy na Mnie! Zapłaci On cenę najwyższą!
Ja: Gdy skończyłam pisać te Słowa, Jezus dodał: „Teraz wracaj do łóżka, bo nie potrzebuję chorej, tylko zdrowej”! (to znaczy, że jest dla mnie jeszcze praca). Modliłam się długo współczując naszym smutnym czasom.
Ja: [20.03.1970] – Zaledwie zbudziłam się rano, odczytałam to, co napisałam o północy i prosiłam Pana o dar łez, bym mogła płakać razem z Nim.
GŁOS BOŻY: Nie jest o wcale konieczne! Chcę tylko odrzucenia grzechów (To znaczy, że trzeba tylko unikać grzechów). Potem przy Ofiarowaniu powiedział znowu: O TYM WSZYSTKIM, CO CI MÓWIĘ, CHCĘ BY WSZYSCY WIEDZIELI!…
Iluż to wątpliwościami i iluż sofizmatami obmurowuje się w swej drodze życiowej Mój Kościół, to moi kapłani chcą pozbyć się Prawdy i Wiary. Czy myślicie, że Moi kapłani mają czas, by rozmawiać ze Mną? Ja przychodzę do ciebie nie po to by poprawić twe wady, lecz dla wzajemnej miłości, by otworzyć przed tobą Me Serce, jak przed prawdziwą zakochaną, która żyje tylko dla swego Umiłowanego. Myśli tylko o Nim, szuka tylko Jego Miłości. Jego niepokoje i problemy, zajmują ją tylko. Przychodzę, jako przyjaciel do przyjaciółki, brat do siostry, oblubieniec do oblubienicy. Okazałem ci wiele zaufania, ale i ty Mi okazałaś. Trudno jest stworzeniu ludzkiemu uwierzyć w to wszystko, w coś ty w tym czasie wierzyła! O! Wiara! Do kogoż na ziemi zwrócić się po słowo pociechy? – To wszystko zasługuje na nagrodę i Ja, Bóg sprawiedliwy dam ci ją na pewno! Chcę ci ukazać Moje ludzki Serce w całej Jego czułości.

GŁOS BOŻY: [24.03.1970,Wielki Wtorek] Dzień ostateczny będzie wielkim dniem, w którym Miłość i Sprawiedliwość obejmą się w wiekuistej Miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego. Nikt nie będzie mógł powiedzieć, ze nie zaznał Miłosierdzia i Przebaczenia, bo właśnie w tym dniu pokaże się światu, jak bardzo Ojciec umiłował ludzi, aż do złożenia za nich w Ofierze Swego Umiłowanego Syna. – Przed końcem świata Ewangelia będzie głoszona wszystkiemu stworzeniu, tak, że nikt nie będzie mógł wymówić się nieświadomością.
Ja: [29.03.1970 Wielkanoc] – Spędziłam ten tydzień w niewymownych cierpieniach fizycznych i moralnych. Groziło mi zakażenie. Ale jak mogłam, ukrywałam w mojej wielkiej intencji, ale nawet Jezus był nieobecny i kazał się tak szukać i pożądać.. O mój Boże! Gdybyś mnie powiedział, jak Magdalenie „Mario” zawołałabym zaraz z niewymowną radością: „Mistrzu Umiłowany, to Ty? Powróciłeś nareszcie? ”Dziś Wielkanoc, dzień radości, a ja tak cierpię, ale nie tracę odwagi. Pod wieczór Jezus nie opierając się już szukającej Go miłości, powiedział: „Jakże lubię, gdy się Mnie tak szuka!”
Ja: [4.04.1970] – Cierpienia fizyczne i moralne. Wiem, że jestem przeczulona. Cierpię za jakąś duszę. Jezus wie o tym i mówi do mnie:
GŁOS BOŻY: Nie patrz na swe cierpienia, córko Moja, bo wielka będzie twa nagroda w Niebie. Wzrastaj w pokorze i w Miłości. Wszystko jest dobre dla tego, kto szczerze kocha Boga, a On umie wykorzystać Swoją chwałę każde cierpienie i każde ból zniesiony cierpliwie.
GŁOS BOŻY: [5.04.1970] Tak, jak ty oznajmiasz Mnie światu, tak i Ja ciebie oznajmię!
GŁOS BOŻY: [6.04.1970] Stworzyłem ciebie na Mój obraz i podobieństwo przez cierpienia, przeciwności i ból.
30

GŁOS BOŻY: [7.04.1970] Kiedy ci powiedziałem, że odbiłem na tobie Mój obraz, chciałem powiedzieć obraz Boga Miłości, ale nie obiecałem uwolnić cię od wszelkiej winy, wszelkiej wady, lecz że uczynię cię doskonałą w miłości? Tak! Dlatego nie obiecałem ci uczynić cię podobną aniołom na ziemi, lecz w niebie.
Ja: [11.04.1970] – Z powodu przykrości, jakie Ojciec miał z powodu „Pójdź ze Mną”, Jezus powiedział: „Baczność”! To godzina ciemności. Zazdrosny diabeł stara się przeszkodzić wydanie, lecz nie traćmy ufności. Jest rzeczą konieczną, by coś ludzkiego wmieszało się do rzeczy Boskich. Gdy byłem przybity do Krzyża, ileż to osób wierzyło we Mnie? Wszelkie dzieło Boże przechodzi przez Krzyż i sprzeciwy. Jest to Jego oznaką.
GŁOS BOŻY: [30.04.1970] Teologia chciałaby zamknąć Mnie w kole, lecz ja nie podlegam trwaniu czasu. (Mówiono właśnie, że objawienia trwają krótko. Jednak Jezus jest zadowolony pomimo przeszkód stojących). Jakże nędznie ludzie wyobrażają swego Boga i to nawet ci, którzy pędzą swe życie pochyleni nad książką. Ale Ja Jestem Panem Samego Siebie! Powstaną jeszcze liczne trudności i odmowy druk się będzie opóźniał. „ Lecz jest to dobrym znakiem”
Ja: [6.5.1970] – Jednak nic mnie nie pozbawia pokoju, trwam w ufności. Jeśli to jest Jego dzieło, bo to tak jest w rzeczy samej, to Pan potrafi doprowadzić je do wydania. I oto usłyszałam Głos; podczas, gdy myłam naczynia: – „Narzędzie służy póki jest potrzebne, a potem odkłada się je. Lecz artysta nie zapomni nigdy o swoim pędzelku, ani autor o swoim piórze”.
Ja: [22.05.1970] – Byłam przyjęta do kliniki na mały zabieg. Jestem sama i mogę modlić się długo i mówić wiele do Pana. O mój Jezu, dopomóż mi być taką, jaką chcesz mnie mieć, płomieniem miłości! – A Pan mi powiedział: „Powinnaś być łagodniejsza i współczuć siostrom dla ich win, bo nie wszystkim dałem dziesięć talentów”
GŁOS BOŻY: [30.07.1970] Słowa twe są pełne nadziei droga córko, boś uwierzyła we wszystko, co ci powiedział twój Bóg. Czyż Ja cię zawiodę? Nie było by to godne człowieka, a cóż dopiero Twego Jezusa! Wierz Mi nadal i ufaj, przekazując innym duszom tę nadzieję. Żyj w oczekiwaniu spełnienia się Moich obietnic. Życie twe niech będzie miłością.
Ja: [6.08.1970] – Niespodziewanie podczas błogosławieństwa Jezus powiedział: „Imprimatur przychodzi ku radości i pociesze Ojca” – Jak? Kiedy? Czy po mojej śmierci? Nic nie wiem.
GŁOS BOŻY: [8.08.1970] Nie żądaj niczego prócz miłości. Bo wielka jest Świętość Ojca Mego. Miłością przedwieczną umiłował cię, córko Moja i niczego innego nie żądam od ciebie prócz miłości. Od wieków umiłowałem cię. Umiej Mi oddać miłość za miłość.
Jestem Bóg zazdrosny i wymagający, doświadczam dusze, by przekonać, czy dają Mi szczere złoto, bo Ja im się oddaję cały.

Ja: [10.09.1970] – Mijają dni, nawet miesiące… Jakaż, jakaż oschłość! Jezus nazywa to zaćmieniem.
GŁOS BOŻY: Przecież słońce nie przestaje jaśnieć podczas zaćmienia. To tylko inne ciało niebieskie staje miedzy nim, a ziemią i zaciemniają jego widoczność. Są to zachmurzenia wiary.
GŁOS BOŻY: [2.10.1970] Ileż to razy zbliżałem się do ciebie z Moim Krzyżem, a tyś Mnie nie poznała?! Im bardziej dusza jest nędzna i grzeszna, tym większe ma prawo do Mego Miłosierdzia i Przebaczenia. Są to prawa nabyte przez syna marnotrawnego do uczty i szaty godowej.
ROZMOWY NIEBIAŃSKIE — ROK 1971
GŁOS BOŻY: [11.01.1971] Nadeszła godzina objawienia udręki Mego Serca!
GŁOS BOŻY: [14.01.1971] Nie odłączaj się ode Mnie! Trwajmy w poufnej rozmowie. Czuję potrzebę kochania cię. Czuje tę potrzebę, mówię ci Ja, Twój Bóg i Stwórca Wszechmocny, czuję potrzebę miłości oblubienicy. Może zapytasz Mnie zdumiona: „Jakże to?” Ale Ja potrzebuję miłości i to tak wiele…..Wiele! Potrzebuje tej całej miłości, jakiej Mi odmawiają, to też trzeba podwajać miłość. Któryż Bóg jest bliższy swemu stworzeniu ode Mnie? Dlaczego Mnie nigdy nie widzicie? Nie słyszycie? Nie zdajecie sobie sprawy z Mej obecności? Przechodzę w milczeniu pośród was, to prawda. Lecz w Mej obecności poruszyły się wody i wszystko pochłonęły. Poruszyły się niebiosa i zagrzmiał huragan, a wy nie zdajecie sobie sprawy, że to Ja przechodzę. Przechodzę szukając, prosząc, napominając, błagając. Przechodzę szukając miłości!
Ja: [4.06.1971] – Przeszło tyle miesięcy w zupełnym milczeniu. Jezus ukrył się i milczał. Cierpiałam bardzo przez cały czas, były to cierpienia fizyczne. A moralne przewyższały wiele tamte. Nagle dzisiaj, kiedy wcale o tym nie myślałam, Jezus rzekł: „Imprimatur upragnione przyjdzie za pośrednictwem P.V.G.”
Ja: [22.06.1971] – W sobotę 5.06.1971 roku; telefonuje do mnie Ojciec, bym zgadła wielką i piękną wiadomość. A ja zaraz mówię, że otrzymano Imprimatur za pośrednictwem P.V.G. Jestem szczęśliwa! Ale mam w sercu tyle goryczy, że nie daje mi to nawet zakosztować pełni tej wielkiej radości. Wypiłam z Jezusem kilka kropli z tego kielicha w Getsemani, kosztując niewdzięczności ludzkie… Ojciec zajmuje się drukiem i resztą. A Jezus mówi, by dać tytuł: „Pójdź ze Mną”.
Ja: [13.07.1971] – Jeszcze tyle doświadczeń fizycznych i moralnych, tyle tego, myślę, iż wkrótce przyjdzie Oblubieniec.
GŁOS BOŻY: Wybrałem cię na Moją głosicielkę, więc musiałem urobić twe serce według Mego Serca. A tak wielka różnica między Sercem twego Boga, a sercem ludzkim. Córko Moja! Czynił dobrze, a otrzymał w zamian tylko niewdzięczność! Córko Moja, kocham cię przecież. Wielka jest twoja gorycz, ale twe serce staje się podobniejsze do Mego.
Siostra: [14.07.1971] Słowa moje oraz Jezusa i twoja ofiara, wszystko to będzie wkrótce podane do ogólnego użytku. Jak to sobie wyobrażam? O, co za Łaska!
Ja: Opóźnienia niewytłumaczalne ze strony drukarni, długie oczekiwanie korekty. Korekta nadeszła poplamiona tam, gdzie Jezus mówi o ubóstwie *9.10.1969+ i wiele innych niestosowności daje jasno zrozumieć zazdrość szatana.
Wreszcie list Ojca, że wkrótce „Pójdź ze Mną” będzie w księgarni. Raduje się on na myśl, że wbrew tylu różnym krążącym posłannictwom, tu mówi się zawsze o Miłosierdziu, Dobroci i Przebaczeniu. Wkładam list do koperty i słyszę:
GŁOS BOŻY: I tak naprawdę będzie! Zwycięży Moje Miłosierdzie, bo ludzie nie pozostaną głusi na Moją Miłość! GŁOS BOŻY: [22.09.1971] Córko Moja! Twoje uczynki, choćby pozornie zdawały się nie udane, w rzeczywistości nie są takie, by były natchnione czystą intencją podobania się twemu Bogu. Jak oblubienica przystrojona klejnotami, tak się ukaże twa dusza w Obliczu swego Pana.
III.. POSŁANNICTWO Z NIEBA RADOŚCI W CIERPIENIU
OBJAŚNIENIA:
Siostra – oznacza głos zmarłej siostry
Ja – oznacza słowa samej autorki
N.M.P.- oznacza słowa Matki Najświętszej
GŁOS BOŻY – oznacza słowa Boskiego Mistrza
ROZMOWY SIOSTRY ZAKONNEJ Z DUSZĄ JEJ ZMARŁEJ SIOSTRY – ROK 1967
ROZMOWA MIĘDZY SIOSTRĄ ZAKONNĄ A DUSZĄ Z CZYŚCA WSTĘPUJĄCĄ DO NIEBA
Siostra: Kochaj swe powołanie.. O, gdybyś mnie zobaczyła!
Ja: Ale czy to ty?
Siostra: Tak, to, ja, ale nie możesz mnie zobaczyć, Jestem duszą błogosławioną.
Ja: Ziemia dała ci tyle cierpienia i cierni.
Siostra: Dziękujmy Panu za to, bo inaczej zbyt przywiązałabym się do przemijających rzeczy tego świata. Jestem teraz w miejscu rozkoszy!
Ja: A więc jesteś w niebie?
Siostra: Nie! Jeszcze nie. Ale się raduję, a cóż to będzie potem w niebie? Raduję się, bo cierpię i cierpię, a im więcej się raduję, tym więcej cierpię.
Ja: A sąd? Siostra: Właśnie! Miłosierdzie Boże jest jakby mamusia, która mówiła, pieszcząc swe dziecię: „Biedne maleństwo tyś nie zrobiła tego umyślnie”!
Ja: A nasze winy?
Siostra: Pan mówi do diabła: „ To twoje dzieło”! Wszystko polega na tym, by z całego serca należeć do Chrystusa przez całe życie.
(ROZMOWY OD 30.07. DO 7.08. 1967)
Siostra: Jestem bliżej Boga, niż ty jesteś siebie samej, bo żyję w Bogu. Chwalmy Pana! Jestem coraz bardziej szczęśliwa.!
Ja: Jesteś w Niebie? Siostra
Siostra: Nie! Ale mało mi już brakuje dzięki Mszom świętym Gregoriańskim.
Ja: Czy aż tak skuteczne są te Msze święte? Siostra: O, tak bardzo! Jedna Msza św. wystarczyłaby do wprowadzenia do nieba, lecz Pan rozdziela zasługi Najświętszej Ofiary według potrzeb Kościoła.
Siostra: [10.08.1967] Jaśnieję wieczną młodością.
Ja: [10.08.1967] Powiedz mi coś napotkała przy swym zgonie?
Siostra: Nieskończone Miłosierdzie, dwie ręce miłosne i Serce bijące Miłością!
(Obudziła mnie w nocy wołając…..)
Siostra: Dlaczego nie kochacie Boga? Ja umieram z miłości!
Ja: Czy wiele dusz pozostaje dłużej w czyścu pomimo tylu Mszy, świętych, które za nie odprawiają?
Siostra: Tak! Ale moja dusza skazana na krótko. Chciałabym wyniszczyć się z miłości!
Siostra: [11.08.1967] Nie obawiajcie się cierpienia, bo nie jest godne… nie jest godne… Takim jest dobro, które mnie oczekuje, że wszelki trud jest mi miłym! Będę z wami zawsze! Tak wielką łaskę czyni wam Bóg. O, gdybyś mnie ujrzała! Jestem jak kielich napełniony na ¾ pełen rozkoszy! Miał rację św. Paweł mówiąc, że oko ludzkie nie widziało i ucho ludzkie nie słyszało, co Bóg przygotował dla swoich wybranych. To prawda! A więc, coraz wyżej! Nie płacz nade mną, chyba z miłości i wdzięczności ku Bogu.
Siostra: [12.08.1967] – (Powiedziała o wschodzie) – Jestem błogosławiona! Jeszcze wyżej! Im bardziej się wznoszę, tym więcej zwiększa się moje męczeństwo miłości. Proś Matkę Najświętszą, która tyle uczyniła dla mnie, bym prędzej weszła do nieba.
Ja: [13.08.1967] Czy będziesz w niebie na 15-ego sierpnia?
Siostra: Przypuszczam, dam ci znad (odezwała się w nocy). Słucham twego tchnienia…. Jaśnieję jak gwiazda….. Ten pokoik to moje niebo. Mieszkam tu razem z tobą!
Ja: W tym pokoju niebo? Siostra: Tak, bo dusza w stanie łaski jest niebem dla Jezusa.
Siostra: [14.08.1967] – (Mówi o świcie) Jestem gwiazdą.
Ja: Nie śpię i widzę jak złoty punkt wzniósł się szybko ku niebu i zawisł na firmamencie.
Siostra: O, gdybyś wiedziała, jakie miejsce rozkoszy przygotował Pan dla tych, którzy Go kochają! Słusznie powiedział Apostoł, a ty powtarzaj to wszystko: Życie się zmieni….! Chwalmy Boga!
Ja: Jesteś już w niebie?
Siostra: Jestem pod drzwiami nieba…. Jeszcze mały krok. Czekamy na Królową!
Ja: [15.08.1967] – Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny – Jestem smutna, zaciska mi się w gardle i oczy mam pełne łez. Klęczę słuchając Mszy św. Jest godz. 10.00. Na „ Baranku Boży” wstrząsnął mną silny dreszcz, a w sercu czuję rozpalający rozpalający się wielki płomień miłości. Słyszę głos mojej siostry. Woła mnie po imieniu i mówi: Siostra: Weszłam do nieba w tej chwili (godz. 10.30; 15-go sierpnia 1967 roku) z naszą Królową i całym dworem wielbiącym… Aniołowie… Archaniołowie.. A ze mną Mamusia i Tatuś i zmarła przyjaciółka. Oto upadłam do stóp Trójcy Przenajświętszej, zatopiona w tym oceanie rozkoszy. Niebo na całą wieczność. Czy sobie to wyobrażasz kochana siostro? O, co za miejsce przygotował Pan dla tych, którzy Go kochają! – A ze mną Mamusia i Tatuś! Oto spotkamy się! Jest A…, zmarły brat, F… drugi braciszek i F … siostrzenica. Wszyscy jaśnieją wieczną młodością. Minęły bóle i przykrości ziemi, a moje łzy stały się perłami na mojej szacie. Miłosierdzie Pańskie na wieki wyśpiewywać będę. A ty pisz ognistymi literami o Miłosierdziu Pańskim i głoś to wszystkim ludziom. Oko ludzkie nie widziało i ucho ludzkie nie słyszało, co Pan przygotował dla swoich wybranych! Pisz, pisz, bo zapomnisz. To, co ci mówię, to wszystko prawda. To prawda, najprawdziwsza prawda, jak to, że dziś jest 15-go sierpnia 1967 roku. Wszystko, co ci dotąd mówiłam jest prawdą, przekonałaś się już o tym. Wierz, więc temu, co ci mówię teraz.- Z życia ziemskiego liczą się w niebie tylko nasze bóle i łzy. Dziękuję ci, że mnie podtrzymywałaś za życia. Ileż to razy mówiłaś mi, że każde westchnienie naszego serca znane jest Jezusowi! Miałaś rację! – Mamusia, Tatuś, F., A., F., wszyscy połączyli się w wiekuistej radości z innymi członkami naszej rodziny. Teraz w czyścu nie mamy nikogo naszego, ale módlcie się za inne tam dusze tam zatrzymane. Ileż to dobroci, jak wiele Miłosierdzia okazał nam Pan. A ja nie mówię ci żegnaj, tylko do zobaczenia! Chciałam cię zapalić miłością Bożą. Spędzę me niebo obok ciebie, będę ci pomagać, dawać święte natchnienia…. Prosiłam ot Pana. Kochaj bardzo Najświętszą Maryję Pannę. Jest to dla ciebie ten największy dzień, o który zawsze się tak bardzo modliłaś i cierpiałaś. To jest radość wielka.
Ja: Ileż to łez wylałam wtedy w kaplicy u stóp Jezusa. Mój Boże, jeśli tylko wszystko jest prawdą, jak ufam, to chciałabym umrzeć z miłości, bo już znieść nie mogę Twoich Boskich łask. Powróciłam do celi na Anioł Pański i zaraz usłyszałam Głos to Najświętsza Maryja Panna przemówiła do mej duszy:
N.M.P.: Tak, córko nie miej żadnych wątpliwości. Wszyscy w niebie, czekamy na ciebie.. Wypełnij wszystkie wole Jezusowe i zatop się w tym oceanie miłości.
Ja: Wieczór, *15.08.1967] – Wieczorem zakończyłam, przed pójściem do łóżka, tę jedną stronę mego życia. Czy to złudzenie? Czy to prawda? To Ty wiesz, o mój Boże! Ja wiem tylko, że Bóg jest nieskończenie lepszy i miłosierniejszy, niż my to w naszym ograniczonym rozumie pojąć możemy. Wiem, że Jezus nie daje się nigdy zwyciężyć w szczodrobliwości. Wiem, że pragnie On duszy i dlatego wierzę i ufam, że cała moja rodzina śpiewa odtąd w Jeruzalem kantyk miłości. Obudziłam się w nocy słysząc wyraźnie słowa:
Siostra: [16.08.1967] Światłości! Światłości! Światłości! Jezus powiedział do nas: „Przyjdźcie błogosławieni Ojca Mego! Wejdźcie do Nas! Do Radości Pana Naszego!” Teraz macie nas szukać w niebie. Nie należy już wspominać, jakimi byłyśmy, bo odtąd jesteśmy jak Aniołowie Boży.
Siostra: [18.08.1967] Nie miej żadnego pragnienia, Czytaj Mękę Pana! Odczytuj to, coś napisała, bo to jest prawdziwe. Niebo jest osiągnięciem wszystkich naszych pragnień. To też uczucia są tam wzmocnione. Jesteśmy tam wszyscy zjednoczeni!
Ja: Zapytałam, czy spotkam naszych zmarłych wujów, księży? Odpowiedziała, że tak. Zapytałam jeszcze: – Powiedz mi, jak się czułaś w swej ostatniej godzinie? Odpowiedziała mi:
Siostra: Tyle razy już ci to mówiłam. Był obok mnie Anioł Stróż i Najświętsza Maryja Panna, która ocierała moje łzy i mówiła: „Odwagi córko! Jeszcze trochę, a potem szczęście wieczne”- Zaprowadziła mnie potem do Jezusa. Widzialnymi Aniołami byli obok mnie…..(wymieniła tu osoby przyjazne). Mam piękne miejsce w niebie. (Powtarzała mi to wiele razy) Radości są tu rozsiane pod naszymi stopami.
Ja: Obudziłam się nagle, jakby pod dotknięciem niewidzialnej ręki i liczyłam uderzenia zegara. Była północ.
Siostra: To ja. Powiedziałam ci i jeszcze raz powtarzam – jestem w niebie!
Ja: (z troską) A inni?
Siostra: Oni również są w niebie. Widzę kolumnę złożoną z mnóstwa dusz eterycznych i z Aniołów. W świetle jasnego poranka unosi się ona ku niebu. Wszystko coś napisała jest prawdą. Prosiłam wczoraj N. M. P. by ci dała poznać Prawdę. To Maryja czyni ci tę łaskę, by cię upewnić.
Ja: Jeśli to ty jesteś siostro, dlaczego nie pokażesz się mi? Siostra: Nie mogę ci się pokazać, bo byś umarła!
Ja: Dlaczego?
Siostra: Bo nie zniosłabyś mego blasku. Jezus liczy wszystko, nasze trudności, nasze boleści, nasze łzy i pokusy zniesione z uległością i ufnością w Panu. Temu wszystkiemu Bóg wyznacza wielką nagrodę chwały. Łzy moje są drogimi kamieniami na mojej sukni. Tak, w niebie każda chwila jest początkiem nowej radości i naszego zachwytu. Niebo? Już sam uśmiech naszej Królowej, to niebo! Gdy Ona się uśmiecha, jasne promienie emanują od Niej i oświecają ziemię. Nie ma przykrości, nie ma łzy, którą by N. M. P. nie zebrała swoją litosną ręką, by ofiarować to Jezusowi.
Ja: [21.08.1967] Dziś jestem pełna radości, ale dlaczego?
Siostra: Radują się kości poniżone! Są to odbłyski nieba. Zasiądziesz z nami na wiecznej uczcie w radościach bez końca.
Siostra: [23.08.1967] Miłości! Miłości! Miłości!
Ja: Miłość? – Czym jest miłość? A czym jest ogień? Co czyni ogień? Pali, spopiela, niszczy, pożera. Oto Miłość!
Siostra: O, powiedz wszystkim, by nie marnowali darów Bożych! Czy wiecie, czym jest Królestwo Boże? Co się traci, tracąc Je? Czyż nie mówi Ewangelia, że powinno się sprzedać wszystko, by kupić takie pole?
Siostra: [29.08.1967] Jesteśmy wszyscy sługami Bożymi. Każdy otrzymuje własną miarę pełną, napełnioną, przepełnioną. Każdy jest szczęśliwy i nikt nie zazdrości drugiego. Siostra: [5.09.1967] Gdyby wszyscy ludzie na ziemi mogli ujrzeć szczęście tego Królestwa Niebieskiego, cała ludzkość, dobrzy i źli, zapragnęliby umrzeć w jednej chwili, aby je posiąść. Jestem w niebie, ale nie chcę tam pozostać bezczynnie. Przecież zawsze pracowałam. Uświęcenie wszystkich leży mi na sercu. Miłość nie jest kochana! Jakich to rachunków zażądał Pan? Żadnego!
Ja: Co to były za rachunki?
Siostra: Jezus nie zajmuje się matematyką. Zapytał mnie tylko, czy Go kochałam.
Siostra: [7.09.1967] Pan jednych uwielbił za pokorę, innych za miłość bliźniego. Mnie zaś Pan uwielbił za moją wielką nędzę, bo nic innego Mu nie przyniosłam. Przyjął ode mnie nawet to. Widzisz, więc, że nie ma niczego, absolutnie niczego, co mogłoby nas oddzielić od Miłości Bożej. Są to tylko próżne wymówki, gdy się mówi: ja nie mogę, ja nie wiem, nie jestem cnotliwa jak ten, czy inna święta. Takie wymówki są tylko słabą i złą wolą.
Siostra: [8.09.1967] Gdy byłam na ziemi mało czyniłam dla braci, za wyjątkiem tego, co mogłam zrobić dla dzieci. Teraz w niebie chcę pracować, chce przeniknąć serca wszystkich ludzi, by zapalić ten wielki płomień Miłości do Boga…. Bo Miłość nie jest kochana!
Siostra: [9.09.1967] –O świcie – Nikt z nas tu nie może już wzrastać w chwale. Tu już nie ma wzrostu! Jesteśmy wszyscy jak gwiazdy na firmamencie Bożym. A przecież nigdy jedna gwiazda nie powie drugiej: ja jestem piękniejsza od ciebie, bo każdy osiągnął tu swą pełna miarę, a inna nie pasowałaby już do mnie. Zostałam uniesiona w górę na gruzach mojej nędzy. Bóg chce tylko, by Go kochano, resztę uczyni On Sam!
Siostra: [10.09.1967] Gdyby każdy mógł ujrzeć wspaniałość własnej duszy, stworzonej na podobieństwo Boże, a także duszy bliźniego, ileż grzechów przeciwnych miłości zostałoby cofniętych. Powinniśmy czcić i kochać dusze, jako arcydzieła Boże.
Siostra: [11.09.1967] Otrzyjcie wasze łzy, myśląc o tym, czym, czym my się wszyscy tutaj radujemy. Wiem, uczucie wasze ku zmarłym jest wielkie. Widzicie wciąż ich postacie, głos ich dźwięczy nadal w uszach waszych i tęskno wam bez nich. Lecz wiara oświeca. Nadzieja podtrzymuje, a miłość rozpala. Chciałabym, byście nas oglądali takimi, jakimi teraz jesteśmy, stworzenia nowe. Życie się zmienia! Jesteśmy w świetle i miłości!
Siostra: [14.09.1967] Mój dzień jest bez końca, bo słońce nie zachodzi nigdy w Królestwie Miłości! Każdej chwili Bóg stwarza nowe radości dla swych wybranych. Tego bym pragnęła, aby mój głos i to wszystko, co zapisujesz dzień po dniu, doszło do wszystkich ludzi. Miłość nie jest kochana! Starajcie się ukochać Miłość!
Siostra: [16.09.1967] O, to pierwsze spotkanie Jezusa z duszą! Chciałabym umrzeć na nowo, by to przeżyć jeszcze raz! Im bardziej oskarżałam siebie, tym bardziej Jezus tłumaczył mi mówiąc, że przecież nie uczyniłam tego umyślnie! Jakże prawdziwe są słowa ewangeliczne: „Ależ Panie, kiedy ja to wszystko uczyniłam! Właśnie to… i wtedy, bo coś uczyniła najmniejszemu (mam na myśli moje uczennice), toś Mnie uczyniła! Tym sposobem byłam dopuszczona prędko do posiadania Boga, w całej Jego wspaniałości. Lecz, gdyby ci dano dostęp do kryształowego pałacu, pełnego jasności, a czułabyś, że masz jeszcze trochę kurzu pod stopami, na pewno szukałabyś wycieraczki, aby wytrzeć nogi. Tak i ja zatrzymałam się w przedpokoju, ale umierałam tam z miłości. To było moje prawdziwe męczeństwo. Miłości… Miłości…!!
Ja: Czy tak trudno jest kochać?
Siostra: Dobrze się zna miłość światową. Miłość jest największym darem, jaki Bóg uczynił człowiekowi. A jednak, jakież to miłości istnieją? Miłość zwodnicza i nieporządna stworzeń… egoistyczna miłość własnego „ja”, zamiłowanie do własnych interesów, własnej wygody umiłowanie pieniądza, umiłowanie wyższych urzędów i tak dalej. Tylko prawdziwa Miłość nie jest kochana. Trzeba kochać prawdziwa Miłość! Starajcie się, aby wszyscy kochali prawdziwa Miłość!
Siostra: [19.09.1967] Nie jestem Aniołem! Jestem światłością i miłością! Jestem posłanniczką pokoju i miłości!
Siostra: [22.09.1967] Kochaj miłością niezmierną N. M. P., bo Ona kocha dusze wasze miłością bez miary Przygotowuje Panu lud nowy, nowe i święte pokolenie. Niemowlęta będą wielbiły Imię Jego! Nowe Jeruzalem ziemskie, będzie początkiem Niebieskiego.
Siostra: [29.09.1967] Nie zamykajcie w zeszycie Głosu Bożego, nie zakopujcie w ziemi jego darów. Jak bardzo powinniście uważać na moje słowa? To, co się czyta w książkach jest owocem długich rozważań, głębokich studiów, umartwień i modlitwy. A moje słowo jest echem Słowa Bożego, doświadczeniem duszy, która niedawno opuściła świat i żyła przedtem z wami. Powinniście przyjąć te słowa z wiarą i wdzięcznością. Są świeci
kanonizowani przez Kościół i wyniesieni na ołtarze. Są też kanonizowani ustami Jezusa. Ja jestem jedną z takich i wcale nie mniej piękna, ani mniej ukochana od tamtych! Chciałabym móc oddać tu w niebie Jezusowi Miłość za Miłość! Oto, dlaczego wciąż krążę szukając miłości. Kanonizowała mnie miłość i boleść.
Ja: Szczęśliwa jesteś. Ale jaki będzie nasz los?
Siostra:[9.10.1967] Powiedz mu…, by mnie nie uważał za świętą, bo ja świętą nie jestem.
Siostra: Będzie też szczęśliwy, podobny do tego, jeśli wytrwacie w miłości Bożej. Będziecie też szczęśliwi przez miłość i boleść. Gdy weszłam do nieba, towarzyszyła mi Maryja i przedstawiła Jezusowi mówiąc: „ Oto przyszła ona z wody wielkiego!” A Jezus powiedział mi: „Chodź umiłowana Serca Mego!” Potem, rozkładając swe ręce i pokazując Swoje Królestwo bez granic, mówił jeszcze: – „Pozostań z Nami”- A ja zaczęłam odmawiać „Moja wina” zawstydzona i upokorzona. – O, gdybym była bardziej Go kochała i służyła Mu wierniej za życia! Ale Jezusowi wystarczyło to i zadowolił się odrobiną mojej dobrej woli.
Siostra: [1.11.1967] Żyjemy tu w prawdziwym znaczeniu tego słowa. A ileż to trupów chodzi drogami świata! Jakżesz trzeba się modlić za ten biedny świat.!!
Ja: [20.12.1967] Zapytałam ją, dlaczego teraz nie słyszę już jej głosu? – Odrzekła mi:
Siostra: „Umieściłam cię już w objęciach Miłości, jesteś tam jak w objęciach najbardziej kochającej matki. Czy nie czujesz tego?”
ROZMOWY SIOSTRY ZAKONNEJ Z JEZUSEM ORAZ DUSZĄ JEJ ZMARŁEJ SIOSTRY BĘDĄCEJ JUŻ W NIEBIE – ROK 1968
Siostra: [13.03.1968] Panu pilno jest wylać na świat upusty swego Miłosierdzia, lecz świat nie jest gotów przyjąć je! Trzeba, by świat przygotował się na przyjęcie Wielkiego Posłannictwa Miłości.
GŁOS BOŻY: [9.05.1968] Oto ptaszki powietrzne śpiewają i głoszą, że Ojciec Niebieski myśli o utrzymaniu ich. To samo mówi nam lilia polna, że choć nie pracuje, ani przędzie, a nawet Salomon w całej swej wspaniałości nie był nigdy tak pięknie przyodziany, jak one. – A co mówi człowiek, stworzony na Mój Obraz?
GŁOS BOŻY: *31.05.1968] Droga córko Moja, na tym świecie nic innego nie mogę ci ofiarować, jak koronę cierniową, trzy gwoździe, Krzyż i włócznię. Ja: Pytam Jezusa, czy ogień czyśca jest prawdziwym ogniem jak na ziemi? Odpowiedział mi:
GŁOS BOŻY: Nie ma tam drzewa, ani węgla, lecz jest to ogień o wiele potężniejszy, niż te materiały palne. Przecież słońce nie jest ani drzewem, ani węglem. Ten ogień jest przeznaczony na wyniszczenie w duszy przez gorące pragnienie posiadania Boga, nawet najmniejsze winy, najmniejsze niedoskonałości, bo świętość Boga jest tak wielka. Gdyby Moi święci i Moi wybrani mogli powiedzieć ludziom na ziemi, że ogień czyścowy jest tak wielką męką, to na pewno ludzie przez swoje przykładne życie staraliby się za wszelką cenę, uniknąć tego cierpienia.
Siostra: [19.06.1968]- Woła w nocy: „To ja! Przyszłam pocieszyć cię trochę”.
Ja:, O, dlaczego nie mogę cię zobaczyć? Tak tego pragnę!
Siostra: Czy może, kto żyjący, patrzeć na słońce?
Ja: Na słońce nie, ale na ciebie?
Siostra: Otóż my jesteśmy promieniami tego słońca!
Ja: Powiedz mi, czy Jezus jest ze mnie zadowolony? Co mam jeszcze robić?
Siostra: Jezus nie żąda niczego, nad coraz to większą miłość. „Pracować zawsze dla coraz większej chwały Bożej! Jest to wskazówka dla ciebie i dla wszystkich innych”
GŁOS BOŻY: [1.07.1968] Mam w ręku kielich rozkoszy. Chciałem go wylad na dusze, ale żadna z nich nie chce go przyjąć. Odmawiają przyjęcia! Wszyscy boją się Mnie i mego Krzyża. Unikają Mnie; jak gdybym to Ja sam był przyczyną zła na świecie.
GŁOS BOŻY: [1.08.1968] Pukam do drzwi serca wiernego, by Mi otworzyło, pragnę miłości! Chcę kochać, usycham z miłości i nie mogę dłużej czekać. Nazwali Mnie „szalonym” i takim jestem! Czy pamiętasz, jak Mnie ubrali dnia pewnego w szatę białą i pluli na Mnie?, bo byłem uznany za szaleńca! O, szaleństwo z Miłości!
GŁOS BOŻY: [18.09.1968] Napisz: To jest dzień łaski! Napisz przynajmniej, że wybieram rzeczy maluczkie i wzgardzone od ludzi, by zawstydzić wielkich tego świata!
GŁOS BOŻY: [ 20.09.1968] Kiedy się narodzi nowy człowiek, kiedy świat odnowi się przez boleść i cierpienie, wtedy wasz płacz zamieni się w wielką radość.
GŁOS BOŻY: [21.09.1698] Na tym brzegu jaśnieje Słońce Sprawiedliwości.
ROZMOWY SIOSTRY ZAKONNEJ Z JEZUSEM – ROK 1970
GŁOS BOŻY: [13.03.1970] „ Ja jestem Pięknością niestworzoną, Dobrocią nieskończoną, Miłosierdziem bez miary. Przebaczeniem nigdy nie znanym i Miłością nie pojętą żadnemu ludzkiemu umysłowi”
GŁOS BOŻY: [30.07.1970] Słowa twe droga córko są pełne nadziei, boś uwierzyła temu, co ci powiedział twój Bóg. Czyż pozwolę, byś się zawiodła? Nie byłoby to godne człowieka, a tym bardziej twego Jezusa. Wierz dalej, ufaj i przekazuj innym duszom te nadzieje. Pan ma swoją godzinę (Przedtem Jezus mówił Bóg się nigdy nie spieszy) A wpierw Pan powiedział: Będziecie mieli przewrót!- Wszystko jest możliwe wierzącemu! „Błogosławieni, którzy uwierzyli tym Moim Słowom”. Jak prorocy ze Starego Testamentu żyją w oczekiwaniu wypełnienia Moich obietnic. Miłość jest twoją drogą.
GŁOS BOŻY: [2.10.1970] Im bardziej dusza jest nędzna, tym większe ma prawo do Mego Miłosierdzia i Przebaczenia. Syn marnotrawny zdobył pewne prawo do uczty, szaty godowej i pierścienia.
ROZMOWY SIOSTRY ZAKONNEJ Z JEZUSEM, JEGO MATKĄ I DUSZĄ JEJ ZMARŁEJ I JEDYNEJ SIOSTRY – ROK 1971
GŁOS BOŻY:[14.01.1971] Potrzebuję miłości tak bardzo! Potrzebuję wszystkiej miłości, której Mi odmawiają, dlatego trzeba podwajać miłość. Czyż Bóg nie jest bliski swemu stworzeniu? – Dlaczego Mnie nie widzicie? – nie słyszycie? – nie przejmujecie się Moją obecnością? Przechodzę pośrodku was, to prawda, ale wobec Mej obecności poruszają się wody i pochłaniają wszystko…. Poruszają się niebiosa i zrywa się huragan, a wy nie zdajecie sobie sprawy, że to Ja przechodzę! Przechodzę szukając, prosząc, napominając, błagając…. Przychodzę szukając miłości!
GŁOS BOŻY: [13.07.1971] Córko, kocham cię! Gorycz twa jest wielka, ale twe serce jest podobniejsze do Mego.
GŁOS BOŻY:[9.09.1971] Zwycięży Moje Miłosierdzie, bo ludzie nie będą już głusi na Moje wołanie Miłości!
GŁOS BOŻY: [3.10.1971] Dasz tej książeczce taki tytuł: „Posłannictwo z nieba radości w cierpieniu” Siostra: [5.10.1971]Warto było znieść to wszystko, coś wycierpiała!
N. M. P.: [66..1100..11997711] Przez dziewięć miesięcy kryłam w swym łonie Syna Bożego. Przyszedł potem na świat i po wielu latach okazał się ludziom Słowem i uczynkami. Tak też i ty długo trzymałaś w sercu swym Jego Słowo ukryte, lecz nadeszła godzina oznajmieniu tego Posłannictwa Wielkiej Miłości i Wielkiego Miłosierdzia dla całej ludzkości.
„NIE NALEŻY ZAKŁADAĆ GRANIC W OZNAJMIANIU TEGO CAŁEMU ŚWIATU!”
Ja: [16.11.1971 – godzina 11.45+ Kończę układać te książkę i podczas, gdy pisze pospiesznie słucham Jezusa mówiącego mi:
GŁOS BOŻY: „Nie zapomniałem o tobie! Wiem, że jesteś na ziemi i że pracujesz usilnie dla mnie”

OBIETNICE
NIEKTÓRE Z OBIETNIC PANA JEZUSA DOTYCZĄCE RĘKOPISU:
TYM, którzy będą go czytali, udzielę
łaski skruchy i powrotu do Mnie.
TE MOJE SŁOWA spowodują w duszach
wielkie skutki rzeczywiste, aktualne i wzruszające.
TEN RĘKOPIS przeniknie wszędzie: do
więzień, do gospodarstw, do rodzin, do szkół i do domów zakonnych.
STANIE SIĘ ON VADEMECUM kapłanów i
wiele dusz odda się Mojej Miłości.

Posted in Objawienia, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , | 9 Comments »

Dym szatana przedostał sie do świątyni Boga

Posted by Dzieckonmp w dniu 24 Lipiec 2010


Papież szarlatanem

Znajdujące się poniżej wpisy, zaczerpnięto z ogromnego zbioru orędzi (ponad 300) pochodzących z nieba, a skierowanych na ziemię w tych ostatecznych dniach. Przedstawiają one wzorce prawidłowego miłowania się i pojęcia dla ludzi o wyznaniu Rzymsko-Katolickim, a które Niebo wymaga, Zauważcie, wyraźne znamię pomiędzy okiem i uchem prawdziwego Papieża (po lewej stronie, zdjęcie z 1973 roku), a podejrzanie brakującym na oszuście na zdjęciu drugim zrobionym w 1977roku. Zauważcie także znaczne różnice w kształcie nosa. Papież Paweł VI ma nos dłuższy, prostszy i w przybliżeniu jednakowej długości w stosunku do długości ucha. ,,oszust , ma nos krótszy, zaokrąglony, haczykowaty i znacznie mniejszy niż jego Ucho. Nawet kształt uszu jest inny’ Papieża jest okrągły, szerszy lecz mniejszy niż szarlatana, którego z kolei jest większy, węższy a także bardziej odstający. Szczęka Pawła VI jest bardziej wyraźna i wystająca, gdzie w drugim przypadku jut bardziej płaska i jakby wgłębiona.

Poniżej zdjęcie Pawła VI

Od wydawcy: Tak jak nasza Pani oznajmiła powyżej, użyto najlepszych plastycznych chirurgów, aby stworzyć tego sobowtóra.  A zatem doświadczenie nam wskazuje, im więcej badając te zdjęcia tym bardziej się ujawnia odróżnienie.

Amerykańskie Lourdes.

Weronika Lueken, jasnowidz, jest żoną i matką pięciorga dzieci. Ma 70 lat i mieszka na

Long Island w Nowym   Jorku. 7 kwietnia 1970 roku Weronice ukazała się Matka Boska w jej domu z informacją o miejscu swojego ponownego ukazania się. Miało to nastąpić

obok starego kościoła pod wezwaniem Św.  Roberta Bellarmina w Bayside w dniu 18

czerwca 1970 roku. Matka Boska nakazała modlitewne czuwanie w tymże miejscu oraz

przygotowanie parafii na swe przybycie, ( czasowo odbywają się one na terenie Pawilonu

Watykańskiego we Flushing ) oraz  że dokładne wskazówki mają być przekazane

lokalnemu klerowi parafii, aby przygotować się na pierwszą wizytę naszej Pani. Matka

Boska wyraziła także .życzenie, by Wystawiono Świątynie i Bazylikę na wybranym przez Nią świętym miejscu, pod wezwaniem: „Nasza Pani od Róż – Maryja Wspomożycielka  Matek”. ona przyrzekła przychodzić w wigilie wielkich świąt kościelnych które to dary będą dane naprzód Weronice. Błogosławiona Matka poleciła także Weronice, aby orędzia te były

przekazywane na cały świat. Matka Boska wyraziła życzenie, aby wierni odmawiali

różaniec na głos przez cały czas modlitewnego czuwania. Wszyscy mają być na klęczkach w

czasie obecności Jezusa Chrystusa. Objawienia są słowo w słowo powtarzane przez Weronikę. Weronika opisuje także co widzi. Wszystko jest nagrywane na taśmie magnetofonowej.

Operacja plastyczna.

”Moje dziecko, donoszę Ci smutną prawdę, którą musi poznać cały ród ludzki….

Nasz drogi ojciec, Papież Paweł VI doznaje cierpień Z rąk tych którym zaufał”’..

”Jest on niezdolny do pełnienia swego posłannictwa, gdyż powalili go i cierpienia złożyły go na łożę boleści.

W tym czasie jest jeden który rządzi tym miejscem – oszust, stworzony przez wysłanników szatana, operacja plastyczna, aby stworzyć tego oszusta moje dziecko była bardzo kosztowna i wymagała interwencji najlepszych chirurgów  plastycznych.”

„Krzyczmy ze szczytów I On musi być zdemaskowany i odwołany, !

Poza nim, Moje dziecko, jest trzech, którzy zaprzedali się szatanowi. Już nie usłyszysz prawdy ani w swoim kraju ani na świecie. Twój ojciec Św. jest więźniem….

”Casaroli, jesteś potępiony!  Giovanni Benęlli, którą drogą podążasz? Jesteś na drodze do piekła i wiecznego potępienia! Villot’ przywódca diabła, Zabierz się od tych zdrajców.

- ojciec Niebieski wyrzekł się już ciebie.

Nasza Pani,2 7 września 1975

Oszustwo stulecia.

Oni sprowadzili, powtarzam – Oni sprowadzili szarlatana na miejsce waszego prawdziwego Papieża,

Pawła VI – Złożonego niemocą. To jest oszustwo stulecia! !

Nasza Pani,2 październik  1975

ZAWODOWY AKTOR

Ten oszust, Moje dziecko, o którym rozmawiałam z tobą jest profesjonalistą znającym Się na

swoim rzemiośle.

”Pracę swoją wykonał bezbłędnie.

Nasza Pani, 6 grudzień 1975

Trucizna.

”W publicznym wystąpieniu wziął udział nie Paweł VI, lecz fałszywy Papież”. Podawane lekarstwa

spowodowały zmiany w mózgu Pawła VI. Wstrzykiwana’ trucizna” otępiła jego rozumowanie i sparaliżowała nogi. Co Za diabelskiemu nasieniu zostały otwarte drzwi do Wiecznego Miasta? Nasza Pani,27 wrzesień 1975 .

Kompromitacja.

Szarlatan, podszywający się pod Papieża Pawła VI, będzie robił wszystko, aby ośmieszyć go w oczach świata. Będzie robił wszystko posuwając się nie tylko do opisywania różnych paszkwili w prasie, ale także do robienia zdjęć w kompromitujących pozach.

Nasza Pani. 10 kwiecień 1976

Sobowtór.

”Tak, jest to prawdą, że jest ktoś drugi, ktoś klo jest podstawiany w miejsce prawdziwego papieża podczas robienia kompromitujących zdjęć. Także ten ktoś podkłada swój głos w miejsce głosu papieskiego. Wszystko to, Moje dziecko, jest dziełem stworzonym przez zastępy diabła, aby zachwiać i obalić waszą wiarę.

Nasza Pani, 18 marzec 1977

Pióro Benelliego i Villota.

”Nie można zaakceptować teraz tego co pochodzi z Rzymu. Wszystkie polecenia i przesłania nie wychodzą z pod pióra Papieża Pawła VI, lecz są wytworem Benelliego i Villota.

Nasza Pani’ 27 wrzesień 1975

Wiadomości powszechne.

Jest to rzeczą powszechnie wiadomą, że jest w Rzymie ktoś kto naśladuje Ojca Św. Poprzez operację plastyczną ten utalentowany aktor otrzymał  twarz waszego Papieża.

Tak Moje dziecko, jest to wiadomość powszechnie znana

Nasza Pani,  14 sierpień 1976

Odwaga

Wybraliśmy was, drogie dzieci, aby przekazać te orędzia w Stanach Zjednoczonych, bo wiemy, ze macie więcej odwagi w sercach niż inni.

Nasza Pani, 2 październik 1975

Usunięcie.

I tak jak ojciec Święty powiedział ci już’ raz, tuż przed swoją śmiercią, on wiedział,  że dym szatana wpełznął do Rzymu i Watykanu. On dobrze rozumiał moją wizytę u niego. Świat

nie wiedział o tym jak blisko byłam z ojcem Pawłem VI. Został on, Moje dziecko usunięty z ziemi wraz ze swoim sobowtórem.

Nasza Pani. 14 wrzesień 1985

odcięcie.

w Rzymie nastąpi wielkie zamieszanie i utrapienie. Sam Lucyfer w ludzkiej postaci wtargnął

do Rzymu w 1972 roku. Zmienił zasady, a także rolę ojca Św. Pawła VI.

Nasza Pani. 7 wrzesień 1978

Przejęcie.

W 1975 roku kolejna przepowiednia uderzyła w świat chrześcijański.

Wiadomość o szatanie, który będzie próbował zawładnąć siedzibą Piotrową on i jego pomocnicy posługujący się przemocą i tyranią będą szukali drogi do zniszczenia

Chrześcijaństwa. Będą próbowali podporządkować twój kraj i inne narody świata pod jedną władzę. Będzie to polityczna machina do zniewolenia świata.

Jezus, 18 czerwiec 1978

Świadomość.

”Tak Moje dziecko, ci którzy lansują tego szatana są w pełni świadomi moich przesłań . Jeżeli

będziecie się więcej modlić za ich wybawienie, jeden z nich powinien zostać wybawiony, Lecz także jeden z nich może zostać potępiony : Villot, Bęnęlli i Casaroli.

Nasza Pani, 31 styczeń 1976

Święta Godzina.

Matka Boska poinstruowała Weronikę, aby ustalić ,Godzinę Świętą, w każdą niedzielę w

intencji Papieża i duchowieństwa, a także jako wynagrodzenie za profanację Dnia Świętego.

Tygodniowe święte godziny są odprawiane o 10:30 rano. Modlitewne czuwania od 8:30 -

11:30 wieczorem. Obydwa wydarzenia mają miejsce w watykańskim pawilonie we Flushing Meadows – Corona Park, dzielnica Queens w Nowym Jorku. Wizje trwają do dnia

dzisiejszego i zawsze, gdy obecna jest Weronika – dostaje nowy przekaz. Po dodatkowe informacje i kalendarz wigilii z mapą prosimy  pisać do :

OUR LADY OF THE ROSES

MARY HELP OF MOTHERS SITRNTE

P.O. Box 52

W swoim „przewrót w Watykanie” niemiecki pisarz Theodor Kolberg przedstawił

Dokumenty świadczące o egzystencji, ,oszusta.,,

Nagranie głosu Papieża podczas błogosławieństwa, „Urbi et Orbi,, z okazji Świąt

Wielkanocnych i Bożego Narodzenia w 1975 roku, zostało uzyskane z archiwum, nagrań

Radia watykańskiego. Dwa nagrania poddane próbie tych samych słów przeszły przez

frekwencje głosu, analizator wyprodukowany przez firmę Kay Elemetrics z pine Brook w

stanie New Jersey. Badacz głosu typu b/65 Sonogram, odbitki głosu wykazały, że

pochodzą od dwu innych mężczyzn. Błogosławieństwo Bożenarodzeniowe( dolna

odbitka) należy do sobowtóra. W dodatku Kolberg zbadał film z tych dwóch okoliczności

z australijskiej telewizji, Warto zanotować, że odbitki głosu są tak dokładne, iż nawet są

dopuszczalne w sądach

Przepisane z gazetki pt. Dyrektywy z Nieba wydanej w 1993 roku.

Tutaj mój wpis wcześniejszy opisujący życie Weroniki oraz orędzia dotyczące czasu oczyszczenia

Posted in Kościół, Objawienia, Prześladowanie Chrześcijan, Szatan, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , , | 16 Comments »

Straszne chwile oczyszczenia świata

Posted by Dzieckonmp w dniu 23 Lipiec 2010


Wizja siostry zakonnej w kaplicy na Jasnej Górze w 1997 r.

Część II przesłań dla siostry zakonnej z Warszawy – przesłania z lat 1997, 1998

Od przepisującej: Jak wspomniałam we wstępie, przesłania te były mi przysyłane wyrywkowo w latach 1999-2003. Część I stanowiła całość opracowana prawdopodobnie przez kierownika duchowego Siostry. Na Część II składają się bezpośrednie zapisy Siostry. Przekazuję je, po ułożeniu w porządku chronologicznym. Są jeszcze przesłania bardziej osobiste, złożą się na Część III.

19.09.1997 Spotkanie z Matką Najświętszą w kaplicy Jasnogórskiego Obrazu [rocznica Objawienia w La Salette]

W czasie modlitwy za Kościół święty, ojczyznę i cały świat, zobaczyłam nagle poszczególne części globu ziemskiego, rozdzieranego błyskawicami gromów, ognia i wylewu wód.
Ogień i woda szalały od południa aż po zachód (Czechy, Niemcy, Paryż..) przerażeni ludzie biegli do kościołów, które nie mogły pomieścić tłumów, Dlatego wokół murów kościoła gromadziły się rzesze ludzi, którzy w strachu wielkim zgodnie wołali do Boga o ratunek. Wielu spowiadało się na glos Bogu samemu, żebrząc o przebaczenie grzechów.
Z powodu siły rozszalałych żywiołów, oślepiających błyskawic i zapadających na przemian głębokich ciemności, nie było możliwości udzielania pomocy. Ludzie ginęli w wielkiej liczbie… Jakieś koszmarne twory „ni to ludzie, ni zwierzęta) plując wciąż nienawistnie cuchnącą cieczą, uganiały się za uciekającymi przed nimi. i broniącymi się rozpaczliwie ludźmi, („niektórzy z nich byli bardzo młodzi, prawie dzieci). Te potwory pomywały ich i siłą unosiły z ziemi strącając w przepaść kłębiącego się ognia.
Ogarnęło minie przerażenie wielkie, bo rozpoznałam otwarte, stalowe, ciężkie i żarzące się bramy piekła (zapamiętałam je z pobytu w piekle). Wypełzały stamtąd koszmarne istoty z nienawistnym wzrokiem, rzucające się na ludzi.
Zaczęłam wzywać linienia Jezus i obmywałam dusze z wielkim trudem i męką w Najświętszej Wodzie i Krwi, (ociężałość wielka mnie przenikała). Zobaczyłam wtedy nieprzeliczone rzesze Aniołów zstępujących z wysokości i wstępujących, niosących dusze ku Niebu.
Święci Królestwa udzielali różnorodnej pomocy ludziom, na których widniało znamię Krwi Zbawiciela. Ci ludzie odzyskiwali pokój i zaczynali promieniować niezwykłym szczęściem, udzielającym się otoczeniu.
Usłyszałam serdeczny głos Maryji i w tym momencie obraz oczyszczenia świata znikł.
Mówi Maja:
„Córko moja, jeśli Mnie, Matki nic usłuchacie i nie nawrócicie się poprzez modlitwę serca, post i sakramenty Kościoła dotknie was bicz ognia i wody. Żywioły zbuntują się przeciwko wam, ludziom przewrotnego serca, odwracającym się od swego Boga. Jednak dla sprawiedliwych, małych moich dzieci, których budzi się coraz więcej, te dni będą skrócone biednemu światu.
Proszę was dzieci, poprzez dar Najświętszej Wody i Krwi obmywajcie się niestrudzenie, by światło Bożej łaski mogło dotrzeć do waszych serc, byście nie ulegli przemocy zła, lecz otworzyli się na Miłość Ojca Przedwiecznego, który was kocha nieskończenie.
Tak obmyci spieszcie pod Mój Płaszcz, bym was mogła chronić i prowadzić do Syna.
Nie lękajcie się!
Nigdy nic jesteście sami!
Wasz Wszechmocny Stwórca jest wśród was.
Każdy, kto Mu zaufa i obmyje się w Najświętszej Wodzie i Krwi, znajdzie ocalenie w Jego Ojcowskich ramionach.
Bóg powinien być Pierwszy i wszystko w waszym życiu winno być Jemu podporządkowane. Nie ma ważniejszej rzeczy nad wypracowanie podobieństwa Ojca w sercach waszych i dziełach waszych umysłów i rąk.
Córko moja, Bóg wybrał cię za narzędzie, by przekazać tonącemu w brudzie grzechu światu ocalenie poprzez Miłosierdzie objawiające się w zdrojach Wody i Krwi. Niech każda chwila twego życia będzie podporządkowana tej służbie. Proś wytrwale o pomoc Przyjaciół Boga, by ta misja Miłosierdzia dotarła do wszystkich, by lud obmyty z wiarą i skruchą w zbawczej Wodzie i Krwi, przejrzał i rozpoznał w Prawdzie drogę Ewangelii, by na niej odzyskał pokój i trwałe szczęście. —
Powiedz o. Kazimierzowi F., by zrobił wszystko, by głos Mego Syna dotarł do moich zagrożonych dzieci. Niech Miłość Mojego Serca towarzyszy wam zawsze.
Błogosławię wam imieniem Nieskończenie Miłosiernego i Wszechmocnego Boga;
– Ojca, Syna i Ducha Świętego. Amen!
Ze względu na tych, którzy w dostatecznym stopniu nie umieją posługiwać się wyobraźnią, więc „modlitwa bez słów” (zanurzanie grzeszników w wodzie i Krwi) nie jest dla nich wystarczająco łatwa – zamieszczam tu modlitwę słowną, o której siostra M. pisze, że została jej podyktowana przez Matkę Bożą.

„Jezu, Boski nasz Zbawicielu , w obecności naszej Matki Maryi oraz Aniołów Stróżów zbliżam się z wiarą, ufnością i miłością do twego Najświętszego Serca.

Ufny w Twoja Miłość do nas, słabych ludzi, obmywam w Twojej życiodajnej, oczyszczającej Wodzie siebie i moich zagrożonych napaściami duchów ciemności bliźnich.

Błagam przez Maryję, zmyj bielmo brudu grzechowego i ulecz nasze rany moca Ran twoich.

Oddając hołd, cześć i uwielbienie Twojej Najświętszej Krwi, zanurzam w niej dusze bliźnich…. (imiona)

Tak oczyszczeni i naznaczeni Twoją Krwią, prosimy Cię, Boże i Zbawicielu nasz, przyjmij nas do swego Serca, byśmy doznali ocalenia i uświęcenia.

Jako Chrystus, nasz Zbawiciel i starszy Brat, przedstaw nas, prosimy, w godzinie naszej śmierci Bogu Ojcu, którego dziećmi jesteśmy. Amen. ”

Posted in Apokalipsa, Objawienia, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , , , | 12 Comments »

List ks. Jerzego do ks. Stanisława

Posted by Dzieckonmp w dniu 21 Lipiec 2010


Drogi Księże Stanisławie.

W dzisiejszą uroczystość Ducha Święty jest szczególnie hojny. Wierzę, że to On dał mi natchnienie  ( może posłużył się także dopingiem ze strony Księdza w ostatnim liście), bym przemyślał szczegóły postępowania duszpasterza w sytuacji drastycznej: w razie zagrożenia życia parafian lub zaistnienia innych okoliczności, paraliżujących życie  kraju, a tym samym lokalnej społeczności. Będę wdzięczny za wszystkie krytyczne uwagi na temat mojego listu – nie jestem omnibusem i wiem, że pod wieloma względami Ksiądz przewyższa mnie swoim stażem i doświadczeniem.

Wiadomo, że księża, którzy przeżyli wojnę – a muszą mieć teraz 85 lat, jeśli w 1939 przyjęli święcenia – mają na ten temat własne poglądy, jednak tylko w niewielkim stopniu możemy skorzystać z ich doświadczenia, gdyż trudno porównywać Polskę przedwojenną z dzisiejszą. Dlaczego? Zaraz to wykażę.

Niech Ksiądz sobie wyobrazi, że miasta zostały nagle pozbawione prądu, gazu i wody. Nie istnieją – jak przed wojną – studnie podwórkowe (nawet na podmiejskiej wsi są rzadkością), nie ma piekarni opalanych węglem (stąd wszystkie są nieczynne), samochody mają tylko tyle paliwa, co w baku ( stacje benzynowe unieruchomione z braku prądu), zapasy żywności wystarczą zaledwie na kilka dni ( w lodówkach, zamrażarkach i domowych szafkach jest ich niewiele). Pieniądze straciły jakąkolwiek wartość, gdyż nie ma za nie co kupić. Zresztą banki są w stanie wypłacić pieniądze tylko znikomej liczbie ludzi – tym pierwszym w kolejce – gdyż w zasadzie gotówki prawie nie posiadają. Gdy komuś otwierają konto, wpisując na nie jakąś sumę, są to tylko „pieniądze elektroniczne”, wzięte z powietrza, istniejące wyłącznie w komputerze.

Aż strach pomyśleć, co byłoby zimą przy dużym mrozie! Jednak i latem po kilku dniach miasta, nawet bez trzęsienia ziemi, wybuchów bomb lub strzelaniny, musiałyby z konieczności opustoszeć, kościoły – oczywiście też!

Życie przenosi się na wieś. Tysiące ludzi szukają choćby metra kwadratowego pod dachem, a przy tym wołają: jeść! Dopiero wówczas rolnicy, którzy teraz strajkują z powodu braku zbytu, doceniliby ten brak jako wielkie dobrodziejstwo Boże… Rolników jednak, posiadających zapasy żywności przekraczające zapotrzebowanie ich rodziny, mamy względnie niewielu. Przeważają ludzie starzy, którzy ledwie wegetują, wyciskając z siebie resztkę sił, by wspomóc swoją rodzinę w mieście – ci zapasów nie mają. A jeśli nawet znaleźć u nich można jakiś worek ze zbożem, jak to zboże zemleć? Młynów wodnych nie mamy, kieraty, do których można by było podłączyć młynek domowy ( śrutownik), nie istnieją… Gotować zboże w garnku, a może tłuc je młotkiem? Przydałyby się żarna, lecz gdzie ich szukać?

Oto wstępny rzut oka na problemy, wobec których stanęłyby miliny ludzi. Dopiero na ich tle można wyobrazić sobie sytuację, w jakiej moglibyśmy znaleźć się my, księża: pozbawieni pieniędzy, odizolowani od kurii biskupiej i zmuszeni do natychmiastowego samodzielnego podejmowania decyzji, oblężeni przez tysiące ludzi głodnych chleba i Boga, otaczających Kościoły. Dobrze jeszcze, jeśli nie będących pod wpływem paniki, gdyż wtedy jak tu  w ogóle myśleć o udzielaniu sakramentów, do których wymaga się odpowiedniej dyspozycji wewnętrznej człowieka…?

Spróbuje teraz przeanalizować niektóre kwestie gospodarcze i materialne, na które możemy mieć wpływ my, księża ( w tej chwili oraz w sytuacji zagrożenia), jak i kwestie natury duchowej, głównie posługę sakramentalną. Przepraszam, jeśli wyjdzie z tego „groch z kapustą”, gdyż piszę to, co mi aktualnie na myśl przychodzi.

  1. Czy trzymać się kurczowo pustoszejącego nagle na naszych oczach miasta? Byłoby to całkiem nierozsądne, lecz pasterz nie może opuścić swojej owczarni ( owczarnia może jednak opuścić pasterza) . Po zużyciu zapasu powinniśmy piec jeszcze własne hostie, celebrować Mszę świętą oraz udzielać sakramentów świętych, dopóki będziemy otoczeni ludźmi . Czeka nas jednak opuszczenie miasta i wspomaganie księży pracujących na przepełnionej po brzegi wsi. Sami podejmujemy tę decyzję, nie czekając na potwierdzenie jej przez biskupa, nie dysponującego już ( być może) ani telefonem, ani pomocą piszących na maszynie ( ta, wyparta przez komputery i drukarki, stoi w kącie, brak ednak do niej kalki i tasmy), ani nawet kurierem ( samochodowym?) . Wolno nam ją podjąć, jeśli zostaniemy w pustym kosciele, a do tego bez środków do życia.
  2. Każda ilość zboża, jarzyn i owoców jest w podobnej sytuacji skarbem, lecz co do zboża – jak je zemleć? Czy nie warto więc zrobić „muzeum” ( tak to teraz można dowcipnie nazwać) w postaci sprawnego kieratu? To prawda, że koń jest już rzadkością w wielu wsiach, jednak do kieratu mogą zaprzęgnąć się ludzie, by nim napędzać wspomniany wyżej śrutownik. Nie nadaje się raczej do tego celu śrutownik bijakowy, wymagający wysokich obrotów, lecz da się wykorzystać żarnowy.Możliwe, że ktoś musiałby dorobić do niego specjalną przekładnię, co obecnie, w warunkach pokoju, jest łatwe. W ostateczności można zrobić żarna z betonu, jednak powierzchniami trącymi powinny być średniej wielkości kamienie zalane betonem ( żwir szybko zostanie obruszany i wyrwany ze swojego miejsca). W braku powyższego sprzętu pozostaje rozbijanie ziaren młotkiem… Jeśli ziarno jest dobrze wysuszone, jest to o wiele łatwiejsze.
  3. Jak objąć głosem tysiące ludzi? Chociażby dla pobudzenia ich do szczerego żalu za grzechy i udzielenia im ogólnego rozgrzeszenia? Dobrze mieć zawsze świeży zapas baterii ( alkaliczne dość długo dają się przechować) do wzmacniacza głosu – dużego, lub przynajmniej przenośnego ( także do radia) – jednak niektórych sytuacja zaskoczy bez tego zapasu. Koniecznie trzeba wtedy wejść jak najwyżej, tak by tłum ludzi mieć, jeśli to możliwe, na wprost siebie, i użyć tuby zrobionej z kawałka tektury lub blachy. W razie potrzeba warto zwracać się w różnych kierunkach.
  4. Jan Paweł II w rozmowie z dziennikarzami w Fuldzie w Niemczech w 1980 roku ujawnił niektóre szczegóły słynnej III tajemnicy Fatimskiej.  „ Czyta się tam – powiedział m.in. – że oceany zaleją znaczne obszary ziemi, a miliony ludzi umierac będą z minuty na minutę. Jakże często Kościół odnawiał się przez krew. Nie inaczej nastąpi to i tym razem” Jeśli tak miałoby się stać, na terenach spłukanych przez ogromne fale nie byłoby może zbyt wielu pogrzebów, na pozostałych jednak istniałaby konieczność szybkiego pogrzebania wielu zmarłych. Czy  już teraz nie warto zrobić wizji lokalnej, przewidując podobny fakt? Jeśli nie będzie pojazdów lub niedostateczna ich ilość, cmentarze kilkakrotnie powiększone nie powinny być planowane zbyt daleko. Ponieważ w podobnych sytuacjach tworzy się najczęściej groby zbiorowe, można przypuszczać że potem, w okresie pokoju, wiele rodzin chciałoby ekshumować ciała swoich bliskich. Aby można je było znaleźć i rozpoznać, trzeba przewidzieć przynajmniej najprostsze, w ramach parafii, środki dokumentacji. Mogłyby to być kołki z numerami, wypisanymi wodoodporną farbą, wbite w poszczególne groby, jak też spis nazwisk pochowanych wokół nich osób. Czy jednak w ogólnym zamęcie uda się to zorganizować i przechować? Gdyby przy zwłokach umieszczać np. torebkę foliową czy butelkę z nazwiskiem na niej lub w środku albo inny trwały przedmiot, sprawa identyfikacji byłaby później ułatwiona. Wiadomo, że wszyscy chcieliby być pochowani w ziemi poświęconej, więc co zrobić, gdy biskup przyjechać nie może, a cmentarz rośnie aż po horyzont? Na szczęście mamy w obrzędach błogosławieństw ( Katowice 1994) teksty na poświecenie cmentarza. Wprawdzie zaznaczono tam, iż  „ stosowne jest, aby ten obrzęd odprawił biskup diecezji (nr1116) , może go jednak powierzyć kapłanowi, zwłaszcza swojemu współpracownikowi w sprawowaniu opieki duszpasterskiej nad wiernymi, którzy podejmowali staranie o budowę cmentarza” . Można się domyślić, że jeśli biskup może zlecić poświęcenie cmentarza proboszczowi parafii w czasie spokojnym, czyni to niejako automatycznie (ipso facto) w czasie zagrożenia. Istotna jest tutaj modlitwa zawarta pod numerem 1129, zmówiona przy nowym krzyżu cmentarnym.
  5. Każda wiejska parafia powinna już teraz mieć własną solidną (nie bojącą się wichury) konstrukcje oraz pokrycie dachu, montowanego nad ołtarzem polowym. Ołtarz taki łatwo umieścić na przyczepie (dwóch, czterech?) samochodowej lub ciągnikowej. Jeśli celebrans będzie ze wszystkich stron widoczny, umożliwi tym samym udział we Mszy wielkiemu tłumowi, nawet jeśli jego głos nie będzie słyszalny. Innym rozwiązaniem jest przygotowanie trwałego przykrycia kielicha oraz puszek z komunikantami. Może być szklane ( lub z pleksi), w postaci leżącego akwarium, z otwartą ( częściowo?) ścianką od strony celebransa. Trzeba liczyć się z tym, że hostie własnego wypieku zajmą o wiele więcej miejsca, niż cienkie komunikanty. Sam ksiądz, a nawet mszał, może zmoknąć, ale przecież nie hostie….Te muszą znaleźć się w odpowiednich naczyniach. W razie braku dużych niklowanych mis mogą to być zwykłe misy, np. emaliowane.
  6. Samodzielny wypiek hostii to poważny problem, gdy ma się do dyspozycji tylko kuchnię węglową. Wiadomo, że będą to cienkie placuszki z (możliwie) białej mąki, pieczone na blasze. Aby jednak do blachy nie przywierały i nie przypalały się, trzeba użyć pszczelego wosku, którym tę blachę posmarujemy. Jest to sekret wypiekających opłatki, dysponujących specjalnym preparatem na bazie pszczelego wosku. Dużo pracy może kosztować potem podzielenie placuszków na cząstki, mające wystarczyć dla tysięcy ludzi. W razie braku białej mąki pozostaje razowa, z roztartych ziaren pszenicy, oczyszczonych przez sito.
  7. Zaopatrzenie się w zapas wina mszalnego jest konieczne. Gdyby jednak tego zabrakło, pozostaje produkcja młodego wina z rodzynków. Czy jednak w ogólnym zamęcie łatwo będzie je znaleźć? Czy nie trzeba już dzisiaj je mieć w dużej ilości? Nawet z myślą o księżach, którzy powinni otrzymać rodzynki w więzieniu, by tam mogli odprawiać Mszę świętą. Przecież wrogowie Kościoła wina im nie dadzą, lecz rodzynki mogą przepuścić… Wystarczy zalać je przegotowaną wodą i odstawić na dwa tygodnie, by mieć z nich wino. Pamiętajmy jednak, że istnieją dwa rodzaje rodzynków: robione z suszonych winogron oraz rosnące w postaci żółtych jagód na krzaczkach przypominających szparagowa fasolę (dokładniej: soję). Jak się wydaje, użycie tych drugich zagroziłoby ważności Mszy świętej poprzez odejście od Tradycji (nakazującej użycie wyłącznie wina z winogron) . Kupując rodzynki warto się więc upewnić, czy są wyprodukowane z  winogron. Może zresztą nie jest to konieczne, skoro rodzynki „jagodowe” są w Polsce rzadkością?
  8. Problem źródeł energii. Gdy kościoły się zapełnią, także w nocy, jak adorować Pana Jezusa całkiem po ciemku? Użyć lampek  z tłuszczu zwierzęcego, napełniających szybko wnętrze kopciem i odorem? To byłaby już ostateczność. Dobrym rozwiązaniem jest zaopatrzenie się w dużą ilość świec stołowych. Tych nigdy nie będzie za dużo, nawet gdybyśmy mieli setki paczek, gdyż mogą przydać się w domu, w położnictwie, w polowym szpitalu itp. Myszy także chętnie ich nie jedzą, choć szczury…. Te zjedzą wszystko! Nie trzeba chyba przypominać, że przy tym bez zapasu zapałek ani rusz – zapalniczki nie na długo wystarczą! Kto umie dzisiaj wykrzesać ogień w inny sposób? Choc podobno „bieda wszystkiego nauczy” , ja jednak wolałbym nie bawić się w Indianina, zwłaszcza gdy czas będzie naglił….Jeszcze do niedawna używano lamp naftowych, które zachowały się w wielu domach. Można zapełnić je naftą sprzedawaną w sklepach chemicznych „do celów domowych” albo naftą ze sklepów z dewocjonaliami nazywaną „oliwa do lamp” , stosowaną w wielu kościołach w „Kiercach” udających świece ołtarzowe). Zapach tej drugiej jest o wiele słabszy, jako importowana jest jednak dość droga jak na polskie warunki. Kto postara się o sznur bawełniany (konopny – nie wiem, czy się nadaje?), może łatwo sam zrobić z dowolnego naczynia lampę naftową. Czy parafie nie powinny zaopatrzyć się w większa ilość knotów do lamp ołtarzowych? Innym rozwiązaniem (dla przezornych księży) jest posiadanie zapasu kilku dużych butli z gazem, a do tego przynajmniej jednej gazowej lampy turystycznej. Przy odpowiednio uregulowanym płomieniu lampa taka może świecić bardzo długo (obejmie swoim światłem nawet spory kościół) , trzeba jednak posiadać specjalną złączkę do połączenia jej z dużą butlą, gdyż jej gwint jest przystosowany do małej butli turystycznej. Parafia mogłaby posiadac agregat prądotwórczy, przyłączony do instalacji kościoła. W czasie pokoju może on być idealnym rozwiązaniem, jednak w czasie zagrożenia trudno o benzynę – trzeba by zgromadzić znaczny jej zapas, gdyż np. wysokiej klasy alternator zużywa jej ok. 1,5 litra na godzinę, dając 3KW mocy – a pyza tym silnik powinien pracować na otwartej przestrzeni. Hałas zakłócałby nabożeństwo, a może i przyciągał rabusiów. Zimą oblężone byłyby te domy, w których znajduje się zapas opału. Bieda zmusza obecnie ludzi do oszczędności w tym względzie, więc nie tak znów wielu myśli o opale wiosną – wydaje im się, że na to jest jeszcze czas. W czasie ostatniej wojny ludzie spalali drewniane płoty, zresztą lasy zajmowały duży obszar Kraju, teraz…? Tylko centralne ogrzewanie z obiegiem grawitacyjnym (bez silniczka wymuszającego obieg wody) zdaje egzamin w razie braku prądu, i ono jednak wymaga zgromadzenia opału, który będzie wówczas na wagę złota. Teraz pozbywamy się łatwo tych rzeczy, stare ubrania wyrzucamy, ale wtedy przyda się wszystko, czym można się będzie przykryć lub włożyć na siebie, zwłaszcza gdy domy napełnią się uciekinierami, w popłochu i pośpiechu opuszczającymi miasta, bez możliwości zabrania ciepłych ubrań, koców itd. Jeżeli ktoś nie ma studni, lecz tylko hydrofor pompujący wodę przez rurę w puszczoną w ziemię, niech pomyśli, co zrobi bez prądu elektrycznego, nie mając w pobliżu studni? Może warto wydać trochę pieniędzy i założyć dodatkowo na tej rurze pompę ręczną, co uniezależniłoby mieszkańców w jakimś stopniu od prądu? Brak prądu to problem opróżniania szamba, użytkowanego w podobnych sytuacjach przez wielką liczbę ludzi. Aby nie chodzić wtedy w krzaczki, czy nie trzeba pomyśleć o posiadaniu już teraz solidnej ubikacji awaryjnej? Większość parafii takie posiada, nie wszędzie jednak nadają się one do stałego i dłuższego użytku. Czy, nie czekając na przyjście kontrolerów straży pożarnej, nie warto już teraz dopilnować zaopatrzenia się w środki potrzebne do gaszenia pożarów? Najprostsze z nich to proste bosaki, skrzynia z pisakiem lub przynajmniej piasek bez skrzyni, gaśnice ręczne, może nawet jakiś basenik (duża beczka) z wodą, a przy nim wiadra. Ostatnio pojawiły się na rynku kule gaśnicze, które, wrzucone do ognia, wybuchają i gaszą go. Rozmieszczone w budynku, „czekają na ogień” i wybuchną, gdy on do nich dojdzie. W Internecie można znaleźć ich opis i adres dystrybutora.
  9. A oto artykuły, których zapas warto w podobnej sytuacji posiadać: środki opatrunkowe w dużych ilościach (szpitale – nieczynne – pozostały w miastach), leki przeciwbólowe, przeciwbiegunkowe (może je zastąpić kakao, suszone czarne jagody: ludzie jedzą, co wpadnie im w rękę, stąd częste biegunki i zatrucia!), węgiel aptekarski w dużej ilości jako środek odtruwający (można go uzyskać samemu, spalając skórkę z chleba), większa ilość majeranku jako środka silnie rozgrzewającego (wywar podaje się przy przeziębieniach, im wcześniej tym skuteczniej działa), środki czystości (zwłaszcza mydło, szybko zużywane przy zwielokrotnionej liczbie mieszkańców, jak też płyn do naczyń), folia ogrodnicza wraz z mocną taśmą samoprzylepną do zastępowania brakujących szyb w oknach, gwoździe (nie tylko w czasie zagrożenia, ale także potem poszukiwane, zanim nie rusza fabryki), nasiona (kto je przechowa do lepszych czasów, będzie „panem”), wreszcie trwałe produkty żywnościowe. Zaliczyłbym do nich ziarna zbóż oraz takich roślin strączkowych, jak groch, fasola, soczewica, soja: suszone owoce i warzywa; konserwy owocowe, warzywne, sojowe, rybne i mięsne; suchary (np. „pieczywo chrupkie”), mleko w proszku, sól. Przez jakiś czas można przechować także makaron, jajka (zagrzebane w soli lub w piasku, ewentualnie natarte smalcem), proteinę sojową. Ta wprawdzie zbyt zdrowa nie jest ze względu na zastosowany proces rafinacji, jednak nadaje się do względnie długiego przechowywania.

Przejdźmy teraz do naszych spraw czysto kapłańskich

  1. W wypadku wielkiego zagrożenia możemy być przekonani, że liczba mszy świętych, i to zarówno w dzień powszedni, jak i świąteczny, jest ograniczona tylko możliwościami celebransa, zaś do rozdawania Komunii świętej ( w kościele oraz poza nim – tam, gdzie my nie możemy dotrzeć) można angażować zaufanych ludzi świeckich. Ponieważ do dzisiaj niektórzy księża nie wiedzą, co zrobić, gdy w czasie Mszy świętej zabraknie konsekrowanych Hostii – warto pamiętać, że nie trzeba powtarzać kanonu Mszy, lecz wystarczy napełnić puszki komunikantami i wymówić nad nimi (po cichu, by nie robić w kościele zamieszania) tylko słowa konsekracji (Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy…). Nie jest wymagana przy tym powtórna konsekracja wina. Gdyby była duża liczba Księzy koncelebrujących i nie mogliby lub nie zdążyli spożyć Krwi Pańskiej, wystarczy do ważności Mszy świętej, jeśli wszyscy poza głównym celebransem spożyją tylko Ciało Pańskie. Liturgię Słowa można, w razie konieczności, ograniczyć do krótkiego tekstu Ewangelii (nawet z pamięci, jak to czynimy np. przy udzielaniu Komunii św. Poza Mszą).
  2. W kryzysowych sytuacjach księża przeżywają oblężenie konfesjonałów, którego uniknąć się nie da. Nagle okazuje się, że nawet niedawno wyspowiadani doznają skrupułów i chcieliby wyspowiadać się „jak na śmierć”, nie ustępując miejsca wielkim grzesznikom. Nachodzi księży pokusa łatwego z rzucenia z siebie nadmiernego balastu poprzez zastosowanie absolucji generalnej, co jednak jest usprawiedliwione tylko w wypadku rzeczywistego nagłego zagrożenia życia penitentów. Przytoczę tu normy Kościoła w tym względzie. „Jedynie niemożliwość fizyczna lub moralna zwalnia od spowiedzi indywidualnej, którą wówczas można zastąpić innymi formami pojednania. Wtedy, w szczególnych okolicznościach, wolno, a nawet należy, wielu penitentom udzielić rozgrzeszenia ogólnego bez uprzedniej spowiedzi indywidualnej (KPK Kan.960). Tę forme celebracji można stosować, gdy zachodzi bliskie niebezpieczeństwo śmierci, a kapłan lub kapłani nie mieli by czasy wysłuchać spowiedzi każdego penitenta.  Kan 961 & 1 : Absolucja wielu równocześnie penitentów bez uprzedniej indywidualnej spowiedzi , w sposób ogólny, nie może być udzielona, chyba że: 1* Zagraża niebezpieczeństwu śmierci i brak czasu na to, by kapłan lub kapłani wyspowiadali poszczególnych penitentów.; 2* istnieje poważna konieczność, a mianowicie kiedy z uwagi na liczbę penitentów nie ma dostatecznie dużo spowiedników do należytego wyspowiadania każdego z osobna w odpowiednim czasie, na skutek czego penitenci bez własnej winy muszą pozostawać przez długi czas bez łaski sakramentalnej albo Komunii świętej; nie jest uznawane za dostateczną konieczność, gdy nie ma dostatecznej liczby spowiedników jedynie z powodu wielkiego napływu penitentów, jaki może się zdarzyć z powodu jakiejś wielkiej uroczystości lub pielgrzymki. &2 ; Wydawanie osądu, czy istnieją warunki wymagane w &1 pkt2, należy do biskupa diecezjalnego […] Kan.962 &1: By wierny ważnie korzystał z sakramentalnej absolucji udzielonej wielu penitentom jednocześnie, wymaga się nie tylko odpowiedniej dyspozycji, lecz również postanowienia, że we właściwym czasie wyzna grzechy ciężkie, których teraz wyznać nie może. &2; Wiernych należy wedle możności pouczać, także z okazji przyjmowania absolucji generalnej, o wymogach określonych w &1. Absolucje generalną powinno poprzedzić – nawet w niebezpieczeństwie śmierci , jeżeli czas na to pozwala – wezwanie do wzbudzenia przez każdego aktu żalu. W obrzędach Pokuty na str.29 czytamy: „Jeżeli poza wypadkami określonymi przez ordynariusza diecezji zaistnieje poważna potrzeba udzielenia sakramentalnego rozgrzeszenia w sposób ogólny, kapłan przed udzieleniem rozgrzeszenia powinien, o ile jest to możliwe, zwrócić się do miejscowego ordynariusza, aby mógł godziwie udzielić rozgrzeszenia. Jeżeli […] jest to niemożliwe, kapłan powinien (ex post) jak najprędzej zawiadomić go o zaistniałej potrzebie oraz o udzieleniu rozgrzeszenia”. Kan.976: Każdy kapłan, chociaż nie ma upoważnienia do spowiadania, ważnie i godziwie rozgrzesza jakichkolwiek penitentów znajdujących się w niebezpieczeństwie śmierci, z wszelkich cenzur i grzechów, nawet gdy jest obecny kapłan upoważniony. Kan.977: Rozgrzeszenie wspólnika w grzechu przeciw szóstemu przykazaniu Dekalogu jest nieważne, poza niebezpieczeństwem śmierci. Kan.986 &2: W nagłej konieczności każdy spowiednik jest obowiązany spowiadać wiernych, a w niebezpieczeństwie śmierci każdy kapłan. Kan.916: Kapłan mający świadomość grzechu ciężkiego nie powinien bez sakramentalnej spowiedzi odprawiać Mszy świętej ani przyjmować Komunii świętej, chyba że istnieje poważna racja i nie ma sposobności wyspowiadania się. W takim jednak wypadku ma pamiętać o tym, że jest zobowiązany wzbudzić akt żalu doskonałego, który zawiera w sobie zamiar wyspowiadania się jak najszybciej.
  3. Wypiszę teraz z Kodeksu Prawa Kanonicznego to, co odnosi się do szafarzy innych sakramentów, w sytuacjach trudnych, wymagających natychmiastowej samodzielnej decyzji i działania – zwłaszcza wówczas, gdy przyjmujący te sakramenty znajdują się w niebezpieczeństwie śmierci.Kan.844 &4: Jeśli istnieje niebezpieczeństwo śmierci, albo przynagla inna poważna konieczność, uznana przez biskupa diecezji lub konferencję Episkopatu, szafarze katoliccy mogą godziwie udzielać sakramentu pokuty, Eucharystii i namaszczenia chorych nie tylko prawosławnym (&3), ale także pozostałym chrześcijanom, nie mającym pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim, którzy nie mogą się udać do szafarza swojej wspólnoty i sami o nie proszą, jeśli odnośnie do tych sakramentów, wyrażają wiarę katolicką i do ich przyjęcia są odpowiednio przygotowani. Kan.861 &2: Duszpasterze, zwłaszcza zaś proboszcz powinni zatroszczyć się o to, aby wierni zostali pouczeni o prawidłowym udzielaniu chrztu ( Czy nie jest to obecnie pilne zadanie?! Nawet jeśli gdzieś udzielono pouczenia, czy nie należy teraz zrobić w kościele chóralnej powtórki? Ludzie wciąż nie umieją chrzcić!) Kan.865 &2: Dorosły, (tzn. ten, kto ukończył 14 rok życia), znajdujący się w niebezpieczeństwie śmierci, może być ochrzczony, jeśli mając jakąś znajomość głównych prawd wiary, ujawni w jakikolwiek sposób intencję przyjęcia chrztu i przyrzeknie, że będzie zachowywał nakazy chrześcijańskiej religii. Kan.866: Jeśli tylko nie stoi na przeszkodzie poważna racja, dorosły przyjmujący chrzest powinien być zaraz bierzmowany i uczestniczyć w Eucharystii, przyjmując także Komunię świętą. Kan.868 &2: Dziecko rodziców katolickich, a nawet i niekatolickich, znajdujące się w niebezpieczeństwie śmierci, jest godziwie ochrzczone nawet wbrew woli rodziców. Kan. 870: Dziecko podrzucone lub znalezione, jeśli po dokładnym zbadaniu nie ustali się jego chrztu, należy ochrzcić. Kan.883 &3: Na mocy samego prawa władzę udzielania bierzmowania w odniesieniu do osób znajdujących się w niebezpieczeństwie śmierci posiada proboszcz,a nawet każdy prezbiter (niezależnie od terytorium – oraz od wieku bierzmowanego) . Kan.935: Nikomu nie wolno przechowywać Najświętszej Eucharystii u siebie ani zabierać ją ze sobą w drogę, chyba że nagli konieczność pasterska […] Kan.938 &4: Dla poważnej przyczyny wolno przechowywać Najświętsza Eucharystię zwłaszcza w porze nocnej, w innym, bezpieczniejszym i stosownym miejscu. Kan.949: Kto ma obowiązek odprawienia i aplikowania Mszy świętej w intencji tych, którzy złożyli ofiarę, pozostaje nim związany, chociażby bez jego winy przepadły przyjęte ofiary. Namaszczenie chorych Kan.999 &2: W razie konieczności każdy prezbiter może poświęcać olej, jednak tylko w czasie sprawowania sakramentu. Kan.1003 &3: każdy kapłan może nosić ze sobą olej poświęcony, aby w razie konieczności mógł udzielić sakramentu namaszczenia chorych. Kan.1004 &1: namaszczenia chorych można udzielić wiernemu, który po osiągnięciu używania rozumu znajdzie się w niebezpieczeństwie śmierci na skutek choroby lub starości. Kan.1005: W wątpliwości, czy chory osiągnął używanie rozumu, czy poważnie choruje albo czy rzeczywiście już umarł, należy udzielić tego sakramentu. Kan.1007: Nie wolno udzielać namaszczenia chorych tym, którzy uparcie trwają w jawnym grzechu ciężkim. Małżeństwo. Kan. 1059: Małżeństwo katolików chociażby tylko jedna strona była katolicka, podlega nie tylko prawu Bożemu, lecz także kanonicznemu[…] ( może Księzy najść pokusa zlekceważenia małżeństw mieszanych, zwłaszcza w ogólnym chaosie o zagrożenia). Kan.1065&2: Aby owocnie przyjąć sakrament małżeństwa, usilnie zaleca się, ażeby kandydaci przystąpili do sakramentu pokuty i Eucharystii. Kan.1068: Jeśli w niebezpieczeństwie śmierci nie można zdobyć innych dowodów, wystarcza jeśli nie ma przeciwnych podejrzeń – oświadczenie kandydatów do małżeństwa, w razie potrzeby zaprzysiężone, że zostali ochrzczeni i nie SA związani żadną przeszkodą. Z Kan.1071 & 1: wynika, że w wypadku konieczności można bez zezwolenia ordynariusza asystować przy małżeństwie tułaczy. Kan,1079 &1: W grożącym niebezpieczeństwie śmierci, ordynariusz miejsca może swoich podwładnych, gdziekolwiek przebywających, oraz wszystkich przebywających na własnym jego terytorium, dyspensować zarówno od formy obowiązującej przy zawarciu małżeństwa, jak od wszystkich i poszczególnych przeszkód z prawa kościelnego, czy to publicznych czy tajnych, z wyjątkiem przeszkody wypływającej ze święceń prezbiteratu. W tych samych okolicznościach, o jakich w &1, ale tylko w wypadkach, w których nie można się odnieść nawet do miejscowego ordynariusza, taką samą władzę dyspensowania  posiada proboszcz, szafarz odpowiednio delegowany, a także kapłan lub diakon asystujący przy zawieraniu małżeństwa zgodnie z Kan.1116&2. &3: W niebezpieczeństwie śmierci spowiednik może dyspensować od przeszkód tajnych w zakresie wewnętrznym czy to podczas spowiedzi czy poza nią. Kan.1116&1: Jeżeli osoba, zgodnie z przepisem prawa, kompetentna do asystowania jest nieosiągalna lub nie można do niej się udać bez poważnej niedogodności, kto chce zawrzeć prawdziwe małżeństwo, może je ważnie i godziwie zawrzeć wobec samych świadków: 1* W niebezpieczeństwie śmierci: 2* poza niebezpieczeństwem śmierci jedynie wtedy, jeśli roztropnie się przewiduje, że te okoliczności będą trwały przez miesiąc czasu.&2: W obydwu wypadkach, gdyby był osiągalny inny kapłan lub diakon, który mógłby być obecny , powinien być poproszony i razem ze świadkami być przy zawieraniu małżeństwa, z zachowaniem zasady ważności małżeństwa wobec samych świadków.

Podzieliłem się z księdzem swoimi przemyśleniami co do ewentualnych przygotowań na wypadek nadchodzących wydarzeń, mogących uczynić naszą kapłańską posługę bardzo trudną. „Oby tak się nie stało” – chciałoby się powiedzieć z jednej strony, z drugiej zaś chce się wołać na widok szatańskich zwycięstw: „ Przyjdź, Panie Jezu! Przyjdź i nie zwlekaj, choćby to Twoje przyjście wstrząsnęło nami! Ojcze, przyjdź Królestwo Twoje!”

Ręcznie przepisany fragment z książki „Wejdź do radości”

Posted in Apokalipsa, Kościół, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , , , | 17 Comments »

Joanna Najfeld – prześladowana przez III RP

Posted by Dzieckonmp w dniu 19 Lipiec 2010


Od jakiegoś czasu najbliższe otoczenie po kolejnych posiedzeniach sądu nie
pyta JAK TAM?, tylko KIEDY NASTĘPNA ROZPRAWA? Otóż tym razem następną rozprawę sąd wyznaczył na 23.09.2010, o
godz. 9:00. Dziś, 19.07.2010, oskarżycielki Wandy Nowickiej znów nie było.
Może pojawi się na dziewiątej rozprawie?

Dostałam piękne wiadomości, że Państwo pamiętają i modlą się. Nawet gdyby
nie przyszły, też bym wiedziała, że pamiętacie, bo czuję Waszą modlitwę i
wsparcie. Pisałam już, że moim wielkim odkryciem całego doświadczenia
procesu jest SOLIDARNOŚĆ, której doznaję.

Wiedząc jak wiele to znaczy, chcę poprosić tych z Państwa, który są w
stanie to zrobić, o pewien szczególnie ważny gest: wsparcie modlitwą i
miłym listem dwóch BOHATEREK RUCHU PRO-LIFE, KTÓRE SIEDZĄ W JEDNYM Z
KANADYJSKICH WIĘZIEŃ DLA KOBIET za pikietowanie na rzecz ochrony życia pod
ośrodkami aborcyjnymi.

Linda Gibbons (62 lata) regularnie przebywa w więzieniu od 1994 roku
(łącznie przesiedziała 7 lat, dwa Boże Narodzenia). Jej “przestępstwa” to
ciche i pokojowe modlenie się przed ośrodkami aborcyjnymi.

Mary Wagner to młoda pro-liferka, która przebywa w więzieniu od czasu
ostatniego aresztowania 30. marca. Kilka dni temu odmówiła wyjścia na
wolność pod warunkiem zaprzestania pokojowego oferowania pomocy kobietom
pod ośrodkiem aborcyjnym. Powiedziała, że nie może tego zrobić, bo to
wbrew jej sumieniu.

Tym wspaniałym kobietom należy się nasza modlitwa i słowa podziękowania.

Linda Gibbons i Mary Wagner są więzione w:

Vanier Centre for Women
665 Martin St.
Milton Ontario
L9T 5E6
KANADA

Aby napisać do nich list wystarczy przed adresem dodać ATTENTION: LINDA
GIBBONS albo ATTENTION: MARY WAGNER.

Zgodnie z wytycznymi więzienia, nie wolno wysyłać naklejek, laminowanych
obrazków, zakładek, ulotek. Nie wolno pytać o życie więzienne, adres
zwrotny należy wpisać w treść listu, gdyż koperty są zabierane.

Dziękuję tym z Państwa, którzy znajdę chwilę czasu, żeby napisać do tych
Pań. Myślę, że świadectwo listów z całego świata spływających do tego
więzienia, może poruszyć nie tylko same więzione, ale również osoby
trzecie.

Joanna Najfeld

Przyłączamy się do prośny Joanny i piszemy listy do Kanady. „Wszystko co uczyniliście jednemu z moich najmniejszych mnie uczyniliście”. Każdy kto pragnie by sprawiedliwość panowała na tym świecie, każdy który chce świata gdzie nie ma prześladowanych za to tylko że chcą być normalnymi ludźmi, ma obowiązek napisać list do tych co cierpią aby wysłać im trochę nadziei. Niech to będzie po Polsku jesli nie znasz angielskiego lub nawet piękny rysunek. Nie ociągaj się znaczek niewiele kosztuje.

Posted in Aborcja, Apel, Prośba o modlitwę, Prześladowanie Chrześcijan, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | Komentowanie nie jest możliwe

XVIII pielgrzymka Rodziny Radia Maryja do Częstochowy

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 Lipiec 2010


Silni miłością odnawiamy Polskę

Kilkaset tysięcy pielgrzymów z kraju i ze świata wzięło  udział na Jasnej Górze w 18. ogólnopolskim spotkaniu Rodziny Radia Maryja.

A to Polska właśnie… Zebrana u stóp Maryi, adorująca Chrystusowy Krzyż, dumna ze swoich znaków narodowych, zjednoczona węzłem miłości do Kościoła i Ojczyzny, solidarna z drugim człowiekiem. Taką Polskę buduje Rodzina Radia Maryja, która po raz osiemnasty pielgrzymowała na Jasną Górę, dając świadectwo wierze i nadziei, ale także swemu zatroskaniu o bieg spraw publicznych w naszym kraju.

Wielomilionowa wspólnota skupiona wokół katolickiego Radia jest szczególnie zaniepokojona stanem śledztwa w sprawie katastrofy pod Katyniem i bezczynnością rządu. Solidaryzując się ze Stowarzyszeniem Rodzin Katyń 2010, Rodzina Radia Maryja domaga się powołania międzynarodowej komisji technicznej, która wyjaśni wszystkie okoliczności katastrofy, oraz utworzenia w Sejmie RP specjalnej komisji śledczej.
Tegoroczne dziękczynienie Rodziny Radia Maryja na Jasnej Górze przypadło na wyjątkowy czas, pełen Bożych znaków i zamyśleń nad stanem państwa. Przeżywamy rok wielkich rocznic: Katyń, Kłuszyn, Grunwald, Cud nad Wisłą, narodziny „Solidarności”, ale na te klisze pamięci nakłada się czarny kir „drugiego Katynia” i tragicznej powodzi – wydarzeń, które nikogo nie pozostawiły obojętnymi, a tym bardziej Rodziny Radia Maryja, która czyni tak wiele dobra dla Polski. Ten rok to również beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki, patrona miłości społecznej i naszej wolności. Odrodzenie Ojczyzny może dokonać się tylko na fundamencie miłości i solidarności, więc dlatego podczas Apelu Jasnogórskiego dyrektor Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk przypomniał, że „Jan Paweł II mówił: ‚Nie ma solidarności bez miłości’. Ale nie ma też miłości bez solidarności, tzn., trzeba być jeden z drugim, nigdy jeden przeciw drugiemu”. Dzięki wzajemnej solidarności mogliśmy w przeszłości dokonywać dzieł materialnych i duchowych, także w chwilach zagrożeń – wskazywał ks. bp Edward Frankowski podczas sobotniej Eucharystii. Wtedy przychodzą wielkie zwycięstwa Boga, który rozpala serca i porusza je do dobra. Ten wymiar miłości wyraża się przede wszystkim w służbie: podczas powodzi, ale także obecnie, gdy skutki kataklizmu już nie są tematem medialnym, Rodzina Radia Maryja, podobnie jak w 1997 r., spieszy z wszechstronną pomocą powodzianom. Być świadkiem miłości to także zabiegać ze wszystkich sił o pomyślność Ojczyzny, stąd tak wiele zatroskanych głosów podczas pielgrzymki na Jasną Górę. Rodzina Radia Maryja jako laikat świadomy swoich obowiązków polityczno-społecznych, widząc, że władzom RP nie zależy na wyjaśnieniu przyczyn katastrofy pod Katyniem, domaga się powołania międzynarodowej komisji technicznej i utworzenia specjalnej komisji śledczej w Sejmie. Ten wspaniałomyślny gest solidarności z rodzinami ofiar rodzi nadzieję, że dzięki radiowej wspólnocie prawda o narodowej tragedii zostanie w końcu odsłonięta. Będzie to kolejny dowód, że formacja obywatelska zdobyta w szkole Radia Maryja przynosi dobre owoce.
Jesteśmy świadkami miłości i mamy budować cywilizację miłości w czasie, gdy coraz mocniej napiera przebrany dla niepoznaki w nowe szaty ateizm. Gdy coraz więcej ludzi zniechęconych przykładem nieodpowiedzialnych polityków, rozpływaniem się państwa i instytucji ucieka w prywatność. Gdy poszerzają się kręgi biedy, a młode pokolenie traci sens życia, nie widząc perspektyw we własnej Ojczyźnie. Ale mrok zawsze zwiastuje nadejście blasku poranka. „Słaby jest lud, jeśli godzi się ze swoją klęską, gdy zapomina, że został posłany, by czuwać, aż przyjdzie jego godzina. Godziny wciąż powracają na wielkiej tarczy historii” (Karol Wojtyła). Nie wiemy, jakie godziny wybije jeszcze zegar dziejów. Będąc świadkami miłości, trwając przy Panu Bogu i Matce Najświętszej, możemy jako Rodzina Radia Maryja sprawić, że klęski zamienią się w zwycięstwo.
Małgorzata Rutkowska

Źródło: Nasz dziennik


Posted in Kościół, Patriotyzm, Radio Maryja | Otagowane: , , | 12 Comments »

Młoda kobieta sukcesu rzuca wszystko i idzie do Karmelu

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 Lipiec 2010


Agnieszka Wójciak jest młoda, pełna życia, robiła karierę. Ale chce, jak mówi, „być jak najbliżej Jezusa”, który od dłuższego czasu ją wzywał. Dlatego jedzie do Karmelu w norweskim Tromsø.

Kim jest Agnieszka Wójciak, kandydatka na karmelitankę?

Agnieszka Wójciak: Skończyłam zarządzanie, pracowałam na lotnisku w hotelu, zaczynając najpierw jako kelnerka, później zostałam managerem. Chciałam mieć swoją działalność. I udało się. Zajmowałam się cateringiem, a ostatnio prowadziłam restaurację.

A teraz kobieta pracująca, kobieta sukcesu jest jedną nogą w zakonie kontemplacyjnym w norweskim Tromsø.

Tak. Byłam tam już na takim krótkim rozeznaniu. Za dwa tygodnie wracam do Norwegii, żeby uczyć się języka i w listopadzie mam nadzieję, że Bóg pozwoli mi wstąpić do tamtejszego Karmelu.

Nie żal ci zostawiać tego wszystkiego. Bo z tego co wiem nieźle ci idzie w życiu.

Szczerze mogę powiedzieć, że mam duży pokój w sercu. W życiu czuję, że jestem w pełni swojej kariery, gastronomia i zarządzanie to rzeczy, które chciałam robić. Powoli awansowałam w życiu zawodowym i teraz czuję, że jestem u szczytu.

A co z takimi ludzkimi pragnieniami i marzeniami, jak małżeństwo, rodzina?

Spotykałam się i miałam relacje z chłopakami. Miałam też bardzo duże pragnienie macierzyństwa. I wyrzeczenie się tego jest dla mnie największą ofiarą. Ale gdy spotykasz Jezusa, to zyskujesz więcej. Zostawiam wszystko, ale po to, by mieć bardziej wszystko.

Skąd taki maksymalizm?

Właśnie ze spotkania z Jezusem. Miałam pieniądze, realizowałam się w życiu. Ale gdy spotkałam Jezusa tak rzeczywiście, „”na maksa”, to chciałam już być tylko z nim. Poza tym, stopniowo rozumiałam i teraz teraz to wiem, że najważniejsze dla człowieka, to pełnić wolę Bożą.

Dlatego bardzo bliskie są mi słowa św. Pawła z listu do Rzymian: „Przecież On mówi do Mojżesza: Ja wyświadczam łaskę, komu chcę i miłosierdzie nad kim się lituje. Wybranie więc, nie zależy od tego, kto chce lub się o nie ubiega, ale od Boga, który okazuje miłosierdzie” (Rz 9, 15-16). Sama pewnie bym sobie takiej drogi nie wybrała, bo nie jest łatwa.

I kiedy zaczęłaś się zastanawiać nad pójściem do zakonu?

Cztery lata temu. Kiedy stopniowo awansowałam w życiu zawodowym, zrozumiałam, że to nie jest cel mojego szczęścia. Nie pieniądze, nie kariera, ale Jezus. I Pan Jezus zaczął się o mnie mocno upominać. Zresztą pochodzę z wierzącej rodziny i mama często mi powtarzała, że Bóg jest najważniejszy i to On powinien być na pierwszym miejscu.

Przypominam sobie tutaj takie wydarzenie , przez które m.in. Jezus pokazał mi, że to On jest najważniejszy, a nie jakieś inne rzeczy. Kupiłam kiedyś samochód sportowy, mały, zgrabny, taki trochę „lanserski”. Bardzo szybko go rozbiłam. Potem z perspektywy czasu oceniałam, że to auto wcale nie było mi niezbędne. Kupiłam je żeby mieć. Miałam pieniądze, to kupiłam.

Powiedziałaś, że Pan Bóg mocno się o Ciebie upominał.

Tak. Dla mnie były to bardzo czytelne znaki. Byłam chora na białaczkę i zostałam uzdrowiona. Wiedziałam, że Jezus może mnie z tego wyciągnąć i mocno Mu ufałam. Nie zawiodłam się.

Gdy byłam w Londynie, byłam natomiast świadkiem poważnego przestępstwa. Po tym traumatycznym przeżyciu byłam mocno rozbita psychicznie. Po powrocie od razu trafiłam do Karmelu, aby się modlić i dochodzić do siebie. To nie było zaplanowane. Tam Jezus okazał się dla mnie być najlepszym psychologiem. Doświadczyłam tam ogromnej Jego łaski.

I od razu czułaś, że Bóg Cię woła do Karmelu? Nie myślałaś żeby pójść do jakiegoś zgromadzenia czynnego, zająć się jakąś działalnością, albo np. pojechać na misje?

Pierwszym takim mocnym znakiem była ta wizyta w klasztorze i modlitwa, o której wspomniałam. Na początku bardzo chciałam pojechać na misje. Chciałam coś robić, chciałam po prostu działać. Ale Jezus wyraźnie daje znaki, czego oczekuje.

Pokazał mi jasno, że to nie ja zabawiam swoim działaniem, ale to On jest Zbawicielem. Wiem, że ja modlitwą mogę najwięcej zdziałać. Były takie przypadki w moim życiu, że jak chciałam coś dla kogoś zrobić to kończyło się to nie najlepiej. A wystarczyło, że zaczęłam się modlić, a Jezus zajmował się sprawami, które mu powierzałam.

???

Na przykład jednego dnia miałam dwa wypadki, bo coś chciałam zrobić, starałam się komuś pomóc i być bardzo aktywna. Jezus pokazuje, że On tego ode mnie nie wymaga. Ja muszę się przede wszystkim modlić za tę osobę, której chcę pomóc, a nie stawać na głowie i liczyć na siebie. On się najlepiej zatroszczy o wszystko. Sama nic nie mogę, z Nim mogę wszystko.

Z tymi misjami to trochę przypomina historię świętej Tereski od Dzieciątka Jezus.

Teoretycznie mogłabym pojechać np. do Afryki. Ale nie tego oczekuje ode mnie Jezus. Wyjazd do Karmelu odczytuję zresztą jako taki trochę wyjazd na misje. Jadę do Norwegii zgłębiać swoją relację z Jezusem i modlić się za ludzi, którzy tam mieszkają, którzy będą mnie prosić o pomoc, za grzeszników. Modlitwa i bycie z Jezusem to takie moje misje.

Czyli czułaś, że Twoim powołaniem jest modlitwa?

Nawet dokładniej kontemplacja. Oprócz takich wyraźnych znaków, o jakich mówiłam, Pan kierował do mnie delikatne sygnały. Jeździłam na rekolekcje ignacjańskie, też na inne, gdzie w ciszy zbliżałam się do Boga i poznawałam siebie. To mi zawsze odpowiadało.

Jezus jest obecny w Słowie Bożym. Jak się pytam Go czego ode mnie chce, to często odpowiada przez Słowo. Gdy zadawałam pytanie co robić, to pamiętam bardzo dobrze jaką dostałam pierwszą wyraźną odpowiedź: „Jeśli kto mnie miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego i będziemy u niego przebywać” (J14, 23). To fragment dotyczący kontemplacji. Później przychodziły inne potwierdzające to.

Teraz mówisz już o wyjeździe. A czy przez cztery lata były jakieś trudności, które blokowały Twój wyjazd, stawiały go pod znakiem zapytania?

Gdy postanowiłam odpowiedzieć Jezusowi na wezwanie mnie do Karmelu powiedziałam o tym w domu. I spotkałam się ze sprzeciwem mojego taty. Jestem taką córeczką tatusia. Nie mógł się z tym pogodzić.

Co wtedy przeżywa człowiek, który z jednej strony jest pewny swojej decyzji i Bożego wezwania, a z drugiej napotyka na blokadę ze strony najbliższych?

Zaczęłam się kłócić z Panem Bogiem, bo coś się tu się nie zgadzało. Ale stopniowo oddawałam tę sytuację Jezusowi. Powiedziałam: „Panie Jezu, nie chcę niczego robić na siłę. Mogłabym mieć potem wyrzuty sumienia”.

Czekałam cierpliwie, bo ufałam Jezusowi. Prosiłam, żeby jeśli naprawdę chce mnie w Karmelu, dał łaskę i przemienił mojego tatę. Bardzo chciałam, by tata pobłogosławił mnie na wyjazd. I udało się. Tata widział, że jestem szczęśliwa, myślami zupełnie gdzie indziej, zdecydowana na wstąpienie do zakonu i w kwietniu zeszłego roku przestał stawiać opór.

Ale skąd Norwegia. Mało w Polsce klasztorów zamkniętych, chociażby karmelitanek?

To też wskazanie Jezusa. Prosiłam Go: „Pokaż mi konkretne miejsce”. W lipcu zeszłego roku znajomy ksiądz zadzwonił do mnie, że przyjeżdża karmelitanka z Tromsø. Jest taka praktyka, że chore siostry mogą pojechać gdzieś do sanatorium. Na dzień przed jej powrotem spotkałam się z nią w Warszawie . Po kilku godzinach rozmowy z nią wiedziałam, że Pan dał mi odpowiedź. Poczułam się zaproszona w konkretne miejsce.

Duch wieje kędy chce…

Pan Bóg chce żebym opuściła wszystko. Zostawiła życie zawodowe, przyjaciół, rodzinę, w ogóle Polskę. Wiem, że w Norwegii jest bardzo dużo ciemności. W samym Tromsø jest 230 katolików na niecałe 5 tys. mieszkańców. Tak sobie tłumaczę, że latarnia ma świecić tam, gdzie jest najciemniej.

Wielu Norwegów choruje na depresję. Tłumaczy się, że duży wpływ ma na to tamtejszy klimat. Ale po rozmowie z ludźmi okazuje się, że często przyczyną depresji jest duchowe umieranie ludzi. Dlatego czuję się też wezwana tam, gdzie jest duża potrzeba wypraszania łaski Bożej.

Byłaś już tam na rozeznaniu. Czyli wiesz mniej więcej co Cię czeka?

Przygoda z Jezusem i jeszcze większa z Nim relacja. Będę mogła być bardzo blisko Niego. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że przyjdą trudności, ból, cierpienie. Ale myślę, że będę to mogła ofiarować w intencji świata, grzeszników.

A tak w szczegółach, to jak wygląda dzień karmelitanki?

Siostry wstają o 6.00. Potem jest brewiarz i śniadanie. Następnie godzinna modlitwa myślna, czyli takie trwanie przed Bogiem. Później przygotowanie do Eucharystii, która jest o 9.00, razem z dziękczynieniem.

Od 10.15 do 12.15 siostry pracują. Jedna pisze ikony, inne coś wyszywają, robią świece. Każda zgodnie ze swoimi talentami i potrzebami klasztoru. Po pracy modlitwa i obiad.

Po obiedzie rekreacja. Siostry spotykają się razem. Można wtedy porozmawiać o różnych rzeczach. Od 15.00 d0 16.00 jest godzina miłosierdzia, którą siostry spędzają indywidualnie. Można np. odmówić Koronkę, odprawić drogę krzyżową. Potem jest pół godziny na jakieś duchowe lektury.

Dalej od 17.00 do 18.30 jest godzinna modlitwa myślna i brewiarz. Po modlitwie kolacja. Dzień siostry kończą wspólną modlitwą w kaplicy. Przed spaniem jest czas na swoje sprawy, np. na odpisywanie na listy. O 22.00 siostry kładą, żeby odpocząć.

Jesteś osobą bardzo otwartą, taką „do ludzi”. Twoi znajomi nie dziwią się, że dajesz się zamknąć w klasztorze?

Tak sobie myślę, że to nie ja będę za kratami, ale te osoby, które mnie odwiedzają. Tam będę wolna od rzeczy materialnych i powiązań z tym światem. Będę bardzo blisko Jezusa, najważniejszej Osoby w życiu.

Źródło: malirycerze.koszalin.opoka.org.pl

Posted in Kościół, Nawrócenia, Świat innymi oczami | Otagowane: , , | 1 Comment »

Znak na niebie w Moskwie

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 Lipiec 2010


Menetekel a moskiewskim niebie

26 listopada 2007 roku ukazał się olbrzymi znak na niebie w południowej części Moskwy.  Ukazała się duża biała ręka i przez pół godziny pisała na niebie 10 zdań. Pismo było widziane przez ponad 3 godziny. Tysiące ludzi mogło je widzieć i byli przerażeni ze strachu. Zamarł cały ruch na ulicy.

Napisane na niebie słowa brzmiały:

1. Niegodziwość pokonuje dobro.

2. Mój lud żyje nadal jak w zimie.

3. Nie ma żadnych owoców, nawet nic nie kwitnie.

4. To jest dzień zemsty (zapłaty) i lamentu.

5. Nie pozostanie prosta dusza obok wykrzywionej ani żadna wykrzywiona obok prostej.

6. Troszczcie się o wasze zbawienie.

7. Przynoście owoce pokuty.

8. Uratuję tych, którzy boją się Pana.

9. Postępujcie tak, jakbyście mieli złożyć rachunek. Czas jest bliski

10. Bądźcie pewni, oto przyjdę wkrótce.

Więcej w wersji gazetowej menetekel–wersja-gazetka.rtf

za Signum Dei nr 2 – styczeń 2009

Mali Rycerze Miłosiernego Serca Jezusowego

Posted in Cuda, Objawienia, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | 9 Comments »

Kulisy Unii – jak urzędnicy pogardzają Polską i Polakami

Posted by Dzieckonmp w dniu 8 Lipiec 2010


07.05.2009,  Niezależna Gazeta Polska
Kulisy Unii – jak urzędnicy pogardzają Polską i Polakami

To było jak na prawdziwym sensacyjnym filmie. I choć rzecz dotyczy polityki, nie był to żaden „political fiction”. To raczej paradokumentalny polityczny thriller. Jest w nim wszystko co potrzeba do „kina akcji”, ale na koniec nie ma napisów z nazwiskami aktorów, scenografów, kamerzystów i kierowników planu zdjęciowego. Ta rzecz zdarzyła się naprawdę.

W roli głównej wystąpiła tu pewna mała kaseta do reporterskiego dyktafonu, znaleziona w koszu na śmieci w rezydencji ambasadora jednego z krajów członkowskich NATO i UE. Ale zanim na niej coś nagrano i zanim odsłuchali ją nie ci ludzie co powinni była jeszcze prehistoria tej opowieści.

W autokarze na trasie Siemiatycze – Bruksela, kilka lat temu, znalazło się kilku młodych ludzi z głową na karku: powiedzmy Marek i powiedzmy Krzysztof. Mieli smykałkę do interesów i zaplecze w stolicy Belgii w osobach kuzynów i przyjaciół, którzy funkcjonowali tam już od lat, co w przypadku ludzi z Podlasia nie dziwi. W Brukseli szybko założyli firmę sprzątającą biurowce. Firma zatrudniała Polaków – była więc tania i konkurencyjna, a ponadto miała wyłącznie białych pracowników, więc cieszyła się względami na rynku wśród właścicieli biurowców i rezydencji, oficjalnie deklarujących brak jakichkolwiek rasistowskich uprzedzeń. Gdy pojawiły się oznaki kryzysu, polska firma tylko na tym skorzystała: cięto koszty wynajmu i sprzątania, a nasi byli bardzo elastyczni. Weszli więc jeszcze bardziej w obszar rezydencji dyplomatycznych. Do ambasad ich nie wpuszczano – względy bezpieczeństwa! – ale sprzątali już szereg ambasadorskich willi, zaś personel firmy czasem ze sprzątania przynosił niepotrzebne właścicielom gadżety. Wśród nich bywały CD z muzyką, ale też znalazła się owa kaseta. Dziewczyna, która wyjęła ją z kosza gabinetu pana ambasadora w owej rezydencji nie była szpiegiem, ale zwykłą gadżeciarą. Jednak już po kilkudziesięciu sekundach odsłuchiwania kasety, zrezygnowała. Zapis był bowiem po angielsku, a ona ledwie mówiła po francusku. Kaseta powędrowałaby pewnie – już definitywnie – do kolejnego kosza na śmieci, gdyby nie kompletny przypadek. Ów przypadek nazywał się powiedzmy Jurek, i był studentem z Warszawy (choć pochodził z Radomia). W ramach „dziekanki” przyjechał do Holandii i Belgii trochę pozwiedzać, trochę dorobić. On znał angielski, ale także interesowała go polityka. Przynajmniej na tyle, aby zrozumieć jak ważne jest to, co znalazło się w jego ręku tylko dlatego, że poszedł na imieniny do koleżanki mieszkającej w dzielnicy Ixelles. Owa koleżanka, bezskuteczny przedmiot westchnień, powiedzmy Jurka, była siostrą owej Magdy, sprzątaczki-gadżeciary.

Powiedzmy Jurek odsłuchał kasetę, dostał wypieków na twarzy i postanowił nią zainteresować kogoś, kto może zrobić z niej użytek. Jak postanowił, tak zrobił.

I tak czytelnicy NGP mogą dziś przeczytać tłumaczenie stenogramu rozmowy podczas lunchu w rezydencji ambasadora jednego z państw krajów członkowskich NATO i UE. Na taśmie nie wszystko jest czytelne – mikrofon nie zarejestrował jednakowo głosów dyplomatów z różnych części stołu. Stąd przerwy w stenogramie.

Oto zapis rozmowy:

Głos I: … bo, Panowie, powiedzmy sobie otwarcie, że czasem trzeba się spotkać w swoim, to jest w naszym, starym gronie. My się oczywiście spotykamy w ramach „27” (liczba państw – członków UE – przyp. RCz), ale trudno tam do końca mówić szczerze. Ci nowi, zwłaszcza Polacy, zamiast się, Panowie, cieszyć, że są z nami w salonie i jedzą nożem i widelcem przy głównym stole, cały czas czegoś chcą…

Głos II: No, to już się zmieniło. Może chcieli, może już nawet widzieli siebie jako tych rozgrywających, takich jak my, ale też przysiedli, kucnęli.

Głos III (ze śmiechem): No tak, nowy rząd zrozumiał, jak się zachowywać, żeby dostać trochę pochwał od zagranicznych dziennikarzy.

Głos I: … i żeby potem można to było przedrukować w kraju. Ale jednak do końca, nawet teraz przewidywalni nie są. Ich ambasador na co dzień jest miły i rozumie proporcje sił i wie jak jest urządzona Europa, ale po każdej wizycie tego prezydenta-bliźniaka dostaje, przepraszam, małpiego rozumu i ma znowu jakieś roszczenia i pytania jak 2–3 lata wstecz…

Głos IV: Słuchajcie, świetna ta ryba. Co to jest? Sola? Z tymi młodymi szparagami jest doskonała!

Głos V: No tak, Alan (Alan Thomas – ambasador Austrii przy UE – dop. RCz.), biedaku – wy nie macie w tej waszej Austrii morza. Wy dobrą rybę możecie tylko importować…

Głos II (chyba – dop. RCz.): A propos ryb. Ostatnio u naszego przyjaciela ambasadora Rosji, Władimira (Władimir Czyżow – ambasador Federacji Rosyjskiej – dop. RCz.), jadłem świetną rybkę, coś jak jesiotr… Bie…

Głos I: Bieluga (chodzi o bieługę – dop. RCz.) Ale wracając to przecież nie zwalajmy wszystkiego na Polaków. Nie możemy swobodnie porozmawiać o naprawie relacji z Rosją, zwłaszcza w kontekście naszych inwestycji w tym wielkim kraju i eksportu.

Głos VI: Z eksportem gorzej, bo kryzys. Rosja, Ekscelencjo, w ciągu roku 10 razy zmniejszyła obroty handlowe z zagranicą. Przerażające. Jak to w nas uderza…

Głos I: Racja, ale tym bardziej nie można Rosji dociskać kolanem do ściany. A jak tylko mówimy coś o realnym appeacement (znane pojęcie w dyplomacji wprowadzone przez brytyjskiego premiera Chamberlaina, gdy zawierał krótkowzroczne i krótkotrwałe porozumienie z Niemcami Hitlera w Monachium w 1938 r. – dop. RCz), to już nie tylko Polacy gardłują, ale też Bałtowie.

Głos VII: Małe to to, ta cała Estonia czy Litwa, a wypowiadają się jakby mieli jutro wypowiedzieć wojnę Kremlowi.

Ogólny śmiech.

Głos VIII: (nieczytelny zapis – dop. RCz) … i to zresztą z nowym prezydentem Obamą było ustalane…

Głos II: Ale ta „nowa” Unia nie nadąża. Oni nie wiedzą, że teraz jest silny, stabilny trójkąt: my, Unia, Moskwa i Waszyngton.

Głos I: No, nie wszyscy. Węgrzy rozumieją, Słowacy zrozumieli, polski premier też już grzeczny.

Głos III: Zdaniem nowego rządu nic nie może przeszkadzać w strategicznym ułożeniu sobie naszych relacji z Rosją. Na to naciska nasz przemysł, nasz biznes, to jest nasza przyszłość.

Głos I: No i to, Panowie, musimy przeprowadzić. Tu trzeba użyć wszelkich możliwych środków rozsądnych. Na przykład niedługo rozpocznie się dyskusja w Unii o podziale środków budżetowych na kolejną 7-letnią perspektywę finansową, począwszy od 2013. No i tu, mówiąc wprost, jest kij i jest marchewka. Nasi nowi partnerzy ze wschodniej Europy….

Głos III: Tylko nie mów do nich, że są ze wschodniej Europy (ogólny śmiech). Oni mówią, że są z Europy Środkowowschodniej.

Głos I: Tak, tak. Niech im będzie. Oni muszą zrozumieć, że my, stara, bogata Unia, kraje założycielskie, nie jesteśmy dojna krowa. Dajemy, ale wymagamy. Będzie większy zastrzyk finansowy, ale jak to mówił prezydent Jacques Chirac – zdrowie, Panie ambasadorze Francji, „santé!” – niech teraz skorzystają z okazji, żeby w sprawach Rosji siedzieć cicho.

Głos IV: No i też, Panowie, musimy wpływać na nich przez sytuację wewnętrzną u nich. Trzeba pomóc Tuskowi, no i temu nowemu premierowi na Węgrzech, premiera Fico ze Słowacji trzeba wreszcie przyjąć do Międzynarodówki Socjalistycznej, a nie głupio bojkotować…

Głos I: No tak, to jasne. Trzeba osłabiać bliźniaków w Polsce, ale z tym Klausem to jest problem. Z jednej strony…

Głos IX: Słuchaj Pierre (Pierre Sellal – ambasador Francji przy UE – dop. RCz.) możesz, kochany, podać trochę sosu? Wyśmienity sos… Wy to robicie czy sprowadzacie?

Głos I:…. Z jednej strony bowiem Klaus lubi Rosję, jest realistą, ma dobre relacje z Rosją, a z drugiej strony nie rozumie nas, nie rozumie Unii Europejskiej i przeszkadza, przeszkadza… Ale à propos Rosji, właśnie ich ambasador przesłał mi ich znakomity koniak. To, Panowie, przy cygarku, zapraszam.

Głos III: Musimy też grać to tak, aby jednak, Drodzy Koledzy, dbać o elementarne pozory. Ja tylko Panom przypomnę jak powstało największe mocarstwo świata – czyli USA. Otóż wzięło się to od wywalania transportu herbaty do oceanu w porcie w Bostonie, ponieważ brytyjskie kolonie, a dzisiaj Stany Zjednoczone – były niezadowolone brakiem partycypacji w zyskach i decyzjach politycznych ich dotyczących. Nie powtarzajmy więc błędów Brytyjczyków sprzed tych dwustu ponad lat.

Głos V: A tak konkretnie? Bo to przecież banały, Pan, wybaczy Ekscelencjo…

Głos III: Musimy dać im poczucie udziału w decyzjach i gronach kierowniczych. Każdy ma takie świecidełka na jakie zasługuje. Skoro były słoweński premier (Alojz Peterle – dop. RCz.) był w prezydium konwentu, który przygotował Konstytucję Europejską – co było i tak bez znaczenia – a teraz Łotysz jest wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej….

Głos I: Chyba Estończyk…

Głos II: Tak, tak Estończyk (Siim Kallas – dop. RCz.)

Głos III: No właśnie. Pamiętałem, że któryś z tych bałtyckich krajów. Teraz znowu dajmy coś bez realnego zastrzeżenia politycznego, ale nawet i spektakularnego.

Głos i: Na przykład szefa PE…

Głos III: No właśnie o tym chciałem powiedzieć. To zabawka. Dekoracja. Mój kraj to poprze. To nie jest żaden wpływowy instrument, ale to zadowoli ich ambicje…

Głos I: Na przykład Polaków.

Głos III: Choćby i Polaków.

Głos II: (zapis nieczytelny – dop. RCz.) … No i potem zrobimy oficjalne spotkanie z Polakami i tą całą resztą, żeby ich poinformować o ustaleniach. Zgoda?

Głos I: (zapis nieczytelny, dźwięk odsuwanych krzeseł – dop. RCz.)… No to przejdźmy, Panowie, do salonu, zapraszam na kawę, zapraszam na rosyjski koniak, na szkocką whisky, na grecką Metaxę. Niech żyje zjednoczona Europa! (śmiech, zapis się urywa).

Ile takich kaset nie zostało nigdy odnalezionych? Ale jedna wystarczy, aby dostrzec choćby zarysy kulis międzynarodowej gry sił i interesów.

http://rprl.blogspot.com/

Posted in Polityka, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 21 Comments »

Apokalipsa w Zatoce Meksykańskiej

Posted by Dzieckonmp w dniu 1 Lipiec 2010


Gigantycznych rozmiarów katastrofa ekologiczna rozgrywa się w Zatoce Meksykańskiej, gdzie każdego dnia do jej wód trafiają tysiące litrów ropy z uszkodzonej platformy wiertniczej “Deep Horizon”. Wyciek trwa już prawie dwa miesiące, ale dopiero teraz do wiadomości publicznej dociera skala kataklizmu, który niszczy plaże Luizjany i dociera właśnie do wybrzeży Florydy.

Platforma “Deep Horizon” należała do brytyjskiego giganta naftowego – British Petroleum. Od momentu wypadku firma ta stara się zatuszować prawdziwą skalę katastrofy, próbując w międzyczasie za wszelką cene zatrzymać wyciek. Ropa wycieka z uszkodzonej instalacji na dnie morskim, gdzie panujące ciśnienie uniemożliwia posłanie płetwonurków do naprawy pękniętych rur. Wszystkie prace muszą więc wykonywać podwodne roboty, których działanie i skuteczność dalekie są od perfekcji.

Zdumiewająca jest reakcja amerykańskiego prezydenta Obamy, który przez ponad miesiąc nie chciał dostrzec rosnącego problemu, bagatelizował go i nie przekazał środków niezbędnych do powstrzymania rozprzestrzeniającej sie w szybkim tempie ropy mimo że władze stanów zagrożonych kataklizmem o taką pomoc wręcz blagały. Pozycję taką łatwiej jest zrozumieć wtedy, gdy wziąć pod uwagę fakt, że BP należy do największych sponsorów kampanii prezydenckiej Baracka Obamy. Ironią losu jest to, że w przemówieniach przedwyborczych ogarnięty świętym gniewem BHO gromił indolencję prezydenta Busha, któremu 3 dni zajęło podjęcie decyzji w sprawie pomocy ofiarom huraganu Katrina. Od powstania wycieku ropy minęło już prawie 50 dni i każdego dnia katastrofa przybiera coraz bardziej biblijne proporcje. Te biblijne proporcje można rozumieć już w sensie dosłownym, bo wielu ludzi doszukuje się w tym wydarzeniu spełnienia się przepowiedni zawartej wApokalipsie św. Jana.

Oczywiście trudno w Biblii doszukiwać się konkretnych wskazówek, że przepowiednia dotyczy Zatoki Meksykanskiej. O morskim katakliźmie – zatruciu oceanu – mówi także wiele różnych tradycji religijnych Wschodu i Zachodu. Wspólne dla nich wszystkich jest to, że takie wydarzenie miałoby nastąpić w bliżej nieokreślonej przyszłości, gdy ludzie odrzucą wartości duchowe a skupią swe zainteresowanie jedynie na dobrach materialnych. Chciwość ma przysłonić zdrowy rozsądek i zniszczyć naturę w której przyszło człowiekowi żyć. Patrząc na skalę wycieku w Zatoce Meksykanskiej, trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie dożyliśmy takich czasów.

Apokalipsa św. Jana w kilku miejscach nawiązuje do tematu zatrucia mórz. W rozdziale, który opisuje cztery pierwsze trąby czytamy:

I drugi anioł zatrąbił:
i jakby wielka góra płonąca ogniem została w morze rzucona,
a trzecia część morza stała się krwią
i wyginęła w morzu trzecia część stworzeń
– te, które mają dusze –
i trzecia część okrętów uległa zniszczeniu.

Kiedy popatrzymy na wody Zatoki Meksykańskiej z lotu ptaka, rdzawe plamy ropy rzeczywiscie wyglądają jak smugi krwi. W Apokalipsie czytami dalej, że drugi anioł wylał czaszę pełną gniewu Boga do morza i wypełniło się one krwią:

A drugi wylał swą czaszę na morze.
I stało się ono krwią jakby zmarłego,
i każda z istot żywych poniosła śmierć –
te, które są w morzu.

Czy rzeczywiście św, Jan z Pathmos zobaczył w swojej wizji to, co dziś obserwujemy na wodach umierającej zatoki? W końcu oślizła, rdzwa maź wyglądem przypomina krzepnącą krew zabitego czlowieka… Ale jeśli nawet katastrofa w Zatoce Meksykańskiej nie ma nic wspólnego z przepowiednią św. Jana, to do prawdziwej apokalipsy jest jej już bardzo blisko.

autor: chris miekina
Źródło; sekretyameryki.com


Posted in Apokalipsa, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , | 6 Comments »

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 344 obserwujących.