Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Archive for Sierpień 2010

Trudny czas dla Kościoła

Posted by Dzieckonmp w dniu 30 sierpnia 2010


To będzie bardzo trudny rok dla Kościoła w Polsce. A od decyzji, jakie będą podejmowane (lub nie) może zależeć przyszłość katolicyzmu w naszym kraju.

Czas „świętego spokoju” (czasem mam wrażenie, że najważniejszego polskiego świętego) dobiegł już końca. Hołubione przez lata moralne status quo należy już do przeszłości, a zasada, by nie zmierzać do zderzenia z hierarchią kościelną, też już nie obowiązuje. Teraz przyszedł czas na – na razie jeszcze ostrożną i prowadzoną flankami – politykę zderzenia z Kościołem i jego nauczaniem, a także pozbawiania tej instytucji autorytetu. Tak, by już nikt i nic nie przeszkadzał partii rządzącej w sprawowaniu niepodzielnej władzy.

Ten mechanizm został już zresztą przetestowany na Lechu Kaczyńskim i PiS-ie. A przyznawał to w styczniu 2010 roku Janusz Palikot, który jest obecnie główną bronią PO w walce z każdą niezależną od niej instytucją: „…my na trwałe zniszczyliśmy zagrożenie populizmem, trwale uszkodziliśmy liderów PiS-u i całą formację, która jest już niezdolna do zwycięstwa. Nikogo już nie uwiodą, bo są fundamentalnie ośmieszeni. (…) Moim celem było ich ośmieszyć, wyszydzić, skompromitować, sprowadzić do niskiego parteru, doprowadzić do sytuacji, że oni nie są wielkimi przywódcami i nie mogą uwieść narodu” – mówił Palikot 13 stycznia 2010 roku w wywiadzie dla dziennika „Polska. The Times”. A teraz te same metody, które zastosował wobec PiS-u, wyraźnie zaczął stosować wobec Kościoła.

Koniec status quo

I niestety nie jest to przesada. Od kilku tygodni (za każdym razem, gdy Kościół powie coś, co nie spodoba się PO, prezydentowi czy rządowi) ataki te przybierają na sile, trwa bowiem festiwal podważania niepodważalnych (tak twierdzili choćby Donald Tusk czy Jarosław Gowin, gdy Marek Jurek chciał zmienić konstytucję, by lepiej chroniła ona życie ludzkie) dotąd ustaleń prawnych dotyczących sprzeciwu (umiarkowanego trzeba przyznać) wobec zabijania nienarodzonych.

Palikot otwarcie wzywa już swoich wyznawców do zmiany nie tylko ustawy o planowaniu rodziny, ale także wprowadzenia w Polsce zgody na zabijanie schorowanych staruszków. „Na moje zlecenie Homo Homini przeprowadziło rozległe badanie, na próbie ok. 1700 osób, na temat różnych spraw dotyczących kwestii światopoglądowych. Będę zamieszczał niektóre wyniki przez kilka kolejnych dni. Na pytanie, czy ustawa aborcyjna powinna być zliberalizowana były następujące odpowiedzi: zdecydowanie tak – 31,9, raczej tak – 30,1. To oznacza, że nieprawdziwa jest, od lat powtarzana teza, że kompromisu z lat 90-tych nie należy ruszać. Wręcz przeciwnie. A zatem ludzie Ruchu – do boju!!!” – wzywa na swojej stronie Palikot. A dalej uzupełnia: „We wspomnianym już tu badaniu HH na pytanie o to, czy eutanazja powinna być dopuszczalna, aż 46 proc. Polaków odpowiada tak lub raczej tak!! To przełom, to o kilka procent więcej niż nie, lub raczej nie. W tej najbardziej, wydawało by się, trudnej rzeczy, ludzie bardziej niż politycy rozumieją nieszczęście życia za wszelka cenę, w imię efektów medycyny! Brawo Polacy!!!!!”.

A wtórują mu (i to jest istotna zmiana) media, w których nagle zabrakło wyznawców „świętego kompromisu”, i które otwarcie już wypowiadają się za jak najszybszym pełnym zalegalizowaniem w Polsce zabijania nie tylko nienarodzonych, ale także chorych i upośledzonych. Polacy, tu nie przeceniałbym wyników badań zleconych przez Palikota, nie są może do tego jeszcze gotowi, ale… wytrwała praca mediów, a także brak znaczącej odpowiedzi Kościoła, zrobią swoje. I wreszcie nadejdzie taki czas, gdy politycy dostrzegą zmianę słupków i zmienią prawo… Katoliccy intelektualiści, politycy, a także niektórzy (oby nieliczni) duchowni poprą ich zaś w imię „kompromisu”, „dialogu” czy niechęci do eskalowania debaty!

Ośmieszyć hierarchię

Ataki na Kościół mają jednak jeszcze jeden istotny powód. Otóż chodzi w nich o to, by skutecznie pozbawić znaczenia i autorytetu ostatniej instytucji, która jest zdolna przeciwstawić się totalnym (w sensie przejmowania władzy) zakusom partii rządzącej. W czasie ostatnich wyborów, a także po katastrofie smoleńskiej, PO zorientowało się, że wykreowany przez jej liderów (a także usłużne media, które – tak jak dziś „Newsweek” – przyczepią się już nie tylko do ciemnej strony Kościoła, ale nawet do spowiedzi, wykorzystując do tego frustracje byłych księży) podział na katolicyzm łagiewnicki i toruński już nie wystarcza, bowiem nawet hierarchowie przedstawiani jako łagiewniccy nie chcą chodzić na krótkiej smyczy władzy. I potrafią niezwykle mocno sprzeciwić się jej pomysłom.

Potem było jeszcze gorzej. Mimo że PO, choćby ustami rzecznika rządu, jasno sugerowała, jak powinni zachować się hierarchowie, to oni nie tylko nie podjęli tych sugestii, ale wręcz zaapelowali o „godne upamiętnienie ofiar”, co w istocie oznacza sprzeciw (jawny) wobec polityki niepamięci prowadzonej przez Platformę Obywatelską. Na taki jawny sprzeciw zaś władza zgodzić się nie chce. I dlatego rozpoczęła ostry atak na niezależną instytucję, jaką jest Kościół. Symbolicznym jest fakt, że rzecznik rządu czy wicemarszałek Sejmu zabrali się za recenzowanie prac biskupów diecezjalnych. – To przykre i smutne, że nie doczekaliśmy się ze strony Kościoła, aby zajął w sprawie krzyża przed Pałacem Prezydenckim odpowiedzialną postawę – bo czekaliśmy dzisiaj wszyscy na ten głos, na głos ze spotkania biskupów – i to była ostatnia szansa, żeby Kościół w tej sprawie zajął jakąś odpowiedzialną postawę – mówił Paweł Graś. A dziennikarze i publicyści używali sobie jeszcze mocniej.

Na tej atmosferze próbują też ugrać swoje politycy SLD. – Powstał w końcu klimat na to, by zmarginalizować rolę Kościoła w państwie – oceniał w „Polsce The Times” jeden z polityków lewicy. – Napieralski zdecydował się na ostry zwrot z powodu sporu, jaki powstał w związku z krzyżem przed Pałacem Prezydenckim – zdradzał gazecie jeden z bliskich współpracowników lidera SLD. – Nigdy nie było tak sprzyjających warunków na ostateczne rozwiązanie sprawy rozdziału Kościoła od państwa – dodał. A w takiej atmosferze PO, aby zachować część swojego lewicowego i centrolewicowego elektoratu, będzie musiała także wyraźnie skłonić się w lewo. I zwalczać (rękoma Palikota, ale również Joanny Muchy czy innych posłów, a także chętnych do tego mediów) Kościół, tak by nie dać się wyprzedzić SLD. Efektem zaś może być nie tylko zniszczenie autorytetu ostatniej mającej w Polsce znaczenie instytucji, ale również wyraźne przesunięcie światopoglądowe opinii publicznej.

Zakrywanie nieróbstwa

A zanim do tego dojdzie (a jeśli nic w tej sprawie nie zrobimy to dojdzie raczej wcześniej niż później) Platforma będzie miała świetną zasłonę dymną dla własnego nieróbstwa. Dzięki debacie o zabijaniu nienarodzonych i starców, eutanazji, in vitro czy rozdziale Kościoła i państwa (a będzie ona niewątpliwie gorąca) – będzie można odwrócić uwagę od kolejnych podwyżek podatków, od fatalnego stanu budżetu państwa (do którego w wywiadzie dla „Newsweeka” przyznawał się w imieniu rządu premier Waldemar Pawlak), od braku jakichkolwiek pomysłów na reformy, niszczenia życia intelektualnego przez wprowadzanie VAT-u na książki, czy wreszcie od lenistwa tej ekipy.

Komentatorzy bowiem zamiast zająć się realnymi problemami Polski, chętnie kupią tematy światopoglądowe. I zamiast dyskusji o realnej modernizacji naszego kraju (czyli na przykład budowie autostrad, kolejach, przejrzystym i sprzyjającym rodzinom i przedsiębiorstwom modelu podatkowym) będziemy mieć dyskusję o tym, czy lekarz może zabijać staruszków, i czy biskupi nie za bardzo wypowiadają się na tematy polityczne… (co, z nie wiadomych powodów, uchodzi za temat nowoczesny).

Nowy ruch polityczny Palikota (jak niechętnie przyznaje „Gazeta Wyborcza”, nie mogący liczyć na wejście do parlamentu) to jednak także wspaniała okazja, by stworzyć pozory pluralizmu politycznego w Polsce. Ta lewicowa przybudówka PO (takie Stronnictwo Demokratyczne czy ZSL z czasów PRL) może zagospodarować część wyborców SLD, czy niezdecydowanych lewicowców, nie tracąc przy tym centrystów czy nawet łagodnych centroprawicowców… A dzięki temu skutecznie, na wiele lat, przejąć władzę. I nadal nic nie robić, ciesząc się poparciem lewicowo-liberalnego establishmentu medialnego.

Gdyby było inaczej, gdyby Palikot rzeczywiście chciał utworzyć nową partię, osłabiając Platformę, to już dawno byłby poza tym ugrupowaniem. A odchodziłby w glorii oszusta (właśnie odkrytego), albo pantoflarza. W każdym razie poślizgnąłby się w wannie na mydle – jak ładnie określał model rozstawania się Donalda Tuska ze swoimi współpracownikami Piotr Zaremba. Jeśli tak nie jest, to oznacza to, że pomysł ruchu obrońców Palikota jest akceptowany, a być może nawet wymyślony przez premiera i szefostwo partii.

Bronić Kościoła i moralności

Autentyczne intencje Tuska, Schetyny, Komorowskiego i Palikota (niezależnie od różnic między nimi) nie mają – i trzeba mieć tego świadomość – znaczenia. Jeśli bowiem nawet chodzi im tylko o zbudowanie lewicowej przybudówki, i takie osłabienie Kościoła, tak by nie przeszkadzał on (głównie zresztą na poziomie proboszczów) w wygrywaniu wyborów, to ich działania będą miały konkretne skutki. Zaufanie społeczne do Kościoła zostanie osłabione, tematy światopoglądowe zostaną bardzo mocno wprowadzone do debaty publicznej, co prędzej czy później skończy się powolną akceptacją nowych pomysłów przez opinię publiczną (a przynajmniej opatrzeniem się i osłuchaniem tych tematów).

Dlatego konieczna jest zdecydowana odpowiedź Kościoła (nie tylko instytucjonalnego, ale także wiernych) na te pomysły i zakusy. Aby do niej doszło trzeba jednak zrozumieć, że dzieje się coś rzeczywiście ważnego. A w istocie powiedzmy sobie szczerze: rozpoczęła się decydująca walka o przyszłość Polski, o to, czy będzie ona wierna swojemu powołaniu, broniąca życia, czy też nie. I w tej walce nie osobiste deklaracje polityków są ważne, ale to, co robią. Nie jest istotne, czy Komorowski (ale także Kaczyński, czy ktokolwiek inny) uznaje się za katolika. Ważne jest to, czy jego działania szkodzą czy też nie Kościołowi i moralności publicznej. Jeśli szkodzą (lub szkodziły) to trzeba to otwarcie mówić. I pokazywać. Dość już uciekania od trudnych tematów, w imię nieszkodzenia ulubionej (każdy może sobie wybrać swoją) partii politycznej.

Ale poza odwagą (i jednością) w prezentowaniu tematów trudnych, egzekwowaniem (choćby przez przypominanie o tym, kto ma prawo przystępować do komunii świętej) katolickiego stanowiska od polityków mieniących się katolikami, konieczna jest także formacja intelektualna. Znajomość bioetyki czy moralności katolickiej jest bowiem wśród Polaków minimalna, a choćby pobieżne przedstawienie argumentów Kościoła przeciw in vitro czy eutanazji zazwyczaj wystarcza, by pokazać spójność i racjonalność postawy katolickiej. Niestety, takiej formacji na poziomie parafii, szkoły, diecezji wciąż brakuje. I nawet księża często nie wiedzą, dlaczego stanowisko Kościoła jest właśnie takie. Jeszcze gorzej sprawa wygląda wśród świeckich. Niezbędne wydaje się także utworzenie silnej i zdecydowanej Ligi Katolickiej (można ją nazwać także Ligą przeciwko Zniesławianiu Katolików) w Polsce, która nie tylko monitorowałaby wypowiedzi na temat Kościoła, ale również przygotowywałaby raporty, a gdy trzeba – wytaczała procesy nadgorliwym wrogom Kościoła.

Co na to Fronda?

I właśnie jako środowisko chcemy się w te działania włączyć. Nie w przestrzeni politycznej, ale metapolitycznej i kulturowej, która wydaje się nam o wiele istotniejsza niż czysta polityka. I dlatego od października rusza – prowadzona wraz z Braćmi Kapucynami – w wielu miastach Polski (szczegóły wkrótce) Kuźnia Wiary, czyli formacyjne spotkania pokazujące, dlaczego katolicy mają rację w kwestiach bioetycznych i moralnych. Połączone one będą z seminariami i możliwością dyskusji. Jesteśmy otwarci na propozycje innych miejsc, w których takie (lub weekendowe – skondensowane) spotkania mogłyby się odbywać.  Mamy nadzieję, że na miarę naszych skromnych możliwości uda nam się pokazać racjonalność bioetyki katolickiej, a także pomóc w formacji choćby nielicznych Polaków.

Zobowiązujemy się także do stałego monitorowania mediów i wypowiedzi politycznych, tak by wyszukiwać wypowiedzi czy zachowania, których nie da się zaakceptować i odpuścić. To wszystko oczywiście można uznać za niewiele znaczące. Ale od czegoś trzeba zacząć, sprzeciwiając się procesom, których nie akceptujemy.

Tomasz P. Terlikowski

Źródło: Fronda.pl

Posted in Kościół, Polityka, Prześladowanie Chrześcijan, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , | 39 komentarzy »

Poruszająca wizja 26 sierpnia 2010 – NMP Częstochowskiej

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 sierpnia 2010


Mój Anioł Stróż obudził mnie w nocy. W duchu zostałem przeniesiony do Kaplicy Jasnogórskiej, w której było jasne biało-czerwone światło. Wokoło było dużo Aniołów, którzy mieli pochylone głowy. W kaplicy widziałem klęczących przed Cudownym Obrazem królów Polski z dynastii Piastów i Jagiellonów (św. Kazimierz Jagiellończyk). Klęczał również król Jan  Kazimierz. Po drugiej stronie klęczeli polscy święci i błogosławieni (min. Św. Maksymiliana Kolbe).  Przed samym ołtarzem klęczeli: św. Wojciech, św. Stanisław, Św. Stanisław Kostka, św. Andrzej Bobola. Z tyłu za nimi klęczeli słudzy Boży: kard. Wyszyński i Jan Paweł II.

Pośrodku kaplicy widziałem  św. Jadwigę, św. S Faustynę, św. Edytę Stein i wiele innych osób, wśród których rozpoznałem Wandę Malczewską, Rozalię Celakównę oraz o. Augustyna Kordeckiego

W pewnym momencie otworzyło się niebo nad kaplicą i zauważyłem świetlisty Tron, a na nim zasiadającego Pana Jezusa jakby na obłokach. Za Tronem był świetlisty krzyż, na którym był widoczny biały orzeł w koronie. Cała kaplica była przepełniona majestatem Bożym.

W pewnym momencie Tron otoczyło czterech Aniołów. Pierwszy z nich trzymał miecz, drugi naczynie, trzeci koronę a czwarty berło. W pewnym momencie przed moimi oczami ukazała się Polska od gór aż do morza – nie umiem tego opisać, ale wyglądało to tak, jakby mapa przewinęła  się przede mną. Dwóch innych Aniołów ukazało się ponad kaplicą. Jeden z nich miał kadzidło a drugi dzwonek. Ten drugi to Anioł Ave.

W jednej chwili dym z kadzidła oraz światłość rozstąpiły się i zauważyłem Matkę Najświętszą w królewskim płaszczu klęczącą przed Tronem. Aniołowie i wszyscy obecni w kaplicy pochylili nisko swoje głowy i słyszałem jak mówili:

ANIOŁOWIE, ŚWIĘCI I BŁOGOSLAWIENI: Bądź uwielbiony Jezu Chryste, Królu Królów i Panie Panów. Niech uwielbione będzie Twoje Imię i błogosławiony niech będzie Twój Majestat. Tobie chwała na wieki wieków.

Witaj, Królowo polskiej korony. Bądź pozdrowiona Pani Jasnogórska, Retmanko i Obrończyni tej ziemi, która jest Twoją własnością. Niech w pełni zapanuje Królestwo Twoje i Twojego Syna w tym narodzie, który cierpi i błaga o wysłuchanie modlitw, aby cały lud stał się godny obietnic Chrystusa Pana – Władcy i Króla wszystkich narodów.

Nastała cisza w kaplicy i teraz zauważyłem jak Matka Boża, która miała smutne oblicze, trzymając w rękach koronę, złożyła ją u stóp Tronu. W pełni majestatu i pokory, złożyła ręce do modlitwy, podniosła oczy w stronę Swojego Syna i powiedziała:

MATKA BOŻA: Synu Mój umiłowany, spójrz na modlitwy Twojego ludu, który nie zawsze był wierny Twoim przykazaniom. Wejrzyj na oddanie i ofiarowanie tych, którzy z taką odwagą i męstwem walczyli w obronie wiary, krzyża i Kościoła przez poprzednie pokolenia. Wspomnij na przelaną krew w obronie Bożej sprawy, dla honoru i za ich ojczyznę, którą wybrałeś, aby dawała świadectwo innym narodom.

Wszyscy obecni odpowiedzieli: Błagamy Cię Jezus Chryste, Panie i Królu narodów.

Synu Mój, Królowa narodu Polskiego, Twoja i ich Matka błaga Cię dzisiaj, abyś wysłuchał ich modlitw. Wiem, że nie zawsze byli wierni. Lecz Ty sprawiłeś, abym była ich Królową, Hetmanką i Przewodniczką. Tyle razy zezwoliłeś, abym zwyciężała w tym narodzie, abym stała się znakiem, który zatrzymał nieprzyjaciół Kościoła.

Wszyscy obecni odpowiedzieli: Błagamy Cię Jezus Chryste, Panie i Królu narodów.

Mój Panie, Ty sam powiedziałeś, że Polskę szczególnie umiłowałeś. Spójrz na ich tęsknotę. Spójrz na dziedzictwo, wspomnij na te wszystkie błogosławieństwa i łaski, które im udzieliłeś za Moim wstawiennictwem. Nie odrzucaj ich – chociaż ranią Twoje Serce. Nie pozwól, aby ten naród miał zginąć przez niewierność zdrajców.

Wszyscy obecni odpowiedzieli: Błagamy Cię Jezus Chryste, Panie i Królu narodów.

W imieniu tych, którzy trwają na modlitwie, którzy walczą o prawdę, błagam Cię nie odrzucaj ich sprzed Twojego Oblicza, ale wysłuchaj tej wiernej garstki, która nadal trwa przy Tobie, przy Twoim Prawie i przy Twoim Kościele.

Wszyscy obecni odpowiedzieli: Błagamy Cię Jezus Chryste, Panie i Królu narodów.

Wiem, że zagniewane jest Twoje Oblicze z powodu ich grzechów i upartości. Ja ich pokochałam za wierność i oddanie tych, którzy wiernie walczyli przy Moim boku, dlatego błagam Cię za nimi wszystkimi, abyś pokonał wrogów, bo przecież bez Ciebie nic uczynić nie mogą. Stań w obronie uciemiężonych, prześladowanych i biednych.

Wszyscy obecni odpowiedzieli: Błagamy Cię Jezus Chryste, Panie i Królu narodów.

Mój kochany Synu, nie pozwól, aby ten czas próby miał ich zupełnie przygnieść. Okaż sprawiedliwość, ale uratuj to, co uczynili dla Twojej Obrony i dla Mojego nabożeństwa przez te wszystkie stulecia. Niechaj ich wysiłki nie pójdą na marne. Ty wywyższasz pokornych i sprawiedliwie traktujesz Twoich wrogów.

Wszyscy obecni odpowiedzieli: Błagamy Cię Jezus Chryste, Panie i Królu narodów.

Jezu, Synu Boga i Mój Synu, wysłuchaj modlitwy tego, którego powołałeś z tego narodu, aby był Twoim następcą, który tak często ofiarował Mi ten naród i wolał: „Powiedz Synowi”. Tak teraz proszę Cię, wysłuchaj Mojej modlitwy za ten naród. Dzisiaj proszę Cię, wspomóż ich Twoim duchem. Spraw, aby mieli siłę i odwagę przeciwstawić się złu. Ochraniaj ich przed niebezpieczeństwami tego czasu. Napełnij ich Twoją mocą, aby mogli przyjąć także Twoje królowanie i wzywać Cię jako swojego Króla.

Wszyscy obecni odpowiedzieli: Błagamy Cię Jezus Chryste, Panie i Królu narodów.

Pomóż im przejść z Ewangelią i jej świadectwem w sercu w przyszłość, w którą zaproszą Ciebie, Księcia Pokoju. Doświadczaj ich, jak tego domaga się Twoja Sprawiedliwość, ale bądź miłosierny ze względu na modlitwy i ofiary.

Wszyscy obecni odpowiedzieli: Błagamy Cię Jezus Chryste, Panie i Królu narodów.

Tylko Ty, Mój Synu, możesz sprawić, aby te serca i sumienia były zdrowe. Aby niosły w sobie całe dziedzictwo prawd i wartości, równocześnie dziedzictwo trudów i ofiar. Spraw, aby byli odważni i rozważni i zdawali sobie sprawę z odpowiedzialności, która nad nimi spoczywa.

Wszyscy obecni odpowiedzieli: Błagamy Cię Jezus Chryste, Panie i Królu narodów.

Daj siłę Kościołowi, aby jak w poprzednich latach dawał siłę narodowi, aby wierni mieli w nim oparcie i znaleźli szacunek dla ich modlitw i ofiar. Nie pozwól, aby Kościół w Moim Królestwie ulegał pokusie władzy, lecz aby stał w służbie ojczyźnie i narodowi.

Wszyscy obecni odpowiedzieli: Błagamy Cię Jezus Chryste, Panie i Królu narodów.

Proszę Cię, wzbudź w polskim narodzie „proroka” na wzór tych proroków, których posyłałeś do narodu wybranego. Napełnij go mądrością, Twoim duchem, Twoją mocą. Daj mu Mądrość słowa i umiejętność poznania, aby poprowadził ten naród do zwycięstwa wraz z Moim Niepokalanym matczynym Sercem. Aby Twój duch, który będzie dla niego światłem i przewodnikiem pokonał wrogów Kościoła i narodu.

Twoja jest Chwała, Moc i potęga.

Wszyscy obecni odpowiedzieli: Błagamy Cię Jezus Chryste, Panie i Królu narodów.

Proszę Cię za nimi Mój Synu, bo wiem, że słabi są. Dzisiaj chcę wzruszyć Twoje Serce, abyś wysłuchał modlitwy Twojego Ludu.

Po tych słowach nadal trwała cisza. Aniołowie uklękli. Pan Jezus podniósł rękę do błogosławieństwa i powiedział.

PAN JEZUS: Matko Moja najmilsza, wiesz, że Polskę umiłowałem sobie bardzo, lecz postawiłem warunek, aby pozostała Mi wierna. Wiesz także, Moja kochana Matko, że nigdy nie odmówię Twoim modlitwom, lecz rzeczywistość domaga się sprawiedliwości, ponieważ ten naród zdradza Mnie, a co bardzo Mnie smuci, odchodzi również od Ciebie. Zdradzają swoją wiarę, swoje przywiązanie do tradycji, ponieważ ulegli pokusie. Ustanawiają prawa, które nie są Moimi prawami. Dałem im możliwość wyboru drogi wolności, ale jej nie wykorzystali, dlatego wpadli w niewolę Zachodu. Jeśli dalej uparci będą, popadną ponownie w niewolę Wschodu. Prawdziwą wolność uzyskają w urzeczywistnieniu Mojego Królestwa i Moich praw.

Aby mogli się opamiętać, doświadczą Mojej sprawiedliwości i poślę Moich Aniołów, którzy  poprzez siły natury, będą przypominać im o Moim zagniewanym Obliczu. W Sprawiedliwości Mojej będę im boleśnie przypominać  o Ślubowaniu Narodu, które złożyli tutaj na tym wzgórzu wobec Ciebie, Najukochańsza Matko, gdzie wtedy wzywali Twojej pomocy i miłosierdzia w walce o dochowanie wierności „Bogu, Krzyżowi, Ewangelii i Kościołowi”. Wiem doskonale, że Ty ich nigdy zawiodłaś.

Wiedz jednak Moja Matko, że Twoja prośba i Twoje wstawiennictwo za nimi są dla Mnie synowskim zobowiązaniem wobec Twoich modlitw i modlitw tych, którzy przez pokolenia dali świadectwo prawdziwego oddania. WYSŁUCHAM TWOJEJ MODLITWY. TOBIE ODDAŁEM PIECZĘ NAD TYM NARODEM. WEZMĘ Z MOJEGO I DAM TOBIE. LECZ MUSZĄ UPAŚĆ NA KOLANA I PROSIĆ O PRZEBACZENIE. POWIEDZ IM, ŻE POTRZEBA JEST NARODOWEJ MODLITWY WYNAGRADZAJĄCEJ – NIE TYLKO MOJEMU SERCU, LECZ TWOJEMU NIEPOKALANEMU SERCU. POWIEDZ IM, ABY ZJEDNOCZYLI SIĘ NA MODLITWIE, ABY CI, KTÓRZY MOGĄ OFIAROWALI SIĘ ZA WOLNOŚĆ I MOJE KRÓLOWANIE W ICH NARODZIE. TERAZ STALI SIĘ SŁABI I BEZ MOJEJ INTERWENCJI NIE POKONAJĄ ZALEWU ZŁA, KTÓRE PRZYCHODZI ZE WSCHODU I ZACHODU.

PATRZĄC NA TWOJE ZATROSKANIE, MATKO, NA GARSTKĘ DUSZ OFIARNYCH, WYSŁUCHAM MODLITW I POŚLĘ IM PRZEWODNIKA NA MIARĘ CZASU – LECZ MUSZĄ POZOSTAĆ WIERNI.

W tym momencie Aniołowie podnieśli głowy. Tron zniknął, a z świetlistego krzyża wyszły promienie miłosierdzia, które „połączyły się” z biało czerwonym światłem w kaplicy. Nad Cudownym Obrazem ukazał się napis: „Zmartwychwstanie” a pod nim: „Pokuta” i „Zadośćuczynienie.

Wszyscy obecni zawołali: Jezu Miłosierny, wychwalamy Twoją Sprawiedliwość i tym bardziej zwracamy się do Twojego Miłosierdzia: Nie karz tego narodu jak za czasów Sodomy i Gomory, lecz okaż Swoją litość, jak to uczyniłeś dla niniwy.[1]

GŁOS:  JEŚLI UCZYNIĄ TO, O CO MOJA MATKA ICH PROSI, PRZEBACZĘ IM I WYWYŻSZĘ DLA MOJEJ CHWAŁY.

Posted in Objawienia, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | 24 komentarze »

Dziś uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej

Posted by Dzieckonmp w dniu 26 sierpnia 2010


Homilia wygłoszona podczas Uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej na Jasnej Górze

abp Leszek Sławoj Głódź – metropolita gdański (2010-08-26)

W Ojców wierze daj wytrwanie, Maryjo!
(z pieśni ‚Z dawna Polski tyś Królową’)

Eminencjo Księże Kardynale!
Księże Prymasie!
Księże Arcybiskupie-Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski!
Bracia w Biskupstwie!
Ojcowie Paulini wraz z o. Generałem !
Bracia Kapłani!
Bracia i Siostry, czciciele Matki Bożej Częstochowskiej!
Drodzy Telewidzowie i Radiosłuchacze!

W Ojców wierze daj wytrwanie, Maryjo

Wierni Ojców wierze przyszliśmy na Jasną Górę. Przed oblicze Jasnogórskiej Pani. Do tego sławnego Sanktuarium, gdzie bije serce Narodu w Sercu Matki. Dziś uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej. Wspominamy błogosławionego ojca Honorata Koźmińskiego, czciciela Maryi .To on wraz z ojcem Euzebiuszem Rejmanem, jasnogórskim przeorem, na początku ubiegłego wieku, w epoce niewoli narodowej, zabiegał w Stolicy Apostolskiej o ustanowienie tego święta. Uczynił to w 1904 roku święty papież Pius X. A kiedy Polska powstała by żyć, wolna i niepodległa, Ojciec Święty Pius XI, w 1931 roku postanowił, aby uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej była obchodzona w całej naszej ojczyźnie. W przyszłym roku będziemy obchodzić osiemdziesiąta rocznicę tego znamiennego aktu, który zwieńczył wielowiekowy kult Wizerunku Czarnej Madonny.
Jasna Góra. Tu doznaje czci ta, „której obraz widać w każdej chacie / I w kościele i w sklepiku, i w pysznej komnacie (…)W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy” – pisał przed laty Jan Lechoń, w wierszu Matka Boska Częstochowska).
W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy!

I. „Wielka człowieczeństwa Boskiego Matko i Panno”

Bracia i siostry! Umiłowani w Panu!

Ileż pokoleń szło ku tym klasztornym murom, ku kaplicy Cudownego Obrazu od której bije blask Tej, która światu przyniosła zbawienie: „światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela” (Łk 2,29-32). „Zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” – przypomniał w drugim czytaniu święty Paweł Apostoł.
Jasna Góra. Najsławniejsze z polskich sanktuariów maryjnych. Tak wiele ich na polskiej ziemi! Niczym paciorki różańca obejmują jej przestrzeń uświęconą modlitwą, życiem i pracą pokoleń. Tak wiele ich w różnych miejscach Europy, Ameryki Południowej i Północnej, w najdalszych zakątkach świata – wszędzie tam, gdzie żyje Kościół, który głosi chwałę Matki wierzących, światła naszej nadziei w drodze ku Niebu.
„Któż bowiem niż Maryja – to słowa Ojca świętego Benedykta XVI (z encykliki Spes Salvi )- mógłby być gwiazdą nadziei dla nas – Ona, która przez swoje „tak” otwarła Bogu samemu drzwi naszego świata stała się umiłowanym dzieckiem Boga.
Przez łaskę, jaką obdarzył Bóg Maryję, przez tajemnicę Jej Niepokalanego Poczęcia, przez to, że przyjęła dar – Bożego Syna, przez swoją postawą wiary, przez godzinę krzyża, kiedy miecz boleści przeniknął Jej serce, przez uczestnictwo w narodzinach Kościoła.
Niedawno obchodziliśmy święto Matki Bożej Wniebowziętej. Wniebowzięta Matka Chrystusa, wskazuje, że przez ziemię idziemy ku niebu, ku „zmartwychwstaniu życia” (J 5,29). To w „Maryi Wniebowziętej Kościół już osiąga doskonałość, dzięki której istnieje święty i nieskalany (por Ef 5, 27; Lumen Gentium 65).
„Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń mych nie odrzucajcie! Błogosławiony ten, kto mnie słucha…” (Prz 8, 21) – Mszy świętej dzisiejszego dnia towarzyszą słowa Księgi Przysłów, które liturgia odnosi do Bogurodzicy – Stolicy Mądrości.
Tyle krajów i narodów obrało Ją za swoją królową. Także naród polski. Pamiętne śluby króla Jana Kazimierza w Katedrze Lwowskiej: „Dziś dzieci naszego narodu dziękują za Jej obecność. Wraz z Nią jest obecny Jej Syn – Jezus Chrystus.
Ewangelia dzisiejszego dnia przywołuje pierwszy znak mocy Jej Syna. Uczta weselna w Kanie Galilejskiej. Cud przemiany wody w wino. To stamtąd biegną słowa Maryi, jakże często powtarzane: „Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie” (J 2,5). Tak mówiła do sług uczty weselnej. Tak mówi do pokoleń chrześcijan: Zaufajcie Jezusowi, otwórzcie swoje serca na Jego słowa. Niech On stanie się dla was Drogą i Prawdą, i Życiem” (J 14,6).
Bądźcie pozdrowieni uczestnicy dzisiejszej liturgii. Wy wszyscy spod znaku Polski pielgrzymującej. Utrudzeni pielgrzymi, młodzi i obarczeni starszym wiekiem.Kapłani i alumni! Siostry zakonne! Śpiewaliście na pielgrzymkowym szlaku; „Ciebie, Matko, miłujemy / Od Bałtyku, aż do Tatr /.Twą nadzieją dziś żyjemy / W złej godzinie obroń nas /
To pielgrzymowanie ku Matce to wasze credo,wasza wiara. Bracia i Siostry, rozłożone na etapy marszu. Wypowiadane wobec własnego serca, sumienia, współpielgrzymów, spotykanych w drodze rodaków, wobec ojczyzny. Takie credo wypowiadacie również wy wszyscy, coście tu przybyli – z różnych stron ojczyzny – na święto naszej Matki. Także telewidzowie i radiosłuchacze uczestniczący duchowo w naszym eucharystycznym modlitewnym zgromadzeniu. Z dala od Ojczyzny. W Irlandii, Angli, w Skandynawii, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych. nawet pod kołem podbiegunowym. Wyznaje swoje credo Polska pielgrzymująca.
Są tacy, którzy chcieliby o niej zapomnieć, nie zauważyć jej, przemilczeć.
Ale są przecież i tacy, dla których spotkanie wędrujących drogami ojczyzny pątników staje się duchowym przeżyciem, znakiem wspólnoty, refleksji, może dotyczącej tego najważniejszego pytania: o sens naszego wędrowanie – przez życie, o sens naszej drogi życiowej…
To wasze dążenie ku Matce wpisuje się w drogę wielu pokoleń, które tu szły, w najtrudniejszym czasie. Wspomnę sierpień 1944, Powstanie Warszawskie. Nawet wtedy, oczywiście w sposób ograniczony, wyruszyła ze Stolicy pielgrzymka na Jasną Górę. Wczoraj przyszła pielgrzymka z Sieradza. 400 lat pielgrzymuje Sieradz. Cztery wieki!
Tu zawsze byliśmy wolni. Przed oblicze Czarnej Madonny, przynosiliśmy nasze sprawy: te w wymiarze Kościoła, Państwa, Narodu. To stąd rozlegał się głos Pasterzy Kościoła w Polsce. Także w godzinie zagrożeń dla Narodu, jego wolności i chrześcijańskiej tożsamości.

II. „Godnymi się stańcie najdroższego daru wolności ….”
Niedawno obchodziliśmy 90 rocznicę Bitwy Warszawskiej – Cudu nad Wisłą, dziejowego wydarzenia, w którym – patrząc na nie oczyma wiary – dostrzec można wstawienniczą obecność Maryi.
Od Jasnej Góry rozległ się wtedy przejmujący głos Biskupów polskich. Prośba o „broń pokoju, jakim jest modlitwa(…)o szturm modłów do Boga za Polskę” Biskupi pisali do obywateli ojczyzny: „Poświęcajcie dla niej wszystkie partyjne zawiści, wszelką żądzę panowania jedni nad drugimi, wszelkie jątrzenia i wszelkie jadowite kwasy, wżerające się w jej duszę i w jej organizm. We wspólnej jej miłości i we wspólnej jej potrzebie jednoczcie się”
„Godnymi się stańcie najdroższego daru wolności….” czy to przesłanie dawno pomarłych Pasterzy Kościoła Polskiego nie jest wciąż aktualne? Przesłanie kardynałów: Edmunda Dalbora, Aleksandra Kakowskiego, świętego arcybiskupa lwowskiego Józefa Bilczewskiego, księcia biskupa krakowskiego Adama Stefana Sapiehy, arcybiskupa lwowskiego obrządku ormiańskiego Józefa Teodorowicza, biskupów Mariana Fulmana i Henryka Przeździeckiego. Czy nie brzmi w nim ten sam ton niepokoju nad zapaścią polskiego ducha, nad nędzą jałowych sporów i partyjnych zawiści, który słyszycie dziś z ust prawych ludzi, ludzi sumienia. Czy nie brzmi w nich również ten sam ton nadziei i wiary, że można to wszystko odrzucić, że ład serca i troska o sprawy ojczyzny może stać się dominantą życia polskiej wspólnoty?
Sierpień 1920 roku. Wróg, który „łączy okrucieństwo i żądzę niszczenia z nienawiścią wszelakiej kultury, szczególniej zaś chrześcijaństwa i Kościoła” (z listu biskupów polskich)

Bracia i siostry! Drodzy Telewidzowie i Radiosłuchacze!

Jeszcze jeden motyw. Jasna Góra w latach komunistycznego zniewolenia. Kiedy odebrano nam wolność, próbowano nam odebrać dusze, zmienić wektory polskiego myślenia.
Rozmaitymi sposobami, zwykle podłymi i przebiegłymi, próbowano rozbić jedność Kościoła, uderzyć w pasterzy, rozproszyć poddane ich pieczy stado, wydać je na pastwę wilkom.
Dzielono więc Episkopat na gołębie i jastrzębie. Tak jak dziś dzieli się na liberałów i tradycjonalistów.
Szukał Kościół w Polsce wspomożenia u Matki, która nas zna. Wspomożycielki Wiernych. Pocieszycielki strapionych. „Zwycięstwo jeśli przyjdzie – przyjdzie przez Maryję” – zapowiadał Prymas August Hlond. Podtrzymywał to przekonanie Sługa Boży Stefan Kardynał Wyszyński. Prymas Zawierzenia i Maryjnych dróg, które przeorały Polskę na milenijnym szlaku. Trwa i promieniuje wielkie dziedzictwo tego Sługi Bożego, i w Kościele, i w Narodzie po dziś, czciciela Maryi, interrexa, nieustraszonego obrońcę praw Boga i Narodu.
Szedł drogami Maryi Kardynał Karol Wojtyła. Mówił już jako papież „Czuwam – to znaczy czuję się odpowiedzialny za to wielkie wspólne dziedzictwo, któremu na imię Polska.
Ta odpowiedzialność dalej trwa, dalej obowiązuje. Także tych rodaków, szczególnie młodych, co tak masowo z ojczyzny wyjeżdżają, Sentencja rzymska brzmi: Ubi bene, ibi patrie – gdzie mi się dobrze powodzi, tam jest moja ojczyzna. Przekreśla ta sentencja wartość ojczyzny. Ojczyzny, która tworzą ziemia i groby, pamięć i miłość, znaki tożsamości i wspólnoty. Wiedzą o tym dobrze emigranci z dawnych lat, zesłańcy i wygnańcy.

III. „Nie trzeba kłaniać się okolicznościom”
Umiłowani!
Coraz więcej historycznych źródeł rozświetla drogę Kościoła w latach minionych, których byliśmy świadkami, w latach PRL-u. I w tych ostatnich dwudziestu lat przemian ustrojowych. Kościół jak Chrystusowa łódź, jest miotany burzami wciąż stają przed nim nowe zadania i wyzwania.
„Nie trzeba kłaniać się okolicznościom, a Prawdom kazać, by stały za drzwiami” – przypominał niegdyś Cyprian Kamil Norwid.
Nie kłaniał się Kościół polski okolicznościom, nie uprawiał strategii przetrwania za wszelka cenę. Kiedy cezar na ołtarzu Pańskim próbował usiąść, rozległo się zdecydowane: non possumus Prymasa Tysiąclecia. Był świadom słów Zbawiciela: „Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować” (J 15, 20).
Gdy przed 20 laty podejmowałem posługę Biskupa Polowego w Wojsku Polskim oswajałem się ze strachem i obawami, że Polsce grozi fundamentalizm religijny, ksenofobia, nacjonalizm, trwanie w historycznej euforii i papieskich pielgrzymkach. Okoliczności czasu sprawiły, że kościół w Polsce oprócz swych zbawczych zadań musiał podjąć nowa rolę depozytariusza i obrońcy praw narodu. Mówił za tych którym głos odebrano albo ich głos był programowo lekceważony.
W ostatnich latach wiele medialnej uwagi poświęca się temu, co było marginesem w skali całego polskiego Kościoła – uwikłaniu w relacje z komunistycznymi strukturami przemocy części duchownych. A przecież Kościół, jako jedyna wspólnota, dokonał lustracji. Lustracji duchownych. O tym się już zapomniało lub nie chce się pamiętać.
Opiszcie więc – ludzie pióra i kamery zarejestrujcie- współczesnym generacjom fenomen budowy kościołów w PRL-u, często bez pozwolenia. Diecezja przemyska, której przewodził wtedy ks. bp Ignacy Tokarczuk, jest tego niezwykłym przykładem. Przedstawcie fenomen dni kultury chrześcijańskiej. Stały się odpowiedzią na brak wolności mediów, na nieobecność w nich utworów niosących religijne przesłanie. Pokażcie jak funkcjonował Kościół katakumbowy w Ludowym Wojsku Polskim, z którego przestrzeni usunięto Chrystusa. Pokarzcie jak były zamknięte bramy koszar, bramy więzień a nawet drzwi szpitali przed kapłanami przed ich posługą, przed Chrystusem. Kiedy religie i krzyże usunięto ze szkół.
Sporządźcie statystykę grzywien, kolegiów, wymierzanych kapłanom, finansowych domiarów, odmów na różnorodne przedłożenia kierowane do władz. Na przykład W Sandomierskim jest Suchedniów i tam jest ks. infuat prałat Wójcik. Dziewięc razy więziony i 17 razy sądzony.

Szedł Kościół w Polsce trudnymi drogami tamtych czasów, wspierając się na mocy Bożej (1 Kor 1, 18), na przesłaniu nadziei, którym emanowało to miejsce, w którym tak mocno odczuwa się obecność Matki Pana, skąd nauczali wybitni Pasterze.
Pozwólcie, Bracia i Siostry, że podzielę się z wami dziś odległym wspomnieniem – sprzed prawie 43 lat. Dzień 20 października 1967 roku. Sala Rycerska w klasztorze jasnogórskim wypełniona grupą około 200 kleryków. Jeszcze kilka dni temu byliśmy żołnierzami Ludowego Wojska Polskiego, w batalionach kleryckich w Bartoszycach w Brzegu nad Odrą w pod Jukach koło Szczecina. Przechodziliśmy swoisty kurs antyewangelii w wydaniu oficerów politycznych, który miał nas odciągnąć od Boga, zgasić nasze powołanie. Kiedy klerycka służba wojskowa dobiegła końca, przybyliśmy tu, do Domu Matki. Wszedł do Sali Rycerskiej kardynał Wyszyński z ks. prałatem Padaczem. Jeden z nas meldował o zakończonej służbie: „Melduje Eminencjo o zakończonej służbie i powrocie do seminariów. Ks. Prymas nawiązał do sceny przebicia boku Chrystusa włócznią żołnierzy. Włócznia żołnierza otworzyła bok Bożego Miłosierdzia. Miles Christi. „Weź udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa” (2 Tm 2,3).
Ponad 3 tys. alumnów – żołnierzy powołano do zasadniczej służby w wojsku w latach 60-tych i 70-tych.Szliśmy pod przewodem- Kardynała Wyszyńskiego jako młodzi alumni i młodzi księża. My pasterze, Biskupi Diecezjalni nie przychodzimy znikąd. Przychodzimy z konkretnych rodzin, w większości z wiejskich, rolniczych rodzin. Taka była rzeczywistość lat 50-tych,60-tych,70-tych.Z rodzin ciężkiej pracy i modlitwy. Gdy nasi rodacy wybrali drogi prostsze, a niektórzy tzw. „awangardę narodu” – partię, my szliśmy do seminarium. A w Seminarium, w trakcie studiów – do wojska, jakby. Wśród Biskupów – tutaj na szczycie, wokół ołtarza – są byli żołnierze – alumni. Wymienię niektórych z nich: Arcybiskup Wojciech Zięba – Metropolita Warmiński. Biskup Piotr Libera – Biskup Płocki. Biskup Stefan Regmunt – Biskup Zielonogórsko-Gorzowski. Biskup Kazimierz Ryczan – Biskup Kielecki. Biskup Krzysztof Nitkiewicz – Biskup Sandomierski. Biskup Henryk Tomasik – Biskup Radomski. Biskup Jan Tyrawa-Biskup Bydgoski i mówiący te słowa – Metropolita Gdański i Jego Biskup pomocniczy Ryszard Kasyna ale nie sposób wszystkich wymienić.
Można powiedzieć po latach: błogosławiona wina tamtego systemu, która nas utwierdziła w wyborze kapłańskiej drogi, także przydała się tym, którzy po latach, kiedy otworzyły się przed Chrystusem drzwi koszar, zaciągnęli się na kapelańską służbę.
Jednym z takich kleryków-żołnierzy był nowy polski błogosławiony, ks. Jerzy Popiełuszko. Męczennik za wiarę. Ofiara bestialskiej zbrodni. Drugi obok błogosławionego księdza Władysława Findysza, polski kapłan – męczennik komunizmu, wyniesiony na ołtarze.
Męczennik lat 60-tych,skatowany w więzieniu w Rzeszowie. Należeli do tego kapłańskiego pokolenia, którego osobowość kształtowało nauczanie i postawa Prymasa Tysiąclecia. Poniósł do tronu Króla Wieków, do tronu Maryi, ofiarę życia wielu swych współbraci-kapłanów. Aż po tych ostatnich, skrytobójczo zamordowanych przez wciąż nieznanych sprawców, nie w czasach Nerona, w 1989 roku – w roku okrągłego stołu, zamordowanych księży Suchowolca, Niedzielaka, Zycha. Kiedy wydawało się, że kończy się czas, gdy traktowano nas jak swoiste katolickie getto – pozbawiane należnych praw, spychane na margines, inwigilowanych. Byliśmy trzecią może nawet czwartą kategorią, ale zawsze była też pierwsza kategoria obywateli „awangardy narodu”, „nieomylnej”, szermująca hasłami tolerancji, neutralności światopoglądowej, standardów europejskich.
Po raz pierwszy tu, przed obliczem Matki Bożej Częstochowskiej, wznosimy naszą wstawienniczą modlitwę do tego nowego Błogosławionego ks. Jerzego. Niech oręduje za nami w niebieskiej ojczyźnie, niech wspomaga ludzi Solidarności, z którymi tak bardzo był związany. Który jest ich duchowym patronem.

IV. Wielka lekcja Krzyża
Umiłowani!
Już ponad dwadzieścia lat Kościół polski towarzyszy Narodowi żyjącemu w politycznej wolności. Nie musi już podejmować wielu dawnych zadań. Są ku temu osobne instytucje, osobne struktury – elementy nawy państwowej, demokratycznej. Są też struktury państwa: Prezydent, Sejm, Senat, Trybunały, Rzecznik Praw Obywatelskich, Praw Dziecka, Praw konsumenckich i tylu innych.
Jest Konstytucja gwarantująca Kościołowi należne prawa, jest konkordat ze Stolicą Apostolska, religia wróciła do szkół – w początkach sierpnia minęła 20 rocznica – kapelani do szpitali i domów opieki, przywrócono Ordynariat Polowy WP. To tylko niektóre elementy „normalności”. Niektóre – Ksiądz Prymas wie o tym najlepiej – osiągnięte zostały z wielkim trudem, po przebyciu długiej drogi.
Kościół, „filar i podpora prawdy” (1 Tm 3,15), wypełnia swoje powołanie, przekazuje wiernym Prawo Boże jako drogę ich życia, karmi Słowem i Eucharystią, prowadzi drogami zbawienia …
Taką drogą idzie Kościół, niosąc w nasze czasy – naznaczone znamieniem praktycznego zeświedczenia swoistą redukcją swoistą redukcją potrzeb natury duchowej – swoje swoje zbawcze przesłanie. Niesie je drogami świata, który uświęca, przemienia, reaguje na jego potrzeby, także ocenia – miarą sumienia, duchowego rozeznania, moralnych zasad.
„Bądźmy świadkami Miłości”. Takim hasłem zamykamy pięcioletni cykl pastoralnej aktywności skoncentrowany na myśli przewodniej: „Kościół niosący Ewangelię nadziei”. Pragniemy w naszych wspólnotach inicjować i dynamizować życie Ewangelią, odczytywać skarbnicę naszej wiary, budować więzy ludzkiej wspólnoty i solidarności, korzystać jak najobficiej z Eucharystii, która jest doskonałą szkołą „Bożej miłości”, uczyć się dawania świadectwa o Chrystusie.”.
Uzewnętrzniła się miłość chrześcijańska w tym roku w czasie powodzi, huraganów, kataklizmów i nieszczęść. Przynosimy dzis do Pani Jasnogórskiej wolontariuszy, pracowników struktur Caritas, wielkiej rzeszy ludzi dobrej woli i ofiarnych serc, strażaków i żołnierzy.
Znakiem tej modlitewnej solidarności stało się to doświadczenie, jakiego nie przeżyliśmy dotąd jako naród – tragedia smoleńska.
Bracia i siostry!
Ileż polskich serc jest wciąż nią poruszonych! Ileż wciąż ta tragedia niesie pytań, wątpliwości – znacie je dobrze. Wielu z was było uczestnikami tamtych dni bólu i żałoby. Stało pośród olbrzymiej rzeszy Polaków, aby oddać ostatni Lechowi Kaczyńskiemu, Prezydentowi Najjaśniejszej Rzeczypospolitej i Jego żonie, Marii. Odprowadzało na drogę wieczności tych, co zginęli w narodowej pielgrzymce do Katynia, wyrosłej z obowiązku pamięci o ofiarach Kainowej zbrodni. Objawiła się wtedy, w dniach żałoby, wielka godność i jedność. W wielu sercach obudziło się przekonanie, że ta tragedia stanie się swoistym dzwonem na trwogę. Wiele odmieni w polskim życiu publicznym, usunie z niego język agresji, potwarzy, kalumnii… Do dziś nie padło słowo przepraszam wobec tragicznie zmarłego Prezydenta z którego szydzono i kpiono, upokarzano i pogardzano. Czy dlatego, że kochał Polskę, chciał, aby zajęła miejsce godne wśród narodów Europy, pozostała wierna swojej chrześcijańskiej tożsamości?
Ale może jeszcze nie wszystko stracone? Prośmy Maryję, przewodniczkę ludzkich dróg, niech skruszy chłód wielu serc, wciąż nieprzyjaznych, niechętnych, wciąż w swoisty sposób zazdrosnych o ludzką pamięć i szacunek wyrażany osobie tragicznie zmarłego Prezydenta. Rada Biskupów Diecezjalnych wczoraj opublikowała komunikat który ojciec przed rozpoczęciem mszy św. przeczytał, ale nawiąże jeszcze skrótowo do tego komunikatu.
„W dniach żałoby przed Pałacem Prezydenckim harcerze postawili drewniany krzyż.. Znak pamięci, wyraz pragnienia, że smoleńska tragedia i jej ofiary zostaną upamiętnione.
I to tam, w Warszawie, mieście, które w dniach Powstania przeszło wielką lekcje krzyża. I to tam, na Krakowskim Przedmieściu, ulicy krzyży. Dźwiga swój krzyż Chrystus sprzed Bazyliki Świętego Krzyża. Wspiera się o Chrystusowy krzyż król Zygmunt III Waza z kolumny na placu Zamkowym. Doznały te krzyże upokorzenia w dniach wojny, zrzucone przez najeźdźcę na bruk. Zostały podniesione i wywyższone przez Naród, miłujący swojego Zbawiciela. Głoszą dalej pokoleniom warszawian, tam, na Trakcie Królewskim, lekcje krzyża – znaku największej miłości, która nikogo nie wyklucza, nikogo nie stawia poza nawias. Dlatego w wystosowanym komunikacie szukaliśmy wyjścia z tej sytuacji, w trosce o cześć Krzyża, jego godność, jego świętość zagrożoną ze strony tzw. obrońców tolerancji. Jest w tym apelu mowa o potrzebie wzniesienia pomnika ofiar smoleńskiej tragedii, godnego ich ofiary, ich służby dla Polski.
Nie należy przecież Pasterzy Kościoła czynić odpowiedzialnymi za wyjście z tej sytuacji. Nie należy biskupów brać za parawan a krzyża za zakładnika. Trzeba posłuchać głosu Narodu, serca Narodu, i sumienia Narodu. Słowa te adresowane są do konkretnych ludzi i ugrupowań politycznych” Bo w ich rękach leży klucz do właściwego rozwiązania, do podjęcia decyzji, na którą czekają obywatele Ojczyzny. Decyzji, której źródłem winien być obowiązek pamięci o tych, którzy wyprzedzili nas w drodze do wieczności. Decyzji, której źródłem winna być Polska jutra. Niech wie, niech pamięta, jakich Synów i Córki miała, jaką tragedię Polska przeżyła wiosną 2010 roku i jaką przeżywa po dziś dzień.
Bracia i siostry!
Z niepokojem patrzymy na sytuację duchową Polski. Na brak porozumienia, na powrót wraca dawny język politycznego dyskursu. W życiu politycznym dochodzi do głosu arogancja jednostronność pewność siebie. Wiele mediów straciło obiektywizm, poszło na służbę manipulacji, jednostronnej propagandy. Na kanwie żądań, aby krzyż spod Pałacu Prezydenckiego zniknął definitywnie z tzw. przestrzeni publicznej, pojawiały się, artykułowane przez lewicę, postulaty, aby zmienić relacje między państwem a Kościołem. Postulują rozwiązania, któreśmy już niegdyś przerabiali. Powrót do relacji Kościół – państwo, jaka obowiązywała w epoce stalinizmu i świetlanych lat PRL-u.
Nie warto polskiej atmosfery zatruwać na nowo językiem walki klas. Z kim?Nasze pokolenie zna już ten język.
Trzeba nam nowego języka: wiarygodności, spójności miedzy obietnicami a praktyką życia. Skuteczności służby dla ojczyzny nie zmierzy się słupkami sondaży opinii publicznej. Odkładaniem obietnic. Projektami ustaw, których wprowadzenie naruszy ład sumień, zaneguje nauczanie Kościoła. In vitro nie jest palącym zagadnieniem dnia. Warszawa, miasto w którego bruki wsiąkło 200tysięcy powstańczej, przelanej dla świętej sprawy wolności, nie powinno być widownią wrzaskliwych parad promujących moralny indyferentyzm.
Palącym problemem dnia jest troska o rodzinę. Walka z patologią społeczną, dewastacją sumień, swoistym kłanianiem się okolicznościom – w różnych wymiarach naszego życia. Oficjalne dane statystyczne mówią , że w roku 2050 będzie nas o 6 milionów mniej. Czyli będziemy społeczeństwem emerytów. Umiłowani w Panu!
Idzie nowych ludzi plemię jakich dotąd nie widziano. Kardynał Stefan Wyszyński często powtarzał tę frazę autorstwa Eugeniusza Małaczewskiego.
Niech przychodzą, niech zajmują miejsce w strukturach życia narodu, w środowisku polskiej pracy… Ci, którzy nie kłaniają się okolicznościom, nie zostawiają prawd za drzwiami.
Ludzie ugruntowanych zasad. Ludzie, co nie wyznają przykazań parzystych, a nieparzyste odsuwają na bok. Wciąż ich za mało w polskim życiu, gospodarce, mediach, biznesie, szkolnictwie.
Polecamy ich Tobie, Matko!
Bądźmy świadkami miłości. Tej największej, której źródłem jest Bóg, która płynie z ramion krzyża rozpiętego nad Polską od Giewontu, po krzyże, trzy krzyże co stanęły w pobliżu Stoczni Gdańskiej.
„Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od dawna, od wieków jestem stworzona, od początku nim ziemia powstała” (Prz, 8, 22)
Matko Boża z Wieczernika.
W Duchu świętym rozmodlona,
Spraw, niech w Polsce zło zanika
I przemiana się dokona.
Niech przemiana się dokona!
Amen.


Posted in Kościół, Patriotyzm | Otagowane: , | 4 komentarze »

Orędzie, 25. sierpnia 2010

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 sierpnia 2010


„Drogie dzieci! Również dziś z wielką radością pragnę was ponownie wezwać: módlcie się, módlcie się, módlcie się. Niech ten czas będzie dla was czasem osobistej modlitwy. W ciągu dnia znajdźcie miejsce, gdzie w skupieniu będziecie z radością się modlić. Kocham wam i wszystkich błogosławię. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”

Posted in Orędzia | Otagowane: , | 2 komentarze »

Alex Jones – Szczepionki które uczynią Cię posłusznym

Posted by Dzieckonmp w dniu 18 sierpnia 2010


I pomyśleć, że to dopiero początek piekła, które będzie się działo…Wystarczy zobaczyć ile uwagi poświęcane jest w mediach sprawie krzyża. To żałosne, odwraca się uwagę od znacznie poważniejszych problemów. A ludzie wolą godzinami wypatrywać nowości na tvn24 czy innych opłacanych przez polityków stacjach. Zobacz koniecznie i przestań wierzyć TVN tylko sam zadbaj o swoja wiedzę.

Posted in Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | Możliwość komentowania Alex Jones – Szczepionki które uczynią Cię posłusznym została wyłączona

Cud nad Wisłą jako Cudowna interwencja Maryji-ks.dr.Józef Maria Bartnik

Posted by Dzieckonmp w dniu 13 sierpnia 2010


Nasz Dziennik: Cudowna interwencja Maryi

Matka Boża Łaskawa

Matka Boża Łaskawa

Mija 86. rocznica zwycięskiej Bitwy Warszawskiej nazywanej Cudem nad Wisłą.
Bitwa, która miała zatrzymać nieprzerwany marsz przeważających sił
bolszewickiego agresora u wrót Warszawy, stała się momentem zwrotnym w
dziejach Europy. Nie ulega bowiem wątpliwości, ze z upadkiem Warszawy nie
tylko Polska, ale i cala środkowa Europa stanęłaby otworem dla sowieckiej
inwazji.

Przez wieki Polska była tarcza Europy przeciw inwazji azjatyckiej. W żadnym
jednak momencie historii niebezpieczeństwo totalnego zniewolenia nie było
tak groźne jak tym razem. Modlitwy zaś składane przez ręce Maryi, Patronki
Stolicy i Królowej Polski, nigdy nie były tak gorące.

W obliczu nadciągającego nieszczęścia modlono się dosłownie wszędzie, nie
tylko w kościołach, które nie mogły pomieścić wszystkich wiernych, choć
otwarte były cała dobę. Od Starówki, siedziby Matki Bożej Łaskawej –
Patronki Warszawy, aż do kościoła Świętego Krzyża tłum trwał na modlitwie,
dzien i noc wzywajac pomocy swojej Patronki i Krolowej. Przed figura
Najswietszej Panny znajdującej sie na otwartej przestrzeni Krakowskiego
Przedmiescia czuwano i modlono się bez przerwy. Przypominano Łaskawej
Patronce Stolicy, ze już raz złamała strzały Bożego gniewu i uratowała
Warszawe przed czarną zarazą (epidemia cholery). Błagano, by zechciała
uratować swój lud i swoje królestwo. Błagano, by zechciała zdusić czerwoną
zaraze i zapobiegła rozniesieniu się krwawego bolszewickiego terroru, nie
tylko w naszej Ojczyźnie, ale i w Europie.

Zdawano sobie sprawę z grozy sytuacji. Docierały do Warszawy przerażające
wiadomości o tym, jak bolszewicy rozprawiali sie z inteligencją i osobami
duchownymi na zajmowanych ziemiach (pisze o tym szerzej w mojej
przygotowanej do druku książce „Matka Boża Łaskawa w Bitwie Warszawskiej”) i
tym żarliwiej błagano o cud. Tylko cud, tylko interwencja Niebios mogła
powstrzymać ten nieubłagany, trwający od miesiecy zwycięski pochód Armii
Czerwonej przez nasz kraj – w drodze na Zachód.

W sierpniu 1920 roku stojąca u wrót stolicy Armia Czerwona miała wielokrotną
liczebną przewagę nad naszymi siłami. Bolszewicy byli absolutnie pewni
zwycięstwa – ustalili nawet date zajęcia stolicy i przejęcia władzy w Polsce
na 15 sierpnia. W Wyszkowie czekał już tymczasowy rząd z Konem, Dzierżyńskim
i Marchlewskim na czele. W Warszawie bolszewickich „wyzwolicieli” oczekiwała
komunistyczna V kolumna, 40-tysieczna rzesza robotnikow, mająca godnie
przywitać swoich „oswobodzicieli” i wraz z nimi roznieść w pył (czytaj:
wymordować) warszawskich „burzujów i krwiopijców”.

Warszawa była praktycznie bezbronna. Wszyscy zdolni do walki mężczyźni na
mocy dekretu o powszechnej mobilizacji już od miesięcy przebywali na
froncie. Stolicy mieli bronić ochotnicy, gimnazjaliści, podrostki, dla
których karabin często był przekraczającym ich siły ciężarem, i starzy
weterani z powodu wieku pozostający poza czynną służbą.

Dopomoge wam

Wszystko to, co od momentu odzyskania niepodległości w 1917 roku przeżywała
Polska, przewidziała Opatrzność Boża. Na 48 lat przed opisywanymi
wydarzeniami sama Najświętsza Dziewica przygotowywała lud swojego kraju nie
tylko na odzyskanie upragnionej niepodległości, ale także na to, co dzisiaj
nazywamy wojną bolszewicko-polską (nb. nigdy oficjalnie niewypowiedziana).

W Wielki Piątek 1872 r. Matka Najświętsza przekazuje mistyczce Wandzie
Nepomucenie Malczewskiej (obecnie kandydatce na ołtarze) następujące słowa:

„Skoro Polska otrzyma niepodleglosc, to niezadlugo powstana dawni
gnebiciele, aby ja zdusic. Ale moja mloda armia, w imie moje walczaca,
pokona ich, odpedzi daleko i zmusi do zawarcia pokoju. Ja jej dopomoge”.
Rok pozniej, w Swieto Wniebowziecia, Matka Boza mowi:
„Uroczystosc dzisiejsza niezadlugo stanie sie SWIETEM NARODOWYM was,
Polakow, bo w tym dniu odniesiecie świetne zwycięstwo nad wrogiem dążacym do
waszej zagłady.
To święto powinniście obchodzić ze szczególną okazałością” (ksiądz prałat G.
Augustynik, Miłosc Boga i Ojczyzny w życiu i czynach świątobliwej Wandy
Malczewskiej, wyd. VII, Arka, Wrocław 1998).

Wielki znak na niebie

Nie tylko Warszawa, ale cala Polska modli sie o ratunek. Na Jasnej Górze
Episkopat Polski wraz z tysiącami wiernych śle błagania do Królowej Polski.
Nie ma świątyni, w której by nie odprawiano wielogodzinnych nabożeństw
blagalnych, a wszystko w atmosferze ZAWIERZENIA losów bolszewicko-polskiej
wojny naszej Pani i Królowej.

Modlitwa tysięcy zjednoczonych serc wyprasza cud – PRAWDZIWY CUD – ukazanie
sie Najświętszej Dziewicy.

Matka Boża ukazuje sie w postaci Matki Łaskawej – Patronki Warszawy. Jest
przecież z woli magistratu i ludu miasta tego Patronką – Tarczą i Obroną, od
1652 roku. Matka Łaskawa pojawia sie na niebie przed świtem, monumentalna
postać, wypełniająca swoją Osobą całe ciemne jeszcze niebo.Ukazuje sie
odziana w szeroki, rozwiany płaszcz, którym osłania stolice. Zjawia sie w
otoczeniu husarii, polskiego zwycięskiego wojska, które pod Wiedniem z
hasłem „W imie Maryi” rozegnało poganskie watahy. Matka Boża trzyma w swych
dłoniach jakby tarcze, którymi osłania miasto Jej pieczy powierzone.

Panika bolszewików

Postać Matki Bożej była widziana przez dziesiątki, lepiej powiedzieć: setki
bolszewików atakujących polskie oddziały w bitwie o dostęp do stolicy. To
pojawienie sie na niebie wywołało wśród sołdatów strach, przerażenie i
panike, której nie sposób opisać.

Naoczni świadkowie wydarzenia, zahartowani w boju, niebojący się ani Boga,
ani ludzi, programowi ateiści, na widok postaci Maryi, groźnej „jak zbrojne
zastępy”, rzucali broń, porzucali działa, tabor, aby w nieopisanym popłochu,
na oślep, pieszo i konno, salwować się ucieczką.
Przerażenie, jakie wywołało ujrzane zjawisko, i paniczny strach były tak
silne, ze nikt nie myślał o konsekwencjach ucieczki z pola walki – karze
śmierci dla dezerterów. Uciekinierzy poczuli sie bezpieczni dopiero w
okolicach Wyszkowa i stąd – od ich słuchaczy – pochodzą pierwsze relacje o
tym wstrząsajacym wydarzeniu.

Można ubolewać, ze fakt cudownej interwencji, łaskawej pomocy Matki
Niebieskiej, fakt oczywisty, znany i przyjmowany przez ludzi, a
relacjonowany przez dorosłych, żołnierzy, konsekwentnie przemilczano zarówno
w przedwojennej Polsce, jak i później, w czasach rządów komunistycznych.

Niestety, również i teraz fakt ten jest pomijany milczeniem, choć z zupełnie
innych przyczyn.
W sanacyjnej Polsce oficjalnie podawana przyczyna Cudu nad Wisłą, czyli
nagłego odwrotu zwycięskiej (do tej pory) Armii Czerwonej spod bram
Warszawy, był tylko geniusz Marszałka Piłsudskiego.

Z kolei za rządów ateistycznych w komunistycznej Polsce nie do pomyślenia
było nawet wspominanie o prawdziwym scenariuszu wydarzeń. Ukazanie sie Matki
Bożej widziane i relacjonowane przez naocznych świadków, sowieckich
żołnierzy, było przez historyków reżimu zaszufladkowane jako przypadkowa gra
świateł na niebie, pobożna maryjna legenda, wymysł grupki pobożnych pań, a
najczęściej w oficjalnych przemówieniach komunistycznych władz – pomijane
całkowitym milczeniem.

W ukryciu patronuje stolicy

Po wielkim modlitewnym zrywie sierpnia 1920 r., na skutek wspomnianych
uwarunkowan politycznych (odsyłam do mojej ksiazki „Matka Łaskawa w Bitwie
Warszawskiej”) Patronka Stolicy zostala zapomniana.

Ufundowane przez polskie kobiety wotum dziękczynne przeznaczone dla Matki
Bożej za uratowanie stolicy i Polski od okupacji bolszewickiej – złote berło
i jabłko, zostało przekazane na Jasną Górę. Patronka Warszawy – Matka
Łaskawa nie doczekała się od magistratu miasta i swojego ludu oficjalnego
dowodu wdzięczności, dowodu pamięci. Propaganda władzy sanacyjnej
udowadniała, że żadnego cudu, objawienia się Matki Bożej w Ossowie nie było,
bo być nie mogło. Zwyciężył bolszewików swoim geniuszem militarnym Józef
Piłsudski! Sam zaś Marszałek w słowach skierowanych do ks. kard. A.
Kakowskiego powiedział: „Eminencjo, ja sam nie wiem, jak myśmy te wojne
wygrali” (sic!).

Mijają lata – zapomniana Matka Łaskawa na Świętojańskiej w ukryciu patronuje
stolicy. O tym patronacie wiedzą tylko czciciele staromiejskiej Madonny.
Władysław z Gielniowa, drugi patron stolicy, staje sie powoli w świadomości
warszawiaków głównym patronem miasta, co zreszta trwa po dziś dzień.

Wybucha druga wojna światowa. Mimo ze miasto ma swoją Patronke i wierną
Opiekunke, jednak w ferworze walk, konspiracji, koszmarze okupacji lud
Warszawy nie pamięta o tym, nie szuka u swej Patronki pomocy. Nikt
oficjalnie nie powierza Matce Bożej Łaskawej wojennych losów stolicy.
Okupowana Warszawa wierzy w swój spryt, waleczność, ufność pokłada w
filipinkach, butelkach z benzyną, niezawodnym orężu. TARCZA i OBRONA ludu
warszawskiego, sprawdzona w ciężkich chwilach stolicy, Matka Najłaskawsza,
wierna Przyjaciółka warszawian nie jest wzywana. Indywidualna modlitwa
grupki wiernych na Świętojańskiej to wszystko. O ile w 1920 roku całe miasto
chroniło się pod płaszcz łaskawej opieki swej Patronki, o tyle w 1939 i 1944
roku o Matce Bożej nie pamiętano czy też nie chciano pamietać, nie wzywano
jej skutecznej opieki nad miastem. Nie zawierzono Tarczy i Obronie ludu
warszawskiego losów stolicy i jej mieszkańców, co gorsza – nie pamiętano o
zawierzeniu Powstania Warszawskiego.

Maria Okonska w swoich wspomnieniach pisze o powszechnej w czasie trwania
powstania modlitwie maryjnej. Matce Bozej powierzano sie indywidualnie,
ufano, ale zabraklo najważniejszego OFICJALNEGO zawierzenia przez dowództwo
Armii Krajowej losów powstania Matce Bożej Łaskawej, od 292 lat patronującej
stolicy.

Uważam, że nadszedł czas, aby zwrócić uwagę opinii publicznej na ten fakt i
jego tragiczne skutki.
Zaniedbanie to jest tym dziwniejsze, ze Polska od wieków jest Maryjna, a
dowody opieki Matki Bożej nad naszym Narodem i Ojczyzną, poczynając od
obrony Częstochowy, a na Cudzie 1920 roku kończąc, są tak oczywiste i
niosące ufność w Jej niezawodną nieustającą pomoc.

Konsekwencja braku zawierzenia losów stolicy tej od wieków niezawodnej
Tarczy i Obronie – Matce Łaskawej, była totalna klęska Powstania
Warszawskiego, wykrwawienie Narodu, śmierć najwartościowszych synów tego
miasta i w konsekwencji całkowite zburzenie i spalenie stolicy Polski.

Cóż, również i teraz historia sie powtarza. Władze Warszawy usilują sobie
radzić bez pomocy i wsparcia jej Patronki. W każdym urzędzie miejskim
króluje komputer wraz z wizerunkiem syrenki – herbem stolicy.

Patronka miasta nie została zaproszona do współrządów. Na marginesie warto
wspomnieć, ze Warszawa, dzieląca się dawniej na dwa miasta – Stare i Nowe,
ma też dwa herby – Nowe Miasto (wokół kościoła Sióstr Sakramentek) ma w
herbie Najświętszą Dziewice, Stare Miasto zaś (od Barbakanu do placu
Zamkowego) – mitologiczną syrene.

Jest mi bardzo przykro, ze Patronka Stolicy – Matka Łaskawa, znana
praktycznie od 1920 roku, nie jest kochana i publicznie czczona. Ubolewam,
ze prezydenci miasta z magistratem nie zawierzaja swej pracy Jej opiece. Ze
rektorzy wyzszych uczelni, przedstawiciele policji, służb miejskich nie
ślubują Jej służyć – nawet w kontekście tylko indywidualnego zawierzenia.

Od blisko dwóch lat w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Starówce (ul.
Swietojanska 10) w kazda pierwsza sobotę miesiąca podczas sprawowanej przeze
mnie o godz. 8.30 Mszy Swietej dokonywany jest publicznie akt zawierzenia
Matce Bożej. Przybywają na te Msze Świętą właściciele małych firm i dużych
zakładów pracy. To tutaj Warszawskie Zakłady Kaletnicze „Noma” zawierzyly
swoją działalność i wszystkich pracowników, fundując wotum – klęcznik do
Komunii Świętej dla wiernych sanktuarium. Ciągle przybywa nowych czcicieli
Matki Łaskawej, bo jedni od drugich dowiadują się o błogosławionych skutkach
tego pierwszosobotniego zawierzenia.
Kończąc, wyrazam nadzieje, ze może pewnego dnia władze miasta – nawet
incognito – przybędą na Świętojańską, nie tylko, aby sie Matce Łaskawej
pokłonić, ale też aby zaprosić Ją do współpracy.

ks. dr Jozef Maria Bartnik SJ

Patronka Warszawy i Strażniczka Polski

Z ks. dr. Józefem Marią Bartnikiem SJ o jego książce na temat objawień Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej w 1920 roku rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Kończy Ksiądz pracę nad książką o objawieniu się Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej w 1920 roku. Wiem, że już w ubiegłym roku była ona gotowa do druku, jednak pojawiły się nowe, ciekawe dokumenty i relacje świadków. Czy może Ksiądz nam je przedstawić?
– Rzeczywiście, we wrześniu ubiegłego roku otrzymałem korektę mojej książki „Zjawienie się Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej 1920 roku, czyli Cud nad Wisłą” i byłem przekonany, że najdalej za miesiąc prześlę ją do wydawnictwa Fundacji „Nasza Przyszłość”. Nie przypuszczałem, że wywiad, jakiego udzieliłem „Gościowi Niedzielnemu” w sierpniu ubiegłego roku, spowoduje, że skontaktują się ze mną osoby mające nowe, istotne dla książki informacje. Dotarła do mnie wiadomość, którą intuicyjnie przeczuwałem i na którą, może niezupełnie świadomie, czekałem. Zastanawiałem się bowiem niejednokrotnie, jak mogło dojść do tego, że Warszawa, miasto, które w 1652 roku obrało na swoją patronkę Matkę Bożą Łaskawą, w dowód wdzięczności za cud uśmierzenia zarazy, miasto cudownie ocalone interwencją samej Matki Bożej w 1920 roku, otrzymujące przez wieki tyle dowodów matczynej opieki swej Patronki, zostanie po Powstaniu Warszawskim w 1944 roku dosłownie zrównane z ziemią?
Nie mogłem zrozumieć, dlaczego Najłaskawsza nie ocaliła Warszawy, miasta, któremu patronuje, przed zagładą! I oto dowiaduję się od ks. Jana Taffa, pijara, kustosza sanktuarium Matki Bożej na warszawskich Siekierkach, o objawieniach Maryi, jakie odbywały się tutaj w czasie wojny od 3 maja 1943 roku. Po zapoznaniu się ze wspomnieniami wizjonerki pani Eugenii Władysławy Papis (wydanymi przez sanktuarium w 60. rocznicę Objawień) odetchnąłem z ulgą! Otóż na 15 miesięcy przed Powstaniem Patronka Warszawy objawia się na Siekierkach, by przestrzec i ocalić lud stolicy przed grożącą katastrofą. Jak Jonasz ostrzegał Niniwę, tak i Maryja ostrzegała, że jeśli warszawianie nie zaczną respektować Praw Bożych, tj. Dekalogu, jeśli się nie nawrócą, to ich miasto spotka los Niniwy… Przypomniałem sobie, że przed II wojną światową Pan Jezus prosił Sługę Bożą Leonię Nastał, Sługę Bożą Rozalię Celakównę i Sługę Bożą Kunegundę (Kundusię) Siwiec o modlitwy za Warszawę! Stolica Polski była przed wojną siedliskiem rozpusty i dopuszczała się największej liczby aborcji w Europie. O morderstwach dzieci nienarodzonych tak powiedział przyszły Papież Jan Paweł II: Największą tragedią naszego narodu jest śmierć ludzi, którzy są poczęci. Jest rzeczą oczywistą, że nie może to minąć bez konsekwencji. Jakie miały być następstwa tych czynów, wiedziała Matka Łaskawa! Dlatego przybyła z misją prorocką na ziemię warszawską, uprzedzając o grożącej miastu karze i nawołując do pokuty i wynagradzania.
Niestety, mimo wysiłków mieszkańców Siekierek treść orędzi nie została nagłośniona, głównie dlatego, że posługujący tu księża zakonnicy nie zrobili nic, by je przyjąć i rozpropagować. Nie podjęli wysiłku powiadomienia o objawieniach księży diecezjalnych, a co za tym idzie, orędzia nie były powszechnie głoszone ludowi stolicy. „Jeśli nie będziecie mi posłuszni, postępując według mojego Prawa, i jeśli nie będziecie słuchali słów moich proroków, to z tego miasta uczynię przekleństwo dla wszystkich narodów ziemi” (por. Księga Jeremiasza 26, 6). I tak jak z Jerozolimą, stało się z Warszawą. Niezwykle życzliwy ks. Jan Taff SP umożliwił mi spotkanie z wizjonerką, panią Eugenią Władysławą Papis, dlatego mogłem wyjaśnić wszelkie nurtujące mnie kwestie. Ale nie tylko pojawienie się tej sprawy opóźniło oddanie książki do druku. Odnalazła mnie pani redaktor Regina Gorzkowska-Rossi z Bufallo i dostarczyła kolejny ważny dowód potwierdzający, w jakim znaku, tj. w jakiej postaci zjawiła się Najświętsza Maryja bolszewikom. W lutym trafiła do mnie pani Elżbieta Mościcka-Freund i przedstawiła dokument mówiący o objawianiu się od niepamiętnych czasów Matki Bożej na ziemi radzymińskiej, a także pokazała mi nieznane materiały dotyczące kultu tego miejsca.
Wreszcie udało mi się nawiązać kontakt z panem Zygmuntem W. mieszkającym pod Radzyminem, któremu w latach 90. ubiegłego wieku objawiła się Bogurodzica. Otrzymane od moich rozmówców dokumenty, materiały i świadectwa (m.in. pani Jadwigi Kornackiej) spowodowały, że rozdział o zjawieniu się Matki Bożej na ziemi radzymińskiej musiałem napisać na nowo!

Ojciec Święty Jan Paweł II, modląc się w Radzyminie na grobach polskich żołnierzy poległych w Bitwie Warszawskiej 1920 roku, podkreślił, że wokół Cudu nad Wisłą przez całe lata trwała zmowa milczenia. Czy bezpośrednim powodem napisania przez Księdza książki była chęć jej przerwania?
– Miałem dwa równie ważne powody. Pierwszym była potrzeba rozpropagowania wiekopomnego objawienia się Matki Bożej podczas walk na przedpolach Warszawy w 1920 roku z uwzględnieniem wszystkich okoliczności ukazania się Bogurodzicy. Drugim – potrzeba definitywnego wyjaśnienia i rozstrzygnięcia, spornej dotychczas kwestii, w jakim znaku (w jakiej postaci) Matka Najświętsza zechciała się ukazać. Abstrahując od politycznych przyczyn milczenia wokół tej sprawy, brak wyjaśnienia wszystkich okoliczności społecznych i historycznych tego faktu uniemożliwiał dotychczas przyjęcie go, zarówno przez historyków, jak i opinię publiczną. Dopiero całościowe, w ujęciu historycznym, naświetlenie zagadnienia pozwala zrozumieć opiekuńcze oddziaływanie Madonny na los stolicy Polski i na indywidualne losy jej mieszkańców.
Moim celem jest nagłośnienie tej sprawy i doprowadzenie do spóźnionego o 88 lat dziękczynienia Matce Bożej w znaku, jaki sama wybrała, by ukazać się bolszewikom. Jesteśmy winni Bogurodzicy wdzięczność za spektakularną pomoc udzieloną naszej armii (fakt publicznego objawienia się Bogurodzicy setkom ateistów jest jedyny w świecie), która spowodowała ocalenie Warszawy, Polski i Europy w 1920 r. od rewolucji bolszewickiej. Przy tej okazji pragnę podkreślić, że fakt zjawienia się Najświętszej Dziewicy na polach Radzymina i Ossowa w niczym nie zmienia dotychczasowego postrzegania geniuszu strategicznego Marszałka Józefa Piłsudskiego, ofiarności jego sztabu, ani też nie umniejsza bohaterstwa polskiego żołnierza!

Czy w ciągu 25-letniej posługi w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej – Patronki Warszawy zgłosiło się do Księdza wiele osób, które wniosły nowe światło w kwestii Cudu nad Wisłą?
– Od początku mojej pracy duszpasterskiej w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej – Patronki Warszawy zaczęli zgłaszać się do mnie penitenci, którzy mówili, że w ich rodzinach przekazywano z pokolenia na pokolenie wiadomości o ukazaniu się Matki Bożej podczas bitwy o Warszawę w 1920 roku. Osoby te nadmieniały, że postać Maryi, jaka ukazała się bolszewikom, była podobna do postaci Patronki Warszawy. Sprawa zaczęła mnie intrygować. Spisywałem bardziej konkretne wypowiedzi, jednak miałem świadomość, że stanowiły niewystarczający materiał, by oprzeć na nich poważną, monograficzną publikację. Dopiero po serii moich artykułów w prasie katolickiej pod wspólnym tytułem „Dajcie świadectwo cudu” zaczęły napływać odpowiednie dokumenty i świadectwa. Otrzymałem je m.in. od pani senator Jadwigi Stokarskiej, ks. proboszcza Wiesława Wiśniewskiego, pana Józefa Domagalskiego i innych. Wielu świadectw, które potwierdzały posiadane wiadomości, nie mogłem zamieścić w książce, gdyż nie wnosiły nic nowego. Były to m.in. świadectwa pani Eugenii Władysławy Papis (wizjonerki z Siekierek) i pani Wacławy Jurczakowskiej.

Jakie były różnice między zatajaniem prawdy o objawieniu Matki Bożej przed II wojną światową a tym w czasach reżimu komunistycznego?
– W czasie międzywojnia prawda o zjawieniu się Matki Bożej była dla czynników oficjalnych nader niewygodna. W wolnej, rozwijającej się, postępowej i dążącej do nowoczesności Polsce fakt ten był nie do zaakceptowania! Tym bardziej że jeśli rozeszłaby się wieść o tym objawieniu, to nieuchronnie nasunęłaby się konkluzja, że dla pokonania bolszewików waleczni Polacy musieli otrzymać pomoc z Nieba! Co by sobie Europa pomyślała o naszej armii i dowódcach, gdyby doszło do jej uszu, że w walkach z bolszewikami przyszła nam z pomocą sama Matka Boża? Już samo słowo „cud”, które mogłoby sugerować nadprzyrodzoną interwencję w czasie walk o Warszawę, było cenzurowane i usuwane z prasy i wydawnictw sanacyjnych. Dla piłsudczyków żadnego cudu, a nie daj Boże, pojawienia się Najświętszej Dziewicy w czasie walk z bolszewikami, nie było i być nie mogło! W trzeciej, największej wygranej bitwie w historii polskiego oręża (po Grunwaldzie i Wiedniu), która uratowała Europę przed rewolucją bolszewicką, decydującej o losach Polski, Europy i świata, jedynym animatorem zwycięstwa miał być sam Marszałek Piłsudski, bez pomocy sił nadprzyrodzonych.
Dlatego pomimo setek relacji naocznych świadków fakt ten zaliczono do pobożnych ludowych legend i nie dopuszczono, by został w jakikolwiek sposób nagłośniony. Sprawa zjawienia się Matki Bożej stała się tematem tabu. Efektem tej polityki było to, że relacje bolszewików, bezpośrednich świadków ukazania się Maryi, nie mogły być publikowane ani w prasie, ani w książkach wspomnieniowych. To wiekopomne wydarzenie nie zatarło się i nie znikło z pamięci Narodu, a to dzięki osobom, które posługiwały w obozach jenieckich i dalej kolportowały zasłyszane świadectwa. Bolszewicy chętnie dzielili się swoimi przeżyciami. Pamiętna noc z 14 na 15 sierpnia była najbardziej wstrząsającym momentem całego ich dotychczasowego życia: Na własne oczy ujrzeli Matier Bożiju!

Ukazanie się Maryi na polach pod Radzyminem spowodowało, że oddziały bolszewików w nieopisanym popłochu i panice rzuciły się do ucieczki. Czy oddziały polskie również widziały Matkę Boga?
– Matka Boża, otoczona światłością, była doskonale widoczna na tle nocnego jeszcze nieba! Bolszewicy na ten widok uciekali w skrajnym przerażeniu, opuszczając ziemię radzymińską, która, wydawałoby się, już na zawsze miała pozostać w ich rękach! Odwrót bolszewików odbywał się w popłochu. Obozy uciekały wszystkimi drogami na przełaj, przez pola. Wozy łamały się, padały konie, którymi drogi były wprost usłane, pomimo że za dezercję groził sąd polowy i wyrok – rozstrzelanie!
Polscy żołnierze nie widzieli swojej Królowej i Hetmanki unoszącej się bezpośrednio ponad nimi. Jedynie ze zdumieniem obserwowali bezzasadną, bezprzytomną, bezładną i paniczną ucieczkę czerwonych! Dopiero później dowiedzieli się od miejscowych, że przyczyną nieoczekiwanej rejterady bolszewików z pola walki było: zjawienie się Bogurodzicy!
Po II wojnie światowej, kiedy komuniści z Kremla sprawowali władzę w Polsce przez swoich agentów, określenie Cud nad Wisłą (synonim zwycięstwa nad bolszewią) było na indeksie. Zasadniczo pamięć o zwycięskiej bitwie 1920 roku miała być najpierw splugawiona, potem pogrzebana. W latach 50. propaganda komunistyczna określała wojnę 1920 roku najazdem jaśnie panów na kraj radziecki! W tej sytuacji nie trudno się dziwić, że wszystkie wypowiedzi nawiązujące do objawienia się Maryi były cenzurowane, rugowane i ośmieszane. Autorzy, nawet zawoalowanych aluzji, stawali się obiektem ataków i niewybrednych drwin tzw. naukowej krytyki reżimowych publicystów. Niestety, do dziś nie nastąpił w tej materii żaden przełom. Temat jest konsekwentnie pomijany, co szczególnie bolesne, w homiliach wygłaszanych 15 sierpnia. Mam nadzieję, że moja książka, monografia zagadnienia, zmieni nastawienie duchownych i opinii publicznej w tej kwestii. Ponieważ: „Nie ma nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć!” (Ewangelia św. Mateusza 10, 26).

Czy to prawda, że w Radzyminie Matka Boża objawiała się również później?
– Tak, ale objawiała się także dużo wcześniej. Pamiętne objawienie się Matki Bożej na ziemi radzymińskiej w 1920 roku nie było pierwszym ani też ostatnim ukazaniem się tam Bogurodzicy. Wszystkie te zjawienia miały miejsce w niewielkiej stosunkowo odległości od siebie. Nasuwa się tu analogia z objawieniami Matki Bożej w Ortiga, Fetal i… Fatimie! Sanktuaria te pobudowano na miejscach zjawienia się Bogurodzicy, a są oddalone od siebie tylko o 2 km – Droga Krzyżowa bazyliki fatimskiej zaczyna się w sanktuarium Maryi w Fetal! Pierwszym zachowanym dokumentem świadczącym o objawieniu się Maryi na ziemi radzymińskiej jest sprawozdanie z kanonicznej wizytacji tej parafii, która odbyła się w październiku 1755 roku. Jest to pierwsza, oficjalna wzmianka, która określa miejsce ukazania się (może wielokrotnego?) Matki Bożej na ziemi radzymińskiej: „Za miastem, o staj 25, jest miejsce Zjawienie nazywające się, gdzie od niepamiętnych czasów znajdowała się kaplica i studzienka z wodą cudowną i gdzie miejscowi nabożeństwa odprawiali. Kiedy na skutek starości kaplica runęła, przejezdni kupcy 30 złotych na ręce mieszczan tutejszych dali, dopraszając się, by na miejscu Zjawienia kaplicę i studnię, jak była dawniej, wybudowali”.
Sądzimy, że pierwsze objawienia Najświętszej Dziewicy w Radzyminie mogły nastąpić już w XVII w., skoro ksiądz wizytator w roku 1775 pisze o niepamiętnych czasach, a kaplica upamiętniająca to zdarzenie (może pierwsza, a może kolejna?) zdążyła runąć ze starości. Miejsce to musiało mieć już ugruntowaną sławę, jeżeli znały je osoby obce i były do tego stopnia zainteresowane odbudową kaplicy sanktuarium, że wyłożyły na ten cel poważną sumę pieniędzy! W monografii Radzymina, wydanej w 1905 roku, nie ma informacji o aktualnych objawieniach Maryi. Ich autor, dr Stanisław Łagowski, tylko opisuje pielgrzymki na miejsce Zjawienia. Przybywający pątnicy, często z bardzo daleka, potwierdzają niejako stałą obecność Matki Bożej na tym miejscu, czego dowodem były wota dziękczynne.
Piętnaście lat później, w 1920 roku, ziemia radzymińska, wybrana przed wiekami ziemia Matki Bożej, staje się widownią krwawych walk z bolszewikami. Miasto Radzymin kilkakrotnie przechodzi z rąk do rąk. Wydawało się, że słynący z cudów i łask zakątek dostanie się w ręce bolszewików. Ale Maryja, Opiekunka Ziemi Radzymińskiej, w krytycznym momencie sama interweniuje. I swoim zjawieniem się bolszewikom… zmienia bieg historii!
Po zakończonej wojnie bolszewicko-polskiej miejsce Zjawienia nadal było licznie nawiedzane przez pielgrzymów. Przybywały tu tzw. kompanie – liczące po kilkanaście tysięcy ludzi, nocujących latem w stodołach, na stogach siana, gdzie kto mógł. Chociaż Bogurodzica nie ukazywała się osobiście (przynajmniej dotychczas nie posiadam takich informacji), jednak możemy mówić o Jej stałej obecności na tym miejscu. Świadczyły o tym wota dziękczynne i relacje wiernych. Mieszkanka Radzymina pani Jadwiga Kornacka 2 sierpnia (w święto Matki Bożej Anielskiej) podczas ostrzału niemieckiego przebywała w kaplicy na Zjawieniu, w chwili gdy pocisk artyleryjski przebił ścianę… nie wybuchając! Oto jej komentarz: „Maryja okryła nas płaszczem swej opieki i ocaliła!”. Późniejszym dowodem obecności Maryi na Zjawieniu (choć niewidzialnej) był przypadek uzdrowienia (w obecności licznych świadków) ułomnej kobiety 6 sierpnia 1963 roku, w Święto Przemienienia Pańskiego. Niepełnosprawna kobieta, z kościoła odległego o 2 km dowlokła się do kaplicy o kulach. Po modlitwie różańcowej odzyskała pełną sprawność w nogach. Kule, dowód całkowitego uzdrowienia, zawieszono na wieży kościelnej na polecenie ks. proboszcza Zygmunta Kowalskiego, który całą sprawę opisał w parafialnej kronice.
Natomiast rzeczywiste, poznawalne zmysłami objawienie się Bogurodzicy miało tutaj miejsce w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Miałem możność odwiedzić to miejsce i poznać osobiście wizjonera, pana Zygmunta W. Na miejscu zapoznałem się z okolicznościami objawienia i treścią przekazanego przez Maryję orędzia. O tym fakcie został powiadomiony ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej, co szerzej opisuję w książce.

Maryja uratowała Warszawę w 1920 roku. Można postawić pytanie, dlaczego taki okrutny los spotkał naszą stolicę w roku 1944?
– W 1920 roku pomimo przygnębiającej atmosfery, poczucia zbliżającej się nieuchronnie klęski, cały Naród, nie tylko Warszawa, solidarnie mobilizował siły duchowe. Ojczyzna została oficjalnie zawierzona Sercu Jezusowemu (19.06.1920 r.) z udziałem Naczelnika Państwa i najwyższych władz kościelnych i państwowych. Przed ostateczną konfrontacją z bolszewikami została podjęta Powszechna Krucjata Modlitewna. Biskupi inicjowali ogólnopolską nowennę za Ojczyznę, odprawianą od uroczystości Przemienienia Pańskiego (6.08) do święta Wniebowzięcia Matki Najświętszej (15.08). Ksiądz kardynał Aleksander Kakowski zarządził we wszystkich kościołach Warszawy całodzienną adorację Przenajświętszego Sakramentu, a generał Józef Haller – nowennę w intencji ocalenia Polski w stołecznym kościele pw. Świętego Zbawiciela. Te żarliwe modlitwy zobligowały niejako Matkę Bożą, Patronkę Warszawy i Strażniczkę Polski, do osobistej interwencji na przedpolach Warszawy, czego owocem był cud zwycięstwa w tej praktycznie przegranej wojnie. Bo bez Boga ani do proga!
Wybuch Powstania Warszawskiego w 1944 roku nastąpił po 15 miesiącach od pierwszego Objawienia się Bogurodzicy w warszawskiej osadzie Siekierki. Powstańcy ruszyli naprzeciw potędze militarnej Niemców z gorącym sercem i z butelkami wypełnionymi benzyną, ale… Patronki Warszawy nie zaproszono do współpracy! Warszawa zachowała się tak, jak zachowują się przemądrzałe dzieci, które chcą wszystko robić same – bez pomocy Mamy! Dowództwo Armii Krajowej, przygotowując powstanie, nie wzięło najwidoczniej pod uwagę tego, że to, co dzieli zwycięstwo od klęski, to nie moc oręża, przeważające siły czy strategia, nawet genialnych dowódców, lecz wola Boga, który zawsze i wszędzie sam o wszystkim decyduje. Jedynie od Jego woli zależy, czy działania ludzkie zostaną uwieńczone sukcesem czy porażką. Dlatego tylko współpraca, zjednywanie Go dla swoich planów i podejmowanie wspólnego z Nim działania może doprowadzić do zwycięstwa. Maryja na Siekierkach powiedziała: Jeśli wy jesteście ze mną, to i Ja jestem z wami i nic się Wam nie stanie!
Nurtuje mnie pytanie: co w ciągu 23 lat, które upłynęły od Bitwy Warszawskiej, tak odmieniło serca i umysły mieszkańców stolicy, że zdecydowano bez Bożej i Maryi pomocy walczyć z przeważającym wrogiem i chciano własnymi, wątłymi siłami oswobodzić Warszawę? Gdyby orędzia Maryi przekazywane na Siekierkach zostały przyjęte i zainicjowano by powszechne, ogólnonarodowe modlitwy w intencji pokoju (jak to było w 1920 roku), a warszawianie zreflektowali się i zmienili swoje życie, sądzę, że powstanie zakończyłoby się zwycięstwem nad Niemcami i Warszawa by ocalała! Tak by się z pewnością stało, bo celem misji Maryi było uratowanie Warszawy! Powiedziała: jeśli będziecie ze Mną, to nic się wam nie stanie! Oczywiście, powstańcy indywidualnie zawierzali się Maryi, modlili na różańcu, przyjmowali sakramenty (co żywo wspomina w swojej książce „Przez Maryję wszystko dla Boga. Wspomnienia 1920-1948” siostra Maria Okońska), lecz oficjalnego, podobnego jak za Marszałka Piłsudskiego zawierzenia działań zbrojnych Bogu i Jego Matce nie było!
Dlatego trudno się dziwić, że w sierpniu 1944 roku, w dniu święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi, nie pokonano i nie przepędzono Niemców ze stolicy! Powstanie poniosło druzgoczącą klęskę, a Warszawa została w odwecie spalona i totalnie zrujnowana, wręcz starta z powierzchni ziemi. Pół miliona warszawian straciło życie, tylu, ile przed wojną zostało pomordowanych dzieci poczętych. Po 37 latach, w 1981 roku, w Medjugorie w Jugosławii była podobna sytuacja. Maryja objawiła się tam jako Królowa Pokoju.
Modlitwą starała się zapobiec wojnie domowej, o której wiedziała, że wkrótce obejmie cały kraj. Mówiła: Zło (kara) nie nastąpi, jeśli świat się nawróci. Wzywajcie ludzi do nawrócenia, wszystko zależy od waszego nawrócenia (por S. Budzyński, „Tajemnica Objawień w Medjugorie”, s. 47). Czyż Maryja nie to samo mówiła w Warszawie w maju 1943 roku? Chociaż w Jugosławii przez kilka lat trwała wojna, której ślady są widoczne do dziś, to w Medjugorie nie zginął ani jeden człowiek (por. Siostra Emmanuel, „Medjugorie, wojna dzień po dniu”). Obietnica Maryi nie jest czczą obietnicą: jeśli wy jesteście ze mną, to Ja jestem z wami i nic się wam nie stanie!

Zainicjował Ksiądz w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej pierwszosobotnie Msze Święte połączone z publicznym odczytaniem aktu zawierzenia Maryi osób prywatnych, rodzin i firm. Czy wielu ludzi wierzących pragnie dziś zawierzyć swoje życie Maryi?
– Już od 13 lat w każdą pierwszą sobotę miesiąca o godzinie 8.30 rano odprawiam Mszę Świętą, podczas której specjalnym aktem zawierzamy się Niepokalanemu Sercu Maryi. Uczestniczy w niej coraz więcej osób, nawet z odległych dzielnic Warszawy. Często po Mszy Świętej podchodzą do mnie ci, którzy z ufnością odprawiali moją Nowennę do Matki Łaskawej (której współautorem jest śp. ks. Jan Twardowski) i opowiadają o rzeczach nadzwyczajnych, jakie po jej zakończeniu zdarzały się w ich życiu! Nie na próżno Matka Łaskawa ma tytuł: od wszelkiego utrapienia! Spotkania te są dla mnie wielką radością i ożywiają pragnienie szerzenia chwały warszawskiej Madonny! Mam nadzieję, że doczekam chwili, kiedy Skarb Warszawy, Cudowny Obraz Matki Łaskawej, zostanie rekoronowany nową królewską koroną, taką jak zaginiony dar stołecznego magistratu, ofiarowany Maryi wraz z tytułem Patronki Warszawy i Strażniczki Polski w 1652 roku.

Jak przedstawia się historia korony Matki Bożej Łaskawej – Patronki Warszawy?
– Otóż rok po instalacji obrazu Matki Bożej Łaskawej, będącego swobodną repliką wizerunku Madonny ze strzałami, obrończyni od zarazy, od 240 lat czczonego w Faenzie, mieście włoskiej prowincji Emiliia – Romania, do okolic Warszawy dociera epidemia cholery przywleczona na polskie ziemie przez kozaków. Fundator obrazu, rektor pierwszej w Polsce i Warszawie publicznej, bezpłatnej szkoły powszechnej, pijar ks. Hiacynt Orselli spowoduje, że magistrat dla uproszenia ratunku dla miasta zgadza się na publiczną procesję wokół murów miejskich obrazu Madonny od zarazy, przy biciu wszystkich stołecznych dzwonów.
Po tym pamiętnym przejściu Madonny wokół murów miejskich nie odnotowano żadnego zgonu spowodowanego cholerą. Matka Łaskawa osłoniła Warszawę płaszczem swej opieki i wyjednała warszawianom łaskę wygaśnięcia epidemii. By godnie wyrazić wdzięczność za cudowne ocalenie, magistrat ozdabia (dekoruje) wizerunek wotywnym darem, królewską koroną. Została ona nałożona na obraz jako aplikacja, ukrywając dość niefortunnie namalowaną koronę Maryi. Aplikacja została wykonana zgodnie z regułami heraldycznymi. Jest to więc korona, jaka przysługuje królom i królowym, zamknięta, ośmioobłękowa, zwieńczona małym globem z Krzyżem (korona namalowana, otwarta jest zwieńczona… kwiatkiem!). Dar magistratu był czytelnym znakiem mówiącym o królewskiej godności Maryi Łaskawej (patrz: Jerzy Lileyko, „Regalia polskie”, KAW 1987).
Podczas podniosłej uroczystości w staromiejskim ratuszu młody, bo powstały zaledwie przed kilkoma miesiącami, obraz okrzyknięto cudownym i jednogłośnie obrano Madonnę ze strzałami Patronką Warszawy! Rajcowie uroczyście powierzyli Maryi Łaskawej nie tylko patronat nad Warszawą, ale obwołali Ją także Strażniczką Polski, słusznie rozumując, że Maryja może skruszyć strzały, nie tylko zarazy, ale i strzały wrażych wojsk. Od tej chwili Maryja Łaskawa otrzymuje oficjalny tytuł: Patrona Varsaviae et Custos Lechiae – Patronki Warszawy i Strażniczki Polski.

Skąd wiemy, jak ta, niezachowana do naszych czasów, wotywna korona wyglądała?
– Kiedy następnego roku, 1653, epidemia cholery zbliżała się do Wilna, tamtejszy sufragan postanowił wezwać na ratunek sławną cudem uśmierzenia zarazy stołeczną Madonnę ze strzałami. Zamawia więc w Warszawie replikę cudownego obrazu, na której, po raz pierwszy, zostanie uwieczniony dar magistratu – wotywna, królewska korona. Także inne, powstałe po roku 1652, repliki orsellowskiej Madonny będą ukazywały tę nową koronę: zamkniętą, ośmioobłękową, zwieńczoną krzyżem.

Kiedy ostatecznie książka Księdza „Zjawienie się Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej 1920 roku, czyli Cud nad Wisłą” ukaże się w księgarniach?
– Będzie to zależało od możliwości edytorskich wydawnictwa Fundacji „Nasza Przyszłość”. Ostateczną wersję książki, ubogaconą nowymi materiałami, przekażę wydawcy w październiku bieżącego roku.

Dziękuję za rozmowę.

Posted in Cuda, Kościół, Objawienia, Patriotyzm, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 30 komentarzy »

Puchar mistrza świata dla Pani z Guadalupe

Posted by Dzieckonmp w dniu 13 sierpnia 2010


Dzieją się tez w świecie bardzo miłe rzeczy . Aż się ze wzruszeniem czyta. Niestety  w Polsce taki urząd państwowy jak zwiazek piłki nie mógłby tego zrobić ze względu na świeckość państwa narzucaną przez nie Polaków rządzących Polską.

Hiszpańska Federacja Piłki Nożnej ofiarowała zdobyty na ostatnim mundialu puchar Matce Boskiej z Guadalupe. To wotum wdzięczności za tytuł mistrza świata.

Hiszpańska Federacja Piłki Nożnej zdecydowała się ofiarować puchar mistrza świata Matce Boskiej z Gudalupe. Podczas uroczystej ceremonii prezes Federacji, Angel Maria Villar, przekazał trofeum ks. Diego Monroy. Jest to spełnienie obietnicy, jaką złożył Pani z Guadalupe podczas swojej ostatniej wizyty w Meksyku.

– Za każdym razem kiedy podróżuję do Meksyku, niemogę nie przyjść do bazyliki. Kiedy byłem tu ostatnio podpisać umowę dotyczącą meczu w Meksyku, poprosiłem tylko o jedno – żebyśmy zostali mistrzami świata – przyznaje Villar.

W homilii ks. Monroy podkreślił korzyści, jakie przynosi społeczeństwu sport. Zaproponował także, by sport stał się narzędziem do kształtowania duchowej siły. – Wysiłek jest ważny nie tylko ze względu na zwycięstwo, ale kształtuje także duchowość – mówił.

– Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że Hiszpańska Federacja Piłki Nożnej wypełniła swoją obietnicę uczynioną Matce Bożej z Guadalupe, Matce nas wszystkich. Ona sama, kiedy ukazała się prostemu Juan Diego, powiedziała, że jest jego matką, co nas wszystkich czyni jej dziećmi – kontynuował.

To nie jedyny dowód wdzięczności za tytuł mistrza świata, jaki hiszpańska drużyna okazuje Bogu. Wcześniej, Andreas Iniesta oraz jego kolega z drużyny, Sergio Busquets, zapowiedzieli, że wybiorą się na pielgrzymkę do Santiago de Compostela aby podziękować za wygrany mundial.

Źródło: fronda.pl

Posted in Warto wiedzieć | Otagowane: , | 5 komentarzy »

Abp Dzięga – Krzyż jest święty

Posted by Dzieckonmp w dniu 11 sierpnia 2010


Znów media będą opluwać tego biskupa

Rok temu Abp Dzięga tak mówił

Czasy się zmieniły, mówią. To znaczy co się zmieniło? Czy człowiek nie ma już prawa do Boga, do swojego Stwórcy i Zbawcy? Nie ma już prawa? Bardzo się boją Boga siły ciemności, skoro krzyż jest znów zaatakowany, a może im się wydaje, że już się nie muszą bać, że Bóg jest pokonany już w człowieku i można uderzyć także w jego znak, w krzyż? Chciałoby się przypomnieć tylko, że już nie żyją ci, którzy głosili, że Bóg umarł. Bóg dalej prowadzi swoje dzieło na ziemi. Już od dawna nie żyją ci, co chcieli tworzyć siłą społeczeństwo bez Boga. Już ich wielokrotnie wskazano jako odpowiedzialnych za zbrodnie i cierpienia, a ich dzisiejsi towarzysze z uporem chcą kontynuować ich dzieło. My wiemy, że to bojaźń Boża jest początkiem mądrości, aby tę mądrość rozpoznać, trzeba znać Bożą drogę – to także początek mądrości. Dlatego dziękujemy Wam, Ludzie Radia Maryja, za nauczanie papieskie, za przybliżanie nauczania Jana Pawła II i Benedykta XVI, za katechezy, za modlitwy, za transmisje, za inspiracje, za te wszystkie materiały, których taki ogrom przenika dzień po dniu do ludzkich umysłów i do serc, bo w ten sposób prawda o tej Bożej mądrości znowu dociera do człowieka i ta szansa budowania z Bogiem znowu może być przez nas podejmowana.
Dzisiaj patrzymy na to z perspektywy kolejnej walki o prawo do krzyża. Czyżby Trybunał Praw Człowieka zmienił się w Trybunał Ograniczania Sumień? Przecież to jest Boża kompetencja – prawo sumienia – nie ingerujcie w ten obszar, wycofajcie się lepiej, póki czas. O krzyż Bóg już tyle razy się upominał. O krzyż Bóg już tyle razy się upominał także w naszym pokoleniu, i jeszcze się upomni, i w Warszawie też się upomni.

Wczoraj powiedział

Jeżeli krzyż stanął spontanicznie w czasie modlitwy, został otoczony modlitwą, ku modlitwie gromadzi, to ten krzyż staje się święty – powiedział abp Andrzej Dzięga podczas Mszy św. 10 sierpnia w Sanktuarium na os. Słonecznym w Szczecinie.

Metropolita szczecińsko-kamieński sprawował Eucharystię w intencji prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wszystkich ofiar katastrofy pod Smoleńskiem, a także w intencji ochrony Krzyża Smoleńskiego w Warszawie oraz umocnienia ducha narodu polskiego.

– Polacy pokolenie po pokoleniu przy krzyżu uczyli się być razem, uczyli się rozpoznawać wzajemnie, uczyli się akceptować – mówił arcybiskup. Podkreślił, że pomimo wad, słabości, grzechów Polacy przy krzyżu uczyli się sobie przebaczać, podawać sobie ręce. Dodał, że z krzyża wyrosła jedna z najpiękniejszych zasad etyki społecznej, mówiąca, że piękne i szlachetne jest działanie dla dobra publicznego. – To, co jest dla własnej korzyści, często ze szkodą drugiego człowieka, ze szkodą wspólnoty, nawet jeśli będzie skuteczne dla tego człowieka, to z racji na krzywdę innych nigdy nie będzie zaakceptowane, zawsze budzi wewnętrzny sprzeciw – powiedział hierarcha. – To jest jedna z tych zasad ewangelicznych, które wrosły w naszą ojczyznę, nasze dzieje. To nie jest tylko religijna zasada, to jest zasada społeczna, kulturowa i wręcz polityczna.

Odnosząc się bezpośrednio do kwestii krzyża przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie arcybiskup powiedział, że decydować o krzyżu może „tylko ten, kto ten krzyż ufundował, postawił i kto go przyjął duchowo, kto go przytulił modlitwą”. – A ten krzyż w Warszawie został przez naród otoczony, przytulony, przemodlony, bo przyjechali tam ludzie z całej Polski – mówił abp Dzięga. – To nie jest ani moja decyzja, ani twoja, ani nikogo ze Szczecina, ale krzyż ma prawo tam stać. Czy musi stać? To nie my decydujemy, nie dzisiaj, nie tutaj, ale ma prawo tam stać – podkreślał.

Arcybiskup prosił też o modlitwę, zapewniając, że sam trwa w codziennej modlitwie „nie tylko po to, żeby ten krzyż tam został”. – Ja najbardziej w modlitwie Boga przepraszam za tych, którzy tam bluźnią – powiedział. – Oni sobie sprawy nie zdają, jaką odpowiedzialność na siebie zaciągają. Proszę Boga, żeby im przebaczył. Bo kto przeciwko krzyżowi świadomie rękę podnosi, wcześniej czy później będzie musiał się z tego rozliczyć – dodał.

Arcybiskup podziękował też wiernym, którzy w poniedziałek zgromadzili się w parafii św. Rodziny na wieczornym czuwaniu w intencji duchowej ochrony i wsparcia dla wszystkich, którzy trwają w modlitwie przy krzyżu w Warszawie na placu przed Pałacem Prezydenckim.

Zapytany przez dziennikarzy Wybiórczej metropolita warszawski poproszony o komentarz do kazania abp Dzięgi powiedział

Nie będę komentował tych słów w mediach – odpowiada metropolita warszawski abp Kazimierz Nycz

==========================================================

Posted in Kościół, Patriotyzm, Prześladowanie Chrześcijan | Otagowane: , | 30 komentarzy »

DEMONY zaatakowały Polskę

Posted by Dzieckonmp w dniu 11 sierpnia 2010


TVN razem z atakującymi krzyż. Wóz transmisyjny stał wśród chołoty tak zresztą też było gdy w Lublinie miał wiec wyborczy Jarosław Kaczyński to dla TVN ważniejszym wydarzeniem był Palikot i wóz postawiła obok Palikota. Na innym blogu autor zdemaskował młodych chłopaków którzy sikają na modlących się że są powiązani z TVN. Oto link do artykułu. http://miziaforum.wordpress.com/2010/08/08/prowokatorzy-odwazni-bo-pod-parasolem-czyli-niech-nas-zobacza/

Prosze przeczytać komentarze jak następowało odkrycie nazwiska i imienia tego chłopaka. Oczywiście nastąpiła panika że wyjdą związki z TVN i szybko pousuwano filmy .

Do pogodnych akcentów mogę też zaliczyć „dywizjon trzech modlących się kulturystów”, z których jeden miał posturę niemal jak u Pudziana. Otóż Ci mężczyźni nie tylko się modlili ale i nie pozwalali krzywdzić nas i ośmieszać gdy zaczynały się prowokacje agresywnie nastawionych anarchistów. W pewnym momencie wpadła w nas też grupa Cyganów z lepkimi rączkami i rozbieganymi oczkami. I wówczas kolega kulturysta obrócił głowę i rzucając marsowe spojrzenie zagaił do nich krótko – modlisz się?! Nie? To do widzenia. I proszę mi wierzyć – było to „do widzenia” skuteczne.

Przyznam szczerze, że czasem przy kolegach kulturystach sam czułem się zestresowany. No bo starałem się jednak od czasu do czasu kręcić filmy aparatem, a tu nie ma żartów „my tu przyszliśmy się pomodlić i nie ma tu miejsca na jakieś pogaduchy czy przydługawe sesje zdjęciowe. Doprawdy widok młodego faceta ważącego ze 140  kilo i z łapą jak u niedźwiedzia, który śpiewa psalmy i pieśni maryjne po prostu niszczył obiekty. Myślę, że gladiator Chrystusa to w tym przypadku dosyć adekwatne określenie. Dzięki nim także nie doszło do akcji oflagowania nas krzyżackim sztandarem.

Właśnie wróciłem spod krzyża smoleńskiego przy pałacu prezydenckim w Warszawie. Jestem strasznie zmęczony więc proszę wybaczyć, że przesadnego brylowania i „super bajeranckiego reportażu” raczej nie będzie. Będzie za to prosta ale rzetelna relacja. Postaram się aby możliwie jak najlepiej oddała to co tam się działo i jak to wyglądało z mojej perspektyw, oraz naświetlę nieco tło całej sprawy. Z mainstreamowych mediów się tego prawdopodobnie nie dowiecie więc myślę, że moje świadectwo ma znaczenie.

Trzeba sobie tu powiedzieć jasno, że przy odrobinie dobrej woli ze strony władz tego kraju i miasta Warszawy tematu by nie było. Była by tablica upamiętniająca tragicznie zmarłych pod Smoleńskiem i godne miejsce by zapalić np. znicz. No ale władzy nie zależy najwyraźniej na rozwiązaniu tego konfliktu. Lepiej go eskalować napuszczając na obrońców krzyża rozszalałe hordy lemingów od Paligłupa. Po co? Choćby po to żebyśmy za bardzo nie zajmowali się podatkami, które są podnoszone oraz po to żeby nie rozmawiać za wiele o dziwnej umowie gazowej z Rosją. Te tematy mają być przykryte przez „zadymę pod krzyżem”. Zadymę, która się najwyraźniej władzy bardzo opłaca.

Pod tym krzyżem co noc dochodzi do profanacji, oblewania piwem modlących się ludzi, kpin, wycieczek, zabawy, itd. To taki nowy modny sport w Warszawie. Sport pt. „pognębić katola pod krzyżem”. Gdyby ktoś chciał poznać wstrząsające relacje inernautów z osatniego tygodnia, to znajdzie je pod tymi linkami:

http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=3593742

http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=3593836

A tutaj  nieoficjalny hymn przeciwników krzyża:

Nieoficjalny hymn „akcji krzyż” czyli hucpy, która ma na celu siłowe usunięcie krzyża sprzed pałacu prezydenckiego. Uprzedzam, żeby to obejrzeć do końca trzeba mieć nie tylko mocne nerwy ale i zerowy słuch muzyczny.

No ale ja nie o tym, ja o dniu dzisiejszym…

Byliśmy z żoną na miejscu już około 22:00 (czyli na godzinę przed planowaną przez przeciwników krzyża manifestacją). Pierwsza rzecz jaka nas zdziwiła to szczelny policyjny kordon jaki oddzielał malutką grupkę pod krzyżem od  całej reszty.  Wyglądało to tak jakby policja zamknęła ludzi pod krzyżem w „żelaznej klatce”. Jakikolwiek dostęp do nich był niemożliwy. Policji było po prostu mnóstwo. Tłum był przemieszany. Zwolennicy, przeciwnicy, niezdecydowani gapie. Jednak jeszcze wówczas nie widać było (przynajmniej z naszej perspektywy) aby ktoś się przesadnie głośno ujawniał ze swoimi poglądami. Ludzie co najwyżej trzymali spokojnie jakieś transparenty albo orientowali się co, gdzie i jak. Przeszliśmy cały plac pod pałacem prezydenckim dookoła. Zlokalizowaliśmy grupę modlących się osób sytuujących się w granicach od hotelu „Bristol” aż po policyjne barierki. Widać było, że ludzie zaczynali się organizować. Można było odnieść wrażenie, że coś zaczyna się dziać. Tłum był już gęsty i gęstniał z minuty na minutę. Ogółem zgromadzone tam osoby można spokojnie liczyć w tysiącach (niekóre szacunki mówią nawet o ponad 10tys. osób). Zdecydowaliśmy przejść na drugą stronę placu. Nie było to łatwe bo tłum robił się naprawdę coraz większy. Jakoś się jednak udało. Doszliśmy do telewizyjnych wozów transmisyjnych. W pewnej chwili z tłumu wyłowiliśmy znajomych, którzy organizowali się przez internet wokół akcji obrony modlących się pod krzyżem. Mieli kartki z logiem katolickiego forum „Rebelya” założonego przez grupę ludzi z dawnej Frondy. Przywitaliśmy się i wymieniliśmy informacjami – jak cała sprawa ma wyglądać, jak się organizujemy, itd. Zdecydowaliśmy, że przechodzimy na drugą stronę i „przebijamy się” pod barierki od strony Bristolu. Okazało się, że było tam już więcej ludzi, których określić by można mianem „obrońców krzyża”. Spotkaliśmy też kolejnych znajomych z internetu i zdecydowaliśmy, że zostajemy w tym własnie miejscu.

Tu chciałbym bardzo wyraźnie podkreślić, że w grupie „obrońców” było bardzo dużo młodych osób nie pasujących z pewnością do wymyślonej przez liberalne, lewicujące media łatki „mohera”. Ludzi wyglądających zupełnie zwyczajnie. Jak pogodna pani z małym plecakiem, jak kolega rockandrollowiec, jak młodzież pokolenia Frondy, jak piękna dziewczyna z flagą, która okazała się być solistką jakiegoś chóru, jak mnóstwo innych, zwyczajnych osób, których obecność na ulicy nie wzbudziłaby żadnej niezdrowej sensacji. Tak, przeciwnicy krzyży – pogódźcie się z myślą, że ludzie kościoła, którzy tam byli są wśród was. Są i nie wyglądają jak kosmici. Prawdopodobnie codziennie mijacie ich na ulicy, w tramwajach i w miejscu pracy. To były spokojne, zrównoważone osoby, które przyszły się pomodlić. Należy to podkreślić z całą stanowczością i nie dać sobie wmówić, że zebrała się tam „banda chylących się nad grobem, oszalałych oszołomów” jak słyszałem kilkakrotnie na ulicy. To kompletna bzdura. Obok mnie samego stało ok 20 osób w wieku 20-30 lat. Oczywiście byli też ludzie starsi i w średnim wieku. Część z nich to zapewne słuchacze Radia Maryja. I chwała im za tą obecność. Ale zlotu emerytów to ta nasza zbiorowość raczej nie przypominała. Szczerze mówiąc byłem nawet zdziwiony tym ile młodych osób miało odwagę się pojawić. A przecież my młodzi w przeciwieństwie do starszych, bardziej życiowo doświadczonych i zaprawionych w boju z komuną częściej odpuszczamy takie akcje. Często wolimy zostać w domu lub śledzić relacje internetowe. Tym razem jednak było inaczej.

Zbliżała się godzina 23:00, czyli oficjalny moment rozpoczęcia anty-krzyżowej demonstracji. Nagle na ogromną telewizyjną platformę „dźwigową” przy aprobacie sporej grupki entuzjastów wyszedł Dominik Taras, czyli lansowany przez liberalne media organizator całej tej hucpy. Zaczął wykrzykiwać jakieś hasła przez megafon. Ciężko to było zrozumieć (był zbyt daleko). Rozbawiona młodzież jednak wyraźnie się po jego słowach ożywiła.

A kim naprawdę jest Dominik Taraz możecie się dowiedzieć np. stąd: http://rebelya.pl/discussion/5145/2/dominik-rambo-taras-organizator-czy-egzekutor-akcja-antykrzyz/#Item_70 – ten niepokojąco zafascynowany bronią, 22-letni dostawca pizzy dostał bez problemu zgodę na ogromną demonstrację od władz miasta. Mało tego, dostał też od nich pomocny instruktaż apropo dopełnienia wszystkich formalności (sam się tym chwalił na facebooku). Człowiek, który pozuje z bronią, który cyka sobie fotki „na terrorystę”, człowiek który prawdopodobnie otrzymał ogromne wsparcie od odp. organów (zapewne także prawne). Tak, właśnie on i animowana przez niego oszalała banda, powzięła zamiar porwania krzyża i przeniesienia go… no własnie – właściwie to nie wiadomo gdzie (choćby dlatego, że wszystkie kościoły są o tej porze zamknięte). Co ciekawe we wniosku do władz miasta o żadnym przenoszeniu krzyża nie było mowy. Było tylko zatroskane uprzedzenie, że w razie jakby osoby trzecie zaczęły go przenosić „to my za to nie odpowiadamy”. Po prostu wrodzona niewinność lemingów, pokój, pacyfizm i dobro.

Tym czasem jak wyglądał prawdziwy program tej akcji rozsyłany internetowo do jej uczestników? Ano tak:

Co znamienne – nawet tego nie dotrzymali bo o 1:00 „piknik” trwał nadal w najlepsze. Swoją drogą była to chyba pierwsza manifestacja o jakiej słyszałem odbywająca się o tak dziwnej porze. Jak uzasadniał sam organizator „w nocy może być łatwiej go (w sensie krzyż) przenieść”. Ale to wszystko przecież tylko niewinny wybryk. Nowoczesny, europejski piknik można by powiedzieć.

No właśnie  – „piknik”. Po przyjściu do domu zrobiłem szybką prasówkę internetową i zobaczyłem rzecz niebywałą. Radośni dziennikarze TVN spijali słowa z ust „rambo” Tarasa, emocjonując się jego spędem w zadziwiający wręcz sposób i relacjonując to później w mediach z uśmiechem na ustach. Widziałem też później jak dziennikarz TVN Warszawa przybijał piątkę z niektórymi piknikowiczami. Znali się doskonale. Mieli też swoje lemingowe czujki, które co rusz nadbiegały z cynkiem „filmuj tam, tu masz dobry materiał”. Dobry, znaczy oczerniający „mochera”. Nie mam już żadnych złudzeń co do co do tych ludzi oraz co do ich tzw. dziennikarskiej rzetelności.

To może tak apropo owego „pikniku”, kilka filmików, które nagrałem osobiście.

Poniżej „pokojowa” młodzież od Paligłupa okładająca się na latarni (bili się nawet miedzy sobą):

A tutaj my (czyli „wściekłe, ziejące nienawiścią mohery”):

A tu skaczące, piknikowe lemingi w akcji (a „katole” jak na złość z hymnem wyskakują):

U nas nie było dziennikarzy TVN – tzn. byli na kilka sekund. Weszli, wyszli, nie włączyli kamery.  Chyba za mało mohera w moherze i nagranie wyszłoby niezbyt sensacyjnie. Bo co to za sensacja pokazać grupę modlących się w skupieniu osób, prawda? W ogóle po co to pokazywać? Kogo to obchodzi?

To doprawdy zadziwiające, ale z perspektywy modlących się za obrońców krzyża ów „piknik” wyglądał nieco inaczej niż opisuje to GazWyb i WSI24. Chamskie prowokacje, jajka lecące w naszą stronę, parodiowanie Matki Boskiej, prowokacje dwóch lesbijek, wyzwiska, pluszowe zabawki poprzybijane do krzyży, wulgarne hasła, prezerwatywy, krzyki, wyraźne ostentacyjne zaczepki, próby wchodzenia w naszą grupę, przylepiania nam flagi krzyżackiej, etc.  To wszystko czym starano się wytrącić nas z równowagi. Ale my staliśmy godnie. Modliliśmy się. Nie daliśmy się prowokować. Staliśmy godnie i nasz głos był donośny. Mimo, że otaczała nas niesamowita pogarda i kpina ze strony antykrzyżowych ”happenerów”. Powiedzmy to wprost – otaczał nas faszyzm, satanizm i wojujące lewactwo. Podobno (jak wyczytałem późnej z mediów elektronicznych) przy osobistym wsparciu „autorytetów” pokroju Kuby Wojewódzkiego i mu podobnych. Czasem można było naprawdę się bać. Tylko spojrzenie na modlących się braci i siostry sprawiało, że rosło serce. U nas modlitwa, skupienie, pieśni, a w naszą stronę lecą okrzyki z gatunku „bydło do obory”, „na stos z moherami”, itp. Ktoś sobie rzuci w nas jajkiem, ktoś sobie rzuci papierem toaletowym. Jest śmiesznie. Szkoda, że nie dla nas. Moi drodzy, nie wolno nam o tym zapomnieć. Bo tam pod krzyżem wszystkie świętości ludzi wierzących w Boga zostały podeptane. Protestującym nie chodziło o żaden Smoleńsk, nie chodziło im też o ten konkretny krzyż. To była walka z wiarą i oszalała orgia antykrzyżowej propagandy wylewająca się na nas, spokojnie modlących się jak lawa. Młodzi pijani ludzie wdrapywali się na latarnie, czasem z nich spadali, czasem dochodziło między nimi do bójek (tak proszę państwa, zdarzało się, że podpici „anty-krzyżowcy” okładali się po pyskach także między sobą), atmosfera była momentami bardzo napięta. Przyznam szczerze, że gdy w naszą stronę poleciały jajka zacząłem się obawiać czy zaraz nie polecą kamienie. I naprawdę nikt by tego nie zatrzymał gdyż policja nie tyle broniła nas co raczej odgradzała ludzi od krzyża. U nas hymn, różaniec, pieśni, a u nich pogarda i kpina. Ktoś sobie tańczy na krzyżu jak na rurze, ktoś rzuca hasło – „pokażmy im krzyż” (i wówczas krzyżują się ich środkowe palce w znaku krzyża (tak, te od gestu fuck off). Radosny piknik trwa. Okrzyki „pokarz cycki, pokaż dupę” oraz spadające dzieciaki z latarń już nas nie dziwią. Nic już nas nie dziwi. Nasze światy trwają obok siebie ale jakby w równoległych czasoprzestrzeniach. Ten niebywały satanistyczny lunapark rozświetla nasza pieśń modlitwy. Trwamy. Nie pójdziemy stąd. Nie zadepczą nas.

W pewnej chwili zaczęto do nas krzyczeć ”do koś-ci-oła, do koś-cio-ła” – tysiące rozdartych gardeł skandowało w wniebogłosy. Na to z naszej strony ktoś rzucił „za-pra-sza-my” – no i ludzie podchwycili. Więc oni „do kościoła, do kościoła”, a my „zapraszamy, zapraszamy”.

Ciekawą sprawą było też to, że u  nas oprócz pojedynczych prowokatorów pojawiali się też sprzymierzeni z mami ludzie, których niejeden by się być może i nie spodziewał. Był np. ksiądz katolicki, byli doktoranci uniwersyteccy, było też kilku dziennikarzy (nie, nie tych salonowych – co ważne konserwatywny salon też jakby słabo obecny). Z pewnego oddalenia kręciła Ewa Stankiewicz (ale nie stała w naszej grupie). Był też Jan Pospieszalski. Miałem jednak wrażenie, że nie wchodzili za bardzo w ten piknik. Myślę, że z obawy o własne bezpieczeństwo.

Do pogodnych akcentów mogę też zaliczyć „dywizjon trzech modlących się kulturystów”, z których jeden miał posturę niemal jak u Pudziana. Otóż Ci mężczyźni nie tylko się modlili ale i nie pozwalali krzywdzić nas i ośmieszać gdy zaczynały się prowokacje agresywnie nastawionych anarchistów. W pewnym momencie wpadła w nas też grupa Cyganów z lepkimi rączkami i rozbieganymi oczkami. I wówczas kolega kulturysta obrócił głowę i rzucając marsowe spojrzenie zagaił do nich krótko – modlisz się?! Nie? To do widzenia. I proszę mi wierzyć – było to „do widzenia” skuteczne.

Przyznam szczerze, że czasem przy kolegach kulturystach sam czułem się zestresowany. No bo starałem się jednak od czasu do czasu kręcić filmy aparatem, a tu nie ma żartów „my tu przyszliśmy się pomodlić i nie ma tu miejsca na jakieś pogaduchy czy przydługawe sesje zdjęciowe. Doprawdy widok młodego faceta ważącego ze 140  kilo i z łapą jak u niedźwiedzia, który śpiewa psalmy i pieśni maryjne po prostu niszczył obiekty. Myślę, że gladiator Chrystusa to w tym przypadku dosyć adekwatne określenie. Dzięki nim także nie doszło do akcji oflagowania nas krzyżackim sztandarem.

Pod tym krzyżem doszło też do kilku krótkich (bo jednak 95% czasu to była modlitwa) ale ważnych rozmów. Co się dzieje z Polską? Co się dzieje z tymi ludźmi? Skąd w nich taka nietolerancja i nienawiść do krzyża, do nas chrześcijan? Czy czeka nas pełzający zapateryzm, a potem w konsekwencji rozlewający się na ateistycznym gruncie islam (tak jak to ma miejsce w Europie Zachodniej)? Co się w końcu dzieje z Warszawą? W sercu naszej stolicy lewacko-antychrześcijańska anarchia. Spieniony tumult i grupka modlących się ludzi. Stosunek jak pod Wizną – tak ze 40 do 1 na naszą niekorzyść. Nikt nad tym nie panuje, miasto na to pozwala. Gdzie my żyjemy? Dokąd to prowadzi? Te przerażające pytania nasuwały się po prostu same. Może dlatego, że wizyta pod tym krzyżem to był taki wehikuł czasu – taki slajd, jak może kiedyś wyglądać Polska, gdy zaleje ją ateistyczna horda. Nie wolno być obojętnym. Każda obojętność jest milczącym przyzwoleniem. Niestety ale tak po prostu jest. Mówcie znajomym, mówcie braciom i siostrom. Przekazujcie tą prawdę dalej. Zapraszam też do uzupełniania tej relacji o Wasze komentarze.

To była pierwsza z wielu prób zdeptania naszej wiary. Próba, która się nie udała. Próba, którą (mimo miażdżącej przewagi sił przeciwników) zdaliśmy z podniesionym czołem. Dziś w nocy staliśmy po właściwiej stronie. I nie lękajcie się bo jest nas tu wielu. I wielka jest w nas odwaga. I gdy w przyszłości zalewać nas będą kolejne fale satanizmu, ateizmu czy islamizmu – nie odejdziemy. Będziemy dumnie trwać w znaku krzyża. Nikt, nigdy nam tego nie odbierze. To co się stało dziś tylko nas umocniło.

Źródło:http://obnie.info

A tu zdjęcie  młodzieżowej bojówki  PO. Jest to zdjęcie Sebastiana tego którego zdemaskował jako współpracownika TVN blog http://miziaforum.wordpress.com/2010/08/08/prowokatorzy-odwazni-bo-pod-parasolem-czyli-niech-nas-zobacza/

Zobaczcie jaki poziom ta młodzieżówka PO reprezentuje. Umiejętność pisania gorsza niż u mojej 4 letniej córki.

Posted in Patriotyzm, Polityka, Prześladowanie Chrześcijan, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: | 8 komentarzy »

Kto się boi Królowej Polski?

Posted by Dzieckonmp w dniu 6 sierpnia 2010


Krzysztof Zagozda

Na drogach i bezdrożach Maryjnego wybraństwa

x. Ksaweremu Wilczyńskiemu
w podziękowaniu za odwagę i trud przywracania polskiej pamięci

Bydgoszcz 2010

Zamiast wstępu

Obóz-muzeum Auschwitz. Szkolna wycieczka zatrzymuje się przed jedną z cel bloku 11.
Przewodnik przez dłuższą chwilę przestępuje z nogi na nogę i uważnie przygląda się opiekunce
grupy. Wreszcie zdobywa się na odwagę i pyta: – Czy mogę opowiedzieć młodzieży historię męczeństwa
ojca Maksymiliana? To wówczas dzięki małemu bohaterstwu pracownika muzeum i nauczycielki
chemii, ja i moi koledzy mogliśmy poczuć ducha wielkiego bohaterstwa, dotknąć jednej
z najważniejszych kart historii Polski i Kościoła. Zdarzenie, które miało miejsce przed ponad trzydziestu
laty, z czasem stało się dla mnie symbolem spontanicznej walki narodu polskiego z ideologiczną
indoktrynacją uparcie rugującą z przestrzeni publicznej wszystko to, co mogłoby przypominać
Polakom o ich niespotykanym, wręcz nadzwyczajnym współistnieniu z chrześcijaństwem.
Symbolem, który niczego nie stracił ze swojej aktualności. Bo czyż tak trudno wyobrazić sobie taką
samą scenę rozgrywającą się pod oświęcimską celą w realiach dzisiejszej Rzeczypospolitej?
Zanim spróbujemy zmierzyć się ze współczesnością, poszperajmy przez kilka chwil w naszej
wspólnej przeszłości. Od razu zaznaczam, że czeka nas podróż niezwykła, otwierająca przestrzenie,
których istnienia mało kto w ogóle się domyśla. I nie będzie to standardowa powtórka
szkolnego kursu historii, lecz wyprawa odbywająca się w scenerii klasycznego thrillera, obarczona
całym inwentarzem tego gatunku, ze słowem „tajemnica” odmienianym we wszystkich możliwych
przypadkach. Nie, nie piszę tego po to, by kogokolwiek zniechęcić. Wprost przeciwnie. Marzy mi
się masowy pęd do wiedzy skutkującej wzrostem religijno-politycznej mądrości Polaków. Chcę
jednak już na starcie postawić sprawę jasno. Ta podróż wymagać będzie gotowości do radykalnej
zmiany w postrzeganiu większości codziennych wydarzeń oraz odrzucenia skostniałych schematów
myślenia, pójścia pod prąd, na przekór polukrowanym definicjom i politycznej poprawności. I teraz
to, co najważniejsze: na końcu tej wyprawy może czekać na nas towarzyski ostracyzm i ryzyko załamania
się zawodowej kariery. Krótko mówiąc, nic już odtąd nie będzie takie samo. I co, ruszamy?

Krępujące wybraństwo

No to przenieśmy się na chwilę do Krakowa. To tutaj – na rok przed wybuchem II wojny
światowej – miało miejsce wydarzenie niezwykłe. Oto nie znana dotąd zakonnica ze Zgromadzenia
Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, siostra Faustyna Kowalska, usłyszała słowa skierowane do niej
przez samego Jezusa Chrystusa: Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej,
wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne
przyjście moje(1). Ranga tych słów jest tak wielka, że do dziś zdaje się paraliżować większość potencjalnych
komentatorów. No bo w jaki inny racjonalny sposób wytłumaczyć kilka długich dekad
milczenia ze strony tych, którym z racji posiadanych predyspozycji bądź kompetencji winno szczególnie
zależeć na wzmocnieniu duchowej kondycji Polaków? Który z innych narodów obszedłby
się tak obojętnie z Bożym wyróżnieniem? Wszak Żydzi nadal odcinają kupony od dawno utraconego
wybraństwa, Niemcy z coraz mniejszą determinacją skrywają sympatię do garderoby z napisem
„Gott mit uns”, a Anglicy i dziś bez mrugnięcia okiem rozgrzeszą się z każdego świństwa popełnionego
w imieniu Commonwealth. I tylko my, Polacy, wystawiając się na gniew Boży lekkomyślnie
rezygnujemy z tego, co inni przyjęliby z pocałowaniem ręki. Na razie jednak wstrzymajmy się
z pogłębioną analizą takiego stanu rzeczy. Wrócimy do niej w stosownym momencie. Na tę chwilę
zapamiętajmy jedno: nasz kraj został warunkowo wybrany przez Niebo do zapoczątkowania trudnych
do zdefiniowania wydarzeń eschatologicznych. Warunek został postawiony jasno. Polska musi
pozostać wierna Chrystusowi! I ta właśnie obietnica przekazana nam za pośrednictwem – świętej
już dziś – Faustyny Kowalskiej, paradoksalnie stała się źródłem kłopotów naszego narodu. Te ostatnie
oczywiście nie zaczęły się w owym 1938 roku, ale znacznie, znacznie wcześniej. Czyżby ktoś
znał Boże zamiary i uparcie próbował je zawczasu storpedować?

Krzyż krzyżowi nie równy

Mało kto z nas zdaje sobie sprawę z faktu, że zdecydowana większość wojen toczonych
przez państwo polskie w przeciągu tysiąca lat swojego istnienia, to w gruncie rzeczy wojny religijne.
Tylko z pozoru dwa wieki zmagań z potęgą krzyżacką to wyłącznie konflikt ekonomiczno-terytorialny,
wykrwawiający adwersarzy przynależących do tego samego, papieskiego obozu politycznego.
Rycerze zakonni stworzyli bowiem nad Bałtykiem państwo nie mające nic wspólnego nie tylko
z szeroko rozumianą specyfiką klasztorną, ale i najbardziej nawet wykoślawioną realizacją
świeckiego ustroju chrześcijańskiego. Wpływ na to w dużej mierze miał ich wieloletni mentor
i promotor – cesarz niemiecki Fryderyk II Hohenstauffen, nie bez powodu nazwany po latach „Bestią
Apokaliptyczną” i „Prorokiem Szatana”(2). Coś prawdziwie diabelskiego kryło się pod płaszczami
cynicznie przyozdobionymi znakami męki Chrystusowej. A cóż innego, jeśli nie chęć urągania imieniu
Maryi, pchało Krzyżaków do popełniania najokrutniejszych zbrodni akurat w najważniejsze
Jej święta? Dwa razy do roku, w Święto Nawiedzenia oraz Święto Wniebowzięcia NMP, z siedzib
komturii wyruszały szczególnie niszczycielskie „krucjaty” niosące śmierć… polskim chrześcijanom.
W te dni krzyżacki szlak wyznaczały zgliszcza sprofanowanych i spalonych kościołów oraz lament
nielicznych, którym udało się przeżyć. Do obsesyjnej nienawiści do Polaków Krzyżacy przyznali
się za pośrednictwem reprezentującego ich niemieckiego dominikanina (sic!) Joannesa Falkenberga,
dowodzącego z wielką determinacją, że jest większą zasługą zabijać Polaków i ich króla niż
pogan. Tylko niebiańska siła zdolna była zmusić Zakon bluźnierczo zawłaszczający imię Najświętszej
Maryi Panny do samounicestwienia się poprzez ujawnienie swojego prawdziwie bezbożnego
oblicza, a w konsekwencji utracenia potężnego politycznego i militarnego poparcia ze strony całej –
zmanipulowanej dotąd – łacińskiej Europy. Mało tego. Nie dość, że siła ta nie pozwoliła zdławić
narodu od zarania pozostającego w wielkim nabożeństwie dla Matki Boskiej(3) i cieszącego się Jej
łaskawością(4) , to jeszcze usunęła agresora z udziału w Mistycznym Ciele Jezusa Chrystusa. Na
początku XVI wieku bowiem państwo krzyżackie sekularyzowało się, a rycerze i bracia zakonni
porzucili katolicyzm na rzecz kalwinizmu i luteranizmu. Doszło wówczas do masowego niszczenia
przez nich wszystkiego, co wiązało się z osobą Najświętszej Maryi Panny. Tylko niewielką część
przedmiotów Jej kultu udało się Polakom wykupić z rąk odszczepieńców(5).

Ziemia przez Matkę wybrana

A skoro wilkom przychodzącym w owczych skórach nie udało się odwrócić Polaków od
Najświętszej Maryi Panny, do akcji ruszyli jawni schizmatycy agresywnie głoszący – i dziś popularne
– hasła wolności człowieka i swobody religijnej. Okres tzw. reformacji to niekończące się
próby oderwania duchowieństwa i wiernych od Kościoła katolickiego, próby realizowane z wykorzystaniem
kłamstw, gróźb, przekupstw, a także fizycznej przemocy. Tej ostatniej drastycznie doświadczyły głównie miejsca święte, naznaczone szczególną obecnością Matki Bożej. Przykładów tego można mnożyć. Jedno ze świętokradczych uderzeń wymierzone zostało w Górkę Klasztorną – znaną z pierwszych na ziemiach polskich objawień Maryjnych. Skryta pod osłoną nocy husycka ręka najpierw podpaliła drewniany kościółek, w którym katolicy oddawali cześć cudownemu wizerunkowi Góreckiej Pani, a potem kamieniami zasypała źródełko z uzdrawiającą wodą. Wszystko na próżno. Te i kolejne zbrodnicze akty nie powstrzymały rozwijającego się kultu, który na przekór okolicznościom trwa do dzisiaj(6). Niezwykłe wydarzenia związane są również z wizerunkiem Najświętszej Bogurodzicy Szydłowieckiej Pani. W Szydłowie (Żmudź) w niewyjaśnionych okolicznościach spłonął kościół, w którym katolicy czcili cudowny obraz. Krótko po pożarze, zanim świątynia została splądrowana przez kalwińskich pastorów, ktoś zdołał ukryć ocalały obraz i najważniejsze dokumenty parafialne. Osiemdziesiąt lat później miejscowi pasterze usłyszeli płacz i ujrzeli
piękną kobietę. Gdy przywołali pastora, ten zapytał nieznajomą o powód płaczu. W odpowiedzi
usłyszał: Jakże mam nie płakać, kiedy na tym miejscu, gdzie niegdyś oddawano cześć memu Synowi
– teraz orze się i sieje. Zdarzenie to tylko rozśmieszyło szydłowieckich kalwinów, natomiast dla
nielicznych już katolików(7) stało się sygnałem do walki, tym bardziej, że w miejscu objawienia odkopano
ukrytą skrzynię. Znalezione w niej dokumenty przysłużyły się do odzyskania dóbr kościelnych,
a następnie do wybudowania nowego kościoła, w którym znów mogła królować Pani Szydłowiecka.

Włochy po raz pierwszy

Jednak nie wszędzie katolicy mieli tyle szczęścia(8). W całej Polsce innowiercy przejęli bądź
zburzyli 2000 kościołów. Liczba ta nie do końca oddaje skalę zagrożenia schizmą protestancką, która
ogarnęła tak dużą część elity narodu(9), że zaczęła wywierać znaczny wpływ na politykę wewnętrzną
i zewnętrzną państwa. Jej ambicje były jednak znacznie większe. Protestanci wypowiedzieli
posłuszeństwo królowi Zygmuntowi III Wazie, który wbrew ich żądaniom nie zgodził się na przepędzenie
z Polski zakonu jezuitów(10) wraz z najbardziej znienawidzonym przez nich ks. Piotrem
Skargą(11). Doszło do regularnej wojny domowej, która przeszła do historii jako „rokosz sandomierski”.
Nie sposób w tym miejscu nie przywołać niezwykłego wydarzenia. Oto w przeddzień ostatecznej
klęski wojsk koalicji antykatolickiej(12), w dalekim Rzymie – wyniesiony później przez Kościół
na ołtarze – o. Bartłomiej Salutiusz dostąpił niecodziennej łaski. Podczas sprawowania Mszy
św. otrzymał mistyczną wizję. Tuż po jej ustąpieniu zawołał: – O Polonia quantom habes Patronos!
(O Polsko, jakże wielkich masz patronów!). Po skończonej Eucharystii najpierw dopytywał się
współbraci reformatów o istnienie państwa o takiej nazwie, a potem opowiedział im o tym, co
w sposób cudowny zobaczył: W tym królestwie źli poddani podnieśli bunt przeciw dobremu królowi
swemu, dziś do bitwy przychodzi, i rzeczono mi, że wygrają, co będzie ostatnią i nieopisaną zgubą
tego państwa. A gdym na to ubolewał, w sercu widziałem aż oto Przenajświętsza Panna stanęła
przed majestatem Boskim z nieprzeliczonym gronem świętych patronów tego, który wraz z Nią, padając
na twarze prosili Pana Boga za królem i królestwem jego. Więc na ich prośby zaszedł od Boga
wyrok a zbuntowani przegrali, a król i z państwem ocalał(13). Czy mając takich protektorów
w Niebie winniśmy lękać się jakichkolwiek dziejowych przeciwności?

Ratunek w czas „potopu”

A tych w naszej historii nie brakowało. Zastanawiające, jak wiele z nich zapoczątkowanych
lub potęgowanych było wewnętrzną reakcją antykatolicką. Obywatele Rzeczypospolitej wyznań innych
niż katolickie nader często szukali wsparcia u państw ościennych. Te zdradzieckie alianse nieraz
skutkowały wydarzeniami, które wystawiały na szwank dobro Polski, a nawet zagrażały jej istnieniu.
Takąż stała się idea osadzenia protestanta na tronie polskim, zogniskowana w połowie XVII
wieku w środowisku skupionym wokół podkanclerzego koronnego Hieronima Radziejowskiego. To
między innymi jego intrygi sprowadziły na nasz kraj tzw. potop szwedzki, którego jednym z celów
było zburzenie porządku społeczno-politycznego opartego w Polsce o katolicyzm. Ale i wtedy nie
pozostaliśmy sami. Wszyscy znamy historię „zaangażowania” Matki Boskiej w obronę Jasnej Góry.
Mało kto jednak słyszał o wspomożeniu przez nią obrońców trawionego przez pożar krakowskiego
przedmieścia „Na Piasku”. Ówczesny kronikarz napisał, że w czasie szwedzkiego szturmu ukazała
się Najświętsza Maryja, królująca w tutejszym kościele karmelickim jako Matka Boża Piaskowa(14),
szerokim płaszczem, białością śniegowi podobnym, wszytką onę Piasku swojego dzierżawę pilnie
zasłoniła i aby pospolitym nie zgorzał był płomieniem, mocno zabraniała. Rok później Szwedzi
zburzyli kościół, ale obraz cudownie ocalał i został odnaleziony w gruzach. Jego kult i dziś jest żywy.
Takich „Maryjnych epizodów” podczas szwedzkiego potopu można by mnożyć.
Nowo utworzone szwedzkie rządy oparte zostały o polskich kalwinów i arian poprzez nadanie
im niezliczonych urzędów i przywilejów. Ci, czując siłę swoich protektorów, przystąpili wraz
z nimi do długo oczekiwanej krwawej rozprawy z wszystkim, co katolickie. Mordowano księży
i zakonników, z upodobaniem grabiono i profanowano kościoły. To wszystko wstrząsnęło Polakami.
Zaczęły samorzutnie powstawać ogniska militarnego oporu wobec okupantów i ich krajowych
popleczników. To, co wydarzyło się w paulińskim klasztorze na Jasnej Górze, dało nadzieję na ostateczne
zwycięstwo. Kolejna przyszła z Watykanu. Ojciec Święty wydał specjalne zezwolenie na
przeznaczenie kościelnych wotów oraz wykonanych ze złota naczyń liturgicznych do sfinansowania
kosztów wojny wyzwoleńczej. W takich okolicznościach 1 kwietnia 1656 r. we Lwowie król
Jan Kazimierz złożył Matce Bożej uroczyste ślubowanie, podczas których ogłosił Ją „Królową Korony
Polskiej” i obiecał Jej szerzenie kultu w całej Rzeczypospolitej tymi słowami: Ja Jan Kazimierz,
za zmiłowaniem Syna Twojego, Króla królów, a Pana mojego i Twoim miłosierdziem król,
do Najświętszych stóp Twoich przypadłszy, Ciebie dziś za Patronkę moją i za Królową państw moich
obieram. (…). Twej pomocy i zlitowania w tym klęsk pełnym i opłakanym Królestwa mojego
stanie przeciw nieprzyjaciołom Rzymskiego Kościoła pokornie przyzywam. (…). Obiecuję wreszcie
i ślubuję, że kiedy za przepotężnym pośrednictwem Twoim i Syna Twego wielkim zmiłowaniem , nad
wrogami, a szczególnie nad Szwedem odniosę zwycięstwo, będę się starał u Stolicy Apostolskiej,
aby na podziękowanie Tobie i Twemu Synowi dzień ten corocznie i uroczyście, i po wieczne czasy,
był święcony oraz dołożę trudu wraz z biskupami Królestwa, aby to, co przyrzekam, przez ludy moje
wypełnione zostało (wytłuszczenia – KZ)(15). Zaraz po królu ślub ten pod przewodnictwem biskupa
Andrzeja Trzebickiego w imieniu całego narodu powtórzyli senatorowie i wyżsi urzędnicy państwowi.
Potem orszak królewski przeniósł się do kościoła oo. jezuitów. Tam nuncjusz papieski ks.
Piotr Vidoni odprawił Mszę św. i wraz z wiernymi odmówił Litanię Loretańską, po raz pierwszy
włączając do niej zawołanie: „Królowo Korony Polskiej – módl się za nami”.
Odtąd śluby lwowskie stały się dziedzictwem następnych pokoleń. Jak przekonamy się za
chwilę – dziedzictwem do dziś nie zrealizowanym. Na razie pozostańmy jednak jeszcze we Lwowie.
Po kilku dniach dotarła tam wieść o wspaniałym zwycięstwie odniesionym nad Szwedami
przez wojska hetmana Stefana Czarnieckiego.(16) We wspomnienie Św. Wojciecha(17), przed obrazem
Matki Boskiej Łaskawej – u stóp której śluby składał Jan Kazimierz – wspomniany już nuncjusz
apostolski, ks. Piotr Vidoni, odprawił uroczystą Mszę św. dziękczynną. Uczestniczył w niej król,
dostojnicy królewscy i kościelni oraz rycerstwo polskie. Po jej zakończeniu na ołtarzu złożono 15
zdobycznych szwedzkich sztandarów oraz odśpiewano „Te Deum”. Wówczas to doszło do niezwykłego
wydarzenia, które ks. Otton Hołyński, dziewiętnastowieczny badacz dziejów lwowskiego wizerunku
Matki Boskiej Łaskawej, tak oto opisał: w tym czasie, kiedy hymn śpiewano, i cały kościół
grzmiał echem wydobywających się z głębi serc wszystkich dziękczynnych głosów, zdarzył się nadzwyczajny
wypadek znamionujący niejako przepowiednie przyszłości Polski: jedna świeca po prawej
stronie sama przez się zgasła (wszyscy to zaraz spostrzegli i postrach wszystkich ogarnął), gdy
jednak do owych słów doszło „Te ergo quaesumus” (Ciebie tedy prosimy) sama się zapaliła i już do
końca nabożeństwa jaśniej nad inne świeciła(18). Wszyscy modlący się w kościele jednoznacznie odczytali
ten znak: Polska zgaśnie niczym świeca, by potem zajaśnieć w blasku potęgi. To pierwsze
już się spełniło. Drugie – zbliża się do nas wielkimi krokami…

Śluby… i co dalej?

I tak niezauważalnie, urządzając sobie przebieżkę po naszej historii, doszliśmy do sedna
sprawy: oto legalnie wybrany, dysponujący pełnią politycznej władzy przywódca państwa polskiego
(a takim był przecież król Jan Kazimierz) oraz wysocy rangą przedstawiciele narodu i Kościoła
ogłosili Matkę Boską Królową Korony Polskiej. Ten bezprecedensowy akt polityczny nigdy nie został
unieważniony, a zatem nawet w świetle prawa nadal obowiązuje! I to, co najważniejsze: nikt
z nas, polskich katolików, nie zdjął obowiązku wywiązania się z obietnic złożonych przez naszych
przodków.
Aby zrozumieć wagę i dziejowe konsekwencje lwowskich ślubowań, prześledźmy niezwykle
barwne i pełne zagadek wydarzenia, które do nich doprowadziły. Ten etap naszej wyprawy rozpocznijmy
od roku 1568. Wówczas to w Rzymie odszedł do wieczności polski jezuita Stanisław
Kostka(19), znany ze szczególnego nabożeństwa do Matki Bożej. Tuż przed śmiercią wyszeptał,
że widzi Najświętszą Dziewicę przychodzącą po jego duszę wraz z orszakiem mieszkańców Nieba.
A że działo się to 15 sierpnia, słusznie zostało powszechnie odebrane za potwierdzenie świętości
młodego Polaka. Równo 40 lat później włoski współbrat zakonny Kostki i jego przyjaciel – o. Juliusz
Mancinelli, modląc się o łaskę nazywania Maryi jakimś nowym tytułem, otrzymał w Neapolu
cudowną wizję. Zobaczył okolonego aureolą Stanisława Kostkę klęczącego przed Wniebowziętą
trzymającą na ręku Dzieciątko Jezus. Po chwili usłyszał Jej głos: – A dlaczego nie nazywasz mnie
Królową Polski? Ja to królestwo mocno kocham i wielkie rzeczy wobec niego zamierzam, ponieważ
szczególną miłością do mnie pałają jego synowie… Jakąż inną decyzję niż podróż do Polski mógł
zadaną rękami kozackich siepaczy. Niebo wynagrodziło mu to wyniesieniem na ołtarze i cudownym zachowaniem jego ciała, które do dziś nie ulega rozkładowi.
wtedy podjąć siedemdziesięcioletni o. Mancinelli? Mimo wielkich trudności dopiął swego i 8 maja
1610 r. dzięki wstawiennictwu ks. Piotra Skargi(20) został uroczyście powitany na Wawelu przez króla
Zygmunta III Wazę. W tym też dniu odprawił w wawelskiej katedrze uroczystą Mszę świętą.
Podczas odmawiania „memento za żywych” ponownie dostąpił łaski cudownej wizji, bliźniaczo
podobnej do poprzedniej. Różnica była jedna, ale za to bardzo zasadnicza. Matka Boska
powiedziała wprost: Jestem Królową Polski. Po raz trzeci to samo widzenie włoski jezuita miał 15
VIII 1617 w Neapolu. Wówczas usłyszał: Tu jednak, na ziemi, nazywaj mnie zawsze Królową
Polski (…). Ujrzysz mnie za rok w chwale Niebios. Tak też się stało. O. Juliusz Mancinelli zmarł
w opinii świętości późnym wieczorem 14 VIII 1618 roku(21).
Próżno by się zastanawiać, dlaczego niebiańska zachęta do „ziemskiego” nadania Matce
Boskiej tytułu Królowej Polski przyszła do nas za pośrednictwem włoskim. Najważniejsze jest to,
że okazała się na tyle skuteczna, iż wkrótce zaowocowała przypomnianymi już sobie przez nas ślubami
lwowskimi. Powróćmy jednak do logiki następujących po sobie wydarzeń. Oto dla uczczenia
dziesiątej rocznicy śmierci o. Mancinelliego (1628 r.) mieszczanie krakowscy ufundowali koronę
zdobiącą iglicę Kościoła Mariackiego (ta, którą oglądamy tam dzisiaj, została umieszczona w 10-
lecie lwowskich ślubów Jana Kazimierza). Natomiast w Wilnie w 1635 r. wydana została (a po kilkunastu
latach wznowiona w Krakowie) niezwykła publikacja kanclerza litewskiego Albrechta Stanisława
Radziwiłła pt. Discurs nabożny z kilku słów wzięty o Wysławieniu Najświetszej Panny Bogarodzicy
Marii, która szeroko – jak na tamte czasy – rozpowszechniła wiedzę o przeżyciach
o. Mancinelliego. Autor książki z racji piastowania wysokich funkcji państwowych miał możliwość
osobistego poznania włoskiego jezuity i bezpośredniego wysłuchania jego relacji z objawień: Był
zakonnik świątobliwy któregom ja znał Societatis IESU w neapolim mieście Włoskim, imieniem Julius
Mancinelli ten tak się podnosił w bogomyślnosci, y w dziwnych rozmyślaniach, osobliwie tu najświetszey
Pannie, że też często z nią rozmawiał, y cieszył oczy swoje widzeniem jakie na tym placu
niedoskonałości być mogło. Raz rozpalony będąc miłością duchowną, i chcąc ją nazwiskiem do serca
jej przypadającym nazwać, pytał, jakimby tytułem poćcić mogł, otrzymał respons od MARIEY,
zow mie Krolową Polską(22).
Nic dziwnego, że wieść o nadzwyczajnym życzeniu Matki Boskiej złożonym na ręce o. Mancinelliego
lotem błyskawicy obiegła całą Europę i co ważne – spotkała się z zainteresowaniem
oraz akceptacją Stolicy Apostolskiej. Najlepszym dowodem na to jest wystosowany na początku
1656 roku list papieża Aleksandra VII do króla Jana Kazimierza. Ojciec Święty miał gotową receptę
na panoszącą się po Polsce szwedzko-protestancką chorobę. Radził naszemu monarsze: Maryja
was wyratuje, toć to Polski Pani. Jej się poświęćcie, Jej oficjalnie ofiarujcie, Ją Królową ogłoście,
przecież sama tego chciała. I tak też się stało: najpierw śluby we Lwowie, potem tryumf pod Warką,
dziękczynna Msza święta… A dalej? No właśnie. Krótką okazała się ta nasza wdzięczność Matce
Bożej. Złożone obietnice odeszły w niepamięć. Najpierw zaowocowało to stopniowym upadkiem obyczajów, rozluźnieniem moralnym i ochłodzeniem gorliwości religijnej Polaków, a chwilę
później utratą tego, co dla każdego narodu jest najcenniejsze: wolności. Tak rozpoczął się nowy,
długi etap królowania Najświętszej Maryi Panny wśród zniewolonego ludu. Jej korona pozostała
jedynym atrybutem legalnej władzy na terenie wszystkich trzech zaborów! I jeszcze jeden fakt,
szczególnie bolesny. Dopiero tuż po ślubach lwowskich, złożonych 1 kwietnia, zaczęto upowszechniać
w Polsce tzw. prima aprilis, znany w Europie już od VII w. jako „Dzień Głupców”. Komuś
musiało bardzo zależeć na ośmieszeniu tak brzemiennego w skutkach wydarzenia i sprowadzeniu
jego znaczenia do poziomu najzwyklejszej błazenady.

Ora pro nobis

A jakie to było Matczyne panowanie podczas nocy zaborów? Z pewnością obfitujące
w znaki stałej obecności i orędownictwa naszej Królowej. Przekonajmy się o tym zresztą sami. Zaczęło
się od niezwykłego zdarzenia, które miało miejsce we franciszkańskim klasztorze w Osiecznej
w przeddzień podpisania aktu II rozbioru Polski. Oto podczas wieczornego odmawiania Litanii
Loretańskiej, gdy modlący się doszli do zawołania Królowo Korony Polskiej – módl się za nami(23),
z wielkim hukiem opadła zasłona cudownego obrazu Bolesnej Madonny. Dla zgromadzonych
w kościele zakonników i parafian znak ten był nader czytelny: tuż za upadkiem państwa szło bezkompromisowe prześladowanie Kościoła. Przy euforii mniejszości religijnych zamieszkujących
ziemie I Rzeczypospolitej świątynie katolickie przekształcano w prawosławne cerkwie lub protestanckie
zbory. Wiele innych zburzono albo przeznaczono do pełnienia innych funkcji (np. miejskich
łaźni i magazynów wojskowych). Skonfiskowano dobra kościelne, zamknięto klasztory i zlikwidowano
zgromadzenia zakonne (np. tzw. białych marianów, którym nie dane było już nigdy się odrodzić).
Zaangażowanie duchownych w sprawy narodowowyzwoleńcze stało się dla zaborców doskonałym
pretekstem do ich spacyfikowania. Setki księży i zakonników poległy w kolejnych samobójczych
powstaniach, inni trafili do więzień i odległych miejsc zsyłek. Ci, którym udało się przetrwać,
szukali możliwości dalszej pracy dla dobra ojczyzny. Jakże często wpadali wówczas w sidła
tajnych organizacji polityczno-religijnych kierowanych przez międzynarodowe wolnomularstwo.
Niezauważenie nasiąkali w nich nowymi, w gruncie rzeczy antykatolickimi ideami filozoficznymi,
automatycznie popadając w ekskomunikę(24). Duch narodu zachwiał się, stawiając pod wielkim znakiem
zapytania jego powołanie do wielkich czynów.

Pani z białym orłem

I znów okazało się, że w najtrudniejszych momentach dziejowych możemy liczyć na swoją
Królową. Nowy, niezwykle zagadkowy wątek naszych dociekań rozpocznijmy od 1813 roku, kiedy
to wojska napoleońskie wraz z walczącymi u ich boku Polakami poniosły srogą klęskę pod Lipskiem.
Na polu bitwy pozostał ciężko ranny Tomasz Kłossowski, kowal z okolic Lichenia. Gdy
umierając modlił się o pomoc do Najświętszej Maryi Panny, nagle ujrzał Ją idącą przez pobojowisko.
Na głowie miała królewską koronę, a do piersi tuliła białego orła. Pochyliła się nad rannym
i obiecała ratunek, polecając mu jednocześnie, by odnalazł podobny do niej wizerunek i umieścił go
w swoich rodzinnych stronach. Kłossowski przeżył dzięki troskliwości dobrych ludzi, a przez kolejnych
dwadzieścia parę lat poszukiwał odpowiedniego obrazu. Kiedy znalazł go w okolicach Częstochowy,
najpierw powiesił w swoim domu, a potem w lesie w podlicheńskim Grąblinie. To właśnie
tam po kilku latach doszło do znanych objawień Matki Boskiej (patrz przypis 1.), w konsekwencji
których w Licheniu powstało jedno z największych w naszym kraju sanktuariów maryjnych. Dla
naszych dociekań ważne jest to, że Najświętsza Maryja Panna nie tylko objawiła się z białym orłem, ale i nakazała uwielbianie Jej w takim właśnie wizerunku. A skąd takowy wziął się na ziemi
małopolskiej? Tego nie dowiemy się zapewne nigdy. Nie jest jednak tajemnicą, że równolegle z objawieniami
o. Mancinelliego, a zatem od początków XVII w., rozpoczął się w Polsce kult obrazów
Matki Boskiej z białym orłem na piersiach.

Obfitość wizerunków

Wiemy o istnieniu kilkunastu, którym dane było przetrwać do dnia dzisiejszego. Najbardziej
znanym jest ten czczony w licheńskiej bazylice, lecz mało kto wie, że w tamtejszym klasztorze,
w prywatnej celi jednego z zakonników, znajduje się jeszcze starszy egzemplarz. Kolejne można
podziwiać w m.in. w Koszutach Małych, Łęgowie, Obrzycku, Grodzisku Wielkopolskim, Wieluniu,
Rokitnie oraz niemieckim dziś – St. Marienstern (koło Budziszyna). Można domniemywać, że jeden
z pierwszych takich „patriotycznych” wizerunków Matki Boskiej królował w opactwie cysterskim
w Bledzewie, skąd w niezrozumiałych okolicznościach przeniesiono go w 1699 r. do znacznie
mniej dystyngowanego wówczas Rokitna. Nie wiemy, kto i dlaczego podjął taką kontrowersyjną
decyzję. Nie wiemy też, czy całkowite zrównanie z ziemią bledzewskiego potężnego opactwa
przez pruskich zaborców(25) w połowie XIX w. było dla niego swoistą karą za zapoczątkowanie kultu
tych tak charakterystycznych obrazów Królowej Polski (powszechnie przyjętą przez Niemców praktyką
było wykorzystywanie dla własnych potrzeb istniejących już budynków, a nie ich wyburzanie)?
Takich pytań bez odpowiedzi możemy postawić znacznie więcej. Czy niewytłumaczalne
z wojskowego punktu widzenia bombardowanie Wielunia w 1939 roku mogło mieć związek
z faktem „skrytego” przechowywania na tamtejszej plebanii jednego z omawianych obrazów?
A niespotykanie zaciekła niemiecka obrona obrona Rokitna, która uniemożliwiła powstańcom wielkopolskim
zdobycie tej miejscowości i przywrócenie swobodnego kultu Matki Boskiej z białym
orłem na piersiach? Czy i w tym przypadku mamy do czynienia z przyczynami wymykającymi się
tzw. obiektywnemu poznaniu? Jakby tego wszystkiego było mało, po 1945 roku wokół Rokitna narosły
nowe zagadki, tym razem związane z ks. kard. Augustem Hlondem, Prymasem Polski.

Rokitno na cenzurowanym

Pamiętacie tzw. proroctwa ks. Prymasa Hlonda? Co prawda funkcjonują one w nieoficjalnym
obiegu i trudno ręczyć o ich prawdziwości, to jednak zaryzykuję przypomnienie ich w największym
skrócie: Polska jest narodem wybranym przez Najświętszą Maryję Pannę, zawsze pozostanie
Jej wierna, stanie na czele „Maryjnego zjednoczenia narodów”, które przygotuje świat do
przyjęcia królowania Jezusa Chrystusa. Prawda, że słów takich nie sposób usłyszeć z ust współczesnych
hierarchów Kościoła? A za nimi poszły jeszcze czyny! Dekretem datowanym 19 marca
1947 roku Prymas ogłosił Matkę Boską czczoną w Rokitnie Królową Polski i Ziem Zachodnich.
Był to pierwszy i zarazem jedyny jak dotąd przypadek oficjalnego nadania takiego tytułu cudownemu
wizerunkowi Maryi. Później dokonano urzędowej zmiany zawezwania kościoła parafialnego
(pełniącego funkcję sanktuarium) na: NMP Królowej Polski. Komuś to bardzo przeszkadzało. Po
zagadkowej śmierci ks. Prymasa Hlonda(26) Rokitno popadło w trudną do zrozumienia niełaskę kościelnych
decydentów, a miejscowemu proboszczowi nakazano nawet zwrócenie nowo wyrobionych
parafialnych pieczątek. Dziś sanktuarium nosi zawezwanie Matki Boskiej Cierpliwie Słuchającej,
a kościół – Matki Boskiej Rokitniańskiej. Po tytule Królowej Polski nie ma już śladu!

Kto się boi Pani ze Lwowa?

Pozostał za to ślad po lwowskim obrazie Matki Boskiej Łaskawej, tym samym, u stóp którego
śluby w imieniu polskiego narodu składał król Jan Kazimierz. No, trochę przesadziłem – pozostał
nie tylko ślad, ale wręcz cały obraz. Problem w tym, że praktycznie nie ma to istotnego znaczenia
dla wiernych! Lecz po kolei. Gdy faktem stała się granica na Bugu, ten historyczny wizerunek
Bogarodzicy wywieziony ze Lwowa długo tułał się po prywatnych kaplicach polskich biskupów, by
wreszcie w 1974 r. trafić do głównego ołtarza lwowskiej konkatedry w Lubaczowie. Niedługo jednak
odbierał tam publiczny kult. Gdy w czerwcu 1983 r. obraz wyjeżdżał na Jasną Górę w celu ukoronowania
go przez pielgrzymującego po Polsce Jana Pawła II, nikt z lubaczowskich parafian nie
podejrzewał, że jest to tak naprawdę jego nie czasowe, ale ostateczne pożegnanie. Natychmiast bowiem
po uroczystej koronacji obraz Matki Boskiej Łaskawej przewieziono do Krakowa, do skarbca
katedry wawelskiej, w którym – mimo upływu ponad ćwierćwiecza – pozostaje do dziś. Konia
z rzędem temu, kto potrafi wskazać choć jedną obiektywną przesłankę tłumaczącą tę okoliczność.
Powiem więcej: chętnie zapoznałbym się i z tymi nieobiektywnymi. Z każdą mającą choćby pozory
prawdopodobieństwa… Od razu lojalnie ostrzegam: jeśli nie uda nam się znaleźć takiej przesłanki,
to staniemy przed równie trudnym zadaniem prawidłowego zdefiniowania procederu, który uniemożliwia
rozwój żywego od kilku stuleci kultu cudownego wizerunku Matki Boskiej Łaskawej,
uczestnika niezwykle ważnych wydarzeń historycznych. A może za wskazówkę posłuży nam przypadek
obrazu Matki Boskiej Zwycięskiej z Brdowa, koronowanego wraz z tym lwowskim, a szczęśliwie
ocalałego z zagadkowego pożaru, który parę miesięcy później strawił tamtejsze sanktuarium(27)?

„Ty w Gietrzwałdzie po polsku mówiłaś…”

W dziejach związku narodu polskiego ze swoją Królową zagadka goni zagadkę. Na kolejną
natrafiamy w Gietrzwałdzie, gdzie doszło do jedynych uznanych przez Kościół objawień Maryjnych
w Polsce. Wydawać by się mogło, że miejsce to winno dorównywać popularnością Fatimie,
Lourdes, La Salette, czy choćby belgijskiemu Banneux. Nic z tych rzeczy. Sam byłem niedawno
świadkiem całkowitej dezorientacji jednego z rodzimych działaczy katolickich, notabene starającego
się w tym roku o urząd Prezydenta RP, wywołanej słowem: „Gietrzwałd”. Bolesne to, lecz prawdziwe.
Nie ma co owijać w bawełnę: bismarckowska cenzura(28) zbiera do dziś swoje obfite żniwo.
Czy jednak tylko bismarckowska?
Nie miejsce tu na szczegółową relację wydarzeń z 1877 roku. Wystarczy zauważyć, że
z główną ideą naszych dociekań koresponduje kilka faktów. Ujmę je krótko: podczas swoich objawień
na ziemi warmińskiej Matka Boska po polsku wyrażała swoją troskę o nas, Polaków. I jeszcze
jedno, równie ważne. Kilkakrotnie czyniła to zasiadając na tronie wśród aniołów trzymających koronę
nad Jej głową. Tak się składa akurat ta ostatnia okoliczność dziwnie regularnie jest pomijana
przez nielicznych współczesnych komentatorów gietrzwałdzkich wydarzeń. Dlaczego? Może dlatego,
że tron, korona i język polski mogą kojarzyć się z… Królową Korony Polskiej? A tytuł ten i jego konsekwencje dla dziejów państwa i narodu polskiego, jak już zdążyliśmy się przekonać, u wielu wzbudzały i nadal wzbudzają negatywne emocje. A o tym, że są to osoby bardzo wpływowe, najlepiej świadczy znikoma ilość pielgrzymek organizowanych do Gietrzwałdu(29).

Kto odrąbał ręce Matce Bożej Łaskawej?

A nienawiść do Niepokalanej przyjmuje dziś coraz brutalniejszą egzemplifikację. Kto nie
wierzy, niech uda się na warszawskie Stare Miasto i wstąpi do kościoła pod wezwaniem Matki Boskiej
Łaskawej, a dokładniej – niech zatrzyma się przed wiodącymi do niej tzw. „anielskimi drzwiami”.
Lojalnie ostrzegam wiernych z nadciśnieniem lub chorobami serca: widok będzie ekstremalny.
Oto w erotycznym pląsie z drzwi wyłania się pozbawiona rąk i nóg postać… Maryi Dziewicy. Konia
z rzędem temu, kto teologicznie uzasadni tę niedwuznaczną pozę, bo reszta jest aż nadto czytelna:
skoro Niewiasta pozbawiona jest nóg, to w żaden sposób nie zdepcze głowy węża i nie odniesie zapowiadanego
w Piśmie Świętym zwycięstwa nad Szatanem. A brak rąk?
Aby i tę zagadkę rozwikłać, musimy przypomnieć sobie, czyj to wizerunek króluje w głównym
ołtarzu rzeczonego kościoła. Obraz Matki Boskiej Łaskawej(30), bo o nim tu mowa, został przywieziony
do Warszawy w 1651 r. przez nuncjusza apostolskiego arcybiskupa Jana de Torrez wraz
z błogosławieństwem Ojca Świętego Innocentego X dla króla Jana Kazimierza, który szykował się
właśnie do wyprawy przeciw sojuszowi kozacko-tatarskiemu, zajadłemu wrogowi Kościoła i Polski.
Przedstawiona na obrazie Maryja trzyma w obu rękach pęki połamanych strzał, biorąc w ten
sposób pod swoją ochronę wszystkich do Niej się uciekających. Rozwój wypadków szybko potwierdził
prawdziwość idei malowidła: wspaniałe zwycięstwo pod Beresteczkiem(31) zapisało się
złotymi zgłoskami w historii polskiego oręża. Kilkanaście lat później oddanie się Warszawian pod
opiekę Matki Boskiej Łaskawej czczonej w cudownym obrazie położyło kres epidemii dziesiątkującej
mieszkańców stolicy, a o „Cudzie nad Wisłą” 1920 r. słyszeli dziś już chyba wszyscy. I tu dochodzimy
do sedna sprawy. Pozbawiona rąk postać Maryi z „drzwi anielskich” wysyła nieprawdziwy,
ale zarazem bardzo sugestywny komunikat do wszystkich przybywających do świątyni: jestem
bezradna wobec waszych problemów, porzućcie więc wszelką nadzieję wy, którzy szukacie u mnie
ratunku! Ile jeszcze wytrzymają skołatane serca czcicieli Niepokalanej?

Kto i po co leje wodę?

A to jeszcze nie wszystko. Uroczyste poświęcenie interesujących nas drzwi z kościoła oo.
jezuitów miało miejsce 12 września 2009 r., a więc w przypadające w tym dniu Święto Najświętszego
Imienia Maryi! Przypadek? A może zadziałała tu ta sama metoda urągania Maryi, którą przed
wiekami stosowali Krzyżacy? Jest to tym bardziej prawdopodobne, że dokładnie w tym samym
dniu, na przekór licznym protestom ze strony wiernych, w miejscowości Radziechowy(32) poświęcono
tzw. „Golgotę Beskidów”(33) – przykościelną drogę krzyżową naszpikowaną mnóstwem symboli
antychrześcijańskich o proweniencji masońskiej i okultystycznej. Przykłady? Proszę bardzo.
Skoro szczególnie interesuje nas tematyka Maryjna, kilka słów o wielowątkowo zrealizowanej
Stacji IV. Cóż w niej nas zaskakuje? Chciałoby się rzec: wszystko. Zasygnalizuję tylko koszmarną
scenę zwiastowania, podczas której anioł (?) zaopatrzony w gadzie (!), agresywnie sterczące
skrzydła, nerwowo wskazuje palcem na wystraszoną kobietę rozlewającą w tej samej chwili zawartość
niesionego dzbana. Jakże różne jest to wyobrażenie zwiastowania od tego, które znamy z klasycznej
ikonografii sakralnej, gdzie Archanioł Gabriel z wielkim nabożeństwem przyklęka przed
Niewiastą spolegliwie przyjmującą Boży wyrok. Jak zatem rozumieć to, czym poraża nas „Golgota
Beskidów”(34)? Kluczem może okazać się rozlana woda, symbolizująca zaistnienie szkody niemożliwej
do naprawienia. Zacytujmy Pismo Św.: Wszyscy bowiem umrzemy z pewnością, i [jesteśmy] jak
woda rozlana po ziemi, której już zebrać niepodobna, Bóg jednak nie zabiera życia w ten sposób(35).
Czyż beskidzka wizualizacja nie sugeruje nam rzekomej grzeszności Maryi, do której z misją „ostatniej
szansy” przybywa posłaniec?
Wpisuje się w to jeszcze jedna, niezwykle istotna, grubymi nićmi szyta mistyfikacja. Otóż
Kościół katolicki przyjął do tej pory cztery dogmaty Maryjne. Daty ogłoszenia trzech z nich zostały
upamiętnione na interesującej nas IV stacji drogi krzyżowej. Czwartej daty zabrakło. Której? Tej
symbolizującej dogmat O Maryi Zawsze Dziewicy! Zamiast niej pod sceną quasi-zwiastowania pojawiła
się ni stąd ni zowąd data 955 (36), data wyboru Papieża Jana XII, znanego z wyjątkowego upodobania
do wszelkich form rozpusty seksualnej. Czy trzeba jeszcze bardziej czytelnej aluzji do tak
czczonej przez nas, katolików, niczym niezmąconej czystości Niepokalanej?
I na koniec tego wątku jeszcze jedna, nie mniej frapująca obserwacja. W innym miejscu tej
samej stacji drogi krzyżowej widzimy Matkę Boską stojącą na kuli ziemskiej. Nie byłoby w tym nic
dziwnego, gdyby nie fakt, że świat triumfalnie opleciony jest przez węża. A przecież ten winien
kończyć swój marny los pod stopami Maryi.
Paradoksalnie cześć i honor Matki Boskiej zagrożone są w obszarze, który przez wieki służył
ich uwzniośleniu – sztuce sakralnej! Tak, tej, z którą na co dzień obcujemy w naszych świątyniach
i innych miejscach kultu. Mimo dość rygorystycznych przepisów kościelnych, wierni coraz
częściej narażeni są na kontakt z artystycznymi realizacjami nie sprzyjającymi modlitewnej kontemplacji,
a nawet próbującymi świadomie sprowadzić ją na duchowe manowce(37).

„Kulturalny” lewy sierpowy

– Więc co robić? – z szaleństwem w oczach zapytają co bardziej wrażliwi czytelnicy. Ta desperacja
staje się tym większa, gdyż nie wszystkie współczesne ataki wymierzone w Najświętszą
Maryję Pannę są takie „subtelne”. W awangardzie najbardziej agresywnego frontu walki znalazła
się dziś kultura, a dokładniej mówiąc – wszystko to, co za takową dziś uchodzi. I co w tym najistotniejsze:
my, katolicy, rzeczywiście czujemy się wobec tej agresji coraz bardziej bezradni. Przywołajmy
choćby zeszłoroczny warszawski koncert skandalizującej piosenkarki Madonny. Oddolny
protest przeciw jego terminowi (15 sierpnia – Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny,
godz. 21.00. – rozpoczynanie Apelu Jasnogórskiego) nie spotkał się ze wsparciem nie tylko władz
państwowych i miasta stołecznego, ale i oficjalnych agend kościelnych. Bierna postawa milionów
polskich katolików oznaczała de facto przyzwolenie na małpowanie naszego kultu maryjnego, na
sponiewieranie Królowej Polski.
A zakusów na to jest coraz więcej. Oto na scenie bydgoskiego teatru wystawiana jest sztuka,
podczas której dochodzi do „striptizu Matki Boskiej Fatimskiej” i wulgarnego roztrząsania szczegółów
„intymnego pożycia” Świętej Rodziny. Wszystko to rozgrywa się z pieśnią Chwalcie łąki umajone
w tle. Bulwersujące? Nie dla wszystkich. Odpowiedzialny za ten sceniczny skandal dyrektor
teatru otrzymał… prestiżowy laur przyznawany za wybitne osiągnięcia artystyczne. Smaczkiem
w tym wszystkim jest fakt zasiadania w kapitule nagrody dwóch prominentnych bydgoskich kapłanów
i musi zastanawiać brak publicznego zdystansowania się przez nich od decyzji kapituły(38).
Zabrakło odwagi czy poczucia odpowiedzialności? A może raczej czegoś znacznie ważniejszego…
Teraz z pozoru już nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy z ręką na sercu mogli włączyć syrenę
alarmową i głośno wołać o pomoc. Sęk w tym, iż nie mamy najmniejszej pewności, że mężczyzna
w czerwonym czepku z napisem „Ratownik” jest tym, za kogo się podaje. Znacznie łatwiej bowiem
znieść cios zadany w zęby przez jawnego przeciwnika, niż uderzenie w plecy wymierzone ręką
własnego ochroniarza.

Maryja na cenzurowanym

Czy jest szansa na to, byśmy szybko otrząsnęli się z tego nokautującego ciosu? Jak na razie
jednak trudno tu o optymizm. Co rusz bowiem przekonujemy się o prawdziwości twierdzenia, że
wśród polskich katolików pogłębia się „Maryjna zima”. Pośród ekumenicznego zaczadzenia zaczyna
brakować miejsca dla Matki Boskiej. Przesadzam? Absolutnie nie. Przypomnijmy sobie choćby
niedawne rocznicowe uroczystości katyńskie oraz te żałobne, sprawowane bezpośrednio po katastrofie
smoleńskiej. Nad grobami polskich żołnierzy nikt nie zawezwał imienia ich Hetmanki, nikt
nie zwrócił się do Wniebowziętej Królowej z prośbą o Jej orędownictwo u Boga za pomordowanymi.
Skąd to zaniechanie? W dużej mierze zapewne z przeświadczenia, że byłaby to wielka niezręczność
wobec obecnych w Katyniu przedstawicieli religii heretyckich i schizmatyckich. Wszak na
takich samych prawach co ksiądz katolicki modły swoje odprawiali tam: imam, rabin, pastor i pop!
Ale czy tylko o tę „niezręczność” chodziło? Czyż jednym z celów tego coraz bardziej natarczywego
synkretyzmu promowanego na oficjalnych uroczystościach religijnych i państwowych, nie jest takie
przedefiniowanie polskiego katolicyzmu, by raz na zawsze utracił on swoje silne Maryjne zabarwienie?
A jeśli tak właśnie jest, to komu i dlaczego na tym zależy?
Z teologicznego punktu widzenia odpowiedź jest oczywista: skoro ostateczne zwycięstwo
nad Szatanem będzie dziełem Niepokalanej, to właśnie on jawi się jako Jej największy przeciwnik.
Stara się opóźnić Jej triumf, by jak najwięcej dusz ludzkich zwieść ku wiecznemu potępieniu. Toczy
przy tym wojnę z Kościołem ziemskim, z wszystkimi, którzy przynależą do Owczarni Jezusa
Chrystusa. Ale dlaczego to Polska i Polacy mieliby być szczególnym celem jego ataków? No to oddajmy
głos Hansowi Frankowi, krwawemu niemieckiemu Gauleiterowi Krakowa. Ten nieprzejednany
wróg naszego narodu w chwilach szczerości zwykł mawiać, że prawdziwą Rzeczpospolitą
Polską jest religia katolicka. I już widzę, jak wielu rosną oczy ze strachu. Trudno, stało się. Nieopatrznie
wkroczyliśmy na obszar podwyższonego ryzyka, naszpikowany tablicami ostrzegawczymi:
STREFA ZAMKNIĘTA, PRZEBYWANIE GROZI ŚMIERCIĄ, DOKUMENTY OKAZYWAĆ
BEZ WEZWANIA. Obszar, którego próżno szukać na jakichkolwiek mapach. Nikt o nim głośno nie
mówi, a wielu nawet pomyśleć się boi. Ale raz kozie śmierć! Krzyknę i niech się dzieje, co chce:
ME-SJA-NIZM.

Kogo i do czego Bóg powołuje?

Prawdę mówiąc nie lubię słowa „mesjanizm”. Zbyt silnie kojarzy mi się z dywersją XIXwiecznej
carskiej „Ochrany”(39) i nadbudową żywcem wziętą z żydowskiej kabały(40). Z daleka trzymam
się też od kultu karkołomnego męczeństwa i idei „Chrystusa Narodów”. Znacznie bliższe mi
jest sformułowanie proponowane – co prawda w odniesieniu do Żydów – przez ks. prof. Waldemara
Chrostowskiego: „naród Bożego wybrania”. Najbliżej mi jednak do słowa: „misjonizm”. Bo czyż
nie pasuje ono wręcz idealnie do charakteru posłannictwa przekazanego Polakom choćby za pośrednictwem
św. Faustyny?
Niemożliwe wydaje się dziś wskazanie palcem tego momentu, kiedy w polskiej mentalności
zakiełkowało poczucie Bożego wybrania rozumianego jako obowiązek wypełnienia określonej misji.
Pojawia się ono już w 1400 r. u rektora Akademii Krakowskiej ks. Stanisława ze Skarbimierza(41),
a później m.in. u ks. Piotra Skargi, Wespazjana Kochowskiego, w anonimowym często piśmiennictwie
Konfederacji Barskiej, u założycieli zgromadzenia zmartwychwstańców… Poczucie to, wzmacniane
namacalnymi znamionami szczególnej Bożej i Maryjnej opieki, stało się wręcz znakiem rozpoznawczym
polskiej duchowości. Tak bardzo w nas wrosło, że aż… wywołało trwającą do dziś histeryczną
wręcz reakcję różnobarwnych ujadaczy. – No cóż – można by powiedzieć – gdzie drwa rąbią,
tam wióry lecą. Problem w tym, że często rąbią po… głowach.

Bóg na pierwszym miejscu

Najbardziej obezwładniającym argumentem zdaje się być ten mówiący o antychrześcijańskiej
naturze wszelkich mesjanizmów, doszukujący się ich źródeł w narodowych bądź klasowych
egoizmach. Rzecz szczególna: spod tej reguły powszechnie i lekką ręką wyjmuje się – wynaturzony
od dwu tysiącleci – mesjanizm żydowski, podręcznikowo realizujący wywyższanie własnego narodu
i pogardę wobec innych. A jak z Polakami jest naprawdę? Oddajmy głos ks. Janowi Tyrawie:
Mesjanizm polski, w przeciwieństwie do innych mesjanizmów narodowych, ma jednocześnie swoją
specyficzną cechę, która go wyróżnia. Jest to przede wszystkim taki mesjanizm, który na zewnątrz,
w stosunku do innych narodów uznaje jedynie i wyłącznie misję narodu polskiego jako swoistej osoby
moralnej(42). Nie znajdziemy w nim więc żadnych – ukrytych nawet – partykularnych interesów
czy interesików. Nasza historia zaświadcza o tym bez dwóch zdań. Polski mesjanizm nie rehabilituje
obłudnie obcej krwi na rękach, ale wzywa wszystkich ludzi do moralnego doskonalenia i afirmuje
realną, stałą obecność Boga kierującego światem. Nawet współczesny polski nacjonalizm tak
bardzo chce różnić się od innych nacjonalizmów, że jak ognia unika takiego określenia w stosunku
do samego siebie, mieniąc się „ruchem narodowym” (choć to przecież prosta kalka językowa). Staje
się to zrozumiałe w kontekście przesiąknięcia swoim sztandarowym zawołaniem: Bóg – Honor –
Ojczyzna.
A w jaki sposób Bóg kieruje światem? Ano czyni to m.in. poprzez zapodanie prawd objawionych, przykład życia Swojego Syna i Jego Matki, głos sumienia darowany każdemu z nas, a czasem i nadprzyrodzone interwencje. Na różne sposoby wskazuje ludziom i całym narodom najwłaściwsze
drogi postępowania. Szanując naszą wolną wolę zachęca do wzmacniania Kościoła na
ziemi, stawiając przed nami bogactwo różnorakich powołań i misji. Przy dokonaniu niewielkiego
uproszczenia możemy pokusić się o stwierdzenie, że to narody są nośnikami procesów o charakterze
globalnym. Dlaczegóż by więc jedno z tych Bożych wskazań, choćby i to najważniejsze, nie
miałoby dotyczyć nas, Polaków?
Wielu zaśmieje się, inni wrzasną: „– Kłamstwo, brednie, prowokacja!” I na tym prawie kończy
się ich pole do popisu. Prawie, bo coraz częściej posuwają się do rzeczy najpaskudniejszej: zohydzają
wszystko, co polskie. Pisarze, filmowcy, historycy, dziennikarze, nauczyciele, kabareciarze,
politycy… Nie sposób wymienić wszystkich „obsikiwaczy” naszych dziejów, kultury, obyczajów
i wiary. Potęgują polskie kompleksy, wiążą ręce i serca, łudząc się, że zakrzyczą Tę ze Lwowa,
Rokitna i Gietrzwałdu, spod Beresteczka i Warki. Warto im ten błąd uświadomić. Ale czy posłuchają
takich… zacofańców?

Błękitne rozwińmy sztandary!

Nowe otwarcie zacznijmy jednak od samych siebie, ściślej mówiąc od uświadomienia sobie
własnej wartości, a jeszcze dokładniej – dumy z faktu przynależności do narodu powołanego do
wypełnienia szczególnej misji. Przesadzam? Nic podobnego. Bo skoro jednym z najlepszych dowodów
na istnienie Boga jest nie ustające od dwóch tysięcy lat totalne prześladowanie Jego i Jego
wyznawców, to czyż o wyjątkowej roli Polski najdobitniej nie świadczą niezwykle dramatyczne
okoliczności towarzyszące jej istnieniu? Posługując się poetyką Zbigniewa Herberta można rzec, że
oblężenie naszej ojczyzny trwa nieprzerwanie, a zmianom ulegają wyłącznie kolory wrogich sztandarów
połączonych obsesyjnym pragnieniem naszej zagłady. I na koniec najważniejsza, jakże brzemienna
w skutkach konstatacja: wrogowie Polski to przede wszystkim wrogowie depozytu wiary
Kościoła katolickiego, mistycznego ciała Jezusa Chrystusa. Mówiąc innymi słowami – Polska stoi
kością w gardle każdemu, kto wojuje z Bogiem i Jego Matką. Czyż nie jest to wystarczającą przesłanką
do tego, byśmy podnieśli tak nisko dziś pochylone czoła?
Sama duma jednak sprawy nie załatwi. Bo jeśli mamy zasłużyć na miano Regnum Orthodoxum(43)
z Królową w osobie Najświętszej Maryi Panny, a poprzez to stać się wzorem dla innych
narodów i państw, generalne porządki musimy zacząć od siebie. A co to tak naprawdę oznacza?
Ano nic więcej ponad to, by wszystko, co wyznajemy w „Credo” podczas każdej Mszy św., wreszcie
znalazło swoją naturalną indywidualną i zbiorową realizację. Ta zbiorowa, to przede wszystkim
stała obecność dogmatów i symboli naszej wiary w przestrzeni publicznej. Odrzućmy modną dziś
ułudę państwa neutralnego światopoglądowo; takowe nie istnieje. Ściana, z której zdjęto krzyż, to
nie puste miejsce, ale przestrzeń, w której dokonała się konwersja, świadome wyparcie się Jezusa
Chrystusa. Jeśli nie jest to akt stricte religijny, to jaki?
Katolicyzm to nieodłączny element polskości, bez którego kruszeje ona niczym guma na
słońcu. Odrzucenie prawd wiary to pierwszy krok ku całkowitemu zobojętnieniu na sprawy publiczne.
Jakże dobitnie dziś się o tym przekonujemy. Tego samego dowodzą nasze historyczne doświadczenia.
Dopóki Polska była katolicka, rosła w siłę i radziła sobie we wszystkich trudnych sytuacjach
dziejowych. A – jak już się przekonaliśmy – mitologizowany dziś wiek „religijnej tolerancji”
to pasmo niezliczonych zdrad i konfliktów zbrojnych, na końcu których czekała noc niewoli. Czyż
historia nie ma tego do siebie, że lubi się powtarzać?
Dlatego współczesnej Polsce potrzebna jest systematyczna i systemowa kontrakcja katolicka
rozumiana nie tylko jako oparta o Tradycję wspólnota Ducha pasterzy i świeckich, ale realna siła
polityczna, zdolna do odpowiedzialnego kierowania państwem we wszystkich jego obszarach! My
nie musimy szukać ideologii wydumanych w ludzkich umysłach. Ta przyszła do nas z Nieba jako
wielka nadzieja, ale i odpowiedzialne brzemię. Jest nią obowiązek dążenia ku biblijnemu prawu
i sprawiedliwości tu na ziemi, wśród grzechu i szatańskich zakusów. Skoro na błękitnych sztandarach
mamy swoją Królową z Białym Orłem na piersiach, więc któż przeciw nam?
Ta kontrakcja potrzebna jest nie tylko Polsce. To o niej mówił do nas w Krakowie Ojciec
Święty Benedykt XVI słowami: Polsko, Europa potrzebuje twojej wiary. Ale i Polska potrzebuje
Europy, a dokładniej – rozbudzenia się tych uśpionych dotąd, zalęknionych sił społecznych, które
pod prąd wszechobecnej indoktrynacji przynależą do Kościoła katolickiego i w nim po cichu upatrują
alternatywy dla liberalnych fanaberii. Jesteśmy silniejsi, więc podajmy im rękę! Wprowadźmy
na fora międzynarodowe poważną dyskusję o konieczności powrotu katolickiego uniwersum. Poznawajmy
się i łączmy. To my musimy tworzyć historię, a nie czekać, by ta rozstawiała nas po kątach.
Jeszcze mamy na to siły, jeszcze nas stać na to stać. Ale nie zwlekajmy do jutra. Zróbmy to jeszcze
dziś z pomocą Boga i Jego Dziewiczej Matki, a naszej Królowej!
Post scriptum. Wszystkich, którym leżą na sercu sprawy poruszane w niniejszej publikacji,
proszę o zainicjowanie szerokiej dyskusji programowo-organizacyjnej w swoich środowiskach.
Zezwalam na rozpowszechnianie tej broszury w całości lub fragmentach.
Wdzięczny będę za każdą korespondencję przesłaną do mnie na adres: kzagozda@o2.pl

—————————————————————————————————-

1 Nie jest to oczywiście jedyny znany przypadek, kiedy to Niebo wskazało na wyjątkową rolę, jaką Polska ma odegrać w historii zbawienia. Przypomnę tylko w tym miejscu, że podczas objawień licheńskich do pasterza Mikołaja Sikatki Matka Boska przemówiła słowami: W ogniu długich doświadczeń oczyści się wiara, nie zagaśnie nadzieja, nie ustanie miłość. Będę chodziła między wami, będę was bronić, będę wam pomagać, przez was pomogę światu. Ku zdumieniu wszystkich narodów świata z Polski wyjdzie nadzieja udręczonej ludzkości. Polskie serca rozniosą wiarę na wschód i zachód, północ i południe. Nastanie Boży pokój. Coraz częściej pojawiają się też koncepcje wskazujące na Polskę jako na kraj, z którego wyjdzie impuls odnowy świata w duchu para-chrześcijańskim. Przykładem takiej destrukcyjnej idei jest tzw. Projekt Cheopsa.

2 Na Fryderyka II dwukrotnie nałożono klątwę papieską.
3 Średniowieczna pieśń religijna Bogurodzica, to nie tylko nieformalny hymn rycerstwa polskiego, ale i pretendent do pełnienia funkcji hymnu państwowego odrodzonej II Rzeczypospolitej. Rządzący nie dopuścili jednak do tego ze względu na jej zbyt religijny – a przede wszystkim Maryjny – charakter.
4 Przyjmuje się, że pierwsze objawienie Maryjne na ziemiach polskich miało miejsce już w 1079 r. w Górce Klasztornej (Krajna).
5 Tak stało się z łaskami słynącą figurą Matki Boskiej czczonej do dziś w sanktuarium sejneńskim.

6 Miejsce to jest dla mnie szczególnie ważne. Po przemyciu oczy wodą ze źródełka w sanktuarium Góreckiej Pani – Matki Pocieszenia, moja córka wyzbyła się bardzo poważnej wady wzroku.
7 W całej diecezji żmudzkiej pełniło wówczas posługę tylko pięciu kapłanów katolickich.
8 Przypomnijmy tu choćby tylko męczeństwo jasnogórskich paulinów zamordowanych przez husytów
9 Zamęt religijny był tak duży, że w niektórych miejscach zaniechano kultu Najświętszej Maryi Panny. Przykładem tego niech będzie odstąpienie mieszkańców Chełmna od nabożeństw celebrowanych u stóp – uznawanego już za cudowny – obrazu Matki Bożej Bolesnej.
10 Wielka niechęć innowierców do ks. Skargi była efektem jego ortodoksyjnie katolickiego i patriotycznego nauczania.
Przypomnijmy sobie znamienny fragment z jego kazań: Teraz przed lat kilkadziesiąt nastąpiły herezyje na katolicką ś. wiarę, na której to królestwo zasiadło. I na kapłaństwo, do którego ta Rzeczpospolita przywiązana jest, jady i ostre nieprzyjaźni swoje podnosząc; chcąc, aby ustąpiła, a ich nową i gościnną religią znowu osadzone to królestwo zostało. Nowego Chrystusa, nową a w Koronie nigdy nie słychaną naukę przynoszą, którą gdy my Pismem świętym, prawdą, koncyliami, doktormi i starożytnością zbijamy, do chytrych rad i wynalazków swoich uciekają się. Prawa tu sobie knować na sejmach chcą, które konfederacyją zowią, którymi by pomału z królestwa wiarę chrześcijańską wycisnęli.
Gdy jako z piekła samego kacermistrze i błędy wszystkich heretyków do nas niosą, a nic, co kościołom pobrali, wrócić ani żadnej o krzywdy kościelne sprawiedliwości podlegać nie chcą (..). Upadnie wszystko królestwo wasze, jeśli ten nowy stan, z którym się to ciało nie urodziło, do niego, to jest ewangeliki abo raczej wszytki heretyki, przyjmiecie.
11 Słusznie wówczas uważano zakon jezuicki za najpotężniejszą siłę propagandową papiestwa.
12 Mowa tu o bitwie pod Guzowem z dnia 5 sierpnia 1607 roku.

13 Cytuję za publikacją Józefa Stanisława Pietrzaka pt. Jam jest Królowa Polski (wyd. 1926).
14 Po cudownym ocaleniu z pożaru (1587 r.) obraz Pani Piaskowej zaczął cieszyć się szczególnym nabożeństwem. O Jej wstawiennictwo błagał król Władysław IV przed bitwą pod Smoleńskiem (1634 r.) oraz Jan III Sobieski przed wyruszeniem pod Wiedeń (1683 r.).

15 Autorem tekstu roty ślubowań był jezuita o. Andrzej Bobola. Minął rok, gdy ukarano go za to męczeńską śmiercią

16 Bitwa pod Warką rozegrała się 7 kwietnia 1656 r.
17 Zgodnie z kalendarzem liturgicznym przypada ono 23 kwietnia.
18 ks. Otton Hołyński (1840-1882) w publikacji pt. Pamiątka setnej rocznicy koronacji cudownego obrazu N. P. Łaskawej w archikatedrze lwowskiej.
19 Beatyfikowany w 1670 r., a kanonizowany w 1726 r.

20 To między innymi z powodu zaangażowania w dzieło ogłoszenia Najświętszej Maryi Panny Królową Korony Polskiej, ks. Piotr Skarga jak dotąd nie trafił na ołtarze. Po jego śmierci rozpuszczono fałszywą pogłoskę, że jakoby został pochowany w letargu i po przebudzeniu w trumnie mógł złorzeczyć Bogu! Według powszechnie dostępnych informacji plotka ta była przyczyną przerwania procesu beatyfikacyjnego ks. Skargi. Nie ma tym jednak krzty prawdy.
Proces beatyfikacyjny nigdy nie został rozpoczęty, a i dziś podtrzymywane przekłamanie ma zniechęcać jego ewentualnych promotorów. Podczas II Spotkań Pokolenia Summorum Pontificum, które miały miejsce w czerwcu 2009 r. w Zakroczymiu, Stowarzyszenie Unum Principium poinformowało o podjęciu starań o przywrócenie ks. Piotrowi Skardze właściwego mu miejsca w Kościele i państwie polskim. Stowarzyszenie zwróciło się do Prezydium Sejmu RP o ogłoszenie roku 2012 (400. rocznica śmierci) Rokiem Księdza Piotra Skargi oraz rozpoczęło zbieranie świadectw dowodzących jego kultu wśród polskich katolików. Materiały te zostaną przekazane arcybiskupowi krakowskiemu wraz z prośbą o rozpoczęcie procedury wyniesienia ks. Skargi na ołtarze.
21 Jego proces beatyfikacyjny został przerwany z powodu tajemniczego zaginięcia stosownych dokumentów w drodze między Neapolem a Rzymem!
22 Ksiądz Ksawery Wilczyński, badacz tematu, dotarł do egzemplarza znajdującego się w Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu. Ku swojemu wielkiemu zdziwieniu odkrył, że w czasach zaborów ktoś wyrwał kilkadziesiąt stron opisujących sprawy, które są tematem naszego niniejszego zainteresowania.

23 Stolica Apostolska oficjalnie zatwierdziła to zawołanie dla Litanii Loretańskiej dopiero w 1909 r.
24 Potwierdzają to kolejne dokumenty kościelne, począwszy od encykliki Papieża Klemensa XII, wydanej 28 kwietnia 1738 r.

25 Zespół klasztorny wystawiono na licytację wraz z klauzulą, że nabywca zobowiązuje się do rozbiórki do fundamentów wszystkich budynków, w tym i kościoła. Podczas II wojny światowej rozebrano również kościół w Koszutach Małych. Czczony w nim wizerunek Maryi z białym orłem udało się ukryć przed niemieckimi barbarzyńcami.
26 Pogłoski o możliwym morderstwie spowodowała m.in. trudność w rozpoznaniu szybko postępującej choroby, dziwne okoliczności towarzyszące przeprowadzanej operacji oraz szeptem powtarzana wersja ostatnich słów ks. Prymasa: Co podacie jako przyczynę mojej śmierci?

27 Jest to obraz, przed którym modlił się król Władysław Jagiełło wraz z polskim rycerstwem przed bitwą na polach Grunwaldu. W 1983 r. obraz ten ocalał z pożaru, o który powszechnie obwinia się komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa. W dniach 4-6 czerwca 2010 r. w brdowskim sanktuarium Matki Boskiej Zwycięskiej odbyły się III Spotkania Pokolenia Summorum Pontificum, podczas których doszło do odnowienia ślubów Maryjnych narodu polskiego (rotę przygotowała Lusia Ogińska) i odsłonięcia tablicy upamiętniającej to historyczne wydarzenie.
28 W wydanej w 1883 r. we Fromborku (wówczas noszącym niemiecką nazwę Frauenburg) broszurze poświęconej gietrzwałdzkim objawieniom czytamy: Czyż to nie szczególne zrządzenie Boskie, że właśnie z ziemi Staro-Pruskiej wyszło napomnienie do świata katolickiego, aby się wziął do Różańca? Wszakże to rycerze Maryi, z czarnym krzyżem na białym płaszczu, rycerze niemieccy Najświętszej Maryi Panny z domu Jerozolimskiego (…) nawrócili do chrześcijaństwa Prusy w ciemnościach pogaństwa pogrążone, a zatem miecz w połączeniu z Różańcem.

29 Zresztą prawda o naszym pielgrzymowaniu do Maryjnych sanktuariów smakuje dziś wyjątkowo gorzko. I nie mam tu na myśli wyłącznie malejącej aktywności wiernych, ale i zadziwiającą niegościnność ze strony niektórych gospodarzy miejsc świętych. Największą zmorą indywidualnego pielgrzymowania są świątynie pozamykane na cztery spusty. Sam doświadczyłem tego wielokrotnie. A gdy poprosiłem o otworzenie jednego z dolnośląskich kościołówsanktuariów, zdegustowany kapłan wycedził pretensję, że nie uprzedziłem o swojej wizycie i sam z pewnością nie byłbym zadowolony, gdyby on niezapowiedziany przyjechał do mnie na obiad!!!
30 Niebawem obraz ten jako pierwszy w Polsce został ukoronowany.
31 Rozegrała się ona w dniach 28-30 czerwca 1651 r.
32 Wieś położona w województwie śląskim (powiat żywiecki, gmina Radziechowy-Wieprz).
33 Listy gratulacyjne nadesłali wówczas m.in. Prezydent Rzeczpospolitej – Lech Kaczyński i Marszałek Sejmu – Bronisław Komorowski.

34 Opieram się na gruntownej analizie tematu przeprowadzonej przez Marię Kominek. Wszystkich zainteresowanych problematyką „anielskich drzwi” i „Golgoty Beskidów” odsyłam do jej bardzo rzetelnych artykułów dostępnych w serwisie: http://www.krajski.com.pl.
35 Druga Księga Samuela 14,14 (cyt. Za Biblią Tysiąclecia).
36 Na skutek stanowczych reakcji środowisk katolickich (m.in. również Marii Kominek) datę poprawiono na właściwą, tj. na rok 649.
37 4 listopada 2009, w Kościele na Skałce ks. infułat Jerzy Bryła odznaczył prof. Czesława Dźwigaja, autora „Golgoty Beskidów”, medalem „Zasłużony w służbie dla Kościoła i Narodu” przyznanym przez Prymasa Polski ks. Józefa Kardynała Glempa!

38 18 kwietnia 2009 r. Laur Andrzeja Szwalbego został uroczyście wręczony Pawłowi Łysakowi, dyrektorowi Teatru Polskiego w Bydgoszczy. W uzasadnieniu nominacji pojawiły się słowa o promowaniu nowoczesnego, postępowego wizerunku miasta!

39 Choćby działalność Andrzeja Towiańskiego i skupionej wokół niego „Sprawy Bożej”.
40 Mam tu na myśli prawdopodobnego twórcę pojęcia „mesjanizm” – Józefa Hoene-Wrońskiego.
41 Choć jednak wedle niedocieczonej mądrości swojej wszystko stworzył i wszystko na niebie i ziemi, jak powiada „Księga Rodzaju”, uczynił bardzo dobrym, choć niektóra podksiężycowe krainy udarował obfitością owoców, inne winnicami, inne urodzajnością jarzyn, inne płodnością zwierząt domowych, inne roślinami bujnymi, inne kosztownymi kamieńmi, inne potwornymi zwierzętami, inne barwami rozmaitymi, inne różnymi rodzajami kruszców i wonności, samą tylko Polskę, bliżej północnego bieguna przysuniętą, nie tyle klejnotami z materialnego kruszcu, ile duchową ozdobą rozmaitymi nauk odznaczyć raczył. Ciągle więc z tronu Bożego, to jest z Kościoła boje swe toczącego na ziemi, przez Akademię Krakowską wychodzą błyskawice, głosy i gromy, a wokół owego tronu dzień i noc krzyczą zwierzęta, każde po sześć skrzydeł mające. Tak oto w wielości profesorów, co boje swe toczą w Akademii Krakowskiej, rozszerzany jest Kościół, a sznury jego namiotu przedłużone zostały, sama zaś wiara katolicka, otoczona niezwyciężonym nurtem bojowników, zdolna jest mężnie stawić czoła atakującym ją wrogom.
42 Cytat z artykułu z 1986 r. pt. Piotr Skarga – świadomość posłannictwa Polski.

43 Określenie „Monarchii Prawowiernej” nadał Polsce Papież Aleksander VII.

Posted in Kościół, Patriotyzm, Prześladowanie Chrześcijan, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | 33 komentarze »

Festival Młodzieży Medjugorje 2010

Posted by Dzieckonmp w dniu 4 sierpnia 2010


Orędzie Matki Bożej przekazane Mirjanie 2 sierpnia 2010 r.

Drogie dzieci,dzisiaj wzywam was, abyście razem ze mną w waszych sercach zaczęli budować Królestwo niebieskie, abyście zapomnieli to co wasze i prowadzeni przykładem mojego Syna pomyśleli o tym co Boże. Czego On pragnie od was? Nie pozwólcie szatanowi, by wam otwierał drogi ziemskiego szczęścia, drogi na których nie ma mojego Syna. Moje dzieci, one fałszywe są i krótko trwają. Mój Syn jest. Proponuję wam wieczne szczęście i pokój, zjednoczenie z moim Synem, z Bogiem, Królestwo Boże. Dziękuję wam.

A tu pięknie z filmowane objawienie dla Mirjany  w 2002 roku.


Posted in Medziugorje, Orędzia | Otagowane: | 6 komentarzy »