Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
    7,6 lat pozostało.
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Kto się boi Królowej Polski?

Posted by Dzieckonmp w dniu 6 sierpnia 2010


Krzysztof Zagozda

Na drogach i bezdrożach Maryjnego wybraństwa

x. Ksaweremu Wilczyńskiemu
w podziękowaniu za odwagę i trud przywracania polskiej pamięci

Bydgoszcz 2010

Zamiast wstępu

Obóz-muzeum Auschwitz. Szkolna wycieczka zatrzymuje się przed jedną z cel bloku 11.
Przewodnik przez dłuższą chwilę przestępuje z nogi na nogę i uważnie przygląda się opiekunce
grupy. Wreszcie zdobywa się na odwagę i pyta: – Czy mogę opowiedzieć młodzieży historię męczeństwa
ojca Maksymiliana? To wówczas dzięki małemu bohaterstwu pracownika muzeum i nauczycielki
chemii, ja i moi koledzy mogliśmy poczuć ducha wielkiego bohaterstwa, dotknąć jednej
z najważniejszych kart historii Polski i Kościoła. Zdarzenie, które miało miejsce przed ponad trzydziestu
laty, z czasem stało się dla mnie symbolem spontanicznej walki narodu polskiego z ideologiczną
indoktrynacją uparcie rugującą z przestrzeni publicznej wszystko to, co mogłoby przypominać
Polakom o ich niespotykanym, wręcz nadzwyczajnym współistnieniu z chrześcijaństwem.
Symbolem, który niczego nie stracił ze swojej aktualności. Bo czyż tak trudno wyobrazić sobie taką
samą scenę rozgrywającą się pod oświęcimską celą w realiach dzisiejszej Rzeczypospolitej?
Zanim spróbujemy zmierzyć się ze współczesnością, poszperajmy przez kilka chwil w naszej
wspólnej przeszłości. Od razu zaznaczam, że czeka nas podróż niezwykła, otwierająca przestrzenie,
których istnienia mało kto w ogóle się domyśla. I nie będzie to standardowa powtórka
szkolnego kursu historii, lecz wyprawa odbywająca się w scenerii klasycznego thrillera, obarczona
całym inwentarzem tego gatunku, ze słowem „tajemnica” odmienianym we wszystkich możliwych
przypadkach. Nie, nie piszę tego po to, by kogokolwiek zniechęcić. Wprost przeciwnie. Marzy mi
się masowy pęd do wiedzy skutkującej wzrostem religijno-politycznej mądrości Polaków. Chcę
jednak już na starcie postawić sprawę jasno. Ta podróż wymagać będzie gotowości do radykalnej
zmiany w postrzeganiu większości codziennych wydarzeń oraz odrzucenia skostniałych schematów
myślenia, pójścia pod prąd, na przekór polukrowanym definicjom i politycznej poprawności. I teraz
to, co najważniejsze: na końcu tej wyprawy może czekać na nas towarzyski ostracyzm i ryzyko załamania
się zawodowej kariery. Krótko mówiąc, nic już odtąd nie będzie takie samo. I co, ruszamy?

Krępujące wybraństwo

No to przenieśmy się na chwilę do Krakowa. To tutaj – na rok przed wybuchem II wojny
światowej – miało miejsce wydarzenie niezwykłe. Oto nie znana dotąd zakonnica ze Zgromadzenia
Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, siostra Faustyna Kowalska, usłyszała słowa skierowane do niej
przez samego Jezusa Chrystusa: Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej,
wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne
przyjście moje(1). Ranga tych słów jest tak wielka, że do dziś zdaje się paraliżować większość potencjalnych
komentatorów. No bo w jaki inny racjonalny sposób wytłumaczyć kilka długich dekad
milczenia ze strony tych, którym z racji posiadanych predyspozycji bądź kompetencji winno szczególnie
zależeć na wzmocnieniu duchowej kondycji Polaków? Który z innych narodów obszedłby
się tak obojętnie z Bożym wyróżnieniem? Wszak Żydzi nadal odcinają kupony od dawno utraconego
wybraństwa, Niemcy z coraz mniejszą determinacją skrywają sympatię do garderoby z napisem
„Gott mit uns”, a Anglicy i dziś bez mrugnięcia okiem rozgrzeszą się z każdego świństwa popełnionego
w imieniu Commonwealth. I tylko my, Polacy, wystawiając się na gniew Boży lekkomyślnie
rezygnujemy z tego, co inni przyjęliby z pocałowaniem ręki. Na razie jednak wstrzymajmy się
z pogłębioną analizą takiego stanu rzeczy. Wrócimy do niej w stosownym momencie. Na tę chwilę
zapamiętajmy jedno: nasz kraj został warunkowo wybrany przez Niebo do zapoczątkowania trudnych
do zdefiniowania wydarzeń eschatologicznych. Warunek został postawiony jasno. Polska musi
pozostać wierna Chrystusowi! I ta właśnie obietnica przekazana nam za pośrednictwem – świętej
już dziś – Faustyny Kowalskiej, paradoksalnie stała się źródłem kłopotów naszego narodu. Te ostatnie
oczywiście nie zaczęły się w owym 1938 roku, ale znacznie, znacznie wcześniej. Czyżby ktoś
znał Boże zamiary i uparcie próbował je zawczasu storpedować?

Krzyż krzyżowi nie równy

Mało kto z nas zdaje sobie sprawę z faktu, że zdecydowana większość wojen toczonych
przez państwo polskie w przeciągu tysiąca lat swojego istnienia, to w gruncie rzeczy wojny religijne.
Tylko z pozoru dwa wieki zmagań z potęgą krzyżacką to wyłącznie konflikt ekonomiczno-terytorialny,
wykrwawiający adwersarzy przynależących do tego samego, papieskiego obozu politycznego.
Rycerze zakonni stworzyli bowiem nad Bałtykiem państwo nie mające nic wspólnego nie tylko
z szeroko rozumianą specyfiką klasztorną, ale i najbardziej nawet wykoślawioną realizacją
świeckiego ustroju chrześcijańskiego. Wpływ na to w dużej mierze miał ich wieloletni mentor
i promotor – cesarz niemiecki Fryderyk II Hohenstauffen, nie bez powodu nazwany po latach „Bestią
Apokaliptyczną” i „Prorokiem Szatana”(2). Coś prawdziwie diabelskiego kryło się pod płaszczami
cynicznie przyozdobionymi znakami męki Chrystusowej. A cóż innego, jeśli nie chęć urągania imieniu
Maryi, pchało Krzyżaków do popełniania najokrutniejszych zbrodni akurat w najważniejsze
Jej święta? Dwa razy do roku, w Święto Nawiedzenia oraz Święto Wniebowzięcia NMP, z siedzib
komturii wyruszały szczególnie niszczycielskie „krucjaty” niosące śmierć… polskim chrześcijanom.
W te dni krzyżacki szlak wyznaczały zgliszcza sprofanowanych i spalonych kościołów oraz lament
nielicznych, którym udało się przeżyć. Do obsesyjnej nienawiści do Polaków Krzyżacy przyznali
się za pośrednictwem reprezentującego ich niemieckiego dominikanina (sic!) Joannesa Falkenberga,
dowodzącego z wielką determinacją, że jest większą zasługą zabijać Polaków i ich króla niż
pogan. Tylko niebiańska siła zdolna była zmusić Zakon bluźnierczo zawłaszczający imię Najświętszej
Maryi Panny do samounicestwienia się poprzez ujawnienie swojego prawdziwie bezbożnego
oblicza, a w konsekwencji utracenia potężnego politycznego i militarnego poparcia ze strony całej –
zmanipulowanej dotąd – łacińskiej Europy. Mało tego. Nie dość, że siła ta nie pozwoliła zdławić
narodu od zarania pozostającego w wielkim nabożeństwie dla Matki Boskiej(3) i cieszącego się Jej
łaskawością(4) , to jeszcze usunęła agresora z udziału w Mistycznym Ciele Jezusa Chrystusa. Na
początku XVI wieku bowiem państwo krzyżackie sekularyzowało się, a rycerze i bracia zakonni
porzucili katolicyzm na rzecz kalwinizmu i luteranizmu. Doszło wówczas do masowego niszczenia
przez nich wszystkiego, co wiązało się z osobą Najświętszej Maryi Panny. Tylko niewielką część
przedmiotów Jej kultu udało się Polakom wykupić z rąk odszczepieńców(5).

Ziemia przez Matkę wybrana

A skoro wilkom przychodzącym w owczych skórach nie udało się odwrócić Polaków od
Najświętszej Maryi Panny, do akcji ruszyli jawni schizmatycy agresywnie głoszący – i dziś popularne
– hasła wolności człowieka i swobody religijnej. Okres tzw. reformacji to niekończące się
próby oderwania duchowieństwa i wiernych od Kościoła katolickiego, próby realizowane z wykorzystaniem
kłamstw, gróźb, przekupstw, a także fizycznej przemocy. Tej ostatniej drastycznie doświadczyły głównie miejsca święte, naznaczone szczególną obecnością Matki Bożej. Przykładów tego można mnożyć. Jedno ze świętokradczych uderzeń wymierzone zostało w Górkę Klasztorną – znaną z pierwszych na ziemiach polskich objawień Maryjnych. Skryta pod osłoną nocy husycka ręka najpierw podpaliła drewniany kościółek, w którym katolicy oddawali cześć cudownemu wizerunkowi Góreckiej Pani, a potem kamieniami zasypała źródełko z uzdrawiającą wodą. Wszystko na próżno. Te i kolejne zbrodnicze akty nie powstrzymały rozwijającego się kultu, który na przekór okolicznościom trwa do dzisiaj(6). Niezwykłe wydarzenia związane są również z wizerunkiem Najświętszej Bogurodzicy Szydłowieckiej Pani. W Szydłowie (Żmudź) w niewyjaśnionych okolicznościach spłonął kościół, w którym katolicy czcili cudowny obraz. Krótko po pożarze, zanim świątynia została splądrowana przez kalwińskich pastorów, ktoś zdołał ukryć ocalały obraz i najważniejsze dokumenty parafialne. Osiemdziesiąt lat później miejscowi pasterze usłyszeli płacz i ujrzeli
piękną kobietę. Gdy przywołali pastora, ten zapytał nieznajomą o powód płaczu. W odpowiedzi
usłyszał: Jakże mam nie płakać, kiedy na tym miejscu, gdzie niegdyś oddawano cześć memu Synowi
– teraz orze się i sieje. Zdarzenie to tylko rozśmieszyło szydłowieckich kalwinów, natomiast dla
nielicznych już katolików(7) stało się sygnałem do walki, tym bardziej, że w miejscu objawienia odkopano
ukrytą skrzynię. Znalezione w niej dokumenty przysłużyły się do odzyskania dóbr kościelnych,
a następnie do wybudowania nowego kościoła, w którym znów mogła królować Pani Szydłowiecka.

Włochy po raz pierwszy

Jednak nie wszędzie katolicy mieli tyle szczęścia(8). W całej Polsce innowiercy przejęli bądź
zburzyli 2000 kościołów. Liczba ta nie do końca oddaje skalę zagrożenia schizmą protestancką, która
ogarnęła tak dużą część elity narodu(9), że zaczęła wywierać znaczny wpływ na politykę wewnętrzną
i zewnętrzną państwa. Jej ambicje były jednak znacznie większe. Protestanci wypowiedzieli
posłuszeństwo królowi Zygmuntowi III Wazie, który wbrew ich żądaniom nie zgodził się na przepędzenie
z Polski zakonu jezuitów(10) wraz z najbardziej znienawidzonym przez nich ks. Piotrem
Skargą(11). Doszło do regularnej wojny domowej, która przeszła do historii jako „rokosz sandomierski”.
Nie sposób w tym miejscu nie przywołać niezwykłego wydarzenia. Oto w przeddzień ostatecznej
klęski wojsk koalicji antykatolickiej(12), w dalekim Rzymie – wyniesiony później przez Kościół
na ołtarze – o. Bartłomiej Salutiusz dostąpił niecodziennej łaski. Podczas sprawowania Mszy
św. otrzymał mistyczną wizję. Tuż po jej ustąpieniu zawołał: – O Polonia quantom habes Patronos!
(O Polsko, jakże wielkich masz patronów!). Po skończonej Eucharystii najpierw dopytywał się
współbraci reformatów o istnienie państwa o takiej nazwie, a potem opowiedział im o tym, co
w sposób cudowny zobaczył: W tym królestwie źli poddani podnieśli bunt przeciw dobremu królowi
swemu, dziś do bitwy przychodzi, i rzeczono mi, że wygrają, co będzie ostatnią i nieopisaną zgubą
tego państwa. A gdym na to ubolewał, w sercu widziałem aż oto Przenajświętsza Panna stanęła
przed majestatem Boskim z nieprzeliczonym gronem świętych patronów tego, który wraz z Nią, padając
na twarze prosili Pana Boga za królem i królestwem jego. Więc na ich prośby zaszedł od Boga
wyrok a zbuntowani przegrali, a król i z państwem ocalał(13). Czy mając takich protektorów
w Niebie winniśmy lękać się jakichkolwiek dziejowych przeciwności?

Ratunek w czas „potopu”

A tych w naszej historii nie brakowało. Zastanawiające, jak wiele z nich zapoczątkowanych
lub potęgowanych było wewnętrzną reakcją antykatolicką. Obywatele Rzeczypospolitej wyznań innych
niż katolickie nader często szukali wsparcia u państw ościennych. Te zdradzieckie alianse nieraz
skutkowały wydarzeniami, które wystawiały na szwank dobro Polski, a nawet zagrażały jej istnieniu.
Takąż stała się idea osadzenia protestanta na tronie polskim, zogniskowana w połowie XVII
wieku w środowisku skupionym wokół podkanclerzego koronnego Hieronima Radziejowskiego. To
między innymi jego intrygi sprowadziły na nasz kraj tzw. potop szwedzki, którego jednym z celów
było zburzenie porządku społeczno-politycznego opartego w Polsce o katolicyzm. Ale i wtedy nie
pozostaliśmy sami. Wszyscy znamy historię „zaangażowania” Matki Boskiej w obronę Jasnej Góry.
Mało kto jednak słyszał o wspomożeniu przez nią obrońców trawionego przez pożar krakowskiego
przedmieścia „Na Piasku”. Ówczesny kronikarz napisał, że w czasie szwedzkiego szturmu ukazała
się Najświętsza Maryja, królująca w tutejszym kościele karmelickim jako Matka Boża Piaskowa(14),
szerokim płaszczem, białością śniegowi podobnym, wszytką onę Piasku swojego dzierżawę pilnie
zasłoniła i aby pospolitym nie zgorzał był płomieniem, mocno zabraniała. Rok później Szwedzi
zburzyli kościół, ale obraz cudownie ocalał i został odnaleziony w gruzach. Jego kult i dziś jest żywy.
Takich „Maryjnych epizodów” podczas szwedzkiego potopu można by mnożyć.
Nowo utworzone szwedzkie rządy oparte zostały o polskich kalwinów i arian poprzez nadanie
im niezliczonych urzędów i przywilejów. Ci, czując siłę swoich protektorów, przystąpili wraz
z nimi do długo oczekiwanej krwawej rozprawy z wszystkim, co katolickie. Mordowano księży
i zakonników, z upodobaniem grabiono i profanowano kościoły. To wszystko wstrząsnęło Polakami.
Zaczęły samorzutnie powstawać ogniska militarnego oporu wobec okupantów i ich krajowych
popleczników. To, co wydarzyło się w paulińskim klasztorze na Jasnej Górze, dało nadzieję na ostateczne
zwycięstwo. Kolejna przyszła z Watykanu. Ojciec Święty wydał specjalne zezwolenie na
przeznaczenie kościelnych wotów oraz wykonanych ze złota naczyń liturgicznych do sfinansowania
kosztów wojny wyzwoleńczej. W takich okolicznościach 1 kwietnia 1656 r. we Lwowie król
Jan Kazimierz złożył Matce Bożej uroczyste ślubowanie, podczas których ogłosił Ją „Królową Korony
Polskiej” i obiecał Jej szerzenie kultu w całej Rzeczypospolitej tymi słowami: Ja Jan Kazimierz,
za zmiłowaniem Syna Twojego, Króla królów, a Pana mojego i Twoim miłosierdziem król,
do Najświętszych stóp Twoich przypadłszy, Ciebie dziś za Patronkę moją i za Królową państw moich
obieram. (…). Twej pomocy i zlitowania w tym klęsk pełnym i opłakanym Królestwa mojego
stanie przeciw nieprzyjaciołom Rzymskiego Kościoła pokornie przyzywam. (…). Obiecuję wreszcie
i ślubuję, że kiedy za przepotężnym pośrednictwem Twoim i Syna Twego wielkim zmiłowaniem , nad
wrogami, a szczególnie nad Szwedem odniosę zwycięstwo, będę się starał u Stolicy Apostolskiej,
aby na podziękowanie Tobie i Twemu Synowi dzień ten corocznie i uroczyście, i po wieczne czasy,
był święcony oraz dołożę trudu wraz z biskupami Królestwa, aby to, co przyrzekam, przez ludy moje
wypełnione zostało (wytłuszczenia – KZ)(15). Zaraz po królu ślub ten pod przewodnictwem biskupa
Andrzeja Trzebickiego w imieniu całego narodu powtórzyli senatorowie i wyżsi urzędnicy państwowi.
Potem orszak królewski przeniósł się do kościoła oo. jezuitów. Tam nuncjusz papieski ks.
Piotr Vidoni odprawił Mszę św. i wraz z wiernymi odmówił Litanię Loretańską, po raz pierwszy
włączając do niej zawołanie: „Królowo Korony Polskiej – módl się za nami”.
Odtąd śluby lwowskie stały się dziedzictwem następnych pokoleń. Jak przekonamy się za
chwilę – dziedzictwem do dziś nie zrealizowanym. Na razie pozostańmy jednak jeszcze we Lwowie.
Po kilku dniach dotarła tam wieść o wspaniałym zwycięstwie odniesionym nad Szwedami
przez wojska hetmana Stefana Czarnieckiego.(16) We wspomnienie Św. Wojciecha(17), przed obrazem
Matki Boskiej Łaskawej – u stóp której śluby składał Jan Kazimierz – wspomniany już nuncjusz
apostolski, ks. Piotr Vidoni, odprawił uroczystą Mszę św. dziękczynną. Uczestniczył w niej król,
dostojnicy królewscy i kościelni oraz rycerstwo polskie. Po jej zakończeniu na ołtarzu złożono 15
zdobycznych szwedzkich sztandarów oraz odśpiewano „Te Deum”. Wówczas to doszło do niezwykłego
wydarzenia, które ks. Otton Hołyński, dziewiętnastowieczny badacz dziejów lwowskiego wizerunku
Matki Boskiej Łaskawej, tak oto opisał: w tym czasie, kiedy hymn śpiewano, i cały kościół
grzmiał echem wydobywających się z głębi serc wszystkich dziękczynnych głosów, zdarzył się nadzwyczajny
wypadek znamionujący niejako przepowiednie przyszłości Polski: jedna świeca po prawej
stronie sama przez się zgasła (wszyscy to zaraz spostrzegli i postrach wszystkich ogarnął), gdy
jednak do owych słów doszło „Te ergo quaesumus” (Ciebie tedy prosimy) sama się zapaliła i już do
końca nabożeństwa jaśniej nad inne świeciła(18). Wszyscy modlący się w kościele jednoznacznie odczytali
ten znak: Polska zgaśnie niczym świeca, by potem zajaśnieć w blasku potęgi. To pierwsze
już się spełniło. Drugie – zbliża się do nas wielkimi krokami…

Śluby… i co dalej?

I tak niezauważalnie, urządzając sobie przebieżkę po naszej historii, doszliśmy do sedna
sprawy: oto legalnie wybrany, dysponujący pełnią politycznej władzy przywódca państwa polskiego
(a takim był przecież król Jan Kazimierz) oraz wysocy rangą przedstawiciele narodu i Kościoła
ogłosili Matkę Boską Królową Korony Polskiej. Ten bezprecedensowy akt polityczny nigdy nie został
unieważniony, a zatem nawet w świetle prawa nadal obowiązuje! I to, co najważniejsze: nikt
z nas, polskich katolików, nie zdjął obowiązku wywiązania się z obietnic złożonych przez naszych
przodków.
Aby zrozumieć wagę i dziejowe konsekwencje lwowskich ślubowań, prześledźmy niezwykle
barwne i pełne zagadek wydarzenia, które do nich doprowadziły. Ten etap naszej wyprawy rozpocznijmy
od roku 1568. Wówczas to w Rzymie odszedł do wieczności polski jezuita Stanisław
Kostka(19), znany ze szczególnego nabożeństwa do Matki Bożej. Tuż przed śmiercią wyszeptał,
że widzi Najświętszą Dziewicę przychodzącą po jego duszę wraz z orszakiem mieszkańców Nieba.
A że działo się to 15 sierpnia, słusznie zostało powszechnie odebrane za potwierdzenie świętości
młodego Polaka. Równo 40 lat później włoski współbrat zakonny Kostki i jego przyjaciel – o. Juliusz
Mancinelli, modląc się o łaskę nazywania Maryi jakimś nowym tytułem, otrzymał w Neapolu
cudowną wizję. Zobaczył okolonego aureolą Stanisława Kostkę klęczącego przed Wniebowziętą
trzymającą na ręku Dzieciątko Jezus. Po chwili usłyszał Jej głos: – A dlaczego nie nazywasz mnie
Królową Polski? Ja to królestwo mocno kocham i wielkie rzeczy wobec niego zamierzam, ponieważ
szczególną miłością do mnie pałają jego synowie… Jakąż inną decyzję niż podróż do Polski mógł
zadaną rękami kozackich siepaczy. Niebo wynagrodziło mu to wyniesieniem na ołtarze i cudownym zachowaniem jego ciała, które do dziś nie ulega rozkładowi.
wtedy podjąć siedemdziesięcioletni o. Mancinelli? Mimo wielkich trudności dopiął swego i 8 maja
1610 r. dzięki wstawiennictwu ks. Piotra Skargi(20) został uroczyście powitany na Wawelu przez króla
Zygmunta III Wazę. W tym też dniu odprawił w wawelskiej katedrze uroczystą Mszę świętą.
Podczas odmawiania „memento za żywych” ponownie dostąpił łaski cudownej wizji, bliźniaczo
podobnej do poprzedniej. Różnica była jedna, ale za to bardzo zasadnicza. Matka Boska
powiedziała wprost: Jestem Królową Polski. Po raz trzeci to samo widzenie włoski jezuita miał 15
VIII 1617 w Neapolu. Wówczas usłyszał: Tu jednak, na ziemi, nazywaj mnie zawsze Królową
Polski (…). Ujrzysz mnie za rok w chwale Niebios. Tak też się stało. O. Juliusz Mancinelli zmarł
w opinii świętości późnym wieczorem 14 VIII 1618 roku(21).
Próżno by się zastanawiać, dlaczego niebiańska zachęta do „ziemskiego” nadania Matce
Boskiej tytułu Królowej Polski przyszła do nas za pośrednictwem włoskim. Najważniejsze jest to,
że okazała się na tyle skuteczna, iż wkrótce zaowocowała przypomnianymi już sobie przez nas ślubami
lwowskimi. Powróćmy jednak do logiki następujących po sobie wydarzeń. Oto dla uczczenia
dziesiątej rocznicy śmierci o. Mancinelliego (1628 r.) mieszczanie krakowscy ufundowali koronę
zdobiącą iglicę Kościoła Mariackiego (ta, którą oglądamy tam dzisiaj, została umieszczona w 10-
lecie lwowskich ślubów Jana Kazimierza). Natomiast w Wilnie w 1635 r. wydana została (a po kilkunastu
latach wznowiona w Krakowie) niezwykła publikacja kanclerza litewskiego Albrechta Stanisława
Radziwiłła pt. Discurs nabożny z kilku słów wzięty o Wysławieniu Najświetszej Panny Bogarodzicy
Marii, która szeroko – jak na tamte czasy – rozpowszechniła wiedzę o przeżyciach
o. Mancinelliego. Autor książki z racji piastowania wysokich funkcji państwowych miał możliwość
osobistego poznania włoskiego jezuity i bezpośredniego wysłuchania jego relacji z objawień: Był
zakonnik świątobliwy któregom ja znał Societatis IESU w neapolim mieście Włoskim, imieniem Julius
Mancinelli ten tak się podnosił w bogomyślnosci, y w dziwnych rozmyślaniach, osobliwie tu najświetszey
Pannie, że też często z nią rozmawiał, y cieszył oczy swoje widzeniem jakie na tym placu
niedoskonałości być mogło. Raz rozpalony będąc miłością duchowną, i chcąc ją nazwiskiem do serca
jej przypadającym nazwać, pytał, jakimby tytułem poćcić mogł, otrzymał respons od MARIEY,
zow mie Krolową Polską(22).
Nic dziwnego, że wieść o nadzwyczajnym życzeniu Matki Boskiej złożonym na ręce o. Mancinelliego
lotem błyskawicy obiegła całą Europę i co ważne – spotkała się z zainteresowaniem
oraz akceptacją Stolicy Apostolskiej. Najlepszym dowodem na to jest wystosowany na początku
1656 roku list papieża Aleksandra VII do króla Jana Kazimierza. Ojciec Święty miał gotową receptę
na panoszącą się po Polsce szwedzko-protestancką chorobę. Radził naszemu monarsze: Maryja
was wyratuje, toć to Polski Pani. Jej się poświęćcie, Jej oficjalnie ofiarujcie, Ją Królową ogłoście,
przecież sama tego chciała. I tak też się stało: najpierw śluby we Lwowie, potem tryumf pod Warką,
dziękczynna Msza święta… A dalej? No właśnie. Krótką okazała się ta nasza wdzięczność Matce
Bożej. Złożone obietnice odeszły w niepamięć. Najpierw zaowocowało to stopniowym upadkiem obyczajów, rozluźnieniem moralnym i ochłodzeniem gorliwości religijnej Polaków, a chwilę
później utratą tego, co dla każdego narodu jest najcenniejsze: wolności. Tak rozpoczął się nowy,
długi etap królowania Najświętszej Maryi Panny wśród zniewolonego ludu. Jej korona pozostała
jedynym atrybutem legalnej władzy na terenie wszystkich trzech zaborów! I jeszcze jeden fakt,
szczególnie bolesny. Dopiero tuż po ślubach lwowskich, złożonych 1 kwietnia, zaczęto upowszechniać
w Polsce tzw. prima aprilis, znany w Europie już od VII w. jako „Dzień Głupców”. Komuś
musiało bardzo zależeć na ośmieszeniu tak brzemiennego w skutkach wydarzenia i sprowadzeniu
jego znaczenia do poziomu najzwyklejszej błazenady.

Ora pro nobis

A jakie to było Matczyne panowanie podczas nocy zaborów? Z pewnością obfitujące
w znaki stałej obecności i orędownictwa naszej Królowej. Przekonajmy się o tym zresztą sami. Zaczęło
się od niezwykłego zdarzenia, które miało miejsce we franciszkańskim klasztorze w Osiecznej
w przeddzień podpisania aktu II rozbioru Polski. Oto podczas wieczornego odmawiania Litanii
Loretańskiej, gdy modlący się doszli do zawołania Królowo Korony Polskiej – módl się za nami(23),
z wielkim hukiem opadła zasłona cudownego obrazu Bolesnej Madonny. Dla zgromadzonych
w kościele zakonników i parafian znak ten był nader czytelny: tuż za upadkiem państwa szło bezkompromisowe prześladowanie Kościoła. Przy euforii mniejszości religijnych zamieszkujących
ziemie I Rzeczypospolitej świątynie katolickie przekształcano w prawosławne cerkwie lub protestanckie
zbory. Wiele innych zburzono albo przeznaczono do pełnienia innych funkcji (np. miejskich
łaźni i magazynów wojskowych). Skonfiskowano dobra kościelne, zamknięto klasztory i zlikwidowano
zgromadzenia zakonne (np. tzw. białych marianów, którym nie dane było już nigdy się odrodzić).
Zaangażowanie duchownych w sprawy narodowowyzwoleńcze stało się dla zaborców doskonałym
pretekstem do ich spacyfikowania. Setki księży i zakonników poległy w kolejnych samobójczych
powstaniach, inni trafili do więzień i odległych miejsc zsyłek. Ci, którym udało się przetrwać,
szukali możliwości dalszej pracy dla dobra ojczyzny. Jakże często wpadali wówczas w sidła
tajnych organizacji polityczno-religijnych kierowanych przez międzynarodowe wolnomularstwo.
Niezauważenie nasiąkali w nich nowymi, w gruncie rzeczy antykatolickimi ideami filozoficznymi,
automatycznie popadając w ekskomunikę(24). Duch narodu zachwiał się, stawiając pod wielkim znakiem
zapytania jego powołanie do wielkich czynów.

Pani z białym orłem

I znów okazało się, że w najtrudniejszych momentach dziejowych możemy liczyć na swoją
Królową. Nowy, niezwykle zagadkowy wątek naszych dociekań rozpocznijmy od 1813 roku, kiedy
to wojska napoleońskie wraz z walczącymi u ich boku Polakami poniosły srogą klęskę pod Lipskiem.
Na polu bitwy pozostał ciężko ranny Tomasz Kłossowski, kowal z okolic Lichenia. Gdy
umierając modlił się o pomoc do Najświętszej Maryi Panny, nagle ujrzał Ją idącą przez pobojowisko.
Na głowie miała królewską koronę, a do piersi tuliła białego orła. Pochyliła się nad rannym
i obiecała ratunek, polecając mu jednocześnie, by odnalazł podobny do niej wizerunek i umieścił go
w swoich rodzinnych stronach. Kłossowski przeżył dzięki troskliwości dobrych ludzi, a przez kolejnych
dwadzieścia parę lat poszukiwał odpowiedniego obrazu. Kiedy znalazł go w okolicach Częstochowy,
najpierw powiesił w swoim domu, a potem w lesie w podlicheńskim Grąblinie. To właśnie
tam po kilku latach doszło do znanych objawień Matki Boskiej (patrz przypis 1.), w konsekwencji
których w Licheniu powstało jedno z największych w naszym kraju sanktuariów maryjnych. Dla
naszych dociekań ważne jest to, że Najświętsza Maryja Panna nie tylko objawiła się z białym orłem, ale i nakazała uwielbianie Jej w takim właśnie wizerunku. A skąd takowy wziął się na ziemi
małopolskiej? Tego nie dowiemy się zapewne nigdy. Nie jest jednak tajemnicą, że równolegle z objawieniami
o. Mancinelliego, a zatem od początków XVII w., rozpoczął się w Polsce kult obrazów
Matki Boskiej z białym orłem na piersiach.

Obfitość wizerunków

Wiemy o istnieniu kilkunastu, którym dane było przetrwać do dnia dzisiejszego. Najbardziej
znanym jest ten czczony w licheńskiej bazylice, lecz mało kto wie, że w tamtejszym klasztorze,
w prywatnej celi jednego z zakonników, znajduje się jeszcze starszy egzemplarz. Kolejne można
podziwiać w m.in. w Koszutach Małych, Łęgowie, Obrzycku, Grodzisku Wielkopolskim, Wieluniu,
Rokitnie oraz niemieckim dziś – St. Marienstern (koło Budziszyna). Można domniemywać, że jeden
z pierwszych takich „patriotycznych” wizerunków Matki Boskiej królował w opactwie cysterskim
w Bledzewie, skąd w niezrozumiałych okolicznościach przeniesiono go w 1699 r. do znacznie
mniej dystyngowanego wówczas Rokitna. Nie wiemy, kto i dlaczego podjął taką kontrowersyjną
decyzję. Nie wiemy też, czy całkowite zrównanie z ziemią bledzewskiego potężnego opactwa
przez pruskich zaborców(25) w połowie XIX w. było dla niego swoistą karą za zapoczątkowanie kultu
tych tak charakterystycznych obrazów Królowej Polski (powszechnie przyjętą przez Niemców praktyką
było wykorzystywanie dla własnych potrzeb istniejących już budynków, a nie ich wyburzanie)?
Takich pytań bez odpowiedzi możemy postawić znacznie więcej. Czy niewytłumaczalne
z wojskowego punktu widzenia bombardowanie Wielunia w 1939 roku mogło mieć związek
z faktem „skrytego” przechowywania na tamtejszej plebanii jednego z omawianych obrazów?
A niespotykanie zaciekła niemiecka obrona obrona Rokitna, która uniemożliwiła powstańcom wielkopolskim
zdobycie tej miejscowości i przywrócenie swobodnego kultu Matki Boskiej z białym
orłem na piersiach? Czy i w tym przypadku mamy do czynienia z przyczynami wymykającymi się
tzw. obiektywnemu poznaniu? Jakby tego wszystkiego było mało, po 1945 roku wokół Rokitna narosły
nowe zagadki, tym razem związane z ks. kard. Augustem Hlondem, Prymasem Polski.

Rokitno na cenzurowanym

Pamiętacie tzw. proroctwa ks. Prymasa Hlonda? Co prawda funkcjonują one w nieoficjalnym
obiegu i trudno ręczyć o ich prawdziwości, to jednak zaryzykuję przypomnienie ich w największym
skrócie: Polska jest narodem wybranym przez Najświętszą Maryję Pannę, zawsze pozostanie
Jej wierna, stanie na czele „Maryjnego zjednoczenia narodów”, które przygotuje świat do
przyjęcia królowania Jezusa Chrystusa. Prawda, że słów takich nie sposób usłyszeć z ust współczesnych
hierarchów Kościoła? A za nimi poszły jeszcze czyny! Dekretem datowanym 19 marca
1947 roku Prymas ogłosił Matkę Boską czczoną w Rokitnie Królową Polski i Ziem Zachodnich.
Był to pierwszy i zarazem jedyny jak dotąd przypadek oficjalnego nadania takiego tytułu cudownemu
wizerunkowi Maryi. Później dokonano urzędowej zmiany zawezwania kościoła parafialnego
(pełniącego funkcję sanktuarium) na: NMP Królowej Polski. Komuś to bardzo przeszkadzało. Po
zagadkowej śmierci ks. Prymasa Hlonda(26) Rokitno popadło w trudną do zrozumienia niełaskę kościelnych
decydentów, a miejscowemu proboszczowi nakazano nawet zwrócenie nowo wyrobionych
parafialnych pieczątek. Dziś sanktuarium nosi zawezwanie Matki Boskiej Cierpliwie Słuchającej,
a kościół – Matki Boskiej Rokitniańskiej. Po tytule Królowej Polski nie ma już śladu!

Kto się boi Pani ze Lwowa?

Pozostał za to ślad po lwowskim obrazie Matki Boskiej Łaskawej, tym samym, u stóp którego
śluby w imieniu polskiego narodu składał król Jan Kazimierz. No, trochę przesadziłem – pozostał
nie tylko ślad, ale wręcz cały obraz. Problem w tym, że praktycznie nie ma to istotnego znaczenia
dla wiernych! Lecz po kolei. Gdy faktem stała się granica na Bugu, ten historyczny wizerunek
Bogarodzicy wywieziony ze Lwowa długo tułał się po prywatnych kaplicach polskich biskupów, by
wreszcie w 1974 r. trafić do głównego ołtarza lwowskiej konkatedry w Lubaczowie. Niedługo jednak
odbierał tam publiczny kult. Gdy w czerwcu 1983 r. obraz wyjeżdżał na Jasną Górę w celu ukoronowania
go przez pielgrzymującego po Polsce Jana Pawła II, nikt z lubaczowskich parafian nie
podejrzewał, że jest to tak naprawdę jego nie czasowe, ale ostateczne pożegnanie. Natychmiast bowiem
po uroczystej koronacji obraz Matki Boskiej Łaskawej przewieziono do Krakowa, do skarbca
katedry wawelskiej, w którym – mimo upływu ponad ćwierćwiecza – pozostaje do dziś. Konia
z rzędem temu, kto potrafi wskazać choć jedną obiektywną przesłankę tłumaczącą tę okoliczność.
Powiem więcej: chętnie zapoznałbym się i z tymi nieobiektywnymi. Z każdą mającą choćby pozory
prawdopodobieństwa… Od razu lojalnie ostrzegam: jeśli nie uda nam się znaleźć takiej przesłanki,
to staniemy przed równie trudnym zadaniem prawidłowego zdefiniowania procederu, który uniemożliwia
rozwój żywego od kilku stuleci kultu cudownego wizerunku Matki Boskiej Łaskawej,
uczestnika niezwykle ważnych wydarzeń historycznych. A może za wskazówkę posłuży nam przypadek
obrazu Matki Boskiej Zwycięskiej z Brdowa, koronowanego wraz z tym lwowskim, a szczęśliwie
ocalałego z zagadkowego pożaru, który parę miesięcy później strawił tamtejsze sanktuarium(27)?

„Ty w Gietrzwałdzie po polsku mówiłaś…”

W dziejach związku narodu polskiego ze swoją Królową zagadka goni zagadkę. Na kolejną
natrafiamy w Gietrzwałdzie, gdzie doszło do jedynych uznanych przez Kościół objawień Maryjnych
w Polsce. Wydawać by się mogło, że miejsce to winno dorównywać popularnością Fatimie,
Lourdes, La Salette, czy choćby belgijskiemu Banneux. Nic z tych rzeczy. Sam byłem niedawno
świadkiem całkowitej dezorientacji jednego z rodzimych działaczy katolickich, notabene starającego
się w tym roku o urząd Prezydenta RP, wywołanej słowem: „Gietrzwałd”. Bolesne to, lecz prawdziwe.
Nie ma co owijać w bawełnę: bismarckowska cenzura(28) zbiera do dziś swoje obfite żniwo.
Czy jednak tylko bismarckowska?
Nie miejsce tu na szczegółową relację wydarzeń z 1877 roku. Wystarczy zauważyć, że
z główną ideą naszych dociekań koresponduje kilka faktów. Ujmę je krótko: podczas swoich objawień
na ziemi warmińskiej Matka Boska po polsku wyrażała swoją troskę o nas, Polaków. I jeszcze
jedno, równie ważne. Kilkakrotnie czyniła to zasiadając na tronie wśród aniołów trzymających koronę
nad Jej głową. Tak się składa akurat ta ostatnia okoliczność dziwnie regularnie jest pomijana
przez nielicznych współczesnych komentatorów gietrzwałdzkich wydarzeń. Dlaczego? Może dlatego,
że tron, korona i język polski mogą kojarzyć się z… Królową Korony Polskiej? A tytuł ten i jego konsekwencje dla dziejów państwa i narodu polskiego, jak już zdążyliśmy się przekonać, u wielu wzbudzały i nadal wzbudzają negatywne emocje. A o tym, że są to osoby bardzo wpływowe, najlepiej świadczy znikoma ilość pielgrzymek organizowanych do Gietrzwałdu(29).

Kto odrąbał ręce Matce Bożej Łaskawej?

A nienawiść do Niepokalanej przyjmuje dziś coraz brutalniejszą egzemplifikację. Kto nie
wierzy, niech uda się na warszawskie Stare Miasto i wstąpi do kościoła pod wezwaniem Matki Boskiej
Łaskawej, a dokładniej – niech zatrzyma się przed wiodącymi do niej tzw. „anielskimi drzwiami”.
Lojalnie ostrzegam wiernych z nadciśnieniem lub chorobami serca: widok będzie ekstremalny.
Oto w erotycznym pląsie z drzwi wyłania się pozbawiona rąk i nóg postać… Maryi Dziewicy. Konia
z rzędem temu, kto teologicznie uzasadni tę niedwuznaczną pozę, bo reszta jest aż nadto czytelna:
skoro Niewiasta pozbawiona jest nóg, to w żaden sposób nie zdepcze głowy węża i nie odniesie zapowiadanego
w Piśmie Świętym zwycięstwa nad Szatanem. A brak rąk?
Aby i tę zagadkę rozwikłać, musimy przypomnieć sobie, czyj to wizerunek króluje w głównym
ołtarzu rzeczonego kościoła. Obraz Matki Boskiej Łaskawej(30), bo o nim tu mowa, został przywieziony
do Warszawy w 1651 r. przez nuncjusza apostolskiego arcybiskupa Jana de Torrez wraz
z błogosławieństwem Ojca Świętego Innocentego X dla króla Jana Kazimierza, który szykował się
właśnie do wyprawy przeciw sojuszowi kozacko-tatarskiemu, zajadłemu wrogowi Kościoła i Polski.
Przedstawiona na obrazie Maryja trzyma w obu rękach pęki połamanych strzał, biorąc w ten
sposób pod swoją ochronę wszystkich do Niej się uciekających. Rozwój wypadków szybko potwierdził
prawdziwość idei malowidła: wspaniałe zwycięstwo pod Beresteczkiem(31) zapisało się
złotymi zgłoskami w historii polskiego oręża. Kilkanaście lat później oddanie się Warszawian pod
opiekę Matki Boskiej Łaskawej czczonej w cudownym obrazie położyło kres epidemii dziesiątkującej
mieszkańców stolicy, a o „Cudzie nad Wisłą” 1920 r. słyszeli dziś już chyba wszyscy. I tu dochodzimy
do sedna sprawy. Pozbawiona rąk postać Maryi z „drzwi anielskich” wysyła nieprawdziwy,
ale zarazem bardzo sugestywny komunikat do wszystkich przybywających do świątyni: jestem
bezradna wobec waszych problemów, porzućcie więc wszelką nadzieję wy, którzy szukacie u mnie
ratunku! Ile jeszcze wytrzymają skołatane serca czcicieli Niepokalanej?

Kto i po co leje wodę?

A to jeszcze nie wszystko. Uroczyste poświęcenie interesujących nas drzwi z kościoła oo.
jezuitów miało miejsce 12 września 2009 r., a więc w przypadające w tym dniu Święto Najświętszego
Imienia Maryi! Przypadek? A może zadziałała tu ta sama metoda urągania Maryi, którą przed
wiekami stosowali Krzyżacy? Jest to tym bardziej prawdopodobne, że dokładnie w tym samym
dniu, na przekór licznym protestom ze strony wiernych, w miejscowości Radziechowy(32) poświęcono
tzw. „Golgotę Beskidów”(33) – przykościelną drogę krzyżową naszpikowaną mnóstwem symboli
antychrześcijańskich o proweniencji masońskiej i okultystycznej. Przykłady? Proszę bardzo.
Skoro szczególnie interesuje nas tematyka Maryjna, kilka słów o wielowątkowo zrealizowanej
Stacji IV. Cóż w niej nas zaskakuje? Chciałoby się rzec: wszystko. Zasygnalizuję tylko koszmarną
scenę zwiastowania, podczas której anioł (?) zaopatrzony w gadzie (!), agresywnie sterczące
skrzydła, nerwowo wskazuje palcem na wystraszoną kobietę rozlewającą w tej samej chwili zawartość
niesionego dzbana. Jakże różne jest to wyobrażenie zwiastowania od tego, które znamy z klasycznej
ikonografii sakralnej, gdzie Archanioł Gabriel z wielkim nabożeństwem przyklęka przed
Niewiastą spolegliwie przyjmującą Boży wyrok. Jak zatem rozumieć to, czym poraża nas „Golgota
Beskidów”(34)? Kluczem może okazać się rozlana woda, symbolizująca zaistnienie szkody niemożliwej
do naprawienia. Zacytujmy Pismo Św.: Wszyscy bowiem umrzemy z pewnością, i [jesteśmy] jak
woda rozlana po ziemi, której już zebrać niepodobna, Bóg jednak nie zabiera życia w ten sposób(35).
Czyż beskidzka wizualizacja nie sugeruje nam rzekomej grzeszności Maryi, do której z misją „ostatniej
szansy” przybywa posłaniec?
Wpisuje się w to jeszcze jedna, niezwykle istotna, grubymi nićmi szyta mistyfikacja. Otóż
Kościół katolicki przyjął do tej pory cztery dogmaty Maryjne. Daty ogłoszenia trzech z nich zostały
upamiętnione na interesującej nas IV stacji drogi krzyżowej. Czwartej daty zabrakło. Której? Tej
symbolizującej dogmat O Maryi Zawsze Dziewicy! Zamiast niej pod sceną quasi-zwiastowania pojawiła
się ni stąd ni zowąd data 955 (36), data wyboru Papieża Jana XII, znanego z wyjątkowego upodobania
do wszelkich form rozpusty seksualnej. Czy trzeba jeszcze bardziej czytelnej aluzji do tak
czczonej przez nas, katolików, niczym niezmąconej czystości Niepokalanej?
I na koniec tego wątku jeszcze jedna, nie mniej frapująca obserwacja. W innym miejscu tej
samej stacji drogi krzyżowej widzimy Matkę Boską stojącą na kuli ziemskiej. Nie byłoby w tym nic
dziwnego, gdyby nie fakt, że świat triumfalnie opleciony jest przez węża. A przecież ten winien
kończyć swój marny los pod stopami Maryi.
Paradoksalnie cześć i honor Matki Boskiej zagrożone są w obszarze, który przez wieki służył
ich uwzniośleniu – sztuce sakralnej! Tak, tej, z którą na co dzień obcujemy w naszych świątyniach
i innych miejscach kultu. Mimo dość rygorystycznych przepisów kościelnych, wierni coraz
częściej narażeni są na kontakt z artystycznymi realizacjami nie sprzyjającymi modlitewnej kontemplacji,
a nawet próbującymi świadomie sprowadzić ją na duchowe manowce(37).

„Kulturalny” lewy sierpowy

– Więc co robić? – z szaleństwem w oczach zapytają co bardziej wrażliwi czytelnicy. Ta desperacja
staje się tym większa, gdyż nie wszystkie współczesne ataki wymierzone w Najświętszą
Maryję Pannę są takie „subtelne”. W awangardzie najbardziej agresywnego frontu walki znalazła
się dziś kultura, a dokładniej mówiąc – wszystko to, co za takową dziś uchodzi. I co w tym najistotniejsze:
my, katolicy, rzeczywiście czujemy się wobec tej agresji coraz bardziej bezradni. Przywołajmy
choćby zeszłoroczny warszawski koncert skandalizującej piosenkarki Madonny. Oddolny
protest przeciw jego terminowi (15 sierpnia – Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny,
godz. 21.00. – rozpoczynanie Apelu Jasnogórskiego) nie spotkał się ze wsparciem nie tylko władz
państwowych i miasta stołecznego, ale i oficjalnych agend kościelnych. Bierna postawa milionów
polskich katolików oznaczała de facto przyzwolenie na małpowanie naszego kultu maryjnego, na
sponiewieranie Królowej Polski.
A zakusów na to jest coraz więcej. Oto na scenie bydgoskiego teatru wystawiana jest sztuka,
podczas której dochodzi do „striptizu Matki Boskiej Fatimskiej” i wulgarnego roztrząsania szczegółów
„intymnego pożycia” Świętej Rodziny. Wszystko to rozgrywa się z pieśnią Chwalcie łąki umajone
w tle. Bulwersujące? Nie dla wszystkich. Odpowiedzialny za ten sceniczny skandal dyrektor
teatru otrzymał… prestiżowy laur przyznawany za wybitne osiągnięcia artystyczne. Smaczkiem
w tym wszystkim jest fakt zasiadania w kapitule nagrody dwóch prominentnych bydgoskich kapłanów
i musi zastanawiać brak publicznego zdystansowania się przez nich od decyzji kapituły(38).
Zabrakło odwagi czy poczucia odpowiedzialności? A może raczej czegoś znacznie ważniejszego…
Teraz z pozoru już nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy z ręką na sercu mogli włączyć syrenę
alarmową i głośno wołać o pomoc. Sęk w tym, iż nie mamy najmniejszej pewności, że mężczyzna
w czerwonym czepku z napisem „Ratownik” jest tym, za kogo się podaje. Znacznie łatwiej bowiem
znieść cios zadany w zęby przez jawnego przeciwnika, niż uderzenie w plecy wymierzone ręką
własnego ochroniarza.

Maryja na cenzurowanym

Czy jest szansa na to, byśmy szybko otrząsnęli się z tego nokautującego ciosu? Jak na razie
jednak trudno tu o optymizm. Co rusz bowiem przekonujemy się o prawdziwości twierdzenia, że
wśród polskich katolików pogłębia się „Maryjna zima”. Pośród ekumenicznego zaczadzenia zaczyna
brakować miejsca dla Matki Boskiej. Przesadzam? Absolutnie nie. Przypomnijmy sobie choćby
niedawne rocznicowe uroczystości katyńskie oraz te żałobne, sprawowane bezpośrednio po katastrofie
smoleńskiej. Nad grobami polskich żołnierzy nikt nie zawezwał imienia ich Hetmanki, nikt
nie zwrócił się do Wniebowziętej Królowej z prośbą o Jej orędownictwo u Boga za pomordowanymi.
Skąd to zaniechanie? W dużej mierze zapewne z przeświadczenia, że byłaby to wielka niezręczność
wobec obecnych w Katyniu przedstawicieli religii heretyckich i schizmatyckich. Wszak na
takich samych prawach co ksiądz katolicki modły swoje odprawiali tam: imam, rabin, pastor i pop!
Ale czy tylko o tę „niezręczność” chodziło? Czyż jednym z celów tego coraz bardziej natarczywego
synkretyzmu promowanego na oficjalnych uroczystościach religijnych i państwowych, nie jest takie
przedefiniowanie polskiego katolicyzmu, by raz na zawsze utracił on swoje silne Maryjne zabarwienie?
A jeśli tak właśnie jest, to komu i dlaczego na tym zależy?
Z teologicznego punktu widzenia odpowiedź jest oczywista: skoro ostateczne zwycięstwo
nad Szatanem będzie dziełem Niepokalanej, to właśnie on jawi się jako Jej największy przeciwnik.
Stara się opóźnić Jej triumf, by jak najwięcej dusz ludzkich zwieść ku wiecznemu potępieniu. Toczy
przy tym wojnę z Kościołem ziemskim, z wszystkimi, którzy przynależą do Owczarni Jezusa
Chrystusa. Ale dlaczego to Polska i Polacy mieliby być szczególnym celem jego ataków? No to oddajmy
głos Hansowi Frankowi, krwawemu niemieckiemu Gauleiterowi Krakowa. Ten nieprzejednany
wróg naszego narodu w chwilach szczerości zwykł mawiać, że prawdziwą Rzeczpospolitą
Polską jest religia katolicka. I już widzę, jak wielu rosną oczy ze strachu. Trudno, stało się. Nieopatrznie
wkroczyliśmy na obszar podwyższonego ryzyka, naszpikowany tablicami ostrzegawczymi:
STREFA ZAMKNIĘTA, PRZEBYWANIE GROZI ŚMIERCIĄ, DOKUMENTY OKAZYWAĆ
BEZ WEZWANIA. Obszar, którego próżno szukać na jakichkolwiek mapach. Nikt o nim głośno nie
mówi, a wielu nawet pomyśleć się boi. Ale raz kozie śmierć! Krzyknę i niech się dzieje, co chce:
ME-SJA-NIZM.

Kogo i do czego Bóg powołuje?

Prawdę mówiąc nie lubię słowa „mesjanizm”. Zbyt silnie kojarzy mi się z dywersją XIXwiecznej
carskiej „Ochrany”(39) i nadbudową żywcem wziętą z żydowskiej kabały(40). Z daleka trzymam
się też od kultu karkołomnego męczeństwa i idei „Chrystusa Narodów”. Znacznie bliższe mi
jest sformułowanie proponowane – co prawda w odniesieniu do Żydów – przez ks. prof. Waldemara
Chrostowskiego: „naród Bożego wybrania”. Najbliżej mi jednak do słowa: „misjonizm”. Bo czyż
nie pasuje ono wręcz idealnie do charakteru posłannictwa przekazanego Polakom choćby za pośrednictwem
św. Faustyny?
Niemożliwe wydaje się dziś wskazanie palcem tego momentu, kiedy w polskiej mentalności
zakiełkowało poczucie Bożego wybrania rozumianego jako obowiązek wypełnienia określonej misji.
Pojawia się ono już w 1400 r. u rektora Akademii Krakowskiej ks. Stanisława ze Skarbimierza(41),
a później m.in. u ks. Piotra Skargi, Wespazjana Kochowskiego, w anonimowym często piśmiennictwie
Konfederacji Barskiej, u założycieli zgromadzenia zmartwychwstańców… Poczucie to, wzmacniane
namacalnymi znamionami szczególnej Bożej i Maryjnej opieki, stało się wręcz znakiem rozpoznawczym
polskiej duchowości. Tak bardzo w nas wrosło, że aż… wywołało trwającą do dziś histeryczną
wręcz reakcję różnobarwnych ujadaczy. – No cóż – można by powiedzieć – gdzie drwa rąbią,
tam wióry lecą. Problem w tym, że często rąbią po… głowach.

Bóg na pierwszym miejscu

Najbardziej obezwładniającym argumentem zdaje się być ten mówiący o antychrześcijańskiej
naturze wszelkich mesjanizmów, doszukujący się ich źródeł w narodowych bądź klasowych
egoizmach. Rzecz szczególna: spod tej reguły powszechnie i lekką ręką wyjmuje się – wynaturzony
od dwu tysiącleci – mesjanizm żydowski, podręcznikowo realizujący wywyższanie własnego narodu
i pogardę wobec innych. A jak z Polakami jest naprawdę? Oddajmy głos ks. Janowi Tyrawie:
Mesjanizm polski, w przeciwieństwie do innych mesjanizmów narodowych, ma jednocześnie swoją
specyficzną cechę, która go wyróżnia. Jest to przede wszystkim taki mesjanizm, który na zewnątrz,
w stosunku do innych narodów uznaje jedynie i wyłącznie misję narodu polskiego jako swoistej osoby
moralnej(42). Nie znajdziemy w nim więc żadnych – ukrytych nawet – partykularnych interesów
czy interesików. Nasza historia zaświadcza o tym bez dwóch zdań. Polski mesjanizm nie rehabilituje
obłudnie obcej krwi na rękach, ale wzywa wszystkich ludzi do moralnego doskonalenia i afirmuje
realną, stałą obecność Boga kierującego światem. Nawet współczesny polski nacjonalizm tak
bardzo chce różnić się od innych nacjonalizmów, że jak ognia unika takiego określenia w stosunku
do samego siebie, mieniąc się „ruchem narodowym” (choć to przecież prosta kalka językowa). Staje
się to zrozumiałe w kontekście przesiąknięcia swoim sztandarowym zawołaniem: Bóg – Honor –
Ojczyzna.
A w jaki sposób Bóg kieruje światem? Ano czyni to m.in. poprzez zapodanie prawd objawionych, przykład życia Swojego Syna i Jego Matki, głos sumienia darowany każdemu z nas, a czasem i nadprzyrodzone interwencje. Na różne sposoby wskazuje ludziom i całym narodom najwłaściwsze
drogi postępowania. Szanując naszą wolną wolę zachęca do wzmacniania Kościoła na
ziemi, stawiając przed nami bogactwo różnorakich powołań i misji. Przy dokonaniu niewielkiego
uproszczenia możemy pokusić się o stwierdzenie, że to narody są nośnikami procesów o charakterze
globalnym. Dlaczegóż by więc jedno z tych Bożych wskazań, choćby i to najważniejsze, nie
miałoby dotyczyć nas, Polaków?
Wielu zaśmieje się, inni wrzasną: „– Kłamstwo, brednie, prowokacja!” I na tym prawie kończy
się ich pole do popisu. Prawie, bo coraz częściej posuwają się do rzeczy najpaskudniejszej: zohydzają
wszystko, co polskie. Pisarze, filmowcy, historycy, dziennikarze, nauczyciele, kabareciarze,
politycy… Nie sposób wymienić wszystkich „obsikiwaczy” naszych dziejów, kultury, obyczajów
i wiary. Potęgują polskie kompleksy, wiążą ręce i serca, łudząc się, że zakrzyczą Tę ze Lwowa,
Rokitna i Gietrzwałdu, spod Beresteczka i Warki. Warto im ten błąd uświadomić. Ale czy posłuchają
takich… zacofańców?

Błękitne rozwińmy sztandary!

Nowe otwarcie zacznijmy jednak od samych siebie, ściślej mówiąc od uświadomienia sobie
własnej wartości, a jeszcze dokładniej – dumy z faktu przynależności do narodu powołanego do
wypełnienia szczególnej misji. Przesadzam? Nic podobnego. Bo skoro jednym z najlepszych dowodów
na istnienie Boga jest nie ustające od dwóch tysięcy lat totalne prześladowanie Jego i Jego
wyznawców, to czyż o wyjątkowej roli Polski najdobitniej nie świadczą niezwykle dramatyczne
okoliczności towarzyszące jej istnieniu? Posługując się poetyką Zbigniewa Herberta można rzec, że
oblężenie naszej ojczyzny trwa nieprzerwanie, a zmianom ulegają wyłącznie kolory wrogich sztandarów
połączonych obsesyjnym pragnieniem naszej zagłady. I na koniec najważniejsza, jakże brzemienna
w skutkach konstatacja: wrogowie Polski to przede wszystkim wrogowie depozytu wiary
Kościoła katolickiego, mistycznego ciała Jezusa Chrystusa. Mówiąc innymi słowami – Polska stoi
kością w gardle każdemu, kto wojuje z Bogiem i Jego Matką. Czyż nie jest to wystarczającą przesłanką
do tego, byśmy podnieśli tak nisko dziś pochylone czoła?
Sama duma jednak sprawy nie załatwi. Bo jeśli mamy zasłużyć na miano Regnum Orthodoxum(43)
z Królową w osobie Najświętszej Maryi Panny, a poprzez to stać się wzorem dla innych
narodów i państw, generalne porządki musimy zacząć od siebie. A co to tak naprawdę oznacza?
Ano nic więcej ponad to, by wszystko, co wyznajemy w „Credo” podczas każdej Mszy św., wreszcie
znalazło swoją naturalną indywidualną i zbiorową realizację. Ta zbiorowa, to przede wszystkim
stała obecność dogmatów i symboli naszej wiary w przestrzeni publicznej. Odrzućmy modną dziś
ułudę państwa neutralnego światopoglądowo; takowe nie istnieje. Ściana, z której zdjęto krzyż, to
nie puste miejsce, ale przestrzeń, w której dokonała się konwersja, świadome wyparcie się Jezusa
Chrystusa. Jeśli nie jest to akt stricte religijny, to jaki?
Katolicyzm to nieodłączny element polskości, bez którego kruszeje ona niczym guma na
słońcu. Odrzucenie prawd wiary to pierwszy krok ku całkowitemu zobojętnieniu na sprawy publiczne.
Jakże dobitnie dziś się o tym przekonujemy. Tego samego dowodzą nasze historyczne doświadczenia.
Dopóki Polska była katolicka, rosła w siłę i radziła sobie we wszystkich trudnych sytuacjach
dziejowych. A – jak już się przekonaliśmy – mitologizowany dziś wiek „religijnej tolerancji”
to pasmo niezliczonych zdrad i konfliktów zbrojnych, na końcu których czekała noc niewoli. Czyż
historia nie ma tego do siebie, że lubi się powtarzać?
Dlatego współczesnej Polsce potrzebna jest systematyczna i systemowa kontrakcja katolicka
rozumiana nie tylko jako oparta o Tradycję wspólnota Ducha pasterzy i świeckich, ale realna siła
polityczna, zdolna do odpowiedzialnego kierowania państwem we wszystkich jego obszarach! My
nie musimy szukać ideologii wydumanych w ludzkich umysłach. Ta przyszła do nas z Nieba jako
wielka nadzieja, ale i odpowiedzialne brzemię. Jest nią obowiązek dążenia ku biblijnemu prawu
i sprawiedliwości tu na ziemi, wśród grzechu i szatańskich zakusów. Skoro na błękitnych sztandarach
mamy swoją Królową z Białym Orłem na piersiach, więc któż przeciw nam?
Ta kontrakcja potrzebna jest nie tylko Polsce. To o niej mówił do nas w Krakowie Ojciec
Święty Benedykt XVI słowami: Polsko, Europa potrzebuje twojej wiary. Ale i Polska potrzebuje
Europy, a dokładniej – rozbudzenia się tych uśpionych dotąd, zalęknionych sił społecznych, które
pod prąd wszechobecnej indoktrynacji przynależą do Kościoła katolickiego i w nim po cichu upatrują
alternatywy dla liberalnych fanaberii. Jesteśmy silniejsi, więc podajmy im rękę! Wprowadźmy
na fora międzynarodowe poważną dyskusję o konieczności powrotu katolickiego uniwersum. Poznawajmy
się i łączmy. To my musimy tworzyć historię, a nie czekać, by ta rozstawiała nas po kątach.
Jeszcze mamy na to siły, jeszcze nas stać na to stać. Ale nie zwlekajmy do jutra. Zróbmy to jeszcze
dziś z pomocą Boga i Jego Dziewiczej Matki, a naszej Królowej!
Post scriptum. Wszystkich, którym leżą na sercu sprawy poruszane w niniejszej publikacji,
proszę o zainicjowanie szerokiej dyskusji programowo-organizacyjnej w swoich środowiskach.
Zezwalam na rozpowszechnianie tej broszury w całości lub fragmentach.
Wdzięczny będę za każdą korespondencję przesłaną do mnie na adres: kzagozda@o2.pl

—————————————————————————————————-

1 Nie jest to oczywiście jedyny znany przypadek, kiedy to Niebo wskazało na wyjątkową rolę, jaką Polska ma odegrać w historii zbawienia. Przypomnę tylko w tym miejscu, że podczas objawień licheńskich do pasterza Mikołaja Sikatki Matka Boska przemówiła słowami: W ogniu długich doświadczeń oczyści się wiara, nie zagaśnie nadzieja, nie ustanie miłość. Będę chodziła między wami, będę was bronić, będę wam pomagać, przez was pomogę światu. Ku zdumieniu wszystkich narodów świata z Polski wyjdzie nadzieja udręczonej ludzkości. Polskie serca rozniosą wiarę na wschód i zachód, północ i południe. Nastanie Boży pokój. Coraz częściej pojawiają się też koncepcje wskazujące na Polskę jako na kraj, z którego wyjdzie impuls odnowy świata w duchu para-chrześcijańskim. Przykładem takiej destrukcyjnej idei jest tzw. Projekt Cheopsa.

2 Na Fryderyka II dwukrotnie nałożono klątwę papieską.
3 Średniowieczna pieśń religijna Bogurodzica, to nie tylko nieformalny hymn rycerstwa polskiego, ale i pretendent do pełnienia funkcji hymnu państwowego odrodzonej II Rzeczypospolitej. Rządzący nie dopuścili jednak do tego ze względu na jej zbyt religijny – a przede wszystkim Maryjny – charakter.
4 Przyjmuje się, że pierwsze objawienie Maryjne na ziemiach polskich miało miejsce już w 1079 r. w Górce Klasztornej (Krajna).
5 Tak stało się z łaskami słynącą figurą Matki Boskiej czczonej do dziś w sanktuarium sejneńskim.

6 Miejsce to jest dla mnie szczególnie ważne. Po przemyciu oczy wodą ze źródełka w sanktuarium Góreckiej Pani – Matki Pocieszenia, moja córka wyzbyła się bardzo poważnej wady wzroku.
7 W całej diecezji żmudzkiej pełniło wówczas posługę tylko pięciu kapłanów katolickich.
8 Przypomnijmy tu choćby tylko męczeństwo jasnogórskich paulinów zamordowanych przez husytów
9 Zamęt religijny był tak duży, że w niektórych miejscach zaniechano kultu Najświętszej Maryi Panny. Przykładem tego niech będzie odstąpienie mieszkańców Chełmna od nabożeństw celebrowanych u stóp – uznawanego już za cudowny – obrazu Matki Bożej Bolesnej.
10 Wielka niechęć innowierców do ks. Skargi była efektem jego ortodoksyjnie katolickiego i patriotycznego nauczania.
Przypomnijmy sobie znamienny fragment z jego kazań: Teraz przed lat kilkadziesiąt nastąpiły herezyje na katolicką ś. wiarę, na której to królestwo zasiadło. I na kapłaństwo, do którego ta Rzeczpospolita przywiązana jest, jady i ostre nieprzyjaźni swoje podnosząc; chcąc, aby ustąpiła, a ich nową i gościnną religią znowu osadzone to królestwo zostało. Nowego Chrystusa, nową a w Koronie nigdy nie słychaną naukę przynoszą, którą gdy my Pismem świętym, prawdą, koncyliami, doktormi i starożytnością zbijamy, do chytrych rad i wynalazków swoich uciekają się. Prawa tu sobie knować na sejmach chcą, które konfederacyją zowią, którymi by pomału z królestwa wiarę chrześcijańską wycisnęli.
Gdy jako z piekła samego kacermistrze i błędy wszystkich heretyków do nas niosą, a nic, co kościołom pobrali, wrócić ani żadnej o krzywdy kościelne sprawiedliwości podlegać nie chcą (..). Upadnie wszystko królestwo wasze, jeśli ten nowy stan, z którym się to ciało nie urodziło, do niego, to jest ewangeliki abo raczej wszytki heretyki, przyjmiecie.
11 Słusznie wówczas uważano zakon jezuicki za najpotężniejszą siłę propagandową papiestwa.
12 Mowa tu o bitwie pod Guzowem z dnia 5 sierpnia 1607 roku.

13 Cytuję za publikacją Józefa Stanisława Pietrzaka pt. Jam jest Królowa Polski (wyd. 1926).
14 Po cudownym ocaleniu z pożaru (1587 r.) obraz Pani Piaskowej zaczął cieszyć się szczególnym nabożeństwem. O Jej wstawiennictwo błagał król Władysław IV przed bitwą pod Smoleńskiem (1634 r.) oraz Jan III Sobieski przed wyruszeniem pod Wiedeń (1683 r.).

15 Autorem tekstu roty ślubowań był jezuita o. Andrzej Bobola. Minął rok, gdy ukarano go za to męczeńską śmiercią

16 Bitwa pod Warką rozegrała się 7 kwietnia 1656 r.
17 Zgodnie z kalendarzem liturgicznym przypada ono 23 kwietnia.
18 ks. Otton Hołyński (1840-1882) w publikacji pt. Pamiątka setnej rocznicy koronacji cudownego obrazu N. P. Łaskawej w archikatedrze lwowskiej.
19 Beatyfikowany w 1670 r., a kanonizowany w 1726 r.

20 To między innymi z powodu zaangażowania w dzieło ogłoszenia Najświętszej Maryi Panny Królową Korony Polskiej, ks. Piotr Skarga jak dotąd nie trafił na ołtarze. Po jego śmierci rozpuszczono fałszywą pogłoskę, że jakoby został pochowany w letargu i po przebudzeniu w trumnie mógł złorzeczyć Bogu! Według powszechnie dostępnych informacji plotka ta była przyczyną przerwania procesu beatyfikacyjnego ks. Skargi. Nie ma tym jednak krzty prawdy.
Proces beatyfikacyjny nigdy nie został rozpoczęty, a i dziś podtrzymywane przekłamanie ma zniechęcać jego ewentualnych promotorów. Podczas II Spotkań Pokolenia Summorum Pontificum, które miały miejsce w czerwcu 2009 r. w Zakroczymiu, Stowarzyszenie Unum Principium poinformowało o podjęciu starań o przywrócenie ks. Piotrowi Skardze właściwego mu miejsca w Kościele i państwie polskim. Stowarzyszenie zwróciło się do Prezydium Sejmu RP o ogłoszenie roku 2012 (400. rocznica śmierci) Rokiem Księdza Piotra Skargi oraz rozpoczęło zbieranie świadectw dowodzących jego kultu wśród polskich katolików. Materiały te zostaną przekazane arcybiskupowi krakowskiemu wraz z prośbą o rozpoczęcie procedury wyniesienia ks. Skargi na ołtarze.
21 Jego proces beatyfikacyjny został przerwany z powodu tajemniczego zaginięcia stosownych dokumentów w drodze między Neapolem a Rzymem!
22 Ksiądz Ksawery Wilczyński, badacz tematu, dotarł do egzemplarza znajdującego się w Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu. Ku swojemu wielkiemu zdziwieniu odkrył, że w czasach zaborów ktoś wyrwał kilkadziesiąt stron opisujących sprawy, które są tematem naszego niniejszego zainteresowania.

23 Stolica Apostolska oficjalnie zatwierdziła to zawołanie dla Litanii Loretańskiej dopiero w 1909 r.
24 Potwierdzają to kolejne dokumenty kościelne, począwszy od encykliki Papieża Klemensa XII, wydanej 28 kwietnia 1738 r.

25 Zespół klasztorny wystawiono na licytację wraz z klauzulą, że nabywca zobowiązuje się do rozbiórki do fundamentów wszystkich budynków, w tym i kościoła. Podczas II wojny światowej rozebrano również kościół w Koszutach Małych. Czczony w nim wizerunek Maryi z białym orłem udało się ukryć przed niemieckimi barbarzyńcami.
26 Pogłoski o możliwym morderstwie spowodowała m.in. trudność w rozpoznaniu szybko postępującej choroby, dziwne okoliczności towarzyszące przeprowadzanej operacji oraz szeptem powtarzana wersja ostatnich słów ks. Prymasa: Co podacie jako przyczynę mojej śmierci?

27 Jest to obraz, przed którym modlił się król Władysław Jagiełło wraz z polskim rycerstwem przed bitwą na polach Grunwaldu. W 1983 r. obraz ten ocalał z pożaru, o który powszechnie obwinia się komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa. W dniach 4-6 czerwca 2010 r. w brdowskim sanktuarium Matki Boskiej Zwycięskiej odbyły się III Spotkania Pokolenia Summorum Pontificum, podczas których doszło do odnowienia ślubów Maryjnych narodu polskiego (rotę przygotowała Lusia Ogińska) i odsłonięcia tablicy upamiętniającej to historyczne wydarzenie.
28 W wydanej w 1883 r. we Fromborku (wówczas noszącym niemiecką nazwę Frauenburg) broszurze poświęconej gietrzwałdzkim objawieniom czytamy: Czyż to nie szczególne zrządzenie Boskie, że właśnie z ziemi Staro-Pruskiej wyszło napomnienie do świata katolickiego, aby się wziął do Różańca? Wszakże to rycerze Maryi, z czarnym krzyżem na białym płaszczu, rycerze niemieccy Najświętszej Maryi Panny z domu Jerozolimskiego (…) nawrócili do chrześcijaństwa Prusy w ciemnościach pogaństwa pogrążone, a zatem miecz w połączeniu z Różańcem.

29 Zresztą prawda o naszym pielgrzymowaniu do Maryjnych sanktuariów smakuje dziś wyjątkowo gorzko. I nie mam tu na myśli wyłącznie malejącej aktywności wiernych, ale i zadziwiającą niegościnność ze strony niektórych gospodarzy miejsc świętych. Największą zmorą indywidualnego pielgrzymowania są świątynie pozamykane na cztery spusty. Sam doświadczyłem tego wielokrotnie. A gdy poprosiłem o otworzenie jednego z dolnośląskich kościołówsanktuariów, zdegustowany kapłan wycedził pretensję, że nie uprzedziłem o swojej wizycie i sam z pewnością nie byłbym zadowolony, gdyby on niezapowiedziany przyjechał do mnie na obiad!!!
30 Niebawem obraz ten jako pierwszy w Polsce został ukoronowany.
31 Rozegrała się ona w dniach 28-30 czerwca 1651 r.
32 Wieś położona w województwie śląskim (powiat żywiecki, gmina Radziechowy-Wieprz).
33 Listy gratulacyjne nadesłali wówczas m.in. Prezydent Rzeczpospolitej – Lech Kaczyński i Marszałek Sejmu – Bronisław Komorowski.

34 Opieram się na gruntownej analizie tematu przeprowadzonej przez Marię Kominek. Wszystkich zainteresowanych problematyką „anielskich drzwi” i „Golgoty Beskidów” odsyłam do jej bardzo rzetelnych artykułów dostępnych w serwisie: http://www.krajski.com.pl.
35 Druga Księga Samuela 14,14 (cyt. Za Biblią Tysiąclecia).
36 Na skutek stanowczych reakcji środowisk katolickich (m.in. również Marii Kominek) datę poprawiono na właściwą, tj. na rok 649.
37 4 listopada 2009, w Kościele na Skałce ks. infułat Jerzy Bryła odznaczył prof. Czesława Dźwigaja, autora „Golgoty Beskidów”, medalem „Zasłużony w służbie dla Kościoła i Narodu” przyznanym przez Prymasa Polski ks. Józefa Kardynała Glempa!

38 18 kwietnia 2009 r. Laur Andrzeja Szwalbego został uroczyście wręczony Pawłowi Łysakowi, dyrektorowi Teatru Polskiego w Bydgoszczy. W uzasadnieniu nominacji pojawiły się słowa o promowaniu nowoczesnego, postępowego wizerunku miasta!

39 Choćby działalność Andrzeja Towiańskiego i skupionej wokół niego „Sprawy Bożej”.
40 Mam tu na myśli prawdopodobnego twórcę pojęcia „mesjanizm” – Józefa Hoene-Wrońskiego.
41 Choć jednak wedle niedocieczonej mądrości swojej wszystko stworzył i wszystko na niebie i ziemi, jak powiada „Księga Rodzaju”, uczynił bardzo dobrym, choć niektóra podksiężycowe krainy udarował obfitością owoców, inne winnicami, inne urodzajnością jarzyn, inne płodnością zwierząt domowych, inne roślinami bujnymi, inne kosztownymi kamieńmi, inne potwornymi zwierzętami, inne barwami rozmaitymi, inne różnymi rodzajami kruszców i wonności, samą tylko Polskę, bliżej północnego bieguna przysuniętą, nie tyle klejnotami z materialnego kruszcu, ile duchową ozdobą rozmaitymi nauk odznaczyć raczył. Ciągle więc z tronu Bożego, to jest z Kościoła boje swe toczącego na ziemi, przez Akademię Krakowską wychodzą błyskawice, głosy i gromy, a wokół owego tronu dzień i noc krzyczą zwierzęta, każde po sześć skrzydeł mające. Tak oto w wielości profesorów, co boje swe toczą w Akademii Krakowskiej, rozszerzany jest Kościół, a sznury jego namiotu przedłużone zostały, sama zaś wiara katolicka, otoczona niezwyciężonym nurtem bojowników, zdolna jest mężnie stawić czoła atakującym ją wrogom.
42 Cytat z artykułu z 1986 r. pt. Piotr Skarga – świadomość posłannictwa Polski.

43 Określenie „Monarchii Prawowiernej” nadał Polsce Papież Aleksander VII.

Komentarze 33 do “Kto się boi Królowej Polski?”

  1. Kier said

    http://www.intronizacja.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=110:biuletynsamorzadnapolska&catid=36

    http://www.intronizacja.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=174:czasintronizacji&catid=36

    http://www.intronizacja.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=51:czas-krola&catid=35

    • zenobiusz said

      1 dzień temu
      Stare capy moherowe zamiast prawnuki niańczyć albo horrory brazylijskie oglądać, sterczą pod tym kretyńskim krzyżem i obciach całej Polsce robią!!

      Godnie zastępują swojego (dzięki bogu już byłego) prezydenta, który gdzie się nie pokazał tam syfu narobił.
      Co za kretyński naród!!

      Wpuścić tam grupkę kiboli i zrobią z tym dziadostwem porządek w mgnieniu oka!!

      Skoro policja i straż miejska sobie nie radzi…może kibole zrobią odmóżdżonym dziadkom ustawkę!

      Ten cytat jest szczególny.Patriotycznych kibiców,próbuje się napuścić na obrońców Krzyża.Należy się spodziewać dalszego ciągu w tym kierunku.Bojówki zaatakują, a wina spadnie na polską patriotyczną młodzież. Nie wolno do tego dopuścić.Pora na akcję u podstaw.Hasbarowcy nie działają w próżni,Pochwali się jeden z drugim koledze, spróbuje zaimponować dziewczynie.U podstaw można ich zlokalizować.To zadanie wykonalne,na każdym szczeblu , w każdym mieście, ze spokojem i konsekwencją.Kibice i Młodzież Wszechpolska powinni się w tej akcji zjednoczyć,skoro „władza” ułatwia i popiera szkolenie hasbary,i działanie w Polsce..Dowody w komputerach,nie sądzę by hasbarowiec korzystał z kafejek dla ubogich,ma wypasiony sprzęt.

      http://zenobiusz.wordpress.com/

      • Cox said

        W poniedziałek późnym wieczorem przed Pałacem Prezydenckim odbędzie się manifestacja przeciwników krzyża. Może dojść do próby jego usunięcia.
        Przeciwnicy umawiają się na zorganizowanie manifestacji która ma się odbyć w najbliższy poniedziałek po godzinie 23.00.

        • Cox said

          Strona HGW Watch,podała, że na poniedziałek na godz.23.00 planowane jest siłowe przeniesienie krzyża do Św.Anny. Zezwolenie na to jest wydane przez urząd miasta, wniosek był od osoby prywatnej.

        • hjk said

          ale o tej porze przecież kościoły są zazwyczaj zamkniete i to jeszcze w zwykły dzien…

  2. Kier said

    Click to access Michael-polish-2010-mars-april-marzec-kwiecien-p-1-8-9.pdf

    Click to access Michael-polish-2010-mai-juillet-maj-lipiec-p-3.pdf


    Click to access Michael-polish-2010-mai-juillet-maj-lipiec-p-4-5-6.pdf


    Click to access Michael-polish-2010-mai-juillet-maj-lipiec-p-1-2.pdf

  3. Kier said

    http://krzyz.wordpress.com/2010/08/07/los-krzyza-papieskiego-na-bloniach-krakowskich/

  4. Kier said

    http://wiadomosci.monasterujkowice.pl/?p=5345

    http://wiadomosci.monasterujkowice.pl/?p=5299

  5. Kier said

    22 sierpnia – dzień odnowienia poświęcenia się
    Niepokalanemu Sercu Maryi
    Zbliża się dzień 22 sierpnia

    – święto Maryi Królowej,

    – dzień niezmiernie ważny dla wszystkich, którzy żyją treścią Orędzia Fatimskiego.

    Ojciec Święty Pius XII, który dokonał poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi w 1942 r., ustanawiając to święto w 1954 r.zwrócił się do całego Kościoła w następujących słowach:

    „Ponieważ zaś po dojrzałym i głębokim namyśle doszliśmy do przekonania, że Kościół odniesie wielkie korzyści, jeśli ta dobrze uzasadniona prawda stanie się bardziej oczywista dla wszystkich i zajaśnieje jak gorejąca pochodnia, gdy znajdzie się na odpowiednim świeczniku, Naszą Apostolską Władzą WYZNACZAMY I USTANAWIAMY ŚWIĘTO MARYI KRÓLOWEJ, które cały świat winien obchodzić corocznie w dniu 31 maja (dziś jest to dzień 22 sierpnia).

    Równocześnie ZARZĄDZAMY, aby w tym dniu odnawiano poświęcenie ludzkości Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny. To bowiem pozwala żywić niepłonną nadzieję, że nadejdą czasy pomyślne, rozjaśnione triumfem religii i chrześcijańskim pokojem” (Ad caeli Reginam 1954, Pius XII).

    Bądźmy wszyscy apostołami Maryi, by tego dnia zjednoczyła nas wspólna modlitwa, przez którą ponownie oddamy się Niepokalanemu Sercu Maryi – Sercu, które jest nam „schronieniem i drogą, która zaprowadzi nas do Boga”.
    ———————————————————————————————
    http://www.sekretariatfatimski.pl/pierwsze-soboty-miesica/137-elementy-nabozenstwa-pierwszych-sobot-miesiaca
    http://www.sekretariatfatimski.pl/pierwsze-soboty-miesica/132-bog-daje-kolejna-szanse
    http://www.sekretariatfatimski.pl/pierwsze-soboty-miesica/34-pierwsza-sobota-zestaw-ratunkowy-dla-wiata

  6. zenobiusz said

    Czy w poniedziałek poleje się krew ??

    Dominik Taras, pseudo „Rambo” chwali się w mediach GW i radio TokFM, że prezydent miasta Hanna Gronkiewicz-Walz wydała zgodę na próbę przeniesienia krzyża w okolicach północy w poniedziałek 9 sierpnia. Na FB zgromadził już prawie 2 tysiące chętnych osób, które staną naprzeciwko kilkunastu obrońcom krzyża.
    Kim jest Dominik „Rambo” Taras?
    . ORGANIZATOR ZGROMADZENIA

    1. Imię i nazwisko osoby odpowiedzialnej za przebieg zgromadzenia : Dominik Taras działający w imieniu wszystkich przeciwników lokalizacji krzyża „Smoleńskiego” przed Pałacem Prezydenckim
    2. Data urodzenia : 20.06.1988
    3. Adres : ————————— Warszawa ; Telefon 507-630-571
    II. INFORMACJE O ZGROMADZENIU
    1.Cel oraz program zgromadzenia: Celem zgromadzenia jest wyrażenie społecznego sprzeciwu wobec lokalizacji krzyża oraz dezaprobaty dla koczujących przed Pałacem Prezydenckim, wraz z żądaniami natychmiastowego jego usunięcia.

    Sierpień 8, 2010 @ 10:28 am 00Rate This

    To ten „pan” ,W>C> Gronkiewicz-Walz wyraziła zgodę.Pomocnictwo do przestępstwa,czy sprawstwo kierownicze.???

    http://zenobiusz.wordpress.com/2010/08/08/eugeniusz-sendeci-przestrzega-przed-rozlewem-krwi-w-poniedzialek/

    • Cox said

      Przeciez o to rzadowi chodzi,żeby Polacy między sobą walczyli.My będziemy przelewać krew a oni będą sie naśmiewać, że Polacy sami się wytłukli.Wiedzą, że krzyż jest broniony i zapowiadają użycie siły. Grupa która sie zbiera, liczy obecnie okolo 2000 tysiecy osob. A do poniedziału wzrośnie conajmniej dwukrotnie.Warszawa staje się Sodomą i Gomorą w godzinach nocnych,gdzie obrońców krzyża napastują bywalcy pobliskiego Geslera a POlicja nie interwenjuje. Czuwać należy cały czas bo krzyż mogą spróbować usunąć w innym momencie, wtedy kiedy nikt się nie będzie spodziewał albo dużo wcześniej wkroczy POlicja, kilka godzin wcześniej wprowadzą do akcji policję, która usunie krzyż,
      będą potem twierdzili, że w ten sposób zapobiegli przelewowi krwi i wymknięciu się sytuacji spod kontroli.Obrońcom krzyża należy się szacunek i podziękowania.Oni są solą tej ziemi.Już zapisali się na kartach histori.BÓG,HONOR I OJCZYZNA.

  7. AREK said

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,121994,title,Bp-Pieronek-ci-ktorzy-bronia-krzyza-to-fanatyczna-sekta,wid,12538531,wiadomosc_prasa.html ,nie chcę być obłudny ,ale to jakaś paranoja wyzywacie innych księży Dziwisz niedobry,Glemb fu,reszta to masoni to ja niewiem już nic Rydzyk na papieża by wam pasowało,i straszycie apokalipsą lepiej jak świadkowie Jechowy,niedawno czytałem na tym blogu w lipcu w polsce poleje się krew,jakaś pani rozmawia z panem Jezusem ucieka w lipcu z ameryki,teraz 15 sierpnia mówiliście o wielkiej burzy na świecie pieniądze z banku uciekną,siejecie przesadyzm przestaje was czytać…

    • Pelagia said

      @Arek – zginęło tragicznie prawie sto najwazniejszych osób w państwie. Najlepsze miejsce do upamiętnienia tej tragedii to jest własnie teren przed pałacem prezydenckim na Krakowskim, a nie gdzies na zadupiu, może koło budki z piwem na peryferiach miasta. Wrogowie Polski chcieliby aby nie było żadnej formy pamięci po zmarłych, ale Polacy sa w swoim kraju i robią co chcą. A wrogowie wypad do innego kraju, i to już, won !!!

    • Cox said

      PO marzy się to aby naród o tych ludziach zapomniał. Jej zwolennicy mówią że, plac przed Pałacem Prezydenckim to niegodne miejsce. A, czy wg. nich szkoły to bardziej godne miejsce na krzyż?

      • hjk said

        dobre, dobre:
        „Jej zwolennicy mówią że, plac przed Pałacem Prezydenckim to niegodne miejsce.”
        moze faktycznie coś w tym jest i może nawet sam pałac taki jest… :-)))

        • Cox said

          To co się wczoraj wydarzyło pod Pałacem Prezydenckim, to było poprostu szczucie jednych ludzi przeciwko innym! czy musi dojść aż do rozlewu krwii , by PO się w końcu opamiętała? Przecież wystarczyłaby jasna deklaracja przedstawiona przez prezydenta Komorowskiego, że te Ofiary zostaną godnie upamiętnione poprzez pomnik, czy też obelisk. A może PO właśnie o to chodzi, aby wybić obrońców krzyża? Obawiam się, że jest to początek szerszej akcji usuwania krzyża z życia publicznego naszego kraju!

  8. O krzyżu trochę inaczej:

    http://wizjalokalna.wordpress.com/2010/04/01/krzyz-2/

  9. Pelagia said

    tak sobie myśle, że skoro krzyże mają być tylko w kościołach i mieszkaniach, to porno tez powinno być tylko tam gdzie jego miejsce czyli tylko w mieszkaniach i agencjach. A teraz jest wszędzie.przeciez Polska to nie państwo pornograficzne, golizna won miejsc publicznych.
    Nie kupuje w kioskach, w kt. porno jest w widocznym miejscu. wiem, mało takich kiosków, ale ja juz taki znalazłam w Warszawie na Modlińskiej przy Konwaliowej. Wole kupowac u tego człowieka, żeby sobie zarobił a nie u jakiś pornowielbicieli
    zaczeli walkę z kzryżem, to będa mieli walke z porno. już czas

  10. zenobiusz said

    W obliczu walki ,prowokacji,zniesławiania katolików,spadają maski,Coraz lepiej widać kto jest kim.

    http://zenobiusz.wordpress.com/2010/08/10/pis-i-cala-reszta-zydowskiej-agentury-odwraca-uwage-czyje-to-poglady/

    Warto by z tekstem „Walka o krzyż” zapoznał się Pan Zagozda,gdyż z kontekstu wynika ,że jest on bratem ideowym „pana „Szuberta i „pana”Beina,chyba, że użycie jego nazwiska a rzekomej dyskusji jest manipulacją.Prosiłbym o jasną deklaracje.

  11. Kier said

    „Odmawiajcie codziennie różaniec i czyńcie pokutę za swoje grzechy.
    Poświęćcie się Niepokalanemu Sercu Maryi.
    Nie ma tu żadnych słów o sprzedawaniu majątków, porzucaniu
    domów, uciekaniu w góry. Żadnej wzmianki o manifestacjach, o krucjacie
    ani o wystąpieniu przeciwko instytucjom i korporacjom zła. Słyszymy
    tylko wezwanie do wystąpienia przeciwko własnym grzechom i do modlitwy za
    siebie i innych grzeszników.
    Niebo przekazuje nam słowa, które całkowicie wywracają i rujnują nasz
    „ustabilizowany” świat: „Niepokalane Serce Maryi jest ratunkiem dla
    świata”, „Niepokalane Serce Maryi jest silniejsze od karabinów i
    broni wszelkiego rodzaju”. Jeśli uwierzę w prawdziwość tych słów,
    to nie mogę żyć tak jak dotychczas. W centrum mojej duchowości musi
    stanąć Serce Matki. Ona na to cierpliwie czeka i od mojej – naszej
    decyzji oraz działania zależy ratunek ludzkości oraz świata. Obyśmy
    się zbyt długo nie ociągali w wypełnieniu próśb Matki Bożej
    Fatimskiej.
    http://www.sekretariatfatimski.pl/konferencje-rozwaania/90-niepokalane-serce-maryi-rodem-nadziei-i-ocalenia
    http://www.sekretariatfatimski.pl/wielka-nowenna-fatimska/10-wielka-nowenna
    Nadchodzi czas, kiedy komuniści i masoni będą lizać Jej stopy!
    Bo tak się stanie. Oni będą padać przed Maryją na twarz. Przecież nadchodzi Jej zwycięstwo – zapowiedziany w Fatimie tryumf Niepokalanego Serca.

  12. AREK said

    @Pelagio właśnie o taką forme przekazu jak ty prezentujesz mi chodzi.won-won,typowa chrześcijanka, nadstawia drugi policzek skromna pokorna.Chodzi mi o to że są inne formy przekazu,dialogu,pokazanie inteligencji w mediach a nie fanatyzmu,pierwsza w kościele paciorki klepie,a po kościele obgadywanki,a ten taki,a ten to i tamto,proboszczowi oczy wydziobiesz bo nie po twojemu myśli

    • Pelagia said

      a jaką forme przekazu reprezentujA ANTYKLRYKAŁOWIE ? bija, popychają, przeklinają, sikają na ludzi starszych pod krzyżem, propagują przemoc w szkołach – dzieci, kt. nie chcą współżyć seksualnie już w szkołach podstawowych (tak, tak) albo gminazjach – czy tez te, kt. nie chca stosowac narkotyków – sa przesladowane – fizycznie, psychicznie. W okrutny sposób. cala Polska zna samobójstwo Ani po molestowaniu – ale Tobie przeszkadza moja wypowiedź rzucona w eter. Jestem i tak delikatna w stosunku do tego co wyrabiaja antyklerykałowie bezposrednio w stosunku do swych ofiar. Swego czasu K.Łybacka na pytania dziennikarzy o przemoc w szkołach tylko cos tam bąknęła o tolerancji/ Tolerancja dla przemocy wobec dzieci ?? a gdzie tolerancja dla dzieci katowanych przez rozbestwionych cpunów (niby to nowoczesne)
      zastanów sie lepiej, dlaczego takich słów uzyłam – G.N. wczoraj błyskał w tv, ze broni konstytucji – więc mówię – konstytucja jest łamana przez molestowanie dzieci przez inne dzieci w szkołach a nie przez to, że w szkołach jest religia, konstytucja jest łamana, bo pracodawcy nie płacą naleznej pensji pracownikom, konstytucja jest łamana, bo propaguje sie homoseksualizm, a konstytucja wyraźnie mówi, że małżeństwo jest między kobietą i mężczyzną.
      Na całym świecie się wyrzuca albo wsadza do ciupy ludzi, kt. szkodza państwu, zaburzają porządek społeczny. Oni nie mówią do takich „won” tylko się z nimi rozprawiają. mam więc rację, Polska to nie śmietnik, za działanie na szkode państwa polskiego odpowiednie surowe działanie na wzór cywilizowanych państw a nie tylko moje skromne „won”

    • Pelagia said

      @Arek – jeszcze jedno – ja swoje ‚won” wyraźnie skierowałam do wrogów Polski!! tego nie zrozumiałes, albo celowo przekręcasz kota ogonem. przeciwstawiasz moje chrześciajnstwo wrogom Polski – dziękuje, wyszło szydło z worka. z wrogami zaden kraj na świecie się nie cacka, ja tez nie bedę. Wrogowie Polski won!!!!!
      Chrześciajnie mają takie samo prawo do wypowiedzi jak i inni. jesli my mamy siedziec cicho, to inni też.
      ps. z innych wpisów zauważyłam, że masz trochę kłopotów z pisownia j.polskiego, pewnie ze zrozumieniem też

      • Ewa said

        Cicho siedziec nie mozna.
        Mowienie Prawdy, demaskowanie Zla jest naszym chrzescijanskim obowiazkiem.
        Nasza sila jest milosc,nie nienawisc i na niej musi sie opierac czlowieczenstwo.
        Zlo sie od naporu milosci rozpadnie.
        Tak nam dopomoz Bog!

    • szach said

      uczynki milosierne względem duszy:
      1) grzeszących upominać
      2)nieumiejętnych pouczać
      3)….
      grzechy cudze:
      …na grzech innych milczeć
      grzechu nie karać
      na grzech innych zezwalać
      do grzechu pobudzać…

      Czy w świetle katechizmu KK można milczeć w sprawie skandalicznego zachowania przeciwników krzyża ,oraz milczeć na dzialania rządu, popychające ludzi, zwlaszcza mlodych ,do tak nagannych zachowań?

  13. AREK said

    @ Pelagiu-rzeczywiście mam małe problemy z ortografią,nie jestem tak ynteligentny jak ty,chciałem dodać swoje dwa grosze,według słów Jana Pawła.Zło dobrem zwyciężajcie,gdzie byli by dziś nasi święci,gdyby swoich oprawców lali,i przeklinali.Dla mnie też promowanie homoseksualizmu,aborcji,eutanazji i innych dewacji,jest grzechem,i złem,ale chodzi mi o dobry przykład obrony tych wartośći za którymi podążam.Ale jak napisałaś, pisać nie potrafi to co dopiero cię zrozumieć,ja jak ja- zwykły robotnik,ale kapłani których znam mają podobny punkt widzenia do mojego,ale pewnie wszyscy to masoni.Mała rada jak napisałaś promują pornografie,nie wygrasz,promują zło,-to ty promuj dobro w imię Jesusa,,bo Dewotek nikt nie lubi,i sekciarsko-nazi fanatyzmu,bo wielu pod przykryciem krzyża zło czyniło,,,oczywiście mogę się mylić,ale jak napisałaś słowa w eter puszczone,każdy myśl swoją wyrażić może….

    • Wojwit said

      „(…)bo Dewotek nikt nie lubi,i sekciarsko-nazi fanatyzmu…”
      Za to ciebie lubią z pewnością wszyscy wrogowie Krzyża. A szczególnie Wojewódzki, Owsiak, „Niemiec” i ich mocodawcy. Bo jesteś jak woda na ich młyn. A jak cię już wykorzystają, to potraktują cię jak papier toaletowy po użyciu…

      • Pelagia said

        kapłani nie potępiają sikania na ludzi, opluwania ich, stosowania przemocy i jawnej profanacji krzyża (puszki po piwie, miś na krzyzu i co tam jeszcze) ?? to dziwni kapłani, zaiste, to im nie przeszkadza, za to potępiaja obrone krzyża i tego co ma upamiętniać – tragedię Smoleńsk 2010.
        epitety pod moim adresem mnie nie dziwią – ostatnio każdy kto upomina się o Polske- jest nazywany faszystą, antysemitą, rasistą, kto nie milczy w sprawach religii jest nazywany dewotą, fanatykiem itp. I jeszcze podpiera się kapłanami. jacy to kapłani popieraja opluwanie ludzi ??
        jeszcze raz powtarzam – w żadnym kraju nie cackają sie z wrogami tylko ich traktują odpowiednio, tak że nawet nie pisną. tylko w Polsce się rozpasali, dlatego powtarzam wrogowie – won z Polski do swoich krajów, tam możecie bruździć ile wlezie, od Polski wara

  14. AREK said

    Mądrze napisałaś zgadzam się,mi tylko chodzi o odbijanie piłeczki on na mnie nasika to my go dwa razy,to mnie denerwuje za wiele tego jadu,nie można nagrać tych dewiacji oskarżyć za znieważenie osoby religi,jeśli pedały walczą o swoje prawa w sposób pedalski to czy my chrześćijanie nie możemy bronić swoich praw,czy brakuje posłów,prokuratorów,biskupów,adwokatów,lekarzy itp,do obrony wartości katolickich w państwie,katolickim,,,,,

  15. Ten artykuł był bardzo ciekawy, zwłaszcza, że ​​szukałem myśli na ten temat w ostatni czwartek.

  16. Andrzej B said

    Czekam na więcej wpisów. Mam nadzieję, że będą. Myślę że twój blog jest całkiem ok

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

 
%d blogerów lubi to: