Dziecko Królowej Pokoju

Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl

Cud nad Wisłą jako Cudowna interwencja Maryji-ks.dr.Józef Maria Bartnik

Posted by Dzieckonmp w dniu 13 Sierpień 2010

Nasz Dziennik: Cudowna interwencja Maryi

Matka Boża Łaskawa

Matka Boża Łaskawa

Mija 86. rocznica zwycięskiej Bitwy Warszawskiej nazywanej Cudem nad Wisłą.
Bitwa, która miała zatrzymać nieprzerwany marsz przeważających sił
bolszewickiego agresora u wrót Warszawy, stała się momentem zwrotnym w
dziejach Europy. Nie ulega bowiem wątpliwości, ze z upadkiem Warszawy nie
tylko Polska, ale i cala środkowa Europa stanęłaby otworem dla sowieckiej
inwazji.

Przez wieki Polska była tarcza Europy przeciw inwazji azjatyckiej. W żadnym
jednak momencie historii niebezpieczeństwo totalnego zniewolenia nie było
tak groźne jak tym razem. Modlitwy zaś składane przez ręce Maryi, Patronki
Stolicy i Królowej Polski, nigdy nie były tak gorące.

W obliczu nadciągającego nieszczęścia modlono się dosłownie wszędzie, nie
tylko w kościołach, które nie mogły pomieścić wszystkich wiernych, choć
otwarte były cała dobę. Od Starówki, siedziby Matki Bożej Łaskawej -
Patronki Warszawy, aż do kościoła Świętego Krzyża tłum trwał na modlitwie,
dzien i noc wzywajac pomocy swojej Patronki i Krolowej. Przed figura
Najswietszej Panny znajdującej sie na otwartej przestrzeni Krakowskiego
Przedmiescia czuwano i modlono się bez przerwy. Przypominano Łaskawej
Patronce Stolicy, ze już raz złamała strzały Bożego gniewu i uratowała
Warszawe przed czarną zarazą (epidemia cholery). Błagano, by zechciała
uratować swój lud i swoje królestwo. Błagano, by zechciała zdusić czerwoną
zaraze i zapobiegła rozniesieniu się krwawego bolszewickiego terroru, nie
tylko w naszej Ojczyźnie, ale i w Europie.

Zdawano sobie sprawę z grozy sytuacji. Docierały do Warszawy przerażające
wiadomości o tym, jak bolszewicy rozprawiali sie z inteligencją i osobami
duchownymi na zajmowanych ziemiach (pisze o tym szerzej w mojej
przygotowanej do druku książce “Matka Boża Łaskawa w Bitwie Warszawskiej”) i
tym żarliwiej błagano o cud. Tylko cud, tylko interwencja Niebios mogła
powstrzymać ten nieubłagany, trwający od miesiecy zwycięski pochód Armii
Czerwonej przez nasz kraj – w drodze na Zachód.

W sierpniu 1920 roku stojąca u wrót stolicy Armia Czerwona miała wielokrotną
liczebną przewagę nad naszymi siłami. Bolszewicy byli absolutnie pewni
zwycięstwa – ustalili nawet date zajęcia stolicy i przejęcia władzy w Polsce
na 15 sierpnia. W Wyszkowie czekał już tymczasowy rząd z Konem, Dzierżyńskim
i Marchlewskim na czele. W Warszawie bolszewickich “wyzwolicieli” oczekiwała
komunistyczna V kolumna, 40-tysieczna rzesza robotnikow, mająca godnie
przywitać swoich “oswobodzicieli” i wraz z nimi roznieść w pył (czytaj:
wymordować) warszawskich “burzujów i krwiopijców”.

Warszawa była praktycznie bezbronna. Wszyscy zdolni do walki mężczyźni na
mocy dekretu o powszechnej mobilizacji już od miesięcy przebywali na
froncie. Stolicy mieli bronić ochotnicy, gimnazjaliści, podrostki, dla
których karabin często był przekraczającym ich siły ciężarem, i starzy
weterani z powodu wieku pozostający poza czynną służbą.

Dopomoge wam

Wszystko to, co od momentu odzyskania niepodległości w 1917 roku przeżywała
Polska, przewidziała Opatrzność Boża. Na 48 lat przed opisywanymi
wydarzeniami sama Najświętsza Dziewica przygotowywała lud swojego kraju nie
tylko na odzyskanie upragnionej niepodległości, ale także na to, co dzisiaj
nazywamy wojną bolszewicko-polską (nb. nigdy oficjalnie niewypowiedziana).

W Wielki Piątek 1872 r. Matka Najświętsza przekazuje mistyczce Wandzie
Nepomucenie Malczewskiej (obecnie kandydatce na ołtarze) następujące słowa:

“Skoro Polska otrzyma niepodleglosc, to niezadlugo powstana dawni
gnebiciele, aby ja zdusic. Ale moja mloda armia, w imie moje walczaca,
pokona ich, odpedzi daleko i zmusi do zawarcia pokoju. Ja jej dopomoge”.
Rok pozniej, w Swieto Wniebowziecia, Matka Boza mowi:
“Uroczystosc dzisiejsza niezadlugo stanie sie SWIETEM NARODOWYM was,
Polakow, bo w tym dniu odniesiecie świetne zwycięstwo nad wrogiem dążacym do
waszej zagłady.
To święto powinniście obchodzić ze szczególną okazałością” (ksiądz prałat G.
Augustynik, Miłosc Boga i Ojczyzny w życiu i czynach świątobliwej Wandy
Malczewskiej, wyd. VII, Arka, Wrocław 1998).

Wielki znak na niebie

Nie tylko Warszawa, ale cala Polska modli sie o ratunek. Na Jasnej Górze
Episkopat Polski wraz z tysiącami wiernych śle błagania do Królowej Polski.
Nie ma świątyni, w której by nie odprawiano wielogodzinnych nabożeństw
blagalnych, a wszystko w atmosferze ZAWIERZENIA losów bolszewicko-polskiej
wojny naszej Pani i Królowej.

Modlitwa tysięcy zjednoczonych serc wyprasza cud – PRAWDZIWY CUD – ukazanie
sie Najświętszej Dziewicy.

Matka Boża ukazuje sie w postaci Matki Łaskawej – Patronki Warszawy. Jest
przecież z woli magistratu i ludu miasta tego Patronką – Tarczą i Obroną, od
1652 roku. Matka Łaskawa pojawia sie na niebie przed świtem, monumentalna
postać, wypełniająca swoją Osobą całe ciemne jeszcze niebo.Ukazuje sie
odziana w szeroki, rozwiany płaszcz, którym osłania stolice. Zjawia sie w
otoczeniu husarii, polskiego zwycięskiego wojska, które pod Wiedniem z
hasłem “W imie Maryi” rozegnało poganskie watahy. Matka Boża trzyma w swych
dłoniach jakby tarcze, którymi osłania miasto Jej pieczy powierzone.

Panika bolszewików

Postać Matki Bożej była widziana przez dziesiątki, lepiej powiedzieć: setki
bolszewików atakujących polskie oddziały w bitwie o dostęp do stolicy. To
pojawienie sie na niebie wywołało wśród sołdatów strach, przerażenie i
panike, której nie sposób opisać.

Naoczni świadkowie wydarzenia, zahartowani w boju, niebojący się ani Boga,
ani ludzi, programowi ateiści, na widok postaci Maryi, groźnej “jak zbrojne
zastępy”, rzucali broń, porzucali działa, tabor, aby w nieopisanym popłochu,
na oślep, pieszo i konno, salwować się ucieczką.
Przerażenie, jakie wywołało ujrzane zjawisko, i paniczny strach były tak
silne, ze nikt nie myślał o konsekwencjach ucieczki z pola walki – karze
śmierci dla dezerterów. Uciekinierzy poczuli sie bezpieczni dopiero w
okolicach Wyszkowa i stąd – od ich słuchaczy – pochodzą pierwsze relacje o
tym wstrząsajacym wydarzeniu.

Można ubolewać, ze fakt cudownej interwencji, łaskawej pomocy Matki
Niebieskiej, fakt oczywisty, znany i przyjmowany przez ludzi, a
relacjonowany przez dorosłych, żołnierzy, konsekwentnie przemilczano zarówno
w przedwojennej Polsce, jak i później, w czasach rządów komunistycznych.

Niestety, również i teraz fakt ten jest pomijany milczeniem, choć z zupełnie
innych przyczyn.
W sanacyjnej Polsce oficjalnie podawana przyczyna Cudu nad Wisłą, czyli
nagłego odwrotu zwycięskiej (do tej pory) Armii Czerwonej spod bram
Warszawy, był tylko geniusz Marszałka Piłsudskiego.

Z kolei za rządów ateistycznych w komunistycznej Polsce nie do pomyślenia
było nawet wspominanie o prawdziwym scenariuszu wydarzeń. Ukazanie sie Matki
Bożej widziane i relacjonowane przez naocznych świadków, sowieckich
żołnierzy, było przez historyków reżimu zaszufladkowane jako przypadkowa gra
świateł na niebie, pobożna maryjna legenda, wymysł grupki pobożnych pań, a
najczęściej w oficjalnych przemówieniach komunistycznych władz – pomijane
całkowitym milczeniem.

W ukryciu patronuje stolicy

Po wielkim modlitewnym zrywie sierpnia 1920 r., na skutek wspomnianych
uwarunkowan politycznych (odsyłam do mojej ksiazki “Matka Łaskawa w Bitwie
Warszawskiej”) Patronka Stolicy zostala zapomniana.

Ufundowane przez polskie kobiety wotum dziękczynne przeznaczone dla Matki
Bożej za uratowanie stolicy i Polski od okupacji bolszewickiej – złote berło
i jabłko, zostało przekazane na Jasną Górę. Patronka Warszawy – Matka
Łaskawa nie doczekała się od magistratu miasta i swojego ludu oficjalnego
dowodu wdzięczności, dowodu pamięci. Propaganda władzy sanacyjnej
udowadniała, że żadnego cudu, objawienia się Matki Bożej w Ossowie nie było,
bo być nie mogło. Zwyciężył bolszewików swoim geniuszem militarnym Józef
Piłsudski! Sam zaś Marszałek w słowach skierowanych do ks. kard. A.
Kakowskiego powiedział: “Eminencjo, ja sam nie wiem, jak myśmy te wojne
wygrali” (sic!).

Mijają lata – zapomniana Matka Łaskawa na Świętojańskiej w ukryciu patronuje
stolicy. O tym patronacie wiedzą tylko czciciele staromiejskiej Madonny.
Władysław z Gielniowa, drugi patron stolicy, staje sie powoli w świadomości
warszawiaków głównym patronem miasta, co zreszta trwa po dziś dzień.

Wybucha druga wojna światowa. Mimo ze miasto ma swoją Patronke i wierną
Opiekunke, jednak w ferworze walk, konspiracji, koszmarze okupacji lud
Warszawy nie pamięta o tym, nie szuka u swej Patronki pomocy. Nikt
oficjalnie nie powierza Matce Bożej Łaskawej wojennych losów stolicy.
Okupowana Warszawa wierzy w swój spryt, waleczność, ufność pokłada w
filipinkach, butelkach z benzyną, niezawodnym orężu. TARCZA i OBRONA ludu
warszawskiego, sprawdzona w ciężkich chwilach stolicy, Matka Najłaskawsza,
wierna Przyjaciółka warszawian nie jest wzywana. Indywidualna modlitwa
grupki wiernych na Świętojańskiej to wszystko. O ile w 1920 roku całe miasto
chroniło się pod płaszcz łaskawej opieki swej Patronki, o tyle w 1939 i 1944
roku o Matce Bożej nie pamiętano czy też nie chciano pamietać, nie wzywano
jej skutecznej opieki nad miastem. Nie zawierzono Tarczy i Obronie ludu
warszawskiego losów stolicy i jej mieszkańców, co gorsza – nie pamiętano o
zawierzeniu Powstania Warszawskiego.

Maria Okonska w swoich wspomnieniach pisze o powszechnej w czasie trwania
powstania modlitwie maryjnej. Matce Bozej powierzano sie indywidualnie,
ufano, ale zabraklo najważniejszego OFICJALNEGO zawierzenia przez dowództwo
Armii Krajowej losów powstania Matce Bożej Łaskawej, od 292 lat patronującej
stolicy.

Uważam, że nadszedł czas, aby zwrócić uwagę opinii publicznej na ten fakt i
jego tragiczne skutki.
Zaniedbanie to jest tym dziwniejsze, ze Polska od wieków jest Maryjna, a
dowody opieki Matki Bożej nad naszym Narodem i Ojczyzną, poczynając od
obrony Częstochowy, a na Cudzie 1920 roku kończąc, są tak oczywiste i
niosące ufność w Jej niezawodną nieustającą pomoc.

Konsekwencja braku zawierzenia losów stolicy tej od wieków niezawodnej
Tarczy i Obronie – Matce Łaskawej, była totalna klęska Powstania
Warszawskiego, wykrwawienie Narodu, śmierć najwartościowszych synów tego
miasta i w konsekwencji całkowite zburzenie i spalenie stolicy Polski.

Cóż, również i teraz historia sie powtarza. Władze Warszawy usilują sobie
radzić bez pomocy i wsparcia jej Patronki. W każdym urzędzie miejskim
króluje komputer wraz z wizerunkiem syrenki – herbem stolicy.

Patronka miasta nie została zaproszona do współrządów. Na marginesie warto
wspomnieć, ze Warszawa, dzieląca się dawniej na dwa miasta – Stare i Nowe,
ma też dwa herby – Nowe Miasto (wokół kościoła Sióstr Sakramentek) ma w
herbie Najświętszą Dziewice, Stare Miasto zaś (od Barbakanu do placu
Zamkowego) – mitologiczną syrene.

Jest mi bardzo przykro, ze Patronka Stolicy – Matka Łaskawa, znana
praktycznie od 1920 roku, nie jest kochana i publicznie czczona. Ubolewam,
ze prezydenci miasta z magistratem nie zawierzaja swej pracy Jej opiece. Ze
rektorzy wyzszych uczelni, przedstawiciele policji, służb miejskich nie
ślubują Jej służyć – nawet w kontekście tylko indywidualnego zawierzenia.

Od blisko dwóch lat w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Starówce (ul.
Swietojanska 10) w kazda pierwsza sobotę miesiąca podczas sprawowanej przeze
mnie o godz. 8.30 Mszy Swietej dokonywany jest publicznie akt zawierzenia
Matce Bożej. Przybywają na te Msze Świętą właściciele małych firm i dużych
zakładów pracy. To tutaj Warszawskie Zakłady Kaletnicze “Noma” zawierzyly
swoją działalność i wszystkich pracowników, fundując wotum – klęcznik do
Komunii Świętej dla wiernych sanktuarium. Ciągle przybywa nowych czcicieli
Matki Łaskawej, bo jedni od drugich dowiadują się o błogosławionych skutkach
tego pierwszosobotniego zawierzenia.
Kończąc, wyrazam nadzieje, ze może pewnego dnia władze miasta – nawet
incognito – przybędą na Świętojańską, nie tylko, aby sie Matce Łaskawej
pokłonić, ale też aby zaprosić Ją do współpracy.

ks. dr Jozef Maria Bartnik SJ

Patronka Warszawy i Strażniczka Polski

Z ks. dr. Józefem Marią Bartnikiem SJ o jego książce na temat objawień Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej w 1920 roku rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Kończy Ksiądz pracę nad książką o objawieniu się Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej w 1920 roku. Wiem, że już w ubiegłym roku była ona gotowa do druku, jednak pojawiły się nowe, ciekawe dokumenty i relacje świadków. Czy może Ksiądz nam je przedstawić?
- Rzeczywiście, we wrześniu ubiegłego roku otrzymałem korektę mojej książki “Zjawienie się Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej 1920 roku, czyli Cud nad Wisłą” i byłem przekonany, że najdalej za miesiąc prześlę ją do wydawnictwa Fundacji “Nasza Przyszłość”. Nie przypuszczałem, że wywiad, jakiego udzieliłem “Gościowi Niedzielnemu” w sierpniu ubiegłego roku, spowoduje, że skontaktują się ze mną osoby mające nowe, istotne dla książki informacje. Dotarła do mnie wiadomość, którą intuicyjnie przeczuwałem i na którą, może niezupełnie świadomie, czekałem. Zastanawiałem się bowiem niejednokrotnie, jak mogło dojść do tego, że Warszawa, miasto, które w 1652 roku obrało na swoją patronkę Matkę Bożą Łaskawą, w dowód wdzięczności za cud uśmierzenia zarazy, miasto cudownie ocalone interwencją samej Matki Bożej w 1920 roku, otrzymujące przez wieki tyle dowodów matczynej opieki swej Patronki, zostanie po Powstaniu Warszawskim w 1944 roku dosłownie zrównane z ziemią?
Nie mogłem zrozumieć, dlaczego Najłaskawsza nie ocaliła Warszawy, miasta, któremu patronuje, przed zagładą! I oto dowiaduję się od ks. Jana Taffa, pijara, kustosza sanktuarium Matki Bożej na warszawskich Siekierkach, o objawieniach Maryi, jakie odbywały się tutaj w czasie wojny od 3 maja 1943 roku. Po zapoznaniu się ze wspomnieniami wizjonerki pani Eugenii Władysławy Papis (wydanymi przez sanktuarium w 60. rocznicę Objawień) odetchnąłem z ulgą! Otóż na 15 miesięcy przed Powstaniem Patronka Warszawy objawia się na Siekierkach, by przestrzec i ocalić lud stolicy przed grożącą katastrofą. Jak Jonasz ostrzegał Niniwę, tak i Maryja ostrzegała, że jeśli warszawianie nie zaczną respektować Praw Bożych, tj. Dekalogu, jeśli się nie nawrócą, to ich miasto spotka los Niniwy… Przypomniałem sobie, że przed II wojną światową Pan Jezus prosił Sługę Bożą Leonię Nastał, Sługę Bożą Rozalię Celakównę i Sługę Bożą Kunegundę (Kundusię) Siwiec o modlitwy za Warszawę! Stolica Polski była przed wojną siedliskiem rozpusty i dopuszczała się największej liczby aborcji w Europie. O morderstwach dzieci nienarodzonych tak powiedział przyszły Papież Jan Paweł II: Największą tragedią naszego narodu jest śmierć ludzi, którzy są poczęci. Jest rzeczą oczywistą, że nie może to minąć bez konsekwencji. Jakie miały być następstwa tych czynów, wiedziała Matka Łaskawa! Dlatego przybyła z misją prorocką na ziemię warszawską, uprzedzając o grożącej miastu karze i nawołując do pokuty i wynagradzania.
Niestety, mimo wysiłków mieszkańców Siekierek treść orędzi nie została nagłośniona, głównie dlatego, że posługujący tu księża zakonnicy nie zrobili nic, by je przyjąć i rozpropagować. Nie podjęli wysiłku powiadomienia o objawieniach księży diecezjalnych, a co za tym idzie, orędzia nie były powszechnie głoszone ludowi stolicy. “Jeśli nie będziecie mi posłuszni, postępując według mojego Prawa, i jeśli nie będziecie słuchali słów moich proroków, to z tego miasta uczynię przekleństwo dla wszystkich narodów ziemi” (por. Księga Jeremiasza 26, 6). I tak jak z Jerozolimą, stało się z Warszawą. Niezwykle życzliwy ks. Jan Taff SP umożliwił mi spotkanie z wizjonerką, panią Eugenią Władysławą Papis, dlatego mogłem wyjaśnić wszelkie nurtujące mnie kwestie. Ale nie tylko pojawienie się tej sprawy opóźniło oddanie książki do druku. Odnalazła mnie pani redaktor Regina Gorzkowska-Rossi z Bufallo i dostarczyła kolejny ważny dowód potwierdzający, w jakim znaku, tj. w jakiej postaci zjawiła się Najświętsza Maryja bolszewikom. W lutym trafiła do mnie pani Elżbieta Mościcka-Freund i przedstawiła dokument mówiący o objawianiu się od niepamiętnych czasów Matki Bożej na ziemi radzymińskiej, a także pokazała mi nieznane materiały dotyczące kultu tego miejsca.
Wreszcie udało mi się nawiązać kontakt z panem Zygmuntem W. mieszkającym pod Radzyminem, któremu w latach 90. ubiegłego wieku objawiła się Bogurodzica. Otrzymane od moich rozmówców dokumenty, materiały i świadectwa (m.in. pani Jadwigi Kornackiej) spowodowały, że rozdział o zjawieniu się Matki Bożej na ziemi radzymińskiej musiałem napisać na nowo!

Ojciec Święty Jan Paweł II, modląc się w Radzyminie na grobach polskich żołnierzy poległych w Bitwie Warszawskiej 1920 roku, podkreślił, że wokół Cudu nad Wisłą przez całe lata trwała zmowa milczenia. Czy bezpośrednim powodem napisania przez Księdza książki była chęć jej przerwania?
- Miałem dwa równie ważne powody. Pierwszym była potrzeba rozpropagowania wiekopomnego objawienia się Matki Bożej podczas walk na przedpolach Warszawy w 1920 roku z uwzględnieniem wszystkich okoliczności ukazania się Bogurodzicy. Drugim – potrzeba definitywnego wyjaśnienia i rozstrzygnięcia, spornej dotychczas kwestii, w jakim znaku (w jakiej postaci) Matka Najświętsza zechciała się ukazać. Abstrahując od politycznych przyczyn milczenia wokół tej sprawy, brak wyjaśnienia wszystkich okoliczności społecznych i historycznych tego faktu uniemożliwiał dotychczas przyjęcie go, zarówno przez historyków, jak i opinię publiczną. Dopiero całościowe, w ujęciu historycznym, naświetlenie zagadnienia pozwala zrozumieć opiekuńcze oddziaływanie Madonny na los stolicy Polski i na indywidualne losy jej mieszkańców.
Moim celem jest nagłośnienie tej sprawy i doprowadzenie do spóźnionego o 88 lat dziękczynienia Matce Bożej w znaku, jaki sama wybrała, by ukazać się bolszewikom. Jesteśmy winni Bogurodzicy wdzięczność za spektakularną pomoc udzieloną naszej armii (fakt publicznego objawienia się Bogurodzicy setkom ateistów jest jedyny w świecie), która spowodowała ocalenie Warszawy, Polski i Europy w 1920 r. od rewolucji bolszewickiej. Przy tej okazji pragnę podkreślić, że fakt zjawienia się Najświętszej Dziewicy na polach Radzymina i Ossowa w niczym nie zmienia dotychczasowego postrzegania geniuszu strategicznego Marszałka Józefa Piłsudskiego, ofiarności jego sztabu, ani też nie umniejsza bohaterstwa polskiego żołnierza!

Czy w ciągu 25-letniej posługi w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej – Patronki Warszawy zgłosiło się do Księdza wiele osób, które wniosły nowe światło w kwestii Cudu nad Wisłą?
- Od początku mojej pracy duszpasterskiej w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej – Patronki Warszawy zaczęli zgłaszać się do mnie penitenci, którzy mówili, że w ich rodzinach przekazywano z pokolenia na pokolenie wiadomości o ukazaniu się Matki Bożej podczas bitwy o Warszawę w 1920 roku. Osoby te nadmieniały, że postać Maryi, jaka ukazała się bolszewikom, była podobna do postaci Patronki Warszawy. Sprawa zaczęła mnie intrygować. Spisywałem bardziej konkretne wypowiedzi, jednak miałem świadomość, że stanowiły niewystarczający materiał, by oprzeć na nich poważną, monograficzną publikację. Dopiero po serii moich artykułów w prasie katolickiej pod wspólnym tytułem “Dajcie świadectwo cudu” zaczęły napływać odpowiednie dokumenty i świadectwa. Otrzymałem je m.in. od pani senator Jadwigi Stokarskiej, ks. proboszcza Wiesława Wiśniewskiego, pana Józefa Domagalskiego i innych. Wielu świadectw, które potwierdzały posiadane wiadomości, nie mogłem zamieścić w książce, gdyż nie wnosiły nic nowego. Były to m.in. świadectwa pani Eugenii Władysławy Papis (wizjonerki z Siekierek) i pani Wacławy Jurczakowskiej.

Jakie były różnice między zatajaniem prawdy o objawieniu Matki Bożej przed II wojną światową a tym w czasach reżimu komunistycznego?
- W czasie międzywojnia prawda o zjawieniu się Matki Bożej była dla czynników oficjalnych nader niewygodna. W wolnej, rozwijającej się, postępowej i dążącej do nowoczesności Polsce fakt ten był nie do zaakceptowania! Tym bardziej że jeśli rozeszłaby się wieść o tym objawieniu, to nieuchronnie nasunęłaby się konkluzja, że dla pokonania bolszewików waleczni Polacy musieli otrzymać pomoc z Nieba! Co by sobie Europa pomyślała o naszej armii i dowódcach, gdyby doszło do jej uszu, że w walkach z bolszewikami przyszła nam z pomocą sama Matka Boża? Już samo słowo “cud”, które mogłoby sugerować nadprzyrodzoną interwencję w czasie walk o Warszawę, było cenzurowane i usuwane z prasy i wydawnictw sanacyjnych. Dla piłsudczyków żadnego cudu, a nie daj Boże, pojawienia się Najświętszej Dziewicy w czasie walk z bolszewikami, nie było i być nie mogło! W trzeciej, największej wygranej bitwie w historii polskiego oręża (po Grunwaldzie i Wiedniu), która uratowała Europę przed rewolucją bolszewicką, decydującej o losach Polski, Europy i świata, jedynym animatorem zwycięstwa miał być sam Marszałek Piłsudski, bez pomocy sił nadprzyrodzonych.
Dlatego pomimo setek relacji naocznych świadków fakt ten zaliczono do pobożnych ludowych legend i nie dopuszczono, by został w jakikolwiek sposób nagłośniony. Sprawa zjawienia się Matki Bożej stała się tematem tabu. Efektem tej polityki było to, że relacje bolszewików, bezpośrednich świadków ukazania się Maryi, nie mogły być publikowane ani w prasie, ani w książkach wspomnieniowych. To wiekopomne wydarzenie nie zatarło się i nie znikło z pamięci Narodu, a to dzięki osobom, które posługiwały w obozach jenieckich i dalej kolportowały zasłyszane świadectwa. Bolszewicy chętnie dzielili się swoimi przeżyciami. Pamiętna noc z 14 na 15 sierpnia była najbardziej wstrząsającym momentem całego ich dotychczasowego życia: Na własne oczy ujrzeli Matier Bożiju!

Ukazanie się Maryi na polach pod Radzyminem spowodowało, że oddziały bolszewików w nieopisanym popłochu i panice rzuciły się do ucieczki. Czy oddziały polskie również widziały Matkę Boga?
- Matka Boża, otoczona światłością, była doskonale widoczna na tle nocnego jeszcze nieba! Bolszewicy na ten widok uciekali w skrajnym przerażeniu, opuszczając ziemię radzymińską, która, wydawałoby się, już na zawsze miała pozostać w ich rękach! Odwrót bolszewików odbywał się w popłochu. Obozy uciekały wszystkimi drogami na przełaj, przez pola. Wozy łamały się, padały konie, którymi drogi były wprost usłane, pomimo że za dezercję groził sąd polowy i wyrok – rozstrzelanie!
Polscy żołnierze nie widzieli swojej Królowej i Hetmanki unoszącej się bezpośrednio ponad nimi. Jedynie ze zdumieniem obserwowali bezzasadną, bezprzytomną, bezładną i paniczną ucieczkę czerwonych! Dopiero później dowiedzieli się od miejscowych, że przyczyną nieoczekiwanej rejterady bolszewików z pola walki było: zjawienie się Bogurodzicy!
Po II wojnie światowej, kiedy komuniści z Kremla sprawowali władzę w Polsce przez swoich agentów, określenie Cud nad Wisłą (synonim zwycięstwa nad bolszewią) było na indeksie. Zasadniczo pamięć o zwycięskiej bitwie 1920 roku miała być najpierw splugawiona, potem pogrzebana. W latach 50. propaganda komunistyczna określała wojnę 1920 roku najazdem jaśnie panów na kraj radziecki! W tej sytuacji nie trudno się dziwić, że wszystkie wypowiedzi nawiązujące do objawienia się Maryi były cenzurowane, rugowane i ośmieszane. Autorzy, nawet zawoalowanych aluzji, stawali się obiektem ataków i niewybrednych drwin tzw. naukowej krytyki reżimowych publicystów. Niestety, do dziś nie nastąpił w tej materii żaden przełom. Temat jest konsekwentnie pomijany, co szczególnie bolesne, w homiliach wygłaszanych 15 sierpnia. Mam nadzieję, że moja książka, monografia zagadnienia, zmieni nastawienie duchownych i opinii publicznej w tej kwestii. Ponieważ: “Nie ma nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć!” (Ewangelia św. Mateusza 10, 26).

Czy to prawda, że w Radzyminie Matka Boża objawiała się również później?
- Tak, ale objawiała się także dużo wcześniej. Pamiętne objawienie się Matki Bożej na ziemi radzymińskiej w 1920 roku nie było pierwszym ani też ostatnim ukazaniem się tam Bogurodzicy. Wszystkie te zjawienia miały miejsce w niewielkiej stosunkowo odległości od siebie. Nasuwa się tu analogia z objawieniami Matki Bożej w Ortiga, Fetal i… Fatimie! Sanktuaria te pobudowano na miejscach zjawienia się Bogurodzicy, a są oddalone od siebie tylko o 2 km – Droga Krzyżowa bazyliki fatimskiej zaczyna się w sanktuarium Maryi w Fetal! Pierwszym zachowanym dokumentem świadczącym o objawieniu się Maryi na ziemi radzymińskiej jest sprawozdanie z kanonicznej wizytacji tej parafii, która odbyła się w październiku 1755 roku. Jest to pierwsza, oficjalna wzmianka, która określa miejsce ukazania się (może wielokrotnego?) Matki Bożej na ziemi radzymińskiej: “Za miastem, o staj 25, jest miejsce Zjawienie nazywające się, gdzie od niepamiętnych czasów znajdowała się kaplica i studzienka z wodą cudowną i gdzie miejscowi nabożeństwa odprawiali. Kiedy na skutek starości kaplica runęła, przejezdni kupcy 30 złotych na ręce mieszczan tutejszych dali, dopraszając się, by na miejscu Zjawienia kaplicę i studnię, jak była dawniej, wybudowali”.
Sądzimy, że pierwsze objawienia Najświętszej Dziewicy w Radzyminie mogły nastąpić już w XVII w., skoro ksiądz wizytator w roku 1775 pisze o niepamiętnych czasach, a kaplica upamiętniająca to zdarzenie (może pierwsza, a może kolejna?) zdążyła runąć ze starości. Miejsce to musiało mieć już ugruntowaną sławę, jeżeli znały je osoby obce i były do tego stopnia zainteresowane odbudową kaplicy sanktuarium, że wyłożyły na ten cel poważną sumę pieniędzy! W monografii Radzymina, wydanej w 1905 roku, nie ma informacji o aktualnych objawieniach Maryi. Ich autor, dr Stanisław Łagowski, tylko opisuje pielgrzymki na miejsce Zjawienia. Przybywający pątnicy, często z bardzo daleka, potwierdzają niejako stałą obecność Matki Bożej na tym miejscu, czego dowodem były wota dziękczynne.
Piętnaście lat później, w 1920 roku, ziemia radzymińska, wybrana przed wiekami ziemia Matki Bożej, staje się widownią krwawych walk z bolszewikami. Miasto Radzymin kilkakrotnie przechodzi z rąk do rąk. Wydawało się, że słynący z cudów i łask zakątek dostanie się w ręce bolszewików. Ale Maryja, Opiekunka Ziemi Radzymińskiej, w krytycznym momencie sama interweniuje. I swoim zjawieniem się bolszewikom… zmienia bieg historii!
Po zakończonej wojnie bolszewicko-polskiej miejsce Zjawienia nadal było licznie nawiedzane przez pielgrzymów. Przybywały tu tzw. kompanie – liczące po kilkanaście tysięcy ludzi, nocujących latem w stodołach, na stogach siana, gdzie kto mógł. Chociaż Bogurodzica nie ukazywała się osobiście (przynajmniej dotychczas nie posiadam takich informacji), jednak możemy mówić o Jej stałej obecności na tym miejscu. Świadczyły o tym wota dziękczynne i relacje wiernych. Mieszkanka Radzymina pani Jadwiga Kornacka 2 sierpnia (w święto Matki Bożej Anielskiej) podczas ostrzału niemieckiego przebywała w kaplicy na Zjawieniu, w chwili gdy pocisk artyleryjski przebił ścianę… nie wybuchając! Oto jej komentarz: “Maryja okryła nas płaszczem swej opieki i ocaliła!”. Późniejszym dowodem obecności Maryi na Zjawieniu (choć niewidzialnej) był przypadek uzdrowienia (w obecności licznych świadków) ułomnej kobiety 6 sierpnia 1963 roku, w Święto Przemienienia Pańskiego. Niepełnosprawna kobieta, z kościoła odległego o 2 km dowlokła się do kaplicy o kulach. Po modlitwie różańcowej odzyskała pełną sprawność w nogach. Kule, dowód całkowitego uzdrowienia, zawieszono na wieży kościelnej na polecenie ks. proboszcza Zygmunta Kowalskiego, który całą sprawę opisał w parafialnej kronice.
Natomiast rzeczywiste, poznawalne zmysłami objawienie się Bogurodzicy miało tutaj miejsce w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Miałem możność odwiedzić to miejsce i poznać osobiście wizjonera, pana Zygmunta W. Na miejscu zapoznałem się z okolicznościami objawienia i treścią przekazanego przez Maryję orędzia. O tym fakcie został powiadomiony ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej, co szerzej opisuję w książce.

Maryja uratowała Warszawę w 1920 roku. Można postawić pytanie, dlaczego taki okrutny los spotkał naszą stolicę w roku 1944?
- W 1920 roku pomimo przygnębiającej atmosfery, poczucia zbliżającej się nieuchronnie klęski, cały Naród, nie tylko Warszawa, solidarnie mobilizował siły duchowe. Ojczyzna została oficjalnie zawierzona Sercu Jezusowemu (19.06.1920 r.) z udziałem Naczelnika Państwa i najwyższych władz kościelnych i państwowych. Przed ostateczną konfrontacją z bolszewikami została podjęta Powszechna Krucjata Modlitewna. Biskupi inicjowali ogólnopolską nowennę za Ojczyznę, odprawianą od uroczystości Przemienienia Pańskiego (6.08) do święta Wniebowzięcia Matki Najświętszej (15.08). Ksiądz kardynał Aleksander Kakowski zarządził we wszystkich kościołach Warszawy całodzienną adorację Przenajświętszego Sakramentu, a generał Józef Haller – nowennę w intencji ocalenia Polski w stołecznym kościele pw. Świętego Zbawiciela. Te żarliwe modlitwy zobligowały niejako Matkę Bożą, Patronkę Warszawy i Strażniczkę Polski, do osobistej interwencji na przedpolach Warszawy, czego owocem był cud zwycięstwa w tej praktycznie przegranej wojnie. Bo bez Boga ani do proga!
Wybuch Powstania Warszawskiego w 1944 roku nastąpił po 15 miesiącach od pierwszego Objawienia się Bogurodzicy w warszawskiej osadzie Siekierki. Powstańcy ruszyli naprzeciw potędze militarnej Niemców z gorącym sercem i z butelkami wypełnionymi benzyną, ale… Patronki Warszawy nie zaproszono do współpracy! Warszawa zachowała się tak, jak zachowują się przemądrzałe dzieci, które chcą wszystko robić same – bez pomocy Mamy! Dowództwo Armii Krajowej, przygotowując powstanie, nie wzięło najwidoczniej pod uwagę tego, że to, co dzieli zwycięstwo od klęski, to nie moc oręża, przeważające siły czy strategia, nawet genialnych dowódców, lecz wola Boga, który zawsze i wszędzie sam o wszystkim decyduje. Jedynie od Jego woli zależy, czy działania ludzkie zostaną uwieńczone sukcesem czy porażką. Dlatego tylko współpraca, zjednywanie Go dla swoich planów i podejmowanie wspólnego z Nim działania może doprowadzić do zwycięstwa. Maryja na Siekierkach powiedziała: Jeśli wy jesteście ze mną, to i Ja jestem z wami i nic się Wam nie stanie!
Nurtuje mnie pytanie: co w ciągu 23 lat, które upłynęły od Bitwy Warszawskiej, tak odmieniło serca i umysły mieszkańców stolicy, że zdecydowano bez Bożej i Maryi pomocy walczyć z przeważającym wrogiem i chciano własnymi, wątłymi siłami oswobodzić Warszawę? Gdyby orędzia Maryi przekazywane na Siekierkach zostały przyjęte i zainicjowano by powszechne, ogólnonarodowe modlitwy w intencji pokoju (jak to było w 1920 roku), a warszawianie zreflektowali się i zmienili swoje życie, sądzę, że powstanie zakończyłoby się zwycięstwem nad Niemcami i Warszawa by ocalała! Tak by się z pewnością stało, bo celem misji Maryi było uratowanie Warszawy! Powiedziała: jeśli będziecie ze Mną, to nic się wam nie stanie! Oczywiście, powstańcy indywidualnie zawierzali się Maryi, modlili na różańcu, przyjmowali sakramenty (co żywo wspomina w swojej książce “Przez Maryję wszystko dla Boga. Wspomnienia 1920-1948″ siostra Maria Okońska), lecz oficjalnego, podobnego jak za Marszałka Piłsudskiego zawierzenia działań zbrojnych Bogu i Jego Matce nie było!
Dlatego trudno się dziwić, że w sierpniu 1944 roku, w dniu święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi, nie pokonano i nie przepędzono Niemców ze stolicy! Powstanie poniosło druzgoczącą klęskę, a Warszawa została w odwecie spalona i totalnie zrujnowana, wręcz starta z powierzchni ziemi. Pół miliona warszawian straciło życie, tylu, ile przed wojną zostało pomordowanych dzieci poczętych. Po 37 latach, w 1981 roku, w Medjugorie w Jugosławii była podobna sytuacja. Maryja objawiła się tam jako Królowa Pokoju.
Modlitwą starała się zapobiec wojnie domowej, o której wiedziała, że wkrótce obejmie cały kraj. Mówiła: Zło (kara) nie nastąpi, jeśli świat się nawróci. Wzywajcie ludzi do nawrócenia, wszystko zależy od waszego nawrócenia (por S. Budzyński, “Tajemnica Objawień w Medjugorie”, s. 47). Czyż Maryja nie to samo mówiła w Warszawie w maju 1943 roku? Chociaż w Jugosławii przez kilka lat trwała wojna, której ślady są widoczne do dziś, to w Medjugorie nie zginął ani jeden człowiek (por. Siostra Emmanuel, “Medjugorie, wojna dzień po dniu”). Obietnica Maryi nie jest czczą obietnicą: jeśli wy jesteście ze mną, to Ja jestem z wami i nic się wam nie stanie!

Zainicjował Ksiądz w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej pierwszosobotnie Msze Święte połączone z publicznym odczytaniem aktu zawierzenia Maryi osób prywatnych, rodzin i firm. Czy wielu ludzi wierzących pragnie dziś zawierzyć swoje życie Maryi?
- Już od 13 lat w każdą pierwszą sobotę miesiąca o godzinie 8.30 rano odprawiam Mszę Świętą, podczas której specjalnym aktem zawierzamy się Niepokalanemu Sercu Maryi. Uczestniczy w niej coraz więcej osób, nawet z odległych dzielnic Warszawy. Często po Mszy Świętej podchodzą do mnie ci, którzy z ufnością odprawiali moją Nowennę do Matki Łaskawej (której współautorem jest śp. ks. Jan Twardowski) i opowiadają o rzeczach nadzwyczajnych, jakie po jej zakończeniu zdarzały się w ich życiu! Nie na próżno Matka Łaskawa ma tytuł: od wszelkiego utrapienia! Spotkania te są dla mnie wielką radością i ożywiają pragnienie szerzenia chwały warszawskiej Madonny! Mam nadzieję, że doczekam chwili, kiedy Skarb Warszawy, Cudowny Obraz Matki Łaskawej, zostanie rekoronowany nową królewską koroną, taką jak zaginiony dar stołecznego magistratu, ofiarowany Maryi wraz z tytułem Patronki Warszawy i Strażniczki Polski w 1652 roku.

Jak przedstawia się historia korony Matki Bożej Łaskawej – Patronki Warszawy?
- Otóż rok po instalacji obrazu Matki Bożej Łaskawej, będącego swobodną repliką wizerunku Madonny ze strzałami, obrończyni od zarazy, od 240 lat czczonego w Faenzie, mieście włoskiej prowincji Emiliia – Romania, do okolic Warszawy dociera epidemia cholery przywleczona na polskie ziemie przez kozaków. Fundator obrazu, rektor pierwszej w Polsce i Warszawie publicznej, bezpłatnej szkoły powszechnej, pijar ks. Hiacynt Orselli spowoduje, że magistrat dla uproszenia ratunku dla miasta zgadza się na publiczną procesję wokół murów miejskich obrazu Madonny od zarazy, przy biciu wszystkich stołecznych dzwonów.
Po tym pamiętnym przejściu Madonny wokół murów miejskich nie odnotowano żadnego zgonu spowodowanego cholerą. Matka Łaskawa osłoniła Warszawę płaszczem swej opieki i wyjednała warszawianom łaskę wygaśnięcia epidemii. By godnie wyrazić wdzięczność za cudowne ocalenie, magistrat ozdabia (dekoruje) wizerunek wotywnym darem, królewską koroną. Została ona nałożona na obraz jako aplikacja, ukrywając dość niefortunnie namalowaną koronę Maryi. Aplikacja została wykonana zgodnie z regułami heraldycznymi. Jest to więc korona, jaka przysługuje królom i królowym, zamknięta, ośmioobłękowa, zwieńczona małym globem z Krzyżem (korona namalowana, otwarta jest zwieńczona… kwiatkiem!). Dar magistratu był czytelnym znakiem mówiącym o królewskiej godności Maryi Łaskawej (patrz: Jerzy Lileyko, “Regalia polskie”, KAW 1987).
Podczas podniosłej uroczystości w staromiejskim ratuszu młody, bo powstały zaledwie przed kilkoma miesiącami, obraz okrzyknięto cudownym i jednogłośnie obrano Madonnę ze strzałami Patronką Warszawy! Rajcowie uroczyście powierzyli Maryi Łaskawej nie tylko patronat nad Warszawą, ale obwołali Ją także Strażniczką Polski, słusznie rozumując, że Maryja może skruszyć strzały, nie tylko zarazy, ale i strzały wrażych wojsk. Od tej chwili Maryja Łaskawa otrzymuje oficjalny tytuł: Patrona Varsaviae et Custos Lechiae – Patronki Warszawy i Strażniczki Polski.

Skąd wiemy, jak ta, niezachowana do naszych czasów, wotywna korona wyglądała?
- Kiedy następnego roku, 1653, epidemia cholery zbliżała się do Wilna, tamtejszy sufragan postanowił wezwać na ratunek sławną cudem uśmierzenia zarazy stołeczną Madonnę ze strzałami. Zamawia więc w Warszawie replikę cudownego obrazu, na której, po raz pierwszy, zostanie uwieczniony dar magistratu – wotywna, królewska korona. Także inne, powstałe po roku 1652, repliki orsellowskiej Madonny będą ukazywały tę nową koronę: zamkniętą, ośmioobłękową, zwieńczoną krzyżem.

Kiedy ostatecznie książka Księdza “Zjawienie się Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej 1920 roku, czyli Cud nad Wisłą” ukaże się w księgarniach?
- Będzie to zależało od możliwości edytorskich wydawnictwa Fundacji “Nasza Przyszłość”. Ostateczną wersję książki, ubogaconą nowymi materiałami, przekażę wydawcy w październiku bieżącego roku.

Dziękuję za rozmowę.

About these ads

Odpowiedzi: 30 to “Cud nad Wisłą jako Cudowna interwencja Maryji-ks.dr.Józef Maria Bartnik”

  1. krolowapokoju powiedział/a

    14 sierpnia 1941 roku, po strasznej męczarni w bunkrze głodowym, święty Maksymilian został zamordowany zastrzykiem zastrzykiem fonolu. Zwłoki świętego Maksymiliana usiłowano spalić w krematorium. Płomienie ogarnęły całe ciało ale nie uległo ono spaleniu. Nastąpiła niesamowita konsternacja, ponownie włożono ciało świętego do innego pieca lecz i tam nie uległo Ono spaleniu i po dłuższym okresie czasu zostało wyjęte z pieca i pogrzebane na terenie obozu. Nie wiadomo tylko w którym miejscu.

    Dzis 14 sierpnia 2010 roku lucyferianie przystąpili do usunięcia Krzyża z przed Pałacu Prezydenckiego o godź 4 nad ranem. Chcą zadać śmierć Polsce i wszystkiemu temu co związane jest z naszą wiarą.
    Prosimy warszawiaków o liczne wstawienie sie pod pałac Prezydencki. Jest pilna potrzeba obrony naszej wiary. Władza lucyferyczna atakuje nasze symbole w najważniejsze dla nas dni w roku tj. 14-15 sierpnia. Władza lucyferyczna nie znosi Matki Bożej jej zwycięstwa w 1920 roku i dlatego wybór przez lucyferian tych dni nie jest przypadkowy.Chcą pokazać że oni sa mocniejsi. Mam nadzieję że jednak jutro 15 sierpnia lucyferianom opadną szczęki. Ale żeby tak było musimy my prosić Matkę Bożą tak jak prosili Polacy ją w 1920 roku.

    • Rybkowski powiedział/a

      Ciało Św. Maksymiliana zostało wskrzeszone i wzięte do Nieba. Są na to świadkowie – Polacy i kilka Żydówek z obozu kobiecego, które jeszcze w obozie nawróciły się na naszą wiarę.

  2. pustelnik powiedział/a

    Kochani Warszawiacy!Kochani Obroncy Krzyza Bozego!Macie bron jakiego inne miasta nie maja Patronke Warszawy Matke Boza Laskawa.Zwroccie sie o pomoc do Poteznej Krolowej Ona Wam pomoze.Przeczytajcie ten bardzo dobry artykul.Chwala Panu!

  3. pustelnik powiedział/a

    POGANSKIE PANSTWO.Moje dziecko,ile mam patrzec na to poganskie spoleczenstwo?!Czy to jest Moj swiat?To juz nie jest moj swiat!Ja was stworzylem i kazde zdzblo trawy,po ktorej chodzicie ,a wy nagrywacie sie z Mojej Meki!O niewdzieczny ludu!Cozem ci uczynil,zes Mnie tak pohanbil i zniewazyl?!Jak wielkie sa dzis Moje Rany corko!Ulzyj Twojemu Bogu.Pociesz Mnie mala.

  4. krolowapokoju powiedział/a

    Dla dodania skrzydeł Warszawiakom

  5. krolowapokoju powiedział/a

    I obudziłem się w Polsce nie mojej.
    Atak tuskowego gestapo na starszych ludzi jest dowodem moralnego bankructwa tego czerwono-brunatnego reżimu. Dzień 14 sierpnia pozostanie dniem hańby narodowej. “Ludzie” za to odpowiedzialni dołączyli do grupy
    innych czerwonych zbrodniarzy. Nie zachowali się inaczej, jak ci, którzy strzelali do robotników, katowali i mordowali opozycjonistów. Komorowski może podać sobie rękę za jaruzelskim a tusk wycałować się z putinem.
    Najbardziej wulgarny komentarz pod adresem POPAPRAŃCÓW nic nie zmieni.
    Czas udowodnić że My chcemy Polski normalnej,zdrowej moralnie,szczęśliwej.
    Tylu światłych ludzi tu się wypowiada.Więc apeluje do Nich.
    Zaproponujcie protest ogólnokrajowy.
    Tak byśmy we wszystkich zakątkach kraju mogli okazać swoje nieposłuszeństwo.
    Tej kaście mafijnej.
    Serdecznie pozdrawiam .Myślącym inaczej niż POpaprańcy

    • Cox powiedział/a

      W tym miejscu wcale nie dziwi fakt, iż stawia się pomnik tym którzy w 1920 r. nieśli nam gwałty, rabunki i pożogę ito w imię rzekomego pojednania. Niedługo dojdzie do tego, że będzioemy stawiali pomniki żołnierzom wehrmachtu i waffen ss. Cóż za schizofrenia.

  6. Kier powiedział/a

    ZAPROSZENIE NA MARSZ DLA JEZUSA CHRYSTUSA KRÓLA POLSKI WARSZAWA
    19 WRZEŚNIA 2010 r.

    Warszawskie Środowiska Intronizacji Jezusa Chrystusa Króla Polski oraz Ruch Patriotyczny Suwerenność Narodu Polskiego godz. 14.00 przed gmachem Sejmu RP przy ul. Wiejskiej

    Zaproszenie nasze do wzięcia udziału w Marszu kierujemy do wszystkich katolików i patriotów z całej Polski , którzy pragną by przyszłość Polski upływała pod Jego panowaniem. W tym trudnym dla Polski czasie zaufajmy Bogu, który pragnie nas ocalić.
    Ktokolwiek będzie miał w posiadaniu tą ulotkę, proszony jest o jak najszersze rozpropagowanie tej wiadomości. Prosimy o zachęcenie do udziału w Marszu swoich bliskich i znajomych. Osoby aktywne prosimy o zorganizowanie większych grup. Dokładne i szczegółowe informacje na temat organizacji i przebiegu Marszu znajdą się pod koniec sierpnia na wielu katolickich stronach Internetowych

    między innymi:
    http://WWW.intronizacja.pl
    http://WWW.rozalia.krakow.pl
    http://WWW.echoChrystusaKrola.net
    Marsz będzie trwał od godz. 14.00 do godz. 19.00 i będzie przebiegał następującymi ulicami: z Wiejskiej przez Matejki do Al. Ujazdowskich, tam do Placu Trzech Krzyży, do
    Nowego Światu i Krakowskiego Przedmieścia, dalej na Plac Zamkowy i na Stare Miasto do katedry przy ul. Świętojańskiej.
    W czasie Marszu będą cztery pół godzinne przystanki przeznaczone na wystąpienia dotyczące głównie Intronizacji Jezusa Chrystusa Króla Polski według posłannictwa Służebnicy Bożej Rozalii Celakówny oraz aktualnej sytuacji Polski.
    Marsz zakończy się Mszą Świętą o godz. 18.00 w katedrze św. Jana na Starym Mieście, w intencjach wszystkich uczestników.Chwała i cześć Jezusowi Chrystusowi Królowi Polski

  7. Kier powiedział/a


    http://www.youtube.com/watch?v=IL_W4VZHVIg&feature=related

    http://www.youtube.com/watch?v=akBMWYMBgAE&feature=related

  8. Kier powiedział/a

    z ostatniej chwili: 15 sierpnia 10ta Msza Św.

    http://www.christusvincit-tv.pl/

  9. leśny powiedział/a

    Przeczytajcie.To już jutro.
    Wpis dotyczy wydarzenia które być może pojawić 15 sierpnia … Wpis dotyczy wydarzenia które być może pojawić 15 sierpnia tego
    roku
    Niedawno na blogu pojawił się wpis zacytuję.
    ..kwi 28, 2010
    Steve Quayle otrzymał informację od anonimowego agenta CIA o planowanym ataku przygotowanym przez CIA w celu zamazania śladów upadku systemu monetarnego na świecie.
    Atak przeprowadzony będzie za pomocą impulsu elektromagnetycznego tzw EMP, który spowoduje wyłączenie systemu energetycznego w USA wersja druga to atak z Chin za pomocą komputera ;wyłączą system energetyczny..
    Tu o EPM
    http://tiny.pl/h7d6t

    Na końcu agent dodał ; będą ewakuować wszystkie miasta nie bądź blisko linii kolejowych.
    Ktoś go zaraz obśmiał
    Fakt przedstawione informacje wydają się naiwne ale
    w zestawieniu z innymi wpisami na blogu (Urbas blog)
    Fragment wpisu
    ..W sierpniu ; 15, gdy święto Wniebowzięcia Matki Bożej będzie przypadać w niedzielę, (a tak jest w tym roku) będzie na świecie w godzinach od 10.00 do 12.00, tak straszna burza z piorunami, że ludzie w wielkiej liczbie będą ze strachu umierać. Na razie są to ataki szatana, ale gdy Bóg opuści Swoją rękę nad ziemią, to dopiero będzie przerażenie. Komputery powysiadają, ludziom pieniądze na kontach poprzepadają. Wszystko zniknie w komputerach i będzie wyczyszczone, ludzie którzy mają w bankach pieniądze będą sobie wyrywać z głowy włosy i będą tracić rozum po stracie pieniędzy..
    żródło
    http://tiny.pl/h7d6x

    Inny wpis dotyczący tego samego wydarzenia
    Fragment
    ..Ostatnio ma takie dziwne myśli. Jakby coś się miało stać. Ksiądz nie jest prorokiem i nie chce nim być. Chodzi raczej o zdarzenie ważne dla Polski i Polaków.; Mam w głowie konkretny dzień; mówi ksiądz Pęzioł. ; Matki Boskiej Zielnej. Piętnastego sierpnia. Między dziesiątą rano a południem. Prawdopodobnie jakiś znak. Nic złego się wtedy nie stanie. Będziemy się tylko musieli wobec tego znaku określić. Czekam na ten dzień, nie wiedząc, co będzie. A może tylko mi się zdaje. Poczekam. Zobaczę..
    żródło
    http://tiny.pl/h7nj4

    Tekst ten szczególnie dedykuję rodzicom mających małe dzieci.
    Co powiecie swoim pociechom jak po kilku dniach z pustą lodówką i z plastikową
    Kartką w ręku której nie ma gdzie wetknąć.
    A dla tych którzy chcą
    Ratować swoją duszę. To
    Panie Jezu, pytają ludzie, czy 15 sierpnia, jak jest w przepowiedni ; spełni się?
    A jeżeli tak, to czy ona będzie dotyczyła Polski, czy całego świata?
    Pan Jezus:
    ; Drogie dzieci, Moje wszelkie kary, które was nawiedzają, to nie są ode Mnie. Ja tylko dozwalam na nie. To Mój wróg chce zniszczyć was, wasze dobra materialne i chce zniewolić wasze serca, a on ma przeróżne pomysły. Mój wróg jest bardzo zdolny i wie jak to zrobić, bo to był Mój najpiękniejszy i najmądrzejszy anioł. Dlatego mówię wam – nie gromadźcie tak wiele kosztem wielu wyrzeczeń, bo powiadam: ;wczoraj” ; to historia; dzisiaj” jest wasze, a ;jutro” należy do Boga. Ja z miłości do was jestem Miłosierny i komplikuję zamiary Mojego wroga i wiele już razy udaremniłem nieszczęścia na wielką skalę. Oni ; wasi wrogowie, chcieliby za jednym razem zniszczyć wszystko ; całą ziemię, nie myśląc o konsekwencjach. Ja udaremniam ich wiele zamiarów i dlatego to niszczenie ziemi postępuje bardzo powoli. Ja cały czas oczekuję od was powrotu do Mnie i dlatego daję wam czas do wynagradzania za wasze grzechy. Daję wam czas do błagania całego Nieba o ŁASKI. Daję wam czas do wyboru i rozważania między DOBREM a ZŁEM. Dlatego zawsze mówię: w każdej minucie waszego życia bądźcie przygotowani na spotkanie ze Mną. Ale ja nigdy nie mówię kiedykolwiek o jakiejkolwiek dacie. Dla Mnie każda data jest możliwa. Wy nawet nie wiecie, ile już razy udaremniłem plany Moich wrogów, którzy chcieli zesłać na was nieszczęścia, począwszy od szczepień przeciw grypie i te ich dzikie i zbrodnicze pomysły opóźniam. Dlatego też nie wymuszajcie u Mnie spełnienia obietnic Moich ; zsyłania kar. Słowa Moje potrzebne są do podejmowania waszych właściwych decyzji.
    Jeżeli Ja mówię: wracajcie – to wracajcie do Polski, bo Ja potrzebuję wielkiej liczby Moich apostołów. Jeżeli Ja mówię, że wasz kraj jest święty, to tak jest. A biskupi?
    Niedługo ;przejrzą” i sami będą błagać, abym to Ja chciał zostać waszym i ich Królem. Moje serce kocha Mój naród. Do Serca Mego przytulam was i zamknąłem was w nim. Ale KORONA, widoczna na Mojej Najświętszej Głowie, to już jest wielka chwała i cześć dla Mnie. Na sam jej widok wróg usuwa się.
    Na widok złotej korony Matki Mojej mnóstwo żołnierzy rosyjskich rozpierzchło się w 1920 roku.
    To było Jej zwycięstwo, a nie żadnego polityka Piłsudskiego, czy wasze. TO BYŁO JEJ ZWYCIĘSTWO!
    Tak będzie i teraz. Ja Król wasz oddalę wszelkie zamiary waszych wrogów.
    Powiedziałem tak wiele do was przez Moją sekretarkę Faustynę.
    Powiedziałem tak wiele do was przez Moją służebnicę Rozalię.
    W obecnych czasach mówię przez wiele osób, a wy dalej nie rozumiecie.
    Jakich powinienem użyć argumentów abyście zrozumieli?
    Wy – Moja droga owczarnio, rozumiecie i kochacie Mnie. Dlatego jest Mi was żal, bo jesteście niewinni i wiem, że chcielibyście cieszyć się tym pięknym światem, w którego centrum jestem Ja, w Trójcy Świętej Jedyny z Moimi Świętymi w Niebie.
    Kocham was i liczę na was. Jezus kochający”.
    Wpis opisujący bieżące i przyszłe wydarzenia lipiec 2010
    żródlo
    http://tiny.pl/ht3ll
    Nie twierdze że to się zdarzy a parafrazując słowa
    ks . Pęzioła nie jestem jasnowidzem i nie chce być .
    Podaj dalej czasu zostało Mało
    Pozdrawiam

  10. Wojwit powiedział/a

    Władze sanacyjne chciały przez hałaśliwą propagandę geniuszu Piłsudskiego vel Selmana (sic!) ukryć a wręcz przemilczeć prawdę o tym, że 15. sierpnia 1920r. Piłsudskiego nie było wśród obrońców Warszawy a nawet wśród obrońców Polski. Dzień wcześniej (o ile mnie pamięć nie myli) złożył on dymisję na ręce premiera Witosa zaś naczelne dowództwo przekazał Sztabowi Generalnemu a sam wyjechał daleko na południe Polski do swej przyszłej żony (15.VIII trzymał dziecko do chrztu gdzieś pod Częstochową – więcej na ten temat pisze Henryk Pająk w “Ponurej prawdzie o Piłsudskim). W skład Sztabu Generalnego wchodzili m.in. gen. Zagórski, płk. Sikorski (wówczas pułkownik) i to oni dowodzili obroną Warszawy. Aby nie upadło morale obrońców, zarówno Witos jak i Sztab Generalny WP postanowili utrzymać to w tajemnicy. Po cudzie nad Wisłą – czyli jak sytuacja się “wyjaśniła” – ale dopiero 18. sierpnia(!), Piłsudski “wrócił do gry” i osobiście pokierował spóźnionym manewrem oskrzydlającym znad Sanu. Premier oddał mu jego list, w którym złożył on tę dymisję, ale Piłsudski (Selman) nie zapomniał o świadkach jego haniebnego zachowania. Po przewrocie majowym odsunął Sikorskiego (który w 1926. bronił legalnego rządu), uwięził Witosa w Berezie Kartuzkiej, zaś generał Zagórski, który nie chciał oddać “kwitów” na Piłsudskiego (o przyjęciu 2000 koron żołdu od Austrii, czego Piłsudski się wypierał) i zapomnieć o tym, co widział i wiedział po oficjalnym uwolnieniu z Berezy został skrytobójczo zgładzony (zarąbany szablami po uprzednim torturowaniu) przez oficerów bliskich Piłsudskiemu.

    • Cox powiedział/a

      Sikorski tuż przed bitwą Warszawską został mianowany generałem. Wcześniej był komendanten twierdzy w Brześciu Litewskim. Na początku Sierpnia 1920 r. został mianowany dowódcą 5 armii. Był to nowo sformowany związek operacyjny (choć złożony z jednostek doświadczonych w boju). Dowodził on tym związkiem podczas bitwy nad Wkrą w której walczył z dwiema armiami bolszewickimi tworzącymi północne ramię ich kleszczy. W tym momencie nie mógł więc on być członkiem Sztabu Generalnego, a bezpośrednią obroną warszawy dowodził wówczas generał Józef Haller.

      • Wojwit - Ten Sam powiedział/a

        Prawda. I tylko ten generał podziekował na Jasnej Górze Krolowej Polski za zwycięstwo. Co do awansu Wł. Sikorskiego na generała tuż przed bitwą – nie wiedziałem o tym i w związku z tym błędnie napisałem.

    • Tymoteusz powiedział/a

      Piłsudski był masonem.
      Jego pochówek na Wawelu wzbudził liczne kontrowersje- i słusznie.
      Jeśli ktoś bedzie na Wawelu w kryptach- warto zwrócic uwage na sarkofag , w którym został pochowany ten pseudo-patriota- na sarkofagu umieszczone są pięcioramienne masońskie gwiazdy.

      Piłsudski zmarł 12.05.1938 roku. W tym samym dniu św.Faustyna ma wizję śmierci pewnej duszy, która umiera w straszliwych męczarniach. Chodzi tu o duszę Piłsudskiego.Odsyłam do odpowiedniego fragmentu z Dzienniczka siostry Faustyny i do rekolekcji ks.Piotra Natanka.

    • Cox powiedział/a

      Nasze kontruderzenie ruszyło znad Wieprza 16 Sierpnia 1920r

      • Wojwit - Ten Sam powiedział/a

        Ale Piłsudski 18.VIII rozpoczął znad Sanu (przynajmniej tak o tym było napisane w źródłach, które czytałem, chyba że coś, choć bez złej woli, przeinaczam) manewr mający odciąć sowietom odwrót. Niestety spóźniony, bo za późno rozpoczęty a nie powoli prowadzony – tak szybko uciekała po Cudzie nad Wisłą “Krasnaja armia”.

      • Wojwit powiedział/a

        Ma Pan rację – znad Wieprza…

        „Bitwę Warszawską wygrałem ja”
        Posted by Marucha w dniu 2010-08-16 (poniedziałek)

        W związku z 90. rocznicą Bitwy Warszawskiej przez media przewaliła się fala publikacji dotyczących roli Józefa Piłsudskiego w bitwie. Historycy, jak jeden mąż, wyśmiewali i deprecjonowali tezę, że w decydującym momencie zmagań Wódz Naczelny zwyczajnie się załamał i przestał dowodzić bitwą, ba, w przeddzień bitwy (12 sierpnia) poszedł do premiera Wincentego Witosa i jak gdyby nigdy nic złożył dymisję z zajmowanych stanowisk! Na pytanie zaskoczonego premiera, co ma z tym zrobić, odpowiedział: „Co pan uzna za stosowe”. Witos zataił dymisję, bo uznał, że ogłoszenie jej publicznie byłoby straszliwym ciosem w morale armii. Piłsudski opuścił Warszawę, najpierw pojechał do kochanki – Aleksandry Szczerbińskiej pod Tarnów, a dopiero potem do Puław. Ponaglony przez szefa sztabu generalnego gen. Tadeusza Rozwadowskiego – przyspieszył planowany atak znad Wieprza o jeden dzień, dołączając już do pościgu za cofającymi się już od paru dni bolszewikami.

        Generał Tadeusz Jordan-Rozwadowski
        Historycy w Polsce po 1989 roku uznają niemal za dogmat wszystkie tezy piłsudczykowskiej propagandy. Czynią to w stylu, który musi budzić uczucie zażenowania. Czy dochodzenie prawdy, i to sprzed 90 lat – to jest jakiś zamach na świętość? Czy ujawnienie jak było, sprawi, że Polska się zwali? Wolne żarty. Czytam oto wywiad z dr. Grzegorzem Nowikiem („Gazeta Wyborcza”, 14-15.08.2010) pod wymownym tytułem „Jak Piłsudski pobił Lenina”. Na pytanie redakcji o kontrowersje związane z bitwą, Nowik odpowiada: „Spór powstał po publikacji „Pierwszej wytycznej operacji warszawskiej” wybitnego historyka płk. Mariana Kukiela. Uważał on, że autorem planu Bitwy Warszawskiej 1920 r., a szczególnie kontrofensywy znad Wieprza był nie Piłsudski, ale gen. Tadeusz Rozwadowski. Tezy Kukiela w świetle badań prof. Wiesława Majewskiego oraz dr. Marka Tarczyńskiego, a także moich, są nie do utrzymania. Zresztą i Kukiel wycofał się z nich w 1928 r.”.

        Humorystycznie brzmi zdanie „Kukiel wycofał się z nich w 1928 r.”. Było to dwa lata po zamachu majowym. W więzieniu przez rok gnił twórca zwycięstwa warszawskiego – gen. Tadeusz Rozwadowski. To była zemsta za ujawnienie tuż przed majem 1926 kulisów bitwy warszawskiej, po tym, jak Piłsudski w książce „Rok 1920” zdeprecjonował wszystkich generałów i tylko siebie uznał za zwycięzcę. Po wyjściu z więzienia Rozwadowski długo nie pożył. W takiej atmosferze, kiedy kult Piłsudskiego był obowiązującą ideologią – weryfikowanie swoich poprzednich poglądów było znaczące. Nowik przekonuje, że dzisiaj Kukiel przychyliłby się do jego tez, a argument za tym jest wręcz rozbrajający: „Kukiel nie wykorzystał najcenniejszego źródła – relacji Wodza Naczelnego”. Oczywiście, to jest rozstrzygające, relacja Naczelnego Wodza. Co innego inne relacje, te nie mają znaczenia – a chodzi tu o takie osoby jak: gen. T. Rozwadowski, W. Witos. Maciej Rataj (marszałek Sejmu), gen. Maxime Weygand oraz wiele innych. Wszystkie one jednoznacznie stwierdzają, że przez prawie dwa miesiące Piłsudski był w stanie kompletnego załamania psychicznego.

        Wystarczy zresztą przejrzeć ogromne zbiory dokumentów z tego okresu (od czerwca 1920) – nie znajdziemy żadnego z podpisem Naczelnego Wodza! Pierwszy pochodzi dopiero z 15 sierpnia – jest nim rozkaz o ataku Grupy Uderzeniowej znad Wieprza. No i oczywiście jest nim także akt dymisji z 12 sierpnia, ale ten dokument był tajemnicą aż do 1962 roku! Obecnie ten dokument jest przez historyków ignorowany – mówią, że to był tylko pozór, bo Piłsudski nie chciał utrudniać rokowań z bolszewikami. Tyle tylko, że wcale tego Witosowi nie powiedział. Ale analiza faktów wskazuje, że po 12 sierpnia (a i wcześniej) faktycznym prowadzącym bitwę był gen. Rozwadowski. W zachowanych dokumentach mamy setki stron jego rozmów juzowych z dowódcami frontów, mamy dziesiątki narad i wizyt na pierwszej linii frontu. Gdzie był wtedy Wódz Naczelny? Nie zachowała się ani jedna fotografia przedstawiająca Piłsudskiego wśród żołnierzy, a przecież tak bardzo lubił fotografować się z wojskiem. Tych fotografii nie było, bo nie było go na froncie. Ale to nie wszystko – bitwę stoczono nie wedle rozkazu z 6 sierpnia (w jego wypracowaniu rzeczywiście brał udział Piłsudski), ale z 9 sierpnia, po tym, jak Rozwadowski dostrzegł nieaktualność tego pierwszego. Był to pisany ręcznie przez Rozwadowskiego rozkaz o fikcyjnym numerze 10.000. Został on upubliczniony w 1929 roku w książce „Generał Rozwadowski”. Charakterystyczne jest to, że podpis Piłsudskiego widnieje pod zdaniem „Zostają niniejszym informowani”. Jest tam kilkanaście nazwisk generałów. Wódz Naczelny „zostaje informowany”? Jak to rozumieć? Bardzo prosto – Piłsudski niejako poddawał się decyzji Rozwadowskiego co do prowadzenia bitwy, choć nie podobała mu się koncepcja uderzenia także na północy (5. Armia gen. W. Sikorskiego) – umył ręce, jakby mówiąc: „To niech Pan Generał walczy wedle swojej koncepcji, ale ja nie będę tego firmował”. I bitwę wedle koncepcji Rozwadowskiego przeprowadzono – 5. Armia uderzyła na kilka dni przed atakiem Grupy Uderzeniowej znad Wieprza, a Józefowi Hallerowi udało się przełamać bolszewików pod Radzyminem. Potem Piłsudski uważał, że działania Hallera i Sikorskiego były niepotrzebne, ale do kogo miał pretensje? Jeśli Naczelny Wódz tak mówi, to znaczy, że przyznaje, że nie miał wpływu na przebieg operacji, a więc faktycznie nie pełnił funkcji Naczelnego Wodza.

        Nie wiem co ma na myśli dr Nowik mówiąc: „Ani Kukiel, ani historycy z komisji nie wiedzieli też, że część dokumentów sztabowych gen. Rozwadowski dekretował już po bitwie. Przed laty ujawnił to prof. Piotr Stawecki. Marian Kukiel zawierzył także zawodnej – zdaniem dr. Tarczyńskiego – pamięci szefa Sztabu Generalnego”. To już pachnie dosyć ordynarną próbą zdyskredytowania Rozwadowskiego wedle wskazań piłsudczykowskiej machiny propagandowej z lat 20. oskarżającej znanych generałów o „fałszowanie dokumentów”. Jak się też okazuje, pamięć szefa sztabu była zawodna, ale pamięć Naczelnego Wodza nie podlega dyskusji. A może i podpis Piłsudskiego na rozkazie nr 10.000 z 9 sierpnia też jest sygnowany później, a może i podrobiony?

        Piłsudski był dzieckiem szczęścia, uratował się dzięki temu, że ludzie, z którymi współpracował w poczuciu odpowiedzialności za państwo nie wykorzystali okazji, by go zdyskredytować. Witos nie ogłosił jego dymisji, a Rozwadowski tłumił krytykę Naczelnego Wodza w sferach wojskowych, milcząc latami na temat prawdziwego przebiegu bitwy. W maju 1926 roku, po zajęciu siedziby premiera, piłsudczycy pierwsze co zrobili, to włamali się do szafy pancernej Witosa w poszukiwaniu aktu dymisji Piłsudskiego z dnia 12 sierpnia 1920. A Rozwadowskiego zwyczajnie, bez sądu, zamknięto w więzieniu. Miał tam gnić, bo – jak rzucił mu podczas ostatniej rozmowy Piłsudski: „Bitwę Warszawską wygrałem ja”. I nikt inny. I tak jest po dziś dzień.

        PS. Jedyną książką naukową, która przedstawia wydarzenia z innej perspektywy, jest biografia autorstwa dr. Mariusza Patelskiego pt. „Generał broni Tadeusz Rozwadowski – żołnierz i dyplomata” (wyd. RYTM, Warszawa 2002). Znamienne jest jednak to, że Wydawca uzupełnił to wydanie swoim posłowiem, dystansując się od ustaleń autora. Napisał m.in.: „Jedno jest jednak pewne i nie budzi wątpliwości: Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudski był Naczelnikiem Państwa, Przewodniczącym Rady Obrony Państwa, Naczelnym Wodzem i z racji swego stanowiska podejmował kluczowe decyzje oraz brał na siebie pełną odpowiedzialność wobec Boga i Historii”. Tak wygląda polska poprawność polityczna w wieku XXI.

        Jan Engelgard, Nowa Myśl Polska

  11. monitorpolski powiedział/a

    Antypolskie media chcą aby przestano uznawać Cud nad Wisłą:
    http://wiadomosci.onet.pl/1622206,1292,1,cud_wodz,kioskart.html
    Świadczy to o ich satanistycznym charakterze.
    Proponuje zrobić spis sponsorów mediów satanistycznych i ogłosić ich bojkot. Takie działania są najskuteczniejsze – bojkot firm, które sponsorują media satanistyczne. Proszę od rozpowszechnienie tego pomysłu.

  12. Hh powiedział/a

    Królowo Polski, Matko przedziwna, miej nas w opiece.
    Módlmy się do Matki najlepszej za Ojczyznę … Z całego serca jej dziękuję za opiekę

  13. jowram powiedział/a

    Kto finansowal wojne przeciw Polsce w 1919/1920 roku

    Wojne bolszewikow przeciw Polsce (a wlasciwie zamierzany podboj Europy 1919) byl w znacznej mierze finansowany przez Stany Zjednoczone (“najlepszego” naszego sojusznika), a w krytycznym momencie wylacznie przez USA.

    Bolszewicy nie mieli zywnosci. Aby zorganizowac wielomilionowa armie do marszu na zachod przez Polske potrzebna im byla zywnosc i pieniadze na oplacenie oficerow (carskich). Taka pomoc otrzymali od USA.

    Prezydent USA Wilson (uwazany w Polsce za bohatera) wyslal Bolszewikom $20 millionow ze swojego specjalnego funduszu wojennego (Special War Fund) w najbardziej krytycznym momencie. Pieniadze te zostaly przekazane osobiscie przez Ekihu Root, prawnika Kuhn Loeb i bylego Sekretarza Stanu. Zostalo to ujawnione w czasie przesluchania w Kongresie na temat Rosyjskich Obligacji, HJ8714.U5, ktore ukazuje wydatki finansowe Woodrow Wilson-a ze Specjalnego Funduszu Wojennego (Special War Funds) zatwierdzonego dla niego przez Kongres. Rowniez Joseph Tumulty zlozyl zeznanie ze taka transakcja miala miejsce. Zostalo to zarejestrowane w Congressional Records 2 wrzesnia 1919 roku. Majac na uwadze tzw: sile nabywcza, $20 milionow stanowi obecnie okolo $2 miliardy albo i wiecej, a wiec byla to kwota olbrzymia.

    Rowniez organizacja Czerwony Krzyz byl uzywany aby finansowac Bolszewikow i ich marsz na zachod. Pulkownik Raymond Robin byl szefem Czerwonego Krzyza w Rosji. Przekazal on wiele milionow dolarow Bolszewikom z ogolnego funduszu $370 milionow zebranych przez Czerwony Krzyz, a ktory byl zarzadzany przez Herny P. Davison, prawa reke J. P. Morgan-a. Pomagali mu Frank Vanderlip, szef American International Corp., i William Boyce Thompson, dyrektor Federal Reserve Bank z Nowego Jorku.

    Sa dowody na to ze, oprocz tego, USA przekazly Bolszewikom zywnosc za przynajmniej $60 millionow, z czego zywnosc za $50 milionow Bolszewicy “zamowili” 22 stycznia 1920 roku, a wiec tuz przed przygotowywana inwazja na Polske. Zywnosc dostarczyla firma Morris Co.

    Nalezy przypuszczac ze jest to tylko czubek gory lodowej o ktorej wiemy.

    • Tymoteusz powiedział/a

      Zgadza się.
      Jest to bardzo przykra prawda nie tylko o USA w ówczesnym czasie.
      Żydomasoni z USA finansowali nie tylko bolszewików z Leninem na czele. W latach 30-stych XX wieku finansowane było dojscie Hitlera do władzy i jego partia NSDAP. Masoneria poprzez tzw .plan Marschala po II Wojnie Swiatowej finansowała odbudowę Europy Zachodniej.Plske zaś wepchnięto w paszczę komunizmu…

      • Wojwit powiedział/a

        Mam problem ze swoimi komentarzami w następnym artykule – nie wchodzą. A na tej, choć pod zmodyfikowanym nickiem – tak.
        Dziekuję za poprawki moich pomyłek. Dobrze,że prawda jest głoszona. Może niektórym otworzą się wreszcie oczy…

    • Cox powiedział/a

      A co zrobił prezydent Rooswelt w 1943r w Teheranie? Nasz ,,najlepszy sojusznik” poprostu sprzedał nas sowietom.

  14. czytelnik powiedział/a

    Marszałka w walce wspierała druga żona :)

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 300 other followers

%d bloggers like this: