Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

Archive for Wrzesień 2010

Teologiczne uzasadnienie oddania Polski Chrystusowi jako Królowi

Posted by Dzieckonmp w dniu 30 Wrzesień 2010


KONGRES CHRYSTUSA KRÓLA

Pod patronatem honorowym Jego Ekscelencji
ks. abpa Sławoja Leszka Głódzia Metropolity Gdańskiego

Rumia, dn. 18 września 2010 r.

Ks. Jerzy Bajda

Teologiczne uzasadnienie oddania Polski Chrystusowi jako Królowi

Zagadnienie to ma kilka warstw, które trzeba ukazać kolejno.

1. Władza Boga – Stwórcy nad światem

Na pierwszym miejscu trzeba podkreślić, że wszelkie stworzenie podlega Bogu jako Stwórcy i Panu. Od tej zasady nie jest wyjęty człowiek, jako stworzenie rozumne i wolne, to jest powołane do kierowania się poznaną prawdą. Kiedy mówimy, że człowiek jest istotą wolną, nie twierdzimy, że nie podlega Bogu czy że jest niezależny od czegokolwiek. Wolność stworzona, która rodzi się na fundamencie prawdy (prawdy o istocie i relacjach stworzonego bytu), nie polega na niezależności od Boga, lecz na rozumnym kształtowaniu tej zależności, to jest na takim jej ukształtowaniu, które przyjmuje postać relacji posłuszeństwa w miłości na podstawie uczestnictwa w Bożej Mądrości. Człowiek otrzymując istnienie i życie na sposób daru, nie może istnieć ani żyć zgodnie z własną prawdą jeśliby zapragnął żyć poza Bogiem lub przeciw Bogu.

Prawda ludzkiego istnienia nie dotyczy samego bytu jednostkowego: człowiek istnieje jako społeczność, jako społeczeństwo, jako wspólnota, która otrzymuje różne nazwy, zależnie od charakteru zjednoczenia, od poziomu wewnętrznego zorganizowania, od sposobu współdziałania, w którym wyraża się wewnętrzne skierowanie do budowania i przeżywania jedności ludzkiej. Poziom i stopień tego zjednoczenia był bardzo różny od początków historii ludzkiej, kiedy podstawą formą zjednoczenia była więź rodzinna, więź rodowa, więź plemienna, wreszcie jako najwyższa postać współistnienia – wspólnota narodowa. Historycznie i genetycznie naród rozwinął się z rodziny, jako fundamentalnej wspólnoty osobowej, opartej na małżeństwie, czyli związku mężczyzny i kobiety. Na wszystkich tych poziomach zjednoczenia istotną rolę odgrywała świadomość autorytetu, który poprzez źródło, jakim jest rodzina, sięgał korzeniami do Istoty ponadświatowej, rozumianej jako Istota boska, choć w narodach pogańskich rozumienie tej Istoty jak i relacji łączącej człowieka z Bogiem było najczęściej błędne, aż do czasu Objawienia Bożego Starego a zwłaszcza Nowego Testamentu.

2 Władza Chrystusa nad ludzkością (nad narodami)

W „Kompendium Nauki Społecznej Kościoła” czytamy: „Kościół głosi, że Chrystus, Zwycięzca śmierci, króluje nad światem, który On sam odkupił. Jego Królestwo rozciąga się również na obecne czasy i skończy się dopiero wtedy, gdy wszystko zostanie poddane Ojcu, a ludzka historia dopełni się wraz z Sądem Ostatecznym (Por 1Kor 15, 20-28)” (Komp. 383). W tym samym paragrafie czytamy dalej: „Przesłanie biblijne ustawicznie inspiruje myśl chrześcijańską na temat władzy politycznej, przypominając, że ma ona swoje źródło w Bogu i jest nieodłączną częścią stworzonego przez Niego porządku. Porządek ten dostrzegany jest przez ludzkie sumienie i urzeczywistnia się w życiu społecznym przez prawdę, sprawiedliwość, wolność i solidarność, które zapewniają pokój”.

Sobór Watykański II, streszczając naukę katolicką o Chrystusie i Kościele w konstytucji dogmatycznej „Lumen gentium” wyraźnie potwierdza królewski tytuł Chrystusa i Jego władzę w stosunku do odkupionej ludzkości. KK 3 stwierdza, że „aby wypełnić wolę Ojca, Chrystus zapoczątkował królestwo niebieskie na ziemi i objawił nam misterium Ojca, a przez swe posłuszeństwo dokonał odkupienia. Kościół, czyli Królestwo Chrystusa już teraz obecne w misterium, z mocy Boga rośnie widzialnie w świecie”. W tym zwięzłym tekście warto podkreślić pewne ważne dla naszego tematu szczegóły:. Owo Królestwo niebieskie, będące przedmiotem Ewangelii, jest dziełem należącym do osobistego posłannictwa Chrystusa i dlatego Jego Osoba jest rzeczywistością centralną tego Królestwa. Dlatego na końcu tego paragrafu mówi się, że ludzie są powołani nie do anonimowego królestwa, lecz do osobowego zjednoczenia z Chrystusem, „od którego pochodzimy, dzięki któremu żyjemy i do którego zdążamy”. Następnie mówi się, że to Królestwo niebieskie jest obecne na ziemi, a więc nie należy całkowicie do zaświatów, ponieważ zgodnie z wolą Bożą zostało ustanowione „dla nas i dla naszego zbawienia” (jak mówimy w Credo). Dalej, mówi się, że Kościół jest tą rzeczywistością, przez którą to Królestwo jest „już teraz obecne w misterium”, a nie zacznie istnieć dopiero na końcu świata i jego historii. Używane w tym rozdziale systematycznie pojęcie „misterium” nie oznacza czegoś niepojętego i tajemniczego, lecz mówi o rzeczywistości boskiej, która dzięki Wcieleniu Chrystusa uobecnia się w historii jest i „widzialna i dotykalna” poprzez znaki sakramentalne budujące Kościół. Królestwo Boże, (czyli Chrystusowe), jest więc już obecne w swojej prawdzie, choć nie objawione w swojej pełni. O tym, że „Królestwo ujawnia się przede wszystkim w samej Osobie Chrystusa”, mówi paragraf 5 KK.

Tenże paragraf dodaje ważny element podkreślający rolę Kościoła. Mówi się tu, że „Kościół […] otrzymał posłannictwo głoszenia i krzewienia królestwa Chrystusa i Boga wśród wszystkich narodów i stanowi zalążek oraz zaczątek tego królestwa na ziemi”. Zatem Kościół nie jest instrumentem jakby zewnętrznym w stosunku do szerzenia Królestwa, lecz przenika się wewnętrznie z jego istotą. To, co określono jako „zalążek oraz zaczątek”, ma się rozwijać poprzez samą działalność Kościoła. Dlatego w paragrafie 9 KK czytamy: „Mając rozprzestrzeniać się na wszystkie kraje, Kościół wchodzi w ludzkie dzieje, jednocześnie wykraczając poza czasy i granice narodów”. Jest to dość ważna uwaga, podkreślająca różnicę między historią zbawienia a historią świecką. Historia świecka jest sumą ludzkich dokonań, dobrych i złych na przestrzeni czasu. Historia zbawienia, która przez Kościół uobecnia się w naszym czasie, przenosi w przestrzeń ludzkiego istnienia owoce dzieła Odkupienia udostępniając je człowiekowi w darach łaski. Dochodzi tu do głosu podwójny wymiar transcendencji: przekroczenie granic bytu i przekroczenie granicy czasu. Przez Kościół bowiem człowiek wchodzi w uczestnictwo w życiu Boga ponad możliwościami samej natury ludzkiej i ponad czasem, czyli zapoczątkowując ten rodzaj życia, który jest określony jako wieczny. Jeżeli twierdzimy, że jest to nowość życia ponad możliwościami samej natury, (co nazywamy życiem nadprzyrodzonym), to nie znaczy, że to nowe życie jakoby „unosi się ponad człowiekiem”, nie dotykając jego samego, czyli jego istoty. Katolicka nauka o nadprzyrodzoności głosi, że dar nadprzyrodzony wywołuje potrójny skutek w samej naturze człowieka (w głębi jego istoty): oczyszcza z grzechu i jego skutków, doskonali naturę przywracając ją do pierwotnej doskonałości (pierwotnej prawdy zamierzonej w akcie stworzenia) i podnosi na poziom uczestnictwa w naturze Boga, co dzieje się przez tak zwane cnoty teologalne: wiarę, nadzieję i miłość. Tak rozumiane „przekroczenie natury” odnosi się zarówno do życia osobowego w sensie ścisłym, jak i do życia społecznego, które zachowuje charakter ludzki, o ile jest nadal wyrazem aktywności osobowej.

Z tym łączy się twierdzenie przyjęte w nauce Kościoła (w ślad za sformułowaniem obecnym w Gaudium et spes (KDK 25), że „osoba ludzka jest zasadą i celem współżycia politycznego” (KKK 1881). Ważną konsekwencją tej zasady jest to, że również życie polityczne musi w analogiczny sposób respektować „otwarcie na Transcendencję”, które jest właściwe osobie ludzkiej (Komp. 384). Wynika to stąd, że powołanie osoby jest niepodzielne i dlatego osoba ludzka całą prawdą swego życia (istnienia) odnosi się do Boga jako swego celu ostatecznego nie tylko na poziomie swego życia jednostkowego, lecz także jako członek społeczności, a więc Kościoła, narodu, państwa. Innymi słowami – osoba jest zawsze i w właściwy sposób własnością Boga, natomiast nigdy i w żadnym sensie nie jest własnością państwa czy jakiejś grupy (sekty itp.).

List do Rodzin (Jan Paweł II) w pewien sposób uzupełnia i pogłębia powyższą zasadę. Jest to rozwinięte w paragrafie 17, gdzie mówi się o tym, że tą podstawą, na której opiera się istota społeczeństwa ludzkiego, jest nie tylko osoba (sama jako jednostka), ale przede wszystkim rodzina oparta na małżeństwie mężczyzny i kobiety. Rodzina jest pierwszą instytucją, wcześniejszą od państwa, i to właśnie rodzinie w sposób podstawowy przysługuje cecha suwerenności. Dzięki tej suwerenności nie tylko osoba ale i rodzina podlega bezpośrednio Bogu i nie może być w pełni poddana państwu. Po drugie List do rodzin wyjaśnia jeszcze inną ważną relację, jaka ma swój fundament w rodzinie. Papież mówi tu wprost o „więzi organicznej, jaka zachodzi między rodziną a narodem”. Papież twierdzi, że więź rodziny z narodem – w każdym kontekście historycznym – „opiera się przede wszystkim na uczestnictwie w kulturze”. Papież pisze dalej: „Rodzina uczestnicząc w dziedzictwie narodowej kultury, przyczynia się do tej specyficznej suwerenności, jaką naród zawdzięcza swojej kulturze i swemu językowi”. Papież przypomina w tym miejscu swoje wystąpienie w UNESCO (1980 r.), w czasie którego przypomniał ten okres historii Polski, kiedy Polska nie miała własnego państwa, a naród trwał w poczuciu swej jedności i duchowej oraz kulturowej suwerenności. W Liście Papież napisał: „Poprzez swą kulturę, swój język, nie tylko naród, ale i każda rodzina, odnajduje swoją duchową suwerenność. Trudno bez tego wytłumaczyć wiele faktów w dziejach narodów, zwłaszcza europejskich, faktów dawnych i dzisiejszych, faktów podniosłych ale i bolesnych, zwycięstw i klęsk. Widać jak bardzo organicznie rodzina jest zespolona z narodem a naród z rodziną”. Jakkolwiek naród potrzebuje państwa, aby w formie struktury politycznej potwierdzić i rozwijać swoją suwerenność, to jednak naród jako formacja antropologiczna zachowuje swoje pierwszeństwo w stosunku do państwa, które, jeśliby utraciło więź z duchowym życiem narodu i personalistycznym fundamentem suwerenności, stanie się – jak to wynika z tekstu Papieża – tworem „bez duszy”. Do owej „duszy”, która decyduje o tym, że państwo jest żywe, należy w szczególny sposób rodzina. Gdyby więc państwo postanowiło pozbawić rodzinę jej duchowej tożsamości i suwerenności, byłby to zamach samobójczy ze strony państwa. Zatem rodzina, a wraz z nią naród, jest tym wymiarem ludzkiego istnienia, w którym –owo społeczne istnienie – otwiera się głęboko na transcendencję, lub konkretniej mówiąc – na religię, czyli na stosunek do Boga, jako Stwórcy i Prawodawcy. Państwo nie może tego aspektu zignorować, nie popełniając podstawowej zdrady wobec siebie, wobec narodu i wobec samego człowieczeństwa.

3 Państwo w kontekście porządku nadprzyrodzonego.

Państwo nie jest absolutem, lecz podlega prawu moralnemu, a więc tym samym podlega władzy Chrystusa. Podkreśla to Komp. 384, stwierdzając: „Wspólnota polityczna wypływa z natury osób, którym sumienie ukazuje i każe wiernie zachowywać porządek wyryty przez Boga we wszystkich Jego stworzeniach”. Chodzi o prawo naturalne, „któremu podlegają tak poszczególne państwa jak i cała społeczność międzynarodowa” (tamże). Historia świata skomplikowała się w momencie przyjścia Chrystusa, który z jednej strony pozbawił autorytetu państwa pogańskie (proroctwo Daniela), z drugiej strony głosząc Królestwo Boże, nie przypisał sobie uprawnień politycznych typu państwowego. Ta nowość ewangeliczna naraziła Chrystusa na opór zarówno ze strony tych, którzy nie wierzą, (to jest pogan), jak i z drugiej strony wywołała bunt tych rzekomo „wierzących”, którzy widzieli w Mesjaszu wcielenie władzy politycznej Izraela. To napięcie trwa nadal w historii, ponieważ z jednej strony Kościół – w imieniu Chrystusa – wzywając do Królestwa Bożego, domaga się pełnego nawrócenia i gotowości dźwigania Krzyża wraz z Chrystusem, a z drugiej strony chrześcijaństwo –i Kościół w szczególności – głosząc powszechne władanie Chrystusa, jest przedmiotem systematycznego prześladowania, które zmienia tylko swoje formy, nie zmieniając obiektu nienawiści. Podobnie obiektem sprzeciwu są chrześcijanie, którzy chcą ład państwowy oprzeć na zasadach chrześcijańskich, a o ile nie ulegają pokusie teokracji, (która ułatwiłaby wprowadzenie w życie Ewangelii), spotykają się z zarzutem dyktatury i gwałcenia sumień, ponieważ nauczają, że prawo Chrystusowe obowiązuje wszystkich ludzi. Po stronie chrześcijan jest także możliwy błąd nieodróżniania porządku etycznego rządzącego państwem od porządku nadprzyrodzonego, który jest skierowany ku zbawieniu człowieka na zasadzie wolności.

Inaczej mówiąc chodzi o to, że porządek polityczny nie ma charakteru eschatologicznego. Głębokie uwagi na ten temat znajdują się w dokumencie „Międzynarodowej Komisji Teologicznej” (2008). W dokumencie tym czytamy m.i., że „w historii ludzkiego społeczeństwa często porządek polityczny był pojmowany jako odbicie porządku transcendentnego i boskiego. W ten sposób starożytni myśliciele budowali i uzasadniali teologię polityczną, według której władca gwarantował zachowanie więzi między kosmosem i ludzkością […] Natomiast w monoteizmie biblijnym wszechświat jest widziany jako posłuszny prawom nadanym przez Stwórcę. W państwie panuje ład, kiedy przestrzega się prawa Bożego, które zresztą jest zapisane w ludzkim sercu. […] Biblia jednak doprowadziła do desakralizacji władzy ludzkiej (państwowej), choć w ciągu wieków idea teokracji zaciemniała istotną różnicę między porządkiem politycznym i religijnym. (nr 93).

Kolejny paragraf bardziej konkretnie odnosi się do poruszonego zagadnienia. Czytamy tu: „Objawienie biblijne zachęca ludzkość do wzięcia pod uwagę, że porządek stworzenia jest porządkiem uniwersalnym, w którym uczestniczy cała ludzkość i że taki porządek jest dostępny ludzkiemu poznaniu rozumowemu. Kiedy mówimy o prawie naturalnym, chodzi o porządek chciany przez Boga i dostępny naturze ludzkiej. Biblia wprowadza różnicę między ten porządek (stworzenia) a porządek łaski, do którego człowiek ma przystęp przez wiarę w Chrystusa. Tak więc porządek polityczny nie jest tym ostatecznym i eschatologicznym porządkiem. Zakres polityki nie pokrywa się z zakresem państwa (królestwa) niebieskiego, które jest absolutnym darem Boga. Pierwsze wywodzi się z porządku niedoskonałego i przejściowego, w którym żyją ludzie, choć zbliżają się do jego pełni poza historią” (nr 94). „Państwo zatem nie może się uważać za posiadacza ostatecznego sensu (istnienia). Nie może narzucać ani jakiejś ideologii globalnej, ani jakiejś religii (choćby tak zwanej świeckiej) ani obowiązującej jednomyślności (un pensiero unico)”..

Na tle przytoczonych tekstów (nr 93-94) nasuwa się potrzeba uściślenia pewnego twierdzenia. Najpierw bowiem mówi się, że w wyniku desakralizacji władzy państwowej zachodzi różnica między porządkiem politycznym a porządkiem religijnym, ponieważ inny jest cel polityki a inny religii. Potem mówi się, że istnieje różnica między porządkiem stworzenia a porządkiem łaski (czyli nadprzyrodzonego Odkupienia). Trzeba podkreślić, że te dwa rozróżnienia nie pokrywają się z sobą, tak jakby porządek polityczny pokrywał się z porządkiem stworzenia a porządek religijny z porządkiem łaski. Sprawa jest bardziej złożona, gdyż zarówno porządek polityczny jak religijny istnieje w porządku stworzenia (i podlega prawu naturalnemu) jak i w porządku łaski, gdyż władza Chrystusa Odkupiciela nadaje ostateczny kształt zarówno życiu religijnemu jak i wszelkiej aktywności politycznej. (Naród, który przyjął Chrystusa, ma prawo kierować swoim życiem politycznym także w świetle Chrystusowej prawdy. Teza o „laickości państwa” nie może być rozumiana jako dogmat z góry wykluczający afirmację wartości chrześcijańskich w przestrzeni publicznej. Na ten temat trwa nieustanny spór między Stolicą Apostolską a tak zwaną Unią Europejską) To oczywiście domaga się pewnych szczegółowych wyjaśnień.

Pierwsze twierdzenie (=polityka a religia) ma charakter ogólny i w tym ogólnym znaczeniu jest ważne i obowiązujące, ponieważ wyklucza utożsamienie porządku politycznego z religijnym. Innymi słowy odrzuca twierdzenie, że państwo jest ostatecznym wcieleniem religii (co występowało w kosmologiach starożytnych a także w dialektycznej filozofii Hegla). Drugie twierdzenie podkreślające różnicę między porządkiem stworzenia a porządkiem łaski dotyczy nie tyle samego celu, (bo z punktu widzenia celu oba porządki zgadzają się zasadniczo w tym, że celem człowieka zawsze jest zbawienie i chwała Boża), lecz dotyczy sposobu osiągania owego celu, a więc dotyczy władzy człowieka (kompetencji, jurysdykcji) i zespołu środków służących osiągnięcia celu nadanego przez Boga. W porządku stworzenia człowiek opiera się na mądrości, rozpoznawanej ludzkim rozumem, natomiast w porządku łaski korzysta także z pomocy Objawienia, które oświeca rozum, oraz z pomocy tych środków, które ustanowił Chrystus jako niezbędne dla osiągnięcia zbawienia.

W obu przypadkach pojęcie „różnicy” nie oznacza tu „rozdziału”, czyli „przeciwstawienia” tych dwóch porządków, ponieważ spotykają się one w samym człowieku, który jest równocześnie – jako osoba – istotą społeczną i istotą religijną, jak też jest równocześnie istotą stworzoną i istotą powołaną do łaski nadprzyrodzonej. Jeśli więc chodzi o status państwa, to istotne światło na tę sprawę rzuca twierdzenie dotyczące różnicy między porządkiem stworzenia a porządkiem łaski, jako że państwo z natury swej realizuje cel zapisany w porządku stworzenia, opierając się na prawie naturalnym, natomiast nie posiada żadnej kompetencji w realizowaniu porządku łaski, czyli odkupienia.

Zasadę tę podkreślił nr 95 Dokumentu Komisji, wykluczając, by państwo decydowało o sprawach należących do zakresu celu ostatecznego człowieka. Czytamy tu (prócz zdania już przytoczonego), że „w społeczeństwie cywilnym zakres sensu ostatecznego jest zadaniem organizacji religijnych, filozofii oraz duchowości; one to mają wnosić swój wkład do budowania dobra wspólnego, umacniać więź społeczną, popierać wartości uniwersalne, leżące u podstaw samego porządku politycznego” (nr 95). Władza państwowa nie jest zatem kompetentna w ustalaniu ostatecznego sensu życia, natomiast jest obowiązana stworzyć warunki umożliwiające ludziom realizację ich ludzkiego życia. To zakłada dostęp do wartości duchowych i religijnych, a więc wolność religijną, dzięki której członkowie społeczności będą mogli wejść w relację do Boga i uczestniczyć w najwyższych wartościach (nr 96). Gdyby Bóg i wszelka transcendencja miały być wykluczone z horyzontu życia politycznego, powstałaby sytuacja, w której całą władzę nad człowiekiem posiadałby tylko człowiek. Ponieważ władza w takim wypadku byłaby oderwana od fundamentu etycznego, w rezultacie polegałaby jedynie na użyciu siły, czyli przemocy. Jest to sytuacja tragiczna, w której z konieczności znajdują się państwa odrzucające Boży fundament władzy politycznej. Niestety często porządek polityczny jest przedstawiany jako ostatni horyzont sensu dla ludzkości. Ideologie i reżymy totalitarne pokazały wyraźnie, że taki porządek polityczny, pozbawiony odniesienia do transcendencji, nie może być po ludzku akceptowalny. To wynika po prostu z prawa naturalnego (nr 97).

4. Aktualna forma konfrontacji

Narzuca się tutaj jeszcze jedna bardzo ważna uwaga. W pewnych dyskusjach politycznych na temat miejsca Kościoła wśród potęg politycznych świata, przyjmuje się a priori fałszywe założenie, że państwa, mocarstwa, imperia itd., były pełnoprawnymi i wyłącznymi użytkownikami przestrzeni publicznej świata, w której w pewnym momencie pojawił się Kościół jako intruz, jako nieproszony gość, uzurpujący sobie władzę nad narodami z tego tytułu, że reprezentuje Królestwo Boże, względnie Królestwo Chrystusa. W rzeczywistości prawda jest inna. Narody pogańskie znajdowały się w niewoli złych duchów, które – jak to dowodzi św. Augustyn – popierały różnego rodzaju fałszywe kulty zarówno po to, by pod ich osłoną odbierać cześć należną Bogu, jak i w tym celu, by pogrążać społeczeństwo w coraz głębszym upadku moralnym. Sam Chrystus stwierdził, że „każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” (J 8, 34), a św. Jan Ewangelista zwięźle ujmuje całość sytuacji zaistniałej po grzechu pierworodnym: „świat leży w mocy złego” (1J 5, 19). Rzeczywistość religijna nie pojawiła się na świecie jako pokorny petent proszący o pozwolenie na „zakwaterowanie” na świecie, który jest jakoby całkowicie „świecki”. To było inaczej. Rzeczywistość religijna, konkretniej – jedyna, prawdziwa religia, zstąpiła z Nieba na ziemię, „przyszła do swojej własności” (J 1, 11), jako Królestwo, obecna w Osobie Jezusa Chrystusa, niosące ludzkości Prawdę i Wolność. Wprawdzie, mimo iż Chrystus „przyszedł do swoich”, a ci Go „nie przyjęli”(J 1, 11), jednak w Osobie Chrystusa pojawiła się jedyna prawdziwa religia, która zdolna jest wyzwolić człowieka z wszelkiej niewoli. Zdolna jest wyzwolić nie tylko jednostki, jakby prywatnie i w sposób izolowany, lecz także narody i państwa jako zbiorowości ludzkie, również podległe tragicznej niewoli pochodzącej z grzechu. Jan Paweł II wyjaśnił w swoim nauczaniu, że oprócz grzechu, który jest złem ściśle osobowym, istnieją „struktury grzechu”, które są formą zła społecznego, jako że są nie tylko sumą grzechów osobowych, ale są czynnikiem skłaniającym do grzechu całe społeczności a nawet narody. Malachi Martin, autor obszernego dzieła pt. „Klucze Królestwa” (wydanego najpierw w Nowym Yorku w 1990) ukazuje ideologiczną panoramę współczesnego świata, którzy zmierza ku tak zwanej „globalizacji” i jest zarazem dogłębnie przeżarty „strukturami grzechu”. Jedne  z tych struktur, zrodzone z szatańskiej filozofii ateistycznego materializmu, drugie zrodzone w cieniu „złotego cielca” obiecującego dobrobyt i panowanie przez pieniądz, podają sobie ręce nad przepaścią ludzkiej nędzy, okrucieństwa i zbrodni, które trudno opisać, a zarazem rywalizują o prymat w dążeniu do zawładnięcia światem „zglobalizowanym”. .Na tle tej tragicznej scenerii jaśnieje postać Papieża Jana Pawła II, który nie rywalizuje o władzę, lecz spokojnie ukazuje Chrystusa, w którym ludzkość może znaleźć wszystko, czego najgłębiej pragnie, pod warunkiem, że będzie gotowa przyjąć Go z wiarą i miłością. Jan Paweł II głosi Chrystusa nie tylko pojedynczym „osobom”, ale także przywódcom politycznym, organizacjom światowym i całym narodom.

Należy także zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt dotyczący obrazu świata, jaki pojawił się z chwilą przyjścia Chrystusa. Ponieważ Królestwo Boże zjawiło się jako rzeczywistość widzialna w świecie, czego znakiem jest widzialność Kościoła Chrystusowego i widzialność Ewangelii, równocześnie te siły, które się sprzeciwiają władzy Chrystusa usiłują przybrać jakąś postać widzialną, choć najczęściej utajnioną i zakamuflowaną, a nawet kryjącą się za pozorami pobożności, ale coraz doskonalej zorganizowaną, by zwalczać dzieło Boże w sferze widzialnego świata. Przeciwnicy Boga nie mają nic przeciwko temu (tak przynajmniej mówią), żeby ludzie sobie wierzyli i czcili Pana Boga prywatnie, w ukryciu serca, w cichym zakątku domu, z dala od ludzkich oczu. Razi ich to, że Kościół jest instytucją społecznie widzialną, że Ewangelia jest głoszona publicznie, że kult Boży odbywa się też publicznie. Nieprzyjaciele Boga uczynili wiele zabiegów, aby religię i Kościół usunąć z przestrzeni publicznej, która miała być zarezerwowana dla państwa, pojętego jako twór całkowicie zlaicyzowany, areligijny, a nawet ateistyczny. Konsekwentnie do tego celu zmierzały rewolucje, ożywione ideologią materialistyczną i ateistyczną, laicystyczny i pseudo-humanistyczną, obalając monarchię i niszcząc Kościół, zalewając ziemię potokami krwi i pokrywając stosami gruzów zburzonych świątyń i klasztorów. Te rewolucje i masowe rozboje były z reguły organizowane przez masonerię, która prócz tego miała w planie zburzyć cały dorobek cywilizacyjny chrześcijaństwa, burzyć wiarę, moralność i kulturę wyrosłą na Ewangelii. Papieże już od XVIII wieku ostrzegali świat przed zgubnym charakterem tej tajnej organizacji. W sposób pogłębiony odniósł się do tego tematu papież Leon XIII w encyklice „Humanum genus”. Już początek dokumentu wprowadza nas w sedno sprawy. Czytamy tu: „Gdy rodzaj ludzki, stając się ofiarą nienawiści szatana, nieszczęśliwie odpadł od swego Stwórcy i Dawcy wspaniałych darów, podzielił się wtedy na dwa obozy różniące się między sobą i wzajemnie sobie nieprzyjazne; jeden z nich bezustannie walczy w obronie prawdy i cnoty, drugi natomiast walkę prowadzi o to, co się cnocie i prawdzie przeciwstawia. Pierwszy, to Królestwo Boże na ziemi, to jest Kościół Jezusa Chrystusa, ci zaś, którzy chcą całym sercem do niego należeć, powinni z gotowością i poddaniem rozumu i woli służyć Bogu i Jego Jednorodzonemu Synowi. Drugi obóz – to królestwo szatana, pod którego władzą i panowaniem znajdują się wszyscy, co naśladując zgubny przykład swego przywódcy i pierwszych rodziców, odmawiają posłuszeństwa wiekuistemu prawu Bożemu i, wzgardziwszy Bogiem, pracują zapamiętale – przeciw – Bogu”. Nieco dalej napisał Leon XIII: „W czasach zaś obecnych zdaje się, że ci wszyscy, którzy są po stronie zła, łączą siły i przysięgają się do najzaciętszej walki, a to za sprawą i przy współdziałaniu szeroko rozpowszechnionego i silnie zorganizowanego stowarzyszenia tzw. masonów. Wcale już bowiem nie ukrywają swych zamiarów, zuchwale zachęcają się oni do walki przeciw majestatowi Bożemu, całkiem otwarcie godzą na zgubę Kościoła, a to w tym celu, by ludy chrześcijańskie, jeśli by to było możliwe, ograbić do szczętu z tych wszystkich dóbr, które nam wysłużył nasz Zbawca, Jezus Chrystus”.

W obecnym czasie nic, z tego, co napisał Leon XIII, nie zmieniło się w kierunku pozytywnym, lecz sytuacja Kościoła i religii stała się jeszcze bardziej niekorzystna. Wiek XX był okresem najbardziej gwałtownego ataku skierowanego przeciw Kościołowi i chrześcijańskiej kulturze. Nie będę wschodził w liczne szczegóły opisane przez historyków wojen i rewolucji. Podkreślę tylko najbardziej perfidną wojnę przeciw Kościołowi prowadzoną wewnątrz samego Kościoła, w okresie Soboru Watykańskiego II i po nim. Pisze o tym wyczerpująco Romano Amerio w dziele pt. „Iota unum” („Antyk”, brw., s. 900). Książka pokazuje wycofywanie się Kościoła (ludzi Kościoła) z nauki tradycyjnej obejmującej dogmaty, dyscyplinę, liturgię i po prostu wszystkie dziedziny moralności chrześcijańskiej. Działo się to pod wpływem nacisku pewnych dobrze zamaskowanych osobistości będących w masonerii lub współpracujących z tą organizacją. Bardziej szczegółowo, choć w węższym zakresie problemów, omawia wpływ masonerii na Kościół włoski autor ks. Luigi Villa w książce pt „Paweł VI – błogosławiony?” („Antyk”, brw., str. 402). Ks. Luigi Villa cytuje konkretne teksty wydawnictw masońskich ujawniających plan zniszczenia Kościoła. Na przykład na str. 189-190 przytacza wiele mówiący tekst: „Naszym celem ostatecznym jest cel Woltera i Rewolucji Francuskiej, to jest całkowite unicestwienie katolicyzmu, a nawet wykorzenienie idei chrześcijańskiej…Dzięki paszportowi obłudy możemy konspirować tak, jak to jest nam na rękę i zbliżać się stopniowo do realizacji tego celu [..] Tym, do czego mamy dążyć i czego mamy wypatrywać tak, jak Żydzi wypatrują Mesjasza, jest Papież na miarę naszych potrzeb […] Ze starymi kardynałami i biskupami o twardym kręgosłupie daleko się nie zajedzie.[…] Trzeba postawić na młodzież, uwieść ją! Konieczne jest, abyśmy przyciągnęli ją w taki sposób, by niczego się nie domyśliła – pod sztandarem tajnych towarzystw. […] To nie ostrego sztyletu powinny lękać się najbardziej Katolicyzm i Monarchia. Ale te dwa filary porządku społecznego mogą się zawalić wskutek zepsucia – więc pracujmy nad nim niestrudzenie […] Propagujmy wszelkie występki pośród szerokich rzesz. Niech chłoną je wszystkimi pięcioma zmysłami aż do przesytu. Sprzyjajcie tedy zepsuciu serc, a nie będziecie mieli katolików. Odciągajcie księdza od pracy, od ołtarza, od praktykowania cnót: niech czym innym zajmie swoje myśli i wypełni swój czas. […] Zepsucie na wielką skalę, – oto, cośmy przedsięwzięli. Zepsucie ludu przez kler, a kleru przez nas. Zepsucie, które ostatecznie pozwoli nam pogrzebać Kościół” (wg. Henri Delassus, „Le probleme de l’heure presente”, Desclee et C., Typographes Editeurs 1904, t, I, s. 353-403). Luigi Villa przytacza też inny interesujący dokument. Nazajutrz po ogłoszeniu encykliki „Humanum genus” przez Leona XIII, masoneria w swym biuletynie Wielkiej Loży Szkocji zareagowała w następujący sposób: „Wolnomularstwo powinno ni mniej ni więcej tylko podziękować Papieżowi za ostatnią encyklikę. Leon XIII z niekwestionowanym autorytetem i wielką obfitością dowodów raz jeszcze wykazał, że istnieje niezasypywalna przepaść między Kościołem, którego jest on przedstawicielem, a rewolucją, której prawą ręką jest Wolnomularstwo. Warto więc, aby, którzy jeszcze się wahają, przestali żywić płonne iluzje. Wszyscy powinni oswoić się z myślą, że przyszedł czas wyboru między starym porządkiem, opartym na Objawieniu, a nowym porządkiem, nie uznającym innego fundamentu, jak tylko nauka i ludzki rozum; wyboru między duchem autorytetu a duchem wolności” (za Henri Delassus, Le probleme (jak wyżej), s. 29).

Produktem masonerii są owe ideologie, które w wiekach nowożytnych zatruwają klimat duchowy Europy i świata: liberalizm, naturalizm, sekularyzm, sceptycyzm, relatywizm i ogólny permisywizm moralny, przekreślający cały dorobek chrześcijańskiego etosu w życiu rodziny ludzkiej. Masoneria usiłowała zafałszować wizję państwa, odcinając je od wszelkich powiązań z religią i tradycją chrześcijańskiej kultury. Mówiono, że państwo ma być „laickie”, czyli wolne od wszelkich wpływów religii, aby mogło wytworzoną w ten sposób pustkę duchową wypełnić mitologią ateizmu i kultem człowieka pojętym jako postępowy „humanizm”. Z tym laicyzmem walczyli wszyscy Papieże od Leona XIII po Benedykta XVI. Pius XI w encyklice „Quas primas wyraźnie podkreśla, że poddanie się władzy Chrystusa Króla jest jedynym lekarstwem na chorobę laicyzmu dręczącą świat. Podobne było stanowisko Piusa XII. Analogicznie Benedykt XVI mówi o „dyktaturze relatywizmu”, która stwarza przestrzeń dla powrotu systemów totalitarnych. U podłoża tej ideologii leży wielkie kłamstwo szatana, obiecujące „wolność” jako skutek porzucenia moralności. Ludzkość nieustannie przekonuje się, że zgoda na grzech jest poddaniem się niewoli, z której sam człowiek nie potrafi się wyzwolić. Z tej niewoli wybawia tylko Chrystus, który jest Prawdą i Życiem.

Zgoda na świeckość państwa w rozumieniu laicyzmu oznaczałaby powrót do starego mitu pogańskiego, gdzie państwo utożsamia się z absolutem, niezależnie od tego, jak ten absolut jest rozumiany. Rzeczywiście ideologie wieku „oświecenia” wspomagane przez dialektykę Hegla, biologizm i ewolucjonizm Darwina, Spencera i Galtona, socjologizm i materializm Marksa i Engelsa i różnych proroków „postępu ludzkości”, z Leninem i Hitlerem na czele, doprowadziły do stworzenia form państwowości, które okazały się całkowitym zaprzeczeniem człowieczeństwa i kultury rozumianej jako sposobu humanizacji świata. Świat stał się teatrem najokrutniejszego dramatu poniżenia człowieka i niszczenia wszystkiego, co dotychczas stworzyła godna swego miana cywilizacja chrześcijańska. Potworność tych zbrodni i całkowicie antyludzki charakter tej polityki narzuca z nieprzepartą siłą wniosek, że to, co zdarzyło się w XX wieku musiało być owocem inspiracji szatańskiej. Tylko szatan może być autorem pomysłów skierowanych wprost przeciw Bogu i Jego prawom odnoszącym się do ludzkiej społeczności. Masoneria nie ukrywa, że jest zamaskowaną religią szatana. Podobnie św. Augustyn dowodził, że tak zwane obrzędy religijne na cześć bóstw pogańskich, w czasie których działy się rzeczy sprzeczne z wszelkim poczuciem człowieczeństwa i moralnej przyzwoitości, musiały być pomysłem i dziełem złych duchów. To samo rozumowanie wolno zastosować do polityki państw depczących wszelkie prawa Boże i prawa człowieka i jego wrodzoną godność. Taki jest nieunikniony skutek dokonującej się w ostatnich stuleciach rewolucji społecznej i politycznej mającej na celu „wyzwolenie” człowieka od prawa Bożego i poddanie człowieka wyłącznie pod reguły „światopoglądu naukowego”.

5  Chrystus i Polska

Polska w szczególny sposób doświadczyła krzywd i niesprawiedliwości od „Europy”, która naiwnie czy zbrodniczo poszła za hasłami nowoczesności. Odzyskana po długiej niewoli niepodległość cudem została ocalona w 1920 roku, kiedy młoda polska armia, wspomagana przez Matkę Bożą, naszą Królową i św. Stanisława Kostkę, „odpędziła od wrót Stolicy śmiertelnego wroga” (z proroctwa Wandy Malczewskiej). Po niedługim okresie niepodległości przyszła tragiczna, nowa wojna światowa, z której Polska wyszła z połową swego terytorium, z połowicznym zasobem ludnościowym, z połowicznym kształtem wolności i suwerenności, a nadto wciąż jest oszukiwana przez liberałów, agentów, postkomunistów, oszustów i złodziei, którzy wciąż nie pozwalają, aby Polska stanęła na swoich nogach, wierna swej tradycji i kulturze, wierna prawu Bożemu, wierna swojemu oryginalnemu posłannictwu w Europie, o którym z takim naciskiem mówił niezapomniany kardynał August Hlond. Jak zrozumieć aktualną sytuację Polski, kiedy Unia narzuca nam ustawy niezgodne nie tylko z interesem Polski, ale przede wszystkim niezgodne z duchem kultury chrześcijańskiej, której nam zdradzić nie wolno, bo nie wolno zdradzić swej tożsamości.? Jak zrozumieć sytuację narodu, który został tragicznie skrzywdzony przez tak zwaną katastrofę smoleńską, która nie była takim sobie wypadkiem lotniczym, po którym trzeba tylko dobrze pozamiatać śmieci.? Cała atmosfera moralna, polityczna i medialna, otaczająca tę katastrofę dowodzi niezbicie, że ktoś miał interes w tym, żeby łatwo i dyplomatycznie pozbyć się prawdziwej elity narodowej, dla której Polska stanowiła wartość najwyższego rzędu. Jak zrozumieć, że krzyż przed pałacem prezydenckim, mający być widzialnym symbolem autentycznej żałoby Narodowej, stał się obiektem zorganizowanej kampanii nienawiści, pogardy i cynizmu, obrażającego wszystko, co w Narodzie szlachetne i zasługujące na cześć? Jak wytłumaczyć, dlaczego właśnie w rocznicę wiekopomnej Bitwy Warszawskiej, wspominanej słusznie jako „Cud nad Wisłą”, rząd umyślił postawić pomnik tym właśnie okrutnym najeźdźcom, których wojsko polskie odpędziło nie tylko od wrót Warszawy, ale także od wrót Europy? Czy ten pomysł rządowy uczczenia sowieckich najeźdźców nie był najbardziej podłym policzkiem wymierzonym w naród przez bezduszny i pobawiony honoru oraz sumienia reżym „obywatelski”? Jak zrozumieć to, że rząd zostawił rozbity samolot i szczątki poległych Polaków w rękach tych ludzi, którzy powinni być widziani jako naturalni następcy zbrodniczej mafii sowieckiej i potomkowie tych, którzy wymordowali jeńców polskich w Katyniu, Miednoje i Charkowie i w tysiącznych miejscach zesłania? Czy nie słusznie nazywa się katastrofę smoleńską „Drugim Katyniem”? Ten rząd się nigdy z tego nie wytłumaczy.

Krzyż wbity w polską ziemię, i to w sercu Warszawy, oznacza, ze Chrystus ma nam dziś coś do powiedzenia. Najpierw to, że tylko w świetle tajemnicy Krzyża można zrozumieć naszą obecną historię i spadające na Polskę ciosy. Kiedyś w Warszawie Jan Paweł II powiedział do zgromadzonych pielgrzymów, że tego narodu i tego miasta nie można zrozumieć bez Chrystusa i bez tego krzyża, na którym sam Chrystus legł wśród ruin tego Miasta na Krakowskim Przedmieściu.  Polski nie można zrozumieć bez Chrystusa, odkąd Kościół przyniósł – przez Ewangelię i Chrzest – temu narodowi Chrystusa jak Odkupiciela, zarazem jako światło, jako Prawdę i Życie. Nie można zrozumieć Polski bez Chrystusa, który poprzez dzieje prowadził Naród do głębszej jedności i wolności przez Ewangelię, a także do pełnienia zaszczytnego posłannictwa, aby Polska stała się światłem dla narodów pozostających „w mrokach i cieniu śmierci”. Nie można zrozumieć bez Chrystusa tych rozdziałów polskich dziejów, kiedy naród ujarzmiony przemocą, rozbity, prześladowany za to tylko, że mówił po polsku, rozrzucany po obszarach nieludzkiej ziemi, mordowany w niezliczonych miejscach kaźni, a także potem deptany i miażdżony potęgą militarną totalitarnych reżymów – ten naród modlił się, przebaczał wrogom, cierpiał i ufał, że wolność przyjdzie od Chrystusa i czekał na dzień, kiedy „zaczniemy walczyć miłością” (Baczyński). Kiedy w ciemną noc komunistycznej okupacji zabłysła jutrzenka „Solidarności”, naród, oświecony przez Chrystusowego Namiestnika, zrozumiał, że prawdziwe zjednoczenie serc polskich jest możliwe pod Krzyżem, ponieważ prawdziwe zwycięstwo, otwierające bramę wolności zrodziło się w Ofierze Golgoty. Dlatego Naród modlił się o dar „solidarności” zgromadzony wokół Chrystusowych ołtarzy, które wyrastały niespodziewanie w stoczniach, w hutach i na dziedzińcach fabrycznych. Ten naród wiedział, że potrzebuje Chrystusa, bo bez Niego nie potrafi być sobą.

Chrystus jeszcze nie odrzucił Polaków, dopóki przez różne znaki upomina nas i przestrzega, abyśmy poprzez prawdziwe nawrócenie powrócili do Niego, pod Jego sztandary. Upominał i przestrzegał przez ks. Piotra Skargę, przez ks. Markiewicza, przez służebnicę Bożą Wandę Malczewską, przez św. Siostrę Faustynę, przez służebnicę Rozalię Celakówną i jeszcze inne osoby, które nie są tak szeroko znane. W czasie ostatnich wakacji odkryłem w pismach siostry Leonii Nastałówny tekst, który uważam za stosowne przytoczyć, ponieważ dotyczy naszego tematu. Pan Jezus powiedział pewnego dnia tej siostrze ze zgromadzenia Sióstr Służebniczek: „O mój ukochany ludu polski, którego przodkowie szli z krzyżem na bój, krzyżem zdobili swój mundur, krzyżem znaczyli drzwi swoich domów, czemu mnie wyrzucasz z własnego mieszkania, z własnych serc? Czyż krzyż sprowadził ci nieszczęście, czy ci zanadto przygniótł ramiona? A Ja niosłem krzyż na Golgotę, pomimo, że miałem ramiona odarte z ciała przez katusze biczowania. Ja się nie zawahałem wejść na szubienicę krzyża, pomimo, że go za hańbę wówczas poczytywano. Ludu mój polski, wiedz, że berłem twojej Królowej – mej Matki przeczystej – jest krzyż. Chcesz być wolny? – zatknij go w swej duszy. Choćby ona była twarda jak skała Golgoty, zdołam ją skruszyć, wzruszyć, by mi dała miły odpoczynek po trudach męki i konania. Leonio, Ja chcę, by krzyż był w każdym domu. Moje „chcę” podaję przez ciebie, bo przez ciebie przemówię do twoich rodaków, do twoich braci. […] I kto na ziemi będzie czcił i kochał krzyż, owo śmiertelne łoże swego Zbawcy, nie ulęknie się go w dniu Sądu Ostatecznego, gdy zajaśnieje na niebie w obliczu świata całego […] Nauka moja znajdzie posłuch, zwłaszcza w serach Polaków, bo o krzyżu przemówię Ja, przez dziecko ludu polskiego, przez dziecko wsi polskiej, przez dziecko przybrane w szatę Niepokalanej, wychowane przy Jej Sercu. Módl się tylko gorąco, bo szatan będzie chciał przeszkadzać działaniu Boga. Zwyciężymy go Krzyżem” (S. Leonia Nastał, „Uwierzyłam Miłości”, Stara Wieś 2000, s. 87-88). Czyż Krzyż nie stał się tronem Chrystusa Króla? Czy mamy jakiś inny rozsądny wybór jak poddać się pod Jego władzę w całym wymiarze naszego narodowego życia?

Homilia Arcybiskupa Metropolity Gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia wygłoszona podczas Mszy św. na Kongresie Chrystusa Króla w 85 rocznicę ogłoszenia encykliki Quas Primas Piusa XI; w 80 rocznicę powołania Akcji Katolickiej w Polsce przez Prymasa Polski kard. Augusta Hlonda i w 73 rocznicę zorganizowania Międzynarodowego Kongresu Chrystusa Króla w Poznaniu 18 września br. (parafia p.w. NMP Wspomożycielki Wiernych w Rumi).

„Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Przez te słowa Jezus daje nam do zrozumienia, że gdy „zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały” w czasie sądu ostatecznego, to kryterium „wzięcia w posiadanie królestwa” stanie się wymiar miłości do drugiego człowieka. Zbawienia dostąpią ci, którzy potrafili rozpoznać oblicze Chrystusa w głodnych, spragnionych, przybyszach, ogołoconych, chorych i uwięzionych. Wielkość i siłę Królestwa Jezusa mierzy się bowiem skalą dobra, miłości, miłosierdzia, zdolnością do poświęcenia i ofiary, wytrwałością w cierpieniu, zdolnością przebaczenia. Przyjmując dar miłości Chrystusa, musimy umieć dzielić się nią z drugim człowiekiem.

1. Geneza i przesłanie uroczystości Chrystusa Króla
Uroczystość Chrystusa Króla wprowadził do kalendarza liturgicznego papież Pius XI encykliką Quas primas z 11 grudnia 1925 r. na zakończenie roku jubileuszowego. Ten papież, który został obwołany mężem opatrznościowym swoich czasów i „papieżem laikatu”, kierował łodzią Kościoła siedemnaście lat. Jak zaznaczył w jednym z przemówień radiowych prymas August Hlond, czynił to po ojcowsku – stanowczo, pracowicie i nieustępliwie. Walczył z bezwładem i wygodą, zastojem i połowicznością. Zachęcał do większej ofiarności i apostolskiej gorliwości. Przez współczesnych został uznany za pasterza, który przywrócił katolikom świeckim świadomość przynależności do Kościoła. Budził jednocześnie współodpowiedzialność za rozwój Królestwa Bożego na ziemi. Polakom często powtarzał: „Jesteście rycerzami wiary: w tej roli będziecie najlepszymi rycerzami Polski”. W papieskim planie duszpasterskim nowe święto miało stać się podwaliną odbudowy świata chrześcijańskiego i jego rękojmią. Inspiracją do napisania encykliki były trudne do zaakceptowania doświadczenia. Świat porzucił co prawda okrucieństwa wojenne, ale zawarte traktaty pokojowe i liczne konferencje rozbrojeniowe pomijały całkowicie odniesienia do prawa Bożego. Rugowały ze swoich zapisów i porządków obrad chrześcijańską wizję człowieka i świata. Usuwały Chrystusa i Ewangelię z życia publicznego. Społeczeństwa niegdyś przeniknięte duchem wiary zapadały na coraz poważniejszą w skutkach chorobę religijnej obojętności. Odbierały Chrystusowi i koronę, i berło – usuwały Go ze świata pojęć, z ludzkiej mowy, ze świata nauki i sztuki, z warsztatów pracy i z uniwersyteckich katedr – nawet z organizacji o charakterze religijnym.

Jak podkreślał jeden z ówczesnych profesorów: „O czym rozmawia się w katolickich towarzystwach: o wyścigach konnych, o kurortach, o tańcach, o modzie, strojach, pogodzie i polityce, o owocach, pieniądzach, gwiazdach ekranu, o praniu i smażeniu konfitur (…), o wszystkim, o głupstwach potrafimy gawędzić całymi godzinami, ale o Tym, który wszystko stworzył, o Bogu wstydzimy się mówić. Chwalimy się wszystkim, ale skoro przyjdzie kolej na Tego, wobec którego zgina się wszelkie stworzenie, wstydzimy się mówić”. Jednym słowem – Chrystus usunięty z życia publicznego.

Biorąc pod uwagę ówczesną sytuację Pius XI nakazał, aby we wszystkich kościołach na całym świecie 11 grudnia 1925 r. po głównym nabożeństwie przed wystawionym Najświętszym Sakramentem odmówić litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Do litanii dołączył również akt poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Uzasadniając swą decyzję, pisał, że od dawna nazywano Chrystusa Królem ze względu na najwyższy stopień dostojeństwa. Sam Chrystus króluje w ludzkich umysłach jako Prawda, panuje w ludzkiej woli, przede wszystkim zaś w ludzkim sercu, wlewa w nie naukę miłości. W zamyśle papieża ta uroczystość miała uświadomić każdemu wierzącemu, że Chrystus jest Królem całego stworzenia – wszechświata. Jego panowanie nie wynika z jakichś wyjątkowych dokonań, z wybrania czy z wywalczenia tej godności. On jest Królem, ponieważ jest Bogiem-Człowiekiem, Stworzycielem i Odkupicielem. Z tego właśnie tytułu ma absolutną władzę. Bóg nie tylko stworzył świat, ale ciągle go stwarza i nim włada. Królestwo Jezusa jest czymś zupełnie innym od wszystkich królestw ziemskich. Obejmuje ono wszystkie narody, miejsca i czasy. Ono już istnieje w Kościele, choć jeszcze nie zostało do końca wypełnione. Chociaż Chrystus nigdy nie nosił korony królewskiej, nie trzymał w ręku berła i nie zasiadał na królewskim tronie, to jednak tytuł Króla z pewnością Mu się należy.

Władcy ziemscy nabywają tytuł królewski różnymi drogami – przez dziedziczenie, nominację i podbój. Chrystus ma pełne prawo do korony i najwyższej władzy. Jako człowiek, w swej ludzkiej naturze, pochodził on przecież w prostej linii od króla Izraela, Dawida. Wykazują to Ewangeliści, podając Jego rodowód (Mt 1,5–16; Łk 3,23–38). W narodzie wybranym ta prawda była tak pospolicie znana, że powszechnie nazywano Go Synem Dawida (Mt 22,41–46; Mk 12,35–37; Łk 1,27. 32; 20, 41–44; 2 Tm 2,8; Ap 22,16). Tak więc z krwi i dziedziczenia Chrystus miał prawo do tytułu Króla. Chrystus jest ponadto Synem Bożym, naturą równy Bogu, drugą Osobą Trójcy Przenajświętszej. Jest Panem nieba i ziemi, Panem najwyższym i absolutnym, wobec którego wszelkie królestwa ziemskie są nieporównywalne.

2. Prymas August Hlond – kontynuator myśli Piusa XI
Myśl Piusa XI zawarta w encyklice nie pozostała w próżni. Jej wiernym kontynuatorem okazał się pochodzący ze Śląska prymas Polski i sługa Boży August Hlond (1881–1948). Najpierw dynamiczny duszpasterz w zgromadzeniu salezjańskim. Później administrator polskiej części Śląska – organizował od podstaw w Katowicach kurię diecezjalną, sąd, tworzył nowe parafie i dekanaty. Na niwie duszpasterskiej inicjator licznych organizacji i szkół mających na celu ożywienie religijne diecezji. Do jego najważniejszych przedsięwzięć należy zaliczyć: założenie tygodnika katolickiego „Gość Niedzielny” (1923), zbudowanie struktur duszpasterstwa polonijnego, otoczenie mecenatem katolickich pisarzy i naukowców oraz powołanie do życia Akcji Katolickiej (1930).
To właśnie Akcja Katolicka miała stać się zaczynem odnowy życia religijnego w Polsce poprzez pogłębioną formację intelektualną i duchową. Kardynał Hlond niezwykle trafnie stawiał diagnozę dotyczącą życia religijnego w międzywojennej Polsce i kondycji Kościoła. Z jednej strony dostrzegał aktywną pracę na polu dobroczynnym, wychowawczym i naukowym. Cieszył się z coraz większego zaangażowania apostolskiego duchowieństwa. Dostrzegał także większą odpowiedzialność za sprawy Kościoła ze strony laikatu. Były to namacalne znaki łaski obecne w młodym jeszcze państwie doświadczonym rozbiorami i wojenną pożogą. Z drugiej strony widział narastający ruch antykościelny dążący do wykreślenia Chrystusa z życia publicznego. Po imieniu nazywał przejawy tego ruchu: walka z nauką religii, świecka i bezreligijna, a konsekwencji pogańska szkoła, moralna deprawacja przez modę, prasę, teatr i kino, kult nagości prowadzący do upodlenia kobiety, sponiewieranie małżeństwa przez rozwody, szerzenie materialistycznego światopoglądu – jednym słowem programowa i sterowana laicyzacja.

Kardynał Hlond pisał: „Mamy wielu takich, co nie mają jasnych pojęć religijnych, ulegają wpływowi laicyzmu, są zwolennikami najmniejszego programu religijnego i niedozwolonych kompromisów. Takich Polaków trzeba wyprowadzić z chaosu pojęć, wyleczyć z płynności zasad, wyswobodzić z niewoli ducha czasu, aby stali się odporni na wpływy nowoczesnego pogaństwa”. Odpowiedzią na te zagrożenia miało być coraz większe uświadamianie religijne. Jak je osiągnąć? Poprzez związanie dusz z Chrystusem Królem, poprzez to szczególne wszczepienie w pień Chrystusowy. Taka była zasadnicza myśl prymasa Hlonda. Tym samym wzywał on do większej konsekwencji w życiu religijnym, do usunięcia sprzeczności między życiem a wiarą, do walki ze słabością ducha i umysłu, do większej przejrzystości w postępowaniu, do obmycia duszy w źródle łaski – wszystko w trosce o lepsze, Boże jutro Ojczyzny.

3. Akcja Katolicka – recepta na odnowę ducha katolickiego
Konkretną formą odnowy życia religijnego miała być Akcja Katolicka. Nowoczesna formacja przypominająca o zaangażowaniu świeckich, zachęcająca do większej współodpowiedzialności za Kościół, przełamująca stereotyp, że za kształt i jakość chrześcijaństwa w Ojczyźnie są odpowiedzialni tylko i wyłącznie duchowni. Prymas Hlond, nawiązując do myśli Piusa XI tak przedstawił cel Akcji Katolickiej: współpraca świeckich z hierarchią dla odnowienia świata w Chrystusie, wprowadzanie Chrystusa w życie jednostki i w rodzinę, w rozmaite formy nowoczesnego życia zbiorowego i we wszystkie czynniki chrześcijańskiej cywilizacji. Obrona religijnych zasad i porządku moralnego. Po prostu – apostołowanie, jawne wyznanie wiary przed światem – przejście od sfery prywatnej do publicznej, porzucenie zakrystii i wyjście na współczesne areopagi z orędziem chrześcijańskim, z upoważnieniem i w imieniu Kościoła. Akcja Katolicka wzoruje się na misyjnej działalności Apostołów. Odważnych i bezkompromisowych świadków, głoszących prawdę Bożą „w porę i nie w porę”.

Jednocześnie kardynał Hlond z wielkim realizmem stwierdzał: „Ani ustawy, ani technika stowarzyszeniowa, a tym mniej sztywność organizacyjna lub martwota rutyny nie stworzą cudu zmartwychwstania. Akcja Katolicka nie może być pustką ani bezczynem, lecz kuźnią myśli, porywów i pracy. Nie ma ona nic wspólnego z ciasnotą myśli, z jałowymi formami, ze stęchlizną sporów i uporów. Zrzeszenia wejdą przez bramę Akcji Katolickiej na słońce Boże, na bezbrzeżne łany Kościoła, w przeobfite a dojrzałe żniwo Chrystusowe”. Akcja Katolicka to nie towarzystwo wzajemnej adoracji, ale grupa dynamicznych apostołów, świadomych swego miejsca i zadań w Kościele, wolna od intryg, budująca na zaufaniu i troszcząca się o zwycięstwo prawdy Chrystusowej. Jej zadanie nie ma nic wspólnego z jakąś partyjną sprawą. Nie dąży ona do zdobycia politycznej władzy, ale skupia się na budowaniu Chrystusowego Królestwa, czyli na wewnętrznej łączności duszy z Bogiem przez życie łaski. Zabiega o publiczną łączność narodu z Chrystusem poprzez uznanie i uszanowanie Jego praw i nauki. Dlatego pierwsze miejsce w działalności Akcji Katolickiej zajmują środki nadprzyrodzone – łaska i modlitwa. Inaczej wszelkie inicjatywy okażą się bezowocne i próżne.

4. Pax Christi in regno Christi – Międzynarodowy Kongres Chrystusa Króla w Poznaniu 1937 r.

W czerwcu br. minęły 73 lata od Międzynarodowego Kongresu Chrystusa Króla w Poznaniu, czwartego z kolei po dwóch odbytych w Niemczech i jednym w Austrii. Zgromadził on przedstawicieli katolickiego świata z niemal wszystkich krajów Europy i Stanów Zjednoczonych. Polska została wybrana nieprzypadkowo, albowiem wciąż była uznawana za przedmurze chrześcijaństwa, zdolna do przeciwstawienia się fałszywym ideologiom. Wciąż traktowano ją jako wierną córę Kościoła przenikniętą duchem katolickiej tradycji. W roku 1937 na horyzoncie dziejów coraz wyraźniej pojawiało widmo nowego światowego konfliktu. Zbrodnicze ideologie nazizmu i komunizmu atakowały same fundamenty chrześcijańskiego świata. Walka z Bogiem i religią w imię fałszywie rozumianej wolności sumienia przybierała na sile. Chrześcijaństwo próbowano spłycić, traktować jak ideologię i zabobon, ośmieszać i wykpić, uznać za główny czynnik hamujący „postęp” cywilizacyjny. W obliczu tych zagrożeń, wobec narastającej duchowej sterylizacji, potrzeba była coraz większej mobilizacji dla obrony królestwa Chrystusa i Ewangelii.

Przed Kongresem stało potrójne zadanie. Przede wszystkim naukowe zbadanie bezbożnych intelektualnych prądów godzących bezpośrednio w chrześcijaństwo. Zdiagnozowanie i ujawnienie ich natury bez uprawiania politycznej propagandy. Chodziło także o apel do ludzi dobrej woli, zwłaszcza katolików, by odważnie przeciwstawili się bezbożnictwu, by nie ulegli pokusie łączenia się z komunizmem i pogaństwem w celu rzekomego ich uzdrowienia. Był to apel o nową krucjatę opartą na sile ducha świeckich apostołów, skutecznie przenikających do środowisk najbardziej zagrożonych niewiarą i zlaicyzowanych. Kongres miał przekonać do naprawy stosunków społecznych nie według recepty socjalistycznej, ale według zdrowych zasad nauki społecznej Kościoła. Trzeci ważny cel Kongresu to hołd złożony Chrystusowi Królowi – akt kultu i uwielbienia, przysięga wierności, przebłaganie za świętokradztwa i bluźnierstwa, wreszcie ślubowanie Bożej służby poprzez oddane, wierne i twórcze apostolstwo. Ślubując uczestnicy wyrazili gotowość do urzeczywistniania Królestwa Chrystusa w sercach, w międzyludzkich relacjach, w ustroju społecznym i w kulturze. Ważną sprawą była deklaracja, by nie oddzielać religii od Ewangelii i wiary, od Kościoła i hierarchii.

Trwałą pamiątką Kongresu stała się kaplica wieczystej adoracji Najświętszego Sakramentu ustanowiona w poznańskiej Farze. Co jednak najważniejsze, dobre ziarno zdrowej nauki zostało zasiane w katolickich umysłach i sumieniach, a liczba uczestników Kongresu uświadomiła, że w całym świecie niemało jest takich, którzy przeżywają chrześcijaństwo świadomie i odpowiedzialnie.

5. „Królestwo moje nie jest z tego świata” (J 18, 36)

Cieszę się z podjętej inicjatywy zorganizowania dziś Kongresu Chrystusa Króla w 85 rocznicę ogłoszenia encykliki Quas Primas Ojca Świętego Piusa XI, w 80 rocznicę powołania przez Prymasa Polski kard. Augusta Hlonda Akcji Katolickiej w Polsce i w 73 rocznicę zorganizowania Międzynarodowego Kongresu Chrystusa Króla w Poznaniu. Pragnę podziękować za podjęty trud, ufając, że referowane tematy pomogą nam w odkrywaniu także tego wymiaru powołania, jakim jest powołanie do nieustannej formacji. Powołania rozumianego jako zadania dla człowieka żyjącego ewangelią we współczesnym świecie, wezwanego do wypełniania konkretnych zadań dla Królestwa Bożego.

„Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Zorganizowany Kongres Chrystusa Króla niech stanie się dla nas okazją do refleksji nad Jego królowaniem w naszym życiu. W jaki sposób możemy budować Królestwo Boże w głąb? Przede wszystkim przez naszą wierność przykazaniom i ich praktykowanie. „Królestwo moje nie jest z tego świata” (J 18, 36) – mówi Chrystus w Ewangelii. Królestwo Chrystusa to królestwo serc. Niech dzisiejsze rozważania pomogą nam odnaleźć należne miejsce dla Boga, dla Chrystusa, w naszym życiu, w naszym sercu, w naszej rodzinie i w naszym narodzie. Amen.

Prawa autorskie © Archidiecezja Gdańska

http://www.diecezja.gda.pl/modules.php?name=Content&pa=showpage&pid=619

Galeria zdjęć


Cała galeria jest Tutaj

Posted in Kościół, Patriotyzm, Warto wiedzieć | Otagowane: , | 12 Comments »

ODDAĆ POLSKĘ CHRYSTUSOWI

Posted by Dzieckonmp w dniu 29 Wrzesień 2010


Ks. prof. Jerzy Bajda
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20080521&id=my11.txt


Dzieje Polski ostatniego półwiecza są pełne zamętu i niepokoju.
Od dnia, kiedy rozpętała się II wojna światowa, Polska przez całe
dziesiątki lat, z większym lub mniejszym natężeniem, była
poddawana wyniszczającym działaniom naszych wrogów, atakujących zarówno z zachodu, jak i ze wschodu.
Zastanawiający jest ten systematyczny wysiłek nieprzyjaciół zmierzający nie tylko do biologicznego wyniszczenia Narodu Polskiego, ale także do pozbawienia go wszelkiej moralnej siły, która pozwoliłaby Narodowi na wewnętrzną organizację i rozwijanie swego życia w oparciu o tysiącletnią tradycję kulturową i chrześcijańską tożsamość.
Wrogowie nie tylko czynili wszystko, by zniszczyć naszą niepodległość i polityczną suwerenność, ale także zastosowali wobec Polski perfidny plan moralnej i duchowej degradacji poprzez podstępny nacisk ideologii antychrześcijańskiej i antyludzkiej. Pod tym względem nie było znaczącej różnicy między ideologią komunistyczną i hitlerowską: obydwie filozofie, które wsączano w świadomość Narodu, miały swe korzenie socjalistyczne, a poprzez Marksa i Lenina tkwiły korzeniami w satanizmie.
Po pokonaniu Niemiec hitlerowskich zostały osadzone w Polsce, w wyniku zdrady ze strony aliantów, władze okupacyjne podporządkowane Związkowi Sowieckiemu. W zamiarach Stalina leżała ostateczna likwidacja państwa polskiego, Narodu, kultury i języka, nie mówiąc już o zatarciu śladów religii katolickiej w tej części Europy. Komunistom nie wystarczyło wymordowanie tysięcy oficerów i przywódców polskich, nie wystarczyło zesłanie setek tysięcy (ostatecznie milionów) Polaków do syberyjskich łagrów, nie wystarczyło zakatowanie i wymordowanie dziesiątków tysięcy polskich patriotów, którzy po roku 1945 nie pogodzili się z poddaniem Polski
czerwonej okupacji. Im to nie wystarczyło: przez ludzi, którzy nigdy nie byli Polakami, a w rządzie okupacyjnym jedynie udawali Polaków, postanowili zmienić duszę i sumienia Polaków. Podjęli różne zbrodnicze akcje zmierzające do ograniczenia działalności Kościoła, do zafałszowania jego oblicza poprzez różnego rodzaju dywersje, poprzez nękanie policyjne kapłanów i biskupów, poprzez oszczercze kampanie propagandowe, procesy pokazowe, w wyniku których wielu dzielnych kapłanów utraciło zdrowie, a nawet życie.
Ograniczono możliwość wszelkich form katechizacji, także druku i publikacji. Kościół nie rozporządzał żadną stacją radiową, podczas gdy tak zwane państwowe media były poddane totalnej administracji i manipulacji w rękach partii komunistycznej oraz użyte dla propagandy ateizmu i perfidnej demoralizacji.
W zmowie ze światową masonerią zaatakowano małżeństwo i rodzinę, narzucając niemoralne prawa oraz drastycznie ograniczając ekonomiczne podstawy rodzinnego bytu, aby pozbawić rodziny wszelkich horyzontów nadziei i w ten sposób popchnąć
mężczyzn i kobiety na drogę rozwodów, antykoncepcji i aborcji.
Od czasu wprowadzenia ustawy aborcyjnej oblicza się, że zamordowano w łonach
matek około 25 milionów nienarodzonych Polaków. To uderzenie w rodzinę i
w prawo do życia skutkuje nadal głębokim załamaniem moralnym całego
społeczeństwa.
W tym trudnym czasie nie brakowało dzielnych kapłanów i biskupów, którzy
krzepili ducha Narodu i umacniali wolę duchowej niezależności. Nie można
zwłaszcza zapomnieć zasług kardynała Augusta Hlonda, który jasno
ukazywał drogi ocalenia przez oddanie Narodu Niepokalanemu Sercu Maryi i
poddanie Polski pod władzę Chrystusa Króla. Niestety, w niewyjaśnionych do
końca okolicznościach zmarł niedługo po wojnie. Jasnym światłem dla
Polaków był kardynał Adam Stefan Sapieha, któremu także nie było dane
dłużej służyć Narodowi. Wspaniałym darem dla Polski stał się wielki Prymas
Tysiąclecia ks. kard. Stefan Wyszyński, który przez Wielką Nowennę i
Ślubowania Jasnogórskie pragnął doprowadzić Naród do pełnego zawierzenia
Maryi Królowej Polski. Oddanie się w niewolę Maryi miało paradoksalnie, lecz
w sposób uzasadniony teologicznie, otworzyć drogę do prawdziwej wolności,
którą wrogowie zaciekle i systematycznie niszczyli.
Fasadowa demokracja
Nowa nadzieja wolności zabłysła z chwilą powołania na Stolicę Piotrową syna
polskiej ziemi, Jana Pawła II. Słysząc głos Piotra, polskie serca uwierzyły w
możliwość odzyskania wolności.
Jednak i ta droga, i ta nadzieja musiały przejść próbę krwi. Najpierw było to 13 maja 1981 r. na placu św. Piotra, gdy Jan Paweł II stał się ofiarą zamachu. Potem, gdy 13 grudnia (1981) dokonano zdradzieckiego zamachu na Polskę. Tu również polała się krew, zatrzasnęły się drzwi więzień i obozów internowania. Wielu Polaków
wypędzono z kraju jako niebezpiecznych dla „systemu”.
Polała się krew bohaterskich kapłanów z ks. Jerzym Popiełuszką na czele. Nadzieje
rozbudzone w słynnym roku 1980 zostały unicestwione. „Solidarność”, ta
prawdziwa, przestała istnieć. Ażeby Polaków jeszcze bardziej poniżyć i zdemoralizować, zaproponowano kompromis: zakończono rzekomo stan
wojenny, lecz narzucono Polsce rząd złożony z tych samych agentów i zdrajców,
tylko ubranych w szaty pseudodemokratów. Wielu dało się zwieść i uwierzyło w „dobrą wolę” dawnych katów i okupantów, którzy obecnie mogli pod osłoną prawa okradać i okłamywać Polskę na wszelki sposób. Pod pozorami demokracji działali ci sami ludzie, dla których Marks i Lenin byli najwyższymi autorytetami w historii. Staremu potworowi zrodzonemu przez Marksa i jego towarzyszy próbowano dorobić „ludzką twarz”, ale – jak zapewniał Herbert – „potwór będzie miał zawsze twarz potwora”.
Dlatego po roku 1989 przeżyliśmy monstrualne nasilenie kłamstwa,
hipokryzji i przewrotności politycznej. Kolejne partie obejmujące władzę były
tylko fasadami, za którymi działały te same ukryte siły sterowane przez tych
samych dyrygentów z Moskwy. Czy to była Unia Wolności, czy AWS, czy
Platforma Obywatelska, zawsze rządzili dokładnie ci sami komuniści, agenci i
najemnicy obcego wywiadu, dla których Polska była prywatnym folwarkiem
w stanie bankructwa, dlatego można było ją rozkradać i sprzedawać na wszystkie strony. Ale bodaj najbardziej zgubnym aspektem polityki tych lat było to, że te pseudopolskie rządy potrafiły obłudnie udawać współpracę z Kościołem, obiecując
obopólne korzyści, a chodziło o to, aby zepchnąć Kościół na margines życia społecznego, a zarazem odebrać mu jego moralny autorytet.
Próbowano niejako jawnie pokazać społeczeństwu, że Kościół właściwie bez oporu popiera komunistów, masonów i różnej maści ateistów,
ponieważ zależy mu tylko na własnych korzyściach. Rozpętano przy tym
podstępną kampanię antykościelną i antyklerykalną. Zadaniem prasy
opanowanej przez siły antykościelne i antypolskie było rozwijać strategię
systematycznego i taktycznego nękania Kościoła, aby w opinii przeciętnego
człowieka Kościół uchodził za drugorzędną organizację, która wprawdzie
sobie w życiu radzi, ale w sferze publicznej nie jest żadnym autorytetem i
nie ma powodu się go obawiać.
To miało głównie na celu takie osłabienie powagi Kościoła, aby przeciętny
obywatel nie przejmował się nauczaniem moralnym Kościoła, przykazaniami
Bożymi, świętością małżeństwa i rodziny, sakralnym charakterem życia
ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, ażeby po prostu ludzie
postępowali tak, jak im się podoba. W Liście pasterskim na Wielkanoc 2008
roku jeden z biskupów wołał: „Na naszych oczach przeszczepia się na polski
grunt nihilistyczną ideologię, w której nie chodzi o szukanie prawdy, ale o
zniszczenie Kościoła, zgodnie z zasadą: ‚Uderzę w pasterza, a rozproszą się
owce'” (por. Mk 14, 27) (za: „Nasz Dziennik” nr 70, s. 11). W tym
kontekście możemy lepiej zrozumieć zmasowany atak medialny i polityczny
na arcybiskupa warszawskiego, ks. Stanisława Wielgusa, wymuszający na
nim rezygnację z objęcia stolicy biskupiej (rok 2007). Ciemne siły polityczne
lękały się tego biskupa, który odważnie głosił prawdę na temat duchowego
stanu współczesnej cywilizacji.
Tymczasem politycy zamiast prawdy rozpowszechniali liberalizm i nihilizm.
Wmawiano ludziom, że mogą czynić, co chcą, bo są wolni, ale w gruncie
rzeczy wprowadzano ludzi na ścieżkę, na której zamiast Bożych
drogowskazów znajdowali reklamy grubymi literami zachęcające do
zdobywania majątku, do swobody moralnej, do egoizmu, do rozpasanej
przyjemności, do coraz bogatszej konsumpcji, do nieliczenia się z prawami
bliźnich, a już zwłaszcza z prawami Narodu i odpowiedzialnością za
Ojczyznę. Jako raj, gdzie mają się spełnić wszelkie oczekiwania ludzkie,
ukazywano Unię Europejską, która radykalnie odeszła od tego rozumienia
Europy, jakie spotykamy w nauczaniu Jana Pawła II, albo jeszcze w projekcie
pierwszych założycieli Wspólnoty Europejskiej. Wbrew nauczaniu Jana Pawła
II Unia zrzekła się charakteru chrześcijańskiego, a nawet wszelkiej wiary w
Boga i stała się państwem całkowicie pogańskim, w którym nie tylko prawa
Boże są gwałcone, ale także zagubiono kryteria człowieczeństwa, spychając
życie ludzkie – pod pozorem wolności – na poziom zoologiczny. W Unii liczy
się tylko interes „superpaństwa” widziany w kategoriach ekonomicznych i
politycznych, natomiast nie liczą się prawa narodu, jego wolność i
suwerenność, poddane biurokratycznej manipulacji, widocznej zwłaszcza w
związku z ratyfikacją tzw. traktatu reformującego. To nasze „wejście do
Europy” zaaranżowane przez komunistów (Kwaśniewski, Miller, Cimoszewicz
itd.) okazało się pułapką dla Polski, która wciąż nie potrafiła być sobą i nie
miała własnego głosu, gdyż została wtłoczona w fałszywe formy polityczne,
niewyrażające jej suwerenności. Jest czymś tragicznym, że ani rząd PiS, ani
rząd PO nie wykazały należytego zrozumienia dla obrony sprawy polskiej
niepodległości i suwerenności Narodu, co widać w niepoważnej dyskusji
parlamentu nad ratyfikacją traktatu reformującego, a właściwie
ustanawiającego superpaństwo pod nazwą Unia Europejska.
Za parawanem prawa
Ostatnio pojawia się coraz więcej sygnałów świadczących o tym, że Unia
Europejska w pełni opowiada się za cywilizacją śmierci i usiłuje tę cywilizację
narzucać wszystkim krajom, zwłaszcza tym, które jeszcze w jakimś stopniu
ograniczają prawnie dostęp do aborcji, czyli zabijania dzieci nienarodzonych.
Właśnie ostatnio (w okresie Wielkanocy 2008) z oficjalnym żądaniem, by
aborcja stała się dostępna bez przeszkód, wystąpiła Rada Europy. Projekt
przewiduje także szerokie upowszechnienie antykoncepcji i tak zwanej
edukacji seksualnej, co oznacza całkowite zniszczenie etosu małżeństwa i
rodziny, czyli tego, co decyduje o ludzkim charakterze społeczeństwa. To
proponuje Rada Europy, która podobno została ustanowiona po to, by bronić
praw człowieka. Tymczasem Rada wywiera naciski na wszystkie państwa
Europy, aby zalegalizowały aborcję jako „prawo człowieka”.
Nie można bardziej zdradzić rozumu i ludzkiej godności. Konkretnych
nacisków mogą się spodziewać zwłaszcza Polska, Irlandia i Malta. Podobne
naciski mogą wystąpić także w innych dziedzinach, takich jak: „małżeństwa”
homoseksualne, adopcja przez homozwiązki, legalizacja formalna wolnych
(tak zwanych faktycznych) związków lub innych dewiacji moralnych. Może to
dotyczyć także liberalizacji bioetyki, na przykład legalizacji eksperymentów
biomedycznych na embrionach, klonowania, tworzenia hybryd zwierzęco ludzkich
lub eutanazji. Niestety, cywilizacja śmierci panująca na szczytach
Europy ma tendencję do rozpowszechniania się na wszystkie dziedziny życia
ludzkiego. Jest czymś potwornym, że zbrodnia rozpowszechnia się pod
osłoną władzy państwowej (europejskiej) i za parawanem prawa. Polska nie
może, i nie powinna, w żadnym razie przykładać ręki do tej zbrodni.
Właściwą odpowiedzią Polski powinno być zerwanie wszelkich więzów
prawnych z tymi instytucjami, które depczą prawo Boże i godność życia
ludzkiego.
Jeżeli Polska nie sprzeciwi się radykalnie tej zbrodniczej organizacji, czeka
nas tragedia. Panujące u nas bezprawie na szczytach władzy, moralny
paraliż społeczeństwa i chaos polityczny oraz ideowy mogą doprowadzić do
tego, iż możemy bezwiednie przyczynić się do spełnienia groźnej zapowiedzi
danej przez Matkę Najświętszą Służebnicy Bożej Wandzie Malczewskiej.
Matka Boża ostrzegła, że jeśli Polska (po odzyskaniu niepodległości w XX
wieku) nie ustrzeże prawa Bożego i przykazań Bożych obowiązujących w
życiu Narodu, może utracić niepodległość już na zawsze. Wydaje się, że
wszystkie przesłanki dla takiego obrotu spraw są przygotowane i nie widać –
poza Radiem Maryja – jakiegoś profetycznego głosu, który mógłby nas
obudzić. Dlatego, patrząc trzeźwo w duchu wiary na naszą sytuację i
sytuację świata, mając wciąż w pamięci wymagające słowa wypowiedziane
przez Pana Jezusa do św. Siostry Faustyny i do Służebnicy Bożej Rozalii
Celakówny, uważam, że jedynym ratunkiem dla Polski jest oddanie naszego
Narodu i państwa pod miłosierną władzę Chrystusa Króla. Z Objawienia
Bożego wiemy, że „świat leży w mocy złego” (1 J 5, 19), natomiast
prawdziwa strefa wolności znajduje się tam, gdzie sięga władza Jezusa
Zmartwychwstałego. Jest to wolność odpowiadająca hojności daru Bożego w
Duchu Świętym oraz godności człowieka i staje się udziałem osób i
społeczności ludzkiej stosownie do gotowości ludzkiego serca otwartego na
Boga. „Gdzie Duch Pański, tam wolność” (2 Kor 3, 17). Wolność utraconą
przez grzech przywraca nam Duch Święty jako owoc Chrystusowego dzieła
Odkupienia.
Jest to wolność ponadpolityczna, w takim znaczeniu, w jakim człowiek jest
istotą wyrażającą transcendencję w stosunku do całej sfery politycznej.
Jedynie dysponując tego rodzaju wolnością, człowiek i naród mogą stać się w
pełnym znaczeniu podmiotem podejmującym suwerennie swoje zadania
polityczne wyrażające odpowiedzialność za dobro wspólne ludzkości. Ta
wolność powinna zapanować we wszystkich dziedzinach i na wszystkich
poziomach istnienia ludzkiego, bez podziału na strefę „publiczną”, gdzie
rządzi mit nowoczesnego państwa wyzutego z wszelkich odniesień
moralnych, i na strefę „prywatną”, gdzie ludziom pozwala się na
pielęgnowanie „uczuć religijnych” za łaskawym zezwoleniem władz „tego
świata”. Życie polityczne, życie „publiczne” jest także częścią życia ludzkiego
i w tych zakresach urzeczywistniają się istotne wartości osoby zadane z
tytułu powołania ludzkiego i chrześcijańskiego. Całe życie ludzkie uzyskuje
swoją prawdę i wartość antropologiczną, o ile jest natchnione i kierowane
planem Bożym, czyli prawem Bożym objawionym i ostatecznie spełnionym w
Chrystusie.
Mocami Chrystusa odnowić Polskę
Sam Chrystus może dać człowiekowi – i narodowi – zasadę i moc do
urzeczywistnienia powołania na poziomie uniwersalnej odpowiedzialności
moralnej. Należy więc pozwolić Chrystusowi, aby kształtował nasze życie
narodowe i polityczne, skoro nie były Mu obojętne losy Jego ojczyzny
ziemskiej i Miasta, które „nie poznało czasu nawiedzenia swego” (por. Łk 19,
44), dlatego legło w gruzach. Należy prosić Chrystusa, by oświecał Polaków,
aby zrozumieli, w jaki sposób Ewangelia jest podstawą pokoju, społecznego
ładu, cywilizacji miłości i życia, jak też kultury humanistycznej godnej tego
miana. Wszyscy, którzy mają ambicje włączyć się w organizację życia
politycznego, powinni wiedzieć, że Chrystus nie zgadza się na to, aby
prawda mieszkała jedynie w „prywatnych” umysłach, a w parlamencie, w
prasie i innych mediach mogło panować kłamstwo i wszelka hipokryzja.
Chrystus nie zgadza się na to, aby sprawiedliwość rządziła tylko wzajemnymi
odniesieniami „maluczkich”, natomiast by szerokie dziedziny stosunków
społecznych, pracy, ekonomii, prawodawstwa, sądownictwa były poddane
zasadzie niesprawiedliwości, krzywdy i systematycznego wyzysku ze strony
możnych tego świata. Politycy powinni wiedzieć, że respekt dla świętości
(sacrum), będącej znakiem obecności Boga w widzialnym świecie, nie
ogranicza się tylko do tego, co dzieje się na ołtarzu i wokół niego, ale
obejmuje wszystko to, co wiąże się z tajemnicą ludzkiego istnienia jako
stworzonego, jako zrodzonego, jako zbliżającego się do swego kresu, a
szczególnie do początków ludzkiego bytu, osłoniętych tajemnicą małżeństwa.
Politycy powinni wiedzieć, że użycie siły przeciw człowiekowi jest sprzeczne z
prawem Chrystusa nie tylko w przypadkach karczemnych bójek, lecz także
we wszelkich sytuacjach międzynarodowych agresji lub policyjnych tortur.
Powinni wiedzieć, że prawo, cały porządek sprawiedliwości, środki nacisku
itd. służą nie tylko ochronie bezpieczeństwa władz, ale przede wszystkim
ochronie osób najmniejszych, najsłabszych, najbardziej bezbronnych, o
które Chrystus szczególnie się upomni. Politycy, czerpiący światło z
Ewangelii, będą wiedzieć, że cała istota życia społecznego, cały sens
cywilizacji i prawdziwe źródło humanizacji świata znajduje się w sercu
rodziny, którą Bóg ustanowił kolebką i fundamentem społeczeństwa
ludzkiego jako takiego. Dlatego Pan Jezus w swoich objawieniach
udzielonych Rozalii Celakównie w tak ostrych słowach piętnował
postępowanie depczące etos małżeństwa i rodziny. Jeżeli więc politycy
przeoczą tę prawdę, że cała polityka państwa, cała ekonomia, cały system
prawny, cała kultura, powinny z istoty swojej kierować się ku służbie dla
rodziny i ku ochronie jej świętego posłannictwa, to popełnią największą
zdradę wobec ludzkości i wobec narodu i sprawią, że państwo przestanie być
wyrazem sprawiedliwości, lecz zostanie odczłowieczone i stanie się tylko
„magnum latrocinium”, czego przykładów w historii nie brakuje.
Nie możemy się łudzić: jesteśmy świadkami spisku przeciw chrześcijańskiej
(katolickiej) Polsce, opartego na zwietrzałej filozofii oświeceniowej, która
prowadzi prostą drogą do ubóstwienia państwa i równocześnie do
zniszczenia autentycznie ludzkiej cywilizacji. Musimy sobie powiedzieć, że nie
możemy się poddawać tego rodzaju presji ze strony tak zwanej konieczności
historycznej. Chrystus jest ponad historią i w Nim jesteśmy wolni, i w
oparciu o prawdę od Niego czerpaną możemy zadecydować, że wybieramy
świadomie drogę wyzwolenia od wszystkich mitów i kłamstw, którymi karmi
nas „Europa”, i chcemy być sobą w Chrystusie i przez Chrystusa. Tym,
którzy naszą Polskę poniżają i hańbią, spychając ją na poziom żebraczy w
sensie ekonomicznym i kulturowym, odpowiadamy: dość kłamstw, dość
bluźnierstw, dość poniewierania godnością człowieka, rodziny i Narodu.
Jesteśmy poddanymi Jezusa Chrystusa i chcemy w pełni przyjąć Jego Prawo,
w którym jest wolność, godność i świętość dana nam na chrzcie świętym.
Nie widzimy żadnego rozumnego powodu, żeby nasze sprawy państwowe i
narodowe oddawać w ręce cwaniaków i błaznów politycznych, ludzi
pozbawionych wszelkiego poczucia moralnej odpowiedzialności. Chcemy, by
rządził nami Jezus Chrystus, by Jego Prawda była podstawą i celem naszych
praw i instytucji, by Jego Miłość była normą i inspiracją wychowania każdego
Polaka, każdego człowieka. Tylko w Chrystusie i Jego mocą jesteśmy zdolni
odeprzeć ataki wszelkich wrogów Polski, wrogów naszej suwerenności,
naszej kultury, naszej tożsamości, budowanej na Ewangelii, przy pomocy
takich proroków, jak św. Stanisław Szczepanowski i wielu innych, aż do Jana
Pawła II.
Musimy sobie także zdawać sprawę z tego – co jasno jest wyrażone w
objawieniach danych Rozalii – że ogrom grzechów ludzkich domaga się
wymierzenia sprawiedliwości nie tylko prywatnym grzesznikom, ale także
całym narodom. Stąd są potrzebne nie tylko gesty indywidualnego
nawrócenia, ale także świadome poddanie się prawu Bożemu w życiu państw i narodów. Jezus powiedział Rozalii: „Jest jednak ratunek dla Polski, jeżeli Mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez intronizację nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym Państwie, z Rządem na czele.
To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów, a całkowitym
zwrotem do Boga” (zob. ks. Kazimierz Dobrzycki OSPPE, Intronizacja
Chrystusa Króla w duszy drogą do intronizacji w Ojczyźnie, Skawina 2003, s.56).
Potrzeba w tym celu dużo modlitwy i ofiar. A skoro sprawa napotyka
trudności, to jest dowód, że jest niezwykle doniosła. Oby Bóg dał światło
naszym przywódcom politycznym i wszelkim elitom duchowym, od których zależy los Polski.

Posted in Kościół, Patriotyzm | Otagowane: , , | 10 Comments »

Ks.prof.Jan Sieg 16 lat temu o czasie oczyszczenia

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 Wrzesień 2010


Z grałem z magnetofonu kasetowego konferencje księdza profesora Jana Siega wygłoszoną w Krakowie w 1994 rokudotyczącą objawień Anny. Jest to 16 – letni już unicat. Jakość jest bardzo słaba dużo szumów i wyciszeń. Proszę się jednak przemóc i wysłuchać wszystkie  4  części. Naprawdę warto posłuchać co ksiądz profesor  mówił 16 lat temu o czasach oczyszczenia na podstawie 7 tys stron przekazów z nieba dla Anny.

Umieszczaliśmy już na naszym blogu list pt. Przestroga który został znaleziony w celi zakonnej Ks.prof.dr.hab. Jana Siega (po jego śmierci 25.12.2001.r.) Tutaj można przeczytać ten list „Przestroga”

Ks.prof.dr.hab. Jana Sieg (zmarł 25.12.2001.r.), jezuita , który od 1985 r., za pozwoleniem swoich przełożonych , uczestniczył w spotkaniach modlitewnych u Anny- mającej przekazy z Nieba-będąc recenzentem teologicznym jej tekstów, które już wówczas liczyły ok.3 tys. Stron. Ks. Jan Sieg stwierdził, że nie ma żadnych wątpliwości co do prawdomówności Anny ani też co do autentyczności otrzymywanych przekazów. Od kilku lat, w „Kamieniołomie” przy kościele Św. Józefa w Krakowie, głosił konferencje dotyczące tych przekazów i przybliżał ich treść. Zostały one napisane w książkach: „Pozwólcie ogarnąć się miłości”- Wyd. Michalineum , „Zaufajcie Maryi” – Wyd. Księży Marianów , „Boże Wychowanie” cz. I i II „Świadkowie Bożego Miłosierdzia”

Fragmenty z książek:  ”Zaufajcie Maryi” i ”Boże Wychowanie” Mistyczki Anny D. z Warszawy

Ze strony:  www.apokalipsa.info.pl

A teraz słuchaj, co mam ci do powiedzenia, boś Mnie długo o to prosiła.

Kataklizmy ogarną całą ziemię; będą to wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi, ruchy skorupy ziemskiej, przesuwanie się płyt lądowych i dna mórz i oceanów. Specjalne nasilenie katastrof dotknie półkulę północną (…) Wzburzenie wód spowoduje zniszczenie wybrzeży na całym świecie (…). Dlatego ostrzeżenia moje przydadzą się wszędzie, o ile zostaną przyjęte.

Zapewniam cię, córko, że nawet gdybyś je rozsyłała masowo, nic byś nie wskórała. Ludzie nie chcą uwierzyć temu, co ich trwoży i wieści im klęski; chyba, gdy widzą już ich pierwsze objawy. Dlatego nie czuj się odpowiedzialna za rozpowszechnianie moich słów. Mówię ci to dla najbliższych przyjaciół naszych.

Pomyślałam, że Pan mówi jak matka czy ojciec.

Moje dziecko, Ja jestem Ojcem i bliskie Mi są wszelkie wasze sprawy.

Europa nie będzie oszczędzona; przeciwnie, cały Zachód wraz ze Stanami Zjednoczonymi ulegnie ruinie. Kraje te ze względu na ogromne zniszczenia staną się ubogie i nie powrócą już do dawnej świetności.

Wtedy, gdy dokoła was ginąć będą i rozpadać się kraje o wiele od was bogatsze i potężniejsze, kiedy śmierć straszliwa, natychmiastowa i zaskakująca zagarniać będzie miliony waszych braci w jednej sekundzie – bo użyjecie przeciw sobie broni jądrowej (przed którą ostrzegała was od lat Maryja, Matka moja i wasza) – wtedy lęk o życie stłumi wszelkiej inne pragnienia.

Pan uspokaja nas też, że nie powinniśmy obawiać się potęg tego świata, a w szczególności naszych potężnych sąsiadów, ponieważ naszych granic strzeże Maryja, i tłumaczy:

Niemcy jako mocarstwo skończą się bezpowrotnie i koniec tego państwa wstrząśnie całą Europą. To, co się w tej chwili wśród nich ujawnia, ukazuje Europie ich właściwą naturę, do tej pory skrywaną pod maską „ucywilizowania”. Dlatego nie będą mieć żadnej pomocy ani przyjaciół, gdy ich dotkną kataklizmy. (…) Niemcy ze Wschodu (zwłaszcza Prusacy) mają za sobą wychowanie sowieckie, a dalszą przeszłość zbrodniczą — przeszłość, której nigdy nie żałowali (poza małymi grupami). Dlatego podatni będą na wszelką prowokację nieprzyjaciela (szatana).

Ale wy się nie lękajcie. Już nigdy stopa żołnierza niemieckiego nie stanie na waszej ziemi (będącej królestwem Maryi, w którym Ona już ma władzę). Kataklizmy dokończą dzieła zniszczenia w Niemczech, w niektórych zaś krajach dopuszczę je dużo wcześniej. (…) Gotowi jesteście przyjmować ślepo wszystkie nowinki i błyskotki, które napływają do was ze Wschodu i z Zachodu.

Zjednoczenie — wyłącznie konsumpcyjne — Europy bogatej, bezbożnej, rozkładającej się duchowo, odrzucającej Mnie i zadufanej w sobie, tak skażonej moralnie — musi runąć.

Kataklizmy, córko, będą, zresztą widzisz, co się dzieje i w jak szybkim tempie się zbliżają (chodzi o ostatnie liczne trzęsienia ziemi). Ten czas już się rozpoczyna, ale wy nie lękajcie się. Zajmujcie się tworzeniem nowych form

A poza tym pragnę, aby zaznali lęku i trwogi przedśmiertnej ci, którym one są najbardziej potrzebne: bogaci i pewni siebie, zatwardziali w swoim zepsuciu, traktujący ubogich z pogardą i lekceważeniem; ci, którzy śmieją się z miłosierdzia, gardzą współczuciem, sami mianując siebie władcami losu i życia innych ludzi; ci, którzy odrzucili Mnie ze swego życia (odepchnęli z odrazą i niechęcią). Ich działalność pragnę zakończyć.

Myślisz, że ich nie żałuję. Żałuję. Ale po stokroć bardziej lituję się nad tymi, którym oni niszczyli i niszczą życie, nie pozwalają żyć po ludzku, godnie — a takich są miliony. Tych, którzy Mnie sami nie chcą, uratować nie mogę, ale mogę wyzwolić skrzywdzonych przez nich, uciemiężonych, uwięzionych i prześladowanych.

Zapowiedziane czasy trwogi i śmierci już się rozpoczynają, ale wy ogniskujcie się na tworzeniu dzieł miłosierdzia, dzieł pokoju, gdyż taką rolę przeznaczyłem waszej ojczyźnie. Troszczcie się o waszych sąsiadów, troszczcie się o Wschód. (…) Władze Kościoła w Polsce muszą zrozumieć, że nadchodzi coś zupełnie nowego i trzeba działać w inny sposób, bardziej ofiarnie i pracując w łączności ze społeczeństwem, a nie ponad nim. (…)

Będę wam tarczą i opoką. Dlatego nie lękajcie się, bo nawet śmierć ciała, jeśli Ja przy was jestem, nie przerazi was i nic wam uczynić nie zdoła. Przeprowadzę was przez nią sam i nie doznacie trwogi. Pamiętajcie, że nieśmiertelni jesteście i dom wieczysty macie zapewniony. Kto z was z ucisku przybywa, otrzymuje ode Mnie szczęście nieskończone. Nie lękajcie się śmierci; lękajcie się grzechu, oczyszczajcie się i gotujcie, aby czas katastrof, klęsk, grozy i śmierci zastał was o Mnie opartych i czystych.

Koło ratunkowe” 13 II 1991 r. Anna, o. Jan

Za to coraz jaśniejsze staje się dla was, moi przyjaciele, że lęk o życie, groza i przerażenie są ostatecznym lekarstwem, jakie miłość moja może wam zaofiarować. Jest to ostatnie moje koło ratunkowe.

Moje dzieci. Dziękuję wam za wasz wkład pracy w książkę (Zaufajcie Maryi), którą pragnę wam (Polakom) dać ku ratunkowi waszemu. Obiecuję wam, że towarzyszyć jej będzie moje błogosławieństwo i łaska otwarcia się waszych umysłów na słowa moje i Matki mojej. Kiedy książka wyjdzie, spełniony zostanie pierwszy etap mojego planu ratowania was. Zrozumiecie, kim jest dla waszego narodu Maryja, jak bardzo was kocha i jakie ma plany pomocy wam. Pamiętajcie, że Ona buduje Mi tron w waszym kraju. Ale robotnikami budowy musi być cały wasz naród.

Chcę, ażeby „Słowa” moje dotarły jak najszybciej do tych, którzy zagrożeni są i to, co Ja im daję, jest jak gdyby kołem ratunko­wym, którego będą się mogli uchwycić w czasie nawałnicy. Inaczej zginą, bo Ja i tylko Ja jestem wam ratunkiem wobec grozy szalejącego zła i ze Mną tylko wytrzymać możecie napór nieprzyjaciela i ostać się. Inaczej porwie was jego wicher i wtedy podzielicie los narodów, których byt rozsypie się i pozostaną ruiny i nędza.

[Pytanie domyślne każdego z nas:  Panie, kiedy to będzie?]

Spodziewaliście się ode Mnie dat: dawałem wam przykład z drzewa figowego — przeczytajcie jeszcze raz ten fragment (Mt 24, 32-33).

A od figowego drzewa uczcie się przez podobieństwo! Gdy jego gałązka staje się soczysta i liście wypuszcza, poznajecie, że zbliża się lato.  Tak samo i wy, kiedy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach.”

[widzimy, że chodzi o czerwiec – ”że zbliża się lato” Dopisek wydawcy KLD]

I Ja, Anno, oczekuję tej pory. Wiem, że niepokoi cię termin, bo chcesz uprzedzić innych. Podam ci go, kiedy będzie już bardzo bliski, abyś się nie martwiła o twoich bliźnich. Ale jeszcze wytrzymaj, przyjmując niewiedzę jako pokutę za wspólne winy. Dobrze? Jutro będę cię potrzebował, córko.

Przekaż (Janowi), że nie chcę wam podawać dnia, ale podałem już porę roku (Iz 18, 5) i miejcie ją w pamięci!

„Bo przed winobraniem, gdy kwiaty opadną  i zawiązany owoc stanie się dojrzewającym gronem, wtedy On obetnie gałązki winne nożycami, a odrośle oddawszy odrzuci.”

cd. werset 6:

„Wszyscy razem pozostaną dla górskich ptaków drapieżnych i dla dzikich zwierząt na ziemi. Drapieżne ptaki na nich żerować będą latem, a wszystka dzika zwierzyna na nich przezimuje.

[Tu też widzimy wyraźnie, że chodzi o miesiąc czerwiec dopisek wydawcy KLD]

Ale czas oczyszczenia już jest w drzwiach

– Zdaje się, dzieci, że wy nawet znajdując się w oku cyklonu nie będziecie się orientować, że w nim jesteście. Rozejrzyjcie się dookoła w tym, co się dzieje na Zachodzie, jak narody pyszne swoim bogactwem i bronią targują się o pierwsze miejsce w rządzie Europy dążąc do władzy nad całym światem – a czynią to w przededniu własnej zguby. Zaś Syn mój mówił wam: zabiegajcie o przyjaciół wśród państw skromnych i ubogich. (…)

Wciąż jeszcze możecie wybierać, ale to już czas krótki, a także wybór wasz ostateczny.

To są już ostatnie ostrzeżenia i ostatnie moje napomnienia.

Teraz posłuchajmy konferencji z przed 16 lat . Nagranie unicatowe

Ks. prof.Jan Sieg – Anna cz.1

Ks. prof.Jan Sieg – Anna cz.2

Ks. prof.Jan Sieg – Anna cz.3

Ks. prof.Jan Sieg – Anna cz.4

Kopiowanie i umieszczanie  na stronach internetu wyłącznie z wyraźnym podaniem linka z pełnym odnośnikiem do wpisu.

Posted in Kościół, Objawienia, Patriotyzm, Warto wiedzieć, Świadectwa, Świat innymi oczami | Otagowane: , , | 3 Comments »

Rozalia Celakówna – fragmenty filmu pt Rózia

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 Wrzesień 2010


Fragmenty filmu pt. Rózia

Posted in Kościół | Otagowane: , | Comments Off on Rozalia Celakówna – fragmenty filmu pt Rózia

Śmierć obrońcy krzyża

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 Wrzesień 2010


Dawne metody są sprytnie wykorzystywane przez obecnie rządzących. Niewygodnych zamordować , wysłać do szpitala psychiatrycznego , zrobić z nich oszołomów i warchołów. Nie ma demokracji, nie ma wolności słowa. Według organizacji „Reporterzy bez granic” jesteśmy  jako Polska na samym końcu listy krajów gdzie jest pzrestrzegana wolność słowa.Wiele afrykańskich krajów nas wyprzedza.

Jan Klusik, jeden z obrońców krzyża, zmarł nagle na serce. Pan Jan został w sierpniu kopnięty w klatkę piersiową przez chuligana, gdy pod Pałacem Prezydenckim zasłaniał kobietę przed atakiem. Miał wtedy pęknięte żebro oraz problemy z oddychaniem.

„Janek Klusik, o czym mało się pamięta, w podziemiu wspomagał druk. Dostarczał klisze, zaopatrywał drukarnie i starał się robić wszystko to, co było potrzebne. Nie dbał o stanowiska i aplauz. Odwiedzał brata Antka w więzieniu. Być może, że właśnie uwięzienie rodzonego brata spowodowało, że zdecydował się na bardzo aktywną walkę z sowieckimi namiestnikami w Polsce” – czytamy na stronach internetowych Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej, którego aktywnym członkiem był zmarły.
Mężczyzna zmarł w ubiegłą sobotę w Opolu. Jak informuje portal W Obronie Krzyża, miesiąc wcześniej, w nocy z 14 na 15 sierpnia, Jan Klusik doznał urazu klatki piersiowej, gdy czuwał pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Starał się wtedy ochronić własnym ciałem przed atakiem prześladowcy jedną z kobiet modlących się o godne upamiętnienie ofiar katastrofy smoleńskiej. Napastnik kopnął pana Jana w klatkę piersiową. „Cios złamał mu żebro, a po urazie miał kłopoty z oddychaniem” – relacjonują świadkowie zdarzenia. Jego rodzina i przyjaciele przyznają, że pan Jan był chory na serce, a po uderzeniu przez chuligana skarżył się na pęknięte żebra.
– Było tam kilka takich akcji. Podczas jednej z nich został kopnięty przez pewnego „dwumetrowca” zza trzeciej osoby. Grałem kiedyś w piłkę nożną i wiem, że taki cios nazywało się „zza zasłony” – mówi Antoni Klusik, brat zmarłego. Jak dodaje, pan Jan zrezygnował wówczas z udania się do lekarza. – Janek powiedział nam, że ma pęknięte żebra, ponieważ odczuwa identyczne objawy, jakich kiedyś już doznał z takim skutkiem – wspomina Klusik. Jerzy Łysiak, przewodniczący zarządu OSPN, informuje, że śmierć pana Jana nastąpiła w sposób nagły, kiedy odwiedzał znajomego w Opolu. – Miał chore serce i od dawna był na nie leczony – zauważa Łysiak. – Zasłabł, być może był to zawał. Wezwani ratownicy pogotowia określili to jako zatrzymanie akcji serca – dodaje Klusik.
„Odszedł od nas nasz przyjaciel, Janek Klusik. (…) Był człowiekiem wielkiej dobroci, zawsze chętny do bezinteresownej pomocy, do wykonywania najróżniejszych, często trudnych, ciężkich i uciążliwych prac na rzecz każdego, kto ich potrzebował. Straciliśmy w Jego Osobie wiernego przyjaciela, pomocnika i powiernika różnych naszych radości i trosk” – piszą koledzy.
Mimo obecności wielu policjantów osoby domagające się postawienia pomnika ofiar smoleńskich na Krakowskim Przedmieściu nie czują się bezpiecznie. Doświadczyły wielu napaści, które relacjonowane są na stronie internetowej obrońców krzyża. Obawiają się represji m.in. w zakładach pracy. Mariusz Bulski, jeden z członków Inicjatywy Społecznej Obrońców Krzyża, mówi o tym na przykładzie swojej rodziny. – Moja żona pracuje w środowiskach akademickich i otrzymała ostrzeżenie, żeby nie wspominać o mężu, bo będzie „ciężko z pracą”. Jakby na to nie patrzeć, dotyka nas ten „wirtualny układ”, którego ponoć nie ma. W momencie, kiedy czemuś się sprzeciwiasz – jak ja – i stajesz po pewnej niewygodnej stronie, wtedy twoje nazwisko pojawia się w kampanii paszkwili w prasie – zaznacza Bulski.
Jacek Dytkowski

Źródło: Nasz dziennik

Posted in Polityka, Prześladowanie Chrześcijan, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , , | 18 Comments »

Orędzie, 25. września 2010

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 Wrzesień 2010


„Drogie dzieci! Dziś jestem z wami i wszystkich was błogosławię moim matczynym błogosławieństwem pokoju i zachęcam was, abyście bardziej żyli życiem religijnym, bo jesteście jeszcze słabi i nie jesteście pokorni. Dziatki, zachęcam was, abyśce mniej mówili, a więcej pracowali nad waszym osobistym nawróceniem, aby wasze świadectwo było owocne. I niech wasze życie będzie nieustanną modlitwą. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”

Posted in Orędzia | Otagowane: , , | 2 Comments »

Przestroga

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 Wrzesień 2010


Zamieszczony poniżej tekst pt.; „Przestroga” został znaleziony w celi zakonnej Ks.prof.dr.hab. Jana Siega (po jego śmierci 25.12.2001.r.), jezuity , który od 1985 r., za pozwoleniem swoich przełożonych , uczestniczył w spotkaniach modlitewnych u Anny- mającej przekazy z Nieba-będąc recenzentem teologicznym jej tekstów, które już wówczas liczyły ok.3 tys. Stron. Ks. Jan Sieg stwierdził, że nie ma żadnych wątpliwości co do prawdomówności Anny ani też co do autentyczności otrzymywanych przekazów. Od kilku lat, w „Kamieniołomie” przy kościele Św. Józefa w Krakowie, głosił konferencje dotyczące tych przekazów i przybliżał ich treść. Zostały one napisane w książkach: „Pozwólcie ogarnąć się miłości”- Wyd. Michalineum , „Zaufajcie Maryi” – Wyd. Księży Marianów , „Boże Wychowanie” cz. I i II „Świadkowie Bożego Miłosierdzia” – wyd. WAM . Kraków.

PRZESTROGA!!!

Wobec zdarzeń, które nadchodzą i postawią świat cały w obliczu całkowitej zagłady, należy być przygotowanym do przyjęcia tego, co przyniosą najbliższe miesiące. Nie przypadki i fantazja kieruje rozwojem ludzkości na ziemi. Wie ona od dwóch tysięcy lat, jaką powinna iść drogą i do jakiego celu, ale prawdzie zaprzecza nieustannie i świadomie. Prawem , obowiązkiem i kierowaniem rozwoju ludzkości są słowa: abyście się wzajemnie miłowali, znane i odrzucane, ale nigdy jeszcze nie podeptane i deptane coraz bardziej tak brutalnie i cynicznie jak w XX-XXI wieku. Właśnie Miłosierdzie Boże – nie gniew i kara, nie Sprawiedliwość Boża, a jego Miłosierdzie – ratować będzie ludzkość po raz ostatni, ale nie drogą miłości, bo ludzkość odmówiła jej sobie, a drogą oczyszczenia – przez cierpienie , strach, ból, żal, pragnienie zadośćuczynienia za współudział w winie zbiorowej. Jeżeli po tych nieszczęściach nie odmieni ona swojego kierunku, który wiedzie ku zagładzie – zginie! Teraz widocznym się staje działanie sprawiedliwych Praw Bożych, według których zawsze, niezawodnie i nieomylnie wraca zło rzucone światu do narodów, które nim świat obdarzyły. Nie Bóg karze świat – to wróci doń zło, które ludzie sami wytworzyli. Jego siła, rozpiętość, potęga, straszliwość działania, da wyobrażenie o nikczemności ludzkości. Ale wyładowanie się zła na jego twórcach oczyści ziemię, bo Miłosierdzie Boże chce, aby jeszcze mogły rozwijać się na niej następne pokolenia w spokoju i radości. O ratunek dla ludzkości błagają: Maryja-Królowa Ziemi i cały Święty Kościół Powszechny Trumfujący; wszyscy, którzy służyli Bogu na ziemi, służą mu nadal- są braćmi ludzkości. Dla ich miłości bliźniego, dla ich próśb i orędownictwa, Sprawiedliwość Boża okaże się jeszcze raz miłosierna. Nie zniszczy, nie zmiecie z powierzchni globu tych, co go kalają, ale oczyści ziemię z nagromadzonego zła, aby raz jeszcze mogli naprawić krzywdy i niesprawiedliwości zadane sobie wzajemnie.

Wobec nadchodzących zbrodni wojny, które nieustannie potęgować się będą, aby doprowadzić do całkowitego zniszczenia życia na ziemi- katastrofy żywiołowe, wreszcie jeden potworny kataklizm* będzie jedynym środkiem ugaszenia pożaru; i modlić się trzeba, aby zdążył nastąpić dostatecznie wcześnie. Będzie on wstrząsem na tyle silnym, aby stłumić wojnę. Pomoc i współpraca z tymi, którzy pragną uratować ziemię, będzie każdy czyn realizujący miłość bliźniego, a nie istnieje człowiek niezdolny do niego. Ratunkiem , usprawiedliwieniem swojego własnego istnienia, będzie świadome działanie tak jednostek, jak i zespołów ludzkich zjednoczonych w celu dopomożenia innym. Ocaleją ludzie i środowiska zdolne do miłości społecznej. Ale wobec ogólnego nieszczęścia, lęku i nędzy zagrażającej ludzkości, przeciwstawianie się złu, pomaganie, służba społeczna, spieszenie z pomocą i organizowanie pomocy jest obowiązkiem każdego człowieka chcącego uratować swój Naród przed zagładą. Sprawiedliwość Boża wobec miłości braterskiej zmienia swoje oblicze- staje się Miłosierdziem, pomocą i opieką.

Naród Polski może ocaleć, o ile zrozumie to i zapragnie z całej mocy szybko naprawić zło czynione sobie nawzajem. Naprawą jest silne i z całej mocy Narodu dobyte działanie w kierunku niesienia pomocy. Potrzeby same nadadzą kierunek pomocy, jednak należy wiedzieć, że miejsce Polaków jest wśród swego Narodu, i muszą się znaleźć wsie, osady, ośrodki, małe miasteczka, którym nic nie zagraża, zdolne do przyjęcia i otoczenia opieką ludzkości wielkich miast, która będzie musiała opuścić swoje domy, aby ocaleć. Jeżeli dość będzie miłości bliźniego- nie zagrozi głód, mróz i choroby, ale należy chcieć się dzielić, nic nie chować, nic nie oszczędzać, gdyż oszczędzeni będą hojni i wielkoduszni.

Katastrofy żywiołowe nie będą trwały długo;wojna wyprzedzająca je- również. Groza obu może ominąć Polskę, o ile przeciw nim wystąpi cały Naród pomagający sobie, miłosierny, gościnny, dzielący się wszystkim co posiada, pragnący ulżyć w cierpieniu tym, które one dotykać będą. Nie potrzeba więc obawiać się wojny i kataklizmów, a własnego egoizmu, chciwości, nieczułości i braku miłosierdzia.

Sam Bóg cofa swoje prawa karzące wobec miłosierdzia czynionego sobie nawzajem przez ludzi. Pomoc, opieka i siły, dane będą wszystkim w miarę czynionego przez ich miłosierdzia. U Królowej Korony Polskiej, u Świętych i Błogosławionych, Męczenników i Bohaterów swojego Narodu, mają Polacy, wsparcie, pomoc i ratunek, i nikt, kto wzywa ich pomocy, zawiedziony nie będzie.

W spokoju i z głęboką powagą przyjąć należy nadchodzące wypadki; tam, gdzie światowa nienawiść zmierzy się ze sobą- muszą być i będą straszliwe. Ale nie poddanie się losowi, lęk i panika, a przeciwstawianie się czynne złu, jest obecnie postawą właściwą; złu, które w samych ludziach ma swoja ostoję. W Narodzie Polskim złem tym jest: nienawiść i skłócenie wzajemne, obojętność na krzywdy innych, zawiść i radość z cudzego nieszczęścia, niechęć do działania bezinteresownego, chciwość i wykorzystywanie sytuacji bliźniego w celu wzbogacenia się. Jeżeli te cechy nie zostaną szybko zamienione na przeciwstawne, nie uniknie i Polska losów swych sąsiadów. Każdy najmniejszy wysiłek natomiast, każdego Polaka, nawet chorego, starca lub dziecka, woła w obronie Narodu, o ile uczyniony jest w imię miłości bliźniego. Ratunek zatem jest w ręku samych Polaków i ich czyny roztrzygną, czy naród Polski będzie istniał nadal. Wzajemna miłość, dobroć, pomoc i opieka, społeczne miłosierdzie całego społeczeństwa, uratują Polskę.

Nie należy się obawiać przyszłości, gdyż jest ona w ręku Boga Sprawiedliwego i Miłosiernego zarazem, ale przygotować się trzeba, aby być godnym Jego Miłosierdzia.

Modlitwa wstępna spotkań modlitewnych u Anny, podyktowana przez Maryję Pannę; Ojcze, ofiarujemy Tobie, razem z Maryją, w imieniu całego Narodu Polskiego, naszą dobrą wolę służenia Tobie w Twoim planie odrodzenia świata. Kochamy cię i pragniemy być ci wierni. Amen

Modlitwa na zakończenie: Ojcze, ufamy tobie i dlatego z góry dziękujemy Ci w imieniu całego Narodu Polskiego za wszystko, co dla nas uczynić zamierzasz. Akceptujemy Twoje plany i Twoje działania. Jesteśmy Ci wdzięczni za Twoją troskę, miłość i dobroć. Spodziewaliśmy się od Ciebie ratunku i otrzymujemy go. Pozwól, abyśmy naszymi czynami uczcili Ciebie jako Ojca, Wybawcę i Uświęciciela naszego. Pragniemy utworzyć w Ojczyźnie naszej ustrój oparty na odwiecznych Prawach Twoich, zakładając tym samym podwaliny Pokoju Bożego w naszym państwie. Pobłogosław Ojcze pragnienia nasze i dodaj sił dziełu rąk naszych, aby Królestwo Maryi podobało się Tobie. Amen .

Źródło: echochrystusakrola.net

Dodam od siebie że posiadam 2 kasety magnetofonowe z nagraniem takiego spotkania w kamieniołomie z ks.prof.Janem Sieg.

Gdyby ktoś mi podpowiedział jak to z kasety magnetofonowej umieścić na internecie to chętnie skorzystam z pomocy. Jest tam nagrana bardzo ciekawa konferencja na temat przyszłych wydarzeń. Są również pytania od słuchaczy na temat co się będzie działo w poszczególnych krajach , miastach i okręgach z odpowiedziami ks.prof. Jana Sieg. Nagarnie jest z lat 90-tych.

Posted in Objawienia, Warto wiedzieć, Świadectwa, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | 11 Comments »

List s.Emmanuel z 12 września 2010 r.

Posted by Dzieckonmp w dniu 21 Wrzesień 2010


Drogie Dzieci Medjugorja!


Niech będzie pochwalony Jezus i Maryja!
1 – 2 września 2010 r., Mirjana, otoczona przez wielki tłum złożony przede wszystkim z pielgrzymów włoskich, miała comiesięczne objawienie przy Błękitnym Krzyżu! Po objawieniu przekazała nam następujące orędzie:


„Drogie dzieci! Jestem przy was, ponieważ pragnę pomagać wam pokonywać doświadczenia, jakie stawia przed wami ten czas oczyszczenia. Moje dzieci, jednym z nich jest nieprzebaczanie i nieproszenie o przebaczenie. Każdy grzech rani miłość i oddala od niej – a miłością jest mój Syn! Dlatego, drogie dzieci, jeśli chcecie iść krok w krok ze mną ku pokojowi miłości Bożej, musicie nauczyć się przebaczać i prosić o przebaczenie. Dziękuję wam.”


2 – Dominik i Festiwal Młodych.
3 sierpnia miało miejsce zadziwiające zdarzenie. Przed mówieniem o tym chciałam przeprowadzić poważne dochodzenie na Słowacji u rodziców Dominika. Podaję więc fakty (artykuły w internecie niosą błędy).

Tego lata na Festiwal Młodych przybył z przyjaciółmi w swoim wieku młody 16-letni Słowak, Dominik Juros, z katolickiej rodziny ze wsi Hran. W poprzednich miesiącach Dominik przeżył okres wewnętrznego kryzysu, związanego zwłaszcza z wiarą. Nie chciał więcej służyć do Mszy św. i odmawiał udziału we wspólnej modlitwie z rodzicami. Nawet jeśli ci młodzi przybyli z pielgrzymką, trzeba przyznać, że w ogóle nie interesowali się Festiwalem ani Bogiem. Raczej zachowywali się jak turyści na wakacjach.

3 sierpnia w Medjugorju był wyjątkowy upał. Grupa, zamiast brać udział w programie festiwalu, postanowiła pójść z Janko, swoim liderem, wykąpać się do wodospadów Kravica. Dominik wślizgnął się do mroźnej wody. Płynął na głębokości 3 czy 4 metrów, ale kilka razy udało mu się wypłynąć. Nikt nie zauważył, że on się topił, ludzie myśleli, że to była zabawa. Dziesięć minut później Janko zaniepokoił się, ponieważ nie widział, żeby on się wynurzał. Popłynął do miejsca, gdzie go widział. Z pomocą kilku osób udało mu się wyciągnąć Dominika z wody. Ale jego serce się zatrzymało. Potrzeba było 15 do 20 minut reanimacji, żeby znowu zaczęło bić, ale na drodze do Mostaru zatrzymało się ponownie. Jego płuca już nie funkcjonowały. W szpitalu więc wprowadzono Dominika w stan narkozy. Jego organy zostały podłączone do aparatów.

Nazajutrz jego rodzice pośpieszyli do Mostaru. Wszyscy młodzi na festiwalu gorąco się modlili za niego i powstał piękny łańcuch miłości trwający w dzień i w nocy! Nawet przyjaciele Dominika z autokaru nagle przejęci bojaźnią Bożą zaczęli się modlić. Wszyscy poszli do spowiedzi i uczestniczyli we Mszy św. z wielką gorliwością.

Od 5 sierpnia, otoczony rodziną i wielką ilością modlitwy, Dominik okazał nieoczekiwane oznaki „obecności”. Chociaż nieświadomy, kilka razy uścisnął dłoń swej matki lub wylewał łzy. (Jego matka poświęciła go Matce Bożej od chwili jego poczęcia). Przebudził się 7 sierpnia i jego organy ponownie zaczęły działać. Jego pierwszą reakcją był płacz i błaganie rodziców o przebaczenie. Uścisnął dłoń swej matki i prosił, żeby modliła się z nim, dużo się modliła. Chciał wyspowiadać się z grzechów (sprowadzono księdza). Potem został przetransportowany na Słowację, do szpitala i tam zaczął na nowo chodzić i swobodnie mówić. Cztery tygodnie później wrócił do szkoły. Jego słowacki lekarz dzisiaj mówi, że jego powrót do zdrowia jest zaskakujący.

Dominik opowiedziała o kilku interesujących aspektach swego doświadczenia. Na przykład: gdy ratowali go nieprzytomnego po topieniu się, on „widział” swych rodziców na Słowacji, którzy właśnie siedzieli przed telewizorem i wiedział, co robili i gdzie szli! 8 sierpnia, według osób obecnych i według jego własnych słów, Dominika ogarnęła pewna hiperwrażliwość, połączona z bardzo silnymi walkami wewnętrznymi. Miał wówczas niezwykłą percepcję.

Mówił, że gdy był pomiędzy życiem a śmiercią, czuł się zagrożony przez demony, „ponure sylwetki”, obecne w szpitalu, niektóre obok jego drzwi, a inne siejące zamęt w jego pokoju i oskarżające go. Te sylwetki ciągle próbowały przeszkadzać w modlitwie jego matki, która przebywała u jego wezgłowia. Ale twarz Dominika rozjaśniła się, gdy zauważył obecność pewnej osoby pełnej światła, pokoju i radości; pomyślał, że to jest Matka Boża. Gdy ktoś wchodził do jego pokoju z wodą, wiedział, że jest to woda święcona i myślał: „Och, woda święcona, ona mi pomoże!” Mówił, że mógł chwytać modlitwy swych bliskich i widział je jako spokojne, pozytywne, bardzo pomocne i pełne światła.

Widział czyściec, widział dwóch młodych (z miasta blisko jego miasta), którzy tam cierpieli. Widział, że przy pomocy benzyny spalili samochód i że zabili się w wypadku. Widział aniołów, cudowne istoty całe białe z pięknymi twarzami. Mówi, że widział Jezusa twarzą w twarz i że Jezus ma oczy nadzwyczaj piękne. Gdy rodzina odmawiała koronkę do Bożego Miłosierdzia u jego wezgłowia, spytał: „Czy czujecie ten cudowny zapach?” „Jaki zapach?” – spytała go matka. „Krew Jezusa! Ona ma cudowny zapach!” – odpowiedział.
Muszę pominąć wiele szczegółów…
Dominik często powtarzał, że musimy kochać jedni drugich i przebaczać sobie wzajemnie; że to, co jest w życiu najważniejsze to miłość. Z naciskiem prosił członków swej rodziny, aby traktowali się z większą miłością, nawet w sprawach najmniejszych, żeby zawsze sobie przebaczali i nikogo nie uważali za wroga. Jednocześnie żałował, że zespół medyczny uratował mu życie!

Nie przesłuchiwałam zespołu medycznego w Mostarze. Jest prawdą, że po kilku minutach przebywania pod wodą mózg zostaje uszkodzony z powodu braku tlenu. W przypadku Dominika, tylko Bóg wie, czy pod względem medycznym chodzi o fakt cudowny czy też nie. Mało ważne! To, co wydaje mi się wspaniałe w tym zdarzeniu, które miało miejsce, gdy 40.000 młodych obecnych na festiwalu modliło się w Medjugorju, to jest to, że Pan posłużył się tym przeżywającym kryzys nastolatkiem, żeby wszyscy jego przyjaciele (a także inni jego bliscy) uklękli i wyspowiadali się (to nie był luksus!) i zwrócili się do Boga. Ponadto, tych spośród nich, którzy sprawy ziemskie stawiali na pierwszym miejscu swego życia i myśleli, że obejdą się bez Boga, doświadczenie Dominika otworzyło na inny świat, na inne wartości i przypomniało im najbardziej istotne w życiu przykazanie dane przez Jezusa: „Miłujcie się wzajemnie jak Ja was umiłowałem!”

Dominik więcej sobie nie przypomina, lecz w jego życiu odczuwa się skutki łaski: jest to młody człowiek, który dziś głęboko się modli, który z zapałem przeżywa swą wiarę chętnie łącząc się z rodziną. Ukazuje wielką cześć wobec krzyża Jezusa i wobec Matki Bożej. Wszyscy jego bliscy dziękują za to, co uczyniło mu Miłosierdzie Boże. Nawet dziadek, były uparty przeciwnik Medjugorja, chce teraz tam się udać na pielgrzymkę. Magnificat!

3 – Przebaczenie? Niemożliwe! Orędzie z 2 września wszystkich nas zaskoczyło. Ale jak przebaczać, jeśli mój małżonek mnie bije, oszukuje, zdradza i czyni moje życie niemożliwym? Jak przebaczyć człowiekowi, który zgwałcił moje dziecko? Mojej synowej, która sprawiła, ze mój syn stracił wiarę i nie chce mi powierzyć dzieci? Memu bratu, który ukradł mój spadek? Moim dzieciom, które mnie porzuciły po tym, co dla nich zrobiłam? Jak przebaczyć mojej siostrze, która zniszczyła moją reputację? Temu uwodzicielowi, który doprowadził moją córkę do samobójstwa?

Niemożliwe! Jednak Jezus uczy nas mówić w Ojcze nasz: „Odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.
Na szczęście to, co jest niemożliwe dla człowieka, jest możliwe dla Boga. Więc jedynym rozwiązaniem jest mówić Jezusowi: „Mi się to nie uda, moja rana zbyt krwawi! Ale Ty, Jezu, który jesteś tylko Miłością i Miłosierdziem, włóż w moje serce Twoje własne przebaczenie dla tej osoby, proszę Cię o to!” Wtedy prosty fakt szczerej prośby o to skierowanej do Jezusa już jest przebaczeniem. Nawet jeśli dochodzą do nas jeszcze resztki gniewu, nienawiści lub gwałtowności spowodowane naszą zranioną naturą ludzką, dusza cudownie posuwa się do przodu, Bóg widzi naszą dobrą wolę i robi resztę!
„Drogie dzieci, jeśli chcecie iść krok w krok ze mną ku pokojowi miłości Bożej, musicie nauczyć się przebaczać i prosić o przebaczenie”. To orędzie nie zostałoby nam dane, jeśliby nasza Matka Niebieska – która przebaczyła nam to, że zabiliśmy Jej Syna – nie miałaby nam do zakomunikowania o tonach łask przebaczenia… Chwyćmy je! Zdecydujmy się działać od dzisiaj!
Droga Gospo, 15 września obchodzimy święto Matki Bożej Bolesnej. Ty znasz i uczestniczysz w naszym bólu! Wylej na nasze rany Twój balsam pokoju i naucz nas przebaczać!

Siostra Emmanuel +

Źródło; medziugorje.blogspot.com

Kilka lat temu zorganizowałem 2 autokary pielgrzymów do Medjugorje i mieliśmy identyczną sytuacje z tym utonięciem z tym że topił się nam ksiądz niedowiarek w prawdziwość objawień Matki Bożej. Przeżycie tej sytuacji i świadectwo księdza było przejmujące.

Medjugorje, Youth Festival 2010, instrumental song

Posted in Cuda, Medziugorje, Nawrócenia, Objawienia, Uzdrowienia, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , , , | 9 Comments »

MODLITWY POMNOŻENIA objawione Benedetcie, Włochy, przez Pana Jezusa

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 Wrzesień 2010


NOWENNA KRÓTKICH MODLITW (Novena delle Giaculatorie)

http://www.messaggi-cristiani.it/index.htm

http://www.piccolifiglidellaluce.it/noyenegiaculatorie. htm

Za zgodą władzy kościelnej

Z języka włoskiego przetłumaczył Michał Góra, listopad 2008

PRZESŁANIE PANA JEZUSA Z 13.10.2002

Dzieci drogie, modlitwa ludzkości jest jeszcze niewystarczająca. Modlitwa człowieka jest niezbędna, aby mieć chleb powszedni, gdyż ziemia musi być zjednoczona z niebem za pomocą modlitwy. Jak się mają sprawy na waszej planecie, sami widzicie, potrzeba modlitwy jest większa niż sobie potraficie wyobrazić. Zło się szerzy. Ale tam gdzie grzech jest w obfitości, tam łaska jeszcze bardziej jest w nadmiarze i to dlatego, że Bóg w swojej nieskończonej Mądrości wybrał „małą trzódkę” i w niej działa cuda. To mnóstwo maluczkich, do którego zapraszani są wszyscy, aby się przyłączyli. To armia Mojej Świętej Matki.

WASZ BÓG CHCE ZBAWIENIA WSZYSTKICH DUSZ I W TYM DZIELE PROSI O WASZ MAŁY WKŁAD.
Ja, Jezus, dla każdego, kto zechce mi pomóc w tym dziele, jeśli będąc w stanie łaski i rozmodlenia (Różaniec, Msza Św.) odmówi modlitwy, które Ja sugeruję, obiecuję POMNOŻENIE PRZEZ TYSIĄC!
Każda modlitwa pozwala mi wybawić jedną duszę, ale JA, który jestem Bogiem pomnażania dobra, MNOŻĘ PRZEZ TYSIĄC! Podaję wam ich tu 33 i większość z nich już znacie. Módlcie się tak, jak chcecie, kiedy możecie, kiedy jesteście zdolni, lecz MODLCIE SIĘ, MODLCIE SIĘ, MODLCIE SIĘ!

Nigdy jak dotąd w historii Kościoła nie dałem tak wiele. Jeżeli wierzycie, że nie ma niczego niemożliwego dla Boga, to zacznijcie od razu. Pragnę, aby płomień Mojej miłości ogarnął całą Ziemię. Kiedy potrzebny był chleb, rozmnożyłem chleb; teraz potrzeba jest modlitwy i Ja pomnażam modlitwę. Jest to cud, który otrzymaliście za przyczyną Niepokalanego Serca Maryi. Nie ma potrzeby, aby wszystkie te 33 modlitwy były odmawiane w takiej kolejności w jakiej zostały tu zapisane, módlcie się w prosty sposób tak jak dyktuje wam wasze serce. Przypominam wam jednakże, że podoba mi się, gdy Moja Najdroższa Krew jest ofiarowywana każdego dnia. (Modlitwa # 33)
Przypominam wam abyście byli wytrwali w odmawianiu Różańca Św. i w trwaniu w sakramentach.

OBIETNICE:
Obiecuję, że każdy (o ile będzie w stanie łaski i w rozmodleniu duszy) kto odmówi jedną modlitwę pomnażającą 33 razy przez kolejne 9 dni otrzyma z Mojego Serca Miłosiernego każdą łaskę dla siebie lub dla bliźniego swego, o ile będzie ona przydatną do zbawienia.
Nowenna powinna być poprzedzona przez Wierzę w Boga, Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario i Chwała Ojcu i intencję prostą i pełną ufności w to, czego się pragnie.
Jeśli ta nowenna będzie odmawiana jak modlitwa o wstawiennictwo będzie bardzo silna u Mojego Serca Miłosiernego i wyprosi łaskę nawrócenia.
Jeśli ta nowenna będzie odmawiana za duszę w czyśćcu, wyprosi ona z Mojego Serca Miłosiernego natychmiastowe złagodzenie kary i przybliżenie się do wybawienia.
Temu, kto wierzy, że nic nie jest niemożliwe dla Boga i ufa mojemu Sercu Miłosiernemu i odmówi nowennę ze wszystkimi 33 modlitwami pomnażającymi, obiecuję że będzie zadziwiony strumieniem łask, który obleje całą jego rodzinę (33×33).
Na koniec obiecuję, że ktokolwiek odmówi przez 33 razy jedną modlitwę pomnażającą, nawet tylko jednego dnia, nie straci swojej zapłaty.
Pragnę miłości. Pragnę dusz!
Kto będzie się modlił, gdy będzie to dla niego możliwe zależnie od obowiązków jego stanu, podczas wykonywania swoich powinności codziennych, ten będzie Moim przyjacielem i będzie się cieszył owocami Mojej przyjaźni. Będzie błogosławiony, ponieważ mam pragnienie a wy Mi dajecie się napić.

I H S

NOWENNA KRÓTKICH MODLITW

Wstęp: Wierzę…, Ojcze nasz…, Zdrowaś Mario…, Chwała Ojcu…
Wybiera się jedną z modlitw i dla uczczenia 33 lat życia Pana powtarza się 33 razy przez 9 kolejnych dni. Można odmawiać Nowennę z większą ilością modlitw aż dojść do odmawiania wszystkich 33 po 33 razy dziennie przez 9 kolejnych dni. Tak jak Pan Jezus w swoim Miłosierdziu, kiedy brakowało chleba, rozmnożył go, teraz gdy jest potrzeba modlitwy, ponieważ zło się szerzy, pomnoży również moc modlitwy, jeśli będzie ona czyniona z wiarą.

Modlitwy pomnażające:
1) O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy.
2) Niepokalane Serce Maryi, módl się za nami teraz i w godzinie śmierci naszej.
3) Święta Męko Pana Naszego Jezusa Chrystusa, wybaw nas.
4) Święte Serca Jezusa i Maryi, chrońcie nas.
5) Niech świeci nad nami o Panie światłość Twojego oblicza.
6) Pozostań z nami Panie.
7) Matko moja, ufności i nadziejo, w Tobie pokładam ufność i Tobie się oddaję.
8.) Jezu, Maryjo, Kocham Was ! Ratujcie wszystkie dusze.
9) Krzyżu bądź moim światłem.(Niech Krzyż będzie moim światłem).
10) Święty Józefie, patronie Kościoła Powszechnego, opiekuj się naszymi rodzinami.
11) Przyjdź Panie Jezu.
12) Dzieciątko Jezus przebacz mi, Dzieciątko Jezu błogosław mnie.
13) Najświętsza Opatrzności Boża, dawaj nam w naszych obecnych potrzebach.
14) O Krwi i Wodo, któraś wypłynęła z Serca Jezusowego jako zdrój miłosierdzia dla nas, ufam Tobie.
15) Boże mój, kocham Cię i dziękuję Ci.
16) O Jezu, Królu wszystkich Narodów, Niech Twoje Królestwo będzie rozpoznane na Ziemi.
17) Święty Michale Archaniele, obrońco Królestwa Chrystusowego na Ziemi, ochraniaj nas.
18) Miej litość nade mną, Panie miej litość nade mną. (Zlituj się Panie, zlituj się nade mną).
19) Chwała i dziękczynienie niech będzie w każdym momencie Jezusowi w Najświętszym Sakramencie.
20) Przyjdź Duchu Święty i odnów oblicze Ziemi.
21) Święci i Święte Boże, wskazujcie nam drogę Ewangelii.
22) Dusze Święte czyśćcowe, wstawiajcie się za nami.
23) Panie, wylej na cały świat skarby Twojego nieskończonego Miłosierdzia.
24) Adoruję Cię Panie Jezu i błogosławię Tobie, bo przez Twój Święty Krzyż odkupiłeś cały świat.
25) Ojcze mój, Ojcze dobry, Tobie się ofiaruję, Tobie się oddaję.
26) O Jezu wybaw mnie przez miłość Łez Twojej Świętej Matki.
27) Przyjdź Królestwo Twoje Panie i bądź Wola Twoja.
28) O Boże, Zbawco Ukrzyżowany, rozpal we mnie miłość, wiarę i odwagę dla zbawienia braci.
29) O Boże, przebacz nam nasze grzechy, ulecz nasze rany i odnów nasze serca, abyśmy mogli być jednością w Tobie.
30) Święci Aniołowie Stróże brońcie nas przed sidłami szatana.
31) Chwała Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu.
32) Boże wszelkiej pociechy, zachowaj w Twoim Pokoju nasze dni i udziel nam Miłości Ducha Świętego.
33) Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Najdroższą Krew Jezusa w jedności ze wszystkimi Ofiarami Mszy Świętej odprawianymi dzisiaj na całym świecie, za wszystkie dusze Święte Czyśćcowe, za grzeszników całego świata, za Kościół Powszechny, za mój dom i moją rodzinę. Amen.

Posted in Kościół, Objawienia, Prośba o modlitwę, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 41 Comments »

Znak dla niewierzących

Posted by Dzieckonmp w dniu 10 Wrzesień 2010


W hiszpańskim miasteczku Calanda, oddalonym o 118 km od Saragossy, dokonał się "el milagro de los milagros" - czyli "cud cudów". Dwudziestotrzyletniemu Miguelowi Juanowi Pellicerowi w sposób cudowny przywrócona została amputowana prawa noga. Owoce wieloletnich poszukiwań i badań historycznych dokumentów dotyczących tego niezwykłego wydarzenia zostały opublikowane w książce zatytułowanej II Miracolo (Cud), napisanej przez słynnego pisarza i dziennikarza włoskiego Vittoria Messoriego.

29 marca 1640 r. wieczorem, pomiędzy godziną dziesiątą a dziesiątą trzydzieści, podczas snu w domu rodzinnym w Calandzie, Miguel Juan Pellicer w cudowny sposób odzyskał prawą nogę, którą amputowano mu w szpitalu publicznym w Saragossie 29 miesięcy wcześniej. Cudownie uzdrowiony był gorliwym czcicielem Matki Bożej z Pilar i to właśnie Jej wstawiennictwu przypisał odzyskanie utraconej kończyny. Tak w skrócie brzmi sensacyjna informacja o tym wstrząsającym cudzie maryjnym, który miejscowi ludzie określają jako "el milagro de los milagros" ("cud cudów"). Światowej sławy włoski pisarz i dziennikarz Vittorio Messori przez wiele lat badał w różnych archiwach licznie zachowane dokumenty dotyczące tego zdarzenia i stwierdził, że z naukowego punktu widzenia istnieje pewność, że cała dokumentacja opisuje historyczny fakt. Mówi ona o "przywróceniu" amputowanej nogi - wydarzeniu jedynym w swoim rodzaju, którego istnienia nie można zakwestionować. Szczegółowe odtworzenie tych wydarzeń stało się możliwe dzięki świadectwom, które trzy dni po cudzie zostały złożone pod przysięgą i zapisane w protokole notarialnym, oraz w oparciu o akta procesu kanonicznego, który rozpoczął się 68 dni później.

Wypadek i amputacja

Z ksiąg parafialnych z Calandy dowiadujemy się, że Miguel Juan Pellicer urodził się 25.03.1617 r. jako drugie z ośmiorga dzieci Miguela Pellicera Maja i Marii Blasco. Jego rodzice byli biednymi rolnikami, odznaczali się prostotą i głęboką pobożnością. Miguel Juan wzrastał w atmosferze autentycznej religijności: codziennie szczerze się modlił, regularnie przystępował do sakramentów pokuty i Eucharystii, był żarliwym czcicielem Matki Bożej. W 1637 r., gdy miał dwadzieścia lat, opuścił dom rodzinny w poszukiwaniu pracy. Znalazł ją u swojego wujka Jamiego Blasca, mieszkającego w okolicy Castellon. Po kilku miesiącach pobytu u niego, w lipcu 1637 r., Miguelowi przydarzył się poważny wypadek, gdy prowadził dwukołowy wóz wypełniony po brzegi ziarnem, ciągnięty przez dwa muły. Podczas jazdy Miguel Juan najprawdopodobniej zasnął i tak nieszczęśliwie spadł z muła na ziemię, że jedno z kół przejechało przez jego prawą nogę. miażdżąc i łamiąc mu kość piszczelową. Natychmiast zawieziono go do szpitala w Walencji (w którego archiwach do dziś widnieje data jego przyjęcia: 3.08.1637 r., poniedziałek).

Pobyt w szpitalu nie przynosił żadnej poprawy, jednak Miguel głęboko wierzył w to, że pomogą mu lekarze z odległej o 300 km Saragossy, w słynnym Królewskim i Powszechnym Szpitalu Naszej Pani Łaskawej. Po usilnych prośbach otrzymał w końcu pozwolenie na przeniesienie się tam. Pomimo straszliwego bólu złamanej nogi i wielkich upałów owe 300 km pokonał w pięćdziesiąt dni. Do upragnionego celu dotarł na początku października 1637 r., wycieńczony i z wysoką gorączką. Najpierw udał się do sanktuarium w Pilar, gdzie wyspowiadał się i przyjął Komunię św.

W saragoskim szpitalu lekarze zdiagnozowali u niego daleko posuniętą gangrenę w złamanej prawej nodze. W celu ratowania życia chorego konieczna była natychmiastowa amputacja kończyny. Decyzję odcięcia opuchniętej i sczerniałej od gangreny nogi podjął przewodniczący konsylium lekarskiego, znany w całej Aragonii prof. Juan de Estanga, wraz z chirurgami Diegiem Millaruelem i Miguelem Beltranem. Ci sami lekarze dokonali operacji ucięcia prawej nogi Miguelowi Pellicerowi "na wysokości czterech palców pod kolanem". Posługiwali się przy tym piłą i skalpelem, a jako środek znieczulający podano pacjentowi alkohol, stosowany w tamtych czasach jako jedyna substancja o takim działaniu. W czasie operacji młodzieniec nieustannie wzywał pomocy Matki Bożej.

Po amputacji chirurdzy dokonali kauteryzacji kikuta za pomocą rozżarzonego żelaza. Odciętą nogę przekazali asystującemu przy operacji młodemu praktykantowi, Juanowi Lorenzowi Garcii, który wraz z kolegą pogrzebał ją na cmentarzu, w oznaczonym miejscu, w głębokiej dziurze o długości 21 cm (nawet tego rodzaju szczegół znalazł się w dokumentacji procesowej). W tamtych czasach tak wielkim szacunkiem otaczano ludzkie ciało, że wszystkie jego amputowane części były chowane na cmentarzu. Zanim rana po odcięciu części nogi się zagoiła, Pellicer musiał jeszcze przez kilka miesięcy przebywać w szpitalu. Został z niego wypisany wiosną 1638 r.; otrzymał wtedy drewnianą protezę prawej nogi oraz kule. Dwudziestotrzyletni młodzieniec bez nogi nie był w stanie zapracować na swoje utrzymanie, dlatego otrzymał oficjalne pozwolenie na zbieranie jałmużny przy wejściu do bazyliki del Pilar w Saragossie, co oznaczało dla niego bycie etatowym żebrakiem. Mieszkańcy Saragossy mieli w zwyczaju przynajmniej raz dziennie nawiedzać sanktuarium. Widok żebrzącego młodzieńca bez nogi wzbudzał u nich powszechne współczucie. Przyzwyczaili się do jego obecności i pokochali go, tym bardziej że Miguel Juan codziennie rano, przed udaniem się na miejsce żebrania, uczestniczył we Mszy św. w Świętej Kaplicy, w której na kolumnie El Pilar znajdowała się cudowna figura Matki Bożej. Również codziennie prosił obsługujących sanktuarium o trochę oliwy z palących się tam lamp, aby namaszczać swój kikut i nie w pełni zagojoną po amputacji ranę. Gdy miał pieniądze, szedł spać do pobliskiej karczmy De las Tablas. (Właściciel karczmy Juan de Mazasa i jego żona Catalina Xavierre byli również powołani na świadków w kanonicznym procesie, aby stwierdzić, że Pellicer po cudownym odzyskaniu odciętej kończyny jest tym samym człowiekiem, który przychodził do nich na nocleg i nie miał prawej nogi). Miguel Juan Pellicer sypiał również pod portykiem szpitalnego korytarza, gdzie był doskonale znany i z wielką życzliwością przyjmowany przez personel medyczny.

Na początku marca 1640 r. Miguel zdecydował się wrócić do swoich rodziców, do Calandy. Podróż do domu rodzinnego (około 118 km) zajęła mu prawie siedem dni. Przez cały ten czas drewniana noga uciskała kikut i była przyczyną wielkiego cierpienia młodzieńca. W domu przyjęto go z wielką radością. Ze względu na swoje kalectwo Miguel nie był w stanie pomagać rodzicom w pracach polowych, dlatego postanowił chodzić po okolicznych wioskach i prosić o jałmużnę. W tamtych czasach dla inwalidy, który nie miał środków do życia, żebranie nie było hańbą, ale obowiązkiem i dawaniem innym okazji do czynów miłosierdzia. Miguel zbierał więc datki, jeżdżąc na osiołku po sąsiadujących z Calandą wioskach, a żeby wzbudzić litość, odsłaniał kikut swej uciętej nogi. W ten sposób tysiące osób stało się świadkami jego kalectwa, a później cudu przywrócenia mu nogi.

Wstrząsający cud

W czwartek 29 marca 1640 r. Miguel Juan nie pojechał zbierać jałmużny, lecz został w domu, aby pomóc ojcu w napełnianiu nawozem koszyków, które osioł przenosił do nawożenia pola. Po całym dniu ciężkiej pracy Miguel wrócił do domu bardzo zmęczony. Podczas kolacji wszyscy widzieli kikut jego prawej nogi wraz z odkrytą, zagojoną raną, a niektórzy z gości nawet jej dotykali.

Tego samego wieczoru na nocleg w Calandzie zatrzymał się oddział kawalerzystów. Pellicerowie otrzymali urzędowy nakaz przenocowania jednego z żołnierzy. Z braku miejsca Miguel Juan był zmuszony odstąpić mu swoje łóżko i pójść spać na materacu w pokoju rodziców. Do przykrycia dostał od ojca płaszcz, który był jednak za krótki na to, żeby okryć również jego jedyną stopę. Po kolacji, około godziny 22, młodzieniec pożegnał się z rodzicami i ze zgromadzonymi gośćmi, zostawił w kuchni swą drewnianą protezę oraz kule i poszedł spać, skacząc na lewej nodze. Po modlitwie i całkowitym zawierzeniu się Matce Bożej szybko zapadł w głęboki sen.

Kiedy mama Miguela weszła do pokoju, w którym spał jej kaleki syn - a było to pomiędzy godziną dziesiątą trzydzieści a jedenastą wieczorem - poczuła "wspaniały, niebiański zapach". Kobieta podniosła oliwną lampkę i zauważyła, że spod płaszcza, którym był przykryty jej syn, wystawała nie jedna, ale dwie stopy, założone jedna na drugą. Wciąż jeszcze nie dowierzając, przybliżyła się do łóżka - i wtedy była już pewna, że wzrok jej nie myli. Zszokowana tym odkryciem zawołała męża, który po przyjściu odsunął cały płaszcz. Pellicerom ukazał wtedy niesamowity widok ich śpiącego syna z dwiema zdrowymi nogami. W jednej chwili zrozumieli, że stał się wielki cud: ich syn odzyskał amputowaną prawą nogę. Świadomi ogromu tajemnicy, zaczęli krzyczeć i potrząsać nim, aby się obudził. Dopiero po dłuższym czasie Miguel Juan otworzył oczy. Rozgorączkowani rodzice mówili do niego: "popatrz, odrosła ci noga!". Można sobie wyobrazić zdumienie i radość Miguela, kiedy zobaczył i poczuł, że rzeczywiście ma dwie nogi i że przestał być inwalidą. W międzyczasie zbiegli się wszyscy domownicy i z wielkim przejęciem oglądali cudownie przywróconą młodzieńcowi nogę. Miguel Juan zupełnie nie wiedział, jak to mogło się stać. Pamiętał tylko, że nim go obudzono, śniło mu się, jak namaszczał kikut swej uciętej nogi olejem z lampki w Świętej Kaplicy Matki Bożej z Pilar. Jednego był pewien: że to Jezus Chrystus dokonał tego cudu dzięki wstawiennictwu Jego i naszej Matki Maryi.

Kiedy Miguel Juan ochłonął z pierwszego wrażenia, zaczął dotykać swej uzdrowionej nogi i poruszać nią tak, jakby chciał się upewnić, że to wszystko jest prawdą. W świetle oliwnych lamp wszyscy dokładnie oglądali jego cudownie odzyskaną nogę. Widoczna była na niej jedna duża blizna po złamaniu kości piszczelowej podczas wypadku, a także trzy mniejsze blizny: po ugryzieniu w dzieciństwie przez psa. po wycięciu czyraka i zadrapaniu przez kolczasty krzak. Blizny te wskazywały w oczywisty sposób na to, że była to ta sama noga, którą amputowano i pogrzebano na cmentarzu przed dwoma laty i pięciu miesiącami. Nastąpiło więc nie odrośnięcie, lecz cudowne przywrócenie uciętej nogi. Zachował się egzemplarz miejscowej gazety Aviso Historico z 4.06.1640 r., w której napisano, że przeprowadzono badania na cmentarzu szpitalnym w Saragossie i nie znaleziono tam żadnego śladu nogi w miejscu jej pogrzebania.

Wieść o niezwykłym wydarzeniu bardzo szybko rozeszła się po okolicy. Ludzie, którzy przybiegli do ubogiego wiejskiego domku Pellicerów, głośno modlili się i dziękowali Matce Bożej i Jezusowi Chrystusowi za ten wielki cud. Wszyscy zebrani odczuwali cudowny, "niebiański" zapach, który utrzymywał się w izbie przez kilka dni. Rankiem następnego dnia do domu Pellicerów przybył proboszcz, ks. Herrero. wraz z burmistrzem i najwyższymi przedstawicielami miejscowej władzy oraz dwaj chirurdzy, którzy przez dłuższy obmacywali prawą nogę Juana - wszyscy oni chcieli w sposób urzędowy i "naukowy" potwierdzić, że to wszystko jest prawdą. Już 30 marca, a więc następnego dnia po cudzie, sędzia pierwszej instancji Martin Corellano, odpowiedzialny za publiczny porządek w Calandzie, sporządził pierwszy oficjalny dokument o tym nadzwyczajnym wydarzeniu. Natomiast w niespełna 70 godz. od cudu w domu Pellicerów został sporządzony przez przedstawicieli władz kościelnych, świeckich oraz lekarza, spisany przez notariusza i potwierdzony przez dziesięciu świadków, akt notarialny dotyczący tego niesamowitego faktu, w którym stwierdza się "Boską interwencję". Uzdrowionego młodzieńca zaprowadzono w procesji do miejscowego kościoła, gdzie zebrali się wszyscy mieszkańcy Calandy, którzy widzieli, że Miguel Juan szedł na dwóch nogach, a jeszcze wczoraj miał tylko jedną. W kościele Miguel Juan najpierw poszedł do spowiedzi, a później razem ze wszystkimi mieszkańcami Calandy uczestniczył w uroczystej, dziękczynnej Mszy św.

Odcięta noga, która po przeszło dwóch latach przebywania w ziemi całkowicie zgniła, dzięki bezpośredniej interwencji Boga została przywrócona do życia i połączona z resztą żyjącego ciała. Jest to z pewnością dany nam przez Chrystusa znak i zapowiedź zmartwychwstania naszych ciał w dniu Paruzji. Stwórca natomiast uszanował prawa natury i dlatego odzyskiwanie niedoskonałych cech fizycznych i motorycznych cudownie przymocowanej nogi następowało u Miguela Juana w ciągu kilku miesięcy.

25 kwietnia 1640 r. Miguel razem ze swoimi rodzicami wybrali się na pielgrzymkę do sanktuarium w Saragossie, aby podziękować Matce Bożej za cud przywrócenia nogi. Wszyscy mieszkańcy Saragossy doskonale znali żebrzącego przy bazylice młodzieńca z jedną nogą. Możemy zatem wyobrazić sobie ich zdumienie, kiedy zobaczyli, że Miguel Juan przestał już być kaleką i ma dwie zdrowe nogi. Prawdziwy jednak szok przeżył profesor Estanga - chirurg, który amputował Miguelowi nogę i który przez dwa lata opatrywał mu ranę w miejscu odcięcia kończyny. Teraz mógł naocznie stwierdzić, że ta część nogi, którą amputował, została przywrócona do normalnego życia i funkcjonowania, w sposób całkowicie dla medycyny niewyjaśniony. Podobny wstrząs przeżyli na widok Miguela Juana z dwiema nogami asystujący profesorowi lekarze oraz cały personel szpitalny.

Oficjalne uznanie „el milagro de los milagros”

Należy podkreślić fakt, że 8 maja 1640 r. władze świeckie Saragossy wystąpiły z inicjatywą rozpoczęcia procesu, aby wyjaśnić wszystkie okoliczności związane z cudem z Calandy - czyli "el milagro de los milagros". Rada miejska wyznaczyła jako swoich przedstawicieli dwóch znanych profesorów oraz prokuratora generalnego króla Filipa IV. Był to proces publiczny i odbywał się z zachowaniem wszelkich urzędowych reguł. Współczesny historyk Leonardo Aina Naval, który przez wiele lat badał jego akta, stwierdził, że był on "wzorem powagi, precyzji i dyscypliny prawniczej". Mamy tu więc do czynienia z najwyższym poziomem wiarygodności dokumentów. W czasie całego procesu obecnych było dziesięciu członków kolegium sędziowskiego. Ponadto przy wszystkich przesłuchaniach 24 świadków, którzy zostali wyselekcjonowani spośród mieszkańców Saragossy, Calandy i okolicznych wiosek, asystował sam arcybiskup Pedro Apaolaza Ramirez oraz dziesięciu teologów i prawników. Świadkowie zostali podzieleni na pięć grup: 1. Lekarze i pielęgniarze; 2. Krewni i sąsiedzi; 3. Władze lokalne; 4. Księża 5. Inni. Każdej z przesłuchiwanych osób pokazywano Miguela Juana stojącego z odkrytymi do kolan nogami. Z akt procesowych wynika, że fakt cudownego przywrócenia Pellicerowi amputowanej nogi był tak oczywisty i pewny, że nie podniósł się żaden głos sprzeciwu czy wątpliwości przeciw niemu. Po jedenastu miesiącach pracy kolegium sędziowskiego, 27 kwietnia 1641 r., arcybiskup Saragossy wydał dekret, w którym stwierdził, że przywrócenie amputowanej nogi Miguelowi Juanowi było możliwe tylko dzięki cudownej interwencji Boga. Jest to niewątpliwie jeden z najbardziej wstrząsających cudów w historii, który potwierdzili wszyscy mieszkańcy Saragossy, Calandy i okolicznych miejscowości.

Pierwsza broszura o cudzie, z imprimatur i dedykowana królowi Karolowi IV, która była streszczeniem akt procesu w języku kastylijskim, ukazała się w 1641 r. i została napisana przez karmelitę bosego Jeronima de San Jose. Rok później ukazała się również broszura poświęcona cudowi napisana przez niemieckiego lekarza Petera Neuratha. W tej to publikacji przy "nihil obstat" jezuita o. Jeronimo Briza napisał: "Z nakazu czcigodnego ks. Gabriela de Aldamy, głównego wicekróla w Madrycie, przebadałem książkę doktora Neuratha na temat cudu Najświętszej Dziewicy z Pilar, którego nie widziano ani nie słyszano w ciągu wieków, a którego prawdy osobiście doświadczyłem, ponieważ poznałem młodzieńca najpierw bez jednej nogi, proszącego o jałmużnę u drzwi w świątyni w Saragossie, a później w Madrycie, na audiencji u Króla, Naszego Pana, z obiema nogami; i widziałem, jak chodził. Widziałem bliznę, którą Najświętsza Dziewica zostawiła w miejscu amputacji, jako pewny znak, że noga została odcięta; i nie tylko ja, a również wszyscy ojcowie z Towarzystwa Jezusowego, z tegoż Królewskiego Kolegium w Madrycie. Poznałem nadto rodziców uzdrowionego oraz chirurga, który uciął nogę".

Biedna izba sypialna, w której dokonał się cud, została natychmiast zamieniona na kaplicę, a z czasem w miejscu domu Pellicerów wybudowano wielki kościół z wysoką dzwonnicą. Była to inicjatywa wszystkich mieszkańców Calandy, którzy w ten sposób pragnęli wyrazić wdzięczność Bogu i Matce Najświętszej. Do dnia dzisiejszego mieszkańcy Calandy każdego roku w dniu 29 marca obchodzą święto upamiętniające to cudowne wydarzenie z 1640 r. Stolica Apostolska zatwierdziła na ten dzień specjalny formularz liturgiczny wraz z przywilejami duchowymi i odpustami.

Spotkanie z królem

Cud przywrócenia Miguelowi Pellicerowi odciętej nogi stał się faktem tak powszechnie znanym w całej Hiszpanii, że doniesiono o nim królowi Filipowi IV. Po skończonym procesie i oficjalnym ogłoszeniu prawdziwości cudu hiszpański władca w październiku 1641 r. wezwał do siebie na audiencję uzdrowionego młodzieńca. Uczestniczył w niej cały korpus dyplomatyczny, w tym również lord Hopton, ambasador Anglii. On to właśnie przesłał królowi angielskiemu Karolowi I szczegółową relację z tej audiencji. Jej tekst zachował się do naszych czasów. Król Karol I, będący również głową Kościoła anglikańskiego, do tego stopnia był przekonany o prawdziwości tego cudu, że bronił jego wiarygodności przed oburzonymi teologami anglikańskimi. W oparciu o szczegółową relację lorda Hoptona oraz o inne świadectwa wiemy dokładnie, co się działo podczas audiencji u króla Filipa IV. Mianowicie uzdrowionemu Miguelowi Juanowi towarzyszyli pierwszy notariusz Aragonii oraz najwyższy archidiakon kapituły biskupiej. Każdy z nich po kolei złożył królowi relację o cudzie.

Po wysłuchaniu wszystkiego Filip IV wzruszył się do łez i powiedział, że wobec tak oczywistych faktów nie ma już potrzeby mędrkowania i dalszego dyskutowania, ale trzeba z radością przyjąć i uczcić Tajemnicę. Następnie wstał z tronu, podszedł do uzdrowionego i ukląkł przed nim. Potem kazał Miguelowi odsłonić prawą nogę i pocałował ją w miejscu, w którym została ucięta, a później cudownie przymocowana. Był to wzruszający hołd, jaki na klęcząco złożył swojemu poddanemu - żebrakowi i analfabecie - władca światowego imperium, król Filip IV.

Odnalezione ostatnio dokumenty w archiwum w Saragossie mówią o tym, że Miguel Pellicer, po swoim uzdrowieniu, został przyjęty do pracy w sanktuarium del Pilar jako kalikant (pomocnik organisty, Figura Matki Bożej del Pilar napełniający miechy organowe powietrzem). Był również jednym z odpowiedzialnych za zapalanie lampek oliwnych w Cudownej Kaplicy. W księdze wypłat widnieje adnotacja dotycząca daty jego śmierci - odszedł do Pana w święto Matki Bożej del Pilar: 12 X 1654 r.

Wnioski

"Ten, kto odrzucałby prawdę o tym, co wydarzyło się w Calandzie tego marcowego wieczora w Tygodniu Męki Pańskiej 1640 roku - pisze Vittorio Messori - musiałby wątpić w całą historię ludzką, łącznie z faktami najpewniejszymi, bo najbardziej potwierdzonymi. (...) »przypadek Pellicera« ma cechy wydarzenia, które każdy badacz może, co więcej - musi, zaakceptować jako »potwierdzone w sposób pewny«, jako »z pewnością historyczne« chyba że zrezygnuje z obiektywności swojego zawodu w imię uprzedzenia lub ideologii. W słowach użytych przez arcybiskupa Saragossy w jego sentencji wyroku fakt jawi się jako równie prosty, co wstrząsający: »(...) jak ukazane to zostało w procesie, wspomniany Miguel Juan był widziany najpierw bez jednej nogi, a następnie z nogą; zatem nie wiadomo, jak można mieć wątpliwości co do tego«. To wszystko".

Natychmiastowe przywrócenie M.J. Pellicerowi amputowanej nogi było spektakularną manifestacją Bożego działania, cudem niesłychanym w całej historii. Wydarzenie to jest z pewnością znakiem ukazującym bezpodstawność ironicznych twierdzeń ateistów, że nigdy nie widziano, aby komuś odrosła ucięta noga lub ręka.

Jest to z całą pewnością cud niepodważalny, dokładnie taki, jakiego domagał się Wolter i jemu podobni ateiści - a więc urzędowo potwierdzony przez notariusza zaraz po jego zaistnieniu i po przesłuchaniu pod przysięgą świadków o odpowiednich kwalifikacjach. Ernest Renan, który był agnostykiem i zaciekłym wrogiem chrześcijaństwa, napisał, że do zwalczenia ateizmu wystarczyłby tylko jeden wiarygodny cud. Niestety, nieświadomy swojej ignorancji, był pewien, że w historii nie było żadnego.

Cud z Calandy mówi nam o tym, że dla Boga wszystko jest możliwe. Wydarzenie to wskazuje na działanie nie jakiegoś nieokreślonego Boga, ale na Boską Osobę Jezusa Chrystusa, na Boga w Trójcy Jedynego, którego On nam objawił. Cud ten jest równocześnie boskim potwierdzeniem nauczania Kościoła katolickiego, sakramentów w nim sprawowanych, jego tradycji, czci oddawanej Niepokalanej Dziewicy Maryi i mocy Jej wstawiennictwa.

"Maryja dokonała tam tego, czego nie uczyniła w żadnym innym narodzie" - tak śpiewają do dnia dzisiejszego wierni każdego roku podczas święta Milagro (Cudu) w Calandzie i Saragossie.

Cud z Calandy jest również znakiem wzywającym nas do nawrócenia i wiary w zmartwychwstanie naszych ciał. Noga, która z powodu zawansowanej gangreny gniła - i dlatego musiano ją amputować, a później pochować w ziemi na cmentarzu - po 29 miesiącach powróciła do życia dzięki specjalnej interwencji Boga. Ten cudowny i jedyny w swoim rodzaju fakt wskazuje na prawdę wiary o naszym zmartwychwstaniu - że podobnie stanie się z ciałami wszystkich ludzi w dniu Sądu Ostatecznego.

Źródło: adonai.pl

Posted in Cuda, Kościół, Uzdrowienia | Otagowane: , , , , | 9 Comments »

Ofiarowany szatanowi, ocalony przez Jezusa – Jarosław Dudała

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 Wrzesień 2010


Od czwartego roku życia słyszałem wewnętrzne głosy. Byłem w stanie nawiedzenia – mówi Sergiusz Orzeszko.Jestem synem dyplomaty, który zaczął karierę w latach 60., dlatego nie przyjąłem chrztu, kiedy byłem mały. Później dowiedziałem się, że po urodzeniu zostałem rytualnie ofiarowany szatanowi, bez wiedzy moich rodziców – mówi 34-letni dziś Sergiusz. – Mieszkałem w Belgii, Francji i we Włoszech, w Rzymie. To Stolica Apostolska, ale ja żyłem tam w środowisku buddyjskim. Chodziłem do międzynarodowej szkoły. To był tygiel – wszystkie rasy, wszyst-kie języki europejskie. Moi koledzy w większości wierzyli w reinkarnację. Już od 7. roku życia zacząłem sobie zadawać pytania egzystencjalne i szukałem konkretnych odpowiedzi. Zaangażowałem się w filozofię buddyjską.

To było połączone z praktykowaniem jednego ze stylów kungfu, bioenergoterapii i jogi. W wieku 15 lat wystawiłem siebie na próbę. Wprowadziłem się w stan śpiączki. Człowiek jest świadomy tego, co się dzieje dookoła, ale nie czuje bólu. W szpitalu przez 8 godzin kłuli mnie, klepali i dziwili się, że nie reaguję, choć normalnie oddychałem. Tylko serce biło nieco szybciej niż zwykle. Później zaczęły się poważne problemy. Bo jeśli ktoś angażuje się w jogę poważnie, to wiąże się to z okultyzmem. Wpadłem w praktyki okultystyczne w sensie ścisłym. Nie miałem żadnego mistrza. Od szóstego, a nawet od czwartego roku życia słyszałem wewnętrzne głosy. Byłem w stanie nawiedzenia, miałem kontakt z duchami. Te duchy mnie instruowały, wdrażały w rzekome tajemnice życia duchowego.

Głos chce więcej
W wieku 16 lat ten głos oczekiwał ode mnie czegoś więcej niż kontrolowanie ciała. Chciał zrobić ze mnie potencjalnego zabójcę – osobę zdolną do wykonywania rzeczy, których przeciętny człowiek nie jest w stanie wytrzymać. To wyglądało jak szkolenie specnazu (rosyjskich wojsk specjalnych – przyp. J.D.). Tam, prócz zwykłych ćwiczeń szkolenia, wprowadza się w tajniki technik ściśle związanych z okultyzmem. I właśnie tak działo się ze mną. To, z czym miałem do czynienia, to był szatan. Wykorzystał moje problemy w rodzinie i niezliczone kompleksy po to, żeby mną zawładnąć, stać się dla mnie autorytetem. To bardzo proste – jeżeli człowiek jest zraniony, nie doświadczył miłości i żyje w grzechu pierworodnym, to ma naturalną skłonność do czynienia zła.

I generalnie nie jest w stanie tego powstrzymać. Takie słabe jednostki (a mnie się wydawało, że jestem silny!) świetnie nadają się do robienia im prania mózgu. I to zły duch robił ze mną do czasu, gdy osiągnąłem 17 lat. Wtedy stwierdziłem, że nie daje mi to szczęścia. Że wciąż mam problemy wewnętrzne, kompleksy, brak poczucia bycia kochanym. Szczęście było dla mnie wtedy czymś absolutnie nieosiągalnym. Mimo że miałem nadprzyrodzone zdolności. Potrafiłem uzdrawiać (pozornie), wpływać na decyzje i emocje innych ludzi. Teraz wiem, że to było możliwe pod warunkiem, że taka osoba nie była w stanie łaski uświęcającej. Bo mdlałem na widok babci modlącej się na różańcu. Nie chcę mówić o szczegółach, bo boję się, że to może kogoś zachęcić. A to nie są jakieś sztuczki. To kontakt z bytem duchowym. To sprawa dla egzorcysty.

Satanista i Bóg dobroci
W wieku 17 lat, w średniowiecznym zamku we Francji, przyznałem się, że w moim życiu nic nie gra. Klęknąłem i powiedziałem: „Boże, jeśli jesteś, to działaj”. Skąd wiedziałem, że Bóg jest? To nie była kwestia emocji ani intelektu. Uzyskałem wewnętrzną świadomość, że jest prawda i że jest Bóg. Mówiłem: „jeżeli jesteś”, ale wiedziałem, że On jest. I spodziewałem się wewnętrznej odpowiedzi. Nadeszła. Była taka: „Już dłuższy czas czekałem, żebyś zdecydował się na ten akt pokory. I Ja już ci pomogłem, ale owoc tej pomocy zobaczysz dopiero za kilka lat”. Wtedy po raz pierwszy w życiu doświadczyłem, że istnieje Bóg dobroci. Ktoś inny niż głos przemocy, którego przez tyle lat doświadczałem. Coś, co nie wyzwala lęku, ale koi egzystencjalny ból. Gdyby nie to, moje życie skończyłoby się samobójstwem.

Odtąd szukałem Boga dobroci. Mimo to jeszcze przez krótki czas świadomie tkwiłem w satanizmie – jak alkoholik, który pije, choć już wie, że nie powinien. Nie byłem gościem, który latał z odwróconym krzyżem w czarnych portkach, żeby straszyć ludzi. Chodziłem w dobrze skrojonym garniturku. Tacy są prawdziwi sataniści – i oni są niebezpieczni. Potem się uspokoiłem. Byłem obojętny, zmęczony życiem. W wieku 20 lat wróciłem do Polski. Studiując fizjoterapię, poznałem krisznowców.

Wiele mówili o reinkarnacji i Bogu dobroci. Tak, to musi być wspólnota, na którą czekałem – pomyślałem. Byłem w niej 3 lata. Po tym czasie nie dało się już ze mną żyć. Bo gdy guru powiedział, że moja narzeczona je mięso, więc jest nieczysta i nie może być moją żoną, to się spakowałem i wyjechałem do aśramu w Mysiadle koło Warszawy, żeby przygotowywać się do kapłaństwa (w rozumieniu krisznowców). Dla narzeczonej to był szok. Znalazła krisznowców na liście sekt. Poprosiła mnie przed rozstaniem o ostatnią przysługę – żebym spotkał się z dominikanką s. Michaelą Pawlik. To był czas, gdy widziałem jeszcze aurę. A aura narzeczonej, proszącej o to spotkanie, miała tak niezwykły kolor, że stwierdziłem, że to musi być coś ważnego.

Okaleczenia, orgie, narkotyki
Mieliśmy z s. Michaelą 2-godzinną merytoryczną rozmowę. Ona była 13 lat w Indiach jako świecka pielęgniarka. Miała dostęp do świątyń. Widziała rytuały. Pacjenci opowiadali jej, jak wygląda ich religia i jak doktrynalnie usprawiedliwia okaleczanie dzieci, orgie sakralne i stosowanie narkotyków, które rzekomo pobudzają do uzyskania wyższej świadomości. To była inna twarz hinduizmu od tej, którą znamy z mediów.

Od s. Michaeli dowiedziałem się, że jestem we wspólnocie, która stosuje synkretyzm religijny, tzn. zawiera elementy hinduistyczne (waisznawickie), ale też elementy objawienia Jezusa Chrystusa. Trzeba było zadać sobie pytanie, skąd wzięło się to połączenie. Okazało się, że krisznowcy ukrywali takie sprawy jak okaleczanie dzieci. Ukrywali, że wszystkie księgi hinduistyczne zostały zmodyfikowane w XIX w. za sprawą filozofa i wizjonera Rudolfa Steinera. Zostały z nich wycięte fragmenty, które były niezręczne z punktu widzenia mentalności europejskiej. To był dla mnie szok.

Musiałem zweryfikować te informacje. Sprawdziłem to dzięki pomocy kompetentnych osób. Okazało się, że minione 3 lata mojego życia to była wielka pomyłka. Siostra opowiedziała mi też, kim jest Jezus. Wtedy otrzymałem łaskę wiary. Po trzech miesiącach przygotowania otrzymałem chrzest. Choć byłem przypadkiem nadającym się do egzorcyzmów, nie byłem odrębnie egzorcyzmowany. To się odbyło przy chrzcie. Złe duchy wyszły wtedy ze mnie jak cienie – bez bólu. Rozeznałem też, że nie mam powołania do życia w małżeństwie. Trzy tygodnie przed ślubem musiałem się wycofać. Narzeczonej było ciężko. Mnie było łatwiej, bo byłem umocniony jakąś specjalną łaską. Pan Bóg pocieszał mnie wewnętrznie. Ale to nie był taki głos jak te, które słyszałem od dzieciństwa. Różnica jest ogromna. To różnica między obcowaniem z kimś, kto cię absolutnie nienawidzi a obcowaniem z kimś, kto jest czystą dobrocią. W pierwszym przypadku, choćby ten głos był nie wiem jak słodki, to ze strachu ciarki chodzą po plecach.

Ostre jazdy
Po trzech latach od nawrócenia przyjęto mnie do warszawskiego seminarium duchownego. Musiałem mocno pracować nad sobą, bo przez 24 lata żyłem w grzechu, pod wpływem psychicznego przymusu ulegania wadom moralnym. W dodatku one były we mnie utrwalane poprzez system etyczny, który mówił mi, że to jest dobre. Gdy człowiek się nawraca, otrzymuje łaskę. Ale ciało się odzywa. To jest jak z piciem kawy. Piłeś ją całe życie, a tu naraz nic? A z takimi jak ja sprawy są dużo trudniejsze niż z tą kawą.
Po czterech latach rozeznałem, że jestem powołany do Instytutu Dobrego Pasterza i pracy wśród ludzi przywiązanych do formy nadzwyczajnej rytu rzymskiego (liturgii łacińskiej). W tym roku mam otrzymać święcenia diakonatu, a w przyszłym święcenia kapłańskie. Odszedłem do instytutu z seminarium, otrzymując od wychowawców opinię, że jestem… normalny. Że miałem ostre jazdy, ale dzięki łasce Bożej udało się to uleczyć. Życzę tego wszystkim, którzy doświadczyli tego, co ja.

Żródło: Gość Niedzielny

Posted in Kościół, Nawrócenia | Otagowane: , , , , , | 5 Comments »

Obrona przed demonami

Posted by Dzieckonmp w dniu 8 Wrzesień 2010


1. Życie sakramentalne, szczególnie Sakrament pojednania i Eucharystii. ,, Każdy kto grzeszy jest niewolnikiem grzechu”. Sakrament Pojednania uwalnia nas spod wpływu osobowego zła i śmierci duchowej. ,,Ja jestem Chlebem Żywym, który stąpił z nieba’’. Sakrament Eucharystii jest zamieszkaniem Boga w nas – komunią ( zjednoczeniem osobowym). Działanie demonów polega na oddzieleniu nas od Boga. Te sakramenty są najpotężniejszą obroną, gdyż przywracają jedność z Bogiem i w sposób bezpośredni przyczyniają się do
naszego ocalenia.
2. Używanie wody święconej. Można ją nosić przy sobie. Samemu się nią kropić lub inne osoby lub miejsca np. pokój w którym przebywam, i z wiarą czynić znak krzyża, wypowiadając ze świadomością i czcią Imię Boga
Ojca i Syna i Ducha Świętego.
3. Wzywanie Imienia Jezus. Zaprasza się w ten sposób Zbawiciela, by był obecny przy nas i wspierał swoją
mocą. Można wypowiadać krótkie akty strzeliste np.: Jezu ratuj, Jezu ufam Tobie, Jezu Chryste Synu Boga Żywego zmiłuj się na de mną…
Można odmawiać litanię do Najświętszego Imienia Jezus.
Imię Jezus oznacza ,, Bóg zbawia’’. Jest w tym imieniu moc zbawcza, której potrzebujemy do obrony w czasie
pokus.
4. Krzyż. Na drzewie krzyża szatan został pokonany przez Jezusa. Jest to znak również naszego zwycięstwa.
Posługując się nim korzystamy z mocy odkupienia uwolnienia z spod panowania zła. Powinniśmy mieć krzyż
drewniany. Podczas pokus należy rozważać Mekę Jezusa Chrystusa, modląc się np: Koronką do Bożego
Miłosierdzia, Drogą Krzyżową, Tajemnicami Szczęścia‐ (modlitwy św. Brygidy), czas modlitwy jest ważny.
Szczególnie warto się modlić o godz. 15.00 tzw.( Godzina Miłosierdzia).
5. Nabożeństwo do Matki Bożej
A) Szkaplerz Karmelitański,
B) Cudowny Medalik Niepokalanego Poczęcia Maryi,
C) Różaniec,
D) Modlitwa ,,Pod Twoją obronę’’,
E) Nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca,
F) Akt ofiarowania się Matce Bożej. Skuteczność wzywania Maryi w walce ze złymi duchami jest ogromna i szczególnie zalecana.
G) Nabożeństwo do Michała Archanioła, anioła Stróża, zastępów anielskich.
Szczególnie poleca się modlitwę do św. Michała Archanioła.
6. Umartwienie – post. Potrzebna jest postawa wyrzeczenia się z wszelkich grzechów. Praca nad
umiarkowaniem w jedzeniu i piciu, czystością, poskramianiem lenistwa i innych grzechów głównych i złych
przyzwyczajeń.
7. Częste odnawianie przyrzeczeń chrzcielnych.


Przypomnienie: Egzorcyzmy może sprawować tylko kapłan.
Egzorcyzm soli
Egzorcyzmuję cię solo, przez Boga + żywego, przez Boga + prawdziwego, przez Boga + Świętego, przez
Boga, który rozkazał prorokowi Elizeuszowi wrzucić cię do wody, aby uzdrowić niepłodność wody:
abyś stała się solą egzorcyzmowaną na zbawienie wierzących; przynoś wszystkim, którzy cię spożywają,
zdrowie duszy i ciała; niech ucieka i ustąpi z miejsca, na którym będziesz rozrzucona, wszelka zjawa i
nieprawość czy przewrotność diabelskiego podstępu, a także wszelki duch nieczysty, wyklęty przez Tego,
który przyjdzie sądzić żywych i umarłych i świat przez ogień. Amen.
Módlmy się:
Wszechmogący, wieczny Boże, pokornie błagamy Twoją niezmierzoną łaskawość: w ojcowskiej Swej
dobroci racz pobłogo + sławić tę sól, i którą stworzyłeś i dałeś na użytek rodzajowi ludzkiemu. Niech
wszystkim, którzy jej użyją, przysporzy zdrowia duszy i ciała, a cokolwiek jej się dotknie lub będzie nią posypane, niech zostanie uwolnione od wszelkiej nieczystości oraz napaści złego ducha. Przez Chrystusa, Pana
naszego. Amen.


Egzorcyzm wody
Egzorcyzmuję cię wodo, w Imię Boga + Ojca Wszechmogącego i Imię Jezusa + Chrystusa, Syna Jego Pana
Naszego i w mocy Ducha + Święte‐go: abyś stała się wodą egzorcyzmowaną do odpędzenia wszelkiej mocy
nieprzyjacielskiej i samego nieprzyjaciela i abyś mogła tegoż nieprzyjaciela wykorzenić i usunąć razem ze
swoimi zbuntowanymi aniołami przez moc Pana Naszego Jezusa Chrystusa, który przyjdzie sądzić żywych i
umarłych i świat przez ogień. Amen.
Módlmy się:
Boże, który posłużyłeś się wodą przy dokonani u największych tajemnic dla zbawienia rodzaju ludzkiego,
przybądź miłości wie na wezwania nasze i zlej moc Swego błogo + sławieństwa na ten żywioł, przeznaczony
do wielorakich oczyszczeń. Niech ta woda w służbie Twoich tajemnic za łaską Bożą skutecznie odpędza złe
duchy i odwraca choroby; a wszystko, na co padną krople tej wody w domach lub posiadłościach wiernych,
niech zostanie uwolnione od wszelkiej nieczystości i szkody; niech nie panuje tam zaraza i niezdrowe
powietrze; niech ustąpią wszystkie zasadzki ukrytego: wroga; jeżeli zaś cokolwiek czyha na pomyślność lub
spokój mieszkańców, niech przy pokropieniu tą wodą uchodzi w popłochu, aby bezpieczne było od
wszelkich napaści ich zdrowie, o które prosimy, wzywając Twojego świętego imienia. Przez Chrystusa, Pana
naszego. Amen.
Połączenie soli z wodą niech się dokona w imię Ojca i Syna + i Ducha Świętego.
Amen. /kilka ziaren soli wrzuca się do wody/
Kapłan: Pan z wami.
Wierni: I z duchem twoim.
Módlmy się:
Boże, Twórco niepokonanej mocy, Królu niezłomnej potęgi i. zawsze wspaniały Zwycięzco, Ty ujarzmiasz
siły wrogiego panowania, Ty poskramiasz okrucieństwo srożącego się nieprzyjaciela, Ty z mocą odpierasz
wrogie zakusy. Ciebie przeto, Panie, z bojaźnią i pokorą błagamy, abyś łaskawie wejrzał na tę sól i wodę,
przez Ciebie stworzone, opromienił je Swą łaskawością i poświęcił rosą Swej ojcowskiej dobroci.
Gdziekolwiek zaś dokona się pokropienia tą wodą święconą, tam przez wezwanie świętego imienia
Twojego niech ustąpią wszelkie napaści ducha nieczystego, niech pierzchnie daleko groza jadowitego węża,
a nam, którzy błagamy o Twoje miłosierdzie, niech wszędzie raczy pomagać obecność Ducha Świętego.
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
Poświęcenie oleju
Egzorcyzmuję cię, oleju, przez Boga + Ojca wszechmogącego, który stworzył niebo i ziemię, morze i
wszystko co w nich jest. Niech zostaną wykorzenione i uciekają od tego oleju: wszelka moc przeciwnika,
wszelkie zastępy diabelskie i wszelka napaść, wszelkie złudy szatańskie, aby ten olej przyniósł wszystkim, w
stosunku do których został użyty, ocalenie i zdrowie duszy i ciała. W Imię Boga + Ojca wszechmogącego i
Jezusa + Chrystusa Syna Jego, Pana naszego i Ducha + Świętego Pocieszyciela przez miłość tegoż Pana
naszego Jezusa Chrystusa, który przyjdzie sądzić żywych i umarłych i świat przez ogień. Amen.
Módlmy się:
Panie Boże wszechmogący, przed Tobą stoją z drżeniem zastępy Aniołów, przez których świadczysz nam
duchową pomoc, racz wejrzeć, pobło + gosławić, i po + święcić ten olej, który wyprowadziłeś z soku oliwek i
poleciłeś namaszczać nim chorych, aby po otrzymaniu zdrowia składali dzięki Tobie, Bogu żywemu i
prawdziwemu; spraw, prosimy, aby ci, wobec których posłużono się tym olejem, jaki w Twoje Imię pobłogo
+ sławiliśmy, zostali uwolnieni od wszelkiej słabości, od wszelkiej choroby, a także od wszystkich sideł
nieprzyjaciela; niech wszelkie przeciwności zostaną oddalone od tej osoby, którą odkupiłeś najdroższą
Krwią Twojego Syna, aby nigdy nie doznawała szkody od dokuczliwości starodawnego węża. Przez Pana
naszego Jezusa Chrystusa, Syna Twojego, który z tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego przez
wszystkie wieki wieków. Amen.
/ kapłan kropi olej woda świeconą/


Modlitwy błogosławionego o. Stanisława Papczyńskiego
Uzdrowień dokonywał czyniąc ręką krzyż na czole, ustach i piersiach chorego odmawiając modlitwę:
„Krzyż + i imię Pana mego Jezusa Chrystusa + niech ci będzie zdrowiem duszy i ciała twego + Amen.
„Crux + et Nomen Domini mei Jesu Christi + sit salus Animae, et corporis tui + Amen.
Następnie błogosławił napój, który miano podać choremu, mówiąc:
„Bóg Ojciec jest życiem + Bóg Syn jest lekarstwem + Bóg Duch Święty jest zdrowiem + Ta jest najwyższa i
nierozdzielna Trójca, Ojciec + Syn + i Duch Święty + Amen”.
„Deus Pater vita + Deus Filius medicina + Deus Spiritus Sanctus sanitas + haec est summa, et individua
Trinitas. Pater + et Filius + et Spiritus Sanctus + Amen”.


Benedictio cuiusque medicinae
Módlmy się: Boże, Tyś człowieka przedziwnie stworzył, a jeszcze przedziwniej odnowił, Tyś raczył dać
wielorakie środki zaradcze przeciw różnym chorobom, które w więzach trzymają śmiertelną ludzkość;
przychyl się litościwie do wołań naszych i zlej święte’ Swe błogo+sławieństwo z nieba na ten lek (te leki),
aby każdy, kto go (ich) używać będzie, otrzymał zdrowie duszy i ciała. Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.


Benedictio Crucis
Módlmy się: Prosimy Cię, Panie, Ojcze święty, wszechmogący. wieczny Boże: racz pobłogo + sławić ten
znak Krzyża. aby stal się środkiem zbawienia dla rodzaju ludzkiego; niech utwierdza wiarę, pomnaża dobre
czyny, przyczynia się do odkupienia dusz, niech pociesza, strzeże i broni, przed groźnymi pociskami
nieprzyjaciół. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
Módlmy się: Panie Jezu Chryste, pobłogo+sław ten Krzyż, przez który wyrwałeś świat spod władzy
duchów piekielnych i Męką Swoją pokonałeś kusiciela, który cieszył się, gdy pierwszy człowiek przestąpił
prawo Boże, spożywając owoc b drzewa zakazanego Niech ten Krzyż będzie poświęcony w imię Oj+ca i
Sy+na, i Ducha + Świętego, a wszyscy, którzy przed tym Krzyżem będą się modlili i pokłon oddawali Panu,
niech otrzymają zdrowie duszy i ciała. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.


Poświęcenie medalika św. Benedykta
Módlmy się: Pobłogo+sław, Panie Boże, ten medalik (te medaliki) naszego Ojca świętego Benedykta i
spraw, aby dla każdego, kto będzie pobożnie go (je) nosił, był (były) przypomnieniem godności chrześcijańskiej i puklerzem wiary przeciwko wszelkim napaściom szatańskim. Przez Chrystusa Pana naszego.
Amen.
albo: Wszechmogący Boże, Dawco wszelkiego dobra, pokornie Cię prosimy przez wstawiennictwo naszego
ojca świętego Benedykta: pobłogo+sław ten medalik (te medaliki) i spraw, aby każdy, kto będzie go (je)
nosił dobrze czynił, cieszył się zdrowiem duszy i ciała, otrzymał łaskę uświęcenia i mógł dostąpić odpustów
nam przyznanych. Miłosierny Boże, chroń go od przewrotności szatana, aby mógł stanąć przed Tobą święty
i nieskalany. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.


Modlitwa wstawiennicza za rodziny
Panie Jezu przez Twoje miłosierdzie pokornie proszę, uwolnij rodziny tych braci i sióstr od wszelkiej
napaści złego ducha.
O Krwi i Wodo, któraś wytrysnęła z Najświętszego Serca Jezusowego jako zdrój miłosierdzia dla nas
ufamy Tobie.
Broń je przed wszelkim grzechem, ażeby zachowali świętość życia. Chroń przed wszelką chciwością
pieniądza, egoizmem, pychą, kłamstwem.
O Krwi i Wodo, któraś wytrysnęła z Najświętszego Serca Jezusowego jako zdrój miłosierdzia dla nas
ufamy Tobie.
Daj im jednomyślność oraz łaskę wzajemnego przebaczenia, pomnóż w nich wiarę nadzieję i miłość.
O Krwi i Wodo, któraś wytrysnęła z Najświętszego Serca Jezusowego jako zdrój miłosierdzia dla nas
ufamy Tobie.
Uczyń ich domy siedliskiem Swego Miłosierdzia.
Jezu, ufam Tobie, Jezu, ufam Tobie, Jezu, ufam Tobie.
Amen.


Formuła błogosławieństwa indywidualnego
Jezu Chryste przez Twoje święte Imię, rany zadane podczas męki krzyżowej pokornie proszę Boga
Ojca uwolnij N. od działania złego ducha. +
Umocnij jego/jej wolę i rozum by zerwał/ła z grzechem i przyjął/ła Twoje przebaczenie. +
Boże Ojcze okaż nad N. swoją wszechmoc Miłosierdzia i przygarnij jego/ją jako swoje dziecko do
Siebie, aby na wieki było Twoją własnością. +
Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków.
Amen
Jezu, ufam Tobie, Jezu, ufam Tobie, Jezu, ufam Tobie

Posted in Kościół, Szatan | Otagowane: , | 11 Comments »

Jan Pospieszalski: Obserwujemy zamach na naszą państwowość

Posted by Dzieckonmp w dniu 7 Wrzesień 2010


Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Janem Pospieszalskim, publicystą, twórcą programu telewizyjnego “Warto rozmawiać”, współautorem filmu “Solidarni 2010″, artystą muzykiem.

Kliknij tutaj i posłuchaj

Żródło: prokapitalizm.pl

Posted in Patriotyzm, Polityka, Warto wiedzieć | Otagowane: , | 29 Comments »

Homilia Jana Pawła II ukrywana przed ludem wiernym.

Posted by Dzieckonmp w dniu 4 Wrzesień 2010


Homilia wygłoszona w kościele rzymsko-katolickim
pod wezwaniem Najświętszego Imienia Maryi
w Rzymie 1 marca 1989 r.

Ludzkość żyje tak, jakby Bóg w ogóle nie istniał

Jan Paweł II

„Porządkowi obyczajowemu” pochodzącemu od Boga powinniśmy podporządkować całe nasze życie.
Jego wola – najświętsza wola – powinna obejmować wszystko. Dotyczy to wewnętrznej harmonii
życia. Tak naucza nas Jezus. Nikt nie może służyć dwom panom. Nie można służyć równocześnie
Bogu i mamonie. W obecnych czasach ludzkość żyje tak, jakby Bóg w ogóle nie istniał, nie był Stwórcą i Panem wszechświata, jak również właścicielem wszelkiego bogactwa i skarbów w niebie i na ziemi. Człowiek
wierzy, że wszystko zawdzięcza swojej pracy oraz że może wszystkiego zażądać. Jest dumny ze zdolności,
którymi obdarzył go Nasz Pan, inaczej nie miałby ich!
Jeśli człowiek wybiera innego boga lub innych idoli, to gardzi Bogiem.
Może Go nawet nienawidzić, przez co pójdzie do piekła. A co jest przyczyną tego, że człowiek
tak łatwo schodzi na złą drogę, traci orientację i gubi się? To brak pokory, gdyż przez to stajemy się
bezwstydni i pełni pychy. Ludzie stawiają zbyt wielkie wymagania, bądź mają odwagę liczyć na Miłosierdzie
Boga. Droga do Miłosierdzia stoi otworem jedynie wtedy, gdy zwyciężymy nasze ego. Może
być ona jedynie darem dla pokornych, którym Pan obdarowuje swoich wiernych, jeśli o to proszą w modlitwie. Bóg chłoszcze tych, których umiłował. Bogobojni, to znaczy ci, którzy, pełni pokory, uznają, że Pan jest Stwórcą wszechświata i ziemi, oddają Mu należną cześć, wezmą na siebie z miłością chłostę i karę.
Powinniśmy w przyszłości spodziewać się nowej chłosty, która będzie silniejsza, niż wszelkie dotychczasowe
kary. Nikt się przed nią nie uchroni, chyba, że z miłością ją na siebie przyjmie. Zostanie wtedy
zbawiony jak dobry łotr na krzyżu lub zostanie na zawsze stracony, jeśli się buntuje, tak jak drugi łotr,
którego zgubiła pycha i bluźnierstwo.
Najgorsze są bluźnierstwa w stosunku do pełnych miłości słów Boga, którymi obdarza naszą
biedną ziemię poprzez Matkę i umiłowanego Syna. Dlatego konieczne jest okazanie pokory, gdyż nigdy
nie powinniśmy zapomnieć o tym, Kto przed nami stoi!
Tak jak w kontaktach międzyludzkich przyjęte są pewne formy uprzejmości, to w stosunku do
Boga chcemy o nich zapomnieć?
Dlatego ostrzegam ponownie przed wszelkimi formami braku należnego szacunku, jak np. zakazane w moim biskupstwie podawanie Komunii św. na dłoń oraz postawa stojąca podczas wielu części liturgii Mszy Świętej. Prowadzi to do utraty właściwego poczucia doniosłości tego zgromadzenia. To jest nic innego jak śmierć naszego Pana i Zbawcy, któremu wszystko zawdzięczamy. Zamartwiamy
się o ludzką ocenę, boimy się, że zostaniemy wyśmiani, boimy się niekorzystnych dla nas skutków
naszej oceny przez innych, a nie boimy się Boga? Nie odwołuję tego, co powiedział jeden z moich poprzedników: „dzieje się to na waszą odpowiedzialność.
Drodzy biskupi zagranicznych biskupstw, modlę się za was, abyście na czas zrozumieli, że droga, którą obraliście jest niewłaściwa”.

W tym miejscu, moi umiłowani Kapłani, umiłowani Bracia i Siostry, dozwolone jest przyjmowanie
komunii na język i w postawie klęczącej. Wszystko, co zostało wprowadzone i jest rozpowszechniane
przez obcych jest niedozwolone.
Mówię to jako wasz Biskup!
Jan Paweł II

Źródło: michaeljournal

Myślę że tą homilię należy wydrukować i wysłać do wszystkich proboszczów w Polsce. Mamy jasny przekaz naszego Ojca Świętego co do Komunii Świętej. Proponuję w internecie znaleźć ile mamy diecezji a potem niech każda diecezją zajmie się jeden człowiek wysyłając list z tą homilią do proboszcza. W internecie każda diecezja ma wykaz parafii z adresami i wszelkimi kontaktami. Na maila mojego niech się zgłaszają chętni do obsłużenia jednej diecezji.


Posted in Kościół, Religia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 48 Comments »

Smutno mi Boże… – świadectwo kapłana

Posted by Dzieckonmp w dniu 3 Wrzesień 2010


To, co wydarzyło się dzisiaj w naszej stolicy, przed Pałacem Prezydenckim, jest porażające. Warszawa na chwilę stała się areną przejmującej walki o prawdę. Nie tylko o drewniany krzyż, ale o Prawdę, przez wielkie „P”. Staram się zrozumieć obydwie strony. I może gdyby te strony nie były rozdzielone sprytnym fortelem PO(lityków), zrozumiałbym szybciej, a tak mam problem. Bolesny problem, plus kilka znaków zapytania, równie bolesnych…

Gdybym dzisiaj był w Warszawie, z pewnością stanąłbym wśród tysięcznego tłumu. Nie wiem, może owe skandowania, krzyki, przepychanki były niepotrzebne. Może bardziej wymowna byłaby cisza, albo odmawiany różaniec z rozważaniem tajemnic bolesnych. Bo sprawa krzyża zawsze jest „bolesna”. Ale z drugiej strony… Ile to można?… Zmusza się ciągle nas – chrześcijan, do błędnie pojętej „tolerancji” wobec co rusz to nowych pomysłów ateistycznej propagandy. Mamy tolerować wszystko, co wyprodukują laickie gremia, media, polityczne salony. A może lud chrześcijański już nie wytrzymuje i mówi „dość”. I daje ( jak najbardziej słusznie) w gębę wszystkim fałszywym prorokom, poubieranym również (i niestety) w sutanny, habity czy dobrze skrojone garnitury.

Przyszli ludzie. Całe mnóstwo wierzących ludzi. O. Maciej Zięba, dominikanin, nazwał tych ludzi „fanatykami religijnymi”. Chciałem się powstrzymać od komentarza, ale nie potrafię. Ojcu Ziębie chyba się coś już porządnie pod kopułą poprzewracało. Jaki „fanatyzm”?… Na litość Boską, ci ludzie przybyli pod krzyż „dać świadectwo Prawdzie”. Jesteśmy świadkami niewyobrażalnie subtelnych, ciągłych ataków na wszystko, co chrześcijańskie. Koloseum, gdzie ginęli chrześcijanie, zamieniło się w „medialny amfiteatr”. A tam nieustannie rzuca się na pożarcie katolickie wartości, prawdy, konkretnych ludzi Kościoła, wszystko oczywiście w sposób taktowny, pokojowy, elegancki. Zmienia się taktyka ataku, zmienia się taktyka obrony. Cierpliwość też ma swoje granice…

Bolesnym znakiem zapytania pozostaje także postawa abpa Nycza. „Political correctness” warszawskiego hierarchy szokuje i boli. Abp Nycz zaznacza oczywiście, że nie włącza się w pośrednictwo w tej sprawie, bowiem „na razie nie jest o to proszony”. A od kiedy to trzeba prosić, a może błagać – biskupa, pasterza o obronę krzyża?… O zajęcie stanowisko w tak fundamentalnej sprawie?… Krótko rzecz ujmując: totalna kompromitacja biskupiego urzędu.

Krzyż pozostał. A razem z nim „niesmak”, bolesny jak nigdy. Platformie udało się skłócić ludzi, skompromitować Kościół. Spór o krzyż zamienił się w „bitwę”. A może nawet „wojnę”. Wciąż widzę księży, ubranych w komże i stuły. Z grobowymi minami. A naprzeciw nich setki ludzi, broniących krzyża. Koszmar. Słyszę wciąż telewizyjne komentarze całej tej sprawy w wykonaniu ks. Sowy, o. Zięby, Hołowni. Kolejny koszmar. Dzień bolesny, dzień koszmarny. Równie mocno, jak ten sprzed dwóch tysięcy lat. Tam też był zgiełk, były przepychanki, była wierność i była zdrada. Już taki los krzyża, że kumuluje w sobie wszystko, co nasze, co ludzkie.

A Jezus?… Jak Jezus. Był dzisiaj na Placu Prezydenckim. Może płakał, jak kiedyś nad Jerozolimą… Może dziś zapłakał nad Warszawą…

Co zaś do pytania, które mi zadał ktoś „Anonimowy”: „jak by się ksiądz czuł, będąc na miejscu warszawskich kapłanów”? odpowiadam: podle. Gdybym stał, tam gdzie oni stali, poczułbym się podle. Ich miejsce było wśród ludzi. Wśród owiec… Tam jest miejsce pasterza… Wśród owiec i przy krzyżu…

Ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

======================================================================

Świadectwo

Rzecz o sumieniu z pewnego forum internetowego

„Jakby mi ktoś pół roku temu powiedział, że będzie katastrofa smoleńska, to nawet bym nie słuchała, takie bzdury.

Jakby mi ktoś pół roku temu powiedział jakie będzie „śledztwo” po katastrofie to bym się popukała w głowę.

Jakby mi ktoś pół roku temu powiedział, że na krzyż pod Pałacem Prezydenckim szczać będą przywiezione nyskami naćpane szmaty, bijąc, klnąc i plując na staruszki, a policja będzie nękała modlących się ludzi, a media pokazywały jakieś pierdoły, albo wręcz zwoływały te „pokojowe manifestacje na rzecz świeckiego państwa”, to bym powiedziała, że ma niezłą fantazję, wariat.

Czuję się winna, że mnie nie ma przy krzyżu. Mam wrażenie jakby ta grupka sprawiedliwych nieugiętych trzymała Bożą rękę, która powinna już Polsce wymierzać sprawiedliwość.

I co, ja mam teraz żyć „normalnie”, śmiać się, iść na imprezę, zakupy z koleżankami i udawać że to normalny kraj?

Tak mi wygodnie, bezpiecznie w moim domu. Robię sobie herbatę i oglądam serial.

A tam, w ulewie, opluwani, popychani, przeklinani stoją i modlą się prawdziwi uczniowie Chrystusa.

Kim jestem, chrześcijanką? Mądrującą w Internecie i na wygodnej kanapie o tym, że trzeba być odważnym i poświęcać się dla wiary?

Hipokryzja. Wygodnictwo. Grzech.

Czuję się koszmarnie. „

Podpisano: młoda matka

Źródło: wobroniekrzyza.wordpress.com

Posted in Kościół, Patriotyzm, Prześladowanie Chrześcijan, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , | 10 Comments »

Orędzie Matki Bożej przekazane Mirjanie 2.09.2010 r.

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 Wrzesień 2010


„Drogie dzieci, jestem przy was ponieważ pragnę pomóc wam przezwyciężyć próby, które ten czas oczyszczenia stawia przed wami. Dzieci moje, jedna z nich to jest nieprzebaczenie i nie proszenie o przebaczenie. Każdy grzech obraża Miłość i was od niej oddziela. Miłością jest mój Syn! Dlatego moje dzieci, jeżeli pragniecie dążyć ze mną do pokoju miłości Bożej, musicie nauczyc się przebaczać i prosić o przebaczenie. Dziękuję wam.”

Posted in Orędzia | Otagowane: | 6 Comments »

Fascynacja satanizmem w kulturze

Posted by Dzieckonmp w dniu 1 Wrzesień 2010


Zło jest łatwe…

Sobór Watykański II wypowiedział się jasno i dobitnie na temat zła: ma ono 3 źródła, przyczyny oraz trzy wymiary. Są nimi: szatan – jako zło uosobione (Zły jako taki); świat rozumiany jako wielka rodzina ludzka wraz z tym, co ją otacza i „wśród czego ona żyje” (DKD 2); a w końcu człowiek jako człowiek – rozdarty wewnętrznie na skutek grzechu, nieczyniący już tego, co chce i co powinien, lecz popełniający zło, którego sam nie chce (por. Rz 7,14 n.).

Zło posiada więc wiele twarzy

Jak pisał Blaise Pascal: „Zło jest łatwe, jest go nieskończona mnogość; dobro prawie jedyne”[1]. Biorąc pod uwagę „mnogość zła” G. i B. Passantino jako cechy satanizmu wymieniają następujące twierdzenia:

„Bogiem jestem ja” – całkowite ukierunkowanie na człowieka, jego zadowolenie, wyżycie;

jedność dobra i zła – etyka jest czymś relatywnym, to jednostka decyduje o tym, co jest dobre, a co złe;

odrzucenie chrześcijaństwa – jako zabobonu, perwersji, ignorancji, choroby psychicznej;

siła przez akcję – przemoc i terror jako droga do zwycięstwa, obecna w rytuałach, magii, zaklęciach i ofiarach;

rytuał – realizowany samotnie lub grupowo, oparty często na symbolice chrześcijańskiej;

magia – zmiana sytuacji lub współbrzmienie określonych fenomenów z własną wolą, których nie można w żaden sposób zmienić pod wpływem ogólnie przyjętych norm;

zaklęcia – zdania mające wpłynąć na człowieka i przedmioty;

ofiary – rozumiane jako dar z siebie samego dla szatana[2].

Nieustanna konfrontacja

Szerokie rozumienie satanizmu jest niezbędne dla uwzględnienia różnych jego form i sposobów obecności w życiu społecznym. Wszystkie one ilustrują dokonującą się nieustannie konfrontację wiary, nadziei i miłości ludzi ze złem.

XIX wiek, wraz z romantyzmem, wprowadził szatana w literaturę piękną, filozofię, jako uosobienie nieszczęścia najpiękniejszego z aniołów. Estetyzm Johna Miltona (Raj utracony, 1667) urzekł romantyków. Goethe bardzo długo pracował nad Faustem i uczyni go sławnym[3]. We Francji zafascynowani diabłem byli: Alfred de Vigny (La chute d’un ange) oraz Wiktor Hugo z niedokończonym, wydanym pośmiertnie dziełem La fin de Satan, w którym upadły Lucyfer osiąga sławę doprowadzając do śmierci Chrystusa. Zafascynowani złem byli też francuscy symboliści, przejmujący dziedzictwo romantyzmu magicznego. Poezja stała się magicznym rytuałem, który rodzi sen na jawie – rzeczywistość mu przypisaną.

Poemat staje się zaklęciem, który działa nie tylko przez swój oderwany od formy sens, ale przez jego ucieleśnienie w rytmie, intonacji, naśladowczej harmonii. Charles Baudelaire w Kwiatach zła umieszcza litanię do szatana. Reprezentuje autentyczną wolę magiczną – w Correspondances – ma nadzieję odtworzyć w swej świadomości i w świadomości innych jedność kosmiczną, „przywrócić rzeczom ich pierwotne odniesienia”. Arthur Rimbaud pragnie zostać „jasnowidzem” przez „długie, ogromne i rozumne rozpętanie wszystkich zmysłów”, które pozwoli mu odnaleźć „prawdziwe życie”. Pisze Sezon w piekle – później przeżywa jednak nawrócenie. Anatol France oznajmił w jednym ze swych artykułów w 1890 roku: „Jakie takie obznajomienie z naukami tajemnymi staje się niezbędne do zrozumienia wielu utworów literackich naszego czasu. Magia znajduje znaczne miejsce w wyobraźni naszych poetów i powieściopisarzy. Aż do zawrotu głowy upaja ich to, co niewidzialne, ściga ich obsesja tego, co nieznane”[4].

W literaturze Rosji XIX wieku diabeł przybrał postać pięknego, lecz zgorzkniałego ducha destrukcji, niekiedy wcielał się we wroga ideologicznego (przyjmując postać Piotra Wielkiego, Napoleona, arystokracji jako klasy lub nihilistycznej młodzieży) lub był postacią z demonologii ludowej (domowoj, wodianoj, leszij), w której dostrzegano także cechy pozytywne. W dekadenckich tekstach uznawano, że jedynie oddanie duszy diabłu może uchronić „ją” przed rozbiciem osobowości[5]. Włodzimierz Sołowjow, którego twórczość stała się ważnym źródłem rosyjskiego symbolizmu, napisał Krótką powieść o Antychryście, opartą na Piśmie Świętym i przepowiadaniu Ojców Kościoła, fabularyzowaną opowieść o czasach ostatecznych, w której szatan zdobywa władzę nad społeczeństwami posługując się manipulacją i kłamstwem[6].

W polskiej literaturze romantycznej szatan znajduje swe bardzo ważne miejsce. Jest aktywny społecznie, utożsamia się z zaborczymi władcami, pogrąża jednostki w zależności od siebie i jest kreatorem anty-Bożego świata[7].

Szatan jako naczelny symbol-mit epoki pojawił się przede wszystkim w literaturze Młodej Polski. Przyjął postać lucyferycznego bohatera poezji Tadeusza Micińskiego, szatana z Hymnów Jana Kasprowicza, Lucyfera u Leopolda Staffa (Anima Lucifera), szatana u Ludwika Szczepańskiego (Hymn), „starego rajfura” (S. Przybyszewski, Synowie ziemi), Wielkiego Kofty (T. Miciński, Wita), szatana u Marii Komornickiej (Bunt anioła), Niegoj-Niezgnojowicza (T. Miciński, Xiądz Faust). Modernistyczny satanolog francuski, Jules Bois, przyporządkowuje różne oblicza szatana osobom Trójcy Świętej. I tak: szatan-ojciec jest duchem perwersji i profanacji, władcą instynktów i bogiem „czarnych mszy”, patronem czarownic; jest to „bóg natury i instynktów, które tylko zła pragną” (S. Przybyszewski); szatan-słowo to „Chrystus błota”, patron wydziedziczonych z tradycji kultury, cierpiących i żebraków, którzy tworzą jedno ciało mistyczne, „bóg biednych i głodnych” (S. Przybyszewski); szatan-duch to Lucyfer; nie posiada swego królestwa, reprezentuje satanizm niesubstancjalny, lecz funkcjonalny, jest cały dążeniem, ruchem, to bóg ambitnych dyletantów, szalonych mistyków i ateistów, „bóg niezadowolonych i ambitnych, bóg potępieńców i tych, co szukają, bo szukać, znaczy tracić Boga” (S. Przybyszewski)[8].

Postacie lucyferyczne

Antychryst symbolizuje alternatywę destrukcyjną i nihilistyczną, pozostaje w opozycji pojęciowej do obrazu Lucyfera – alternatywy twórczej. Portrety Lucyfera w poezji Tadeusza Micińskiego i w poemacie prozą Niedokonany odsłaniają świat chaosu i zbrodni – bliski obszarowi sabatu. Postaciom lucyferycznym taki świat jednak nie wystarcza – dążą do przekroczenia go. Symbolika Lucyfera otwiera perspektywę nieskończonego dążenia, ożywionego tęsknotą ku Innemu. Postacie antychrystusowe dążą do samozniszczenia, jest to efekt opacznej zasady bycia – potrzeby powrotu do ontycznej prapodstawy. Postacie lucyferyczne cierpią z powodu braku odzewu ze strony Innego, z powodu zabójczej obojętności świata. Lucyfer ustanawia siebie jako przeciw-Boskie Centrum i dąży do spotkania Innego, by siebie dopełnić. W Królestwie Antychrysta świadomość zostaje zniesiona, „ego” roztapia się w halucynacjach (S. Przybyszewski, De profundis; W. Reymont, Wampir). Lucyfer, przeciwnie, może powiedzieć: „Najwyższą jest rozkoszą: moc, rozblask świadomości”[9].

W XIX wieku elementy demonologii występują w naukach społecznych. Teorie dyktatury, dotyczące tak państwa, jak jednostki istnieją u Louis-Claude de Saint-Martina, jednego z najważniejszych teozofów francuskich, który w liście do przyjaciela o rewolucji francuskiej twierdził, że suwerenność ludu wyraża się w oddaniu władzy absolutnej osobie wyjątkowej, którą można rozpoznać po jej magnetycznej sile. De Maistre w roku 1796 mówił o wydarzeniach rewolucyjnych jako o „cudzie” i „magii”. Sądził, że „działająca obecnie czarna magia zniknie jak mgła w promieniach słońca” wobec władzy królewskiej. J.B. Fiard i Claude Charles Berbiguier ogłosili szatana głównym sprawcą rewolucji i wszelkiego zła[10].

Amoralna perspektywa

Fryderyk Nietzsche podjął krytykę współczesnej moralności, dokonał „przewartościowania wszystkich wartości” (jego określenie): życie tylko ma wartość bezwzględną; wolność należy się temu, kto ma dość siły, by ją sobie zapewnić; ludzie nie są równi – są lepsi lub gorsi, co zależy od tego, ile mają w sobie życia i siły. Odrzucił zasadę użyteczności, altruizmu, litości, prymatu ogółu, wychowania, nagrody i kary, prymatu dóbr duchowych. W Antychryście napisał: „Wierzymy w Olimp, a nie w tego, który został ukrzyżowany! […] Jednostka nie potrzebuje już usprawiedliwiać zła. Raduje się czystym złem, a za najbardziej interesujące uważa zło bezsensowne. Podczas gdy wczoraj potrzebowała Boga, dziś jest zafascynowana porządkiem świata bez Boga”. Nadczłowiek stał się nowym Antychrystem[11].
Wiek XIX ujrzał i doświadczył szatana w jego nowych postaciach.

Związał je różnymi postawami wobec świata:

z nudą, która wynika z przeżycia świata odwartościowanego, wzmaga poczucie absurdu, prowadzi do nihilizmu (szatan – niszczyciel);

z perwersją, otwierającą amoralną perspektywę odrzucenia dotychczasowej kultury i cywilizacji, zniszczenia wszystkiego i wszystkich (Antychryst – nonsens);

oraz z czynem, który łamie wszelkie normy, ale utwierdza jednostkę w przekonaniu, że odgrywa rolę autonomicznego twórcy, tworzy nowe wzory kultury, realizuje mit Prometeusza i rewolucjonisty (Lucyfer – nowy sens).

Mity satanistyczne wyznaczały odmienne style zachowań społecznych: zniszczenie wszelkiego sensu, porządku, nihilizm i katastrofizm; odkrycie wartości nonsensu, bluźnierstwa, chaosu, masochistycznego uroku zatracenia; ustanowienie nowego sensu, polemiki z tradycją, poszerzenia horyzontów o nowe projekty, nowe odrodzenie wszystkiego.

Już Aleister Crowley, jeden z twórców współczesnego satanizmu, podał trzy metody na wprowadzenia człowieka w stan satanistycznego transu: ustawiczne powtarzanie tego samego rytmu w muzyce, narkotyki, magia seksualna[12]. Z pism i ideologii Crowleya wyrosła i ściśle się na nich oparła Biblia Szatana Antona Szandora La Vey’a urodzonego w 1930 roku, emigranta węgierskich Cyganów, mieszkających w Stanach Zjednoczonych. W 1966 roku, w ostatnią noc kwietnia – „Noc Walpurgii”, najważniejsze święto wyznawców magii i czarów, La Vey, zgodnie ze starą tradycją katów, ogolił głowę i ogłosił założenie kościoła szatana, a siebie – najwyższym kapłanem oraz magiem czarnego obrządku[13]. Noc 1 maja 1966 roku ogłosił czasem narodzin szatana na ziemi. Uważał, że jego misją jest zniszczenie chrześcijaństwa. Jego pisma są antytezami chrześcijaństwa.

La Vey twierdził, że istniejące Kościoły oparte są na oddawaniu czci duchowi i na negacji ciała i intelektu. Widział w tym konieczność zaistnienia kościoła, który przywróciłby ludzki umysł i zmysłową żądzę jako obiekty kultu. Popierał racjonalne dążenie do własnego dobra i zdrowego zaspokajania go. Satanizm La Vey’a nie wyklucza istnienia Boga, który jest postrzegany jako równoważący czynnik natury, niezajmujący się ludzkim cierpieniem. Ta potężna siła, która przenika i równoważy wszechświat, jest zbyt bezosobowa, aby zajmować się szczęściem bądź niedolą ludzi. Satanista zdaje sobie sprawę, że człowiek sam odpowiada za wszystko i nie ma złudzeń, że ktoś martwi się za niego we wszechświecie. Uważa, że modlitwa nie przynosi absolutnie nic dobrego: modli się o coś, zamiast zrobić to szybciej samemu.

Zasadniczo satanizm jest systemem wierzeń, które określają cztery idee:

1. trwały demoniczny bunt przeciw Bogu i wszystkiemu, co boskie;

2. człowiek jako narzędzie w tej walce duchowej;

3. odrzucenie faktu, że śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa – wcielonego Boga – pokrzyżowały plany szatana chcącego zrobić Bogu na złość dlatego, że wepchnął ludzkość do piekła przygotowanego dla niego i jego aniołów;

4. ostateczne zesłanie do wybranego przez niego miejsca czy też wymiaru całkowicie pozbawionego czegokolwiek, co miałoby być związane z Bogiem[14].

„Manifest” satanizmu

W 1968 roku La Vey opublikował w San Francisco Czarną Biblię, która miała być podstawowym „kanonem wiary” dla czcicieli szatana, „katechizmem satanistów”, którzy oczekują na jego publiczne objawienie się. Był to rok gwałtownych przeobrażeń zachodniej kultury, naznaczony licznymi buntami studentów i młodzieży. Czarna Biblia zawiera treści będące „świadectwem nowej ery szatana”. Zostały one wyrażone w dziewięciu „twierdzeniach satanizmu”, które otwierają Biblię Szatana:

1. Szatan reprezentuje zaspokojenie żądz zamiast wstrzemięźliwości;
2. Szatan reprezentuje pełnię życia zamiast duchowych mrzonek!;
3. Szatan reprezentuje nieskalaną mądrość zamiast obłudnego oszukiwania samego siebie;
4. Szatan reprezentuje przychylność dla tych, którzy na to zasługują, zamiast marnowania miłości na niewdzięczników;
5. Szatan reprezentuje zemstę zamiast nadstawiania drugiego policzka!;
6. Szatan reprezentuje odpowiedzialność w stosunku do odpowiedzialnych zamiast troski o psychicznych wampirów!;
7. Szatan reprezentuje opinię, że człowiek jest zwierzęciem, niekiedy lepszym, ale częściej gorszym od czworonogów, z powodu zaś swojego „boskiego – duchowego i intelektualnego rozwoju” stał się najbardziej drapieżnym zwierzęciem ze wszystkich!;
8. Szatan reprezentuje wszystkie tak zwane grzechy, ponieważ prowadzą one do psychicznego, umysłowego i emocjonalnego zadowolenia!;
9. Szatan jest najlepszym przyjacielem, jakiego kiedykolwiek Kościół posiadał, ponieważ przez te wszystkie lata dawał mu zajęcie!”[15].

Jest to „manifest” satanizmu, w którym można dostrzec wyraźne symptomy głębokiego buntu przeciw religii w ogólności, w tym zwłaszcza przeciw chrześcijaństwu. Przez dwadzieścia lat istnienia kościoła szatana, czyli do 1987 roku, w satanistycznej filozofii i religii nie było pojęcia „grzech”. Wówczas to La Vey złożył pierwszą od dłuższego czasu deklarację doktrynalną, wymieniając „Dziewięć grzechów szatańskich”, rozumianych jako to, „czego chcemy uniknąć – to, czego nie akceptujemy”.

„Grzechy szatańskie” to:

głupota – największy grzech, sataniści muszą „nauczyć się widzieć sztuczki i nie mogą pozwolić sobie na bycie głupimi”;

udawanie – puste pozowanie – „udając – nie jesteś sobą, a satanista musi być sobą. Jest taki, jaki jest”;

samoistność – błędem jest oczekiwanie, że ludzie poświęcą innej osobie tyle uwagi, kurtuazji i szacunku, ile ona im poświęca, należy więc „robić innym tak, jak inni robią tobie”;

samooszustwo – nie wolno oddawać czci i hołdów „żadnym przedstawionym nam świętym krowom włączając w to role, jakie – jak się oczekuje – zagramy”, samego można oszukiwać „wtedy, kiedy jest to zabawne i z korzyścią dla nas, ale wówczas nie jest to już samooszustwo”;

dostosowanie się do stada – nie wolno pozwolić bezosobowej jednostce dyktować sobie warunki, „lepiej wybrać mądrzejszego mistrza, niż być zniewolonym przez zachcianki stada”;

brak perspektyw – nie wolno zapominać, kim się jest i „jakim zagrożeniem dla innych możesz być poprzez swoje istnienie”, nie wolno poddawać się „problemom stada, wiedz, że pracujesz na całkowicie innym poziomie, różnym od reszty świata”;

zapominanie o dawnych przekonaniach – to jeden z kluczy do prania mózgu, „oczekuje się od nas uznania za punkt zerowy geniuszu „stwórcy” i zapomnienie swojego pochodzenia […]. Nie zapominaj o swoim szatańskim pochodzeniu”; duma przeciwprodukcyjna – „dobre jest wszystko, co działa na twoją korzyść, kiedy przestaje to pracować dla ciebie, znaczy, że zapędziłeś się w kozi róg, a to nie jest dobre dla satanisty”;

brak estetyki – „estetyka jest rzeczą osobistą, odbijającą własną naturę każdego, ale oko na piękno, na równowagę, jest podstawowym narzędziem szatańskim i musi być stosowane dla największej skuteczności magicznej”[16].

Główne tezy „nauki” La Vey’a bardzo szeroko rozreklamowały mass media. Powstały filmy, które mówiły o narodzinach szatana na ziemi. Przykładem może być film Romana Polańskiego Dziecko Rosemary (La Vey grał w nim epizodyczną rolę) oraz cała seria Omen, która powstawała nawet przy konsultacji teologów amerykańskich. Coraz więcej pojawiało się też książek i artykułów na ten temat. Jak to zauważył biograf La Vey’a, B.H. Wolfe: „Przy szczególnych okazjach, takich jak chrzest, ślub i pogrzeb odprawianych w imię diabła, sprawozdania prasowe, chociaż spontaniczne, były niezwykłe. Do 1967 roku gazety wysyłały swoich reporterów, aby pisali o kościele szatana rozpościerającym się od San Francisco poprzez Pacyfik do Tokio, a poprzez Atlantyk do Paryża. Większość czołowych dzienników opublikowała fotografie nagiej kobiety, do połowy przykrytej skórą lamparta, służącej jako ołtarz szatanowi, w stworzonej przez La Vey’a ceremonii ślubnej; ukazała się ona również na pierwszej stronie takiej ostoi mediów, jak „Times” z Los Angeles.

Biblia szatana

W wyniku takiego rozgłosu groty (La Veyowski odpowiednik sabatu) przyjmowały w poczet członków kościoła szatana chętnych z całego świata, co stanowiło potwierdzenie głównego przesłania La Vey’a – diabeł żyje i wśród wielu ludzi jest bardzo popularny”[17].
W maju 1971 roku „Newsweek” odnotował na amerykańskim rynku wydawniczym 2345 tytułów książek o czarnych mszach, zorganizowanym satanizmie i tajemnych naukach. Do 1977 roku kościół szatana w samym San Francisco liczył już ponad 10 tys. ukrytych członków, a ponadto wypuścił na rynek ponad 250 tys. egzemplarzy Biblii szatana[18].

Łatwość odnalezienia przez kościół szatana drogi do masowego odbiorcy można tłumaczyć specyficzną elastycznością i urozmaiceniem form szerzenia swych głośnych idei. Sprowadzają się one do trzech istotnych: słowo – jako nośnik informacji, ma na celu sugestywne przekazanie określonych treści ideologicznych ruchu; zasada pobłażliwości – zabieg socjotechniczny polegający na zacieraniu różnic pomiędzy dobrem a złem, prawdą a kłamstwem; muzyka – jako przekaz emocji i treści łatwo przyswajanej, zwłaszcza przez młodzież.

Aktywność Ducha Świętego

Popularność i szerzenie się idei głoszonych przez kościół szatana jest z pewnością odpowiednim motywem do refleksji nad duchową kondycją współczesnych społeczeństw. Podczas podróży apostolskiej do Turynu Jan Paweł II w przemówieniu do salezjanów, 4 września 1988 roku, zauważył: „Miasto Turyn i jego piemonckie otoczenie stanowią zagadkę. Jak wyjaśnić owe dwie rzeczywistości (świętość i diabeł)? Wiemy jednak z historii zbawienia, że obie części występują razem. Tam, gdzie jest dzieło zbawienia, gdzie jest aktywność Ducha Świętego, tam, gdzie są święci, jest także ktoś inny. Oczywiście nie występuje pod swoim imieniem. Stara się znaleźć inne. Ewangelia ułatwiła mu wybór, nie nazywa się tam bowiem tylko diabłem, lecz także „ojcem kłamstwa” […], „księciem tego świata”. Ziemia wasza jest uprzywilejowana dzięki świętym. Ale tu, w Turynie, dzieje zbawienia przeżywa się jako wyzwanie, jako prowokację ze strony naszych czasów i naszej epoki”. Ojciec Święty zacytował jednocześnie obszernie konstytucję Gaudium et spes (nr 13 i 37), w której jest mowa o „ciężkiej walce przeciw mocom ciemności; walka ta, zaczęta ongiś u początku świata, trwać będzie do ostatniego dnia, według słowa Pana”.

Ks. Andrzej Zwoliński

Przypisy:

[1] B. Pascal, Myśli, Warszawa 1952, (nr 408), s. 136.
[2] G. i B. Passantino, Auf Teufel komm raus?, Ulm 1992, s. 39-48.
[3] R. Laurentin, Szatan. Mit czy rzeczywistość?, Warszawa 1997, s. 128.
[4] M. Eliade, Okultyzm, czary, mody kulturalne, Kraków 1992, s. 59-63.
[5] Por. A. Dudek, The Devil in 19th century Russion Poetry, t. 41, 1992, nr 2, s. 19-26.
[6]W. Sołowjow, Krótka powieść o Antychryście, Wrocław 1998.
[7] Por. M. Praza, Zmysły, śmierć i diabeł w literaturze romantycznej, Warszawa 1974.
[8] W. Gutowski, Królestwo Antychrysta i tęsknota Lucyfera. Oblicza szatana w literaturze Młodej Polski, w: Stulecie Młodej Polski, pod red. M. Podrazy-Kwiatkowskiej, Kraków 1995, s. 119-131.
[9] L. Szczepański, Hymn, w: tenże, Poezje, t. 1, Lwów 1908, s. 149; por. H. Floryńska, Lucyferyzm chrystusowy Tadeusza Micińskiego (1873-1918), „Euhemer”1976, nr 3.
[10]R. Laurentin, Szatan. Mit czy rzeczywistość?, s. 128,129. Por. V. Maag, Antychryst jako symbol zła, „Literatura na Świecie” 1979, nr 10, s. 223, 224.
[11]  F. Nietzsche, Antychryst. Przemiany wszystkich wartości, Warszawa 1907, s. 12.
[12] Por. U. Baumer, Wir wollen nur deine Seele. Rockszene und Okultismus: Daten – Fakten – Hintergrunde, Wuppertal 1992, s. 97.
[13] B.H. Wolfe, Wstęp, w: A.Sz. La Vey, Biblia Szatana, Wrocław 1996, s. 3, 6.
[14] J. Johnston, The Edge of Evil: The Rise of Satanism in North America, Dallas 1989, s. 151. Por. J.J. Steffon, Satanizm jako ucieczka w absurd, Kraków 1993, s. 105-107.
[15] A.S. La Vey, The Satanic Bible, New York: Avon Books, 1969, s. 25. Wypowiedź A.S. La Vey’a, w: B. Barton, Church of Satan, New York 1990, s. 63, 64. Por. B. Hoffmann, W służbie Szatana: moralne wyzwania satanizmu, w: Bóg. Szatan. Grzech. Studia socjologiczne, t. 2: Dzieje grzechu. Obszary grzechu, pod red. J. Kurczewskiego, W. Pawlika, Kraków 1992, s. 235-247.
[16] B.H. Wolfe, Wstęp, s. 17.
[17] D.W. Hoover, Okultyzm, Bielsko-Biała 1994, s. 10.

Źródło:katolik.pl

Posted in Kościół, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 23 Comments »