Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

Archive for Październik 2010

MOCNY SENSACYJNY FILM W HOLENDERSKIEJ TV O SMOLENSKU!

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 października 2010


Wiekszosc filmu po ANGIELSKU i POLSKU!

PS.rozpowszechniajcie to-na swoich blogach,w internecie, swoich kontach Youtube itp.

Cala Europa wiedział co się dzieje w Polsce tylko nie Polacy…
Tak będzie jak długo to komunistyczne figury będą u władzy,spadkobiercy i potomkowie szmalcowników i dziadostwa z sb,ub,milicji zdrajców narodu Polskiego!

Ten film powinien być przetłumaczony i szeroko rozpowszechniony w internecie tak, żeby zobaczyło go jak najwięcej ludzi. W internecie, bo nie ma szans na to, by pokazała go polska telewizja. To przedziwne, ale to prawda, zważywszy na to, ze w polskiej telewizji pokazano inny film, rosyjski, pokazujący wersje rosyjską.

Wymowne w tym filmie jest nadmienienie o tych, którzy nie przybyli na ten pogrzeb przywódcach państw Europy.
Gdy jeden z dysydentów rosyjskich powiedział, ze Prezydent Lech Kaczyński był niewygodny nie tylko dla Kremla, ale i dla Zachodu, bo prowadził politykę samodzielna, służąca niezawisłej, niepodległej Polsce.
Lemingom polecam zwrócenie uwagi na fakt, ze w Rosji nie ma wolnych mediów, to co tam się dzieje to głównie zasługa takich jak wy obecnie, tam już nie dało się tych błędów odwrócić, cześć tych lemingów wciąż żyje karmiona ta sama „melodyjka medialna” i każe tańczyć wypranym mozgom chocholi taniec. Dokąd wy zmierzacie?

cz.1

cz.2

cz.3

cz.4

cz.5

Posted in Patriotyzm, Polityka, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 24 komentarze »

Prawdziwa rewolucja – Ścieżka do wolności.

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 października 2010


Aby uczynić świat miejscem szczęśliwym trzeba zmienić
swoje serce, a nie cały świat.

Za dużo komputera, a za mało spacerów, codziennego uśmiechu.
Trwajcie w życiu w równowadze, aby nie doszło do depresji i nerwicy.
Czy pamiętacie jeszcze opowieść „Jak powstały buty”?

„Pewien król narzekał, że chodząc boso w swoim królestwie skalista ziemia rani mu stopy. Nakazał aby całe królestwo pokryto skórą wołową. Błazen śmiał się z tego pomysłu. Powiedział: Królu! Wytnij tylko dwa kawałki skóry do ochrony swoich stóp!”

Aby uczynić świat miejscem szczęśliwym trzeba zmienić swoje serce, a nie cały świat.

Czasy, które nadchodzą to wielki egzamin. Niech każdy z Was zajmie się sobą. W przeciwnym razie będzie oblany. Powtórki nie będzie.

„Bóg natchnął serca wybranych ludzi, aby wykonali jego zamysł”

Komentarz Antymaterialnego na jednym z blogów.

—————————————————————————————-

Krótki film przedstawiający pewną amerykańską rodzinę, która w proteście przeciwko genetycznie modyfikowanej i chemicznej żywności zalewającej rynek spożywczy zamieniła swój malutki miejski dom z kawałkiem trawnika w prawdziwą organiczną farmę produkującą rocznie prawie 3 tony zdrowego jedzenia. Państwo Dervaes w swojej posiadłości o powierzchni 20 na 40 metrów spożytkowali każdy centymetr kwadratowy ogrodu, zainwestowali też w ogniwa fotowoltaiczne i inne urządzenia zmniejszające zużycie energii, dzięki czemu niemal całkowicie uniezależnili się od świata zewnętrznego. „W naszym społeczeństwie samodzielna uprawa żywności stała się jednym z najbardziej radykalnych działań. Jest to jedyny skuteczny sposób na protest, który obali potęgi korporacyjne. Podczas pracy w harmonii z naturą, robimy rzecz najbardziej konieczną by zmienić świat… …zmieniamy samych siebie!”

cz.2


Posted in Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | 7 komentarzy »

NIE CHCE SIĘ WIERZYĆ !

Posted by Dzieckonmp w dniu 26 października 2010


NIE CHCE SIĘ WIERZYĆ ! GENERAŁ DWIGHT D. EISENHOWER MIAŁ RACJĘ,
WYDAJĄC ROZKAZ WYKONANIA JAK NAJWIĘKSZEJ ILOŚCI FILMÓW I ZDJĘĆ

HOLOKAUST MIAŁ MIEJSCE DOKŁADNIE TAK JAK GO NAZIŚCI ZAPLANOWALI PRAWIE
60 LAT TEMU…

Faktem historycznym, który warto pamiętać, jest to, że po odnalezieniu
ofiar obozów koncentracyjnych Naczelny Dowodzący Sił Alianckich,
Generał DWIGHT D. EISENHOWER, rozkazał wykonać jak najwięcej zdjęć
oraz przymusowo zabrać niemiecką ludność okolicznych miast do obozów
koncentracyjnych, aby zobaczyli ten HORROR, a w niektórych przypadkach
nakazał im nawet grzebanie zmarłych.

A powód takiego postępowania? Wyjaśnił go w następujący sposób: ”Żeby
zebrać jak najwięcej dowodów, filmów, zeznań świadków, ponieważ
nadejdzie dzień, kiedy jakiś sk…..syn powie, że to się nigdy nie
wydarzyło.”

‘WSZYSTKO, CO JEST POTRZEBNE, ABY ZŁO MOGŁO SIĘ WYDRZAĆ, TO ABY
PRZYZWOICI LUDZIE NIE REAGOWALI’. (Edmund Burke)

W OSTATNIM CZASIE W WIELKIEJ BRYTANII USUNIĘTO Z PROGRAMÓW SZKOLNYCH
HOLOKAUST, PONIEWAŻ OBRAŻAŁ ON ‘WIARĘ SPOŁECZNOŚCI ISLAMSKIEJ’, ŻE
HOLOKAUST NIGDY NIE MIAŁ MIEJSCA. TAK, W WIELKIEJ BRYTANII.

JEST TO ONIEŚMIELAJĄCY ZNAK, ZWIĄZANY Z OBAWAMI DOTYKAJĄCYMI CAŁY
ŚWIAT, A PAŃSTWA PODDAJĄ SIĘ MU ZBYT ŁATWO. OD KOŃCA II WOJNY
ŚWIATOWEJ MINĘŁO PONAD 60 LAT.

TEN EMAIL ROZESŁANY JEST JAKO PRZYPOMNIENIE DLA CAŁEJ LUDZKOŚCI, KU
PAMIĘCI 6 MILIONÓW ŻYDOW, 20 MILIONÓW ROSJAN, 10 MILIONÓW CHRZEŚCIJAN,
KSIĘŻY, ZAMORDOWANYCH, ZABITYCH, ZGWAŁCONYCH, SPALONYCH, UPOKORZONYCH,
KIEDY W MIĘDZYCZASIE NIEMCY I ROSJA MIAŁY INNE PRIORYTETY....

OBECNIE, BARDZIEJ NIŻ KIEDYKOLWIEK, PAŃSTWA TAKIE JAK MIĘDZY INNYMI
IRAN, DEKLARUJĄ, ŻE ‘HOLOKAUST JEST MITEM’. WŁAŚNIE OBECNIE
PRZYPOMINANIE ŚWIATU, ABY NIGDY, NIGDY NIE ZAPOMNIAŁ JEST IMPERATYWEM.
CELEM TEGO EMAILA JEST TO, ABY CO NAJMNIEJ 40.000.000 LUDZI NA CAŁYM
ŚWIECIE MOGŁO POWIEDZIEĆ, ŻE GO CZYTAŁO.

BĄDŹ OGNIWEM W TYM ‘ŚWIATOWYM ŁAŃCUCHU EMAILOWYM’ I POMÓŻ W
ROZSYŁANIU GO NA CAŁY ŚWIAT. PROSIMY, PRZETŁUMACZ GO JEŚLI BĘDZIE TO
KONIECZNE!!!!

NIE KASUJ GO..... WYSŁANIE GO DALEJ ZAJMIE CI TYLKO 1 MINUTĘ TWOJEGO CZASU.
Żródło: Echo Chrystusa Króla

Posted in Polityka, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , | 12 komentarzy »

Orędzie z 25 pażdziernika 2010 r.

Posted by Dzieckonmp w dniu 26 października 2010


„Drogie dzieci! Niech ten czas będzie dla was czasem modlitwy. Moje wezwanie,  pragnie być dla was kochane dzieci, wezwaniem, abyście się zdecydowali iść drogą nawrócenia, dlatego módlcie się i proście o wstawiennictwo Wszystkich Świętych. Niech oni będą dla was przykładem i bodźcem i radością ku życiu wiecznemu. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie”.

Posted in Medziugorje, Orędzia | Otagowane: , | Możliwość komentowania Orędzie z 25 pażdziernika 2010 r. została wyłączona

Cud w Terespolu: Matka Boża płacze wonnymi łzami

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 października 2010


Z kopii ikony Matki Bożej Szybko Spełniającej Prośby płynie wonny olej. W każdą niedzielę w cerkwi w Terespolu przed obrazem tłumnie modlą się wierni. To pierwsze od ponad 70 lat nadprzyrodzone zjawisko nad Bugiem.

W niedzielę 10 października do cerkwi w Terespolu, gdzie znajduje się płacząca ikona przyjechał abp Abel, ordynariusz diecezji lubelsko–chełmskiej. Mówił o szczególnym błogosławieństwie dla ziemi południowego Podlasia. Ale wszystko zaczęło się dużo wcześniej w domu państwa Popławskich z Terespola. 16-letni Łukasz Popławski zobaczył jak z oczu Matki Bożej spływają łzy. Ikonę przywiózł gimnazjaliście proboszcz parafii prawosławnej, ks. Jarosław Łoś.

– Łukasz chciał reprodukcję słynnej z cudownych uzdrowień ikony ze świętej góry Atos. Kupiłem ją w Łucku – opowiada ks. Jarosław Łoś. – Chłopiec od najmłodszych lat jest związany z cerkwią. Był na warsztatach wykonywania ikon i sam próbuje ikonopisania – zauważa duchowny.

Chłopak o łzach na ikonie powiadomił proboszcza. Krople wonnej oleistej substancji płynęły intensywnie z oczu Madonny i z jednej z trzech jej gwiazd (na ikonach na czole i na ramionach Bogurodzicy przedstawiane są trzy złote gwiazdy, symbole Świętej Trójcy – przyp. red).

Wiadomość o cudzie szybko rozeszła się po Terespolu i okolicy. Do domu państwa Popławskich zaczęli przychodzić pielgrzymi, aby się modlić. – Nie ogłaszaliśmy żadnego cudu. Zapadła jednak decyzja, aby przenieść ikonę do cerkwi – informuje Andrzej Boublej, rzecznik Prawosławnej Diecezji Lubelsko-Chełmskiej. Ikona Matki Bożej „Szybko Spełniającej Prośby” została przeniesiona do terespolskiej cerkwi w przeddzień święta parafialnego.

W niedzielę 10 października w terespolskiej cerkwi pw. św. ap. Ewangelisty Jana Teologa nabożeństwu przewodniczył arcybiskup Abel, ordynariusz diecezji lubelsko–chełmskiej. W homilii powiedział, że cudowne objawienie łaski Bożej poprzez ikonę Bogurodzicy „Szybko Spełniającej Prośby” jest szczególnym błogosławieństwem doświadczonej w minionym stuleciu ziemi południowego Podlasia.

Przypomniał akcje przesiedleńcze i burzenie świątyń prawosławnych w dawnych latach.
Boublej przyznaje, że w świątyni wonny olej mniej wycieka z ikony. Ale namaszczane są nim czoła wiernych przychodzących na modlitwy.

Cerkiew doceniła pierwsze od ponad 70 lat nadprzyrodzone zjawisko nad Bugiem. Na początku listopada terespolskim objawieniem zajmie się Synod Cerkwi Prawosławnej w Warszawie.
– Starsi ludzie podchodzą do tego objawienia z bezgraniczną wiarą, a młodsi i średni wiekiem sceptycznie czekają na ocenę zdarzenia przez biskupów – mówi Janusz Turecki, z Terespola.

Ks. prot. Jarosław Łoś i rodzina Łukasza są zaskoczeni i przerażeni rozgłosem całej sprawy. – Tu najważniejsza jest sfera sacrum – z przejęciem przypomina proboszcz obawiając się, aby sensacja nie przyćmiła nadzwyczajnego zdarzenia metafizycznego. Podobnie uważa rodzina szesnastolatka, która nie pozwala na kontakt z chłopcem.

Do przygranicznego Terespola nad Bugiem ciągną setki pielgrzymów z całego kraju. Jedni wierzą, że uzdrowi ich olej płynący z kopii ikony Matki Bożej Spełniającej Prośby. Inni chcą podziękować za cud.

Niedzielne popołudnie w Terespolu. Pod odnowioną niedawno cerkwią parkują samochody z rejestracjami całej Polski. Podjeżdżają też autokary. Wysiadają z nich prawosławni pielgrzymi z Hajnówki – łącznie 130 osób pod opieką trzech księży: Jana, Dymitra i Marka.

– Liczę, ze otrzymam więcej siły od Pana Boga do życia i pracy – mówi Tamara Osip, pracownica poczty w Hajnówce. A Nadzieja Szpakowicz z Białowieży dodaje: Będę się modlić o zdrowie i pomyślność rodziny.

Pan Stanisław Krajewski z Warszawy z trudem przepcha wózek inwalidzki przez wąskie drzwi świątyni. Mija 70-letnią Jadwigę Łukaszuk z Terespola. Kobieta przyszła tu, by „podziękować za cud”. – Najpierw po modlitwach przez ikoną poczuł się lepiej mój sąsiad, pan Ryszard. Potem po ostatnim namaszczeniu mi też poprawiło się zdrowie – opowiada Jadwiga Łukaszuk.

Jej znajoma, pani Luba dziwi się niedowiarkom. – Gospodyni domu, w którym najpierw wisiała ikona, miała kubeczek do połowy napełniony jej łzami. Miały dziwną konsystencję, oleistą. Ludziska złośliwie gadali, że to olej czy sok. Ale gdyby nie było prawdziwe objawienie, to batiuszka by nie przyjął ikony do cerkwi – mówi Luba.

W niedzielę Luba do cerkwi nie weszła. Nie było łatwo dostać się do szczelnie zapełnionego wnętrza. Na wieczornym akatyście (prawosławny hymn liturgiczny) przed ikoną Matki Bożej „Szybko Spełniającej Prośby” przesuwały się tłumy wiernych z całej Polski. Śpiewał chór, paliły się setki świec. W towarzystwie kilkunastu duchownych przed ikoną modlił się prawosławny arcybiskup Abel, ordynariusz diecezji lubelsko-chełmskiej.

– W Terespolu pojawiło się święte mirro. Wierzymy, że Matka Boska będzie spełniać prośby, słyszy modlitwy i zanosi je do Jezusa Chrystusa – mówił prawosławny ksiądz z Zabłocia.

W trakcie nabożeństwa jeden z księży co jakiś czas delikatnie ściera z obrazu złocistą substancję, całuje pakiecik i odkłada na ozdobnym płótnie. Wonnym olejkiem zostaną namaszczone czoła wielu wiernych.

Ikona, która płacze

Kopię ikony Matki Bożej Spełniającej Prośby 16-letniemu Łukaszowi Popławskiemu z Terespola przywiózł z Łucka znajomy ksiądz. Gdy gimnazjalista zauważył, że po ikonie spływają oleiste łzy, powiadomił o tym miejscowego proboszcza. Wiadomość o cudzie rozeszła się błyskawicznie. Do domu Popławskich zaczęli schodzić się pielgrzymi. Wtedy ikona została przeniesiona do miejscowej cerkwi. Na początku listopada objawieniem zajmie się Synod Cerkwi Prawosławnej w Warszawie.

Źródło: Dziennik Wschodni

Posted in Cuda, Religia, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , | 25 komentarzy »

Najpiękniejsze serce

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 października 2010


Pewien młodzieniec chwalił się że ma najpiękniejsze serce w dolinie.
Chwalił się nim na rynku i zebrał się ogromny tłum by je podziwiać bowiem było w swym kształcie perfekcyjne.
Nie miało żadnej skazy, było przepiękne, gładkie i błyszczące. Biło bardzo żywo.

Chłopak krzyczał na cały głos że nikt nie ma piękniejszego serca od niego i wszyscy mu potakiwali bowiem jego serce było idealne.

Jednak w pewnym momencie jakiś strzec z tłumu krzyknął:
– Dlaczego twierdzisz że twoje serce jest najpiękniejsze skoro moje jest o wiele piękniejsze od twojego.

Młodzieniec bardzo się zdziwił słysząc te słowa a potem spojrzał na serce starca i się zaśmiał.
Serce starca biło bardzo żywo, być może nawet żywiej od serca młodzieńca, ale było to serce poorane rozlicznymi bruzdami, serce w którym było wiele brakujących kawałków.
Wiele tez w nim było kawałków które do tegoż serca nie pasowały.
Było to serce brzydkie które w żaden sposób nie mogło się równać z nieskazitelnym sercem młodzieńca.

Chłopak zapytał się dlaczego starzec uważa że jego serce jest piękniejsze skoro wszyscy widzą, że nie jest ono nawet w części tak piękne jak jego własne serce.
Wtedy starzec rzekł, że w życiu nie zamieniłby tego serca na serce młodzieńca.
Powiedział też aby młodzieniec spojrzał na jego serce i wskazując na blizny rzekł.
– Widzisz te blizny i brakujące kawałki. Nie ma ich tu dlatego, że ofiarowałem je z miłości dla wielu osób a niesie to ryzyko bo często się zdarza, że sami ofiarowujemy uczucie dla innych , ale oni nie dają nam nic w zamian. Stąd te blizny bo choć dałem im cześć swojego serca, oni nie dali mi nic.
Jeśli natomiast spojrzysz uważnie dostrzeżesz, że wiele kawałków do mojego serca niezupełnie pasuje. Są to kawałki serca innych, które oni mi ofiarowali i które znalazły stałe miejsce w moim sercu.
Dlatego moje serce jest piękniejsze od twojego. Natomiast te bruzdy, które widzisz zrobili ludzie nieczuli, ludzie, którzy mnie zranili.

Wtedy młodzieniec spojrzał na starca, zrozumiał i zapłakał.
Potem wziął kawałek swojego przepięknego serca i ofiarował go starcowi, a starzec zrobił to samo.
Padli sobie w ramiona i rozpłakali się po czym odeszli razem w wielkiej przyjaźni.
Młodzieniec włożył część serca starca do swojego serca w miejsce brakującego kawałka który dał starcowi. Ten nowy kawałek pasował tam, choć nie idealnie, co zmąciło doskonałą harmonię serca młodzieńca.
Nigdy jednak wcześniej serce młodzieńca nie było tak piękne jak w tym momencie i młodzieniec dopiero teraz to zrozumiał

***

Pracuj tak, jakbyś nigdy nie potrzebował pieniędzy,
tańcz tak jakby nikt na ciebie nie patrzył
i zawsze kochaj tak jakbyś nigdy wcześniej nie kochał

/ Bruno Ferrero /

Posted in Opowiadania | Otagowane: , | 4 komentarze »

Człowiek, który widział Boga!

Posted by Dzieckonmp w dniu 24 października 2010


Andre Frossard, uznany dziennikarz i pisarz, jako wytrawny ateista nie wierzył w Boga. To, co wpłynęło na jego szok i przemianę oraz wiarę w Boga było wyjątkowym darem namacalnego poznania Stwórcy, którym to sam Bóg go obdarował.

Każdy powinien zapoznać się z poniższym jego testamentem i opisem Boga przedstawionym w tym tu opracowaniu na podstawie głosnej jego książki pod tytułem (z tłumaczenia angielskiego):  p.t. „ Bóg istnieje poznałem Go”(w polskim „Istnieje inny swiat”), a ktorej trudno dostępne dzisiaj egzemplarze osiągają na rynku angielskim cenę nawet $600. za egzemplarz.

– artykuł redakcji pisma „Miłujcie się”,

„Istnieje inny świat

W momencie kiedy stanął w obecności Najświętszego Sakramentu i został dotknięty promieniującym światłem radości życia i miłości tajemnicy Boga w Trójcy Jedynego, wtedy stało się dla niego oczywiste, że tylko w Kościele katolickim jest całą prawdą, którą Bóg objawił ludzkości…

Andre Frossard (ur. 14 stycznia 1915, zm. 2 lutego 1995), dziennikarz, pisarz i filozof, był przyjacielem Jana Pawła II, członkiem Akademii Francuskiej, a od 1962 r. redaktorem naczelnym Le Figaro Magazine, jednego z najbardziej opiniotwórczych tygodników europejskich. Należał do najsłynniejszych i najbardziej wpływowych pisarzy i dziennikarzy w Europie. W czerwcu 1935 r. doświadczył gwałtownego nawrócenia, stając się w jednym momencie z zagorzałego ateisty żarliwym katolikiem i niezwykle skutecznym apologetą chrześcijaństwa.

W okowach idiotycznego ateizmu

A. Frossard od dzieciństwa był wychowywany w atmosferze ateistycznej ideologii zwalczającej wszelkie przejawy religijności, a szczególnie Kościół katolicki. Jego ojciec, Ludwik Oskar Frossard, był znanym francuskim politykiem i ateistą. To właśnie on w 1920 r. założył Francuską Partię Komunistyczną i został jej pierwszym sekretarzem. Matka Andrego była niepraktykującą protestantką, a jego babka Żydówką. Młody Frossard uważał Kościół katolicki za ostoję ciemnoty i zacofania. Od trzynastego roku życia czytał dzieła Woltera i Rousseau, a jego serce i umysł przesiąkał zawarty w nich jad kłamstwa i wrogości do Kościoła katolickiego oraz chrześcijaństwa.

„Ateizm przybiera wiele form” – pisał A. Frossard. „Jest ateizm filozoficzny, który wcielając Boga w przyrodę, odmawia Mu odrębnej osobowości i umieszcza wszystkie rzeczy w zasięgu ludzkiej inteligencji; nic nie jest Bogiem, wszystko jest boskie.

Ten ateizm prowadzi do pan-teizmu pod postacią jakiejś ideologii.

Ateizm naukowy odrzuca hipotezę Boga, jako nieodpowiednią w badaniach, i usiłuje wyjaśnić istnienie świata tylko poprzez właściwości materii, nie pytając, skąd ona sama pochodzi.

Jeszcze bardziej radykalny ateizm marksistowski nie tylko neguje Boga, ale posłałby Go na urlop, nawet gdyby istniał. Jego natrętna obecność przeszkadzałaby w wolnej grze woli człowieka.

Istnieje również ateizm najbardziej rozpowszechniony, który dobrze znam – to ateizm idiotyczny. Taki był mój ateizm. Ateizm idiotyczny nie stawia sobie pytań. Uważa za naturalne przebywanie człowieka na ognistej kuli pokrytej cienką warstwą suchego błota i obracającej się wokół swojej osi z prędkością ponaddźwiękową dookoła Słońca – czegoś w rodzaju bomby wodorowej, unoszonej przez miliardy lampionów (gwiazd) o zagadkowym pochodzeniu i nieznanym przeznaczeniu”.

Tajemnica nawrócenia

W 1935 r. dwudziestoletni Andre Frossard pracował w Paryżu jako początkujący dziennikarz. Chociaż był ateistą, to jednak zaprzyjaźnił się z praktykującym katolikiem Andrzejem Villeminem, który bezskutecznie starał się doprowadzić go do wiary w Boga. Ósmego czerwca 1935 r. Villemin zaprosił Frossarda na obiad. Pojechali do centrum Paryża rozklekotanym samochodem. Zatrzymali się na rue d’Ulm przed małym kościołem, w którym trwała nieustająca adoracja Najświętszego Sakramentu. Villemin poprosił Frossarda, aby na niego poczekał kilka minut, ponieważ ma ważną sprawę do załatwienia w kościele. Po pewnym czasie zniecierpliwiony czekaniem Frossard wszedł do kościoła. Stanął z tyłu i patrząc na klęczących ludzi, bezskutecznie próbował odnaleźć swojego przyjaciela.

Kiedy spojrzał na główny ołtarz, jego uwagę przykuł wystawiony Najświętszy Sakrament. Nie wiedział, co to jest, gdyż po raz pierwszy w życiu widział monstrancję z Najświętszym Sakramentem.

Nagle, w sposób niewytłumaczalny i całkowicie niezależny od niego, Frossard czuje, że w jego wnętrze wnika jakaś tajemnicza moc, która uwalnia go od duchowej ślepoty spowodowanej przez ateizm i umożliwia mu doświadczenie istnienia innego świata, bardziej rzeczywistego aniżeli ten, który poznajemy naszymi zmysłami.

„Przede wszystkim zostają mi dane słowa duchowego życia – pisze Frossard – (…) słyszę je jakby wypowiadane obok mnie cichym głosem przez osobę, która widzi, czego ja jeszcze – nie widzę”.

Po usłyszeniu tych słów Frossard zostaje ogarnięty nadprzyrodzoną rzeczywistością, promieniującą wprost od Najświętszego Sakramentu.

„Jest to niezniszczalny kryształ o nieskończonej przejrzystości – próbuje opisać to doświadczenie A. Frossard – jasności prawie nie do zniesienia lekko niebieskiego światła (jeden stopień więcej byłby mnie uśmiercił). To jest inny świat o takim blasku i realności, że nasz świat wydaje się przy nim podobny do rozwiewających się cieni sennych marzeń. Tę nową rzeczywistość i prawdę widzę z ciemnego brzegu, na którym stoję. To jest ład we wszechświecie, a na jego szczycie jest Oczywistość Boga. która jest Obecnością i Osobą. Jeszcze przed sekundą zaprzeczałem Jej istnienia. Chrześcijanie nazywają ją »naszym Ojcem«.

Doświadczam Jej łagodnej dobroci i łaskawości, której nie jest w stanie dorównać żadna inna. Łagodność ta jest zdolna przemienić każde ludzkie serce – również takie, które jest twardsze od najtwardszego kamienia. Temu wtargnięciu rzeczywistości Boga towarzyszy radość, która jest entuzjazmem uratowanego od śmierci, w samą porę wydobytego z oceanu rozbitka.

Dopiero teraz uświadamiam sobie, w jakim błocie byłem pogrążony, i dziwię się, jak mogłem tam żyć i oddychać.

Jednocześnie zostałem obdarowany nową rodziną, a jest nią Kościół katolicki. Jego zadaniem jest prowadzenie mnie tam, dokąd muszę iść, gdyż pozostaje mi do przebycia jeszcze kawał drogi (…). Kościół jest wspólnotą; w niej obecny jest Jedyny, którego imienia nigdy więcej nie będę mógł napisać bez trwogi, że zranię Jego miłość.

Stoję przed Nim jak dziecko, któremu przypadło w udziale szczęście otrzymania przebaczenia” (Istnieje inny świat, s. 39-40).

Przy swoim nawróceniu Frossard odkrył, że Kościół katolicki długo przedtem sformułował to, co zostało mu objawione w inny sposób. Pisze:

„To była dla mnie osobliwa sytuacja, dająca się porównać z tą, gdyby Krzysztofowi Kolumbowi powracającemu z Ameryki starzy kartografowie królowej Izabeli (którzy nigdy nie opuścili swoich pracowni) objaśniali jego odkrycia z najdrobniejszymi szczegółami, podając dokładnie położenie wsi i plantacji” (tamże. s. 144).

Tylko Bóg istnieje, a wszystko inne jest jedynie hipotezą

A. Frossard wielokrotnie opisywał swoje doświadczenie spotkania z nadprzyrodzoną rzeczywistością, gdyż miał świadomość, jak bardzo ubogi i nieporadny jest w tym względzie ludzki język. Warto zapoznać się z innym opisem jego nawrócenia, w którym zostały uwydatnione inne aspekty tego nadzwyczajnego doświadczenia. W książce Bóg i ludzkie pytania czytamy: „Wszedłem do kaplicy jako ateista, a w kilka minut później wyszedłem z niej jako chrześcijanin – i byłem świadkiem swojego własnego nawrócenia, pełen zdumienia, które ciągle trwa”.

Frossard podkreśla, że to doświadczenie nie było jakimś odkryciem intelektualnym, ale miało charakter doświadczenia fizycznego i prawie laboratoryjnego: „Byłem (…) ateistą, kiedy przechodziłem przez drzwi kaplicy, i pozostawałem nim nadal w jej wnętrzu. Obecni tam ludzie, widziani pod światło, rzucali tylko cienie, między którymi nie mogłem odróżnić swojego przyjaciela, i coś w rodzaju słońca promieniowało w głębi kaplicy. Nie wiedziałem, że był to Najświętszy Sakrament.

Nie doznałem nigdy zmartwień miłosnych ani niepokoju, ani ciekawości. Religia była starą chimerą, a chrześcijanie gatunkiem opóźnionym na drodze historycznej ewolucji. (…) Jeszcze dzisiaj widzę tego dwudziestoletniego chłopca, którym wtedy byłem. Nie zapomniałem jego osłupienia, kiedy nagle wyłaniał się przed nim z głębi tej skromnej kaplicy świat, inny świat – o blasku nie do zniesienia, o szalonej spoistości, którego światło objawiało i jednocześnie zakrywało obecność Boga, tego samego Boga, o którym jeszcze przed chwilą przysięgałby, że istnieje tylko w ludzkiej wyobraźni.

Jednocześnie spływała na niego fala słodyczy zmieszanej z radością – o mocy, która może skruszyć serce i której wspomnienie nigdy nie zaniknie, nawet w najgorszych chwilach życia, niejednokrotnie przenikniętych lękiem i nieszczęściem.

Odtąd nie stawia sobie innego zadania, jak tylko świadczyć o tej słodyczy i o tej rozdzierającej czystości Boga, który mu pokazał owego dnia przez kontrast, z jakiego błota został ulepiony… Owym światłem, którego nie ujrzałem cielesnymi oczyma, nie było to, jakie nas oświeca lub powoduje opalanie. To było światło duchowe, tzn. światło pouczające – jakby żar prawdy. Odwróciło ono definitywnie porządek rzeczy.

Od chwili kiedy je ujrzałem, mógłbym powiedzieć, że dla mnie tylko Bóg istnieje, a wszystko inne jest jedynie hipotezą(…). Podkreślam: to było obiektywne doświadczenie, prawie z dziedziny fizyki, i nie mam nic cenniejszego do przekazania, jak tylko to: poza tym światem, który nas otacza i którego cząstką jesteśmy, odsłania się inna rzeczywistość, nieskończenie bardziej konkretna niż ta, w której na ogół pokładamy ufność. Jest ona ostateczną rzeczywistością, wobec której nie ma już pytań” (ss. 21-24).

Od momentu nawrócenia dla A. Frossarda pierwszym, najważniejszym i najbardziej naglącym zadaniem w życiu było uwielbienie Boga za Jego miłość i miłosierdzie. Był pewny, że na ziemi istnieje tylko jedna rzeczywista nadzieja, a daje nam ją wyłącznie Jezus Chrystus – i dlatego trzeba o niej mówić wszystkim ludziom.

Jak to jest możliwe?

„Jak to jest możliwe – pytał się sam siebie A. Frossard – że młody człowiek, wychowany w atmosferze ateistycznych przesądów nieprzyjaznych Bogu, chrześcijaństwu i Kościołowi, mógł w jednym momencie stać się żarliwym katolikiem?

Bezmyślnie wszedł do kościoła, w którym wystawiony był Najświętszy Sakrament, a – kiedy z niego wychodził, przepełniony był niesamowitą radością z odnalezienia prawdy o istnieniu Boga i entuzjazmem do dzielenia się z całym światem tym niesamowitym odkryciem. To było doświadczenie realnej obecności tajemnicy Boga, który jest jeden w trzech Osobach, jedynym źródłem istnienia całej rzeczywistości, utrzymującym wszechświat w harmonii istnienia, udzielającym ludziom zdolności myślenia i odczuwania piękna”.

Andre Frossard podkreśla, że nie był to sen czy jakieś urojenie, lecz obiektywne doświadczenie bez udziału wyobraźni, bez wytwarzania sobie obrazów.

Po wielu latach napisał: „Radość przeszła nade mną jak fala światła z nieprzepartą, a zarazem delikatną siłą (…). Towarzyszyłem swojemu własnemu nawróceniu ze zdziwieniem, które jeszcze trwa”. To zdziwienie trwało aż do ostatnich chwil jego ziemskiego życia.

Wyjątkowość natychmiastowego nawrócenia A. Frossarda wynikała również z faktu, że w ogóle nie znał on nauki Kościoła katolickiego; był całkowitym ignorantem w tej dziedzinie. W momencie kiedy stanął w obecności Najświętszego Sakramentu i został dotknięty promieniującym światłem radości życia i miłości tajemnicy Boga w Trójcy Jedynego, wtedy stało się dla niego oczywiste, że tylko w Kościele katolickim jest cała prawda, którą Bóg objawił ludzkości.

Po tym nadzwyczajnym doświadczeniu Frossard wiedział, że istnieje inny świat, którego nie możemy poznać naszymi zmysłami, że jest jeden Bóg w Trzech Osobach, że katolicki Kościół jest instytucją boską, a my mamy wolność wyboru i możemy przyjąć lub odrzucić zbawienie, które ofiarowuje nam Bóg.

„W tym dniu stałem się katolikiem od stóp do głów, katolikiem ponad wszelką wątpliwość – a nie protestantem ani muzułmaninem, ani żydem” – pisze A. Frossard. „Byłem tak mocno zaskoczony, widząc siebie przy wyjściu z kościoła katolikiem, jakbym był zaskoczony, znajdując siebie przy wyjściu z ogrodu zoologicznego, żyrafą.

Żadna instytucja nie była mi bardziej obca niż Kościół katolicki, mógłbym nawet powiedzieć: żadna bardziej niesympatyczna (…). Była dla mnie tak daleka jak Księżyc lub Mars. Wolter nie powiedział mi o niej nic dobrego, a od mego trzynastego roku życia nie czytałem prawie nic innego prócz Woltera i Rousseau. Nagle zostałem oddany Kościołowi, przekazany i powierzony jak nowej rodzinie, z poleceniem podjęcia dalszego ciągu życia na jego rachunek” (Istnieje inny świat, ss. 18-19). Po nawróceniu dla Frossarda cała otaczająca rzeczywistość, wszystkie wydarzenia oraz ludzie byli sposobem przemawiania i objawiania się Boga.

Po nawróceniu

Po wyjściu z kościoła, pamiętnego 8 czerwca 1935 r., A. Frossard spotkał Villemina i z wielkim przejęciem opowiedział mu o niezwykłym doświadczeniu, które przed chwilą przeżył. Rozradowany Villemin długo się nie zastanawiał i natychmiast zawiózł go do Anity i Stanisława Fumetów, w których domu spotykała się na modlitwie grupa młodych ludzi świeżo nawróconych na katolicyzm, w większości żydowskiego pochodzenia.

Wszyscy oni w pewnym okresie swojego życia odkryli, że chrześcijaństwo to nie jest jakiś system idei czy moralności, ale Osoba zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa, który żyje i działa w swoim Kościele. Wszyscy ci konwertyci odkryli Jezusa Chrystusa i osobiście się z Nim spotkali, doświadczyli Jego miłości tak, jak uczniowie z Emaus (por. Łk 24. 13-31).

W czasie wspólnych spotkań mówili tylko o Chrystusie, gdyż każdy inny temat wydawał się im nudny i bez znaczenia. W lecie udawali się razem na dzień skupienia do sanktuarium w La Salette, gdzie w 1846 r. objawiła się płacząca Matka Boża.

Po swoim nawróceniu Frossard dalej pracował jako dziennikarz, ale mało go już interesował świat. „Cud trwał miesiąc” – pisał. „Każdego ranka odnajdywałem z zachwytem to samo światło, przy którym bladło światło dnia. To samo, nigdy nie zapomniane, doświadczenie łagodnej dobroci, porządkujące całą moją teologiczną wiedzę” (Istnieje inny świat, ss. 39-40). Doświadczenie intensywności Bożego światła z upływem czasu stawało się coraz mniejsze, aż do całkowitego wygaśnięcia, ale Andre nie został osamotniony. Został obdarowany prawdą w inny sposób: znalazłszy Boga – miał Go nieustannie poznawać na drodze wiary.

Po przyjęciu chrztu Frossard znajdował się w szczęśliwym stanie dziecięcej niewinności. A. Fumet została jego chrzestną matką. Łaska nawrócenia oraz sakramentu chrztu sprawiły, że stał się duchowo dzieckiem, którym – jak wyznał – nigdy przedtem nie był.

Dokładnie tak, jak powiedział Jezus: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18, 3). Zdolność zachwytu i podziwu należy do istotnych cech bycia duchowo dzieckiem. Dla A. Frossarda stało się oczywiste, że nie znajdzie się Boga, jeżeli z góry wyklucza się istnienie niewyrażalnego piękna, które tylko duchem jesteśmy w stanie odkryć i duchem tylko możemy go doświadczyć.

Ojciec Andrego dopiero po pewnym czasie pogodził się z faktem, że jego syn stał się katolikiem i zaproponował mu prowadzenie rubryki w jego najnowszej gazecie.

Frossard szukał swego miejsca w życiu i drogi powołania. Po krótkim pobycie w klasztorze Trapistów w Citeaux stwierdził, że nie ma powołania do tego zakonu.

1.09.1936 r. Andre rozpoczął zawodową służbę w marynarce wojennej. Został mianowany sekretarzem i przydzielono go do pracy w urzędzie ministerstwa marynarki wojennej w Paryżu. Prowadził życie mnicha w świecie. Każdego dnia wcześnie rano uczestniczył we Mszy św. w kościele św. Magdaleny. W ministerstwie w wolnych chwilach odmawiał brewiarz dla świeckich. W południe przez godzinę adorował Najświętszy Sakrament u św. Rocha, a później szedł na obiad do małej restauracji. Po południu, podczas przerwy w pracy, odmawiał różaniec, który zawsze wydawał mu się zbyt krótki. Po godzinach służbowych czytał Pismo św. oraz dzieła św. Teresy z Avila.

Ten młody człowiek każdego dnia sześć godzin spędzał na modlitwie, a resztę swego wolnego czasu poświęcał na duchową lekturę. Sprawy związane z Bogiem, z życiem duchowym stały się jego naturalnym żywiołem. „Czy ryba skarży się, że połyka za dużo wody?” – tak odpowiadał wszystkim, którzy mówili mu, że przesadza z modlitwą.

Po wybuchu drugiej wojny światowej Frossard został powołany do służby na statku pocztowym „Cuba”, który pływał pomiędzy Marsylią a Antylami. Po kapitulacji Francji, w styczniu 1941 r., wrócił z Porte-de-France do Marsylii. Dzięki protekcji swojego ojca znalazł pracę na stanowisku dyrektora filii przedsiębiorstwa transportowego w Lyonie. Zaangażował się również w ruch oporu przeciwko hitlerowskim Niemcom.

W tym samym czasie spotkał w Lyonie dziewczynę, którą pokochał i poślubił. W niespełna rok po swoim ślubie, w 1943 r., kiedy jego pierworodne dziecko miało trzy miesiące, Frossard został aresztowany przez gestapo za działalność konspiracyjną i osadzony w niemieckim więzieniu Fort Montluc. Podczas koszmarnych miesięcy spędzonych za kratami zrozumiał, że duchowej wolności nikt nie może człowiekowi odebrać. Jako jeden z nielicznych więźniów przeżył. Został zwolniony wiosną 1945 r.

Istnieje Prawda i ta Prawda jest Osobą

Kiedy pamiętnego czerwca 1935 r. A. Frossard przypadkowo wszedł do kaplicy, był beztroskim młodzieńcem i pewnym siebie marksistą-ateistą. Nie miał metafizycznych niepokojów i miłosnych niepowodzeń. W jednym momencie nastąpiło jego całkowite duchowe przeobrażenie. Pisał, że doświadczył radości „uratowanego od śmierci, właśnie w samą porę wyłowionego rozbitka”.

Patrząc na Najświętszy Sakrament, doświadczył obecności osobowego Boga, którego istnieniu zaprzeczał jeszcze przed sekundą. Światło oślepiającej czystości i miłości Boga odsłoniło całą jego nędzę. Dopiero wtedy uświadomił sobie, w jakim błocie grzechów oraz bezwstydnej i zarozumiałej ignorancji był pogrążony. Dziwił się, jak mógł w takim stanie żyć i oddychać. W świetle tajemniczego Bożego światła promieniującego z Eucharystii mógł zobaczyć całą swoją nędzę i ze szczerą skruchą powierzyć się Bożemu Miłosierdziu. Zrozumiał, że ze wszystkich darów Boga największym i najbardziej zdumiewającym jest Jego miłosierna miłość ogarniająca wszystkich ludzi, a szczególnie największych grzeszników.

O tym niezwykłym doświadczeniu istnienia innego świata oraz swojego nawrócenia A. Frossard milczał do 1969 r. Dopiero po trzydziestu czterech latach intensywnej pracy, kiedy już był sławnym dziennikarzem i pisarzem, odważył się po raz pierwszy opisać swoje nawrócenie w książce Dieu existe, je I ‚ai rencontre (Bóg istnieje, spotkałem Go). Miał słuszne przekonanie, że dzięki zdobytemu autorytetowi opis jego nawrócenia nie zostanie odebrany jako przeżycie jakiegoś szaleńca.

I tak się rzeczywiście stało: książka Dieu existe, je l’ai rencontre w krótkim czasie stała się światowym bestsellerem. Po jej przeczytaniu kard. Wojtyła spotkał się z autorem i od tego czasu stali się z Andre Frossardem bliskimi przyjaciółmi. Na początku swojego pontyfikatu Jan Paweł II poprosił Andrego Frossarda. aby przeprowadził z nim wywiad. Był to pierwszy w historii wywiad z papieżem. W ten sposób powstała książka N’ayez pas peur (Nie lękajcie się!), drugi światowy, bestseller.

Po opublikowaniu książki „Bóg istnieje, spotkałem Go” Frossard napisał dzieła o istnieniu życia pozagrobowego: II y a a un autre monde, oraz o istnieniu diabła: 36 preuves que le diable existe (36 dowodów na istnienie diabła).

„Co mogę zrobić, skoro Bóg istnieje, skoro chrześcijaństwo jest prawdziwe, skoro jest życie pozagrobowe?” – mówił w wywiadzie z V. Messorim. – „Co mogę tutaj zrobić, skoro istnieje Prawda i ta Prawda jest Osobą, która chce być poznaną, która nas kocha i która nazywa się Jezus Chrystus? Nie mówię tego na podstawie hipotez, w sposób wyrozumowany, na podstawie tego, co słyszałem, iż mówiono. Mówię o tym z doświadczenia. Widziałem.

Nie wiem, dlaczego wybrano właśnie mnie, abym był świadkiem naocznym tego, co się ukrywa za powierzchownością świata. Wiem tylko, że mam obowiązek świadczenia. Jestem skazany na mówienie, jestem przynaglany z łagodnością, ale uporczywie potrzebą recytowania lekcji, jakiej Bóg mi udzielił w owym wstrząsającym spotkaniu, latem 1935 roku, w nieznanej kaplicy w centrum Paryża.

Kiedy się „wie, że Bóg istnieje, że Jezus jest jego Synem, że jesteśmy oczekiwani po śmierci, że na tej ziemi nigdy nie będzie innej nadziei poza Ewangelią; kiedy się to wie, trzeba o tym mówić. Zrobiłem to i w dalszym ciągu będę to robił, aż do chwili, kiedy pójdę kontemplować na zawsze to, co było mi dane zobaczyć podczas owych minut, kiedy czas został dla mnie zatrzymany” (Pytania o chrześcijaństwo).

Andre Frossard świadczył z odwagą o swoim doświadczeniu Boga aż do śmierci 2.02.1995 r. Od tamtej chwili na zawsze wszedł w rzeczywistość, której istnienia wcześniej doświadczył, a o której czytamy w Piśmie św.: „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym. którzy Go miłują” (1 Kor 2, 9).”.

Autor: ks. Mieczysław Piotrowski TChr, ze strony  pisma „Miłujcie się”.

Źródło: wiara.us

Posted in Nawrócenia, Warto wiedzieć, Świadectwa, Świat innymi oczami | Otagowane: , , | 7 komentarzy »

23 październik 2010

Posted by Dzieckonmp w dniu 23 października 2010


MATKA BOŻA: W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Człowiecze, przekaż Moim dzieciom Moje słowa.

Moje kochane dzieci, pozdrawiam was dzisiejszego wieczoru i posyłam wam wszystkim błogosławieństwo Mojego Niepokalanego Serca, w którym znajdziecie pewne schronienie. Pochylcie wasze głowy i przyjmijcie błogosławieństwo Boga Trójjedynego, które wam dzisiaj przekazuję w Imię + Ojca + i Syna + i Ducha Świętego.

Moje drogie ziemskie dzieci, przychodzę do was, aby umocnić waszą wiarę i miłość do Świętej Matki Kościoła. Kościół – to znaczy także wy – przechodzi oczyszczenie, osamotnienie i próbę wierności. Ojciec Niebieski upominał, że przyjdzie ten trudny czas poprzez Objawienie dane całemu Kościołowi w Listach , poprzez znaki Mojego przyjścia do was; przez usta swoich wybranych synów i córek. Jednak, jak widać, te ostrzeżenia, nie zostały przez wielu poważnie potraktowane. Wielu Hierarchów uległo pokusie liberalizmu, władzy i sekularyzacji. Ich zaniedbania doprowadziły do tego, że Kościół zaczął się od wewnątrz dzielić. Tego jesteście świadkami także i teraz, gdyż widać jak nie ma jedności pomiędzy biskupami, zatraciła się kolegialność biskupów z Moim umiłowanym Wikariuszem – Biskupem Rzymu. Kościół przestał nawet mówić o Moim Boskim Synu i Jego Królestwie jednym głosem. Wielu Pasterzy Kościoła troszczy się o to, co na zewnątrz, a nie widzą, że wnętrze Kościoła jest puste. A przecież wołanie Mojego Boskiego Syna do Kościoła jest nadal aktualne: „Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów.

Święta Matka Kościół czerpie swoje życie, swoją godność i wartość z Osoby Mojego Boskiego Syna. Powinna rozumieć, że – za Moim przykładem – jest posłuszną i pokorną służebnicą Pańską. Taka jest istota Kościoła i temu powinni być wierni wszyscy kapłani. Jeśli Mój Boski Syn nie zajmie ponownie centralnego miejsca w Kościele, to nikt nie naprawi żadnym programem duszpasterskim zaistniałą sytuację. Kapłani muszą zdawać sobie sprawę, że w każdej sytuacji kryzysu, braku wiary, wszyscy członkowie Kościoła muszą odwoływać się do Mojego Boskiego Syna. Walka przeciwko Bogu to walka przeciwko Kościołowi. Nieostrożność a nawet zdrada doprowadziły do braku czujności i dlatego szatan wdarł się do wnętrza Kościoła. Niektórzy teologowie zatracili sens misji Kościoła, zrównali ją do innych religii, twierdząc, że Bóg wszędzie może dokonać zbawienia. Stąd też tak wiele Moich dzieci uległo hasłom: „Jesus – Tak, Kościół – Nie”. W ten sposób, Moje kochane dzieci, nie zbudujecie Królestwa Mojego Boskiego Syna. Musicie pamiętać, Moje kochane dzieci, że Królestwo Boże to nie tylko doczesność, lecz nosi w sobie prawdziwe Imię – to Imię JEZUS, przed którym zgina się każde kolano! Mój Syn pragnie objawić swoje Królestwo w Kościele , w poszczególnych duszach i narodach

Kochane dzieci, przebiegłość szatana polega na tym, że w swojej ideologii, którą zaszczepił w umysły wielu, pozwala mówić o Kościele, „toleruje” jego obecność w świecie, ale „nie pozwala” mówić w imieniu Kościoła i w Imieniu Mojego Boskiego Syna. Szatan z całą zaciekłością atakuje kapłanów i kapłaństwo. Przedostał się do klasztorów, seminariów, uniwersytetów. Wie dobrze, że Kościół ma słowa życia wiecznego, ma klucz do ratowania i zbawienia, dlatego jego plan przeciwko Kościołowi polega właśnie na zniszczeniu go od wewnątrz. Bez kapłanów Kościół nie mógłby spełniać swojej Misji w głoszeniu Ewangelii i ponawiać każdego dnia Ofiarę Ciała i Krwi, która Mój Boski Syn ofiarował za zbawienie świata.

Wiecie jednak dobrze, drogie dzieci, że słabości i niedoskonałości a nawet zdrady członków Kościoła, nie zniszczą tego wszystkiego, czym Bóg napełnił Kościół przez nieustanne działanie Ducha Świętego. Kościół Mojego Boskiego Syna zawsze wychodził zwycięsko z prób i prześladowań. Tak będzie i tym razem, lecz to doświadczenie jest zapowiedzią nadchodzącej Sprawiedliwości. Nowy Adwent jest czasem oczekiwania i przygotowania. I właśnie w tym czasie nowego Adwentu Kościół ma być szczególnym świadkiem Eucharystii i pokuty.

Trwajcie przy Kościele. Jeśli Chrystus jest wyrzucany z Kościoła, to wy przynoście Go w waszych sercach i dawajcie świadectwo waszej wiary. Ten sam Chrystus, który zaprasza do Eucharystii, powtarza te słowa: ”nawracajcie się”. Świętość kapłanów i całego Kościoła leży w rękach każdego z was. Ja nie opuszczę Kościoła i Moich dzieci. Starajcie się o coraz większą doskonałość, aby dać prawdziwe świadectwo. To jest właśnie Moje wezwanie do was. Tak jak stałam pod krzyżem Mojego Boskiego Syna, tak jestem przy sercu Kościoła w czasie jego biczowania, krzyżowania i osamotnienia. To jest znak, że jestem z Moimi dziećmi na pustyni wspierana łaską Ducha Świętego. Trwajcie wraz ze Mną na modlitwie, a doznacie pocieszenia i sprawiedliwości oraz nagrodę za waszą wytrwałość.

Kochane dzieci, rozważajcie Moje słowa. Przyjmijcie błogosławieństwo Mojego Niepokalanego Serca w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

 

Człowiek

Posted in Objawienia | 6 komentarzy »

Jak zginął ks. Jerzy Popiełuszko ?

Posted by Dzieckonmp w dniu 22 października 2010


Długie łapy SB o zacieraniu śladów zbrodni dokonanej na ks. Jerzym Popiełuszko i kolejnych skrytobójczych zbrodniach SB

Twarz ks. Popiełuszki była tak zmasakrowana tak, że trudno było Go rozpoznać. Relacja ks. Grzegorza Kalwarczyka odtwarza przerażające szczegóły. Między innymi ks. Kalwarczyk przytacza fragment wypowiedzi lekarza: „Stwierdził, że w swojej praktyce lekarskiej nigdy nie dokonywał sekcji zwłok, które wewnętrznie byłyby tak uszkodzone, jak było to w przypadku wnętrza ciała Księdza Jerzego”
I jeszcze jeden nieujawniony w czasie zeznań lekarza przeprowadzającego autopsję fakt, że podczas tortur wyrwano Księdzu Jerzemu język.

Bardzo ciekawy film rzucający światło na role Chrostowskiego w zabójstwie Księdza Popiełuszki. Wszędzie znajdzie się Judasz ! Jeśli wam się nie chce czytać to przynajmniej obejrzyjcie ten film.

Od 22 lat w dziwnych okolicznościach giną ludzie, którzy próbują dociec prawdy o zamordowaniu księdza Jerzego Popiełuszki. Kto i dlaczego sabotuje śledztwo w sprawie „zbrodni stulecia”?

„Przestań gadać, albo skończysz w Wiśle jak twój brat” – te słowa wielokrotnie słyszał w słuchawce telefonu Józef Popiełuszko – brat księdza Jerzego. To właśnie on swoimi zeznaniami pomagał śledczym IPN-u w wyjaśnieniu prawdy o zbrodni na kapelanie „Solidarności”. Szantażyści domagali się od niego i jego najbliższych, aby nie rozmawiali z prokuratorami, niczego nie pamiętali i nie mówili na temat księdza. Kilkakrotnie grozili im śmiercią.

Józef Popiełuszko był nieustraszony w dążeniu do ustalenia prawdy o śmierci brata. Za swoją wytrwałość zapłacił wielką tragedią. W 1996 r. w białostockim szpitalu zmarła jego żona – Jadwiga Popiełuszko. W akcie zgonu, jako przyczynę śmierci wpisano lakoniczną formułę: „Zatrucie alkoholem metylowym” . To zdumiewająca przyczyna, bowiem pani Popiełuszko znana była jako osoba niepijąca. Zadziwia również zawartość alkoholu w jej krwi, przekraczająca o wiele dawkę śmiertelną. Mimo próśb rodziny, nie udało się wykonać sekcji zwłok, która wskazałaby prawdziwą przyczynę zgonu. Na jej rękach zauważyłem malutkie ślady po igłach, w okolicach żył. Wskazywały one, że ktoś wstrzyknął tej pani do żył truciznę w formie stężonego alkoholu – opowiada „Polskiemu Radiu” pragnący zachować anonimowość lekarz z białostockiego szpitala, który jako jeden z pierwszych oglądał ciało zmarłej. – Potem przełożony naciskał mnie, abym nikomu o tym nie wspominał i jak najszybciej zapomniał o sprawie.

Zastraszanie Józefa Popiełuszki i tajemnicza śmierć jego małżonki to zaledwie jeden z wielu tragicznych epizodów brutalnej gry służb specjalnych PRL-u. Jej celem od początku jest zamknięcie ust wszystkim osobom, które mogłyby podważyć oficjalną wersję zbrodni na księdzu Jerzym Popiełuszce. Gra zaczęła się w kilka dni po męczeńskiej śmierci „kapelana Solidarności” i nieprzerwanie trwa do dziś. „Polskie Radio” odtworzyło kulisy jednej z największych mistyfikacji ostatnich lat.

Jako ministrant w rodzinnej parafii Suchowola

Sekrety płetwonurka
Oficjalna wersja śledztwa dotycząca odnalezienia zmasakrowanych zwłok księdza jest kłamstwem. To Krzysztof Mańko – płetwonurek z Wrocławia – już 26 października 1984 roku, w godzinach popołudniowych, jako pierwszy odnalazł w Wiśle i wyłowił ciało księdza Popiełuszki. To, co działo się kilka godzin później, wiadomo dzięki zeznaniom osób obecnych w tym dniu na tamie. Zwłoki zostały ponownie wyłowione przez płetwonurków, a następnie zaczepione do pontonu i holowane w ten sposób do brzegu. Tam, gdzie znajdowała się chwilowa baza płetwonurków i ekipy poszukiwawczej, podjechał samochód marki „Nysa” i do niego zostały załadowane zwłoki – czytamy w protokole przesłuchania Andrzeja Czerwińskiego – włocławskiego płetwonurka. Dzięki m.in. tym zeznaniom, prokuratorzy IPN ustalili, że człowiekiem, który pierwszy wydobył zwłoki księdza był Krzysztof Mańko.
Krewni płetwonurka, do których dotarliśmy, opowiadają, że po tym wydarzeniu Mańko czegoś panicznie się bał. Nie chciał z nikim rozmawiać, zamknął się w sobie, a w końcu wyszedł z domu i więcej nie wrócił. Otrzymał paszport i 1 listopada 1984 roku wyjechał z Polski. Dziś mieszka i pracuje w Grecji. Po 2000 roku udało mu się skutecznie uniknąć spotkania ze śledczymi Instytutu Pamięci Narodowej. Ten człowiek posiada wiedzę, która może się okazać kluczowa do odtworzenia przebiegu zbrodni – mówią prokuratorzy którzy prowadzili śledztwo w sprawie zamordowania kapłana. – Tylko ten płetwonurek mógłby pomóc w ustaleniu co działo się z ciałem księdza przed jego ostatecznym wydobyciem z Wisły w dniu 30 października. Sam Mańko do dziś milczy i nie chce wracać do Polski.
Dzięki zeznaniom pracowników włocławskiej tamy, śledczy IPN-u odkryli, że po 26 października przeprowadzona została pierwsza sekcja zwłok kapłana. Tymczasem z zeznań włocławskich prokuratorów, którzy w 1984 r. prowadzili sprawę, wynika, że sekcję tą wykonał anatomopatolog ze Szpitala Wojewódzkiego w Bydgoszczy. Żadna przesłuchiwana osoba nie była jednak w stanie przypomnieć sobie jego nazwiska. W szpitalnym archiwum nie zachował się protokół tej sekcji (choć prawo nakazuje trzymać takie dokumenty przez 20 lat)
Równie tajemnicze są okoliczności śmierci Tadeusza Kowalskiego*. Kowalski – rybak z włocławskiej spółdzielni „Certa” – miał zwyczaj wieczorami kłusować po Wiśle. Towarzyszyli mu w tym kolega i szwagier. 25 października 1984 r., ok. godz. 22.00, Kowalski i jego dwaj towarzysze widzieli jak tajemniczy mężczyźni wrzucają do zalewu ciało księdza Popiełuszki. Byli tak blisko, że zwłoki kapłana omal nie wpadły do ich łódki. Trzej mężczyźni obiecali sobie milczenie. Bali się o swoje życie. To, co widzieli, powtórzyli dopiero prokuratorom IPN.
Kilka tygodni po złożeniu zeznań, Kowalski trafił do szpitala, gdzie po kilku dniach umarł. W akcie zgonu, jako przyczynę wpisano „zatrucie alkoholem metylowym”. To zdumiewające, bo tak samo określono powód śmierci Jadwigi Popiełuszkowej. Biorąc pod uwagę datę śmierci, rodzaj choroby i okres pobytu w szpitalu, należałoby przyjąć, że Kowalski zatruł się alkoholem podczas hospitalizacji. Znajomi pamiętają go jako człowieka cieszącego się udanym życiem rodzinnym, szczęśliwego, zdrowego. Czy to możliwe, aby szczęśliwy mężczyzna po 50tce popełnił samobójstwo, upijając się zatrutym alkoholem? Wyjaśnienie tej sprawy może być bardzo trudne, bo sekcji zwłok Kowalskiego nie przeprowadzono, choć jego rodzina starała się o to.

Cień KGB
Cień szansy na wyjaśnienie prawdy o zbrodni miał Andrzej Grabiński – w okresie PRL-u znany obrońca opozycjonistów, podczas „procesu toruńskiego” oskarżyciel posiłkowy reprezentujący rodzinę Popiełuszków. Grabiński – świetnie wykształcony prawnik – od początku dostrzegał rażące błędy w postępowaniu sądowym, które nie doprowadziło do wyjaśnienia prawdy. Mecenas – niezadowolony z tego, że sąd nie wykrył prawdziwych inicjatorów zbrodni – zapowiedział apelację. Gdyby do tego doszło, sąd wyższej instancji musiałby ponownie przeprowadzić cały proces. To zaś mogło zniweczyć cały plan wielkiej mistyfikacji.
Kilka dni przed upływem terminu złożenia apelacji, w domu na Saskiej Kępie należącym do rodziny Grabińskich wybuchła bomba, w wyniku czego zginęła 25-letnia Małgorzata Grabińska. W trakcie śledztwa okazało się, że właściciel domu nie był słynnym mecenasem, a zbieżność ich nazwisk była przypadkowa. Do dziś nie ustalono czy była to próba zastraszenia czy zamordowania adwokata. Szanse na wyjaśnienie tej sprawy są znikome, bo po 1989 r. zaginęły materiały z tego śledztwa.
30 listopada 1984 roku w Białobrzegach – niewielkiej miejscowości przy trasie Kraków – Warszawa wydarzył się tajemniczy wypadek drogowy. Ok. godz. 20. w jadącego od strony Krakowa fiata uderzył rozpędzony Jelcz. Na miejscu zginęli dwaj pasażerowie fiata i ich kierowca.
Milicjanci ograniczyli się tylko do tego, by wpisać w protokole, że podróżujący fiatem nie mieli żadnych szans, a kierowca ciężarówki uciekł z miejsca wypadku. Nie wszczęto żadnego dochodzenia, by wyjaśnić okoliczności wypadku, nie podjęto również jakiejkolwiek próby odnalezienia ciężarówki, ani zidentyfikowania jej kierowcy. Nie przesłuchano żadnych świadków zderzenia, choć tragiczne zderzenie dobrze widziało kilku okolicznych mieszkańców.
„O tym wypadku dowiedziałem się dzień wcześniej, wieczorem, jeszcze zanim się wydarzył” – opowiada Stefan Bratkowski – pisarz i dawny działacz opozycji. „Byłem tylko ciekaw jaką przyczynę wymyślą. Kiedy prasa podała, że był to wypadek samochodowy, nie miałem żadnych wątpliwości, że było to sfingowane morderstwo”. O mającym wydarzyć się wypadku, Bratkowskiego poinformował jego przyjaciel – nieżyjący już warszawski prawnik Bogumił Studziński. Szef ochrony gen. Jaruzelskiego – płk Artur Gotówko mówił w 1991 r.: „Tam, w Białobrzegach, ofiarom nie dano żadnych szans. Wiem jak to się robi.” Prokuratorzy IPN, którzy podjęli ten wątek, szybko odkryli, że ciężarówka staranowała fiata dokładnie według metod uczonych na specjalnych kursach NKWD, a potem KGB i GRU.
W wypadku w Białobrzegach zginęli dwaj oficerowie MSW – płk Stanisław Trafalski i major Wiesław Piątek. Wracali z południa Polski, gdzie przez kilka poprzednich tygodni badali wcześniejszą działalność i powiązania Grzegorza Piotrowskiego, Leszka Pękali i Waldemara Chmielewskiego. Ze wszystkich czynności sporządzali szczegółowe raporty i notatki, które wieźli w bagażniku fiata. Dokumentacji tej nigdy nie odnaleziono. Nie ma o nich również żadnej wzmianki w protokołach powypadkowych. Zachowały się natomiast niektóre ich notatki sporządzane podczas pracy w Krakowie i Tarnowie i pozostawione w tamtejszych aktach operacyjnych. Przez przypadek nie zostały zniszczone w latach 1989-1990, dzięki czemu potem przejął je IPN. Notatki te dotyczą działalności Grzegorza Piotrowskiego wymierzonej w Kościół i księży. Pozwalają poznać istotne szczegóły z życia głównego mordercy kapelana „Solidarności”.

Wakacje z agentem
Kim naprawdę był Grzegorz Piotrowski? Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba cofnąć się do pamiętnego lata 1982 r., kiedy kapitan SB wyjechał na wakacje do Bułgarii. Jak wynika z zachowanych w IPN notatek (sporządzonych przez Trafalskiego i Piątka na podstawie relacji świadków i SB-ków znających Piotrowskiego), na granicy rumuńsko – bułgarskiej spotkał się na krótko z oficerem KGB, który przedstawił się pseudonimem Stanisław i nawiązał z nim współpracę. W trakcie „procesu toruńskiego” opowiadał o tym Adam Pietruszka, lecz sąd nie uwierzył w jego zeznania.
W IPN zachował się dokument „Wyjazdy i przyjazdy za lata 1971 – 1989 pracowników IV Departamentu”. Wynika z nich, że urzędnicy IV Departamentu MSW regularnie wyjeżdżali na spotkania z przedstawicielami V Zarządu Głównego KGB (zarząd ten odpowiedzialny był za zwalczanie dywersji i walkę ideologiczną). Spotkania te odbywały się w Moskwie i Czechosłowacji. Udział w nich brał m.in. Piotrowski. Potwierdzają to szczegółowe raporty z przebiegu tych spotkań. Co istotne – nie zachowały się żadne notatki Piotrowskiego z innych jego spotkań z KGB – nawet z feralnego spotkania w 1982 r. Jeśli ustalenia Trafalskiego i Piątka są prawdziwe – oznacza to, że Piotrowski kontaktował się z KGB bez wiedzy swoich zwierzchników, co z kolei znaczy, że rosyjskie służby specjalne miały swojego tajnego agenta w najbliższym otoczeniu gen. Kiszczaka. W tej sytuacji Kiszczak, który zdecydował, że zabójcy księdza trafią na długie lata do więzienia, wyznaczając do realizacji zbrodni Piotrowskiego, eliminował w swoim otoczeniu wtyczkę obcego wywiadu.

Ks. Jerzy Popiełuszko przy sutannie znaczek orła w koronie.

Haki na Kiszczaka
Jak wynika z archiwalnych dokumentów MSW zgromadzonych podczas śledztwa lubelskiego IPN, jeszcze w 1984 r. podjęte zostały 3 operacje „Teresa”, „Trawa” i „Robot”. Ich celem była inwigilacja skazanych i ich rodzin oraz uniemożliwienie im ujawnienia nawet rąbka prawdy o zbrodni. Osobą nadzorującą tą zakrojoną na szeroką skalę inwigilację był Stanisław Ciosek – wówczas minister ds. związków zawodowych, po transformacji ambasador RP w Moskwie, do listopada 2005 r. główny doradca ds. zagranicznych Aleksandra Kwaśniewskiego. W IPN zachowały się raporty Cioska dla najważniejszych przywódców PRL-u, w których minister szczegółowo informuje o zachowaniu skazanych w celach.
Z ustaleń śledztwa IPN-u wynika, że Chmielewskiego, Pękalę i Piotrowskiego odwiedzał w więzieniach zastępca Kiszczaka – gen. Zbigniew Pudysz. To właśnie on na przemian groził i obiecywał esbekom, że resort o nich nie zapomni, a za odegranie do końca trudnej roli w zbrodni, każdy z nich otrzyma nagrodę. Tak się też stało. Trzej esbecy zostali objęci wszystkimi amnestiami dla więźniów politycznych pod koniec lat 80. Dzięki temu każdy z nich odsiedział mniej niż jedną trzecią kary (Chmielewski 4 lata z 14, Pękala 4,5 roku z 15 lat). Dodatkowo wszyscy bardzo często wychodzili na przepustki. Natomiast okres pobytu w więzieniu, wszystkim czterem esbekom skazanym w Toruniu zaliczono do stażu pracy, dzięki czemu dziś mogą za ten okres pobierać resortowe emerytury. To zdumiewająca koincydencja, bowiem nigdy wcześniej, ani później nie zdarzyło się, aby komukolwiek pobyt w więzieniu zaliczono do stażu pracy. Decyzję o tym aprobował osobiście w 1990 r. gen. Czesław Kiszczak. Wszystkie te szokujące informacje odkryli prokuratorzy IPN.

Ks. Jerzy Popiełuszko (drugi z prawej) w jednostce wojskowej w Bartoszycach

Spośród wszystkich skazanych, największa nagroda miała przypaść Grzegorzowi Piotrowskiemu. Zachowanie Piotrowskiego wskazuje, że początkowo także on wierzył w resortowe obietnice. Złudzenia stracił dopiero w 1989 r. po kolejnej rozmowie z Pudyszem, kiedy zorientował się, że jego wiedza staje się niebezpieczna dla niego samego. Podczas kolejnej przepustki napisał gruby na kilkadziesiąt stron raport z działań SB przeciwko księdzu Popiełuszce. Za pośrednictwem żony – Janiny Pietrzak – kilka kopii tego raportu zdeponował u najbliższych znajomych. „Najprawdopodobniej wyjaśnienie kpt. G. Piotrowskiego zawierało rzeczywistą wersję zdarzeń związanych z osobą księdza Jerzego” – czytamy w notatce IPN z lutego 2004 r. Jak ustalili śledczy IPN-u, za pośrednictwem Pudysza, Piotrowski miał w 1989 r. przekazać Kiszczakowi wiadomość, że jeśli zginie – raport ujrzy światło dzienne. Jedna z kopii tego raportu dotarła również do mieszkania Pietruszków. To znikło – powiedziała Róża Pietruszka do syna. Dialog ten zarejestrowały urządzenia podsłuchowe założone w ich mieszkaniu w ramach operacji „Teresa”. Taśmy z nagraniami przejęli prokuratorzy IPN.

Zadusić śledztwo
W czerwcu 1990 roku śledztwo w sprawie „zbrodni stulecia” podjął lubelski prokurator Andrzej Witkowski – wówczas i dziś jeden z najlepszych w kraju prokuratorów od spraw zabójstw. W rok później, po żmudnym śledztwie, zamierzał postawić zarzuty gen. Czesławowi Kiszczakowi. Nie zdążył gdyż sprawę odebrał mu minister sprawiedliwości Wiesław Chrzanowski. Chrzanowski – w latach 70. tajny współpracownik SB o pseudonimie „Zuwak”, w roku 1986 przewerbowany przez Departament I MSW (wywiad zagraniczny) – do dziś nie chce się wypowiadać na temat tej decyzji i osób, które go do niej skłoniły. Prokuratorzy IPN ustalili, że na ministra naciskał w tej sprawie Mieczysław Wachowski – sekretarz stanu w kancelarii Lecha Wałęsy oraz generałowie Kiszczak i Jaruzelski. Próbowaliśmy porozmawiać o tym z Mieczysławem Wachowskim, jednak nie wyraził zgody na spotkanie.
W wyjaśnieniu prawdy nie pomogła również powołana w 1990 r. sejmowa komisja do spraw zbadania zbrodni MSW. Komisji przewodniczył Jan Maria Rokita – dziś jeden z liderów Platformy Obywatelskiej. To właśnie do niego zgłosiła się Róża Pietruszka z dokumentami na temat sprawy księdza Jerzego. Rokita w sposób wulgarny zbył żonę pułkownika, a dokumentów nie przyjął.

Nieznana prawda o śmierci ks. Jerzego Popiełuszki

Wiele wskazuje na to, że przed morderstwem kapłana przez pięć dni więziono i torturowano na terenie bazy wojsk sowieckich koło Kazunia. W latach 90. oraz 2003-2004 śledztwo prowadził prokurator z Lublina Andrzej Witkowski. Dwukrotnie odsuwano go od sprawy, zazwyczaj wtedy, gdy udawało mu się zebrać nowy materiał dowodowy. Obecnie śledztwo jest nadal prowadzone przez prokuratorów IPN.
Jednak to Witkowskiemu udało się ustalić wiele nowych faktów, dotyczących przebiegu zdarzeń, w wyniku których doszło do śmierci księdza. W sposób fundamentalny podważają one całą dotychczasową wiedzę na temat zamordowania ks. Jerzego. Oficjalna wersja jego śmierci była wersją skonstruowaną przez aparat władzy w PRL, a ściślej jego zbrojne ramię, czyli Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.

Elektryzował tłumy
Na scenie politycznej PRL ks. Jerzy Popiełuszko pojawił się w latach 1981-1982 jako duszpasterz aktywnie wspierający strajkujących robotników Solidarności. Jego kazania podczas mszy za ojczyznę elektryzowały tłumy. W krótkim czasie kościół św. Stanisława na Żoliborzu stał się mekką patriotyzmu. Na celowniku SB ks. Popiełuszko znalazł się we wrześniu 1982 r., gdy Wydział IV Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych (SUSW) w Warszawie zaczął prowadzić sprawę o krypt. „Popiel”. Początkowe efekty działań SB okazały się mizerne, bo nie udawało się zdobyć żadnych ważnych informacji. Tymczasem kazania ks. Jerzego coraz mocniej ukazywały obłudę i zakłamanie komunistycznego systemu.
W lipcu 1983 r. jedno z nich zrelacjonowano Wojciechowi Jaruzelskiemu. Zazwyczaj opanowany generał wpadł w furię. Natychmiast wezwał do siebie szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka i oznajmił mu wprost: „Zrób coś z nim, niech przestanie szczekać” (te słowa są udokumentowane w aktach sprawy „Trawa”, znajdujących się obecnie w zasobach IPN). Kiszczak potraktował wypowiedź przełożonego jako polecenie służbowe. Na naradzie w MSW z udziałem m.in. generałów Zenona Płatka i Władysława Ciastonia poinformowany o małej efektywności dotychczasowych działań w sprawie „Popiel” polecił opracowanie planu operacyjnego „dotarcia” do otoczenia ks. Jerzego. Zebrani uznali także, że istnieje konieczność podjęcia wobec księdza wspomagających działań dezintegracyjnych, licząc na jego ewentualne nerwowe załamanie. Od tego momentu wszelkie operacje dotyczące osoby Popiełuszki znalazły się pod bezpośrednim nadzorem gen. Kiszczaka.

Zwerbować i wysłać do Watykanu
Wedle dokumentów archiwalnych z zasobów IPN, które odnalazł zespół kierowany przez prokuratora Witkowskiego, formalnie sprawę działań wobec księdza przejęła od SUSW w Warszawie grupa kpt. Grzegorza Piotrowskiego z Wydziału VI Departamentu IV MSW, odpowiadającego za dezinformację i dezintegrację w Kościele. Poza nękaniem księdza przez podrzucenie mu nielegalnej literatury i amunicji do prywatnego mieszkania znacznie ważniejsze było ulokowanie informatora w bezpośrednim otoczeniu kapłana. W lutym 1984 r. funkcjonariuszom SB udało się zarejestrować jako „Desperata” osobistego kierowcę Popiełuszki – Waldemara Chrostowskiego. „Desperat” mógł dostarczać SB świeżych informacji o działalności księdza oraz pomóc w realizacji strategicznego planu, jakim był werbunek kapłana. Pomysł zwerbowania ks. Popiełuszki – jako informatora SB – pojawił się wiosną 1984 r. Gen. Kiszczak, w przeszłości szef wywiadu wojskowego, był przekonany, że zwerbowanie księdza zneutralizuje go, a być może uda się też jego osobę wykorzystać w rozgrywkach z opozycją. Latem 1984 r. w trakcie spotkań z przedstawicielami Episkopatu Polski gen. Kiszczak uznał, że inną koncepcją rozwiązania problemu ks. Jerzego, która mogłaby zostać zaakceptowana zarówno przez stronę rządową, jak i przez episkopat, było wysłanie go za granicę. Przy czym Kiszczak sądził, że optymalnym rozwiązaniem byłoby połączenie werbunku z równoczesnym wysłaniem ks. Jerzego na studia do Rzymu.

Pogrzeb Księdza Jerzego Popiełuszki. Trumna przykryta biało-czerwoną polską flagą narodową.

Wysłanie zwerbowanego uprzednio księdza do Watykanu przyniosłoby gen. Kiszczakowi ogromny sukces. Służby specjalne PRL umieściłyby agenta w najważniejszym wówczas miejscu dla wszystkich komunistycznych wywiadów – w samym centrum Kościoła katolickiego. I nieważne byłyby jego rzeczywiste możliwości operacyjne w Rzymie i to, czy Popiełuszko miałby rzeczywisty dostęp do Jana Pawła II lub do jego najbliższego otoczenia. Ważne było przede wszystkim to, że taki sukces operacyjny na pewno wzmacniałby pozycje polskich służb w komunistycznym bloku. KGB pomimo podejmowania usilnych starań nie posiadało wartościowej agentury w Watykanie. Czesław Kiszczak mógłby więc się pochwalić swym sukcesem przed towarzyszami radzieckim, co niewątpliwie umacniałoby jego pozycję na Kremlu. Pamiętać trzeba, że szef MSW rywalizował z nadzorującym aparat bezpieki z ramienia Biura Politycznego KC PZPR gen. Jerzym Milewskim, którego pozycja na Kremlu nadal wydawała się mocna.

Początkowo nie było planu zabicia księdza
Te wszystkie aspekty były niesłychanie ważne dla Kiszczaka. Niezależnie od działań SB zmierzających do wypracowania „pozycji werbunkowej” szef MSW postanowił sam zainspirować możliwość wysłania księdza do Rzymu. W jednej z rozmów z arcybiskupem warszawskim Bronisławem Dąbrowskim Kiszczak wyszedł z „niezobowiązującym” pomysłem wysłania ks. Popiełuszki do Rzymu, przedstawiając to jako najlepsze rozwiązania problemu niepokornego kapłana. Zasugerował też, że taki ruch ze strony Kościoła na pewno polepszyłby atmosferę w relacjach rząd – episkopat. Abp Dąbrowski przedstawił pomysł prymasowi Józefowi Glempowi, który nie zaakceptował go, ale i nie odrzucił. Jednak z biegiem czasu prymas sam zaczął rozważać takie posunięcie. Efektem subtelnej inspiracji gen. Kiszczaka było to, że jesienią 1984 r. zarówno abp Dąbrowski, jak i prymas Glemp zaczęli skłaniać się ku decyzji o wysłaniu ks. Jerzego do Rzymu. Wyrażony przez Popiełuszkę opór w przeprowadzonych z nim przez hierarchów rozmowach na ten temat, a przede wszystkim złożona przez księdza deklaracja pozostania ze swoją „owczarnią”, w relacjach kościelnych mogły być jedynie potwierdzeniem, że rzeczywiście należy go wysłać za granicę. Polski Kościół zakładał raczej bierny opór niż otwarte demonstrowanie politycznego sprzeciwu wobec rządzącego w PRL reżimu.
Z powyższego biegu zdarzeń wynika, że polskie MSW nie przyjęło planu zabicia księdza. Zamierzało jedynie zwerbować go i wysłać do Rzymu. Oczywiście, kierownictwo MSW zdawało sobie sprawę z tego, że zwerbowanie Popiełuszki może być niezwykle trudne. Wiedział to gen. Kiszczak, stąd dopuszczał w planowanych działaniach werbunkowych sytuację, w której ksiądz zostanie doprowadzony do stanu „bliskości śmierci”, ale mimo wszystko zachowa życie. Fakt ten został potwierdzony w zeznaniach funkcjonariuszy byłego Departamentu IV już na początku lat 90., gdy po raz pierwszy podjęto śledztwo.

Sprawa priorytetowa
Zbliżał się październik 1984 r. Realizująca pierwszoplanowe zadania operacyjne grupa kpt. Grzegorza Piotrowskiego była coraz bardziej zdeterminowana. Hart ducha i odwaga ks. Jerzego zadziwiły esbeków. Nie potrafili zrozumieć źródła jego nadprzyrodzonej siły. Zbliżały się urodziny ministra Kiszczaka (19 października) i kpt. Piotrowski wiedział doskonale, że sfinalizowanie werbunku kapłana byłoby znakomitym prezentem dla szefa MSW. Jego przełożony gen. Płatek, zapisał wówczas w swoim służbowym kalendarzu (odnalezionym później przez prokuratora Witkowskiego): „nadchodzi 19, a oni chcą”. Sprawa ks. Popiełuszki była priorytetowa. Przy tym Piotrowski i jego ludzie nie zdawali sobie sprawy, że szef MSW nakazał już kilka tygodni wcześniej inwigilowanie całego zespołu przez grupy operacyjne Wojskowej Służby Wewnętrznej (WSW). Gen. Kiszczak już od dawna bowiem nie ufał kpt. Piotrowskiemu, podejrzewając go o konsultowanie działań operacyjnych z KGB. Piotrowski spotykał się z przedstawicielami KGB w Bułgarii i we Lwowie. Dla gen. Kiszczaka szczególnie podejrzane były kontakty kapitana z gen. Michajłowem, rezydentem KGB w Warszawie, odpowiedzialnym za sowieckie działania w Polsce. Piotrowski co prawda wiedział od swojego kolegi Kościuka z Biura Techniki MSW, że jest śledzony, jednak nie bardzo chciał dać wiarę tym informacjom (notabene Kościuka niebawem aresztowano i skazano za ujawnienie tajemnicy państwowej).

Ks. Popiełuszko od początku 1982 r. odprawiał Msze św. za Ojczyznę w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie

Ostatnia msza i porwanie
Kiedy nadszedł 19 października 1984 r., grupa kpt. Piotrowskiego wiedziała, że ksiądz zamierza pojechać do Torunia, gdzie odprawi mszę w intencji ojczyzny w kościele Braci Męczenników Polskich. W ostatniej chwili Jacka Lipińskiego, kierowcę Popiełuszki, zamienił „Desperat” (Waldemar Chrostowski), który bardzo chciał jechać razem z księdzem. Od momentu wyjazdu z Warszawy kpt. Piotrowski był informowany o miejscu znajdowania się księdza i na bieżąco kontaktował się z dyrektorem Departamentu IV gen. Zenonem Płatkiem, który z kolei o sytuacji informował ministra Kiszczaka. Gdy wieczorem ks. Jerzy odprawiał mszę w toruńskim kościele, kpt. Piotrowski z kompanami siedzieli w stojącym w pobliżu kościoła służbowym fiacie 125p, czekając na podróż powrotną kapłana do Warszawy. Decyzja o rozpoczęciu akcji została wydana Piotrowskiemu przez gen. Płatka. Kilkadziesiąt metrów od kościoła, w którym ks. Jerzy odprawiał swoją ostatnią mszę, znajdowały się samochody z ubranymi po cywilnemu żołnierzami WSW, prowadzącymi inwigilację grupy kpt. Piotrowskiego. Fakt ten na początku lat 90. potwierdził jeden z szefów WSI prokuratorowi Witkowskiemu, udostępniając dzienniki prowadzonych przez WSW inwigilacji. Gdy ks. Jerzy po zakończeniu mszy wsiadł do swojego volkswagena golfa, za którego kierownicą siedział „Desperat”, miał realną szansę uciec czyhającym na niego esbekom. Tak się jednak nie stało. Na trasie z Torunia do Warszawy, w okolicy Górska, volkswagen księdza mimo jego sprzeciwu zatrzymał się przed jadącym za nim fiatem 125p Piotrowskiego. Kapitan i jego koledzy wepchnęli ks. Jerzego do bagażnika swojego samochodu. Tymczasem „Desperat” z założonymi kajdankami wsiadł do środka, lokując się obok kierowcy. Po drodze podczas jazdy udało mu się, nie ponosząc żadnych obrażeń, rzekomo wyskoczyć z pędzącego auta. Jak później ustalił prok. Witkowski, kajdanki były spiłowane i umożliwiały wyzwolenie się z nich, zaś uszkodzona w trakcie skoku z samochodu poła marynarki została odcięta ostrym narzędziem. Sam skok z samochodu po przeprowadzeniu wizji lokalnej przez prokuratora Witkowskiego okazał się niewykonalny przy prędkości wskazanej na procesie toruńskim przez „Desperata”. Kaskader biorący udział w rekonstrukcji zdarzeń złamał rękę i odniósł poważne potłuczenia.

„Operacyjne” niepowodzenie
Tymczasem auto esbeków z szamocącym się w bagażniku księdzem jechało dalej. Pierwszy postój zaplanowano w ruinach zamku toruńskiego, gdzie w trakcie śledztwa odnaleziono różaniec kapłana. Jednak ten ważny dowód ukryto w śledztwie. W trakcie postoju oprawcy rozpoczęli „zmiękczanie” księdza za pomocą pałki. Następny dłuższy postój zaplanowano w jednym ze starych bunkrów wojskowych w rejonie Kazunia. Tutaj ludzie Piotrowskiego kontynuowali działania, jeszcze bardziej brutalnie. Nad ranem półprzytomnego księdza przejęła inna grupa operacyjna. Kpt. Piotrowski ze swoimi kompanami wracał do Warszawy wściekły z powodu „operacyjnego” niepowodzenia i pełen obaw co do dalszych losów przedsięwzięcia. Tymczasem ksiądz znalazł się w rękach innego zespołu. Czy była to jakaś grupa z kontrwywiadu lub wywiadu wojskowego, czy była to inna grupa operacyjna MSW? Poszlaki uzyskane w śledztwie wskazują na „wojskowych”, którzy na prośbę gen. Kiszczaka śledzili wszelkie działania grupy kpt. Piotrowskiego od momentu mszy w kościele toruńskim.
Grupa kpt. Grzegorza Piotrowskiego uprowadziła ks. Popiełuszkę wieczorem 19 października 1984 r. w okolicy Górska na trasie Toruń – Warszawa. Wepchnęli kapłana do bagażnika swojego fiata 125p i pojechali w kierunku Torunia.
Podczas dwóch postojów – w ruinach zamku toruńskiego i następnie w starym bunkrze wojskowym w okolicy Kazunia – rozpoczęli brutalne „zmiękczanie” księdza za pomocą pałki. Nad ranem skatowanego, półprzytomnego Popiełuszkę przejęła inna grupa. Poszlaki uzyskane w śledztwie wskazują na „wojskowych” (służby wywiadu lub kontrwywiadu), którzy na prośbę gen. Czesława Kiszczaka śledzili wszelkie działania grupy kpt. Piotrowskiego od momentu mszy w kościele toruńskim.

Kiedy ksiądz zakończył życie?

Jak wyglądały losy księdza w następnych dniach i kto dalej się nim „zajmował”? Na pewno kontynuowano brutalny proces werbunku, nie stroniąc od bicia i grożenia śmiercią. Poszlaki wskazują także, że w dniach 20-25 października ksiądz mógł przebywać na terenie jednej z sowieckich jednostek w rejonie Kazunia, gdzie znajdowała się m.in. ekspozytura KGB. W tym czasie kilkadziesiąt tysięcy ludzi resortu przeczesywało okoliczne tereny, mając do dyspozycji wszelkie środki, jakimi dysponowało wówczas Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Trwały akcje poszukiwawcze o krypt. „Przeszukanie” i „Sutanna”. Komunikaty radiowe i telewizyjne informowały o zaginięciu księdza, tak jakby władza zupełnie nie wiedziała, co się stało. 20 października organy ścigania szukały sprawców porwania, gdy tymczasem poruszali się oni w gmachu MSW przy ul. Rakowieckiej. Był to pierwszy element kłamstwa ze strony MSW i gen. Kiszczaka.

Jak wyglądała styczność księdza z radzieckimi towarzyszami z KGB, tego nie wiemy i prawdopodobnie już się nie dowiemy. Odnalezione ciało księdza jednoznacznie wskazywało, że był on fizycznie maltretowany znacznie dłużej, niż mógłby to robić Grzegorz Piotrowski ze swoimi kompanami. Dotychczasowe ustalenia wskazują, że 25 października 1984 r. ks. jeszcze żył. W tym właśnie dniu u lekarza leczącego kapłana pojawiło się dwu osobników z MSW z zapytaniem, jakie leki brał ksiądz i jakie dawki, sugerując zarazem, że wszystko jest z nim w porządku. Przerażona pani doktor udzieliła niezbędnych informacji tajemniczym osobnikom.

Kiedy więc ksiądz zakończył życie? Wiele poszlak wskazuje, że miało to miejsce 25 października 1984 r. Wątpliwości mogą dotyczyć jedynie godziny zgonu. Prof. André Horve z jednego z uniwersytetów paryskich sugeruje również datę po 25 października 1984 r., opierając swój pogląd na podstawie oględzin zdjęć zwłok ks. Popiełuszki, jakie zdobył „Paris Match”. Prof. Horve wskazuje jednocześnie na wiele innych obrażeń księdza, których nie podano w oficjalnych komunikatach. Krótko mówiąc, jego opinia kwestionuje ustalenia prof. Marii Byrdy, która prowadziła oględziny medyczne zwłok księdza.

Gen. Kiszczak: „Dziś musi się znaleźć”

26 października ludzie gen. Kiszczaka lokalizują zwłoki w Wiśle po raz pierwszy. Fakt ten potwierdza zeznanie jednego z prokuratorów, któremu wydano polecenie wyjazdu i przeprowadzenia czynności na miejscu zdarzenia. Wówczas zwłoki księdza zostały wydobyte z wody i poddane oględzinom przez medyka, czego nie ujawniono na procesie toruńskim, następnie z powrotem wrzucone do Wisły. Szef Biura Śledczego MSW płk Zbigniew Pudysz konsultuje sprawę publicznego ujawnienia zwłok księdza i dalszych szczegółów związanych z kierunkiem śledztwa.

30 października gen. Kiszczak przylatuje helikopterem na tamę we Włocławku wraz ze swoim orszakiem i buńczucznie oznajmia zebranym ekipom poszukiwawczym: „Dziś musi się znaleźć”. Do akcji ruszają płetwonurkowie, którzy mają ujawnić i wydobyć zwłoki. Lokalizacja i wydobycie ciała księdza 30 października 1984 r. są również scenariuszem w detalach skonstruowanym przez MSW. Wystarczy wspomnieć, że inna ekipa nurków ujawniła zwłoki księdza w wodzie, a inna je wydobyła. Jeszcze przez wiele lat biorący udział w akcji płetwonurkowie będą poddawani naciskom ludzi gen. Kiszczaka. Nawet po 1989 r. wielu z nich będzie się bało złożyć zeznania przed prokuratorem prowadzącym śledztwo, obawiając się o swoje życie. Wersję odnalezienia zwłok księdza uzupełnia fakt, że ani Piotrowski, ani jego koledzy nie byli w stanie na procesie toruńskim precyzyjnie określić miejsca ich porzucenia.

Źródło: poznajmy-prawde.blog.onet.pl

Leszek Pietrzak

Posted in Patriotyzm, Polityka, Prześladowanie Chrześcijan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , | 14 komentarzy »

List do przeciwników Boga

Posted by Dzieckonmp w dniu 19 października 2010


Moje dziecko,

Możesz mnie nie znać, ale Ja wiem o Tobie wszystko (Psalm 139.1)
Wiem kiedy siedzisz i kiedy wstajesz (Psalm 139.2)
Znam wszystkie Twoje drogi (Psalm 139.3)
Nawet wszystkie włosy na Twojej głowie są policzone (Mateusz 10.29-31)
Ponieważ zostałeś stworzony na mój obraz (Rodzaju 1.27)
We mnie żyjesz, poruszasz się i jesteś (Dzieje Apostolskie 17.28)
Bo jesteś moim potomstwem (Dzieje Apostolskie 17.28)
Znałem Cię zanim zostałeś poczęty (Jeremiasz 1.4-5)
Wybrałem Ciebie gdy planowałem stworzenie (Efezjan 1.11-12)
Nie byłeś pomyłką (Psalm 139.15)
Wszystkie Twoje dni są zapisane w mojej księdze (Psalm 139.16)
Określiłem dokładny czas Twojego urodzenia i miejsce zamieszkania (Dzieje Apostolskie 17.26)
Jesteś cudownie stworzony (Psalm 139.14)
Ukształtowałem Cię w łonie Twojej matki (Psalm 139.13)
I byłem pomocny w dniu twoich narodzin (Psalm 71.6)
Jestem fałszywie przedstawiany przez tych, którzy mnie nie znają (Jan 8.41-44)
Nie jestem odległy i gniewny, jestem pełnią miłości (1 Jana 4.16)
I całym sercem pragnę Cię tą miłością obdarzyć (1 Jana 3.1)
Po prostu dlatego, że jesteś moim dzieckiem, a Ja – Twoim Ojcem (1 Jana 3.1)
Daję Ci więcej niż Twój ziemski ojciec mógłby Ci zapewnić (Mateusz 7.11)
Bo jestem Ojcem doskonałym (Mateusz 5.48)
Wszelkie dobro, jakie otrzymujesz, pochodzi z mojej ręki (Jakub 1.17)
Zaopatruję cię i zaspokajam wszystkie Twoje potrzeby (Mateusz 6,31-33)
Moim planem jest dać ci dobrą przyszłość (Jeremiasz 29,11)
Ponieważ kocham Cię miłością wieczną i nieskończoną (Jeremiasz 31.3)
Moich myśli o Tobie jest więcej niż ziaren piasku na brzegu morza… (Psalm 139.17-18)
I cieszę się Tobą, śpiewając z radości (Sofoniasz 3.17)
Nigdy nie przestanę czynić Ci dobra (Jeremiasz 32.40)
Gdyż jesteś moją drogocenną własnością (Wyjścia 19.5)
Z całego serca i z całej duszy chcę, byś mieszkał bezpiecznie (Jeremiasz 32.41)
I pokazać Ci rzeczy wielkie i wspaniałe (Jeremiasz 33.3)
Jeśli będziesz mnie szukał z całego serca, znajdziesz mnie (Powtórzonego Prawa 4.29)
Rozkoszuj się mną, a dam Ci to, czego pragnie Twoje serce (Psalm 37.4)
Bo to Ja daję Ci takie pragnienia (Filipian 2.13)
Jestem w stanie dać ci o wiele więcej, niż możesz sobie wyobrazić (Efezjan 3.20)
To we mnie znajdziesz największe wsparcie i zachętę (2 Tesaloniczan 2.16-17)
Jestem też Ojcem, który pociesza Cię we wszelkich twoich smutkach (2 Koryntian 1.3-4)
Kiedy jesteś załamany, jestem blisko Ciebie (Psalm 34.18)
Tak jak pasterz niosący owieczkę, trzymam Cię blisko mojego serca (Izajasz 40.11)
Pewnego dnia otrę wszystkie łzy z Twoich oczu (Objawienie 21.3-4)
I uwolnię od wszelkiego bólu, który znosiłeś na ziemi (Objawienie 21.3-4)
Jestem Twoim Ojcem i kocham Cię dokładnie tak, jak kocham mojego syna, Jezusa (Jan 17.23)
Bo w Jezusie objawiłem moją miłość do Ciebie (Jan 17.26)
On jest wiernym odbiciem mnie samego (Hebrajczyków 1.3)
Przyszedł by udowodnić, że jestem z Tobą, nie przeciwko Tobie (Rzymian 8.31)
By powiedzieć Ci, że nie liczę Twoich grzechów (2 Koryntian 5;18-19)
Jezus umarł żebyśmy – Ty i ja – mogli zostać pojednani (2 Koryntian 5.18-19)
Jego śmierć była najwyższym wyrazem mojej miłości do Ciebie (1 Jana 4.10)
Oddałem wszystko co kochałem, by zdobyć Twoją miłość (Rzymian 8.31-32)
Jeśli przyjmiesz dar mojego syna Jezusa, przyjmiesz mnie samego (1 Jana 2.23)
I nic już nigdy nie oddzieli Cię od mojej miłości (Rzymian 8.38-39)
Przyjdź do mnie, a wyprawię największą ucztę, jaką niebo kiedykolwie widziało (Łukasz 15.7)
Zawsze byłem Ojcem i zawsze Nim będę (Efezjan 3.14-15)
Ale czy Ty „chcesz być moim dzieckiem?” (Jan 1.12-13)
Czekam na Ciebie (Łukasz 15.11-32)
Kocham Cię, Twój Ojciec
Bóg Wszechmogący

WASZE CIERPIENIE NIM NIE BĘDZIE, JEŚLI ZROZUMIECIE, O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI


Posted in Kościół, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: | 4 komentarze »

Leszek Dokowicz – Życie – Nawrócenie – Życie

Posted by Dzieckonmp w dniu 17 października 2010


Dla miesięcznika Miłujcie się Leszek Dokowicz tak mówi o sobie.

Mam 38 lat. Jestem mężem wspaniałej żony i ojcem czwórki dzieci. Historia, którą chcę wam opowiedzieć, rozpoczęła się, gdy miałem mniej więcej 13-14 lat. Wtedy właśnie zaprowadzono mnie do człowieka, który nazywał się Harris i jeździł po Polsce jako uzdrowiciel, nakładając na ludzi ręce. Po dwóch wizytach u niego rozpoczął się mój powolny proces odchodzenia od Kościoła. Z każdym rokiem byłem coraz dalej od ołtarza, aż któregoś dnia znalazłem się zupełnie na zewnątrz kościoła.

Gdy miałem 18 lat, przytrafiła mi się możliwość wyjazdu za granicę, z której skorzystałem. Tak znalazłem się w Niemczech. Przez wszystkie lata mojego pobytu tam, coraz bardziej stawiałem siebie w centrum, coraz częściej i w coraz poważniejszy sposób przekraczałem Boże przykazania.

Na początku lat 90. rozpoczęło się w Europie coś, co dziś jest określane mianem kultury techno. Młodzież zaczęła się gromadzić na dużych imprezach, powstawała nowa muzyka generowana przez komputery, nowe narkotyki, nowy język, nowy wygląd ludzi. Wszystko to było bardzo pociągające. Moje korzenie również tkwiły w muzyce elektronicznej, więc bardzo szybko, z radością zanurzyłem się w tym nowym świecie.

Posłuchaj fascynującego świadectwa Leszka

Jedna z gwiazd muzyki techno, angielski DJ Carl Cox na tegorocznej „Nocy Walpurgii” (30 IV/1 V 2010) – „Mayday” w Dortmundzie.

Miliony wielbicieli Carla Coxa. Na te imprezy potrafi przyjść nawet 1 mln ludzi oddając hołd szatanowi

Leszek Dokowicz to wyjątkowy twórca, współautor wielu filmów, m.in. „Boskie Oblicze”, „Egzorcyzmy Anneliese Michel”, „Duch”„Film o Basi”. Najnowszy jego film, który powinien być w każdym domu ( „Syndrom”)

Drodzy Przyjaciele!

Dwa lata po emisji filmu „Egzorcyzmy Anneliese Michel” oraz rok po emisji filmu „Duch”, zapraszamy do obejrzenia nowego filmu pt. „Syndrom”.

W Polsce i na całym świecie toczy się zacięta dyskusja o wartości życia nienarodzonych dzieci. Od tego jak się zakończy zależy życie wielu, wielu ludzi, nie tylko doczesne ale i wieczne.

„Syndrom” to film o decyzji, której konsekwencji nie można było przewidzieć, o konsekwencjach, które mogą zniszczyć miłość i o miłości, którą trzeba odnaleźć.

Premiera odbędzie się w największym polskim tygodniku „Gość Niedzielny”.

Już 26 września, do numeru 38/2010 dołączony będzie nasz film.

Zachęcamy do przekazania tej informacji jak największej ilości osób.

— Leszek Dokowicz i Maciek Bodasiński.

O filmie „Syndrom” mówią: Karolina Żelasko i Krzysztof Kołacz

Posted in Aborcja, Nawrócenia, Szatan, Warto wiedzieć, Świadectwa, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | 17 komentarzy »

Jan Paweł II – Wspomnienie

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 października 2010


32 lata temu, 16 października 1978 roku namiestnikiem Chrystusa na Ziemi został Polak – Karol Wojtyła.

Ten dzień był jednym z najważniejszych w naszej historii. 16 października 1978 roku biały dym ogłosił wybór nowego papieża. Po bardzo krótkim pontyfikacie Jana Pawła I na Stolicy Piotrowej zasiadł Polak – Karol Wojtyła. Nowy następca śwętego Piotra przybrał imię Jana Pawła II.

Wybór kardynała z Krakowa był pod wieloma względami szczególny. Po raz pierwszy od kilkuset lat papieżem został nie Włoch. Polski hierarcha pochodził też z kraju komunistycznego, jego wybór przeraził władze w PRL i Moskwie, które obawiały się, że biskup spoza żelanej kurtyny może zatrząść posadami systemu komunistycznego. Obawy te okazały się słuszne.

Rozmontowywanie systemu komunistycznego rozpocżęło się już w 1979 roku. Wypowiedziane na Placu Zwycięstwa (obecnie Piłsudskiego) słowa ojca świętego „Niech zstąpi Duch Twój, i odnowi oblicze Ziemi, tej Ziemi” stały się dla wielu Polaków drogowskazem. Niedługo potem powstał wielomilionowy ruch Solidarności.
Zbrodniczy system upadł już dziesięć lat później, a Jan Paweł II jest obok Ronalda Reagana i działaczy Solidarności wymieniany jako jeden z architektów przemian.

Wcześniej jednak JPII padł ofiarą zamachowca (13 maja 1981 roku, Plac Świętego Piotra). Jak potem twierdził, uratowała Go Matka Boża z Fatimy.  Papież Polak zapamiętany też zostanie jako zwolennik i lider ruchu ekumenicznego, a także charyzmatyczny przywódca, potrafiący za sobą porwać tłum, także bardzo młodych ludzi. Jan Paweł II odszedł do Domu Ojca 2 kwietnia 2005 roku. Trwa Jego proces beatyfikacyjny.

PH

http://niezalezna.pl/artykul/rocznica_wyboru_papieza_polaka/40236/1

Posted in Kościół | 8 komentarzy »

Zapomniana Przepowiednia

Posted by Dzieckonmp w dniu 15 października 2010


Z listu św. Bernadetty Soubirous do papieża Leona XIII

Ks. Antoine Le Grande przeglądając teczki sprawy objawień w Lourdes w archiwum watykańskim rok. 1997, trafił na list do papieża Leona XIII napisany przez św. Bernadettę Soubirous tuż przed jej śmiercią w 1879 r. Pismo traktowane jako utracone od 120 lat. List znajdował się w metalowej puszce i składał się 5 kartek-przepowiedni dotyczących XX wieku, a przekazanych jej przez świętą Dziewicę. Papież nie uznał za stosowne opublikować ich, przeleżały, więc w archiwum zapomniane. Biorąc pod uwagę ich treść trudno się dziwić Leonowi XIII. Objawienia prywatne niepotwierdzone przez urząd nauczycielski Kościoła nie są wiążące, co nie oznacza jednak, że muszą być nieprawdziwe. Biorąc pod uwagę, że cztery z przepowiedni św. Bernadetty już się spełniły warto zapoznać się szczegółowo z piątą.

Spełnione 4 dotyczą:

1) rozwoju Lourdes jako miasta sanktuarium i ważne miejsce pielgrzymek. Wielu ludzi będzie uzdrowiony przez wodę ze źródełka.

2) serii ważnych odkryć naukowych, w tym „korzystanie z energii elektrycznej”, i wynalazek kilku typów urządzeń elektrycznych.

3) przejęcia władzy w Niemczech w latach trzydziestych przez bestialski system, który upadnie wraz z końcem wojny, w którą będą zaangażowane prawie wszystkie narody.

4) wylądowania Amerykanów na księżycu ku rokowi 1970.

5) A oto treść kartki piątej:
Wasza świątobliwość, święta Dziewica powiedziała mi, że na końcu XX wieku nadejdzie koniec nauk. Nowy okres wiary rozpocznie się na całym świecie. Uzyskany zostanie dowód, że to Bóg stworzył świat i człowieka. Będzie to początek końca nauk, w które ludzie przestaną wierzyć. Miliony ludzi ponownie zwróci się ku Chrystusowi, a moc Kościoła będzie większa niż kiedykolwiek. Dla wielu ludzi powodem, dla którego odwróci się od uczonych będzie arogancka postawa doktorów pracujących nad zrealizowaniem istoty powstałej ze skrzyżowania człowieka ze zwierzęciem. Ludzie poczują w głębi swoich serc, że jest to coś czego nie sposób usprawiedliwić. Przez jakiś czas nie będzie jak powstrzymać tworzenia tych monstrów, ale uczeni zostaną ostatecznie przepędzeni jak przepędza się stado wilków.
U progu roku 2000, będzie się obserwować starcie następców Mahometa i narodów chrześcijańskich. Nastanie wielka bitwa, w której 5,650,451 żołnierzy straci życie, a bardzo destruktywna bomba zostanie rzucona na miasto w Persji. Ale na końcu znak krzyża zwycięży, a wszyscy muzułmanie nawrócą się na chrześcijaństwo. Nastąpi wiek pokoju i szczęścia, ponieważ wszystkie państwa złożą swoje arsenały. Nastąpi wielkie bogactwo, podczas gdy Nasz Pan obłoży Swoim błogosławieństwem wiernych. Na całej ziemi nie pozostanie ani jedna rodzina żyjąca w biedzie i cierpiąca głód. Jeden na dziesięciu otrzyma moc leczenia schorzeń u tych, którzy go poproszą o pomoc. Po tych cudach słychać będzie głos radości od wielkiej liczby ludzi. Wiek XXI nazwany będzie „Drugim złotym okresem ludzkości”.

Źródło: http://www.mbwwkluczbork.pl

Posted in Apokalipsa, Objawienia, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , , , | 6 komentarzy »

Krzyż wszystkich narodów.

Posted by Dzieckonmp w dniu 14 października 2010


W czasie, gdy zagrożenia dla ludzkości są globalne, odpowiedź na te zagrożenia może być jedynie globalna: Ta odpowiedź to jedność!
Wspólnie, razem, będziemy w stanie rozwiązać problemy naszych czasów. Dlatego wypada nam, aby wspólnie z całą rodziną ludzką zjednoczeni działać dla dobra wszystkich, braci i sióstr, uznając, Ojca nas wszystkich, naszego Boga.

Krzyża Dozulé (Chwalebny)

Orędzie Krzyża Chwalebnego zostało dane pewnej Matce o imieniu Magdalena, mieszkance miasteczka w Normandii zwanego DOZULE (Francja). Krzyż Chwalebny, pojawił się przed nią na Niebie cały olśniewający i dostojny. W tym momencie dał się słyszeć cudowny głos BOGA «  Pokuta – Pokuta jest jeszcze czas ocalić tych wszystkich grzeszników, którzy nie kochają Jezusa. «

Tak jak Święta Dziewica Maryja mówiła w Lourd do Bernadety, tak Nasz Pan Jezus Chrystus mówił do Magdaleny w celu pouczenia Świata, tego Świata, który zapomniał BOGA i który zmierza w kierunku swojej zagłady, jeżeli się nie nawróci.

Od czasu okresu obwieszczenia Przesłania Chrystusa (1972 – 1978), w którym Jezus ogłasza katastrofy i przewroty na naszej ziemi, jeżeli Świat się nie nawróci, Magdalena mogła podziwiać królewską piękność Chrystusa i nawet mogła dotknąć jego ran ( Jezus z Nazaretu jest, więc naprawdę ŻYWY.).

Chrystus prosi swój Kościół o wzniesienie krzyża (Krzyża Chwalebnego), jak również sanktuarium u jego podnóży. Ten krzyż ma mieć wysokość 73,8 metrów – wysokość GOLGOTY-. Każde ramie ma mieć długość 12,3 metry (*)

BÓG chce zjednoczyć wszystkie Narody i czeka na nie u podnóża Krzyża Chwalebnego w celu Nawrócenia Światowego i otrzymania BOSKIEGO Przebaczenia. Dodatkowo do codziennej modlitwy Chrystus prosi nas o udanie się każdego 28 marca w procesji na (Wzgórze w DOZULE) tam gdzie KRZYŻ Chwalebny się pojawił.

Bóg powiedział Magdalenie «umożliwi pani poznanie tego Krzyża (Chwalebnego) i będzie go pani niosła », jednak tym samym Magdalena nie mogła opuścić DOZULE, swojego miasteczka.

Tak, więc czekając na realizację Krzyża Chwalebnego i przetrwanie orędzia po to, aby mogło się ono rozciągnąć po całym Świecie, Jezus dał innej matce (JNSR) misję utrzymania przy życiu tego orędzia BOGA poprzez konstruowanie krzyży miłości.

To Matka Boska z Góry Karmelu i Nasz Pan Jezus, przygotowali ją żeby mogła ona otrzymać licząc od 16 lipca 1996 Orędzie « Tysięcy KRZYŻY na Świecie ».

Wszystko zostało podane w jednym orędziu:

  • Opis krzyża miłości: Jedna setna Krzyża Chwalebnego, biały z błękitną obwodem i cały oświetlony.
  • Zredagowanie 10 książek pod dyktando Jezusa, nazwa edycji (Świadkowie Krzyża) tytuł dany także przez Jezusa (Zobacz książki, JNSR)
  • Pielgrzymka do DOZULE każdego roku 28 Marca

Owocem prywatnych inicjatyw jest zwiększająca się w tysiącach liczba krzyży we wszystkich krajach Świata,, wierne opisowi z orędzia z 16 lipca 1996 u ich podnóży umiejscowione są stela z pacierzem z DOZULE (pozwalające w ten sposób informowanie Świata, nie zapomnienie orędzia danego Magdalenie oraz uwiecznienie tej modlitwy, w celu przyspieszenia Powrotu Chwalebnego Syna Człowieczego). Zapraszamy was do przyłączenia się do tej inicjatywy w celu kontynuowania dzieła Pana.

Tysiące krzyży miłości przetrwają aż do Powrotu Chwalebnego Jezusa z Nazaretu.

Bracia Ibanez z Libanu pięknie tą prośbę zrealizowali . Nie trzeba było tak długo czekać jak u nas w Polsce na Intronizację Jezusa Chrystusa Króla Polski.
Miłosierdzie Boże stało się inspiracją przygotowania tego projektu przez braci Ibanez. Jest to krzyż, 73,80 m  wysoki, wzniesiony w Libanie, gdzie będzie ochraniał nie tylko ten kraj, ale również kraje sąsiadujące Izrael, Autonomia Palestyńska  Jordanie i Syrie.
Poświęcenie Krzyża odbyło się podczas uroczystości 13 / 14 września 2010. Światła i windy są zainstalowane.
Lokalizacja jest Mt. Sannine, Baskinta, Lebanon. Sannine, Baskinta, Liban. Krzyż ten jest  egzorcyzmem dla świata, całej rodziny ludzkiej przez Boga Ojca!
Krzyż wszystkich ludzi reprezentuje trzy religie jak jedna rodzina w Bogu: muzułmańską, chrześcijańską i żydowską.
Pomysł aby budować ten krzyż pojawił się spontanicznie po wygłoszonych świadectwach przez Cataliny Rivas z Boliwii, Catherine Bejrutu i JNSR z Francji: „Nie bój się tego projektu nie pochodzi on od Ciebie, to pochodzi od Boga, naszego Pana… już przed swym krzyżem, poprosił cię do pójścia za Nim. pójść za Nim. „” Czy i zrobię „. Projekt ten ma szczególne błogosławieństwo od papieża Benedykta XVI w 2006 roku.

Ten ostatni krzyż ma szczególne znaczenie:

Dokument o budowie Krzyża


Posted in Catalina Rivas, Religia, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , | 5 komentarzy »

ŚWIETLISTY KRZYŻ NA NIEBIE

Posted by Dzieckonmp w dniu 13 października 2010


Toronto, 8 czerwca 2010

Szczęść Boże córko Moja droga!

Niech będzie Bóg uwielbiony, niech będzie uwielbione Święte Imię Jego, Ja Jezus Chrystus Król, Duch Święty, Maryja Dziewica, Święty Józef, wszyscy święci, aniołowie i archaniołowie.

Witam cię córko moja droga bardzo serdecznie.

Świat pogrążony w chaosie, kataklizmy takie, jakich świat nie znał. Wojny przeokrutne gdzie ludzie giną jak bąble na wodzie. Umiera przyroda, zamarła już wiara w Boga prawie na całym świecie, więc to znak wielki żeby się obudzić i zobaczyć, że to koniec już widać tej Ery. Wszystko się wypełniło prawie, co jest zapisane w Piśmie Świętym, a jeżeli się wypełniło to znak zapowiedziany przez Niebo na końcowe czasy przez wizjonerów od dawna ukarze się na niebie wkrótce. Będzie to Znak Krzyża Świetlistego. Każdy go ujrzy, ale nie każdy się przed Krzyżem upokorzy. Każdy ma wolną wolę na ziemi i robi co chce. Należy nie wpadać w panikę, wyjąć różaniec i się modlić. Każdy, kto ujrzy Krzyż, a ujrzy go każdy i przypomni sobie wszystkie grzechy swoje. Jest to ostatnia podpowiedź Nieba, aby się udać do konfesjonałów. To tyle dzieci Moje. Błogosławię was, wasz Jezus Chrystus Król.

Wydaj proszę córko Moja ten przekaz. Jest to bardzo ważne i pilne.

„Małe Drzewko”

Posted in Objawienia, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | 14 komentarzy »

Przygotujcie się na Świetlisty Znak Krzyża na niebie.

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 października 2010


Już dzisiaj zacznijcie przygotowania, zróbcie porządny rachunek sumienia z całego życia, nie słuchajcie złych doradców, bo przed Panem Jezusem każdy stanie sam, bez kolegów i koleżanek, sam na sam twarzą w twarz z Panem i Królem Jezusem Chrystusem. To będzie nasze najważniejsze spotkanie, moje też, bez wyjątku, wszyscy staną przed Jezusem twarzą w twarz wierzący i niewierzący, to spotkanie jest pewne. Ja się spotkam i wy się spotkacie i ze wstydu będziemy się palić, oby nas nie pochłonął ogień piekielny. Aby umniejszyć ten ogień wstydu do minimum trzeba iść do spowiedzi. Pan Jezus jest Miłością Miłosierną, nasze grzechy jak krople utopi w oceanie Miłosierdzia Bożego i znikną, a dusza zacznie nabierać soczystego zielonego koloru, zacznie żyć prawdziwym życiem, prawdziwą wolnością.

Namawiam Was bracia i siostry przystąpcie do Sakramentu Spowiedzi najlepiej z całego życia i to jeszcze dziś, bo w owym dniu wielu będzie chciało się spowiadać a kolejki będą długie, księża prawdopodobnie będą mdleć i umierać w konfesjonałach z przemęczenia, będzie to czas powszechnego nawrócenia, a potem czas próby wytrwania w stanie łaski uświęcającej, czego Wam serdecznie życzę.

Posłuchaj homilii „Sen Proroczy Szymona” z Satoczna z 30 lipca 2010 roku, naciśnij PLAY.

Kliknij Play

 

Źródło: apokalipsa.info.pl

Posted in Apokalipsa, Świadectwa, Świat innymi oczami | Otagowane: , | 6 komentarzy »

„Nie mogę już żyć bez Medzjugorja”

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 października 2010


O. Leonid, redemptorysta, członek ukraińskiej prowincji, brał udział w 15. międzynarodowym seminarium dla księży w Medziugorju (29.06 – 3.07), i dał, najpierw uczestnikom seminarium, a potem dziennikarzom radia Mir” Medziugorje, niecodzienne świadectwo, które przedstawiamy tak, jak zostało ono złożone.

Moja pierwsza pielgrzymka do Medziugorja była związana z obowiązkami i zainteresowaniami w kapłańskim powołaniu. W 2005 roku Kościół powierzył mi wielką odpowiedzialność i wielki krzyż – służbę egzorcysty. Pierwsze miesiące i pierwszy rok był pełen Bożej miłości i łaski, ale też wielkich trudności. Taką właśnie trudność przeżyłem podczas tzw. „wielkiego egzorcyzmu” nad jednym opętanym. Bardzo gruby, okropny głos zwrócił się do mnie takimi słowami: „Jestem przerażający, silny i chcę cię zniszczyć. Zniszczę twoje kapłaństwo, twoje życie zakonne i całe twoje życie”. Było to straszne, ale nie przyjąłem tego wszystkiego zbyt poważnie, ponieważ całkowicie zawierzyłem Bogu i nie mam powodu, by Jemu nie wierzyć. Wiem, że strach przed szatanem jest zgubny, ale Bóg dopuścił sytuację, o której chcę wam opowiedzieć, aby wszyscy mogli zobaczyć, jak wielka i silna jest Jego Matka. I abym zobaczył, jak bardzo święta jest ziemia Medziugorje. Kiedy byłem bardzo chory, kuszony, napastowany, próbowałem modlić się, ale nie mogłem. Każdego dnia chodziłem do spowiedzi, lecz szatan mnie kusił. Pokusy te były tak wielkie, że całkowicie straciłem pokój duszy. I nie tylko to. W sercu czułem, że straciłem swoje kapłaństwo i życie zakonne. Mocno czułem, że tonę i ginę.

„Nie bój się – jestem twoja Matką”

W tej trudnej sytuacji, kiedy nie mogłem zrozumieć, co się ze mną dzieje, ktoś polecił mi wyjazd do Medziugorja. Pojechałem. Byłem tam z grupą kapłanów. Oni się modlili, a ja nie mogłem. Po prostu nie byłem w stanie się modlić. Na tej pielgrzymce spotkałem starszego księdza, ojca Ambrozja ze Słowacji. Swoje życie i powołanie całkowicie ofiarował on pracy z Ukraińcami na Zakarpaciu. Dlatego też pielgrzymował, będąc po zawale, a miał również cukrzycę. Był już pięć razy w Medziugorju. Zachwycił mnie swoją ofiarnością i pokorą. Jest franciszkaninem, w drodze stał się moim przyjacielem. Pomagałem mu, prowadziłem go za rękę jak staruszka. Wydawało mi się, że mu pomagam, ale naprawdę to on mi pomagał. Poszliśmy razem na Podbrdo. Powiedziano nam, że na górze będzie miał objawienie jeden z widzących. Było bardzo dużo ludzi, księży. I to była pierwsza niespodzianka w Medziugorju. Usiadłem obok o. Ambrozja i odwróciłem się plecami do miejsca objawienia. Czułem, że nie jestem godny żeby tutaj być. Ale modliłem się na różańcu i rodziło się we mnie pragnienie zobaczenia tego, co się dzieje na miejscu objawienia. Gdy odczułem to wewnętrzne pragnienie, usłyszałem głos, który do mnie mówił: „Nie patrz tam. Przepadłeś i skończysz w piekle.” Straszne. Te pierwsze pozytywne uczucia jednak ośmieliły mnie, by popatrzeć w kierunku miejsca objawienia. Zacząłem szukać wzrokiem. Może jednak coś zobaczę. Pomału rodziła się we mnie nadzieja, ale pojawiały się nowe argumenty, że moje poniżenie się nie zmieni. I wtedy nagle uwierzyłem. Na chwilę. Przeżyłem doświadczenie Maryi, jak Ona schodzi z nieba. Była to jakby odpowiedź na moje wątpliwości. Było to delikatne uczucie, zapach jakiegoś innego świata, którego sam doświadczałem. Wówczas jakaś delikatność, lekkość, jakiś łagodny wiatr obecności Maryi ośmieliły mnie. Ona przybliżała się ku mnie. I kiedy była coraz bliżej, moc złego odchodziła. W sercu doświadczyłem nowego odkrycia. Poczułem siłę Maryi i siłę Jej pokory. Zrozumiałem, że Matka Boża nie wyrzuca złych duchów, ale one same od Niej uciekają! Uciekają, gdyż nie mogą wytrzymać Jej czystości i piękna obecności. Ona ich nie poniża, nie wyrzuca ich. Po prostu, kocha, a one nie mogą tego znieść. Wtedy dokonała się we mnie duchowa przemiana. Niszczący duch, zniknął wraz ze swoją depresją, swoimi lękami. Teraz odczułem we wnętrzu ducha Maryi. Słyszałem w sercu głos: „Nie boj się, jestem Twoją Matką, zapewniam Cie, że nie zginiesz.” Wszystko się odmieniło.

Cud miłości, która mnie zbawia

To doświadczenie obecności Przeczystej Dziewicy Maryi, stało się w moim powołaniu, w moim kapłaństwie i życiu zakonnym, w mojej posłudze – cudem miłości, która mnie zbawia. Czuję Maryjną obecność przy każdym egzorcyzmie, który odprawiam. Tylko podam jeden mały przykład, a mam ich wiele. Do spowiedzi do naszych księży przyszła opętana dziewczyna. Spowiadał ją ksiądz, który wrócił z Rzymu ze studiów. I kiedy wypowiadał formułę rozgrzeszenia, ta osoba – a przez nią szatan – tak go mocno uderzyła, że ksiądz aż się przewrócił. Potem ta osoba jakimś dziwnym głosem wzywała drugiego księdza. On się wystraszył i zawołał do mnie: „Ojcze Leonidzie, przyjdź szybko, mamy tu nadzwyczajną sytuację”. Tym czasem ta dziewczyna podeszła do mnie. Zanim rozpocząłem obrzęd egzorcyzmu, od razu rozeznałem, że jest ona rzeczywiście opętana, że szatan poprzez nią działa bardzo mocno. Poprosiłem jeszcze pięcioro pobożnych parafian, aby się modlili w czasie odprawiania nad dziewczyną egzorcyzmu. I kiedy czytałem zwyczajne, tradycyjne egzorcyzmy, szatan śmiał się, mówił po angielsku. Poniżał mnie, krzyczał na mnie. Zacząłem więc modlitwę do Matki Bożej. Byłem niecierpliwy, stawałem się nerwowy. Czułem, że muszę zakończyć modlitwę, a zły nie odchodzi. Był to duch samobójstwa. Zacząłem całym sercem wzywać Matkę Boża, tak, jak dziecko woła matkę. I wtedy rozpoczął się prawdziwy ryk: „Już więcej nie mogę, zjawiła się Matka Boża. Nie wytrzymam tego, bo Ona przyszła, muszę odejść”. I zły duch odszedł. Opowiadam tylko o tym jednym przypadku, a podobnych mam dużo. W czasie tych pięciu lat, w których pełnię powierzoną mi służbę odprawiania egzorcyzmów, miałem wielkie napaści, miałem je i wcześniej, a wiem, że będę je miał również w przyszłości. Ale Bogurodzica czuwa nade mną w Swoim sercu. Nie mogę już żyć bez Medziugorja i Jerozolimy. Każdego roku muszę być w Medziugorju i w Jerozolimie (…). Tam znajduję wiarę, błogosławieństwo i łaskę.

Na koniec świadectwa, o. Leonid powiedział jeszcze słuchaczom radia „Mir” Medziugorje, iż jest wdzięczny Bogu, że może w jakiś sposób świadczyć o łasce Matki Bożej i dodał: „Życzę wszystkim słuchaczom radości. Chciałbym, aby każdy z nas pragnął bardziej kochać Najświętszą Bogurodzicę, gdyż Ona jest naszą Matką. Ona kocha swoje dzieci. Gotowa jest dla nas zrobić wszystko, jeśli tylko tego od Niej będziemy oczekiwać. Czuję, że gdyby nie było Matki Bożej, przepadlibyśmy, dlatego w każdej sekundzie swojego życia żyjmy z Nią. Czuję wezwanie, bym i ja pomagał ludziom pielgrzymować do Medziugorja, aby przyprowadzać tutaj ludzi, którzy strasznie cierpią duchowo.”

Na koniec, o.Leonid pobłogosławił wszystkich słuchaczy.

Glasnik mira, sierpień 2010 r.

Żródło:medjugorje.org.pl

Posted in Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , , | 15 komentarzy »

LIST DO PREZYDENTA

Posted by Dzieckonmp w dniu 11 października 2010


Najdroższy Panie Prezydencie !

Usłyszałem wczoraj w radiu księdza… opowiadał, jak pod Twoim domem zauważył kłującą w oczy, niepozwalającą oderwać od siebie wzroku kartkę, zostawioną przez jakiegoś człowieka, na której napisał on: „Polecieliście oddać hołd ofiarom, a złożyliście ofiarę w hołdzie”. Ileż tragicznej prawdy zawarł ten nieznajomy w tym krótkim zdaniu… właśnie… PRAWDY. Słowa, którego znaczenie w Polsce ostatnich dwudziestu lat uległo potwornemu skundleniu, a które dla Ciebie, mój Prezydencie, stanowiło aksjomat i fundament całego życia.

Wiedziałem o tym już wtedy gdy szedłem oddać Tobie swój głos, wiedziałem już o tym wcześniej. Twoja postawa i działanie były emanacją moich pragnień i marzeń o tym, jakim mój kraj powinien być. Oczami wyobraźni widziałem uśmiech  spod wąsa marszałka Piłsudskiego, który onegdaj nakazał wojskowym oddawać honory Powstańcom Styczniowym, gdy dzięki Twej determinacji i wbrew plwocinom „wyborców przyszłości”, Polacy tłumnie zaczęli honory te oddawać Powstańcom Warszawy. Marszałek będzie szczęśliwy mając Cię u swego boku… i duchem, i ciałem… na Wawelu.

Miałem łzy w oczach i serce pełne dumy gdym ujrzał, o czym marzyć nie śmiałem… w 2007 r. major „Zapora” wrócił z niebytu, i to z Orderem Odrodzenia Polski od Ciebie. Potem już za każdym razem wzruszony płakałem, gdy przez lata, jeden za drugim, z lśniącym Polonia Restituta, dumni z mgły wychodzili: kpt. „Huzar”,  kpt. „Młot”, mjr „Łupaszka”, mjr „Orlik”, kpt. „Warszyc”, mjr „Bruzda”, kpt. „Ryba”, por. „Jastrząb” i por. „Żelazny”… Trudno wymienić Ich wszystkich… teraz podziękują Ci osobiście…

Jakże dumny byłem będąc Polakiem, gdy widziałem jak reprezentujesz moją Ojczyznę. Jak w końcu „brzydka panna” pięknieje i podnosi dumnie głowę, pomna swej wielkiej przeszłości, tradycji, kultury i waleczności. Jakże bolał mnie fałsz tych wszystkich miałkich i małych ludzi, którzy w imię swoich malutkich, koniunkturalnych interesów z kłamstwa zrobili potworny oręż, by Cię zhańbić, splugawić, ośmieszyć. Skundleni mali ludzie… o jakże wielki się dziś obok nich wydajesz… chcieli upodlić, wyśmiać Twoje i milinów Polaków wartości, Twą religijność, patriotyzm, szacunek do etosu II Rzeczypospolitej i najpiękniejszej historii tej Pierwszej. Twą i Marii miłość, na którą gdy patrzyłem, ściskałem żonę mocniej za rękę. Ale ja to wiedziałem zawsze, choć trudno to było ujrzeć w „polskojęzycznych mediach”. Dziś widać… Oni to też zawsze wiedzieli, widzieli… „Cóż dobrego Im uczyniliście, że Was tak znienawidzili?„… to stare przysłowie ciągle snuje mi się po głowie, gdy myślę o kundliźmie wielu ludzi wczoraj i ich faryzejskich łzach dzisiaj. A może stał się cud i naprawdę żałują. Być może… Boże… jakże, przy całej powadze majestatu, pięknymi, dobrymi i zwykłymi ludźmi byliście… jesteście… zostaniecie takimi na zawsze w mej pamięci…

Wiesz, mój Prezydencie, jestem zdruzgotany, od soboty nie mogę się pozbierać, co chwila ocieram łzy. Ale też, paradoksalnie, czerpię siłę z Twojej, Waszej ofiary. Wcześniej często byłem zmęczony, nie miałem sił do dalszego działania, obojętniałem przez innych obojętność. Już jest dobrze… Siły wróciły… teraz moje pisanie, na tej mojej małej stronce, nabiera innego wymiaru. Będę je teraz w głębi serca traktował jako część Twojej misji, kontynuację Twego dzieła przywracania pamięci, będę robił to teraz również w hołdzie dla wielu z Tych, którzy w sobotę odeszli wraz z Tobą, Panie Prezydencie. Myślę, że ta śmierć wyda w efekcie piękne owoce… wierzę w to głęboko i to mnie jakoś trzyma.

Ciągle myślę jak potworny cios spotkał tych wszystkich, którym na sercu leżała pamięć i tożsamość narodowa, tradycja, historia, honor, patriotyzm. Którzy krzyczeli o prawdę, o sprawiedliwość, o wierność przysiędze i „przegranej sprawie”. Boli mnie to tym bardziej i wzbudza strach, gdy obserwuję potworny ocean obłudy i hipokryzji wylewający się z tych wszystkich mediów, ust i twarzy, które przez lata pluły na to wszystko w co głęboko wierzyli i starali się ze wszystkich sił ratować Ci dziś już Nieobecni, wielu z Was. Ciężko mi żyć w takim świecie, chciałbym by chociaż zamilkli i nie kalali swoim obłudnym sykiem Waszej Pamięci. Ale cóż mogę zrobić… modlę się… Ale mogę też odprowadzić Cię Panie Prezydencie z Twą ukochaną małżonką w Waszą ostatnią drogę. Pojadę więc do Krakowa to właśnie zrobić. Stanę u stóp siedziby polskich królów, na Wawelu, i ze łzami w oczach odprowadzę Cię w to najgodniejsze Ciebie miejsce. To dzięki wielu tam pochowanym ludziom dumny jestem z Polski, jestem dumnym Polakiem. To dzięki Tobie, mój Prezydencie, od kilku lat duma ta rosła i potężniała. Być może właśnie tej tragedii trzeba było, by ludzie się obudzili. Chcę w to wierzyć. Wierzę ! Chcieli Cię zniszczyć za życia, a Ty przez okoliczności swej śmierci i nią samą stałeś się NIEŚMIERTELNY.

Jakże porażająco symboliczny jawi się dzisiaj fakt, że jeden Prezydent mojego kraju oddał życie za ratowanie pamięci o naszych pomordowanych Bohaterach, a inny – i to ten, którego stawiano za wzór Europejczyka, Polaka i najgodniejszego reprezentanta Narodu, z którego mieliśmy być dumni i brać przykład – pijany deptał Ich groby. Jeśli dzisiaj, jutro, w niedalekiej przyszłości Ten Naród się nie ocknie i nie zrozumie tego, czego już nam Pan Bóg chyba wyraźniej nie mógł oznajmić, to zginiemy. Odejdziemy w nicość, w mgłę… tę smoleńską, katyńską… I nic już nas nie uratuje.

Dzisiaj w radiu jakaś kobieta powiedziała, że całe Twoje życie, Panie Prezydencie, było drogą do Katynia. Tak, przez lata walczyłeś o Nich i dla nich zginąłeś. Ale to nie pójdzie na marne… od soboty 10 kwietnia 2010 roku nikt już nigdy o Nich nie zapomni. I o Was też. Jak powiedział Jezus: „Wszystko co jest ukryte, musi zostać ujawnione”. I tak się dzieje… dzieje się to teraz, na naszych oczach. Katyń 1940 za sprawą tego z 2010 jest na oczach całego świata. Piękna, wspaniała Polska, moja Ojczyzna, Majestat Rzeczypospolitej w końcu jest na ustach całego świata !

Gdziekolwiek jesteś Panie Prezydencie – WYGRAŁEŚ ! I wierzę głęboko, że patrzysz teraz na nas z góry, w otoczeniu tych wszystkich, o których walczyłeś i za których ofiarę ze swego życia złożyłeś. Że „płaszczem Jego chwały, blaskiem okryci, są tam – z Tobą Panie Prezydencie – wszyscy „polscy bandyci”. Że szczęśliwi, spokojni, dumni… szepczecie ze łzami w oczach: POLONIA RESTITUTA.

Dziękuję Ci mój Prezydencie ! Po stokroć Ci dziękuję !
Cześć Twej Pamięci !
Z głębokim żalem:

Grzegorz Makus
z małej, nadbużańskiej Włodawy,
z tej, jak Ty wyszydzonej, „Polski B”.
Z Kresów… Dumnej Rzeczypospolitej

Warto zobaczyć ten filmik dopóki jeszcze go nie usunęli.

Posted in Patriotyzm | Otagowane: , , | 18 komentarzy »

Wyjawiony sekret Maryi

Posted by Dzieckonmp w dniu 10 października 2010


Krwawe łzy w Pouilles w Alberobello (Włochy)

Egzamin DNA daje nadzwyczajne wyniki

Obrazy Świętej Dziewicy i JEZUSA wylewają krew, uczeni stwierdzają szokujące i nadzwyczajne wydarzenia.

Od czasu do czasu czytamy nowiny o jakiś Obrazach Świętej Dziewicy wylewających łzy. Czasami są to krwiste łzy wtedy ta nowina jest bardziej zadziwiająca. Tak też sceptycy uśmiechają się, władze episkopalne oceniają to wydarzenie, nie bez przyczyny, z najwyższą ostrożnością i starają się uniknąć dawania definitywnej opinii. Nauka nie miesza się w to, chyba, że w stopniu praktycznym po przez amatorów. I tak czas płynie, wydarzenie to traci zainteresowanie i zostaje zapomniane. To tylko w bardzo rzadkich przypadkach, wydarzenie nabiera takiej ważności, że otrzymuje należyte uznanie, jakimi są zapewnienia o jego powadze i o jego charakterze nadnaturalnym. Stało się tak na przykład z « Madonną płaczącą Łzami w Syracuz. »

Teraz przedstawiamy państwu współczesny podobny przypadek, jeszcze nieznany jednak, który okazuje się naprawdę zaskakujący, ponieważ pierwsza ocena jest wydana przez Naukę wysokiego stopnia, i otwiera ona perspektywę niezwykłym hipotezom.

Wydarzenie to obejmuje dwie święte Ikony, które wylewały krwawe łzy, przy okazji dwóch różnych wydarzeń. Te dwie Ikony należą do Ojca Pietro Maria Chiriatti, 59 lat. Księdza od 1990 roku, założyciela małej kongregacji ”Misjonarzy Matki Boskiej de la Cava (kamieniołom), żyjącego w ubogim mieszkaniu w Alberobello, w Pouilles. Ojciec Pietro opowiada:

«Trzeciego maja 2003, około godziny 6 wieczorem poszedłem do mojego pokoju żeby wziąć lekarstwa wtedy ujrzałem, że Ikona, przedstawiająca Madonnę z Dzieciątkiem powieszona nad moim klęcznikiem, miała plamy na twarzy. Mam słaby wzrok, dlatego też dotknąłem obrazu i poczułem, że był wilgotny. Zawołałem moich współbraci i wspólnie stwierdziliśmy, że roni on łzy. »

Wydarzenie to trwało około trzydziestu minut; zostało to potwierdzone przez wiele innych osób, które ojciec Pietro od razu zawołał, zostało to również nagrane na kamerę wideo. Ojciec Pietro zebrał spływającą krew na chusteczkę i wysłał do laboratorium w celu jej zbadania.

Mniej więcej rok później, 27 Maja 2004, to samo wydarzenie się powtórzyło na innej Ikonie Ojca Pietro, Ikona ta przedstawiała Twarz JEZUSA, Taką, jaką widzimy na Świętym Całunie z Turynu. Tym razem, było to więcej jak tylko łzy, pojawił się Krwawy Pot. Twarz JEZUSA została pokryta 7 strugami krwi spływały one z czoła i ściekały po policzkach na brodę, wylewając się nawet z ramy Ikony. Przerażony Ojciec Pietro zawołał pozostałe osoby znajdujące się w domu; zadzwonił po żandarmów, do proboszcza, do lekarza, wydarzenie to trwało przez półtora godziny i zostało potwierdzone przez pięćdziesiąt osób.

Także tym razem Ojciec Pietro zebrał krew i wysłał próbki do tego samego laboratorium, do którego wysłał poprzednio krew, która się pojawiła na Twarzy Dziewicy. I to w tym laboratorium naukowym wyjawił się nadzwyczajny charakter tych niespodziewanych wydarzeń. Ważne jest sprecyzowanie, że to laboratorium jest jednym z najbardziej prestiżowych w Europie. Chodzi tu o Laboratorium Genetyki na Uniwersytecie w Bolonii, jest ono wyposażone w najbardziej nowoczesną i specjalistyczną aparaturę oraz posiada ono ekipę naukowców, lekarzy, biologów Profesorów Uniwersytetu; To laboratorium specjalizuje się w tym wszystkim, co dotyczy DNA, pracuje ono również z Tajnymi służbami, Policją licznych krajów i w kolaboracji z innymi podobnymi laboratoriami z innych krajów. Zatem opinia wydana przez Autorytet naukowy, i orzeczenie wydane przez to Laboratorium ma niezaprzeczalne znacznie. Po zrealizowaniu wszystkich badań, naukowcy z Laboratorium wysłali Ojcu Pietro oficjalny dokument mówiący w skrócie, że zbadana krew jest ludzką krwią z grupy AB, męską i, że jest ona identyczna w dwóch próbkach, to znaczy z tą krwią i łzami z obrazu Maryi Dziewicy i z tą, która się pojawiła na Twarzy JEZUSA.» Jednak, co więcej następne oszacowania, które wydają się rzeczywiście być nieprawdopodobne wskazują, że: « układ cech genetycznych znaleziony w chromosomie Y nie odpowiada żadnemu układowi obecnej w banku danych światowych, w którym zgromadzone są dane 22.000 osobników męskich pochodzących z 187 różnych populacji. »Wcześniej czytamy również: « Ta krew jest tak rzadka, że trzeba ją uważać prawdopodobnie za jedyną w swoim rodzaju. Przy pomocy obliczeń stwierdzamy, że, możliwość statystyczna znalezienia, w trakcie wieków, typologii takiej samej krwi jest prawie zerowa: Prawdopodobieństwo 1 na 200 miliardów podobnych przypadków.”

Co oznacza to wszystko? Pierwszorzędnie otrzymane dane, wykluczają w sposób absolutny sposób, możliwość oszustwa, naiwniactwa lub też zagmatwaństwa: nikt na świecie nie jest w stanie wyprodukować krwi z podobnymi cechami. Z drugiej strony dane te pokazują, ponieważ mamy tu do czynienia z jedyną w swoim rodzaju krwią, że należała ona do jednej Osoby i nikogo innego w całej historii Ludzkości.

Tak, więc do człowieka, który nie miał przodków ni potomstwa. Jest, więc rzeczą jasną, krótkie stwierdzenie opisane w Ewangeliach na temat JEZUSA. Człowiek z Jedynymi w swoim rodzaju cechami. Rzeczą znaczącą jest także fakt, że krew z łez, która się pojawiła na Obrazie Dziewicy jest identyczna z krwią, która się pojawiła na Twarzy Obrazu z JEZUSEM. Można by powiedzieć, że dzięki tym wynikom po raz pierwszy otrzymaliśmy dane naukowe, które mogłyby dotyczyć Osoby fizycznej JEZUSA: DNA JEZUSA, Bóg Przeistoczony w Unikatowe Ciało, które pozostanie Wyjątkowe. Jest jeszcze za wcześnie na wyciąganie końcowych wniosków, mimo to werdykt Nauki jest w każdym razie precyzyjny, publiczny i bez wątpliwości. Naukowcy, którzy go wydali użyli zimnego języka, matematycznego, ale bardzo jasnego. Bez cienia wątpliwości potwierdzili, że znajdują się przed jedynym w swoim rodzaju przypadkiem.

I to właśnie oni, przyzwyczajeni do ścisłości naukowej udowodnili z zachwyceniem nadzwyczajny charakter tych wyników.

W prywatnym liście do Ojca Pietro, jeden z tych naukowców napisał jemu: « są to wyniki, które mogłyby poruszyć nawet posąg » I jeszcze: « przed wynikami tych badań, które są dla mnie niesłychane, mało tego, nie udało mi się powstrzymać łez. » Inny natomiast powiedział jemu: « To jest naprawdę ludzka krew, jednak wydaje się pochodzić naprawdę z innego świata. » Naturalnie władze duchowne są na bieżąco z tych wydarzeń, są w trakcie dochodzenia i ich oceny. Ich ostrożność będzie olbrzymia, nie bez przyczyny, dobrze się składa, że tak właśnie będzie. Jednak wyniki naukowe już dają do myślenia, że znajdujemy się prawdopodobnie przed Znakami nadprzyrodzonymi wyjątkowego znaczenia.

Źródło: http://www.jnsr.be

Posted in Cuda, Objawienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , | 16 komentarzy »

Czas oczyszczenia

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 października 2010


Artykuł zamieszczony w ostatnim numerze  „Echo Maryi Królowej Pokoju”

Orędzie dla Mirjany 2.09.2010 r.

„Drogie dzieci, jestem przy was, ponieważ pragnę pomóc wam przezwyciężyć próby, które ten czas oczyszczenia stawia przed wami. Dzieci moje, jedna z nich to brak przebaczenia i to, że nie prosi się o przebaczenie. Każdy grzech obraża Miłość i was od niej oddziela, Miłością jest mój Syn! Dlatego, moje dzieci, jeżeli pragniecie dążyć ze mną do pokoju miłości Bożej, musicie nauczyć się przebaczać i prosić o przebaczenie. Dziękuję wam”.

Tłumacząc to orędzie, uderzyły mnie słowa, że po raz pierwszy Matka Boża użyła – mówiąc o czasie – określenia, że jest to czas oczyszczenia. Do tej pory zwykle spotykaliśmy się z określeniem: czas łaski. Na wyjaśnienie tego nie musiałam długo czekać, gdyż od razu znalazłam kilka wypowiedzi Mirjany na ten temat ostatnio udzielonych.

Zanim jednak przejdę do ich przedstawienia, chcę zadać Czytelnikowi pytanie. Odpowiedź na nie, pomoże w dużym stopniu w rozumieniu przedstawianych treści.

Pytanie brzmi: czy ostatnio, patrząc na to, co się wokół nas dzieje, począwszy od pogody, polityki, gospodarki, zachowań władzy i urzędników (szczególnie w dziedzinie sprawiedliwości) i ludzi wokoło nie padło z naszych ust stwierdzenie, że świat stoi na głowie, że wszystko jest chore i powariowane? Ja osobiście stwierdziłam to przynajmniej kilka razy. Jeżeli taka myśl przemknęła w twojej głowie, drogi Czytelniku, to mam nadzieję, że łatwiej ci będzie zrozumieć dalsze treści.

Pierwszą informacją, na którą się natknęłam, była wzmianka, że w 2010 r. ukazała się książka Kresimira Śego: Widzący o Medziugorju, w której zawarte są wywiady z Widzącymi. Podczas rozmowy z Mirjaną daje ona wskazówki na czas wypełniania się tajemnic. Oto zadane jej dwa pytania i jej odpowiedzi:
Czy jest jakieś wytłumaczenie, dlaczego objawienia trwają tak długo?

– Mirjana: Objawiając się tak często, Matka Boża, dzięki wielkiej miłości Boga, naszego Ojca, przygotowuje nas na to wszystko, co ma się wydarzyć. Powiedziała dosłownie: to co rozpoczęłam w Fatimie, zamierzam zakończyć w Medziugorju, na końcu moje Serce zwycięży! Królowa Pokoju przygotowuje nas do zwycięstwa…

Czy możesz powiedzieć, że już widać spełniające się wydarzenia; czy coś już się dzieje?

– Mirjana: Widzę małe znaki, ostrzeżenia przed tym wszystkim, co ma się wydarzyć; znaki już są, sprawy powoli nabierają tempa. Najlepiej zrozumieją mnie kobiety: ponieważ kiedy chcemy zrobić generalne porządki, wpierw tworzymy wielki bałagan, chaos. Wszystko przestawiamy: kanapy, szafy, stoły, krzesła – nic nie pozostaje na swoim miejscu. Kto na to patrzy z boku, myśli: „co za bałagan”, ale kiedy wszystkie rzeczy wrócą na swoje miejsce, cały dom błyszczy. Oznacza to, że aby stworzyć porządek, wpierw przede wszystkim musimy zrobić bałagan. Ja już dostrzegam pewne znaki, które na to wskazują.

Uważam, że odpowiedź Mirjany na zadane wcześniej wam pytanie najlepiej nadaje się do zrozumienia tego, o czym Widząca tutaj mówi: o znakach, które już są.

Jakby dla potwierdzenia tego tydzień temu spotkałam się z następującą sytuacją. Nowi właściciele działki ogrodniczej dostali w „spuściźnie” po starym właścicielu wszystkie kwiaty i krzewy, które tam były. Komuś może się to podobać, komuś nie, ale w jakiś sposób trzeba z działką dojść do ładu. Pracy na niej co niemiara, a efektów nie widać. Nic nie pomaga pielenie, przesadzanie z kąta w kąt, próba zrobienia miejsca wolnego – to tylko strata czasu i energii. Nowym właścicielom szkoda roślin, ale w takim stanie nie można dalej iść naprzód. Pytając o radę, co z tym zrobić, usłyszeli dokładnie to, co powiedziała Mirjana (a dla mnie było to potwierdzenie): należy wszystko wykopać, odłożyć na bok, przygotować ziemię, wybrać i posadzić tylko to, co się chce i w tych miejscach, w których się chce, resztę można rozdać. To jest oczyszczenie: oczyszczenie z roślin (może zbędnych), z zarośniętej przestrzeni, z pracy wydatkowanej na marne – i tak może wyglądać nasze oczyszczenie; zostanie nam zabrane to, co niepotrzebne, co przeszkadza.

Innym przykładem jest sprecyzowanie przez Mirjanę (podczas spotkania w Merano) odpowiedzi na pytanie zadane przez jednego z uczestników. Brzmiało ono: czy możesz powiedzieć w jakim rytmie, w jakim okresie czasu, będą realizować się tajemnice? Mirjana tak odpowiedziała: Podam wam przykład: jutro będzie pierwsza tajemnica, a następna – po upływie tygodnia.

To szczegół bardzo interesujący i wiarygodny, jako że ludzie i media mają tendencję do szybkiego zapominania o wszystkim i natychmiast spada zainteresowanie dla jakichkolwiek wydarzeń, nawet bardzo ważnych. Wydaje się więc opatrznościowym i przekonywującym fakt, że tajemnice miałyby następować po sobie w takim rytmie, który nikomu nie pozwoli na rozleniwienie czy stan uśpienia, a wprost przeciwnie – utrzyma wszystkich w stanie aktywnego czuwania, tak jak do tego wzywa Ewangelia. Jak łatwo można obliczyć, w takim tempie tajemnice powinny wypełnić się w ciągu około siedemdziesięciu dni.

Na zakończenie przytoczę fragment wypowiedzi Mirjany przekazany już na samym początku objawień, a obecnie bardzo aktualny. Jeden z wybitnych, włoskich kapłanów Ildebrando A. Santangelo – autor wielu pozycji o Medziugorju – w swojej książce pod tytułem „Il Ritorno di Gesu” (Powrót Jezusa) kładzie nacisk na pytanie postawione przez Mirjanę Matce Bożej, jak należy rozumieć sens, że objawienia są ostatnie. W tym celu don Santangelo przytacza wypowiedź udzieloną w kościele w Medziugorju 22.11.1986 r. przez o. Tomislava: – Matka Boża powierzyła Mirjanie dziesięć tajemnic. Mirjana ma za zadanie powierzyć o. Petarowi te tajemnice dziesięć dni przed ich wypełnieniem się. O. Peter ma je objawić światu trzy dni przed spełnieniem. Mirjana mówi, że otrzymała wszystkie wyjaśnienia i powiedziała nam, że wydarzenia, których dotyczą tajemnice, są już blisko.

Zapytałem, co to znaczy, że są „blisko”. Zapytałem, czy należy rozumieć to słowo w sensie biblijnym czy chronologicznym. Widząca odpowiedziała, że należy to rozumieć w znaczeniu chronologicznym i dodała, znając datę wydarzeń, że:

1 – wydarzenia są już blisko;
2 – trzeba nawrócić się niezwłocznie, bez czekania;
3 – nie trzeba się bać, bo dla tego, kto wierzy w Boga, nawet śmierć nie jest tragedią, a jedynie przejściem do lepszego życia.

Mirjana przekazała jeszcze: „Matka Boża powiedziała mi: Przychodzę tak często na ziemię, aby przygotować ludzi na powrót Jezusa. Zapytałam Ją: To znaczy, że chcesz przygotować ludzi na powrót do Jezusa? Nie – odpowiedziała Maryja chcę przygotować ludzi na powrót Jezusa”.

I dalej kontynuuje don Santangelo
– 25.01.1987 r. Matka Boża dała następujące orędzie:
„Drogie dzieci, pragnę, abyście zrozumieli, że Bóg wybrał każdego z was, by go użyć w wielkim planie zbawienia ludzkości”. Matka Boża powiedziała również: „Wy nie możecie pojąć, jak wielka jest wasza rola w planie Bożym”. Zaistniała nowa sytuacja, której nie sposób zrozumieć bez pomocy Ducha Bożego i bez dziecięcej pokory. Jesteśmy na ostatnim etapie Bożego planu powierzonego Maryi. Nie w normalnych warunkach, lecz w stanie zagrożenia. To wielki dar zrozumieć tajemnicę Maryi i odkryć Jej szczególną obecność na ziemi oraz Jej misję na rzecz nawrócenia świata, aby przygotować go na przyjście Jezusa.

„Dlatego módlcie się – mówi Matka Boża – żebyście w modlitwie mogli zrozumieć plan Boży względem was”.

Modlitwa jest niezbędna, byśmy mogli go zrozumieć i wiernie wypełnić. Rola, która została nam wyznaczona, z pewnością wiąże się z jakimś zagrożeniem życia i sprawia, że mamy pozbyć się tego, co jest zbędne i niepotrzebne; dotyka ona istoty naszej egzystencji…

Tyle na temat określenia czasu oczyszczenia. Pozostaje jeszcze druga kwestia, o której mówi Matka Boża w orędziu: próba nieprzebaczenia i nieproszenie o przebaczenie. Tak dużo już zostało powiedziane i na każdym kroku mówi się o ważności przebaczenia, że nie chcemy się powtarzać. Ważne jest, jak to zrobić, jak o tę łaskę prosić. Dlatego polecamy opracowanie rekolekcji, które były prowadzone przez s. Mary Usha o przebaczeniu i praktycznym sposobie podejścia do tego problemu. Książka, CD i MP3 z tych rekolekcji, opracowana przez nas, nosi znamienny tytuł: Droga do pokoju, bo tylko przez łaskę przebaczenia możemy osiągnąć pokój, o którym tak często mówi Matka Boża.

Wymowna jest już okładka książki, która dla pielgrzymów z Medziugorja będzie obrazem oczywistym, że przez krzyż i zmartwychwstanie dochodzi się do pokoju. Okładka przedstawia drogę, która prowadzi wśród zielonych pól Medziugorja, od podnóża Kriżewca do kościoła, od ukrzyżowania do zmartwychwstania, do uczty ofiary Mszy świętej. Przebacz nam nasze winy, jako i my przebaczamy – abyśmy na wieki mogli radować się w Twoim królestwie z tymi, których teraz trudno nam jest znieść. Amen

Ewa

Źródło: „Echo Maryi Królowej Pokoju”

Medziugorje – Bądź ze mną

Festiwal Młodych w Medziugorje – radość dzieci Maryi  ze wszystkich zakątków świata, ze spotkania z Matką Bożą w sierpniu 2010 roku.

LOUISE STARR TOMKIEL – POSOLSTVÁ wrzesień

Posted in Apokalipsa, Kościół, Medziugorje, Objawienia, Warto wiedzieć, Z prasy, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , , | 4 komentarze »