Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
    7,5 lat pozostało.
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Tańcząca dobroczynność – Bp. Karol Niedziałkowski

Posted by Dzieckonmp w dniu 14 stycznia 2011


Za nami kolejna edycja Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która wg
pyszałkowatych zapewnień jej wodzireja „ma grać do końca świata, a nawet jeden dzień
dłużej”, czyli wiecznie /?/, wszak wiadomo, że po końcu świata nastąpi koniec czasów. Jak
tam z wiecznością tej kolejnej mutacji niedzielnego czynu społecznego będzie, to jeszcze
zobaczymy. Zachęcam natomiast do lektury ciekawego eseju księdza Karola
Niedziałkowskiego, biskupa łucko-żytomierskiego, napisanego ponad 100 lat temu. Esej
ten napisany z punktu widzenia katolickiego, poświęcony jest prostowaniu błędnych
opinii w zakresie nieporozumień dotyczących zagadnień dobroczynności. Mam
nadzieję, że lektura tego eseju przyczyni się do lepszego zrozumienia różnic w naturze
działań pretendujących do szczytnego miana dobroczynności

Czasami spotykamy ludzi tak różnych od widzianych codziennie, że nie możemy zdać
sobie sprawy z tego, na co patrzymy i mimowolnie ciśnie się do ust ludowe: odmieniec
jakiś, Panie odpuść! Podobnie w życiu społecznym zdarzają się zjawiska tak niepodobne
do wszystkiego, na cośmy od dziecka patrzyli, że się z nimi w żaden sposób pogodzić nie
możemy, niby jakimś niepojętym dziwotworem czyli jak mówiono dawniej, igrzyskiem
natury. Tańcząca dobroczynność w oczach wielu do takich właśnie igrzysk należy;
myśmy od ojców naszych, ci zaś od swoich, słyszeli o dobroczynności poświęcającej się,
poważnej, płaczącej z płaczącymi, nigdy jednak o żadnych pląsach tej statecznej matrony
nie myśleliśmy nawet. Ale oto zjawia się dobroczynność nowa jakaś – gra, śpiewa,
maluje, nie dość tego, Tańczy, ba, chodzi po linie i koziołki wywija w powietrzu,
a wszystko przez dobroć serca i poświęcenie dla cierpiącej ludzkości. Ludzie starego
autoramentu kręcą na to głową i ruszają ramionami powtarzając: Najosobliwsza
osobliwość!

Jużci kiedy dobroczynność, to musi być dobra, ale czemuż ona tańczy i chodzi po linie,
czemu stroi się w sztuczne kwiaty, czemu mizdrzy się i śmieje? Jakoś to dziwnie wygląda,
chcąc cierpiącego pocieszyć, będzie przed nim czy przy nim tańczyć mazura, zasypie go
kwiatami, przeleci koło niego w zamaskowanym korowodzie trefnisiów, poliszynelów i
przeróżnych błaznów. Nie trzeba jednak dziwić się: inne drzewo, inne też owoce rodzi.
Myśmy wyrośli pod cieniem drzewa chrześcijańskiej miłości bliźniego, drzewa, którego
korzeniem jest przykazanie: będziesz miłował bliźniego twego jako siebie samego – dla
Boga i w Bogu. Do owoców z tych gałęzi i konarów przyzwyczajeni jesteśmy – a kto ich
nie widział?
Ile razy byłem w Wiedniu, odwiedzał mnie stale w hotelu wysoki, w czarnym habicie
braciszek Bonifratrów; ten co dnia go obchodził, zbierając jałmużnę – i szyderstwa:
pierwsze oddawał na szpital przez jego zakon utrzymywany, drugie zatrzymywał dla
siebie. Patrzyłem z szacunkiem na pokornego braciszka, praktykującego z poświęceniem
miłości własnej chrześcijańską miłość bliźniego; z przyjemnością też śledziłem za
przyjaznymi spojrzeniami, jakimi go przyjmowała i przeprowadzała znajoma mu służba.
Ona także czciła dobroczynność chrześcijańską. W innym mieście bosi braciszkowie,
w szarych świtach, zbierają okruchy ze stołów dostatnich dla nędzarzy, zbierają dziatwę
sierocą, karmią ją i uczą – ci także po chrześcijańsku praktykują dobroczynność. Po cóż
dalej wyliczać? Pobożne kobiety czuwające przy łożu chorego, litościwy człowiek
wychowujący sierotę, uboga kobiecina, ucząca bezpłatnie pacierza i czytania biedne
dzieci wiejskie, każdy, kto w imię Boga poda kawałek chleba głodnemu, szklankę wody
spragnionemu, kto podniesie upadłego, oświeci wątpiącego, rozweseli smutnego –
wszyscy oni spełniają dobroczynność chrześcijańską, a uczynki ich są owocami
dojrzałymi na starym, znanym drzewie chrześcijańskiej miłości bliźniego. Obok tego
drzewa zaczęły wyrastać inne, nie chcące zapuszczać korzeni w chrześcijańskim gruncie,
mające jednak pretensje do przynoszenia dobrych, a nawet lepszych, niż chrześcijańskie,
owoców.
Zjawiła się więc filantropia – znaczy to po grecku, „miłość człowieka”, więc niby to samo,
a jednak nie to samo. Znajdujemy tu człowieka, ale nie widzimy bliźniego, ten drugi
bowiem wyraz i pojęcie są całkiem chrześcijańskie, więc filozofia przeszłego wieku, jak
wiadomo bezbożna i niechrześcijańska, wyrzuciła je, by uniknąć przypomnienia nawet
chrześcijaństwa wzmianki o porządku nadprzyrodzonym. W naszych czasach obok
filantropii zjawia się jeszcze a l t r u i z m ; nazwa ta, mająca także zastąpić
chrześcijańską miłość bliźniego, pochodzi od łacińskiego wyrazu alter, drugi i ma być
odpowiednikiem egoizmu (ego-ja). Ukuto ten a l t r u i z m w obozie bezwyznaniowym,
a ma on oznaczać, że jak egoizm jest wrodzony człowiekowi, tak samo miłość drugich,
altruizm jest także wrodzoną, że zatem nie jest wcale specjalną cnotą chrześcijańską
i bynajmniej żadnym owocem nadprzyrodzonych darów łaski, lecz zwyczajnym owocem
natury ludzkiej. Co prawda, nie widać tak bardzo tych owoców po stronie nie wierzących
(niektórzy utrzymują nawet, że altruizmu nie ma tam ani na lekarstwo, a egoizmu więcej
niż potrzeba) – no, ale wiadomo, że pisać łatwo, a gadać jeszcze łatwiej. Otóż
z pojawieniem się tych nowych drzewek, nowe też zjawiły się owoce filantropii
i altruizmu; patrzymy na nie, czytamy o nich – i dotąd do nich przyzwyczaić się nie
możemy, bo naprawdę dziwnie trochę wyglądają. Oto np. w pewnym wielkim mieście po
obydwu stronach ulicy ścisk i tłok – oczekują czegoś ludzie. Jakoż zjawiają się powozy ozdobione kwiatami; konie także w kwiatach – i na łbie i gdzieindziej. W niektórych
powozach jadą panowie, w innych maski, jeszcze w innych opasłe figury, o garbatych
nosach – w niektórych rozpierają się damy z niecałego świata. Powiadają, że śmiechu,
szykan i drwin było tam tyle prawie, co pyłu i z pewnością więcej, niż kwiatów, a jednak
był to jeden z owoców altruizmu i filantropii. Zdobiono swe konie i koła powozów
kwiatami dla wspomożenia biedaków, nie mających całej koszuli na grzbiecie, a rozmaite
figury rozłożone wygodnie w powozie, mówiły im, nie słowami wprawdzie, lecz
językiem czynów: dajemy wam, tam do kasy, kilka groszy, ale jedziemy oto przed wami,
żebyście wiedzieli, że mogliśmy dać 50 albo i sto razy tyle, gdybyśmy wam oddali tylko te
kwiaty, które dziś jeszcze zwiędną. Ale nie damy – wiedzcie bowiem, że my bogaci, a wy
hołota. Albo inny przykład z dziejów obecnej wiosny (1898r.) w Sycylii. Na całej wyspie
panuje głód, (bo trzeba zauważyć, że zjednoczone Włochy zamiast wszystkich
obiecywanych dobrodziejstw, dały swym mieszkańcom głód prawie ciągły i trochę
papierowych pieniędzy). W jednym miasteczku zrozpaczeni biedacy rzucili się na sklepy
piekarzy i magazyny zbożowe; oczywiście żołnierze rozpędzili ich, a gdy nie chcieli
odejść, dali salwę jedną i drugą. Zabito 8 osób, a 12 raniono. W drugim miasteczku był
podobny wypadek; znowu strzelano, kilkunastu skaleczono. Wtedy naczelnik, nie wiem
już, powiatu, czy części prowincji, widząc, że źle, postanowił zawczasu złemu zaradzić,
więc udał się do filantropii, czy może altruizmu, nie wiem, to tylko pewne, że nie do
chrześcijańskiej miłości bliźniego, bo wszystkie chrześcijańskie cnoty skasowano
w urzędowych Włoszech. Pewnej tedy nocy pałac pana naczelnika zajaśniał od światła;
powozy zjeżdżały się jeden za drugim, wioząc ustrojonych panów i wyperfumowane
damy, wreszcie stało się jak w balladzie Odyńca: „Na zamku kasztelana, brzmi muzyka
dobrana”. Mieszkańcy głodni, chwiejący się na nogach, wychodzili na ulicę patrzeć, kto
tak urąga ich boleści i weseli się głośno, gdy oni umierają. I widzieli przez oświetlone
okna, jak w salach naczelnika krążyły postrojone pary w rozmaitych tańcach, pląsach
i figurach. Oburzenie ogarnęło całe miasto, zbiegły się tłumy; rozpoczęły się wrzaski
i demonstracje. Przestraszeni goście do karet chcieli uciekać, – tłum rzucił się na powozy,
skończyło się na tym, że znowu karabinierowi zjednoczonego królestwa, dla większego
dobra współobywateli, strzelali do nich – dość jednak nieszkodliwie, bo zabitych było
tylko 6 i ranionych 17 (jeśli dobrze pamiętam). Ciemny bo ten lud, pomimo tyluletniej
nad nim pracy masonów, nie rozumiał, czy nie chciał rozumieć, że ów bal był dzieckiem
najprawdziwszej filantropii i i najczystszego altruizmu. Pan naczelnik prowincji wydał
go właśnie na korzyść głodnych i umierających. Nic dziwnego, że te i tym podobne
zjawiska dziwią ludzi, przyzwyczajonych do słuchania błogosławieństwa
i podziękowania, przy świadczeniu dobrodziejstw starą, zacofaną, chrześcijańską
metodą.
Przypatrzmy się jednak dobrze naturze miłości chrześcijańskiej i nowoczesnego
altruizmu, a zrozumiemy wszystko dokładnie. Nie można zaprzeczyć, że niechrześcijanie
mają po części rację, że w naturze ludzkiej leży miłość dla podobnych sobie. Jest ona tam
w samej rzeczy, ale w taki sposób, w jaki płodność znajduje się w ziemi; grunt może być
nawet bardzo urodzajny z natury swojej, ale jeśli go nie uprawić, nie wrzucić do niego
ziarna, jeśli nań nie spadnie deszcz i nie ogrzeje słońce, to zamiast kłosów zboża,
wyrośnie mnóstwo wszelakich chwastów i niepotrzebnego zielska. W sercu ludzkim leży
zdolność do miłości swych braci, ale potrzebuje ona usilnej pracy, dobrego nasienia
i innych warunków; bez tego rozrośnie się na tej niwie egoizm i wszelkie kiełkowanie altruizmu zagłuszy bez litości. Chrystus Pan doskonale o tym wiedział, to też roślinę
miłości bliźniego zasadził na gruncie nadprzyrodzonym. Powiedział On, że miłość taka
jest o b o w i ą z k i e m , pochodzącym z rozkazu Bożego: „będziesz miłował bliźniego
twego, jako siebie samego”. Nakazał czynić mu dobrze, obiecując za to nagrody wieczne,
a za zaniechanie dobroczynności, grożąc karami wiecznymi (Ob. Mat. Roz. XXV). Żeby zaś
ten obowiązek lżejszym i milszym uczynić swoim uczniom, zapewnił ich, że cokolwiek
uczynią jednemu z tych najmniejszych, Jemu samemu to czynią (Mat. XXV, 40). Nadto, jak
co do każdej cnoty nadprzyrodzonej, zapewnił i daje nadprzyrodzoną swą pomoc i łaskę.
Takim sposobem w chrześcijaństwie miłość bliźniego stała się odblaskiem miłości Bożej;
jak słońce swymi promieniami oświeca księżyc, tak miłość Boga oświeca w oczach
wierzącego każdego bliźniego, każdego „maluczkiego”. Rezultat tego taki, że im kto
więcej miłuje Boga, tym silniej kocha bliźniego, a jakie owoce na takim drzewie rodzą się
i dojrzewają, któż nie wie? „Miłość – powiada św. Paweł, cierpliwa jest, łaskawa jest;
miłość nie zajrzy, złości nie wyrządza, nie nadyma się, nie jest czci pragnąca, nie szuka
swego… wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko
wytrwa” (1, Kor. 13). Wszystkie więc dobre uczynki pochodzące z miłości
chrześcijańskiej, noszą na sobie cechę i pieczęć tej Boskiej cnoty. Człowiek zwyczajny nie
pojmie, jakim sposobem ktoś „dobrze urodzony”, piękny, bogaty i szczęśliwy, może
obcować z ubogimi nędzarzami, głupimi, strasznymi nieraz pod każdym względem, ale
od czegoż jest łaska i miłość? One sprawują, że na widok nieszczęśliwego rodzi się
w sercu patrzącego nań litość bezmierna, stosująca do niego słowa powiedziane przez
poetę do Zbawiciela: „Ja ciebie kocham, boś był nieszczęśliwy. Bo przebolałeś to
wszystko, co boli”. One sprawują, że uczymy się ograniczać własne potrzeby, owszem
odmawiać nieraz nawet sobie rzeczy koniecznych, by ulżyć cierpiącym, że dajemy raz,
drugi, dziesiąty, setny, dajemy przez całe życie, bo miłość jest źródłem obfitym
i niewyczerpanym. Ona to wreszcie rodzi w praktyce dobrych uczynków przymiot
nieoceniony – delikatność. O święta, szlachetna, wielka miłości chrześcijańska,
szczęśliwy kto cię znał, widział i ocenić potrafił, bo jak powiada poeta, „świętym jest na
ziemi, kto umiał zawrzeć przyjaźń ze Świętymi!”
Dlatego to chrześcijanin wierzący a miłujący, jeśli czyni komu dobrze, nie zdobi w kwiaty
siebie, ani swego konia, nie jedzie rozłożony w powozie na gumach przed oczami
tłumów, patrzących na owe dobrodziejstwo, ale daje prawicą tak, żeby lewica nic o tym
nie wiedziała; nie zadowoli się „papierową dobroczynnością”, nie posyła przez
oficjalistów i przez specjalne kancelarie, ale sam zetknie się z ubogim i cierpiącym
i będzie z nim obcował, jak brat z bratem i łzy mu otrze ręką własną, nie zaś najętego
umyślnie człowieka. Przede wszystkim zaś strzeże się wszelkiego upokorzenia tego,
komu robi dobrze, najmniejszego zadraśnięcia, podrażnienia człowieka cierpiącego
i nieszczęśliwego. Jestem najpewniejszy, że dobry chrześcijanin, wolałby całe życie
piechotą chodzić, niż przed nędzarzami paradować w „kwiatowym pochodzie”, rzekomo
dla dania mu kilku rubli; że wolałby na całe życie stracić władzę w nogach, niż tańczyć
wobec braci umierających z głodu, niby dla ich poratowania. Taka nieludzkość, taka
brutalność może się zrodzić tylko w sercu spoganionym, na które już nie pada ani jeden
promyk chrześcijańskiego światła, do którego nie dostaje się ani jedna kropla
Chrystusowej łaski. Biedni ludzie, oni chcieliby nawet robić dobrze, ale nie umieją – oni
tylko praktykują filantropię i altruizm: jakie drzewa, takie owoce! Bo i jakież im
pozostaje źródło, jaki zasób sił do dzieła tak trudnego, jakim bez zaprzeczenia jest dobroczynność? Pozostaje w najlepszym razie dobre serce, ale z praktyki wiadomo, że
owo dobre serce w rzeczywistości nie jest znowu tak bardzo dobrem, jak się jemu
samemu zdaje i często za dobrego i poczciwego człowieka uchodzi ktoś dla tego tylko, że
nic złego nikomu nie zrobił, kiedy jednak trzeba było coś zrobić dobrze – dobre serce
kurczyło się jak ślimak do swej skorupy. Nie jedno dobre serce uważa, że zrobiło
niesłychany wysiłek, gdy na korzyść ubogich kupiło parę biletów na fantowej loterii
i zyskało tylko drugie tyle, ile zapłaciło. Ostatecznie najlepsze serce, bez wyższej jakiejś
zachęty, da raz, drugi, dziesiąty, ale przy pięćdziesiątym powie: „a dajcież mi święty
pokój z tymi waszymi ubogimi, kiedy człowiek robi co można, a niemożna, to niemożna”.
A tu nędza się wzmaga i nawet grozi porządkowi społecznemu, a tu rząd i stanowisko
każą zająć się ubogimi, no i ten wzgląd, że po stronie katolickiej ciągle mówią o potrzebie
miłości bliźniego, a nie tylko mówią, lecz ukazują uczynki, które były by także bardzo
pożądane po stronie wolnej myśli i moralności niepodległej. Jak tu sobie poradzić?
Powstają rzeczywiście do rozporządzenia tylko te środki przyrodzone; w niektórych
państwach jak np. w Anglii nakładane są podatki dla biednych, to znowu gminy są
zobowiązane utrzymywać swoich ubogich, a gdy to wszystko nie wystarcza, zwłaszcza
w razach nadzwyczajnych i nagłych, altruizm czy, jeżeli kto woli, filantropia, zmuszona
jest do urządzania rozmaitych zabaw i rozrywek, by przy tej sposobności cały dochód,
albo też pewną część jego, oddać potrzebującym. Urządzają się więc zabawy, koncerty,
wystawy, widowiska, bazary itp. na cele dobroczynne. Od razu widzimy olbrzymią
różnicę między taka a chrześcijańska dobroczynnością; ta ostatnia czyni wszystko dla
Boga i dla bliźniego, o sobie , przynajmniej w tym życiu, nie myśli, owszem siebie
poświęca. Poświęca na zetknięcie się osobiste z nędzą, bólem, głupotą; o zabawie przy
tej sposobności nie marzy nawet, rozgłosu, sławy, zadowolenia, próżności unika
starannie. Dobroczynność świecka, czyli filantropia, przeciwnie ucieka się do egoizmu,
podnieca go, schlebia człowiekowi, trąbi o jego piękności, zasługach, dobroci i cnotach
dlatego tylko, żeby przy tej sposobności wyżebrać grosik dla ubogiego. Kiedy pierwsza
podnosi człowieka moralnie nie tylko przez miłosierdzie względem bliźniego, ale także
przez umartwianie się, przezwyciężanie i poświęcanie siebie, druga przeciwnie, jeśli nie
poniża, to już w żadnym razie nie podnosi. Ona rozbawia człowieka, wyzyskuje jego
egoizm chęć rozrywki, jako środek zdobycia jałmużny. Jest więc nędzną i poziomą w
porównaniu do chrześcijańskiej. Nie dość tego; kiedy źródło słabo bije i strumień nie
może być obfity, więc też biedna filantropia wysila się też na coraz nowe pomysły, coraz
inne zabawy, bo gdy spowszednieją stare, nikt nie idzie i dochodu nie ma. Zdobywa w
końcu z wielkim trudem kilka rubli i dzieli je miedzy potrzebujących, nikt nie powie, że
robi źle, gdyż owszem jest to z pewnością rzecz dobra, ale jakaż jest to olbrzymia różnica
między rozdzielaniem w kancelarii, albo odesłaniem przez oficjalną figurę wydzielonej
każdemu kwoty, a ową ciepłą bratnią ręką, ściskającą gdzieś w podziemnej norze, lub na
poddaszu rękę ubogiego, między wręczaniem za pokwitowaniem, a owym chrześcijańskim
obcowaniem bogatszego i szczęśliwszego z upośledzonym i nieszczęśliwym.
Zapewne i pomoc filantropijna ma swój dobry wpływ, ale niezmiernie mniejszy od
działalności chrześcijańskiej miłości. Wreszcie i to zauważyć trzeba, że dobroczynność
tańcząca dla zebrania małego owocu potrzebują nakładu pracy, czasu i pieniędzy, który
gdyby włożony został do dzieła chrześcijańskiego t.j. chrześcijańskich tylko pobudek
przedsiębranego, wydałby rezultat pieniężny o 50 razy większy.
Opowiadano mi wiele ciekawych szczegółów o tym, ile kosztów musi ponieść uczestnik
balu dla ubogich, płacący za bilet wejścia tylko rb. 5; toalety żony, córek, jego własna,
powóz, bufet etc. etc., wynosi nieraz kilkaset rubli, z których ubodzy nie biorą nic, dla
nich przeznaczone jest owe 5 rb., z których jeszcze odtrącić potrzeba rozmaite wydatki
za urządzenie zabawy, albo widowiska. Dobrze jest jeszcze, że przy tej sposobności
zarobią kupcy, dorożkarze, służba, kucharze, bo i oni żyć potrzebują, ale właściwi ubodzy
zabiorą jakiś maleńki procencik sumy, wydanej dla dania im owych kilku groszy. Można
więc śmiało powiedzieć, ze dobroczynność świecka jest machiną skomplikowaną, ciężką,
potrzebującą ogromnego nakładu, dla wydania stosunkowo dość miernego rezultatu.
Tyle co do różnic, spostrzeganych okiem zmysłowym (choć dałoby się i więcej
powiedzieć), ale jakaż różnica w stosunku do życia przyszłego! Kto w imię Boga poda
spragnionemu choćby tylko szklankę wody, otrzyma swą nagrodę w wieczności; ale czy
tańczący i bawiący się dla ubogich będą mogli rościć pretensje, by na ich utrefione
i spocone w tańcu czoła włożył Bóg wieniec, należny kochającym i pracującym? Nie będą
śmieli, a gdyby się ośmielili, dano by im odpowiedź „wzięliście zapłatę swoją”.
Tańczyliście, jedliście lody, słuchaliście muzyki – to i dosyć.
Czyż dlatego mamy taka dobroczynność ganić i przeciwko niej powstawać?
Bezwarunkowo i z pewnością nie, lecz tylko to co w niej może się znaleźć nagannego,
należy zganić i wedle możności znieść, co dobrego zaś zachować, starając się przy tym
podnieść i udoskonalić, co udoskonalonym być może. Bo trzeba przyznać, że nawet w tak
praktykowanej dobroczynności jest niejedna dobra strona. Każdy bowiem choćby
i niedołężny czyn przedsiębrany ku pożytkowi bliźniego, każda nawet w tym kierunku
dobra chęć, godna jest pochwały, bo w rzeczy samej jest dobra. Najlepiej zapewne
byłoby, gdyby wszystkie czyny, mowy i myśli ludzkie pochodziły z pobudek
nadprzyrodzonych i takimi kierowane były prawami, wszakże i to, co jest dobrem
w porządku tylko przyrodzonym na naganę nie zasługuje, owszem chyba przeciwnie.
Więc jeżeli przy zabawie, widowisku jakim, ludzie, bawiąc się, złożą jakiś grosz dla
ubogich i cierpiących, bardzo pięknie postąpią i warto by nawet, żeby przy każdej
rozrywce i przyjemności, ludzie uczyli się w ten lub inny sposób pamiętać o takich,
którzy bawić się i odpoczywać nie mogą. Za taką dobroczynnością przemawia to także,
że może jednoczyć do jednego celu ludzi, którzy oprócz chęci pomożenia cierpiącemu nic
wspólnego z sobą nie mają. Na wystawę, bazar, czy koncert w celu dobroczynnym mogą
pójść i chodzą ludzie najrozmaitszych wiar, narodowości, przekonań: tak dobrze
wierzący katolik, jak skończony ateusz, na którego prośba „dla miłości Boga”
najmniejszego nie wywarłaby wrażenia.
Jeśli jednak dla tych, a może i innych jeszcze względów, można zgodzić się na zabawy,
urządzane w celu dobroczynnym, byle skądinąd złymi nie były, to przecież nie ulega
wątpliwości, że mimo chwalebnego celu, nie raz potrzeba je zganić i przeciwdziałać im,
skoro obrażają moralność i zdrowy rozsądek. Więc np. wystawy obrazów i rzeźb,
obrażających przyzwoitość, więc teatralne przedstawienia w stylu fars francuskich,
ponieważ są złe same w sobie, to nie usprawiedliwi ich wcale cel, choćby najlepszy
nawet, gdyż jak powiada teologia non sunt facjenda mala ut eveneant bona – nie można
robić źle, by stąd dobre wynikało.

Powyższe i podobne do nich ujemne strony filantropijnej dobroczynności dają się
jeszcze dość łatwo spostrzegać, jest jednak w niej groźne niebezpieczeństwo, o którym
bodaj rzadko kto myśli, to mianowicie, że ludzie taką to tylko znając dobroczynność,
mogą pomyśleć, że innej już nie ma i być nie może, mogą nabrać przekonania, że tańcząc
i bawiąc się, mogą uczynić zadość wszystkim potrzebom nieszczęśliwych swych braci i
swoim względem nich obowiązkom, mogą zapomnieć, że nie filantropia, ale
chrześcijańska miłość bliźniego wiedzie człowieka do nieba i usprawiedliwia w dzień
sądu. Owszem może dojść do tego nawet, że dobroczynność chrześcijańska może być
uznawana za przestarzałą i miejsce jej być wyznaczone w domu obłąkanych, jak tego
przykłady niedawno mieliśmy w głośnej ze swej dobroczynności Warszawie. Słowem
niebezpieczeństwo nawet godziwej i dobrej skądinąd filantropii w tym leży, że może
wyprzeć miłość bliźniego, odzwyczaić człowieka od pierwiastka nadprzyrodzonego, a w
końcu sama zginąć i wyschnąć. Przeciwnicy bowiem przestarzałej chrześcijańskiej
dobroczynności, niezmiernie podobni są do człowieka, który odrąbał od drzewa gałąź,
na której siedział, a potem upadłszy jeszcze płakał i dziwował się. Ci panowie chcieliby
chrześcijan umieścić w Tworkach, jednocześnie eksploatować na rzecz ubogich uczucie,
które właśnie w chrześcijaństwie tylko czerpie swe siły. Gdyby przestarzała miłość
chrześcijańska bliźniego naprawdę ustąpiła, zgasłaby i dobroczynność, jak to było i jest
wszędzie w poganizmie. Otóż ponieważ człowiekowi łatwo przychodzi zapominać
o nadprzyrodzonym swym końcu, a natomiast wybierać co łatwiejsze i wygodniejsze,
więc nie przeszkadzając, albo nawet pomagając dobroczynności światowej, o ile jest
godziwą, powinniśmy zawsze i wszędzie starać się o gruntowanie i rozszerzanie
chrześcijańskiej miłości bliźniego, opartej na nadprzyrodzonej miłości Boga, bo tylko to,
co się na tej niewzruszonej opoce opiera, nigdy nie zostanie obalone i co z tego
bezbrzeżnego oceanu wypływa, nigdy płynąć nie przestanie – i do tego samego źródła
wszechbytu i szczęśliwości przyprowadza.
Ksiądz Karol Niedziałkowski, biskup łucko-żytomierski
Z książki: „Snopek kąkolu”, Warszawa 1903,
Za: Piotr Wenecki (” Tańcząca dobroczynność”)
http://www.bibula.com/?p=30231
7

Komentarzy 39 do “Tańcząca dobroczynność – Bp. Karol Niedziałkowski”

  1. polak 2010 said

    Warto by zapytać publicznie Prezesa TVP , na jakiej podstawie prawnej udostepnia czas antenowy w 1 dzień za darmo prywatnej fundacji p.Owsiaka .Czy każda fundacja może na to liczyć?
    Kto za to płaci ?

  2. jowram said

    Czekając na śmierć Szarona

    Kilka dni temu minęła piąta rocznica udaru mózgu, który zakończył polityczną karierę premiera Izraela, Ariela Szarona. Od tego czasu 82-letni dziś Szaron pozostaje w stanie wegetatywnym, sztucznie podtrzymywany przy życiu.
    Czy jest zatem sens o tym wspominać? Być może jest, zwłaszcza że stan Szarona pilnie monituruje wiele grup w Izraelu i na całym świecie a większość z nich niecierpliwie oczekuje jego śmierci, jedni wierząc, że po tym nadejdzie Mesjasz, inni nie mogąc się doczekać pełnego wypełnienia rzuconej na Szarona klątwy. Zacznijmy może od tych drugich. Kiedy w 2005 roku premier Szaron rozpoczął realizację planu likwidacji żydowskich osiedli w Strefie Gazy i siłą ewakuowano z Gazy 8500 osadników, skrajnie prawicowe i nacjonalistyczne grupy ogłosiły go „zdrajcą syjonizmu”. Radykałów poparł Sanhedryn, który po 1600 latach powstał na nowo i obraduje w Tyberiadzie, a jeden z jego najznamienitszych członków, typowany na przyszłego króla, rabin Yosef Dayan osobiście wziął udział w ceremonii zwanej „Pulsa Dinura”. Około 20 działaczy i rabinów zebrało się w połowie sierpnia 2005 na cmentarzu w Rosz Pina, by wezwać „anioła śmierci” do zgładzenia Szarona. Jeden z uczestników mrocznego obrzędu, którego fragmenty można zobaczyć na YouTube, Avigdor Eskin, który brał udział w podobnym obrzędzie tylko że skierowanym w Icchaka Rabina, przytoczył później dokładną treść klątwy, oto jej fragment: (…) Anioły zniszczenia uderzą w niego. Jest przeklęty, gdziekolwiek się uda. Jego dusza natychmiast opuści jego ciało… i nie przeżyje on miesiąca. Mroczna będzie jego ścieżka, a anioły Pana będą go ścigać (…) Niech będzie przeklęty, przeklęty, przeklęty! (…) Ariel Szaron początkowo żartował i dementował plotki o swych kłopotach zdrowotnych jakoby spowodowanych klątwą kabalistów i rabinów, lecz w niecałe 5 miesięcy później Sanhedryn mógł triumfować. Znienawidzony polityk został wyeliminowany przez nagły udar mózgu. Można dodać, że w przypadku wcześniejszego o 10 lat rytuału, którego ofiarą stał się Icchak Rabin, tylko miesiąc trzeba było czekać na jego owoce i zamordowanie premiera. Żeby zakończyć ten mroczny temat „Pulsa Dinara” trzeba zaznaczyć, że w żadnym miejscu Biblii, ani w Starym, ani w Nowym Testamencie nie ma ten rytuał źródeł. Wręcz przeciwnie wszelkie przejawy magii czy rzucania przekleństw są surowo zakazane. Co więcej, żaden rabin czy kabalista nie ma prawa wydawać wyroku śmierci na innego człowieka. Według Tory skazać Żyda na śmierć może wyłącznie koszerny Sanhedryn za złamanie konkretnych biblijnych praw – i to dopiero po procesie. Jednak takich uprawnień nie posiada żaden Sanhedryn w Izraelu od czasów pierwszej Świątyni.
    Jak widać współczesny Sanhedryn daleki jest jednak od Tory, zaślepiony swym Talmudem, można powiedzieć, że od czasów Chrystusa nic się w tym względzie nie zmieniło. Dużo ciekawsza jest jednak druga z motywacji ludzi oczekujących śmierci Szarona.
    3 tygodnie po tym, jak Szaron zapadł w śpiączkę , zmarł w Jerozolimie jeden z najwybitniejszych rabinów, liczący sobie 108 lat, Icchak Kaduri. O tym jak znaczna była to postać świadczy fakt, że na jego pogrzebie obecnych było 300 tysięcy Żydów. Pozostawił on po sobie list, rodzaj testamentu w którym ujawnić miał kim jest Mesjasz. Już wcześniej rozchodziły się pogłoski, że Kaduri spotykał się w swych snach i wizjach z Mesjaszem, jednak póki żył nie chciał ujawnić jego tożsamości, powtarzał tylko że gdy ujawni się Izraelowi „ludzie będą dziwili się: „Czy to jest ten Mesjasz?” Wielu będzie znało Jego Imię, lecz nie będzie wierzyło, że ten właśnie jest Mesjaszem”. Kiedy otwarto list, wybuchł skandal i niedowierzanie. Rabin Kaduri mógł wpisać każde imię z milionów, byle nie to jedno: Na kartce znaleziono frazę: „Mesjaszem, który przyjdzie jest Yehoshua, zwany także Yeshua, nam wszystkim znany jako Jezus. Podniesie On ludzi i udowodni, że Jego słowa i prawo są ważne”.
    Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, rabin który był dotąd niekwestionowanym autorytetem, oskarżony został o niemoc fizyczną i psychiczną w czasie spisywania notatki. Na uwagę zasługuje jednak niemal zupełna cisza w mediach izraelskich: wiadomość o tym rewelacyjnym odkryciu umieścił tylko Israel Today i hebrajskojęzyczne strony internetowe News First Class (Nfc) i kaduri.net, wskazując na autentyczność notatki. Pismo hebrajskie Ma”ariv, choć umieściło informację na pierwszej stronie, uważa że chodzi o podrobiony dokument.
    Podobnie twierdzi syn rabina Yitzhaka Kaduri, 80-letni rabin David Kaduri, który mówi, że we wrześniu 2005 roku podczas spisywania notatki, zdrowie fizyczne ojca nie pozwalało na sporządzenie jej własnoręcznie. Pismu Israel Today udostępniono wiele własnoręcznie sporządzonych przez rabina Yitzchak Kaduri manuskryptów. To co natychmiast rzuciło się w oczy specjalistom, była duża ilość symboli przypominających krzyż. Według żydowskiej tradycji, używanie krzyży i krzyżyków jest niedopuszczalne. Jak podkreślają specjaliści, nawet używanie zwykłego znaku plus ( ) jest zabronione, gdyż przypomina on krzyż. Syn rabina Kaduri, rabin David Kaduri zapytany o znaczenie tych licznych zakazanych znaków sporządzonych ręką swego ojca, nie jest w stanie udzielić sensownej odpowiedzi. „To są znaki Anioła” – mówi, lecz przyparty do muru nie znajduje innej odpowiedzi i stwierdza, że nie ma pojęcia. Według rabina Kaduri, jak również według przewidywań innych znanych rabinów, jak Haim Cohen, Nir Ben Artzi czy jego żony Haim Kneiveskzy, Mesjasz ma przyjść do ludu Izraela „po śmierci Ariela Sharona”. O ile w przypadku Kaduriego źródeł tej pewności można doszukiwać siew przeżyciach mistycznych, o tyle nie bardzo wiadomo na jakiej podstawie inni rabini opierają swe przeświadczenie. Być może wynika to z analizy jednego z proroctw Izajasza (Iz 29. 1-10) „Poematu proroczego o Arielu”, gdzi użyte jest to imię w kontekście czasów ostatecznych. A sam Ariel Szaron, nieświadom zainteresowania które wywołuje, pozostaje od 5 lat zawieszony pomiędzy życiem i śmiercią. Czasem otwiera oczy i jak twierdzą lekarze reaguje na bodźce, jednak jego stan nie budzi wielkich nadzieji na powrót do normalnego życia. W połowie listopada Szaron został próbnie przetransportowany na 48 godzin do swej posiadłości na południu Izraela, żeby sprawdzić, czy może tam zostać przeniesiony na stałe, szybko jednak wrócił do szpitala.

    • Józef Piotr said

      Dobry to wpis , nie tylko kształcący ale powiększający naszą wiedzę o Państwie Izrael. Więcej takich edukatorow.
      Bo cóż my wiemy o tym państwie i jego mieszkańcach ? O jego iodeologiach , zabobonach , wierzeniach ? Tyle ,że nasza wiedza jest segmentowana i dozowana i ukierunkowywana przez propagandę rządzących światem siły , pieniądza , zlodziejstwa i rewolucji oraz gnębienia narodów.
      No i Walki z KRZYŻEM !!
      Nie ma takiego czegoś jak nauka o: Tym wszystkim co wiąże się z tymi co mówią że stanowią Izrael.
      Dużo mozna by rozpisywać , ale tylko z fragmentu wiedzy . Bo obok morderców i niszczycieli są poczciwi w naszym zrozumieniu ludzie godni chwaly i obserwacji.
      ……………………………………………………
      Ostatnio przeczytałem o jakimś Rabinie który wydedukował teorią i przyjął za pewnik że tylko 5 procent tego co nazywamy ludżmi posiada DUSZĘ !!
      Więc coooo? Jest potwierdzenie tego że goim to gorze jak bydło ? Jest podstawa ideologiczna na to by resztę wymordować !!!
      O Nasz Boże Jedyny Zwróć Uwagę Na to i Zareaguj ! Widzisz Panie Boże a nie GRZMISZ!!

      • Pustelnik said

        Kazan ks Piotra jest bardzo duzo,wspolczuje tym ,ktorzy dopiero teraz poznaja.Najlepiej rozpoczac od sluchania kazan z Kutna,chyba tam jest mowa o Szaron,o Icchak Kaduri napewno,jak wszyscy jechali na pogrzeb ,a lotnisko w Oslo przez tydzien bylo zablokowane.Nie bez przypadku jest podtrzymywany przy zyciu i tu mamy jeszcze jeden znak mowy Boga.

  3. Józef Piotr said

    to KP – Admin.
    ===================
    Oglądnąłem tą ‚”galerię” WYSIARCZYN WODOROWYCH Culon’a. Pozostał niesmak i zakłopotanie co do intencji i smaku autora wpisu.
    Napewno jest człowiekiem myślącym i przebiegłym.
    Dla zmylenia wprowadza anons: ” the link to SMOLEŃSK catastrofe”.Czyni to po to aby nagonić jak najwięcej oglądających za sprawą „nośności” hasła „smoleńsk”.
    Z obrazu całości „GALERI” odczytuję chihot lucyfera „pojdżcie do mnie wszyscy”!!
    Proponuję „WYKOPAĆ” ten wpis razem z jego autorem!!
    Chyba że Admin uzna moje spostrzeżenia za niepoprawne .

  4. Annah said

    Oświadczenie Ewy Błasik, wdowy po gen. Andrzeju Błasiku
    Aktualizacja: 2011-01-13 5:39 pm

    Mój mąż – pierwszy pilot Rzeczypospolitej – przygotowywał mnie, że nić jego życia może zostać przerwana w wyniku katastrofy lotniczej. Raport MAK traktuję, jako haniebną próbę szkalowania pamięci mojego męża Generała Andrzeja Błasika. Tezy MAK na temat roli mojego męża są powtórzeniem propagandowego stanowiska władz rosyjskich sformułowanego już w godzinę po katastrofie, gdy w sposób oczywisty nie mogło być na ten temat jakichkolwiek dowodów.

    W tym miejscu pragnę stanowczo podkreślić, iż w dostępnym i znanym materiale dowodowym nie ma żadnej przesłanki wskazującej na zawartość alkoholu we krwi mojego męża w chwili katastrofy.

    Nie ma również dowodów, które potwierdziłyby, że mój mąż w jakikolwiek sposób wywierał pośredni czy bezpośredni nacisk na pilotów. Ten lot miał być dla męża wyjątkowy.

    Miał tam również wypełnić osobistą misję – przyjąć Komunię Świętą w intencji dziadka swojej bratowej, żołnierza Armii Hallera – policjanta zamordowanego w twierdzy twerskiej. Dlatego ten wylot przeżywał tak podniośle, dlatego osobiście meldował Panu Prezydentowi o gotowości wylotu i nie jest możliwe, aby spożywał alkohol.

    Mój mąż Andrzej Błasik polski żołnierz, pilot, dowódca Sił Powietrznych całe swoje życie poświęcił służbie Ojczyźnie. Był bardzo dobrym dowódcą, szanowanym i podziwianym w Polsce i w siłach NATO.

    Mój mąż był również, a może przede wszystkim, człowiekiem honoru. Dziś ten honor próbuje mu się odebrać na oczach całego świata.

    Polski rząd powinien bronić godności polskich oficerów, w tym godności Mojego Męża. Szczególnie powinien Ich bronić w sytuacji, gdy Oni sami tego uczynić nie mogą. Dlatego chcę stanowczo zaprotestować przeciwko bierności rządu Pana Premiera Donalda Tuska.

    W sprawie tragedii smoleńskiej zawiodły władze Państwa Polskiego. Liczę jednak, że nie zawiodą Polacy i będą do końca upominać się, by prawda o katastrofie smoleńskiej została ujawniona.

    Ewa Błasik

    http://www.bibula.com/?p=30542

    • Annah said

      W nerce nie było śladu alkoholu

      Gdyby poproszono mnie o wykonanie badania na podstawie krwi, w przypadku znaczącej różnicy czasowej między zgonem a sekcją powściągnąłbym się przed interpretacją. Powiedziałbym krótko, że krew w chwili badania wykazała obecność alkoholu w stężeniu 0,6 promila bez wskazania, czy jest endo-, czy egzogenny. Tym bardziej że nie było go w nerkach
      W nerce nie było śladu alkoholu

      Z prof. dr. hab. farm. Romanem Wachowiakiem z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej z Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu rozmawia Jacek Dytkowski

      W raporcie rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego zamieszczono informacje, że u gen. Andrzeja Błasika, dowódcy Sił Powietrznych, wykryto 0,6 promila alkoholu we krwi, podczas gdy w nerkach i w moczu nie stwierdzono takiej substancji. O czym to może świadczyć?
      – Jeżeli w moczu nie było alkoholu, to istnieje duże prawdopodobieństwo obecności alkoholu endogennego, czyli wytworzonego na skutek procesów nekrochemicznych. Pojawiają się tutaj dwie możliwości. Istnieje pewne prawdopodobieństwo obecności alkoholu endogennego, ale równocześnie mógł być taki moment, że spożyto alkohol na krótko przed katastrofą. Czyli wypita dawka wchłonęła się do krwioobiegu, natomiast nie następowała jeszcze jej eliminacja poprzez układ moczowy. Nie można tutaj jednak wykluczyć endogennego alkoholu. W innym bowiem wypadku zawsze powinien pozostać jakiś ślad po spożyciu. Szczególnie w końcowej fazie metabolizacji dochodzi do sytuacji, że we krwi nie ma już alkoholu, a w moczu zawsze jest on obecny. Czyli gdyby spożyto alkohol na przykład wieczorem o godzinie 23.00-24.00, wtedy może się okazać, że rano o godz. 6.00–7.00 we krwi już go nie ma, a jest obecny w urynie. W naszej sytuacji są zatem dwie możliwości: albo konsumpcja nastąpiła na krótko przed katastrofą – mam tu na myśli okres rzędu pół godziny lub piętnastu minut – albo ewentualnie mamy do czynienia z przesłanką, że mógł to być alkohol endogenny.

      Jeżeli zbadano mocz, to powinno się pobrać również próbkę z ciałka szklistego oka?
      – W rutynowym profesjonalnym badaniu powinna być badana krew, mocz i ciałko szkliste oka. Oczywiście krew w wariancie próbek A i B, jednej z fluorkiem sodu, a drugiej bez, ażeby przeprowadzić reanalizę, która oznacza powtórzenie badania. Wykonuje się ją w jak najbliższym momencie od czasu sekcji zwłok. Układem idealnym byłoby przeprowadzenie jej natychmiast, a następnie, po pewnym okresie – zwykle po kilku dniach – ponownie.

      Czy istnieje okres dopuszczalności pobierania próbek od osoby zmarłej?
      – Nie. Robimy takie badania nawet po miesiącu od chwili znalezienia na przykład jakichś zwłok w lesie. Im szybciej po zgonie analiza jest wykonana, tym wiarygodność interpretacji jest większa. Większa, aniżeli w sytuacji przerwy pomiędzy zdarzeniem, sekcją a pobranym materiałem biologicznym. Może oczywiście wystąpić znacząca różnica czasowa pomiędzy zgonem a sekcją. Gdyby w takim wypadku poproszono mnie o wykonanie badania na podstawie krwi, powściągnąłbym się przed interpretacją. Powiedziałbym krótko, że krew w chwili badania wykazała obecność alkoholu w stężeniu 0,6 promila bez wskazania, czy jest to alkohol endo-, czy egzogenny.

      http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20110115&id=main

  5. wiedma said

    Tak dużo słów. Sama znam 3 nastolatków, którzy gdyby nie sprzęt z orkiestry w polskich szpitalach, dzisiaj byliby martwi.

    • szach said

      a dokładnie ? Jaki to sprzęt nie był znany w Polsce i używany nim orkiestra go zakupiła? Pierwsze aparaty USG w Polsce były darem Jana Pawła II. Ale o tym cicho,sza…

      • wiedma said

        Nie chodzi o sprzęt znany. Chodzi o sprzęt DOSTĘPNY. Dzięki WOŚP w ciągu ostatnich 19 lat przenieśliśmy się w leczeniu maluchów gdzieś z końca na listy do czołówki europejskiej.

        Sądziłam, że nie chodzi o to skąd jest sprzęt, ale czy kogoś ratuje. Szkoda, że ideologizowanie jest ważniejsze od ludzkiego życia.

        • Annah said

          „Nie chodzi o sprzęt znany. Chodzi o sprzęt DOSTĘPNY. Dzięki WOŚP w ciągu ostatnich 19 lat przenieśliśmy się w leczeniu maluchów gdzieś z końca na listy do czołówki europejskiej.
          Sądziłam, że nie chodzi o to skąd jest sprzęt, ale czy kogoś ratuje. Szkoda, że ideologizowanie jest ważniejsze od ludzkiego życia.”
          Chodzi o to by „sprzęt świątecznej pomocy” potrafiono obsłużyć a niestety w wielu szpitalach stoi bezczynnie, bo na szkolenie personelu nie ma już pieniędzy, ale przecież dla potrzeb marketingowo-statystycznych zawsze można nim błysnąć, prawda?

        • wiedma said

          To jest niestety nieudolność naszego państwa, które Szach poniżej tak wychwala, twierdząc, że to nasze podatki utrzymują szpitale. Gdyby utrzymywały, byłby personel.

        • szach said

          No tak, to nie nasze podatki ,tylko guru Owsiak utrzymuje służbę zdrowia w Polsce.
          Idź się Wiedmo@ lecz na nogi, bo na g…

  6. wiedma said

    W USA pomagania innym/wolontariatu uczy się już w szkole podstawowej. W Polsce jest inaczej: tutaj ludzie, żeby sobie pomóc muszą mieć pretekst w postaci religii. Ten tekst obnaża powód, dla którego kilka lat temu kościół zaatakował WOŚP: Owsiak wszedł na teren zarezerwowany.

    • szach said

      W Polsce miłość braterską mają z mlekiem matek wyssaną. A widziałaś lepszego Nauczyciela Dobra niż Jezus Chrystus? Polacy biorą wzór z najlepszego wzoru a WOŚP z filantropów,więc nic dziwnego,że jakoś do naszej kultury nie przystają .To tak jak z naczyniem:dla jednego puszka po konserwie to przepiękne naczynie,ale jak ktoś używa kryształu,to mizerne. Tak jest i w dziełach WOŚP i Kościoła.

    • cox said

      Nie miałbym nic przeciwko Owsiakowi, gdyby całą zebraną kasę przeznaczał na pomoc chorym dzieciakom, a nie za jej część organizował Woodstock. I gdyby nie popierał sekty krisznowców. A zastanawiałaś się wiedmo dlaczego mu tak przeszkadza Przystanek Jezus?

      • Józef Piotr said

        # Cox.
        Tutaj przyjacielu nie rozchodzi się o DOBRO w jego przyrodzonej postaci. Tutaj hasła mające na celu niby „dobro'” stanowią przykrywkę do mega manipulacji masami w tym ze szczególnym naciskiem na dzieci i młodzież.Oni mają być ogłupieni !! Taki jest cel . I każdy sposob jest dla nich dobry, aby go osiągnąc!!
        Nie liczy tutaj się fakt KRZYWDZENIA i poniewierania człowiekiem szczegolnie młodym , nawet wtedy gdyby „trup” padal gęsto.
        Zauważmy brutalne zachowywania się głownego cwaniaka.Rzucane przez niego hasła , krzykliwość i wyjce oblegające kamery i mikrofony .
        A wiemy , że dobro wymaga pokory i ciszy gdyż ma być kierowane do najbardziej cierpiących.
        Przypomina to „bal na Titaniku'” na którym koncertowała orkiestra cywilizowana a jej repertuarem były Kalasyki wynikające z geniuszu muzycznego człowieka.
        Tutj mamy orkiestrę z repertuarem zgoła innym. Samo wycie i głośność mówi skąd tego rodowód.
        Tu nie ma popierania tylko „krysznowców”!! tutaj popiera się wszystko co przeczy KRK i jego nauce.I jest to element frontu walki z kościołem.
        Do tego dołaczyć trzeba „woodstock”! I to co tam się działo.
        A że pojawia się tam często jakiś purpurat życ…ki i jego świta to należy uznać że IM pasterzuje i może jest na prostej drodze do piekła razem ze tymi „baranami”.
        I jakoś nie słyszałem aby któryś purpurat Krzyczał, nakłaniajac ludzi o datki na cele CARITASU .Tutaj ten akurat się nie angażuje.
        Ta orkiestra , jak określają znawcy jest (5-o osobowa)fundacją prywatną.Ma prawo pobrać na swoje potrzeby 8 procent wpływów .Całkiem ładny dochód z jednej akcji?.
        Dalej idąc to wg oficjalnych ogloszen 1,5 mln zł idzie na „woodstock”.
        A śa jeszcze wycieczki i wczasy zagraniczne dla „aktywu”
        Teraz o nakładach : znawcy mówią o wielokrotnym w stosunku do wpływów nakładzie kosztów. Najdelikatniejsze określenie mówi o dwu krotnym .
        Wynajęte Orkiestry , zespoły spiewacze i muzyczne są „godziwie’ opłacane z zupełnie innych środków. Czas antenowy PR i Tv przez 24h/na dobę też też nie z pieniędzy uzbieranych.
        Jestem za zbieraniem datków na wzniosłe cele w ciszy , spokoju , z kulturą ale pod całkowita kontrolą społeczną . Wystarczy od każdego dorosłego w Polsce po 2(dwa)złote rocznie , czyli po 17 groszy na miesiąc nawt poprzez US i już jest większa kwota niż wykazywana przez Owsiaka!!!!!
        Bez kosztow , bez demoralizacji młodzieży , dzieci i dorosłych.
        A swoją drogą gdyby myślenie rodzicow wysyłających dzieci na tą zbiorkę jako woluntariuszy było z wyobrażnią i poprawne to samo to by się zawaliło.
        Każdy rodzic (przynajmniej większość)chce dobrze wychowywać swoje dzieci i nie pozwala w domu robić co tylko dziecko chce. A tam wysyła swoje dziecko w objęcia „ROBTA CO CHCETA”!!!Po to aby jakiś stary demoralizator „nagrzewał je ” lub wciskał w głowę pojęcia obce wychowaniu w prawdziwej rodzinie.
        A swoją drogą tych woluntariuszy wysyła się przede wszystkim pod Kościoły , gdyż tam można tylko liczyć na samarytanizm.

      • wiedma said

        Cox, odwracasz zagadnienie. Nie słyszałam, aby Owsiak wypowiadał się wrogo na temat Przystanku Jezus. Natomiast słyszałam i czytałam wielokrotnie wrogie wypowiedzi księży na temat Woodstoku (na którym nigdy nie byłam i nie zamierzam być). To bardzo pospolite ujęcie: nie lubimy kogoś, więc zaczynamy rozgłaszać, że to on nas nie lubi. Mnie Owsiak jako taki niespecjalnie interesuje. Ważne jest, że moje dziecko będzie miał w razie nieszczęścia dostęp do najnowszego sprzętu.

        • szach said

          I to dzięki Owsiakowi ??? Kobieto,zejdź na ziemię. To my płacimy składki zdrowotne i podatki wszelkiego typu ,dzięki którym służba zdrowia jeszcze funkcjonuje. To co wpłaca orkiestra,to jak kropla w oceanie. , Budżet NFZ to ponad 50 mld zł ( w 2010r- 57 897 807 tys. zł ). Owsiak zbiera max 40 mln /to 0,08% !!!!
          Nie przeznacza też całości kwoty na sprzęt. Część leży spokojnie na koncie i zarabia.Np. na pompy insulinowe, jak pamiętamy, sztandarowe hasło medialne WOŚP , wydano raptem niecałe 40 tys zł.

          I jaki to wolontariat, skoro z tych pieniędzy biorą część na zapłatę ? Woodstock jest wynagrodzeniem dla tych,co zbierali pieniądze,a odmawia się głosu katolikom, co wrzucali do puszek . A skoro jest wynagrodzenie, to nie można nazwać takich działań bezinteresownymi, prawda? A może tu inne zasady obowiązują ?
          Inna sprawa,że WOŚP działa i tak dzięki pomocy wierzących ,ale nie ten ma głos ,który daje,tylko ten który liczy i rozdziela.

          Owsiak jest po to, byście wy-ateiści mogli poczuć się lepiej / też robicie coś dobrego/

          a tu cytat z forum ,by nie być gołosłowną :

          „I chciałabym jeszcze jeden aspekt podkreślić – to nie jest tylko zwykła zbiórka. To święto, impreza, coś na co niektórzy czekają prawie tak jak na święta . BO TEN KLIMAT! Człowiekowi się tak miło robi na duszy, jak widzi ludzi z czerwonymi serduszkami, że aż się płakać chce ^__^. Przez taką akcję ludzie czują się lepiej i widzą, że można się poświęcić. Do tego, jak to mówili dzisiaj często i gęsto w Tv – łączy się z innymi ludźmi, nie tylko w Polsce, ale i w innych miejscach świata : D. ”

          Nic dodać nic ująć. Mądrej głowie ,dość po słowie.

        • wiedma said

          Przypuszczam, że rozliczenie finansowe jest na ich stronie internetowej.

          Orkiestra nie jest kroplą w oceanie. Jeśli chodzi o opiekę zdrowotną nad noworodkami, w zasadzie WOŚP zmienił w Polsce system w ciągu tych ostatnich lat. I to są NASZE pieniądze. To MY pomagamy. Zresztą w przypadku Caritasu, to także LUDZIE pomagają.

        • cox said

          Ja natomiast słyszałem i to nie jedną. A to, ze księża wypowiadają się wrogo o Woodstoku wcale mnie nie dziwi (choćby ze względu na obecność na tej imprezie sekty krisznowców, czy też łatwą dostępność młodzieży do alkocholu lub narkotyków). Słyszałem jak na tej imprezie odegrano hymn państwowy (wg. mnie to dziwne,że nie zajeła się tym prokuratura) Słyszałem również jak pan Jurek zachęcał rozentuzjazmowaną młodziez do wyrażenia swej dezaprobaty wobec kamerzysty który bez jego wiedzy filmował całą imprezę. Dlatego tez nie mam zamiaru wspierać swoimi datkami tej organizacji, a pieniądze wolę wpłacić dla Caritasu który bez takiego szumu medialnego czyni więcej dobra!

        • wiedma said

          Ja zaś odwrotnie. Niezmiernie sobie cenię, że efekty pracy WOŚP są widoczne. Oczywiście bardzo to dobrze, że ktoś gdzieś coś komuś podarował, ale wolę, gdy to gdzieś jest u mnie i u sąsiada.

  7. szach said

    List byłych muzułmanów do ludzkości :
    http://noemi-niewierzmuzulmanom.blogspot.com/2010/11/list-byych-muzumanow-do-ludzkosci.html

  8. Józef Piotr said

    # Wiedma
    Współczuję Ci w zwiazku z powaznymi kłopotami wynikającymi ze stanu zdrowia Twojego dziecka jak rownież znanych Ci z autoposji tych trzech przypadków innych dzieci. Doskonale cię rozumię .
    Rozumię twoją determinację na froncie obrony ” dzieł” Wielkiego Deprawatora , organizatora IGRZYSK (zob. dzieje Rzymu)gdy lud żądał chleba. Trafniej i współcześniej mozna to wyrazić : ORGANIZATORA wspomagania drobnymi datkami gwarantowanej KONSTYTUCJĄ RP opieki zdrowotnej jej najbiedniejszych mieszkańców w sytuacji gdy zniszczono i rozkradziono majątek Rzeczypospolitej będący dorobkiem pokoleń tyrających na to po II WŚ .
    Nie ma z czego zasilać funduszy finansujących OCHRONĘ ZDROWIA bo zlikwidowano warsztaty pracy i doprowadzono do gigantycznego bezrobocia .
    Nie ma z czego zasilać tych funduszy bo prawie wszystko co przynosiło lub mogło przynosić jakikolwiek dochód PAŃSTWU oddano OBCYM zwalniając ich na wiele , wiele lat z płacenia podatków.
    Spójrz dookoła co jeszcze z szeroko rozumianej przestrzeni publicznego(krajowego) przemysłu , handlu , usług ..itp.. . zostało NASZE , POLSKIE ?. Czy znajdziesz chociażby jeden wyrób który można powiedziec że jest od początku do końca w polskich rękach ?
    Jeśli jeszcze coś jest to tego jest bardzo a bardzo niewiele.
    Powiesz , jest to i owo co opisane jest miejscem wytwarzania POLSKA . Tak znajdzie sie to i owo ,ale ma to wspolnego tyle z Polska że FIRMA jest własnościa tzw „podmiotu zachodniego” przejęta w sposob rabunkowo przestępczy ,a w niej za minimum płacowe (ustalane przez Sejm i zasiadających w nim „głosłów” i pseudo zwiazki zawodowe ) pracuje Polski niewolnik . To minimum płacowe starcza mu na ……..co .. i tego nie trzeba wymieniać gdyż każdy to zna , kto żyje z pracy rąk zatrudniając sie jako siła najemna.
    Innym elementem wpływającym na opłakany stan finansów Opieki Zdrowotnej Obywateli RP jest fakt permanentnego jej reformowania , a wiemy na przykładzie chociażby szkolnictwa że w wyniku nigdy nie kończących się reform dąży sie do tego aby absolwent czegokolwiek był coraz głupszy i nie miał pracy .
    Rozpoczęto reformowanie opieki zdrowotnej od czynników wchodzących w jej podstawowy skład i wyrazało się to:
    *-prywatnymi usługami medycznymi(na lewo) na państwowym sprzęcie i lokalach
    *-wyłączaniem różnych sektorow np w szpitalach(bywało to wymierzane w ilości sal , łóżek , godzinach pracy personelu i sprzętu ) dla prywatnych pacjentów, niektórych mających we krwi zakodowane ,skorumpowanych „DOKTORÓW”.
    *-wydzierżawianie całych sekcji np szpitali dla swojego personelu po to aby wykonywali czynności kooperacyjne wynikające z procesu leczenia na potrzeby tejże jednostki ale po cenach komercyjnych ale przy użyciu sprzętu tegoż szpitala.
    *- uwolniono ceny materialów wsadowych do procesu leczenia( leki , srodki paramedyczne , usługi …itd..) przy zachowaniu całej wcześniejszej infrastruktury i sposobów funkcjonowania (zarządzania) jednostek Opieki Zdrowotnej.
    *- uwolniono ceny LEKÓW i tp przy doprowadzaniu do bankructwa lub rabunkowej wyprzedaży jednostek wytwarzających te środki , wprowadzono jednocześnie licznych pośredników w obrocie tymi środkami na drodze zaopatrzenia jednostek Opieki Zdrowotnej. Skutkami tej „zagrywki” obciążono PACJĘNTÓW . Pacjenci Ci odczuli to na wlasnej skórze w postaci zwielokrotnionej odpłatności za np.: LEKI.
    Było 33% odplatności . Następnie spisano te wartości i w postaci ryczałtu stały się ulgą. A jako ,że leki ( itp.) dalej drożały to skutki drożenia ponosił pacjent . A dalej z powodu nie dofinansowania dyktowanego pustką w Kasie Opieki Zdrowotnej likwidowano całkowicie ulgi sporządzając listy leków i środków refundowanych . W taki sposób (w skrocie) „skończyło się „ na UZNANIÓWCE” . A żeby nie wpaść w pułapkę to’” kasa chorych” określiła sobie jeszcze limity decyzyjne , w myśl których „lecznica” musi każdorazowo uzyskać zgodę KASY Chorych na podjęcie mniej lub więcej kosztownego zabiegu nawet wtedy gdy chodzi o ratowanie życia..
    W następnej kolejności w ramach limitow i przydziałów nie możemy dostać się do lekarzy
    Specjalistow , nie możemy dostać się na leczenie Szpitalne bo zlikwidowano np.: łóżka i ograniczono liczbę leczeń.
    Sformalizowano i zalimitowano możliwość przeprowadzania badań kontrolnych dla pacjentów hospitalizowanych. Ujawnia to się w tym że chory leżący w szpitalu na chorobę
    „X” nie może mieć robionych jakichkolwiek badań na chorobe „Y” która wlaśnie się ujawniła. Musi wyjść ze szpitala i ponownie zacząć od lekarza POZ starania o hospitalizację.
    Wprowadzono limitowanie pewnych czynności leczniczych dla osób po np.:60-ce.
    Gdyż nie warto ich już leczyć.
    Taki jest OBRAZ KONSTYTUCYJNEJ OPIEKI ZDROWOTNEJ PAŃSTWA dla
    Swych obywateli.
    CZYLI UPRAWNIONYM JEST BARDZO GŁOŚNE WOŁANIE O DOSTARCZENIE
    PELNEJ OPIEKI ZDROWOTNEJ PRZEZ PAŃSTWO DLA SWYCH OBYWATELI !!
    CZYLI tak jak CHLEBA !!
    A tutaj zamiast tego co gwarantuje nam KONSTYTUCJA dają nam za pośrednictwem
    OWSIAKA ———— IGRZYSKA !!!
    Czy to Pani rozumie ??
    Czy Pani spotrafi zrozumieć to że koszt pozyskania JEDNEJ ZLOTÓWKI w tej Owsiakowej imprezie to najskromniej jak znawcy określaja kosztuje POLSKIEGO
    PODATNIKA co najmniej DWA ZŁOTE przy czym biegli mówią o koszcie wiele razy wyższym !!
    O innych elementach tej ideologi są powyżej wymienione filmy , wpisy na tej i innych stronach . Wystarczy tylko poczytać !! I nie udawać głupiego.

    • Pustelnik said

      Odpowiedz dla trola czyli zdemonizowanego czlowieka jak najbardziej trafna,ale tacy obojetni czyli niewierzacy do konca beda pisze tez o tym Ivan Nowotny.Nie slysza nie widza to jest odzwierciedlenie braku poboznosci w poprzednich pokoleniach.Na tej stronie Admin duzo podaje wiadomosci o Mszach swietych uwalniania i uzdrawiania,kazania pouczajace.Moc dobrego Kaplana ,ktory z woli Boga uzdrawiania wystarczy ,tylko MOCNO wierzyc.W ksiazkach jest napisane mozna przeczytac,ze na kazdej Mszy swietej uwalniania jestesmy uzdrawiani w jakims stopniu np z ducha nieczystego niedopuszczania do siebie prawdy,z ducha nieczystego nie odrozniajacego czlowieka dobrego od zlego.Wystarczy mocno wierzyc ,a szpitale beda puste.Doswiadczenia umacniaja wiare,pamietam jak pierwszy raz poczulam dotyk przechodzacego ciepla,wtedy jeszcze tego nierozumialam.Nam pozostaje kochac blizniego i modlic sie za niego.

  9. Tak jest.
    Tak wygląda

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

 
%d blogerów lubi to: