Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
    7,6 lat pozostało.
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Tajemnica Mszy Świętej

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 lutego 2011


Jest to świadectwo, które muszę i chcę dać całemu światu dla większej chwały Bożej i dla zbawienia tych, którzy chcą otworzyć serca Panu. Także po to, by wiele osób konsekrowanych Bogu na nowo roznieciło w sobie ogień miłości do Chrystusa; niektórzy z nich mają ręce posiadające władzę, by uobecniać Go w tym świecie, tak by stał się naszym pokarmem. Dla innych, aby przełamali „praktykę rutyny” w przyjmowaniu Go i na nowo ożywili w sobie zadziwienie nad codziennym spotkaniem z Miłością. I dla moich świeckich braci i sióstr na całym świecie, aby żyli wielkodusznie tym największym Cudem: celebracją Eucharystii.

Wasza siostra w Żyjącym Jezusie
Catalina Rivas
Świecka misjonarka Eucharystycznego Serca Jezusa
Teatr im. Józefa Węgrzyna w Ełku przedstawia spektakl inspirowany objawieniami Cataliny Rivas. Bardzo dziękujemy Katolickiej Odnowie w Duchu Świętym za to przedstawienie jest na najwyższym poziomie. Miałem brać udział w spotkaniu z Cataliną Rivas w Lublinie niestety biskup zabronił Catalinie przyjazdu do Lublina. Dlatego tym bardziej należą się wam podziękowania że wy jako ludzie świeccy bierzecie odpowiedzialność za Kościół i poprzez to przedstawienie rozjaśniacie ludziom tajemnicę Mszy Świętej. O Catalinie Rivas był już u nas wpis tutaj . Zapraszam do oglądania wszystkich części.
cz.1
cz.2
cz.3
cz.4
cz.5
cz.6
cz.7

Komentarzy 17 do “Tajemnica Mszy Świętej”

  1. Brat Piotr said

    Może Państwo pozwolą, a przedstawię poniżej opisaną tajemnicę „Ustanowienia Eucharystii”, którą miałem okazję ostatnio przeczytać. Będę wdzięczny za Państwa opinie – co o tym sądzą:

    A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy dziękczynienie, łamał go, błogosławił i dawał swoim uczniom mówiąc: «Bierzcie i jedzcie wszyscy… To jest bowiem Ciało moje, które za was i za wielu będzie wydane!»… Następnie wziął kielich z winem i odmówiwszy dziękczynienie, podał uczniom mówiąc: «Bierzcie i pijcie z niego wszyscy, to jest bowiem kielich Krwi mojej, Nowego i Wiecznego Przymierza, która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów!… To czyńcie na moją pamiątkę. Albowiem powiadam wam: Już nie będę więcej pił z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy będę go pić razem z wami – Nowy, w Królestwie Ojca mojego!»…
    * * *
    Maria, Jego Matka, która jak zawsze, była obecna duchowo z Jezusem – również i teraz obserwowała i była świadkiem tego wszystkiego, co się działo. Nie wiedząc o tym, że otrzymała Ona również łaskę oglądania rzeczy i zjawisk nadprzyrodzonych – opisane powyżej ustanowienie przez Jezusa Eucharystii – to jest przemiany chleba w Ciało, a wina w Krew Syna Bożego, stanowiącego Jedność z Bogiem Ojcem – oglądała jednocześnie na dwa sposoby… Patrząc na to, jak zwykły człowiek, a więc tak, jak siedzący przy stole uczniowie, widziała tylko, że Jezus błogosławi, łamie i rozdaje chleb oraz wino – mówiąc, że to jest Jego Ciało i Krew… Ale Maria patrzyła jednocześnie na to w sposób mistyczny – czyli oczyma swej Duszy – i to, co widziała – wprawiało Ją w zdumienie!… Bowiem w chwili, gdy Jezus wziął do rąk chleb i odmawiał nad nim modlitwę dziękczynną, ujrzała w tle nad Nim Jego samego, zmasakrowanego, wiszącego na krzyżu i konającego w straszliwych męczarniach… Widocznie Jezus cierpiał nie tylko fizycznie ale i duchowo, czuł się zdruzgotany, zniszczony i odrzucony przez Boga – bowiem w pewnej chwili podniósł swoją zmasakrowaną, rozbitą i zakrwawioną twarz i – jakby szukając kogoś, kogo nie mógł znaleźć – wielkim głosem, pełnym rozpaczy i bólu zawołał: Boże mój, Boże mój – czemuś mnie opuścił?!… W pewnej chwili, gdy Jezus rozdawał uczniom chleb, mówiąc: „To jest Ciało moje”, przez ciało Jezusa wiszącego na krzyżu przeszedł gwałtowny skurcz niewymownego bólu… „Pewnie Mu Serce pękło – mojemu ukochanemu Synkowi” – pomyślała Maria… I rzeczywiście – Jezus jeszcze raz podniósł swą świętą głowę i z radością, jakby znów ujrzał Boga – zawołał: „Ojcze, w Twoje ręce oddaję ducha mojego”! – i po tych słowach skonał!… Głowa opadła Mu na piersi, ale serce – chociaż pęknięte nadal pracowało, ciągnąc Krew z organizmu i wylewając ją do wnętrza klatki piersiowej… Jednak w momencie, gdy skonał – całe Jego Ciało na krzyżu rozbłysło niezwykłym niebiańskim światłem, które jak płomień ogarnęło Ciało Jezusa na krzyżu, Jezusa łamiącego chleb przy stole i sam chleb, który On dawał uczniom do spożycia. A ten chleb, który On łamał i podawał – Maria widziała jednocześnie jako zwykły chleb – i ludzkie serce!… Gdy Jezus łamał chleb, rozdzielał również na części swoje serce! I wszystko to płonęło Boskim Ogniem Miłości!… A uczniowie brali i jedli, jak zwykły chleb.
    Maria patrzyła na to pełna zdumienia: „A więc to oznaczały słowa Jezusa, gdy wielokrotnie mówił On do swoich uczniów: „Ja wam dam chleb z Nieba!… A chlebem tym jest moje Ciało, które będzie dla was stanowić pokarm na życie wieczne!”… Gdy uczniowie spożywali ten chleb, byli coraz bardziej napełniani tym niebiańskim światłem!…Ale oprócz jednego ucznia – Judasza Iskarioty!…
    Maria patrzy dalej… Oto Jezus bierze do swych rąk kielich z winem i odmawia modlitwę dziękczynną. W tym momencie Maria widzi również, że obok Jezusa wiszącego na krzyżu staje wysoki żołnierz rzymski – i w chwili, gdy Jezus przy stole wymawia słowa: „To jest Krew Moja, Nowego i Wiecznego Przymierza, która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów!”… żołnierz włócznią przebija martwemu Jezusowi na krzyżu bok i Serce… i nagle – z tego przebitego boku gwałtownie wylewa się strumień krwi, który wprost chlusta na Jezusa przy stole i kielich z winem, który On trzyma w ręku, stół i wszystkich uczniów siedzących przy stole!… Wygląda to – jakby jakiś roztopiony, płonący płyn został wylany na wszystkich!… I Maria widzi, że wino w kielichu Jezusa nagle przemienia się w płonącą Krew!… – Maria widzi w kielichu jednocześnie zwykłe wino… i płonącą Niebiańskim ogniem Krew Jezusa!… Zaś uczniowie nadal widzą to i piją jak zwykłe wino!… Maria pełna zdumienia, przypomniała sobie teraz, że to światło oraz ogień – są takie same, jak kiedyś widziała w tym swoim widzeniu w dzieciństwie – jako Światło i Ogień Ducha Świętego!…
    Wszyscy uczniowie, oprócz Judasza, gdy jedli ten Chleb i pili to Wino, stawali się coraz bardziej rozświetleni tym Ogniem i Światłem!… Natomiast Judasz –stawał się coraz bardziej wewnętrznie czarny i ciemny – jak noc!…

    Maria patrzyła na to wszystko zdumiona!… Jak to należy rozumieć?… I co to wszystko ma znaczyć?!… Dlaczego Jezus powiedział do Apostołów te słowa „To czyńcie na moją pamiątkę”!?… Czy ta, zapowiedziana Jego Święta Ofiara ma nie być tylko jednorazowa, ale ma się powtarzać?!… Ma trwać?!… Ile razy – i jak długo?!… Czy aż do skończenia Świata?!… Marię przeszedł dreszcz!…
    O, Boże!… Boże, Ojcze mój!… Czy Ten Twój Syn – Nasz Syn ma cierpieć za grzechy i nieprawości ludzkości aż do skończenia Świata?!… I ma umierać?!…
    Na te – pytające w swym kochającym Sercu myśli, Maria usłyszała wewnątrz swej Duszy słowa, które pochodziły od Ojca: «Tak, Mario! To jest początek!… To JA, który JESTEM w postaci Naszego Syna mam tak cierpieć za zbawienie ludzkości tak długo, jak długo ludzkość na tej Ziemi będzie istniała!… Innego wyjścia niema… Nie będę tylko więcej w Naszym Synu umierać! Tylko raz»…

  2. krzos said

    Bardzo dziękuję za to wspaniałe „przedstawienie” – wprowadzenie w Tajemnicę Eucharystii! Bóg zapłać. Zachęvcam wielu do obejrzenia, rozważenia. Naprowadzenia innych na to miejsce.

    • fanka Jezusa said

      Cud nad Wisłą Diabelska nawałnica nad Polską
      W 1920 roku nad młodą Rzeczpospolitą zgromadziły się czarne chmury. Bardzo realnym stało się rozszerzenie na Polskę zarazy antychrześcijańskiego i bezbożnego bolszewizmu. Rewolucyjni wodzowie: Dzierżyński, Marchlewski, Próchniak i Tuchaczewski pisali wówczas w odezwie do czerwonoarmistów: „Towarzysze! Runął Bóg, ten największy ciemiężca proletariatu. Legli nasi wrogowie. Wy teraz wolni, ale oto tam, na Zachodzie ciemiężona i krępowana brać Wasza ręce ku nam wyciąga… Po trupie Polski wiedzie droga do światowej rewolucji. Idźcie i we krwi zmiażdżonej armii polskiej utopcie zbrodnicze rządy Polaków. Na Wilno, Mińsk i Warszawę – marsz Towarzysze!”
      Do proletariatów Europy pisali: „Towarzysze, już pochwyćcie władzę w swoje ręce i wyjdźcie na spotkanie Czerwonej Armii Wyzwoleńczej!” Warszawa miała być zaledwie wstępem do rewolucji światowej, po niej miał być Berlin, Paryż i cały świat.

      Przykład Błękitnego Generała
      W samej Warszawie już od 6 do 15 sierpnia modlono się o cud. Kapłani udzielili wszystkim rozgrzeszenia generalnego przed spodziewaną rzezią Warszawy.
      W tym czasie sowieckie dowództwo stacjonowało już na plebani w Wyszkowie. W procesji na Plac Zamkowy wyniesione zostały relikwie św. Andrzeja Boboli i bł. Władysława z Gielniowa. „Huk armat spod Radzymina mieszał się z modlitwą. „Święty Boże, Święty mocny, Święty a nieśmiertelny… Od powietrza, głodu, ognia i wojny! Zachowaj nas, Panie!”(3) Na Placu Zamkowym przed Panem Jezusem w Najświętszym Sakramencie klęczał Nuncjusz Apostolski Achilles Ratti i kardynał Aleksander Kakowski.
      – „…Noc z 12/13 VIII (1920) spędziłem w Rektoracie Politechniki Warszawskiej. Po przeczytaniu raportów wieczornych zasnąłem z modlitwą na ustach, z wiarą w pomoc Bożą i z wizją obrony Częstochowy z Jasnogórską Królową Polski, Matką Bożą, której Wniebowzięcie się zbliżało” – napisał w swoim pamiętniku generał Józef Haller, w tym dramatycznym momencie polskiej historii, kiedy do Warszawy zbliżała się niczym nie powstrzymana nawałnica bolszewicka. Tylko cud mógł uratować Polskę, a z nią całą Europę przed barbarzyńską rewolucją.
      Generał Haller, twórca Błękitnej Armii (nazwa od koloru mundurów), która tak zasłynęła w czasie walk o odzyskanie niepodległości Polski, był człowiekiem bardzo pobożnym. Jego wiara przepojona była nabożeństwem do Najświętszej Maryi Panny. Dla Niej właśnie wstąpił do Sodalicji Mariańskiej. Generał i jego żołnierze należący do Związku Hallerczyków umieścili na swoich sztandarach wizerunek Matki Bożej Jasnogórskiej Królowej Polski i napis: „Dla ciebie Polsko. Dla twojej chwały”. Na rok przed wojną polsko- boszewicką generał wziął udział wraz ze swoimi żołnierzami w pielgrzymce na Jasną Górę. Mówił wówczas: „U stóp Jasnej Góry winny zespolić się wszystkie dążenia Polaków, którzy w wolności przodować będą innym narodom”. Kiedy podczas Mszy Świętej modlił się wraz ze swoimi oficerami i żołnierzami w strugach ulewnego deszczu, wzbudzał podziw zebranych. Na zakończenie tej pielgrzymki, członkowie organizacji młodzieżowych złożyli generałowi w darze ryngraf z wizerunkiem Matki Bożej Jasnogórskiej.
      Jego szczególna cześć do Jasnogórskiej Pani była znana. Ta postawa zjednywała mu sympatię i uznanie Polaków. W litanii, którą sam ułożył do „Bł. Jadwigi Królowej, czcicielki Matki Bożej Jasnogórskiej” umieścił m. in. wezwanie: „Abyśmy czcili i szanowali Najświętszą Maryję Pannę jako Matkę Bożą i Królową Polski uproś nam u Boga”.(4)
      Rok po tej pielgrzymce na Jasną Górę, gdy u wrót stolicy stanęli bolszewicy, na prośbę generała Józefa Hallera w kościele Zbawiciela w Warszawie przy ołtarzu Matki Bożej Jasnogórskiej rozpoczęto modlitewną nowennę dla żołnierzy w intencji Ojczyzny.
      W modlitwie wziął udział również sam jej inicjator. Na twarzach uczestniczących w nowennie żołnierzy widać było głębokie skupienie, przedstawiciele różnych grup społecznych leżeli krzyżem na posadzce kościoła. Przebywający wówczas w Polsce francuski generał Weygand relacjonował później, że nigdy nie widział tak żarliwie modlących się ludzi, jak w owych dniach, gdy nad Warszawą zawisła groźba wkroczenia Armii Czerwonej.

      Ksiądz ich poprowadził…
      W lipcu 1920 roku młody prefekt szkół warszawskich ks. Ignacy Skorupka zwrócił się do kardynała Kakowskiego o pozwolenie na wstąpienie do wojska. Wówczas kardynał uznał, że kapelanów jest już nadto i odmówił. Ksiądz Skorupka prosił wówczas biskupa polowego Stanisława Galla, który mianował go lotnym kapelanem garnizonu na Pradze. W ten sposób trafił do 236. Pułku Ochotników.
      Jakże prorocze były słowa tego młodego księdza w kazaniu wygłoszonym 31 lipca w dniu jego imienin: „Nie martwcie się! Bóg ześle nam człowieka takiego jak Kordecki, jak Joanna d’Arc. Człowiek ten stanie na czele armii, doda odwagi i nastąpi zwycięstwo. Bliskim jest ten dzień. Nie minie 15 sierpnia, dzień Matki Boskiej Zielnej, a wróg będzie pobity”.5 Wkrótce te słowa miały spełnić się na jego osobie.
      „…Świt 14 sierpnia 1920 roku, godzina 3 rano. Wigilia Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W opłotkach wsi Ossów, 10 km od Warszawy, odpoczywa po forsownym marszu ochotniczy batalion młodzieży – ostatnia rezerwa walczących na tym odcinku oddziałów. Liczy około 800 młodych ludzi, wśród których są nawet chłopcy 16-letni, w większości harcerze… Kapelanem był wyświęcony przed dwoma laty prefekt szkół warszawskich ks. Ignacy Jan Skorupka. Młodzi żołnierze mieli po raz pierwszy zetknąć się z wielokrotnie liczniejszym przeciwnikiem. W pobliżu chwilowego postoju batalionu toczyła się zacięta walka o wieś Leśniakowiznę. Bolszewicy wyparli z niej nasze oddziały i nad ranem uderzyli na Ossów. Sytuacja była tragiczna. Cofający się żołnierze i uciekające tabory spowodowały popłoch, który udzielił się batalionowi.
      W tej niezwykle groźnej chwili włączył się do akcji ks. Kapelan. Porwany wewnętrznym nakazem, wznosząc w jednej ręce krzyż, drugą wskazując chłopcom kierunek natarcia, pobiegł naprzód.
      Z mgieł rozsnutych nad rzeczką Strugą wyłaniały się coraz liczniejsze szeregi wroga. Ksiądz biegł na ich spotkanie. Jego kapłańska stuła rozwinęła się jak archanielskie skrzydła. Niosły go one już nie po ścierniskach i bruzdach, po skrawku wieśniaczej roli, ale po całej polskiej ziemi. Biegł uzbrojony w krzyż przeciwko wszystkim mocom Antychrysta. Ogarniała go coraz bardziej, coraz zajadlej furia ognia świstem tysięcy kul. Co myślał, co czuł w tej chwili – Bogu tylko wiadomo. My możemy jedynie wyobrazić sobie, że wszystkie myśli księdza, napięcie jego woli, poryw serca, całe kapłańskie posłannictwo i złączona z nim polskość ześrodkowały się w jednym tylko pragnieniu: zatrzymać wroga! Ten krzyż, stuła mają dodać odwagi tym dzieciom, od których Ojczyzna zażądała wprost nadludzkiej ofiary. Chłopcy się cofają. Wykonanie rozkazu jest ponad ich siły. Ksiądz ich zna. Spowiadał ich wczoraj i umacniał Komunią św. Ale oni się boją. Ksiądz to rozumie. W Ogrójcu nawet apostołowie zawiedli. Zwykły ludzki strach. Tylko Jezus się nie uląkł i wyszedł na spotkanie wroga. Otrzeźwiło to spłoszonych uczniów. Ksiądz wie, że jego chłopcy też powrócą, tylko on musi dać im przykład, że śmierć nie jest straszna. W tej chwili zbliża się do niego złowrogim jazgotem kul…
      Ksiądz nie słyszy i nie czuje tej, która uderzyła w kapłańskie czoło. Rozpościera szeroko ramiona, jakby chciał ogarnąć całą polską ziemię, umiłować ją, złączyć ją ze swym sercem na wieki. I tak legł na pobojowisku, ciałem swoim zagradzając nieprzyjacielowi drogę… Chłopcy w zapamiętaniu uderzają na wroga… walczą obok swego poległego kapłana. To on już z zaświatów wspomaga ich, podtrzymuje, prowadzi. On daje rozkaz: „Nie ustąpić! Zwyciężyć!”
      Wroga ogarnia lęk przed tymi strasznymi dziećmi, przed niepojętą siłą bijącą z oczu gorejących, twarzy pobladłych i zaciętych. Kładą się pokotem, jak zboże pod ostrzem kosy. Zalegają gęsto krwawe pola… Ginie ich dużo, bardzo dużo; z ośmiuset żołnierzy, trzystu zostało na pobojowisku, ale wróg się cofa, ustępuje, wreszcie jego odwrót zamienia się w ucieczkę.
      Komunikat Sztabu Generalnego z dnia 16 sierpnia roku 1920 podaje: „Ze szczególnym uznaniem należy podkreślić bohaterską śmierć księdza kapelana Ignacego Skorupki z 8. dywizji piechoty, który w stule, z krzyżem w ręku przodował atakującym oddziałom”.(6)
      Ks. Ignacy Skorupka w swoim testamencie napisał: „Dług za szkołę spłacam swym życiem. Za wpojoną mi miłość do Ojczyzny – płacę miłością serca… Proszę mnie pochować w albie i stule…”
      Uroczysta Msza Święta żałobna za duszę bohaterskiego księdza odprawiona została 17 sierpnia. Cała Warszawa przyszła wówczas do katedry polowej przy ul. Długiej, pożegnać nowego ks. Kordeckiego, który poprowadził żołnierzy do walki w obronie Polski i zagrożonego Kościoła.
      Podczas uroczystej liturgii, na której obok trumny kapłana stały dwie inne: kapitana Downar-Zapolskiego i podchorążego Józefa Lechowicza, kazanie wygłosił ksiądz kanonik Antoni Szlagowski (późniejszy biskup i rektor UW). Rozkaz Naczelnego Wodza odczytał generał Józef Haller: „Księdza Skorupkę i kapitana Zapolskiego odznaczam pośmiertnie Krzyżem Virtuti Militari V klasy”. Żołnierze oddali salwę honorową nad grobem Kapłana. Krzyż, stuła i order księdza Skorupki do dziś znajdują się w Muzeum Wojska Polskiego.

      Maryja broni swoich dzieci
      Jakże wielkie owoce przynosiło w historii Polski to głębokie zawierzenie naszych przodków Matce Najświętszej oraz wierna służba w obronie Krzyża Pana Jezusa i Świętego Kościoła.
      Z drugiej jednak strony, nasza historia pełna jest dramatycznych przykładów kar, jakie spadały na nasz naród, kiedy sprzeciwiał się Panu Bogu i oddawał się tak społecznym jak i prywatnym grzechom. Warto pamiętać, że Ta, którą niegdyś król Jan Kazimierz obrał za Królową Polski, upomni się za swoim królestwem, jeśli ono sprzeniewierzać się będzie Jej woli. Pośród burz, zwątpień, publicznych zgorszeń, fali demoralizacji, apostazji i grzechów wołających o pomstę do nieba, których tak wiele dzisiaj w Polsce i na świecie, nasz wzrok i wola muszą zostać skierowane do Hetmanki Narodu Polskiego, która jako Panna Wierna nigdy nie opuszcza wiernych Jej dzieci. Trzymajmy się rad, jakie zostawił doktor Kościoła św. Bernard z Clairvaux: „O, ktokolwiek jesteś, jeżeli widzisz, że w biegu doczesnego życia wśród burz raczej i nawałnic się miotasz, aniżeli chodzisz spokojnie po ziemi, nie odwracaj oczu od blasku tej gwiazdy, jeżeli nie chcesz, by cię burze pochłonęły(…). W niebezpieczeństwach, w utrapieniach, w wątpliwości o Maryi myśl, Maryję wzywaj. Niech ci Ona nie schodzi z ust, niech nie odstępuje od serca; i żebyś mógł uprosić pomocnego Jej wstawiennictwa, nie spuszczaj z oka wzoru Jej postępowania. Idąc za Nią nie zajdziesz na manowce; wzywając Ją, nie popadniesz w rozpacz; mając Ją na myśli, nie pobłądzisz”.

      • Brat Piotro said

        Dziękuję Ci Fanko Jezusa za ten wspaniały wpis, który czytałem z wielkim wzruszeniem. Dopiero pierwszy raz w życiu miałem okazję przeczytać tak szczegółowy opis bohaterskiej obrony i śmierci naszego Wielkiego Polaka i Patrioty – księdza kapelana Ignacego Skorupki oraz młodych, Wspaniałych Polaków – Obrońców Warszawy z jego batalionu.
        Raz jeszcze dziękuję, Piotr

        • fanka Jezusa said

          Bracie Piotrze. gdzies czytalam ze tylko to ze warszawiacy zjednoczyli sie tak bardzo w modlitwie i ze duchowni podjeli sie tych modlitw ocalilo warszawe. w przeciwienstwie do powstania warszawskiego, gdzie nie modlono sie, tylko wierzono w heroizm polakow i walke zbrojna.
          mowie o tym po to by obecnie KAZDY wiedzial JAK mozna ochronic POLSKE. nie zbrojnymi protestami, ani narzekaniem ale MODLITWA.

        • Józef Piotr said

          #Fanka Jezusa.
          Pozwolę sobie zacytować:
          …..”..w przeciwieństwie do Powstania Warsawskiego, gdzie nie modlono się, tylko wierzono w heroizm Polaków i walkę zbrojną. ”

          Inaczej bym to ujął , gdyż mozna by rzec że, kierownictwo walki zbrojnej, decydując się na powstanie odróciło się do Pana Boga plecami posyłając, w wyniku tego zadufania, Katolicką i Patriotyczną Młodzież Warszawy na pewną śmierć razem z ludnością cywilną. W taki sposob urósł do niebotycznych rozmiarów „Stos Ofiarny ” który powiniem zawsze przypominać następnym pokoleniom to co MÓWILI DZIADKOWIE I BABCIE swoim wnukom przez pokolenia „BEZ BOGA NAWET DO PROGA ”
          I ze smutkiem należy przypominać Rok 1920 i Rok 1944 . Minęło 24 lata i jak się zmieniło!!

          Zwrócić muszę uwagę na to co można nazwać „kulisami decyzji o wybuchu powstania ” . One są mroczne i wymagają dociekania prawdy.
          Kto to był co wydał rozkaz ? Kto to był lub byli ci co wpłynęli na taką decyzję ? Dlaczego zapomnieli o Bogu ?
          Faktem jest że wplyw na decyzję o wybuchu powstania miał zrzucony do okupowanej Polski w przededniu wybuchu powstania niajaki Rettinger , czarna postać agenta wszystkiego co kojarzyć się może z wrogimi Polsce ośrodkami z masonerią na czele.
          Ta persona krążyła wokół Gen. Sikorskiego i nie odstępowała go aż do śmierci (igraszki z diabłem ? )a po wojnie aktywista destrukcji w KRK.

        • Brat Piotro said

          Ja natomiast uważam, że powinno być jedno i drugie – ale ze świadomością, że modlitwa jest najważniejsza. Natomiast zaufanie należy zawsze pokładać w Bogu, a nie w człowieku.
          Czytając Twój wpis o bohaterstwie księdza Ignacego, przyszło mi do głowy, że właśnie wtedy gdy on padł – nad walczącym oddziałem młodzieży ukazała się Matka Boska, stająca w ich obronie. Widząc Ją bolszewicy się przerazili i uciekali rzucając broń, a później meldowali o tym swoim dowódcom, że „to jakieś czary” i że oni z czarami walczyć nie będą. Myślę, że to był właśnie taki początek Cudu nad Wisłą. A później – wszyscy bolszewicy razem z ich dowódcami widzieli Matkę Boską, unoszącą się nad Warszawą i ochraniającą ją swoim płaszczem.
          Początkiem jednak była głęboka modlitwa, spowiedź i komunia całego batalionu młodzieży – a później – ruszenie do walki z krzyżem Chrystusowym w ręku i pieśnią Maryjną na ustach!…

        • fanka Jezusa said

          świetnie ze Brat to napisal o tych kulisach powstania. niech kazdy ma to na uwadze ze tylko BOG

        • Optymista said

          Powstanie warszawskie było karą zapowiedzianą przez Jezusa św. Faustynie. Można przeczytać w jej Dzienniczku. Warszawa została ukarana za to, że przed wojną było w niej bardzo dużo burdeli oraz mordowania nienarodzonych dzieci

      • cox said

        Gen. Haller był nie tylko wielkim czcicielem Matki Bożej, ale także świetnym żołnierzem. Mało kto wie, że w krytycznym momencie, gdy bolszewicy przełamali obronenaszej 4 Dywizji Piechoty pod Radzyminem, generał przybył osobiście na zagrożony odcinek frontu i przejął dowodzenie nad wykrwawionym jednostkami. Był on altylerzysta więc to głównie na niej oparł naszą druga linię obrony. Relacje naocznych świadków świadczą o tym, że wydawał on rozkazy nawet pojedynczym działonom. Jego pojawinie się wśród zołnierzy walczących na pierwszej lini frontu spoodowało również wygaśnięcie elementów paniki która zaczeła się pojawiać w polskich szeregach. Sa równiez relacje, ze zatrzymaniu bolszewickiego natarcia tuż za Radzyminem generał z bronią w ręku osobiście poprowadził swoich wyczerpanych zołnierzy do kontrataku. Jakże nam Polakom brakuje takich ludzi odważnych i z honorem w dzisiejszych czasach!

  3. Józef Piotr said

    # Fanko Jezusa
    Twój wpis jest wspaniały.
    Nie mogę pozostać obojętny niczego nie dokładając.
    .

    Dotyczy to historii stulecia. Omawia ostatni przypadek świadomego oddania śię Panu Bogu , Królowej Polski z Przywołaniem Wielkich Świętych Patronów Polski za Orędowników , Armii OBROŃCOW OJCZYZNY wyruszających na Bój Śmiertelny z Oddziałami Piekielnymi będący wrogami Boga , Kościoła i ojczyzny.

    A póżniej już było tylko gorzej. Wystarczy przypomnieć wrzesień 1939 , Powstanie Warszawskie gdzie pomimo Napomnień z Nieba (Objawienia Siekierkowskie ,Objawienia Rozalii, Objawienia Siedleckie i chyba było coś więcej….) nie wzruszyły Expiacji modlitewnych w ŁĄczności z Bogiem .Spało Duchowieństwo , spał Naród Katolicki i razem niedowierzali napomnieniom. I tak jest do dzisiaj.Bo nawet RACHUNKU SUMIEŃ nie robią.
    Byłbym niegodziwym, gdybym nie przypomniał dzieł Prymasa Stefana który widząc co się dzieje wzbudził „ducha” przypomnieniem O roli ” Tej co Jasnej Broni Częstochowy i w Ostrej Świeci Bramie ” i Jej Królestwie Organizując Wędrówkę OBrazu Jasnogórskiego wśród Poddanych.
    I to był ostatni wielki Akt wzburzenia sumień.
    I jeszcze był Pontyfikat JPII. Wiele Jego Pielgrzymek do „Dalekiego Kraju” i milionowe tłumy ciągnące na Spotkania z Zastępcą Chrystusa którymi kierował Zew Wiary i Nadzieji na bezpośredni Kontakt z Panem Bogiem.
    Spotkania te stępiały radykalizm odwetu ze strony wzburzonych Tłumów na dotychczasowych ciemiężycielach i tłamsicielach Katolickiego Ducha Narodu.
    Jednocześnie został znieczulony krytycyzm mas na przebieg tego co nazwano „rewolucją Solidarności”.
    Wystawiony w tajny sposób Wódz ,z Plakietką w klapie dla uwiarygodnienia jego religijności (bo nic poza tym) i zagony jego „doradców” dbających o interes antykościoła i sił nieczystych , wpuszczenie do Świątyń Katolickich bezczeszczących je , niezliczonych rzesz wyznawców materializmu udających na dorażny użytek „pobożnych” i do tego przeprowadzona siłowo selekcja kandydatów na przywódców zdezorientowanych Mas Ludu Polskiego za sprawą Generała, co to niby u „Marianów” był wychowywany, poprzez STAN WOJENNy, wyniósł do wiodącej i silnej ekipy rządzącej Narodem jego wrogów , a prawdziwy element patriotyczny osłabił a nawet pogrzebał pozbawiając go potrzebnych w takiej chwili dziejowej przywilejów.
    Opornym pozamykano pyski przekupując przywilejami i dobrami materialnymi przyznawanymi pozakulisowo.
    Tych niebezpiecznych rozgoniono na cztery wiatry i jesli znalazł się który żywy gdzieś na końcu świata to musiał być szczęśliwy. Było wiele wypadków tajemniczych zejść z tego świata jako elementu najwyższego stopnia selekcji.
    Tylko to już nie był ten Kościół Polski co w 1920-m to nie było takie samo Duchowieństwo.
    A poza tym w 1920 nie było po SW II
    Wielu podszywających się pod dobre intencje udawało takich co to poprowadzą masy dla dobra narodu w chwalebną stronę a życie weryfikowało te intencje i dekonspirowały spiskowców ( Niesiołowski to przecież ZCHN , a cała czołówka tegoż, również)
    Pomimo że wszyscy Ci w zabieganiu o GŁOSY rzucali hasła o Patriotyżmie , Wierze , Bogu gdy tymczasem kręgosłup ideologiczny Narodu był już przetrącony a wielu niezłomnych było nieobecnych lub nie dawało śladów życia.
    Zbeszczeszczonych Świątyń nikt nie zamierzał od nowa poświęcać i tak doszło do 10.04.2010.

    Tyle samo DNI trwała Polska w okresie II-ej Rzeczypospolitej (11.11.1918 do 01.09.1939) co i ta nazywana trzecią ,( 04.06.1089 – 10.04.2010 ) by nastał jej koniec.

    Od 10.04.2010 rozpocząl się nowy okres historii. Tylko co on zapisze ?
    Zaczęly się zapisy od gigantycznych kłamstw wokół Smoleńska , od profanacji zmarłych tragicznie , od profanacji KRZYŻA , od umywania rąk przez najwyższych w hierarchii duchownych , od nowego rytuału pogrzebowego i można nazwać „powłóczyn” przedpogrzebowych po kraju , zmarłego który prezentowal :” ROZUM i wiarę „ jak to określił jeden z żałobników.
    Czyż w czasach po 1990 a szczególnie po 10.04.2010 nie obserwujemy Diabelskiej nawałnicy nad Polską ? Spójrzcie i przyglądnijcie się.

    Błekitny Generał Wierny Bogu i Ojczyżnie z Honorem i Maryją w Sercu zgromadził wygnańców Polskich z całego Świata tworząc Błekitną Armię , wziąłwszy pod swoją komendę poprowadzil w bój o Polskę a jednocześnie granicę Chrześcijanstwa.
    Wystarczyło tego na niecałe 20 lat.
    I jaki los spotkał żołnierzy Błękitnej Armii po skończonej wojnie ? nie za ciekawy .
    Znam przypadek nie odosobniony jak czterech braci będących żołnierzami Halera po skończonej obronie Polski nie znajdując chleba w tej o którą walczyli jako NAJMICI rozrzuceni zostali po europie i ameryce za chlebem budując przyszłośc innym.
    A w drugim pokoleniu słuch o nich zaginął.
    Tak to jest z obrońcami Ojczyzny . Tak było po II WŚ , tak było po 1981.
    Bo po wywalczonej wolności w kraju miejsce zajmują inni.

  4. Annah said

    Pozwolę sobie wkleić ten artykuł tutaj, choć dotyczy historii całkiem młodziutkiej. Widać niektórym Umysłom nie nastręcza żadnych trudności trafna analiza naszej tragikomicznej sytuacji. Autora pamiętam jako bardzo rozważnego ministra oświaty, szkoda tylko że tak krótko piastował ten urząd, miejmy nadzieję ze wkrótce powróci.

    Cynicy i cymbały

    Prof. Ryszard Legutko

    Miliony Polaków, którzy dali się ogłupić antykaczyzmem, nie dostrzegają, że prezydent Rzeczypospolitej w ruskiej trumnie to nie tylko oburzający brak decorum, ale również degradacja państwa, że raport MAK to nie tylko potwierdzenie tego, co wiemy o Rosji, lecz klęska polskiego państwa, że Tusk jeżdżący na nartach w Dolomitach w czasie ogłaszania raportu to nie tylko pokaz małości człowieka, któremu się udało zdobyć władzę, lecz także cios w pozycję Polski.

    Dla ludzi, którzy mają elementarne rozeznanie w rzeczywistości, a w ich umysłach antykaczyzm nie dokonał nieodwracalnych zniszczeń, treść raportu MAK, a także forma jego zaprezentowania nie były zaskoczeniem. Mówiąc brutalnie, kiedy się okazało, że to MAK będzie badał katastrofę, ufność w efekty jego pracy mogli deklarować wyłącznie cynicy lub cymbały.
    Również konferencja prasowa premiera Tuska, na którą wyskoczył do Warszawy z Dolomitów, nikogo rozsądnego nie zszokowała, bo wiedzieliśmy, że ten polityk – tak bezwzględny w walkach partyjnych i wewnątrzpartyjnych – jest w kontaktach międzynarodowych miałki, słaby i tchórzliwy. Znaleźli się jednak tacy w Polsce, a liczba ich niemała, którzy raportem byli zaskoczeni. Prezenterzy telewizyjni, publicyści większości głównych mediów czy zawodowi mędrcy nie czuli już jednak dostatecznej pewności siebie, by – jak to mieli wcześniej w zwyczaju – przedstawić upokarzającą klęskę rządu jako kolejny sukces. Powstaje zatem pytanie: Czy skala poniesionej przez rząd porażki wzbudzi wreszcie powszechne podejrzenie, że być może z państwem polskim jest coś nie tak i że pora w końcu przewartościować naszą ocenę III Rzeczypospolitej? Cynicy i cymbały zapewne wątpliwości nadal mieć nie będą, lecz trzeba liczyć, że jakaś część chwalców Polskiej Republiki Platformianej doznała otrzeźwiającego wstrząśnienia.

    Polityka ugody i serwilizmu
    Polska nie jest normalnym państwem, ponieważ nie spełniamy koniecznego warunku państwowości. Takim warunkiem jest solidarne działanie wszystkich głównych sił politycznych w interesie państwa i narodu. Platforma Obywatelska dokonała w tym względzie rewolucji. Takiej rewolucji nie zrobili nawet postkomuniści – choć zapewne mieli na to ochotę – gdyż powstrzymywała ich obawa przed społecznym potępieniem. Podobnych obaw Platforma nie odczuwała. A rewolucja, jakiej dokonała, polegała na graniu interesem narodowym dla celów wewnętrznej walki partyjnej. Istniała wcześniej niepisana zasada, iż konfliktów między partiami nie eksportujemy, bo nie wolno występować przeciw nadrzędnemu dobru, jakim jest państwo polskie.
    Platforma tę zasadę odrzuciła. Zaczęła atakować prezydenta Lecha Kaczyńskiego za politykę wschodnią, mimo że dla wielu Polaków tego rodzaju polityka stanowiła od dłuższego czasu naturalny schemat działania, za którym stały doświadczenie oraz diagnozy licznych analityków politycznych w rodzaju ubóstwianego przez salon Jerzego Giedroycia. A atakowano Kaczyńskiego nie dlatego, że miano lepszy pomysł, lecz by utrudnić mu polityczne zabiegi, nawet kosztem polskiego interesu.
    Lista działań Polsce szkodzących jest zaiste długa: od likwidacji ważnych placówek dyplomatycznych i odpuszczenia sprawy polskiej mniejszości w Niemczech po europejską służbę zewnętrzną i sprawę Gazociągu Północnego oraz Świnoujścia. Spektakularnym przykładem takiego działania rządu Tuska i samego premiera było wdanie się w grę z Putinem przeciw prezydentowi Kaczyńskiemu w sprawie uroczystości katyńskich. Fakt, że coś takiego zrobił premier Polski w porozumieniu z premierem Rosji, którym jeszcze do niedawna straszono polskie dzieci, i że uszło to Tuskowi bezkarnie, jest czymś niebywałym w życiu politycznym. Nie znam analogicznego przypadku w żadnym z krajów, który uchodzi za cywilizowany.
    Ale najbardziej odrażającym przykładem politycznej demoralizacji było śledztwo smoleńskie oddane Rosjanom już na samym początku. Ta decyzja stanowiła zwieńczenie wszystkich niedobrych rzeczy, które robiono wcześniej. Oto państwo polskie ogłosiło światu swoją niemoc. Przesłanie było wyraźne: w sprawie śmierci prezydenta Kaczyńskiego i blisko stu innych osób, w tym szefów sił wojskowych, państwo polskie nie będzie miało nic do powiedzenia. Zdajemy się na łaskę i niełaskę Rosji. Coś tam ględzono o pojednaniu i poprawie stosunków, lecz nie trzeba wielkiej przenikliwości, by wiedzieć, że dowodem na pojednanie i poprawę stosunków byłaby wyraźnie uzgodniona samodzielność Polski w tej sprawie śledztwa. Pojednanie, które oznaczało, że takiej samodzielności mieć nie możemy, to farsa. Propaganda pojednania, wymyślona przez cyników, została stworzona dla tej rzeszy cymbałów, którzy zapalali świeczki na grobach żołnierzy Armii Czerwonej po to, żeby przypadkiem Polacy nie pokochali za bardzo Lecha Kaczyńskiego. Kapitulanctwo rządu Platformy w sprawie smoleńskiej dowodziło czegoś przeciwnego: polski rząd wcale nie pojednał się z Rosją, lecz po prostu nie śmiał się jej przeciwstawić, a sama myśl, że można było coś takiego zrobić, była dla premiera i jego współpracowników niewyobrażalna.

    Po Tusku ruiny i zgliszcza
    Decyzja o kapitulacji była symboliczna. Do tej pory PO dawała do zrozumienia, że to ona prowadzi grę – wredną, paskudną, szkodzącą Polsce – lecz rozgrywaną samodzielnie, a jej celem miało być wyeliminowanie kaczyzmu. Teraz ten rzekomy makiawelizm pokazał swoją prawdziwą twarz. W końcu Tusk przyznał: nie możemy, bo jesteśmy słabi, a jesteśmy słabi, bo sami się osłabiliśmy.
    Tusk nie rozumiał albo nie chciał rozumieć – rozleniwiony przez długie przebywanie na boisku, picie whisky i towarzystwo PR-owców – że nie można bezkarnie łamać świętej zasady działania solidarnego w interesie narodowym. Pozwalanie na klepanie po plecach przez zachodnich kolegów i dobre recenzje niekompetentnych publicystów nie zafałszują rzeczywistości. Granie przeciw opozycji w stosunkach międzynarodowych przynosi krótkotrwałe korzyści, lecz w istocie nieodwracalnie kompromituje. Pokazuje bowiem słabość, której już nie da się usunąć. Teraz Tusk może się głośno sierdzić (co jest mało prawdopodobne), może grozić Rosji (co jest wątpliwe), może nawet występować publicznie z nożem w zębach, ale to wszystko na nic. Wszyscy – to znaczy, wszyscy, którzy podejmują decyzje polityczne w świecie – wiedzą, że Tusk i jego rząd to słabeusze. Kto systematycznie okazuje się galaretą, galaretą pozostanie. Galareta, która nagle udaje tygrysa, wywołuje tylko odruch politowania.
    Piszę to wszystko z przykrością, nie tylko dlatego, że jako były bliski współpracownik prezydenta Lecha Kaczyńskiego traktuję jako rzecz szczególnie bolesną wszystko to, co się stało: od medialno-politycznej dintojry, jaka poprzedziła tragedię smoleńską, do upokarzających sytuacji, które nastąpiły potem. To, co zrobiła PO z Polską w ciągu ostatnich kilku lat, nie będzie się dawało szybko naprawić. Zdegradować pozycję kraju jest łatwo, lecz naprawienie szkód trwa bardzo długo. Gdy Platforma będzie oddawała władzę (co, mam nadzieję, nastąpi szybko), zostawi po sobie ruinę. Nie tylko brak armii, brak dróg i autostrad, zniszczoną edukację, gigantyczny dług, schamienie sfery publicznej i wiele innych okropnych rzeczy, lecz także drastyczne osłabienie polskiej pozycji w świecie.

    Skończcie z konformizmem!
    Na koniec dwie uwagi. Jedna dotyczy polskiego społeczeństwa, druga – członków i zwolenników Platformy. Mam nadzieję, że rację miał wieszcz, pisząc o naszym Narodzie jako o lawie posiadającej gorącą głębię, oraz że rację miał również Stefan Żeromski, gdy pisał, że odebranie Polakom duszy nie może się udać. To prawda, że kaci Narodu Polskiego, okupanci, zaborcy i najeźdźcy nie dali nam rady. Byłoby zaiste paradoksem, gdyby większe sukcesy w tym niechlubnym dziele miała partia małych cwaniaków.
    Druga uwaga dotyczy członków i sympatyków Platformy Obywatelskiej. Znam kilku z nich, o których mogę powiedzieć, że są ludźmi przyzwoitymi. Zastanawiam się, kiedy wreszcie powiedzą „non possumus”. Śledztwo smoleńskie i raport MAK są dobrą po temu okazją. Demoralizacja tuskizmem w Polsce zaszła już tak daleko, że poczucie przyzwoitości nakazywałoby okazanie dystansu. Można było udawać – bo tak nakazywała dyscyplina partyjna – że prezydent Kaczyński nie rozumiał dzisiejszego świata; można było twierdzić, że trzeba płynąć z głównym nurtem dzisiejszej Europy, bo takie deklaracje niewiele kosztują; można było nawet mówić, że przyjęcie (?!) konwencji chicagowskiej było decyzją racjonalną, choć takie twierdzenie wymuszało unikania spojrzenia w lustro przez jakiś czas. Nie można jednak tolerować takiego stopnia upokarzania Polski, do jakiego doszło w ostatnim czasie. Ja oczywiście wiem, że jest taki typ ludzki, który „tak się wdroży do długo i cierpliwie noszonej obroży, że w końcu gotów kąsać rękę, co ją targa”. Mimo to jednak wierzę, że ludzie, których uważam za przyzwoitych, są istotnie przyzwoitymi i swoją przyzwoitość zamanifestują. Który pierwszy, Panowie?

    Autor jest profesorem filozofii, posłem do Parlamentu Europejskiego; byłym senatorem i wicemarszałkiem Senatu VI kadencji, ministrem edukacji narodowej i sekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

    • Wojwit said

      A ja mam jedno pytanie: Czemu posłowie partii, które „umieją tak pięknie się różnić” (mniej pieknie zresztą czasem też, ale nie chciałem dzielić całości cytatu z drogiego Bronisława), głosują w pewnych (tych najważniejszych – kluczowych) sprawach jednogłośnie? Co najciekawsze, że zupełnie lekceważąc ineres narodu. Polskiego, żeby było jasne, bo unego o co to, to nie…

  5. Brat Piotr said

    Drogi Bracie Józefie Piotrze!
    Dzięki za kolejny wspaniały wpis. Aby była możliwość „rezurekcji” Narodu, jego duchowej odnowy i zjednoczenia wszystkich sił patriotycznych kraju – musi być obudzona świadomość tego Narodu poprzez ujawnianie i rozgłaszanie PRAWDY. Ty właśnie to Drogi Bracie czynisz i dzięki Ci za to. Ludzie, tak często nie wiedzą lub zapominają jak olbrzymie znaczenie ma PRAWDA. A przecież sam Pan Jezus Chrystus powiedział: „Ja się po to narodziłem i po to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie!”…
    Myślę jednak, że uczciwe głoszenie prawdy w Polsce i docieranie z nią do wszystkich, szczerze kochających naszą Ojczyznę, Polaków – powinno mieć na celu zjednoczenie tych wszystkich rozproszonych, zagubionych i stłumionych poczuciem beznadziejności i brakiem wiary, że Polskę można jeszcze przywrócić do chwały. A można to uczynić – poprzez przywrócenie w Polsce do chwały Boga – naszego Pana Jezusa Chrystusa i Jego Przenajświętszej Matki Maryi – prawnej Królowej Polski!…
    Myślę, że nie wolno już dłużej bezczynnie czekać i pozwalać na to, aby wszystko co w Polsce zawsze było szanowane, cenione i kochane – zostało bezpowrotnie zniszczone do końca…
    Stawiam pytanie do wszystkich Uczestników tego blogu:
    Czy nie powinna w Polsce powstać nowa, zjednoczona siła naprawdę broniąca Wiary, Polski i Polaków?… Czy na przykład wszyscy Ci, którzy tu podobnie myślą, czują i rozumieją – nie powinni zorganizować się i utworzyć, na przykład: POLSKĄ PARTIĘ KATOLCKĄ?!…
    Partię, która naprawdę będzie bronić tych wszystkich wartości, które cenimy najwyżej!…
    Mnie się wydaje, że chyba najwyższy czas – bo wszyscy zginiemy.

  6. 3pm said

    Natomiast inny biskup i kuria idzie z „duchem czasu” i w Katedrze Warszawskiej gra się już „scjentologiczne kolędy”…

    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101211&typ=wi&id=wi05.txt

    http://ekai.pl/wydarzenia/x36786/kuria-broni-koncertu-chicka-corei/

    Wdług świadków, charakter występu nie przypominał kolęd a raczej jazzowy show… a oświetlenie i repertuar (np. Aleksndr Skiabin), to raczej satanistyczno-spirytystyczne otwieranie kanałów dla demonów w Warszawie…

    http://teatrakcje.pl/?p=769

    http://www.katolickie.media.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2223:scjentolog-koncertuje-w-katedrze-&catid=46:komunikaty&Itemid=138

    Ciekawe czy głupota czy swąd szatana…

  7. Optymista said

    Aktualna Msza św.jest w 80 procentach protestancka. Tyle w niej profanacji najświętszego Ciała Pana Jezusa Chrystusa. Najgorsze profanacje to szafarze świeccy, komunia na stojąco i do ręki, dziewczyny jako ministrantki, wyprostowane kolana, Tabernakula pousuwane z głównych ołtarzy wskutek czego ludzie z przyzwyczajenia oddają pokłon meblom (przed i po Mszy św.), miejsce centralne zajmuje fotel jak u protestantów, Msza św. jako zgromadzenie wiernych, Kapłan jako przewodniczący zgromadzenia, gdy brak zgromadzenia to nie musi odprawiać Mszy św., całość skierowana na człowieka, który staje się centrum. Bóg powoli staje się zbędny.

    • Brat Piotr said

      Tak. W czasie tej „ofiary” składanej Bogu –
      kapłan stoi do człowieka przodem – a do Boga – tyłem (ewentualnie bokiem).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

 
%d blogerów lubi to: