Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia, 2029
    Pozostało: 8.7 lata.
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Cześć Ich pamięci

Posted by Dzieckonmp w dniu 28 lutego 2011


1 marca przypada Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych. Zapraszam na stronę Fundacji „Pamiętamy”, której celem jest przywrócenie pamięci o Żołnierzach Wyklętych. Strona Fundacji Pamięci. Niech ta pamięć nigdy nie zaginie.

Ja polecam film o sanitariuszce Inka. W oficjalnych mediach będzie całkowita cisza o tym dniu. Dlatego apeluje przestańcie oglądać WSI24 TV i Polsaty . Usiądźcie i zobaczcie patriotyczny film polski. Proszę o wywieszenie flagi polskiej w tym dniu na swoim domu.

Rankiem 28 sierpnia 1946 r., na 6 dni przed 18. urodzinami, Danka Siedzikówna „Inka” weszła do sali egzekucyjnej w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej. Była godzina 6.15. Sala egzekucyjna pełna ludzi. Wśród nich przejęty tą sytuacją do głębi wikariusz kościoła garnizonowego w Gdańsku ks. Marian Prusak, który dwie godziny wcześniej spowiadał „Inkę”. Odczytano wyrok. Strzały z pepesz drasnęły tylko dziewczynę i zraniły jej towarzysza niedoli, oficera wileńskiej AK Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. Zanim te strzały padły, obydwoje zdążyli krzyknąć: „Niech żyje Polska!”. Oszołomieni hukiem wystrzałów osunęli się na ziemię, „Inka” podniosła się raz jeszcze i krzyknęła: „Niech żyje major ‘Łupaszko’!”. Dowódca plutonu egzekucyjnego, oficer KBW, podszedł i z bliskiej odległości, strzałami z pistoletu w głowę, zabił obydwoje.
W pożegnalnym grypsie, przekazanym z więzienia już po wyroku śmierci, Danka napisała: „Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba…”.

cz.1

cz.2

cz.3

cz.4

cz.5

cz.6

cz.7

cz.8

cz.9


Komentarzy 11 to “Cześć Ich pamięci”

  1. Józef Piotr said

    Może na początek:
    Panie usłysz błagania wiernego Ci Narodu. Poskrom oprawcow jego, Wzbudż mężów dzielnych. Wskrześ mu Ojczyznę.

  2. Józef Piotr said

    I Drugie: Zacznę od cytatu z wprowadzenia:
    ..”…. Dowódca plutonu egzekucyjnego, oficer KBW, podszedł i z bliskiej odległości, strzałami z pistoletu w głowę, zabił obydwoje.”……..

    Ilu było takich „oficerów” z KBW , informacji , UB , SB którzy fizycznie wykonywali wyroki śmierci na Patriotach a w przypadku „INKI” i jej rówieśnikach NA DZIECIACH . CI egzekutorzy mieli tysiące śmierci na swoich rękach. O nich cicho , są nieznani ze zdjęcia , imienia czy Nazwiska.

  3. polak 2010 said

    Nie zgadzam się z tobą ,że są nieznani. W telewizji Trwam historyk mówił imię i nazwisko tego szubrawca oraz informację, że ptrzebywa obecnie w Izraelu i wystąpił do polskich władz o zaśiadczenie o pracy w aparacie bezpieki .Jest mu to potrzebne do otrzymania podwyżki emerytury. Nie zapamiętałam nazwiska tego „oficera”. Oczywiście w WSI24 i Tv Polsat tego sie nie dowiemy.
    To byli żydowscy zbrodniarze w polskich mundurach. Mój wuj był żołnierzem wyklętym i zginął bo nie chciał iść na współpracę z UB.Dziadek został skazany na 15 lat więzienia za wspomaganie partyzantki. Zmarł w więzieniu w Nowogardzie.Jako dziecko rozmawiałam z moją babcią i pytałam o możliwości pomocy dla dziadka po aresztowani.Moja babcia mówiła :” nie było żadnej możliwości , wszędzie na wysokich stanowiskach w UB i sądach byli Żydzi”. Ja tego wtedy nie rozumiałam.
    Dzisiaj rozumiem. Gross pisze oszczercze książki.Może by tak powstała książka o zbrodniach żydowskich po II wojnie światowej.
    Pan Michnik miał brata!!!
    CHWAŁA ŻOŁNIERZOM WYKLĘTYM !!!!!!! NIECH DOBRY BÓG DA IM NIEBO !!!!

    • cox said

      W kwestii nagłośnienia zbrodni żydowskich na narodzie polskim popełnionych po II wojnie św. dużo zrobił prof. dr. hab. Jerzy Robert Nowak. Niestety możemy się o tym dowiedzieć tylko w tv Trwam i radiu Maryja!

      • Józef Piotr said

        Sz. # Cox.
        Sadzę ,że nie zostałem zrozumiany. Może dlatego że niezbyt precyzyjnie sformułowałem to co chciałem przekazać.
        Więc przywołując problem oprawców miałem na myśli konkretnych ludzi którzy mieli „fuchę” bezpośredniego wykonywania wyroków- morderstw , czyli z pistoletem w ręku lub innym narzędziem zbrodni osobiście pozbawiali życia ofiarę.
        Jak wspominają to ,Ci co przeżyli , to taki morderca(egzekutor) jeżdził od „więzienia do więzienia” po to tylko aby dokonywać morderstw.
        Każdy z nich miał na swym koncie tysiące (czy setki) zabitych.
        O tych oprawcach niestety nie spotkałem niczego konkretnego.
        Byli to z reguły osobnicy z określonej nacji nastawieni na to aby żadna osoba nie uszła z życiem.

  4. Kier said

    Nowe święto państwowe, które dziś obchodzimy po raz pierwszy, ustanowione z inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego, przywraca do panteonu bohaterów narodowych „żołnierzy wyklętych” – formację niezwykłą: Polaków, którzy w obronie najwyższych wartości rzucili wyzwanie komunistycznej dyktaturze. Szli „wyprostowani wśród tych, co na kolanach, wśród odwróconych plecami i obalonych w proch” (Zbigniew Herbert). Za walkę z sowietyzacją kraju nie odebrali nigdy żadnej nagrody – przez dziesiątki lat napiętnowani mianem „bandytów” i otoczeni pogardą, żyli tylko w pamięci najbliższych i wiernych towarzyszy broni. Ale tak jak dobro nie może nigdy przegrać ze złem, tak szlachetna walka żołnierzy powstania antykomunistycznego odnosi zwycięstwo. Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” jest skromnym zadośćuczynieniem i spłatą moralnego długu wobec najbardziej niezłomnych.
    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110301&typ=po&id=po01.txt

    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110301&typ=my&id=my01.txt
    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110301&typ=my&id=my02.txt

    • Józef Piotr said

      Dobrze że mamy: #)NASZ DZIENNIK
      #)RADIO MARYJA I TELEWIZJĘ „TRWAM”
      #)GAZETĘ POLSKĄ
      #)NASZĄ POLSKĘ
      #)DOŚĆ LICZNĄ ILOŚĆ STRON INTERNETOWYCH O TEMATYCE PATRIOTYCZNEJ
      #)NO I ZNACZNĄ ILOŚĆ LUDZI WIELKIEGO FORMATU NARODOWEGO poświęcających swój
      czas i wiedzę na przypominanie tego co powinno zostać w pamięci
      Ceńmy to sobie i zdajmy sobie sprawę z tego dlaczego są tak znienawidzeni przez plemiona Eskimoskie.
      Teraz jesteśmy świadkami kolejnej nagonki na „anty eskimosizm” polskiego ludu.
      Wiemy że jest akcja upadlania pamięci po to aby nikt nie ważył się dokonać opisu łańcucha zbrodni na narodzie Polskim w XX wieku ktory skazano na niebyt i nędzę.

  5. szach said

    Herbert Zbigniew

    Przesłanie Pana Cogito

    Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
    po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę

    idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
    wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

    ocalałeś nie po to aby żyć
    masz mało czasu trzeba dać świadectwo

    bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
    w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

    a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
    ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

    niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
    dla szpiclów katów tchórzy – oni wygrają
    pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
    a kornik napisze twój uładzony życiorys

    i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
    przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

    strzeź się jednak dumy niepotrzebnej
    oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
    powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych

    strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
    ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
    światło na murze splendor nieba
    one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
    są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy

    czuwaj – kiedy światło na górach daje znak – wstań i idź
    dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

    powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
    bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
    powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
    jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

    a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
    chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

    idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
    do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
    obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów

    Bądź wierny Idź

  6. Wojwit said

    Lepiej późno niż wcale… Choć ten eufemizm w nazwie brzmi jak… Wypadki Grudniowe. Miało być żołnierze antykomunistycznego podziemia, ale sejm jest taki jaki jest. Za to jak na Białoruś huzia – a to wszyscy posłowie głosują przez aklamację. Znaczy się wszyscy są „nasi”.
    Proszę Państwa, czy za mało widoczne jest to, że takie święta to miłomściwie nam panujący rzucają jako ochłap i traktują jako swój maskchałat (rusycyzm ale wyjątkowo w tym kontekście udany, nieprawdaż? Znaczy tyle, co ubiór maskujący). Ten listek figowy jak i „dzień flagi” czy temu podobne mają za cel skupienie resztki częściowo świadomych Polaków na rozpamiętywaniu przeszłości, na symbolach. Jasne że tym ludziom, którzy za Polskę walczyli, którzy dla niej ginęli należy się i to, i o wiele więcej… Ale, czy nie budzi Państwa sprzeciwu, że wprowadzają je ci sami ludzie, którzy zaciskają nam na szyi pętle coraz to nowych danin i wkładają politpoprawny „brukselski” kaganiec? Duszą gorsetem unijnych dyrektyw i dręczą świadomość narodową harapem multi-kulturalizmu. Gdyby Polska Była po 89 roku chociaż po części tak wolna jak Finlandia do rozpadu sojuza, to świętowanie zasług żołnierzy walczących ze WSZYSTKIMI okupantami byłoby sprawą „załatwioną” jako jedna z pierwszych. Nie dziwi więc Państwa, że dopiero teraz?

    • polak 2010 said

      Niestety , to wszystko prawda. Bardzo trafny wpis . Nie wolno nam jednak popadać w zniechęcenie. Oni zapiszą się w historii jako zdrajcy. My módlmy sie gorąco do naszej Królowej Polski i o Intronizację Chrystusa Króla.
      Sami nic nie zrobimy.
      KRÓLUJ NAM CHRYSTE !!!!!!!!!

  7. Annah said

    Za dwa dni przypada 101 rocznica urodzin Zygmunta Edwarda Szendzielarza, „Łupaszki”, wspomnijmy o tym wielkim, nieulękłym Polaku.

    Piotr Szubarczyk

    Spośród licznych dowódców powojennej partyzantki antykomunistycznej jego postać stała się niemal symbolem tej nierównej i od początku przegranej walki o Polskę „wolną i czystą jak łza”. Byli tacy, którzy mieli więcej podkomendnych i walczyli dłużej niż on, a jednak to przed nim „wiał czerwony cham” i na dźwięk jego imienia drżały „ubeckie mordy”. To jemu urządzono pokazowy proces w Warszawie transmitowany przez radio na całą Polskę i to on wraz ze swymi żołnierzami był przez lata przedmiotem szczególnie zapiekłej kampanii nienawiści i kłamstw. Stosunek komunistów do majora był szczególną mieszanką wrogości, a zarazem ledwie skrywanego lęku i respektu.

    Zygmunt Szendzielarz urodził się 12 marca 1910 r. w Stryju, urokliwym mieście kresowym położonym nad dopływem Dniestru w województwie stanisławowskim. Kolejarska wielodzietna rodzina Karola i Eufrozyny z Osieckich miała korzenie śląskie, o czym świadczy jej nazwisko, jednak w pokoleniu Zygmunta byli to już w pełni świadomi „obrońcy nadkresowych stanic”. Jego starsi bracia walczyli w roku 1919 w obronie Lwowa. Rudolf w tej walce poległ, Marian zasłużył na Virtuti Militari i to właśnie ich czyny były dla młodego Zygmunta podstawą niepowtarzalnej formacji duchowej, w której sprawy rodzinne splatały się nierozerwalnie ze sprawami Ojczyzny i z imperatywem walki o Świętą Sprawę, czyli zachowanie dopiero co wywalczonej niepodległości. Wojskowa droga brata Mariana, rotmistrza kawalerii, a podczas wojny oficera 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, była dla Zygmunta ważnym punktem odniesienia. Po ukończeniu gimnazjum odbył kurs Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej, a potem tak jak jego brat trafił do grudziądzkiego Centrum Wyszkolenia Kawalerii, skąd wyszedł w roku 1934 jako podporucznik z przydziałem do słynnego 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich w Wilnie. Jako dowódca plutonu reprezentował pułk w licznych zawodach sportowych, gdyż był doskonałym jeźdźcem, podobnie jak inny słynny partyzant – Henryk Dobrzański „Hubal”. Dobrzańskiego i Szendzielarza łączyła postać wybitnego dowódcy polowego, bohatera Samoobrony Wileńskiej z czasów wojny z bolszewikami – płk. Jerzego Dąmbrowskiego zamordowanego w 1940 r. przez NKWD. Po Dąmbrowskim porucznik Szendzielarz przyjmie konspiracyjny pseudonim „Łupaszka”. Dla „Hubala” pułkownik – jako dowódca 110. Rezerwowego Pułku Ułanów – był bezpośrednim przełożonym. Kiedy kończyła się wojna wrześniowa, Dąmbrowski ruszył do sowieckiej zony okupacyjnej, by tam organizować partyzantkę niepodległościową, a „Hubal”, jego zastępca, został dowódcą Oddziału Wydzielonego Kawalerii Wojsk Polskich – pierwszego tak silnego oddziału partyzantki polskiej pod okupacją niemiecką. Dobrzański poległ pod Anielinem 30 kwietnia 1940 r., ale była to przynajmniej śmierć żołnierska. Wielu jego kolegów umierało w tych dniach w dołach Katynia i w piwnicach Tweru oraz Charkowa. W Charkowie zamordowano też dowódcę Wileńskiej Brygady Kawalerii płk. Konstantego Druckiego-Lubeckiego, pod którego rozkazami walczył porucznik Szendzielarz.

    W ZWZ-AK
    Podobnie jak „Hubal” Zygmunt Szendzielarz uniknął losu jeńców obozów specjalnych NKWD, choć od początku okupacji poruszał się po niebezpiecznym terenie infiltrowanym przez NKWD. Szukał przydziału w konspiracji. Wyróżnił się w wojnie wrześniowej jako dowódca szwadronu podczas przeprawy przez Wisłę pod Kozienicami oraz pod komendą gen. Władysława Andersa, w jego grupie kawaleryjskiej. Zasłużył na Virtuti Militari. Po ucieczce z niewoli sowieckiej pojawił się na krótko we Lwowie, a potem w Wilnie – dokładnie w dniu urodzin córeczki Barbary, jego jedynego dziecka. Od stycznia 1939 r. żonaty był z Anną Swolkieniówną. Wywieziona przez Niemców na roboty przymusowe do Francji Anna zginęła podczas bombardowania Cherbourga. Barbara żyje, mieszka w Warszawie. O trudnym życiu córki „bandyty” można by napisać książkę.
    Już jako oficer ZWZ-AK por. Szendzielarz przebywał na Litwie Kowieńskiej, wykonując tam zadania wywiadowcze. Momentem przełomowym w jego życiu stanie się przydział na dowódcę pierwszego oddziału partyzanckiego AK na Wileńszczyźnie. Było to w lecie 1943 roku. Oddziałem dowodził oficer rezerwy, w cywilu nauczyciel, Antoni Burzyński „Kmicic”. Dowództwo Okręgu Wileńskiego AK chciało tam mieć doświadczonego oficera zawodowego. Kiedy „Łupaszka” zdążał z przewodnikiem do oddziału, dotarła do niego wiadomość o wymordowaniu części oddziału „Kmicica” przez sowieckich partyzantów z grupy Fiodora Markowa, z którą „Kmicic” dotychczas współpracował w akcjach przeciwko Niemcom! Rozkaz zdrady i zbrodni przyszedł z sowieckiego sztabu partyzanckiego. Sowieccy partyzanci na terenie okupowanych Kresów nie życzyli sobie polskiej partyzantki niepodległościowej. Z resztek oddziału „Kmicica” utworzyli oddział partyzantki „ludowej” im. Bartosza Głowackiego pod dowództwem sowieckiego komandira. Już wtedy ćwiczyli scenariusze Polski lubelskiej! Oddział ten się rozpadł, a rtm. Zygmunt Szendzielarz zbudował z ocalonych partyzantów „Kmicica” 5. Wileńską Brygadę AK. Stanie się ona znana jako „Brygada Śmierci” doświadczona śmiertelnie przez Sowietów. Po wojnie nienawistna propaganda ubecka będzie to tłumaczyła na swój sposób…

    „A przed nim wiał czerwony cham”…
    Brygada „Łupaszki” toczyła boje zarówno z Niemcami i ich litewskimi kolaborantami, jak i z „partyzantami”, czyli dywersantami sowieckimi. Najbardziej spektakularną, zwycięską bitwą z Niemcami było rozbicie silnej ekspedycji przeciwpartyzanckiej Wehrmachtu pod Worzianami 31 stycznia 1944 roku. „Łupaszka” był wówczas ranny. Dowodzona przez niego brygada stawała się z dnia na dzień legendą partyzantki niepodległościowej na Kresach, a to w dużej mierze dzięki charyzmie dowódcy.
    Brygada „Łupaszki” nie uczestniczyła w operacji „Ostra Brama”, czyli w wyzwoleniu Wilna od Niemców – we współpracy z Sowietami. Było to uzgodnione z dowódcą wileńskiej AK ppłk. Aleksandrem Krzyżanowskim „Wilkiem”. Chodziło o to, że 5. Brygada miała na koncie liczne potyczki z Sowietami i w żywej pamięci zachowywała tragiczne losy oddziału „Kmicica”. Do „braterstwa broni” z Sowietami, nawet udawanego, zupełnie się nie nadawała… Sam mjr „Łupaszka” miał powiedzieć, że nie będzie „defilować przed Ruskimi w Wilnie”, co jest wielce prawdopodobne, zważywszy na jego wojenne doświadczenia. Miał też powiedzieć, że nie chce, by jego żołnierze byli wieszani na murach i bramach Wilna… Niewiele się pomylił. Po wypędzeniu Niemców z Wilna nastąpiło kilka dni „braterstwa” i wspólnych polsko-sowieckich patroli, po których rozpoczęła się nagonka na polskich żołnierzy, rozbrajanie, zwożenie do obozu przejściowego w Miednikach Królewskich, wreszcie wywózka sybirskim szlakiem do Kaługi.

    „Nie jesteśmy żadną bandą”…
    Brygada „Łupaszki” przedostała się w rozproszeniu na zachód, przedzierając się przez silny kordon sowiecki. Major odtworzył swój oddział na Podlasiu w ramach Białostockiego Okręgu AK. Jego żołnierze podejmą walkę z formacjami NKWD-UB i KBW, przy czym będą to raczej akcje propagandowe niż zbrojne. Taki był sens rozbrajania posterunków MO czy likwidowania placówek UB. Chodziło o pokazanie Polakom, że jest wojsko polskie niezależne od Sowietów, dowodzone przez polskich, a nie sowieckich oficerów; że toczy się walka o Świętą Sprawę – niepodległość kraju zagrożoną umową jałtańską. „Łupaszka”, tak jak wielu dowódców partyzantki niepodległościowej, pokładał jeszcze pewne nadzieje w zapowiedzianych na styczeń 1947 r. wyborach do Sejmu. Najbardziej spektakularna pomorska kampania 5. Brygady rozegrała się od wiosny do jesieni 1946 r., czyli w czasie poprzedzającym „referendum ludowe” i wybory do Sejmu. Propagandowy, konsolidacyjny charakter tej kampanii odzwierciedlają ulotki podpisane przez „Łupaszkę” i rozklejane na murach Gdańska. Pisał w nich prawdę o organizującym się sowieckim dominium w Polsce:
    „Rodacy! Naród Polski wypowiedział walkę swym wrogom, by ofiarą krwi i życia swego wywalczyć wymarzoną, wolną, niepodległą i niezależną Polskę. Wojna się skończyła! Polska na podstawie krymskiej konferencji miała być wielka, silna i niezależna. Ale nasz wschodni sąsiad był przezorniejszy w swych nikczemnych zamiarach. Już w 1945 r. wyznaczył nam rząd ze swych sługusów w postaci Bieruta, Osóbki-Morawskiego, „Roli” Żymierskiego i wielu innych komunistów. Są to ludzie, którzy jeszcze przed 1939 r. zaprzedali nasz Kraj i Naród Związkowi Sowieckiemu (…). Polska nie jest samodzielna i demokratyczna. My, którzy ponieśliśmy tyle ofiar, nie możemy pozwolić na to, by w naszym Państwie panoszyli się Azjaci i narzucali nam swe prawa przez swych pachołków. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych Sprawie i wybranych przez cały Naród (…). Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć i życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich mordują najlepszych Polaków, domagających się wolności i sprawiedliwości (…). Nie jesteśmy żadną bandą, jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej Ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. My walczymy za Świętą Sprawę, za wolną, niezależną, sprawiedliwą i prawdziwie demokratyczną Polskę! (…). Nie mamy ani prasy własnej, ani wolności słowa, ani wolności zebrań, ani prawa wiązania się w stronnictwa polityczne. Jesteśmy pozbawieni wszystkich dobrodziejstw demokracji! Jednopartyjne rządy komunistyczne biorą myśl w obcęgi, pozbawiają człowieka woli, przywiązań, umiłowań tych najistotniejszych cech człowieczeństwa i czynią z niego pozbawionego ducha i serca robota. Gdy chodzi o Naród – ten wtedy zatraca własne oblicze i przestaje istnieć! Mamyż milczeć?! Mamyż poddać się gwałtowi, zadawanemu obcą, zbrodniczą ręką?! Mamyż pod groźbą obcych bagnetów wyrzec się prawa stanowienia o sobie?! Mamyż wyrzec się ducha, serca i zaprzeć się wiary?!”.
    Jeśli szukamy odpowiedzi na pytanie, skąd się brała nienawiść komunistycznej władzy do „Łupaszki”, to warto brać pod uwagę nie tylko to, co robił, nie tylko wykonane wyroki na kolaborantach i donosicielach, utrwalaczach władzy sowieckiej w Polsce, ale i to, co mówił i pisał. W tych słowach była prawda o Polsce. Prawda, która bolała kolaborantów racjonalizujących swoje zaprzaństwo i wysługiwanie się Sowietom budową „demokracji ludowej” czy „realiami politycznymi”.
    Zapytał mnie niedawno redaktor pewnego portalu, jak to możliwe, że Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” w powszechnej świadomości Polaków nie kojarzy się jednoznacznie z bohaterem, który swe życie poświęcił dla Ojczyzny. Dlaczego używa się ciągle starej frazy „banda ‚Łupaszki'”? Czy PRL-owska propaganda była tak skuteczna, że działa do dziś? Dlaczego o „Łupaszce” mówi się, że był „kontrowersyjny”?
    Słowo „kontrowersyjny” pełni w Polsce rolę narzędzia walki ideologicznej, za pomocą którego deprecjonuje się różne osoby niepasujące do rytu postępowego inteligenta, widzącego sprawy „w całej ich złożoności”. Ta „złożoność” wymaga od nas, byśmy się pochylili nad ubekiem, kolaborantem, donosicielem, nad „skomplikowaną” sytuacją powojenną i nad „tragedią” różnych KPP- i PPR-żulików. „Łupaszka” jest „kontrowersyjny”, bo kazał edukować kapusiów za pomocą wyciorów karabinowych, na goły tyłek, a w skrajnych przypadkach – gdy stanowili zagrożenie dla innych – kazał ich likwidować. O stosunku do „Łupaszki” decyduje nie tyle propaganda peerelowska, ile ta postpeerelowska. Na uniwersytetach są ludzie, którzy zdobywali szlify magistrów, doktorów i profesorów dzięki pracom o „utrwalaniu władzy ludowej”. To specjaliści od „złożoności”, nauczyciele naszej młodzieży. Więc nie szukajmy prawdy o majorze „Łupaszce” na uniwersytetach, przynajmniej na razie. Szukajmy jej w historii jego życia, dopowiadając ją w swoich sercach.

    Autor jest pracownikiem Biura Edukacji Publicznej w Oddziale Gdańskim IPN.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: