Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Archive for Kwiecień 4th, 2011

Używajmy wody egzorcyzmowanej

Posted by Dzieckonmp w dniu 4 kwietnia 2011

WODA EGZORCYZMOWANA

Od wieków istnieje zwyczaj używania, m.in. do celów leczniczych, wody z sanktuariów oraz z innych miejsc słynących łaskami. W niektórych sanktuariach woda ta jest poświęcana, podobnie jak różne dewocjonalia: medaliki, obrazki, modlitewniki, różańce itp. Nie może być poświęcona „hurtem” w studni albo w źródełku.
Pod adresem kapłanów kierowane są pytania: czy można taką wodę pić, dawać do picia zwierzętom, podlewać rośliny…
Trzeba odróżnić wodę poświęconą przez kapłana od wziętej po prostu z „cudownego źródełka” (a więc nie poświęconej). Pierwsza z nich jest przez poświęcenie wyłączona ze zwykłego (tzw. świeckiego) użytku i powinna być używana tylko w taki sposób, jaki podano w modlitwie Kościoła przy jej poświęceniu. Druga natomiast może być używana jak zwyczajna woda we wszystkich okolicznościach (a więc np. do mycia, na herbatę, do zmywania naczyń), co widzi się chociażby w gospodarstwach domowych korzystających na co dzień z „cudownego” źródła.
Modlitwa na poświęcenie wody zmieniała się w ciągu wieków, chociaż trzeba przyznać, że ostatnia z używanych do czasu II Soboru Watykańskiego ma za sobą bogatą tradycję. Dopiero po Soborze wprowadzono różnorodność modlitw na poświęcenie, pozostawiając księżom ich wybór. Nowe modlitwy poświęcenia, używane poza Mszą świętą, zawierają z zasady prośby ogólne: o Bożą opiekę (w Obrzędach Błogosławieństw nr 1093), o nasze odnowienie na duchu i ciele (1094), o błogosławieństwo i oczyszczenie dla Kościoła (1095), o to, by woda przypominała nam nasz chrzest (1304, 1324), by była znakiem pokuty (1324). We wspomnienie św. Agaty poświęca się wodę, aby „chroniła nas przed ogniem i wszelkim niebezpieczeństwem” (1333). Wyraźna prośba o to, by Bóg przez tę wodę udzielił „obrony przeciwko wszelkim chorobom i zasadzkom szatana” oraz pozwolił uniknąć „wszelkich niebezpieczeństw duszy i ciała”, zawarta jest wyłącznie w drugiej (spośród trzech) zawartej w Mszale modlitwie na jej poświęcenie na początku Mszy świętej. Można tylko ubolewać, że pokropienie wodą święconą we Mszy świętej wyszło prawie zupełnie z użytku, zanikło wraz z odejściem starych proboszczów, przyzwyczajonych do tego obrzędu.
Ks. Gabriel Amorth, odpowiedzialny za przygotowanie kandydatów do pełnienia posługi egzorcysty, zachęca księży, by wrócili do poświęcania wody według przedsoborowego Rytuału. Tylko i wyłącznie woda poświęcona zaczerpniętą z niego modlitwą (na język polski z łaciny tylko częściowo przetłumaczoną) może być nazywana „egzorcyzmowaną”, gdyż nie tylko tak nazywa ją Rytuał: aqua exorcizata, lecz rzeczywiście wypowiadany jest nad nią egzorcyzm. Właśnie w oparciu o stary Rytuał Kościół prosi Boga, by służyła ona do „wielorakich oczyszczeń”: do odpędzania od nas złych duchów mocą Bożej łaski, do uwalniania nas „od wszelkiej nieczystości i szkody”, od zarazy i niezdrowego powietrza oraz wszelkich zasadzek ukrytego wroga, który ma uciekać w popłochu, gdyby „czyhał na pomyślność lub spokój mieszkańców”, względnie napadał na ich zdrowie. Ta właśnie modlitwa wyraża wiarę w to, że moc Bożej uzdrawiającej łaski rozciąga się na „wszystko, na cokolwiek padną krople tej wody”, a więc nie tylko na ludzi. Istnieją świadectwa uzdrowień także zwierząt i roślin, o czym dalej wspomnimy.
Zauważono dobre skutki używania tejże wody „na odległość”. Przecież ksiądz, poświęcając pola, nie idzie na każdy zagon; poświęcając pokarmy, nie podchodzi do każdego koszyczka, zaś przy poświęceniu medalików może objąć modlitwą także będące w kieszeni lub torebce. Nie musi więc ona paść ona na daną osobę czy miejsce – wystarczy, że jest użyta z wiarą, iż Bóg przychodzi z pomocą komuś właśnie tam, może bardzo daleko. Można, strząsając kroplę, wyobrazić sobie daną osobę, by modlitwa Kościoła odniosła swój skutek.
Jeżeli użycie tej wody „na odległość” przynosi dobre owoce, dlaczego nie poświęcać jej również „na odległość”…? Czyż Tym, który ją uświęca, nie jest Bóg, który jest jednocześnie wszędzie? Jest przecież tam, gdzie ktoś przygotował naczynie z wodą oraz tam, gdzie modli się kapłan poświęcający ją!
To prawda, że nie było dotychczas w Kościele takiej praktyki – zwyczaj nakazywał przyniesienie do kapłana przedmiotu do poświęcenia, a tym bardziej wody, do której przez całe wieki wsypywało się szczyptę soli (teraz z reguły tego się nie czyni). Gdy jednak nowe modlitwy posoborowe doprowadziły do wyjścia z użycia wody egzorcyzmowanej, wierni zaczęli jej poszukiwać, a więc np. próbowali zanieść wodę do „specjalnego” poświęcenia do zakrystii. I tu napotykali na tyle problemów (zwłaszcza ze strony młodszych księży, którzy nie mieli nawet pojęcia o istnieniu dawnej modlitwy), że musieli zaprzestać poszukiwań.
Jednak najwytrwalsi nie dali za wygraną… To właśnie wtedy, pod ich naciskiem, z konieczności niektórzy księża dokonali „eksperymentu”: powiadamiani na różne sposoby (przy osobistym spotkaniu, przez telefon, a nawet w liście), że w danym miejscu przygotowano wodę do poświęcenia, poświęcali ją właśnie „na odległość”, tylko w wyobraźni obejmując naczynie i błogosławiąc tę wodę. Jednocześnie wsłuchiwali się uważnie w opowiadania wiernych, którzy z tej wody korzystali, by się przekonać, czy jej użycie przynosi podobne owoce jak wówczas, gdy posłużono się wodą poświęconą w sposób tradycyjny. Ponieważ po dobrych owocach, zgodnie ze wskazówką Pana Jezusa, dało się poznać dobre drzewo, mogli dalej śmiało stosować tę praktykę, i czynią to do dnia dzisiejszego(1). Istnieje grupa dziesięciu księży, którzy umówili się, że będą czynić to nie tylko indywidualnie – gdy ktoś ich osobiście poprosi o poświęcenie – lecz także wspólnie, o umówionej godzinie. Chodzi o poświęcenie wody raz w miesiącu, w Pierwsze Soboty o 100000 rano. Znają ten termin tysiące Polaków w Kraju i za granicą, przygotowują wodę do poświęcenia, a nawet sami, gdy mogą, łączą się w duchu z poświęcającymi ją księżmi i przyjmują ich błogosławieństwo(2).
Na pewno nie zaistniałaby powyższa praktyka, gdyby wierni nie opowiadali sobie nawzajem o „skuteczności” wody egzorcyzmowanej; pozostałaby do dzisiaj tylko domeną księży egzorcystów, a więc wąskiego kręgu walczących z szatanem na mocy polecenia i władzy udzielonej im przez biskupów. A przecież na mocy sakramentu chrztu, a zwłaszcza bierzmowania, wszyscy chrześcijanie powołani są do codziennego zmagania się z piekielnym przeciwnikiem, nie powinni więc lekceważyć tak potężnej broni przeciwko niemu, jakim jest woda egzorcyzmowana.
Na atak najlepiej jest odpowiadać, jeśli to tylko możliwe, kontratakiem, a więc nie tylko nie uciekać z pola walki, lecz śmiało uderzyć w napastnika. Takie uderzenie umożliwia nam właśnie woda święcona, co warto zilustrować na kilku przykładach.
Duch nietrzeźwości często bardzo boi się tej wody, z wiarą używanej przez otoczenie osoby nadużywającej alkoholu. Według relacji żon alkoholików nawet oni sami prosili, by ich ratować przed atakami „okrutnych zjaw”, a w.e. (tym skrótem będziemy dalej zastępować słowa: „woda egzorcyzmowana”) odpędzała te zjawy. Kropla w.e., wpuszczona do butelki z wódką, spowodowała w jednym wypadku całkowitą utratę przez wódkę mocy („Wylałaś wódkę, a nalałaś wody!” – krzyczał uzależniony), w drugim zaś – niemożność jej picia z powodu wymiotów.
Duch nikotynizmu, który bywa dość mocny (potrafi przy wypędzaniu miotać zniewolonymi, a nawet odebrać przytomność), także mocno reaguje na w.e.: łyk tej wody może spowodować ustanie głodu nikotyny (bywa, że na zawsze), podobny skutek zauważono przy pokropieniu nią paczki papierosów.
Skoro przyglądamy się wpływowi w.e. na ciało, należy powołać się na mnóstwo opowiadań, które aż szkoda że nie zostały zapisane i zebrane w księdze. Dotyczą one cudownych uzdrowień ludzi, zwierząt, a nawet roślin. Zacznijmy od końca:
– rośliny w czasie ogromnej suszy skrapiane codziennie odrobiną w.e. (tam, gdzie ich podlewanie było niemożliwe ze wzgl. na dużą odległość) urosły tak ogromne, że budziły podziw sąsiadów, którym wszystko powysychało.
– W.e. chroniła wielokrotnie uprawy (na polu i pod folią) przed szkodnikami oraz chorobami, a nawet przed złodziejami.
– Rośliny i drzewa, które zaczynały obumierać, w.e. przywracała do życia.
Zwierzęta, o dziwo, potrafią odróżnić wodę zwykłą od poświęconej, którą chętnie piją, gdy są chore. Podobne zjawisko zauważono u małych dzieci, które, jakby prowadzone niewidzialną ręką (Anioła Stróża?), często znajdują tę wodę gdzieś w kredensie i wypijają, a nieco starsze nawet o nią proszą.
– W chlewie moich parafian wszystkie (duże już) prosięta padały z głodowego wycieńczenia, pomoc weterynarza okazała się nieskuteczna. Gospodyni przypomniała sobie o w.e., pokropiła nią wieczorem koryto z karmą, a rano przekonała się, że zostało opróżnione. Obok niego stało drugie – pełne, którego nie pokropiła… Przy codziennym używaniu w.e. wyprowadziła wszystkie prosiaki z ciężkiego stanu(3).
– Inna mieszkanka tej samej wsi, używając w.e. „poprawiła” weterynarza, bezskutecznie usiłującego, przy pomocy zastrzyków, pomóc jej maciorze, która oprosiła się i długo leżała bezsilna. Wystarczyła kropla tej wody, by świnia zerwała się na równe nogi, odzyskując siły.
Dobry Bóg, wysłuchując modlitwy Kościoła, przychodzi z pomocą używającym w.e. na wiele różnych sposobów, aby tylko czynili to z wiarą (przejawiającą się w ufności, najczęściej wyrażonej w ich modlitwie). Tak więc skrapiają nią oni mieszkanie, gospodarstwo, pola i ogrody, osoby chore i atakowane przez szatana (nawet, jak wyżej wspomniano, „na odległość”), ich łóżko i ubranie; dodają kilka kropli do pokarmu ludzi i zwierząt, wpuszczają do studni dla oczyszczenia w niej wody i uczynienia jej zdrową. Chorzy dotykają w.e. zaatakowanych części ciała, stosują kroplę do przemywań, do okładów, często do picia(4). Użycie jej, połączone z krótkimi egzorcyzmami dostępnymi dla ludzi świeckich, oddala burze i chmury gradowe, gasi ogień pożarów. Im starsi będą świadkowie niezwykłych zdarzeń, tym więcej na ogół potrafią ich opowiedzieć, jak też liczniejsze wskazać zastosowania w.e.(5)
W.e. nie działa w sposób „magiczny”, jak zaklęcie dobre na określone sytuacje, gdyż Boga można tylko pokornie prosić o łaskę (jak przy użyciu także innych poświęconych przedmiotów), a nie narzucać Mu swojej woli, nie dyktować, co ma dać, kiedy i w jakich ilościach. Z tego względu nie zawsze odpowiedź Nieba będzie taka sama w podobnych do siebie sytuacjach, lecz zależy w pierwszym rzędzie od samego Boga i Jego planów względem nas, w drugim zaś od naszej wiary i ufności w Nim pokładanej.
Głęboka wiara cechowała prawdopodobnie pielęgniarza, który w B. P. rozchylił wargi dziewczyny, od miesięcy po wypadku samochodowym sztucznie podtrzymywanej przy życiu, i wlał jej kilka kropli w.e. Zauważywszy, że się zakrztusiła, wybiegł na korytarz z wołaniem: „B. żyje!” Gdy wrócił na czele personelu medycznego, jakież było jego zdziwienie, gdy zastał ją już siedzącą na łóżku i usłyszał jej słowa do siebie skierowane: „Co ty mi dałeś do picia…? Bo gdy mi to coś wlałeś do ust, jakiś głos mi powiedział: «B., weź się za siebie!» I oto jestem zdrowa!” Rzeczywiście była zdrowa, po krótkiej obserwacji opuściła szpital, choć przy tak mocnym stłuczeniu mózgu nikt nie dawał jej szans na powrót do życia w ogóle, a tym bardziej do życia samodzielnego.
Na zakończenie kilka uwag co do wpływu w.e. na naszą sferę duchową. W modlitwie Kościoła przy jej poświęceniu zawarta jest prośba o oddalenie wszystkich zasadzek ukrytego wroga oraz wszystkiego, co chyha na pomyślność lub spokój mieszkańców. Prośba ta decyduje o niezmiernie szerokim polu jej zastosowań, co znajdowało potwierdzenie w przedsoborowej praktyce Kościoła. W nowym Rytuale użycie wody święconej do
poświęcenia przedmiotów jest prawie zawsze dowolne, a najczęściej w praktyce zupełnie pominięte. Nie znaczy to wcale, że powinno być pominięte, lecz że użycie wody uzależniono od decyzji osoby dokonującej poświęcenia. Można tylko zachęcać wszystkie te osoby, by nie odchodziły od praktyki, tak mocno wrośniętej w życie Kościoła wielu wieków, tym bardziej, że ilość chorób i zagrożeń ze strony piekła nie maleje, lecz ciągle wzrasta. Jeśli jednak od tej praktyki odejdą, niech przynajmniej osoby świeckie, na ile to tylko możliwe, zastąpią w tym duchownych, posługując się wodą święconą jak najczęściej, najlepiej egzorcyzmowaną.
==========================================
Świadectwa
Mieszkam na III piętrze. Sąsiedzi z IV piętra mieli wielkiego czarnego psa, którego zawsze się bałam. Sprowadzany na dół, zwykle z dużą siłą udrzał bokiem lub tyłem w moje drzwi. Pewnego razu poświęciłam schody w.e. tuż przed 150000, przed wyprowadzeniem bestii na spacer. W chwilę potem usłyszałam na schodach ruch oraz mocny głos właścicielki psa, więc wyjrzałam przez wziernik. Stała z psem między dwoma piętrami i popychała go, bo nie chciał schodzić i skomlił. Zawołała do męża: „Co mu się stało, nie chce iść!” Próbował przeskoczyć balustradę, lecz i na dole schody były pokropione. Wyszedł sąsiad i we dwoje popchnęli psa, a ten ze skowytem, jak poparzony, wielkimi susami przebiegł przez miejsca skropione w.e. Własnym oczom nie wierzyłam… i pewno nie uwierzyłabym, gdyby ktoś mi to opowiadał!
Moja córka E. mieszka na „Czubach” w Lublinie. W bloku w pobliżu 2 wind jest hol, na którym zbierali się chłopcy palący papierosy, pijący alkohol, a może i zażywający narkotyki. E. zaczęła systematycznie kropić to miejsce w.e. W niedługim czasie wszyscy oni przestali tam się zbierać.
W tymże bloku mieszkał chłopiec samotny. Jego matka robiła karierę za granicą, co jakiś czas przysyłała mu pieniądze, czasami przyjeżdżała. Chłopiec sprowadzał kolegów, odbywały się głośne libacje. Nie pomagały groźby sąsiadów, że sprowadzą policję, zresztą policja znała ten problem. E. i jej sąsiadka T. systematycznie skrapiały w.e. korytarz, zwłaszcza przed drzwiami tego chłopca. Po jakimś czasie przyjechała matka i wyprowadzili się stamtąd.
Sąsiad córki, alkoholik, załamany psychicznie po odejściu dwóch kobiet (uważał je za swoje żony, z drugą miał synka), pocieszał się towarzystwem kolesiów. Dał się jednak mojej córce (po jej szturmie modlitewnym do nieba) namówić na leczenie odwykowe. W szpitalu uczęszczał nawet stale na Mszę świętą, przystępował do Komunii. Po powrocie do domu znów oblegali go kompani od kieliszka. Wtedy córka skrapiała jego mieszkanie w.e., a nawet sam dał się do tego namówić (przygotowywał wodę do poświęcenia w I Soboty Miesiąca). Odtąd kolesie już go nie odwiedzają, jest w lepszej kondycji psychicznej, opiekuje się nawet synkiem podczas pracy jego matki poza domem. Gdy jest sam w domu, zwykle odmawia Różaniec.
Na osiedlu z małego sklepu zrobiono pijalnię piwa. Wiadomo, co się działo: przekleństwa pijanych mężczyzn rozlegały się wokół niej. Sąsiadka córki skrapiała to miejsce w.e. (kiedy – nie wiadomo, może w nocy?). Powiedziała o tym córce dopiero wtedy, gdy pijalnia była w stanie likwidacji. Wkrótce ją zamknięto.
Opowiadanie z Siedlec z końca sierpnia 2003 roku – zapamiętał ks. A.S.
Spałam twardo, zmęczona dyżurem w szpitalu, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, co się wokół mnie dzieje. Nagle we śnie rzuciły się na mnie jakieś potwory i zaczęły mnie dusić za szyję, obezwładniać. Gdy przerażona doszłam do przytomności, schwyciłam butelkę z w.e, wypijając łyk, żegnając się, skrapiając mieszkanie. Gdy za chwilę weszłam do pokoju, w którym moje dzieci oglądały film w TV, ze zdumieniem przekonałam się, że był to film… o wampirach! To były te same bestie, które zaatakowały mnie we śnie!
W listopadzie 2003 pisze matka, że synowi pierwszego dnia nawet smakował papieros nasączony w.e., ale zaraz potem go „odrzuciło”. Po 4 dniach nie mógł już wcale palić i postanowił że rzuca na zawsze. Na razie nie ma z tym trudności.
Ks. A.S. zaniósł do drukarni dyskietkę z tekstem do wydrukowania. Drukarka tworząca matrycę „strajkowała”: zsuwała tekst na prawo i obcinała go, zostawiając po lewej wielki margines. Kolejne próby niczego nie zmieniły. Ksiądz wyjął z torby w.e., pokropił komputer i drukarkę prosząc, by podjąć jeszcze jedną próbę. Druk matrycy na specjalnym papierze przebiegał odtąd bez zakłóceń!
==============================================
PRZYPISY
1. Broszura, zachęcająca do korzystania z tej nowej praktyki, otrzymała aprobatę jednej z kurii diecezjalnych, więc tym odważniej mogli wdrożyć tę praktykę, choć nie bez zdziwienia, a nawet krytyki ze strony niektórych duchownych.
2. Niektórzy wierni pytają, czy muszą być obecni przy naczyniu z wodą, a także czy naczynie musi być otwarte. Odpowiedź na oba pytania brzmi, oczywiście, NIE, gdyż wystarczy z ich strony samo pragnienie posiadania poświęconej wody w przygotowanym przez nich naczyniu, a uświęcająca ją moc Boga przenika, mówiąc żartobliwie, także przez korek…
3. Ktoś powie może: „I gdzie tu szatan…?” Z pewnością istnieje „duch śmiertelnego wygłodzenia”, który daje się we znaki także ludziom (nazwano jego działanie „anoreksją”). Ileż to dzisiaj dzieci i młodzieży staje się przedmiotem jego ataku, co zresztą mogą potwierdzić księża egzorcyści. Groźny jest także duch, powodujący coś wręcz przeciwnego: niepohamowane obżarstwo, które
zwykło się uważać za (tajemniczą) „chorobę” („bulimia”).
4. Ponieważ w.e. jest wyłączona z tzw. „użytku świeckiego”, nie może być używana, jak zwykła woda, jako napój przez ludzi spragnionych (chyba że na pustyni), także do mycia, do gotowania posiłków czy zwykłego podlewania roślin. Może natomiast, w niewielkiej ilości, podobnie jak używa się w niewielkich dawkach leków, mieć zastosowanie wszędzie tam, gdzie potrzebna jest jako lekarstwo dla duszy lub ciała oraz jako broń przeciwko szatanowi. Tak więc łyk jej można wypić w duchu modlitwy, nie powinno się natomiast gotować jej na herbatę (choć do herbaty można wpuścić niewielką jej ilość).
5. Wiąże się to m.in. z faktem, że w ich czasach nie było innej wody święconej, niż egzorcyzmowana

Za ks.A.S

Reklamy

Posted in Kościół, Uzdrowienia, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: | 205 Komentarzy »

Gdy komuś brak kierownictwa duchowego

Posted by Dzieckonmp w dniu 4 kwietnia 2011

Szanowna Pani, Siostro w Najśw. Sercach Jezusa i Maryi,
Pani pytanie, postawione mi w liście, sprowokowało mnie do nieco szerszego spojrzenia na temat kierownictwa duchowego w obecnym czasie, gdy tyle jest w tej materii nieporozumień z jednej, a pragnień i tęsknot z drugiej strony…
Czytając pisma świętych i zmarłych w opinii świętości, odkrywamy ich własną drogę przez ziemię, często tylko w niewielkim stopniu podobną do naszej. Jeżeli więc uświęcili się oni pod kierunkiem światłych kapłanów oraz byli przekonani, że innej drogi uświęcenia nie ma – wcale to nie znaczy, że nie ma jej dla nas… Bo oto w tym samym czasie żyli np. na pustyni albo w puszczy ludzie, którzy bardzo rzadko albo prawie wcale – przynajmniej w porównaniu z naszą sytuacją – nie korzystali z sakramentów świętych, a nawet z Mszy świętej, nie umieli czytać, a jednak doszli do wielkiej świętości. Wielu zaś innych, mając światłych kierowników, pobłądziło. Ile wysiłku kosztowało Pana Jezusa urabianie Judasza, który miewał swoje wzloty i upadki i do końca nie został przez Niego odrzucony! Prześcignął go jednak dobry łotr na krzyżu, chociaż miał tylko przez kilka godzin kontakt z Mistrzem kierowników duchowych…
Przyznaję Pani rację, że gdy światłe kierownictwo natrafi na grunt dobrej woli, może z tej współpracy zrodzić się prawdziwa świętość. Obie jednak strony muszą wypełnić pewne warunki. Kierownik duchowy powinien być nie tylko wykształcony (niewielu studiowało teologię życia wewnętrznego, a seminaria duchowne zaledwie sygnalizują ten temat, przynajmniej od strony praktycznej), ale nadto doświadczony – sam powinien mieć za sobą etapy, przez które chce przeprowadzić swego ucznia.
Może to brzmieć paradoksalnie, ale łatwo daje się zauważyć, że prawie wcale nie istnieją dzisiaj tacy kierownicy duchowi! Nawet jeśli jakiś kapłan studiował teologię duchowości, może być zupełnie niedoświadczony w tejże dziedzinie, choć głowę ma pełną historii i reguł: po prostu sam nie przeszedł drogi oczyszczenia, oświecenia i zjednoczenia z Bogiem. Inny znów na niej się znajduje, jednak brak mu wykształcenia oraz umiejętności prowadzenia innych. Gdyby któryś z nich posługiwał się charyzmatem, czyli specjalnym darem Bożym, polegającym na czytaniu w sumieniach ludzkich (jak św. Jan Vianney czy bł. Ojciec Pio), byłby oblężony w konfesjonale w dzień i w nocy! Tymczasem, jak wynika z historii Kościoła, w niektórych epokach i środowiskach zdecydowanie więcej było osób świeckich oraz sióstr zakonnych, które ten charyzmat posiadały, niż kapłanów…
U kogo więc szukać pomocy…? Święta Teresa hiszpańska rozstrzygała ten dylemat jednoznacznie: gdyby miała do wyboru kapłana, który tylko teoretycznie zna drogę duchowości, a obok niego świętego, który nie zna zasad tej drogi – wybrałaby na stałego spowiednika tego pierwszego. Na szczęście miała takich, którzy łączyli w sobie jedno z drugim – świętość z wykształceniem. A my…? Jeśli spotkamy wykształconego, lecz „podejrzewającego” przychodzącą do niego duszyczkę o bliższy kontakt z Bogiem niż jego własny – będzie się on starał (nawet nieświadomie) poddać się pod jej kierownictwo! Będzie próbował wydobyć od niej, „co Bóg o nim myśli i czego oczekuje”… Jeśli nie z dobrej woli, to przynajmniej z ciekawości. Przy takim odwróceniu ról pobożna duszyczka niewiele skorzysta, zresztą z obu stron może być nieufność i podejrzliwość: nie mówisz mi wszystkiego, wiele ukrywasz przede mną.
Znowu kapłan z pewnym własnym duchowym doświadczeniem, lecz nie wykształcony w tym kierunku, porównuje inne drogi ze swoją własną i chciałby wszystkich tą jedną prowadzić. Dobra o nim opinia zbliża do niego – dodajmy: na bezrybiu, gdzie i rak jest traktowany jak ryba – wiele dusz zgłodniałych, które uzależniają się od niego i oczekują nie wiadomo czego. Tymczasem jego arsenał szybko się wyczerpuje, więc i ta „gwiazda” na dłuższą metę okazuje się niezbyt jasna, przychodzi rozczarowanie… Cóż nam więc pozostaje…? Mimo wszystko jednak wiele! Ujmę te zasady w punkty.
Gdy czytamy u kogoś ze świętych, że nie wyobraża sobie własnego uświęcenia bez „prawdziwego” kierownika duszy, przyznajmy mu rację, niekoniecznie odnosząc to do nas samych.
Szukajmy dobrego spowiednika, najlepiej stałego, który nas pozna i zrozumie. Jeśli to się nie powiedzie, korzystajmy ze spokojem z posługi spowiedników przygodnych, których także daje nam Bóg.
Nie mylmy pojęć: „stały spowiednik” oraz „kierownik duchowy”. Ten drugi jest wielką rzadkością. Gdy podejmie się już on prowadzenia jakiejś duszy, ponosi za jej rozwój duchowy przed Bogiem wielką odpowiedzialność – tym większą, że dusza ta jest zobowiązana do okazywania mu ścisłego posłuszeństwa we wszystkich kwestiach życia wewnętrznego.
Gdy Bóg chce prowadzić kogoś drogą „nadzwyczajną”, pragnąc doprowadzić go do ściślejszego zjednoczenia ze Sobą już tu na ziemi, by posłać go do wielu ludzi – wskaże mu kierownika duchowego, któremu będzie musiał być bezwzględnie posłuszny. Posłuszeństwo takie obowiązuje zwłaszcza wtedy, gdy ktoś otrzymuje „słowa wewnętrzne” lub „wizje”, kierujące go do innych ludzi. Pod żadnym pozorem nie powinien z nimi iść do innych, jeśli nie przeszły one przez „filtr” kierownika duchowego i nie uzyskały jego aprobaty. Najczęściej w podobnym przypadku przez bardzo długi czas kierownik stara się o to, by samo „narzędzie” pozostało nieznane, co pozwala mu na obserwację owoców tych „przekazów” w duszach innych oraz utrzymuje to „narzędzie” w prawdziwej pokorze. W przeciwnym wypadku szatanowi udaje się łatwo i szybko zwieść jednostki, a nawet wielkie rzesze ludzi. Tam, gdzie ludzkie „ja” staje na świeczniku, to z reguły pod rękę z szatanem.
Posłuszeństwo spowiednikowi, zwłaszcza stałemu, obowiązuje w tych kwestiach, które pragniemy rozstrzygnąć przy jego pomocy, wcześniej prosząc w modlitwie Boga, by przemówił przez niego. Zawsze jednak mamy działać zgodnie z własnym sumieniem. Gdyby więc rada spowiednika stawała w poprzek głosowi naszego sumienia, nie wolno nią się kierować. Dotyczy to jednak tylko sumienia prawidłowo ukształtowanego. Gdy jest ono „chore” (na przykład skrupulatne – wszędzie dostrzegające grzech i wciąż niespokojne, że w czymś go nie dostrzega), spowiednik ma prawo domagać się ścisłego posłuszeństwa, biorąc na siebie odpowiedzialność za owoce czyjegoś działania według podanych mu wskazówek. Może więc powiedzieć: tak postępuj, a będzie dobrze. Gdyby było źle – grzech będzie mój, a nie twój.
Bóg nigdy nie zostawi nas samych na drogach życia duchowego, lecz pod warunkiem, że zawsze staramy się odczytywać i wypełniać Jego wolę. Gdy się o to nie staramy, postępuje z nami jak nasi ziemscy opiekunowie, mówiący: dopiero gdy nabijesz sobie guza na tej drodze, zrozumiesz sens naszych ostrzeżeń i wskazówek. Gdy nas nie chcesz słuchać, ucz się na błędach. „Guzy”, dopuszczone przez Boga, są Jego dobrodziejstwem.
Gdyby miało zabraknąć na naszej drodze odpowiedniego kapłana, Bóg sam weźmie na Siebie rolę „kierownika duchowego”. Ma tysiące sposobów na to, by ją doskonale wypełnić. Oto niektóre z nich – wyliczone dość chaotycznie, więc ponumerowane, by można je było łatwo w tekście odnaleźć (a może i numer wziąć w kółeczko, gdy już w życiu czegoś podobnego doświadczyliśmy): 1) złożenie w naszej naturze, przy stwarzaniu nas, skarbów, które z czasem rozpoznajemy i wykorzystujemy; 2) dopuszczenie na nas wad wrodzonych i ułomności w celu Bogu wiadomym; 3) natchnienia, przychodzące bezpośrednio od Boga lub przez pośrednictwo świętych i aniołów; 4) oświecające sny – jakże ich wiele w księgach Starego i Nowego Testamentu; 5) oświecenie potrzebne wynalazcom – czują, że sami tego nie wymyślili; 6) olśnienie pięknem i natchnienie właściwe poetom, malarzom oraz innym artystom; 7) bezpośrednie oświecenie umysłu, pochodzące od Ducha Świętego-Dawcy siedmiu darów, jak też umocnienie przez Niego woli, dzięki czemu człowiek zdolny jest iść drogą heroiczną; 8) zainteresowanie nas i pociągnięcie w pewnym kierunku, a przez to naprowadzenie nas na ślad, w którym potem rozpoznajemy pierwszy krok ku naszemu powołaniu; 9) jakieś zdarzenie, dzięki któremu „otwierają nam się oczy” na sprawy Boże; 10) odpowiedni człowiek, pojawiający się w odpowiednim momencie; 11) książka (niekiedy cała nie dla nas, a tylko to jedno zdanie, na które padł nasz wzrok przy jej otwarciu), zwłaszcza Księga Przymierza – Pismo Święte, otwierane z pytaniem skierowanym do Boga; 12) określony sposób działania sumienia: pochwala nas ono i przynosi cichą radość, ostrzega przed czymś lub czyni wyrzuty po złym czynie, tak jakbyśmy nosili ciężar w sercu; 13) głęboki pokój w duszy mimo „burz” szalejących na zewnątrz, albo wprost przeciwnie: niepokój w duszy jako sygnał, że nie idziemy właściwą drogą, mimo iż na zewnątrz nikt ani nic nas nie niepokoi; 14) pozbawienie nas jakiejś rzeczy, wartości lub osoby, do których byliśmy niepotrzebnie przywiązani, i zrobienie przez to miejsca dla wyższych wartości; 15) dopuszczenie na nas tego, co niekiedy nazywamy „nieszczęściem”, by później zapewnić nam szczęście prawdziwe; 16) nagła (albo mocna i stała) chęć wykonania czegoś, przed czym dotąd czuliśmy opór, albo coś wręcz przeciwnego: wewnętrzny nakaz ucieczki przed czymś lub przed kimś; 17) pragnienie naśladowania kogoś w czynieniu jakiegoś dobra; 18) dopuszczenie na nas pomyłki, by zwrócić naszą uwagę w innym, właściwym kierunku; 19) obudzenie się głębokiego uczucia sympatii, poczucie duchowego porozumienia z osobą, z którą sam Bóg chce nas złączyć, lub coś wręcz przeciwnego: uczucie antypatii i obcości, mimo iż dana osoba podoba się nam lub mogłaby nam w czymś pomóc; 20) wygaszenie w nas zainteresowania jakąś osobą, rzeczą lub problemem, podczas gdy jeszcze niedawno pochłaniały nas one bez reszty; 21) wprowadzenie nas w „noc zmysłów”, „noc ducha” lub właściwe dla naszego stanu oświecenie; 22) nagłe „dotknięcie Boże”, jakby przebudzenie w innym świecie, wznoszące serce ku Bogu, choć ulotne i niemożliwe do zatrzymania; 23) danie nam głębokiego odpocznienia wówczas, gdy zrezygnowaliśmy z chwili odpoczynku na rzecz zagłębienia się w modlitwie; 24) senność lub szybkie zmęczenie przy robieniu czegoś dla nas nieodpowiedniego (np. przy czytaniu, oglądaniu filmu), a za to niespotykane siły przy wykonywaniu dzieła przynoszącego chwałę Bogu i pożytek duszom (uwaga! szatan będzie działał odwrotnie!); 25) pobudzenie nas do głębokiego współczucia dla cierpiących na ziemi lub w czyśćcu; 26) nagłe przekonanie, że rzeczy trudne wcale takimi nie są – by nas pobudzić do czynu; 27) raniące nas słowa lub zachowanie jakiegoś człowieka, dopuszczone na nas dla naszego ćwiczenia się w cierpliwości, pokorze lub innych cnotach; 28) pomoc z nieba w podjęciu nagłej, a bardzo ważnej dla nas decyzji; 29) znalezienie zgubionej rzeczy albo otrzymanie pomocy w sytuacji „beznadziejnej”; 30) uzdrowienie duchowe i fizyczne.
Odrębnym zagadnieniem jest obdarzenie nas przez Boga charyzmatami. Nie omawiam ich tutaj, ponieważ są to Boże dary, które jednak wcale nie muszą uświęcać posługujących się nimi, a za to uświęcają Kościół. Do najbardziej znanych z ewangelii (uwaga: posługiwał się nimi także Judasz!) należy uzdrawianie chorych, uwalnianie opętanych, wskrzeszanie umarłych, wnoszenie do domów daru Bożego pokoju.
Papież Jan Paweł II, a wcześniej Kardynał Wyszyński, przypomnieli nam drogę znaną od wieków, zwaną Maryjną. Ten, kto idzie tą drogą, wszystko Maryi ofiaruje i wszystkiego od Niej, czyli od Boga przez Nią i przez Jej orędownictwo, oczekuje. Świadczą o tym chociażby słowa najbardziej rozpowszechnionego aktu oddania: …Tobie poświęcam ciało i duszę moją, wszystkie modlitwy i prace, radości i cierpienia, wszystko czym jestem i co posiadam. […] Pozostawiam Ci zupełną swobodę posługiwania się mną… Chcę odtąd wszystko czynić z Tobą, przez Ciebie i dla Ciebie. Dla idących drogą całkowitego poświęcenia się Maryi jest oczywiste, że Ona sama staje się dla nich nieomylną Przewodniczką, prowadzącą ich do pełni świętości. Potwierdzeniem skuteczności „kierownictwa duchowego” Maryi są chociażby pisma oraz życie św. Maksymiliana Marii Kolbego.
Na zakończenie kilka uwag o charakterze ogólnym, mogących ułatwić poruszanie się na drodze Bożej.
Nie powinniśmy liczyć zbytnio na własne siły w dążeniu do świętości, lecz oprzeć się na Bogu – na Jego wszechmocy, mądrości, miłości. Bądźmy jak aniołowie na obrazach: ich wzrok skierowany jest ku niebu, gdy zajmują się nami na ziemi.
Bardzo często musimy „dorzucać do ognia” (Jezus przyniósł go na ziemię i tak bardzo pragnie, by on już zapłonął – w naszej duszy) poprzez akty strzeliste, drobne ofiarki w stylu św. Teresy od Dzieciątka Jezus, przezwyciężanie siebie, szukanie odpowiedniej lektury itp. Jeśli o lekturę chodzi, poza Pismem Świętym sięgajmy po pisma świętych oraz zmarłych w opinii świętości, jeśli jednak o tych drugich chodzi – bądźmy uważni i roztropni: roi się dzisiaj od książek i piśmideł bez wartości, a diabeł rozdmuchuje sławę niektórych ludzi, by się nimi i ich pismami interesowano, a za to zaniedbano naprawdę wartościową lekturę! Bezwartościową poznaję po tym, że zaczynam ją czytać z zainteresowaniem, za chwilę z obojętnością, a za dalszą chwilę ze znużeniem, a nawet sennością… To prawda, że nieraz i szatan usypia, chcąc nami po swojemu pokierować.
Trzeba z pokorą prosić Boga i Jego Świętych o uzdrowienie, pokierowanie nami, zabranie nam myśli i pragnień naszych, a zastąpienie ich Bożymi, o oderwanie naszego serca od rzeczy i osób, a zwrócenie go ku samemu Bogu, o odpowiednie natchnienia i oświecenia itp. Czy np. aniołowie wiele mogą nam pomóc, gdy ich nie prosimy…?
Jeśli prosić, to i ufać, że Bóg nigdy nie odmawia swojej pomocy i łaski tym, którzy ze szczerego serca chcą Mu służyć oraz dążyć do świętości. To, czy ktoś naprawdę ufa, poznaje się po tym, że prosząc, jest od razu w stanie dziękować Bogu za wysłuchanie jego prośby. Oczywiście za wysłuchanie go na Boży, a nie jego własny, sposób. Jakże często, niestety, prosimy Ojca Niebieskiego o truciznę, która wydaje się nam lekarstwem, a potem narzekamy, gdy w odpowiedzi na naszą prośbę dał nam lekarstwo prawdziwe…
Podobno w piekle szatan wzbudza nieustanny straszliwy hałas – kojarzy mi się on z dzisiejszymi „zabawami” oraz „muzyką łupu-cupu” – by nie dać pogrążonym w męce ani chwili na zastanowienie się nad sobą, na wzbudzenie choćby cienia żalu, który mógłby zaowocować skruchą i otwarciem się ku Bogu. Piszę o tym dlatego, że poddanie się Bożemu kierownictwu wymaga od nas czegoś przeciwnego: wyciszenia się i nasłuchiwania. Nigdy nie dorównamy w tym owym ludziom, którzy długie lata przeżyli na pustyni… Miejmy i my jednak przynajmniej chwile pustyni.
Wiem, że jest to zaledwie zasygnalizowanie tematu. Chętnie wysłucham zdania innych, bardziej doświadczonych…
Życzę Pani wierności Bożym łaskom i darom, które uda się Pani rozpoznać. Na drogę do pełni świętości, dla Pani przez Boga zaplanowanej, w Jego Imię błogosławię.

Za ks.A.S

Posted in Kościół, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , | 27 Komentarzy »