Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

Archive for Maj 2011

Jeśli uważacie, że to trudne – modlić się.

Posted by Dzieckonmp w dniu 31 maja 2011


Ze względu na uchylenie kanonu 1399 i 2318 dawnego Kodeksu Prawa Kanonicznego przez Papieża Pawła VI w roku 1966 (AAS 58/16) nie ma już zakazu publikowania nowych objawień, wizji, proroctw, cudów itp. Nie obowiązuje już odtąd zakaz ich rozpowszechniania bez imprimatur Kościoła.

Orędzie nr.95  z serii Ostrzeżenie.

Wtorek, 24 maja 2011 godz.18.00

Moja ukochana Córko, cieszę się dzisiaj, że tak dużo pracy zostało wykonanej, w celu przekazania światu Mojego Najświętszego Słowa poprzez twoje działanie. Nie wolno ci nigdy odczuwać, ze względu na ilość ludzi odrzucających te orędzia, że nie robisz wystarczająco dużo. Te z Moich Dzieci, które nie akceptują Mojego Słowa teraz, uczynią to z upływem czasu. Będą wówczas spragnione, by usłyszeć Mój Głos.

Skoncentruj się  teraz na Mnie. Nie daj się zwieść tym, którzy przekazy te traktują z pogardą. Nie zniechęcaj się nigdy dla tych, którzy słuchają teraz Mojego Słowa i rzeczywiście, z miłości do Mnie, rozprzestrzeniają Prawdę wobec innych.

Nawrócenie jest trudnym wyzwaniem w świecie tak ślepym na Prawdę o Życiu Wiecznym. Niezbędna jest wytrwałość, a z pomocą Ducha Świętego, którego Moc odczuwalna jest wszędzie na całym świecie, Moje Dzieci powrócą w końcu do Mnie; ale nie wszystkie. Dla tych, które wolą sztuczne udogodnienia oferowane im przez oszusta, odrzucenie życia, które prowadzą, będzie bardzo trudne.

Módlcie się za wasze rodziny i wszystkich przyjaciół, abyście podczas Ostrzeżenia mogli połączyć się wszyscy w miłości do Mnie. Jeśli przyjmiecie to Wydarzenie jako waszą drogę do Wolności, będziecie nagrodzeni Moim Wielkim Miłosierdziem.

Modlitwa nie jest łatwa.

Modlitwa nie jest łatwa dla wielu Moich Dzieci, które recytację długich powtarzalnych modlitw uważają za trochę nudną. Jeśli jest to wasz sposób modlenia się i zmagacie się z tym, po prostu usiądźcie spokojnie i komunikujcie się ze Mną w milczeniu. Wystarczy, gdy zastanowicie się nad Moim Życiem na ziemi. Przypomnijcie sobie czas, który tam spędziłem i lekcje Miłości, które dałem wam wszystkim. To wystarczy. Pozwólcie uspokoić się waszemu umysłowi, a Ja wezmę udział z wami w rozważaniach.

Wędruję z każdym z was. Jestem obecny w każdej minucie dnia, bez względu na to, co robicie. Ja nigdy nie jestem daleko. Pamiętajcie, że jestem waszą Podporą w życiu. Oprzyjcie się na Mnie. Proście szczerze o Moje Wsparcie, a Ja usłyszę wasze wołanie. Nigdy nie odrzucam waszych próśb, jeśli są zgodne z Moją Świętą Wolą. Jeżeli jednak prosicie o przysługi, które mają na celu przekazanie wam światowego zbytku, wiedzcie, że tym nie obdarzam nigdy. Nigdy nie daję prezentów, o których wiem, że są złe dla duszy. Moje dary są dawane, bym mógł was zbliżyć do Mojego Serca. Gdy to się stanie, nie będziecie chcieć niczego więcej.

Wasz Kochający i Oddany Zbawiciel

Jezus Chrystus

Tłumaczył: Chrisgi

Posted in Orędzia Ostrzeżenie | Otagowane: , , , | 5 komentarzy »

Wyznania miliardera, męża 1 żony, ojca 20 dzieci

Posted by Dzieckonmp w dniu 31 maja 2011


Ernő Lukacs to prawdziwy „anty-celebryta”. Węgierski miliarder, od 45 lat wierny jednej żonie, ojciec 20 dzieci, unika rozgłosu mediów. Teraz zrobił wyjątek i udzielił wywiadu. Opowiada, że jest szczęśliwym człowiekiem.

Jak zaczęła się ta „bajkowa” historia?

Wujaszek Ernő: – Gdy tylko zacząłem zalecać się do mojej (teraz już) żony, na trzy lata musiałem pójść do wojska. Nawet dziś dokładnie pamiętam, że musieliśmy czekać na siebie dokładnie 819 dni. W tym czasie większość moich kolegów w wojsku straciło swe dziewczyny. Ja wybrałem bardzo dobrze.

Czy to prawda, że dwudziestoletnią wtedy Juliannę postawił Pan przed wyborem w czasie brygadowego zebrania w pracy?

– Powiedziałem jej, że jeśli nie chce 10 dzieci, to niech za mnie nie wychodzi. Rzecz jasna, wszyscy myśleli, że ja żartuję. Koniec końców trochę wyszło ponad normę. Trzeba się zastanowić, czyja w tym większa zasługa. Według mnie w 99 procentach mojej żony. W zeszłym roku, 3 lipca, świętowaliśmy 45. rocznicę ślubu. A to nasze życie do dzisiaj to jakby tylko 5 sekund.

Ciocia Juci: – Zasługa jest nie tylko moja, ale pewne jest, że miejsce kobiety jest przy mężu, by była pomocą, bo bez tego nie da rady. Od 21. roku życia do 46. zawsze byłam w ciąży, a bywało, że sama musiałam obsłużyć 16 krów. Jak na moje miejskie pochodzenie wcale nie byłam taką płochliwą panienką. Nasze życie było jak z Dzikiego Zachodu.

Czy myślała Pani, że kiedyś będziecie milionerami?

– Przez 33 lata mieszkaliśmy w przysiółku, z tego przez 16 lat nie mieliśmy prądu. Można sobie wyobrazić. czym było dla miastowej kobiety przeprowadzić się z trojgiem dzieci w wieku przedszkolnym do takiego miejsca, które od najbliższej wioseczki było oddalone dwa kilometry. Urządzenia gospodarstwa domowego, pralkę i lodówkę oddaliśmy w prezencie, mogliśmy rozpocząć twarde życie. Po wieczornej kąpieli dzieci zaczynałam pranie, przecież pieluchy były z materiału. A dzieci rodziły się po kolei.

Nigdy nie narzekała Pani, że ma ciężkie życie?

– Nie, to my wybraliśmy takie życie, nie było miejsca na narzekanie! Każdy nas pyta, czy dzieci nie rodziły się z przypadku? To takie głupie, przecież dziecko nie rodzi się z przypadku. Każde z nich przyjmowaliśmy świadomie i czuliśmy, że nie możemy się poddać, za żadną cenę.

Wujaszek Ernő: – Wiedziałem tylko tyle, że będę się rozwijał i każdemu mojemu dzieciakowi kupię dom. Nigdy nie przyjęliśmy żadnej zapomogi. Wiele razy nas wzywano, że dadzą zapomogę na wychowanie, ale mówiłem, by dali raczej komuś w potrzebie. Dokładnie dlatego, by później nikt nie mógł nam zarzucić, że utrzymujemy się z dzieci i dlatego mamy ich tyle.

Ciocia Juci: – Patrząc wstecz, być może, że gdybyśmy przyjęli pomoc a zostali biednymi, wtedy urząd skarbowy i policja skarbowa nie czepiałyby się nas. Nic to, ich też przetrzymaliśmy. Dostaliśmy niewiarygodne kary, po kilka milionów (forintów), a później po ich zapłaceniu sąd wydał wyrok, że były one bezprawne. Sprawdzali nas co roku i zawsze wszystko było w porządku.

Myślicie, że wielu Wam zazdrości?

Wujaszek Ernő: – Choć, według mojej wiedzy, wrogów nigdy nie mieliśmy, to niektórzy kładli nam kłody. Urząd skarbowy dostawał wiele anonimowych donosów.

Ciocia Juci: – Być może niewielu wie, przez co przeszliśmy, zanim doszliśmy do stanu obecnego. Zawsze powtarzam: każdy może pójść tą drogą i zrobić to, co my osiągnęliśmy. Przez 16 lat każdego dnia prałam ręcznie. Ale nawet między sobą nie zwykliśmy narzekać.

Przy takiej ilości pracy można jeszcze osobno zajmować się dziećmi?

Wujaszek Ernő: – Wieczorami, po robocie, uczyliśmy się z dziećmi, większość z nich miała świadectwa z paskiem. Mieliśmy też czas na zabawy. Jak trzeba było, chodziłem dla nich na rękach, uczyłem jeździć na rowerze do tyłu, graliśmy w piłkę, bawiliśmy się w chowanego. Po tym taśmowo zaczynała się kąpiel. Łapałem najmniejsze, wykąpałem, położyłem do łóżka. Po trzech zmiana wody. Oczywiście wodę trzeba było wpierw wyciągnąć ze studni. Jeszcze dziś pamiętam, nawet po ciemku, po 13 obrotach wiadro jest na górze. Wodę trzeba było grzać w bograczu (kotle) i zanieść do łazienki.

Podziwiając pokoje, antyki z marmurowymi blatami z Carrary, spotykamy najmłodszą latorośl, elegancką dwudziestoletnią Evę, uczennicę szkoły kosmetycznej.

Niewielu może powiedzieć, że jest dwudziestym dzieckiem. Dobrze, że Twoi rodzice nie poprzestali na dziewiętnastym. Jako najmłodsza nie jesteś rozpieszczana?

Évi: – To prawda, że wszystko dostaję. Mamy zakład fryzjerski i kosmetyczny w naszej posiadłości. Właśnie dostałam solarium, wielu gości przyjeżdża z miasta. Ale ten pałac ja sprzątam. Nigdy nie mieliśmy służącej lub opiekunki (do dziecka).

Dziś z rodzicami spośród 14 córek i 6 synów mieszka już tylko dwoje. Reszta wyfrunęła. Oczywiście dom nigdy nie jest pusty, najbliższa tylko rodzina liczy 63 osoby a najmłodszy wnuk ma już 25 lat. Ernő ma opinię dobrego znawcy ludzi, każdy z ochotą przychodzi po poradę.

Wujaszek Ernő: – Taki ze mnie (domowy) psycholog. Gdy któraś z córek przyprowadzała chłopaka, wystarczyło mi na niego spojrzeć, by wiedzieć, czy to chłystek, czy nie. Jeśli nie posłuchały mojej rady, później zawsze mówiły: tato, dlaczego cię nie słuchałam!

Czym się zajmują dorosłe dzieci?

– Każde zdało maturę. Chłopaki pracują ze mną na roli, dziewczyny wyuczyły się jakiegoś zawodu: cukiernika, kuśnierza, krawcowej, kwiaciarki, fryzjerki, kosmetyczki. Żaden mój syn nie został ministrem, po ojcu wybrali hodowlę zwierząt i uprawę roli. Chłop nie bardzo może się oderwać od ziemi. To najpiękniejsze życie.

Na polu wychowawczym może się Pan uznać za spełnionego. A jak Pan ocenia, czy udało się przekazać te wartości, według których Pan żyje?

– Ja zrobiłem wszystko, ale prawda jest taka, że chyba nie każde przejęło wszystko, co chciałem przekazać. Staraliśmy się wychować dzieci na uczciwych ludzi. Nie wolno było brzydko mówić, dąsać się czy sprzeczać. Nie pozwalaliśmy, by na siebie donosili, musieli trzymać się razem. Każde było posłuszne, każde miało obowiązki. Każde dziecko dostało do obejścia po 10 zwierząt. Traktowaliśmy dzieci, jakby były dorosłe. Pracowaliśmy razem, razem się mordowaliśmy, by plony były dobre. Mieliśmy zasadę, że jeśli ktoś nie ma ochoty do pracy, to niech pracuje bez ochoty, ale robota musi być zrobiona, dlatego lepiej, jeśli się robi z radością. Nie tylko naszym szesnaściorgu dzieciom kupiliśmy domy i samochody, ale też naszym rodzicom, a nawet wspieraliśmy potrzebujących w okolicy. Niewielu może tak powiedzieć. Mieliśmy wielką cierpliwość, ale też nasze dzieci były bardzo dobre. Patrzyły na nas z podziwem, to pewne. Po ich odejściu nie ma próżni w naszym życiu, bardzo dobrze też czujemy się z żoną we dwoje, tymczasem – jak dawniej – kupujemy i sprzedajemy zwierzęta.

Mimo 68 lat pracuje Pan intensywnie. Czy nie ma Pan poczucia, że już czas odpocząć?

– Jeśli można tak powiedzieć, praca teraz jest jeszcze bardziej intensywna, niż kiedykolwiek. Właśnie jutro Turcy odbierają dwoma tirami nasze bydło. A nie tak dawno sprzedałem nasze konie jordańskiej królowej, a kilka arabów poszło do Rzymu. Mam jeszcze plany, chcę na przykład dalej rozbudowywać. Czasem żona musi mnie hamować, ale dopóki dam radę, będę pracował pełną parą.

Nie mieliście problemów ze zdrowiem?

– Żadnych. Przez całe życie zawsze miałem dobrą kondycję, co też było potrzebne w takim życiu. Jeśli wieczorem przyszła wiadomość, że na drugi dzień rano trzeba oddać cztery byki, wtedy sam je wiązałem i prowadziłem 4 kilometry do skupu. To nie takie proste, zwierz waży około 700 kilo. Proszę powiedzieć, chciałaby Pani być milionerką?

Nie pożałowałabym…

– W takim razie powiem, co trzeba zrobić: proszę znaleźć oborę, kupić 3 cielaki. To całkiem realne. Oborę można zbudować w kilka dni. Za wyhodowane 3 byki dostanie Pani dokładnie milion. Może sobie Pani polakierować paznokcie, kupić piękną sukienkę, czuć się po pańsku, ale wpierw musi Pani nakarmić zwierzęta! Później nikt nie będzie wiedział, że Pani wyszła z obory. No może jeszcze przyda się taczka i kosa, i od jakiegoś starca trzeba się nauczyć, jak ją wyklepać i naostrzyć. Proszę znaleźć kawałek łąki z zieloną trawą. To nie jest trudne. W ten sposób w ciągu roku można zostać milionerem. Każdy młody, który to rozpocznie, nie będzie żałował (nie zawiedzie się)! Po sprzedaniu 3 byków można kupić 6 i wtedy będzie miała Pani już 2 miliony. Jeśli chce Pani więcej, trzeba kupić jeszcze więcej. Tylko trzeba je obrządzić, ale to bardzo wdzięczne zwierzę, praca przy nich to przyjemność i daje wielki zysk. Mało jest prostszych rzeczy.

Ciocia Juci: – Sami hodowaliśmy wszystko, co było nam potrzebne. Jeśli mieliśmy 4 maciory, wtedy z ich potomstwa w przeciągu roku mogliśmy ubić 22 świnie, każda ponad 200 kilo. Z tego mogliśmy wyżywić całą rodzinę. A to, co wyhodowaliśmy w naszym ogrodzie, bez jakichkolwiek chemikaliów, to było takie „bio” i „eko”, że dziś nigdzie w sklepie takiego nie uświadczysz.

Wujaszek Ernő: – Rano, zamiast płatków i kakao, maluchy dostawały świeżo dojone mleko. Każde przynosiło kubek ze swoim emblematem, stawało w kolejce do krowiego ogona i czekało na swoja porcję. Pytałem, czy z pianką czy bez i doiłem według życzenia prosto do kubka a czasem, dla żartu, szprycowałem na twarz. Obsłużony wychodził z obory drugim wyjściem.

Wychodzi na to, że nawet bez dyplomu można żyć szczęśliwie?

– Naturalnie dyplom może być ważny, ale nie traci nic na swej ważności, jeśli ktoś zajmuje się też rolnictwem. Powiedzmy tak: rano do godziny 7.00 lub 8.00 nakarmisz zwierzęta, zrobisz porządek, wykąpiesz się i możesz żyć w pałacu i pomnażać dyplomową wiedzę. Weźmy za przykład chłopa lub małżeństwo. Jeśli kobieta zawiezie rano na rynek 100 jajek, zarobi tyle, że starczy jej właściwie na życie na cały dzień. A jeśli jej mąż w tym czasie nakarmi maciorę i jej 14 prosiaczków, 8 tuczników i 6 byków, wtedy są prawdziwymi milionerami. Od nikogo nie są zależni.

A nie trzeba kupować drogiej paszy?

– To zależy, o jakiej paszy mówimy. Jeśli trzeba kosić, a ty tylko czekasz, jeśli trzeba zbierać, a ty śpisz, wtedy pasza jest droga. Ale jeśli sam ją zrobisz, nic cię nie kosztuje. Tu, zaczynając od skraju drogi, gdzie jest trawa, można kosić i zebrać na zimę. Jeśli to Pani porówna do swego życia w stolicy i czuje, że jest niezadowolona, że pogoń w pracy przeciąża nerwowo, wtedy można już zaczynać hodowlę. Młodzi, trzeba się wyprowadzić na wieś a wtedy jakżeby nie pojawiły się kolejne dzieci?! Przez problemy trzeba tak przechodzić, by te zostawały mocno na dole. Nigdy nie psychologizujemy. Gdy zwierzęta padały, mówiłem sobie: nic to, i przywoziłem o 20 więcej. Gdy była susza albo grad zniszczył plony, przechodziliśmy ponad tym jak baba nad poidłem dla kurczaków.

Czy Wasza codzienność zmieniała się w miarę rozwoju świata i polepszania warunków życia?

– Nasz świat się nie zmienia, tak samo orzemy ziemię. Jedyne – co może znaczące – to fakt, że jest komórka i internet. Często jednak myślę, że choć są one pożyteczne, nie za wiele polepszają życie człowieka. Jedną z tajemnic mojego sukcesu jest to, że jeśli coś wymyśliłem, z miejsca to realizowałem. Jeśli w nocy zrodził się jakiś pomysł, o świcie już go wcielałem. Rzecz jasna podejmowałem też złe decyzje, ale zawsze miałem na tyle samokrytyki, by przyznać się do błędu. Przychodził duży problem, wtedy wspólnie go rozważaliśmy, przekonani, że po złym przychodzi dobre i szliśmy dalej. Nie ma sensu ulegać zgorzknieniu. To nie działa. Wystarczy mi, że spojrzę na żonę i już mam dobry humor. (śmiech)

Jakie jest pańskie doświadczenie? Czy w pańskim życiu, obok ludzkiego wysiłku, było coś wyższego rzędu, jakaś Boska pomoc?

– Sam z siebie nie byłbym w stanie zrobić tego wszystkiego. Oczywiście, że miałem pomoc od Boga. Nie lubię o takich sprawach mówić, bo brzmi to niewiarygodnie, ale było też tak, że z powodu wielkiej suszy nie mogłem już zrobić nic innego jak tylko się modlić i wtedy deszcz przychodził. Kiedy indziej wróciłem właśnie do domu, gdy przyszła wiadomość, że urodził nam się wnuk, ale powiedzieli, że nie przeżyje, bo wcześniak i ma krwawienie w płucach. Była północ. Zawróciłem na pięcie i poszedłem pod główny kościół w Szekszárd, ukląkłem na schodach przed kościołem, bo drzwi byłe zamknięte a po dwóch godzinach dostałem telefon, że dziecko ma się lepiej, że już jest nadzieja.

Gdybyście mieli zaczynać od początku, czy coś byście zrobili inaczej?

– Nic. Było dobrze tak, jak było razem z trudnościami i pułapkami.

Źródło: Rodzina katolicka.

 

Posted in Aborcja, Ciekawe, Warto wiedzieć, Świadectwa, Świat innymi oczami | Otagowane: , | 25 komentarzy »

Dlaczego przekazuję światu w taki sposób.

Posted by Dzieckonmp w dniu 31 maja 2011


Ze względu na uchylenie kanonu 1399 i 2318 dawnego Kodeksu Prawa Kanonicznego przez Papieża Pawła VI w roku 1966 (AAS 58/16) nie ma już zakazu publikowania nowych objawień, wizji, proroctw, cudów itp. Nie obowiązuje już odtąd zakaz ich rozpowszechniania bez imprimatur Kościoła.

Orędzie nr.93  z serii Ostrzeżenie.

Poniedziałek, 23 maja 2011 godz.9:45

Moja droga córko, nadszedł teraz czas, aby zastanowić się nad Moimi Świętymi Przekazami i stwierdzić, że wielu grzeszników z całego świata zwróciło na Nie uwagę.

Nie popełnijcie błędu. Orędzia te dane są światu jako dar, aby pomóc uratować was wszystkich, wszystkie Moje Dzieci, włącznie z tymi, które różnymi ścieżkami zmierzają do Boga, Przedwiecznego Ojca.

Ludzie, szczególnie katolicy, będą zdezorientowani, że nie faworyzuję ich przed Moimi innymi Dziećmi różnych wyznań. Mój Wybór Słów przeznaczony jest do wysłuchania przez wszystkich, a nie tylko przez niewielu wybranych. Moja Miłość nie robi żadnych różnic. Posłuchajcie Mnie ci, którzy sprawdzają, w jaki sposób przemawiam do ludzi za pomocą tej wizjonerki. Jeśli wy, Moi uczniowie, rozumiecie, że Prawda nigdy nie zmieniła się od czasu Mojego Ukrzyżowania, wiecie także, że muszę rozszerzyć Moją Miłość na wszystkie Dzieci Boże. Nikt nie jest lepszy od innych.

Moja córko, nie musisz reagować lub próbować bronić Moich Słów, gdy padnie żądanie wyjaśnienia, dlaczego mówię w taki sposób. Moje Słowo jest Słowem Boskim. Nie może być zmienione lub poprawione, aby odpowiadało tym, którzy uważają się za ekspertów w zakresie teologicznego prawa. Moje Słowo zostanie dane światu w języku, który dzisiaj będzie jasno zrozumiany przez ludzkość. Wielu zapyta, dlaczego Słowa te nie używają tej samej terminologii i wyrażeń stosowanych przez Moich Proroków i Apostołów z minionych czasów. Odpowiem im teraz:

Pamiętajcie, Moje Nauki nie zmieniają się nigdy. Bez względu na to, jakiego języka używam dzisiaj do przekazywania w nowoczesnym stylu, Prawda pozostaje ta sama, nienaruszona.

Uważajcie na wizjonerów i jasnowidzów, którzy twierdzą, że otrzymują ode Mnie wiadomości, przy użyciu starożytnego języka lub fragmentów z Pisma Świętego. To nie jest sposób, w jaki dziś zwracałbym się do ludzkości. Dlaczego miałbym to zrobić? Czy nie wyobcowałbym przez to nowej generacji? Tych, którzy nie znają języka zawartego w Świętej Księdze Mojego Ojca?

Prostota jest kluczem, Moje Dzieci, przy przekazywaniu Mojego Najświętszego Słowa. Pamiętajcie, gdy będziecie nauczać innych Prawdy o Moim Istnieniu, że prostota jest niezbędna w waszym sposobie nauki. Jeśli tak nie zrobicie, nie będziecie docierać do tych zagubionych dusz, gdyż pozostaną one głuche na wasze słowa.

Moje Przesłanie Miłości .

Moje Przesłanie Miłości jest bardzo proste. Ja Jestem Życiem, którego łakną Moje Dzieci na ziemi. Wyjaśniajcie, że Ja Jestem Prawdą. Dajcie to jasno do zrozumienia. Beze Mnie nie ma żadnego Wiecznego Życia. Wykorzystajcie przepowiednie, które ujawniam tej wizjonerce, aby zwrócić uwagę niewierzących. Z tego powodu są one dane światu; nie aby ich przerazić, ale by udowodnić, że dziś wyrażam się w sposób, w którym Moje Najświętsze Słowo nie tylko będzie słyszane, ale także będzie w Nie uwierzone.

Wasz kochający Zbawiciel i Nauczyciel

Jezus Chrystus Król Miłosierdzia

Tłumaczył: Chrisgi

Posted in Orędzia Ostrzeżenie | Otagowane: , , , | 41 komentarzy »

Musiałem przyznać: Tu działa Duch Święty!

Posted by Dzieckonmp w dniu 30 maja 2011


Postrzegano go nawet jako wroga ruchu charyzmatycznego. Wszystko zmieniło się po kongresie Odnowy w Duchu Świętym w Kansas City. Jego przyjaciele mówili: Wysłaliśmy do Stanów Zjednoczonych Szawła, a wrócił Paweł…

O swoim spotkaniu z Odnową w Duchu Świętym opowiada o. Raniero Cantalamessa OFMCap, kaznodzieja papieski.

Profesorskie dylematy
Byłem już profesorem Uniwersytetu Katolickiego w Mediolanie, kiedy usłyszałem o nowym zjawisku w Kościele – Odnowie w Duchu Świętym, która wtedy zaczynała swoją działalność we Włoszech. Pewna pani, której byłem kierownikiem duchowym, przywiozła tę wiadomość z rekolekcji: – Spotkałam niezwykłych ludzi, modlą się, klaszczą, są pełni radości, mówią także o cudach, które wśród nich się zdarzają. Jako mądry kapłan, bardzo przywiązany do tradycyjnych form duszpasterstwa, powiedziałem jej wówczas: – Więcej już nie pojedziesz na takie rekolekcje! Była posłuszna, jednakże nie przestawała zapraszać mnie na spotkania Odnowy i przekonywać o jej wartości.

W końcu poszedłem do tej wspólnoty jako bardzo krytycznie nastawiony obserwator. Moje kapłańskie powołanie zostało ukształtowane przed II Soborem Watykańskim, miałem więc ambiwalentny stosunek do tego, co zaczynało dziać się wtedy w Kościele. Obawiałem się, że może to być nie do końca zdrowe. Mój sceptycyzm spostrzegli animatorzy grup i po cichu odradzali swoim podopiecznym spowiedź u mnie, ponieważ byłem postrzegany jako wróg Odnowy.

Mimo to kilka osób porosiło mnie o spowiedź. Słuchanie ich wyznań zrobiło na mnie ogromne wrażenie, bo nigdy wcześniej nie widziałem tak głębokiego żalu za grzechy i ducha pokuty sprawowanej w czystości serca. Podczas wyznania grzechów wydawało mi się, że kamienie spadają z ich dusz, a na końcu pojawiała się radość i łzy. Na taki widok musiałem przyznać: – Tu działa Duch Święty! Właśnie to obiecywał Jezus, mówiąc o zesłaniu Ducha Świętego: – Kiedy przyjdzie Paraklet, Pocieszyciel, przekona świat o grzechu. Ci ludzie naprawdę byli przekonani o grzechu! W tym niecodziennym przypadku sakramentu pokuty dostrzegłem, jaka jest rola Ducha Świętego w Kościele: chodzi o ożywienie wszystkich sakramentów, aby uczynić z nich żywe doświadczenie.

Zacząłem coraz bardziej interesować się ruchem Odnowy w Duchu Świętym. Ponieważ wykładałem historię wczesnego chrześcijaństwa, przygotowałem kurs o początkach Kościoła. Wiedziałem bowiem, że niektóre zjawiska, które obserwowałem w Odnowie, zdarzały się także w pierwszej wspólnocie chrześcijańskiej. Mimo to mój krytycyzm wobec tej wspólnoty nie osłabł, a jednak wciąż byłem zapraszany, bym dla niej nauczał.

Kongres w Kansas City
W 1977 roku otrzymałem w prezencie bilet do Stanów Zjednoczonych na ekumeniczny kongres Odnowy. Ponieważ miałem i tak tam pojechać, aby uczyć się języka angielskiego, więc przyjąłem tę propozycję i wziąłem udział w kongresie, który odbył się w Kansas City w Missouri.

Przybyło tam czterdzieści tysięcy osób: dwadzieścia tysięcy katolików i tyle samo uczestników innych wyznań chrześcijańskich. Wieczorem, na stadionie jeden z liderów wziął do ręki mikrofon i zaczął przemawiać: – Wy, biskupi, kapłani, diakoni, płaczecie, lamentujecie, ponieważ ciało mojego Syna jest rozdarte. Wy, świeccy: kobiety, mężczyźni, płaczecie, lamentujecie, ponieważ ciało mojego Syna jest rozdarte… Kiedy tak mówił, zobaczyłem, jak ludzie wokół mnie padają na kolana… Na koniec całe zgromadzenie płakało z powodu skruchy, żalu wynikającego z podziału wśród chrześcijan. Zauważyłem też napis: „Jezus jest Panem”, który przenoszono z jednej części stadionu w drugą. Był to kolejny krok na drodze odkrywania Odnowy w moim życiu.

Dla mnie jedną z największych zasług Odnowy dla Kościoła – z punktu widzenia teologicznego i biblijnego – jest odkrycie Jezusa jako Pana. Sam prowadziłem naukowe studia nad tym tytułem Jezusa, jednak dopiero pod natchnieniem Ducha Świętego zrozumiałem, że słowo Kirios, czyli Pan, nie jest tylko jednym z nazwań Jezusa, ale wyraża nasz osobisty do Niego stosunek. Dlatego św. Paweł mówił dobitnie: „Nikt nie może powiedzieć, że Jezus jest Panem, jak tylko pod natchnieniem Ducha Świętego”. Podkreślał również, że „jeśli wyznasz swoimi ustami, że Jezus jest Panem i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg wskrzesił Go z martwych, zostaniesz zbawiony”. Dzięki temu odkryciu później napisałem książkę „Żyć w Chrystusie”, która została przetłumaczona także na język polski.

Kiedy pada Jerycho
Mimo tego głębokiego doświadczenia, wciąż nie czułem się częścią tego ruchu, ciągle pozostawałem na zewnątrz. Moi przyjaciele, którzy przyjechali ze mną z Włoch, wiedzieli o tym. I gdy podczas spotkania zaśpiewano pieśń o biblijnej historii Jerycha, którego mury rozpadają się od dźwięku trąb, szturchali mnie łokciami i mówili: – Słuchaj uważnie, ponieważ ty jesteś tym Jerychem… Tak, istotnie byłem tym Jerychem i ono upadło.

Po spotkaniu przenieśliśmy się do domu rekolekcyjnego, gdzie odbywało się seminarium Odnowy w Duchu Świętym. Zacząłem w nim uczestniczyć, choć ciągle miałem opory i w czasie modlitwy mówiłem sobie: – Przecież jestem franciszkaninem, mam św. Franciszka jako ojca duchowego, czego ja tu szukam? I właśnie kiedy wypowiadałem to zdanie, pewna kobieta otworzyła Biblię, nie wiedząc, oczywiście, o moich dylematach, i zaczęła czytać fragment z Ewangelii o tym, jak Jan Chrzciciel mówi faryzeuszom: „Nie mówcie w waszych sercach: mamy Abrahama za ojca”. Wtedy zrozumiałem, że Pan Jezus dał mi taką odpowiedź! Wstałem i powiedziałem: – Panie Jezu, nigdy więcej nie powiem, że mam za ojca św. Franciszka! Odkryłem bowiem, że tak naprawdę nie jestem jeszcze jego synem, bo żeby nim zostać, potrzeba specjalnej łaski, a ja dopiero teraz na nią się zgadzam. Doświadczenie Odnowy pozwoliło mi zrozumieć sedno doświadczenia franciszkańskiego.

Pierwsi franciszkanie byli wędrującymi charyzmatykami, tak jak uczniowie Jezusa. Kiedy modlono się nade mną o wylanie Ducha Świętego, w pewnym momencie poproszono mnie: – Teraz wybierz Jezusa jako Pana twojego życia. Otworzyłem oczy i zobaczyłem nad ołtarzem krucyfiks. Ujrzałem światło, jakby Pan Jezus mówił mi: „Uważaj! Jezus, którego wybierasz jako Pana, nie jest łatwy ani powierzchowny. Jestem ukrzyżowany”. I to mi pomogło. Żywiłem bowiem nadal obawę, że ruch Odnowy jest powierzchowny, sentymentalny, emocjonalny. Wtedy zrozumiałem, że Duch Święty prowadzi ludzi do serca Ewangelii, którym jest krzyż Jezusa.

Chrzest w Duchu Świętym
Podczas chrztu w Duchu Świętym nie odczułem nic szczególnego. Ponieważ jestem teologiem, zastanawiałem się, czym jest ten chrzest. W końcu zrozumiałem, że to sposób odnowienia życia wewnętrznego, odnowienia łaski chrztu.

Odrodzenie owo polega na ponownym przeżyciu – w sposób świadomy i wolny – tego, co dokonało się bez naszego udziału w sakramencie chrztu. Musimy zaakceptować osobiście Jezusa jako Pana. Równocześnie odnowiłem moje śluby zakonne.

Podobny proces zachodzi podczas chrztu w Duchu Świętym między małżonkami: na nowo przyjmują oni zobowiązania przyjęte i wypowiedziane podczas zawierania sakramentu małżeństwa. Dzisiaj widać olbrzymią potrzebę odnowienia życia małżeńskiego, które gaśnie. Powszechnie, również wśród chrześcijan, spotyka się rozwód serca: małżonkowie mieszkają wprawdzie razem w tym samym domu, ale nie ma już między nimi miłości, wręcz wieje chłodem. A przecież małżeństwo jest sakramentem, w którym dwie osoby czynią się wzajemnie darem dla siebie.

Przypomniała mi o tym jedna para z Odnowy ze Stanów Zjednoczonych: – Niech ojciec posłucha – powiedział mąż – ja teraz trzymam za rękę moją żonę, ale nie zawsze tak było. Byliśmy bardzo podzieleni. Wnieśliśmy nawet sprawę o rozwód i kłóciliśmy się przed adwokatem. Nie mogliśmy siebie znieść. Wtedy znajomi zaprosili mnie na spotkanie Odnowy w Duchu Świętym. Z początku byłem zrozpaczony, ale nagle – nie wiem, dlaczego – poczułem schodzącą na mnie z góry falę miłości. Kiedy wróciłem do domu, była głęboka noc. Obudziłem swoją żonę, przytuliłem ją i zacząłem mówić: – Kocham cię, kocham cię! Żona odpowiedziała: – Ci wariaci, charyzmatycy również z ciebie zrobili wariata! Ale także ona z ciekawości poszła na jedno ze spotkań i doświadczyła tej samej łaski, jakby lód jej serca stopniał. I odtąd oboje zaczęli służyć w Kościele, on jako diakon stały. Tylko Duch Święty może odnowić rodziny, które są w głębokim kryzysie!

Jak widać, chrzest w Duchu Świętym odnawia nie tylko sakrament chrztu, ale także pozostałe sakramenty, jakie otrzymaliśmy.

Owoce Ducha Świętego
Po pewnym czasie dostrzegłem kolejne owoce otwarcia się na działanie Ducha Świętego. Kiedy sięgnąłem po brewiarz, aby odmawiać modlitwę i psalmy, wydawały mi się one nieco inne, nowe, bo zaczęły w sposób szczególny do mnie przemawiać. Biblia stała się księgą żywą, poprzez którą Bóg mówi do człowieka, słowem rzeczywiście dla mnie przeznaczonym.

Odczułem też nową miłość do modlitwy. Ciągnęło mnie do niej, a co więcej, nabierała ona dla mnie trynitarnego charakteru: Ojciec mówił mi o Synu, Syn o Ojcu. Doświadczałem modlitwy w Duchu Świętym i zaczynałem rozumieć, co to znaczy „modlić się w Duchu”, o czym mówi Pismo Święte. Jest to całkiem inny rodzaj modlitwy: już nie stworzenie mówi do dalekiego Boga, ale Duch Święty modli się w tobie i z tobą. Duch Święty kontynuuje w tobie modlitwę Jezusa. Tak wygląda modlitwa charyzmatyczna.

Nowe powołanie kaznodziei
Kiedy po trzech miesiącach wróciłem ze Stanów Zjednoczonych do Włoch, przyjaciele i znajomi byli zdziwieni moją przemianą. Ktoś nawet powiedział: – Cóż to za cud!? Wysłaliśmy do Stanów Zjednoczonych Szawła, a wrócił Paweł…

Zacząłem uczestniczyć w spotkaniach Odnowy. Po jakimś czasie stało się coś, co zupełnie odmieniło moje życie. Modliłem się w moim klasztorze w Mediolanie i Pan przemówił do mnie za pomocą pewnego obrazu. Nie była to cudowna wizja, ale duchowa myśl, przekaz od Pana z serca do serca. Miałem zamknięte oczy, ale wydawało mi się, że widzę Jezusa tuż po chrzcie w Jordanie, kiedy miał zacząć przepowiadać Ewangelię. Przechodząc przede mną, powiedział: – Jeżeli chcesz mi pomóc głosić Królestwo Boże, zostaw wszystko i chodź za mną. I zrozumiałem, że to znaczy: zostaw nauczanie uniwersyteckie i zostań wędrownym kaznodzieją na wzór św. Franciszka! Poszedłem więc do mojego przełożonego generalnego w Rzymie, aby poprosić go o pozwolenie na zmianę trybu życia. Generał kazał mi poczekać rok, dopiero po tym czasie wyraził zgodę. Zostawiłem więc nauczanie uniwersyteckie i udałem się na rekolekcje przed rozpoczęciem mojej nowej misji.

Był rok 1980. Podczas mojego pobytu w malutkim klasztorze w Szwajcarii z Rzymu zatelefonował do mnie przełożony generalny i powiedział: – Papież Jan Paweł II mianował cię kaznodzieją Domu Papieskiego. Czy masz jakieś poważne powody, żeby odmówić? Szukałem ich, ale nie znalazłem. A więc musiałem przygotować się, żeby w Wielkim Poście głosić kazania papieżowi.

Nominację tę odczytałem jako błogosławieństwo od Pana. Pozwoliła mi ona na nowo odczuć działanie Ducha Świętego. Otrzymałem przywilej cotygodniowych spotkań z Janem Pawłem II w dwóch okresach liturgicznych w ciągu roku. W każdy piątek Adwentu i Wielkiego Postu przedstawiałem wprowadzenie do medytacji dla papieża, jego sekretarzy, kardynałów, przedstawicieli kurii, biskupów i przełożonych generalnych zakonów. Papież czasami dziękował mi za moje przepowiadanie, a ja mówiłem: – To ja muszę Ojcu Świętemu dziękować za to, że ciągle przemawia do Kościoła… Po trzydziestu latach nadal wykonuję tę pracę.

Ekumenizm duchowy
Kiedy zostałem członkiem Delegatury Katolickiej do Dialogu z Kościołami Zielonoświątkowymi, nieraz widziałem, jak Duch Święty tworzy nową atmosferę dialogu. Odnowa w Duchu Świętym jest w awangardzie pracy nad zjednoczeniem chrześcijan, bo przede wszystkim kładzie nacisk na ekumenizm duchowy. To ważne, bo ekumenizm doktrynalny bez ekumenizmu duchowego nic nie daje.

Ekumenizm duchowy oznacza wspólną modlitwę, wspólne słuchanie i przepowiadanie słowa Bożego. To stwarza warunki do przezwyciężania różnic i animozji z przeszłości. Duch Święty dzisiaj czyni to, co czynił u początków Kościoła – rozdaje swoje łaski i charyzmaty wśród chrześcijan różnych wyznań. Takie same, jak przy pierwszym zesłaniu Ducha Świętego.

Apostołowie przed zesłaniem Ducha Świętego słyszeli ewangelię od Jezusa, ale wykazali się całkowitą ignorancją i nie umieli swojej wiedzy zastosować. Dopiero po otrzymaniu Ducha Świętego byli gotowi do tego, aby oddać życie za Chrystusa. Również dzisiaj doświadczenie Ducha Świętego jest konieczne, aby przemienić chrześcijan tylko z nazwy w chrześcijan rzeczywistych. Tylko Duch Święty może dać nam nową miłość do Chrystusa i chrześcijańską pasję. Chrześcijanie bez tej pasji i fascynacji Chrystusem nie są w stanie ewangelizować, ponieważ ludzie patrzą bardziej w oczy niż na usta. A gdy człowiek ma Jezusa w sercu, uwidacznia się to szczególnie w jego oczach.

Oczywiście Odnowa w Duchu Świętym nie jest jedyną formą ewangelizacji, poprzez którą Duch Święty działa w Kościele. To jeden ze znaków nowej wiosny Kościoła. Dziękujmy za ten dar. Ja rozpoznaję, że zmienił on moje życie i życzę tego każdemu.

„Głos Ojca Pio” [63/3/2010]


Raniero Cantalamessa – kapucyn, doktor teologii i literatury klasycznej. Zrezygnował z pracy naukowej i poświęcił się głoszeniu słowa jako wędrowny kaznodzieja. W 1980 roku otrzymał nominację na kaznodzieję Domu Papieskiego, którą pełni do dziś. Przez wiele lat prowadził własny program ewangelizacyjny we włoskiej telewizji RAI. Jego kazania ukazują się drukiem, także po polsku.

Posted in Kościół, Świadectwa | Otagowane: , , | 22 komentarze »

Niebiosa otworzą się podczas Ostrzeżenia.

Posted by Dzieckonmp w dniu 30 maja 2011


Ze względu na uchylenie kanonu 1399 i 2318 dawnego Kodeksu Prawa Kanonicznego przez Papieża Pawła VI w roku 1966 (AAS 58/16) nie ma już zakazu publikowania nowych objawień, wizji, proroctw, cudów itp. Nie obowiązuje już odtąd zakaz ich rozpowszechniania bez imprimatur Kościoła.

O OBJAWIENIACH PRYWATNYCH
Papież Urban VIII UrbanusOctavus
zmarły w 1644 roku napisał takie słowa:
„W przypadkach związanych z objawieniami prywatnymi lepiej jest wierzyć, niż nie wierzyć, ponieważ jeśli wierzycie, a rzecz okaże się fałszywa, otrzymacie wszelkie błogosławieństwa, tak jakby były one prawdziwe. Uwierzyliście bowiem, że są one prawdziwymi.”

Orędzie nr.94  z serii Ostrzeżenie.

Poniedziałek 23 maja 2011 godz.14:30

Moja droga, ukochana Córko, cierpisz z powodu męki, którą znoszę dla grzechów człowieka. Tak to odczuwasz. Teraz właśnie dostrzegasz maleńki ułamek Mojego cierpienia, którego doznaję w każdej minucie waszego dnia. Moja Córko, nie lękajcie się Ostrzeżenia.

Ostrzeżenie będzie dramatycznym wydarzeniem.

Wielu ludzi na świecie dozna wstrząsu, ponieważ będzie to dramatyczne wydarzenie, gdzie Niebo otworzy się i Płomienie Miłosierdzia wystrzelą na cały świat. Wielu ludzie nie zrozumie, co się dzieje. Będą tak wstrząśnięci, że błędnie pomyślą, iż są świadkami końca świata. Powiedz im, żeby radowali się, gdyż będą świadkami Mojej Chwały. Będzie to, jeśli będą odpowiednio do tego przygotowani, najbardziej spektakularny przykład Mojego Miłosierdzia od dnia Mojego Ukrzyżowania. Moje Dzieci, to będzie wasza Ratująca Łaska i będzie chronić tych, którzy w przeciwnym razie zostaliby skazani na potępienie w głębinach Piekła.

Wszystkie Moje Dzieci, wszędzie, muszą ostrzec zagubione dusze, czego należy oczekiwać. Nakłońcie je, by szukały teraz pojednania przez wyznawanie swych grzechów. Ważne jest, by tak wielu ludzi jak tylko możliwie znalazło się wcześniej w stanie łaski, ponieważ z powodu szoku mogą nie przeżyć tego Wydarzenia. Znacznie lepiej jest być wcześniej świadomym tego niezwykłego Boskiego Wydarzenia, niż pozostać nieprzygotowanym w dniu Sądu Ostatecznego.

Bądźcie wszyscy silni. Cieszcie się, jeśli jesteście pobożnymi wyznawcami – wam pokazany zostanie moment Mojej Boskiej Obecności, której wasi przodkowie podczas swojego życia nigdy nie widzieli. Módlcie się za resztę Moich Dzieci. Powiedzcie im Prawdę teraz, dopóki możecie. Ignorujcie ​​ich pogardę, gdy powinni teraz działać, by przez modlitwy uzyskać przebaczenie swych grzechów – podziękują wam potem, gdy Wielki Cud się wydarzy.

Idźcie teraz w pokoju. Nie bójcie się. Módlcie się właśnie za te dusze bez wiary, aby nie zginęły w stanie grzechu śmiertelnego.

Wasz Boski Zbawiciel

Jezus Chrystus

Tłumaczył: Chrisgi

Posted in Orędzia Ostrzeżenie | Otagowane: , , , | 87 komentarzy »

Od Autora

Posted by Dzieckonmp w dniu 28 maja 2011


Ze względu na uchylenie przez PapieŜa Pawła VI kan. 1399 i 2318
dawnego Kodeksu Prawa Kanonicznego (A.A.S. 58/16) nie ma juŜ
zakazu publikowania oraz rozpowszechniania bez imprimatur
Kościoła nowych objawień, wizji, proroctw, cudów itp.

Tutaj drogi czytelniku będziesz mógł odcinkami przeczytać książkę Ivana Nowotnego pt. Z Aniołem do Nowego Świata.

Wierzę, Że książka ta znalazła się w twoich rękach, drogi Czytelniku, nie przypadkiem. Być może jesteś jednym z tych szczęśliwców, którym Dobry Bóg wypisał p r z e p u s t k ę d o Nowe – g o Świ a t a i już teraz d u c h em powinieneś w nim się znaleźć?
– A cóż to za „Nowy Świat” – może zapytasz…? Chodzi o „nowy” czy o „odnowiony”? Czy dom, który przeszedł remont generalny, można nazwać „nowym” domem…? Czy to pojęcie
„Nowego Świata” nie ma czegoś wspólnego z poglądami masonerii albo sekt, używających podobnych określeń?
Ponieważ jestem katolikiem z krwi i kości, więc mogę mieć na myśli wyłącznie tę przemianę świata, która będzie się wiązała z przyjściem Syna Człowieczego i „przepołowieniem” ludzkości1.
Ma to być odnowienie całego stworzenia, i to tak dogłębne i powszechne, jakby było przetworzeniem go, niemal powtórnym stworzeniem. Można więc będzie odtąd mówić rzeczywiście o „Nowym Świecie”.
Jak ten oczyszczony, odnowiony świat nazwać inaczej? Spróbujmy wymienić tylko niektóre jego określenia, znane nam z Pisma Świętego, objawień Maryjnych oraz z wypowiedzi niektórych
znanych nam osób.
– Świat cieszący się wielkim pokojem (chodzi tu o Izajaszowe przekucie mieczy na lemiesze i włóczni na sierpy, także o otwarcie się na pokój jako dar Chrystusa Zmartwychwstałego);
– świat ludzi o wyjątkowo głębokiej wierze, znajomości Boga i miłości do Niego (Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercach. […] Nie będą się musieli wzajemnie
pouczać, mówiąc jeden do drugiego: Poznajcie Pana! Wszyscy bowiem od najmniejszego do największego poznają Mnie, mówi Pan [Jr 31,33-34]);
– świat, w którym Bóg w pełni odpowie na wołanie Kościoła:
Przyjdź Królestwo Twoje. Gdy przyjdzie, przed Nim zegnie się wszelkie kolano (Iz 45,23, Flp 2,10);
– świat, w którym nie będzie już pogan, a wszyscy Żydzi staną się wyznawcami Chrystusa i w końcu powiedzą: Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie (zob. Rz 11,25-27, Mt 23,39);
– świat, w którym Kościół będzie jedną owczarnią pod przewodem jednego pasterza (J 10,16);
– świat „nowej epoki Ducha Świętego” (św. Maksymilian Kolbe), „nowej Pięćdziesiątnicy” i „nowej wiosny Kościoła” (Jan Paweł II);
– świat, w którym „okręt” całego zjednoczonego Kościoła przycumuje do „dwóch kolumn”: Eucharystii oraz Maryi, a masoneria – jego największy wróg – zniszczy samą siebie (św. Jan Bosko – jego znana wizja);
– świat, w którym zatryumfują Dwa Najświętsze Serca Jezusa i Maryi (wiele objawień, m.in. saletyńskie, fatimskie i amsterdamskie); będzie ten tryumf jednoznaczny z nastaniem Królestwa
sprawiedliwości, miłości i pokoju, z powszechnym uzdrowieniem ludzi i przyrody oraz zapewnieniem im obfitości dóbr ziemskich. Ktoś może się dziwić, dlaczego Stwórca miałby wyróżnić – tak bardzo uprzywilejować – to właśnie a nie inne pokolenie…? Czy myśl ta zgadza się z Bożym Objawieniem, z Pismem Świętym?
Zgadza się w pełni. Bóg od początku próbował zawrzeć trwałe przymierze z ludzkością, zobowiązując się do tego, że zapewni jej szczęście nie tylko wieczne, ale i doczesne, jeśli będzie
Mu posłuszna. Wiemy, jak to bywało w historii z tym posłuszeństwem…
A ostatnio…? Grzechy, za które w czasach Abrahama Bóg dokonał zagłady Sodomy i Gomory, są uznawane przez rządy kolejnych krajów za „normę” i chronione prawem. Wydaje się nam, że szatan wyczerpał już swój repertuar pomysłów na deprawowanie i odbieranie Bogu Jego ukochanych stworzeń!
Nabieramy więc pewności, że bliski już jest dzień, w którym (na pewien czas) zostanie on związany, aby nie zwodził narodów.
Bóg, jak to dawno zapowiadał, zostawi wtedy na ziemi tylko Resztę, okazującą Mu wierną miłość i zdolną budować Królestwo Woli Bożej. Wówczas nie tylko na ludzi, lecz i na całą powierzoną
im ziemię spłyną wszystkie błogosławieństwa, od Abrahamowego aż do Chrystusowego z „kazania na Górze”. Przynajmniej na końcu czasów nasza planeta stanie się krainą doczesnego
szczęścia, opisywanego przez Proroków. Wszyscy zobaczą, jak odkupiona przez Chrystusa ziemia mogła wyglądać, gdyby ludzie na niej żyli w prawdziwej miłości.
Po tych wyjaśnieniach zapraszam cię już teraz, drogi Czytelniku, do lektury. Ale prawda: zanim spokojnie w niej się zanurzysz, powinienem… ostrzec cię przed niebezpieczeństwem, które
w tej książce może na ciebie czyhać! Otóż pewien czytelnik zbyt łatwo nabrał przekonania, że prawie wszystkie szczegóły, dotyczące miejsc i zdarzeń opisanych w tej książce, pochodzą…
z moich wizji! Mogę cię jednak zapewnić, że tam, gdzie wyraźnie odwołuję się do tych wizji – rzeczywiście na nich się opieram, jednak nie co do szczegółów – te po latach zatarły się w mojej pamięci. Aby uzupełnić tę lukę, jestem zmuszony posługiwać się własną wyobraźnią, choć przy tym opieram się na najnowszych wynalazkach, którymi się zresztą pasjonuję. Do siebie mogę odnieść
słowa, które Gabriela Bossis usłyszała od Chrystusa: „Nie pojmujesz tajemnicy elektryczności, fal, tylu różnych energii, które dopiero w niewielkim stopniu znacie. Nie zatrzymuj się w podziwie przed tajemnicami Bożymi, lecz przyjmuj je z miłością.
Ich celem jest wypróbowanie was, dzieci Bożych, pod względem ufności we Mnie pokładanej”3.
Już słyszę, jak mnie chcesz zapytać: w takim razie w twoim pisaniu nie ma nic pewnego…? O nie, tak sprawy nie stawiaj, gdyż byłaby to znów przesada w odwrotnym kierunku. śycie potwierdziło
prawdziwość i dokładność wszystkich moich „wizji”, odnoszących się do zdarzeń, które mam już poza sobą, więc mam prawo oczekiwać, że dalej tak będzie w odniesieniu do tego co przede mną. Oto przykład: jeżeli opisuję „mobil”, to uważam, że mam do tego prawo, gdyż ja rzeczywiście (w jaki sposób – nie pamiętam) takim pojazdem podróżowałem w przestworzach jako dziecko. Jest to, w moim przekonaniu, pojazd przyszłości. Nawet jeśli odtworzyć już dzisiaj nie potrafię jego dokładnego wyglądu, mam jednak o nim dokładniejsze pojęcie niż ci, którzy nigdy go nie widzieli. Może jakiś pilot śmiać się z tego, że mój „mobil” daje się sterować podobnie jak samolot, chociaż nie ma skrzydeł ani ogona, a więc i układu sterowniczego stosowanego w samolotach…
Jedno mu tylko odpowiem: „Pożyjemy – zobaczymy”!
Zwróć uwagę, Czytelniku, że cała ta opowieść o Nowym Świecie koncentruje się wokół tylko jednego faktu i może zawierać tylko jeden jedyny p ewn i k : że taki szczęśliwy okres nadejdzie,
i to w czasie przewidzianym przez Boga. Natomiast w jakim kształcie on nadejdzie, tego ściśle nie wie nikt z ziemian ani wiedzieć nie może, gdyż… dopiero w dniu jego nadejścia ów kształt
przestanie być dla nas tajemnicą. Zależy on przecież nie tylko od Boga, lecz i od nas, i to do ostatniej chwili4. Może powiesz mi w takim razie: po co piszesz książkę, skoro nie masz pewności, że tak właśnie będzie ten świat wyglądał…?
Piszę najpierw dlatego, że taką pewność posiadam, chociaż może nie co do daleko posuniętych szczegółów. Wyrazem tej pewności jest moje oczekiwanie, którego od najwcześniejszych lat
mego życia nikt ani nic nie może zakłócić.
Ale pisząc książkę kieruję się także innym ważnym motywem – być może takim, jaki przyświecał Michałowi Aniołowi Buonarottiemu.
Czym bowiem jest jego „Sąd Ostateczny”, słynny fresk w Kaplicy Sykstyńskiej, jeśli nie wyraźnym apelem Artysty, skierowanym do widza: zatrzymaj się, popatrz, p r z e ż ywa j to co widzisz. Nie to jest najważniejsze, jak w szczegółach ten Sąd będzie wyglądał, lecz niech mój obraz pomoże ci znaleźć się w duchu przed obliczem Sędziego. Już teraz pomyśl, po której Jego stronie się znajdziesz i co usłyszysz: Pójdźcie błogosławieni… czy Idźcie ode Mnie, przeklęci…
Ja także chciałem tu wystąpić nie w roli twórcy dokładnego „przewodnika” po Nowym Świecie, lecz jedynie „malarza”, który chce pomóc czytelnikowi otworzyć Bogu nie tylko swój chłodny
umysł, ale przede wszystkim gorące serce. Otóż właśnie ta książka, pomagając „zobaczyć” i przeżyć, mogłaby spełnić rolę… tej małej, zapalającej iskierki! Bardzo liczę na to, że kończąc jej
lekturę, z głębi serca zawołasz razem ze mną, drogi Czytelniku:
Przyjdź już, Panie, i odnów oblicze ziemi!!!

———————————————————————————-

1Mt 24,37-41: „A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego.
Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, Ŝenili się i za mąż
wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł
potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego.
Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć
na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona”. Siostra Łucja twierdziła, że jej
i kuzynom Matka Boża niejednokrotnie mówiła, iż podczas kary oczyszczającej wiele
narodów zniknie z powierzchni ziemi.

2Gdy chodzi o wyznawców judaizmu, piszemy „żydzi” małą literą (podobnie
jak „katolicy”, „mahometanie”), a gdy chodzi o narodowość, używamy dużej litery
(żydzi, Amerykanie, Rosjanie itp.).

3Gabrielle Bossis, „LUI et moi. Entretiens spirituels”, Beauchesne, Paris 1993.
Zob. notatkę pod datą 25 maja 1939 roku.

4Oto przykład: fakt porwania trojga pastuszków 13 sierpnia 1917 roku, jak
stwierdziła Pani Fatimska, bardzo obniżył rangę i zasięg „cudu słońca” 13 października.
Kto wie, czy nie zmieniłby ten cud biegu historii świata…?

 

Posted in Medziugorje | Otagowane: , | 67 komentarzy »

Nowe przepowiednie – powódź we Francji tego lata.

Posted by Dzieckonmp w dniu 28 maja 2011


Ze względu na uchylenie kanonu 1399 i 2318 dawnego Kodeksu Prawa Kanonicznego przez Papieża Pawła VI w roku 1966 (AAS 58/16) nie ma już zakazu publikowania nowych objawień, wizji, proroctw, cudów itp. Nie obowiązuje już odtąd zakaz ich rozpowszechniania bez imprimatur Kościoła.

O OBJAWIENIACH PRYWATNYCH
Papież Urban VIII UrbanusOctavus
zmarły w 1644 roku napisał takie słowa:
„W przypadkach związanych z objawieniami prywatnymi lepiej jest wierzyć, niż nie wierzyć, ponieważ jeśli wierzycie, a rzecz okaże się fałszywa, otrzymacie wszelkie błogosławieństwa, tak jakby były one prawdziwe. Uwierzyliście bowiem, że są one prawdziwymi.”

Orędzie nr.92  z serii Ostrzeżenie.

Niedziela 22 maja 2011 godz.14:30

Moja ukochana Córko, objawienie dane ci 18 marca 2011r o północy, że w maju nastąpi wybuch wulkanu w Islandii (miejsce i czas znane było wizjonerce – przyp.tł.), spełniło się teraz.Link do orędzia tutaj. Może zastanawiasz się, dlaczego jesteś tak wstrząśnięta, kiedy stało się tak, jak było przewidziane. Chcę więc to wytłumaczyć.

Mimo, że większość twoich wątpliwości dotyczących autentyczności Mojej łączności z tobą zostało rozwianych, bałaś się jeszcze, że nie rozpoznajesz poprawnie tych proroctw. Musisz teraz napełnić się ufnością i pozwolić Mi rozwiać twoje obawy. Działaj teraz i ogłaszaj publicznie, bez wahania, inne wydarzenia, które ci objawiłem. Dzięki temu więcej ludzi zrozumie, że to Jestem Ja, Jezus Chrystus, który obecnie domaga się uwagi, niezbędnej by pomóc w ratowaniu dusz.

Kiedy potwierdzą się te proroctwa, będzie mniej wątpliwości co do ich autentyczności w sercach Moich zwolenników. Jednak będą też nadal nieprzekonane, zatwardziałe dusze, które wzbraniają się uwierzyć, i które zawsze oferują logiczną odpowiedź, gdy są świadkami Prawdy.

Powodzie we Francji, fale upałów w Turcji.

Słuchajcie Mnie teraz. Tego lata nastąpią powodzie w południowej Francji. Fala upałów będzie mieć miejsce w Turcji. Nastąpią inne ekologiczne wydarzenia, które spowodują chaos, w tym trzęsienie ziemi w Anglii (ale nie natychmiast). Niektóre z nich będą miały wpływ na inne kraje europejskie. Oczekujcie wzrostu poziomu morza w rejonie Morza Śródziemnego, które zszokuje każdego. Trzęsienia ziemi będą odczuwalne również w Norwegii i w Ameryce Południowej.

Chcę, Moja Córko, ujawnić Ci inne wydarzenia, ale tylko z jednego powodu: dla Nawrócenia Moich Dzieci. W przypadku, gdy zaakceptują, że Ja mówię do nich przez ciebie, przyniesie Mi to radość. Nie mam zamiaru przerażać Moich Dzieci, ale  wydarzenia te będą nadal eskalować na świecie, jako część nadchodzącej Wielkiej Kary. Są one niezbędną częścią walki z oszustem.

Módlcie się, Moje Dzieci, aby osłabić i zapobiec tym wydarzeniom, gdyż modlitwa jest niezwykle potężnym środkiem Wybaczenia.

Idźcie teraz w pokoju. Nie obawiajcie się opublikowania tych proroctw, gdyż wydarzenia te nastąpią.

Wasz  Zbawiciel

Jezus Chrystus

Tłumaczył; Chrisgi

Posted in Orędzia Ostrzeżenie | Otagowane: , , , , , | 38 komentarzy »

Bethany Hamilton – „chodząc po wodzie” z… jedną ręką.

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 maja 2011


Bethany Hamilton urodziła się, według znawców, z wielkim talentem do surfowania po falach oceanu. Już w wieku 13 lat przejawiała nieprzeciętne zdolności w tej dyscyplinie sportu, co poparte rygorystycznym 6 -godzinnym treningiem każdego dnia, szybko doprowadziło ją na szczyty wszelkich klasyfikacji. Ale prawdziwą mistrzynią została po zwycięskiej walce życia, która stoczyła z 8-metrowym żarłaczem. Nawet utrata ręki nie zmniejszyła jej wiary w Boga, ani wdzięczności za wszystko co ją spotkało.

31 X 2003 Bethany przebywała w na obozie treningowym Tunnels. O godzinie 7.30 zaczynała się poranna sesja treningowa. Leżała na desce z ramionami zanurzonymi w wodzie, kiedy nagle poczuła przenikliwy ból w lewej ręce i jakąś siłą ściągającą ją na samo dno oceanu. Pomimo ogromnego bólu udało jej się wyśliznąć ze szczęk rekina i wypłynąć na powierzchnię. Zanim starcia przytomność, zdążyła jeszcze zawołać o pomoc. W szpitalu okazało się, że straciła 70 % krwi. Lekarze zrobili wszystko co było możliwe, aby ratować życie młodej dziewczyny, stwierdzili jednak, że lewej ręki nie da się uratować. Jedyną możliwą rzeczą był zaszycie poranionego kikuta. Rodzina i przyjaciele, coraz tłumniej przybywający do szpitala nie mieli wątpliwości, że to koniec kariery surferskiej, a może nawet i towarzyskiej, tej pięknej i sympatycznej córki i koleżanki.

Ale cuda się zdarzają, zwłaszcza jeśli są podparte ufną modlitwą. Zaraz po przebudzeniu się po operacji Bethany zwróciła się do swojej matki: „Nic się nie zmienia. Bóg ma wobec mnie konkretne plany. Do nich należy także surfowanie. Otrzymałam teraz możliwość pokazania wszystkim wielkość Pana.  Surfowałam i będę nadal surfować.” Słowa Bethany nie były egzaltowaną reakcją na traumatyczne doświadczenie, lecz świadomie sformułowanym programem życia. Bardzo szybko wróciła na plażę i na… fale. Kolejne systematyczne, intensywne treningi, asymetryczne wzmocnienie muskulatury i Bethany znowu zaczęła „chodzić po wodzie”. W czerwcu 2004 r. wygrała ESPY Award dla Najlepszego Powracającego Sportowca. W tym samym roku wygrała także Teen Choice Awards. W 2005 roku zajęła pierwsze miejsce w NSSA National Championship. W 2008 roku została członkiem Association of Surfing Professional.

„Tym, którzy mnie pytają o to kim jest dla mnie Pan, odpowiadam po prostu: wszystkim. Kiedy zostałam zaatakowana przez rekina, nie miałam dużo czasu na podejmowanie decyzji, umiałam wtedy tylko modlić się, modlić się gorąco do Jezusa.  Bez możliwości oddychania, zanurzona głęboko w wodzie, poczułam nagle wielki pokój i ukojenie. Właśnie wtedy, pomimo rozrywającego bólu, poczułam obecność Boga.”

O swoich przeżyciach Bethany zdecydowała się opowiedzieć w książce wydanej w 2007 roku: Soul surfer: A True Story of Faith, Family, and Fighting to Get Back on the Board” (Dusza surfera: Prawdziwa historia Wiary, Rodziny i Walki o Powrót na deskę). Na jej podstawie nakręcono film, którzy pojawi się w kinach USA 8 kwietnia br. Co więcej, to głębokie doświadczenie wiary, jest dla Bethany także początkiem jej apostolatu: spotkań z młodymi, konferencji, a także odpowiedzi na konkretne pytania zainteresowanych. Przy pomocy grupy wolontariuszy, Bethany odpowiada na swojej stronie internetowej, na wiele pytań czytelników, najczęściej na to najważniejsze: o jej „connection to God” (łączność z Bogiem).

Żródło: ksadam.wordpress.com

Posted in Ciekawe, Uzdrowienia, Świadectwa | Otagowane: , | 18 komentarzy »

Wbrew nadziei liczmy na pomoc z Niebios

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 maja 2011


Dziś piątek dzień postu.Po nasilających się atakach na księdza Piotra Natanka, podejmijmy dzisiejszy post w intencjach księdza oraz kurii krakowskiej. Podejmijmy post o chlebie i wodzie.Tu trzeba POSTU, bo jest to rodzaj złych duchów, które wyrzuca się tylko postem, to najgorsze diabły, jakich wszechświat widział, nikt nie ma chyba wątpliwości,że takie działają na szkodę Kościoła Świętego.Musimy jak w Medjugorie postem i modlitwą pokonywać zło!

A oto jeden z komentarzy blogowicza „Alaude arvensis”

Musimy wbrew nadziei właśnie liczyć z nadzieją na pomoc Niebios.
Może to czas aby świeccy z różańcem w ręku, z pokorą w sercu i na ustach zorganizowali się ?
Jeśli ma przyświecać temu atak na Biskupów, to nie ma sensu.
zły ze złym nie wygra.
Jeśli nie chcemy aby „WYKLĘTYCH KAPŁANÓW” przybywało ( Kiersztyn, Małkowski, Natanek etc, etc, etc)to my wierni musimy pokornie domagać się wyjaśnień, pokornie walczyć.
Jeśli najmniejszy bunt, wyzwiska, osądy wyjdą z ust naszych polegniemy , bo królestwo wewnętrznie skłócone się nie ostoi.
W niejednym teraz burzy się coś,po ludzku scyzoryk się ostrzy ale nam nie wolno reagować po ludzku, bo wtedy jedna gromada demonów naskoczy na druga gromadę,ludzie się wytłuką na argumenty pomieszane z krzykami i szatan osiągnie radość, bo zwycięża.

Oto właśnie piekłu chodzi, czy myślicie,że nie napisałabym całej kartki argumentów, nie umiałabym dołożyć swoich paru groszy ?
Boję się,że za bardzo, nie wiecie jaka walkę muszę toczyć sama ze sobą aby resztkami sił walczyć po Bożemu, przerwałam pisanie i uklęknęłam do modlitwy, przyjęłam Pana Jezusa w Komunii duchowej, zanurzyłam każdego Kapłana w źródle Miłosierdzia,w strumieniach Krwi i Wody wypływającej z Najświętszego Serca Jezusowego i błagałam Pana o siły do walki duchowej, bo ludzkie argumenty aż się burza we mnie ale wiem,że tak nie wygramy, tak pozwolimy się szatanowi pokonać. Oj ciężko.

Nie zgodzę się z Fanką,że posłuszeństwo bez względu na wszystko,czy ślepe jest dobre?

Posłuszeństwo tak ale tylko do granicy dobra!

Zanim na mnie ktoś naskoczy,że odradzam ataki na Kurię, niech weźmie Ewangelię do ręki i poczyta jak ze złem walczyć!

Tu trzeba POSTU, bo jest rodzaj złych duchów, które wyrzuca się tylko postem, to najgorsze diabły, jakich wszechświat widział, nikt nie ma chyba wątpliwości,że takie działają na szkodę Kościoła Świętego.Musimy jak w Medjugorie postem i modlitwą pokonywać zło!

Jeśli wierni będą narzekać ( po ludzku jak najbardziej usprawiedliwione)ale tylko po ludzku i po diabelsku!
nic nam to nie da!
Demony buntu nas podsycają do gniewu złości, nawet nienawiści, osądzania itd, Maryja płacze,bo nie ma kto się modlić za Kapłanów.

Uwierzmy,że jest metoda, Boża metoda zwalczania zła. Zacznijmy żyć Bożą metodą, myśleć, choć niełatwo,że walczymy ze złem, nie z poszczególnymi Księżmi, Biskupami itd, wówczas mamy zwycięstwo dobra nad złem.

Zapomnieliśmy o maksymie Ks. Jerzego? „Zło dobrem zwyciężaj.” trzeba napiętnować zło, personalnie milczeć. Tak Milczeć!

W Bożej metodzie miłości do człowieka, obrzydzenia do grzechu jest zwycięstwo, Dopóki tego nie zrozumiemy, dopóty różne demony będą między nami krążyć, podjudzać, sączyć i w nas jad walki na żyletki dosłownie.
Papież Jan Paweł II nie raz był „przyłapany” na modlitwie całonocnej, pokazał nam przykład.
Trzeba pomyśleć o Jerycho różańcowym o poście o innych jeszcze metodach, w rękach świeckich mamy wiele możliwości ale pod jednym warunkiem,że tylko i tylko nastawienie pokojowe i pełne troski o losy Kościoła nam będzie przyświecać, jeśli dopuścimy krzykaczy, pieniaczy, media wybiórcze zrobią z obrońcami Kapłanów to samo, co zrobili z obrońcami Krzyża.Jeśli ktoś tego nie zrozumie, przegrał, pamiętacie jak nawoływał do spokoju i uspakajania kolega kolegi gdy kibice się organizowali?
Jeśli zmienimy swoje „ja” zmienimy i „ja” Kurii.
Żeby się nie okazało, że choć oni nie mają racji, to my za to ponosimy odpowiedzialność, bo jak mówi Pismo, Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, „Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości” (Łk 16,1-8. 9)…
jako synowie światłości musimy rozważyć jak postąpić roztropnie, bo co nagle, to po ….wolę nie mieć z nim nic do czynienia.

Ave Maria

Posted in Apel, Jezus Król Polski, Kościół, ks.Piotr Natanek, Prośba o modlitwę | Otagowane: , , | 95 komentarzy »

Zaskakująca i przemilczana książka Albina Siwaka

Posted by Dzieckonmp w dniu 26 maja 2011


Bez strachu – Albin Siwak

Albin Siwak – Bez strachu t.2 strony 368-369, wydanie 2010 r. (…) A jeśli idzie o zachowania i przeszłość to myślę, że warto, żeby ludzie wiedzieli jaki był i co mówił obecny nasz premier Tusk. I nie piszę tego wspomnienia żeby człowieka pognębić, bo przecież nie jemu jednemu zdarzyło się powiedzieć coś nie tak jak trzeba. Może i nawet dziś tak nie myśli będąc premierem i zabiegając o prezydenturę, może wyrósł z tej piramidalnej głupoty, taką mam nadzieję i wątpliwości.
Otóż w 1992 roku, po powrocie z Libii zaprosił mnie do siebie dyrektor jednej z firm, mającej kontrakt w Libii. A że zżyliśmy się i uważaliśmy się za przyjaciół, to zaprosił mnie do siebie do Gdańska. Było to tuż po upadku rządu Bieleckiego i Zarząd Główny Związku Kaszubów Polskich robił drugi Kongres Kaszubski. Przyjaciel jako biznesmen sponsorował ten Kongres, gdyż czuł się Kaszubem, a wtedy była moda na sponsorowanie, gdyż prawie wszystkie zarządy główne były biedne jak myszy kościelne. Więc ten mój przyjaciel otrzymał zaproszenie na dwie osoby i to w pierwszym rzędzie.
Nie byle jaką sensację wywołała moja gęba, znana wtedy z telewizji. Więcej robiono nam zdjęć niż siedzącym w prezydium. Donald Tusk był wtedy wice przewodniczącym Zarządu Głównego i miał oczywiście programowe wystąpienie. Cała impreza odbywała się w domu technika w Gdańsku przy ulicy Ratajskiej 6. Głos zabrał pan Tusk 13 czerwca, mówiąc tak:
Moje wystąpienie ma charakter programowy, by rozpisać go na kierunki działań i wcielać w życie, nosi to wystąpienie tytuł Pomorska Idea Regionalna jako zadanie polityczne
Przedstawił w nim swój program pełnej autonomii dla Pomorza (Kaszub), które powinno posiadać, nie tylko własny rząd, ale własne wojsko i własne pieniądze.
Słuchałem osłupiały, czy on mówi to poważnie, czy też za chwilę powie, że żartował. Mój przyjaciel z tytułem doktora kazał mi bym go mocno uszczypnął, bo może śpi i śni mu się ta mowa. Ale to było poważne, nie żaden żart czy sen. Na taką mowę ksiądz profesor Janusz Pasierb i posłowie Szablewski i Feliks Pieczka, szefowie Wielkopolan i Górnoślązaków, oraz wielu innych delegatów wyraziło swe oburzenie. Oni nie widzieli Kaszub inaczej jak w Polsce, jak i Polski bez Kaszub. Poseł Feliks Pieczka wskoczył na estradę do mównicy i powiedział:
Oddzielenie Kaszub od Polski byłoby nie tylko przestępstwem wobec racji stanu, ale i wobec interesu Kaszub.
Przypomniał słowa hymnu kaszubskiego:
Nie ma Kaszub bez Polonii, a Polonii bez Kaszub. Zrobiło się duże zamieszanie i wszyscy, którzy zabierali głos po Tusku w ostrych słowach potępiali mówcę, a niektórzy pytali się, czy dobrze się czuje.
Mój przyjaciel, Kaszub z krwi i kości, nie mógł ochłonąć z wrażenia, że coś takiego mógł mówić Kaszub. Wiele osób długo nie mogło się uspokoić i wracało do tego, co usłyszeli od Tuska. Nic też dziwnego, że przewodniczący Rady Naczelnej Stronnictwa Narodowego w dokumencie, sygnatura akt VI NS rej.E.w.p.206, Kartuzy 22.VI.2005 rok, zadał takie pytanie:
Czy człowiek, który od wielu lat wykazuje działanie na rzecz dezintegracji Polski i narodu Polskiego może być premierem i kandydować na prezydenta? Gdzie i po co Polskę zaprowadzi (…)

BEZ STRACHU – WSTĘP [CZĘŚĆ I]

Szanowny Czytelniku!

Większość ludzi, otwierając nową książkę, pomija przedmowę. Uważają, że czytanie wstępu to strata czasu, bo i tak z książki dowiedzą się, co autor chciał czytelnikowi przekazać. Myślę jednak, że jeśli idzie o tę właśnie książkę, przedmowa jest w niej najważniejsza i wyjaśnia dlaczego w ogóle została napisana. Pokazuje, jakie argumenty i zdarzenia, jakie decyzje różnych ludzi i formacji politycznych stały się przyczyną napisania tej książki. A jest tych wydarzeń bardzo dużo i szkodą dla ludzi byłoby, szczególnie dla młodych pokoleń, gdyby nie poznali historii, w dodatku niezbyt odległej. Uważny czytelnik powie, że autor nie powinien zajmować się historią, że są od tego ludzie z tytułami: doktorzy nauk, profesorowie, historycy. Teoretycznie tak. Oni właśnie powinni zająć się historią i obiektywnie, bez naginania faktów dla potrzeb jednego czy drugiego ustroju, pisać tę historię i przekazywać młodzieży. Ale tak nie jest. Każda formacja polityczna ma swoich historyków i oni, na potrzeby tej formacji napiszą taką historię, która danym politykom odpowiada. W dodatku ponad tymi formacjami politycznymi są pracujący dla nich ludzie, którzy pilnują, by tak kształtować historię, żeby ich ideologia, racja stanu, bohaterowie i hasła znalazły się na sztandarach.

W oparciu o moje liczne spotkania z ludźmi, organizowane przez różne kluby, związki i domy kultury, śmiało mogę powiedzieć: całe pokolenia młodych Polaków nie znają historii swego kraju. I nie dlatego, że nie chcieli się jej nauczyć lub nie posiadają odpowiedniego wykształcenia. Chcieli się uczyć, mają wykształcenie, często tytuły naukowe, ale od zakończenia II wojny światowej do tej pory żadne szkoły, ani uczelnie wyższe nie uczyły i nie uczą prawdziwej, rzetelnej historii.

Zdarza się, że w domach dziadkowie mówią o tej historii i przekazują ją wnukom, ale to rzadkość. To wyjątkowi ludzie, którzy zapamiętali fakty i potrafią je przekazać. Zdarza się, że spotykam ludzi, którzy różnymi sposobami i drogami zdobyli dobrą historyczną literaturę, posiadają prawdziwą wiedzę o ostatnim stuleciu, ale jest ich mało i są za tę wiedzę tępieni.

Moje życie było bardzo bogate w wydarzenia i decyzje, gdy znajdowałem się na wysokich szczeblach władzy. Znałem wielu ludzi, do których zwykły człowiek nie miał dostępu. Sposób życia i prostolinijność oraz szczerość potrafiły mi ich zjednać. Pozyskiwałem ich zaufanie i mogłem prowadzić z nimi szczere rozmowy. A był to czas, gdy również najwyżsi rangą działacze bali się mówić prawdę. Dziś mógłbym nie pisać o wielu z nich, gdyż moi przeciwnicy zaraz dorobią do tego historię, że była to zdrada, i że przyznawanie się do tych znajomości to hańba, bo to byli nasi najeźdźcy i ciemiężyciele. Ale i oni właśnie, gdy zaufali mi i gdy szczerze rozmawialiśmy, to mówili:

„Nam, Rosjanom jest przykro, że oceniacie nas tak źle. To nie my nadaliśmy rewolucji te hasła i nie my ustanowiliśmy prawa i represje. Jesteśmy tak jak i wy Słowianami i powinniśmy żyć w zgodzie”.

Ale to nie Słowianie zrobili rewolucję i nie Słowianie milionami mordują Rosjan. W gułagach i na zsyłkach – może niejeden zapytać, to kto? Właśnie – Żydzi nie siedzą. To oni nas wsadzają i wydają wyroki. Gdy im mówiłem, że sam widziałem Rosjan w NKWD i że nie sami Żydzi są odpowiedzialni za te represje, odpowiadali mi:

„Tak, masz rację. Zawsze znajdą się ludzie, którzy dla kariery zdecydują się na współpracę. Ale czy wy, Polacy, w czasie okupacji hitlerowskiej nie mieliście zdrajców na służbie u Niemców? Było ich wiele tysięcy, bo po wojnie dokładnie ich liczono. A jak carska Rosja wami rządziła i okupowała wasz kraj to nie było wielu tysięcy zdrajców, którzy pracowali dla cara? Nawet wasi biskupi, po odzyskaniu niepodległości, byli sądzeni za zdradę, a nawet wykonywano na nich wyroki śmierci. Sami Żydzi dzielili się na tych co idą na śmierć i tych, co ich dozorowali i bili. Przykładem jest getto łódzkie, gdzie policja była formacją żydowską.

W każdym narodzie byli zdrajcy i zawsze będą. U nas, Rosjan, też byli w czasie wojny zdrajcy, mimo że w każdej chwili groziła im śmierć z rąk partyzantów. A w czasie, gdy władzę zdobyli Żydzi, to zdrajcy nie tylko że niczego się nie obawiali, ale to oni ferowali wyroki śmierci i żyli jak władcy niezagrożeni, a odwrotnie: – nagradzani”. „Myślisz, że nie chciałbym żyć w kraju, gdzie sami sobą byśmy rządzili?” – mówił mi wiele razy Maszerow.

Podobne rozmowy prowadziłem z marszałkiem Kulikowem i Piotrem Kostikowem. Trzeba by robić teraz nową, rosyjską rewolucję i obalić rządy Żydów – mówili, ale zaraz dodawali: „To obecnie niemożliwe, czuwają nad tym dobrze, mają we wszystkich strukturach władzy swoich ludzi, za samą taką rozmowę stracisz głowę”. „Przecież – mówił Maszerow – w czasie rewolucji państwa zachodnie, a szczególnie USA, posiadały dobrą wiedzę kto robi u nas rewolucję. Prezydent Woodrow Wilson powiedział w swoim orędziu w 1919 r., że rewolucja w Rosji to czysto żydowska rewolucja. Opanują całą władzę i zemszczą się na cerkwi rosyjskiej oraz inteligencji”. I tak właśnie się stało.

Ja, Albin Siwak, mam ważne powody, żeby nie zabrać do grobu tego, co wiem i co usłyszałem od wielu mądrych ludzi pełniących różne funkcje partyjne i wojskowe. Wiem, że czytelnik może to potraktować, za chwalenie się znajomościami i układami, ale ja nie zabiegałem o te znajomości i układy. Wiem, że moi przeciwnicy wykorzystają to, żeby zrobić ze mnie zdrajcę i osobę zhańbioną takimi znajomościami. Przecież mógłbym o tym nie pisać, nie ściągać na swą głowę słów pogardy, ale uważam, że należy dać świadectwo prawdzie. Jeśli tacy ludzie jak ja nie napiszą, to napiszą to inni, pod dyktando Żydów. Ważne powody, które skłaniają mnie, by o tym napisać, to przede wszystkim fakt, że mało jest ludzi lub nie ma ich wcale, którzy by swą wiedzę posiadali od ludzi wiarygodnych. A przecież ojciec mój nie miał powodów, by kłamać, gdy wiele razy opowiadał mi o różnych ważnych wydarzeniach. Jego dwaj rodzeni bracia też nie. Wierzę im, gdyż potwierdziły to inne źródła.

Ojciec mój służył dwadzieścia jeden lat w carskiej armii. Jego bracia też (jeden dziewiętnaście, drugi szesnaście). Służyli przed, w czasie i po rewolucji. Byli świadkami wielu wydarzeń historycznych, które były i są przekręcane na potrzeby różnej maści polityków i formacji politycznych.

Ponadto życie i moja funkcja pozwoliły mi poznać wielu Polaków, których rodziców car zesłał z Polski na Sybir, a ich dzieci później były rozwożone po całym Związku Radzieckim zgodnie z potrzebami gospodarki i wojska. Ludzie ci przeżyli wiele tragedii i byli świadkami wielu zbrodni, a także ludobójstwa. Obok nich likwidowano tzw. wrogów Związku Radzieckiego, podciągając pod ten zarzut inteligencję rosyjską i każdego, kto miał odwagę mówić prawdę.

Piszę to jako Polak i patriota. Nie mogę obojętnie patrzeć jak Żydzi przekręcają historię Polski Ludowej, ustroju, który to sami stworzyli i w którym rządzili, sądzili i skazywali na śmierć. Jak z katów robią ofiary, jak również z katów robią zasłużonych i prawych obywateli, kryształowych i uczciwych. A tak nie było, ani w czasie rewolucji październikowej, ani przez cały czas do śmierci Stalina.

To nie tysiące Rosjan zostało zesłanych na ciężkie roboty, to miliony jak obecnie szacują Rosjanie. W Polsce też nie chodzi o tysiące. Sama wschodnia Polska, czyli Kresy, to setki tysięcy Polaków wywiezionych w głąb Rosji. Okres Polski Ludowej to również czas zbrodni na polskich patriotach. Nawet samego Gomułkę uwięzili i szykowali mu proces o zdradę. A ilu przyjaciół Gomułki siedziało, ilu miało zasądzone wyroki śmierci. Cóż więc mówić o zwykłym akowcu. Dziś nagłaśnia się to, a polscy działacze partii prawicowych naśladują i pochlebiając żydowskim kolegom nie mówią: „To komuna mordowała naszych ludzi”. Nie! Nie zająkną się, że sędziowie i kaci to byli Żydzi. MSW było całkowicie w ich rękach.

Teraz odwraca się kota ogonem. Tak samo jest z mordowaniem Żydów czasie wojny. Ileż to artykułów dotyczyło tego, że to Polacy i polskie obozy, i że to właśnie tam ginęli Żydzi. Tomasz Gros opisał w „Sąsiadach”, że to Polacy wymordowali Żydów w Jedwabnem. A jeszcze przecież żyją świadkowie. Cóż będzie, gdy ich zabraknie? Okaże się, że to Polska wywołała II wojnę światową, że Polacy mordowali Żydów.

Nie można patrzeć i milczeć, jak dobrze rozmieszczeni Żydzi znajdujący się w różnych formacjach politycznych i zajmujący odpowiedzialne stanowiska robią wszystko, żeby skłócić polskie społeczeństwo. I to im się dobrze, udaje.

Żadna formacja polityczna, żadna ekipa rządząca, jakie do tej pory znajdowały się u władzy nawet nie próbowała budować zgody narodowej. Cały ich wysiłek idzie na to, by skłócić polskie społeczeństwo, żeby podzielić i poustawiać Polaków po różnych stronach barykady politycznej. Wiedzą dobrze, że takim skłóconym i podzielonym społeczeństwem łatwo jest rządzić. I ten fakt jest bardzo groźny, bo sytuacja w Polsce wymaga już od bardzo dawna zgody narodowej.

Żydzi po mistrzowsku doprowadzili do tego, że w społeczeństwie brak jest instynktu samozachowawczego. Całymi latami wtłaczają do głów Polaków takie filmy i wiadomości, żeby otumanić społeczeństwo. Proszę tylko pomyśleć, jak nagłaśnia się i to wiele razy na wszystkich kanałach, parady gejów i lesbijek. Idą w tych pochodach przywódcy partyjni i popierają manifestacje i żądania „kochających inaczej”. Głośno jest na ulicy w sprawie nienarodzonych – a w Sejmie inne ustawy są mniej ważne niż ta o której wyżej.

Na potwierdzenie tego, co piszę: Polskie Radio Program I, w dniu 5 maja 2007 r. o godzinie 9.00 w wiadomościach nadaje apel do posłów i polityków. „Połączcie swe siły i nie patrzcie na podziały polityczne. Sprawa jest najpilniejsza i najbardziej potrzebna w Polsce”.

– O co chodzi? Oto do sądu wpłynęło 170 spraw o odzyskanie majątków. Są to spadkobiercy Niemców, którzy do II wojny światowej byli właścicielami tych gospodarstw, ale nie osiedlają się na nich, tylko je sprzedają i to nie Polakom, za duże pieniądze. Przypominam – mówi dziennikarz, że już ponad tysiąc gospodarstw spadkobiercy ci odzyskali i sprzedali na Warmii i Mazurach, ale naszym posłom, jak wielu ludzi mówi, ta sprawa jest obojętna. Mają oni własne, pilniejsze problemy. Problemy sprowadzające się do tego jak unurzać przeciwnika w błocie i skompromitować go w oczach ludzi, jak odebrać emerytury komuchom z MSW. Ale komu je odbiorą, jeśli propozycja ich przejdzie w Sejmie? Odbiorą nielicznym Polakom, którzy zostali w Polsce, bo 90% oprawców bierze wysokie emerytury, siedzi w Izraelu i śmieje się z tych zabiegów. Śmieją się, bo nasi przywódcy nie zrobią krzywdy swym braciom rozrzuconym po Zachodzie. – Odebrać oczywiście należy, ale oprawcom i katom Polaków, a nie nielicznym uczciwym ludziom, bo tacy też tam pracowali.

Wolińska, Michnik oraz cała masa funkcjonariuszy SB wiedzą, że mają w Polsce dobrą obronę, a na państwo Izrael nikt ręki nie podniesie. Prasa w Polsce pisała, że Żydzi zażądali 15% wartości tego, co utracili, a nasi przywódcy oświadczyli, że należy im się nie 15% a 50% wartości utraconych majątków.

Trybunał w Brukseli 2 i 3 maja 2007 roku nagłaśnia, że upomina rząd polski, który łamie prawa człowieka, bo nie pozwolił manifestować gejom i lesbijkom. Ale o najważniejszej dla Polaków sprawie cicho. Żaden polityk, żadna grupa społeczna nie wyszła na ulicę, żeby wymusić na Sejmie i rządzie uregulowanie własności na tzw. Ziemiach Odzyskanych.

Telewizja w Polsce pokazała w marcu 2007 r., że tysiąc polskich rodzin na Mazurach zostaje wyrzuconych z gospodarstw rolnych. – Ale, czy tragedia polskich rodzin obchodzi Żydów i ich popleczników? NIC.

I tu nasuwa się pytanie, czyżby polskie społeczeństwo całkiem już zgłupiało? Idą na ulice w sprawach, w których porządny człowiek spaliłby się ze wstydu, a w sprawach wagi państwowej nie reagują. Tak właśnie prowadzi się barany na rzeź.

Każdy polski rząd ma obowiązek budować zgodę narodową, a celowo tego nie robi. Taka jest brutalna prawda. I w tym miejscu mam prawo i obowiązek bić na alarm, pisać o tym, że to właśnie Żydzi nie szanują polskiego narodu. Wiedzą, że można nami Polakami manipulować, bo jesteśmy, niestety, naiwnym narodem i robią to po mistrzowsku. Dowodem na to co piszę są fakty:

Potomkowie Żydów cały czas odzyskują dawne domy, chociaż odbudowali je Polacy. Ile razy będą żądać odszkodowań? A polscy dziennikarze prześcigują się, pisząc jak bardzo pilna to sprawa – trzeba szybko wynagrodzić straty Żydom.

O Polakach, którzy zostawili swoje mienie i domy za Bugiem nie napiszą ani słowa, że może trzeba by wynagrodzić tę stratę. Tu muszę z podziwem odnieść się do kunsztu i pomysłowości Żydów. Oni to potrafią zrobić doskonale. To jest, jak dobrze rozpisana partytura dla orkiestry. Nikt nie gra dla siebie. Wszyscy w tej samej sprawie, chociaż każdy w innej części świata. Wywołają taką presję, żeby załatwić sprawę po swojej myśli. A niby polscy dziennikarze występują w tej haniebnej sprawie po stronie Żydów. Nie bronią Polaków i ojczyzny. To jest tragiczne […].

[…] MOŻE O WOLNOŚCI RELIGIJNEJ?

Polacy wiedzą, że religia chrześcijańska jest częścią polskiej kultury i to mocno zakorzenionej. Dlatego tak zwalcza się katolicką kulturę, tak kpi się z niej i ośmiesza ją w filmach, sztukach i książkach. Proponuje się rozwiązłość w małżeństwie. W filmach pokazuje się i gloryfikuje modę, że można swobodnie zmieniać partnerów. – Może realizuje się w ten sposób prawo do tożsamości narodowej, o której to nieraz mówił papież? Nie! Przecież to już gołym okiem widać, że na siłę zmierza się do globalizacji… Co to znaczy? Globalizacji państw, a później kontynentów. To znaczy, że wszyscy będziemy obywatelami świata, a nie Polakami czy Żydami – oczywiście pod ich kontrolą.

Chodzi o to, żeby zatracić narodowość i nie kłuć w oczy, że się jest Żydem. Może realizuje się prawo do wolności słowa? To pytam się Polaków, czy ktoś przeczytał w polskiej prasie, że Komisja Europejska zleciła badanie opinii społecznej na świecie: kto i co jest największym zagrożeniem pokoju na świecie? I kto przeczytał wyniki tego badania opinii światowej? Równoległe inna instytucja badała ten sam temat. Zadano to samo pytanie w piętnastu państwach Unii Europejskiej. Z badania opinii światowej, w tym unijnej, wynika, że państwa okrzyknięte zagrożeniem dla świata, czyli tzw. „osi zła” – wcale nie są na czele tej listy. Tak Iran i Korea Północna ze swoimi pociskami atomowymi, jak również Afganistan są na tej liście dalej.

– Pierwsze miejsce w obu badaniach zajął Izrael. Szczególnie Holendrzy i Austriacy podkreślali, że Izrael zagraża, swoją polityką i sztuczkami, pokojowi na świecie. Oba badania miały zbliżony wynik. W badaniu światowym 68% osób uznało, że Izrael stwarza niebezpieczeństwo, a w europejskim także 63% wskazało Izrael.

Oburzyło to ministra Natona Szarońskiego w Izraelu, który publicznie stwierdził że to czysty antysemityzm. Środowiska żydowskie w USA zareagowały histerycznie na ogłoszone wyniki. Z wielu odpowiedzi prasy światowej jasno wynikało, że Izrael zachowuje się jak rozbestwiony i rozpuszczony bachor, roszczący sobie prawo do chuligaństwa światowego i nie liczący się z konsekwencjami tych czynów, a do tego udający pokrzywdzonego i niewinnego.

Ja uważam, że antysemita to człowiek, który nie lubi Żydów. A tu nagle jest inaczej. Antysemita to ten, kogo Żydzi nie lubią.

Ale nie jest tak, że jeśli jakiś naród zrobił narodowi żydowskiemu wielką krzywdę np. holocaust w czasie którego miliony ginęły, jest obecnie zgodnie z prawdą historyczną potępiony. Nie przypomina się światu że zrobiły to Niemcy hitlerowskie. O tym jak najmniej, bo nie można z Niemców robić sobie wroga. Przecież po wojnie kilka razy Żydzi dostali duże odszkodowania. Nie bije się krowy, która daje tyle dobrego mleka.

Ale o Polsce i Polakach mówić można, że to my jesteśmy odpowiedzialni za tę zagładę. Takie żydowskie odwracanie kota ogonem. A kto spróbuje mieć inne zdanie, ten jest antysemitą. Jeśli Żydzi są tak inteligentni i mądrzy, to dlaczego nie wyciągnęli wniosków ze swej historii? Nikt nie wyrzuca ze swego domu przyjaciół, którzy są pracowici, uczciwi i lojalni wobec gospodarza. Czyżby wszystkie państwa, które usunęły ten naród, myliły się w ocenie Żydów? Działo się to na przestrzeni wieków, a nie znienacka i bez uzasadnienia.

BEZ STRACHU – TOM I [CZĘŚĆ XI]
Rozdział X – MORZE CZARNE
Często zastanawiałem się, kto i dlaczego nazwał Morze Czarne właśnie w ten sposób. Bo z perspektywy pobliskich gór i wzniesień, jakie otaczają morze na Krymie, wcale nie wyglądało ono jak czarne. O każdej porze dnia, bez względu na pogodę i miejsce obserwacji, wszyscy mówili, że jest ciemnoniebieskie. Ja też byłem tego zdania, aż do chwili, gdy usłyszałem następującą historię z nim związaną.
Będąc na Krymie w ramach tak zwanego pociągu przyjaźni poznałem wiele Polek i Polaków, których los jeszcze za czasów carskich zniósł na Daleki Wschód. Byli to zesłańcy, którzy odważyli się nie zgadzać z carską niewolą i próbowali różnej formy walki z uciskiem cara. Ich ojcowie w Polsce podjęli tę walkę, często nie zdając sobie sprawy, że wierne carowi służby, żeby wybrać z tłumu przywódców i patriotów, same wprowadzały w ich szeregi swoich ludzi.
Ci mieli za zadanie robić wszystko, żeby doprowadzić do wyjścia na ulice i wybuchu do powstania, bo tylko wtedy, można było rozpoznać, kto nim kieruje. Wcześniej osoby, które stały na czele grup i związków patriotów, były dobrze zakonspirowane i tylko wąska grupa najbliższych współpracowników znała nazwiska przywódców. Ale gdy dochodziło do powstania, wówczas przywódcy stawali na czele i wtedy właśnie byli rozpoznawani. Metodę wywoływania powstań i rozszyfrowywania w ten sposób, kto jest inspiratorem buntów w Polsce, przekazał polski Żyd, który w tych czasach miał w Łodzi największe fabryki tekstylne. Jego zakłady dostarczały na potrzeby armii carskiej duże ilości sukna i materiałów na mundury i szynele. Ale zakłady te – jako nieliczne w Europie w tym czasie – produkowały już piękny jedwab i aksamit oraz całą gamę kolorowych wstążek. Dwór carski od dawna kupował i jeden, i drugi z tych towarów. Z racji dużych sum pieniędzy, jakie przekazywano za te materiały, właściciel często bywał w Rosji i było o nim głośno z racji jego bogactwa i przepychu, jakim się otaczał. Żydzi w tym czasie byli jako naród prześladowani tak w całej Rosji, jak i krajach zajętych przez Rosję, ale nie dotyczyło to osób pokroju tego polskiego Żyda. Doradcy carscy donieśli carowi, że to wyjątkowo mądry Żyd i dobrze by było z nim porozmawiać o Polsce, bo przecież on tam żyje i produkuje, a że Polaków nie lubi, to pewnie podpowie, jak walczyć z buntownikami w Polsce. Zaproszono więc Żyda do cara i w trakcie rozmowy zapytano się, co on by zrobił, żeby trzymać za mordę tych polskich buntowników.
Ku zdumieniu cara i jego otoczenia Żyd powiedział, że na miejscu cara sam wywoływałby te powstania: „Normalnie nie możecie wyłapać przywódców którzy buntują ludzi, gdyż są zakonspirowani i chronieni. Ale gdy już wybuchnie powstanie to przywódcy stają na czele tego buntu i widać ich, gdyż zagrzewają i kierują tymi walkami”, przekonywał. Wielu znających tę historię ludzi mówiło, że carowi ten pomysł bardzo się spodobał, nakazał więc dobrze płacić tym, którzy wejdą w szeregi zbuntowanych i doprowadzać będą do częstych powstań, czyli jak wtedy mówili zaborcy – buntów.
Patrząc z perspektywy historycznej, to tylko powstania na Śląsku możemy zaliczyć do udanych. Wszystkie inne kończyły się klęską i ofiarami, po każdym takim powstaniu pędzono pieszo, bez względu na pogodę, wielkie kolumny polskich zesłańców na Sybir. Wielu padało z zimna i głodu po drodze, ale jakaś część doszła, a dziś znamy z licznych opisanych historii – jak tam żyli i co robili.
Wiemy, że sporo uciekło, ale nie do Polski, tylko do Ameryki i wielu innych krajów. Mało natomiast wiemy o tych, którym w ramach carskiej łaski udało się wydostać z Syberii i żyli rozrzuceni w różnych republikach radzieckich. Jasno trzeba powiedzieć, że z reguły nie była to „łaska carska”, a wynikało to raczej z potrzeb gospodarki, nauki lub techniki.
Wielu spośród zesłańców byli to przecież ludzie wykształceni, bo na przykład ci, którzy uciekli do Ameryki, zasłynęli tam jako naukowcy rozwiązujący różne problemy w gospodarce i technice. Rosja zaś w tych czasach różniła się bardzo od Europy i świata, i za czasów Związku Radzieckiego mieliśmy liczne dowody tego jak bardzo są zacofani w wielu dziedzinach. Doradcy zaproponowali carowi tak zwane ułaskawienia, ale bez powrotu do Polski, przez co wielu byłych zesłańców po tym dekrecie żyło rozrzuconych po całym kontynencie rosyjskim. Byli wykładowcami na uczelniach, kierowali zespołami ludzi w fabrykachdowach. Byli też na Krymie.
Zapoznałem tam rodzinę polską, z którą nie tylko się zaprzyjaźnilem, ale pomogłem im wrócić do Polski. Pierwszy raz zetknąłem się z nimi w Jałcie na koncercie, jaki my Polacy daliśmy dla miejscowej ludności.
Gdy zeszliśmy ze sceny, podszedł do mnie człowiek i ze łzami w oczach powiedział po polsku: „Panie, mój ojciec to śpiewa. My jesteśmy Polacy. Żona też i dzieci”. Tak prosił, żeby koniecznie zobaczyć jego ojca, w końcu uległem i pojechałem z nimi do ich domu. Ojciec już nie chodził, jeździł na wózku inwalidzkim, który syn mu sam zrobił z roweru. „Panie – mówił starzec. – Nogi mi połamało w morzu. Byłem nurkiem. Ja i mój brat. Brat zginął przy mnie w morzu”.
Zaczął mówić chaotycznie, nerwowo, jakby chciał, żebym jak najwięcej z tego co on nosi w sobie usłyszał. Ale tego dnia nie mogłem być u nich długo, raz z tego powodu, że przywieźli mnie samochodem radzieccy ludzie i byli świadkami tej rozmowy, mogłem więc narazić na kłopoty i siebie, i ich rodzinę, a po drugie dlatego, że mieliśmy jeszcze tego samego wieczoru jechać dalej na Krym. Widząc, że starzec płacze, obiecałem, że przyjadę do nich w drodze powrotnej, czyli za dwa tygodnie. I tak było. Gdy ponownie zamieszkaliśmy w Jałcie i mieliśmy wolne popołudnie od zorganizowanego zwiedzania i wycieczek, więc wsiadłem w trolejbus i pojechałem do nich. Nie ukrywali przede mną, że nie wierzyli, iż ponownie do nich przyjadę. Tym bardziej cieszyli się, a szczególnie ojciec tego, który był na koncercie. Musiałem zjeść z nimi obiad i wysłuchać najstarszego w rodzinie.
„Pewnie się Pan dziwi, skąd myśmy się wzięli na Krymie” – zagadnął. „Na Krym nikogo nie zsyłano za bunty w Polsce. Przecież tu są lepsze warunki życia niż na Syberii, jest ciepło, są tanie owoce i warzywa” – powiedziałem. Ale nie dał mi mówić dalej. „Panie, to tak nie było, jak Pan myśli. Nie było tak za cara, jak jest tu teraz. A nas przywieziono tu nie za cara, żeby Pan pamiętał. Jeszcze przed rewolucją, tą w 1917 r. Przyjeżdżali do nas na Syberię carscy urzędnicy z policją i szukali ludzi zdrowych. Wtedy miałem dwadzieścia pięć lat.
Byłem bardzo zdrowy. Brat o rok młodszy też był wyjątkowo zdrowy. Ojciec i matka mieli około pięćdziesiątki, ale trzymali się dość dobrze. Nie mówili, po co szukają takich zdrowych młodych mężczyzn. Zabrali nas obu, a rodzice zostali na Syberii. Żadne płacze i protesty nie pomogły. Przewieziono nas i paru innych do bazy marynarki wojennej w Kronsztacie, lekarze przez parę dni robili nam badania. Wreszcie zrozumieliśmy, o co im chodzi, tu uczono nurków morskich. Zaczęto nas ubierać w skafandry i spuszczać pod wodę, coraz głębiej i dłużej. Nie wszyscy tę naukę wytrzymali, wielu zmarło po tych eksperymentach. My z bratem szczęśliwie przeszliśmy dobrze wszystkie próby i egzaminy. Byliśmy skoszarowani jako żołnierze, ale z ograniczoną wolnością, nie wolno nam było wychodzić na miasto i brać udziału w uroczystościach, jakie się tu odbywały.
To był czas tuż przed wybuchem rewolucji, która przecież tu miała swoją kolebkę, tu właśnie strzelała Aurora, rozpoczynając rewolucję. Tu także powstała pierwsza władza radziecka, co prawda nie kierował nią Lenin, a Trocki, ale niedługo gdyż go obalono i Lenin ze swą radą zaczęli stąd rządzić. Po tej rewolucji byliśmy niby wolnymi ludźmi, ale nie na tyle, żeby na przykład wsiąść w pociąg i pojechać do rodziców bądź ich ściągnąć do nas. Takiej wolności nie było. Mimo, że obaj z bratem pisaliśmy prośby i podania, żeby zabrać rodziców z Syberii do siebie, władza ciągle odpowiadała odmownie. Ja poznałem tu Polkę i ożeniłem się, a brat był kawalerem.
Żyliśmy bardzo skromnie, bo cały czas nie wypuszczano nas z wojska. Ratowało nas to, że pracowaliśmy w porcie lub na morzu i mieliśmy kolegów rybaków, którym uwalnialiśmy sieci rybackie zaczepione podczas połowu o wraki leżących na dnie okrętów, a oni odwdzięczali się nam rybami. Tak było kilka lat i my tu, w Leningradzie, bo tak nazwano, miasto, nie mieliśmy pojęcia, że nie cały Związek Radziecki jest pod władzą radziecką. Tego nikt nie pisał, nie mówiło o tym radio.
Po siedmiu latach od wybuchu rewolucji październikowej kazano nam z bratem i moją rodziną pakować się gdyż przenoszą nas na Krym. Okazało się, czego nie wiedzieliśmy, że dopiero teraz wojska Armii Czerwonej wyzwoliły Krym i że są bardzo potrzebni nurkowie w Jałcie. Obaj z bratem otrzymaliśmy domki jednorodzinne, stare, bo mieszkali w nich miejscowi Tatarzy, których krótko przed naszym przywiezieniem tu rozwieziono rodzinami po całym terytorium Związku Radzieckiego. Stalin kazał rozproszyć ludność, która tu zamieszkiwała od dawna, z daleka od Krymu.
Jeśli teraz ktoś patrzy na stare pałace hrabiego Woroncowa lub innych rosyjskich bogaczy czy na nowe, budujące się sanatoria i myśli, jak tu pięknie i dobrze, to się bardzo myli. Na Krym zwożono w dawnych czasach skazańców do pracy, a i dziś dalej od morza, gdzie są tereny bardzo mokre, gdzie panuje malaria i różne choroby, tam też pracują więźniowie, mówił mi były nurek, obecnie inwalida na wózku.
– Ja musiałem przejść na rentę, a później emeryturę. To dla mnie straszna tragedia, do dziś śni mi się często to, co widziałem na dnie morza. Budzę się wtedy i modlę za tych, których tam widziałem i za brata. Proszę Boga, żeby więcej mi nie przypominał, tego, co przeżyłem w morzu. Boję się tego bardzo, ale nie chcę mówić – nie mogę, nie można teraz jeszcze” – powtarzał.
Więcej na ten temat mówić nie chciał. Zaczął mnie bardzo prosić żebym pomógł jego synowi wrócić do Polski. „Ja stary jestem i chory, mogę już tu zostać i umrzeć, bo tu leży na cmentarzu mój brat. Zostanę, żeby jemu było raźniej. Ale, jeśli pan może, to błagam pana na Boga. Pomóż Pan staremu człowiekowi” – głos zamarł mu w gardle i łzy płynęły z oczu. Nie mogłem spokojnie patrzeć, bo i mnie dusiło coś w gardle. Wziąłem od nich wszystkie dane dotyczące całej ich rodziny, włącznie z danymi inwalidy, chociaż on się od tego wzbraniał.
Był rok 1971, ja z kolei byłem wówczas mało znaczącym działaczem w partii. Przypomnę, że wstąpiłem do partii w 1968 roku i zaraz mnie wywalili, następnie, w niedługim czasie przyjęli i wtedy zaczynała się dopiero moja droga z partią. Natomiast w związkach zawodowych byłem jednak już znanym działaczem i zdążyłem pełnić szereg społecznych, ale wysokich funkcji. Zastanawiałem się, do kogo się zwrócić, żeby pomóc tym ludziom na Krymie.
W tym czasie, za Gomułki było już podpisane porozumienie ze stroną radziecką o tak zwanej repatriacji ludzi narodowości polskiej. Gomułka wymógł to, najpierw u Chruszczowa, a później i Breżniew akceptował te powroty do ojczyzny. Tyle że cały czas było to obwarowane konkretnymi przepisami, jeśli na przykład zawód tego, który chce wrócić do Polski, był dla gospodarki kraju niezbędny, to nie dostawał pozwolenia na powrót do Polski. Nie mieli trudności ludzie pracujący w kołchozach, ci mogli wracać.
W sprawie którą wspierałem, syn inwalidy też był nurkiem, a to zawód deficytowy, więc ludzie o takim fachu nie dostawali pozwoleń na opuszczenie Związku Radzieckiego. Dopiero w latach siedemdziesiątych w drugiej połowie dekady, gdy najpierw zostałem zastępcą członka KC, a później już członkiem, otworzyły się większe możliwości, żeby pomóc tym na Krymie. W ich imieniu złożyłem prośbę do władz radzieckich. Parę miesięcy nie odpowiadali, myślałem, że wyrzucili tę sprawę do kosza, ale kiedy byłem w Moskwie z delegacją Komitetu Centralnego, zostałem poproszony na rozmowę.
Do hotelu, w którym byliśmy zakwaterowani, przyjechało specjalnie dwóch urzędników, przedstawili się, że są z urzędu, który rozpatruje wnioski i pozwolenia na opuszczenie Związku Radzieckiego. W bardzo uprzejmej rozmowie dopytywali się, co mnie łączy z tymi ludźmi, dlaczego osobiście napisałem prośbę o zgodę na ich wyjazd, od kiedy ich znam i zadawali cały szereg, według mnie głupich, pytań.
„Ujęli mnie wielką miłością do ojczyzny, to raz, a po drugie należę do tych ludzi, których można ująć za serce – wbrew temu, co się o mnie mówi, że podobno jestem twardy. Każdy ma czułą strunę w sobie, trzeba tylko wiedzieć jak ją poruszyć. – To cała moja odpowiedź i jeśli od was to zależy, to proszę napiszcie tak, żeby ci ludzie mogli do Polski wrócić. Bardzo was o to proszę” – podkreślałem kilka razy. Myślałem, że trzeba będzie znów czekać parę miesięcy, ale stało się inaczej. W trzy tygodnie po tym przesłuchaniu w Moskwie, otrzymałem na adres członka KC zawiadomienie, że pociągiem turystycznym Semferopol-Berlin w dniu takim a takim przyjadą do Warszawy ci Polacy.
Wtedy pociągi, które przewoziły turystów z Niemiec i Polski na Krym, nie kursowały regularnie, ale pod potrzeby. A zatem w tym przypadku nie czekano na transport zbiorowy, jakim co jakiś czas wracali Polacy do ojczyzny, tylko specjalnie załatwiono szybkie i dobre warunki tym ludziom. O to ja już nie prosiłem, to wyszło od nich z Moskwy. Gdy przyjechali, a z nimi dwoje dzieci w wieku szkolnym, no i ten inwalida na wózku, było dużo radości i łez też. Załatwiłem im hotel, bo tak się praktykowało, że nim znajdzie się ludziom pracę i mieszkanie to tymczasem oczekiwali w hotelu na koszt państwa.
Wiedziałem, że szybko znajdę pracę dla nurka, zawsze ich przecież brakowało. Martwiłem się bardziej o to, czy dzieci podołają w szkole. Tam uczyły się po rosyjsku, chociaż język polski znały dobrze, ale mowa to nie to samo co pisownia. W ciągu tygodnia syn inwalidy otrzymał pracę na Wybrzeżu i zaraz też otrzymali z odzysku mieszkanie. Odwiedziłem ich miesiąc od ich przyjazdu. „Jakie macie kłopoty?” – spytałem, gdy tylko przekroczyłem próg ich mieszkania. Ale nie usłyszałem odpowiedzi, zrobili natomiast coś, co mnie osłupiło i zatkało – cała czwórka, rodzice i dzieci, uklękła przede mną.
Nie wiedziałem co robić, a oni dalej klęczą i dziękują. „Jeśli natychmiast nie wstaniecie, to ja też uklęknę przed wami” – mówię i zaczynam to robić. Wstali, choć nadal mi dziękowali. Cieszę się że wróciliście do Polski. Jak pan się czuje? – zapytałem inwalide na wózku – ten wózek wyrzućcie na śmieci, takim nie można jeździć po ulicy, ja spróbuję załatwić coś lepszego” – zapewniłem ich. Na koniec mówię: „Dziś jestem tu przejazdem, ale za parę dni wpadnę na kilka godzin, jeśli pozwolicie”. Mimo, że nie chcieli mnie puścić, musiałem jechać dalej.
Ponownie zajechałem do nich za miesiąc. Jechałem do nich w konkretnym celu, cały czas pamiętałem, co mówił mi na Krymie ten inwalida, że boi się spać, bo śni mu się to, co przeżył w morzu, kiedy zginął przy nim w wodzie jego brat. Tam na Krymie, w Jałcie mówił ten stary człowiek, że jego ojciec, który został z matką na Syberii, wywodzi się ze znanego rodu z czasów Polski pod zaborem carskim. Nazwisko Wyszomirski było znane tym, którzy brali udział w powstaniach. „Nawet nie wiedziałem, kiedy zmarli” – opowiadał.
Z Jałty napisałem do rodziców i otrzymałem z urzędu odpowiedź, że już od paru lat oboje nie żyją. Mam takie samo imię, jak mój ojciec, bo u nas była taka tradycja, że najstarszy syn nosił imię po ojcu. No i ja też swemu synowi dałem takie samo imię. Czyli że mój ojciec był Stanisław, ja też Stanislaw i syn mój tak samo” – mówił z dumą. Męczyła mnie jedna myśl. W dzieciństwie usłyszałem opowieść, którą teraz sobie przypomniałem.
Mój ojciec, Józef Siwak służył w carskiej armii dwadzieścia jeden lat. Jego dwaj bracia też służyli. Michał, jeden z braci mego ojca, był kilka lat kierownikiem pociągów wojskowych. Jeździł po całej Rosji od granicy do granicy, a także do Chin i wielu innych krajów. Opowiadał, co zdarzyło się na Krymie, jak zajęła go Armia Czerwona.
„Tu w Polsce nic już panu nie grozi” – zapewniłem go, gdyż widziałem, że ciągle się obawia szczerze mówić o tym, co przeżył. „Ja domyślam się, co zdarzyło się na morzu, gdyż będąc dzieckiem, słyszałem od swego ojca i jego rodzonego brata, że zatopiono bardzo dużo ludzi, że wywożono ich okrętami i zrzucano do morza. Czy to prawda?” – zapytałem.
Siedzieliśmy naprzeciw siebie, blisko, patrząc sobie w oczy. „Panie Albinie, widzę, że jednak ludzie wiedzą o tej tragedii, że mimo tajemnicy, w jakiej ją trzymano, prawda się wydostała do ludzi i jest wśród nich. Ja tak też myślałem – dodał Stanisław, że nie da się tego ukryć na zawsze. Że ktoś, gdzieś, coś o tym powie i rozejdzie się jak każda prawda, której nie da się ukryć. Otóż, Panie Albinie, jak nas z bratem przewieźli tu do Jałty i zatrudnili w porcie, to wtedy już władza radziecka stacjonowała tu od trzech miesięcy.
Pracowaliśmy z bratem dla marynarki wojennej. Było tu wtedy bardzo dużo zatopionych barek i okrętów oraz różnego sprzętu jak pływające dźwigi i holowniki. To wszystko utrudniało dostęp do nadbrzeży portowych, okręty i statki nie mogły dobić do przystani. Zaczęliśmy więc wydobywać to wszystko, co uciekający z Krymu biali – jak wtedy nazywano przeciwników rewolucji – potopili. Kim oni byli? Ludzie, którzy uciekali przed Armią Czerwoną na Krym, a później drogą morską na zachód, byli bogaci, z reguły stanowili arystokrację carskiej Rosji.
Krym bardzo długo nie był radziecki, gdyż państwa zachodnie przekazywały tu dużą pomoc. Uciekło więc tu dużo wojska, a szczególnie oficerów i kadetów, synów bogatych ludzi. Otrzymywali broń i wszystko, co było im niezbędne do obrony. Bardzo długo nowa władza radziecka miała wokół swych granic wrogów i ciągle toczyła wojny, nawet przecież z Polską walczyli i doszli aż pod Warszawę. Krymowi dali więc spokój, gdyż była tu mocna obrona, armie radzieckie były zaangażowane w innych miejscach. Ale przyszedł czas, że wzięto się i za Krym, a nie byle jakie wojsko go zdobywało, tylko dywizje NKWD. Jakie to było wojsko i z kogo się składało to pan chyba wie? – spytał mnie Stanisław. – Więc zaczęła się zemsta za te lata, kiedy ginęli tu ludzie chcący ustanowić władzę radziecką.
Myślę, że widział pan na Krymie jak dużo jest tam pomników na cześć tych, którzy zginęli z rąk białogwardzistów” – zwraca się do mnie starzec. „Tak, to prawda, co pan mówi. Zwiedzając Krym widzieliśmy w każdym mieście i miasteczku te pomniki” – przytakuję. „Więc kiedy zdobywali Krym, nacierające wojsko nie miało litości dla tych, którzy nie zdążyli uciec – ciągnął opowieść. – A uciec można było tylko jedną drogą – morzem. Rozgrywały się tu podobno niesamowite sceny, żeby tylko móc dostać się na okręt. Ludzie oddawali duże kosztowności i pieniądze, żeby wejść na pokład, ale mimo przepełnionych okrętów nie wszyscy zdążyli uciec przed Armią Czerwoną. Wiele spośród ludzi, którzy z całej Rosji szukali tu ucieczki, wpadli w ręce radzieckiej bezpieki.
Dla złapanych zrobiono dwa obozy, jeden dla mężczyzn, a drugi dla kobiet i dzieci. Mężczyzn zaczęto wywozić okrętami, mówiono, że do Turcji, ale te statki zbyt szybko wracały. Wywożono tych ludzi nocą, a rano już wracały puste, ludzie wiedzieli, że nie mogły zdążyć dopłynąć do Turcji i z powrotem. Tak pozbyto się mężczyzn. Kobiety i dziewczęta dość długo służyły żołnierzom do rozrywki. Wreszcie uzgodniono, że będą przewiezione na Zachód, a tam już muszą sobie dać radę same. I rzeczywiście tak się stało.
Pół roku później te kobiety zaczęły jednak wracać, ale już z papierami naszej władzy, że poszukują swoich mężów i braci. Były bogate, miały na Zachodzie rodziny, u których wcześniej już ulokowały swoje pieniądze w obawie, że tu rewolucja może im je odebrać.
Nowa władza radziecka byla teraz jednak biedna, sprzedawała więc wszystko co tylko Zachód chciał kupić, nie tylko złoto czy olbrzymie ilości drewna, ale na przykład jeden amerykański bogacz kupił ogrodzenie pałacu zimowego w Leningradzie, który był dziełem sztuki w metaloplastyce. Była zatem zgoda władz radzieckich, by za duże pieniądze pozwalać odszukiwać bliskich, którzy zginęli w czasie ewakuacji z Krymu.
Płacono duże pieniądze nurkom, by odnaleźć zatopionych – jak przypuszczano – ale szybko się okazało, że brak chętnych do poszukiwań. Pierwsi dwaj nurkowie, jakich spuszczono do wody w rejon, gdzie byli zatopieni ludzie, doznali takiego szoku, że po wypłynięciu na powierzchnię wpadli w obłęd. Komisje lekarskie stwierdziły, że to na wskutek przerażenia w wodzie. To, że na dnie są trupy, nurkowie wiedzieli, po to ich przecież wynajęto, żeby szukali zmarłych. Ale nikt im nie powiedział, że mogą zobaczyć coś takiego.
Rzeczywiście, w morzu były zatopione barki z ludźmi, co mogło wskazywać na katastrofę na morzu, jednak zdecydowana większość mężczyzn byla zrzucona w otchłań z ciężarem uwiązanym do nóg. Do tej pory władza wymagała zezwolenia na poszukiwanie, brała też dobrą zapłatę za nurków, a ci swoją drogą brali pieniądze od rodzin poszukujących zwłok swoich bliskich. Teraz, od paru dni żaden nurek nie chce zejść pod wodę, a już są wzięte pieniądze od rodzin potopionych. Wezwano więc wszystkich nurków do kapitanatu portu, tam czekała nas krótka rozmowa. ?Sami wyznaczamy pary nurków, które zaraz dziś rozpoczną poszukiwania. To jest rozkaz i nie ma od niego odwołania? – zakończył dowódca. Mnie razem z bratem wyznaczył jako pierwszą parę tego dnia i od zaraz wypłynęliśmy w morze.
Sam parę razy poszukiwałem w zatopionych okrętach marynarzy i domyślałem się, co spotkali na dnie morza ci, którzy wpadli w obłęd. Jeśli ciało było na przykład uwięzione za nogi, to taki nieboszczyk stał w wodzie, a nawet się ruszał, bo poruszała go woda. Zatopieni mogą nie mieć twarzy, bo ryby mogły zjeść ciało. Podzieliłem się z bratem moimi doświadczeniami, przekonując, żeby się nie bał. ?Bądź blisko mnie? – prosiłem go, gdy już opuszczano nas w wodę. Rzeczywiście było tak jak myślałem, potopieni stali na swoich nogach i ruszali się raz w lewo, to znów w prawo.
Naszym zadaniem było odcięcie ich od ciężarów, do których byli przymocowani, po czym powinni sami wypłynąć na powierzchnię morza. Odcięliśmy z bratem kilkadziesiąt ciał i musieliśmy wypłynąć, gdyż kończył się już tlen. Będąc na powierzchni widzieliśmy, że ciała są wydobywane i wciągane na pokład. Po odpoczynku znów zeszliśmy na dno i uwalnialiśmy ciała jak poprzednio. Wyłowione ciała zwożono do chronionych magazynów marynarki wojennej i tam rodziny po uzębieniu, ubraniu i sobie znanych znakach szczególnych rozpoznawały swoich bliskich. Tych, których nie rozpoznano chowano nocą na cmentarzu. Następnego dnia dowódca, widząc, że obaj z bratem nie panikujemy, że zachowujemy się normalnie, powiedział: ?Nie będziemy puszczać nowych nurków. Może się różnie z nimi zdarzyć, wy już macie doświadczenie, więc będziecie i dziś nurkować?.
Tak więc nurkowaliśmy, tym razem opuszczono nas trochę dalej od miejsca, gdzie wczoraj byliśmy. Na dnie leżała tam na boku duża barka, a obok niej kuter rybacki, tak że barka opierała się bokiem o ten kuter. Barka przygniotła kilka ciał, które nie dawały się spod niej wyciągnąć, więc brat podpłynął w miejsce, gdzie kuter opierał się o nią i znalezioną na dnie rurą podważył tak, żeby ruszyć barkę. Rzeczywiście barka zaczęła się ruszać i uwolnione spod niej ciała zaczęły wstawać. Zauważyłem jednak, że chyli się ona na naszą stronę. Zacząłem bratu pokazywać, żeby uciekał, bo może go przygnieść, ale on dalej ruszał tą rurą i chybotał barką. Ze skafandra, jakie wtedy mieliśmy, widok był bardzo ograniczony i brat prawdopodobnie nie widział, co mu pokazywałem.
Zacząłem więc podpływać do niego, kiedy nagle barka przewróciła się, przygniatając go. Ja poczułem ostry ból w obu nogach i na parę minut ogarnął mnie piasek i mętna, nieprzejrzysta woda. Gdy wzniecony upadkiem barki tuman brudów zaczął stopniowo opadać, zobaczyłem że mam przygniecione obie nogi. Nożem, jaki miałem przy sobie, zacząłem kopać w ziemi, by uwolnić nogi. Bałem się o brata, mimo że był blisko, nie widziałem go. Udało mi się uwolnić nogi, ale zrozumiałem, że obie muszą być połamane. Ciągnąc się rękoma i wlokąc nogi za sobą dopłynąłem do miejsca, gdzie powinien być brat.
Leżał przygnieciony bokiem barki, a jego skafander był zgnieciony, po czym wnioskowałem, że woda dostała się do środka i on na pewno już nie żyje. Ale nie chciałem go tak zostawić, łudząc się, że może jakimś cudem żyje. Leżąc obok, kopałem nożem w dnie, żeby go spod tej barki wyciągnąć. Wreszcie udało się zrobić trochę luzu i stopniowo wydostałem brata. Jednak nie żył. Obwiązałem go linką asekuracyjną i trzymając się jej, zacząłem nią szarpać, co było umówionym sygnalem, żeby nas wyciągać. Tak skończyło się moje nurkowanie i życie mego brata. Nogi, jak pan widzi, do tej pory są nieczynne.
Oto cała historia, która mnie męczy i nie daje spać. To piękne morze to rozpacz i tragedia potopionych tam ludzi. To mój czarny los, jaki w nim znalazłem” – skończył opowieść. Usta mu drżały i głos się łamał, gdy to opowiadał. Musiał naprawdę mocno przeżyć to nurkowanie, gdyż tyle lat po tym wypadku, głęboko przeżywał tę scenę i śmierć brata. Stary inwalida na wózku patrząc mi w oczy powiedział:
„Myśli pan, że na Krymie w Morzu Czarnym nie topiono dzieci?” „Myślę panie Stanisławie, że jeśli topiono całe rodziny, to i dzieci będące z nimi również”. Nie, nie to miałem na myśli, że z rodzicami razem topiono, ale to, że zatapiano statki, na których były wyłącznie małe dzieci do dziesiątego roku życia. Ja brałem udział z grupą nurków, gdzie otwieraliśmy pozamykane drzwi na statku celowo, żeby żadne dziecko nie wypłynęło na powierzchnię wody.
Opowiadali mi żołnierze, którzy tu byli wcześniej przede mną, a konkretnie jak dywizje NKWD wchodzące w skład Armii Czerwonej zdobywały cały Krym. Szacowano wtedy na oko, że było tu 50-70 tys. ludzi, którzy nie zdążyli uciec. Jak panu mówiłem, rozdzielano mężczyzn od kobiet, ale rozdzielano też kobiety i dzieci. Do dziś jest w Jałcie teren marynarki wojennej ogrodzony i dobrze pilnowany. Stoją tam duże magazyny portowe i to właśnie w nich trzymano tych ludzi. Dzieci były osobno i władza sprytnie oszukała rodziców mówiąc, że te dzieci nie mają ani toalet, ani właściwego wyżywienia czy spania. Dlatego podjęliśmy decyzję, że przewieziemy dzieci do jednego z pałaców hrabiego Woroncowa i tam dzieci będą miały dobrze. Użyto do tego celu spory statek pasażerski, który nie nadawał się już do eksploatacji, nawet nie miał już silnika.
Żołnierze opowiadali mi – mówił pan Stanisław – że umieszczono na tym statku 1.500 dzieci. Holownik zaczepił linę i pociągnął ten statek rzekomo do tego zamku, ale holownik wrócił, a statek nie. Ludzie domyślali się co się stało, ale głośno nikt o tym nie mówił.
Jak było to zezwolenie władz na poszukiwanie bliskich i krewnych to również wiele osób miało papiery że wolno im szukać dzieci. Głosiło się wtedy, że statek zatonął, gdyż zaczepiło o wrak innego zatopionego okrętu. Mnie z bratem oraz innymi nurkami spuszczono do tego zatopionego statku.
Drzwi nie tylko były zamknięte na klucz lub kłódkę. One były zaspawane i musieliśmy to przecinać, żeby je otworzyć. Widok nie do opisania.
Wszystkie pomieszczenia na tym statku były zapchane dziećmi. Trzeba było każde dziecko wyciągać na zewnątrz i dopiero wtedy ono wypłynęło na powierzchnię wody. Nie wszyscy nurkowie mogli to robić. Wielu odmówiło mimo rozkazu dowódcy.
Niech sobie pan wyobrazi, panie Albinie, co tam się działo, jak oni tonęli? Jaka rozpacz i wołanie o pomoc? Jakim człowiekiem trzeba być, żeby postąpić tak z dziećmi?
Ja słyszałem już tu w Polsce, od Polaków – mówi pan Stanisław – że radziecka łódź podwodna storpedowała przepełniony cywilami okręt [Wilhelm Gustloff]. Było na nim 10.614 osób i wszyscy poszli na dno. To jest też morderstwo.
Natomiast te 1.500 dzieci było niewinne. Jaką nienawiść musieli nosić w sobie ci ludzie, którzy podjęli decyzję ich zamordowania? Ja myślę panie Albinie, że ludzie na świecie powinni modlić się do Boga o to, żeby więcej na świat nie przychodzili tacy ludzie, a szczególnie tacy jak Beria i Kaganowicz”.
„Tu już wkraczamy w kompetencje Pana Boga, który takimi ludźmi jak pan ich wymienił, dopuszcza, że co jakiś czas zjawiają się na świecie”.
„Panie – powtarzał Stanisław – ja do tej pory nikomu o tym nie mówiłem. Pan jest pierwszą osobą której to opowiedziałem. Tam w Związku Radzieckim za takie gadanie można było zniknąć bez śladu. Ja po wyjściu ze szpitala cały czas czekałem, kiedy oni przyjdą po mnie. Nie wierzyłem, że zostawią mnie przy życiu” – wyjawił starzec.
„Bo widzi pan, panie Stanisławie, wcześniej były w prasie artykuły, w których pisano, że podczas ewakuacji z Jałty zatonęły przeciążone barki z ludźmi” – odrzeklem. „No dobrze – odpowiadał Stanisław. – Na pewno, takie barki też zatonęły. Ale ludzie na tych barkach w czasie podróży nie mieli przecież u nóg ciężarów. Takie ciała wypływają same i morze wyrzuca je na brzeg. A te stały tam i czekały, żeby je uwolnić”.
Tak, to są te ciemne strony historii rewolucji i nienawiści do rosyjskiej arystokracji oraz do ludzi wykształconych. Ktoś postanowił ich wykończyć, żeby już nigdy nie stwarzali władzy kłopotu.
Rok po tej rozmowie ze mną pan Stanisław zmarł. Pojechałem na jego pogrzeb. Zadziwiająco było na nim dużo Polaków tych, co wrócili do Polski. Odszedł człowiek, który widział na własne oczy, do
czego są zdolni ludzie, żeby rządzić światem.

Rozdział XI
Generał Zygmunt Berling

Jako siedemnastoletni chłopak wróciłem z Mazur do War-szawy z marzeniem odbudowy stolicy. Moim drugim prag-nieniem było zostać wojskowym. Ale inwalidztwo całkowicie wykluczało wojsko, o którym mogłem rzeczywiście tylko ma-rzyć. Godzinami patrzyłem na równo maszerujących żołnie-rzy i oficerów. Rembertów, gdzie do dziś mieszkam, to nie tylko poligony i strzelnice, ale przede wszystkim uczelnie wojskowe, czyli kuźnia kadry oficerskiej. I chociaż co jakiś czas z powodów politycznych zmieniano nazwy tych uczelni, to najważniejsza zasada była i jest ta sama: wojsko, musi dobrze strzelać, prowadzić pojazdy itd., nieustannie się u-czyć, bo przecież co pewien czas wchodzą nowe technolo-gie, nowe uzbrojenie, ale wojsko to przede wszystkim lu-dzie których nauczono pięknie chodzić krokiem marszowym. To naprawdę było coś pięknego, gdy pluton czy kompania, a czasami cały pułk, dokonywał zwrotów w marszu i przed komendą „stój” przybijał w ziemię butami, aż ptactwo z po-bliskich drzew uciekało spłoszone hukiem uderzeń zelówek o beton. Przyglądając się wówczas żołnierzom, którzy zape-wne, żeby tak chodzić wylali morze potu, myślałem o tym, żeby w czasach pokoju nauczyć mężczyzn porządnie cho-dzić. Przykro nieraz patrzeć, jak mężczyzna dwudziesto – czy trzydziestoletni nie umie iść jak należy ulicą, powinno się każdego brać na takie przeszkolenie. Ale to były ma-rzenia, zupełnie nie przystające do rzeczywistości.
Nigdy nie pomyślałbym jednak o tym, że w swoim życiu poznam tylu wojskowych i to tak wysokiej rangi. A to, że bę-dą przede mną stawać na baczność i salutować, absolutnie nie przychodziło mi do głowy. Tymczasem każdy służbowy lot samolotem, w kraju czy za granicę, miał to do siebie, że nim weszło się na pokład to dowódca – przeważnie generał, ale niekiedy pułkownik – składali członkowi biura meldunek o sprawności maszyny i celu lotu. Gdy zostałem członkiem Komitetu Centralnego to zdarzało się, i to dość często, że zapraszano nas na różne ćwiczenia i pokazy sprawności naszego wojska. Właśnie w takich okolicznościach pozna-łem generała Berlinga.
Rano pojechałem na lotnisko wojskowe, skąd mieliśmy le-cieć do Szczecina-Dąbia na zakończenie ćwiczeń, obok mnie stała grupa generałów, z którymi się przywitałem, za chwilę doszedł generał Władysław Hermaszewski, rodzony brat pol-skiego kosmonauty, i zameldował generałowi Siwickiemu, że samolot jest gotów do startu.
W czasie lotu generał Berling, siedzący parę foteli przede mną, zaczął się rozglądać, aż po chwili wstał i podszedł do miejsca, gdzie siedziałem z generałem Czyżewskim. Podał nam rękę na przywitanie i spytał, czy może obok usiąść. „Tak, siadaj” – odpowiedział Czyżewski. „To towarzysz Siwak” – przedstawił mnie Berlingowi. „A tak, tak wiem” – powiedział Berling. „Podziwiam was, że nie boicie się tej sfory wred-nych ludzi. Uważnie czytam wasze wystąpienia” – dodał Ber-ling.
„Czemuś od nich odszedł?” – spytał Czyżewski Berlinga, na co tamten odpowiedział: „Za dużo tam cebuli”.
„Co ty mówisz? Cebuli nie jadają, perfumują się i co ty tam czujesz?” – drąży Czyżewski.
„Wacek, ja ci powiem tak. Żeby trzy razy dziennie brali prysznic i obleli się butelką francuskich perfum, to i tak Żyd z nich wyjdzie. Dlatego nie mogę z nimi siedzieć, rozu-miesz?” – dodał Berling.
„Czy nie boisz się tak mówić?” – zastanawiał się Czy-żewski. „A co oni mogą mi jeszcze zrobić. Co chcieli to już zrobili. Zabić mnie chyba się boją” – dodał.

Na platformie, z której oglądaliśmy wystawione pułki i przemarsz wojska, general Berling trzymał się z nami. Tak samo w kasynie i w drodze powrotnej do Warszawy. Gdy po odejściu Berlinga, żegnałem się z Czyżewskim, ten stwier-dził:
„Traf chciał, że rzeczywiście w tej grupie generałów, gdzie usiadł Berling, byli generałowie w większości pochodzenia żydowskiego”.
Później widywałem Berlinga wiele razy, czy to w loży hono-rowej w Sali Kongresowej na różnych uroczystościach pań-stwowych, czy w pochodach pierwszomajowych na trybu-nie. Zawsze zamieniałem z nim parę zdań i miałem wraże-nie, że chętnie ze mną rozmawia. Raz byliśmy obaj wśród zaproszonych gości podczas wręczania awansów na wyż-sze stopnie generalskie i wtedy Berling spytał się mnie, czy ja zdaję sobie sprawę z tego, że jak na razie to ludzie, któ-rzy mają odwagę źle mówić o Żydach, nie wygrają tej ba-talii. Mówię mu, że tak. „Ale ja, krytykując często kogoś, nie wiedziałem, że on jest akurat Żydem – tłumaczę. – Po prostu denerwował mnie sposób, w jaki ten człowiek podchodził do racji stanu. Później dopiero od przyjaciół dowiedziałem się, że ten krytykowany przeze mnie człowiek to Żyd. Ale moim celem wcale nie było krytykowanie Żyda, tylko towarzysza partyjnego który swoimi decyzjami działał na szkodę Polsce.
Przecież na gębie nie mają gwiazdy Dawida i ja nie roz-różniam, kto Żyd, a kto Polak” – odpowiedziałem Berlingowi.
„To źle – stwierdził general. – Poruszacie się po omacku, a wtedy łatwo samemu sobie nabić guza”. Wyjął wizytówkę i powiedział: „Tu jest mój telefon i adres. Zadzwońcie kiedyś i wpadnijcie do mnie do domu”. Po paru dniach zadzwoniłem i zgodził się tego samego dnia mnie przyjąć. W domu ge-nerała olbrzymi pokój pełen był książek i pamiątek z wojny, cały stół i biurko zajęte przez arkusze papieru zapisane rę-cznie. A gdy zauważył, że ciekawie oglądam te zapisane ar-kusze – powiedział: „kończę i przerabiam to, co napisałem”.
Usiedliśmy przy stole i żona generała, pani Maria, przy-niosła herbatę. Berling trzymał filiżankę w ręku i długo mi się uważnie przyglądał. Gdy odezwał się, nie mówił mi „to-warzyszu”, jak do tej pory.
„Panie Albinie, zaprzestań pan wojny z Żydami, bo oni tak to odczytują – powiedział. – Pan, strzelając, jak sam mi o tym powiedział, nie wie nawet, że trafia w Żyda. Ale oni są święcie przekonani, że pan doskonale wie, kim oni są i robi to celowo. Tej wojny z nimi nikt z Polaków nie wygra, a ten problem, musi dojrzeć jak owoc nim spadnie z drzewa.
ONI sami, bardzo pośpiesznie pracują, a przez swoją chytrość i pewność pracują na nowy holokaust, który wcale nie w Polsce wybuchnie. Szkoda pana, bo jeśli zechcą – a widać już, że chcą – to zniszczą pana. Pół Polski uwierzy w wersję, którą o panu puszczą, a panu nie starczy życia, żeby się z tego szamba wygrzebać. Po to poprosiłem pana na tą rozmowę. Ja swoje już przeszedłem i znam ich me-tody i sposoby niszczenia ludzi” – powiedział Berling.

Siedzieliśmy jeszcze z pół godziny, ale generał już mało mó-wił. Byłem przekonany, że on ma rację, że toczę walkę bez perspektywy, bez cienia szansy, że ktoś publicznie przyzna mi rację, nie mówiąc już o zwycięstwie.
Kolejna uroczystość, jaka miała miejsce w Sali Kongreso-wej, odbywała się już bez generała Berlinga. Na jego po-grzebie tych najważniejszych osób, dzierżących władzę, o-czywiście nie było, bo uważali go za swego wroga.
Wszak do wrogów na pogrzeby się nie chodzi, tylko wy-syła sobie wiernych, żeby zobaczyli, czy rzeczywiście zako-pali go porządnie i nie wstanie. Upłynęło trochę czasu i gdy byłem już członkiem biura politycznego i przewodniczącym Komisji Skarg i Interwencji, przyszła do mnie pani Maria, wdowa po generale Berlingu z synem Januszem. „Panie Albinie, zaczęła swą sprawę – jak pan wie, mieszkamy w bu-dynku dla wojskowych. Przysłali pismo, że mamy z synem opuścić ten lokal, ale dają nam nowe mieszkanie. Tyle że syn ma żonę i dwoje dzieci, a ja chciałabym mieć osobno malutkie mieszkanie. Pomóż pan nam, prosimy” – błagała wdowa.
Zawsze, kiedy sprawa dotyczyła generałów, zasięgałem rady czy tylko informowałem o sprawie generała Jaruzel-skiego, który z reguły kazał taką sprawę załatwiać pozy-tywnie. I tym razem tak zrobiłem. Generał Jaruzelski obar-czył mnie przy tej okazji dodatkowym zadaniem: „Sprawę trzeba oczywiście załatwić tak, jak oni sobie życzą, ale mo-żna by od razu załatwić i drugi problem. Berling od paru lat pisał pamiętnik, możemy się tylko domyślać, co tam było. Dobrze, żeby ten pamiętnik nie dostał się w niepowołane ręce. Spróbujcie tak załatwić, żebyście pożyczyli ten pamię-tnik” – polecił mi generał.
Szczerze mówiąc to ja sam miałem od dawna chęć do-wiedzieć się, co general napisał. Sprawę mieszkaniową o-czywiście załatwiłem tak, jak chciała jego rodzina, ale na temat pamiętnika nie miałem odwagi napomknąć. Czułem, że jak tylko pożyczą mi ten pamiętnik to od ręki będę go musiał oddać Jaruzelskiemu. Nie mógłbym tego zataić, bo przecież generał mógłby się dowiedzieć, że pożyczyłem pa-miętnik i nie przekazałem w jego ręce. Myśl o tym, by przej-rzeć notatki Berlinga nie opuszczała mnie jednak i cały czas myślałem o tym jak by je pozyskać do przeczytania. Sprawę ułatwiły mi pewne zdarzenia.

Jednego dnia, gdy odjeżdżaliśmy samochodem spod Komitetu Centralnego, bo miałem jechać do Lublina na konferencję wojewódzką, w tym momencie przyszła pani Maria z kwiatami, aby mi podziękować. Mówię, że nie za-biorę tych kwiatów ze sobą, bo zwiędną i szkoda ich tylko. „Ale odwiedzę panią w tym nowym mieszkaniu” – powie-działem. Kazałem później oficerowi umówić się na tę wi-zytę, ale zaznaczyłem, żeby i syn był z nią wtedy w mie-szkaniu. Gdy zajechałem z kierowcą i oficerem na miej-sce, oboje już na mnie czekali. Zależało mi, by być pod-czas rozmowy bez świadków, więc wcześniej przeprosi-łem kierowcę i oficera. Nigdy nie stosowałem takiej me-tody, żeby tych, co ze mną pracują wypraszać, gdy się spo-tykam prywatnie, chyba że druga strona sobie tego nie ży-czyła, wtedy tak. Zostaliśmy więc sami i zaczęliśmy rozma-wiać jak im się żyje osobno.
Zaczęli oboje mi dziękować i dawali do zrozumienia, że chcieliby jakoś wynagrodzić tak dobrze załatwioną sprawę. „Pani Mario – mówię, pani mąż zapracował nawet na lepsze. Szedł na ratunek Warszawie, a właściwie ludności War-szawy, przekroczył Wisłę. Dał z siebie wszystko, naraża-jąc się w Moskwie”. W tym momencie pani Maria powie-działa:
„Gdyby pan wiedział, jakie mąż miał plany, co chciał zrobić, przekraczając Wisłę. Ale to, co planował nie pa-sowało Berii i Stalinowi do ich koncepcji politycznych. On chciał za wszelką cenę uratować te trzysta tysięcy mło-dych ludzi, którzy walczyli bądź przebywali wtedy w War-szawie”.
„Pani Mario, największą dla mnie nagrodą byłoby prze-czytanie pamiętników męża. Czy moglibyście państwo mi je pożyczyć na tydzień?” – zapytałem. Ale nie odpowiedzieli ani tak, ani nie. „Niech pan zadzwoni do nas za tydzień” – zaproponowali. Nie zdawałem sobie sprawy, w jak powa-żne kłopoty wchodzę przez te pamiętniki. Za tydzień, na po-siedzeniu Biura Jaruzelski mówi:
„Myślałem, że uda się przy okazji towarzyszowi Siwakowi zdobyć te pamiętniki Berlinga. Trzeba je koniecznie od nich uzyskać, zaproponować za nie dużą cenę i kupić. Jeśli nie uda się ich wykupić to innym sposobem, ale trzeba je od nich zabrać”.
I dalej mówił Jaruzelski o Berlingu: „mógł w nich nieprzy-chylnie napisać o Związku Radzieckim za to, że go zdjęto z funkcji dowodzenia frontem nad Wisłą. Prawdopodobnie o wielu polskich generałach napisał źle, bo nie krył się z tym w rozmowach. Gdyby to ukazało się na Zachodzie, mielibyśmy duże nieprzyjemności z tego powodu. W tej sytuacji to za-danie powierzam Kiszczakowi i on musi znaleźć sposób, by je od nich dostać”. Zostało to przez Biuro Polityczne zaak-ceptowane, w tej sytuacji doszedłem do wniosku że nie uda mi się przeczytać tych pamiętników. Ale mądre przysłowie mówi, że jak coś ma wisieć to nie utonie. Tak też było i z tą sprawą.

Mój oficer ochrony zameldował mi, że pani Maria dzwo-niła już kilka razy, gdy nie było mnie w biurze. I rzeczywi-ście wtedy ciężko było mnie złapać w Warszawie. Jeden dzień w tygodniu poświęcałem w gmachu KC na przyjęcia ludzi, z reguły było to wtedy od ósmej rano do 23 w nocy, kolejny poświęcałem na sprawy związków zawodowych w biurze na Mokotowskiej, też do późna w nocy. Trzeci dzień to z reguły zaplanowane konferencje wojewódzkie w kraju, gdzie być musiałem, a pozostałe trzy dni upływały na spot-kaniach z załogami różnych zakładów pracy. Ale na wizycie u pani Marii bardzo mi zależało, więc od ręki poprosiłem sekretarkę o połączenie.
„Panie Albinie – mówiła pani Maria – mąż wynajmował mały letni domek na Mazurach od przyjaciela. My z synem i dziećmi jedziemy tam na sobotę i niedzielę. Zapraszamy pana w ten cudowny zakątek nad jezioro”. Podała mi adres i wyjaśniła, jak tam dojechać. Zakątek okazał się dobrze u-kryty w kompleksie pojezierza Iławskiego. W miejscowości Sarnówek kończyła się droga i dalej dojechałem już grun-tową chłopską drogą do kilku drewnianych domków nad je-ziorem. Ludzie wskazali mi, do którego z nich przyjeżdża czasami pani Maria z synem i wnukami. Po przywitaniu ge-nerałowa mówi do mnie:
„Ja widziałam, jak bardzo pan nabrał chęci przeczytać pamiętniki męża. Pożyczyć ich panu nie możemy ale tu pro-szę bardzo, niech pan sobie czyta. Mieliśmy wizytę od mi-nistra Kiszczaka i chciano je kupić, ale syn się nie zgodził. Pomyślałam, że to znaczy, iż MSW podjęło zgodnie z decy-zją Biura próbę pozyskania i zabezpieczenia tych pamięt-ników. Jak się im to nie udało teraz, to wymyślą coś innego, żeby je posiąść. Panie Albinie, na stryszku mąż miał swój pokoik. Tam spokojnie może pan sobie czytać pamiętniki, ale proszę nie wynosić ich z domu” – zapowiedziała.

Czytałem już parę godzin i pani Maria przyniosła kanapki i herbatę. „Wie pan, zaczęła mówić – mąż ukochał to miejsce, ale nie mógł tu kupić działki, bo tereny te są włączone w park narodowy. Te kilka domków to ziemia chłopska, oni tu mieli stodoły na siano, bo wkoło piękne łąki. No ale gdy na miejscu owych stodół pobudowali te domki, zrobił się wielki krzyk. Tyle że pobudowali je ludzie wpływowi i dali sobie ra-dę, żeby nie rozebrano ich domków. To piękne jezioro z licz-nymi zatoczkami i wysepkami ciągnie się od Iławy daleko na północ i nazywa się Jeziorak. Jutro syn przewiezie pana motorówką i sam się pan przekona, jak tu cudownie”. Ale nie popłynąłem, bo zależało mi na przeczytaniu całości pa-miętników Berlinga. Następny dzień czytałem do wieczora. Odpisałem sobie sporo ważniejszych wspomnień z życia generała, a było ono tyleż ciekawe, co i trudne.
Berling znalazł się w Moskwie w Zarządzie Głównym Zwią-zku Patriotów Polskich, w którym tylko on był Polakiem oraz Aleksander Zawadzki i Bogdan Sokorski. Reszta to byli Ży-dzi, którzy utworzyli już nowy polski rząd, chociaż Polska była jeszcze pod okupacją Niemców.
Aresztowano Berlingowi żonę, która w jednym z gułagów na wschodzie zmarła z głodu i zimna.
Znałem przecież własnoręcznie napisane pamiętniki W. Gomułki. One porażały faktami które później A.Werblan wy-czyścił, żeby nie kompromitowały Żydów. Ale tu wyzierała tragedia ludzi i kraju. Berling nie mógł otwartym tekstem mó-wić ani do oficerów z Katynia, Kozielska, Starobielska, Osta-szkowa, Korowa, ani do swych żołnierzy nad Oką, gdzie tworzył pierwszą dywizję WP. W sercu i głowie nosił plan, jak pomóc ojczyźnie.

W tym czasie wśród Polaków, którzy znaleźli się w Zwią-zku Radzieckim, był najwyższym rangą wojskowym. Gdy miał te rozmowy pod Moskwą, to wówczas nie znał prawdy, że już część oficerów polskich nie żyje, Rosjanie nie pałali miłością do polskich oficerów, tym bardziej do generałów, ale dobrze wiedzieli, jaką przeszłość miał Berling, jakie ma poglądy polityczne, a w tej chwili potrzebny im był człowiek, który po opuszczeniu armii Andersa mógłby tworzyć polską armię na terenie Związku Radzieckiego. Berling opisuje, ja-kie miał kłopoty, gdy został już członkiem Związku Patrio-tów Polskich w Moskwie. Z obrzydzeniem opisuje ludzi, któ-rzy stworzyli ten związek. Wanda Wasilewska oraz Berman też nie mieli do niego zaufania, wyrabiali u Stalina złą opinię o Berlingu.
Stalin – jak pisał w pamiętnikach Berling – zdawał sobie sprawę, że nie ma żadnego wyboru, jeśli idzie o postawie-nie na czele Wojska Polskiego Polaka, któremu by zaufali Polacy zgłaszający się do wojska. Owszem byli w Związku Patriotów Polskich w Moskwie Polacy, ale tylko dwóch plus Berling, pozostali ludzie w związku to Żydzi.
Bogdan Sokorski nie nadawał się na dowódcę armii, a Aleksander Zawadzki stawiał dopiero pierwsze kroki w woj-sku i też do roli szefa pierwszej armii nie miał kwalifikacji. Stalin z dwojga złego wybrał mniejsze zło, czyli Polaków.
Jak mocno podkreśla to we wspomnieniach generał Ber-ling, Związek Patriotów Polskich w ogóle nie widział w swo-ich planach Polski jako państwa, ale jako siedemnastą re-publikę.
Na naradach często padały tam znane Polakom określe-nia typu „na h.. nam Polska”. Stalin, z tylko jemu znanych powodów, takich propozycji nie przyjmował, a nawet iryto-wały go te wnioski.
Sokorski i Zawadzki zgadzali się z pomysłami Berlinga, by tworzyć polską armię, ale tylko wtedy gdy byli sami, a już na naradach w związku nie pisnęli ani słowem, żeby poprzeć koncepcję Berlinga. „I tak już było – pisał Berling – z każdą sprawą. Przyznawali mi obaj rację tylko, gdy byliśmy sami. Wiele trudnych rozmów odbyłem ze Stalinem, nim go prze-konałem o konieczności powołania do życia Pierwszej Dy-wizji Polskiej. I tu doczytałem się czegoś,- w co nie mogłem uwierzyć, że miało to miejsce” – notował generał.
Wiele lat później po tym jak przeczytałem pamiętniki Ber-linga, byłem na Krymie na urlopie. Przebywali tam również na urlopach radzieccy dygnitarze, w rozmowie z którymi u-słyszałem taką oto wersję związaną dokładnie z sytuacją opisaną przez Berlinga. W rozmowie tej, uczestniczyłem wówczas nie tylko ja, ale i Marian Woźniak oraz generał Dziekan.
Otóż, general Berling po wielu rozmowach ze Stalinem przekonał go, że można by wcielić do polskiej armii pol-skich oficerów będących w radzieckiej niewoli – mowa tu o tych, którzy już zostali zamordowani w Katyniu i Miednoje. Wtedy kadry oficerskiej nowo tworzona armia polska w o-góle nie miała, tylko nieliczni byli ci, co mieli jakąś wiedzę i praktykę wojskową, a nawet wielu nie umiało czytać i pisać. Strona radziecka też nie dysponowała aż tyloma oficerami, żeby nam przekazać, poza tym chodziło o to, by nową pol-ską armią dowodzili Polacy.
Tak więc na Krymie w rozmowie, w której brali też udział Dobrynin i Kulikow, Berling dostał od Stalina zgodę na spot-kanie się z polskimi oficerami i żołnierzami, którzy byli prze-trzymywani w obozie pod Moskwą. Stalin obwarował to jed-nak swoimi warunkami, mianowicie wszyscy, którzy zech-cieliby wstąpić do nowej armii polskiej, musieliby – każdy in-dywidualnie – złożyć przysięgę słowną i na piśmie jako do-kument lojalności wobec władzy radzieckiej, Berling, ucie-szony, zaraz pojechał na spotkanie do Polaków, ale nie był sam, bo Stalin rozkazał mu zabrać Wasilewską i opiekę ra-dzieckiej bezpieki. W pamiętniku Berling w tragicznych sło-wach opisuje, jak przebiegało to spotkanie.
Gdy polscy oficerowie dowiedzieli się, kto do nich przy-jechał to w ogóle nie chcieli wyjść z baraków na plac, gdzie miało się odbyć spotkanie. Dopiero rozkaz radzieckich do-wódców tego obozu zmusił Polaków do wyjścia. Nie dali jednak dojść Berlingowi do słowa, nie milkły też gwizdy i okrzyki „zdrajca”. Kilka razy Wanda Wasilewska kazała Berlingowi wycofać się i odjechać. Sama poszła do baraku dowództwa radzieckiego i nie wychodzili więcej, bo jej też naubliżali i to nie przebierając w słowach.
Długo nie dawali mi – pisze Berling – bym mógł coś po-wiedzieć. Gdy się stopniowo uciszyło, zacząłem mówić, że najważniejszą rzeczą jest ocalić życie. Czas ma to do sie-bie, że goi bolesne sprawy. Nie mogłem przecież – pisze Berling – krzyknąć: ?Chodźcie do polskiego wojska, a w Pol-sce zobaczymy, co zrobić, jak będzie już po wojnie!?.
Byłem otoczony kilkudziesięcioma funkcjonariuszami bez-pieki i wiedziałem, po co oni tu przyjechali. Więc musiałem mówić, że teraz najważniejsze to pokonać wojska hitlerow-skie i wyzwolić Polskę, że można to robić, ale razem z Ar-mią Czerwoną. Liczyłem, że zrozumieją moje intencje, że domyślą się, o co mi chodzi. Niestety nie stało się tak.
Zaczęli śpiewać coraz głośniej ?Powstań, Polsko, skrusz kajdany, dziś twój triumf, albo zgon?. Znów zaczęli krzy-czeć: ?Zdrajca!?. Tylko siedmiu oficerów wyraziło zgodę na warunki, jakie postawiłem – pisał Berling.
Musieliśmy dostać większą ochronę, żeby nas nie ukamie-nowali, bo zaczęli rzucać kamieniami. Wściekła Wasilewska krzyczała na mnie: ?Widzisz, jakie masz pomysły! Daj im broń, to ci pokażą, do kogo będą strzelać!?. Było mi ciężko na sercu. Nie moglem się pogodzić z myślą, że oto być mo-że sami na siebie wydali wyrok, bo nie miałem wątpliwości, jak sprawę tę przedstawi Stalinowi Wasilewska.
Ona, która nie tylko nie popierała inicjatywy stworzenia tu w Rosji polskiej armii, ale w ogóle razem ze swoim Zwią-zkiem Patriotów Polskich nie chciała, żeby po wojnie pow-stało państwo polskie” – zanotował Berling.
Dodam w tym miejscu od siebie, że to stryjek późniejsze-go marszałka Polskiego Sejmu, będący wówczas w Zwią-zku Patriotów Polskich, mówił „na h.. nam Polska!”. Jego syn nosi oczywiście polskie nazwisko i też jest patriotą. Wra-cając do pamiętnika, Berling bardzo się obawiał reakcji Sta-lina na to, co zaszło w obozie.

Przecież nie sam sprawował władzę, a wespół z ludźmi, którzy Polskę nazywali „bękartern”, z ludźmi żyjącymi niena-wiścią do Polaków. Owszem, ci ludzie chcą Polski, ale jako republiki, gdzie porządek i spokój zapewniałaby Armia Czer-wona a oni sprawowali by władzę i realizowali polecenia pły-nące z Moskwy. Ktoś, kto czytając to powie: „Człowieku, a czy nie było tak, że właśnie w Polsce realizowano polece-nia z Moskwy?” będzie miał tylko częściową rację.
Bo rzeczywiście trzeba było realizować główne kierunki polityki, dotyczące wszystkiego co było związane z obron-nością, czyli polską armią, ukierunkowywano politykę zagra-niczną, trzeba było trzymać się podziału zadań, co który kraj ma produkować i dlaczego, żeby uzupełniać zapotrzebowa-nie innych krajów socjalistycznych. Ale reszta – i to wcale niemało – była w polskich rękach.
Przypomnę tu czytelnikom, że właśnie w tym czasie w Polsce Ludowej wybudowano najwięcej kościołów, rzemio-sło prywatne i ogrodnictwo wtedy kwitło. Niedowiarkom pro-ponuję przeczytać roczniki statystyczne, żeby się prze-konali o prawdzie.
W tym okresie jedynie Polska nie skolektywizowała rol-nictwa, wszyscy pierwsi sekretarze KC mówili, że polskie rolnictwo będzie rodzinne, dziedziczone po rodzicach.
Siedziałem na tym poddaszu i plan Berlinga wyłaniał mi się bardzo jasno. On myślał, że przekona polskich ofice-rów, że między wierszami wyczytają jakoś jego intencje – chciał nie tylko ich uratować, ale liczył, że dyskretnie będą mieli wpływ na swych podwładnych. Nie chodziło mu o to, żeby – jak oskarżała go Wasilewska – odwrócić broń na ru-skich. „Tylko głupi robi sobie wroga na granicach swego państwa” – podkreślał.
Liczył na to, że w powojennej Polsce nie musi być tak jak planował Związek Patriotów w Moskwie, że trzeba będzie wypracować formę współżycia z sąsiadami, nie tracąc nic z tego, co narodowe i polskie. Liczył, że uratowani oficerowie spuszczą z tonu i zrozumieją, że nie należy rzucać życia na stos jak śpiewali, ale chronić je, bo jest to dobro narodowe. jeśli polec za Ojczyznę to nie bezmyślnie, z fantazją, po pol-sku, ale w ostateczności. Berling pisał o tym, że ten śpiew głęboko go raził, bo nie wolno nikomu ryzykować i rzucać na szalę byt Polski. Minęło dziesiątki lat i w prasie z dnia 6-7 stycznia 2007 roku wyczytałem, jak polski profesor, doktor habilitowany Andrzej Romanowski pisze: „Powstań Polsko, skrusz kajdany, dziś twój triumf albo zgon. Te słowa – pisze Andrzej Romanowski – obrażają mnie. Obrażają najgłębsze moje uczucia, mój zmysł moralny. Sama myśl o tym, że Pol-ska może skonać jest zbrodnią. Wolno – pisze dalej profe-sor – oddać każdemu majątek, przynieść życie w ofierze, ale bytu Polski ryzykować nie wolno.

Jej przyszłości ryzykować nie wolno ani jednostce, ani zbiorowości, czy organizacji jakichkolwiek ani nawet całemu pokoleniu. Bo Polska nie jest własnością tego czy innego Po-laka, tego czy innego obozu politycznego. Człowiek, który ry-zykuje byt narodu jest, jak gracz, który siada do zielonego stołu z cudzymi pieniędzmi”.
Słowa te pisze nie jak jakiś komuch – jak nazywają ludzi PRL-u – ale jak człowiek, który miał odwagę PRL krytykować i wskazywać na tragiczne jego błędy. Dziś między innymi tematami, słusznie zwraca uwagę na szaleństwo rządzących którzy – jak widać – zasiadają do tej gry nie tylko z cudzymi pieniędzmi, ale w ogóle bez nich, mając pełną gębę fraze-sów, że czynią to dla dobra Polski.
Pisze dalej Berling, że Stalin po tym fakcie nie chciał już rozmawiać na ten temat. „Myślę – pisze Berling – że Wasi-lewska jednak go przekonała co do przyszłości losów pol-skich oficerów. My obecnie wiemy, że ich wymordowano.
Jestem pewien, że szalę, żeby wymordować oficerów przechylili Wasilewska – pisał generał. Ona, jak pisało wielu autorów, była jakiś czas kochanką Stalina, ale i Beria przyj-mował ją wielokrotnie na swej daczy, co nawet Sokorski na-pisał w swojej książce. Jeśli tak rzeczywiście było, to bar-dzo prawdopodobne, że ona tą kroplę przelała.
W pamiętnikach general Berling nawiązuje do Piotra Ja-roszewicza, do jego relacji mówiącej jak Polaków przewo-żono w głąb Rosji, gdy ZSRR, z racji układu Ribbentrop-Mołotow zajęli polskie tereny. Jest to relacja wstrząsająca. Jaroszewicz był nauczycielem języka polskiego na terenie zajętym właśnie przez ZSRR. „Zimą w wagonach bydlęcych, bez ogrzewania i posiłku wieźli nas wiele dni na wschód, ludzie załatwiali się w słomę tam, gdzie leżeli. Pierwsze nie wytrzymywały mrozu dzieci. Nawet pochować ich nie da-wano, zabierali martwe dzieci i na naszych oczach rzucali obok toru kolejowego w śnieg. Widać, że nie były pierwsze, ze śniegu sterczały rączki lub część ciała już tam leżących od dawna.
Umieszczono nas w barakach, trzeba było je jakoś ocieplić i ogrzać. Jeść dawali raz na dobę. Piotrowi zmarła żona i tam ją pochował. Umierało dużo ludzi, bo nikt się nie trosz-czył, że ktoś choruje, że umierają też nie – wspominał Ja-roszewicz. Jako, że znał rosyjski bardzo dobrze to Rosja-nie z tych robót zabrali go i przewieźli do Moskwy. „Gdy two-rzyliśmy pierwszą dywizję, pisze Berling, Jaroszewicza przy-wieźli Rosjanie. Podobał mi się, był skromny i uczciwy, bar-dzo pracowity. Nie szczędził czasu, żeby nauczyć żołnie-rzy czytać i pisać. Z tej racji, że górował nad innymi swym wykształceniem, został oficerem i tak zaczęła się jego woj-skowa kariera”.
Generał Berling, opisuje też zjawisko nie znane wcześ-niej w polskim wojsku, a mianowicie komisarzy przy dowód-cach wojskowych. Przyznaje, że to utrudniało dowodzenie i podejmowanie szybkich decyzji na froncie.
Z reguły komisarzami byli Żydzi, co jeszcze bardziej za-ogniało sytuację. No, ale w Moskwie Beria musiał być pe-wien, co dzieje się wśród wojska i od tego nie było ratunku.
Wiele stron zapisał w swym pamiętniku generał Berling o awansach ludzi pochodzenia żydowskiego, odnotowywał jak szybko i wysoko awansowali na wyższe stopnie, nie mając ani wykształcenia, ani praktyki. Czytając te fragmenty, zro-zumiałem, dlaczego tak chciano pozyskać jego pamiętnik, szczególnie zaciekawiła mnie końcowa część jego wspom-nień. Otóż Berling po nieudanej próbie uratowania polskich oficerów podjął drugą, jeszcze bardziej ryzykowną, za którą zapłacił utratą funkcji dowodzenia polską armią nad Wisłą.
On wyraźnie pisał, że w Warszawie tych, którzy walczą w powstaniu i tych, którzy nie walczą jest około trzystu tysięcy ludzi, dodajmy młodych i zdecydowanych. Jego planem było uratowanie tych ludzi, wiedział, że w Związku Patriotów Pol-skich w Moskwie mówiło się o tym jak namówią Stalina – bo Berii nie musieli, gdyż był to ich człowiek – żeby tych Po-laków usunąć z drogi do władzy w Polsce.
Berling pisze, że nie ma na to dowodów, ale ma pewność, że właśnie ONI byli sprężyną do decyzji zatrzymania frontu na Wiśle i pozwolenia Hitlerowi na całkowite wymordowa-nie tej jakże cennej części narodu polskiego.
Żywi – psuli cały plan koncepcji rządzenia Polską. Berling nie ukrywa w swoich pamiętnikach, że spodziewał się, że i jego wykończą. Plany patriotów pokrzyżował Gomułka, two-rząc rząd, partię i Komitet Centralny w Lublinie, ale zgodził się przyjąć ich część do swego rządu, zresztą sami się po-ściągali do Polski. I Berling, i Gomułka pisali, że bardzo ża-łują, że odwiedli Stalina od jego decyzji, by wysłać wtedy wszystkich Żydów przebywających w Związku Radzieckim na Wyspy Sołowieckie. Stalin również czuł z ich strony za-grożenie i nie pomylił się z tymi przeczuciami. Dziś można z perspektywy czasu postawić pytanie: czy gdyby udało się Berlingowi przekonać pozostałych oficerów i żołnierzy pol-skich i ocalić od wymordowania trzysta tysięcy młodych lu-dzi w Warszawie, to czy Stalin po wojnie zdecydowałby się ich pozbyć lub zamknąć, czy też oni mieliby wpływ na losy Polski.
Wracając do pamiętnika generała Berlinga, po przeczy-taniu go chciałem się upewnić, co na ten temat znajduje się w archiwach w Komitecie Centralnym. Członkom Biura Po-litycznego wolno było czytać te dokumenty, ale musieliśmy pisać oświadczenia, w jakim celu chcemy poznać ich treść i podpisywać w tym oświadczeniu, że zachowamy tajemnicę. Znalazłem zapis, który pokrywał się z tym, co opisał w pa-miętniku Berling. Różnica polegała na tym, że zapisy w ar-chiwach sporządzali pracownicy Jakuba Bermana, a kon-kretnie L. Brystigerowa, więc oni te same sprawy zanoto-wali nieco inaczej. Jedynie treść depeszy Berlinga do Sta-lina jest wierna.
Otóż Berling, gdy front doszedł do Wisły i zatrzymał się tam na parę miesięcy, widział sam, ale i miał notatki od o-ficerów Wojska Polskiego, że na już wyzwolonych terenach Urząd Bezpieczeristwa – który prawie w całości był obsa-dzony Żydami – masowo aresztuje, torturuje w więzieniach i bez wyroków sądowych rozstrzeliwuje ludzi. Aresztowanymi byli przeważnie ludzie wykształceni i ci, którzy oficjalnie źle mówili o nowej władzy. Berling pisał, że są to duże ilości lu-dzi i jak dalej tak pójdzie, to wymordują większą część pol-skiego narodu. Nie mógł patrzeć na to obojętnie, a na jego uwagi nie reagowali, więc zdecydował się i wysłał depeszę do Stalina:

„Błagam Was, towarzyszu Stalin, pomóżcie Polsce. Trzeba wyrwać z rąk międzynarodowych bandytów trockistów w U-rzędzie Bezpieczeństwa władzę. Jeśli dalej będą mieć wła-dzę, taką jak mają to wymordują Polaków”.
O tej depeszy wiedział tylko Drobner, ale niezwłocznie po-wiedział o niej Bermanowi. Wtedy Żydzi naradzili się i Rad-kiewicz zaproponował deportację Berlinga na wschód lub wydanie zgody na jego likwidację. Berman i Radkiewicz de-peszowali w tej sprawie nie do Stalina, a do Berii, ale ten mimo swej ogromnej władzy uznał, że należy przekonsulto-wać tę kwestię ze Stalinem.
Stalin nie wyraził jednak zgody ani na deportację, ani na likwidację Berlinga. I takie dokumenty znalazły się w pol-skich archiwach, które osobiście czytałem. Stalin kazał wez-wać Berlinga do Moskwy, nie przyjął go już osobiście, a zle-cił załatwienie tej sprawy Bułganinowi. Ten prosto z mostu powiedział:
„Wrócić do Polski na razie nie możecie i to jest w waszym interesie. Będziecie studiować, na Akademii Woroszyłowa. Był czas i okazja, żeby do tego nie doszło, ale wy sami i Gomułka odwiedliście Stalina od jego decyzji”.
4 października 1944 r. Berling został oficjalnie zdjęty z dowódcy armii Wojska Polskiego. Jak odnotowano w doku-mentach decyzję tę podjęto pod naciskiem Komitetu Orga-nizacyjnego Żydów Polskich, bo utworzony ZPP przekształ-cili już w Polsce w ten właśnie Komitet.

Współcześni historycy powinni przeczytać te dokumenty znajdujące się w kraju, a na pewno są takie same w Mo-skwie, i odpowiedzieć na pytania:
Czy generała Berlinga zdjęto z dowódcy I Armii Wojska Polskiego z powodu przekroczenia Wisły i pomocy Powsta-niu Warszawskiemu?
Czy za depesze do Stalina, bo polskojęzyczne – ale nie polskie! – środki przekazu wyrabiały u Polaków pogląd, że to Stalin zarządził, żeby Niemcy zdążyli wymordować w War-szawie polską inteligencję. A może to bardziej Żydom za-leżało na tym, żeby zginęli oni z rąk Niemców, a wtedy oni będą mieli czyste sumienie i mniej pracy?
Wspomnę jeszcze, że Zydzi w archiwach KC i MSW mieli dokument, w którym Stalin wydał rozkaz generałowi Żuko-wowi (ale nie marszałkowi), żeby powołać zespół w Mini-sterstwie Obrony i Ministerstwie Spraw Zagranicznych, i sporządzić razem listę Żydów polskich, deportować ich na wyspy Sołowieckie.
Taki sam był w archiwach w Moskwie, gdyż dokładną jego treść przekazał mi Maszerow, członek Biura Politycznego KC KPZR. Na tej liście znaleźli się między innymi: A. Lampe, J. Berman, H. Minc, I. W. Groszowie, L. Brystigerowa, E. O-chab, E. Sammerstein, R. Zambrowski, B. Drobner, J. Bo-rejsza, E. Szyr, L. Szenwald, M. Waszkowski, M. Węgro-wski, M. Mietkowski, E. Werfel, Z. Modzelewski. W sumie ponad sześćdziesiąt osób.
Jakże boleśnie i gorzko zapłacili za swoje ocalenie Ber-lingowi, a później Gomułce. Obaj w swoich pamiętnikach napisali, że przywieźli do Polski jadowitą żmiję, która poką-sała ich boleśnie, a chciała śmiertelnie.
W dokumentach archiwalnych wyczytałem jeszcze coś ciekawego, otóż w 1943 roku, po śmierci Lampego, Jakub Berman przyjął po nim wszystkie sprawy, łącznie z tym, że potajemnie z Berią utworzyli w łonie Z.P.P. tajny komitet i już w Polsce nazwali go Komitetem Organizacyjnym Żydów Polskich.

Ukrywając to przed Stalinem, nawiązali ścisły kontakt i umowę z Federacją Żydów Polskich w USA. Na czele tej organizacji stał Josek Tannenbaum, zaciekły wróg Związku Radzieckiego i komunizmu.
Radziecki wywiad twierdził, że odsuwanie Żydów na Kre-mlu od władzy spowodowane było nie tylko tym, że izra-elski Mosad podpisał umowę z CIA, ale i te właśnie fakty były ponoć znane Stalinowi.
Na koniec generał Berling pisał, że działacze Z.P.P. w Moskwie podjęli bardzo silne działania, żeby nie dopuścić do utworzenia I Armii Polskiej w Związku Radzieckim. W tej sprawie Wanda Wasilewska i Alfred Lampe oraz Jakub Ber-man i kilku innych członków tego związku odbyli rozmo-wy z Berią, a następnie z Mołotowem i Malenkowem. Pisali też do Kaganowicza, zastępcy Berii. Jakub Berman napi-sał z kolei specjalne pismo do Stalina, uzasadniając, że nie należy tworzyć polskiego wojska. Z dokumentów wynika jed-nak, że Stalin odpisał Bermanowi:
„Dowódcą polskiej armii będzie Berling. Wodzem musi być Polak i to rdzenny i taki, co zna wojsko i wojsko jego. Człowiek znany w Polsce, oficer myślący po polsku, bo ina-czej nic z tego nie będzie. Ja Polaków znam i wiem, na co ich stać. To decyzja nieodwołalna”. Myślę, że Stalin znał Po-laków, przecież – co można wyczytać w jego życiorysie, ale i on sam nie ukrywał tego faktu – jego dziadek ze strony o-jca był Polakiem.
Gdyby Berii udało się przechwycić władzę po śmierci Sta-lina, sprawy potoczyłyby się zapewne jeszcze inaczej. Ale Rosjanie czuwali już nad tym dobrze, bo Beria, zaraz po śmierci Stalina został aresztowany i stracony, zlikwidowano całkowicie oficerów politycznych w wojsku, ograniczono a-wanse Żydom i szczególnie znanych oprawców pociągnięto do odpowiedzialności.
„Zaraz po tym – pisał Berling – polscy Żydzi przestraszyli się i zaczęli wyjeżdżać. Dalekosiężne plany Żydów upadły i teraz trzeba z uporem pracować, by zdobyć całkowicie wła-dzę. I to się im udaje dzięki zaślepieniu Słowian fałszem i o-błudą”. Tak pisał generał Zygmunt Berling, odważny Polak, patriota, którego Żydzi przy pomocy Polaków chcieli wdep-tać w ziemię.
Ale gdyby nie jego upór i przyzwolenie Stalina, to tysiące Polaków wywiezionych do ZSRR zginęłoby w kopalniach, lasach i na budowach.
W 1986 r. zapoznałem się z notatkami z archiwum akt tajnych dotyczących generała Z. Berlinga. Przypadek spra-wił, że po powrocie z Libii w lutym 1990 roku poszedłem do gmachu KC po swoje dokumenty potrzebne mi do emery-tury. W archiwum leżał na podłodze stos ściśle tajnych do-kumentów, które ładowano do worków i wywożono do zakładów papierniczych do Konstancina-Jeziornej w celu zmielenia ich.
Zobaczyłem, że są to skargi oficerów Wojska Polskiego skierowane do Komisji Zjazdowej z datą 1960 i późniejsze. A do mnie, do Komisji Skarg przychodzili także wojskowi skarżąc się, że Komisja Zjazdowa w ogóle im nie odpowie-działa. Pamiętam jak osobiście wnosiłem ten problem na posiedzenie biura politycznego, ale odpowiadano mi, że na skargi skierowane do Komisji Zjazdowej minionego Zjazdu odpowiedzieć może wyłącznie Komisja Zjazdowa przyszłe-go Zjazdu.
Z tych skarg wyzierała rozpacz i tragedia ludzi, którzy pod-jęli walkę ze złem w wojsku. Pisali, jak awansuje się ludzi bez kwalifikacji i wykształcenia, jak niszczy się zdolnych ofi-cerów tylko za to, że podejmowali tę walkę. Podawali setki przykładów zdrady i korupcji, wywożenia tajemnic techniki wojskowej na zachód. Zamiast odpowiedzi ci uczciwi woj-skowi byli usuwani z wojska lub nie awansowani.
I wtedy przypomniało mi się co mówił do Kostikoiva czło-nek pierwszego – bo jeszcze przy Leninie – biura polityczne-go Rosji Radzieckiej. Że u nich, też była Komisja Kontroli, ale lepiej było do niej nie pisać, bo piszący skargę ginął bez śladu.
Przypomniały mi się słowa generała Z. Berlinga jak to Lampe głosił w Z.P.P. „Na h? nam Polska i Polska Armia”.
A dziś ich potomkowie, różnej maści działacze i funkcjo-nariusze tych ludzi uznają, że owszem Polska im potrzebna, bo w niej dorwali się do koryta i do władzy przy pomocy o-głupiałych Polaków.

Źródło: obnie.pl

Posted in Patriotyzm, Polityka, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , , , | 95 komentarzy »

Orędzie z 25 maja 2011

Posted by Dzieckonmp w dniu 26 maja 2011


„Drogie dzieci! Moja modlitwa jest dziś za was wszystkich, którzy prosicie o łaskę nawrócenia. Pukacie do drzwi mego serca, lecz bez nadziei i modlitwy, w grzechu i bez sakramentu pojednania z Bogiem. Porzućcie grzech i zdecydujcie się, kochane dzieci, na świętość. Tylko tak mogę wam pomóc i wysłuchać waszych modlitw i wstawiać się przed Wszechmogącym. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie”.

Posted in Medziugorje, Orędzia | Otagowane: , | 3 komentarze »

Ponad 2000 zaszczepionych dzieci zmarło

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 maja 2011


W marcu tego roku, ze względu na cztery zgony dzieci, japońskie władze nakazały lekarzom zaprzestać podawania szczepionek na Pneumokoki. Skala śmiertelności po szczepionce jest tak wielka, że według doniesień z USA mogło tam umrzeć po podaniu tej samej szczepionki nawet ponad 2000 dzieci.

Obrzydliwa kampania reklamowa szczepionek na Pneumokoki ( z pustym łóżeczkiem i zatroskaną mamą) jest w naszym kraju kontynuowana a jest to kampania wyjątkowo paskudna bo żerująca na strachu o swoje pociechy. Z doświadczeń japońskich i amerykańskich wynika jednak, że szczepionka zamiast zabezpieczać może wręcz zagrażać najmłodszym.

Amerykańskie władze tak jak i polskie nie informują rodziców o grożących ich dzieciom konsekwencjach szczepień. Linie produkcyjne w Europie i USA działają w najlepsze. Konieczne są dodatkowe badania aby zrozumieć co się dzieje z dziećmi po tej szczepionce ale tego typu badań powikłań po szczepionkach z jakiegoś powodu się nie wykonuje w ogóle ani w naszym kraju ani w USA.

Według Paula Offita, rzecznika koncernu produkującego szczepionki

Japońskie ministerstwo zdrowia postapiło głupio zawieszając program pneumokoków, dzieci prawdopodobnie umarły nie z powodów innych niż szczepionki. Często dzieci po prostu chorują i umierają z przyczyn losowych

William Schaffner, szef wydziału medycyny na Uniwersytecie Vanderbilta wierzy, podobnie jak Offit, że „zgony najprawdopodobniej były tylko przypadkami” . O ironio przypadkiem może być też fakt, że pan Schaffner otrzymuje granty od producentów szczepionek, których akcje spadły znacznie po ogłoszeniu zawieszenia programu przez Japonię. Ani Offit ani Schaffner nigdy nie widzieli martwych dzieci ani wyników ich autopsji co nie przeszkadza im w ferowaniu wyroków na podstawie własnych przypuszczeń.

Według Shelly Burgess, z Federal Drug Administration w USA to co mówią panowie Offit i Schaffner jest dziwne ponieważ jest 59 000 raportów o reakcjach ubocznych po szczepionce na pneumokoki zarejestrowanych w samym USA z czego 30 094 przypadków wymagało hospitalizacji a 2169 zakończyło się śmiercią dzieci. 95% tych zgonów wydarzyła się do trzeciego roku życia dziecka.

W Japonii nie ma obowiązku szczepienia dzieci, zalezy to od rodziców. Amerykańskie korporacje farmaceutyczne stojące za tym globalnym przemysłem musiały jakoś przeciwdziałać przedostawaniu się do opinii publicznej informacji o tym, że są poważne wątpliwości związane z tym programem szczepień.

Źródło: zmianynaziemi.pl

Posted in Alert, Film, Polityka, Warto wiedzieć | Otagowane: , | 13 komentarzy »

Świadectwo wiary brata zakonnego z Ukrainy

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 maja 2011


Kocham Chrystusa!!!

     „Kocham Chrystusa!!!” – wołał, zaś żołnierze radzieccy bili go kolbami, krzycząc: „Wyprzyj się wiary!” „Nie, ja kocham Chrystusa!” Żołnierze śmiejąc się żywcem go zakopali, on umierając w ręku wciąż trzymał różaniec. Tak zginął mój dziadek. „Boże jak dobrze żyć i umierać w Twoim katolickim Kościele” – krzyczał ksiądz Jan Łukacz, proboszcz mojej parafii w Barze w południowo-środkowej Ukrainie. Za to, że nie chciał wyrzec się wiary, odarto go ze skóry, wykłuto oczy, obcięto nos, uszy, i na wpół żywego oprowadzano po mieście, a potem wrzucono do dołu z wapnem. W samym roku 1937 w mojej parafii zginęło 9367 osób za to, że ceniły Chrystusa nad życie.

     Kocham Chrystusa!!! On jest moją radością. Gdy wracam z wakacji z Ukrainy do naszego Wyższego Seminarium Duchownego Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Obrze, to przejeżdżając niemalże przez każdą wioskę czy miasto w Polsce,widzę wieżę kościoła i krzyż, co znaczy, że Bóg tam jest. To jest to, co mi się najbardziej podoba w Polsce i co mnie najbardziej wzrusza. To coś najwspanialszego! To wyróżnia Polskę w całym świecie! Mieć na co dzień Boga; mając Go, ma się wszystko.

     Kocham Chrystusa!!! On mi dał wiarę. W moim kraju jeszcze do niedawna chciano wyrzucić wiarę z serca każdego człowieka. Ponad 300 tys. kościołów zostało wysadzonych dynamitem, zrobiono z nich fabryki, zakłady remontowe traktorów, stajnie. Ponad 45 tys. biskupów i kapłanów zostało ukrzyżowanych w celach więziennych, oblewano ich w zimie wodą i zamarzali, rzucano do kotłów parowozowych. W 1932 roku Stalin zatwierdził pięcioletni plan antyreligijny, który głosił: „Do końca 1937 roku w Związku Radzieckim nie będzie potrzebny żaden kościół, a ludzie zapomną, czym jest religia”. Gdy na Ukrainie zniszczono już prawie wszystkie kościoły, chciano zburzyć mój kościół parafialny w Barze. Parafianie dowiedziawszy się, że kościół chcą zniszczyć, stanęli naokoło niego i nie dali go zburzyć. Gdy nadjeżdżały buldożery, by zrównać kościół z ziemią – wierni rzucali się pod nie. Tak trwali w dzień i w nocy przez dwa miesiące na błocie, deszczu i śniegu. Kobiety i dzieci w domu pościły, modliły się; jeździli do Kijowa, do Moskwy, ale kościoła nie dali zburzyć. Był dzień 22 grudnia, władze ściągnęły z pobliskich okolic jednostki wojskowe i każdego z broniących go żywcem nawlekano przez uszy na metalowy drut. Każdemu z nich przed męką proponowano: „Zostaniesz zwolniony, jeśli wyrzekniesz się wiary”. Żaden się nie złamał. Niejeden, tak jak Chrystus, miał 33 lata, był młody, bał się śmierci, zostawił rodzinę, dzieci. Umarł, bo wierzył. Dzięki silnej wierze kościół w Barze jest jednym z kilku kościołów, które pozostały nie zniszczone na całej Ukrainie.

     Kocham Chrystusa!!! On był moją siłą. Gdy często naśmiewano się ze mnie w szkole, gdy kazano klękać przed całą klasą, przed nauczycielami odmawiać pacierz, śpiewać pieśni religijne, leżeć krzyżem, gdy bito i mówiono: „Ty nigdy księdzem nie będziesz” – biegłem do drzwi kościoła, aby popatrzeć na Chrystusa. On był moją siłą, szczególnie wtedy, gdy miałem 13 lat i na apelu szkolnym, przy wszystkich, w dzień Bożego Narodzenia nazwano mnie „wrogiem narodu” i za karę zabrano kurtkę dlatego, że poszedłem na pasterkę. Wtedy musiałem wracać do domu 5 km w zimie tylko w koszuli. Gdy nie mogłem iść, czołgałem się, gdy już zamarzałem i traciłem przytomność zawsze pamiętałem, że warto wierzyć w Boga, skoro tylu ludzi umarło za Jego Królestwo. Bóg pomógł mi przeżyć. Nie zamarzłem na śmierć. Przypadkowo ktoś znalazł mnie na drodze, już trochę przysypanego śniegiem. 8 miesięcy w szpitalu. Do dziś nie słyszę na jedno ucho.

     Kocham Chrystusa!!! On dał mi dobrych rodziców. Nigdy nie przestanę być im wdzięczny za to, że w tak ciężkich chwilach prowadzili mnie do kościoła; że niejednokrotnie nocami wyciągali stare i zniszczone książeczki do nabożeństwa, zakopane w ogrodzie lub lesie, i z nich uczyli mnie modlitwy. Pamiętam, jak przygotowanie do pierwszej Komunii odbywało się w prywatnym domu jednego z wierzących.

     Katechetka przyciszonym głosem uczyła nas katechizmu, a rodzice stali przed drzwiami, by zapobiec wejściu władz. Sama uroczystość odbywała się w nocy, przy zamkniętych drzwiach kościoła, ponieważ był zakaz państwowy i nie wolno było dzieciom przyjmować żadnych sakramentów. Wtedy całą noc spędziliśmy w ciemnej wieży kościoła, który na zewnątrz otoczyła milicja, gdyż ktoś doniósł, że dzieci mają pierwszą Komunię. Dopiero rankiem, gdy parafianie dowiedzieli się, że nas obłężono, obronili nas przed zabraniem do domu dziecka.

     Kocham Chrystusa za to, że jestem oblatem, w sutannie, z krzyżem za pasem. On dał mi świętą mamę, która zawsze uczyła mnie głębokiej wiary. Miałem do kościoła 8 km i mimo tego, że był zakaz państwowy, który zabraniał dzieciom do 18 roku życia nawet wstępu na próg kościoła, mama w każdą niedzielę prowadziła mnie do kościoła, w błocie, deszczu i śniegu, polnymi drogami. A gdy już nie mogłem iść, bo byłem mały i nogi mnie bolały, brała mnie na plecy i niosła. Do tej pory pamiętam te drogi i plecy matczyne. A gdy gromadziliśmy się pod zamkniętymi drzwiami kościoła i nadchodziły władze, rodzice chowali mnie w krzakach, przykrywali chustą, żeby nie zabrano mnie do domu dziecka. Pamiętam, jak podczas procesji na Wszystkich Świętych władze rzucały na nas szkło, kamienie, wyrywały świece i biły nimi ludzi po głowach. Było ciężko, ale wytrwaliśmy, gdyż rodzice uczyli, że za wiarę zawsze trzeba cierpieć. Kiedyś, gdy przyjechał do nas kapłan i zapytał, kim chciałbym być, odpowiedziałem, że papieżem – dlatego, żeby swoją mamę ogłosić świętą. Mama ukończyła wyższe studia, ale nigdy nie otrzymała żadnej posady państwowej, tylko dlatego, że chodziła do kościoła. Przez 32 lata pracowała z motyką w polu w brygadzie rolniczej.

     Kocham Chrystusa za Kościół na Ukrainie, który zdał egzamin z dojrzałości swej wiary. Przetrwał, mimo inwigilacji, tortur, mordów, dziesiątek lat zsyłek i ogromnych spustoszeń. Przetrwał dzięki silnej wierze i oporowi w czasie prześladowań. Dziś żyje, rozwija się, głosi Słowo Boże i udziela sakramentów. Ludzie szanują kapłanów i osoby zakonne z Polski. Mieli oni w swojej ojczyźnie dobre warunki duszpasterskie i materialne, ale pozostawili je, by wśród różnorakich trudności bytowych i codziennych prześladowań nieść Dobrą Nowinę na ziemi ukraińskiej. Moi rodacy uważają, że kapłan lub siostra zakonna, którzy przybyli z obcego kraju, muszą żyć naprawdę Chrystusem. Dzięki ich pomocy ludzie garną się do Kościoła. To prawda, że po upadku systemu komunistycznego panuje na Ukrainie kryzys, nie tylko moralny, przejawiający się w odarciu człowieka z wszelkich wartości ludzkich, ale także materialny. Wielu łudzi przynajmniej przez pół roku nie otrzymuje pensji, a w niektórych rodzinach spożywa się jedynie jeden obfity posiłek na 2 dni. Więcej, często cała pensja wystarcza na 20 chlebów. Mimo tych wielkich trudności bytowych, Kościół kwitnie. Powstają nowe świątynie, klasztory, salki katechetyczne, szpitale.

     Kocham Chrystusa za Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej , którego jestem członkiem już od 7 lat. Dzięki temu, że przybyli na Ukrainę, że wychodzą do potrzebujących, wiele osób odnajduje Chrystusa. W Gniewaniu na Podolu służą ubogim przez darmowe wydawanie leków. W ciągu 4 lat już 23 tysiące chorych otrzymało je z apteki, która znajduje się w naszym klasztorze. Niosą Chrystusa wszystkim, którzy czekają na Niego w murach zniszczonych kościołów, na drogach, wieczorem w tunelach, szpitalach i więzieniach. Oblaci dają im Boga, a dając Boga, dają wszystko.

     O wartości człowieka decyduje to, kogo kocha. Jeśli kochasz Boga, upodabniasz się do Niego. Jeśli nie interesujesz się Chrystusem, jesteś Jego nieprzyjacielem. Znaczy to, ze nie wierzysz, że On jest Bogiem. Ludzie wszystkich czasów albo uznają Chrystusa, albo się Go zapierają. Czego dokonał świat bez Chrystusa? Zwiększył swoją potęgę, ale nie pomnożył swojej radości. Zbudował wiele systemów, z których żaden nie jest i nie będzie trwały. Jedyną ostoją jest chrześcijańska wiara, gdyż ona jest siłą Ducha. Nie ma pocisku, który mógłby ją ugodzić; nie ma bariery, która mogłaby ją zatrzymać. Nawet śmierć. Gdzie jest wiara, tam nie ma lęku. Mogą zabrać ci chleb, ale nie pozbawią cię miejsca w niebie. Mogą ukraść ci pensję, ale nie pozbawią cię wiecznej nagrody. Mogą zabić Twoje ciało, ale nie zniszcząTwojej duszy.

Paweł Wyszkowski OMI

Posted in Kościół, Prześladowanie Chrześcijan, Warto wiedzieć, Świadectwa | Otagowane: , , , , | 31 komentarzy »

Świadectwo Huberta

Posted by Dzieckonmp w dniu 24 maja 2011


Mam na imię Hubert, pochodzę z Polski. Chciałbym się podzielić z wami radością, którą czuję w moim sercu. Do Wspólnoty wstąpiłem mając dwadzieścia lat. Byłem bardzo smutny i straciłem nadzieję na sens w życiu. Mając piętnaście lat zacząłem szukać czegoś więcej w moim życiu. Nie dostałem tego w moim rodzinnym domu, między przyjaciółmi albo w rzeczach materialnych i pieniądzach, których mi nie brakowało. To wszystko nie było w stanie wypełnić pustki w moim sercu. Po wszystkich tych poszukiwaniach wpadłem w świat narkotyków i zła, straciłem resztkę mojego człowieczeństwa. Dziękuję Maryi i Bogu, którzy nawet w tych momentach byli blisko mnie w osobie moich rodziców i bliskich. To łzy mojej mamy rozgrzały i obudziły we mnie resztki sumienia, które gdzieś pod tą stertą grzechów jeszcze we mnie były. Tak zaczęła się moja droga do światła. Dzięki moim rodzicom poznałem Wspólnotę Cenacolo. Wstąpiłem do domu w Chorwacji( Vrbovec). W Polsce był w tym czasie tylko jeden dom ( Giezkowo) i był przepełniony. Myśląc o początkach mojej wspólnotowej drogi zawsze mnie zadziwia jak to się stało, że zostałem.
Wstąpiłem na głodzie, zły na cały świat. Byłem obrażony na wszystkich, którzy mi pomagali. Nie chciałem zostać i zmieniać cokolwiek w moim życiu. Pierwszą osobą, która mnie zadziwiła był mój,,anioł stróż”. Nie miałem do niego dużego zaufania, ale patrząc na niego i na to, co robił dla mnie poczułem prawdziwą przyjaźń. Była ona prosta i bezinteresowna, pomimo że znaliśmy się tylko parę dni. On pierwszy zaprowadził mnie do kaplicy na różaniec przed Najświętszy Sakrament. Nawet, gdy tego nie rozumiałem to ogarniało mnie dziwne uczucie bezpieczeństwa, ciepła i pokoju. Dziś we Wspólnocie, jedną z najważniejszych wartości jest dla mnie przyjaźń. Obdarowuje mnie nią Jezus w momentach mojego ubóstwa i słabości. Dziś mogę powiedzieć, że moje serce nie jest już puste. Dzięki ludziom wokół mnie wiem, że i ja jestem w stanie kochać i to, czego tak bardzo szukałem w życiu było ukryte w moim sercu.
Chciałbym podziękować Maryi za to, że jest zawsze tak blisko mnie. Dziękuję również matce Elwirze,że podała mi rękę w momencie, w którym jej najbardziej potrzebowałem.

Źródło: http://www.comunitacenacolo.it

Posted in Cenacolo, Medziugorje, Uzdrowienia, Świadectwa | Otagowane: , , | 20 komentarzy »

Druga wiadomosc od Dziewicy Maryi.

Posted by Dzieckonmp w dniu 24 maja 2011


Ze względu na uchylenie kanonu 1399 i 2318 dawnego Kodeksu Prawa Kanonicznego przez Papieża Pawła VI w roku 1966 (AAS 58/16) nie ma już zakazu publikowania nowych objawień, wizji, proroctw, cudów itp. Nie obowiązuje już odtąd zakaz ich rozpowszechniania bez imprimatur Kościoła.

Orędzie nr.4  z serii Ostrzeżenie.

Czwartek 11 listopad 2010, 0:20

Jestes silnym, nadzwyczajnym dzieckiem Bozym.
Zawsze bede z Toba pracowac,bowiem Ty widzialas tu na ziemi obie strony zycia.Ty moje dziecko masz pojac,co to jest dzielo Boze.Badz blogoslawiona moja umilowana.Dziekuje Ci.
Moje kochane dziecko,Tobie jest dana laska Boza dla Twojej pracy.W momencie,gdy Duch Swiety nawiedzil Twoja dusze byla ona gotowa do pracy.Moja bezwarunkowa milosc do Ciebie sprawi,zu bedziesz silniejsza niz w minionych dniach.
Prosze nie martw sie,negatywne emocje moga Cie tylko powstrzymywac.Modl sie kazdego dnia do mnie Twojej Wiecznej Matki.Nigdy Ciebie nie opuszcze,nie zostawie Cie w pracy samej.Ty moje kochane dziecko otrzymalas bardzo szczegolny dar,teraz Ty wiesz w jaki sposob go masz uzywac.
Moje dziecko,ja rozumiem,ze do tej chwili to jest dla Ciebie bardzo straszne.Badz zawsze pewna,ja jestem z Toba na kazdym etapie Twojej drogi.
Pokoj niech bedzie z Toba.Zawsze bede zyc w Twoim sercu.Blogoslawie Cie,moje dziecko i dziekuje Ci za Twoja odpowiedz.
Matka pokoju i nadziei Maria.

Tłumaczyła: Ewa

Posted in Orędzia Ostrzeżenie | Otagowane: , , , | 1 Comment »

List s. Emmanuel z 15 maja 2011 r.

Posted by Dzieckonmp w dniu 24 maja 2011


Drogie Dzieci Medjugorja!

Niech będzie pochwalony Jezus i Maryja!

1. 2 maja 2011 r. Mirjana, otoczona ogromnym tłumem, miała comiesięczne objawienie przy Błękitnym Krzyżu. Po objawieniu przekazała nam następujące orędzie:

„Drogie dzieci! Mój Ojciec przysyła mnie, żebym pokazała wam drogę zbawienia, ponieważ, moje dzieci, On pragnie was zbawić, a nie sądzić was. Dlatego ja, jako matka, gromadzę was wokół siebie, ponieważ przez moją miłość matczyną pragnę wam pomóc w wyzwoleniu się od brudów przeszłości i rozpoczęciu życia na nowo i na inny sposób. Proszę was, abyście zmartwychwstali w moim Synu. W czasie wyznania grzechów wyrzeknijcie się tego wszystkiego, co was oddalało od mojego Syna i sprawiało, że wasze życie stawało się puste i bez sukcesu. Sercem powiedzcie Ojcu „Tak” i wyruszcie w drogę na drodze zbawienia, na którą On was wzywa przez Ducha Świętego. Dziękuję wam.

Szczególnie modlę się za pasterzy, żeby Bóg pomagał im być u waszego boku całym swym sercem.”

2. Przez swoje orędzie z 2 maja, nazajutrz po beatyfikacji Jana Pawła II Matka Boża nie mogła znaleźć lepszego sposobu na wyrażenie modlitwy swego serca! Ona modli się, żeby Bóg pomógł pasterzom, żeby byli u naszego boku całym swym sercem. Czy nie to właśnie zachwycało nas w życiu Jana Pawła II? Serce pasterza w całym tego słowa znaczeniu i to do jego ostatniego oddechu! Więc gdy nie miał już ani głosu ani siły, mógł po raz ostatni zwrócić się do młodych zgromadzonych pod jego oknem 2 kwietnia 2005 r, mówiąc: „Szukałem was, a teraz to wy przychodzicie do mnie! Dziękuję wam!”

Módlmy się do Jana Pawła II jak nigdy dotąd! Oby wszyscy nasi pasterze otrzymali takie serce, ściśle zjednoczone z Chrystusem i tak bliskie ludzi wszystkich kultur i wszystkich religii!

3. Franck i Jan Paweł II. W koledżu „Queen of Peace” w New Jersey (w USA) Franck został wybrany do tego, żeby w październiku 1995 r. przyjąć na lotnisku Jana Pawła II i uczestniczyć w papieskiej Mszy św. na ogromnym stadionie. Franck był wzorowym uczniem, zawsze dobrze wychowanym, ułożonym i bardzo uzdolnionym. Jednak był mały problem: Franck był protestantem, w ogóle nie rozumiał roli papieża w Kościele i nie przestawał go krytykować. Im bardziej zbliżała się data jego wizyty, tym bardziej narzekał na Papieża.

Franck zaakceptował ten wybór, ponieważ to pozwalało mu wyjść z koledżu na 24 godziny i spotkać się z przywódcą o światowej sławie.

Po powrocie do koledżu tak był rozpromieniony, że przyjaciele zbombardowali go pytaniami. Opowiadał: „Tego ranka, przed przybyciem papieża, oczekiwałem, że zobaczę aroganckiego i egoistycznego przywódcę. Ale w chwili, gdy papież zaczął iść ku tłumowi i błogosławić ludzi, znalazłem się przy barierce, która powstrzymywała tłum. Gdy się zbliżył, popatrzył mi prosto w oczy. Podniósł prawą rękę i na moim czole nakreślił krzyż.”

Wypytywany, jaki to wywarło na nim skutek, Franck odpowiedział i ciągle tak odpowiada: „Gdy spojrzałem w jego oczy, zobaczyłem Jezusa! Będąc przed nim trudno powstrzymać się od wrażenia, że jest się w niebie; w jego oczach widać niebo!”

Od tego dnia Franck nie jest już ten sam. Jan Paweł II stał się jego przyjacielem, jego bratem, jego bohaterem i jego ojcem. Nigdy nie przegapi okazji, żeby mówić o swym „spotkaniu z niebem” i jest niewyczerpany, jeśli chodzi o mówienie o spojrzenie Jana Pawła II. A jego największym skarbem, którego strzeże jak cennej relikwii, jest różaniec, który mu dał papież.

Dziś Franck jest żarliwym pastorem, który do Chrystusa przyciąga tłumy. Nie został katolikiem, ale jest narzędziem jedności. Jan Paweł II jest ciągle w jego sercu i… nie powiedział swego ostatniego słowa!

4. Taniec słońca. Pewna moja przyjaciółka z Portugalii udała się do Fatimy na wielkie obchody 13 maja, rocznicę pierwszego objawienia Maryi w r. 1917. Lecz tego roku Fatima obchodziła także beatyfikację Jana Pawła II.

Zostały wzniesione ogromne ekrany, żeby przekazywać obrazy z beatyfikacji i koło bazyliki było zgromadzonych 20.000 pielgrzymów. Nasza przyjaciółka opowiedziała nam, że koło 13:30, gdy na ekranach pojawiły się obrazy Jana Pawła II, nagle wokół słońca uformował się bardzo wielki, świetlisty krąg, to było jak tęcza, która rzucała promienie we wszystkich kolorach. Słońce zaczęło tańczyć, jakby się chciało włączyć do celebracji. Media w Portugalii podały tę samą wiadomość.

To pewne, Jan Paweł II jest bardzo związany z Fatimą! Po próbie zabicia go 13 maja 1981 r. zawsze swą ochronę przypisywał Matce Bożej z Fatimy. „Jedna ręka strzelała, mówił, inna ręka matczyna kierowała kulą.” Czy Papież Totus Tuus (Cały Tobie, Maryjo) chciał nam dać znak? Już 13 października 1917 r. podczas 6-ego i ostatniego objawienia się Matki Bożej w Fatimie, taniec słońca widziało 70.000 osób! Zjawisko jest interesujące.

5. Chiński biskup 王宠林主教. Podczas mojej podróży do Chin w ostatnim miesiącu odwiedziłam prowincję Hebei na północy kraju. Tam moi przyjaciele dali mi poznać pewną drogą im osobistość, ich biskupa, narodzonego dla nieba w zeszłym roku, Mgr Raymond Wang Chong-Lin Lin.

Aresztowany jako ksiądz w 1958 r. i więziony przez 21 lat, wrócił do siebie dopiero w r. 1979. Został wyświęcony na biskupa w r. 1983. Jego diecezja była opustoszała: żadnych księży, żadnych zakonników i zakonnic, żadnego zakonu, nawet żadnego kościoła, niczego… Udał się na pielgrzymkę do sanktuarium maryjnego w prowincji Shanxi, aby błagać Matkę Bożą. Był przepełniony miłością do Niej. Mówił do swych bliskich: „Wiecie, jak powołanie biskupie jest szlachetne i jak ta odpowiedzialność jest ciężka. Mogę się tylko zawierzyć Matce Bożej! Ona jest Matką Boga, Matką Kościoła, a także moją ukochaną Matką. Kościół uczynił ze mnie biskupa, ale tutaj Kościół nie ma nic! Żadnej ziemi, żądnego nawet pokoju, żadnych seminarzystów… Jakim biednym jestem pasterzem! Czego chce Matka Boża?

Usłyszał, jak ludzie mówili o sanktuarium maryjnym w Bansishan, gdzie Matka Boża objawiała się od 1982 r. i zdecydował się tam pójść. Opowiada: „Wydawało się, że pewien głos popycha mnie, żebym się tam spotkał z moją Matką. Odmówiliśmy na kolanach różaniec i podczas modlitwy Ona ukazała mi się obok kościoła, ubrana na biało z niebieskim pasem. Spojrzałem w Jej oczy i Ona spojrzała w moje oczy. Matko, niech Twój wzrok zawsze spoczywa na mnie! Nazajutrz odprawiałem w kościele Mszę św. w Jej intencjach, Mszę św. bardzo ważną dla mnie, ponieważ wtedy ofiarowałem Jej 60.000 wiernych z mojej diecezji, ofiarowałem samego siebie jak również całą moją diecezję i poświęciłem ich Matce Bożej. Powiedziałem do Niej: „Skoro nic nie mam, to nic nie mogę zrobić. Więc poświęcam moja diecezję Tobie, moja Matko, Ty sama zatroszcz się o nią!” Moja Matka Maryja odpowiedziała: „Moje dziecko, nie niepokój się, zatroszczę się o ciebie, jak troszczę się o mojego Syna Jezusa.” I tak zrobił! Matka Boża z kolei spełniła jego prośbę, ponieważ zaczęli napływać księża i seminarzyści. Po pewnym czasie mógł założyć seminarium (1985 r.), zająć się kongregacją św. Teresy, otworzyć sierociniec, Centrum powołań świeckich, itd…

Temu biskupowi udała się rzecz niemożliwa: W swej radykalnej biedzie i samotności modlił się z wiarą, wszystko poświęcił Matce Bożej i oddał się Jej z ufnością dziecka. Wiedział, że wzięła do serca sprawy swego Syna bardziej niż ktokolwiek. Iluż to konsekrowanych dzisiaj staje wobec podobnych sytuacji braku oraz samotności i są kuszeni, żeby opuścić ręce z powodu wielkości zadania, jakiego mają się podjąć. Ale Matka Boża jest gotowa czynić cuda, jeśli chodzi o sprawy Jej Syna i zbawienia Jej dzieci! Także w Medjugorju od 30 lat próbuje sprawić, żebyśmy padali na kolana!

6. 30. rocznica objawień będzie obchodzona 25 czerwca. Obfite łaski będą spadać na tych, którzy przyjadą lub zjednoczą się z modlitwą parafii, chwytajmy je, zanim przeminą! Niektórzy już wpadli na ten pomysł, żeby Królowej Pokoju ofiarować „trzydziestkę” konkretnych starań dotyczących nawrócenia, modlitwy, postu, przebaczenia, inicjatyw miłosierdzia, ofiar itd. Pewnego dnia Gospa powiedziała do grupy modlitwy: „Największą moją radością jest, jak widzę was modlących się do mojego Syna Jezusa razem, zjednoczonych w jednym sercu.” Każda rodzina lub grupa przyjaciół może ofiarować ten prezent Matce Bożej, żeby Jej podziękować za Jej przyjścia, mając pewność, że sprawiło się Jej przyjemność.

Droga Gospo, jak Ci dziękować za nadzwyczajną misję, jaką od 30 lat realizujesz pośród nas? Szepnij do naszych serc, jaki prezent chciałabyś od nas otrzymać.

Siostra Emmanuel +

Posted in Medziugorje | Otagowane: , | 3 komentarze »

Dlaczego Bóg, Przedwieczny Ojciec, posyła w świat nowych proroków.

Posted by Dzieckonmp w dniu 23 maja 2011


Ze względu na uchylenie kanonu 1399 i 2318 dawnego Kodeksu Prawa Kanonicznego przez Papieża Pawła VI w roku 1966 (AAS 58/16) nie ma już zakazu publikowania nowych objawień, wizji, proroctw, cudów itp. Nie obowiązuje już odtąd zakaz ich rozpowszechniania bez imprimatur Kościoła.

Orędzie nr.85  z serii Ostrzeżenie.

Piątek 13 maja 2011 godz.22:45

Moja ukochana córko, niedowiarkom, a zwłaszcza Moim wyświęconym sługom, którzy odrzucają Moje Słowo przekazywane za pośrednictwem tych przekazów, chciałbym powiedzieć: Wzmocnijcie waszą wiarę we Mnie przez uznanie, że Moje Słowo dane było światu nie tylko podczas Mojego Czasu na ziemi, lecz także potem, dzięki mocy Ducha Świętego.

Od początku czasu, Bóg, Mój Przedwieczny Ojciec, komunikował się z ludzkością przez proroków. W ten sposób dane było ludziom nauczanie Prawdy, aby ich wiara pozostała mocna. Inne objawienia i nauki w Prawdzie, dawane były ludzkości także przez Apostołów, innych pobożnych uczniów i przez proroka Jana Ewangelistę. Moje Słowo, Moje Nauki i wszystko, czego człowiek potrzebne, by doprowadzić go do zbawienia, zostały uporządkowane. Teraz, gdy świat stoi w obliczu największej zmiany w swojej historii, Bóg, Mój Przedwieczny Ojciec, posłał w świat nowych proroków. Prorocy ci, nie popełnijcie pomyłki, nie przynoszą wam nowych nauk, gdyż to nie jest konieczne. Zamiast tego są posyłani z trzech powodów.

Po pierwsze, aby przypomnieć ludzkości Prawdę zawartą w Księdze Objawienia.

Po drugie, aby zwrócić uwagę człowieka na czasy w jakich żyje, tak aby mógł odnowić swą wiarę.

Po trzecie, aby pomóc w szerzeniu się nawrócenia, tak by Moi uczniowie mogli utworzyć największą z wszystkich armii, w celu ratowania dusz.

Za pośrednictwem tej prorokini i przez innych proroków komunikuję się tak, że Moje Słowo słyszane jest w każdym zakątku świata.

 Pamiętajcie o Mojej Absolutnej Miłości i Współczuciu.

Słuchajcie uważnie wszystkich tych przekazów, które głoszą nie tylko znane wam Moje Słowo, ale ujawniają Moją Absolutną Miłość i Współczucie dla każdego z was. Pamiętajcie też o Moim Wielkim Miłosierdziu. Wszystkim grzesznikom będzie wybaczone, jeżeli tylko poproszą o odkupienie.

Znaczenie Różańca Świętego i Bożego Miłosierdzia.

Chociaż nastąpią ekologiczne katastrofy,  nie zapominajcie proszę, że modlitwy, w tym modlitwa Różańca Świętego i koronka do Bożego Miłosierdzia, mogą pomóc wielu z nich zapobiec. Zapamiętajcie umiłowane dzieci, że ci, którzy wierzą we Mnie i Mego Przedwiecznego Ojca

i przestrzegają Moich Słów, nie mają się czego obawiać. Chciałbym wam także przypomnieć, że dzięki dwóm aktom Wielkiego Miłosierdzia – darowi Ducha Świętego, który dany był światu kilka dni temu oraz Wielkiemu Ostrzeżeniu, miliony nawrócą się do Prawdy. To będzie wielki cud, który wielu przyniesie radość.

Prześladowanie przez czerwonego smoka i tych, którzy nie są od Boga.

Chociaż szatan podnosi się poprzez swoich biednych, wprowadzanych w błąd zwolenników, których odciąga ode Mnie – ich Jedynej Nadziei wiecznego zbawienia – będzie to tylko krótki okres. Będzie to, muszę was jednak ostrzec, przerażający okres prześladowań kierowanych przez czerwonego smoka i te polityczne jednostki, które nie są od Boga. Poprzez modlitwę i sakramenty znajdziecie siłę do wytrwania podczas tych rozpraw. Wszystkie te wydarzenia zostały przepowiedziane i muszą nadejść, aby zło mogło być ostatecznie zlikwidowane na świecie. To dlatego jest konieczne, aby odbyło się oczyszczanie i cykl kar; bo tylko wtedy świat będzie gotowy do Nowego Raju na ziemi.

Nie ignorujcie nigdy Mojego wołania. Kiedy tylko zobaczycie, że proroctwa objawione przez Moich posłańców zaczynają się spełniać, będziecie wiedzieć na pewno, że to Ja Jestem, który do was mówi.

Wasz Boski Zbawiciel

Jezus Chrystus

Tłumaczył: Chrisgi


Posted in Orędzia Ostrzeżenie | Otagowane: , , , | 32 komentarze »

Trzecie Przesłanie od Matki Bożej

Posted by Dzieckonmp w dniu 23 maja 2011


Ze względu na uchylenie kanonu 1399 i 2318 dawnego Kodeksu Prawa Kanonicznego przez Papieża Pawła VI w roku 1966 (AAS 58/16) nie ma już zakazu publikowania nowych objawień, wizji, proroctw, cudów itp. Nie obowiązuje już odtąd zakaz ich rozpowszechniania bez imprimatur Kościoła.

Orędzie nr.30  z serii Ostrzeżenie.

Otrzymane 20 grudzień 2010

Posłuchaj mnie, moje dziecko. Musisz być mocna, dla mojego syna Jezusa Chrystusa. Jest dla ciebie zbyt ważny i wyjątkowy abyś miała powracać w myślach do swoich wątpliwości. Tak, jest łatwo popaść w zbłądzenie w tym dziele, ale musisz zaufać Mu całkowicie. Musisz oddać się Mu zupełnie i całkowicie zaufać.

Moje dziecko, nie jest ci łatwo, ale jak powiedziałam wcześniej: miłuj i trwaj do końca. Uda ci się dokończyć to dzieło. Ostrzegam cię przed popadaniem w rutynę na codziennej modlitwie. Będziesz chroniona przez odmawianie mojego Świętego Różańca. To dzieło jest święte, więc przez szacunek bądź posłuszna mojemu Synowi poprzez zaufanie Mu. Odsuń na bok swoje wątpliwości moje dziecko, bo otrzymujesz specjalne łaski od Ducha Świętego. Prawda leży w twoim sercu, duszy i umyśle. To dlatego jest ci łatwiej spisywać te przesłania, które daje ci mój ukochany Syn.

On cię kocha, moje dziecko i wybrał cię do wypełnienia jednego z najważniejszych zadań w tym stuleciu. Twoje dzieło jest porównywalne z tym, co realizowała Siostra Faustyna. Doświadczasz podobnych cierpień jak ona. Nie lękaj się ich, zwłaszcza braku zdolności modlitwy czy codziennych wątpliwości-to normalne. One przeminą. Wszyscy święci, wraz ze Świętą Faustyną są z tobą, moje dziecko i prowadzą cię każdego dnia.

Dzieło, które prowadzisz w imieniu moim i mojego ukochanego Syna było przepowiadane. T o jest jeden z najważniejszych sposobów w jaki możesz ocalić dusze innych. Nie zatrzymuj ani nie wahaj się. Zawsze proś swoją ukochaną Matkę o opiekę. Jestem tutaj dla ciebie. Proszę, módl się codziennie do mojego Syna, odmawiając Koronkę do Bożego Miłosierdzia. W ten sposób będziesz bliżej Niego i będziesz czuła Go, obecnego w twoim sercu.

Nabierz odwagi i idź do przodu. Spoglądaj z miłością krocząc tą cenną ścieżką, która prowadzi do Trójcy Świętej. Wszyscy Oni są z tobą. Będziesz cierpiała, ale wiedz, że to jest łaska, bo bez cierpienia nie możesz pozostać blisko Serca mojego Syna.

To tyle na teraz. Zwróć się i otwórz swoje serce na mojego ukochanego Syna, Najwyższego Jezusa.

Pokój i Dobro, Nasza Pani Różańcowa.

Tłumaczył : Krzysiek


Posted in Orędzia Ostrzeżenie | Otagowane: , , , | 31 komentarzy »

To dzieło zostało przepowiedziane w Księdze z Kells

Posted by Dzieckonmp w dniu 23 maja 2011


Ze względu na uchylenie kanonu 1399 i 2318 dawnego Kodeksu Prawa Kanonicznego przez Papieża Pawła VI w roku 1966 (AAS 58/16) nie ma już zakazu publikowania nowych objawień, wizji, proroctw, cudów itp. Nie obowiązuje już odtąd zakaz ich rozpowszechniania bez imprimatur Kościoła.

Orędzie nr.6  z serii Ostrzeżenie.

Otrzymane w Piątek 12 Listopada 2010, godz 15.00

Naprzód, czyń co jest potrzebne, aby ludzie ujrzeli i usłyszeli Moje Boskie orędzia. Ufam ci, droga córko, użyj wszelkich środków, które uważasz za dobre, aby ludzie czytali te orędzia. Muisz włożyć całą swoją energię aby napisac tę książkę. Książka o której mówię jest świętym pismem i jest częścią Planu, jak zostało objawione w Księdze z Kells[i]. Ta książka została przepowiedziana, zmieni życie i ocali dusze. Tak, książka jest tym, co zostało przepowiedziane. Ty jesteś skrybą, Ja jestem Autorem.

Nie czuj się zaskoczona czy onieśmielona, gdyż jest to święta rzecz, a ty zostałaś wybrana do tego dzieła. Zabierze ci to trzy miesiące. Chcę, abyś opublikowała to na całym świecie. Ma być to dzieło wielkie, pełne mocy i czytane przez miliony, tak jak Pismo Święte.

Moja córko, możesz to opublikować pod tytułem  ’ in conversation with the secret prophet’, może tak być. Czemu się lękasz, Moje dziecko. Jesteś prowadzona z Wysoka. Musisz być dzielna. Zaufaj Mi. Oddaj się Mi. Poprowadzę twoją dłoń i twoje kroki na tej drodze. Później skieruję jeszcze następne Moje słowa do ciebie.

Twój kochający Zbawiciel Jezus Chrystus 


[i] Księga z Kells-manuskrypt z dziewiątego wieku, spisany przez irlandzkich mnichów, zawierający tekst czterech Ewangelii oraz komentarze i przypisy. Bogato i miesternie zdobiony. Jedno z najwybitniejszych dzieł średniowiecznej sztuki chrześcijańskiej. [przyp tł.]

Tłumaczył: Krzysiek


Posted in Orędzia Ostrzeżenie | Otagowane: , , , | 22 komentarze »

Mój ból jest dzisiaj jeszcze większy, niż był podczas Mojego Ukrzyżowania.

Posted by Dzieckonmp w dniu 22 maja 2011


Ze względu na uchylenie kanonu 1399 i 2318 dawnego Kodeksu Prawa Kanonicznego przez Papieża Pawła VI w roku 1966 (AAS 58/16) nie ma już zakazu publikowania nowych objawień, wizji, proroctw, cudów itp. Nie obowiązuje już odtąd zakaz ich rozpowszechniania bez imprimatur Kościoła.

Orędzie nr.61  z serii Ostrzeżenie.

Środa 13 kwietnia 2011 godz.23:00

Moja najmilsza Córko,  płaczę dziś wieczór z wielkim smutkiem nad grzechami ludzkości, które narastają z wielką intensywnością w czasie, gdy na świecie zbliża się moment upamiętnienia Mojej Pasji na krzyżu. Mój ból jest jeszcze większy niż wtedy, gdy po raz pierwszy zostałem ukrzyżowany. Teraz ponownie przeżywam mękę, którą cierpiałem, ponieważ grzechy ludzkości przekłuwają Moje Serce jak miecz, który jest dłuższy, ostrzejszy i bardziej bolesny.

Usłyszcie Moje prośby. Usłyszcie Moje wołanie. Wszyscy z was. Pocieszcie Mnie w tej głębokiej męce, którą dziś cierpię. Codziennie muszę być świadkiem głębokiego smutku, bólu i tortur zadawanych człowiekowi przez człowieka, przez ludzi dzieciom. Mordercy ci nie cierpią z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia, tak zakażone są ich ciemne dusze przez oszusta – szatana.

On nie ma litości dla nikogo z was, ponieważ nie ma duszy. Mimo to, ludzie jak zaślepieni ulegają bezmyślnie jego pokusom. Tak niewolniczo pozwalają się wciągnąć do tej strasznej ciemności. Muszę polegać na was, wierzących, że będziecie się mocno modlić, by ocalić te dusze.

Mój ból nasila się codziennie. Grzech nie jest postrzegany przez człowieka takim, jaki jest. Na najbardziej podstawowym poziomie jest to miłość własna. W najgorszym wypadku jest to miłość do wszystkich rzeczy, które wyrządzają szkodę innym – poprzez nieuczciwość, przemoc, nadużycia i zbrodnie. Dlaczego ludzie zamykają oczy, gdy są świadkami okrucieństw? Ofiary są takimi samymi ludźmi, jak wy sami. Módlcie się mocno za sprawców, ponieważ oni również są ofiarami. Oni, Moje Dzieci, zostali złapani w sidła przez oszusta, choć jeszcze wielu nie akceptuje nawet, że on istnieje.

Teraz zbliża się czas, by Moje Słowo jeszcze raz, naprawdę słyszane było na ziemi.

Proszę, proszę wytłumaczcie wszystkim, że Moje Miłosierdzie widoczne będzie na ziemi teraz, podczas nadchodzącego Mistycznego Wydarzenia. Ważne jest, aby powiedzieć tak wielu ludziom, jak tylko możliwe, aby prosili Boga, Przedwiecznego Ojca, o przebaczenie dla każdego z was, za grzechy popełnione w przeszłości. Zróbcie to teraz – i to szybko. Ratujcie dusze swoje i innych. W czasie, gdy trwać będzie Nawrócenie, niektóre nieszczęśliwe dusze nie wytrzymają tego wstrząsu. Módlcie się, módlcie się, aby nie zginęły w stanie grzechu śmiertelnego.

Proszę, przypomnijcie sobie Moją Pasję w czasie Wielkiego Postu przez rozważanie Ofiary, którą chętnie poniosłem dla was wszystkich, byście mogli być uratowani. Zrozumcie, że Ostrzeżenie, Oświetlenie Sumienia jest Moim kolejnym Darem Miłosierdzia dla ludzkości.

Rozprzestrzeniajcie wszędzie Nawrócenie. Pomóżcie zwyciężyć oszusta modląc się do Miłosierdzia Bożego o zbawienie dusz. Zaufajcie Mi teraz i przywróćcie Mnie do waszych serc. Zjednoczcie się razem dla ocalenia ludzkości poprzez Miłość.

Wasz Boski Zbawiciel
Jezus Chrystus
Syn Boga Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela i Stwórcy wszystkich rzeczy.

Tłumaczył: Chrisgi


Posted in Orędzia Ostrzeżenie | Otagowane: , , , , , , | 84 komentarze »