Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
    7,5 lat pozostało.
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

List z tamtego świata

Posted by Dzieckonmp w dniu 10 sierpnia 2011


Proszę o przesyłanie mailem do swoich znajomych ten list. Jesteście wezwani do zrobienia co w waszej mocy aby ratować swoich bliskich.  Niech każdy postanowi na swój sposób coś zrobić aby jak najwięcej ludzi przeczytało ten list.

„Nie módl się za mnie: jestem potępiona!”

Okoliczności

Wśród papierów pewnej młodo zmarłej zakonnicy znaleziono następujący zapis:
Miałam przyjaciółkę. To znaczy: żyłyśmy blisko z sobą – w tym samym biurze pewnego sklepu w Monachium, gdzie pracowałyśmy obok siebie. Z chwilą gdy Ania później wyszła za mąż, nigdy jej już nie widziałam. Kontakty nasze układały się odtąd raczej na zasadzie grzeczności, niż przyjaźni. W ten sposób straciłam ją poniekąd, gdy po ślubie zamieszkała ona w dzielnicy willowej w Monachium, położonej daleko od mojego mieszkania.
Kiedy jesienią 1937 r. spędzałam urlop nad jeziorem Garda, napisała mi moja matka pod koniec drugiego tygodnia września: „Pomyśl, Anna N. zmarła, straciła życie w wypadku samochodowym. Wczoraj odbył się jej pogrzeb na cmentarzu leśnym”. Wiadomość ta przeraziła mnie. Wiedziałam, że Ania nie była zbyt religijna. Czy w tym momencie, kiedy ją Bóg nagle odwoływał, była ona przygotowana do śmierci?
Następnego dnia poszłam na Mszę św. do kaplicy domowej pensjonatu Sióstr, przy którym zamieszkałam. Ofiarowałam Mszę św. w jej intencji i modliłam się gorąco za spokój jej duszy. Ofiarowałam w tej intencji również Komunię św. Ale przez cały dzień czułam jakiś niesmak, który wzmógł się pod wieczór.
Spałam niespokojnie. Naraz obudziłam się, jakby wskutek gwałtownego pukania. Zapaliłam światło. Zegar na nocnym stoliku wskazywał 10 minut po północy. Ale nie było nic widać. W domu nie było słychać żadnego głosu. Tylko fale jeziora Garda pluskały monotonnie o mury ogrodu pensjonatu. Nie było słychać żadnego powiewu wiatru. A przecież w momencie przebudzenia miałam wrażenie, że prócz pukania powiał jakby szmer powiewu, całkiem podobnie jak wówczas, gdy mój szef w biurze w przypływie złego humoru rzucał jakimś nieprzyjemnym listem o stół.
Zastanawiałam się przez chwilkę, czy mam wstać. Ale powiedziałam sobie odważnie: „No cóż, to wszystko twoja przemęczona wyobraźnia po tym wypadku śmierci”. Obróciłam się, odmówiłam kilka „Ojcze naszów” za dusze w czyśćcu i ponownie zasnęłam. Miałam wtedy następujący sen:
Śniło mi się, że wstałam rano około 6.00 – i chciałam udać się do kaplicy domowej. Jednakże przy otwieraniu drzwi od pokoju natknęłam się nogą na stos luźnych kartek listowych. Podniosłam je. Rozpoznałam pismo Ani – i równocześnie krzyknęłam z przerażenia. Drżąc cała, trzymałam kartki w rękach. Zrozumiałam, że w takim nastroju nie jestem w stanie
wypowiedzieć wargami żadnego „Ojcze nasz”. Ponadto zaś ogarnęło mnie jakieś duszące uczucie.
W takiej sytuacji wydawało mi się, że najlepiej wyjść po prostu i uciec w szczere pole. Poprawiłam więc nieco włosy, wetknęłam list do torebki i wyszłam z domu. Wspinałam się w górę drogą wijącą się po drugiej stronie słynnej autostrady ‘Gardesana’ pomiędzy drzewami oliwnymi, ogrodami willi i krzewami wawrzynowymi coraz to wyżej.
Poranek rozbłyskał coraz jaśniejszym światłem. Innymi razami wchłaniałam tu, każde dalsze sto kroków, wspaniały widok roztaczający się stąd na jezioro i bajecznie piękną wyspę Garda. Zachwycałam się zawsze przysłowiowym błękitem wody. I jako dziecko swego dziadka, podziwiałam zawsze szary szczyt Mont Baldo, wznoszący się nad przeciwległym brzegiem, od poziomu 64 m ponad taflą jeziora, aż do powyżej 2200 m.
Tym razem nic mnie nie zachwycało. Machinalnie usiadłam po jakimś kwadransie drogi na ławce wspierającej się na dwóch cyprysach, gdzie jeszcze poprzedniego dnia czytałam wesołą „Jungfer Therese” (Panna Teresa) Felderera. Po raz pierwszy odczułam właśnie tym razem cyprysy jako drzewa śmierci, choć na południu, gdzie je tak często widywałam, nigdy nie narzucały mi się w takim charakterze.
Sięgnęłam po list. Brak było podpisu. Ale było to bez najmniejszej wątpliwości pismo Ani. Nie brakowało nawet tych zamaszystych ogonków przy literze ‘S’, ani po francusku wykonanego ‘T’, które wyrobiła sobie w biurze, by tylko dokuczyć panu Gr. Styl listu nie był jej typowym stylem. W każdym razie nie był to jej zwyczajny sposób mówienia. Ania umiała mówić niesłychanie miło i śmiać się swymi niebieskimi oczami, jeśli już pominąć jej śmieszny płaski nosek. Tylko wówczas, gdy dyskutowałyśmy o problemach religijnych, umiała stać się złośliwą, przechodząc w twardy ton tego właśnie listu (ja sama też teraz przeszłam w taki właśnie podniosły ton jej listu). Przepisuję tu jej list z tamtego świata słowo w słowo, tak jak go czytałam na śnie. Brzmiał on następująco:
Klara, nie módl się za mnie … !

Klara! Nie módl się za mnie! Jestem potępiona! Jeśli cię o tym powiadamiam i opisuję ci to w dłuższym wywodzie, nie sądź że czynię to z przyjaźni. My tu już nikogo nie kochamy. Robię to jakby z musu. Jako ‘część tej potęgi, która wciąż chce złego, a ciągle tworzy dobro’.
Prawdę mówiąc chciałabym, żebyś i ty wylądowała w tym stanie, w którym ja teraz na wieki się zakorzeniłam[1]. Nie dziw się takiemu mojemu nastawieniu. My tu wszyscy tak myślimy. Nasza wola jest w złu – tzn. w tym co wy nazywacie ‘złem’ – skamieniała. Nawet wtedy, gdy ‘czynimy coś dobrego’, jak ja teraz, kiedy otwieram ci oczy w związku z piekłem, nie czynię tego w dobrym zamiarze[2].
Może sobie jeszcze przypominasz. Poznałyśmy się 4 lata temu w Monachium. Tyś miała 23 lata i pracowałaś już pół roku w biurze, kiedy ja się tam dostałam. Tyś mi niejednokrotnie pomagała wyjść z kłopotliwych sytuacji. Poddawałaś mi jako początkującej niejedną dobrą myśl. Ale cóż to jest: ‘dobrą’! – Wychwalałam wtedy twoją ‘miłość bliźniego’. Śmieszne!
Twoje pomaganie wypływało z czystego dążenia do wielkoduszności, jak to zresztą już wtedy przeczuwałam. My nie znamy tu żadnego dobra. Względem nikogo.

Z dziejów młodości

Moją młodość znasz. Wypełnię tu parę luk z tego, czego ci nie opowiadałam. Według planów moich rodziców miało mnie właściwie w ogóle nie być. ‘Przydarzyło im się po prostu nieszczęście’. Obie moje siostry miały już 14 i 15 lat, kiedy ja dobijałam się do światła. Obym była nie zaistniała! Obym teraz mogła zniszczyć siebie, ujść tym męczarniom! Żadna rozkosz nie dorównałaby tej, gdybym potrafiła rozerwać moje istnienie, jakby odzienie popiołu, żeby jego strzępy spłonęły na nic[3]. Ale muszę być. Muszę być taka, jaką się uczyniłam: z chybionym celem istnienia.
Kiedy mój ojciec i matka, jeszcze przed ślubem, przenieśli się ze wsi do miasta, oboje stracili kontakt z kościołem. Tak było im lepiej: przyłączyli się do kręgów nie związanych z Kościołem. Zapoznali się w chwili przyjemności na tańcu i ‘musieli’ się pobrać w pół roku później.
Ze ślubu zostało na nich tylko tyle wody święconej, że matka szła parę razy do roku w niedzielę do kościoła na Mszę. Matka nigdy nie nauczyła mnie prawdziwej modlitwy. Pozwalała się pochłaniać codziennym troskom, chociaż warunki wcale nie były złe.
Takie wyrażenia jak: modlić się, Msza, woda święcona, kościół – piszę z okrutnym wewnętrznym obrzydzeniem. Gardzę tym podobnie jak tymi, którzy chodzą do kościoła i w ogóle wszystkimi ludźmi i rzeczami. Bo ze wszystkiego wyrasta dla nas męka. Każde otrzymane poznanie w chwili zejścia, każde wspomnienie o tym, co się przeżyło i wiedziało, działa na nas jak palący płomień ognia[4]. I wszelkie wspomnienia ukazują się nam od tej ich strony, która oznaczała w nich łaskę dla nas, a którą wzgardziliśmy. Jak bardzo to dręczy! – My nie jemy, nie śpimy, nie chodzimy nogami. Duchowo uwiązani jak łańcuchem, tkwimy w „wyciu i zgrzytając zębami” na nasze doszczętnie chybione życie. Pełni nienawiści i udręki. Słyszysz!? Pijemy tu nienawiść jak wodę. Również względem siebie nawzajem[5].
Najbardziej nienawidzimy Boga. Chciałabym ci to uzmysłowić. Błogosławieni w niebie muszą Go kochać, bo widzą Go bez zasłony w Jego olśniewającym pięknie. To ich niewysłowienie uszczęśliwia. My o tym wiemy i to poznanie doprowadza nas do szału[6].
Ludzie na ziemi, którzy poznają Boga ze stworzenia i objawienia, mogą Go kochać, nie muszą Go jednak kochać. Człowiek wierzący – piszę o tym ze zgrzytaniem, który spogląda na Chrystusa rozciągniętego na krzyżu, zastanawiając się nad tym, będzie Go też kochał. Ale do kogo Bóg zbliża się jako ten karzący, mściciel, sprawiedliwy, niegdyś odrzucony przez nas, w burzy jak my, ten Go nienawidzi[7]. Całą potęgą swej złej woli. Na wieki. Mocą dobrowolnej decyzji odłączenia się od Boga, z jaką wyzionęliśmy naszą duszę w chwili umierania. I której obecnie nie wycofujemy i nie chcemy jej nigdy wycofać.
Czy teraz pojmujesz, czemu piekło trwa na zawsze? Bo nasza zatwardziałość nigdy nie stopnieje!

Boże Miłosierdzie dla potępionych …

Przymuszona dodaję, że Bóg jest nawet względem nas miłosierny. Powiadam ‘przymuszona’. Bo choć piszę ten list – chcę tego, nie jest mi dozwolone kłamać, jakbym tego chętnie chciała. Wiele rzeczy przelewam na papier wbrew mej woli. Muszę też połykać fale bluźnierstwa, jakie bym chciała wypluć.
Bóg jest miłosierny dla nas przez to, że nie dozwalał, by nasza zła wola tak się wyżywała za naszego ziemskiego życia, jak byliśmy na to gotowi. To by naszą winę i karę jeszcze powiększyło. Sprawił, żeśmy umarli przedwcześnie, jak ja, albo sprawiał, że dochodziły inne łagodzące okoliczności. Teraz okazuje się dla nas miłosierny przez to, że nie zmusza nas do większego zbliżenia się do Niego, jak właśnie w tym oddalonym miejscu piekła, co zmniejsza nasze męczarnie[8].
Każdy krok bliżej Boga sprawiałby mi większe męki aniżeli dla ciebie jeden krok bliżej płonącego ogniska. Tyś się oburzała, gdy opowiadałam ci na którymś spacerze, że ojciec mój wyraził się na parę dni przed moją pierwszą Komunią: ‘Bądź taka, Aniusiu, żebyś dostała ładną sukienkę. Wszystko inne to jedno cygaństwo’. Wtedy o mało nie zawstydziłam się z powodu tego, żeś się na takie powiedzenie przeraziła. Teraz śmieję się z tego.
Jedyną rzeczą rozsądną przy całym tym cygaństwie było to, że dopuszczono nas do Komunii dopiero w wieku lat 12. Byłam wtedy już dobrze pochłonięta uciechami świata, tak iż rzeczy religijne zbywałam lekkim sercem i nie przejmowałam się zanadto Komunią. To że niektóre dzieci przystępują do Komunii obecnie już w 7 roku, wprowadza nas w gniew. Czynimy wszystko, żeby ludziom wytłumaczyć, iż dzieciom takim brak na to rozeznania, że muszą najpierw popełnić parę grzechów śmiertelnych! Wtedy ten Biały Bóg nie szkodzi im już tak bardzo, jak wówczas, gdy wiara, nadzieja i miłość – pfe z tym! – są jeszcze żywe w ich sercu od Chrztu. Czy przypominasz sobie, że takie stanowisko prezentowałam już na ziemi?

Wspomnienie o ojcu

Wspomniałam o moim ojcu. Żył on z matką często w niezgodzie. Tylko rzadko ci o tym napomykałam. Wstydziłam się tego. Śmieszna rzecz – wstyd! Nam tu wszystko jedno. Nie sypiali już też w tym samym pokoju, ale ja byłam przy matce. Ojciec leżał w komorze obok, gdzie mógł sobie wracać do domu nawet w nocy. Pił dużo i przepijał całe nasze mienie. Obie siostry miały posadę i twierdziły, że same potrzebują pieniędzy. Wówczas zaczęła pracować i matka.
W ostatnim roku życia ojciec często bił matkę, gdy nie chciała mu nic dać. W stosunku do mnie był on zawsze dobry. Pewnego dnia – o tym ci opowiadałam, a ty oburzałaś się moimi przechwałkami; zresztą co cię u mnie nie gorszyło! – a więc pewnego dnia, ojciec odniósł nawet dwukrotnie zakupione przez siebie buty jeszcze raz z powrotem do sklepu, żeby je wymienić, bo ich fason i obcasy zdawały mi się nie dosyć modne[9].
W nocy, w której ojciec miał śmiertelny wylew krwi, zdarzyło się coś, z czego z obawy przed niemiłą interpretacją nigdy nie umiałam ci się zwierzyć. Ale teraz możesz się o tym dowiedzieć. Jest to znamienne chyba z tego powodu, że wtedy to właśnie po raz pierwszy zostałam wezwana przez mojego obecnego Ducha, który mnie męczy.
Ja spałam w izbie przy mojej matce. Regularne oddechy zdradzały jej głęboki sen. I wtedy to nagle usłyszałam, jak mnie ktoś woła po imieniu. Nieznajomy głos powiedział: „Co będzie, jak ojciec umrze!” Ja już ojca nie kochałam, odkąd obchodził się tak źle z matką. A właściwie wtedy już w ogóle nikogo nie kochałam, a tylko trzymałam się kilku, którzy mi byli dobrzy. Miłość bez widoków na ziemską wzajemną korzyść gości jedynie w duszach, które są w stanie łaski. A ja taką nie byłam. I tak odpowiedziałam na to tajemnicze odezwanie się, nie zdając sobie sprawy, skąd ona pochodzi: „On przecież nie umrze!”
Po krótkiej przerwie na nowo to samo jasno dosłyszane pytanie. – „On przecież nie umrze!” Mnie zaś stanęło przed oczami, jak to ojciec wracał często pijany, jak krzyczał, poniewierał matką, jak doprowadzał nas przed ludźmi do nędznej sytuacji. Toteż krzyknęłam z przekorą: „To stanie się dobrze!” – Wówczas wszystko ucichło.
Następnego dnia, gdy matka chciała sprzątać w pokoju ojca, stwierdziła że drzwi są zamknięte. Około południa włamano się do pokoju. Ojciec leżal na wpół ubrany na łóżku, nieżywy. Gdy poszedł do piwnicy po piwo, widocznie się przeziębił. Chorował już od dłuższego czasu[10].

Stowarzyszenie Dziewcząt

Marta K. i ty namówiłyście mnie, żebym wstąpiła do Stowarzyszenia Dziewcząt. Wprawdzie nigdy nie ukrywałam, że uważałam morały obydwu kierowniczek, pań X, za nazbyt ‘księżowskie’. Zabawy były towarzyskie. Ja odgrywałam przy tym wkrótce, jak o tym wiesz, rolę wiodącą. To mi odpowiadało. Również wycieczki mi się podobały.
Dałam się nawet parę razy namówić na Spowiedź i Komunię. Właściwie to nie miałam nic do powiedzenia. Nad myślami i mowami nie zastanawiałam się… A co do grubszych czynów, nie byłam jeszcze tak daleko. Tyś mnie kiedyś upominała: „Aniu, jak się nie będziesz spowiadać, zginiesz!” Modliłam się naprawdę mało. A i to jedynie z niechęcią. Właściwie to miałaś rację. Wszyscy, którzy płoną w piekle, nie modlili się, albo nie modlili się dostatecznie. Modlitwa to pierwszy krok do Boga. Jest to krok decydujący. A zwłaszcza modlitwa do Tej, która była Matką Chrystusa, której imienia nie wymieniamy. Nabożeństwo do Niej wyrywa szatanowi wiele dusz, które grzech przyprowadziłby mu nieomylnie do rąk.

Modlitwa – rzecz najłatwiejsza

Ciągnę dalej ze wściekłością, bo muszę. Modlitwa to rzecz najłatwiejsza, jaką człowiek może wykonywać na ziemi. I właśnie z tą rzeczą najłatwiejszą związał Bóg zbawienie. Kto modli się wytrwale, temu Bóg daje stopniowo tyle światła, wzmacnia go do tego stopnia, że nawet ten grzesznik, który najbardziej tkwi w błocie, może się w końcu dźwignąć, chociażby tkwił w bagnie powyżej uszu. Przez ostatnie lata życia w ogóle już się dobrze nie modliłam. I tak pozbawiałam się łask, bez których nikt nie może się zbawić.
Tu już żadnej łaski nie otrzymujemy. Ale chociażbyśmy je nawet otrzymywali, odrzucilibyśmy je z szyderstwem. Wszelkie wahania istnienia ziemskiego już ustały w drugim życiu. U was na ziemi człowiek może przeskakiwać ze stanu grzechu – do stanu łaski;
od łaski popaść w grzech. Często ze słabości. Niekiedy ze złej woli. Wraz ze śmiercią skończyło się podskakiwanie to w górę, to w dół, wypływające z niedoskonałości ziemskiego życia. Został osiągnięty stan końcowy.
Już w miarę posuwania się w latach, skoki te stają się mniejsze. Jest prawdą, że człowiek może się zwrócić do Boga aż do samej śmierci, albo też odwrócić się do Niego plecami. A jednak, wraz z ostatnimi słabnącymi poruszeniami woli przed skonaniem człowiek podejmuje niemal z musu taką decyzję, jaką podejmował z przyzwyczajenia w swoim życiu. Dobre lub złe przyzwyczajenia stają się jego drugą naturą. Ona to go porywa.
Tak było i w moim przypadku. Żyłam od lat oddalona od Boga. Toteż przy ostatnim wezwaniu łaski zdecydowałam się przeciwko Bogu. Nie to, jakobym często grzeszyła, stało się moim nieszczęściem, lecz to, że nie chciałam się już dźwignąć. Tyś mnie niejednokrotnie upominała, żebym wysłuchała kazania i przeczytała jakąś książkę religijną. A ja odpowiadałam regularnie, że na to nie mam czasu. Czyż miałabym przez to jeszcze powiększyć moją wewnętrzną niepewność?
Muszę zresztą stwierdzić, że gdy kiedyś na to się zanosiło, jak na krótko przed moim wystąpieniem ze Stowarzyszenia Dziewcząt, byłoby mi wtedy niezmiernie ciężko obrać inną drogę. Czułam się niepewna i nieszczęśliwa, ale przed nawróceniem wyrastał mur. Możeś tego nie zauważała. Tyś sobie to tak po prostu wyobrażała, mówiąc kiedyś do mnie: „Odpraw dobrą Spowiedź, Aniu, a wszystko będzie znów dobrze!” Ja dobrze czułam, że tak by też było. Ale świat, diabeł i ciało trzymały mnie już zbyt mocno w swych szponach.

Nigdy nie wierzyłam we wpływ szatana

Nigdy nie wierzyłam we wpływ szatana. A teraz stwierdzam, że na takich ludzi, do jakich ja się wtedy zaliczałam, wywiera on wpływ potężny. Tylko dużo modlitwy innych i moich własnych, połączonych z ofiarami i cierpieniem, byłoby w stanie wyrwać mnie od niego. A i to jedynie powoli. Co prawda niewielu jest zewnętrznie opętanych, ale aż się roi od wewnętrznie opętanych. Diabeł nie może odebrać wolnej woli tym, którzy poddają się jego wpływowi. Ale za karę za swe poniekąd programowe odstępstwo od Boga dopuszcza On, że ‘Zły’ zagnieżdża się w nich.
Nienawidzę również diabła. A jednak podoba mi się, bo stara się on was zepsuć. On – oraz pomocnicy jego pomocników, tzn. duchy upadłe wraz z nim na początku czasu. Jest ich miliony. Krążą oni po świecie, gęsto jak chmary komarów, a wy tego nawet nie podejrzewacie[11]. My, ludzie potępieni, was nie kusimy. Kuszenie należy do złych duchów[12]]. Co prawda, powiększa to każdorazowo ich męki, gdy mianowicie wciągną do piekła jedną duszę ludzką więcej. Ale czego się nie robi dla nienawiści![13]
Chociaż kroczyłam ścieżkami dalekimi od Boga, Bóg szedł za mną. Drogę łasce prostowałam moimi naturalnymi posługami miłości, jakie niejednokrotnie spełniałam, kierując się naturalną skłonnością mojego usposobienia.
Czasami wabił mnie Bóg do kościoła. Odczuwałam to jakby tęksnotę za domem rodzinnym. Kiedy pielęgnowałam chorowitą matkę, pomimo pracy w dzień w biurze – i rzeczywiście w pewnym sensie się poświęcałam, działały te Boże wezwania potężnie. Pewnego razu, w
kościele szpitalnym, dokąd zabrałaś mnie w porze obiadowej, opanowało mnie to uczucie tak mocno, że potrzeba było tylko jednego jeszcze kroku do mojego nawrócenia. Płakałam wtedy. Ale potem uciechy światowe zatopiły na nowo tę łaskę. Pszenica udusiła się wśród cierni.
Kierując się pretekstem, że religia – to sprawa uczuć, jak to mawiano zawsze u nas w sklepie, odsunęłam również tę odnawiającą mnie łaskę, podobnie jak pozostałe. Tyś mnie któregoś razu zganiła, że zamiast należycie uklęknąć aż do podłogi, wykonałam tylko bezkształtny dyg. Uznałaś to za wyraz lenistwa, wydawało się że nie podejrzewasz, iż wtedy nie wierzyłam już w obecność Chrystusa w Sakramencie. Teraz w to wierzę, ale czysto naturalnie, tak jak wierzy się w burzę, gdy człowiek doznaje jej skutków.

Skombinowałam sobie własną religię

W międzyczasie sama sobie skombinowałam religię. Przystałam do poglądu, jaki przyjął się w naszym sklepie, że dusza po śmierci powstaje na nowo w jakimś innym stworzeniu. W ten sposób wędruje ona dalej w nieskończoność (reinkarnacja). Tym samym miałam z głowy kłopotliwe problemy co do drugiego życia i unieszkodliwiłam je dla siebie.
Czemuś mi nie przypomniała przypowieści o bogaczu i biednym Łazarzu, z których jeden – zgodnie ze słowami Opowiadającego, Chrystusa – poszedł po śmierci niezwłocznie do piekła, a drugi do raju? Ale co byś przez to osiągnęła? Chyba nic więcej, niż swymi innymi pobożnymi gadkami (por. Łk 16,19).
Stopniowo skomponowałam sobie sama Boga. Na tyle dobrze wyposażonego, żeby mógł uchodzić za ‘Boga’. Na tyle oddalonego ode mnie, by nie musieć utrzymywać z Nim żadnych stosunków. Na tyle zamazanego, by zależnie od potrzeby – bez konieczności zmiany religii poszerzyć Go w panteistycznego ‘boga świata’, albo też skondensować w deistycznego ‘Pyszałka’.
Ten to ‘Bóg’ nie miał mi żadnego nieba do zaofiarowania, ani też żadnego piekła do zagrożenia. Pozostawiałam Go w spokoju. Na tym polegała jego adoracja z mojej strony. ‘Co się lubi, w to się chętnie wierzy!’ Z biegiem lat uznawałam się dosyć przekonana co do mojej religii. Z taką religią dało się żyć. Tylko jedno mogłoby ją złamać: dogłębne, długotrwałe cierpienie. Ale takie cierpienie nie nadeszło! Czy teraz rozumiesz, co to znaczy: „Kogo Bóg miłuje, tego karci?”

Odbicie koleżance chłopaka

Było to pewnego dnia w lecie, w lipcu, kiedy Stowarzyszenie Dziewcząt urządziło wycieczkę do miejscowości A. Wycieczka by mi się wprawdzie podobała. Ale to głupie gadanie – i to pobożnisiowskie postępowanie! Na ‘ołtarzu’ mojego serca stanął wtedy od niedawna inny obraz, anżeli ten łaskami słynący obraz Matki Boskiej z A.: zgrabny Maks N., ze sklepu obok. Niedawno przedtem poszliśmy parokrotnie na randkę ze sobą. On to właśnie zaprosił mnie w tę niedzielę na wycieczkę. Ta dziewczyna, z którą wybierał się zazwyczaj dotąd, leżala w sam raz w szpitalu.
Zapewne zauważył on, że miałem go na oku. Nie myślałam wtedy jeszcze o tym, by go poślubić. Był on wprawdzie przystojny, ale odnosiłam wrażenie, że był zanadto przyjacielski względem wszelkich możliwych dziewczyn. A ja chciałam dotąd zawsze chłopca, który by należał wyłącznie do mnie: być nie tylko kobietą, ale kobietą jedyną. Stąd cechował mnie stale pewien naturalny dystans[14].
W tę wspomnianą niedzielę Maks przerastał siebie w uprzejmościach. Nie prowadziliśmy żadnych rozmów ‘księżowskich’, jak u was. Nazajutrz, w biurze, robiłaś mi wymówki, czemu nie wybrałam się wraz z wami do A. Ja ci opowiedziałam, jak przyjemnie spędziliśmy niedzielę. Twoje pierwsze pytanie brzmiało: „Czy byłaś na Mszy świętej?” – Głupia! Jakże mogłam, skoro wyjazd był uzgodniony już na 6.00!
Czy pamiętasz, co ci wtedy dodałam, cała podenerwowana: „Pan Bóg nie myśli tak małostkowo, jak wasi klechowie!” Teraz zaś muszę wyznać: Bóg bierze to wszystko przy całej swej nieskończonej dobroci o wiele dokładniej, niż oni wszyscy.
Po owej pierwszej wycieczce z Maksem udałam się jeszcze raz do Stowarzyszenia. Było to w Boże Narodzenie – na uroczystość. Niejedno mnie tam ciągnęło. Ale wewnętrznie wyobcowałam się już całkiem od was. Kino, taniec, wycieczki: było jedno po drugim. Wprawdzie parę razy pokłóciliśmy się z Maksem. Ale ja umiałam go zawsze na nowo przyciągnąć do siebie.
Niesamowicie uciążliwa była dla mnie rywalka, która po powrocie z szpitala wprost szalała. Właściwie na moje szczęście, bo mój dostojny spokój robił potężne wrażenie na Maksie i to zadecydowało w końcu, że jego wybór padł na mnie. Umiałam tego dokonać, by uczynić ją w jego oczach tą gorszą, jeśli to tak chłodno wyrazić: zewnętrznie rzeczowo, a wewnętrznie siałam truciznę. Takie uczucie i takie postępowanie wyśmienicie przygotowują pod piekło. Są one szatańskie w najlepszym słowa tego znaczeniu.
Po co to opowiadam? Żeby ci uprzytomnić, jak oddaliłam się definitywnie od Boga. Nie jakoby zbyt często dochodziło pomiędzy mną a Maksem do ostatecznych intymności. Rozumiałam, że spadłabym w jego oczach, gdybym się dała wypić przed czasem. Z tego względu trzymałam się na dystans.
Ale w rzeczy samej byłam wciąż na wszystko gotowa, gdybym to uznała za korzystne. Chciałam zdobyć Maksa za wszelką cenę. Na to nic nie było za drogie. A ponadto pokochaliśmy się stopniowo. Oboje posiadaliśmy szereg cennych zalet, które mogliśmy podziwiać u siebie. Ja byłam zgrabna, pilna, umiałam zabawiać towarzystwo. Tak dostałam Maksa mocno w ręce, tak iż przynajmniej w ostatnich miesiącach przed ślubem posiadałam go sama.
Na tym polegało moje odejście od Boga: że podniosłam stworzenie do wyżyn bóstwa. Nigdzie nie dzieje się to tak wszechogarniająco, jak w przypadku miłości do człowieka odmiennej płci, jeśli miłość ta tkwi cała w ziemskości. To jest całą jej przynętą, jej żądłem i jej trucizną.
‘Adoracja’ jaką składałam Maksowi, stała się dla mnie przeżywaniem religii. Był to czas, kiedy w biurze wypowiadałam się zjadliwie o lataniu do kościoła, o duchownych, odpustach, o klepaniu różańca i podobnych kawałach. Tyś się mniej lub więcej wysilała, by w dyskusjach sprawy te ochraniać. Widocznie nie podejrzewałaś, że w gruncie rzeczy nie
chodziło mi wcale o te sprawy, a raczej szukałam tylko jakiegoś pretekstu przeciwko mojemu sumieniu – a potrzebowałam go wtedy jeszcze – żeby uzasadnić sobie moje odstępstwo.
W gruncie rzeczy bowiem buntowałam się przeciwko Bogu. Tego nie umiałaś zrozumieć. Uważałaś mnie wciąż jeszcze za katoliczkę. Ja chciałam zresztą uchodzić za katoliczkę. Płaciłam nawet podatek kościelny. Sądziłam, ze pewnego rodzaju ‘zabezpieczenie się’ nie mogło przecież szkodzić. Twoje odpowiedzi były w pewnych wypadkach niewątpliwie trafne. Ale po mnie się ześlizgiwały. Bo przeciez nie wolno ci było mieć racji!
Wobec tak się układających, rozluźniających się stosunków, nasz ból rozłąki nie był duży, gdyśmy się rozeszły poprzez mój ślub.

Definitywne odejście od Boga

Przed ślubem spowiadałam się jeszcze raz i przystąpiłam do Komunii. Tak było przepisane. Myśli moje i mojego męża były w tym względzie zbieżne. Czemuż mielibyśmy nie spełnić tej formalności? Załatwiliśmy ją jak każdą inną formalność. Wy to nazywacie ‘Komunią niegodną’. Po tej niegodnej Komunii miałam więcej spokoju w sumieniu. Była to zresztą moja ostatnia Komunia.
Nasze życie małżeńskie układało się na ogół dosyć harmonijnie. Mieliśmy we wszystkich sprawach mniej więcej takie samo zdanie. Również co do tego, że nie chciałam obarczać się ciężarem dzieci. Co prawda mój mąż chętnie by chciał jedno – rozumie się nie więcej. Ale ja potrafiłam odwieść go w końcu i od tego. Suknie, ładne meble, pokoje na herbatę, wyjazdy samochodem i podobne rozrywki były mi bliższe. Był to przyjemny rok ziemski, ten czas pomiędzy moim ślubem i moją przedwczesną śmiercią.
Wyjeżdżaliśmy w każdą niedzielę, albo też wybieraliśmy się w odwiedziny do krewnych męża (teraz wstydziłam się mojej matki). Ci zaś pływali dokładnie tak samo jak my – po powierzchni życia.
Prawdę mówiąc, wewnętrznie nigdy nie czułam się szczęśliwa, chociażbym na zewnątrz nie wiem jak się śmiała. Gryzło mnie zawsze jakieś nieokreślone ‘coś’. Chętnie bym chciała, żeby po mojej śmierci, która – rozumie się – miałaby długo jeszcze nie nadchodzić – wszystko definitywnie się skończyło.
Ale jest tak, jak to słyszałam kiedyś jako dziecko na jednym z kazań: że Bóg nagradza wszystko dobro, jakiego człowiek dokonuje. Jeśli nie może tego nagrodzić w drugim życiu, czyni to na ziemi.
Któregoś razu dostałam nieoczekiwanie spuściznę (NB.: od cioci Lotte). Mojemu mężowi zaś poszczęściło się, i jego pobory znacznie wzrosły. Mogłam więc urządzić ślicznie nasze nowe mieszkanie. Strona religijna rysowała się jeszcze tylko z dala – i mgliście. Kawiarnia w mieście i hotele, w których zatrzymywaliśmy się podczas podróży, nie przybliżały nas do Boga. Wszyscy, którzy tam bywali, żyli tak samo jak my: od zewnątrz do wewnątrz, a nie od wewnątrz na zewnątrz.
Jeżeliśmy w ramach podróży wakacyjnych odwiedzali jakąś słynną katedrę, karmiliśmy się samą tylko treścią artystyczną dzieł mistrzów. Powiew religijny, jakim promieniowały, zwłaszcza te z epoki średniowiecza, umiałam neutralizować w ten sposób, że zwracałam uwagę na jakiś uboczny szczególik zwiedzania, żeby z tego powodu wyrazić swoje oburzenie, np. z powodu jakiegoś niechlujnie ubranego, albo nieporadnego braciszka zakonnego, który nas oprowadzał; z powodu ‘skandalu’, że mnisi, którzy chcieli być pobożni, sprzedawali likier; z powodu nieustannego dzwonienia na nabożeństwa, przy czym chodziłoby rzekomo tylko o zrobienie interesu pieniężnego.

Piekło …?

Tak więc udawało mi się raz po raz odtrącać łaskę, ilekroć do mnie pukała. Szczególnie zaś dawałam folgę memu oburzeniu w przypadku pewnych starożytnych wyobrażeń odnośnie do piekła – na cmentarzach lub gdzie indziej. Widać było na nich diabła przypiekającego jakąś duszę żarem rozżarzonym do czerwoności, albo też do białości. Towarzysze zaś diabła, z długimi ogonami – przywlekali mu nową ofiarę.
Klaro, piekło można przerysować, ale nie da się go przejaskrawić! Szczególniej pastwiłam się zawsze nad ogniem piekielnym. Pamiętam, jak ci któregoś razu przy rozmowie na ten temat trzymałam zapałkę pod nosem i kpiłam: Czy to tak właśnie czuć? Tyś szybko zdmuchnęła płomień. Tutaj nikt go nie gasi. Powiadam ci: Ogień, o którym mówi Biblia, to nie męki sumienia. Ogień znaczy ogień. Trzeba dosłownie rozumieć, co Tamten powiedział: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny!” Dosłownie!
Zapytujesz, jak duch może być dotknięty materialnym ogniem. A jak na ziemi może cierpieć twoja dusza, gdy palca trzymasz w płomieniu? On również nie pali duszy. A przecież jakiejż męki doznaje cały człowiek! Podobnie jesteśmy my tutaj duchowo uwięzieni do ognia, odpowiednio do naszej istoty i naszych zdolności. Dusza nasza pozbawiona jest swych naturalnych skrzydeł i wzlotów: nie możemy myśleć o tym, o czym byśmy chcieli, ani tak myśleć, jakbyśmy tego chcieli[15].
Nie patrz głupio na te linijki. Bo ten stan, który wam nic nie mówi, pogrąża mnie, nie spalając mnie. Nasza największa męka polega na tym, że wiemy dokładnie, iż Boga nigdy oglądać nie będziemy. Jak może dręczyć to, co dla będącego na ziemi może być tak obojętne?! – Dopóki nóż leży na stole, nie grzeje, ani nie chłodzi. Widać jego ostrość. Ale się jej nie odczuwa. Ale przejedź nożem po ciele, to krzykniesz z bólu. Teraz czujemy utratę Boga. Poprzednio oglądaliśmy ją jedynie[16].
Nie wszystkie dusze cierpią jednakowo. Im bardziej złośliwie i jako zasada – ktoś grzeszył, tym bardziej ciąży nad nim utrata Boga. Dusi go nadużyte stworzenie. Potępieni katolicy cierpią bardziej, aniżeli innowiercy, gdyż najczęściej otrzymywali i marnowali więcej światła i łaski. Kto więcej wiedział, cierpi surowiej, aniżeli ten, kto rozpoznawał mniej. Kto grzeszył ze złej intencji, cierpi ostrzej, anżeli ten, kto upadał ze słabości. Ale nikt nie cierpi więcej, aniżeli na to zasłużył. Och, żeby to nie było prawdą, żebym wskutek tego miała powód do nienawiści!
Tyś powiedziała mi niegdyś, że nikt nie pójdzie do piekła bez swojej wiedzy. Miało to być objawione którejś ze świętych. Ja śmiałam się z tego, ale potem znów zabezpieczyłam się tym
wyjaśnieniem. Powiedziałam sobie w cichości, że wobec tego w razie potrzeby znajdzie się na tyle czasu, by pozostawać na razie w stanie równowagi chwiejnej.
Ta wypowiedź zgadza się. Wprawdzie przed moim przedwczesnym końcem nie znałam piekła tak jak ono jest. Nikt z ziemian go nie zna. Ale zdawałam sobie doskonale sprawę: że jeśli umrzesz, pójdziesz do drugiego życia przeciwko Bogu. Będziesz ponosiła konsekwencje. Nie podjęłam łaski nawrotu, jak już powiedziałam, płynąc po falach przyzwyczajenia. Z tej prawidłowości, zgodnie z którą im ludzie są starsi, tym bardziej uciekają się w działanie.

Moja śmierć …

Moja śmierć nastąpiła w taki oto sposób. Było to przed tygodniem. Mówię według waszego sposobu liczenia, bo według miary cierpień mogłabym już równie dobrze palić się w piekle 10 lat. Zatem przed tygodniem urządziliśmy – mój mąż i ja – w niedzielę, ostatnią dla mnie wycieczkę. Dzień rozpoczął się przepiękną zorzą. Czułam się doskonale, jak rzadko kiedy. Przeze mnie przesączało się niejako niewysłowione uczucie szczęścia. I wtedy nagle, w drodze powrotnej, mój mąż został oślepiony samochodem pędzącym z naprzeciwko. Stracił panowanie nad kierownicą.
Jessses (= Jezu!) – przeszło przeze mnie jak zygzakiem. Nie jako modlitwa, ale jako okrzyk. Ścisnął mnie ból zmiażdżenia. W porównaniu z obecnym – bagatela! Potem straciłam zmysły.
Dziwne to, że tego właśnie ranka obudziła się we mnie w przedziwny sposób myśl: Mogłabyś ponownie pójść na Mszę. Brzmiało to jakby błaganie. Moje „NIE” przecięło ten wątek myśli jasno i zdecydowanie. „Trzeba z tym raz wreszcie skończyć. Przyjmuję wszystkie następstwa”. Teraz je ponoszę.
Co się stało po mojej śmierci, chyba wiesz. Los mojego męża, mojej matki, co zrobiono z moimi zwłokami i cały ceremoniał mojego pogrzebu – wszystko to jest mi w szczegółach znane przez naturalne poznanie, jakie tutaj mamy.
To co się dzieje na ziemi, wiemy tylko mgliście. Ale to co było nam w jakiś sposób bliskie, to znamy. Tak też widzę twój pobyt[17].
W chwili mojego zejścia obudziłam się natychmiast z ciemności. Zobaczyłam się jakby okolona jaskrawym światłem. Było to na tym samym miejscu, gdzie leżały moje zwłoki. Działo się to jakby w teatrze, gdy światła nagle zgasną na sali. Kurtyna zostaje rozwarta. Przy obfitym świetle otwiera się nieprzeczuwana sceneria. Sceneria mojego życia. Jakby w zwierciadle pokazała się dusza moja – mnie samej. Zmarnowane łaski – od samej młodości, aż do ostatniego „NIE” wobec Boga.
Czułam się jak morderca, któremu w czasie rozprawy sądowej przyprowadzają zabitą ofiarę. Żałować[18]? Wstydzić się? Nie!
Ale nie mogłabym też tego wytrzymać na oczach odrzuconego przeze mnie Boga. Tak więc pozostało tylko jedno: ucieczka! Jak Kain uciekł przed zwłokami Abla, tak duszę moją porwało na ten przerażający widok. To było sądem szczegółowym. Niewidzialny Sędzia powiedział: „Odejdź!”
Tak dusza moja spadła jakby cień żóltej siarki – na miejsce wiecznej męki.

Po zakończeniu listu …

Tak zakończył się list Ani. Ostatnie słowa były już prawie nieczytelne. I co to w końcu było? Równolegle z ostrym akcentem tych linijek, które – zdawało mi się – przeczytałam, do moich uszu doleciał łagodny dźwięk dzwonu.
Powstałam. Leżałam jeszcze w moim pokoju. Przez okno wdzierał się brzask poranny. Z kościoła parafialnego dochodził głos na „Anioł Pański”.
Czyżby więc wszystko to było tylko snem? Nigdy nie odczułam tak żywo pociechy „Pozdrowienia Anielskiego”, jak po tym śnie. Odmawiałam powoli 3 „Zdrowaś Maryjo”. I wtedy uświadomiłam sobie: masz się trzymać Jej, Błogosławionej Matki Pana! Masz jak dziecko czcić Maryję, jeśli nie chcesz doświadczyć losu, jaki ci – choć to było tylko na śnie – nakreśliła dusza, która nigdy nie ujrzy Boga.
Drżąc jeszcze z tej strasznej nocy, wstałam. Ubrałam się pospiesznie i pędem zleciałam po schodach do kaplicy domowej. Serce biło mi aż po gardło. Nieliczni goście, którzy klęczeli blisko mnie, przyglądali mi się na pewno ze zdziwieniem. Mogli sobie różnie o mnie pomyśleć. Że zleciałam po tych schodach jak strzała, jakby mi było ‘gorzej’.
Pewna poczciwa starsza dama z Budapesztu, doświadczona cierpieniem, ułomna, jak nieporadne dziecko, niedowidząca, ale gorliwa w służbie Bożej i dalekowzroczna w sprawach duchowych, odezwała się do mnie po południu w ogrodzie, z miłym uśmiechem: „Panienko, Pan Jezus nie chce być obsługiwany w biegu”. Ale potem przyznała zaraz, że widocznie poruszyło mnie coś, i że to nadal jeszcze przeżywam. Dodała dobrotliwie: „Niech cię nic nie przeraża! Wszystko przemija! Bóg pozostaje ten sam. Wszystko osiąga się z cierpliwością. Kto Boga posiądzie, temu nic nie zbraknie. Sam Bóg wystarczy!”
Podczas gdy ona wymawiała te słowa cicho i szeptała powoli, nie siląc się na jakieś pouczenie, zdawało mi się, że czyta w mojej duszy. „Sam Bóg wystarczy!” Tak, On mi wystarczy. Tutaj i tam. Chcę Go tam kiedyś posiąść, choćby to tu kosztować miało nie wiem ile ofiar. Pragnę przetrwać doświadczenia życia tu na ziemi i trzymać się miłości do Boga, ażeby posiąść na zawsze Jego, który sam jeden jest pokojem, radością i szczęściem, podczas gdy wszystkie radości ziemskie przeminą.

Od wydawcy

Mimowoli budzi się pytanie. Jak Klara mogła sobie przypomnieć tak dokładnie wszystkie słowa potępionej? Można by na to odpowiedzieć następująco: Kto robi garnek, ten robi i pokrywkę. Kto zaczyna dzieło, doprowadza je też do końca. Jeśli zjawienia z drugiego świata są faktem nadprzyrodzonym, otrzymała Klara również w sposób nadprzyrodzony asystencję Bożą, która pozwoliła jej z całkowitą dokładnością zapamiętać każde słowo przytoczonej wizji.

Komentarzy 71 do “List z tamtego świata”

  1. Steven said

    Nie możemy być gorsi od Ameryki, WIG 20 już -6%, ciekawe czy będzie -6,66?

  2. Przewidywator said

    Niech już będzie w końcu to ostrzeżenie.Mam już tego wszystkiego dość.Miało być w Czerwcu, już się naszykowałem, a tu nic.Potem coś czytałem o 20 lipca i znowu nic.Męczę się okrutnie w tym chorym świecie wśród tego idiotycznego,materialistycznego społeczeństwa.Już mi tam wszystko jedno czy przeżyje czy nie, czy trafie do nieba, czyśćca czy do piekła.Chce już tylko odpocząć od tej wszechobecnej tępoty i zakłamania.Pomódlmy się żeby było jak najszybciej, bo jak jeszcze pomyśle o zbliżającej się kampanii wyborczej to już mi się robi niedobrze.

    • edekw said

      póki żyjesz możesz zdobywać zasługi dla Nieba i dużo łagodniej odpokutowywać grzechy niż w czyśćcu

    • cox said

      Naprawdę ci wszystko jedno, czy trafisz do Nieba, czyśćca, czy też piekła? Serio?

    • Ivresse said

      Może po prostu łatwiej będzie wyłączyć telewizor, radio i tym podobne? Przejść na odwyk … A ciszę wykorzystać na rozmowę z Bogiem?
      Sama sobie tego życzę 🙂
      Ale w „późniejszym terminie” zdecydowanie wybieram niebo!

      • wiedma said

        Tak. Oderwanie sie od rzeczywistosci poleca kazda sekta jako podstawowy warunek.

        • Radosław said

          Może jak wyłączysz telewizor zaczniesz samodzielnie myśleć a nie pisać bzdury.

        • Alaude arvensis said

          Wiedma boi się,że jak wyłączy telewizor, to nie pozna rzeczywistości 🙂 a może ona już wieki nie była na świeżym powietrzu, nie zna życia, dlatego tak broni tej telewizorni, bo tam mówią o życiu, takim, jakie ono niby jest.Takich informacji łakną Ci, co sami żyć nie umieją a o życiu, pseudo życiu czerpią wieści z tv.
          Wielu myśli,że biorą udział w bajce pt „życie” i zachowują się jak rozkapryszeni aktorzy, którzy bez suflera nie powtórzą swojej roli,a że często tym suflerem jest obraz bestii, czyt telewizja ( za Vox Domini) to już inna inszość.
          Radosławie, my w większości wyrośliśmy z bajek, inni ciągle w nie wierzą…..

    • Radosław said

      W piekle ani czyśccu nie odpoczniesz sobie. To już lepiej tu na ziemi…

    • zoom said

      Wiesz, mam podobnie…też się strasznie męczę tą rzeczywistością, to jak w czyśccu a może czasem i jak w piekle…ale ten kto tego nie odczuł bo mu tu dobrze, ten nie zrozumie…

    • robert said

      Swego czasu, znalazłem to w sieci, słowa spisane przez słyszącą głos Boga:

      1 – Pierwsza data – to OSTRZEŻENIE (mały SĄD, gdy każdy otrzyma szansę naprawy życia w świetle Miłosierdzia Bożego. Będzie to szansa dla wszystkich. Wszyscy w tym samym czasie zobaczą Pana Jezusa).

      Będzie to miało miejsce na początku 2012 roku. Miałam powiedziane, że to będzie w lutym.

      2 – Druga data to – to jest rok 2014 – będą to przymusowe szczepienia czipów na rękę.

      3 – Trzecia data to 2017 rok, gdy kometa uderzy w Ziemię.

      Zajdą wówczas przeogromne zmiany (kataklizmy). Dotarła do mnie mapa jak będzie wyglądał świat po roku 2017. Narysował ją pewien Amerykanin, który wcześniej oślepł i Matka Boża w cudowny sposób go uratowała. Zmiany są przeogromne a Europa prawie w ogóle nie istnieje. Pan Jezus powiedział, że mapa jest prawdziwa.
      Ponieważ Pan powiedział tak ważne informacje, domyślam się, że możemy jeszcze wiele wymodlić. W 100% jestem pewna, że informacje te pochodzą od Pana Jezusa, którego widzę tak jak człowiek widzi człowieka i są przekazywane w czasie Mszy Świętej oraz adoracji Najświętszego Sakramentu.
      Ośmielam się podawać te informacje ze względu na Pana Jezusa i ludzi, których on chce ratować. Gdyby nie ten powód, nigdy nie napisałabym tych słów. Kocham Jezusa a jest On taki, że gotów jest błagać nas, abyśmy Go kochali i potrzebowali ( byłam zszokowana, gdy mi to powiedział, jeszcze jako osobie niewierzącej).

    • donna said

      Przewidywator, pomyśl ile jeszcze dobra możesz uczynić. Jak chce się wybierać w podróż to trzeba się do niej przygotować.Nie powinno ci być obojętny, gdzie pójdziesz. Rób tak,abyś osiągnął niebo. Nadzieja jest motorem życia i mamy nadzieję na życie wieczne o czym zapewniał nas Jezus.Piekło to straszne miejsce udręki, czytaj powyżej, a czyściec to miejsce wielkiej tęsknoty za Bogiem i cierpienia. Módl się za grzeszników o ich nawrócenie, przynajmniej z własnej rodziny lub bliskich znajomych, to wielkie zadanie i warto życ, bo jesteś Jezusowi potrzebny dla zbawienia dusz. Pomyśl. Jestes taki cenny! Masz jeszcze wiele do zrobienia. Nie załamuj się , bo to szatan chce nas pognębić. Ważne, aby stan naszej duszy był gotowy na Ostrzeżenie, a kiedy będzie tym Bóg rozporządza.Zyczę ci wiele miłości w sercu i pokoju. Niech Duch Św. Cię ogarnie!

    • Ewa said

      Spokojnie. Nie wgłębiajmy się w daty. My mamy patrzeć na znaki i dzisiejszy dzień przeżywać, jak należy. O jutro nie troszczmy się ponad miarę, bo przecież Ojciec swoich dzieci nie opuści. We wszystkich przekazach z Nieba jest do nas skierowana prośba, abyśmy się nawracali i modlili. Tym się mamy zająć i właściwie powinniśmy się cieszyć, bo czas przywrócenia raju na ziemi jest coraz bliższy.

    • zoom said

      https://dzieckonmp.wordpress.com/2010/04/22/przepowiednia-dla-polski/

    • Przewidywator, kilka lat temu byłam na spotkaniu z siostrą Emmanuel z Medjugorie. Swoją konferencję zakończyła pytaniem do wiernych, a brzmiało ono tak:
      „To co wybieracie: Niebo, czy piekło ?” i brzmi ono w moich uszach do dziś.

      Nie wierzę, że jest Ci obojętne, gdzie trafisz. Twój stan odzwierciedla, dosłowne odbieranie niektórych Przesłań, Orędzi – a nie jeden już przestrzegał, jeśli chodzi o daty – dobre mamy zachowywać, a złe odrzucać. Pan powiedział, nie znacie dnia, ani godziny – tego się trzymaj, bądź zawsze gotowy i nie przejmuj się, zaufaj Maryi, a będziesz normalnie żył, pracował, odpoczywał. Życzę Ci, abyś żył tak, że kiedy nadejdzie wyznaczona godzina, mógł powiedzieć: „nareszcie Panie!!!”
      Nie wolno Ci marnować czasu na czekanie, Pan Bóg każdego do czegoś powołał, skoro jeszcze nie nadeszła Twoja godzina – widać nie wszystko wypełniłeś, co Pan nasz Jezus Chrystus zaplanował wobec Ciebie. Zatem zakasuj rękawy i biegiem do dobrych uczynków, z Maryją nic nam złego stać się nie może. A co Powiesz Panu jak przyjdzie – że czekałeś, że zakopałeś swój talent, Przewidywator – Alleluja i do przodu!

  3. Michal90 said

    Witam wszystkich, Niech będzie Pochwalony Jezus Chrystus!

    Czytam od sporego czasu tę stronę, jest dla mnie zbawieniem.Tyle pięknych rzeczy można się tutaj dowiedzieć, nauczyć i zrozumieć.To świadectwo potępionej duszy zrobiło na mnie szokujące wrażenie.Takiego tekstu na temat życia po śmierci – piekła nie miałem okazji czytać.Jakoś tak szczególnie przemówiło do mnie o tym jak faktycznie to wszystko wygląda po drugiej stronie.Serdeczne Bóg zapłać Bogu Wszechmogącemu, że dopuścił do tego abyśmy my i wielu innych mogło ten pouczający ale jakże również wzruszający tekst przeczytać.Dało mi to do myślenia i wiele zrozumiałem w kilka minut.Przepiękne świadectwo, oby tylko jak najwięcej ludzi wkroczyło na lepszą drogę, drogę do samego Boga.

    • Dzieckonmp said

      Michał90 bardzo dziękuje Ci za dobre słowa o tym blogu. Cieszę się że Komuś treści zawarte tutaj pomagają. Życzę Ci wszystkiego najlepszego na nadchodzące czasy.

      • Michal90 said

        Nie ma za co, z mojej strony bardzo szczere słowa.Nawzajem i również wszystkiego najlepszego na nadchodzące czasy, wydarzenia które na pewno zapadną nam wszystkim w pamięci.Czuć ewidentnie nie od wczoraj, że wszystkie przepowiednie się wypełnią i będą to szokujące przeżycia.Czytając komentarze, nie ze wszystkimi na dany temat można się zgodzić ale uważam, że da się dobrze dogadać.Każdy z nas jest inny, inaczej wychowany, w inny sposób postrzega świat i wszystko co nas wokół otacza.Najważniejsze, że ludzie którzy tutaj się wypowiadają, piszą szczerze, mądrze i dobre, wspaniałe słowa.Mam pytanie odnośnie odmawiania Koronki do Bożego Miłosierdzia..Na samym końcu gdy odmawia się 3x Święty Boże, Święty Mocny Święty a Nieśmiertelny, Zmiłuj się nad nami i nad całym światem.Czy prawidłowo wypowiadałem (Święty a Nieśmiertelny?), bo na niektórych stronach internetowych pisało Święty Nieśmiertelny bez tego ”a” mi się to spodobało i tak odmawiałem z ”a”.W kościele też gdy odmawialiśmy na mszy św. Koronkę do Bożego Miłosierdzia, również kapłan mówił bez ”a”.Może to drobny szczegół ale dla mnie istotny czy i jak jest prawidłowo?.

        • Radosław said

          Nie wiem skąd wzięło się to „a” pomiędzy Święty i Nieśmiertelny.

          Po łacienie: Sanctus Deus, Sanctus fortis, Sanctus immortalis, miserere nobis

          Tłumacząc na polski: Święty Boże, Święty mocny, Święty nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami!

          Ale obie formy są przyjęte (tak sądzę).

        • benka said

          To ” a” . wzieło się z faktu ,że ta Suplikacja jest śpiewana, i to na stojąco / bo jest to bezpośrednie odniesienie się do Boga/. Od chwili jej powstania ,dla zachowania rytmiczności śpiewu wstawiano „a”.
          Nie jest to żaden błąd , tak śpiewano w tradycji ,i to jest dobrze i też poprawnie.
          Nawet niektóre słowa i wyrażenia nie powinniśmy w modlitwach zmieniać ,dlatego ,że one maja swojego „ducha” ,jakiego nadali im nasi przodkowie. Nie jest to żadna magia , to jest naturalna siła i moc.
          Na modły , pieśni , wstchnienia , i inne formy modlitewne Pan Bóg odpowiadał od wieków .
          Macie najlepszy przykład , ze zmianą dni patronalnych , niektórych świętych.

        • 3pm said

          Prawidłowo odmawia się bez „a”… niestety wielu mówi z „a”. To jest tak jak w litaniach mówi się „módl się za nami” a wielu wymawia „mól zię za nami”… nie wiem jaki to „mól”… 🙂

          Tutaj linki do stron:
          1. http://adonai.pl/modlitwy/?id=koronka&action=6
          2. http://www.opoka.org.pl/biblioteka/M/ML/koronka_jakodmawiac.html

          Na koniec dodaje się jeszcze 3x Jezu Ufam Tobie!

          Pozdrawiam serdecznie!

          Jezu UfamTobie!

        • szach said

          Benko, Suplikację śpiewa się na klęcząco ,przynajmniej ja nie pamiętam,by kiedykolwiek było inaczej. Ale masz rację,że to „a” to do śpiewu. Natomiast przy koronce, odmawia się bez „a”.

        • Pustelnik said

          To jest dzialanie zlego ,wstawiaja a ,nie mowia Jezu Ufam Tobie i zamieszanie z wyplynela ,wytrysnela i wiele innych

  4. OlO said

    Żeby pojąć, wchłonąć świtało musisz zrozumieć ciemność.

    • sheeple said

      O z tym się nie zgodzę. Co najwyżej musisz >zobaczyćzrozumieć<.Nie próbuj być zły, nie utożsamiaj się z nim i nie próbuj go "zrozumieć".

      • sheeple said

        Coś rozsypał się mój komentarz a miało być tak:

        O z tym się nie zgodzę. Co najwyżej musisz je zobaczyć i być jego świadomym. Nie próbuj być zły, nie utożsamiaj się z ciemnością i nie próbuj jej „zrozumieć”

  5. Radosław said

    Co sądzicie o orędziu z 12 sierpnia 2010?

    „Zmiany zaczną się, gdy usłyszycie o kryzysie za Oceanem i będzie to znak rozpoczynającego się ogólnoświatowego kryzysu. Jest to jednak spisek tych przywódców, którzy służą sprawie dwóch bestii: jednej wychodzącej z ziemi, drugiej wchodzącej z morza. Musicie się dobrze przygotować, lecz pamiętajcie, że kryzys jeszcze bardziej umocni wiarę narodu, dla którego krzyż był zawsze znakiem prawdziwej wolności i prawdy.”

    http://otoczyniewszystkonowe.pl/Aniol_AVE_2010.html

    Słychać głosy, że USA wchodzą w poważny kryzys… Widać też ostre spadki na giełdzie. Ogólnoświatowy kryzys przed nami?

    • Patriota said

      Moim skromnym zdaniem tak bo to jest w planie Iluminatów. Tak samo jak zamieszki na zachodzie czy rewolucje w krajach arabskich. Musimy pamiętać, że ich planem jest obalenie wszystkich religii monoteistycznych bo tylko w ten sposób mogą doprowadzić do powstania jednej światowej religii. A najlepszym sposobem jest wojna religijna. Powinniśmy być bardzo uczuleni na to co się dzieje i na nienawiść jaką będą próbować nam wmówić. Bóg, Bóg i jeszcze raz Bóg jest naszą tarczą i naszym zwycięstwem.

  6. robert said

    są to słowa Jezusa skierowane pewnej osoby słyszącej głos Boga (znalazłem w sieci):

    1 – Pierwsza data – to OSTRZEŻENIE (mały SĄD, gdy każdy otrzyma szansę naprawy życia w świetle Miłosierdzia Bożego. Będzie to szansa dla wszystkich. Wszyscy w tym samym czasie zobaczą Pana Jezusa).

    Będzie to miało miejsce na początku 2012 roku. Miałam powiedziane, że to będzie w lutym.

    2 – Druga data to – to jest rok 2014 – będą to przymusowe szczepienia czipów na rękę.

    3 – Trzecia data to 2017 rok, gdy kometa uderzy w Ziemię.

    Zajdą wówczas przeogromne zmiany (kataklizmy). Dotarła do mnie mapa jak będzie wyglądał świat po roku 2017. Narysował ją pewien Amerykanin, który wcześniej oślepł i Matka Boża w cudowny sposób go uratowała. Zmiany są przeogromne a Europa prawie w ogóle nie istnieje. Pan Jezus powiedział, że mapa jest prawdziwa.
    Ponieważ Pan powiedział tak ważne informacje, domyślam się, że możemy jeszcze wiele wymodlić. W 100% jestem pewna, że informacje te pochodzą od Pana Jezusa, którego widzę tak jak człowiek widzi człowieka i są przekazywane w czasie Mszy Świętej oraz adoracji Najświętszego Sakramentu.
    Ośmielam się podawać te informacje ze względu na Pana Jezusa i ludzi, których on chce ratować. Gdyby nie ten powód, nigdy nie napisałabym tych słów. Kocham Jezusa a jest On taki, że gotów jest błagać nas, abyśmy Go kochali i potrzebowali ( byłam zszokowana, gdy mi to powiedział, jeszcze jako osobie niewierzącej).

    • Radosław said

      Tak, to wizja Bożeny na stronie eCHK…

      • robert said

        jestem przekonany, że to naprawdę będzie w lutym. Na waszej stronie w dziale ostrzeżenia, w przekazie z dnia 31 maja Jezus powiedział że do ostrzeżenia pozostało jeszcze kilka miesięcy. Licząc od 31 maja do 31 lutego jest dokładnie 9 miesięcy (więc kilka). Poza tym wydaje mi się że Bóg w swojej dobroci i trosce uczyni to właśnie w zimie. W czasie kiedy ludzie mają najwięcej czasu wolnego. jak by to było, gdyby ostrzeżenie było np w sierpniu, kiedy na wsi robota od rana do wieczora, w budowlance tak samo, a jest powiedziane, że w tym czasie ludzie zostawią wszelkie zajęcie i uczynią wszystko aby oczyścić swoją duszę.
        pozdrawiam

        • Steven said

          Zauważ, że jak u nas jest zima, to na drugiej półkuli jest lato, więc nie sądzę, żeby Pan Bóg kierował się w tym względzie porą roku.

      • Alaude arvensis said

        Garabandal i Ivan Novotny za La Salette mówi wyraźnie, że między Ostrzeżeniem a karą z 3 dniami ciemności będzie niecały rok, pada nawet wprost czas pół roku, nie wiemy dokładnie kiedy nastąpi Ostrzeżenie,ale taka duża rozległość w czasie oraz podane daty są jak dla mnie nie do przyjęcia,
        Nawet ten zapis o 3 dniach ciemności, w którym jest mowa,że wszystko wydarzy się do 2012 r ,Kapłan nakazał nam traktować jak uczy Matka Boża w Fatimie warunkowo, czyli pamiętać o słowie JEŚLI
        w obecnej chwili jesteśmy w 3 i 4 dniu Fatimy i to od nas zależy ile potrwa ten „DZIEŃ”

        @ przewidywator,
        Nie mów tak,że już chcesz aby przyszło to Ostrzeżenie, my nie możemy tego pragnąć, zdajesz sobie sprawę z tego, ilu ludzi tego nie przeżyje, nie masz pewności, czy sam je przeżyjesz, jesteś tak naprawdę gotowy stanąć w prawdzie Bożej sam przed sobą i przed Bogiem? Musimy tak żyć, by być na to gotowym ale czy jesteśmy?
        Dopóki żyjemy , dopóty mamy szanse zmieniać życie, odpokutowywać grzechy, czerpać łaski ze Zdroju Miłosierdzia. Godzina śmierci to już tylko godzina zapłaty,zbiorów ,czy jesteś pewien,że każde zasiane ziarno przez Ciebie wydało plon?
        Dopóki trwa nasze życie, dopóty możemy wiele upraszać, zmieniać, ratować, dziękujmy Bogu za każdą chwile, która może nas jeszcze bardziej zbliżyć do Boga i ratować siebie i bliźnich.
        Korzystajmy ze zdroju Miłosierdzia w czasie każdej Mszy świętej,to nasz ratunek, zanim nadejdzie Dzień Pański, w którym każde kolano zegnie się na Imię Boga i każdy język wyzna,że Pan jest Królem.

        • Radosław said

          „Garabandal i Ivan Novotny za La Salette mówi wyraźnie, że między Ostrzeżeniem a karą z 3 dniami ciemności będzie niecały rok”

          A nie przypadkiem pomiędzy Ostrzeżeniem a Cudem?

        • Dzieckonmp said

          właśnie najpierw ostrzeżenie potem znak cudowny. Jutro będzie wpis na temat sekretów z Medjugorje które są zbieżne z tym tematem.

        • Alaude arvensis said

          Fragment z książki „Z Aniołem do Nowego Świata”
          Wyraźnie jest tu mowa o pół roku kwarantanny, faktycznie później Cud i dopiero Kara,pamiętajmy tez o tym,że mamy Medjugorie i na 3 dni przed konkretnymi wydarzeniami ojciec Petar ma objawić światu, co się ma wydarzyć, Niebo nie zostawia nas samym sobie, jest z nami nieustannie.

          I co, od razu wszyscy się nawrócili pod wpływem tej wizji,
          tego duchowego wstrząsu…?
          – Tak można powiedzieć. Ale z nałogami i zniewoleniami to
          nie taka prosta sprawa! Wprawdzie w pierwszej chwili wszyscy,
          pogrążeni w najgłębszym żalu, postanowili poprawę, ale Bóg zastosował
          pół roku „kwarantanny”, albo inaczej próby wytrwania
          w tym postanowieniu. No i tu zaczęła się straszna walka ludzi ze
          swoimi słabościami, a z ludźmi – walka mocy piekielnych! Piekło
          chciało odzyskać utracone pozycje i wpadło w niesamowitą wściekłość,
          wykorzystując nawet cień swoich możliwości…

          Powiedziałaś, że Bóg dał ludziom „pół roku próby”, a co
          było potem…?
          – Możesz się domyślić, Ŝe było właśnie to, co znaliśmy z objawień
          w Garabandal: próba zakończyła się cudem – wizją świetlistego
          krzyża z czerwonymi smugami światła, wychodzącego
          z miejsc ran Chrystusa. Krzyż wkrótce zniknął, ale pozostały
          „słupy dymu”, które zapowiadał prorok Joel w Piśmie Świętym.
          – I są do dzisiaj?! Miały być niezniszczalne do końca świata!
          – Oczywiście że są. W dzień przypominają rzeczywiście słupy
          dymu albo mgły o niebotycznej wysokości, a w nocy nieruchome
          smugi ognia i światła. Na pewno wybierzesz się w podróŜ, więc
          będziesz mógł je zobaczyć w kilku miejscach na świecie.
          – No dobrze: „Ostrzeżenie”, „Cud” i… pozostała już tylko…
          „Kara”!
          – Czuję, że zechcesz teraz ze mnie wyciągać, na nowo rozgrzebywać,
          tamte straszne i bolesne wspomnienia! Wcale nie
          mam na to ochoty, a na pewno nie dzisiaj. Zresztą mogę dać ci
          dobrą radę. Jeżeli piszesz książkę dla ludzi Starego Świata
          i chcesz ich przygotować do wejścia w Nowy, to lepiej pomiń
          samą Karę Oczyszczającą…

        • benka said

          Ivan ,rzeczywiście udaje się w podróż ,po tej rozmowie. Jeżeli możesz ,to napisz jak po Oczyszczeniu wyglądały tereny w Polsce.
          Może nie będzie taki załamany ” Przewidywator” ?

        • Alaude arvensis said

          …………………………mówiła na
          temat roli Polski niemiecka wizjonerka Teresa Neumann…
          – Przypomnę ci: Niemcom groziła straszliwymi karami, jeśli
          się nie nawrócą; na miejscu Berlina – dawnego słowiańskiego
          miasta Branibor – widziała szumiącą puszczę; Polskę ceniła wysoko
          jako kraj, który nigdy, dzięki opiece Czarnej Madonny z Częstochowy,
          nie odstąpi od BoŜego prawa, wyjdzie obronną ręką
          z Wielkiego Oczyszczenia i pomoże innym narodom stanąć na
          nogi. Zapoczątkuje nowy styl Ŝycia, na którym wzorować się będą
          inne narody…
          – I czy, jeśli chodzi o zniszczenia, tak się stało? Teraz, gdy
          istnieją tylko granice etniczne, nie widać z lotu ptaka różnicy między
          zabudową w poszczególnych krajach Europy – trudno rozróżnić,
          gdzie kończy się Polska, a gdzie zaczynają się kraje sąsiednie.
          – Teraz tak jest, ale w pierwszych latach kraj ten wyróżniał się
          wszystkim: bogactwem prostych pomysłów na urządzenie wspólnego
          życia, błyskawiczną rozbudową sieci parafii i diecezji, wdrożeniem
          zasad katolickiego o doświadczenie świętych, wykorzystaniem najnowszych wynalazków
          do uproszczenia codziennego życia, a nawet tworzeniem
          „mody”: to właśnie Polacy jako pierwsi w Europie zaczęli bez
          żenady chodzić boso i w ubraniach bardzo prostych i skromnych,
          często przypominających średniowiecze…
          – Słyszałem,że powrót do biblijnego denara to także ich pomysł…?
          – Tak, to oni wprowadzili u siebie jako pierwsi denara jako
          walutę wymienną, określającą przeciętne wynagrodzenie za dzień
          pracy. Oni ustanowili odpowiedzialnych za dziesięć, pięćdziesiąt,
          sto i tysiąc rodzin – namiastkę dawnej administracji, zupełnie
          wystarczającą oczyszczonemu światu… Trudno wszystko wymienić!
          17 *Gdy spotkasz w świecie Polaków i zobaczysz, jak wielkim
          cieszą się autorytetem, przypomnisz sobie naszą rozmowę. Dopiero
          teraz, z perspektywy lat, widzimy, jak ogromnie wiele wnieśli
          oni w życie całego świata. Dobrze wypełnili swoją misję!
          – A więc i Brat potwierdza,że Stary Świat ich nie doceniał…?
          – To za słabo powiedziane! Byli dla szatana solą w oku, ponosił
          tam klęskę za klęską… Zwycięstwa też odnosił, to prawda,
          lecz na mniejszą skalę. Czyż moŜna się więc dziwić, że jego
          słudzy niszczyli ten kraj na wszelkie możliwe sposoby? Gdy tylko,
          na krótko, wynurzał się na powierzchnię i łapał oddech, znów
          rzucali się na niego, i to przez setki lat. Oczyścił się jednak wśród
          tych cierpień i mógł wypełnić swoje powołanie wobec innych
          narodów, przywalonych cierpieniem. Miał bardzo wielu męczenników
          za wiarę i wielką liczbę innych świętych, którzy wsparli go
          z nieba w jego dziejowej misji!

          17*Później przypomniałem sobie, Se brat Konrad wspomniał takSe o wyjątkowym
          kulcie świętych w tym narodzie. Polacy jako pierwsi w taki sposób ułoSyli swój
          kalendarz, Se kaSdy dzień roku wiąSe się „obowiązkowo” z liturgicznym wspomnieniem
          jakiegoś patrona.

        • Alaude arvensis said

          Aha, jeszcze coś bardzo ważnego: gdy u schyłku Starego
          Świata kolejne kraje poddawały się pod panowanie szatana (zwłaszcza
          przez bezbożne prawodawstwo – mówiliśmy już o tym),
          w Polsce znalazło się dosyć ludzi dobrej woli, by udało się przeprowadzić
          uroczysty akt na miarę ogólnonarodową: ogłosić Chrystusa
          Królem Polski. Nazwano to „intronizacją”. Wcześniej wierzący
          w Niego poddali się Jego panowaniu aktem osobistym.
          Teraz jest to czymś najzwyklejszym i powszechnym, gdyż w ślady
          Polski poszły wszystkie narody, lecz wtedy było to czymś wyjątkowym
          i stało się ratunkiem dla tego kraju. Już przed drugą wojną
          światową sam Chrystus domagał się tego i obiecywał oddalenie
          od Polski wojny, lecz wtedy nie posłuchano Go. Tym razem jednak
          Polacy okazali się mądrzejsi i ocaleli…
          – Doskonale wiem, jak ten kraj był atakowany, opluwany,
          ośmieszany, wykorzystywany. Był czas, kiedy mówiło się, że nasze
          kraje słowiańskie powinny utworzyć federację i przeciwstawić
          się zaborczym planom Zachodu…

        • zoom said

          Co masz na myśli pisząc „…w obecnej chwili jesteśmy w 3 i 4 dniu Fatimy…”

        • Alaude arvensis said

          Pan Łaszewski pisząc książkę pt „7 Dni Fatimy” wyjaśnił nam dokładnie to, o czym mówiła siostra Łucja, jedna z widzących w Fatimie.
          Przedstawię Ci krótką recenzję tej książki, którą notabene polecił mi mój Kapłan, sam jest bardzo rozmiłowany w Orędziu MB i w samej postaci Matki Bożej Fatimskiej,o nowym pokoleniu mówiła dużo Siostra Łucja,to pokolenie ludzi żyjących wg prostego programu duchowego, na który składają się nabożeństwa I piątkowe, I sobotnie, Różaniec, post, Msze Św wynagradzające, nabożeństwa Fatimskie….

          Recenzja książki z portalu Sanctus

          Ludzie oczekują, że wszystko będzie się dziać natychmiast, w ich własnym kręgu czasu. Ale Fatima wciąż pozostaje w Trzecim Dniu” – powiedziała Siostra Łucja w 1993 r. Jej zdaniem Fatima trwać będzie przez „Boży Tydzień”; obecnie żyjemy w Dniu Trzecim, przed nami jeszcze Czwarty, Piąty, Szósty i ostatni – Siódmy Dzień Fatimy.

          Jak daleko do niego? Miesiące czy dekady? Jaka droga nas czeka? Przez apokalipsę cierpień czy tylko przez czas upomnień i ostrzeżeń?

          Z korespondencji prowadzonej przez fatimską wizjonerkę, z paru jej rozmów, z garści wywiadów, ze spisanych wspomnień i refleksji nad objawieniami wyłania się niezwykły obraz SIEDMIU DNI FATIMY. Przyglądając się mu uważnie możemy zrozumieć, dlaczego historia potoczyła się w takim a nie innym kierunku, więcej – możemy poznać naszą przyszłość!
          Spis treści:

          WPROWADZENIE

          Boży „tydzień Fatimy”
          – Źródła nadziei
          – A Łucja się uśmiecha

          Historia króla Francji
          – Konsekwencje ignorancji
          – Kościół będzie cierpieć
          – „Za późno”
          – Rola świeckich

          Warunkowa aktualność
          – Wszystko warunkowe
          – I wszystko aktualne
          – Jan Paweł II i „błędy Zachodu”
          – Maryjna opatrzność

          Tydzień Fatimy

          DZIEŃ PIERWSZY: 1916-1929
          Czas Anioła
          Łaska przychodzi, gdy człowiek nie stoi w miejscu
          Maryjne orędzie wieku
          „Siódme objawienie”
          „Fatima 2”
          Niebieska Oaza

          DZIEŃ DRUGI: 1929-1984
          Krótsze dni w planach Bożych
          Fatima zwalnia – zło przyspiesza
          Nowe wymiary poświęcnia
          Trudności z upowszechnieniem nabożeństwa pierwszych sobót
          Wielkie wydarzenia
          Święto Niepokalanego Serca Maryi
          Stop komunizmowi
          Ekspansja komunizmu i niszczenie Kościoła
          Zamach – i rusza zegar Fatimy
          „Taniec kuli”

          DZIEŃ TRZECI: 1984-
          Rozpad ZSRR
          Nabozeństwo pierwszych sobót – dziś

          DZIEŃ CZWARTY I PIĄTY
          „Nowe pokolenie”
          Klęska szatana
          Nowe pokolenie w pismach św. Ludwika

          DZIEŃ SZÓSTY
          Oczekiwany triumf
          Triumf „lokalny”

          DZIEŃ SIÓDMY

          ZAKOŃCZENIE
          MODLITWA
          WIELKA NOWENNA FATIMSKA 2009-2017

  7. Dzieckonmp said

    W Anglii już regularna wojna prawie we wszystkich większych miastach. Możliwe że rząd wprowadzi stan wojenny

    • Dzieckonmp said

      Zniszczenia w Londynie po wielkiej bitwie

      • Dzieckonmp said

        No, przecież Bóg prawdopodobnie nie istnieje, co oni się martwią, nie mogą po prostu cieszyć się życiem? Jeszcze nie tak dawno tak wypisywali na swoich czerwonych autobusach! To na tym polega ten ateistyczny raj i cieszenie się życiem? Ciekawe, który z Brytyjczyków sobie to wszystko przypomni.
        Proszę bardzo. To są błyskawiczne skutki walki z Bogiem i Jego porządkiem.
        Kraj, gdzie za noszenie krzyżyka w pracy ludzie są zwalniani a z symboliką świąt, czy wspomnieniem Boga walczy się z całych sił płonie jak pod bombami V1 i V2. Patrzcie na potęgę Albionu! Bez Boga ani do proga, bracia Anglicy, ani do proga! Nawracajcie się czym prędzej i módlcie się za przyczyną Waszego świętego kardynała Newmana i św. Tomasza Morusa, żeby wyprosili u Boga ratunek dla Was!

  8. Dzieckonmp said

    Złotówkę dziś osłabili konkretnie. EUR =4,22. USD=3 zł CHF=4,10
    Myślałem ze Belka biorąc kredy w USD od Międzynarodowego Funduszu Walutowego kupił ich i nie będą atakować złotówki. Okazuje się że odsetki to dla nich za mało. Zaczęli spekulować złotówką. Jakie ceny towarów wkrótce u nas będą?

  9. Dzieckonmp said

    Nowy lukratywny biznes z Chin: Pigułki wzmacniające wytrzymałość wytwarzane z ciał dzieci.

    Zespół dokumentalny południowo koreańskiej telewizji SBS TV oskarża chińskie firmy farmaceutyczne o sprzedaż ciał martwych dzieci, jako pigułki wzmacniające wytrzymałość.

    Zespół odkrył przerażającą i niepokojącą prawdę kryjącą się za pigułkami wytwarzanymi z dzieci.

    Chińskie szpitale i kliniki aborcyjne, które związane są z tym biznesem niezwłocznie powiadamiają firmy farmaceutyczne, gdy dziecko umiera, głównie z powodu urodzenia martwego dziecka lub aborcji.

    Dalej firmy zakupują zwłoki dziecka i przechowują je w lodówce rodziny, aby uniknąć podejrzeń. Kolejnym krokiem w tym niejawnym procesie jest poddanie zwłok mikrofalowemu suszeniu i mieleniu na proszek. Sproszkowane w ten sposób ciała niemowląt są następnie umieszczane w kapsułce gotowej do sprzedaży jako wzmacniacz wytrzymałość.
    Koreański zespół SBS TV zakupił kapsułki otrzymywane ze zmarłych niemowląt i przeprowadził badania DNA w celu określenia zawartości. Wyniki testów wskazały że tabletki zawierały w 99,7 procentach ludzki materiał. Badanie stwierdziło również obecność włosów i resztek paznokci, naukowcy mogli nawet zidentyfikować płeć dziecka.

    Ten proces będzie pokazany wraz z dokumentacją w SBS TV 6 sierpnia 2011 roku w Korei Południowej.

    SBS wskazuje, że pomiędzy Chinami a Koreą Południową została utworzona sieć biznesowa mająca zaspokoić popyt na kapsułki z dzieci w Korei Południowej.

    Oprócz opisanych powyżej pigułek wzmacniających wytrzymałość wytwarzanych z ciał dzieci poddanych aborcji, mikrofalowo suszone łożyska są kolejnym popularnym biznesem w Chinach, w który personel szpitali jest otwarcie zaangażowany.

    http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/nowy_lukratywny_biznes_z,p397599015

  10. Dzieckonmp said

    NATO Planuje Atak na IRAN ?

    ROSJA. Wysłannik Rosji w NATO – Dimitrij Rogozin powiedział w wywiadzie opublikowanym 5 sierpnia w dzienniku „Izwiestia”, że Sojusz Północnoatlantycki planuje atak zbrojny na Islamską Republikę Iranu, mający na celu obalić rząd tego kraju.
    „Pętla wokół Iranu się zaciska. Plany militarne przeciwko Iranowi są w toku. I z pewnością niepokoi nas perspektywa rozpętana wojny na szeroką skalę w tym rozległym regionie” – powiedział Rogozin. Dodał też, że Syria, a później Jemen mogą być ostatnimi krokami NATO w drodze do rozpoczęcia ataku na Iran.
    Jak przypomniał portal presstv.ir, informacje podane przez Rogozina pojawiły się w momencie, gdy Izrael przygotowuje się do ataku na irańskie zakłady atomowe, aby odwrócić uwagę od starań Palestyny o przystąpienie do ONZ. W lipcu były agent CIA Robert Baer powiedział, że jest niemal pewny, iż taki atak został zaplanowany na wrzesień i ma nastąpić przed głosowaniem w ONZ nad uznaniem państwa palestyńskiego.

  11. Michal90 said

    To, że wojna będzie jest pewne.Atak na Iran na 100%, to już parę lat trwa ta nagonka na Iran, więc uderzenie Izraela jest nieuniknione.Napiszę odnośnie tego ostrzeżenia, pewna mistyczka z okolic Krakowa, powiedziała mi, że będzie znaczna poprawa ludzi na jesień tego roku.Tylko tyle się dowiedziałem, co się okaże, pożyjemy zobaczymy.I jeszcze odnośnie tych orędzi, że kometa ma uderzyć dopiero w 2017 r. nie neguję tego nie wiem na 100%, ale powiem wam jedno, odnoszę wrażenie, jakby moja intuicja podpowiada, że 3 wojna światowa i te kataklizmy które są przepowiedziane nastąpią o wiele szybciej i prędzej się to wszystko wydarzy niż jak jest podane w tych orędziach, nie wiem czemu ale takie mam przeczucie, to moja prywatna opinia, zawsze mogę się przecież mylić, ale takie przeczucie mnie ogarnia.

    • Patriota said

      Michale módl się, żeby Bóg w swym miłosierdziu oddalił od nas wojnę i karę. Jak można czekać na coś tak strasznego. Jak można czekać na śmierć milionów osób, które mogą zostać w ten sposób potępione na wieki. Przecież większość świata nie jest przygotowana na śmierć. Czy naprawdę nam się wydaje, że pozostaniemy tylko obserwatorami, że my święci i najmądrzęjsi będziemy patrzeć z boku i mówić „o sprawiedliwa kara Boża, patrzcie co spotyka bezbożników”. Pierwsze nas spotka kara za to, że chcemy zguby bliźniego.

      Owszem plany są ale tylko i wyłącznie od siły naszych modlitw od wiary, że Bóg może wszystko, nawet dać łaskę nawrócenia wszystkim masonom świata, zależy czy plany zamienią sie w rzeczywistość czy pozostaną tylko na papierze jako dowód upadku człowieka.

      Dziś podwajam moje dotychczasowe modlitwy i za Polskę i za Intronizację. Ponieważ jestem osobą słowną a łatwiej jest dotrzymywać słowa danego ludziom niż sobie samemu więc biorę wam na świadków, że od dnia dzisiejszego będę odmawiać 4 dziesiątki różańca w każdej z powyższych intencji. Niech dobry Bóg pomoże mi dotrzymać danego słowa i wytrwac w postanowieniu.

    • jolly75 said

      Ja od ostatniego tygodnia lipca o 20.20, gdy nadawany jest różaniec w Tv Trwam zaczęłam odmawiać codziennie część Różańca Św. (5 dziesiątek)…po jakimś czasie o dziwo mój mąż się do mnie przyłączył.
      To jest tylko pół godziny poświęcone,a jaka jest moc modlitwy różańcowej przekonałam się sama, gdy mój brat wpadł w sidła demona w zabawie uczestnicząc w wywoływanie duchów. Przestał chodzić do kościoła, drwił ze świętych rzeczy, zaczął pić i interesować się szatanem…w 2009 roku próbował popełnić samobójstwo. Był leczony w szpitalu psychiatrycznym na depresję, ale leki nie działały i w szpitalu po raz drugi próbował się zabić – dzięki Bogu znalazła go pięlegniarka. Został zapięty w pasy i gdy widziałam go w tym stanie czułam, że to nie jest choroba…Wtedy dopiero przyznał mi się, że ma jakieś straszne wizje na jawie, że jest Chrystusem, ale chyba to nie Jezus lecz antychryst który z krzyża bluźni w jakimś niezrozumiałym języku okropne przekleństwa na ludzi..Lubi się okleczać i cieszy go widok krwi..Coś każe mus się zabić. Wtedy powiedział, że chyba potrzebuje księdza…Najpierw była rozmowa ze znajomym księdzem a potem wizyta u egzorcysty i przeprowadzony egzorcyzm. Egzorcysta jednak zaznaczył, że tak naprawdę egzorcyzm nie będzie miał znaczenia jeżeli mój brat nie będzie przystępował jak najczęściej do sakramentów Pokuty i Eucharystii…Demon wróci wraz z siedmioma gorszymi…Był spokój przez 1,5 roku. Którejś nocy telefon dzwoni zapłakana mama, że chyba to zło wróciło…mój brat pijany, pobity z naderwanym uchem i rozbitym okiem drze się, klnie, bluźni, potargał mojej siostrze rózaniec, pluje na nią i wyzywa od najgorszych… słyszałam w słuchawce wrzaski i przekleństwa… Mówię mamie odejdzćie na bok i módlcie się egzorcyzmy prywatne i różaniec…My w tym czasie złapaliśmy z mężem różaniec i odmawialiśmy na zmianę to różaniec to egzorcyzmy..W pewnym momencie poczułam spokój…Zadzwoniłam do mamy. Powiedziała, że brat się uspokoił, powiedział, że rzucił się bez powodu na 10 gości i nic nie pamięta…ale rozpłakał się i powiedział mamie ,że szatan może zabrać mu ciało, ale jego duszy nie dostanie…Byliśmy z bratem na Mszy Św. z modlitwą o uzdrowienie duszy i ciała…Były tam słowa proroctwa..”jest między nami osoba, która uczestniczyła w wywoływaniu duchów, oddała to Chrystusowi i Jezus tej osobie przebaczył…Ta osoba wiele modli się do Aniołów ale nie potrafi sobie sam przebaczyć zła które wyrządził. Jezus Ci przebaczył więc i Ty przebacz sobie i nie grzesz więcej”…
      Od tamtej pory mojemu bratu z dnia na dzień zabrany został nałóg nikotynizmu, wogóle nie pije alkoholu (kiedyś spróbował tylko odrobinę i usłyszał wewnętrzny głos by tego nie robił bo Jezus cierpi). Dziś jest nawróconym człowiekiem, stara się zawsze być w stanie łaski uświęcającej, bo wie że jest pod szczególnym obstrzałem złych duchów…Wie, że tylko sakramenty i modlitwa są ochroną przed złem. Zmienił towarzystwo, a za tamtych kolegó modli się o laskę ich nawrócenia.
      Powiem Wam, że dziś te straszne chwile wydają się być błogosławieństwem…Cała rodzina była takimi „letnimi katolikami”, którzy chodzą do kościoła z przyzwyczajenia.Te wydarzenia i cuda na naszych oczach spowodowały pogłębienie wiary i gorliwość.
      Pamiętam, że gdy ta historia się zaczęła i mój brat zniknął w środku nocy ..komórka nie odpowiadała….a na jego komputerze siostra odkryła, że ostatnie przeglądane strony dotyczyły samobójstw…Gdy moja mama i tata histeryzowali, że dziecko stracili…ja błagałam z „Jezu uratuj mi mojego braciszka…” i poczułam, że on żyje…wciąz powtarzałam „on żyje, nie martwcie się on żyje…” Znalazł się pokrwawiony ale żywy..Jezus Chrsytus nie dał mu umrzeć w grzechu śmiertelnym..
      Bóg z najgorszego zła potrafi wyciągnąć dobro.
      Dlatego módlmy się – bo Chrystus i Maryja nam pomogą uratować Ojczyznę gdy tylko będziemy o to z całą gorliwością i mocą błagać. Amen

  12. lecslo said

    Dwa cytaty z dwumiesięcznika „Przymierze z Maryją” z cyklu „dlaczego Matka Boża płacze ?”

    Polska:

    „Zabójstwa dzieci po badaniach prenatalnych

    W Polsce wzrasta ilość aborcji, które są efektem badań prenatalnych – wynika ze sprawozdania rady ministrów z wykonania oraz stosowania ustawy z 1993 roku „O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. O ile w 2002 r. z tego powodu zabito 82 dzieci nienarodzonych, to w 2010 takich aborcji było aż 611”

    USA:

    „Agresywne słowa – Bóg i Jezus”

    Dyrekcja drugiej największej w USA nekropolii – Narodowego Cmentarza w Houston zakazała swoim pracownikom oraz wolontariuszom używania zwrotów: „Jezus”, „Bóg”. Głównym powodem wprowadzenia zakazu miało być ich… „agresywne znaczenie”. Dyrektor cmentarza Arleen Ocasio, desygnowana na swoje stanowisko przez prezydenta Baracka Obamę, już w maju br. rozpoczęła cenzorską kampanię przeciwko „aktom osobistej ekspresji religijności”. Zamknięta została kaplica cmentarna, usunięto krzyż oraz Pismo święte, a dawne miejsce modlitwy ma zostać przekształcone w „miejsce spotkań”.

  13. Ewa Barbara said

    http://www.google.de/url?sa=t&source=web&cd=1&ved=0CBsQFjAA&url=http%3A%2F%2Fwww.welt.de%2Fpolitik%2Fdeutschland%2Farticle12350181%2FSorge-um-Gruess-Gott-in-Baden-Wuerttemberg.html&rct=j&q=gruss%20gott%20verboten&ei=-Y5DToK8MZDtOZarnbUJ&usg=AFQjCNF_0vc7Jm1GPs-Gg-XB47m4bGSq0A&cad=rja
    W landzie,w ktorym mieszkam Badenii Wirtembergii juz niedlugo bedzie zakazany zwrot-Gruss Gott-Badz Pochwalony Boze-ze wzgledu na
    muzulmanow.Nie wiem juz w jakim swiecie zyje.Tutaj wszyscy starsi ludzie,a nawet ci w srednim wieku pozdrawiaja sie wlasnie GRÜS GOTT
    Pare dni temu przybyl do nas brat Bernardyn z Piotrkowa Trybunalskiego i odprawia msze swiete ,niemiecki ksiadz ma urlop.
    Brat Dawid sprawowal msze bez ornatu i w czasie mszy swietej nie spiewal Alleluja-to zauwazyla goszczaca u mnie siostra nazaretanka .
    Na jej pytanie dlaczego nie ma ornatu odpowiedzial,ze tu tak jest.Wiecej pytan nie miala.

  14. Magda said

    „Gazeta Polska” -10 sierpnia 2011 s.26
    „Dlaczego Polacy powinni się bać podatku katastralnego” – Wojciech Polak
    (…)”Prace nad podatkiem katastralnym toczą się obecnie w ramach Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii.Istnieje tam zespół do Spraw Rządowego Programu Rozwoju Zintegrowanego Systemu Informacji o Nieruchomościach.
    Zajmuje się on systemem ksiąg wieczystych,systemem ewidencji gruntów i budynków oraz systemem podatkowym.Dnia 19 stycznia 2010 r. w obrębie zespołu powołano podzespoły. Jeden z nich zajmuje się sprawą opodatkowania nieruchomości. Wśród jego szczegółowych celów znajduje się przygotowanie propozycji zmian przepisów systemu podatkowego w odniesieniu do nieruchomości.
    Podobno UE oczekuje wprowadzenia podatku katastralnego w Polsce już w 2012 r.,chociaż wygląda na to ,że stopień zaawansowania prac Zespołu to wyklucza (…)”

    W innym miejscu artykułu autor pisze: „(…) Za rządów Millera i Kołodki snuto projekty podatku katastralnego,który po okresie przejściowym wynosiłby 1% wartości nieruchomości.(…) …dom wraz z gruntem wart 1 mln.zł.-roczny wymiar katastru wynosi 10 tys.zł/ 833 zł/m-c”

    „(…) Tymczasem najświeższe pogłoski mówią o katastrze w wysokości 1,8-2,4%”

    Polecam cały artykuł.
    ———————————————————————————————–
    Przypomniała mi się wypowiedź premiera w czasie spotkania z prezydentem Obamą,o tym,jak to Polacy się wzbogacili i jeżdżą teraz na zakupy na 5 aleję.
    Może faktycznie jeżdżą,bo przecież pamiętamy o słynnych spotkaniach w centrum handlowym za oceanem dwóch panów towarzyszących paniom na zakupach.Pamiętamy,że niektórzy Polacy mają nawet swoje rezydencje w Ameryce i wygłaszają stamtąd hasła o „dzikości” naszego kraju.
    Tych stać będzie na odchudzenie kieszeni o kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt tysięcy rocznie tytułem podatku katastralnego.

    Jak płacić go będą ci, którzy zakupy robią w Polsce w tanich sklepach?

  15. Promyczek Nadziei said

    Będzie marsz antypapieski 😦
    Wszystko nabiera rozpędu
    I niech mi nikt nie wyjeżdża, że cytuję łonet.
    No skądś trzeba wiedzieć, co wróg knuje – i są tacy, co zawodowoto sprawdzają ….
    http://religia.onet.pl/swiat,18/bedzie-marsz-antypapieski,5019.html

  16. Paweł said

    ,,Chiny szykują się do konfliktu? Zaniepokojenie USA”

    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/chiny-szykuja-sie-do-konfliktu-zaniepokojenie-usa,1,4818673,wiadomosc.html

    Czyżby początek III wojny światowej?

  17. jax said

    Wy tu sobie gadu gadu ale mnie opowieść akurat martwi. No bo jak wywlec zwykłych i dobrych przecież ludzi z zasadzki w jakiej się podświadomie / tak naprawdę uwikłali .Przez dzisiejsze prawa społeczne zostali zdezorientowani i w to bagno wrzuceni. Nie mogę dać zgody na to i nie chcę takich scenariuszy.

    Adwokat diabła ? No może nie ale zastanawia mnie kilka spraw w życiu tej kobiety.

    W sumie dziewczyna żyła jak każdy normalny człowiek, nie zabiła, nie zdradzała , nie nadużywała, miała dom i pracę a nawet miała jakąś wewnętrzną duchowość czyli jak większość wkoło nas swego subiektywnego Boga.
    W czasie śmierci miała do Boga żal za swoje życie bo przecież mógł sprawić jej życie lepszym skoro jest taki nieograniczony. Drobne złości, czy intrygi są naturalne w kinie, w telewizji to widać są one też w domu , w pracy w przyjaźni.
    Kochała swojego wybrańca nade wszystko a przecież media, a nawet literatura uczą że to najwspanialszy rodzaj miłości.
    Diabeł, stworzenie świata, przekazy biblijne to jak mówi wielu księży i wielu wiernych , to są tylko literackie metafory.
    W sumie żyła zgodnie z zaleceniami modernistycznych nauczycieli kościoła . NIE mogę powiedzieć że ona źle się prowadziła. A jednak DÓŁ.

    Chciało by się powiedzieć jedna z wielu zwyczajnych ludzi , jak wielu z nas naszych przyjaciół, członków rodziny czasem może jak jedna z nas kiedyś.

    Fragmenty , które mnie zastanowiły i zainspirowały „

    „Jako ‘część tej potęgi, która wciąż chce złego, a ciągle tworzy dobro’.

    „…przenieśli się ze wsi do miasta, oboje stracili kontakt z kościołem. Tak było im lepiej: przyłączyli się do kręgów nie związanych z Kościołem.”

    „Ale czego się nie robi dla nienawiści!”

    „Pszenica udusiła się wśród cierni. Kierując się pretekstem, że religia – to sprawa uczuć, jak to mawiano zawsze u nas w sklepie, odsunęłam również tę odnawiającą mnie łaskę, podobnie jak pozostałe.”

    „Tyś mnie któregoś razu zganiła, że zamiast należycie uklęknąć aż do podłogi, wykonałam tylko bezkształtny dyg. Uznałaś to za wyraz lenistwa, wydawało się że nie podejrzewasz, iż wtedy nie wierzyłam już w obecność Chrystusa w Sakramencie.”

    KIESZONKOWY SUBIEKTYWNY BÓG !:

    Stopniowo skomponowałam sobie sama Boga. Na tyle dobrze wyposażonego, żeby mógł uchodzić za ‘Boga’. Na tyle oddalonego ode mnie, by nie musieć utrzymywać z Nim żadnych stosunków. Na tyle zamazanego, by zależnie od potrzeby – bez konieczności zmiany religii poszerzyć Go w panteistycznego ‘boga świata’, albo też skondensować w deistycznego ‘Pyszałka’.

  18. zoom said

    „…Tusk…Schetyna, odbierają 5 miliardów pieniedzy Ministerstwu Obrony Kraju, uniemożliwiając obronę Polski…” https://dzieckonmp.wordpress.com/2010/06/23/apokalipsa-ktora-ma-dotknac-polske/ http://www.eioba.pl/a101892/fatima_rok_1917#ixzz0s9SGpQyg

  19. Katon Najmłodszy said

    „Londyn stolicą Trzeciego Świata”
    Socjologowie zaklinają rzeczywistość. Struchlałymi i przemądrzałymi słowami opowiadają bajki o „zakapturzonym pokoleniu”, „wykluczeniu”, „młodych w kapturach”, „zdesperowanej młodzieży” . Żaden nie zająknie się nawet, że to młodzi ludzie o murzyńskich i arabskich, albo pokrzyżowanych rysach twarzy. Żaden nie zająknie się nawet, że olbrzymia część przybyszów spoza Europy jest nastawiona aspołecznie. Każda nauka, żeby opisać rzeczywistość musi opierać się na dostępnych faktach, a nie zmyślać, tworzyć nowe byty, które pasują do z góry przyjętej tezy. Aby coś zrozumieć należy nazywać rzeczy po imieniu. więcej http://katonisliwka.wordpress.com/2011/08/11/londyn-stolica-trzeciego-swiata/#comments

  20. Alaude arvensis said

    Pamiętamy przekazy z Garabandal, scenariusz wydarzeń, wg ekspert Jenny Ribes,
    I znak, to miała być lodowa burza trąba tornado w Europie

    smutne wiadomości w tej kwestii
    Tornado lodowe w Kruszwicy
    Gwałtowne burze połączone z opadami gradu przechodzą nad Austrią i zachodnią Słowacją. Silny wiatr łamie drzewa, zatopionych jest wiele domów, dziesiątki gospodarstw nie ma prądu.

    http://jezus-milosierny.blog.onet.pl/OBJAWIENIE-GARABANDAL-O-CZASAC,2,ID368518792,n

    http://losyziemi.pl/kruszwica-polska-traba-ladowa-nad-polami/#more-5966

    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/gwaltowne-nawalnice-nad-europa-srodkowa,1,4821379,wiadomosc.html

  21. Annah. said

    http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/spiecia-kard-dziwisza-z-katolickim-publicysta-posz,1,4821262,wiadomosc.html

  22. Ivresse said

    Kardynał swoim oświadczeniem dobrze zinterpretował powiedzenie „uderz w stół, a nożyce się odezwą”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

 
%d blogerów lubi to: