Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Archive for 9 stycznia, 2012

Dotykiem czyni cuda. Zdaniem świadków to cud!

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 stycznia 2012

Tajemnicze uzdrowienia w czasie Mszy Świętych. Ludzie: „To cuda!”

O niecodziennych wydarzeniach, które mają miejsce w ostrołęckim sanktuarium, słychać coraz głośniej nie tylko na Mazowszu, ale też w całej Polsce. Zgodnie z przekazywanymi mediom informacjami, w znajdującym się na terenie miasta ośrodku modlitewnym dochodzi do fenomenów, których doświadczają modlący się tam ludzie.

Z relacji świadków wynika, że w czasie Mszy Świętych odprawianych przez ojca Teodora Knapczyka, ludzie dotknięci dłońmi przez duchownego osuwają się na ziemię i półprzytomni leżą nie niej potem przez kilka minut. Niektórzy mówią o omdleniach będących efektem modlitwy, inni o upadaniu na posadzkę.

Franciszkanin, który celebruje Msze Święte, podczas których dochodzi do niezwykłych zjawisk, w żadnym razie nie uważa, by to jego aktywność odpowiadała za fenomen. Kapłan przekonany jest, że za jego pośrednictwem działa Bóg – poinformował portal chrzescijanin24.pl powołując się na informacje opublikowane przez dziennik „Super Express”.

Liczba osób przybywających do sanktuarium systematycznie wzrasta. Wiele osób przyjeżdża do Ostrołęki z konkretnymi intencjami – proszą o zdrowie, wsparcie w walce z codziennymi bolączkami i lepsze jutro. Wierzą też, że dzięki modlitwie kapłana uda im się wyprosić potrzebne łaski. Wg świadków, dotąd aktu uzdrowienia w czasie modlitwy odprawianej przez księdza Teodora Knapczyka doświadczyły tysiące osób.

W tej chwili franciszkanin z Krakowa jeździ po całej Polsce i odwiedza kościoły, w których sprawuje msze święte. Raz w miesiącu można go zaś spotkać we wspomnianym Sanktuarium św. Antoniego w Ostrołęce – poinformował „Super Express”.

Tu będą nabożeństwa uzdrawiania z księdzem Knapczykiem

12.01 Stalowa Wola-Rozwadów
19.01 Sandomierz
26.01 Gliwice-Bojków
Źródło: niewiarygodne.pl
Relacja z Tygodnika ostrołeckiego
Ludzie upadają pod dotykiem rąk kapłana. Niektórzy twierdzą, że zostali uzdrowieni. Czy można mówić o cudach? Zdania są podzielone, jednak faktem jest, że msze uzdrawiające przyciągają tysiące ludzi. Kościół dosłownie pęka w szwach.– Na pierwszą mszę poszłam z ciekawości – opowiada 65-letnia Maria Romańska. – Moja córka mnie namówiła. Parę lat temu u mojego wnuczka wykryto guza w mózgu. Lekarze dawali mu kilka miesięcy życia. Cała rodzina wpadła w rozpacz. Ale moja córka – Ania powiedziała, że się nie podda. Wsadziła synka w samochód i zaczęła z nim jeździć po kościołach i sanktuariach w całej Polsce. Nic się nie zmieniało. Powoli traciliśmy nadzieję – przyznaje smutno pani Maria. – W końcu pojechali do Częstochowy. Tam ksiądz podczas mszy uzdrawiającej wziął Karolka za rękę i zaprowadził pod ołtarz. Po cichu kazał mu się modlić najgorliwiej, jak tylko potrafi. Wie pani jak to 6-latek, co on tam umiał, najwyżej „Aniele Boży stróżu mój”. I tak to powtarzał po cichutku, a ksiądz nałożył mu ręce na główkę i modlił się razem z nim. Malec nawet płakać zaczął. Kiedy kapłan skończył, uśmiechnął się do niego i powiedział: Nie bój się, wszystko będzie dobrze. Za dwa miesiące po guzie nie było śladu.

– To nami naprawdę wstrząsnęło – włącza się do rozmowy pan Stanisław, mąż pani Marii. – Córka nam powiedziała, że w ostrołęckim sanktuarium także odbywają się msze uzdrawiające. Zaczęła nas namawiać, żebyśmy poszli, zobaczyli jak to wygląda. Na początku trochę się opierałem. Jestem wierzący, co niedzielę chodzę do kościoła, ale zastawiałem się czy powinienem iść na tę mszę. W końcu są ludzie, którym ta pomoc jest naprawdę potrzebna. Ja jestem już stary, swoje lata mam i wiadomo organizm już trochę kaprysi, ale całkiem dobrze sobie radzę.

– Tak czy inaczej – przerywa opowieść męża pani Maria. – W końcu doszliśmy do wniosku, że pójdziemy pomodlić się nie tylko za siebie, ale także za zdrowie całej rodziny. Pierwsza msza, w której wzięliśmy udział, zrobiła na nas piorunujące wrażenie. To było niesamowite. Teraz nie opuszczamy żadnej. Zauważyłam, że coraz więcej osób przychodzi do kościoła. Trzeba się tam zjawić przynajmniej godzinę wcześniej, żeby można było spokojnie znaleźć miejsca siedzące.

Także 4 listopada już o 16.30 wewnątrz kościoła nie zostało zbyt wiele miejsc siedzących. Ci sprytniejsi przynieśli ze sobą rozkładane krzesełka – częściej używane w celach turystycznych lub kuchenne taborety. Nikogo nie zdziwił także widok pana siedzącego na wędkarskim krzesełku pod ołtarzem.

Punktualnie o 18.00 rozpoczęła się msza. Ksiądz proboszcz o przewodnictwo w Eucharystii poprosił tradycyjnie już ojca Teodora Knapczyka, franciszkanina z Krakowa. Jest on znany ze swojej działalności w całej Polsce. Należy do grupy charyzmatycznej Odnowa w Duchu Świętym.

– Jak on potrafi pięknie mówić – szepnęła podczas kazania wygłaszanego przez ojca Teodora starsza pani siedząca obok mnie. Uśmiechnęłam się do niej tylko, ale po chwili zastanowienia w duchu przyznałam jej rację.

– Nie jestem magikiem – mówił franciszkanin. – To, co robimy, to nie magia. Nie mam żadnej mocy. To Bóg leczy przeze mnie. Prawdziwa siła pochodzi z miłości, wiary i modlitwy. Przygotujmy się na przyjście Pana Jezusa.

Ksiądz Teodor przeczytał świadectwo ostrołęczanina, który został uzdrowiony podczas mszy w sanktuarium. Bogdan cierpiał na alergię, jego organizm nie tolerował niektórych pokarmów. Został uzdrowiony i jak sam napisał, może jeść wszystko, nie ma żadnych problemów ze zdrowiem.

Po godzinnej mszy kapłani wystawili Najświętszy Sakrament.
– Bracia i siostry pan Jezus jest z nami – powiedział ojciec Teodor.
Wszyscy uklękli. W kościele zapanowała absolutna cisza. Zakonnik po kolei wymieniał choroby i dolegliwości, na które cierpią zgromadzeni. Bóle głowy, problemy z kręgosłupem i stawami, choroby psychiczne i duchowe, nałogi, a także choroby narządów wewnętrznych, kończyn, choroby śmiertelne… Lista jest długa.

Obszerny artykuł na ten temat przeczytasz w dzisiejszym papierowym wydaniu Tygodnika Ostrołęckiego

Posted in Cuda, Uzdrowienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , | 53 Komentarze »

Sparaliżowana dziewczyna została uzdrowiona podczas objawienia

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 stycznia 2012

16 letnia Silvia Busi bardzo poważnie zachorowała, pomimo to wszystkie wyniki badań były w normie. Minęło zaledwie kilka dni, gdy Włoszka znalazła się na wózku inwalidzkim, nie mogąc poruszać nogami. Dziewięć miesięcy póżniej choroba Sylvii zniknęła równie szybko jak się pojawiła. Stało się to w Medjugorje podczas objawienia jakie miał widzacy Ivan Dragicević. „Największym z darów jakie otrzymałam jest dar wiary” – mówi Silvia.

Choroba, która przyszła nagle i spowodowała wielomiesięczny paraliż, równie nagle odeszła. Gdy Silvia miała 16,17 lat zaszły w jej życiu drastyczne zmiany.

Silvia Busi

Przez 9 miesięcy, od października 2004 roku, uczennica z Padwy we Włoszech, była unieruchomiona na wózku inwalidzkim. Nie mogła chodzić ani nawet poruszać nogami. Czas jej kalectwa zakończył się w czerwcu 2005 roku na Wzgórzu Objawień w Medjugorje, gdy wstała i zaczęła chodzić po objawieniu jakie miał Ivan Dragicević.

„Do początku października 2004 roku byłam zwyczajną dziewczyną chodzącą do szkoły. Miałam przyjaciół, tańczyłam, pływałam. Nagle w przeciągu kilku dni wszystko się skończyło, choć testy medyczne na to nie wskazywały.” – mówi Silvia Busi podczas niedawnego spotkania modlitewnego we Włoszech.

„Od czasu, gdy znalazłam się na wózku inwalidzkim, moja rodzina i ja przeszliśmy przez trudne i bolesne chwile. Podczas tych miesięcy zaczęłam tracić na wadze, choroba postepowała, ograniczając moje życie coraz bardziej, prowadząc do psychicznego załamania.”

Od początku matka Silvii kierowała się ku wierze jako jedynej drodze rozwiązania problemów córki. Byli rodziną katolicką, ale Silvia mówi, że uczęszczała na niedzielną Mszę św. tylko z przyzwyczajenia:

„ Naszą siłą była moja mama. Gdy nie znalazła rozwiązania u lekarzy, zwróciła się do księdza, który był bardzo oddany jednej z maryjnych grup modlitewnych. Zaczęliśmy przychodzić do wspólnoty w każdy piątek, modlić się na Różańcu, uczestniczyć we Mszy św.i Adoracji Najświętszego Sakramentu. Towarzyszyłam moim rodzicom choćby z tego względu, że nie mogłam zostać w domu sama.” – mówi Silvia Busi.

W maju, miesiącu poświęconym Matce Bożej, moja mama postanowiła uczestniczyć w spotkaniach codziennie, nie tylko w piątki i brać udział co najmniej w Rożańcu i Mszy Świętej. Na początku nie było to dla mnie łatwe, lecz po paru tygodniach zaczęłam odczuwać potrzebę, by tam pojść, ponieważ tylko tam mogłam uzyskać trochę ukojenia. Nie mogąc robić tego, co moi rówieśnicy, tu czułam się lepiej.

Decyzja Silvii o wyjeździe do Medjugorje byla równie natychmiastowa jak jej choroba i póżniejsze uzdrowienie:

„ 20 czerwca, moja fizioterapeutka powiedziala, że w przyszlym tygodniu będzie towarzyszyła swojej mamie w wyjeździe do Medjugorje. Zapytałam czy mogłabym z nimi pojechać i po trzech dniach, wraz z moim ojcem, byłam w autokarze jadącym do Medjugorje. Przyjechaliśmy rankiem 24 czerwca, w święto św.Jana Chrzciciela – jednocześnie rocznicę pierwszego objawienia.” – mówi Silvia Busi do uczestników spotkania modlitewnego.

Gdy Silvia usłyszała, że widzący Ivan Dragicevic będzie miał wieczorem objawienie, szybko zdecydowała, że chce w nim uczestniczyć, chociaż myślała, że niemożliwe jest wniesienie jej wózka inwalidzkiego na szczyt Wzgórza Objawień. Znaleziono rozwiazanie – dziewczyna została wniesiona na szczyt wzgórza, gdzie przybyla o godz. 20ej, dwie godziny przed objawieniem.

„Wspominam to jako moją pierwsza modlitwę sercem. Te dwie godziny upłynęły mi bardzo szybko. Siedzący obok mnie lider naszej grupy powiedział mi bym zwróciła się do Matki Bozej ponieważ niedługo przybędzie by nas wszystkich wysłuchać. Poprosiłam Ją o siłę by w spokoju zaakceptować moje życie na wózku inwalidzkim, ponieważ miałam siedemnaście lat i wizja przyszłości mnie przerażała.”

W tym miejscu 24 czerwca 2005 r.
Ivan Dragicević miał objawienie Matki Bożej

„Podczas objawienia jakie miał Ivan, po mojej lewej stronie widzialam światlo: białe, piękne, bardzo silne i wyraziste, ale byłam w stanie patrzeć w jego stronę, gdyż nie oślepiało mnie. Gdy je zobaczyłam, zlękłam się i spuściłam wzrok by na nie nie patrzeć, ale jednocześnie emanowało dobrocią i przyciagało moje spojrzenie. Tak więc podczas objawienia, kątem oka cały czas na nie patrzyłam” – mówi Silvia Busi.

Po objawieniu, ludzie, którzy znosili dziewczynę, niechcący upuścili ją. Silvia upadła na twarde skały, lecz zupełnie tego nie odczuła. W tym momencie została uzdrowiona.:

„Zapamiętałam ten upadek jakbym była na miękkim materacu, nie na tych ostrych i twardych skałach.Pamietam również bardzo słodki głos, który mówił do mnie i uspakajał mnie. Po paru minutach otworzyłam oczy. Mój ojciec płakał. Pierwszy raz od 9 miesięcy miałam czucie w nogach, czułam, że moge sie na nich oprzeć. Potem powiedziałam do mojego ojca : Jestem uzdrowiona, mogę chodzić!”

„ Zobaczyłam przed soba wyciągniętą rękę. Chwyciłam ją i stanęłam na nogach jakby to była najbardziej naturalna rzecz. Wybuchnęłam płaczem, ponieważ to mnie przerosło. Nigdy nie przypuszczałam, że spotka mnie cos takiego. Potem zaczęłam iść. Moje nogi były bardzo słabe, ale byłam przekonana, ze nie upadnę, ponieważ czułam jakieś niewidzialne sznurki, które mnie podtrzymywały i miałam pewność, że nic mi sie nie stanie.”

Następnego ranka, o godzinie 5., Silvia wspinała sie na górę Krizevac, by odprawić Drogę Krzyżową ze swoją grupą. Gdy wróciła z Medjugorje okazalo się, że z jej choroby pozostały jedynie napady drgawek.

Równiez one zniknęły, dzięki kolejnemu wydarzeniu związanemu z Medjugorje:

„Zdarzały się jeszcze ataki choroby, ale dzięki Bogu minęły. Na początku były prawie niedostrzegalne, lecz potem powtarzały się wiele razy w ciagu dnia. Na spotkanie modlitewne przyjechał o. Ljubo Kurtovic, zakonnik z Medjugorje i powiedzial mi, abym dziękowała i wychwalała Boga za dar, który On mi ofiarował.” – mówi Silvia Busi.

Wczesniej Silvia oddawała się modlitwie różańcowej i głosiła świadectwo. Myślała, ze nastąpilo całkowite uzdrowienie, lecz tak nie bylo:

„Zanim odeszłam, o. Ljubo modlił się nade mną, pobłogosławił mnie i parę dni pózniej wszystkie napady zniknęły. Po roku przestałam brać leki i teraz, dzieki Bogu, wszystko jest w porządku.”

Chociaż Silvia Busi jest zupełnie zdrowa, nie przestaje doceniać największego daru jaki otrzymała:

„ Największym darem jaki Bóg dał mi i mojej rodzinie jest odkrycie na nowo Jego łaski, wiara i nawrócenie. Droga ta jest bardzo długa. Dopiero rozpoczęliśmy naszą wedrówkę a trwać ona będzie przez całe życie. Napotykamy wiele trudności, nikt nie jest od nich wolny, ale z pomocą wiary i modlitwy możemy je przezwyciężyć i wytrwać.” – mówi Silvia.

„Wraz z nawróceniem Bóg rozpalił jakby ogień we mnie. Lecz tak jak płomień podsyca się drewnem tak wiara karmi się modlitwą – poprzez Mszę Świętą, Adorację Eucharystyczną, Różaniec, czytanie Pisma Świętego, post i spowiedź przynajmniej raz w miesiącu. Dzięki temu ogień nigdy nie zgaśnie, nawet jeśli powieje wiatr.”

„Dla mnie jest to coś najważniejszego i najpiękniejszego w życiu.Modlę się z całego serca, by codzennie doświadczać więcej milości Boga i Maryi. Miłość ta jest wszechogarniająca i jednakowa dla każdego z nas.”

źródło: medzjugorje.blogspot.com

Nadesłała: Malaga

Tłumaczyła:Hanna

Posted in Cuda, Medziugorje | Otagowane: , , , | 105 Komentarzy »