Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Orędzie Zbawienia Jezusa Dobrego Pasterza z 15 września 2012

Posted by radoslawcz w dniu 23 września 2012

Moje dzieci, pokój niech będzie z wami.

Biada duszom, które nadal podążają w ciemnościach, ponieważ wielu się nie obudzi! Ponownie wam mówię, uporządkujcie swoje rachunki i pojednajcie się jak najszybciej z waszym Ojcem Niebieskim, aby wasze dusze nie zaznały ognia Bożej Sprawiedliwości.  Zaprawdę mówię, że ktokolwiek jest w grzechu ciężkim, jeśli nie okaże szczerej skruchy i nie powróci na drogę zbawienia, jego dusza może zostać stracona w głębinach otchłani, kiedy nadejdzie oświetlenie sumień.

Ostrzegam was, zbuntowane i grzeszne owce powracajcie do stada i trzymajcie się z dala od grzechu; zbliżcie się do jednego z Moich pasterzy i wyznajcie swoje winy; nie bójcie się, jestem Dobrym Pasterzem, który daje swoje życie za owce, który opuszcza dziewięćdziesiąt dziewięć, aby iść szukać zagubionej owcy.   Pojednajcie się z waszym Wiecznym Pasterzem, abyście mogli być na zielonych pastwiskach i orzeźwiających wodach, gdzie zaspokoicie swój głód i pragnienie.

Żałuj i nawracaj się zbuntowana młodzieży, żałujcie i nawracajcie się prostytutki, homoseksualiści, cudzołożnicy, rozpustnicy, narkomani, alkoholicy, kłamcy, złodzieje, czarownicy, zazdrośnicy, matki popełniające aborcję i inne dusze chodzące w grzechu ciężkim, aby wasz krok w wieczność nie stał się wiecznym koszmarem.  Czas Mojego ostrzeżenia jest bliski i puka do drzwi, nie grzeszcie więcej; wasze dusze giną i wielu nie powróci; cisza śmierci przyjdzie na wielu i nikt was nie usłyszy.

Och ludzie, którzy jesteście w grzechu ciężkim, letniego serca, jeśli się nie obudzicie z Moim ostrzeżeniem, zapewniam was, że zginiecie na wieczność! Już jeźdźcy Mojej Sprawiedliwości zbliżają się i przynoszą spustoszenie mieszkańcom Ziemi. Na co czekacie uporczywi grzesznicy, aby powrócić do Boga? Przypominam wam, że podczas Mojej Sprawiedliwości nie będzie czasu na miłosierdzie.

Rodzice nie bądźcie niemymi psami, wasze duchowe milczenie będzie zatraceniem dla waszych rodzin!   Mówcie w każdym czasie, mówcie waszym dzieciom, że życie wieczne lub śmierć wieczna jest prawdziwe; że piekło i demony istnieją i oczekują na grzeszników i na tych wszystkich, którzy żyją z dala od Boga i łamią Jego przykazania.

Rodzice pojednajcie wasz dom z Bogiem, dawajcie dobry przykład waszym dzieciom, chodźcie na Mszę Świętą z waszymi dziećmi, szukajcie Moich pasterzy, wy i wasze rodziny spowiadajcie się z waszego życia i zachęcajcie członków waszej rodziny, ponieważ zaprawdę powiadam wam, że odpowiecie przede Mną za utratę waszych rodzin.  Słuchajcie co mówi Moje Słowo i tak czyńcie:  „Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone.” (Mat 3:10)

Ostrzegam was rodzice, abyście nie musieli jutro płakać. Wy i wasze rodziny powracajcie do Boga, abyśmy byli jedną rodziną w królestwie Mojego Ojca.

Wasz Pasterz: Najświętszy Sakrament: umiłowany, który nie jest kochany.

http://www.mensajesdelbuenpastorenoc.org/english.html

Reklamy

Komentarzy 25 to “Orędzie Zbawienia Jezusa Dobrego Pasterza z 15 września 2012”

  1. Radosław said

    Jeśli chodzi o zwrot „nieme psy” w stosunku do rodziców…

    „Stróże jego – są wszyscy ślepi, niczego nie widzą. Oni wszyscy to nieme psy, niezdolne do szczekania; marzą sennie, wylegują się, lubią drzemać” (Iz 56,10);

    • Przemysław said

      Życie i śmierć są w ręku Boga.

      (święty Rafał od św. Józefa)

      • Przemysław said

        Z tajemnic życia i śmierci człowiek chce nieraz uczynić produkt, który można dobrze sprzedać. Sensacja od zawsze pobudzała ciekawość i zainteresowanie. Na niej można dużo zarobić. Tak jak Szymon Mag z Samarii, gdzie nauczali Filip, Piotr i Jan. ”Dawniej zajmował się czarną magią – relacjonują Dzieje Apostolskie – wprawiał w zdumienie lud Samarii i twierdził, że jest kimś niezwykłym. Poważali go wszyscy od najmniejszego do największego: Ten jest wielką mocą Bożą – mówili. A liczyli się z nim dlatego, że już od dość długiego czasu wprawiał ich w podziw swymi magicznymi sztuczkami… Kiedy Szymon ujrzał, że Apostołowie przez wkładanie rąk udzielali Ducha Świętego, przyniósł im pieniądze. Dajcie i mnie tę władzę – powiedział – aby każdy, na kogo włożę ręce, otrzymał Ducha Świętego. Niech pieniądze twoje przepadną razem z tobą – odpowiedział mu Piotr – gdyż sądziłeś, że dar Boży można nabyć za pieniądze” (8, 9-11 i 18-20). Iluż Szymonów Magów kupczących wiedzą o życiu, o przyszłości, o zaświatach, oferuje nasz wiek. Jesteśmy dzisiaj świadkami zadziwiającego wręcz nawrotu przepowiadaczy ze snów i kart, uzdrowicieli, wróżek. Życie i śmierć są tymczasem w ręku Boga.

        Pokój i Dobro

        • KRYSTYNA said

          KOCHANI !

          BARDZO WAS PROSZĘ O MODLITWĘ ZA HELENĘ.

          HELENA NIE PRACUJE 1,5 ROKU.JEST BARDZO CIĘŻKIEJ SYTUACJI .

          W ŚRODĘ BĘDZIE MIAŁA ROZMOWĘ KWALIFIKACYJNĄ.

          PROŚMY TRÓJCĘ PRZENAJŚWIĘTSZĄ ZA WSTAWIENNICTWEM MATKI BOŻEJ ,DUSZ CZYŚĆCOWYCH I WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH O PRACĘ DLA NIEJ.

          BÓG ZAPŁAĆ !

          KRÓLUJ NAM CHRYSTE ! ! !

  2. MamOczy said

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Newsweek-homoseksualne-lobby-trzesie-Kosciolem,wid,14949405,wiadomosc.html?ticaid=1f384

    Nasilają się coraz bardziej ataki na Kościół …

    • wiesia said

      Szkoda nerwów,czasu i dyskusji.Podkusiło mnie i weszłam tam na komentarze-NIE WARTO ZAGLĄDAĆ,aby nie stracić wiary w nasz naród.Jezu wybacz ,bo nie wiedzą co mówią.

      • kooool said

        najlepiej coś napisać nie czytając i zapomnieć o tych masowych forach. szkoda nerwów i czasu

  3. jowram said

    Kolumbia Świadectwo Dla Świata. Recenzja filmu.

    * charyzmatycy.pl
    * dominik tarczyński
    * kolumbia świadectwo dla świata

    Nie jestem osobą która łatwo wzrusza się na filmach, a film Dominika Tarczyńskiego „Kolumbia Świadectwo Dla Świata” nie należy wcale do kategorii wyciskaczy łez. To przede wszystkim świetnie zrobiony film dokumentalny, świadectwo wspaniałej wiary całego narodu i jego walki o normalne życie. A jednak nie potrafiłem ukryć poruszenia tym filmem.

    Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że zobaczyłem jak daleko my odeszliśmy od prawdziwej wiary, wierności Kościołowi i chrześcijańskich zasad życia. Zadziwiające jak – na gruncie wiary – zjednoczyć może się cały naród, od szeregowego żołnierza, szarego obywatela po najwyższych dowódców wojskowych, ministrów, urzędników i prezydenta.

    Film ten jest prawdziwym, odważnym, ale także jednoznacznym świadectwem wielkości i wspaniałości wiary. Jest to film o kraju w którym wysocy urzędnicy nie wstydzą się bezkompromisowo mówić o potrzebie wierności papieżowi i Kościołowi Katolickiemu. Oczywiście serce ściska żal patrząc na naszą polską rzeczywistość, z prezydentem przystępującym do świętokradczej komunii i hierarchami kościoła mówiącymi po 10.04.10 że „światem rządzi chaos”.

    „Kolumbia Świadectwo Dla Świata” to film zarówno dla tych, którzy chcą umocnić swoją wiarę, jak i dla tych którzy instynktownie czują że z otaczającym ich światem coś jest nie tak, ale nie mogą znaleźć odpowiedzi na pytanie co.

    Polecam serdecznie, film do kupienia z tygodnikiem Gazeta Polska.

  4. lucek said

    Dzisiaj 23 IX – Wspomnienie Sw. Ojca Pio
    Prosmy go o wstawiennictwo we wszystkich potrzebach.
    Sw. Ojcze Pio – modl sie za nami.
    wypraszaj nam potrzebne laski abysmy tak jak Ty kroczyli droga Zbawienia , wierni Chrystusowi i Jego Niepokalanej Matce.
    Kroluj nam Chryste !!!

  5. lucek said

    Moj komentarz w SPAM

  6. Passiflora said

    Całkiem niedawno temu ci, którzy odrzucali prawdy Boże, uznawani byli za wykluczonych, np. rozwodnicy, którzy wstąpili w nowe związki, ateiści, wrogowie rodziny oraz ci, którzy utrzymywali, że prawo jest dyktatem woli, a nie rozumu. Dziś to my jesteśmy wykluczani. Oni zaś są wykluczającymi. Chrześcijanin jest dziś w defensywie z tego prostego powodu, że stanowi on wyjątek.

    Sługa Boży Arcybiskup Fulton J. Sheen
    Źródło: „Go to Heaven”, 1961r. , str. 83.

  7. adrian said

    18.09.2012, 17:40 – Nie jestem takim Synem Człowieczym, jakim ludzie chcą, abym był. Działam niekonwencjonalnie.

    Moja najukochańsza córko, to jest bardzo żmudna wędrówka dla tych z Moich wyznawców, którzy uczestniczą w tej misji.

    Są wyśmiewani przez tych, których poglądy są przez nich cenione.

    Są wyśmiewani przez tych, którzy twierdzą, że są duchowo dojrzali i są opluwani przez tych, którzy zapierają się Mnie, Jezusa Chrystusa.

    Muszą oni przyjąć Koronę Cierniową i pokorę, które są niezbędne, aby znieść ból cierpienia w Moje Święte Imię.

    Niech żaden człowiek nie lekceważy ciernistej drogi do wiecznego zbawienia.

    Jeśli przetrwacie mękę, zostaniecie szybko oczyszczeni, a wtedy będziecie w stanie pomóc innym, których oczyszczenie nastąpi dopiero po Ostrzeżeniu.

    Przyjdą czasy, Moi umiłowani uczniowie, gdy kłamstwa zostaną zasiane w waszych umysłach przez tych, którzy chcą, abyście porzucili Moją misję.

    Musicie po prostu pozostać mocni, uprzejmi, a gdy będą was spotykać prześladowania, milczcie.

    Nigdy nie spierajcie się co do autentyczności Mojego Świętego Słowa, ponieważ się potkniecie i upadniecie. A wtedy was poturbują i trudno wam będzie znów ruszyć, by głosić dalej Moje Święte Słowo. Innymi słowy utkniecie. Wtedy zaczniecie odczuwać zamęt, a w niektórych przypadkach odwrócicie się ode Mnie.

    Wielu z Moich wyznawców, którzy wzięli swój krzyż, aby iść ze Mną w tej misji ratowania dusz, nie mogli kontynuować swojej żmudnej wędrówki.

    Niektórzy pozwolili innym zasiać nasiona wątpliwości w swoich umysłach.

    Inni uwierzyli w kłamstwa, które im wmówiono, aby odrzucili tę Moją ostatnią świętą misję na ziemi przygotowującą ludzkość na Moje Powtórne Przyjście.

    Tylko ci, którzy kochają mnie szczerze i są Mi głęboko wierni, a przy tym rozumieją rolę cierpienia w zbawieniu dusz, będą na tyle wytrzymali, aby iść dalej.

    Nie jest łatwo naśladować Mnie, waszego Jezusa. Podążanie za Moim nauczaniem może zbliżyć cię do Mojego Serca tylko wtedy, gdy poddasz się rzeczywistości Krzyża, możesz naprawdę nazywać się jednym z Moich uczniów.

    Wiele biednych dusz wierzy, że otrzymają wielką moc, wspaniałą chwałę i uznanie w świecie, kiedy odpowiedzą na Moje Wołanie. W tym przypadku tak nie jest.

    Jestem cierpiącą ofiarą i na tym polega Moja moc nad szatanem.

    Nie jestem takim Synem Człowieczym, jakim ludzie chcą, abym był. Działam niekonwencjonalnie. Wybrałem niegodne dusze, aby przekazywać Moje orędzia.

    Wzywam najbiedniejszych, najcichszych i największych grzeszników, ponieważ pragnę wam pokazać, że wszyscy jesteście równi w Moich Oczach. Ale dopiero ci, którzy uznają, że jedynie ci z pokornym umysłem i duszą mogą być objęci przeze Mnie i tylko ci będą się szybko posuwać ku duchowej doskonałości.

    Znoście cierpienia w Moje Imię, a ja podniosę was w chwale w Nowym Raju.

    Przyjmijcie Prawdę o Moim Bóstwie, w którym nigdy nie wywyższam Siebie poprzez Moich prawdziwych proroków, ani oni nie będą szukać chwały w Moim Imieniu.

    Teraz przyjdźcie do Mnie z ufnością i wyrzeczeniem się siebie, abym mógł uczynić was Moimi.

    Wasz Jezus

    http://www.paruzja.info/
    —————————————————————————————————————————————————————————–

    19.09.2012, 20:45 – Nawrócenie nastąpi najpierw. Potem prześladowania. Następnie Zbawienie. W takiej kolejności.

    Moja najukochańsza córko, wielka zmiana zachodzi teraz na świecie, a Światło Mojego Miłosierdzia się zbliża.

    Niech nikt nie sądzi, iż to, o czym mówię, że ma nastąpić, nie będzie miało miejsca.

    Mówię tylko Prawdę, więc musicie Mi zaufać.

    Mój Duch Święty zstępuje teraz szybko na ludzkość, aby przygotować ich na Moje Wielkie Miłosierdzie.

    Niech żaden człowiek nie zaniedba się przygotować czy też rozprowadzać Moje Słowo, aby dusze mogły być uratowane.

    Wszystko jest teraz dobrze, Moja córko, w tym sensie, że wszystko jest na swoim miejscu, gdyż Moje Słowo szerzy się jak dziki kwiat, który zakorzenił się w każdym narodzie.

    Słodki zapach Mojego Daru miłości jest odczuwalny nawet przez tych małej wiary. Ponieważ oni są świadomi zmiany i przełomu, choć nie rozumieją, co się dzieje.

    Powiedz im, że Pan Bóg, Król Miłosierdzia, przygotowuje się do przyjścia po raz drugi, aby ich zbawić.

    Moje Przymierze jest już blisko etapu na którym najpierw nastąpi nawrócenie. Potem prześladowania. Następnie Zbawienie. W takiej kolejności.

    Zaufajcie Mi i przygotujcie się, gdyż czas nawrócenia większości ludzkości jest bliski.

    Wiele przeszkód jest umieszczanych przed wami, Moi uczniowie. Oto co musicie robić:

    Iść prosto. Kierować się ku Mnie i zachować godność, niezależnie od obelg, jakimi jesteście obrzucani. Działając w ten sposób i nie zajmując się bestią, która działa przez innych, abyście zwątpili w swoją wiarę, pokonacie ją.

    Dlatego milczałem i niewiele odpowiadałem Moim oskarżycielom, Moim oprawcom. Gdybym tak nie milczał, dałbym moc szatanowi.

    Moja śmierć zniszczyła moc, którą miał nad dziećmi Bożymi. Wtedy stracił moc, aby ukraść wszystkie dusze. Teraz, gdy przyjdę znów, straci całą moc. Ale do tego czasu będzie nadal kradł dusze.

    Bądźcie silni. Bądźcie spokojni. Bądźcie odważni. Jestem z wami. Gdy poddacie swoją wolę i zaufacie Mi, będziecie całkowicie bezpieczni.

    Wasz Jezus

    http://www.paruzja.info/

    • wiesia said

      Jezu,Boski Zbawicielu,przez Niepokalane Serce Maryi ofiarowujemy Ci nasze cierpienia terazniejsze i przyszłe.Te fizyczne i udręki duchowe,w intencjach Kościoła Świętego.Spraw prosimy,aby Krzyż,który dzwigamy był dla nas zródłem odwagi i mocy oraz wyzwolenia.Prosimy,aby cierpienie nie odebrało nam nadziei i aby wiara w nas nie gasła oraz miłość by nie ustawała.Natomiast kiedy nadejdzie kres naszego życia,przybądz prosimy po nas i zaprowadz do Twego Królestwa AMEN. Jezu,ufamy Tobie!

  8. apostolat said

    22 września 2012
    Diabły Ojca Pio

    Marcin Jakubionek
    DIABŁY OJCA PIO

    Przyszli jak zwykle nocą. W małym pokoiku w domu przy via Santa Maria degli Anieli panował mrok i na wyciągnięcie ręki nie było nic widać, ale oni poruszali się tak, jakby byli u siebie. Zbliżyli się do łóżka, w którym spał o. Pio. Tłum postaci, ciemniejszy niż otaczająca ciemność, stłoczył się nad jego głową. Zaczęli coś szeptać mu na ucho, obiecywać, przekonywać, perswadować. Po chwili zakonnik zerwał się z posłania. Nie był zaskoczony ani przerażony. Znali się przecież od lat…

    Powitał swych nocnych gości jak zawsze wylewnie, czyli złajał ich głośno, a trzeba przyznać, że nie przebierał w słowach. Oni natomiast, widząc, że ich subtelna taktyka zawiodła, wrócili do starych i sprawdzonych metod. Część z nich rzuciła się na Świętego, obaliła go na ziemię i zaczęła się nad nim pastwić, w tym czasie pozostali demolowali celę. W powietrzu latały książki, poduszki i krzesła. Nieznajomi wyli z radości, złorzeczyli, kpili i naśmiewali się ze swej ofiary. Nad ranem kiedy wszystkie odgłosy ucichły do pokoiku weszła Giuseppa, matka zakonnika. Przychodziła zawsze o tej samej porze, sprawdzić czy syn jeszcze żyje. Ojciec Pio leżał na ziemi, pobity i zakrwawiony, wśród nieopisanego bałaganu. Pomogła mu położyć się do łóżka. Płakała a on próbował ją pocieszyć. Prosił, żeby się nie martwiła, chciał ją przekonać, że być może już więcej się nie pojawią. Zapewne sam bardzo chciał w to wierzyć, przypuszczał jednak, że przyjdą następnej nocy. I nie pomylił się…
    Nicpoń i spółka

    Mówił o nich „złoczyńcy”, „dzikie bestie”, „szkaradne gęby”, o ich szefie wyrażał się równie fantazyjnie, nazywał go „nicponiem” „brodaczem”, „bydlakiem”. Tam skąd pochodzili nikt nie śmiałby nazywać ich w ten sposób. Byli przecież synami piekieł, demonami, a ich przywódca nie był jakimś tam nicponiem, ale szatanem, Lucyferem, tym, który przeciwstawił się Bogu i doprowadził do upadku człowieka. Patrząc jednak na sposoby ich działania, to zamiłowanie do tytułomanii wydaje się co najmniej przesadzone. Być może rację miał C. S. Lewis pisząc w „Listach starego diabła do młodego”, że w piekle zapanował kryzys kadrowy. Dawni wyrafinowani kusiciele, mistrzowie intryg, stali się zwykłymi rzezimieszkami, bandziorami. Obecnie nic im nie wychodzi tak dobrze, jak solidne mordobicie, więc biją…

    Odkąd o. Pio przyjechał do Pietrelciny, a było to niecałe dwa lata wcześniej, dokładnie w 1909 r., przychodzili niemal codziennie. Maria Pennisi, jedna z mieszkanek Pietrelciny, opowiadała: „Widzieliśmy, że każdej nocy walczył z szatanem. Niekiedy dobiegający z jego pokoju łomot był tak głośny, że słychać go było na sporą odległość. Ileż razy w samym środku nocy jego sąsiedzi wychodzili z domów, przerażeni tym, co dobiegało do ich uszu”. Ojciec Pio szczegółowo opisywał owe nocne zajścia w listach do swego kierownika duchownego, o. Agostino. Demony zrzucały go z łóżka, ciągały za włosy po pokoju, zrywały koszulę i biły po gołym ciele. Bicie miało osłabić wolę i wiarę Świętego a pokusy – dopełnić reszty. Diabeł pojawiał się już to jako młoda, tańcząca nago dziewczyna, już to jako jego kierownik duchowy, potrafił przybrać postać prowincjała, papieża Piusa X, Anioła Stróża, św. Franciszka, a nawet Najświętszej Marii Panny. Kiedy o. Pio miał wątpliwości, czy gość jest tym, za kogo się podaje, nakazywał mu powtórzyć słowa: „Pan Jezus jest moim Panem”. Wówczas demon rejterował. Znikał, aby pojawić się w innej postaci.

    Być może diabły nie grzeszyły inteligencją, ale trzeba im przyznać, że ich wywiad działał bez zarzutu. Bardzo szybko zorientowały się, że o. Pio jest kimś wyjątkowym. Już jako kilkuletni chłopiec rozmawiał z Panem Jezusem, Aniołami. Te spotkania nie uszły uwadze piekła i jego wysłannicy zaczęli sprawdzać, z kim mają do czynienia. Ojciec Pio zwierzył się kiedyś, że będąc małym dzieckiem panicznie bał się ciemności. „Jak tylko moja matka gasiła światło – opowiadał – nawiedzały mnie potwory, a ja płakałem. Gdy zapalała światło, uspokajałem się, bo one znikały. Kiedy je gasiła ponownie, wracały do mnie i ja znowu płakałem”. Kilka lat później miały miejsce kolejne niezwykłe wydarzenia. Przykładowo, kiedy wracał ze szkoły do domu, jakiś mężczyzna, ubrany jak ksiądz, zagradzał mu drogę i nie chciał przepuścić. Wówczas pojawiał się bosy chłopiec, czynił znak krzyża i dziwna postać znikała.

    Mniej więcej w tym samym czasie Francesco (takie imię nosił przed wstąpieniem do zakonu) miał wizję, która, wyjaśnia wszystko, co miało go spotkać w przyszłości. Ukazała mu się bardzo dostojna postać i rzekła: „Chodź za mną, bo musisz walczyć jak mężny wojownik”. Zaprowadziła go na rozległe pole. Tam po jednej stronie stali ludzie bardzo piękni, ubrani całkowicie na biało, a pod drugiej – szkaradne potwory w czerni. W pewnym momencie dowódca czarnych zastępów zaczął zbliżać się do niego, był to ogromny mężczyzna, sięgający głową chmur. Jaśniejąca postać zachęciła Francesca do walki z tym potworem, ale chłopiec chciał jej uniknąć. Usłyszał jednak: „Musisz walczyć! Odwagi! Pozostanę blisko ciebie i nie pozwolę, byś został pokonany”. Walka toczyła się ze zmiennym szczęściem, ale z pomocąjaśniejącej postaci, która cały czas była u jego boku, odniósł zwycięstwo. Dostojna postać położyła na głowie Francesca koronę, podniosła go i powiedziała: „Inna, piękniejsza zostanie dla ciebie zachowana, jeśli będziesz walczył z tym bytem z ciemności… Będę blisko ciebie i pomogę ci, aby za każdym razem udało ci się go pokonać”. Podobne doświadczenia miewali Ojcowie Pustyni, oni także często widzieli zastępy Aniołów stojące naprzeciw armii demonów, wiedzieli również, że jeśli odpowiedzą na Boże wezwanie, będą musieli niejeden raz stoczyć walkę, nie tylko o swoje zbawienie, ale także o życie innych.

    Diabelskie ataki nasiliły się z chwilą, gdy Francesco zdecydował się wstąpić do zakonu. W 1906 r., w czasie studiów w klasztorze Sant’-Elia a Pianisi, miało miejsce takie oto zdarzenie. Pewnej nocy, po jutrzni, o. Pio nie mógł zasnąć. Słysząc hałas z sąsiedniej celi, pomyślał: „Chyba brat Anastasio również cierpi na bezsenność”. Wpadł na pomysł, aby zaprosić go na pogawędkę. Podszedł do okna i chciał zawołać przyjaciela, lecz głos zamarł mu w gardle: „Zobaczyłem jak ogromny pies wszedł przez okno – opowiadał po latach – a z jego pyska unosił się dym. Upadłem na łóżko i usłyszałem głos z wydobywający się głębi psa: »To on, to ten«. Podczas gdy ciągle leżałem, zwierzę skoczyło na parapet, stamtąd na dach i znikło”. Zapewne nikt nie poznałby tej historii, ale następnego dnia o. Pio, ze znaną

    sobie prostodusznością, zaczął wypytywać braci, czy nie wiedzą, kto w okolicy ma dużego psa. Dodajmy: psa, który mówi. Dla o. Pio nie było w tym nic nadzwyczajnego. Jego kierownik duchowy, o. Agostino, zapytał go kiedyś, dlaczego nikomu się zwierzył, że rozmawia Aniołami, Panem Jezusem, Maryją. Odpowiedział wówczas, że zawsze uważał to za coś normalnego – był przekonany, że każdy ma takie doświadczenia.

    Równie tajemnicze co wizyty demonów, wydawało się pochodzenie dolegliwości, które prześladowały o. Pio od dzieciństwa. Było to często powracające zapalenie płuc, wysoka gorączka, zupełny brak łaknienia. Zdarzało się nawet, że lekarze nie mogli zmierzyć mu temperatury, gdyż termometr pękał, gdy tylko słupek rtęci osiągał poziom 45 stopni Celsjusza. Te dziwne przypadłości będą go nękać do końca życia, a medycyna nieodmiennie będzie wobec nich bezradna. Mówiono, że to taktyka demonów: skoro nie mogły zniewolić jego duszy, starały się zniszczyć jego ciało. Jakkolwiek by było, słabe zdrowie nie pozwalało mu w pełni poświęcić się zakonnemu życiu. Między innymi z tego powodu został wysłany w 1909 r. do rodzinnego domu w Pietrelcinie. Wiejski klimat miał pomóc wzmocnić osłabiony organizm. Wydawało się, że spędzi tam najwyżej kilka miesięcy. Rozłąka z zakonem trwała aż sześć lat. Być może to przypadek, ale w Pietrelcinie, gdzie był odcięty od wsparcia braci, miały miejsce najbardziej spektakularne ataki diabła.
    pożeracz kartofli

    Najwidoczniej o. Pio nie cieszył się „dobrą” opinią w piekle. Diabły, jakoś tak się dziwnie składa, nie tracą energii na kuszenie grzeszników. Być może nie chcą pomagać tym, którzy się „dobrze” sprawują i wiedzą jak do nich trafić. Święci, jak chociażby Antoni Pustelnik, Marcin De Porres, Jan Vianney znali się z diabłem aż nadto dobrze. Proboszcz z Ars mawiał nawet, że tylko ukochani przez Boga mają ten wątpliwy, przywilej. On wiedział, co mówi. Pewnej nocy, gdy udał się na spoczynek, poczuł na ciele lodowaty dotyk. Po chwili usłyszał: „Vianney! Vianney!… Ty pożeraczu kartofli! Ach tak, ty wciąż jeszcze żyjesz!… Ja cię jeszcze dopadnę!”. Od tej pory każdej nocy był atakowany przez diabelskie zastępy. Tuż po zapadnięciu zmroku zakradały się do jego pokoju. Proboszcz słyszał jak próbują sforsować drzwi i dostać się przez okna. Gdy im się to udawało, zaczynały swe harce. Przesuwały szafy, krzesła, cały dom trząsł się w posadach. Parafianie czuwali uzbrojeni w pokoju obok, ale to wsparcie nie robiło na demonach żadnego wrażenia.

    Diabelskie ataki były tak dotkliwe, że chwilami Vianney im nieomal ulegał. Był przekonany, że bliskość diabła jest znakiem, że Bóg go opuścił, że on sam minął się z powołaniem. Ta myśl była tak nieznośna, że nawet próbował uciekać z parafii. Wybiegał na drogę i szedł przed siebie. Raz uciekł do brata, który mieszkał w innej miejscowości, innym razem chciał się zaszyć w klasztorze kapucynów w Lyonie. Zawsze jednak, upraszany przez swych parafian, wracał.

    Opowieści o świętych i diabłach mogą nam się wydawać nieprawdopodobne, może czasami nawet śmieszne, ale tak naprawdę zawarty w nich jest pewien ważny przekaz. Klaus Berger w książce „Po co jest diabeł?” mówi wprost, że ten, kto się otwiera na Boga, spotyka także diabła. Życie duchowe nie jest oazą spokoju, duchową drzemką czy też formą relaksu, ale terenem walki, walki na śmierć i życie. Zawierzenie Bogu nie odsuwa zła na bezpieczny dystans, bywa wręcz odwrotnie: ludzie, którzy wstępują na ścieżkę wiary, muszą się zmierzyć z diabłem, z samym sobą, czy z demonami przeszłości.
    „towarzysz” Anioł Stróż

    Ojciec Pio nigdy nie pozostawał zupełnie sam w konfrontacji ze Złym. Często z pomocą przychodził mu Jezus, przeganiał diabelską sforę i troskliwie układał poturbowanego zakonnika w łóżku. Jednak najwierniejszym przyjacielem, nie tylko w tych trudnych chwilach, ale w całym życiu Świętego, był Anioł Stróż. Ojciec Eusebio, który opiekował się Stygmatykiem w latach 1961 – 1965 tak pisał: „[Anioł Stróż] rozpoczął swoją pracę wcześnie, kiedy Ojciec Pio był jeszcze chłopcem. Przyjął wygląd innego dziecka i stał się dla niego widzialny. Później (…) o. Pio nazwie swojego Anioła Stróża «towarzyszem mego dzieciństwa». To określenie ujawnia zażyłą przyjaźń między braciszkiem a jego ukochanym Aniołem. Towarzysz nie jest osobą, którą widzisz sporadycznie, lecz osobą, którą widzisz często i z którą jesteś w przyjaźni”. Nie zawsze było tak słodko jak pisał o. Eusebio, zdarzały się między nimi także niesnaski. Anioł Stróż niekiedy był krnąbrny i nieposłuszny. Oto jeden z zapisów wizji o. Pio: „Aniele Boga, mój Aniele… Czy troszczysz się o mnie?…. Czy jesteś stworzeniem Boga?… Albo jesteś stworzeniem Boga, albo Stwórcą? Jesteś stwórcą? Nie. Dlatego jesteś Bożym stworzeniem i masz prawa, które musisz przestrzegać… Musisz przebywać obok mnie, czy chcesz, czy nie… On się śmieje… Z czego tu się śmiać?”.

    Anioł Stróż miał jeszcze jedną cechę, która być może jest czymś normalnym wśród istot, które doświadczyły wieczności, ale na ziemi rzadko bywa tolerowana. Niestety był na bakier z punktualnością. Jedną z takich sytuacji opisał o. Pio w liście do o. Agostino: „W sobotę myślałem, że naprawdę chcą mnie zabić. Nie wiedziałem, którego świętego błagać o pomoc. Zwróciłem się do mojego Anioła, lecz on celowo się spóźniał. W końcu przyleciał do mnie śpiewając Bogu hymny swoim anielskim głosem. Wtedy zdarzyło się to, co zwykle: ostro zganiłem go za jego zwłokę, kiedy tak żarliwie wołałem go o pomoc. Aby go ukarać umyślnie, nie stanąłem z nim twarzą w twarz, chcąc utrzymać go na dystans. Biedak w końcu zwrócił moją uwagę swym płaczem i kiedy stanąłem blisko przed nim zrozumiałem, że chciał mnie przeprosić”.

    Anioł Stróż nie był może doskonały, ale trzeba przyznać, że wspierał Ojca Pio w najtrudniejszych chwilach, pomagał mu w walce z pokusami, bronił przed demonami. Niekiedy musiał uciekać się do bardzo przemyślnych forteli, aby oszukać wysłanników piekła.

    Kiedy o. Pio przebywał w Pietrelcinie, utrzymywał jedynie korespondencyjny kontakt ze swoim kierownikiem duchowym. Te listy były często dla o. Pio jedynym źródłem wsparcia w duchowych rozterkach. Diabeł za wszelką cenę próbował przerwać ową „szkodliwą” działalność o. Agosti-no: „Ostatnio, kiedy otrzymałem Twój list – zwierzał się o. Pio – ci kozacy powiedzieli mi zanim go otworzyłem, abym go podarł i rzucił do ognia. Gdybym to zrobił, oni rzekomo odsunęliby się na dobre i nigdy nie męczyliby mnie więcej. Pozostałem niemy, nie dałem im jakiejkolwiek odpowiedzi, chociaż gardziłem nimi w mym sercu. Wówczas oni dodali: »chcemy tego po prostu jako warunku naszego odwrotu. Czyniąc to nie okażesz nikomu pogardy«. Odpowiedziałem im, że nic nie byłoby w stanie mnie skłonić do zmiany mego zamiaru. Wówczas rzucili się na mnie jak zgraja wygłodniałych wilków”, pisze w swoich listach. Diabły pilnie śledziły, co też o. Pio o nich wypisuje. Próbowały go nakłonić, aby o nich nie wspominał, sugerowały, żeby opisywał tylko te „najprzyjemniejsze wizyty”, czyli odwiedziny Jezusa i Maryi. Sami woleli pozostawać w cieniu, aby w ten sposób uśpić czujność kierownika duchowego. Kiedy to nie pomagało, niszczyły korespondencję – w kopertach były czyste kartki lub całkowicie poplamione. Ku zdziwieniu proboszcza z Pietrelciny, który był świadkiem owych wypadków, o. Pio zawsze znajdował sposób, żeby je odczytać. Kładł na nich krzyż lub kropił wodą święconą, a wtedy ich oczom ukazywało się zamazane pismo. Co więcej zdarzało się, że zakonnik wiedział, o czym pisał o. Agostino, pomimo że kartki były czyste. Nie był to dar jasnowidzenia, to Anioł Stróż dyktował swemu podopiecznemu niewidoczną treść listu.

    Innym razem o. Agostino postanowił poddać próbie zarówno o. Pio, jak i samego diabła. Wysłał list po francusku. Diabeł- zgodnie z przypuszczeniem o. Agostino – ponoć nie znosi tego języka,

    więc trzymał się z dala od korespondencji. Marna to była pociecha, ponieważ o. Pio znał tylko swój ojczysty język. Po kilku dniach o. Agostino otrzymał jednak odpowiedź z Pietrelciny, napisaną po francusku ręką o. Pio. Jak się później okazało, Anioł Stróż był nie tylko obrońcą Stygmatyka, ale także jego osobistym tłumaczem.
    nowa strategia

    W1916 r. stan zdrowia o. Pio poprawił się na tyle, że mógł on znowu włączyć się w zakonne życie. Najpierw został wysłany do klasztoru w Fogii. Niestety nie przebywał tam zbyt długo, ponieważ w ślad za nim udał się „nicpoń”. Młodzi zakonnicy byli zatrwożeni odgłosami dochodzącymi z celi, gdzie zamieszkał o. Pio. Huki, piski, wrzaski nie pozwalały nikomu zasnąć. W końcu postanowiono pozbyć się problemu, wysyłając o. Pio do innego klasztoru. Wybór padł na San Giovanni Rotondo, gdzie, jak mówiono, łagodny klimat będzie bardziej odpowiedni dla schorowanego zakonnika.

    Dwa lata później miało miejsce ważne wydarzenie. Ojciec Agostino opisał je w swoim dzienniku: „W 1918 r. szatan został definitywnie pokonany. Sługa Boży nie odczuwa więcej nawet najmniejszej pokusy. Teraz złość szatana wyładowuje się w zniszczeniu dzieła, które sługa Boży wykonuje”. Bezpośrednie ataki demonów stają się rzadsze, wzmaga się natomiast zamęt wokół osoby o. Pio. Pojawiają się opinie podważające świętość zakonnika z Pietrelciny, niektórzy twierdzą, że ma słabość do płci pięknej. Nawet jego bracia mieli widzieć, jak wpuszczał nocą do klasztoru jakieś kobiety. Podobne oskarżenia pojawiły się także kilkanaście lat później. Nie był już wtedy pierwszej młodości, ledwo chodził, lekarze dziwili się, że jeszcze żyje, ale to nie przeszkadzało w tym, żeby uznać go za rozpustnika. Inni widzieli w nim oszusta, który kwasem wypala sobie rany, licząc na sławę i rzecz oczywista pieniądze. Nawet ci, którzy w dobrej wierze starali się bronić zakonnika, przysparzali mu tyle samo problemów, co jego wrogowie. Złość i nienawiść diabła były tym większe, im bardziej oczywiste stawało się, kim dla ludzi był o. Pio. Diabłu nie chodziło jedynie o poniżenie Świętego, ale o odebranie tego, co dawał innym, o zniszczenie nadziei.

    Kiedy okazało się, że ta nowa strategia była bezskuteczna, diabeł chwycił za najcięższą broń w swym arsenale. To doświadczenie święci nazywają pokusą rozpaczy. Diabeł przestał go nękać, ale był to raczej powód do niepokoju niż radości. Jak pisał wcześniej o. Pio: „Jeśli diabeł czyni zgiełk, to znak, że jest nadal poza nami, a nie w nas. To, co musi nas przerażać, to jego pokój i zgoda z duszą ludzką”. Tymczasem nie tylko diabeł „przestał się dobijać”, zamilkło także niebo. Ojciec Pio zaczął miewać skrupuły i wątpliwości. „Biedny Ojciec w żadnym czynie nie może mieć nie tylko pewności moralnej, ale nawet racjonalnego przypuszczenia, że działanie to podoba się Bogu” – zanotował w swym dzienniku o. Agostino. Ojciec Pio pisał: „żyję w wiecznej ciemności; ciemności są najgęściejsze. […] są pewne chwile, kiedy jestem atakowany przez gwałtowne pokusy przeciw wierze. Jestem pewny, że moja wola nie podda się im, ale moja wyobraźnia ożywia się i ukazuje w tak jasnych kolorach pokusę, która błąka się w umyśle, że ta przedstawia grzech nie tylko jako coś obojętnego, ale nawet zachwycającego. Z tego rodzą się jeszcze te wszystkie myśli zniechęcenia, nieufności, rozpaczy, a nawet – na litość Boską- nie przeraź się, Ojcze – myśli bluźniercze. Wobec tak wielkiej walki ogarnia mnie paniczny lęk, drżę ciągle, zadaję gwałt samemu sobie i jestem pewny, że tylko dzięki łasce Pana Boga nie padam”. Był to rok 1928. Siedem lat później Ojciec w swym dzienniku odnotował: „Ta próba najprawdopodobniej będzie trwała aż do samej śmierci…”. W tych trudnych chwilach nie pomogła mu siła jego wiary, jego wola trwania przy Bogu. Jeżeli nie pogrążył się w rozpaczy to tylko dzięki posłuszeństwu. O. Agostino nie rozwiewał jego wątpliwości, nie próbował wyjaśniać mu, że jego skrupuły są bezpodstawne. Wiedział, że tak mu nie pomoże. Nakazał mu wierność Bogu, pod rygorem posłuszeństwa.
    aż do śmierci

    „Nicpoń” nigdy nie opuścił o. Pio. Brat Alessio Parente, który opiekował się nim w ostatnich latach życia, opisał takie oto zdarzenie. Jak co wieczór po skończeniu swoich obowiązków udał się na spoczynek. Zaledwie wszedł do swojej celi, usłyszał dzwonek, którym o. Pio go przywoływał, gdy tylko zaszła taka potrzeba. Wrócił do celi Stygmatyka, zapytał się, co się stało, a ten tylko się uśmiechnął. Historia powtórzyła się kilkakrotnie. W końcu nie wytrzymał: „Ojcze, wołasz mnie tutaj, lecz kiedy przybywam, zamiast powiedzieć mi, czego chcesz, uśmiechasz się po prostu do mnie. Jeśli mi nie pozwolisz spać, to ty będziesz tym, który będzie musiał pomagać mi jutro, a nie ja tobie”. Ojciec Pio, uśmiechnął się ponownie i odpowiedział: „Proszę cię, mój synu, zechciej spać na tym krześle, tu obok mnie, gdyż ci nikczemnicy nie opuszczają mnie dziś w nocy nawet na chwilę”. Brat Alessio został przy nim. Diabły się nie pojawiły, być może przyszedł spóźniony Anioł Stróż, ale o tym wiedział tylko o. Pio.

    • kooool said

      Błogosławieni co nie widzieli, a uwierzyli. Warto się modlić tym zdaniem w chwilach chęci zobaczenia i doświadczenia czegoś nadprzyrodzonego, nie wytłumaczalnego dla cielesnego człowieka.

  9. miriam said

    ponawiam ogłoszenie!!!

    organizowany jest wyjazd do Wykrotu na nocną pielgrzymkę w dn.6.10.2012
    wyjazd z Rzeszowa ,/przez Lublin /w sobotę rano ,Jedziemy do Sokółki,a potem na nocny marsz.
    Mogę po drodze zabrać chętnych z okolic trasy.
    szczegóły i zapisy:
    tel.793 216 006

  10. Dawid said

    http://konflikty.wp.pl/kat,1356,title,Iranski-general-atak-Izraela-na-Iran-grozi-III-wojna-swiatowa,wid,14949720,wiadomosc.html

    • kooool said

      za Iranem stoją ogromne inwestycje CHIN, dziwne, że o tym tak mało się wspomina, uderzenie w Iran to cios w Chiny.

  11. Ewa DM said

    28 września o godz. 15 będziemy się modlić przy skrzyżowaniach ulic naszych miast Koronką do Bożego Miłosierdzia w intencji miasta i świata. Jest to piąty rok tej modlitewnej inicjatywy i przyłączają się do niej kolejne miasta w Polsce i na wszystkich kontynentach. 28 września to data beatyfikacji ks. Michała Sopoćki.

    • KRYSTYNA said

      Koronka do Bożego Miłosierdzia
      28 września, godzina 15.00
      na ulicach miast świata

      http://www.iskra.info.pl/

      Organizatorzy w tym roku:
      Polska i Haiti…

      Jako koordynatorzy akcji modlitewnej
      prosimy tylko o potwierdzenie,
      że Twoje miasto włącza się w tę modlitwę – przesyłając e-mail
      na adres:
      iskra111@onet.eu
      Telefony do kontaktu:
      694 292 093
      607 302 527

      KRÓLUJ NAM CHRYSTE ! ! !

  12. Annah. said

    Nieziemska technologia w służbie człowieka. Oby!

    • Zmajcek said

      domeną tych wszystkich wynalazców od wolnej energii zawsze są te ich dziwne rozważania na temat duchowości człowieka i ufo, strasznie mnie to męczy 😀

      Niemniej jednak coś z tym napędem anty-grawitacyjnym może i jest na rzeczy, nic dziwnego, że taka technologia będzie zawsze blokowana dla zwykłych ludzi.

  13. Tuptusia said

    NOWENNA PRZED 29 WRZEŚNIA ŚWIĘTYCH ARCHANIOŁÓW MICHAŁA GABRIELA I RAFAŁA

    Dzień piąty – 24 września

    Święty Michale Archaniele, przemożny nasz Orędowniku u Boga. Dziękujemy z głębi serca za otrzymane dobrodziejstwa, a powodowani mocnym przekonaniem i żywą nadzieją prosimy o nowe. Wszak jesteś naszym Patronem i Wspomożycielem. Odwołujemy się dzisiaj do Twojej potęgi, dobroci i zadziwiającej gotowości do usług. Zechciej wysłuchać naszych błagań i racz przyjść z pomocą, gdy z wewnętrzną siłą wołamy i nie przestaniemy wytrwale wołać do Ciebie: Wstaw się u Boga za nami!

    Czytanie z Listu św. Judy Tadeusza (5-10 i 20-21)

    Pragnę zaś, żebyście przypomnieli sobie, choć raz na zawsze wiecie już wszystko, że Pan, który wybawił naród z Egiptu, następnie wytracił tych, którzy nie uwierzyli; i aniołów, tych, którzy nie zachowali swojej godności, ale opuścili własne mieszkanie, spętanych wiekuistymi więzami zatrzymał w ciemnościach na sąd wielkiego dnia; jak Sodoma i Gomora i w ich sąsiedztwie położone miasta – w podobny sposób jak one oddawszy się rozpuście i pożądaniu cudzego ciała – stanowią przykład przez to, że ponoszą karę wiecznego ognia. Podobnie więc ci „prorocy ze snów”: ciała plugawią, Panowanie odrzucają i wypowiadają bluźnierstwa na „Chwały”. Gdy zaś archanioł Michał tocząc rozprawę z diabłem spierał się o ciało Mojżesza, nie odważył się rzucić wyroku bluźnierczego, ale powiedział: «Pan niech cię skarci!».
    Ci zaś [temu] bluźnią, czego nie znają; co zaś w przyrodzony sposób spostrzegają jak bezrozumne zwierzęta, to obracają ku własnemu zepsuciu. Wy zaś, umiłowani, budując samych siebie, na fundamencie waszej najświętszej wiary, w Duchu Świętym się módlcie i w miłości Bożej strzeżcie samych siebie, oczekując miłosierdzia Pana naszego Jezusa Chrystusa, które wiedzie ku życiu wiecznemu.

    Pozdrowienie św. Michała Archanioła i Chóru Mocy
    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu …

    Za przyczyną św. Michała Archanioła i niebiańskiego Chóru Mocy zachowaj, Panie, dusze nasze od zasadzek i pokus szatana. Amen.

    P. Święty Michale, pierwszy obrońco Królestwa Chrystusowego,
    W. Módl się za nami.

    Źródło: modlitwy i fragmenty Pisma Świętego umieszczone na stronach
    http://bog-w-moim-balaganie.blog.onet.pl
    http://www.kjb24.pl/modlitwy-rycerzy

  14. jowram said

    Walka o nowy typ sędziego

    Brak weryfikacji w polskim wymiarze sprawiedliwości oznacza nie tylko trwanie w nich określonych ludzi, ale i mentalności, którą w PRL kształtowano w sposób planowy i konsekwentny. Najważniejszym twórcą wymiaru sprawiedliwości PRL był Leon Chajn, wszechwładny stalinowski wiceminister sprawiedliwości, który wskazywał, iż w nowej Polsce „prawo może stosować ten, kto rozumie i odczuwa potrzebę dokonania przewrotu”. Był on jednym z ideologów „walki o nowy typ sędziego”. Usuwanym przedwojennym sędziom zarzucano „skostnienie i formalizm”. Sędzia Aleksander Rypiński na łamach „Demokratycznego Przeglądu Prawniczego” pisał w 1948 r.: „Chodzi o to, aby zerwać opaskę z oczu naszej Temidy (…). Chodzi o to, aby »miecz« naszej sprawiedliwości nie działał na oślep w myśl jakichś abstrakcyjnych, oderwanych od życia zasad, lecz potrafił w wirze ścierających się sił uderzyć całym swoim ostrzem we wroga klasowego”.

    Do rangi symbolu urasta fakt, że uczniem prof. Igora Andrejewa, w latach stalinowskich głównego ideologa „walki o nowy typ sędziego”, jest prof. Lech Gardocki, pierwszy prezes Sądu Najwyższego z lat 1998–2010, a więc przez większość czasu trwania III RP.

    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=7234&Itemid=100

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: