Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
    7,5 lat pozostało.
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

W górę serca, pogrążeni w smutku!

Posted by Dzieckonmp w dniu 26 października 2012


autor: ks. Andrzej Trojanowski TChr
Chociaż bohaterka tej historii – Luiza od Nicości – żyła dawno, w XVII w., to jednak wiadomo wiele o jej życiu dzięki zachowanym świadectwom. Po śmierci uważana za świętą, za życia była brana za „wariatkę” i wytykana palcem jako przykład nieszczęścia, które może się przytrafić nawet pannom z najlepszych domów.

 

Urodziła się w rodzinie należącej do sławnego rodu Andegawenów. Opływając we wszystko, cierpiała na brak tego, co jest najważniejsze dla dziecka: akceptacji i ciepła ze strony rodziców, którzy od początku byli do niej dziwnie uprzedzeni. Obchodzili się z nią szorstko i uważali za głupią. Pomimo tego, Luiza wyrosła na dziewczynę o nieprzeciętnym wdzięku, żywym umyśle i pięknym głosie. Wbrew usilnym staraniom wielu o jej rękę, w wieku 37 lat wstąpiła do klasztoru. Działo się to w okresie dynamicznego rozwoju jansenizmu we Francji. Ten ruch religijny zmierzał do reformy życia duchowego według najbardziej surowych i rygorystycznych zasad. Głosił skrajny perfekcjonizm postępowania i wpajał przede wszystkim lęk wobec Boga, jako drobiazgowego i ciągle niezadowolonego sędzi. Do środowiska zdominowanego tego rodzaju duchem wiary trafiła Luiza, którą rodzinne wychowanie pozbawiło elementarnej pewności siebie, wpoiło poczucie winy i braku osobistej wartości. Jansenistyczna wizja Boga, rodząca w jej wrażliwej i okaleczonej psychice raczej przerażenie aniżeli świętą bojaźń, doprowadzała ją niebawem do psychozy lękowej. Wkrót
ce stała się ofiarą obłędu, który zmuszał ją do krzyków, rzucania się i wybiegania na ulicę. Uznano ją za czarownicę, zakuto w łańcuchy i usadowiono w paryskim zakładzie dla szaleńców, którego sama nazwa – Salpetriere – wywoływała dreszcze. Znalazła się obok starej, pokrytej wrzodami i robactwem kobiety. Oto, co pisze pewien psychiatra na temat warunków, panujących wówczas w tym zakładzie: Kobiety, przykute do ściany za pomocą żelaznej obręczy, obejmującej je w pasie, jęczały w dzień i noc, trzęsły się z zimna i wilgoci. W okresie zimy, gdy Sekwana wzbierała, te ponure pomieszczenia, znajdujące się na poziomie ścieków, stawały się kryjówką dla niezliczonych szczurów. Nocą rzucały się na nieszczęsne kobiety, gryząc je tam, gdzie się dało.
W miarę upływających tygodni gwałtowność zachowywania się Luizy malała: coraz mniej się rzucała, ciszej i rzadziej krzyczała. Uwolniono ją z łańcuchów i pozwolono jej chodzić na teranie zakładu. Odwiedzała jedną ze swych towarzyszek niedoli, z którą modliła się i rozmawiała. Męczarnia skrupułów i lęków ustępowała na korzyść duchowego pokoju. Do jej uzdrowienia przyczyni
ła się posługa pewnego kapłana, mającego szczególny dar rozeznawania i pocieszania w strapieniu. Spowiadał ją i udzielał Komunii św. Po kilku miesiącach Luizę przeniesiono do innej sali, przeznaczonej dla „obłąkańców, którym powrócił rozum”. Zlecono jej opiekę nad kobietami chorymi na trąd, gruźlicę, szkorbut i inne straszliwe choroby miejskiej biedoty. Obowiązki te wykonywała ofiarnie i radośnie. W miarę swych sił, dźwigała obłożnie chore, sprzątała po nich, myła je, wynosiła baseny… Po porannej Mszy św. wracała do nich, karmiła je i ubierała, szepcząc przeróżne modlitwy i słowa pociechy. Zdrowsze kobiety zachęcała do większej wiary i uczyła katechizmu. Pomimo wyraźnych znaków powrotu do zdrowia, ludzie wciąż uważali ją za pomyloną, a ona w swej pokorze nie wyprowadzała ich z błędu. Wciąż chodząc w łachmanach, niestrudzenie troszczyła się o tych, którzy obłąkani byli naprawdę. Uchodząc za szaloną – rzeczywiście nią była, lecz w sensie Chrystusowego szaleństwa miłości. Często modliła się nad chorymi, a kiedy oni powracali do zdrowia, protestowała przeciwko gestom wdzięczności i zakłopotana tłumaczyła, że nie ma żadnej mocy nad chorobami. Otrzymywała niezwykłe łaski, lecz prosiła Boga, aby przez to nie ściągać na siebie uwagi. Ustały więc jej widoczne dla wszystkich ekstazy. Coraz bardziej natomiast jaśniała jej prostota i radość. Niegdyś przerażona aż do obłędu wizją potępienia przez Boga, teraz zachowywała totalną ufność wobec Jego zamiarów. Dzięki miłosierdziu Bożemu – jak sama mówiła – czuję się tak bardzo gotowa przyjąć wszystko, co On zechce mi zesłać, że nawet gdybym miała ponownie wpaść w obłęd, to i tak nie przestałabym Go wielbić. Umarła w wieku pięćdziesięciu pięciu lat, zaraziwszy się gruźlicą od chorych, którym bez wytchnienia usługiwała. W ceremonii pogrzebowej uczestniczyły tłumy bezimiennych biedaków i obłąkańców, a jej grób przez wiele lat był czczony jako grób świętej.
Czy Luiza rzeczywiście wpadła w chorobę psychiczną? Nie – odpowiada
ją współcześni psychiatrzy. Jej zachowanie, noszące cechy rzeczywistego obłędu, spowodowane było przejściowym kryzysem wiary: pewnością, że nie jest kochana przez Boga, że została przez Niego nieodwołalnie potępiona. Okazuje się, że w tym mrocznym doświadczeniu duchowym nie była odosobniona. Wielu świętych przeżyło podobny typ rozpaczy, z której zostali definitywnie uwolnieni. Przeszli oni drogę duchowego oczyszczenia, doskonale znaną chrześcijańskim mistykom, o których nieraz mylnie sądzimy, że nie stąpali twardo po ziemi. Coś w tym rodzaju przeżył także św. Albert (przed zakonem nosił imię Adam) Chmielowski na początku swej drogi, która ostatecznie doprowadziła go do całkowitego poświęcenia się najuboższym. Niedługo po wstąpieniu do zakonu opanowała go straszliwa niewiara w możliwość własnego zbawienia. Radość z bliskości Boga ustała, a jej miejsce zajęło poczucie opuszczenia, rozpaczy i bezsensu. Prawie przestał jeść i całkowicie zamilkł. Wpadł w rodzaj kompletnego osłupienia i melancholii. Uznano go za niezdolnego do podjęcia życia zakonnego, co więcej – za chorego, wymagającego specjalistycznego leczenia. Został umieszczony w szpitalu psychiatrycznym w Kulparkowie pod Lwowem. Na szczęście, po kilku miesiącach pobytu w szpitalu, zabrał go do domu jego brat Stanisław i troskliwie się nim zaopiekował. Jego stan nie polepszał się jednak. Siedział i milczał, nie spał i nie jadł. Podczas Powstania Styczniowego, w którym stracił nogę, tyle razy zaglądał śmierci w oczy. A teraz sama myśl o niej paraliżowała jego władze. Nie rozumiejąc, co się
z nim naprawdę dzieje, Stanisław zaprosił do domu proboszcza. Pozostając w pomieszczeniu obok i wiedząc, że Adam wszystko słyszy, Stanisław wszczął rozmowę z kapłanem o Ojcu przebaczającym marnotrawnemu synowi, o kobiecie cudzołożnej, o żalu Piotra i innych przykładach Boskiego miłosierdzia w Biblii. Słowa te trafiły do serca udręczonego Adama. Przyszedł czas postania z rozpaczy. W kilka godzin potem zażądał, aby osiodłano mu konia. Służący mało nie upadł ze zdumienia: Pan Adam przemówił!. Pogalopował do proboszcza, w czasie kilkugodzinnej spowiedzi zrzucił z siebie cały swój ból i wrócił do domu zupełnie odmieniony. Nastała niewypowiedziana radość. W domu i w okolicy mówiono: znowu jest sobą – jak dawniej, radosny, serdeczny, towarzyski…. W rzeczy samej, nie był już tym samym człowiekiem. Słyszano go, jak w czasie spaceru z rozpromienioną twarzą powtarzał: „jak dobry jest Bóg, jakże miłosierny i łaskawy…”. Wstąpił do trzeciego zakonu franciszkanów i, już jako brat Albert, trafił do dzielnic Krakowa, gdzie panowała największa nędza, prostytucja i przemoc. Przygarniał biedaków, starał się dla nich o środki do życia, otaczał duchową opieką. Wkrótce powierzono mu schronisko dla mężczyzn, a potem także dla kobiet. Gromadziło się wokół niego coraz więcej osób, pragnących również poświęcić się najuboższym. Tak oto powstawał zalążek dwóch zgromadzeń zakonnych – gałęzi męskiej i żeńskiej. Wyczerpany życiem, zmarł w Boże Narodzenie 1916 r. Kanonizował go Jan Paweł II w 1989 r.
Co łączy obydwie z powyżej przedstawionych postaci? – Ciemność wewnętrzna, noc zmysłów, spowodowana poczuciem nieobecności Boga, który dotąd udzielał się pośród radości i pokoju ducha. Nagle prosta i naturalna wiara staje się niemożliwa i gaśnie wszelki entuzjazm w miłości, „nie ma Boga, życie jest absurdem, drogą do nikąd!” – rozlega się wewnętrzny krzyk. Pustka w umyśle, grunt usuwa się pod nogami, królują niechęć do życia, pragnienie śmierci i zarazem straszliwy lęk przed nią. Wszystko wydaje się być skończone. Oto dno rozpaczy, którego Bóg pozwala dotknąć tylko największym swym przyjaciołom. Im się wydaje, że Bóg jest daleki, tymczasem jest z nimi szczególnie blisko. Przeżywają śmierć dla swej wiary – zbyt pewnej siebie i łatwej, łaknącej ciągle Boskiej pocie
chy, jak dziecko łaknie słodyczy; umierają dla swej miłości – zbyt ludzkiej, emocjonalnej, kapryśnej, wybiórczej, szukającej zadowolenia i satysfakcji. Wszystko, w czym dotychczas pokładali swą ufność i z powodu czego mogli się szczycić i wynosić ponad innych – zostaje nagle im odebrane. Pozostają biedni, ślepi i nadzy.
Lecz ich konanie jest momentem ich narodzenia: pustą i wyjałowioną duszę Bóg zaczyna wypełniać i ozdabiać najcenniejszymi darami. Rodzi się wiara – która wierzy tylko ze względu na Boga i nie wygląda już Jego pociech; rodzi się miłość – która kocha ze wzglądu na Niego, a nie mocą swych własnych porywów i upodobań. Gdy ludzie ci w końcu zostają posłani do świata, działają mocą Jego miłości. Dlatego misja ich przynosi wspaniałe owoce. Luiza została posłana do obłąkanych: kto potrafiłby znieść, nie mając w sercu Boskiej światłości, straszliwe ciemności cudzego obłędu? Czy można pogrążyć się w przepaść cudzej rozpaczy i samemu nie upaść? Komu brakuje wewnętrznego światła, nie może bez uszczerbku dla siebie podzielać cudzych ciemności. Jeśli Luiza je podzielała, to dlatego, że sama przeżyła piekło rozpaczy i doświadczyła, że nic nie zdoła odłączyć nas od miłości Boga, która jest w Chrystusie, Panu naszym… Ani śmierć, ani życie, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe… Do tych słów św. Pawła z Listu do Rzymian Luiza mogłaby dodać: …ani lęki, ani depresja, ani szaleństwo czy obłęd, ponieważ we wszystkim tym odniosłam zwycięstwo dzięki Temu, który mnie umiłował. Nic mnie trwoży, nic nie przeraża, bo zstąpiłam do otchłani choroby i obłędu – a i tam Bóg mnie nawiedził i mnie uwolnił! Oto dlaczego pytam każdą duszą pogrążoną w najgłębszej nocy: Któż cię odłączy od miłości Chrystusowej?
Jeśli któryś z wielkich przyjaciół Boga przeżywa noc ducha, to nie tylko ze wzglądu na własne uświęcenie. W rzeczywistości, obarczeni zostają ciemnością świata – jego straszliwymi lękami i zgryzotami – aby została ona rozjaśniona ich heroiczną miłością i wiarą. Doświadczenie Jezusa na Krzyżu staje się udziałem Jego ukrzyżowanych przyjaciół, wśród których zapewne są pacjenci z psychiatrycznych zakładów. Zbawienie na Krzyżu dokonało się poza murami Jerozolimy – dziś nadal się dokonuje poza murami
ruchliwych miast i poza oczyma ich zagonionych mieszkańców. Poprzez swych zaufanych, którzy żyją na tym świecie, choć nie są z tego świata – Jezus wstępuje w obszary naszego człowieczeństwa, które najbardziej nas przerażają i wzbudzają trwogę; w obszary, które dla wielu są powodem zgorszenia, buntu przeciwko Bogu i własnemu losowi. Są to obszary smutków egzystencjalnych, lęków, depresji, wyczerpań, utraty rozumu, chorób psychicznych… Przyćmione środkami farmakologicznymi lub ucieczką w nadmierną pracę, użycie, gromadzenie dóbr materialnych – lęki i niepokoje nie giną, lecz nadal zbłąkane się odzywają.
Tymczasem droga do życia prowadzi właśnie przez lęki, a nie wbrew nim lub bez nich. Że naprawdę jest to możliwe, Bóg zapewnia nas o tym właśnie przez swoich przyjaciół. Czy św. Tereska od Dzieciątka Jezus żyła w błogim pokoju, z dala od prawdziwych problemów świata? Otóż, dźwigała ona ateizm XX wieku wraz z całym rozdarciem duchowym, jakie ono spowodowało. Wszelkie kłamliwe argumenty przeciwko Bogu, jakie wytoczyli filozofowie egzystencjaliści i materialiści ubiegłego stulecia, odebrała ona – w sposób intuicyjny – jako cios prosto w serce. Jad wszelkich wątpliwości i negacji Boga rozlegał się w jej wnętrzu, wywołując bolesną skargę: Nigdy nie uwierzyłabym, że można tak cierpieć… W czasie dni wielkanocnych, dni tak radosnych, Jezus dał mi odczuć, że rzeczywiście są ludzie, którzy nie mają wiary.
Pozwolił, by duszę mą osaczyły nieprzeniknione ciemności, i by myśl o Niebie, tak dla mnie radosna, zamieniła się w źródło zmagań i udręk…. Mam wrażenie, że ciemności, zapożyczając głosu grzeszników, mówią do mnie drwiąco: „Marzysz o światłości, o ojczyźnie nasyconej upojnymi zapachami, marzysz o wiecznym posiadaniu Stworzyciela wszystkich tych cudowności – myślisz, że opuścisz kiedyś mgły, w których żyjesz? No to pójdź, pójdź, raduj się ze śmierci, która da ci nie to, czego w nadziei oczekujesz, lecz noc jeszcze ciemniejszą, noc nicości”. Czyż to doświadczenie nie zanurzało ją w beznadziejność świata, wyrzekającego się Boga? Czy jej heroiczna wiara i nadzieja nie były pokonywaniem owej beznadziejności?
Oto inny przykład: Marta Robin. Ona również przeżyła noc wiary i pokus, mającą wartość nie tylko dla niej samej, ale dla całej ludzkości. Została oczyszczona duchowo w wieku trzydziestu lat, była już niejako „gotowa” do spotkania z Bogiem w wieczności, a jednak przeżyła na ziemi jeszcze pięćdziesiąt lat. Nikt się nie dowie, co naprawdę przeszła w ciągu tych wszystkich bezsennych nocy (nie spała bowiem, nie jadła i nie piła – żywiła się Eucharystią). Jedno wiadomo: dzięki tym nocom powstały „Ogniska miłości” – wspólnoty chrześcijańskiego życia, rozwijające się obecnie na wszystkich kontynentach. Pan zapewnił ją, że „ogniska” te przyczynią się do odnowy nie tylko Kościoła, ale także całego świata. I faktem jest, że mnożą się świadectwa nawróceń tysięcy, dziesiątek tysięcy osób… Święci przekraczają granice normalnej wytrzymałości ludzkiej, aby pokazać, że nie ma takiego obszaru człowieczeństwa, którego nie mógłby nawiedzić Bóg.
Nie wszyscy jednak prowadzeni jesteśmy drogą tak gęstych ciemności. Lecz niepodobna, aby w części nie nawiedziły nas one na pewnym etapie wiary. Po okresie radosnego kroczenia wraz z Panem, przychodzi poczucie Jego oddalenia i nieobecności. Nagle czujemy się zdezorientowani i opuszczeni, a najmniejsze przeciwności życiowe sprawiają, że budzą się dawne lęki, obsesje, zahamowania, chęć ucieczki i zamknięcia się w sobie. Wychodzą na wierzch stare urazy i zranienia w sferze emo
cji i uczuć. Człowiek spanikowany, którego nagle ogarnia niepokój, sięga po leki, których spożycie w świecie osiąga imponujące rozmiary i z każdym rokiem wciąż wzrasta. Nieraz leki są potrzebne i wskazane, oby tylko nie przekreśliły tej niezwykłej okazji wzrostu, jaki stan wewnętrznego cierpienia ze sobą niesie. To trudne do zniesienia doświadczenie zachęca bowiem do wypłynięcia na głębię, do pójścia o jeden krok dalej w ufności wobec Wszechmogącego. Jeśli prawdą jest, że nawet jeden włos z głowy nie spada nam bez Jego wiedzy, to z całą pewnością wszystko to, co nam się przydarza, nie jest Mu obce. W swej pedagogii, z myślą o Niebie, Bóg oczyszcza w nas miłość, jaką kochamy i pozawalamy się kochać przez Niego i przez ludzi. Trudności zewnętrzne, prześladowania, upadki, upokorzenia, lęki – oto okazje, by kochać i trwać w nadziei – mówi pewna wierząca lekarka, psychiatra. W górę serca – wszyscy pogrążeni w depresjach, lękach i smutkach egzystencjalnych! Nie ma takiej trwogi, której nie doświadczyłby Jezus, wyznający w Ogrójcu: smutna jest moja dusza, aż do śmierci. Nie ma takiej rozpaczy, której nie przeżyłby On na Krzyżu, i której nie zdołałby rozświetlić blask Wielkiej Nocy.

ks. Andrzej Trojanowski TChr

Źródło: milujciesie.org.pl

Komentarzy 39 do “W górę serca, pogrążeni w smutku!”

  1. wiesia said

    OFIAROWANIE SERCA JEZUSOWEGO w celu wynagrodzenia za winy popełnione w ciągu dnia **************************************************************** **************************************************************** Ojcze Przedwieczny,ofiaruję Ci Najświętsze Serce Jezusa,z całą Jego miłością,ze wszystkimi Jego cierpieniami i zasługami. {1} Na wynagrodzenie za wszystkie grzechy,jakie popełniłam dzisiaj i przez całe życie. Chwała Ojcu… Ojcze Przedwieczny,ofiaruję Ci… {2} Dla oczyszczenia tego dobra,jakie zle spełniłam dzisiaj i przez całe moje życie. Chwała Ojcu… Ojcze Przedwieczny,ofiaruję Ci… {3} Na wynagrodzenie za to dobro,jakie powinnam była spełnić,a którego nie spełniłam przez opuszczenie,dzisiaj i przez całe moje życie. Chwała Ojcu… bardzo polecam na zakończenie każdego dnia.

  2. Sylwia said

    Polecam wspaniałe świadectwo. ( jest 5 części ale warto).

  3. Przemek1985 said

    Witam… Dziekuje Wam za modlitwe dzis moj chrzesniak ma operacje…chyba cos z bebenkiem w uchu, oby nic gorszego…. pozniej bedzie wszystko wiadomo…
    Z panem Bogiem

    pozdrawiam

  4. Ania said

    piękny artykuł…

  5. Passiflora said

    Oto paradoks apostolatu: im mniejsze mamy mniemanie o sobie, tym więcej dobra możemy zdziałać. Tylko wtedy, gdy św. Piotr pracował całą noc i nic nie złowił, Chrystus w cudowny sposób wypełnił jego łódź wielką ilością ryb. Im wyższy budynek, tym głębsze są jego fundamenty. Im większa cnota, tym więcej w niej pokory.

    Dlatego narzędziami Chrystusa na tym świecie są tylko ludzie pokorni. Redukując samych siebie do zera, zostawiają oni miejsce na Nieskończoność, podczas gdy tych, którzy uważają siebie za nieskończonych, Bóg zostawia z ich małym zerem.

    Sługa Boży Arcybiskup Fulton J. Sheen
    Źródło: „Victory over Vice”, 1939r. (wyd. 2004r.), str. 52.

  6. MamOczy said

    http://www.kurierpoludniowy.pl/wiadomosci.php?art=9541

    Gmina gotowa na wojnę

    KONSTANCIN-JEZIORNA Z pewnością mieszkańcy nie zdają sobie sprawy, że w połowie sierpnia na terenie gminy przeprowadzono powszechny zaciąg do wojska. Na szczęście tylko symulowany. W czwartek, 16 sierpnia odbyło się szkolenie dla pracowników urzędu miasta w zakresie wykonania zadań związanych z natychmiastowym uzupełnieniem Sił Zbrojnych

    Chociaż w czasach pokoju raczej nie grozi nam ogólnokrajowa mobilizacja rezerwistów i masowe powołania do wojska, prawo musi uwzględniać takie sytuacje. Zgodnie z przepisami to na burmistrzu ciąży obowiązek doręczania kart powołań i rozplakatowania obwieszczeń o stawieniu się mieszkańców do czynnej służby wojskowej. Ustawodawca wymaga również, by tego typu procedury co jakiś czas przećwiczyć. Dlatego też zgodnie z „Planem szkolenia obronnego gminy Konstancin-Jeziorna na 2012 r.” w czwartek, 16 sierpnia na terenie gminy odbyła się symulacja akcji kurierskiej, czyli mobilizacja mieszkańców. Swoje obowiązki w praktyce przećwiczyli nie tylko urzędnicy, zajmujący się kwestiami obronności, lecz także mieszkańcy wyznaczeni do pełnienia ważnych funkcji. Z pewnością niewielu mieszkańców zdaje sobie sprawę z tego, jak ogromną rolę podczas wojennej mobilizacji musieliby odegrać m.in. lokalni taksówkarze. To m. in. oni w razie potrzeby muszą błyskawicznie rozwieźć po gminie kurierów, którzy mają za zadanie powiadomić wszystkich o mobilizacji wojskowej.
    Uczestnicy szkolenia (kilkanaście osób) zostali zapoznani z wprowadzonymi zmianami formalnymi, a następnie szczegółowo omówiono czynności wszystkich osób funkcyjnych, biorących udział w akcji kurierskiej – sposoby łączności z osobą kierującą akcją (przy wykorzystaniu radiotelefonów motorola) oraz zasady bezpieczeństwa podczas doręczania dokumentów powołania. Następnie rozpoczęła się symulacja akcji. Każdy z kurierów miał obowiązek zapoznać się z przydzieloną trasą na terenie gminy. Po zakończeniu objazdu kurierzy złożyli sprawozdanie z wykonanych zadań oraz dostarczyli odpowiednią dokumentację.
    Szkolenie, które przebiegło bardzo sprawnie, było prowadzone przez Pawła Kralika inspektora ds. obronnych, obrony cywilnej i zarządzania kryzysowego konstancińskiego urzędu. Głównym celem treningu było doskonalenie systemu realizacji zadań, przez urząd miasta na rzecz zabezpieczenia mobilizacyjnego rozwinięcia jednostek wojskowych we współpracy z Wojskową Komendą Uzupełnień Warszawa-Mokotów przed planowanymi na wrzesień ćwiczeniami powiatowo-gminnymi z zakresu obrony cywilnej.

    http://debno.pl/aktualnosci/news/id/4059.html

    We wtorek, 2 października br. na terenie powiatu myśliborskiego, w tym gminy Dębno odbył się trening akcji kurierskiej. Było to sprawdzające i doskonalące ćwiczenie procedury doręczania kart powołania żołnierzom rezerwy, związanych z natychmiastowym uzupełnieniem Sił Zbrojnych. W akcji udział wzięli pracownicy Urzędu Miejskiego w Dębnie.

    Np Akcja Kurierska w powiecie łosickim http://www.podlasie24.pl/wiadomosci/losice/akcja-kurierska-w-powiecie-losickim–c042.html

    24 października na terenie powiatu łosickiego odbył się trening sprawdzający „akcję kurierską”.

    Akcja kurierska to zorganizowany przez organy administracji publicznej system doręczania dokumentów powołania adresatom, którymi są najczęściej żołnierze rezerwy lub osoby, na które nałożono obowiązek świadczeń na rzecz obrony.

    Celem uruchomienia akcji kurierskiej jest, więc sprawne i możliwie szybkie przekazanie dokumentów powołania za pośrednictwem Wojskowego Komendanta Uzupełnień do konkretnego adresata.

    Wśród dostarcznych dokumentów są :
    – karty powołania dla żołnierzy rezerwy do odbycia ćwiczeń wojskowych przeprowadzanych w trybie natychmiastowego stawiennictwa,
    – karty powołania dla żołnierzy rezerwy jednostek wojskowych biorących udział w zwalczaniu klęsk żywiołowych, nadzwyczajnych zagrożeń środowiska i likwidacji ich skutków,
    – karty powołania do czynnej służby wojskowej, w razie ogłoszenia mobilizacji i w czasie wojny,
    – wezwania do wykonania świadczeń osobistych i rzeczowych na rzecz obrony kraju.

    • MamOczy said

      Przygotowania po cichu są .

    • Dawid said

      No ciekawe ja nawet o tym nie słyszałem słyszałem natomiast że są rozdawane karty u nas( w woju) na zrobieniu zapasów żywności całe NATO ma taką dyrektywę żeby przygotować się na to plus na zamieszki możliwe na kryzys….

    • Radosław said

      To są zwykłe cwiczenia obronne, takie ćwiczenia odbywaja się co roku.

      oto przykład sprzed 5 lat:

      W dniu 18 października br. na terenie Powiatu Leżajskiego, w tym na terenie Gminy Grodzisko Dolne odbyło się ćwiczenie obronne na temat „Ewakuacja ludności z zagrożonych obiektów oraz stref działań zbrojnych”. Istotą ćwiczenia było zorganizowanie i przeprowadzenie ćwiczenia obronnego i obrony cywilnej w ramach systemu obronnego RP oraz zdobycie praktycznych umiejętności wykonywania nałożonych zadań obrony i działania w warunkach kryzysowych. Ogólny nadzór nad przygotowaniem i przeprowadzeniem ćwiczenia sprawował Pan Józef Lizak – inspektor ds. obrony cywilnej w Urzędzie Gminy Grodzisko Dolne.

      http://www.grodziskodolne.pl/content/view/350/

      To NIE są przygotowania do wojny 🙂

  7. daniel999 said

    przygotowania do czego ???? mamy byc na jedno przygotowani .. na SĄD BOZY .. albowiem nie znamy dnia ani godziny .. gdy PAN PRZYJDZIE .. OTO STOJE U DRZWI I KOŁACZE .A KTO MI OTWORZY BEDĘ Z NIM WIECZERZAŁ… czas jest ktrótki nawracajcie sie i wierzcie w Ewangelię

    • Sara 28 said

      Ja nie mam nic po za Różańcami,świecami,Pismem Świętym itp.Kto zaufa Panu Bogu, Pan Bóg go nie pozostawi bez opieki.Pamiętam stan wojenny – połowę produktów musiałam wyrzucić.Martwi mnie tylko to , że moi bliscy, żyją tak jakby nic się nie działo,żyją tym światem a Pan Bóg na ostatnim miejscu. Kiedy im mówię o tym wszystkim to odpowiadają:, żebym ich nie stresowała.a z modlitwą to już przesadzam. To jest problem.

  8. Dzieckonmp said

    Desperacko protestował przeciwko eksmisji dokonanej przez władze Gdańska przed Urzędem . Głodował w ramach protestu aż poniósł śmierć.

    http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/trojmiasto/nie-zyje-wojciech-harry-dabrowski-przez-kilka-tygo,1,5288535,region-wiadomosc.html

    • bozena2 said

      Komentarz do tego zdarzenia znaleziony na forum:
      Być moze nie znasz blizej sprawy.Ten protest miał szerszt wymiar>Władze Gdańska zaczęły podwyższać czynsze by lokale atrakcyjne przejąc od ludzi nawet kosztem ich zadłuzania.To sprawiło że Dąbrowscy jedni z wielu mieli kłopoty.Taka tendencja zadłuzania ludzi jest w całym kraju.Mój ojciec za mieszkanie 40 m kw ,a wiec małe dwa lata temu płacił 250 zł,dzis to samo mieszkanie kosztuje już 450 zł,pytam się wi8ęc co się takiego stało w tym czasie ,że aż tak wzrósł czynsz za te małe powierzchnie.To trend zmierzajuący ku eksmitowaniu ludzi słabych by mieszkania przejmować i je powtórnie sprzedawać ,ale tym razem np żydom przyjeżdżającym do kraju z Izraela na stałe do Polski.Moze sie tobie to wyda dziwne moje słowa,ale do Polski w ostatnich 20 latach zjechało do Polski 500 tyś żydów.Docelowo ma być to ilośc w milionach,a dlaczego.Bo Polska ma być krajem dla żydów,a Polacy mają być drugą kategorią człowieka,tak jak pisze Talmud,goj to bydle na usługach żyda.
      To są metody tzw czyścicieli kamienic:

      Odłączają wodę, gaz, prąd, celowo zalewają mieszkania, wyłączają ogrzewanie, wpuszczają do budynku szczury, czy wreszcie zastraszają – to tylko kilka metod, jakie właściciele kamienic stosują, by wykurzyć stamtąd lokatorów. Oczywiście najpierw stosują legalne środki, czyli astronomiczne opłaty za czynsz.

      Kraków. Na ulicy Benedykta zebrał się tłum gapiów, policji i dziennikarzy. Przyczyną zainteresowania jest eksmisja jednej z lokatorek kamienicy, która twierdzi, że padła ofiarą perfidii właścicielki budynku. Sąsiadkę w obronę wzięła cała kamienica, bo lokatorzy są przekonani, że będą następni.

      Właścicielka nawet nie ukrywa, że jak najszybciej zamierza pozbyć się lokatorów i sprzedać nieruchomość. – Dla mnie, z prawnego punktu widzenia, ci ludzie nie istnieją. To gmina powinna się nimi zająć – rzuca bez ogródek.
      http://biznes.onet.pl/czysciciele-kamienic,18496,5272116,news-detal

      • Dzieckonmp said

        To ktoś napisał całkowitą prawdę . Ciekawe że komentarz przepuścili

      • Pokręć said

        Jak oni powiedzą „wasze ulice, nasze kamienice”, to się to skończy tym, że my na własnych ulicach wprowadzimy własne prawo. Np. zaczniemy od nakazu noszenia przez Żydów opasek z gwiazdą Dawida… A w ich kamienicach – niech sobie robią, co chcą. Mogą nas nawet tam przerabiać na macę. Oczywiście, tylko, jeśli tam dobrowolnie pójdziemy. Bo porwanie przez Żyda na POLSKIEJ ulicy goja oznacza tylko jedno… W druga stronę – ot, niewielka grzywna. Na zasadzie talmudycznej wzajemności. No, ale to jest tylko fantazja.
        mamy przes…ne i koniec.
        To zawsze ma 2 końce. My wam tak, to wy nam siak, taka wieczna wojna podjazdowa. Tak, jak było z Tuskiem i marszem o TV Trwam. My mu 200 tys. ludzi, on nam za to opłaty koncesyjne i „za używanie” pod niebo. I to tak sprytnie, żeby to nie Sejm, ale rząd decydował, kto ile ma zapłacić. Wg. swojego widzimisię. Jak uchwala się prawo „z widełkami”, to oznacza, że wszystko można i nikt już nie jest równy wobec prawa.
        W ogóle mamy do czynienia w Polsce z patologią – tak naprawdę mamy tyranię rządu, bo Sejm uchwala wszystko, co rząd wymyśli, ad hoc, posłowie koalicji nawet nie maja prawa wnosić poprawek do projektów ustaw rządowych bez porozumienia z rządem, mają „ruki pa szwam” i głosować jak im Don Tusk każe. W ten sposób
        Sejm przestał pełnić jakąkolwiek kontrolna rolę w państwie, skoro jego rola jest de facto legalizowanie rządowej samowolki. Już nie mówię o władzy sądowniczej, która na każdy dźwięk dzwonka telefonu od portiera URM-u staje na baczność i o tej „czwartej” – medialnej.
        Szlag by to trafił, żyjemy w ciekawych czasach…

  9. lucek said

    Bog Zaplac za przytoczone swiadectwa, Pan Bog posluguje sie nedza. Trzeba wyzbyc sie wszystkiego … On SAM ogolocil samego siebie ,,,))))

  10. Margaretka said

    Nie wolno wam pozwolić, aby przytłoczył was lęk przed przyszłością, ponieważ nie jest to Moim pragnieniem.
    Niedziela, 21.10.2012, 17.50

    Moja droga, umiłowana córko, tak wielu ludzi, którzy akceptują Moje Orędzia, niepotrzebnie martwi się o przyszłość świata. Jest to zrozumiałe.

    Nie wolno im nigdy odczuwać, że muszą wszystko rzucić i ignorować swoje codzienne życie, zaniedbywać swoją pracę, swoje rodziny lub bliskich, aby ratować dusze.

    Ja, wasz Jezus, zawsze będę się opiekował Moimi. Z Mojej strony nie macie się czego obawiać. Wszystko, o co proszę, to wasze modlitwy dla ratowania dusz.

    Nie wolno wam pozwolić, aby przytłoczył was lęk przed przyszłością, ponieważ nie jest to Moim pragnieniem.

    Jakkolwiek oczekuję waszego czasu na modlitwie i ofiary, tak jak polecałem wam w tych Orędziach. Kontynuujcie wasze codzienne życie, choć Moje Święte Słowo zmieni na zawsze sposób, w jaki patrzycie na życie.

    Nigdy nie będziecie odczuwać ziemskich dóbr w sposób, w jaki postrzegaliście je w przeszłości. Podczas gdy będą one nadal częścią waszego życia, nie będą już więcej nad waszym życiem panować.

    Musicie pamiętać, że nie możecie służyć dwóm panom, ponieważ jest tylko jeden, i jest to Bóg.

    Nie oczekuję, że Moi uczniowie wyrzekną się wszystkiego, aby podążać za Mną. Nie oczekuję, że Moi wyznawcy odwrócą się od swoich codziennych obowiązków, aby stosować się do Moich Przekazów. Nie, wszystko o co Ja proszę, to wasza miłość. Musicie postępować zgodnie z Prawami Boga. Przeżywajcie wasze życie zgodnie z Moimi Naukami. Honorujcie Sakramenty. Okazujcie sobie wzajemnie miłość i módlcie się za dusze tych, którzy nie będą pomagać samym sobie.

    Idźcie w pokoju wiedząc, że Moje Miłosierdzie jest wielkie, a Moja Miłość dla ludzkości pokona czyny bestii i straszliwe cierpienia zadane przez nią temu światu.

    Pozostańcie w pokoju. Błogosławię was.

    Wasz Jezus

    • Margaretka said

      Były mi takie słowa bardzo potrzebne, chociaż ja nie tyle martwię się o losy świata, co nie potrafię zaakceptować że wielu jest już potępionych i że piekło jest tak straszne. Czasami żałuję, że w ogóle świat istnieje, że w ogóle powstał

      • halina said

        Również i ja bardzo myślę o tych ,którzy nie przyjmują Słowa Bożego i zostaną potępieni na zawsze.Modlę się za wszystkich ,których znam i za tych którzy bardzo potrzebują Miłosierdzia Bożego.
        Panie Boże w Imię Twego Syna Jezusa Chrystusa otocz wszystkich grzeszników świata swoim Miłosierdziem.

      • Pokręć said

        Eee, tam, świat sobie mógł powstać i niech sobie istnieje jaki chce, tylko dlaczego, do ciężkiego paraliża, ja muszę w tym uczestniczyć? Losy świata są mi obojętne. Podobnie, jak to, jakie cierpienia są w piekle (zakładając, że się tam nie znajdę), czy jakie szczęście jest w Niebie (jeśli nie daj Boże jednak do piekła trafię). Mnie interesuje tylko MÓJ los. A skoro Pan Jezus kazał się modlić za bliźnich i za świat, to się modlę. Bo tak kazał Pan Jezus. Ponieważ Bóg powiedział „nie zabijaj”, to się nie wieszam na pierwszej lepszej gałęzi.

        • Czytelnik said

          Marna prowokacja…

        • Pokręć said

          Ja nie prowokuję, ja tak chyba naprawdę myślę. Nie jestem w stanie kochać emocjonalnie ani instynktownie, cokolwiek robię – robię to z pobudek rozumowych. Mozna powiedzieć, że jadę na „sterowaniu ręcznym”.

  11. Passiflora said

    To ci dopiero jest fajny ksiądz, otwarty, żeby wszyscy w Polsce tacy byli…

    • Tomasz said

      http://www.fronda.pl/a/spotkanie-na-szczycie-nergal-i-ks-boniecki-pisze,23113.html

      Nergal to prawdziwy satanista.

    • halszka said

      Passiflorko Ty nawet tak nie żartuj ..brrrrrrr

      • Passiflora said

        Passiflorko ❤
        Halszko – masz racje, już nie będe.

        • Annah. said

          No i masz, teraz piszą o Tobie w maglu u Zenka, bo im nie dostarczyliśmy lepszego paliwa, a Ty jak na ironię zamiast cytować świętego biskupa (z owieczką) śmiesz wspominać o jakimś otwartym księdzu. Co innego gdybyś go do piekła z Nergalem odesłała.:-)
          Oni bez nas jednak nie potrafią egzystować.

        • Passiflora said

          Mam specyficzne poczucie humoru, zdarza się, że ktoś nie skuma.

          Niech se piszą, nie zaszczycę tam obecnością. To co się dzieje to jest dla mnie dziecinada, nigdy nie sadziłam, że ludzie dorośli mogą się tak zachowywać.

        • Tomasz said

          Tak. To zapasowy blog do „dyskusji” na wypadek gdy akurat nakaz propagandowy każe się wyciszyć na „najświętszym” blogu. Sama śmietanka tam pisuje łącznie z męskim adminem wowit proszącym o maile na jego mail: jutrzenka 😀
          Jestem tam wyjątkowo doceniany. Komentują wszystko 😀

        • Annah. said

          Oczywiście moją i Twoją wypowiedź przytoczono pomijając sedno wywodu czyli rozwinięcie myśli Passiflory. Przy okazji podciągnięto mnie pod grypę 666 i oskarżono o minusowanie w maglu z czym oczywiście nie mam nic wspólnego. Wycięto tez wyrażające sens emotikony w Twoim poście co w zestawieniu z sama śmietanka i jutrzenka daje obraz tego kto tam pisuje (z akcentem na sama 🙂
          Czyż nie znamy tych metod z pewnej dżdżystej krainy 🙂

        • Passiflora said

          A co do powyższego zdjęcia. Wywołało ono sporą dyskusję w internetach.
          O dziwo, zdjęcie podoba się nawet katolikom, a x. Boniecki przyrównany jest do Pana Jezusa wychodzącego do grzeszników, kto nie jest za, ten faryzeusz oczywiście. A całą sytuację podpięto nawet pod akt nowej ewangelizacji (!) Znając poglądy x. Bonieckiego i jego nieumiejętność zła nazwania złem – to nie wiem kto kogo ewangelizuje.

          Ks. Boniecki i TP bagatelizując satanizm, nie tylko naigrywają się z tysięcy katolików którzy protestowali przeciw Nergalowi w tvpublicznej czy bojkotowali produkty spozywcze z nim zwiazane.
          W momencie gdy wielu egzorcystów polskich podjęło mrówczą robotę uświadamiania i ostrzegania ludzi przed szatanem zataczającym krąg nad Polską, to Tygodnik Powszechny nazywa to „fałszywą wizją świata” w zamian proponuje nam żyć w wolnym od wizji duchów świecie,a według naukowego poglądu w którym świat rządzi się bezosobowymi prawami, co według nich nie jest sprzeczne z wiarą przecież (!)

          Więcej wynurzeń w poniższym krótkim filmiku:

        • cox said

          I do tego jeszcze wziął autograf od Nergala. Smutne to!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

 
%d blogerów lubi to: