Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Orędzie Zbawienia Jezusa Dobrego Pasterza z 3 grudnia 2012

Posted by radoslawcz w dniu 15 grudnia 2012


Pokój wam, owce Mojego stada.

Lata Wielkiego Ucisku zaraz się rozpoczną; przygotujcie waszą zbroję i naoliwcie wasze lampy modlitwą, ponieważ wszystko nagle się wydarzy. Nie oczekujcie, że wydarzenia opisanie w Moim Świętym Słowie wydarzą się tak, jak myślicie. Pamiętajcie, że wszystko zostało przyspieszone przez zło i grzech tego pokolenia, dlatego musicie być przygotowani, ponieważ w dowolnym momencie tego nie-czasu, wszystko się rozpęta. Gdybyście wiedzieli, o której porze wasz Pan przyjdzie, zapewniam was, że przygotowalibyście się, ale ponieważ nie wiecie, tym bardziej musicie być przygotowani. Zaprawdę powiadam wam, przyjdę jak złodziej w nocy, więc czuwajcie i módlcie się, aby gdy przyjdę, będziecie mogli otworzyć drzwi i będziemy razem ucztować.

Mój Ojciec rozkazał armiom niebieskim, aby rozpoczęły Bożą Sprawiedliwość, ponownie wam mówię: kto zachowa swoje życie, straci je; a kto straci swoje życie, znajdzie je. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Rozpoczęła się Kalwaria Moich wybranych. Moi uczniowie i prorocy tych ostatnich czasów są prześladowani, oczerniani, zniesławiani, dyskredytowani przez mojego wroga poprzez jego ziemskich agentów. Pamiętajcie, że sługa nie jest większy niż pan, ale błogosławieni jesteście, gdy  prześladują was, oczerniają, dyskredytują, więżą i  torturują i gdy oddajecie swoje życie z Mego powodu, ponieważ wielka jest wasza nagroda w królestwie niebieskim. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.

Wielu twierdzi, że są z Mojego stada, ale tylko ustami i uszami, prowadzą podwójne życie religijne: są drapieżnymi wilkami, pozbawionymi miłości i miłosierdzia dla swoich braci. Są grobami pobielanymi, czyści na zewnątrz, ale wewnątrz pełni zazdrości, złości, pychy, nienawiści i pragnienia zemsty.  Po owocach ich poznacie. Pamiętajcie Moje słowo: Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. A spełniać wolę Mojego Ojca to słuchać Jego głosu i wypełniać Jego przykazania.

Wiedzcie zatem, że Moi prawdziwi prorocy, uczniowie i wybrani są dyskredytowani przez emisariuszy złego, którzy ukrywają się w Moim stadzie. Proszę Moje stado, by trwało w wierze i nigdy nie zwracało uwagi na te oszczerstwa, ponieważ wszystko to jest częścią planu mojego wroga, abyście nie słuchali Mojego głosu i nie wypełniali Moich poleceń. Pamiętajcie, że to samo uczynili z Moimi prorokami Starego Testamentu: przeczytajcie Jeremiasza, Daniela, Machabeusza, przeczytajcie I Księgę Królewską rozdział 19, aby poznać prześladowanie proroka Eliasza przez Izebel. Wszyscy byli prześladowani, torturowani i więzieni.

To samo działo się z Moimi uczniami, oni również byli prześladowani i oczerniani i wielu oddało swoje życie dla Mojego Słowa. Wszystko, co przeszłe, powtarza się, ale słowo Boga trwa wiecznie. Nie bójcie się, wiedzcie, że jestem z wami do końca czasów. Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Żałujcie, ponieważ bliskie jest Królestwo Boże.

Wasz Nauczyciel i Pasterz, Jezus z Nazaretu

Owce Mojego stada, niech te orędzia zostaną poznane.

Komentarze 43 do “Orędzie Zbawienia Jezusa Dobrego Pasterza z 3 grudnia 2012”

  1. Dawid said

    Wielki Ucisk zaraz się rozpocznie czyli to będzie koniec Grudnia jeszcze a od 2013 ma Wielki Ucisk co moim zdaniem oznacza Wielką Depresję Gospodarczą na dobre się zacznie…

  2. młody said

    Zwróćcie uwagę na słowo „zaraz” się rozpoczną.Słowo to zastapiło inne „wkrótce”.Jednym słowem początek Wielkiego Ucisku w grudniu to nie było oszustwo.Od stycznia 2013 się zacznie na dobre.Błędem jest myślenie że to wszystko zło co ma się wydarzyć potrzebuje czasu na rozkęcenie się.To jest Boża sprawa więc to wszystko co ma się wydarzyć huknie z tak potężną siła na ludzi z dnia na dzień żę szok będzie tak wielki jakiego świat jeszcze nie doznał od początku swojego istnienia.

    • młody said

      3 najważniejsze punkty WU to 1.Prześladowanie wiernych Chrystusowi i KRK z papieżem na czele a)zamykanie w więzieniach b}pobicia i tortury c}utrudnianie normalnej działalności Kosciołowi d}utrudnianie normalnego życia katolikom poprzez wyśmiewanie publiczne poniżanie zwolnienia z pracy utrunienie w załatwianiu różnych spraw w urzędach szpitalach etc. e}zrzucenie Koscioła i wiernych do podziemia f}nawet masowe morderstwa księzy i wiernych.2.Wywołanie sztucznego kryzysu gospodarczego przy którym dzisiejszy kryzysek to pestka.Doprowadzi to do wielkiego głodu nędzy biedy złości rozpaczy rozgoryczenia a tych co są słabi psychicznie do samobójstwa.3.Wywołanie III wojny światowej na wyniszczenie większości ludności świata tzw depopulacja.NWO pełną gębą.

      • Szejk said

        Polakom nie grozi więzienie za Wiarę ale za Biedę. Już coraz więcej ludzi traci pracę a muszą płacić kedyty got. lub hip. Jedynym wyjściem jest Islandia.

        • MamOczy said

          Wyjściem jest Islandia ale jeżeli chodzi o finanse , jeżeli chodzi o stan ducha to z dala od Islandii .

        • lechstanislaw said

          Mam nadzieję że masz na myśli wyjście z kryzysu tego kraju a nie na miejsca pracy które czekają na Polaków bo Islandczykom pewnych zawodów się po prostu nie chce wykonywać…

          Model wyjścia z kryzysu dość prosty – podziękować obcokrajowym bankom a odpowiedzialnych za stan gospodarczy – pod sąd no, wziąć się do roboty no i nie być w strefie euro… U nas musiało by odbyć się to na większą skalę i na pewno dwa pierwsze punkty nie zostały by wykonane… W obcych bankach jesteśmy zadłużeni a wszelkie próby rozliczania przeszłości spełzają na niczym to co mówić o teraźniejszości….

  3. Dawid said

    Wypowiedzi renomowanego doktora od których włosy staną Ci dęba

    15 Grudzień 2012Dodaj komentarzPrzeskoczenie do uwag

    Eight Quotes from a Cancer Surgeon That Will Set Your Hair on Fire

    http://jonrappoport.wordpress.com/2012/12/06/8-quotes-from-a-cancer-surgeon-that-will-set-your-hair-on-fire/

    Autor: Jon Rappoport, 6 XII 2012 r.; przekład: Ussus

    Medycyna społeczna. Może Cię zabić, ale ostatecznie jest przecież darmowa. Chyba że nie płacisz podatków – wtedy po prostu Cię zabije.
    Medycyna społeczna. Może Cię zabić, ale ostatecznie jest przecież darmowa. Chyba że nie płacisz podatków – wtedy po prostu Cię zabije.

    Nazywa się Marty Makary. Jest chirurgiem zajmującym się rakiem oraz naukowcem na Johns Hopkins School of Medicine i School of Public Health.

    Marshall Allen z Propublica przeprowadził z nim wywiad na temat ubytków zdrowotnych u pacjentów.

    Weź pod uwagę, że cytaty te wyjęto z ust mainstreamowego lekarza, który jest wewnątrz systemu i który w niego wierzy. Czyni to oświadczenia Makarego jeszcze bardziej szokujące.

    …jeden na czterech pacjentów cierpi przez pomyłkę.”

    „Kardiolog z Wisconsin został wylany z pracy za stwierdzenie, że odczyty EKG w ponad jednej czwartej przypadków są błędne.”

    „My [lekarze] jesteśmy oceniani poprzez „jednostki walorów” na koniec każdego kwartału fiskalnego. Masz manager siada razem z nami i mówi czy nasze jednostki pracy idą w górę czy w dół; jeśli chcesz otrzymać większy bonus musisz zwiększyć liczbę operacji…”

    „Dane z New England Journal of Medicine wskazują, że prawie połowa opieki zdrowotnej nie opiera się na dowodach. (Innymi słowy, prawie 50% opieki zdrowotnej w Ameryce nie bazuje nawet na mainstreamowych źródłach i badaniach… i należy dodać, istnieją rozstrzygające dowody, że ta połowa badań nie jest godna zaufania. Zatem stwierdzenie, że zwykli lekarze „przeważają” jest poważnym niedopowiedzeniem. – JR)

    „… do 30% opieki zdrowotnej jest niepotrzebne…”

    „Widziałem przypadki, gdzie pacjent nie był informowany o mniej inwazyjnych metodach leczenia w poszczególnych operacjach, ponieważ lekarz miał takie „upodobanie” i miał po prostu nadzieję, że pacjent nie dowie się o takich metodach.”

    „Pomyłki medyczne są na piątym bądź szóstym miejscu (w zależności od przyjętej metodologii) na liście najczęstszych przyczyn zgonów w Stanach Zjednoczonych.”

    „… Chęć i refleks lekarzy są ofiarą dla pacjentów, nawet gdy nie mają nic innego do zaoferowania. Istnieje potężna motywacja finansowa. Doktorzy płacą za nowy sprzęt, który kupują za pożyczone pieniądze.” (Inaczej mówiąc, ‘mamy ten drogi sprzęt, musimy go używać by za niego zapłacić.’ -JR)

    Odkąd dr Makary pracuje na Johns Hopkins, jest zaznajomiony z ważnymi artykułami dr Barbary Starfield, która także pracowała na Hopkins przez wiele lat.

    26 VII 2000 r. Journal of the American Medical Association opublikował artykuł Starfield „Is US health really the best in the world?” [Czy amerykańska opieka zdrowotna naprawdę jest najlepsza na świecie? – Ussus] Starfield ujawniła następujące fakty:

    W USA roczna liczba zgonów jest bezpośrednim rezultatem medycznych zabiegów i wynosi 225000. 106000 ludzi jest zabijanych przez leki zatwierdzone przez FDA [agencja do spraw żywności i leków]. 119000 obywateli amerykańskich ginie w szpitalach z powodu złej opieki medycznej. To trzecia najważniejsza przyczyna zgonów w Ameryce.

    W 2009 r. przeprowadziłem wywiad z dr Starfield. Zapewniła mnie, że od publikacji artykułu w 2000 r., żadna federalna agencja nie skontaktowała się z nią aby zapytać jak można powstrzymać ten horror. Także żadna agencja nie podjęła jakichkolwiek działań by rozwiązać ten problem.

    Obok tego istnieją medyczne okaleczania. W 2001 r. LA Times opublikował szokujący artykuł Lindy Marsa. Artykuł ujawnił, że w dodatku do 2,1 mln śmierci należy doliczyć kolejny milion śmierci w amerykańskich szpitalach każdego roku jako rezultat ostrych reakcji na farmaceutyki. Każdego roku w Ameryce występuje 36 milionów niepożądanych reakcji na leki.

    Ludzie popierający wchodzącą „Obamacare” powinni się nad tym wszystkim zastanowić. Z milionami nowych ludzi wchłanianymi do medycznego systemu, zastraszające liczby przytaczane w artykule będą się powiększać. To są rzeczywiste ludzkie istnienia.

    Lecz nie martw się. Chcesz ludzkiej „Opieki Obamy”. Dostaniesz złotą gwiazdkę na tablicy zabobonów.

    Przysyłaj mi w mailach te swoje sentymenty. Wydrukuję je i przykleję na ścianie obok liczb śmierci i okaleczeń. To ładna kolekcja.

  4. Tuptusia said

    JUTRO 16 GRUDNIA JEST PIERWSZY DZIEŃ NOWENNY PRZED BOŻYM NARODZENIEM

    Można w internecie znależć bardzo ładne nowenny do Dzieciątka Jezus. Kiedyś odkryłam nowennę Luisy Piccarrety jest bardzo przejmująca dlatego nie potrafię już innej odmawiać bo w tej nowennie jest napisane jak bardzo mocno cierpiało Dzieciątko Jezus przed przyjściem na świat, po przeczytaniu możecie być wstrząśnięci…

    Ponadto: Ojcowie Paulini co roku modlą się w tym czasie prześliczną Nowenną do Dzieciątka Jezus po Mszy św. o godz. 18.30 – można odbierać z satelity radio JASNA GÓRA i przez internet http://www.radiojasnagora.pl

    NOWENNA BOŻEGO NARODZENIA

    Pierwsza eksplozja Miłości

    I tak na przyklad, przez jedna godzine przenosilam sie w mojej wyobrazni do Raju i wyobrazalam sobie Trójce Przenajswietsza, Ojca, jak wysyla Syna na ziemie, Syna, jak z gotowoscia podporzadkowuje sie Woli Ojca, Ducha Swietego, jak wyraza aprobate. Mój umysl byl zmieszany chcac wyobrazic sobie tajemnice tak wielka, milosc tak silna, tak ogromna, tak jednakowa pomiedzy Nimi i w stosunku do ludzi. A potem niewdziecznosc ze strony ludzi, a zwlaszcza moja. Moglabym tak rozwazac nie tylko jedna godzine, ale caly dzien, gdyby glos wewnetrzny nie powiedzial do mnie, “Dosyc, idz i zobacz inne eksplozje Mojej Milosci, jeszcze wieksze.”

    Druga eksplozja Milosci

    Potem w myslach przenioslam sie do matczynego lona i pozostalam jak zamurowana na mysl o Bogu, tak poteznym w Niebie, teraz tak zredukowanym, pomniejszonym, ograniczonym, ze niezdolnym do poruszenia i nieomalze nawet do oddychania. Glos wewnetrzny powiedzial do mnie, “ Czy widzisz jak bardzo cie kochalem? Och prosze, zrób dla Mnie troche miejsca w twoim sercu. Usun wszystko co nie jest Moim, wtedy dasz Mi wiecej swobody dla poruszania sie i do oddychania.”

    Moje serce rozplynelo sie, blagalam o przebaczenie, obiecujac byc calkowicie Jego, tonelam we lzach, ale musze przyznac ze wstydem, ze pózniej znowu wracalam do moich starych bledów. Och Jezu, jakis Ty dobry dla tego nedznego stworzenia!

    Trzecia eksplozja Milosci

    Gdy w myslach przechodzilam od drugiej do trzeciej medytacji, glos wewnetrzny powiedzial do mnie, “Córko

    Moja, przylóz swoja glowe do lona Mojej Mamy i popatrz w glab na Moje malenkie Czlowieczenstwo. Moja

    Milosc pochlaniala Mnie, oceany plomieni, nieskonczone morza Milosci Mojego Bóstwa zatapialy Mnie, trawily na popiól, wznoszac swoje plomienie tak daleko, ze z wysoka ogarnialy i dosiegaly wszedzie, wszystkie pokolenia, od pierwszego do ostatniego czlowieka. Moje malenkie Czlowieczenstwo bylo pochloniete posród tych plomieni. A czy ty wiesz, czego Moja odwieczna Milosc wymagala ode Mnie zebym Soba pochlonal? Ach, wszystkie dusze! I dopiero wtedy bylem calkowicie zadowolony gdy pochlonalem je wszystkie, gdy zostaly we Mnie poczete. Bylem Bogiem, musialem dzialac jak Bóg, musialem ogarnac wszystkich. Moja Milosc nie pozostawilaby Mnie w spokoju gdybym wylaczyl kogokolwiek. Och, Moja córko, spójrz uwaznie w glab lona Mojej Mamy, skieruj wnikliwie swoje oczy na Moje poczete Czlowieczenstwo, a znajdziesz swoja dusze poczeta we Mnie i plomienie Mojej Milosci które cie pochlaniaja. Och! Jakze Ja cie kochalem, i jak cie kocham!”

    Czulam, ze rozplywam sie posród tak wielkiej Milosci, niezdolna od niej uciec, gdy uslyszalam glos przywolujacy mnie glosno, który mówil, ”Córko Moja, to jeszcze nie wszystko, przytul sie mocniej do Mnie i daj rece Mojej kochanej Mamie, aby mogla polozyc je na Swoim ciezarnym lonie. A ty spójrz ponownie na Moje malenkie Czlowieczenstwo i przypatrz sie czwartej eksplozji Mojej Milosci.”

    Czwarta eksplozja Milosci

    “Córko Moja, przerzuc swój wzrok z Milosci pochlaniajacej na Moja Milosc operujaca. Kazda poczeta dusza przyniosla Mi brzemie swoich grzechów, swoich slabosci i namietnosci, i Moja Milosc rozkazala Mi przejac to brzemie kazdej z nich. Poczela ona nie tylko dusze ale i cierpienia kazdej z nich, jak równiez satysfakcje jaka kazda z nich odda Mojemu Boskiemu Ojcu. Tak wiec Moja Meka zostala poczeta razem ze Mna. Popatrz uwaznie w glab lona Mojej Boskiej Mamy. Och! Jakze Moje malenkie Czlowieczenstwo bylo torturowane. Przypatrz sie dokladnie mojej malenkiej glówce otoczonej korona z cierni, które wciskajac sie mocno w cialo wywolywaly potoki lez plynacych z Moich oczu, a Ja nawet nie moglem sie poruszyc zeby je otrzec. Och! Prosze, pozwól sie ogarnac wspólczuciu dla Mnie, otrzyj lzy z Moich oczu, plynace z nieustannego placzu, ty która masz swobodne ramiona aby móc to zrobic. Te ciernie to korona tak wielu zlych mysli, jakie zwienczaja ludzkie umysly. Jak one Mnie kluja, o wiele silniej niz ciernie, które wyrosly z ziemi. Przypatrz sie, przypatrz sie znowu, jakiez to dlugie ukrzyzowanie, przez dziewiec miesiecy. Nie moglem poruszyc ani palcem, ani reka, ani stopa. Pozostawalem niezmiennie bez ruchu. Nie bylo miejsca zeby móc sie poruszyc, nawet odrobine. Jakiez dlugie i ciezkie ukrzyzowanie. Na dodatek tego, wszystkie zle czyny przyjmowaly ksztalt gwozdzi, nieustannie przebijajac Moje rece i stopy.”

    I tak kontynuowal, mówiac o jednym cierpieniu po drugim, o wszystkich meczenstwach Swojego malenkiego Czlowieczenstwa, tak ze gdybym chciala o tym wszystkim powiedziec, to za dlugo by to trwalo. Rozplynelam sie cala we lzachi i uslyszalam w moim wnetrzu, ”Córko Moja, chcialbym cie objac, ale nie moge, tu nie ma miejsca, pozostaje bez ruchu, nie jestem w stanie tego zrobic. Chcialbym przyjsc do Ciebie, ale nie moge chodzic. A wiec teraz ty Mnie obejmij i przyjdz do Mnie, a potem, gdy wyjde z matczynego lona, to Ja przyjde do ciebie.” A gdy Go obejmowalam i w mojej wyobrazni mocno przyciskalam Go do serca, to glos wewnetrzny powiedzial do mnie, ”Dosyc na teraz Moja córko, pomysl o tym zeby przejsc do piatej eksplozji Mojej Milosci.”

    Piata eksplozja Milosci

    I glos wewnetrzny kontynuowal, ”Moja córko, nie odchodz ode Mnie, nie pozostawiaj Mnie samego, Moja Milosc potrzebuje twojego towarzystwa. To jest nastepna eksplozja Mojej Milosci, która nie chce pozostawac sama. A czy ty wiesz czyjej obecnosci ona potrzebuje? Obecnosci stworzenia. Spójrz, w lonie Mojej Mamy wszystkie stworzenia sa razem ze Mna, poczete razem ze Mna. Jestem z nimi sama Miloscia. Chce im powiedziec jak bardzo ich kocham, chce rozmawiac z nimi, zeby im opowiedziec o Moich radosciach i bólach, ze przyszedlem posród nich, zeby ich uczynic szczesliwymi i zeby sluzyc im rada, ze pozostane posród nich jako ich maly braciszek, oddajac kazdemu z nich Moje Dobra i Moje Królestwo za cene Mojego Zycia. Chce im dac Moje pocalunki i Moje usciski. Chce sie cieszyc razem z nimi, ale – Och! Jakze wiele cierpien Mi zadaja. Jedni ode Mnie uciekaja, inni udaja gluchych i zmuszaja Mnie do milczenia, jeszcze inni trwonia Moje Dobra i nie dbaja o Moje Królestwo, niewzruszenie oddajac Moje pocalunki i usciski bez zwracania na Mnie uwagi, przemieniajac Moja radosc w gorzki placz. Och! Jaki jestem samotny pozostajac posród tak wielu. Och! Jakze ciazy Mi samotnosc. Nie mam nikogo z kim móglbym zamienic chocby slowo, na kogo móglbym przelac Samego Siebie, nawet w Milosci. Jestem stale smutny i milczacy, poniewaz gdy mówie, to nikt Mnie nie slucha. Ach! Moja córko! Prosze cie, blagam, nie pozostawiaj Mnie samego w tak wielkim opuszczeniu. Odwzajemnij Mi sie dobrem i posluchaj gdy mówie do ciebie. Przychyl ucho do Moich nauk, jestem mistrzem nad mistrze. Jakze wielu rzeczy chcialbym cie nauczyc! Gdy bedziesz Mnie sluchala to przestane plakac i bede sie cieszyl razem z toba. Czy chcesz sie cieszyc razem ze Mna?”

    I gdy zatopilam siebie w Nim, dajac Mu swoje towarzystwo w Jego samotnosci, wewnetrzny glos powiedzial, “Dosyc, dosyc, przejdz do rozwazania nastepnej eksplozji Mojej Milosci.”

    Szósta eksplozja Milosci

    “Córko Moja, przyjdz i pomódl sie do Mojej drogiej Mamy, zeby ci zrobila odrobine miejsca w Swoim matczynym lonie, wtedy bedziesz mogla sama zobaczyc pelen bolesci stan w jakim sie znajduje.” I w moich myslach zdawalo mi sie, ze Nasza Królowa Mama, zeby sprawic radosc Jezusowi, zrobila mi w nim troche miejsca. Ale ciemnosci byly takie, ze nie moglam Go zobaczyc, moglam tylko slyszec Jego oddech, gdy mówil w moim wnetrzu. “Córko Moja, spójrz na inna eksplozje Mojej Milosci. Ja jestem odwiecznym swiatlem. Slonce jest cieniem Mojego swiatla, a widzisz gdzie zaprowadzila Mnie Moja Milosc, w jakim ciemnym wiezieniu jestem? Nie ma tu promienia swiatla, jest tu dla Mnie wieczna noc, ale noc bez swiatal, bez spoczynku, nigdy nie zasypiam, cóz to za ból! Ciasnota tego miejsca nie pozwala na mozliwosc wykonania najmniejszego ruchu, gleboka ciemnosc, nawet Mój oddech, gdy oddycham przez oddech Mojej Mamy. Och! Jakze ciezko! Do tego dodaj ciemnosc grzechów stworzen. Kazdy grzech byl dla Mnie noca, a wszystkie polaczone razem tworzyly bezdenna odchlan ciemnosci. Cóz za ból! Och! Eksplozja Mojej Milosci przeniosla Mnie z nieograniczonosci swiatla i przestrzeni do przepasci w glebokich ciemnosciach, ciasnej az do stracenia mozliwosci oddychania, a wszystko to z milosci do stworzen.” Gdy to mówil, to szlochal, a szlochajac nieomalze sie dusil z braku miejsca.

    I ja cala rozplywalam sie w placzu, dziekujac Mu, wspólczujac Mu, chcac dac Mu troche swiatla moja miloscia, jak Mi to powiedzial. Ale kto to wszystko moze opowiedziec?

    A potem ten sam wewnetrzny glos powiedzial, “Dosyc na teraz, przejdz do siódmej eksplozji Mojej Milosci.”

    Siódma eksplozja Milosci

    Wewnetrzny glos kontynuowal, “Córko Moja, nie pozostawiaj Mnie samego w takim odosobnieniu i w takich ciemnosciach. Nie opuszczaj lona Mojej Matki, a bedziesz mogla zobaczyc siódma eksplozje Mojej Milosci. Posluchaj, w lonie Mojego Boskiego Ojca bylem bezgranicznie szczesliwy, nie bylo zadnego dobra którego bym nie posiadal, radosc, szczescie, wszystko bylo do Mojej dyspozycji. Aniolowie z uwielbieniem oddawali Mi czesc, gotowi na kazde Moje zyczenie. Ach, moge powiedziec, ze eksplozja Mojej Milosci spowodowala ze calkowicie zmienilem Swój los, zamknela Mnie w tym ciemnym wiezieniu, ogolocila ze wszystkich radosci, szczescia i dóbr, przyoblekajac Mnie we wszystkie nieszczescia stworzen, a wszystko po to, zeby dokonac zamiany, zeby dac im Mój los, Moje radosci i Moje odwieczne szczescie. Ale to byloby niczym, gdybym nie znalazl w nich niewdziecznosci w najwyzszym stopniu i upartej perfidii. Och! Jakze Moja wieczna Milosc byla zaskoczona stajac twarza w twarz z takim ogromem niewdziecznosci i jak plakala nad uporem i perfidia czlowieka. Niewdziecznosc byla najostrzejszym cierniem jaki przebil Moje Serce, od Mojego Poczecia az do ostatniego momentu Mojego Zycia. Spójrz na Moje malenkie Serce, jest zranione i plynie z niego Krew. Jaki ból, jakie tortury przezywam. Moja córko! Nie badz niewdzieczna dla Mnie. Niewdziecznosc jest najciezszym bólem dla Twojego Jezusa. Jest to zatrzasniecie drzwi tuz przed Moja twarza, pozostawiajac Mnie trzesacym sie z zimna. Ale Moja Milosc nie ustala z powodu takiego ogromu niedziecznosci i przeobrazila sie w Milosc upraszajaca, blagajaca, lkajaca i zebrzaca. To jest ósma eksplozja Mojej Milosci.

    Ósma eksplozja Milosci

    Córko Moja, nie pozostawiaj Mnie samego, zlóz swoja glowe na lonie Mojej drogiej Mamy a wtedy nawet z zewnatrz dotra do ciebie Moje lkania i Moje prosby. Widzac ze ani Moje lkania ani Moje prosby nie wywoluja wspólczucia stworzenia dla Mojej Milosci, przyjalem postawe najbiedniejszego sposród wszystkich zebraków i wyciagam Moja malenka raczke, proszac aby Mi przynajmniej jako jalmuzne dali swoje dusze, swoje uczucia i swoje serca. Moje Serce za kazda cene chcialo zdobyc serce czlowieka, a widzac, ze po siedmiu eksplozjach Mojej Milosci uparcie trwal przy swoim, udawal gluchego, i nie chcial Mi sie podporzadkowac, Moja Milosc chciala rzucic sie jeszcze dalej. Powinna sie zatrzymac, ale nie, chciala siegnac dalej poza swoje granice. Z lona Mojej Matki glos Mój dotarl do kazdego serca, wypowiedziany w najbardziej sugestywny sposób, najzarliwsza modlitwa, najbardzej sugestywnymi slowami. Czy wiesz co do nich mówilem, ”Dziecko Moje, daj Mi swoje serce. Ja dam Ci wszystko co tylko chcesz, pod warunkiem, ze dasz Mi w zamian swoje serce. To byl powód dla którego zstapilem z Nieba. Och prosze, nie odmawiaj Mi tego! Nie czyn zludnymi Moich oczekiwan!” A widzac go upartym nawet jeszcze bardziej, bo niektórzy odwrócili sie nawet do Mnie plecami, przeszedlem do lkania, zlozylem Moje malenkie raczki i glosem lamiacym sie od placzu dodalem, “Ojej, ojej, jestem malenkim zebrakiem, czy nie chcesz dac Mi swojego serca nawet jako jalmuzny?” Czy nie jest to ogromna eksplozja Mojej Milosci, ze Stwórca, aby zblizyc sie do stworzenia, przybiera postac malenkiej dzieciny, zeby nie wzbudzic w nim strachu, ze prosi stworzenie o serce, przynajmniej jako jalmuzne, a widzac ze nie chce Mu go dac, blaga, lka i placze?”

    A potem uslyszalam jak mówi, “A ty, czy nie chcesz dac Mi swojego serca? A moze i ty chcesz zebym lkal, blagal i prosil o to, zebys Mi dala swoje serce? Czy odmówisz Mi jalmuzny o która cie prosze? I gdy to rzekl, slyszalam jak lkal, a ja, “Mój Jezu, nie placz, daje Ci moje serce i cala siebie.” Wtedy glos wewnetrzny kontynuowal, “Przejdz dalej do dziewiatej eksplozji Mojej Milosci.”

    Dziewiata eksplozja Milosci

    Moja córko, Mój stan jest jeszcze bardziej bolesny. Jesli Mnie kochasz, przypatrz Mi sie uwaznie i zobacz, czy czy nie moglabys ofiarowac Swojemu malenkiemu Jezusowi jakiejs ulgi; jedno slowo milosci, jeden uscisk, jeden pocalunek, przyniesie ulge Mojemu szlochaniu i Moim cierpieniom. Posluchaj Moja córko, wydobylem z Siebie osiem eksplozji Mojej Milosci, a czlowiek potraktowal je tak zle, lecz Moja Milosc nie dala za wygrana i chciala dodac dziewiata eksplozje do ósmej. A byly to niezglebione tesknoty, palace spojrzenia, plomienne pragnienia które chcialy wyjsc poza matczyne lono aby ogarnac czlowieka. To zredukowalo Moje malenkie Czlowieczenstwo jeszcze nieurodzone, doprowadzajac do takiej agonii, ze doszedlem prawie do chwili oddania z Siebieostatniego oddechu. Ale gdy juz nieomalze po raz ostatni oddychalem, Moja Boskosc, która Mi byla nieodlaczna, dala Mi lyki zycia. I odzyskalem zycie, zeby kontynuoawc Moja agonie, i ponownie powrócic do punktu smierci. To byla dziewiata eksplozja Mojej Milosci, nieustanna agonia i smierc z Milosci dla stworzenia. Och! Cóz za dluga agonia przez dziewiec miesiecy! Och! Jakze milosc dusila Mnie i doprowadzala do smierci. Gdyby nie bylo we Mnie Boskosci, która za kazdym razem odnawiala we Mnie zycie gdy zblizalem sie do Mojego konca, to Milosc bylaby Mnie wyniszczyla zanim bym doszedl do momentu wyjscia na swiatlo dnia.” Potem dodal, “Spójrz na Mnie, posluchaj w jakiej jestem w agonii, jak Moje malenkie Serce uderza, lomocze i plonie. Popatrz, Ja umieram!”

    I zapanowala gleboka cisza. I ja czulam jakbym umarla, krew zakrzepla mi w zylach i drzac powiedzialam do Niego, ”Milosci moja, Zycie moje, nie umieraj, nie pozostawiaj mnie samej. Ty chcesz milosci, a ja Cie bede kochala, juz wiecej Cie nie opuszcze, daj mi Twoje plomienie, zebym Cie mogla kochac jeszcze wiecej, i zostac calkowicie wyniszczona z milosci do Ciebie.”

    Koniecznie przeczytajcie całość:
    http://www.duchprawdy.com/nowenna_bozego_narodzenia_luisa_piccarreta.htm

  5. Dawid said

    Opóźnienia, awarie, pociągi nie jeżdżą. Czyli na torach bez zmian

    opublikowano: dzisiaj, 12:48 | ostatnia zmiana: dzisiaj, 13:07

    fot. PAP/Waldemar Deska

    W sobotę na tory woj. śląskiego nie wyjedzie łącznie 50 pociągów; zamiast nich kursuje komunikacja zastępcza – podała spółka Koleje Śląskie. Przeciętne opóźnienie pociągu tego dnia wynosi pół godziny.

    Jak poinformował rzecznik Kolei Śląskich w sytuacji kryzysowej Witold Trólka, w sobotę zgodnie z aktualnym planem w regionie powinny zostać wykonane 394 kursy. Rano pociągi wyjechały na trasy, jednak szybko przestały mieścić się w rozkładzie – ok. godziny 10 średni czas opóźnienia wynosił 30 minut. Przedstawiciele Kolei zapewniają, że ruch pociągów na głównych liniach: Gliwice – Katowice – Częstochowa, Katowice – Bielsko-Biała, Katowice – Wisła i Katowice – Rybnik odbywa się zgodnie z planem.

    Na sobotę spółka przewidziała odwołanie 50 kursów – zamiast wszystkich powinna funkcjonować komunikacja zastępcza. Chodzi o pociągi na trasach: Rybnik – Wodzisław Śl., Wodzisław Śl. – Czechowice-Dziedzice, Wodzisław Śl. – Pszczyna, Pszczyna – Rybnik, Bielsko-Biała – Wadowice, Bielsko-Biała – Kęty, Częstochowa – Lubliniec oraz Katowice – Imielin. Ich dokładny wykaz znalazł się na stronie internetowej przewoźnika.

    W poprzednich dniach liczba odwołanych kursów przekraczała 90; jej zmniejszenie wynika głównie z tego, że weekendowy rozkład jazdy przewiduje mniejszą niż w dni robocze liczbę połączeń.

    Do tego dochodzą podejmowane działania zaradcze. W piątek wieczorem dopracowano szczegóły rocznego porozumienia ze spółką Przewozy Regionalne w sprawie przejęcia niektórych połączeń międzywojewódzkich. Przewiduje ono przejęcie od soboty tras: Częstochowa – Radomsko (Łódź), Częstochowa – Kielce, Kędzierzyn-Koźle – Gliwice, Strzelce Opolskie – Gliwice oraz Kędzierzyn-Koźle – Racibórz. Pociągów ma tam być tyle samo, co w rozkładzie Kolei Śląskich, nieco zmienić mogą się rozkłady jazdy. Przewoźnicy mają wzajemnie honorować swoje bilety.

    To rozwiązanie zwiększa prawdopodobieństwo ustabilizowania sytuacji na torach regionu. Śląski przewoźnik skoncentruje tabor i pracowników na mniejszej liczbie tras – łącznie będzie mógł przesunąć z połączeń międzywojewódzkich 10 składów. Trwają również negocjacje dotyczące użyczenia Kolejom przez Przewozy składów wraz z obsadą. W sobotę pociągi użyczone przez PR miały już wyjechać do obsługi 13 połączeń między miastami Bielsko-Biała – Czechowice Dziedzice – Zebrzydowice i Cieszyn.

    Koleje Śląskie wysłały w sobotę na tory 37 składów. 6 pozostawało w rezerwie, naprawianych było 16, natomiast 1 przechodził planowy przegląd. W piątek spółka wypuściła 46 składów (zamiast 57 potrzebnych do obsłużenia wprowadzonego 9 grudnia rozkładu na dni robocze). 5 składów pozostawało w rezerwie taborowej, 10 było uszkodzonych, a 3 przechodziły planowy przegląd. Przez to, podobnie jak w poprzednich dniach, na kilku trasach pociągi zastępowano komunikacją autobusową.

    W związku z chaosem, jaki powstał na śląskiej kolei od 9 grudnia po przejęciu całości przewozów w regionie przez samorządową spółkę, w środę stanowisko stracił prezes Kolei Śląskich Marek Worach, a w czwartek do dymisji podał się dotychczasowy marszałek woj. śląskiego Adam Matusiewicz (PO). W piątek zarząd regionalny Platformy zdecydował, że podczas najbliższej, poniedziałkowej sesji sejmiku woj. śląskiego, radni tej partii mają zagłosować za przyjęciem rezygnacji marszałka, a jednocześnie za powierzeniem mu obowiązków do czasu wyboru – zapewne w styczniu – nowego zarządu. W tym czasie Matusiewicz ma naprawiać sytuację na kolei.

    • Szejk said

      niebawem żadne pociągi już nie będą jeździć jak bieda zajrzy w oczy Polakom, rozkradną wszystkie tory, kable tel, żeliwne studzienki uliczne , wózki sklepowe, ploty metalowe te przy domach i BÓG wie co jeszcze .

      • Dawid said

        HEH nom masz racje dobre ale to prawda niestety jak bułka będzie kosztować Bóg wie ile….:-)

    • cox said

      Niech rozwalą kolej na jeszcze więcej spółek to napewno będzie dobrze!

      • Szejk said

        albo drezyny niech wstawią , zero zużycia paliwa czy energii elekt-ej, a za to jaki komfort dla pasażerów -świeże powietrze, ćwiczenia siłowe , w każdej chwili można wysiąść lub wsiąść i to w cenie biletu 🙂

  6. Dawid said

  7. Szydlo said

    Niech zachowa nas Bog od pieczeci plugawego Antychrysta !
    http://gazetawarszawska.com/2012/12/15/niechaj-zachowa-nas-bog-od-pieczeci-plugawego-antychrysta/

    • Annah. said

      Zobacz na „Myslozbrodnie Zenobiusza”, znamienna nazwa bloga…
      Wiedza o tym ze grzech poczyna się w sercu człowieka JEST !
      Oparta o ewangeliczne:
      „Kto pożądliwie patrzy na kobietę w swoim sercu już dopuścił się cudzołóstwa”
      Macki człowieka zatracenia sięgają wszędzie i są całkiem blisko.
      Nie udało się z Big Farma
      JEST prezentowana wersja soft dla lemingów dotycząca czipowania.

      Marana tha !!!

  8. KRYSTYNA said

    Jesteśmy piękni Twoim pięknem Panie

    KRÓLUJ NAM CHRYSTE

  9. bozena2 said

    Komentarz zwracający uwagę:

    Do wierzących w politykę PO. Wy żyjecie w Polsce, czy na fermie kurzej? Jak można akceptować słowa Premiera Tuska: , , , , , (to jak slogan z Orwella). Jak wy to robicie, że wam się nie zapala lampka. Kiedy Tusk dostaje medal od Merkel za specjalne zasługi dla integracji europejskiej. A równolegle pod Bałtykiem kładą rurę, bez najmniejszych protestów. U nas można budowę obwodnicy zablokować byle żuczkiem. Ginie prezydent kraju będącego w NATO, na terenie Rosji. Tusk nie podejmuje najmniejszej próby przejęcia śledztwa. Jak Wy chcecie, żeby Europa i Rosja Was szanowała? Skoro sami się nie szanujecie. Chcecie zbudować europejskie społeczeństwo obywatelskie. Oparte na tolerancji , otwartości, multikulti. Pytam, jak chcecie to zrobić? Skoro maturę sprowadzono do poziomu kalamburów. Wasze młode intelektualne elity, nie muszą przeczytać żadnej książki, żeby mieć średnie wykształcenie. Obniżając poziom nauki, zabieracie młodym ludziom wolność. Pozbawiacie ich narzędzi umożliwiających indywidualną ocenę zjawisk, na które składa się życie. Jedyną bronią młodych Polaków jest cynizm, chamstwo i słowo zajebiście. Jaki multikuturalizm chcecie tworzyć. Skoro kultura związana jest bezpośrednio z naszą historią. Minister edukacji chce wycofać ten przedmiot ze szkoły. O jakiej tolerancji mówicie? Skoro telewizja publiczna promuje Nergala, nie zwracając uwagi na uczucia wierzących ludzi. Ciekawe, że dla Newtona i Leibniza (twórcy rachunku różniczkowego i całkowego) Biblia nie była stekiem kłamstw. A większość życia poświęcili na studiowanie właśnie Biblii. Wierzyli w Boga. Może nie całkiem chrześcijańskiego, ale wierzyli. Dali nam narzędzia, dzięki którym zmieniamy świat. A wy szydzicie ze wszystkiego i wszystkich kto wyznaje wyższe wartości. Patriota zaraz będzie fanatycznym nacjonalistą. Wykpicie, sprowadzicie do absurdu. A patriotyzm jest biologicznie naturalny. To odpowiedzialność za moje stado, za obszar na którym to stado żyje. Pozbawiono Was edukacji, autorytetów i wmówiono, że jesteście sobą. Pozbawiono Was duszy. Dzięki temu jesteście policzalni i przewidywalni. Jak wasz materializm. Zamieniono was elektoracie PO w izotropową, monokulturową strukturę. Reagującą jednakowo na emocjonalną wyzbytą logiki propagandę . Zastanówcie się. Zobaczcie ostatnią scenę i monolog z Barei. Poszukajcie analogii z teraźniejszością. Demokracja bez wartości wyższych zamienia się w cichy totalitaryzm.

    • Szejk said

      pisz językiem prostym a nie złożonym , wyborcy peo mają siano w glowach.

    • Pokręć said

      Jeszcze wspomnieć Pasteura. Kiedyś, już jako uznany naukowiec – odkrywca, jechał pociągiem i odmawiał rózaniec. Młody chłopak obok zaczął mu perrorować, że to głupstwo, że dziś w te zabobony nikt nie wierzy, że dzisiejsza nauka obaliła kompletnie postulat istnienia Boga i jak rozmówca poda swój adres, to chłopak mu wyśle książki o tym, naukowo obalające każdy z dogmatów religii. Ludwik zamyślił się i powiedział: „dobrze, oto moja wizytówka”. I podał mu swoją wizytówkę, na niej pisało: „prof. Ludwik Pasteur, Instytut Mikrobiologii, Paryż”.

      A lemingi – jakby potrafiły Twoje wywody zrozumieć i zanalizować, to nie byłyby lemingami od samego początku. Oni mają worek kompleksów na punkcie inteligencji własnej i umiejętności myślenia samodzielnego. Dlatego protezują się „wstepniakami” Michnika.

    • Pokręć said

      Aha, kiedyś siostra mnie zapytała, czy mam gdzieś jakieś media, w których nie mówią „Michnikiem” (oczywiście sama jest antymichnikowa i mocno wierząca). No to ja jej mnóstwo linków i blogów z netu. A ona na to kręci nosem, że co tu porównywać jakiś blog z gazetą… ja na to – popatrz na taka „Wyborczą” jak na papierowy bog Adama Michnika. Czy tylko on ma monopol na myślenie? Czy normalny, zwyczajny człowiek już nie może myśleć? Czy nie mamy wszyscy mózgów i sumień? Czym się róznią efekty myślenia mainstreamowego dziennikarza od myślenia np. jakiegos blogowicza? Tylko tym, że jeden jest lansowany nachalnie a drugi nie. I TO WSZYSTKO! chcesz myśleć – to włączaj mózg i myśl!
      Tu nie jest problem w tym, że ktoś „źle myśli”, tylko w tym, że NIE MYŚLI. Ludzie dzielą się na myslących i tych, którzy nie mają odwagi myśleć samodzielnie, bo uważają, że oni są za głupi na wymyślenie sobie czegoś – natomiast taki Michnik, taki Lis…

  10. KRYSTYNA said

    ” NARODZENIE ”

    Film opowiada o dwóch latach życia Maryi i Józefa, których kulminacyjnym momentem będzie podróż z Nazaretu do Betlejem i narodziny Jezusa.

    KRÓLUJ NAM CHRYSTE ! ! !

    • Krzysztof said

      Czas na obejrzenie tego filmu jest czasem stracoym.
      Poczytajcie ,albo posluchajcie Poematu Boga Czlowieka, a sami ocenicie i zobaczycie bzdury pokazane w tym filmie. Jak to jest , ze nikt nie nakrecil filmu ,opartego o takie dzielo.
      Nalezy posluzyc sie logika ,aby odroznic fikcje od prawdy.
      Prawda was wyzwoli,jest ona prosta i logiczna ,jedno wyplywa z drugiego i sobie nie zaprzecza.
      Bog nie jest skomplikowany ,jest prosty, poniewaz jest prawda.

      Gdy sami przeczytacie Poemat Boga Czlowieka , juz nigdy nie bedziecie tymi samymi ludzmi.

      9. «ZA TRZY LATA BĘDZIESZ TAM, MOJA LILIO»

      Napisane 28 sierpnia 1944. A, 3482-3487

      Widzę Joachima i Annę razem z Zachariaszem i Elżbietą. Wychodzą właśnie z jakiegoś domu w Jerozolimie, należącego prawdopodobnie do ich znajomych lub przyjaciół. Zmierzają w kierunku Świątyni, na obrzęd oczyszczenia.

      Anna trzyma w ramionach Córeczkę dokładnie owiniętą i okrytą jeszcze z wierzchu lekką wełnianą kołderką, ciepłą i miękką. Z jakąż troskliwością i miłością niesie Ją i uważa na swoje maleńkie dziecko. Od czasu do czasu unosi brzeg ciepłego i delikatnego okrycia. Sprawdza, czy Maryja może swobodnie oddychać, i potem szybko zakrywa, aby Ją ustrzec przed chłodem powietrza. Dzień jest piękny, lecz jednak chłodny, jest bowiem pełnia zimy.

      Elżbieta ma w rękach jakieś zawiniątka. Joachim prowadzi dwa uwiązane, bielutkie, tłuste jagnięta – duże, już prawie baranki. Zachariasz nic nie niesie. Wygląda bardzo pięknie. Jest ubrany w białą lnianą szatę, która wystaje spod rozchylającego się płaszcza z ciężkiej białej wełny. Zachariasz jest w pełni sił męskich, znacznie młodszy niż wtedy, gdy go widziałam podczas narodzin Chrzciciela. Również Elżbieta, choć jest już dojrzałą niewiastą, wygląda młodo. Za każdym razem gdy zagląda do maleństwa, pochyla się z zachwytem nad śpiącą twarzyczką. Wygląda bardzo pięknie. Ma niebieską suknię o odcieniu ciemnofioletowym. Głowę osłania welon, spadający lekko na ramiona i na ciemniejszy od sukni płaszcz.

      W świątecznych strojach Joachim i Anna wyglądają bardzo uroczyście. Wbrew swemu zwyczajowi Joachim nie ma brązowej tuniki, lecz długą, czerwoną szatę, o czerwieni św. Józefa, jak to nieraz dzisiaj nazywamy. Frędzle u płaszcza są zupełnie nowe i ładne. Na głowie ma rodzaj prostokątnego welonu, otoczonego obręczą ze skóry. Całe ubranie jest nowe i starannie wykończone.

      A Anna! O, dzisiaj nie nosi swego zwykłego ciemnego odzienia. Ma jasną bladożółtą suknię koloru starej kości słoniowej, ściągniętą w talii, przy szyi i mankietach opaską ze srebra lub złota, jak mi się wydaje. Głowę okrywa bardzo przejrzysty welon, jakby z adamaszku, przytrzymany na czole opaską z wąskiej, kosztownej lamy. Na szyi ma misternie wykonaną kolię, na rękach – bransolety. Zachowuje się tak dostojnie, że naprawdę wygląda jak królowa. Jej płaszcz jest jasnożółty, cały obramowany pięknym greckim haftem, tkanym kolor na kolorze.

      «Wyglądasz jak w dniu ślubu. Byłam wtedy małą dziewczynką, ale jeszcze pamiętam, jaka byłaś piękna i szczęśliwa» – mówi Elżbieta.

      «Teraz jestem szczęśliwsza… Chciałam ubrać tę samą suknię na dzisiejszą uroczystość. Zachowałam ją na ten upragniony dzień… Straciłam jednak nadzieję, że założę ją z tej okazji.»

      «Pan bardzo cię umiłował!…» – mówi Elżbieta i wzdycha.

      «Dlatego też oddaję Mu to, co kocham najbardziej: mój Kwiat.»

      «Jak to zrobisz, by się od Niej oderwać, gdy przyjdzie wyznaczona godzina?»

      «Będę sobie przypominać, że Jej nie miałam i że to Bóg mi Ją dał. Teraz będę szczęśliwsza niż przedtem. Aby zachować pokój, kiedy [Maryja] będzie w Świątyni, powiem sobie: “Modli się przed Przybytkiem i prosi Boga Izraela także za Swoją mamę”. Odczuję jeszcze większy pokój, kiedy powiem sobie: “Należy cała do Boga. Kiedy nie będzie już nas, starych – którzyśmy otrzymali Ją z Nieba – On, Przedwieczny, pozostanie nadal Jej Ojcem”. Wierz mi, jestem przekonana, że to Dziecko nie należy do nas. Nie mogłam już [mieć dzieci]… To On złożył w moim łonie ten Boski dar, żeby otrzeć moje łzy, spełnić nasze nadzieje i [wysłuchać] modlitwy. Jesteśmy tylko Jej szczęśliwymi opiekunami… Niech On będzie za to błogosławiony!»

      Doszli do murów Świątyni.

      «Idźcie naprzód, przez Bramę Nikanora, ja zaś pójdę uprzedzić kapłana i dogonię was» – mówi Zachariasz i znika za bramą wychodzącą na wielki dziedziniec otoczony portykami.

      Przechodzą powoli przez kolejne tarasy. Nie wiem, czy wspomniałam już kiedyś o tym, że obręb Świątyni to nie jeden poziom, lecz coraz wyżej położone tarasy. Wchodzi się na nie po szerokich stopniach. Na każdym z nich znajdują się dziedzińce, portyki i portale ozdobione marmurem, brązem i złotem.

      Zanim dochodzą do umówionego miejsca, zatrzymują się i rozwijają przyniesione rzeczy: jakieś płaskie i duże omaszczone podpłomyki z białej mąki, dwa gołąbki w wiklinowej klatce i duże srebrne monety, bardzo ciężkie. Na szczęście w owym czasie nie istniały kieszenie, bo tak ciężkie monety rozerwałyby je.

      Wszyscy stoją przed piękną Bramą Nikanora z masywnego brązu, jakby haftowanego srebrem. Zachariasz czeka już u boku kapłana, wyglądającego wspaniale w białym lnianym odzieniu. Anna zostaje pokropiona wodą do oczyszczeń – jak sądzę – potem otrzymuje polecenie zbliżenia się do ołtarza ofiarnego. Anna nie niesie już Dziecka. Wzięła je Elżbieta, która pozostała przed wejściem. Joachim idzie w ślad za małżonką, wlokąc nieszczęsne, beczące jagnię. A ja… robię to samo, co przy oczyszczeniu Maryi: zamykam oczy. Nie chcę widzieć, jak podrzynają mu gardło.

      Anna jest już oczyszczona. Zachariasz szepce koledze parę słów do ucha, których ten słucha z uśmiechem. Potem kapłan zbliża się do wszystkich zgromadzonych, ciesząc się wraz z ojcem i matką z powodu ich radości i ich wierności złożonej obietnicy. Otrzymuje drugiego baranka, mąkę i podpłomyki. Mówi:

      «Ta Dziewczynka jest więc poświęcona Panu? Jego błogosławieństwo będzie towarzyszyć Jej i wam. Oto nadchodzi Anna. Będzie jedną z Jej nauczycielek. To Anna, córka Fanuela, z pokolenia Asera. Podejdź tu, niewiasto. To Maleństwo zostało ofiarowane Świątyni jako ofiara pochwalna. Będziesz Jej nauczycielką i pod twą opieką będzie wzrastać Jej świętość.»

      Anna, córka Fanuela, już całkiem siwa, zbliża się i głaszcze Dziecinę, która – obudzona – rozgląda się, patrząc niewinnymi oczyma. Jest zdziwiona otaczającą Ją bielą i złotem błyszczącym w promieniach słońca. Ceremonia – jak się wydaje – zakończyła się. Nie zauważyłam specjalnego obrzędu oddania Bogu Maryi. Być może wystarczyło powiedzieć to kapłanowi, a przede wszystkim Bogu, w świętym miejscu.

      «Chciałabym złożyć ofiarę na Świątynię i potem udać się tam, gdzie ubiegłego roku ujrzałam światło» – mówi Anna.

      Wszyscy tam idą wraz z Anną, córką Fanuela, która im towarzyszy. Nie wchodzą jednak do właściwej Świątyni. To zrozumiałe. Chodzi przecież o niewiastę i dziewczynkę. Dochodzą więc tylko do tego miejsca, w którym Maryja ofiaruje [w przyszłości] Syna. Stoją tuż przed bramą, szeroko otwartą na Dziedziniec Izraelitów. Patrzą w głąb mrocznego wnętrza. Dochodzą stamtąd łagodne śpiewy młodych dziewcząt. Widać tam jaśniejące, delikatne światła, które padają złocistym blaskiem na rzędy okrytych białymi welonami główek: dwa rzędy prawdziwych lilii.

      «Za trzy lata będziesz tu także, moja Lilio» – obiecuje Anna Maryi, która patrzy jak urzeczona w kierunku oświetlonego wnętrza i uśmiecha się, słysząc spokojny śpiew.

      «Zdaje się rozumieć – mówi Anna, córka Fanuela. – To śliczne Dziecko! Będę Ją kochać tak, jakbym to ja sama Ją zrodziła. Obiecuję ci to, matko, o ile wiek mi pozwoli.»

      «Tak będzie, niewiasto – mówi Zachariasz – na pewno będziesz Ją przyjmować do grona poświęconych dziewcząt. I ja też. Chcę tu być, by już od samego początku prosić Ją o modlitwę w naszej intencji…» – [mówi i] patrzy na Elżbietę znacząco. Ona rozumie i wzdycha.

      Obrzęd zakończył się i Anna, córka Fanuela, oddala się. Wszyscy wychodzą ze Świątyni rozmawiając. Słyszę, jak Joachim mówi:

      «Ofiarowałbym nie tylko dwa najlepsze baranki, ale wszystkie… za tę radość i aby oddać chwałę Bogu.»

      Niczego więcej nie widzę.

      • Annah. said

        „Czas na obejrzenie tego filmu jest czasem stracoym.
        Poczytajcie ,albo posluchajcie Poematu Boga Czlowieka, a sami ocenicie i zobaczycie bzdury pokazane w tym filmie. Jak to jest , ze nikt nie nakrecil filmu ,opartego o takie dzielo.
        Nalezy posluzyc sie logika ,aby odroznic fikcje od prawdy.
        Prawda was wyzwoli,jest ona prosta i logiczna ,jedno wyplywa z drugiego i sobie nie zaprzecza.
        Bog nie jest skomplikowany ,jest prosty, poniewaz jest prawda.

        Gdy sami przeczytacie Poemat Boga Człowieka , już nigdy nie będziecie tymi samymi ludźmi.”

        Co prawda filmu nie oglądałam ale zgadzam się z druga częścią tego wpisu i potwierdzam prawdziwość ostatniego w nim zdania. Czas czytania Poematu długi z uwagi na wielkość dzieła a także kilkakrotne powroty do wtórego czytania jest czasem niezwykłym, przepojonym obecnością Boga i niesamowita radością i pokojem. Kto chce zrobić sobie lub komuś najpiękniejszy prezent na święta niech weźmie pod uwagę ofertę Vox Domini. W tej chwili nawet jest wyprzedaż wydania i bardzo atrakcyjna cena tomów. Moja wersja składa się z 15 egzemplarzy ( 7 ksiąg, w obrębie ksiąg są jeszcze części). Trzeba jednak przeczytać całość gdyż sytuacje przytoczone i imiona postaci wybiegają często poza przedstawione w Piśmie Świętym i traktując wybiorczo nie zrozumiemy wszystkiego co nam chce Pan Jezus przekazać. Innymi słowy: całość jest godna najwyższej uwagi.
        http://www.voxdomini.pl/sklep/

      • kooool said

        Film jest rozpowszechniany przez środowiska Protestanckie. Herezje nie wykluczone.

  11. Dawid said

    http://konflikty.wp.pl/kat,1356,title,Wg-Iranu-rozmieszczenie-rakiet-Patriot-w-Turcji-grozi-wojna-swiatowa,wid,15183649,wiadomosc.html

  12. kooool said

    Właśnie przeczytałem Jr14, to się podzielę z Wami – roztropnymi, co i jak i dlaczego.
    1 Słowo, które Pan oznajmił Jeremiaszowi w związku z suszą:
    2 «Smutek ogarnął ziemię Judy,
    a bramy jej pełne są żałoby,
    skłaniają się smutno ku ziemi,
    a podnosi się krzyk Jerozolimy.
    3 Jej najznakomitsi mężowie
    posyłają swe sługi po wodę,
    przychodzą do cystern, nie znajdują wody.
    Wracają z pustymi naczyniami
    2.
    4 Uprawa roli ustała,
    albowiem deszcz nie pada na ziemię;
    przepełnieni zgryzotą rolnicy
    zakrywają swoją głowę.
    5 Nawet łania rodzi na polu
    i opuszcza swoje małe,
    bo nie ma trawy.
    6 Dzikie zaś osły stoją na pagórkach,
    chwytają powietrze jak szakale;
    ich oczy mętnieją,
    bo braknie paszy».
    7 Jeśli nasze grzechy świata przeciw nam,
    Panie, działaj przez wzgląd na Twoje imię,
    bo pomnożyły się nasze występki,
    zgrzeszyliśmy przeciw Tobie.
    8 Nadziejo Izraela, Panie,
    jego Zbawco w chwilach niepowodzeń,
    dlaczego jesteś jak obcy w kraju,
    jak podróżny, który się zatrzymuje,
    by tylko przenocować?
    9 Dlaczego upodabniasz się do człowieka,
    który popadł w osłupienie,
    do wojownika, co nie jest w stanie pomóc?
    Ty jednak jesteś wśród nas, Panie,
    a imię Twoje zostało wezwane nad nami3.
    Nie opuszczaj nas!
    10 To mówi Pan do tego narodu:
    «Lubią tak biegać na wszystkie strony,
    nóg swoich nie oszczędzają.
    Ale Pan nie ma w nich upodobania.
    Teraz przypomina sobie ich nieprawości
    i karze ich grzechy».
    11 I rzekł Pan do mnie: «Nie wstawiaj się za pomyślnością tego narodu. 12 Nawet jeśli będą prosić, nie będę słuchał ich wołania, a jeśli będą składać całopalenia i ofiary z pokarmów, nie przyjmę ich, ale raczej wyniszczę ich mieczem, głodem i zarazą»4. 13 I powiedziałem: «Ach, Panie Boże, oto prorocy mówią im: „Nie ujrzycie miecza, nie zaznacie głodu, albowiem prawdziwy pokój zapewnię wam na tym miejscu”». 14 I rzekł Pan do mnie: «Prorocy ci głoszą kłamstwo w moje imię. Nie posłałem ich, nie dawałem poleceń ani nie przemówiłem do nich. Kłamliwe widzenia, zmyślone przepowiednie, urojenia swych serc – oto co wam przepowiadają. 15 Dlatego to mówi Pan o prorokach, którzy – mimo że ich nie posłałem – przepowiadają w imię moje tymi słowami: „Miecza i głodu nie będzie w tym kraju”. Od miecza i od głodu poginą ci prorocy. 16 Ludzie zaś, którym oni przepowiadają, będą wyrzuceni na ulice Jerozolimy jako ofiary głodu i miecza. Nikt ich nie pochowa, ani ich żon, ani ich synów, ani ich córek, i wyleję na nich ich własną nieprawość».
    17 «Oznajmisz im to słowo:
    Oczy moje wylewają łzy
    dzień i noc bez przerwy,
    bo wielki upadek dotknie
    Dziewicę, Córę mojego ludu5,
    klęska bardzo wielka.
    18 Gdy wyjdę na pole –
    oto pobici mieczem!
    Jeśli pójdę do miasta –
    oto męki głodu!
    Nawet prorok i kapłan
    błądzą po kraju nic nie rozumiejąc».
    19 Czy nieodwołalnie odrzuciłeś Judę
    albo czy odczuwasz wstręt do Syjonu?
    Dlaczego nas dotknąłeś
    klęską bez możliwości uleczenia nas?
    Spodziewaliśmy się pokoju, ale nie ma nic dobrego;
    czasu uleczenia6 – a tu przerażenie!
    20 Uznajemy, Panie, naszą niegodziwość,
    przewrotność naszych przodków,
    bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie.
    21 Nie odrzucaj [nas] przez wzgląd na Twoje imię,
    od czci nie odsądzaj tronu Twojej chwały!
    Pamiętaj, nie zrywaj swego przymierza z nami!
    22 Czy są wśród bożków pogańskich tacy,
    którzy by zesłali deszcz?
    Czy może niebo zsyła krople deszczu?
    Czy raczej nie Ty, Panie, nasz Boże?
    W Tobie pokładamy nadzieję,
    bo Ty uczyniłeś to wszystko.

  13. Krzysztof said

    13. ODDANIE MARYI DO ŚWIĄTYNI

    Napisane 30 sierpnia 1944. A, 3499-3507

    Widzę Maryję idącą pomiędzy ojcem i matką ulicami Jerozolimy. Przechodnie zatrzymują się, żeby popatrzeć na piękną Dziewczynkę. Jest ubrana w śnieżną biel i okryta bardzo lekką tkaniną, ozdobioną gałązkami i kwiatami, które widać jako nieprzejrzyste [wzory] na delikatnym tle. To chyba jest ten sam welon, który miała Anna w dniu swego oczyszczenia. Annie jednak nie opadał nawet do pasa, natomiast maleńkiej Maryi sięga do samej ziemi, otaczając Ją jakby jasną, świetlistą mgłą rzadkiej piękności.

    Jasne włosy spadają na ramiona, a właściwie na delikatny karczek, widoczny przez lekką tkaninę, na której nie ma w tym miejscu wzorów. Welon przytrzymuje na czole bladoniebieska wstążka, na której są wyhaftowane – z pewnością przez mamę – malutkie, srebrne lilie. Jak wspomniałam, ten śnieżny strój sięga do samej ziemi, dlatego tylko czasem widać małe stópki w białych sandałach. Drobne dłonie wyglądają z długich rękawów jak dwa płatki magnolii. Poza niebieską wstążką na czole nie ma innego koloru. Maryja wydaje się okryta śniegiem.

    Joachim ubrany jest tak samo, jak w dniu oczyszczenia Anny. Annę zaś spowija ciemny fiolet. Także płaszcz – okrywający jej nawet głowę – jest ciemnofioletowy. Zsuwa się jej mocno na oczy, na biedne matczyne oczy czerwone od łez: na oczy, które nie chcą płakać, a przede wszystkim nie chcą, żeby je widziano zapłakane. Poły płaszcza nie potrafią jednak powstrzymać łez [wylewanych] w ukryciu. To ukrycie jest zarówno ze względu na przechodniów, jak i na Joachima, który – zazwyczaj tak pogodny – dziś ma spojrzenie zamglone łzami już wylanymi i tymi, które jeszcze płyną. Idzie, mocno pochylony. Welon ma zawinięty na głowie jak turban i tylko jego końce zwisają wzdłuż twarzy. Joachim wygląda bardzo staro. Kto go widzi, musi myśleć, że to dziadek, a może nawet pradziadek prowadzonego za rękę Maleństwa. Biedny ojciec, złamany bliskim rozstaniem, powłóczy nogami z widocznym w całej postawie znużeniem, co go postarza o co najmniej dwadzieścia lat. Twarz ma nie tylko jak starzec, ale jak ktoś chory, taki jest zmęczony i smutny. Wargi drżą mu lekko pomiędzy dwiema fałdami skóry, zaznaczonymi dziś silnie po obu stronach nosa.

    Oboje usiłują powstrzymać łzy. Może udaje im się ukryć je przed wieloma [przechodniami], ale nie przed Maryją. Jest mała i dlatego bacznie przygląda się im z dołu, spoglądając to na ojca, to na matkę. Ci zaś przymuszają drżące wargi do uśmiechu i silniej ściskają dłońmi malutkie rączki Maryi, za każdym razem gdy się do nich uśmiecha. Myślą z pewnością: “Ujrzymy już o jeden uśmiech mniej.”

    Idą wolno. Milczą. Chcą jak najbardziej odwlec chwilę rozstania. Wszystko [stwarza okazję do] zatrzymania się… Lecz każda droga musi się skończyć! Ta również prawie dobiega już końca. I oto, u szczytu wznoszącej się ciągle w górę uliczki, widać mur okalający Świątynię. Anna wydaje jęk i ściska mocniej rączkę Maryi.

    [Łk 1,5-7] «Anno droga! Jestem przy tobie!» – mówi jakiś głos, dochodzący z cienia niskiego łuku arkady domu, który stoi na zbiegu ulic. To Elżbieta. Zapewne czekała, a teraz podchodzi, tuli do serca Annę. Ponieważ ta płacze, mówi [do niej]:

    «Chodź, wejdź na chwilę do domu przyjaciół, a potem pójdziemy razem. Jest też Zachariasz.»

    Wszyscy wchodzą do mrocznej, niskiej izby, oświetlonej jasno płonącym ogniem. Właścicielka – zapewne przyjaciółka Elżbiety, której Anna nie zna – zaraz dyskretnie się wycofuje, by niespodziewani [goście] czuli się swobodnie.

    «Nie myśl, że się rozmyśliłam lub że z niechęcią oddaję swój skarb Panu… – mówi Anna przez łzy – Ale moje serce… O, moje serce tak boli, moje stare serce, mające powrócić do bezdzietnej samotności… Gdybyś to czuła…»

    «Rozumiem to, moja Anno! Ale ty jesteś dobra i Bóg pocieszy cię w samotności! Maryja będzie prosić o pokój dla Swej mamy. Prawda?»

    Maryja głaszcze i całuje matczyne ręce, zbliżając je do twarzy, aby ją pogłaskały. Anna ściska w dłoniach tę małą twarzyczkę i całuje ją, całuje, nienasycona w całowaniu. Zachariasz wchodzi z pozdrowieniem: «Pokój Pana dla sprawiedliwych!».

    «Tak – odpowiada Joachim. – Proś o pokój, bo nasze serca drżą przed złożeniem daru jak ojcu Abrahamowi, gdy wspinał się na górę, a my nie mamy innej ofiary, żeby tę wykupić. Nie chcemy też tego, bo jesteśmy wierni Bogu. Jednakże cierpimy, Zachariaszu! Kapłanie Boży, zrozum nas i niech cię nie gorszy [nasze zachowanie]!»

    «Nigdy. Przeciwnie, wasza boleść – która umie nie wykraczać poza to, co dozwolone, i nie prowadzi was do niewierności – jest dla mnie szkołą miłości do Przedwiecznego. Ufajcie! Prorokini Anna zajmie się z serdeczną troskliwością kwiatem Aarona i Dawida. W tej chwili Maryja będzie jedyną lilią świętego rodu Dawida w Świątyni. Będą Jej strzec jak królewskiej perły. Czasy dobiegają kresu. Matki z tego rodu powinny więc bardziej troszczyć się o poświęcenie córek dla Świątyni, bo z dziewicy z rodu Dawida wyjdzie Mesjasz. Wiara jednak upada i dlatego miejsca przeznaczone dla dziewic są puste. Jest ich zbyt mało w Świątyni. A z królewskiego pokolenia nie ma żadnej, odkąd przed trzema laty Sara, córka Elizeusza, wyszła za mąż. To prawda, że brakuje jeszcze trzydziestu lat do wyznaczonego czasu, lecz… No cóż, miejmy nadzieję, że Maryja będzie pierwszą z licznych dziewic dawidowych, [które przybędą czuwać] przed Świętą Zasłoną. No i… Kto wie…»

    Zachariasz nie mówi nic więcej, tylko przygląda się Maryi w zamyśleniu. Potem dodaje:

    «Ja też będę nad Nią czuwał. Jestem kapłanem i mam [w Świątyni] swoją władzę. Wykorzystam ją dla tego aniołka. Elżbieta będzie Ją często odwiedzać…»

    «Tak! Oczywiście! Tak bardzo potrzebuję [pomocy] Boga. Będę prosić to Dziecko, by przekazało Przedwiecznemu [moją prośbę].»

    Anna nabrała otuchy.

    Elżbieta, chcąc ją jeszcze bardziej podnieść na duchu, pyta:

    «To twój ślubny welon? A może utkałaś go z nowego batystu?»

    «To mój welon. Poświęcam go Panu wraz z Nią. Nie mam już dobrego wzroku… Nasz majątek też bardzo się zmniejszył przez podatki i niepowodzenia… Nie mogłam robić większych wydatków. Przygotowałam tylko bogatą wyprawę na czas Jej pobytu w Domu Bożym i na potem… bo sądzę, że ja już nie będę Jej ubierać do ślubu… Chcę jednak, aby to ręka Jej mamy przystroiła Ją do ślubu, utkała len i szaty panny młodej, choć wtedy będzie już zimna i bezwładna.»

    «O, dlaczego tak myślisz?» [– pyta Elżbieta.]

    «Jestem stara, kuzynko. Nigdy nie odczuwałam tego tak wyraźnie, jak pod ciężarem obecnego cierpienia. Oddałam temu kwiatkowi ostatnie siły mojego życia, by Ją nosić i wykarmić! A teraz… teraz… cierpienie z powodu Jej utraty odbiera mi resztę sił!»

    «Nie mów tak przy Joachimie!»

    «Masz słuszność. Będę żyła dla mojego małżonka.»

    Joachim zdaje się nie słyszeć, jest bowiem zajęty rozmową z Zachariaszem. Usłyszał jednak. Wzdycha i znów ma oczy pełne łez.

    «Jest czas między tercją a sekstą. Myślę, że pora już iść.»

    Wszyscy wstają, by nałożyć płaszcze i wyruszyć w drogę. Jednak przed ich wyjściem Maryja klęka w progu z wyciągniętymi ramionami – jak malutki, błagający cherubin – i prosi:

    «Ojcze! Matko! Wasze błogosławieństwo!»

    Nie płacze, mała dzielna. Jej maleńkie usta drżą jednak i głos łamie się, z powodu powstrzymywanego łkania. Bardziej niż zwykle przypomina żałosny, drżący głos turkawki. Jej twarz jest pobladła, a oczy mają strapiony wyraz, pełen smutnego poddania się. Jeszcze mocniejsze będzie ono wtedy, gdy ujrzę Ją na Kalwarii i przy Grobie. Wtedy nie będzie można na Nią patrzeć bez głębokiego bólu.

    Rodzice błogosławią Ją i całują, jeden, dwa, dziesięć razy… Nie mogą przestać… Elżbieta płacze cicho. Nawet Zachariasz jest niezmiernie wzruszony, choć nie chce tego okazać.

    Wychodzą. Maryja jak przedtem – pomiędzy ojcem i matką. Z przodu idzie Zachariasz z małżonką. Już są w obrębie Świątyni.

    «Pójdę do Najwyższego Kapłana, a wy tymczasem idźcie na Wielki Dziedziniec.»

    Przechodzą przez trzy dziedzińce i przez trzy łączące je przedsionki. Już są u stóp szerokiego, uwieńczonego złotem, marmurowego sześcianu. Każda z kopuł podobna jest do połowy wielkiej pomarańczy. Błyszczą one w słońcu, które teraz, w południe, pada prostopadle na obszerny dziedziniec, otoczony majestatycznymi budowlami i oświetla rozległą, szeroką przestrzeń oraz potężne schody, prowadzące do Świątyni. Tylko portyk u szczytu schodów jest w cieniu na całej długości fasady. Najwyższe zaś drzwi, z brązu i złota, wydają się ciemniejsze i wspanialsze, przez kontrast z tak wielką, otaczającą je jasnością.

    Stojąca w silnym słońcu Maryja wydaje się bielsza niż śnieg. Znajduje się u stóp schodów, pomiędzy ojcem i matką. Jak mocno muszą bić serca tym trojgu! Elżbieta stoi przy Annie, nieco w tyle, o pół kroku za nią. Na srebrzysty głos trąby wielkie wrota obracają się na osi zawieszenia. Gdy toczą się na kulach z brązu, wydają dźwięk podobny do cytry.

    Ukazuje się wnętrze Świątyni z zawieszonymi w głębi lampami. Widać wyłaniający się, majestatyczny orszak, który posuwa się wolno ku drzwiom. Towarzyszą mu dźwięki srebrnych trąbek, obłoki kadzideł i światła. Już są na progu. Na przedzie stoi zapewne Najwyższy Kapłan – starzec w uroczystych szatach z cieniutkiego lnu. Na nich ma krótką, też lnianą tunikę, a na wierzchu – jeszcze jakby bardzo kolorowy ornat lub szatę, jak u diakona. Czerwień i złoto, fiolet i biel mieszają się ze sobą i błyszczą w słońcu jak klejnoty. Dwa prawdziwe klejnoty błyszczą silnie na jego ramionach. Być może są to klamry w kosztownej oprawie. Na piersiach iskrzy się klejnotami płytka zawieszona na złotym łańcuchu. Różne wisiory i ozdoby lśnią na kraju krótkiej tuniki, a złoto rozświetla mu czoło i czubek głowy. Przypomina mi to okrycie głowy duchownych prawosławnych: mitra zaokrąglona, nie tak spiczasta jak u katolików. Wspaniała osobistość zbliża się do krawędzi schodów. Skąpany teraz w złotych promieniach słońca [Arcykapłan] wygląda jeszcze uroczyściej. Pozostałe osoby ustawiają się przed drzwiami i czekają w cieniu portyku. Z lewej strony stoi grupa młodych dziewcząt w białych szatach razem z prorokinią Anną i innymi starszymi niewiastami, zapewne nauczycielkami.

    Najwyższy Kapłan patrzy na Dziecko i uśmiecha się. Musi wydawać się bardzo mała u stóp schodów, godnych egipskiej świątyni! Kapłan unosi ramiona ku niebu, modląc się. Wszyscy chylą głowy, jakby uniżeni majestatem Kapłana zjednoczonego z Odwiecznym Majestatem. Potem daje znak Maryi, która opuszcza matkę i ojca i pnie się po schodach jak urzeczona. Uśmiecha się. Uśmiecha się do mroku Świątyni, gdzie wisi drogocenna Zasłona… Jest już na szczycie schodów, u stóp Najwyższego Kapłana, który kładzie Jej obie ręce na głowie. Ofiara została przyjęta. Czy kiedykolwiek Świątynia posiadała czystszą hostię?

    Potem [Kapłan] odwraca się, kładzie rękę na ramieniu Maryi, prowadząc jakby na ołtarz tę Owieczkę bez skazy i podchodzi do bram Świątyni. Przed wejściem zatrzymuje się jednak i zadaje pytanie:

    «Maryjo z rodu Dawida, czy takie jest Twoje życzenie?»

    Słysząc w odpowiedzi dźwięczne: “tak” – woła:

    «Więc wejdź. Krocz w mojej obecności i bądź doskonała.»

    I Maryja wchodzi, ogarnia Ją mrok. Za nią – grupa dziewic i nauczycielek, następnie grupa lewitów, którzy zasłaniają Ją coraz bardziej i oddzielają… Już Jej nie ma… Teraz drzwi obracają się na osi zawieszenia, wydając dźwięczny odgłos. Otwór staje się coraz węższy. Widać, jak orszak kieruje się w stronę [miejsca] Świętego. Pozostała tylko szpara – i już nic. [Drzwi] się zamknęły.

    Ostatniemu akordowi dźwięcznych zawiasów towarzyszy łkanie dwojga starców i ich wspólne wołanie: «Maryjo! Córko!»

    A potem dwa jęki splatają się z sobą:

    «Anno!»

    «Joachimie!»

    I kończą słowami: «Oddajmy chwałę Panu, który przyjmuje Ją do Swego Domu i wprowadza na Swoją drogę.»

    I tak wszystko się kończy.

  14. Krzysztof said

    19. JÓZEF ZOSTAJE WYZNACZONY NA MAŁŻONKA DZIEWICY

    (por. Mt 1,18; Łk 1,26-27)

    Napisane 4 września 1944. A, 3538-3548

    Widzę bogato wyposażoną salę, ze ścianami obitymi tkaniną, z dywanami i intarsjowanymi meblami. Musi być częścią Świątyni, gdyż znajdują się tam kapłani, a pośród nich Zachariasz i wielu mężczyzn w wieku od dwudziestu do około pięćdziesięciu lat. Rozmawiają po cichu, lecz z ożywieniem. Sprawiają wrażenie niespokojnych z jakiegoś powodu, którego nie znam. Wszyscy są odświętnie ubrani, w nowe lub co najmniej bardzo odświeżone szaty – tak jakby przybyli na święto. Wielu pozdejmowało płócienne nakrycia głowy. Niektórzy nadal je mają, szczególnie starsi. Młodsi natomiast pokazują odkryte głowy: jedni – blondyni; inni – bruneci; kilku – czarnych i tylko jeden – miedzianorudy. Włosy mają przeważnie krótkie, niektórym zaś spadają one na ramiona. Mężczyźni wydają się nie znać wzajemnie, przyglądają się bowiem sobie z zaciekawieniem. Łączy ich jednak w widoczny sposób to, że nurtuje ich ta sama myśl.

    W kącie dostrzegam Józefa. Rozmawia z jakimś czerstwym starcem. Józef ma około trzydziestu lat. Jest pięknym mężczyzną o dość gęstych, krótko przyciętych włosach, tak samo brązowych jak wąsy i broda, która otacza ładny podbródek. Policzki zarastają na kolor lekko rdzawy, a nie na oliwkowy, jak zwykle u brunetów. Ma ciemne dobre oczy, głębokie i bardzo poważne, jakby nieco smutne. Kiedy się jednak uśmiecha – jak w tej chwili – znać w nich młodość i radość. Ma na sobie jednolitą jasnobrązową szatę, prostą, lecz bardzo schludną.

    Wchodzi grupa młodych lewitów i ustawia się rzędem pomiędzy drzwiami a długim wąskim stołem, stojącym pod ścianą. Za stołem, w środku tej ściany, znajdują się otwarte na oścież drzwi, zasłonięte tkaniną, zwisającą dwadzieścia centymetrów nad ziemią.

    Zaciekawienie zgromadzonych wzrasta. Wzmaga się jeszcze bardziej, gdy czyjaś ręka odchyla zasłonę, by zrobić przejście dla jakiegoś lewity. Trzyma on oburącz pęk suchych gałęzi z ułożoną ostrożnie na wierzchu jedną kwitnącą gałązką. Jest ona pokryta delikatnymi strzępkami białych, ledwie zaróżowionych płatków. Różowy kolor promieniuje na nich od wewnątrz kwiatu, blednąc u krańca delikatnych płatków. Lewita kładzie wiązankę na stole bardzo ostrożnie, aby nie uszkodzić gałęzi, która cudownie rozkwitła pośród suchej reszty.

    Szmer głosów w sali. Wyciągają się szyje, oczy patrzą uważnie na ucięte gałęzie. Także Zachariasz i najbliżej stojący przy stole kapłani usiłują coś zobaczyć. Nic nie widać. Józef ze swego kąta zaledwie rzuca okiem na pęk gałązek. Jego rozmówca coś do niego mówi, ale on mu zaprzecza głową, jakby chciał rzec: “Niemożliwe!” – i uśmiecha się.

    Zza zasłony słychać dźwięk trąbki. Zapada cisza. Wszyscy – stając w równym szeregu – zwracają się w stronę zasłoniętego za stołem wejścia. Ktoś odsuwa zawieszoną na pierścieniach kotarę. Wchodzi uroczyście Arcykapłan w otoczeniu Starszych. Wszyscy obecni chylą się w głębokim ukłonie. Arcykapłan zatrzymuje się przed stołem i przemawia stojąc:

    «Mężowie z rodu Dawida! Przybyliście tu na moje wezwanie, słuchajcie więc! Pan przemówił i Jemu niech będzie chwała! Promień światła zstąpił z Jego Chwały, jak wiosenne słońce, i obdarzył życiem tę suchą gałąź. Rozkwitła w cudowny sposób, chociaż w tej chwili nie kwitnie żadna gałąź na ziemi. Stało się to ostatniego dnia Święta Świateł, gdy na Judejskiej wyżynie nie stopniały jeszcze śniegi. Jest to jedyna biel między Syjonem a Betanią. Tak Bóg przemówił, czyniąc się ojcem i opiekunem Dziewicy z rodu Dawida, mającej wyłącznie Jego za obrońcę. Ta święta Dzieweczka jest chwałą Świątyni i Swego rodu. Zasłużyła, żeby głos Boga dał Jej poznać imię małżonka, który jest miły Przedwiecznemu. Zaiste, wybraniec Pana, który ma stać się opiekunem tak Mu drogiej Dziewicy, musi być sprawiedliwy. To łagodzi nasz smutek z powodu Jej utraty i usuwa wszelką troskę o Jej los małżonki. Wskazanemu przez Boga oddajemy z pełnym zaufaniem Dziewicę, na której spoczywa błogosławieństwo Boże i nasze. Imię małżonka brzmi: Józef, syn Jakuba z Betlejem, z pokolenia Dawida, cieśla z Nazaretu w Galilei. Józefie, podejdź. Nakazuje ci to Najwyższy Kapłan.»

    Wielkie poruszenie. Odwracają się głowy, oczy, ręce – wyrażając zawód lub zadowolenie. Szczególnie cieszą się starsi, że los ich oszczędził. Józef podchodzi, czerwony i onieśmielony. Stoi przed stołem, naprzeciw Arcykapłana, i ze czcią go pozdrawia.

    «Zbliżcie się wszyscy i spójrzcie na imię zapisane na gałązce. Niech każdy weźmie własną gałąź i upewni się, iż nie został oszukany.»

    Mężowie są posłuszni. Oglądają trzymaną ostrożnie przez Najwyższego Kapłana rozkwitłą gałązkę. Potem każdy bierze swoją. Jedni zaraz ją łamią, inni – zachowują. Wszyscy przypatrują się Józefowi, jedni w milczeniu, inni – składając życzenia. Staruszek, który rozmawiał z nim wcześniej, mówi:

    «Czy ci tego nie powiedziałem, Józefie? Wygrywa ten, kto jest najmniej pewny swego.»

    Teraz przeszli już wszyscy. Najwyższy Kapłan podaje Józefowi kwitnącą gałązkę i – kładąc mu rękę na ramieniu – mówi:

    «Jak ci wiadomo, Małżonka, którą daje ci Bóg, nie jest bogata, ale posiada wszelkie cnoty. Stawaj się coraz bardziej Jej godny. Nie ma w Izraelu czystszego i piękniejszego Kwiatu. A teraz odejdźcie już wszyscy. Niech zostanie tylko Józef. A ty, Zachariaszu, jako krewny, przyprowadź Oblubienicę.»

    Wszyscy wychodzą. Pozostaje Najwyższy Kapłan z Józefem. Drzwi zakryto zasłoną. Józef stoi w wielkim uniżeniu przed majestatem Kapłana. Chwila ciszy, po czym odzywa się Arcykapłan:

    «Maryja musi ci powiedzieć o Swoim ślubowaniu. Pomóż Jej nieśmiałości! Bądź dobry, jak Ona jest dobra.»

    «Będę Jej służył ze wszystkich sił. Żadne poświęcenie dla Niej nie będzie mi zbytnio ciążyło. Bądź tego pewien.»

    Wchodzi Maryja z Zachariaszem i Anną, córką Fanuela.

    «Zbliż się, Maryjo – mówi Arcykapłan. – Oto małżonek wyznaczony Ci przez Boga. To Józef z Nazaretu. Powrócisz więc do Swego miasta. Teraz zostawiam was samych. Niech Bóg was błogosławi. Niech was strzeże i błogosławi Pan. Niech wam zawsze okazuje Swoje oblicze i litość. Niech zwróci ku wam Swoją Twarz i niech was darzy pokojem.»

    Zachariasz wychodzi, odprowadzając Arcykapłana. Anna składa życzenia małżonkowi i też wychodzi.

    Oblubieńcy stoją naprzeciw siebie. Maryja, zapłoniona, spuściła głowę. Józef – także trochę zarumieniony – przygląda się Jej i szuka słów, by rozpocząć rozmowę. Wreszcie znajduje je i mówi, rozpromieniony uśmiechem:

    «Witaj, Maryjo. Widziałem Cię już, gdy byłaś kilkudniowym niemowlęciem… Byłem przyjacielem Twego ojca. A mały Alfeusz, który tak bardzo kochał Twoją matkę, to krewny mojego brata. On był jej małym przyjacielem. Teraz ma osiemnaście lat, a przed Twoim narodzeniem był zaledwie małym chłopcem, który osładzał smutek Twojej matki, bo niezmiernie go kochała. Nie znasz nas, bo przybyłaś tu [do Świątyni] jako dziecko. Wszyscy jednak w Nazarecie kochają Cię, myślą i mówią o małej Maryi, córce Joachima, której narodziny były cudem Pana uczynionym dla bezpłodnej… Ja też pamiętam wieczór, kiedy się urodziłaś. Wszyscy go pamiętają z powodu wielkiego deszczu, który ocalił zbiory, a przy tym nic nie ucierpiało w czasie nawałnicy. Piorun nie uszkodził nawet źdźbła polnego wrzosu. Burza zakończyła się wielką i piękną tęczą, jakiej nikt dotąd nie widział. A poza tym… któż nie pamięta radości Joachima? Kołysał Cię pokazując sąsiadom, jakbyś była kwiatem przybyłym z Niebios. Zachwycał się Tobą i chciał, by Cię wszyscy podziwiali. Stary, szczęśliwy ojciec umarł, mówiąc o swej tak pięknej i dobrej Maryi, której słowa były pełne wdzięku i mądrości… Miał rację zachwycając się Tobą i mówiąc, że nie ma piękniejszej od Ciebie! A Twoja matka? Napełniała śpiewem cały zakątek, w którym stał wasz dom. Gdy Cię nosiła i karmiła, była jak skowronek wiosną. Ja zrobiłem Ci kołyskę, całą ozdobioną rzeźbionymi różami, bo takiej pragnęła Twoja matka. Może jest ona jeszcze w waszym zamkniętym domu… Jestem starszy [od Ciebie], Maryjo! Gdy się urodziłaś, wykonywałem pierwsze prace, już wtedy pracowałem… Kto by powiedział, że będę Cię miał za małżonkę! Może w większej radości umieraliby Twoi [rodzice], bo przyjaźniliśmy się. Pochowałem Twojego ojca, płacząc ze ściśniętym sercem, bo zawsze był dla mnie dobrym nauczycielem życia.»

    Maryja bardzo wolno unosi twarz. Słowa Józefa dodają Jej coraz więcej pewności. Gdy mówi o kołysce, ma nawet cień uśmiechu na twarzy, a kiedy opowiada o ojcu, wyciąga do Józefa rękę mówiąc:

    «Dziękuję, Józefie!»

    Jest to dziękuję pełne słodyczy, nieśmiałe… Józef bierze w krótkie i mocne dłonie cieśli małą jaśminową rączkę, głaszcze ją czule, nie przestając zapewniać o swym oddaniu. Może oczekuje od Niej innych słów, lecz Maryja znowu milczy. [Józef] mówi więc dalej:

    «Wiesz, dom ocalał, oprócz jednej strony, która została zburzona na rozkaz Konsula, gdy ze ścieżki robiono drogę dostępną dla rzymskich wozów. Ale pola… to, co pozostało… bo wiesz, że choroba Twego ojca uszczupliła znaczną część Twych posiadłości i są teraz nieco zaniedbane. Od przeszło trzech lat drzewa i winorośle nie są przycięte. Stwardniała ziemia leży odłogiem. Pozostały jednak drzewa, które widziały Cię maleńką. Jeśli pozwolisz, zaraz się wszystkim zajmę.»

    «Dziękuję, Józefie. Ale masz swoją pracę…»

    «Będę pracować w Twoim ogrodzie wcześnie rano i wieczorem. Teraz dzień staje się coraz dłuższy. Chcę, by na wiosnę wszystko było uporządkowane, dla Twojej radości. Popatrz, to jest gałąź migdałowca, który rośnie przy domu. Zerwałem ją… Można swobodnie wchodzić do Twojego ogrodu, bo ogrodzenie jest zwalone. Ale teraz naprawię je. Będzie solidne i mocne. Chciałem zerwać tę gałąź na wypadek, gdyby los padł na mnie. Nie spodziewałem się tego, bo jestem nazirejczykiem i nie pragnę małżeństwa. Okazałem jednak posłuszeństwo nakazowi Kapłana. Zerwałem tę gałąź myśląc, że zrobię Ci przyjemność przynosząc kwiat z Twego ogrodu. Weź ją, Maryjo. Wraz z nią daję Ci serce, które dotąd kwitło tylko dla Pana. Teraz kwitnie także i dla Ciebie, Oblubienico moja.»

    Maryja przyjmuje gałąź, jest wzruszona i patrzy na Józefa pewniej, a Jej twarz coraz bardziej się rozpromienia. Czuje się pewniejsza. Zwłaszcza wtedy, kiedy mówi: “Jestem nazirejczykiem”, Jej twarz już się całkiem rozjaśnia i nabiera odwagi:

    «Ja także cała należę do Boga, Józefie. Nie wiem, czy Najwyższy Kapłan ci o tym powiedział… »

    «Powiedział mi tylko, że jesteś dobra i czysta, że mi powiesz o Swym ślubowaniu, że mam być dobry dla Ciebie. Mów więc, Maryjo. Twój Józef pragnie Cię uszczęśliwić, [spełniając] każde Twoje pragnienie. Nie kocham Cię ciałem. Miłuję Cię moim duchem, święte dziecko dane mi przez Boga! Dostrzegaj we mnie nie tylko oblubieńca, ale ojca i brata. Powierz mi się jak ojcu, zaufaj jak bratu.»

    «Już jako dziecko poświęciłam się Panu. Wiem, że nie ma takiego zwyczaju w Izraelu. Słyszałam jednak głos, który dopominał się, żebym dla [przyśpieszenia] przyjścia Mesjasza złożyła w ofierze miłości Moje dziewictwo. Od tak dawna Izrael Go oczekuje… Nie jest zbyt wielką ofiarą wyrzeczenie się w tym celu radości macierzyństwa…»

    Józef przygląda się bacznie Maryi, jak gdyby chciał czytać w Jej sercu. Potem, ujmując Ją za ręce, w których wciąż trzyma kwitnącą gałąź, mówi:

    «Połączę moją ofiarę z Twoją i przez naszą czystość okażemy Przedwiecznemu tak wielką miłość, iż ześle wcześniej Zbawiciela ziemi i pozwoli nam ujrzeć Jego Światło oświecające świat. Chodź, Maryjo, pójdziemy razem do Jego Domu, żeby przysiąc taką miłość, jaką miłują się aniołowie. Potem wrócę do Nazaretu i przygotuję wszystko dla Ciebie – w Twoim domu, jeśli chcesz w nim zamieszkać. Jeśli jednak wolisz, to przygotuję dom gdzie indziej.»

    «W Moim domu… Była grota w głębi… Czy jest tam jeszcze?»

    «Jest, ale nie należy już do Ciebie… Zrobię Ci inną, spokojną i chłodną, gdzie znajdziesz wytchnienie i spokój w godzinach upału. Postaram się, żeby była taka sama. Powiedz, kogo byś chciała mieć do towarzystwa?»

    «Nikogo. Nie boję się. Matka Alfeusza, która Mnie odwiedzała, będzie Mi trochę towarzyszyć za dnia. Nocą wolę być sama. Nic złego nie może Mi się przydarzyć.»

    «I masz teraz mnie… Kiedy mam po Ciebie przyjechać?»

    «Kiedy zechcesz, Józefie.»

    «W takim razie przyjadę, gdy dom będzie uporządkowany. Nie zmienię niczego. Chcę, żebyś odnalazła go w takim stanie, w jakim zostawiła go Twoja matka. Pragnę tylko, żeby był słoneczny i czysty, żeby przywitał Cię radośnie. Chodź, Maryjo, pójdziemy powiedzieć Najwyższemu, że Go wielbimy.»

    Nie widzę niczego więcej. W sercu pozostaje mi odczuwane przez Maryję poczucie bezpieczeństwa.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: