Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Mowa nienawiści?

Posted by Dzieckonmp w dniu 18 grudnia 2012


Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Ostatnio pojawiło się sformułowanie „mowa nienawiści”. Skąd się ono wzięło, co oznacza i w jakim celu jest stosowane? Czy to sformułowanie, na pierwszy rzut oka bardzo słuszne, nie jest jednak jeszcze jedną intelektualną i moralną deprawacją liberalistyczną?

Forma prawnicza

W kodeksie karnym jest art. 256 par. 1 penalizujący publiczne nawoływanie do nienawiści: „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch”.

Tymczasem PO zgłasza w listopadzie 2012 r. projekt nowelizacji tego artykułu w następującym brzmieniu: „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, społecznej, naturalnych lub nabytych cech osobistych lub przekonań, albo z tego powodu grupę osób lub osobę znieważa, podlega karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch”.

Z interpretacji

Trzeba z góry zauważyć, że zarówno tekst pierwotny, jak i nowelizacja są zredagowane raczej w języku medialnym i propagandowym, a nie prawniczym, i posługują się pojęciami w istocie rzeczy mętnymi. Już na samym początku jest zakryty totalitaryzm marksistowski. Jak rozumieć „nienawiść na tle różnic”, a także „nienawiść z powodu przynależności”? Co znaczy „przynależność do przekonań” lub do „nabytych cech osobistych”? Poza tym czy „mowa nienawiści” różni się od ostrej krytyki? Nie ma o tym mowy.

Ale zajmijmy się, choćby pokrótce, sprawami najważniejszymi! Wydaje się, że ogólnie chodzi w nowelizacji o obronę PO przed krytyką i utratą władzy, o jeszcze dalsze zepchnięcie na bok ludzi publicznie religijnych i patriotycznych oraz o pełniejsze wprowadzenie ideologii lewicowej i liberalistycznej.

Jest charakterystyczne, że w nowelizacji mają zostać opuszczone słowa o różnicach „wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość”. Niewątpliwie teraz chodzi o to, by wolno było bezkarnie nawoływać do nienawiści do religii, Kościoła, etyki ewangelicznej, ludzi publicznie religijnych, natomiast karalność krytyki „bezwyznaniowców” ma być zachowana w zakazie krytyki „z powodu przekonań”, czyli po prostu nie będzie wolno zwalczać nawet w dyskusji niewierzących, ateistów, agnostyków, masonów i ludzi nieprzyznających się do żadnego Kościoła. Krótko mówiąc, będzie można zwalczać religię bezkarnie wszelkim słowem, a nie wolno będzie otwarcie krytykować ateizmu.

Bardzo podstępne i tylko pozornie mętne są słowa dodane przez nowelę do tekstu dawnego, a mianowicie: (Kto nawołuje do nienawiści wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności…) „politycznej, społecznej, naturalnych lub nabytych cech osobistych lub przekonań, albo z tego powodu grupę osób lub osobę znieważa…”. A więc po kolei:

Może być karany ktoś, kto ostro atakuje jakąś osobę za jej postępowanie, a ona należy do orientacji ateistycznej.

Nie może być ktoś bezkarnie krytykowany za „przynależność polityczną”, np. do PZPR, do partii niszczącej kraj, do partii antyreligijnej, do partii zdrady narodowej, do Ruchu Palikota itp.

Nie może być atakowana ani jednostka, ani grupa za jej przynależność „społeczną”, co może implikować także, iż nie wolno oceniać negatywnie różnych teorii, kierunków i szkół społecznych, jak marksizm, liberalizm, ateizm społeczny czy nihilizm.

Bardzo mętny, ale i podstępny jest zakaz negatywnego wypowiadania się o osobie lub grupie z powodu przynależności do „naturalnych lub nabytych cech osobistych”. Chodzi tu niewątpliwie o ochronę, równouprawnienie, a nawet wyniesienie na plan pierwszy homoseksualistów, transwestytów, osobowości prowokacyjnych, odmieńców moralnych i innych. Autorom nowelizacji chodzi przede wszystkim o to, by Kościół i klasyczny ogół wszystko to tolerowali, ale i uznali w Polsce. Prawdopodobnie będzie to jeden z warunków otrzymania z UE pomocy materialnej.

Jeszcze bardziej podstępne jest żądanie ochrony z powodu przynależności do „przekonań”. Jest to sformułowanie absolutnie liberalistyczne, skrajnie indywidualistyczne i antyreligijne. Jest to zakaz negatywnego wypowiadania się nie tylko o ateistach, bezwyznaniowcach czy masonach, ale przede wszystkim o ludziach wszelkich przekonań, a więc i o buntownikach i niszczycielach życia religijnego, społecznego, moralnego, kulturalnego, narodowego, patriotycznego. Jest to też zakaz głoszenia Ewangelii, formowania postaw, wychowywania, upominania, karcenia, kształcenia, podawania prawd humanistycznych itp. – jeśli jest to wbrew przekonaniom odnośnej osoby lub grupy osób. Tak idiotycznego sformułowania jeszcze w całej historii świata nie było (por. Human Rights. Ed. M. Zubik, J. Zajadło, Warsaw 3 t. 2008).

Całą sprawę komplikuje jeszcze i to, że PO nie chodzi o jakieś wielkie „nawoływanie do nienawiści”, ale już o same „słowa nienawiści”, o „mowę nienawiści”. Według nowelizacji zatem nie wolno byłoby używać już samych słów o brzmieniu negatywnym i krytycznym. Prosto mówiąc, nie można będzie nazywać aborcjonisty zabójcą dziecka, homoseksualisty – homoseksualistą, zabójcy – zabójcą, zdrajcy – zdrajcą, a nawet czynić odniesień do narodowości i ras, np. określając Żyda – Żydem, Murzyna – Murzynem itp. Ale co ciekawsze: nie wolno by było tak mówić ludziom z prawicy, Polakom, katolikom o ludziach z lewicy, o apatrydach i ateistach, totalnych czy tylko publicznych, ci drudzy natomiast mogą używać określeń negatywnych o prawicowcach, patriotach, katolikach, co też się już dzieje w Sejmie, w mediach i w mowie władzy.

Z takimi niedopuszczalnymi celami nowelizacji zdradził się min. Michał Boni, który zwrócił się do Kościoła katolickiego, by ten właśnie przeciwstawił się „mowie nienawiści i wszelkim objawom nietolerancji”. Akurat jest to typowa „mowa nienawiści” w stosunku do Kościoła. Co ona oznacza?

1. Chodzi o to, by hierarchia i katolicy świeccy nie krytykowali PO i rządu, a także polityków, urzędników państwowych i wszystkich partii, także niemoralnych. Minister dodał później wprost, że do mowy nienawiści należą „kazania, gdzie padają słowa deprecjonujące polski rząd”. U podstaw tego jest założenie, że Kościół nie może w ogóle zabierać głosu w sprawach polityki, państwa i rządu, nawet w aspekcie moralności. A więc „mówcami nienawiści” w Polsce – patrząc wstecz – byli: ks. Piotra Skarga, Romuald Traugutt, św. Andrzej Bobola, św. Jozafat Kuncewicz, ks. kard. Stefan Wyszyński, bł. ks. Jerzy Popiełuszko, bł. Jan Paweł II i liczni inni, którzy krytykowali i krytykują czynniki rządowe.

2. W tej wypowiedzi kryje się zapewne też wezwanie Kościoła do pełnej tolerancji wewnętrznej wobec ateistów, odszczepieńców, łamiących Dekalog, ciężkich grzeszników, reformatorów, ludzi mieszających wiarę i doktrynę katolicką z amoralną ideologią unijną i w ogóle ludzi przyjmujących całą ideologię unijną, co miałoby rzekomo wyprowadzić społeczeństwo polskie z zacofania, izolacji i ksenofobii.

Co więcej – żeby paranoja była pełna – PO proponuje utworzyć specjalną radę, która zwalczałaby prawnie wszelką „mowę nienawiści”, a w jej skład mieliby wchodzić tylko ludzie PO, co też oznacza, że tylko PO nie posługuje się „mową nienawiści”. Tego już nie da się komentować.

Nienawiść

Trzeba zwrócić uwagę, że już i nasi ateiści, postmarksiści i liberałowie nie operują językiem religijnym i nie ma dla nich „zła” albo „dobra” moralnego w ścisłym znaczeniu, są tylko czyny zgodne z prawem stanowionym przez człowieka albo niezgodne i dlatego nienawiść jest dla nich absolutnie relatywistyczna. Może być nienawiść do dobra i miłość do zła. Tymczasem według chrześcijaństwa nie może być nienawiści do dobra ani miłości do zła, zwłaszcza moralnego. Oczywiście, Chrystus żąda zawsze miłości do samego człowieka, choćby popełniał zło, czyli może być nienawiść do zła tego człowieka, a jednocześnie miłość do człowieka. Dzisiejsi pseudomyśliciele tego nie rozróżniają i uważają, że jeśli się potępia ich złe czyny, to potępia się ich samych jako ludzi.

I dlatego niekiedy ci niemyślący ludzie gotowi są oskarżać samego Chrystusa o stosowanie „mowy nienawiści”, kiedy np. zarzucał swoim wrogom, że chcą Go zabić: „Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca” (J 8, 44), albo gdy karci za grzechy króla Heroda Antypasa: „Idźcie i powiedzcie temu lisowi” (Łk 13, 32). Prorok Amos wołał: „Miejcie w nienawiści zło, a miłujcie dobro” (Am 5, 15) i „Pan miłuje tych, co zła nienawidzą” (Ps 97, 10), co „nienawidzą kłamstwa” (Ps 119, 163). Tymczasem ludzie dzisiejszej obłędnej ideologii sekularystycznej raczej są gotowi miłować zło moralne, a nienawidzić dobra moralnego. Przed takimi przestrzega Pismo: „mają oni w nienawiści dobro” (Mi 3, 2), „nienawidzą własnego narodu” (l Mch 11, 21), a nawet „niektórzy nienawidzą samego Boga” (Ps 68, 2). I tu jest wyjaśnienie prześladowania chrześcijan: „I będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mojego imienia” (Mk 13, 13); „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że mnie pierwej znienawidził” (J 15, 18). A przecież nakaz miłowania każdego człowieka jest istotą całej nauki Chrystusa (por. Mk 12, 31-33; Mt 5, 43; 19, 19; 22, 39).

Trzeba nam zatem unikać czegoś więcej niż tylko słów nienawiści, trzeba dziś walczyć także z umysłowością nienawiści, z uczuciem nienawiści, postępkami nienawiści, postawami nienawiści, czynami i dziełami nienawiści, ideologią nienawiści, wychowaniem do nienawiści i z całą cywilizacją nienawiści. Trzeba natomiast nienawidzić tylko zła i grzechu.

Nienawiść w życiu i kulturze jest wielką, ale bardzo ciemną siłą perwersyjną. Pamiętam, jak politrucy sowieccy po wkroczeniu do Szczebrzeszyna w 1944 r. zarzucali nam, gimnazjalistom, że my, Polacy, nienawidzimy Związku Sowieckiego, Rosjan i „demokracji”, siebie natomiast przedstawiali jako wielkich przyjaciół, wyzwolicieli i twórców raju społecznego dobra. Zachodziliśmy w głowę, jak oni mogą tak myśleć, dlaczego są tacy nienormalni i oszukańczy. Znaliśmy już przecież zatajaną prawdę o Katyniu od partyzantów. A wkrótce zaczęliśmy też dyskutować, dlaczego tak znaczna część naszej inteligencji przyjęła poglądy sowieckie. Kontynuując: i dziś człowiek się dziwi, dlaczego większość inteligencji zaczyna przyjmować obłudną i antypolską ideologię postkomunistyczną i ateistyczno-liberalną.

Jest jakaś dziwna słabość u inteligencji, która żyje z garnuszka państwowego. Widać to już na historycznym przypadku starożytnej Grecji. Kiedy w roku 338 przed n.Chr. król macedoński Filip II, jeszcze na poły barbarzyński, podbił wielkie i dumne Ateny, to liczni jej arystokraci już za miesiąc utworzyli partię promacedońską. A jakie straszne jest zacietrzewienie partyjne, ukazuje dobrze zdarzenie wcześniejsze. Otóż kiedy toczyła się zażarta bitwa Ateńczyków z Persami pod Maratonem w roku 490 przed n.Chr. i Ateńczycy wygrywali, to żołnierze rodu Alkmeonidów, skłóconych z dowodzącym strategiem Miltiadesem, dawali ze wzgórza tarczami znaki Persom, by zaatakowali niebronione Ateny. A przecież wiedzieli, że gdyby Persowie zajęli miasto, to urządziliby tam wielką rzeź zgodnie z ówczesnymi prawami wojny. Szczęście, że Miltiades to zauważył.

Z kolei dziś bardzo łatwo mediom rządowym ogłupić całe społeczeństwo. Kiedy np. niedawno PO zaczęła rzucać coraz większe obelgi pod adresem PiS i dołączyli do niej inni, to sondaże wykazały, że 58 proc. uznało, iż najbardziej agresywne jest PiS, tylko 26 proc. – że PO, a zaledwie 2 proc. – że Ruch Palikota. Inna rzecz, że trudno pojąć, co się dzieje z sondażami w Polsce.

Niektóre czyny nienawiści publicznej

Mówiąc krótko, bardzo nas boli bezczelne pomawianie ludzi Kościoła o „mowę nienawiści”. Niestety, teza George’a Orwella w książce „Rok 1984”, że istotą systemu komunistycznego jest kłamstwo, odnosi się dziś coraz wyraźniej i do naszej pseudodemokracji i liberalizmu. Normalny człowiek nie dowierza swoim uszom, gdy słyszy ludzi niby wykształconych, że aborcja, zabijanie dzieci chorych, zabijanie embrionów podczas in vitro, eutanazja to są akty miłości, a Kościół, który zakazuje tych rzeczy, jest instytucją nienawiści do człowieka albo przynajmniej instytucją wstecznictwa. Dziczeją też wielkie organizacje. Przedstawicielka Komitetu Praw Dziecka przy ONZ Maria Herczog nakazuje wszystkim krajom zlikwidować „okna życia” rzekomo z miłości do tych porzuconych dzieci, choć bez „okna życia” raczej zginą. Tak to zanikają rozum społeczny i zasady moralne.

Jeszcze raz trzeba zauważyć, że istotnie rząd PO kieruje się zapowiadaną w roku 2007 miłością społeczną do ok. 95 proc. obywateli, gdy chce zamknąć usta Kościołowi i zniszczyć Telewizję Trwam, Radio Maryja i o. dr. Tadeusza Rydzyka, gdyż nie mówiąc kłamstw prorządowych, a starając się o prawdę, uprawiają „mowę nienawiści” do rządu. Czynami miłości są też zastraszanie przez policję ludzi udających się na pokojowy marsz w obronie głosu katolickiego społeczeństwa, pewne szykany na wzór tych, jakie stosowały milicja i SB przed pierwszą pielgrzymką Jana Pawła II do Ojczyzny, wobec niektórych ludzi w Warszawie, prowokowanie zamieszek przez przebranych policjantów w czasie pochodu 11 listopada, a wreszcie próby cenzurowania kazań. Wraca komuna, ale już ta sprzed Gierka. Już też szerzy się coraz bardziej pogarda wobec ludzi pracy fizycznej, robotników, chłopów, drobnych rzemieślników, a przede wszystkim wobec otwartych publicznie katolików. Rodzi się jakaś „arystokracja wyzwolonych z tradycji”, którzy zdają się powtarzać za Horacym z I w. przed n.Chr.: „Odi profanum vulgus et arceo” – „nienawidzę pospolitego motłochu i trzymam się od niego z dala”. Również apatrydzi (bezojczyźniani) wszelkiej maści gardzą patriotami według reguły Teodorosa z IV w. przed n.Chr., że „ojczyznę miłuje i umiera za nią tylko głupiec”. I podobnych zjawisk jest bardzo dużo.

Co się z Polakami stało? Przecież nie jesteśmy takimi idiotami ani zdegenerowanymi moralnie, a życie obecne robi się złe i bez sensu społecznego. Kto to sprawia? Może to również do Polski mówi Chrystus: „Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy! Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu” ( Mt 13, 18-19)?

Wielka analogia historyczna

Przypomina się tu teza krakowskiej szkoły historycznej z XIX i początku XX wieku, że Rzeczpospolitą zgubiły trzy wolności: liberum veto, liberum mentiri i liberum infamare – wolność wetowania kraju, wolność oszukiwania społeczeństwa i wolność zniesławiania. Niestety, coś takiego dzieje się i dziś, co niechybnie zapowiada wielki upadek. Liberum veto dziś to prawo niespołecznych jednostek do sprzeciwiania się ogółowi, jak jeden człowiek z KRRiT sprzeciwia się nielegalnie wielkim milionom obywateli katolików, przy czym najwyższe władze uważają ten czyn za „czysto demokratyczny”. Liberum mentiri to wolność bezczelnego oszukiwania całego Narodu przez media, dziwne grupki partyjne, a także często i przez władze. Liberum infamare czy criminari to wolność zniesławiania słabszych w życiu państwowym, oczerniania, bezczeszczenia świętości narodowych i hańbienia wszystkiego, co wysokowartościowe, polskie i katolickie – często na sposób doprawdy satanistyczny, jak robi to jedna z partii politycznych.

Tymczasem historia uczy, że nie ma innej takiej siły dla normowania, odradzania i rozwijania życia społecznego, państwowego, kulturalnego, moralnego i duchowego, jak religia, jak religie, jeśli tylko nie są one czysto hobbystyczne, prywatne lub abstrakcyjne, lecz nierozerwalnie związane z realnym społeczeństwem i z żywym narodem.

Źródło: naszdziennik.pl

 

Komentarzy 17 do “Mowa nienawiści?”

  1. młody said

    Tzw.mowę nienawiści uprawia tylko Komorowski Tusk i jego pieski z PO a takze SLD PSL RP i SP.Ostatnio byłem zmieszany słysząc kazanie ks.Natanka o tym że mamy szanować swojego prezydenta i premiera.Za tą wypowiedz ks.Natanek wiele u mnie stracił.Potrafi żle mówić o Kaczynskim a dobrze o PO-paprancach.Nie czaję tego i nie trawię.

    • ciekawski said

      Ja mam trochę nieprzyjaciół ale wiem, że Pan Jezus wymaga ode mnie, żebym ich wszystkich szanował. Ja wierzę, że dzięki modlitwom i po ostrzeżeniu wszyscy moi nieprzyjaciele odmienią się i będą blisko Boga. Kto wie może oni będą moimi kochanymi przyjaciółmi? Św. Paweł zanim się nawrócił był mordercą, przykładów jest mnóstwo.. Nie atakujmy, nie osądzajmy bo to nie chrześcijańskie. Osobiście bardzo nie trawie PO ale proszę Boga, żeby im przebaczył i ich odmienił. Wierzę w sprawiedliwość i wiem, że każdy odpokutuje to tak jak będzie chciał Bóg. Wyobraźcie sobie, że cały rząd się nawrócił; upada na kolana i prosi o przebaczenie. Oddają władzę w ramach pokuty i intronizują Pana Jezusa.. Było by pięknie i ile w tym miłości!! 😉 oki a teraz w ręce różaniec i do modlitwy. Do roboty przyjaciele!

      • młody said

        Szanować Komorowskiego Tuska i resztę tej bezbożnej hołoty?Przecież nie kto inny jak oni niszczą Polskę i nasze wartości nikogo nie słuchaja demokracje mają głebko w d… jak nikt inny.To oni są za związkami partnerskimi czyt.rówmież pedalskimi oraz za mordowaniem życia poczętego!Jezeli chcecie sobie ich szanować to wasze prawo.Ja nie zamierzam szanować tych ludzkich gnid.

      • bozena2 said

        Naprawdę popieram wypowiedź „Ciekawski” ja teraz mam sumienie oczywiście przepracowane przez wolę Boża .by z wielkim oddaniem modlić się za największego grzesznika i można powiedzieć w tym konkretnym przypadku- zwyrodnialca. Tego doświadczyłam przez ostatnie dni, kiedyś , kiedy już trochę będzie zapomniana ta głośna sprawa wyjawię wam więcej. Oddaje swą wolę Bogu codziennie i nie kieruje mną w każdym względzie moja wolna wola, dlatego tak nie po ludzku odczuwam.

        • szach said

          Miłość nieprzyjaciół nie polega na popieraniu zła! Miłujecie Tuska i jemu podobnych ? Módlcie się za nich ,ale nie przestawajcie z takimi ludźmi. Stare mądre przysłowie mówi-kto z kim przestaje,takim się staje. Milczeć na cudzy grzech ,to w nim współuczestniczyć. To właśnie z powodu miłości nieprzyjaciół ,należy ich uświadomić,że to co robią jest kary godne. Rozważmy lepiej słowa Pisma Św: Bodaj byś był albo zimny ,albo gorący. Skoro zaś jesteś letni,usunę cię z moich ust…
          Może tak w okresie adwentu mniej się martwmy o uczucia ludzi złych,a bardziej o tych ,którym oni wyrządzają krzywdę. Wydaje mi się,że przesiąknęli niektórzy tym lansowaniem na co dzień poglądem o wszelakich prawach oskarżonych, przy jednoczesnym pozbawieniu wszelkich praw osób pokrzywdzonych. Bierzmy przykład z postępowania świętych. Choćby św. Jana Chrzciciela, który za napominanie władcy oddał życie ,albo z naszego podwórka, św.Stanisława biskupa czy ks.Jerzego Popiełuszki. Kochać też trzeba umieć mądrze. Ja współczuję takiemu Tuskowi,Palikotowi czy Komorowskiemu i proszę Boga o miłosierdzie. Piekło jest zbyt straszne i wieczne,by życzyć komukolwiek ,by tam trafił. Ale to wszystko z mojej strony. Nie mam zamiaru zła nazywać dobrem i odwrotnie. A co z tymi, co nie widzą dobrze realiów ? Pozostawić ich w błogiej nieświadomości czy otwierać oczy na prawdę ? Przecież media tego nie powiedzą . Więc jak nie my ,katolicy, to kto ?

    • Optymista said

      Każdy człowiek póki żyje ma szansę u Boga

    • anna said

      PRZEDEWSZYSTKIM LEPIEJ SLUCHAJ I NIE ROB ZAMIESZANIA MLODY

  2. jowram said

    Uroczystości pogrzebowe ks. prof. Jerzego Bajdy
    Radio Maryja

    W Bochni w bazylice św. Mikołaja odbyły się uroczystości pogrzebowe ks. prałata prof. dr. hab. Jerzego Bajdy, teologa – moralisty z UKSW w Warszawie.

    http://www.radiomaryja.pl/kosciol/uroczystosci-pogrzebowe-ks-prof-jerzego-bajdy/

  3. Passiflora said

    Co oznaczało dla Boga stać się człowiekiem?

    Co oznaczało dla Boga stać się człowiekiem? Przypuśćmy, że bardzo martwi cię sposób, w jaki psy zachowują się w Waszyngtonie. Obszczekały listonosza, pogryzły mleczarza, nie dają się ułożyć. A ty kochasz psy. Postanawiasz więc wyjść ze swojego ciała i włożyć swój umysł do ciała psa. Oznaczałoby to, przede wszystkim, upokorzenie polegające na tym, że twój umysł dalece wykraczałby poza twój organizm. Miałbyś umysł, który może badać gwiazdy, lecz kierowałbyś się tylko głosem instynktu. Mógłbyś mówić, lecz poprzestałbyś na szczekaniu. Innym rodzajem upokorzenia byłoby spędzić resztę życia z psami – narzekającymi na to, że mają powyżej uszu hydrantów. A pod koniec odwróciłyby się one od ciebie i rozszarpały cię na strzępy. Jeśli trudnym zadaniem byłoby dla nas stać się psami po to, aby nauczyć psy, jak mają być dobre, czym było dla Boga stać się człowiekiem, upokorzyć się, dobrowolnie stać się zerem, a potem wziąć na siebie wszystkie nasze grzechy?

    Sługa Boży Arcybiskup Fulton J. Sheen

  4. KRYSTYNA said

    3 dobre wiadomości:

    http://sacerdoshyacinthus.wordpress.com/2012/12/17/swieta-przesada-nieodzowna/

    W Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej w Gietrzwałdzie jakiś czas temu w zrywie rewolucyjnym pod osłoną nocy usunięto balaski z prezbiterium. Nowy Ksiądz Proboszcz niedawno na nowo postawił tam balaski.

    10 lat temu kobieta w środowisku polonijnym zaczęła biegać po prezbiterium i pełnić funkcję lektorki, czytając Pismo Święte podczas Mszy Świętych. Kilka miesięcy temu podjęła decyzję o wycofaniu się.

    Kilka lat temu mężczyzna w Polsce został tzw. szafarzem nadzwyczajnym. Kilka dni temu zdradził mi swój szlachetny sekret: pytał, jakie konkretne kroki ma podjąć, aby się wycofać.

    Łaska Boża działa w sercach kapłanów i wiernych świeckich wzbudzając świętą bojaźń Bożą i poczucie niegodności wobec największej świętości – Najświętszego Sakramentu, Sanctissimum Sacramentum. Za wszystko Bogu niech będą dzięki.

    „Nie ma niebezpieczeństwa przesady w trosce o tę tajemnicę, gdyż «w tym Sakramencie zawiera się cała tajemnica naszego zbawienia»”.

    KRÓLUJ NAM CHRYSTE ! ! !

  5. Dawid said

    Mowa nienawiści: kto był pierwszy?

    Jerzy Szygiel

    Można odnieść wrażenie, że dyskusja na temat „mowy nienawiści” sprowadza się do ustalenia „kto był pierwszy?”, kto zaczął, która z naszych pięknych partii politycznych pierwsza raziła nią przeciwników itd. Zadałem sobie wtedy pytanie skąd w ogóle wziął się termin „mowa nienawiści” – czy to rzecz stosunkowo nowa, czy ktoś już ją wcześniej potępiał i miał na nią jakieś rady? Obróciłem się w kierunku mojej biblioteki i przypomniałem sobie. Termin wprowadzili do religii i literatury światowej starożytni Izraelici, jakieś dwa i pół tysiąca lat temu!

    Ano nie ma go w literaturze greckiej czy innym starym piśmiennictwie, tylko w Biblii. Czytam Księgę Psalmów, Psalm 109.* Termin wynalazł żydowski król Dawid, domniemamy autor niemal połowy owych pieśni. Skarżył się na przeciwników politycznych (już wtedy!): rozwarły się przeciw mnie usta występne i usta wiarołomne i mówią do mnie językiem kłamliwym. Osaczyli mnie mową nienawiści i nacierają na mnie bez przyczyny. Można powiedzieć, że jest to skarga uniwersalna, bo tak też skarżą się nasi politycy. Ale najważniejsze pytanie: co zrobić, by to przerwać?

    Król Dawid radzi posłużyć się prokuraturą i sądem! W owych czasach nikt nie słyszał o niezależności sądów, politykę karania za złe języki władza prowadziła jawnie i bezpośrednio – i tu też król daje jasną wskazówkę: Gdy [oskarżony] będzie sądzony, niechaj wyjdzie z wyrokiem skazującym. Z tym, że słowo „wyjdzie” należy tu rozumieć „nogami do przodu”. Zanim to się stanie, nienawistnika trzeba pozbawić stanowiska i niechaj lichwiarz nastawi sidło na jego majętność, by osiągnąć pożądany rezultat: niechaj się tułają jego dzieci i żebrzą i niechaj ich z własnych rumowisk wypędzą. I to jeszcze nie wszystko, jeśli zależy nam na skuteczności.

    Niechaj nikt nie ulituje się nad jego sierotami (…). Niechaj jego potomstwo będzie wytępione. Kara śmierci za mowę nienawiści powinna więc dotykać też dzieci obwinionego. Wynika to po części z charakterystycznego rozumienia prawa odwetu („ząb za ząb”) – jednego z najważniejszych praw judaizmu, zawartego w Starym Testamencie. Lektura Biblii jasno wskazuje, że starożytni Izraelici mówili „ząb za ząb”, ale pojmowali to inaczej, jeśli chodziło o porachunki polityczne: wówczas za ząb przeciwnik powinien zapłacić zębem, ręką, nogą i mózgiem na ścianie. Ponadto zemsta zawsze powinna spaść też na dzieci.

    Weźmy np. Psalm 137, w tej samej Księdze. Jak wiadomo, Izraelici po obrabowaniu Egiptu (Wj 12, 35) napadli na dzisiejszą Palestynę i okolice. Zdobywali miasta (cóż, Jahwe w swej mądrości wyznaczył im ziemię już zamieszkałą) mordując wszystkich mieszkańców z kobietami i dziećmi, jak im ich Bóg przykazał (obiecał nie tylko ziemię, ale i wszelkie dobra po wymordowanych). Pewnego dnia w końcu sami zostali zaatakowani, ale na szczęście napastnicy mieli innego Boga: dzięki temu Izraelici przeżyli. Skończyło się zesłaniem kilku tysięcy z żydowskich elit do zwycięskiego Babilonu, gdzie przez kilkadziesiąt lat niewoli doszli do wysokich stanowisk na dworze i zapoznali miejscowych z wynalazkiem lichwy, która znowu okazała się narzędziem sprawiedliwości.

    Psalm 137 („Nad rzekami Babilonu”) wyraża dwa uczucia: brak nastroju do śpiewania i tęsknotę za ojczyzną. Jaka ma być zemsta za ów stan? Szczęśliwy ten, który twoje [babilońskie] dzieci pochwyci i roztrzaska o skałę. Taka liryka nie była oczywiście przez Izraelitów odbierana jako „mowa nienawiści” – obsesja zemsty na dzieciach wrogów przebija z wielu stron Biblii Hebrajskiej (należącej do chrześcijańskiego Pisma Świętego). Oczywiście pojawił się Jezus, który próbował radykalnie zmienić żydowską moralność, ale wszyscy wiedzą, że zarzucono mu bluźnierstwo i oddano pod sąd, a Stary Testament, prawdziwa księga ultranacjonalizmu, dumy z masowych zbrodni i rabunku na gojach, stał się święty również dla tych ostatnich. Skoro już do tego paradoksu doszło, dlaczego nie skorzystać z boskich porad i nie wykorzenić w końcu „mowy nienawiści” do cna, z pełną nienawiścią? Przecie najważniejsze jest „kto był pierwszy?”, a kto pierwszy, ten lepszy. Po prostu czas wrócić do źródeł!

    *Wszystkie cytaty: Psałterz, tłum. Roman Brandstaetter, Pallottinum, Poznań 1968

  6. Dzieckonmp said

    13 grudnia 2012 r. pierwsze posiedzenie parlamentu Ukrainskiego po wyborach

  7. anna said

    BIJA SIE O KORYTO

  8. Pro Publico Bono said

    Pamiętajmy proszę o innych:
    http://karmimypsiaki.pl/pomagaj-codziennie
    http://www.okruszek.org.pl/
    http://www.pmiska.pl/
    http://www.pustypokoj.pl/pl/index.php

  9. Szydlo said

    Manifestacja poparcia dla prezydenta – Damaszek 12.10.2012 r.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: