Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Kiedy jest Boże Narodzenie

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 grudnia 2012


20121224_170227
Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata
i wyciągasz do niego ręce,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad,
które jak żelazna obręcz uciskają ludzi
w ich samotności,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei „więźniom”,
tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego,
moralnego i duchowego ubóstwa,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze,
jak bardzo znikome są twoje możliwości
i jak wielka jest twoja słabość,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg
pokochał innych przez ciebie,

Zawsze wtedy,
jest Boże Narodzenie.

Matka Teresa z Kalkuty

Wczoraj byłem na pasterce gdzie śpiewano tą kolędę. Nagranie telefonem komórkowym

Reklamy

Komentarzy 37 to “Kiedy jest Boże Narodzenie”

  1. Zamyślony said

    Tak niewiele kosztuje pomoc innym…

    http://www.czadowatablica.pl/

    “Jeśli teraz dam choćby małą sumę na misje, to będzie to mój wkład w wielkie dzieło. Mój udział w czymś dobrym. Nawet kiedy ja umrę, owoce tego będą trwać nadal, co będzie dla mnie źródłem radości. Afryka ma dzieci, ma przyrost naturalny, a więc ma przyszłość. Jeśli zainwestujemy w nich, będą zmieniać swoje społeczeństwo na lepsze. I może kiedyś nadejdą takie czasy, że do zniszczonej, nihilistycznej Europy przybędą misjonarze z Afryki i pomogą naszym prawnukom. Przyszłość zaczyna się dziś. Najlepsza inwestycja, to inwestycja w człowieka. Więcej radości jest w dawaniu, aniżeli w braniu.”

  2. Dawid said

    Co trzecia osoba w USA bezrobotna

    Dla ponad 100 milionów ludzi załamanie gospodarcze już dawno nastąpiło. Tymczasem kiedy ludzie na całym świecie (Grecja, Włochy, Hiszpania, Argentyna, Wielka Brytania) zmagają się z wysokim bezrobociem to ceny na towary i usługi wzrastają. Ludzie walczą o możliwość korzystania z tak podstawowych potrzeb jak woda z wodociągów i prąd elektryczny. Wydatki żywnościowe poszybowały w górę, Bank Światowy wydał oświadczenie, że światowe ceny żywności wzrosły w ciągu 1 miesiąca lipca 2012 roku aż o 10%. I będzie jeszcze gorzej.

    Farm Bill (Ustawa Rolnicza) została zablokowana przez amerykańską Izbę Reprezentantów a to oznacza, że ceny wzrosną a gospodarstwa rolnicze nie będą dłużej dotowane. Doprowadzi to do tego, że przemysł żywnościowy powróci do prawa rolniczego napisanego jeszcze w 1949 roku a to oznacza, że rząd będzie zobowiązany do zakupu produktów mlecznych od farmerów po cenie dwukrotnie wyższej od tej którą oni obecnie otrzymują co znaczy, że wzrośnie cena za litr mleka i w styczniu może osiągnąć całe 8$ za galon. Ceny produktów żywnościowych wzrosną bardzo szybko i dramatycznie. Mac Slavo z “SHTF plan” pisał: “My widzieliśmy co się dzieje w krajach gdzie ludność zmuszona jest wydawać 50% lub więcej ze swoich dochodów na produkty żywnościowe. Pomimo tego jak środki masowego przekazu przedstawiały zaburzenia społeczne na Bliskim Wschodzie, w Grecji, w Hiszpanii, były one w znacznej mierze wywołane wzrostem wydatków na produkty żywnościowe i niezdolnością jednostek do zapewnienia zaspokojenia podstawowych potrzeb swoim rodzinom. Amerykanie byli w większości wolni od tej presji do tej pory. Ale ochrona socjalna staje się szybko przeciążona i ceny w sklepach spożywczych rosną stale i bez przerwy. Gospodarka konsumpcyjna jest już bliska załamania, bank centralny kontynuuje kredytowo-pieniężną liberalizację, znikają miejsca pracy, ulegają obniżeniu zarobki a także zachodzi urbanizacja wielu milionów ludzi. To tylko kwestia czasu kiedy Amerykanie będą wydawać 50% lub więcej ze swoich zarobków jedynie w celu utrzymania się przy życiu”.

    • Pokręć said

      „To tylko kwestia czasu kiedy Amerykanie będą wydawać 50% lub więcej ze swoich zarobków jedynie w celu utrzymania się przy życiu”

      Spokojnie, tak można żyć i kilkaset lat, co pokazuje historia choćby Polski. To, co dla Amerykanów jest apokalipsą, dla nas jest zwyczajna codziennością (a nawet, powiedziałbym, względnym dobrobytem – jakby nam po każdym miesiącu zostawała połowa pensji…)

      • Dawid said

        Szykuje się Klif Finansowy w stanach czyli zatrzymanie inwestycji usa oczywiście zwiększenie podatkow to może doprowadzić do rozrób 🙂

    • Pokręć said

      8 dolców za galon mleka = ok. 2,11 dolara za litr. Tyle, to kosztuje mleko w Japonii w sklepie typu „Żabka” (ichniejsza sieć „Lawson”). W każdym razie tyle płaciłem kupując mleko UHT w takim sklepiku.
      W książce – przewodniku dla Amerykanów po Japonii i ichniej kulturze (typu co robić, czego nie, co wypada a co nie), pisali o samochodach i braku sensu organizowania sobie samochodu w Japonii (choć same auta są względnie tanie). Pisali, poza tłokiem na drogach, permanentnie zakorkowanych autostradach (to wszystko prawda), pisali tez o „zawrotnych cenach benzyny”. Specjalnie poszedłem sobie na stację benzynową i spisałem ceny benzyny. Przeliczyłem i pomyślałem, „jakie zawrotne, jak w mordę tyle, co w Polsce!”.
      Może te orędzia o czasach wielkiego ucisku odnoszą się bardziej do USA, gdzie ludzie nie wyobrażają sobie, jak można zarabiać 1000 dolców miesięcznie i z tego żyć…
      Świat głupieje. Jak Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera. I chyba na tym będzie polegać oczyszczenie.
      Widziałem takiego demota: na zdjęciu brudne, biedne i zaniedbane dziecko wcinające brudnymi rękoma suchą bułkę z takim podpisem „Nie boję się, że w 2012 nastąpi koniec świata, boję się, że po 2012 świat nadal będzie, jaki jest, bez żadnej zmiany”.

  3. Passiflora said

    47. NARODZINY JEZUSA, NASZEGO PANA

    Nadal widzę wnętrze tej nędznej kamiennej groty, w której – dzieląc los ze zwierzętami – znaleźli schronienie Maryja i Józef.

    Mały ogień drzemie, podobnie jak jego stróż. Maryja powoli unosi głowę z posłania i patrzy. Widząc, że Józef ma głowę zwieszoną na piersi, jakby rozmyślał, sądzi, że zmęczenie wzięło górę nad chęcią czuwania. Uśmiecha się dobrotliwie i – czyniąc mniej szelestu niż mógłby to zrobić motyl sfruwający na różę – siada, a potem klęka. Z promiennym uśmiechem na twarzy modli się. Ramiona ma otwarte, prawie rozkrzyżowane, wyciągnięte w przód, a dłonie – odwrócone ku górze. Trwa tak, bez żadnych oznak zmęczenia uciążliwą pozycją. Potem chyli się w ukłonie, dotykając twarzą siana. Pozostaje w tej postawie, zatopiona w żarliwej modlitwie. Modli się długo.

    Józef się budzi. Widzi dogasające ognisko i pogrążoną prawie w ciemnościach stajnię. Rzuca garść chrustu i ogień rozbłyska. Dorzuca grubszych gałązek, potem wybiera jeszcze większe, bo ziąb jest dotkliwy. Chłód pogodnej grudniowej nocy wnika zewsząd w ruiny. Biedny Józef siedzi tak blisko drzwi – jeśli można tak nazwać zatkaną jego płaszczem dziurę – że musi być zlodowaciały. Przybliża ręce do ognia, potem rozwiązuje sandały i zbliża do niego również stopy. Rozgrzewa się. Gdy płomień się wznieca i rozjaśnia otoczenie, odwraca się, ale nic nie widzi. Nie dostrzega już nawet jasnego pasma, utworzonego przez biały welon, który przedtem znaczył jasną linię na ciemnym sianie. Wstaje więc i ostrożnie zbliża się do posłania.

    «Nie śpisz, Maryjo?» pyta.

    Musi zapytać trzy razy, zanim Maryja uświadamia to sobie i odpowiada: «Modlę się.»

    «Czy Ci czegoś potrzeba?»

    «Nie, Józefie.»

    «Spróbuj zasnąć na chwilę… wypocząć przynajmniej.»

    «Spróbuję. Ale modlitwa Mnie nie męczy.»

    «Żegnaj, Maryjo.»

    «Żegnaj, Józefie.»

    Maryja wraca do poprzedniej pozycji. Józef zaś, by nie ulec znów pokusie snu, klęka koło ognia i też modli się, zakrywając twarz rękoma. Odejmuje je tylko po to, by podsycać ogień, i znów wraca do żarliwej modlitwy. Poza trzaskaniem palącego się drewna i tupaniem osła, który od czasu do czasu wali kopytem w klepisko, nic nie słychać.

    Odrobina księżycowego światła wciska się przez otwór w powale. Wygląda jak ostrze z niematerialnego srebra, które zbliża się, szukając Maryi. W miarę jak księżyc wschodzi wyżej na niebie, promień stopniowo się wydłuża, aż wreszcie dosięga Jej. Oto pada na głowę Modlącej się. Otacza Ją aureolą bieli.

    Maryja unosi głowę, jakby wezwana wołaniem z wysoka, i znowu klęka. O, jak tu jest pięknie! Podnosi głowę, która wydaje się jaśnieć białym księżycowym światłem. Przemienia Ją nieziemski uśmiech. Co widzi? Co słyszy? Czego doświadcza? Tylko Ona sama mogłaby odpowiedzieć na pytanie, co widzi, co słyszy i odczuwa w jaśniejącej godzinie Swego Macierzyństwa. Ja zauważam tylko to, że otaczający Ją blask ciągle wzrasta, wzrasta i wzrasta. Sprawia wrażenie, że zstępuje z Nieba, wydaje się wypływać z nędznego otoczenia, ale nade wszystko zdaje się wydobywać z Niej samej.

    Jej ciemnolazurowa suknia wydaje się teraz łagodnym błękitem niezapominajek, a dłonie i twarz zdają się niebieskawe, jakby były umieszczone w świetle olbrzymiego, bladego szafiru. Ta barwa – aczkolwiek mniej intensywna – przypomina mi kolor, jaki widuję w widzeniach przedstawiających święty Raj. Zauważałam ją w widzeniu związanym z przybyciem Magów. [Teraz światło to] rozlewa się coraz bardziej na przedmioty i suknię, oczyszcza je i sprawia, że błyszczą.

    Poświata coraz bardziej wydobywa się z ciała Maryi, wchłaniającego promienie księżyca. Wydaje się, że to Ona przyciąga ku Sobie to światło, mogące pochodzić tylko z Nieba. Teraz Maryja jest Tą, która posiada Światłość; jest Tą, która ma dać światu Światło. To uszczęśliwiające, nieogarnione, niezmierzone, wieczne, boskie Światło, które właśnie ma być dane, zapowiada się brzaskiem, jutrzenką, chórem atomów światła. I światło to wzrasta, wzmaga się jak przypływ, wznosi się coraz bardziej jak kadzidło i spływa jak fala, ściele się niczym welon…

    Sklepienie pełne pęknięć, pajęczyn i wystających gruzów, które tylko dzięki jakiemuś cudowi statyki nie ulegają zawaleniu, to sklepienie dotychczas czarne, zakopcone i odrażające wydaje się sufitem królewskiej komnaty. Każdy kamień to bryła srebra. Każda szczelina jest błyskiem opalu. Każda pajęczyna [wygląda jak] drogocenny baldachim tkany srebrem i diamentami. Wielka jaszczurka śpiąca między dwoma głazami wygląda jak zapomniany tam przez królową szmaragdowy naszyjnik. Grono śpiących nietoperzy to cenny kandelabr z onyksu. Zwisające z wyższych jaseł siano to już nie trawa, lecz nici z czystego srebra, drżące w powietrzu z wdziękiem rozwianych włosów.

    Stojący niżej żłób z ciemnego drewna, wygląda jak bryła oksydowanego srebra. Ściany pokrywa brokat, na którym jasność jedwabiu znika pod haftem ozdobionym wystającymi perłami. A czymże jest teraz klepisko? To oświetlony białym światłem kryształ. Występy zdają się różami ze światła, rzuconymi na znak hołdu na ziemię. A dziury to kryształowe puchary, z których wydobywają się wonności i zapachy.

    Światło coraz bardziej wzrasta. Staje się nie do zniesienia dla oka. W tym świetle, jakby wchłonięta za rozżarzoną zasłoną, znika Dziewica… i ukazuje się Matka.

    Tak. Kiedy moje oczy znów mogą znieść jasność światła, widzę Maryję ze Swym nowo narodzonym Synem w ramionach. Małe, różowe i pulchniutkie Dzieciątko porusza się i macha rączkami małymi jak pączki róży i nóżkami, które zmieściłyby się w jej kielichu. Kwili drżącym głosem nowo narodzonego jagnięcia, otwierając buzię jak poziomka i ukazując drgający przy różowawym podniebieniu języczek. Porusza główką tak jasną, że wygląda jakby była bez włosów. Tę okrągłą główką Mama podtrzymuje w zagłębieniu jednej dłoni i patrzy na Swoje Dzieciątko i uwielbia Je ze łzami i z uśmiechem. Pochyla się, żeby Je pocałować, ale nie w niewinną główkę, lecz w pierś, gdzie jest maleńkie serduszko, które bije, bije dla nas… to serduszko, w którym pewnego dnia będzie Rana… Mama już teraz opatruje tę ranę Swym nieskalanym pocałunkiem.

    Zbudzony blaskiem wół podnosi się z rykiem i hałasem kopyt, a osiołek odwraca łeb i też ryczy. Zwierzęta zbudziło światło, lecz wolę myśleć, że chcą powitać swego Stwórcę w imieniu swoim i wszystkich zwierząt.

    Także Józef – który pogrążył się w modlitwie tak intensywnej, że był oderwany od wszystkiego, co go otaczało – otrząsa się i widzi, że dziwne światło prześwituje mu przez palce [dłoni, w których ukrył twarz]. Odejmuje więc dłonie od twarzy, podnosi głowę, odwraca się. Stojący wół zasłania Maryję, która woła:

    «Chodź tu, Józefie!»

    Józef zrywa się. Widząc [Dziecko] zatrzymuje się porażony szacunkiem i tam, gdzie stoi, chce paść na kolana.

    Maryja jednak nalega: «Podejdź, Józefie!»

    Opiera lewą rękę na sianie, prawą zaś trzyma Dzieciątko, tuląc Je do serca. Wstaje i podchodzi do wahającego się Józefa, który idzie onieśmielony. Pragnie podejść, lecz powstrzymuje go lęk, żeby nie okazać braku szacunku. Małżonkowie spotykają się przy posłaniu, patrzą na siebie płacząc ze szczęścia.

    «Chodź – mówi Maryja. – Ofiarujemy Jezusa Ojcu.»

    Józef klęka, Ona zaś, stojąc pomiędzy dwoma podpierającymi pułap słupami, unosi Swe Dziecko w ramionach mówiąc:

    «Oto jestem… W Jego Imieniu, o Boże, mówię Ci te słowa. Oto jestem, żeby pełnić Twoją wolę. A wraz z Nim – Ja, Maryja, i Józef, Mój małżonek. Oto Twoi słudzy, Panie. Spraw, żebyśmy w każdej godzinie i w każdym zdarzeniu pełnili Twoją wolę – dla Twojej chwały i z miłości do Ciebie.»

    Potem Maryja schyla się i podaje Dzieciątko Józefowi, mówiąc:

    «Weź, Józefie.»

    «Ja? Mnie [Je dajesz]? O, nie! Nie jestem godzien!»

    Józef jest wprost przerażony i sparaliżowany myślą, że ma dotknąć Boga. Maryja nalega jednak z uśmiechem:

    «Jesteś bardzo godny i nie ma godniejszego od ciebie. Dlatego właśnie ciebie wybrał Najwyższy. Weź Go i potrzymaj, Józefie, Ja zaś poszukam ubranka.»

    Józef, czerwony jak purpura, wyciąga ramiona i bierze to maleńkie ciałko krzyczące z zimna. Kiedy ma Dziecię w swoich ramionach, nie upiera się już, żeby Je trzymać z szacunkiem z dala od siebie. Tuli Jezusa do serca, wybuchając głośnym płaczem:

    «O! Panie! Boże mój!»

    Schyla się, żeby ucałować nóżki. Czuje, że są zziębnięte, więc siada na ziemi, tuli je do siebie, zakrywa swą brązową szatą, stara się rękami osłonić przed zimnem nocy i ogrzać. Chciałby przybliżyć się do ognia, lecz tam wieje od wejścia. Lepiej tu zostać. A jeszcze lepiej będzie wejść między oba zwierzęta, które mogą osłonić przed przeciągiem i wydzielają ciepło. Idzie więc między woła i osła, ustawia się tyłem do wejścia, pochyla nad Nowonarodzonym, żeby zrobić wnękę z własnej piersi. Jej boczne ściany stanowi z jednej strony szara głowa z długimi uszami, a z drugiej – wielki biały pysk, z parującymi chrapami i dobrymi wilgotnymi oczyma.

    Maryja otworzyła już kuferek i wyciąga płótno oraz pieluszki. Podchodzi do ognia i ogrzewa je. Idzie do Józefa i owija Dziecię w lekko ogrzane płótna. Główkę osłania własnym welonem.

    «Gdzie Go teraz położymy?» – pyta.

    Józef rozgląda się wokół siebie, zastanawia się…

    «Poczekaj – mówi. – Odsuniemy zwierzęta i ich siano. Ściągniemy tamto siano i położymy je tutaj, w [żłobie]. Jego wystający brzeg będzie osłoną od wiatru, a z siana zrobimy poduszkę. Wół ogrzeje Dzieciątko swoim oddechem. Lepszy będzie wół, bo jest bardziej cierpliwy i spokojniejszy.»

    Józef zabiera się do roboty, a Maryja kołysze Swe Maleństwo, tuląc Je do serca. Przybliża policzek do główki Jezusa, żeby ją choć trochę ogrzać. Józef, nie szczędząc [gałęzi], podsyca ogień, by płonął wysoko. Ogrzewa siano, susząc je po trochu. Potem wkłada je w zanadrze, żeby nie ostygło. Gdy ma go już dosyć na posłanie dla Dzieciątka, idzie do żłobu i wyściela go jak kołyskę.

    «Gotowe – mówi. – Teraz potrzeba tylko przykrycia, żeby siano nie kłuło i żeby Go okryć…»

    «Weź Mój płaszcz.» – mówi Maryja.

    «Będzie Ci zimno.»

    «O, nie szkodzi! Derka jest zbyt szorstka! A płaszcz jest miękki i ciepły. Wcale nie jest Mi zimno. Niech tylko On już nie cierpi!»

    Józef bierze duży płaszcz Maryi, wykonany z delikatnej ciemnoniebieskiej wełny, i kładzie go w żłobie złożony podwójnie w taki sposób, by jedna część zwisała poza wystającą krawędź żłobu.

    Pierwsze łóżeczko Zbawiciela jest gotowe. Matka, stąpając pełnym wdzięku, delikatnym krokiem, niesie Je i kładzie. Połą płaszcza zakrywa Dziecko. Otula też gołą, pogrążoną w sianie główkę, oddzieloną od niego jedynie Jej delikatnym welonem. Odkryta pozostaje tylko twarzyczka, wielkości ludzkiej pięści. Oboje, schyleni nad żłobem, patrzą szczęśliwi na pierwszy sen Dzieciątka. Ciepło pieluszek i siana koi płacz i przynosi sen słodkiemu Jezusowi.

    • Passiflora said

      48. «JA, MARYJA, [MIAŁAM UDZIAŁ W] ODKUPIENIU NIEWIASTY DZIĘKI MOJEMU BOSKIEMU MACIERZYŃSTWU»

      Mówi Maryja:

      «Przyrzekłam ci, że On przyjdzie, żeby ci przynieść Swój pokój. Czy przypominasz sobie ten spokój, który był w tobie w dniu [Bożego] Narodzenia, kiedy widziałaś Mnie z Moim Dzieckiem? Był to wtedy dla ciebie czas pokoju. Teraz jest czas twojej męczarni. Ale ty wiesz już teraz, że to w udręce zdobywa się pokój i każdą łaskę, dla nas i dla bliźniego. Jezus-Człowiek przekształcił się w Jezusa-Boga po udręce straszliwej Męki. Przywrócił Pokój: Pokój Niebios, z których przyszedł i z których teraz zlewa Swój pokój na tych ludzi na świecie, którzy Go kochają. Jednak w godzinach Swej Męki On – Pokój świata – był pozbawiony tego pokoju. Nie cierpiałby, gdyby go posiadał. A musiał cierpieć – cierpieć w pełni.

      Ja, Maryja, [przyczyniłam się do] odkupienia niewiasty przez Moje Boskie Macierzyństwo. Ale to było jedynie początkiem ocalenia niewiasty.

      Pozbawiając się przez ślub dziewictwa każdego ludzkiego [aktu] małżeńskiego, odrzuciłam wszelkie pożądliwe zaspokojenie, zasługując na łaskę Bożą. Ale to jeszcze nie wystarczało, gdyż grzech Ewy był drzewem o czterech gałęziach: pychy, chciwości, łakomstwa, nieczystości. I wszystkie cztery musiały być odcięte całkowicie, ażeby uczynić to drzewo bezowocnym.

      Upokarzając się do głębi, pokonałam pychę. Uniżałam się przed wszystkimi. Nie mówię już o Mojej pokorze wobec Boga. Ona bowiem należy się Najwyższemu od każdego stworzenia. Pokorne było [nawet] Jego Słowo. Musiałam więc ją posiadać i Ja, Niewiasta. Czy jednak zastanawiałaś się kiedykolwiek nad tym, jakich upokorzeń musiałam doznawać ze strony ludzi, nie broniąc się w żaden sposób?

      Nawet Józef, który był sprawiedliwy, oskarżał Mnie w swoim sercu. Inni ludzie, którzy nie byli sprawiedliwi, grzeszyli oszczerstwem co do Mego stanu. Szmer ich słów dochodził [do Mnie] jak gorzka fala, godząc w to, co [ważne] dla człowieka. A były to dopiero pierwsze z niezliczonych upokorzeń, których dostarczyło Mi życie Matki Jezusa i rodzaju ludzkiego. Upokorzenia z powodu ubóstwa, upokorzenia uciekinierki [do Egiptu], upokorzenia z powodu wymówek krewnych i przyjaciół, którzy – nie znając prawdy – uważali za słabość Moje matczyne zachowanie wobec Mojego Jezusa, kiedy stał się młodym człowiekiem… Upokorzenia trzech lat Jego posługi, okrutne upokorzenia w godzinie Kalwarii, upokorzenia aż do konieczności uznania, że nie mam środków, by kupić grób i wonności dla [namaszczenia ciała] Mojego Syna…

      Pokonałam chciwość Pierwszych Rodziców, rezygnując przed czasem z Mojego Dziecka.

      Matka nigdy nie wyrzeka się dziecka, chyba że jest zmuszona rozstać się z nim. Kiedy ojczyzna, miłość małżonki lub sam Bóg prosi o nie jej serce, matka broni się przed rozstaniem. To naturalne. Dziecko wzrasta w jej łonie i nigdy nie ulega przerwaniu więź łącząca je z nią. Nawet po przerwaniu życiodajnego przewodu pępowiny, zawsze zostaje nerw, wychodzący z serca matki – nerw duchowy, bardziej żywy i wrażliwszy od nerwu fizycznego – i łączy je z sercem dziecka. I matka odczuwa udręki, jeśli miłość do Boga lub do jakiegoś stworzenia albo też obowiązki wobec ojczyzny oddalają od niej dziecko. Matce rozdziera się serce, gdy śmierć wyrywa jej dziecko.

      A Ja wyrzekłam się Mojego Syna, od chwili kiedy Go miałam. Oddałam Go Bogu. Wam Go dałam. Pozbawiłam się Owocu Mego łona, aby wynagrodzić [Bogu] za kradzież owocu Bożego, [dokonaną przez] Ewę.

      Pokonałam zachłanne pragnienie wiedzy i przyjemności. Zgodziłam się na to, by wiedzieć jedynie to, co Bóg chciał, żebym wiedziała. Nie pytałam ani siebie, ani Jego o nic ponad to, co Mi powiedział. Wierzyłam bez dociekania.

      Pokonałam pragnienie przyjemności, bo wyrzekłam się wszelkiego smaku zmysłów. Podeptałam Moje ciało. Ciało – narzędzie szatana – skazałam na zdeptanie wraz z nim pod Moją piętą, aby zrobić Sobie w ten sposób stopień zbliżający do Nieba. Do Nieba! Do Mojego celu. Tam, gdzie jest Bóg: jedyne Moje pragnienie. Pragnienie, które nie jest zachłannością, lecz potrzebą błogosławioną przez Boga, który chce, abyśmy Go pragnęli.

      Pokonałam nieczystość, która jest nieumiarkowanym pragnieniem doprowadzonym do zachłanności. Każda bowiem zła skłonność, której się nie pokonuje, prowadzi do jeszcze większej wady. I tak pragnienie Ewy, już zasługujące na naganę, doprowadziło ją do rozpusty. Nie wystarczało jej już sprawianie sobie samej przyjemności. Chciała doprowadzić swój występek do doskonałego natężenia i zbliża się do towarzysza, stając się nauczycielką rozpusty. Ja zaś dążyłam do przeciwnego celu. Nie staczałam się, lecz zawsze wstępowałam w górę. Nie ściągałam nikogo w dół, lecz zawsze pociągałam w górę. Mojego cnotliwego towarzysza uczyniłam aniołem.

      Teraz – mając Boga, a z Nim Jego nieskończone bogactwa – pośpiesznie wyrzekałam się ich. Mówiłam: “Niech Twoja wola będzie spełniana ze względu na Niego i przez Niego”.

      Czystym jest człowiek powściągliwy nie tylko w ciele, lecz także w uczuciach i myślach. Musiałam być Czystą, aby unicestwić Nieczystość ciała, serca i umysłu. I nie porzuciłam Mojej powściągliwości. Nie mówiłam o Moim Synu nawet tego, że na ziemi należy tylko do Mnie, jak był jedynie Boży w Niebie: “On jest Mój i chcę Go [mieć przy Sobie].”

      Ale nawet to jeszcze nie wystarczało, żeby zdobyć dla niewiasty pokój utracony przez Ewę. Otrzymałam go dla was u stóp Krzyża, kiedy patrzyłam, jak umiera Ten, którego narodzenie widziałaś. Kiedy słyszałam krzyk Mojego umierającego Dziecka, czułam, jak się rozdzierają Moje wnętrzności, i zostałam [wtedy] pozbawiona wszystkiego, co kobiece. Nie było już [we Mnie] ciała, lecz anioł. Maryja, Dziewica poślubiona Duchowi, umarła w tamtej chwili. Pozostała Matka Łaski: Ta, która w Swojej udręce zrodziła wam Łaskę i wam ją dała. Kobieta – którą w noc Bożego Narodzenia na nowo konsekrowałam na niewiastę – u stóp Krzyża otrzymała środki, aby stać się dzieckiem Niebios.

      Uczyniłam to wszystko dla was, wyrzekając się wszelkiego zaspokojenia, nawet świętego. Z was – zdegradowanych przez Ewę kobiet nie przewyższających towarzyszek zwierząt – uczyniłam święte Boże. Jednak [możecie] nimi być tylko wtedy, gdy będziecie tego chciały. Wspinałam się wzwyż ze względu na was. Was wznosiłam w górę jak Józefa. Skała Kalwarii jest Moją górą Oliwną. Stamtąd wznosiłam się, aby zanieść do Niebios ponownie uświęconą duszę niewiasty, razem z Moim ciałem, uwielbionym z powodu noszenia Słowa Bożego oraz unicestwienia w Sobie ostatniego śladu Ewy, ostatniego korzenia tego drzewa o czterech trujących konarach i korzeniu zapuszczonym w zmysłowość. Ono pociągnęło do upadku ludzkość i aż do końca wieków, i aż po ostatnią niewiastę będzie kąsało wasze wnętrzności. Stamtąd, gdzie teraz jaśnieję w promieniach Miłości, wzywam was i wskazuję wam Lekarstwo dla pokonania samych siebie: Łaskę Mojego Pana i Krew Mojego Syna.

      A ty, Mój głosie, daj odpoczynek twojej duszy, w światłości tego świtu Jezusa. Musisz mieć siły dla przyszłych krzyży, które nie będą ci oszczędzone. Chcemy, abyś i ty była tutaj, a tu się przychodzi przez ból. Pragniemy, abyś była tutaj. Im więcej utrapień znosi się, żeby uzyskać Łaskę dla świata, tym wyżej się dochodzi. Trwaj w pokoju. Jestem z tobą.»

      • Passiflora said

        49. POKŁON PASTERZY

        Później widzę rozległy wiejski [krajobraz]. Księżyc jest w zenicie i żegluje spokojnie po niebie usianym gwiazdami. Wyglądają one jak diamentowe szpilki, wbite w ogromny baldachim z ciemnoniebieskiego aksamitu. Pośrodku śmieje się swą bielusieńką twarzą księżyc. Rozlewa potoki mlecznego światła, bielącego ziemię. Ogołocone drzewa wydają się wyższe i ciemniejsze wśród tej bieli. Wynurzające się gdzieniegdzie murki wyglądają jak z mleka, a domek w oddali – jak blok karraryjskiego marmuru.
        (…)

        Na progu ukazuje się pasterz. Wznosi ręce do czoła, by przysłonić oczy, i patrzy w górę. Wydaje się czymś niemożliwym, żeby trzeba było zasłaniać oczy przed blaskiem księżyca. A jednak jego światłość jest tak intensywna, że oślepia – zwłaszcza tego, kto wychodzi z zamkniętego i ciemnego pomieszczenia. Wszędzie panuje cisza, lecz ta jasność zadziwia. Pasterz woła towarzyszy. Zjawiają się wszyscy przed wejściem. Jest ich wielu. To zarośnięci mężczyźni, w różnym wieku. Są wśród nich zarówno chłopcy, jak i starcy. Rozmawiają o tym dziwnym zjawisku. Najmłodsi boją się.
        (..)

        Starszy, (..) mówi: «Chodźmy sprawdzić. Zawołajcie resztę śpiących i weźcie kije. Może tam jest niebezpieczne zwierzę albo zbójcy…»

        Wracają, wołają innych pasterzy. Wychodzą z pochodniami i grubymi kijami. Dochodzą do chłopca.

        «Tam! Tam! – szepce mały z uśmiechem. – Nad tamtym drzewem… Zobaczcie, jakie światło się zbliża… Jakby schodziło po księżycowym promieniu. Zbliża się. Jakie piękne!»

        «Ja widzę tylko nieco silniejszy blask.»

        «Ja także.»

        «Ja też» – mówią inni.

        «Nie. Ja widzę jakby postać» – mówi inny pasterz. Rozpoznaję w nim tego, który dał Maryi mleko.

        «To… to anioł! – krzyczy chłopiec. – Zobaczcie, jak zstępuje i zbliża się… Na ziemię! Na kolana przed Aniołem Pańskim!»

        Ogólne “Och!..” – długie i pełne najwyższego szacunku rozlega się w grupie padających na twarz pasterzy. Im są starsi, tym bardziej zdają się przejęci świetlistym zjawiskiem. Młodsi klęczą przyglądając się aniołowi. On coraz bardziej się zbliża. Wreszcie nieruchomieje w powietrzu, ponad murem ogrodzenia. Pozostaje tak z rozwiniętymi wielkimi skrzydłami, jaśniejącymi perłową bielą w księżycowym blasku. Mówi:

        «Nie lękajcie się. Nie zwiastuję nieszczęścia. Ogłaszam wam radosną nowinę dla ludu izraelskiego i dla wszystkich narodów ziemi.» – Anielski głos łączy się jak [brzmienie] harfy ze śpiewem słowików – «Dzisiaj, w mieście Dawida, narodził się Zbawiciel…».

        Przy tych słowach anioł mocniej rozkłada skrzydła, poruszając nimi jakby w radosnym drżeniu. Wydaje się, że spada z nich deszcz złotych iskier, błyszczących jak klejnoty. To prawdziwa tęcza, która rysuje się tryumfalnym łukiem nad biedną zagrodą.

        «…Zbawiciel, który jest Chrystusem.» – anioł lśni mocniejszym światłem. Skrzydła – teraz nieruchome i skierowane ku niebu – wydają się dwoma żaglami, które stoją nieruchomo na szafirowym morzu, niczym dwa płomienie ognia wznoszące się ku górze.

        «…Chrystusem, Panem!» – anioł składa pełne blasku skrzydła. Zakrywa się nimi, jakby diamentowym płaszczem zarzuconym na swój perłowy strój. Pochyla się w pełnym uwielbienia pokłonie, przyciskając ręce do serca i chyląc głowę bardzo nisko. Okrywają go szczyty złożonych skrzydeł. Widać go jako wydłużoną, świetlaną postać, nieruchomą podczas jednego “Gloria”. Ale teraz znów się porusza. Rozwiera skrzydła, unosi oblicze, na którym światło stapia się z niebiańskim uśmiechem, i mówi:

        «Poznacie Go po takich znakach: w biednej stajni, za Betlejem, znajdziecie owinięte w pieluszki Dziecię, położone w żłobie dla zwierząt. W mieście Dawida bowiem nie było schronienia dla Mesjasza». Mówiąc to, anioł staje się bardzo poważny, wręcz smutny.

        Tymczasem z Niebios nadciąga cały tłum – o, jaki tłum! – mnóstwo podobnych do niego aniołów. To [prawdziwa] drabina zstępujących z radością na ziemię aniołów, którzy zaćmiewają niebiańskim blaskiem światło księżyca. Gromadzą się wokół anioła zwiastującego dobrą nowinę. Poruszają skrzydłami, rozsiewają wonie, czemu towarzyszy niezwykła harmonia dźwięków. Są w niej wszelkie najpiękniejsze głosy stworzeń, jakie można znaleźć lub sobie przypomnieć, lecz doprowadzone do pełnej doskonałości brzmienia. Malarstwo to wysiłek, by materia stała się światłem, tu zaś melodia i dźwięk pragnie olśnić ludzi pięknem Boga. Słyszeć tę melodię to poznać Raj. Tam wszystko jest harmonią miłości. Ona wydobywa się z Boga dla radości błogosławionych i wraca od nich ku Niemu, żeby Mu rzec: “Miłujemy Ciebie!”

        Anielskie “Gloria” rozchodzi się falami coraz dalej nad spokojnymi polami, a z nimi – światło. Zbudzone światłem ptaki przyłączają się do śpiewu, witając przedwczesny brzask, a owce pozdrawiają beczeniem słońce, które pojawia się przed czasem. Ja jednak wolę sądzić, że zwierzęta pozdrawiają w ten sposób Stworzyciela, który do nich przybył, by miłować je także jako Człowiek, a nie tylko jako Bóg. Tak samo myślałam przedtem w betlejemskiej grocie o [przebudzonym] wole i ośle.

        Śpiew i światło powoli słabną, aniołowie wracają do Nieba… a Pasterze ocknęli się.

        «Czyś słyszał?»

        «Pójdziemy zobaczyć?»

        «A zwierzęta?»

        «O, nic im się nie stanie! Chodźmy, żeby okazać posłuszeństwo słowu Bożemu!…»

        «Ale gdzie mamy iść?»

        «Czy nie powiedział, że się dziś narodził?… i nie znalazł schronienia w Betlejem? – mówi to pasterz, który dał mleko [Maryi]. – Chodźcie, ja wiem. Widziałem pewną niewiastę i żal mi się Jej zrobiło. Wskazałem Jej schronienie, bo czułem, że nie znajdą nigdzie lepszego, a mężowi dałem dla Niej mleka. Jest taka młodziutka i taka śliczna. Jest też pewnie dobra jak anioł, który do nas przemawiał. Chodźcie, chodźcie! Weźmiemy mleka, sery, owieczki i wyprawione skórki. Muszą być bardzo biedni… i… kto wie, jak zimno musi być Temu, którego nie śmiem nazwać! I pomyślcie tylko, że rozmawiałem z Jego Matką, jak z jakąś biedną mężatką!….»

        Wracają do szopy i niebawem z niej wychodzą. Jedni niosą naczynie z mlekiem, inni – okrągłe serki zawinięte w plecione z trawy siatki, beczące jagnię w koszyku i wyprawione owcze skórki.

        «Zabieram owcę, która miała młode przed miesiącem. Daje dobre mleko! Może się przydać, gdyby niewiasta nie karmiła. Wydawała się prawie dzieckiem i była tak bledziutka!… W świetle księżyca miała jaśminową cerę» – mówi pasterz, który dał mleko. To on [ich] prowadzi.

        Po zamknięciu szopy i zagrody wychodzą, w świetle księżyca i pochodni. Idą polnymi ścieżkami, przecinając cierniste żywopłoty, pozbawione zimą liści. Okrążają Betlejem i docierają do stajni nie od tej strony, z której przyszła Maryja, lecz od przeciwnej. W ten sposób nie przechodzą obok innych, lepszych grot, lecz od razu znajdują właściwą. Zbliżają się do otworu.

        «Wchodź.»

        «Ja nie śmiem.»

        «To wejdź ty!»

        «Nie.»

        «To przynajmniej popatrz.»

        «Idź ty, Lewi. Jako pierwszy zobaczyłeś anioła. Oznacza to, że jesteś od nas lepszy. Zajrzyj!»

        Przedtem traktowali go jak wariata… Teraz posługują się nim, żeby zrobił to, czego sami nie mają odwagi uczynić. Chłopiec waha się, potem jednak podejmuje decyzję. Podchodzi do wejścia, odsłania nieco płaszcz… i staje, zachwycony.

        «Co widzisz?» – pytają niespokojnie i cicho.

        «Widzę bardzo młodą i piękną Niewiastę i męża. Są pochyleni nad żłobem. I słyszę… słyszę płaczące Dziecko, a Niewiasta mówi do Niego głosem… o, jakim głosem!»

        «Ale co mówi?»

        «Mówi: “Jezu, malusieńki! Jezu, miłości Twojej Mamy! Nie płacz, Syneczku.” Teraz mówi: “Och, gdybym tak mogła Ci powiedzieć: Napij się mleka, maleńki! Jednak nie mam go jeszcze!” A teraz mówi: “Tak Ci zimno, kochanie Moje! Kłuje Cię siano. Jaki to smutek dla Twojej Mamy, która słyszy, jak płaczesz, a nie potrafi Cię pocieszyć.” Mówi: “Śpij, Moja duszyczko! Serce Mi się rozdziera, gdy słyszę Twój płacz i widzę Twoje łzy.” Teraz całuje Go i ogrzewa nóżki rękami. Jest pochylona i trzyma ręce w żłobie.»

        «Odezwij się! Niech cię zauważą!»

        «Nie ja… ty… boś nas tu przyprowadził i znasz ich.»

        Pasterz otwiera usta, ale wydaje tylko pomruk.

        Józef odwraca się i zbliża do wejścia.

        «Kim jesteście?» – pyta.

        «Pasterzami. Przynieśliśmy jedzenie i wełnę. Chcemy uwielbić Zbawiciela.»

        «Wejdźcie.»

        Wchodzą do stajni, oświetlając ją pochodniami. Starsi wypychają młodszych do przodu. Maryja odwraca się i uśmiecha:

        «Chodźcie! Chodźcie!» – zaprasza ich ruchem dłoni i uśmiechem.

        Bierze za rękę chłopca, który pierwszy ujrzał anioła, i przyciąga go do żłobu. Chłopiec patrzy, uszczęśliwiony. Pozostali, zaproszeni przez Józefa, zbliżają się z darami i składają wszystko u stóp Maryi, wypowiadając tylko kilka wzruszających słów. Potem przyglądają się płaczącemu cicho Dzieciątku i uśmiechają się, wzruszeni i szczęśliwi. Jeden z nich, nieco śmielszy, mówi:

        «Weź, o Matko! Jest giętka i czysta. Przygotowałem ją dla dziecka, które niebawem u nas się urodzi, ale daję Tobie. Połóż Syna na wełnie, będzie Mu ciepło i miękko.»

        Daje owcze runo, prześliczną skórę z obfitą, białą i długą wełną. Maryja podnosi Jezusa i owija Go. Pokazuje Dziecię pasterzom, klęczącym na słomie rozrzuconej po klepisku. Przyglądają się, zachwyceni. Stają się śmielsi i jeden z nich proponuje:

        «Trzeba by Mu dać łyk mleka albo lepiej wody z miodem. Nie mamy jednak miodu. Tak się robi z noworodkami. Mam siedmioro dzieci, więc wiem…»

        «Tu jest mleko. Weź, o Pani» [– mówi jeden z pasterzy.]

        «Ale jest zimne [– odzywa się inny. –] Musi być ciepłe. Gdzie Eliasz? On ma owcę…»

        Eliasz to zapewne ten pasterz od mleka, lecz nie ma go. Zatrzymał się przed wejściem i zagląda przez szparę. Ukrył się w ciemnościach nocy.

        «Kto was tu przyprowadził?»

        «Anioł kazał nam tu przyjść, a Eliasz nas poprowadził. Gdzie się teraz podział?»

        Beczenie owcy zdradza [miejsce jego ukrycia].

        «Wejdź, jesteś potrzebny» [– mówią do Eliasza.]

        Eliasz wchodzi z owcą, speszony, bo zwracają na niego większą uwagę. Józef rozpoznaje go i mówi: «To ty?»

        Maryja uśmiecha się do niego ze słowami: «Jesteś dobry.»

        Doją owcę. Maryja, narożnikiem lnianego płótna, przesiąkniętym ciepłym spienionym mlekiem, zwilża wargi Dzieciątka, które ssie śmietankową słodycz. Wszyscy uśmiechają się. Jeszcze większy uśmiech pojawia się na ich twarzach, gdy Jezus usypia w cieple wełny, trzymając jeszcze rożek tkaniny w usteczkach.

        «Nie możecie tutaj pozostać. Tu jest zimno i wilgotno. A w dodatku… w tym zwierzęcym odorze! To niedobre… i… nie jest godne Zbawiciela…»

        «Wiem – mówi Maryja z ciężkim westchnieniem. – Ale nie ma dla nas miejsca w Betlejem!»

        «Odwagi, Niewiasto! Znajdziemy Ci dom.»

        «Porozmawiam z moją panią – mówi Eliasz, pasterz od mleka. – Jest dobra. Przygarnie was, nawet gdyby miała oddać własną izbę. Jak tylko zaświta, porozmawiam z nią. Ma dom pełen ludzi, ale na pewno znajdzie dla was miejsce.»

        «Przynajmniej dla Mojego Dziecka… Ja i Józef możemy spać na ziemi, ale Maleńki…»

        «Nie martw się, Niewiasto. Pomyślę o tym. Opowiem wielu o tym, co nam rzekł anioł. Niczego wam nie zabraknie. Tymczasem przyjmijcie od nas to, co w naszym ubóstwie możemy wam dać. Jesteśmy pasterzami..»

        «My też jesteśmy ubodzy – mówi Józef – nie możemy wam się odpłacić.»

        «Och! Nie chcemy! Nawet gdybyście mogli, nie przyjęlibyśmy. Pan nas już wynagrodził. Przecież obiecał wszystkim pokój. Aniołowie powiedzieli: “Pokój ludziom dobrej woli.” Nam już został dany, bo anioł powiedział, że to Dziecię jest Zbawicielem i Chrystusem, Panem. Jesteśmy nieuczonymi biedakami, lecz wiemy, że Prorocy przepowiedzieli Zbawiciela, który będzie Księciem Pokoju. A nam polecono przyjść Go uwielbić… Otrzymaliśmy więc Jego pokój. Chwała Bogu na wysokości Niebios i chwała Jego Chrystusowi! A Ty, Niewiasto, któraś Go urodziła, bądź błogosławiona. Jesteś Święta, skoro zasłużyłaś, żeby Go nosić! Rozkazuj nam jak Królowa, a będziemy szczęśliwi, że możemy Ci służyć. Co możemy zrobić dla Ciebie?»

        «Kochać Mojego Syna i mieć zawsze w sercach wasze obecne myśli.»

        «A dla Siebie? Nie pragniesz niczego? Nie masz krewnych, których chciałabyś powiadomić, że On się narodził?»

        «Tak. Mam krewnych, ale są daleko. Mieszkają w Hebronie.»

        «Ja pójdę – mówi Eliasz. – Kim są?»

        «Kapłan Zachariasz i moja kuzynka Elżbieta.»

        «Zachariasz? O! Znam go dobrze. Chodzę latem w te góry z moimi owcami, bo tam są dobre i obfite pastwiska. Jestem przyjacielem jego pasterza. Kiedy już gdzieś zamieszkasz, pójdę do Zachariasza.»

        «Dziękuję, Eliaszu!»

        «Nie dziękuj. To dla mnie, biednego pasterza, wielki zaszczyt iść i powiedzieć kapłanowi: “Narodził się Zbawiciel”.»

        «Nie. Powiesz mu tak: “Maryja z Nazaretu, twoja kuzynka, powiedziała, że narodził się Jezus. Przyjedź do Betlejem.”»

        «Tak powiem.»

        «Niech ci to Bóg wynagrodzi. Będę pamiętać o tobie, o was wszystkich.»

        «Opowiesz o nas Swemu Dzieciątku?»

        «Opowiem» [– zapewnia Maryja.]

        «Jestem Eliasz.»

        «Ja jestem Lewi.»

        «A ja, Samuel.»

        «Ja, Jonasz.»

        «Ja, Izaak.»

        «Ja, Tobiasz.»

        «Ja, Jonatan.»

        «Ja, Daniel.»

        «Symeon to ja.»

        «A mnie nazywają Jan.»

        «Ja jestem Józef, a mój brat – Beniamin. Jesteśmy bliźniakami.»

        «Zapamiętam wasze imiona.»

        «Musimy odejść… lecz wrócimy. Przyprowadzimy innych, żeby też oddali chwałę!…»

        «Ale jak tu zostawić Dziecię i powrócić do szopy?»

        «Chwała Bogu, że Je nam pokazał!»

        «Pozwól nam ucałować Jego szatki» – prosi Lewi z anielskim uśmiechem.

        Maryja ostrożnie unosi Jezusa. Siada na sianie i podaje do ucałowania owinięte pieluszkami nóżki. Pasterze, chyląc się do ziemi, całują maleńkie, osłonięte płótnem stópki. Kto ma brodę, najpierw ją ociera, a prawie wszyscy płaczą. Kiedy muszą już odejść, wycofują się bez odwracania, tyłem, zostawiając tam serce…

        Wizja kończy się dla mnie w taki sposób: widzę Maryję, siedzącą na sianie z Dzieciątkiem na kolanach, a Józef, stojąc oparty łokciem o brzeg żłobu, patrzy i uwielbia.

        • Annah. said

          Przepiękne, wzruszające sceny. Dzięki za wklejenie.

        • Annah. said

          Imiona pasterzy można napotkać jeszcze wiele razy w Poemacie. Są prostaczkami, którzy nie mędrkowali, gdyż nie mieli teologicznego wykształcenia i przyjęli bez oporu słowa Anioła i zrobili wszystko by godnie go przywitać, obdarowując go ze swego niedostatku, przekazując swą miłość i wierność.
          W Jezusa nigdy nie zwątpili, z żarem apostołowali o jego narodzinach i wspominali, każdy szczegół ze spotkań. Przemieszczając się w poszukiwaniu pastwisk często byli posłańcami Jezusa, Radowali się kiedy mogli ponieść dla niego nawet największe wyrzeczenia… Spotkania z Jezusem są przepełnione uwielbieniem i czcia, zawsze wzruszające. W końcu to ONI towarzyszyli Jezusowi w ostatniej drodze na Golgotę.
          „W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. (Mt 11:25-27)”
          „Życze Wam wszystkim Kochani, Radosnego odkrywania Tajemnicy Bożego Narodzenia!

        • kooool said

          Ileż to dziś ludzi zamyka przed Jezusem drzwi 😦

          Ileż to dziś ludzi nie idzie w ciemno za światłem 😦

          Z małej iskry Miłości, można rozpalić ogromny ogień Miłości pochłaniający wszystko do okoła.

  4. halina said

    „MALEŃKI a przecież NAJWIĘKSZY
    ODWIECZNY NAJBARDZIEJ WSPÓŁCZESNY”

    Zabierz wszystkie nasze serca
    a nam Swoje Serce daj ”

    Przepiękna kolęda !!!

  5. Szydlo said

    Znow atak na chrzescijanskie symbole!
    W Zgierzu zdewastowano miejska szopke.
    Figurka Dzieciatka zostala strzaskana.
    http://wpolityce.pl/wydarzenia/43445-znow-atak-na-chrzescijanskie-symbole-w-zgierzu-zdewastowano-miejska-szopke-figurka-dzieciatka-zostala-strzaskana

    • Annah. said

      Atakują bo dostali przyzwolenie od samych władz kościelnych.
      Całkiem ostatnio definitywnie rozprawili się z Ideą panowania w Polsce Chrystusa Króla i akty świętokradcze, dewastacje w obiektach sakralnych wyglądają na skutki przejęcia tronu w naszej ojczyźnie przez innego gostka. To była bardzo realna odpowiedz Bogu:”Nie chcemy byś nam królował”. A życie nie lubi próżni. Do czego musi jeszcze dojść by Kościół to pojął, ukorzy się i błagał na kolanach o przejecie tronu przez Chrystusa a skonczyl wreszcie wylewać krokodyle łzy na które sam sobie zapracował.

      • Józef Piotr said

        ……. a może jest jeszcze gorzej ? niż tylko ” dostali przyzwolenie……”

        ……a może jest tak to polepione „smołą” że sam Polski Chrześcijański Naród nie da rady samo się wyzwolić .

        Już samo atakowanie poprzez mówienie o tym „podlega karze ….”

        Tragizm sytuacji może być tak wielki że trzeba zawrzeć przymierze z kimś b. potężnym ibędącym wrogiem tego …. chociażby po to aby to pogonić …….

        • Annah. said

          Racja, tragedia ale tak to wygląda. Kiedy dotrze do prawych, prostodusznych pasterzy może dojść do rozłamu w Kościele !!!

        • Pokręć said

          Hy, hy, hy, będzie wesoło. Już widzę po różnych „pustelniach” i „gospodarstwach agroturystycznych” tysiące księży Natanków kłaniających się wraz z wiernymi Chrystusowi Królowi a pośród tego nabzdyczonych na rzeczywistość purpuratów, obrażonych, bo ktoś bardziej słucha Boga niż ICH. Może nie będzie tak źle, jak popatrzeć na to z boku, jak na kabaret, to nawet może być śmiesznie!

        • kooool said

          Pismo Święte się musi wypełnić. Warto zwrócić uwagę na Mt23.

          Nie wywyższajmy się, módlmy się i dawajmy przykład nie do obalenia „mądrzejszym”

    • Józef Piotr said

      TYLKO !
      Cytuję dwie wypowiedzi pod artykułem jw.

      ………..”JEDNA WYPOWIEDŻ:

      “Panowie” purpuraci w sutannach polskich księży i co wy na to?????Zapoznajcie się ze stroną ,,żydomasoneria i żydobiskupi kościoła katolickiego w Polsce”. Może czas,aby polscy księża zaczęli otwarcie bronić Jezusa i swoje owce????Wasze milczenie doprowadzi do jeszcze większych profanacji.Rodacy,przestańmy udawać,że nic się nie dziej.Szatan zawładnął naszą Ojczyzną!!!Jezus KRÓLEM POLSKI inaczej wszyscy pójdziemy na zatracenie!!!

      DRUGA WYPOWIEDŻ !!

      ktos pisze ze Zgierz blisko lodzi ,matecznika lewicy to wszystko jasne .chcialm przypomniec ze w polsce prawie 50 panowala k0omuna i na taka skale do zniewazania symboli religijnych nie dochodzilo .niestety to cynizm obecnej wladzy pozwala na takie czyny . prezydent ,wielki katolik ,premier ,co dla kariery slub koscielny wzial ,meda mazowiecki ,co doprowadzil do smierci biskupa bodajze kaczmarka .niestety to ludzie bardziej niebezpieczni od oprawcow stalinowskich .poukrywani pod obcymi nazwiskami ,udajacy inna narodowosc wlasna ,zwykle donosicielskie szumowiny ubeckie .zrobia wszystko zeby ukryc prawde o swojej wszawej przeszlosci i zeby nagrabic ile sie jeszcze da .dla siebie ,dla dzieci .tak robil popierdolony car .plakl nad swym chorym dzieckiem a narod zdychal z glodu .tak sie skoncxzy przygoda tych obecnych zlodziei i ich dzieci .ale boje sie ze jak sie ludzie wkurwia to w historii beda pisac ze stalinizm to byl pikus w porownaniu do tego co sprowakowali gwiazdorzy solidarnosci . przepraszam ludzi ,ktorzy wirzyli w solidarnosci zrobili wiele dla wolnosci polski .mowie o tych przebierancach ,psach lancuchowych na uslugach dawnej

    • Józef Piotr said

      I jeszcze;
      KONIECZNIE ZOBACZYĆ TRZEBA !

      http://www.strefavideo.pl/video/1792/zydomasoneria-i-zydobiskupi-w-kosciele-katolickim-w-polsce-masoneria-zydzi-i-ksieza/

  6. Dawid said

    Zielona wyspa zmienia się w czarną dziurę
    Wyślij znajomemu
    Wydrukuj
    20.12.2012

    .
    Problem bezrobocia stanie się w najbliższych dwóch latach najgroźniejszym problemem i prawdziwym dramatem i jednym ze zjawisk najbardziej dolegliwych społecznie. Będzie przyczyną rosnących konfliktów i niepokojów społecznych – pisze Janusz Szewczak.

    2013 – Rytualny ubój miejsc pracy

    Wiele miesięcy temu, ostrzegałem, że kryzys w końcu dotrze do Polski i zbierze swe ponure żniwo. To co dziś widzimy, to dopiero początek wchodzenia w oko cyklonu potężnego kryzysu, którego jednym z najgroźniejszych przejawów będzie nie tyle nawet spadek wzrostu gospodarczego i załamanie się systemu dochodów podatkowych w przyszłym roku – zabraknie w budżecie co najmniej 20 mld zł – ale przede wszystkim potężne bezrobocie.

    Humorystyczne wydają się już dziś zapisy budżetowe ministra finansów, J.V. Rostowskiego, zapowiadające bezrobocie w 2013 roku na poziomie 13 proc. Pod koniec grudnia 2012 r. zbliży się ono do blisko 14 proc., a wielka fala upadłości i bankructw przedsiębiorstw, i to nie tylko tych małych, dopiero przed nami. Zwalniać będą i to tysiące osób PKP, Poczta Polska, PGNiG, LOT, Lotos, Accelor Mittal, bydgoski ZACHEM, samorządy – nauczycieli i pracowników szpitali, deweloperzy, hotelarze, handel i usługi. Również duże koncerny zagraniczne – bo okazuje się, że kapitał ma jednak narodowość – mające świadomość narastającego kryzysu w Polsce, będą stopniowo ograniczać, wygaszać produkcję, a nawet wychodzić z Polski zwiększając gwałtownie liczbę zwalnianych pracowników w ramach zwolnień grupowych. Przykład Fiata redukującego zatrudnienie na razie o 30 proc., czy niemieckiej sieci Metro AG oraz firmy BASF najlepiej świadczą już o tym procesie. Jest najgorzej od dziesięciu lat, gdy idzie o zatrudnienie w przedsiębiorstwach; spadło ono już do 5,5 mln osób i będzie spadać w 2013 r. W ostatnich miesiącach tego roku Polska najszybciej w całej Unii likwidowała miejsca pracy.

    Czeka nas nowa wielka fala emigracji

    Niezwykle niepokojącym zjawiskiem jest gwałtowne przyspieszenie upadłości firm jednoosobowych, które dla wielu Polaków, były ostatnią deską ratunku przed popadnięciem w bezrobocie. Można więc szacować, że przyszłoroczne bezrobocie, będzie raczej oscylować nie na poziomie zapowiadanym przez rząd, ale raczej na poziomie 15-18 proc. Oznacza to około 2,5 mln ludzi bez pracy i gwałtowne zwiększenie liczby emigrujących Polaków, najczęściej młodych ludzi, tym razem do Niemiec.

    Perspektywa pracy do emerytury w wieku 67 lat, skutecznie blokuje miejsca pracy dla młodych Polaków.Niewątpliwie propozycja opozycji przedstawiająca Narodowy Program Zatrudnienia jest sensownym pomysłem. Tyle tylko, żeby powstały nowe miejsca pracy, najpierw trzeba odzyskać utracony majątek, tanio i głupio wyprzedane najbardziej dochodowe branże i duże przedsiębiorstwa. Żeby tworzyć nowe miejsca pracy i kreować zatrudnienie, naród musi mieć własny majątek i młode ręce do pracy, a nie samych emerytów, a państwo podstawowe instrumenty kreowania działalności gospodarczej. Między innymi takie jak własną walutę – czyli polskiego złotego, własny sektor bankowy i w miarę zamożne społeczeństwo, a nie biedaków unijnej Europy.

    Aby przełamać kryzys Polacy powinni więcej zarabiać

    Wiele polskich firm, które uczestniczyły w inwestycjach drogowych i autostradowych, do dziś nie uzyskało wynagrodzenia za wykonaną pracę. Tak jak wiele polskich szpitali nie otrzymało pieniędzy za wykonane usługi medyczne z NFZ. Zatory płatnicze rosnące, zagrożone kredyty – w przypadku firm to już blisko 30 mld zł – będą wymuszać cięcia i oszczędności kosztów, a najprostszym sposobem ich realizacji będą zwolnienia, obniżanie płac i niepłacenie składek zdrowotnych czy ZUS-owskich. W Polsce bardzo tanio zwalnia się pracowników, taniej niż w Hiszpanii i Grecji.

    Tak zwana rządowa propozycja elastycznego rozliczania czasu pracy, to nic innego jak pomysł na niepłacenie pracownikom za tzw. nadgodziny i haniebna propozycja, by ciężarne Polki pracowały w soboty.

    Od dawna twierdzę, że jedną z metod i sposobów przełamania obecnego kryzysu, byłby nawet nie tyle dodruk polskiego złotego przez NBP, co przecież dzisiaj stosują na potęgę nawet najbardziej liberalne gospodarki świata, ile przyzwoite, godziwe wynagrodzenia dla tych Polaków, którzy chcą i umieją pracować. Jesteśmy bowiem niestety w grupie czterech najbiedniejszych krajów Unii (na czwartym miejscu od końca), a jednocześnie to Polacy spędzają w pracy ponad 2 tys. godzin i są w pierwszej trójce na świecie tych najbardziej zapracowanych narodów. Prawdziwą chorobą polskiego rynku pracy, tak krytykowaną przez związki zawodowe, jest u nas blisko 3,5 mln grupa głównie ludzi młodych, zatrudnionych na tzw. umowy śmieciowe ze skandalicznie niskim poziomem zarobków. Ceny wielu produktów i usług są dzisiaj w Polsce wyższe, niż w wielu zamożnych krajach strefy euro. Natomiast wynagrodzenia nadal są 3-4-krotnie niższe. Nic więc dziwnego, że Polacy wolą zasiłek dla bezrobotnego w Irlandii czy Wielkiej Brytanii, niż śmieciową umowę, a nawet etat w Polsce. Koszty utrzymania przeciętnej polskiej rodziny, wychowania i wykształcenia dziecka, ogrzewania mieszkania, energii i paliwa są u nas często wyższe niż w wielu krajach Unii Europejskiej. Mamy blisko 2 mln grupę Polaków żyjącą na poziomie minimum socjalnego z dochodem niewiele ponad 900 zł miesięcznie, blisko 2 mln grupę osób, gdzie mimo tego, że oboje rodziców pracują to nie są w stanie opłacić wszystkich rachunków i prawie 10 mln grupę Polaków zagrożonych niedostatkiem i wykluczeniem – absolutna europejska i unijna czołówka.

    Problem bezrobocia stanie się w najbliższych dwóch latach najgroźniejszym problemem i prawdziwym dramatem i jednym ze zjawisk najbardziej dolegliwych społecznie. Będzie przyczyną rosnących konfliktów i niepokojów społecznych. Mimo olbrzymiej już emigracji blisko 2 mln Polaków od 2004 roku, czyli wejścia Polski do UE, to grupa młodych i wykształconych stanowi dzisiaj 400-tysięczną nową armię bezrobotnych kończących co roku szkoły wyższe i uczelnie. Bezrobocie ludzi młodych do 30-tego roku życia zbliża się do 30 proc. 9 mln Polaków w wieku powyżej 50 lat jest bez stałego zatrudnienia, co 10-ty bezrobotny ma wyższe wykształcenie. Nie ma pracy, bo nie ma majątku, własnych fabryk, banków, wielkich sieci handlowych i przyjaznego państwa. Zielona wyspa złudzeń, kłamstw i urojeń zamienia się w czarną dziurę bezrobocia i biedy. Wielki strach zajrzy w oczy wielu Polakom w 2013 r.
    Janusz Szewczak, Główny Ekonomista SKOK

  7. Józef Piotr said

    Były plany ! i są plany …..
    Raz i drugi się nie udało……

    To do trzech razy sztuka . Musi się udać ????
    Chyba że Polska się obudzi !!

    To co poniżej to dotyczy planów ………. co do zasiedlenia ZIEM LUBELSZCZYZNY PO WYMORDOWANIU JEJ ODWIECZNYCH MIESZKAŃCÓW >>>>>>>”Gehenna Zamojszczyzny w okresie II WŚ.

    Co ś jest w;

    http://gazetawarszawska.com/2012/12/23/jedrzej-giertych-niedoszle-panstwo-zydowskie-w-lubelszczyznie-cz-3/

    http://wsercupolska.org/joomla/index.php?option=com_content&view=article&id=3440:pastwo-ydowskie-na-lubelszczynie&catid=6:warto-przeczytac&Itemid=6

    http://www.polwen.pl/idk-91/lublinland_-_panstwo_zydowskie_w_planach_iii_rzeszy

    http://gazetawarszawska.com/2012/07/22/jedrzej-giertych-niedoszle-panstwo-zydowskie-w-lubelszczyznie-cz-2/

  8. Perła said

    Po pięknym wieczorze wigilijnym, spędzonym w miłej atmosferze rodzinnej udałam się na pasterkę. Zaczęło się bardzo ładnie i uroczyście. Zdziwiła mnie jedynie duża ilość szafarzy, bo było ich aż 8 oprócz 2 kapłanów, mojego proboszcza i zakonnika oddelegowanego do pomocy. Wszystko było pięknie, aż do momentu Komunii Św. Proboszcz wstał i zakomunikował ” dwóch szafarzy Komunię będzie udzielało na chórze, dwóch pod chórem, Komunia udzielana jest w postawie stojącej , obowiązuje ruch w dwóch kolumnach”. Po czym rozdysponował Ciało Chrystusa miedzy szafarzy i usiadł wraz zakonnikiem pomocnikiem. Komunię przy ołtarzu również udzielali szafarze. Był to dla mnie tak smutny widok że prawie się popłakałam… Nie mogłam uwierzyć w to co widzę…

    • Dawid said

      No to proboszcz końcu….:-)

    • Pokręć said

      Szafarze, to mogą szafy robić, tak, jak stolarze – stoły a nie Ciała Pańskiego niepoświęconymi łapskami dotykać! Uch!!!!

    • kooool said

      Zapytaj grzecznie proboszcza co myśli o Kardynale Wyszyńskim i Papieżu Janie Pawle II czy też Benedykcie XVI.

      Jeśli powie, że ich szanuje i jest posłuszny ich naukom, to mija się z prawdą, bo nie robi tego, co oni pragną (li) w postawie pokory oddanej Bogu.

      Ja ukląkłem przed proboszczem na dwa kolana, gdzie w nie mojej parafii przystąpiłem w kolumnie do Komunii Świętej. Proboszcz otoczony szafarzami.

      Jakże się spocił!!! (może tego chciał uniknąć Twój proboszcz)

      • Perła said

        Może tego chciał uniknąć, nie wiem… Dziwi mnie to że prawie na każdej mszy mówi o tym by pogłębiać wiarę, zaangażował się bardzo w peregrynacje relikwii błogosławionej Karoliny Kózkwny, będzie z tymi relikwiami chodził po Kolendzie, właśnie po by ożywić wiarę wśród wiernych. Często powołuje się na papieży JP II i B. XVI. Zaczęłam już myśleć że może ma nakaz z góry by tak postępować…

        • kooool said

          Pokazuje alternatywne dobro, aby poniejszyć wagę tego, co tak naprawdę złego chce zrobić, wdrożyć.
          Tzw blef, by zmylić. Tak działa szatan.
          Nie można iść jednocześnie dwoma drogami.

          Protestanci często jak się wchodzi w sferę uduchowienia i brakuje im argumentów obrony np na Objawienia Prywatne (z którymi np sami zaczęli pokazując swoje przykłady) brakuje argumentów obrony tego samego Jezusa. Mówią – TYLKO PISMO Święte i kończy się rozmowa.
          To samo rodzi się w Kościele Katolickim, gdy się wchodzi w sferę ducha, zaczynają kapłani mówić tylko Pismo Święte, bo tradycja to jest zmienna, w zależności od czasów, powołują się na postęp z Duchem Czasu, jednocześnie odwołują się do pierwszych Chrześcijan, a w Objawienia Prywatne nie można brać na poważnie, bo skończyły się z ostatnim Apostołem – Janem.
          Dzisiejszy Kapłani wydaje się jakby byli sterowani przez Protestantów, bo w tym kierunku niestety idą.

  9. Szejk said

    co się wyrabia w tej Polsce. zero odzewu przez episkopat na atak M.B. Częstochowskiej , brak działań wynagradzających na całą Polskę, szafarze, komunie na stojąco. Szkoda tylko tyle ,że poprzez wojnę i kataklzimy Polacy się budzą , ale to jest jedyna nasza szansa na ocalenia naszej Wiary i Ojczyzny.

    • Pokręć said

      Szlag mnie chce trafić, ja jestem gotów obudzić się bez wojny i bez tragedii, już jestem obudzony, ale co z tego, skoro odpowiedzialność Pan Bóg stosuje zbiorową? Czy ktoś chce dobrowolnie cierpieć za bliźnich, czy nie chce – wojnę musi mieć…
      Do jasnej i przemożnej, co mnie obchodzi dusza i tyłek zatwardziałego wroga Pana Boga? Tyle, że za niego się będę modlił, jestem nawet gotów ryzykując, że zostanę opluty i pobity, o Bogu mu powiedzieć, ale jak ktoś ma za jego głupotę obrywać, to dlaczego nie wyłącznie on sam osobiście? To by bardzo poprawiło stan religijności, jakby niewierzący i wojujący z Bogiem zobaczyli, że deszcz pada tylko na nich, nad wierzącymi świeci Słońce…
      Jaką motywację mają niewierzący do powrotu do Boga, jak daleko od Boga jest im dobrze?
      Ale galimatias…

  10. katerosa said

    Błogosławionych Świąt Narodzenia naszego Pana ❤ Panie Bronku dla Pana i Pana bliskich jak również dla wszystkich odwiedzających tego bloga a zwłaszcza dla tych którzy byli z nami w Medjugorje! Pozdrawiam serdecznie! Kasia

  11. Szydlo said

    Swąd szatana – ks.Eugeniusz Miłoś
    http://www.bibula.com/?p=58348

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: