Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Archive for 20 stycznia, 2013

Tysiące ludzi wyszły na ulice Dublina „dla życia”

Posted by Dzieckonmp w dniu 20 stycznia 2013

.Orędzie z 17 lutego 2012 r.

Jestem waszą ukochaną Matką, Królową Aniołów, Dziewicą Maryją, Niepokalanym Poczęciem.

Och, jakże płaczę dziś, ponieważ Irlandia, kraj najbardziej oddany Mnie, ich ukochanej Matce, pada ofiarą złego.

Ogromna ciemność zstąpiła nad tym narodem. Tak wielu straciło swą wiarę, tak samo wielu odwróciło swoje serca od Mojego umiłowanego Syna, Jezusa Chrystusa.

Moje dzieci w Irlandii pozwoliły złemu, aby obrócił ich serca w kamień.

Ci, którzy kochają Mojego Syna odczuwają ból, kiedy są świadkami sekularyzmu, który przejął kontrolę nad tym niegdyś pobożnym krajem.

Czynione są obecnie próby wprowadzenia aborcji, a jeśli tak się stanie, zrani to głęboko Mojego drogiego Syna.

Moje dzieci, gdybyście miały wprowadzić aborcję w Irlandii, to zerwiecie połączenie, które przyniosło was tak blisko do Mojego Serca.

Tak wielu ludzi w Irlandii obraża teraz Mojego Syna poprzez brak okazywania Mu szacunku. Ja także nie jestem już dłużej tolerowana, a Moje Imię jest poniżane.

Dzieci Irlandii, wybrane jako specjalne dusze do przekazywania Słowa Mojego Ojca na całym świecie, musicie Mnie posłuchać.

Módlcie się, módlcie się, módlcie się, aby te plany wprowadzenia prawa do aborcji nie zrealizowały się.
Gdyby tak się stało, Irlandia utraci wiele względów w Królestwie Mojego Ojca.

Grzech aborcji jest najbardziej bolesny w oczach Mojego Ojca. Jest to najgorszy rodzaj ludobójstwa.

Musicie walczyć z tym złem, dzieci. Musicie zrobić to teraz lub ostatnie boskie połączenie, które musi być wzmacniane, zostanie zamiast tego osłabione.

Dzieci, musicie powstać i odzyskać waszą Katolicką i Chrześcijańską Wiarę, które zostały wam skradzione.

Nie dopuśćcie, aby ci u władzy szydzili z was, kiedy głosicie Święte Boże Słowo.

Ten duch ciemności przykrywa nie tylko wasz kraj, ale objął też święte sanktuaria, w których przypuszczalnie Ja mam być szanowana.

Płaczę w smutku, ponieważ widzę Moją ukochaną Irlandię poddającą się.

Mimo to jest nadzieja, dzieci. Ale musicie teraz przyłączyć się licznie, aby chronić swoją wiarę.

Wkrótce będziecie zmuszani do rezygnacji, nie tylko z waszej Katolickiej, ale z waszej Chrześcijańskiej Wiary.

Odzyskajcie wasz kraj z socjalizmu i świeckich dyktatur.

Będą występować w obronie praw obywateli, ale zaprzeczą tym samym prawom, których ochrony żądają, włącznie z prawem do modlenia się.

Będą was zmuszać do zaakceptowania, w ustawie, prawa do mordowania jeszcze nie narodzonych dzieci.

Pamiętajcie, że każda dusza została stworzona z miłością przez Boga Wszechmogącego Ojca.

Każdy, kto wybiera aborcję lub pomaga w nikczemnym akcie aborcji, popełnia grzech śmiertelny.

Módlcie się, módlcie się, módlcie się Moją Modlitwą Krucjaty za Irlandię

irlandia zycie

Ponad 25 tysięcy osób wyszło na ulice irlandzkiego Dublina, aby zaprotestować przeciwko rządowym planom legalizacji aborcji. Akcja jest częścią nabierającej tempa kampanii „Czuwanie dla życia”. Informuje o tym BBC.

W tym samym czasie zwolennicy prawa do aborcji przeprowadzili własną akcję, w której wzięło udział około 200 osób.

W ubiegłym miesiącu rząd Irlandii ogłosił, że gotów jest przyznać kobietom prawo do przerwania ciąży, jeśli życie matki znajduje się w niebezpieczeństwie. Przyczyną tej decyzji była śmierć młodej kobiety z powodu odmówienia jej prawa do aborcji.

Przypomnę orędzie jakie otzrymała Maria z Irlandii 16 grudnia 2010 r.

Napisz tak moja córko. Śmierć zadawana niewinnym ofiarom jest jednym z najcięższych grzechów, które człowiek jest w stanie wyrządzić swemu bratu. Jest to najbardziej dotkliwy grzech ciała i sprawia mi ogromny ból. Brak poszanowania, który ludzkość wykazuje dziś w stosunku do ludzkiego życia staje sie coraz bardziej widoczny.

Życie jest cennym darem Boga. Nikt, żaden człowiek nie ma prawa odbierać życia innemu człowiekowi. Nikt nie ma prawa odbierać życia dziecku, które ciągle ma przed sobą swój pierwszy oddech, który nastąpi w momencie narodzin. Ten grzech jest ohydny i niewybaczalny. Wszystkie dusze pochodzą od Mojego Przedwiecznego Ojca i tworzone są w momencie poczęcia. Małe dzieci, niewinne dusze, są mordowane właśnie przez te, które zostały posłane by je karmić i wychowywać– przez ich własne matki, które są odpowiedzialne za to, że ich dzieciom odmówiono prawa do tego, by się narodziły.

Dlaczego Moje dzieci stoją z boku i nie reagują? W imię wolności te małe aniołki z Królestwa Mojego Ojca są zabierane z tej ziemi przed wyznaczonym im czasem, mimo że otrzymały swoje miejsce na ziemi jako Boże dzieci. Czy te kobiety nie rozumieją że życie, które tak nisko cenią należy do Boga? Te dzieci cierpią. Gdy są mordowane, doświadczają rozdzierającego bólu. I to jest usprawiedliwiane przez Rządy, całe środowisko lekarskie i rodziny tych kobiet. Czy nie mają oni wyrzutów sumienia w swoich duszach?

Czy nie zdają sobie sprawy z tego, że ich potworny czyn nie różni się niczym od tego gdy człowiek zabija drugiego człowieka?

W zasadzie jest to grzech nawet cięższy, gdyż te dzieci są bezbronne. Te kobiety muszą prosić o litość jeżeli są winne. Lub prosić o Moje prowadzenie jeżeli rozważają dokonanie aborcji. Jakkolwiek by nie było będą sądzone z tego grzechu. Grzechy ciała są najbardziej obraźliwe w oczach Mojego Ojca. Żadne usprawiedliwienie morderstwa nie będzie przyjęte ani przeze Mnie ani przez Mojego Przedwiecznego Ojca.

Zbudźcie się teraz Moje dzieci i zrozumcie ze odbieranie życia zaprowadzi sprawcę do wiecznego ognia piekielnego. Nie będzie powrotu z tej otchłani pełnej demonów. Tych samych demonów, które za sprawą Zwodziciela – Szatana –  przekonują, że morderstwo, które ona lub on popełniają jest czymś właściwym! Będzie on podstępnie przekonywał matki że na przykład,  podejmują ‘odpowiednią decyzję’. Używając wszystkich podstępów związanych z ludzkim rozumowaniem, sprawi że taka osoba będzie usprawiedliwiać ten czyn, mimo tego że jest to niewłaściwe. Będzie używał kłamstwa, które mówi, że mordujący ma swoje prawa. Że musi przede wszystkim zadbać o własny interes. W imię praw człowieka  promuje się kłamstwo, tak aby postawa gdzie gloryfikuje się prawa matki i jej wolność do prowadzenia takiego życia jakie ona wybierze była podziwiana. Następnie to kłamstwo przekonuje ją, że zamordowanie swojego własnego dziecka jest rzeczą właściwą i odpowiednią.

Proszę zrozumcie, że eskalacja ludobójstwa na świecie została zapowiedziana. Jest to jeden z wielu znaków, które mówią o Końcu Czasów.

Zatrzymajcie się teraz wszyscy. Słuchajcie. Morderstwo to bardzo poważne przestępstwo. Kto tego dokona, nie będzie zbawiony. Nie ma powrotu. Ci którzy popełniliście ten okropny grzech, żałujcie. Proście teraz o wybaczenie. Ja poprzez Moje Miłosierdzie wysłucham  waszej modlitwy. Możecie i będziecie zbawieni jeżeli tylko szczerze żałujecie swojego ciężkiego grzechu. Wysłucham was. Przebaczę wam. Ale czas nie działa na waszą korzyść.

Wierzący módlcie się wytrwale za te moje zagubione i oddalone dzieci, które zostały zwiedzione przez Zwodziciela i jego sługi, wśród których panuje hierarchia mocy. One, moje dzieci,  potrzebują teraz waszych modlitw. Wszyscy musicie bronić prawa człowieka do życia, które to prawo nie może być zmieniane ludzką ręką w żadnych okolicznościach.

Módlcie się do Mnie codziennie. Ofiarujcie jakiekolwiek cierpienie jakie macie za te niewinne ofiary.

Wasz kochający Zbawiciel Jezus Chrystus

Urywek z orędzia z 27 lipca 2012 r

Aborcja, po zabójstwie własnego brata, jest największą formą ludobójstwa na świecie. A mimo to, jest to nie tylko tolerowane, lecz prawa ustanawiane przez wasze narody uznają ją za konieczność.

Z powodu grzechu aborcji upadnie wiele narodów i zostaną za to surowo ukarane.

Aborcja jest godnym pogardy aktem i zagładą pokoleń dzieci Bożych, które nie mogą się bronić.

Każdy, kto zabije dziecko Boże nie uniknie dotkliwej kary.

Gniewu Mojego Ojca, podczas Kary, doświadczą te narody, które zalegalizowały aborcję.

Zostaną one zgładzone i nie będzie okazane im współczucie, tak jak oni nie okazywali skruchy za ten grzech śmiertelny, kiedy godzili się na zabijanie dzieci Bożych w łonach matek.

Wzywam tych, którzy podstępnie próbują przedstawić aborcję jako niezbędną ochronę praw matki.

Kłamstwa są wykorzystywane do zamaskowania zbrodni aborcji, która przeciwstawia się Prawu Bożemu.

Za ten grzech, każdy prawodawca, lekarz lub osoba, która przyczynia się w jakikolwiek sposób do tego ohydnego czynu, są winni w oczach Boga i będą cierpieć karę, która ich czeka.

Urywek orędzia z 20 listopada 2012 r.

Każdy mocny i przekonujący argument będzie prowadził do zalegalizowania aborcji. Chwycą się każdego podstępu, aby zebrać poparcie, które doprowadzi do wprowadzenia aborcji dla wszystkich.

Z powodu tego grzechu, zburzę ich kraje.

Grzech aborcji powoduje u Mojego Ojca wielki ból i On nie pozwoli, aby dalej to trwało.

Narody, które ciągle starają się uczynić ją dostępną dla większej liczby kobiet i którzy promują ją jako dobrą, zostaną usunięte i zostanie zesłana kara, od której nie będzie odwołania.

Będą winni grzechu zabójstwa i będą jedną z pierwszych grup, która będzie odczuwała ból podczas Ostrzeżenia.

Bóg nie pozwoli tknąć wam życia, które stworzył.

Jego kara zostanie wymierzona wam w postaci trzęsień ziemi, a wiele narodów nadal będzie otrzymywać kara po karze, aż do dnia Pańskiego.

Aborcja i morderstwo będą dwoma grzechami z powodu których Mój Ojciec ześle na świat ciężkie kary.

Urywek z orędzia z 18 grudnia 2012 r.

Zły duch wpłynął na rządy we wszystkich częściach świata, aby mieć pewność, że aborcja jest nie tylko akceptowana, ale że będzie postrzegana jako coś dobrego.

Ile łez jest teraz wylewanych w Niebie. Wszyscy aniołowie i święci pochylają głowy w smutku.

Dzieci Boże zostaną zniszczone w wielkiej liczbie, gdy rozpoczyna się czas Wielkiego Ucisku.

Wojny, głód, morderstwa i samobójstwa wzrosną. Jednak grzech aborcji pociąga za sobą Gniew Mojego Ojca bardziej niż niemal każdy inny grzech.

Kraje, które akceptują aborcję będą bardzo cierpieć z Ręki Boga. Ich kraje będą płakać, kiedy doświadczą kary. Wszystkie osoby odpowiedzialne za wprowadzenie takiego niegodziwego czynu będą potrzebowały wielu modlitw.

Moje dziecko, ważne jest, aby każdy odmawiał Mój Święty Różaniec w każdy piątek aż do ostatniego tygodnia stycznia 2013 roku o powstrzymanie rozprzestrzeniania się aborcji.

Każde dziecko zamordowane w łonie matki staje się aniołem w Królestwie Mojego Ojca. One modlą się każdego dnia za każdą matkę, która świadomie i bez wahania dokonała zabiegu, aby zakończyć w sobie życie tego dziecka. Ich modlitwy służą ratowaniu dusz swoich Matek.

Wszyscy, którzy promują aborcję i odpowiadają za jej wprowadzanie są winni grzechu śmiertelnego.

Dla tych co maja mocne nerwy do oglądnięcia film

Kliknij i oglądaj

Posted in Aborcja, Alert, Apokalipsa, Znaki czasu | Otagowane: , | 55 Komentarzy »

Fatima: sanktuarium ucierpiało wskutek silnych wiatrów

Posted by Dzieckonmp w dniu 20 stycznia 2013

Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie ucierpiało wskutek silnych wiatrów, które 19 stycznia br. przeszły przez Portugalię.

f10

Dziesiątki przewróconych drzew, uszkodzone mury, zerwane dachówki, nieprzejezdne drogi dojazdowe to efekt deszczu połączonego z silnym wiatrem. Na szczęście nie było ofiar w ludziach.

Najmocniej ucierpiał drzewostan oraz dachy i mury, na które spadały konary drzew. Szkody odnotowano na terenie całego sanktuarium, szczególnie w okolicy Bazyliki Matki Bożej Różańcowej i Bazyliki Trójcy Świętej. Utrudniony jest też dostęp do Kaplicy Pojednania. Częściowemu zniszczeniu uległy figury przy bramie „Venite Adoremus Dominum”.

Również w parkach otaczających sanktuarium, szczególnie przy centrum Pawła VI, doszło do licznych strat. Przed rektoratem sanktuarium wiatr powyrywał drzewa z korzeniami. Na szczęście drzewo oliwne przy Kaplicy Objawień nie doznało żadnego uszczerbku.

Pracownicy rektoratu natychmiast przystąpili do działań zmierzających do naprawienia uszkodzeń, aby to jedno z największych na świecie miejsc pielgrzymkowych mogło normalnie funkcjonować.

Źródło: idziemy.com.pl

f11

f12

f13

f14

Posted in Znaki czasu | Otagowane: | 14 Komentarzy »

An Angel

Posted by Dzieckonmp w dniu 20 stycznia 2013

Wiele osób zaczyna swoją opowieść, od słów: „Opowiem wam dziś prawdziwą historię…” . Moja prawdziwa historia zaczęła się tak naprawdę dawno temu, kiedy miałam trzynaście lat. Byłam bardzo nieszczęśliwym dzieckiem, żyjącym w domu pełnym zawiści. Awantury i pijaństwo ojca, były moją codziennością. To smutne, że tak wiele dzieci musi dźwigać tak ciężki krzyż. Pomódlmy się za te dzieci i ich rodziny. Bywało, że myślałam o śmierci, że wolałabym się wcale nie urodzić. Mimo wszystko z całego serca dziękuję Bogu, za ten mój krzyż, bo on stał się jednocześnie moim błogosławieństwem i szczęściem.
Właśnie w wieku trzynastu lat, najtrudniejszym okresie dla zmieniającego się, dorastającego młodego człowieka, którego osobowość kształtuje się na nowo, usłyszałam w radio przepiękną piosenkę. Pokochałam te nuty, ten głos. To był utwór znanego na całym świecie zespołu The Kelly Family, pod tytułem An Angel. To był ten dzień…
Nigdy nie miałam przyjaciół, byłam jedynaczką. Nie miałam nikogo, komu mogłabym zaufać, oprócz mamy, która robiła wszystko, by mi ułatwić życie. Ta liczna irlandzka rodzina stała się moją rodziną, moimi przyjaciółmi. Tak mijały lata. Nigdy też nie miałam szczęścia
w miłości, więc zaprzyjaźniłam się ze swoją samotnością.
Pewnego dnia, po bardzo trudnym okresie swego życia, mój najdroższy przyjaciel, serce zespołu Kelly’ch, Patrick, poszedł do zakonu. Ostatnia płyta, jaką wydał, mówiła o jego przeżyciach, o nawróceniu, o Medziugorju. Moje ciocie jeździły tam i opowiadały o tym, ale ja nie słuchałam. Nie zwracałam uwagi. Dopiero, gdy Paddy o tym śpiewał, zaczęłam słuchać. Zaczęłam pragnąć pojechać tam. Nie wiem, dlaczego. Chodziłam do kościoła, modliłam się, ale to było jakieś byle jakie. Chciałam się lepiej postarać, być bardziej religijna, prawa, lecz nie wiedziałam za bardzo, jak się za to zabrać. Wydawało mi się, że chcę lepiej zrozumieć tak radykalny krok gwiazdy rocka, przejść tymi ścieżkami, którymi on przeszedł. Nawet nie zauważyłam, że zaczęłam rozmawiać więcej z Jezusem, z Maryją, że tak naprawdę ciągnie mnie tam z powodu Matki Bożej.
W końcu stało się. W 2009 roku dostałam zaproszenie. To zabrzmi nieskromnie, pysznie, ale z jakiegoś powodu zostałam wybrana, jak setki tysięcy innych, nigdy przypadkowych ludzi.
Już dawno przestałam się łudzić, że marzenia się spełniają, tymczasem moje najświeższe marzenie spełniło się.
Znalazłam się w Medziugorju. Od razu spodobało mi się to miejsce. Było mi tam jakoś tak dobrze, spokojnie. Zazwyczaj męczyło mnie zbyt długie przesiadywanie w kościele, lecz nie tam. Z ochotą poszłam na różaniec, który miał być odmawiany przy ołtarzu polowym. Nagle, ni stąd, ni zowąd, zmieniła się pogoda. Zaczęło lać tak bardzo, że trzeba było biec szybko, do kościoła. Tłumy wcisnęły się do środka, chroniąc się przed deszczem. Pomyślałam sobie wtedy: „No i po co ten deszcz przyszedł?”.
Odpowiedź dostałam szybko. Skończył się różaniec, rozpoczęła się Msza św. Nagle, spóźniony, między ludźmi szybko przecisnął się zakonnik z małą chudą walizką. Niezbyt wysoki, chudy, z krótkimi włosami, między którymi widać było dwie blizny, za prawym uchem. Stanął niedaleko mnie, za filarem i bardzo dyskretnie rozejrzał się. Był zmęczony długą drogą. Ukląkł pomodlił się, wstał i wpatrzył się w ołtarz, tak, jakby nic, poza ołtarzem nie istniało na świecie.
Tak, to był on. Brat John Paul Mary, kiedyś znany, jako Paddy Kelly. Gdyby się nie rozpadało, nie miałabym najmniejszych szans, by zobaczyć go, przed ołtarzem polowym. Deszcz przyszedł po to, bym doświadczyła pierwszego mojego prywatnego cudu. Piętnaście lat marzyłam o tym, że kiedyś spotkam tego człowieka i stało się. Na świecie nie istnieją przypadki. To był najprawdziwszy cud. Podczas Komunii św., skorzystałam
z okazji i podeszłam jak najbliżej niego. Jakże głupio się czułam, jak było mi wstyd, stojąc, jak wszyscy, podczas, gdy on jedyny ukląkł, by przyjąć Najświętszy Sakrament. Wstał
i wycofał się, robiąc mi miejsce. Miałam zaszczyt spojrzeć mu w oczy. Przez całe pięć sekund ja patrzyłam jemu w oczy, a on mnie. Miał takie przenikliwe oczy… Był dla mnie lekcją pokory.
Matka Boża pokazała mi go, skromnego, cichego, nie zauważanego, przez nikogo, tak pełnego pokory i zaraz zabrała go sobie. Pomodlił się po Komunii św., poszedł do przodu,
ze swą walizką i zniknął mi z oczu. W głowie usłyszałam głos: „Widzisz jego pokorę? Naśladuj go w tym”. Więc to była lekcja, będąca jednocześnie cudownym prezentem. Brat John Paul stanowił mój drogowskaz od lat i chyba tak już będzie zawsze. Niech będzie. Dla mnie to niezwykły zaszczyt. John Paul należał do Matki Bożej, uczył mnie małości, pokory, gorliwej wiary. Uznałam, że Matka Boża chce, aby brat John Paul był nadal moim nauczycielem, przewodnikiem. Mam się od niego uczyć, jak przez ostatnie piętnaście lat.
Powiem tylko, że to dzięki An Angel nauczyłam się angielskiego, samodzielnie. Dzięki Kelly’m uczyłam się kochać, wybaczać, a samotność nie była tak uciążliwa. Moje marzenie, by z nim porozmawiać, podziękować mu za wszystko, na razie miało się nie spełnić. To miało mi wystarczyć i wystarczało. Byłam szczęśliwa i wdzięczna, za to, co dostałam, bo był to dla mnie wielki dar.
Niezwykłość tego miejsca, klimat Mszy św. odprawianej w tylu różnych, dziwnych językach, sprawiły, że naprawdę zaczęłam się modlić. Na powitanie spotkał mnie mój mały prywatny cud, nie liczyłam na więcej, ale przyjechałam tam z wieloma intencjami i wiedziałam, że jeśli gdziekolwiek i kiedykolwiek mam coś wymodlić, to tylko tam, w Medziugorju. Obecność świętości czuło się tam wszędzie. Była w powietrzu, którym oddychałam, w mrówkach spacerujących po chodniku, w zapachu fig, który ciągle czułam.
Zdarzyło się tak, że wzięłam udział w spotkaniu z Ivanem, który mówił o objawieniach, przekazywał orędzia Matki Bożej. Powiedział, że Matka zaprasza nas wszystkich, na objawienie, 11 września, o godz. 22.00, na Górze Objawień. Wiedziałam, że słyszą ją i widzą, tylko wybrani ludzie. Większość nie widzi niczego. Nie liczyłam, że coś zobaczę. Ja już doświadczyłam cudu i chciałam tylko, by Kraljica Mira wysłuchała moich próśb.
Szłam w ciemności, w tłumie, nie licząc na nic. Wyszliśmy pod samą figurę, znajdującą się na górze i oczekiwaliśmy na objawienie modląc się. Ludzie z tylu krajów, władający tyloma językami modlili się razem. Ich głosy zlały się w jeden i słychać było tylko głośne burczenie. Miałam wrażenie, że temu burczeniu towarzyszy wielka energia, która unosi te wszystkie modlitwy do nieba. Podobną energię odczuwają gwiazdy, na koncertach. Czytałam o tym wiele razy.
Kobieta z mojej grupy, z którą się zaprzyjaźniłam, powiedziała, żebym patrzyła w bok, bo tam patrzą wszyscy, więc stanęłam na wysokim kamieniu i patrzyłam. Patrzyłam i widziałam, nie zdając sobie sprawy z tego, że coś widzę. Byłam, jakby nieświadoma. Po kilku minutach ludzie zaczęli bić brawo i przekazywać sobie z ust do ust, słowa Matki Bożej. A przecież mówiliśmy w różnych językach. Mimo, że na nic nie liczyłam, czułam się odrobinkę zawiedziona, że zupełnie nic się nie wydarzyło, za co jeszcze dziś przepraszam Maryję.
Na dole, po objawieniu, cała nasza grupa zebrała się, by razem wrócić do pensjonatu. Wtedy dowiedziałam się, że Matka Boża prosiła, by modlić się o pokój na świecie i powiedziała, że pobłogosławiła wszystkie dewocjonalia, które ludzie przynieśli ze sobą. Poczułam się tak, jakby na mnie zerknęła, ponieważ przed wyjściem, włożyłam do torby wszystkie zakupione przez siebie różańce i inne dewocjonalia.
Robiąc to, nie zastanawiałam się dlaczego i po co to robię. Jakby ktoś zrobił to za mnie. Spotkał mnie kolejny niezwykły zaszczyt, kolejny cud, na który nie zasługiwałam. Nie byłam jakimś strasznym grzesznikiem, lecz sumienie ciążyło mi, na tyle, by uważać, że nie zasługuję
na te wszystkie łaski. Nie byłam z siebie ani trochę dumna. Jednak mimo to, najwidoczniej naprawdę zostałam, z jakiegoś powodu, wybrana. Tylko dlaczego ja?
Dopiero kolejnego dnia, zaczęłam sobie powoli uświadamiać, co wydarzyło się na górze objawień. Jakbym budziła się ze snu. Zrozumiałam, że Matka Boża pozwoliła mi zobaczyć, jak zeszła do nas na ziemię, widziałam bowiem dziwny obłok. Wyglądał bardziej, jak mgła, niż jak chmura. Był przezroczysty, szary, jak dym. Widać było, poprzez niego drzewa, na których jakoby osiadł. Obłok ten, miał idealnie prostą podstawę, a na wierzchu, było wgłębienie, jakby ktoś tam leżał, lub siedział. Patrzyłam na niego dość długo, a gdy odwróciłam wzrok i znowu spojrzałam, już go nie było.
Pewna kobieta z naszej grupy mówiła później, że Matka Boża spłynęła, leżąc na obłoku, a ja zrozumiałam, że nie miałam zwidów, że ten obłok widziałam. Dowiedziałam się też, że Maryja mówiła, iż jest zadowolona z młodzieży. Poczułam wtedy szczęście, jakby znów na mnie zerknęła. Ona, Najświętsza Maryja zaprosiła mnie do Medziugorja, pokazała mi to wszystko… Mnie, zwykłej, byle jakiej dziewczynie, która jest nikim, w porównaniu z tymi wszystkimi wspaniałymi ludźmi, jakich Matka do siebie przyciągała.
Zrozumiałam, że mam teraz bardzo ważne zadanie. Muszę wrócić tam, gdzie mieszkam, do tych zimnych, pełnych ironii ludzi i opowiedzieć im o tym. Obawiałam się, że nie będą mnie słuchać, że mnie wyśmieją, nazwą wariatką. Modliłam się, by Matka Boża pomogła mi mówić im o tym wszystkim, by podpowiadała mi słowa. Zapragnęłam pójść do spowiedzi generalnej, ale wszystko działo się tak szybko, że nie mogłam się do niej dobrze przygotować. Głos w moim wnętrzu powiedział mi, żebym dała sobie trochę czasu, że kiedy nadejdzie pora, znajdzie się odpowiedni ksiądz, odpowiednia chwila. Zaufałam więc.
Nie chciałam wracać do domu, było mi tam tak dobrze. Jakby to był raj na ziemi. Tak wiele słyszałam od kobiet, z mojej grupy pielgrzymkowej, o Festiwalu Młodych, że gorąco zapragnęłam przyjechać za rok, we wakacje, na te dziewięć dni. Jeszcze nie wyjechałam z Medziugorja, a już tęskniłam za nim. Zastanawiałam się, czy moja wiara nie osłabnie, czy te wydarzenia mi nie spowszednieją w zderzeniu z szarą rzeczywistością.
W drodze powrotnej organizator pielgrzymki włączył w autokarze DVD z Festiwalu Młodych. Jaka była moja radość, gdy okazało się, że oglądam świadectwo brata Johna Paula Mary Kelly… Słuchałam go z zapartym tchem, jak mówił o tym, co jego rodzina osiągnęła, ile nagród zdobyła, w jakim zamku zamieszkała. Mówił o pustce, jaka go ogarnęła i o chęci odebrania sobie życia. Wiedziałam wcześniej o tym, ale słysząc tę historię z jego ust, czułam, że każda komórka ciała mnie aż boli. To nagranie umocniło mnie w przekonaniu, że muszę przyjechać na Festiwal Młodych, że muszę zasłużyć na zaproszenie.
Wróciłam do Polski i jadąc w autobusie, do domu, odkryłam, że bardzo mnie rażą przekleństwa. Sama dotąd dużo przeklinałam, a teraz drażniło mnie, kiedy słyszałam je z ust innych. Podobnie było z wzywaniem imienia Bożego na daremno. Też mnie drażniło, kiedy sama u siebie usłyszałam mój zwykły przerywnik: „O Jezu”. Cieszyłam się, że jestem na początku nowej drogi.
W Medziugorju kupiłam wiele różnych różańców, koronek pokoju, medalików i tym podobnych pamiątek. Po powrocie je podzieliłam, dla różnych znajomych, a i tak wiele mi zostało.
I zaczęły przychodzić do nas różne osoby, o których nie pomyślałam. Przyszła jedna znajoma, a ja, jakbym była, przez kogoś kierowana, dałam jej dzieciom medaliki, a jej różaniec
i usłyszałam: „Jakbyś wiedziała. Wczoraj mój różaniec się przerwał martwiłam się, że nie będę miała na czym się modlić”.
Kupiłam duży drewniany różaniec, choć nie wiedziałam po co, bo myślałam, że nikt na takim dużym nie będzie chciał się modlić i przyszła ciocia, która ma krótkie, grube palce. Powiedziała: „Dziękuję, że o mnie pomyślałaś”. A ja przecież wcale o niej nie myślałam. To
Matka Boża kierowała moimi działaniami, tak przy zakupach, jak i przy dzieleniu tymi cennymi prezentami.
Mówiłam im wszystkim o tym, co widziałam, co przeżyłam, przekazywałam słowa z orędzia Matki Bożej, a oni mnie słuchali i wierzyli mi. Normalnie każdy z nich machnąłby ręką, uznał, że mi odbiło, tymczasem potraktowali mnie poważnie. Uwierzyli we wszystko. Wierzę, że nasza Królowa Pokoju otworzyła im serca, by łatwiej było mi stać się świadkiem i owocem Medziugorja. Nie pamiętam, kto, powiedział nam w Medziugorju, że wszyscy, którzy zostali tam zaproszeni, którzy przyjechali do Medziugorja są owocami Medziugorja. Tego nie można lekko traktować. Wymaga to nieustannej pracy nad sobą, dążenia do pokory. Przynajmniej ja tak to rozumiem. Ten wysiłek daje jednak szczęście. Człowiek czuje, że Matka Boża jest cały czas blisko niego.
Musiałam jeszcze raz pojechać tam z powrotem. Wciąż miałam wiele „spraw, do załatwienia” z Maryją. Dotychczas zaufanie sprawiało mi ogromne trudności, teraz każdego dnia powtarzam jedno krótkie zdanie: „Oddaję się Tobie, Jezu. Troszcz się Ty”. Tej drogi uczy mnie pokorny zakonnik w szarym habicie. Widocznie tak chce Maryja, a ja mogę tylko dziękować Jej za to i cieszyć się z całego serca. Gdyby ktoś zapytał mnie, przed wyjazdem do Medziugorja, czego w życiu żałuję, pewnie powiedziałabym, że wszystkiego. Teraz powiem, że absolutnie niczego, ponieważ każda sekunda mojego życia doprowadziła mnie do Medziugorja. Gdyby coś zmienić, jedno zdanie, jedno zdarzenie, pewnie nie trafiłabym do tego niezwykłego miejsca, nie przeżyłabym tego wszystkiego, nie otrzymałabym tylu łask. Jak mogłabym czegokolwiek żałować w takiej sytuacji?
Justyna Maria Mączka

Źródło: krolowa-pokoju.com.pl

Posted in Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , | 33 Komentarze »