Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Archive for 22 września, 2013

Dlaczego żebracy trzymają śpiące dziecko? Czy kiedykolwiek się zastanawiałeś ?

Posted by Dzieckonmp w dniu 22 września 2013

Przeczytałem ten artykuł kilka miesięcy temu.
Nie wiem kto jest jego autorem. Proszę, przeczytaj go
 

Obok stacji metra siedzi kobieta w nieokreślonym wieku. Jej włosy są poplątane i brudne, jej głowa pochylona w smutku.

dzieckoprKobieta siedzi na brudnej podłodze, obok niej leży torba. Do torby ludzie wrzucają pieniądze. W rękach kobiety śpi dwuletnie dziecko. Jest w brudnej czapce i brudnych ubraniach. Madonna z dzieckiem jakaś liczba przechodniów podaruje pieniądze. Ludzie naszego pokroju zawsze czujemy współczucie dla tych, którym gorzej się powodzi. Jesteśmy gotowi oddać im ostatnią koszulkę, ostatniego grosza z własnej kieszeni i nigdy nie myślimy o innej stronie medalu.
Pomaganie jest jak wykonałeś dobrą robotę.
 

Mijałem żebraków miesiącami.
 Nie dawałem im pieniędzy wiedząc, że to sprawka gangu i pieniądze zebrane przez żebraków zostaną przekazane osobie kontrolującej ich w tej okolicy.
 Ci ludzie posiadają po kilka luksusowych nieruchomości i samochodów. Och, żebracy też coś oczywiście dostaną, butelkę wódki wieczorem i doner kebab.
Miesiąc później, minąwszy żebraczkę, nagle mnie to uderzyło.
Stoję na ruchliwym skrzyżowaniu gapiąc się na dziecko ubrane jak zwykle brudne ubrania. Uświadomiłem sobie, że coś jest nie tak z dzieckiem przebywającym na brudnej stacji metra od rana do wieczora
To dziecko spało.
 Nigdy nie łkało ani nie krzyczało, zawsze spało chowając swoją twarzyczkę w kolanach kobiety, która była jego MATKĄ
 

Czy ktoś z Was, drodzy czytelnicy, posiada dzieci?
Przypomnijcie sobie jak często one śpią w wieku 1-2-3 lat? Godzinę, dwie, maximum trzy (rzadko bez przerwy) popołudniowej drzemki i ponownie poruszenie.
 Przez cały miesiąc, każdego dnia kiedy przechodziłem metrem, nigdy nie widziałem tego dziecka nie śpiącego! Spojrzałem na tego maleńkiego chłopca z buzią schowaną między kolanami matki, później na żebraczkę i moja podejrzliwość przybrała na sile.

-Dlaczego on ciągle śpi?
Zapytałem jej, gapiąc się na dziecko.
 

Żebraczka udała, że mnie nie słyszy. Spuściła oczy i ukryła twarz w kołnierzu nędznego płaszcza. Powtórzyłem pytanie. Kobieta spojrzała ponownie. Spojrzała gdzieś za moimi plecami, zmęczona I zupełnie zirytowana. Wyglądała jak kreatura z innej planety.

– Odpieprz się wymamrotała.

-Dlaczego on śpi?! Prawie krzyknąłem (lub: prawie się rozpłakałem)
 

Ktoś za mną położył mi ręke na ramieniu. Spojrzałem do tyłu. Jakiś starszy mężczyzna patrzył na mnie z dezaprobatą:

– Czego od niej chcesz? Nie widzisz jak ciężko ma w życiu? Ech
Wyciągnął z kieszeni kilka monet i wrzucił je do troby żebraczki.

Żebraczka wykonała ręką znak krzyża w powietrzu, przybierając twarz upokorzenia I przejmującego smutku. Mężczyzna zabrał rękę z mojego ramienia i oddalił się ze stacji metra.

Założę się, że w domu będzie opowiadał jak obronił biedną, zrozpaczoną kobietę od bezdusznego mężczyzny na stacji metra.
 
 

Następnego dnia zadzwoniłem do przyjaciela.
To zabawny facet z oczami jak oliwki, Rumun. Udało mu się ukończyć zaledwie 3,5 roku edukacji. Kompletny brak edukacji nie sprawił, że nie przemieszcza się on ulicami miasta bardzo drogimi zagranicznymi autami oraz że nie mieszka w wielkim domu z niepoliczalną ilością okien i balkonów. Od mojego przyjaciela dowiedziałem się, że ten biznes, pozornie spontaniczny , jest dobrze zorganizowany. Jest nadzorowany przez zorganizowane gangi żebraków. Dzieci są wypożyczane z rodzin alkoholików lub zwyczajnie porwane.
 

Potrzebowałem odpowiedzi na pytanie
 dlaczego dziecko śpi? I otrzymałem ją. Mój przyjaciel cygan wypowiedział zdanie zupełnie zwyczajnym, spokojnym głosem, które wprawiło mnie w zdumienie, tak jakby opowiadał o pogodzie:
 

– są na heroinie albo wódce.
 

Zgłupiałem. Kto jest na heroinie? Kto na wódce?!

Odpowiedział:
  dziecko, żeby nie krzyczało.
 Kobieta będzie siedziała z nim tam
cały dzień, wyobrażasz sobie jak mogłoby się nudzić?

Aby dziecko spało cały dzień, faszerowane jest wódką lub narkotykami.
Oczywiście ciałko małego dziecka nie jest w stanie znieść takiego szoku.
 
 Dzieci często umierają. Najbardziej przerażające jest to, że dzieci czasami umierają w czasie dnia pracy . A kobieta udająca matkę musi trzymać martwe dziecko na rękach do samego wieczora. Takie są zasady. A przechodnie będą wrzucać pieniądze do torby i wierzyć, że ich zachowanie jest moralne. Pomagają samotnej matce.
 

Następnego dnia przechodziłem obok tej samej stacji metra. Przybrałem maskę dziennikarza i byłem gotowy na poważną rozmowę. Ale rozmowa nie wypaliła, stało się to co następuje:
 

Kobieta siedziała na podłodze, a w rękach trzymała dziecko.
 Zapytałem jej o dokumenty dziecka i, co najważniejsze, gdzie jest dziecko z wczoraj, co ona po prostu zignorowała.
 

Moje pytanie nie zostało jednak zignorowane przez przechodniów. Powiedziano mi, że zwariowałem, bo krzyczę na biedną żebraczkę z dzieckiem. Koniec końców, zostałem odeskortowany ze stacji metra w poniżeniu.
 Jedyna rzecz która mi pozostała to zadzwonić na policję. Kiedy policja przybyła, kobieta z dzieckiem zniknęła. Zostałem z poczuciem walczę z wiatrakami .
 

Jeśli zobaczysz w metrze, na ulicy lub gdziekolwiek kobietę z dzieckiem, żebrujących, pomyśl zanim twoja ręka sięgnie po pieniądze.
Pomyśl o tym, gdyby tysiące ludzi nie wyciągało do nich rąk, ten biznes by nie istniał. Umarłby biznes, a nie dzieci napompowane wódką lub narkotykami.
 Nie patrz na śpiące dziecko ze współczuciem. Zobacz horror
 Jeśli czytasz ten artykuł to wiesz już dlaczego dziecko w rękach żebraka śpi.
 
 

P.S. Jeśli skopiujesz ten artykuł na swoją tablicę lub choćby klikniesz udostępnij ,
twoi przyjaciele również go przeczytają.
 A kiedy kolejny raz zdecydujesz się otworzyć swój portfel aby wrzucić żebrakowi monetę,
 przypomnij sobie, że ta dobroczynność może kosztować kolejne dziecko życie….

Posted in Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 113 Komentarzy »

Prośba o pomoc

Posted by Dzieckonmp w dniu 22 września 2013

Kochani czytelnicy. Otrzymałem w ostatnich dniach gorącą prośbę o pomoc. Chcę jednak aby nadsyłane prośby były zweryfikowane. Dlatego proszę o zgłoszenie się chętnych osób z Białegostoku które zechcą zbadać położenie , warunki bytowe osoby proszącej. Jeśli wasze rozeznanie sytuacji potwierdzi konieczność pomocy od razu zrobimy akcję pomocową.

Proszę pisać na maila chęć weryfikacji danych proszącej. Ja w mailu zwrotnym podam bliższe namiary.

Oto list proszącej.

Szcęść Boże,

pisałam, zwracałam się do wielu osób, na wiele stron z wielką prośbą o jakąkolwiek pomoc. Boli mnie to, że nie ma żadnego odezwu. Zaczynam tracić wiarę w sens mojego istnienia, czuję się jak na pustyni.

Jestem 32 letnią kobietą. Mam synka 5 letniego. Całe swoje życie starałam się nieść pomoc ludziom. Pracowałam w organizacjach jako wolontariusz, pomagałam ludziom z szkoły, pracy, rodzinie. W końcu ta chęć pomocy innym mnie bardzo zgubiła. W mojej pracy był bardzo chory kolega. Miał guza w głowie, trudnego do zoperowania. Zgodzili się operować w Warszawie niestety nie za darmo. Potrzebne było 10tyś. Szukaliśmy pomocy. Nie miałam oczywiście takiej sumy bo zarabiałam ok 1tyś zł sama wychowywałam syna. Jak Marek trafił do szpitala i okazało się że operacja potrzebna jak najszybciej, zaczął mnie prosić żebym wzięła pożyczkę. Miałam też swoje zobowiązania, bałam się. Z drugiej strony nie mogłam patrzeć jak cierpi. Prosiłam Boga że jeśli mam mu pomóc to Boże pomóż mi to uczynić. Zaczęliśmy próbować brać na mnie pożyczki. On nie mógł ze względu na niedokończone sprawy sądowe. Miał niby 80tyś na lokatach i nie mógł ich ruszyć. Miała być kwestia 2-3mies jak spłacimy wszystko. Była(jest) to osoba bardzo wierząca, udzielająca się w Kościele. To wszystko sprawiło że uległam uwierzyłam i zaczęłam zbierać te pieniądze. Najpierw Provident potem chwilówka jeden kredyt drugi…. nazbierało się ponad 11tyś. Marek oczywiście na operację pojechał.

Od tego czasu minęło 1,5 roku. Niestety ani nie pomagał mi tego spłacać, ani nie odblokowali niby tych jego lokat. Z mojej pensji nie byłam w stanie tego wszystkiego spłacać. Niestety doszedł w końcu komornik jeden drugi…. W tym miesiącu dostałam wypłaty 611zł z czego automatycznie 300zł zeszło na raty. Załamałam się. Wcześniej prosiłam rodzinę, chrzestną za granicą żeby mi pomogli. Wszyscy się ode mnie odwrócili. Marek się praktycznie nie odzywa. Napisałam o swojej sytuacji nawet się nie zainteresował, nie próbował w żaden sposób pomóc.

W tej chwili do tego wszystkiego jestem w 2 miesiącu ciąży. Będę musiała wyprowadzić się od rodziców. Jestem załamana. Moi rodzice nie są zamożni tato na emeryturze mama bez emerytury i bez pracy. Modlę się codziennie do Boga żeby mi pomógł albo zabrał mnie z tego świata. To nie życie jak ubrań szukam po śmietnikach i na dzień dzisiejszy zostało mi 13zł na 3 tygodnie. Tyle jest potrzeb. Rozumiem nie każdego jest stać na danie pieniędzy. Może ktoś się boi. Ja rozumiem. Ale moje potrzeby są w tej chwili takie duże że moja głowa już się na nie zrobiła za mała. Ubrania dla syna, ja nie mam butów na jesień-zimę, kurtki. Brzuszek bedzie rósł nie mam ubrań. Dla małego wyprawkę. Dach nad głową. Tysiące rzeczy i ja w tym wszystkim sama. Pisałam do telewizji wszędzie. Nie wiem czy nikt mi nie wierzy czy moja sytuacja jest taka beznadziejna że pętelka na szyję…..

Błagam niech ktoś się w końcu odezwie. Da wiarę, nadzieję, siłę że w końcu będzie lepiej. Boli mnie to wszystko tym bardziej że zawsze wierzyłam że jeśli ja będe pomagać to kiedyś dobro do mnie wróci…. PROSZĘ BŁAGAM o jakikolwiek odzew.

Marta

Posted in KOMUNIKATY | Otagowane: | 43 Komentarze »

Jedzcie jaja! Na śniadanie, na obiad, na kolację

Posted by Dzieckonmp w dniu 22 września 2013

Zwykle sześćdziesiąt jaj w domu musi być, ich liczba nie może spaść poniżej
trzydziestu – zastrzega się prof. Tadeusz Trziszka. Jajolog z Wrocławia,
przez znajomych zwany jajcarzem, przekonuje Polaków, że warto jeść co
najmniej dwa jaja dziennie

Aneta Augustyn: Nawraca pan naród na jaja?

Prof. Tadeusz Trziszka*: Nawracam, bo z jajami u nas nie najlepiej. Na
Polaka nie przypada nawet jedna sztuka dziennie. Na Wielkanoc jajo ma swoje
pięć minut, ale i tak nam to statystyk nie poprawia . Jemy ledwie 200 jaj
rocznie, dwa razy mniej niż Japończycy czy Chińczycy.

Po co nam więcej?

– Bo to najlepsze naturalne źródło bioaktywnych składników.

Nie ma w naturze drugiego produktu, w którym jest tyle potencjału. Jeśli
zapłodnione jajo przez 21 dni będziemy podgrzewać w temperaturze 40 stopni,
wykluje się pisklę z układem nerwowym, kostnym, krwionośnym,
immunologicznym, itd. Czyli wystarczyło dodać energię cieplną, żeby powstało
nowe życie. Bo w jaju jest wszystko, co potrzebne do jego stworzenia:
precyzyjnie zaplanowany komplet białek, kwasów tłuszczowych, witamin,
związków mineralnych, wszystko w idealnych proporcjach.

Dwie sztuki dziennie pokrywają nam całkowite zapotrzebowanie na cholinę,
która chroni wątrobę, oraz na aminokwasy potrzebne do odbudowy wszystkich
komórek i tkanek. Kilkunastu aminokwasów niezbędnych do utrzymania przy
życiu sami nie jesteśmy w stanie wyprodukować, musimy dostać je z zewnątrz,
z pożywieniem. Występują one także w mleku, mięsie, roślinach, ale to jaja
mają ich najwięcej i w dodatku najlepszej jakości. Białko jaja zostało
uznane przez Światową Organizację Zdrowia za międzynarodowy wzorzec składu
aminokwasowego.

Jajo zawiera też liczne fosfolipidy, lecytynę potrzebną do sprawnego funkcjonowania
mózgu i układu nerwowego, składniki mineralne, fosfor i żelazo, oraz niemal wszystkie
witaminy, w tym cały garnitur witamin B, zwłaszcza B12, na której brak
bywają narażeni zwłaszcza wegetarianie. Nie potrzeba nam jej wiele, ale jest
kluczowa w metabolizmie, szczególnie tłuszczu i cukrów. Występuje tylko w
produktach zwierzęcych, dlatego wegetarianom zaleca się łykanie pastylek z
B12. Tymczasem dwa jaja dostarczają nam 100 procent dziennego
zapotrzebowania na tę witaminę. W dodatku występuje ona w towarzystwie
lipidów, które jeszcze wzmacniają jej przyswajalność. Dwa jaja to także
sporo luteiny, która wzmacnia wzrok i połowa zapotrzebowania na witaminy A i E.

Nie mają jednak w ogóle witaminy C.

– Jajo zagryzione jabłkiem załatwia sprawę braku witaminy C.
Ab ovo usque ad mala , od jaja do jabłka, od początku do końca – pisał Horacy.
W Cesarstwie Rzymskim posiłki rozpoczynano jajkami, potem szły bażanty i inna dziczyzna,
a kończono jabłkami. Jaja na starożytnych stołach serwowano na miękko,
sadzone albo na twardo z sosami rybnymi. Apicjusz, autor antycznej książki
kucharskiej De re coquingria libri X – O sztuce kucharskiej ksiąg 10 –
podaje między innymi przepis na ovo spongia , coś na kształt dzisiejszego omletu.
Żeby jaja były jak najdłużej świeże, przechowywano je wówczas w soli, otrębach albo zasypane ziarnem prosa.

Orędując w sprawie jajecznej, nie obawia się pan cholesterolu?

– Polska jest jednym z ostatnich bastionów strachu przed cholesterolem, to
prawie nasz wróg publiczny. Cholersterolofobia zaczęła się na świecie w
latach 70., gdy przemysł farmaceutyczny szukał możliwości sprzedania leków,
które ograniczają produkcję cholesterolu i nie dopuszczają do jego
odkładania się w naczyniach krwionośnych. Szukano także winnych i padło na
jaja. Dlatego w latach 70. i 80. w krajach wysoko rozwiniętych ich spożycie
znacznie spadło.

Ale przecież cholesterol to problem dla wielu ludzi. Odkłada się w
tętnicach, grożąc miażdżycą, zawałem, udarem.

– Fobia cholesterolowa nakręcała się bez naukowego uzasadnienia i miała
jedną pozytywną stronę: przyspieszyła i rozszerzyła zaawansowane badania, za
duże pieniądze, które pokazały kilka rzeczy.

Owszem, cholesterol jest czynnikiem ryzyka w rozwoju miażdżycy i choroby
wieńcowej serca, ale przede wszystkim u osób obciążonych genetycznie
hipercholesterolemią. Jest niezaprzeczalnym faktem, że u części ludzi
organizm nie radzi sobie z nadprodukcją cholesterolu i odkłada go w
naczyniach. Ale zdrowy, sprawny organizm sam reguluje jego poziom, bez
względu na to, ile go zjemy.

Ważne – głównym sprawcą zła nie jest cholesterol z jaj, tylko ten, który
wytwarzamy sami, w wątrobie. Produkujemy go codziennie mniej więcej tyle,
ile znajduje się w piętnastu jajach. Cholesterol jest nam zresztą niezbędny.
Organizm, który go nie produkuje, musi umrzeć. Występuje on w każdej błonie
komórkowej, w miliardach wszystkich komórek naszego ciała, jest konieczny w
tworzeniu hormonów płciowych, witaminy D i kwasów żółciowych.

Cholesterol nie może sam przepływać w systemie krwionośnym. Musi mieć
autobus, który będzie go przewoził. Transportują go dwa nośniki, dwa związki
fosfolipidowe – HDL i LDL. Zaczęto je rozróżniać dopiero w latach 80 Z
wątroby do komórek jest transportowany LDL-em, potocznie zwanym „złym
cholesterolem”, który może odkładać się w naczyniach. Natomiast cały nadmiar
jest z nich zabierany i odwożony do utylizacji w wątrobie HDL-em, „dobrym
cholesterolem”. I tu właśnie jest całe jajo: nie tyle o sam cholesterol
chodzi, ile o proporcje nośników. Jak mamy za mało HDL, to nie ma kto
„sprzątać” z powrotem do wątroby nadmiaru cholesterolu, który zaczyna
odkładać się w naczyniach krwionośnych.

Skąd ten nadmiar?

– Poniekąd na własne życzenie: niemieckie i japońskie badania pokazały, że u
ludzi w permanentnym stresie wątroba wyrzuca więcej cholesterolu. Jego
nadprodukcję jednak przede wszystkim mamy zakodowaną genetycznie. Trzeba
wtedy zwracać uwagę na dietę, jeść mniej cukrów i tłuszczów. Ale nie jaj,
które w tym całym cholesterolowym zamieszaniu niesłusznie posadzono na ławie
oskarżonych. Jajo zawiera 0,3 procent cholesterolu, to tyle co granica
błędu. Nie może więc być tak kolosalnie szkodliwe, jak nas latami straszono.
Poza tym jajo dostarcza dużą ilość korzystnego HDL-u.

Czyli jaj się nie bać?

– Lansowane kiedyś przekonanie, że można zjeść nie więcej niż dwa-trzy jaja
na tydzień, zostało na Zachodzie definitywnie odesłane do lamusa. „Two eggs
every day is ok” – dwa jaja codziennie są OK – stwierdzono w 1998 roku w
Atlancie na konferencji poświęconej jajom. I nie było to bynajmniej hasło
marketingowe drobiarzy, tylko fakt poparty rzetelnymi badaniami.

Nie odważyłbym się być takim orędownikiem jaj, gdybym sam od lat nie
współpracował z Akademią Medyczną. W żadnym z badań nie stwierdzono, że jaja
mogą szkodzić. Publikacje w renomowanej literaturze dowodzą nieszkodliwości
cholesterolu zawartego w żółtku.

Jeszcze raz mówię wyraźnie: cholesterol z jaj nie powoduje arteriosklerozy
ani chorób układu krążenia u osób z normalnym metabolizmem.

Kolejną przyczyną trendu antyjajecznego był przemysł tłuszczowy. W latach
80. na Zachodzie, a w 90. u nas nawoływano: „jedzcie tylko margaryny, tylko
tłuszcze roślinne, bo w nich nie ma cholesterolu”. Tłuszcze zwierzęce oraz
jaja zostały zdegradowane. To jasne, że w margarynie nie ma cholesterolu, bo
żadna roślina go nie produkuje. Tylko że margaryna to olej, w który
wtłoczono wodór. Dopóki olej jest w formie płynnej, nienasyconej, jest w
porządku. Natomiast sztucznie uwodorniony utwardza się, staje się tłuszczem
nasyconym, typu trans, niekorzystnym dla zdrowia. To nie jest produkt dla
człowieka, w naturze nie występuje. Strasząc cholesterolem w latach 90.
mocno wylansowano margaryny.

Dziś ich reklamy nie są już tak nachalne; nikt nie odważy się powiedzieć, że
są zdrowe. A jajo króluje.

Ale może uczulać, może być też źródłem salmonellozy.

– Tzw. skaza białkowa jest efektem kilku czynników alergizujących, głównie
owomukoidu w białku.

Co do zakażeń, to ptaki rzeczywiście są potencjalnym źródłem pałeczek
Salmonella i Campylobacter , które żyjąc w ich przewodzie pokarmowym, samym
ptakom nie szkodzą, ale mogą przenieść się na jaja. Ale takie ryzyko ma
miejsce tylko tam, gdzie brak higieny, na fermach jest to wykluczone. W
każdym razie bakterie te giną w 60 stopniach. Zawsze zanurzam jaja na kilka
sekund we wrzątku i dopiero potem wkładam do lodówki.

Dużo ich pan tam trzyma?

– Zwykle sześćdziesiąt w domu musi być, ich liczba nie może spaść poniżej
trzydziestu. Każdy z domowników zjada dwie-trzy sztuki dziennie. Na miękko,
sadzone, po wiedeńsku, w omletach. Zrobiłem kiedyś sam na sobie eksperyment:
przez dwa miesiące nie jadłem jaj i cholesterol ze 190 skoczył mi do 280.
Eksperymentowałem też na znajomych i zawsze efekty były podobne.
Potwierdzają wyniki badań, które mówią, że jeśli dostarczymy cholesterol z
zewnątrz, jednocześnie zmniejszymy własną produkcję. Po prostu, gdy jemy
więcej produktów zwierzęcych bogatych w cholesterol, spada nasza własna
synteza i odwrotnie.

To więc, że pofolgujemy sobie na święta i zjemy więcej jaj, nie podwyższy
nam cholesterolu; oczywiście o ile nie jesteśmy obciążeni genetycznie i nie
mamy problemów z metabolizmem.

Wrócił pan właśnie z Kanady, gdzie „jajolodzy” z całego świata rozmawiali o
tym, co z jaj można jeszcze wycisnąć. Coś pana zaskoczyło?

– Banff Egg [w miasteczku Banff w zachodniej Kanadzie] to przygotowana przez
kanadyjskie uniwersytety – Alberty i Manitoby – największa na świecie
konferencja o jajach. Nie o produkcji, nie o przemyśle drobiarskim, tylko o
ich wykorzystaniu w leczeniu. Spotykają się tam raz na osiem lat biochemicy,
lekarze, farmaceuci, specjaliści od żywienia z uczelni medycznych.

Tym razem Japończycy mocno podkreślali, że cholesterol, czyli składnik
żółtka niezbędny do rozwoju zarodka, powinno się podawać dzieciom. Tak, jest
niezbędny do harmonijnego rozwoju, podobnie jak kwas arachidonowy z żółtka.
W Polsce medyk starej daty pewnie padłby na taką wiadomość.

Podkreślano rolę choliny z jaj w metabolizmie kwasu foliowego, rozwoju mózgu
i ochronie wątroby; jej niedobór może prowadzić nawet do marskości. Dużo
było o pozyskiwaniu z jaj za pomocą hydrolizy enzymatycznej peptydów, które
działają silnie antyoksydacyjnie i antydrobnoustrojowo. Są także pomocne w
leczeniu nowotworów oraz regulacji ciśnienia krwi. Intensywnie pracuje się
nad tym w japońskich i amerykańskich laboratoriach. Koncerny farmaceutyczne
są tym mocno zainteresowane.

Było o skorupkach wykorzystywanych do produkcji leczniczych preparatów oraz
o terapeutycznych właściwościach immunoglobuliny z żółtka.

Mówiono również o tym, jak istotne są proporcje kwasów omega3 i omega6.
Idealnie, jeśli jest to jeden do jednego. Zachwianie tej równowagi bywa
powodem chorób cywilizacyjnych, między innymi cukrzycy. W naszej diecie
przeważają omega6, natomiast omega3 potrzebne chocby do rozwoju układu
nerwowego występują głównie w jajach i rybach.

Generalnie potwierdza się po raz kolejny truizm, że to, co jemy, może nas
leczyć albo przyprawić o chorobę. A skoro leczenie przez żywienie, to jajo
jest produktem idealnym.

Był pan jedynym Polakiem, który miał w Kanadzie swój wykład. O czym pan
mówił?

– O jajach jako wielce obiecującym źródle preparatów biomedycznych i
nutraceutycznych.

Nie wystarczy po prostu zjeść jajko?

– Nam chodzi o to, żeby skoncentrować cenne substancje, jakie zawiera. Bo
kto zje kilkanaście sztuk dziennie? A za pomocą chromatografii, ekstrakcji
nadkrytycznej czy hydrolizy enzymatycznej możemy pozyskać z jajek aktywne
składniki i zamknąć je w kapsułkach.

Właśnie nad tym pracujemy we wrocławskim projekcie Ovocura, w który jest
zaangażowanych prawie setka naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego,
Akademii Medycznej, Politechniki Wrocławskiej, Uniwersytetu Jagiellońskiego
i Polskiej Akademii Nauk. We Wrocławskim Parku Technologicznym pracujemy na
supernowoczesnej, robionej na zamówienie linii technologicznej.

Próbujemy wyizolować z jaj związki, które mogą być pomocne w zapobieganiu
chorobom cywilizacyjnym, na przykład chorobom mózgu, serca, nowotworom.
Pracujemy między innymi nad preparatem z żółtka do prewencji chorób
Alzheimera i Parkinsona oraz preparatem wspomagającym leczenie nowotworów na
bazie cystatyny. To białko, które silnie działa na bakterie, wirusy, komórki
nowotworowe. Na razie jesteśmy w fazie badań przedklinicznych.

Oprócz preparatów prewencyjnych i leczniczych przygotowujemy suplementy
diety – fosfolipidowe, wzmacniające układ nerwowy, oraz wapniowe, na bazie
skorupek, przeciw osteoporozie. Nie ma w Europie drugiego takiego projektu.

Ovocura to w wolnym tłumaczeniu jajoleczenie. Już medycyna ludowa zalecała,
żeby po ciele chorego toczyć jajo, które miało w swoim wnętrzu zamknąć
chorobę.

– Medycyna ludowa też może być wskazówką dla nauki. W Kanadzie jeden z
uczonych egipskiego pochodzenia opowiadał, że w jego kraju od zawsze
kładziono na rany błonę podskorupkową. Okazuje się, że rzeczywiście jest
bogata w kolagen regenerujący skórę. Medycyna ludowa zaleca też smarowanie
surowym białkiem miejsc dotkniętych bólami reumatycznymi. Tego jeszcze nie
potrafimy wyjaśnić, ale może kiedyś rozwiążemy i tę zagadkę?

Intrygujące bywają nie tylko ludowe receptury, ale i dawne przepisy.

Choćby jaja pi dan, zwane stuletnimi. To chiński delikates, który przez
kilka tygodni marynuje się w zalewie z soli, wapnia i naparu czarnej
herbaty. Białko robi się brunatne i galaretowate, a żółtko ciemnieje. Jadłem
je na surowo podczas pobytu w Chinach, ale z oporami, ze względu na ten
makabryczny kolor. Fascynują mnie natomiast jako naukowca. Przypuszczam, że
jaja poddane fermentacji mogą być bogate w dodatkowe aktywne substancje.
Kiedyś je przebadam. Na marginesie, prawie połowa światowej produkcji jaj to
właśnie Chiny.

Na jakich jajach pracujecie w Ovocura?

Do badań potrzebujemy 300 tysiecy sztuk drogich, eksperymentalnych jaj
zakontraktowanych u jednego z dolnośląskich hodowców

Karmi kury z kartki?

– Prawie. Ma precyzyjnie rozpisane naturalne dodatki w odpowiednich
proporcjach, na przykład glony i świeżo tłoczony olej lniany. Z tak
karmionej kury mamy jajo nowej generacji, zwane też jajem projektowanym.
Jest wzbogacone w witaminy, kwasy tłuszczowe i inne składniki, które
poprawiają naszą kondycję. Wzbogacane jaja, mleko, jogurty to tak zwane
nutraceutyki. Farmaceutyk to leczenie chemią, nutraceutyk – leczenie
żywnością.

To dobry biznes?

– Na świecie znakomity, zaczął się w Japonii w latach 90. U nas jest w
powijakach. Weźmy takie belgijskie jaja kur Columbus karmionych planktonem
morskim, o idealnych proporcjach kwasów omega i innych składników. Kosztują
dolara za sztukę, codziennie milion jest rozprowadzanych samolotami w różne
zakątki globu. Belgowie długo nad nimi pracowali, sprzedają je od ponad 20
lat, mają dobry marketing.

Podobno jaja kwadratowe też cieszą się powodzeniem.

– Wymyślili je Duńczycy: rozdziela się białko i żółtko, podgrzewa osobno,
układa trzema warstwami w roladę: białko na górze i dole, między nimi
żółtko, kroi się jak w sześciany i pakuje. Są popularne, bo wygodne, gotowe.
Poza tym na całej długości jest tyle samo żółtka i białka.

To wcale nie jest śmieszne! Jak zapraszam gości i robię kanapki z jajkami,
to najpierw zjadają te, gdzie są plasterki z żółtkiem, a nie te z samym
białkiem. Bo niby boimy się tego cholesterolu, ale na żółtko jesteśmy
łakomi.

Francuzi też robią takie rolady, ale okrągłe. Świat zna więcej
niekonwencjonalnych produktów z jaj, których u nas nie ma. Amerykańscy
studenci mają w kartonach pożywne napoje z białka, żółtka i soku
pomarańczowego. Holendrzy wymyślili sery na bazie masy jajecznej, Japończycy
makaron wyłącznie z jaj, bez mąki.

Kowalski raczej nie zna jaj kwadratowych, do superjaj projektowanych też ma
ograniczony dostęp. To może pozostańmy przy zwykłym jaju konsumpcyjnym.
Pewnie kupuje pan z wolnego wybiegu albo przynajmniej od chłopa ze wsi.

– Kupuję w zwykłym sklepie. Skład chemiczny jaja niewiele się różni, bez
względu na to, czy to „zerówka” z ekochowu, „jedynka” z wolnego wybiegu,
„dwójka” ze ściółkowego czy „trójka” z klatkowego.

I to, że kura spędza życie na powierzchni wielkości gazety nie przekłada się
na smak jaja?

– Kura wychowana w klatce jest do niej przystosowana, powiedziałbym nawet,
że pogodzona z losem. Poza tym od stycznia zmieniły się przepisy, Unia
Europejska narzuciła na hodowców wymóg powiększenia klatek, co zresztą
przełożyło się na ceny jaj. Więc kura ma już miejsce na kąpiel piaskową, na
grzędę, a nawet może sobie podskoczyć, pogrzebać.

Podskoczyć może i podskoczy, ale co ona tam wygrzebie… Żadnego pędraka ani
innego przysmaku, do jakich mają dostęp towarzyszki na wolności.

– Nie mitologizowałbym jaja z zagrody. Wiejskie kury mają co prawda lepszy
dostęp do związków mineralnych, ale przy okazji do bakterii, wirusów i
toksyn. Kura jest dotknięta allotrofagią, czyli zeżre prawie wszystko, co
znajdzie w zasięgu dzioba. To nieszczęsne zwierzę wszystkożerne, co nawet
olejem napędowym czy sztucznym nawozem nie pogardzi. Bywa, że wiejska kura
łazi po oborniku, przy ruchliwych drogach.

I mamy jajko-niespodziankę z metalami ciężkimi?

– Robiliśmy we Wrocławiu badania, które potwierdziły kumulację metali
ciężkich w jajach od wiejskich kur.

Z kurą fermową nie ma tego problemu. A smak… No cóż, bywa dyskusyjny; jak
hodowca sypnie do paszy za dużo mączki rybnej, to rzeczywiście jajo lekko
trąci rybą.

W modzie są jaja od zielononóżki.

– Zielononóżka kuropatwiana to jedyna rasa typowo polska, hodowana u nas od
stuleci. Potrafi bytować wyłącznie w naturalnym środowisku, w klatce zamknąć
się nie da. Ma dobre jajo, ale nie różni się ono wiele od zwykłego.

Szkoda, że nie przyjęło się u nas jajo przepiórki, bardzo ciekawe, o dużym i
bogatym żółtku, warte polecenia. Tylko małe i naród chyba nie ma
cierpliwości do obierania ze skorupki. Dominuje u nas niemiecka rasa
Lohmann, wydajna, dobrze znosi chów klatkowy. Może być brązowe albo białe,
zależnie od koloru skorupki. Polacy wolą brązowe. Są przekonani, że
ciemniejsza skorupka to ciemniejsze żółtko, choć nie ma to związku ze
smakiem, ani wartościami odżywczymi. Barwa żółtka zależy od karotenoidów.
Kura z wolnego chowu zjada ich sporo z trawą; hodowlanym dodaje się do paszy
suszu lucerny albo wyciąg z cytrusów czy papryki i piękne żółtko gotowe. W
każdym razie Polak woli skorupkę żółtą, a Amerykanin – wyłącznie białą.

Jajo powstaje przez około dobę i w ostatniej minucie obraca się o 180
stopni, tak że kura znosi je tępą stroną. Dlaczego akurat tępą?

– Ta część jest delikatniejsza, tędy wydostaje się pisklę. Podczas znoszenia
różnica ciśnień sprawia, że właśnie w tej delikatniejszej i bardziej
porowatej części łatwiej dochodzi do zassania powietrza do jaja i powstaje
tam komora powietrzna. To powietrze, które jest niezbędne pisklęciu do
rozwoju.

Kura ma tylko lewy jajnik, a w nim cztery tysiące potencjalnych jaj, z czego
w trakcie swojego trzy-czteroletniego żywota wykorzystuje jedną dziesiątą.

To prawda, że jak kura jest w stresie, to jajko może się nie obrócić?

– W stresie dochodzi do skurczu i jajo może wyjść zdeformowane, pęknięte,
może się nie obrócić.

Co przysparza kurze stresu?

– Zbyt nagłe wchodzenie do kurnika, za dużo albo mało światła, hałas,
intruzi.

Na Dolnym Śląsku po wojnie stacjonowała Północna Grupa Wojsk Radzieckich.
Najwięcej było ich w Legnicy, w siedzibie dowództwa. Właściciel fermy koło
legnickiego poligonu miał 40 procent jaj z uszkodzeniami skorupki. Bardzo to
rosyjskie strzelanie kury stresowało.

Prof. Tadeusz Trziszka jest kierownikiem Katedry Technologii Surowców
Zwierzęcych na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Prawdopodobnie
jedyny Polak, który doktorat i habilitację zrobił z jaj. Zajmuje się nimi od
35 lat. Autor podręcznika „Jajczarstwo”. Wymyślił i prowadzi projekt
„Ovocura”, w którym prawie setka naukowców tworzy z jaj preparaty lecznicze
i suplementy diety

Posted in Ciekawe, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , | 14 Komentarzy »