Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Archive for 22 kwietnia, 2014

Ojciec Pio i kary kościelne

Posted by Dzieckonmp w dniu 22 kwietnia 2014

Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku poświęcił karom kościelnym dużo więcej miejsca, niż obecny. Między innymi przewidywał możliwość  nałożenia kary bez przeprowadzania procesu (ex informata conscientia). Dzięki temu nie musiano Ojcu Pio przedstawiać żadnych zarzutów ani przeprowadzać postępowania sądowego. O podjętych krokach Watykan informował kurię generalną kapucynów, a przełożeni zakonni przekazywali decyzję zainteresowanemu.

Wizytatorzy z Watykanu nie znajdowali podstaw do ukarania Stygmatyka z San Giovanni Rotondo. Nadzwyczajna pobożność i znaki męki Chrystusa na ciele mogły ich drażnić, ale nie podlegały kanonom kodeksu prawa. Co najwyżej sugerowano potrzebę przebadania i ewentualnie leczenia zakonnika. Poza nielicznymi wyjątkami (o czym pisałem w poprzednim odcinku) nie kwestionowano jego pokory i świętości życia. Natomiast prawdziwie twardym orzechem do zgryzienia było to fanatyczne uwielbienie, jakim tłum otaczał zakonnika. Dlatego też kroki dyscyplinarne podejmowane wobec Ojca Pio tłumaczono koniecznością opanowania niezdrowej atmosfery, egzaltacji i szerzenia się zabobonów.

 

W 1922 r. Święte Oficjum po raz pierwszy zaleciło, by Ojciec Pio nie odprawiał mszy świętej o stałej porze, nie błogosławił ludzi, nie pokazywał stygmatów i nie odpisywał na listy. Zabroniono mu kontaktów z dotychczasowym spowiednikiem i kierownikiem duchowym, ojcem Benedyktem. Polecono też władzom zakonnym, by przeniosły Ojca Pio do innego klasztoru, oddalonego od San Giovanni Rotondo, najlepiej w północnych Włoszech.

 

Powyższych poleceń nie wykonano. Co prawda w rozporządzeniu nie było kategorycznych nakazów, a raczej zalecenia, jednak takiego pisma, podpisanego przez samego papieża, na pewno nie można było lekceważyć. Tymczasem kapucyni z San Giovanni Rotondo zastosowali się tylko do jednego punktu – ojciec Benedykt zmienił klasztor i do końca życia nie spotkał się już z Ojcem Pio. Można się było spodziewać, że kolejne pisma z Watykanu będą miały ostrzejszą formę.

 

Biografowie zużyli morze atramentu, aby usprawiedliwić niesubordynację zakonników. Najczęściej przytacza się opinię, że kapucyni ulegli wzburzonym mieszkańcom San Giovanni Rotondo, którzy domagali się, by Ojciec Pio nadal odprawiał poranną mszę i udzielał błogosławieństwa zebranym. Oczywiście stygmaty od samego początku były skrywane przed oczami tłumów pod wełnianymi rękawiczkami, a Ojciec Pio pokazywał je bardzo niechętnie i tylko na wyraźne polecenie przełożonych. Ale już pocałowanie w rękę Świętego, czy to po spowiedzi, czy w czasie, gdy przechodził wśród tłumów, było największym pragnieniem pielgrzymów i nikt nie zamierzał im tego zabraniać. Łamano też zakaz korespondencji, bo Ojciec Pio dostał pozwolenie od gwardiana a nawet samego prowincjała na pisanie listów do niektórych osób „w drodze wyjątku i w ścisłym sekrecie”.

 

Prawdziwym zarzewiem konfliktu na linii San Giovanni Rotondo – Watykan, i to na wiele lat, stał się nakaz przeniesienia Ojca Pio do innego klasztoru. W połowie 1923 roku dostarczono oficjalne pismo (tzw. obediencję)  nakazujące przeprowadzkę Ojca Pio do Ankony. Zakonnik powtarzał, że gotów jest wyjechać „choćby zaraz, w środku nocy, jeśli tylko taka jest wola przełożonych”, ale nie było to proste. Klasztor od dłuższego czasu dzień i noc był pilnowany przez uzbrojone straże mieszkańców, którzy postanowili bronić „swojego Świętego”. Gdy tylko w pobliżu pojawiała się jakakolwiek nieznana osoba, zwłaszcza w sutannie, wszczynano alarm. Zdarzało się, że uzbrojone bojówki wyważały bramę i wkraczały do klasztoru, by zrewidować podejrzanych gości. W 1924 roku burmistrz powiedział wprost wizytatorowi z Rzymu: „Jeśli przeniesiecie Ojca Pio, kilka kościołów pójdzie z dymem i kilka głów spadnie, w tym głowa biskupa Manfredonii”. 

 

Mieszkańcy San Giovanni Rotondo nie tylko kochali Ojca Pio i uznawali za świętego. Wiedzieli, że zawdzięczają mu wszystko – żyli z wynajmowania pokoi, zakładania hoteli i restauracji dla pielgrzymów, organizowania transportu, produkcji pamiątek (pierwsze obrazki Stygmatyka pojawiły się w sprzedaży już w 1919 r.). Przyklasztorny biznes był solą w oku dla wielu. Biskupi w pasterskich listach, a księża w niedzielnych kazaniach zakazywali „pielgrzymek do Ojca Pio”. Ekonom parafii San Giovanni Rotondo, ks. kanonik Palladino, mówił z ambony, że „kapucyni to żarłoki i oszuści. Zrobili w klasztorze burdel. Gdybym mógł, spaliłbym ich klasztor razem z tym całym Ojcem Pio”. A biskup Gagliardi, ordynariusz diecezji, stawiał sprawę jasno: „Albo odejdzie Ojciec Pio, albo ja”. Przeszedł na emeryturę w 1929 r.

 

Władze kościelne i zakonne bały się przenosin Ojca Pio i próbowały zrzucić odpowiedzialność na administrację państwową. Jednak mimo dobrych stosunków między faszystowskim reżimem a Kościołem, lokalne władze odmówiły spełnienia tej prośby. Co więcej, członkowie milicji faszystowskiej („czarne koszule”) stanowili trzon bojówek broniących klasztoru a głównym organizatorem obrony był burmistrz Francesco Morcaldi – członek partii faszystowskiej, cieszący się poparciem władz regionalnych i centralnych.

 

„Obediencja” nie została wykonana, ku oburzeniu jednych, a satysfakcji drugich. Ojciec Luigi d’Avelino, zastępca prowincjała, który osobiście zdecydował o wstrzymaniu przeniesienia, został za karę wydalony z prowincji i zakazano mu pełnienia jakichkolwiek funkcji kierowniczych w zakonie. Trzech innych zakonników z San Giovanni Rotondo przeniesiono do różnych klasztorów. Ojciec Pio pozostał.

 

Wydawało się, że sprawa przycichła i nawet Święte Oficjum odpuściło. Jego sekretarz, kardynał Merry de Val, zdecydował o odłożeniu przeniesienia Ojca Pio do czasu, aż władze świeckie będą w stanie zagwarantować bezpieczeństwo tej operacji. Żeby jednak nie pomyślano, że Kościół zapomniał o problemie, Święte Oficjum wydawało w miarę regularnie komunikaty odnoszące się do wydarzeń w San Giovanni Rotondo.

 

W 1923 roku ogłoszono, że „fakty przypisywane Ojcu Pio nie mają charakteru nadprzyrodzonego”. W rok później ostrzeżono wiernych, by nie kontaktowali się z Ojcem Pio w żaden sposób, ani bezpośrednio, ani listownie. Na indeksie umieszczono książki szerzące kult Ojca Pio, które w tym czasie się pojawiły. Wyłączono klasztor w San Giovanni Rotondo spod jurysdykcji prowincjała i podporządkowano go bezpośrednio generałowi zakonu. Zlikwidowano przyklasztorne „niższe seminarium”, w którym Ojciec Pio był spowiednikiem a przez pewien czas nawet dyrektorem.

 

Równocześnie trwała wojna na donosy i kompromitujące oskarżenia,  którą prowadził z jednej strony biskup Gagliardi wraz z niektórymi księżmi z diecezji, a z drugiej – zwolennicy Ojca Pio pod wodzą burmistrza Morcaldiego i Emanuela Brunatto, zaufanego „syna duchowego” Ojca Pio. Sam Brunatto zasługuje, by poświęcić mu oddzielny odcinek naszej serii, gdyż walka, jaką przez lata prowadził w obronie czci Stygmatyka, była bezpardonowa i przyniosła wiele ofiar.

 
 

W końcu cierpliwość hierarchów została wyczerpana. 23 maja 1931 roku Stolica Apostolska wydała dekret, w którym zakazywano Ojcu Pio wykonywania posługi kapłańskiej z wyjątkiem odprawiania mszy świętej „prywatnie”, tzn. w kaplicy klasztornej, przy zamkniętych drzwiach i z udziałem tylko jednego ministranta. Była to zatem, zgodnie z kanonem 2279 Kodeksu Prawa Kanonicznego, jedna z najpoważniejszych kar, jaką Kościół mógł nałożyć na kapłana – tzw. suspenda częściowa.

 

Dekret dotarł do klasztoru San Giovanni Rotondo 9 czerwca wieczorem. Dwa dni później Ojciec Pio odprawiał już mszę w wewnętrznej kaplicy. Jego zwolennicy rozpoczęli szeroką akcję mającą na celu odwołanie decyzji. Dotarli do najwyższych władz państwowych i kościelnych. Wspomniany już Emanuel Brunatto zagroził opublikowaniem książki, w której umieścił materiały kompromitujące biskupów i kardynałów (w tym najbliższych współpracowników papieża). Książka pt. „Antychryst w Kościele” ukazała się w Paryżu w pierwszych miesiącach 1933 roku. W lipcu tego samego roku Święte Oficjum, w akcie łaski z okazji Roku Jubileuszowego, odwołało zakaz odprawiania przez Ojca Pio mszy w kościele. Prawo spowiadania przywrócono mu w marcu 1934 roku.

 

Mówiąc o karach nakładanych na Ojca Pio należy jeszcze wspomnieć o całym szeregu drobnych, ale niezwykle uciążliwych ograniczeń, jakim poddawany był Stygmatyk aż do ostatnich dni swego życia. Nie były to kary w sensie ścisłym, bo nie przewidywał ich żaden kodeks. Raczej chodziło o zwykłe złośliwości, podejrzenia, dokuczliwe uwagi, które miały utrudnić mu życie. A wszystko w myśl zasady, że upokorzyć zakonnika nigdy nie zaszkodzi – jeśli jest kłamcą i oszustem, należy mu się taka kara, jeśli zaś okaże się niewinnym – powinien przyjąć wszystko w milczeniu, jako Boże doświadczenie i pomoc w osiągnięciu świętości…  

 

W tego rodzaju prześladowaniach przodowali już nie kardynałowie czy biskupi, ale zakonni współbracia Świętego. Gwardian klasztoru, o. Rosario, zakazał braciom udzielania jakiejkolwiek pomocy Ojcu Pio, a nawet podtrzymywania go w czasie wchodzenia po schodach (Ojciec Pio miał już wtedy ponad siedemdziesiąt lat). Za zgodą wyższych władz zakonnych zainstalowano pod łóżkiem Świętego podsłuch, podobnie jak w rozmównicy, gdzie spotykał się z kobietami, które od lat wiernie mu służyły i które uważał za swe „najbliższe córki duchowe” (prawdopodobnie podsłuch zainstalowano także w konfesjonale). Nakazano mu odprawiać mszę świętą nie dłużej niż 30-35 minut („wzorem innych pobożnych kapłanów”), a na spowiedź jednej osoby przeznaczać maksymalnie 3 minuty. Wreszcie konfesjonał otoczono dwoma kratami, co wierni uznali za symbol uwięzienia (chodziło o to, by tłum nie stał zbyt blisko i nie przyglądał się spowiedziom innych osób). Ojciec Rosario miał też zwyczaj zakładania drążków i łańcuchów na ławki, w których siedziały najbardziej wierne „pobożne kobiety”, żeby przez cały czas nabożeństwa nie mogły ruszyć się z miejsca…

Źródło: glosojcapio.pl

Posted in Kościół | Otagowane: | 44 Komentarze »

Cud uzdrowienia w Pompejach

Posted by Dzieckonmp w dniu 22 kwietnia 2014

sparaliżowana od 11 lat, zostaje uzdrowiona podczas modlitwy w Sanktuarium w Pompejach.

Rosa Benigno Michelina, 74 lata :

„poczułam pieczenie w całym ciele i intensywny zapach kwiatów”. POMPEJE. Dla wierzących to jest „znak”.

Matka Boża nie dokonuje cudów, tylko wtedy, gdy podróżuje się aż do Lourdes, Fatimy, czy Medjugorje. Wiara rzeczywiście uzdrowiła Michelin`ę Comegna, 74 lata, kilka kilometrów od domu, podczas przyjmowania Komunii św w Pompejach, podczas mszy niedzielnej 23 marca, w Sanktuarium poświęconemu Błogosławionej Dziewicy Różańca Świętego. Michelina, która mieszka w Castellammare di Stabia, dotknięta była paraliżem ramienia i prawej nogi, od 11 lat, od kiedy 04 kwietnia dostała wylewu, podczas przygotowywania posiłku dla swoich najdroższych. Matka 5 synów i babcia 12 wnucząt, już wtedy walczyła z rakiem piersi, na który była już raz operowana. Po wylewie, który unieruchomił ją w łóżku na 3 lata, była operowana kolejne 4 razy. Poddawana była kolejnym chemio- i radioterapiom. Męka, którą wielu zna, która upokarza i wycieńcza. „Ale ja zawsze prosiłam Matkę Bożą,żeby mi zwróciła zdolność chodzenia – opowiada Miechelina – przy 5 synach, to mąż pomagał mi we wszystkim. Musiał prowadzać mnie także do łazienki, a ja bardzo się wstydziłam.” Teraz Michelina chodzi i porusza się po domu w pełni sprawnie. Pozostało jej chore serce i płuco spalone przez radioterapię. Wraz z mężem Giovanni Passaro, z którym są w małżeństwie od 55 lat, są teraz szczęśliwi i poruszeni. Monsignor Giuseppe Adamo, wikariusz Sanktuarium maryjnego, potwierdza, że jest świadkiem opowiadania kobiety. W każdym razie dodaje: „wiem, że będzie wystawiona dokumentacja medyczna, aby poświadczyć to, co się wydarzyło, my zrobimy konieczne kontrole” Wszystko wydarzyło się na mszy o godz. 10, odprawianej przez ojca Adamo. Pani Comegna, stanęła w kolejce do przyjęcia Komunii. ” Przyjęłam Eucharystię i kiedy trzymałam ją jeszcze w ustach, zaczęłam odczuwać silne pieczenie, które postępowało od stóp, przez nogi w górę przez całe ciało, jednocześnie czułam silną woń kwiatów – wyjaśnia kobieta. Odczuwałam wszystko tak silnie, że byłam przerażona. Zapomniałam, że byłam w kościele ponieważ pieczenie, które odczuwałam kazało mi myśleć, że się palę i rozglądałam się przekonana ,że zaraz zobaczę moje ubranie w płomieniach.” „Zdjęłam szalik,, płaszcz, było mi gorąco i byłam cała zlana potem – kontynuuje kobieta – mój mąż myślał,że się rozchorowuję. Powiedziałam mu,że czuję wielką radość i wielką chęć chodzenia.” Mąż opowiada: „Podniosła się i żwawym krokiem przeszła przez nawę. Bałem się, że może upaść, ale ona szła naprzód i nie było widać śladu po paraliżu po wylewie.” Michelina, delikatnie wskazuje na kulę, unosi ją uzdrowioną ręką i mówi: „Teraz do Pompei, chcę iść pieszo.” Małżeństwo Passaro, zlecili już odlew w srebrze, małego ramienia i nogi, które to zostawią w Bazylice w Pompejach, na znak otrzymanej łaski uzdrowienia.

Arcubiskup Caputo :

„TU dochodzi do wielu cudownych wydarzeń. Teraz czas na medycynę , aby dała naukowy dowód tego, co zaszło.”

POMPEJE. Biuro komunikacji społecznej Sanktuarium Błogosławionej Dziewicy Różańca Świętego wydało monsignore Tommaso Caputo, arcybiskupowi Pompei, ostrożne oświadczenie na wieść o nagłym uzdrowieniu Micheliny Comegna. „Zważywszy,że pani Michelina Comegna stwierdza, że doznała poprawy stanu zdrowia, za co dziękuje Bogu i Maryi Dziewicy, biuro przyznaje, że zostaną przeprowadzone dogłębne badania naukowe, przed wiążącym ustosunkowaniem się. Od momentu ufundowania Sanktuarium, wiele cudownych wydarzeń zaszło tu za wstawiennictwem Dziewicy z Pompei i błogosławionego Bartolo Longo. Zadaniem medycyny jest stwierdzić i udokumentować to naukowo.” Zaiste, także główny wikariusz sanktuarium, Giuseppe Adamo, który osobiście towarzyszył temu fenomenowi, jest ostrożny i twierdzi;” Cudów za wstawiennictwem Matki Bożej wysłuchałem wiele w konfesjonale, ale też nie wszyscy wracają z potwierdzeniem medycznym, także dlatego, że choremu, trudno jest poddać się nowym badaniom i wizytom w szpitalach, po to aby uzyskać świadectwo medyczne. Wolą żyć w radości z uzdrowienia i zapomnieć o bólu.”

Tłumaczyła: Justyna

Źródło: http://62.75.141.31/ar1/pompei-guarigione/index.html

Posted in Cuda, Uzdrowienia | Otagowane: , , | 68 Komentarzy »