Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Archive for 21 Maj, 2014

DYWERSJA MASOŃSKA I MASONOIDALNA WEWNĄTRZ KOŚCIOŁA

Posted by Dzieckonmp w dniu 21 Maj 2014

1. Duchowni katoliccy w szeregach masonerii. Wspomnieliśmy powyżej o adeptach lóż w sutannach, habitach i fioletach. Informacja taka słusznie szokuje, wydaje się nie do wiary, budzi gniew i odrazę. Urzędowi, konsekrowani słudzy Kościoła pracujący świadomie przeciw Kościołowi? Słudzy Chrystusa oddający się na służbę Szatanowi? A jednak! Nie wnikajmy tu w kwestię sumienia tych zdrajców. Jest to straszliwe „mysterium iniquitatis” – wciąż żywa tajemnica duchowego znieprawienia (2 Tes 2, 7)! Faktem jest, że głównymi współtwórcami masonerii angielskiej byli duchowni, wprawdzie protestanccy, ale jednak! Faktem też jest, że w w. XVIII, a więc już w pierwszym okresie dziejów masonerii, wbrew wyraźnemu stanowisku Stolicy Apostolskiej, do lóż wstępowało wielu zwłaszcza wyższych duchownych katolickich, wcale nierzadko stali na ich czele, i to nie tylko we Francji, lecz i w innych krajach, także w Polsce. A nie była to bynajmniej przynależność formalna, rezultat ówczesnej mody czy układów środowiskowych i politycznych. Już wtedy planowano w kręgach tych księży-filozofów”, księży- „patriotów”, radykalne zmiany w Kościele i „pogodzenie” chrześcijaństwa z naturalizmem i racjonalizmem, „pogodzenia” katolicyzmu z laickim, antychrześcijańskim duchem Oświecenia. Jasno też zdawano sobie sprawę, że oznaczałoby to odrzucenie Objawienia Bożego i zniszczenie tożsamości i duszy Kościoła

Tajna przynależność do masonerii wyższych zwłaszcza duchownych trwała odtąd bez przerwy, przez pokolenia, i ma swoją smutną historię. W czasach zaś powojennych i posoborowych z powodów, o których mówiliśmy wyżej, ten proces infiltracji i rekrutacji masońskiej we wnętrzu Kościoła dokonał się i dokonuje w nieporównanie szerszej skali. Nie warto nawet podkreślać bijącego w oczy faktu, że ze swymi „braćmi” spośród kleru współdziałają legiony świeckich wolnomularzy, „pełniących obowiązki katolików”.

2. Charakterystyka współczesnych adeptów lóż masońskich. Cóż robią ci dywersanci, te „wilki w owczych skórach” (Mt 7, 15)? Robią ostatnio, od dziesiątków już lat, wiele i – niestety – również z powodzeniem. Są dynamiczni, ruchliwi, pracowici, wydajni, stanowią pono intelektualną elitę Kościoła (tak przynajmniej prezentują ich mass media, dziwnie dla nich dostępne i łaskawe). Są oczywiście jak najbardziej katolikami, ale przecież nie integrystami ani ortodoksami, ani fanatykami, nie hołdują bynajmniej dogmatyzmom, starym, przeżytym formułom ustalanym w zupełnie innych czasach, i irracjonalnym, nienaukowym- przesądom. Wręcz przeciwnie: są postępowi, otwarci na świat, na nowe prądy, na rozsądne kompromisy. Rozumiejąc współczesność, a także dobrze życząc swojemu w końcu Kościołowi, pragną jedynie unowocześnić go, przystosować do ducha czasu, uczynić go strawnym i – dzięki temu – po prostu umożliwić mu przetrwanie Są zdecydowanymi przeciwnikami prozelityzmu, jakiegokolwiek nawracania. Ponad wszystko natomiast cenią dialog, idee humanistyczne, poszukiwanie porozumienia i jedności – wraz z całym światem – ponad nieistotnymi w końcu podziałami. Czyż nie ekumenizm jest znakiem czasu? Ekumenizm już nie wyłącznie chrześcijański, lecz otwarty na wszystkie religie świata?…

Skoro współcześni, zlaicyzowani ludzie potrzebują mimo wszystko odrobiny sacrum, jakiejś nadbudowy, jakiegoś kontaktu z innym wymiarem, jakichś obrzędów – czy to tak istotne, k t o im to daje i w jakiej postaci? I któż chciałby w tych oświeconych czasach pluralizmu i ekumenizmu być fundamentalistą „na tyle szalonym, aby na pewno coś mniemać, albo i nie mniemać”, utrzymywać na przykład, że chrześcijaństwo, i to jeszcze w wersji katolickiej, jest jedyną religią prawdziwą?… Trzymają się też oni mądrej taktyki: by – „jak ongiś ten szaleniec Luter” – nie wystąpić, Boże broń, z Kościoła, który im się w obecnym kształcie wcale nie podoba, i nie dać się też z niego usunąć, gdyż tylko pozostając wewnątrz niego mogą skutecznie wypełnić swoją misję, powiedzmy otwarcie: szatańską misję

3. Próba zniszczenia fundamentów Kościoła – jego wiary i zasad moralnych. Wiedzą oni doskonale, że fundamentem Kościoła Chrystusa są prawdy objawione przez Boga i wiara Ludu Bożego w te prawdy, gdyż na tym fundamencie i tylko na nim opiera się to wszystko, co w sumie nazywa się chrześcijaństwem i cywilizacją chrześcijańską, konkretnie: katolicyzmem i katolickim stylem życia. Prawdy i zasady moralne (oczywiście bezwzględnie obowiązujące w sumieniu) stanowią zwarty system, opierający się ostatecznie nie na żadnych „naukowych” argumentach (choć one mogą być pomocne), lecz wyłącznie na autorytecie objawiającego je Boga i na nieomylnym Magisterium Kościoła. Zanegowanie, przez próbę rzekomej „reinterpretacji”, którejkolwiek z tych prawd i zasad jest zanegowaniem całego Objawienia Bożego. Bo jeśli w imię jakichkolwiek racji ktoś się waży kontestować choćby drobną cząstkę Objawienia Bożego, dotychczasowej wiary Kościoła katolickiego, równie logicznie może się ważyć na zakwestionowanie całego Objawienia Bożego i samego faktu Objawienia, a więc wprost duszy i tożsamości Kościoła. Masoneria to właśnie uczyniła, a jej pomocnicy w Kościele do tego najoczywiściej zmierzają. Ci dywersanci „pełniący obowiązki katolików”, owszem, „teologów”, są jak najbardziej świadomi, co stanowi fundament Kościoła, toteż na „reinterpretacji dogmatów” i na „uwspółcześnieniu” moralności katolickiej skoncentrowali wszystkie swoje wysiłki. Raczyli przy tym zapomnieć, że Kościół nie jest ani twórcą, ani właścicielem tych prawd i praw, nie posiada więc żadnych uprawnień do ich „rewidowania”, „uwspółcześniania” czy „ustalania na nowo”, aby były „bardziej zgodne z duchem czasu”. Najświętszą bowiem powinnością Kościoła, racją jego istnienia – z woli samego Chrystusa – jest strzec w całości depozytu wiary, bronić go przed jakimkolwiek zamachem czy zafałszowaniem i wiernie, w całej rozciągłości, bez zmieniania lub przemilczania czegokolwiek, przekazywać go, wraz z łaską sakramentów, następującym po sobie ludzkim pokoleniom tak długo, „aż Pan przyjdzie”. Niezależnie od tego, co o tym myśli świat przeciwny Chrystusowi. Gdyby Kościół katolicki, uwiedziony „nowoczesnością” (ileż tych „nowoczesności” było dotychczas!), sprzeniewierzył się temu zadaniu, tym samym przestałby być prawdziwym Kościołem Chrystusa i straciłby rację bytu; opuszczony przez Boga i „przemożony przez bramy piekielne” po prostu przestałby istnieć. To się jednak nigdy nie stanie i stać się nie może. Krótkowzroczni pomocnicy Szatana i o tym raczą nie pamiętać. Szkoda. Pracują więc obecnie ze wszystkich sił, rozwijają, uzasadniają, przemycają, narzucają tę swoją „opcję teologii”, którą bezwstydnie i obłudnie odważają się nadal nazywać „katolicką”. A oto do czego się posunęli: -Zakwestionowali z rozgłosem niemal wszystkie, nawet najbardziej podstawowe prawdy wiary, niektórzy z nich nawet bóstwo Jezusa Chrystusa, oczywiście w imię „wolności badań naukowych”, w imię „wolności przekonań i słowa”. – Próbują wylansować pojęcia o Bogu, które niewiele albo i nic nie mają wspólnego z Bogiem Objawienia, z Bogiem Prawdziwym. – Zakwestionowali, jakby unieważnili wiele podstawowych norm moralnych. „Odkryli” mianowicie, że „zasady są dla człowieka, a nie człowiek dla zasad”, z czego wynika, że byłoby nieludzkie, gdyby jakiekolwiek przykazania, nawet Boskie, obowiązywały zawsze, bez względu na okoliczności. Etyka po prostu zależy i musi zależeć od sytuacji, od „sumienia danego człowieka w danej chwili”, swoją zaś sytuację człowiek s a m ocenia… co najoczywiściej oznacza, że każdy człowiek, niezależnie od prawa Bożego, ma prawo decydować, przynajmniej dla siebie, co jest dobre, a co złe. (Zauważmy, że taka jest właśnie doktryna masonerii i taka też była „przyjacielska rada” Szatana w raju: „…Gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i t a k j a k B ó g będziecie znali dobro i zło”). – Zachowanie przykazań Bożych jako warunek zbawienia? Po cóż te rygory, to jarzmo dla sumień, dla wolności człowieka, tak odstręczające współczesnych ludzi od Kościoła! Zbawienie jest przecież dane z góry i powszechne… C a ł a ludzkość zmierza ewolucyjnie do punktu Omega, przez „noosferę” do „teosfery” (Teilhard de Chardin)… Czyż Kościół nie jest Kościołem grzeszników?… I czyż Bóg nie jest Miłością, samą Miłością i tylko Miłością?… Postawili nawet pytanie, czy może istnieć coś takiego, jak grzech naprawdę śmiertelny, i odpowiedzieli, że nie, a jeśli już, to praktycznie się nie zdarza. – Zalecają zrozumienie i przyzwolenie w sferze seksualnej. Rozwody, małżeństwa cywilne, „prawdziwa miłość” – nie powinny absolutnie pozbawiać prawa do sakramentów. – Antykoncepcja to współczesna norma współżycia małżeńskiego i niechże się Kościół do tych spraw nie miesza. – Nierozerwalność małżeństwa? Wyjdźmy wreszcie naprzeciw ludzkim problemom i oczekiwaniom. Czyż Kościół nie powinien być Matką?… – Nieomylny w rzeczach wiary Kościół, Urząd Nauczycielski Kościoła, naucza inaczej? Ta nieomylność „opcji watykańskiej” to czyste urojenie, absolutystyczna, przestarzała teoria! W żadnym razie nikt niczego nie ma prawa narzucać ani dyktować teologom! – Ale jest przecież władza pasterska w Kościele, władza z ustanowienia Chrystusa! – Czy nie za wiele tej władzy? Czy to nie uzurpacja, z którą czas skończyć? Po pierwsze, jesteśmy, wszyscy na równi, Ludem Bożym, mieszkaniem tego samego Ducha Świętego, a po wtóre, społeczeństwa są dojrzałe, żyjemy w demokracji i pora się przystosować, skończyć z paternalizmem i „Watykanu”, i kleru! A całe zło, nienadążanie Kościoła za ewolucją ludzkości z tego, że brak w nim wolności ducha, miłości i wzajemnego zaufania i wciąż ten dogmatyzm i konserwatyzm, i wciąż ta dyktatura Rzymu, na szczęście coraz mniej uznawana! – Papież, jeśli już zachować – na razie – ten obciążony historycznie tytuł, może być jedynie honorowym przewodniczącym kolegium biskupiego, wybieranym naprawdę demokratycznie, powiedzmy, na 4- lub 6 lat, a wymienianym po upływie kadencji… – Sakramenty? Chrzest niemowląt to nieporozumienie i nadużycie, chrztu powinno się udzielać dorosłym, żeby mieli możność wyboru. – Eucharystia? – Nie mówmy nawet o żadnej tam realnej Obecności, nie jest to nic innego jak symbol braterstwa chrześcijan niezależnie od ich wyznania; powinni też otrzymywać ją wszyscy biorący udział w Liturgii… We Mszy świętej? – O, właśnie, poniechajmy już tej nieekumenicznej nazwy z minionej, przedsoborowej epoki! Czyż nie piękniej brzmi „liturgia”, „zgromadzenie eucharystyczne”, jak u braci ewangelików? – Spowiedź? Ach, tylko nie to! Jest niegodna człowieka i zupełnie niepotrzebna! Najzupełniej wystarczy ten „akcent pokutny” na początku „liturgii – Co do liturgii w ogóle – nadal za wiele tu rzymskiego formalizmu i sztywnych przepisów. Powinno być w niej dość miejsca dla ewolucji, dla świeżych pomysłów, dla improwizacji, dla działania wreszcie Ducha Świętego, który przecież „tchnie, kędy chce”

… – Przestańmy też bez końca mówić o Bogu i wieczności, tego już nikt nie chce. Chrześcijaństwo, jeśli chce przetrwać, powinno stać się bardziej ludzkie, horyzontalne, humanistyczne, nie tonąć w abstrakcjach, lecz zająć się rzeczywistymi problemami ludzi, sprzyjać ludzkiemu szczęściu. Mówmy więc nie o prawach Boga, a o prawach człowieka… – A ten przesadny w Kościele kult Maryjny, który tak odstręcza braci protestantów? Podtrzymuje on tylko dewocję i zacofany, nieaktualny już model kobiecości i wprawia w słuszne zażenowanie bardziej oświeconych katolików. – Oczywiście trzeba też raz skończyć z nieludzkim, przymusowym celibatem księży, i to jak najprędzej! – Również z dyskryminacją kobiet w Kościele! Co w końcu stoi na przeszkodzie, żeby kobietom, na równi z mężczyznami, udzielać święceń kapłańskich i sakry biskupiej i włączać je normalnie do duszpasterstwa i Hierarchii? Że Chrystus wybrał mężczyzn? To dowód, że i On ulegał przesądom epoki, ale my nie musimy

. – W imię wolności sumienia, którą Kościół wreszcie uznał, powinno być uprawnione istnienie w Kościele i swobodne działanie opozycji, doktrynalnej i wszelkiej innej. Na czym w końcu ma polegać demokracja, a także wolność dzieci Bożych?

Takie poglądy i postulaty i wiele, wiele innych, im podobnych, były w okresie posoborowym i są nadal głoszone, czasem jawnie i zuchwale, częściej podstępnie, z finezyjną wieloznacznością, w rozlicznych periodykach teologicznych, w publicystyce „katolickiej” i dziełach, owszem, jak najbardziej „katolickich”, częstokroć z aprobatą urzędową „światłych” i „postępowych” biskupów, a jest ich niemało i jakby coraz więcej. Dla ułatwienia sobie bezszmerowego demontażu wiary i moralności katolickiej i podstawowych struktur Kościoła (papiestwa, ale nie tylko), oraz głównie dla stłumienia reszty oporu, mafia wolnomularzy-dywersantów, o których mowa, wprowadziła i z powodzeniem stosuje dogodną dla siebie, a paraliżującą miałkie umysły i lękliwe charaktery grę słów, mianowicie rozróżnienie między teologią „przedsoborową”, a więc konserwatywną, ciasno konfesyjną, a teologią „posoborową”: naukową, otwartą, ekumeniczną, postępową i jaką tam jeszcze. A skoro „wczorajszość” i .konserwatyzm” mają konotacje zdecydowanie ujemną (od dziesiątków lat starały się o to sterowane przez masonerię środki przekazu), a „śmiałość”, „oryginalność” i „postępowość” (w obrębie dogmatów wiary!) mają konotację dodatnią, wzmacnianą zgranym chórem progresistów i mass mediów?… I skoro przyszłość, jak na brodę Mahometa przysięga się Hegel, zawsze należy do „antytezy”, do tego, co dzisiaj wydaje się nowe i szokujące, a jutro opanuje świat?… I skoro rozdawcami recenzji, opinii, reklamy, cenzurek i epitetów, możliwości publikowania (często także stanowisk w hierarchii kościelnej…) są „sami swoi”, porozmieszczani, gdzie trzeba, i reklamowani jako najświatlejsze i najtęższe umysły niezaprzeczalnie katolickie (bo i któż miałby odwagę im się wprost przeciwstawić, zdemaskować agentów Nieprzyjaciela, nazwać ich po imieniu?)… Cóż, za bardzo – niestety – .jesteśmy ludźmi”, instynkt samozachowawczy jest czujny i przekonywający… W rezultacie niejeden z tych, którzy chcą zabierać głos, publikować, Uczy się z tym, że może zostać pogardliwie przemilczany lub wręcz napiętnowany jako konserwatysta i niedouczeniec. Któż by nie pragnął, by jego artykuły i książki miały dobrą prasę, nie zalegały w magazynach księgarskich, nie zapadały w nicość? I oto nawet ludzie nie zaprzedani mafii mówią i piszą nie dla chwały Boga i prawdy, nie dla podtrzymania świętej wiary synów i córek Kościoła, nie zgodnie ze swoim katolickim sumieniem, lecz zgodnie z modną i jakby obowiązującą (prawem kaduka!) Unią modernistyczną, piszą pod kamarylę ukrytych decydentów! Klasycznym dowodem, bynajmniej nie jedynym, jak skuteczne jest działanie swoistego „terroru umysłowego”, mafijnej dyktatury nad umysłami i sumieniami wielu, jest „teologiczna kariera” kogoś takiego, jak nieszczęsny Teilhard de Chardin, jeden z głównych proroków i patronów „New Age”, daleki od katolicyzmu jak wschód od zachodu, jak „Wielki Wschód” od Rzymu Pierwszym komplementarnym przedstawieniem modernistycznej, heretyckiej wersji wiary katolickiej, zapowiadającym rozdwojenie i ruinę w Kościele, był osławiony ..Katechizm holenderski”, zaaprobowany – niestety – przez tamtejszych biskupów, wydany tuż po Soborze (1966), a więc znacznie wcześniej opracowany. Jego ukazanie się spowodowało prawdziwy szok: jednych przeraziło, innych ośmieliło do jeszcze dalej idących kontestacji

Trzeba dodać, że w okresie, o którym mówimy, powołano do istnienia niezliczone mnóstwo ruchów, klubów, organizacji, nominalnie katolickich, mających jakoby na celu, a jakże, wyłącznie „odnowę” katolicyzmu, w istocie często dwulicowych i dywersyjnych, pozostających w zamaskowanej opozycji, swoiście „charyzmatycznych” i „ekumenicznych”, w rzeczy samej zarażonych protestantyzmem, liberalizmem i gnozą, a sterowanych przez ukrytych w nich ludzi Antykościoła. Zadbano też starannie o naszpikowanie swoimi ludźmi wyższych uczelni katolickich i seminariów duchownych, co fatalnie rokuje na przyszłość

4. Rezultat dywersji. Wszystko to stało się w latach posoborowych tak szybko, niespodziewanie, jakby z zaskoczenia. W znacznej mierze również dzięki temu, że centralne władze Kościoła, jak sparaliżowane, nie reagowały na najbardziej zuchwałe wystąpienia samozwańczych „postępowych reformatorów”. Zmiana sytuacji rychło dała znać o sobie. Jawna, bezkarna, jakby uprawniona rebelia i kontestacja spowodowała zamęt, dezorientację, niepewność i w szeregach duchowieństwa, i zwłaszcza wśród wiernych. Nie było już w końcu wiadomo, w co Kościół jeszcze wierzy i czego się trzyma, co jeszcze obowiązuje, a co już nie. Wpłynęło to, rzecz jasna, jak najgorzej na wewnętrzny stan Kościoła, na jego zwartość i autorytet, osłabiło wolę praktykowania i obrony wiary i obyczajów. Prędko też w wiem krajach przerzedziły się szeregi duchowieństwa, opustoszały seminaria duchowne i nowicjaty zakonne, młode pokolenie poczęło odwracać się od prawowiernej wykładni wiary (i od samego Kościoła również), świątynie katolickie zaczęły jeszcze bardziej świecić pustkami, otwarło się pole dla inwazji „misjonarzy” protestanckich i sekciarskich (Ameryka Łacińska!). Jak widzimy, ten drugi front, dywersyjny, wewnątrz Kościoła, zgrany w działaniu z frontem zewnętrznym, umiejętnie i aż nazbyt skutecznie spełnił i spełnia wyznaczoną sobie destrukcyjną rolę. Z rozległości i szybkości tej akcji możemy wnioskować, od jak dawna i jak starannie była przygotowywana. Tragiczną prawdę wypowiedział Paweł VI, już przed laty (1972), gdy mówił, iż „spodziewaliśmy się wiosny, a przyszła burza; spodziewaliśmy się odrodzenia, a nastąpiło samozniszczenie Kościoła”. Dodajmy z bólem, iż modernistyczna, otwarcie antykatolicka, działalność „braci fartuszkowych” w Kościele i proces jego samozniszczenia i rozkładu bynajmniej nie zostały dotąd zahamowane, to wszystko trwa i napór dywersji raczej się wzmaga, nie napotykając na zdecydowany odpór, nawet na nazwanie rzeczy i spraw po imieniu. Dlaczego? Oto jest pytanie.

 

5. Ostateczny cel dywersji. Zapytajmy, jakiż w końcu cel przyświeca tym strasznym ludziom, przebranym w „mundury katolickie”, także w szaty duchowne, a przeto trudniejszym do rozpoznania (zresztą nadal nie widać nikogo, kto by ich chciał identyfikować, by ostrzec nieświadomych)! Zdradzili oni w swym sercu Jezusa Chrystusa, obrócili się przeciwko Niemu, na swoim poziomie wykształcenia i świadomości muszą „wiedzieć, co czynią”, lecz czyżby sądzili, że można Boga pokonać i zniszczyć Jego Kościół na ziemi, któremu On sam przyobiecał przetrwanie do końca czasów? Jakiekolwiek by nie były ich motywy i wizje przyszłości, przyświeca im ten sam cel, jaki postawiła przed sobą cała masoneria, z tym, że sposoby jego realizacji mają własną specyfikę, swoisty kamuflaż pojęciowy i słowny. Zdążają oni mianowicie do tego, by zachowując (na razie) katolicką terminologię religijną i zewnętrzne struktury Kościoła, w sposób zasadniczy odmienić jego duszę, tożsamość i samoświadomość, zmienić, rozmydlić, rozmyć treść jego wiary, system wartości i normy moralne, doprowadzić do końca d r u g ą , zwycięską już R e f o r m a c j ę w jego łonie, to znaczy całkowicie go sprotestantyzować i zliberalizować, co się j u ż w pewnym stopniu dokonało. Gdyby jeszcze udało im się, do czego dążą, osłabić rolę i władzę papiestwa, Kościół już tylko z nazwy byłby katolicki. Jego wpływ na umysły i dusze, i tak malejący, spadłby do zera, proces zanikania autentycznej wiary katolickiej w świecie doszedłby do punktu krytycznego, wtedy nastąpiłaby masowa, już nieodwracalna apostazja milionów, a jakaś pozostała reszta quasi -katolików (z nazwy) zostałaby przez swoich „pasterzy” przygotowana do „ekumenicznego” rozpłynięcia się w masońskiej synkretycznej Religii Uniwersalnej, w jakimś „New Age”, gdy przyjdzie na to czas Takie są cele rewolucji wewnątrzkościelnej i taki scenariusz wydarzeń znajduje się w trakcie daleko posuniętej realizacji. W kontekście tego scenariusza w kręgach „odnowicieli” mówi się też od dawna o Trzecim Soborze, już niekoniecznie watykańskim, raczej j e r o z o l i m s k i m . . . Czy do ruiny Kościoła naprawdę mogłoby dojść? Poszukajmy odpowiedzi u św. Mateusza (16,18, także 24,4-14 i 23-24), u św. Łukasza (18, 8) i w Apokalipsie. W każdym razie ta ocena i to odczytanie działań dywersji wewnątrzkościelnej, ponad wątpliwość związanej z masonerią, nie jest wytworem wyobraźni wziętym z powietrza. Są to nieodparte wnioski, które narzuca dziejąca się na naszych oczach rzeczywistość.

* * * Nie tak dawno temu jeden ze znanych kardynałów, dobrze notowany w kręgach, o których mówimy, w przystępie szczerości tak się wypowiedział: „Kościół przyszłości widzę jako izolowane grupy i grupki świadków Jezusa w pluralistycznym społeczeństwie”. Eminencja jest światłym człowiekiem, więc wie, co mówi i co ma na myśli, wie też doskonale, że nawet samo przetrwanie, nie mówiąc już o spełnianiu uniwersalnej, Boskiej misji, takich „izolowanych grup i grupek” w umasowionym i nieprzyjaznym społeczeństwie, wcale nie tak „pluralistycznym”, jak sugeruje eminencja, na dłuższą metę nie jest w ogóle możliwe. Lecz kardynał św. Rzymskiego Kościoła wcale się nie wydawał przejęty ani zmartwiony zarysowaną przez siebie wizją upadku Kościoła. Być może była ona projekcją jego własnych pragnień?

 

Pytamy ponownie: czy jednak te zamysły mogą stać się rzeczywistością? Owszem, mogą, w czasach Antychrysta. * * * Uświadamiając sobie całą chwiejną, wieloma podkopami podminowaną sytuację współczesnego świata, bezpośrednio zagrożonego dominacją Zła, obserwując sukcesy niszczycielskiej ofensywy Nieprzyjaciela na podstawowe wartości, na ducha i pozycję społeczną Kościoła Jezusa Chrystusa, a zarazem postępy jego wewnętrznego samozniszczenia; przypominając sobie owe butne słowa: „Godzina masonerii wybiła” – powinniśmy, musimy wreszcie się obudzić. Tu naprawdę idzie o wierność do końca Bogu i Chrystusowi, idzie o nas samych, o naszą wieczność, o cały świat, tym razem idzie o wszystko.

 

PRZYPISY   Audiencja publiczna, 15 lipca 1970 r.

Patrz: List wysokiej rangi karbonariusza, pseudonim „Vindice”, do podobnego sobie przyjaciela, pseudonim „Nubius”, 9 sierpnia 1838 r. Cyt. A. de Lassus: Masoneria, czyżby papierowy tygrys? Warszawa 1994, s. 134. „Rozpoczęła się jedna z tych godzin zmierzchu, które poprzedzają załamanie się całej cywilizacji i zapowiadają nową epokę. Dokoła wszystkie układy religijne, polityczne i społeczne istniejącego porządku wydzielają woń zgnilizny i śmierci. Pseudocywilizacja tzw. demokracji plutokratycznej i militarystycznej weszła w stadium agonii: agonii niespokojnej i budzącej lęk, w której zaczęły umierać wszystkie fałszywe wartości moralne (chrześcijańskie – H.C.), jakie jeszcze do wczoraj dominowały nad światem. Wyznawców Parakleta (gnostyków – uw. H.C.) ta agonia nie mogła i nie może trwożyć, ponieważ cii, posiadając Świętą Wiedzę Hermetyczną, dobrze wiedzą, że zgnilizna i rozpad są konieczne dla dopełnienia Wielkiego Dzieła i że z każdej nocy wylania się jutrzenka”. (Przypomnijmy tu jedno z podstawowych haseł programowych masonerii: Dissolve et coagula – Doprowadzaj do rozkładu i składaj na nowo – H.C). Vincenzo Soro: La Chiesa del Paracleto, s. 377-378, Todi, 1922. Wśród b. wielu podobnych projektów i uchwał: „Masoneria powinna powziąć inicjatywę organizacji zarówno w Paryżu, jak zwłaszcza na prowincji, świąt świeckich związanych z datami dziejów wolnej myśli, w rocznice naszych wielkich poprzedników – encyklopedystów i tych wszystkich, co byli założycielami Republiki. Robiłaby to oczywiście z dyskrecją, której nigdy nie powinna się pozbywać. Przy pomocy propagandy i funduszów, jakimi rozporządza, powinna powołać do życia instytucje, które by się zajęły organizacją tych świąt. Jest to propaganda konieczna”. Konwent Wielkiego Wschodu Francji, 1927, s. 242. Cyt.: A.G. Michel: Państwo w okowach masonerii, s. 167. „Byłaby to świątynia wolnej myśli, gdzie odbywałyby się wszystkie ceremonie świeckie jak: święta dzieci (adoptowanych przez ciała społeczne lub osoby prywatne); święta narzeczonych i małżonków; obchody żałobne i wspomnienia po zmarłych”. Konwent W. W. Francji, 1930, s. 60. Cyt.: A.G. Michel, op. cit., s. 167.

Najgłówniejszym celem naszym jest oderwanie mężczyzny od rodziny, zepsucie go. Ze swej natury ma on skłonność do usuwania się od codziennych kłopotów, do uganiania się za przyjemnościami i zakazanymi rozkoszami. Wciągajcie go, przytrzymujcie, obudźcie w nim zniechęcenie do codziennych obowiązków, a oderwawszy go w ten sposób od żony i dzieci i dawszy mu odczuć cały ciężar rodzinnych powinności, rozbudźcie w nimpragnienie zmiany sposobu życia. Człowiek rodzi się buntownikiem, podniecajcie to pragnienie… Kiedy już wlejecie w jego duszę pogardę obowiązków rodzinnych i religijnych – jedno idzie zazwyczaj z drugim w parze – podsuńcie jakby od niechcenia radę zaciągnięcia się do loży masońskiej… Któryś z naszych przyjaciół powiedział: „Chcąc wytępić katolicyzm, trzeba usunąć kobiety”. W pewnym znaczeniu zdanie to jest słuszne. Że jednak kobiet ze społeczeństwa usunąć się nie da, należy je zepsuć… Cel to na tyle piękny, ażeby skusić ludzi nam podobnych. Nie cofajmy się przed tym z tego powodu, że to po części i na nas odbić się może. Najpewniejszym sztyletem do przebicia serca Kościoła jest zepsucie. Do dzieła więc, dopóki nie dobijemy do końca”. „Piccolo Tigre”, członek Wysokiej Wenty Włoskiej, w liście do swego przyjaciela „Vindice”, r. 1819. Cyt. Historia masonerii, Warszawa 1904, s. 327-328.

„Trzeba zniszczyć samą religię, zniszczyć wiarę w zabobony i w rzeczy nadprzyrodzone, zniszczyć dogmat. Aby dojść do tego, trzeba przede wszystkim przejąć kobiety ideami masońskimi”. „Brat” Cocq na międzynar. kongresie masońskim r. 1900, cyt. J.S. Pelczar: Masonerya, s. 58. Kraków 1914. „Gdy uwolnimy nasze kobiety i dzieci z więzów przesądu, dokonamy naszego zadania”. „Brat” Adriano Lemmi, Wielki Wschód Italii, pismo do „braci” w Rzymie, 20 EX 1886, cyt J.S. Pelczar: Masonerya, s. 58. „Kościół został zdetronizowany. Narody przestały wierzyć. Kościół nie mówi już wiernym o religii, lecz o moralności i o kwestii społecznej… Mąż, głowa rodziny, tracąc swój prestiż, który miał wobec swej rodziny, a który odnowiony został przez Kościół katolicki, przestał być jej kierownikiem. Żona uniezależniła się. Jedność w rodzinie zanika…” Żąda się niemal jednogłośnie, by masoneria znowu ujęła w swe ręce kierownictwo ruchu, prowadzonego przez nią w w. XVJTI”. „Brat” Aubertie na Konwencie W. W. Francji w r. 1931 (Cyt. Verax, op. cit., s. 54). „W naszych czasach rozwija się fenomen społeczny, doniosły ze względu na swe konsekwencje w wielu dziedzinach, z których rodzina, tzw. tradycyjne struktury podtrzymywane przez moralność…, okazuje się już niezdolna do utrzymania równowagi społecznej, w jakiej żyliśmy dotąd. Zmiany komórki rodzinnej powinny spowodować redukcję jej zbyt sztywnych ram, aby dostosować ją lepiej do aktualnych imperatywów. Wikler (specjalista od prawa małżeńskiego) uważa, że z punktu widzenia prawnego małżeństwo, jako kontrakt definitywny, powinno być ograniczone w czasie i odnawiane co pięć lob dziesięć lat”. A. de Lassus: Connaisance élémentaire de la F.M., s 141-142. Voltaire: „(W walce z Kościołem) kłamcie, kłamcie bezczelnie, zawsze coś z tego zostanie!” – „Zniszczcie tego nikczemnika!”. Patrz: Aneks I, s. xx. „Jeżeli chrześcijaństwo chce przetrwać… jedna jest tylko możliwa droga, jest nią Jedność. Lecz aby tę Jedność osiągnąć, czy naprawdę można się spodziewać, że będzie ona dogmatyczna i oparta na dyscyplinie, lub też przeciwnie – zawsze według myśli kardynała Bea – należy działać etapami i na razie zadowolić się wzajemnym zrozumieniem i zwłaszcza duchem miłości?” Yves Marsaudon, op. cit., s. 61. NOTA AUTORA W dalszych przypisach wielokrotnie przytaczane będą teksty z dzieł ks. Roca, teksty szokujące w zestawieniu z tytułem „ksiądz”. Kimże był ów „ks. Roca”? Był Francuzem; urodzony w r. 1830, wychowany w karmelitańskiej szkole zakonnej, święcenia kapłańskie przyjął w r. 1858, w r. 1869 otrzymał tytuł kanonika honorowego kapituły w Perpignan (południowa Francja). Wkrótce potem wyjechał do Hiszpanii. Tu dał się pozyskać ideom gnostyckim i stał się apostatą w najgorszym tego słowa znaczeniu. Od r. 1880 podróżuje po Stanach Zjednoczonych i po różnych krajach europejskich. Nawiązuje bliskie kontakty z najwybitniejszymi wolnomularzami owych czasów i zostaje przyjęty do wysokich gremiów wtajemniczonych. Zdolny publicysta i pisarz, oddał się całkowicie namiętnej propagandzie idei gnostyckich zwłaszcza wśród duchowieństwa katolickiego i młodzieży. Ekskomunikowany przez Stolicę Apostolską, mimo to w najlepsze, jak gdyby nic nie zaszło, nadal swoje publikacje podpisuje jako ksiądz, posługuje się też z wielką biegłością i zręcznością stylem „eklezjastycznym” (ze względu na adresatów) i cytatami z Pisma św. W swoich pięciu podstawowych dziełach , z wielką pasją i siłą talentu pisarskiego, precyzyjnie i plastycznie rysuje wizję „Nowego Kościoła” przyszłości według wyobrażeń najwyższych kręgów masonerii „mistycznej”, wizję, która nakreślona przed sta laty, dopiero teraz, to znaczy w ostatnich 30 latach, znajduje się w taka pełnej realizacji. Oto tytuły tych jego dzieł w kolejności ich ukazywania się: Le Christ, le Pape et la Démocratie (Chrystus, Papież i Demokracja), r. 1884. La crise fatale (Nieunikniony przełom), r. 1885. La/m de l’Ancien Monde (Zmierzch starego świata), r. 1886. Glorieux Centenaire 1889 (Chwalebne stulecie 1889), r. 1889. Credo de l’abbé Gabriel (Wyznanie wiary ks. Gabriela), r. 1890.

„Ksiądz” Roca zmarł w r. 1893. Wyżej wymienione jego dzieła są praktycznie nieosiągalne, niedostępne dla „niepowołanych”. Nawet osoba tego apostaty, mimo iż w swoim czasie był w masonerii człowiekiem znanym, wybitnym i zasłużonym, w masońskich publikacjach okryta jest milczeniem. Być może dlatego, że jego misja wobec Kościoła jeszcze trwa i rozsądniej jest nie ujawniać pewnych źródeł i osób, które ongiś programowały dokonującą się obecnie „odnowę” Kościoła katolickiego. Do niżej cytowanych wyjątków z jego dzieł warto dorzucić jeszcze dwie jego wypowiedzi, jakże znaczące: 1) „Mój Chrystus nie jest bynajmniej Chrystusem Watykanu.!”; 2) „Przestańcie wreszcie, na miłość Boską, piętnować jako rewolucjonistów i łotrów tych, co wam zapowiadają generalną odnowę… Anarchistami będziecie prędzej wy, wstecznicy!” (Dziś napisałby na pewno: Wy, tradycjonaliści, wy, integryści, których, gdy na to przyjdzie czas, my usuniemy z Kościoła). „Księża tworzą obecnie ogniwo, które zostanie przełamane na pół i każda z tych połówek utworzy inne ogniwo. Ów rozłam się dokonuje: powstanie ogniwo wsteczników i ogniwo postępowców”. Roca: Glorieux Centenaire 1889, s. 447. „Nadeszła godzina chrześcijaństwa otwartego, wiedzy krytycznej i pozytywnej, metodycznej i racjonalnej, doświadczalnej i praktycznej. Mówi się – i jest to prawda – że żyjemy w wieku oświecenia, a już nie w wieku wiary. Roca: Glorieux Centenaire 1889, s. 317. „My pragniemy gorąco, aby się realizowała jedność chrześcijaństwa. Zdecydowanie też popieramy wszystko to, co zbliża, a ubolewamy nad tym wszystkim, co rozdziela… Czytelnik tej książki nie będzie zaskoczony naszą bezwarunkową akeeptaqa, jakiej udzielamy wysiłkom mającym na celu ekumenizm w obrębie chrześcijaństwa. Mimo to zależy nam bardzo na tym, by czytelnik wiedział, że dla nas te wysiłki to tylko pierwszy krok na drodze do Ekumenizmu, który według nas powinien być totalny”. Charles Riandey, b. wielki mistrz Wielkiej Loży Franq’i, w przedmowie do cytowanego dzieła Yves Marsaudona, s. 14. „Niech nam wolno będzie dodać, że jeśli to zjednoczenie (Kościołów protestanckich – uw. H.C.) zdaje się być dzisiaj na dobrej drodze, przynajmniej jeśli chodzi o wyznania nie rzymskie, jest to – w pewnej mierze – zasługą naszego Zakonu. Już od czasu pierwszych kongresów ekumenicznych decydujące znaczenie miała interwencja naszych braci anglosaskich i skandynawskich, nadal zresztą działają oni niestrudzenie w kierunku zjednoczenia chrześcijaństwa”. „Brat” Yves Marsaudon w Le Temple, 1946, s. 31. Cyt. P. Virion, op. cit., s. 131. „Zamiast uciekać z Kościoła, jak ten szaleniec Luter, on pozostaje w nim, aby go reformować od wnętrza”. „Brat” Paul Vulliaud o ks. Melinge, proboszczu w Morigny, diec. wersalskiej, który pod pseudonimem „Dr Alta” przez długie lata współdziałał z masonerią w zwalczaniu Kościoła. Cyt. P. Virion: op. cit., s. 41. „To wszystko to dopiero początek. Czego nam dzisiaj potrzeba, to realizacji dekretów soborowych, a potem wyciągnięcie konsekwencji, które jeszcze nie są zawarte w tych dekretach. …Teologowie powinni być awangardą Kościoła i w tym sensie powinni nie tylko nadążać za ludem chrześcijańskim, ale go wyprzedzać. Bez wątpienia powinni utrzymywać kontakt z większością ludu chrześcijańskiego, ale dziś wielu świetlejszych chrześcijan uskarża się, że teologowie nie idą naprzód dostatecznie szybko. …Prawda objawia się tylko w wolności. Jeśli się stłumi wolność, tłumi się też prawdę. Objawienie prawdy potrzebuje wolności. To nie wolność szkodzi prawdzie, ale arbitralność… Hans Kùng, wywiad dla Le Figaro, 7 m 1967 r., cyt. P. Virion: Mystère d’Iniquité, -1967, s. 198-199. „Czyż upadek władzy papieskiej w Kościele nie jest pewnym wskaźnikiem prawdopodobieństwa zwycięstwa Kościoła Uniwersalnego, wynikającego z uroczystego uznania równości i braterstwa wszystkich kościołów narodowych, zwróconych ku ich żywemu posłannictwu?” Saint-Yves d’Alveydre: Mission de Souverains (Posłannictwo władców), około r. 1880, s. 403.

„Papiestwo, takie jakie jest, zniknie bez najmniejszej wątpliwości, gdyż jest ono jedynie kamieniem przydrożnym, zalążkiem organu w stadium ewolucji. Najwyższy Kapłan boskiej Synarchii nie będzie w niczym podobny do papieża epoki współczesnej…”. Saint-Yves d’Alveydre, op. cit., s. 452. „Papiestwo epok dawnych nie ma już nic do powiedzenia epoce nowoczesnej, która nadchodzi i która zresztą niema zamiaru go słuchać. Ono nie ma już nic do roboty w nowym porządku społecznym, który z wyższych racji musiał zacząć funkcjonować, choć jeszcze w sposób niedoskonały – poza Rzymem, bez Rzymu, pomimo Rzymu i przeciw Rzymowi… Stare papiestwo przerwie milczenie w godzinie, gdy zostanie ukończone ewangeliczne dzieło tej chwalebnej palingenezy. Wtedy, przewracając się w grobie, Piotr potwierdzi zapowiedź Chrystusa i „utwierdzi braci swoich”, to znaczy wszystkie ludy chrześcijańskie, na ich nowej drodze, na którą ich Odkupiciel wprowadzi je przed nim. On dokona konsekracji nowoczesnej cywilizacji, ogłosi ją Córą Świętej Ewangelii, dziedziczką Pańskich obietnic i prawdziwego Ducha przypowieści. Oznajmiając własny upadek, papiestwo rzymskie oświadczy urbi et orbi, że kończąc swoją misję i swą rolę kierowniczą, samo, dobrowolnie, w swoim starym kształcie rozwiązuje się, aby dać wolne pole wyższego rzędu działaniom nowego Pontyfikatu, nowego Kościoła i nowego Kapłaństwa, które ono samo kanonicznie ustanowi, zanim wyda ostatnie tchnienie. A potem, do cna wyczerpane, mnie ponownie na śmiertelne łoże i zaśnie na zawsze snem śmierci…” L’abbé Roca: Glorieux Centenaire 1889, s. 457. „Przygotowuje się złożenie krwawej ofiary, która będzie uroczystą ekspiacją… Papiestwo upadnie; zginie od poświęconego sztyletu, wykutego przez ojców ostatniego Soboru. Papieski Cezar jest hostią ukoronowaną po to, by ją złożyć na ofiarę”. Trawiony nienawiścią do Kościoła, którego kamieniem węgielnym na ziemi jest papiestwo, autor dodaje z furią: „Wielka uroczystość jubileuszu (Leona XIII – H.C.), która odbywała się u św. Piotra i która skupiła tyle milionów przy osobie klerykalnego imperatora, mogłaby całkiem dobrze być pogrzebową galą, którą Sprawiedliwość ofiaruje skazańcowi, zanim się go zaprowadzi do ołtarza, wzniesionego dla ekspiacyjnej ofiary”. Ostatnie zdanie zamieszczone w Ami de l’Humanité, 4 III 1888 r., ex-ksiądz Roca cytuje z pełną aprobatą w swoim Glorieux Centenaire 1889, s. 455. „Jestem przekonany, że święte obrzędy regulowane przez liturgię,. ceremoniał, rytuał i przepisy Kościoła Rzymskiego, ulegną niebawem na Soborze ekumenicznym przeobrażeniom, które przywracając im czcigodną prostotę złotego wieku czasów apostolskich, zharmonizują je z nowym stanem świadomości i cywilizacji współczesnej”. L’abbé Roca, Credo de l’abbé Gabriel. Cyt. P. Virion, op. cit., s. 33. „Prawdziwi i rzetelni pozytywiści… wciąż to powtarzają, że nowy porządek rzeczy, religijny i społeczny, który głoszą, owszem, uważają się za jego pionierów i apostołów, nie jest obaleniem i kresem, lecz raczej wyłonieniem się w szacie naukowej i postępowym, prawidłowym przedłużeniem katolicyzmu. Ten pogląd jest jak najbardziej słuszny… Chrześcijaństwo znajduje się w punkcie zetknięcia się z tymi wszystkimi zadaniami ekonomicznymi, społecznymi, religijnymi i pozytywnymi, które Zbawiciel świata miał na uwadze w swoich boskich przypowieściach. Przystąpienie kobiety do ołtarza, jej wyświęcenie, jej konsekracja jako upoważnionej ofiarniczki, wszystko to wyrasta ze świętej Gnozy i stanowi istotną część wielkiego depozytu tradycji (okultystycznej – H.C). Oto dlaczego o tym wszystkim raz po raz znajdujemy napomknienia w programach reformatorów naszej epoki, w dziełach A. Comte’a, Fouriera, Saint-Simona, o. Enfantina i innych. Oni wprawdzie działają na planie wyraźnie świeckim, lecz kapłaństwo, o które upominają się dla kobiety, w ich niewątpliwym przekonaniu wynika z roli Dziewicy Maryi, tak związanej z rolą Człowieka-Boga, Jezusa Chrystusa, że te dwa kapłaństwa zlewają się w jedno w momencie najwyższej ofiary na ołtarzu Kalwarii (…). Obecność kobiety przy Tabernakulum Nowego Przymierza nie wykluczy oczywiście obecności mężczyzny, podobnie jak obecność Człowieka-Boga na skrwawionym ołtarzu Golgoty nie wykluczyła obecności Dziewicy Maryi. Tych dwoje stanowili nierozerwalne jedno w tej całopalnej ofierze; obecnie dwoje stanowić będą jedno w nowej świątyni (dans le Temple nouveau). Pod dwiema podobnymi tiarami i w dymie tych samych kadzideł można będzie zobaczyć, jak razem sprawuje pontyfikat tych dwoje małżonków świętego dwumianu, dwie siły, męska i żeńska, Duch i Dusza, dwa główne elementy niebiańskiej Diady i kapłańskiej androgynii, analogicznie do kapłańskich par małżeńskich u saintsimonistów”. L’abbé Roca: Glorieux Centenaire 1889, s. 506-508.

„Po długich wiekach rzymskiej centralizacji, będącej przyczyną sklerotycznego zestarzenia się „bazy”, co za szczęście widzieć Kościół, który czuje się wolny i który zwraca własną osobowość ludziom, wchodzącym w jego skład i stanowiącym jego fundament i zasadniczą strukturę. …Kościół Holandii otwiera właśnie drogę całemu Kościołowi i zaiste nie widać niczego, co by go mogło powstrzymać”. O. Adolphe, teolog holenderski, prezentowany w przeglądzie Le Courrier Communautaire (r. 1966), cyt. Pierre Virion: Mystère d’Iniquité, s. 199-200. „Przedstawiciele różnych dziedzin wiedzy, filozofowie i metafizycy, zbliżają się do siebie. Między wolnomularską formułą Wielkiego Architekta Świata a punktem Omega Teilharda de Chardin trudno dostrzec coś, co mogłoby przeszkodzić ludziom myślącym o wzajemnym porozumieniu. Właśnie teraz Teilhard de Chardin jest niewątpliwie najwięcej czytanym autorem zarówno w lożach, jak i w seminariach”. Yves Marsaudon: L’Oecuménisme vu par un franc-maçon de la Tradition, Paris, 1964; s. 60. Patrz także o Teilhardzie de Chardin: A. de Lassus: New Age – Nowa religia?, Warszawa, „Fulmen”, 1993, s. 62-64. „Oto co stanowi wielką nadzieję Soboru: Sobór nie obraduje sam, cały Kościół będzie go wspierać. Ten Kościół większy i silniejszy, aniżeli Sobór, chce iść naprzód i pójdzie naprzód. Nawet gdyby Sobór miał być sztucznie hamowany, oni nie dopuściliby do tego, by ich zatrzymano”. Hans Kûng, z wywiadu dla Commonweal, Nowy Jork, 12 lutego 1965 r. cyt. P. Virion: Mystère d’Iniquité, s. 152. „Czasy despotyzmu i samowładztwa w Kościele przeminęły. Potrzebne jest współdziałanie wszystkich wierzących w decyzjach Kościoła, bo wszyscy wierzący są Kościołem. Potrzebna jest kolegialność na wszystkich płaszczyznach (parafia, naród, Kościół uniwersalny)”. Hans Kiing, w wywiadzie dla Le Figaro, 7 marca 1967 r. Cyt. P. Virion: dz. cyt. s. 200. „Kościół rzymski zostanie dobity głównie dzięki rozkładowi doktrynalnemu wśród kleru, a to doprowadzi wreszcie do upadku oderwany od życia rzymski sposób myślenia i jego ostatni, zapóźniony bastion integrystyczny… Rozkład Rzymu jest, chwała Bogu, na ukończeniu dzięki naciskowi młodego pokolenia duchowieństwa, które wkrótce nie będzie miało nic wspólnego z klerykalnym obskurantyzmem, żywym szczególnie w okresie od XIV do początku XX wieku… Wtedy Rzym chrześcijański zostanie alchemicznie zasztyletowany… krócej niż w ciągu godziny… dzięki nieubłaganemu naciskowi z zewnątrz na Rzym papieski”. „Brat” J. Breyer: Arcanes solaires, 1959, Éditions de la Colombe. Cyt. P. Virion: Bientôt un gouvernement mondial?, 1967, s. 182. ,,W obecnej sytuacji, pewien akceptacji niemalże powszechnej, stwierdzam, że zbliżamy się do ostatecznego kreso dawnego łado religijnego, politycznego i ekonomicznego, i zapowiadam otwarcie cyklu pod każdym względem absolutnie nowego – w Kościele, w państwie, w rodzinie, we wszystkich dziedzinach ludzkiej działalności. Wszyscy widzą, że to nadchodzi”. L’abbé Roca: Glorieux Centenaire 1889, s. 13-14. Nowe chrześcijaństwo, wzniosłe, otwarte, głębokie, naprawdę uniwersalistyczne, bezwzględnie encyklopedyczne, które w końcu dokaże na pewno tego, że – jak powiedział Victor Hugo – całe niebo zstąpi na ziemię, by znieść granice, sekciarskie zaścianki, Kościoły lokalne i etniczne, zawistne świątynie dzielące ludzi, ciasne cele, w których więzione są cierpiące cząstki wielkiego społecznego ciała Chrystusa”. L’abbé Roca: Glorieux Centenaire 1889, s. 123. „Saint-Yves d’Alveydre (1842-1909) był kabalistą, przyjacielem Stanisława de Guaita i martynistą; wraz z Papusem otrzymał formację okultystyczną, studiując Fabre’a d’Olivet. „Uniwersalny Kościół” opisywany w jego dziełach jest to synkretyczne połączenie wszystkich religii uważanych za równe sobie, jednak pewną rolę wiodącą i animującą przyznaje on Kabale, a w ostatnich latach życia specjalne znaczenie przypisuje hinduizmowi. Oto religie mające się włączyć do tego „Kościoła Uniwersalnego”: 1. Kościół ewangeliczny (sic!) z Ewangelią i swymi autorytetami: episkopatem, papieżem i soborem. 2. Kościół mojżeszowy z Torą i swym autorytetem, gaonem z Jerozolimy. 3. Kościół wedyjski ze swoim autorytetem, lożą „Agartha”, którą, jak mówi, inspirują bezpośrednio aniołowie.

Dodaje przy tym: „Protestantyzm Lutra, islam Mahometa, buddyzm Sakyamuni, to trzy konary wyrastające z tego troistego uniwersalnego pnia”. (…) Nowy Kościół, inna wiara, inny kult – oto ekumenizm, zaplanowany przez masonerię”. P. Virion: Mystère d’Iniquité, s. 7-8. „Aby nadal istnieć i pomagać ludzkości (pobudzając ją do wzmożenia poszukiwań w pokojowym i wyższym kierunku), religie muszą szybko znaleźć formułę zjednoczenia, aby dać w ten sposób przykład „powrotu we wszystkim”. Religie muszą wyjaśnić, przyznać, że ich bóstwa są podobne, że są jedynie postaciami głównej zasady, przystosowywanej, zmienianej zależnie od rasy i epoki (co jest prawdą i co pozwoli uniknąć wielu konfliktów)…. Te alchemiczne gody, do których realizacji doprowadzi dzieło Mędrców, są niezbędne”. J. Breyer: Arcanes Solaires (Arkana – Tajemnice Słoneczne), Paryż, 1959. Éditions de la Colombe. Cyt. P. Virion: Bientôt un gouvernement mondial, 1967, s. 181. „Niejednokrotnie już słyszeliśmy radosne głosy, które zapowiadają odnowę Kościoła, zwiastują nowe kapłaństwo, witają z aplauzem księży przyszłych czasów. Posłuchajcie jeszcze i tego głosu, który dołącza się do chóru: „Syjonie, rozraduj się na nowo! oto na pobliskich górach nogi tych, którzy przynoszą ci wieści szczęśliwe i ogłaszają powszechny pokój” (Nahum 1, 15). Rzymie, obudź się! Nastaw uszu na ten całkiem nowy pean chwały: „Oto ja dźwigam moją świątynię, odnawiam moje kapłaństwo. Oto już kroczą naprzód ci, których moja łaska wybrała, ci, których moja miłość uprzedziła, których mój duch oświecił. Przekazując im wiedzę (Gnozę – uw. H .C.) sprawiłem, iż są oni współcześni wszystkim epokom, gdyż dałem im w ręce nici wszystkich tradycji, klucz, który otwiera wszystkie sanktuaria. Biblie wszystkich ludów, święte księgi wszystkich Świątyń są otwarte dla ich oczu i zrozumiałe. Ich myśl pozostaje w ścisłym zjednoczeniu z powszechną myślą ludzkości. Na ich oczach świeci synteza wszystkich zdobyczy ludzkiego geniuszu od początku czasów aż do naszych dni. Nie mają dla nich tajemnic hieroglify, symbole, figury, przypowieści. Sfinks przemówił, zasłona Izydy opadła, natura się odsłoniła, a Dzieło Stworzenia ukazuje się ich oczom takie, jakie jest w swej prawdzie: boski poemat, którego mowę, rytm, takt i harmonię oni dobrze znają”. I dalej: „Teurgia, biała magia, psychurgia, liturgia, alchemia, astrologia, cała wiedza tajemna – wszystko to ponownie stało się dostępne dla ich doświadczeń i przemyśleń. Oni na nowo odkryli drabinę Jakubowa, wstępują na nią i schodzą po jej szczeblach. Przed ich wzrokiem ukazały się tajemne związki Nieba z Ziemią i niewidzialnego z widzialnym. Oni to urzeczywistnią na Ziemi głębokie rojenia Wschodu, namiętne aspiracje Zachodu i wszystkie nadzieje Ludzkości. W ich kapłaństwie dopełnią się wszystkie kapłaństwa

, te anielskie i te ludzkie, kapłaństwo księdza i uczonego, pontifeksów i proroków, kapłaństwo ewangelisty, apostoła i króla”. (Tablice Henocha, s. 687; ogłoszone razem z Ewangelią wieczną w Londynie, r. 1857). L’abbé Roca, Glorieux Centenaire, s. 432-433). „Przyszły świat stworzy coś nowego po zasymilowaniu chrześcijaństwa i innych współczesnych nam form duchowości i, być może, przez analogię do fizycznego zjawiska całkowitej kolektywizacji, da początek odmianie panteizmu, w którym stopią się wszystkie obecne myśli i poglądy, odmłodzone, skierowane ku jeszcze w tej chwili niepojmowalnym celom”. Charles Riandey, wielki mistrz Wielkiej Loży Narodowej Francji, r. 1946. Cyt. P. Virion: Mystère d’Iniquité, s. 112. „To, czego powinniśmy oczekiwać, jak Żydzi czekają Mesjasza, to papieża odpowiadającego naszym potrzebom… Papież, jakikolwiek by był, nigdy nie przyjdzie do towarzystw tajnych, to stowarzyszenia tajne powinny zrobić pierwszy krok w kierunku Kościoła, aby zwyciężyć jednego i drugi (tj. papieża i Kościół – uw. H.C). Praca, którą mamy przedsięwziąć, nie jest dziełem jednego dnia ani nawet jednego wieku, ale w naszych szeregach żołnierz umiera, lecz walka trwa dalej. Nie chcemy zjednać papieży dla naszej sprawy, uczynić neofitami naszych zasad, propagatorami naszych idei, byłby to śmieszny sen… Aby zapewnić sobie papieża, posiadającego cechy przez nas wymagane, postarajmy się wykształcić pokolenie godne rządów, o których marzymy… Pozostawcie na boku starych i wiek dojrzały; idźcie do młodzieży i, jeżeli to możliwe, aż do dzieci… Do młodzieży to iść należy, ją to trzeba zaciągnąć pod nasze sztandary tajnych stowarzyszeń. Aby posuwać się krokiem pewnym po tej drodze niebezpiecznej, ale rokującej nadzieję, starajcie się o dobrą opinię. Gdy raz ustali się wasza opinia w szkołach, gimnazjach, uniwersytetach i seminariach, starajcie się, by ci przede wszystkim wstępowali do stanu duchownego, którzy lubią rozmowy z wami i was poszukują… Ta wasza reputacja sprawi, iż wasze nauki dotrą do grona młodych duchownych i w głąb klasztorów. Z biegiem lat ci młodzi duchowni siłą rzeczy zajmą wszystkie urzędy kościelne, będą rządzić, będą sądzić, stworzą radę przy papieżu, a ten papież, jak większość jemu współczesnych, będzie z konieczności przeniknięty zasadami humanistycznymi, które my właśnie będziemy propagować… Niechaj duchowieństwo kroczy pod waszymi sztandarami zawsze święcie przekonane, że kroczy pod sztandarem kluczy apostolskich. Zakładajcie sieci tak jak Szymon bar Jona: rozciągajcie je w głębi zakrystii, seminariów i klasztorów… a jeżeli nie będziecie zbyt pospiesznie działali, obiecujemy wam połów bardziej cudowny niż jego. Ułowicie rewolucję w tiarze i ornacie, rewolucję, którą wystarczy tylko nieco podniecić, aby podpaliła świat na czterech rogach”. Z instrukcji „Piccolo Tigre”, członka Wysokiej Wenty, do kierowników Związku Węglarzy Piemontu, luty 1819 r. Cytuje George Virebeau: Infiltrations ennemies dans l’Eglise, Paryż, 1970, s. 15-16.

Autor ks.dr.Czepułkowski

Źródło : zapiski parafianina

 

 

Posted in Kościół, Nasz smutny czas, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: | 46 Komentarzy »