Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Kardynał: Piotr wyparł się Chrystusa, ale nie oni!

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 sierpnia 2014

Francuski kardynał gościł w Iraku, by zapewnić tamtejszych chrześcijan o wsparciu Kościoła. To, co zobaczył na miejscu, poruszyło go do głębi. Zaufanie do Chrystusa jest na Bliskim Wschodzie niesamowite!

„Chrześcijanie w Iraku potrzebują naszej pomocy, ale zarazem dają całemu Kościołowi wspaniałe świadectwo wierności” – powiedział kard. Philippe Barbarin. Hierarcha wrócił właśnie z Iraku wraz z delegacją episkopatu Francji. Pojechał tam, by zapewnić chrześcijan tego regionu o solidarności francuskiego Kościoła.

Jak opowiada, spotkał się z niewiarygodnym wręcz świadectwem zaufania Chrystusowi.

„Wierność Chrystusowi. Wszyscy chrześcijanie zostali wygnani i to w sposób bardzo brutalny. Ogłoszono w meczetach, że za 48 godzin w Mosulu nie ma prawa znajdować się ani jeden chrześcijanin. «Mosul nie jest waszym miastem, wasz dom nie jest już waszym domem…» Chrześcijanie uciekają. Po drodze napotykają żołnierzy, którzy pytają się ich o wiarę, mówią, że mieli zostać muzułmanami. Wszyscy przyznają się do Chrystusa” – objaśnił hierarcha.

ira

Przekazy w tej materii są jednak sprzeczne. Według syryjskich źródeł kilka rodzin z Mosulu zdecydowało się przejść na islam. Tak czy inaczej to jedynie drobny procent całej tamtejszej chrześcijańskiej społeczności.

„Nikt nie wyparł się wiary. Kiedy pomyślimy, że Piotr zaparł się Jezusa w godzinie męki… Oni teraz przeżywają swoją pasję, a nie zaparli się. Ani jeden. Dla mnie jest to wprost niewiarygodne. Ale to nie wszystko. Ani jeden chrześcijanin w Mosulu nie został zabity. Zostali potraktowani bardzo brutalnie. Ale nikt nie zginął, podczas gdy wielu muzułmanów zostało wyrżniętych” – powiedział kardynał.

radio watykańskie

Reklamy

Komentarzy 41 to “Kardynał: Piotr wyparł się Chrystusa, ale nie oni!”

  1. Dzieckonmp said

    Tysiące młodzieży od rana modli się i śpiewa na Podbrdo oczekując na objawienie Królowej Pokoju. Transmisja na żywo pod poniższym linkiem

    http://marytv.tv/

  2. „Kto będzie się modlił w każdą pierwszą sobotę miesiąca pomiędzy 12:00, a 13:00 dostąpi Łask, jakich się dostępuje przy modlitwie, do tej pory raz w roku 8.XII. Każdemu, kto będzie propagował te wiadomości, choćby przekazał to tylko jednej osobie, obiecuję Specjalne Łaski i specjalne błogosławieństwo, które będzie bardzo wiele znaczyło, w tych czasach Apokalipsy.”

  3. Marana Tha said

    Grzech jest coraz większy – zgodnie ze słowami Pana Jezusa: „a w ostateczne dni nieprawość się rozmnoży”. Grzech zatacza coraz większe kręgi – dawno wyszedł poza swoje granice (świat). Oglądamy zatrważającą ekspansję grzechu w kościele – życie w gniewie i nienawiści, powodujące kłótnie w rodzinach a potem rozwody, kłótnie w zborach i podziały, poza tym materializm, pycha, bezbożność, umiłowanie rozkoszy (zob. 2Tm 3,2-5), kończąc na tak ohydnych grzechach jak wszeteczeństwo, cudzołóstwo, bałwochwalstwo czy pornografia.

    Jeśli się uważniej przypatrzymy, to zobaczymy, że do grzechu podchodzi się coraz bardziej lekkomyślnie, nonszalancko, traktując go wprost marginalnie. Zgrzeszyć – ot, wielkie co! Nie ma co rozdzierać szat, wszak problem „załatwił” Jezus Chrystus – zniszczył moc grzechu. Wystarczy wyznać i… po sprawie. W tym „wyznaniu” nie ma już elementu pokuty. Bo po co płakać, po co kajać się „w prochu i w popiele”, jak Niniwa. Mamy przecież nowe formy – szybkie i łatwe („przyjdź i wyznaj”)! Szkoda tylko, że nieskuteczne…

    Wielu pozostaje tylko przy „wyznaniu” i to w ostatniej chwili – gdy przychodzą na nabożeństwo i chcą „czystym sercem” uwielbiać Boga. To, że żyli z grzechem na swoim sumieniu parę dni, że nie pojednali się natychmiast ze swoim bliźnim – nie przeszkadzało.

    W związku z tym należy przypomnieć dwie ważne rzeczy związane z grzechem i pokutą.

    Po pierwsze – mówiąc, że Jezus zniszczył moc grzechu, nie mamy na myśli tego, że grzech utracił swój jad, że przestał być trucizną. Tak jak przed ofiarą Chrystusa, tak i po ofierze – przynosi śmierć! Jest tak samo „czarny” jak był. Równie skutecznie kąsa i zabija! W taką samą głębię ciemności wtrąca jak dawniej.

    Mówiąc o pokonaniu mocy grzechu rozumiemy, że Pan Jezus oczyścił nas z popełnionych grzechów oraz wyzwolił nas z mocy grzechu, spod panowania grzechu. Nie uczynił go mniej szkodliwym lecz wyzwolił nas z jego niewoli. Odtąd nie musimy już popełniać grzechu (dawniej, niestety, byliśmy jego niewolnikami) gdyż nie panuje nad nami! (Rzym 6,14). Apostoł Jan obwieszcza to triumfalnie: „Kto z Boga się narodził, grzechu nie popełnia” (1J 3,9). Chwała Bogu!

    Stąd – gdy w okresie łaski popełniamy grzech – jest to tak samo straszne, jak w okresie przed łaską.

    Brak bojaźni Bożej, powodujący lekkie traktowanie grzechu, wynika chyba z błędnego myślenia, iż przebaczyć nam nasze grzechy – to dla Jezusa żaden problem. Wszak poniósł tylko jedną ofiarę za nasze grzechy, raz cierpiał, raz znosił hańbę i udrękę. Teraz „tylko” odpuszcza, kiwając łagodnie głową… Jakże chybione, straszne rozumowanie!

    Jeśli myślisz w ten sposób i lekkomyślnie popełniasz grzech, musisz przeczytać, co Słowo Boże mówi na ten temat. W Liście do Rzymian (6,1-2) Apostoł Paweł najpierw zadaje pytanie i natychmiast odpowiada: „czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska obfitsza była? Przenigdy!” Tak – przenigdy!

    W Liście do Hebrajczyków (10,26) mamy bardzo poważne ostrzeżenie: „Bo jeśli… rozmyślnie grzeszymy, nie ma już dla nas ofiary za grzechy”! Pamiętaj o tym gdy przyjdzie pokusa, i raczej zaprzyj się samego siebie, walcząc przeciwko grzechowi aż do krwi, niż miałbyś sobie pofolgować.

    Po drugie – samo „wyznanie” nie jest równoznaczne z pokutą, a co za tym idzie – z odpuszczeniem grzechu! Wyznanie to tylko część pełnej pokuty. Za nim musi iść decyzja o odwróceniu się od grzechu (porzucenie grzechu). Jeśli więc „wyznajesz”, że dopuściłeś się grzechu, bo oglądałeś pornografię, a wiesz, że już za parę dni powtórzysz swój „upadek”, to twojej pokucie brak porzucenia grzechu. Tak więc samo „wyznanie” nie jest pokutą i nie powoduje oczyszczenia.

    Szkoda, że głęboki, prawdziwy (bo biblijny) obraz pokuty, jaki widzimy w przypadku Niniwy czy króla Dawida (grzech z Batszebą), dawno został wrzucony do archiwum.

    Jeśli więc masz powtarzające się problemy ze swoimi grzechami – koniecznie sięgnij do „archiwum”!

    Spośród wielu, chciałbym wskazać na jeden skutek grzechu, który jest bardzo niebezpieczny i podstępny. Wiemy, że grzech oddziela nas od Boga, stawia pod Boży sąd, niszczy społeczność, zabiera pokój i radość. Grzech ma również taką straszną cechę, że czyni nas słabymi. Słabymi duchowo.

    Słabość, to okropny stan. Gdy ktoś przeżywał fizyczną, nienormalną słabość, wie, o czym mówię. To nie jest zmęczenie, znużenie czy chwilowa zadyszka. Te szybko mijają, słabość trwa długo. Poznałem słabość, gdy w wyniku wewnętrznego krwotoku straciłem trochę krwi. Nigdy w życiu nie przeżywałem podobnego stanu: wystarczyło tylko podnieść się z łóżka a już pojawiał się szum w uszach, szybki puls i zawroty głowy. Gdy po paru tygodniach (!), na spacerze w lesie schyliłem się po grzybka, słabość dopadła mnie zdradziecko i myślałem, że nie dam rady wyprostować kolan. Tak słabość ciała, to okropny stan.

    Tak samo w naszym duchowym życiu działa słabość spowodowana grzechem.

    W 7 rozdziale Księgi Jozuego opisana jest porażka Izraela pod Aj. Wcześniej, w Jerycho, Achan dopuścił się grzechu, biorąc z pola bitwy rzeczy obłożone klątwą. W bitwie pod Aj, pomimo wielkiej przewagi, Izrael poniósł haniebną klęskę. Interesujące jest to, jak Pan Bóg interpretuje tą klęskę: „Izrael zgrzeszył…. dlatego nie mogą synowie izraelscy ostać się wobec swoich nieprzyjaciół…” (w. 11-12). Nie mogą, nie mają siły!

    Cóż z tego, że byli uzbrojeni, liczniejsi i mieli lepsze morale po niezwykłym zwycięstwie w Jerycho? Dopadła ich słabość tak wielka, że nie mogli ostać się i uciekali w panice. Często porażka pod Aj jest tłumaczona tym, że Pan Bóg ich opuścił. Nie! Powodem była słabość spowodowana grzechem. Dopiero po wyżej cytowanych słowach, Pan Bóg oznajmia, że jeśli nie usuną grzechu spośród zgromadzenia – opuści ich (w.12).

    Przyczyną klęski pod Aj nie było to, że Pan Bóg opuścił ich przed walką, lecz to, że stali się słabymi. Słabość spowodowała, że nie byli zdolni do walki: zamiast odwagi przyszedł strach, zabrakło woli walki, straciła się gdzieś nabyta wcześniej umiejętność i wojenny hart.

    Słabość – podstępny, jadowity skutek grzechu. W momencie, gdy popełniasz grzech – nic się nie dzieje (tak się przynajmniej wydaje). Nikt tego nie widzi, sąd Boży jeszcze nie nadchodzi, ziemia się nie rozstępuje, w zborze ściskają ci serdecznie rękę i z uśmiechem witają… O! Udało się!

    Jeszcze nie wiesz, że już przyszła słabość…

    Już nie masz siły tej co wczoraj, już straciłeś wolę walki – następny grzech zwycięży cię łatwiej. Gdy przyjdzie pokusa, zamiast dać jej odpór, haniebnie polegniesz z wielkim, pełnym rozpaczy okrzykiem – dlaczego jestem taki słaby!?

    Tak, jak Izraelitom na nic przydało się to, że wyszli w pełnej zbroi, przekonani o zwycięstwie, tak tobie na nic to, że znasz Biblię, Pana Boga, że jesteś chrześcijaninem, że mówisz o wierze i zwycięstwie. Przyjdzie gorzka przegrana.

    Lekkomyślne popełnianie grzechu powoduje słabość – nieuniknioną i straszną w skutkach.

    Z tych rozważań wynikają proste wnioski:

    – nigdy nie lekceważ grzechu!

    – nie ukrywaj grzechu, lecz niezwłocznie pozbądź się go – oczyść swoje serce.

    – nie wychodź do walki, gdy jakikolwiek grzech plami twoje serce.

    A ponieważ to nie my ustalamy „terminy” duchowych walk (szatan i świat atakuje nas bez „wypowiadania wojny”) – bądźmy zawsze czyści.

    Niech głośne Pawłowe „przenigdy!” zawsze brzmi w naszym sercu.”

    „Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto kołacze, temu otworzą. (11) Gdzież jest taki ojciec pośród was, który, gdy syn będzie go prosił o chleb, da mu kamień? Albo gdy będzie go prosił o rybę, da mu zamiast ryby węża? (12) Albo gdy będzie prosił o jajo, da mu skorpiona? (13) Jeśli więc wy, którzy jesteście źli, umiecie dobre dary dawać dzieciom swoim, o ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy go proszą” – Łukasza 11:10-13

    • Atanazy said

      Chciałbym Adminowi zgłosić skargę na nachalnie propagowane tutaj treści protestanckie. Nie chcę siać podziałów, ale zawsze uważałem, że ten Blog jest katolicki. Nie może być inaczej, jeżeli jest poświęcony Najświętszej Maryi Pannie – Królowej Pokoju. Protestanci nie oddają jej czci. Katolicy tak.

      Różne osoby wklejają na blogu linki lub całe artykuły poruszające tematy wiary i moralności. W czasie powszechnego pomieszania i religijnego indyferentyzmu jest to pomoc dla wzrostu osobistej wiary i pobożności. Jednak pojawianie się coraz większej liczby protestanckich nauk powoduje, że katolik może na duszy ponieść szkodę. Tak, szkodę, ponieważ nauki protestanckie godzą w Eucharystię, sakrament pokuty, kapłaństwo, cześć Matki Bożej oraz wiarę w świętych obcowanie i możność korzystania z łask zsyłanych z nieba poprzez tzw. objawienia prywatne.

      To zaczyna się robić poważnym problemem!

      • Dzieckonmp said

        No jest to problemem. Miałem nadzieję że te osoby zaglądając tutaj z czasem zrozumieją że są na zlej drodze, że dotrze coś do nich i wybiorą dobro oraz przestaną tkwić w złym. teraz powstaje problem bo wydaje się że moja nadzieja okazuje się nie ma racji. Podpowiedzcie co z tym zrobić.

        • serce333 said

          Zdrowi nie potrzebują lekarza ( tu bywać, nawracać się, czytać). Cierpliwość, miłość, dobroć zawsze zaprocentuje. Twoje czyste intencje Adminie na pewno Maryja błogosławi. A to że nie zgadzam się ze wszystkim, to chyba dobrze. Inaczej byłyby jedynie potakiwania bez dzielenia się wiedzą i wiarą.
          Osoby, które wierzą w Boga ale nie uznają np Maryi a bywają i czytają tu wiele o naszej Niepokalanej najlepszej Matce jakie czyni cuda , jak kocha i uzdrawia duszę i ciało doświadczają z pewnością wielu działań Bożej Łaski i nikt z nas nie może powiedzieć że nie pokochają Jej któregoś dnia i nie nawrócą się w pełni wiary i sakramentów.
          Ten blog jest jak Madjugorie, jest szpitalem i nauczycielem dla pogubionych, szukających. Jesli tylko ktoś nie obraża Boga i Maryi to czemu zabierać mu szansę na poznawanie Maryi?
          Nie obawiajmy się, ci z nas którzy mają swoje zdanie nie zmienią go, nie odwrócą się pod wpływem czyjejś obecności czy tekstu, a nie nikogo nie odcinajmy od genialnego planu Bożego. Szczęść Boże.

          Z Bogiem i Maryją.

        • aleks said

          Dziś wyruszamy na nocną pielgrzymkę do Wykrotu. Wspomnę o tym na modlitwach. Pozdrowienia Bronku!

        • Gossja said

          Dzięki Ci, Serce, za dobre słowa. Wydaje mi się, że Twoje widzenie zagadnienia – bo nie problemu – jest naprawdę chrześcijańskie i Jezus wraz z Maryją są z niego szczęśliwi.
          Jeżeli ktoś ma taką wiarę, ze przeczytanie jakiegoś tekstu zachwieje jego wiarą – to jaka to wiara? Ja osobiście wiele razy czułam się zawstydzona i zgorszona tekstami wklejanymi przez prawowitych katolików.

        • bunia said

          Adminie zostawić to jak jest,ludziom o silnej wierze nic nie zaszkodzi,bo patrzą na wszystko sercem i żadne banialuki im nie zagrożą….ot przeczytają i tyle,może i dobrze,że zetkną się z tymi wywodami tutaj,…bądą mieć pogląd jak inni .. ,,wierzący,,..patrzą na sprawy związane z kościołem…a letni to i tak łykną na moment a za chwilę skierują uszy na innego wyznawcę,będą słuchać to co im ucho łechce…a niewierzący i tak stoja jak mur,do nich nic nie dochodzi..także nie przejmować się a robić swoje…. a tak na marginesie mam brata,który kilkanaście lat temu zmienił wyznanie na babtystów…ale nikogo z rodziny nie zaraził swoim wyborem…a jesteśmy katolikami z dziada pradziada…z Panem Bogiem

        • bozena2 said

          ….”Błędy trzeba poprawiać, ludzi uczyć, nawet gromić, lecz nie odrzucać. Gdzież pójdą ci, których nikt nie chce…?”

          Jednakże Pan jest Bogiem całej ludzkości i powinnością Izraela było szerzenie tej prawdy. Kiedy chcieli ograniczyć miłość Bożą (wraz ze spodziewanymi przywilejami) tylko do swego narodu, Bóg rozproszył ich, a służbę światu zlecił tym, którzy przyjęli Słowo Boże, Mesjasza, i zechcieli Dobrą Nowinę nieść całemu światu z zapałem i radością. Chcieli dzielić się tym, co było dla człowieka najważniejsze, najcenniejsze i najlepsze, z każdym, kto potrzebował, tęsknił, szukał prawdy i miłości. Bo widzisz, dziecko, oni nieśli światu miłość Boga, a ta jest zawsze darząca, bezinteresowna, wspaniałomyślna i pragnie wypełnić sobą pustkę i głód każdego człowieka, nasycić go. „Resztą Izraela” byli moi rodacy. Ich krew płynęła w żyłach moich i po wielu wiekach wydała i we mnie swój owoc. Jakżeż bym mógł nie przyjąć Boga w całej pełni Jego miłosierdzia. Miłosierdziem Ojca był Syn, Słowo Boże, Mesjasz. Krwią Jego odkupieni jesteśmy wszyscy – cała ludzkość, wszystkie pokolenia – bo miłość Boga nie zna ograniczeń. Zna je natomiast wola ludzka: może powiedzieć „nie” Panu swemu. Na naszych oczach tak się działo z tyloma milionami ludzi – sprzeciw, jakiego chyba nigdy dotąd nie było wśród ludzkości, już znającej naukę Chrystusa Pana. http://www.objawienia.pl/anna/anna/sbm-6a.html

          Sędzią jestem Ja. Wy nie sądzić macie, a miłować nieprzyjaciół waszych. Miłować, znaczy to nie tylko odpuścić im, użaliwszy się nad nędzą ich duszy, ale zapragnąć dla nich uzdrowienia, zapragnąć służyć im bogactwem, które wy macie – prawdą i miłością mojego Syna; prosić o to dla nich, o co dla siebie prosicie: o wolność – moją, o przebaczenie – moje, o miłość i błogosławieństwo – moje. Wtedy otworzę wam serce moje i bogactwa moje staną się waszymi. Spełnijcie nadzieje, jakie w was pokładam. Ukażcie światu dobroć i przebaczenie Ojca.http://www.objawienia.pl/anna/anna/bw-03.html

          Zapytałam, czy Bóg przyjaźni się tylko z ludźmi ze swego Kościoła.

          – Ja przyjaźnię się z każdym człowiekiem, który wzywa Mnie, pragnie, szuka i kocha prawa moje, a przyjmuje i rozwija dary moje. Oni tworzą lud Boży, a granice jego nie pokrywają się z mapą organizacji Kościoła. Tym, którzy cierpią głód Boga, będąc poza ziemskim Kościołem, dopomagam, doprowadzam doń lub czuwam nad nimi i wspomagam sam. Dzieje się to tam, gdzie nauka Syna mego jeszcze nie dotarła lub została zniweczona przez grzech tych, którzy własne zło pokrywają płaszczem Kościoła, lub przez nieprzyjaciela (przez posłuszeństwo jemu). Lud Boży, a więc mój lud, stanowią wyznawcy, słudzy i przyjaciele Syna mego oraz ci, którzy żyją wedle Jego słów odnajdywanych w sumieniu, nie wszędzie bowiem istnieć może żywy organizm Kościoła, ale wszędzie znajdują się tacy, którzy kochają Boga.http://www.objawienia.pl/anna/anna/bw-03a.html
          Zobacz, jak żyłem, z kim spotykałem się, do kogo głosiłem słowa moje: do zdrowych, dojrzałych, mądrych, uczonych, młodych? Do mężczyzn tylko, czy też do kobiet i dzieci? Do „swoich”, czy też i do „obcych”? Nie gardziłem celnikami lub ludźmi obłudnymi, zdradziecko zastawiającymi pułapki na Mnie, aby Mnie zgubić. Wszystkim poświęcałem czas i uwagę i wszystkich ich pragnąłem uzdrowić i pociągnąć ku Ojcu. Kto się zła boi, a przed chorobą ucieka i dobiera sobie ludzi według swego upodobania, nie Mnie służy i nie rozeznaje mojej miłości do was. Proście, aby Antoni przewidział i zechciał ze Mną współpracować wedle woli mojej, nie swojej.

          Najtrudniej jest zrozumieć, że Ja kocham wszystkich i wszystkich was pragnę mieć w domu moim. A tych, którzy się źle mają, poszukuję, by ich uzdrowić. Błędy trzeba poprawiać, ludzi uczyć, nawet gromić, lecz nie odrzucać. Gdzież pójdą ci, których nikt nie chce…?
          http://www.objawienia.pl/anna/anna/bw-03a.html

        • Darek said

          Panie Bronku tu jest odpowiedź dla nich i dla nas

          Orędzie Matki Bożej z 2 sierpnia 2014

          Posted by Dzieckonmp w dniu 2 Sierpień 2014

          „Drogie dzieci! Powód dla którego jestem z wam i, to moja misja, aby wam pomóc w zwycięstwie Dobra, choć wam się to teraz wydaje być niemożliwe. Wiem, ze wielu spraw nie rozumiecie tak jak i ja nie rozumiałam wszystkiego o czym mówił mój Syn kiedy wzrastał przy mnie, ale ja Jemu wierzyłam i szłam za Nim. Stąd proszę i was, abyście mi wierzyli i szli za mną. Jednakże moje dzieci, pójście za mną oznacza umiłowanie mojego Syna ponad wszystko i miłowanie Go w każdym człowieku, bez wyjątku. Abyście temu podołali, ponownie wzywam was do wyrzeczeń, modlitwy i postu. Wzywam was, aby Eucharystia stała się życiem waszej duszy. Wzywam was, abyście stali się apostołami światłości, którzy będą szerzyć w świecie miłość i miłosierdzie. Moje dzieci, wasze życie jest jak mgnienie oka wobec życia wiecznego, lecz kiedy staniecie przed moim Synem, On wtedy zobaczy ile miłości było w waszych sercach. Abyście mogli we właściwy sposób szerzyć miłość, ja proszę mojego Syna, aby przez miłość udzielił wam daru jedności w Nim, jedności pomiędzy wami, jedności pomiędzy wami i waszymi pasterzami. Mój Syn wciąż od nowa daruje się wam i odnawia waszą duszę poprzez nich. Nie zapominajcie o tym. Dziękuje wam.”

      • Wiktoria said

        jezeli w tym co umieszczaja tu nie ma nic przeciwnego nauce KK, to zadnego niebespieczenstwa nie widze. U protestantow mimo wszystko trzeba nieraz pouczyc sie wiary, milosci do Boga i blizniego. Nie mowie to o wszystkich protestanckich galeziach. Byle nie robili promocji, nie przekonywali nas w niczym i nie przeciagali w rozne ruchy pseudo katolickie z zapachem protestantyzmu.

        • EWA DM said

          No, właśnie … jeśli. Katolik zna 5 warunków dobrej spowiedzi. Powyższy tekst przedstawia protestancki (zielonoświątkowy) punkt widzenia w tej materii. Może o tym podyskutujecie z MT?

        • Dana said

          Jak oni oczyszczają się z grzechu ? Mówią publicznie sobie nawzajem,czy w myślach ?

        • cox said

          Zielonoświątkowcy są sektą. Trzeba o tym pamiętać.

        • kooool said

          Spowiadaja sie swoim przelozonym, a ci mowia swoim przelozonym i tak pozniej pomoc trafia z powrotem, ale z innej strony. To jest bardzo niebezpieczne, gdyz ludzie mowia o swoim zyciu szczegolowo, szcegolnie o slabosciach, bo bracia i siostry pomoga i nie sa swiadomi, jak sa manipulowani z roznych stron. Gdy sie ktos obudzi z letargu narzucajacej sie milosci, wszystkie brudy trafiaja do opini publicznej. Czesto wychodzacy z sekty trafia do psychiatryka, gdyz dostal takiego kopa od tych, ktorzy go wczesniej „kochali”. W aniolach zobaczyl diably. Szok.
          Niektorzy tez w akcie ofiarowania sie publicznie Jezusowi, mowia o swoich grzechach z przeszlosci. Chwala sie grzechami, z ktorych zostali uzdrowieni. Chwala Jezusowi, ale to wszystko jest notowane przez ludzi gory i wykorzystywane pozniej.
          grzech to wiedza o slabosci, ktora mozna manipulowac w rozny sposob.
          okolo 80% ludzi to nieswiadomi wierni, a te 20% swiadomi obludnicy-specjalisci od manipulacji.

  4. MariuszInfo said

    Sobota, 2 sierpnia 2014

    (Jr 26,11-16.24)
    Kapłani i prorocy zwrócili się do przywódców i do całego ludu tymi słowami: Człowiek ten zasługuje na wyrok śmierci, gdyż prorokował przeciw temu miastu, jak to słyszeliście na własne uszy. Jeremiasz zaś rzekł do wszystkich przywódców i do całego ludu: Pan posłał mnie, bym głosił przeciw temu domowi i przeciw temu miastu wszystkie słowa, które słyszeliście. Teraz więc zmieńcie swoje postępowanie i swoje uczynki, słuchajcie głosu Pana, Boga waszego; wtedy ogarnie Pana żal nad nieszczęściem, jakie postanowił przeciw wam. Ja zaś jestem w waszych rękach. Uczyńcie ze mną, co wam się wyda dobre i sprawiedliwe. Wiedzcie jednak dobrze, że jeżeli mnie zabijecie, krew niewinnego spadnie na was, na to miasto i na jego mieszkańców. Naprawdę bowiem posłał mnie Pan do was, by głosić do waszych uszu wszystkie te słowa. Wtedy powiedzieli przywódcy i cały lud do kapłanów i proroków: Człowiek ten nie zasługuje na wyrok śmierci, gdyż przemawiał do nas w imię Pana, Boga naszego. Achikam jednak, syn Szafana, ochraniał Jeremiasza, by nie został wydany w ręce ludu na śmierć.

    (Ps 69,15-16.30-31.33-34)
    REFREN: W Twojej dobroci wysłuchaj mnie, Panie

    Wyrwij mnie z bagna, abym nie utonął,
    wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą,
    ratuj mnie z wodnej głębiny.
    Niech mnie nie porwie nurt wody,
    niech nie pochłonie mnie głębia,
    niech się nie zamknie nade mną paszcza otchłani.

    Ja zaś jestem nędzny i pełen cierpienia,
    niech pomoc Twa, Boże, mnie strzeże.
    Pieśnią chcę chwalić imię Boga
    i wielbić Go z dziękczynieniem.

    Patrzcie i cieszcie się, ubodzy,
    niech ożyje serce szukających Boga.
    Bo Pan wysłuchuje biednych
    i swoimi więźniami nie gardzi.

    (Mt 5,10)
    Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

    (Mt 14,1-12)
    W owym czasie doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie. I rzekł do swych dworzan: To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze w nim działają. Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wrzucić do więzienia. Powodem była Herodiada. żona brata jego, Filipa. Jan bowiem upomniał go: Nie wolno ci jej trzymać. Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka. Otóż, kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona przedtem już podmówiona przez swą matkę: Daj mi – rzekła – tu na misie głowę Jana Chrzciciela! Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posłał więc [kata] i kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczęciu, a ono zaniosło ją swojej matce. Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je; potem poszli i donieśli o tym Jezusowi.

    źródło: http://www'mateusz.pl/czytania

    • MariuszInfo said

    • Leszek said

      Może kilka zakulisowych odniesień do dzisiejszej św. Ewangelii o pojmowaniu, męczeństwie i pogrzebie św. Jana Chrzciciela z dzieła bł. A.K. Emmerich „Żywot i bolesna męka Pana naszego Jezusa Chrystusa…”:
      …Jan bowiem upominał Heroda: „Nie wolno ci jej/Herodiady, żony twego brata, Filipa trzymać/mieć… (Mt 14,4; Mk 6,18)
      1. …Herod spotkał się w Jerozolimie z żoną brata swego, która przebywała tamże ze swą szesnastoletnią córką, Salome. Poznawszy ją, zapałał pragnieniem pojęcia ją za małżonkę. Daremnie jednak prosił „Radę” o pozwolenie na to małżeństwo, a nawet skutkiem tego poróżnił się z członkami „Rady”. Obawiał się jednak przez spełnienie tego kroku narazić się opinii publicznej, dlatego nie chciał postępować samowładnie, lecz starał się pozyskać przyzwolenie Jana, którego lud czcił jako proroka. Sądził, że ten, aby pozyskać jego łaskę, z pewnością przychyli się do jego żądania. Herod udał się do Jana w towarzystwie Salome, córki Herodiady. W orszaku swym miał około trzydziestu ludzi, oprócz służebnych Salome. Jechał wraz z kobietami w powozie; Jana uprzedził o swym przybyciu przez osobnego posłańca; Jan jednak nie chciał, aby Herod ze swym orszakiem przybył aż na miejsce chrztu, gdyż ich obecność, a szczególnie obecność kobiet splamiłaby to święte miejsce. Przestał więc chrzcić i udał się z uczniami na miejsce nauki i tam spotkał się z Herodem. Nie rozmawiając z nim wcale, zaczął nauczać, mówiąc właśnie na ten temat, że Herod mógł pośrednio dowiedzieć się, jakie jest jego zapatrywanie w sprawie tego małżeństwa. Wypowiedział bez ogródki prawdę, a wreszcie dodał, że trzeba czekać na Tego, który ma przyjść; on sam już nie długo będzie chrzcił, bo ustąpi miejsca Temu, którego tylko jest przesłańcem. Z mowy tej mógł Herod łatwo zrozumieć, że Jan zna jego plan i że wcale go nie pochwala. Opuścił więc Jana z gniewem w sercu, wracając do miejsc kąpielowych w Kallirroe, gdyż wtenczas jeszcze tam mieszkał, oddalonych o kilka godzin drogi od miejsca chrztu Jana. Przed odejściem jednak kazał oddać Janowi zwój pisma z opisem swej sprawy, sądząc że Jan zmieni jeszcze swe zapatrywanie. Położono go przed Janem, gdyż nie chciał nim splamić swej ręki. Zarazem kazał zostać kilku ludziom ze swego orszaku, aby starali się Jana nakłonić, by tenże plan jego zechciał potwierdzić. Usiłowania ich jednak były daremne. Jan nie chciał małżeństwa Heroda z żoną brata uznać za ważne, a skończywszy nauczanie, wrócił na miejsce chrztu… (z rozdz. ‘Herod u Jana’). cdn

      • Leszek said

        cd.: …Wkrótce potem widziałam Heroda, siedzącego na mule w pewnego rodzaju skrzyni, przytwierdzonej do grzbietu muła, jadącego do Jana. Towarzyszyła mu żona brata jego, mieszkająca w tym czasie już razem z nim. Siedziała również na mule, dumna i w zbytkowne suknie wystrojona. Z orszakiem sług przybyli w pobliże miejsca chrztu. Herodiada zatrzymała się na mule opodal. Herod zaś zsiadł z muła, przybliżył się do Jana i zaczął z nim rozmowę. Sprzeczał się z nim, gdyż Jan rzucił na niego klątwę z powodu niedozwolonego małżeństwa z żoną brata, mimo że Herod przedłożył mu niedawno pismo z dowodami, mającymi ten jego krok usprawiedliwić. Jan zagroził mu nadto utratą prawa chrztu i zbawienia przez Mesjasza, jeśli nie zaniecha tego haniebnego, gorszącego stosunku. Potem zapytywał Herod Jana, czy zna Jezusa z Nazaretu, o którym różne po kraju chodzą pogłoski, czy się nawzajem przez posłów porozumiewają, i czy to jest Ten sam, którego on głosi? Jeśli tak jest, to on zwróci się do Niego w tej sprawie. Jan zapewniał go, że Jezus tak samo będzie się na tę sprawę zapatrywał; nie pomogą tu żadne wykręty, gdyż cudzołóstwo pozostanie zawsze cudzołóstwem. – Cała ta rozmowa toczyła się z pewnego oddalenia. Gdy Herod zapytał Jana, dlaczego nie chce przyjść bliżej do niego, odrzekł mu tenże: „Byłeś dotychczas ślepym, a grzech twój jeszcze bardziej cię oślepia. Czym bliżej byłbym ciebie, tym mniej pojmowałbyś. Gdy będę w twej mocy, wtenczas będziesz czynił, co zechcesz, chociaż później będziesz tego żałował!” Tkwiła w tych słowach przepowiednia przyszłego losu Jana. – Rozgoryczony, powrócił Herod z przewrotną kobieta, do domu… (z rozdz. ‘Herod powtórnie przybywa do Jana’) cdn

    • Leszek said

      …Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka… (Mt 14,5)
      …W ostatnich czasach przychodził często do Jana Herod, którym on zawsze gardził, jako cudzołożnikiem. Herod przyznawał w duszy Janowi słuszność (Mk 6,20)… (z rozdz. ‘Jezus nakazuje chrzcić w Jordanie’)
      „Już raz kazał Herod uprowadzić Jana Chrzciciela z miejsca chrztu i trzymał go w więzieniu przez kilka tygodni w tym przekonaniu, że potrafi go przerobić, lub zachwiać jego stałość. Z obawy jednak przed wielkim tłumem, który zgromadził się dla słuchania nauki Jana, kazał go znowu wypuścić… Od czasu powrotu z niewoli przejęty jest Jan jakby nowym ogniem gorliwości. Głos jego brzmi nadzwyczaj mile, a przecież potężnie i donośnie; każde słowo jest zrozumiałym. Zebranych jest kilka tysięcy ludzi, a przecież wszyscy słyszą go jak najdokładniej… Przybył tu także Herod wraz z żoną (Herodiadą) w orszaku żołnierzy z zamku Liwias, oddalonego o 12 godzin drogi. Herod jechał na długim, wąskim wozie, na którym leżało się, lub siedziało bokiem; wraz z nim siedziało kilku z orszaku… W ogóle była podróż bardzo uciążliwa. Żona Heroda siedziała również na podobnym wozie wraz z garderobianymi. Jako zaprzęg służyły osły. Pochód otwierali i zamykali żołnierze i dworzanie Heroda. Herod udał się tutaj, gdyż Jan nauczał w ostatnich czasach gorliwiej i goręcej niż przedtem, więc też Herod rad był go posłuchać i dowiedzieć się, czy nie mówi co przeciw niemu. Żona jego czekała tylko sposobności, aby przyprowadzić go do ostatecznej złości przeciw Janowi. Udawała jednak dobrze usposobioną dla Jana, a chytrością powodowana, wybrała się wraz z Herodem w drogę. Tajną przyczyną podróży Heroda była także wiadomość, że Aretas, król arabski, a ojciec jego pierwszej żony, obecnie odepchniętej, przybył do Jana i przebywa w gronie uczniów jego. Chciał więc teraz wyśledzić, czy też tenże nie knuje co przeciw niemu wśród tłumów. Pierwsza jego żona, piękna i zacna niewiasta, przebywała obecnie w domu ojca, który słysząc o nauce Jana i o potępieniu przez tegoż postępku Heroda, wybrał się osobiście do Jana, aby zaczerpnąć u niego pociechy i usłyszeć zarazem jego naukę. Nie starał się jednak zwracać na siebie uwagi, lecz ubrany skromnie i pojedynczo, krył się w gronie uczniów Jana, zachowując się względem nich jak jeden z tłumu. cdn

      • Leszek said

        Herod zajechał do starego zamku, położonego na wzgórku, i stąd przysłuchiwał się nauce Jana, siedząc na stopniach tarasu przed zamkiem; żona jego, otoczona swym orszakiem i strażą, spoczywała na wezgłowiach pod namiotem. Jan tymczasem nauczał głośno lud, aby w serca ich nie wstępowała złość z powodu nieprawego małżeństwa Heroda; niech szanują go jako króla, nie naśladując go jednak. Cieszyło to i gniewało zarazem Heroda. – Potęga, z jaką przemawia Jan, jest nieopisana. Głos jego donośnym jest jak grzmot, a przecież brzmi mile i zrozumiale. Zdaje się, jak gdyby chciał na ostatek wszystko, co możliwe, uczynić. Powiedział już nawet swoim uczniom, że czas jego zbliża się ku końcowi, że jednak nie powinni go opuszczać, lecz odwiedzać w więzieniu, gdy zostanie pojmany. Trzy dni już z rzędu nie jadł nic i nie pił, tylko nauczał o Jezusie i wykazywał Herodowi jego wiarołomstwo małżeńskie. Nie pomagały prośby uczniów, aby wstrzymał naukę i pokrzepił się; pełen natchnienia, nie znał miary w gorliwości. … Jan wiedział, że zbliża się jego niewola, dlatego też mówił z takim natchnieniem, żegnając się zarazem ze wszystkimi. Potężniej niż zwykle głosił przyjście Zbawiciela, mówiąc: „Przybędzie teraz Jezus, ja zaś muszę ustąpić…”… Wielokrotnie wyrzucał Jan Herodowi wobec ludu jego wiarołomstwo względem pierwszej żony, a Herod, który zresztą poważał go i lękał się, płonął w sercu gniewem przeciw niemu; nie dawał jednak tego poznać po sobie. Nauka skończyła się i tłumy rozeszły się na wszystkie strony. Odeszli także przybysze z Arabii, a z nimi Aretas, teść Heroda; Herod nie widział go wcale. Żona Heroda odjechała już pierwej, a teraz oddalił się i Herod, ukrywając swą złość i żegnając się przyjaźnie z Janem.

    • Leszek said

      …Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wrzucić do więzienia… (Mt 14,3; Mk 6,17)
      …Jan rozesłał jeszcze wielu uczniów z poselstwami w różne strony, innych rozpuścił, a sam udał się do namiotu, aby skupić ducha na modlitwie. Zmierzch zapadł. Uczniowie oddalili się już, wtem otoczyło namiot około dwudziestu żołnierzy. Rozstawili straże ze wszystkich stron, a następnie weszli do namiotu. Jan oznajmił natychmiast, że spokojnie pójdzie za nimi, gdyż wie, że czas jego nadszedł i że musi ustąpić miejsca Jezusowi; nie potrzebują go wiązać, gdyż dobrowolnie pójdzie, niech tylko prowadzą go spokojnie, aby uniknąć zaburzeń. Zabrawszy go więc, odeszli z nim szybkim krokiem. Jan miał na sobie tylko skórę surową i laskę w ręce. Gdy go uprowadzano, zbliżyło się kilku uczniów, a Jan spojrzeniem pożegnał ich, prosząc, by go odwiedzili w więzieniu. Wkrótce po uprowadzeniu zeszli się inni uczniowie i tłum ludzi. Okrzyk się rozległ: „Uprowadzono nam Jana!” Wkoło słychać było jęki i łkania żałosne. Chciano iść za nimi, lecz nie znano drogi; żołnierze bowiem zeszli wkrótce ze zwykłej drogi i jakimiś wertepami puścili się z Janem ku południowi. Uwięzienie Jana było powodem wielkiego zamieszania, żalu i narzekania. Uczniowie rozproszyli się na wszystkie strony, podobnie jak później przy pojmaniu Jezusa, i roznieśli tę smutną wieść po całym kraju. Na więzienie dla Jana przeznaczono najpierw jedną z wież w Hesebon, dokąd żołnierze z nim szli przez całą noc. Nad ranem wyszli naprzeciw nich inni żołnierze z Hesebon, a to dla bezpieczeństwa, gdyż już rozgłosiło się, że Jana pojmano i gdzieniegdzie natrafiano na zbiegowiska. Żołnierze, prowadzący go, byli, zdaje się, rodzajem przybocznej gwardii Heroda. Uzbrojeni byli w łuskowate lub pierścieniowe pancerze, chroniące pierś i plecy od pocisków, tudzież w długie włócznie. W Hesebon zgromadziły się tłumy ludzi przed więzieniem Jana, i straże wiele miały trudu, aby natrętów odpędzić. U góry więzienia umieszczone były otwory. Jan, będąc już w więzieniu, przemówił tak donośnym głosem, że zewnątrz stojący mogli go słyszeć: „Przygotowywałem drogi, kruszyłem skały, ścinałem twarde drzewa, kopałem źródła i studnie, budowałem mosty i w ogóle miałem do czynienia z twardymi, nieużytymi przedmiotami. Takim jesteś i ty, narodzie, i dlatego pojmano mnie. Teraz zwróćcie się do Tego, którego głosiłem, do Tego, który nadchodzi utorowaną drogą. Gdy Pan nadchodzi, ustępują ci, którzy drogę przygotowywali; zwróćcie się więc do Jezusa! Nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u trzewika Jego. Jezus jest Światłem, Prawdą, Synem Ojca!” Następnie prosił Jan uczniów, aby odwiedzali go w więzieniu, gdyż jeszcze nie przyszła jego godzina, jeszcze nie odważą się nań targnąć. Nauka jego była tak głośną i wyraźną, jak gdyby stał na swojej mównicy wśród zgromadzonego ludu. Powoli rozpędziły straże zebrane tłumy. cdn

      • Leszek said

        cd.: Z Hesebon przeprowadzili żołnierze Jana do więzienia w Macherus, położonym na wysokiej, skalistej górze. Więziono go wraz z innymi więźniami w niskim, wąskim, krytym wozie, zaprzężonym w osły. Przybywszy do Macherus, zaprowadzili żołnierze Jana stromą ścieżką górską do twierdzy; nie weszli jednak przez główną bramę, lecz skręciwszy w bok, otworzyli jakieś tajemne przejście, zwyczajnie zasłonięte murawą. Był to wąski korytarzyk, prowadzący w dół pod ziemię. Na końcu jego, mniej więcej pod bramą, były drzwi ze spiżu, które otworzywszy, wprowadzili żołnierze Jana do obszernego podziemnego lochu, do którego dochodziło światło przez otwory w górze. W lochu było wprawdzie czysto, lecz brak wszelkiego wygodnego urządzenia. Po niejakim czasie pozwolono uczniom Jana przychodzić po kilku w pobliże więzienia, rozmawiać z Janem, a nawet podać mu co potrzebnego przez kratę. Jeśli jednak przybywali w większej liczbie, straże odpędzały ich od więzienia. Czyniono to zapewne przez ostrożność. – Więzienie Jana było obszerne i widne, lecz nie było w nim żadnych sprzętów z wyjątkiem ławy kamiennej zastępującej łoże. – Rozmawiając z uczniami, rozkazał im Jan tak długo jeszcze chrzcić w Ainon, dopóki Jezus tam nie przybędzie i każe Swym uczniom chrzcić. Jan jest nadzwyczaj poważny. W obliczu jego przebijało się zawsze głębokie zamyślenie i smętność jako u tego, który kochał nad życie i głosił wszystkim Baranka Bożego, lecz wiedział zarazem, że własny naród śmierć męczeńską Mu zada. (z rozdz.’ Jan Chrzciciel pojmany przez Heroda i uwięziony w Macherus’)

    • Leszek said

      … kiedy obchodzono urodziny Heroda…(Mt 14,6a) / …Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobom znakomitym w Galilei… (Mk 6,21)
      „Do zamku Macherus zjeżdżali się już od kilku tygodni zaproszeni przez Heroda goście, szczególnie z Tyberiady. Codziennie nowe urządzano zabawy i uroczystości i wyprawiano wspaniałe uczty. W pobliżu zamku stał otwarty okrągły budynek, dokoła z siedzeniami. Tu urządzono rodzaj amfiteatru, w którym zaproszeni goście przypatrywali się zapasom gladiatorów z dzikimi zwierzętami. Tancerze i tancerki popisywali się swawolnymi tańcami. Salome, córka Herodiady, wprawiała się także do takich tańców, a ćwiczenia odbywała w obecności matki przed metalowymi zwierciadłami… Uwięzionemu Janowi pozwolono w ostatnich czasach chodzić swobodnie po całym zamku; uczniowie mogli o każdej porze go odwiedzać. Herod złagodniał tak dalece, że chętnie zgadzał się wrócić mu swobodę, byle tylko Jan uznał jego małżeństwo za prawne, lub przynajmniej tę sprawę zaprzestał rozgłaszać; oczywiście Jan nie przyjął wcale postawionego warunku, owszem w publicznych naukach, jakich kilka miał już w zamku, a którym przysłuchiwał się i Herod, występował wciąż przeciw temu. Mimo to zamierzał Herod w dzień swoich urodzin wypuścić go na wolność; inne jednak zupełnie plany knowała jego żona i te, jak zobaczymy, udały się całkowicie. Herod chciał, by Jan dał się widzieć jawnie gościom, zebranym na uroczystość, a przez to uniewinnić się przed nimi i udowodnić im, że Janowi nie dzieje się tu żadna krzywda. Zaledwie jednak zaczęły się w Macherus bankiety, zabawy i stek występków, nie ruszył się już Jan krokiem z swej celi więziennej i uczniom swym rozkazał się usunąć. Większa ich część wróciła w okolice Hebronu, skąd wielu z nich pochodziło.

    • Leszek said

      …A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła… chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę… (Mk 6,19.21) / …kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi… (Mt 14,6; Mk 6,22a)
      …Córka Herodiady, zostająca zupełnie pod wpływem matki, we wszystkim była jej na rękę. Wyglądała uroczo, ruchy miała zbyt swobodne; ubierała się bezwstydnie i w ogóle miała w sobie coś bezczelnego, podpadającego w oczy, a w dodatku używała wszelkich sztuczek i środków, by powszechną zwracać na siebie uwagę. Nie była już zbyt młoda. Wyraz twarzy miała jakiś chytry, szatański, który zachęcał rozpustników do spoglądania na nią, ubiegania się o jej względy; we mnie wzbudzał widok jej, jak urok węża, wstręt i odrazę. Porównać ją można najlepiej z wszetecznymi boginiami starożytności. Mieszkała w osobnym skrzydle zamku od strony obszernego podwórza naprzeciw sali, w której obchodzono uroczystość urodzin, a że sala ta leżała niżej, więc z galerii mieszkania Herodiady widać było na przestrzał kolumnadę sali. Przed salą Heroda urządzono w podwórzu wspaniały łuk tryumfalny wiodący do sali, do którego dochodziło się po stopniach. Stąd biegł widok daleko na komnaty, wspaniale przystrojone zwierciadłami, kwiatami, złotem i zielenią. Wzrok ślepnął po prostu od blasku pochodni i lamp, których mnóstwo oświecało sale i krużganki i cały gmach od góry do dołu; co krok widać było przeźrocza, świetliste obrazy, wspaniałe naczynia. W domu uroczystości zajęła Herodiada wraz z orszakiem niewiast miejsce na wyższych galeriach swego mieszkania; wszystkie kobiety wspaniale były przystrojone. Z ciekawością patrzyły na to, co się działo na dole. Na podwórzu ukazał się Herod w otoczeniu wspaniale przybranych gości, przeszedł po kobiercach rozesłanych na ziemi i skierował swe kroki ku łukowi tryumfalnemu, gdzie powitała go orkiestra; grono chłopców i dziewcząt grało na różnych instrumentach, a pacholęta powiewały na powitanie girlandami kwiatów. cdn

      • Leszek said

        Wszedłszy po stopniach pod łuk tryumfalny, ujrzał Herod nową niespodziankę. Z przeciwnej strony zbliżył się doń orszak chłopców i dziewcząt, a w ich środku tańczyła Salome; za nią szły dzieci ubrane w cienkie obcisłe sukienki, rodzajem skrzydełek, u ramion; na wspaniałej, ozdobnej tacy niosły koronę, przykrytą przezroczystą tkaniną. Salome miała na sobie długą przezroczystą suknię, spiętą na nogach w kilku miejscach błyszczącymi haftkami; na ramionach miała złote pierścienie, sznury pereł i wianuszki z pięknych piór, szyję i piersi zdobiły perły i złote świecące łańcuszki. Długą chwilę tańczyła przed Herodem, a potem wręczyła mu ową koronę. Jak wszyscy goście tak i Herod zachwycony i olśniony był tańcem i wyraził jej swój podziw, prosząc zarazem, by jutro znowu zrobiła mu tę przyjemność. Trzeba bowiem wiedzieć, że już dawno spoglądał na nią Herod pożądliwie, i na to liczyła jej matka, chcąc p l a n swój przeprowadzić. … Gdy już biesiadnicy najedli się i dobrze napili, poprosili Heroda, by znowu zawezwał Salomę do tańca. Heroda nie trzeba było długo o to prosić, zrobiono miejsce na środku, a biesiadnicy umieścili się pod ścianami. Herod sam zasiadł na tronie, mając przy boku kilku zaufanych Herodian. Niebawem nadeszła Salome, ubrana w pajęczą, przezroczystą tkaninę w koronie na głowie; włosy częścią przetykane były perłami i klejnotami, częścią powiewały w lokach koło głowy. Towarzyszyło jej kilka tancerek. Salome stanęła w środku, towarzyszki w koło niej i rozpoczął się taniec dziwny, polegający na wykręcaniu, wyginaniu i kołysaniu ciała na różne strony, tak karkołomnym, jak gdyby tancerki nie miały kości. Ciała przybierały co chwila najrozmaitsze pozycje. W rękach trzymały wieńce i chustki, którymi powiewały i rzucały na wszystkie strony. Całość łączyła się w zamęt nieuchwytny, drgający lubieżnością i chucią, drażniący oczy i żądze widzów. Salome przewyższała wszystkie w tej umiejętności. Widziałam wyraźnie szatana przy jej boku, który zdawał się pomagać jej wykręcać wszystkie członki, by tym lepiej wykonała ten ohydny taniec. cdn

      • Leszek said

        …spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona przedtem już podmówiona przez swą matkę: Daj mi – rzekła – tu na misie głowę Jana Chrzciciela!… (Mt 14,7; Mk 6,24n)
        cd.: Herod oszołomiony był i odurzony tym widokiem. Przy końcu zbliżyła się Salome do tronu, a jej towarzyszki tańczyły tymczasem dalej, ściągając na siebie uwagę gości; tylko więc najbliżej stojący mogli słyszeć, jak Herod rzekł do niej: „Żądaj ode mnie co chcesz, a dam ci! Przysięgam, że choćbyś zażądała połowę królestwa, otrzymasz!” Salome myślała chwilę, wreszcie odrzekła: „Pójdę poradzić się matki, co mam zażądać”. Poszła też zaraz do komnaty niewieściej i powiedziała to matce. Przewrotna niewiasta, uradowana, że spełniają się jej życzenia, kazała jej zażądać od Heroda głowy Jana Chrzciciela. Salome wróciła do Heroda i rzekła: „Chcę, abyś mi dał natychmiast na misie głowę Jana!”

    • Leszek said

      …Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posłał więc [kata] i kazał ściąć Jana w więzieniu… (Mt 14,9-10.; Mk 6,26-27a)
      …Niespodziewane te słowa, które tylko najbliżsi zaufani słyszeli, raziły jak gromem Heroda; tego wcale się nie spodziewał. Lecz Salome domagała się natarczywie dotrzymania przysięgi, więc, choć niechętnie, kazał jednemu z Herodian zawołać kata, polecił mu ściąć Jana, a głowę doręczyć na misie Salome. Kat poszedł spełnić rozkaz, a za nim po chwili wyszła Salome. Herod, pod pozorem, że czuje się niezdrów, opuścił salę z swymi zaufanymi. Zmartwiony był bardzo takim obrotem sprawy. Teraz dopiero, niestety za późno, tłumaczyli mu poufni, że nie potrzebował koniecznie zezwalać na to: przyrzekli zarazem dotrzymać ścisłej tajemnicy, by nie zakłócić uroczystości. Smutny i jakby nieprzytomny błąkał się Herod po swoich pokojach, a tymczasem zabawa szła dalej swoim trybem; goście bawili się doskonale, wychwalając gościnność Heroda…

    • Leszek said

      …król posłał kata …Ten poszedł, ściął go w więzieniu… (Mk 6,27)
      Jan właśnie klęczał w więzieniu z wyciągniętymi rękoma i patrząc w niebo modlił się gorąco. W koło niego rozchodziła się dziwna niebiańska światłość, wobec której oświetlenie sali Heroda podobne było raczej do ognia piekielnego. Zatopiony w modlitwie, nie słyszał Jan, że drzwi więzienia otworzyły się, a przez nie wszedł kat, wziąwszy z sobą obu żołnierzy, strzegących wejścia. Żołnierze trzymali pochodnie w ręku, lecz wobec jasności, otaczającej Jana, wyglądały one jak świece w dzień zapalone. Salome czekała w pobliżu w przedsionku obszernego więzienia, posławszy katowi przez służebne misę, okrytą czerwonym suknem. Kat przystąpił do Jana, i położywszy mu rękę na ramieniu, rzekł: „Król Herod przysłał mnie tu, bym na tej misie zaniósł głowę twą jego córce Salome”. Jan, nie wstając z ziemi, zwrócił się ku niemu i nie dając mu skończyć, rzekł: „Wiem, po co przychodzisz. Gdybyś wiedział co czynisz, to z pewnością nie zgodziłbyś się jako narzędzie króla. Zresztą czyń, co ci kazano; gotów jestem”. To rzekłszy, odwrócił się od niego i klęcząc przed kamieniem, gdzie zwykle się modlił, znowu pogrążył się w modlitwie. Widząc to kat, zabrał się do wykonania okrutnego wyroku. Miał do tego maszynę, dającą się chyba porównać z łapką na lisy. Był to żelazny pierścień, a w nim po bokach dwa ostre żelaza w kształcie nożyc; kat założył to na szyję klęczącemu Janowi, pociągnął, czy też nacisnął sprężynę, i w tej chwili przecięły ostrza szyję, oddzielając głowę od tułowia. Jan nie ruszył się nawet – odcięta głowa upadła na ziemię, a z tułowia wytrysnął potrójny strumień krwi, skraplając głowę i ciało Świętego i chrzcząc go niejako w własnej krwi. cdn

      • Leszek said

        …Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczęciu… (Mt 14,11a) / … kat przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczęciu… (Mk 6,28a)
        Pomocnik kata podniósł martwą głowę za włosy i szydząc położył na misę, a kat oddał ją zaraz czekającej Salome. Salome chwyciła misę z radością, pomieszaną z tajemną grozą i odrazą, jaka zwykła przejmować ludzi grzesznych na widok krwi lub ran. Służebnej ze światłem kazała iść naprzód, a sama szła za nią podziemnym krużgankiem, niosąc na misie świętą głowę. Ze wstrętem wyciągnęła rękę przed siebie i odwróciła w bok strojną głowę, nie chcąc patrzeć na niesiony ciężar. Szły tak czas jakiś wznoszącym się w górę krużgankiem, aż stanęły w sklepionej izbie kuchennej, leżącej pod mieszkaniem Herodiady….

      • Leszek said

        …a ono zaniosło ją swojej matce… (Mt 14,11b) / …a dziewczę dało swej matce… (Mk 6,28b)
        Ta czekała tu już na nie; natychmiast zdjęła zasłonę ze świętej głowy i szydząc zaczęła pastwić się nad nią; poczym zdjęła ze ściany ostry rożenek, których dosyć tam wisiało i zaczęła kłuć język, policzki i oczy, następnie jak diabeł nie człowiek rzuciła świętą głowę na ziemię i nogami wepchnęła ją przez okrągły otwór do rowu, w który wymiatano odpadki i śmiecie kuchenne. Tak nasyciwszy swą złość, wrócił ów potwór w ciele niewiasty wraz z córką do uciech i zabaw występnych, jak gdyby nic się nie stało.
        Zwłoki Jana Chrzciciela, okryte skórą, w którą się zawsze odziewał, złożyli żołnierze na łożu kamiennym. Wzruszeni byli bardzo tragicznym zgonem Świętego, lecz wkrótce zastąpiono ich innymi, a tych zamknięto, by nie wygadali się przed kim; w ogóle wszystkim wtajemniczonym surowo nakazano milczenie. Goście nie myśleli wcale o Janie, więc zgon jego pozostał przez jakiś czas w tajemnicy; owszem rozeszła się była pogłoska, że wypuszczono Jana na wolność. Gody trwały tymczasem dalej; po Herodzie zaczęła przyjmować hucznie gości Herodiada. Co do zgonu Jana przedsięwzięto wszelkie środki ostrożności. Uwięziono pięciu świadków stracenia, a mianowicie obu strażników, kata, jego pomocnika i służebnę Salome, która okazywała żal z powodu ścięcia Jana. Przed więzieniem postawiono nowe straże. Jeden zaufany Heroda miał nakaz nosić przez jakiś czas żywność do więzienia, by nikt nie domyślił się, co zaszło. (z rozdz. ‘Ścięcie św. Jana Chrzciciela’).

    • Leszek said

      …Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je… (Mt 14,12a) /
      … Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie. (Mk 6,29)
      „Saturnin wnet przybył z towarzyszami do Macherus i zaraz poszli wszyscy na górę zamkową; wzięli z sobą różne narzędzia, jako to, trzy mocne, szerokie na dłoń sztaby, skórzaną okrywę z dwóch części złożoną, wory, kiesy, zwoje chust, gąbki itp. Znajomi uczniowie zażądali od straży zamkowej, by ich wpuszczono, lecz żołnierze odprawili ich z niczym. Nie dając jednak za wygraną, obeszli uczniowie wał dokoła i przyszli w stronę, gdzie było więzienie Jana. Trzeba tu było przejść przez trzy wały i dwie fosy, by dostać się do wnętrza, lecz przy wzajemnej pomocy im się to udało. Bóg musiał czuwać nad nimi, bo dokonali tego szybko i bez przeszkody. Następnie dostali się okrągłym otworem w pułapie do wnętrza zamku. Dwaj żołnierze, pilnujący podwórza, spostrzegli ich zaraz i nadbiegli z pochodniami w ręku. Widząc uczniowie, że nie można się już ukryć, wystąpili otwarcie i rzekli: „Jesteśmy uczniowie Chrzciciela, którego Herod kazał zamordować, i chcielibyśmy zabrać ciało naszego mistrza”. Pokazało się, że żołnierze sami rozjątrzeni są na Heroda za zamordowanie Jana; nie stawiali bowiem oporu, ale sami otworzyli więzienie, chcąc mieć udział w dobrym uczynku. Kilku żołnierzy zbiegło z tego samego powodu już przed kilku dniami ze zamku. Zaledwie weszli do celi więziennej, zgasły pochodnie, a równocześnie napełniło się więzienie dziwną jasnością; nie wiem, czy uczniowie to światło zauważyli, lecz zapewne musiało tak być, gdyż wszystkie czynności spełniali szybko i zręcznie, jak w biały dzień. Z płaczem przypadli uczniowie do zwłok mistrza. Wtem ujrzałam w więzieniu jakąś wielką, jaśniejącą postać niewieścią; wyglądała zupełnie tak, jak Matka Boża przy zaśnięciu. Po chwili dopiero poznałam w niej świętą Elżbietę. Z początku wydawała mi się żywą kobietą, a wszystko tak naturalnie robiła… Zwłoki leżały na ziemi nakryte włosianym kocem. Nie tracąc czasu, wzięli się uczniowie do roboty. Rozłożono chusty na ziemi, złożono na nie ciało i wzięto się do mycia. Wodę przynieśli uczniowie w worach, a parę mis jeszcze dostarczyli żołnierze. Myciem zajęli się Judas Barsaba, Jakób i Heliachim, a inni podawali, co było potrzeba. Postać zaś owa we wszystkim pomagała, wszystko jakby sama robiła: rozścielała, pokrywała, układała, obracała, zawijała; kto tylko zaczął co robić, już była przy nim. Za jej wpływem wszystko odbywało się nadzwyczaj szybko i w porządku. Ciało otworzono, wyjęto wnętrzności i schowano do wora. cdn

      • Leszek said

        cd.: Następnie nałożono różnych wonnych korzeni i owinięto ciało w opaski. Widać było teraz, jak zwłoki są cienkie i wysuszone. Inni tymczasem zebrali zakrzepłą krew z miejsca, gdzie upadła była głowa i gdzie leżało ciało, i włożyli do puszek, w których były korzenie. Zawinięte ciało włożono w ową skórzaną okrywę, podobną do koryta, ściągnięto za pomocą kija, przepchanego u góry przez okrywę, a w skórzane ucha włożono dwie lekkie sztaby, cienkie, a mocne, bo się nawet pod ciężarem nie ugięły; na wierzch położono skórę Jana, którą zwykle się odziewał. Dwóch uczniów wzięło zwłoki, inni zabrali wory z wnętrznościami i puszki z krwią. Obaj żołnierze postanowili wraz z uczniami opuścić Macherus. Jako znający teren, poprowadzili ich wąską ścieżką poza wałami i wywiedli z zamku owym tajemnym przejściem podziemnym, którędy Jana wprowadzono do więzienia. Wszystko odbyło się nadzwyczaj szybko i z nieopisanym przejęciem. Wśród ciemności nocy schodził żałobny orszak spiesznie z góry, dwóch niosło zwłoki, reszta postępowała z tyłu. Uszedłszy kawałek, zapalono pochodnie. Nie da się opowiedzieć, jak wzruszającym był widok tych ludzi, mknących szybko a cicho z ciałem drogiego mistrza. Zdawało się, że płyną w powietrzu. O zmierzchu przeprawili się przez Jordan, w miejscu, gdzie z początku Jan chrzcił, i gdzie oni zostali jego uczniami. Na wspomnienie tych minionych chwil, nowa żałość ścisnęła ich serca, łzy obfite wylewając. Przyszedłszy nad Morze Martwe, obeszli je dokoła bocznymi ścieżkami przez puszczę, i przez dolinę pasterzy doszli w pobliże Betlejem. W grocie pewnej zatrzymali się na spoczynek, a w nocy wyruszyli w dalszą drogę ku Jucie. Przed świtem jeszcze przybyli w pobliże grobu Abrahama; zwłoki umieścili w grocie obok mieszkań Esseńczyków i ci przez cały dzień czuwali nad nimi. Wieczorem o tej prawie godzinie, w której i Zbawiciela namaszczono i złożono do grobu, także w piątek, zanieśli Esseńczycy zwłoki Jana do grobowca, gdzie spoczywał Zachariasz i prorocy, i złożyli je w miejscu, które Jezus niedawno kazał uprzątnąć… Grobowiec oświetlony byt mnóstwem lamp. Zwłoki ułożono na kobiercu, zdjęto opaski i zabalsamowano je maściami, korzeniami i mirrą. Jaka to boleść dla obecnych, widzieć ciało bez głowy! Co za żałość, nie móc spojrzeć w ukochane oblicze; duchowo tylko musieli to sobie uprzytomniać. Każdy z obecnych dorzucił wiązkę mirry, lub garstkę korzeni, po czym zawinęli uczniowie ciało na powrót i złożyli w grobie, wykutym ponad grobem ojca Jana…
        (z rozdz. ‘Sprowadzenie i pogrzebanie zwłok świętego Jana’).

    • Leszek said

      A co się stało z głową św. Jana Chrzciciela?
      Było już powiedziane, że Herodiada rzuciła świętą głowę na ziemię i nogami wepchnęła ją przez okrągły otwór do rowu, w który wymiatano odpadki i śmiecie kuchenne.
      Dowiadujemy się o tym w dalszej lekturze dzieła bł. A. K. Emmerich:
      …Jak tylko rozeszła się przez służbę z Macherus wieść, gdzie znajduje się głowa Jana, zaraz wybrały się tam Joanna Chusa, Weronika i jakaś krewna Chrzciciela by świętą głowę dostać. Lecz jak długo nie można było otworzyć sklepionej kloaki i spuścić nieczystości, tak długo nie można było dostać się do głowy, leżącej na kamieniu wystającym z muru. Zeszło tak na niczym parę miesięcy. Nadszedł wreszcie czas, że z Macherus zaczęto usuwać sprzęty i budowle, służące do wystawności dworskich Heroda, by z zamku zrobić wyłącznie twierdzę, obsadzoną załogą. Rowy czyszczono i naprawiano, robiono nowe przysypiska. Wpadła mi przy tym w oczy osobliwa rzecz. Oto tu i ówdzie kopano rowy i napełniano je wybuchowym materiałem, potem zasypywano i zasadzano na wierzchu drzewa, tak że na pozór nic nie było podejrzanego. W razie potrzeby można to było zapalić, a wtedy byłby nastąpił wybuch, wszystko w koło burzący. Takie zasadzki przyrządzano dokoła murów w szerokim promieniu. Było tu sporo ludzi, którzy uprzątali ułamki, lub ściągali muł z rowów na swoje pola. Między nimi było kilka niewiast z Juty i z Jerozolimy, które ze sługami czekały tu na sposobność wydostania głowy świętego Jana; modliły się, co noc w tej myśli, pościły i błagały Boga o łaskę. Nadeszła wreszcie kolej czyszczenia owego kanału, w którym znajdowała się święta głowa. Dno kanału szło pochyło z góry na dół. Dolna cześć była już wypróżniona i wyczyszczona. Wszedłszy tędy, trzeba było drapać się w górę po wystających kamieniach aż do miejsca, gdzie leżał stos kości wyrzuconych z kuchni i gdzie leżała święta głowa, a było to dosyć daleko. Podczas gdy robotnicy poszli się posilić, wpuścili najęci ludzie święte niewiasty do kanału, oczyszczonego już aż do owej kupy kości. Z trudem zaczęły niewiasty piąć się w górę, modląc się ustawicznie, by Bóg wspomógł je w ich przedsięwzięciu. Wtem ujrzały szukaną głowę, stojąca na, szyi na wystającym kamieniu. Głowa zwrócona była twarzą do nich, a po obu stronach były jakoby dwa płomyki. Widać było w tym łaskę Bożą, bo głów leżało tam więcej, i gdyby nie te płomyki, mogły by się były niewiasty pomylić. cdn

      • Leszek said

        cd.: Lecz w jak opłakanym stanie znajdowała się ta głowa! Ogorzałe oblicze nabrzmiałe było krwią, język, pokłuty przez Herodiadę, wystawał z otwartych ust, żółtawe włosy, za które trzymali ją niegdyś kat i Herodiada, wznosiły się sztywno do góry. Niewiasty okryły głowę chustą, i unosząc ją, pospieszyły z powrotem. Zaledwie uszły kawałek drogi, gdy spostrzegły z przeciwnej strony nadciągających około tysiąc żołnierzy, by zluzować tych kilkuset, bawiących w zamku. Drżąc ze strachu, ukryły się przed nimi w jaskini, dopiero gdy wszyscy przeszli, wybrały się w dalszą drogę. Przechodząc przez góry, znalazły żołnierza, który, upadłszy, zranił się ciężko w kolano i nieprzytomny pozostał na drodze. Położono na nim świętą głowę, a ten w jednej chwili ocknął i powstał, opowiadając, że widział Chrzciciela, i że ten mu pomógł. Wielce tym wzruszone obmyły mu niewiasty rany winem i oliwą i zaniosły go do pobliskiej gospody, nic jednak nie wspominając o głowie Jana. Wkrótce napotkały siostrzeńca Zacharyasza i kilku Esseńczyków, którzy wyszli im na przeciw. Szli więc dalej razem, samotnymi drożynami, tak jak przedtem z ciałem. W Hebron dotykały tą głową chorych Esseńczyków, a ci zaraz odzyskiwali zdrowie. Esseńczycy oczyścili głowę, zabalsamowali kosztownymi maściami i ziołami, i uroczyście złożyli do grobowca, gdzie spoczywało ciało”. (z rozdz. ‘Sprowadzenie i pogrzebanie zwłok świętego Jana’).

  5. apostolat said

    Kardynała Stefana Wyszyńskiego droga do kapłaństwa

    Ks. prof. Waldemar Chrostowski

    Jutro mija 90 lat od święceń kapłańskich Prymasa Tysiąclecia. Wspominając w 1964 roku ostatnie odwiedziny u swojej babci, które miały miejsce ponad 40 lat wcześniej, na kilka miesięcy przed święceniami, Prymas wyznał, że poprosił ją o błogosławieństwo. Żegnając go, powiedziała: „Pamiętaj, jeżeli będziesz złym księdzem, to mi się na oczy nie pokazuj!”. Prymas dodał: „To, co powiedziała w przedziwnej mądrości człowieka prostego, lecz wierzącego, zapadło mi w duszę. Do dziś dnia dobrze to pamiętam i nigdy nie zapomnę”.(…)

    (…) „Kiedy miano mi udzielić święceń – mówił Ksiądz Prymas w 1974 roku we Włocławku – zastanawiano się, gdzie one mają być: w prezbiterium katedry czy w kaplicy prywatnej biskupa. Zdecydowano, że w kaplicy Matki Bożej w katedrze włocławskiej. Byłem wdzięczny ludziom, którzy podjęli tę decyzję, za taki właśnie wybór. To mi dodawało otuchy”. 3 sierpnia 1924 roku diakon Stefan Wyszyński przyjął święcenia kapłańskie z rąk biskupa Wojciecha Owczarka, sufragana diecezji włocławskiej. Biskup, zmagając się z zaawansowaną gruźlicą płuc, w chwili udzielania święceń słaniał się na nogach. Natomiast neoprezbiter po wielu latach (1965) wspominał: „W czasie moich święceń modliłem się, abym mógł być kapłanem przynajmniej jeden rok. Gdy przyszedłem do katedry po święcenia, stary zakrystian powiedział do mnie: ’Proszę księdza! Z takim zdrowiem to chyba trzeba iść na cmentarz, a nie po święcenia…’ Tak wszystko się układało, że tylko miłosierne oczy Matki Najświętszej patrzyły na ten dziwny obrzęd, który miał miejsce, gdy wygodnie mi było leżeć i bałem się chwili, kiedy już będę musiał wstać, bo nie wiedziałem, czy utrzymam się na nogach”. Wracając myślami do dnia swoich święceń, Prymas Tysiąclecia po wielu latach powiedział: „Skoro wyświęcono mnie na oczach Matki, która patrzyła na mękę swojego Syna na Kalwarii, to już Ona zatroszczy się, aby reszta zgodna była z planem Bożym”.

    http://www.naszdziennik.pl/wp/89055,kardynala-stefana-wyszynskiego-droga-do-kaplanstwa.html

    • apostolat said

      „Dla nas po Bogu największa miłość to Polska! Musimy po Bogu dochować wierności przede wszystkim naszej ojczyźnie i narodowej kulturze polskiej. Będziemy kochali wszystkich ludzi na świecie, ale w porządku miłości. Po Bogu więc, po Jezusie Chrystusie i Matce Najświętszej, po całym ładzie Bożym nasza miłość należy się przede wszystkim naszej ojczyźnie, mowie, dziejom i kulturze, z której wyrastamy na polskiej ziemi. I chociażby obwieszono na transparentach najrozmaitsze wezwania do miłowania wszystkich ludów i narodów, nie będziemy temu przeciwni, ale będziemy żądali, abyśmy mogli żyć przede wszystkim duchem, dziejami, kulturą i mową naszej polskiej ziemi, wypracowanej przez wieki życiem naszych praojców.

      Wbijamy w ziemię polską głazy zasad moralnych i religijnych, po których można bezpieczną stopą przyjść do upragnionej, lepszej przyszłości. Te głazy to krzyż i Ewangelia, to służba Kościoła, miłość, ofiara i szacunek dla człowieka, to obrona praw ludzkich, ilekroć zajdzie tego potrzeba. Kościół święty, i w dziejach ludzkości, i w naszej ojczyźnie jest właśnie taki. Idziemy więc po kamieniach milenijnych, po tych Bożych światłach, od Dubrawy, Mieszka, świętego Wojciecha, Bolesława Chrobrego, od Gniezna, Krakowa, Wrocławia, Kołobrzegu, od Stanisława i Jadwigi aż po krzyż króla Zygmunta na placu Zamkowym w Warszawie i wołamy wszystkim, że trzeba raczej Boga słuchać aniżeli ludzi. To, czego nam dzisiaj potrzeba, dzieci Boże, to odwagi i męstwa. Nie tylko my – biskupi, ale i wy – rodzice, macie obowiązek upominać się o uszanowanie waszej pracy, waszego sumienia i waszej wolności, prawa do wypoczynku świątecznego, do wychowania chrześcijańskiego waszych dzieci i młodzieży, do sprawiedliwej zapłaty. Jest to wasz moralny obowiązek. Jeśli liczycie, że zrobią to biskupi, a wy jesteście wolni, to wybaczcie, ale jest to zwykłe tchórzostwo i brak odwagi, co jest największą szkodą w życiu i współżyciu społecznym. Obywatel zastrachany, tchórzliwy, milczący wyrządza największą krzywdę nie tylko sobie, ale i tym, którzy nim kierują.”(kardynał Stefan Wyszyński)

      Kardynał Stefan Wyszyński żeby Polska Polską była – cz.1

      http://gloria.tv/?media=474472

      Kardynał Stefan Wyszyński żeby Polska Polską była – cz.2

      http://gloria.tv/?media=474468

  6. Apostoł Różańca said

    Zapomniana polska stygmatyczka…Krewna św Biskupa Pelczara
    http://rozaniec.info/zapomniana-stygmatyczka-helena-pelczar/

  7. Wiktoria said

    Zrozumialam pewna rzecz. Weronika nawolujac do przeproszenia ma racje, bo od chwili uswiadomienia swych bledow, grzechow i przestepstw czlowiek juz odzyskuje blogoslawienstwo i jeszcze wieksze gdy rzeczywiscie z calego serca poprosi Boga o przebaczenie. A jak to uczyni w imieniu calego narodu, jezeli wielu ludzi naraz przeprosi, to Pokoj i laska zaczna po troche wracac. I chodzi tu nie tylko o przestepstwach jednego narodu wobec drugiego. Bedziemy na wspolnych adoracjach przepraszac Pana za to, ale o wszystkie winy wlasnego narodu wobec Boga i przykazan. Skrucha, zrozumienie, wynagodzenie, choc male jest bardzo mile Bogu. Im wiecej w Polsce powstanie ruchow przepraszajacych i wynagradzajacych, tym szybciej zlo bedzie pokonane, tak sadze. Do tego oczywiscie jest potrzebne dzialanie, jeszcze pokuta, ale to jest pierwszym krokiem.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: