Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

Żaden z byłych Prezydentów RP, mimo zaproszenia, nie pojawił się na obchodach 1050 lecia Chrztu Polski

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 Kwiecień 2016

1050

 

„Prezydent Aleksander Kwaśniewski otrzymał kilka zaproszeń na uroczystości 1050-lecia chrztu Polski i początków polskiej państwowości, ale w tym czasie miał już inne zobowiązania i z tego powodu nie mógł wziąć udziału w obchodach – poinformowano nas w biurze byłego prezydenta. Zapewniono nas przy tym, że zaproszenia zostały dostarczone odpowiednio wcześniej – w połowie marca. Tymczasem Instytut Bronisława Komorowskiego nie chciał podać przyczyn, dla których były prezydent nie wziął udziału w uroczystościach.” Wałęsa dostał zaproszenie 5 kwietnia – jak by chciał, to by się ogarnął. Dostał na adres warszawski, a chyba był wówczas akurat w IPNie. Ponadto dostał również zaproszenie od Episkopatu.

Mój komentarz:

To pokazuje jakiego pokroju to ludzie. Szkoda że mienia się prezydentami Polski. Za to pojawią się na urodzinach Merkel.

(http://wiadomosci.wp.pl/kat,1027191,title,Zgromadzenie-Narodowe-bez-bylych-prezydentow-Lech-Walesa-zbyt-pozno-zaproszony,wid,18271910,wiadomosc.html).

Odpowiedzi: 54 to “Żaden z byłych Prezydentów RP, mimo zaproszenia, nie pojawił się na obchodach 1050 lecia Chrztu Polski”

  1. Znawca 2012 said

    Jest oczywiste, że to są obce Polsce geny.

  2. obserwator said

    No i dobrze że ich nie było ponieważ te osoby z chrześcijaństwem i polskością nie mają nic wspólnego.Swoją drogą co Targowica robiła na tych uroczystościach ? To był żałosny widok.

  3. Piotr said

    Mamy wspaniałego prezydenta, Duch Św. wylewa się na nasz kraj, wszystko idzie w dobrym kierunku.
    Polska ma do odegrania właśnie TERAZ ogromną rolę wobec innych narodów, szczególnie ześwieczczałego zachodu.
    Maryja nigdy nas nie opuściła i nigdy nas nie opuści.

  4. Izabela Anna said

    Będzie dobrze, musimy tylko cały czas ufać Bogu i Matce Najświętszej. Modlić się, pościć i szanować.

  5. Adrian said

    a ja ich zachowanie tak skomentuje wraz z lewactwem w naszej ojczyźnie

  6. Anzelmik said

    Dla mnie to nikt z tej trójki to nie jest ani Prezydentem ani kim ważnym bo zapraszać ich na tak podniosłą uroczystość.
    Miejscem takich śmieci jest śmietnik albo więzienie a zdrajców powinno się eliminować z życia politycznego.
    Wałęsa – kapuś i zdrajca na usługach ubeków…
    Kwaśniewski – pacynka pachnąca wódką na usługach komuchów i Izraela…
    Komorowski – zdalnie sterowany pacjent przez panią suflerkę i przez Tuska …
    Ci ludzie nigdy nie powinni być Prezydentami.

  7. Izabela Anna said

    http://spektrum-prawdy.pl/uncategorized/nadchodzace-zmiany-w-libanie-i-kuwejtcie-prowokacja-przeciwko-jaroslawowi-kaczynskiemu/ , przepraszam,iż nie na temat ale zastanawiam się czy coś w tym nie jest…

  8. Maria said

    Zabójczy cukier / Sugar coated

    Film dokumentalny ukazujący powszechną obecność cukru w produktach żywnościowych oraz jego nadmierną konsumpcję przez ludzi. W dokumencie przedstawiono również lobbing branży na środowiska naukowe, by za wszelką cenę „udowodnić”, iż cukier nie jest szkodliwy.

  9. pio0 said

    Żadna nowość, to pokazuje stan z jakim Polska musiała się zmagać mając takich prezydentów.
    Ostatnio wypowiedzi żon na temat kompromisu aborcyjnego byłych prezydentów, również świadczy jak bardzo teraz Pan Bóg pobłogosławił, po tylu latach dręczenia naszej Ojczyzny.
    Może to i lepiej że się nie pojawili?

    • szach42 said

      Dla mnie to oczywiste, że ani Wałęsa ,ani Komorowski nie pokażą sie na Mszy św. Jedynie Kwaśniewski, wiadomo, że ateista i do komunii św nie przystępuje, pod tym względem nie ma dylematu. Dlatego mówi jasno- zaproszenie dotarło na czas, ale miałem inne plany. Natomiast dla Wałęsy i Komorowskiego, udział we mszy św, zwłaszcza obok ludzi PiS, których lżyli ,byłby przejawem hipokryzji. No i problem z komunią św ,zwłaszcza na oczach Polaków-przystąpić źle, tak jak i nie przystąpić. Lepiej zwalić na rządzących, że np.za późno zaproszenie dotarło. A ja jestem przekonana, że do wszystkich byłych prezydentów wysłano je w tym samym dniu. Tak działa kancelaria . Jeśli zaproszenia, to lista adresatów , książka i wysyłka. Nikt nie wysyła życzeń świątecznych, do każdego w innym dniu, a co dopiero urząd. Mnie to jest obojętne, czy byli p.uczestniczą w uroczystościach państwowo- kościelnych, czy nie uczestniczą. Uważam, że powinni, przynajmniej dlatego, by pokazać, że gdy urzędowali, to nie tylko z obowiązku brali udział, ale i z potrzeby serca. Że nie wszystko było „nie chcem, ale muszem”.

  10. pio0 said

    Adminie zerknij w spam, dzięki.

  11. Adrian said

    Źródło Neon24.pl

    Judzenie i szczucie Polaków przeciw Rosji.

    Judzić jest najpewniej słowem słowiańskim, niespokrewnionym z Judaszem, Judą czy Judeą, ale jak patrzę na tych, którzy nas podjudzają do nienawisci czy wręcz do wojny, to miewam wątpliwosci.

    [ Zupełnie nie na temat, bo tylko hobbistycznie: Judasz to grecka ( zhellenizowana ) forma imienia Juda ( podobnie bladzi Angielczykowie odróżniają Judas od Jude ), zas Iskariota to najprawdopodobniej aramejskie isz-Kariot oznaczające „mąż kariocki” czyli człowiek z miejscowosci Kariot. Zresztą kto wyniósł z domu, zwłaszcza po kądzieli, znajomosc hebrajskiego, będzie pamiętał: „isz we iszsza bara otam” czyli w tłumaczeniu Wujka „mężem i mężyną stworzył ich” ].

    Jak twierdzi Grzegorz Braun, prawdziwą przeszkodą i zawadą uniemożliwiającą trwałe zredukowanie Polski do rosyjsko-niemieckiego kondominium pod żydowskim powiernictwem jest patriotyczna polska młodzież. Nie czuję się na siłach dociekać, co się stało, ale dosc skonstatować, że z punktu widzenia naszych wrogów cos poszło jednak nie tak. Niby mielismy przez kolejne dziesięciolecia gonić Zachód niczym pies swój ogon i biernie nasladować ich dawno przebrzmiałe mody, a tymczasem okazło się, że młodzież, kibice / kibole nagle zaczęli odnajdywac źródło swojej dumy, honoru, swoisty kudos nie w narkotykach, w goleniu pały, glanach czy innych subkulturach, ale we wspaniałym dziedzictwie przodków – wspomijmy te wszystkie oprawy meczów, honory oddawane Powstańcom, Żołnierzom Niezłomnym, skandowane hasła „Bóg Honor Ojczyzna”, Marsz Niepodleglosci ( ten ostatni nie tylko w Warszawie, ale i w coraz większej ilosci polskich miast ). W tym kontekscie należy rozumiec wsciekłosc poprzednich władz, owych szujow, kurwów, zdrajców i zaprzańców, którzy wysyłali przeciw patriotom manifestującym swoją miłosc do Ojczyzny prowokatorów i bandytów w mundurach.

    Równolegle przez ostatnie lata udało się zaprzańcom wypchnąć 4 miliony Polaków ( przewaznie młodych, a więc stanowiących najpowazniejsze zagrożenie dla planów kondominium ) za granicę. Tym niemniej kiedy młodzieżówka Targowicy zwanej KOD-em ma srednio 60 lat i esbecką emeryturę, swoje przywiązanie do Polski manifestuje coraz więcej młodych ludzi.

    Ażeby pozbyć się tej patriotycznej młodzieży raz na zawsze, pozostaje zatem tylko jeden sposób: wysłać ich na jakąs bezsensowną wojnę, żeby poginęli, wykrwawili się, wyemigrowali za granicę, robiąc miejsce dla naszych, np. kiedy sytuacja miłującego pokój i bezcennego Izraela zrobi się na Bliskim Wschodzie nie do utrzymania i kiedy „USS Israel” będzie poszukiwał nowej, spokojnej przystani. Po takiej wojnie kamienice będą tanio do wzięcia jak po powstaniu styczniowym. A podobnie jak wykrwawienie się Stolicy w Powstaniu Warszawskim znakomicie ułatwiło sowietyzację Kraju, tak kolejny upust młodej polskiej krwi umożliwi zainstalowanie upragnionej Judeopolonii na etnicznej resztówce nad Wisłą.

    Tymczasem okazji do wojny, do której możnaby wypchnąć polską patriotyczną młodzież na zatracenie dostarczają gry wojenne między USA i FR. Oba imperia współpracują ze sobą na poważnych frontach ( np. Syrii ), ale już w Europie Wschodniej są rzekomo nieprzejednanymi wrogami … niczym w Jałcie i Poczdamie. Wykorzystując polskie niepozaleczane traumy i rozdrapując rany judzi się i szczuje Polskę przede wszystkim przeciw Rosji.

    [ Nietrudno wyobrazić sobie artykuł w mediach red. Sakiewicza:

    WAŻNA ROCZNICA! W roku 1031, kiedy Mieszko II zajęty był obroną Łużyc przed wojskami Konrada II, rosyjskie wojska Jarosława Mądrego we współpracy z Mscisławem wbiły Polsce nóż w plecy, zupełnie tak jak w 39 … zaraz, zaraz, ale Jarosław Mądry to Rus Kijowska, proto-Ukraina, wszak Wielkie Księstwo Moskiewskie to dopiero druga połowa XIII wieku … co za dysonans poznawczy, Michniku, ratuj! ]

    Mimo tej traumy, mimo nieustannego pompowania Polaków przez niemieckie media w Polsce, przez żydowską gazetę dla Polaków itp, wciąż jest problem. Jesli bowiem do wojny z Rosją będą popychać młodych polskich patriotów zdrajcy i zaprzańcy ( PO, Nowoczesna i inne mutacje WSI ), to ktos nawet nienadzwyczajnie bystry może się zorientować, że instygatorzy i judzieciele nie mają czystych intencji.

    Dlatego też idealną sytuacją byłoby to zrobić rękoma rządu polskiego i patriotycznego. A jesli nie zna się historii, to trzeba ją potem niestety powtarzać. Jeszcze 29 lipca 1944 roku moskiewskie radio im. T.Kosciuszki ( kierowane przez Żyda Daniszewskiego / Kirszbauma ) w apelu ZPP nawoływało warszawiaków do powstania. Ale dopiero rozkaz polskiego patrioty, gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego zadecydował o jego rozpoczęciu.

    Podobnie jest dzis, młodzież nie posłuchałaby Bula czy Tuska, ale dzis mogloby być inaczej.

    Dlatego apelujmy do Rządzących i Rządzonych o niewtykanie palca między cudze drzwi, niewchodzenie między ostrza wielkich szermierzy, o nieprzykładanie żabiej łapki, gdzie nie nasze konie kują, o niewyciąganie za kogos gorących kasztanow z ognia, słowem nie dajmy się wciągnąć w nie naszą wojnę.

    Dzis jakakolwiek wojna, a już szczególnie uchowaj Boże z Rosją nie jest nam do niczego potrzebna. Rozbudowujmy własne siły zbrojne ( a nie niemieckie czy amerykańskie ) na naszym terytorium, zas w stosunku do Rosji chyba moglibysmy zaryzykować zaprzestanie szczucia, judzenia, obrażania i zaproponowanie w to miejsce rozpoczęcia jakichs normalnych rozmów … nawet kosztem utraty czytelników przez red. Sakiewicza ( bo o czym będzie pisał, jak nie będzie mógł szczuć i straszyć? )

    Grzegorz Braun przestrzega też przed pokusą pospiesznego naprawiania krzywd dziejowych i administracyjnego powrotu Lwowa czy Wilna do Macierzy. Co z tego bowiem, że Polska rozciągnie się nagle od morza do morza, jesli polskosc będzie w niej zbyt cienko rozsmarowana, zas w miastach – zgodnie zresztą z planami Judeopolonii – zacznie przeważać żywioł wiadomy. Póki co jestesmy na etapie królowania Łokietka i żeby nabrać sił potrzeba nam kilkudziesięciu lat gospodarowania na miarę Kazimierza Wielkiego …choć może tym razem bez skłonnosci do Esterki.

    [ Zupełnie czym innym jest potraktowanie szaulisow i banderowców tak, jak na to zasługują, tzn. spuszczenie ich w kiblu czy powrót do idei Autonomii Wileńszczyzny ].

    Zdjęcie wprowadzające to wykonany po agresji Niemiec na Polskę plakat mieszkającego od 1936 aż do smierci w Londynie Marka Żuławskiego. Dzis jego tresc bywa czasami błędnie rozumiana w sposób zupełnie wyrwany z historycznego kontekstu, jakoby naszym powodem do chwały było rzucanie się do wojny w pierwszej kolejnosci. A tymczasem dzis, jesli już mielibysmy się włączyć do wojny, to nasze być albo nie być, przetrwać jako państwo i naród bądź nie przetrwać, uwarunkowane byłoby przystąpienie do niej jako ostatni … jak chociażby Czesi 5 maja 1945 roku.

    http://macgregor.neon24.pl/post/131028,judzenie-i-szczucie-polakow-przeciw-rosji

  12. pio0 said

    Czego szukasz?

    Wszyscy poszukujemy swojej drogi w życiu. Potykamy się i powstajemy. Zmierzamy do przodu i zmieniamy obrany raz kierunek. Zdarzenia i ludzie inspirują nas do poszukiwania coraz lepszych ścieżek. Chrystus trzyma nas za rękę każdej z nich….

  13. Tomasz said

    http://wpolityce.pl/kosciol/289044-papiez-franciszek-dal-sie-wykorzystac-w-amerykanskiej-kampanii-wyborczej-przyjal-na-audiencji-berniego-sandersa-wbrew-zasadom-watykanu

    Sanders to połączenie Ikonowicza i Palikota

  14. miec6 said

    Niech moim komentarzem będzie ta oto ewangelia:
    Przypowieść o uczce królewskiej
    A Jezus znowu mówił do nich w przypowieściach:
    „Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił synowi ucztę weselną. Posłał służących, żeby zwołali zaproszonych na ucztę. Ale oni nie chcieli przyjść. Posłał ponownie innych służących i polecił im: ‚Powiedzcie zaproszonym:Przygotowałem już ucztę. Zabiłem woły i tuczne zwierzęta. Wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!.’ Oni jednak to zlekceważyli. Jeden poszedł na swoje pole, drugi załatwiał sprawy handlowe, pozostali zaś pochwycili służących, znieważyli ich i pozabijali. Wtedy król rozgniewał się i posłsł żołnierzy, aby wytracili tych zabójców, a ich miasto spalili. Sługom natomiast powiedział” ‚Uczta jest wprawdzie gotowa, ale zaproszeni nie okazali się jej godni. Wyjdźcie więc na rozstaje dróg i kogokolwiek spotkacie, zaproście na ucztę’. Słudzy wyszli i sprowadzili wszystkich, których spotkali na drodze, zarówno złych, jak i dobrych. I sala weselna zapełniła sie gośćmi.
    Wtedy wszedł król, aby przyjrzeć się gościom. Zobaczył kogoś, kto nie był ubrany odświętnie. Zapytał: ‚Przyjacielu, jak tutaj wszedłeś bez odświętnego stroju?” On zaś milczał: Wtedy król rozkazał sługom: ‚Zwiążcie mu nogi i ręce i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów’.
    Bo wielu jest zaproszonych, a mało wybranych.”

    .
    Ewangelia wg Św. Mateusza 22 , 1-14

  15. Judyt wojująca. said

    Dla mnie to dziwne ,że nawet ten z Matką Bożą przypiętą się nie pojawił.Gdy ludzie wybrali Kwaśniewskiego Pan Jezus zaraz dał ostrzeżenie w orędziach ,które nie są zatwierdzone i jak powiedział do wizjonerki nie zostaną zatwierdzone, a powiedział:” Dzieci dlaczego głosujecie na człowieka ,który nie wierzy w Boga”

  16. KIELICH said

    Jezu mój… jestem Twój!
    Tobie oddaję duszę, oddaję serce swe;
    Tobie oddaję życie. Ja tak Kocham Cię!
    Tobie oddaję duszę, oddaję serce swe;
    Dla Ciebie oddać życie chcę!
    Ja! Tak! Chcę!

    Boże, Jezu mój.
    Ty Jeden tylko wiesz
    Jaki zadałem Ci ból
    Jak bardzo raniłem Cię.
    Boże, Jezu mój.
    Tyś jeszcze szansę mi dał
    Bym dzięki Miłości Twej
    Z larwy motylem się stał.

    Boże, Jezu mój.
    Ty Jeden tylko wiesz
    Jaki w mym sercu był brud
    Jaki w mej duszy był grzech.
    Boże, Jezu mój.
    Tyś Swoją Matkę mi dał
    By ze mną modliła się,
    Bym Ciebie w sercu swym miał.

    Dla Ciebie Boże Kochany, pilnuję już Duszy swej;
    Choćbym na ciele miał rany, szatan nie dotknie już jej.
    Ty czystą duszę mi dałeś, ja czystą przyniosę Ci;
    Bo Ty Jezu za mnie cierpiałeś, obmyłeś ją w swojej Krwi!

    Tobie oddaję duszę, oddaję serce swe;
    Tobie oddaję życie. Ja tak Kocham Cię!
    Tobie oddaję duszę, oddaję serce swe;
    Dla Ciebie oddać życie chcę!
    Ja! Tak! Chcę!

  17. Anna said

  18. gwiazdka said

    Święty Benedykt Labre, żebrak

    (1748 – 1783.)

    Pierworodnym z licznego rodzeństwa był Benedykt Józef Labre, urodzony r. 1748 z bogobojnych i majętnych rodziców w Amettes w dzisiejszym biskupstwie Arras. Od najmłodszych lat odznaczał się Benedykt pobożnością i dobrymi postępami w naukach; jaśniał mianowicie nabożeństwem serdecznem do Najśw. Maryi Panny i do Najśw. Sakramentu; nieraz podczas Wystawienia Najśw. Sakramentu wpadał jakoby w uniesienie, bo z oczami w niebo wpatrzonemi pozostawał nieruchomy przez kilka godzin. Z tego to też usposobienia pochodziło, że najchętniej czytywał książki pobożne, lubo nie zaniedbywał i książek naukowych; pod dostatkiem zaś je miał w bibliotece swego stryja, proboszcza w Erin, u którego przez pewien czas wychowania przebywał.
    W 16. roku życia dziwna w Benedykcie dokonała się zmiana ku wielkiemu smutkowi tych, co widzieli w nim przyszłego kapłana w winnicy Pańskiej. Wstręt bowiem zupełny go opanował do wszelkiej nauki; nieprzezwyciężone trudności zdawały mu stawiać łacina i matematyka. Nie odczuwał też w sobie powołania do stanu kapłańskiego w świecie; natomiast pragnął się oddać życiu pokutniczemu w ostrym zakonie Trapistów. Wykonaniu tego zamiaru sprzeciwił się z razu stryj; kiedy zaś Benedykt jako 18 letni młodzieniec zgłosił się do Trapistów, musiał klasztor opuścić dla zbyt słabego zdrowia. Nie zachwiał się jednak w swych zamiarach życia klasztornego; zwrócił się do Kartuzów, a chwilowo dla braku wykształcenia nie przyjęty, miał tę pociechę, że powtórne zgłoszenie zostało uwzględnione; niestety po 5 miesięcach pobytu musiał zakon opuścić dla rozterek duchowych i lękliwości, graniczącej z zamięszaniem spokoju umysłowego. Podobnie zakończyła się próba wstąpienia do zakonu Cystersów.
    Niepokój Benedykta coraz bardziej się wzmagał, bo nie pojmował, jakie właściwie ma powołanie życia. Dopiero poddając się bezwzględnie woli Bożej, odczuł w duszy wewnętrzne natchnienie, aby życie swe zastosował do wzoru, jaki dał św. Aleksy, aby więc opuścił dom ojczysty i rodziców, utrzymywał się z jałmużny, zwiedzał w pielgrzymkach miejsca cudami i łaskami słynne. Utwierdzony w swym zamiarze przez spowiednika, któremu się zwierzył, odzyskał Benedykt zupełny spokój duszy, a radość przebijała się z twarzy jego, gdyż jasny miał cel życia.
    O żebraczym więc kiju puścił się w świat; kiedy mu spowiednicy doradzali do pracy, a tej pomimo najlepszych chęci znaleść nie mógł, coraz jaśniej poznawał, że owo natchnienie Boże, które rozstrzygnęło o jego życiu, było prawdziwe a nie ułudą. Przebiegał Włochy, poszedł do Loreto, Asyżu, Rzymu, był w Bari, aby uczcić św. Mikołaja, w Fabiano, by uczcić św. Romualda, w Alwernii ku czci św. Frańciszka, dotarł do Niemiec, aby w Einsiedeln cześć oddać i chwałę Najśw. Maryi Pannie. Niektóre pielgrzymki odprawiał po kilka razy; w Einsiedeln był dwa razy. Loreto odwiedził 11 razy w 12 latach. Wszędzie chodził pieszo; a pierwszym celem na miejscu cudownem był kościół; na stopniach kościelnych pozostawał dnie i noce całe.
    Żywił się tylko jałmużnami; nie narzucał się nikomu, chyba w ostatecznej potrzebie zimą, kiedy zabrakło mu owoców dzikich, a głód kilkudniowy zdawał się wyczerpywać zupełnie jego siły. Żywił się odpadkami znalezionymi na drogach i ulicach; obfitsze jałmużny rozdawał ubogim. Odzież jego była ubogą i lichą; była wprost łachmanami. Chodził drogami mniej uczęszczanemi, aby się nie narażać na rozproszenie w modlitwach i rozmyślaniach. Wzrok umartwiał, nie zastanawiając się nigdy nad pięknością najcudowniejszej okolicy.
    To zaniedbanie wszelkich zewnętrznych potrzeb było dla Benedykta środkiem i drogą do usuwania się od świata a zbliżania się do nieba i Boga. Ubóstwo i nieschludność dziwnego pielgrzyma były z woli Bożej niejako nakazane, aby serce jego wolne od wszelakiej troski doczesnej gorzało tem silniej miłością Boga i bliźniego. Sam Labre odczuwał odrazę, jaką w innych swoją osobą wywoływał; cierpiał nad tem, ale cierpienie to znosił jak inne bóle w zupełnem poddaniu się woli Bożej.
    Wzorem był Labre najżarliwszego nabożeństwa; wzorem był także poświęcenia dla drugich; w chorobach w niezwykły sposób niósł pociechy i ulgi; służył jakby z obowiązku każdemu, któremu mógł nieść pomoc. Zmysłów swych strzegł; unikał wszelkich sposobności do jakiejkolwiek pokusy; nie spoglądał nigdy na nikogo, aby jaki obraz nie utkwił w jego pamięci i nie był powodem do jakichkolwiek niesfornych myśli. Całą duszą brzydził się grzechem, bo słusznie mówił, że ten musi się wystrzegać wszelakiej winy, kto przeświadczony jest o dobroci a zarazem wszechmocy Bożej. Z dziecięctwa jego opowiadają, że kiedy raz dziewczynka zapragnęła trochę owocu z ogrodu stryja Benedykta, nie chciał go zerwać, bo i tą małą rzeczą naraziłby własność obcą, a najmniejsze złe obraża przecież samego Boga. Dnia 16. kwietnia rozchorował się nagle Benedykt w Rzymie; tego samego dnia wieczorem oddał ducha Bogu w domu dobroczyńcy, który mu udzielił przytułku. Pius IX. ogłosił go błogosławionym r. 1860, Leon XIII. zaliczył go w poczet świętych r. 1881.

    Nauka

    Ubóstwo, wywołane stosunkami i okolicznościami, nie jest wprawdzie samo z siebie cnotą, ale może być cnotą w pewnych warunkach. Warunki te mogą być niezwykłe, jak w życiu św.Benedykta, który z natchnienia Bożego jako powołanie swoje poznał i uznał życie żebracze. Jest to znowu objaw dziwnych dróg, któremi Bóg prowadzi dusze wybrane do celu wiecznego. Nie każdy godzień takich środków, nie każdy dorósłby ich wykonaniu.
    Warunkiem zwykłym, w którym ubóstwo zostaje rzeczywistą cnotą, jest ukochanie ubóstwa, jako środka do niezbędnej doskonałości chrześcijańskiej. Dopełnienie tego warunku jest obowiązkiem każdego. Kto ubogi przez nieszczęście, niesprawiedliwość ludzi – musi wymuszone ubóstwo uczynić dobrowolnem, ubóstwem w duchu; umiłować je musi dla Jezusa, znosić je z miłości ku Jezusowi. Kto zaś bogaty – tak żyć powinien, jakoby bogactw nie posiadał dla siebie, ale dla ubogich; używać dostatków musi wedle woli Bożej, gdyż uczynkami dobrymi zyskać może coraz większe zasługi dla wieczności. I wzorem tego ubóstwa w duchu św.Benedykt, bo połączone z życiem żebraczem trudy chętnie znosił, i wprost je dla Jezusa kochał i miłował.
    Drogą doskonalszą do zachowania ubóstwa i umiłowania go w duchu jest życie zakonne, w którem wyrzekamy się wszystkich dostatków, aby zdala od wszelkich zwodniczych ponęt bogactwa Bożej dopełnić służby. Pustynie i klasztory zaludniały się wielkimi mocarzami świata; dla ubóstwa królowie korony składali; ukochał ubóstwo św. Antoni, ongi pan wielkich włości; ukochał je św. Alojzy, kiedy zrzekł się zaszczytów książęcych dla sukni zakonnej; ukochał je św. Frańciszek Borgiasz, usuwając się od wszelkich dostojeństw i bogactw. A jednak tych wszystkich niewątpliwie przewyższył św. Benedykt, bo wyzuwając się ze wszystkich dostatków przez miłość do ubóstwa w świecie pozostał, narażony na pokusy, cierpienia, dotkliwości właśnie dla doskonałego zachowania cnoty, która tworzyła istotę jego życia.
    Wzniosłą jest cnotą ubóstwo w duchu, które mówi z psalmistą: Pan cząstką dziedzictwa mego i kielicha mego… albowiem dziedzictwo moje jest mi znamienite (Ps.15,5-6). Nie poznali jej ci, którzy ją potępiają, głoszą ją niepotrzebną, szkodliwą nawet dla życia publicznego; nie poznali jej ci, co mówią, że ubóstwo w duchu może mieć znaczenie tylko dla pewnych ludzi, dla pewnych czasów, dla pewnych stanów. Zapominają bowiem, że jak Chrystus odkupił wszystkich ludzi wszystkich czasów, tak i zasady przez Niego głoszone, prawdy przez Niego przyniesione są bezwzględne, do wszystkich się odnoszą, wszystkich obowiązują. A przecież wyraźnie Zbawiciel uczył: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem ich jest królestwo niebieskie.
    Wzór samego Jezusa, apostołów, Świętych Pańskich uczy nakoniec, że samo ubóstwo, nawet takie, co w poszarpanych chodzi łachmanach, może być dopustem, ale jest zarazem i wolą Bożą; stąd nie jest powodem ani do rozpaczliwych wyrzekań ani do pogardliwego zachowania się. Jak bowiem Jezus śmiercią na krzyżu zniósł hańbę krzyża w pogaństwie, a odtąd krzyż został ozdobą koron królewskich, tak ubóstwem Chrystusa i zasadą ubóstwa w duchu straciło ubóstwo dawniejsze piętno hańby i znamiona pogardy; zajaśniało niezwykłym blaskiem i przedziwną pięknością, kiedy środkiem nieodzownym zostało do zasługi.

    Inni święci z dnia 16. kwietnia:

    Św. Hadryan, meczennik. – Św. Bazylya, męczenniczka. – ŚŚw. Kajus i Kremencyusz, męczennicy. – Św. Enkracya, dziewica i męczenniczka. – Św. Kontardus Peregrinus, pustelnik. – Św. Drogo, pustelnik, patron pasterzy. – Św. Fruktuozy, biskup z Braga. – Św. Irena, męczenniczka. – Bł. Joachim z Siena, zakonnik. – Św. Lambert, włościanin i męczennik. – Św. Paternus, biskup z Avranches. – Św. Turybyusz, biskup z Astorga. –

  19. Zdravko said

    Abstrahując od Bolka, Aleksandra Kwaśniewskiego – księcia Półlitra, Bronisława Bul Komorowskiego, to zaproszenia wysyła się co najmniej z 6 tygodniowym wyprzedzeniem. Im ważniejsza uroczystość, tym z większym wyprzedzeniem się wysyła zaproszenie. Wysłanie 5 kwietnia to w ogóle przegięcie. Ja również bym nie przyszedł, bo to jest zniewaga dla zaproszonego.

    =============================================================================================================

    Ponawiam pytanie, czy pani Gosia 3 będzie współorganizować Nowennę Pompejańska za Ojczyznę? Chciałbym to usłyszeć od niej. Może ktoś się jej spytać? Jeśli do jutra południa nie dostanę odpowiedzi, to wrzucam ogłoszenie.

  20. Adrian said

    Guy Verhofstadt straszy: „Węgry i Polska nie zostałyby dziś przyjęte do UE”. Pytanie czy do takiej Unii byłby w ogóle sens wstępować?

    Brukselscy politycy z Junckerem, Schulzem i Tuskiem na czele zdają się zupełnie nie pojmować powodów, dla których w Europie nasilają się antyunijne nastroje. Nie dostrzegają, że przyczyną coraz większej niechęci Europejczyków do unijnych instytucji są… oni sami! Nie mam wątpliwości, że im bardziej osoby pokroju Guy’a Verhofstadta straszą, że Węgry z Polską nie zostałyby dziś przyjęte do UE, im mocnej przekonują, że nasz kraj jest dla Europy groźniejszy niż ISIS, tym bardziej rozwalają UE od środka i przyspieszają jej upadek.

    Guy Verhofstadt stwierdził ostatnio rzecz następującą: „Gdyby dziś Węgry i Polska ubiegały się o członkostwo w UE, nie zostałoby im ono przyznane. Obywatele tych krajów powinni poważnie rozważyć, co to oznacza”. W kontekście powyższego sformułowania zasadnym wydaje się pytanie, czy do Unii Europejskiej zarządzanej dziś przez Verhofstadta, Junckera, Schulza i Tuska byłby w ogóle sens wstępować? Czy warto akceptować dyktat brukselskiej mniejszości, która karci demokratycznie wybrane rządy i nie szanuje chrześcijańskiej tradycji i lokalnej specyfiki wchodzącej w skład UE państw? Czy warto akceptować dyktat osób, dla których idee eutanazji, multikulti i skrajnej poprawności politycznej przesłaniają zdrowy rozsądek?

    Unia Europejska z roku 2005, kiedy Polska do niej wstępowała, a Unia z roku 2016 to zupełnie dwa różne twory polityczne. A wszystko przez polityków, których umysły ogarnął duch bezmyślnego „poszerzania i pogłębiania” brukselskiej utopii. Zamiast skupić się na gospodarce i wrócić do rzeczywistych korzeni europejskiej współpracy (warto sobie przypomnieć czym była Europejska Wspólnota Węgla i Stali czy późniejsza Europejska Wspólnota Gospodarcza zanim przeobraziły się w Unię Europejską), brukselscy eurokraci postawili na ideologię gender czy multikulti. Efekty widać jak na dłoni…

    Nie mam wątpliwości, że im bardziej osoby pokroju Guy’a Verhofstadta straszą, że Węgry z Polską nie zostałyby dziś przyjęte do UE, im mocnej przekonują, że nasz kraj jest dla Europy jest groźniejszy niż ISIS, tym bardziej rozwalają Unię od środka i przyspieszają jej upadek…
    http://niewygodne.info.pl/

  21. Adrian said

    Po trzęsieniu ziemi w Japonii przebudził się wulkan Aso
    http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/po-trzesieniu-ziemi-w-japonii-przebudzil-sie-wulkan-aso

  22. Adrian said

    13 lutego 2016

    Daję ci Mój pokój. Czy zapiszesz Moje Słowa?

    Tak, Panie…

    To pokolenie trudno jest ugiąć. Wyniszczeni przez własne grzechy pokładają swą ufność w Szatanie, budując swą nadzieję na nim. Chociaż staję przed wszystkimi, by Mnie ujrzeli, tylko niewielu zwróciło uwagę. Ich przywódcy stali się okrutni i wiele narodów z ich ręki czeka śmierć. Jak bardzo płakałem nad tobą, stworzenie! Nad tobą, którego życie teraz będzie spływało ku śmierci. Wtedy, gdy płomienie niczym języki lizać będą twoich mieszkańców, wybuchając w powietrzu, Ja zapytam to pokolenie: gdzie znajdziesz wytchnienie? I w kim? W Szatanie? W sobie i we własnym ego?

    Nadszedł czas, aby wykonać Moją Sprawiedliwość, albowiem kara dla tego niewiernego pokolenia jest u waszych drzwi. Wypełnię Moje zarządzenia co do joty. Kiedy usłyszycie grzmot, Mój Głos się rozlegnie, hucząc w waszych uszach, rozbrzmiewając po same krańce ziemi. Wtedy wiedzcie, że świat i wszyscy, którzy go zamieszkują, usłyszą Głos Sprawiedliwości: zło przyniesie śmierć wielu narodom… zniszczenie ogarnie każde miasto.

    Czy słyszałeś, że „Anioł Jahwe okrąży miasta i narody” wzywając wszystkich do pokuty? To właśnie będzie się działo w dniach, które mają nadejść.

    Dlatego wy, którzy weszliście na Moje Dziedzińce i uwierzyliście w prawdziwość Moich mów, módlcie się i nie lękajcie się ani się nie bójcie, lecz wy, którzy przez niekończące się lata szydziliście z Moich mów, uderzając swoim językiem Moich proroków, strzeżcie się! Albowiem posługiwaliście się kłamstwami, by usprawiedliwić wasze kłamstwa, prawdziwie zakopaliście Moje Słowa w waszym własnym grobie. Tak, istotnie, przekręcaliście Moje Słowa. Lecz wasze grzechy wykopały przepaść między wami a Mną. A teraz Sprawiedliwość nie będzie wstrzymywana. Mówię wam, gorzkie będą dni, które na was przyjdą, kiedy Ja stanę naprzeciw was… Módlcie się i nie pozwólcie waszym powiekom zamknąć się popadając w sen!

    Oto jak powinniście się modlić:

    „Jahwe, mój Boże, niech dotrze do Ciebie moja modlitwa,
    usłysz nasze wołanie o miłosierdzie i o pomoc,
    przebacz tym, którzy nie pokładają wiary w Ciebie, mój Boże,
    ani ufności w Twoją moc, by nas ocalić.

    Nie uderzaj nas w naszych dniach,
    wypalając w jednej chwili ziemię.
    Ale w Twoim Ojcowskim Współczuciu
    pożałuj nas i przebacz nam.
    Nie pozwól, by zły jak wodę rozlał naszą krew.
    Przebacz naszą winę, powściągnij swój gniew,
    pamiętając o naszej słabości.

    Powstrzymaj Twych aniołów zniszczenia,
    dając nam jeszcze jedną szansę okazania się
    wartymi Twojej Dobroci.
    Pokładam mą ufność w Tobie. Amen”

    Z jakimż zadowoleniem przyjmę wówczas tę modlitwę. Tę modlitwę, która sprawi, że złagodnieję! Córko, pobłogosławię tych wszystkich, którzy będą się szczerze modlić tą modlitwą. Niech to proroctwo zostanie usłyszane. „Dzień i godzina należą do Mnie, waszego Boga” – tak powiesz tym, którzy będą cię pytać o czas i godzinę Mojej Sprawiedliwości! Miłość cię kocha.
    http://torun.vassula.pl/2016/oredzie-z-13-lutego-2016/

  23. bit said

    Po opublikowaniu adhortacji Amoris Laetitia na stronach Episkopatu Filipin pojawiło się zielone światło dla komunii żyjących w nieformalnych związkach. Pomimo braku jeszcze konkretnych praktycznych ustaleń użyto argumentu: Miłosierdzie nie może czekać!
    Fragment:
    Po wspólnym rozeznaniu biskupi wyznaczą bardziej konkretne wytyczne dotyczące realizacji Adhortacji Apostolskiej. Ale miłosierdzie nie może czekać. Miłosierdzie nie powinno czekać. Już teraz, biskupi i księża muszą przyjmować z otwartymi ramionami tych, którzy trzymali się z daleka od Kościoła z powodu poczucia winy i wstydu. Także świeccy muszą zrobić nie mniej w tej dziedzinie. Kiedy nasi bracia i siostry, którzy z powodu zerwanych relacji, rozbitych rodzin i rozbitego życia, stoją onieśmieleni przed drzwiami naszych kościołów – i naszego życia kościelnego – z braku pewności, czy będą oni mile widziani, czy też nie, trzeba nam wyjść im naprzeciw, jak wzywa nas do tego Papież i zapewnić ich, że przy stole grzeszników, przy, którym Wszechświęty Pan ofiarowuje się jako pokarm dla nędzarza, zawsze jest miejsce.

    AMORIS LAETITIA
    In the Jubilee of Mercy
    Brothers and sisters in Christ:

    Following the celebrated Fourteenth Ordinary Synod on the Family in 2015 convened by the Holy Father and the frank, open, inspired discussions and exchanges by the attendees and participants, Pope Francis has issued an apostolic exhortation that he has so felicitously titled Amoris Laetitia…The Joy of Love. The Holy Father explains himself best, and so the purpose of this letter is to provide us all with the proper context within which the letter is to be received, in faith and in joy, by us all.
    Foremost among Pope Francis’ concerns has been to make the Church a more resplendent image of the Mercy of Father, incarnate in the Merciful Son. That means that the Church, in her teaching, her stewardship of goods, her pastoral programs and priorities, her institutions and practices, even her involvement in secular affairs gets her bearings from this basic pastoral concern: to manifest more clearly to a world fatigued from so many forms of cruelty and heartlessness the mercy of God.
    The Apostolic Exhortation therefore challenges pastors and their communities to work for the transformation of families into seats of mercy, primordial loci for the members of families for the encounter with the mercy of God. Understandably then, the Exhortation is written with an awareness of the many challenges, difficulties, even threats to families, and the different reasons why they sometimes sadly are dysfunctional!
    Clearly, the clergy, while, by their charism, are to inspire the laity and to order the talents, capacities and gifts of the members of the community in such wise as to be helpful to the apostolate to families, cannot bring about this renewal of families. Such an endeavor must be inclusive and dialogical – the members of the families themselves with none excluded should be agents of transformation, and a new evangelization for the domestic church!
    What will be striking to many – and most certainly beguiling especially to secular media – is the treatment that the Exhortation gives to difficult situations: divorce and irregular unions among them. It should be made clear that the Holy Father does not in any way depart from the teaching of the Church as contained in the Creeds, the conciliar documents and in the Catechism of the Catholic Church. It is certainly wrong to maintain the position that Catholic teaching in this respect has changed. Not that we fear change, but that there are some areas of Catholic doctrine where stability is of utmost importance.
    It is in the treatment of persons that the Pope wishes to see significant change. Above all, he wants the Church to be the universal sign of mercy: mercy that does not overlook sin, but that looks lovingly on the sinner, and prays for him, aids him and embraces him that he may abandon sin and receive wholeheartedly the grace that is constantly offered him.
    When the Pope therefore asks for more hospitality, welcome, friendship, even communion and solidarity with divorced and separated couples, with persons in irregular unions, he is by no means condoning whatever may be wrong or worse, sinful. He is asking us to be like the Merciful Redeemer who tells all sinners: “Neither do I condemn you.”
    After collective discernment, your bishops will come up with more concrete guidelines on the implementation of the Apostolic Exhortation. But mercy cannot wait. Mercy should not wait. Even now, bishops and priests must open welcoming arms to those who have kept themselves out of the Church because of a sense of guilt and of shame. The laity must do no less. When our brothers and sisters who, because of broken relations, broken families and broken lives, stand timidly at the doors of our churches – and of our lives – unsure whether they are welcome or not, let us go out to meet them, as the Pope urges us to, and assure them that at the table of sinners at which the All-Holy Lord offers himself as food for the wretched, there is always room. O res mirabilis manducat Dominum pauper, servus et humilis…O wonderful reality that the poor, the slave and the lowly should partake of the Lord. This is a disposition of mercy, an openness of heart and of spirit that needs no law, awaits no guideline, nor bides on prompting. It can and should happen immediately.
    At the same time, our parishes and dioceses should be schools of true Christian love: the love to which the community arising from the conviction that the Lord was indeed risen bore eloquent witness to! None was in need. All were attended to with care and with devotion. When families fail, we must all strike our breasts in contrition, for every Catholic community, every parish, for every diocese has a stake in the cohesion, love and constancy of a family.
    It is a parish alive, a diocese alive that can boast not of magnificent infrastructure, tremendous financial resources, not even numbers, whether of clergy, religious or lay leaders, but that takes comfort in laetitia amoris…the joy of loving.

    From the Catholic Bishops’ Conference of the Philippines,
    April 9, 2016

    (SGD)+ SOCRATES B. VILLEGAS
    Archbishop of Lingayen Dagupan
    President, CBCP

    http://cbcpwebsite.com/Messages/amoris.html
    Myślę, że stanie się to wkrótce normą dla większości episkopatów. Módlmy się o odwagę dla Polskiego Episkopatu

    • Wiesia said

      Ręce opadają,prawda?

    • Wiesia said

      KP
      sobota, 3 sierpnia 2013, godz. 13.17

      Moja wielce umiłowana córko, apeluję do ludzkości z wysokości Najwyższego i Najświętszego Królestwa.

      O, Moje biedne dzieci, jakże wy cierpicie za grzech Lucyfera; ale musicie wiedzieć, że Moją Wszechpotężną Mocą zmiotę go wraz ze wszystkimi jego upadłymi aniołami z powierzchni ziemi. Ten czas jest blisko, więc musicie się przygotować.

      Wiedzcie, że upadłe anioły i demony są większości z was nieznane i niewidoczne, ale one chodzą pomiędzy wami, kusząc was każdego dnia, tak abyście upadli. Jeżeli jesteście wplątani w tę pajęczynę kłamstwa, to wkrótce odkryjecie, że nie jesteście w stanie odpocząć lub zaznać prawdziwego pokoju w waszych duszach.

      Oświadczam, że ci, którzy są prowadzeni na manowce przez fałszywego proroka, odkryją, że są zagubieni i zdezorientowani, gdyż przyjmą wielkie oszustwo, i staną się jego dobrowolnymi ofiarami. Następnie zwrócicie się przeciwko Mnie i Mojemu Umiłowanemu Synowi, Jezusowi Chrystusowi, ale nie będziecie sobie zdawać sprawy, że tak jest. Będziecie przekonani, że Sakramenty są takie same, chociaż zostaną wam one odmiennie przedstawione. Staną się one jak puste naczynia i będą dla Mnie nie do przyjęcia.

      Świat należy do Mnie, jednak Moje dzieci nie chcą Mnie, swojego umiłowanego Ojca, swojego Stworzyciela. Ich umysły zostały zablokowane, a diabeł wykorzystał pochodzący ode Mnie Dar inteligencji, aby nimi tak pokierować, żeby uwierzyły, że niemożliwe jest, żebym Ja istniał. Ci, którzy we Mnie nie wierzą, nie zaznają w swoim życiu prawdziwej miłości, radości ani pokoju. Nie zaakceptują też Życia Wiecznego. Natomiast będą zajęci poszukiwaniem jedynie cielesnych uciech, chociaż wiedzą, że ich życie na ziemi jest krótkie.

      Ja, Jako Ojciec, który kocha każdego z nich, pociągnę je ku Sobie dzięki Wielkiemu Miłosierdziu Mojego Syna. Moja Moc jest wszechogarniająca i szatan, Mój Lucyfer, który — z powodu swojej pychy — sam ode Mnie się odciął, nigdy Mnie nie pokona. Dlatego też ci, którzy za nim podążają, sami oddzielili się ode Mnie klinem podziału. Dostrzegą, dzięki znakom, które teraz ujawnię, że istnieje tylko Jeden Bóg, Jeden Stwórca, jeden Raj. Wszystkie te rajskie krainy — o których im się opowiada poprzez fałszywych proroków, odwodzących ode Mnie Moje dzieci — w ogóle nie istnieją ani też nigdy zaistnieć nie mogą. Ja Jestem wszystkim, co istnieje. Ja stworzyłem wszystko. Ja wszystko zakończę. Wszystko musi odbyć się zgodnie z Moją Świętą Wolą. Jeżeli będziecie zwalczali Moją Wolę, staniecie się nikim. Jeżeli Moją Wolę zaakceptujecie, pozostaniecie Moimi Dziećmi.

      Wam, którzy we Mnie wierzycie, nigdy nie wolno odrzucać Mojego Syna, Jezusa Chrystusa. Ja przyszedłem na świat poprzez Mojego Syna, aby was z powrotem sprowadzić do wnętrza Mojego Miłosierdzia, jednak wy Go odrzuciliście. Zabiliście Go, ale nie zabiliście w żadnym wypadku Mojej Miłości do was. Oto dlaczego pozwoliłem, aby Jego Ukrzyżowanie przynosiło wam zbawienie. Ta śmierć Mojego Syna na Krzyżu stała się waszą drogą do zbawienia. Jego śmierć nie była tym, czym wydawała się być w oczach diabła — porażką. Ten akt wielkiego cierpienia, zniesionego z pokorą najwyższego stopnia — pokonał szatana. I to dzięki śmierci Mojego Syna na Krzyżu został pokonany mający władzę nad ludzkością szatan. Pomimo że nie może on zabrać wszystkich Moich dzieci ze sobą do czeluści, wielu nadal będzie zwodzonych jego kłamstwami. Oto dlaczego musicie walczyć, dzieci, nie tylko o wasze własne dusze. Jeżeli Mnie kochacie, będziecie kochać Mojego Syna. Jeżeli kochacie Mojego Syna, to musicie Mu pomóc zbawić wszystkich grzeszników.

      Przywołuję was, aby wam powiedzieć, że kiedy wzywam dusze — szczególnie te, które Mnie nie znają, ale i te, które Mnie znają, ale które odmawiają akceptacji Moich Przykazań — to mają one tylko pewną ilość czasu na to, aby siebie ocalić od wieczystych tortur.

      Ci, których imiona znajdują się w Księdze Życia*, są głównym celem bestii. Wiele z tych dusz jest wyznawcami Mojego Syna i są oni wierni Kościołowi. Zwrócą się jednak przeciwko Mojemu Synowi, akceptując nowe prawa, niepochodzące od Mojego Syna, i będą przymuszani, aby je przełknąć jako nową religię. Ta nowa religia była przez wiele lat starannie planowana. Naśladuje ona satanistyczne rytuały, ale wielu nie będzie tego rozumieć. Kiedy przyjmiecie te rytuały, to przyznacie władzę szatanowi. Kiedy udzielicie mu tej władzy, będziecie potrzebować wiele modlitwy, gdyż pochłonie on zarówno wasze ciało, jak i duszę.

      Moje dzieci, Ja interweniuję teraz za pomocą kar na ziemi. Te biedne dusze, które za sprawą tych kar utracą swoje życie, pomagają uratować tych, którzy są dla Mnie straceni.

      Kiedy czujecie się przerażeni nikczemnością szatana i jego wpływem na wasze życie, to pamiętajcie, że Ja zniszczę jego reprezentantów na ziemi. Skrócę wasze cierpienie, ponieważ pragnę ocalić dusze. Gdybym bowiem pozwolił, aby to zło trwało nadal, nie byłbym w stanie zbawić tych wszystkich dusz, których imiona znajdują się w Księdze Życia.

      Wasz umiłowany Ojciec

      Bóg Najwyższy
      * Księga Apokalipsy 13,8; 17,8; 20,15; 21,27

    • Wiesia said

      Matka Zbawienia: Wkrótce zostaniecie poproszeni, ażeby zamiast Świętej Eucharystii rozdawać Jej surogat — który nie będzie Ciałem Mojego Syna

      piątek, 2 sierpnia 2013, godz. 15.10

      Moje dziecko, stoję w tym czasie przed Moim Synem i, w Swojej ogromnej boleści, padam na twarz do Jego Stóp. Tak samo jak musiałam być obecna u stóp Krzyża w trakcie Jego Agonii — podczas Jego przerażającego Ukrzyżowania — tak też i teraz, po raz kolejny, muszę znosić Jego Ból.

      Ukrzyżowanie Mojego Syna ma ponownie miejsce, gdyż Jego Ciało, Jego Mistyczne Ciało, którym jest Jego Kościół na ziemi, musi znieść biczowanie ze strony Jego własnych członków. Oni, wrogowie w łonie Jego Kościoła, ubiczują Jego Ciało, rozedrą Je na strzępy, uczynią sobie z Niego pośmiewisko i Je zbezczeszczą — zanim się Go nie pozbędą. Kościół Mojego Syna zostanie teraz ubiczowany, co będzie w tych czasach stanowić pierwszy etap Jego Ukrzyżowania na ziemi.

      Wezmą oni Jego Ciało — w postaci Najświętszej Eucharystii — i znieważą Je oraz poniżą. Wiele tego oznak zostanie zauważonych, gdyż zostanie uczyniony każdy lekceważący i oszukańczy gest, aby się Go wyrzec. Następnie, kiedy zniesławią Jego Najświętszą Eucharystię, odrzucą Ją na dobre — i niebawem bardzo trudno będzie Ją otrzymać. Oto tylko jeden z wielu planów będących w toku, aby zlikwidować Obecność Mojego Syna we Mszy Świętej.

      Wielu zauważy te nikczemne gesty i będzie wiedzieć, że są one dla Mojego Syna obrazą. Wielu zaprotestuje, ale ich głosy nie zostaną usłyszane. Wy, biedni kapłani, którzy będziecie cierpieć z powodu tej profanacji, musicie poprosić Mnie, waszą Matkę, abym pomogła wam przetrzymać ten ból. Nigdy nie wolno wam manipulować przy Świętej Eucharystii, gdyż jest Ona waszym jedynym Pokarmem Zbawienia. Bez Niej — umrzecie z głodu. Musicie zawsze każdemu z dzieci Bożych zapewnić do Niej dostęp. Nigdy nie wolno wam zaakceptować tego, że jakikolwiek inny chleb mógłby być Pokarmem Życia.

      Wkrótce zostaniecie poproszeni, ażeby zamiast Świętej Eucharystii rozdawać Jej surogat — który nie będzie Ciałem Mojego Syna. Musicie zachować wierność wobec Daru Świętej Eucharystii nawet wówczas, gdy zostanie wam powiedziane, że nie ma Ona już dłużej znaczenia — że nie ma już dla Niej miejsca w nowej światowej religii.

      Wasza Matka w Chrystusie

      Matka Zbawienia

    • Wiesia said

      I na zakończenie wkleję tylko fragment,z kolejnego Orędzia,ale jest to bardzo ważne,bo ma związek z tym tematem:
      „Tak samo stanie się wkrótce. Moim wrogom nie wystarczy, że zmienią Obecność Mojej Eucharystii – jeszcze raz będą bezcześcili Moje Ciało. Zbezczeszczą Mnie w podobny sposób.

      Użyją czerwonego koloru; będą czynili gesty przed Moim Krzyżem i będą Mnie obrażali poprzez nowe rytuały. Tylko ci, którzy rozpoznają te znaki, dostrzegą, jak te świętokradztwa zostaną entuzjastycznie przedstawione światu, wśród wielkiej pompy i przepychu.
      Nowe homilie będą bezsensowne i wiele z nowej liturgii będzie pozbawione sensu. Ci, którzy znają Moje Nauczanie, będą świadomi mylących, nielogicznych i skomplikowanych stwierdzeń, które będą towarzyszyły wprowadzaniu nowego, zmienionego nauczania i dawnych wierzeń. Oni nie tylko zmylą dusze i wytworzą w nich wielki niepokój, będą oni pełni sprzeczności i kłamstw, które nigdy nie mogłyby pochodzić ode Mnie, Jezusa Chrystusa.
      http://www.paruzja.info/pl/58-oredzia/pazdziernik-2013/1265-03-10-2013-22-35-gdy-rozpoczyna-sie-ukrzyzowania-mojego-kosciola-na-ziemi-musicie-uwazac-na-wszystkie-znaki-ktore-zostaly-przepowiedziane

      Błogosławionej nocy!
      Któż,jak BÓG!

  24. Adrian said

    Na niebie nad Ukrainą zarejestrowano kulę ognia
    http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/niebie-nad-ukraina-zarejestrowano-kule-ognia

    • Dana said

      Kilka dni temu dwie kamery samochodowe zarejestrowały meteor, przelatujący na tle nocnego nieba.

  25. Mt 10, 38: Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien.

    z Panowaniem Jezusa Chrystusa jako Krola jest zwiazana ofiara i cierpienie i śmierć Narodu, cicho i pokornie dla i za Polakow, Europejczykow i Dusz calego Świata.
    Czy to tak rozumiesz drogi czytelniku nasladowanie Jezusa?

    A moze raczej chcemy dla swietego spokoju isc na skroty i baypasowac Golgote, nie rozumiejac zbytnio jak matka synow Zebedeusza proszac o ich wywyższenie
    Mt 20, 22: Odpowiadając Jezus rzekł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić? Odpowiedzieli Mu: Możemy.

    MożeMY? PojdzieMY?

  26. sylwester37 said

    Oto ciekawy fragment z ostatniej pielgrzymki Franciszka na wyspe Lesbos z zachodnich mediów:
    „Refugees on the overwhelmed island fell to their knees and wept at his presence”.
    W tłumaczeniu „Uchodźcy upadali na kolana i plakali w jego obecności”. Ciekawe jest to, że Franciszek za życia jest traktowany jak Mesjasz. Z kolei wyznawcy Allacha nie przeszkadza klękanie przed innowiercem, kapłanem innej religii. Trudno mi to pojąć, albo to jest po prostu cyniczna zagrywka pod publiczność. Czy nie o to chodziło w tej pielgrzymce???

  27. Darek said

    Dostałem na pocztę:

    Z Orędzi na czasy ostateczne które właśnie nadeszły, Kompendium V s.62-69

    Błędy w rozumieniu Mszy świętej i zmiany w liturgii. Ciąg dalszy.

    26-06-2013

    Św. Ojciec Pio: Wczoraj mówiliśmy o miejscu kobiety wobec Kościoła, jej roli w kształtowaniu kapłanów. Większość świętych kapłanów narodziło się ze świętych matek. Większość świętych kapłanów, już w dzieciństwie obrało Maryję za Matkę. Droga do Serca Boga prowadzi przez Jej matczyne Serce. Oto rola kobiety – prowadzić do Boga, umacniać, pocieszać i wspierać swoją modlitwą. Duchowa miłość, kiedy nie jest związana z ciałem, rozwija się z nadprzyrodzoną siłą, jest w niej Bóg, który poprzez swoje w niej uczestnictwo przemienia człowieka z ciała i krwi w anioła. Zdaje się, że [człowiek] zapomniał o swoim ciele i krwi. Miłość duchowa uwalnia i kształtuje wyższy stopień miłości, miłości pragnącej się ofiarować.
    Nie będę więcej mówił o roli kobiety i rażących nadużyciach wobec niej. Oczywiście, gdyby kobiety nie pragnęły funkcji kościelnych, nie byłyby w nie wprowadzone, jednak odpowiedzialność za tę anomalię ponoszą kapłani, którzy do tego dopuszczają. Jest to niedopuszczalne. Mężczyzna z łatwością uwodzi kobietę, w której nie żyje Duch Boży i to dzieje się wobec kobiet, które nie są świadome co czynią, przybliżając się do Bożych tajemnic i co gorsza, Ołtarzy. Ciężki grzech spoczywa na tych, którzy do tego dopuszczają ku zgorszeniu wiernych. Zaufanie, jakim lud darzy kapłana, ciąży na tym kapłanie. Ponosi pełną odpowiedzialność za każde zgorszenie, bez względu na swoje obawy wobec przełożonych. Z tego powodu wielu kapłanów pójdzie na potępienie, bo dopuścili się profanacji, pozwalając nieczystym rękom dotykać się Boga. Grzechy przeciwko Eucharystii są bardzo ciężko karane.
    Ofiarowanie. W ofiarowaniu Bóg przyjmuje Ofiarę swojego Syna poprzez modlitwę kapłana. Jezus przygotowuje się do tego, co przyjdzie Mu przeżyć. Całkowicie poddaje się wobec Woli Ojca i okrucieństwa człowieka. Teraz rozpoczyna się powolne i długotrwałe męczenie Jego Duszy i Ciała. Im bardziej bolesne, tym bardziej długie zdają się te męczarnie. Kapłan przygotowuje się do złożenia Ofiary, przygotowuje się również do wydania samego siebie. Wykonując czynności liturgiczne, powinien czynić to w wielkiej zadumie. Zawsze, w każdej Mszy świętej, tej codziennej i tej uroczystej, Ofiara jest ta sama i jest nią sam Bóg.
    Naczynia, których dotyka, są święte, należy obchodzić się z nimi z szacunkiem, ponieważ są własnością Boga i tak jak dłonie kapłana, dotykają Chrystusa w czasie Jego Ofiary. Nie należy powierzać ich dotykania ministrantom, którzy nie są w stanie łaski uświęcającej. Ministrant, który służy do Mszy świętej, a nie jest w stanie łaski, kala świętą Ofiarę. To dopuszczenie szatana pod sam krzyż i postawienie go na równi z aniołami przy Panu. Jezus cierpi, odczuwając odrazę, a będąc poddanym, cierpi ją bezbronnie. Naczynia również nie mogą być dotykane przez osoby przypadkowe, ponieważ zawierają już w sobie znamię świętości, które nigdy nie zniknie. W przypadku profanacji, [naczynie] jest profanowane, ale nadal pozostaje świętym. Obecny w dzisiejszych czasach handel rzeczami świętymi jest jawną obrazą Boga, świętokradztwem. Nie wolno wyprzedawać świętych naczyń poza Kościół katolicki. Nie mogą się wydostawać z konsekrowanych rąk w ręce niekonsekrowane, a co dopiero w ręce pogan i bezbożników. Kościół zapłaci i za to nadużycie, za wyprzedawanie świętości, własności Boga, tak jakby to była własność człowieka. W czasie wojen ludzie ginęli dla świętych naczyń, aby nie dostały się w ręce innowierców. Ci ludzie otrzymali swoje nagrody. Tak i ci, którzy wyprzedają święte naczynia, będą ponosili słuszne kary. Żadna nędza nie jest tak wielka, aby opłacało się człowiekowi wyprzedać własność Boga, która jest święta na zawsze, ponieważ, choćby raz, była użyta w czasie świętej Eucharystii.
    Ofiarowanie jest również czasem ofiarowania się wiernych. Ofiarę własną należy łączyć z Ofiarą Jezusa. Wszystko poświęcić Bogu i liczyć na Jego miłosierdzie. Chrystus powiedział, że kto odda Mu swoje życie z Jego powodu, zyska życie wieczne. Chrześcijanin dziś nie umiera na arenach, rozszarpywany przez dzikie zwierzęta, ale umiera codziennie, poprzez walkę na śmierć i życie z otaczającym go zewsząd światem zła. Dlatego w czasie ofiarowania każdy człowiek może ofiarować Bogu swoje życie, codziennie je ofiarować i codziennie je tracić dla Chrystusa według Jego Woli tak, jak On zechce i kiedy On zechce. A jednak gotowość przyjęcia męczeństwa, choćby to było tylko męczeństwo ducha, jest przyjmowana tak, jakby ofiara ta się dokonała, nawet gdyby się koniec końców nie dokonała, bowiem czyste serce i szczera intencja są przyjmowane przez Boga, nie krew i ból, ale pragnienie wydania się i stania się krwią i bólem dla Niego, z miłości do Niego. Dlatego ofiarę z naszego życia możemy składać Bogu codziennie i jeśli jest to czynione ze szczerą intencją, Bóg ją przyjmuje tak, jakbyśmy codziennie ponosili dla Niego męczeństwo. Nasze możliwości składania Bogu ofiary z samych siebie i wydawania Mu swego życia z miłości do Niego są dla nas nieograniczone.
    Po prefacji Chrystus przyjmuje swój krzyż. Idzie ulicami Jerozolimy, ale zanim wyruszy w ten bolesny pochód, świat okrzyknie Go zdrajcą, godnym śmierci krzyżowej. Usta, które pragnie karmić, policzki, które pragnie ocierać z łez, wszystko to zmienia się w straszne oblicza morderców, którzy we wściekłym szale, jak żarłoczne wilki, żądają Krwi Niewinnego. Tłum morderców, przerażający w sile tej nienawiści, przeraża Piłata. Poddaje się, wydaje Krew niewinną. Całe Niebo upada na twarz, bo zapadł wyrok i Bóg został wydany bluźniercom, został wydany na pastwę grzeszników, aby znęcali się nad Jego biednym Ciałem i niszczyli je wszelkimi sposobami. O, jakże jest święty i niewinny Ten, który został wydany, jak cieszą się miliony aniołów, że przyjął to cierpienie i wypełni Wolę Ojca, otworzy Niebo zagubionym duszom i wprowadzi je na powrót do raju, ale ile jeszcze łez będzie wylanych, zanim to nastąpi.
    Chrystus jest wychwalany pod Niebo, pod Niebo unosi się uwielbienie i śpiew duszy bolejącej Matki. Jak wielki jest Ten, w którym nie ma ani odrobiny goryczy i żalu wobec Ojca, choć przyjmuje największą karę niewinnie. Nasze „Święty, święty” powinno być odśpiewane na cześć tego Króla, który wyrusza w anielskim pochodzie pełen godności, choć po ludzku zrównany ze zwierzęciem i gnany na śmierć nieludzką. Poprzez ten śpiew dołączamy się do śpiewu aniołów, którzy wprawdzie bolejąc, uwielbiają Chrystusa za Jego niewinność i czystość, z jaką przyjmuje nienawiść całego świata, wymierzoną przeciwko sobie. Nasze „Święty, święty” rzuca kwiaty pod stopy kroczącego Chrystusa, śle Mu jedwab pod stopy, pocałunki w zranione oblicze, uwielbienie Kościoła, Jego rodzącej się w bólu Oblubienicy.
    Kiedy Chrystus przybijany jest do krzyża, nasze myśli winne być wówczas przy Nim. Należy złączyć z Jego Ofiarą własną bezsilność, w której nie potrafimy wykonać żadnego ruchu. Jeszcze jedno „fiat” – bądź Wola Twoja w mojej niemocy, chorobie, głupocie, grzeszności, słabości, poddaję to wszystko Tobie, Boże, i liczę na Twoje miłosierdzie, bo w rękach tych „nieprzyjaciół” jestem bezsilny. Uderzenia młotem niech będą dla nas uderzeniami w nasze serca, niech nami wstrząsną, abyśmy nie przedrzemali swego życia. Po każdym uderzeniu Chrystusa – cichy jęk, ale trwanie. Niech ten sam jęk wydobywa się z naszych serc, ale nigdy nie porzucajmy Bożej drogi przez ból, bo Bóg przyniesie ulgę, tylko należy prosić z ufnością.
    Te wszystkie wydarzenia dzieją się naprawdę, choć ich nie widzimy, widzimy tylko znaki, przez które wchodzimy w święte tajemnice, jednak ofiara nasza powinna być świadoma. Jezus na krzyżu nie może być sam. Skoro przychodzimy pod krzyż musimy z Nim współcierpieć, musimy być Mu wdzięczni i musimy nasze serca unosić do Jego Serca, aby zakryć przed Nim obraz ohydy, bluźnierstw i zniewag świata. Jesteśmy, jako Kościół, pociechą Matki Najświętszej, pociechą płaczącego Jana, Magdaleny i świętych niewiast, tych nielicznych pod krzyżem, którzy płakali. Należy pamiętać, że nie wystarczy stanąć pod krzyżem, aby być zbawionym. Trzeba współcierpieć, pocieszać, współczuć i prosić, żałować za grzechy i kochać, przede wszystkim kochać. Przychodząc na Mszę świętą i stając obojętnie wobec konającego Boga, zmieniamy się w próżnych gapiów, okrutnych w swej obojętności, przydajemy bólu Chrystusowi, zamiast Mu współczuć, a grzesząc choćby myślami, dołączamy do katów. Będąc tak blisko krzyża, trzeba być najrozważniejszym, bo tutaj ważą się losy świata. Jesteśmy najbliżej miłości Boga i najbardziej możemy ją zranić, dlatego nikt, tak jak Kościół, nie może pocieszyć lub przydać bólu Zbawicielowi, bo nikt nie został dopuszczony bliżej krzyża i Zbawiciela.

    W tej chwili muszę zwrócić wasze oczy na was i pokazać wam, co widzi Jezus ze swojego krzyża. Nie mówię tu o zbrodniach świata, ale o was, którzy stoicie pod krzyżem. Jezus szuka przyjaciół, rozgląda się, pragnąc znaleźć jakąkolwiek, choćby najmniejszą pociechę, która doda Mu otuchy i siły. Wśród nielicznych, zgromadzonych pod krzyżem, widzi jednak zaledwie kilka dusz, a i to jest rzadkie. Ludzie pełni nieświadomości i niewiary rozmyślają o swoich problemach, czekając na koniec Mszy świętej. To tak jakby mówili: „Kiedyż On w końcu skona?” Ministranci zaczepiają się nawzajem, kapłan myli słowa modlitwy, rozlega się skrzypnięcie, oczy wszystkich zwracają się w stronę dźwięku, pustka, martwota, nicość. W momencie podniesienia Jezus widzi tych wszystkich, którzy udają, że klęczą, przykucając, z obawy przed zgorszeniem i potępieniem ze strony ludzi, klękają ze względu na ludzi, nie na Boga. Jezus szuka, pragnie się spotkać ze wzrokiem kochającej Go duszy, ale nikt na Niego nie patrzy. Jedni uspokajają dzieci; inni spuszczają głowy, ale zapominają, po co to czynią; inni poprawiają ubranie, czy próbują dogodzić swoim kolanom, aby nie odczuwały nie komfortu; jeszcze inni szukają wzrokiem czegoś godniejszego zainteresowania. Cały kościół popada w pewnego rodzaju marazm, wiedząc, że dzieje się coś, ze względu na co powinni zachować się szczególniej, ale nie wiedzą właściwie jak. Odczekują więc tę chwilę i wracają, ożywiają się dopiero na słowa kapłana, który wzywa ich do wspólnej modlitwy „Ojcze nasz”. Kapłani skuszeni przez złego ducha, wybiegają już często myślami w przyszłość, planują swoje obowiązki i sprawy, a unosząc Jezusa, czynią to mechanicznie, bez miłości i bez wiary, nie dając Mu możności odebrania należnej chwały. Tak jakby ten moment był i dla kapłana niewygodny i niezrozumiały, on również pragnie, aby ta dziwna chwila, w której nie bardzo wie, co powinien odczuwać i mówić, już się skończyła.
    Modlitwa „Ojcze nasz”, która ma ogromną siłę, bo wypowiadana jest wraz z modlitwą Chrystusa na krzyżu, odśpiewywana jest pospiesznie, bez zastanowienia. Gdyby każdy skupił się choć na jednej z próśb, aby wypowiedzieć ją sercem, jak wielkie pole działania dla Nieba. Moment śmierci Zbawiciela przechodzi wśród wiernych niezauważony, bezboleśnie i bez refleksji, ponieważ umysł człowieka jest wówczas odwrócony od Boga i skierowany w stronę człowieka. W chwili, kiedy Chrystus żegna się ze światem i dochodzi do szczytu swego cierpienia, kiedy Jego Męka i trwoga przekraczają próg wytrzymałości nawet dla Boga, wtedy kiedy właśnie najbardziej potrzebuje naszej modlitwy i współczucia, my odwracamy się od Niego, tak, że zostaje zupełnie sam, kona w samotności, niezauważony i nieuwielbiony.
    Oto siła waszej reformy, pozostawić Go samego, aby zwrócić się do człowieka, na człowieka i kłaniać człowiekowi. Wolą Chrystusa nie był o nigdy to, aby w momencie Jego śmierci człowiek zostawił Go samego, a szukał aprobaty i akceptacji człowieka. Mówię o waszych uściskach i potrząsaniu dłońmi. Kiedy wasze oczy winny być skierowane ku Bogu, wówczas zostały one właśnie odwrócone od Niego, właśnie wtedy. Stara liturgia nie przewidywała przekazywania sobie „znaku pokoju” i znak ten czym jest? Znakiem dla kogo? To Chrystus umierając, zostawił nam swój pokój. My, łącząc się z Chrystusem, zyskujemy pokój. W tej chwili nie możemy mieć w sobie żadnej nienawiści, bo Chrystus przez nią właśnie umiera. Wszystkie krzywdy powinniśmy wybaczyć i stać się naczyniem pokoju Chrystusa, przyjąć Chrystusa wraz z Jego pokojem do serca, bo za chwilę to stanie się realne. Pokój w nas niech będzie całkowitym wybaczeniem i gotowością bycia Chrystusem, zastępowaniem Go pośród ludzi, kiedy On już umarł na krzyżu, my winniśmy kontynuować Jego dzieło, kiedy odchodzi z tego świata, ale nie ma to nic wspólnego z ściskaniem rąk wszystkich tych, dla których czujemy sympatię. Ten zwyczaj stał się ukłonem w stronę człowieka i próbą odwrócenia, właściwe odwróceniem uwagi od Jezusa. Pokój ma być w sercu i w woli, w pojednaniu i w wybaczeniu. Znak, który wprowadziła reforma, nie ma podłoża teologicznego i jest kolejną próbą odwrócenia uwagi człowieka od Boga i zwróceniu go ku czynom wobec człowieka, a nie wobec Boga.

    Z Orędzi Pana Jezusa Chrystusa do Kapłanów. Ks. Ottavio Michellini.

    JEZUS – JESTEM ZASMUCONY
    19.11.1975 r.
    Pan Jezus: Synu, wołaj głośno, wołaj do tych wszystkich kapłanów, że są oni poza planem zbawienia, że nie są narzędziami odkupienia, lecz wygasłymi ogniskami.
    Moi kapłani nie znajdują 5 minut na przygotowanie się do Mszy świętej. Nie mogą się zdobyć na 5 minut dziękczynienia.
    Właściwie jest to logiczne. Za co mają Mi dziękować, jeśli ze Mszy świętej nie odnieśli żadnego owocu? A potem spędzają cały dzień i część nocy na rzeczach próżnych, niepożytecznych i dość często grzesznych.
    Jakże szatan nie miałby skorzystać z tej przerażającej rzeczywistości?
    Powiedz to wszystkim, bez niedomówienia, że katastrofalne następstwa należy przypisać po większej części Moim kapłanom. Czyż można będzie się dziwić, jeśli jutro krew ich zabarwi ziemię na czerwono…?
    Powiedziałem ci: sytuacja Mego Kościoła byłaby zupełnie inna, gdyby Moi kapłani rozwijali w swej duszy życie wewnętrzne.
    Jestem zasmucony!
    To nie Mnie trzeba będzie przypisać wielkie cierpienie zbliżającej się godziny.
    Błogosławię cię, a wraz z tobą błogosławię drogie tobie osoby.

    JEZUS – DROGĄ ZBAWIENIA

    13.7.1976 r

    Pan Jezus: Mówiłem wyraźnie o losie wojska, w którym dowódcy, oficerowie i szeregowcy nie wierzą w siłę nieprzyjaciela, w jego potęgę i przebiegłość. Jest to powodem położenia dzisiejszego Kościoła.
    Aby widzieć i zrozumieć tragiczne położenie Kościoła, trzeba patrzeć na Mnie, Syna Bożego i na Moją Matkę Najświętszą, inaczej nigdy nie wyjdziecie z tej złej sytuacji.
    Pokorą, ubóstwem i modlitwą stawiliśmy czoło nieprzyjacielowi.
    Teraz jest godzina Mego Ciała Mistycznego: albo wejdziecie na drogę jedynie słuszną – Ja jestem Drogą! – albo lawina was rozproszy!
    Błogosławię cię, synu, i nie bój się! Prawda nie powinna niczego się obawiać.

    http://www.duchprawdy.com/ks_don_ottavio_michelini_oredzia_I-III.htm

    Króluj nam Chryste!

    • Darek said

      Z Orędzi na czasy ostateczne które właśnie nadeszły, Kompendium V s.58-62

      Błędy w rozumieniu Mszy świętej i zmiany w liturgii.

      25-06-2013

      Św. Ojciec Pio: Mówiłem ci o tajemnicy Mszy świętej i jej poszczególnych etapach, a teraz chciałbym uzmysłowić ci, jak świat zewnętrzny odnosi się do tych tajemnic, co dzieje się na Mszy świętej, obok jej wielkich tajemnic, tak bardzo dziś niezrozumiałych. Nie chcę powiedzieć, że ludzie moich czasów wszyscy przychodzili do kościoła ze świadomością, co się tam wydarzy, ale jednak przychodzili do kościoła ukierunkowani na Boga, zapatrzeni w Boga, teraz to się zmieniło. Powstały ruchy, które szukają w Kościele łask, nadprzyrodzonych darów, zjednoczenia z człowiekiem i wielu innych rzeczy, ale nie Boga samego w sobie, nie Boga jako tajemnicy ukrytej w Chrystusie i Odkupicielu. Pierwszy stopień przystępowania do Boga i Jego tajemnic to szczery żal za grzechy i prawdziwa pokora. Tego dziś tak bardzo brakuje. Wśród zmian, jakie nastąpiły i nasiliły się wyraźnie od mojego odejścia z Ziemi, widzę przede wszystkim rosnący tron człowieka na miejscu tronu Boga, tak, że ten pierwszy zaczyna przesłaniać ten jedyny i prawdziwy. Dzieje się to w wielu dziedzinach w Kościele, ale szczególnie widoczne jest w zmianach, jakie dokonały się w Mszy świętej od strony uczestnictwa w niej wiernych. Również kapłan został odsunięty od tych tajemnic i zwrócony w stronę człowieka.

      W całym swoim życiu zabiegałem o człowieka i starałem się, na ile to tylko możliwe, być mu pomocny, ponieważ Chrystus tego właśnie od nas żądał. Kapłan oddaje się na służbę Bogu w ludziach. O tego Boga dba, o Niego zabiega, uzdrawiając dusze i pomagając im dostrzec i pokochać tego Boga, którego w sobie noszą. Aby to jednak czynić, kapłan sam musi być bezgranicznie oddany Bogu i wręcz nie zauważać człowieka, dbając wyłącznie o potrzeby Boga. Z tego powodu kapłan został zwolniony z odpowiedzialności za rodzinę, aby troszczył się tylko i wyłącznie o Boga. W innym razie diabeł skutecznie manipuluje uczuciami kapłana, aby odsunąć go od jedności z Bogiem i osłabić jego umiejętności słuchania Bożych natchnień. Kapłan służy człowiekowi dla Boga, ale żeby umiał służyć człowiekowi, musi być zupełnie oddany Bogu i czerpać z Niego swoją siłę. To tak jak ręce człowieka, kiedy oczy i umysł człowieka wpatrują się w Boga, ręce składają się same w akcie pokory. Na skutek Bożego działania, Jego obecności, kolana człowieka same się uginają i tak samo jest z czynami. Kiedy dusza człowieka wpatrzona jest w Boga, czyny przychodzą same i czyni się dobro na rzecz człowieka, a jest to skutkiem zapatrzenia się w Boga, a nie w człowieka i jego potrzeby, ale w Boga i Jego miłość.

      Tutaj nastąpił właśnie błąd, który zbiera swoje żniwo w Kościele. Kościół, aby pełnić swoją służbę wobec człowieka, przestał wpatrywać się w Boga, ale rzekomo, aby służyć lepiej człowiekowi, zaczął wpatrywać się w niego i w jego potrzeby. Kapłan odwrócił się od Boga i zwrócił do człowieka. Jest to symbol zawarty w Mszy świętej, który rzuca się w oczy już na samym początku. Kapłan zapomina więc, że całą Ofiarę Mszy świętej sprawuje dla Boga, ale poczyna to czynić dla człowieka. Wymawiając słowa skierowane do Boga Ojca, wpatrzony jest jednak w człowieka i mówi je najczęściej zupełnie bezwiednie, sądząc wręcz, że tę Ofiarę sprawuje dla człowieka, aby sprowadzić dla człowieka Boga, aby Bóg obdarzył go łaskami. To podstawowy błąd, który pociąga za sobą następne. Kapłan sprawuje Ofiarę dla Boga, aby ofiarować Bogu Ojcu Mękę naszego Pana, Jezusa Chrystusa i przeprosić Boga za grzechy swoje i całej ludzkości, a szczególnie tych, za których sprawowana jest Msza święta i tych, którzy są na niej obecni, ale wymiar Mszy świętej pozostaje ten sam. Najświętsza Ofiara Chrystusa ofiarowana jest przez kapłana Ojcu Niebieskiemu na uśmierzenie Jego sprawiedliwego gniewu z powodu naszych grzechów. Bóg Ojciec przyjmując tę Ofiarę, na skutek wszystkich próśb Zbawiciela na krzyżu, udziela nam łask. Taka jest prawda, która jest niezmienna. Msza święta jest Ofiarą dla Boga.

      Ten błąd, wprowadzony do myślenia kapłanów i wiernych, jest ukryty już na samym początku Mszy świętej, kiedy kapłan wchodzi po stopniach Ołtarza, a jego twarz i jego myśli są skierowane ku ludziom, a nie ku Bogu, do którego przychodzi. Pozdrowienia, jakie kapłan kieruje do wiernych, winny być w całości skierowane do Boga, bo nie przyszedł tu, aby spotkać się z ludźmi, ale z Bogiem. Powtarzam to jeszcze raz, bo to bardzo ważne. Aby uzyskać przebłaganie i łaski dla ludzkości, kapłan musi być wpatrzony w Boga i mieć świadomość, że dla jego miłości skierowanej do Boga, Bóg udzieli mu łask dla ludzi, ale nie odwrotnie. Dlatego pozdrowienia powinny być pozostawione na czas po Mszy świętej, ale pierwszy niech będzie Bóg. Człowiek również, dzięki takiemu postępowaniu kapłanów, uważa, że Msza święta jest dla niego i on jest w Kościele najważniejszy, oczekuje zwracania się do niego, podczas gdy Bóg musi spokojnie odczekać ten czas, aż zacznie się właściwa liturgia, która jeszcze nie daje możliwości zwracania się do człowieka. Aby to zrozumieć należy wspomnieć na liturgię Mszy świętej trydenckiej, gdzie kapłan, postępując w stronę Ołtarza, już zwracał się słowami psalmów do Boga. Podchodząc ku świętemu miejscu, zawierzał swoją duszę Bogu w głębokiej pokorze. Kiedy teraz znajdzie na to czas?
      Chciałbym również powiedzieć o czytaniach i psalmie, które są Słowem Bożym skierowanym do człowieka w odpowiednim czasie, właśnie kiedy są mu najbardziej potrzebne. Słowa Bożego trzeba słuchać z takim nastawieniem i od razu wnosić je do swojego życia, pozwolić mu wpłynąć do umysłu, do serca, obnażyć fałsz, zakłamanie, wszelką obłudę. To najważniejsze. Jeżeli po wysłuchaniu Słowa Bożego zostaje w nas to poruszenie, niepokój o pełnienie Woli Bożej, jest to błogosławiony niepokój, który ukazuje nam, gdzie w duszy posiadamy jeszcze uległość wobec złego ducha. Ten niepokój jest powodowany właśnie rozbieżnością miedzy Słowem Bożym i naszym postępowaniem. Trzeba go [niepokój] zauważyć i rozprawić się z nim, zmieniając swoje postępowanie w rzeczy, która nas dotknęła. Słowo Boże jest żywe, działa w duszy, wchodzi jak miecz i rani wszystko to, co z Boga nie jest. Pozwólmy mu działać. Prośmy Ducha Świętego, aby działał z mocą w naszych duszach.
      Słowo Boże jest samo w sobie doskonałe, dlatego również należy zwrócić na to uwagę, aby nie próbować go w jakikolwiek sposób urozmaicać. Jest to obraźliwe wobec Boga, który zawsze daje rzeczy w doskonałych formach. Dlatego Słowo Boże winno być czytane w sposób godny, przez osoby godne. Wprowadzenie kobiet do tego zaszczytu jest błędem i ukłonem w stronę człowieka, a nie w stronę Boga. Matka Boża ustępowała miejsca Apostołom, a co dopiero święte niewiasty, a co dopiero nieświęte niewiasty. Nie jest powołaniem kobiety sprawowanie funkcji kościelnych. Rolą kobiety jest otoczyć Kościół miłością, ciepłem, radą, ale jeśli jest to Wolą Bożą.
      Kobieta winna postępować zawsze jak matka. Ewa stała u boku Adama, a nie Adam u boku Ewy. Kiedy Ewa przestąpiła ten próg, wyszła ze swojej pozycji wobec Adama, pogrążyła i siebie i jego. Tak samo jest z kobietami w Kościele. Ich rolą jest modlitwa, cierpienie i pomnażanie Bożej mądrości, aby mogły być ostoją i umocnieniem dla kapłanów. Do tego dane są nam – kapłanom matki, siostry i dusze kobiet, które Bóg stawia na drodze kapłanom, aby ich przez nie umacniać. Wielu świętych kapłanów wspierało się na pomocy ze strony kobiet, pomocy duchowej. Bóg lubi, zdaje się, obdarzać właśnie kobiety swoimi darami, aby poprzez nie wspierać swój Kościół.
      Chrystus zawsze w swojej największej ciemności i cierpieniu, po swoim Ojcu, zaraz zwracał się do swojej Matki i u Niej szukał pocieszenia. Czyniąc kapłana drugim Chrystusem, Bóg obdarza go zazwyczaj również duszą, która dostaje łaskę umacniania go, bądź modlitwą, bądź radą, w zależności od tego, jak wielkie są Boże wymagania wobec tego kapłana. Kobieta jednak, która przekracza tę rolę, a nie daj Boże, sama przybliża się do Ołtarza, oddala się od Boga i staje się Ewą, pierwszą Ewą, przekreślając drugą Ewę. Uczyńmy świat na sposób w jaki widzi go Chrystus, uczyńmy porządek na wzór porządku, jaki On wprowadził, a wszystko będzie w odpowiednim miejscu i doskonale będzie pełnić tę rolę.

      Z Orędzi Pana Jezusa Chrystusa do Kapłanów. Ks. Ottavio Michellini.

      GŁÓWNA KONIECZNOŚĆ – ZJEDNOCZENIE Z CHRYSTUSEM

      29.07.1975 r.

      Pan Jezus: Dlaczego odchodzi się aż tak daleko? Dzieje się tak, gdy ktoś oddala się od źródła światła, pozostaje najpierw w cieniu, a potem wchodzi w ciemność. W miarę jak się oddała od źródła ciepła (miłości), do duszy przenika chłód i mróz, czyniąc ją nieczułą na każde Moje wezwanie.

      Mój synu, trzeba się łączyć ze Mną coraz to ściślej i głębiej tak, jak Moja Matka była i jest zjednoczona ze Mną w ofierze. Dlatego nie powinieneś się dziwić temu, czego żądam od was tak usilnie. Akt wiary, akt nadziei, akt miłości i oddania się, wynagradzają Mi za obrazy, zniewagi i świętokradztwa dokonujące się nieustannie.
      Pragnę przyciągnąć do Siebie dusze, które tak bardzo kocham, nieskończoną mocą Mojej miłości. Chcę pociągnąć do Nieba te dusze i utrzymać je przy Sobie – oto dlaczego żądam, by oddały Mi się całkowicie, spełniając Moją wolę za przykładem Mojej i waszej Matki. Pragnę, by dusze do Mnie dążyły, we dnie i w nocy, w zjednoczeniu, które powinno przemienić się w doskonałą komunię. Staje się to wtedy, gdy miłość do Mnie jest prawdziwa, wielka i gorąca. Wtedy dążenie do Mnie aktami wiary, nadziei, ufności i ofiary, stanie się jakby drugą naturą, potrzebą i waszą główną koniecznością. Jak nie można żyć bez oddychania, nie będzie się mogło żyć beze Mnie.
      Synu Mój, pamiętaj, że Ja jestem Miłością, Miłością wiekuistą i Niestworzoną, która zawsze pochylała się nad wami. Mam prawo być przez was kochanym, bo jestem Miłością. Stworzyłem was z miłości, z miłości odkupiłem i wezwałem, również z miłości zdobyłem was na nowo.

      TABERNAKULUM – MIEJSCE BOGA ŻYWEGO
      30.09.1975r.
      Pan Jezus: Mój synu, gdyby to przynajmniej kapłani mieli mocne przekonanie, że Ja, Syn Boga, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, punkt spotkania grzesznej ludzkości z Moim Ojcem Niebieskim, jestem zawsze z wami, pośrodku was we dnie i w nocy jako Ofiara.
      Gdyby przynajmniej kapłani byli przekonani, że zamykają w tabernakulum Mnie – Wszechmogącego Boga, Stwórcę Nieba i Ziemi, Odkupiciela i Zbawcę wówczas w ich sercach wzrastałaby ich miłość ku Mnie. Niestety ich dusze nie rozważają tej nadprzyrodzonej Rzeczywistości.
      Opuścili Moje drogi i ścieżki, i nie mają czasu szukać Mnie w tabernakulum Wiara prawdziwa, przeżywana z godziny na godzinę w ciągłej ofierze, rozpaliłaby oczyszczający pożar w całym Moim Kościele. Byłaby ona zdolna ukoić Sprawiedliwość Bożą i zatrzymać dusze w drodze do wiecznej zguby.
      Jak ogromna jest odpowiedzialność kapłanów, którzy mając możliwość i środki skuteczne do Współpracy ze Mną w dziele zbawienia dusz, nie korzystają z tego!

      WIELKI CZAS ZAPOBIEC ZŁU
      23.1O.1975r.
      Pan Jezus: Mój synu, mówię o tym z wielką goryczą. Wielki jest czas, by przygotować dusze modlitwą i pokutą do zbliżającej się niebezpiecznej sytuacji.
      Miłosierdzie ma ustąpić miejsca Sprawiedliwości. Trzeba więc przynajmniej przygotować dusze, dając im do zrozumienia, że nie należy oskarżać Mojego Ojca za zbliżające się niebezpieczeństwa, lecz wina leży w grzechach i braku właściwego uzbrojenia wobec sił zła.
      Trzeba działać niezwłocznie, by wiele dusz nie zostało pochłoniętych mrokami nocy, które już się rozpoczęły.
      Nie lękaj się! Wołaj głośno, że ludzie mają uszy do słuchania, a nie słyszą. Mają oczy do patrzenia, a nie widzą. Światło zgasło w ich sercach…
      Lecz moce zła nie zwyciężą! Kościół Mój zostanie oczyszczony z szaleństw pychy ludzkiej. Wreszcie miłość Mojej i waszej Matki zniweczy moce zła.
      Błogosławię cię, synu. Módl się, módl się i ofiaruj Mi swoje cierpienia.

      http://www.duchprawdy.com/ks_don_ottavio_michelini_oredzia_I-III.htm

      Króluj nam Chryste!

    • Darek said

      Z Orędzi na czasy ostateczne które właśnie nadeszły, Kompendium V s.54- 57

      Znaczenie i symbolika poszczególnych części Mszy świętej.
      23-06-2013

      Św. Ojciec Pio: Chciałbym pokazać wam od początku, co dzieje się podczas Mszy świętej i jak działają symbole, ukryte we Mszy świętej, symbole, które nie są dziś zupełnie rozumiane. Zaczyna się wszystko od wstąpienia kapłana na Gorę Golgoty, tzn. na stopnie Ołtarza, a więc oznacza to gotowość do złożenie Ofiary, cierpienia Boga, połączonego z cierpieniem własnym. Kapłan wstępując na stopnie Ołtarza, musi mieć świadomość, że sam staje się ofiarą dla Boga, ponieważ Chrystus, czyniąc go kapłanem, uczynił się Ofiarą w tym kapłanie i jego ciało służy Chrystusowi jako Arka Przymierza na Ziemi. Tym stał się każdy kapłan chodzący po Ziemi, mieszkaniem dla żywego Boga, który w nim działa, cierpi, naucza i umiera. A więc wstępując na stopnie Ołtarza, kapłan powinien wyznawać w sercu gotowość poniesienia cierpień wraz z Jezusem. Każdy członek Kościoła winien przychodzić na Mszę świętą z pragnieniem współuczestniczenia i gotowością przyjęcia choć części cierpienia Zbawiciela, a przynajmniej ulżenia Mu w cierpieniu poprzez szczere współczucie.

      Pocałunek, składany na Ołtarzu, oznacza potwierdzenie tej gotowości kapłana, zjednoczonego z Chrystusem. Kapłan, składając pocałunek na Ołtarzu, wyznaje Bogu swoje „fiat” – „Bądź Wola Twoja” i wówczas rozpoczyna się Męka naszego Pana. Od samego początku Mszy świętej uczestniczymy w niezwykłym wydarzeniu – Chrystus, przyjmując kolejne cierpienia, przygotowuje się do Ofiary najwyższej. Tak jak baranek, który przed złożeniem go w ofierze zostaje oczyszczony, tak Chrystus przechodzi kolejne cierpienia, w których Jego Dusza oczyszcza się z grzechów, które świadomie za nas przyjął. Każde cierpienie ofiaruje za inny grzech, każdą zniewagę za inne bluźnierstwo. Jak wiele grzechów, tak wiele cierpień jest zadawanych Jezusowi, który świadomie gromadzi je wszystkie w swoim Sercu, jako ofiarę za grzechy ludzkości. Ciało Boga staje się areną popisów najokrutniejszych katów, pod których postaciami kryją się wszystkie nasze grzechy. Katami dla Jezusa są nawet drobne kobiety, które podniósł z ich upadku, i dzieci, nie mające umiaru w popisywaniu się przed sobą. Cała droga Męki Pana jest przygotowaniem do szczytu cierpienia i hańby , do krzyża.
      W całej tej drodze Chrystus musi znosić ogromne cierpienia, a także wielką ilość tych drobnych, mniej bolesnych uderzeń, ale jednak, przez swoją mnogość bardzo uciążliwych, dlatego nie wolno nam ignorować nawet drobnych grzechów. Wszystkie musimy przynieść na Mszę świętą i przeprosić za nie Boga. W duszy zrobić rachunek sumienia od ostatniej Mszy świętej i przeprosić, żałować, i prosić Boga o pomoc w zwalczaniu tych słabości.

      Przeistoczenie jest właściwym czasem, w którym następuje autentyczne połączenie Nieba i Ziemi. Otwiera się Niebo wraz z całym mnóstwem łask, z których największą jest obecność Boga. Chrystus cierpiący ukazuje się pod postacią Chleba i Wina. Męka Pańska przechodzi teraz w swój najwyższy i najstraszniejszy etap – krzyż. Chrystus zawieszony na krzyżu, ukryty z Ciałem i Krwią, czyni swoje przebłaganie za każda ludzką duszę. Jak wąż na pustyni, tak Chrystus na krzyżu czyni cud uzdrowienia całej ludzkości. Jak izraelici mieli patrzeć na obraz wywyższonego węża, tak chrześcijanie winni patrzeć na wywyższonego dla nich na krzyżu Chrystusa. Niewidzialny na sposób ludzki, a realnie obecny w Chlebie eucharystycznym, jest wywyższany dla nas przez dzisiejszego Mojżesza, przez kapłana, który czyni za ludzkość przebłaganie. Chrystus na krzyżu pragnie być czczony, pragnie, aby schorzałe ludzkie oczy zwróciły się ku Niemu, aby odzyskać wzrok duszy, zdrowie ducha i być uleczonym. Jezus nie cierpi swojej skrajnej nędzy, aby być ukrytym, nie, On zostaje zawieszony na drzewie w swojej największej nędzy, aby na Niego patrzono. Chce, aby ludzkie oczy słały Mu uwielbienie, wpatrując się z miłością w Tego, który swój Majestat pozwolił upokorzyć i znieważyć. Patrzmy z miłością, wpatrujmy się w Niego, aby uzyskać uzdrowienie, ludzie powinni liczyć na to uzdrowienie i kochać, z całego serca kochać Boga w Człowieku, w Chrystusie ukrzyżowanym.

      Po przeistoczeniu następuje czas, w którym towarzyszymy wraz z Matką Najświętszą Jezusowi w Jego najgorszych godzinach, godzinach największej ciemności i Męki na krzyżu, kiedy Jego Ciało i Dusza konały w boleści, ale Jego usta wciąż szeptały psalmy przebłagania. Konajmy z żałości wraz z Nim, pocieszajmy Jego Matkę, łącząc naszą modlitwę z modlitwą Chrystusa na krzyżu, modlitwą za całą ludzkość, modlitwą uwielbienia Ojca w modlitwie „Ojcze nasz”. Teraz niech wybrzmią słowa Jezusa, Jego ostatnie słowa do Ojca, wyszeptane nad nami, za nas. Nie o swoją Duszę błagał Chrystus, ale o duszę świata, duszę całej ludzkości, duszę Kościoła i duszę kapłańską.
      Kiedy więc kapłan odmawia modlitwy za Kościół, za żywych i zmarłych, my również powinniśmy dołączać tę intencję, nie pozwalać uciekać myślom, ale szeptać w duchu nasze modlitwy, zjednoczone z modlitwami kapłana.

      Po tych modlitwach, które mają największa moc, ponieważ są wypowiadane ostatkiem sił Duszy i Ciała przez Chrystusa, następuje czas ostateczny. Jezus oddaje swego Ducha Ojcu. Przed Jego oczyma zupełna ciemność, w Duszy zupełne resztki nadziei, rozpaczliwe wzywanie Matki, rozpaczliwa prośba o ufność, konanie, ostatnie oddechy i cisza. Jezus umiera. Ta chwila żąda ciszy. Ta chwila żąda łez. Ta chwila żąda skupienia i całej miłości, i wdzięczności, na jaką nas stać. Dopiero po chwili rozlega się bolesne zawodzenie niewiast i płacz Matki, w której miecz dopełnia swego ciosu, przebijając Jej Serce. Nasze usta i nasze serca winny łączyć się w tej chwili z cierpieniem Matki, wyznając dopełnioną Ofiarę w Chrystusie i błagając Boga słowami: „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami”. Te słowa oznaczają, że otwieramy się zupełnie na łaskę Boga, wlewaną do naszych serc przez Ofiarę Chrystusa. Ta dopełniona Ofiara stała się dla nas, abyśmy mogli teraz, pełni ufności, wzywać tego Boga, który przed chwilą konał na naszych oczach, tego samego Chrystusa, wyznając w Nim Boga, już na wysokościach, już obleczonego w Majestat i chwałę, błagajmy o miłosierdzie nad nami grzesznymi, aby raczył obdarzyć nas owocami swej Męki. Tym jest modlitwa „Agnus Dei”.

      Komunia święta. Serce oczyszczone, serce pełne żalu za grzechy, serce pragnące poprawy i serce głodne Boga, jest dla umęczonego Chrystusa nagrodą i pociechą za wszystkie cierpienia. Serce człowieka winno być więc czyste, pełne wiary w skuteczność tak wielkiej Ofiary, pełne ufności w Boże Miłosierdzie i pełne miłości, i wdzięczności wobec Chrystusa. Serce człowieka staje się centrum Wszechświata, goszcząc w sobie Boga. Teraz jest czas, aby podziękować, pocieszyć i prosić o miłosierdzie dla siebie i całego świata, aby owoc, wydany w takich cierpieniach, nie zmarnował się w nas.

      Z Orędzi Pana Jezusa Chrystusa do Kapłanów. Ks. Ottavio Michellini.

      23.11.1975 r. JEŚLI NIE BĘDZIECIE CZYNIĆ POKUTY..

      Pan Jezus: Największy kryzys wiary od stworzenia człowieka aż do dzisiaj, jest to kryzys aktualny. Zwyczaje formalistyczne życia chrześcijańskiego trzymają wielu w złudzeniu, że są na dobrej drodze. Wielu kapłanów uważa się, że są w porządku, tak jak to sądzili kapłani, faryzeusze i inni za czasów, kiedy Ja byłem na ziemi, w Moim widzialnym Człowieczeństwie.
      W każdym czasie i miejscu walka między dobrem, a złem wygląda bez zmiany tak samo. Jeśli dzisiejsza ludzkość ateistyczna nie będzie się starała powstać i nie będzie usiłowała otrząsnąć się z kurzu i dymu, który kopci jej duszę, zginie jej większa część.
      To nie wyśmiewanie, ani ironia pseudo-teologów, księży nieświadomych i pysznych, to nie sztuczne wysiłki zepsucia na wszystkich odcinkach życia prywatnego i publicznego pomogą uniknąć ruin, jakie człowiek tak niemądrze szykuje na siebie. Mów głośno, że czas jest policzony. Wołaj głośno, jak Jonasz:
      „Jeśli pokutować nie będziecie, wszyscy zginiecie”!
      Mów głośno, że się nie naśmiewa z Boga bezkarnie.
      Wołaj głośno, że Bóg nie chce tej godziny ciemności, lecz spowodowali ją sami ludzie.
      Wołaj głośno, że moja Matka tyle już uczyniła, by oddalić od świata katastrofę.
      Przypomnij wszystkim: Lourdes, Fatima i tysiące innych wstawiennictw, tak często zagłuszanych przez tych, którzy mieli obowiązek wydać o tym sąd z większym obiektywizmem i mniejszym względem ludzkim. Bali się oni tylko osądu świata…

      Na tym polega ich wina: nie szukali oni prawdy, ale zajmowali się sobą. A teraz mówią o Miłosierdziu Bożym, a nie o swojej odpowiedzialności.
      Nawet w sądzie wydanym o obecnych posłannictwach czy odrzucą znowu Moje światło?
      Ja chcę ich wszystkich zbawić, lecz oni opierają się temu. Kochają ciemności, więc zginą w nich. Ty nie bój się i bądź Mi nadal wiernym. Jesteś w moim Sercu i tam nikt nie może cię ruszyć, ani zadrasnąć!
      Błogosławię cię, synu. Kochaj Mnie i idź prosto przede Mną. Ja jestem Drogą, po której wielu nie chce iść.

      20.1.1976 r. JEZUS – JESTEM OSOBĄ ŻYJĄCĄ

      Pan Jezus: Synu, mów wszystkimi nie dbaj zupełnie o reakcje, jakie mogą zaistnieć. Ja, Jezus, chcę tego i nakazuję. Mów głośno, że dosyć już jest tej pseudo-roztropności, która sprawia, że obawia się mówienia ludziom, że Ja, Jezus, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, jestem Osobą Żyjącą i prawdziwą tak jak wy, bardziej niż wy. Mam zupełne prawo i obowiązek mówić do kogo chcę, jak i kiedy chcę, lub też kontaktować się sposobem – jakim chcę.
      Mów, synu, że mam prawo i moc powoływać kogo chcę, kiedy i jak chcę, do wypełnienia każdego posłannictwa w Moim Kościele. Niech będą pewni, że to Ja ich wybrałem, by zostali kapłanami.
      Niektórzy z kapłanów zostaną biskupami. Tak jak ich wezwałem, mogę jeszcze i mam moc wybrać z pośród kapłanów takich, którym powierzę szczególne posłannictwo do wykonania w sposób i w czasie przeze Mnie postanowionym.
      Nie ustawaj w modlitwie i ofierze. Cierpienia twe zwiększyły się, ale ty wiesz, że są one miarą twej Miłości ku Mnie.
      Błogosławię cię, synu, a wraz z tobą błogosławię wszystkich, którzy w duchu prawdziwej pokory, potrafią przyjąć naglące wezwanie Boga Człowieka, który chce wszystkich zbawić.

      http://www.duchprawdy.com/ks_don_ottavio_michelini_oredzia_I-III.htm

      Króluj nam Chryste!

    • Darek said

      Z Orędzi na czasy ostateczne które właśnie nadeszły z 5-02-2014, tom. 22, s.202-207

      Mów, Panie, bo sługa Twój słucha.

      Pan Jezus: Córko, bądź blisko Mojego Serca, a złagodzę Moje wyroki. Córko, pragnę zadośćuczynienia. Nie jestem Bogiem bez miłosierdzia. Moje Serce jest zawsze gotowe przebaczyć. Proś Mnie, a będę błogosławił. Stworzenie, kary są również formą miłosierdzia, bo bez nich ogromna rzesza ludzi poszłaby na potępienie. Poprzez cierpienie mają szansę się nawrócić. Córko, wiesz, że nie ma we Mnie nienawiści, ale jest sprawiedliwość. Nie mogę oszukać sam siebie. Będąc doskonały, widzę w sposób doskonały i obdarowuje ludzkość miłością i sprawiedliwością zarazem. Nie mogę ująć sobie nic ani z miłości, ani ze sprawiedliwości, bo nie mogę stać się mniej doskonałym, albo wręcz mniej Bogiem.
      Moja rzeczywistość i Moja logika zadziwia cię, nie zawsze możesz Mnie pojąć. Nie dlatego, że jestem nielogiczny, ale dlatego, że ludzka logika nie jest Moją. Ja widzę jasno i w pełni, a ty jakby przez dziurkę od klucza. Maleńka, nie możesz zrozumieć wszystkiego, bo aby pojąć wszystko trzeba być Bogiem, a ty jesteś zaledwie pyłkiem na powierzchni Ziemi, która sama jest zaledwie pyłkiem.
      Człowiek potrzebuje pokory, aby mógł mówić ze Mną i przybliżać się do Moich tajemnic. Niewiara nie może być pokonana przez samo tylko upominanie. Przychodzi czas, w którym może być ona pokonana tylko ukazaniem Prawdy. Żadne słowa, zaklinanie nie pomoże, świadectwo o Prawdzie jest zbyt nikłe, aby mogło obudzić narody ze śmiertelnego snu. Prawda sama musi powstać i ukazać się światu, zabłysnąć i zalśnić na jasnym niebie, aby ci, którzy kroczą w ciemności, dostrzegli światło.
      Ponad głowami ludzkości znajduje się miejsce jej wiecznego przeznaczenia, wiecznej szczęśliwości, ale ludzkość nie dostrzega tej prawdy. Czy nie zastanawia was, że niezależnie od tego jak nieprzyjazną i okrutną okazuje się dla was ziemia, niebo pozostaje niezmienne? Wciąż zachwyca swoją czystością, świeżością i doskonałością. Nic nie może go dotknąć, nic nie może go zbrudzić i zniszczyć. Niebo jest doskonałe, bo posiada Mnie, swego Pana. Niebo jest doskonałe, bo w nim króluję. Lazur ponad waszymi głowami jest widzialnym świadectwem tego, co niewidzialne.
      Ziemia jest miejscem wygnania, zmiennym, niestałym i nieprzyjaznym. Mógłbym to zmienić, gdyby ludzkość prawdziwie Mnie umiłowała. Gdyby świat uznał Moją Wolę i poddał się jej, okazałbym miłosierdzie Ziemi. Nie rozumiecie, że grzech pierworodny nie jest rzeczywistością zniszczenia zadaną przez Boga, ale konsekwencją grzechu ludzkości. Ziemia jest jałowa i okrutna przez grzech, bo oddaliła od siebie Moją Wolę.
      Moja Wola zawiera w sobie doskonałość, miłość i przeznaczenie ludzkości. Wszystko poza Moją Wolą jest dla człowieka źródłem zniewolenia i nieszczęść. Moja Wola zawiera wasze szczęście. Nigdy nie pragnąłem dla was nieszczęścia. To wy sami, oddalając się od Mojej Woli, sprowadzacie na siebie nieszczęścia, choroby, wojny i śmierć. A teraz? Kto przemówi do narodów? Kto przypomni im prawdę? Kto wytknie im zdradę? Kto ich upomni? Uczyniłem już wszystko dla Zbawienia ludzkości. Więcej zrobić nie mogę. Mój zamysł zrealizował się, lecz Ja pozostaję bez pociechy.
      Upomnę się o Moją łaskę, a ty zapisz Moje orędzie: Chciałbym uczynić wam raj na Ziemi, abyście żyli zjednoczeni z Moją Wolą. Chciałbym zażegnać wszystkie spory i waśnie między narodami, chciałbym, aby zapanował pokój; chciałbym rozlać na was miłość jak rzekę, spokojnie patrzeć jak usypia i budzi się Ziemia; chciałbym tulić wasze dzieci; tryskać zdrowiem poprzez Moje błogosławieństwa w waszych rodzinach i odpoczywać pomiędzy waszymi zbiorami.
      Kara wymierzona ludzkości nie jest Moim zamysłem, jest waszym dziełem, konsekwencją waszych wyborów, wyborów zła, wielokrotnych i niekończących się złych wyborów, z których każdy sprowadza śmierć. Śmierć, którą sami zaprosiliście, grzesząc bez opamiętania i obrażając Moje Imię w was. Żałuję tego, co pragnąłem wam uczynić, a poprzez waszą zatwardziałość nie mogę. Pragnąłem Ziemi świętej, ludu Bożego, który okaże Mi wierność.

      Co mogę zrobić dla Ciebie, Panie?

      Córko, chcę abyś Mnie błogosławiła zawsze i we wszystkim. Nie zważaj na to, czy rozumiesz, błogosław Mnie.

      Proszę, daj się ubłagać, Panie, i dokonaj Intronizacji. Wiem, że nasze błagania są niewystarczające. Ale dlaczego większość ma decydować o losach świata? Niech zdecyduje mniejszość, która Cię kocha.

      Moja córko, gdybyś wiedziała jak mała jest ta mniejszość…

      Dla Zbawienia świata wystarczyła Ci sama tylko Maryja, tylko jedna, a przecież Zbawienie świata to Twoje największe dzieło.

      Moje dziecko, Ja sam uczyniłem to, czego nie mógł uczynić człowiek.

      A teraz? Nie chcesz już sam uratować ludzkości poprzez swojego Ducha? Poprzez nawrócenie świata? Ogłaszając się Królem?

      Moje dziecko, dałem człowiekowi wolną wolę. Nie cofnę tego. Nie mogę ogłosić się Królem wbrew waszej woli.

      Ależ nie wbrew. My, którzy jesteśmy świadomi, pragniemy Cię. Dlaczego zwracasz uwagę na tych nieświadomych bardziej niż na nas? Co musimy zrobić, abyś zwracał uwagę tylko na nas, a na nich wcale?

      Jest taki sposób.

      Powiedz mi.

      Chciałbym, aby Moja Wola stała się waszym pokarmem, wtedy wasza miłość stanie się Moim. Jeżeli ukochacie Moją Wolę ponad wszystko, wtedy stanie się to, o co Mnie prosisz.

      Czy wstępując do żertwy, nie dokonujemy właśnie tego?

      Wstępowanie do żertwy jest początkiem, a nie końcem.

      Mówisz świętości? Ten, kto żywi się Twoją Wolą, nie grzeszy.

      Tak, to jedno, ale Mi chodzi o coś innego. Zadośćuczynienie jest dobrowolnym oddaniem się Mojej sprawiedliwości.

      Boże mój, czego pragniesz? Ko może spierać się z Tobą?

      Ty możesz. Spieraj się ze Mną.

      Boże, wiesz, jak Cię kocham, ale jestem tak słaba i tak zawodna.

      Ale umiesz prosić, proś więcej.

      Proszę Cię więc, przyjmij moją miłość. Wysłuchaj nas, którzy Cię kochamy i codziennie na kolanach wzywamy z miłości. Wysłuchaj nas, którzy skłaniamy przed Tobą czoła. Wysłuchaj nas, którzy służymy Ci w modlitwach i postach. Wysłuchaj nas, którzy Cię kochamy. Rządź nad nami. Wybieramy Cię i ogłaszamy Królem jako mniejszość, ale jako mniejszość decydująca, bo biorąca odpowiedzialność za losy Ojczyzny. Decydujemy za tych, którzy są ślepi i głusi. Decydujemy w imieniu całego narodu, bo mamy do tego prawo, prawo jakie daje nam miłość. Uznaj nas za delegację tego narodu, który choć zgrzeszył i słusznie jest teraz tak samotny, wyznaje swój grzech i błaga Cię, abyś wrócił jako Król i zasiadł na tronie Tobie jednemu przeznaczonym. Błagamy Cię o to co dnia, a Ty zdajesz się chętniej słuchać naszych przeciwników i powtarzasz wciąż: „Oni nie chcą”. Ale my chcemy! Wysłuchaj nas! Pozwól decydować temu, kto jest największy i najważniejszy, a to nie jest rozsądek i władza, ale miłość i my jesteśmy tą miłością, która tęskni i pragnie, i powtarza: „Przyjdź, bo umieram z tęsknoty. Przyjdź i zapanuj”. Powiedz, co mamy robić? Jak przygotować drogę? Ale słuchaj nas, słuchaj głosu miłości.

      Króluj nam Chryste!

    • Darek said

      Z Orędzi na czasy ostateczne które właśnie nadeszły, Kompendium V s.47- 53

      20-06-2013

      Św. Ojciec Pio: Musisz pamiętać że Msza święta ma swój wewnętrzny wymiar, który przerasta swoim splendorem i doniosłością wymiar zewnętrzny. Zubażając wymiar zewnętrzny Mszy świętej: liturgii, Ołtarza, zubaża się też niestety jej wymiar wewnętrzny w duszach i dlatego wasze myśli wciąż uciekają spod krzyża Pana. Jezus jednak wciąż, przez cały okres trwania Mszy świętej jest obecny na Golgocie. Jeśli odchodzimy od Ołtarza naszymi myślami, tym samym pozostawiamy Go tam samego.

      21-06-2013

      Św. Ojciec Pio: Mówiłem Ci już o tym, że poprzez jej [Mszy świętej] zubożenie, ludzie utracili wiarę, bo zostali pozbawieni tajemnicy i lęku, świętego lęku przed tajemnicą Boga. Zyskali pewność, że mogą kontrolować działanie Boga w obrębie Jego Kościoła, a także całego świata. Bóg pozornie pozwala na to wszystko, ale wdzięczny jest bardzo tym, którzy nie dali się zwieść. Znajduje w nich prawdziwą pociechę. Reforma liturgiczna wprowadziła bardzo wiele ograniczeń dla działania łaski Bożej i pomnażania wiary, ale jeszcze więcej nadużyć, jakimi są dowolne interpretacje tej reformy i próbowanie jej wobec wiernych, na ile da się ją [Mszę świętą] oszpecić, aby wciąż podobała się wiernym.

      Przygotowanie do Mszy świętej.
      21-06-2013

      Św. Ojciec Pio: Chciałbym w tych moich rozważaniach zacząć od samego początku, od nastawienia z jakim powinno się iść na spotkanie z Bogiem. Po pierwsze serce człowieka musi być czyste. Najbardziej szpecą Mszę świętą ci, którzy przychodzą na nią w stanie grzechu śmiertelnego i nie szukają pomocy, nie pragną skruchy, ale utracili poczucie winy, zyskali zatwardziałe sumienia na skutek wielości grzechów i nie zamierzają wcale żałować i wyznawać swoich win. Oni są istotną zakałą Kościoła, dlatego, aby nie powiększać tej znacznej liczby, każdy prawdziwy katolik powinien przed Mszą świętą zastanowić się, czy jest godny w obecnym stanie duszy wejść na Górę Golgoty i patrzeć Zbawicielowi w twarz. Jeśli są w nas ciężkie grzechy, nie będziemy w stanie tego zrobić.
      Grzechy lekkie należy rozpatrywać inaczej. Trzeba się zastanowić czy są to grzechy przypadkowe, które zdarzają się rzadko, a wynikają z okoliczności i słabości, czy są to grzechy stałe, które wrosły w nasze dusze i do których przywykliśmy. Te są najbardziej niebezpieczne, bo skoro przyzwyczaimy się do nich i zaczynamy je akceptować, uważamy że Bóg postąpi tak samo. Tak nie jest. Im dłużej zezwalamy grzechom na ich obecność i powtarzanie się, tym stają się one mocniejsze i bardziej szpetne. Należy powziąć decyzję o walce z takim grzechem i prosić Boga o pomoc. W zależności od tego, w jakim stanie jest nasza dusza, tak również będziemy zdolni współczuć Zbawicielowi na krzyżu.
      Jeżeli w naszym sumieniu znajdziemy jakąkolwiek zadrę, spór z którymś z bliźnich, trzeba zrobić wszystko co możliwe aby doszło do pojednania. Aby uprosić łaskę przebaczenia win, trzeba samemu przebaczać. Ludzie, którzy trwają w nienawiści i w których nie ma przebaczenia, przychodzą pod krzyż Jezusa na darmo. Nie uzyskają przebaczenia, ponieważ sami nie przebaczyli. Musicie więcej i częściej przebaczać. Jeżeli nie w sercu, to w umyśle, jeżeli jeszcze nie w uczuciach, to w woli. To wystarczy. Po takim rozliczeniu można dopiero wejść na tę Świętą Górę, na której będziemy świadkami cudu Przemienienia, cudu Śmierci i cudu Zmartwychwstania.
      Każdy człowiek powinien uświadomić sobie wagę tej podniosłej chwili, kiedy wstępuje pod krzyż Boga. Podczas Mszy świętej otrzymujemy łaskę spotkania się z Bogiem twarzą w twarz, więcej nawet, ponieważ tylko nielicznym dana była możliwość przeżywania Męki naszego Pana za Jego życia, teraz Bóg przeżywa ją podczas każdej Mszy świętej tak, aby każdy człowiek mógł przenieść się niejako w czasie, do tej chwili, gdy Chrystus stąpał po Ziemi, aby nikt nie posądził Boga o niesprawiedliwość.

      Wszyscy dostąpiliśmy tej łaski, ponieważ jest to największa łaska dana rodzajowi ludzkiemu i każdy chrześcijanin może w pełni uczestniczyć i współcierpieć z Bogiem w chwili, w której zbawiał świat, chwili która będzie trwać na wieki we wszystkich Mszach świętych, jakie były, są i będą odprawiane.

      Wiara podstawą przeżywania Mszy świętej.
      22-06-2013

      Św. Ojciec Pio: Msza święta jest cudem nad cudami, jest urzeczywistnieniem Ofiary Golgoty, Misterium Męki Pańskiej na Ziemi, tu i teraz dzieje się to, co działo się wówczas, kiedy nie było mnie jeszcze na Ziemi. Wiadomo, że przeszkodą w odpowiednim przeżywaniu Mszy świętej jest brak wiary. Wtedy wszystko zdaje się niezrozumiałe i puste. Tę pustkę i niezrozumienie może wypełnić tylko wiara. Kościół tutaj popełnił największy błąd, sądząc, że pustkę i niezrozumienie da się wypełnić, wprowadzając zrozumienie i skracając niezrozumiałe części Mszy świętej, a także wprowadzając nowe, bardziej ciekawe dla wiernych formy. Skutek tego działania jest jednak odwrotny, ponieważ , jak już wspominałem, potrzeba tu wiary. Radykalne zmiany które miały otworzyć Kościół na cały świat i uczynić go przystępnym, i otwartym dla każdego sprawiły, że wierni zatracili poczucie sacrum, tajemnicy. Dziś nikt już nie idzie na Mszę świętą, aby dać się ukrzyżować wraz z Chrystusem. Idzie się na Mszę świętą, aby posłuchać Słowa Bożego, aby otrzymać łaski, aby posłuchać księdza, aby załatwić swoje sprawy z Bogiem, idzie się z poczucia obowiązku, ale nie z potrzeby współuczestnictwa w karze, jaką został obarczony nasz Zbawiciel, za grzechy całego świata.

      Msza święta – Misterium Męki Pańskiej.
      22-06-2013

      Św. Ojciec Pio: Ofiara Golgoty pozostała ta sama. Krzyż Jezusa stoi w tym samym miejscu; w tym samym miejscu klęczy Najświętsza Maryja Panna; w ten sam sposób upadają na twarz aniołowie; w taki sam sposób płaczą pod krzyżem święte niewiasty; w taki sam sposób Bóg Ojciec otwiera ramiona, aby przyjąć umęczonego Ducha swego Syna. Krew, która spływa z Najświętszego Ciała jest ta sama; ból Zbawiciela jest ten sam; Jego trwoga jest ta sama i niezmierzony smutek odrzucenia i samotności, jaki przeżywa Chrystus, jest ten sam. Jego rany rozdzierają się tak samo, Jego cierpienie odbywa się tak samo, wszystko dzieje się dziś na Ołtarzu tak samo jak wówczas, ponieważ dzisiejsza Męka Chrystusa na naszych oczach nie różni się od tej, przeżywanej przed wiekami. To jest jedna i ta sama Ofiara. To my jesteśmy odrywani od rzeczywistości ziemskiej i przenoszeni pod krzyż. Jezus przychodzi w tym sensie, że pozwala się nam odkryć, ale to my jesteśmy uwolnieni z naszych ograniczeń, aby moc być tam, wtedy, pod krzyżem i pocieszyć naszego Zbawiciela. Jako wierzący chrześcijanie mamy prawo stanąć pod krzyżem i zbierać w naczynia naszych Serc drogocenną Krew Jezusa. Kapłan, wstępując więc na stopnie Ołtarza, urzeczywistnia tę Ofiarę, otwiera drzwi, odsuwa kotarę czasu i przestrzeni, abyśmy mogli być tam, wówczas, z Nim.
      Krzyż Jezusa nie uległ więc zmianie, jednak okoliczności, w jakich umiera Chrystus, otoczenie, w jakim się znajduje, jest inne. Ludzie, których odkupił swoją Krwią, przychodzą pod krzyż, ale wcale Mu nie współczują, przychodzą, ale wcale nie po to, aby Mu dziękować i okazywać wdzięczność za to, że przyjął te straszną karę, aby nie była wylana na nas. Ludzie przychodzą pod krzyż, aby bezwiednie odstać czas konania Chrystusa i rozejść się do swoich, jakże zajmujących zajęć. Każda Msza święta jest wstrząsem dla nieba i Ziemi. Cierpienie Chrystusa dokonuje się ku ratunkowi i pokrzepieniu świata, ku napełnieniu spichlerzy Kościoła, a w duszach dla których Jezus cierpi, nie dokonuje się żadna zmiana, ponieważ marnują tę łaskę, biernie przyglądając się śmierci Boga, nie pocieszając Go, nie współczując i nie współcierpiąc z Nim. Ludzie są jak osły, postawione pod krzyżem i dostają tyle co osły, za zasługi równe zasługom osłów. Jezus umiera dla człowieka, a człowiek w tym czasie nie jest zdolny do okazania współczucia i wypowiedzenia najprostszego: „Dziękuję”. Chrystus łapie ostatnie oddechy, Jego twarz staje się sina, a w tym czasie kobiety rozmyślają o swoich kremach, a mężczyźni o swoich urządzeniach, jakie nabędą lub nabyli. Wierzcie mi, konsumpcja wyparła Boga i jest to proces bardzo trudny do odwrócenia.
      Konsumpcja wrosła w dusze ludzkie i nawet społeczeństwa, które są bardzo ubogie, żyją konsumpcją w swoich snach, w swoich marzeniach są konsumpcyjne, mimo skrajnego ubóstwa. Do tego doprowadził współczesny świat. Kiedy Jezus kona, powinniśmy Mu dziękować za to, co cierpi, abyśmy my nie cierpieli; powinniśmy ofiarować Mu swoje życie za to, że On oddał swoje i powinniśmy prosić o łaskę godnego przezywania Jego Męki, aby jej owoce doprowadziły nas do Zbawienia.
      Dla dusz, które tak przeżywają Mszę świętą, Jezus z radością postępował ku Golgocie, właśnie dla tych dusz, które docenią Jego Mękę.
      A dziś, cóż, mało jest kapłanów, którzy świadomie wchodzą na tę świętą Górę Golgoty i wyciągają swoje ramiona dla Jezusa. Jeszcze mniej jest tych, którzy nakłaniają dusze, aby czyniły to samo. Bóg czeka na dusze, na ich nawrócenie, ale Bóg w swoim Synu dokonał już wszystkiego. Nie może cierpieć już bardziej i nie może cierpieć po raz drugi, ponieważ to, co się dokonało w Bogu, trwa, nie ma początku i końca, nie może być powtórzone, ponieważ trwa. To trudne do zrozumienia dla człowieka. Trzeba nam wierzyć. Pod krzyżem Jezus dokonał wszystkiego, czego mógł dokonać, aby pomóc nam dojść do tych łask, jakie nam wyprosił. Otrzymaliśmy Matkę, otrzymaliśmy Orędowniczkę i Pocieszycielkę. Zyskaliśmy pomoc Bożej Rodzicielki i dobro i łagodność Jej Serca, które od tej pory zawsze z niewyobrażalną troskliwością troszczy się o każdą duszę. Teraz dalsze losy zależą już od człowieka, ponieważ Bóg uczynił już wszystko.

      Z Orędzi Pana Jezusa Chrystusa do Kapłanów. Ks. Ottavio Michellini.

      16.6.1976 r.
      SPRZECZNOŚCI W REALIZOWANIU POWOŁANIA KAPŁAŃSKIEGO

      Pan Jezus: Dziś piekło nie boi się ani biskupów, ani kapłanów (chyba z nielicznymi wyjątkami), bo nie mają oni najmniejszej wizji, a więc i przekonania, że podstawowym problemem Kościoła jest zbawienie waszych dusz i prowadzenie walki z tymi, którzy chcą ich zguby. Reagują nawet negatywnie wobec tych rzeczywistości duchowych i wobec Moich wymagań.
      Oznacza to, że nie szukają oni dusz, ale siebie samych, w swej subtelnej i ukrytej zarozumiałości.
      Reagują oni negatywnie wobec Moich nawoływań i tym sposobem utwierdzają się w swej nieuleczalnej ślepocie. Co za sprzeczność wobec powołania, którego pragnęli nie dla dobra dusz, ale dla własnych interesów, czyli dla własnej pychy. Ponieważ jesteście zakorzenieni w postawie antypastoralnej, teraz konieczną jest postawa wielkiej pokory, by wyjść z tej sytuacji. Akt dobrej woli postawi was na słusznym poziomie.
      Mówicie, że dla niezwykłych chorób są potrzebne niezwykłe lekarstwa. Otóż, mówię wam: będzie naprawdę niezwykłym lekarstwem i rzeczą naprawdę trudną dla biskupa postanowienie spotkania się ze swoimi kapłanami, by powiedzieć im:

      „Synowie moi, byliśmy wszyscy nieco zwiedzieni, bo ulegliśmy wpływom naszych niezmiennych nieprzyjaciół duchowych. Udało się im odwieść nasze starania i naszą uwagę od żywotnego problemu duszpasterstwa, jakim jest zwrócenie całej czynności ku wizji słuszniejszej, bardziej odpowiadającej potrzebom i interesom dusz.
      Jako pasterz dusz, będę odtąd bliższy tym, którzy cierpią z winy ciemnych mocy piekła. Będę bardziej czujnym w opiekowaniu się moją trzodą, używając środków, jakie Boski Mistrz wskazał nam swym przykładem i słowami.”

      http://www.duchprawdy.com/ks_don_ottavio_michelini_oredzia_I-III.htm

      Króluj nam Chryste!

  28. Wiesia said

    Ciężko się rozstać🙂
    ale przypomniała mi się Zofia Nosko i zobaczmy tutaj:

    Ryt Ofiary Mszy Świętej zmieniony, wersety pousuwane, obce wtrącenia.8

    „Po skończonych modlitwach wieczornych miałam iść spać, gdy nagle ocza­mi duszy, ujrzałam św. Tereskę od Dzieciątka Jezus. Była zatroskana, powiedziała mi: «Siadaj i pisz, co mam ci przekazać. Podeprzyj drzwi i zawieś na zawias; są obecnie na jednym zawiasie». Zapytałam: «Jakie drzwi są na jednym zawiasie, ja Ciebie nie rozumiem». Święta mi odpowiedziała: «Msza Przenajświętsza jest drzwiami na jednym zawiasie, jest troską Najświętszego Serca Pana Jezusa. Kanon Mszy Świętej jest znieważony, wersety pousuwane, w czasie sprawowa­nia Mszy Świętej są obce wtrącenia. Potężne modlitwy Mszy Przenajświętszej, które skuwały swoją świętą mocą złe siły szatana, a jego ideologia je usunęła – muszą być przywrócone. Pojęcie wielkości Mszy Świętej musi być odnowione w sercach i umysłach wiernych. Niech nie szukają we Mszy Świętej nowoczesnoś­ci i przeżyć, jak w stanach narkotycznych. Mszę Świętą trzeba rozważać realnie, z rozwagą, z prawdziwą modlitwą.

    Msza Święta jest największą Ofiarą, którą dokonał jedyny raz Pan Jezus na Ołtarzu Krzyża, przelewając swoją Krew Najświętszą za ludzkość. Msza Święta odprawiana w Bożych świątyniach, jest wielką Świętą Pamiątką Męki Chrystusa Pana i Odkupienia każdego człowieka. Czyż może być coś na świecie, co mogłoby równać się, lub przewyższać te Najświętszą Chwilę? Nie ma, bo w chwili Przeistoczenia chleba na Ciało Pana Jezusa, ucieleśnia się w nim sam Syn Boży, Jezus Chrystus. I wino zostaje przemienione w Najświętsza Krew Chrystusa Pana. Nie ma nic bardziej wzniosłego i wielkiego na całym świecie, nic bardziej radosnego, napełniającego człowieka życiem wiecznym, mocą i pokojem. Tylko Msza Święta. Ona jest pulsem świata, bez Niej nastąpiłyby ciemności złego ducha, uwiędłoby życie duszy, serca zostałyby napełnione trwogą i złością szatana. Msza Święta i modlitwa łączy ziemię z Niebem, jest triumfem Pana. Amen »”.

    8Problem zmiany rytu Mszy Świętej wbrew Tradycji Kościoła i nauczaniu Papieży, co nastąpiło po II Soborze Watykańskim (i wbrew niemu) w wyniku masońskiej infiltracji wewnątrz Kościoła i niszczącej działalności wielu mo­dernistycznych biskupów i kardynałów na Zachodzie, doskonale przedstawia­ją książki: B. Gunthera Szatan istnieje naprawdę, B. Mayera Ostrzeżenie z za­światów Ks. prof. Benedykta Hoculaka O.F.M. Słowo o jedności Katolickiego Kościoła Chrystusowego, Wyd. Zakonu Pijarów, Kraków, 1995 r. , Ks. Olewińskiego W obronie Mszy Świętej. O poważnych wypaczeniach doktrynalno – dogmatycznych w obowiązującym w Polsce Mszale znajdzie czytelnik w świetle wy­powiedzi Ks. kard. J. Ratzingera zamieszczonych w książce Vittorio Messoriego Raport o stanie wiary, Michalineum 1986 r. – przyp. redakcji

  29. Verbum_cordis said

    Wypowiedź FP w drodze powrotnej z Lesbos (jak zwykle w samolocie)

    (…) Ostatnie pytania dotyczyły adhortacji Amoris laetitia, a konkretnie tego, czy nastąpiło w niej otwarcie w kwestii komunii dla rozwodników w nowym związku. „Mogę powiedzieć: tak i kropka. Ale byłaby to odpowiedź zbyt krótka” – stwierdził Franciszek, odsyłając wszystkich do lektury prezentacji adhortacji, której dokonał w Biurze Prasowym Stolicy Apostolskiej kard. Schönborn. (…)

    http://pl.radiovaticana.va/news/2016/04/16/papież_w_samolocie_o_integracji,_obawach_i_amoris_laetitie/1223464

    Poniżej wypowiedź Schönborn’a podczas prezentacji Amoris laetitia

    (…) W imię tej «via caritatis» Papież stwierdza z pokorą i prostotą w jednym z przypisów, że w przypadku sytuacji nieregularnych można też udzielać pomocy w postaci sakramentów. Jednakże Papież nie proponuje nam tu kazuistyki, nie daje recept, lecz przypomina nam swe dwa słynne zdania: «kapłanom przypominam, że konfesjonał nie powinien być salą tortur, ale miejscem miłosierdzia Pana» oraz Eucharystia «nie jest nagrodą dla doskonałych, lecz szlachetnym lekarstwem i pokarmem dla słabych» – powiedział ordynariusz Wiednia.

    Kard. Schönborn zaznaczył, że decyzja Papieża o dopuszczaniu w takich sytuacjach do sakramentów nie stanowi zerwania z dotychczasowym nauczaniem Kościoła, lecz jego płynny rozwój.

    http://pl.radiovaticana.va/news/2016/04/08/prezentacja_papieskiej_adhortacji_o_rodzinie_amoris_laetitia/1221334

    Myślę, że te dwa artykuły mogłyby już stanowić solidną podkładkę w rozmowie z osobą uparcie broniącą tezy o „zachowanej integralności nauki Kościoła”. Tym bardziej, że źródło jest nie byle jakie, a wiem z własnego doświadczenia, że większość dyskusji o poczynaniach FP kończy się na podważeniu wiarygodności źródeł.

    • Dana said

      Oraz udział czynny wielu biskupów niemieckich i austriackich w propagowaniu odstępstwa wobec rozwodników .Może Benedykt VI zabrałby głos w tej sprawie .

  30. Zdravko said

    Wczoraj mój komentarz wpadł w spam i został wydobyty niedawno, wiec może nikt nie zauważył. Zapytam po raz ostatni. Czy pani Gosia 3 będzie organizować Nowennę Pompejańska za Ojczyznę? Chciałbym to „usłyszeć” od niej.

    • IGA said

      Zdravko, bardzo Cię proszę, organizuj następną Nowennę za Ojczyznę, czy za Intronizację. Tak to wspaniale robisz. Nie wyobrażam sobie, że mógłbyś już skończyć, własnie teraz, gdzie ważą się nasze losy Kraju. Juz dawno tak źle nie było! GOSIU 3 PROSZĘ ,JAK CZYTASZ, ODEZWIJ SIĘ! Pozdrawiam wszystkich.

    • Sławik said

      Trzeba kontynuować dalej Nowennę Pompejańską którą cały czas organizowała Gosia3.
      Pod jej nieobecność jestem gotowy zebrać wszystkie osoby i ułożyć dla wszystkich kolejną NP za Ojczyznę.
      Oczywiście jeśli Gospodarz bloga na to pozwoli.

  31. Kasia1 said

    wszystkie wpisy w spamie?

  32. katolik said

    Szkoda ze zegna sie Pan z blogiem pomimo ze nie zgadzam sie z pewnymi rzeczami to ogolnie zazwyczaj pozytywnie ocenialam panskie wpisy. Coz mysle ze teraz w naszym kraju dzieje sie dobrze wiec przerwa zapewne dobrze Panu zrobi. Skoro tak zdrowie dyktuje. Mysle ze wielu otworzyl Pan oczy. Pozdrawiam i zycze zdrowia i blogoslawienstwa Bozego.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d bloggers like this: