Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

Rzeź Woli: ciężarna kobieta przeżyła egzekucję, ale jej trójka dzieci zginęła. Wkrótce potem urodziła syna…

Posted by Dzieckonmp w dniu 6 Sierpień 2016

wola

Historia Wandy Lurie należy do najbardziej przejmujących relacji z Powstania Warszawskiego…

W dniu 1 sierpnia 1944 r. o godzinie 3 po południu rozpoczęły się na naszym punkcie zacięte walki. Powstańcy wybudowali w pobliżu naszego domu, tj. na rogu Wolskiej i Górczewskiej, dwie zapory. W sąsiednim domu znajdowały się karabiny maszynowe, amunicja, granaty. Sytuacja od pierwszych chwil była bardzo ciężka. Liczni zamieszkujący tu Volksdeutsche strzelali z ukrycia do powstańców i wskazywali Niemcom położenie i sytuację Polaków. Użyto do akcji czołgi – tygrysy, rozbito szereg domów. Czołgi niemieckie atakowały od ulicy Górczewskiej i od Wolskiej i wtargnąwszy na nasz teren Niemcy wyciągnęli z domów mężczyzn, każąc im rozbierać barykady. Jednocześnie podpalono parę domów rzucając do mieszkań butelki z benzyną. Ludność, której nie wezwano przedtem do opuszczenia mieszkań, uniemożliwione miała wyjście na ulicę.

Do dnia 5 sierpnia przebywałam w piwnicy domu z trojgiem dzieci w wieku lat 11, 6, 3,5 i sama będąc w ostatnim miesiącu ciąży. Tegoż dnia o godz. 11-12 wkroczyli na podwórko żandarmi niemieccy oraz Ukraińcy, wzywając ludność do natychmiastowego opuszczenia domu. Kiedy mieszkańcy piwnic od strony podwórza wyszli, żandarmi wrzucili do piwnic granaty zapalające. Zapanował popłoch i pośpiech. Nie mając przy sobie męża, który nie powrócił z miasta, ociągałam się z opuszczeniem domu, miałam nadzieję, że pozwolą mi zostać. Musiałam jednak opuścić dom. Wraz z dziećmi i rodziną Gulów wyszłam na ulicę Działdowską. Domy na ulicy już płonęły.

Usiłowałam przejść początkowo w stronę Górczewskiej, ale na ulicy Działdowskiej stało dużo Ukraińców i żandarmów, którzy nie pozwolili mi przejść w tym kierunku, a kazali mi udać się na ulicę Wolską. Droga była ciężka. Na ulicach leżało pełno kabli, drutów, resztek barykad, gumy, trupy. Domy paliły się po obu stronach ulic. Na ul. Wolskiej i na ul. Skierniewickiej wszystkie domy były już spalone. Na rogu Działdowskiej i Wolskiej widziałam pojedyncze trupy młodych mężczyzn w cywilnym ubraniu. Na ul. Wolskiej podeszłam do grupy osób z naszego domu. Ogółem było nas pod fabryką ponad 500 osób. Z rozmów współtowarzyszy zorientowałam się, że w fabryce zgromadzono mieszkańców domów z ulic Działdowskiej, Płockiej, Sokołowskiej, Staszica, Wolskiej i z ul. Wawelberga.

Staliśmy przed bramą fabryki „Ursus”, położonej przy ul. Wolskiej nr 55. Fabryka ta stanowi oddział państwowej fabryki, położonej w miejscowości Ursus pod Warszawą. Przed bramą fabryki czekaliśmy około godziny. Z podwórza fabryki słychać było strzały, błagania i jęki. Do wnętrza fabryki Niemcy wpuszczali, a raczej wpychali, przez bramę od ul. Wolskiej po sto osób. Chłopiec około lat 12 ujrzawszy przez uchyloną bramę zabitych swoich rodziców i brata dostał wprost szalu, zaczął krzyczeć, wzywając matkę i ojca. Niemcy i Ukraińcy bili go i odpychali, gdy usiłował wedrzeć się do środka.

Nie mieliśmy wątpliwości, że na terenie fabryki zabijają, nie wiedzieliśmy czy wszystkich. Ja trzymałam się z tyłu, stale się wycofując, w nadziei, że kobietę w ciąży przecież nie zabiją. Zostałam wprowadzona w ostatniej grupie. Na podwórzu fabryki zobaczyłam zwały trupów do wysokości jednego metra. Trupy leżały w kilku miejscach, po całej lewej i prawej stronie pierwszego podwórza. Wśród trupów rozpoznałam zabitych sąsiadów i znajomych. Środkiem podwórza wprowadzono nas w głąb, do przejścia wąskiego na drugie podwórze. Tu Ukraińcy i żandarmi ustawili nas czwórkami. Mężczyźni szli z rękoma podniesionymi w górę. W grupie prowadzonej było około 20 osób, w tym dużo dzieci lat 10-12, często bez rodziców. Jedną bezwładną staruszkę przez całą drogę niósł na plecach zięć, obok szła jej córka z dwojgiem dzieci 4 i 7 lat. Trupy leżały na prawo i lewo, w różnych pozycjach.

Naszą grupę skierowano w kierunku przejścia między budynkami. Leżały tam już trupy. Gdy pierwsza czwórka dochodziła do miejsca, gdzie leżały trupy, strzelali Niemcy i Ukraińcy w kark od tyłu. Zabici padali, podchodziła następna czwórka, by tak samo zginąć. Bezwładną staruszkę zabito na plecach zięcia, on również zginął. Przy ustawianiu ludzie krzyczeli, błagali lub modlili się. Ja byłam w ostatniej czwórce. Błagałam otaczających nas Ukraińców, by ratowali dzieci i mnie, któryś z nich zapytał, czy mogę się wykupić. Dałam mu złote 3 pierścienie. Zabrawszy to, chciał mnie wyprowadzić, jednak kierujący egzekucją Niemiec – oficer-żandarm, który to zauważył, nie pozwolił i kazał mnie dołączyć do grupy przeznaczonej na rozstrzelanie, zaczęłam go błagać o życie dzieci i moje, mówiłam coś o honorze oficera. Odepchnął mnie jednak, tak że się przewróciłam. Uderzył tez i pchnął mojego starszego synka wołając „prędzej, prędzej, ty polski bandyto”.

W międzyczasie wprowadzono nową partię Polaków. Podeszłam więc w ostatniej czwórce razem z trojgiem dzieci do miejsca egzekucji trzymając prawą ręką dwie rączki młodszych dzieci, lewą – rączkę starszego synka. Dzieci szły płacząc i modląc się. Starszy widząc zabitych wołał, że i nas zabiją. W pewnym momencie Ukrainiec stojący za nami strzelił najstarszemu synkowi w tył głowy, następne strzały ugodziły młodsze dzieci i mnie. Przewróciłam się na prawy bok. Strzał oddany do mnie nie był śmiertelny. Kula trafiła w kark z lewej strony i przeszła przez dolną część czaszki wychodząc przez prawy [prawdopodobnie błąd w protokóle – patrz orzeczenie lekarskie poniżej] policzek. Dostałam krwotok ciążowy. Wraz z kulą wyplułam kilka zębów. Czułam odrętwienie lewej części głowy i ciała. Byłam jednak przytomna i leżąc wśród trupów widziałam prawie wszystko, co się działo dookoła. Obserwowałam dalsze egzekucje. Wprowadzono nową partię mężczyzn, których trupy padały i na mnie. Przywaliły mnie około 4 trupy. Wprowadzono dalszą partię kobiet i dzieci – i tak grupa za grupą rozstrzeliwano aż do późnego wieczoru.

Było już ciemno, kiedy egzekucje ustały. W przerwach oprawcy chodzili po trupach, kopali, przewracali, dobijali żyjących, rabowali kosztowności. Ciała dotykali przez jakieś specjalne szmatki. Mnie samej zdjęto z ręki zegarek, nie zauważyli przy tym, że jeszcze żyję. W czasie tych okropnych czynności pili wódkę, śpiewali wesołe piosenki, śmieli się. Obok mnie leżał jakiś tęgi, wysoki mężczyzna w skórzanej kurtce, który długo rzęził. Niemcy oddali 5 strzałów, zanim skonał. W czasie dobijania strzały raniły mi nogę. Leżałam tak przez długi czas w kałuży krwi, przyciśnięta trupami. Myślałam tylko o śmierci, jak długo będę się jeszcze męczyć. W nocy zepchnęłam martwe ciała leżące na mnie.

Następnego dnia egzekucje ustały. Niemcy wpadli tylko kilkakrotnie z psami, biegali po trupach, sprawdzali, czy kto nie żyje. Słyszałam pojedyncze strzały, prawdopodobnie dobijali żyjących. Leżałam tak trzy dni, tj. do poniedziałku [egzekucja odbyła się w sobotę]. Trzeciego dnia poczułam, że dziecko, którego oczekiwałam, żyje. To dodało mi energii i podsunęło myśl o ratunku. Zaczęłam myśleć i badać możliwości ocalenia. Próbując wstać kilka razy dostałam torsji i zawrotu głowy. Wreszcie na czworakach przeczołgałam się po trupach do muru. Wszędzie leżały trupy, wysokości co najmniej mojego wzrostu i to na całym podwórzu. Odniosłam wrażenie, że mogło tam być ponad 6000 zabitych.

Z miejsca, na którym leżałam, przeczołgałam się pod mur i stąd szukałam możliwości wydostania się dalej. Droga przejściowa przez pierwsze podwórze, przez które nas prowadzono, była zawalona trupami. Za bramą słychać było głosy Niemców, musiałam szukać innego wyjścia. Przeczołgałam się na trzecie podwórze, po drabinie przez otwarty lufcik weszłam do hali. W obawie przed Niemcami pozostałam tu całą noc. W nocy tygrysy wyły bezustannie na ulicy Płockiej, samoloty bombardowały. Myślałam, że lada chwila fabryka spłonie wraz z trupami. Nad ranem uciszyło się. Weszłam na okno i na podwórzu zobaczyłam żywego człowieka – mieszkankę naszego domu ob. Zofię Staworzyńską. Połączyłam się z nią.

Przyczołgał się do nas jakiś niedobity mężczyzna w wieku około 60 lat z wybitym okiem, którego nazwiska nie znam. Po długim szukaniu i wielu próbach wydostania się odkryliśmy wyjście od ul. Skierniewickiej i tamtędy wraz z ob. Staworzyńską opuściłyśmy fabrykę. Mężczyzna, słysząc głosy Ukraińców, został. Wyszłyśmy na ul. Skierniewicką, chcąc się udać na przedmieście Czyste, gdzie znajdował się szpital. Ukraińcy stali na ulicy Wolskiej i początkowo nie zorientowali się, skąd idziemy. Zatrzymali nas i pomimo próśb i błagań, by nas puścili do szpitala jako ranne, popędzili nas w kierunku Woli, zabierając po drodze coraz więcej osób.

Niedaleko kościoła św. Stanisława rozdzielono grupę [na] młodych i starych. Grupę młodych mężczyzn i kobiet wprowadzono do jakiegoś zburzonego domu, skąd po chwili doszły nas odgłosy strzałów. Przypuszczam, że odbyła się tam egzekucja. Resztę, w tej grupie i mnie, popędzono do kościoła św. Wojciecha przy ul. Wolskiej. Po drodze widziałam leżące na jezdni i na chodnikach trupy i części ciała. Grupy Polaków pod strażą uprzątały trupy. Stojący przed kościołem oficerowie niemieccy przyjęli nas popychaniem, biciem i kopaniem. Kościół był już zapełniony ludnością Warszawy z różnych dzielnic. Leżałam przez parę dni przy głównym ołtarzu. Żadnej pomocy [mi] nie udzielono. Jedynie współtowarzysze niedoli podali mnie tylko trochę wody. Po dwóch dniach zostałam przewieziona furmanką z ciężko rannymi lub chorymi do obozu przejściowego w Pruszkowie, skąd do szpitali w Komorowie i Leśnej Podkowie. Obecnie nie czuję się zdrowa, jakkolwiek muszę pracować, by wychować dziecko urodzone po strasznych przeżyciach.

Wanda Felicja Lurie

20.XI.1946 – Warszawa

1) Wywiad lekarski.
Na stosowne pytanie poszkodowana wyjaśniła, iż w dniu 5 sierpnia 1944 r. razem ze wszystkimi mieszkańcami została wypędzona przez żołnierzy niemieckich z domu przy ul. Wawelberga nr 18 w Warszawie i odstawiona do fabryki „Ursus”, przy ul. Wolskiej nr 55, gdzie odbyła się masowa egzekucja Polaków. W czasie egzekucji żołnierz niemiecki strzelił z rewolweru do poszkodowanej trafiając w kark w ten sposób, iż kula wyszła przez lewy policzek, następnie, po osunięciu się na ziemię, trzy razy w nogi, raz w lewą, dwa razy w prawą, powyżej kostek. W parę godzin później w przerwie pomiędzy rozstrzeliwaniem przyprowadzonych grup Polaków żołnierz niemiecki czy ukraiński szukając kosztowności u trupów wszedł butem na lewą nogę poszkodowanej powodując zwichnięcie w kostce.
W czasie egzekucji poszkodowana była w 9 miesiącu ciąży, dostała krwotoku ciążowego i z ran. Po udanej ucieczce z miejsca egzekucji poszkodowana, zatrzymana na ul. Wolskiej przez żandarmerię niemiecką, została odstawiona do kościoła św. Wojciecha, gdzie leżała przed ołtarzem dwa dni bez opatrunku i pomocy lekarskiej. Rany szyi i klatka piersiowa nabrały koloru ciemnego, lewa ręka była bezwładna. Po odstawieniu w transporcie chorych do obozu przejściowego w Pruszkowie wraz z innymi ciężko chorymi w dniu 11 sierpnia 1944 r. dostała się do szpitala PCK w Leśnej Podkowie, gdzie po raz pierwszy założono jej opatrunki. W szpitalu w Leśnej Podkowie pozostała do 19 sierpnia 1944 r., następnie przebywała w szpitalu powiatowym w Pruszkowie, gdzie w dniu 20 sierpnia 1944 r. urodziła syna. Od 29 sierpnia 1944 r. odesłano poszkodowaną do PCK w Leśnej Podkowie i odtąd pozostała w wyznaczonym lokalu pod opieką docenta Rutkowskiego i dr. Churskiego. Poszkodowana okazuje kartę wypisową szpitala powiatowego w Pruszkowie z datą 29.VIII.1944 r., z której wynika, iż Wanda Lurie przebywała w szpitalu powiatowym w Pruszkowie od dnia 19 sierpnia do dnia 29 sierpnia 1944 r. z powodu porodu, rany postrzałowej twarzy i podudzia prawego. Karta wypisowa jest zaopatrzona podpisem dyrektora szpitala dr. Komorowskiego i odciskiem okrągłej pieczęci z treścią „Wydział Powiatowy Szpital w Pruszkowie”.
Do dnia dzisiejszego poszkodowana pozostaje pod opieką lekarską PCK, czuje się niedobrze, odczuwa bóle głowy, szczęki, obu nóg, wątroby, jest osłabiona, łatwo się męczy. Syn poszkodowanej jest nerwowy i źle sypia.
[…]
Biegły

Źródło: niezłomni.com

 

Odpowiedzi: 195 to “Rzeź Woli: ciężarna kobieta przeżyła egzekucję, ale jej trójka dzieci zginęła. Wkrótce potem urodziła syna…”

  1. Józef Piotr said

    Eksmisja Kościoła Katolickiego we Francji

    Bóg Stwórca nam mówi bezwględnie i dobitnie.
    Nie będziesz miał Bogów cudzych prze demnną.
    10 przykazań mamy okrojone tak by było miejsce dla Fałszywego Boga.
    A czas i czasy są bliskie.
    Kiedyś Mesjasza osądzano.
    Dziś on trzyma szarfe i narzędzie sądu Apokalipsy.
    Kiedy to się będzie działo unieście głowy ku górze.
    Inaczej Stwórca nie był by Bogiem i wszechmocny.
    Szatan dostał dopust nie władzę całkowitą.
    Koniec tematu.
    A ci co mnie uciemiężali zapłacą za to.
    To dzień tych co pragną sprawiedliwości

    • Józef Piotr said

      Pacyfikacja kościoła Świętej Rity 3 sierpnia 2016 Francja.

      Kościół należał do wspólnoty gallikańskiej w dużym uproszczeniu wyznanie nie podważające dogmatyki katolickiej, nie uznające władzy papieskiej takie wyznanie chrześcijańsko – francuskie. Całkowicie podporządkowani władzy świeckiej. Do tego kościoła można było przychodzić ze zwierzętami.

      Kościół jest przeznaczony do wyburzenia. Parafia jest zadłużona. Na miejscu kościoła ma powstać parking i apartamentowiec.

    • rafael said

      Boże! jakie piękne sakralia, figury, to woła o pomstę do nieba. Nie chcą kośiołów, będą maczety, sami sobie zgotują ten los, bez Boga ani do proga. Kościół w piękny stylu zbudowany, ponad 100 lat , serce się kraje, jakie piękne kościoły na Zachodzie Europy są burzone

      • Józef Piotr said

        We Francji , ” najstarszej Córce Kościoła ” która się zadała z „nierządem” a początkowo „cudzołożyła” by w końcu przejść na pozycje wrogie Kościołowi. Wszystko zaczęło się od REWOLUCJI masońskiej

        • Masoni sie tylko przykleili i wykorzystali to co zaszlo, ale to prawda w sercach Francuzów ujrzała światło dzienne w zachowaniu rewolucyjnym przeciw Bogu po dopuszczeniu do nich epidemii, glodu i chaosu po wybuchu wulkanu Laki.

          Łk 12, 2: Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome.

    • Krystyna said

      Zal ogarnia, kiedy patrze na wyrzucone krzyze, figurke Dzieciatka Jezus i Matki Boskiej, na obrazy.
      Co ci szalency czynia? Zdaloby sie przypomniec: „Glupcze, jeszcze dzisiejszej nocy zazadaja twej duszy….”.
      .” Boze, odpusc im, bo nie wiedza, co czynia”. .
      A kara Boza nad swiatem za niecne czyny coraz blizej….

  2. mentronik said

    http://wpolityce.pl/swiat/303744-uchodzcy-szturmuja-francje-to-dopiero-poczatek-czeka-nas-imigracyjna-fala-z-sasiednich-wloch-zobacz-zdjecia

  3. Józef Piotr said

    Dziwne zdjęcie. Ks. ABp Stanisław Dziwisz poświęca COŚ ?
    Co to jest ?
    Do czego to podobne ?

    Bystrzy w sztuce mówią że to OKO HORUSA ?

    • Dana said

      Przestań roznosić plotki .

      • gwiazdka said

        Dana …..Plotka – niesprawdzona lub kłamliwa wiadomość, zwykle powodująca utratę dobrego wizerunku osoby, której dotyczy. ……to jest monstrancja każdy to widzi – dla mnie to obrzydliwość,,,,- to wola o pomstę do Nieba.

        • Dana said

          Jest jaka jest .

          Członkowie krakowskiej Wspólnoty Emaus, pomagającej bezdomnym i ludziom na życiowym zakręcie, wykonali z drewna monstrancję. Gdyby papież ją zobaczył i gdyby mu się spodobała, byłaby to największa nagroda – mówią PAP.

          http://www.pope2016.com/sdm2016/o-sdm/news,487095,czlonkowie-wspolnoty-emaus-zrobili-drewniana-monstrancje.html

        • Dana said

          Może trochę umiaru miła Pani Gwiazdko .

        • gwiazdka said

          Dana… Monstrancja, w Kościele rzymskokatolickim sprzęt liturgiczny do wystawiania i procesyjnego obnoszenia hostii. Używana od XIV w. składa się ze stopy, trzonu z nodusem, glorii dekoracyjnie ozdobionej z małą puszką kryształową z metalowym półksiężycem wewnątrz do podtrzymywania hostii.

          Początkowo gloria miała kształt wieży gotyckiej, od XV w. spłaszczonych kompozycji wieżowych, w okresie baroku powstał typ monstrancji-słońca stosowany do czasów obecnych, monstrancję wykonywano ze złota lub metali złoconych, czasami bogato zdobiono kamieniami szlachetnymi, co nadawało im rangę arcydzieł rzemiosła artystycznego.

          Dana ….mila Pani Dano czy Bog nie jest wart wszystkich skarbów które sa na świecie, złota , kamieni szlachetnych , czy król ziemski założył by sobie koronę z drewna ???

        • Dana said

          To zrobili stolarze ,a nie złotnicy .A człowiek każdy jest godny .

        • Dana said

          znak zapytania

        • gwiazdka said

          .Dana…………….. .A człowiek każdy jest godny – my nie jesteśmy niczego godni – bo poczęliśmy sie w grzechu …GODNA JEST TYLKO ŚWIĘTA MARYJA

        • Dana said

          Jesteś niegodna i co teraz .

        • gwiazdka said

          Dana…dla ciebie to wszystko jedno , dzisiaj stolarz jutro kucharka z garka , krawcowa z materiału, szewc z buta – twoje myślenie bo godny.

        • Dana said

          A człowiek każdy jest godny ?

          Przystąpić do Komunii Św.

        • gwiazdka said

          Dana … Panu Bogu zawsze świeczka a diabłu ogarek – a nie odwrotnie … skończ z tym bo już sie robisz nudna przeskakując z jednego tematu na drugi…

        • Dana said

          To ty się czepiasz ,wszystko ci się nie podoba i to jest zrzędzenie .

      • Józef Piotr said

        Obróć to pod kątem 90 stopni. I co ujrzysz ? Oko Byka jak nic.

        Nie wiem czy taka może być MONSTRANCJA ???

    • mentronik said

      Warto posluchac bo material zostal usuniety z youtube

      • teska said

        To jest przerażające. W takim razie dlaczego w objawieniach Matki Bożej Jan Paweł II i Benedykt są uznawani za bardzo dobrych papieży ??? Coś tu nie pasuje …

    • obserwator said

      Nie dość że oko Horusa to jeszcze szóstka.Identyczne z logo ŚDM.Obrzydlistwo.

      • Dana said

        13 to nie jedyna pechowa liczba. Jakich numerów boi się reszta świata?

        25 lutego 2015 Andrzej Kotarski Psychologia i Świat

        W tym artykule rozprawiliśmy się z przyczynami, dlaczego wiele krajów zachodniej kultury uważa „13” za pechową liczbę.

        Jak sprawa wygląda w innych kręgach? Które cyfry i liczby złośliwie czyhają na ludzkie potknięcia?

        „Przesądna” winda w Szanghaju. Gdzie się podziały piętra nr 0, 4, 13 i 14? Zdjęcie: Chrisobyrne

        4 – Cztery to w kulturze Chin, Korei, Japonii, Wietnamu, Malezji i Singapuru najbardziej pechowa z liczb. Wymowa 4, czyli „shi” jest homofonem (wyrazem identycznie brzmiącym) dla słowa „śmierć”. Dlatego na Dalekim Wschodzie równie łatwo o pominięcie czwartego piętra w hotelu, co na Zachodzie piętra nr 13. Kulturową lekcję odrobili np. producenci telefonów Nokia, którzy z premedytacją unikają cyfry 4 w numeracji zdecydowanej większości swoich modeli.

        9 – w Japonii „dziewiątka”, czyli „kyu” przynosi pecha z podobnych powodów jak „czwórka”. Wymowa 9 jest bardzo bliska wyrazowi „cierpienie” lub „tortury”. Promocyjna cena 9,99 zł lub euro – tak popularna w europejskich sklepach – jest zatem niesamowitym odstraszaczem dla japońskich turystów.

        17 – ten przesąd jest tak włoski jak pizza. Skąd się bierze? Liczba 17 zapisana w systemie rzymskim to XVII. Anagramem (Dan Brown uwielbia anagramy!) tego wyrażenia jest VIXI co po łacinie tłumaczymy jako „Żyłem”. Jak żyłem w czasie przeszłym, to znaczy, że już zszedłem z ziemskiego padołu i jestem martwy. Będąc we Włoszech zauważycie, że część hoteli nie ma pokoju nr 17. Włoscy piłkarze bardzo niechętnie grają z numerem 17. Nawet siedemnasty zakręt na torze bobslejowym wykorzystywanym w czasie Igrzysk Olimpijskich w 2006 roku w Turynie był oznaczony jako „Senza Nome”, czyli „Bez nazwy”. Lepiej nie kusić losu.

        39 – numer pechowy w Afganistanie, gdyż jego tę liczbę można tłumaczyć dosłownie „zdechła krowa”. W slangu Afgańczyków mianem „39” oznacza się… alfonsa. Wyzywanie kogoś od alfonsów to w tamtejszej kulturze niesamowita skaza na honorze. Dlatego nikt nie chce mieć nic wspólnego z przeklętą liczbą. Ludzie posuwają się nawet do tego, aby ukrywać 39 na samochodowych rejestracjach. Najprostszy sposób? Przerobienie „trójki” na „ósemkę”, co daje bezpieczne 89.

        49 lub 94 – japońska wielka kumulacja. Połączenie pechowej „czwórki” i śmierci z „dziewiątką” i cierpieniem. Zgon po katuszach? Oferta nie do odrzucenia!

      • Tomasz said

        Żadne oko Horusa. Zwykły symbol świecy. Monstrancja może nie zbyt udana ale nie żadna szatańska.

      • Józef Piotr said

        Drogi Tomaszu
        Uznaję Cię za Filozofa.

        I włączam do grona najwybitniejszych filozofów świata.
        Więc teraz będzie to tak:

        Najwybitniejsi filozofowie świata : Tales z Miletu, sedes z bakelitu oraz Tomasz z internetu

    • giovanna said

      Jak może być monstrancja z drewna przecież to obraza boga.

    • Ren5 said

      Z tym okiem Horusa to już przegięcie.Nikt nie jest ślepy-skandal!! Myślę,że przynajmniej nie będą umieszczać tam Najświętrzy Sakrament.

      • Kora said

        Przez kilka lat mocno interesowałam się mitologią grecką i egipską i oko Horusa to na pewno nie jest. Jeśli nie odróżniacie oka od płomienia świecy to gratulacje.

    • Beata said

      Czy wy naprawdę nie dostrzegacie szóstki z loga ŚDM ?

      • Dana said

        Ja widzę kulę .

      • Ren5 said

        Ja widzę trzy szóstki-pierwsza zaczyna się na czerwono,a następne kończą się na jasno i ciemno niebieskie.

      • Kora said

        Gdybyście trochę poczytali dowiedzielibyście się że krzyż symbolizuje Chrystusa, niebiesko czerwony płomień miłosierdzie czerwona otoczka Polskę a złota kula Kraków na mapie. Jak już kiedyś pisałam źle jest nie widzieć złą nigdzie ale jeszcze gorzej jest widzieć je wszędzie.

      • krystynka said

        Ja tez tak nie raz mysle, czy my nie przesadzamy, czy juz nie dostajemy oczopląsu i na siłe doszukujemy sie elementów zła i to wszędzie….
        Własnie gdyby nie trabienie na blogu o tych 666, to ja nawet na taki pomysł bym nie wpadła aby tego szukac w wizerunku loga ŚDM.

    • Dlaczego ten znak ŚDM jest niepełny, wyrwany z całości?

  4. Znakinaniebie said

  5. OSTOJA said

    http://www.fronda.pl/a/piotrowski-cialo-sw-bernadetty-nietkniete-rozkladem-smierci,76464.html

  6. Tomasz said

    Dziwić się, że Zachód upada? Szwedzka policja świetnie się bawi na paradzie gejów. ZOBACZ WIDEO
    http://wpolityce.pl/swiat/303765-dziwic-sie-ze-zachod-upada-szwedzka-policja-swietnie-sie-bawi-na-paradzie-gejow-zobacz-wideo

    Brytyjskie miasto w rękach muzułmanów. „Białych w Blackburn już prawie nie ma. Widać za to kobiety w nikabie prowadzące dzieci do szkół koranicznych”. WIDEO
    http://wpolityce.pl/swiat/303356-brytyjskie-miasto-w-rekach-muzulmanow-bialych-w-blackburn-juz-prawie-nie-ma-widac-za-to-kobiety-w-nikabie-prowadzace-dzieci-do-szkol-koranicznych-wideo

  7. kpiz said

    Prowokacja na Litwie, ciekawe czyja
    http://www.aspektpolski.com/litwini-zniszczyli-laweczke-oginskiego/

  8. adam said

    Proszę o modlitwę za moją ciocię Marylę która dzisiaj rano w wieku 90 lat odeszła do domu Ojca.

    • gwiazdka said

      Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie, a światłość wiekuista niechaj jej świeci. Niech odpoczywa w pokoju. Amen.

    • Dobry Jezu a nasz Panie, daj jej wieczne spoczywanie. Daj Trojco Swieta odpoczynek wieczny, w niebie bezpieczny. Amen

    • Krystyna said

      Wieczny odpoczynek, racz Jej dac Panie, a Swiatlosc Wiekuista niechaj Jej swieci. Amen.

  9. 1 Kor 15, 34: Ocknijcie się naprawdę i przestańcie grzeszyć! Są bowiem wśród was tacy, co nie uznają Boga. Ku waszemu zawstydzeniu to mówię.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d bloggers like this: