Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Archive for the ‘Cenacolo’ Category

Medjugorje – świadectwo we wspólnocie Cenacolo czerwiec 2014r.

Posted by Dzieckonmp w dniu 3 lipca 2014


Polecam wszystkim. Proszę o rozpowszechnianie. Oczekuję 8 tys odwiedzin tego filmu.

cz.1

cz.2

Reklamy

Posted in Cenacolo, Medziugorje | Otagowane: , , | 48 Komentarzy »

CREDO WSPÓLNOTA CENACOLO – MEDJUGORJE 2012

Posted by Dzieckonmp w dniu 3 sierpnia 2013


Dziś idziemy na spektakl CREDO, aktorami sa byli narkomani

Tu skrócona wersja w języku polskim gdzie ci sami aktorzy grali w Krakowie

Posted in Catalina Rivas, Cenacolo, Film, Medziugorje | Otagowane: | 6 Komentarzy »

Ciężar grzechów człowieka, nigdy nie jest większy od Bożej łaski

Posted by Dzieckonmp w dniu 28 czerwca 2013


W obecnie przeżywanym czasie, w którym tak wiele jest pokus oraz pogoni – przede wszystkim za tym co przyziemne, materialne – jakże wielu ludziom trudno pozostawać wiernymi Bogu, być ludźmi stworzonym na Jego podobieństwo. Żyjemy w okresie wielkich wyzwań, kierowanych zwłaszcza do ludzi młodych. Młodzież – nękana i ulegająca pokusom, kiedy staje u rozwidlenia życiowych dróg, łatwo zbacza z tej właściwej na manowce, a powrót na drogę wiodącą do zbawienia staje się niemożliwy bez pomocy innych. Jednym z drogowskazów, umożliwiającym taki powrót jest wejście w nurt życia oferowanego przez ośrodki „Cenacolo”. W tych wspólnotach przebywają młodzi, których dotychczasowe życie skierowało już na skraj przepaści, bliscy całkowitego pogrążenia się w otchłań. Ośrodki „Cenacolo”, do których zdecydowali się udać po ratunek, potrafią przekonać, że nawet po najtrudniejszych przeżyciach można odnaleźć w sobie nadzieję i siły do innego trybu życia. Liczne świadectwa młodych, którzy we wspólnotach „Cenacolo” odnaleźli właściwy sens życia, przeżyli nawrócenie – nie bez racji nazywają to swoim „zmartwychwstaniem”.
Pierwszy, wspólnotowy ośrodek „Cenacolo” powstał z inicjatywy Siostry Elwiry, w lipcu 1983 roku, we Włoszech, na wzniesieniu Saluzzo; obecnie jest wspólnotowym domem macierzystym. Zdaniem założycielki, „Cenacolo” miało to być jakby widomym przejawem Bożej Miłości, odpowiedzią na rozpaczliwe wołania wielu młodych, pogrążonych w rozpaczy, błądzących i zagubionych na manowcach i bezradnie poszukujących sensu życia. W okresie ponad 20 minionych lat powstało wiele kolejnych ośrodków „Cenacolo”; istnieją już w 40 krajach świata. Każdemu, ktokolwiek postanawia szukać w nich pomocy i schronienia, wspólnota „Cenacolo” zapewnia prosty, prowadzony w rodzinnej atmosferze tryb życia. Pracę przyjmuje się i odkrywa jak coś otrzymanego w darze, podobnie wiarę w Boga, jak i rodzące się we wspólnocie więzy przyjaźni. Kiedy Siostra Elwira zakładała pierwszy ośrodek, nie wiedziała jeszcze na jakich zasadach będzie oparta jego działalność. Z pełnym zaufaniem powierzyła wszystko Bogu, prosząc aby nim pokierował – jak prowadzi tych, których wzywa do pracy w Swojej Winnicy. Aby móc w „Cenacolo” rozpocząć nowe życie, trzeba przestrzegać dwóch głównych, obowiązujących każdego dnia zasad, którymi są MODLITWA I PRACA. Wspólnota „Cenacolo” uczy młodych z różnych środowisk, sposobów prostego życia. Każdy dzień, poza pracą, to również rosnące w siłę więzy przyjaźni i umacnianie wiary w Jezusa Chrystusa. Jedynie On potrafi uzdrowić człowieka i swoją niezmierzoną miłością wskazać właściwą drogę zbłąkanym i zrozpaczonym.
Medziugorje jest miejscem obfitych łask i właśnie tu, Siostra Elwira znalazła szczególnie urodzajną glebę, dla kontynuowania dzieła rozpoczętego na ziemi włoskiej. Często podkreśla, że odczuwając tu obecność samego Boga, młodym łatwiej wkroczyć na nową drogę, pokonać przeszłe, zgubne nawyki, szybciej uzdrowić zbolałe serca.
W Medziugorju „Cenacolo” posiada dwa domy – odrębne dla dziewcząt i chłopców. Tu głoszone są świadectwa młodych ludzi, którzy w życiu wcześniejszym utracili prawie wszystko, a w tej wspólnocie stali się jakby nowo narodzonymi. Stwierdzają, że ciężar grzechów nigdy nie jest większy od Bożej Łaski; wchodząc do wspólnoty ujrzeli całkowicie nowe światło i całkowicie inny sens życia na ziemi – jakże odmienny od dotychczas prowadzonego.
Nazywam się HILARIA SCALI, mam 21 lat, pochodzę z Mediolanu. Ośrodek Siostry Elwiry poznałam wpierw pośrednio przez mego brata, który wszedł do wspólnoty „Cenacolo”, by móc wydostać się ze zgubnego nałogu narkomanii. Zdołał to osiągnąć. Pobyt w ośrodku Siostry Elwiry całkowicie go odmienił, co nie pozostało bez wpływu na mnie. Przed dwoma laty postanowiłam pójść jego śladem i sama doświadczyć życia w „Cenacolo”. Siostra Elwira skierowała mnie do jednego z włoskich ośrodków, w którym spędziłam dwa urlopowe miesiące, następnie wróciłam do domu i podjęłam studia.
Z upływem czasu coraz bardziej ogarniała mnie, może sercem wzbudzana myśl, że powinnam do „Cenacolo” powrócić. Odkrywałam bowiem w sobie pewne cechy, których nie potrafiłam sama zmienić. W domu rodzinnym przybywało różnych problemów, a ja zamiast próby ich rozwiązywania – po prostu odsuwałam je na bok. Nadszedł moment, w którym zadałam sobie pytanie: gdzie jest sens tego wszystkiego co robię? Pojechałam wówczas na spotkanie wspólnoty „Cenacolo”, a był to dzień, w którym również świętowano urodziny Siostry Elwiry. W pewnej chwili zwróciła się do mnie, pytając: co robię? Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że przede wszystkim się nudzę. Siostra Elwira pewnie dostrzegła w moich oczach smutek, zaprosiła do wspólnoty. Powiedziałam, że przyjdę.
Po dwóch tygodniach rzeczywiście znalazłam się znów we włoskim ośrodku i pozostałam przez osiem miesięcy, po upływie których podjęłam decyzję dalszego w nim pozostania, jeszcze przez jeden rok. Wtedy Siostra Elwira skierowała mnie do „Cenacolo” w Medziugorju. Obecnie im dłużej tu pozostaję, coraz wyraźniej odczuwam zachodzące we mnie, w moim sercu – zmiany. Wzrasta zadowolenie z życia. Wyrażę to krótkim zdaniem: wiem, że żyję!
Tu potrafię wiele uczynić dla zmiany trybu i celu życia, zarówno swojego, jak również innych ludzi, którzy mnie otaczają. We wspólnocie nie sposób uciec od samej siebie, przebywam nieustannie wśród osób, przeżywających różne problemy, nieraz podobne do moich. Próbujemy je wspólnie rozwiązywać. To miejsce stało się moją drugą ojczyzną, a wspólnota, w której żyję, uratowała nie tylko moje, ale wcześniej i mego brata – życie, że nie pominę pewnego wpływu na rodziców. Zanim do wspólnoty wstąpiłam, nie bardzo potrafiłam sobie uświadomić, co jest dobre dla mnie i dla mojego życia. Obecnie serce podpowiada różne myśli, różne zamierzenia na przyszłość, nie podjęłam jednak jeszcze ostatecznej decyzji w tej sprawie. Wiem, że pragnę pomagać innym ludziom. Podobne myśli nurtowały mnie już wcześniej, zanim wstąpiłam do wspólnoty, co pewnie wynikało stąd, że wówczas miałam możliwość bliższego poznania wielu kłopotów i problemów, przeżywanych przez ludzi.
Pewne moje obawy dotyczą przeżywanej obecnie czystości, nie chcę jej utracić. Jednak tkwi także we mnie przekonanie, iż jeśli wytrwam w modlitwie, zadomowionej w moim sercu – na pewno się uda.
*
Nazywam się DALILA KAJIC, mam 20 lat, pochodzę z Sarajewa. We wspólnocie „Cenacolo” jestem od dwóch lat, aby uwolnić się od narkomanii. Po raz pierwszy sięgnęłam po narkotyk mając zaledwie 11 lat. Już u kresu, kiedy tylko krok dzielił mnie od otchłani, zażywałam heroinę. Nie wiedziałam, co zrobić, aby to życie zmienić. Cały czas żyłam w przekonaniu, że bieg życia to jedynie bezsensowne rozmowy, narkotyki i unikanie szkoły.
Wcześniej, kiedy miałam 5 lat, wybuchła wojna. Wraz z mamą i siostrą, jako uchodźcy uciekliśmy do Szwajcarii, ojciec pozostał w Sarajewie i to był początek moich zmartwień, niepokojów, nieszczęść, które następowały jedne po drugich. Traciłam wszelką nadzieję. Pochodzę z rodziny islamskiej, w której nigdy nie słyszałam o Bogu, wiedząc jedynie, że istnieje: nic więcej. Po raz pierwszy poznałam Go bliżej właśnie w „Cenacolo”. Wspólnota przyjmuje do swego grona każdego, kto pragnie odmienić swoje życie, bez względu na to, jakiej jest narodowości, rasy i jaką wyznaje religię; jest otwarta dla wszystkich. Początkowo nie wiedziałam, co to jest różaniec, kim jest Jezus Chrystus.
Zmiana w moim życiu nastąpiła w dniu, kiedy mama zauważyła, że jestem narkomanką i zatelefonowała do ośrodka „Cenacolo” z prośbą, aby mnie przyjęto.
Trudno było przyzwyczaić się do radykalnej zmiany trybu życia, jednak z upływem czasu zrozumiałam, że dotychczasowe było pozbawione sensu, prowadziło do ruiny. Obecnie będąc już we wspólnocie uważam, że prawdziwym cudem było, że właśnie tu się znalazłam. Poznałam dziewczyny, które przeżywały i przeżywają problemy podobne do moich. Każdego dnia poprzez wspólne modlitwy i rozważania stajemy się inne, coraz bardziej wzrasta w nas wiara i nadzieja. Jest dla mnie czymś oczywistym, że wiary nie można kupić, trzeba ją w sobie samej rozbudzać i umacniać poprzez osobiste zbliżenia do Jezusa. Odkąd jestem w ośrodku zrozumiałam, że Jezus jest tym, który mnie uratował uwalniając z ciemności, w które zabrnęłam. On zaprosił mnie do tej wspólnoty i również to jest dla mnie prawdziwym cudem. Wiem, że nie weszłam tu tak po prostu z ulicy, lecz za sprawą Boga, urzeczywistniającego pewien plan dotyczący mnie samej. Przygotowuję się teraz do przyjęcia Chrztu Świętego i jest moim pragnieniem służyć odtąd Jezusowi, który postanowił mnie uratować. Pragnę zostać członkiem Jego licznej wspólnoty.
Jezus jest teraz moim Ojcem, opiekuje się mną z każdym dniem coraz bardziej, nawet w chwilach kiedy, podobnie jak inni ludzie, słabnę i ulegam pokusom. Pragnę być Jego córką i pozostać nią na zawsze. Wybrałam chrześcijaństwo, ponieważ prawdziwie wierzę, iż tylko Jezusowi zawdzięczam ratunek. Gdyby nie Jego dotknięcie, nie wiem jak potoczyłoby się moje życie. Bogu dziękuję również za to, że rodzice zaakceptowali mój wybór z przekonaniem, że wybrałam właściwą drogę i są z tego powodu szczęśliwi. Dla mnie to kolejny cud, skoro mieli przecież prawo powiedzieć: nie mamy już z tobą nic wspólnego, nie chcemy cię znać. Dobry, miłosierny Bóg również im wskazał jak winni postąpić.

Źródło: Voxdomini.pl

Posted in Cenacolo, Świadectwa | Otagowane: , | 50 Komentarzy »

Wspólnota Cenacolo Golgota Młodych

Posted by Dzieckonmp w dniu 7 marca 2013


Polecam wszystkim wysłuchać tego świadectwa młodych ludzi. Wspólnota Cenacolo  z Medjugorje.

Posted in Cenacolo, Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , , | 30 Komentarzy »

Świadectwo Slaven

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 lutego 2013


Nazywam się Slaven i pochodzę z Chorwacji. Jestem szczęśliwy, że zostałem wybrany przez Pana aby kontemplować i świadczyć o Jego zmartwychwstaniu poprzez swoje odrodzone we Wspólnocie Cenacolo życie.
Pochodzę z rodziny, która dała mi wiele uczucia. Moi rodzice starali się nie dopuścić, aby mi i mojej siostrze brakowało czegoś, tak jak wtedy, gdy oni byli dziećmi. Mieliśmy wiele rzeczy i pieniędzy. Przypominam sobie dużo pięknych momentów, wartości, które mi rodzice przekazali, tym niemniej od dziecka zawsze mi było mało. Brakowało mi ciągle czegoś i nie potrafiłem znaleźć prawdziwej radości. W mojej rodzinie nie modliło się, ani nie rozmawiało o Bogu, nie mówiąc już o chodzeniu do kościoła,
I tak, pomimo, że byłem jeszcze bardzo młody, zacząłem oddalać się od rodziny, którą obwiniałem za wszystkie moje problemy. Jako, że między moimi rodzicami dochodziło do napięć i widziało się ich trudności, czułem, że nie mogę u nich szukać pewności i szczęścia. Zacząłem więc szukać gdzie indziej. Będąc przyzwyczajony do posiadania wszystkiego co chciałem, byłem niezdolny do poświęcenia. Chciałem wszystko i od zaraz. Wewnątrz mnie bardzo cierpiałem i czułem się rozdarty. Z jednej strony pragnąłem być dobrym człowiekiem, pomagać innym i znaleźć prawdziwy sens życia, z drugiej jednak strony byłem bardzo pogubiony, bo nie wiedziałem ani dokąd iść, ani co robić. Tak zacząłem ukrywać swoje prawdziwe uczucia i wrażliwość, których się wstydziłem i bałem. Zamiast tego zachowywałem się w sposób grubiański i powierzchowny wobec ludzi, z którymi często przebywałem i z którymi zacząłem po raz pierwszy pić alkohol i brać narkotyki.
W ten sposób rozpoczęła się i trwała przez kilka lat moja droga w dół. Wówczas byłem jednak przekonany, że bez przyjmowania na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności, moja droga była piękniejsza i ciekawsza niż innych ludzi. W pewnym momencie spróbowałem heroiny, myśląc, że nareszcie znalazłem idealne rozwiązanie na moje problemy. Nie wiedziałem jednak jak się myliłem! Po pierwszych miesiącach fałszywego szczęścia przyszły lata ciemności, samotności i fałszu. Pojawiające się od czasu do czasu pragnienie zmiany kończyło się nowym upadkiem, coraz głębszym, prowadzącym do większego fałszu i przekonania, że nie istnieje dla mnie droga wyjścia. Takie życie doprowadziło mnie do stanu, kiedy przestałem cokolwiek czuć, stawiając na pierwszym miejscu tylko i wyłącznie moją potrzebę brania narkotyków. Czasami, będąc świadomy całego fałszu i zła, w którym żyłem, wyczerpany tym wszystkim, pragnąłem umrzeć i nie obudzić się więcej.
Jednak w tej całej beznadziei Bóg widział moją desperację i przybył ze światłem do mojego życia. Pewnej nocy, gdy uratowano mnie od śmierci przez przedawkowanie, krzyczałem głośno w swoim sercu: ”Panie, jeśli istniejesz, pomóż mi! Nie chcę już dłużej tak żyć!”. To były pierwsze od wielu lat słowa prawdy. Niedługo później poznałem wspólnotę Cenacolo.
Dziękuję Jezusowi, ponieważ jeszcze przed wstąpieniem do Wspólnoty, podczas kolokwiów, które robiłem w naszym domu wspólnotowym w Varażdinie w Chorwacji mogłem poznać Matkę Elvirę.  Mimo tego, że przez wiele lat byłem zagubiony w ciemności zła, zrozumiałem, że miłość tej zakonnicy, przekazywana chłopakom w gestach, słowach, spojrzeniach, była znakiem światła i miłosierdzia Bożego. Tego dnia odczułem głęboko, że istnieje i dla mnie nadzieja i że muszę spróbować się zmienić. Wstąpiłem do wspólnoty Cenacolo mając dwadzieścia pięć lat, zmęczony fałszem i iluzjami, którymi żyłem. Od początku poczułem się jak w domu. Mimo, że przychodziło mi trudno zaakceptować sposób życia, który mi proponowano, dodawała mi odwagi wiara i nadzieja, towarzysząca innym chłopakom, idącym tą nową, dobrą drogą. Nareszcie cierpienia i wyrzeczenia zaczęły nabierać sensu: po raz pierwszy w życiu czułem radość z prostego, czystego od zła i prawdziwego życia. Mój “anioł stróż”, chłopak, który na początku zaopiekował się mną, przekazywał mi wiele miłości, miał także ze mną anielską cierpliwość. Mimo, że na początku go osądzałem, to właśnie dzięki niemu zrodziło się we mnie pragnienie bycia dobrym. Chłopaki nauczyli mnie, że modlitwa przeżyta rano w kaplicy powinna stać się podczas dnia konkretem, czymś namacalnym, że modlitwą powinno być wszystko co robię, myślę, mówię, wybieram, przeżywam. I tak mimo mojego charakteru i mojej dumy, wobec Jezusa obecnego w Eucharystii, znajduję zawsze w Nim siłę i pragnienie rozpoczynania na nowo, dziękowania, życia w prawdzie i proszenia o przebaczenie.
Po kilku latach wspólnoty zacząłem czuć, że Pan wzywa mnie do czegoś więcej. Świadomy swoich słabości i braków miałem wiele pytań i wątpliwości, które zanosiłem jednak Jemu na modlitwie. Wtedy narodziło się w moim sercu pragnienie stania się na zawsze częścią tej wielkiej rodziny, tym razem w sposób głębszy i bardziej autentyczny, dając moje życie Panu, poprzez służbę innym braciom. Doświadczenie pobytu w domu formacyjnym pomogło mi rozeznać i odpowiedzieć Bogu z radością i zaufaniem na powołanie zakonne. Momenty, które tam przeżyłem, w zwykłych, codziennych pracach, w ciszy pełnej Bożej Obecności, zbudowały nową i jeszcze bardziej głęboką relację z Panem. Dziś życie we Wspólnocie jest dla mnie wielkim darem: służę swoim życiem w jednym z domów w Polsce, gdzie mam możliwość przyjęcia wielu młodych i ich rodzin, które szukają pomocy, mogąc kontemplować to wszystko co Pan działa w sercach poprzez ducha Cenacolo. Jest to dla mnie ogromna radość!
Chciałbym podziękować bardzo Wspólnocie ponieważ mnie przyjęła i pokochała takim, jakim byłem. Dziękuję Tobie, Jezu, ponieważ jesteś miłością, miłosierdziem i przebaczeniem oraz dlatego, że wybrałeś mnie, abym był synem i świadkiem Twojego Bożego Miłosierdzia. Dziękuję Ci, Matko Boża za dar opatrzności, która każdego dnia czyni życie nowym i pięknym.

Źródło: wspólnota CCenacoloenacolo

Posted in Cenacolo, Świadectwa | Otagowane: , | 4 Komentarze »

Festiwal Młodzieży w Medjugorje 2012 – świadectwa Cenacolo

Posted by Dzieckonmp w dniu 4 września 2012


Posted in Cenacolo, Festiwal Młodzieży w Medjugorje, Film, Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , | 16 Komentarzy »

Świadectwo Huberta

Posted by Dzieckonmp w dniu 24 Maj 2011


Mam na imię Hubert, pochodzę z Polski. Chciałbym się podzielić z wami radością, którą czuję w moim sercu. Do Wspólnoty wstąpiłem mając dwadzieścia lat. Byłem bardzo smutny i straciłem nadzieję na sens w życiu. Mając piętnaście lat zacząłem szukać czegoś więcej w moim życiu. Nie dostałem tego w moim rodzinnym domu, między przyjaciółmi albo w rzeczach materialnych i pieniądzach, których mi nie brakowało. To wszystko nie było w stanie wypełnić pustki w moim sercu. Po wszystkich tych poszukiwaniach wpadłem w świat narkotyków i zła, straciłem resztkę mojego człowieczeństwa. Dziękuję Maryi i Bogu, którzy nawet w tych momentach byli blisko mnie w osobie moich rodziców i bliskich. To łzy mojej mamy rozgrzały i obudziły we mnie resztki sumienia, które gdzieś pod tą stertą grzechów jeszcze we mnie były. Tak zaczęła się moja droga do światła. Dzięki moim rodzicom poznałem Wspólnotę Cenacolo. Wstąpiłem do domu w Chorwacji( Vrbovec). W Polsce był w tym czasie tylko jeden dom ( Giezkowo) i był przepełniony. Myśląc o początkach mojej wspólnotowej drogi zawsze mnie zadziwia jak to się stało, że zostałem.
Wstąpiłem na głodzie, zły na cały świat. Byłem obrażony na wszystkich, którzy mi pomagali. Nie chciałem zostać i zmieniać cokolwiek w moim życiu. Pierwszą osobą, która mnie zadziwiła był mój,,anioł stróż”. Nie miałem do niego dużego zaufania, ale patrząc na niego i na to, co robił dla mnie poczułem prawdziwą przyjaźń. Była ona prosta i bezinteresowna, pomimo że znaliśmy się tylko parę dni. On pierwszy zaprowadził mnie do kaplicy na różaniec przed Najświętszy Sakrament. Nawet, gdy tego nie rozumiałem to ogarniało mnie dziwne uczucie bezpieczeństwa, ciepła i pokoju. Dziś we Wspólnocie, jedną z najważniejszych wartości jest dla mnie przyjaźń. Obdarowuje mnie nią Jezus w momentach mojego ubóstwa i słabości. Dziś mogę powiedzieć, że moje serce nie jest już puste. Dzięki ludziom wokół mnie wiem, że i ja jestem w stanie kochać i to, czego tak bardzo szukałem w życiu było ukryte w moim sercu.
Chciałbym podziękować Maryi za to, że jest zawsze tak blisko mnie. Dziękuję również matce Elwirze,że podała mi rękę w momencie, w którym jej najbardziej potrzebowałem.

Źródło: http://www.comunitacenacolo.it

Posted in Cenacolo, Medziugorje, Uzdrowienia, Świadectwa | Otagowane: , , | 20 Komentarzy »

Nie babraj się w dragach!

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 lutego 2010


Przez prawie 20 lat babrałem się w dragach. Zajmowałem się produkcją, dilowaniem i zdarzyło się coś takiego, że dragi zeżarły mnie, całe moje życie, skasowały absolutnie wszystko, co miałem. Dokładnie wszystko: dom, rodzinę, wszystko, czego się dorobiłem wcześniej – absolutnie wszystko. – przedstawiamy świadectwo Bodka – mówiącego o świecie narkotyków. Warto przeczytać .

Myślałem, że mam silną wolę, że dragami można się bawić, że mam silny charakter i osobowość. Okazało się, że co do ćpania, to to nie działa w ogóle – to nie są te przebiegi, zupełnie inny mechanizm. Równolegle pracowałem w show-biznesie całe życie – do dzisiaj zresztą pracuję. Spotykałem się z różnymi ludźmi, znanymi z okładek gazet, słyszałem wiele różnych opinii na temat narkotyków – mądrych, mniej mądrych, głupich i bardziej głupich… Chciałem właśnie o tym pogadać, o tych wszystkich rzeczach.

Nie chcę mówić nikomu, co ma robić. Każdy w życiu decyzję podejmuje sam, każdy sobie może pytanie takie zadać: dokąd zmierzam? – i sam sobie na nie odpowiedzieć. Ludzie swoimi wyborami kształtują swoją przyszłość – i to jest pewne, że jak sobie narobisz gnoju w życiu, to sam sobie możesz podziękować. Jak będziesz miał fajnie, to generalnie też jest kwestia twoich wyborów jakichś tam, wcześnie.

Tu możesz posłuchać

W show-biznesie różni ludzie różne rzeczy gadają. Dzisiejsza przykładowo kultura hiphopowa promuje jaranie, sprzedaje to jako coś świetnego – że trzeba to legalizować. Leroy twierdzi, że to w ogóle powinno leżeć w spożywczaku na półce, koło majeranku – i tak by było najlepiej… Możliwe, ale nigdy tak nie było i nie wiadomo, co by było za parę lat. Widać, co jest w Holandii…

Ja wiem, że każdy człowiek, który zaczyna jarać albo jara jakiś krótki czas, gada tak samo. Wszyscy twierdzą, że im to nie szkodzi, że mogą przestać, kiedy chcą, i że generalnie nie oddziałuje to na ich życie. Ale ja poznałem wielu ludzi – z mojej ekipy, z nie mojej ekipy… Przykładowo – miałem kolegę Magika (kojarzycie, o kim mówię: Magik, z Kalibra)… Magik też twierdził, że zioło nie szkodzi, że trzeba je legalizować – i sprzedawał takie treści na płytach, wszędzie. No i co? Miały być święta, miało być fajnie, wszyscy kupowali prezenty, a Magik przypikował sobie przez okno… I tyle Magika widzieli. Jak to jest?

Takich ludzi jest wielu, ja znam więcej takich osób. Dragi zmieniają życiorysy wszystkim ludziom – wszystkim, którzy ćpają. Ja nie znam człowieka, który by zaczął ćpać, nie znam ludzi, którzy by się zetknęli z dragami, zaczęli wrzucać i by się nie zmienił im życiorys. Wszyscy.

Takich ludzi naprawdę jest bardzo wielu! Od korzenia koleżanka – Karolina. Ona już w przedszkolu potrafiła czytać. Całą szkołę miała świadectwo z paskiem – najlepsza w szkole. Poszła do liceum – to samo. W drugiej klasie liceum spotkała taką koleżankę, z takim… wystrzelonym ego – w kosmos, która to twierdziła, że wszystko wie najlepiej. Na wszystko miała receptę. I też jej powiedziała, że „dragi nie szkodzą”, że „wystarczy mieć trochę silnej woli i trochę rozumu w głowie i da się ćpać bezpiecznie”… I tak se jarały skuna raz w tygodniu, czasami jakąś krechę amfy… Cały czas pełna kontrola. I nagle coś się zaczęło chrzanić w jej organizmie. Poszła do lekarza, ten ją wysłał na badania… I lekarz jej mówi: „Pani przekwitła! Pani jest przekwitnięta! W wieku lat 18 pani przekwitła!”. „Co się dzieje?!” – mówi. „Pani nigdy dzieci nie będzie miała!”… Tak zegar biologiczny przyśpieszył u niej – na maksa. Ale tu się okazało, że to nie jest największy problem w jej przypadku! Ona później maturę zdawała. I nie zdała żadnego przedmiotu. Genialne dziecko… Okazało się, że ośrodek pamięci w mózgu se uszkodziła… Trzy razy już podchodziła do matury – i jej nie ma. I totalna zmiana planów życiowych: defekt mózgu. Nie wiadomo, co będzie robić w przyszłości – czy czasem nie będzie na garnku rodziców całe życie…

Dragi potrafią zmienić życiorys otoczeniu. Potrafią zmienić życie ludziom, którzy są wokół ciebie. Moi kumple kiedyś znaleźli ziemię obiecaną – jeździli do Taszkientu, do Uzbekistanu, bo tam zielsko rośnie na ulicach. Tam to jest chwast, tak jak u nas pokrzywa. I latali radzieckimi liniami za sto dolców – na drugi koniec świata… A tam za 300 dolarów szło się bawić cały rok, bo tam wszystko było tak tanie. Wóda tania, ludzie fajni, zielsko rośnie wszędzie… I siedzieli tam – po pół roku, po rok… I mój kumpel jeden wrócił stamtąd. Półtora roku późnej urodził mu się syn. Syn ma defekt – nie ma dłoni… O, takie ręce – ciach, coś wyrasta takiego dziwnego… Po prostu koszmarny widok! Ten chłopak se na pewno zadaje pytanie codziennie, czemu on, czemu to on nie ma dłoni. Skoro wszyscy mają… Żona tego mojego kumpla jest analitykiem medycznym, robi badania organów, które idą do przeszczepów. Zbadała go, mówi: „Facet, tyś się zdefektował na poziomie DNA! Tyś se kod genetyczny pochrzanił!”… Rozumiecie: jego dzieciak do końca życia będzie chodził z takim… po prostu… I nic za to nie może. Ja nawet nie chcę myśleć, co ten mój kumpel nosi za ciężar teraz – całe życie chodząc ze świadomością, że zaserwował taką przyszłość swojemu dzieciakowi! No po prostu fatalna sprawa! Teraz już nie ma co szukać winnych, nie ma sensu gadać, czyja wina, bo to jest bez sensu, no!… To by tylko pogorszyło sprawę.

Defekty po dragach często nie wychodzą od razu – czasami wychodzą za 20 lat. Dzisiejsze dragi tak nie zabijają jak heroina, tylko defektują. Defektują łeb, mózg, defektują flaki… Ludzie się starcami stają w krótkim czasie… A wyglądają normalnie – wygląda na to, że nic się nie zmieniło…

W Olsztynie był taki sportowiec, taki chłopak – 17 lat miał czy 18. Lekkoatleta, całe życie trzeźwy jak bąk. Były jakieś zawody, które go tam jakoś klasyfikowały do zawodów wyższej rangi. I pojawił się jakiś kolega, który mówi: „Wciągaj krechę, stary, to przelecisz to jak odrzutowiec!”. On wciągnął krechę i przeleciał… ale do połowy. Nie wiedział, że ma wadę serca. Sport tego nie wykazywał. A amfa go zabiła – jedna mała krecha… Nigdy nie był ćpunem. Cóż za niefart!…

W Tomaszowie dwie dziewczyny na przykład. Też dobre uczennice. Ktoś im sprzedał info, że po amfie człowiek się może lepiej uczyć. Kupiły se wora, wciągnęły po kresce… Jedna sobie zdefektowała serducho i zmarła tego samego dnia. Druga zdefektowała se łeb: do dzisiaj leży, patrzy w sufit, od paru lat już… Jest całkowicie sparaliżowana. Nigdy nie były ćpunkami… Nigdy nie wiesz, co w tym worze jest, co kupujesz…

Takich ludzi jest mnóstwo, tylko oni już często nie mają możliwości, żeby mówić, że robić pewnych rzeczy się nie opłaca, że za duży stopień ryzyka, żeby pewne rzeczy robić. I tutaj silna wola ani silna osobowość nie mają nic wspólnego z tym! Z narkotykami jest tak, że one się nie wydalają w 100% z organizmu. Dlatego często defektują po czasie. THC przykładowo wiąże się z tłuszczem, który jest wszędzie, w całym organizmie. Montuje się w osłonkach mielinowych w mózgu i kumuluje się tam; jest tego coraz więcej. I dlatego ludzie często jak ćpają, jak jarają, to mają zmiany postrzegania rzeczywistości i innymi kategoriami zaczynają myśleć. Inaczej świat widzą. Inna logika się włącza.

W Łodzi było młode małżeństwo, mieli małe dziecko, takie 4 – 5-tygodniowe. Poszli na techno party, nawrzucali się kwasów, ekstaz… Przyszli do chaty – do piekarnika coś wrzucili, zjedli… Rano się budzą – okazało się, że własne dziecko wmłócili… I co? I to się nie chce wierzyć w taką bajkę, bo to brzmi jak… jak dowcip, nie? Jak bajka. Ale to było! To było dwa lata temu w Łodzi… Siedzą w pierdlu. Wiecie, co mają we łbie codziennie, jak idą na obiad?… Ja bym nie umiał żyć z takim obciążeniem, przypuszczam, że bym se w łeb strzelił. Nie umiałbym z czymś takim żyć… Nawet nie wiedzieli, kompletnie nie rozróżniali… Co musiało w ich głowach się pojawić?!… I nie chce się wierzyć w takie historie, a one są – one są wszędzie!…

Powiem wam historię, o której żeście zapewne słyszeli. W Szczecinie co się działo, jak ojciec przyniósł dzieciaka, 7-miesięcznego, na pogotowie – pobitego?… Słyszeliście o tym? W Wiadomościach o tym gadali. Dziecko zmarło. Okazało się, że jest zgwałcone do tego wszystkiego jeszcze. Sąsiedzi mówią, że w chacie była przez cały czas techniawka i dragi. No to powiedzie mi – co on musiał w głowie mieć, ten facet?!… Co on musiał zobaczyć, co on za projekcje musiał mieć, żeby do takiej tragedii doszło?!… I to jeszcze widziała rodzina, ludzie z bliska na to patrzeli i nie reagowali… Co się musiało wydarzyć w ich umysłach, po prostu, że dopuścili do czegoś takiego?!… Szok!

Takie rzeczy są – to nie jest żadna bajka! To jest rzeczywistość! Dragi zmieniają postrzeganie rzeczywistości – i to bardzo poważnie. Ja wiem po sobie. Jak to jest, że dragi, które, kurcze, nie szkodzą, są miękkie, a ludzie takie rzeczy robią?!… O co chodzi?! Ja wam powiem. Zielsko jest dzisiaj tylko nośnikiem do serwowania ludziom twardych dragów – o czym mało kto wie. I ćpają wszyscy, i się cieszą, że nic się nie dzieje… Skun nie jest rośliną – skun to jest cyber! Każda roślina, żeby rosnąć, potrzebuje słońca – skun nie potrzebuje. W skunie jest tyle chemii po prostu, że nie wiem… Więcej być nie może: to jest sama chemia. Bo to ziemi nie widzi.

Nie wiem, czy wiecie, że amfetamina przykładowo, wychodząc od producenta, jest mieszana ze strychniną. Strychnina to jest trutka na szczury. Bardzo silna trucizna. Zabija w ten sposób, że powoduje rozerwanie naczyń krwionośnych i wylewy wewnętrzne – krew się wylewa do środka organizmu. Szczur potrafi zdychać parę dni, zanim skona. Strychnina jest w każdej amfie. Po co? Strychnina jest takim katalizatorem, że pomimo kilkukrotnego zwiększenia masy amfy poprzez dosypanie tam różnych środków konsument ma złudzenie tego samego kopa cały czas. Że ten koleś, który kupuje wora, pomimo tego, że tam jest tylko 20% amfy, on ma złudzenie, jakby to był czysty towar. Taki sam kop jest! Taka ściemka nieszkodliwa… Mówię o amfie, która wychodzi z laboratorium, bo to ona przechodzi jeszcze przez las rąk. I każdy dosypuje od siebie coś, żeby zwiększyć masę tego towaru. I trafiają tam najróżniejsze rzeczy – wystarczy, że są białe i gorzkie… To jest jedyny warunek, który one muszą spełniać. Spotkałem dilerów, którzy dosypywali środków farmakologicznych, które działały w drugą stronę niż amfa – np. uspokajające środki. Koleś wciągał krechę i się robił zielony: piana z dzioba, fioletowe usta – i go wywozili. A lekarze głupieli – mówią: „Kurcze, on jest przyśpieszony czymś na maksa, a serce mu puka, jakby spał!”. I nie wiadomo, co mu dać: czy w lewo, czy w prawo – bo to i to go zabije… I naprawdę – ludzie głupieli, a koleś się przekręcał na ich oczach! I nie wiedzieli, co robić, nie…

Wyobraźnia dilerów jest po prostu maksymalna! Często ludzie w swojej nieświadomce, głupocie tam pakują różne rzeczy, nie zdając sobie sprawy z tego, jak to może podziałać na konsumenta. Ale diler o tym nie myśli, bo on to sprzedaje, a nie, kurcze, testuje!… Dlatego jego to za bardzo nie interesuje – on patrzy, żeby jak najszybciej pozbyć się towaru… To nie są żadni fajni kolesie, którzy chcą wam imprezę umilić. To są kolesie, którzy chcą was złupić, którzy potrzebują twojego szmalu! Oni chcą, żeby każdy, kto raz kupi wora, do końca życia szmal w zębach przynosił. I to jest cała filozofia! Producenci mają jeden cel: żeby drag, który uchodzi za nieszkodliwy, uzależniał od pierwszego razu. Dokładnie po to: żeby taki koleś się stawał dostawcą kasy.

Na dilowaniu nie da się zarobić! Wielu ludzi tak myślało… Znałem kupę dilerów. Każdy z nich to była góra… w porywach do 3 lat dilowali i się powalali. Wskakiwali na takie działy, z których już wyskoczyć nie umieli, albo poszli siedzieć. I w pierdlu im nikt nie pomaga! Takich ludzi w pierdlach jest mnóstwo, takich 16-, 17-, 18-latków, którym się wydawało, że na ćpaniu idzie zarobić. Bajka! Z dragami nikt nie wygrał! Dragi kasują wszystkich – kasują dilerów, tak zwanych odbytów (to są ci uliczni dilerzy), kasują grubych dilerów, kasują producentów… Wszystkich! Nie ma kozaków – kozaki umierają pierwsze.

Ludzie jak zaczynają ćpać, potrzebują szmal. Dragi tanieją, ale działy rosną – i na to samo wychodzi. Jedni są z bogatych domów, potrafią starych kręcić przez dłuższy czas, mają dużo kasy – co się finalnie okazuje dla nich po prostu pułapką na maksa – inni kradną, sprzedają to, co mają. Dziewczyny na ulicach lądują często finalnie… Może któraś z was ma w planie zostanie prostytutką w przyszłości? Nikt nie ma takich planów! Faceci z pedrylami się zaczynają zadawać, zbokolami różnymi… Tak się dzieje! 75% prostytucji na świecie to są ludzie, którzy na ćpanie zarabiają! Wiecie o tym? W Polsce jeszcze tego nie widać tak, ale do Berlina macie blisko, rzut beretem – tam to jest bardzo czytelne. Nie znam faceta, który by miał w planie zostać jakimś bojem sadomacho i w gumowych ciuchach z cwekami, na smyczy chodzić… Ale takie rzeczy się dzieją! Dragi tak zmieniają łeb i tak okoliczności życiowe się zmieniają, że w takie zaułki prowadzą!… Naprawdę! I to nie są żarty, to nie jest żadna bajka! Ja znam bardzo wiele takich osób, które dokładnie takie życiorysy miały. Wylądowali gdzieś na drugim końcu świata i robią rzeczy, o które nigdy wcześniej by się nie podejrzewali…

Dzisiejsza filozofia mówi, że wszystkiego trzeba spróbować w życiu. Że wszystko jest dla ludzi… A ja twierdzę inaczej: że nie wszystko jest dla ludzi. Może ktoś z was skonsumował kiedyś kupsko? Nie jedliście kupy nigdy? No co wy – jacyś dziwni? Przecież miliardy much nie mogą się mylić – no co wy? I nawet gdyby ci ktoś to zaserwował w kryształowym pucharku, z waflem, z bitą śmietaną i z ananasem – nie ruszysz tego! Ale gdyby była taka sytuacja, że przez x lat by ci ktoś serwował informację, że kupsko – pomimo niezbyt dobrego smaku – jest bardzo zdrowe, dobrze robi na cerę i na włosy, lepiej się możesz uczyć po kupsku, trądzik znika i jest świetny haj na imprezie – to wiecie, co by się działo, nie? Od razu by się pojawiło kupsko w proszku, kupsko w kochach, kupsko w kremie… I dokładnie, analogicznie, ta sama sytuacja jest z dragami! To jest chemia, która nie jest żadnym środkiem konsumpcyjnym! Nie pomaga nikomu amfa w nauce – to jest kit sprzedawany przez producentów! Gdyby amfa pomagała w nauce, to byś w każdej bibliotece szkolnej miał wory z amfą. Przychodzisz, robisz se krechę, wciągasz i jesteś mądry. Książkę łykasz w 15 minut i pasuje. I wszyscy by na to mówili: „Amen, jest świetnie!”. Ale tak nie jest! To jest kit!

Ja wam powiem – dragi bardzo wiele powodują defektów. Takich nie kojarzonych z dragami: dziury w mózgu, utrata pamięci… Ludzie mają rozkojarzki, nie potrafią się uczyć… Zapominają o oczywistych rzeczach. Ludzie, którzy jarają, są bardzo niepunktualni, niekonkretni – możesz się z nim pięć razy umawiać, a on zawsze gdzieś zapomni. I dotyczy to nie tylko ludzi, którzy jarają: wszystkich, którzy ćpają, którzy piją – to dotyka wszystkich! Zdebilowacenie – tak jak powiedziałem – to jest drugi taki czynnik. Zespoły amotywacyjne – że taki koleś się rano budzi i on nie umie odpalić, on nie umie se napędu znaleźć, on nie widzi sensu w niczym! Depresje jakieś! Mnóstwo ludzi w świrowniach siedzi, którym dragi zdefektowały łeb! Schizofrenie… Takie zapętlenia, że już do końca życia wyskoczyć z tego nie idzie… To wszystko robią dragi, niestety… Często to nie jest w ogóle kojarzone, często po iluś latach to wychodzi.

Ja jestem jedynym człowiekiem z ekipy, która zaczęła herę grzać, który wrócił do normalnego życia. Żyje może… jeszcze cztery osoby może żyją z tej ekipy, z którą zacząłem heroinę walić. Wyglądają jak zombi, jak stare dziady w tej chwili! Naprawdę – mają po 35 lat, a wyglądają jak 70-latki!… Nie da się wygrać z heroiną! Ja jestem jedynym człowiekiem, jakiego znam. Niektórym się udało, zaczęli nowe życie. Założyli rodziny, przestali ćpać 10 lat temu – czy tam ileś… I stała się dziwna rzecz w zeszłym roku: dwóch z nich zmarło. Lekarze mówią, że zmarli śmiercią naturalną. Jak to jest – w wieku 35 lat naturalną śmiercią?… Dragi tak potrafią życie ciachnąć – nieprzewidywalnie dla ciebie… O połowę ci skrócić na przykład… A ty myślisz, że już wyszedłeś i jest wszystko w porządku… Nie, nie jest w porządku – jest sto kilometrów od „w porządku”! Człowiek, który wychodzi z dragów, nigdy już nie będzie normalny. Już będzie takim kiszonym ogórem do końca życia. Nigdy nie będzie zielonym ogórem. Tak się dzieje…

Życzę wam dobrych wyborów w życiu! Dzięki serdeczne!

Bodek

Posted in Cenacolo, Świadectwa | Otagowane: , | 5 Komentarzy »

Jestem mordercą – świadectwo

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 stycznia 2010


Stałem ledwo na nogach, ale patrzyłem bezczelnie matce w twarz, mówiąc: Ależ ja nie biorę! Potrafiłem jej ukraść pieniądze, które dostała z ZUS-u po śmierci ojczyma. Stoczyłem się na samo dno ? opowiada Wiesiek Jindraczek.
Gdy mówię ludziom, że czuję się mordercą, nie chcą wierzyć. Tak. Jestem mordercą. Wielu ludzi zabiła heroina, którą im dałem. Nie jest łatwo żyć z taką świadomością, ale nie budzę się już zlany zimnym potem. Wiesz dlaczego? Bo w chwili, gdy poszedłem do spowiedzi i usłyszałem słowa: Ja odpuszczam tobie grzechy, kamień spadł mi z serca.

Boże, spadaj
Mając piętnaście lat, ja ? stary ministrant, powiedziałem Bogu: Spadaj!. Byłem strasznie zakompleksiony, miałem potwornie niską samoocenę. Wydawało mi się, że jestem do niczego. Przestałem chodzić do kościoła. Mieszkałem w Jaśle. Lata osiemdziesiąte: brud, monotonia, komuna, szarzyzna, żadnej rozrywki. Apatia. Uciekłem na ulicę. Włóczyliśmy się z kumplami po mieście, piliśmy jabole po bramach. Potem pojawiły się prochy. Kumpel chodził do szkoły farmaceutycznej, a oni na zajęciach używali koteiny i efedryny. Żarłem je łyżeczką do herbaty. Mam w sobie całą tabliczkę Mendelejewa. Do produkcji używałem amoniaku i innych świństw. To cud, że żyję. Mam tylko osiem swoich zębów. Specjaliści dawali mi kilka lat życia. Ćpałem? dwadzieścia kilka. Wiesz, mnie to powinno się zamknąć w opakowaniu z formaliną i pokazywać po szkołach. Wszedłem w heroinę, kompot. Puszczało się Hendrixa, Janis Joplin i dawało w żyłę. Długie włosy, hipisi, flower–power. Powszechne wówczas klimaty. Dziś narkotyki są na wyciągnięcie ręki. Czysta konsumpcja. A my? My naprawdę chcieliśmy zmieniać świat! Uważaliśmy się za elitę tego smutnego, zapyziałego miasta. To była forma kontestacji systemu. Tyle że uciekliśmy w ślepą uliczkę.

Ludzie mnie nienawidzili
Po trzech latach dawania w żyłę miałem bezczelność przekonywać ludzi: nie jestem uzależniony! Biorę, bo chcę. Zawsze mogę przestać. Ale nie potrafiłem już przestać. Zaczęły się wyjazdy, ucieczki, milicja. Wielu moich znajomych zmarło. Dostawali zapaści, wynosiło się ich na ulice i ?zdychaj, bracie?. Rzadko się ich reanimowało. Po co mieć milicję na karku? W samym Jaśle zmarło z dziesięć osób. Naprawdę czuję się mordercą. Ludzie mnie nienawidzili. Przechodzili na drugą stronę ulicy. Brzydzili się mną. Skąd brałem kasę? Kradłem, wykręcałem ?dziesionę? ? napad z rabunkiem. Zawsze miałem farta: gdy na milicji robił się ?smród?, kompletnie nieświadomie zmieniałem mieszkania, szedłem się leczyć. Wracałem, a ludzie mówili: Ty to masz szczęście. Wiesz, ilu ludzi pozamykali? Zawsze mi się upiekło.
Byłem bezczelny.
Stojąc ledwo na nogach, patrzyłem matce w twarz i mówiłem: Ależ mamo, ja jestem czysty. Gdy zwężały mi się po narkotykach źrenice, brałem atropinę i zakraplałem sobie oczka. Oszukiwałem matkę od świtu do nocy. Była bezsilna. Potrafiłem ukraść jej pieniądze, które dostała z ZUS-u po śmierci ojczyma. Rozumiesz? Samo dno. Nie miała już kompletnie siły. W końcu po dwudziestu latach za namową proboszcza zdobyła się na szaleństwo. Powiedziała: albo jedziesz na pielgrzymkę do Medjugorie, albo wylatujesz na ulicę. Która matka tak powie dziecku? Ale to mnie ocaliło! Wszystko zaczęło się od niezwykłego ?zbiegu okoliczności?.
Płakała przez całą noc
Szedłem naćpany ulicą. Patrzę, a naprzeciwko idzie jakiś śmieszny człowiek w sutannie. I, zabij mnie, ja do dzisiaj nie wiem, dlaczego do niego podszedłem. Nie mam pojęcia. Widząc takich ludzi, uśmiechałem się z politowaniem i omijałem ich szerokim łukiem. Wtedy podszedłem. Zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że ?przypadkowo? trafiłem na jedynego w Polsce księdza, który? rozkręca wspólnoty Cenacolo dla narkomanów. Zbieg okoliczności? Spotkał się z moją matką, długo rozmawiali. Po tej rozmowie w akcie desperacji matka zdobyła się na szaleństwo: wyrzuciła mnie z domu.

Stała w oknie na dziewiątym piętrze, widziała, jak leżę pod ścianą zaćpany do nieprzytomności. Ślęczała przez całą noc w oknie, modliła się i płakała jak bóbr. Pękało jej serce, ale powiedziała sobie: Nie podejdę. Jak święta Rita modliła się: Boże, jak on ma taki być, to go zabierz. Nie mogę już patrzeć, jak on umiera. Powiedziała krótko: Jedziesz na pielgrzymkę do Medjugorie. Krótka piłka. Pojechałem pierwszy raz na sylwestra 1999. Pierwszy raz w życiu na Kriżewac wyszedłem pijany jak bela. Pielgrzymka zeszła, a po chwili wyczołgałem się ja: poharatany, z podartą kurtką, bez buta. W styczniu! Pielgrzymi złapali się za głowy. Chcieli mi pomóc, ale nie wiedzieli jak. W pensjonacie, gdzie mieszkałem, wyczyściłem całą półkę z alkoholem. Piłem wszystko: wino, rakiję, rum, koniak. Chorwat wywalił mnie z pensjonatu. Wróciłem do Polski. Nic się nie zmieniło.

Szukałem sznura, by się powiesić
Matka była twarda. Po kilku miesiącach wysłała mnie do Medjugorie po raz drugi. Powiedziała: Nie ma powrotu. Albo zostaniesz tam we wspólnocie Cenacolo, albo nie masz po co wracać. Zamieszkałem we wspólnocie, ale nie wytrzymałem długo. Uciekłem. Wylądowałem na ulicy. Złapał mnie narkotykowy głód i piłem przez tydzień. Upał czterdzieści stopni, a ja brudny, uwalany, pijany i niesamowicie śmierdzący. Wiesz, jak śmierdzi narkoman na głodzie? Śmierci trupem. Ludzie omijali mnie szerokim łukiem.

Nikt nie chciał mnie zabrać do Polski. Ludzie uciekali na mój widok. Narkoman to trędowaty. Przez dwadzieścia lat co chwilę słyszałem za plecami: Skur?syn, degenerat. To były najłagodniejsze sformułowania. Po tygodniu wałęsania się po ulicach zacząłem szukać sznura. Chciałem się powiesić. I wtedy niespodziewanie spotkałem ojca Slavko Barbaricia.
W piekle
Franciszkanin popatrzył na mnie i ku mojemu zdumieniu nie wystraszył się. Powiedział: Przyjmę cię do mojej wspólnoty. Mnie, brudasa?! Wypaliłem wprost: OK. Ale nie mam zamiaru się leczyć, chcę dalej ćpać. Jest piątek. W środę wracam do Polski. A on uśmiechnął się i powiedział: Dobrze.

Gdy dzisiaj przypominam sobie jego uśmiech, po plecach przechodzą mi ciarki. On już wtedy wiedział, że ja nigdzie nie pojadę! Jak anioł. Ten łagodny mnich we mnie, śmierdzącym trupem narkomanie, zobaczył samego Jezusa! Jak Matka Teresa, która w żebraku wołającym: ?Pragnę? ujrzała cierpiącą twarz Boga. Ojciec Slavko przyjął mnie do pracy. Inni harowali, ja paliłem papierosy. Miałem jeden cel: wytrzymać kilka dni i wrócić.

W sobotę wieczorem miała być modlitwa w kościele. Poszedłem, bo to był obowiązkowy punkt programu. Wszedłem do kościoła po dwudziestu pięciu latach. Wynudziłem się jak mops. Odsiedziałem to klepanie zdrowasiek, bo musiałem. Po Mszy znajomy Chorwat spytał: Zostajesz na adoracji? A ja potwornie wynudzony i zmęczony powiedziałem: Zostaję. Nie mam pojęcia, dlaczego. Wystawiono Najświętszy Sakrament. I wtedy przyszedł moment, że sięgnąłem dna. Poczułem, że została we mnie tylko ciemność i potworna rozpacz. Nie umiem o tym opowiadać? Wyłem jak pies: Boże, jeżeli istniejesz, ratuj! Jeszcze w Niego nie wierzyłem.

Mówiłem warunkowo: Jeśli istniejesz, to mi pomóż. I pokazał mi, że istnieje. W jednej chwili opanował mnie nieznany spokój. Światło. W ciągu sekundy przestałem być narkomanem. Wiem, wiem, wszyscy mówią, że narkomanem jest się do końca życia. Ja nie jestem. On mnie uratował.

Po dwóch tygodniach zadzwoniła mama. Gdzie jesteś? ? spytała drżącym głosem. ? W Medjugorie. ? Nie wierzę, na pewno jesteś na jakiejś melinie. Na szczęście był obok mnie ojciec Slavko. Wytłumaczył jej, co się stało. Ale i wtedy nie dowierzała. Dopiero gdy kilka miesięcy później przyjechała i zobaczyła mnie, rozpłakała się ze szczęścia.
Przebaczyłem sobie
Poszedłem do spowiedzi i usłyszałem słowa: Ja odpuszczam tobie grzechy. Kamień spadł mi z serca. Wybaczyłem sobie. Widzę, że ludzie popełniają zasadniczy błąd: Bóg im wszystko wybacza, ale oni nie potrafią wybaczyć sami sobie. W czasie rekolekcji ojca Jozo Zovko spotkałem młodą kobietę. Widać było, że coś ją gryzie. Okazało się, że będąc dzieckiem, poszła do Komunii bez zachowania postu eucharystycznego. Wydaje się, że to drobnostka, ale jej nie dawało to spokoju. Wielokrotnie się z tego spowiadała, ale zawsze wstawała z konfesjonału z poczuciem winy. Opowiedziała o tym w czasie rekolekcji, a ojciec Jozo, zazwyczaj łagodny, potraktował ją bardzo ostro: To jest pycha! Skoro Bóg ci wybaczył, a ty sama nie możesz, to znaczy że stawiasz się ponad Nim. Kim jesteś? Obraziła się na niego. Afera! Ale franciszkanin, nie wiedząc o tym, na drugi dzień podszedł do niej i przytulił ją. Odpłynęła? I było po sprawie.

Gdybym sobie nie wybaczył tego, co zrobiłem, wyrzuty sumienia by mnie zżarły. Ja nie żyję przeszłością. Jestem tu i teraz. Dzisiaj. To, co było wczoraj, minęło. Nie wiem, co przyniesie jutro. Sam Jezus powiedział: Dosyć ma dzień swojej biedy. Po co się martwić na zapas? Świat pędzi na oślep, zabiegani ludzie nie zauważają Bożej obecności. W Hercegowinie, gdzie mieszkam, życie płynie inaczej. Tam faceci spotykają się na filiżance espresso i sączą ją przez godzinkę. Gdy podali mi pierwszy raz ten naparstek kawy, połknąłem go jak ryba i po sprawie. A oni mają czas. Spotykają się, gadają, zmówią przy okazji Różaniec. Ja też wyhamowałem. Odetchnąłem. Kiedyś było inaczej. Narkoman żyje w nieustannym stresie. Nawet jeśli ma towar na rano, to nie wiadomo, czy starczy do wieczora. Będzie kasa, czy nie? Przyjdzie diler, czy go złapali? Kłębek nerwów.

To ja, Wiesiek
Podchodzę do Jezusa jak do najlepszego przyjaciela. Siadam w malutkiej kaplicy i mówię: Panie Boże, to ja, Wiesiek. I opowiadam Mu o tym, że skaleczyłem się w palec i nie mogę pracować. Przychodzę do Niego ze wszystkim. Siedzę i tracę czas. Z prawdziwym przyjacielem nie trzeba słów. Jedna nobliwa kobieta powiedziała mi ostatnio: Pan się za bardzo spoufala z Bogiem. Jak może się pan modlić o pieniądze! A kogo mam o nie prosić? Całe życie kłamałem, więc przynajmniej teraz chcę być szczery. On zna mnie na wylot. Po co mam się oficjalnie przedstawiać: Witaj Boże, to ja, Wiesław Jindraczek, nawrócony grzesznik rocznik 1960?

Posted in Cenacolo, Medziugorje, Świadectwa | 1 Comment »

Świadectwo narkomana – uratowany z piekła

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 stycznia 2010


Medjugorje – Cenacolo

Korzenie mojej narkomanii sięgają głębiej aniżeli pierwsze wstrzyknięcie sobie heroiny. Moi rodzice na swój sposób kochali mnie i chcieli dla mnie jak najlepiej.

Byli zawsze zapracowani i zatroskani przede wszystkim o dobra materialne. Cierpiałem mocno z tego powodu, bo bardzo kochałem ojca. Chociaż byliśmy rodziną katolicką, to jednak Pan Bóg i sprawy duchowe były zepchnięte daleko na margines naszego życia.

Prawie nigdy wspólnie nie modliliśmy się. Szliśmy wprawdzie w niedzielę na Mszę św., ale każdy osobno. Tato jechał sam swoim samochodem, a mama swoim, a po powrocie do domu często kłócili się ze sobą.

Byliśmy bogaci i nic nam nie brakowało, jednak atmosfera w rodzinie była napięta i nerwowa. Wszystko to, z biegiem czasu sprawiło, że coraz bardziej traciłem zaufanie do moich rodziców. Natomiast szukałem oparcia w grupie starszych kolegów z ulicy, którzy mi imponowali swoim zachowaniem i sposobem bycia. Chciałem ich naśladować.

Pod ich wpływem w wieku 14 lat po raz pierwszy zapaliłem papierosa. Bardzo szybko stałem się nałogowym palaczem. Kiedy późnym wieczorem wracałem do domu, moja mama wyczuwała, że mam ubranie przesiąknięte dymem. Na pytanie czy palę, stanowczo zaprzeczałem, kłamiąc, że byłem tylko z kolegami w barze i stąd ten zapach.

Gdy miałem 15 lat przestałem słuchać moich rodziców. Chciałem być wolny i niezależny, a wolność rozumiałem jako nieograniczoną możliwość robienia wszystkiego, na co miałem ochotę. Poddałem się skrajnemu lenistwu, co sprawiło, że zacząłem przeżywać okresy zniechęcenia i wielkiej nudy. Robiłem tylko to, co mi się podobało.

Zaniedbywałem naukę, uciekałem od wysiłku i odpowiedzialności. Szukałem ciągle nowych przyjemnych wrażeń.

Starsi koledzy szybko wprowadzili mnie w świat pornografii i pierwszych doświadczeń seksualnych. Początkowo krępowałem się i miałem wyrzuty sumienia, lecz przełamywałem psychiczne opory. Za wszelką cenę chciałem zaimponować moim kolegom, oraz czuć się przez nich akceptowanym, dowartościowanym, i dlatego brnąłem w tym bagnie coraz dalej. W głębi mojego serca tęskniłem jednak za wielką miłością. Chciałem kochać i być kochanym. Odczuwałem dziwny niepokój i bolesną pustkę, która się potęgowała i była trudna do zniesienia. Szczególnie nasilało się to, po różnych seksualnych wyskokach.

Gdy miałem 16 lat przeżywałem właśnie takie okresy psychicznego dołka. Chcąc się z nich wydostać, zacząłem sięgać po alkohol i różne pigułki. Ponieważ nie przynosiło to spodziewanych rezultatów, pewnego dnia po raz pierwszy w życiu zdecydowałem się wziąć marihuanę. Przeżyłem chwilową ulgę, odprężenie. Doświadczyłem co to znaczy być na „high’u”, ale kiedy „high” minął, rzeczywistość okazała się jeszcze boleśniejsza. Rodziło się więc pragnienie, żeby ponownie zażyć i przeżyć kolejny psychiczny odlot.

Z czasem marihuana stała się za słaba i już mi nie wystarczała, zacząłem więc brać heroinę. Nie uważałem siebie wtedy za narkomana. Sądziłem, że to jest nie możliwe, żebym kiedykolwiek mógł się nim stać. Uważałem się za lepszego, inteligentniejszego od innych, oraz że byłem w stanie w każdej chwili zaprzestać brania narkotyków.

Jednak w miarę upływu czasu, gdy coraz częściej wstrzykiwałem sobie heroinę, zacząłem się niepokoić. Zapotrzebowanie na narkotyk rosło we mnie w zastraszającym tempie. Doszło do tego, że heroina stała się moim największym, codziennym pragnieniem, a jej kupno i wstrzyknięcie najważniejszą czynnością dnia. Suma jaką potrzebowałem na jej zakup dochodziła do około 500 dolarów dziennie. Znalazłem się na samym dnie uzależnienia. Aby zaspokoić narkotykowy głód byłem skłonny uczynić wszystko. Straciłem wszelką ludzką godność, nie miałem woli i siły do niczego, kradłem, kłamałem, wyłudzałem pieniądze, rozprowadzałem narkotyki, wynosiłem z domu, co się dało, byle tylko zdobyć konieczną sumę pieniędzy na kolejną dawkę heroiny.

W ciągu 6 lat narkotyzowania doprowadziłem siebie do takiego stanu wyniszczenia, że ważyłem już tylko 50 kg. Moi rodzice byli zdesperowani. Kilkakrotnie, pod przymusem, odsyłali mnie do szpitala na odtrucie organizmu i terapię. Jednak po powrocie do domu, w krótkim czasie na nowo wpadałem w ciąg narkotykowy, bo narkomania jest przede wszystkim chorobą ducha i bez przyjęcia miłości Jezusa nie może być pełnego uzdrowienia.

Dzisiaj, dziękuję Bogu za to, że rodzice spotkali s. Elwirę i posłuchali jej rady, aby powiedzieć mi, że wyrzucą mnie z domu, jeżeli nie zgodzę się na pobyt we wspólnocie „Cenacolo” w Medjugorje. Na dodatek pojawiło się widmo śmierci z przedawkowania. Chociaż przerażała mnie ta myśl, to jednak nie miałem zamiaru rezygnować z heroiny. Kiedy rodzice oznajmili mi swoją decyzję, wtedy bardzo się wystraszyłem. Widziałem, że mam do wyboru: życie na ulicy lub pobyt we wspólnocie w Medjugorje. Postawiony w takiej sytuacji, musiałem się zgodzić.

Nigdy nie zapomnę tego dnia, kiedy po raz pierwszy przyjechałem, aby zobaczyć jak wygląda życie we wspólnocie „Cenacolo”. Wysiadłem z samochodu z papierosem w ustach, a jeden z chłopaków z oddali krzyknął do mnie:

– Tu nie można palić.

Pomyślałem sobie wtedy, że ja do takiej wspólnoty się nie nadaję. Wróciłem więc do samochodu, w którym siedziała moja siostra. W międzyczasie chłopak ten podbiegł do mnie i zaczął życzliwie rozmawiać. Położył swoją rękę na moim ramieniu i poprowadził w głąb pomieszczeń. Przechodząc zobaczyłem ciężko pracujących chłopaków, z których emanowała radość i niespotykany entuzjazm. Wielu z nich pracując, śpiewało.

Wydawało mi się to bardzo dziwne, że tacy jak ja, narkomani, tryskają tak wielką radością życia. Widząc to wszystko, zrodziło się we mnie pragnienie, aby całkowicie zmienić swoje życie.

Niestety, po powrocie do domu, nie wytrzymałem i znowu sięgnąłem po heroinę. Musiały upłynąć trzy miesiące, zanim mogłem tu ponownie wrócić i zamieszkać na stale.

Kiedy wreszcie przyjechałem z zamiarem pozostania, chłopcy przyjęli mnie bardzo serdecznie. Zaczął się mną opiekować tak zwany „anioł stróż”. Zabrali mnie ze sobą na modlitwę różańcową w kaplicy. Widok modlących się na klęcząco narkomanów był dla mnie prawdziwym szokiem. Nie rozumiałem, co to wszystko znaczy. W trakcie odmawiania kolejnych „Zdrowaś Maryjo” zaczęły się rodzić we mnie wątpliwości: po co ja tu w ogóle przyjechałem? Ja nie chcę mieć z tymi świętoszkami nic wspólnego.

Chciałem natychmiast wyjechać. Jednak mój „anioł stróż” cały czas był przy mnie. Kiedy szliśmy spać, był ze mną, kiedy wychodziłem do toalety, nie odstępował mnie na krok. Kiedy pracowałem, był przy mnie. Kiedy nocą przeżywałem straszne bóle głodu narkotykowego, on mi bez przerwy towarzyszył. Takie jest zadanie „anioła stróża”. Jestem pewien, że gdyby nie jego obecność i poświęcenie, to natychmiast uciekłbym stamtąd.

Dzisiaj dziękuję Bogu, że dał mi takiego opiekuna.

Wspólnota „Cenacolo” przygarnęła mnie z prawdziwą matczyną troskliwością. W ten sposób doświadczyłem niezwykłej dobroci i zatroskania Boga o mnie. W miarę upływu czasu „anioł stróż” już nie towarzyszył mi z taką skrupulatnością, jak na początku.

Coraz bardziej rosło do mnie zaufanie i powoli zaczęto powierzać mi różne zadania, obowiązki, a po kilku miesiącach sam musiałem zostać „aniołem stróżem” dla kogoś, który, podobnie jak ja wcześniej, przeżywa narkotykowy głód, nie może w nocy spać, ciągle mówi o narkotykach, chce uciekać, a ja muszę cały czas przy nim być, pilnować, przekonywać.

Okres ciągłego pilnowania trwa zwykle od 15 dni do dwóch miesięcy. Każdy przypadek jest inny. Kiedy narkoman zacznie normalnie spać, chętnie pracować i modlić się, jest to znak, że najtrudniejszy okres się kończy. Wreszcie przychodzi taki dzień, kiedy patrząc ci prosto w oczy, mówi:

– Dziękuję, żeś mnie przez cały ten czas pilnował i byłeś przy mnie, bo sam nie dałbym rady a, dzięki tobie, jestem tutaj i uwolniłem się z piekła narkotyków.

Właśnie ta wdzięczność jest największą zapłatą za cały trud bycia „aniołem stróżem”.

Myślę, że największym dobrodziejstwem bycia w naszej wspólnocie, jest szkoła życia, której najważniejszym celem jest pomoc narkomanom, aby przez modlitwę, doświadczyli radości spotkania z żyjącym Jezusem.

Wspólnota nasza spełnia niezastąpioną rolę, polega ona na tym, że od samego początku całkowicie akceptuje przychodzącego narkomana i przygarnia go, takim jaki jest. Nikt ci się nie pyta, ile masz pieniędzy, czy jesteś biały lub czarny, jakie masz wykształcenie. Patrzą tylko z miłością w twoje oczy i akceptują cię, takiego, jaki jesteś. Od samego początku musisz jednak całkowicie podporządkować się panującemu tam regulaminowi. Nie ma radia i telewizji, nie można w ogóle palić i pić żadnych napojów alkoholowych. Cały dzień wypełniony jest modlitwą i ciężką fizyczną pracą. Nikt z przebywających tutaj nie płaci za swój pobyt, bo żyjemy całkowicie ufając Bożej Opatrzności. Wspólnota akceptuje, stymuluje i uczy kochać. Nikt z narkomanów, którzy tutaj przychodzą, na samym początku nie twierdzi, że wierzy w Boga. Również wspólnota od nich tego nie żąda. Uczy tylko modlić się.

S. Elwira nakazuje modlić się i to na kolanach. Mówi:

– Najpierw módl się, a wiara przyjdzie później. Nie musisz wierzyć, ja będę wierzyć za ciebie, ale ty musisz się modlić.

S. Elwira nie pyta się, czy kochasz, ale przez modlitwę uczy cię być blisko Jezusa.

Bo ona wie, że jedyną skuteczną terapią dla narkomanów jest tylko Jego miłość.

Przez trud codziennej, wytrwałej modlitwy i ciężkiej pracy otwieramy się na przyjęcie Jezusowej miłości, która daje nam niezwykłą radość i wyzwala z wszelkich uzależnień. Dla lekarzy i terapeutów leczących narkomanów, wspólnoty „Cenacolo” są niewytłumaczalnym fenomenem. Jedynym sposobem leczenia jest tutaj tylko modlitwa i praca, bez pomocy lekarstw i specjalistów. Wyniki są rewelacyjne, prawie 100% uzdrowionych. Wynika z nich, że jedyną w pełni skuteczną terapią dla narkomanów jest miłość Jezusa.

Po 6 latach pobytu w tej wspólnocie mogę powiedzieć, że Jezus wyzwolił mnie z piekła narkotyków, dokonał cudu wskrzeszenia mnie do nowego życia zarówno na płaszczyźnie fizycznej jak i duchowej.

Nigdy nie przestanę dziękować Bogu za Jego niepojętą miłość, za to, że mnie stworzył, podniósł z samego dna zniewolenia stawiając s. Elwirę na drodze mojego życia.

Marco

Posted in Cenacolo, Medziugorje, Świadectwa | 3 Komentarze »