Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Archive for the ‘Cuda’ Category

10 czerwca 2017 r. w Knock (Irlandia)

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 czerwca 2017


Our lady appeared in knock today . Astonishing Never get over what i seen. Please watch.

O tym wydarzeniu piszą również Irlandzkie gazety

http://www.irishmirror.ie/news/irish-news/watch-crowds-flock-knock-shrine-10603189

http://www.independent.ie/irish-news/travellers-pray-in-knock-after-vision-35812827.html

Posted in Ciekawe, Cuda | Otagowane: , , , | Możliwość komentowania 10 czerwca 2017 r. w Knock (Irlandia) została wyłączona

Cud za przyczyną Hiacynty i Franciszka

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 Maj 2017


Jutro Kościół ogłosi Franciszka i Hiacyntę świętymi. Poniżej cud który dokonał się za wstawiennictwem tych dzieci.

Na konferencji prasowej w Fatimie rodzice 9-letniego dziś Lucasa, ujawnili szczegóły wypadku, do którego doszło 3 marca 2013 r. na terenie archidiecezji Olinda i Recife w północno-wschodniej Brazylii. Bawiący się z siostrą pięciolatek wypadł w domu swojego dziadka przez okno z wysokości ponad 6 metrów i odniósł poważny uraz głowy.

– Nie mamy wątpliwości, że Lucas jest zdrowy dzięki cudowi, jaki zdarzył się za wstawiennictwem błogosławionych pastuszków z Fatimy – powiedział ojciec chłopca, Joao Batista.

Mężczyzna ujawnił, że w związku z tym, że w trakcie wypadku dziecko utraciło część materii mózgowej, zespół medyczny orzekł po przyjęciu go na oddział, że nawet jeśli poszkodowany przeżyje, to pozostanie w stanie wegetatywnym lub do końca życia będzie niepełnosprawny umysłowo.

Cztery dni po wypadku rodzice poprosili zgromadzenie sióstr zakonnych z Carmelo de Campo Mourao o modlitwę wstawienniczą za dziecko. Te zgodziły się odmawiać modlitwę przy znajdujących się w ich kaplicy relikwiach błogosławionych Franciszka i Hiacynty.

– Podobnie także i my, najbliżsi, modliliśmy się za wstawiennictwem pastuszków. 9 marca Lucas obudził się i zaczął z nami rozmawiać. 15 marca nasz syn wyszedł ze szpitala – ujawnił Joao Batista.

Ojciec dziecka dodał, że w zespole medycznym, który orzekł, że przypadek uzdrowienia Lucasa należy uznać za niewytłumaczalny z naukowego punktu widzenia, byli zarówno wierzący, jak i ateiści.

9-letni Lucas weźmie udział w sobotniej mszy w Fatimie, podczas której papież Franciszek ogłosi rodzeństwo Marto świętymi. Trzecia uczestniczka objawień z 1917 r., karmelitanka Łucja dos Santos, która zmarła w 2005 r., zostanie kanonizowana prawdopodobnie jeszcze w tym roku.

Posted in Cuda | Otagowane: , , , | 8 komentarzy »

Cud w Wielki Piątek w Ugandzie

Posted by Dzieckonmp w dniu 21 kwietnia 2017


W Ugandzie w miejscowości Kiwamirembe ( Kiwamirembe oznacza „dawcę spokoju”.) od jakiegoś czasu mają miejsce objawienia Matki Bożej. W czasie tego objawienia w Wielki Piątek tego roku tysiące ludzi przez godzinę oglądało cudowne słońce na niebie. W latach 1982-1986  Uganda  doświadczyła wojny. Wielu ludzi straciło życie i posiadłość, a niektórzy myśleli, że Bóg zapomniał o Ugandzie. Mimo to wielu chrześcijan modliło się o powrót Pokoju w ich kraju. 

Wśród tych, którzy modlił się do Matki Bożej o pokój był ojciec misjonarz John De Bernard, ówczesny parafialny ksiądz. Przyrzekł, że gdyby pokój miał zostać przywrócony w Ugandzie, zbuduje sanktuarium i poświęci je Matce Bożej.

Po wojnie domowej ks. Jan wybudował Kościół w Kiwamirembe na szczycie wzgórza,  i nazwał go  „Kościół Matki Bożej, Królowej Pokoju”.

 To wydarzenie miało miejsce po odprawieniu tej drogo Krzyżowej

Posted in Cuda | Otagowane: , , , | 123 komentarze »

Wielki cud w Garabandal 13 kwietnia 2017 r.?

Posted by Dzieckonmp w dniu 23 marca 2017


W necie co jakiś czas krąży plotka iż Wielki Cud zapowiadany w Garbandal będzie miał miejsce 13 kwietnia tego roku. Odwiedziłem stronę booking.com w celu sprawdzenia jak jest z dostępnością pokoi w Hotelach w najbliższym miasteczku Comillas w dniu 13 kwietnia. Stwierdzam że Hotele już są prawie wszystkie zarezerwowane. Mnóstwo ludzi spodziewa się w tym dniu wielkiego cudu i wybiera się w tym dniu do Garabandal.

Przypomnę iż około 2 lata temu pisałem iż w 2017 roku nie będzie Wielkiego Cudu oraz ostatnio w lutym tego roku ponownie wstawiłem wpis mówiący o tym iż w tym dniu nie może się wydarzyć Wielki Cud.

Oto link do wpisu

https://dzieckonmp.wordpress.com/2017/02/14/czy-wielki-cud-bedzie-wki-czwartek-13-kwietnia-2017-r/

Dziś otrzymałem od człowieka który jest badaczem objawień w Garabandal oraz miewa kontakty z widzącymi taką oto wiadomość:

Na zapytanie widzacej Conchity czy 13 kwietnia 2017 roku będzie Wielki Cud, Cochita zdecydowanie odpowiedziała kilka dni temu:

Wielki Cud nie wystąpi w tym roku.

Posted in Cuda, Znaki czasu | Otagowane: , , | 210 komentarzy »

Natuzza Evolo – żona i matka, mistyczka i stygmatyczka

Posted by Dzieckonmp w dniu 15 stycznia 2017


natuza

Czas naszego życia na ziemi jest krótki. Wtedy decyduje się nasza wieczność: albo wybierzemy niewyobrażalne szczęście wiecznej miłości w Chrystusie, albo straszliwe cierpienie wiecznej nienawiści. O tej prawdzie przypomina nam Bóg poprzez nadzwyczajne znaki i cuda w życiu tak wielkich mistyków, jakim była Natuzza Evolo z Kalabrii we Włoszech, zmarła 1 listopada 2009 r.

We Mszy św. pogrzebowej Natuzzy, 5 listopada 2009 r., uczestniczyło 50 tysięcy wiernych, pięciu biskupów oraz kilkuset księży. Zgromadzeni ludzie spontanicznie wznosili okrzyki: „Santa subito!”. Ksiądz biskup ordynariusz Luigi Renzo podczas homilii zapowiedział rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego zmarłej oraz stwierdził, że obecność tak licznej delegacji biskupów i księży jest znakiem aprobaty przez Kościół świętości życia i nadzwyczajnych charyzmatów Natuzzy Evolo, jednej z największych mistyczek naszych czasów. Pan Jezus powołał tę prostą analfabetkę z Kalabrii do szczególnej misji, a było nią współcierpienie z Chrystusem, poprzez dar stygmatów, w tajemnicy Jego Męki i Śmierci za zbawienie wszystkich ludzi oraz przypominanie nam wszystkim o życiu po śmierci: o niebie, czyśćcu i piekle, poprzez bezpośredni kontakt ze zmarłymi.

Dzieciństwo

23 sierpnia 1924 r. w miasteczku Paravati w Kalabrii dziewiętnastoletnia Filomena Maria Angela Evolo urodziła swoje pierworodne dziecko, dziewczynkę, której nadano imię Natuzza. Miesiąc przed jej narodzinami jej ojciec, Fortunato Evolo, wyjechał do Argentyny w poszukiwaniu pracy i przestał się kontaktować z rodziną. W ciągu kolejnych siedmiu lat mama Natuzzy urodziła jeszcze pięciu synów: Dominika, Antoniego, Franciszka, Wincentego i Pasquale. Nie wiadomo, kto był ich ojcem, ale wszyscy otrzymali nazwisko Evolo. Mieszkańcy Paravati mieli temat do złośliwych plotek i pełnych pogardy komentarzy o Marii Angeli i jej dzieciach, które nazywali bękartami.

Natuzza wychowywała się w wyjątkowo trudnych warunkach i w wielkiej biedzie. Już jako pięcioletnie dziecko chodziła do piekarni i w milczeniu czekała, wzbudzając litość, a kiedy otrzymała kilka bułek, natychmiast niosła je dla swoich głodnych braci.

Z powodu braku pieniędzy Natuzza nie mogła pójść do szkoły i dlatego przez całe życie pozostała analfabetką. Pomimo skrajnej nędzy była dzieckiem radosnym, zatroskanym o swoich braci i rówieśników z Paravati. W obliczu różnych trudności, kłopotów nigdy się nie zniechęcała i nie upadała na duchu, ale z jeszcze większą energią je przezwyciężała, otwierając się na innych i niosąc im pomoc. Była dzieckiem pogodnym, choć równocześnie naznaczonym cierpieniem spowodowanym wielką biedą i moralnym zagubieniem swej mamy. Natuzza gorąco prosiła Matkę Najświętszą o jej nawrócenie.

Już w wieku sześciu lat dziewczynka otrzymała wyjątkowy dar widzenia Pana Jezusa, Matki Bożej, aniołów i świętych. Kiedy po raz pierwszy pokazała się jej Matka Boża, Natuzza nie wiedziała, kim Ona jest. Zachowywała to wszystko w tajemnicy, gdyż tak jej poradził miejscowy proboszcz.

W 1934 r. Maria Angela, mama Natuzzy, zostaje skazana na więzienie za kradzież kury, którą zabiła i potem ugotowała dla swoich wygłodniałych dzieci. Kiedy kobieta przebywała w więzieniu, właścicielka mieszkania bez żadnej litości wyrzuciła rodzeństwo na bruk, gdyż nie zapłacono jej czynszu. Natuzza razem z braćmi znalazła się na ulicy; dzieci musiały nocować pod schodami. To były bardzo bolesne dni dla Natuzzy, która z wielką ufnością błagała wówczas o pomoc Matkę Bożą.

Pewnego razu podczas modlitwy usłyszała głos:

„Odwagi, teraz znajdę dla was mieszkanie”.

Rzeczywiście, kilka dni później znalazło się dla sierot jedno z nowo wybudowanych mieszkań komunalnych. Kiedy rodzeństwo się tam wprowadziło, Natuzzy objawił się św. Franciszek da Paola, który powiedział dziewczynce, że wkrótce jej mama wróci do domu, a ona sama będzie mogła pomagać rodzinie. Po trzech dniach od tego objawienia Maria Angela faktycznie została zwolniona z więzienia i wróciła do domu. Natuzzy natomiast zaproponowano pracę służącej w domu adwokata nazwiskiem Colloca. Odtąd każdego miesiąca Natuzza mogła wspierać swoją rodzinę skromną pensją.

Spotkania ze zmarłymi

W tym okresie Natuzza często prowadzi rozmowy z Panem Jezusem i Matką Bożą oraz nosi w swoim ciele niewidzialne stygmaty, które zadają jej wielkie cierpienie w każdy piątek oraz w okresie Wielkiego Postu.

Późnym latem 1939 r. Natuzza otrzymuje od Boga dar spotykania się z ludźmi zmarłymi. Początkowo było jej trudno odróżnić ich od osób żyjących na ziemi, dopiero później oswoiła się z ich obecnością i przestała się ich bać. Traktowała ich jak osoby bliskie i zaprzyjaźnione. Pan Bóg pozwalał tym zmarłym, aby poprzez Natuzzę przekazywali swoim krewnym, że istnieje życie po śmierci, że jest niebo, czyściec oraz  piekło. Wzywali do nawrócenia i życia zgodnego z nauką Kościoła katolickiego, do codziennej, wytrwałej modlitwy oraz do regularnego przystępowania do sakramentów pokuty i Eucharystii.

Pierwszymi adresatami tych orędzi było małżeństwo Silvia i Alby Colloców, u których Natuzza pracowała. Początkowo oboje małżonkowie mieli wątpliwości i nie dowierzali dziewczynie, ponieważ tajemnicze zjawiska pojawiały się u niej każdego dnia. W końcu postanowili poinformować o wszystkim władze kościelne, które zadecydowały, że trzeba piętnastoletnią Natuzzę poddać egzorcyzmom.  Było to dla niej bolesne upokorzenie, lecz przyjęła je z uległością i pokorą. Podczas egzorcyzmów powiedziała do kapłanów:

„Modlicie się, aby Bóg wyzwolił mnie od demonów, ale tutaj ich nie ma, są natomiast liczni aniołowie”.

Egzorcyzmy wykazały ponad wszelką wątpliwość, że Natuzza nie jest pod wpływem duchów nieczystych. Kiedy po tym upokarzającym doświadczeniu dziewczyna wracała wieczorem do domu, spotkała na drodze zakonnika w habicie dominikańskim, który udzielił jej błogosławieństwa, mówiąc, że jest św. Tomaszem z Akwinu. Powiedział jej też, że od dzisiaj już codziennie w dzień i w nocy będzie się spotykała z duszami czyśćcowymi. Błogosławieństwo św. Tomasza z Akwinu utwierdziło Natuzzę w przekonaniu, że spotkania ze zmarłymi pochodzą z inicjatywy i woli samego Boga. W niedługim czasie lokalne władze kościelne uznały ich autentyczność.

Pierwsze stygmaty i bilokacje

W 1938 r. pojawił się dziwny fenomen: z tych miejsc na ciele Natuzzy, w których Jezus miał rany, zaczęła codziennie wypływać krew. Badania lekarskie dziewczyny wykazały, że jest ona zdrowa i nie ma żadnych ran, a pomimo tego przez jej skórę wypływa krew. Na bandażach i chusteczkach, którymi wycierano krew Natuzzy, pojawiały się wizerunki Jezusa, Maryi, świętych, a także napisy z modlitwami po łacinie, francusku, angielsku,  niemiecku, grecku i aramejsku – a więc w językach, których dziewczyna w ogóle nie rozumiała.

Te dziwne zjawiska zostały po raz pierwszy naukowo udokumentowane przez lekarzy w 1939 r. Doktor Domenico Naccari po przyłożeniu i zdjęciu opatrunku Natuzzy był świadkiem powstania na nim tekstu modlitwy do Dzieciątka Jezus. Kiedy przyłożył następny opatrunek na ranę dziewczyny, powstawał na nim dalszy ciąg tekstu tej samej modlitwy. Zdumienie lekarzy było ogromne, tym bardziej że sami zakładali opatrunki i dopilnowali tego, aby nikt nie mógł nic na nich napisać. Bandaże z napisami i świętymi symbolami zachowały się do dnia dzisiejszego. Natuzza za wszelką cenę chciała ukryć przed innymi ludźmi fakt swoich tajemniczych krwotoków. Okazało się to jednak niemożliwe: krwotoki i napisy pojawiały się niezależnie od jej woli.

W 1939 r. zaczęło się mówić o przypadkach bilokacji Natuzzy. Poprzez bilokację dziewczyna odwiedzała różne osoby, które potrzebowały duchowej pomocy; często pojawiała się w towarzystwie aniołów lub osób zmarłych. Wiadomość o tych wszystkich nadzwyczajnych charyzmatach Natuzzy Evolo szybko rozeszła się wśród ludzi. Zaczęli do niej przybywać nie tylko ludzie świeccy, ale również osoby zakonne, księża i biskupi.

Kuria biskupia dyskretnie obserwowała Natuzzę. Do tego celu został wydelegowany proboszcz katedry w Mileto ks. F. Pititto, który przeprowadzał z dziewczyną rozmowy, opisywał różne nadzwyczajne wydarzenia z jej życia, dołączając dokumentację medyczną. Badania lekarskie wykonane pod kierunkiem dra Giuseppe Naccariego wykluczyły możliwość, że krwotoki u Natuzzy mają podłoże histeryczne, również psychiatrzy stwierdzili, że dziewczyna ma zdrową psychikę i że wszystko wskazuje na wiarygodność jej nadprzyrodzonych wizji, ekstaz oraz rozmów ze zmarłymi. Władze kościelne skłaniały się do przekonania, że to, co się dzieje z Natuzzą, jest wynikiem Bożego działania, a nie ingerencji duchów nieczystych.

Sceptycyzm bpa Albery i dra Gemellego

W grudniu 1939 r. Paolo Albera, biskup diecezji Mileto, poprosił o opinię w sprawie Natuzzy słynnego konwertytę dra Agostina Gemellego, rektora Uniwersytetu Katolickiego w Mediolanie (tego samego, który uznał, że stygmaty św. o. Pio miały charakter psychopatologiczny i histeryczny). W odpowiedzi doktor Gemelli zakwestionował dotychczasowe badania medyczne wykonane u Natuzzy, poddał ostrej krytyce dra Naccariego i na koniec stwierdził, że jego zdaniem te wszystkie nadzwyczajne zjawiska są wynikiem histerii. Radził, aby władze kościelne przestały się nimi zajmować, a wtedy wszystko się szybko wyciszy i ustanie.

Biskup Albera zastosował się do sugestii dra Gemellego. Jednak mimo to u Natuzzy nic się nie wyciszyło i nic nie ustało. Doktor Naccari pod presją krytyki ze strony dra Gemellego zmienił swoje zdanie odnośnie do Natuzzy, przychylając się do opinii słynnego profesora, że te nadzwyczajne zjawiska, które się dzieją wokół niej, mają podłoże histeryczne.

29 czerwca 1940 r. biskup Albera udzielał w Paravati sakramentu bierzmowania. Kiedy namaszczał olejem krzyżma czoło Natuzzy, dziewczyna nagle poczuła na plecach przejmujący ból. Po chwili okazało się, że pojawiła się tam duża krwawiąca rana w kształcie krzyża, która na oczach wszystkich obecnych odbiła się na białej koszuli dziewczyny. W ten sposób Pan Jezus stopniowo wprowadzał Natuzzę w tajemnicę współuczestniczenia w swoim cierpieniu za zbawienie wszystkich ludzi.

W 1967 r. tak Jezus mówił do Natuzzy:
„Zapytałem cię w 1938 r.: »Czy mogę oprzeć się na tobie jednym palcem?«. Odpowiedziałaś: »Tak«. Innym razem w 1944 r. pytałem: »Czy mogę oprzeć się na tobie jedną ręką?«. Odpowiedziałaś: »Tak«. W 1966 r. zapytałem: »Czy mogę oprzeć się na tobie moimi ramionami?« – i wtedy z radością odpowiedziałaś: »Tak, kochaj mnie i prowadź swoimi krzyżami«”.

Kilka dni po bierzmowaniu objawiła się Natuzzy Matka Boża, która oznajmiła jej, że 26 lipca 1940 r. doświadczy pozornej śmierci. Natuzza nie wiedziała, co to znaczy „pozorna śmierć”, i zrozumiała, że umrze 26 lipca. Wiadomość ta lotem błyskawicy rozeszła się w całej Italii, wzbudzając wielkie zainteresowanie wśród dziennikarzy. W dzień zapowiedzianej śmierci Natuzzy przed domem państwa Colloców zebrały się tłumy ludzi; przyszli m.in. dziennikarze największych gazet, a także lekarze gotowi nieść medyczną pomoc.

Pod wieczór 26 lipca Natuzza wpadła w odrętwienie, straciła całkowicie kontakt ze światem zewnętrznym, a jej ciało się usztywniło. Był to letarg, który trwał przez siedem godzin. Lekarze dawali dziewczynie różne zastrzyki, aby ją przebudzić, ale nic nie skutkowało. Po siedmiu godzinach Natuzza nagle wróciła do normalności, tak jakby nic się nie stało. Podczas tych siedmiu godzin swej pozornej śmierci Natuzza zobaczyła w wizji między innymi kościół i towarzyszące mu obiekty, które w przyszłości miały być wybudowane w Paravati. Zebrani ludzie byli zawiedzeni, że przepowiednia się nie spełniła, i zaczęli wątpić w to wszystko, co mówiła Natuzza.

Po tym wydarzeniu biskup zalecił natychmiastową kurację Natuzzy w szpitalu psychiatrycznym w Reggio di Calabria. Tak latem 2009 r. dziewczyna wspominała swój pobyt w szpitalu:
„Posłali mnie  do domu wariatów, mówili mi, że jestem obłąkaną histeryczką i że muszę poddać się kuracji. Pojechałam tam z podniesioną głową, uznałam to za wolę Bożą, gdyż również tam mogłam pomagać wszystkim, którzy tego potrzebowali, służąc im w tamtym miejscu”.

Podczas pobytu w szpitalu jedyną pociechą dla Natuzzy były objawienia Matki Bożej, która koiła jej ból. Maryja mówiła jej, że jest dzieckiem Bożym, i prosiła, aby przestała płakać, gdyż wybrała posłuszeństwo Bogu, godząc się z decyzją biskupa.

Podczas dwumiesięcznego pobytu w szpitalu psychiatrycznym Natuzza rozmawiała z chorymi, modliła się z nimi i za nich, pocieszała ich, mówiąc im o Bogu i o Jego nieskończonym miłosierdziu. Mówiła:
„W każdym chorym trzeba widzieć Jezusa i trzeba go kochać tak, jakby to był Jezus we własnej osobie”.

W szpitalu Natuzza miała częste wizyty dusz czyśćcowych w dzień i w nocy, przeżywała także mistyczne ekstazy. Lekarze byli zdumieni pojawiającymi się u niej krwotokami, wprost ze zdrowej skóry. Podczas wycierania jej krwi na chusteczkach i bandażach pojawiały się święte symbole, napisy lub teksty modlitw. Dyrektor szpitala poddał Natuzzę testowi Rorschacha, służącemu do diagnozowania psychicznych anomalii. Wyniki testu nie pozostawiały żadnych wątpliwości co do tego, że Natuzza nie ma żadnych oznak choroby psychicznej. Stwierdzono, że wykluczona jest autosugestia, a zjawiska, które zaobserwowano u dziewczyny, nie da się wyjaśnić na obecnym poziomie wiedzy; wyrażono tylko nadzieję, że jedynie parapsychologia może dać jakąś odpowiedź.

Dyrektor szpitala, prof. Puca, był przekonany, że najlepszym lekarstwem dla Natuzzy byłoby zamążpójście, rodzenie oraz wychowywanie dzieci. Natuzza jednak była tak zakochana w Jezusie, że w ogóle nie myślała o małżeństwie. Tak mówiła do o. Cordiana w 2001 r.:
„Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Jezusa, byłam malutka i zakochałam się w Nim, dlatego mówiłam: »nigdy nie wyjdę za mąż, pragnę zostać siostrą zakonną. Dzisiaj jestem jeszcze bardziej w Nim zakochana«”.

Natuzza zwróciła się do sióstr pracujących w szpitalu, aby przyjęły ją do swej wspólnoty. Zakonnice nie zgodziły się jednak przyjąć analfabetki.

Przez dwa miesiące pobytu w szpitalu wykonano u Natuzzy wszystkie możliwe badania i nie było powodu, aby ją dłużej hospitalizować. Dziewczyna wróciła do domu przed świętami Bożego Narodzenia.

Początki małżeństwa

Najważniejszym zaleceniem lekarskim było jak najszybsze wydanie Natuzzy za mąż.

Po wypisaniu dziewczyny ze szpitala, Giuseppina i Antonio, jej dziadkowie ze strony mamy, przyjęli ją do swego domu z wielką miłocią. Natuzza była jedną z najładniejszych dziewcząt w Paravati i zaczęli się nią interesować miejscowi młodzieńcy, a w sposób szczególny Pasquale Nicolace. Wszyscy, w tym także ksiądz proboszcz, namawiali Natuzzę, aby wyszła za niego za mąż. Dziewczyna z całą pewnością nie dałaby się przekonać co do tego, gdyby nie otrzymała bezpośredniej wskazówki od Jezusa i Maryi, ażeby przyjęła sakrament małżeństwa oraz aby uczyła się być kochającą żoną i matką.

Zaręczyny Natuzzy z Pasquale dokonały się w obecności księdza proboszcza. Ponieważ trwała druga wojna światowa, Pasquale został wcielony do wojska i wysłany na front. Władze kościelne podjęły decyzję o przyśpieszeniu ślubu, który został zawarty w katedrze w Mileto 14 sierpnia 1943 r. – per procura, czyli pod nieobecność pana młodego. Kiedy Pasquale wrócił 14 stycznia 1944 r., wspólnie z Natuzzą otrzymali od proboszcza błogosławieństwo małżeńskie i zamieszkali razem w bardzo biednym mieszkaniu w centrum Paravati. Pasquale był cieślą.

Wbrew przewidywaniom lekarzy po ślubie u panny młodej nie ustały mistyczne stany; w dalszym ciągu pojawiały się u Natuzzy tajemnicze krwotoki, stygmaty, nadal miała objawienia Jezusa i Maryi oraz spotkania z duszami czyśćcowymi. Do jej mieszkania nieustannie przychodzili ludzie z prośbą o modlitwę.

Tak Natuzza w 1989 r. wspomina tamten okres: „Zawsze z pomocą przychodzi mi Jezus. Potrafię zawsze pogodzić to, co muszę zrobić dla rodziny, z tym, co powinnam uczynić dla ludzi. Wstaję wcześnie każdego dnia i idę późno spać, zawsze wykonuję wszystkie domowe sprawy. Nigdy nie zostawiłam dzieci bez nakarmienia lub bez wyprasowania ich koszul”.

„Kiedy wyszłam za mąż, mieszkałam w ubogim i brzydkim domu. Sąsiedzi mówili mi: »Natuzza, czy potrzebujesz umeblowanie?«. A ja: „Mam pełną kasę”. A mieliśmy tylko 3 prześcieradła. Byłam zadowolona i dziękowałam Panu, myślałam: ja mam przynajmniej trzy prześcieradła, a są tacy, którzy nawet nie mają łóżka do spania. Trzeba zawsze być zadowolonym, ponieważ wszystko jest darem i łaską”.

Po trzech dniach pożycia małżeńskiego, 17 stycznia 1944 r., Natuzzę nawiedzają wątpliwości, czy jej małżeństwo przeżywane w całej swojej pełni było rzeczywiście zgodne z wolą Jezusa. W pewnym momencie cała izba została napełniona niebieskim światłem i pojawiła się Matka Boża. Natuzza przeprosiła z płaczem, że przyjmuje Ją w tak brzydkim mieszkaniu. Wtedy Maryja powiedziała, aby się nie przejmowała, ponieważ powstanie nowy dom, który będzie się nazywał Niepokalane Serce Maryi Schronieniem Dusz. W ten sposób Matka Boża przepowiedziała młodej mężatce powstanie nowego kościoła oraz ośrodka kultu maryjnego w Paravati – tego samego, który pokazała jej w najdrobniejszych detalach w wizji podczas jej „pozornej śmierci” 26 lipca 1940 r. Sanktuarium to ma być schronieniem dla wszystkich grzeszników, również dla dusz czyśćcowych, ponieważ ludzkie dusze nigdy nie umierają.

Matka Boża prosiła Natuzzę, aby na razie nikomu nie mówiła o tym planie, do czasu kiedy otrzyma wyraźne polecenie.  Stało się to 40 lat później. Wtedy  to po rozmowie Natuzzy z proboszczem powstało Stowarzyszenie Niepokalanego Serca Maryi Schronienia Dusz, które  następnie zostało przekształcone w fundację.

17 stycznia 1944 r. objawił się Natuzzy również Jezus z apostołem Janem, który nic nie mówił, tylko się uśmiechał. Natuzza ze łzami w oczach żaliła się Jezusowi, że od chwili ślubu nie czuje się godna Jego miłości.
„Zawsze ciebie kocham – odpowiedział Jezus – i jeszcze bardziej wtedy, gdy gorliwie wypełniasz swoje obowiązki żony i matki”.

Na koniec Pan Jezus dodał: „Daję ci świeże, pachnące kwiaty i biada ci, jeżeli nie będziesz ich strzegła”. Dopiero po trzech dniach Matka Boża wyjaśniła Natuzzy, że kwiaty, o których mówił Jezus, to są ludzie, którzy będą do niej przychodzić, a jej zadaniem jest, aby prowadzić ich do nawrócenia. Podczas objawienia 17 stycznia 1944 r. w promieniu 100 metrów od tego miejsca słychać było tak przepiękny śpiew chóru, że wszyscy mieszkańcy oraz przechodnie słuchali go z zachwytem i w wielkim skupieniu. Był to czytelny znak dla mieszkańców, że Natuzza została wybrana przez Boga do wypełnienia ważnej misji. Od tamtego czasu za każdym razem, kiedy Natuzza przeżywała stany mistyczne, zgromadzeni w jej mieszkaniu ludzie słyszeli ten wspaniały śpiew wydobywający się z piersi mistyczki, będącej w stanie ekstazy.

Pierwsze lata posługi

Do mieszkania Evolów zaczęły przychodzić tłumy ludzi, którzy prosili Natuzzę o radę, o modlitwę, o informacje o zmarłych, o poległych lub zaginionych żołnierzach. Natuzza przyjmowała przybyłych i odpowiadała im na ich pytania, wykazując ponadnaturalną znajomość wszystkich spraw. Ze szczerością mówiła, że nic innego nie czyni, jak tylko głośno powtarza to, co mówią jej aniołowie tych ludzi. Natuzza widziała zmarłych, którzy towarzyszyli osobom przychodzącym do niej z prośbą o pomoc. Na początku nie rozróżniała ludzi żyjących i zmarłych i dlatego pytała każdego, czy jest zmarłym czy nie.

Pan Bóg udzielił Natuzzy daru widzenia aniołów w pięknym, jaśniejącym, jakby ludzkim ciele. Aniołowie to czysto duchowe istoty, których zadaniem jest towarzyszenie każdej ludzkiej osobie, pomaganie jej w pokonywaniu pokus, przeprowadzanie jej przez trudne doświadczenia w czasie ziemskiego życia oraz umacnianie jej w czasie czyśćcowych cierpień. Anioł opuszcza po śmierci tylko tych ludzi, którzy swoimi grzechami skazali siebie na wieczność piekła.

Podczas jednego ze spotkań ze swoim Aniołem Stróżem Natuzza wyraziła żal, że nie jest w stanie wspomagać materialnie biednych, ponieważ sama żyje w wielkim ubóstwie. W odpowiedzi usłyszała słowa:
„Lepiej jest być ubogim w dobrach ziemskich aniżeli biednym na duszy i w wierze. Najlepszą pomoc przyniesiesz ludziom, gdy będziesz się za nich modliła. Modlitwa za innych jest największym wyrazem miłości”.

Anioł Stróż przekazał nam przez Natuzzę bardzo ważne orędzie:
„Nie ma piękniejszej rzeczy na ziemi od miłowania Boga całym swoim sercem. W chwili śmierci największy wyrzut sumienia stanowić będzie fakt, że nie staliśmy się święci. Minuta po minucie czyńcie wszystko dla miłości i stawajcie się świętymi”.

Wszyscy, którzy spotykali się z Natuzzą – także ci, którzy przychodzili ze zwykłej ciekawości – odczuwali silne wezwanie do życia mocną, bezkompromisową wiarą, która ma się wyrażać w wytrwałej, codziennej modlitwie.

W miarę upływu czasu władze kościelne zaczęły łagodzić swoje stanowisko w stosunku do Natuzzy. Nowy biskup, Enrico Nicodemo, wychodził z założenia, że trzeba cierpliwie czekać i nie wydawać przedwczesnych definitywnych opinii. Wielu księży zmieniło radykalnie swoją opinię o Natuzzy, przechodząc od totalnego sceptycyzmu do podziwu dla jej pokory, głębi i prostoty wiary oraz do akceptacji jej nadprzyrodzonych darów.

Przy boku każdej przychodzącej do niej osoby Natuzza widziała anioła w postaci prześlicznego dziecka. Zawsze było ono po prawej stronie ludzi świeckich i po lewej kapłanów. W ten sposób Natuzza natychmiast rozpoznawała księży, którzy chcieli się ukryć i odwiedzali ją bez kapłańskiego stroju.

Z ciała Natuzzy promieniował przepiękny zapach kwiatów, tak jak to miało miejsce w przypadku św. o Pio. Ten zapach wydobywał się również z różańców, krzyży oraz świętych obrazów, których dotknęła.

Tysiące osób doświadczało tego zapachu również w bardzo odległych miejscach; był to dla nich znak duchowej obecności Natuzzy. Ten cudowny zapach był specjalnym znakiem danym jej przez Boga i świadczącym o jej świętości. Matka Boża w jednym ze swoich objawień powiedziała do Natuzzy:
„Zbawiciel zlecił ci do wypełnienia bardzo ważne, bolesne i trudne zadanie, nie zniechęcaj się. On sam cię wspomaga i towarzyszy ci… Przez swoje cierpienia zbawisz wiele dusz”.

Na swoim ciele Natuzza nosiła stygmaty – rany, które zadano Jezusowi podczas Jego Męki. Całe jej życie naznaczone było wielkim cierpieniem. Dzięki jej modlitwie setki tysięcy ludzi doznało szczególnych łask, duchowego odrodzenia, nawrócenia, uzdrowienia z różnych nieuleczalnych chorób. O wielkiej pokorze Natuzzy świadczą jej czyny i słowa.

Tak Natuzza mówiła o sobie:

„Jestem niczym, jestem ziemskim robakiem. Nie wiem, co mam powiedzieć, nie jestem ani jasnowidzem, ani nie czynię cudów. Ja się tylko modlę, a Jezus czyni cuda. Pan Jezus i Matka Boża dają mi siłę, abym przekazywała ludziom wiele radości i pogody ducha, tym wysoko postawionym i tym prostym – wszystkim bez wyjątku”.

Innym razem mówiła:

„Jestem przyzwyczajona do spotkań ze zmarłymi, już od dzieciństwa. Stało się to po raz pierwszy, gdy miałam 10 lat. Jest to dla mnie tak samo oczywiste jak widok ludzi żyjących. Co więcej, jestem ze zmarłymi w większej zażyłości aniżeli z żywymi. Tylko w piątki i w Wielkim Poście ich nie widzę, a w pozostałe dni zawsze ich spotykam. Świętych widzę czasami, nie zawsze. Matka Boża i Jezus objawiają mi się w okresie Wielkiego Postu oraz w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek. Jezus i Maryja mówią mi, że powinniśmy być dobrzy, pokorni i miłosierni, że świat nie jest światłem, lecz ciemnością! Jezus cierpi, ponieważ cały świat odnawia Jego ukrzyżowanie. Matka Boża mówi nam, że powinniśmy dużo się modlić, odmawiać różaniec. Poznaję różne sytuacje dzięki moim informatorom, którymi są aniołowie.

Widzę ich, jakby byli dziesięcioletnimi dziećmi, bez skrzydeł – a więc nie tak, jak są przedstawiani na obrazach, lecz jako piękne, jaśniejące światłem dzieci, które zawsze udzielają dobrych rad. Każdy z nas ma obok siebie swojego Anioła Stróża. Widzę ich obok osób żyjących, a nie obok zmarłych. Aniołowie sugerują wiele rzeczy osobom żyjącym na ziemi. Widzę, jako aniołowie stoją po prawej stronie ludzi świeckich, a po lewej u księży. Czasami się zdarza, że kapłan przychodzi do mnie ubrany po świecku. Od razu wiem, że jest księdzem, ponieważ widzę jego anioła stróża po lewej stronie. Całuję jego rękę, a on mi mówi: »Jak się dowiedzieliście?«. Odpowiadam: »Widzę po waszej lewej stronie anioła stróża«”.

Źródło: miłujcie się

Posted in Ciekawe, Cuda | Otagowane: , | 128 komentarzy »

Zagadka Karola Wojtyły cz.5 ostatnia

Posted by Dzieckonmp w dniu 19 grudnia 2016


Co  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?

uzdrowicielCzy mogę o coś zapytać?

– Czy mogę o coś zapytać? – Ależ proszę
– odpowiedział  perfekcyjną  włoszczyzną.
– Jak trafił tu ten obraz?
– To cud, zdarzył się cud. Prosił o niego papież Jan Paweł  II i cud się dokonał, wielki cud. To dlatego  ten  obraz  tutaj  jest.
– Ale  jaki  cud,  gdzie?
– We  Włoszech.  No  pięknie,  pomyślałem.
W  Krakowie   dowiaduję   się   o  jakimś   cudzie,  potem  jadę  do Bośni  i Hercegowiny,  a na końcu okazuje się, że zdarzył się on, że  tak  powiem,  pod  moim  nosem.
–  Co  się  wtedy    stało?
Kapłan    pokręcił    głową.
– Przykro  mi,  Ojciec  Święty…
– Tak,  tak,  Ojciec Święty nie chce, żeby o tym mówić.  Ale ja nikomu nie powiem. On jednak upierał się przy swoim.
– Przykro mi.
Spróbowałem  raz  jeszcze  i  patrząc  na niego  przenikliwym  wzrokiem,  powiedziałem:
– Nie wiem, czy ksiądz mi uwierzy, ale ja mówię prawdę. W Krakowie  dowiedziałem  się,  jak  drogie  Papieżowi  jest  orędzie   o  Bożym   miłosierdziu,   a  pewien  Żyd  powiedział  mi,  że  wydarzył  się  cud.
– Żyd?
– Tak,  w dawnej  dzielnicy  żydowskiej  w Krakowie,  w Polsce.  Od tej  pory  szukam    wszędzie    śladów    tego    cudu.
– A kto  panu  powiedział,  żeby  szukać  akurat   w  Medziugorju?
–  Pewien   polski  ksiądz. Zaśmiał się krótko.
– Już prawie panu uwierzyłem, ale teraz pan kłamie.
– Ten  ksiądz  miał  ogromne  nieprzyjemności,  tylko  dlatego,  że  zapytał  kogoś  o  ten  cud.
–  I  to  on  przysłał  pana  do  mnie?
–  Nie,  ograniczył  się  jedynie  do tego,  że  z wielkim  oporem  zapisał  mi  na  kartce  nazwę  Medziugorje.
– W to  akurat  wierzę.  Czasami    zupełnie    nie    rozumiem    Kościoła.  Zwłaszcza  wielu  Polaków  traktuje  nas  jak  bandę   przestępców,   kłamców   i  oszustów,  którzy  hańbią  Matkę  Bożą.  Czy  wie  pan, ile  osób  tu  przyjechało,  żeby  zapobiec  zawieszeniu   tego   obrazu?
–  Mogę   to   sobie  wyobrazić.
– To  ma  coś  wspólnego  z Papieżem.  Gdyby  choć  raz  mógł  tu  przyjechać.   Skończyłoby   się   wtedy   całe   to  zamieszanie.  A był  już  przecież  tak  blisko,  w Banja  Luce.
– Tak,  wiem  – odpowiedziałem – też tam wtedy byłem.
Papież Jan Paweł II zawitał do Banja Luki  22 czerwca 2003 roku, jednak nie przyjął  wtedy  zaproszenia  do oddalonego  o dwieście  pięćdziesiąt  kilometrów  sanktuarium   maryjnego   w  Medziugorju.   –  Nie  przyjechał  przez  wzgląd  na biskupów,  którzy nas nienawidzą. – Wiem jednak, że Papieża  bardzo  ciekawiło,  co  tu  się  stało.
– A skąd pan wie? – zapytał.
– Opowiedział  mi o tym kiedyś jego rzecznik Joaquín Navarro -Valls.  – Co  panu  powiedział?  Proszę, niech  pan  usiądzie.  Usiadłem  ponownie  w ławce,  a on  przysiadł  obok.
– O czym  opowiedział    panu    papieski    rzecznik?
– Spędzali  wtedy  wakacje  w górach,  kiedy  do  uszu   rzecznika   dotarła   informacja,   że  „Widzący”  usłyszeli  od Matki  Bożej  przepowiednię  dotyczącą  Papieża.  Powiedział  wtedy   do  niego:   „Wasza   Świątobliwość,  dzisiaj  w Medziugorju  rozeszło  się  orędzie Matki  Bożej  dotyczące  Papieża”.
– I co  Papież  na to?  – Zapytał  Navarro -Vallsa,  co  to  za orędzie, a rzecznik obiecał, że się do wie.
– I co  było  potem?
– Navarro -Valls  zapomniał  o tym,  za to  dzień  później  przyszedł  do niego  Papież  i powiedział:  „Jakiego   mam   rzecznika,   skoro   zapomina o Papieżu  i o orędziu  z Medziugorja”.
–Ico dalej?
– Rzecznik  przeprosił  Go  i chciał się zająć tą sprawą, ale znowu zapomniał.  Kiedy  po urlopie  lecieli  już  z powrotem  do Rzymu,  Papież  podszedł  w samolocie   do  Navarro -Vallsa   i  zapytał:
„Czym sobie na to zasłużyłem, że pan zupełnie  o mnie  nie  myśli?”.  Rzecznikowi  zrobiło   się   oczywiście   strasznie   głupio.
Przeprosił,  a następnego  dnia  Papież  miał  już  na swoim  biurku  wszystkie  szczegóły.
– Pamiętam  tamto  orędzie.  Zapowiadało,  że   Papież   będzie   musiał   w  przyszłości  wiele  wycierpieć.
– Zgadza  się.  Popatrzył  na mnie.
– Ufam  panu.  Istnieje  świadek  tamtego  cudu,  ksiądz.  Nazywa  się  Renato  Tisot. Odnajdzie go pan w Trento.
Po powrocie  do Rzymu   natychmiast  ruszyłem  na poszukiwanie.  Tyle  że  on  ciągle był w rozjazdach, miało się wrażenie,  że  podróżuje  po całym  świecie.  Musiałem  więc  zaczekać.  Tymczasem  zadzwoniłem  do przyjaciela  pracującego  w Prefekturze  Domu  Papieskiego  z pytaniem,  czy  mówi  mu  coś  nazwisko  Renato  Tisot.  – Jestem  pod wrażeniem  – odparł  zdumiony.
– Ty  go znasz?
– Nie – odparłem. – Nie znam go.  Nigdy  nie  widziałem  go  na  oczy.
–  Myślę,  że  w  Rzymie  jest  niewielu   duchownych   tak   drogich   Papieżowi   jak  ksiądz Tisot.
– Skąd wiesz?
– Stało się coś niesamowitego. Dawno  temu,  gdzieś  na początku  lat  dziewięćdziesiątych.  Pewien  człowiek  cierpiał  na nieuleczalną  chorobę,  to  było  chyba  stwardnienie   rozsiane.   Podczas   audiencji  generalnej  podwieziono  go  na wózku  do Papieża.   Miał   przy  sobie   obrazek   z  Jezusem  z wizji  siostry  Faustyny.  Papież  podszedł  do niego, a on powiedział: „Proszę mi pomóc!”.  I  wiesz,  co  mu  Papież  odpowiedział?   „Nie   potrzebujesz   mojej   pomocy,  trzymasz   obraz   Jezusa   Miłosiernego.   Ja  nie   jestem   ci   potrzebny.   Zwróć   się  do świętej Faustyny, ona wstawi się za tobą  u Boga”.
– I co  było  potem?
– Potem  wysłał  go  do tego  Renato  Tisota  w Trento.
Powiedział  temu  człowiekowi  na wózku,  żeby jechał tam pełen dobrej wiary.
– I co  się tam stało?
– Nie mam pojęcia.
Ksiądz Renato Tisot  wrócił  kilka  tygodni  później.  Jego  głos  w słuchawce  brzmiał  żwawo  i energicznie.
– Ksiądz  widział  cud,  prawda?   Zamilkł   na  moment.   Potem   powiedział cicho:
– Tak, widziałem cud.
– Papież Jan Paweł II wysłał do księdza pewnego  człowieka  cierpiącego  na stwardnienie  rozsiane.
– Tak, to był Ugo Festa.
– Dlaczego  wysłał  tego  chorego  właśnie  do księdza?
–  Ugo   Festa   był   na  audiencji   generalnej  u  Papieża.   Trzymał   na  kolanach   obrazek  z Jezusem  Miłosiernym.
– Tak,  wiem,  a Papież  powiedział  do niego:  „Po co  ci  moja  pomoc,  zwróć  się  do  świętej  Faustyny”.
Znam już ten fragment historii. Ale dla czego Papież wysłał go do księdza do Trento?
– To proste. W tamtym czasie byliśmy  jedyną  w  całych  Włoszech  parafią  pod wezwaniem  Bożego  Miłosierdzia.  Lub,  jak   pan   woli,   byliśmy   jedynym   miejscem  we  Włoszech,  gdzie  oddawano  cześć  temu  wizerunkowi.
– I co  się  wtedy  stało?
– Uga  Festę   przepełniała   nienawiść.   Miał   wtedy  trzydzieści   dziewięć  lat  i chorował  od dziecka. Cierpiał nie tylko na SM, ale dodatkowo  na epilepsję  i jeszcze  wiele  innych  chorób.
– I co dalej?
– Zaczął się modlić. W swoim  wózku   inwalidzkim   spędził   wiele   godzin  przed obrazem  Jezusa  Miłosiernego,  a potem to się stało.
– Co?
– W dniu 3 sierpnia  1990  roku  siedział  w wózku  w naszej  kaplicy.  Prosił  Jezusa:  „Jeżeli  jest  to  w Twojej mocy, podnieś mnie, podnieś mnie z tego  wózka  i  pozwól  mi  chodzić”.  Powiedział  mi  potem,  że  wydarzyło  się  wtedy  coś  niezwykłego.  Jak  gdyby  Jezus  zstąpił  z obrazu,  podszedł  do niego  i podawszy  rękę,  pomógł  wstać  z  wózka.  Od  tamtego  dnia znów mógł chodzić.
Z początku  myśleliśmy,  że  to  przypadek,  ale  doktor  Marcella  Piazza,  szefowa  oddziału  neurologicznego  ze  szpitala  Santa  Chiara  w Trento,  zbadała  go  i powiedziała,  że  nie da  się  tego  wyjaśnić  od strony  medycznej.   Niestety,   była   niewierząca.   Nie  odnalazła    jeszcze   Boga.   Mimo   to   stwierdziła,  że  to  cud.  Dopiero  wtedy  zgłosiliśmy  wszystko   biskupowi   Giovanniemu   Sartoriemu.  Zbadał  on  cud  i wysłał  dokumenty  również   do  Krakowa.   Ale   najważniejsze  było…
– Co takiego?
– Ugo Festa przyszedł  19 sierpnia 1990 roku na audiencję do Papieża  o własnych  siłach.  Podziękował  Janowi  Pawłowi  II,  a potem  postanowił  w jakiś   konkretny   sposób   odwdzięczyć   się  za  cud,   którego   doświadczył.   Pojechał  do Kalkuty,  do Matki  Teresy,  i tam  dla  niej  pracował.  W 2004  roku  Festa  zajmował  się  wspólnotą   młodych   narkomanów.   Mieszkał z nimi pod jednym dachem, ale 22 maja  2005  roku  został  zabity  podczas  snu  przez  jednego  z podopiecznych.  W Trento  czci się go jako męczennika.

„Uzdrowiciel.   Cuda   świętego   Jana  Pawła  II”.
Zamówienia,
Wydawnictwo   WAM:   tel.   12/6293260,
zamowienia@wydawnictwo wam.pl

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 12 komentarzy »

Zagadka Karola Wojtyły cz.4

Posted by Dzieckonmp w dniu 18 grudnia 2016


Co  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?

uzdrowicielByłem zatem wdzięczny znajomemu  księdzu,  że  chciał  mnie  zabrać  na  objawienie   do  Marii,   jednak   podróż   do  Medziugorja  w towarzystwie  duchownego  łączyła  się  dla  mnie  ze  sporym  wysiłkiem, bo nie sposób wtedy rozmawiać otwarcie.  W trakcie  podróży  mój  towarzysz  z rzymskiej  parafii  przygotowywał  się  wewnątrz  nie  na spotkanie  z Mariją  Pavlović -Lunetti,  często  się  modląc.  Był  bardzo  przejęty  myślą, że oto będzie obecny w czasie objawienia  Matki  Boskiej.  Świadomość,  że  będzie się modlił w tym są mym pomieszczeniu, w którym ukaże się, a nawet przemówi  nieogarniona istota,  Maryja,  wprawiał  go  w nastrój  głębokiego  uduchowienia  i radosnego  oczekiwania.
Za każdym  razem,  teraz  kiedy  zjeżdżam  ze wzgórz do miasteczka, nie potrafię  powstrzymać  się  od  pytania,  czy  naprawdę   ten   ogromny   religijny   przemysł  pod nazwą  Medziugorje  opiera  się  tylko na  uporczywie   podtrzymywanym   kłamstwie. Przecież gdyby nie szóstka „Widzących”   dzieci,   Medziugorje   byłoby   zwyczajną,  ubogą  wioseczką  usytuowaną  dosyć   pechowo   w  spornej   strefie   pomiędzy Chorwacją  a Bośnią  i Hercegowiną.  Tymczasem   Vicka   Ivanković,    Ivan Dragićević,   Marija   Pavlović -Lunetti,   Jakov Čolo, Ivanka Ivankowić -Elez  i Mirjana Dragićević -Soldo,  dzięki  swoim  niezliczonym   wizjom,   przyczynili   się   do  powstania  w tym  miejscu  gigantycznego  centrum  kultu  religijnego.  Władze  bośniackie  szacują,   że   każdego   roku   przyjeżdża   tu  od  półtora   do  dwóch   milionów   pielgrzymów.  Wyrosły  więc  w Medziugorju  setki  sklepików  z pamiątkami,  dziesiątki  restauracji,  barów  i hoteli.  W miejscu,  gdzie  poza kościołem  parafialnym  były  tylko  ruiny,  powstał   nowoczesny   ośrodek   turystyczny  obracający   milionami   euro.   Medziugorje  stało  się  znaczącym  czynnikiem  gospodarczym.   Przechodząc   obok   tysięcy   figurek  Matki  Boskiej,  stoisk  z napojami  i postmodernistycznych  luksusowych  kawiarni,  zadaję   sobie   pytanie,   czy   to   wszystko   naprawdę  ma  coś  wspólnego  z  faktem,  że  Maryja  upodobała  sobie  właśnie  to  miejsce, by ukazywać się tu raz za razem?
Willa Marii Pavlović-Lunetti  znajduje  się  przy wyjeździe  z Medziugorja,  a jej okna   wychodzą   na  wzgórze,   na  którym  w roku 1981 ukazała się jej Matka Boska.  Za  wielką   metalową   bramą   zaopatrzoną  w kamerę  rozciąga  się  ogromny  parking, na  którym   bez   trudu   pomieściłoby   się  mnóstwo   autokarów,   jednak   zazwyczaj  parkują   tu   samochody   gości.   Po  lewej  stronie  widać  kaplicę,  w której  Marija  doznaje   kolejnego   objawienia.   Z  prawej  strony  stoi  imponująca  rozmiarami  willa,  wzniesiona z typowych  dla  tego  regionu  kamieni.  Marija  jest  bardzo  gościnna,  razem   z  pomocnicami   przygotowuje   dla  uczestników   objawień   przekąski,   ciasta,  colę  czy  soki.  Jest  pogodną,  szczupłą  blondynką   średniego   wzrostu.   W  ogrodzie  przed domem  bawi  się  czwórka  jej dzieci. Przybyłych gości wita też jej mąż,  z  którym   mieszka   w  Moncy   we   Włoszech. Przyglądałem się jej, jak krząta się  w  kuchni,  jak  co  rusz  zanosi  gościom  do pokoju  kolejne  tace  z przekąskami.  Ma  taką  szczerą  i otwartą  twarz.
Czy  ta  kobieta  była by  w  stanie  od  1981  roku  odgrywać  przed całym  światem  komedię,  która  ściągałaby  co  roku  na kosztowną  pielgrzymkę  do Medziugorja  miliony  wiernych?  Może  tylko  jej  się  zdawało, że  słyszy  Matkę  Bożą,  albo  wmówiła  sobie te  objawienia,  może  był  to  rodzaj  autosugestii?  Znam  wiele  osób  twierdzących,  że  problem   Medziugorja   polega   wyłącznie  na  tym,   że   „Widzący”   są   nad wrażliwi  i przez  trzydzieści  lat  wmawiają  sobie  kolejne   objawienia.   Jednak   czy   sześć   osób  może  jednocześnie  ulec  tej  samej  autosugestii?  Czy  tylko  udają  ekstazę,  czy  może  naprawdę   ukazuje   im   się   Matka   Boska?
W  postawie   Marii   nie   dostrzegłem   ani  krzty  przebiegłości  czy  zakłamania.  Wydała  mi  się  całkowicie  szczera.  Siedzieliśmy  w tym  odrobinę  mrocznym  pokoju,  jedliśmy ciasto, aż nadszedł czas. Kaplica była  wyposażona  w  mnóstwo   urządzeń   technicznych,  za konsolą  siedział  moderator  radiowy,  mała  grupka  grała  na gitarach,  objawienie  miało  być  rejestrowane  przez  Radio  Maria,  które  transmitowało  orędzia  na cały  świat.   Rozgłośnia   powstała   w  1983   roku  w  Arcel lasco   d’Erba   nie opodal   Como  i dziś  ze  słuchaczami  w liczbie  1,6  miliona (dane  z roku  2009)  należy  do jednych  z najpopularniejszych  radiostacji  we  Włoszech.   Jednak   wewnątrz   Kościoła   opinie  na  temat   tego   skrajnie   konserwatywnego  radia  są  dosyć  podzielone.
Wszyscy  zebrani  w  kaplicy  uklękli  do modlitwy.  W tym  czasie  moderator  informował  wiernych,  że  słuchają  transmisji  na  żywo   z  domu,   gdzie   Marija   Pavlović –Lunetti  czeka  właśnie  na objawienie  Matki  Boskiej.  Tym,  co  zdumiewa  w  owych  objawieniach  w Medziugorju,  jest  fakt,  że
Maryja    ukazuje    się    zawsze    nie    tylko  w określonym  dniu,  ale  i o określonej  porze.  Uroczysta  godzina wybiła  o 17.00,  Marija   stanęła   przed  ołtarzem   i  popatrzyła  w lewą  stronę.  Modliła  się  i głośno  śpiewała.  W pewnym  momencie  któryś  z księży  dał  znak  i zapadła  cisza.  Marija  rozejrzała
się   dookoła   niepewnym   wzrokiem,   popatrzyła  w głąb  pomieszczenia,  a potem  coś  się  z nią  stało.  Patrzyła  dokładnie  w jedno  miejsce  w kaplicy,  w którym  nie  było  widać  absolutnie  nic,  jej  twarz  rozjaśniła  się,  wyrażając  jakąś  niezmierną  radość.  Znałem  fascynujące  studium  tego  fenomenu  opracowane   na  fakultecie   medycznym   w  Montpellier w roku 1984. W dniu, w którym cała  szóstka  „Widzących”  miała  mieć  kolejne  objawienie,  badacze  zebrali  ich  w jednym  pomieszczeniu.  W ten   sposób   dowiedziono,  że  stało  się  coś  niesamowitego,  wszyscy  „Widzący”   patrzyli   bowiem   na  ten   sam  punkt  w pomieszczeniu,  jak  gdyby  coś  tam  widzieli.  Czy  zatem  w tej  chwili  Marija  widziała   w  kaplicy   coś   nadprzyrodzonego?
A może tylko tak jej się wydawało? Czy byłem  świadkiem  cudu,  czy  znajdowałem  się
w pomieszczeniu,  w którym  w tym  samym  czasie   przebywała   Matka   Boża,   która  wszak  większość  swojego  ziemskiego  życia   spędziła   w  Nazarecie?   Może   jednak  Marija   Pavlović   odgrywała   tylko   jakiś  spektakl?  Tego  nie  wiem.
Dziesięć  minut  później  było  po wszystkim.   Marija   przeżegnała   się   i  dosłownie  pognała   do  pomieszczenia   obok,   gdzie  słowo  po słowie  spisała  wszystko,  co  jakoby  przekazała  jej  Matka  Boska.  Wróciła  potem  z karteczką  w ręku  i obwieściła  to  z dumą,  akcentując  każde  słowo.  Przesłanie  dotyczyło  przede  wszystkim  tego,  by nie ustawać w modlitwie.
Po objawieniu  w kaplicy  Marija  pośpieszyła   do  kościoła   w  Medziugorju,  na Mszę Świętą, gdzie zebrały się już tłumy   wiernych,   którym   powtarzała   treść  nowego  orędzia.  Udało  mi  się  porozmawiać z nią przez moment.

– Czy mogę cię o coś  zapytać?

– Oczywiście.

– Czy  wiesz  coś   na  temat   cudu   Bożego   miłosierdzia,  jaki   miał   miejsce   tutaj,   w  Medziugorju?
– No  pewnie.  Chodzi  o kościółek  w Surmanci,  niedaleko. Podziękowałem   i  nie   zatrzymywałem
jej  dłużej.  Mój  towarzysz  wolał  jechać  z  Mariją,   wziąłem   więc   nasz   samochód  i  ruszyłem   sam   do  Surmanci,   leżącego  w gminie  Medziugorje,  w nadziei  że  znajdę tam wreszcie to, czego szukam.
Kiedy dotarłem na miejsce  około  godziny  18,  kościół  był  jeszcze  otwarty.
Usiadłem  w ławce  i rozejrzałem  się  wokół.
Co  wspólnego  ma  ten  kościółek  z owym  Żydem  z Krakowa,  który  opowiadał  o cudzie,  i dlaczego  tamten  polski  ksiądz  był  tak   przerażony,   że   nazwę   „Medziugorje”  napisał  na karteczce  ukradkiem?

W końcu  zobaczyłem:   wisiał   tu   słynny   już   obraz  z podpisem  „Jezu,  ufam  Tobie”,  przedstawiający   Jezusa   z  Nazaretu   według   wizji  siostry  Faustyny.

Jak  i dlaczego  ten  obraz  trafił  jednak  do Medziugorja?
Wstałem   i  podszedłem   bliżej,   by   dokładniej  się  mu  przyjrzeć.  Niespodziewanie obok mnie pojawił się starszy ksiądz.
Modlił się przez chwilę cicho przed obrazem,  potem  popatrzył  na mnie  i odezwał się  po bośniacku.  Kiedy  się  zorientował,  że  go  nie  rozumiem,  powiedział  po włosku,  że  chciałby  już  zamknąć  kościół.

– Czy mogę o coś zapytać?

CDN

Ciąg dalszy nastąpi

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , | 11 komentarzy »

Zagadka Karola Wojtyły cz.3

Posted by Dzieckonmp w dniu 17 grudnia 2016


Co  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?

uzdrowicielCzy Maryja nawiedza Medziugorje?
W   ciągu   przeszło  dwudziestu  lat  mojej  pracy   jako   watykanisty  mógłbym na palcach  jednej  ręki  policzyć  zaproszenia   na  naprawdę   huczne   imprezy,   za  to  nie  ma  tygodnia,  żebym  nie  dostał,  najczęściej  od jakiegoś  księdza,  zaproszenia  do Medziugorja.  To  jedyne  w swoim  rodzaju   sanktuarium,   którego   nie   sposób  porównać    z   żadnym    innym.    Leżące  w Bośni  i Hercegowinie  Medziugorje  odróżnia  się  od Fatimy,  Lourdes  czy  Mariazell  przede  wszystkim  tym,  że  pielgrzymują  doń  nie  tyle  zwyczajni  świeccy wierni, co księża. Sanktuarium jest swego  rodzaju  wyrazem  katolickiego  i nadzwyczaj  religijnego  protestu  przeciwko  instytucji Kościoła. Nie ma on nic wspólnego  z ruchami  lewicowymi  czy  zwolennikami   zniesienia   celibatu   księży   albo   wyświęcania   kobiet   na  kapłanów.  To  protest  prawicowego,  konserwatywnego  skrzydła,  protest  postulujący  jeszcze  większą  religijność  Kościoła.  A  przy  tym chodzi po prostu o cuda. Dla  zwierzchników  Kościoła  cuda  bywają   czasem   czymś   kłopotliwym   lub  uciążliwym.   Na  przykład   papież   Benedykt  XVI  w rozmowie  z nami,  dziennikarzami,  podczas  lotu  do Lourdes  podkreślał  stanowczo,  że  nie  udaje  się  tam  wcale  z  powodu   cudownych   uzdrowień.   Dla  Kościoła  jako  Instytucji  wiara  w cuda  stanowi  bowiem  dowód  słabości  wiary  religijnej.  Jak  gdyby   wierny  czy  nawet  kapłan  potrzebował  cudu,  by  móc  w ogóle  uwierzyć   w  chrześcijańskiego   Boga,   niczym   żądający   dowodu   niewierny   Tomasz,   którego   Chrystus   napomniał,   że  błogosławieni   są   ci,   którzy   nie   widzieli,  a uwierzyli.  Konserwatywni  księża  uważają,  że  to  nie  fair.  Oni  wierzą  w bezpośrednie   ingerencje   Boga   oraz   w  to,   że  na tym  świecie  naprawdę  zdarzają  się  cuda,  czego  skrajnym  przykładem  jest  właśnie   Medziugorje.   Ponieważ   tam   i  tylko  tam  cuda  dzieją  się  on  live   (na  żywo).
Osobom  mającym  objawienia  towarzyszy  w trakcie  ich  wizji  niewielki  krąg  wybranych.  Przemawia  do nich  wówczas  ukazująca  się  tu  regularnie  Matka  Boska.
W moich poszukiwaniach  nie  posunąłem się niestety zbyt daleko. Nie udało mi  się   dowiedzieć,   co   takiego   mogło   łączyć  cud   związany   z  Bożym   miłosierdziem  i Medziugorjem.  Pewnego  dnia  zadzwonił  do  mnie   zaprzyjaźniony   włoski   ksiądz.
– Andreas,   mam   zaproszenie   do  wzięcia  udziału  w objawieniu  Matki  Bożej  w domu  Marii.   Masz   może   ochotę   na  wycieczkę  do Medziugorja?
– Być  może  – odparłem.
– A słyszałeś  kiedyś  o cudzie,  który  ma  coś  wspólnego   z  Papieżem,   Bożym   miłosierdziem  z objawień  świętej  Faustyny  i z Medziugorjem?  Zastanawiał  się  przez  chwilę.
–  Nie  mam  o  tym  pojęcia  –  powiedział  w końcu.
– Nigdy o tym nie słyszałem.
Należało   więc   po  prostu   tam   pojechać  i rozejrzeć się na miejscu. Może uda mi się  dowiedzieć,   co   właściwie   miał   na  myśli  ten  młody  ksiądz  z Polski  i dlaczego  był  tak   poruszony   wiadomością   o  cudzie.
A przy tym  jedno  było  pewne:  wizjonerka  Marija   wiedziała   o  wszystkim,   co   dzieje  się   w  Medziugorju.   Jeżeli   ktokolwiek  mógł  wiedzieć,  gdzie  w Medziugorju  znajduje  się  tajemnicze  miejsce  związane  z cudem  Bożego  miłosierdzia,  to  tylko  ona.
Z Rzymu do Medziugorja można się  dostać  na dwa  sposoby.  Większość  księży  umawia   się   na  wspólną   wyprawę   samochodem  przez  Wenecję  i Triest,  następnie  chorwackim   wybrzeżem   aż   na  miejsce. Taka   podróż   trwa   dwadzieścia   godzin.  Bardziej  komfortowym  rozwiązaniem  jest  przelot  do Splitu  i wypożyczenie  tam  auta  na dalszą  podróż.  W Rzymie  istnieje  cała  sieć  punktów  spotkań  dla  duchownych  zafascynowanych  tym  sanktuarium,  gdzie  mogą  umówić  się  na  wspólny  wyjazd,  oferując   wolne   miejsca   w  swoim   samochodzie.  Sprzyjało  mi  szczęście,  bo  mój  zaprzyjaźniony  ksiądz  miał  pewnego  pobożnego   znajomego   w  chorwackich   liniach   lotniczych,   dzięki   któremu   udało  nam się dostać bilety na przelot z Rzymu  do Splitu  w korzystnej  cenie.
Myślę, że od czasów Marcina Lutra,  kiedy  doszło  do rozłamu  i powstania  Kościoła   ewangelickiego,   żaden   spór   wewnątrz Kościoła nie miał takiej siły jak ten  wokół  zagadki  Medziugorja.  A przy tym  dotyczył  on  nie  wiernych  świeckich,  ale  duchownych.   Tysiące   księży   na  całym  świecie  jest  przekonanych,  że  w Medziugorju  wydarzył  się  cud,  bardzo  istotny  cud.  Po drugiej  stronie  również  stoją  tysiące   księży   uznających   przypadek   Medziugorja   za  totalną   bzdurę.   Ta   rozbieżność   dotyka   nie   tylko   szeregowych   kapłanów, lecz obecna jest we wszystkich  kręgach  duchownych  aż  po kolegium  kardynalskie.  Do Medziugorja  pielgrzymują  bowiem, bardziej lub mniej skrycie, także setki,  jeżeli  nie  tysiące  biskupów.  Spotkałem  tam  wielu  takich,  którzy  zdejmowali  swoje  insygnia  i chowali  je  w kieszeniach  koszuli   lub   kurtki.   Nawet   kardynałowie  pielgrzymują  do Medziugorja,  a największym   spośród   nich   –  przyjacielem   tego  sanktuarium   jest   arcybiskup   wiedeński  kardynał  Christoph  Schönborn.
Przeciwnicy  Medziugorja  są   przekonani,  że  to  nic  więcej  jak  jedno  wielkie  oszustwo.   Biskupi   z  byłej   Jugosławii  w deklaracji  podpisanej  w Zadarze  w roku  1991  oświadczyli,  że  nie  można stwierdzić że   zaszło  coś  nadprzyrodzonego. Kongregacja  Nauki  Wiary  pod przewodnictwem  Josepha  Ratzingera  zabroniła  oficjalnych  pielgrzymek   czyli   organizowanych  przez  duszpasterzy  katolickich  parafii do Medziugorja.  Jednak  ten,  kto  tam  dotarł, dobrze wie, że zakaz łamany jest każdego  dnia.   Pod  tamtejszym   kościołem, w  którym  odprawia  się  Mszę  świętą  za Mszą  i gdzie  wierni  taśmowo  przystępują   do  sakramentu   pokuty,   codziennie  kłębią   się   grupy   pielgrzymów   z  całego  świata.  Nigdzie,  w żadnym  innym  miejscu na ziemi  nie  widziałem  takich  tłumów  stojących  w kolejce  do konfesjonału.
Mnie  osobiście  każda  z  podróży  do Medziugorja  fascynowała  z tego  prostego  powodu,  że  będąc  tam  na  miejscu,  nie  sposób  nie  zapytać:
co  tu  się  stało?
Zwolennicy   tego   sanktuarium   wierzą,   że  począwszy  od  24  czerwca  1981  roku  na wzgórzu  Crnica,  teren  parafii  Medziugorja, ukazywała  się  Matka  Boska  i przekazywała   tysiące   orędzi   sześciorgu   dzieciom.  Przepowiedziała  na przykład  wojnę  na Bałkanach na dziesięć lat przed jej wybuchem.  Od tamtego  czasu  o ustalonej  porze  dnia  wciąż  przekazuje  swoje  przesłanie  sześciorgu   „widzącym”.   Przeciwnicy  sanktuarium  uważają,  że  owa  szóstka  zmówiła  się  i  przez  długie  już  dziesięciolecia  podtrzymuje  swoje  kłamstwa  tak  skutecznie,  że  w Medziugorju  powstało  ogromne  centrum  pielgrzymowania,  w którym  jedynie  w 2006  roku  – pomimo  zakazu  Watykanu   –  odprawiło   Mszę   Świętą   4503  katolickich  duchownych.  Z owymi  „Widzącymi”   dziećmi,   teraz   już   dorosłymi, spotykałem   się   wielokrotnie.   Nie   wiem,  czy   są   notorycznymi   kłamcami.   Gdyby jednak to wszystko zmyślilii w swej zmowie trwali przez tak długie lata, to nasuwa  się  tylko  jedno  pytanie:
po co?
W okresie  przed  pierwszymi  objawieniami  w roku  1981 aż  do momentu upadku  muru  berlińskiego  wszyscy  z tej  szóstki,   żyjący   w  komunistycznej   Jugosławii,   byli   narażeni   na  różnego   rodzaju  konflikty  i szykany  ze  strony  aparatu  państwowego   czy   milicji   tylko   dlatego,   że  twierdzili,  iż  widzieli  na własne  oczy  Matkę   Boską,   która   przekazała   im   orędzie. Po  co  mieliby  to  robić,  skoro  takim oświadczeniem  narażali  się  na więzienie?   Moje   wahanie   pogłębiały    jeszcze   rozmowy   z  wieloma   włoskimi   sędziami.
Na przykład  przy zwykłej  próbie  wymuszenia   ubezpieczenia   świadkowie   starają  się  wcześniej  uzgodnić  szczegóły  rzekomego  zajścia.  Praktyka  pokazuje  jednak, że  prawie  nigdy  nie  udaje  się  zbyt  długo  podtrzymać   nieprawdziwej   wersji.   Ktoś  w  końcu   przerywa   milczenie,   zwłaszcza  gdy  w cały  spisek  zamieszanych  jest  kilka  osób  i upłynęło  już  trochę  czasu.  Jednak  w przypadku  Medziugorja  nikt  z „Widzących”  nie  zmienił  dotąd  swojej  wersji.  Dla czego?  Bo  potrafią  tak  doskonale  kłamać?  A może   na prawdę   widzieli   Matkę  Boską? Te go nie wiem.

CDN

Ciąg dalszy nastąpi

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 8 komentarzy »

Zagadka Karola Wojtyły cz.2

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 grudnia 2016


Co  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?

uzdrowicielTeraz   wiedziałem  przynajmniej    jedno:  czegokolwiek    dotyczył  ten   cud,   nie   miał   nic  wspólnego  z diecezją  w Rzymie.  Zdawałem  sobie  sprawę,  że  tak  naprawdę  szukam  igły  w stogu  siana.  W Watykanie  istniały  dwa  urzędy,  które  musiały  wiedzieć  coś   o  tym   cudzie,   Kongregacja   Nauki  Wiary,  do której  należało  badanie  takich  przypadków  i orzekanie,  czy  nie  kryje  się  za nimi  zwykłe  oszustwo,  oraz  Kongregacja   Spraw   Kanonizacyjnych   odpowiedzialna  za ustalenie,  czy  chodzi  tylko  o jakieś   nadzwyczajne   zdarzenie,   czy   też  o Boską  ingerencję.  Na początek  spróbowałem  szczęścia  u znajomego  pracującego  w tej  drugiej  instytucji.  Zadzwoniłem  do niego  i zaprosiłem  na obiad.  (…)
– No,  mów  śmiało,  czego  ode  mnie  chcesz?
– Chodzi mi o pewien cud, który  miał  miejsce  gdzieś  w  latach  dziewięćdziesiątych. Ale nie znam żadnych szczegółów, nie wiem, ani kiedy dokładnie, ani  gdzie  się  dokonał.
– Czy  wiesz,  jak  wyglądają   pomieszczenia   naszej   kongregacji?  Na korytarzach  piętrzy  się  taka  masa  kartonów  i pudeł,  że  niepodobna  już  prawie   tamtędy   przejść.   Wiesz,   co   musieliśmy  zrobić?  Zabraliśmy  pozostałym  kongregacjom  wszystkie  piwnice  pod placem św.  Piotra,  żeby  zmagazynować  tam  kolejne   tysiące   pudeł.   A  wiesz   dlaczego?
Cuda, cuda, cuda i jeszcze raz cuda. Nagle na tym świecie zaroiło się od cudów. Przestaliśmy  już  za nimi  nadążać.  Mamy  u siebie   tak   wiele dokumentów   na  temat   cudów, że nawet przy najlepszych chęciach  nie wiemy, co z nimi począć. (…)
– Dam  ci  pewną  radę.  Przypuśćmy,  że  zdarzył  się  cud,  i przypuśćmy,  że  potraktowano  go  w tych  kategoriach,  co  oznacza,  że  informacja  o tym  musiała  dotrzeć  do  krakowskiego   biskupa.
–  Dlaczego?
– No  przecież  ta  Faustyna  Kowalska  została  ogłoszona  świętą  i teraz,  jeżeli  ktokolwiek  na świecie  zgłasza  przypadek  cudu,   to   diecezja,   z  której   ona   pochodziła,  musi  zostać  o tym  powiadomiona.  A przynajmniej   istnieje   duże   prawdopodobieństwo, że tak się stało.
– To byłby już jakiś  konkret
–  odpowiedziałem.   Wiedziałem  już, gdzie dalej szukać. (…)
Istniało jeszcze jedno centrum sprawowania  władzy,  mające  wielki  wpływ na papieża
– kościół  św.  Stanisława  B.M.  przy Via  delle  Botteghe  Oscure,  polski  kościół   w  Rzymie.   (…)
Jeżeli   ktokolwiek  wiedział  coś  na temat  raportu  dla  biskupa krakowskiego  o cudzie  związanym  z miłosierdziem  Bożym  i siostrą  Faustyną,  to  należało   go  szukać   właśnie   tutaj.   Praca watykanisty  miała  wówczas  i tę  zaletę,  że  przynosiła   mnóstwo   znajomości   wśród  polskich  księży.  Trwało  jednak  kilka  tygodni,  zanim  dostrzegłem  wreszcie  pewnego  młodego  jasnowłosego  kapłna,  którego  wielokrotnie  spotykałem  w Krakowie. Poznał mnie, a ja zaprosiłem go na kawę.
–Czy słyszał ksiądz o cudzie,  którego ponoć dokonał Jan Paweł II i który ma  coś  wspólnego   z  Bożym   miłosierdziem, ze  świętą  Faustyną?
–  Nie,  wiem  tylko  o cudach,  które  wykorzystano  w procesie  kanonizacyjnym   siostry   Faustyny.
–  Podobno   wydarzył   się   kolejny   cud,   cud  związany  z osobą  Ojca  Świętego.
– Napraw dę?  – zapytał.
– Jeżeli  został  potraktowany  poważnie  i zbadany  w Polsce,  to  nie   powinno   być   większych   trudności  z odnalezieniem  informacji  na ten  temat.  Diecezja    krakowska    jest    tak    dumna  z sanktuarium,  że  na pewno  zależy  jej,  by  pisano także o cudzie, o ile miał miejsce.  Taka  wiadomość  bardzo  umacnia  wszystkich   w  wierze,   byłoby   naganne,   gdyby  ktoś chciał coś ta kiego zataić.
Kamień spadł mi z serca.
Ten  poczciwy   Polak   jako   pierwszy   nie   potraktował  mnie jak przestępcy, tylko dlatego że chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o cudzie.
– A czy mógł by ksiądz popytać, czy w Polsce  wiadomo  coś  na temat  tego  przypadku?
– Nie  ma  sprawy  – odpowiedział.  (…)
Trzy  dni  później,  punktualnie  o 19.30,  czekałem  przed  seminarium,   jednak   kiedy   go   spostrzegłem,  wiedziałem  już,  że  czekają  mnie  kłopoty,  wielkie  kłopoty.
– Jest  pan  złym  i  podstępnym   człowiekiem   –  naskoczył  na mnie.
– Będzie pan musiał prosić o przebaczenie  za to,  co  pan  zrobił.
– O co  właściwie  księdzu  chodzi?
– zapytałem.
– Może   porozmawiamy   o  tym   przy  obiedzie?
– Nigdzie nie idę. Nie zamierzam jeść z panem  pizzy  ani  niczego  innego.
– Ale  co  się  stało,  na litość  Boską?
–  Wiedział  pan,  że  o  pańskim  pytaniu  na temat  cudu  nie  powinienem  był  nawet  pomyśleć,  dobrze  pan  wiedział,  prawda?
–  O  czym  ksiądz  mówi?
– A ja,  dureń,  zwróciłem   się   z  tym   do  biskupa,   który  przypadkiem   siedział   z  nami   w  jadalni.  Kiedy   go   zapytałem,   zamarł.   Jak   ześlą mnie gdzieś do jakiejś małej parafii w Tatrach, to będę miał dużo czasu, żeby żałować   tego   spotkania   z  panem.
–  Bardzo  przepraszam   –  powiedziałem.
–  Nie   sądziłem,  że  proste  pytanie  może  pociągnąć  za sobą  takie   konsekwencje.  Chciałem  się  tylko  dowiedzieć,  czy  naprawdę  wydarzył  się cud, który jest badany w Krakowie.
Spojrzał mi prosto w oczy.
– Ale czy  pan  zdaje  sobie  sprawę,  w jakich  tarapatach znalazł się Kraków z powodu tego cudu?
– Nie  mam  najmniejszego  pojęcia.  Popatrzył  na mnie,  a jego  wzrok  dosłownie  przewiercał   mnie   na  wylot.   Potem   przeszedł  kilka  kroków,  a ja  ruszyłem  za nim.
–  Wierzę  panu  –  odezwał  się  w  końcu.
– Kto  właściwie  panu  powiedział,  że  wydarzył się jakiś cud?
– Pewnie mi ksiądz  nie uwierzy, ale to był stary Żyd  z krakowskiego  Kazimierza,  który  sprzedawał  tam  pamiątki.  Uśmiechnął  się  teraz  odrobinę.
– Znam go, wiem, że to dziwak. I to  od nie go pan o tym usłyszał. Wieści o cudzie  rozchodzą  się  zawsze  dziwnymi  kanałami.   Zastanawiałem   się   przez   chwilę, czy  powinienem  zapytać  o szczegóły  cudu. Ale nie odważyłem się na to i po prostu szedłem dalej obok niego.
– Czy  mógł  by  mi  pan  wyświadczyć  przysługę,  nawet  jeżeli  nie  będzie  to  dla  pana  zbyt  przyjemne?  – zapytał  po pewnym  czasie.
–  Tak,  oczywiście,  bardzo  chętnie – od parłem.
– Czy mógłby pan napisać list? Proszę umieścić datę sprzed tygodnia i zawrzeć w nim po prostu prośbę  o zebranie  informacji  na temat  cudu.  Może  pan  to  zrobić?  Miał  bym  wtedy  jakiś  konkret.
–  Ależ  oczywiście,  tak  zrobię.
– A może pan zrobić to teraz?  W tej chwili?  – Jasne.  Miał  przy sobie  teczkę,  przeszliśmy  do pobliskiej  pustej  kafejki.  Stanęliśmy  przy barze.  Zgodnie  z jego  wskazówkami   napisałem,   że   przez   wzgląd  na długoletnią  przyjaźń,  jaką  zawarliśmy  niegdyś  w  Krakowie,  proszę  go,  by  dowiedział  się  szczegółów  dotyczących  tego  cudu.   Kiedy   skończyłem,   wydawał   się  dużo  spokojniejszy  i wręcz  zadowolony.
– Wie  pan,  w ten  sposób  będę  mógł  udowodnić,   że   chciałem   po  prostu   wyświadczyć   panu   przyjacielską   przysługę.
– Znakomicie  – powiedziałem.
– W pierwszej  chwili  myślałem,  że  chce  mnie  pan  oszukać.  Jednak  teraz  naprawdę  wierzę,  że  rzeczywiście  nie  miał  pan  o  niczym  pojęcia.
– O czym, ale o czym nie miałem  pojęcia? Co w tym cudzie jest tak nie opisanego,  że  nikt  nie  jest  w  stanie  o  tym  mówić?   Czy   chodzi   o  papieża?   Wiem,  że  nie  chce,  by  rozpowiadać  o  cudach,  które  mają  z nim  coś  wspólnego.  Słyszałem już o tym setki razy od jego rzecznika  Navarro -Vallsa.  Lecz  ja  chciałem  się  tylko  dowiedzieć,  czy  rzeczywiście  zdarzyło  się  coś takiego jak cud, czy też to tylko pogłoska.  Wiem,  że  i tak  nie  będę  mógł  o tym  napisać,  dopóki  papież  żyje.
–  To  nie  papież  jest  tutaj  problemem.  Problem  leży  gdzie  indziej
–  powiedział.
– Gdzie?
–  Pójdę   już   –  powiedział.
–  Zostawię  na barze  karteczkę.  Proszę  ją  przeczytać,  a potem wyrzucić. Nic więcej nie mogę  dla  pana  zrobić.  Na gryzmolił  coś  na karteczce   i  wyszedł   z  kawiarni.   Odczekałem    chwilę    i   obróciłem    karteczkę  w  swoją   stronę.  Widniała   na  niej   tylko  nazwa   pewnego   miasteczka   w  Bośni  i  Hercegowinie
–  Medziugorje.  Tylko  co   sanktuarium   leżące   przy  granicy  z  Chorwacją   mogło   mieć   wspólnego  z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem  Pawłem II?

CDN

Ciąg dalszy natąpi

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 26 komentarzy »

Zagadka Karola Wojtyły

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 grudnia 2016


uzdrowicielCo  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?
To,  i inne  pytania,  na temat  cudów  zdziałanych za przyczyną św. Jana Pawła II za jego  życia  zadaje  sobie  watykanista  Andreas Englisch  w swojej  książce  pt.: Uzdrowiciel. Cuda  świętego  Jana  Pawła  II.
W lutym 1999 r. obiecał  rzecznikowi   prasowemu Watykanu że, nie  ujawni  tych  faktów  za życia  Papieża  i słowa  dotrzymał,  dla tego teraz wyszła ta książka.
Przedstawimy fragmenty   epizodu  związanego  z  Bożym   Miłosierdziem,   Papieżem   i  Medziugorjem,   a  do  przeczytania   całości  zapraszamy    poprzez    nabycie   książki  z Wydawnictwa  WAM:  tel.  12/6293260, zamowienia@wydawnictwowam.pl

Co widziała Faustyna?
Przy  całym  szacunku,  jaki  miałem dla osiągnięć Karola Wojtyły, nie byłem w stanie  zaakceptować   sprawy   siostry Faustyny   Kowalskiej.   Nie   potrafiłem   sobie   wyobrazić,   że   prosta   zakonnica  naprawdę   może  mieć  tyle  objawień   Syna  Bożego,  Jezusa  z Nazaretu.  (…)
Mnie  tymczasem  przypomniała  się  pewna  rozmowa  z przyjacielem  papieża,  kardynałem  Andrzejem  Marią  Deskurem,  który  wielokrotnie   mi   powtarzał,   że   jeżeli   chcę naprawdę  zrozumieć  Wojtyłę,  powinienem  pojechać  do dawnej  dzielnicy  żydowskiej.
Teraz   miałem  na  to  czas. Wprawdzie  nie bardzo  wiedziałem,  czego  mam  szukać,  ale  postanowiłem  się  tam  wybrać.
Tego  dnia,  co  zrozumiałe,  cały  Kraków  był  dosłownie  wytapetowany  wizerunkiem  Jezusa  z objawienia  siostry  Faustyny  Kowalskiej.  Papież  przybył  tu,  by  pomodlić  się  właśnie  w sanktuarium.  (…)
Maszerowałem   przez   Kraków,   zastanawiając  się  przez  cały  czas,  co  tak  zafascynowało  papieża w Faustynie i jej wizji? (…)
Czy Bóg  rzeczywiście   to   powiedział?   Czy   rozmawiał  z nią  o godzinie  swojej  śmierci?  A może to jej się przyśniło, wyobraziła to sobie,  może  po prostu  skłamała?  A może  istotnie  było  to  objawienie  samego  Syna  Bożego?
Zakonnica, której nie docenił Hitler.
Tego dnia nie było w Krakowie sklepu,  który  nie  byłby  udekorowany  plakatami  z papieżem  albo  Faustyną.  Widziałem  nawet  chińską  restaurację  z wizerunkami  Świętej. (…)
22 lutego 1931 roku ukazuje się  jej  Chrystus  i poleca  namalowanie  obrazu  przedstawiającego  jej  wizję.  Na obrazie   widnieje   człowiek   w  białej   tunice,  z  którego   piersi   wychodzą   promienie.
I w tym  momencie  znów  zapytałem  sam  siebie:  czy  Bóg  rzeczywiście  tak  wygląda?
Tymczasem znalazłem się już na Kazimierzu,  w dawnej  dzielnicy   żydowskiej  Krakowa,  spacerowałem  jej  ulicami,  czytałem  w muzeum  przerażające  wojenne  obwieszczenia  o deportacjach.  Na otoczonym  restauracjami  placu  w samym  sercu Kazimierza   jakiś   człowiek  w  żydowskiej  kipie  sprzedawał  souveniry:  gwiazdy  Dawida,   pamiątkowe   dyplomy   z  odwiedzin  na Kazimierzu  i obrazki  z Jezusem  Miłosiernym.  Ku  mojemu  zaskoczeniu  mówił  całkiem  dobrze  po angielsku,  bo  pracował  także  jako  przewodnik  wycieczek  żydowskich  ze  Stanów  Zjednoczonych.
– Sprzedaje  pan  też  obrazki  z Jezusem?
– zagadnąłem.  – I co  z tego?  – odpowiedział.
– Przecież Jezus był Żydem.
– Tak, ale tego właśnie   Żyda   polski   papież   darzy   wielką
czcią,  był  dziś  w  Łagiewnikach,  żeby  się  do  niego   modlić.
Mężczyzna   wybuchnął  śmiechem.  – Co  pan  powie,  przecież  jeszcze  w czasie  wojny  pielgrzymował  tam  nie  tylko  Wojtyła,  ale  i cały  Kraków.
–Jak to?
– Nie pojmuje pan tego nawet  jako  Niemiec?  Trochę  mnie  to  dziwi,  bo  właściwie  od razu  powinien  to  pan  zrozumieć. –
O czym pan mówi?
– Czy miał pan aż tak kiepskich nauczycieli? Czy w ogóle pan  nie  wie,  że  hitlerowska  rasa  panów  chciała   zrobić   z  Polaków   niewolników?
– Ale  na  szczęście  nic  z  tego  nie  wyszło
– odparłem.
Spojrzał   na   mnie   przenikliwym  wzrokiem
.  –  Dzisiaj  łatwo  tak  powiedzieć, ale wtedy… wtedy wielu myślało, że
Polaków   czeka   długa   niewola.   Niemcy  pokonały  nasz  opór  w kilka  tygodni.  Wielu   Polaków   sądziło,   że   nie   pozostaje   już  nic innego jak śmierć albo uległość, że są  już  zgubieni.  Jak  pan  myśli,  ilu  ludzi w Krakowie  miało  nadzieję,  że  objawienia  Faustyny  są  prawdziwe  i  że  istnieje  coś  takiego  jak  Boże  miłosierdzie  i że  niemiecki naród panów nie wygrał raz na zawsze, a Bóg okaże jeszcze Polakom swoje  miłosierdzie?  Kiedy  więc  nastąpił  odwrót  Niemców,  wielu  pomyślało,  że  Hitler  nie dał  jednak  rady  Faustynie.
– Ale  pan  jako  Żyd  przecież  chyba  nie  wierzy  ,  że  na  tym  obrazie  jest  prawdziwy  wizerunek  Jezusa  z Nazaretu!
Znów się roześmiał. – Przecież to nie ma żadnego znaczenia.  Dla  Wojtyły  tak że  nie  ma  znaczenia,  kogo  widać  na tym  obrazie.  Cokolwiek  zobaczyła  ta  zakonnica,  chodziło  przecież  raczej o przekaz, o to, że przez całe lata brakowało  nam  już  nadziei  na ponowne  narodzenie   Polski.   Zamordowali   najlepszych  spośród   nas,   unicestwili   wszystkich,   byliśmy  już  na dnie  – a potem  pojawił  się   ten  promyk  nadziei,  że  Bóg  potrafi  być  miłosierny  i  że  ostatnie  słowo  nie  należy  do sprzymierzeńców  Adolfa  Hitlera.
I w tym momencie dotarło do mnie,  że ten człowiek ma dużo racji. To właśnie ten przekaz wyrył się w umyśle i sercu Karola  Wojtyły  pracującego  w drewnianych  chodakach   jako   robotnik   przymusowy w krakowskich  zakładach  Solvay,  podczas  gdy  hitlerowska  „rasa  panów”  okupowała  jego  ojczyznę.  Nie zwyciężą.  Czy  to  ta  myśl   podtrzymywała   wówczas   na  duchu  Kraków  i Karola  Wojtyłę?  (…)  Podziękowałem   staremu   Żydowi   i  kupiłem   jeden  z obrazków  z wizerunkiem  Jezusa  Miłosiernego.
– Wie  pan  – powiedział  na koniec   –  w  Krakowie   mówią,   że   Wojtyła   jeszcze   bardziej   wierzy   w  objawienia   tej  zakonnicy,   odkąd   w  jej   imieniu   dokonał  cudu.
– Cudu?
– zapytałem.
– Jakiego  cudu?
Wzruszył  tylko  ramionami.  – Wszyscy w Krakowie wiedzą o tym cudzie, ale nie znam nikogo, kto umiał by powiedzieć,  co  się  tam  wtedy  naprawdę  wydarzyło.
Po powrocie do Rzymu przejrzałem  wszystko,   co  Wojtyła   napisał   o  Bożym   miłosierdziu,  a to,  co  przeczytałem,  potwierdziło   relację   starego   Żyda   z  krakowskiego   Kazimierza.   (…)
W  najważniejszym    momencie    swojego    życia,  w momencie  wyboru  na papieża,  towarzyszyła  mu  właśnie  ta  myśl,  zawierzenie temu,  czego  w swojej  klasztornej  celi  doświadczyła  św.  Faustyna:  orędziu  o Bożym  miłosierdziu.
Administrowanie nie  możliwym .
Zadzwoniłem  do mojego  znajomego  z  Pałacu   Laterańskiego.
–  Czego   znowu  chcesz?
–  zapytał   młody   ksiądz.
–  Mam  tylko  jedno  pytanie,  ale  obawiam  się,  że  o  tej  sprawie  nie  będziesz  chciał  rozmawiać.
– Jeszcze  nigdy  dotąd  nie  zapytałeś  mnie o coś, o czym chciałbym rozmawiać.
– Już  dobrze  – odpowiedziałem  i rzuciłem  prosto z mostu
– chodzi mi o cud. Chodzi mi  o Boże  miłosierdzie,  o tę  świętą,  siostrę  Faustynę   Kowalską,   i  cud,   który   ma   coś  wspólnego  z Bożym  miłosierdziem.
Parsknął  śmiechem  do  słuchawki.
– Mój  drogi  Andreasie,  ku  mojej  nie opisanej  radości  teraz  mogę  być  z tobą  całkowicie  szczery.  Klnę  się  na mój  honor  i moją  duszę,  że  nie  mam  najmniejszego  pojęcia,  o czym mówisz. Diecezja rzymska nie zajmuje  się  żadnym  cudem  związanym  z miłosierdziem  Bożym  ani  ze  świętą  Faustyną.  Badamy  oczywiście  liczne  przypadki  rzekomych cudów, żaden z nich nie ma jednak związku  z miłosierdziem.    Przykro  mi  i odłożył  słuchawkę.  Teraz  wiedziałem  przynajmniej   jedno:   czegokolwiek   dotyczył ten cud, nie miał nic wspólnego z diecezją  w Rzymie.

CDN

Ciąg dalszy nastąpi

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 74 komentarze »

Matka Boża płacze w Boliwii krwawymi łzami

Posted by Dzieckonmp w dniu 20 sierpnia 2016


Parafianie z maleńkiego kościoła który został zbudowany zaledwie 10 lat temu w małej osadzie zwanej Portoryko w Manuripi-Heath donoszą że fihurka Matki Boskiej płacze krwią. Jeśli to prawda, to jest kolejna wiadomość od Matki Bożej, że nawrócenie serc jest potrzebne bardziej niż kiedykolwiek.  Miejscowy ksiądz poinformował, że figurka również krwawi gdy on trzymał ją w swych rękach. Próbka krwi została zabrana do szpitala celem zbadania. Parafianie uważają, że jest to wielki cud. Jeśli to prawda, to wydarzenie płaczu Matki Bożej dołącza do fali Maryjnych objawień i cudów, które zawierają wizerunek Maryi i płaczące figurki na całym świecie. Za każdym razem gdy Matka Boża dokonała interwencji poprzez ukazanie się czy płacz, przekazywała jedną prośbę, o nawrócenie serc. To powinno być oczywiste dla wszystkich, nawet bez cudu, że bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy modlitwy i odnowy poświęcenia Najświętszemu i Niepokalanemu Sercu Maryi. Jeśli te rzesze  wizjonerów są autentycznie prawdziwe, to Nasza Pani przez nich przyniosła nam ostrzeżenia. Musimy pokutować i modlić się o nawrócenie serc teraz! Przede wszystkim, musimy zrobić wszystko, aby upewnić się, że nasze serca są gotowe bo nie znamy godziny kiedy Jezus powróci.

Posted in Alert, Cuda, Nasz smutny czas, Znaki czasu | Otagowane: , , | 254 komentarze »

Ważne wydarzenie zbyt mało znane… Vicka w Ziemi Świętej!

Posted by Dzieckonmp w dniu 18 sierpnia 2016


Z biegiem lat Vicka 8 razy, chociaż prywatnie, udała się do Izraela z rodzinami włoskimi. Następnie Matka Boża dała jej poznać, że nadszedł czas, żeby Jej orędzia usłyszał Jej naród. Więc Vicka odbyła swoją 9. pielgrzymkę w sierpniu 2013 r. Tę podróż zorganizował pewien młody izraelski katolik, 27-letni Arab, Charbel Maroun. (Zwłaszcza w Galilei jest wielu katolików urodzonych w Izraelu, którzy doskonale mówią po hebrajsku i po arabsku, a często także w innym języku.)
W Ziemi Świętej istnieje przynajmniej 7 obrządków katolickich i prawosławnych. Pragnąc wszystko uczynić zgodnie z władzami. zarówno religijnymi jak świeckimi, Charbel musiał otrzymać pozwolenie patriarchy Jerozolimy i wszystkich biskupów. Żeby ich zapoznać z Medjugorjem zorganizował konferencje dla biskupów i 40 zaangażowanych w to księży podczas ich corocznych rekolekcji w Tyberiadzie. Odwiedził także 80 parafii katolickich. Ostatecznie wszyscy biskupi okazali zadowolenie i dali zielone światło na przyjazd Vicki. Ekipa Charbela przygotowała teren na przyjazd 18.000 osób. Zwykłe przygotowanie kosztowało 140.000 euro, a oni nie mieli nawet grosza. Ale Opatrzność zadziałała, jak dla tych wszystkich, którzy szukają najpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości!
Ale oto 17 sierpnia, na 2 dni przed odlotem do Tel Awiwu, Vicka musiała iść na operację pleców w Zagrzebiu, a lekarze prosili o pełny odpoczynek. Gdy Charbel usłyszał tę wiadomość, szok zwalił go z nóg! Po całym tym przygotowaniu tak kosztownym, wszystko się zawaliło. Ale Gospa miała swój plan: Tego wieczoru, podczas objawienia, powiedziała do Vicki: „Wstań i idź do mojego narodu!”
19 sierpnia Vicka poleciała do Izraela. Ale władze cywilne odmówiły zgody na lądowanie w Tel Awiwie jej samolotu. Trzeba było więc zorganizować inne rozwiązanie. Samolot miał wylądować w Jordanii. Przygotowano dla Vicki samochód specjalny typu „papamobile” z flagą Watykanu. Tak przyjechała do Nazaretu. Przyjęcie było nadzwyczajne! Tłum był liczniejszy niż na przyjazd papieża! 18.000 osób. (Papież miał 10.000). Wśród nich znaczna liczba muzułmanów.
Państwo Izrael obawiało się ataków terrorystycznych, więc 400 żołnierzy izraelskich zostało oddelegowanych do ochrony Vicki. W rezultacie wszyscy ci żołnierze usłyszeli słowa Vicki i orędzia Matki Bożej. Gdy przechodziła wzdłuż ich szeregów, a oni prosili ją o błogosławieństwo, zatrzymywała się, żeby ich pobłogosławić – po dwie osoby – jak to zwykle czyniła, opóźniając w ten sposób program… Jak sięga pamięć ludzka, to było największe spotkanie maryjne kiedykolwiek widziane w Izraelu. Policja izraelska wyrażała zdziwienie z powodu porządku i pokoju, jakie panowały wśród ludzi.
20 sierpnia Gospa ukazała się w grocie w Nazarecie. Opowiedziała Vicce dużo rzeczy na temat dzieciństwa Jezusa i była bardzo szczęśliwa z powodu „powrotu do domu”. Ale wyraziła swoje obawy z powodu sytuacji kościołów w Galilei. Jak łatwo zrozumieć, szatan robił wszystko, żeby zapobiec temu spotkaniu. Dzień wcześniej, 19 sierpnia, 2 pociski spadły na północy Izraela i zniszczyły wiele domów. Tego samego dnia inny pocisk spadł koło Nazaretu. To spowodowało wielki strach u żołnierzy izraelskich, którzy powiedzieli, że nie mogą więcej chronić Vicki i tłumu. Policja chciała więc zablokować to spotkanie. Lecz wierzący nie poddali się i nie wystraszyli się. Spotkanie mogło toczyć się w pokoju.
21 sierpnia, podczas objawienia w Nazarecie, w Syrii miał miejsce atak z użyciem broni chemicznej, który spowodował 1400 ofiar śmiertelnych. To był pierwszy atak chemiczny od czasu drugiej wojny światowej. Vicka o tym nie wiedziała. Otóż zdziwił ją niezwykły fakt podczas objawienia: Matka Boża odwróciła się do niej tyłem i stając w kierunku Syrii i Libanu pobłogosławiła te 2 kraje, jeden po drugim. Przypomnijmy sobie ten okres, gdy sytuacja była bardzo krytyczna. Byliśmy na krawędzi III wojny światowej! Wydaje się, że Matka Boża przez to błogosławieństwo zapobiegła wojnie. Kilka tygodni później, 7 września, papież Franciszek zaapelował o dzień modlitwy i postu.
Gdy Matka Boża objawiła się w Jerozolimie, nastąpił niewiarygodny wzrost kontroli. Tam, po błogosławieństwie udzielonemu patriarsze, biskupom, księżom i ludowi Gospa powiedziała tylko jedno zdanie: „Serce Kościoła jest chore.”
25 sierpnia w Betlejem 10.000 osób oczekiwało na przyjazd Vicki, w tym patriarcha, biskupi, wielka ilość księży i zakonnic. Patriarcha poświęcił kraj Niepokalanemu Sercu Maryi. Zwracając się do Matki Bożej w swej homilii powiedział: „2000 lat temu mieszkańcy Betlejem nie chcieli Ciebie. Ale dzisiaj my Tobie mówimy: ‘Przyjmujemy Ciebie! Witaj!’ „ W odpowiedzi na to przyjęcie Gospa powiedziała podczas objawienia: „Ja was nigdy nie opuszczę. Jestem tu, nie bójcie się!”
To w tych dniach narodził się Ruch Maryjny Apostołów Miłosierdzia Bożego. Celem jego członków jest przedstawianie Matki Bożej z Medjugorja w Ziemi Świętej. Dziś, 3 lata później, 1500 osób spotyka się każdego miesiąca, żeby razem się modlić. Wśród nich znajduje się wielu młodych i studentów. Ich wpływ jest niezwykły: zmiana w wierze w rodzinach, chrzest licznych muzułmanów, hebrajskie grupy modlitwy, ewangelizacja uliczna, itd. W Tel Awiwie akty miłosierdzia wobec najbardziej opuszczonych żydów. Przyjazd Vicki był aktem o wielkim znaczeniu prorockim, a jeszcze nie skończyliśmy zbierać owoce dla Środkowego Wschodu!

Źródlo: sremanuel.org

Vicka w Nazaret

 

Vicka w Betlejem

Droga Gospo, jak ludzie z Betlejem, z kolei my mówimy: ‘Przyjmujemy Cię! Witaj w naszym życiu!’
Siostra Emmanuel

PS. Vicka znowu cierpi. Musiała wyjechać do Rzymu, żeby ponownie leczyć plecy już tak uszkodzone. Módlmy się za tę kobietę tak odważną, która myśli tylko o tym, żeby karmić nas orędziami Matki Bożej, często za cenę zdrowia! Nadal ofiarowuje swoje cierpienia Jezusowi w radości, żebyśmy żyli orędziami.

Posted in Cuda, Medziugorje, Znaki czasu, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | 119 komentarzy »

Królowa Pokoju płacze w Hondurasie

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 lipca 2016


w Sanktuarium św Jakuba przy Uniwersytecie Katolickim w Danlí w Hondurasie w pierwszy dzień nowenny do św.Jakuba patrona Medjugorje w niedzielę 17 lipca rozpłakała się figurka Królowej Pokoju. Tam, w tym kampusie, zbudowano kopię prawdziwej wsi Medjugorje którą dedykowano  Matce Bożej Królowej Pokoju i Królowej Rodzin. Kopia identyczna do duchowego trójkąta z Medziugorje: Wzgórze Podbrdo  200 metrów wysokości , kopiec wysoki na czterysta metrów z białym Krzyżem wielkim jak ten z Kriżevaca i kościół identyczny jak ten w Medjugorje  św. Jakuba z dwoma wieżami. Słynny Kardynał Oscar Andres Rodriguez Maradiaga, którego Franciszek powołał do grupy 9 kardynałów z  całego świata (tzw. C9),  aby doradzać i pomagać mu w reformie i przewodnictwie Kościoła powiedział: Matka Boska płacze bo jej dzieci zabijają się nawzajem.

krpłacze

.

krpłacze1

.

krpłacze2

Źródło: http://www.latribuna.hn/2016/07/19/virgen-maria-llora-universidad-catolica-danli/

Matka Boża płacze również w kraju papieża Franciszka w Argentynie

Tutaj przeczytasz o płaczu Matki Bożej w Argentynie

 

Dlaczego Matka Boża płacze? Może odpowiedzią jest orędzie otrzymane przez Edson Glauber w Brazylii 22 lipca 2016 roku.

 

22 luglio 2016: “Pace al tuo cuore, amato figlio mio! Intensifica le preghiere per il Brasile e per il mondo. Chiedi a tutti di piegare le ginocchia a terra, implorando la misericordia di Dio per l’umanità ingrata che non vuole convertirsi. I peccati del mondo chiamano la giustizia di Dio.
Dio vi lascia liberi di scegliere tra il bene e il male. Io vi dico: scegliete la via del bene, il cammino di conversione e di santità che vi indico.
L’Italia sarà in grande dolore e persecuzione, a causa di coloro che hanno il cuore pieno di odio e violenza. Pregate per l’Italia, dove c’è la santa Madre Chiesa, perché i peccati dei ministri di Dio stanno chiamando la giustizia divina e il pesante braccio del Signore raggiungerà gli infedeli e ribelli che solo cercano lussuria, potere e denaro. Dillo agli italiani di pregare i 50 Magnificat come ti ho chiesto in passato. Pregate ora per l’Italia.
E tutti preghino anche per il mondo e la Chiesa, affinché essa sappia superare gli attacchi e le prove che ci saranno in questi tempi difficili, mentre la barca di Pietro corre grandi pericoli. Il diavolo mostrerà tutta la sua malvagità contro i ministri del Signore, che saranno perseguitati e uccisi un modo mai visto in tutto il mondo. Il mio cuore di madre è triste, perché parlo ma non mi ascoltano, mi manifesto nel mondo e non mi credono. Ma quando giungeranno i grandi dolori che faranno?…”

 

 

Posted in Cuda, Nasz smutny czas, Znaki czasu | Otagowane: , | 283 komentarze »

Cud słońca w Fatimie w 2016 roku podczas procesji z Figurką

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 Maj 2016


 

Dziwne że w dobie cyfrowej nikt nie nagrał tego.

.

Posted in Cuda, Fatima | Otagowane: , | 62 komentarze »

Z obrazu Papieża Jana Pawła II popłynęły krwawe łzy

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 kwietnia 2016


jan paweł 22 łzy

To bardzo tajemnicza historia. „Podczas pobytu w Castellammare di Stabia koło Pompejów, ks. Jarosław został zaproszony przez jedną z rodzin do domu. To zdarza się często, ale tym razem nie była to zwykła wizyta.  W pewnym momencie gospodarze przynieśli obraz św. Jana Pawła II i opowiedzieli jego dziwną historię. Kupili ten wizerunek kilka lat temu w Mediolanie. Od tamtego czasu wisiał na ścianie w ich mieszkaniu. Pewnego ranka gdy się obudzili, zauważyli, że obraz wygląda inaczej –  z oczu Jana Pawła II płynęły krwawe łzy. Przez kilka chwil, gdy patrzyli na wizerunek widzieli, jak spływały z jego twarzy. Czerwone ślady pozostały na obrazie. Ten wizerunek włoska rodzina przechowuje u siebie w domu.  Przysięgają , że nikt go nie dotykał, nic nie domalowywał, nie szukali nigdy sensacji.  Chcą jednak wiedzieć, czy nie jest to jakiś znak, który święty nam pozostawił”. Ksiądz Jarosław mówi: „Postanowili, nie ujawniając swoich danych, przekazać mi ten wizerunek, jako temu, który podróżował i był blisko św. Jana Pawła II. Poprosili, abym oddał obraz specjalistom, którzy go zbadają i sprawdzą,  czy te „krwawe łzy” to prawdziwa krew czy też farba. Nawet jeśli to farba, dziwne, że przybrała taką postać – mówi ks. Jarosław. – Wizerunek oddam do zbadania w Watykanie. 

Po badaniach laboratoryjnych ks. Jarosław poinformuje o wynikach.

Źródło: http://padrejarek.pl/dziwny-obraz-dziwne-fotografie/

janpaweł2

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 214 komentarzy »

Znak od Boga???

Posted by Dzieckonmp w dniu 11 kwietnia 2016


Na niebie pojawił się KRZYŻ! Czy to znak nadchodzącej APOKALIPSY?

Apokalipsa to bez wątpienia, jedna z najbardziej kontrowersyjnych i tajemniczych ksiąg, zawartych w Piśmie Świętym chrześcijan. Opisuje Ona zdarzenia do jakich ma dojść pod koniec dziejów naszego świata, a także ukazuje karę, jaka zostanie wymierzona światu, gdy Jezus ponownie przyjedzie na Ziemię. Wielu ludzi jest, wręcz przekonanych, że czas ten właśnie nadchodzi, a znaków jego początku mamy w otoczeniu coraz więcej…

Właśnie takim znakiem według wielu internautów jest niezwykle fascynujące zjawisko, które 13 stycznia tego roku ukazało się  w miejscowości Buchanan. Na niebie pojawił się krzyż, który wielu mieszkańców wprawił w przerażenie i pewność, że za chwilę świat,w którym żyją ulegnie zniszczeniu. Jak twierdzą znawcy ten cudowny krzyż to tak naprawdę efekt niezwykle rzadkiego zjawiska słupa świetlnego, który pojawia się czasami przy wschodach oraz zachodach Słońca.

Ta informacja jednak nie uspokoiła wszystkich, bowiem już od dawna panuje przekonanie, że rządy i naukowcy mają za zadanie fałszywie nas uspokajać i nie wywoływać  paniki i strachu przed końcem, który nieuchronnie nadchodzi. A, Wy co sądzicie o całej sprawie?

zjawiskaniewyjasnione.pl

Posted in Apokalipsa, Ciekawe, Cuda, Dziwny jest ten świat | Otagowane: , , | 86 komentarzy »

Brat Elia współczesny włoski stygmatyk

Posted by Dzieckonmp w dniu 11 marca 2016


Kiedyś już wspominałem o tym włoskim współczesnym stygmatykowi. teraz wstawiam piękny film który zrealizowała TV Trwam.

Prorok Malachiasz tak pisze: „Oto Ja poślę wam proroka Eliasza, zanim przyjdzie wielki i straszny dzień Pana. I zwróci serca ojców ku synom, a serca synów ku ojcom, abym, gdy przyjdę, nie obłożył ziemi klątwą” (Ml 3,23-24).

Tradycja o powrocie proroka Eliasza, który przygotuje przyjście Mesjasza, jest obecna również w Nowym Testamencie (por. Mt 11,14; Mk 9,11n; Łk 1,16n.). Przekonanie o przyjściu Eliasza mieli również apostołowie, którzy chcieli w scenie Przemienienia postawić trzy namioty, jeden dla Jezusa, drugi dla Mojżesza, a trzeci właśnie dla Eliasza (Mt 17,4).

Kliknij i oglądaj.

Posted in Ciekawe, Cuda, Film | Otagowane: , | 70 komentarzy »

Cud w Medziugorje Matka Boża ukazała się w niebie 2 marca 2016

Posted by Dzieckonmp w dniu 7 marca 2016


cudmed

To zdjęcie (powyżej) zostało zrobione w dniu 2 marca 2016 roku, tj. w dzień  objawienia dla Mirjiany. Zdjęcie  zostało opublikowane przez „Medjugorje.info” z następującym podpisem:

 „Cud w Medjugorje: Czy Matka Boża pojawia się na niebie?”

   W artykule stwierdzono, że „Wiele osób uważa, że ​​Matka Boża wysyła kolejne dowody, że ona jest naprawdę z nami.”

http://www.hercegovina.info/vijesti/hercegovina/medjugorje/cudo-u-medjugorju-gospa-se-ukazala-na-nebu-103848

 Jest to uderzające zdjęcie. Im więcej patrzę, tym bardziej jestem zdziwiony. Wiele zdjęć w chmur, które widziałem były dość niejasne, więc naprawdę trzeba sobie dużo wyobrażać, aby znaleźć w nich jakiś obraz. Ale to zdjęcie jest bardzo jasne i piękne!

 Matka Boża mówi o wielu znakach, które są podawane w Medziugorju, zwłaszcza na niebie. Ona nie chce  nas przestraszyć tymi znakami tylko zapewnia nas, że są dane od Boga jako pomoc dana nam w nawróceniu. Oto trzy wiadomości, które zawierają  rady Królowej Pokoju o tym, jak odbierać znaki:

Drogie dzieci, w tych czasach Bożych znaków nie bójcie się ponieważ ja jestem z wami. Wielka miłość Boga posyła mnie, abym prowadziła was do zbawienia. Dajcie mi wasze serca proste, oczyszczone przez post i modlitwę. Tylko w prostocie waszych serc jest wasze zbawienie. Ja będę z wami i was poprowadzę. Dziękuję. (2 września 2007)

Drogie dzieci! Dzisiaj wzywam was do pokornej, dzieci moje, pokornej pobożności. Wasze serca powinny być sprawiedliwe. Wasze krzyże niech będą dla was środkiem w walce przeciw grzechowi dnia dzisiejszego. Waszą bronią niech będzie cierpliwość i bezgraniczna miłość. Miłość która, umie czekać i która was uczyni zdolnymi rozpoznawać Boże znaki, aby wasze życie poprzez pokorną miłość pokazało prawdę wszystkim tym, którzy szukają jej szukają w mroku kłamstwa. Dzieci moje, apostołowie moi, pomóżcie mi otworzyć drogi mojemu Synowi. Jeszcze raz wzywam was do modlitwy za waszych pasterzy. Z nimi będę triumfować. Dziękuję wam. ( 2 październik 2010)

Drogie dzieci! Nie jesteście świadomi jakich łask doświadczacie w tym czasie, w którym Najwyższy daje wam znaki, abyście się otworzyli i nawrócili. Wróćcie do Boga i modlitwy i niech w waszych sercach, rodzinach i wspólnotach zapanuje modlitwa, aby Duch Święty was prowadził i motywował, abyście każdego dnia byli bardziej otwarci na wolę Bożą i Jego plan dla każdego z was. Jestem z wami i ze świętymi i aniołami oręduję za wami. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie. ( 25 lipiec 2014)

Posted in Cuda, Medziugorje, Znaki czasu | Otagowane: , , | Możliwość komentowania Cud w Medziugorje Matka Boża ukazała się w niebie 2 marca 2016 została wyłączona

Czy Ostrzeżenie będzie w Wielki Piątek tego roku?

Posted by Dzieckonmp w dniu 1 marca 2016


ostrz

conte

Ronald L. Conte Jr

Teolog amerykański Ronald  Conte, tłumacz Biblii, mariolog, autor wielu książek o moralności, obrońca papieża Franciszka , wierzy w objawienia w Medjugorje jak i w Garabandal  pisze na swojej stronie, że Ostrzeżenie prorokowane w Garabandal,- będzie również pierwszym sekretem z Medjugorje i nastąpi w Wielki Piątek 2016, czyli 25 marca 2016, a następnie będzie miał miejsce Wielki Cud, a później UCISK.
W  czasie tego Ostrzeżenia które niektórzy nazywają  „oświetleniem sumienia” każdy zobaczy jak  żył ze świadomością w grzechu w wyniku którego każdy będzie mógł ofiarować dar bólu i żalu. Ostrzeżenie jest tym o czym mówi pierwsza tajemnica Medziugorje. To zdarzenie można  również nazwać Dniem pokuty.
Conte mówi, że nie ma lepszego czasu do pokuty za grzechy, jak dzień który świętujemy  Chrystusa ukrzyżowanego.
Conte  opiera się na tym fragmencie Pisma Świętego  Zachariasza 12: 10-14
„Na dom Dawida i na mieszkańców Jeruzalem wyleję Ducha pobożności. Będą patrzeć na tego, którego przebili, i boleć będą nad nim, jak się boleje nad jedynakiem, i płakać będą nad nim, jak się płacze nad pierworodnym.  W owym dniu będzie wielki płacz w Jeruzalem, podobny do płaczu w Hadad-Rimmon na równinie Megiddo.  I płakać będzie [cały] kraj, każda rodzina oddzielnie. Rodziny z domu Dawida oddzielnie i ich niewiasty oddzielnie. Rodziny z domu Natana oddzielnie i ich niewiasty oddzielnie.  Rodziny z domu Lewiego oddzielnie i ich niewiasty oddzielnie. Rodziny z domu Szimejego oddzielnie i ich niewiasty oddzielnie.  I wszystkie pozostałe rodziny, każda rodzina oddzielnie i ich niewiasty oddzielnie.”
Po Ostrzeżeniu nastąpi Pocieszenie.
Pocieszenie dla Conte jest drugim wydarzeniem niebiańskiej interwencji po ostrzeżeniu,  i uważa je za drugą tajemnicę Medziugorja. Stanie się to 2 dni po ostrzeżeniu , w Niedzielę Wielkanocną. I wierzy, że nie ma lepszego dnia dla pocieszenia po żalu za grzechy, do którego dojdzie w  Niedzielę Wielkanocną po Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa.
Ponieważ nie wszyscy będą  żałować  to też  nie wszyscy otrzymują dar pocieszenia.
Po pocieszeniu przyjdzie Wielki Cud.
A kiedy CUD?
Conte uważa że  trzecia tajemnica Medziugorje odpowiada temu, co nazywa się Wielki Cud z  Garabandal i wspomina o trzech rzeczach:
– Pierwszym jest to, że na całym świecie będzie miał miejsce  cud uzdrowienia dla milionów
– Będzie miało miejsce powszechne nawrócenie  powierzchownie wierzących, oddalonych i mało wierzących  chrześcijan.
– Będą trwałe znaki w różnych miejscach prawdziwych objawień Matki Boskiej.
Conte  wspomina, co powiedziała Conchita   „To będzie miało miejsce  w okresie od lutego do lipca i będzie  między 7 a 17 dniem miesiąca, ale nie powiedziała którego roku.”

W uzupełnieniu Conte mówi, że zbiegnie się z obchodami święta bł. Imeldy Lambertini, która okazuje się jest patronką pierwszej komunii. Zmarła w dniu 12 maja 1333 r.
W związku z tym Conte twierdzi że Wielki Cud będzie miał miejsce w dniu 12 maja 2016 roku.
Conte twierdzi że Cud nie będzie miał miejsca w święta innych świętych, ponieważ nie są oni młodymi męczennikami Eucharystii i odrzuca także to, co inni mówią o Błogosławionej Imeldzie że  nie została zamordowana, ale zmarła zaraz po otrzymaniu pierwszej komunii.
Odpowiedź Conte o niej jest, że to było jak NMP Królowa Męczenników, która cierpiała z Chrystusem pod krzyżem bez umierania w tym samym czasie. Z tego rysuje paralelę między błogosławioną Imeldą i śmiercią Marii Panny. Innym dodatkowym elementem jest to, że 12 maja jest w wigilię Matki Boskiej Fatimskiej, więc ma symbolikę w dniu poprzedzającym święto Maryi.
Conte jest absolutnie pewny, że ostrzeżenie będzie miało miejsce w Wielki Piątek 2016 roku, ponieważ nie ma żadnego innego dnia ani innego roku by mogły te wydarzenia nastąpić w miarę w bliskim terminie i spełniać warunki jakie przekazała widząca z Garabandal.

 
To jest streszczone w skrócie przez Dzieckonmp
Można poczytać więcej na poniższych stronach źródłowych
https://ronconte.wordpress.com/2015/01/26/spiritual-communism-and-the-great-warning/
https://ronconte.wordpress.com/2015/11/08/spiritual-communism-and-the-schism/
https://ronconte.wordpress.com/2016/02/06/opinions-on-the-timing-of-the-warning/
https://ronconte.wordpress.com/2016/02/11/the-schism-and-the-warning-of-garabandal/

Wykaz dorobku teologa Conte

https://translate.googleusercontent.com/translate_c?depth=1&hl=pl&rurl=translate.google.com&sl=auto&tl=pl&u=http://www.catholicplanet.com/books.htm&usg=ALkJrhhr89Pgom7A6RB_u75-ffA5V73csw

Z orędzia do Marii Bożego Miłosierdzia z dnia 5 czerwca 2011 r.

Pokazane wam zostanie jak to jest – umrzeć w stanie grzechu śmiertelnego

Ostrzeżenie będzie oczyszczającym doświadczeniem dla was wszystkich. Zwłaszcza dla tych w stanie grzechu ciężkiego może być w części nieprzyjemne, ponieważ po raz pierwszy pokazane zostanie wam, jakie to uczucie, kiedy Boże Światło znika z waszego życia. Wasze dusze poczują rezygnację odczuwaną przez tych, którzy umierają w stanie grzechu śmiertelnego. Przez te nieszczęsne dusze, które dopuściły, aby już było za późno, żeby prosić Boga o przebaczenie za grzechy. Pamiętajcie, że to ważne, gdy pozwolę wam wszystkim poczuć tą pustkę duszy. Tylko wtedy możecie w końcu zrozumieć, że bez Bożego Światła w waszych duszach przestajecie odczuwać. Wasza dusza i ciało byłyby tylko pustymi naczyniami. Nawet grzesznicy czują Boże Światło, ponieważ jest Ono obecne w każdym z Jego Dzieci na ziemi. Ale kiedy umieracie w stanie grzechu śmiertelnego, Światło to już nie istnieje.

Przygotujcie się na to Wielkie Wydarzenie. Ratujcie wasze dusze, dopóki możecie. Bo jeśli tylko Boże Światło opuści was, wtedy ostatecznie uświadomicie sobie pustkę, jałowość i ciemność, które oferuje szatan, pełne bólu i przerażenia.

Odnówcie wasze dusze. Cieszcie się teraz z Ostrzeżenia, które pozwoli wam uratować się i zbliżyć do Mojego Najświętszego Serca.

Przyjmijcie Ostrzeżenie z zadowoleniem. Dany wam będzie przez Nie dowód Życia Wiecznego i zrozumienie, jak ono jest ważne.

Wasz ukochany Zbawiciel

Jezus Chrystus Król ludzkości

Mój komentarz:

Wstawiając jako wpis zdanie tego teologa nie jest równoznaczne z tym że twierdzę iż na pewno tak się stanie. Wielu czytelników zarzuca mi że coś pisałem a nie było tak. Na przykład był wpis 18 dni do wybuchu 3 wojny światowej. Ja ten wpis wstawiłem żeby pokazać iż niektóre istotne środowiska tak uważają. Pokazuję wstawiając wpis jak inni zapatrują się na dane wydarzenie. Co do tego wpisu o tej 3 wojnie uważam że na dzień pojawienia się tego wpisu autorzy tego artykułu mieli całkowita rację. To ze jeszcze nie wybuchła ta wojna jest skutkiem zmiany planów przez koalicję arabską. Oni uznali że otrzymają cios pociskiem jądrowym i rozpoczęli realizować inny wariant uderzenia na siły Syryjskie i rosyjskie. Obecnie nie chwalą się że uderzą 250 tysięczną armią (na takie uderzenie jest pewne odpalenie ładunku jądrowego) tylko rozmieszczają małe grupki żołnierzy wokoło Syrii i w planie mają najpierw wtargnąć do Damaszku i zabić Asada itd. Tak samo przedstawiając obecny wpis w którym jest zawarte zdecydowane przekonanie iż na pewno 25 marca 2016 roku będzie OSTRZEŻENIE jest pokazaniem iż tak uważa tak zacny członek Kościoła Katolickiego który pełni rolę teologa. 

Poniżej krótki filmik z Garabandal pokazujący jak to miejsce wygląda w lutym 2016 roku

Posted in Alert, Apokalipsa, Cuda, Nawrócenia, Orędzia Ostrzeżenie, Proroctwa, Warto wiedzieć, Wielki Ucisk, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , , | 174 komentarze »

Nigeryjski biskup miał wizję Chrystusa i wskazuje na różaniec, który zwycięży zło Państwa Islamskiego

Posted by Dzieckonmp w dniu 11 lutego 2016


Nigeryjski biskup mówi, że miał wizję Chrystusa, po której jest pewien, że dzięki modlitwie różańcowej chrześcijanie zwyciężą zło Państwa Islamskiego oraz terrorystycznej organizacji Boko Haram.

Biskup Oliver Dashe Doeme wzywa swoich wiernych do modlitwy różańcowej oraz daje świadectwo: „Pod koniec ubiegłego roku byłem w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem … modliłem się na różańcu i nagle ukazał mi się Jezus, który na początku nic nie mówił, ale po jakimś czasie wyciągnął miecz, następnie podał mi go, a w moich rękach okazał się różańcem”.

Nigeryjski biskup zrozumiał, że ta wizja jest zapowiedzią zwycięstwa nad Boko Haram, które przyjdzie dzięki modlitwie różańcowej.

Zachęcamy Was do odmawiania modlitwy różańcowej w intencji Nigerii, aby ponownie okazała się chwała Niepokalanej, która przepędza szatana i jego sługi!

Źródło: http://www.catholicnewsagency.com/news/after-vision-of-christ-nigerian-bishop-says-rosary-will-bring-down-boko-haram-78382/

Zobacz biskupa Olivera Dashe Doeme jak przemawia do swoich wiernych:

Źródło: duszpasterstwo.pl

Posted in Ciekawe, Cuda, Modlitwa, Prośba o modlitwę, Prześladowanie Chrześcijan, Różaniec | Otagowane: , , | 110 komentarzy »