Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

Archive for the ‘Jan Paweł II’ Category

Zagadka Karola Wojtyły cz.5 ostatnia

Posted by Dzieckonmp w dniu 19 grudnia 2016


Co  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?

uzdrowicielCzy mogę o coś zapytać?

– Czy mogę o coś zapytać? – Ależ proszę
– odpowiedział  perfekcyjną  włoszczyzną.
– Jak trafił tu ten obraz?
– To cud, zdarzył się cud. Prosił o niego papież Jan Paweł  II i cud się dokonał, wielki cud. To dlatego  ten  obraz  tutaj  jest.
– Ale  jaki  cud,  gdzie?
– We  Włoszech.  No  pięknie,  pomyślałem.
W  Krakowie   dowiaduję   się   o  jakimś   cudzie,  potem  jadę  do Bośni  i Hercegowiny,  a na końcu okazuje się, że zdarzył się on, że  tak  powiem,  pod  moim  nosem.
–  Co  się  wtedy    stało?
Kapłan    pokręcił    głową.
– Przykro  mi,  Ojciec  Święty…
– Tak,  tak,  Ojciec Święty nie chce, żeby o tym mówić.  Ale ja nikomu nie powiem. On jednak upierał się przy swoim.
– Przykro mi.
Spróbowałem  raz  jeszcze  i  patrząc  na niego  przenikliwym  wzrokiem,  powiedziałem:
– Nie wiem, czy ksiądz mi uwierzy, ale ja mówię prawdę. W Krakowie  dowiedziałem  się,  jak  drogie  Papieżowi  jest  orędzie   o  Bożym   miłosierdziu,   a  pewien  Żyd  powiedział  mi,  że  wydarzył  się  cud.
– Żyd?
– Tak,  w dawnej  dzielnicy  żydowskiej  w Krakowie,  w Polsce.  Od tej  pory  szukam    wszędzie    śladów    tego    cudu.
– A kto  panu  powiedział,  żeby  szukać  akurat   w  Medziugorju?
–  Pewien   polski  ksiądz. Zaśmiał się krótko.
– Już prawie panu uwierzyłem, ale teraz pan kłamie.
– Ten  ksiądz  miał  ogromne  nieprzyjemności,  tylko  dlatego,  że  zapytał  kogoś  o  ten  cud.
–  I  to  on  przysłał  pana  do  mnie?
–  Nie,  ograniczył  się  jedynie  do tego,  że  z wielkim  oporem  zapisał  mi  na  kartce  nazwę  Medziugorje.
– W to  akurat  wierzę.  Czasami    zupełnie    nie    rozumiem    Kościoła.  Zwłaszcza  wielu  Polaków  traktuje  nas  jak  bandę   przestępców,   kłamców   i  oszustów,  którzy  hańbią  Matkę  Bożą.  Czy  wie  pan, ile  osób  tu  przyjechało,  żeby  zapobiec  zawieszeniu   tego   obrazu?
–  Mogę   to   sobie  wyobrazić.
– To  ma  coś  wspólnego  z Papieżem.  Gdyby  choć  raz  mógł  tu  przyjechać.   Skończyłoby   się   wtedy   całe   to  zamieszanie.  A był  już  przecież  tak  blisko,  w Banja  Luce.
– Tak,  wiem  – odpowiedziałem – też tam wtedy byłem.
Papież Jan Paweł II zawitał do Banja Luki  22 czerwca 2003 roku, jednak nie przyjął  wtedy  zaproszenia  do oddalonego  o dwieście  pięćdziesiąt  kilometrów  sanktuarium   maryjnego   w  Medziugorju.   –  Nie  przyjechał  przez  wzgląd  na biskupów,  którzy nas nienawidzą. – Wiem jednak, że Papieża  bardzo  ciekawiło,  co  tu  się  stało.
– A skąd pan wie? – zapytał.
– Opowiedział  mi o tym kiedyś jego rzecznik Joaquín Navarro -Valls.  – Co  panu  powiedział?  Proszę, niech  pan  usiądzie.  Usiadłem  ponownie  w ławce,  a on  przysiadł  obok.
– O czym  opowiedział    panu    papieski    rzecznik?
– Spędzali  wtedy  wakacje  w górach,  kiedy  do  uszu   rzecznika   dotarła   informacja,   że  „Widzący”  usłyszeli  od Matki  Bożej  przepowiednię  dotyczącą  Papieża.  Powiedział  wtedy   do  niego:   „Wasza   Świątobliwość,  dzisiaj  w Medziugorju  rozeszło  się  orędzie Matki  Bożej  dotyczące  Papieża”.
– I co  Papież  na to?  – Zapytał  Navarro -Vallsa,  co  to  za orędzie, a rzecznik obiecał, że się do wie.
– I co  było  potem?
– Navarro -Valls  zapomniał  o tym,  za to  dzień  później  przyszedł  do niego  Papież  i powiedział:  „Jakiego   mam   rzecznika,   skoro   zapomina o Papieżu  i o orędziu  z Medziugorja”.
–Ico dalej?
– Rzecznik  przeprosił  Go  i chciał się zająć tą sprawą, ale znowu zapomniał.  Kiedy  po urlopie  lecieli  już  z powrotem  do Rzymu,  Papież  podszedł  w samolocie   do  Navarro -Vallsa   i  zapytał:
„Czym sobie na to zasłużyłem, że pan zupełnie  o mnie  nie  myśli?”.  Rzecznikowi  zrobiło   się   oczywiście   strasznie   głupio.
Przeprosił,  a następnego  dnia  Papież  miał  już  na swoim  biurku  wszystkie  szczegóły.
– Pamiętam  tamto  orędzie.  Zapowiadało,  że   Papież   będzie   musiał   w  przyszłości  wiele  wycierpieć.
– Zgadza  się.  Popatrzył  na mnie.
– Ufam  panu.  Istnieje  świadek  tamtego  cudu,  ksiądz.  Nazywa  się  Renato  Tisot. Odnajdzie go pan w Trento.
Po powrocie  do Rzymu   natychmiast  ruszyłem  na poszukiwanie.  Tyle  że  on  ciągle był w rozjazdach, miało się wrażenie,  że  podróżuje  po całym  świecie.  Musiałem  więc  zaczekać.  Tymczasem  zadzwoniłem  do przyjaciela  pracującego  w Prefekturze  Domu  Papieskiego  z pytaniem,  czy  mówi  mu  coś  nazwisko  Renato  Tisot.  – Jestem  pod wrażeniem  – odparł  zdumiony.
– Ty  go znasz?
– Nie – odparłem. – Nie znam go.  Nigdy  nie  widziałem  go  na  oczy.
–  Myślę,  że  w  Rzymie  jest  niewielu   duchownych   tak   drogich   Papieżowi   jak  ksiądz Tisot.
– Skąd wiesz?
– Stało się coś niesamowitego. Dawno  temu,  gdzieś  na początku  lat  dziewięćdziesiątych.  Pewien  człowiek  cierpiał  na nieuleczalną  chorobę,  to  było  chyba  stwardnienie   rozsiane.   Podczas   audiencji  generalnej  podwieziono  go  na wózku  do Papieża.   Miał   przy  sobie   obrazek   z  Jezusem  z wizji  siostry  Faustyny.  Papież  podszedł  do niego, a on powiedział: „Proszę mi pomóc!”.  I  wiesz,  co  mu  Papież  odpowiedział?   „Nie   potrzebujesz   mojej   pomocy,  trzymasz   obraz   Jezusa   Miłosiernego.   Ja  nie   jestem   ci   potrzebny.   Zwróć   się  do świętej Faustyny, ona wstawi się za tobą  u Boga”.
– I co  było  potem?
– Potem  wysłał  go  do tego  Renato  Tisota  w Trento.
Powiedział  temu  człowiekowi  na wózku,  żeby jechał tam pełen dobrej wiary.
– I co  się tam stało?
– Nie mam pojęcia.
Ksiądz Renato Tisot  wrócił  kilka  tygodni  później.  Jego  głos  w słuchawce  brzmiał  żwawo  i energicznie.
– Ksiądz  widział  cud,  prawda?   Zamilkł   na  moment.   Potem   powiedział cicho:
– Tak, widziałem cud.
– Papież Jan Paweł II wysłał do księdza pewnego  człowieka  cierpiącego  na stwardnienie  rozsiane.
– Tak, to był Ugo Festa.
– Dlaczego  wysłał  tego  chorego  właśnie  do księdza?
–  Ugo   Festa   był   na  audiencji   generalnej  u  Papieża.   Trzymał   na  kolanach   obrazek  z Jezusem  Miłosiernym.
– Tak,  wiem,  a Papież  powiedział  do niego:  „Po co  ci  moja  pomoc,  zwróć  się  do  świętej  Faustyny”.
Znam już ten fragment historii. Ale dla czego Papież wysłał go do księdza do Trento?
– To proste. W tamtym czasie byliśmy  jedyną  w  całych  Włoszech  parafią  pod wezwaniem  Bożego  Miłosierdzia.  Lub,  jak   pan   woli,   byliśmy   jedynym   miejscem  we  Włoszech,  gdzie  oddawano  cześć  temu  wizerunkowi.
– I co  się  wtedy  stało?
– Uga  Festę   przepełniała   nienawiść.   Miał   wtedy  trzydzieści   dziewięć  lat  i chorował  od dziecka. Cierpiał nie tylko na SM, ale dodatkowo  na epilepsję  i jeszcze  wiele  innych  chorób.
– I co dalej?
– Zaczął się modlić. W swoim  wózku   inwalidzkim   spędził   wiele   godzin  przed obrazem  Jezusa  Miłosiernego,  a potem to się stało.
– Co?
– W dniu 3 sierpnia  1990  roku  siedział  w wózku  w naszej  kaplicy.  Prosił  Jezusa:  „Jeżeli  jest  to  w Twojej mocy, podnieś mnie, podnieś mnie z tego  wózka  i  pozwól  mi  chodzić”.  Powiedział  mi  potem,  że  wydarzyło  się  wtedy  coś  niezwykłego.  Jak  gdyby  Jezus  zstąpił  z obrazu,  podszedł  do niego  i podawszy  rękę,  pomógł  wstać  z  wózka.  Od  tamtego  dnia znów mógł chodzić.
Z początku  myśleliśmy,  że  to  przypadek,  ale  doktor  Marcella  Piazza,  szefowa  oddziału  neurologicznego  ze  szpitala  Santa  Chiara  w Trento,  zbadała  go  i powiedziała,  że  nie da  się  tego  wyjaśnić  od strony  medycznej.   Niestety,   była   niewierząca.   Nie  odnalazła    jeszcze   Boga.   Mimo   to   stwierdziła,  że  to  cud.  Dopiero  wtedy  zgłosiliśmy  wszystko   biskupowi   Giovanniemu   Sartoriemu.  Zbadał  on  cud  i wysłał  dokumenty  również   do  Krakowa.   Ale   najważniejsze  było…
– Co takiego?
– Ugo Festa przyszedł  19 sierpnia 1990 roku na audiencję do Papieża  o własnych  siłach.  Podziękował  Janowi  Pawłowi  II,  a potem  postanowił  w jakiś   konkretny   sposób   odwdzięczyć   się  za  cud,   którego   doświadczył.   Pojechał  do Kalkuty,  do Matki  Teresy,  i tam  dla  niej  pracował.  W 2004  roku  Festa  zajmował  się  wspólnotą   młodych   narkomanów.   Mieszkał z nimi pod jednym dachem, ale 22 maja  2005  roku  został  zabity  podczas  snu  przez  jednego  z podopiecznych.  W Trento  czci się go jako męczennika.

„Uzdrowiciel.   Cuda   świętego   Jana  Pawła  II”.
Zamówienia,
Wydawnictwo   WAM:   tel.   12/6293260,
zamowienia@wydawnictwo wam.pl

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 12 komentarzy »

Zagadka Karola Wojtyły cz.4

Posted by Dzieckonmp w dniu 18 grudnia 2016


Co  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?

uzdrowicielByłem zatem wdzięczny znajomemu  księdzu,  że  chciał  mnie  zabrać  na  objawienie   do  Marii,   jednak   podróż   do  Medziugorja  w towarzystwie  duchownego  łączyła  się  dla  mnie  ze  sporym  wysiłkiem, bo nie sposób wtedy rozmawiać otwarcie.  W trakcie  podróży  mój  towarzysz  z rzymskiej  parafii  przygotowywał  się  wewnątrz  nie  na spotkanie  z Mariją  Pavlović -Lunetti,  często  się  modląc.  Był  bardzo  przejęty  myślą, że oto będzie obecny w czasie objawienia  Matki  Boskiej.  Świadomość,  że  będzie się modlił w tym są mym pomieszczeniu, w którym ukaże się, a nawet przemówi  nieogarniona istota,  Maryja,  wprawiał  go  w nastrój  głębokiego  uduchowienia  i radosnego  oczekiwania.
Za każdym  razem,  teraz  kiedy  zjeżdżam  ze wzgórz do miasteczka, nie potrafię  powstrzymać  się  od  pytania,  czy  naprawdę   ten   ogromny   religijny   przemysł  pod nazwą  Medziugorje  opiera  się  tylko na  uporczywie   podtrzymywanym   kłamstwie. Przecież gdyby nie szóstka „Widzących”   dzieci,   Medziugorje   byłoby   zwyczajną,  ubogą  wioseczką  usytuowaną  dosyć   pechowo   w  spornej   strefie   pomiędzy Chorwacją  a Bośnią  i Hercegowiną.  Tymczasem   Vicka   Ivanković,    Ivan Dragićević,   Marija   Pavlović -Lunetti,   Jakov Čolo, Ivanka Ivankowić -Elez  i Mirjana Dragićević -Soldo,  dzięki  swoim  niezliczonym   wizjom,   przyczynili   się   do  powstania  w tym  miejscu  gigantycznego  centrum  kultu  religijnego.  Władze  bośniackie  szacują,   że   każdego   roku   przyjeżdża   tu  od  półtora   do  dwóch   milionów   pielgrzymów.  Wyrosły  więc  w Medziugorju  setki  sklepików  z pamiątkami,  dziesiątki  restauracji,  barów  i hoteli.  W miejscu,  gdzie  poza kościołem  parafialnym  były  tylko  ruiny,  powstał   nowoczesny   ośrodek   turystyczny  obracający   milionami   euro.   Medziugorje  stało  się  znaczącym  czynnikiem  gospodarczym.   Przechodząc   obok   tysięcy   figurek  Matki  Boskiej,  stoisk  z napojami  i postmodernistycznych  luksusowych  kawiarni,  zadaję   sobie   pytanie,   czy   to   wszystko   naprawdę  ma  coś  wspólnego  z  faktem,  że  Maryja  upodobała  sobie  właśnie  to  miejsce, by ukazywać się tu raz za razem?
Willa Marii Pavlović-Lunetti  znajduje  się  przy wyjeździe  z Medziugorja,  a jej okna   wychodzą   na  wzgórze,   na  którym  w roku 1981 ukazała się jej Matka Boska.  Za  wielką   metalową   bramą   zaopatrzoną  w kamerę  rozciąga  się  ogromny  parking, na  którym   bez   trudu   pomieściłoby   się  mnóstwo   autokarów,   jednak   zazwyczaj  parkują   tu   samochody   gości.   Po  lewej  stronie  widać  kaplicę,  w której  Marija  doznaje   kolejnego   objawienia.   Z  prawej  strony  stoi  imponująca  rozmiarami  willa,  wzniesiona z typowych  dla  tego  regionu  kamieni.  Marija  jest  bardzo  gościnna,  razem   z  pomocnicami   przygotowuje   dla  uczestników   objawień   przekąski,   ciasta,  colę  czy  soki.  Jest  pogodną,  szczupłą  blondynką   średniego   wzrostu.   W  ogrodzie  przed domem  bawi  się  czwórka  jej dzieci. Przybyłych gości wita też jej mąż,  z  którym   mieszka   w  Moncy   we   Włoszech. Przyglądałem się jej, jak krząta się  w  kuchni,  jak  co  rusz  zanosi  gościom  do pokoju  kolejne  tace  z przekąskami.  Ma  taką  szczerą  i otwartą  twarz.
Czy  ta  kobieta  była by  w  stanie  od  1981  roku  odgrywać  przed całym  światem  komedię,  która  ściągałaby  co  roku  na kosztowną  pielgrzymkę  do Medziugorja  miliony  wiernych?  Może  tylko  jej  się  zdawało, że  słyszy  Matkę  Bożą,  albo  wmówiła  sobie te  objawienia,  może  był  to  rodzaj  autosugestii?  Znam  wiele  osób  twierdzących,  że  problem   Medziugorja   polega   wyłącznie  na  tym,   że   „Widzący”   są   nad wrażliwi  i przez  trzydzieści  lat  wmawiają  sobie  kolejne   objawienia.   Jednak   czy   sześć   osób  może  jednocześnie  ulec  tej  samej  autosugestii?  Czy  tylko  udają  ekstazę,  czy  może  naprawdę   ukazuje   im   się   Matka   Boska?
W  postawie   Marii   nie   dostrzegłem   ani  krzty  przebiegłości  czy  zakłamania.  Wydała  mi  się  całkowicie  szczera.  Siedzieliśmy  w tym  odrobinę  mrocznym  pokoju,  jedliśmy ciasto, aż nadszedł czas. Kaplica była  wyposażona  w  mnóstwo   urządzeń   technicznych,  za konsolą  siedział  moderator  radiowy,  mała  grupka  grała  na gitarach,  objawienie  miało  być  rejestrowane  przez  Radio  Maria,  które  transmitowało  orędzia  na cały  świat.   Rozgłośnia   powstała   w  1983   roku  w  Arcel lasco   d’Erba   nie opodal   Como  i dziś  ze  słuchaczami  w liczbie  1,6  miliona (dane  z roku  2009)  należy  do jednych  z najpopularniejszych  radiostacji  we  Włoszech.   Jednak   wewnątrz   Kościoła   opinie  na  temat   tego   skrajnie   konserwatywnego  radia  są  dosyć  podzielone.
Wszyscy  zebrani  w  kaplicy  uklękli  do modlitwy.  W tym  czasie  moderator  informował  wiernych,  że  słuchają  transmisji  na  żywo   z  domu,   gdzie   Marija   Pavlović –Lunetti  czeka  właśnie  na objawienie  Matki  Boskiej.  Tym,  co  zdumiewa  w  owych  objawieniach  w Medziugorju,  jest  fakt,  że
Maryja    ukazuje    się    zawsze    nie    tylko  w określonym  dniu,  ale  i o określonej  porze.  Uroczysta  godzina wybiła  o 17.00,  Marija   stanęła   przed  ołtarzem   i  popatrzyła  w lewą  stronę.  Modliła  się  i głośno  śpiewała.  W pewnym  momencie  któryś  z księży  dał  znak  i zapadła  cisza.  Marija  rozejrzała
się   dookoła   niepewnym   wzrokiem,   popatrzyła  w głąb  pomieszczenia,  a potem  coś  się  z nią  stało.  Patrzyła  dokładnie  w jedno  miejsce  w kaplicy,  w którym  nie  było  widać  absolutnie  nic,  jej  twarz  rozjaśniła  się,  wyrażając  jakąś  niezmierną  radość.  Znałem  fascynujące  studium  tego  fenomenu  opracowane   na  fakultecie   medycznym   w  Montpellier w roku 1984. W dniu, w którym cała  szóstka  „Widzących”  miała  mieć  kolejne  objawienie,  badacze  zebrali  ich  w jednym  pomieszczeniu.  W ten   sposób   dowiedziono,  że  stało  się  coś  niesamowitego,  wszyscy  „Widzący”   patrzyli   bowiem   na  ten   sam  punkt  w pomieszczeniu,  jak  gdyby  coś  tam  widzieli.  Czy  zatem  w tej  chwili  Marija  widziała   w  kaplicy   coś   nadprzyrodzonego?
A może tylko tak jej się wydawało? Czy byłem  świadkiem  cudu,  czy  znajdowałem  się
w pomieszczeniu,  w którym  w tym  samym  czasie   przebywała   Matka   Boża,   która  wszak  większość  swojego  ziemskiego  życia   spędziła   w  Nazarecie?   Może   jednak  Marija   Pavlović   odgrywała   tylko   jakiś  spektakl?  Tego  nie  wiem.
Dziesięć  minut  później  było  po wszystkim.   Marija   przeżegnała   się   i  dosłownie  pognała   do  pomieszczenia   obok,   gdzie  słowo  po słowie  spisała  wszystko,  co  jakoby  przekazała  jej  Matka  Boska.  Wróciła  potem  z karteczką  w ręku  i obwieściła  to  z dumą,  akcentując  każde  słowo.  Przesłanie  dotyczyło  przede  wszystkim  tego,  by nie ustawać w modlitwie.
Po objawieniu  w kaplicy  Marija  pośpieszyła   do  kościoła   w  Medziugorju,  na Mszę Świętą, gdzie zebrały się już tłumy   wiernych,   którym   powtarzała   treść  nowego  orędzia.  Udało  mi  się  porozmawiać z nią przez moment.

– Czy mogę cię o coś  zapytać?

– Oczywiście.

– Czy  wiesz  coś   na  temat   cudu   Bożego   miłosierdzia,  jaki   miał   miejsce   tutaj,   w  Medziugorju?
– No  pewnie.  Chodzi  o kościółek  w Surmanci,  niedaleko. Podziękowałem   i  nie   zatrzymywałem
jej  dłużej.  Mój  towarzysz  wolał  jechać  z  Mariją,   wziąłem   więc   nasz   samochód  i  ruszyłem   sam   do  Surmanci,   leżącego  w gminie  Medziugorje,  w nadziei  że  znajdę tam wreszcie to, czego szukam.
Kiedy dotarłem na miejsce  około  godziny  18,  kościół  był  jeszcze  otwarty.
Usiadłem  w ławce  i rozejrzałem  się  wokół.
Co  wspólnego  ma  ten  kościółek  z owym  Żydem  z Krakowa,  który  opowiadał  o cudzie,  i dlaczego  tamten  polski  ksiądz  był  tak   przerażony,   że   nazwę   „Medziugorje”  napisał  na karteczce  ukradkiem?

W końcu  zobaczyłem:   wisiał   tu   słynny   już   obraz  z podpisem  „Jezu,  ufam  Tobie”,  przedstawiający   Jezusa   z  Nazaretu   według   wizji  siostry  Faustyny.

Jak  i dlaczego  ten  obraz  trafił  jednak  do Medziugorja?
Wstałem   i  podszedłem   bliżej,   by   dokładniej  się  mu  przyjrzeć.  Niespodziewanie obok mnie pojawił się starszy ksiądz.
Modlił się przez chwilę cicho przed obrazem,  potem  popatrzył  na mnie  i odezwał się  po bośniacku.  Kiedy  się  zorientował,  że  go  nie  rozumiem,  powiedział  po włosku,  że  chciałby  już  zamknąć  kościół.

– Czy mogę o coś zapytać?

CDN

Ciąg dalszy nastąpi

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , | 11 komentarzy »

Zagadka Karola Wojtyły cz.3

Posted by Dzieckonmp w dniu 17 grudnia 2016


Co  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?

uzdrowicielCzy Maryja nawiedza Medziugorje?
W   ciągu   przeszło  dwudziestu  lat  mojej  pracy   jako   watykanisty  mógłbym na palcach  jednej  ręki  policzyć  zaproszenia   na  naprawdę   huczne   imprezy,   za  to  nie  ma  tygodnia,  żebym  nie  dostał,  najczęściej  od jakiegoś  księdza,  zaproszenia  do Medziugorja.  To  jedyne  w swoim  rodzaju   sanktuarium,   którego   nie   sposób  porównać    z   żadnym    innym.    Leżące  w Bośni  i Hercegowinie  Medziugorje  odróżnia  się  od Fatimy,  Lourdes  czy  Mariazell  przede  wszystkim  tym,  że  pielgrzymują  doń  nie  tyle  zwyczajni  świeccy wierni, co księża. Sanktuarium jest swego  rodzaju  wyrazem  katolickiego  i nadzwyczaj  religijnego  protestu  przeciwko  instytucji Kościoła. Nie ma on nic wspólnego  z ruchami  lewicowymi  czy  zwolennikami   zniesienia   celibatu   księży   albo   wyświęcania   kobiet   na  kapłanów.  To  protest  prawicowego,  konserwatywnego  skrzydła,  protest  postulujący  jeszcze  większą  religijność  Kościoła.  A  przy  tym chodzi po prostu o cuda. Dla  zwierzchników  Kościoła  cuda  bywają   czasem   czymś   kłopotliwym   lub  uciążliwym.   Na  przykład   papież   Benedykt  XVI  w rozmowie  z nami,  dziennikarzami,  podczas  lotu  do Lourdes  podkreślał  stanowczo,  że  nie  udaje  się  tam  wcale  z  powodu   cudownych   uzdrowień.   Dla  Kościoła  jako  Instytucji  wiara  w cuda  stanowi  bowiem  dowód  słabości  wiary  religijnej.  Jak  gdyby   wierny  czy  nawet  kapłan  potrzebował  cudu,  by  móc  w ogóle  uwierzyć   w  chrześcijańskiego   Boga,   niczym   żądający   dowodu   niewierny   Tomasz,   którego   Chrystus   napomniał,   że  błogosławieni   są   ci,   którzy   nie   widzieli,  a uwierzyli.  Konserwatywni  księża  uważają,  że  to  nie  fair.  Oni  wierzą  w bezpośrednie   ingerencje   Boga   oraz   w  to,   że  na tym  świecie  naprawdę  zdarzają  się  cuda,  czego  skrajnym  przykładem  jest  właśnie   Medziugorje.   Ponieważ   tam   i  tylko  tam  cuda  dzieją  się  on  live   (na  żywo).
Osobom  mającym  objawienia  towarzyszy  w trakcie  ich  wizji  niewielki  krąg  wybranych.  Przemawia  do nich  wówczas  ukazująca  się  tu  regularnie  Matka  Boska.
W moich poszukiwaniach  nie  posunąłem się niestety zbyt daleko. Nie udało mi  się   dowiedzieć,   co   takiego   mogło   łączyć  cud   związany   z  Bożym   miłosierdziem  i Medziugorjem.  Pewnego  dnia  zadzwonił  do  mnie   zaprzyjaźniony   włoski   ksiądz.
– Andreas,   mam   zaproszenie   do  wzięcia  udziału  w objawieniu  Matki  Bożej  w domu  Marii.   Masz   może   ochotę   na  wycieczkę  do Medziugorja?
– Być  może  – odparłem.
– A słyszałeś  kiedyś  o cudzie,  który  ma  coś  wspólnego   z  Papieżem,   Bożym   miłosierdziem  z objawień  świętej  Faustyny  i z Medziugorjem?  Zastanawiał  się  przez  chwilę.
–  Nie  mam  o  tym  pojęcia  –  powiedział  w końcu.
– Nigdy o tym nie słyszałem.
Należało   więc   po  prostu   tam   pojechać  i rozejrzeć się na miejscu. Może uda mi się  dowiedzieć,   co   właściwie   miał   na  myśli  ten  młody  ksiądz  z Polski  i dlaczego  był  tak   poruszony   wiadomością   o  cudzie.
A przy tym  jedno  było  pewne:  wizjonerka  Marija   wiedziała   o  wszystkim,   co   dzieje  się   w  Medziugorju.   Jeżeli   ktokolwiek  mógł  wiedzieć,  gdzie  w Medziugorju  znajduje  się  tajemnicze  miejsce  związane  z cudem  Bożego  miłosierdzia,  to  tylko  ona.
Z Rzymu do Medziugorja można się  dostać  na dwa  sposoby.  Większość  księży  umawia   się   na  wspólną   wyprawę   samochodem  przez  Wenecję  i Triest,  następnie  chorwackim   wybrzeżem   aż   na  miejsce. Taka   podróż   trwa   dwadzieścia   godzin.  Bardziej  komfortowym  rozwiązaniem  jest  przelot  do Splitu  i wypożyczenie  tam  auta  na dalszą  podróż.  W Rzymie  istnieje  cała  sieć  punktów  spotkań  dla  duchownych  zafascynowanych  tym  sanktuarium,  gdzie  mogą  umówić  się  na  wspólny  wyjazd,  oferując   wolne   miejsca   w  swoim   samochodzie.  Sprzyjało  mi  szczęście,  bo  mój  zaprzyjaźniony  ksiądz  miał  pewnego  pobożnego   znajomego   w  chorwackich   liniach   lotniczych,   dzięki   któremu   udało  nam się dostać bilety na przelot z Rzymu  do Splitu  w korzystnej  cenie.
Myślę, że od czasów Marcina Lutra,  kiedy  doszło  do rozłamu  i powstania  Kościoła   ewangelickiego,   żaden   spór   wewnątrz Kościoła nie miał takiej siły jak ten  wokół  zagadki  Medziugorja.  A przy tym  dotyczył  on  nie  wiernych  świeckich,  ale  duchownych.   Tysiące   księży   na  całym  świecie  jest  przekonanych,  że  w Medziugorju  wydarzył  się  cud,  bardzo  istotny  cud.  Po drugiej  stronie  również  stoją  tysiące   księży   uznających   przypadek   Medziugorja   za  totalną   bzdurę.   Ta   rozbieżność   dotyka   nie   tylko   szeregowych   kapłanów, lecz obecna jest we wszystkich  kręgach  duchownych  aż  po kolegium  kardynalskie.  Do Medziugorja  pielgrzymują  bowiem, bardziej lub mniej skrycie, także setki,  jeżeli  nie  tysiące  biskupów.  Spotkałem  tam  wielu  takich,  którzy  zdejmowali  swoje  insygnia  i chowali  je  w kieszeniach  koszuli   lub   kurtki.   Nawet   kardynałowie  pielgrzymują  do Medziugorja,  a największym   spośród   nich   –  przyjacielem   tego  sanktuarium   jest   arcybiskup   wiedeński  kardynał  Christoph  Schönborn.
Przeciwnicy  Medziugorja  są   przekonani,  że  to  nic  więcej  jak  jedno  wielkie  oszustwo.   Biskupi   z  byłej   Jugosławii  w deklaracji  podpisanej  w Zadarze  w roku  1991  oświadczyli,  że  nie  można stwierdzić że   zaszło  coś  nadprzyrodzonego. Kongregacja  Nauki  Wiary  pod przewodnictwem  Josepha  Ratzingera  zabroniła  oficjalnych  pielgrzymek   czyli   organizowanych  przez  duszpasterzy  katolickich  parafii do Medziugorja.  Jednak  ten,  kto  tam  dotarł, dobrze wie, że zakaz łamany jest każdego  dnia.   Pod  tamtejszym   kościołem, w  którym  odprawia  się  Mszę  świętą  za Mszą  i gdzie  wierni  taśmowo  przystępują   do  sakramentu   pokuty,   codziennie  kłębią   się   grupy   pielgrzymów   z  całego  świata.  Nigdzie,  w żadnym  innym  miejscu na ziemi  nie  widziałem  takich  tłumów  stojących  w kolejce  do konfesjonału.
Mnie  osobiście  każda  z  podróży  do Medziugorja  fascynowała  z tego  prostego  powodu,  że  będąc  tam  na  miejscu,  nie  sposób  nie  zapytać:
co  tu  się  stało?
Zwolennicy   tego   sanktuarium   wierzą,   że  począwszy  od  24  czerwca  1981  roku  na wzgórzu  Crnica,  teren  parafii  Medziugorja, ukazywała  się  Matka  Boska  i przekazywała   tysiące   orędzi   sześciorgu   dzieciom.  Przepowiedziała  na przykład  wojnę  na Bałkanach na dziesięć lat przed jej wybuchem.  Od tamtego  czasu  o ustalonej  porze  dnia  wciąż  przekazuje  swoje  przesłanie  sześciorgu   „widzącym”.   Przeciwnicy  sanktuarium  uważają,  że  owa  szóstka  zmówiła  się  i  przez  długie  już  dziesięciolecia  podtrzymuje  swoje  kłamstwa  tak  skutecznie,  że  w Medziugorju  powstało  ogromne  centrum  pielgrzymowania,  w którym  jedynie  w 2006  roku  – pomimo  zakazu  Watykanu   –  odprawiło   Mszę   Świętą   4503  katolickich  duchownych.  Z owymi  „Widzącymi”   dziećmi,   teraz   już   dorosłymi, spotykałem   się   wielokrotnie.   Nie   wiem,  czy   są   notorycznymi   kłamcami.   Gdyby jednak to wszystko zmyślilii w swej zmowie trwali przez tak długie lata, to nasuwa  się  tylko  jedno  pytanie:
po co?
W okresie  przed  pierwszymi  objawieniami  w roku  1981 aż  do momentu upadku  muru  berlińskiego  wszyscy  z tej  szóstki,   żyjący   w  komunistycznej   Jugosławii,   byli   narażeni   na  różnego   rodzaju  konflikty  i szykany  ze  strony  aparatu  państwowego   czy   milicji   tylko   dlatego,   że  twierdzili,  iż  widzieli  na własne  oczy  Matkę   Boską,   która   przekazała   im   orędzie. Po  co  mieliby  to  robić,  skoro  takim oświadczeniem  narażali  się  na więzienie?   Moje   wahanie   pogłębiały    jeszcze   rozmowy   z  wieloma   włoskimi   sędziami.
Na przykład  przy zwykłej  próbie  wymuszenia   ubezpieczenia   świadkowie   starają  się  wcześniej  uzgodnić  szczegóły  rzekomego  zajścia.  Praktyka  pokazuje  jednak, że  prawie  nigdy  nie  udaje  się  zbyt  długo  podtrzymać   nieprawdziwej   wersji.   Ktoś  w  końcu   przerywa   milczenie,   zwłaszcza  gdy  w cały  spisek  zamieszanych  jest  kilka  osób  i upłynęło  już  trochę  czasu.  Jednak  w przypadku  Medziugorja  nikt  z „Widzących”  nie  zmienił  dotąd  swojej  wersji.  Dla czego?  Bo  potrafią  tak  doskonale  kłamać?  A może   na prawdę   widzieli   Matkę  Boską? Te go nie wiem.

CDN

Ciąg dalszy nastąpi

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 8 komentarzy »

Zagadka Karola Wojtyły cz.2

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 grudnia 2016


Co  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?

uzdrowicielTeraz   wiedziałem  przynajmniej    jedno:  czegokolwiek    dotyczył  ten   cud,   nie   miał   nic  wspólnego  z diecezją  w Rzymie.  Zdawałem  sobie  sprawę,  że  tak  naprawdę  szukam  igły  w stogu  siana.  W Watykanie  istniały  dwa  urzędy,  które  musiały  wiedzieć  coś   o  tym   cudzie,   Kongregacja   Nauki  Wiary,  do której  należało  badanie  takich  przypadków  i orzekanie,  czy  nie  kryje  się  za nimi  zwykłe  oszustwo,  oraz  Kongregacja   Spraw   Kanonizacyjnych   odpowiedzialna  za ustalenie,  czy  chodzi  tylko  o jakieś   nadzwyczajne   zdarzenie,   czy   też  o Boską  ingerencję.  Na początek  spróbowałem  szczęścia  u znajomego  pracującego  w tej  drugiej  instytucji.  Zadzwoniłem  do niego  i zaprosiłem  na obiad.  (…)
– No,  mów  śmiało,  czego  ode  mnie  chcesz?
– Chodzi mi o pewien cud, który  miał  miejsce  gdzieś  w  latach  dziewięćdziesiątych. Ale nie znam żadnych szczegółów, nie wiem, ani kiedy dokładnie, ani  gdzie  się  dokonał.
– Czy  wiesz,  jak  wyglądają   pomieszczenia   naszej   kongregacji?  Na korytarzach  piętrzy  się  taka  masa  kartonów  i pudeł,  że  niepodobna  już  prawie   tamtędy   przejść.   Wiesz,   co   musieliśmy  zrobić?  Zabraliśmy  pozostałym  kongregacjom  wszystkie  piwnice  pod placem św.  Piotra,  żeby  zmagazynować  tam  kolejne   tysiące   pudeł.   A  wiesz   dlaczego?
Cuda, cuda, cuda i jeszcze raz cuda. Nagle na tym świecie zaroiło się od cudów. Przestaliśmy  już  za nimi  nadążać.  Mamy  u siebie   tak   wiele dokumentów   na  temat   cudów, że nawet przy najlepszych chęciach  nie wiemy, co z nimi począć. (…)
– Dam  ci  pewną  radę.  Przypuśćmy,  że  zdarzył  się  cud,  i przypuśćmy,  że  potraktowano  go  w tych  kategoriach,  co  oznacza,  że  informacja  o tym  musiała  dotrzeć  do  krakowskiego   biskupa.
–  Dlaczego?
– No  przecież  ta  Faustyna  Kowalska  została  ogłoszona  świętą  i teraz,  jeżeli  ktokolwiek  na świecie  zgłasza  przypadek  cudu,   to   diecezja,   z  której   ona   pochodziła,  musi  zostać  o tym  powiadomiona.  A przynajmniej   istnieje   duże   prawdopodobieństwo, że tak się stało.
– To byłby już jakiś  konkret
–  odpowiedziałem.   Wiedziałem  już, gdzie dalej szukać. (…)
Istniało jeszcze jedno centrum sprawowania  władzy,  mające  wielki  wpływ na papieża
– kościół  św.  Stanisława  B.M.  przy Via  delle  Botteghe  Oscure,  polski  kościół   w  Rzymie.   (…)
Jeżeli   ktokolwiek  wiedział  coś  na temat  raportu  dla  biskupa krakowskiego  o cudzie  związanym  z miłosierdziem  Bożym  i siostrą  Faustyną,  to  należało   go  szukać   właśnie   tutaj.   Praca watykanisty  miała  wówczas  i tę  zaletę,  że  przynosiła   mnóstwo   znajomości   wśród  polskich  księży.  Trwało  jednak  kilka  tygodni,  zanim  dostrzegłem  wreszcie  pewnego  młodego  jasnowłosego  kapłna,  którego  wielokrotnie  spotykałem  w Krakowie. Poznał mnie, a ja zaprosiłem go na kawę.
–Czy słyszał ksiądz o cudzie,  którego ponoć dokonał Jan Paweł II i który ma  coś  wspólnego   z  Bożym   miłosierdziem, ze  świętą  Faustyną?
–  Nie,  wiem  tylko  o cudach,  które  wykorzystano  w procesie  kanonizacyjnym   siostry   Faustyny.
–  Podobno   wydarzył   się   kolejny   cud,   cud  związany  z osobą  Ojca  Świętego.
– Napraw dę?  – zapytał.
– Jeżeli  został  potraktowany  poważnie  i zbadany  w Polsce,  to  nie   powinno   być   większych   trudności  z odnalezieniem  informacji  na ten  temat.  Diecezja    krakowska    jest    tak    dumna  z sanktuarium,  że  na pewno  zależy  jej,  by  pisano także o cudzie, o ile miał miejsce.  Taka  wiadomość  bardzo  umacnia  wszystkich   w  wierze,   byłoby   naganne,   gdyby  ktoś chciał coś ta kiego zataić.
Kamień spadł mi z serca.
Ten  poczciwy   Polak   jako   pierwszy   nie   potraktował  mnie jak przestępcy, tylko dlatego że chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o cudzie.
– A czy mógł by ksiądz popytać, czy w Polsce  wiadomo  coś  na temat  tego  przypadku?
– Nie  ma  sprawy  – odpowiedział.  (…)
Trzy  dni  później,  punktualnie  o 19.30,  czekałem  przed  seminarium,   jednak   kiedy   go   spostrzegłem,  wiedziałem  już,  że  czekają  mnie  kłopoty,  wielkie  kłopoty.
– Jest  pan  złym  i  podstępnym   człowiekiem   –  naskoczył  na mnie.
– Będzie pan musiał prosić o przebaczenie  za to,  co  pan  zrobił.
– O co  właściwie  księdzu  chodzi?
– zapytałem.
– Może   porozmawiamy   o  tym   przy  obiedzie?
– Nigdzie nie idę. Nie zamierzam jeść z panem  pizzy  ani  niczego  innego.
– Ale  co  się  stało,  na litość  Boską?
–  Wiedział  pan,  że  o  pańskim  pytaniu  na temat  cudu  nie  powinienem  był  nawet  pomyśleć,  dobrze  pan  wiedział,  prawda?
–  O  czym  ksiądz  mówi?
– A ja,  dureń,  zwróciłem   się   z  tym   do  biskupa,   który  przypadkiem   siedział   z  nami   w  jadalni.  Kiedy   go   zapytałem,   zamarł.   Jak   ześlą mnie gdzieś do jakiejś małej parafii w Tatrach, to będę miał dużo czasu, żeby żałować   tego   spotkania   z  panem.
–  Bardzo  przepraszam   –  powiedziałem.
–  Nie   sądziłem,  że  proste  pytanie  może  pociągnąć  za sobą  takie   konsekwencje.  Chciałem  się  tylko  dowiedzieć,  czy  naprawdę  wydarzył  się cud, który jest badany w Krakowie.
Spojrzał mi prosto w oczy.
– Ale czy  pan  zdaje  sobie  sprawę,  w jakich  tarapatach znalazł się Kraków z powodu tego cudu?
– Nie  mam  najmniejszego  pojęcia.  Popatrzył  na mnie,  a jego  wzrok  dosłownie  przewiercał   mnie   na  wylot.   Potem   przeszedł  kilka  kroków,  a ja  ruszyłem  za nim.
–  Wierzę  panu  –  odezwał  się  w  końcu.
– Kto  właściwie  panu  powiedział,  że  wydarzył się jakiś cud?
– Pewnie mi ksiądz  nie uwierzy, ale to był stary Żyd  z krakowskiego  Kazimierza,  który  sprzedawał  tam  pamiątki.  Uśmiechnął  się  teraz  odrobinę.
– Znam go, wiem, że to dziwak. I to  od nie go pan o tym usłyszał. Wieści o cudzie  rozchodzą  się  zawsze  dziwnymi  kanałami.   Zastanawiałem   się   przez   chwilę, czy  powinienem  zapytać  o szczegóły  cudu. Ale nie odważyłem się na to i po prostu szedłem dalej obok niego.
– Czy  mógł  by  mi  pan  wyświadczyć  przysługę,  nawet  jeżeli  nie  będzie  to  dla  pana  zbyt  przyjemne?  – zapytał  po pewnym  czasie.
–  Tak,  oczywiście,  bardzo  chętnie – od parłem.
– Czy mógłby pan napisać list? Proszę umieścić datę sprzed tygodnia i zawrzeć w nim po prostu prośbę  o zebranie  informacji  na temat  cudu.  Może  pan  to  zrobić?  Miał  bym  wtedy  jakiś  konkret.
–  Ależ  oczywiście,  tak  zrobię.
– A może pan zrobić to teraz?  W tej chwili?  – Jasne.  Miał  przy sobie  teczkę,  przeszliśmy  do pobliskiej  pustej  kafejki.  Stanęliśmy  przy barze.  Zgodnie  z jego  wskazówkami   napisałem,   że   przez   wzgląd  na długoletnią  przyjaźń,  jaką  zawarliśmy  niegdyś  w  Krakowie,  proszę  go,  by  dowiedział  się  szczegółów  dotyczących  tego  cudu.   Kiedy   skończyłem,   wydawał   się  dużo  spokojniejszy  i wręcz  zadowolony.
– Wie  pan,  w ten  sposób  będę  mógł  udowodnić,   że   chciałem   po  prostu   wyświadczyć   panu   przyjacielską   przysługę.
– Znakomicie  – powiedziałem.
– W pierwszej  chwili  myślałem,  że  chce  mnie  pan  oszukać.  Jednak  teraz  naprawdę  wierzę,  że  rzeczywiście  nie  miał  pan  o  niczym  pojęcia.
– O czym, ale o czym nie miałem  pojęcia? Co w tym cudzie jest tak nie opisanego,  że  nikt  nie  jest  w  stanie  o  tym  mówić?   Czy   chodzi   o  papieża?   Wiem,  że  nie  chce,  by  rozpowiadać  o  cudach,  które  mają  z nim  coś  wspólnego.  Słyszałem już o tym setki razy od jego rzecznika  Navarro -Vallsa.  Lecz  ja  chciałem  się  tylko  dowiedzieć,  czy  rzeczywiście  zdarzyło  się  coś takiego jak cud, czy też to tylko pogłoska.  Wiem,  że  i tak  nie  będę  mógł  o tym  napisać,  dopóki  papież  żyje.
–  To  nie  papież  jest  tutaj  problemem.  Problem  leży  gdzie  indziej
–  powiedział.
– Gdzie?
–  Pójdę   już   –  powiedział.
–  Zostawię  na barze  karteczkę.  Proszę  ją  przeczytać,  a potem wyrzucić. Nic więcej nie mogę  dla  pana  zrobić.  Na gryzmolił  coś  na karteczce   i  wyszedł   z  kawiarni.   Odczekałem    chwilę    i   obróciłem    karteczkę  w  swoją   stronę.  Widniała   na  niej   tylko  nazwa   pewnego   miasteczka   w  Bośni  i  Hercegowinie
–  Medziugorje.  Tylko  co   sanktuarium   leżące   przy  granicy  z  Chorwacją   mogło   mieć   wspólnego  z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem  Pawłem II?

CDN

Ciąg dalszy natąpi

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 26 komentarzy »

Zagadka Karola Wojtyły

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 grudnia 2016


uzdrowicielCo  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?
To,  i inne  pytania,  na temat  cudów  zdziałanych za przyczyną św. Jana Pawła II za jego  życia  zadaje  sobie  watykanista  Andreas Englisch  w swojej  książce  pt.: Uzdrowiciel. Cuda  świętego  Jana  Pawła  II.
W lutym 1999 r. obiecał  rzecznikowi   prasowemu Watykanu że, nie  ujawni  tych  faktów  za życia  Papieża  i słowa  dotrzymał,  dla tego teraz wyszła ta książka.
Przedstawimy fragmenty   epizodu  związanego  z  Bożym   Miłosierdziem,   Papieżem   i  Medziugorjem,   a  do  przeczytania   całości  zapraszamy    poprzez    nabycie   książki  z Wydawnictwa  WAM:  tel.  12/6293260, zamowienia@wydawnictwowam.pl

Co widziała Faustyna?
Przy  całym  szacunku,  jaki  miałem dla osiągnięć Karola Wojtyły, nie byłem w stanie  zaakceptować   sprawy   siostry Faustyny   Kowalskiej.   Nie   potrafiłem   sobie   wyobrazić,   że   prosta   zakonnica  naprawdę   może  mieć  tyle  objawień   Syna  Bożego,  Jezusa  z Nazaretu.  (…)
Mnie  tymczasem  przypomniała  się  pewna  rozmowa  z przyjacielem  papieża,  kardynałem  Andrzejem  Marią  Deskurem,  który  wielokrotnie   mi   powtarzał,   że   jeżeli   chcę naprawdę  zrozumieć  Wojtyłę,  powinienem  pojechać  do dawnej  dzielnicy  żydowskiej.
Teraz   miałem  na  to  czas. Wprawdzie  nie bardzo  wiedziałem,  czego  mam  szukać,  ale  postanowiłem  się  tam  wybrać.
Tego  dnia,  co  zrozumiałe,  cały  Kraków  był  dosłownie  wytapetowany  wizerunkiem  Jezusa  z objawienia  siostry  Faustyny  Kowalskiej.  Papież  przybył  tu,  by  pomodlić  się  właśnie  w sanktuarium.  (…)
Maszerowałem   przez   Kraków,   zastanawiając  się  przez  cały  czas,  co  tak  zafascynowało  papieża w Faustynie i jej wizji? (…)
Czy Bóg  rzeczywiście   to   powiedział?   Czy   rozmawiał  z nią  o godzinie  swojej  śmierci?  A może to jej się przyśniło, wyobraziła to sobie,  może  po prostu  skłamała?  A może  istotnie  było  to  objawienie  samego  Syna  Bożego?
Zakonnica, której nie docenił Hitler.
Tego dnia nie było w Krakowie sklepu,  który  nie  byłby  udekorowany  plakatami  z papieżem  albo  Faustyną.  Widziałem  nawet  chińską  restaurację  z wizerunkami  Świętej. (…)
22 lutego 1931 roku ukazuje się  jej  Chrystus  i poleca  namalowanie  obrazu  przedstawiającego  jej  wizję.  Na obrazie   widnieje   człowiek   w  białej   tunice,  z  którego   piersi   wychodzą   promienie.
I w tym  momencie  znów  zapytałem  sam  siebie:  czy  Bóg  rzeczywiście  tak  wygląda?
Tymczasem znalazłem się już na Kazimierzu,  w dawnej  dzielnicy   żydowskiej  Krakowa,  spacerowałem  jej  ulicami,  czytałem  w muzeum  przerażające  wojenne  obwieszczenia  o deportacjach.  Na otoczonym  restauracjami  placu  w samym  sercu Kazimierza   jakiś   człowiek  w  żydowskiej  kipie  sprzedawał  souveniry:  gwiazdy  Dawida,   pamiątkowe   dyplomy   z  odwiedzin  na Kazimierzu  i obrazki  z Jezusem  Miłosiernym.  Ku  mojemu  zaskoczeniu  mówił  całkiem  dobrze  po angielsku,  bo  pracował  także  jako  przewodnik  wycieczek  żydowskich  ze  Stanów  Zjednoczonych.
– Sprzedaje  pan  też  obrazki  z Jezusem?
– zagadnąłem.  – I co  z tego?  – odpowiedział.
– Przecież Jezus był Żydem.
– Tak, ale tego właśnie   Żyda   polski   papież   darzy   wielką
czcią,  był  dziś  w  Łagiewnikach,  żeby  się  do  niego   modlić.
Mężczyzna   wybuchnął  śmiechem.  – Co  pan  powie,  przecież  jeszcze  w czasie  wojny  pielgrzymował  tam  nie  tylko  Wojtyła,  ale  i cały  Kraków.
–Jak to?
– Nie pojmuje pan tego nawet  jako  Niemiec?  Trochę  mnie  to  dziwi,  bo  właściwie  od razu  powinien  to  pan  zrozumieć. –
O czym pan mówi?
– Czy miał pan aż tak kiepskich nauczycieli? Czy w ogóle pan  nie  wie,  że  hitlerowska  rasa  panów  chciała   zrobić   z  Polaków   niewolników?
– Ale  na  szczęście  nic  z  tego  nie  wyszło
– odparłem.
Spojrzał   na   mnie   przenikliwym  wzrokiem
.  –  Dzisiaj  łatwo  tak  powiedzieć, ale wtedy… wtedy wielu myślało, że
Polaków   czeka   długa   niewola.   Niemcy  pokonały  nasz  opór  w kilka  tygodni.  Wielu   Polaków   sądziło,   że   nie   pozostaje   już  nic innego jak śmierć albo uległość, że są  już  zgubieni.  Jak  pan  myśli,  ilu  ludzi w Krakowie  miało  nadzieję,  że  objawienia  Faustyny  są  prawdziwe  i  że  istnieje  coś  takiego  jak  Boże  miłosierdzie  i że  niemiecki naród panów nie wygrał raz na zawsze, a Bóg okaże jeszcze Polakom swoje  miłosierdzie?  Kiedy  więc  nastąpił  odwrót  Niemców,  wielu  pomyślało,  że  Hitler  nie dał  jednak  rady  Faustynie.
– Ale  pan  jako  Żyd  przecież  chyba  nie  wierzy  ,  że  na  tym  obrazie  jest  prawdziwy  wizerunek  Jezusa  z Nazaretu!
Znów się roześmiał. – Przecież to nie ma żadnego znaczenia.  Dla  Wojtyły  tak że  nie  ma  znaczenia,  kogo  widać  na tym  obrazie.  Cokolwiek  zobaczyła  ta  zakonnica,  chodziło  przecież  raczej o przekaz, o to, że przez całe lata brakowało  nam  już  nadziei  na ponowne  narodzenie   Polski.   Zamordowali   najlepszych  spośród   nas,   unicestwili   wszystkich,   byliśmy  już  na dnie  – a potem  pojawił  się   ten  promyk  nadziei,  że  Bóg  potrafi  być  miłosierny  i  że  ostatnie  słowo  nie  należy  do sprzymierzeńców  Adolfa  Hitlera.
I w tym momencie dotarło do mnie,  że ten człowiek ma dużo racji. To właśnie ten przekaz wyrył się w umyśle i sercu Karola  Wojtyły  pracującego  w drewnianych  chodakach   jako   robotnik   przymusowy w krakowskich  zakładach  Solvay,  podczas  gdy  hitlerowska  „rasa  panów”  okupowała  jego  ojczyznę.  Nie zwyciężą.  Czy  to  ta  myśl   podtrzymywała   wówczas   na  duchu  Kraków  i Karola  Wojtyłę?  (…)  Podziękowałem   staremu   Żydowi   i  kupiłem   jeden  z obrazków  z wizerunkiem  Jezusa  Miłosiernego.
– Wie  pan  – powiedział  na koniec   –  w  Krakowie   mówią,   że   Wojtyła   jeszcze   bardziej   wierzy   w  objawienia   tej  zakonnicy,   odkąd   w  jej   imieniu   dokonał  cudu.
– Cudu?
– zapytałem.
– Jakiego  cudu?
Wzruszył  tylko  ramionami.  – Wszyscy w Krakowie wiedzą o tym cudzie, ale nie znam nikogo, kto umiał by powiedzieć,  co  się  tam  wtedy  naprawdę  wydarzyło.
Po powrocie do Rzymu przejrzałem  wszystko,   co  Wojtyła   napisał   o  Bożym   miłosierdziu,  a to,  co  przeczytałem,  potwierdziło   relację   starego   Żyda   z  krakowskiego   Kazimierza.   (…)
W  najważniejszym    momencie    swojego    życia,  w momencie  wyboru  na papieża,  towarzyszyła  mu  właśnie  ta  myśl,  zawierzenie temu,  czego  w swojej  klasztornej  celi  doświadczyła  św.  Faustyna:  orędziu  o Bożym  miłosierdziu.
Administrowanie nie  możliwym .
Zadzwoniłem  do mojego  znajomego  z  Pałacu   Laterańskiego.
–  Czego   znowu  chcesz?
–  zapytał   młody   ksiądz.
–  Mam  tylko  jedno  pytanie,  ale  obawiam  się,  że  o  tej  sprawie  nie  będziesz  chciał  rozmawiać.
– Jeszcze  nigdy  dotąd  nie  zapytałeś  mnie o coś, o czym chciałbym rozmawiać.
– Już  dobrze  – odpowiedziałem  i rzuciłem  prosto z mostu
– chodzi mi o cud. Chodzi mi  o Boże  miłosierdzie,  o tę  świętą,  siostrę  Faustynę   Kowalską,   i  cud,   który   ma   coś  wspólnego  z Bożym  miłosierdziem.
Parsknął  śmiechem  do  słuchawki.
– Mój  drogi  Andreasie,  ku  mojej  nie opisanej  radości  teraz  mogę  być  z tobą  całkowicie  szczery.  Klnę  się  na mój  honor  i moją  duszę,  że  nie  mam  najmniejszego  pojęcia,  o czym mówisz. Diecezja rzymska nie zajmuje  się  żadnym  cudem  związanym  z miłosierdziem  Bożym  ani  ze  świętą  Faustyną.  Badamy  oczywiście  liczne  przypadki  rzekomych cudów, żaden z nich nie ma jednak związku  z miłosierdziem.    Przykro  mi  i odłożył  słuchawkę.  Teraz  wiedziałem  przynajmniej   jedno:   czegokolwiek   dotyczył ten cud, nie miał nic wspólnego z diecezją  w Rzymie.

CDN

Ciąg dalszy nastąpi

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 74 komentarze »

Z obrazu Papieża Jana Pawła II popłynęły krwawe łzy

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 kwietnia 2016


jan paweł 22 łzy

To bardzo tajemnicza historia. „Podczas pobytu w Castellammare di Stabia koło Pompejów, ks. Jarosław został zaproszony przez jedną z rodzin do domu. To zdarza się często, ale tym razem nie była to zwykła wizyta.  W pewnym momencie gospodarze przynieśli obraz św. Jana Pawła II i opowiedzieli jego dziwną historię. Kupili ten wizerunek kilka lat temu w Mediolanie. Od tamtego czasu wisiał na ścianie w ich mieszkaniu. Pewnego ranka gdy się obudzili, zauważyli, że obraz wygląda inaczej –  z oczu Jana Pawła II płynęły krwawe łzy. Przez kilka chwil, gdy patrzyli na wizerunek widzieli, jak spływały z jego twarzy. Czerwone ślady pozostały na obrazie. Ten wizerunek włoska rodzina przechowuje u siebie w domu.  Przysięgają , że nikt go nie dotykał, nic nie domalowywał, nie szukali nigdy sensacji.  Chcą jednak wiedzieć, czy nie jest to jakiś znak, który święty nam pozostawił”. Ksiądz Jarosław mówi: „Postanowili, nie ujawniając swoich danych, przekazać mi ten wizerunek, jako temu, który podróżował i był blisko św. Jana Pawła II. Poprosili, abym oddał obraz specjalistom, którzy go zbadają i sprawdzą,  czy te „krwawe łzy” to prawdziwa krew czy też farba. Nawet jeśli to farba, dziwne, że przybrała taką postać – mówi ks. Jarosław. – Wizerunek oddam do zbadania w Watykanie. 

Po badaniach laboratoryjnych ks. Jarosław poinformuje o wynikach.

Źródło: http://padrejarek.pl/dziwny-obraz-dziwne-fotografie/

janpaweł2

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 214 komentarzy »

Jan Paweł II i Góralu czy ci nie żal śpiewane przez Japończyków

Posted by Dzieckonmp w dniu 6 kwietnia 2016


Posted in Jan Paweł II | Otagowane: , | 47 komentarzy »

Jan Paweł II w Polsce o Europie

Posted by Dzieckonmp w dniu 5 kwietnia 2016


Posted in Jan Paweł II | Otagowane: , | 120 komentarzy »

Dziś 2 kwietnia, dzień w którym Naród zamarł

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 kwietnia 2016


2 kwietnia 2005 roku odszedł do Nieba nasz najlepszy, największy  Polak Jan Paweł II. Był to dzień w którym popłynęło tyle łez z oczu Polaków, tyle obaw o dalszą przyszłość naszego Narodu. Wydawało się nam że bez tego wielkiego człowieka nie damy sobie radę. Jeden dzień w historii naszego Narodu kiedy autentycznie byliśmy prawie w 100 procentach jednością. Nie mieliśmy wcześniej tak wielkiego nauczyciela, tak wielkiego autorytetu, wzoru patriotyzmu. Z tej okazji przypomnę kilka zdań z różnych wypowiedzi naszego Ojca Świętego Jana Pawła II.

janpaweł

” Naród, by stać się wielkim sam musi podążać ku wielkości, i uczyć się od Tych, którzy temu narodowi przygotowali tę ziemię.
To drzewo, z którego i mi dane było wyrosnąć, trwa tu od wieków, i nic jego trwania zmienić nie może.
Ten naród nie szczędził sił, by nowym pokoleniom Polaków, uświadomić jak wielkie znaczenie ma trwanie na tej ziemi, które Oni ofiarowali jako podwalinę dla jego państwowości.
Dla nas pokoleń dziś tu żyjących jest to wyzwaniem, by ten testament przekazać pokoleniem młodych. Ukażmy im jaki musieliśmy zapłacić rachunek, by dziś, tę wolność ojczyzny, Oni nie utracili lekkomyślnie.” Jan Paweł II.

.

” Europa posiada chrześcijańskie korzenie i chrześcijańską tożsamość. Chrześcijańska tożsamość Europy nie określa bowiem niczyich przywilejów ani prerogatyw, ale mówi przede wszystkim o zadaniach stojących przed samymi ochrzczonymi. I od nas Polaków będzie w niedalekiej przyszłości zależeć, czy ta Europa będzie jeszcze żyć Chrystusem.” Jan Paweł II.

.

” Abyście nigdy nie zapomnieli korzeni drzewa, z którego wyrosły pokolenia Polaków, drzewa, które powinno w was wyzwolić ducha walki. Ducha, który pozwoli znaleźć tyle siły, by nasz naród mógł skutecznie oprzeć się tym tendencjom współczesnej cywilizacji, które proponują odejście od wartości duchowych na rzecz nieograniczonej konsumpcji, czy też porzucenie tradycyjnych wartości religijnych i moralnych dla kultury laickiej jaki niesie kultura zachodu. Polska kultura chrześcijańska, etos religijny i narodowy są cennym rezerwuarem energii, których Europa dziś potrzebuje, by zapewnić w swych granicach integralny rozwój osoby ludzkiej.” Jan Paweł II.

.

” Nie bój się jutra. Niech ono boi się Ciebie. Wyznacz kierunek, a droga stanie się prosta, To Ty możesz sprawić, że jutro zacznie działać na Twoją korzyść.” Jan Paweł II.

.

,, Dziś Polska kwitnie pokojem, – lecz były czasy, gdy przyszło nam nie raz udowadniać, jaki ideał Polacy cenią najbardziej.
Są wspaniałe ideały naszego narodu, są. Chodź okupione cierpieniem i niewolą.
Gdy przyjdzie wam młodzi chłopcy i dziewczęta w Polsce, kiedyś rozważyć w co wierzyć, rozważcie w swym sercu, każde Polskie cierpienie. Każdą krew przelaną na polach bitew, każdego kogo zabijano, tylko dlatego, że był Polakiem.
Ojczyzna od córki i syna może zażądać najwyższej ceny, życia.,, Jan Paweł II.

.

,, Gdy młodzi, szukają autorytetów, niech spojrzą w naszą przeszłość. W naszą chodź trudną historię, ale jakże przebogatą w wielkie wydarzenia. Pozwalające Nam spojrzeć i odnaleźć wzorce, z których w przyszłości Wy i pokolenia młodych, którzy przyjdą po Was, będą mogły czerpać wzór do naśladowania, i większej miłości do miłowania Naszej ojczyzny. Tylko pamięć pozwoli nam, aby te wzory niezłomnych odważnych Polaków, na długo pozostały naszą cechą narodową. Gdyż jako Słowianie, mamy potencjał nie tylko w czczeniu tego co święte, lecz także, byśmy pamiętali skąd wywodzą się nasze korzenie. To święta rzecz, i o niej Wy młodzi pamiętajcie. ,, Jan Paweł II.

.

,, Naród zaufał Bogu, i podążył za Nim, niosąc krzyż swych dziejów, aż po dzień dzisiejszy. Idąc jak On upadał, pod krzyża przewinień.
Bat, który srogo łoił narodu skórę, po dzień dzisiejszy, odznaczył blizny na ziemi jego przodków. Gwoździe, co w dłonie wbijały się srogo, spoiły ziemię krwią synów i córek narodu tego.
Na końcu krzyżowano, go już tyle razy. Ze wróg sam zapomniał ile go karał.
Idziesz narodzie w swoim cierpieniu, patrząc ze swoim ludem na drogę przyszłości w nadziei. Ze przyjdą dla Ciebie dni pokoju, i radości, po wszystkich dniach smutnych, jakie przyszło ci przeżyć.
Trzeba mój ludu, wierzyć, – zaufać głęboko Bogu. Tak jak te pokolenia, którym odebrano nadzieję życia w pokoju.,,
kar. Karol Wojtyła

.

,, Tworzymy, stajemy się wielcy tylko wtedy, gdy nasz kraj krwawi, gdy ojczyzny kalendarz sią wyczerpie.
Ojczyna wymaga od nas większej odwagi.
My nie musimy iść z bronią w ręku. My możemy ojczyznę ratować bez ofiar, bez strachu i lęku. Nam wystarczy powstać z kolan, i też ten narodowy ciężar unieść, nie pod nim się ciągle kalać.
A czego, to ojczyzna nam nie dała?. Czyż zabroniła nam języka, kultury, tradycji!?. Ojczyzna to coś więcej, -to nasze być, lub nie być!. Jej los zależy od nas wszystkich.
Aby ten los jej był pomyślny, wpierw ty synu i córko, odpowiedz sobie. Co uczyniłaś by kraj stał się wolny!?.,, Jan Paweł II.

.

,, W narodzie, powinien zrodzić się potężny odruch. Taki, w którym przestalibyśmy odczuwać strach, lęk przed reakcją innych, uważających się za bardziej twórczych. Bardziej wyniosłych, z których płynie narcyzm niczym nie uzasadniony, nad innymi narodami.
– My nie mamy czego się wstydzić. Z naszym narodowym potencjałem, potrafimy wznieść się znaczniej wyżej. Tylko musimy jako naród tego pragnąć. Musimy wyzwolić w sobie, iskrę, która pozwoli nam, – jako narodowi, w siebie uwierzyć, że możemy i tego pragniemy.,, Jan Paweł II.

.

,, Historia nie raz nas uczyła i uczy. Bądźmy czujni, wrażliwy, i ostrożni w doborze dróg jakimi chcemy podążyć. Bywało już i tak w naszym narodzie, że jej koniec sprawił, że naród klęczał lecz nie przed Bogiem.
Lecz ten naród nawet przez błędy poprzedników, klęcząc, – klęczał wyprostowany.!,, kard. Karol Wojtyła

.

,, Wolności nie zdobywa się na zawsze, Polska w całej tej tysiącletniej historii musiała doświadczyć tyle upodleń, i upokorzeń. Musiała, – abyśmy dziś byli mądrzejsi o doświadczenia tego tragicznego w skutkach narodu bilansu. Tylko mądre decyzje związane z naszą słowiańską cechą, sprawią, że Polacy zapragną tę wolność strzec i nikomu nie pozwolą, aby Polska na nowo zniknęła z mapy Europy.,, Jan Paweł II.

.

,, Tego narodu nie sposób zrozumieć, nie sposób poczuć inaczej, jak wsłuchać się w serce, które w nim bije.
Ten lud ze swoją historią, tworzoną z ludów, które tu były zanim tworzono to państwo. Trwał mimo wichrów i przeciwności losu, – trwał, a z nim to wszystko, co po naszych przodkach odziedziczyć nam przyszło.
Dziś, gdy czujemy powiew wiatru płynącego od Polskiego morza, bądźmy wdzięczni, tym wszystkim, którym los ojczyzny na sercu leżał. Z wdzięcznością spoglądajmy na przyszłość naszej ojczyzny.
Strzeżmy tego wszystkiego, co pozostawiły nam wieki. Niech młode pokolenia Polaków, dojrzą w ojczyźnie dar i szczęście, że mogą żyć, i mówić językiem, jakim mówili przodkowie, żyjący na tej ziemi od wieków. ,, Jan Paweł II.

.

,, W niedalekiej przyszłości, to Polska i Polacy powinni odegrać znaczącą rolę, która ocalić może naszą chrześcijańską kulturę, naszą wiarę, nasze chrześcijańskie tradycje jak i nas samych. Pewne dziedziny środowisk w świecie jak i w samej Europie, tworzą pakt, którego zadaniem będzie wyeliminowanie jakiejkolwiek religii na płaszczyźnie rodziny, krajów, jak i świata. Jedyną dopuszczalną religią, będzie pieniądz, która już dziś w świecie czyni spustoszenie gospodarek narodowych, uzależniając człowieka od życia duchowego. Człowiek staje sią przez to niewolnikiem dóbr, konsumpcjonizmu, pieniądza.,, Jan Paweł II.

.

,, Wystarczy po prostu, być dobrym człowiekiem. Człowiekiem, który potrafi wybaczyć, – potrafi żyć dla innych, i świecić przykładem. Warto brać przykład z tych, którzy wbrew przeciwnościom losu, potrafią pomimo upadku, powstać, i iść w przyszłość, z nadzieją, – że i przed nimi, otworzy się świetlana przyszłość, do której ma prawo każdy człowiek. Naród podobne ma szczęścia pragnienia. Powstać musi, gdyż wymaga tego lud, który w nim mieszka.,, Jan Paweł II.

.

,, Jeśli naród wyrzeknie się swej przeszłości. Jeśli zapomni swojej historii. To kości pomordowanych, upomną, się by ten naród ożył.!
Gdy naród zapomina o tych, których męczono, to tak jakby zapomniał upomnieć się o swoją wolność.,, kard. Karol Wojtyła.

.

,, Mówię to z głębi serca, z pragnienia, które wypływa z miłości, do Matki, a jest nią ojczyzna. Naród ten szukał dróg, by zawsze czuć sią wolnym, – ,ta wolność jest w naszych korzeniach, z przeszłości, z ludów Słowiańskich miłujących ziemię, z której i mi dane było wyrosnąć. Syn o Matce powinien wyrażać się z miłością. I ja tak czynię, klękam, i z szacunkiem całuję jej ręce, – ojczystą ziemię. Każdy z nas ojczyznę doświadczy. Czy wyniosłą, czy w czasach jej słabości. Ona jednak jest, tu w tym czasie. Ta matka dziś potrzebuje miłości swoich dzieci. Tej Matki, – ojczyzny nie pozostawiajmy samej sobie.,, Jan Paweł II.

.

,, Nie sposób wyliczyć, ile łez, ile cierpienia ten naród przejść musiał.
Ile ludzkich ofiar, ile nieszczęść, które sprawić miały, że miał przestać istnieć, na mapach Europy.
Jesteśmy, tylko dzięki temu, że ten naród posiadł ducha. Który od pokoleń czuwa, by Polska rodzina, kołyską pustą nie świeciła. By język ojczysty, był przekazywany nie tylko w kościołach, podczas niewoli, ale i w domu przez ojców i matki, na których ten obowiązek spoczywał.
Dziś, szastamy naszą wolnością.!
Szukamy dóbr materialnych, zapominając, że marności szybko miną. Utraconej wolności nikt nie odda nam tak łatwo. A tak łatwo ją możemy stracić.,, Jan Paweł II.

.

,, Smutny był los naszej Ojczyzny na przestrzeni ostatnich stuleci. Smutny i bardzo bolesny. Ta ziemia jeszcze długo, będzie goiła rany, jakie zadano jej podczas ostatniej wojny. Patrzymy w przyszłość, i w dobro naszego narodu. A jest nim pokój, i prawo do bycia suwerennym narodem Europy. By to się stało, -sami musimy testament przodków okuć jak zbroję, i stanąć jak żołnierz by bronić jej dla przyszłych pokoleń.,, Jan Paweł II.

.

,, Wolność, została nam dana, przyniesiona, ofiarowana! Nie, ażebyśmy ją zmarnowali.! Tylko, abyśmy nią żyli, i innym narodom ją nieśli. Trzeba zaczynać od tej prawdy o Europie, że Chrystus jako sprawca tej wolności, stał się dla wielu niewygodny. Stał się przeszkodą, która ogranicza ich poprawność europejską, żyjmy tak jakby Boga nie było, bez prawa do interwencji w życie człowieka. My to sami odczuliśmy na sobie w tym stuleciu, ofiarami jakie nam przyszło zapłacić za tę wolność i ducha europejskości bez Boga. Bóg, Chrystus, objawia człowiekowi w pełni człowieka, gdy nie ma człowieczeństwa. ,, Jan Paweł II.

.

,, Zawsze powinniśmy kierować się takim myśleniem, które nigdy nie zagrozi wolności, i suwerenności naszej ojczyzny. Niech nigdy, tak jak przed wiekami, nie podniesie się ręka, by zgubić Matkę, jaką jest ziemia ojczysta. Polacy znają smak niewoli jak nikt w Europie. Dlatego powinniśmy służyć jej, i bronić, gdy przyjdzie takiego losu przeznaczenie.,, Jan Paweł II.

.

,, Z tych korzeni wyrastaliście, z tego drzewa, wyrosły pokolenia Polek i Polaków ! Z dziejów tego narodu okupionego tak straszną ofiarą od zsyłek na Sybir ,aż po Dzieci Wrześni, które nie chciały, aby język ojców i matek siłą im odbierano. Z tych korzeni drzewa, które wrosły w te ziemię, i o nie ten naród dbał nawet gdy nie było go na mapach Europy. To drzewo wciąż trwa, z nadzieją, że jego nikt nie usunie, nie wytnie na spalenie. Z dziejów tego narodu i ofiar jakie Polska poniosła w wyniku ostatniej wojny i ofiar jakie przyszło zapłacić mojemu narodowi. Nigdy nie gódźmy się na zabijanie dzieci, zbyt dużo przelano naszej krwi niewinnej, byśmy dziś gardzili życiem tak łatwo.,, Jan Paweł II.

.

,, Bywały dni, które blask Polski przyćmiły, zdarzały się i takie, które nam wolność odebrały. Wszyscy odpowiadamy, za to byśmy w przyszłości, mogli się cieszyć darem wolności. Narodu się nie wybiera, naród to historia wieków, o nią szaleńczo wojowali, Norwid, Mickiewicz. Nie przekreśla się ludu, żyjącego od wieków, za zdobycze ułudy, chwili luksusu, czy jak uczyły wieki, zdrady wobec własnego narodu. Polska to my, to drzewo, rosnące od wieków, utożsamiające się z tym ludem i z tą ziemią.,,
Jan Paweł II.

.

,, Swiatła gasną wtedy, gdy naród nie wspiera ducha płomieniem miłości. Bez płomienia ciemność przesłania widoki, i droga w ciemnościach jest trudna, aby ją pokonać. Zapalmy w ojczyźnie płomienie nadziei, zapalmy by naród kroczył drogą prawdy i zgody. Naród, gdy kroczyć będzie w ciemnościach, upadnie, a razem z nim, to o co wieki walczyli nasi przodkowie.,, Jan Paweł II.

 

Posted in Jan Paweł II, Patriotyzm | Otagowane: , , | 70 komentarzy »

Rozmowy z Janem Pawłem II. Patriotyzm

Posted by Dzieckonmp w dniu 15 grudnia 2015


Original caption: Pope John Paul II blesses the crowd during 6/19 celebration of the 600th anniversary of the Jasna Gora Shrine at the sanctuary in Czestochowa., Image: 16653788, License: Rights-managed, Restrictions: , Model Release: no, Credit line: Profimedia, Corbis

Original caption: Pope John Paul II blesses the crowd during 6/19 celebration of the 600th anniversary of the Jasna Gora Shrine at the sanctuary in Czestochowa., Image: 16653788, License: Rights-managed, Restrictions: , Model Release: no, Credit line: Profimedia, Corbis

To jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry!

I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć!

 

Czym dziś jest patriotyzm?

Próbą dla tego umiłowania staje się każde zagrożenie tego dobra, jakim jest ojczyzna.

 

Patriotyzm oznacza umiłowanie tego, co ojczyste: umiłowanie historii, tradycji, języka czy samego krajobrazu ojczystego. Jest to miłość, która obejmuje również dzieła rodaków i owoce ich geniuszu. Próbą dla tego umiłowania staje się każde zagrożenie tego dobra, jakim jest ojczyzna. Nasze dzieje uczą, że Polacy byli zawsze zdolni do wielkich ofiar dla zachowania tego dobra albo też dla jego odzyskania. Świadczą o tym tak liczne mogiły żołnierzy, którzy walczyli za Polskę na różnych frontach świata. Są one rozsiane na ziemi ojczystej oraz poza jej granicami.

 

Podpisane w dniu 11 listopada zawieszenie broni przyniosło naszemu narodowi od dawna oczekiwane wyzwolenie spod zaborów. Ten akt dziejowej sprawiedliwości nie był tylko skutkiem sprzyjającej sytuacji politycznej w ówczesnej Europie, był to nade wszystko owoc wytrwałego zmagania całego narodu o zachowanie tożsamości i duchowej wolności. Wielu synów Polski poświęcało tej sprawie swoje talenty, siły i wytężoną pracę. Liczni spośród nich ponosili trudy emigracji przymusowej. Wielu w końcu zapłaciło za wolność Ojczyzny najwyższą cenę, przelewając krew i oddając życie w kolejnych powstaniach, na różnych frontach wojennych.

 

Czym dziś dla każdego z nas jest (powinna być) Ojczyzna?

Nawet wówczas, gdy Polaków pozbawiono terytorium, a naród został podzielony, dziedzictwo duchowe, czyli kultura przejęta od przodków, przetrwało w nich.

Wyraz „ojczyzna” łączy się z pojęciem i rzeczywistością ojca. Ojczyzna to jest poniekąd to samo co ojcowizna, czyli zasób dóbr, które otrzymaliśmy w dziedzictwie po ojcach. To znaczące, że wielokrotnie mówi się też: „ojczyzna-matka”. Ojczyzna więc to jest dziedzictwo, a równocześnie jest to wynikający z tego dziedzictwa stan posiadania – w tym również ziemi, terytorium, ale jeszcze bardziej wartości i treści duchowych, jakie składają się na kulturę danego narodu.

Nawet wówczas, gdy Polaków pozbawiono terytorium, a naród został podzielony, dziedzictwo duchowe, czyli kultura przejęta od przodków, przetrwało w nich.

 

Kiedyś ludzie nie zastanawiali się czym jest miłość do Ojczyzny? Po prostu uważali Ojczyznę za jedną z najwyższych wartości a tym samym byli gotowi oddać za nią życie. Dlaczego trzeba kochać swoja Ojczyznę?

Kiedy przybywam do Ojczyzny pierwszym słowem, wypowiedzianym w milczeniu i na klęczkach, jest pocałunek tej ziemi: ojczystej ziemi. Idąc za wzorem Pawła VI, czynię tak na początku każdej wizyty duszpasterskiej przez cześć dla samego Stwórcy oraz dla synów i córek ziemi, do której przybywam. Pocałunek złożony na ziemi polskiej ma jednak dla mnie sens szczególny. Jest to jakby pocałunek złożony na rękach matki – albowiem Ojczyzna jest naszą matką ziemską. Polska jest matką szczególną. Niełatwe są jej dzieje, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich stuleci. Jest matką, która wiele przecierpiała i wciąż na nowo cierpi. Dlatego też ma prawo do miłości szczególnej.

In a traditional gesture, Pope John Paul II kisses the ground after deplaning in Warsaw for an official visit., Image: 15504245, License: Rights-managed, Restrictions: Premium Collection -- double space rate for all uses., Model Release: no, Credit line: Profimedia, Corbis

In a traditional gesture, Pope John Paul II kisses the ground after deplaning in Warsaw for an official visit., Image: 15504245, License: Rights-managed, Restrictions: Premium Collection — double space rate for all uses., Model Release: no, Credit line: Profimedia, Corbis

Czym jest to dziedzictwo, które pozostawili nam przodkowie?

Wiadomo, że szczytowe osiągnięcia kultury polskiej przypadają na wiek XIX. W żadnym innym okresie naród polski nie wydał takich geniuszów pióra, jak Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński czy Cyprian Norwid. Nigdy przedtem muzyka polska nie osiągnęła takich poziomów jak w twórczości Fryderyka Chopina, Stanisława Moniuszki i wielu innych kompozytorów, którzy to dziedzictwo artystyczne XIX wieku przenieśli w przyszłość. To samo odnosi się do sztuk plastycznych, malarstwa czy rzeźby: XIX stulecie to wiek Jana Matejki i Artura Grottgera, a na początku wieku XX pojawia się Stanisław Wyspiański, niezwykły, wielostronny geniusz, czy też Jacek Malczewski i inni. Wiek XIX to także wiek pionierski dla polskiego teatru: zapoczątkował go jeszcze Wojciech Bogusławski, a potem został rozwinięty przez wielu innych, zwłaszcza na południu Polski, w Krakowie i we Lwowie, który wówczas należał do Polski. Teatry przeżywały swój złoty okres, dokonywał się rozwój teatru mieszczańskiego i ludowego.

Należy też stwierdzić, że ów rozwój kultury duchowej w XIX wieku przygotował Polaków do tego wielkiego wysiłku, który przyniósł narodowi odzyskanie niepodległości. Polska, skreślona z map Europy i świata, w roku 1918 zaistniała na nich z powrotem i od tego czasu istnieje na nich ciągle. Nie zdołało zniszczyć tej obecności nawet szaleństwo nienawiści, które wybuchło na Zachodzie i na Wschodzie w latach 1939-945.

 

Można więc powiedzieć, że dziedzictwo duchowe i kulturowe przez te wszystkie lata wspierały się wzajemnie i podtrzymywały naszą Ojczyznę przy życiu?

W obrębie pojęcia „ojczyzna” zawiera się jakieś głębokie sprzężenie pomiędzy tym, co duchowe, a tym, co materialne, pomiędzy kulturą a ziemią. Ziemia odebrana narodowi przemocą staje się niejako głośnym wołaniem w kierunku „ducha” narodu. Duch narodu się budzi, żyje nowym życiem i z kolei walczy, aby były przywrócone ziemi jej prawa.

 

Poruszyliśmy pojęcie „Duch Narodu”. Powiedzmy sobie zatem najpierw czym jest naród?

Dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę wedle tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie.

Tak jak rodzina, również naród i ojczyzna pozostają rzeczywistościami nie do zastąpienia. Podstawowe drogi tworzenia się wszelkich społeczności prowadzą przez rodzinę i co do tego nie można mieć żadnych wątpliwości. Wydaje się, że coś podobnego można powiedzieć o narodzie. Tożsamość kulturalna i historyczna społeczeństw jest zabezpieczana i ożywiana przez to, co mieści się w pojęciu narodu.

 

Dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę wedle tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie. Otóż tego, co naród polski wniósł w rozwój człowieka i człowieczeństwa, co w ten rozwój również dzisiaj wnosi, nie sposób zrozumieć i ocenić bez Chrystusa. „Ten stary dąb tak urósł, a wiatr go żaden nie obalił, bo korzeń jego jest Chrystus” (Piotr Skarga, Kazania sejmowe). Trzeba iść po śladach tego, czym — a raczej kim — na przestrzeni pokoleń był Chrystus dla synów i córek tej ziemi. I to nie tylko dla tych, którzy jawnie weń wierzyli, którzy Go wyznawali wiarą Kościoła. Ale także i dla tych, pozornie stojących opodal, poza Kościołem. Dla tych wątpiących, dla tych sprzeciwiających się.

Dlaczego w przypadku Narodu Polskiego, tak ważny zawsze był ten „Duch Narodu”?

Nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego — tej wielkiej tysiącletniej wspólnoty, która tak głęboko stanowi o mnie, o każdym z nas — bez Chrystusa. Jeślibyśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie. Nie rozumielibyśmy samych siebie.

 

Nie sposób zrozumieć tego narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, ale zarazem tak straszliwie trudną — bez Chrystusa. Nie sposób zrozumieć tego miasta, Warszawy, stolicy Polski, która w roku 1944 zdecydowała się na nierówną walkę z najeźdźcą, na walkę, w której została opuszczona przez sprzymierzone potęgi, na walkę, w której legła pod własnymi gruzami, jeśli się nie pamięta, że pod tymi samymi gruzami legł również Chrystus-Zbawiciel ze swoim krzyżem sprzed kościoła na Krakowskim Przedmieściu. Nie sposób zrozumieć dziejów Polski od Stanisława na Skałce do Maksymiliana Kolbe w Oświęcimiu, jeśli się nie przyłoży do nich tego jeszcze jednego i tego podstawowego kryterium, któremu na imię Jezus Chrystus.

 

Które przykazanie, który fragment Biblii mówi o miłości Ojczyzny?

Analiza pojęcia ojczyzny i jej związku z ojcostwem i z rodzeniem tłumaczy też zasadniczo wartość moralną patriotyzmu. Jeśli pytamy o miejsce patriotyzmu w Dekalogu, to odpowiedź jest jednoznaczna: wchodzi on w zakres czwartego przykazania, które zobowiązuje nas, aby czcić ojca i matkę. Mamy czcić rodziców, gdyż oni reprezentują wobec nas Boga Stwórcę. Dając nam życie, uczestniczą w tajemnicy stworzenia, a przez to zasługują na cześć podobną do tej, jaką oddajemy Bogu Stwórcy. Patriotyzm zawiera w sobie taką właśnie postawę wewnętrzną w odniesieniu do ojczyzny, która dla każdego prawdziwie jest matką.

 

Nauczanie Chrystusa zawiera w sobie najgłębsze elementy teologicznej wizji zarówno ojczyzny, jak i kultury. Chrystus jako Syn, który przychodzi od Ojca, przynosi z sobą ludzkości szczególną ojcowiznę, niezwykłe dziedzictwo. To przyjście dokonało się za pośrednictwem Niewiasty, Matki. Dziedzictwo Ojca Przedwiecznego zostało przeprowadzone w istotnym sensie przez serce Maryi i tak dopełnione tym wszystkim, co niezwykły geniusz kobiecy Matki mógł wnieść w Chrystusową ojcowiznę.

Ewangelia nadała więc nowe znaczenie pojęciu ojczyzny. Ojczyzna w swoim pierwotnym sensie oznacza to, co odziedziczyliśmy po ziemskich ojcach i matkach. Ojcowizna, którą zawdzięczamy Chrystusowi, skierowuje to, co należy do dziedzictwa ludzkich ojczyzn i ludzkich kultur, w stronę wiecznej ojczyzny. Wiemy z doświadczenia, chociażby na podstawie polskich dziejów, na ile inspiracja wiecznej ojczyzny zrodziła gotowość służenia ojczyźnie doczesnej, wyzwalała w obywatelach gotowość do wszelakich poświęceń dla niej – poświęceń niejednokrotnie heroicznych. Święci, których Kościół wyniósł na ołtarze w ciągu dziejów, a zwłaszcza w ostatnich stuleciach, świadczą o tym w sposób szczególnie wymowny.

Jak my dziś mamy kochać Polskę? Jak mamy to okazywać?

Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała.

Niech to dobro, które wyzwoliło się w tylu miejscach, na tyle sposobów, nie ustaje na ziemi polskiej. Niech stale potwierdza owo „czuwam” z Apelu Jasnogórskiego, które jest odpowiedzią na obecność Matki Chrystusa w wielkiej rodzinie Polaków.

Czuwam – to znaczy także: czuję się odpowiedzialny za to wielkie, wspólne dziedzictwo, któremu na imię Polska. To imię nas wszystkich określa. To imię nas wszystkich zobowiązuje. To imię nas wszystkich kosztuje.

Czuwam – to znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężając je w sobie.

Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała. Natomiast czuwajmy przy wszystkim, co stanowi autentyczne dziedzictwo pokoleń, starając się wzbogacić to dziedzictwo. Naród zaś jest przede wszystkim bogaty ludźmi. Bogaty człowiekiem. Bogaty młodzieżą! Bogaty każdym, który czuwa w imię prawdy, ona bowiem nadaje kształt miłości.

stacja7.pl

 

Posted in Jan Paweł II, Patriotyzm | Otagowane: , | 42 komentarze »

„Domy Modlitwy św. Jana Pawła II” – Internetowy Ruch Katolicki

Posted by Dzieckonmp w dniu 11 października 2015


dom2

Jan Paweł II zainicjował za swego życia wielki program ewangelizacyjny nazwany „nową ewangelizacją”, w którym świeccy, członkowie ruchów, odnajdują przestrzeń dla swojej posługi i zaangażowania. W Liście apostolskim «Novo millennio ineunte», ogłoszonym na zakończenie Jubileuszu Roku 2000, JPII napisał; bardzo ważne jest „popieranie różnych form zrzeszania się, zarówno tradycyjnych, jak i nowszych ruchów kościelnych, ponieważ nadają one Kościołowi żywotność, która jest darem Bożym i przejawem prawdziwej wiosny Ducha”.

Pilna potrzeba modlitwy, jako ratunek dla kościoła i świata 

JPII przepowiedział  współczesne cierpienia kościoła i świata

W 1981r. JPII pytany w Fuldzie o III Tajemnicę Fatimską powiedział do Niemców:

„Musimy przy­gotować się w niedługim czasie do przetrzymania wielkich rzeczy, które będą od nas wymagać gotowości, nawet utra­ty życia i oddania całego siebie Chrystusowi i dla Chrystusa”.


 „
Ile razy odno­wa Kościoła kąpała się we krwi?Tym razem też nie
będzie inaczej.  Przez wasze i moje modlitwy możliwe jest
złagodzenie tej próby, ale nie jest możliwe odwrócenie jej, gdyż w
ten tylko sposób Kościół być może zostanie zbawiony”.

Wzrasta ucisk kościoła i wszystko wskazuje na to, że kościół ( ten autentyczny) będzie musiał zejść do „podziemia”, do domów prywatnych. Właściwie to już się dzieje.  Trwają prześladowanie chrześcijan w świecie : okrutne rodzaje śmierci, brutalne pobicia, palenie kościołów, domostw, wypędzanie z dotychczasowych miejsc zamieszkania, zastraszanie, terror ekonomiczny.

Siostra Faustyna Kowalska – Zapowiedź „chwilowej burzy”  powodującej przeniesienie odprawiania Mszy Świętych do domów prywatnych!!!  Wizję obrazującą ten stan miała s. Faustyna jeszcze w 1937r. z zaznaczeniem, że jej na owy czas nie rozumiała.

„Dzienniczek” nr 991 26 II 1937.   Dziś ujrzałam, jak święte tajemnice[Msze Święte] były spełniane bez szat liturgicznych i po domach prywatnych, dla chwilowej burzy. I ujrzałam słońce, które wyszło z Najświętszego Sakramentu i zgasły, czyli zostały przyćmione inne światła, i wszyscy mieli zwrócone oczy ku temu światłu; lecz znaczenia nie rozumiem w tej chwili.

Na dzisiejsze, ostatnie czasy Bóg daje ludzkości Krucjatę Modlitwy przez mistyczkę, MBM jako największy strumień swojego światła.

Krucjata jednak do wszystkich nie dotrze, więc Bóg posyła swojego największego pomocnika w historii kościoła czyli św. Jana Pawła II , który do mistyczki Alicji Marii Michaliny (z Tomaszowa Lubelskiego) mówi: „Szukam ludzi, którzy by zakładali Domy Modlitwy mojego imienia, przynajmniej 100 Domów na diecezję”. Można to obrazowo powiedzieć, że św. Jan Paweł II nie chce darmo „siedzieć” w niebie, pragnie pomagać Polsce i światu, bo 1OO Domów Modlitwy będzie ratowało diecezję.

W odpowiedzi na te słowa, powstał
Internetowy Ruch Katolicki „Domy Modlitwy św. Jana Pawła II”.

Według założeń  Internetowego Ruchu, należy zrobić wszystko, aby Ojczyzna nasza (i świat w miarę możliwości) pokryć „Domami Modlitwy św. Jana Pawła II”. Będzie to podbudowa duchowa do największego zadania przed jakim stoimy, tj. Intronizacji Chrystusa Króla w rodzinach i narodach. Można mieć nadzieję, że Jan Paweł II jako patron „pomoże” nam „pootwierać drzwi Chrystusowi”.  On przecież był i nadal jest nam dawany przez niebo  do pomocy. „Inwestycja” organizacyjno-duchowa we wstawiennictwo Jana Pawła II, jest najpewniejszą ze wszystkich opcji, jakie możemy zrealizować szybko i w szerokim zakresie.
Wymogi powstawania Domów są bardzo przejrzyste, proste. Każda osoba bez względu na to, czy jest osobą świecką czy zakonną, czy należy już do jakiejś wspólnoty lub nie, może uznać swój Dom-Rodzinę za „własność” św. Jana Pawła II, poszerzyć swoje modlitwy o zminimalizowany program modlitewny Domów Modlitwy. Aktualnie tych Domów jest 1405. Przoduje diecezja lubelska, zamojsko- lubaczowska i wrocławska.

Zapraszam na stronę www.domymodlitwyjp2.pl

dom1

.

dom

Poniżej słowa z Księgi Prawdy mówiące o miejscach schronienia:

Ta wojna w obronie Słowa Bożego będzie oznaczała, że ci kapłani, którzy pozostaną Mu wierni, będą musieli szukać schronienia. W tym celu musicie rozpocząć przygotowania i znaleźć takie miejsca, gdzie będziecie w stanie sprawować Ofiarę Mszy Świętej i udzielać sakramentów dzieciom Bożym…..

———————-
Ja, Matka Zbawienia, będę osłaniała takie schronienia, a przez umieszczenie na ścianach od wewnątrz Pieczęci Boga Żywego, danej światu przez mojego Ojca, pozostaną one niewidoczne dla wrogów Boga…….

———————–

Pamiętajcie, przygotowujemy się teraz do przykrych następstw wynikających z nadchodzącej schizmy, które uderzą w Moich biednych wyświęconych sług, z powodu nadchodzącej schizmy, która ma wybuchnąć w Kościołach chrześcijańskich.
Tak więc, podczas gdy armia reszty będzie prowadzona przez księży i innych duchownych chrześcijańskich, wielu będzie świeckimi sługami, ponieważ będzie to czas, w którym będzie brakowało kapłanów.
Wy, Moi uczniowie, będziecie potrzebowali gromadzić i przechowywać Hostie Komunii, gdyż będą one trudno dostępne. Ci z was, którzy są Rzymskimi Katolikami Msze będą musieli odprawiać w miejscach schronienia lub bezpiecznych Kościołach.
Misja, podobna do prześladowań Żydów, przez niemiecki nazizm, kiedy Żydzi byli ścigani, zostanie utworzona w celu wykorzenienia tak zwanych zdrajców Kościoła Nowego Świata, o którym będą wam mówili, że jest dla wszystkich religii.
Zostaniecie oskarżeni o bezczeszczenie Mszy i nowo utworzonej postaci Mszy, gdzie Ja nie będę obecny w Świętej Eucharystii, gdyż będzie to obrzydliwością w Oczach Mojego Ojca.
Moje Ciało i Krew będą obecne w Mszach odprawianych w tych ośrodkach i ostojach, gdzie będziecie ślubować wierność Przeistoczeniu, aby sprawować Sakrament Najświętszej Ofiary Mszy, by był autentyczny i akceptowany przez Mojego Ojca.

Posted in Inne Orędzia, Jan Paweł II, Kościół, Prośba o modlitwę, Prześladowanie Chrześcijan, schizma w kościele, Wielki Ucisk, Świat innymi oczami | Otagowane: , | 131 komentarzy »

Nasz Dobry Ojcze

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 kwietnia 2015


Dziś mija 10 lat od dnia kiedy odszedłeś.

Święty Janie Pawle II wstawiaj się za Kościołem w tym czasie ciemności.

Posted in Jan Paweł II | Otagowane: , | 40 komentarzy »

Straszna tajemnica człowieka, który uratował świat

Posted by Dzieckonmp w dniu 5 marca 2015


 Fragmenty z książki Tajemnice Jana Pawła II

Zaraz po zamachu w 1981 roku, kiedy Jan Paweł II był jeszcze w szpitalu, podczas spotkania z przyjacielem Pavlem Hnilicą zwierzył mu się: „Zrozumiałem, że należy ratować ludzkość przed wojną światową i wojującym ateizmem”[2]. Próbował to robić na tysiące sposobów, pomimo że wielu pozostawało głuchych.

Jan Paweł II uCo takiego „wiedział” Jan Paweł II, czego my wszyscy nie wiemy? Już w swojej pierwszej encyklice Redemptor hominis, będącej manifestem jego pontyfikatu, mówił o tym, iż wytwory pracy ludzkiego umysłu „mogą stać się środkami i narzędziami jakiegoś wręcz niewyobrażalnego samozniszczenia, wobec którego wszystkie znane nam z dziejów kataklizmy i katastrofy zdają się blednąć” (nr 15).

Są to słowa bardzo jasne, które tylko potwierdzą inną, kontrowersyjną wypowiedź Papieża w Fuldzie. W listopadzie 1980 roku, podczas podróży do Niemiec, Jan Paweł II spotkał się z grupą wiernych, którzy zapytali go o trzecią tajemnicę fatimską i przyszłość ludzkości. Oto jak, według niemieckiego czasopisma „Stimme des Glaubens” (nr 10 z 1981) przebiegała rozmowa, która się między nimi wywiązała:

– Co zawiera tajemnica fatimska? Miała być opublikowana już w roku 1960. Dlaczego nadal nie jest znana ogółowi?

– Z uwagi na treść robiącą wielkie wrażenie, a także aby nie niepokoić zbytnio sił światowego komunizmu wrażliwych na ingerencję moi poprzednicy wybrali «dyplomatyczną relację» (z trzeciej tajemnicy – przyp. aut.). Ponadto każdemu chrześcijaninowi powinna wystarczyć taka wiedza: kiedy się czyta, że oceany zatopią całe kontynenty, że ludzie nagle zostaną pozbawieni życia, z minuty na minutę, i to milionami… Kiedy się to wie, nie należy domagać się publikacji tej tajemnicy. Wielu chce wiedzieć tylko z ciekawości lub żądzy sensacji, zapominając że wiedza niesie ze sobą także odpowiedzialność… Oni chcą tylko zaspokoić swoją ciekawość. To bardzo niebezpieczne, kiedy jednocześnie nic się nie czyni, mówiąc: to i tak na nic…

W tym miejscu, według przekazu, Papież wziął do ręki różaniec i pokazał go zebranym, mówiąc: „Oto lekarstwo na zło! Módlcie się, módlcie się i o nic więcej nie pytajcie. O całą resztę zwróćcie się do Maryi”.

– Co się stanie z Kościołem?

– Musimy być dobrze przygotowani na bliskie już wielkie próby, włącznie z poświęceniem naszego życia i naszym całkowitym oddaniem Chrystusowi i dla Chrystusa (sześć miesięcy później miał miejsce zamach Ali Agcy – przyp. aut.). Próby będą mogły być mniej dotkliwe na skutek naszych modlitw, ale nie można ich uniknąć, gdyż prawdziwa odnowa Kościoła będzie mogła nastąpić tylko w taki sposób. Tak jak wiele razy Kościół odradzał się z krwi, tak i tym razem nie będzie inaczej. Bądźmy silni i przygotowani, ufając Chrystusowi i Jego Matce. Odmawiajmy dużo i często święty różaniec”[1].

Zaraz po zamachu w 1981 roku, kiedy Jan Paweł II był jeszcze w szpitalu, podczas spotkania z przyjacielem Pavlem Hnilicą zwierzył mu się: „Zrozumiałem, że należy ratować ludzkość przed wojną światową i wojującym ateizmem”[2]. Próbował to robić na tysiące sposobów, pomimo że wielu pozostawało głuchych. W gruncie rzeczy, gdybyśmy go dobrze słuchali, to właściwie wszystko nam powiedział swoim wyrazistym, pełnym troski głosem 25 marca 1984 roku na Placu św. Piotra, kiedy przed figurą Matki Bożej Fatimskiej na zakończenie Jubileuszowego Roku Odkupienia (który sam ogłosił) wygłosił dramatyczne i uroczyste słowa poświęcenie świata Niepokalanemu Sercu Maryi:

I dlatego, o Matko ludzi i ludów, Ty, która znasz wszystkie ich cierpienia i nadzieje, Ty, która czujesz po macierzyńsku wszystkie zmagania pomiędzy dobrem a złem, pomiędzy światłością i ciemnością, jakie wstrząsają współczesnym światem – przyjmij nasze wołanie skierowane w Duchu Świętym wprost do Twojego Serca i ogarnij miłością Matki i Służebnicy ten nasz ludzki świat, który Ci zawierzamy i poświęcamy, pełni niepokoju o doczesny i wieczny los ludzi i ludów. (…)

O Serce Niepokalane! Pomóż nam przezwyciężyć grozę zła, które tak łatwo zakorzenia się w sercach współczesnych ludzi – zła, które w swych niewymiernych skutkach ciąży już nad naszą współczesnością i zdaje się zamykać drogi ku przyszłości. Od głodu i wojny – wybaw nas!

I dodał, mocno akcentując słowa:

Od wojny atomowej, od nieobliczalnego samozniszczenia, od wszelkiej wojny – wybaw nas!

Od grzechów przeciw życiu człowieka od jego zarania – wybaw nas! Od nienawiści i podeptania godności dzieci Bożych – wybaw nas!

Przejęta troską modlitwa Ojca Świętego wyraziła cały ból i zło świata w słowach: „wybaw nas!”. I wreszcie:

Przyjmij, o Matko Chrystusa, to wołanie nabrzmiałe cierpieniem wszystkich ludzi!

Siostra Łucja, ostatnia wizjonerka z Fatimy, potwierdziła, że „poświęcenie z 1984 roku pozwoliło uniknąć wojny atomowej, która miała się rozpętać w 1985″[3]. Jak wiadomo, siostra Łucja nadal miała objawienia maryjne. Oficjalne jest objawienie z 1984 roku ogłoszone przez samego kardynała Bertone[4]: Maryja rozmawiała wówczas z Łucją o poświęceniu i przy tej okazji mistyczka dowiedziała się, że uniknięto wojny nuklearnej.

Zatem przez siostrę Łucję dotarło do nas nadprzyrodzone objawienie. Praktycznie wiemy teraz – dzięki objawieniu Maryi – że Jan Paweł II w tamtym czasie naprawdę uratował świat i ludzkość przed wojną atomową.

Taki przebieg wydarzeń, choć może się wydawać absurdalny dla kogoś, kto przesiąkł krótkowzroczną mentalnością pozytywistyczną (niedostrzegającą głębi rzeczy), ujawnia niezwykłą moc, moc rzeczywistą, na ziemi i w niebie, którą Jezus przekazał Piotrowi. To właśnie jemu, jak pokazuje Matka Boża Fatimska, powierzone są historyczne losy ludzkości.

Być może wyda się absurdem wyobrażanie sobie, że zwyczajna, bezbronna ludzka istota ma jakiś nadprzyrodzony wpływ na historię. Ale tu chodzi o Kościół i Piotra, i to sam Jezus w Ewangelii udzielił mu tej tajemniczej władzy. Zresztą, aby mieć bardzo wymowny empiryczny dowód na władzę Kościoła nawet nad szatanem, wystarczy uczestniczyć w egzorcyzmach i widzieć skutki rozkazów, jakie kapłan wydaje złym duchom, zbuntowanym aniołom.

Ślad niedoszłej wojny nuklearnej pomiędzy komunistycznym Wschodem a Zachodem można odnaleźć w testamencie Jana Pawła II, w którym napisał:

Od jesieni roku 1989 sytuacja ta uległa zmianie. Ostatnie dziesięciolecie ubiegłego stulecia wolne było od dawniejszych napięć, co nie znaczy, że nie przyniosło z sobą nowych problemów i trudności. Niech będą dzięki Bożej Opatrzności w sposób szczególny za to, że okres tzw. „zimnej wojny” zakończył się bez zbrojnego konfliktu nuklearnego, którego niebezpieczeństwo w minionym okresie wisiało nad światem[5].

Ale czy z historycznego punktu widzenia do przyjęcia jest konstatacja, że uniknięto wojny atomowej, która miała wybuchnąć w 1985 roku? I dlaczego właśnie wtedy? Szperając w kronikach z tamtego okresu i dokumentach historyków, dowiadujemy się, że właśnie w latach 1983-1984 maksymalnie wzrosło napięcie pomiędzy blokiem sowieckim i NATO. Ponadto odkrywamy, że istotnie, w tamtym okresie użycie broni nuklearnej było przedmiotem rozważań. Umieszczenie pocisków Pershing II i Cruise stało się najbardziej dramatycznym momentem całej zimnej wojny, wraz z inicjatywą obrony strategicznej SDI, tak zwanej tarczy kosmicznej. Napięcie rosło coraz bardziej, przy czym w Związku Sowieckim, na Kremlu, rosło też polityczne zamieszanie.

Z powodu choroby Jurij Andropow nie był już w stanie mocno trzymać steru władzy, w partii rozpętała się walka grup i Konstanty Czernienko, należący do skrzydła militarystycznego, już próbował zapewnić sobie sukcesję. Był to czas – powtarzam – sowieckiej inwazji na Afganistan. To wszystko dotyczyło potęgi nuklearnej bardzo agresywnej militarnie, a jednocześnie paranoicznej i obawiającej się wrogich ataków.

Były szpieg KGB Oleg Gordijewski 16 października 1988 roku ujawnił w „Sunday Telegraph”, że kiedy pomiędzy 2 a 11 listopada 1983 roku wojska NATO przeprowadziły manewry pod kryptonimem „Celny łucznik” symulujące atak nuklearny, wywołało to prawdziwy alarm. „Sowieci poważnie brali pod uwagę możliwość użycia broni nuklearnej przeciwko USA – stwierdził Gordijewski. – Zachodnie stacje nasłuchu odnotowały nagły wzrost częstotliwości i nagłości komunikatów pomiędzy Moskwą i jej agentami w Europie. Wydawało się, że kraje Paktu Warszawskiego naprawdę podejrzewają, iż atak nuklearny Zachodu jest bliski. A to dlatego, że dowództwo NATO zmieniło nagle kody komunikacyjne «Celnego łucznika». To wystarczyło, by postawić w stan alarmu Sowietów, którzy 8 i 9 listopada trzymali palec niebezpiecznie blisko atomowego guzika”.

Słowo „Ryan”, kryptonim operacji sowieckiej, było akronimem „Ataku pociskami nuklearnymi”. W tamtych okolicznościach tragedii udało się uniknąć w ostatniej chwili, dzięki dokładniejszym informacjom o ćwiczeniach NATO, jednakże niebezpieczeństwo nie znikło, przeciwnie, jeszcze zwiększyło się. Sowieci przygotowali bowiem tak zwaną „maszynę apokalipsy”, skomputeryzowany system automatycznej odpowiedzi na domniemane ataki, zdolny zasypać cały Zachód gradem pocisków interkontynentalnych z głowicami atomowymi, które obróciłyby wszystko w popiół.

Z nastaniem Czernienki w miejsce Andropowa sowieckie przywództwo było coraz bardziej przekonane, że wobec militarnej i gospodarczej presji Ameryki Reagana i NATO, Związek Sowiecki (niebędący w stanie dotrzymać kroku Stanom i poradzić sobie z wewnętrznymi sprzecznościami) może uratować władzę komunistyczną tylko za pomocą ataku prewencyjnego. 70 tysięcy pocisków nuklearnych, którymi wówczas dysponowano, zupełnie wystarczało, aby obrócić w perzynę całą planetę.

W tych doprawdy apokaliptycznych okolicznościach, 25 marca 1984 roku na Placu św. Piotra Jan Paweł II przed figurą Matki Bożej Fatimskiej, w jedności z biskupami, dokonał, korzystając również z telewizyjnego przekazu międzykontynentalnego, uroczystego aktu, wypowiadając dramatyczne słowa o bliskim nuklearnym samozniszczeniu.

Zobaczmy teraz w oparciu o fakty, jaka była odpowiedź Matki Bożej Fatimskiej na to pełne troski błaganie. Zaledwie dwa miesiące po tym tajemniczym obrzędzie, będącym czymś w rodzaju światowego egzorcyzmu dokonanego przez namiestnika Chrystusa, w sowieckiej bazie w Siewieromorsku na Morzu Północnym doszło do wypadku, który prawdopodobnie odsunął straszliwy miecz Damoklesa wiszący nad światem. W jego wyniku uległ zniszczeniu militarny potencjał sowiecki skierowany na Zachód. Alberto Leoni, ekspert historii wojskowej, napisał: „Bez tego systemu pocisków kontrolujących Atlantyk ZSRR nie miało już najmniejszych szans na zwycięstwo. Dlatego opcja militarna została przekreślona”[6].

Czy akt powierzenia się opiece Maryi z Fatimy naprawdę oddalił światową katastrofę? Być może to przypadek (jak podpowiada ludzka logika), że wybuch w Siewieromorsku miał miejsce właśnie 13 maja 1984 roku, w święto Matki Bożej Fatimskiej i rocznicę pierwszego objawienia (w 1917 roku) oraz zamachu na Papieża (w 1981 roku) również przez Nią uratowanego. Ślady prowadzą zadziwiająco wyraźnie ku Maryi.

Jeśli wierzyć siostrze Łucji (która, znajdując się w portugalskiej klauzurze, nie mogła znać tajnych spraw Kremla ani Siewieromorska ujawnionych wiele lat później), Opatrzność pozwoliła uniknąć tragedii. Decydujące według siostry Łucji było poświęcenie świata, a szczególnie Rosji, Niepokalanemu Sercu Maryi, o co sama poprosiła w Fatimie. Poświęcenia tego uroczyście dokonał Jan Paweł II 25 marca 1984 roku, na zakończenie Roku Odkupienia[7].

Zresztą po tym akcie poświęcenia zdarzył się nie tylko wypadek w Siewieromorsku, z opisanym tu natychmiastowym skutkiem, lecz faktycznie staliśmy się świadkami radykalnej zmiany strategii na przeżycie sowieckich przywódców.

Na początku 1985 roku umarł bowiem Czernienko, a wraz z nim idea podnoszenia głowy i grożenia Zachodowi na jego własnym terytorium. ZSRR nie wytrzymał trudności, system gospodarczy i przemysłowy znalazły się w zapaści (czego dowodem stała się wkrótce także katastrofa w Czarnobylu). Człowiekiem Kremla został wybrany ktoś nowy, Michaił Gorbaczow, który – w porozumieniu z najbardziej świadomymi elitami reżimu (przede wszystkim z KGB) – postawił wszystko na jedną kartę, wprowadzając rozpaczliwą reformę systemu sowieckiego, która szybko okazała się niemożliwa do zrealizowania i doprowadziła do stopniowego rozpadu imperium. Stało się tak również dlatego, że chcąc nie chcąc Gorbaczow wprowadził nieco więcej wolności (by spróbować odbudować gospodarkę i zyskać wiarygodność w oczach Zachodu), co w nieunikniony sposób doprowadziło do eksplozji wszelkiego rodzaju przeciwieństw, począwszy od wolnościowej bomby, której lont tlił się w Polsce od lat, czyli Solidarności, bez której reżim faktycznie nie mógł rządzić krajem, bo nie miał ani poparcia, ani wiarygodności.

Tutaj właśnie wyłania się fundamentalna rola Jana Pawła II w pokojowym przejściu od komunizmu, którego historię, słabe punkty oraz mechanizmy działania Papież dobrze znał ze względu na swoje osobiste doświadczenia. Rola, jaką odegrał, doprowadziła do upadku komunistyczne reżimy poprzez sprzyjanie nie gwałtownym, lecz pokojowym procesom dezintegracji. Jest to wydarzenie historyczne podwójnie niewytłumaczalne i mające wszelkie cechy cudu.

[1]   Watykańska służba prasowa zdementowała fakt tego spotkania, na co otrzymała odpowiedź, że istnieje nagranie przytoczonego dialogu. Jesienią 2007 roku kardynał Tarcisio Bertone, sekretarz stanu za Benedykta XVI, opublikował książkę-wywiad, w której po raz pierwszy oficjalnie potwierdził tamte deklaracje. Wypowiedź sekretarza stanu była następująca: „Nie zakładały one (te deklaracje – przyp. aut.) lektury tekstu Łucji (tekstu tajnego – przyp. aut.). Były ogólną oceną sytuacji Kościoła i trudności istniejących na tamtym etapie dziejów świata” (Tarcisio Bertone, Giuseppe de Carli, L’ultima veggente di Fatima, Rizzoli 2007, s. 60). To wyjaśnienie, odczytane dzisiaj na nowo, ze świadomością zjawisk mistycznych przeżywanych przez Jana Pawła II, mogłoby być rozwiązaniem zawiłej zagadki, której w przeciwnym razie, z odniesieniem do trzeciej tajemnicy fatimskiej, nie sposób wyjaśnić. To, że Papież „wiedział” (także o możliwości ataku na swoje życie), mogło pochodzić z innego rodzaju objawienia.

[2]   Świadectwo przytoczone w: Andrea Tornielli, Fatima, il segreto svelato, Gribaudi 2000, s. 117.

[3]   Takie oświadczenie znajduje się w wywiadzie telewizyjnym Carlosa Evaristo z 11 października 1992 roku (podczas spotkania z duchownymi spoza Portugalii) i potwierdzają je inne słowa siostry Łucji w Il Messaggio di Fatima (s. 54), gdzie dodaje, iż ta „wojna atomowa zniszczyłaby świat jeżeli nie całkowicie, to w znacznej części, zaś jakież szanse miałoby na przeżycie to, co by pozostało?” (wspomnienie zostało opublikowane przez Edizione Carmelo di Combra, Segretariato dei pastorelli, z imprimatur biskupa Leirii-Fatimy, ekscelencji Serafima de Sousa Ferreira e Silva).

[4]   W długim wywiadzie dla „La Repubblica” (17 lutego 2005), kiedy zmarła siostra Łucja, kardynał Bertone oświadczył: „Łucja miała wizję w 1984 roku, ostatnią «publiczną», o której nigdy się nie mówiło. Podczas tego objawienia Matka Boża podziękowała jej za poświęcenie, o które prosiła Ona sama i mistyczka”.

[5]   „L’Osservatore Romano”, nr 5/2005, s. 17.

[6]   Tygodnik „Il Domenicale” z 7 sierpnia 2004 roku.

[7]   „Zgodnie z tradycyjnym datowaniem Rok Odkupienia 1983-1984 wyznaczał 1950. rocznicę punktu zwrotnego w historii świata, zbawczej śmierci Jezusa Chrystusa. (…) Pius XI ogłosił Rok Święty w 1933 roku dla uczczenia 1900. rocznicy śmierci Chrystusa – na ten właśnie precedens powołał się Jan Paweł II obwieszczając Rok Święty 1983-84” (George Weigel, Świadek nadziei, dz. cyt., s. 598).

Posted in Fatima, Jan Paweł II | Otagowane: , | 143 komentarze »

Homilia w czasie Mszy św. odprawionej na terenie byłego obozu koncentracyjnego

Posted by Dzieckonmp w dniu 23 sierpnia 2014


Skoro politycy , dziennikarze nawoływują do wysyłania pieniędzy, uzbrojenia aby podsycać dalej wojnę chcę przedstawić czytelnikom homilię Jana Pawła II w Oświęcimiu żeby zauważyli jaki stosunek miał nasz święty Jan Paweł II do wojny. Ludzie zapominają co nas uczyła nasz papież.  Podsycają nienawiść obrażając przeciwnika, oczerniają rzucają kłamstwa. Nie ukazują prawdy jaka jest na terytorium Ukrainy, nie rozczulają się nad ofiarami tylko nad agresorami. Nie chcą dać jedzenia głodnym cywilom tylko żołnierzom.  Wszystko do góry nogami. Mamy znakomitą okazję rozpoznać kto jest kim z polityków, z dziennikarzy. Pokolenie lat 80-tych tej okazji nie miało.

Oświęcim-Brzezinka, 7 czerwca

1. „To jest zwycięstwo nasze — wiara nasza” (por. 1 J 5, 4).Te słowa z Listu św. Jana przychodzą mi na myśl i cisną się do serca, gdy staję wraz z wami na tym miejscu, na którym dokonało się szczególne zwycięstwo człowieka przez wiarę. Przez wiarę, która rodzi miłość Boga i bliźnich: jedną miłość, miłość „największą” — taką, która gotowa jest „życie położyć za brata swego” (por. J 15, 13; 10, 11). A więc zwycięstwo przez miłość, która ożywia wiarę aż do granic ostatecznego świadectwa.To zwycięstwo przez wiarę i miłość odniósł w tym miejscu człowiek, któremu na imię Maksymilian Maria, nazwisko: Kolbe, „z zawodu” (jak pisano o nim w rejestrach obozowych): ksiądz katolicki, z powołania: syn św. Franciszka, z urodzenia: syn prostych, pracowitych, bogobojnych ludzi, włókniarzy z okolic Łodzi, z łaski Bożej i osądu Kościoła: błogosławiony.

To zwycięstwo przez wiarę i miłość odniósł ów człowiek w tym miejscu, które było zbudowane na zaprzeczeniu wiary — wiary w Boga i wiary w człowieka — i na radykalnym podeptaniu już nie tylko miłości, ale wszelkich oznak człowieczeństwa, ludzkości; w tym miejscu, które było zbudowane na nienawiści i na pogardzie człowieka w imię obłąkanej ideologii; w tym miejscu, które było zbudowane na okrucieństwie. Miejsce, do którego prowadzi wciąż jeszcze brama z szyderczym napisem Arbeit macht frei, rzeczywistość bowiem była radykalnym zaprzeczeniem treści tego napisu.

W tym miejscu straszliwej kaźni, która przyniosła śmierć czterem milionom ludzi z różnych narodów, o. Maksymilian Kolbe odniósł duchowe zwycięstwo, podobne do zwycięstwa samego Chrystusa, oddając się dobrowolnie na śmierć w bunkrze głodu — za brata. Ten brat żyje do dzisiaj na polskiej ziemi i jest wśród nas.

Czy tylko on jeden — Maksymilian Kolbe — odniósł zwycięstwo, które odczuli natychmiast współwięźniowie i do dzisiaj odczuwa je Kościół i świat? Zapewne wiele zostało tu odniesionych podobnych zwycięstw, jak choćby — śmierć w krematorium obozowym siostry Benedykty od Krzyża, karmelitanki, w świecie Edyty Stein, z zawodu — filozof, znakomita uczennica Husserla, która stała się ozdobą współczesnej niemieckiej filozofii, a pochodziła z żydowskiej rodziny zamieszkałej we Wrocławiu.

Nie chcę zatrzymać się na tych dwóch nazwiskach, gdy stawiam sobie pytanie, czy tylko on jeden, czy tylko ona jedna…? Ile tutaj odniesiono podobnych zwycięstw? Odnosili je ludzie różnych wyznań, różnych ideologii, zapewne nie tylko wierzący.

Pragniemy ogarnąć uczuciem najgłębszej czci każde z tych zwycięstw, każdy przejaw człowieczeństwa, które było zaprzeczeniem systemu systematycznego zaprzeczania człowieczeństwa.

Na miejscu tak straszliwego podeptania człowieczeństwa, godności ludzkiej — zwycięstwo człowieka!

Czyż ktoś na świecie może się jeszcze dziwić, że papież, który tu, na tej ziemi urodził się i wychował, papież, który przyszedł na Stolicę Piotrową z Krakowa, z tej archidiecezji, na terenie której znajduje się obóz oświęcimski, że ten papież pierwszą encyklikę swego pontyfikatu zaczął od słów Redemptor hominis — i że poświęcił ją w całości sprawie człowieka, godności człowieka, zagrożeniom człowieka — prawom człowieka wreszcie! Niezbywalnym prawom, które tak łatwo mogą być podeptane i unicestwione… przez człowieka! Wystarczy ubrać go w inny mundur, uzbroić w aparat przemocy, w środki zniszczenia, wystarczy narzucić mu ideologię, w której prawa człowieka są podporządkowane wymogom systemu… podporządkowane bezwzględnie, tak że faktycznie nie istnieją.

 
2. Przybywam tu dzisiaj jako pielgrzym. Wiadomo, że nie raz tutaj bywałem… bardzo wiele razy! Wiele razy schodziłem do celi śmierci Maksymiliana Kolbe, wiele razy klękałem pod murem zagłady i przechodziłem wśród rozwalonych krematoriów Brzezinki. Nie mogłem tutaj nie przybyć jako papież.Przybywam więc do tego szczególnego sanktuarium, w którym narodził się — mogę powiedzieć — patron naszego trudnego stulecia, podobnie jak dziewięć wieków temu narodził się pod mieczem na Skałce Stanisław, patron Polaków.Ale przybywam nie tylko po to, żeby czcić patrona naszego stulecia. Przybywam, ażeby razem z wami, bez względu na to, jaka jest wasza wiara, jeszcze raz popatrzeć w oczy sprawie człowieka.

Oczywiście, że przybywam, aby się modlić wspólnie z wami wszystkimi, którzy tu dziś jesteście — i wspólnie z całą Polską — i wspólnie z całą Europą. Chrystus chce, abym stawszy się następcą Piotra świadczył przed całym światem o tym, co jest wielkością człowieka naszych czasów — i co jest jego nędzą. Co jest jego klęską i co jest jego zwycięstwem.

Przychodzę więc i klękam na tej Golgocie naszych czasów, na tych mogiłach w ogromnej mierze bezimiennych, jak gigantyczny grób nieznanego żołnierza. Klękam przy wszystkich po kolei tablicach Brzezinki, na których napisane jest wspomnienie ofiar Oświęcimia w następujących językach: polskim, angielskim, bułgarskim, cygańskim, czeskim, duńskim, francuskim, greckim, hebrajskim, jidisz, hiszpańskim, flamandzkim, serbsko-chorwackim, niemieckim, norweskim, rosyjskim, rumuńskim, węgierskim, włoskim.

Zatrzymam się wraz z wami, drodzy uczestnicy tego spotkania, na chwilę przy tablicy z napisem w języku hebrajskim. Napis ten wywołuje wspomnienie narodu, którego synów i córki przeznaczono na całkowitą eksterminację. Naród ten początek swój bierze od Abrahama, który jest „ojcem wiary naszej” (por. Rz 4, l2), jak się wyraził Paweł z Tarsu. Ten to naród, który otrzymał od Boga Jahwe przykazanie „Nie zabijaj”, w szczególnej mierze doświadczył na sobie zabijania. Wobec tej tablicy nie wolno nikomu przejść obojętnie.

I jeszcze jedna tablica — wybrana… Tablica z napisem w języku rosyjskim. Nie dodaję żadnego komentarza. Wiemy, o jakim narodzie mówi ta tablica. Wiemy, jaki był udział tego narodu w ostatniej straszliwej wojnie o wolność ludów. I wobec tej tablicy nie wolno nam przejść obojętnie.

I wreszcie tablica w języku polskim. Polaków zginęło czasu ostatniej wojny sześć milionów: jedna piąta część narodu. Jeszcze jeden etap wiekowych zmagań się tego narodu, mojego narodu, o podstawowe swoje prawa wśród narodów Europy. Jeszcze jeden głośny krzyk o prawo do własnego miejsca na mapie Europy. Jeszcze jeden bolesny rozrachunek z sumieniem współczesnej ludzkości. Wybrałem trzy tablice. Należałoby zatrzymać się przy każdej i tak też uczynimy.

 
3. Oświęcim jest rozrachunkiem z sumieniem ludzkości poprzez te tablice, które świadczą o ofiarach, jakie poniosły narody. Oświęcim jest miejscem, którego nie można tylko zwiedzać. Trzeba przy odwiedzinach pomyśleć z lękiem o tym, gdzie leżą granice nienawiści.Oświęcim jest świadectwem wojny. To wojna niesie z sobą ów nieproporcjonalny przyrost nienawiści, zniszczenia, okrucieństwa. A jeśli nie da się zaprzeczyć, że objawia również inne możliwości ludzkiej odwagi, bohaterstwa, patriotyzmu, to jednak rachunek strat przeważa. Coraz bardziej przeważa — im bardziej wojna staje się rozgrywką wyrachowanej techniki zniszczenia. Za wojnę są odpowiedzialni nie tylko ci, którzy ją bezpośrednio wywołują, ale również ci, którzy nie czynią wszystkiego, co leży w ich mocy, aby jej przeszkodzić.Niech mi wolno będzie na tym miejscu powtórzyć słowa, które wypowiedział Paweł VI wobec Organizacji Narodów Zjednoczonych: „Wystarczy przypomnieć, że krew milionów ludzi, że niesłychane i niezliczone cierpienia, że daremne masakry i straszliwe ruiny sankcjonują ten układ, który łączy was taką przysięgą, jaka winna zmienić przyszłą historię świata: nigdy więcej wojny, nigdy więcej wojny! Pokój, tylko pokój winien kierować losami narodów i całej ludzkości!”.

Jeśli jednakże to wielkie wołanie Oświęcimia, krzyk umęczonego tu człowieka ma przynieść owoce dla Europy (a także dla świata), trzeba wyciągnąć wszystkie słuszne konsekwencje z Deklaracji Praw Człowieka, jak do tego wzywał Jan XXIII w encyklice Pacem in terris. Czytamy tam między innymi: „Deklaracja ta uroczyście przyznaje wszystkim bez wyjątku ludziom godność osoby ludzkiej, potwierdza prawo każdego człowieka do swobodnego poszukiwania prawdy, do zachowania norm moralności, do pełnienia sprawiedliwości, do wymagania warunków życia godnych człowieka: są to prawa powszechne, nienaruszalne i niezbywalne” (n. 144).

A ja wróciłbym jeszcze do mądrości starego mistrza, Pawła Włodkowica, rektora krakowskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego w XV w., który głosił, iż trzeba zabezpieczyć następujące prawa narodów: do istnienia, do wolności, do niepodległości, do własnej kultury, do godziwego rozwoju. „Gdzie mocniej działa siła niż miłość — pisze Włodkowic — tam szuka się tego, co stanowi własny interes, a nie Jezusa Chrystusa, i stąd łatwo odstępuje się od reguły prawa Bożego. (…) Wszelkie jednak prawo potępia tych, którzy napadają na pragnących żyć w pokoju: tak prawo naturalne, które głosi: »Czyń drugiemu to, czego sam pragniesz!«, jak i prawo Boskie, które potępia wszelką grabież zakazem: »Nie kradnij«, a zabrania przemocy przykazaniem: »Nie zabijaj!«” (Saeventibus).

Ale nie tylko o prawo tutaj chodzi, ale także i przede wszystkim o miłość: tę miłość bliźniego, w której się wyraża i dochodzi do głosu miłość Boga; ta miłość, którą ogłosił Chrystus w swoim przykazaniu, jakie każdy człowiek ma wypisane w swoim sercu — przykazaniu, które sam Bóg Stwórca w tym sercu wyrzeźbił.

Przykazanie to konkretyzuje się także w poszanowaniu drugiego, poszanowaniu jego osobowości, jego sumienia; konkretyzuje się w dialogu z drugim, umiejętności poszukiwania i uznania tego, co może być dobre i pozytywne także w kimś, kto wyznaje idee różniące się od naszych; a nawet w kimś, kto w dobrej wierze — błądzi…

Nigdy jeden naród nie może rozwijać się kosztem drugiego, nie może rozwijać się za cenę drugiego, za cenę jego uzależnienia, podboju, zniewolenia, za cenę jego eksploatacji, za cenę jego śmierci. To są myśli Jana XXIII, Pawła VI o pokoju w świecie współczesnym. Słowa te wypowiada zaś ich niegodny następca. Ale mówi je równocześnie syn narodu, który doznał w swych dziejach, dalszych i bliższych, wielorakiej udręki od drugich. Pozwólcie jednak, że nie wymienię tych drugich po imieniu — pozwólcie, że nie wymienię… Stoimy na miejscu, na którym o każdym narodzie i o każdym człowieku pragniemy myśleć jako o bracie. A jeżeli w tym, co powiedziałem, była także gorycz — moi drodzy bracia i siostry, nie powiedziałem tego, żeby kogokolwiek oskarżać — powiedziałem po to, żeby przypomnieć.

Mówię bowiem nie tylko ze względu na tych, którzy polegli w czterech milionach ofiar na tym olbrzymim polu; mówię w imieniu wszystkich narodów, których prawa są zapoznawane i gwałcone. Mówię, bo obowiązuje mnie, obowiązuje nas wszystkich — prawda. Mówię, bo obowiązuje mnie, obowiązuje nas wszystkich troska o człowieka.

I dlatego proszę wszystkich, którzy mnie słuchają, ażeby skupili się, ażeby skupili wszystkie siły w trosce o człowieka. Tych zaś, którzy słuchają mnie z wiarą w Jezusa Chrystusa, proszę, ażeby skupili się w modlitwie o pokój i pojednanie.

Moi drodzy bracia i siostry, nie mam już nic więcej do powiedzenia.

Przychodzą mi tylko na myśl słowa Suplikacji:

„Święty Boże, Święty mocny, Święty a nieśmiertelny!…
Od powietrza, głodu, ognia i wojny
…i wojny,
wybaw nas, Panie!” Amen.

Posted in Homilie, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 88 komentarzy »

Cały Twój

Posted by Dzieckonmp w dniu 1 sierpnia 2014


Święty Jan Paweł II. Widzisz jak Cię niektórzy zabłąkani Polacy oczerniają. Spraw by się opamiętali.

Cały Twój

Posted in Jan Paweł II | Otagowane: | 69 komentarzy »

HOMILIA JANA PAWŁA II w Łagienikach w 2002 r.

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 kwietnia 2014


jezus_bc582ofosc582awi11

O niepojęte i niezgłębione Miłosierdzie Boże/ Kto Cię godnie uwielbić i wysławić może/ Największy przymiocie Boga Wszechmocnego/ Tyś słodka nadzieja dla człowieka grzesznego (Dzienniczek, 951).

Umiłowani Bracia i Siostry! Powtarzam dzisiaj te proste i szczere słowa św. Faustyny, by wraz z nią i z wami wszystkimi wielbić niepojętą i niezgłębioną tajemnicę Bożego miłosierdzia. Podobnie jak ona chcemy wyznać, że nie ma dla człowieka innego źródła nadziei, jak miłosierdzie Boga. Pragniemy z wiarą powtarzać: Jezu ufam Tobie!

To wyznanie, w którym wyraża się ufność we wszechmocną miłość Boga, jest szczególnie potrzebne w naszych czasach, w których człowiek doznaje zagubienia w obliczu wielorakich przejawów zła. Trzeba, aby wołanie o Boże miłosierdzie płynęło z głębi ludzkich serc, pełnych cierpienia, niepokoju, zwątpienia, poszukujących niezawodnego źródła nadziei. Dlatego przychodzimy dziś tu, do łagiewnickiego sanktuarium, aby na nowo odkrywać w Chrystusie oblicze Ojca, który jest „Ojcem miłosierdzia, oraz Bogiem wszelkiej pociechy” (por. 2 Kor 1,3). Pragniemy oczyma duszy wpatrywać się w oczy miłosiernego Jezusa, aby w głębi Jego spojrzenia znaleźć odbicie własnego życia oraz światło łaski, którą już po wielokroć otrzymaliśmy i którą Bóg zachowuje dla nas na każdy dzień i na dzień ostateczny.

Za chwilę dokonamy konsekracji tej nowej świątyni poświęconej miłosierdziu Bożemu. Zanim to nastąpi chcę serdecznie podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do jej powstania. Dziękuję szczególnie księdzu kardynałowi Franciszkowi, który tyle troski włożył w to dzieło, dając dowód osobistego nabożeństwa do miłosierdzia Bożego. Serdeczną myślą obejmuję Siostry Matki Bożej Miłosierdzia i dziękuję im za dzieło rozpowszechniania przesłania, jakie pozostawiła św. siostra Faustyna. Pozdrawiam obecnych tu kardynałów i biskupów z Polski, na czele z Kardynałem Prymasem, jak również biskupów z różnych stron świata. Cieszę się z obecności kapłanów diecezjalnych i zakonnych oraz seminarzystów.

Serdecznie pozdrawiam wszystkich uczestniczących w tej liturgii, a szczególnie przedstawicieli Fundacji Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, która administruje jego budową, jak też samych budowniczych z różnych przedsiębiorstw. Wiem, że wielu spośród tu obecnych szczodrze wspierało materialnie tę budowę. Proszę Boga, aby wynagrodził waszą hojność i wasz trud swoim błogosławieństwem.

Bracia i siostry! Kiedy konsekrujemy ten nowy kościół, możemy zadawać sobie pytanie, jakie nurtowało króla Salomona, gdy oddawał Bogu na zamieszkanie świątynię jerozolimską: „Czy jednak naprawdę zamieszka Bóg na ziemi? Przecież niebo i niebiosa nie mogą Cię objąć, a tym mniej ta świątynia, którą zbudowałem” (1 Krl 8,27). Tak, na pierwszy rzut oka wiązanie obecności Boga z pewnym określonym miejscem może się wydawać niestosowne. A jednak trzeba pamiętać, że czas i miejsce należą całkowicie do Boga. Choć każdy czas i cały świat można uważać za Jego „świątynię”, to jednak są czasy i miejsca, które Bóg obiera, aby w nich w sposób szczególny ludzie doświadczali Jego obecności i Jego łaski. I ludzie wiedzeni zmysłem wiary przychodzą do tych miejsc, bo mają pewność, że rzeczywiście stają przed Bogiem, który jest tam obecny.

W tym samym duchu wiary przybyłem do Łagiewnik, aby konsekrować tę nową świątynię. Jestem bowiem przekonany, że jest to takie szczególne miejsce, które Bóg obrał sobie, aby tu wylewać łaskę swego miłosierdzia. Modlę się, by ten kościół był zawsze miejscem głoszenia orędzia o miłosiernej miłości Boga; miejscem nawrócenia i pokuty; miejscem sprawowania ofiary eucharystycznej – źródła miłosierdzia: miejscem modlitwy – wytrwałego błagania o miłosierdzie Boże dla nas i całego świata. Modlę się słowami Salomona „O Panie, Boże mój (…) wysłuchaj to wołanie i tę modlitwę, w której dziś Twój sługa stara się ubłagać Cię o to, aby w nocy i w dzień Twoje oczy patrzyły na tę świątynię. (…) Wysłuchaj błaganie Twego sługi i Twego ludu, (…) ilekroć modlić się będzie na tym miejscu. Ty zaś wysłuchaj w miejscu Twego przebywania w niebie. Nie tylko wysłuchaj, ale też i przebacz!” (1 Krl 8, 28-30).

„Nadchodzi (…) godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec” (J 4, 23). Kiedy odczytujemy te słowa Pana Jezusa w sanktuarium Miłosierdzia Bożego, w szczególny sposób uświadamiamy sobie, że tu człowiek nie może stanąć inaczej, jak w Duchu i prawdzie. To duch Święty, Pocieszyciel i Duch prawdy wprowadza nas na drogi Bożego miłosierdzia. Przekonując świat „o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie” (J 16, 8), równocześnie odsłania pełnię zbawienia w Chrystusie. To przekonywanie o grzechu dokonuje się w dwojakim odniesieniu do Krzyża Chrystusa. Z jednej strony Duch Święty pozwala nam przez Krzyż Chrystusa poznać każdy grzech, w pełnej skali zła, jakie w sobie zawiera i kryje. Z drugiej strony, przez Krzyż Chrystusa Duch Święty pozwala nam zobaczyć grzech w świetle mysterium pietatis, czyli miłosiernej, przebaczającej miłości Boga (por. Dominum et vivificantem, 32). Tak oto „przekonywanie o grzechu” staje się równocześnie przekonywaniem o tym, że grzech może być odpuszczony, a człowiek może odzyskać poczucie godności umiłowanego dziecka Bożego. Krzyż bowiem „stanowi najgłębsze pochylenie się Bóstwa nad człowiekiem (…). Krzyż stanowi jakby dotknięcie odwieczną miłością najboleśniejszych ran ziemskiej egzystencji człowieka” (Dives in misericordia, 8). Tę prawdę będzie stale przypominał kamień węgielny tej świątyni, który został wzięty z góry Kalwarii – niejako spod Krzyża, na którym Jezus Chrystus pokonał grzech i śmierć.

Gorąco wierzę, że ta nowa świątynia pozostanie na zawsze miejscem, w którym ludzie będą stawać przed Bogiem w Duchu i w prawdzie. Będą przychodzić tu z ufnością, jaka towarzyszy każdemu, kto z pokorą otwiera swe serce na działanie miłosiernej miłości Boga – tej miłości, której grzech nie zdoła przezwyciężyć. Tu w ogniu Bożej miłości ludzkie serca pałać będą pragnieniem nawrócenia, a każdy, kto szuka nadziei, znajdzie ukojenia.

„Ojcze przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa za grzechy nasze i świata całego; dla Jego bolesnej Męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego” (Dzienniczek 476). Dla nas i świata całego… Jak bardzo dzisiejszy świat potrzebuje Bożego miłosierdzia! Na wszystkich kontynentach z głębin ludzkiego cierpienia zdaje się wznosić wołanie o miłosierdzie. Tam, gdzie panuje nienawiść i chęć odwetu, gdzie wojna przynosi ból i śmierć niewinnych, potrzeba miłosiernej miłości Boga, w której świetle odsłania się niewypowiedziana wartość każdego ludzkiego istnienia. Potrzeba miłosierdzia, aby wszelka niesprawiedliwość na świecie znalazła kres w blasku prawdy. Dlatego dziś w tym sanktuarium, chcę dokonać uroczystego aktu zawierzenia świata Bożemu miłosierdziu. Czynię to z gorącym pragnieniem, aby orędzie miłosiernej miłości Boga, które tu zostało ogłoszone przez pośrednictwo św. Faustyny, dotarło do wszystkich mieszkańców ziemi i napełniało ich serca nadzieją. Niech to przesłanie rozchodzi się z tego miejsca na całą naszą umiłowaną Ojczyznę i na cały świat. Niech się spełnia zobowiązująca obietnica Pana Jezusa, że stąd ma wyjść „iskra, która przygotowuje świat na ostateczne Jego przyjście” (por. Dzienniczek, 1732).

Trzeba tę iskrę Bożej łaski rozniecać. Trzeba przekazywać światu ogień miłosierdzia. W miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście! To zadanie powierzam wam drodzy bracia i siostry, Kościołowi w Krakowie i w Polsce oraz wszystkim czcicielom Bożego miłosierdzia, którzy przybywać będą z Polski i z całego świata. Bądźcie świadkami miłosierdzia!

Boże Ojcze miłosierny,
który objawiłeś swoją miłość
w Twoim Synu Jezusie Chrystusie,
i wylałeś ja na nas w Duchu Świętym, Pocieszycielu,
Tobie zawierzamy dziś losy świata i każdego człowieka,
Pochyl się nad nami grzesznymi,
ulecz nasza słabość,
przezwycięż wszelkie zło,
pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi
doświadczyć Twojego miłosierdzia,
aby w Tobie trójjedyny Boże,
zawsze odnajdywali źródło nadziei.
Ojcze przedwieczny,
dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twego Syna,
miej miłosierdzie dla nas i całego świata!
Amen.

Posted in Jan Paweł II, Kościół | Otagowane: , | 9 komentarzy »

Święty Jan Paweł II

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 kwietnia 2014


Jan Paw

 

Transmisja z kanonizacji Jana Pawła II na żywo

Janie Pawle II, nasz święty orędowniku, wspomożycielu w trudnych sprawach. Ty, który swoim życiem świadczyłeś o wielkiej miłości do Boga i ludzi, prowadząc nas drogą Jezusa i Maryi, w umiłowaniu obojga, pragnąc pomagać innym. Przez miłość i wielkie cierpienie, ofiarowane za bliźnich, co dzień zbliżałeś się do świętości. Pragnę prosić Cię o wstawiennictwo w mojej sprawie… wierząc, że przez Twoją wiarę, modlitwę i miłość pomożesz zanieść ją do Boga. Ufam w miłosierdzie Boże i moc Twej papieskiej modlitwy. Pragnę przez Jezusa i Maryję za Twoim przykładem zbliżać się do Boga.

Ojcze nasz…Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu…

Kamerka z Wadowic

Kamerka z Wrocławia

TV Miłosierdzie z Łagiewnik

Posted in Jan Paweł II | Otagowane: | 18 komentarzy »

Beatyfikacja Jana Pawła II

Posted by Dzieckonmp w dniu 26 kwietnia 2014


Jutro kanonizacja. Niestety przez to iż złodzieje i waginosceptycy  mnie atakują nie mogłem pojechać do Rzymu. Zbyt dużo pracy mam. Ale na beatyfikacji byłem, przeżycie niesamowite, polecam zobaczyć film a zwłaszcza moment ogłaszania Jana Pawła II błogosławionym. Byłem również na pogrzebie Jana Pawła II. Wystąpiła chęć aby tam być koniecznie, żeby choć tyle dać z siebie dla naszego Wielkiego Papieża. Jechałem specjalnym pociągiem których bardzo dużo podstawiło PKP. Pieniążki były nie duże za podróż. Przeżycia ktorych człowiek doświadczył już w podróży były niesamowite. Na stacjach gdzie pociąg się zatrzymywał miejscowi ludzie przez okna dawali nam jedzenie picie papier toaletowy, Przychodzili podzielić się z nami naszym bólem. Było tego tak dużo że wystarczyło by dla 3 pociągów. Niezapomniana stacja to Udine we Włoszech. Tam darów było niesamowite ilości. Na miejscu w Rzymie spanie na stadionie, ale Włosi są niesamowicie uczynni. Nas było tysiące, a mimo to każdemu dali gratis przynajmniej 2 kołdry, herbatę , coś do jedzenia. Jedna kołderka na trawkę drugą się przykryło i mało który hotel dorównuje. Podróż dała mi przekonanie że wszędzie jest bardzo dużo bardzo dobrych ludzi, powtarzam wspaniałych ludzi, niezależnie od kraju czy regionu. Zresztą to zawsze odczuwa się też w Medjugorje. Ciesze się że Jan Paweł II jutro zostanie ogłoszony świętym. Benedykt XVI czy Franciszek nie mieli wyboru gdyż w tym przypadku wierni już w czasie pogrzebu zadecydowali „Santo Subito” tzn. Natychmiast święty.  Jest to niesamowity święty. Gdybyście się zaznajomili z życiem innych osób żyjących w tym czasie co Karol Wojtyła i zobaczyli jakie mieli miedzy sobą różne powiązania, wtedy odkrylibyście tą wielkość papieża. Niektóre z tych osób są już świętymi jak o. Pio czy Matka Teresa, siostra Łucja. Inni mają procesy w toku jak Marta Roben czy Madre Speranza mistyczka która nosiła rany Chrystusa. Madre Speranza prosiła Boga o uratowanie życia Jana Pawła II po zamachu w zamian za jej życie. Madre Speranza zmarła w kilkanascie miesięcy po odwiedzinach papieża. Jan Paweł II jeszcze bardzo słaby w 5 miesięcy po zamachu helikopterem poleciał podziękować siostrze Madre Speranza.  Bóg niesłychanie wszystkim kieruje. Siostra Madre Speranza będzie ogłoszona Błogosławioną   miesiąc po kanonizacji Jana Pawła II.   Proszę osoby znające języki zwłaszcza hiszpański i włoski o poszukanie i przetłumaczenie dobrych artykułów o życiu , proroctwach i dziełach wielkiej mistyczki Madre Speranza która już za miesiąc będzie Błogosławioną. Niestety nie mam telewizora , nie mają też moi znajomi i nie dam radę zobaczyć transmisji z Watykanu a chciałbym. A ja proszę Jana Pawła II o to by ……………….. był ze mną na rozprawach sądowych w najbliższym miesiącu .

Posted in Jan Paweł II | Otagowane: | 90 komentarzy »

Umieranie i śmierć Jana Pawła II

Posted by Dzieckonmp w dniu 26 kwietnia 2014


Chyba nigdy w dziejach świata nie było takiego tygodnia żeby miliony litrów łez popłynęło. Myślę że przy tym wpisie znów poleca obficie łzy.

jan p

.

Wszystkie ulice im. Jana Pawła II w różnych miastach były wzdłuż całej swojej długości obstawione zniczami . Kibice pozawierali zgody między sobą. Każdy czuł że musi coś zrobić , że musi coś zmienic w sowim życiu od teraz. Czy długo wytrzymaliśmy?

Posted in Jan Paweł II | Otagowane: , | 12 komentarzy »

Papież wszystkich narodów

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 kwietnia 2014


jan

Przemawiał z mocą

Tłumy szły za Janem Pawłem II

Pielgrzymka do Chorwacji

.

Posted in Jan Paweł II | Otagowane: | 25 komentarzy »