Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

Archive for the ‘Objawienia’ Category

MAŁA FATIMA RZESZOWSZCZYZNY (CZ. I)

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 Kwiecień 2012


W miesiącu czerwcu mija równo 50 lat ( artykuł był w gazecie w 1999 r stąd ta rocznica-dopisek admina)od niezwykłych wydarzeń, które wstrząsnęły nie tylko powiatem kolbuszowskim, ale całą ówczesną Rzeszowszczyzną. Na łąkach wsi Mazury objawiła
się Matka Boska. Spokojna dotąd, mało znana wieś zyskała miano „Małej Fatimy Rzeszowszczyzny”.

 

ROK 1949

 

            W Polsce, po wojnie miało miejsce kilkadziesiąt nadzwyczajnych wydarzeń, potocznie zwanych cudami. W 1949 roku było ich kilka. W maju na polach wsi Lipnica, w gminie Dzikowiec Matka Boska ukazała się w XIX – wiecznej „cudownej studzience”, w czerwcu w Mazurach, w gminie Raniżów objawiła się kilkunastoletniej dziewczynie, w lipcu na obrazie M. B. Częstochowskiej w katedrze w Lublinie pojawiły się łzy, także w lipcu tego roku w Jastkowie koło Lublina, Pruszkowie pod Warszawą i w Wyszkowie, podobnie „zapłakały” obrazy Matki Boskiej.

            O mazurskich objawieniach mówiło się w każdym domu. Bezpośrednio, lub pośrednio uczestniczyło w nich kilkanaście tysięcy osób-mieszkańców naszego regionu, w tym ówczesne władze partyjne i kościelne. Przez kilka tygodni na mazurskie pastwiska położone między rzeką Turką, a polami wioski Korczowiska przybywały tłumy pielgrzymów. Przychodzili pieszo, ze śpiewem, w kompaniach. Przyjeżdżali na rowerach, motocyklach i na furmankach. Śpiewali i modlili się. Przybywali żeby zobaczyć „cud”, „cudowną Marysię”, zadać jej choć jedno pytanie i uzyskać na nie odpowiedź. Większość z nich szukała być może sensacji, mniejszość zapewne żywej wiary i nadziei. Za nimi ciągnęli milicjanci i ubowcy, żeby im tę wiarę i nadzieję odebrać, żeby przeszkadzać, ośmieszać, następnie rozganiać i strzelać. Potem nastąpiła cisza, która trwała przez kilkadziesiąt lat. Nie wolno było na ten temat głośno mówić, a tym bardziej pisać. Aż do 1980 roku. Przypomnijmy więc co się tam wtedy naprawdę działo.

Obraz Matki Boskiej z Pastwisk namalowany przez malarza Albina Osetka  w 1949 r.

Obraz Matki Boskiej z Pastwisk namalowany przez malarza Albina Osetka w 1949 r.

Był rok 1949. Minęły cztery lata od zakończenia wojny i zaprzedania przez anglo-amerykanów polskiego narodu stalinowskiej Rosji Sowieckiej. Trwał i nasilał się z każdym dniem terror komunistyczny. Polscy i sowieccy stalinowcy robili rewolucję. Toczyli zaciekłą walkę  z Bogiem (tak, z Panem Bogiem!), z Kościołem, ze wszystkim co wolne, demokratyczne i normalne. Budowali swój wymarzony komunizm wszędzie, w każdej miejscowości, także i w Mazurach, gdzie przy pomocy kobuszowskiego UB opanowli już wszystkie demokratyczne instytucje, jak samorząd, straż pożarną i spółdzielnię społemoswką „Przyszłość”. Po rozprawieniu się z AK-owcami w 1944-45., PSL-owcami w 1946-47r., w styczniu 1949 roku uwięzili ks. Proboszcza Stanisława Bąka z dwoma WiN-owcami – Jakubem Balem i Wojciechem Smolakiem, w czerwcu przenieśli nauczycielkę Janinę Coufal i kierownika szkoły Władysława Wolińskiego – znanego z antykomunistycznego, patriotycznego wychowania młodzieży, a w lipcu aresztowali i zamordowali zasłużonego sołtysa Wawrzyńca Suskiego.

W takiej oto atmosferze propagandy bolszewickiej omamiającej chłopów, atmosferze celowego skłócania wsi stała się rzecz niezwykła. Wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał. Coś co było nie na rękę zarówno władzom państwowym, jak i kościelnym.

 

OBJAWIENIA

 

            W sobotę 11 czerwca 1949 roku, po wiosce rozniosła się wieść, że czternastoletniej pastuszce Marysi Boguń ukazuje się Matka Boska. Ma to miejsce na pastwiskach podczas pasienia krów. Początkowo informacji tej nikt nie traktował poważnie, zwłaszcza, że pochodziła od dzieci. Niemniej jednak w poniedziałek 13 czerwca kilku gospodarzy – rodziców dzieci pasących z Marysią krowy – na czele z Janem Boguniem, stryjem i opiekunem Marysi, poszło zobaczyć co się tam dzieje.

Zajechali my na pastwiska – wspomina Wojciech Popek, jeden z tych gospodarzy – wyprzęgli konie i pasiemy. Dziewczyna lata koło bydła, no pasie krowy. Kiedy nadeszła godzina, ona poleciała na taką górkę, zrobiła znak krzyża, przewróciła się na plecy i zasnęła. My podlecieli do niej, a ona leży, jak nieżywa, coś mówi po łacinie i jakby śpi. Później jak się przebudziła, to ja się jej pytam – coś ty mówiła? Z kim rozmawiałaś tak po łacinie? Pytam – ty umiesz po łacinie?, – Nie ja nie umię, ale wtenczas z Matką Boską po łacinie rozmawiałam. Ja się pytam – to co Matka Boska do ciebie mówiła? – Mówiła, żeby ludzie różaniec odmawiali, żeby się modlili to minie kara. Jak ona tak powiedziała, to my wszyscy poklękali i zmówili część różańca w tej intencji i litanię.

            Następnego dnia na pastwiska ściągnęły tłumy ludzi z Mazurów, Korczowisk, Markowizny, Zielonki, Woli Raniżowskiej i innych pobliskich wiosek. Przyjechała milicja z Raniżowa. Około godziny osiemnastej tak, jak w poprzedni dzień Marysia zrobiła znak krzyża, złożyła ręce i upadła na plecy. Widzenie z Matką Boską trwało godzinę i piętnaście minut. Przez ten czas rozmawiała po łacinie, chwilami jej twarz promieniowała radością, widać było, że bardzo się cieszyła, chwilami smutniała i płakała.

Mieszkańcy w Mazurach stryj Marysi, wówczas 33-letni gospodarz – Jan Boguń pamięta doskonale każdy szczegół, z każdego dnia objawień. – Marysia opowiadała mi, jak takie objawienie wygląda. Matka Boska przychodziła na pastwiska, nie zjawiała się. Przychodziła, stawała przed nią, tak metr nad ziemią i rozmawiały ze sobą. W pierwszym dni powiedziała Marysi, że Ona będzie mówiła z nią po polsku, a Marysia po łacinie, żeby ludzie nie rozumieli o czym rozmawiają.
Jak Marysia zapytała się z skąd Ona umie mówić tak ładnie po polsku, to odpowiedziała – „ja bardzo umiłowałam polską mowę. Jeśli ludzie będą mi wierni to rozszerzę polską mowę na cały świat”.

            Ludzie, którzy tam byli słyszeli tylko Marysię. Matka Boska mówiła o miłości, o modlitwie, o pokucie. Mówiła, że najważniejsza jest miłość między ludźmi. Na pierwszym miejscu kazała odmawiać różanie, oprócz tego litanię do Matki Boskiej i do Serca Pana Jezusa. Mszy Świętej nie wolno opuszczać.

            W czasie widzenia Marysia pytała się o różne rzeczy, o co ją ludzie prosili. Ona jej na wszystko odpowiadała. Po każdym objawieniu, jak Marysia wstała, to mówiła do tłumu to, co Matka Boska chciała przekazać, o miłości, o modlitwie i odpowiadała ludziom pojedynczo na pytania, które wcześniej zadawali. Matka Boska była ubrana cała na biało, biała suknia, biały płaszcz przykrywający głowę. Kraje płaszcza były ozłocone. W rękach trzymała czarny różaniec ze złotym krzyżem. Twarz, ręce i stpy były tak piękne, że nie do opowiedzenia ani nie do opisania. Choćby człowiek cały czas patrzył, to by się nie na wierzył. Tak mi Marysia opowiadała. Pamiętam, jak raz po objawieniu Marysia wstała i kazała mi patrzeć jak Matka Boska odchodzi. Pokazywała mi ręką, palcem i mówiła – patrz tu, o tu jest, idzie do nieba… Ja nic nie widziałem.

Zdjęcie na górze: Marysia podczas nawiedzenia Matki Boskiej Zdjęcie na dole: Marysia wśród dzieci z którymi pasła razem krowy a z tyłu tłumy pielgrzymów

Zdjęcie na górze: Marysia podczas nawiedzenia Matki Boskiej
Zdjęcie na dole: Marysia wśród dzieci z którymi pasła razem krowy a z tyłu tłumy pielgrzymów


CUD SŁOŃCA

 

            Wieść o objawieniach na łąkach wsi Mazury rozniosła się po regionie jak błyskawica. We środę 15 czerwca na pastwiskach było już kilka tysięcy osób. Szły kompanie polnymi drogami, ze śpiewem, ze wszystkich stron, z okolic Mielca, Niska, Rzeszowa, a nawet Leżajska. Wszyscy chcieli widzieć Marysię, każdy ją chciał o coś zapytać.

Marysia tymczasem przebywała na posterunku MO w Raniżowie. Po kilkugodzinnym przesłuchaniu i spisaniu protokołu przywieziona została samochodem na pastwiska. Razem z nią przyjechali oficerowie MO, UB i lekarze z zamiarem przeprowadzenia badań.

– Tu już było ich chyba ze czternastu, po obstawianych z bronią, po cywilnemu i kilku w mundurach – wspomina dalej Jan Boguń. Odgrażali, że tych ludzi porozganiają i poaresztują. Nie żartowali. Wtedy przywieźli też doktorów. Mianowali się za doktorów. Może i doktorzy. Kiedy ona tak jak zawsze upadła, to wszyscy chcieli widzieć. Ja byłem najbliżej przy tym i widziałem wszystko dokładnie. Przyszedł jeden, niby doktor, wziął ją za rękę, popatrzył na zegarek i mówi, że zupełnie normalnie. Ramionami poruszył i usunął się. Drugi wziął szpilki sosnowe i widziałem, że tak po oczach kłuł  ją tymi szpilkami, czy nie mrugnie. Ona miała oczy zawsze otwarte, bo patrzyła do góry. Ale nic, rzucił to i poruszał ramionami. Trzeci wziął wrzosu gałązkę, wraził jej do nosa, do jednej dziurki, do drugiej, tak jej wiercił, no i nic, rzucił, poruszał ramionami. Tyle było tego badania. Więcej tam nic nie badali. Potem tak mówi – dziewczyna jest chora, bierzemy ją do szpitala! A ojciec jej był wtedy i gada – kto będzie szpital płacił? – My będziemy płacić. – Ja jej samej nie puszczę! – To ojciec pojedzie. A ona się śmiała. Ojciec gada – śmiejesz się Maryś ty głupiaku… – Ja się śmieję, bo wiem z czego.

            Ledwo to powiedziała, a tu ludzie się drą, krzyczą – cud! Cud! Paczta na słonko…, ludzie…, widzę to…, a ja to… Ja też się patrzę na słońce, co się stało, co ono…, a ono tak wiruje, widać kolory rozmaite na wszystkie strony. Tak mi się widziało, że słońce leci z góry na ziemię i to z dużą różnicą, nie tak, żeby w miejscu. Ono nie leciało jak kula, ale wirowało. Kręciło się wkoło i spadało do dołu. Ludzie bali się, że spadnie na ziemię i zaczęli krzyczeć, piszczeć ze strachu, z przerażenia. Słońce dawało różne kolory, takie promienie cienkie, długie jak od gwiazdy. Nawet nie trzeba było się
na słońce patrzeć, bo te kolory były na ziemi, na lesie, na trawie. Kolory się zmieniały, zielone, ciemno zielone, żółte, pomarańczowe, fioletowe i rozmaite, podobnie jak na tęczy. To trwało dość długo, przez kilkanaście minut, to nie było szybko.

            Ja obserwuję to słońce, nareszcie patrzę czy jej nie porwali, ona przy mnie stoi, a ci już w tym czasie uciekli do samochodu i odjechali. Moja baba pasła krowy tam koło nich i słyszała jak biegli do samochodu i mówili, że rzeczywiście coś jest.

            Jak to wszystko się uspokoiło to wszyscy chcieli ją widzieć. Chłopy wzięli ją na ramiona i podnieśli do góry. Wtedy ukazał się nad nią jasny obłok. Był on tak wielki, że przykrywał wszystkich ludzi. Znajdował się bardzo nisko, na wysokości wierzchołków drzew, a może niżej. Następnie obłok wzbił się do góry i nie wiadomo było, gdzie się podział, aż potem ktoś zauważył, że obją wieżę kościelną i cały dach mazurskiego kościoła. Wyglądało to tak, jakby się kościół palił. Blacha na kościele dostała taki blask, jakby była ze złota. To też trwało kilka minut. Jeden drugiemu pokazywał – widzisz, widzisz. To wszystko widziało dużo ludzi. Każdy mówił, że widział. Nie wiem czy pamiętają to do dzisiaj, czy tą pamięć stracili, czy wtedy udawali, że to widzą.

            Stanisława S. z Mazurów, wówczas osiemnastoletnia dziewczyna cud słońca widziała podobnie. – Zaczęły się dziać niesamowite, nienormalne rzeczy. Na początku wydawało mi się, że było jakby lekkie przyćmienie słońca. Nie dawało żadnych promieni, tak jakoś zrobiło się szaro. W powietrzu było jakoś dziwnie. Można było patrzeć na słońce i w oczy nie raziło, tylko tak wirowało. Zaraz potem wydawało mi się, że stoimy w kolorach tęczy. Falowało różnymi tęczowymi kolorami, żółto, zielono, różowo. Te tęcze były tak piękne, że nie da się nawet opowiedzieć. Dla kogoś kto tego nie widział, to jest nie do wyobrażenia. To sięgało od pastwisk po kościół. Cały kościół był w tęczy. Dzisiaj kościoła z pastwisk nie widać bo zasłonił go las, ale wtedy był dobrze widoczny. Wszyscy ludzie krzyczeli – cud, cud, cud… Co do tego blasku, tych tęczowych kolorów to gotowa jestem przysięgać, że widziałam.

            Cud słońca we środę 15 czerwca oglądali ludzie zgromadzeni wokół Marysi, ale nie wszyscy. Nie widzieli także ci, którzy byli oddaleni od tego miejsca, paśli krowy na pastwiskach, albo pracowali przy sianie. Niektórzy na przykład, jak wspomniany już Wojciech Popek, wówczas 48-letni gospodarz, widzieli tylko wirowanie słońca. – Ja wtenczas widziałem, jak to słońce wirowało, do góry i na dół,do góry szło parę metrów i na dół. Tak kilka razy chodziło, unosiło się i wirowało. Było o barwie czerwonej. Inni mówią, że jasność widzieli, kolory, ja więcej nic nie widziałem nic. Moja żona też to widziała. Widziała koło tego słońca kolory, jakie są tylko na świecie.

 

                                                 CUD SŁOŃCA PO RAZ DRUGI                              

 

We czwartek 16 czerwca, w święto Boże Ciało w miejscu objawień było już osiem tysięcy ludzi. Wśród nich był również 27 letni Jakub Matuła, późniejszy sołtys wsi Mazury. – Ona już pasła krowy, jak zwykle latała koło tych krów, nawracała, i co chwilę popatrywała na zachód, na słońce. Wnet poleciała w to miejsce i nawet nie zauważyłem, jak się kładła. Wtedy zrobiliśmy dookoła niej taki pierścień, koło o średnicy sześciu metrów. Wzięliśmy się chłopy mocno za ręce, pod pachy
i trzymaliśmy się jeden drugiego, żeby jej nie zatratowali. Narodu było okropnie dużo. Ludzie parli z tyłu, bo każdy chciał widzieć co się będzie działo. Ja byłem blisko niej. Jak się już położyła, to za chwilę zobaczyłem nad nią niebieską mgłę. Nie mogłem sobie uzmysłowić co to się stało, co to jest, przecież to nie był wieczór. Była to piękna chmurka jasno-niebieska, koloru błękitu nieba. Wisiała ona tak niewiele ponad metr nad Marysią i była prawie takiej wielkości jak ona. Utrzymywała się przez całe jej zaśnięcie. Takiej mgły nie widziałem nigdy i nie zobaczę. Jak Marysia się obudziła to wtenczas mgła zginęła i było normalne powietrze. Innych rzeczy wtedy nie widziałem, ani ze słońcem, ani z kolorami. Wtenczas mocno uwierzyłem. Nie wiem czy ktoś więcej widział tę mgłę, czy nie.

            Wtedy jak ona leżała przedostał się do niej ksiądz Gołdasz, proboszcz raniżowski, który zastępował w Mazurach aresztowanego przez UB księdza Bąka. Przykucnął i badał ją. Brał za ręce, macał po oczach, po rękach. Później jak się obudziła ksiądz wstał i powiedział – ludzie rozejdźcie się, tu nic nie ma. Więcej nic nie mówił, ani źle, ani dobrze. Wstał i poszedł.

            W tym czasie ludzie już zaczęli krzyczeć głośno na cały głos – paczta się, jak się słońce kołysze! Podobno słońce dostawało różnych kolorów i wirowało. To widziało bardzo dużo ludzi. Według mojego szacunku około trzecia część zgromadzonych. Ja patrzyłem się chwilę na słońce i nic nie widziałem.

            Cud słońca, który powtórzył się po raz drugi oglądały masy ludzi. Jednak i tym razem nie wszystkim tam obecnym dane było go oglądać. Pogoda we środę, jak i we czwartek była piękna, słoneczna, niebo czyste bezchmurne. Codziennie w porze objawień pogoda była słoneczna. W innych porach dnia często padał deszcz, nie raz ludziom siano zamokło, ale na tedy zawsze się wypogodziło.

Przez całe dnie, wieczory i noce rosła w ludziach wiara. Rosła chwała Boża. Przez mazurskie łąki niosły się słowa różańca. Nieustannie rozbrzmiewały pieśni do Matki Boskiej, nie ważne czy Leżajskiej, Częstochowskiej, Anielskiej, czy Nieustającej Pomocy. Tam była jedna Matka Boska, nie ważne w jakim stroju. Jedna, tak bardzo ukochana przez lud. (cdn.)

BENEDYKT POPEK

Przepisywała ze zdjęcia Kasia (dziękujemy bardzo)

Posted in Ciekawe, Cuda, Fatima, Objawienia, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , , , | 18 Comments »

Mała Fatima rzeszowszczyzny

Posted by Dzieckonmp w dniu 1 Kwiecień 2012


Rocznica mazurskich Objawień

W tym roku mija 60–ta rocznica nadzwyczajnych wydarzeń, jakie miały miejsce na łąkach wsi Mazury w czerwcu 1949 roku. Wiele osób, zwłaszcza świadków tych wydarzeń, określa je jako Objawienia Matki Bożej  w Mazurach, zaś miejsce to Małą Fatimą Rzeszowszczyzny.

Statua pięknie przystrojona kwiatami. Po lewej, zawieszony na czas modlitwy obraz Matki Boskiej Mazurskiej, namalowany w 1949 roku przez artystę malarza Albina Osetka

Statua pięknie przystrojona kwiatami. Po lewej, zawieszony na czas modlitwy obraz Matki Boskiej Mazurskiej, namalowany w 1949 roku przez artystę malarza Albina Osetka

czternastoletniej wiejskiej dziewczynie, pastuszce Marysi Boguń, przebywającej na służbie u swego stryja Jana Bogunia w Mazurach, podczas pasienia krów objawiła się Matka Boża. Przychodziła do niej kilkanaście razy na tamtejsze łąki gromadzkie, pastwiska, by przekazać swe wezwanie do miłości, zwłaszcza w rodzinach i między sąsiadami, do pokuty, przebaczania i pojednania, oraz do modlitwy. W szczególności do odmawiania Różańca, Litanii Loretańskiej i Litanii do Serca Pana Jezusa. Według ówczesnej relacji Marysi – Matka Boża była boso, miała ciemne włosy, w rękach różaniec. Ubrana była w śnieżno białą suknię i długi biały płaszcz ze złotymi obrzeżami, który okrywał także jej głowę. Biła od niej niezwykła jasność i radość. Jak twierdzą świadkowie Marysia rozmawiała z Nią w języku łacińskim, mimo iż nigdy nie uczyła się łaciny. Na co dzień mówiła gwarą. W tym okresie posiadała nadzwyczajną zdolność jasnowidzenia. Przepowiedziała między inny mi wiele faktów z przyszłości Kościoła w Polsce, w tym odprawianie Mszy św. w języku polskim, zmniejszenie postu przed przyjęciem Komunii św. do jednej godziny, „chodzenie” Matki Bożej od domu do domu, w postaci kopii jej cudownego obrazu. Odpowiadała również ludziom na trudne pytania, dotyczące m.in. zaginionych podczas wojny i po wojnie osób, czy żyją lub nie żyją, w jakim stanie duszy niektórzy odeszli do wieczności i ile modlitwy potrzebują.

Kulminacyjnym momentem Objawień był cud słońca, który miał miejsce w dniach 15 i 16 czerwca. Oglądały go tysiące ludzi, aczkolwiek nie wszyscy widzieli jednakowo. Niektórzy tam obecni nie widzieli go w c a l e .

Modlono się i śpiewano, sławiąc Matkę Najświętszą. Pierwszy  od lewej, z różańcem w ręku Stanisław Urban z Łąki.

Modlono się i śpiewano, sławiąc Matkę Najświętszą. Pierwszy
od lewej, z różańcem w ręku Stanisław Urban z Łąki.

Według żyjących jeszcze naocznych świadków  słońce wtedy straciło swój mocny blask, przybrało kolor bardziej czerwony i wirowało przez kilkanaście minut w górę i w dół, obracając się jednocześnie wokół swej tarczy, promieniując pięknymi kolorami tęczy. Ciągle zmieniające się różne kolory tęczy widoczne były na wszystkim wokół: na niebie, na ziemi, trawie, na lesie, drzewach, ludziach wozach i pasących się w pobliżu krowach. Złotym blaskiem lśnił również widoczny w oddali kościół w Mazurach.

Na mazurskie pastwiska ściągały tysiące pielgrzymów i różnych ciekawskich, z okolic Mielca, Kolbuszowej, Niska, Rzeszowa, Przeworska, Leżajska. Ze wszystkich stron. Drogami, lasami, polami, wędrowali pieszo, jechali wozami, rowerami, motocyklami. Niosły się śpiewy i modlitwy. Noclegowali pod gołym niebem, w domach okolicznych i stodołach. W tym czasie miały miejsce pierwsze uzdrowienia chorych.

To co się tam działo nie spodobało się ówczesnym władzom państwowym. Tak żywiołowe umacnianie wiary było poważną przeszkodą w budowaniu przez nie komunizmu. Od drugiej połowy czerwca rządząca krajem, z nadania Stalina, Polska Zjednoczona Partia Robotnicza oraz jej zbrojne ramiona – Urząd Bezpieczeństwa i Milicja Obywatelska, przystąpiły do totalnej walki z Objawieniami. Marysię aresztowano i przesłuchiwano, pierw na posterunku MO w Raniżowie, potem w PUBP w Kolbuszowej. Zabroniono jej i komukolwiek chodzić na miejsce Objawień. Rodzinie Boguniów zagrożono wywiezieniem do ZSRR „na białe niedźwiedzie”. Stalinowcy nie żartowali. W tym to czasie tysiące ludzi siedziało w więzieniach, było torturowanych i mordowanych, zarówno w Polsce jak i ZSRR. W rzeszowskich i kolbuszowskich więzieniach UB maltreto wani byli – ówczesny proboszcz mazurski ks. Stanisław Bąk, kościelny Wojciech Smolak, oraz Jakub Bal. Zamordowano w niewyjaśnionych okolicznościach byłego zasłużonego mazurskiego sołtysa i przewodniczącego Komitetu Budowy Kościoła Wawrzyńca Suskiego. Oddziały UB i MO ścigały po pastwiskach gromadzących się ludzi. Opornych pałowali, do niektórych strzelali. Mieszkańcom Mazurów zabronili nawet rozmawiać na ten temat. Grozili aresztowaniem i przesłuchaniami, z których w owym czasie nie każdy wracał zdrowy i żywy. W wyniku działania wszystkich władz, zarówno partyjnych, policyjnych, samorządowych, jak również kościelnych, sprawa została wyciszona. Przez 30 lat jakby wymazana z historii.

Zgromadzeni na modlitwie mieszkańcy okolicznych wiosek oraz podrzeszowskiej Łąki.  Wielu z nich pamięta jeszcze wydarzenia z 1949 roku. Fot. B. Popek

Zgromadzeni na modlitwie mieszkańcy okolicznych wiosek oraz podrzeszowskiej Łąki.
Wielu z nich pamięta jeszcze wydarzenia z 1949 roku. Fot. B. Popek

Pojawiająca się niekiedy opinia, że komuniści, PZPR, UB i MO przerwały mazurskie Objawienia, wydaje się niezasadna. Bowiem to wyglądało podobnie jak Msza św. odprawiana przez Jana Pawła II na lotnisku w Nowym Targu w 1979 roku. Kto tam wówczas był to widział – wielką czarną chmurę burzową, która groźnie nadciągała i wydawało się że zagrozi uroczystej Mszy i spotkaniu miliona wiernych z Papieżem. Burza ta jednak, o dziwo, przez cały czas uroczystości stała w miejscu. Ruszyła dopiero wtedy, gdy Msza się skończyła i ludzie się rozchodzili. Podobnie było i w Mazurach. Gdy Matka Boża, za pośrednictwem Marysi powiedziała, co chciała powiedzieć, przekazała co chciała przekazać, potwierdzając to na koniec nadzwyczajnym znakiem w postaci cudu słońca (podobnie jak w Fatimie), wtedy to komuniści dopiero rozpoczęli swoje działania.

Czerpanie wody z cudownej studzienki i napełnianie przywiezionych pojemników. Niektórzy twierdzą, że ta woda  ich uleczyła.

Czerpanie wody z cudownej studzienki i napełnianie przywiezionych pojemników. Niektórzy twierdzą, że ta woda
ich uleczyła.

Nowy rozdział w historii tego miejsca rozpoczął się w 1981 roku. Wtedy to Jan Boguń pogłębił cudowną studzienkę, powstałą pod koniec pamiętnych wydarzeń. Wkopał beton i postawił wyciosany w drewnie krzyż. Poświęcenia studzienki i krzyża dokonał w dniu 10 maja 1981 r. proboszcz mazurski ks. Józef Kowal. Kilka lat potem, w miejscu pierwszego spotkania Marysi z Matką Bożą została wzniesiona i również poświęcona statua Matki Boskiej Fatimskiej. Wykonano zadaszenie nad figurą, płotek i ławki. Opiekę nad tym miejscem sprawował i sprawuje do tej pory Jan Boguń z córką, zięciem i sąsiadkami. Co ciekawe, że aż do końca lat 80–tych Służba Bezpieczeństwa i ORMO interesowały się Objawieniami. Inwigilowały gromadzących się tam na modlitwach. Natomiast różne osoby powiązane z ówczesną władzą w dalszym ciągu kpiły, ośmieszały to miejsce, Marysię i wydarzenia z 1949 roku. Pierwsza Msza św. w  miejscu Objawień została odprawiona dopiero w lipcu ubiegłego 2008 roku przez młodych księży prowadzących turnus oazowy w Mazurach. Uczestniczyła w niej rozśpiewana młodzież, z gitarami, oraz mieszkańcy bliższych i dalszych okolic. Obecny mazurski proboszcz ks. Wiesław Dopart, choć nie jest przeciwny odwiedzaniu tego miejsca i modleniu się tam, to jednak zachowuje dużą ostrożność. Władze Kościelne bowiem do dziś nie przebadały mazurskich Objawień i nie zajęły oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Milczy również główna bohaterka tamtych wydarzeń Maria M. zamieszkała w pobliskim mieście. Nie udziela na ten temat żadnych wywiadów i prosi by to miejsce zostawić w spokoju. Kiedy przerwie swoje milczenie? Czy w ogóle przerwie? Nie wiadomo. W 60–tą rocznicę wspomnianych wydarzeń, w dniu 7 czerwca 2009 r. na miejscu Objawień zgromadziło się około 70 osób, które chciały okazać szacunek i wdzięczność Matce Bożej – Królowej Nieba i Ziemi. Mieszkańcy Mazurów, Korczowisk, Turki, Markowizny oraz Łąki k. Rzeszowa – którym przewodniczył pan Stanisław Urban – odmówili Litanię do Serca Pana Jesusa, część chwalebną Różańca, śpiewali pieśni maryjne i wspominali tamten czas. Pan Stanisław Stępień z Korczowisk, samorodny poeta i pieśniarz ludowy zaśpiewał ułożoną przez siebie pieśń o tychże Objawieniach, oraz pieśni o papieżu  Janie Pawle II i o świętym Hubercie.

Benedykt Popek

Źródło: malafatima.1k.pl

Przeczytaj dużo więcej o małej Fatimie

mala-fatima_korczowiska-cz-i-_-1.jpg

mala-fatima_korczowiska-cz-i-_-1.jpg

mala-fatima_korczowiska-cz-i-_-2.jpg

mala-fatima_korczowiska-cz-i-_-2.jpg

mala-fatima_korczowiska-cz-ii-_1.jpg

mala-fatima_korczowiska-cz-ii-_1.jpg

mala-fatima_korczowiska-cz-ii-_21.jpg

mala-fatima_korczowiska-cz-ii-_21.jpg

mala-fatima_korczowiska-cz-iii-_1.jpg

mala-fatima_korczowiska-cz-iii-_1.jpg

mala-fatima_korczowiska-cz-iii-_2.jpg

mala-fatima_korczowiska-cz-iii-_2.jpg

mala-fatima_korczowiska-cz-iv-_1.jpg

mala-fatima_korczowiska-cz-iv-_1.jpg

mala-fatima_korczowiska-cz-iv-_2.jpg

mala-fatima_korczowiska-cz-iv-_2.jpg

Posted in Ciekawe, Cuda, Fatima, Inne Orędzia, Objawienia, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , | 69 Comments »

Wizje i proroctwa – Błogosławiona Elżbieta Canori Mora

Posted by Dzieckonmp w dniu 29 Marzec 2012


1774-1825 Rzym.

„Niebo przybrało kolor ciemnoniebieski, prawie szary. Już sam ten widok wzbudza strach. Wszędzie odczuwać się dawał mocny wiatr z niebywałym wyciem i okropnym gwizdem, który w powietrzu uwielokrotniał się echem jak wycie wściekłego lwa nad całym światem. Strachem i odraza napełnieni zostali ludzie i zwierzęta. W całym świecie zapanowało zamieszanie. Będzie to w czasie, kiedy jedni drugich będą zabijać, bo będą oni w czasie krwawego prawa pięści mordować bez miłosierdzia (czas trzeciej wojny światowej). Boża niszcząca Ręka zaciąży nad tymi nieszczęśliwymi. Ukarze On w swej wszechmocy ich pychę, ich chciwość i bezczelna zuchwałość; Bóg posłuży się przy tym mocą ciemności, aby wytępić odłączonych, odszczepieńców, występnych bezbożnych ludzi, którzy gotowali się do zburzenia Świętej Matki – Kościoła i chcieli go zniszczyć do fundamentów. Ci niegodziwcy chcieli Boga zrzucić z jego czcigodnego tronu. Bóg jednak naśmieje się z nich, z ich złości, i ukarze tych złoczyńców jednym skinieniem swojej wszechmocnej Ręki.
Uczyni to w ten sposób, że pozwoli mocom ciemności opuścić Piekło. Ogromny legion złych duchów zaleje świat cały i niszcząc wykonają rozkazy Bożej Sprawiedliwości. Złe duchy muszą być Jej posłuszne. Mogą dokładnie tyle szkodzić, na ile im Bóg pozwoli, szkodzić ludziom, ich majątkom i dobrom, ich rodzinnym posiadłościom, wioskom, miastom, domom, ich pałacom i wszystkim innym rzeczom na ziemi. Bóg wyda mocom ciemności surowy rozkaz, aby ze wszystkimi buntownikami, którzy Go obrażają w bezczelny sposób przez swoja pychę i wyniosłość, aby z nimi zrobiły straszny porządek. Bóg pozwoli, że ci grzesznicy będą ukarani przez okrucieństwo strasznych demonów. Ponieważ oni oddali się dobrowolnie mocy ciemności i razem z nią prześladują Kościół, dopuści Bóg, że zostaną ukarani śmiercią przez złe duchy, okrutne i bez miłosierdzia. Przeciwnie, dobrzy chrześcijanie będą pod przemożna i zwycięska opieka świętych Apostołów Piotra i Pawła. Ci będą troskliwie nad nimi czuwać i ochraniać ich, tak, że złe duchy nie będą szkodzić im ani ich własności. Dobrzy chrześcijanie zostaną uchronieni przed niemiłosiernym zniszczeniem, które sprawia złe duchy za Bożym zezwoleniem. Zostaną ukryci i nienaruszeni.
Bóg pozwoli uczynić złym duchom wiele spustoszenia na ziemi. Zburzą one wszystkie te miejsca, gdzie Boga obrażano przez zbezczeszczenie, służbę namiętnościom i świętokradztwa. Miejsca te wszystkie będą zniszczone i legną w gruzach. Zniknie po nich jakikolwiek ślad. Gdy ten wspomniany akt wiary dopełni się, źli będą ukarani śmiercią, a te niegodziwe miejsca będą zburzone. Wtedy rozjaśni się ponownie”. Krzyż na Niebie – ostatnim ostrzeżeniem. Kosmiczna katastrofa. Trzy dni ciemności. Ostatnie żniwo demonów. Klęska szatana. Wskrzeszenie ziemi „Najpierw na niebie zobaczycie wielki złocisty Krzyż. Wszyscy i na całym świecie usłyszycie wielki grzmot, powstanie wicher, jako trąba morska, wszystko zmiatać będzie, co stanie na jego drodze. Ziemia nagle zacznie drżeć, początkowo z przerwami, potem bezustannie kolebać się będzie. Gwiazdy będą zmieniały swój kierunek szybko i zupełnie inaczej niż zawsze, widok nieba się zmieni, zginie Duży Wóz, Mały Wóz, wszystko będzie się od siebie oddalać, niebo stanie się inne, nieprzyjemne.
Miedzy wami pojawia się tej nocy ci, co już dawno pomarli. Wszystko zacznie płonąć. Także powietrze i woda. Miłosierdzia dostąpią jedynie ci, którzy maja Boga w sercu. Będą też przebiegać ulicami wytoczone z piekieł wozy, naładowane demonami i złymi duchami. One to czynić będą wielkie spustoszenie, zgiełk, hałas, jęk i płacz. Domy wasze będą się rozpadały jak domki z kart. W tej strasznej godzinie szatani będą sobie śmiało poczynać, porywać będą dusze tych, co to Boga się wyrzekli i szerzyli na świecie niewiarę; tych, co z serc Ludu Bożego Krzyż i wiarę wyrywali. A tej nocy ciemnej niech drżą matki morderczynie, te, co mordowały dzieci poczęte. Wielkiej grozy coraz więcej będzie. Morza i oceany wystąpią ze swoich brzegów i będą iść na lad w postaci wielkiej, stojącej ściany. Potem wszystko obejmie pierścień, który błyskawicznie będzie się rozszerzał z minuty na minute. Będzie stawał się ogniem huraganowym, tak, że obejmie cała kule ziemska. Wszystko zacznie płonąć, woda mórz i oceanów wrzeć będzie i płonąć jak nafta. Jeśli te dni ciemności nie będą od ludzkości odwrócone, wszystko, co żyje na ziemi, w tych dniach ciemności zginie. Łaski Miłosierdzia dostąpią jedynie ci, co Boga maja w sercu, żyją według świętych Bożych Przykazań, mają silną wiarę w Trójce Przenajświętszą, w Niepokalana Dziewice Maryję. Tylko oni mogą przetrwać i przez modlitwę, i ofiarę swego cierpienia przetrwają.
Po trzech dniach strasznej nawałnicy, strasznego gniewu Bożego, ciemności będą powoli opuszczały zbolała, opuszczona planetę Ziemie. Widok jej będzie straszny. Będą zgliszcza, same zgliszcza, popioły. Tam, gdzie były góry, będą rozpadliny i gotującą się w nich woda. Tam, gdzie były morza, będą kamienne, błotniste obszary. W tym czasie wszystkie wody będą zatrute i ciemne jak smoła.
Piątego dnia zstąpi z Nieba wielki, święty, majestatyczny Anioł Boży w białych szatach. W dłoni będzie trzymał gałązki hizopu i On to, do wszystkich mórz, rzek i oceanów włoży owe gałązki hizopu i oczyści wody, i znowu gorzka woda zmieni się w słodka, nadająca się  do picia. A woda stanie się jasna, uświęcona mocą Bożego hizopu, i będzie zdrowa, jako napój. W tym czasie nie będzie też drzew i nie będzie żadnej roślinności, tylko nagie skały.”

(Tom I, orędzie nr 71, VI 1985 r.)

Posted in Objawienia | Otagowane: , , | 85 Comments »

Wizje siostry Yvety

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 Marzec 2012


Siostra Yveta jest niemiecka zakonnica. Doznawane przez nią wizje dotyczą naszej

bliższej lub dalszej przyszłości. Wybrane fragmenty Orędzia Jezusa przytaczamy z książki

ks. R. Uklei SDB – Tryumf Kościoła.

 

 

Orędzie Jezusa na czasy ostateczne

 

„…Mój Krzyż, Świetlisty Krzyż, który zajaśnieje na całym Niebie, będzie znakiem dla wszystkich mieszkanców tej ziemi. Dla jednych jako Znak Kary, dla innych jako wewnętrzne Światło i dla niektórych jako znak zwiastujący prędką szczęśliwość. Jest to znak, że ostatnie wydarzenia są bardzo bliskie. Ten Krzyż uświadomi całemu Światu Moje straszne cierpienia. Zwracam wam często uwagę, że nie będę karać bez uprzedzenia. Wszystkim mieszkańcom ziemi dam odpowiedni czas, żeby mogli pojąć właściwe znaczenie Krzyża na niebie. To będzie znak ukazujący bliskie nadejście Bożej Sprawiedliwości Mego Ojca.

Wszyscy ludzie ujrzą ten Krzyż. Nikt nie będzie mógł powiedzieć: „Nie widziałem tego Krzyża”. Przypomni on wszystkim Moje krwawe i haniebne cierpienia na Krzyżu, cierpienia przepełnione Miłością i niosące ratunek wszystkim Moim dzieciom. Dla tych, którzy się nie nawrócą – Krzyż będzie symbolem Sprawiedliwości. Innym przypomni o cierpieniu Boga przynoszącego Miłość, by pobudzić ich do wołania o przebaczenie za grzechy – i w końcu dla pozostałych – stanie się ten Krzyż Znakiem szczęśliwości, Znakiem Miłości, Znakiem pełnym Miłosierdzia i czułości Boga. Wszyscy jednak poznają, nawet ci, którzy Go odrzucają, że ten Krzyż jest Znakiem, który przyniósł im Zbawiciela, przyniósł Zbawienie i przebaczenie oraz to, że Zbawiciel przyjdzie powtórnie, aby wypełnić Swoje obietnice i przynieść wieczną szczęśliwość.

Zaprawdę, powiadam ci Moja córko, że Mój Krzyż będzie jak nigdy przedtem – uznany i czczony. Jest słuszne, aby narzędzie Mego okrutnego Cierpieńia, które przekracza wielkością wszystkie cierpienia, jakie możecie sobie wyobrazić – aby ten Krzyż był czczony, ponieważ dzięki Krzyżowi świat został zbawiony.

Ten Krzyż na niebie przerazi wiele dusz, które nie są wolne od wyrzutów sumienia, gdy inni będą szczęśliwi, to jest ci, którzy dźwigają swoje Krzyże na ziemi, swoje codzienne i zwielokrotnione cierpienia – podobnie jak Ja dźwigałem Mój Krzyż.

Dusze cierpiące będą rozradowane, bo wraz z widokiem Krzyża na niebie zrozumieją, że ich cierpienia się kończą, szczęśliwe dusze osiągające w końcu swój cel, bo ten zwrot w czasie uczyni ich szczęśliwymi. Spoglądajcie w niebo, Moje drogie dzieci, ponieważ z tego nieba nadejdzie wasze szczęście.

2 Wydarzenia

Wydarzenia nie przebiegną tak szybko, jak byście chcieli, ponieważ każda dusza na tej ziemi musi okazać Mi miarę swej miłości, wytrwałości i wszystkich swoich dobrych uczynków. Opóźniłem te wydarzenia końcowe nie dla wydłużenia cierpień Moich dzieci, ale z powodu nieskończonego Mego Miłosierdzia. Po tym cudzie zrozumiecie to, czego nie rozumiecie teraz, ponieważ dostrzegacie tylko to, co jest widzialne dla waszych oczu, a macie zrozumieć właściwy sens wydarzeń.

Sekret fatimski poznacie wszyscy, kiedy nadejdzie oznaczony czas. Słowo FATIMA będzie wypisane ognistymi literami na niebie i będzie widziane przez wszystkich. Wśród wielu nastąpi zamieszanie i strach przed Moim sądzeniem ludzi, które będę sprawować. Przerażenie i panika ogarnie Moich wrogów. Ich upokorzenia wobec wszystkich będą nie do zniesienia. Kpiny z Boga nie mogą pozostać bez kary! Nie może też odrzucanie Mojej Najświętszej Matki, umiłowanej na całą wieczność, obyć się bez ukarania winnych. W godzinie zemsty nad wrogami Mojej Najświętszej Matki, ukochanej Matki Boskiej z Fatimy – nie znajdą oni żadnego usprawiedliwienia przed Moim Sądem. W odpowiedniej godzinie Mój Ojciec uderzy i oni wszyscy zostaną ukarani.

Wyprowadzę Mego umiłowanego sługę – i nastąpi trwoga. Wasza planeta będzie wstrząśnięta od samych fundamentów. Powstaną zmarli i będą straszne burze. Gromy i błyskawice będą przebiegały całą ziemię przepełnioną grzechami. Ludzi ogarnie przerażenie i panika, kiedy Mój Ojciec zarzuci swoje sieci na ziemię. Ludzie doznają takiego strachu, jakiego jeszcze nigdy dotąd nie było, kiedy ujrzą ten wielki chaos w przyrodzie, który wciąż będzie narastał. Jedynie Mój ukochany i odnowiony Kościół, i wszyscy, którzy są z nim złączeni sercem będą – mimo strachu – spoglądać z nadzieją w niebo, z którego zstąpi ku nim szczęście i wyzwolenie. Wszyscy Aniołowie są już na swoich stanowiskach i czekają na ostatni sygnał, by oddzielić dobrych i złych. Ta straszliwa burza, która będzie szaleć nad całym światem, nie dotknie Moich dzieci, bo Ja będę z nimi. Ja jestem Panem burzy i całej przyrody, która zostanie zniszczona. I Ja jestem Panem tych wielkich wydarzeń, które spadną na ziemię”.

Wielki cud

„…będą wysławiać Nowy Dzień Wielkiego Czwartku. Krzyż i Hostia Święta będą nierozdzielne. Wieczorem, w Nowy Wielki Czwartek Mój Świetlisty Krzyż przypomni wszystkim Moją Mękę, Agonię i Moją Boską Eucharystię. Ta Święta Hostia będzie świecić jak Boskie Słońce przed oczami wszystkich mieszkańców ziemi. Bądź szczęśliwa, Moja córko, bo dla ciebie ta godzina będzie pełna szczęścia, podobnie jak dla wielu twoich krewnych i wielu innych dusz, które Mnie oczekują i pojmują, że Mój Wielki Powrót jest w zasięgu ręki. W momencie, kiedy pojawi się Krzyż i Święta Hostia, cały świat pozna, że Ja  przywrócę porządek, jak również to, że przekazałem władzę nad wszystkim Memu umiłowanemu Synowi, z którego tak wielu urządza sobie kpiny.

Jakże wielkie to będzie dla nich upokorzenie, kiedy będą musieli Mnie słuchać, Mnie, na którego patrzyli jak na nędzny przedmiot swej pogardy i kpin! Do tego wielu będzie spośród kleru, zwłaszcza tych wysoko postawionych, którzy będą musieli oddać przed Nim pokłon. Jakże wielkie upokorzenie zachowam dla nich, owych wielkich! Nadchodzi godzina, w której wielu wrogów zostanie rzuconych do stóp Mego umiłowanego Syna i będzie zmuszonych przed Nim skłonić swoje głowy. Pomszczę Mego Syna i wysławię Go dla Jego wierności i Jego miłości” (…).

Wielkie odstępstwo

„Zbyt wiele dusz dzisiaj już nie rozpoznaje ani świadomie, ani podświadomie Chrystusa jako Syna Bożego, ani Boga samego, który przyszedł na ziemię dwa tysiące lat temu. Nawet spośród księży wielu już nie wierzy w Moją Boską obecność w Eucharystii. Wśród znacznej liczby kleru powstają wciąż wątpliwości powodujące wielkie spustoszenie w wierze. Wiele świeckich osób też dochodzi do wniosku, że Chrystus, który poniósł śmierć na Krzyżu, był zwykłym człowiekiem jak inni, że również zmarł, jak inni – dlatego nie mógł być Bogiem i nie mógł zmartwychwstać…

Całe to rozumowanie jest wielkim nieszczęściem obecnych czasów, wielką apostazją, którą nazywacie „modernizmem”. Oznacza ono wyparcie się Syna Bożego, który stał się człowiekiem, aby uratować ludzi dobrej woli od śmierci wiekuistej. To upadek Wiary, Światła i Prawdy na ziemi. Dla wielu stałem się tylko bezbarwną marionetką z zamierzchłych czasów, dla innych prorokiem, po którym pozostały piękne opowieści – i to wszystko. Cóż to się stało ze świętą Skarbnicą prawdziwej Wiary w tym starym Kościele? Wtargnął do niej wróg i zabrał jej część w posiadanie. Ale, aby uchronić Mój Kościół, któremu ja obiecałem, że bramy piekielne go nie zwyciężą, żeby wykonać niepodważalne Prawo Mego Ojca, Jego Słowo i Jego obietnicę wiecznego życia, aby uchronić ten Kościół, który już drży w posadach, uchronić Moje Dziedzictwo, Moje Królestwo, podobnie jak Królestwo Mojej Najświętszej Matki, utworzyłem mały Kościółek, aby rozwijał się prawdziwie i zgodnie z życzeniem Mego Ojca, zgodnie też z Moim Sercem; Kościółek Miłości i Wiary, Kościółek Świętości i Eucharystii. (…).

Krucjata miłości.

Od momentu pojawienia się Mojego Krzyża będę przysyłać Moich ziemskich Aniołów do wszystkich miejsc, żeby przekazywali Moje łaski wszystkim potrzebującym. Ten czas już będzie czasem końca, czasem, który przepowiedzieli Prorocy. Ja poślę tych, którzy będą czynić cuda w Moim Imieniu, w Imieniu Trójcy Przenajświętszej oraz w Imieniu Trzech Wielkich Serc (…). Pojawienie się Krzyża na Niebie w tym tak pogańskim czasie i zepsutym świecie, wierzącym tylko w to, co widzi i co posiada, uznającym wyłącznie naukę, która stała się jego bogiem – spowoduje olbrzymi szok w ich duszach i w świadomości. Ten Krzyż na niebie pozostanie, żeby ludziom nieustannie przypominać, że nie jest on zbiorowym złudzeniem ani jakimś innym astronomicznym zjawiskiem. Dlatego też konieczne będzie wysłanie tych Aniołów, których wybrałem i przygotowałem do tej misji   (…).   Te   miłujące   dusze   przebiegały   ziemię,   niosąc   Moim   biednym   dzieciom niezasłużone łaski. Niektórzy ludzie są na tej ziemi w niekorzystnym położeniu, bo są oni biedni pod każdym względem i bardzo nieszczęśliwi. Przyjdą i odbudują wszystko, co zrujnowane! Wypędzą tego, który jest przyczyną tak wielkiego zła. A ta, na pewien czas nieszczęśliwa planeta, odzyska znowu należne jej miejsce pośród niezliczonych miliardów planet. Ta mała Ziemia jest pierwszą i ona pozostanie pierwszą i jedyną planetą w całym Kosmosie, bo ona posiada ten przywilej, że została przesiąknięta Boską Krwią Stwórcy!

Cud pojawi się nad waszymi głowami i będzie niezbitym dowodem Mojej Miłości i Sprawiedliwości. Ten cud będzie cudem Eucharystycznym, jako że Krzyż i Hostia są nierozdzielne. Świat stanie się jedną rodziną, pełną radości i miłości, miłosierdzia i braterstwa. Stare czasy dojrzały już, aby zniknąć i uczynić drogę dla niespodziewanej Wiecznej Miłości.

Wstrząsnę Ziemią.

Nadeszła godzina, w której ja wstrząsnę Ziemią. O, gdybyś wiedziała, jak Serce Moje, które jest samą Miłością, jest niechętne do wykonania Sądu Mojego Ojca! Ale ten Sąd musi być wykonany! Poprzez Moje rany świat został uratowany, ale ten właśnie świat musi również – tak jak Ja – poznać i przejść przez podobną mękę, zanim otrzyma zmiłowanie i udzielone mu zmartwychwstanie (…).

Straszliwe kary czekają przede wszystkim tych, którzy nie uznają objawień w Fatimie, którzy przeszkadzają w rozszerzaniu prawdy o ujawnianym sekrecie fatimskim. Oczywiście, jeżeli takie dusze poproszą o Moje przebaczenie w ostatniej chwili, to uratuję je, ponieważ jestem nieskończonym Miłosierdziem. Ale ileż łask, ileż Darów i ileż Moich Błogosławieństw stracą oni przez swój własny błąd… Bezlitosne karanie spadnie na ten świat pełen pychy. Mój Ojciec odsłoni swoją Wszechmoc i wszystko powróci do porządku w odnowionych i uświęconych światach. Pocieszę wszystkich, którzy cierpieli. W ostatnich godzinach wasza szczęśliwość będzie doskonała. Wrogowie będą poniżeni bądź pomrą za to, że hańbili Krzyż oraz za to, że ich grzech stał się Moim ciężkim brzemieniem, że przygnębił Mnie – Boga i Stwórcę tej ziemi.

To będzie tryumf, jakiego nie widział świat. Ten Krzyż Prawdy i Światła będzie czczony na wieki, ponieważ na nim Bóg Zbawiciel odkupił całą biedną ludzkość, która dążyła do zguby, słuchając tego, który kiedyś był Aniołem Światłości, ale przez swój niewybaczalny grzech stał się demonem nabrzmiałym pychą, złą wolą i zawiścią (…).

Moje dzieci, jeszcze tylko chwilę cierpliwości. Zbliżacie się już do końca waszych cierpień i do Mojej Godziny. Teraz oczekujcie pierwszego chwalebnego objawienia się Boga Ojca, zwiastującego nadejście Mego sługi, który przyniesie tym, którzy Mnie kochają, początek szczęśliwości na waszej planecie.

Wasza planeta stanie się jedyną, która będzie wysławiana i pełna chwały, ponieważ na tę ziemię przyszedł Syn Boży, aby przelać tu swoją Krew jako Zbawiciel. Ta mała Ziemia, ta wasza planeta, która jest niczym w olbrzymim Kosmosie – stanie się najpiękniejszą i najwspanialszą planetą w cnym wszechświecie! Ta wasza mała Ziemia będzie otoczona Chwałą Świętej Rodziny, która tu żyła i tak wiele wycierpiała dla odkupienia Moich dzieci.

Najświętsza Dziewica i Krzyż

Kiedy pojawi się Świetlisty Krzyż, wypiszę na nim Imię Mojej pokornej Służebnicy. Ten Krzyż będzie wysyłał promienie, które dla niektórych okażą się karą, a innym przyniosą chlubę i uzdrowienie. Wiele osób zostanie tymi promieniami uleczone.

Nagrodzę wiarę Moich dzieci sprawiedliwą miarą, odpowiednią do ich wiary we Mnie i w Moje słowa, odpowiednio do ich życia. Wiara jest wielką łaską, darem Ducha Świętego, koniecznie winniśmy prosić o nią z wielką ufnością. Nigdy nie odtrącę duszy, która prosi Mnie o cnoty – jakie by one nie były.

Moja Najświętsza Matka przybędzie z tym Świetlistym Krzyżem i przyniesie światu Swego Syna, Jezusa, który jest Światłością Świata. W tej szczególnej chwili Ona będzie prezentować ten bolesny i broczący Krwią Krzyż Ojcu Doskonałej Sprawiedliwości i Przebaczenia, aż wielki pokój zstąpi na ziemię. Moja Najświętsza Matka jest również prawdziwą Współodkupicielką i Ona udowodni to wszystkim. Jest Ona Pośredniczką między Boską Sprawiedliwością a Jej dziećmi na ziemi – i to przez ten Krzyż. Ona przynosi Chrystusa Światu, dlatego też przedstawi swego Syna wraz z tym Krzyżem (…).

Mój Krzyż, z którego w ciągu stuleci tak wielu robiło i robi sobie kpiny, będzie Pięknem, Chwałą i Światłem na niebie. Z jego powodu będą dziać się cuda. Wszystkich niewierzących ogarnie przerażenie i zgroza. Agitacja na ziemi osiągnie swój szczyt. Strach wywołają te wszystkie zjawiska, których aż po dziś dzień nie widziało żadne oko. Natomiast w całym Moim Kościele rozlegnie się hymn radości i dziękczynienia dla Mnie, bo Moje dzieci w końcu uświadomią sobie znaczenie Mojego znaku na Niebie i zapanuje wielka radość.

Skutki ukazania się Krzyża

Czasy, w których żyjecie, a ściślej – godziny, są historyczne, ponieważ są to ostatnie chwile przed pojawieniem się cudu Krzyża. To są już ostatnie chwile cierpień. Ten czas za chwilę przeminie. Rozpocznie się panowanie – Magnificat wraz z panowaniem Ducha Świętego, a Mój Opiekun, Św. Józef, rozpocznie nową misję.

Trzy Święte Serca staną się rękojmią największego szczęścia Moich biednych i nieszczęśliwych dzieci, które będą patrzeć na Mój Świetlisty Krzyż, miłując Mnie i oddając Mi cześć. Jeżeli pokornie będą prosić o uleczenie, zostaną natychmiast uleczone. Pamiętajcie o wężu, którego Mojżesz utworzył i wywyższył. Wszyscy, którzy spojrzeli na niego z wiarą i ufnością, byli uratowani. Teraz będzie podobnie. Świetlisty Krzyż będzie miał tę samą moc leczenia dobrych ludzi.

Sąd Boży.

Świat, który zgodził się na usunięcie Moich Tabernakulów z Ołtarzy, naśladuje tłuszczę, która nie okazała serca Moim łzom na Kalwarii i w czasie pochowania Mego Ciała. Potężne pioruny w dzień Sądu Bożego spowodują, że cały świat padnie na ziemię, tak jak Ja upadłem w drodze na Kalwarię. Ludzkość rozpozna tę godzinę, w której zda swój rachunek. Jakże wielu załamanych, zmiażdżonych i umierających z głodu padnie wówczas na ziemię. Ze Mną odżyjecie ponownie! Zostaniecie napełnieni Duchem Świętym! Będziecie nieść waszym braciom Ewangelię Świętą, owo źródło doczesnych i duchowych dóbr. Tak wiele sanktuariów przestało już być uświęconymi przybytkami, bo stały się miejscami, gdzie Ja jestem znieważany. Wyświęceni przeze Mnie kapłani stali się chciwi, a wielu książąt Kościoła składa hołd postępowi, doprowadzając swoje diecezje do ruiny.

Gdzież jest pobożność Moich prawdziwych czcicieli, gdzie się podziała cisza i bojaźń Boża, gdzie są święci? Dlatego zniszczę ten zepsuty świat, tych pasterzy, tę ”sól ziemi”, która zwietrzała i trzeba ją wyrzucić, i podeptać, gdyż już do niczego się nie nadaje. Idźcie więc dalej, apostołowie i głoście Moją Ewangelię. Brońcie Moich Praw i Mojej Czci. Przygotowujcie świat na sąd. Bądźcie ze Mną, stańcie się świętymi pasterzami w jednej i uniwersalnej Owczarni Najświętszej Trójcy. To jest już ostatnia godzina: tysiące kościołów zamknięto i zniszczono i zdeprawiono! A teraz Moi wyświęceni prześladują Mnie! Już czas najwyższy, aby Mój Kościół zatryumfował. Ja zostanę ogłoszony Prawdziwym i Wiecznym Kapłanem, gdyż byłem Nim i jestem w wieczności. Świat stworzony przez Boga, odkupiony przeze Mnie, będzie przemieniony przez Ducha Świętego i zasypany Niebiańskimi Darami. Pociągnę wszystkich ku sobie. Mój Krzyż was zbawi!

Jakże przepiękne będzie to Królestwo! Jakie będzie szczęście Moich wybranych, którzy zaznali najprzeróżniejszych cierpień na tej biednej ziemi. Moje umiłowane dzieci, będziecie przechodzić ze szczęśliwości ku wyższej szczęśliwości i nie będzie końca tego szczęścia, które was oczekuje.

Przybywam! – Dlaczego Moje dzieci się zmartwione? Czyż Ja nie wiem o wszystkich waszych prośbach, cierpieniach, bólach i lękach?  Przecież przychodzę, by was uratować! Moje przyjście jest wyraźnym dowodem Mojej Miłości do was – Miłości pełnej i czułej, jak i pełnej współczucia dla wszystkich Moich cierpiących dzieci. Przygotujcie się, ponieważ nadchodzę, by uratować was z mocy szatana i całego piekła, zjednoczonego przeciw wam. Ten tryumf jest tryumfem końca, tryumfem całego Kościoła (…). To będzie również wielkie zwycięstwo Mojej Najświętszej Matki
(…).

Apokaliptyczna wizja

Powstanie wielka panika wśród wszystkich mieszkańców ziemi, ponieważ wszystkie morza wzburzą się i jednocześnie zapali się powietrze. Przerażenie ogarnie wszystkich Moich wrogów, niewierzących, bezbożnych, którzy uważają się za silnych i wysoko postawionych, którzy albo nie chcą nic wiedzieć o Bogu, albo twierdzili, że Boga nie ma i nie może istnieć. Aż ujrzą przebieg ostatnich wydarzeń i ich koniec. Jaka przerażająca panika powstanie, gdy ci, którzy zaprzeczyli prawdzie o zmartwychwstaniu, ujrzą umarłych wychodzących z grobów. Jakiż chaos powstanie na ziemi! Strach nie do opisania dotknie wszystkich wrogów Mojego Ojca. Gdzie się podzieje ich wyniosłość w tej godzinie? Przeraźliwe jęki nad jękami będą dochodziły ze wszystkich stron, a pośród ogólnego zamieszania będą ginąć w całej grozie rozszalałej wody i ognia, które pochłoną wszystko, co ma być unicestwione! Ta przerażająca wizja została już przepowiedziana, to wizja z Apokalipsy. Tak, tak to jest godzina nadejścia Gniewu i Sprawiedliwości Boga, Mego Ojca. To jest Boża Sprawiedliwość, która łączy się z pojawieniem się Mojego bezmiernego Miłosierdzia. To jest wielka Sprawiedliwość i Prawda, które doprowadzają do tych przemian dla szczęścia Moich dzieci, tak jak po straszliwym sztormie ponownie pojawi się słońce”.

 

Źródło  http://polskiesm.pl/Dokumenty/22_Dokad_idziesz_czlowieku/06_WIARA/17_Wizje_siostry_Yvety.pdf

Posted in Objawienia | Otagowane: , | 140 Comments »

PRZYJMOWANIE SAKRAMENTÓW JEST DAREMNE, JEŚLI BRAKUJE MIŁOŚCI

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 Marzec 2012


Maria Valtorta

POEMAT BOGA CZŁOWIEKA

Napisane 20 i 21 sierpnia 1944. A, 3363-3372

Mówi Jezus:

«To jest specjalnie dla ciebie, duszo, która płaczesz, patrząc na minione krzyże i nadchodzące chmury. Ojciec będzie miał zawsze chleb, żeby go włożyć w twoją dłoń, i gniazdo, żeby przyjąć Swą turkaweczkę zalaną łzami.

Dla wszystkich jest to pouczenie, że Ja potrafię być “Panem” sprawiedliwym. Nie oszukuje się Mnie jednak i nie schlebia Mi się kłamliwym szacunkiem. Kto zamyka serce przed bratem, zamyka serce przed Bogiem, a Bóg – przed nim.

To pierwsze przykazanie, o ludzie: Miłość i miłość. Kto nie kocha, ten kłamie wyznając, że jest chrześcijaninem. Daremne jest przyjmowanie sakramentów i [udział] w obrzędach, bezużyteczna modlitwa, jeśli brak miłości. Stają się formułkami, a nawetświętokradztwami. Jak możecie przychodzić do Chleba wiecznego i sycić się, gdy odmówiliście chleba głodnemu? Czy wasz chleb jest cenniejszy niż Mój? Bardziej święty? O, obłudnicy! Ja nie stawiam ograniczeń, dając Siebie waszej nędzy. A wy – wy, którzy jesteście nędzą – nie macie litości nad nędzami, które w oczach Boga nie są tak ohydne, jak wasze. To bowiem są nieszczęścia, wasze zaś [nędze] – są grzechem. Zbyt często mówicie: “Panie, Panie”, żebym okazał życzliwość waszym sprawom. Nie mówicie jednak tego z miłości do bliźniego. Nie czynicie jednak nic w Imię Pana dla bliźniego.

Zobaczcie, co dała wam – waszym społecznościom i jednostkom – wasza zakłamana religia i prawdziwy brak miłości. Opuszczenie przez Boga. Pan powróci jednak, kiedy będziecie kochali, jak Ja o tym pouczyłem. Do was jednak, mała trzódko – do tych, którzy cierpią, będąc dobrymi – mówię: “Nigdy nie jesteście sierotami. Nigdy nie jesteście opuszczeni. Najpierw musiałby Bóg przestać istnieć, żeby miało zabraknąć Opatrzności Jego dzieciom. Wyciągnijcie rękę, bo Ojciec daje wam wszystko jak ‘ojciec’, to znaczy z miłością, która nie poniża. Otrzyjcie łzy. Biorę was i niosę, bo lituję się nad waszą słabością”. Najbardziej umiłowanym ze stworzeń jest człowiek. Czy zamierzacie wątpić, [sądząc,] że Ojciec będzie miał więcej litości nad ptakiem niż nad wiernym [Mu] człowiekiem? Człowiekiem wiernym… Bóg jest przecież pobłażliwy nawet wobec grzesznika i daje mu czas i możliwość przyjścia do Niego. O! Gdyby świat zrozumiał, kim jest Bóg!

Idź w pokoju, Mario. Jesteś Mi droga jak dwoje sierot, które widziałaś, i jeszcze bardziej. Idź w pokoju. Ja jestem z tobą.»

Jezus mówi:

«Kiedy ujawniam przed tobą nieznane wydarzenia z Mojego życia publicznego, już słyszę chór skrupulatnych doktorów, którzy mówią: “O tym przecież nie ma mowy w Ewangelii. Jakże ona może powiedzieć: ‘Widziałam to’?” Odpowiadam im słowami z Ewangelii:

“Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości.” – mówi Mateusz. [por. Mt 9,35]

I jeszcze: “Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niwidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię.” [por. Mt 11,4-5]

“Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły… A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego.” [por. Mt 11,21-23]

A Marek [mówi]: “…szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu… szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o Jego wielkich czynach…” [por. Mk 3,7-8]

A Łukasz: “Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości…” [por. Łk 8,1-2]

Mój Jan pisze: “Potem Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali….” [por. J 6,1-2]

A ponieważ Jan obecny był przy wszystkich cudach – jakakolwiek była ich natura – których dokonałem w okresie trzech lat, Umiłowany daje o Mnie świadectwo bez miary: “Ten właśnie uczeń, który widział te sprawy, opisał je. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe. Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać.” [por. J 21,24-25]

A zatem? Co powiedzą teraz ci podchwytliwi uczeni?

Ona zdjęła z Moich ramion Mój Krzyż i wzięła go na siebie, gdyż Mnie kocha do tego stopnia, że woli raczej umrzeć niż wiedzieć, że jestem strapiony. Czyż więc wy chcecie czynić zarzuty Mojej dobroci, dlatego że pragnie ulżyć jednej [z osób] kochających Mnie, które niosą dla was Mój Krzyż, i dlatego że Moja Dobroć daje poznać wydarzenia Swej posługi, pragnąc obudzić was z letargu, w którym umieracie? Naprawdę nie zasługujecie na ten dar udzielony wam przez Zbawiciela dla wyprowadzenia was z niezdrowych, duszących was wyziewów. Ponieważ jednak wam go udzielam, przyjmijcie go i wstańcie. To nowe nuty w chórze, które wyśpiewują Moją Ewangelię. Niech służą przynajmniej obudzeniu waszej uwagi. Dotąd pozostawała ona uśpiona nawet wobec wydarzeń znanych z Ewangelii, którą czytacie tak źle i nieobecni duchem. Chyba nie myślicie, że w czasie trzech lat uczyniłem tylko tych niewiele cudów, opowiedzianych [w Ewangelii]? Czy macie zamiar myśleć, że została uzdrowiona ta mała liczba kobiet, które są przytoczone, lub że cuda, o których napisano, są jedynymi, jakie zostały dokonane? Skoro cień Piotra służył do uzdrowienia, czegóż musiał dokonywać Mój cień? A Mój oddech? Moje spojrzenie? Czy pamiętacie [co mówiła sobie] niewiasta chora na krwotok? “Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa.”[por. Mt 9,21] I tak się stało. Moc cudotwórcza stale wychodziła ze Mnie. Przyszedłem, żeby doprowadzić do Boga i otworzyć zapory Miłości, zamknięte od dnia grzechu. Przez wieki fale [tamowanej] miłości wylewały się na mały świat Palestyny: cała miłość Boga do człowieka, która w końcu mogła się rozszerzyć, jak On tego pragnął, by ocalić ludzi najpierw przez Miłość, zanim to uczynił przez Krew.

Powiecie Mi może: “Dlaczego [otrzymuje to Maria], ktoś tak mizerny”? Odpowiem wam wtedy, gdy ta – którą wy pogardzacie, a którą Ja kocham – będzie mniej wyczerpana. Zasługiwalibyście na milczenie, które zachowałem przed Herodem. Ja jednak usiłuję was ocalić – was, których pycha czyni najtrudniejszymi do przekonania.»

 

21 sierpnia 1944. Jezus mówi:

«Odpowiem wam słowami apostoła Pawła: “Niezbędne są dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze; a te, które uważamy za mało godne szacunku, tym większymi okrywamy ozdobami. Tak przeto szczególnie się troszczymy o przyzwoitość wstydliwych członków ciała, a te, które nie należą do wstydliwych, nie potrzebują takiej uwagi. Bóg tak obecnie ukształtował nasze ciało, że zyskały więcej szacunku członki z natury mało godne czci.”

Sądzicie może, że [Maria –] ten “mały głos” uważa siebie za coś wielkiego? Gdybyście ją zapytali, odpowiedziałaby wam: “Jestem członkiem najsłabszym i najmniej godnym szacunku w Ciele Chrystusa”. Odpowiedziałaby wam naprawdę szczerze. Wy jednak nie uwierzylibyście jej, każdy bowiem przykłada do innych własną miarę. Wy też – bez pokory i szczerości – mówicie: “Jestem zły”, żeby usłyszeć, jak [wam zaprzeczają i] mówią: “Ależ nie, jesteś bardzo dobry!”. I tak wyniośle myślicie o sobie. A gdy ktoś jest szczery i przyznaje wam jedynie odrobinę dobroci lub wcale – milknąc z miłości i nie chwaląc was z prawości – wpadacie w gniew przeciw niemu. Nienawidzicie go, bo was nie pochwalił. Tak samo nie potraficie też pomyśleć, że ona jest szczera. Ja jednak – Ja, który czytam w jej myśli i widzę wnętrze jej serca – wiem, czy jest w niej lub nie ma takiej myśli o sobie samej. Ileż razy w rozmowach tej duszy z Bogiem rozbrzmiewały słowa skierowane do Boga i oświadczające: “Jakże mogłeś, Panie, wziąć mnie – tę, która nic nie jest warta, która tak Ci uchybiała i jeszcze nadal tak bardzo Ci uchybia?” Zdaje się też wątpić we Mnie, gdyż wydaje się jej niemożliwe, że to Ja wybrałem ją do tej misji.

Uważa siebie za słabą, bardzo słabą. Jeśli porównamy ją z Doskonałością, ona jest słabsza niż włos noworodka. Uważa siebie za podłą. Jeśli porównamy ją z Bogiem, jest czymś mniejszym niż robak zrodzony w ziemi. Ma jednak jedną siłę: całkowitą miłość. Kiedy ofiarowuje coś lub kiedy daje siebie, nigdy nie myśli o sobie lub o korzyści, którą może otrzymać od innych. Myśli tylko, żeby przypodobać się Mnie samemu, być użyteczną dla Mnie samego, nawet stając się z tego powodu niemiłą dla świata. Doszła do znienawidzenia siebie jako ciała tą świętą nienawiścią, o której Ja pouczałem, mówiąc: “Ten, kto będzie chciał ocalić swe życie (ziemskie), straci je (a nawet życie wieczne). A kto dla Mojej miłości je straci, odnajdzie je.” To święta nienawiść kogoś, kto pojął Słowo! To z powodu tej miłości, przewyższającej [jej] słabości, wybrałem ją.

Pewnego dnia wziąłem dziecko i postawiłem je przed Moimi apostołami, dając im je za wzór, ponieważ dziecko kocha wszystkimi swoimi siłami i nie ma pysznych myśli. Małe dziecko, całkiem małe. Nasienie bowiem szatana daje jako pierwszy kłos pychę i rozkwita, gdy ziarno ledwie wychyli swą łodygę z matczynego łona. Następnie wyrasta drugi kłoszmysłowości; trzeci – pragnienia władzy, mocy albo pieniędzy. Pierwszym jednak kłosem jest zawsze pycha. Wychodzi ona z warg, które ledwie zapomniały słodycz matczynego mleka.

Pragnę, by Moi uczniowie byli całkiem mali, jak dzieci, żebym im dawał słowa życia. Jaki piękny był to widok, kiedy dzieci przychodziły do Mnie z małymi rączkami pełnymi kwiatów i mówiły: “Masz”. Potem uciekały ze śmiechem, żeby przyjść znowu z innymi kwiatkami. Miłosna zabawa. Ufne, szczere, czułe… małe dzieci. Pragnę ich w świecie, żeby świat uświęcić. Niewinność, która przechodzi i żyje pośród was, nie posiada mocy, by was uczynić lepszymi. A przecież powinna to [umieć zrobić]. Niewinny bowiem jest bytem z Nieba, istotą, z której wydobywa się czystość i pokój. [To istota] mówiąca bez słów o Bogu, który ją stworzył; narzuca, nie odzywając się, szacunek wobec tego, co należy do Boga. Błaga o litość i miłość dla swej młodości, o to, żeby jej nie kalać, dla swej słabości, którą trzeba kochać.

To kwiat bliźnich. Kwiatem jest też chory i ten, który cierpi. Pierwszy jest kwiatem śnieżnobiałym. Dwa inne – czerwonym i fioletowym. Te kwiaty powinniście kochać miłością szczególną pośród bliźnich, których trzeba kochać. [One istnieją, gdyż] Niewinność niewinnych z powodu swego wieku nie wystarcza [żeby was zmienić na lepsze]. Dlatego stworzyłem dzieci duchowe: posiadające Wiedzę wlaną, jakiej wy nie macie; pokorne, proste, ufne i szczere jak małe dzieci. One z uśmiechem stawiają pierwsze kroki i wiedząto wiedzą że bez matki upadną. Nigdy jej więc nie puszczają.

Ona [- Maria] – tak samo jak te dzieci – nigdy Mnie nie puszcza. Dlatego właśnie jej oraz tym, którzy są jak ona, członkom słabym (takimi wam się wydają), członkom niegodnym (takimi wam się wydają), dawane jest to, co nie jest wam udzielane. W Ciele mistycznym to właśnie te członki – wzgardzone przez świat pysznych – są najbardziej aktywne. Palec nie jest mózgiem. Cóż jednak można uczynić bez palców? Nie moglibyście wykonać nawet najprostszych i najpokorniejszych działań. Bylibyście jak noworodek w pieluchach, który nawet nie może ująć sutka, żeby mieć pokarm, jeśli matka nie włoży mu go do ust. Nawet gdybyście byli bardzo wykształceni i bardzo inteligentni, nie bylibyście zdolni umieścić na papierze myśli waszego mózgu.

Tak samo jest z nią. To palec… Temu małemu członkowi zleciłem jednak misję wskazania wam Światła i przypomnienia wam Światła: tego Światła, które chce was oświecić, o lampy kopcące oparami racjonalizmu lub gasnące z niezliczonych przyczyn: od braku miłości po pieniądze, od pieniędzy po zmysłowość, od zmysłowości po nienawiść. Zatem: na kolana. Nie przed “małym głosem”, lecz przed Słowem, które mówi. “Mały głos” powtarza słowa. Jest narzędziem swego Boga. Uwielbiajcie Pana, który mówiPana. “Mały głos” jest anonimowy. Chcę, żeby była ukryta przed światem. Później zostanie poznana. Teraz jest tylko “głosem”. Ona niesie Mój Głos. Jej zaszczytem jest jej męczeństwo, gdyż wszelkie wybranie Boże jest ukrzyżowaniem siebie.

Nie proszę was nawet o to, byście ją kochali. Ja jej wystarczę i ona nie prosi o nic więcej. Chcę jednak, żebyście ją zostawili w spokoju i szanowali, jak powinniście szanować to, czym posługuje się Bóg.»

Źródło: Vox domini

Posted in Inne Orędzia, Objawienia | Otagowane: , | 12 Comments »

Oświetlenie duszy a Wielki Post

Posted by Dzieckonmp w dniu 21 Marzec 2012


Okres Wielkiego Postu, to czas, aby odnowić nasze życie duchowe i ofiarować dary miłości  naszemu Bogu. Nie ma lepszego daru niż  refleksja nad naszymi duszami, przyglądnięcie się gdzie obecnie się znajdują w świetle wyroków Bożych. Na pewno nastąpi w krótkim czasie wydarzenie, które jest zapowiadane przez  tak wiele przepowiedni i ostrzeżeń udzielonych przez różnych świętych, jasnowidzów i proroków od wieków, gdzie każda żywa istota zobaczy swą dusze dokładnie tak, jak Bóg ją widzi, tzn. że wszystko dobre i wszystko złe zgromadzone w życiu do tej pory będziemy mogli sami zobaczyć.

Według wielu źródeł które udokumentowały doświadczenia bliskiej śmierci, podobne wydarzenie dzieje się w chwili śmierci, a dla nas żyjących w obecnym  czasie, wydarzenie takie wystąpi na całym świecie i dotyczyć będzie każdej żywej istoty, to nastąpi  niespodziewanie i wszyscy doświadczymy dokładnie takiej samej łaski. Różnica między nami a tymi co umierają będzie polegała na tym, że my będziemy mieli pełną i niezaprzeczalną wiedzę o rzeczywistości Boga i swobodny wybór woli, by coś z tym zrobić.

Ta święta łaska objawienia przed którą staniemy aby poznać wyroki Boże została generalnie nazwana „Ostrzeżenie” lub „Oświetlenie duszy”. Jakkolwiek  zechcemy to wydarzenie nazwać, to nie ma większego znaczenia, możemy tylko wiedzieć że to wydarzenie jest również jednym  z dziesięciu tajemnic Matki Bożej jakie przekazała wizjonerom z Medziugorje. Wiemy że widzący stwierdzili,  że jedna z trzech pierwszych  tajemnic będzie dotyczyła takiego ostrzeżenia, że nastąpi gdy zakończą się objawienia i będzie dowodem na to że objawienia w Medjugorje pochodziły od Boga. Pierwsze trzy tajemnice są w rzeczywistości ostrzeżeniami.

Oświetlenie duszy będzie jak duchowy big band , które ujawni każdej osobie, na jakiej ścieżce i na jakim kursie się znajduje: ścieżka do potępienia lub ścieżka do zbawienia. Człowiek w swoim rodzaju będzie mieć wolną wolę do decydowania albo iść drogą do Boga lub ścieżką do szatana. Niestety, jak Błogosławiona Dziewica Maryja stwierdziła w swoich komunikatach do różnych widzących, niektórzy będą nadal podążać drogą ku potępieniu, nawet jeśli dzięki temu ostrzeżeniu będą wiedzieć, bez wątpliwości, że Bóg istnieje i kocha każde stworzenie.

Wiarygodność Oświetlenia Duszy (lub ostrzeżenie) potwierdziło  wiele nadprzyrodzonych objawień. Zostało ono przepowiedziane św Katarzynie Laboure w 1830 roku (przy Rue du Bac w Paryżu, we Francji które jest miejscem  Cudownego Medalika), św Faustynie Kowalskiej w 1930 roku która otrzymała orędzie Miłosierdzia Bożego  oraz czterem młodym widzącym z Garabandal w Hiszpanii, którym Matka Boża objawiła się wiele razy od 1961-1965. Inni wizjonerzy od tamtego czasu mówią o ostrzeżeniu i istnieje ogólna zgoda, że w wyniku takiego zdarzenia, miliony grzeszników okaże skruchę i zostanie przywróconych do łaski. Po  30 latach codziennych objawień w Medziugorju i tysiącach orędzi z  zaproszeniem do nawrócenia teraz, bitwa pomiędzy dobrem a złem jest bardziej naoczna  niż kiedykolwiek wcześniej.

Według widzących z Garabandal, w terminie jednego roku od ostrzeżenia (oświetlenia), zdarzy się wielki cud, na niebie pojawi się ponad Garabandal  znak, który ich zdaniem można będzie zobaczyć i fotografować, ale nie będzie można dotknąć. Takie samo wydarzenie zostało zapowiedziane przez wizjonerów z Medziugorja. Stały znak ma być pozostawiony na Podbrdo czyli miejscu gdzie zaczęły się objawienia. W Garabandal, tego znaku nie można dotknąć, to znaczy, że fizycznie nie można dotknąć, albo że nie może  być dotykany? Nie wiemy tego dokładnie.

W Medjugorje ten stały znak, mówią, że jest  trzecią tajemnicą z Medziugorja. Idąc o krok dalej analizując informacje z Medjugorje, że Królowa Pokoju powiedziała, że  Pierwszą tajemnicą, będzie wielki przewrót gdzieś w świecie. Nie ma w objawieniach dokładnie określone, czy to będzie geograficzne, polityczne lub jakieś  inne wydarzenie. Niezależnie od tego, co to będzie są słowa że dusze nie będą już w stanie nawrócić się do Boga w tym czasie, bo będzie już za późno.

Z taka wiedzą podaną i zweryfikowaną tak wiele razy, nasza reakcja na podstawie wiary i potwierdzonych wiadomości z Medjugorje, powinna być jednoznaczna i kierować nas do pokuty. Skrucha i natychmiastowy powrót na drogę Boga najlepiej jak tylko potrafimy. Powinniśmy okazać żal i mieć wyrzuty sumienia.

Dlatego Wielki Post jest czasem, aby dokładnie rozpoznać to, czy stoimy teraz  na ścieżce do Boga, nie czekając na to przerażające wydarzenie Oświetlenia duszy, że może potem, oczywiście, coś z sobą zrobimy.

Według dużej liczby dusz, które doświadczyły bliskiej śmierci, które widziały w swoich wyrokach jak wiele małych lekceważących spraw dotykających innych słowem, myślą i czynem, było aktami w stosunku do innych mającymi wielką wagę. Część spraw, które uznawaliśmy za najbardziej banalne okazały się bardzo wielkimi. Jak jedna kobieta, która doświadczyła bliskiej śmierci mówiąc, że widziała jak każde miłe słowo lub działanie tworzyło światło, które okrążało świat, a każde negatywne jedno słowo robiło odwrotnie.

Wielki katolicki teolog nazwany Ojciec Reginald Garrigou-Lagrange’a napisał kiedyś, że „w momencie oddzielenia duszy od ciała wie się o wszystkich jej zaletach i wadach. Widzi się jej stan bez żadnego błędu, widzi się wszystko, co ta dusza myślała, pragnęła , powiedziała, i robiła, zarówno w wszelkie dobro jak i zło „. Cała przeszłość,  jest postrzegana jak „w pigułce”. To właśnie ci, którzy zostali uznani za zmarłych, ale potem w cudowny sposób ożyli to nam potwierdzają i głoszą.

Matka Boża nam powiedziała, tak wiele razy w swoich orędziach do nas w Medjugorje, nie czekajcie na tajemnice przed podjęciem decyzji o zmianie swojego życia tylko podążajcie za Bogiem. Zróbcie to teraz.

Wielki Post to czas, aby rozpocząć zmiany.

Niech pokój, łaska i miłość Jezusa  będzie w każdym z nas.

 

 

Posted in Apokalipsa, Medziugorje, Objawienia, Orędzia Ostrzeżenie, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 147 Comments »

ks. Adam Skwarczyński odpowiada: dlaczego w jego książce WEJDŹ DO RADOŚCI znalazły się teksty Mieczysławy Kordas.

Posted by Dzieckonmp w dniu 18 Marzec 2012


Otrzymałem list, w którym moja znajoma, zainspirowana broszurą ks. Kiersztyna „Czas zwodzenia”, ubolewa nad faktem, że w mojej książce „Wejdź do radości” znalazły się niektóre „orędzia” p. Mieczysławy Kordas. Oto moja odpowiedź:

– jeszcze 3 lata temu, gdy pisałem książkę, błędy szerzone dzisiaj przez p. Kordas nie były widoczne. To był czas przełomu, od tamtej pory wszystko u niej zaczęło się gwałtownie staczać w złym kierunku. Gdyby moja praca redakcyjna zakończyła się później, na pewno bym tych tekstów nie zamieścił.

– Pamiętam, że zamieszczenie „orędzi” już wtedy budziło we mnie pewien opór, nie chciałem jednak całkiem spostponować (pominąć) osoby, z którą od lat byliśmy w kontakcie – spotykaliśmy się w Polsce, mieszkając blisko siebie. Często, przez pocztę i telefon, dzieliła się ze mną swoimi przeżyciami za granicą. Wzmianka o stronie i wyselekcjonowane fragmenty miały więc stanowić wobec niej swego rodzaju „przyzwoitkę”.

– Zamieściłem jej teksty, zawierające drastyczne zapowiedzi kar, i to nawet z podaniem daty. Często przysyłała mi „przynaglenia Pana Jezusa”: do czerwca 2010 musi absolutnie opuścić USA, bo potem już nigdy nie wyjedzie – nie będzie żadnego transportu, wszystko „padnie”. Pisała to z tak wielkim przekonaniem, że i mnie się ono udzieliło. Pomyślałem: gdy przeczytają to Polacy za granicą, może się uratują z tych „kar”? Lepiej więc ich ostrzec! Pani Kordas rzeczywiście w podanym terminie wróciła do Polski, jednak… „Pan Jezus” odwołał karę (!) i już na jesieni mogła pojechać do USA, gdzie mieszka do dzisiaj.

– Już we wstępie do cytatów z jej strony zgłosiłem swoje delikatne zastrzeżenia: „Na stronie zamieszcza bardzo różnorodne teksty: listy, własne przemyślenia i apele, ale także słowa, przypisywane Panu Jezusowi (twierdzi, że odczytuje Jego słowa, widzi Go oczyma serca, jednak stałego kierownika duchowego, rozeznającego jej charyzmat, nie posiada)”.

– Przyznaję się do tego, że początek jej strony zawiera obszerne teksty, przeze mnie przejrzane i skorygowane. Brzmiały one tak pięknie i przekonywająco – zwłaszcza opisy historii jej życia i pierwszych „spotkań z Panem Jezusem” – że nie tylko nie budziły moich wątpliwości, lecz wprost przeciwnie: wdzięczność wobec Boga za „dar-charyzmat”. Do dzisiaj nie wiem, czy były to tylko mylące pozory, czy prawdziwy charyzmat, który został zaprzepaszczony…

Źródło: blog promyczka

Posted in Ciekawe, Objawienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 72 Comments »

Papież Jan Paweł II, Medjugorje i Tajemniczy zamach w Fatimie Portugalii

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 Marzec 2012


Czytając wczorajsze komentarze zarzucające pochodzenie diabelskie Medjugorje podzielę się refleksją na temat tych objawień – bynajmniej jest to nie małe, ani łatwe, zadanie – Ten artykuł mam nadzieję, rzuci światło na pewien fakt na temat Madonny z Medjugorje: Maj 13 dzień  1982 roku, kiedy to miał miejsce mało znany  zamach na życie Jana Pawła II. Nie wszyscy wiedzą że  Matka Boża z Medziugorje  zapowiedziała uratowanie życia Ojcu Świętemu.

 

W ostatnim czasie różne raporty z Rzymu podkreślają związek między Janem Pawłem II a Medjugorje; Z faktu, że Jan Paweł II czcił Dziewicę z Civitavecchia  w tej słynnej figurce  z Medziugorje  która płakała krwawymi łzami, ten fakt, postulator kanonizacji Jana Pawła II ksiądz Sławomir Oder potwierdza w swojej książce   Dlaczego On jest Święty. Pisze w tej książce  że Jan Paweł II umiłował Medjugorje. Zdaniem ks. Odera Jan -Paweł II miał powiedzieć: „Gdybym nie był Papieżem, dawno bym pojechał do Medjugorje”, „Medjugorje to centrum duchowe świata”. Połączenie między Janem Pawłem II i Medjugorje trwa nawet głębiej. Niewiele osób wie, że to połączenie może być odpowiedzialne za uratowanie życia Jana Pawła II w 1982 roku, jeden rok po rozpoczęciu objawień.
Prawie każdy zna zamach na życie Jana Pawła II, który miał miejsce na Placu Świętego Piotra w Watykanie 13 maja 1981 roku, z rąk Mehmeta Ali Agcy  tureckiego zamachowca, który strzelał do polskiego Papieża. Ale mało ludzi, w tym wielu wykształconych katolików, wie, że dokładnie jeden rok później – 13 maja 1982 – odbyła się druga próba zamachu na życie Jana Pawła II która miała miejsce, tym razem w Fatimie, w Portugalii, z rąk hiszpańskiego księdza: ks. Juan Maria Fernandez Krohn y, reakcyjnego tradycjonalisty, który został wyświęcony przez Bractwa Świętego Piusa X.

 

Papież udał się do Fatimy, w ten dzień, w pielgrzymce, aby podziękować Matce Boskiej za uratowanie życia który miał miejsce rok wcześniej. Jednak, to co nie było szeroko relacjonowane, że w tej pielgrzymce w Fatimie Jan Paweł II został niemal zabity. Juan Maria Fernandez Krohn y był w stanie przeniknąć przez tłumy i dotrzeć do papieża, i zamachnął się  na Jana Pawła II z bagnetem, raniąc Papieża dobitnie aż polała się krew. Opublikowanie  światu  tej potężnej  ranie jaką zadano Ojcu Świętemu została ujawniona przez kardynała Stanisława Dziwisza, wieloletniego przyjaciela Jana Pawła II i sekretarza, dopiero 10 lat później w swoich wspomnieniach. Co ciekawe, tego samego dnia, 13 maja 1982 roku, kiedy to druga próba zamachu na życie Jana Pawła II miała miejsce,  Matka Boża z Medziugorje powiedziała wizjonerom: „Jego wrogowie próbowali go zabić, ale ja go ochroniłam. ” Co jest również godne uwagi to to, że tego samego dnia, tuż przed zamachem na życie Papieża, Matka Boża zaprosiła wszystkich o specjalne modlitwy w Medziugorju.

 

Czy Madonna z Medjugorje  uratowała życie Papieża Jana Pawła II w Fatimie, w Portugalii, w 1982 roku?

 

Jan Paweł II miał własne zdanie w tej sprawie. Jan Paweł II, był długoletnim przyjacielem i powiernikiem, bp Pavol Hnilicy. W czasie rozmów z nim często nawiązywał do Medjugorje jako kontynuacji Fatimy. Według biskupa Hnilicy, odbyło się spotkanie między nim a   Papieżem Janem Pawłem II w letniej rezydencji papieża, Castel Gandolfo, w 1984 roku, w którym Jan Paweł wyjaśnił: „Medjugorje jest kontynuacją, i rozszerzeniem Fatimy”.

 

Powszechnie wiadomo, że polski papież przypisuje Matki Bożej Fatimskiej  uratowanie życia 13 maja 1981 r. na Placu Świętego Piotra. Jeśli Medjugorje, według Papieża, jest kontynuacją i rozszerzeniem  Fatimy, to nie byłoby nic dziwnego, że Matka Boża wkroczyła w  kolejny raz rok później, aby uratować życie ukochanego papieża.

10 lat później tak oto Jan Paweł II mówi do o.Jozo Zovko

 Jan Paweł II skierował do o. Jozo Zovko, w czasie jego wizyty w Rzymie 20 lipca 1992 r następujące słowa: „Troszczcie się o Medziugorje, chrońcie Medziugorje, nie zniechęcajcie się, wytrwajcie. Odwagi, jestem z wami. Brońcie Medziugorja, idźcie za jego wskazaniami.”

No i bardzo smutne że ludzie się wypowiadają jako znawcy tematu a do dziś nie przeczytali książki Antonio Socci ” Tajemnice Jana Pawła II” . No ale żeby zwalczać Medjugorje, Kościół, Jana Pawła II i wszystko co związane jest z Jezusem Chrystusem wolą się posługiwać osobami natchnionymi modernistycznym kościołem. Kierują zarzuty do mnie że nie czytałem również krytycznych książek np. ks.Wójtowicza. Zaskoczę was , czytałem nie tylko jego choć dziś żałuje ze marnowałem czas. Ksiądz używa takich argumentów że należałoby również zdetronizować Fatimę czy La Salette.  Nie warto się brudzić , i to polecam innym którzy są dopiero na tym etapie .

Opracował Admin.

Posted in Ciekawe, Cuda, Fatima, Kościół, Medziugorje, Objawienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , | 150 Comments »

Medjugorje to cudowne lekarstwo, które Bóg dał światu

Posted by Dzieckonmp w dniu 4 Marzec 2012


Wielki Post więc trochę o historii pięknego Krzyża w Medjugorje. Wszystko co z tym miejscem związane , gdy piszę na tym blogu o tym sprawia mi niesamowitą radość. Z tych treści wypływa tyle cudowności , pokoju i miłości. Ile to w komentarzach było oskarżeń że Medjugorje jest diabelskie. Były również komentarze zarzucające mi że ja nie znam tego miejsca. W tym miejscu Wam czytelnicy ujawniam: Byłem jednym z pierwszych w Polsce którzy prywatnie bo Kościół nie zezwalał , organizowali pielgrzymki aby doprowadzić innych tam gdzie jest pewne źródło nawrócenia. Zawiozłem tam około 30 autokarów ludzi. Gdy zabrałem księdza proboszcza na jedną z takich pielgrzymek nie mógł uwierzyć że my świeccy potrafimy takim maratonem się modlić. Wydawało mu się ze to jest ponad siły człowieka.Osobiście widziałem jak nawracają się  ludzie, jak nawracają się księża z Polski, nieraz następowało to w dramatycznych okolicznościach.Sam posiadam filmy z pielgrzymek naszych (taśma) na których są cudowne znaki i nigdy z tym do nikogo nie poleciałem aby się chwalić że ja , ze na moim  filmie to wyszło. Opowiadać o Medjugorje można by wiele dni, niektóre sprawy zabiorę chyba do grobu, ale wtedy miałem cel aby jak najwięcej ludzi się o tym dowiedziało. Publikując orędzia przyświecał mi identyczny cel, nie było zamiarem moim aby sprzedać czytelnikom łajno w ładnym opakowaniu jak to mi zostało przypisane. Wiem jedno oskarżenia te na pewno wypływały od ludzi którzy tam nigdy nie byli. Tym orędziom Królowej Pokoju do śmierci sprzeciwiali się miejscowi biskupi a w Polsce do dziś obowiązuje zakaz pielgrzymowania. Tak Dar od Boga jest marnowany. A ja polecam się zakochać w Królowej Pokoju. To jest dostępne dla każdego z Was, nikt kto zechce nie zostanie pominięty.Królowa Pokoju każdego z Was osobiście zaprasza.   

.Uśmiech matki, w czasie gdy ona umierała (ona została przejechana przez pociąg) pomógł mnie który jestem rzeźbiarzem odzyskać  wiarę i teraz ta wiara inspiruje mnie tworząc dzieła.

Ateista przed tym krucyfiksem powiedział: „Tak długo jak stałem przed nim, czułem pragnienie zaakceptować Jezusa.”

Peppino Sacchi, rzeźbiarz z Bolzano rozmawia z ks. Slavko w październiku 1990 roku.

Peppino: Urodziłem się w biednej rodzinie rolniczej, i mogę to powiedzieć że jestem z tego dumny. Miałem brata, młodszego ode mnie – był bardzo pracowity, i dlatego mój ojciec wolał go. Mój ojciec myślał o mnie, że jestem leniwy, a ja byłem zakochany w ołówkach i kolorach – kocham rysunek. Moja mama zna mnie lepiej, a  mój wujek, który mnie rozumiał zabrał mnie do Novara do szkoły artystycznej. Mój ojciec był szczęśliwy, że zeszedłem mu z drogi.

Ks. Slavko: Powiedziałeś, twoja matka rozumie Cię lepiej. Czy możesz powiedzieć nam coś o niej?

Peppino: Jej śmierć,  stała się dla mnie bardzo ważna. Wykonywałem drewnianego anioła do Wenecji , rano moja mama przyszła mnie odwiedzić i podziwiała moją pracę. Obserwowałem jej twarz: byłem pod wrażeniem jej uśmiechu na twarzy, którego nigdy nie można zapomnieć … Godzinę później powiedziano mi, że została przejechana przez pociąg. Od tej chwili, moje spojrzenie na jej twarz i jej uśmiech był zawsze przede mną. Bardzo często ten uśmiech inspiruje mnie. Śmierć mojej matki pomógł mi odzyskać wiarę … Wtedy to świat, który mnie wokół otaczał mnie, który był tak bezpieczny, upadł. To był świat bez Boga, bez wiary, gdzie wieczność nie istnieje … I tak wtedy zacząłem żyć moją nową wiarą. Od tego momentu wiara stała się bardzo ważna dla mnie, którą zacząłem wdrażać w swoje życie poprzez modlitwę i pracę … Ten uśmiech, który pozostał pod wrażeniem  mojej duszy i serca w tym dniu, gdy  moja matka umarła, to wielka pomoc dla mnie szczególnie w mojej pracy, a zwłaszcza kiedy trzeba utworzyć rzeźbę matczynej twarzy … Teraz patrzę na wszystko oczyma wiary, i widzę Boga we wszystkim, co zostało stworzone.

Jesteś tu z przodu krzyża, ludzie chcieliby usłyszeć coś o tym i krucyfiks. Co możesz nam powiedzieć?

Peppino: Przeczytałem wiele o Chrystusie. Studiowałem Święto Całun Turyński. Chrystus musiał być bardzo piękny: Był energiczny, doskonały, człowiek dużego formatu. Więc dlatego chciałem zrobić piękny krucyfiks. Martwego Chrystusa z radosną twarzą, a ja wierzę, że takim był po prostu, ponieważ był zarówno człowiekiem i Bogiem. On cierpiał i umarł jako człowiek, ale w tym samym czasie Pozostał Bogiem – i tak starałem się ukazać Go w Jego śmierci. Próbowałem przedstawić Jego okropne bóle, gdy został przez gwoździe przybity, które przebiły Jego ręce i nogi. Rana z Jego serca jest bardzo głęboka. Niemniej jednak, był spokojny, bo był prowadzony wolą Bożą.

Q. Powiedz nam coś o tej pasji.

Peppino. Tak, to jest małe świadectwo. Właśnie zakończyłem wykonywanie krucyfiksu. Pewnego dnia kolega wykonywał badanie, ocenę mego dzieła – był komunistą, niewierzącym Mój przyjaciel stał przed nim przez długi czas, patrząc na niego. Nie powiedział nic, a ja nie zadałem mu żadnego pytania. Potem udał się w lewo, bez pożegnania ze mną. Potem, gdy wróciłem do domu na obiad, moja żona powiedziała mi, że kolega wrócił i powiedział: Tak długo jak stałem przed tym krzyżem, czułem się jakbym obejmował Go … ale nie miałem odwagi podejść i to zrobić, więc odszedłem. Byłem tak szczęśliwy. To była pierwsza nagroda za moją pracę …

Q. Jak myślisz , jakie znaczenie ma w tym świecie jaki widzisz Medjugorje?

Peppino. Uważam, że orędzie pokoju jest bardzo poruszające. Mimo wszystko, jest to zaproszenie dla nas wszystkich, aby odtworzyć harmonię w sobie i w świecie … Dla mnie nawrócenie oznacza odkrywanie w sobie pokoju, harmonii i akceptacji Bożej pomocy, która  przybywa do nas za pośrednictwem Matki. Medjugorje jest doskonałym lekiem dla świata od Boga, w którym jest tyle rzeczy, zwodzących ludzi.

Q. Co chciałbyś powiedzieć parafianom i zakonnikom?

Peppino. … Zachowajcie spokój. Módlcie się dużo. Bądźcie szczęśliwi, gdyż Matka Boża uśmiecha się do Was każdego dnia. Nigdy tego nie zapomnę. Wiem, co to oznacza dla mnie zapomnieć, uśmiech matki. Wolałbym stać się niezdolny do pracy, nawet do życia. Nie zapominajcie, z Maryją będziecie zawsze szczęśliwi. Będziecie szlachetnymi ludźmi, przenikniętymi wiarą. Ludzkość potrzebuje takich ludzi.

Streszczenie z medjugorje.ws dokonał Admin

Adoracja w Medjugorje

Posted in Ciekawe, Medziugorje, Objawienia, Warto wiedzieć, Świadectwa | Otagowane: , | 147 Comments »

Dwa sposoby spojrzenia na objawienia

Posted by Dzieckonmp w dniu 29 Luty 2012


Papież Pius X pisał w encyklice „Pascendi dominici gregis”: „Albowiem Sobór Watykański tak postanowił:

KTOBY POWIEDZIAŁ, ŻE NIE MOŻE TO BYĆ, ALBO ŻE NIE WYPADA, IŻBY CZŁOWIEK MIAŁ BYĆ PRZEZ OBJAWIENIE BOŻE POUCZANY O BOGU I O CZCI, JAKA MU MA BYĆ ODDAWANA, NIECH BĘDZIE POTĘPIONY”.

V Sobór Loterański 1513r, sesja II (15-16):

Ponadto, gdyby którymś z nich w jakimś natchnieniu Pan objawił pewne rzeczy, które zdarzą się w Kościele Bożym – jak sam obiecał przez proroka Amosa, a i Paweł apostoł, pierwszy z kaznodziejów mówi: „Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie” – gorąco pragniemy, aby nie zaliczano ich do gromady bajarzy i kłamców ani w inny sposób im nie przeszkadzano.

Gaśnie bowiem łaska Ducha, jak świadczy Ambroży, JEŚLI ZACZYNAJĄCYM MÓWIĆ ODBIERA SIĘ FERWOR MÓWIENIA PRZEZ SPRZECIWIANIE SIĘ; I WTEDY SŁUSZNIE SIĘ MÓWI, ŻE KRZYWDA SIĘ DZIEJE DUCHOWI ŚWIĘTEMU.

W księdze Amosa (3,7) jest zapisane: „BO PAN BÓG NIE UCZYNI NICZEGO, JEŚLI NIE OBJAWI SWEGO ZAMIARU SŁUGOM SWYM, PROROKOM”. Pan Bóg się nie zmienia i przez wieki działa tak samo – tak jak Sam prowadził i pouczał Izraela przez proroków, tak samo prowadzi i poucza cały Kościół i poszczególne dusze.

Pkt. 26. „Masońskiego planu niszczenia kościoła” (zał. 1) stanowi:

POSŁUGIWAĆ SIĘ KOMISJAMI ŚWIECKICH ORAZ KSIĘŻMI O SŁABEJ WIERZE DLA POTĘPIANIA ORAZ DEZAPROBATY JAKICHKOLWIEK WIZJI BŁOGOSŁAWIONEJ MATKI CZY TEŻ JAKICHKOLWIEK RZEKOMYCH CUDÓW, SZCZEGÓLNIE ZAŚ ŚWIĘTEGO MICHAŁA ARCHANIOŁA. Możecie być pewni, że żadna z tych rzeczy nigdy nie uzyska aprobaty po Drugim Soborze Watykańskim. Następnie nazwać to nieposłuszeństwem (buntowaniem się) wobec władzy, jeżeli ktokolwiek będzie postępował zgodnie z tymi objawieniami lub będzie je rozpowszechniał, czy też chociażby myślał o nich.

Tych, którzy ulegli atmosferze wprowadzonej prze masonerię i twierdzą, że Pan Jezus będąc na ziemi zakończył Swoją mowę do ludzkości, Bóg poucza w orędziach do Anny A. (18.12.2011: „Nadszedł czas wielkiego oczyszczenia kościoła”)”

(..) Otóż mówię wam, że jeszcze raz wypędzę z moich świątyń faryzeuszy i uczonych w piśmie, bo pozwoliliście, aby moje stado rozproszyło się. (..) WYBIERAŁEM I NADAL BĘDĘ SZUKAŁ LUDZI PROSTEGO SERCA I PRZEZ NICH MÓWIĆ BĘDĘ, NIMI TEŻ BĘDĘ SIĘ POSŁUGIWAŁ. TAK BĘDZIE, DOPÓKI NIE NADEJDZIE ERA POKOJU. Wy, Moi powołani, zamiast wspomagać Moje „głosy”, stawiacie im przeszkody i lekceważycie Mój głos. ALE JA NADAL PRZEZ NICH MÓWIĆ BĘDĘ, A ONI BĘDĄ MNIE SŁUCHAĆ. WALCZYCIE NIE Z „HEREZJĄ”, A Z SAMYM BOGIEM.

Posted in Kościół, Objawienia, Orędzia Ostrzeżenie, Warto wiedzieć | Otagowane: , | 184 Comments »

Anna Katarzyna Emmerich o “nowym kościele”

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 Luty 2012


Anna Katarzyna Emmerich (1774-1824), świętobliwa niemiecka mistyczka, miała wizje i mistyczne doznania, w których widziała narodziny tego co nazywa “mrocznym kościołem” oraz “czarnym, fałszerskim kościołem”.

Słowo fałszerski przywodzi na myśl coś więcej niż samo pojęcie fałszu (zawsze istniały fałszywe kościoły i fałszywe formy kultu); fałszerski sugeruje zamiar podawania się za autentyk, oryginał, oraz intencję imitowania rzeczy prawdziwej.

Nie rościmy sobie pretensji do posiadania zdolności interpretowania proroctwa z całkowitą trafnością, ani też nigdy nie opieraliśmy na proroctwach naszej argumentacji i sposobu przedstawiania poszczególnych zagadnień. Tym bardziej nie zamierzamy teraz “stwarzać precedensu” opartego na wizjach Anny Katarzyny Emmerich, gdyż próba zinterpretowania proroctwa zawsze wiąże się z ryzykiem całkowicie błędnego odczytania jego rzeczywistego znaczenia. Lecz z pewnością wolno nam zastanowić się czy siostra Emmerich przeczuwała powstanie współczesnego, ekumenicznego kościoła. Poniższe fragmenty pochodzą z drugiego tomu “Żywota Anny Katarzyny Emmerich” (The Life of Anne Catherine Emmerich) autorstwa wielebnego C. E. Schmoegera CSsR, który po raz pierwszy pojawił się w druku w 1867 roku.

“Zobaczyłam dziwaczny, osobliwie wyglądający kościół będący w trakcie budowy. (…) Nie widziałam żadnego anioła pomagającego w budowie, lecz wielką liczbę najdzikszych duchów taszczących ku sklepieniu przedmioty najprzeróżniejszego rodzaju, gdzie osoby o krótkich kościelnych okryciach odbierały je i umieszczały w różnych miejscach. Nic nie było przyniesione z góry; wszystko pochodziło z ziemi i mrocznych rejonów, a cała konstrukcja była dziełem błędnych duchów. (…) Spostrzegłam, że wiele z narzędzi nowego kościoła, takich jak włócznie i strzały, miało zostać użyte przeciwko żywemu Kościołowi. (…) W jaskini poniżej (zakrystii) jacyś ludzie wyrabiali chleb, ale nic z tego nie wychodziło. (…) Wszystko w tym kościele należało do ziemi i do niej powracało; wszystko było martwe, wszystko było dziełem ludzkich umiejętności, był to kościół najnowszego formatu, kościół będący dziełem ludzkiej pomysłowości, jakby nowy innowierczy kościół w Rzymie” (ss. 282-3).

“Boję się, że Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć przed śmiercią, ponieważ widzę jak czarny, fałszerski, nieprawdziwy kościół odnosi coraz większe powodzenie, widzę jego zgubny wpływ na społeczeństwo” (s. 292). “Wybudowali wielki, osobliwy, kuriozalny kościół, który miał obejmować wszystkie wyznania na równych prawach: ewangelicy, katolicy i wszystkie sekty – prawdziwa wspólnota bezbożników z jednym pasterzem i jedną owczarnią. Miał tam być papież, płatny papież, pozbawiony wszelkiej władzy. Wszystko zostało przygotowane, wiele rzeczy ukończono; lecz zamiast ołtarza były tylko ohyda i spustoszenie. Tak miał wyglądać ten nowy kościół, i to dlatego podłożył on ogień pod stary; jednakże Bóg zamierzył inaczej. Umarł on po spowiedzi i zadośćuczynieniu – i ożył na nowo” (s. 353).

“Kiedy doświadczałam tej wizji wówczas z jeszcze większą wyrazistością w najmniejszych szczegółach zobaczyłam ponownie obecnego Papieża i mroczny kościół jego czasów w Rzymie” (s. 279). “Widziałam zgubne konsekwencje tego fałszywego kościoła; zobaczyłam, jak się rozrasta; widziałam heretyków wszelkiego rodzaju napływających do Rzymu. Widziałam nieustannie narastającą letniość duchowieństwa, ciągle poszerzający się krąg ciemności. (…) Znowu zobaczyłam w widzeniu Bazylikę Św. Piotra podkopywaną, pustoszoną według planu wymyślonego przez tajną sektę i jednocześnie niszczoną przez burze; lecz została ocalona w chwili największego niebezpieczeństwa. Następnie ujrzałam Błogosławioną Dziewicę rozciągającą nad nią swój płaszcz. W tej ostatniej scenie nie widziałam już panującego Papieża, tylko jednego z jego następców, łagodnego, lecz bardzo stanowczego człowieka, który wiedział jak przyciągnąć do siebie kapłanów i który odpędził złych daleko od siebie” (s. 281).

“Ujrzałam jak w Niemczech pośród duchownych kierujących się światową mądrością i oświeconych protestantów tworzą się plany połączenia wyznań religijnych, zniesienia władzy papieskiej…” (s. 346).

“Zobaczyłam tajne stowarzyszenie podkopujące wielki kościół (św. Piotra), a w pobliżu nich straszną bestię wyłaniającą się z morza” (s. 290). “Widziałam w ostatnich dniach zdumiewające rzeczy związane z Kościołem. Bazylika Św. Piotra była niemal doszczętnie zniszczona przez sektę, lecz jej działania, z kolei, okazywały się bezowocne, a wszystko co należało do nich, ich fartuszki i narzędzia, palone przez katów na publicznym miejscu hańby. (…) W tym widzeniu ujrzałam Matkę Bożą gorliwie działającą na rzecz Kościoła, że moje nabożeństwo do Niej niezwykle się wzmogło” (s. 292).

“Chcą wprowadzić na urzędy złych biskupów. Na tym samym miejscu chcą przekształcić katolicki Kościół w luterański zbór” (s. 299). “Kiedy ujrzałam Bazylikę Św. Piotra w stanie ruiny i tylu duchownych uwijających się, potajemnie, nad zniszczeniem Kościoła, byłam tak załamana, że bardzo płakałam błagając żarliwie Jezusa o zmiłowanie” (s. 300).

“Widzę małego czarnego człowieka jak we własnym kraju popełnia wiele kradzieży i nagminnie dopuszcza się fałszerstw. Religia jest tam tak przebiegle podkopywana i tłamszona, iż pozostało zaledwie stu wiernych kapłanów. Nie potrafię tego wyrazić, ale widzę narastającą mgłę i wzmagającą się ciemność. (…) Wszystko musi zostać ponownie odbudowane; gdyż wszyscy, nawet duchowni trudzą się by zniszczyć Kościół – ruina jest w zasięgu ręki” (s. 298).

“(…) Zobaczyłam znów wielki, dziwnie wyglądający kościół nie mający w sobie nic świętego (…) Wszystkie działania uznane za niezbędne lub przydatne do budowy i utrzymania kościoła zostały podjęte w najodleglejszych krajach, a ludzie i rzeczy, doktryny i opinie przyczyniły się do tego dzieła” (ss. 283-4).

“Kiedy mam widzenie Kościoła jako całości, zawsze widzę od północno-zachodniej strony głęboką, czarną otchłań, do której nie dociera żaden promień światła i czuję, że jest to piekło. (…) Oni nie są w prawowicie założonym, żywym Kościele, stanowiącym jedność z Kościołem Walczącym, Cierpiącym i Triumfującym, ani też nie przyjmują Ciała Pana Boga naszego, lecz tylko chleb. Ci, którzy pozostają w błędzie przez nich niezawinionym i którzy pobożnie i gorąco pragną Ciała Jezusa Chrystusa, otrzymują duchową pociechę, jednakże nie przez komunię świętą. Ci którzy z przyzwyczajenia przyjmują komunię świętą, bez tej płomiennej miłości nic nie zyskują; tylko dziecko Kościoła otrzymuje ogromny wzrost siły” (s. 85).

“Zobaczyłam niesłychane obrzydliwości rozprzestrzeniające się po całej ziemi, a mój przewodnik rzekł do mnie: «To jest Babel!» – ujrzałam cały kraj w okowach tajnych, wpływowych stowarzyszeń, zaangażowanych w dzieło podobne do budowy wieży Babel. (…) Widziałam jak wszystko obraca się w ruinę, zniszczenie sakralnych przedmiotów, bezbożność i herezję wdzierające się do wnętrza” (s. 132). [2]

Patrick Henry Omlor
Z języka angielskiego tłumaczyła Iwona Olszewska

Posted in Kościół, Objawienia, Warto wiedzieć | Otagowane: | Comments Off on Anna Katarzyna Emmerich o “nowym kościele”

Syria Bóg ostrzega: najpierw daje ostrzezenia w postaci objawień a następnie wymierza sprawiedliwość

Posted by Dzieckonmp w dniu 20 Luty 2012


Myrna Nazzour mieszkająca w Damaszku w Syriito jedna z największych obecnie żyjących mistyczek kościoła katolickiego otrzymała orędzia zjednoczenia Chrześcijan. Pisałem o Niej w lipcu 2011 roku a artykuł jest tutaj. Myrna ostrzega świat przed niebezpieczeństwami jakie zagrażają mu. W proroctwach Myrny pojawia się zapowiedź trwającej wiele lat niezwykle wyniszczającej wojny. Proroctwa Myrny ostrzegają ludzkość przed grożącym głodem i nieznanymi chorobami mającymi z dziesiątkować ludność świata.Według Myrny tylko przestrzeganie postu i gorące modlitwy są  w stanie uratować ludzkość przed grożącą im zagładą.

ZBIERAJCIE SIĘ RAZEM I MÓDLCIE SIĘ. MÓDLCIE SIĘ , MÓDLCIE SIĘ. JAKŻE PIĘKNE SA MOJE DZIECI POKORNE NA KOLANACH.

Przepraszam że wklejam film tej telewizji, ale ten jeden chyba można zobaczyć .

xkoitq_myrna-nazzour-nie-do-wiary_lifestyle

Posted in Apokalipsa, Cuda, Film, Objawienia, Uzdrowienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , | 12 Comments »

NARODZONA DLA KRZYŻA cz.3

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 Luty 2012


Stygmatyczka włoska Teresa Musco żyła w latach 1943-1976. Zmarła w wieku 33 lat tak jak wcześniej zapowiadała. Dzięki Bożenie która zaoferowała się przetłumaczyć historię życia Teresy, chcemy przybliżyć czytelnikom tą jakże mało znaną osobę a bardzo podobną do ojca Pio. Była to niezwykła osoba żyjąca tak nie dawno a w Polsce nikt nic o niej nie pisze. Katolickie tygodniki się nie rozpisują nic na jej temat

ROZDZIAŁ III        NA KRZYŻU

1. “BĘDZIESZ PODOBNA DO MNIE”

W pazdzierniku 1968 roku Teresa leżała w łóżku płacząc. Miała ogromny ból w dłoniach i bała się, że zaczęłly znowu gnić.

Nagle usłyszała ciężkie pukanie do drzwi i ujrzała “wysokiego, niezwykle przystojnego mężczyznę”. Intuicyjnie upadła na kolana a on powiedział, “Będziesz tak jak ja… kontynuuj być żertwą ofiarną –  nie zanudzaj. Cierpienie, które prowadziło cię przez Kalwarie (gorączke itp) zabrałem od ciebie, ale teraz zostawię ci moje rany. Czy chcesz iść za Mną?” Jak zawsze, Teresa odpowiedziała, “Tak!”

Teresa zbliżała się do czasu Ukrzyżowania. Agonalne bóle przygotowały ją na podobieństwo do Jezusa. Teraz przyszła godzina wejścia na krzyż, kiedy to miała otrzymać pięć ran, które Jezus otrzymał na krzyżu.

Stało się to w marcu, w Wielki Czwartek o godz 10 tej rano. Teresa zobaczyła Matkę Jezusa ubraną na czarno, w czarnym welonie od głowy do stóp, łzy lejące się po twarzy. Powiedziała do Teresy, “Teresa, mój ukochany Syn chciałby dać tobie swoje rany.” Teresa poczuła zawrót głowy usłyszawszy te słowa i nagle znalazła się na kolanach na podłodze. Przed nią stał Jezus, bardziej promienny niż kiedyś. Jasne  promienie świeciły od Jego szat, Jezus zapytał; “Teresa, czy mnie kochasz?” “Tak, tak”, odpowiedziała.

Wtedy Jezus wziął mnie w ramiona i powiedział, “Teraz musisz iść drogą Kalwari ze mną!” Zaczęliśmy się wspinać stromo w górę. Grunt był cierniowy i pełen ostrych kaleczących kamieni. Kiedy doszliśmy do szczytu zobaczyłam wielki krzyż, który mnie przeraził. Byłam bezbronna. Wtedy dwóch szpetnych mężczyzn zbliżyło się i chwycili mnie. Wrzucili mnie na krzyż i przybili do niego. Czułam moje nerwy rozdzierane i całe ciało trzęsło się.

Jak długo to trwało? Całe trzy dni. Teresa zbudziła się rano w Niedzielę Wielkanocną widząc ciocie Antoinette przy sobie. We łzach zauważyła znamię gwoździ na dłoniach i stopach i błagała ciocię Antoinette by nikomu o tym nie wspominała. Antoinette obiecała, że nic nie powie, ale potem spotkała księdza, który mieszkał niedaleko i powiedziała mu: “Ojcze, Teresa ma Stygmaty na dłoniach i stopach!!!”

Ksiądz powiedział tylko słowa:”Weź ją do lekarza”.  Czuła się zagubiona i opuszczona. Ledwie co mogła się poruszać i napisała w dzienniczku; “Nie mogę postawić moich stóp na ziemi i ledwie mogę poruszać rękami; są tak napuchnięte i tracę dużo krwi. Na zewnątrz dłoni ukazany jest kształt gwoździa a wewnątrz czuje jakby część ciała została zeń wydarta. Moje serce czuje jakby się paliło.”

Martwiła się jak będzie w stanie pracować, kiedy mogła ledwo co się ruszać i czuła się upokorzona zdawkową wypowiedzią księdza. Głos przerwał jej myśli; “Córko, licz na moją pomoc i nie myśl o niczym innym, ale o poświęcaniu swego bólu za moich ukochanych synów kapłanów. Pozwól mi się prowadzić, pozwól mi ksztaltować swoją przyszłość!”

Te matczyne słowa podniosły ją na duchu, wtedy oddała się z zufaniem w ręce Niebieskiej Matki tymi słowami; “Droga matko, pomóż mi przejść czystą przez brudy i nieczystości tgo świata. Pozwól bym była jak promienie słoneczne,które dotykają brud i błoto same się nie brudząc!”

Po  niedługim czasie podczas Mszy Św Teresa otrzymała nastepującą wiadomość; “w przeciągu 6 miesięcy spotkasz swojego ojca spowiednika, który pozostanie twoim ojcem duchowym.” Teresa wiedziała, że będzie nazywał się Giuseppe Borra, ale nie wiedziała w jakiej części Caserty mieszkał.

2. “PASJA ZBLIŻA SIĘ KU KOŃCOWI”

Jezus cierpiał cierniową koronę, biczowanie oraz przebito Mu lewy bok podczas męki.

Te trzy “Skarby” nie będą wstrzymane od Teresy; jej udział w Kalwarii musiał być tak dokończony jak Jezusowy.

31 lipca, w czwartek, w dniu kapłanów, Teresa podczas modlitwy za kapłanów weszła w trans. Była blisko Jezusa, “który cierpiał ból nie do opisania.” Chciała cierpieć z Nim i poprosiła by udzielił jej tego daru.

I go otrzymała. “Jezus podszedł, wziął cierniową koronę ze swojej głowy i świecącymi blaskiem rękoma przycisnął ją do jej głowy.” Było to naprawdę bolesne, ale była bardzo uszczęśliwiona. Trwało to 2 godziny, ale od wtedy czoło Teresy już nigdy nie było wolne od krwi.

Kilka miesięcy później Teresa ujawniła, że także miała udział w Jezusowym biczowaniu: “Każdego wtorku, czwartku i piątku Jezus udziela mi tego daru: pozwala mi odczuć kilka swoich biczów. Jest to bardzo bolesne!”

W końcu otrzymała ranę na sercu. W styczniu 1970 roku, Jezus pojawił się Teresie; “Moja kochana córko Tereso, teraz ofiaruję ci moją ranę w boku; ranę serca, dla zbawienia dusz.”  Teresa zachwycona odpowiedziała, “Tak, tak chcę tego! Ale Panie, jak raczysz zrobić takie wyróżnienie takiemu małemu robakowi jak ja?”

Kilka dni później, Jezus pojawił się i pokazał jej ranę w swoim boku. Teresa patrzyła na nią z zachwyceniem i nagle znalazła się na wzgórzu, przybita do krzyża “w nieopisanym bólu”, Okropny człowiek podszedł i przebił jej serce. “Czułam wyrywane ciało a ból był tak intensywny że zemdlałam. Kiedy się zbudziłam byłam w łóżku cała pokryta krwią.”

Ciocia Antoinette była przy tym obecna; była cała we łzach i płakała; “Tu potrzebny jest kapłan; nie można tak iść dalej bez kapłana. Potrzebujesz kogoś by cię prowadził. Ja nie mogę wiele zrobić, by ci pomóc w tej sytuacji – tylko kapłan może ci pomóc!”

Miała rację, Teresa modliła się gorąco; “Najukochańszy Jezu, proszę pozwól mi poznać mojego ojca duchowego, który mógłby mi pomóc nieść mój krzyż. W przeciwnym razie nie wiem jak mogę poradzić sobie sama!” “Już nie będzie długo zanim go znajdziesz; faktem jest, że on będzie ciebie szukał.” Odpowiedział Jezus.

Było to w mniej niż 2 miesiące zanim Teresa spotkała rektora Salezjanów z Caserty. A stało się to tak:-

Wieczorem 15go marca pewna pani, która odwiedzała Teresę, dała jej do widomości,że rektor Salezjanów pragnął się z nią zaznajomić. “Ale ja nie mogę chodzić!” odpowiedziała Teresa. “Zawiozę cię tam moim samochodem”. Odpowiedziała ta pani. Ta miła oferta została zaakceptowana i obie razem wyruszyły do kościoła Salezjanów.

Kiedy dojechały Teresa powiedziała rektorowi że przez długi czas szukała Ojca Salezjanina imieniem Don Borra, którego Madonna wybrała na jej ojca duchownego.

Don Borra był zdumiony, potem odpowiedział że ma na imię Don Borra i dodał; “Jak Madonna mogła wybrać mnie? Nie czuję się dosyć odpowiedni…”

W końcu! Napięcie i zmartwienie odeszły od Teresy i cioci Antoinette. Teresa była wypełniona radością. “O, dziękuję Ci kochany Jezu; w końcu znalazłam mojego ojca duchowego!”

I radość ta została skompletowana rok później kiedy Teresa spotkała Don Franco Amico, którego Matka Niebieska nazwała jej “duchowym bratem”. Rano 20go kwietnia 1971 roku, podczas Mszy Św, Teresa ujrzała Madonnę która powiedziała jej; “Dzisiaj spotkasz twojego duchowego brata na którego czekałaś tak długo. Módl się!”

Tego samego popołudnia Ojciec Franco przyjechał do domu. Jak tylko Teresa go ujrzała, serce zabiło jej mocniej, gdyż rozpoznała tego samego księdza, którego spotkała kilka lat wcześniej (1968) w Castelvolturno. Była wtedy do spowiedzi i zapytała tego księdza czy zna pewnego Don Franco Amico, ale mądrze Don Franco wtedy nie ujawnił swej tożsamości ale powiedział Teresie, by czekała do czasu który Bóg zdecydował że będzie to najlepszym czasem by go znaleźć.

A teraz czas był dobry. Ofiara była kompletna. Podobieństwo do Jezusa ukrzyżowanego wypełnione. Wiedziała że jest w dobrych rękach i jej poszukiwania skończyły się. Z głęboką wdzięcznością napisała:” Dziękuję, Panie Jezu za mojego ojca duchowego i brata duchowego. Powiedziałeś mi ich imiona w wizji i powiedziałeś że są drogimi synami. Dzisiaj się to spełniło!”

3. URATOWAĆ OJCA ZA WSZELKĄ CENĘ

Myśl ratowania własnego ojca była zawsze w pamięci Teresy od kiedy opuściła dom rodziców.

Miała nadzieję że Pan nie zabrałby go niespodziewanie ponieważ powiedział jej w roku 1955: “Opuścisz dom i wkrótce potem zabiorę twojego ojca.” Całe zaufanie złożyła Jezusowi i błagała go, by nie zabierał go szybko. Zwróciła się także do Jego Matki by wzmocnić swój argument.

Taką samą strategię miała Św Gemma Galgani, kiedy prosiła o szczególną specjalną łaskę. W dniu Bożego Narodzenia 1969 roku Teresa poczuła głębokie pragnienie by spędzić Boże Narodzenie z rodziną. Boże Narodzenie jest czasem by spędzić wśród swoich. Teresa myślała, że zrobi rodzinie miłą niespodziankę, ale co za rozczarowanie! Jak tylko ojciec zobaczył ją zaczął przeklinać i przezywać, a pomiędzy przezwiskami nawyzywał ją “diabłem”, który właśnie przyszedł by zepsuć im święta.

Teresa powiedziała smutno; “ Dobrze ojcze, ja naprawdę chciałam dobrze i na pewno nie chciałabym cię rozzłościć. Ale kiedy nie chcesz mnie widzieć pójdę sobie.”

Ojciec odpowiedział bezwzględnie; “Dlaczego nie ruszysz się od razu? Nikt cię nie wołał byś tu przyszła. Możesz wejść do tego domu tylko wtedy kiedy będziesz mężatką, w przeciwnym wypadku nie pokazuj się tutaj wcale! Idź, idź już sobie!” I odpędził ją jak psa – w czasie Bożego Narodzenia!

W listopadzie 1970 roku Teresa odwiedziła cmentarz w Caserta i spotkała tam swoich rodziców. Kiedy pozdrowiła ich, nie otrzymała nawet odpowiedzi. Jezus pocieszał ją: “Teresa, twój ojciec jest bardzo chory; jest źle. Zostało mu niewiele czasu. Ale poprzez Twoje modlitwy zostanie uratowany.” A była to ona, która go uratowała -odrzucona przez ojca,

Najgorsze było to że ojciec nie tylko wyrzucił ją z domu ale także wysyłał listy anonimowe do różnych ludzi, które zawierały falszywe, oszczercze opowieści o Teresie. “Całe piekło się uwolniło – pisała Teresa – ojciec ciąle  nie chce mnie widzieć a jego listy anonimowe są śmieszne, ale wiele ludzi wierzy mu…”

Ale był on jej ojcem więc była zdeterminowana by uratować jego duszę. W Niedzielę Palmową (4go kwietnia 1971) próbowała raz jeszcze pogodzić się z ojcem. Jest to czas kiedy ludzie wymieniają się wzajemnie gałązkami palmy i życzą sobie pokoju Zmartwychwstania. Poszła do Caiazzo i ofiarowała ojcu gałązkę palmy. Nie tylko jej nie przyjął ale tak odpowiedział na jej ofertę pokoju; “dopiero po śmierci zobaczymy się!” Nie zdawał sobie sprawy jak prawdziwe były te słowa prorocze…!

Teresa próbowała pogodzić się z resztą rodziny, ale jej obecność nie była mile widziana. Nikt do niej nie mówił, nikt nawet na nią nie patrzył. Kiedy powiedziała do widzenia i odchodziła, nikt jej nie odpowiedział. Wróciła do Caserty z ciężkim sercem. Rok późzniej 6go kwietnia 1972 roku Madonna ukazała się jej i powiedziała; “Teresa, Ojciec Niebieski zdecydował zabrać twojego ojca, a potem twoją matke.” Teresa odpowiedziała, “Niebieska Matko, ja kocham mojego ojca, nawet jeśli on tego nie chce słyszeć.” Madonna podkreśliła; “Tak, twój ojciec niedługo pójdzie ze mną.” “Kochana Matko, jeśli mogłabym zamienić miejsce z nim, weź moje życie w zamian!” Ale na tą ofertę Teresa nie dostała odpowiedzi. Powiedziała “Czuję się tak smutno z tego powodu. Ale również szczęśliwa że pójdzie do raju z Tobą i zobaczę go pewnego dnia w niebie. Kocham go, ale nie mogę mu pokazać jak mocno, ponieważ w swoim zawzięciu odrzuca mnie.”

W 23 listopada 1972 roku, kilka miesięcy przed jego śmiercią Jezus powiedział Teresie; “Teresa, czas twojego ojca jest niedaleki, wezmę go. Jesteś zadowolona?” Teresa wiedziała jak mało czasu zostało jej ojcu i poszła do Caiazzo z nadzieją by się z nim pogodzić, ale bez skutku. Nawet na nią nie popatrzył i tylko powiedział same gorzkie rzeczy. Jedyne co mogła zrobić, to modlić się. Została w domu sąsiadów i cały czas modliła się za swojego ojca.

Modlitwy jej nie były na próżno, osiem dni przed śmiercią, wyspowiadał się i otrzymał Komunię Św. Umarł w stanie łaski.

4. “OFIARA POKRYTA KRWIĄ”

Nie jest łatwo opisać życie Teresy ukrzyżowanej.

Napady bólu ciała i duszy…

Dla przykładu, pisała 6go kwietnia, we wtorek Wielkiego Tygodnia; “Mam silne bóle w dłoniach i stopach, bóle które są w stanie doprowadzić mnie to szaleństwa. Nie jestem w stanie być w spokoju, już nic nie mogę zrozumieć. Gorączka jest tak wysoka, że nie wiem w którą stronę kręcić głową. Moje serce bije jak pompa, a głowa czuje jakby miała czapkę z cierni, które przebijają moją szyję i czaszkę. Zawsze mam ogromną ilość krwi przed oczami, i trwa to aż do Poniedziałku Wielkanocnego.”

Inny imponujący opis jest z dnia 14go września, dzień Podniesienia Krzyża Św., Teresa czuła się rozdarta w pól od uderzeń po plecach i nogach, miała także bóle w dłoniach, stopach, sercu i głowie.

Wizja Anioła Gabriela dodała jej siły, ale Anioł podał jej kielich; “Pij ten kielich! Jest to kielich z którego Nasz Pan musiał pić. On chce podzielić się nim z tobą.” Teresa napisała, “Wypiłam z niego łyk , który wydawał się bardzo gorzki. Potem następny łyk, i im więcej piłam aż do dna, tym bardziej gorzko smakował. Ostatni łyk był tak gorzki, że moje serce zatrzymało się…  na 5 minut.

Wtedy znalazłam się w ramionach mojej Matki Duchowej. Słyszałam ją wołającą mnie i podnoszącą mnie.

Kiedy się ocknęłam leżałam w łóżku, zauważyłam, że moje krwawiące plecy i biodra – ślady od Stygmatów poplamiły moją piżamę oraz pościel była przesiąknięta we krwi.”

Dlaczego tyle krwi? Odpowiedź jest w liście do Hebrajczyków: “I prawie wszystko oczyszcza się krwią według Prawa, a bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia [grzechów].” (Hebr, 9.22)

Jako, że Teresa była żertwą ofiarną za grzeszników, za kapłanów i za Kościół, musiała też odpokutować swoją ofiarą krwi, swoim nieustannym oddaniem. Niestety, ludzkość nigdy nie przestaje grzeszyć.

Podczas pierwszych dni listopada 1972 roku Jezus podarował Teresie jeszcze jedną łaskę: “Każdego razu, z czwartku na piątek pozwolę ci uczestniczyć w przytłaczającym smutku jaki czułem na Górze Oliwnej, w ogrodzie Gethsemani…”

Na dodatek do jej mistycznych udręk i cierpień, cała jej równowaga została zburzona tak że potrzebowała lakarstw, gdyż była w bardzo wyczerpującym stanie fizycznym.

Ciało jej udręczone było kolką nerkową, bólami brzucha, kaszlem z krwią, kołataniem serca i niezwykle wysoką gorączką.

Była niezliczoną ilość drażniona, poddawana nieufności, złośliwym oskarżeniom i samo to w jaki sposób była porzucona przez własnych krewnych.

Daje nam to wgląd w bolesne życie osoby ukrzyżowanej.: “razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża.” (Gal 2.19)

Co utrzymywało ją przy życiu? Wiemy, że Sakramenty ŚwiĘte i modlitwa, Eucharystia i Różaniec Św. Pożywienie dusz heroicznych; pokarm Świętych. Oprócz tego jej ojciec duchowy i brat duchowy byli wspaniałą pomocą tego ostatniego roku – najbardziej wyczerpującego i nadzwyczajnego w jej życiu.

To potwierdza, że w życiu duchowym człowiek zawsze potrzebuje kierownictwa i porady dla duszy.

5. “BY ZBAWIAĆ DUSZĘ”

Płodność ofiary krwi polega na zbawianiu dusz, nie na leczeniu śmiertelnego ciała, ale duszy – nie tymczasowego ratunku, ale ocalenia wiecznego.

To dlatego “ żertwy ofiarne są wrogiem Szatana” który jest nazwany:”księciem tego świata” (Jo 12.31) i który chce pociągnąć wszystkie stworzenia świata wraz znim w dół do królestwa ciemności.

Złość szatańska przejawiła się Teresie w okropny sposób, ale nie mogło być inaczej.

Teresa wspomina diaboliczny incydent; “Szłam stromym zejściem do piekła, gdzie Szatan pokazał mi puste miejsca. Byłam przestraszona. Być może chciał rewanżu, ponieważ powiedział,że wydarłam mu dusze, więc będę cierpieć; Jestem skłonna wycierpieć wszystko dla zbawienia świata…”

Innego razu, w niewytłumaczalny sposób,Teresa znalazła się przygwożdzona do łóżka, ręce jej związane z tylu i nogi związane sznurkiem. “Nieustanne ciosy spadały na mnie, ale nie widziałam nikogo a złośliwy głos szepnął mi do ucha: Zabij się! Co ty tutaj ciągle robisz? Ludzie cię nie chcą, powieś się, ale wcześniej nie mów o tym kapłanowi!”

Słyszała te same piekielne głosy podczas pobytu w szpitalu w Pizie. Teresa była wycieńczona i przygnębiona z powodu bezsenności i bólu, a Zły chciał z jej osłabionego stanu skorzystać. Krzyczał jej do uszu; “Wyskocz z tego okna!”

Innym razem kiedy szła ulicą; “Rzuć się pod samochód!”

Musiała toczyć ciężkie bitwy i często była w śmiertelnym strachu, ale to wszystko także było dla dobra dusz. Dusze ofiarne wiedzą to dobrze; to dlatego są wytrzymałe w pomocy i łasce dla tych którzy w przeciwnym wypadku zagubiliby się na wieki.

Bitwa jest o tyle ciężejsza w przypadku kapłanów. Jest dobrze znanym to, że kapłani są faworytami Boga i Madonny; jak również dobrze znane jest to że są “ulubieńcami” Lucyfera. Podczas egzorcyzmu demon ujawnił, że kiedy dusza kapłana jest skazana do piekła, nikt nie może jej dotknąć, ponieważ należy do samego szatana; Lucyfera samego! Jaka okropność!”

Teresa miała żarliwe preferencje dla kapłanów. Widziala wiele razy podczas Mszy Św Bożą obecność. Widziała Jezusa w kapłanie, jego twarz promieniująco jasną kiedy konsekrował Hostie, widziała Krew Jezusa spływającą do kielicha.

Teresa pisała: “Każdy Kapłan uosabia Chrystusa; kapłani są Jego narzędziami, którzy pożyczają Jezusowi swoje członki i Pan używa ich języka, ich duszy, umiejętności i czynów… “ Madonna sama zalecała Teresie by ofiarowała się za kapłanów. Raz powiedziała jej; “Córko moja, gdybym pokazała ci dusze kapłanów, rozpoznałabyś w każdym z nich mojego ukochanego syna. Oni noszą go w swoich duszach i ciele, noszą pieczęć mojego syna Jezusa…”

Był to powód dla którego Teresa chciała ofiarować się ze specjalnym oddaniem za kapłanów.

Razu pewnego modliła się za kapłana, który całkowicie zeszedł ze swej drogi; tak było z nim źle, że usłyszała Jezusa mówiącego; “Jest bezużytecznym modlenie się za niego – przestań modlić się, naprawdę nie chce go więcej znać…” Teresa ośmieliła się odpowiedzieć; “Panie, jeśli on pójdzie do piekła to poślij mnie tam też. Gdziekolwiek on pójdzie, ja pójdę!”

Kontynuowała modlić się za niego w długim i dramatycznym dialogu. Jezus zdumiewał się jej nadzwyczajnym oddaniem i powiedział w końcu; “wygrałaś… ale uważaj gdyż kary za niego są niewyobrażalne!”

Teresie nie przeszkadzało to, była skłonna nawet umrzeć, jeśli znaczyłoby to, że mogłaby uratować tym nawet jednego kapłana. Wielu, wielu kapłanów zwracało się do niej o pomoc podczas jej pobytu w Casrta. Niezliczona liczba kapłanów przychodziła po rady i z prośbą o modlitwę. Setki ciągnęły ze wszystkich stron.

Promieniowała szczególnym czarem w swojej mistycznie prostej pokorze i skromności.

W tym tkwił jej sekret.

6.  “EUCHARYSTIA   I   NIEPOKALANA DZIEWICA”

Eucharystia jest “Chlebem mocnych” ale od kogo oczekuje się więcej heroizmu niż od ofiary prowadzonej na rzeź? To dlatego Eucharystia jest koniecznym pożywieniem do życia dla żertwy ofiarnej: jest to ciało samej ofiary boskiej, które wzmacnia i odżywia tą żertwę, która jest łańcuchem w ogólnoświatowej operacji ratowniczej.

Fakty te ukazały się jasno w życiu Teresy, od jej wczesnej Pierwszej Komunii Sw do tej ostatniej: jej życia.

Msza Św, Komunia Św, Eucharystyczna adoracja: są to trzy skarby eucharystycznej pobożności, które w ciągu jej dnia pracy często przynosiły jej wspaniałą energię i ciężkie ofiary.

Wiemy jak musiała cierpieć, kiedy przez wiele dni nie mogła przystąpić do Komunii Św. Wiemy jak  nieraz sam Pan Jezus posyłał jej “pożywienie” w niezwykły sposób. Nieraz posyłał Najświętszą Hostie poprzez Anioła, a przez pewien czas przez Ojca Pio z Pietrelciny.

Wiemy także, że Teresa była w stanie znieść wszystkie fizyczne i duchowe testy z łatwością u stóp Tabernakulum, ale nieobecność Eucharystii i jej Anioła Stróża czyniły jej dzienne obciążenia niezwykle ciężkimi, mniej owocnymi oraz wypijały jej siły.

Mamy całą stronę z dzienniczka Teresy, gdzie opisuje żałość i bolesne efekty Komunni: “Dziś rano byłam cała skąpana w zimnym pocie; dosłownie lało się z mojego ciała. Cóż to, O Jezu? Nie byłam w stanie iść do Komunii Św. Nie mogłam być z Tobą. A teraz Jezu chcesz mi pokazać, że bez Ciebie jestem niczym. Bryłką lodu bez życia i miłości…”

Madonna jest całkowicie i bezdyskusyjnie połączona z Eucharystią. Gdyby chcieć odłączyć Najświetszą Dziewicę od Eucharystii byłoby to jakby próbować wyrwać Ją z pod stóp krzyża.

Madonna okazuje się prawdziwą matką dla Teresy, która troszczy się o cierpiące dziecko, “dziecko ofiarę”; pokutującą – ofiarę pojednania swojego boskiego syna. Jedyny Syn Matki Bożej często przynosił ulgę okrutnym bólom Teresy, przyśpieszał godzinę łaski, czy dokonywał rzeczy, które wyglądały na niemożliwe, jak przykład uleczenia dziecka z białaczki. Teresa zwróciła się do Jezusa by uleczył dziewczynkę. “Drogi Jezu, proszę udziel tego wielkiego cudu!” Ale Jezus powiedział jej; “Módl się, Teresa, módl się!” Dni mijały a cudu nie było.

Wtedy Teresa zwróciła się do Maryi Dziewicy, tej dobrej rodzicielskiej orędowniczki o pomoc. Teresa nie rozumiała słów, które Niebieska Matka powiedziała, ale wyraźnie usłyszała odpowiedź Jezusa; “Droga Matko, jako, że jest to Twoja prośba, będzie spełniona!” I dziecko zostało uzdrowione…

Przy innej okazji, Teresa błagała o łaskę dla szczególnej duszy. Wzmocniła swoje błagania cierpieniem i ofiarą. Nagle miała natchnienie; chciała przedstawić tą prośbę “jako telegram do rąk Boga Ojca.” A kto byłby najlepszy by to zrobić, niż Najczcigodniejsza Dziewica Maryja? Jej prośba została otrzymana aż do ostatniego szczegółu!

Sekret kompletnego oddania sie Madonnie, nauczony przez Sw. Louisa Grignon z Montefort oraz najczcigodniejszego Maksymiliana M. Kolbe stosowała Teresa i był on częścią jej życia. Tak samo jak jest częścią życia oddanych kapłanów, którzy przewodzą swoim stadom i pouczają ich dusze.

Z drugiej strony, jak wielka jest to boleść słyszeć gorzkie skargi Madonny dotyczące kapłanów, którzy są przeciwko niej; “Dziecko moje, Tereso, wielu kapłanów twierdzi dzisiaj, że Ja, Matka Boga otrzymuję za dużo chwały i honoru, który należy do mojego syna. O! Ci nierozsądni księża, jacy niektórzy z nich są ślepi! Wpadają prosto w ręce demona. Jestem matką mojego syna, ale jest on Synem Boga, jestem także jego sługą. Są oślepieni przez Szatana jeśli myślą, że mogą wymazać mnie z serc ludzi…”

Skargi Dziewicy Maryi zawierają bolesną prawdę: dzisiaj jest wiele kapłanów, którzy nie przyznają Matce Mesjasza jej godnego miejsca. Jest to spisek szatana, zgubny dla Kościoła i człowieczeństwa. Ci omamieni księża są godni litości. Ci kapłani, których Matka Niebieska powita w Królestwie Bożym muszą być wierni i pokorni, skłonni do przezwyciężenia wzgardy, insynuacji i kpin tego świata oraz uświadomić sobie, że Matka Naszego Zbawiciela POSIADA szczególną pozycję. Ma Ona moc by przyprowadzić tych najbardziej błądzących spowrotem do domu Ojca, do Królestwa Bożego…

7. “PŁACZĄCE   I   KRWAWIĄCE   OBRAZY”

W ostatnich dwóch i pół roku jej życia Teresa była owładnięta przez głęboki smutek; wiele obrazów z Jezusem i Madonną zaczęło krwawić i płakać.

Wiadomość o tych wydarzeniach rozniosła się po świecie, tak że słusznie zostało napisane; “ Bez wątpienia znajdujemy sie w obecności największych i najbardziej imponująco zawiłych z niezwykłych zjawisk w historii ludzkości.” (P.G.Roschini)

Po raz pierwszy stalo sie to 26 lutego 1975 roku. Teresa przyniosła obraz Jezusa z Caiazzo do Caserty. Podczas jego czyszczenia zauważyła krwawe łzy spływające po twarzy Jezusowej.

Był to pierwszy nadzwyczajny znak.

Biskup z Casety obejrzał obraz i pozwolił Teresie by umieściła go na swoim małym ołtarzu w domu. (Osoba, która pisze te słowa, w orginale włoskim, miała nakazane przez Arcybiskupa, by dać Teresie to pisemne pozwolenie w Wielki Piątek 1975 roku).

Dla Teresy spowodowało to nowe nieprzyjemne incydenty; podejrzenia, domniemania, a wątpliwości co do tego zjawiska ciążyły na Teresie. Odwiedzający stali się inkwizytorami. Chcieli by Teresa opowiadała im, wyjaśniała, kalkulowała.

Była im tylko w stanie powiedzieć;”Jezus nie chce dawać więcej przesłań. Chce pokazać światu większy, bardziej konkretny dowód…”

Czasami sama siebie pytała zdezorientowana, “Co dzieje się w moim domu? Każdy dzień przynosi cuda a wiele ludzi wątpi w rzeczywistość tych wspaniałych wydarzeń. Ja w nie nie wątpie. Wiem, że Jezus nie chce dawać więcej przekazów dla świata słowami lecz większe rzeczy…”

W styczniu 1976 roku Teresa zapisała w swoim słowniczku; “Rok ten zaczął się smutnie. Moją największą boleścią jest patrzeć na obrazy płaczące krwią.

Dzisiejszego ranka zapytałam Pana Ukrzyżowanego o powód jego łez oraz co mają one znaczyć. Jezus odpowiedział mi z krzyża;”Teresa, dziecko moje, tyle jest złośliwości i mściwości w sercach moich synów, szczególnie tych, którzy powinni dawać przykład i posiadać większą miłość. Dziecko, módl się za nich i ofiaruj nieustannie. Nigdy nie znajdziesz zrozumnienia tutaj na dole, w tym świecie, ale tu w górze otrzymasz szczęście i chwałę…”

W jednej z ostatnich notatek w dzienniczku Teresy, który kończy się dnia 2go kwietnia 1976 roku, wspomniane są słowa Madonny dotyczące łez lanych poprzez obrazy i posągi; “Córko moja, łzy te powinny poruszyć serca wielu dusz które pozostają zimne, i wielu innych, które są słabej woli. Dla innych zaś, którzy nigdy się nie modlą i mają moditwę za fanatyzm muszą wiedzić to, że; jeśli nie zmienią swoich dróg, łzy te oznaczają dla nich potępienie wieczne!”

Fenomen ten zaczął wydarzać się kilka razy dziennie. Posągi, “Ecce-Homo”, obrazy, krzyże, obrazy Dzieciątka Jezus, obrazy Najświętszego Serca Chrystusa i obrazy Dziewicy Maryi i inne płakały łzami i krwią. Czasem te łzawienie trwało do piętnastu minut. Patrząc na nie często poruszało to samą Terese  do łez i zastanawiała się, “Czy ja sama nie jestem powodem do tych łez także?”, albo “Co mogę zrobić by uśmieżyć ból Jezusa i Jego Świętej Matki?”

Ze wszystkich ludzi, ona sama płakała! Ona, która była jedyną kto dosłownie dzielił te bóle męki i krew z przebitym Sercem Jezusa i Jego Matki!

ROZDZIAŁ IV

ŚMIERĆ   I   GLORYFIKACJA

Ostatni rozdział życia Teresy naznacza przejście przez trzy szpitale; w Caserta, Mercato S. Severino i w Neapolu. Jako że miała iśćc za Tym, który wołał ją do siebie do nieba.

Teresa wiedziała od 13go marca 1973 roku, że już niedługo odejdzie z tego świata, Jezus potwierdził jej to. Teraz ukazał jej dokładnie że godzina się zbliża.

28go lipca, kiedy odwiedzała swojego brata Luigi w Castel S. Lorenzo, powiedziała mu “Jest to otatni raz kiedy tu przychodzę. Moja misja została ukończona; co poleciłabym tobie najbardziej to; nie zapominaj modlić się ustawicznie za kapłanów.”

25go czerwca, zabrano ją, jako nagły przypadek do szpitala w Caserta na oddział zajmujący się nerkami. Nie dosyć jej bólu fizycznego musiała znosić krzyż ciekawości innych pacjentów, badań lekarzy, z których niektórzy drwili z niej oraz braku spokoju i koncentracji.

Z drugiej strony, była w stanie zostać dobrym samarytaninem dla dziewczynki w wieku okolo 12- 14 lat, która była tak słaba gdyż była na progu śmierci. Także pocieszała biedną starą kobietę widocznie nielubianą przez innych pacjentów.

Teresa była szczególnie dobra i miłująca względem ciemnoskórej kobiety. Ta biedaczka była tak zadowolona, że komuś na niej zależało, że opowieziała Teresie całe swoje życie.

Stan Teresy pogarszał się coraz bardziej. Potrzebowała natychmiastowych dializ nerek. W Caserta nie było już miejsca. Wysłano ją ambulansem do Mercato S. Severino, gdzie powinni mieli mieć miejsce wolne dla nagłych przypadków; ale wszystko było zajęte. W końcu zdecydowano by zabrać ją do “Clinic dei Gerani” w Neapolu.

Tak wysyłając ją tam i z powrotem, biedna męczennica Teresa w swojej ostatniej ekstazie dnia 25go lipca otrzymała wytłumaczenie od Madonny;”Chciałam ci pokazać jak czułam się kiedy nie było dla nas miejsca w gospodzie. Będziesz cierpiała już tylko przez krótki czas, później zabiorę cię do obecności Ojca.”

“Clinic dei Gerani” była miejscem przyjemnym. Dobre Siostry lubiały beznadziejnie chorych pacjentów, były bardzo ciche, tak ciche i delikatne jak owieczki. Lekarze i pielęgniarki traktowali ją z należnym respektem i względem.

Leczenie, które Teresa musiała przejść było długie, rozciągnięte w czasie i bolesne.

Cierpiała dzielnie i bez narzekań. Lekarze podziwiali jej postawę oraz zachęcali by była dzielna.

Kiedy Teresa była w uchwycie najgorszych agonii, nic nie mogło ulżyć jej bólu, siostry pytały czy nie miałaby żadnych pragnień, ale Teresa odpowiedziała;” Czego ja chcę, nie możecie mi dać; ja chcę do raju!”

Wkrótce poczuła że zbliżał się jej czas i bardzo pragnęła by już nadszedł. Zanim jednak mogła to zrobić musiała ukończyć swoją ofiarę; tak samo jak zrobił to Jezus, boska, ukrzyżowana ofiara.

W dzień Naszej Pani z Góry Karmel, otrzymała sztuczną nerkę. Była to delikatna i niebezpieczna operacja, ale była sukcesem i lekarze robili komantarz;”Sama musiała przyczynić się do tego cudu!”

Podczas pobytu tutaj, Teresa zdecydowała się ofiarować wszystko dla jej wszystkich wielkich intencji bliskich jej sercu i odnowić obietnicę pokuty za Kościół, za kapłanów i grzeszników. Wiedziała, że te ostatnie dni, dni ukończenia ofiary są najbardziej owocne i najbardziej Boga zadowalające.

26go lipca została wypisana z kliniki, ale musiała wracać tam co dwa dni na zabiegi.

W tym czasie aż do dnia w którym umarła była bardzo wesoła, szczęśliwa i gorączkowo wyrachowana by ukończyć swoją pracę społeczną wobec ludzi starszych. Teresa zawsze dbała o dobro ludzi starszych, już od wczesnego dzieciństwa. Bardzo otaczała opieką starszych kapłanów, którzy potrzebowali jej pomocy i wsparcia.

W przeddzień swojej śmierci, 18go sierpnia, Teresa miała przyjemność spotkania się ze swoim ojcem duchowym, Don Borra, wtedy razem planowali zakup domu dla starszych księży i biednych bezdomnych ludzi. Wydawała się śpieszyć by sfinalizować transakcję. I się nie myliła…

Następnego dnia, około godziny 12.30 wykończona okropnymi bólami głowy pojechała z Caserta do “Clinic dei Gerani”. Podczas podróży dużo mówiła o planach dla starszych księży i ludzi bezdomnych.

Zaczęła się jej ostatnia dializa, ale szybko nadeszły alarmujące symptomy; jej serce nie reagowało! Okropne bóle głowy i skurcze zmusiły Teresę by poprosiła Siostry by  poluzowały taśmy.

Jej brat duchowy Don Franco Amico, zachęcał ją i modlił się za nią: Ojcze nasz, Zdrowaś Mario, Chwała, Salve Regina oraz Akt Zgody na Wolę Bożą.

Nagle urywany dźwięk z niedalekiego kościoła zaczął wołać wszystkich na pokutną modlitwę z powodu świętokradzkiej kradzieży konsekrowanej Hostii.

Tak więc się stało, że Siostry opuściły klinikę na godzinę by wziąć udział w tym nabożeństwie pokutnym.

Teresa została sama, przybita do krzyża, przywiązana i w okropnej agonii. Tak wypelniła się umowa Teresy z Madonną z 1972 roku; “Matko, więc zgadzamy się , że gdy ten dzień nadejdzie chcę być sama. Chcę być sama na krzyżu.”

Don Franco zagłębiony był w modlitwie; Teresa leżała cierpiąc. Nagle zawołała; “Poczekaj, poczekaj!” Do kogo były skierowane te słowa? Moglibyśmy domyślać się, że była to wizja Matki Pańskiej, która stała przy niej w tych ostatnich chwilach jej życia, tak jak stała przy Jezusie u stóp krzyża podczas Jego śmierci.

Don Franco wspomina: “Po chwili spokoju, Teresa nagle wyprostowała swoje ramiona do wysokości głowy i całe jej ciało, jej ręce i nogi zesztywniały, jak gdyby właśnie zamieniła się w marmur. Poza Teresy była taka sama jak Jezusa w ferworze śmierci z rękami wyprostowanymi na krzyżu.”

Don Franco udzielił jej Sakramentu Ostatniego Namaszczenia.

Lekarze zdecydowali się wysłać ją w końcu do Caserta. Siostry położyły ją w ambulansie. Dojechała do Caserta, ale była już nieżywa.

Było to dnia 19 sierpnia 1976 roku. Teresa miała 33 lata. Kilka godzin przed śmiercią w “Clinic dei Gerani”, pewna pacjentka zapytała ją; “Dlaczego Bóg pozwala mi tyle cierpieć?” Teresa tak jej odpowiedziała;” Czy nie wiesz,że Nasz Pan Jezus Chrystus umarł na krzyżu by udowodnić nam swoją miłość? By nas zbawić! Czy nie wiesz, że nasze grzchy krzyczały tak głośno, jak tłum o Jego śmierć? Nic się nie gubi. Pan nic nie zatrzymuje dla siebie. Zapłaci nam za nasze cierpienie!”

Przez dwa dni i dwie noce ciało jej wystawione było publicznie, a ludzie przychodzili z daleka by okazać jej ostatni hołd.

Teresa ubrana na biało, z rękami przebitymi była obrazem czystej ofiary, lilia naznaczona krwią, ukrzyżowana ofiara.

Tłumy ludzi były takie duże, że dla publicznego bezpieczeństwa, władze, musiały zawołać policje miejską by regulować ruchem.

Pogrzeb był bardzo uroczysty, z koncelebracją 20 kapłanów, w katedrze w Caserta. Ruch w mieście został zablokowany.

Kiedy biała trumna Teresay opuściła dom, publiczność nieoczekiwanie zaczęła bić gromkie brawa, tak samo, kiedy opuszczała katedrę.

Ostatni hymn, który Teresa bardzo kochała został odśpiewany podczas pogrzebu na cmentarzu w Caserta. Był to hymn do Maryi: “Pójdę by zobaczyć ją tam pewnego dnia…” (Andro’ a vederla un di).

Teraz zaś nadeszła godzina by zobaczyć Błogosławioną Matkę tam w Bożym Królestwie Wiecznym.

Tłumaczyła: Bożena

Serdeczne podziękowania dla Pani Bożeny za to ze przetłumaczyła nam historię Teresy Musco

Posted in Cuda, Objawienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 34 Comments »

NARODZONA DLA KRZYŻA cz.2

Posted by Dzieckonmp w dniu 7 Luty 2012


Stygmatyczka włoska Teresa Musco żyła w latach 1943-1976. Zmarła w wieku 33 lat tak jak wcześniej zapowiadała. Dzięki Bożenie która zaoferowała się przetłumaczyć historię życia Teresy, chcemy przybliżyć czytelnikom tą jakże mało znaną osobę a bardzo podobną do ojca Pio. Była to niezwykła osoba żyjąca tak nie dawno a w Polsce nikt nic o niej nie pisze. Katolickie tygodniki się nie rozpisują nic na jej temat

ROZDZIAL II     BLIŻEJ DO KRZYŻA

1. “BĘDZIESZ JAK JA!”

Było to 1go listopada 1950 roku. Teresa właśnie poszła do kościoła. Zanim zaczęła się Msza Św czcigodny Kapłan podszedł do niej i poprosił: “Dziecko, polecam ci, byś modliła się za dusze w czyśćcu cierpiące za które nikt się nie modli.” Teresa zapytała kapłana jak się nazywa. “Jestem Ojciec Pio”, odpowiedział uśmiechając się. “Jezus poprosił mnie bym podał ci tą wiadomość, pewnego dnia zostaniesz tak jak ja. Popatrz…” Z tymi słowami wyciągnął swoje ręce i pokazał jej Stygmaty.

Następnie pobłogosławił ją i odszedł. Było to oświadczenie jej odległego ukrzyżowania i nikt nie był bardziej odpowiedni by jej to zakomunikować, jak sam Ojciec Pio z Pietrelciny. On nosił na swoim ciele 5 Stygmatów Chrystusa przez 50 lat. Mała Teresa nie była bynajmniej przestraszona tą przepowiednią. Przeciwnie, nieustannie prosiła Jezusa by pozwolił by stało się to wkrótce.

Kilka miesięcy później, 11go lipca, Madonna powiedziała jej, “Moje dziecko, będziesz musiała dużo cierpieć, będziesz musiała iść od szpitala do szpitala, od jednego lekarza do drugiego i nikt nie będzie w stanie pomóc ci wyleczyć się z choroby którą Pan Bóg ci ześle. Te cierpienia są potrzebne, ponieważ grzechy świata są ogromne. Za wiele ludzi przebija serce Mojego Syna. Jeśli się nie nawrócą i nie będą żałować, Bóg ześle na ziemię wielką zemstę i katastrofy. Módl się i czyń pokutę.”

Teresa obiecała zrobić wszystko i skłonna była na wszystkie cierpienia jakiekolwiek Bóg by nie zesłał. Nie musiała długo czekać. Zaczęło się kolką, wysoką temperaturą, a jedno kolano zaczęło puchnąć do takich rozmiarów, że doctor zdecydował od razu operacje, ale bez skutku. Rok później, bez zmian, kolka, spuchnięte kolana, wysoka temperatura i przeogromny ból, tak że czasem wyła z bólu. Sąsiedzi narzekali na te krzyki, a na domiar tego dostała zapalenia lewego płuca.

Czas mijał, była w kilku szpitalach i przeszła około 117 operacji, ciało jej wyglądało prawie jak sito gdyż miała dziury, rany i blizny na całym ciele.

1go sierpnia 1952 roku Teresa była w “głębokim śnie.” Znalazła się na ciernistej drodze. Tam spotkała ukrzyżowanego Jezusa, który zapytał, “ Mała córko, czy pomożesz mi nieść krzyż przez chwile?” “Tak”, odpowiedziała niezwłocznie. W tym samym momencie poczuła się schwytana przez żołnierzy, którzy rozciągnęli ją na krzyżu i przybili ją do niego.

Z tego “snu” Teresa zbudziła się całkiem wyczerpana i wtedy zauważyła bolące rany na swoich rękach, na stopach i sercu.

Na początku poczuła przerażenie; potem zastanawiała się, jak Jezus mógł wybrać ją; takiego nikogo, biedne proste wiejskie dziecko. Czuła się zupełnie nie warta tego, całkowite “nic”.

Ale Jezus wytłumaczył, “Córko, wolę wybrać tych skromnych, cichych i pokornych!”

Jak pisze Św Paweł; “Bóg wybiera słabych i cichych by doprowadzić do upadku potężnych i wyniosłych.” (Kol 1.1,2)

Niepokalana Maria podała dwa powody dla ofiary i pokuty Teresy; ofiara za kapłanów i pokuta za grzechy przeciw czystości, które ślą tyle ludzi do piekła.

“Córko Moja”, powiedziała, “ofiaruj wszystko co masz by cierpieć za kapłanów, ponieważ już wcale nie rozumieją Woli Bożej…”

Innego razu, Jezus powiedział Teresie o “obrzydliwym, przyprawiającym o mdłości pokarmie”jakim są dla niego. Tym “ obrzydliwym, przyprawiającym o mdłości” pokarmem są nieczyści, a “niesmacznym pokarmem” letni, połowicznie ludzie.

1go listopada 1952 roku podczas modlitwy w kościele Teresa zobaczyła filar i stojącego na nim Ojca Św, którego utrzymywał w pozycji pionowej złoty łańcuch. Ten filar symbolizujący Kościół kołysał się niepewnie z jednej strony w drugą wtedy Teresa usłyszała prośbę; “Czy jesteś skłonna być wsparciem tego filaru w czasach niepoprawnych?” Pytanie to spowodowało ze zimny dreszcz przeszedł jej po kręgosłupie, ale odpowiedziała bez wahania; “Niech się stanie Twoja wola!”

Kilka lat później, Teresa widziała we śnie wielu ludzi przeklinających, krzywoprzysięgających; z ich oczu, uszu i ust wystrzeliwał gorący ogień który od razu zamieniał się w węże. “Po tym śnie,” pisała Teresa, “ byłam całkowicie przerażona na myśl że mój ojciec może stać się, w oczach Boga, jak ci ludzie, jeśli będzie kontynuował to okropne przeklinanie. Więc powiedziałam ojcu o tym śnie.” Sen ten miał taki efekt na ojca, że przez jakiś czas mniej przeklinał. Teresa cierpiała za kapłanów,za Kościół, za dusze zmarłych, za nieczystych i bluźnierców i za nich się modliła.

Czy może takie małe ludzkie stworzenie zrobić tyle dobra dla tak wielu ludzi? Tak; to jest właśnie intencją Boga. Pokora, przeciętność, zanurzona w modlitwie i cierpieniu jest jak atom, który posiada niespożytą energię w sobie, ogromną , wspaniałą energię.

2. “JA, ZAWSZE W OFIERZE”

Teresa miała 10 lat, kiedy Madonna podyktowała jej przepiękny program na życie, składający się z 5-ciu punktów:

Bóg jedyny jako cel

Jezus jako model

Maryja jako przewodnik

Aniołowie jako doradcy

Ja, zawsze w ofierze.

Wybitny nauczyciel teologii napisał o tym programie: “Nie można wypunktować bardziej perfekcyjnego programu na to jak żyć niż ten; jest on bezdyskusyjnie poza zasięgiem zrozumienia 10cio letniego dziecka.” (P.G.Roschini.)

W tym momencie, jak również w wielu innych rzeczach, które pisała w dzienniczku pod przewodnictwem Madonny, Teresa przewyższyła swój stan wieku w niezwykły sposób. Jest to jasne światło z wysoka i mistyczna głębokość myśli, która daje jej słowa supernaturalnego mistycyzmu. Zaczęła także mówić nieznanym językiem, który ekspert języka semickiego określa jako aramejski z Nazaretu.

Teresa kontynuowała swój program bez ustanku:”Ja zawsze w ofierze.” Ciąg ofiar kontynuował się okropnymi bólami. Bóle fizyczne które dręczyły jej wątłe ciało często doprowadzały ją do krawędzi grobu. Miewała straszne bóle głowy, które były tak dotkliwe, że prawie ponad ludzką wytrzymałość. Jedyną deskę ratunku lekarz widział w radioterapii. Rezultatem czego było ostre zapalenie zatok w czaszce czołowej.

Niedługo potem, pierwszego dnia 1954 roku ujawniły się wady wątroby, tak że lekarz wykrzyknął; “Masz wątrobę jak wol!” i nakazał bolesną kurację. Następnie jej temperatura wzrosła tak wysoko , że doktor mierzył ją aż czterema termometrami. Wszystkie one wzrosły do limitu.

Przy końcu listopada, tego samego roku rozwinął się u niej przenikliwy ból brzucha. Zawołano doktora, który zdiagnozował ostre zapalenie wyrostka robaczkowego i od razu zabrano ją do szpitala.

Zaledwie miesiąc później, kiedy rodzina zasiadła przy kominku, Teresa zemdlała. Tym razem doktor nie wiedział co było przyczyną i nalegał by zabrano ją do Cywilnego Szpitala w Caserta. Doktor osobiście poszedł do burmistrza nakazując jemu pokrycie kosztów szpitala. Udało mu się to jedynie pod groźbą podania go do sądu. Teresę przyjęto.

W przeciągu krótkiego czasu była trzy razy w szpitalu w Caserta. To właśnie tutaj przeszła większość z tych 117 operacji chirurgicznych na swoim wątłym ciele. Igły były wkłuwane w jej kolana dla testów i analiz,z ostateczną diagnozą “gruźlica kości”. Dano jej gips i użyto różnych kuracji , ale bez znacznych rezultatów.

Dwa lata później, w 1957, znowu przyjęto Teresę do szpitala w Caserta. Tym razem nie było nadziei na żadną kurację, lekarz tymi słowami zwrócił się do matki Teresy; “Twojej córce zostało tylko kilka tygodni życia.” To zadecydowało, że matka zabrała ją do domu. Kiedy wyszli ze szpitala Teresa wskazała na niedaleko stojącą figurkę Madonny mówiąc: “Nie umrę, przyjdę Cię odwiedzić!”

Pomimo wszystkich jej dolegliwości, Teresa była w stanie nadrobić zajęcia w roku szkolnym 1954-55 perfekcyjnie. Pani nauczycielka przychodziła do niej, uczyła ją i poprawiała lekcje, kiedy ona leżała w łóżku. Szkolne koleżanki często ją odwiedzały. Nauczycielka zaś dziwiła się tej małej odważnej dziewczynce i była pełna pochwał dla tej małej męczennicy. Jednakże, te właśnie pochwały sprawiły że jej koleżanki stały się zazdrosne.

3. MIŁOŚĆ MA ZAWSZE KSZTAŁT KRZYŻA

Najgorsze cierpienia nie zawsze są te fizyczne, ale te które niosą znak złej woli i złośliwości, pogardy i obojętności, szczególnie demoralizujące jeśli zadane przez osoby najbliższe i najukochańsze.

Mała Teresa miała większy udział niż powinna w boleściach tego typu i jej gorzkie łzy lane były z tego właśnie powodu. Było to fizyczne i psychiczne znęcanie się jej ojca. Kiedykolwiek usłyszał on o jej kolejnej chorobie, krzyczał i przeklinał ją. Raz nawet poszedł tak daleko, że powiedział jej po prostu, “ Jeżeli o mnie chodzi, to możesz umrzeć. Nie mam dla ciebie żadnych pieniędzy.”

Kiedy lekarz zażądał natychmiastowego jej pójścia do szpitala w Caserta, ojciec nie pozwolił jej. Mówił,że nie może sobie na to pozwolić, ale Teresa została przyjęta. Kiedy jako biedna, słaba istota, nękana bólem, wróciła do domu była zależna od opieki i pielęgnacji matki.

Od momentu kiedy wróciła do domu ojciec traktował ją w najbardziej nieczuły i bezduszny sposób. “Jesteś leniwa, obciążeniem dla mnie i hańbą dla rodziny. Jestem zmęczony mając cię przede mną cały dzień; wyjdź za mąż i precz z mojej drogi! Nie zawracaj sobie głowy codzienną Komunią, ja nie chcę widzieć żadnego księdza w moim domu już nigdy więcej. Irytujesz mnie tym!”

Możemy sobie tylko wyobrazić jaką boleść te słowa sprawiały Teresie, jako, że w codziennej Komunii Św zawsze odnajdowała pocieszenie. Nic nie odpowiedziała, tylko płakała gorzkimi łzami i modliła się, jednakże od tego czasu zrezygnowała z codziennej Komunii Św, którą ksiądz zawsze jej przynosił.

Inne upokorzenie miało właśnie się wydarzyć; takie, które zdarza się tylko niewielu świętym, którzy stali się jego przedmiotem, egzorcyzmu, jak osobie opętanej.

“Tak to się wydarzyło.”

Pewnego dnia pewna pani przyszła do niej z wizytą, Madonna dała Teresie możliwość wglądu do najgłębszej części duszy osób którzy ją odwiedzali. Pani ta zauważyła, że Teresa była w stanie poznać całe jej życie oraz próbowała dać jej dobrą poradę. Nie zauważyła tego jednak, że była to pomoc niebios dla jej własnego dobra. Oczywiście, że nie. Widziała to jako robotę diabła i myślała że Teresa była opętana. Powiedziała jej ojcu:”Twoja córka jest opętana! To jest dzieło nekromancji!”

Ojciec nie odrzucił tej idei, ale poszedł w końcu do kapłana nakreślając mu ten problem. Ksiądz był bardzo zaskoczony, ale bez zasięgnięcia jakiejkolwiek opinii zgodził się sprawować egzorcyzm. Przyszedł do domu i zaczął egzorcyzmować Belzabuba by uwolnić Teresę. Nie trzeba dodawać, że było to niepotrzebne. Teresa ofiarowała to upokorzenie, jak i wszystkie inne swojemu ukochanemu Jezusowi. Tak zwykła się modlić:”Daj mi siłę by ofiarować Tobie moje ciało, i pozwól mi wylewać moją krew na Twoją cześć i dla zbawienia grzeszników…”

Jezus dał jej cierpienie jak i siłę. Raz po raz pokazał jej Jezus, że najczystsza miłość ma kształt krzyża.

4. MODLITWA, RÓŻANIEC I SAKRAMENTY

Pewnego dnia Teresa usłyszała Jezusa mówiącego jej; “Jeśli rodziny nie będą się razem modlić i regularnie przystępować do Komunii Św, nie będzie między nimi ani prawdziwego pokoju ani prawdziwej miłości. Kiedy dorośniesz poznasz wielu kapłanów. Patrzę na nich jak na najdroższych synów; musisz im powiedzieć i wpoić to ludziom, by przystępowali do Komunii Św tak często jak tylko mogą i modlili się, a szczególnie na Różańcu.”

Teresa sama żyła tym nakazem i modliła się często, odmawiała 15 części Różańca codziennie. Modlitwa była dla niej sposobem na życie. Kilka specjalnych modlitw nauczył ją jej Anioł Stróż, odmawiała je ze szczególną żarliwością. Oto one;

“Ukręć swą koronę cierniową wokół mojej głowy! Ojcze, przebij moje dłonie i stopy Twoimi gwoździami i przeszyj moje serce Twoją lancą! Klęczę przed Tobą, aby czuć Twoje biczowanie i gorycz zdrady Judasza. Zaakceptuj mnie upokorzoną…”

Nastepną modlitwę Anioł Stróż nauczył ją kiedy była w szpitalu w Caserta. (20 Września 1955)

“ O mój kochany Jezu, cierpiałeś dla mnie, wylałeś swoją krew dla mnie. Proszę wysłuchaj mojego pragnienia: spraw abym była godna Ciebie, obmyj mnie w swojej krwi, zapal ogień miłości w mojej duszy, O kochany Jezu, pozwól by promienie miłości, które promieniują z ran Twojego ciała, były jak ogniste strzały, pozwól by ich znamię zrobiło ze mnie ukrzyżowaną ofiarę wraz z Tobą. Udziel mi bardziej intensywne pragnienie Ciebie, głębsze podobieństwo do Ciebie, bardziej rozżarzoną miłość; obmyj mnie do czysta z niedoskonałości które posiadam i uczyń mnie bardziej doskonałą dla nieba.”

Każde cierpienie, udręka i modlitwa była ofiarą za kapłanów i za Kościół, tak bardzo, że uważała dzień za “stracony”, jeśli minął on bez modlitwy za kapłanów. Kapelan szpitala w Caserta szybko zauważył, że Teresa nie była zwykłą ofiarą. Raz, kiedy była w intensywnej agonii, kapelan zapytał ją, “ Za kogo ofiarowujesz swój ból?” Teresa odpowiedziała, “Za wszystkich kapłanów, biskupów i Papieża, by zostali świętymi.” Innego razu kiedy była w ekstremalnym bólu, kapelan (który dobrze ją rozumiał i nawet zachęcał tak bardzo jak mógł), patrzył na jej agonię i zapytał; “Teresa, co mówisz Jezusowi?” Teresa, pomimo bólu, zdobyła się na uśmiech i odpowiedziała, “mówię Mu; Jezu, Panie, z Twoją pomocą chciałabym przemienić mój ból w ołtarz, na którym ja sama mogę być ofiarą za braci…”

Co za odpowiedź od ledwie 14to- letniej osoby!

Kilka lat później została wzięta na stół operacyjny przywiązana do niego, włożono jej igłę głęboko w kolano by zrobić test. “Dosłownie, czułam tą igłę w sercu, jakby ktoś wiercił nią dziurę,” pisała później Teresa. Ten stół z przywiązanym do niego jej ciałem musiał być jak ołtarz boleści!

Najpiękniejszą rzeczą było, że Teresa nie tylko była w stanie się uśmiechać, ale wyglądała na szczęśliwą. Nie zamknęła swojego bólu w smutku rozpaczy. Nie, jak Św Piotr napisał do pierwszych Chrześcijan:”Umiłowani … cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały. (1 Piotr 4.13) Św Piotr wołał, “Pełen jestem pociechy, opływam w radość w każdym ucisku!” (2Kor 7.4)

Słowa Apostoła zabrzmiały echem pomiędzy najbardziej gorzkimi agoniami. Jak napisane jest w dzienniczku Teresy; “Sama myśl na miłość Jezusa i o zbawianiu dusz zamieniała całe moje cierpienie w Jego.” A w innym punkcie: “Nie wiem dlaczego; ale kiedy jestem w głębokim cierpieniu nie jestem smutna, czuję nawet radość w mojej duszy i czuję że wznosi się ona wyżej i wyżej…”

5. MIŁOŚĆ LUDZKA

Czas kwitnięcia młodzieży przypada na wiek około 14 lat i potrzeba kochania drugiej osoby, jak i potrzeba bycia kochanym jest rzeczą naturalną w tym wieku. “Jesteśmy stworzeniami Bożymi a Bóg jest miłością” (1 Jan 4.8)

W wieku 14 lat Teresa poznała chłopca równego sobie wiekiem, nazywał się Tonino. Był on wybitnie dobrym i uprzejmym chłopcem, z szerokim zakresem zrozumienia duchowego i prawdziwie czystą, piękną duszą; podobną do Teresy. Nie ma się czemu dziwić, że zostali sobą zauroczeni. Rozumieli się w rzadki, piękny, mistyczny sposób. Miłość Boża była rzeczą najważniejszą w ich życiu. Pewnego dnia Tonino powiedział Teresie; “Teresa, jeśli Jezus zechciałby byśmy ofiarowali Mu naszą miłość, zrobilibyśmy to, nawet gdyby to kosztowało nas własne życie!” Teresa odpowiedziała, “Tak… ale jeśli Pan życzyłby sobie byśmy się pobrali i mieli rodzinę?” “Wtedy zrobimy to co Bóg od nas zechce,” odpowiedział Tonino.

Pewnego dnia, kiedy Teresa była chora i troszkę przygnębiona Tonino odwiedził ją mówiąc, “Teresa, ja także czuję głęboki żal w mojej duszy. Jak okropnie jest, kiedy wszystko zaczyna staczać się w dół w jednym momencie… Najlepiej o tym nie myśleć. Ty musisz cierpieć argumenty twojego ojca, a ja muszę cierpieć właśnie w mojej rodzinie. Włóżmy nasze dłonie w dłonie Jezusowe; tylko On może nas poprowadzić prawdziwą drogą przez ten świat. Bądź dzielna i trzymaj się Jezusowego krzyża!” Tak mówił Tonino. Była to mowa pełna inspiracji, karmiona modlitwą i codziennym uczęszczaniem na Mszę Św, gdzie spotykał się z Teresą.

Ojciec Teresy zauważył że interesowali się sobą, wpadł w gniew i krzyczał; “Chcę byście się pobrali!” Biedna dziewczyna odpowiedziała, “nie jestem pewna czy moim powołaniem jest małżeństwo.” Ojciec wybuchnął; “to kłamstwo, jesteś hipokrytką! Chcę byś wyszła za mąż, jeśli nie to powinnaś opuścić ten dom w trumnie. Albo opuścisz dom mężatką, albo w trumnie!”

Pan, który splata sieci losu, pociągnął za sznurki w odpowiednim momencie. Niedługo potem, oboje Teresa i Tonino mieli takie same sny. Śniło im się że Tonino został potrącony przez furgonetkę. Sen spełnił się z każdym detalem. Rankiem 8go maja 1959 roku, Tonino i Teresa razem poszli na Mszę Św. Po Mszy Św razem odmówili Różaniec Św; wszystkie 15 części. W drodze powrotnej mijała ich furgonetka, której nie zadziałały hamulce i potrąciła Tonino.

Teresa widziała Madonnę zabierającą duszę anielskiego chłopca w zwyż. Bóg sam zadecydował…

Teresa była przygnębiona tą stratą, ale jej wewnętrzna perspektywa ukazała się jasno; “Moja miłość”, pisała, “należy teraz w całości i tylko do Chrystusa. Bardziej niż kiedykolwiek, wiem że jest to jedyna wieczna miłość.”

Niedługo potem dwóch młodzieńców pojawiło się na scenie. Pierwszy miał możliwość spotkać się z Teresą kilka razy. Podczas karnawału, jego frywolny charakter, tak bardzo maskowany wcześniej, ukazał się jawnie. Teresa doszła do wniosku, że nie ma on smaku i jest pełen pogardy, także było to ich ostatnie spotkanie. Nie wiedziała nic o tym drugim, za którego ojciec chciał by wyszła za mąż, ponieważ był bardzo bogaty. Po powtórzeniu swojego życzenia po raz trzeci, Teresa odpowiedziała mu otwarcie;”Ja nie chcę wychodzić za mąż!” Rozwścieczony ojciec wrzeszczał w furii; “Jeśli nie zmienisz zdania, możesz zapomnieć, że jestem twoim ojcem. Nie będziesz należeć do tej rodziny.”

6. POŚWIĘCONE DZIEWICTWO

Od miłości człowieka do miłości Boga, od miłości podzielonej (1 Kor 7.32) do niepodzielnej, czystej i całkowitej miłości: Teresa przeszła z fazy miłości podzielonej i była gotowa by ofiarować swoje życie w dziewictwie na całe życie.

Jej konsekracja dziewictwa odbyła się w dziwny sposób; 15go października 1963 roku o godz. 13.30 Teresa była sama w domu. Ktoś zapukał do drzwi, a kiedy Teresa otwarła je stał tam zakonnik, który przyszedł by podać jej Komunie Św. Było pewne, że był to Ojciec Pio z Pietrelciny, który spotkał się z Teresą już kilka razy. Po Komunii Św Teresa i zakonnik modlili się razem. Następnie zapytał on, “dziecko, czy chcesz konsekracji twojego dziewictwa dla Najświętszej Madonny?” “Tak” odpowiedziała Teresa.

Następnie zakonnik podyktował jej te słowa, które Teresa zapisała w swoim dzienniczku; “O, najdroższy Jezu, popatrz na swoją sługę u szczytu szczęścia. Dziękuję Ci za wybranie mnie pokornej. Daję Ci moją przysięgę, że zawsze będę Tobie służyć, ciałem i duszą w czystym dziewictwie. Pozwól mi być umarłą na sprawy świata. Nie należę już do siebie, należę do Ciebie. Wolałabym raczej stracić moje życie niż być Tobie niewierną. Święta Maryjo, Matko Chrystusa, proszę czuwaj nade mną i strzeż mojego dziewictwa i uchroń mnie od jakiejkolwiek skazy. Święta Gemmo, Święta Tereso, Święta Mario Goretti, proszę kochane siostry, pomóżcie mi być wierną mojemu Bogu i mojej przysiędze oraz dajcie mi trochę miłości którą macie, dla Jezusa!”

Tydzień później ten sam zakonnik podyktował jej drugą modlitwę, która jest jasnym i idealnym programem życia dla dziewicy konsekrowanej, oddanej Bogu. Teresa zapisała ten nakaz w taki sposób; “Jezu, zanim ujrzę Cię w niebie, będę żyła moim życiem tutaj na ziemi jako hostia miłości. Jak Hostia w Tabernakulum, chcę być cała biała i czysta, pomiędzy ołtarzem i niebem, razem z Tobą i poświęcona dla Twojej Chwały.

Jak hostia w ręku kapłana, tak będę w rękach moich przełożonych. Chcę być hostią ofiarną i nieść każdy krzyż, jakąkolwiek postać czy formę przybierze. Amen!”

Pewnego dnia Teresa wzięła się na odwagę i powiedziała otwarcie ojcu;”Jest bezużytecznym mówić ludziom by mnie śledzili by wiedzieć czy przyjęłam Komunię Św. Ja chcę przyjmować Komunię Św.!” To mówiąc, wysłała kogoś po kapłana. Kiedy przyszedł, podał Teresie Komunię Św, co uczyniło ją bardzo szczęśliwa, ale ojciec zareagował na to w diabelski sposób; posunął się tak daleko, że zaczął przysięgać i przeklinać Madonnę. To zabolało Teresę głęboko, tak głęboko że powiedziała ojcu; “Wyprowadzam się z tego domu!” “Boże,” odpowiedział on, “to jest dokładnie to co chcę byś zrobiła! Zrobisz mi tym wielki zaszczyt.”

7. ” PÓJDĘ TAM, GDZIE JEZUS CHCE BYM POSZŁA”

W tym momencie Teresa przypomniała sobie przepowiednie którą Madonna dała jej w roku 1951: “W roku 1968 twoj ojciec zechce byś opuściła dom i rodzinę i mieszkała sama. Wtedy spotkasz twojego ojca duchowego, któremu możesz zaufać i powiedzieć mu wszystko. Spotkasz także brata duchowego…”

2go listopada 1960 roku Anioł Stróż przypominał jej: “Jezus chce byś opuściła swój dom i twoich bliskich.” I trzy dni później: “Jezus chce byś odeszła, jeśli nie chcesz by zabrał twoich rodziców do siebie!”

Myśl o rozłące bolała, nie była pewna czy jest w stanie to zrobić. “Próbowałam szyć i cerować, ale igła kłuła moje palce…” Ale w końcu zdecydowała. “Chcę całkowitego wyrzeczenia dla Jezusa. On mnie kocha, opuszczę dom i rodzinę, którą kocham. Pójdę, gdzie Jezus chce bym poszła!”

Od jej aktu wyrzeczenia się minęły lata. Lata bólu, który zawiódł Teresę wyżej na drodze Kalwarii. Potem gdy stan jej zdrowia stale się pogarszał, musiała być wzięta znowu do szpitala. Tym razem nie do Caserty, ale do Cardarelli w Neapolu, gdzie musiała poddać się testom, operacjom i eksperymentom. Ale pomimo starań wszystkich lekarzy, nie byli w stanie znaleźć lekarstwa. Jedyną dobrą rzeczą była niezłomność z jaką Teresa znosiła najbardziej makabryczne cierpienia i ofiarowywała je Jezusowi, jak również ilu ludzi nauczyła odmawiać Różaniec. Mężczyźni i kobiety poprzez nią uczyli się jak się modlić i z nią się modlili. “Było to bardzo wzruszające widzieć jak usilnie się modlili.” Pisała Teresa.

Pomagała innym pacjentom ile tylko była w stanie. Miała dużo czasu w rękach i chciała nauczyć się robić zastrzyki. Doktor pozwolił jej na to. Czasami pracowała od rana do nocy a pacjenci bardzo ją lubili. Dla nich była “doobrą i życzliwą pielęgniarką.” Wykorzystała każdą okazję by udzielać pomocy nie tylko fizycznej ale i duchowej. Przyprowadziła wielu bliżej Boga poprzez swoje słowa i uczynki.

Po 6-ciu miesiącach bólu, jej pobyt w Cardarelli skończył się totalnym naukowym i medycznym fiasco. Doktor który ją leczył, powiedział jej delikatnie; “Drogie dziecko, idź do domu i nie zbaczaj nigdy z drogi!”

Ofiarna ofiara dla zbawienia dusz, naprawdę czuła brzemię tej okropnej sytuacji ale ciągle była w stanie modlić się: “Jezu, wiesz, że gdybym nawet miała tysiąc żyć, poświęciłabym Tobie wszystkie, za Twoich kapłanów!”

Jej szlachetne i heroiczne czyny tylko podkreślały jej ból i problemy, ale przecież sama sobie ich życzyła i nikt nie mógł tego rozumieć!

Stare problemy znowu się zaczęły – ojciec chciał ją znowu egzorcyzmować, ale tym razem nie chciał pomocy kapłanów, ale kogoś ze wszystkich: nekromanty! Ojciec placił mu za jego posiedzenia, podczas których Teresa była bita po twarzy i polewano jej głowę wodą. Teresa powiedziała ojcu, “Jeśli chcesz mi pomóc, kup leki, które doktor przepisał zamiast wyrzucać pieniądze na nekromatów.” Ojciec odpowiedział jej że ona chce “grać damę” i żyć w kieszeni rodziców. Traktował ją gorzej niż wcześniej.

Pewnego ranka, kiedy miała wysoką gorączkę, ojciec wszedł do jej pokoju, napluł jej w twarz i za włosy ściągnął z łóżka. Potem odszedł w pole, gdzie pozostał przez miesiąc nie wracając, tak by nie musiał patrzeć na Teresę. Wrócił do domu ale tylko pod warunkiem, że nie będzie musiał wchodzić do jej pokoju nigdy więcej. Co za sytuacja!

Te wszystkie wydarzenia postawiły Teresę w stan głębokiej depresji z bólami i bezsennością. Chciała zbudzić się “w raju”, tak że wzięła kilka tabletek “Cortisonu”, które nie sprawiły że obudziła się w raju, ale pozwoliły spać przez 26 godzin. Stało się jasne że stan zdrowia Teresy był w takim stanie, że przestała być odpowiedzialna za własne czyny. Jej zdrowie i siły były na najniższym poziomie – czuła się dosłownie jak “wyprana szmata.”

8. “TERESA, IDŹ DO CASERTY!”

Niedługo później Teresa została przyjęta do innej kliniki w Neapolu, gdzie musiała znosić diabelskie intencje lubieżnego doktora. Ta biedna, delikatna dziewczyna musiała zebrać całą swoją siłę by go odeprzeć. Walka ta zakończyła się brzydką sceną: kiedy on próbował przyciągnąć ją do siebie by ją objąć, ona chwyciła dzbanek pełen wody rzuciła go jemu na głowę. Jeśli ktokolwiek ucierpiał, to na pewno ona sama!

Po kolejnym beznadziejnym pobycie w klinice Teresa powróciła do domu. Jednego dnia matka powiedziała jej; “Kiedy skończyłam dzień pracując na polu twój ojciec odmówił mi wejścia do domu; powiedział, że jeśli cię nie wyrzucę, on mnie wyrzuci z domu!”

Sytuacja ta prawie złamała jej serce. Nie pozostawało jej to innego wyjścia, jak opuścić dom i wynająć coś w Caserta. Kiedy modliła się Madonna powiedziała jej: “Odwagi, idź do Caserta. Tam dam ci pomoc i siłę.”

Teresa płakała gorzko aż do wyczerpania. Miała takie dobre zamiary, chciała tego co najlepsze dla rodziny. Zostawić ich było dla niej gorzkim ciosem. 8go stycznia w końcu przeprowadziła się do Caserty. Odprowadzili ją matka wraz z młodszym bratem Pietro.

Jak mogła żyć w Caserta, sama, bez pracy i żadnego dochodu? Bóg zapewnił: spotkała dobrą i pobożną kobietę w Caserta. Teresa nazwała ją “ciocia Antoinette”, która była dla niej jak matka i dała jej tymczasowe zakwaterowanie w swoim domu.

Siostra Teresy była zakonnicą w klasztorze i od niej matka przełożona usłyszała o kłopocie Teresy. Zaprosiła ją i dała jej sumę 100,000 lirow by Teresa miała czym zapłacić za wynajm.

W międzyczasie Teresa pomimo słabego zdrowia była w stanie znaleźć sobie lekką pracę by mieć na życie. Znalazła posadę jako pielęgniarka do dzieci w sąsiednim domu i wypełniała swoje obowiązki wiernie, zawsze wesoła i uśmiechnięta, pomimo gorączek i bólu.

Co wieczór wraz z “Ciocią Antoinette” szły do kościoła na nabożeństwo. Ceniła sobie bardzo tą godzinę spokoju…

Siostra jej Fortuna, miała eskortować chorych pacjentów do Lourdes i zaprosiła Teresę by z nimi pojechała. Teresa była tym uszczęśliwiona.

12go września, pojechali do Lourdes. Jak tylko zajechali Teresa poszła prosto do Groty. Modliła się z łzami płynącymi jej po twarzy, wykąpała się w wodzie i była zdziwiona,że woda była ciepła, kiedy wszyscy inni zauważali jak była lodowato zimna.

Kiedy wykąpała się po raz drugi zdarzyło się coś niezwykłego; jej dwie otwarte rany, jedna na nodze, druga na brzuchu zamknęły się i zagoiły natychmiast.

Spędziła wiele szczęśliwych godzin modląc się i dziękując Madonnie. Te kilka dni w Lourdes minęło bardzo szybko. Niedługo trzeba było wracać z powrotem, Teresa była bardzo smutna z tego powodu, jak również inni pielgrzymi.

Ta rzadka, niebiańska perfuma Naszej Pani zdawała się pozostawać, zauważyła Teresa. Po powrocie z Lourdes, zdarzyło się coś nieoczekiwanego; zdrowie Teresy zaczęło kwitnąć znowu. Patrząc na wszystkie przeszłe doświadczenia, nie chciała w to wierzyć, ale musiała przyznać się; Czuję się nową osobą. Mogę chodzić, biegać i nie mieć żadnego bólu, żadnego!”

Ale na jak długo może być to dane duszy ofiarnej? Tylko krótką chwilę!

Ciąg dalszy nastąpi

Tłumaczyła; Bożena

Posted in Ciekawe, Cuda, Kościół, Objawienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 39 Comments »

31 stycznia 2012, jako specjalny dzień modlitwy

Posted by Dzieckonmp w dniu 31 Styczeń 2012


Matka Boża przekazała przez Marię Bożego Miłosierdzia prośbę o ogłoszenie dnia 31 stycznia dniem modlitwy za wszystkich ludzi  którzy  podczas Ostrzeżenia  zakończą swoje życie tutaj na ziemi. W odpowiedzi na prośbę Matki Bożej apeluję do Internetowego Koła Modlitewnego o odpowiedź na apel Matki Bożej. Oto słowa jakie wczoraj od Niej otrzymaliśmy:Ty, Moje dziecko, musisz poprosić wszystkich wyznawców tych boskich orędzi, aby przeznaczyli jutrzejszy dzień, wtorek 31 stycznia 2012, jako specjalny dzień modlitwy.

Matka Boża prosi nas abyśmy modlili się różańcem

KTO NIE UMIE ODMAWIAĆ RÓŻAŃCA MOŻE RAZEM Z FILMIKIEM NA KTÓRYM JEST CZĘŚĆ RADOSNA

oraz Koronką do Bożego Miłosierdzia. Oto słowa jakie wczoraj od Niej otrzymaliśmy: „W tym dniu musicie odmawiać Najświętszy Różaniec i modlitwy do Bożego Miłosierdzia.”

KTO NIE UMIE LUB NIE ZNA MOŻE WŁĄCZYĆ SIĘ  POPRZEZ TEN FILM

Matka Boża poprosiła nas również aby w tym dniu pościć w tych samych intencjach. Oto słowa nam dane: „każdy musi spróbować, i pościć w ciągu tego dnia. W ten sposób więcej dusz, zwłaszcza tych w grzechu śmiertelny  m w momencie śmierci, może zostać uratowanych przez Miłosierdzie Mojego ukochanego Syna Jezusa Chrystusa.”

ZAPRASZAM  WSZYSTKICH DO POSŁUCHANIA PROŚBY MATKI BOŻEJ. ZAPROŚCIE INNYCH ABY SIĘ WŁĄCZYLI. RATUJEMY LUDZI, PRZEZ NICH CAŁY ŚWIAT.

Posted in Alert, Apel, Apokalipsa, KOMUNIKATY, Kościół, Objawienia, Orędzia Ostrzeżenie, Prośba o modlitwę, Różaniec, Warto wiedzieć | Otagowane: , | 134 Comments »

Ostrzeżenie dla świata! (każdy człowiek niedługo ujrzy Prawdę)

Posted by Dzieckonmp w dniu 19 Styczeń 2012


Zapowiedź ogólnoświatowego „ostrzeżenia”

    „Przekażcie tę zapowiedź Memu stworzeniu” – domaga się Niebo. A jednak orędzie z Garabandal (z ogłoszonym w nim przez Maryję ostrzeżeniem) nie zostało rozpowszechnione na świecie przez powołane do tego autorytety. Jezus Chrystus zechciał więc w 1987 r. powtórzyć aktualność „ostrzeżenia” (kobiecie, która nazywa się Vassula Ryden), podkreślając odpowiedzialność pasterzy:

„Moje stworzenie powinno zostać ostrzeżone i wierzyć we Mnie. Przypomnijcie im Moją Miłość, rozpowszechniajcie Moje Słowo, głoście Mnie… Ogłaszajcie Mnie, nie odrzucajcie Mnie!

Obecnie odrzucacie Mnie, nie bronicie Mnie! Ogłaszajcie Moje Dzieła z przeszłości i Moje aktualne Dzieła. Jestem Wszechmogący. Cierniami Mojej Głowy są wszystkie kapłańskie dusze trzymające klucze poznania, które same do niego nie dochodzą i nie pozwalają dojść tym, którzy tego pragną! Te dusze kapłańskie są Moimi cierniami! Ich ręce są jeszcze splamione świeżą krwią z przeszłości, odpowiedzialne za tyle zbrodni i okrucieństw. Te ciernie powinny Mnie znaleźć i okazać skruchę. Chcę, aby się nawrócili. Oni przeciwstawili się Orędziu Mojej Matki w Garabandal nie rozpowszechniając go, jak powinno to być uczynione. Nie chcieli uznać Jego pilności!

O, cóż tam mam, Vassulo! Kamienie, ich serca są skamieniałe. PRZYJMIJCIE Prawdę, otwórzcie serca, Garabandal jest kontynuacją Fatimy!

Nie powtarzajcie waszych błędów… PIOTRZE! Piotrze, bądź Moim Echem! Paś Moje baranki, Piotrze…” (1.12.1987)

Wyjaśnienia Conchity…

1 stycznia 1965 r., przy piniach w Garabandal, Matka Boża z Góry Karmel zapowiedziała Conchicie ostrzeżenie światowe po to, abyśmy się poprawili i przestali popełniać tak wiele grzechów obrażających Boga. Ma ono być napomnieniem sumienia całego świata.

Według Conchity ostrzeżenie pochodzi bezpośrednio od Boga. Nie nadejdzie ono jako kara, lecz jako cudowny środek ocalenia:

„Aby dobrzy jeszcze bardziej zbliżyli się do Boga, a źli – nawrócili się i zmienili”, jak powiedziała. Przy innej okazji dodała:

„Bóg pragnie, abyśmy dzięki ostrzeżeniu się poprawili i mniej grzeszyli. Zostanie ono ujrzane przez wszystkich ludzi, gdziekolwiek by się nie znajdowali. Będzie to jakby objawienie każdemu z nas wewnętrznie naszych grzechów oraz dobra, jakiego nie uczyniliśmy. Wierzący jak i niewierzący, ludzie wszystkich religii zobaczą to i odczują. To będzie jak agonia…”

Innym razem wyjaśniła jeszcze:

„To będzie jak ogień. Nie spali naszego ciała, lecz odczujemy go fizycznie i duchowo. Wszystkie narody i wszyscy ludzie tak to odczują. Nikt przed tym nie ujdzie. I nawet niewierzący odczują bojaźń Bożą. Dziewica powiedziała, że ostrzeżenie i wielki cud będą już ostatnimi tak wielkimi przejawami, jakie Bóg nam da. To dlatego myślę, że po nich będziemy blisko końca czasów.”

Odczucie w głębi duszy…

Inna widząca z Garabandal (Jacinta) tak opowiedziała o tym, jak rozumie „ostrzeżenie”:

„To coś, co będzie najpierw widziane poza nami, w przestworzach, a potem natychmiast odczujemy to w duszy. Potrwa krótki czas, ale będzie się wydawało, ze trwa bardzo długo z powodu oddziaływania na nas, na nasze wnętrze. Stanie się to dla dobra dusz, abyśmy ujrzeli nasze sumienie, dobro i zło, jakie popełniliśmy. Odczujemy wtedy wielką miłość do naszych Niebieskich Rodziców (do Boga, który jest naszym Ojcem oraz Maryi – naszej Matki) i poprosimy ich o przebaczenie za wszystkie zadane im zniewagi.”

Ostrzeżenie jest dla wszystkich, gdyż Bóg pragnie zbawienia każdego stworzonego przez Siebie człowieka. Celem ostrzeżenia jest doprowadzenie nas do zbliżenia się do Niego i powiększenie naszej wiary. Powinniśmy więc przygotowywać się na ten dzień. Nie mamy oczekiwać go z lękiem, Bóg bowiem nie zsyła niczego, aby wystraszyć. On czyni wszystko ze sprawiedliwością i miłością. Wszystko czyni dla dobra Swych dzieci, aby się cieszyły życiem wiecznym i nie zatraciły się.

Co do sposobu naszego przygotowania się na to wydarzenie Mari-Loli (jeszcze jako dziecko uprzywilejowane oglądaniem Matki Bożej), polecała nam:

„…mocno pokutować, podejmować ofiary, nawiedzać Najświętszy Sakrament każdego dnia, kiedy możemy to uczynić, i codziennie odmawiać Różaniec…”

Objawienie się Boga każdej żyjącej istocie

Wszystkie informacje przekazane przez widzące z Garabandal zostały potwierdzone i uszczegółowione w orędziu danym Vassuli Ryden.

Widzące z Garabandal starały się jedynie własnymi słowami przedstawić trudne do opisania zjawisko duchowe. Tymczasem z orędzia zanotowanego przez Vassulę jasno wynika, iż ostrzeżenie będzie podobne do tego, czym jest sąd szczegółowy duszy, kiedy powraca ona do swego Ojca. Będzie się składać z osobistego objawienia w trzech fazach o nasilającej się intensywności:

1) W pierwszym objawieniu się nam Boga Światło Boże przeniknie naszą duszę, ukazując nam świat niebieski, rzeczywistość nadprzyrodzoną w całym jej ogromie. Jednocześnie widzenie to sprawi, że uświadomimy sobie nasze grzechy i ich wielkość.

2) Stopniowo będziemy się zanurzać w Świetle aż ujrzymy samego Boga w Chrystusie uwielbionym. To spowoduje, że serce człowieka uświadomi sobie swe grzechy i okaże autentyczną skruchę.

3) Zostaną przed nami ujawnione wszystkie bluźnierstwa z całego naszego życia i dokona się sprawiedliwy sąd nad nami.

Oto słowa zanotowane na ten temat przez Vassulę Ryden 15 września 1991 r.:

„W czasie całego twojego życia, pokolenie, Moje Prawo było przez ciebie wyśmiewane. Odwróciliście się i zbuntowaliście się. Czy wreszcie zaczniecie się przygotowywać na spotkanie ze Mną, waszym Bogiem? Zamierzam wkrótce przejść przez twoje Miasto, a będzie to wcześniej niż myślisz! To będą Moje ostatnie ostrzeżenia. Mówię ci z powagą:

Przebudź się z twojego głębokiego snu! Idziesz ku swojej ruinie.
Strząśnij kurz, który cię pokrywa, wskrześ umarłych.
Koniec Czasów jest bliższy, niż myślisz…

Faza pierwsza – Wizja Nieba i uświadomienie sobie swego stanu

Niebawem, już wkrótce, otworzę nagle Moją Świątynię w Niebiosach i odsłoniętymi oczami ujrzysz tam jakby tajemne objawienie: miriady Aniołów, Tronów, Panowań i Potęg, Mocy. Wszyscy upadają na twarz wokół Arki Przymierza.

Potem Tchnienie muśnie twoje oblicze i Potęgi Niebios zadrżą. Po błyskawicach nastąpi huk grzmotu. „Wtedy nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały aż do chwili obecnej” (Dn 12,1), bo pozwolę twej duszy dostrzec wszystkie wydarzenia twego życia: odsłonię je jedno po drugim. Ku przerażeniu swej duszy uświadomisz sobie, w jakim stopniu twoje grzechy spowodowały popłynięcie niewinnej krwi dusz-ofiar. Wtedy każę twej duszy zobaczyć i uświadomić sobie, w jakim stopniu nigdy nie wypełniałeś Mojego Prawa. Jak zwój, który się rozwija, otworzę Arkę Przymierza i uświadomię ci twój brak szacunku wobec Prawa.

Faza druga – Wizja Boga i wyrzuty sumienia

Jeśli będziesz jeszcze żył i stał na własnych nogach, oczy twej duszy zobaczą olśniewające Światło, jakby migotanie niezliczonych, drogocennych kamieni, jakby ognie kryształowych diamentów. Światło tak czyste i tak olśniewające, że – chociaż w milczeniu otaczają je miriady aniołów – nie zobaczysz ich w pełni, gdyż to Światło ukryje ich jak złoty pył. Twoja dusza dostrzeże tylko ich sylwetki, nie widząc ich twarzy. Wtedy w tym oślepiającym Świetle twoja dusza ujrzy to, co w ułamku sekundy widziała niegdyś, w samym momencie stworzenia…

Zobaczą: Tego, który jako pierwszy wziął was w Swoje Ręce, Oczy, które jako pierwsze was ujrzały.
Zobaczą: Ręce Tego, Który ukształtował was i pobłogosławił…
Zobaczą: Najbardziej Czułego Ojca, waszego Stwórcę, przyobleczonego w przerażającą wspaniałość, Pierwszego i Ostatniego, Tego, który jest, który był i który ma przyjść, Wszechmogącego, Alfę i Omegę: Władcę.

Gdy oszołomiony odzyskasz świadomość, twoje oczy będą sparaliżowane strachem, widząc Moje Oczy, które będą jak dwa Płomienie Ognia. Wtedy twoje serce ponownie ujrzy swe grzechy i zostanie ogarnięte wyrzutami sumienia. W ogromnym ucisku i wielkiej agonii będziesz cierpiał z powodu twego braku szacunku dla Prawa, zdając sobie sprawę, w jakim stopniu znieważałeś ustawicznie Moje Święte Imię i jak Mnie odrzucałeś – Mnie, twojego Ojca… W przerażeniu zadrżysz i wzdrygniesz się, gdy zobaczysz samego siebie, jakby rozpadającego się trupa, pożeranego przez robaki i sępy.

Faza trzecia – Poznanie siebie i lament

A jeśli jeszcze utrzymasz się na nogach, to pokażę ci, czym twoja dusza – Moja Świątynia i Moja Siedziba – żywiła się przez wszystkie lata życia. Ku twemu wielkiemu przerażeniu zobaczysz, że – zamiast Mojej Ustawicznej Ofiary – kochałeś Żmiję i że, w najgłębszej sferze swojej duszy, wzniosłeś Ohydę Spustoszenia, o której mówi prorok Daniel: Bluźnierstwo.

Bluźnierstwo, które zrywa wszystkie więzy niebiańskie łączące cię ze Mną, twoim Bogiem; które tworzy przepaść między tobą a Mną, twoim Bogiem. Gdy nadejdzie ten Dzień, łuski z twoich oczu opadną, abyś ujrzał, jak bardzo jesteś nagi i jak twoje wnętrze podobne jest do wysuszonej krainy… Nieszczęsne stworzenie, twój bunt i wypieranie się Najświętszej Trójcy uczyniły z ciebie buntownika, odstępcę i prześladowcę Mojego Słowa. Twoje skargi i jęki jedynie ty sam usłyszysz. Powiadam ci: będziesz lamentował i płakał, lecz tylko twoje własne uszy usłyszą twe skargi. Ja mogę tylko sądzić, jak Mi zostało nakazane sądzić, a Mój sąd będzie sprawiedliwy. Jak było za czasów Noego, tak będzie wtedy, gdy otworzę Niebiosa i ukażę wam Arkę Przymierza. <<Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego>>.

Powiadam wam, gdyby ten czas nie został skrócony, dzięki wstawiennictwu waszej Najświętszej Matki, świętych męczenników i dzięki morzom krwi przelanej na ziemi, od Sprawiedliwego Abla aż do krwi wszystkich Moich proroków, nikt z was by nie ocalał!

Ja, wasz Bóg, posyłam anioła za aniołem, aby głosił, że Mój Czas Miłosierdzia dobiega końca i że Czas Mojego Królestwa na ziemi jest w zasięgu ręki. Posyłam wam Moich aniołów, aby świadczyli o Mojej Miłości <<wśród tych, którzy żyją na ziemi, wśród każdego narodu, szczepu, języka i ludu>>. Posyłam ich wam jako apostołów ostatnich dni, by głosili, że: <<Królestwo na tym świecie stanie się jak Moje Królestwo w górze i że Mój Duch będzie królował na wieki wieków!>> wśród was. Na tę pustynię posyłam wam Moje sługi-proroków, aby wołali:

<<Ulęknijcie się Mnie i oddajcie Mi chwałę,
bo godzina sądu Mojego nadeszła.>>

Moje Królestwo zstąpi nagle na was, dlatego powinniście być stali i wierzyć do końca. Moje dziecko, módl się za grzesznika, który nie jest świadomy swego spustoszenia. Módl się, prosząc Ojca o przebaczenie zbrodni, które świat popełnia bez przerwy. Módl się o nawrócenie dusz, módl się o pokój.”

– – – –

Gdybyście kochali Boga, bylibyście szczęśliwi, dowiadując się o tym wszystkim.

W kilka dni później Jezus Chrystus dodał:

„Ci, którzy kochają Mnie naprawdę, będą cierpieć tylko z tego powodu, że nie uczynili dla Mnie więcej. Oni także będą oczyszczeni; lecz biada tym, którzy odrzucali Mnie i odmawiali rozpoznania Mnie. Ci mają już swojego sędziego: Prawda, która została im dana, stanie się ich sędzią w tym Dniu.

Wiele razy przez Moich rzeczników usłyszeliście, jak Ja mówiłem:

<<Dzień Pana jest w zasięgu ręki>> i że Mój Powrót jest bliski. Gdybyście Mnie kochali, bylibyście szczęśliwi dowiadując się, że Mój Święty Duch zstąpi na was z całą Swą siłą i w całej Swej chwale.” (19.09.1991 r.)

Przez ostrzeżenie do oczyszczenia: łaska odnowy

W 1997 r. Bóg Ojciec (w Swoim Kantyku) przywołuje owoce tego „ostrzeżenia”, które ma zahamować grzechy ludzkości i oczyścić ją:

„Moje Oczy zawsze przyciągał człowiek o duchu pokornym i skruszonym, i Ja – który jestem znany z dawania narodzenia – dam wkrótce Mojemu stworzeniu pobłogosławione przez Mego Świętego Ducha odrodzenie, jakiego nigdy dotąd nie widziano w historii. Płomień w Moim Sercu będzie waszym oczyszczeniem, stworzenie, i tak dokona się Mój sąd.

Zostanie to dokonane, żeby zdjąć waszą zasłonę i żebyście ujrzeli Mnie obleczonego w chwalebne piękno i świętość. Dokonam Mego aktu miłości, żeby was zdobyć dla Mnie. Wtedy wy z kolei zwrócicie się ku Mnie. Staniecie się też świadkami Mojej Miłości.

A kiedy ludzie, zaskoczeni przemianą waszych serc, zapytają o powód waszego pokornego postępowania, odpowiedzcie: <<Nauczyłem się [tego] od mojego Ojca; słuchałem mojego Małżonka i dzięki temu stałem się synem światłości. Mój Bóg jest moim Światłem, a życie wieczne to poznanie Go jako jedynego prawdziwego Boga i Pana wszelkiego stworzenia>>. Wtedy, Moi przyjaciele, i wy będziecie należeć do Małżonka na zawsze i na wieki.” (25.09.1997 r.)

Echo Ewangelii

Jezus Chrystus w Ewangelii zwraca się do nas z licznymi apelami do czuwania, do czujności. W cytowanych współczesnych orędziach, wezwaniach Boga dla naszego czasu, czyż tak samo nie prosi nas, abyśmy byli gotowi, bo nie znamy „dnia ani godziny”? (por. Mt 25,13).

Wezwanie do czujności, do przygotowania na osobiste spotkanie z Bogiem – na sąd, na życie tak, abyśmy w każdej chwili mogli zdać sprawę z włodarstwa swego (por. Łk 12,20) – jest więc głęboko ewangeliczne. Warto zatem od czasu do czasu je przypominać, aby nie zmarnować czasu i szansy danej nam przez Boga, pragnącego naszego powrotu.

Przypisy:
1. Orędzie Pokoju i Miłości Boga;
2. Mt 23,13;
3. Może chodzi o odpowiedzialność za przelaną krew w czasie II wojny – wynik odrzucenia, nierozpowszechniania lub zlekceważenia ostrzeżeń fatimskich?;
4. Bóg jęczał, zasmucony ponad wszelkie słowa;
5. Bóg wołał bardzo głośno, jak ktoś znajdujący się zbyt daleko, żeby Go słyszeć. Miał żebrzący głos;
6. To znaczy: przez nas, którzy jesteśmy miastami Boga;
7. Koniec Czasów NIE jest końcem świata; to koniec pewnej epoki;
8. Ap 11,19.

Stella Maris nr 357

Źródło: tajemnicamilosci.pl

 

Posted in Inne Orędzia, Objawienia, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , | 180 Comments »

TAJEMNICE ZOSTANĄ UJAWNIONE NA TRZY DNI PRZED ICH SPEŁNIENIEM SIĘ

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 Styczeń 2012


Wybrane fragmenty tekstu z publikacji o. Livio Fanzagi: Proroctwo o końcu świata , 10 tajemnic Medjugorje

Mamy zatem kilka bardzo pożytecznych informacji, ważnych dla umiejscowienia tajemnic z Medjugorie w horyzoncie rzeczywistości i czasu o ogromnej wadze. Jest on wyraźnie naznaczony powtarzającymi się wezwaniami Maryi, aby ludzkość się nawróciła, powróciła do Boga i w ten sposób uchroniła się przed samozagładą i wiecznym potępieniem. Wiemy też, że tajemnice z Medjugorie pozostają tajemnicami także dla samych widzących, którzy nie rozmawiają o nich ze sobą, ograniczając się w niektórych wypadkach co najwyżej do stwierdzenia, że chodzi o tajemnice dotyczące wydarzeń, które mają nastąpić w sposób nieodwołalny, a jednocześnie są w pewien sposób uwarunkowane — ich realizacja będzie zależała od naszego dobrowolnego przystąpienia do planu Królowej Pokoju.

 

Teraz chciałbym powrócić do tego, co wspomniane zostało wyżej, dotykając spraw, które stanowią najbardziej interesujący punkt zagadnienia, nie tylko w oczach ludzi wierzących, ale także tych, którzy określają się jako laicy, niewierzący lub dalecy od wiary. Chodzi mi o sposób ujawniania tajemnic, który — już o tym wspomniałem — czyni z fenomenu objawień w Medjugorie jeszcze bardziej wyjątkowe, specyficzne i jedyne w swoim rodzaju wydarzenie oraz pozwala lepiej rozumieć, jaki plan dla całego świata Bóg chce zrealizować za pośrednictwem Królowej Pokoju. Ojcze Livio, chciałbym przytoczyć tu fragment wywiadu z Mirjaną, prosząc cię zarazem o komentarz i wyjaśnienie najważniejszych spraw naszym czytelnikom. Tak więc Mirjana mówi:


„Otóż musiałam dokonać wyboru kapłana, któremu miałam ujawnić dziesięć tajemnic i wybrałam franciszkanina, ojca Petara Ljubicica. Muszę powiedzieć mu co i gdzie nastąpi dziesięć dni wcześniej, zanim się to wydarzy. Musimy spędzić siedem dni na poście i modlitwie, a trzy dni przed wypełnieniem się przepowiedni tajemnic on będzie musiał powiedzieć o tym wszystkim i nie będzie mógł mieć żadnego wyboru — powiedzieć czy nie powiedzieć. On zgodził się na to, że wszystko wyjawi trzy dni wcześniej, tak więc ludzie przekonają się, że jest to działanie Pana. Matka Boża mówi często: <<Nie mówcie o tajemnicach, lecz módlcie się, a kto żywi do mnie uczucie takie, jak do Matki, do Boga zaś takie, jak do Ojca, niech się niczego nie lęka>>”.


 

Wszyscy zawsze rozmawiamy o tym, co nastąpi w przyszłości, ale kto z nas może powiedzieć, że jutro będzie jeszcze żył? Nikt! Matka Boża uczy nas, aby nie martwić się o przyszłość, lecz być w tej właśnie chwili gotowym na spotkanie z Panem, zamiast tracić czas na dyskusje o tajemnicach i tego rodzaju sprawach. Ojciec Petar, który teraz przebywa w Niemczech, kiedy przyjeżdża do Medjugorie, żartuje ze mnie i mówi: „ Chodź wyspowiadać się i wyjaw mi teraz przynajmniej jedną tajemnicę… „. Wszyscy są bardzo ciekawi, jednak trzeba zrozumieć, co jest naprawdę ważne. Ważne jest to, abyśmy w każdej chwili byli gotowi pójść do Pana, a to wszystko, co się wydarzy, jeżeli się wydarzy, będzie wolą Pana, której my nie możemy zmienić. Zmienić możemy tylko samych siebie!

 

Jeśli chodzi o sposób ujawnienia tajemnic, to jest jasne, że w przypadku Medjugorie mamy do czynienia ze znaczącą nowością w porównaniu z tajemnicami z La Salette i Fatimy. Przede wszystkim, w przypadku tamtych objawień maryjnych, tajemnice mieli ujawniać sami widzący — Melania i Maksymin oraz siostra Łucja. Natomiast w Medjugorie Matka Boża postanowiła dokonać ujawnienia tajemnic za pośrednictwem kapłana. Pastuszkowie z La Salette i z Fatimy otrzymali tajemnice, ale potem musieli ich teksty przekazać Ojcu Świętemu, to znaczy Kościołowi, do którego należało ujawnienie ich w stosownym momencie, gdy kiedyś uzna, że nadeszła odpowiednia chwila. Natomiast Królowa Pokoju poprosiła Mirjanę, aby wybrała kapłana, który ujawni tajemnice światu – to dlatego, że Matka Boża chce, aby tajemnice zostały ujawnione przez człowieka Kościoła, przez kapłana, w każdym razie przez człowieka, który ma za sobą autorytet Kościoła, co wzmocni jeszcze wiarygodność tajemnic. Z drugiej strony, będąc franciszkaninem, ojciec Petar podlega władzy ojca prowincjała. Może się tak stać, że przyjdzie do niego wysłany przez papieża dokument zabraniający ujawniania tajemnic wybranemu przez Mirjanę kapłanowi. W takim wypadku musiałby on być posłuszny władzy Kościoła, ponieważ tego właśnie pragnie Matka Boża. Jest to sprawa, na którą niewielu zwróciło uwagę, ale która dla mnie ma ogromne znaczenie. Ujawnienie dziesięciu tajemnic może dokonać się za milczącą zgodą Kościoła. Oczywistą jest rzeczą, że Kościół mógłby zabronić ojcu Petarowi mówienia o tajemnicach, choćby po ujawnieniu pierwszej lub drugiej z nich. Ale gdyby Kościół tego nie uczynił i pozwolił mu mówić, to tylko dlatego, że najwyraźniej miałby swoje powody, aby mu na to pozwolić. Wygląda to tak, jak gdyby wybierając właśnie taki sposób ujawnienia tajemnic, Królowa Pokoju chciała zapewnić tu pewnego rodzaju kościelną kontrolę. To człowiek Kościoła będzie podawał je światu do wiadomości, a będzie to czynił tylko wtedy, gdy będzie miał milczącą zgodę Kościoła.

 

Tajemnice zostaną ujawnione światu na trzy dni przed ich wypełnieniem się. Nic podobnego nie miało miejsca w La Salette czy w Fatimie, jednak, jeżeli się nad tym zastanowić, to okazuje się, że wszystko mieści się w ramach sposobu proroczego ujawniania przyszłych wydarzeń. Aby wzbudzić zainteresowanie ludzi, treść tajemnic musi stać się publicznie znana przed wypełnieniem się zapowiedzianych wydarzeń, przez co tajemnice staną się bardziej wiarygodne. Fakt, że Pius IX znał tajemnice z La Salette jest niewątpliwie ważny, jak również jest istotne, że można było sprawdzić, chociaż a posteriori, że to, co zostało przekazane przez siostrę Łucję odnośnie drugiej wojny światowej, znalazło potwierdzenie w historii. Jednak od proroctwa biblijnego normalnie oczekuje się, że zostanie ujawnione wcześniej. Na tym polega jego siła, jako napomnienia do zmiany życia i zachęty do nawrócenia. Pomyślmy o dziesięciu plagach egipskich: Faraon zostaje o nich uprzedzony, dlatego od jego reakcji zależy nadejście kolejnych plag, które wydają się w taki sam sposób konieczne i jednocześnie uwarunkowane, jak tajemnice z Medjugorie. Dotyczy to wszystkich proroctw biblijnych, począwszy od zniszczenia Sodomy i Gomory, wyzwolenia z niewoli w Egipcie, aż po upadek Jerozolimy przepowiedziany przez samego Jezusa. Chodzi o proroctwa, które stanowią zapowiedź kary, aby nakłonić ludzi do nawrócenia, a także wskazać niewierzącym drogę zbawienia.

 

Powróćmy jeszcze do tych trzech dni, które będą dzieliły ujawnienie tajemnicy od wypełnienia się proroctwa. Moim zdaniem znaczenie tego okresu czasu zrozumiemy dopiero wtedy, kiedy te sprawy będą się działy na naszych oczach. Wtedy stwierdzimy, że ten darowany nam czas jest znakiem Bożego Miłosierdzia, ponieważ poszerza horyzont i zasięg zbawienia. Spójrzmy na podobne proroctwo biblijne. Fakt, że Lot zabrał żonę i dzieci, trzody oraz wszystko, co posiadał i uciekł ratując życie, zależał od tego, że przepowiedziane zostało nieuchronne zniszczenie Sodomy i Gomory. Przypomnijmy sobie proroctwo Jezusa o zburzeniu Jerozolimy, w którym wzywa On do ucieczki w góry (Łk 21, 20-22). I rzeczywiście historia pokazała, że ci, którzy pozostali w mieście, zostali zabici przez nieprzyjacielskie wojska podczas oblężenia. Zatem wydaje się jasne, że te „trzy dni” dla tego, kto wierzy mają zbawienne znaczenie. Są szansą także dla tych, którzy nie wierzą, ponieważ będą oni mieli możliwość zweryfikowania wiarygodności proroctwa w czasie jego wypełniania się, a więc będą mogli się nawrócić. Jednak nie będzie tak w każdym przypadku. Nie możemy zapominać o tym, że ludzkie serca nadal są zatwardziałe. Były takie już w czasach dziesięciu plag egipskich, kiedy Faraon za każdym razem stawał się coraz bardziej nieugięty, niejako ugruntowując się w wystawianiu Boga na próbę i pogrążając samego siebie.

 

Powiedziałbym, że to uprzednie ujawnienie tajemnic, oprócz przekazania ostatecznego wezwania do nawrócenia się także tych trzymających się z daleka, przyniesie też dosłowny podział ludzkości, która podzieli się na wierzących i niewierzących, na tych, którzy postanowili opowiedzieć się przeciwko Bogu, którzy są mieszkańcami ziemi, i na tych, którzy otworzyli się na Boga i będą stanowili Królestwo Nieba. W tej tak bardzo niezwykłej perspektywie, opierającej się na przekonaniu, że tajemnice zostaną ujawnione na trzy dni przed ich wypełnieniem się, po to, aby ludzie otrzymali ostateczne wezwanie do nawrócenia się oraz dodatkowy dowód prawdziwości objawień w Medjugorie, szczególnego znaczenia nabiera prośba, którą Matka Boża skierowała do Mirjany, aby ona i ojciec Petar przez siedem dni przed ujawnieniem tajemnic modlili się i pościli. Według mnie ta sprawa ma głównie znaczenie osobiste, ponieważ nie należy zapominać, że to właśnie ojciec Petar i Mirjana powinni wiedzieć, iż przez siedem dni mają pościć i trwać na modlitwie. Kiedy Matka Boża powie Mirjanie, aby pergamin z tajemnicami pokazała ojcu Petarowi i aby obydwoje pościli i modlili się przez siedem kolejnych dni, to moim zdaniem będą o tym wiedzieć tylko oni. Gdyby ta sprawa stała się publicznie znana, to każdy z pewnością zrozumiałby, że zbliża się czas wypełnienia się tajemnic i czas oczekiwania liczyłby już nie trzy, lecz dziesięć dni. Dlatego uważam, że wiadomość, iż mają przez tydzień pościć o chlebie i wodzie, skierowana jest tylko do nich. Mają się przez to przygotować do przemawiania w imieniu Boga, z odwagą i jasnością, w sposób stanowczy, zgodnie z biblijnym obrazem proroków, których sam Pan umacnia, czyniąc z nich ludzi stanowczych i odważnych. Jednak aby otrzymać to umocnienie, potrzeba wielkiego oczyszczenia serca. Stąd wymóg tych siedmiu dni postu i modlitwy, które według mnie mają wielkie znaczenie dla nich obojga.


Rozmawiając o przebiegu ujawnienia treści tajemnic, chciałbym powrócić do sprawy owego pergaminu, który Matka Boża przekazała Mirjanie. W jednym z wywiadów widząca powiedziała:


„Matka Boża przekazała mi specjalną kartę, na której spisanych jest dziesięć tajemnic. Ten arkusz zrobiony jest z materiału, którego nie potrafię właściwie opisać. Wygląda jak papier, ale nie jest papierem, wygląda jak tkanina, ale nie jest tkaniną. Jest widzialny, można go dotykać, ale pisma nie widać. Kapłan, któremu będę musiała przekazać tę kartę, będzie miał łaskę odczytania tylko pierwszej tajemnicy, innych nie. Ta karta pochodzi z Nieba. Mój szwagier, który jest inżynierem w Szwajcarii, zbadał arkusz, ale powiedział mi, że materiału, z którego jest zrobiony, nie ma na ziemi”.


W chwili obecnej oko ludzkie nie mogłoby odczytać na pergaminie żadnego pisma, natomiast gdy nadejdzie odpowiedni czas, ojciec Petar, który otrzymał zlecenie ujawnienia tajemnic, będzie w stanie odczytać znajdujące się tam pismo — słowa, które mają zostać ujawnione. W związku z tym chciałbym cię zapytać, ojcze Livio, czy tajemnice będą ujawniane pojedynczo, jedna po drugiej? Czy w takim przypadku ten porządek w ujawnianiu tajemnic, od pierwszej do dziesiątej, ma jakieś szczególne znaczenie?

 

Mówiąc szczerze, ja także zadałem to pytanie Mirjanie podczas jednego z wywiadów, ale nie chciała mi na nie odpowiedzieć. Mirjana chce mówić możliwie jak najmniej o tajemnicach, natomiast najmocniej jak się tylko da wzywać do nawrócenia i życia orędziami Królowej Pokoju. I muszę przyznać, że absolutnie się z nią zgadzam, ponieważ gdy ktoś się nawraca, gdy ktoś wierzy, gdy jest z Jezusem i Maryją, wtedy ma wszystko i już nie musi interesować się tajemnicami.

 

Stwierdziwszy to chciałbym jednak dodać, że moim zdaniem – ponieważ tak właśnie jest w Piśmie Świętym, co zgadza się także z ludzką logiką i Bożą pedagogią – trzeba, żeby tajemnice były ujawniane pojedynczo. Tak właśnie działo się też z plagami egipskimi. Były one ujawniane faraonowi pojedynczo, a urzeczywistnianie się kolejnych uzależnione było od odpowiedzi faraona, od zatwardziałości jego serca. To ona jest powodem następowania kolejnych plag. Im bardziej staje się nieustępliwy, tym surowsze są plagi. Uważam, że tajemnice będą ujawniane pojedynczo, ale sądzę także, iż między pierwszymi trzema tajemnicami a kolejnymi, które będą ujawniane po nich, będzie duża różnica, ponieważ po dwóch ostrzeżeniach i znaku na wzgórzu — będziemy go widzieli dużo wcześniej — ludzkość podzieli się na wierzących i niewierzących. Fakt, że tajemnice są ujawniane i realizują się stopniowo, wzmacnia ich wiarygodność oraz wynikającą z nich odpowiedzialność każdego z nas za ich urzeczywistnianie się. Po dwóch ostrzeżeniach i znaku na Podbrdo, ten, kto nadal będzie sprzeciwiał się Bożemu planowi, nie będzie mógł zaprzeczyć, że świadomie opowiedział się po stronie szatana. Właśnie dlatego uważam, że po pierwszych trzech tajemnicach na jaw wyjdą sekrety ludzkich serc i jedni będą grzęźli w zatwardziałości serca, a inni otworzą się na zaufanie Bożemu Miłosierdziu.

 

Mirjana wiele razy wspominała, że Matka Boża jest zatroskana o niewierzących, ponieważ nie mają nawet bladego pojęcia o tym, co czeka ich po śmierci. A ja dodam, że nie mają pojęcia, co ich czeka podczas tego czasu urzeczywistnienia się tajemnic. Otóż fakt, że czas jest bardzo krótki — tylko trzy dni – daje do zrozumienia, iż ten apel rzeczywiście skierowany jest do wszystkich, to znaczy, że również niewierzący, także najbardziej sceptyczni, będą mogli łatwo i w sposób bezpośredni zweryfikować zgodność między tym, co zostało ujawnione, a tym, co się wydarzy. Jednak fakt, że ten okres czasu między ujawnieniem tajemnicy i jej urzeczywistnieniem się jest bardzo krótki, powoduje pytanie o sposób rozpowszechniania tej wiadomości na świecie.

 

W tym kontekście widzę także miejsce dla specyficznej roli Radio Maria. Muszę tu podkreślić, że Radio Maria nigdy nie było radiem „medjugorjańskim” w dosłownym znaczeniu tego słowa, jednak niewątpliwie jest dziełem Królowej Pokoju. Zadaniem Radio Maria jest służba Kościołowi, jednak jest faktem, że ja osobiście, od samego początku, wziąłem na siebie odpowiedzialność za doprowadzenie do tego, aby orędzie Królowej Pokoju stało się orędziem uznanym przez Kościół i zgodnym z duszpasterstwem Kościoła. A zatem niewątpliwie prawdziwym zadaniem Radio Maria nie jest ujawnianie dziesięciu tajemnic, ponieważ massmediom istniejącym współcześnie nie będzie problemu z jak najszerszym rozpowszechnieniem tych informacji w krótkim czasie aż po krańce świata. Powiedziałbym, że zadanie Radio Maria jest inne – chodzi mianowicie o współdziałanie z Matką Bożą przez rozpowszechnianie jej orędzi, aby zawsze istniała mała trzódka wierzących, oddających się pod opiekę Maryi, nie tracących nadziei. Poza tym zadaniem Radio Maria będzie nie tyle ujawnienie tajemnic – ponieważ wszyscy będą je znali — ile pomoc w budowaniu wiary, nadziei i dawaniu świadectwa.

 

Dzięki szybkości dzisiejszych technologii telekomunikacyjnych, biorąc pod uwagę fakt, że nazwa „Medjugorie” jest znana na całym świecie, tak w Rzymie jak w Nowym Jorku, uważam, że w bardzo krótkim czasie wiadomość dotrze do każdego miejsca na świecie. Zatem trzy dni będą nie tylko czasem wystarczającym do powiadomienia wszystkich, ale również dadzą wszystkim czas na wewnętrzne przygotowanie się do złożenia świadectwa wiary. Nie zapominajmy o tym, że czas tajemnic jest czasem, w którym wiara zostanie wystawiona na próbę. Między wierzącymi a niewierzącymi rozgorzeje prawdziwa bitwa — między tymi, którzy trwają w wierze a tymi, którzy ją odrzucą, między tymi, którzy ufają Bożemu Miłosierdziu a tymi, którzy przeciwko niemu bluźnią.

 

A zatem wtedy podstawową sprawą będzie nie tyle martwienie się o powiadomienie całego świata o treści tajemnic, ile raczej pomaganie światu w przygotowaniu się i właściwym przeżyciu tych trzech dni oczekiwania. Przypuszczam, że ci, którzy jedynie „wierzą, iż wierzą”, będą się wahać, przejęci zniechęceniem lub strachem. Właśnie w związku z tą koniecznością przygotowania się, chciałem przytoczyć fragment wywiadu udzielonego przez ojca Petara, kapłana wybranego przez Mirjanę do ogłoszenia tajemnic. Ma on ujawnić, co jest ich przedmiotem oraz kiedy i gdzie to wszystko się wydarzy:


„Tajemnice, jak samo słowo wskazuje, są tajemnicami. Niczego nie wiemy o ich treści. Można tylko powiedzieć, że tajemnice dotyczą zdarzeń, które będą się działy w określonym miejscu i określonym czasie. Ale co się wydarzy, tego nie wiemy. Dlatego nie powinniśmy głowić się nad tym. Istnienie tych tajemnic powinniśmy traktować jako pomoc dla nas, abyśmy poważnie traktowali życie, które Bóg nam dał i wykorzystywali dany nam czas dla naszego ocalenia i dla zbawienia naszej duszy. A to oznacza, że musimy żyć w taki sposób, aby móc zdać sprawę przed Bogiem w każdej chwili. Jeżeli tak właśnie żyjemy, to zawsze jesteśmy gotowi na spotkanie z Bogiem, jesteśmy gotowi stanąć przed Nim. Dlatego nie powinniśmy bać się ujawnienia tajemnic i nie jest konieczne pytanie o to, „kiedy” mają się spełnić”.


Tak więc wydaje mi się, że czas dziesięciu tajemnic, przynajmniej w tym, wymiarze, który dotyczy mojego osobistego istnienia, mojego życia wiary, zaczyna się już dzisiaj, jeszcze zanim nadejdą te trzy dni oczekiwania.

 

Niewątpliwie największą troską Matki Bożej jest to, abyśmy przyjęli wezwanie do nawrócenia i żyli w łasce Bożej, prowadzili życie modlitwy i wiary. To jest usilna i nieustanna prośba Maryi, ponieważ gdy ktoś ma zapaloną lampę oraz odpowiedni zapas oliwy, jest w stanie przeciwstawić się każdej ciemności. Uważam za bezwzględnie konieczne wyjaśnienie, że Matka Boża pragnie tego, do czego wzywają także wszystkie biblijne objawienia o charakterze apokaliptycznym, zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie, to znaczy aby ludzie trwali mocno w wierze. To właśnie stanowi prawdziwy problem. Być mocnym w wierze oznacza żyć w łasce Bożej, żyć w ufności Jezusowi Chrystusowi, w pewności Bożego błogosławieństwa, ponieważ Bóg błogosławi i ochrania tych, którzy Go miłują, ale rozprasza bezbożnych i złoczyńców, jak mówi psalmista. Upływa trzydzieści lat odkąd Królowa Pokoju jest pośród nas i w ciągu całego tego czasu nigdy nie przestała wzywać do nawrócenia. Jednakże wiele serc nadal jest zatwardziałych, wiele innych odrzuciło Boga, woląc ulegać diabelskiej chęci bycia bogiem w miejsce prawdziwego Boga. Z powodu braku sprawiedliwych, którzy będą mogli wstawiać się za wszystkimi, tak jak to było w czasie Sodomy i Gomory, widokiem na przyszłość jest perspektywa dziesięciu tajemnic. Nadejdzie czas próby i ludzkość zbierze owoc całego zła i zniszczenia, które szerzy się na tym zbudowanym bez Boga świecie. Ale Matka Boża w specjalny sposób pozostanie blisko nas, pośród nas, aż do końca czasu dziesięciu tajemnic, przez codzienne objawianie się jednemu z widzących, co ujawniła Vicka, aby wspomagać swoją małą trzódkę i przygotować nowy świat pokoju, którego nadejście ona sama przyrzekła.

 

PIERWSZE TRZY TAJEMNICE: DWA OSTRZEŻENIA I JEDEN ZNAK

 

Myślę, że czytelnicy dobrze już rozumieją, iż temat tajemnic nie może być traktowany jako zwykły dodatek do trzydziestu lat objawień w Medjugorie. Tajemnice stanowią uprzywilejowany klucz interpretacyjny, dzięki któremu można umiejscowić objawienia Królowej Pokoju w szerszym kontekście proroctw biblijnych. Pozwalają też zrozumieć poważną potrzebę wezwania do nawrócenia, które Matka Boża kieruje do ludzkości w tych ostatecznych czasach. Powiedzieliśmy, że powaga sytuacji wyłania się także z faktu, iż tajemnice zostaną ujawnione światu przez Mirjanę za pośrednictwem wybranego przez nią kapłana na trzy dni przed ich wypełnieniem się, w taki sposób, aby również będący z dala od Boga oraz niewierzący mieli możliwość — przynajmniej odnośnie pierwszych tajemnic, włączając w to znak na wzgórzu objawień — nawrócenia się i powrócenia do wiary w Pana.


Chciałbym teraz prosić cię, ojcze Livio, o przeanalizowanie wewnętrznych różnic między tymi dziesięcioma tajemnicami. Mówię o różnicach, ponieważ często dzieli się tajemnice na dwie początkowe, które są uważane za ostrzeżenia, po nich następuje trzecia tajemnica, która ma się odnosić do znaku na Podbrdo, a siedem kolejnych tajemnic często po prostu uznaje się za zapowiedź „kar”. Chciałbym tu przedstawić krótki fragment wywiadu udzielonego przez ojca Petara, w którym kapłan wybrany przez Mirjanę do ujawnienia tajemnic, tak wypowiada się o dwóch pierwszych tajemnicach: „Mirjana, rozmawiając ze mną, podkreśliła, że dwie pierwsze tajemnice dotyczą Medjugorie. Zawierają przestrogę i ważną wiadomość dla wiernych parafii Medjugorie. Gdy te dwie tajemnice się wypełnią, każdy będzie wiedział, że widzący mówili prawdę i będziemy musieli uznać objawienia za autentyczne „. Co zatem, na podstawie twojego doświadczenia i twojej wiedzy, możemy powiedzieć o tych dwóch pierwszych tajemnicach?

 

Przede wszystkim chciałbym zauważyć, że niezwykle ważną rzeczą jest fakt, iż przywołane wyżej stwierdzenie pochodzi z ust Mirjany. Gdyby tak nie było, to musielibyśmy ograniczyć się jedynie do czystych hipotez. W porównaniu z pierwszymi dwiema tajemnicami, mamy znacznie więcej informacji dotyczących trzeciej. Wiadomo, że chodzi tu o znak, który będzie dany na wzgórzu Podbrdo, a więc będzie bezpośrednio dotyczył Medjugorie. Jakov i Vicka wprost potwierdzili mi, że aby zobaczyć znak, trzeba będzie udać się do Medjugorie. Można także powiedzieć, że znak ten będzie potwierdzeniem wiarygodności objawień. Jeśli tylko nie ma się serca zatwardziałego w odrzuceniu Boga, będzie można stwierdzić, że jest to znak, który pochodzi z Nieba. Wydaje się także wielce prawdopodobne, że pierwsze tajemnice odnoszą się wprost do Medjugorie oraz są elementami potwierdzającymi prawdziwość objawień, dokładnie tak jak znak, o którym mówi trzecia tajemnica.

 

Interesujący wydaje się fakt, że chodzi tu o „napomnienia”. Nie sądzę, abyśmy mogli traktować je jako zwyczajne zachęty do nawrócenia, ponieważ w takim wypadku mieściłyby się w ramach wielokrotnie powtarzanych apeli, jakie Królowa Pokoju w ciągu tych trzydziestu lat kierowała do ludzi, aby zmienili swoje życie i powrócili do Boga. Powinniśmy przyjrzeć się szczególnie poważnym, surowym ostrzeżeniom, które dotyczą Medjugorie, miejsca, gdzie będzie dany znak, ale przede wszystkim miejsca, które w czasie dziesięciu tajemnic będzie stanowiło centrum zainteresowania świata. Nie należy bowiem zapominać, że będzie to moment, w którym wszyscy ludzie będą spoglądać na Medjugorie. Już teraz ta nazwa znana jest na całym świecie, przyciąga uwagę wszystkich, także ateistów i wielkich polityków. Marija opowiadała mi, że pewnego dnia, kiedy jeszcze mieszkała w Medjugorie, jakiś człowiek zapukał do jej drzwi, prosząc o informacje, jak dotrzeć do kościoła parafialnego. Był to attache prasowy prezydenta Ronalda Reagana. Długo rozmawiał z widzącą, która później otrzymała telefon bezpośrednio z Białego Domu. W owych dniach bowiem miało się odbyć decydujące spotkanie na temat rozbrojenia i prezydent Reagan oraz jego żona Nancy modlitwom Mariji oraz Królowej Pokoju zawierzyli wynik tego spotkania o światowym znaczeniu.

 

Chciałbym też podkreślić, że czas dziesięciu tajemnic będzie naznaczony wzrostem zainteresowania sprawami ostatecznymi na całym świecie. Nie będzie to czas milczenia i obojętności, z jakimi w przeszłości przyjęto orędzia o zbliżającym się końcu świata, ogłaszane przez Świadków Jehowy. Uważam za wiarygodne, że pierwsze dwie tajemnice dotyczą Medjugorie, dlatego, że wokół tej małej wioski w Bośni-Hercegowinie skupia się zainteresowanie milionów ludzi na całym świecie, a w czasie tajemnic będzie jeszcze wyraźniej widoczne, że los świata ma wiele wspólnego z tą małą wioską — garścią domów rozrzuconych między skalistymi górami byłej Jugosławii.

 

Nie powinno też dziwić nas, że pierwsze dwie tajemnice dotyczą Medjugorie, chociaż mają znaczenie ogólnoświatowe, ponieważ tak samo ma się rzecz z orędziami z 25 dnia miesiąca, które Królowa Pokoju powierza Mariji. Są one skierowane do parafii w Medjugorie, ale ich treść dotyczy całego świata. Matka Boża powiedziała kiedyś, że orędzia przekazuje przede wszystkim dla parafian, a następnie dla wszystkich innych. Taki jest plan Maryi, dla którego realizacji wybrała właśnie tę parafię, w której mieszkają widzący. To w Medjugorie pojawi się znak, ta wioska jest miejscem szczególnych łask. Chodzi przecież o nikomu nieznaną wioskę, położoną w państwie, które przez długi czas było komunistyczne — nie bardziej znaną niż Nazaret w czasach Jezusa. Niewątpliwie jest to szczególny dowód sympatii Matki Bożej dla Medjugorie, jako miejsca przez nią wybranego. Jednak Królowa Pokoju nigdy nie przestała okazywać swej troski o parafię globalną, to znaczy Kościół. Powiedziała wręcz, że przez Medjugorie chciała nawrócić wszystkie parafie świata, chcąc, aby jej orędzie pokoju dotarło do najdalszych krańców ziemi.

 

Ta bardzo szeroka, globalna perspektywa, staje się bardziej wyraźna, kiedy jest mowa o znaku, o którym już poprzednio wspominaliśmy, a który ma być przedmiotem trzeciej tajemnicy. Przed podjęciem rozmowy o tym, czy można znać, lub przynajmniej myśleć, że się zna trzecią tajemnicę, chciałbym na chwilę zatrzymać się właśnie nad zagadką „znaku”. Medjugorie od samego początku objawień było związane ze znakami, które potwierdzały prawdziwość tego, co się tam działo. Oto fragment opowieści Mariji, przywołującej pierwsze dni objawień:


„Dnia 25 sierpnia 1981 roku widoczny był nadzwyczajny znak na niebie. W samym środku dnia, około wpół do jedenastej rano, obok krzyża, który znajduje się na górze Krizevac, ludzie zaczęli widzieć wizerunek Matki Bożej. Tego dnia byłam w domu mojej przyjaciółki. Słysząc zgiełk, jaki ludzie robili na ulicy, wyszłam razem z innymi osobami, które były ze mną. I tak zobaczyłam to, co wszyscy podziwiali. Wizerunek nie przedstawiał Matki Bożej takiej, jaka nam się ukazuje. My widzimy konkretną, realną osobę. Tam widać było postać utworzoną z białego światła, która pojawiała się i znikała, ale była dobrze rozpoznawalna. Widziało ją bardzo wielu ludzi. Także ludzie, którzy znajdowali się wtedy o wiele kilometrów stamtąd. Rolnicy, którzy pracowali na polu, zatrzymywali się, aby podziwiać to dziwne zjawisko. A potem, niespodziewanie, na całym niebie ponad górą ukazało się, wypisane wielkimi literami słowo MIR, co po chorwacku znaczy „pokój „. Był to gigantyczny, imponujących rozmiarów napis, który błyszczał przez dziesięć minut, pośród zachwytu i zdumienia wszystkich. Kilka dni potem ukazał się inny nadzwyczajny znak. Pod wieczór, na Podbrdo, miejscu pierwszych objawień, gdzie z rozkazu policji nikomu nie wolno było wchodzić, ukazał się wielki ogień. Wyglądało to tak, jak gdyby cały obszar został podpalony. Wielu ludzi się przestraszyło. Krążyli po wsi prosząc o pomoc. Policjanci otrzymali rozkaz sprawdzenia tego, ale kiedy dotarli na miejsce, już nie było ani ognia, ani śladów jego przejścia. Następnego dnia Matka Boża powiedziała nam: „ Ogień widziany przez ludzi miał charakter nadprzyrodzony. Był jednym ze znaków zapowiadających wielki znak, który ma się pojawić”.


Chciałbym cię zapytać, ojcze Livio, czy Królowa Pokoju w tamtych latach przygotowywała nas do przyjęcia wielkiego znaku na wzgórzu, który nie będzie czymś jedynym w swoim rodzaju i wyjątkowym, ale będzie stanowił niejako ostatnie ogniwo całego szeregu znaków, które ukazywały się przez te wszystkie lata?

 

Znaki stanowią część Bożej pedagogii. Dobrze wiemy, że historia zbawienia pełna jest znaków: wystarczy przyjrzeć się życiu proroków, którzy w Piśmie Świętym często proszą Boga o znak na potwierdzenie Jego woli, co do nich samych i ludu wybranego. Z tego widać, jak my, ludzie ograniczeni naszą ziemską kondycją, potrzebujemy znaków dla potwierdzenia naszej wiary.

 

Pośród licznych form przekazywania nam znaków najważniejsza jest forma znaku wewnętrznego. Wewnętrzne, duchowe znaki to nawrócenia, przemiany serc i to, czego dokonuje Boża łaska w głębi ludzkiej duszy. Bóg jednak nigdy nie ograniczał się do tych znaków, ale dostarczał także znaków zewnętrznych. Pomyślmy choćby o wypędzeniu złych duchów, co z pewnością stanowi widzialny znak potęgi Boga, o uzdrowieniach, które także są znakami widzialnymi. Zwróćmy także uwagę na znaki związane z naturą — Jezus rozmnaża chleb i ryby, rozkazuje wiatrowi i morzu uciszyć się, po Jego śmierci ma miejsce trzęsienie ziemi.

 

Zatem znaki stanowią część Bożej pedagogii. Ich celem jest nie tyle wzbudzenie wiary, ile raczej potwierdzenie jej i umocnienie. Pomyślmy jeszcze o znakach związanych z objawieniami maryjnymi, na przykład o znaku danym w Guadalupe w 1531 roku. Tam Maryja dała znak, którym jeszcze dzisiaj można się zachwycać. Na płaszczu widzącego, Indianina o imieniu Juan Diego, później kanonizowanego przez Jana Pawła II, został odciśnięty bardzo piękny obraz Najświętszej Dziewicy, bogaty w symbolikę, sprawiający niesamowite wrażenie. Płaszcz Juana Diego nasuwa mi myśl o Całunie Turyńskim, który także jest znakiem, prawdopodobnie największym z tych, które zostały nam dane, pozostawionym nam wprost przez Jezusa Chrystusa. Wracając do znaków objawień maryjnych, możemy jeszcze wspomnieć o wodzie cudownie wytryskującej z ziemi lub ze skały, wodzie o cudownych właściwościach leczniczych — takie znaki miały miejsce w La Salette, w Lourdes, w Banneux. Zatem znaki, jakie pozostawia Matka Boża, wpisują się w tę szczególną Bożą pedagogię. A zatem nie jest za-skoczeniem, że Królowa Pokoju dawała w Medjugorie liczne znaki — nie tylko świetliste napisy na niebie, ale przede wszystkim nawrócenia, jakie dokonały się także w najbardziej zatwardziałych sercach. Jednakże obieca¬ny przez Maryję znak na Podbrdo stanowiłby jedyny taki fakt w historii, ponieważ charakteryzują go liczne niezwykłe znamiona: najpiękniejszy, widzialny, nie-zniszczalny, pochodzący od Pana.

 

Do czego zatem zostajemy wezwani przez ten właśnie znak? Mówi o tym sama Matka Boża: „Wszystkie tajemnice, które wam przekazałam, urzeczywistnią się, pojawi się także widzialny znak. Ale nie oczekujcie tego znaku tylko ze względu na waszą ciekawość. Czas przed ukazaniem się widzialnego znaku jest czasem łaski dla wierzących. Dlatego nawracajcie się i pogłębiajcie waszą wiarę! Kiedy ukaże się ten znak, dla wielu będzie już za późno” (orędzie z 23 grudnia 1983 roku). Te słowa dają wyraźnie do zrozumienia, że będzie to jak gdyby znak wprowadzający zdecydowany podział między wierzący¬mi i niewierzącymi.

 

Uważam, że dziesięć tajemnic można podzielić na dwie części. Pierwsza, obejmująca trzy pierwsze tajemnice, byłaby wielkim dziełem Bożego Miłosierdzia, ostatnim wezwaniem do nawrócenia. Druga, zawierająca pozostałe siedem tajemnic, miałaby natomiast znamię apokaliptyczne, co uzasadnia sama liczba „siedem”, która ma określone znaczenie w Apokalipsie św. Jana. Sami widzący mówią, iż niektóre tajemnice są piękne, a inne straszne. Ale odnosząc się do symboliki biblijnej, chcę jeszcze przypomnieć, że liczba tajemnic to dziesięć – podobnie jak w przypadku plag egipskich. To niewątpliwie wskazuje, że chodzi tu o czas próby, którego końcowym etapem będzie jednak wyzwolenie ludzkości, podobnie jak w przypadku Izraela w ziemi Egipskiej.

 

Matka Boża powiedziała to wyraźnie: czas dziesięciu tajemnic będzie czasem, w którym władza szatana nad światem zostanie rozbita, a potem nastanie czas pokoju, zatem wszystkie dziesięć tajemnic, rozpatrywanych kompleksowo, włącza się w perspektywę zbawczą. Jeżeli przyjrzymy się biblijnym „plagom”, widzimy, że także one nie są po prostu nieszczęściem lub bożą karą, lecz są to surowe ostrzeżenia dla ludzi o zatwardziałych sercach, stanowią wezwanie do ostatecznego opamiętania się. Nie trzeba bowiem zapominać, że przed dokonaniem ostatecznego wyboru, przed całkowitym odrzuceniem Boga, ma miejsce proces dojrzewania do tej tragicznej decyzji. My nie jesteśmy aniołami, nie dokonujemy wyborów jedynych, niepowtarzalnych i nieodwołalnych, lecz wybieramy w sposób częściowy, niepełny, niedoskonały, na przestrzeni całego czasu naszego życia, drogi, podczas której, zanim dojdzie do realizacji ostatecznej zatwardziałości serca, zawsze jest jeszcze możliwość nawrócenia.


Z tych słów wyraźnie wynika, że fakty związane z Medjugorie w pełni wpisują się w historię zbawienia, która realizuje się w historii ludzkości, konkretnej historii świata, w ramach której będzie miał miejsce obiecany przez Matkę Bożą znak — ostateczne wezwanie do nawrócenia.


Mówiąc o tym znaku, można powrócić do tematu zatwardziałości ludzkiego serca, przytaczając słowa Królowej Pokoju: „ Także kiedy na wzgórzu pozostawię znak, który wam przyrzekłam, wielu nie będzie wierzyło. Przyjdą na wzgórze, uklękną, ale nie będą wierzyli. Teraz jest czas na-wrócenia i pokuty!” (orędzie z 19 lipca 1981 roku). To orędzie porusza mnie w szczególny sposób, ponieważ pochodzi z pierwszych dni objawień i już wtedy jest mowa o znaku. To wydaje mi się w znaczący sposób podkreślać jego centralne miejsce w całym planie Maryi dla Medjugorie. Jednak znaczący wydaje mi się także fakt, że Matka Boża mówi, iż wielu nie będzie wierzyło, nawet widząc znak. Czy będzie możliwe odrzucenie wiary, także wobec znaku, który będzie czymś tak niezwykłym i szczególnym?

 

Oczywiście, będzie to możliwe, ponieważ, jak powiedziała Matka Boża do Mirjany, wciąż odrzucamy ją samą oraz jej wezwanie do nawrócenia. Słowa „Wy mnie odrzucacie”, wypowiedziane przez Królową Pokoju, wskazują właśnie na zatwardziałość serc, o których Maryja powiedziała: „(…) wasze serca pozostają zamknięte, są zatwardziałe i nie odpowiadają na moje macierzyńskie wezwania, nie są szczere.” (orędzie z 2 kwietnia 2009 roku).

 

Jak dochodzi się do zatwardziałości serca? Wyjaśnia to sama Matka Boża: „Drogie dzieci! Już od dłuższego czasu daję wam moje macierzyńskie Serce i podaję wam mojego Syna. Wy mnie odrzucacie. Pozwalacie, aby grzech coraz bardziej was otaczał. Pozwalacie, aby was zdobywał i odbierał wam zdolność rozeznania. (…)” (orędzie dla Mirjany z 2 maja 2009 roku). Otóż właśnie – to my pozwalamy na to, aby ciemności grzechu nas zwodziły, aż po całkowite ogarnięcie, doprowadzając nas aż do upad¬ku w Piekło — szczyt przewrotności i panowanie diabła. Jeżeli otwieramy drzwi naszego serca dla szatana, może¬my jedynie pomagać mocom ciemności w zdobywaniu dwóch podstawowych władz człowieka — rozumu i woli. Grzech podbija rozum przez zaciemnianie prawdy i niewiarę. Z tego powodu nie słucha się słów pochodzących od Matki Bożej lub od Boga, słów Kościoła. Wręcz przeciwnie, odrzuca się je właśnie z powodu niewiary. Przewrotność serca to poddanie się woli złu: wola człowieka, która ze swej istoty stanowi appetitus boni, jest pragnieniem dobra, w pewnym momencie wybiera poddanie się złu, oddając się grzechowi, przez który, jak mówi Jezus, „każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu’ (J 8, 34). Tę zatwardziałość serca Matka Boża opisała zatem jako moc ciemności, która przyćmiewa nasz umysł i ogarnia nasze serce. W tej sytuacji, nawet jeżeli Bóg wzywa do nawrócenia i na wszystkie sposoby stara się ofiarować człowiekowi zbawienie, dusza jest już zamknięta w radykalnym odrzuceniu Bożego Miłosierdzia, aż po śmierć w ostatecznej zatwardziałości serca.


Chciałbym uściślić, iż twierdzenie, że kto nie uwierzy po ukazaniu się znaku, ten nie będzie mógł już wierzyć, absolutnie nie przesądza, że nie będzie już czasu na nawrócenie, jak gdyby nagle miał nastąpić nieuchronny koniec świata. Zostaje tu raczej podkreślone, że niewiara wobec tak mocnego znaku będzie dowodem zatwardziałości serca wielu ludzi, którzy, tak bardzo wówczas zakorzenieni w złu i przewrotności, nie będą mogli już uwierzyć – ponieważ nie będą chcieli! Pomyślmy jeszcze raz o faraonie, który pomimo cudu i znaku dziesięciu plag odmawia wydania zezwolenia na wyjście narodu izraelskiego z Egiptu, wyzywając samego Boga i wybierając odmowę Panu w zatwardziałości swego serca. Spójrzmy jeszcze raz na pierwsze stronice Pisma Świętego — Adam i Ewa, po popełnieniu grzechu pierworodnego, są poszukiwani i wołani przez Boga, ponieważ Pan chce ich zachęcić, aby powrócili do Niego. A co robią Adam i Ewa? Ukrywają się! Potem wychodzą z ukrycia wzajemnie się obwiniając i w końcu opierają się wezwaniu do pokuty. Dlatego dotyka ich kara Boża, polegająca na wygnaniu z ziemskiego raju. Spójrzmy na zatwardziałość serc, z którą musi zmagać się Jezus głosząc swoją naukę, aż do chwili, gdy ci najbardziej zatwardziali z Jego ludu postanawiają wydać Go na śmierć, a potem nawet prowokują Go, wołając, żeby zszedł z krzyża. Mówię to wszystko po to, aby pokazać, jak często Pismo Święte opisuje opętanie serca i działanie mocy złego, aż po samą Apokalipsę, która nie mówi nic o nawróceniach w czasie dziesięciu dopustów bożych, lecz o wyzwaniach i bluźnierstwach, pokazując jak bardzo trwałe i zagorzałe może być odrzucenie Boga przez człowieka. Zatem, kiedy Matka Boża mówi, że trzeba nawracać się właśnie teraz, bo kiedy znak ukaże się na wzgórzu objawień będzie już za późno, to chce każdego z nas ostrzec przed odkładaniem przemiany własnego życia, gdyż w ten sposób narażamy się na niebezpieczeństwo ugruntowania się w złu, aż po ostateczny wybór Piekła.

 

Te słowa rzeczywiście dużo wyjaśniają, ponieważ pozwalają jeszcze raz zobaczyć Medjugorie w dużo szerszej perspektywie historii zbawienia. Zrozumiała też staje się konieczność i decydujące znaczenie tego wydarzenia, jakim jest znak na wzgórzu. Ojcze Livio, czy w świetle rozmów, jakie miałeś sposobność przeprowadzić z Mirjaną, Vicką i Jakovem, możesz wyjaśnić nam, jakie cechy będą charakteryzowały obiecany znak na Podbrdo.

 

Już wspominaliśmy, że widzący nie rozmawiają ze sobą o tajemnicach. Jeżeli jednak zapytać ich o znak, to można zobaczyć jak rozjaśniają się ich oblicza. Wtedy można zrozumieć, że rzeczywiście widzieli znak, o którym mówi Matka Boża, znak, jaki Bóg przygotowuje dla świata. A z faktu, że nigdy sobie nie zaprzeczają, zawsze podając te same opisy i informacje, raz na zawsze wywnioskowałem, że to, o czym mówią, jest jak najbardziej prawdziwe. Tak więc Królowa Pokoju ujawniła im znak, który ukaże się na wzgórzu, a ten znak — mówią widzący — zachwycił ich swoim pięknem i wspaniałością. Znak zostanie dany na wzgórzu objawień, aby podkreślić centralną rolę Medjugorie w kontekście wydarzeń czasów ostatecznych. Trzeba będzie udać się do Medjugoje, aby go zobaczyć, a więc znak będzie jak gdyby wielkim wezwaniem skierowanym do ludzkości, wezwaniem do wielkiego spotkania w tej małej bośniackiej wiosce. To mnie bardzo porusza. Widzący mówią, gdzie ukaże się znak, mianowicie na Podbrdo, ale nie mogą powiedzieć, czym dokładnie będzie, ponieważ jest to treścią trzeciej tajemnicy, która zostanie ujawniona w swoim czasie. Jednakże na podstawie światła na ich twarzach i blasku w ich oczach, tak radosnych, kiedy o tym mówią, można wyczuć, że chodzi o coś niezwykle pięknego i wspaniałego. Już teraz możemy żyć w oczekiwaniu na ten znak. Utwierdzi on w wierze tych, którzy już odpowiedzieli na wezwanie, inaugurując moment nastania czasu próby, poprzedzający nowy świat pokoju, obiecany przez Matkę Bożą. Jednak to oczekiwanie musimy przeżywać z gotowością do przemiany serca i nawrócenia, do czego Królowa Pokoju nieustannie nas wzywa: „Drogie dzieci! Dziś wzywam was do modlitwy. (…) Drogie dzieci, proszę was, zacznijcie się przemieniać przez modlitwę, a będziecie wiedzieć, co macie czynić. Dziękuję, że od-powiedzieliście na moje wezwanie.” (orędzie z 24 kwietnia 1986 roku).

 

Powróćmy teraz do samego znaku. Mówi się, że będzie on znakiem widzialnym, dotykalnym, niezniszczalnym, trwałym i pochodzącym z Nieba. Przede wszystkim fakt, że jest to widzialny znak, ma duże znaczenie, ponieważ znaki widzialne są w stanie w niezwykle silny sposób pomagać w nawróceniu. Wszyscy jesteśmy trochę jak święty Tomasz Apostoł, który chciał włożyć palec w miejsce gwoździ i rękę do rany w boku Pana. Tak więc widzialny znak jest bardzo ważny właśnie jako potwierdzenie tego, co Królowa Pokoju mówiła nam przez wszystkie te lata. Ta „widzialność”, namacalność tego znaku doskonale odpowiada też mentalności współczesnego świata. Dziś społeczeństwo jest mass-medialne, obraz ma dla człowieka fundamentalne znaczenie, a nowoczesne technologie pozwalają w krótkim czasie przekazywać obrazy aż po najdalsze krańce świata. Fakt, że jest to znak widzialny, pozwoli w krótkim czasie powiadomić o nim całą ludzkość. Każdy będzie mógł ten niebiański znak widzieć i niejako dotknąć go własną dłonią.

 

Znak ma być też niezniszczalny. Człowiek nie będzie mógł zatem nim manipulować. Jego pochodzenie nie może więc być ludzkie, ponieważ to wszystko, co człowiek tworzy, może także zostać zniszczone. Niezniszczalność oznacza, że jego pochodzenie jest nadprzyrodzone — znak będzie pochodził od Pana i ma stać niewzruszenie na wzgórzu objawień jako nadzwyczajne świadectwo.

 

Wszyscy widzący potwierdzają zgodnie, że znak jest „bardzo piękny”. Musimy im wierzyć, ponieważ Matka Boża pozwoliła im go zobaczyć. Piękno jest jednym z atrybutów Boga, dlatego samo stworzenie, które pochodzi od Boga, uczestniczy w tym pięknie, przez co samo jest piękne. Pomyślmy też o samej Królowej Pokoju. Widzący jednogłośnie opisują Maryję jako Panią o niepowtarzalnej, niezwykłej piękności. Maryja cała zanurzona jest w Miłości Bożej. Zatem, według mnie, piękno jest kolejnym znamieniem świadczącym o boskim pochodzeniu znaku.

 

Bardzo ważne jest to, co powiedziała Mirjana: znak „przychodzi od Pana”, z Nieba. To znaczy, że będzie czymś o wiele wspanialszym niż płaszcz Juana Diego, na którym w cudowny sposób powstał obraz Matki Bożej z Guadalupe. Bez wątpienia płaszcz ten jest cudownym znakiem, ale będąc ludzkim dziełem może także zostać zniszczony. Znak będzie także czymś więcej niż cudowna woda, która wytrysnęła w La Salette lub w Lourdes, ponieważ ta woda, chociaż obdarzona cudownymi mocami, mogłaby przestać wypływać. Pomyślmy jeszcze o Całunie – jest to wielki znak, dany nam przez samego Jezusa Chrystusa, ale to płótno samo w sobie jest przedmiotem poddanym ziemskim prawom i może ulec zniszczeniu. Natomiast o znaku z Medjugorie wyraźnie mówi się, że będzie czymś nadprzyrodzonym — najpiękniejszym i niezniszczalnym, a to jednoznacznie wskazuje na jego boskie pochodzenie: znak „Przychodzi od Pana”.

 

Uważam, że dzięki tym jego cechom, dzięki pochodzeniu od Pana, znak będzie miał charakter czysto biblijny, historiozbawczy, to znaczy będzie wyrażał sobą ofiarowane ludziom zbawienie. Daje to oczywiście pole do popisu naszej fantazji i wyobrażeniom o tym, cóż to może być – świetlisty krzyż, boski znak ognia i wiatru wskazujący na Ducha Świętego. Uważam, że te cechy znaku, na które wskazaliśmy – najpiękniejszy, widzialny, dotykalny, niezniszczalny, trwały – wyraźnie mówią nam, że tego rodzaju znaku nigdy dotąd nie było. Oto dlaczego będzie on jednym z najsilniejszych dowodów na wiarygodność objawień.

Źródło: medjugorje.org.pl

Posted in Medziugorje, Objawienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 114 Comments »

Godzina Łaski – 8 grudnia od 12.00 do 13.00

Posted by Dzieckonmp w dniu 4 Grudzień 2011


 Matka Boża, objawiając się w Święto Niepokalanego Poczęcia, 8 grudnia 1947 r., pielęgniarce Pierinie Gilli w Montichiari we Włoszech powiedziała:

 "Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia, w południe obchodzono Godzinę Łaski dla całego świata.

     Dzięki modlitwie w tej godzinie ześlę wiele łask dla duszy i ciała.

     Będą masowe nawrócenia. Dusze zatwardziałe i zimne jak marmur poruszone będą łaską Bożą i znów staną się wierne i miłujące Boga.

     Pan, mój Boski Syn Jezus, okaże wielkie miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą się modlić za bliźnich.

     Jest moim życzeniem, aby ta Godzina była rozpowszechniona.

     Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny łaski.

     Jeśli ktoś nie może w tym czasie przyjść do kościoła, niech modli się w domu”.

Jak odprawić Godzinę Łaski?

To szczególna godzina i dobrze będzie, jeśli zdołasz wykorzystać ją całą. Im więcej czasu spędzisz z Maryją, tym więcej łask spłynie na ciebie i tych, których nosisz w sercu. Dlatego postaraj się oddać Niepokalanej całą świętą godzinę. Jeżeli to niemożliwe, przybliż się do Jej Niepokalanego Serca na tyle czasu, na ile cię stać. Każda chwila, którą spędzisz przytulony do obietnicy Matki Bożej, okaże się bezcenna!

     Zacznij od przypomnienia sobie obietnic Matki Najświętszej.

     „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.

     Skup się na modlitwie i zapytaj siebie: „Co obiecuje mi Matka Najświętsza?”. Ona zapewnia, że Godzina Łaski „zaowocuje wieloma nawróceniami”.

     Proś o łaskę nawrócenia dla tych, którzy jej najbardziej potrzebują.

     „Serca zatwardziałe i zimne jak ten marmur zostaną dotknięte Bożą łaską i staną się wiernymi czcicielami naszego Pana, i będą Go szczerze miłować (…)”.

     Proś o tę łaskę dla siebie i najbliższych.

     „Przez to nabożeństwo uzyskacie wiele łask duchowych i cielesnych”.

     Nie bój się prosić o łaski – nawet największe!

     „Nasz Pan, mój Boski Syn, Jezus, ześle swe przeobfite Miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą stale modlić się za swych grzesznych braci (…)”.

     Proś o łaskę nawrócenia dla grzeszników.

     „Każdy, kto będzie modlić się w tej intencji i wylewał łzy pokuty, odnajdzie pewną drabinę niebieską, przez me macierzyńskie Serce będzie też miał zapewnioną opiekę i łaskę”.

     A teraz podziękuj za tę łaskę, którą ci dziś Matka Najświętsza gwarantuje!

     W tym momencie możesz zacząć rozmawiać z Maryją modlitwami, które są najbliższe twemu sercu. Odmów Różaniec, przeplatając go aktami miłości (Boże, choć Cię nie pojmuję…) i żalu za grzechy (Ach, żałuję za me złości…). Wyznaj swą wiarę w Boga (Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego), wychwalaj Jego dobroć (Chwała na wysokości Bogu), oddaj się Maryi pod opiekę (Cały jestem Twój, o Maryjo). To słowa szczególnie miłe Maryi. One otworzą dla ciebie Jej Serce, ciebie zaś niech otworzą na Jej dary.

Poczytaj więcej o  Matka Boża w Montichiari

Posted in Kościół, Objawienia, Prośba o modlitwę, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , | 61 Comments »

KRÓLOWA POKOJU BĘDZIE BŁOGOSŁAWIĆ INTERNAUTÓW

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 Listopad 2011


http://www.medjugorjetoday.tv/3311/mary-will-bless-apparition-viewers-online/

Objawienie Najświętszej Matki dla wizjonera z Medjugorje, Ivana Dragićević’a będzie w dniu 17 listopada, w czwartek, na żywo transmitowane z katedry Św. Stefana w Wiedniu w Austrii. Ivan mówi, że Najświętsza Maryja Panna będzie błogosławić wszystkich widzów on-line przy komputerach, którzy będą się wspólnie modlić i uczestniczyć duchowo w tym objawieniu, tak jakby byli fizycznie tam obecni. Przedmioty religijne umieszczone obok komputera będą również pobłogosławione.

W ubiegłym roku, w katedrze w Wiedniu, w dniu 23 września 2010, prawie 400.000 ludzi na całym świecie było świadkami Objawienia za pośrednictwem MaryTV dla wizjonerów Ivan’a Dragićević’a i Mariji Pavlović-Lunetti.. (Photo: gebetsaktion.at)

W ubiegłym roku, w katedrze w Wiedniu, w dniu 23 września 2010, prawie 400.000 ludzi na całym świecie było świadkami Objawienia za pośrednictwem MaryTV dla wizjonerów Ivan’a Dragićević’a i Mariji Pavlović-Lunetti.. (Photo: gebetsaktion.at)

Transmisja będzie nadawana na żywo w języku angielskim i hiszpańskim przez MaryTV oraz w języku niemieckim przez Kathnet.

Transmisja rozpocznie się o 16:00 czasu lokalnego (GMT +1)[Warszawa i Wiedeń mają tę samą godzinę w aktualnym czasie zimowym].

Różaniec będzie odmawiany około 17 czasu lokalnego, przed objawieniem dla Ivana o około 17:40

Podczas ostatniej wizyty Ivana Dragicevic’a wraz z Mariją Pavlovic-Lunetti. w Wiedeńskiej Katedrze Św. Stefana 23 września 2010 liczba widzów oglądających program  MaryTV wyniosła 398546.  Wielu zostało zachęconych przez dwie niezwykłe zalety, jakie posiada taka bezpośrednia transmisja. Okazało się to po raz pierwszy w lipcu i sierpniu 2010, gdy MaryTV przekazywała na żywo transmisje z objawień NMP Ivanowi w Medjugorje przez kolejne 6 dni:

   Denis i Cathy Nolan odmawiają Różaniec na  daszku telewizji MaryTV w Medjugorje, początek sierpnia 2010. Photo: MaryTV

Denis i Cathy Nolan odmawiają Różaniec na daszku telewizji MaryTV w Medjugorje, początek sierpnia 2010. Photo: MaryTV

 

„Iwan powiedział nam, że nad tymi, którzy są połączeni poprzez Internet,  Nasza Pani modli się tak samo, jak nad tymi, którzy klęczą obok niego podczas objawienia.

A przedmioty religijne, które mają z sobą i które chcieliby aby Matka Boża pobłogosławiła, są pobłogosławione tak samo jak religijne przedmioty umieszczone tuż przed Nią podczas objawienia” – zaznacza Denis Nolan, prezes MaryTV.

Będziemy obdarzeni tą niezwykłą łaską jeszcze raz 17 listopada, i oczekiwania jakie MaryTV z tym wiąże są ogromne. Ostatnio wprowadzenie transmisji na żywo przez naczelnego inżyniera technicznego Tom Matasso utorowało drogę do silnych wrażeń i nowego doświadczenia dla komentatorki wiadomości MaryTV, Cathy Nolan:

 „Tom opisywał mi jak żywy przekaz wychodzi na cały świat porzez Internet, i za chwilę doznałam olśnienia uświadomiwszy to sobie. Mogłam zobaczyć jak Nasza Pani mogłaby patrzeć i błogosławić i dotykać Jej dzieci na całym świecie w jednym momencie, całkowicie poprzez Internet”.

„To było jak błyskawica rozchodząca się na cały świat, przynosząca łaski nawrócenia, uzdrowienia, błogosławieństwo, i miłość. Jestem przekonana, że to będzie potężna chwila dla Naszej Pani” – mówi Cathy Nolan w Wiadomościach z ostatniej chwili do abonentów MaryTV.

Mszy św. po Objawieniu dla Ivana będzie przewodniczył kardynał Christoph Schönborn.

Kardynał Christoph Schönborn witający widzących w Wiedniu podczas ubiegłorocznego  wydarzenia.

Kardynał Christoph Schönborn witający widzących w Wiedniu podczas ubiegłorocznego wydarzenia.

Według Ivana, orędzie Dziewicy Maryi w ubiegłym roku w Wiedniu było echem słów kardynała, który kładł nacisk na pracę misyjną. Matka Boża zastąpiła Swoje zwykłe pożegnalne pozdrowienie: „Dziękuję, że odpowiedzieliście na Moje wezwanie” słowami: „Dziękuję, że będziecie się modlić ze Mną”. Oto treść zeszłorocznego orędzia:

„Dziękuję, drogie dzieci, że przyjęliście Moje orędzia, że żyjecie Moimi orędziami. Dziękuję, drogie dzieci, że będziecie Moimi misjonarzami, Moimi apostołami, którzy poniosą orędzia w świat. Dziękuję, drogie dzieci, że będzie nosicielami dobrej nowiny, wspaniałych wiadomości, radosnej nowiny. Dziękuję, że będziecie się modlić ze Mną „.

MaryTV zachęca wszystkich  do rozgłaszania tej wiadomości o transmisji na żywo 17 listopada przez maile, portale społecznościowe i innymi skutecznymi sposobami. Lokalne media mogłyby też być zainteresowane, jeśli wiele osób miałoby razem oglądać objawienie.

 Program (czas Wiednia = czas Warszawy):

16:00 : Świadectwa w tym Magnusa MacFarlane-Barrow (założyciela organizacji charytatywnej: Posiłki Maryi) (10:00 EST)

17:00 : Różaniec (11:00 EST)

17:40 : objawienie Najświętszej Maryi Panny dla Ivana (11:40 EST)

18:00 : świadectwo Ivana (12:00 EST)

19:00 : Msza św. pod przewodnictwem kardynała Christoph’a Schönborn’a (13:00 EST)

20:00 : Adoracja Najświętszego Sakramentu (14:00 EST)

21:00 : zakończenie Adoracji (15:00 EST)

   Tłumaczył Michał z Radomia

Posted in KOMUNIKATY, Kościół, Medziugorje, Objawienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 177 Comments »

Wizjonerka z Fatimy widziała i potwierdziła objawienia Naszej Pani z Medjugorje

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 Listopad 2011


Trojka jasnowidzów z Fatimy: Łucja, Franciszek i Chjasinta

Podczas gdy Watykańska Międzynarodowa Komisja pod przewodnictwie Kardynała Camillo Ruini i CDF bada trwające Objawienia w Medjugorje. Stolica Apostolska nie powinna ignorować tego ważnego, ale tak mało znanego faktu o Objawieniach Maryjnych w Medjugorje. Były one potwierdzone, że są prawdziwe przez główną wizjonerkę z Fatimy Siostrę Łucję dos Santos, która nie tylko, że je potwierdziła, ale i powiadomiła, że doświadczyła objawień Naszej Pani z Medjugorje w klasztorze.

W oparciu o świadectwo bratanka Siostry Lucji, księdza Salinho – Salezjanina żyjącego w Portugali -Siostra Lucja miewała objawienia Maryi Dziewicy długo po 1917 roku, niektórych z tych objawień Dziewica mówiła do Siostry Łucji o kontynuowanej pracy Madonny w Medjugorje. To oświadczenie Ojca Salonho było udokumentowane przez Francuskiego autora Siostrę Emmanuel Maillard w jej książce „MEDJUGORJE, TRYUMF SERCA” (Queenship, 2004), zrewidowane wydanie jej wcześniejszej popularnej pracy, „MEDJUGORJE: LATA 90 „. Papież Jan Paweł drugi spotkał się z Siostra Emanuela i otrzymał kopie jej książki, dlatego tez wieść o powiazaniu głównej wizjonerki z Fatimy z objawieniami w Medjugorje – nie powinny być obce w Watykanie.

Jest to ważne ujawienie, jako jeden z tych faktów, których Kościół poszukuje w wyjaśnianiu logicznego związku pomiędzy Maryjnymi Objawieniami. Fatima i Medjugorje już posiadają wiele wspólnych cech; od cudu tańczącego słońca, które było obserwowane – raz w Fatimie i wielokrotnie w Medjugorje – to odnosi się do poświecenia Niepokalanemu Sercu Maryi w nabożności obydwu miejsc Fatimy i Medjugorje w duchowym programie codziennej modlitwy – w szczególności Różańca – Mszy Świętej, postu i sakramentu pokuty dla zbawienia grzeszników w obydwu miejscach; równocześnie niesamowita zbieżność opisów wizji po życiu w szczególności piekła, które były objawione jasnowidzom w obydwu objawieniach z Fatimy i Medjugorje. Ta zgodność jest bardzo jasna. Jak również teraz jest raport od Katolickiego księdza, członka rodziny głównej wizjonerki z Fatimy, to, że Siostra Lucja, która wielokrotnie doświadczyła objawienia Naszej Pani, która mówiła o swej pracy w Medjugorie; dlatego tez, Siostra Łucja wielokrotnie potwierdziła objawienia w Medjugorie poprzez swoje prywatne objawienia Dziewicy.

To objawienie wnosi również wątpliwość do wielu teorii twierdzących, że kryzys Medjugorje pogłębił się. Być może najbardziej notorycznie Brytyjski autor Donald Anthony Foley, który – w swojej książce, UNDERSTANDING MEDJUGORJE (ZROZUMIEC MEDJUGRJE) – wyrażą się z aprobata o objawieniach w Fatimie równocześnie (dosłownie) demonizuje objawienia w Medjugorje, opisując the dwa miejsca objawień, jako niemających nic wspólnego. Dobrze, jeżeli Foley i podobnie myślący krytycy wierzą w autentyczność wizji Siostry Łucji tak wiec jest bardzo trudno wątpić w to, że Madonna objawia się w Medjugorje gdyż Siostra Łucja osobiście potwierdziła ten fakt, będąc poinformowaną w swoich doświadczeniach objawień Maryi Dziewicy. Ten raport Siostry Lucji bratanka w gruncie rzeczy nie był szeroko rozpowszechniony. Ale wykazuje, że Jan Paweł Drugi nie był osamotniony w przekonaniu, że Medjugorje jest wypełnieniem Fatimy i że te dwa miejsca posiadają to samo duchowe źródło: jest nim Matka Boża.

Warto zauważyć podkreślając tą spójność, to, że Siostra Łucja i Jan Paweł II utrzymywali przyjaźń do końca życia. Można się zastanawiać czy oni kiedykolwiek rozmawiali o obecności Naszej Pani w Medjugorje, gdyż oboje utrzymywali przekonanie, że Dziewica z Fatimy kontynuuje swoja prace w Sośniańskiej wiosce. Aczkolwiek nigdy nie będziemy wiedzieć na pewno, ponieważ obie strony już odeszły do wieczności, nie byłoby to niemożliwe, gdyż Jan Paweł II w 1984 roku oświadczył, że Medjugorje jest kontynuacja i wypełnieniem Fatimy. Spotkał się on w Fatimie z Siostra Łucja dwa lata wcześniej. Papież był w Fatimie 13 Maja 1982 roku by podziękować Dziewicy za uratowanie jego życia w zamachu na jego życie. Był to ten sam dzień, w którym Nasza Pani z Medjugorje powiedziała wizjonerom w Jugosławii: ” Jego wrogowie próbowali go zabić, ale Ja go ochroniłam”.

Co ciekawe o doświadczeniach objawień Maryjnych siostry Łucji jest fakt, że nie zakończyły się one, podczas gdy była małą dziewczynką. To prawda, że ostatnie objawienie w polach Cova da Iria w pobliżu Fatimy, dopełniając się cudem tańczącego słońca, którego świadkami było 70,000 judzi 13 października 1917 roku. Aczkolwiek również po zakończeniu się tych publicznych objawień, Siostra Łucja w dalszym ciągu miewała prywatne objawienia Maryi Dziewicy, jako zakonnica w swojej celi. Ta sama Maryja Dziewica, która przyszła do niej, gdy była małą dziewczynka w Fatimie w dalszym ciągu ukazywała się Łucji jajko dorosłej kobiecie w klasztorze. The objawienia trwały do późnych okresów jej życia również po tym, gdy Madonna podobno zaczęła się ukazywać sześciorgu młodych ludzi w Medjugorje w 1981 roku.

Łucja dos Santos była jedyna wizjonerka z Fatimy, która żyła przez dwudziesty wiek aż do dwudziestego pierwszego wieku. Wkrótce po tym, gdy zaczęły się objawienia Fatimskie trojce dzieci, pastuszkom w 1917roku, dwoje z nich Jacinta i Franciszek Mato – brat i siostra – odeszli do wieczności. Franciszek zmarł na oskrzelowe zapalenie płuc w 1919 roku, podczas gdy Jacinta dostała groźna formę zapalenia opłucnej i zmarła w Lizbońskim szpitalu rok później. Franciszkowi zabrakło dwa miesiące by skończyć jedenaście lat, natomiast Jacincie zabrakło tylko jeden miesiąc by obchodzić swoje dziesiąte urodziny. Tylko Łucja, która żyła do podeszłego wieku.

Ona wstąpiła do zakonu, jako zakonnica, składając śluby wieczyste 3 października 1934 roku pod imieniem – Maria od Boleści – w Zgromadzeniu zakonnym Sióstr Świętej Doroty w Klasztorze w Tui, Hiszpania. Później Łucja powraca do Portugali i stepuje do Karmelitanek Bosych 31 Maja 1949 roku przyjmując imię Siostra Maria Łucja od Jezusa i Niepokalanego Serca w klasztorze Karmelitanek Świętej Teresy w Coimbra. Siostra Łucja zmarła w tym klasztorze w wieku 97 lat 13 lutego 2005 roku

Autor, Daniel Klimek

Źródło: http://www.medjugorjemiracles.com/2011/07/fatima-visionary-saw-and-confirmed-the-apparitions-of-our-lady-of-medjugorje/

Tłumaczył: Julian

Posted in Fatima, Kościół, Medziugorje, Objawienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 56 Comments »

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 405 obserwujących.