Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Archive for the ‘Opowiadania’ Category

Pytanie na Sądzie

Posted by Dzieckonmp w dniu 4 listopada 2015


W tym listopadowym Czasie, dobrze wybrzmiewa legenda o pobożnym Jakubie, który zdziwił się pytaniem postawionym na Sądzie Bożym. Umierając nie bał się spotkania z Bogiem. Był pobożny, bywało że chodził na Mszę św. nawet w dni powszednie, nie pił nałogowo, nie palił papierosów, Kościół wspierał ofiarami, pod koniec życia był nawet członkiem Żywego Różańca, nosił święty medalik,a przed figurą robił znak krzyża. Nie wstydził się swej wiary, nie kradł, nie cudzołożył, nie kłamał. Miał dobrą opinię u ludzi, był lubiany i szanowany.
Litania cnót i zasług Jakubowych była chyba wystarczająco długa, by być pewnym, że Bóg musi być z niego zadowolony. O cokolwiek Pan go zapyta myślał sobie Jakub – będzie w stanie ukazać się w niezłym świetle. Może nie jest święty, ale przecież całe życie starał się żyć według Bożych przykazań. Czytał nawet religijne książki! I niejedną nowennę odprawił. Jedna z nich była nawet „wielka”!
Kiedy w końcu umarł, został postawiony przed tronem Bożej Sprawiedliwości. Stanął przed Boskim Sędzią ze spokojem.
Czekał na pytania. Tak, nawet jeśli Bóg zapyta go o jakiś słaby punkt, na przykład czy nie pożądał żony bliźniego swego, to zawsze będzie mógł uratować się odpowiedzią: „Ale zawsze się z tego spowiadałem”.
Bóg spojrzał na Jakuba i spokojnie powiedział: „Nie będę cię długo wypytywał.
Zadam ci tylko jedno pytanie. Jak zresztą wszystkim, którzy stanęli tu przed tobą, i przyjdą na to miejsce Sądu po tobie”. Serce Jakuba zaczęło szybciej bić. Oto chwila, która zadecyduje o jego wieczności! I usłyszał słowo Boże, które nawet nie było pytaniem. Było prośbą. Prośbą zatroskanego Ojca. Bóg powiedział:
„Pokaż mi, Jakubie, tych których przyprowadziłeś do Nieba”.
I Jakub oniemiał: „A więc chrześcijaństwo jest czymś innym, niż myślałem”
– pomyślał przerażony. A Matka Najświętsza zaczęła szeptać mu do ucha: „Pomyśl spokojnie, czy nie ofiarowałeś kiedyś swej modlitwy, cierpienia albo pokonania pokusy za kogoś drugiego? Czy nie pomyślałeś nigdy o tym, by pomóc komuś dostać się do Nieba?”. Jakub stał przed tronem Boga i myślał. Miał na to całą wieczność. A Bóg czekał cierpliwie.
Źródlo: Echo Medjugorje

Posted in Opowiadania | Otagowane: , | 82 komentarze »

Stara kobieta czekała na BOGA

Posted by Dzieckonmp w dniu 13 grudnia 2012


Jezus puka

Żyła sobie  kiedyś stara kobieta, która zanosiła do Pana Boga pobożne modlitwy przez wiele godzin w ciągu dnia.

Pewnego dnia usłyszała głos Boga mówiący do niej: „Dzisiaj przyjdę do ciebie.” Wyobraźcie sobie jaka  radość i duma zapanowała w sercu starszej kobiety.
Zaczęła od czyszczenia i polerowania mieszkania, postanowiła upiec ciasta. Potem położyła się na łóżku i zaczęła czekać na przybycie Boga.
Po chwili „, ktoś zapukał do drzwi. Stara kobieta pobiegła otworzyć. Ale to był tylko jej sąsiad, który zwrócił się do niej aby pożyczyć szczyptę soli. Staruszka odepchnęła go: „Na miłość boską, wynoś się, nie mam czasu na takie bzdury czekam na Pana Boga który dziś ma przyjść do mojego domu, Wynoś się!”. Sąsiad zatrzasnął drzwi przed jej twarzą upokorzony.

Jakiś czas później, ktoś zapukał znowu. Stara kobieta spojrzała w lustro, wyprostowała się i pobiegła otworzyć. Ale kto tam był? Chłopiec oferujący sprzedaż  orzeszki ziemne. Staruszka wykrzyknęła  „Czekam na dobrego Boga nie mam czasu, odejdź szybko.” I zamknęła drzwi przed nosem biednego chłopca.

Za krótką chwilę ktoś znów zapukał ponownie do drzwi. Stara kobieta otworzyła je i zobaczyła przed sobą starego obdartego i brudnego mężczyznę. „Chleb, pani kochana, nawet czerstwy  jeśli możesz mi pani dać oraz pozwól mi odpocząć chwilę tutaj na schodach twego domu,” powiedział słabym głosem.
„Ach, nie, zostaw mnie w spokoju! Czekam na Boga, który już  jest niedaleko od mojego domu!” powiedziała starsza pani ze złością. Biedny poszedł sobie a  starsza kobieta usiadła ponownie by czekać na Boga.

Dzień minął, godzina po godzinie. Wieczór zapadł, a Bóg się starszej kobiecie nie pokazał. Staruszka była głęboko rozczarowana. Ostatecznie zdecydowała się iść do łóżka. Dziwnie natychmiast zasnęła i zaczęła śnić.
Ukazał się jej we śnie, dobry Bóg, który powiedział: „Dzisiaj, trzy razy przyszedłem cię odwiedzić i trzy razy odepchnęłaś mnie.”

Posted in Opowiadania | Otagowane: | 25 komentarzy »

Dziecko tuż przed urodzeniem

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 września 2012


Pewnego razu było dziecko gotowe, żeby się urodzić. Więc któregoś dnia zapytało Boga:

– Mówią, że chcesz mnie jutro posłać na ziemię, ale jak ja mam tam żyć, skoro jestem takie małe i bezbronne?

– Spomiędzy wielu aniołów wybiorę jednego dla ciebie. On będzie na ciebie czekał i zaopiekuje się tobą.

– Ale powiedz mi, tu w Niebie nie robiłem nic innego tylko śpiewałem i uśmiechałem się, to mi wystarczało, by być szczęśliwym?

– Twój anioł będzie ci śpiewał i będzie się także uśmiechał do ciebie każdego dnia. I będziesz czuł jego anielską miłość i będziesz szczęśliwy.

– A jak będę rozumiał, kiedy ludzie będą do mnie mówić, jeśli nie znam języka, którym posługują się ludzie?

– Twój anioł powie ci więcej pięknych i słodkich słów niż kiedykolwiek słyszałeś, i z wielką cierpliwością i troską będzie uczył Cię mówić.

– A co będę miał zrobić, kiedy będę chciał porozmawiać z Tobą?

– Twój anioł złoży twoje ręce i nauczy cię jak się modlić.

– Słyszałem, że na ziemi są też źli ludzie. Kto mnie ochroni?

– Twój anioł będzie cię chronić, nawet jeśli miałby ryzykować własnym życiem

– Ale będę zawsze smutny, ponieważ nie będę Cię więcej widział.

– Twój anioł będzie wciąż mówił tobie o Mnie i nauczy cię, jak do mnie wrócić, chociaż ja i tak będę zawsze najbliżej ciebie.

W tym czasie w Niebie panował duży spokój, ale już dochodziły głosy z ziemi i Dziecię w pośpiechu cicho zapytało:

– O, Boże, jeśli już zaraz mam tam podążyć powiedz mi, proszę, imię mojego anioła.

– Imię twojego anioła nie ma znaczenia, będziesz do niego wołał: „Mamusiu”.

Posted in Opowiadania | Otagowane: | 52 komentarze »

Maryja z Lesotho

Posted by radoslawcz w dniu 5 lipca 2012


Poniższa relacja jest świadectwem misjonarza z Lesotho. Została opublikowana w magazynie “Our Lady of New Time” w 1982 roku.

Pewnego dnia Ojciec Oblat wędrował po wysokich górach Lesotho, z różańcem w ręku, odwiedzając chrześcijan tu i tam roproszonych po wioskach. Nagle huk grzmotu rzucił go do ziemi. Wstał obolały z pomocą jego katachety, który błagał go, by zawrócić. „Demon jest zły, ponieważ jest tutaj dusza do ocalenia”, odpowiedział ksiądz i dalej zmierzali szlakiem modląc się.

Po dłuższej wędrówce po ścieżkach górskich usłyszeli płacz dochodzący z odległej wioski. Dobry ojciec zatrzymał się, „Ktoś nas woła, chodźmy tam!” powiedział. Katacheta odpowiedział, „Nie, ta wioska jest pełna czarownic, to zasadzka.” Lecz ksiądz odpowiedziałm „Być może jest tam dusza do ocalenia. Muszę tam iśc i sprawdzić.” I ksiądz udał się do wioski, a za nim podążył jego ociągający się pomocnik, który wydawał się być bardziej martwy niż żywy.

Kiedy dotarli, kilka kobiet otoczyło księdza i zabrało go do chatki, gdzie umierała 17 letnia dziewczyna. Kobieta powiedziała, „Wołała za tobą. Chce być ochrzczona przez katolickiego księdza, aby mogła być z piękną panią.” Ojciec uklęknął blisko umierającej dziewczyny, która powiedziała z dużym wysiłkiem, „Jesteś katolickim księdzem?”. Odpowiedział, „Tak, jestem” – „Więc szybko mnie ochrzcij. Proszę pospiesz się…”

Podczas gdy katacheta, przygotowywał rzeczy na chrzest, Ojciec zadał chorej kilka pytań, na które odpowiedziała bez wahania. Misjonarz był bardzo zaskoczony dowiadując się, że dziewczyna spędziła trochę czasu z dziećmi w chrześcijańskiej wiosce, które podzieliły się z nią wiedzą o Bogu. Nie zwlekając dłużej, ksiądz udzielił jej sakramentu. Kiedy wypowiadał słowa, „Mario, ja ciebie chrzę…” promienna radość rozjaśniła jej twarz i nowa siła życia popłynęła przez nią.

Ksiądz wykorzystał tę poprawę, by zapytać dlaczego chciała być ochrzona. Opowiedziała, „Miałam sen: Widziałam piękną białą panią, która nosiła pas koloru nieba. Uśmiechnęła się do mnie i ucałowała z miłością. Chciałam się do niej zbliżyć, ale odpowiedziała, ‚Nie teraz, ale jak będziesz ochrzczona przez katolickiego księdza, wtedy przyjdę i zabiorę cię.'” Ksiądz był bardzo poruszony i dał jej cudowny medalik. „To ta pani! To ją widziałam!” powiedziała umierająca dziewczyna. Pocałowała medalik z miłoscią i wtedy wyczerpana zasnęła. Ksiądz pobłogosławił ją i wrócił na swoją drogę. Nie był daleko, kiedy czarownice zawołały do niego płacząc: „Umarła.”

za: http://catholicismpure.wordpress.com/2012/07/04/mary-at-lesotho/

Posted in Nawrócenia, Opowiadania, Świadectwa | 71 komentarzy »

Dar dla Matki Bożej

Posted by Dzieckonmp w dniu 18 czerwca 2012


św. Jan Bosco
M. B. tom VIII, str. 73 i nast.

W roku 1865, kiedy budowa Bazyliki Wspomożycielki Wiernych była już
bardzo daleko posunięta, ks. Bosko zamartwiał się nieuleczalną
chorobą czterech swoich księży. Jeden z tych świątobliwych kapłanów
to ks. Alasonatti, jego pierwszy współpracownik. W tym wielkim
strapieniu i smutku Matka Boża przyszła z pociechą swojemu oddanemu
słudze w maju, miesiącu Jej poświęconym. W Oratorium nabożeństwa
majowe obchodzono z wyjątkową gorliwością i to przez wszystkich bez wyjątku.

Z przemówień ks. Bosko do wspólnoty salezjańskiej wygłoszonych w
tym miesiącu tylko jedno zapisano w kronikach zakładu. Należy ono do
najcenniejszych wśród wielu innych. Oto jego streszczenie:
„Śniłem, że kroczyliście w procesji ku bogato ozdobionemu i
olśniewająco ukwieconemu ołtarzowi Matki Bożej. Wszyscy śpiewali te
same hymny na Jej cześć, każdy jednak na swój sposób. Wielu z was
czyniło to z wielkim przejęciem, inni raczej bez zaangażowania,
niedbale. Część wprost fałszowała. Widziałem też chłopców, którzy
nawet ust nie otwierali, wałęsających się poza szeregiem,
ziewających i wprowadzających zamieszanie.
Każdy niósł Matce Bożej jakiś dar. Najczęściej były to kwiaty,
bardzo różne w kształcie, wielkości, barwie i rodzaju. Rzucały się w
oczy bukiety róż, goździków, fiołków. Niektórzy z wychowanków
trzymali przed sobą bardzo dziwne dary: głowy świń, koty, oślizgłe
ropuchy, króliki i jagnięta. Przy ołtarzu stał urzekający
młodzieniec ze wspaniałymi skrzydłami. Był to prawdopodobnie Anioł
Stróż naszego Oratorium. Odbierał od was dary i kładł je na mensie.
Pierwszy dar, to przepiękny bukiet
kwietny, który anioł w milczeniu złożył na ołtarzu. Z następnych
usuwał on najpierw kwiaty zwiędłe lub bezwonne, jak dalie i kamelie.
Maryja bowiem nie zadawalała się samym wyglądem. W niektórych
wiązankach znajdowały się ciernie, a nawet gwoździe. Anioł
natychmiast je usuwał i wyrzucał precz.
Kiedy przed aniołem stanął chłopiec ze świńską głową na misie,
anioł zawołał do niego:Jak śmiesz ofiarować taki dar Naszej
Pani? Czyż nie wiesz, że to zwierzę symbolizuje grzech nieczysty?
Maryja Najświętsza i Niepokalana nie może przyjąć takiej ofiary.
Odejdź! Nie jesteś godny stać przed Jej obliczem.
Przynoszącym koty anioł rzekł: Kot to tyle, co kradzież.
Jak odważyliście się złożyć taki podarunek Matce Bożej? Ci, którzy
zabierają bez zezwolenia nieswoje rzeczy, okradają własny dom
złośliwie niszczą odzież, marnują pieniądze rodziców, nie uczą się i
zaniedbują swoje obowiązki, są po prostu złodziejami. Tych
także anioł usunął od ołtarza. Srodze oburzył się na ofiarodawców
ropuch. Ropuchy symbolizują wstrętny grzech obmowy. Jak
śmiecie ofiarować je Najświętszej Pannie?
Odejdźcie precz! Chłopcy ze wstydem odchodzili.
Przyszła także grupa chłopców z nożami w sercach, które
symbolizują świętokradztwo. Czy zdajecie sobie sprawę, że
wasze dusze są w stanie śmierci? zapytał anioł.
Gdyby nie Boże miłosierdzie, zostalibyście zgubieni na wieki.
Na miłość Boską, wyjmijcie te noże z waszych serc.
Wreszcie i pozostali chłopcy dotarli do ołtarza i składali
swoje dary: jagnięta, króliki, owoce i ryby. Anioł odbierał je od
nich i składał na ołtarzu przed Matką Bożą. Wszystkich miłych
ofiarodawców odpowiednio ustawił przed ołtarzem. Z ogromnym żalem
zobaczyłem, że liczba odrzuconych chłopców była o wiele większa niż sądziłem na początku.

Korony z róż

Nagle ukazało się dwóch innych aniołów po obu stronach ołtarza,
trzymających w ręku ozdobne kosze, pełne wspaniałych koron z róż.
Były to róże ziemskie, ale pochodziły z nieba i symbolizowały
nieśmiertelność. Takimi koronami Anioł Stróż wieńczył czoła
wszystkich ustawionych przed ołtarzem Matki Bożej. Widziałem w tej
gromadzie bardzo wielu, których nigdy przedtem nie spotkałem. Oto
zadziwiająca rzecz: najpiękniejsze korony otrzymali chłopcy bardzo
brzydcy, niektórzy wprost odrażająco brzydcy.
Wzniosła cnota czystości, którą się odznaczali w wyjątkowym
stopniu, wyrównała w pełni wszystkie braki ich zewnętrznego wyglądu.
Bardzo wielu chłopców także jaśniało tą cnotą, ale już nie w takim
natężeniu. Młodzieńcy wyróżniający się posłuszeństwem, pokorą i
miłością Boga również otrzymali korony stosownie do swoich zasług.
Następnie anioł odezwał się do wszystkich w te słowa:
Sama Najświętsza Panna życzyła sobie, byście zostali
dzisiaj uwieńczeni tymi pięknymi koronami z róż. Uważajcie, by ich
nigdy nie utracić. Pokora, posłuszeństwo i czystość mają być waszą
cechą charakterystyczną. Dzięki tym trzem cnotom podobacie się
zawsze Matce Najświętszej, a pewnego dnia otrzymacie niewymownie
piękniejszą koronę niż ta, którą dziś nosicie.
Odśpiewaliście potem pierwszą zwrotkę AVE MARIS STELLA
Witaj, Gwiazdo morza ; a odchodząc od ołtarza rozbrzmiewał z
waszych piersi hymn: LODATE MARIA; Chwalcie Maryję ; z
takim zapałem, że poczułem się szczerze wzruszony waszym śpiewem.
Odruchowo podążyłem za wami. Chciałem jeszcze rzucić okiem na
chłopców, którym anioł rozkazał odejść. Nie zobaczyłem jednak nikogo.
Kochane moje dzieci, wiem doskonale, kto otrzymał nagrodę w
postaci różanej korony, a kogo anioł odrzucił. Tych ostatnich sam
upomnę, by mogli złożyć Matce Bożej dary o wiele milsze.

Uwagi księdza Bosko

1. Wszyscy nieśliście przeróżne kwiaty. Niestety w każdym bukiecie
znajdowały się także ciernie. W niektórych było ich więcej, w innych
mniej. Doszedłem do wniosku, że ciernie symbolizują
nieposłuszeństwo. Oznaczają też one takie grzechy, jak:
przetrzymywanie pieniędzy, zamiast oddać je w depozyt u ks.
prefekta; własnowolne odwiedzenie pewnych miejsc, mimo, że
otrzymaliście pozwolenie na udanie się do . określonego punktu;
spóźnianie się do szkoły; spożywanie posiłków poza wspólnym stołem;
odwiedzanie sypialni innych kolegów, chociaż wiecie, że jest to
bardzo surowo zabronione; wylegiwanie się w łóżku po oznaczonej do
wstania godzinie; zaniedbywanie nakazanych praktyk pobożnych;
rozmowy w czasie nakazanego milczenia, kupowanie książek; czytanie
ich bez pozwolenia; wysyłanie i otrzymywanie listów po kryjomu;
sprzedawanie i kupowanie rzeczy między sobą. To właśnie te grzechy przedstawiają ciernie.

Czy łamanie regulaminu domowego jest grzechem?;
zapytuje mnie wielu. Po dłuższym, poważnym zastanowieniu się nad tym
pytaniem, moja odpowiedź stanowczo brzmi:Tak. Nie wiem,
czy to grzech śmiertelny czy też powszedni. Zależy to od
okoliczności towarzyszących, ale na pewno jest jakimś grzechem.

Ktoś powie, że dekalog nie wspomina przecież wcale o posłuszeństwie
regulaminowi zakładowemu. Czwarte przykazanie brzmi: Czcij
ojca swego i matkę swoją, ale posłuszeństwo należy się nie
tylko rodzicom, lecz także tym, którzy ich zastępują. Poza tym, czy
Pismo św. nie mówi: Bądźcie posłuszni waszym
przełożonym? (Hbr 13 17). Z twierdzenia, że mamy być im
posłuszni, wynika, że oni posiadają władzę rozkazywania. Dlatego
właśnie mamy regulaminy, których musimy przestrzegać.

2. W niektórych bukietach wśród kwiatów znajdowały się gwoździe,
którymi ukrzyżowano Pana Jezusa. Czy może to mieć zastosowanie w
stosunku do nas? Zwykle tak jest, że ktoś zaczyna od drobnych spraw,
a kończy na bardzo poważnych… Niewłaściwie korzysta ze swojej
wolności i popada w grzech śmiertelny… Dlatego gwoździe znalazły
się między kwiatami, by po raz wtóry krzyżować Chrystusa. w. Paweł
wyraźnie pisze: …krzyżują… Syna Bożego. (Hbr 6, 6).

3. W wiązankach nie brakło też kwiatów zwiędłych bezwonnych.
Symbolizują one dobre uczynki wykonane niestety w stanie grzechu
ciężkiego, stąd nie posiadają żadnych zasług dla nieba. Mogą też one
przedstawiać czyny wynikające z motywów czysto ludzkich, jak ambicja
lub chęć przypodobania się nauczycielom i przełożonym. To był
właśnie powód, dla którego anioł skarcił chłopców, przynoszących
takie kwiaty Matce Bożej, i kazał je usunąć z bukietu. Po wykonaniu
jego polecenia dopiero mogli złożyć swe
dary na ołtarzu… A propos ołtarza, to chcę wyjaśnić, że ci
chłopcy nie musieli trzymać się kolejki, ale do anioła zbliżali się
po odrzuceniu bezwartościowych kwiatów. Potem dołączyli do wyróżnionych koroną.

W tym śnie widziałem waszą przeszłość, ale także wasze przyszłe
życie. Z wieloma z was o tym już rozmawiałem. Z innymi jeszcze
pomówię. Tymczasem, kochani synowie, starajcie się, by Najświętsza
Panna zawsze otrzymywała od was takie

Posted in Opowiadania | Otagowane: , | 1 Comment »

Trzy drzewka

Posted by Dzieckonmp w dniu 3 czerwca 2012


 

Pewnego razu, na wzgórzu, rosły sobie trzy drzewa. Rozmawiały one o swoich marzeniach i nadziejach, kiedy pierwsze z nich powiedziało: "Mam nadzieje, że pewnego dnia będę skrzynią, w której trzymane będą klejnoty. Będę wypełnione złotem, srebrem i cennymi klejnotami. Będę mogło być ozdobione rozmaitymi rzeźbami i każdy będzie mógł zobaczyć moje piękno."

Wtedy drugie drzewo powiedziało: „Może pewnego dnia stanę się potężnym statkiem. Uniosę na swym pokładzie króla i królową i popłyniemy poprzez szerokie wody aż na krańce wiata. I każdy będzie czuł się bezpiecznie, z powodu solidności kadłuba, który ze mnie będzie zbudowany.”

W końcu trzecie drzewo powiedziało: „Chce rosnąć, aby być najwyższe i najbardziej proste w całym lesie. Ludzie zobaczą mnie na szczycie wzgórza i będą spoglądać na moje gałęzie, i my leć o niebie i o Bogu i o tym, jak blisko Jego jestem. Ja będę największym drzewem wszechczasów i ludzie zawsze będą o mnie pamiętać.”

Po kilku latach modlitwy o to, aby ich marzenia się spełniły, grupa drwali natknęła się na nie. Kiedy jeden drwal zbliżył się do pierwszego drzewa odrzekł: „To tutaj wygląda na mocne, silne drzewo, wydaje mi się, że będę mógł sprzedać je stolarzowi” i zaczął je ścinać. Drzewo było szczęśliwe, ponieważ wiedziało, ze stolarz zrobi z niego piękną skrzynie.

Przy drugim, drwal powiedział: „To drzewo również wygląda na mocne, powinienem je sprzedać do stoczni” i drugie drzewo również było szczęśliwe, bo wiedziało, że jest to dla niego możliwość stania się potężnym statkiem.

Kiedy drwal podszedł do trzeciego drzewa, drzewo było przerażone, gdyż wiedziało, ze jeżeli zostanie ścięte, jego marzenia się nie spełnią. Jeden z drwali postanowił sobie je zabrać.

Wkrótce po przybyciu do stolarza, z pierwszego drzewa zostały zrobione karmniki, koryta i żłoby dla zwierząt. Zostało więc postawione w stodole i wypełnione sianem. To wcale nie było to, o co drzewo się modliło. Drugie drzewo zostało cięte i zrobiono z niego małą łódkę rybacka. Skończyły się jego sny o staniu się potężnym statkiem i braniu na swój pokład koronowanych głów. Trzecie z nich zostało pocięte na wielkie belki i pozostawione w ciemności.

Lata mijały, i drzewa zapomniały już o swoich marzeniach. Pewnego dnia mężczyzna i kobieta weszli do szopki. Kobieta urodziła i położyła niemowlę na sianie, wypełniającym żłobek zrobiony z pierwszego drzewa. Drzewo mogło odczuć powagę tego wydarzenia i wiedziało, że nosi największy skarb wszechczasów.

Minęło nieco lat. Grupa ludzi wybrała się na połów w łódce zrobionej z drugiego drzewa. Jeden z nich był bardzo zmęczony i ułożył się do snu. Kiedy wypłynęli na szerokie wody, zerwała się burza i drzewo pomyślało, że nie będzie wystarczająco silne, aby zapewnić ludziom bezpieczeństwo. Mężczyźni obudzili śpiącego, a on wstał i powiedział „Pokój!”, a wtedy burza ustała. Wtedy już drzewo wiedziało, że ma na swoim pokładzie Króla królów.

W końcu przyszedł kto i zabrał trzecie drzewo. Było niesione ulicami, tłum zaś kpił z człowieka, który je niósł. Kiedy się zatrzymali, człowiek ten został przybity gwoździami do drzewa i podniesiony, aby umierać na szczycie wzgórza. Kiedy nadeszła niedziela, drzewo zrozumiało, że było wystarczająco silne, aby stać na szczycie wzgórza i być tak blisko Boga jak tylko możliwe, ponieważ to na nim został ukrzyżowany Jezus.

Morał tej historii jest taki, że kiedy wydaje ci się, że wszystko idzie nie po twojej myśli, zawsze wiedz, ze Bóg ma dla ciebie pewien plan. Jeśli Mu zaufasz, obdarzy cię hojnie. Każde z drzew otrzymało to, o co prosiło, ale nie w sposób, w jaki to sobie wyobrażało. My nigdy nie wiemy, jakie są plany Boga wobec nas. Wiemy tylko, że Jego drogi, nie są naszymi drogami, ale Jego drogi są zawsze najlepsze.

Autor nieznany

Źródło: adonai.pl

Posted in Opowiadania | Otagowane: , | 12 komentarzy »

Czwarty król

Posted by Dzieckonmp w dniu 6 stycznia 2012


Istnieje pewna stara rosyjska legenda opowiadająca o czwartym królu, który wyruszył w drogę razem z trzema innymi. Eduard Schaper zainteresował się tą legendą i po mistrzowsku ją ukształtował. Ów czwarty król zabrał ze sobą jako prezent dla królewskiego Dzieciątka trzy błyszczące, szlachetne kamienie. Był najmłodszym spośród czterech, żadnemu zaś z nich nie płonęła w sercu tak głęboka tęsknota, jak właśnie jemu.

Podczas drogi usłyszał nagle szlochanie dziecka. W kurzu zobaczył „leżącego chłopczyka, bezbronnego, nagiego i krwawiącego z pięciu ran. Tak niezwykłe było to dziecko, tak delikatne i bezbronne, że serce młodego króla napełniło się litością”. Podniósł je i zawrócił do wioski, którą właśnie zostawili za sobą. Tam nikt nie znał dziecka. Poszukał opiekunki i przekazał jej jeden ze szlachetnych kamieni, by w ten sposób zabezpieczyć życie dziecka. Udał się następnie w dalszą wędrówkę. Gwiazda wskazywała mu drogę. Bezbronne dziecko uczyniło go niezmiernie wrażliwym na nędzę świata. Przechodził przez miasto, w którym naprzeciw niego wyszedł orszak pogrzebowy. Umarł ojciec rodziny. Matka i dzieci miały być sprzedane do niewoli. Król przekazał im drugi drogocenny kamień.Gdy tak wędrował, nie widział już gwiazdy. Dręczył się wątpliwościami, czy też nie stał się niewierny wobec swojego powołania. Jednak wtedy raz jeszcze zajaśniała na niebie gwiazda. Wędrował za nią poprzez obcą krainę, w której szalała wojna. W pewnej wiosce żołnierze zgromadzili razem wszystkich mężczyzn by ich zabić. Wtedy król wykupił ich trzecim szlachetnym kamieniem. Ale teraz nie dostrzegł już więcej gwiazdy. Ogołocony ze wszystkiego kroczył przez krainę i pomagał ubogim ludziom. Przybył do pewnego portu w chwili, gdy ojciec rodziny jako wioślarz na jednej z galer miał odpokutować za swoją winę. Król zaofiarował samego siebie i pracował przez wiele lat jako wioślarz na galerze. Wtedy w jego sercu ponownie wzeszła gwiazda. „Wkrótce przeniknęło go wewnętrzne światło i ogarnęła go spokojna pewność, że mimo wszystko jest na właściwej drodze”. Niewolnicy i panowie odczuwali to niezwykłe światło owego człowieka. Został wypuszczony na wolność. We śnie znowu zobaczył gwiazdę i usłyszał głos: „Pospiesz się! Pospiesz!” Wstał w środku nocy. Wówczas zajaśniała gwiazda i doprowadziła go do bram wielkiego miasta. Z tłumem ludzi został zapędzony na wzgórze, na którym stały trzy krzyże. Ponad środkowym krzyżem jaśniała gwiazda. „Wtedy spotkało go spojrzenie Człowieka, który wisiał na tym krzyżu. Człowiek ten musiał odczuwać wszystkie cierpienia, wszystkie utrapienia świata, tak niezwykłe było jego spojrzenie. Ale też litość i bezgraniczną miłość. Jego ręce, przybite do krzyża gwoździami, były boleśnie wykrzywione. Z tych udręczonych rąk rozchodziły się promienie. Jak błysk przemknęła myśl: tutaj jest cel, do którego pielgrzymowałem przez całe życie. Ten Człowiek jest Królem ludzi i Zbawieniem świata, na którym oparłem swój ą tęsknotę, którego spotkałem we wszystkich utrudzonych i obciążonych”. Król opadł pod krzyżem na kolana. W jego otwarte ręce spadły wtenczas trzy krople krwi. Były bardziej lśniące niż szlachetne kamienie. Gdy Jezus umarł z okrzykiem na ustach, umarł też król. „Jego twarz jeszcze w śmierci była zwrócona w kierunku Pana i błyszczała jak promieniejąca gwiazda”
autor nieznany
Ze strony laudate.pl

Posted in Opowiadania | Otagowane: , , | 143 komentarze »

Król dał się oszukać!

Posted by Dzieckonmp w dniu 4 grudnia 2011


 Metafora, która jest dziś warta zastanowienia

Był raz król, który miał cztery żony.

Swoją czwartą żonę kochał bardziej niż inne. Dawał jej piękne prezenty i otaczał ją wielką troskliwością. Obsypywał ją tym, co miał najlepsze.

Tak samo kochał swą trzecią żonę i z dumą ją pokazywał sąsiednim królom. Ale obawiał się, czy pewnego dnia nie odjedzie z innym królem.

Kochał także druga żonę. Ona była jego zaufaną: za każdym razem, gdy miał problem, mówił jej o nim.

Pierwsza żona króla była jego najwierniejszą towarzyszką, to z nią zbudował swe królestwo.

Pewnego dnia król zapadł na ciężką chorobę. W obliczu śmierci zaczął się zastanawiać: „Mam cztery żony, lecz gdy umrę, będę sam.” Zawołał więc swą czwartą żonę i powiedział do niej:

– Kochałem cię bardziej niż inne. Dawałem ci to, co mam najlepszego. Teraz umieram: czy zechciałabyś pójść ze mną i być mą towarzyszką na zawsze?

– Oszalałeś! – odpowiedziała, a potem się oddaliła bez słowa.

Jej odpowiedź, jak ostry nóż, boleśnie wniknęła w serce króla.

Następnie król powiedział do trzeciej zony:

– Kochałem cię przez całe życie. Teraz umieram: czy jesteś gotowa iść ze mną?

– Nie – powiedziała ona, życie jest zbyt piękne. Gdy ty umrzesz, ja ponownie wyjdę za mąż!

Ta odpowiedź zdziwiła króla i bardzo zasmuciła.

Powiedział więc do drugiej żony:

– Zawsze przychodziłem do ciebie w chwilach trudnych. A ty mi zawsze pomagałaś. Teraz umieram, czy ty chcesz pójść za mną?

Ona odpowiedziała:

– Przykro mi, że nie mogę pójść za tobą, ale obiecuję ci zrobić piękny pogrzeb.

Król był zbity z tropu. Całe swe życie był oszukiwany uczuciami jego żon.

Wtedy usłyszał głos, który mówił: „Ja pójdę z tobą. Pójdę za tobą wszędzie tam, gdzie ty pójdziesz”. To mówiła pierwsza żona. Król popatrzył na nią i zawstydził się: ona była chuda, chora, zrezygnowana. Powiedział wówczas: „To ciebie powinienem kochać bardziej niż inne wtedy, gdy mogłem”.

W rzeczywistości każdy z nas ma cztery żony:

Naszą czwartą żoną jest nasze ciało. Jak byśmy się o nie nie troszczyli, opuści nas w dniu śmierci.

Naszą trzecią żoną jest nasze bogactwo i nasza sytuacja społeczna. W chwili śmierci nic ze sobą nie zabierzemy.

Nasza druga żona to nasi przyjaciele i nasza rodzina. Są dla nas wielkim wsparciem, lecz w dniu śmierci, wszystko, co mogą dla nas zrobić, to zorganizować nasz pogrzeb.

Nasza pierwsza żona to nasza dusza, o której często zapominamy i którą tak źle traktujemy. Jednakże to tylko ona towarzyszy nam we wszystkich miejscach. Poświęć czas, żeby się o nią zatroszczyć i ją utrzymywać, żeby była piękna i święta, niech teraz lśni! Później będzie za późno!

(autor nieznany)

Źródło: zwiastowanie.alleluja.pl

Posted in Opowiadania | Otagowane: , , | 34 komentarze »

Senator w piekle

Posted by Dzieckonmp w dniu 13 sierpnia 2011


Wpływowy poseł umiera na ciężką chorobę. Jego dusza trafia do Nieba i wita go Święty Piotr. Witaj w Niebie. Zanim tu zamieszkasz, musimy rozwiązać tylko jeden problem. Mamy to pewne zasady i nie jestem pewien, co z tobą zrobić. Jak to co – wpuśćcie mnie – mówi poseł. Cóż, chciałbym, ale mamy polecenia z samej góry. Zrobimy tak – spędzisz jeden dzień w Piekle i jeden dzień w Niebie. Potem możesz sobie wybrać, gdzie chcesz spędzić wieczność. Serio, ja już wiem – chcę trafić do Nieba – mówi poseł. Wybacz, ale mamy swoje zasady. Po tych słowach, Święty Piotr odprowadza go do windy i poseł zjeżdża w dół, dół, dół wprost do Piekła. Drzwi otwierają się i poseł jest pośrodku pełnego zieleni pola golfowego. W tle jest restauracja, a przed nią stoją wszyscy jego przyjaciele oraz inni politycy, którzy pracowali z nim. Wszyscy są szczęśliwi i świetnie się bawią. Podbiegają do posła i witają go, ściskają oraz wspominają stare dobre czasy, gdy bogacili się kosztem zwykłych ludzi. Potem grają w golfa a następnie jedzą kolację z kawiorem i czerwonym winem. Jest także Szatan który jest naprawdę fajnym i sympatycznym gościem – świetnie się bawi i tryska humorem opowiadając dowcipy. Poseł bawi się tak doskonale, że nim się zorientuje, minie jego czas. Wszyscy ściskają go i machają na pożegnanie, gdy winda rusza w górę. Winda jedzie, jedzie i jedzie – aż drzwi się otwierają w Niebie, gdzie czeka na niego Święty Piotr. Czas odwiedzić Niebo. I tak mijają 24 godziny, w których mąż stanu spędza czas z duszyczkami na skakaniu z chmurki na chmurkę, graniu na harfach i śpiewaniu. Bawią się całkiem nieźle i nim się zorientuje, doba mija i powraca Święty Piotr. Cóż – spędziłeś jeden dzień w Piekle i jeden dzień w Niebie. Wybierz zatem swój los. Poseł myśli chwilkę i odpowiada. Cóż, nigdy nie myślałem, że to powiem. To znaczy – w Niebie jest naprawdę cudownie, ale myślę, że lepiej mi będzie w Piekle. Tak więc Święty Piotr odprowadza go do windy i poseł jedzie w dół, dół, dół… – wprost do Piekła. Otwierają się drzwi i poseł jest pośrodku pustyni pokrytej śmieciami i odpadkami. Widzi wszystkich swoich przyjaciół ubranych w szmaty, zbierających śmieci do czarnych, plastikowych toreb. Nagle podchodzi do posła Szatan i klepie go po ramieniu. „Nie rozumiem! – mówi senator. Jeszcze wczoraj było tu pole golfowe, restauracja, jedliśmy kawior, tańczyliśmy i bawiliśmy się świetnie. Teraz jest tu tylko pustynia pełna śmieci, a moi przyjaciele wyglądają strasznie! Szatan spogląda na posła, uśmiecha się i mówi: Wczoraj mieliśmy kampanię wyborczą! A dziś na nas zagłosowałeś. Już jest po wyborach.

Źródło:obnie.pl

Posted in Ciekawe, Opowiadania | Otagowane: , , | 12 komentarzy »

Jak się modlimy?

Posted by Dzieckonmp w dniu 1 lipca 2011


Przypominam i wklejam tutaj bardzo piękny fragment orędzia które zostało opublikowane  z dnia 31 maja 2011 roku ale jakoś nie zauważyłem zainteresowania tym orędziem  całość jest tutaj

Zwróćcie się do Mnie jak niewinne dzieci

Nie musicie nauczyć się modlitw, jeśli ich w ogóle nie znacie. Tak, one są pomocne, ale wszystko o co was proszę, by zrobić, to porozmawiać ze Mną. W taki sposób, jak  normalnie rozmawialibyście z przyjacielem. Odprężcie się, zaufajcie Mi. Poproście Mnie o Moją pomoc. Moje Miłosierdzie jest pełne, tak pełne, że tylko czeka, aby je wylać na was. Gdybyście tylko znali Współczucie, które Mam dla wszystkich na ziemi, nawet dla grzeszników. Moje Dzieci pozostają Moimi Dzieci nawet wtedy, gdy grzech plami ich dusze. Brzydzę się grzechu, ale kocham grzesznika.

Tak wielu z was obawia się prosić regularnie o przebaczenie. Nigdy nie musicie się tym martwić. Nigdy. Jeśli naprawdę żałujecie, będzie wam odpuszczone.

Grzech, Moje Dzieci, będzie stałym problemem. Nawet Moi najbardziej pobożni wyznawcy grzeszą, grzeszą i grzeszą ponownie. To jest fakt. Gdy szatan został zwolniony, grzech stał się powszechny. Wielu wstydzi się za bardzo, aby zwrócić się do Mnie. Spuszczają głowy i przymykają oczy, gdy się źle zachowali. Zbyt dumni i speszeni brną nadal, jak gdyby mogło to być zapomniane. Nie rozumieją, że ciemność przyciąga ciemność.

Jeśli raz zgrzeszycie, o wiele łatwiej jest grzeszyć ponownie. Przez blokowanie waszych sumień cykl ten powtarza się wtedy w koło. Gdyż grzesznicy wynajdą wszelkie preteksty do zignorowania tego, że robią źle. Będą spadali dalej spiralą w dół, i to dlatego, że nie wiedzą, jak prosić o przebaczenie. Ponieważ nie zrozumieli znaczenia pokory, nie są w stanie zwrócić się do Mnie.

Wiedzcie – to nie jest skomplikowane, prosić Mnie o przebaczenie. Nigdy nie obawiajcie się Mnie. Czekam na każdego z was, kto ma odwagę potępić własne grzechy. Jeśli uczynicie z tego wasz zwyczaj, dane wam będą niektóre nadzwyczajne dary. Po wyznaniu waszych grzechów pozostawać będziecie w stanie Łaski. Następnie,  podczas sakramentu Eucharystii poczujecie rosnącą energię, która będzie dla was zaskoczeniem. Wtedy i tylko wtedy znajdziecie prawdziwy Pokój.

Nic was nie zakłopocze. Będziecie silni nie tylko w waszej duszy. Wasz umysł będzie spokojniejszy i bardziej opanowany. Stawicie czoła życiu z innej i bardziej pozytywnej perspektywy. Kto nie chciałby takiego życia?

Wróćcie do Mnie Dzieci, w tych czasach smutku na świecie. Pozwólcie Mi pokazać radość, która jest waszą radością, gdy zwrócicie się do Mnie.

W tym kontekście piękne opowiadanie

W pewnej wsi mieszkał wierzący staruszek. W jego maleńkiej wiosce była grupa wierzących chrześcijan, do której on należał. Nigdy nie był na nabożeństwie w zborze w mieście i bardzo pragnął tam być chociaż raz.
Pewnego razu domówił się z młodym kaznodzieją, że odwiedzą zbór w mieście i radował się z tego bardzo czekając na ten dzień. Gdy nadszedł ten dzień udali się na stację kolejową. Idąc przez las, kaznodzieja zaproponował, żeby przed podróżą się pomodlić.

Staruszek chętnie się zgodził. Kaznodzieja powiedział:
– Uklęknijmy do modlitwy i ty, bracie, pomódl się pierwszy, a ja potem.

Staruszek z trudem zgiął kolana, a nie mogąc na nich uklęknąć, schylił się, niezgrabnie opierając się o pień drzewa. Zaczął się modlić:

– Panie, dziękuję Ci, że pobudziłeś brata, aby wziął mnie do miejskiego kościoła…ale Ty widzisz jaki jestem: słabo słyszę, a buty mam takie, ze wstyd mi w nich jechać, ale Ty wiesz Panie, ze innych nie mam…Nie mam tez znajomych, u których mógłbym przenocować. Proszę, pokieruj tak, żebym mógł usłyszeć kazanie i wskaż mi, gdzie mogę przenocować. Amen.

Potem modlił się młody kaznodzieja, a jego sylwetka klęcząca z prostymi plecami, w doskonale skrojonym ubraniu, ładnie odcinała się na tle zieleni lasu. Jego modlitwa była składna i wyrazista, pełna pięknych zwrotów. Gdy zakończył, zwrócił się do staruszka z naganą:
– Jak ty się modlisz? Mówisz o starych butach, których się wstydzisz, mówisz, że niedobrze słyszysz, że nie masz w mieście znajomych…Twoja modlitwa nie jest podobna do modlitwy.
Starzec pokornie odpowiedział:
– Modlę się jak potrafię.

Gdy przyjechali do miasta, przed kościołem kaznodzieja wskazał staruszkowi, którymi drzwiami ma wejść, i zostawił go, sam udając się do kościoła innym wejściem. Staruszek z trudem się przecisnął przez zatłoczony ganek do sali, która była również przepełniona. Stanąwszy w drzwiach, przyłożył rękę do ucha, starając się usłyszeć, o czym jest kazanie. W tym momencie, jedna z kobiet siedząca w przednim rzędzie zauważyła staruszka z przyłożona ręka do ucha i powiedziała do siedzącej obok siostry:

– Popatrz, ten człowiek w drzwiach zapewne źle słyszy, bo przyłożył rękę do ucha. Wstanę, a ty zaproś go na moje miejsce.
Staruszek bardzo się ucieszył, że teraz , siedząc w bliskim rzędzie, mógł słyszeć każde słowo kaznodziei. Siedząca obok niego siostra zauważyła jego stare, znoszone buty i po nabożeństwie, zaproponowała staruszkowi pójście do jej brata, który prowadził sklep z obuwiem. Tam wybrali mu nowe buty i podarowali je. Jakże się cieszył z tego podarunku! I gdy się tak radował wśród sióstr i braci z miejskiego kościoła, jeden z nich zapytał:

– Skąd jesteś bracie?
– Jestem z małej wioski. Przyjechałem do miasta pociągiem.
– A czy masz gdzie przenocować?
– Na razie nie mam, ale prosiłem Pana Boga, żeby On jakoś sam tym pokierował.
– Wiec będziesz nocował u mnie. Czekałem na syna, ale on przesłał telegram, że nie może przyjechać. Mam i pokój i jedzenie przygotowane.
Wziął więc brata do siebie na nocleg.

Następnego dnia staruszek spotkał się na stacji kolejowej z kaznodzieją, z którym przyjechał do miasta. Podczas podróży powrotnej staruszek z radością opowiedział, jak Bóg odpowiedział na jego modlitwę:
– Dokładnie słyszałem kazanie. A spójrz na moje nowe buty! A spałem na takim posłaniu, ze nigdy w życiu tak dobrze nie spałem. Oto jak Pan Bóg odpowiedział na moja modlitwę. A jak tobie, bracie, On odpowiedział?
Kaznodzieja milczał, bo nawet nie pamiętał, o co się modlił. On po prostu ładnie się modlił, jak przystoi na kaznodzieje.
I tak mimochodem pomyślałem: a czy ja się naprawdę modlę, kiedy się modlę?…

Starając się składnie, pięknie modlić, często nie wkładamy w nasze modlitwy serca i pozostają one pustymi słowami, na które nawet nie oczekujemy odpowiedzi….

Posted in Ciekawe, Opowiadania, Świat innymi oczami | Otagowane: , | 31 komentarzy »

Czy warto dobrze mówić o innych

Posted by Dzieckonmp w dniu 15 lutego 2011


Dziękujemy księdzu Maciejowi za podjęcie dyskusji z naszymi czytelnikami. Czuliśmy się trochę jak owce bez Pasterza. Wiemy że ksiądz ma wiele obowiązków, ale mimo to prosimy żeby od czasu do czasu znalazł czas i prostował nasze myślenie chociaż krótkim komentarzem. Na pewno popełniamy wiele błędów w ocenach ludzi jak i zdarzeń gdyż my nie jesteśmy odpowiednio przygotowani do tak ważnych tematów. Podjęliśmy się pisać w internecie jako prości ludzie gdyż uważamy że jest on przepełniony anty ewangelią. Cieszę się że wiele osób dyskutuje próbując poznać prawdę, ze wiele osób odmawia różańce w intencjach Królowej Pokoju na jej 30-lecie objawień. Zawieziemy te Zdrowaśki na Górę Podbrdo 25 czerwca 2011 roku. Poniżej piękne opowiadanie.

 

Pewnego dnia nauczycielka poprosiła swoich uczniów, by wypisali na kartce
imiona wszystkich kolegów z klasy, zostawiając przy tym trochę miejsca
obok nich. Potem powiedziała do uczniów, by się zastanowili
nad najmilszą rzeczą, którą mogliby powiedzieć o każdym

ze swoich kolegów i napisali to obok ich imion.
Trwało to całą godzinę, zanim wszyscy skończyli, i przed opuszczeniem klasy
oddali swoje kartki nauczycielce.
W weekend nauczycielka napisała każde nazwisko na kartce
i obok niego listę miłych rzeczy przypisanych mu przez kolegów.
.
W poniedziałek każdemu z uczniów oddała jego lub jej listę. Już po krótkiej
chwili wszyscy się uśmiechali.
„Rzeczywiście?”, było słychać szepty. „Nawet nie wiedziałem, że
dla kogoś coś znaczę!”
i „nie wiedziałem, że inni mnie tak lubią”, brzmiały komentarze.
Nikt potem nie wspominał już o tych listach.
Nauczycielka nie wiedziała, czy uczniowie dyskutowali o nich ze sobą

lub z rodzicami, ale to nie było istotne
Ćwiczenie wypełniło swoje zadanie. Uczniowie byli zadowoleni z siebie i z innych.
Kilka lat później jeden z uczniów zmarł i nauczycielka
poszła na jego pogrzeb. Kościół był pełen przyjaciół. Jeden po drugim z tych, którzy kochali lub znali młodego człowieka, przechodzili obok trumny i oddawali ostatnią cześć..
Nauczycielka podeszła jako ostatnia i modliła się przy trumnie. Kiedy tam stałaktoś z niosących trumnę powiedział do niej: „Czy była pani
nauczycielką matematyki Marka?” Skinęła: „Tak”. Ten powiedział: „Marek bardzo często mówił o pani.” Po pogrzebie
większość szkolnych kolegów Marka zebrało się razem.
Byli tam również jego rodzice i wyraźnie czekali na to, by porozmawiać z nauczycielką..
„Chcemy pani coś pokazać”, powiedział ojciec i wyciągnął portfel
z kieszeni. „Znaleziono to, kiedy zginął Marek. Sądziliśmy,że pani to rozpozna”
Wyjął z portfela zniszczoną kartkę,która najwyraźniej sklejona, była wielokrotnie składana i rozkładana.

Nauczycielka wiedziała, nie patrząc, że była to ta kartka, na której były
miłe rzeczy, jakie koledzy napisali o Marku.

Chcieliśmy pani bardzo podziękować za to, że pani to zrobiła”,
powiedziała matka Marka. ” Jak pani widzi, Marek bardzo to cenił”.
Wszyscy dawni uczniowie zebrali się wokół nauczycielki.
Charlie uśmiechnął się i powiedział: ” ja też mam jeszcze moją listę.

Jest w górnej szufladzie mojego biurka”. Żona Hainza powiedziała:
„Hainz poprosił mnie, żebym wkleiła listę do naszego ślubnego albumu”.

„Ja też ciągle mam swoją”, powiedziała Monika. „Jest w moim dzienniku”
Potem Irena , inna uczennica, sięgnęła to swojego terminarza
i pokazała wszystkim swoją porwaną i postrzępioną listę. „Zawsze noszę ją przy sobie”, powiedziała Irenie, i dodała:
„Sądzę, że wszyscy zachowaliśmy nasze listy.” Nauczycielka była tak wzruszona, że musiała usiąść i zaczęła płakać.
Płakała nad Markiem
i nad wszystkimi kolegami, którzy go nigdy już nie zobaczą.
Żyjąc z bliźnimi, często zapominamy,
że każde życie kiedyś się kończy i, że nie wiemy, kiedy ten dzień nadejdzie.
Dlatego należy mówić ludziom, których się kocha, że są szczególni i ważni
Powiedz im to, zanim będzie za późno. Możesz to zrobić wysyłając im tę
wiadomość. Jeśli tego nie uczynisz, stracisz cudowną okazję
do zrobienia czegoś miłego i pięknego..
Czytasz tę wiadomość, dlatego, że ktoś się o ciebie troszczy
i to znaczy, że jest przynajmniej jeden człowiek, dla którego coś znaczysz.
Pomyśl, zbierasz to, co siejesz. To co wniesiemy do życia innych,

wróci do naszego życia. Ten dzień będzie szczęśliwy i wyjątkowy
dokładnie tak, jak ty!

Posted in Opowiadania | Otagowane: , | 5 komentarzy »

Opowiadanie wigilijne

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 stycznia 2011


Zdarzyło się to na Węgrzech, w małym miasteczku liczącym około 1500 mieszkańców.

Nauczycielka szkoły powszechnej była zagorzałą ateistką. Całe jej nauczanie zmierzało do tego, aby odebrać dzieciom wiarę w Boga. Dzieci nie śmiały się bronić. A jednak ich rodziny były wierzące i głęboko przywiązane do praktyk religijnych. Ojciec Norbert, proboszcz parafii, zbierał dziatwę w kościele, na lekcje katechizmu. Nauczanie religii napotykało na wielkie trudności, a jednak dzieci wynosiły z tej nauki wiele i uczęszczały do sakramentów św.

Panna Gertruda, miała jakiś tajemniczy sposób wykrywania dzieci, które przyjmowały Komunię św. i po prostu szalała. A chyba nikt nie mógł donosić, bo cała parafia i dzieci były zżyte.

W klasie IV a była dziewczynka 10-letnia imieniem Anielka, bardzo inteligentna, sumienna. Miała złote serduszko i każdemu spieszyła z pomocą. Była lubiana przez wszystkich.

– Pewnego dnia – opowiada o. Norbert – prosiła mnie o pozwolenie, aby mogła codziennie komunikować.

– Czy wiesz na co się narażasz? zapytałem.

– Księże proboszczu, ona mnie nie pochwyci na żadnym zaniedbaniu się. Gdy przyjmuję Komunię św. jestem silniejsza – powiedziała uśmiechnięta. Pozwoliłem. Od tej chwili IV a stała się jakby przedpiekłem. Nauczycielka uwzięła się na nią i obsypała wyzwiskami. Dziecko znosiło je po bohatersku, lecz mizerniało i bladło.

– Anielko, czy to nie za ciężko? – pytam.

– O nie. Jezus więcej wycierpiał.

Byłem zachwycony postawą dziecka. Nie mogąc przyłapać jej na zaniedbaniu, nauczycielka postanowiła osłabić wiarę dziecka. Wobec masy argumentów, które przeciw Bogu wytaczała, Anielka często nie umiała znaleźć odpowiedzi i stała milcząca tłumiąc łkanie. Wiara jej była niewzruszona.

Pozornie nauczycielka triumfowała. Milczenie Anielki wyprowadzało ją z równowagi. Pozostawała więc tylko modlitwa. Rzecz stała się głośna w całym miasteczku i okolicy. Dla wszystkich było jasne, że w tej wątłej dziewczynce nauczycielka atakowała wspólne dobro – skarb wiary. Nawet rodzice dodawali jej otuchy. Wszyscy ją podziwiali.

Na kilka dni przed Bożym Narodzeniem, 17 grudnia p. Gertruda wymyśliła okropną zabawę, która w jej mniemaniu miała złamać dziecko.

– Co robisz, gdy rodzice cię wołają?

– Przychodzę.

– Doskonale.

– A co się dzieje, gdy rodzice wołają kominiarza?

– Kominiarz przychodzi.

Serduszko jej biło mocno wyczuwając podstęp.

P. Gertruda pyta dalej:

– Dobrze, kominiarz przychodzi, ponieważ jest, ponieważ istnieje. Ty również przychodzisz na wezwanie, ponieważ istniejesz. Ale wyobraź sobie, że rodzice wołają babunię, która umarła, Czy przyjdzie?

– Myślę, że nie.

– Brawo. A jeżeli zawołają Czerwonego Kapturka czy wróżkę leśną – co się wtedy stanie?

– Nikt nie przyjdzie, bo to bajki.

– Doskonale – triumfowała nauczycielka. Bardzo mądrze odpowiadasz. Widzicie, że osoby istniejące, przychodzą na wezwanie, nieżyjące – nie przychodzą.

– Tak – odpowiedziały dzieci chórem.

– Małe doświadczenie. Anielko wyjdź z klasy. Dziewczynka usłuchała. A teraz dzieci zawołamy ją.

– Anielko, krzyknęło zgodnie 30 dzieciaków, myśląc, że to jakaś zabawa. Anielka weszła.

– A więc gdy wołacie kogoś kto istnieje – przychodzi. Nie przychodzi ten, kto nie istnieje. Wyobraźcie sobie teraz, że wołacie Dzieciątko Jezus. Czy są między wami takie, które wierzą w Dzieciątko Jezus?

Cisza, a potem kilka nieśmiałych głosów: Tak, tak.

Nauczycielka teraz zwraca się do Anielki:

– A ty czy wierzysz, że Dzieciątko Jezus usłyszy gdy je zawołasz?

Anielka wykryła teraz podstęp i odczuła ulgę.

– Tak wierzę, że usłyszy – odpowiada z nagłą mocą.

– Doskonale. Ale spróbujmy. Zawołajcie więc wszystkie razem głośno: Przyjdź Dziecię Jezus. Raz, dwa, trzy – wołajcie.

Dziewczynki spuściły oczy.

W głębokiej ciszy rozległ się szatański śmiech.

– Oto, o czym chciałam was przekonać. Nie odważycie się wołać, bo wiecie dobrze, że nie przyjdzie to wasze Dzieciątko Jezus. A ponieważ was nie usłyszy – nie istnieje, jak Czerwony Kapturek i inne postacie z bajek. Jest tylko bajką, którą nianie opowiadają dzieciom przy kominku, ale nikt nie bierze tych opowiadań poważnie, bo nie są prawdą.

Speszone dzieci milczały przytłoczone pozornie oczywistością wypowiedzianych przez nauczycielkę słów. Może nawet w małych dziecięcych serduszkach obudziła się wątpliwość …

– Rzeczywiście, jeżeli istnieje dlaczego Go nie widzimy?

Anielka stała w ławce śmiertelnie blada.

Nauczycielka rozkoszowała się mieszaniem dzieci. Nareszcie zwyciężyła tę niegodziwą dziewczynkę.

Nagle, stało się coś nieoczekiwanego.

Anielka wyskoczyła na środek klasy, i z oczyma pełnymi blasku krzyknęła: Dobrze, zawołajmy! Słyszycie mnie?

Wszystkie wołały razem: Przyjdź Dziecię Jezus.

W mgnieniu oka, cała klasa znalazła się na nogach. Ręce złożone, wzrok palący, serca ściśnięte ogromnym pragnieniem i krzyk: Przyjdź Dziecię Jezus.

Nauczycielka nie spodziewała się czegoś podobnego. Bezwiednie cofnęła się i utkwiła oczy w Anielkę. Chwila głębokiej ciszy i znów wdzięczny dziecięcy głos: Jeszcze raz …

Był krzyk, który skały kruszył – powiedziała potem jedna z dziewczynek.

I wówczas stało się …

Dzieci nie patrzyły na drzwi, ale na przeciwległą ścianę, na której bieliła się twarzyczka Anielki. Ale oto, bezszelestnie otworzyły się drzwi i dzieciom wydawało się, że całe światło w nich się skupiło … światło to roslo, potężniało … aż przybrało postać ognistekj kuli. Wtedy ogarnęło je przerażenie, ale tylko przez chwilke tak, że nawet nie zdążyły krzyknąć.

Sala się rozwarła i we wnętrzu jej ukazało się Dzieciątko tak zachwycające, że dzieci oniemiały z wrażenia. Dzieciątko uśmiechało się do nich i choć nie mówiło ani słowa, sama obecność zdawała się czymś przesłodkim. Lęk i zdumienie zniknęły i dzieci odczuwały tylko jakieś przeogromne szczęście.

Trwało to chwilkę! Kwadrans? Godzinę? Tu świadectwa dzieci są różne, ale wszystkie jednogłośnie potwierdziły fakt. Opowiadają nawet zgodnie takie szczegóły jak: że Dziecię było biało ubrane i robiło wrażenie słońca. Bił od Niego taki blask, że światło dnia w porównaniu z nim wydawało się ciemnością.

Kilka dziewczynek doznało jakby porażenia oczu, inne patrzyły swobodnie z najwyższym zachwytem. Dzieciątko nie powiedziało nic, uśmiechało się tylko słodko, aż zniknęło w świetlistej kuli, która również zaczęła powoli wtapiać się w mrok. Drzwi się same cichutko zamknęły, a zachwycone dziewczynki, z serduszkami przepełnionymi radością, nie mogły przez chwilę powiedzieć ani słowa.

Nagle okropny krzyk rozdarł powietrze. Jak oszalała, z oczyma, które wyszły z orbit, nauczycielka wołała dzikim głosem: Przyszedł, przyszedł … gwałtonie rzuciła się do drzwi zamykając je z trzaskiem.

Anielka, jakby się obudziła ze snu. Widzicie, więc On jest. A teraz podziękujmy, że nas wysłuchał.

I wszyscy uklękli, mówiąc żarliwie: Ojcze nasz … Zdrowaś Maryjo … i Chwała Ojcu.

Rozległ się dzwonek na koniec lekcji i dziewczynki wybiegły na pauzę.

Rzecz oczywiście stała się głośna. Pytane jedne po drugich, dziewczęta dawały zgodne, identyczne odpowiedzi. W ich zeznaniach nie było najmniejszej rozbieżności. Dziwił również fakt, że zdarzenie całe nie wydawało się im czymś nadzwyczajnym.

– Ponieważ byłyśmy zaskoczone, Dzieciątko Jezus musiało przyjść, aby nas ratować – tłumaczyła jedna z dziewczynek.

A nauczycielka? Co się z nią stało? Musiano umieścić ją w sanatorium, gdzie przez czas pewien powtarzała bez przerwy: Przyszedł, przyszedł …

Źródło:wigilia.pl

Posted in Opowiadania | 13 komentarzy »

Najpiękniejsze serce

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 października 2010


Pewien młodzieniec chwalił się że ma najpiękniejsze serce w dolinie.
Chwalił się nim na rynku i zebrał się ogromny tłum by je podziwiać bowiem było w swym kształcie perfekcyjne.
Nie miało żadnej skazy, było przepiękne, gładkie i błyszczące. Biło bardzo żywo.

Chłopak krzyczał na cały głos że nikt nie ma piękniejszego serca od niego i wszyscy mu potakiwali bowiem jego serce było idealne.

Jednak w pewnym momencie jakiś strzec z tłumu krzyknął:
– Dlaczego twierdzisz że twoje serce jest najpiękniejsze skoro moje jest o wiele piękniejsze od twojego.

Młodzieniec bardzo się zdziwił słysząc te słowa a potem spojrzał na serce starca i się zaśmiał.
Serce starca biło bardzo żywo, być może nawet żywiej od serca młodzieńca, ale było to serce poorane rozlicznymi bruzdami, serce w którym było wiele brakujących kawałków.
Wiele tez w nim było kawałków które do tegoż serca nie pasowały.
Było to serce brzydkie które w żaden sposób nie mogło się równać z nieskazitelnym sercem młodzieńca.

Chłopak zapytał się dlaczego starzec uważa że jego serce jest piękniejsze skoro wszyscy widzą, że nie jest ono nawet w części tak piękne jak jego własne serce.
Wtedy starzec rzekł, że w życiu nie zamieniłby tego serca na serce młodzieńca.
Powiedział też aby młodzieniec spojrzał na jego serce i wskazując na blizny rzekł.
– Widzisz te blizny i brakujące kawałki. Nie ma ich tu dlatego, że ofiarowałem je z miłości dla wielu osób a niesie to ryzyko bo często się zdarza, że sami ofiarowujemy uczucie dla innych , ale oni nie dają nam nic w zamian. Stąd te blizny bo choć dałem im cześć swojego serca, oni nie dali mi nic.
Jeśli natomiast spojrzysz uważnie dostrzeżesz, że wiele kawałków do mojego serca niezupełnie pasuje. Są to kawałki serca innych, które oni mi ofiarowali i które znalazły stałe miejsce w moim sercu.
Dlatego moje serce jest piękniejsze od twojego. Natomiast te bruzdy, które widzisz zrobili ludzie nieczuli, ludzie, którzy mnie zranili.

Wtedy młodzieniec spojrzał na starca, zrozumiał i zapłakał.
Potem wziął kawałek swojego przepięknego serca i ofiarował go starcowi, a starzec zrobił to samo.
Padli sobie w ramiona i rozpłakali się po czym odeszli razem w wielkiej przyjaźni.
Młodzieniec włożył część serca starca do swojego serca w miejsce brakującego kawałka który dał starcowi. Ten nowy kawałek pasował tam, choć nie idealnie, co zmąciło doskonałą harmonię serca młodzieńca.
Nigdy jednak wcześniej serce młodzieńca nie było tak piękne jak w tym momencie i młodzieniec dopiero teraz to zrozumiał

***

Pracuj tak, jakbyś nigdy nie potrzebował pieniędzy,
tańcz tak jakby nikt na ciebie nie patrzył
i zawsze kochaj tak jakbyś nigdy wcześniej nie kochał

/ Bruno Ferrero /

Posted in Opowiadania | Otagowane: , | 4 komentarze »

Trzy drzewka

Posted by Dzieckonmp w dniu 6 października 2010


Pewnego razu, na wzgórzu, rosły sobie trzy drzewa. Rozmawiały one o swoich marzeniach i nadziejach, kiedy pierwsze z nich powiedziało: „Mam nadzieje, że pewnego dnia będę skrzynią, w której trzymane będą klejnoty. Będę wypełnione złotem, srebrem i cennymi klejnotami. Będę mogło być ozdobione rozmaitymi rzeźbami i każdy będzie mógł zobaczyć moje piękno.”

Wtedy drugie drzewo powiedziało: „Może pewnego dnia stanę się potężnym statkiem. Uniosę na swym pokładzie króla i królową i popłyniemy poprzez szerokie wody aż na krańce wiata. I każdy będzie czuł się bezpiecznie, z powodu solidności kadłuba, który ze mnie będzie zbudowany.”

W końcu trzecie drzewo powiedziało: „Chce rosnąć, aby być najwyższe i najbardziej proste w całym lesie. Ludzie zobaczą mnie na szczycie wzgórza i będą spoglądać na moje gałęzie, i my leć o niebie i o Bogu i o tym, jak blisko Jego jestem. Ja będę największym drzewem wszechczasów i ludzie zawsze będą o mnie pamiętać.”

Po kilku latach modlitwy o to, aby ich marzenia się spełniły, grupa drwali natknęła się na nie. Kiedy jeden drwal zbliżył się do pierwszego drzewa odrzekł: „To tutaj wygląda na mocne, silne drzewo, wydaje mi się, że będę mógł sprzedać je stolarzowi” i zaczął je ścinać. Drzewo było szczęśliwe, ponieważ wiedziało, ze stolarz zrobi z niego piękną skrzynie.

Przy drugim, drwal powiedział: „To drzewo również wygląda na mocne, powinienem je sprzedać do stoczni” i drugie drzewo również było szczęśliwe, bo wiedziało, że jest to dla niego możliwość stania się potężnym statkiem.

Kiedy drwal podszedł do trzeciego drzewa, drzewo było przerażone, gdyż wiedziało, ze jeżeli zostanie ścięte, jego marzenia się nie spełnią. Jeden z drwali postanowił sobie je zabrać.

Wkrótce po przybyciu do stolarza, z pierwszego drzewa zostały zrobione karmniki, koryta i żłoby dla zwierząt. Zostało więc postawione w stodole i wypełnione sianem. To wcale nie było to, o co drzewo się modliło. Drugie drzewo zostało cięte i zrobiono z niego małą łódkę rybacka. Skończyły się jego sny o staniu się potężnym statkiem i braniu na swój pokład koronowanych głów. Trzecie z nich zostało pocięte na wielkie belki i pozostawione w ciemności.

Lata mijały, i drzewa zapomniały już o swoich marzeniach. Pewnego dnia mężczyzna i kobieta weszli do szopki. Kobieta urodziła i położyła niemowlę na sianie, wypełniającym żłobek zrobiony z pierwszego drzewa. Drzewo mogło odczuć powagę tego wydarzenia i wiedziało, że nosi największy skarb wszechczasów.

Minęło nieco lat. Grupa ludzi wybrała się na połów w łódce zrobionej z drugiego drzewa. Jeden z nich był bardzo zmęczony i ułożył się do snu. Kiedy wypłynęli na szerokie wody, zerwała się burza i drzewo pomyślało, że nie będzie wystarczająco silne, aby zapewnić ludziom bezpieczeństwo. Mężczyźni obudzili śpiącego, a on wstał i powiedział „Pokój!”, a wtedy burza ustała. Wtedy już drzewo wiedziało, że ma na swoim pokładzie Króla królów.

W końcu przyszedł kto i zabrał trzecie drzewo. Było niesione ulicami, tłum zaś kpił z człowieka, który je niósł. Kiedy się zatrzymali, człowiek ten został przybity gwoździami do drzewa i podniesiony, aby umierać na szczycie wzgórza. Kiedy nadeszła niedziela, drzewo zrozumiało, że było wystarczająco silne, aby stać na szczycie wzgórza i być tak blisko Boga jak tylko możliwe, ponieważ to na nim został ukrzyżowany Jezus.

Morał tej historii jest taki, że kiedy wydaje ci się, że wszystko idzie nie po twojej myśli, zawsze wiedz, ze Bóg ma dla ciebie pewien plan. Jeśli Mu zaufasz, obdarzy cię hojnie. Każde z drzew otrzymało to, o co prosiło, ale nie w sposób, w jaki to sobie wyobrażało. My nigdy nie wiemy, jakie są plany Boga wobec nas. Wiemy tylko, że Jego drogi, nie są naszymi drogami, ale Jego drogi są zawsze najlepsze.

Autor nieznany

Posted in Opowiadania | Otagowane: , , | 18 komentarzy »

Tajemnicze drzwi

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 lutego 2010


Dawno, dawno temu bardzo bogaty człowiek podarował swoim dzieciom wielki i piękny pałac (por. Rodz. 2:8). Imponujące wnętrze wprawiło Jego pociechy w zachwyt – śnieżnobiałe ściany, bogato zdobione szczerym złotem ornamenty, wygodne meble, jedwabne zasłony, wszystko wokół czyste, lśniące i pachnące. Ojciec mówi do dzieci: „Ze wszystkiego możecie korzystać do woli, ale … pod żadnym pozorem nie wolno otwierać wam tych drzwi a nawet ich dotykać”, wskazując na jedne z wielu drzwi znajdujących się w tym obszernym pałacu.

Czy rozpoznajesz tę historię?

Właściciel oddalił się, zostawiając dorosłe dzieci, aby nacieszyły się nowo otrzymanym bogactwem.

„Ciekawe co tam jest …” – odezwała się Ewa.

Adam na to: „Przecież cały ten pałac jest nasz. Jest tak ogromny, że po co interesować się akurat tym, co jest za tymi drzwiami?” – machnął ręką. – „Mało ci miejsca?”

„Nie, ale…” – zaczęła Ewa.

„Witajcie” – nagle przerwał jej wchodzący do domu gość – „Znam waszego Ojca od bardzo dawna, zdecydowanie dłużej niż wy i powiem wam coś…”

Adam i Ewa z wielkim zainteresowaniem oczekiwali dalszych słów przybysza.

„Gdyby On był szczery wobec was i naprawdę was kochał, nie miałby powodu mieć przed wami żadnych tajemnic, prawda?” – powiedział z przekąsem, zerkając niespokojnie w stronę drzwi wejściowych – „No nic, ale spieszę się, wpadnę do was jutro”.

Zasiawszy ziarno ciekawości i nieufności do Ojca, tajemniczy gość wyszedł.

„Wiesz co,” – odezwała się po chwili Ewa – „może tylko tak leciutko uchylimy te drzwi i zajrzymy co jest w środku, przecież nic się nie stanie. Tylko sprawdzimy, co takiego On ukrywa przed nami.”

„Hm, ale dlaczego tak stanowczo tego zabronił? Nawet nie kazał dotykać tych drzwi. Musi być jakiś powód. Ojciec nas kocha i nie zabraniałby nam czegoś bez przyczyny.” – waha się Adam

„No dobrze, ale czy to jest w porządku? Daje nam dom, który ma być nasz, a nie pozwala nam dotykać rzeczy, które w nim są?” – nie daje za wygraną Ewa

„Nie rzeczy, tylko jednych, jedynych drzwi.” – koryguje Adam – „Czy nie można spokojnie żyć, trzymając się po prostu tej zasady? Przecież to co jest za tymi drzwiami nie jest nam potrzebne. Mamy wszystko, niczego nam nie brakuje.”

„Nie, to nie tak. Ty niczego nie rozumiesz!” – oponuje Ewa – „Liczy się fakt, że On przed nami coś ukrywa.”

„A czy nie ma takiego prawa? Owszem cały ten pałac jest nasz, ale to On nam go podarował. Ile trudu musiało kosztować Go przygotowanie dla nas tak pięknego i wspaniałego miejsca. Spójrz, każdy drobiazg jest tu misternie wykończony: to bogactwo, kolory, przepych. Wdzięczność za to, że dał nam to wszystko, obliguje nas do tego, żeby uszanować Jego wolę i mieć respekt do tego co mówi. Po za tym przecież to nasz Ojciec. Należy mu się posłuszeństwo.” – Adam nie poddaje się.

„Ale zrobimy tak, że On się nawet nie dowie o tym. Tylko szybciutko zajrzymy, co…?” – Ewa podchodzi do tajemniczych drzwi, już nawet nie czekając na odpowiedź Adama. Ten, w zasadzie mógłby podbiec do niej odsuwając ją od nich, a następnie powiadomić Ojca o krnąbrnej córce. Jednak postawiony prawie przed faktem dokonanym stoi w bezruchu, pogodzony z faktem, żeby zobaczyć dalszy bieg zdarzeń. Czy jego bierność go usprawiedliwia?

Ewa wyciąga rękę w stronę drzwi, słysząc jeszcze w myślach stanowczy ton Ojca: „pod żadnym pozorem nie wolno otwierać wam tych drzwi a nawet ich dotykać”. Przez sekundę lekko się zawahała, po czym uchyliła wreszcie te, nie dające jej spokoju, tajemnicze drzwi.

Nagle, wielki podmuch wiatru zza otwartych drzwi pchnął je z całym impetem tak, że uderzona nimi upadła na ziemię. Dalej wypadki potoczyły się błyskawicznie. Olbrzymie ciśnienie wytoczyło wielkie ilości czarnego, lepkiego pyłu podobnego do sadzy, która pokryła zupełnie wnętrze całego domu. Adam szybko podbiegł do nieszczęsnych drzwi zamykając je natychmiast. Kiedy pomagał wstać Ewie, usłyszał odgłos wchodzącego do domu Ojca. Cali umorusani sadzą – w dodatku wstydząc się tego, co zrobili i obawiając się spojrzeć Ojcu w twarz – ukryli się w łazience.

„Gdzie jesteś Adamie i Ewo?” – słychać znajomy głos.

„Poszliśmy się umyć do łazienki, bo jesteśmy brudni.” – odezwał się pełen wstydu Adam.

Byli pewni, że odkryją tajemnicę Ojca, w taki sposób, że On się o tym nie dowie i wszystko będzie ‘w porządku’. A tutaj… jedna sekunda przyniosła takie skutki. Sadza, która doszczętnie ich pokryła nie dawała się zmyć, a wręcz wnikała w głąb ich ciał. Nie była to bowiem zwyczajna sadza.

„Wyjdźcie z tej łazienki?” – zarządził stanowczo Ojciec

Adam i Ewa z drżeniem przed tym, co teraz będzie, stanęli przed obliczem Ojca. Zdawali sobie sprawę, jak wielkich szkód dokonali i jak trudno będzie je usunąć. Po za tym rozumieli, że w tym miejscu nie da się już mieszkać.

Widząc ich zmieszane spojrzenia, zupełnie jakby czytając w ich myślach, On odezwał się: „Czy czegoś wam w tym domu brakowało?”

„Nie… mieliśmy wszystkiego pod dostatkiem” – odpowiedzieli skromnie.

„A może wymagałem od was jakichś wyrzeczeń i poświęceń ponad wasze siły?”

„Ale… to wina Ewy… to ona” – zaczął się tłumaczyć Adam

„To nie tak…, bo gdyby nie ten gość, który nas odwiedził… to wcale nie przyszłoby to mi na myśl.” – odbiła piłeczkę odpowiedzialności Ewa.

„Czy teraz mam wam dać kolejny dom, żebyście go zdewastowali? Może więc spróbujmy, jak pójdzie wam w mniejszym i skromniejszym domu, który sami będziecie musieli sobie urządzić. Wtedy może docenicie ile trudu kosztowało mnie przygotowanie dla was tak pięknego pałacu i zrozumiecie jak bardzo was kocham. Żebyście jednak wiedzieli, jak wielka jest moja miłość do was, nie zostawię was w takim stanie, bo wiem, że sami sobie nie poradzicie. Niestety, nie za waszego życia, ale za życia waszych potomków przyjdzie KTOŚ przeze mnie WYBRANY, kto ODNOWI TEN DOM i przygotuje PŁYN, którym będzie można usunąć brud z ciał waszych dzieci.”

Po wielu, wielu latach i pokoleniach potomkowie Adama i Ewy przyzwyczaili się, że tak wyglądają. Ich nieczystość względem pierwotnego stanu, którego przecież już nikt nie pamiętał, wydawała się im normalna. Nikt z nich nie był czysty, ale nie mieli pojęcia jak powinni wyglądać, bo każdy wyglądał tak samo.

Gość, sprawca całego zamieszania regularnie odwiedzał ich, a wielu z nich już nie pamiętało, że ich rodzice żyli w przepięknym pałacu. Pomimo, iż zostawiona została im KSIĘGA w której wszystkie te wydarzenia z przeszłości oraz plan naprawy sytuacji były opisane, mało komu chciało się ją czytać. Jedni mówili, że jest to stara i nieużyteczna księga, inni znów twierdzili że są to baśnie. Gość natomiast wykorzystywał ich niewiedzę do dalszego obwiniania kochającego Ojca.

„Dlaczego On każe wam mieszkać w tej marnej dziurze, podczas gdy sam opływa w dostatki i urządza uczty w swoim wielkim pałacu? On się cieszy, że wy tu klepiecie biedę. W niczym wam nie pomaga. Sam mówi o sobie, że jest wielki, bogaty, czysty i doskonały – a co wam daje? Patrzy tylko na was z góry i z was się śmieje. A może wcale Go nie ma” – drwił – „Może nie żyje, a może zapomniał o was. Po co mu tak marne stworzenia jak wy.”

Niektórzy z potomków Adama i Ewy znali i wierzyli w przekaz rodziców i księgę w której było wyjaśnione, dlaczego mieszkają teraz w takich warunkach. Tłumaczyli innym, że stan taki jest tylko przejściowy, ale nie da się tego przyspieszyć. Trzeba przygotować płyn myjący i musi przyjść osoba, upoważniona do przeprowadzenia tego wielkiego przedsięwzięcia. Wkrótce będą umyci, ich pierwotne dziedzictwo oczyszczone i będą mogli znów w nim zamieszkać.

„To są bajki!” – mawiała większość ze słuchaczy tej historii – „Od tylu lat jest tak jak jest, a niby miałoby być inaczej? Zbyt piękne, żeby było prawdziwe.”

„Sami widzicie, Ojciec się o was przestał troszczyć.” – mawiał gość podsycając ich poczucie beznadziejności.

Podczas gdy Ojciec był bardzo pochłonięty przywracaniem pierwotnych idealnych warunków życia w domu, który na początku podarował dzieciom, ich potomstwo bezmyślnie dewastowało kolejny dom, wierząc ślepo we wszystko co mówił im gość. Wystarczy, że ten powiedział im: „Ojciec coś przed wami ukrywa, gdyż tam za ścianą jest ukryte złoto, albo diamenty”, a ci bez chwili zastanowienia brali kilofy i wybijali w ścianie dziurę, jedną, drugą i następną, aż fundamenty domu osłabiły się, tak w każdej chwili groziło mu zawalenie.

Gościowi było wszystko jedno co się stanie z potomkami Adama i Ewy, przecież to nie jego dzieci, a on mieszkał gdzie indziej. Cieszył się chwilową władzą nad nimi i szydził z Ojca. Zależało mu natomiast bardzo na tym, żeby ci uwierzyli, że warunki w jakich żyją są normalne i żadnych innych spodziewać się nie mogą, i że ich Ojciec – o ile jeszcze istnieje – jest zły, okrutny i w ogóle mu na nich nie zależy.

„Panie” – mówili do Ojca Jego słudzy – „Już niedługo skończy się to wszystko. Dzieci wrócą do domu, a tego gościa nie wpuścimy więcej do nowego pałacu, oddamy go pod Sąd i wtedy już wszystko będzie dobrze.”

„Chwileczkę, to nie tak.” – powiedział sługom mądry Ojciec – „Przyjmę do tego domu tylko te dzieci, które szanują i słuchają mnie, a nie tego obcego gościa. Czy mogę zmusić kogoś, żeby mnie kochał? Albo czy mam na siłę myć tego, kto chce chodzić brudny i jest mu z tym dobrze? Jeżeli zaproszę tam wszystkich: krnąbrnych, brudnych i nieposłusznych, to przecież znów zdemolują ten dom.”

Nareszcie prace nad oczyszczającym płynem zostały zakończone. Ten, kto wierzył, że jest to prawda został zaproszony przez Ojca do tego cudownego dziedzictwa. Po krótkim czasie dom w którym mieszkali pozostali, cały podziurawiony i zdemolowany – zawalił się.

Posted in Opowiadania | 3 komentarze »

Tomasz Adamek mistrz świata w boksie

Posted by Dzieckonmp w dniu 8 lutego 2010


Tomasz Adamek
Poza ringiem Adamek jest żarliwym katolikiem oraz kochającym ojcem i mężem.

Nie kryje się z tym, że słucha Radia Maryja, ma też na koncie kilka pielgrzymek.

Data urodzenia 1 grudnia 1976

Miejsce urodzenia Gilowice k/Żywca
Przydomek Góral
Stan cywilny żonaty, dwoje dzieci
Kariera zawodowa
Stoczone walki 34
Wygrane 33
Przegrane 1
Remisy 0
Nokauty 21
Zdobyte tytuły mistrz świata w wadze półciężkiej WBC,
mistrz świata w wadze juniorciężkiej IBO Promotor 12ROUNDS

Boksem zainteresował się w czwartej klasie szkoły podstawowej. Gdy miał dwanaście lat rozpoczął treningi w sekcji bokserskiej klubu Góral Żywiec. W boksie amatorskim Adamek stoczył 120 walk, z tego 108 wygrywając . W 1999 roku zrezygnował z przygotowań do Olimpiady w Sydney i zdecydował o przejściu na zawodowstwo. Podpisał profesjonalny kontrakt z grupą Andrzeja Gmitruka – Boxing Europe, a jego pierwszym promotorem został Brytyjczyk cypryjskiego pochodzenia – Panos Eliades, prowadzący wcześniej m.in. Lennoxa Lewisa.
Pierwsze swoje zawodowe walki pochodzący z Gilowic (niedaleko Żywca) bokser stoczył w Anglii w 1999 roku. Adamek do tej pory w zawodowym boksie stoczył 34 walki. Wygrał 33 (w tym 22 przed czasem), przegrywając tylko raz, 3 lutego 2007, w obronie tytułu mistrza świata federacji WBC w wadze półciężkiej z Chadem Dawsonem w Kissimmee na Florydzie.  W październiku 2006 zajmował 3. miejsce w światowym rankingu Fightnews w wadze półciężkiej (za Fabrice Tiozzo i Zsoltem Erdeiem), 4. pozycję w rankingu BoxRec , oraz 2. miejsce w rankingu europejskim [14] (za Clintonem Woodsem). Najwyższe pozycje Adamka na listach pretendentów federacji bokserskich to 3. miejsce na liście WBO (październik-grudzień 2004), 4. w WBC (październik 2004-kwiecień 2005, od maja 2005 mistrz świata), 6. w WBA (październik-grudzień 2004) i 6. w IBF (listopad-grudzień 2004).

Tomasz Adamek wychowywał się wraz z czworgiem rodzeństwa (cztery siostry) bez ojca. Gdy miał niespełna dwa lata (jesienią 1978 roku), jego ojciec – Józef Adamek – zginął w wypadku na moście w Wilczym Jarze, w drodze z Żywiecczyzny do kopalni Brzeszcze. Rodzina Adamków żyła skromnie, a Tomasz, jako jedyny mężczyzna w rodzinie, najczęściej uprawiał półhektarowe pole w Gilowicach.

Był chłopcem ruchliwym, usportowionym. Regularnie grał w piłkę nożną w Beskidzie Gilowice, wystawiany przez trenera w ataku lub bocznej pomocy. Najbardziej interesowały go jednak sporty walki. Od dziecka był też bardzo religijny i często uczestniczył w nabożeństwach jako ministrant.

12 października 1996 roku zawarł związek małżeński. Rok później urodziła mu się córka Roksana, a w sierpniu 2000 Weronika. Początkowo mieszkał z żoną u teściów, później przeniósł się do nowo wybudowanego domu w Gilowicach. Jego żona – Dorota – studiuje pielęgniarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim (wcześniej ukończyła liceum pielęgniarskie w Żywcu), a na co dzień pracuje w żywieckim szpitalu na izbie przyjęć.

W październiku 2005 roku Adamek został przyjęty na Katolicki Uniwersytet Lubelski na magisterskie studia uzupełniające z administracji samorządowej. Wcześniej zdał maturę w Zespole Szkół Mechaniczno-Elektrycznych w Żywcu (wyuczony zawód mechanika sprzętu AGD) i skończył w tym mieście studia licencjackie w Beskidzkiej Wyższej Szkole Turystyki, na kierunku administracja.

Nie kryje się ze swoją religijnością, wręcz przeciwnie. Oto kilka charakterystycznych wypowiedzi:

– Inni potrzebują psychologa, a mnie wystarczy Bóg. Jemu powierzam swoje kłopoty i nigdy się nie zawiodłem. Bez Niego byłbym nikim. – Swoją siłę nie biorę z jedzenia, ale od Boga. Odmawiałem przed walką różaniec i Bóg mi pomógł.

Po wygranej walce w maju 2005 roku udał się na pieszą pielgrzymkę z Jasnej Górki w Ślemieniu na Jasną Górę (ok. 250 km).

Jest stałym słuchaczem Radia Maryja i widzem Telewizji Trwam. 15 września 2007 podczas Spotkania Młodych Słuchaczy Radia Maryja za pośrednictwem telebimu łącząc się z Jasną Górą wygłosił do zgromadzonych swoje świadectwo wiary.

Posłuchaj tu tego świadectwa

Czołowy polski bokser słynie z tego, że mówi to, co myśli. Nie kryje się ze swoimi poglądami, nie wstydzi się swoich przekonań. W rozmowie z nami deklaruje, że podziwia dyrektora Radia Maryja, ojca Tadeusza Rydzyka (64 l.).

Super Express: – W ostatnią niedzielę modliłeś się na antenie Radia Maryja. Jak do tego doszło?

Tomasz Adamek (33 l.): – To nie był pierwszy raz. Kiedyś telewizja Trwam przyjechała nawet do nas do domu w Polsce i nagrywała program.

– Poznałeś osobiście ojca Rydzyka?

– Nie, ale myślę, że na pewno kiedyś to się stanie. Chciałbym bardzo .

– Ojciec Rydzyk jest dosyć kontrowersyjną postacią, nie przeszkadza ci to?

– Szczerze? Powiem ci jedno: dla mnie ojciec Rydzyk to kozak! Zbudował ogromne imperium medialne, jego radia słuchają miliony Polaków na całym świecie. On ma wielki dar od Boga i wie, jak z niego korzystać i go pomnażać.

– Modlitwa dodaje ci sił?

– A nie słyszałaś, że wiara góry przenosi? Przed walką modlitwa mnie wycisza. Zresztą wielu ludzi się za mnie modli. Zarówno w Stanach, jak i na przykład ksiądz proboszcz w moich rodzinnych Gilowicach. Modlitwa wielu ludzi ma niesamowitą siłę, energię. Wierzę w to całym sercem. Kiedy walczę, moja żona Dorota także się za mnie modli. I to przez całą walkę.

– Po wygranej unosisz palec w górę…

– Pokazuję na niebo, dając w ten sposób do zrozumienia, że to Pan Bóg pomógł mi wygrać.

– A jak walczysz z pokusami?

– Modlitwa nie załatwia całej sprawy. Nawet modląc się, jestem przecież narażony na pokusy. Ale po to Pan Bóg dał mi rozum, żebym potrafił wybierać pomiędzy dobrem a złem. Założyłem wcześnie rodzinę i to było dla mnie najważniejsze. Kiedy byłem młodszy, a koledzy szli na dyskoteki, mnie też ciągnęło, ale wiedziałem, że w domu czeka na mnie rodzina, więc udawało mi się stronić od pokus.

– Modlisz się tylko w kościele?

– Nie, w samochodzie też. W Stanach często stoję w korkach. Inni w tym czasie słuchają radia, gadają przez telefon, a ja rozmawiam z Bogiem.

– Jedna rzecz mi tu nie pasuje… Jak twoja wiara ma się do tego, że zarabiasz na życie, piorąc innych po gębie?

– Nie nazwałbym tego w ten sposób. Ja wchodząc do ringu, czuję się jak gladiator. Walczę zgodnie z zasadami, uczciwie, nie biję przecież w tył głowy ani poniżej pasa. To nie jest walka uliczna. Dla mnie boks to sztuka, którą zarabiam na życie. Czy coś w tym złego?

Źródło: Super Express

A tu kolejne świadectwo Video

Posted in Opowiadania, Różaniec, Religia, Z prasy, Świadectwa | Otagowane: , , | 4 komentarze »

Milioner

Posted by Dzieckonmp w dniu 7 lutego 2010


Na chodniku siedzi młody człowiek z wyciągniętą ręką, prosząc ludzi o jałmużnę. Każdy przechodzi mimo, mało kto zwraca na niego uwagę. W pewnym momencie podchodzi do niego starszy, elegancko ubrany mężczyzna i pyta:

– Czego potrzebujesz, przyjacielu?

– Potrzebuję pieniędzy – ten odpowiada skromnie, z nadzieją podnosząc wzrok na swego rozmówcę.

– Jak dużo pieniędzy ci potrzeba?

– Hmm…, im więcej, tym lepiej – mówi ten nieśmiało.

– Mogę ci dać tyle pieniędzy, ile tylko zechcesz. Choć ze mną.

Rzeczywiście, mężczyzna obdarował żebraka dwoma walizkami, pełnymi pieniędzy.

– Jeżeli będziesz potrzebował więcej pieniędzy, przyjdź a dam ci ile tylko zachcesz – słyszy na odchodne.

Człowiek ten, przed chwilą żebrak a teraz milioner, serdecznie podziękował darczyńcy i nie dowierzając swemu szczęściu, aż podskakując z radości, ruszył prosto do wielkiego supermarketu, żeby nakupić sobie czego tylko dusza zapragnie. Czuł się najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Umęczył się tylko niesieniem tych ciężkich walizek, ale to nic. Dotarł wreszcie do sklepu, wybrał w nim wszystko, co mu się tylko spodobało i podchodzi do kasy wyciągając z torby gruby plik banknotów.

– Przykro mi, ale nie może pan ‚tym’ zapłacić.

– Jak to? Przecież to są pieniądze! – woła oburzony.

– Może pan to nazywać jak chce, ale to są nic nie warte kawałki papieru – słyszy zdecydowany głos.

– Aha, więc to są fałszywki? – wykrzyknął zdenerwowany sadząc, że został oszukany przez człowieka, który mu je wręczył.

Ekspedientka wzięła do ręki specjalny marker, sprawdzając nim kilka banknotów.

– Nie, to są prawdziwe pieniądze.

– To dlaczego nie mogę za nie nic kupić? Proszę spojrzeć: ten banknot jest wart 200 zł! – zaczął wymachiwać banknotem przed nosem kobiety.

– Proszę pana, ten banknot wart jest najwyżej tyle, co ten kawałek papieru na którym został wydrukowany – odpowiedziała spokojnie ekspedientka.– Teraz jest kryzys i pieniądze nie mają żadnej wartości.

Oburzony taką odpowiedzią, wrócił do swojego ‘dobroczyńcy’ z pretensjami:

– Co też pan mi dał? Nie mogę za to nic kupić! Powiedziano mi, że są to zwykłe kawałki papieru!

– A widzisz tu coś innego, mój drogi? To jest zwykły papier, który ludzie nazywają pieniędzmi, ale przecież one nie są ani ze złota, ani ze srebra, więc de facto nie mają żadnej materialnej wartości.

– To ja chcę wymienić je na złoto!

– Przyjacielu, nikt nie wymieni Ci pieniędzy na złoto. Większość banków centralnych na całym świecie nie zobowiązuje się do wymiany swoich pieniędzy na złoto, srebro czy cokolwiek innego. Czy na którymkolwiek z tych banknotów jest napisane, że można wymieniać go na złoto?

‚Milioner’ wziął do ręki pierwszy lepszy banknot i zaczął mu się uważnie przyglądać.

– No… nie, napisano tu tylko, że jest to jest prawny środek płatniczy …

– A to oznacza, że dopóki prawo akceptuje taką formę płatności, to wszystko jest dobrze, ale prawo może się zmienić…, wartość pieniądza może się zmienić, a czy wtedy ty – zwykły obywatel, możesz coś na to poradzić? Nie wiem, czy uczono cię w szkole, że przed wojną w Niemczech pieniądz tak stracił na wartości, że ludzie szli po chleb z workami pieniędzy.

– Czuję się oszukany. Dostałem pieniądze, które nie mają żadnej wartości. – powiedział zawiedzonym głosem ‚milioner’.

– Czujesz się oszukany, młody człowieku?! – mężczyzna zrobił dłuższą pauzę i patrząc mu prosto w oczy dodał – Czy wiesz, że pieniądze, których właścicielem stałeś się w ciągu jednej sekundy, to dorobek całego mojego życia? Przez wiele lat oszczędzałem, odmawiając sobie wszystkiego…

– No tak, rozumiem, ale teraz nie mogę za nie kupić nawet chleba, a jestem bardzo głodny…

– Kiedy zapytałem cię, czego potrzebujesz, powiedziałeś wyraźnie, że potrzebne Ci są pieniądze. A teraz mówisz, że nie potrzebowałeś pieniędzy, tylko jedzenie? Trzeba było od razu powiedzieć! Ponieważ przed chwilą oddałem ci, zupełnie za nic, dorobek całego mojego życia, to teraz zrobimy trochę inaczej. Mogę Ci dać żywność, ale nie za darmo. Teraz ty powiesz mi, jak pomagałeś do tej pory innym ludziom. Zacznij już wymieniać, jakie masz w tej dziedzinie osiągnięcia, a ja już sięgam po żywność…

Człowiek zastanowił się przez chwilę i gorączkowo zaczął sortować myślach minione dni.

– No…, dziś to cały dzień nabiegałem się za tymi marnościami, nic nie zrobiłem dla innych…

– A wczoraj…? – zerknął na niego pełen nadziei dobroczyńca.

———————–

Na podstawie tej historii możemy uświadomić sobie, jaką tak naprawdę pieniądze mają wartość. Dziś w obliczu kryzysu, warto szczerze zastanowić się nad tym, czy aby nasza gonitwa za pieniędzmi nie jest zmarnowanym czasem, który można byłoby wykorzystać we właściwy sposób (Mat. 6:19-21, 33).

Przepustką do Nowego Świata, czyli Królestwa Bożego, nie będą pieniądze, ani złoto – ale dobre uczynki (Rzym. 2:6,7).

Posted in Opowiadania | 3 komentarze »

Ksiądz to, ale jest -Rok Kapłański.

Posted by Dzieckonmp w dniu 5 lutego 2010


Choć było to przed dziesiątkami lat, mocno zapisało się w moim kapłańskim sercu. Udawałem się na pierwszą parafię. Spakowany żegnałem się z rodziną. Na korytarzu mój ojciec powiedział mi: „Pamiętają, z tej drogi nie ma zejścia”.

Te słowa wracają do mnie ciągle, a ich sens i ważność potwierdził epizod z pieszej pielgrzymki z Poznania na Jasną Górę. Poniekąd z kapłaństwem niezwiązany…

Intencja…

Dobiegał końca kolejny dzień pielgrzymowania. Udawałem się na koniec grupy, by podnieść na duchu tych, którym brakowało sił fizycznych. I oto nagle zobaczyłem twarz kobiety pełną cierpienia. Spojrzałem na jej trampki i zauważyłem ślady przekrwień. Krew

z otwartych ran przenikała już przez materiał obuwia. Nie mogąc na to patrzeć, powiedziałem: „Proszę wsiąść do samochodu i jechać na miejsce noclegu”. Kobieta odrzekła: „Nie, proszę księdza, ja pójdę”. Po jakimś czasie po raz kolejny wyraziłem swoją prośbę wobec cierpiącej pątniczki. Zawsze jednak słyszałem to samo: „Ja pójdę…”. Poirytowany stanowczym głosem zażądałem wejścia do samochodu. Kobieta na to spokojnie mi odrzekła: „Gdyby ksiądz wiedział, w jakiej intencji idę na Jasną Górę, też by szedł dalej…”. Nigdy nie poznałem intencji owej kobiety.

Co jest intencją kapłaństwa? Służba ludziom na rzecz ich nawrócenia, uświęcenia i zbawienia. Służba, która tak naprawdę nigdy nie jest łatwa. A współcześnie szczególnie. Budowanie kapłańskiej tożsamości, jako przyjaźni z Mistrzem, Jezusem Chrystusem, nadaje jej jednak sens. Ten sens musi kosztować, bo ma boską wartość.

Na początku kapłaństwa ta intencja zdaje się być łatwa do określenia i nazwania; po dziesiątkach lat staje się tajemnicą coraz zwiększą? Sługa Boży Jan Paweł II tak o niej pisał w książce „Dar i tajemnica”: „Każde powołanie kapłańskie w swej najgłębszej warstwie jest wielką tajemnicą, jest darem, który nieskończenie przerasta człowieka […] Wobec wielkości tego daru czujemy, jak bardzo do niego nie dorastamy”.

Hartowanie

To niedorastanie może księdza przerażać, zniechęcać, a czasem nawet rodzić pokusę zejścia z obranej drogi… Ale może też hartować. Owo hartowanie to codzienna posługa duszpasterska wykonywana z wiarą. Bo tak naprawdę to wiara czyni owocnym nasze duszpasterzowanie. Bez wiary można udzielać Komunii Świętej, ale bez wiary nie można jej przyjmować. Bez wiary można udzielać rozgrzeszenia, ale bez wiary nie można się spowiadać. Bez wiary można prowadzić modlitwy, ale bez wiary nie można się modlić. Bez wiary można…

Sprawowałem posługę kapłańską w dziewięciu parafiach. Najczęściej wspominam tę, gdzie było najtrudniej… Ten trud przeżywany z wiarą, przemodlony i oddawany Panu Jezusowi i Jego Matce nadawał sens i odkrywał jedyną w swoim rodzaju radość bycia księdzem.

Z wielkim sentymentem przechowuję list dziecka, kilkuletniego chłopca, którego ojciec przebywał w więzieniu, a który napisał: „Dziękuję księdzu, że mojemu ojcu pomógł uwierzyć w Pana Boga”.

Czytając Ewangelię wszyscy, także świeccy, odkrywamy zdumiewającą prośbę apostołów: „Panie, przymnóż nam wiary”. Tę prośbę do Zbawiciela wyrazili apostołowie po wielu cudach, których byli świadkami. Czyżby przeczuwali, że kiedyś przyjdą trudne dni, które tylko dzięki wierze będą mogły być przeżyte bez zdrady powołania?

To właśnie wiara każdego człowieka – a więc duchownego i świeckiego – uczy właściwego traktowania pieniędzy, władzy, seksu… Także trudności, starości, niepotrzebności i upokorzenia…

W małżeństwie nie ma chyba gorszej sytuacji niż ta, gdy trzeba żyć razem, a miłości już nie ma za grosz. W kapłaństwie męką staje się posługa duszpasterska, gdy pracy dużo, a wiary coraz mniej. Stąd potrzeba wzajemnej troski o wiarę, by ksiądz w wierze umacniał świeckich, a świeccy księdza.

Ilu z nas, kapłanów, doświadcza głębi wiary i świętości penitentów, których spowiadamy? Ich pragnienia Boga wyrażanego chociażby poprzez udział w rekolekcjach ignacjańskich, codziennej modlitwie, która wielokrotnie przekracza obowiązkowy pacierz, wierności krzyżowi, gdy przez dziesiątki lat trzeba pielęgnować niepełnosprawne dziecko albo żyć pod jednym dachem z mężem alkoholikiem.

Ojciec

Przed kilkoma tygodniami zmarł mój przyjaciel, ksiądz – rówieśnik w latach kapłaństwa. W związku z tą śmiercią ukazało się wiele różnych wypowiedzi internetowych i prasowych. Bodaj najpiękniejsza i najprawdziwsza to ta: „Zapada zmierzch. Patrzę na śpiącą córeczkę i zastanawiam się, jak mam jej kiedyś opowiedzieć o księdzu Romanie – człowieku, którego znałam 19 lat i nazywałam „drugim ojcem”? – Basia”.

Być dobrym księdzem to być jak ojciec. To ojcostwo nie jest związane z wiekiem kapłana, ale z jego miłością do ludzi i wiarą, z jego zatroskaniem o człowieka. Dziś, gdy tak wielu ojców biologicznych nie staje na wysokości zadania wynikającego z odpowiedzialności i wymaganej dojrzałości, bardzo potrzebne jest ojcostwo kapłańskie. Ksiądz, który zawsze jest, który ma czas i mądrze uczy, godzien jest największego zaufania… Dla setek milionów na całym świecie takim ojcem był sługa Boży Jan Paweł II.

Ksiądz, jaki jest…

Ksiądz to, ale jest – to stwierdzenie można rozumieć dwojako – „… ale jest dobry” lub „…ale jest zły”. Ja powiem: dobrze, że KSIĄDZ JEST. Dobrze, że jest ten „dobry ksiądz”, który potrafi pogłębiać przyjaźń z Mistrzem, Jezusem Chrystusem, wzrastając w świętości i prowadząc do tej świętości innych.

Ale dobrze również, że jest też ten „zły ksiądz”, zagubiony, upadający… Dobrze, że jednak jest księdzem, bo przecież zawsze może się nawrócić i – doświadczywszy własnej słabości i własnego grzechu – tym bardziej dawać świadectwo o Bożym Miłosierdziu i o tym, że „u Boga nie ma nic niemożliwego”.

Razem

Rozpoczynając Rok Kapłański my, księża, prosimy świeckich o modlitwę, świadectwo wiary, zatroskanie wynikające z odpowiedzialności za Kościół i jego misje. Prosimy o współpracę w budowaniu Królestwa Bożego na tej ziemi.

Także o takie patrzenie na nas, by nie widzieć tylko słabości, ale i postawy, gesty i działania, w których jest wiara, miłość i odpowiedzialność. Ksiądz sam nie może się zbawić, świeccy bez księdza również. Stąd „jedni drugich brzemiona noście”, zachęca św. Paweł – wielki grzesznik i jeszcze większy nawrócony i święty.

Droga… do nieba

Wjeżdżając do Ars, miasteczka w południowej Francji, z daleka można dostrzec pomnik proboszcza tamtejszej parafii, św. Jana Vianney’a z palcem uniesionym ku górze i stojącego obok chłopca oraz napis w języku francuskim: „Ty wskazałeś mi drogę do Ars, ja ci wskażę drogę do nieba”. Kapłaństwo to właśnie wskazywanie drogi do nieba, to kroczenie tą drogą i trzymanie się jej, nawet, gdy inne wydają się prostsze, łatwiejsze i przyjemniejsze.

Niech w Roku Kapłańskim jego patron, święty proboszcz Ars Jan Vianney, wymodli pasterzom gorliwość i wytrwałość, a pasterze niech mądrze i pokornie prowadzą świeckich drogą, którą jest Kościół. Aby każdy o swoim księdzu mógł powiedzieć: „Ksiądz to, ale jest dobry”.

Ks. Maciej Kubiak

Posted in Kościół, Opowiadania, Religia, Z prasy | Możliwość komentowania Ksiądz to, ale jest -Rok Kapłański. została wyłączona

Baśń o wyspie i jej mieszkańcach

Posted by Dzieckonmp w dniu 29 stycznia 2010


Dawno , dawno temu , na oceanie istniała wyspa , którą zamieszkiwały emocje , pragnienia i ludzkie cechy:
-BOGACTWO
-DUMA
-SMUTEK
-DOWCIP
A wszystkich razem łączyła MIŁOŚĆ.

Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się że niedługo wyspa zatonie.
Przygotowali swoje statki do wypłynięcia w morze , aby na zawsze opuścić wyspę.
Tylko MIŁOŚĆ postanowiła trwać do ostatniej chwili,by pomóc wszystkim załadować się na statki.
Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu, MIŁOŚĆ poprosiła o pomoc.

Pierwsze podpłynęło BOGACTWO na swoim luksusowym jachcie. MIŁOŚĆ zapytała:
BOGACTWO , czy możesz mnie uratować?

-Niestety nie.Pokład mam pełen złota , srebra i innych kosztowności . Nie ma pośrod nich miejsca dla Ciebie .
odpowiedziało BOGACTWO.

Druga podpłynęła DUMA swoim ogromnym czteromasztowcem.

DUMO , zabierzesz mnie ze sobą ? – poprosiła MIŁOŚĆ.

Niestety niemogę cię wziąść ! Na moim statku wszystko jest uporządkowane , a TY mogłabyś mi to popsuć. Zresztą sama widzisz że nie pasujesz do mojego wytwornego czteromasztowca.
odpowiedziała DUMA i z dumą podniosła swoje piękne żagle.

Na zbutwiałej łódce podpłynął SMUTEK.

SMUTKU , zabiesz mnie ze sobą ! –poprosiła MIŁOŚĆ.

Och MIŁOŚĆ , ale ja jestem tak bardzo smutny , że wolę pozostać sam.
Niechcę Twojego towarzystwa – odrzekł SMUTEK i smutnie powiosłował w dal.

DOWCIP przepłynął obok MIŁOŚCI niezauważając jej. Był bowiem tak rozbawiony, że nie usłyszał nawet wołania o pomoc.

Wydawalo się , że MIŁOŚĆ zginie na zawsze w głębinach oceanu…

Nagle MIŁOŚĆ usłyszała:-

-Chodź! Zabiorę Cię ze sobą ! – powiedział nieznajomy starzec.

MIŁOŚĆ była tak szczęśliwa i wdzięczna za uratowanie jej , że zapomniała zapytać kim jest jej wybawca.

MIŁOŚĆ zapragnęła dowiedzieć się kim był ów tajemniczy starzec. Zwróciła się o poradę do MĄDROŚCI.

Powiedz mi proszę kto mnie uratował ?

– To był CZAS – odpowiedziała MĄDROŚĆ.

CZAS ?-zdziwiła się MIŁOŚĆ.

Dlaczego właściwie jemu zależało i mi pomógł ?

-Bo tylko CZAS rozumie , jak ważnym uczuciem w życiu każdego człowieka jest MIŁOŚĆ- odrzekła MĄDROŚĆ.

” Spieszmy się kochać ludzi

tak szybko odchodzą

Zostają po nich buty

i telefon głuchy ”

Ks.Twardowski.

Posted in Opowiadania | Możliwość komentowania Baśń o wyspie i jej mieszkańcach została wyłączona