Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
    7,5 lat pozostało.
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Posts Tagged ‘Bóg’

Chrystus uniżył samego siebie, dlatego Bóg Go wywyższył.

Posted by Dzieckonmp w dniu 30 marca 2018

6Chrystus Jezus istniejąc/bytując w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być/trwać w równości/ z Bogiem, 7lecz ogołocił samego/wyniszczył/ siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi/człowieka. A w tym co zewnętrzne uznany za człowieka/A gdy zjawił się w ludzkiej postaci/, 8uniżył samego siebie/upokorzył się/, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. 9Dlatego też/Za to/ Bóg wywyższył Go (po)nad wszystko i darował/nadał Mu imię ponad wszelkie imię, 10 aby na imię Jezusa zgięło/zginało się każde/wszelkie kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych, i 11 aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale/na chwałę/ Boga Ojca.

(Flp 2,6-11)

W czasie swej drugiej podróży misyjnej św. Paweł, następstwem nocnego widzenia, wezwania dotarł na teren wschodniej Macedonii, gdzie w znaczniejszym mieście Filippi tej rzymskiej prowincji założył wspólnotę/gminę chrześcijańską, o czym możemy przeczytać w 16-ym rozdz. Dziejów Apostolskich (Dz 16,12nn).

Znalazłem mała karteczkę, w której były przytoczone takie słowa Pitagorasa: „Nie wyrażaj malej rzeczy wielu sowach, lecz rzecz wielka w niewielu” (por. Syr 32,32,8a).

W tym fragmencie listu (ale też i w innych listach) św. Pawła Apostoła do Filipian, pisanego w rzymskim więzieniu jest ukazana cała historia, cała tajemnica o Panu i Zbawicielu naszym Jezusie Chrystusie, tajemnica ukryta od wieków, która z woli i wyroków Opatrzności Bożej została objawiona świętym Apostołom (Kol 1,26), w tym i św. Pawłowi pod Damaszkiem (Dz 9,3.15 i 22,14n i 26,16).

Przyjrzyjmy się zatem owej tajemnicy, która i nam, stanowiącym cząstkę Kościoła, będącego Ciałem mistycznym Pana Jezusa Chrystusa (1Kor 12,27), nabytym Jego męką i przelaną krwią (Dz 20,28b) została przekazana.

Najpierw św. Paweł powiada, że Chrystus Jezus istniał w postaci Bożej i był równym Bogu Ojcu, nieskończonemu w Swej Istocie i w swych przymiotach. Co innymi słowy znaczyło, że przed swym wcieleniem istniał jako odwieczny Bóg, Druga Osoba niepodzielnej Trójcy Przenajświętszej, mając naturę Bożą i chwałę przynależną samemu Bogu w Trójcy Jedynemu.

Bowiem jak to możemy przeczytać w książce „Mistyczne Miasto Boże” S. Marii od Jezusa z Agredy, w rozdz. II zatyt. «Niezbadana Istota Boga. Postanowienie stworzenie świata»:

Bóg, który może obyć się bez żadnego żywego stworzenia i od wieków sam w Sobie będąc nieskończenie szczęśliwy, postanowił w niezmiernej miłości swojej dać byt stworzeniom, którym chciał objawić swą wspaniałość, podarować im bogactwa swej łaski i pozwolić zakosztować własnej szczęśliwości. Używając swej wszechmocy Bóg pragnął uzewnętrznić się i dać poznać poprzez hojne okazanie swych przymiotów, aby doznać zrozumienia, chwały i uwielbienia.

To postanowienie godne uwielbienia – odpowiednio do natury Boga – stało się jednym i niepodzielnym aktem. Postanowiono porządek i miarę uzewnętrznienia się Bóstwa. Przede wszystkim postanowiono, że odwieczne Słowo Boże ma przyjąć Ciało z Dziewicy Maryi, stworzonej w zbawczym planie Bożym przed wszelkimi innymi stworzeniami (Mdr 9,9; Prz 8,22-31) i objawić się w widocznej postaci (J 1,1n.14; 1P 1,20) i tak też się w swoim czasie, gdy nadeszła pełnia czasów, stało (Ga 4,4), lecz zamiast radości, która mu obiecywano (kto ją obiecywał?), przecierpiał upokorzenie, krzyż, nie bacząc na jego hańbę (Hbr 12,2).

Co do stworzeń, którym Bóg w Trójcy Św. Jedyny w swoim Bóstwie miał się objawić, postanowił najpierw stworzyć duchy anielskie/aniołów uporządkowanych na dziewięć chórów i na trzy hierarchie, którzy na mocy swej czysto duchowej istoty mieli być wznioślejsi i bardziej zbliżeni do Bóstwa aniżeli stworzenia cielesne.

Pierwszym celem, dla którego stworzeni zostali aniołowie, było oddawanie czci Bogu. Mieli oni tworzyć dwór Majestatu Boskiego, uznawać i kochać Boga

Bóg objawił aniołom, że chce również stworzyć naturę ludzką, tj. obdarzone rozumem stworzenia niższego rzędu, aby i one miłowały i czciły Boga jako swego Stwórcę i odwieczne Dobro (Ps 16,2). Oznajmił im także, że druga Osoba Trójcy Przenajświętszej sama przyjmie tę naturę i zjednoczy ją osobiście z Bóstwem. Aniołowie będą musieli tę Osobę, to jest tego Boga – Człowieka, Króla stworzenia, nie tylko, jako Boga, ale i jako Człowieka uznać za swoją Głowę i oddawać Mu cześć pokorną i hołd Boski; pod względem godności i łaski będą niższym i od Niego i będą Jego sługami. I jak wiadomo powodowany pychą i zazdrością najwyższy anioł, Lucyfer sprzeciwił się temu, pociągając za sobą część (1/3) chórów anielskich, czego konsekwencją było ich strącenie do piekła.

Po aniołach Bóg stworzył ludzi, istoty duchowo-cielesne na swój obraz i podobieństwo (Rdz 1,27 i 5,1n; Syr 17,3.6n), jako potomstwo Adama i Ewy (Tb 12,6). Całe nieszczęście, jakie dotknęło rodzaj ludzki było następstwem grzechu pierworodnego (z, którego rzecz jasna wyjęta była Matka Słowa Wcielonego), upadkiem naszych Prarodziców, Adama i Ewy (tracąc dla siebie i dla nas ów szczęśliwy stan, w którym znajdowali się w chwili stworzenia czyli pierwotną szczęśliwość), który został przewidziany w odwiecznych wyrokach Bożych, albowiem jak powiada Pismo „Najwyższy posiada całą wiedzę i przewiduje najdalszą przyszłość, co ma się wydarzyć, zanim powstał świat” (Syr 42,18n).

Tak o tym mówi Bóg Ojciec w „Dialogu o Bożej Opatrzności czyli Księdze Boskiej Nauki” św. Katarzyny ze Sieny (XIV w.) w rozdz. zatyt.:

«Dialog» (http://sienenka.blogspot.com/2010/11/xxi.html)

XXI – Jak po przerwaniu przez nieposłuszeństwo Adama drogi wiodącej do Nieba, Bóg uczynił Syna swego Mostem, aby można po nim przejść.

… Rzekłem ci, że ze Słowa Jednorodzonego Syna Mojego uczyniłem Most, i to jest prawda, chcę abyście wiedzieli, dzieci Moje, że droga przerwana została przez grzech i nieposłuszeństwo Adama, tak że nikt nie mógł dojść do życia trwałego. Ludzie nie oddawali Mi chwały w ten sposób, jak byli powinni, nie uczestnicząc w dobru, dla którego ich stworzyłem. Ponieważ go nie mieli, nie spełniła się prawda Moja.

Prawdą tą jest, że Ja stworzyłem człowieka na obraz i podobieństwo Moje, aby posiadł życie wieczne, dzielił je ze Mną i kosztował najwyższej i wiecznej słodyczy i dobroci Mojej. Przez grzech swój nie doszedł do tego celu i nie spełniła się prawda Moja. Bo grzech zamknął niebo i bramę Mego miłosierdzia. Ponieważ nie wytrwał w stanie, w którym go postawiłem, przekroczył Mój rozkaz (Rdz 2,17 i 3,6) i zasłużył na śmierć wieczną duszy i ciała. Tak, że nikt mimo swych wszystkich sprawiedliwości, nie mógł dojść do życia wiecznego. Przeto chcąc zapobiec tak wielkiemu waszemu nieszczęściu, dałem wam jako most Syna Mego…

http://sienenka.blogspot.com/2010/11/dialog-sw-katarzyny-xxii.html

… naprzód chcę, abyś ujrzała most, który zbudowałem z Jednorodzonego Syna Mego; spójrz na wielkość jego, która sięga od nieba do ziemi; zobacz, że z wielkością Boskości jest zjednoczona ziemia waszego człowieczeństwa.

Przeto mówię ci, że sięga od nieba do ziemi, przez zjednoczenie, którego dokonałem w

człowieku. Było to konieczne dla naprawienia drogi, która była przerwana i jak ci rzekłem, abyście przeszli przez gorycz świata i doszli do życia.

Lecz od ziemi nie można go było zbudować w wielkości wystarczającej do przejścia rzeki i osiągnięcia życia wiecznego; bo ziemia natury ludzkiej nie była zdolna sama uczynić zadość za winę i zniszczyć jad grzechu Adamowego, który zepsuł i zaraził cały rodzaj ludzki, jak ci już rzekłem. Musiała więc zjednoczyć się z wielkością natury Mojej, wiecznej Boskości, aby była zdolna uczynić zadość za cały rodzaj ludzki; trzeba było aby natura ludzka poniosła karę, a natura Boska, zjednoczona z tą naturą ludzką, przyjęła ofiarę, którą Syn Mój złożył Mnie, za was, iżby zniszczyć śmierć i dać wam życie.

Tak wysokość zniżyła się do ziemi waszego człowieczeństwa; jednocząc się z nią zbudowała most i naprawiła drogę…

Dalej św. Paweł pisał: „7ogołocił samego/wyniszczył/ siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi/człowieka…Nie tylko podobnym do człowieka, ale narodził się jako człowiek, stał się prawdziwym Człowiekiem z krwi i kości, takim samym, jak każdy z nas, ludzi, podobnym do nas we wszystkim z wyjątkiem grzechu (Łk 2,11; Hbr 2,14a).

Pan Jezus ogołocił się ze Swojej chwały, która miał pierwej zanim ten świat został stworzony (J 17,5), przyjąwszy postać sługi, niewolnika. Zszedł ze Swego Tronu chwały, by zasiąść na innym tronie, Tronie Krzyża, w oczach ludzi, miejscu hańby i poniżenia.

Ale, rzecz to niesłychana, bowiem nigdy nie znano żadnego króla, który służyłby swoim poddanym tak, jak Pan, Król królów im służył. A przed taka służbą jak wiadomo wzdrygał się najwyższy upadły anioł, Lucyfer, uważający ją za niegodną siebie, przynoszącą mu wielką ujmę.

Pan Jezus powiedział: „Moje owce Mnie znają i idą za Mną, daję im życie wieczne” (J 10,14.27n). Należących do Niego, rozpozna też po tym, że ogołocą samych siebie i będą służyć jako niewolnicy Jego Boskiej Woli.

A w tym co zewnętrzne uznany za człowieka…

Żydzi mówili: „To bluźnierstwo. Jakże Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga, czynisz się Bogiem” (J 10,33) i „chcieli Go zabić, nastawali na Jego życie, bo Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu” (J 5,18).

A Pan, odpowiedział im: „jeśli nie uwierzycie, że JA JESTEM pomrzecie w grzechu swoim” (J 8,21), tj. w grzechu niewiary i przeciwko Duchowi Świętemu.

8uniżył samego siebie/upokorzył się/, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej

Uniżenie Boga-Człowieka: rzecz trudna do pojęcia, wyobrażenia. Chrystus Pan żyjąc jako Duch (J 4,24a; 2Kor 3,17) życiem odwiecznym w Niebie, jako Druga Osoba Boska, w chwale i majestacie, opuścił dobrowolnie miejsce Swego przebywania, aby przyjąć pokorną postawę człowieka i pojawić się na ziemi między ludźmi.

Chrystus Pan zarazem się uniżył i uniżał, bowiem będąc Bogiem nie ze względu na Siebie samego, ale ze względu na nas, mając na oku nasze godne pożałowania położenie, stał się Człowiekiem, potem sługą-niewolnikiem, w końcu skazańcem przybitym do krzyża, by w ten sposób mogło dokonać się nasze zbawienie i odkupienie.

Dzięki przyjęciu ludzkiej natury stało się możliwe dla Syna Bożego zrealizowanie dzieła Odkupienia, które dokonywało się od chwili Wcielenia aż do momentu śmierci Jezusa na Krzyżu. Dzięki przyjętej ludzkiej naturze Pan Jezus mógł dokonać tego, czego nie mógł uczynić jako Bóg: cierpieć i umrzeć, składając Siebie Ojcu jako doskonały okup (Mk 10,45) i okazując Jego sprawiedliwości godne i słuszne zadośćuczynienie.

Pan Jezus naprawdę cierpiał dla nas wszystkich. Przez to odkupił nas z grzechów i dal nam możliwość otrzymania Bożego życia, które dla wszystkich zostało stracone w chwili grzechu pierworodnego, popełnionego przez naszych pierwszych rodziców.

Powiada Syrach: „O ile jesteś wielki (a Wielkim jest tylko Sam Bóg-Człowiek, Jezus Chrystus, wedle np. Ps 47,3 i 70,5 i 95,3 i 104,1 i 147,5), o tyle się uniżaj, a znajdziesz łaskę u Jahwe” (3,18).

stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej/śmierci na krzyżu

Z początku rozdz. «Opatrzność Boża» „Dialogu… Księgi Boskiej Nauki” św. Katarzyny ze Sieny:

http://sienenka.blogspot.com/2011/02/opatrznosc-boza-cxxxv.html

CXXXV – Początek rozprawy o opatrzności boskiej. Na początku o opatrzności w ogóle, w stworzeniu człowieka na obraz i podobieństwo Boga, we wcieleniu Syna, który przyszedł otworzyć nam bramę raju zamkniętą przez grzech Adama. (por. Ps 64,10)

Bóg Ojciec:

… Jak ci już rzekłem wielokrotnie, niebo było zamknięte przez grzech Adama, który nie poznał godności swojej, nie rozważywszy, z jaką troskliwością i niewymowną miłością go stworzyłem. Popadł więc w nieposłuszeństwo, a z nieposłuszeństwa w nieczystość, przez pychę i upodobanie w niewieście, woląc przypodobać się i ustąpić towarzyszce swojej, niż usłuchać Mego rozkazu. Choć nie wierzył temu, co mu rzekła, wolał dopuścić się nieposłuszeństwa, niż ją zasmucić. Z tego nieposłuszeństwa wynikły wszystkie nieszczęścia. Ono wszczepiło w was jad.

Aby pokonać tę śmierć, postanowiłem dać człowiekowi Słowo, Jednorodzonego Syna Mego, aby pomóc wam w potrzebie mą roztropnością i opatrznością.

Mówię „roztropnością”, gdyż na przynętę człowieczeństwa waszego i na wędkę Mego Bóstwa, pochwyciłem diabła, który nie mógł rozpoznać Mej Prawdy. Prawda Moja, Słowo Wcielone, przyszła zniszczyć (1J 3,8) i zniweczyć kłamstwo, którym oszukał człowieka.

Był to czyn roztropności i opatrzności. Zważ, najdroższa córko, że nie mogłem użyć lepszego sposobu, niż dać wam Słowo, Jednorodzonego Syna Mojego.

Nakazałem Mu wielkie posłuszeństwo, aby oczyścić was z jadu, którym przez nieposłuszeństwo zatruł się rodzaj ludzki. Więc On, prawdziwie posłuszny, pobiegł jakby pijany miłością na haniebną śmierć na najświętszym krzyżu i przez śmierć swoją dał wam życie. Nie mocą swego człowieczeństwa, lecz mocą swego Bóstwa, zjednoczonego przez opatrzność Moją z naturą ludzką, aby uczynić zadość za grzech, który został popełniony przeciw Mnie, Dobru nieskończonemu i który wymagał zadośćuczynienia nieskończonego.

Natura ludzka, grzeszna i skończona, musiała być zjednoczona z istotą nieskończoną, aby dać Mnie, nieskończonemu, zadośćuczynienie nieskończone i za całą naturę ludzką, za ludzi przeszłych, obecnych i przyszłych.

Chciałem, aby człowiek, ilekroć Mnie obrazi, mógł znaleźć doskonałe zadośćuczynienie dla Mnie, gdy zechce wrócić do Mnie za swego życia. To doskonałe zadośćuczynienie jest wam zapewnione przez zjednoczenie natury Boskiej z naturą ludzką. Jest to dzieło Mej opatrzności: ona to zrządziła, że za czyn skończony, jakim jest męka na krzyżu, otrzymaliście w Mym Słowie owoc nieskończony mocą Boskości. (…). Brama nieba była zamknięta, człowiek nie miał już żadnej nadziei i gdyby się jakiej chwycił, dałaby jedynie doczesne odpocznienie. Ale nie miał żadnej nadziei, więc był pogrążony w wielkim smutku. Lecz Ja, najwyższa Opatrzność, przyszedłem mu z pomocą w tej niedoli…

http://sienenka.blogspot.com/2011/10/opatrznosc-boza-cxxxvi.html

CXXXVI – Jak nadzieja jest darem opatrzności…

Dałem też człowiekowi pociechę nadziei. Jeśli w świetle najświętszej wiary rozważa cenę krwi, zapłaconą za niego, nabiera on silnej nadziei i pewności swego zbawienia.

Hańby Chrystusa ukrzyżowanego przywróciły mu cześć, bo jeśli obraża Mnie wszystkimi członkami swego ciała, Chrystus błogosławiony, najsłodszy Syn Mój, całym swym ciałem zniósł najsroższe męki. Posłuszeństwo Jego zmazało nieposłuszeństwo wasze i wszyscy uczestniczycie w łasce Jego posłuszeństwa, jak wszyscy podzielaliście grzech nieposłuszeństwa (por. Rz 5,19).

Uczyniła to dla was Moja opatrzność. Od początku świata aż do dnia dzisiejszego dbała o potrzeby i zbawienie człowieka i dbać będzie o nie aż do ostatniego dnia na wiele różnych sposobów, wedle tego, co Ja, dobry i prawdziwy lekarz (Wj 15,26), uznam za odpowiednie dla waszej słabości i za konieczne, aby przywrócić wam doskonałe zdrowie i w Nim was zachować. Opatrzność Moja nie przeoczy nikogo, co szuka w niej oparcia. Ten kto ufa Mi doskonale, a więc puka i wzywa Mnie w prawdzie, nie tylko słowem, lecz uczuciem i światłem najświętszej wiary zakosztuje Mnie samego w opatrzności Mojej…

i

z początku rozdz. «Posłuszeństwo»:

http://sienenka.blogspot.com/2011/02/posuszenstwo-cliv.html

CLIV – Gdzie znajduje się posłuszeństwo? Co może je odebrać?

Bóg Ojciec:

Spytałaś Mnie, gdzie możesz znaleźć posłuszeństwo…

Odpowiadam ci, że znajdziesz je w słodkim Słowie miłości, Jednorodzonym Synu Moim. Tak gotowe było w Nim posłuszeństwo, że aby wprowadzić je w czyn, pospieszył na haniebną śmierć na krzyżu.

Kto ci je może odebrać. Spójrz na pierwszego człowieka, a znajdziesz przyczynę, dla której uchybił posłuszeństwu nakazanemu przeze Mnie, Ojca wiecznego.

Pycha, płynąca i zrodzona z miłości własnej i upodobania w towarzyszce swojej, odwróciła go od doskonałego posłuszeństwa i wciągnęła w nieposłuszeństwo; przez nie stracił życie łaski i pierwotną niewinność i popadł w nieczystość i największą nędzę, w którą wciągnął cały swój rodzaj, jak ci rzekłem.

… nikt nie może osiągnąć życia wiecznego, jeśli nie jest posłuszny. Bez posłuszeństwa wejść tam nie można, gdyż posłuszeństwo jest kluczem, którym otwarta została brama, zamknięta przez nieposłuszeństwo Adama.

Kiedy, poruszony przez dobroć Moją, ujrzałem, że człowiek, którego tak kochałem, nie powraca do Mnie, celu swego, wziąłem klucz posłuszeństwa i włożyłem go w ręce słodkiego Słowa miłości, Prawdy Mojej; uczyniłem Je odźwiernym nieba, który otworzył jego bramę. Bez tego klucza i tego odźwiernego, nikt nie ma tam dostępu. Przeto rzekł Syn Mój w świętej Ewangelii, że nikt nie może przyjść do Mnie, Ojca, jeno przez Niego (por. J 14,6). …

Skąd to pochodzi, że to Słowo było tak posłuszne? Z miłości, którą żywiło dla Mojej chwały i zbawienia waszego. A skąd wynikła miłość? Z światła jasnego widzenia, w którym dusza jego ujrzała Boską Istotę i wieczną Trójcę. Tak zawsze widziała Mnie, Boga wiecznego. …

Cnota posłuszeństwa ma karmicielkę, która ją żywi i którą jest prawdziwa pokora.

Jest się posłusznym o tyle, o ile się jest pokornym, i nie można być pokornym, nie będąc posłusznym. Ta pokora jest karmicielką miłości; żywi ona swym własnym mlekiem cnotę posłuszeństwa. Szatą, którą okrywa ją ta piastunka, jest pogarda siebie, pragnienie hańb i odraza do siebie dla przypodobania się Mnie.

W czym znaleźć można tę cnotę?

W słodkim Chrystusie Jezusie, Jednorodzonym Synu Moim. Któż poniżył się bardziej niż On (por. Flp 2,7)? Nasycił się zniewagami, szyderstwami i obelgami; wyrzekł się siebie (por. Rz 15,3), oddając swe życie cielesne, aby podobać się Mnie. Któż był cierpliwszy od Niego? Nie wydał skargi z powodu zniewag (por. Iz 53,7), lecz z cierpliwością zniósł obelgi, by w upojeniu miłości spełnić rozkaz dany Mu przeze Mnie, Jego Ojca wiecznego.

W Nim więc znajdziecie posłuszeństwo doskonałe. Pozostawił wam regułę, przestrzegając jej pierwszy w sobie; udzielił wam nauki, która daje wam życie, gdyż jest drogą prostą. On sam jest tą drogą, toteż rzekł, że jest drogą, prawdą i życiem. Kto idzie tą drogą kroczy w świetle (por. J 14,6; 8,12 i 11,9-10), a kto kroczy w świetle, nie może obrazić ani być obrażony, nie spostrzegając tego; gdyż rozproszył ciemność miłości własnej, przez którą popadł w nieposłuszeństwo.

Posłuszeństwo, jak ci rzekłem, idzie w parze z pokorą, pochodzi od pokory. Tym samym nieposłuszeństwo jest owocem pychy, która ma źródło w miłości własnej, niszczycielce pokory. Nieposłuszeństwo ma także siostrę, którą dała jej miłość własna, a jest nią niecierpliwość; za żywicielkę ma pychę. Pod jej przewodem dusza, w ciemnościach niewiary, bieży drogą mroczną, która doprowadza ją do śmierci wiecznej.

Wszyscy winniście czytać tę chwalebną księgę (Słowo – dop. mój), w której znajdziecie opis tej cnoty posłuszeństwa i wszystkich innych…

oraz

http://sienenka.blogspot.com/2011/02/posuszenstwo-clv.html

CLV – Jak posłuszeństwo jest kluczem, który otwiera niebo.

… Rzekłem ci już. że posłuszeństwo jest kluczem, który otworzył niebo i klucz ten, Syn Mój, powierzył rękom namiestnika swego. Namiestnik ten wkłada go w ręce każdego z was, gdy przyjmując chrzest przyrzekacie wyrzec się diabła, świata, jego wspaniałości i rozkoszy.

Przez tę obietnicę uległości każdy otrzymuje klucz posłuszeństwa, każdy posiada go na własny użytek, jest to jeden i ten sam klucz Słowa. Jeśli człowiek w świetle wiary, ręką miłości, nie otworzy tym kluczem bramy nieba, nie wstąpi doń nigdy, choć Słowo Moje otworzyło już tę bramę. Stworzyłem was bez was. lecz nie zbawię was bez was…

Zaiste Jednorodzony Syn Ojca jest wzorem postawy dla swych uczniów, postawy pokory i gotowości na uniżenie.

Było już wcześniej powiedziane, że człowiek jest o tyle posłuszny, o ile jest pokorny, i jest o tyle pokorny, o ile jest posłuszny.

Dobrym komentarzem do powyższego jest ten oto fragment Orędzia, pouczenia Matki Bożej, zapisanego w książce „Prawdziwe Życie w Bogu” V. Ryden:

posłuchajcie Głosu Boga w tych dniach Postu. Posłuchajcie Głosu Boga umniejszając się, aby Bóg mógł w was wzrastać (J 3,30). Uniżajcie się (Syr 3,18n), aby Jego Duch mógł się w was uwidocznić. Umierajcie dla samych siebie, aby Bóg mógł w was żyć. Bądźcie niczym (Ga 6,3), aby On mógł być Wszystkim. W ten sposób pozwólcie Mu wziąć was w całkowite posiadanie i uczynić z was Jego Własność (Ps 100,3). Nie pozwalajcie, aby wasz umysł stał się dla Boga rywalem. Uniżajcie się, aby On mógł wzrastać. W ten sposób pozwólcie Jego Duchowi na formowanie was na Drodze Świętości. Zapamiętajcie, że pokora, uległość i uniżanie się są głównymi cnotami, które podobają się Bogu i dzięki którym stajecie się ubodzy w duchu (Mt 5,3), a przez to – doskonali.

Bardzo drogie dzieci, Jezus stał się pokorny aż do przyjęcia śmierci. Nie bądźcie nigdy tymi, którzy mówią: „Mam wszystko, wiem wszystko i nie potrzebuję niczyich rad” (Ap 3,17b). Pozostańcie ubodzy, bądźcie ubodzy, aby w tym ubóstwie Bóg mógł królować i stać się Królem. Nie pozwólcie, by jakakolwiek forma pychy zwyciężyła w was (Ps 19,14)… (18.03.1991)

Co niechaj sprawi Ten, który może nas ustrzec od upadku i przyjściu Pana naszego Jezusa Chrystusa stawić bez wszelkiej skazy i rozradowanymi wobec/przed obliczem/ Swej chwały w triumfie, jedyny Bóg, Zbawca nasz, któremu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego należy się chwała, majestat, moc i władza, jak było przed wszystkimi wiekami, tak i teraz i na wszystkie wieki wieków! Amen. (wedle Jud 24n).

Opracował : Leszek

Posted in Kościół | Otagowane: , , , | 102 Komentarze »

List od Pana Boga dla zasmuconych

Posted by Dzieckonmp w dniu 8 lutego 2016

Słowa Pisma Świętego pochodzące z serca samego Boga skierowane do osoby smutnej. Przesłanie do każdego strapionego serca od kochającego Ojca w niebie. Jest ono parafrazą słów z Pisma Świętego ułożoną w formie listu.

Posted in Ciekawe, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 99 Komentarzy »

„Współżycie z małymi dziewczynkami jest moralne”

Posted by Dzieckonmp w dniu 17 grudnia 2014

Branie kobiet do niewoli, bicie ich, a także współżycie z dziewczynkami przed okresem dojrzewania – to wszystko jest zgodne z zasadami islamu. Tak twierdzą autorzy poświęconego żeńskim niewolnicom dokumentu sporządzonego przez Państwo Islamskie.

Na poparcie tej tezy sypią jak z rękawa cytatami z Koranu. To kolejny dowód obalający liberalne rojenia o równości kultur i wskazujący na powagę zagrożenia ze strony islamistów.

Opublikowany na stronie internetowej Państwa Islamskiego dokument „Pytania i odpowiedzi w kwestii żeńskich niewolnic i ich wolności” precyzuje reguły „moralne” dotyczące postępowania radykalnych islamistów z pojmanymi kobietami i dziewczętami. Jak podaje Greg Botelho na łamach portalu edition.cnn.com dokument wyjaśnia, że branie kobiet do niewoli jest dopuszczalne, o ile kobieta jest niewierna. Wprowadza on rozróżnienie dotyczące postępowania z kobietą w zależności od tego czy jest ona dziewicą czy nie. W tym drugim przypadku przed współżyciem należy sprawdzić czy jest ona w ciąży. W tym pierwszym można niezwłocznie przystąpić do współżycia – a w zasadzie gwałtu.

Tekst akceptuje także pedofilię polegającą na współżyciu z dziewczynkami przed okresem dojrzewania. Jeśli są one mimo to uznane za zdolne do kontaktów seksualnych, to można z nimi współżyć. W przeciwnym razie można z nimi zażywać w przyjemności w „inny sposób”.

W dokumencie znajdziemy także pewne zastrzeżenia w kwestii stosunku do niewolnic. Przykładowo nie wolno oddzielać pojmanej matki od jej młodego dziecka ani sprzedawać kobiet w ciąży. Ich bicie jest dopuszczalne, ale jedynie w ramach dyscypliny, a nie dla przyjemności. Uwolnienie pojmanej jest traktowane jako rodzaj odpokutowania za grzechy. Z drugiej strony samowolna ucieczka takiej kobiety jest postrzegana jako wyjątkowo poważne wykroczenie.

„Pytania i odpowiedzi w kwestii żeńskich niewolnic i ich wolności” często powołują się na wersety koraniczne. Zdaniem liberalnych komentatorów jest to nadużycie świętej księgi muzułmanów. Jednak w świetle braku autorytetu wyjaśniającego księgę (analogicznego do katolickiego papieża), interpretacja terrorystów jawi się jako równie zgodna z Koranem, co jego liberalne tłumaczenia. Z pewnością bowiem w świętej księdze muzułmanów można znaleźć teksty potwierdzające przynajmniej niektóre z tych zaleceń.

Koran niejednokrotnie pozwala na poniżanie kobiet. Samo ich dotknięcie wymaga bowiem rytualnego oczyszczenia (4,43). Dopuszczając poligamię akceptuje także nieuchronnie związaną z nią niesprawiedliwość (4,129). W innym miejscu (4,34) dopuszcza też ich bicie w przypadku nieposłuszeństwa, motywując je wyższością mężczyzn nad kobietami.  „Mężczyźni stoją nad kobietami ze względu na to, że Bóg dał wyższość jednym nad drugimi, i ze względu na to, że oni rozdają ze swojego majątku. (…) I napominajcie te, których nieposłuszeństwa się boicie, pozostawiajcie je w łożach i bijcie je! A jeśli są wam posłuszne, to starajcie się nie stosować do nich przymusu” – czytamy w świętej księdze muzułmanów.

Komentarz Trada (PoloniaChristiana.pl): To jeśli wierzymy w tego samego Boga, to chyba w którymś momencie ten Bóg się myli… ale jak udowodnili moderniści w KK, oczywiste jest, że pomylił się w Biblii, natomiast żadnych błędów nie zawiera koran, i objawienia demona zwanego Allachem, demona kwadry księżyca, z czasów Mahometa. A i sam padre Franciszek, idzie za tym ideałem i modli się w przybytkach demona… pytanie tylko do kogo?

Za: PoloniaChristiana.pl

Posted in Dziwny jest ten świat | Otagowane: , | 110 Komentarzy »

Moja mała refleksja

Posted by Dzieckonmp w dniu 11 czerwca 2013

Bóg chce ocalić ludzkość od wielkich niebezpieczeństw, bo Jego Miłość do wszystkich swych dzieci jest nieskończona. On wie co nam zagraża, zna bardzo dobrze współczesnych ludzi,  doskonale wie do jakiego samozniszczenia podążamy.  To jest czas, aby słuchać Jego wołania w różnych orędziach  do życia zgodnie z przykazaniami Bożymi, do życia w normalnej rodzinie gdzie jest mama i tata, i obiecuje nam  że wówczas Boże Błogosławieństwo będzie z nami zawsze i On będzie nam w naszych domach Błogosławił. Czy jednak ludzkość jest zdolna posłuchać Boga? Czy fakt że już w prawie nie będzie pojęcia Matka, Ojciec nie jest zasługą współczesnych ludzi którzy uważają ze są mądrzy, wykształceni i chcą świata nowoczesnego? Bóg zaprasza nas aby modlić się dużo, ponieważ świat nie modli się tak jak On chciałby. Wielu z Jego dzieci jest zainteresowana tylko  rzeczami tego świata i nie mają czasu dla Niego, dla Jego zazdrosnej Miłości. Niebo czeka na Ciebie i mnie. Świat  prowadzi masowo ludzi  do grzechu i oddala od Boga. Dlatego Bóg nalega by walczyć o Królestwo Niebieskie.  Bóg oczekuje teraz od nas odpowiedzi na Jego wezwanie do nawrócenia. TERAZ bo jutro już może być za późno. Ale ludzie stosują zasadę – „hulaj dusza piekła nie ma”. Nawet tu na blogu znajdują się czytelnicy co uważają że piekła nie ma. Bóg prosi, aby zanieść Jego miłość do tych, którzy są w ciemności i żyją grzechu, tak, by mogli dostrzec światło oraz nawrócić się i żyć w świętości. Boże nie udaje się nam mimo tego że chcemy wszystko dla Ciebie zrobić. Może jesteśmy zbyt słabi, zniechęcający się, za mało ufności w Tobie pokładamy., ale Ty wiesz że Twoją drogą kroczyć chcemy. O Boże , o Boże Panie mój, nie pamiętaj że czasem było źle, wiesz dobrze że zawsze jestem Twój.

Posted in Świat innymi oczami | Otagowane: , , | 63 Komentarze »

Bóg jest Zwycięzcą

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 marca 2012

Świadectwo Agnieszki podczas rekolekcji w jakich uczestniczył „Lech Stanisław”

Bóg jest Zwycięzcą!!! Ja jestem świadkiem Jego Wielkiej Miłości do każdego człowieka, nie ważne jaką wybieramy drogę, gdzie się zagubimy –  Bóg zawsze jest obok nas – pozwala nam upaść, potknąć się, popełnić gaf i zawsze będziemy Jego dziećmi, zawsze nas kocha mocno:)
Moje świadectwo:
Mam 33 lata, byłam w okultyzmie przez 11 lat i miałam bardzo mocno namacalny i świadomy kontakt z demonami. Zajmowałam się rozkładaniem kart tarota, feng-shui i różnych amuletów „przynoszących szczęście”, robiłam rytuały manipulacji na ludziach, rytuały miłosne i wylewanie wosku, bym tylko była szczęśliwa, zajmowałam się magią i miałam „dar  jasnowidzenia”. Tak bardzo chciałam pomagać ludziom rozwiązywać ich problemy i im pomagać – lecz zostałam narzędziem w rękach złego, który umiejętnie mnie lepił i pokazywał, że mogę się w tym spełniać i przynosić ulgę w cierpieniu innym. Oczywiście, mogę też w taki sposób sobie jakoś dorobić, chociaż to nie było dla mnie istotne, ja chciałam pomagać. Wiedzę pozyskiwałam sama, wchłaniała się we mnie bardzo szybko, przychodziła zwłaszcza przez sny, w które zaczęłam wierzyć i przez wróżby, horoskopy, fazy księżyca. Trafiały mi cały czas do ręki książki, gazety i różne inne czasopisma, które mówiły jak posługiwać się różnymi narzędziami potrzebnymi do „pomocy ludziom”. Najlepszym podejściem mnie samej było to, że wewnątrz czułam się bardzo mocno pogubiona, odepchnięta od wszystkich, nie zrozumiana i dziwnie osamotniona. Czułam, że nikt mnie nie rozumie, nie umie pokochać i dostrzec mnie samą w środku – więc pojawił się „przyjaciel” – i to bardzo szybko – był to tarot! Pogłębiałam tą wiedzę, interpretując każdą z kart, obserwując obrazki i starając się czytać je w jakiś sposób. Wiedza była tajemna i fascynująca (tak myślałam wtedy dla mnie), chciałam ją tylko dla siebie, by wiedzieć i nic więcej. Wydawało mi się, że to nie jest złe – wiedzieć. Uczyłam się z dnia na dzień pomału(a w taki sposób byłam lepiona przez demony, by one mogły się mną posługiwać i wygłuszać moją ludzką delikatność, kobiecą wrażliwość i subtelność). Każdy kto próbował się do mnie zbliżyć lub w jakiś sposób odsunąć o tych rzeczy – spotykał go dotyk demonów lub wielki strach – demony czuwały! A moja mama ciągle się modliła powierzając mnie i mojego ojca alkoholika w ręce Boga. Mama wiedziała, że to co się dzieje to działanie diabła, bo jej matki siostra, a moja ciocia – też tym się parała. Kiedy się o tym dowiedziałam od mamy pomyślałam, że to jest dziedziczne iż moja ciotka oddała mi umierając swój „dar”. Kilka razy w nocy, mama zauważyła, że dłużej u mnie się w pokoju świeci światło. Wchodząc do pokoju zapytała się czemu siedzę jeszcze, a kiedy zobaczyła na stole rozłożone karty od razu się przeraziła i powiedziała, żebym zostawiała to wszystko. Opowiedziała mi historię z moją ciotką, która miała ciężką śmierć i przez te karty nie mogła spokojnie odejść do Pana.  Ja tego nie mogłam zrozumieć i szczerze się nie wgłębiałam. Każdej nocy siedziałam i przyglądałam się tym kartom uważnie, dotykając je i zastanawiając. Po jakimś czasie pojawiała się na mojej drodze przeurocza dziewczyna, troszkę ode mnie starsza, zaprzyjaźniłam się z nią. Miała śliczne jasne oczy, kiedy patrzyłam w nie – widziałam anioła, czułam się przy niej kochana i bezpieczna. Ona tak swobodnie wyrażała swoja miłość wobec ludzi, wobec mojej mamy. Bardzo często mówiła do niej, jaka jest piękna i ma dobre serce, przytulając ją swobodnie – nie rozumiałam tego, troszkę również zazdrościłam takiej postawy, której ja nie mogłam przełamać w sobie. Mówiła mi o Bogu, czytała Biblię i pytała czy rozumiem… wtedy słyszałam co czyta, ale wewnątrz czułam jakąś dziwną blokadę, jakby serce zamknięte za wielkimi drzwiami. Żyłam w grzechu, który oddzielał mnie od słyszenia słów Boga. Nieznajoma nie miała gdzie mieszkać, bo nie pochodziła z mojej miejscowości, więc zaproponowałam jej zamieszkać u mnie w domu (był duży, a ja byłam sama z mamą, to było tuż po śmierci taty). Teraz wiem, że to był anioł od samego Boga posłany do mnie, wysłuchane były modlitwy mojej mamy. Tylko, że mama nie była w stanie tego tak odczytać, miała do mnie pretensje, że nie zapytałam jej o zdanie i zaproponowałam jej zamieszkanie. Nie widziałam w tym wszystkim problemu – dom był duży, a moje rodzeństwo już wyjechało za pracą do innej miejscowości, więc dom był pusty. Ja, natomiast byłam szczęśliwa, bo dzięki tej dziewczynie usłyszałam pierwszy raz jak ktoś modlił się darem języków. Owa znajoma powiedziała mi wówczas, że to jest modlitwa do Boga Ojca z wewnątrz serca, jak modlitwa aniołów do Ojca Niebieskiego. W tej dziewczynie było coś innego niż w osobach, które poznawałam – miała piękne bijące bielą, lśniące oczy. Od niej bił jasny blask, była miła i bardzo życzliwa, tylko że ja czułam się troszkę smutna patrząc na nią – bo nie mogłam być tak czysta i piękna duchowo jak ona, nie mogłam taka być swobodna w mowie i w rozmowie z otoczeniem. Coś dziwnego mnie blokowało i nie mogłam tego zrozumieć do końca. Jak obcowałam z tą osobą cieszyła mnie radość, ona nie pozwalała by ktoś mnie krzywdził, ranił słowami, wyśmiewał i nie pozwalała bym się bała – czułam, że otaczała mnie jakby wielka jasność, światło, coś niezwykłego – jak była obok mnie. Ona mówiła mi o życiu Jezusa, a ja jej wtedy o kartach. Widziała we mnie dobro, ale myślę, że nie była w stanie mnie wtedy przekonać bym zrezygnowała z kart (to był mój bożek, nawet nieświadomy). Dała mi coś od siebie, dała mi wtedy możliwość zobaczenia Jezusa i Jego miłość do mnie (teraz to wiem, że poznałam ją po to, bo Bóg czuwał cały czas mimo tych dróg które wybierałam). Poprosiłam ją którejś nocy, by spała obok mnie na łóżku i wtedy przyśniło mi się coś niezwykłego, a zarazem wydawało mi się bardzo realne i czyste: moje ciało lśniło od góry do dołu jasnością i ona nagle jakby w tym śnie położyła się na moje ciało i powiedziała tak: „Nie bój się Ja jestem obok ciebie” gdzie widziałam jak otacza mnie jasność wokół całego ciała (teraz wiem, że to był posłaniec anielski od Boga pod postacią tej dziewczyny, która szła drogami Bożymi). Przyszła do mnie, bo Pan Bóg chciał przekazać że chroni mnie, tylko że ja nie rozumiałam do końca tego. Mój proces Uwalniania mnie przez Pana Boga z rąk szatana trwał w okresie czterech lat, zaczął się od 29-32 lat. Udało się Bóg Zwyciężył! A ja powierzam się starannie cały czas mimo ataków, lęków i podszeptów złego ducha, który manipulował mną już nie tak natarczywie, ale potem dział bardzo delikatnie i czasem niewyczuwalnie dla zmylenia mnie każdego dnia i pod różnymi postaciami: posługiwał się ludźmi oddalonymi od Boga, podszeptami, które pojawiały się jak myśli moje, dręczeniem, lękami, że jestem do niczego, że nikt mnie nie rozumie i nie pokocha. Czułam obecność zmarłych dusz bardzo demonicznych, wisielców, samobójców, sprowadzał mnie do czyśćca, gdzie słyszałam wołające dusze o pomoc, ściągał mnie do otchłani piekielnej, czułam jak spadam i nikt nie jest w stanie mnie uratować. Objawiał mi się bardzo fizycznie i dręczył mnie pod postacią fizyczną, seksualną, przychodził przez najbliższe mi osoby i dotykał miejsc bardzo bolesnych dla mnie, ranił cały czas moje serce – już pokancerowane. Zastraszał przez lęk i strach we mnie, przychodził w snach, przenosił mnie w przeszłość różnych miejsca, zwłaszcza do przeszłości mego miasta, zdarzeń z różnymi ludźmi, dręczył mnie demoniczną obecnością mojego ojca zmarłego, bólami głowy, zwłaszcza z tyłu (jakby ktoś mi rozcinał czaszkę), pobudzał we mnie nienawiść z brakiem przebaczenia, nie miłowaniem, myśleniem o sobie, rozgrzebywaniem różnych ran, wypominaniem i powracaniem ciągle do tego samego tematu, do tych samych ran które w sobie lepiłam, nie chcąc przebaczyć, różnych sytuacji i zdarzeń w moim życiu powstałych przez różne osoby. Niemożności w zaufaniu dla ludzi, a zwłaszcza dla Boga. Kiedy poczułam, że się duszę tymi kartami (jakby ktoś mi zaciskał pętlę na szyi) tym wszystkim czym się zajmowałam – wtedy poprosiłam moją przyjaciółkę o pomoc, bo sam nie byłam w stanie nic zmienić, a czułam że ten czas i żaden inny. Czułam, że jakby ona mi nie pomogła się tego pozbyć, zapewne bym oszalała albo zrobiła sobie w nieludzki sposób krzywdę (bo od Boga byłam bardzo oddalona – człowiek żyjący w grzechu jest jakby wygłuszony na swoje ruchy myślowe, jest narzędziem w rękach szatana). Przyjaciółka poszła ze mną nad Wisłę, aby wyrzucić to wszystko do rzeki a szczególnie karty i dużą ilość książek nagromadzonych przez wiele lat. Potem zabrała mnie do kościoła na spowiedź. Kapłan u którego spowiadałam się zapytał czy mam Biblię (akurat nie posiadałam) więc dał mi swoja już poświęconą i powiedział, że teraz dopiero zacznie się najgorsze – walka duchowa o moją duszę człowieczą. I bym za każdym razem w momencie udręczenia uciekała do czytania i modlitwy psalmami, nie byłam gotowa i świadoma na to, co mnie czekało po powrocie do domu. Szatan w nocy nie dawał mi spać, powiem szczerze próbował różnych swoich sztuczek i udawało mu się ale prawie wiedziałam, że teraz diabła rozwścieczyłam – zrywaniem łańcucha przez niego na mojej szyi założonego. Mimo tej trudnej i okrutnej walki oddawałam się w ufności pod prowadzenie Boga i Jezusa. Czasem nawet nie rozumiałam, nie potrafiłam zrozumieć bliskość z Bogiem i tym co mnie cały czas dotykało od demonów. Nie miałam nikogo kto by mi tłumaczył, dlaczego to wszystko tak się dzieje, każdy mówił do mnie bym trzymała się Jezusa. Było to dla mnie trudne, czasem we łzach i w bólu wołałam do Boga o ratunek i przepraszałam Go za wszystko, ale to co przychodziło w wielkim lęku nie pozwalało uśmierzać mojego cierpienia i lęk przed każdą nocą był okrutny. Spałam przy zapalonym świetle i przy włączonym radiu, by tylko nie wsłuchiwać się w ciszę, która mnie zabijała i przerażała mocno. Chodziłam do spowiedzi bardzo często i do komunii – wtedy czułam spokój, ale jak wychodziłam z domu Bożego (Kościoła) – walka znów się zaczynała od nowa, nie potrafiłam zrozumieć dlaczego tak jest?! O co w tym chodzi?!

Moja dobra znajoma zaprowadziła mnie na modlitwy do swojego kolegi świeckiego, który modlił się nad osobami z różnymi zniewoleniami i dręczeniami. Jeździłam do niego dość długo, Pan Bóg działał przez modlitwy, posługiwał się tym młodym człowiekiem. Ustawały dręczenia, ale z czasem znów nachodziły, ja już byłam zdesperowana i uciekałam od miejsc gdzie były sprawdzone, jakbym bała się spotkań z tymi ludźmi, bo diabeł cały czas zniekształcał we mnie mój obraz widzenia co dobre;  przez lęki we mnie. Taka była wytężona walka złego ducha, który się rozkręcał w działaniu i szkodzeniu dla mojej słabej człowieczej osoby – walczącej jakoś po ludzku, ile sił było jeszcze we mnie. Kiedy byłam dręczona szłam także cały czas do kościoła, bo nigdzie indziej nie mogły ustać ataki jak tylko w bliskości z Jezusem (tak czułam) – wiedziałam, że jedynie Bóg może mi pomóc. Bo to co się działo we mnie duchowo, nie było rozpoznawane na zewnątrz, walczyłam ze złem, które próbowało mnie z powrotem spętać, tak to odczuwałam widząc  – ale to nie ja walczyłam tylko Bóg do którego się zwróciłam o wsparcie, mój anioł Stróż (tak myślę).
Najgorszym atakiem było jak byłam w kościele, stojąc w ławce, czekając na mszę świętą nagle we wewnątrz odczuwałam, usłyszałam w myślach, że mam wyjść z kościoła, ale cały czas się buntowałam – jakbym wiedziałam, że to nie głos Boga, bo przyszedł lęk. Stałam twardo, ale już trzymałam się ławki mocno, jak msza się rozpoczęła – nie byłam w stanie wytrzymać dziwnych odczuć w głowie, jakby mnie wyrywało i ogłuszało to co odbywało się podczas mszy świętej. Okrutny dopadł mnie ból głowy i nie dobrze mi się zaczęło robić. Wyleciałam w końcu z kościoła i widziałam jak patrzą na mnie ludzie – to było straszne, ale nie moje tylko działanie szatańskie bym myślała, że oszalałam i to jest choroba psychiczna (szatan, to specjalista od sztuczek w kłamstwie, działa w szybki i zdecydowany sposób na człowieka). Już wiedziałam gdzie mam pójść – egzorcysta przyszedł mi na myśl. Trafiłam do niego i sprecyzowałam, że potrzebuję modlitwy i pomocy od Boga, że nie jestem chora, ale zniewolona i bardzo dręczona przez demony, które nie dają mi spokoju. Myślę, że większa ta świadomość odczuwania tego działania złego ducha była spowodowana modlitwą kapłana do którego trafiłam po wyrzuceniu tych rzeczy, myślę że on się modlił gorąco o mnie i powierzał opiece Najwyższego. Oddawałam też siebie w intencji pod opiekę Ojca Pio, prosiłam by uczył mnie walki z szatanem i nie opuszczał mnie, by czuwał obok(wtedy czułam, że zasypiałam) ale także Bóg miał przygotowanych ludzi w opiece do mnie, nie szukałam, sami pojawiali się wtedy kiedy z duszy wyrywał się krzyk o pomoc. Teraz wiem, że nie umiałam zaufać Bogu do końca – bałam się chodzenia po wodzie, ale tak po ludzku. Najczęściej pojawiały się wtedy już dręczenia i były bardzo uciążliwe i męczące, demon stawiał mi na drodze ludzi, z dala od Boga, albo byli „wierzącym” czasem zaprzeczało to, jakby wizerunkowi tego o czym ci wszyscy mówili zwłaszcza o Bogu. Nie czułam w tych sytuacjach uwiarygodnienia szczególnie w ich zachowaniach, bo ciągle zamiast miłości i wiary czystej były ich dobra materialne i chęć posiadania, wygodnictwo. A ja nadal szukałam dróg do Boga, ciągle te znajomości się zmieniały, ja ciągle tkwiłam szukając tej jedynej miłości, prawdy i wolności do której pragnęło gdzieś głęboko we mnie moje serce. Nie chciałam żyć w ciemnościach – gdzie diabeł cały czas mnie zrzucał do otchłani piekielnej. Czasami miałam dość tego procesu, upadałam po ludzku, nie myśląc że nie jestem sama, bo mam Jego – Jezusa. On nie pozwalał mi upadać – podnosił mnie, a Bóg posługiwał się posłańcami z nieba Swoimi, których stawiał mi na drodze. Ludzie, którzy przynosili mi wiadomości od Boga i oni prowadzili mnie do Niego, do jego dróg, do zrozumienia i zaufania, do nowego życia, które dla mnie wciąż było obce i odległe, nieznane. Po jakiś czasie dowiedziałam się że akurat na Służewcu jest wspólnota dla osób po okultyzmie, bardzo szybko odnalazłam mail do właściwego kapłana, który prowadził tą grupę modlitewną pod wezwaniem „Michała Archanioła” (wiedziałam, że to anioł z który prowadzi walkę duchową dobra – ze złem). Kontaktując się z nim, umówiłam się na spotkanie osobiste. Nie rozumiałam wielu rzeczy, ale myśl o uwolnieniu mnie z tego co przytłaczało mnie w środku była przeogromna o wyzwoleniu ( teraz myślę, że byłam prowadzona przez Anioły). Przed rozmową naszą została odmówiona modlitwa i prośba o prowadzenie Boże. Rozmowa z tym kapłanem przebiegała w większości tak jak egzorcyzm, pytania były o tym jak w to wszystko weszłam, jak to się zaczęło – to było dla mnie ciężkie do wytłumaczenia. Byłam bardzo chaotyczna(tak mi powiedział ten kapłan) nie potrafiłam pozbierać wszystkiego do całości. Oczywiście, kapłan musiał rozeznać czy nie będę szkodzić innym osobom w tej wspólnocie, przy uczestnictwie. To było dla mnie zrozumiałe, wiedziałam dlaczego i już nie pytałam (bo to, co objawiało się we mnie cały czas było dla innych może dziwne i nie do zrozumienia po ludzku, duchowego życie w wewnątrz). Uradowało mnie to, jak zostałam zaproszona na te spotkania, oczywiście po pierwszym spotkaniu i powrotu do domu, miałam ataki szatańskie, tak silne, że noc moja nie była przyjemna. Dręczenie było przeogromne i lęk wielki (to było zastraszenie mnie przez szatana, bym tam więcej nie poszła) wtedy wiedziałam, że Pan Bóg działa by mnie uwolnić – więc już miałam odpowiedź, będę chodziła, mimo tego co się dzieje potem ze mną. Moja jeszcze jakaś wewnętrzna siła i chęć do uzyskania Prawdy o wszystkim była wielka, a Boża miłość i walka o moją duszę i wyzwolenie była wytrwała we mnie i w Bogu. Pewnego dnia, jak miałam natarczywe dręczenie i wielki ból głowy, gdzie  wszystko powodowało bym popełniła samobójstwo (myśli we mnie pojawiały się były bardzo natarczywie) powodowały, że ja jako sam człowiek nie byłam w stanie je znieść i walczyć. Szybko ubrałam się i z myślą i sercem na ramieniu biegłam do kościoła (cały czas na Służewcu, tam czułam się bezpieczna) z daleka przy ogrodzeniu kościółka zobaczyła kogoś ubranego na biało, pomyślałam że już mam nawet omamy. Podchodząc bliżej zobaczyłam tego kapłana z grupy „Michała Archanioła”, uśmiechnęłam się miło i powiedziałam do niego, że spadł mi jak z nieba, nie mówiąc do końca o co chodzi. Nie  byłam w stanie powiedzieć co się ze mną dzieje, dlaczego tu jestem, w godzinach gdzie kościółek od środka był zamknięty. Same bycie pod kościołem było dla mnie bliskością obok Jezusa. Ojciec uśmiechnął się i powiedział, że miał wysłać mi zaproszenie mailowe na modlitwę wstawienniczą z grupą nade mną. Teraz widzę jak wielkie było działanie Boga, słyszał mnie za każdym razem kiedy upadałam i zło ciągnęło mnie prawie po bruku. Miłość Ojca i opieka była wielka cały czas mimo, że ja nie odczuwałam i nie widziałam. Zawsze posyłał na moją drogę swoje anioły pod ludzką postacią modląc się w mojej intencji, aby one niosły mi wiadomości o Jego miłości do mnie. W końcu pojawiłam się na ich spotkaniu, na koniec zostały te osoby które miały uczestniczyć w modlitwie do Boga o moje uwolnienie. Mój kapłan poinformował mnie, ze mogę albo usiąść na krześle albo uklęknąć po środku, by wszyscy byli wokół mojej osoby. Pierwsze co pomyślałam, to że nie mogę siedzieć, bo jak mam prosić Boga o uwolnienie w takiej pozycji. Tą modlitwę będę pamiętać, bo to co odczułam i jak było silne działanie walki Boga a i działania szatana, który trzymał mnie mocno w swych łapach, przez brak przebaczeń w sercu głęboko. Kiedy wszyscy zaczęli się modlić moje ciało zaczęło drzeć i było mi bardzo gorąco, potem mój głos spowolniał i nie byłam w stanie normalnie wypowiadać słów, język mi się łamał, ciało drętwiało i lewa strona mego ciała jakby zamierała, tak odczuwałam. Oni się cały czas modlili nie przestając, a ja mówiłam z przerażeniem do tego kapłana, że język mi drętwieje i nie umiem wypowiadać słów i jest mi ciężko. Kapłan nie opuszczał mnie będąc obok i mówił bym ile sił w sobie mówiła do Boga i prosiła go o ratunek.  Diabeł trzymał mnie mocno, pokazywał moją nagość, wstyd (tak jak w pierwsi ludzie, po zjedzeniu owocu z zakazanego drzewa, schowali się przed Bogiem, taką ja czułam nagość przed tymi ludźmi). Od razu, poczułam się głupio, że tyle złego zostało odkryte przed obcymi dla mnie ludźmi (to nie były myśli moje, lecz demona, który chciał mnie odsunąć od tej grupy, bo działanie Boże było silne, by mnie Uwolnić, ale ja tego w tamtym czasie nie rozumiałam). Nikomu o tym nie mówiłam, czułam się źle i rzeczywiście przestałam chodzić na ich spotkania. Po jakimś czasie czytając książkę o rozeznaniu duchowym, dowiedziałam się z niej że diabeł używa wielu sztuczek, by nas zatrzymać przy sobie – zwłaszcza oskarża, ocenia, wmawia wiele złych rzeczy o nas samych, po to byśmy tylko uwierzyli i nie próbowali iść dalej drogą do Boga, byśmy się nie odrodzili na nowo, byśmy byli ślepi i głusi na słowo Boże. Wówczas jesteśmy dobrymi narzędziami w rękach szatana. Każda moja spowiedź zawsze była cudowna, bo rozmawiałam jakby językiem serca i bliskości, nie z kapłanem w konfesjonale ale z samym Bogiem, czułam się jak dziecko prowadzone do Ojca który wybacza i tłumaczy mi wszystko jak co wygląda kiedy grzechem oddalam się od Jego miłości, jak bardzo ranię serce tego który mnie kocha, jak to wygląda. Podczas spowiedzi poprosiłam o jakąś dobrą książkę do przeczytania, bo czułam jak mocno dosięga mnie miłość Boga przez różne powieści, które interpretowałam do swoich sytuacji, by przynosiły mi odpowiedzi. Teraz jak to wspominam, mam wrażenie jakbym śniła, wszystko było trudnym doświadczeniem, ale teraz dopiero mogę stwierdzić, że cieszę się tym co została mi dopuszczona w życiu. Bym mogła świadczyć o Bogu i Jego Wielkiej Miłości do każdego człowieka, nie ważne na jakiej jest drodze i gdzie się zagubił, bo jesteśmy dla Boga Jego dziećmi i On zawsze pragnie byśmy byli wolni i szczęśliwi.
Zrozumiałam co jest najcenniejsze jak należy żyć i gdzie tego życia szukać, do jakich drzwi pukać i kogo o pomoc prosić. Najpierw był proces wybaczenia: To było trudne nawet bardzo, bo w obecności Boga, kiedy trzymał mnie mocno za rękę, czułam jak schodzę do miejsc dla mnie bardzo trudnych i zamkniętych, tam gdzie zamknęłam siebie w boleści i nie zrozumieniu, nie kochaniu przez innych i odrzuceniu. Ojciec umiejętnie i delikatnie dotykał moich ran i uzdrawiał prowadząc, gdzie zalewałam się podczas każdej mszy Uwielbiającej (na Służewcu) łzami i gorącem, które  mnie dotykało – teraz to wiem, że tak czule dotykał mnie Jezus i leczył Miłością Ducha Świętego. Potem dostałam możliwość odczytywania tych wszystkich sytuacji i zdarzeń, jakby Pan Bóg tłumaczył mi wszystko na nowo, ale tak jak On widzi człowieka i jak Jego miłość do każdego z nas nie ustaje, mimo tego jak bardzo szkodzimy sobie i innym – nie znając wciąż miłości prawdziwej – takiej ja On nam daje, On wciąż przy nas jest mimo tego nie rozumiemy. Zrozumiałam, że Bóg nikogo nie odrzuca – to podszepty były od szatana, bym nigdy nie mogła się odrodzić, bym nigdy nie poczuła się wolna i bardzo kochana przez Boga Ojca i tak czule była tulona w Jego ramiona.

Najwspanialsze było to jak Pan Bóg uwolnił mnie z lęków wewnętrznych, gdzie obawiałam się zagubienia i nieporadności sobie w wielkich miastach. Dotknął mnie w te zapomniane i zagubione miejsca mnie samej gdzie byłam zostawiona i opuszczona przez wszystkich i strach ogarniał moja duszę w środku. Odczytywałam to wszystko po krótkim czasie jak gdzieś się wybierałam jechałam, wtedy czułam to dotknięcie i pocałunek najczulszy od mego Taty Niebieskiego, tak już wtedy zaczęło Boga nazywać. On dawał mi siebie do końca, wiedziałam wtedy że zabrał mi ten strach i lęk dał mi Siebie bym się nie lękała, bo On jest obok zawsze.

Mimo miłości, zrozumienia wciąż czułam jakbym się dusiła od wewnątrz, nie rozumiałam dlaczego?! Ciągle chodziłam na msze Uwalniające i Uzdrawiające(na Służewcu) wciąż rosło we mnie większe pragnienie bycia blisko w jedności z Bogiem. W trakcie mszy o uzdrowienie poczułam, że to jest ten dzień dla mnie gdzie Bóg dotknie mnie i uwolni. Czułam, że muszę być jak najbliżej Niego, mimo wielu ludzi w kościele, mimo tych którzy pragnęli wyzdrowienia i także Go o to prosili. Ja czułam, że dzisiejszy czas będzie inny, że muszę być twarzą w twarz z Jezusem Przed Najświętszym Sakramentem. I tak uczyniłam, uklękłam tuż za kapłanem, stanęłam z Jezusem w prawdzie o sobie i swojej grzeszności (to było prowadzenie Ducha Świętego, któremu się poddałam). Wszystko Mu opowiedziałam, co było złe, niedorzeczne, grzeszne, co mnie odsunęło od Niego, wzięłam siebie grzeszną i z tym co czyniłam nieodpowiedniego względem Jego wielkiej miłości i moim wstydem jak zraniłam Jego serce.  Zaczęłam prosić Jezusa o uwolnienie mego serca z węzłów szatańskich, które nie pozwalały mi czuć i miłować swobodnie.
Mocno płakałam i czułam znów wiele gorąca, które napłynęło na moje ciało, aż w końcu kapłan z Jezusem stanął nade mną i usłyszałam tylko krótkie słowa „Otwórz się!”. Wciąż miałam zamknięte oczy, ale widziałam obok siebie przeogromną jasność i osobę na biało ubraną jak anioła. Odczułam przez moment spokój i odczuwałam, że staję się jak małe dziecko, mała dziewczynka. Było to coś niezwykłego jakby wyprowadzenie z tych ciemności i wprowadzenie mnie do mojego dzieciństwa, a Duch Święty pokazał mi dalej miejsca we mnie, które potrzebują uleczenia i oddania Jezusowi. Tata (tak zaczęłam zwracać się do Boga, którego już nie odbierałam jak obraz wymyślony, jak nieznanego – On był mi bardzo bliski i mocno Go pokochałam), ciągle mnie utulał do Swego serca, nie pozwolił się lękać obawiać, wciąż był obok i podczas tego procesu uleczania i uzdrowienia mnie od wewnątrz. Nauczyłam się tak wiele rzeczy dostrzegać, ale i patrzeć już innymi oczami, oczami Jego – mojego ukochanego Jezusa. Nauczyłam się Mu ufać bezgranicznie w każdej sytuacji zwłaszcza kiedy zostaje sama i zastanawiam się w którym kierunku się udać.
Zawsze w tych trudnościach uciekałam do kościółka, do spowiedzi, bym znów zbliżyła się do Boga, bym w żaden sposób nie czuła się oddalona od mojej wielkiej miłości, którą On stał się. W końcu dostałam propozycję przeczytałam książki „Chatę” Wiliama P.Young gdzie było przepięknie opisana relacja człowieka z Panem Bogiem. To było zaproszenie listowne od Ojca Niebieskiego dla człowieka, który doświadczył wiele cierpienia w swoim życiu. Ale również by mógł doświadczyć bliskości w relacjach z Bogiem w trzech osobach Boskich. Bardzo tęskniłam osobiście za taką propozycją, wydałoby się nie realna. Tylko, że przyznaję bo właśnie ona mi się przydarzyła jak dostałam zaproszenie na rekolekcję do Sióstr Szarytek na ul. Tamka 35. Moja dobra znajoma, nie pytając mnie o zgodę zapisała mnie na ten czas spotkania. Tam zrozumiałam że te zaproszenie jest przez posłańców od samego Pana Boga, zawsze odczuwałam obok siebie bliskość aniołów. Mówię tak, bo doświadczyłam w tym miejscu dotyku Ducha Świętego i od Jezusa dostałam Jego Matkę (ona mnie przytuliła do Swego serca i nie pozwoliła się lękać, zaczęła uczestniczyć w moim życiu jak matka biologiczna, której miłości nie poznałam, bo była zajęta sprawami przyziemnymi). Przez każdego z uczestników tych rekolekcji czułam jak Bóg Ojciec się posługuje nimi odpowiednio. Ja czułam się jakbym była w „Chacie” z opowieśc,i tej którą czytając pragnęłam doświadczyć (takiej cudownej bliskości i rozmowy z Bogiem). Siostry miały przepiękny ogród, a ja czułam się w nim niesamowicie. Wszędzie widziałam jak Duch Święty oczyszcza mnie wewnątrz, pokazuje które miejsca w duszy są do zaleczenia, które pragną wyrzucenia z brudu i chwastów. Wiele łez wylałam w tym ogrodzie – to było dotykanie mnie od środka mojej poranionej duszy przez Ducha Świętego. Każde spotkanie z siostrą, która wybrała tą drogę do Boga było napełnieniem duchowym, a łzy z moich oczu wylewały się jak strumienie wody. Oczywiście miałam pierwszej nocy atak ze strony szatana, który przypomniał mi dziwnie że należę do niego, ale ja zaczęłam modlić się słowami Ojcze nasz… i zjawa zniknęła.                Rano, powiadomiłam kapłana prowadzącego nasze rekolekcje o nocnym moim zajściu – zapytałam się dlaczego w takim miejscu nachodzą mnie jeszcze takie rzeczy. Usłyszałam, że mam brak wybaczenia sobie i stwierdziłam do tego kapłana, że nie potrafię kochać moja mamę. Nie umiejętność kochania mojej matki jest jakby także brakiem uwolnienia od tych dręczeń przez demona.
Duch Święty posłużył się tym kapłanem, by Światło Boże mogło oświecić mi tę ciemność i pokazać kierunek tego co nie może we mnie zostać uwolnione. Odchodząc od niego z rozmowy, czułam jak jestem prowadzona ręką Boża, jakby Pan miał wobec mnie plany i dlatego chciał bym wydostała się za pomocą tego miejsca i wielkiej miłości, którą tam doświadczyłam spotykając Boga, Jezusa, Ducha Świętego i Maryję – i przez te wszystkie osoby które tam spotkałam.
Zbliżały się imieniny mojej mamy Zofii i w piątek 14 maja do popołudnia niedzieli 16 maja pojechałam do mamy w dniu jej święta. Chociaż ten wyjazd był wcześniej bardzo oporny. Nie chciałam tam pojechać, bo to jest te miejsce, gdzie umarł mój ojciec i byłam z nim podczas całej choroby i umierania jego, gdzie parałam się okultyzmem i gdzie doświadczyłam wielu cierpień z dzieciństwa. Przyznaję, że Pan Bóg jest niesamowitym aktorem i ten wyjazd był dla mnie bardzo ważny, bo dotknął mnie prawdziwym, delikatnym przywitaniem w domu rodzinnym. Mój kochany Niebieski Tata, odradza i czuję jak ulecza między mną a moja mamą miłość – tą utracona i poranioną. Maryja uczy mnie cały czas wielkiej pokory i przyjmowania wszelkich trudności w relacjach z najbliższymi, w relacjach z moją mamą – jest naszą pośredniczką. Cieszę się z tego powodu, bo dla każdej z nas należy się druga szansa, bo Jezus ją dał nam nie bez powodu. Po rekolekcjach, mam bardzo bliski kontakt z Maryją i Ona jakby ulecza moje wszystkie zmartwienia i cały wewnętrzny ból z moimi bliskimi, zwłaszcza z moją mamą, od której nie dostałam miłości jako dziecko. Bóg właśnie zaprosił mnie do Chaty mojego dzieciństwa i dorastania, do miejsc gdzie trwałam w okultyzmie – tak jak tego mężczyznę z tej powieści (by wyjaśnić jak to wyglądało naprawdę). Bóg przez Swojego Syna mnie już Uwolnił z rąk szatana, teraz trwa u mnie proces Uzdrawiania z pozostałych ran, to wszystko jest dla mnie jak kołysanie w ramionach Ojca. Jest jeszcze troszkę bólu i cierpienia – ale proszę Jezusa i Maryję by mnie prowadzili i są przy mnie cały czas. A mój ogród duszy w którym widzę Mateńkę jako młoda dziewczynkę ubrano w piękną jaśniejącą sukienkę, która tańczy miedzy pięknymi zakwitłymi drzewami, widzę ją jakby w moim ogrodzie mego serca:)Czuję, jak wszystko po woli wraca do normy mnie samej i tego w jaki sposób Bóg zasadził ziarno, a ono we mnie wydaje plon Wielkiej, Prawdziwej Miłości i pełnego szczęścia w moim wnętrzu i już nowej osobie. Po ostatnich wspaniale prowadzonych rekolekcjach przygotowujących na Zesłanie Ducha Świętego, zrozumiałam i właściwie dostała odpowiedź od Boga o swoim powołaniu, o swoim kierunku drogi, którą pragnę podążać. Moją najgłębsza tęsknotą, która skupia moje myśli jest droga rozwoju Ewangelii do dróg Jezusa i Jego życia. Duch Święty podczas tych rekolekcji rozłożył mnie na łopatki w pozytywny sposób, bo pragnienie trwania przy Nim jest we mnie przeogromna. Myślę, że będę szukała dalszego rozwoju w drodze do bycia bliżej niż jestem obok przy sercu Jezusa. Teraz kiedy widzę jego oczami i czuję Jego sercem – to jakbym mogła oddalić się na jeden krok od Niego, nie mogłabym za mocno Go pokochałam by odejść.
Z Panem Bogiem, nie pozwólcie by działanie złego ducha spowolniło wasz proces drogi do
Boga – On ciągle czeka na nasz powrót i przytulenie nas w Swoje ramiona.

On jest Wielka Miłością i o Nią trzeba pilnie dbać, by ciągle rozkwitała w sercu człowieka jak piękny kwiat.
Agnieszka

Posted in Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , | 24 Komentarze »