Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Posts Tagged ‘Boże Miłosierdzie’

Cud tańczącego słońca na Wzgórzu Miłosierdzia Bożego

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 czerwca 2019

Ponad 10 000 osób było świadkami niewytłumaczalnego zjawiska słonecznego – prawdziwie Boskiej i Nadprzyrodzonej Manifestacji, która miała miejsce w mieście Salwador na Filipinach podczas Święta Miłosierdzia Bożego (Niedziela Miłosierdzia).

Chmury pękły, a zza gór słońce wyszło jako nieprzezroczysty dysk na niebie. Słońce tańczyło, zmieniało kolory, wirowało jak wiatraczek i wykonało sensacyjną demonstrację.

Stało się wiele cudownych nawróceń i uzdrowień – co najważniejsze, uzdrowienie ludzkiego serca. BOŻE MIŁOSIERDZIE stało się bardziej znane W EL SALVADOR na FILIPINACH.  „Było to w roku 2000, Złotym Roku Jubileuszowym – kiedy grupa czcicieli Bożego Miłosierdzia zaczęła otrzymywać wizje, wiadomości i instrukcje od Jezusa, aby rozpocząć budowę Kościoła Jego Miłosierdzia . ”Orędzie jest opisane w broszurze – opublikowanej przez grupę non-profit Divine Mercy Foundation z Mindanao – i wyjaśnia tajemnicę stojącą za świątynią Boskiego Miłosierdzia.

Jednak odpowiedź nie była natychmiastowa. „Przez trzy lata grupa ignorowała prośbę Pana Jezusa, by zbudować  Kościół”. Mieli w banku tylko 50 USD. „To było ogromne zadanie, o które prosił ich Pan Jezus. Mieli mieszane uczucia wątpliwości i niepewność, jak zmaterializuje się ten projekt, który miał być finansowany z darowizn. Ich obawy i zmartwienia stały się jeszcze większe gdy po zamachu w Nowym Jorku w 2001 r. ”

„Jednak drogi Boże nie są ludzkimi drogami i Pan zganił ich za brak wiary tym przesłaniem:„ Dlaczego wątpicie? Fakt, że macie wątpliwości, wskazuje, że nie znacie swojego Boga, tak jak powinniście. Jeśli wasz życie modlitewne jest przesiąknięte wątpliwościami, odmawiacie sobie największej drogi mocy, którą Bóg udostępnił wam.

Bez wiary nie można podobać się Bogu. Posłuszeństwo moim przykazaniom zawsze przynosi spełnienie. Kiedy udzielę wam instrukcji, bądźcie  posłuszni natychmiast, i obserwujcie, jak mój doskonały plan rozwija się w waszym życiu. ”Bóg wygrał. „Uzbrojeni jedynie w głęboką wiarę w Miłosierdzie i opatrzność Pańską i przekonani o pilności przesłania” grupa, składająca się z gospodyń domowych i zwykłych mieszkańców miasta, gorączkowo zabiegała przez lata aby zbudować Kościół.

Dziś 50-metrowy posąg obrazu Miłosierdzia Bożego stoi na wzgórzach z widokiem na miasto Salwador. Czerwone i białe promienie na obrazie składają się ze schodów prowadzących do wewnętrznej komnaty w sercu posągu, gdzie na pielgrzymów czeka tabernakulum. Obraz przypomina latarnię morską dla statków na morzu.

Symbolika jest zamierzona. Zgodnie ze świadectwem: „Służy jako latarnia nadziei dla zmęczonych dusz i fontanna wytchnienia dla wszystkich ludzi”. Małe miasteczko Salwador, w którym znajduje się Sanktuarium Bożego Miłosierdzia nad doliną, stało się magnesem dla pielgrzymów i podróżnych z całych Filipin i wielu części świata pragnących zobaczyć cuda miłosierdzia, które Pan uczynił w tej odległej części świata.

Wśród nich są wierni, którzy dokonują modlitw  słowami z Dzienniczka:  Miłosierdzie Boże w duszy mojej” Siostry Faustyny, które brzmi: „Pragnę, aby cały świat poznał moje nieskończone miłosierdzie. Pragnę udzielić niewyobrażalnych łask duszom, które ufają Mojemu miłosierdziu ”(Dz. 687).„ Miejsce to będzie w tym stuleciu tym, czym Fatima była w swoim wieku według Pana Jezusa”- wyjaśniła Paquita Adaza, rzeczniczka  Mercy Foundation i jeden z członków charyzmatycznej grupy modlitewnej, która została zainspirowana do przeprowadzenia tego ogromnego przedsięwzięcia.

 

 

http://www.divinemercyhills.net/

Reklamy

Posted in Cuda, Znaki czasu | Otagowane: , , , | 53 Komentarze »

Miłosierdzie Boże krwawi, a Matka Maria płacze (Malezja)

Posted by Dzieckonmp w dniu 22 marca 2019

Posted in Ciekawe, Cuda, Matka Boża, Warto wiedzieć, Znaki czasu | Otagowane: , , , | 84 Komentarze »

Zagadka Karola Wojtyły cz.5 ostatnia

Posted by Dzieckonmp w dniu 19 grudnia 2016

Co  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?

uzdrowicielCzy mogę o coś zapytać?

– Czy mogę o coś zapytać? – Ależ proszę
– odpowiedział  perfekcyjną  włoszczyzną.
– Jak trafił tu ten obraz?
– To cud, zdarzył się cud. Prosił o niego papież Jan Paweł  II i cud się dokonał, wielki cud. To dlatego  ten  obraz  tutaj  jest.
– Ale  jaki  cud,  gdzie?
– We  Włoszech.  No  pięknie,  pomyślałem.
W  Krakowie   dowiaduję   się   o  jakimś   cudzie,  potem  jadę  do Bośni  i Hercegowiny,  a na końcu okazuje się, że zdarzył się on, że  tak  powiem,  pod  moim  nosem.
–  Co  się  wtedy    stało?
Kapłan    pokręcił    głową.
– Przykro  mi,  Ojciec  Święty…
– Tak,  tak,  Ojciec Święty nie chce, żeby o tym mówić.  Ale ja nikomu nie powiem. On jednak upierał się przy swoim.
– Przykro mi.
Spróbowałem  raz  jeszcze  i  patrząc  na niego  przenikliwym  wzrokiem,  powiedziałem:
– Nie wiem, czy ksiądz mi uwierzy, ale ja mówię prawdę. W Krakowie  dowiedziałem  się,  jak  drogie  Papieżowi  jest  orędzie   o  Bożym   miłosierdziu,   a  pewien  Żyd  powiedział  mi,  że  wydarzył  się  cud.
– Żyd?
– Tak,  w dawnej  dzielnicy  żydowskiej  w Krakowie,  w Polsce.  Od tej  pory  szukam    wszędzie    śladów    tego    cudu.
– A kto  panu  powiedział,  żeby  szukać  akurat   w  Medziugorju?
–  Pewien   polski  ksiądz. Zaśmiał się krótko.
– Już prawie panu uwierzyłem, ale teraz pan kłamie.
– Ten  ksiądz  miał  ogromne  nieprzyjemności,  tylko  dlatego,  że  zapytał  kogoś  o  ten  cud.
–  I  to  on  przysłał  pana  do  mnie?
–  Nie,  ograniczył  się  jedynie  do tego,  że  z wielkim  oporem  zapisał  mi  na  kartce  nazwę  Medziugorje.
– W to  akurat  wierzę.  Czasami    zupełnie    nie    rozumiem    Kościoła.  Zwłaszcza  wielu  Polaków  traktuje  nas  jak  bandę   przestępców,   kłamców   i  oszustów,  którzy  hańbią  Matkę  Bożą.  Czy  wie  pan, ile  osób  tu  przyjechało,  żeby  zapobiec  zawieszeniu   tego   obrazu?
–  Mogę   to   sobie  wyobrazić.
– To  ma  coś  wspólnego  z Papieżem.  Gdyby  choć  raz  mógł  tu  przyjechać.   Skończyłoby   się   wtedy   całe   to  zamieszanie.  A był  już  przecież  tak  blisko,  w Banja  Luce.
– Tak,  wiem  – odpowiedziałem – też tam wtedy byłem.
Papież Jan Paweł II zawitał do Banja Luki  22 czerwca 2003 roku, jednak nie przyjął  wtedy  zaproszenia  do oddalonego  o dwieście  pięćdziesiąt  kilometrów  sanktuarium   maryjnego   w  Medziugorju.   –  Nie  przyjechał  przez  wzgląd  na biskupów,  którzy nas nienawidzą. – Wiem jednak, że Papieża  bardzo  ciekawiło,  co  tu  się  stało.
– A skąd pan wie? – zapytał.
– Opowiedział  mi o tym kiedyś jego rzecznik Joaquín Navarro -Valls.  – Co  panu  powiedział?  Proszę, niech  pan  usiądzie.  Usiadłem  ponownie  w ławce,  a on  przysiadł  obok.
– O czym  opowiedział    panu    papieski    rzecznik?
– Spędzali  wtedy  wakacje  w górach,  kiedy  do  uszu   rzecznika   dotarła   informacja,   że  „Widzący”  usłyszeli  od Matki  Bożej  przepowiednię  dotyczącą  Papieża.  Powiedział  wtedy   do  niego:   „Wasza   Świątobliwość,  dzisiaj  w Medziugorju  rozeszło  się  orędzie Matki  Bożej  dotyczące  Papieża”.
– I co  Papież  na to?  – Zapytał  Navarro -Vallsa,  co  to  za orędzie, a rzecznik obiecał, że się do wie.
– I co  było  potem?
– Navarro -Valls  zapomniał  o tym,  za to  dzień  później  przyszedł  do niego  Papież  i powiedział:  „Jakiego   mam   rzecznika,   skoro   zapomina o Papieżu  i o orędziu  z Medziugorja”.
–Ico dalej?
– Rzecznik  przeprosił  Go  i chciał się zająć tą sprawą, ale znowu zapomniał.  Kiedy  po urlopie  lecieli  już  z powrotem  do Rzymu,  Papież  podszedł  w samolocie   do  Navarro -Vallsa   i  zapytał:
„Czym sobie na to zasłużyłem, że pan zupełnie  o mnie  nie  myśli?”.  Rzecznikowi  zrobiło   się   oczywiście   strasznie   głupio.
Przeprosił,  a następnego  dnia  Papież  miał  już  na swoim  biurku  wszystkie  szczegóły.
– Pamiętam  tamto  orędzie.  Zapowiadało,  że   Papież   będzie   musiał   w  przyszłości  wiele  wycierpieć.
– Zgadza  się.  Popatrzył  na mnie.
– Ufam  panu.  Istnieje  świadek  tamtego  cudu,  ksiądz.  Nazywa  się  Renato  Tisot. Odnajdzie go pan w Trento.
Po powrocie  do Rzymu   natychmiast  ruszyłem  na poszukiwanie.  Tyle  że  on  ciągle był w rozjazdach, miało się wrażenie,  że  podróżuje  po całym  świecie.  Musiałem  więc  zaczekać.  Tymczasem  zadzwoniłem  do przyjaciela  pracującego  w Prefekturze  Domu  Papieskiego  z pytaniem,  czy  mówi  mu  coś  nazwisko  Renato  Tisot.  – Jestem  pod wrażeniem  – odparł  zdumiony.
– Ty  go znasz?
– Nie – odparłem. – Nie znam go.  Nigdy  nie  widziałem  go  na  oczy.
–  Myślę,  że  w  Rzymie  jest  niewielu   duchownych   tak   drogich   Papieżowi   jak  ksiądz Tisot.
– Skąd wiesz?
– Stało się coś niesamowitego. Dawno  temu,  gdzieś  na początku  lat  dziewięćdziesiątych.  Pewien  człowiek  cierpiał  na nieuleczalną  chorobę,  to  było  chyba  stwardnienie   rozsiane.   Podczas   audiencji  generalnej  podwieziono  go  na wózku  do Papieża.   Miał   przy  sobie   obrazek   z  Jezusem  z wizji  siostry  Faustyny.  Papież  podszedł  do niego, a on powiedział: „Proszę mi pomóc!”.  I  wiesz,  co  mu  Papież  odpowiedział?   „Nie   potrzebujesz   mojej   pomocy,  trzymasz   obraz   Jezusa   Miłosiernego.   Ja  nie   jestem   ci   potrzebny.   Zwróć   się  do świętej Faustyny, ona wstawi się za tobą  u Boga”.
– I co  było  potem?
– Potem  wysłał  go  do tego  Renato  Tisota  w Trento.
Powiedział  temu  człowiekowi  na wózku,  żeby jechał tam pełen dobrej wiary.
– I co  się tam stało?
– Nie mam pojęcia.
Ksiądz Renato Tisot  wrócił  kilka  tygodni  później.  Jego  głos  w słuchawce  brzmiał  żwawo  i energicznie.
– Ksiądz  widział  cud,  prawda?   Zamilkł   na  moment.   Potem   powiedział cicho:
– Tak, widziałem cud.
– Papież Jan Paweł II wysłał do księdza pewnego  człowieka  cierpiącego  na stwardnienie  rozsiane.
– Tak, to był Ugo Festa.
– Dlaczego  wysłał  tego  chorego  właśnie  do księdza?
–  Ugo   Festa   był   na  audiencji   generalnej  u  Papieża.   Trzymał   na  kolanach   obrazek  z Jezusem  Miłosiernym.
– Tak,  wiem,  a Papież  powiedział  do niego:  „Po co  ci  moja  pomoc,  zwróć  się  do  świętej  Faustyny”.
Znam już ten fragment historii. Ale dla czego Papież wysłał go do księdza do Trento?
– To proste. W tamtym czasie byliśmy  jedyną  w  całych  Włoszech  parafią  pod wezwaniem  Bożego  Miłosierdzia.  Lub,  jak   pan   woli,   byliśmy   jedynym   miejscem  we  Włoszech,  gdzie  oddawano  cześć  temu  wizerunkowi.
– I co  się  wtedy  stało?
– Uga  Festę   przepełniała   nienawiść.   Miał   wtedy  trzydzieści   dziewięć  lat  i chorował  od dziecka. Cierpiał nie tylko na SM, ale dodatkowo  na epilepsję  i jeszcze  wiele  innych  chorób.
– I co dalej?
– Zaczął się modlić. W swoim  wózku   inwalidzkim   spędził   wiele   godzin  przed obrazem  Jezusa  Miłosiernego,  a potem to się stało.
– Co?
– W dniu 3 sierpnia  1990  roku  siedział  w wózku  w naszej  kaplicy.  Prosił  Jezusa:  „Jeżeli  jest  to  w Twojej mocy, podnieś mnie, podnieś mnie z tego  wózka  i  pozwól  mi  chodzić”.  Powiedział  mi  potem,  że  wydarzyło  się  wtedy  coś  niezwykłego.  Jak  gdyby  Jezus  zstąpił  z obrazu,  podszedł  do niego  i podawszy  rękę,  pomógł  wstać  z  wózka.  Od  tamtego  dnia znów mógł chodzić.
Z początku  myśleliśmy,  że  to  przypadek,  ale  doktor  Marcella  Piazza,  szefowa  oddziału  neurologicznego  ze  szpitala  Santa  Chiara  w Trento,  zbadała  go  i powiedziała,  że  nie da  się  tego  wyjaśnić  od strony  medycznej.   Niestety,   była   niewierząca.   Nie  odnalazła    jeszcze   Boga.   Mimo   to   stwierdziła,  że  to  cud.  Dopiero  wtedy  zgłosiliśmy  wszystko   biskupowi   Giovanniemu   Sartoriemu.  Zbadał  on  cud  i wysłał  dokumenty  również   do  Krakowa.   Ale   najważniejsze  było…
– Co takiego?
– Ugo Festa przyszedł  19 sierpnia 1990 roku na audiencję do Papieża  o własnych  siłach.  Podziękował  Janowi  Pawłowi  II,  a potem  postanowił  w jakiś   konkretny   sposób   odwdzięczyć   się  za  cud,   którego   doświadczył.   Pojechał  do Kalkuty,  do Matki  Teresy,  i tam  dla  niej  pracował.  W 2004  roku  Festa  zajmował  się  wspólnotą   młodych   narkomanów.   Mieszkał z nimi pod jednym dachem, ale 22 maja  2005  roku  został  zabity  podczas  snu  przez  jednego  z podopiecznych.  W Trento  czci się go jako męczennika.

„Uzdrowiciel.   Cuda   świętego   Jana  Pawła  II”.
Zamówienia,
Wydawnictwo   WAM:   tel.   12/6293260,
zamowienia@wydawnictwo wam.pl

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 12 Komentarzy »

Zagadka Karola Wojtyły cz.4

Posted by Dzieckonmp w dniu 18 grudnia 2016

Co  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?

uzdrowicielByłem zatem wdzięczny znajomemu  księdzu,  że  chciał  mnie  zabrać  na  objawienie   do  Marii,   jednak   podróż   do  Medziugorja  w towarzystwie  duchownego  łączyła  się  dla  mnie  ze  sporym  wysiłkiem, bo nie sposób wtedy rozmawiać otwarcie.  W trakcie  podróży  mój  towarzysz  z rzymskiej  parafii  przygotowywał  się  wewnątrz  nie  na spotkanie  z Mariją  Pavlović -Lunetti,  często  się  modląc.  Był  bardzo  przejęty  myślą, że oto będzie obecny w czasie objawienia  Matki  Boskiej.  Świadomość,  że  będzie się modlił w tym są mym pomieszczeniu, w którym ukaże się, a nawet przemówi  nieogarniona istota,  Maryja,  wprawiał  go  w nastrój  głębokiego  uduchowienia  i radosnego  oczekiwania.
Za każdym  razem,  teraz  kiedy  zjeżdżam  ze wzgórz do miasteczka, nie potrafię  powstrzymać  się  od  pytania,  czy  naprawdę   ten   ogromny   religijny   przemysł  pod nazwą  Medziugorje  opiera  się  tylko na  uporczywie   podtrzymywanym   kłamstwie. Przecież gdyby nie szóstka „Widzących”   dzieci,   Medziugorje   byłoby   zwyczajną,  ubogą  wioseczką  usytuowaną  dosyć   pechowo   w  spornej   strefie   pomiędzy Chorwacją  a Bośnią  i Hercegowiną.  Tymczasem   Vicka   Ivanković,    Ivan Dragićević,   Marija   Pavlović -Lunetti,   Jakov Čolo, Ivanka Ivankowić -Elez  i Mirjana Dragićević -Soldo,  dzięki  swoim  niezliczonym   wizjom,   przyczynili   się   do  powstania  w tym  miejscu  gigantycznego  centrum  kultu  religijnego.  Władze  bośniackie  szacują,   że   każdego   roku   przyjeżdża   tu  od  półtora   do  dwóch   milionów   pielgrzymów.  Wyrosły  więc  w Medziugorju  setki  sklepików  z pamiątkami,  dziesiątki  restauracji,  barów  i hoteli.  W miejscu,  gdzie  poza kościołem  parafialnym  były  tylko  ruiny,  powstał   nowoczesny   ośrodek   turystyczny  obracający   milionami   euro.   Medziugorje  stało  się  znaczącym  czynnikiem  gospodarczym.   Przechodząc   obok   tysięcy   figurek  Matki  Boskiej,  stoisk  z napojami  i postmodernistycznych  luksusowych  kawiarni,  zadaję   sobie   pytanie,   czy   to   wszystko   naprawdę  ma  coś  wspólnego  z  faktem,  że  Maryja  upodobała  sobie  właśnie  to  miejsce, by ukazywać się tu raz za razem?
Willa Marii Pavlović-Lunetti  znajduje  się  przy wyjeździe  z Medziugorja,  a jej okna   wychodzą   na  wzgórze,   na  którym  w roku 1981 ukazała się jej Matka Boska.  Za  wielką   metalową   bramą   zaopatrzoną  w kamerę  rozciąga  się  ogromny  parking, na  którym   bez   trudu   pomieściłoby   się  mnóstwo   autokarów,   jednak   zazwyczaj  parkują   tu   samochody   gości.   Po  lewej  stronie  widać  kaplicę,  w której  Marija  doznaje   kolejnego   objawienia.   Z  prawej  strony  stoi  imponująca  rozmiarami  willa,  wzniesiona z typowych  dla  tego  regionu  kamieni.  Marija  jest  bardzo  gościnna,  razem   z  pomocnicami   przygotowuje   dla  uczestników   objawień   przekąski,   ciasta,  colę  czy  soki.  Jest  pogodną,  szczupłą  blondynką   średniego   wzrostu.   W  ogrodzie  przed domem  bawi  się  czwórka  jej dzieci. Przybyłych gości wita też jej mąż,  z  którym   mieszka   w  Moncy   we   Włoszech. Przyglądałem się jej, jak krząta się  w  kuchni,  jak  co  rusz  zanosi  gościom  do pokoju  kolejne  tace  z przekąskami.  Ma  taką  szczerą  i otwartą  twarz.
Czy  ta  kobieta  była by  w  stanie  od  1981  roku  odgrywać  przed całym  światem  komedię,  która  ściągałaby  co  roku  na kosztowną  pielgrzymkę  do Medziugorja  miliony  wiernych?  Może  tylko  jej  się  zdawało, że  słyszy  Matkę  Bożą,  albo  wmówiła  sobie te  objawienia,  może  był  to  rodzaj  autosugestii?  Znam  wiele  osób  twierdzących,  że  problem   Medziugorja   polega   wyłącznie  na  tym,   że   „Widzący”   są   nad wrażliwi  i przez  trzydzieści  lat  wmawiają  sobie  kolejne   objawienia.   Jednak   czy   sześć   osób  może  jednocześnie  ulec  tej  samej  autosugestii?  Czy  tylko  udają  ekstazę,  czy  może  naprawdę   ukazuje   im   się   Matka   Boska?
W  postawie   Marii   nie   dostrzegłem   ani  krzty  przebiegłości  czy  zakłamania.  Wydała  mi  się  całkowicie  szczera.  Siedzieliśmy  w tym  odrobinę  mrocznym  pokoju,  jedliśmy ciasto, aż nadszedł czas. Kaplica była  wyposażona  w  mnóstwo   urządzeń   technicznych,  za konsolą  siedział  moderator  radiowy,  mała  grupka  grała  na gitarach,  objawienie  miało  być  rejestrowane  przez  Radio  Maria,  które  transmitowało  orędzia  na cały  świat.   Rozgłośnia   powstała   w  1983   roku  w  Arcel lasco   d’Erba   nie opodal   Como  i dziś  ze  słuchaczami  w liczbie  1,6  miliona (dane  z roku  2009)  należy  do jednych  z najpopularniejszych  radiostacji  we  Włoszech.   Jednak   wewnątrz   Kościoła   opinie  na  temat   tego   skrajnie   konserwatywnego  radia  są  dosyć  podzielone.
Wszyscy  zebrani  w  kaplicy  uklękli  do modlitwy.  W tym  czasie  moderator  informował  wiernych,  że  słuchają  transmisji  na  żywo   z  domu,   gdzie   Marija   Pavlović –Lunetti  czeka  właśnie  na objawienie  Matki  Boskiej.  Tym,  co  zdumiewa  w  owych  objawieniach  w Medziugorju,  jest  fakt,  że
Maryja    ukazuje    się    zawsze    nie    tylko  w określonym  dniu,  ale  i o określonej  porze.  Uroczysta  godzina wybiła  o 17.00,  Marija   stanęła   przed  ołtarzem   i  popatrzyła  w lewą  stronę.  Modliła  się  i głośno  śpiewała.  W pewnym  momencie  któryś  z księży  dał  znak  i zapadła  cisza.  Marija  rozejrzała
się   dookoła   niepewnym   wzrokiem,   popatrzyła  w głąb  pomieszczenia,  a potem  coś  się  z nią  stało.  Patrzyła  dokładnie  w jedno  miejsce  w kaplicy,  w którym  nie  było  widać  absolutnie  nic,  jej  twarz  rozjaśniła  się,  wyrażając  jakąś  niezmierną  radość.  Znałem  fascynujące  studium  tego  fenomenu  opracowane   na  fakultecie   medycznym   w  Montpellier w roku 1984. W dniu, w którym cała  szóstka  „Widzących”  miała  mieć  kolejne  objawienie,  badacze  zebrali  ich  w jednym  pomieszczeniu.  W ten   sposób   dowiedziono,  że  stało  się  coś  niesamowitego,  wszyscy  „Widzący”   patrzyli   bowiem   na  ten   sam  punkt  w pomieszczeniu,  jak  gdyby  coś  tam  widzieli.  Czy  zatem  w tej  chwili  Marija  widziała   w  kaplicy   coś   nadprzyrodzonego?
A może tylko tak jej się wydawało? Czy byłem  świadkiem  cudu,  czy  znajdowałem  się
w pomieszczeniu,  w którym  w tym  samym  czasie   przebywała   Matka   Boża,   która  wszak  większość  swojego  ziemskiego  życia   spędziła   w  Nazarecie?   Może   jednak  Marija   Pavlović   odgrywała   tylko   jakiś  spektakl?  Tego  nie  wiem.
Dziesięć  minut  później  było  po wszystkim.   Marija   przeżegnała   się   i  dosłownie  pognała   do  pomieszczenia   obok,   gdzie  słowo  po słowie  spisała  wszystko,  co  jakoby  przekazała  jej  Matka  Boska.  Wróciła  potem  z karteczką  w ręku  i obwieściła  to  z dumą,  akcentując  każde  słowo.  Przesłanie  dotyczyło  przede  wszystkim  tego,  by nie ustawać w modlitwie.
Po objawieniu  w kaplicy  Marija  pośpieszyła   do  kościoła   w  Medziugorju,  na Mszę Świętą, gdzie zebrały się już tłumy   wiernych,   którym   powtarzała   treść  nowego  orędzia.  Udało  mi  się  porozmawiać z nią przez moment.

– Czy mogę cię o coś  zapytać?

– Oczywiście.

– Czy  wiesz  coś   na  temat   cudu   Bożego   miłosierdzia,  jaki   miał   miejsce   tutaj,   w  Medziugorju?
– No  pewnie.  Chodzi  o kościółek  w Surmanci,  niedaleko. Podziękowałem   i  nie   zatrzymywałem
jej  dłużej.  Mój  towarzysz  wolał  jechać  z  Mariją,   wziąłem   więc   nasz   samochód  i  ruszyłem   sam   do  Surmanci,   leżącego  w gminie  Medziugorje,  w nadziei  że  znajdę tam wreszcie to, czego szukam.
Kiedy dotarłem na miejsce  około  godziny  18,  kościół  był  jeszcze  otwarty.
Usiadłem  w ławce  i rozejrzałem  się  wokół.
Co  wspólnego  ma  ten  kościółek  z owym  Żydem  z Krakowa,  który  opowiadał  o cudzie,  i dlaczego  tamten  polski  ksiądz  był  tak   przerażony,   że   nazwę   „Medziugorje”  napisał  na karteczce  ukradkiem?

W końcu  zobaczyłem:   wisiał   tu   słynny   już   obraz  z podpisem  „Jezu,  ufam  Tobie”,  przedstawiający   Jezusa   z  Nazaretu   według   wizji  siostry  Faustyny.

Jak  i dlaczego  ten  obraz  trafił  jednak  do Medziugorja?
Wstałem   i  podszedłem   bliżej,   by   dokładniej  się  mu  przyjrzeć.  Niespodziewanie obok mnie pojawił się starszy ksiądz.
Modlił się przez chwilę cicho przed obrazem,  potem  popatrzył  na mnie  i odezwał się  po bośniacku.  Kiedy  się  zorientował,  że  go  nie  rozumiem,  powiedział  po włosku,  że  chciałby  już  zamknąć  kościół.

– Czy mogę o coś zapytać?

CDN

Ciąg dalszy nastąpi

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , | 11 Komentarzy »

Zagadka Karola Wojtyły cz.3

Posted by Dzieckonmp w dniu 17 grudnia 2016

Co  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?

uzdrowicielCzy Maryja nawiedza Medziugorje?
W   ciągu   przeszło  dwudziestu  lat  mojej  pracy   jako   watykanisty  mógłbym na palcach  jednej  ręki  policzyć  zaproszenia   na  naprawdę   huczne   imprezy,   za  to  nie  ma  tygodnia,  żebym  nie  dostał,  najczęściej  od jakiegoś  księdza,  zaproszenia  do Medziugorja.  To  jedyne  w swoim  rodzaju   sanktuarium,   którego   nie   sposób  porównać    z   żadnym    innym.    Leżące  w Bośni  i Hercegowinie  Medziugorje  odróżnia  się  od Fatimy,  Lourdes  czy  Mariazell  przede  wszystkim  tym,  że  pielgrzymują  doń  nie  tyle  zwyczajni  świeccy wierni, co księża. Sanktuarium jest swego  rodzaju  wyrazem  katolickiego  i nadzwyczaj  religijnego  protestu  przeciwko  instytucji Kościoła. Nie ma on nic wspólnego  z ruchami  lewicowymi  czy  zwolennikami   zniesienia   celibatu   księży   albo   wyświęcania   kobiet   na  kapłanów.  To  protest  prawicowego,  konserwatywnego  skrzydła,  protest  postulujący  jeszcze  większą  religijność  Kościoła.  A  przy  tym chodzi po prostu o cuda. Dla  zwierzchników  Kościoła  cuda  bywają   czasem   czymś   kłopotliwym   lub  uciążliwym.   Na  przykład   papież   Benedykt  XVI  w rozmowie  z nami,  dziennikarzami,  podczas  lotu  do Lourdes  podkreślał  stanowczo,  że  nie  udaje  się  tam  wcale  z  powodu   cudownych   uzdrowień.   Dla  Kościoła  jako  Instytucji  wiara  w cuda  stanowi  bowiem  dowód  słabości  wiary  religijnej.  Jak  gdyby   wierny  czy  nawet  kapłan  potrzebował  cudu,  by  móc  w ogóle  uwierzyć   w  chrześcijańskiego   Boga,   niczym   żądający   dowodu   niewierny   Tomasz,   którego   Chrystus   napomniał,   że  błogosławieni   są   ci,   którzy   nie   widzieli,  a uwierzyli.  Konserwatywni  księża  uważają,  że  to  nie  fair.  Oni  wierzą  w bezpośrednie   ingerencje   Boga   oraz   w  to,   że  na tym  świecie  naprawdę  zdarzają  się  cuda,  czego  skrajnym  przykładem  jest  właśnie   Medziugorje.   Ponieważ   tam   i  tylko  tam  cuda  dzieją  się  on  live   (na  żywo).
Osobom  mającym  objawienia  towarzyszy  w trakcie  ich  wizji  niewielki  krąg  wybranych.  Przemawia  do nich  wówczas  ukazująca  się  tu  regularnie  Matka  Boska.
W moich poszukiwaniach  nie  posunąłem się niestety zbyt daleko. Nie udało mi  się   dowiedzieć,   co   takiego   mogło   łączyć  cud   związany   z  Bożym   miłosierdziem  i Medziugorjem.  Pewnego  dnia  zadzwonił  do  mnie   zaprzyjaźniony   włoski   ksiądz.
– Andreas,   mam   zaproszenie   do  wzięcia  udziału  w objawieniu  Matki  Bożej  w domu  Marii.   Masz   może   ochotę   na  wycieczkę  do Medziugorja?
– Być  może  – odparłem.
– A słyszałeś  kiedyś  o cudzie,  który  ma  coś  wspólnego   z  Papieżem,   Bożym   miłosierdziem  z objawień  świętej  Faustyny  i z Medziugorjem?  Zastanawiał  się  przez  chwilę.
–  Nie  mam  o  tym  pojęcia  –  powiedział  w końcu.
– Nigdy o tym nie słyszałem.
Należało   więc   po  prostu   tam   pojechać  i rozejrzeć się na miejscu. Może uda mi się  dowiedzieć,   co   właściwie   miał   na  myśli  ten  młody  ksiądz  z Polski  i dlaczego  był  tak   poruszony   wiadomością   o  cudzie.
A przy tym  jedno  było  pewne:  wizjonerka  Marija   wiedziała   o  wszystkim,   co   dzieje  się   w  Medziugorju.   Jeżeli   ktokolwiek  mógł  wiedzieć,  gdzie  w Medziugorju  znajduje  się  tajemnicze  miejsce  związane  z cudem  Bożego  miłosierdzia,  to  tylko  ona.
Z Rzymu do Medziugorja można się  dostać  na dwa  sposoby.  Większość  księży  umawia   się   na  wspólną   wyprawę   samochodem  przez  Wenecję  i Triest,  następnie  chorwackim   wybrzeżem   aż   na  miejsce. Taka   podróż   trwa   dwadzieścia   godzin.  Bardziej  komfortowym  rozwiązaniem  jest  przelot  do Splitu  i wypożyczenie  tam  auta  na dalszą  podróż.  W Rzymie  istnieje  cała  sieć  punktów  spotkań  dla  duchownych  zafascynowanych  tym  sanktuarium,  gdzie  mogą  umówić  się  na  wspólny  wyjazd,  oferując   wolne   miejsca   w  swoim   samochodzie.  Sprzyjało  mi  szczęście,  bo  mój  zaprzyjaźniony  ksiądz  miał  pewnego  pobożnego   znajomego   w  chorwackich   liniach   lotniczych,   dzięki   któremu   udało  nam się dostać bilety na przelot z Rzymu  do Splitu  w korzystnej  cenie.
Myślę, że od czasów Marcina Lutra,  kiedy  doszło  do rozłamu  i powstania  Kościoła   ewangelickiego,   żaden   spór   wewnątrz Kościoła nie miał takiej siły jak ten  wokół  zagadki  Medziugorja.  A przy tym  dotyczył  on  nie  wiernych  świeckich,  ale  duchownych.   Tysiące   księży   na  całym  świecie  jest  przekonanych,  że  w Medziugorju  wydarzył  się  cud,  bardzo  istotny  cud.  Po drugiej  stronie  również  stoją  tysiące   księży   uznających   przypadek   Medziugorja   za  totalną   bzdurę.   Ta   rozbieżność   dotyka   nie   tylko   szeregowych   kapłanów, lecz obecna jest we wszystkich  kręgach  duchownych  aż  po kolegium  kardynalskie.  Do Medziugorja  pielgrzymują  bowiem, bardziej lub mniej skrycie, także setki,  jeżeli  nie  tysiące  biskupów.  Spotkałem  tam  wielu  takich,  którzy  zdejmowali  swoje  insygnia  i chowali  je  w kieszeniach  koszuli   lub   kurtki.   Nawet   kardynałowie  pielgrzymują  do Medziugorja,  a największym   spośród   nich   –  przyjacielem   tego  sanktuarium   jest   arcybiskup   wiedeński  kardynał  Christoph  Schönborn.
Przeciwnicy  Medziugorja  są   przekonani,  że  to  nic  więcej  jak  jedno  wielkie  oszustwo.   Biskupi   z  byłej   Jugosławii  w deklaracji  podpisanej  w Zadarze  w roku  1991  oświadczyli,  że  nie  można stwierdzić że   zaszło  coś  nadprzyrodzonego. Kongregacja  Nauki  Wiary  pod przewodnictwem  Josepha  Ratzingera  zabroniła  oficjalnych  pielgrzymek   czyli   organizowanych  przez  duszpasterzy  katolickich  parafii do Medziugorja.  Jednak  ten,  kto  tam  dotarł, dobrze wie, że zakaz łamany jest każdego  dnia.   Pod  tamtejszym   kościołem, w  którym  odprawia  się  Mszę  świętą  za Mszą  i gdzie  wierni  taśmowo  przystępują   do  sakramentu   pokuty,   codziennie  kłębią   się   grupy   pielgrzymów   z  całego  świata.  Nigdzie,  w żadnym  innym  miejscu na ziemi  nie  widziałem  takich  tłumów  stojących  w kolejce  do konfesjonału.
Mnie  osobiście  każda  z  podróży  do Medziugorja  fascynowała  z tego  prostego  powodu,  że  będąc  tam  na  miejscu,  nie  sposób  nie  zapytać:
co  tu  się  stało?
Zwolennicy   tego   sanktuarium   wierzą,   że  począwszy  od  24  czerwca  1981  roku  na wzgórzu  Crnica,  teren  parafii  Medziugorja, ukazywała  się  Matka  Boska  i przekazywała   tysiące   orędzi   sześciorgu   dzieciom.  Przepowiedziała  na przykład  wojnę  na Bałkanach na dziesięć lat przed jej wybuchem.  Od tamtego  czasu  o ustalonej  porze  dnia  wciąż  przekazuje  swoje  przesłanie  sześciorgu   „widzącym”.   Przeciwnicy  sanktuarium  uważają,  że  owa  szóstka  zmówiła  się  i  przez  długie  już  dziesięciolecia  podtrzymuje  swoje  kłamstwa  tak  skutecznie,  że  w Medziugorju  powstało  ogromne  centrum  pielgrzymowania,  w którym  jedynie  w 2006  roku  – pomimo  zakazu  Watykanu   –  odprawiło   Mszę   Świętą   4503  katolickich  duchownych.  Z owymi  „Widzącymi”   dziećmi,   teraz   już   dorosłymi, spotykałem   się   wielokrotnie.   Nie   wiem,  czy   są   notorycznymi   kłamcami.   Gdyby jednak to wszystko zmyślilii w swej zmowie trwali przez tak długie lata, to nasuwa  się  tylko  jedno  pytanie:
po co?
W okresie  przed  pierwszymi  objawieniami  w roku  1981 aż  do momentu upadku  muru  berlińskiego  wszyscy  z tej  szóstki,   żyjący   w  komunistycznej   Jugosławii,   byli   narażeni   na  różnego   rodzaju  konflikty  i szykany  ze  strony  aparatu  państwowego   czy   milicji   tylko   dlatego,   że  twierdzili,  iż  widzieli  na własne  oczy  Matkę   Boską,   która   przekazała   im   orędzie. Po  co  mieliby  to  robić,  skoro  takim oświadczeniem  narażali  się  na więzienie?   Moje   wahanie   pogłębiały    jeszcze   rozmowy   z  wieloma   włoskimi   sędziami.
Na przykład  przy zwykłej  próbie  wymuszenia   ubezpieczenia   świadkowie   starają  się  wcześniej  uzgodnić  szczegóły  rzekomego  zajścia.  Praktyka  pokazuje  jednak, że  prawie  nigdy  nie  udaje  się  zbyt  długo  podtrzymać   nieprawdziwej   wersji.   Ktoś  w  końcu   przerywa   milczenie,   zwłaszcza  gdy  w cały  spisek  zamieszanych  jest  kilka  osób  i upłynęło  już  trochę  czasu.  Jednak  w przypadku  Medziugorja  nikt  z „Widzących”  nie  zmienił  dotąd  swojej  wersji.  Dla czego?  Bo  potrafią  tak  doskonale  kłamać?  A może   na prawdę   widzieli   Matkę  Boską? Te go nie wiem.

CDN

Ciąg dalszy nastąpi

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 8 Komentarzy »

Zagadka Karola Wojtyły cz.2

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 grudnia 2016

Co  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?

uzdrowicielTeraz   wiedziałem  przynajmniej    jedno:  czegokolwiek    dotyczył  ten   cud,   nie   miał   nic  wspólnego  z diecezją  w Rzymie.  Zdawałem  sobie  sprawę,  że  tak  naprawdę  szukam  igły  w stogu  siana.  W Watykanie  istniały  dwa  urzędy,  które  musiały  wiedzieć  coś   o  tym   cudzie,   Kongregacja   Nauki  Wiary,  do której  należało  badanie  takich  przypadków  i orzekanie,  czy  nie  kryje  się  za nimi  zwykłe  oszustwo,  oraz  Kongregacja   Spraw   Kanonizacyjnych   odpowiedzialna  za ustalenie,  czy  chodzi  tylko  o jakieś   nadzwyczajne   zdarzenie,   czy   też  o Boską  ingerencję.  Na początek  spróbowałem  szczęścia  u znajomego  pracującego  w tej  drugiej  instytucji.  Zadzwoniłem  do niego  i zaprosiłem  na obiad.  (…)
– No,  mów  śmiało,  czego  ode  mnie  chcesz?
– Chodzi mi o pewien cud, który  miał  miejsce  gdzieś  w  latach  dziewięćdziesiątych. Ale nie znam żadnych szczegółów, nie wiem, ani kiedy dokładnie, ani  gdzie  się  dokonał.
– Czy  wiesz,  jak  wyglądają   pomieszczenia   naszej   kongregacji?  Na korytarzach  piętrzy  się  taka  masa  kartonów  i pudeł,  że  niepodobna  już  prawie   tamtędy   przejść.   Wiesz,   co   musieliśmy  zrobić?  Zabraliśmy  pozostałym  kongregacjom  wszystkie  piwnice  pod placem św.  Piotra,  żeby  zmagazynować  tam  kolejne   tysiące   pudeł.   A  wiesz   dlaczego?
Cuda, cuda, cuda i jeszcze raz cuda. Nagle na tym świecie zaroiło się od cudów. Przestaliśmy  już  za nimi  nadążać.  Mamy  u siebie   tak   wiele dokumentów   na  temat   cudów, że nawet przy najlepszych chęciach  nie wiemy, co z nimi począć. (…)
– Dam  ci  pewną  radę.  Przypuśćmy,  że  zdarzył  się  cud,  i przypuśćmy,  że  potraktowano  go  w tych  kategoriach,  co  oznacza,  że  informacja  o tym  musiała  dotrzeć  do  krakowskiego   biskupa.
–  Dlaczego?
– No  przecież  ta  Faustyna  Kowalska  została  ogłoszona  świętą  i teraz,  jeżeli  ktokolwiek  na świecie  zgłasza  przypadek  cudu,   to   diecezja,   z  której   ona   pochodziła,  musi  zostać  o tym  powiadomiona.  A przynajmniej   istnieje   duże   prawdopodobieństwo, że tak się stało.
– To byłby już jakiś  konkret
–  odpowiedziałem.   Wiedziałem  już, gdzie dalej szukać. (…)
Istniało jeszcze jedno centrum sprawowania  władzy,  mające  wielki  wpływ na papieża
– kościół  św.  Stanisława  B.M.  przy Via  delle  Botteghe  Oscure,  polski  kościół   w  Rzymie.   (…)
Jeżeli   ktokolwiek  wiedział  coś  na temat  raportu  dla  biskupa krakowskiego  o cudzie  związanym  z miłosierdziem  Bożym  i siostrą  Faustyną,  to  należało   go  szukać   właśnie   tutaj.   Praca watykanisty  miała  wówczas  i tę  zaletę,  że  przynosiła   mnóstwo   znajomości   wśród  polskich  księży.  Trwało  jednak  kilka  tygodni,  zanim  dostrzegłem  wreszcie  pewnego  młodego  jasnowłosego  kapłna,  którego  wielokrotnie  spotykałem  w Krakowie. Poznał mnie, a ja zaprosiłem go na kawę.
–Czy słyszał ksiądz o cudzie,  którego ponoć dokonał Jan Paweł II i który ma  coś  wspólnego   z  Bożym   miłosierdziem, ze  świętą  Faustyną?
–  Nie,  wiem  tylko  o cudach,  które  wykorzystano  w procesie  kanonizacyjnym   siostry   Faustyny.
–  Podobno   wydarzył   się   kolejny   cud,   cud  związany  z osobą  Ojca  Świętego.
– Napraw dę?  – zapytał.
– Jeżeli  został  potraktowany  poważnie  i zbadany  w Polsce,  to  nie   powinno   być   większych   trudności  z odnalezieniem  informacji  na ten  temat.  Diecezja    krakowska    jest    tak    dumna  z sanktuarium,  że  na pewno  zależy  jej,  by  pisano także o cudzie, o ile miał miejsce.  Taka  wiadomość  bardzo  umacnia  wszystkich   w  wierze,   byłoby   naganne,   gdyby  ktoś chciał coś ta kiego zataić.
Kamień spadł mi z serca.
Ten  poczciwy   Polak   jako   pierwszy   nie   potraktował  mnie jak przestępcy, tylko dlatego że chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o cudzie.
– A czy mógł by ksiądz popytać, czy w Polsce  wiadomo  coś  na temat  tego  przypadku?
– Nie  ma  sprawy  – odpowiedział.  (…)
Trzy  dni  później,  punktualnie  o 19.30,  czekałem  przed  seminarium,   jednak   kiedy   go   spostrzegłem,  wiedziałem  już,  że  czekają  mnie  kłopoty,  wielkie  kłopoty.
– Jest  pan  złym  i  podstępnym   człowiekiem   –  naskoczył  na mnie.
– Będzie pan musiał prosić o przebaczenie  za to,  co  pan  zrobił.
– O co  właściwie  księdzu  chodzi?
– zapytałem.
– Może   porozmawiamy   o  tym   przy  obiedzie?
– Nigdzie nie idę. Nie zamierzam jeść z panem  pizzy  ani  niczego  innego.
– Ale  co  się  stało,  na litość  Boską?
–  Wiedział  pan,  że  o  pańskim  pytaniu  na temat  cudu  nie  powinienem  był  nawet  pomyśleć,  dobrze  pan  wiedział,  prawda?
–  O  czym  ksiądz  mówi?
– A ja,  dureń,  zwróciłem   się   z  tym   do  biskupa,   który  przypadkiem   siedział   z  nami   w  jadalni.  Kiedy   go   zapytałem,   zamarł.   Jak   ześlą mnie gdzieś do jakiejś małej parafii w Tatrach, to będę miał dużo czasu, żeby żałować   tego   spotkania   z  panem.
–  Bardzo  przepraszam   –  powiedziałem.
–  Nie   sądziłem,  że  proste  pytanie  może  pociągnąć  za sobą  takie   konsekwencje.  Chciałem  się  tylko  dowiedzieć,  czy  naprawdę  wydarzył  się cud, który jest badany w Krakowie.
Spojrzał mi prosto w oczy.
– Ale czy  pan  zdaje  sobie  sprawę,  w jakich  tarapatach znalazł się Kraków z powodu tego cudu?
– Nie  mam  najmniejszego  pojęcia.  Popatrzył  na mnie,  a jego  wzrok  dosłownie  przewiercał   mnie   na  wylot.   Potem   przeszedł  kilka  kroków,  a ja  ruszyłem  za nim.
–  Wierzę  panu  –  odezwał  się  w  końcu.
– Kto  właściwie  panu  powiedział,  że  wydarzył się jakiś cud?
– Pewnie mi ksiądz  nie uwierzy, ale to był stary Żyd  z krakowskiego  Kazimierza,  który  sprzedawał  tam  pamiątki.  Uśmiechnął  się  teraz  odrobinę.
– Znam go, wiem, że to dziwak. I to  od nie go pan o tym usłyszał. Wieści o cudzie  rozchodzą  się  zawsze  dziwnymi  kanałami.   Zastanawiałem   się   przez   chwilę, czy  powinienem  zapytać  o szczegóły  cudu. Ale nie odważyłem się na to i po prostu szedłem dalej obok niego.
– Czy  mógł  by  mi  pan  wyświadczyć  przysługę,  nawet  jeżeli  nie  będzie  to  dla  pana  zbyt  przyjemne?  – zapytał  po pewnym  czasie.
–  Tak,  oczywiście,  bardzo  chętnie – od parłem.
– Czy mógłby pan napisać list? Proszę umieścić datę sprzed tygodnia i zawrzeć w nim po prostu prośbę  o zebranie  informacji  na temat  cudu.  Może  pan  to  zrobić?  Miał  bym  wtedy  jakiś  konkret.
–  Ależ  oczywiście,  tak  zrobię.
– A może pan zrobić to teraz?  W tej chwili?  – Jasne.  Miał  przy sobie  teczkę,  przeszliśmy  do pobliskiej  pustej  kafejki.  Stanęliśmy  przy barze.  Zgodnie  z jego  wskazówkami   napisałem,   że   przez   wzgląd  na długoletnią  przyjaźń,  jaką  zawarliśmy  niegdyś  w  Krakowie,  proszę  go,  by  dowiedział  się  szczegółów  dotyczących  tego  cudu.   Kiedy   skończyłem,   wydawał   się  dużo  spokojniejszy  i wręcz  zadowolony.
– Wie  pan,  w ten  sposób  będę  mógł  udowodnić,   że   chciałem   po  prostu   wyświadczyć   panu   przyjacielską   przysługę.
– Znakomicie  – powiedziałem.
– W pierwszej  chwili  myślałem,  że  chce  mnie  pan  oszukać.  Jednak  teraz  naprawdę  wierzę,  że  rzeczywiście  nie  miał  pan  o  niczym  pojęcia.
– O czym, ale o czym nie miałem  pojęcia? Co w tym cudzie jest tak nie opisanego,  że  nikt  nie  jest  w  stanie  o  tym  mówić?   Czy   chodzi   o  papieża?   Wiem,  że  nie  chce,  by  rozpowiadać  o  cudach,  które  mają  z nim  coś  wspólnego.  Słyszałem już o tym setki razy od jego rzecznika  Navarro -Vallsa.  Lecz  ja  chciałem  się  tylko  dowiedzieć,  czy  rzeczywiście  zdarzyło  się  coś takiego jak cud, czy też to tylko pogłoska.  Wiem,  że  i tak  nie  będę  mógł  o tym  napisać,  dopóki  papież  żyje.
–  To  nie  papież  jest  tutaj  problemem.  Problem  leży  gdzie  indziej
–  powiedział.
– Gdzie?
–  Pójdę   już   –  powiedział.
–  Zostawię  na barze  karteczkę.  Proszę  ją  przeczytać,  a potem wyrzucić. Nic więcej nie mogę  dla  pana  zrobić.  Na gryzmolił  coś  na karteczce   i  wyszedł   z  kawiarni.   Odczekałem    chwilę    i   obróciłem    karteczkę  w  swoją   stronę.  Widniała   na  niej   tylko  nazwa   pewnego   miasteczka   w  Bośni  i  Hercegowinie
–  Medziugorje.  Tylko  co   sanktuarium   leżące   przy  granicy  z  Chorwacją   mogło   mieć   wspólnego  z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem  Pawłem II?

CDN

Ciąg dalszy natąpi

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 26 Komentarzy »

Zagadka Karola Wojtyły

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 grudnia 2016

uzdrowicielCo  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?
To,  i inne  pytania,  na temat  cudów  zdziałanych za przyczyną św. Jana Pawła II za jego  życia  zadaje  sobie  watykanista  Andreas Englisch  w swojej  książce  pt.: Uzdrowiciel. Cuda  świętego  Jana  Pawła  II.
W lutym 1999 r. obiecał  rzecznikowi   prasowemu Watykanu że, nie  ujawni  tych  faktów  za życia  Papieża  i słowa  dotrzymał,  dla tego teraz wyszła ta książka.
Przedstawimy fragmenty   epizodu  związanego  z  Bożym   Miłosierdziem,   Papieżem   i  Medziugorjem,   a  do  przeczytania   całości  zapraszamy    poprzez    nabycie   książki  z Wydawnictwa  WAM:  tel.  12/6293260, zamowienia@wydawnictwowam.pl

Co widziała Faustyna?
Przy  całym  szacunku,  jaki  miałem dla osiągnięć Karola Wojtyły, nie byłem w stanie  zaakceptować   sprawy   siostry Faustyny   Kowalskiej.   Nie   potrafiłem   sobie   wyobrazić,   że   prosta   zakonnica  naprawdę   może  mieć  tyle  objawień   Syna  Bożego,  Jezusa  z Nazaretu.  (…)
Mnie  tymczasem  przypomniała  się  pewna  rozmowa  z przyjacielem  papieża,  kardynałem  Andrzejem  Marią  Deskurem,  który  wielokrotnie   mi   powtarzał,   że   jeżeli   chcę naprawdę  zrozumieć  Wojtyłę,  powinienem  pojechać  do dawnej  dzielnicy  żydowskiej.
Teraz   miałem  na  to  czas. Wprawdzie  nie bardzo  wiedziałem,  czego  mam  szukać,  ale  postanowiłem  się  tam  wybrać.
Tego  dnia,  co  zrozumiałe,  cały  Kraków  był  dosłownie  wytapetowany  wizerunkiem  Jezusa  z objawienia  siostry  Faustyny  Kowalskiej.  Papież  przybył  tu,  by  pomodlić  się  właśnie  w sanktuarium.  (…)
Maszerowałem   przez   Kraków,   zastanawiając  się  przez  cały  czas,  co  tak  zafascynowało  papieża w Faustynie i jej wizji? (…)
Czy Bóg  rzeczywiście   to   powiedział?   Czy   rozmawiał  z nią  o godzinie  swojej  śmierci?  A może to jej się przyśniło, wyobraziła to sobie,  może  po prostu  skłamała?  A może  istotnie  było  to  objawienie  samego  Syna  Bożego?
Zakonnica, której nie docenił Hitler.
Tego dnia nie było w Krakowie sklepu,  który  nie  byłby  udekorowany  plakatami  z papieżem  albo  Faustyną.  Widziałem  nawet  chińską  restaurację  z wizerunkami  Świętej. (…)
22 lutego 1931 roku ukazuje się  jej  Chrystus  i poleca  namalowanie  obrazu  przedstawiającego  jej  wizję.  Na obrazie   widnieje   człowiek   w  białej   tunice,  z  którego   piersi   wychodzą   promienie.
I w tym  momencie  znów  zapytałem  sam  siebie:  czy  Bóg  rzeczywiście  tak  wygląda?
Tymczasem znalazłem się już na Kazimierzu,  w dawnej  dzielnicy   żydowskiej  Krakowa,  spacerowałem  jej  ulicami,  czytałem  w muzeum  przerażające  wojenne  obwieszczenia  o deportacjach.  Na otoczonym  restauracjami  placu  w samym  sercu Kazimierza   jakiś   człowiek  w  żydowskiej  kipie  sprzedawał  souveniry:  gwiazdy  Dawida,   pamiątkowe   dyplomy   z  odwiedzin  na Kazimierzu  i obrazki  z Jezusem  Miłosiernym.  Ku  mojemu  zaskoczeniu  mówił  całkiem  dobrze  po angielsku,  bo  pracował  także  jako  przewodnik  wycieczek  żydowskich  ze  Stanów  Zjednoczonych.
– Sprzedaje  pan  też  obrazki  z Jezusem?
– zagadnąłem.  – I co  z tego?  – odpowiedział.
– Przecież Jezus był Żydem.
– Tak, ale tego właśnie   Żyda   polski   papież   darzy   wielką
czcią,  był  dziś  w  Łagiewnikach,  żeby  się  do  niego   modlić.
Mężczyzna   wybuchnął  śmiechem.  – Co  pan  powie,  przecież  jeszcze  w czasie  wojny  pielgrzymował  tam  nie  tylko  Wojtyła,  ale  i cały  Kraków.
–Jak to?
– Nie pojmuje pan tego nawet  jako  Niemiec?  Trochę  mnie  to  dziwi,  bo  właściwie  od razu  powinien  to  pan  zrozumieć. –
O czym pan mówi?
– Czy miał pan aż tak kiepskich nauczycieli? Czy w ogóle pan  nie  wie,  że  hitlerowska  rasa  panów  chciała   zrobić   z  Polaków   niewolników?
– Ale  na  szczęście  nic  z  tego  nie  wyszło
– odparłem.
Spojrzał   na   mnie   przenikliwym  wzrokiem
.  –  Dzisiaj  łatwo  tak  powiedzieć, ale wtedy… wtedy wielu myślało, że
Polaków   czeka   długa   niewola.   Niemcy  pokonały  nasz  opór  w kilka  tygodni.  Wielu   Polaków   sądziło,   że   nie   pozostaje   już  nic innego jak śmierć albo uległość, że są  już  zgubieni.  Jak  pan  myśli,  ilu  ludzi w Krakowie  miało  nadzieję,  że  objawienia  Faustyny  są  prawdziwe  i  że  istnieje  coś  takiego  jak  Boże  miłosierdzie  i że  niemiecki naród panów nie wygrał raz na zawsze, a Bóg okaże jeszcze Polakom swoje  miłosierdzie?  Kiedy  więc  nastąpił  odwrót  Niemców,  wielu  pomyślało,  że  Hitler  nie dał  jednak  rady  Faustynie.
– Ale  pan  jako  Żyd  przecież  chyba  nie  wierzy  ,  że  na  tym  obrazie  jest  prawdziwy  wizerunek  Jezusa  z Nazaretu!
Znów się roześmiał. – Przecież to nie ma żadnego znaczenia.  Dla  Wojtyły  tak że  nie  ma  znaczenia,  kogo  widać  na tym  obrazie.  Cokolwiek  zobaczyła  ta  zakonnica,  chodziło  przecież  raczej o przekaz, o to, że przez całe lata brakowało  nam  już  nadziei  na ponowne  narodzenie   Polski.   Zamordowali   najlepszych  spośród   nas,   unicestwili   wszystkich,   byliśmy  już  na dnie  – a potem  pojawił  się   ten  promyk  nadziei,  że  Bóg  potrafi  być  miłosierny  i  że  ostatnie  słowo  nie  należy  do sprzymierzeńców  Adolfa  Hitlera.
I w tym momencie dotarło do mnie,  że ten człowiek ma dużo racji. To właśnie ten przekaz wyrył się w umyśle i sercu Karola  Wojtyły  pracującego  w drewnianych  chodakach   jako   robotnik   przymusowy w krakowskich  zakładach  Solvay,  podczas  gdy  hitlerowska  „rasa  panów”  okupowała  jego  ojczyznę.  Nie zwyciężą.  Czy  to  ta  myśl   podtrzymywała   wówczas   na  duchu  Kraków  i Karola  Wojtyłę?  (…)  Podziękowałem   staremu   Żydowi   i  kupiłem   jeden  z obrazków  z wizerunkiem  Jezusa  Miłosiernego.
– Wie  pan  – powiedział  na koniec   –  w  Krakowie   mówią,   że   Wojtyła   jeszcze   bardziej   wierzy   w  objawienia   tej  zakonnicy,   odkąd   w  jej   imieniu   dokonał  cudu.
– Cudu?
– zapytałem.
– Jakiego  cudu?
Wzruszył  tylko  ramionami.  – Wszyscy w Krakowie wiedzą o tym cudzie, ale nie znam nikogo, kto umiał by powiedzieć,  co  się  tam  wtedy  naprawdę  wydarzyło.
Po powrocie do Rzymu przejrzałem  wszystko,   co  Wojtyła   napisał   o  Bożym   miłosierdziu,  a to,  co  przeczytałem,  potwierdziło   relację   starego   Żyda   z  krakowskiego   Kazimierza.   (…)
W  najważniejszym    momencie    swojego    życia,  w momencie  wyboru  na papieża,  towarzyszyła  mu  właśnie  ta  myśl,  zawierzenie temu,  czego  w swojej  klasztornej  celi  doświadczyła  św.  Faustyna:  orędziu  o Bożym  miłosierdziu.
Administrowanie nie  możliwym .
Zadzwoniłem  do mojego  znajomego  z  Pałacu   Laterańskiego.
–  Czego   znowu  chcesz?
–  zapytał   młody   ksiądz.
–  Mam  tylko  jedno  pytanie,  ale  obawiam  się,  że  o  tej  sprawie  nie  będziesz  chciał  rozmawiać.
– Jeszcze  nigdy  dotąd  nie  zapytałeś  mnie o coś, o czym chciałbym rozmawiać.
– Już  dobrze  – odpowiedziałem  i rzuciłem  prosto z mostu
– chodzi mi o cud. Chodzi mi  o Boże  miłosierdzie,  o tę  świętą,  siostrę  Faustynę   Kowalską,   i  cud,   który   ma   coś  wspólnego  z Bożym  miłosierdziem.
Parsknął  śmiechem  do  słuchawki.
– Mój  drogi  Andreasie,  ku  mojej  nie opisanej  radości  teraz  mogę  być  z tobą  całkowicie  szczery.  Klnę  się  na mój  honor  i moją  duszę,  że  nie  mam  najmniejszego  pojęcia,  o czym mówisz. Diecezja rzymska nie zajmuje  się  żadnym  cudem  związanym  z miłosierdziem  Bożym  ani  ze  świętą  Faustyną.  Badamy  oczywiście  liczne  przypadki  rzekomych cudów, żaden z nich nie ma jednak związku  z miłosierdziem.    Przykro  mi  i odłożył  słuchawkę.  Teraz  wiedziałem  przynajmniej   jedno:   czegokolwiek   dotyczył ten cud, nie miał nic wspólnego z diecezją  w Rzymie.

CDN

Ciąg dalszy nastąpi

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 74 Komentarze »

ks. Antonello Cadeddu do Polaków: Krew przodków wyprasza wam Boże miłosierdzie!

Posted by Dzieckonmp w dniu 19 czerwca 2015

Cadedu

– Wy Polacy macie wielką odpowiedzialność wobec Europy i świata. Ta odpowiedzialność to głoszenie orędzia o Bożym Miłosierdziu – powiedział ks. Antonello Cadeddu dla Fronda.pl.

„Polska ma bardzo ważne zadanie do spełnienia, zazdroszczę wam!” – powiedział dziennikarzom włoski misjonarz, ks. Antonello Cadeddu, który gości właśnie w naszym kraju.

– Wy Polacy macie wielką odpowiedzialność wobec Europy i świata. Ta odpowiedzialność to głoszenie orędzia o Bożym Miłosierdziu – powiedział ks. Antonello Cadeddu. Żartobliwie przyznał, że zazdrości nam tej wyjątkowej misji. Podkreślił, że nie bez przyczyny to właśnie z Polski wywodzą się św. s. Faustyna i św. Jan Paweł II – główni propagatorzy kultu Bożego Miłosierdzia.

Ks. Antonello w czasie spotkania z dzienikarzami podzielił się szczególnym proroctwem  dotyczącym naszego kraju. – Gdy byłem w Polsce po raz pierwszy, zobaczyłem w wizji Jezusa Miłosiernego, który stąd, z Polski wylewał ze swego serca promienie miłosierdzia na całą Europę – mówił misjonarz. – Widziałem także stygmaty św. o.Pio, z których wypływała krew – ciągnął dalej. – Bóg chce wylewać swoje miłosierdzie na Europę – uważa kapłan.

Cadeddu zwrócił uwagę, że Europa i świat znajdują się teraz w szczególnym punkcie historii.  Widmo rosyjskiej inwazji na kolejne państwa, a szczególnie na Polskę, jest bardzo realne. – Od tysiąca lat żyjecie w niepokoju o losy waszego kraju, który tyle razy był zagrożony – powiedział.

– Polska to ziemia cudowna, ponieważ wy, Polacy macie bardzo otwarte serca na potrzebujących. Wierzę, że to dlatego, że przez lata bardzo cierpieliście. Kto cierpi, zwykle jest bardziej otwarty na innych. To jest ziemia nasączona krwią. Ta krew woła o miłosierdzie – mówił o naszym kraju w rozmowie z portalem Fronda.pl włoski kapłan.

– Widzę, że wasz Kościół coraz bardziej stara się żyć przesłaniem o Bożym miłosierdziu – powiedział ks. Cadeddu. – Nieprzypadkowo w Roku Miłosierdzia Światowe Dni Młodzieży odbędą się właśnie w Polsce – zauważył kapłan. – Wiecie dlaczego Jezus po prawie dwóch tysiącach lat ukazał się tutaj, w Polsce św. Faustynie? Stało się to tak późno, ponieważ On musiał się wcześniej nauczyć polskiego, żeby mógł porozmawiać z s.Faustyną – zażartował nasz rozmówca.

– Tylko Boże miłosierdzie może przemienić świat i dlatego papież Franciszek rok 2016 ustanowił Rokiem Bożego Miłosierdzia- podkreśił z mocą misjonarz. – Chciałbym, abyście zwrócili uwagę na fakt, że w przyszłym roku będziemy też świętowali stulecie objawień fatimskich – mówił gość. Jego zdaniem, te okoliczności powinny skłonić wszystkich do refleksji nad losami świata i podjęcia odpowiedzialności za nie.

Po krótkiej konfrencji ks. Cadeddu odpowiadał jeszcze na indywidualne pytania dziennikarzy. Zapytany o doświadczenie Bożego miłosierdzia wśród ludności której posługuje, podzielił się dwoma szczególnymi świadectwami.

– Przyszedł do mnie gangster, który zabił 33 osoby – mówi kapłan.- Gdy ów mężczyzna miał 12 lat, ojciec dał mu pistolet, by zabił człowieka. To wydarzenie rozpoczęło ciąg tragicznych wydarzeń w jego życiu. Szybko stał się uzależniony od narkotyków. Kiedy przyszedł do naszej wspólnoty, był bardzo zdesperowany, prosił, by mógł zamieszkać w naszym domu. Gdy modliłem się nad nim, miał spoczynek w Duchu Świętym. Wstając, uścisnął mnie i opowiedział o tym, co zobaczył w wizji – znalazł się w pokoju, w którym był Jezus i te 33 osoby, które zamordował. Obok Jezusa stała Maryja. Dodawała mu odwagi prosząc, by podszedł do Jezusa i do tych osób i pojednał się z nimi. Jezus otworzył szeroko swe  ramiona, aby go przytulić. Gdy położył  głowę na piersi Jezusa,  z Jego serca wylala się krew, która go  obmyła. Jezus powiedział, że wybacza mu to, czego się dopuścił. Pozostałe osoby również mu przebaczyły – opowiadał misjonarz.

Innego cudu duchowej przemiany, jaki dokonał się także w czasie spoczynku w Duchu Świętym doświadczył mężczyzna, który przez 20 lat żył w udręczeniu z powodu samobójczej śmierci swojej matki, której był świadkiem. Mimo oromnego bogactwa jakie posiadał, przez wszystkie te lata czuł się głęboko nieszczęśliwy. – W czasie spoczynku ten człowiek zobaczył swoją mamę, która powiedziała mu, że nie powinien być zdesperowany, gdyż w momencie, gdy spadała na ziemię z ósmego piętra, prosiła Boga Ojca o wybaczenie tego, co zrobiła. Według tej wizji, była już w Niebie – mówił charyzmatyk. – Miłosierdzie Boże ratuje nas w każdej stuacji, ono nie ma względu na osoby – podsumowuje kapłan.

Jak zaznaczył, Pan Bóg czyni cuda po to, by człowiek ogłaszał Jego miłosierdzie. Zaznaczył, że przekazicielami Dobrej Nowiny może być każdy z nas w swoim środowisku. Rola mediów jest tu zaś szczególna. – Na świat wylewa się Boże miłosierdzie dzięki temu, że Bóg posłał swego jedynego Syna, który umarł za nasze grzechy. Głosząc światu Boże miłosierdzie, dźwigamy ludzkość do życia. Zastanócie się, ileż dobra można pokazać poprzez telewizję?! – apelował ks.Antonello.

Na konferencji w siedzibie Episkopatu była także obecna pochodząca z Brazylii s. Ana Santos, jedną z misjonarek Przymierza Miłosierdzia, która od trzech lat mieszka w Polsce. Opowiadała o swojej posłudze we wspólnocie. – Pochodzę z prostej, ubogiej rodziny, ale nigdy nie widziałam takiej wielkiej nędzy, jak w faweli w San Paulo. Gdy przyjechałam do tego miejsca, usłyszałam w sercu słowa Jezusa: „jeśli chcesz kogoś kochać, kochaj tych, ponieważ to są ci, których najbardziej kocham” – mówiła. To doświadczenie miało wpływ na decyzję s. Any o wstąpieniu do wspólnoty i zostaniu misjonarką.

Wczorajsze spotkanie z charyzmatycznym kapłanem w siedzibie Episkopatu było połączone z prezentacją publikacji ks. Antonello Cadeddu i ks. Enrique  Porcu: „Boże marzenie”, „Twoje słowo jest lampą dla moich stóp”, „Spoczynek w Duchu Świętym” i „W oceanie nieskończonego Miłosierdzia”,  które ukazały się nakładem wydawnictwa Esprit. Można w nich przeczytać  o początkach wspólnoty Przymierze Miłosierdzia, znaleźć historie nawróceń i uzdrowień oraz skorzystać z zamieszczonych przez kapłanów modlitw. Autorzy chcą przez te lektury rozpropagować przekazane światu przez św. s. Faustynę Kowalską orędzie o Bożym Miłosierdziu.

Kult Bożego miłosierdzia i osoba św. s. Faustyny zajmują szczególne miejsce w posłudze wspólnoty, której ks.Cadeddu jest współzałożycielem. – Jest czymś zdumiewającym, że Pan Jezus posłużył się tą prostą kobietą, aby przekazać światu swe wielkie orędzie – powiedział o. Antonello. – Ta  chorowita dziewczyna, która całe życie spędziła w zakonie, jest dziś znana na całym świecie – wzruszył się kapłan.

Ks. Antonello Cadeddu wraz z ks. Enrique Porcu i świecką misjonarką Marią Paulą założyli w 2000 r. w Sao Paolo wspólnotę Przymierze Miłosierdzia. Ich grupy i  wspólnoty działąją obecnie w 36 miastach w Brazylii oraz w Portugalii, we Włoszech, we Francji, Belgii i w Polsce. Przymierze Miłosierdzia ma w Polsce swoje wspólnoty w Buku, Czarnkowie, Poznaniu, Szczecinie, Toruniu, Warszawie oraz w Wolsztynie.

Członkowie  Przymierza Miłosierdzia ewangelizację ubogich i wykluczonych społecznie –  bezdomnych, prostytutki, więziźniów czy mieszkańców domów pomocy społecznej, prowadzą rekolekcje ewangelizacyjne. Najaktywniejszymi członkami są osoby, które złożyły przyrzeczenia życia zgodnego z charyzmatem – misjonarze. Mogą to być zarówno osoby konsekrowane, jak i świeckie. Bardzo często członkami wspólnoty zostają ci, którzy doświadczyli w niej swego nawrócenia.

Emilia Drożdż

Źródło: Fronda.pl

Posted in Kościół, Warto wiedzieć | Otagowane: , | 100 Komentarzy »

BOŻE MIŁOSIERDZIE

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 kwietnia 2015

miłosierdzie

.

Dziś byli więźniowie wyruszą pieszo do Rzymu ciągnąc na wózku ogromny obraz Jezusa Miłosiernego

To będzie niezwykła pielgrzymka. Tuż po świętach wielkanocnych, 12 kwietnia (w Niedzielę Miłosierdzia), z łódzkiej katedry do Rzymu wyruszą byli więźniowie. Na specjalnym wózku ciągnąć będą ogromny obraz Jezusa Miłosiernego.

Obraz został wykonany pod Warszawą na specjalne zamówienie chrześcijan z Kairu. Słowa „Jezu ufam Tobie” napisane zostały po arabsku. Niestety z powodu tragicznej sytuacji chrześcijan w tym kraju nie będą oni mogli odebrać obrazu – informuje „Dziennik Łódzki”.

Obraz waży ok. 90 kg i ma wymiary: 300 cm na 160 cm. Do Rzymu wyruszy z nim czterech  mężczyzn. Są oni pielgrzymami Bożego Miłosierdzia. Każdy z nich ma trudną przeszłość, siedzieli w więzieniach, a po nawróceniu pieszo pielgrzymują po świecie głosząc Boże Miłosierdzie.

Nigdy jeszcze nie braliśmy ze sobą obrazu. Nie wiemy, jak to będzie. Ale wierzymy, że Ktoś się nami zaopiekuje. Zawieziemy obraz do Rzymu i będziemy próbowali przekazać go papieżowi. Jednak najważniejsza dla nas jest sama droga

—mówi jeden z pielgrzymów.

Aby mogli ze sobą zabrać ogromny i ciężki obraz trzeba było skonstruować specjalny wózek. Dwóch pielgrzymów będzie go pchać, a dwóch ciągnąć. W ten sposób przejdą  prawie dwa tysiące kilometrów, co ma im zająć dwa miesiące.

Trasa ich pielgrzymki prowadzi przez Częstochowę, Kraków, Słowację, Węgry, Słowenię i Włochy. Przez całą drogę mężczyźni będą modlić się w powierzonych im intencjach. Pielgrzymi wierzą, że uda im się obraz przekazać Franciszkowi.

Piesza wędrówka obrazu jest częścią większego przedsięwzięcia organizowanego przez łódzką inicjatywę „Iskra Bożego Miłosierdzia” – obrazy Jezusa Miłosiernego różnej wielkości rozpoczną pielgrzymki różnymi środkami transportu: samolotami, statkami, samochodami i pieszo – w intencji pokoju i miłosierdzia dla świata.

miłosier

dzienniklodzki.pl/Facebook/Iskra Bożego Miłosierdzia

Posted in Ciekawe, Kościół, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: | 192 Komentarze »

Czas Bożego Miłosierdzia – Haiti

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 stycznia 2012

20 XI 2011 – Milot w Archidiecezji Cap Haitien.
Czuwaniem modlitewnym i uroczystą procesją przywitali uczniowie szkół, studenci i okoliczni mieszkańcy przybycie Relikwii św. Faustyny
Wraz z Relikwiami św. Faustyny przybyła grupa wolontariuszy z Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej z pomocą medyczną.
W uroczystej Mszy Świętej której przewodniczył abp Louis Kebreau uczestniczyli polscy kapłani
W filmie wykorzystano utwór Melindy Dumitrescu (Rumunki która tak pięknie gra na adoracjach w Medjugorje na skrzypcach) – 01 – Bless The Lord My Soul

A tutaj film przedstawiający drogę relikwii s.Faustyny na Haiti

Iskra Bożego Miłosierdzia na Haiti

Chwała Ci Panie za dar Twojego Miłosierdzia, za Twoje współczucie nad niedolą tych ludzi

Posted in Film, Kościół | Otagowane: , | 7 Komentarzy »

Dar Ducha Świętego rozlany został nad całym światem.

Posted by Dzieckonmp w dniu 21 Maj 2011

Ze względu na uchylenie kanonu 1399 i 2318 dawnego Kodeksu Prawa Kanonicznego przez Papieża Pawła VI w roku 1966 (AAS 58/16) nie ma już zakazu publikowania nowych objawień, wizji, proroctw, cudów itp. Nie obowiązuje już odtąd zakaz ich rozpowszechniania bez imprimatur Kościoła.

Orędzie nr.82 z serii Ostrzeżenie.

Wtorek 10 maja 2011, godz.16:00

Moja córko, powiedz światu, że ważny akt Mojego Miłosierdzia odbył się dziś, gdy Duch Święty, jeden z Największych Darów dla Moich Dzieci, rozlany został na cały świat. Dar ten ma zasadnicze znaczenie dla pomocy ludzkości w przygotowaniu się do Ostrzeżenia. Moi wyświęceni słudzy i wierni, natchnieni mocą Ducha Świętego, zostaną znacznie umocnieni w swej miłości dla Mnie i Mojego Przedwiecznego Ojca.

Ten Dar Życia przyniesie nowy impuls do waszych wołających o oświecenie, zmęczonych, oziębłych dusz. Zostało to przepowiedziane i skorzystają na tym wszyscy, włącznie z najbardziej zatwardziałymi grzesznikami.

Moje Miłosierdzia, jak już powiedziałem, nie zna granic. Wszyscy Moi zwolennicy na całym świecie,  wypełnieni teraz Duchem Światła i Świętości, musicie być teraz odważni i głosić Moje Słowo wszystkim, z którymi możecie nawiązać kontakt. Odrzućcie pogardę, której być może doświadczycie, gdyż jest już zbyt ważne, by ignorować Moje błagania o nawrócenie.

Wysłuchajcie teraz Mojej modlitwy dającej wam zachętę, której potrzebujecie:

„Wypełnij mnie teraz, o Panie, darem Ducha Świętego, abym niósł Twoje Najświętsze Słowa do grzeszników, których muszę pomóc uratować w Twoim Imieniu. Pomóż mi okryć ich dzięki mojej modlitwie Twą Drogocenną Krwią, aby mogli zostać przyciągnięci do Twojego Najświętszego Serca. Daj mi dar Ducha Świętego, aby te biedne dusze mogły upajać się Twoim Nowym Rajem”.

Odmawiajcie tą modlitwę codziennie, po Koronce do Mojego Bożego Miłosierdzia, a poprzez swoją wierność do Mnie, pomożecie uratować Moje Dzieci.

Uchrońcie mnie od męki, jaką cierpię w Moim Sercu, gdy z wielkim smutkiem obserwuję sposób, w jaki Moje Święte Imię odbierane jest w dzisiejszym świecie. Wiele, wiele dusz, nieusatysfakcjonowanych odrzucaniem Mnie, reaguje ze złością, jeśli wy, Moi wierni wyznawcy, ośmielacie się zaledwie wspomnieć, co reprezentuję. Są one bardzo rozzłoszczone, gdyż oszust tak sprytnie zakręcił ich umysły, aby nie zauważały Prawdy. Wy wszyscy pomóżcie tym duszom. Módlcie się i proście Mnie teraz o siłę, którą potrzebujecie w tej pracy.

 Szczególne łaski dla tych, którzy szerzą Nawrócenie.

Wszystkim, którzy szerzą Nawrócenie, dane będą szczególne łaski i zarezerwowane będzie dla Was szczególne miejsce w Królestwie Mojego Ojca. Idźcie teraz i pozwólcie Duchowi Świętemu wypełnić wasze dusze, aby pomóc Mi ocalić ludzkość.

Kocham was wszystkich. Każdy z was posiada miejsce w Moim Najświętszym Sercu. Nikt z was, włącznie z grzesznikami, nie zostanie wykluczony z Mojej walki o ocalenie dusz.

Wasz Kochający Zbawiciel

Jezus Chrystus
Król Miłosierdzia

Uwaga: Końcowy komentarz naszego Pana Jezusa Chrystusa dla wizjonerki na końcu tej wiadomości.

 „Moja córko, to wydarzenie ma duże znaczenie. Pozwoli uratować wiele dusz zanim odbędzie się Ostrzeżenie i będzie nadal kontynuowane na świecie potem, aby pomóc uchronić grzeszników przed powrotem do zła.

To zostało przewidziane Moja Córko i stanowi wspaniałą wiadomość. Ale Moi uczniowie muszą teraz ciężko pracować, aby Mi pomóc prowadzić Walkę o Dusze”.

Tłumaczył: Chrisgi

 


Posted in Orędzia Ostrzeżenie | Otagowane: , , , , , , | 79 Komentarzy »