Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia, 2029
    Pozostało: 8.9 lata.
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Posts Tagged ‘Cenacolo’

Niezwykłe świadectwo Krystiana

Posted by Dzieckonmp w dniu 21 września 2018

Posted in Cenacolo, Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , , | 60 Komentarzy »

Medjugorje – świadectwo we wspólnocie Cenacolo czerwiec 2014r.

Posted by Dzieckonmp w dniu 3 lipca 2014

Polecam wszystkim. Proszę o rozpowszechnianie. Oczekuję 8 tys odwiedzin tego filmu.

cz.1

cz.2

Posted in Cenacolo, Medziugorje | Otagowane: , , | 48 Komentarzy »

Ciężar grzechów człowieka, nigdy nie jest większy od Bożej łaski

Posted by Dzieckonmp w dniu 28 czerwca 2013

W obecnie przeżywanym czasie, w którym tak wiele jest pokus oraz pogoni – przede wszystkim za tym co przyziemne, materialne – jakże wielu ludziom trudno pozostawać wiernymi Bogu, być ludźmi stworzonym na Jego podobieństwo. Żyjemy w okresie wielkich wyzwań, kierowanych zwłaszcza do ludzi młodych. Młodzież – nękana i ulegająca pokusom, kiedy staje u rozwidlenia życiowych dróg, łatwo zbacza z tej właściwej na manowce, a powrót na drogę wiodącą do zbawienia staje się niemożliwy bez pomocy innych. Jednym z drogowskazów, umożliwiającym taki powrót jest wejście w nurt życia oferowanego przez ośrodki „Cenacolo”. W tych wspólnotach przebywają młodzi, których dotychczasowe życie skierowało już na skraj przepaści, bliscy całkowitego pogrążenia się w otchłań. Ośrodki „Cenacolo”, do których zdecydowali się udać po ratunek, potrafią przekonać, że nawet po najtrudniejszych przeżyciach można odnaleźć w sobie nadzieję i siły do innego trybu życia. Liczne świadectwa młodych, którzy we wspólnotach „Cenacolo” odnaleźli właściwy sens życia, przeżyli nawrócenie – nie bez racji nazywają to swoim „zmartwychwstaniem”.
Pierwszy, wspólnotowy ośrodek „Cenacolo” powstał z inicjatywy Siostry Elwiry, w lipcu 1983 roku, we Włoszech, na wzniesieniu Saluzzo; obecnie jest wspólnotowym domem macierzystym. Zdaniem założycielki, „Cenacolo” miało to być jakby widomym przejawem Bożej Miłości, odpowiedzią na rozpaczliwe wołania wielu młodych, pogrążonych w rozpaczy, błądzących i zagubionych na manowcach i bezradnie poszukujących sensu życia. W okresie ponad 20 minionych lat powstało wiele kolejnych ośrodków „Cenacolo”; istnieją już w 40 krajach świata. Każdemu, ktokolwiek postanawia szukać w nich pomocy i schronienia, wspólnota „Cenacolo” zapewnia prosty, prowadzony w rodzinnej atmosferze tryb życia. Pracę przyjmuje się i odkrywa jak coś otrzymanego w darze, podobnie wiarę w Boga, jak i rodzące się we wspólnocie więzy przyjaźni. Kiedy Siostra Elwira zakładała pierwszy ośrodek, nie wiedziała jeszcze na jakich zasadach będzie oparta jego działalność. Z pełnym zaufaniem powierzyła wszystko Bogu, prosząc aby nim pokierował – jak prowadzi tych, których wzywa do pracy w Swojej Winnicy. Aby móc w „Cenacolo” rozpocząć nowe życie, trzeba przestrzegać dwóch głównych, obowiązujących każdego dnia zasad, którymi są MODLITWA I PRACA. Wspólnota „Cenacolo” uczy młodych z różnych środowisk, sposobów prostego życia. Każdy dzień, poza pracą, to również rosnące w siłę więzy przyjaźni i umacnianie wiary w Jezusa Chrystusa. Jedynie On potrafi uzdrowić człowieka i swoją niezmierzoną miłością wskazać właściwą drogę zbłąkanym i zrozpaczonym.
Medziugorje jest miejscem obfitych łask i właśnie tu, Siostra Elwira znalazła szczególnie urodzajną glebę, dla kontynuowania dzieła rozpoczętego na ziemi włoskiej. Często podkreśla, że odczuwając tu obecność samego Boga, młodym łatwiej wkroczyć na nową drogę, pokonać przeszłe, zgubne nawyki, szybciej uzdrowić zbolałe serca.
W Medziugorju „Cenacolo” posiada dwa domy – odrębne dla dziewcząt i chłopców. Tu głoszone są świadectwa młodych ludzi, którzy w życiu wcześniejszym utracili prawie wszystko, a w tej wspólnocie stali się jakby nowo narodzonymi. Stwierdzają, że ciężar grzechów nigdy nie jest większy od Bożej Łaski; wchodząc do wspólnoty ujrzeli całkowicie nowe światło i całkowicie inny sens życia na ziemi – jakże odmienny od dotychczas prowadzonego.
Nazywam się HILARIA SCALI, mam 21 lat, pochodzę z Mediolanu. Ośrodek Siostry Elwiry poznałam wpierw pośrednio przez mego brata, który wszedł do wspólnoty „Cenacolo”, by móc wydostać się ze zgubnego nałogu narkomanii. Zdołał to osiągnąć. Pobyt w ośrodku Siostry Elwiry całkowicie go odmienił, co nie pozostało bez wpływu na mnie. Przed dwoma laty postanowiłam pójść jego śladem i sama doświadczyć życia w „Cenacolo”. Siostra Elwira skierowała mnie do jednego z włoskich ośrodków, w którym spędziłam dwa urlopowe miesiące, następnie wróciłam do domu i podjęłam studia.
Z upływem czasu coraz bardziej ogarniała mnie, może sercem wzbudzana myśl, że powinnam do „Cenacolo” powrócić. Odkrywałam bowiem w sobie pewne cechy, których nie potrafiłam sama zmienić. W domu rodzinnym przybywało różnych problemów, a ja zamiast próby ich rozwiązywania – po prostu odsuwałam je na bok. Nadszedł moment, w którym zadałam sobie pytanie: gdzie jest sens tego wszystkiego co robię? Pojechałam wówczas na spotkanie wspólnoty „Cenacolo”, a był to dzień, w którym również świętowano urodziny Siostry Elwiry. W pewnej chwili zwróciła się do mnie, pytając: co robię? Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że przede wszystkim się nudzę. Siostra Elwira pewnie dostrzegła w moich oczach smutek, zaprosiła do wspólnoty. Powiedziałam, że przyjdę.
Po dwóch tygodniach rzeczywiście znalazłam się znów we włoskim ośrodku i pozostałam przez osiem miesięcy, po upływie których podjęłam decyzję dalszego w nim pozostania, jeszcze przez jeden rok. Wtedy Siostra Elwira skierowała mnie do „Cenacolo” w Medziugorju. Obecnie im dłużej tu pozostaję, coraz wyraźniej odczuwam zachodzące we mnie, w moim sercu – zmiany. Wzrasta zadowolenie z życia. Wyrażę to krótkim zdaniem: wiem, że żyję!
Tu potrafię wiele uczynić dla zmiany trybu i celu życia, zarówno swojego, jak również innych ludzi, którzy mnie otaczają. We wspólnocie nie sposób uciec od samej siebie, przebywam nieustannie wśród osób, przeżywających różne problemy, nieraz podobne do moich. Próbujemy je wspólnie rozwiązywać. To miejsce stało się moją drugą ojczyzną, a wspólnota, w której żyję, uratowała nie tylko moje, ale wcześniej i mego brata – życie, że nie pominę pewnego wpływu na rodziców. Zanim do wspólnoty wstąpiłam, nie bardzo potrafiłam sobie uświadomić, co jest dobre dla mnie i dla mojego życia. Obecnie serce podpowiada różne myśli, różne zamierzenia na przyszłość, nie podjęłam jednak jeszcze ostatecznej decyzji w tej sprawie. Wiem, że pragnę pomagać innym ludziom. Podobne myśli nurtowały mnie już wcześniej, zanim wstąpiłam do wspólnoty, co pewnie wynikało stąd, że wówczas miałam możliwość bliższego poznania wielu kłopotów i problemów, przeżywanych przez ludzi.
Pewne moje obawy dotyczą przeżywanej obecnie czystości, nie chcę jej utracić. Jednak tkwi także we mnie przekonanie, iż jeśli wytrwam w modlitwie, zadomowionej w moim sercu – na pewno się uda.
*
Nazywam się DALILA KAJIC, mam 20 lat, pochodzę z Sarajewa. We wspólnocie „Cenacolo” jestem od dwóch lat, aby uwolnić się od narkomanii. Po raz pierwszy sięgnęłam po narkotyk mając zaledwie 11 lat. Już u kresu, kiedy tylko krok dzielił mnie od otchłani, zażywałam heroinę. Nie wiedziałam, co zrobić, aby to życie zmienić. Cały czas żyłam w przekonaniu, że bieg życia to jedynie bezsensowne rozmowy, narkotyki i unikanie szkoły.
Wcześniej, kiedy miałam 5 lat, wybuchła wojna. Wraz z mamą i siostrą, jako uchodźcy uciekliśmy do Szwajcarii, ojciec pozostał w Sarajewie i to był początek moich zmartwień, niepokojów, nieszczęść, które następowały jedne po drugich. Traciłam wszelką nadzieję. Pochodzę z rodziny islamskiej, w której nigdy nie słyszałam o Bogu, wiedząc jedynie, że istnieje: nic więcej. Po raz pierwszy poznałam Go bliżej właśnie w „Cenacolo”. Wspólnota przyjmuje do swego grona każdego, kto pragnie odmienić swoje życie, bez względu na to, jakiej jest narodowości, rasy i jaką wyznaje religię; jest otwarta dla wszystkich. Początkowo nie wiedziałam, co to jest różaniec, kim jest Jezus Chrystus.
Zmiana w moim życiu nastąpiła w dniu, kiedy mama zauważyła, że jestem narkomanką i zatelefonowała do ośrodka „Cenacolo” z prośbą, aby mnie przyjęto.
Trudno było przyzwyczaić się do radykalnej zmiany trybu życia, jednak z upływem czasu zrozumiałam, że dotychczasowe było pozbawione sensu, prowadziło do ruiny. Obecnie będąc już we wspólnocie uważam, że prawdziwym cudem było, że właśnie tu się znalazłam. Poznałam dziewczyny, które przeżywały i przeżywają problemy podobne do moich. Każdego dnia poprzez wspólne modlitwy i rozważania stajemy się inne, coraz bardziej wzrasta w nas wiara i nadzieja. Jest dla mnie czymś oczywistym, że wiary nie można kupić, trzeba ją w sobie samej rozbudzać i umacniać poprzez osobiste zbliżenia do Jezusa. Odkąd jestem w ośrodku zrozumiałam, że Jezus jest tym, który mnie uratował uwalniając z ciemności, w które zabrnęłam. On zaprosił mnie do tej wspólnoty i również to jest dla mnie prawdziwym cudem. Wiem, że nie weszłam tu tak po prostu z ulicy, lecz za sprawą Boga, urzeczywistniającego pewien plan dotyczący mnie samej. Przygotowuję się teraz do przyjęcia Chrztu Świętego i jest moim pragnieniem służyć odtąd Jezusowi, który postanowił mnie uratować. Pragnę zostać członkiem Jego licznej wspólnoty.
Jezus jest teraz moim Ojcem, opiekuje się mną z każdym dniem coraz bardziej, nawet w chwilach kiedy, podobnie jak inni ludzie, słabnę i ulegam pokusom. Pragnę być Jego córką i pozostać nią na zawsze. Wybrałam chrześcijaństwo, ponieważ prawdziwie wierzę, iż tylko Jezusowi zawdzięczam ratunek. Gdyby nie Jego dotknięcie, nie wiem jak potoczyłoby się moje życie. Bogu dziękuję również za to, że rodzice zaakceptowali mój wybór z przekonaniem, że wybrałam właściwą drogę i są z tego powodu szczęśliwi. Dla mnie to kolejny cud, skoro mieli przecież prawo powiedzieć: nie mamy już z tobą nic wspólnego, nie chcemy cię znać. Dobry, miłosierny Bóg również im wskazał jak winni postąpić.

Źródło: Voxdomini.pl

Posted in Cenacolo, Świadectwa | Otagowane: , | 50 Komentarzy »

Wspólnota Cenacolo Golgota Młodych

Posted by Dzieckonmp w dniu 7 marca 2013

Polecam wszystkim wysłuchać tego świadectwa młodych ludzi. Wspólnota Cenacolo  z Medjugorje.

Posted in Cenacolo, Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , , | 30 Komentarzy »

Świadectwo Slaven

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 lutego 2013

Nazywam się Slaven i pochodzę z Chorwacji. Jestem szczęśliwy, że zostałem wybrany przez Pana aby kontemplować i świadczyć o Jego zmartwychwstaniu poprzez swoje odrodzone we Wspólnocie Cenacolo życie.
Pochodzę z rodziny, która dała mi wiele uczucia. Moi rodzice starali się nie dopuścić, aby mi i mojej siostrze brakowało czegoś, tak jak wtedy, gdy oni byli dziećmi. Mieliśmy wiele rzeczy i pieniędzy. Przypominam sobie dużo pięknych momentów, wartości, które mi rodzice przekazali, tym niemniej od dziecka zawsze mi było mało. Brakowało mi ciągle czegoś i nie potrafiłem znaleźć prawdziwej radości. W mojej rodzinie nie modliło się, ani nie rozmawiało o Bogu, nie mówiąc już o chodzeniu do kościoła,
I tak, pomimo, że byłem jeszcze bardzo młody, zacząłem oddalać się od rodziny, którą obwiniałem za wszystkie moje problemy. Jako, że między moimi rodzicami dochodziło do napięć i widziało się ich trudności, czułem, że nie mogę u nich szukać pewności i szczęścia. Zacząłem więc szukać gdzie indziej. Będąc przyzwyczajony do posiadania wszystkiego co chciałem, byłem niezdolny do poświęcenia. Chciałem wszystko i od zaraz. Wewnątrz mnie bardzo cierpiałem i czułem się rozdarty. Z jednej strony pragnąłem być dobrym człowiekiem, pomagać innym i znaleźć prawdziwy sens życia, z drugiej jednak strony byłem bardzo pogubiony, bo nie wiedziałem ani dokąd iść, ani co robić. Tak zacząłem ukrywać swoje prawdziwe uczucia i wrażliwość, których się wstydziłem i bałem. Zamiast tego zachowywałem się w sposób grubiański i powierzchowny wobec ludzi, z którymi często przebywałem i z którymi zacząłem po raz pierwszy pić alkohol i brać narkotyki.
W ten sposób rozpoczęła się i trwała przez kilka lat moja droga w dół. Wówczas byłem jednak przekonany, że bez przyjmowania na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności, moja droga była piękniejsza i ciekawsza niż innych ludzi. W pewnym momencie spróbowałem heroiny, myśląc, że nareszcie znalazłem idealne rozwiązanie na moje problemy. Nie wiedziałem jednak jak się myliłem! Po pierwszych miesiącach fałszywego szczęścia przyszły lata ciemności, samotności i fałszu. Pojawiające się od czasu do czasu pragnienie zmiany kończyło się nowym upadkiem, coraz głębszym, prowadzącym do większego fałszu i przekonania, że nie istnieje dla mnie droga wyjścia. Takie życie doprowadziło mnie do stanu, kiedy przestałem cokolwiek czuć, stawiając na pierwszym miejscu tylko i wyłącznie moją potrzebę brania narkotyków. Czasami, będąc świadomy całego fałszu i zła, w którym żyłem, wyczerpany tym wszystkim, pragnąłem umrzeć i nie obudzić się więcej.
Jednak w tej całej beznadziei Bóg widział moją desperację i przybył ze światłem do mojego życia. Pewnej nocy, gdy uratowano mnie od śmierci przez przedawkowanie, krzyczałem głośno w swoim sercu: ”Panie, jeśli istniejesz, pomóż mi! Nie chcę już dłużej tak żyć!”. To były pierwsze od wielu lat słowa prawdy. Niedługo później poznałem wspólnotę Cenacolo.
Dziękuję Jezusowi, ponieważ jeszcze przed wstąpieniem do Wspólnoty, podczas kolokwiów, które robiłem w naszym domu wspólnotowym w Varażdinie w Chorwacji mogłem poznać Matkę Elvirę.  Mimo tego, że przez wiele lat byłem zagubiony w ciemności zła, zrozumiałem, że miłość tej zakonnicy, przekazywana chłopakom w gestach, słowach, spojrzeniach, była znakiem światła i miłosierdzia Bożego. Tego dnia odczułem głęboko, że istnieje i dla mnie nadzieja i że muszę spróbować się zmienić. Wstąpiłem do wspólnoty Cenacolo mając dwadzieścia pięć lat, zmęczony fałszem i iluzjami, którymi żyłem. Od początku poczułem się jak w domu. Mimo, że przychodziło mi trudno zaakceptować sposób życia, który mi proponowano, dodawała mi odwagi wiara i nadzieja, towarzysząca innym chłopakom, idącym tą nową, dobrą drogą. Nareszcie cierpienia i wyrzeczenia zaczęły nabierać sensu: po raz pierwszy w życiu czułem radość z prostego, czystego od zła i prawdziwego życia. Mój “anioł stróż”, chłopak, który na początku zaopiekował się mną, przekazywał mi wiele miłości, miał także ze mną anielską cierpliwość. Mimo, że na początku go osądzałem, to właśnie dzięki niemu zrodziło się we mnie pragnienie bycia dobrym. Chłopaki nauczyli mnie, że modlitwa przeżyta rano w kaplicy powinna stać się podczas dnia konkretem, czymś namacalnym, że modlitwą powinno być wszystko co robię, myślę, mówię, wybieram, przeżywam. I tak mimo mojego charakteru i mojej dumy, wobec Jezusa obecnego w Eucharystii, znajduję zawsze w Nim siłę i pragnienie rozpoczynania na nowo, dziękowania, życia w prawdzie i proszenia o przebaczenie.
Po kilku latach wspólnoty zacząłem czuć, że Pan wzywa mnie do czegoś więcej. Świadomy swoich słabości i braków miałem wiele pytań i wątpliwości, które zanosiłem jednak Jemu na modlitwie. Wtedy narodziło się w moim sercu pragnienie stania się na zawsze częścią tej wielkiej rodziny, tym razem w sposób głębszy i bardziej autentyczny, dając moje życie Panu, poprzez służbę innym braciom. Doświadczenie pobytu w domu formacyjnym pomogło mi rozeznać i odpowiedzieć Bogu z radością i zaufaniem na powołanie zakonne. Momenty, które tam przeżyłem, w zwykłych, codziennych pracach, w ciszy pełnej Bożej Obecności, zbudowały nową i jeszcze bardziej głęboką relację z Panem. Dziś życie we Wspólnocie jest dla mnie wielkim darem: służę swoim życiem w jednym z domów w Polsce, gdzie mam możliwość przyjęcia wielu młodych i ich rodzin, które szukają pomocy, mogąc kontemplować to wszystko co Pan działa w sercach poprzez ducha Cenacolo. Jest to dla mnie ogromna radość!
Chciałbym podziękować bardzo Wspólnocie ponieważ mnie przyjęła i pokochała takim, jakim byłem. Dziękuję Tobie, Jezu, ponieważ jesteś miłością, miłosierdziem i przebaczeniem oraz dlatego, że wybrałeś mnie, abym był synem i świadkiem Twojego Bożego Miłosierdzia. Dziękuję Ci, Matko Boża za dar opatrzności, która każdego dnia czyni życie nowym i pięknym.

Źródło: wspólnota CCenacoloenacolo

Posted in Cenacolo, Świadectwa | Otagowane: , | 4 Komentarze »

Wiara zwycięża – przesłanie Matki Elwiry

Posted by Dzieckonmp w dniu 10 grudnia 2012

Wiara nie jest magią: „Wierzę, więc Bóg musi dać mi tę łaskę”, „Przecież modlę się, dlaczego Bóg mnie jeszcze nie wysłuchał?” Weźmy za przykład wiarę Maryi, wiara silna, pewna, mocna, ale ileż się Ona nacierpiała! Co sobie odpowiedziała na fakt, że miało się urodzić to Dziecko, a żadne drzwi się nie otworzyły: „Nie ma dla was miejsca!”.
Ona też przeżyła strach, niepokój, ponieważ miała bóle, a nie było nikogo, kto by Ją przyjął i Ona wiedziała, że ma się narodzić Syn Boży!
Patrząc na Maryję, zdaję sobie sprawę, że wiara jest często próbowana przez cierpienie: staje się silniejsza, gdy przechodzi przez ból, odrzucenie, wykluczenie, brak uznania, poszanowania tych niewielu praw, których mimo wszystko, oczekujemy. Ale to właśnie kiedy mamy krzyż i cierpimy, to rodzi się wewnątrz nas siła by uwierzyć, że potem przyjdzie radość i odkryjemy, że staliśmy się bardziej dojrzali, bardziej wyważeni, bardziej wrażliwi na innych, bardziej zdolni do miłości. Nie ma innej rzeczywistości, niż ból, która uczyłaby miłości: to czas, aby sprawdzić twoją wiarę! Zapewniam was, że po tym cierpieniu nie jesteś już tak dziecinny jak przedtem, wieczny nastolatek, ale jesteś bardziej chrześcijaninem, człowiekiem bardziej wierzącym, bardziej pewnym siebie i bardziej dojrzałym.
Wiara wygrywa! Musimy być pewni, że jeśli nadal będziemy wierzyć nawet w takiej sytuacji, która nas boli, która stawia nam pytania, która oskarża nas, to przyniesie wiele dobrego dla nas i naszej rodziny. Przynajmniej jeżeli będziemy potrafili powstrzymać się od „zrzucenia” tego bólu, by ktoś inny nie musiał „zapłacić” za nasz wewnętrzny ból; musimy natomiast zabrać się za modlitwę pełną ufności, oddając Bogu to, co nas boli i martwi, ufając Jemu, który jest naszym Ojcem. Jestem pewna, że Maryja i Józef, podczas gdy pukali do drzwi hoteli, by sprawdzić, czy jest dla nich miejsce, oni nadal modlili się z ufnością. Wiara dała im pewność, że Pan ich tak nie zostawi, że ktoś ich przyjmie, że jakieś miejsce, jakieś drzwi się otworzą.
Wiara to jest Ktoś w nas, kto jest mocniejszy niż nasze rozczarowania, niż wszystkie zamknięte drzwi. Maryja nosiła w sobie tę Obecność, w swoim łonie: wiara była w Niej Ciałem, było to życie tego Dzieciątka, którego Ona chroniła i przez którego czuła się chroniona. Wiara powinna być strzeżona, ale i ona nas strzeże! Nie traćmy ogromnego bogactwa, którym jest wiara wypróbowana: ćwiczmy naszą wiarę w małych cierpieniach, doświad- czajmy w sposób żywy, że Bóg jest z nami, nigdy nas nie opuszcza, jest wierny swojemu stworzeniu, które woła do Niego, Jeżeli coś jest nie tak, lub czegoś nie możesz w pełni zrozumieć, należy zachowywać te sprawy w sobie. Maryja „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu”: Ona także nie rozumiała zawsze i wszystkiego na raz, ale przeżywała chwile niepewności i bólu w przeświadczeniu, że Niebo w końcu się otworzy, że Bóg zwycięży.

Źródło: comunitacenacolo.it

Posted in Kościół, Medziugorje, Śpiew | Otagowane: , , | 49 Komentarzy »

Świadectwo Huberta

Posted by Dzieckonmp w dniu 24 Maj 2011

Mam na imię Hubert, pochodzę z Polski. Chciałbym się podzielić z wami radością, którą czuję w moim sercu. Do Wspólnoty wstąpiłem mając dwadzieścia lat. Byłem bardzo smutny i straciłem nadzieję na sens w życiu. Mając piętnaście lat zacząłem szukać czegoś więcej w moim życiu. Nie dostałem tego w moim rodzinnym domu, między przyjaciółmi albo w rzeczach materialnych i pieniądzach, których mi nie brakowało. To wszystko nie było w stanie wypełnić pustki w moim sercu. Po wszystkich tych poszukiwaniach wpadłem w świat narkotyków i zła, straciłem resztkę mojego człowieczeństwa. Dziękuję Maryi i Bogu, którzy nawet w tych momentach byli blisko mnie w osobie moich rodziców i bliskich. To łzy mojej mamy rozgrzały i obudziły we mnie resztki sumienia, które gdzieś pod tą stertą grzechów jeszcze we mnie były. Tak zaczęła się moja droga do światła. Dzięki moim rodzicom poznałem Wspólnotę Cenacolo. Wstąpiłem do domu w Chorwacji( Vrbovec). W Polsce był w tym czasie tylko jeden dom ( Giezkowo) i był przepełniony. Myśląc o początkach mojej wspólnotowej drogi zawsze mnie zadziwia jak to się stało, że zostałem.
Wstąpiłem na głodzie, zły na cały świat. Byłem obrażony na wszystkich, którzy mi pomagali. Nie chciałem zostać i zmieniać cokolwiek w moim życiu. Pierwszą osobą, która mnie zadziwiła był mój,,anioł stróż”. Nie miałem do niego dużego zaufania, ale patrząc na niego i na to, co robił dla mnie poczułem prawdziwą przyjaźń. Była ona prosta i bezinteresowna, pomimo że znaliśmy się tylko parę dni. On pierwszy zaprowadził mnie do kaplicy na różaniec przed Najświętszy Sakrament. Nawet, gdy tego nie rozumiałem to ogarniało mnie dziwne uczucie bezpieczeństwa, ciepła i pokoju. Dziś we Wspólnocie, jedną z najważniejszych wartości jest dla mnie przyjaźń. Obdarowuje mnie nią Jezus w momentach mojego ubóstwa i słabości. Dziś mogę powiedzieć, że moje serce nie jest już puste. Dzięki ludziom wokół mnie wiem, że i ja jestem w stanie kochać i to, czego tak bardzo szukałem w życiu było ukryte w moim sercu.
Chciałbym podziękować Maryi za to, że jest zawsze tak blisko mnie. Dziękuję również matce Elwirze,że podała mi rękę w momencie, w którym jej najbardziej potrzebowałem.

Źródło: http://www.comunitacenacolo.it

Posted in Cenacolo, Medziugorje, Uzdrowienia, Świadectwa | Otagowane: , , | 20 Komentarzy »

Nie babraj się w dragach!

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 lutego 2010

Przez prawie 20 lat babrałem się w dragach. Zajmowałem się produkcją, dilowaniem i zdarzyło się coś takiego, że dragi zeżarły mnie, całe moje życie, skasowały absolutnie wszystko, co miałem. Dokładnie wszystko: dom, rodzinę, wszystko, czego się dorobiłem wcześniej – absolutnie wszystko. – przedstawiamy świadectwo Bodka – mówiącego o świecie narkotyków. Warto przeczytać .

Myślałem, że mam silną wolę, że dragami można się bawić, że mam silny charakter i osobowość. Okazało się, że co do ćpania, to to nie działa w ogóle – to nie są te przebiegi, zupełnie inny mechanizm. Równolegle pracowałem w show-biznesie całe życie – do dzisiaj zresztą pracuję. Spotykałem się z różnymi ludźmi, znanymi z okładek gazet, słyszałem wiele różnych opinii na temat narkotyków – mądrych, mniej mądrych, głupich i bardziej głupich… Chciałem właśnie o tym pogadać, o tych wszystkich rzeczach.

Nie chcę mówić nikomu, co ma robić. Każdy w życiu decyzję podejmuje sam, każdy sobie może pytanie takie zadać: dokąd zmierzam? – i sam sobie na nie odpowiedzieć. Ludzie swoimi wyborami kształtują swoją przyszłość – i to jest pewne, że jak sobie narobisz gnoju w życiu, to sam sobie możesz podziękować. Jak będziesz miał fajnie, to generalnie też jest kwestia twoich wyborów jakichś tam, wcześnie.

Tu możesz posłuchać

W show-biznesie różni ludzie różne rzeczy gadają. Dzisiejsza przykładowo kultura hiphopowa promuje jaranie, sprzedaje to jako coś świetnego – że trzeba to legalizować. Leroy twierdzi, że to w ogóle powinno leżeć w spożywczaku na półce, koło majeranku – i tak by było najlepiej… Możliwe, ale nigdy tak nie było i nie wiadomo, co by było za parę lat. Widać, co jest w Holandii…

Ja wiem, że każdy człowiek, który zaczyna jarać albo jara jakiś krótki czas, gada tak samo. Wszyscy twierdzą, że im to nie szkodzi, że mogą przestać, kiedy chcą, i że generalnie nie oddziałuje to na ich życie. Ale ja poznałem wielu ludzi – z mojej ekipy, z nie mojej ekipy… Przykładowo – miałem kolegę Magika (kojarzycie, o kim mówię: Magik, z Kalibra)… Magik też twierdził, że zioło nie szkodzi, że trzeba je legalizować – i sprzedawał takie treści na płytach, wszędzie. No i co? Miały być święta, miało być fajnie, wszyscy kupowali prezenty, a Magik przypikował sobie przez okno… I tyle Magika widzieli. Jak to jest?

Takich ludzi jest wielu, ja znam więcej takich osób. Dragi zmieniają życiorysy wszystkim ludziom – wszystkim, którzy ćpają. Ja nie znam człowieka, który by zaczął ćpać, nie znam ludzi, którzy by się zetknęli z dragami, zaczęli wrzucać i by się nie zmienił im życiorys. Wszyscy.

Takich ludzi naprawdę jest bardzo wielu! Od korzenia koleżanka – Karolina. Ona już w przedszkolu potrafiła czytać. Całą szkołę miała świadectwo z paskiem – najlepsza w szkole. Poszła do liceum – to samo. W drugiej klasie liceum spotkała taką koleżankę, z takim… wystrzelonym ego – w kosmos, która to twierdziła, że wszystko wie najlepiej. Na wszystko miała receptę. I też jej powiedziała, że „dragi nie szkodzą”, że „wystarczy mieć trochę silnej woli i trochę rozumu w głowie i da się ćpać bezpiecznie”… I tak se jarały skuna raz w tygodniu, czasami jakąś krechę amfy… Cały czas pełna kontrola. I nagle coś się zaczęło chrzanić w jej organizmie. Poszła do lekarza, ten ją wysłał na badania… I lekarz jej mówi: „Pani przekwitła! Pani jest przekwitnięta! W wieku lat 18 pani przekwitła!”. „Co się dzieje?!” – mówi. „Pani nigdy dzieci nie będzie miała!”… Tak zegar biologiczny przyśpieszył u niej – na maksa. Ale tu się okazało, że to nie jest największy problem w jej przypadku! Ona później maturę zdawała. I nie zdała żadnego przedmiotu. Genialne dziecko… Okazało się, że ośrodek pamięci w mózgu se uszkodziła… Trzy razy już podchodziła do matury – i jej nie ma. I totalna zmiana planów życiowych: defekt mózgu. Nie wiadomo, co będzie robić w przyszłości – czy czasem nie będzie na garnku rodziców całe życie…

Dragi potrafią zmienić życiorys otoczeniu. Potrafią zmienić życie ludziom, którzy są wokół ciebie. Moi kumple kiedyś znaleźli ziemię obiecaną – jeździli do Taszkientu, do Uzbekistanu, bo tam zielsko rośnie na ulicach. Tam to jest chwast, tak jak u nas pokrzywa. I latali radzieckimi liniami za sto dolców – na drugi koniec świata… A tam za 300 dolarów szło się bawić cały rok, bo tam wszystko było tak tanie. Wóda tania, ludzie fajni, zielsko rośnie wszędzie… I siedzieli tam – po pół roku, po rok… I mój kumpel jeden wrócił stamtąd. Półtora roku późnej urodził mu się syn. Syn ma defekt – nie ma dłoni… O, takie ręce – ciach, coś wyrasta takiego dziwnego… Po prostu koszmarny widok! Ten chłopak se na pewno zadaje pytanie codziennie, czemu on, czemu to on nie ma dłoni. Skoro wszyscy mają… Żona tego mojego kumpla jest analitykiem medycznym, robi badania organów, które idą do przeszczepów. Zbadała go, mówi: „Facet, tyś się zdefektował na poziomie DNA! Tyś se kod genetyczny pochrzanił!”… Rozumiecie: jego dzieciak do końca życia będzie chodził z takim… po prostu… I nic za to nie może. Ja nawet nie chcę myśleć, co ten mój kumpel nosi za ciężar teraz – całe życie chodząc ze świadomością, że zaserwował taką przyszłość swojemu dzieciakowi! No po prostu fatalna sprawa! Teraz już nie ma co szukać winnych, nie ma sensu gadać, czyja wina, bo to jest bez sensu, no!… To by tylko pogorszyło sprawę.

Defekty po dragach często nie wychodzą od razu – czasami wychodzą za 20 lat. Dzisiejsze dragi tak nie zabijają jak heroina, tylko defektują. Defektują łeb, mózg, defektują flaki… Ludzie się starcami stają w krótkim czasie… A wyglądają normalnie – wygląda na to, że nic się nie zmieniło…

W Olsztynie był taki sportowiec, taki chłopak – 17 lat miał czy 18. Lekkoatleta, całe życie trzeźwy jak bąk. Były jakieś zawody, które go tam jakoś klasyfikowały do zawodów wyższej rangi. I pojawił się jakiś kolega, który mówi: „Wciągaj krechę, stary, to przelecisz to jak odrzutowiec!”. On wciągnął krechę i przeleciał… ale do połowy. Nie wiedział, że ma wadę serca. Sport tego nie wykazywał. A amfa go zabiła – jedna mała krecha… Nigdy nie był ćpunem. Cóż za niefart!…

W Tomaszowie dwie dziewczyny na przykład. Też dobre uczennice. Ktoś im sprzedał info, że po amfie człowiek się może lepiej uczyć. Kupiły se wora, wciągnęły po kresce… Jedna sobie zdefektowała serducho i zmarła tego samego dnia. Druga zdefektowała se łeb: do dzisiaj leży, patrzy w sufit, od paru lat już… Jest całkowicie sparaliżowana. Nigdy nie były ćpunkami… Nigdy nie wiesz, co w tym worze jest, co kupujesz…

Takich ludzi jest mnóstwo, tylko oni już często nie mają możliwości, żeby mówić, że robić pewnych rzeczy się nie opłaca, że za duży stopień ryzyka, żeby pewne rzeczy robić. I tutaj silna wola ani silna osobowość nie mają nic wspólnego z tym! Z narkotykami jest tak, że one się nie wydalają w 100% z organizmu. Dlatego często defektują po czasie. THC przykładowo wiąże się z tłuszczem, który jest wszędzie, w całym organizmie. Montuje się w osłonkach mielinowych w mózgu i kumuluje się tam; jest tego coraz więcej. I dlatego ludzie często jak ćpają, jak jarają, to mają zmiany postrzegania rzeczywistości i innymi kategoriami zaczynają myśleć. Inaczej świat widzą. Inna logika się włącza.

W Łodzi było młode małżeństwo, mieli małe dziecko, takie 4 – 5-tygodniowe. Poszli na techno party, nawrzucali się kwasów, ekstaz… Przyszli do chaty – do piekarnika coś wrzucili, zjedli… Rano się budzą – okazało się, że własne dziecko wmłócili… I co? I to się nie chce wierzyć w taką bajkę, bo to brzmi jak… jak dowcip, nie? Jak bajka. Ale to było! To było dwa lata temu w Łodzi… Siedzą w pierdlu. Wiecie, co mają we łbie codziennie, jak idą na obiad?… Ja bym nie umiał żyć z takim obciążeniem, przypuszczam, że bym se w łeb strzelił. Nie umiałbym z czymś takim żyć… Nawet nie wiedzieli, kompletnie nie rozróżniali… Co musiało w ich głowach się pojawić?!… I nie chce się wierzyć w takie historie, a one są – one są wszędzie!…

Powiem wam historię, o której żeście zapewne słyszeli. W Szczecinie co się działo, jak ojciec przyniósł dzieciaka, 7-miesięcznego, na pogotowie – pobitego?… Słyszeliście o tym? W Wiadomościach o tym gadali. Dziecko zmarło. Okazało się, że jest zgwałcone do tego wszystkiego jeszcze. Sąsiedzi mówią, że w chacie była przez cały czas techniawka i dragi. No to powiedzie mi – co on musiał w głowie mieć, ten facet?!… Co on musiał zobaczyć, co on za projekcje musiał mieć, żeby do takiej tragedii doszło?!… I to jeszcze widziała rodzina, ludzie z bliska na to patrzeli i nie reagowali… Co się musiało wydarzyć w ich umysłach, po prostu, że dopuścili do czegoś takiego?!… Szok!

Takie rzeczy są – to nie jest żadna bajka! To jest rzeczywistość! Dragi zmieniają postrzeganie rzeczywistości – i to bardzo poważnie. Ja wiem po sobie. Jak to jest, że dragi, które, kurcze, nie szkodzą, są miękkie, a ludzie takie rzeczy robią?!… O co chodzi?! Ja wam powiem. Zielsko jest dzisiaj tylko nośnikiem do serwowania ludziom twardych dragów – o czym mało kto wie. I ćpają wszyscy, i się cieszą, że nic się nie dzieje… Skun nie jest rośliną – skun to jest cyber! Każda roślina, żeby rosnąć, potrzebuje słońca – skun nie potrzebuje. W skunie jest tyle chemii po prostu, że nie wiem… Więcej być nie może: to jest sama chemia. Bo to ziemi nie widzi.

Nie wiem, czy wiecie, że amfetamina przykładowo, wychodząc od producenta, jest mieszana ze strychniną. Strychnina to jest trutka na szczury. Bardzo silna trucizna. Zabija w ten sposób, że powoduje rozerwanie naczyń krwionośnych i wylewy wewnętrzne – krew się wylewa do środka organizmu. Szczur potrafi zdychać parę dni, zanim skona. Strychnina jest w każdej amfie. Po co? Strychnina jest takim katalizatorem, że pomimo kilkukrotnego zwiększenia masy amfy poprzez dosypanie tam różnych środków konsument ma złudzenie tego samego kopa cały czas. Że ten koleś, który kupuje wora, pomimo tego, że tam jest tylko 20% amfy, on ma złudzenie, jakby to był czysty towar. Taki sam kop jest! Taka ściemka nieszkodliwa… Mówię o amfie, która wychodzi z laboratorium, bo to ona przechodzi jeszcze przez las rąk. I każdy dosypuje od siebie coś, żeby zwiększyć masę tego towaru. I trafiają tam najróżniejsze rzeczy – wystarczy, że są białe i gorzkie… To jest jedyny warunek, który one muszą spełniać. Spotkałem dilerów, którzy dosypywali środków farmakologicznych, które działały w drugą stronę niż amfa – np. uspokajające środki. Koleś wciągał krechę i się robił zielony: piana z dzioba, fioletowe usta – i go wywozili. A lekarze głupieli – mówią: „Kurcze, on jest przyśpieszony czymś na maksa, a serce mu puka, jakby spał!”. I nie wiadomo, co mu dać: czy w lewo, czy w prawo – bo to i to go zabije… I naprawdę – ludzie głupieli, a koleś się przekręcał na ich oczach! I nie wiedzieli, co robić, nie…

Wyobraźnia dilerów jest po prostu maksymalna! Często ludzie w swojej nieświadomce, głupocie tam pakują różne rzeczy, nie zdając sobie sprawy z tego, jak to może podziałać na konsumenta. Ale diler o tym nie myśli, bo on to sprzedaje, a nie, kurcze, testuje!… Dlatego jego to za bardzo nie interesuje – on patrzy, żeby jak najszybciej pozbyć się towaru… To nie są żadni fajni kolesie, którzy chcą wam imprezę umilić. To są kolesie, którzy chcą was złupić, którzy potrzebują twojego szmalu! Oni chcą, żeby każdy, kto raz kupi wora, do końca życia szmal w zębach przynosił. I to jest cała filozofia! Producenci mają jeden cel: żeby drag, który uchodzi za nieszkodliwy, uzależniał od pierwszego razu. Dokładnie po to: żeby taki koleś się stawał dostawcą kasy.

Na dilowaniu nie da się zarobić! Wielu ludzi tak myślało… Znałem kupę dilerów. Każdy z nich to była góra… w porywach do 3 lat dilowali i się powalali. Wskakiwali na takie działy, z których już wyskoczyć nie umieli, albo poszli siedzieć. I w pierdlu im nikt nie pomaga! Takich ludzi w pierdlach jest mnóstwo, takich 16-, 17-, 18-latków, którym się wydawało, że na ćpaniu idzie zarobić. Bajka! Z dragami nikt nie wygrał! Dragi kasują wszystkich – kasują dilerów, tak zwanych odbytów (to są ci uliczni dilerzy), kasują grubych dilerów, kasują producentów… Wszystkich! Nie ma kozaków – kozaki umierają pierwsze.

Ludzie jak zaczynają ćpać, potrzebują szmal. Dragi tanieją, ale działy rosną – i na to samo wychodzi. Jedni są z bogatych domów, potrafią starych kręcić przez dłuższy czas, mają dużo kasy – co się finalnie okazuje dla nich po prostu pułapką na maksa – inni kradną, sprzedają to, co mają. Dziewczyny na ulicach lądują często finalnie… Może któraś z was ma w planie zostanie prostytutką w przyszłości? Nikt nie ma takich planów! Faceci z pedrylami się zaczynają zadawać, zbokolami różnymi… Tak się dzieje! 75% prostytucji na świecie to są ludzie, którzy na ćpanie zarabiają! Wiecie o tym? W Polsce jeszcze tego nie widać tak, ale do Berlina macie blisko, rzut beretem – tam to jest bardzo czytelne. Nie znam faceta, który by miał w planie zostać jakimś bojem sadomacho i w gumowych ciuchach z cwekami, na smyczy chodzić… Ale takie rzeczy się dzieją! Dragi tak zmieniają łeb i tak okoliczności życiowe się zmieniają, że w takie zaułki prowadzą!… Naprawdę! I to nie są żarty, to nie jest żadna bajka! Ja znam bardzo wiele takich osób, które dokładnie takie życiorysy miały. Wylądowali gdzieś na drugim końcu świata i robią rzeczy, o które nigdy wcześniej by się nie podejrzewali…

Dzisiejsza filozofia mówi, że wszystkiego trzeba spróbować w życiu. Że wszystko jest dla ludzi… A ja twierdzę inaczej: że nie wszystko jest dla ludzi. Może ktoś z was skonsumował kiedyś kupsko? Nie jedliście kupy nigdy? No co wy – jacyś dziwni? Przecież miliardy much nie mogą się mylić – no co wy? I nawet gdyby ci ktoś to zaserwował w kryształowym pucharku, z waflem, z bitą śmietaną i z ananasem – nie ruszysz tego! Ale gdyby była taka sytuacja, że przez x lat by ci ktoś serwował informację, że kupsko – pomimo niezbyt dobrego smaku – jest bardzo zdrowe, dobrze robi na cerę i na włosy, lepiej się możesz uczyć po kupsku, trądzik znika i jest świetny haj na imprezie – to wiecie, co by się działo, nie? Od razu by się pojawiło kupsko w proszku, kupsko w kochach, kupsko w kremie… I dokładnie, analogicznie, ta sama sytuacja jest z dragami! To jest chemia, która nie jest żadnym środkiem konsumpcyjnym! Nie pomaga nikomu amfa w nauce – to jest kit sprzedawany przez producentów! Gdyby amfa pomagała w nauce, to byś w każdej bibliotece szkolnej miał wory z amfą. Przychodzisz, robisz se krechę, wciągasz i jesteś mądry. Książkę łykasz w 15 minut i pasuje. I wszyscy by na to mówili: „Amen, jest świetnie!”. Ale tak nie jest! To jest kit!

Ja wam powiem – dragi bardzo wiele powodują defektów. Takich nie kojarzonych z dragami: dziury w mózgu, utrata pamięci… Ludzie mają rozkojarzki, nie potrafią się uczyć… Zapominają o oczywistych rzeczach. Ludzie, którzy jarają, są bardzo niepunktualni, niekonkretni – możesz się z nim pięć razy umawiać, a on zawsze gdzieś zapomni. I dotyczy to nie tylko ludzi, którzy jarają: wszystkich, którzy ćpają, którzy piją – to dotyka wszystkich! Zdebilowacenie – tak jak powiedziałem – to jest drugi taki czynnik. Zespoły amotywacyjne – że taki koleś się rano budzi i on nie umie odpalić, on nie umie se napędu znaleźć, on nie widzi sensu w niczym! Depresje jakieś! Mnóstwo ludzi w świrowniach siedzi, którym dragi zdefektowały łeb! Schizofrenie… Takie zapętlenia, że już do końca życia wyskoczyć z tego nie idzie… To wszystko robią dragi, niestety… Często to nie jest w ogóle kojarzone, często po iluś latach to wychodzi.

Ja jestem jedynym człowiekiem z ekipy, która zaczęła herę grzać, który wrócił do normalnego życia. Żyje może… jeszcze cztery osoby może żyją z tej ekipy, z którą zacząłem heroinę walić. Wyglądają jak zombi, jak stare dziady w tej chwili! Naprawdę – mają po 35 lat, a wyglądają jak 70-latki!… Nie da się wygrać z heroiną! Ja jestem jedynym człowiekiem, jakiego znam. Niektórym się udało, zaczęli nowe życie. Założyli rodziny, przestali ćpać 10 lat temu – czy tam ileś… I stała się dziwna rzecz w zeszłym roku: dwóch z nich zmarło. Lekarze mówią, że zmarli śmiercią naturalną. Jak to jest – w wieku 35 lat naturalną śmiercią?… Dragi tak potrafią życie ciachnąć – nieprzewidywalnie dla ciebie… O połowę ci skrócić na przykład… A ty myślisz, że już wyszedłeś i jest wszystko w porządku… Nie, nie jest w porządku – jest sto kilometrów od „w porządku”! Człowiek, który wychodzi z dragów, nigdy już nie będzie normalny. Już będzie takim kiszonym ogórem do końca życia. Nigdy nie będzie zielonym ogórem. Tak się dzieje…

Życzę wam dobrych wyborów w życiu! Dzięki serdeczne!

Bodek

Posted in Cenacolo, Świadectwa | Otagowane: , | 5 Komentarzy »