Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
    7,6 lat pozostało.
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Posts Tagged ‘Karol Wojtyła’

Zagadka Karola Wojtyły cz.3

Posted by Dzieckonmp w dniu 17 grudnia 2016

Co  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?

uzdrowicielCzy Maryja nawiedza Medziugorje?
W   ciągu   przeszło  dwudziestu  lat  mojej  pracy   jako   watykanisty  mógłbym na palcach  jednej  ręki  policzyć  zaproszenia   na  naprawdę   huczne   imprezy,   za  to  nie  ma  tygodnia,  żebym  nie  dostał,  najczęściej  od jakiegoś  księdza,  zaproszenia  do Medziugorja.  To  jedyne  w swoim  rodzaju   sanktuarium,   którego   nie   sposób  porównać    z   żadnym    innym.    Leżące  w Bośni  i Hercegowinie  Medziugorje  odróżnia  się  od Fatimy,  Lourdes  czy  Mariazell  przede  wszystkim  tym,  że  pielgrzymują  doń  nie  tyle  zwyczajni  świeccy wierni, co księża. Sanktuarium jest swego  rodzaju  wyrazem  katolickiego  i nadzwyczaj  religijnego  protestu  przeciwko  instytucji Kościoła. Nie ma on nic wspólnego  z ruchami  lewicowymi  czy  zwolennikami   zniesienia   celibatu   księży   albo   wyświęcania   kobiet   na  kapłanów.  To  protest  prawicowego,  konserwatywnego  skrzydła,  protest  postulujący  jeszcze  większą  religijność  Kościoła.  A  przy  tym chodzi po prostu o cuda. Dla  zwierzchników  Kościoła  cuda  bywają   czasem   czymś   kłopotliwym   lub  uciążliwym.   Na  przykład   papież   Benedykt  XVI  w rozmowie  z nami,  dziennikarzami,  podczas  lotu  do Lourdes  podkreślał  stanowczo,  że  nie  udaje  się  tam  wcale  z  powodu   cudownych   uzdrowień.   Dla  Kościoła  jako  Instytucji  wiara  w cuda  stanowi  bowiem  dowód  słabości  wiary  religijnej.  Jak  gdyby   wierny  czy  nawet  kapłan  potrzebował  cudu,  by  móc  w ogóle  uwierzyć   w  chrześcijańskiego   Boga,   niczym   żądający   dowodu   niewierny   Tomasz,   którego   Chrystus   napomniał,   że  błogosławieni   są   ci,   którzy   nie   widzieli,  a uwierzyli.  Konserwatywni  księża  uważają,  że  to  nie  fair.  Oni  wierzą  w bezpośrednie   ingerencje   Boga   oraz   w  to,   że  na tym  świecie  naprawdę  zdarzają  się  cuda,  czego  skrajnym  przykładem  jest  właśnie   Medziugorje.   Ponieważ   tam   i  tylko  tam  cuda  dzieją  się  on  live   (na  żywo).
Osobom  mającym  objawienia  towarzyszy  w trakcie  ich  wizji  niewielki  krąg  wybranych.  Przemawia  do nich  wówczas  ukazująca  się  tu  regularnie  Matka  Boska.
W moich poszukiwaniach  nie  posunąłem się niestety zbyt daleko. Nie udało mi  się   dowiedzieć,   co   takiego   mogło   łączyć  cud   związany   z  Bożym   miłosierdziem  i Medziugorjem.  Pewnego  dnia  zadzwonił  do  mnie   zaprzyjaźniony   włoski   ksiądz.
– Andreas,   mam   zaproszenie   do  wzięcia  udziału  w objawieniu  Matki  Bożej  w domu  Marii.   Masz   może   ochotę   na  wycieczkę  do Medziugorja?
– Być  może  – odparłem.
– A słyszałeś  kiedyś  o cudzie,  który  ma  coś  wspólnego   z  Papieżem,   Bożym   miłosierdziem  z objawień  świętej  Faustyny  i z Medziugorjem?  Zastanawiał  się  przez  chwilę.
–  Nie  mam  o  tym  pojęcia  –  powiedział  w końcu.
– Nigdy o tym nie słyszałem.
Należało   więc   po  prostu   tam   pojechać  i rozejrzeć się na miejscu. Może uda mi się  dowiedzieć,   co   właściwie   miał   na  myśli  ten  młody  ksiądz  z Polski  i dlaczego  był  tak   poruszony   wiadomością   o  cudzie.
A przy tym  jedno  było  pewne:  wizjonerka  Marija   wiedziała   o  wszystkim,   co   dzieje  się   w  Medziugorju.   Jeżeli   ktokolwiek  mógł  wiedzieć,  gdzie  w Medziugorju  znajduje  się  tajemnicze  miejsce  związane  z cudem  Bożego  miłosierdzia,  to  tylko  ona.
Z Rzymu do Medziugorja można się  dostać  na dwa  sposoby.  Większość  księży  umawia   się   na  wspólną   wyprawę   samochodem  przez  Wenecję  i Triest,  następnie  chorwackim   wybrzeżem   aż   na  miejsce. Taka   podróż   trwa   dwadzieścia   godzin.  Bardziej  komfortowym  rozwiązaniem  jest  przelot  do Splitu  i wypożyczenie  tam  auta  na dalszą  podróż.  W Rzymie  istnieje  cała  sieć  punktów  spotkań  dla  duchownych  zafascynowanych  tym  sanktuarium,  gdzie  mogą  umówić  się  na  wspólny  wyjazd,  oferując   wolne   miejsca   w  swoim   samochodzie.  Sprzyjało  mi  szczęście,  bo  mój  zaprzyjaźniony  ksiądz  miał  pewnego  pobożnego   znajomego   w  chorwackich   liniach   lotniczych,   dzięki   któremu   udało  nam się dostać bilety na przelot z Rzymu  do Splitu  w korzystnej  cenie.
Myślę, że od czasów Marcina Lutra,  kiedy  doszło  do rozłamu  i powstania  Kościoła   ewangelickiego,   żaden   spór   wewnątrz Kościoła nie miał takiej siły jak ten  wokół  zagadki  Medziugorja.  A przy tym  dotyczył  on  nie  wiernych  świeckich,  ale  duchownych.   Tysiące   księży   na  całym  świecie  jest  przekonanych,  że  w Medziugorju  wydarzył  się  cud,  bardzo  istotny  cud.  Po drugiej  stronie  również  stoją  tysiące   księży   uznających   przypadek   Medziugorja   za  totalną   bzdurę.   Ta   rozbieżność   dotyka   nie   tylko   szeregowych   kapłanów, lecz obecna jest we wszystkich  kręgach  duchownych  aż  po kolegium  kardynalskie.  Do Medziugorja  pielgrzymują  bowiem, bardziej lub mniej skrycie, także setki,  jeżeli  nie  tysiące  biskupów.  Spotkałem  tam  wielu  takich,  którzy  zdejmowali  swoje  insygnia  i chowali  je  w kieszeniach  koszuli   lub   kurtki.   Nawet   kardynałowie  pielgrzymują  do Medziugorja,  a największym   spośród   nich   –  przyjacielem   tego  sanktuarium   jest   arcybiskup   wiedeński  kardynał  Christoph  Schönborn.
Przeciwnicy  Medziugorja  są   przekonani,  że  to  nic  więcej  jak  jedno  wielkie  oszustwo.   Biskupi   z  byłej   Jugosławii  w deklaracji  podpisanej  w Zadarze  w roku  1991  oświadczyli,  że  nie  można stwierdzić że   zaszło  coś  nadprzyrodzonego. Kongregacja  Nauki  Wiary  pod przewodnictwem  Josepha  Ratzingera  zabroniła  oficjalnych  pielgrzymek   czyli   organizowanych  przez  duszpasterzy  katolickich  parafii do Medziugorja.  Jednak  ten,  kto  tam  dotarł, dobrze wie, że zakaz łamany jest każdego  dnia.   Pod  tamtejszym   kościołem, w  którym  odprawia  się  Mszę  świętą  za Mszą  i gdzie  wierni  taśmowo  przystępują   do  sakramentu   pokuty,   codziennie  kłębią   się   grupy   pielgrzymów   z  całego  świata.  Nigdzie,  w żadnym  innym  miejscu na ziemi  nie  widziałem  takich  tłumów  stojących  w kolejce  do konfesjonału.
Mnie  osobiście  każda  z  podróży  do Medziugorja  fascynowała  z tego  prostego  powodu,  że  będąc  tam  na  miejscu,  nie  sposób  nie  zapytać:
co  tu  się  stało?
Zwolennicy   tego   sanktuarium   wierzą,   że  począwszy  od  24  czerwca  1981  roku  na wzgórzu  Crnica,  teren  parafii  Medziugorja, ukazywała  się  Matka  Boska  i przekazywała   tysiące   orędzi   sześciorgu   dzieciom.  Przepowiedziała  na przykład  wojnę  na Bałkanach na dziesięć lat przed jej wybuchem.  Od tamtego  czasu  o ustalonej  porze  dnia  wciąż  przekazuje  swoje  przesłanie  sześciorgu   „widzącym”.   Przeciwnicy  sanktuarium  uważają,  że  owa  szóstka  zmówiła  się  i  przez  długie  już  dziesięciolecia  podtrzymuje  swoje  kłamstwa  tak  skutecznie,  że  w Medziugorju  powstało  ogromne  centrum  pielgrzymowania,  w którym  jedynie  w 2006  roku  – pomimo  zakazu  Watykanu   –  odprawiło   Mszę   Świętą   4503  katolickich  duchownych.  Z owymi  „Widzącymi”   dziećmi,   teraz   już   dorosłymi, spotykałem   się   wielokrotnie.   Nie   wiem,  czy   są   notorycznymi   kłamcami.   Gdyby jednak to wszystko zmyślilii w swej zmowie trwali przez tak długie lata, to nasuwa  się  tylko  jedno  pytanie:
po co?
W okresie  przed  pierwszymi  objawieniami  w roku  1981 aż  do momentu upadku  muru  berlińskiego  wszyscy  z tej  szóstki,   żyjący   w  komunistycznej   Jugosławii,   byli   narażeni   na  różnego   rodzaju  konflikty  i szykany  ze  strony  aparatu  państwowego   czy   milicji   tylko   dlatego,   że  twierdzili,  iż  widzieli  na własne  oczy  Matkę   Boską,   która   przekazała   im   orędzie. Po  co  mieliby  to  robić,  skoro  takim oświadczeniem  narażali  się  na więzienie?   Moje   wahanie   pogłębiały    jeszcze   rozmowy   z  wieloma   włoskimi   sędziami.
Na przykład  przy zwykłej  próbie  wymuszenia   ubezpieczenia   świadkowie   starają  się  wcześniej  uzgodnić  szczegóły  rzekomego  zajścia.  Praktyka  pokazuje  jednak, że  prawie  nigdy  nie  udaje  się  zbyt  długo  podtrzymać   nieprawdziwej   wersji.   Ktoś  w  końcu   przerywa   milczenie,   zwłaszcza  gdy  w cały  spisek  zamieszanych  jest  kilka  osób  i upłynęło  już  trochę  czasu.  Jednak  w przypadku  Medziugorja  nikt  z „Widzących”  nie  zmienił  dotąd  swojej  wersji.  Dla czego?  Bo  potrafią  tak  doskonale  kłamać?  A może   na prawdę   widzieli   Matkę  Boską? Te go nie wiem.

CDN

Ciąg dalszy nastąpi

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 8 Komentarzy »

Zagadka Karola Wojtyły cz.2

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 grudnia 2016

Co  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?

uzdrowicielTeraz   wiedziałem  przynajmniej    jedno:  czegokolwiek    dotyczył  ten   cud,   nie   miał   nic  wspólnego  z diecezją  w Rzymie.  Zdawałem  sobie  sprawę,  że  tak  naprawdę  szukam  igły  w stogu  siana.  W Watykanie  istniały  dwa  urzędy,  które  musiały  wiedzieć  coś   o  tym   cudzie,   Kongregacja   Nauki  Wiary,  do której  należało  badanie  takich  przypadków  i orzekanie,  czy  nie  kryje  się  za nimi  zwykłe  oszustwo,  oraz  Kongregacja   Spraw   Kanonizacyjnych   odpowiedzialna  za ustalenie,  czy  chodzi  tylko  o jakieś   nadzwyczajne   zdarzenie,   czy   też  o Boską  ingerencję.  Na początek  spróbowałem  szczęścia  u znajomego  pracującego  w tej  drugiej  instytucji.  Zadzwoniłem  do niego  i zaprosiłem  na obiad.  (…)
– No,  mów  śmiało,  czego  ode  mnie  chcesz?
– Chodzi mi o pewien cud, który  miał  miejsce  gdzieś  w  latach  dziewięćdziesiątych. Ale nie znam żadnych szczegółów, nie wiem, ani kiedy dokładnie, ani  gdzie  się  dokonał.
– Czy  wiesz,  jak  wyglądają   pomieszczenia   naszej   kongregacji?  Na korytarzach  piętrzy  się  taka  masa  kartonów  i pudeł,  że  niepodobna  już  prawie   tamtędy   przejść.   Wiesz,   co   musieliśmy  zrobić?  Zabraliśmy  pozostałym  kongregacjom  wszystkie  piwnice  pod placem św.  Piotra,  żeby  zmagazynować  tam  kolejne   tysiące   pudeł.   A  wiesz   dlaczego?
Cuda, cuda, cuda i jeszcze raz cuda. Nagle na tym świecie zaroiło się od cudów. Przestaliśmy  już  za nimi  nadążać.  Mamy  u siebie   tak   wiele dokumentów   na  temat   cudów, że nawet przy najlepszych chęciach  nie wiemy, co z nimi począć. (…)
– Dam  ci  pewną  radę.  Przypuśćmy,  że  zdarzył  się  cud,  i przypuśćmy,  że  potraktowano  go  w tych  kategoriach,  co  oznacza,  że  informacja  o tym  musiała  dotrzeć  do  krakowskiego   biskupa.
–  Dlaczego?
– No  przecież  ta  Faustyna  Kowalska  została  ogłoszona  świętą  i teraz,  jeżeli  ktokolwiek  na świecie  zgłasza  przypadek  cudu,   to   diecezja,   z  której   ona   pochodziła,  musi  zostać  o tym  powiadomiona.  A przynajmniej   istnieje   duże   prawdopodobieństwo, że tak się stało.
– To byłby już jakiś  konkret
–  odpowiedziałem.   Wiedziałem  już, gdzie dalej szukać. (…)
Istniało jeszcze jedno centrum sprawowania  władzy,  mające  wielki  wpływ na papieża
– kościół  św.  Stanisława  B.M.  przy Via  delle  Botteghe  Oscure,  polski  kościół   w  Rzymie.   (…)
Jeżeli   ktokolwiek  wiedział  coś  na temat  raportu  dla  biskupa krakowskiego  o cudzie  związanym  z miłosierdziem  Bożym  i siostrą  Faustyną,  to  należało   go  szukać   właśnie   tutaj.   Praca watykanisty  miała  wówczas  i tę  zaletę,  że  przynosiła   mnóstwo   znajomości   wśród  polskich  księży.  Trwało  jednak  kilka  tygodni,  zanim  dostrzegłem  wreszcie  pewnego  młodego  jasnowłosego  kapłna,  którego  wielokrotnie  spotykałem  w Krakowie. Poznał mnie, a ja zaprosiłem go na kawę.
–Czy słyszał ksiądz o cudzie,  którego ponoć dokonał Jan Paweł II i który ma  coś  wspólnego   z  Bożym   miłosierdziem, ze  świętą  Faustyną?
–  Nie,  wiem  tylko  o cudach,  które  wykorzystano  w procesie  kanonizacyjnym   siostry   Faustyny.
–  Podobno   wydarzył   się   kolejny   cud,   cud  związany  z osobą  Ojca  Świętego.
– Napraw dę?  – zapytał.
– Jeżeli  został  potraktowany  poważnie  i zbadany  w Polsce,  to  nie   powinno   być   większych   trudności  z odnalezieniem  informacji  na ten  temat.  Diecezja    krakowska    jest    tak    dumna  z sanktuarium,  że  na pewno  zależy  jej,  by  pisano także o cudzie, o ile miał miejsce.  Taka  wiadomość  bardzo  umacnia  wszystkich   w  wierze,   byłoby   naganne,   gdyby  ktoś chciał coś ta kiego zataić.
Kamień spadł mi z serca.
Ten  poczciwy   Polak   jako   pierwszy   nie   potraktował  mnie jak przestępcy, tylko dlatego że chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o cudzie.
– A czy mógł by ksiądz popytać, czy w Polsce  wiadomo  coś  na temat  tego  przypadku?
– Nie  ma  sprawy  – odpowiedział.  (…)
Trzy  dni  później,  punktualnie  o 19.30,  czekałem  przed  seminarium,   jednak   kiedy   go   spostrzegłem,  wiedziałem  już,  że  czekają  mnie  kłopoty,  wielkie  kłopoty.
– Jest  pan  złym  i  podstępnym   człowiekiem   –  naskoczył  na mnie.
– Będzie pan musiał prosić o przebaczenie  za to,  co  pan  zrobił.
– O co  właściwie  księdzu  chodzi?
– zapytałem.
– Może   porozmawiamy   o  tym   przy  obiedzie?
– Nigdzie nie idę. Nie zamierzam jeść z panem  pizzy  ani  niczego  innego.
– Ale  co  się  stało,  na litość  Boską?
–  Wiedział  pan,  że  o  pańskim  pytaniu  na temat  cudu  nie  powinienem  był  nawet  pomyśleć,  dobrze  pan  wiedział,  prawda?
–  O  czym  ksiądz  mówi?
– A ja,  dureń,  zwróciłem   się   z  tym   do  biskupa,   który  przypadkiem   siedział   z  nami   w  jadalni.  Kiedy   go   zapytałem,   zamarł.   Jak   ześlą mnie gdzieś do jakiejś małej parafii w Tatrach, to będę miał dużo czasu, żeby żałować   tego   spotkania   z  panem.
–  Bardzo  przepraszam   –  powiedziałem.
–  Nie   sądziłem,  że  proste  pytanie  może  pociągnąć  za sobą  takie   konsekwencje.  Chciałem  się  tylko  dowiedzieć,  czy  naprawdę  wydarzył  się cud, który jest badany w Krakowie.
Spojrzał mi prosto w oczy.
– Ale czy  pan  zdaje  sobie  sprawę,  w jakich  tarapatach znalazł się Kraków z powodu tego cudu?
– Nie  mam  najmniejszego  pojęcia.  Popatrzył  na mnie,  a jego  wzrok  dosłownie  przewiercał   mnie   na  wylot.   Potem   przeszedł  kilka  kroków,  a ja  ruszyłem  za nim.
–  Wierzę  panu  –  odezwał  się  w  końcu.
– Kto  właściwie  panu  powiedział,  że  wydarzył się jakiś cud?
– Pewnie mi ksiądz  nie uwierzy, ale to był stary Żyd  z krakowskiego  Kazimierza,  który  sprzedawał  tam  pamiątki.  Uśmiechnął  się  teraz  odrobinę.
– Znam go, wiem, że to dziwak. I to  od nie go pan o tym usłyszał. Wieści o cudzie  rozchodzą  się  zawsze  dziwnymi  kanałami.   Zastanawiałem   się   przez   chwilę, czy  powinienem  zapytać  o szczegóły  cudu. Ale nie odważyłem się na to i po prostu szedłem dalej obok niego.
– Czy  mógł  by  mi  pan  wyświadczyć  przysługę,  nawet  jeżeli  nie  będzie  to  dla  pana  zbyt  przyjemne?  – zapytał  po pewnym  czasie.
–  Tak,  oczywiście,  bardzo  chętnie – od parłem.
– Czy mógłby pan napisać list? Proszę umieścić datę sprzed tygodnia i zawrzeć w nim po prostu prośbę  o zebranie  informacji  na temat  cudu.  Może  pan  to  zrobić?  Miał  bym  wtedy  jakiś  konkret.
–  Ależ  oczywiście,  tak  zrobię.
– A może pan zrobić to teraz?  W tej chwili?  – Jasne.  Miał  przy sobie  teczkę,  przeszliśmy  do pobliskiej  pustej  kafejki.  Stanęliśmy  przy barze.  Zgodnie  z jego  wskazówkami   napisałem,   że   przez   wzgląd  na długoletnią  przyjaźń,  jaką  zawarliśmy  niegdyś  w  Krakowie,  proszę  go,  by  dowiedział  się  szczegółów  dotyczących  tego  cudu.   Kiedy   skończyłem,   wydawał   się  dużo  spokojniejszy  i wręcz  zadowolony.
– Wie  pan,  w ten  sposób  będę  mógł  udowodnić,   że   chciałem   po  prostu   wyświadczyć   panu   przyjacielską   przysługę.
– Znakomicie  – powiedziałem.
– W pierwszej  chwili  myślałem,  że  chce  mnie  pan  oszukać.  Jednak  teraz  naprawdę  wierzę,  że  rzeczywiście  nie  miał  pan  o  niczym  pojęcia.
– O czym, ale o czym nie miałem  pojęcia? Co w tym cudzie jest tak nie opisanego,  że  nikt  nie  jest  w  stanie  o  tym  mówić?   Czy   chodzi   o  papieża?   Wiem,  że  nie  chce,  by  rozpowiadać  o  cudach,  które  mają  z nim  coś  wspólnego.  Słyszałem już o tym setki razy od jego rzecznika  Navarro -Vallsa.  Lecz  ja  chciałem  się  tylko  dowiedzieć,  czy  rzeczywiście  zdarzyło  się  coś takiego jak cud, czy też to tylko pogłoska.  Wiem,  że  i tak  nie  będę  mógł  o tym  napisać,  dopóki  papież  żyje.
–  To  nie  papież  jest  tutaj  problemem.  Problem  leży  gdzie  indziej
–  powiedział.
– Gdzie?
–  Pójdę   już   –  powiedział.
–  Zostawię  na barze  karteczkę.  Proszę  ją  przeczytać,  a potem wyrzucić. Nic więcej nie mogę  dla  pana  zrobić.  Na gryzmolił  coś  na karteczce   i  wyszedł   z  kawiarni.   Odczekałem    chwilę    i   obróciłem    karteczkę  w  swoją   stronę.  Widniała   na  niej   tylko  nazwa   pewnego   miasteczka   w  Bośni  i  Hercegowinie
–  Medziugorje.  Tylko  co   sanktuarium   leżące   przy  granicy  z  Chorwacją   mogło   mieć   wspólnego  z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem  Pawłem II?

CDN

Ciąg dalszy natąpi

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 26 Komentarzy »

Zagadka Karola Wojtyły

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 grudnia 2016

uzdrowicielCo  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?
To,  i inne  pytania,  na temat  cudów  zdziałanych za przyczyną św. Jana Pawła II za jego  życia  zadaje  sobie  watykanista  Andreas Englisch  w swojej  książce  pt.: Uzdrowiciel. Cuda  świętego  Jana  Pawła  II.
W lutym 1999 r. obiecał  rzecznikowi   prasowemu Watykanu że, nie  ujawni  tych  faktów  za życia  Papieża  i słowa  dotrzymał,  dla tego teraz wyszła ta książka.
Przedstawimy fragmenty   epizodu  związanego  z  Bożym   Miłosierdziem,   Papieżem   i  Medziugorjem,   a  do  przeczytania   całości  zapraszamy    poprzez    nabycie   książki  z Wydawnictwa  WAM:  tel.  12/6293260, zamowienia@wydawnictwowam.pl

Co widziała Faustyna?
Przy  całym  szacunku,  jaki  miałem dla osiągnięć Karola Wojtyły, nie byłem w stanie  zaakceptować   sprawy   siostry Faustyny   Kowalskiej.   Nie   potrafiłem   sobie   wyobrazić,   że   prosta   zakonnica  naprawdę   może  mieć  tyle  objawień   Syna  Bożego,  Jezusa  z Nazaretu.  (…)
Mnie  tymczasem  przypomniała  się  pewna  rozmowa  z przyjacielem  papieża,  kardynałem  Andrzejem  Marią  Deskurem,  który  wielokrotnie   mi   powtarzał,   że   jeżeli   chcę naprawdę  zrozumieć  Wojtyłę,  powinienem  pojechać  do dawnej  dzielnicy  żydowskiej.
Teraz   miałem  na  to  czas. Wprawdzie  nie bardzo  wiedziałem,  czego  mam  szukać,  ale  postanowiłem  się  tam  wybrać.
Tego  dnia,  co  zrozumiałe,  cały  Kraków  był  dosłownie  wytapetowany  wizerunkiem  Jezusa  z objawienia  siostry  Faustyny  Kowalskiej.  Papież  przybył  tu,  by  pomodlić  się  właśnie  w sanktuarium.  (…)
Maszerowałem   przez   Kraków,   zastanawiając  się  przez  cały  czas,  co  tak  zafascynowało  papieża w Faustynie i jej wizji? (…)
Czy Bóg  rzeczywiście   to   powiedział?   Czy   rozmawiał  z nią  o godzinie  swojej  śmierci?  A może to jej się przyśniło, wyobraziła to sobie,  może  po prostu  skłamała?  A może  istotnie  było  to  objawienie  samego  Syna  Bożego?
Zakonnica, której nie docenił Hitler.
Tego dnia nie było w Krakowie sklepu,  który  nie  byłby  udekorowany  plakatami  z papieżem  albo  Faustyną.  Widziałem  nawet  chińską  restaurację  z wizerunkami  Świętej. (…)
22 lutego 1931 roku ukazuje się  jej  Chrystus  i poleca  namalowanie  obrazu  przedstawiającego  jej  wizję.  Na obrazie   widnieje   człowiek   w  białej   tunice,  z  którego   piersi   wychodzą   promienie.
I w tym  momencie  znów  zapytałem  sam  siebie:  czy  Bóg  rzeczywiście  tak  wygląda?
Tymczasem znalazłem się już na Kazimierzu,  w dawnej  dzielnicy   żydowskiej  Krakowa,  spacerowałem  jej  ulicami,  czytałem  w muzeum  przerażające  wojenne  obwieszczenia  o deportacjach.  Na otoczonym  restauracjami  placu  w samym  sercu Kazimierza   jakiś   człowiek  w  żydowskiej  kipie  sprzedawał  souveniry:  gwiazdy  Dawida,   pamiątkowe   dyplomy   z  odwiedzin  na Kazimierzu  i obrazki  z Jezusem  Miłosiernym.  Ku  mojemu  zaskoczeniu  mówił  całkiem  dobrze  po angielsku,  bo  pracował  także  jako  przewodnik  wycieczek  żydowskich  ze  Stanów  Zjednoczonych.
– Sprzedaje  pan  też  obrazki  z Jezusem?
– zagadnąłem.  – I co  z tego?  – odpowiedział.
– Przecież Jezus był Żydem.
– Tak, ale tego właśnie   Żyda   polski   papież   darzy   wielką
czcią,  był  dziś  w  Łagiewnikach,  żeby  się  do  niego   modlić.
Mężczyzna   wybuchnął  śmiechem.  – Co  pan  powie,  przecież  jeszcze  w czasie  wojny  pielgrzymował  tam  nie  tylko  Wojtyła,  ale  i cały  Kraków.
–Jak to?
– Nie pojmuje pan tego nawet  jako  Niemiec?  Trochę  mnie  to  dziwi,  bo  właściwie  od razu  powinien  to  pan  zrozumieć. –
O czym pan mówi?
– Czy miał pan aż tak kiepskich nauczycieli? Czy w ogóle pan  nie  wie,  że  hitlerowska  rasa  panów  chciała   zrobić   z  Polaków   niewolników?
– Ale  na  szczęście  nic  z  tego  nie  wyszło
– odparłem.
Spojrzał   na   mnie   przenikliwym  wzrokiem
.  –  Dzisiaj  łatwo  tak  powiedzieć, ale wtedy… wtedy wielu myślało, że
Polaków   czeka   długa   niewola.   Niemcy  pokonały  nasz  opór  w kilka  tygodni.  Wielu   Polaków   sądziło,   że   nie   pozostaje   już  nic innego jak śmierć albo uległość, że są  już  zgubieni.  Jak  pan  myśli,  ilu  ludzi w Krakowie  miało  nadzieję,  że  objawienia  Faustyny  są  prawdziwe  i  że  istnieje  coś  takiego  jak  Boże  miłosierdzie  i że  niemiecki naród panów nie wygrał raz na zawsze, a Bóg okaże jeszcze Polakom swoje  miłosierdzie?  Kiedy  więc  nastąpił  odwrót  Niemców,  wielu  pomyślało,  że  Hitler  nie dał  jednak  rady  Faustynie.
– Ale  pan  jako  Żyd  przecież  chyba  nie  wierzy  ,  że  na  tym  obrazie  jest  prawdziwy  wizerunek  Jezusa  z Nazaretu!
Znów się roześmiał. – Przecież to nie ma żadnego znaczenia.  Dla  Wojtyły  tak że  nie  ma  znaczenia,  kogo  widać  na tym  obrazie.  Cokolwiek  zobaczyła  ta  zakonnica,  chodziło  przecież  raczej o przekaz, o to, że przez całe lata brakowało  nam  już  nadziei  na ponowne  narodzenie   Polski.   Zamordowali   najlepszych  spośród   nas,   unicestwili   wszystkich,   byliśmy  już  na dnie  – a potem  pojawił  się   ten  promyk  nadziei,  że  Bóg  potrafi  być  miłosierny  i  że  ostatnie  słowo  nie  należy  do sprzymierzeńców  Adolfa  Hitlera.
I w tym momencie dotarło do mnie,  że ten człowiek ma dużo racji. To właśnie ten przekaz wyrył się w umyśle i sercu Karola  Wojtyły  pracującego  w drewnianych  chodakach   jako   robotnik   przymusowy w krakowskich  zakładach  Solvay,  podczas  gdy  hitlerowska  „rasa  panów”  okupowała  jego  ojczyznę.  Nie zwyciężą.  Czy  to  ta  myśl   podtrzymywała   wówczas   na  duchu  Kraków  i Karola  Wojtyłę?  (…)  Podziękowałem   staremu   Żydowi   i  kupiłem   jeden  z obrazków  z wizerunkiem  Jezusa  Miłosiernego.
– Wie  pan  – powiedział  na koniec   –  w  Krakowie   mówią,   że   Wojtyła   jeszcze   bardziej   wierzy   w  objawienia   tej  zakonnicy,   odkąd   w  jej   imieniu   dokonał  cudu.
– Cudu?
– zapytałem.
– Jakiego  cudu?
Wzruszył  tylko  ramionami.  – Wszyscy w Krakowie wiedzą o tym cudzie, ale nie znam nikogo, kto umiał by powiedzieć,  co  się  tam  wtedy  naprawdę  wydarzyło.
Po powrocie do Rzymu przejrzałem  wszystko,   co  Wojtyła   napisał   o  Bożym   miłosierdziu,  a to,  co  przeczytałem,  potwierdziło   relację   starego   Żyda   z  krakowskiego   Kazimierza.   (…)
W  najważniejszym    momencie    swojego    życia,  w momencie  wyboru  na papieża,  towarzyszyła  mu  właśnie  ta  myśl,  zawierzenie temu,  czego  w swojej  klasztornej  celi  doświadczyła  św.  Faustyna:  orędziu  o Bożym  miłosierdziu.
Administrowanie nie  możliwym .
Zadzwoniłem  do mojego  znajomego  z  Pałacu   Laterańskiego.
–  Czego   znowu  chcesz?
–  zapytał   młody   ksiądz.
–  Mam  tylko  jedno  pytanie,  ale  obawiam  się,  że  o  tej  sprawie  nie  będziesz  chciał  rozmawiać.
– Jeszcze  nigdy  dotąd  nie  zapytałeś  mnie o coś, o czym chciałbym rozmawiać.
– Już  dobrze  – odpowiedziałem  i rzuciłem  prosto z mostu
– chodzi mi o cud. Chodzi mi  o Boże  miłosierdzie,  o tę  świętą,  siostrę  Faustynę   Kowalską,   i  cud,   który   ma   coś  wspólnego  z Bożym  miłosierdziem.
Parsknął  śmiechem  do  słuchawki.
– Mój  drogi  Andreasie,  ku  mojej  nie opisanej  radości  teraz  mogę  być  z tobą  całkowicie  szczery.  Klnę  się  na mój  honor  i moją  duszę,  że  nie  mam  najmniejszego  pojęcia,  o czym mówisz. Diecezja rzymska nie zajmuje  się  żadnym  cudem  związanym  z miłosierdziem  Bożym  ani  ze  świętą  Faustyną.  Badamy  oczywiście  liczne  przypadki  rzekomych cudów, żaden z nich nie ma jednak związku  z miłosierdziem.    Przykro  mi  i odłożył  słuchawkę.  Teraz  wiedziałem  przynajmniej   jedno:   czegokolwiek   dotyczył ten cud, nie miał nic wspólnego z diecezją  w Rzymie.

CDN

Ciąg dalszy nastąpi

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 74 Komentarze »

Nasz Dobry Ojcze

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 kwietnia 2015

Dziś mija 10 lat od dnia kiedy odszedłeś.

Święty Janie Pawle II wstawiaj się za Kościołem w tym czasie ciemności.

Posted in Jan Paweł II | Otagowane: , | 40 Komentarzy »

Dzieci wiedzą gdzie jest świętość

Posted by Dzieckonmp w dniu 5 stycznia 2014

Dzieci wiedzą, gdzie jest świętość. Dlatego dzieci, ciągnęły do niego: Wspaniały film pokazujący czułość papieża Jana Pawła II.

Kliknij w obrazek i zobacz

Świętość

Posted in Film, Jan Paweł II | Otagowane: , | 226 Komentarzy »