Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Posts Tagged ‘Ks.Jerzy Bajda’

Antychryst według proroctwa Sołowiowa

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 września 2014

Temat ten zajął moją wyobraźnię dzięki temu, że kard. Giacomo Biffi, który w tym roku głosił rekolekcje wielkopostne w Watykanie, nawiązał – na marginesie nauk – do zastanawiającego proroctwa Włodzimierza Sołowiowa, rosyjskiego pisarza zmarłego w 1900 roku. Emerytowany arcybiskup Bolonii przypomniał, że w proroczej wizji Sołowiowa szatan „przedstawi się jako pacyfista, ekologista i ekumenista. Ma zwołać sobór ekumeniczny i będzie dążył do ugody ze wszystkimi chrześcijańskimi wyznaniami, zgadzając się na ustępstwa wobec każdego z nich. Ogół chrześcijan pójdzie za nim, z wyjątkiem małych grup katolików, prawosławnych i protestantów”.

Komentując naukę rosyjskiego filozofa, kard. Biffi w zwięzłej syntezie przypomniał, co jest problemem naszych czasów. Powiedział mianowicie, że dzisiejszemu chrześcijaństwu (i szczególnie Kościołowi) grozi zredukowanie religii do systemu „wartości”. Tymczasem w centrum życia chrześcijańskiego stoi osobowe spotkanie z Jezusem Chrystusem. Kardynał przytoczył zdanie Sołowiowa, który powiedział: „Przyjdą dni, w których chrześcijanie będą kuszeni, aby przełożyć wydarzenie zbawcze na czystą serię wartości”. W opisie Sołowiowa małe grupki chrześcijan, odrzucające tego rodzaju pokusę, odpowiedzą szatanowi: „Ty nam oferujesz wszystko, z wyjątkiem tego, co nas interesuje: Jezusa Chrystusa”. Kardynał podkreślił, że nauka Sołowiowa jest upomnieniem dla ludzi naszej epoki, w której „obserwuje się ryzyko chrześcijaństwa biorącego w nawias Chrystusa z Jego Krzyżem i Zmartwychwstaniem”.
Jest to niebezpieczeństwo zagrażające chrześcijanom, „ponieważ Syna Bożego nie można przełożyć na serię dobrych pomysłów odpowiadających panującej mentalności tego świata”. Chrześcijanie, którzy pójdą za tą pokusą, będą z zachwytem przyjmowani w transmisjach telewizyjnych i na salonach. Ale to wiąże się z wyrzeczeniem się Chrystusa. Kardynał nie omieszkał wyjaśnić, że to, co powiedział, nie oznacza potępienia „wartości” jako takich; są – twierdził – „wartości absolutne, takie jak dobro, prawda i piękno. Kto je przyjmuje i kocha, ten kocha także Chrystusa, nawet jeśli o tym nie wie, ponieważ to On jest Prawdą, Dobrem i Pięknem”. Istnieje jednak świat wartości względnych, których nie wolno absolutyzować, ponieważ to prowadzi do bałwochwalstwa i otwiera drogę do odrzucenia zbawienia. Kardynał ostrzegł, że jeżeli ktoś żyje duchem świata (na przykład dialog ze wszystkimi za wszelką cenę) może oderwać się od Chrystusa i znaleźć się „w stronnictwie antychrysta”.

„Badajcie duchy”

Sposób widzenia świata i chrześcijaństwa prezentowany przez księdza kardynała jest zgodny z tym, co pisze św. Jan Ewangelista w Pierwszym Liście: „Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie. Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga. Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch antychrysta” (1 J 4, 1-3). W ogóle pisma św. Jana Ewangelisty jasno ukazują sytuację człowieka (i ludzkości) w obliczu zbawczego dzieła dokonanego w osobie Jezusa Chrystusa.
Temat antychrysta zajmował watykańskiego rekolekcjonistę już wcześniej i pewne rozważania w tej kwestii kard. Biffi zawarł w tomie wydanym w 2005 r., zatytułowanym „Pinocchio, Peppone, l’Anticristo e altre divagazioni”, o czym pisze Sandro Magister na swojej stronie internetowej. W postaci antychrysta opisanej przez Sołowiowa kard. Biffi widzi de facto symbol religijności pełnej zamętu, jaki obserwujemy w naszych czasach. Na tej samej stronie internetowej (www.chiesa.espresso) dzieli się swoimi uwagami sam kard. Biffi, podkreślając szczególne cechy „osobowości” antychrysta portretowanego przez Sołowiowa. Otóż – jest to „spirytualista, asceta, uczony, filantrop”. Można powiedzieć – same cnoty. Nadto – według Sołowiowa – antychryst wsławił się jako znakomity egzegeta. Obszerne dzieło z zakresu krytyki biblijnej zdobyło mu tytuł doktora honoris causa na uniwersytecie w Tubingen. Interesujące, że to dzieło biblijne miało nosić tytuł: „Otwarta droga do powszechnego pokoju i dobrobytu”. Miała się w nim znajdować szeroka i głęboka synteza wszystkich nauk i metod – od empirii do mistyki i synteza wszelkich ideałów humanistycznych. Budziło pewien niepokój to, że w całym obszernym dziele biblijnym (!) ani razu nie pojawiło się imię Chrystusa. Obrońcy mówili: „przecież całe dzieło jest tak głęboko przeniknięte duchem chrześcijańskim, że niczego więcej nie trzeba. Przecież autor nie ujawnia wobec Chrystusa jakiejś wrogości z zasady”.
W całej filozofii antychrysta na temat Chrystusa są trzy rzeczy, których nie może on zaakceptować. Pierwsza to stanowisko Jezusa wobec moralności: „Chrystus swoim moralizmem podzielił ludzi według kryterium dobra i zła, a ja ich jednoczę dobrodziejstwami, które są konieczne zarówno dobrym, jak i złym” (Kiedyś przypadkiem słyszałem katechezę pewnego pobożnego rabina, który dowodził, że Chrystus „dzieli”, natomiast dopiero Abraham „łączy” wszystkich ludzi. Biedny rabin…). Po drugie, antychryst nie zgadza się na jedyność Chrystusa w kontekście dzieła zbawienia. Antychryst uważa, że Chrystus jest tylko jednym z wielu; owszem, twierdzi: „On był moim poprzednikiem, ponieważ ja tylko jestem doskonałym zbawicielem, jako że oczyszczam jego orędzie z tego wszystkiego, co jest nie do przyjęcia dla dzisiejszego człowieka” (Wspomnijmy, nawiasem mówiąc, jakie sprzeciwy niektórych „teologów” wywołało ogłoszenie przez Kongregację Nauki Wiary Deklaracji „Dominus Iesus” – właśnie „o jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła”). Po trzecie, rzeczą absolutnie nie do przyjęcia przez antychrysta jest to, że Pan Jezus wciąż żyje i nie dał się na zawsze zamknąć w grobie (To może być powodem – znowu nawiasem mówiąc – dlaczego niektórzy „uczeni” usiłowali rozdmuchać całkowicie absurdalną „informację” o znalezieniu grobu Jezusa i jego „śmiertelnych szczątków”. To dowodzi, jak rozpaczliwych metod chwyta się wróg Chrystusa).

„Nowe (?) chrześcijaństwo”

Filozofia (teologia?) antychrysta prowadzi w pewien sposób do stworzenia czegoś w rodzaju „nowego chrześcijaństwa”, zaprojektowanego między innymi przez Lwa Tołstoja. Jest to chrześcijaństwo zredukowane do ascetyzmu i sentymentalnego humanizmu, niezawierające – żywotnego przecież – odniesienia do osoby Chrystusa. Przykazania, do których Tołstoj sprowadza Kazanie na Górze, „pochodzą oczywiście od Chrystusa, ale dla ich ważności nie jest konieczne aktualne istnienie żyjącego Syna Bożego”. Jest to – według Sołowiowa – przykład przetłumaczenia Ewangelii na „system wartości”. Krytykę aktualnej sytuacji w chrześcijaństwie, zwłaszcza w Kościele po Soborze Watykańskim II, podjęli także poważni myśliciele, których idee referuje znany nam już Sandro Magister pod datą 7 lutego 2005 roku. Są to: Romano Amerio, filozof, autor dzieła pt. „Iota unum. Studio delle variazioni della Chiesa Cattolica nel XX secolo” (1985). Drugie dzieło, kontynuujące temat, ma tytuł: „Stat Veritas. Seguito a ‚Iota unum'” (1997). W obu pracach Romano Amerio odnosi się krytycznie do takich zjawisk, jak przeakcentowanie „miłości” ze szkodą dla Prawdy lub pewne „zranienie” wiary w Trójcę Przenajświętszą. Drugim autorem przytoczonym przez dziennikarza jest Divo Barsotti, mistyk. Wydał on wiele prac, w których m.in. poddał krytyce styl pracy Soboru Watykańskiego II, który według niego był bardziej „teologiczny” niż „doktrynalny”. Biskupi obecni na Soborze powinni powiedzieć, co należy przyjąć jako przedmiot wiary, a co odrzucić; jednak tak się nie stało. Innym myślicielem przytoczonym przez dziennikarza jest Inos Biffi (nie mylić z kardynałem), teolog, interesujący się wiarą w aspekcie prawdy. Wydał pracę pt. „Verit? cristiane nella nebbia della fede” (2005). Krytycznie ocenia zjawisko przeniesienia punktu ciężkości z przyjęcia prawdy wiary na uprawianie ideologii dialogu, „aggiornamento” i ekumenizmu. Twierdzi, że „ta ideologia zatruła po części wszystkich, nawet nauczycieli wiary, u których takie słowa jak ‚dialog’ i ‚aggiornamento’ powtarzają się z męczącą monotonią, powiązane ‚obsesyjnie’ ze słownictwem ‚solidarności’, ‚przyjęcia’, ‚pokoju’, ‚promocji człowieka’, ‚opowiedzenia się za tymi ostatnimi’, ‚prośby o przebaczenie przeszłych win Kościoła’, ‚ekumenizmu’ i w końcu ‚utopii’. Pomija się natomiast rolę łaski, sakramentów, temat ostatecznego celu człowieka, to jest miłującej kontemplacji Trójcy Świętej, prawdę o piekle i niebie, grzech, a przede wszystkim misterium Chrystusa, w którym każdy człowiek został przeznaczony do wieczności”. Biffi krytykuje też płytki ekumenizm, a także nieprzemyślane odwoływanie się do „jednego Boga” w celu pojednania religii „monoteistycznych”. Jednak z pojęcia „jednego Boga” nie wynika jeszcze, kto jest tym Bogiem. Bo „jedynym Bogiem jest tylko ‚Bóg Jezusa Chrystusa’: Ojciec, Syn i Duch Święty, co dla muzułmanów oznacza bluźnierstwo”.

Tropić ślady „Trojańskiego konia”

W podobny sposób, jak pamiętamy, krytykował pewne odchylenia od prawdziwej nauki Kościoła słynny filozof niemiecki Dietrich von Hildebrand. Znane są u nas jego książki na ten temat: „Koń trojański w Państwie Bożym” i „Winnica spustoszona”. Sporo krytyki poświęca ten filozof zafałszowaniu podstawowych pojęć antropologicznych i chrystologicznych, na których opiera się etyka katolicka, tak wytrwale broniona przez Karola Wojtyłę (Jana Pawła II). Powinno się też wydobyć na światło zapomnianą książkę ks. Michała Poradowskiego pt. „Kościół od wewnątrz zagrożony”, w której autor krytykuje rzeczowo tendencje do zainfekowania teologii przez marksizm i samego chrześcijaństwa przez sekularystyczne wizje zbawienia. Pewne zjawiska dotyczące historii Soboru ocenia krytycznie również wybitny specjalista, przewodniczący Papieskiej Komisji Nauk Historycznych Walter Brandmueller („Avvenire”, 29 listopada 2005 r.). Twierdzi, że Sobór Watykański II, w odróżnieniu od poprzednich, nie wydał żadnego orzeczenia definitywnego w kwestii wiary, lecz chciał jedynie w sposób pozytywny przybliżyć światu Ewangelię. Jan XXIII uważał, że ten styl nauczania odpowiada wymogom dzisiejszego czasu. Jest to piękne, ale Sobór wsławiłby się bardziej, gdyby w ślad za poprzednimi Papieżami odważył się wyraźnie potępić komunizm. Konstytucje posiadają charakter doktrynalny, jednak bez ścisłych norm wiążących. Kanonista Klaus Moersdorf twierdzi, że Deklaracja o wolności religijnej „Dignitatis humanae” nie zawiera treści normatywnych. Jest to – jak uważa Brandmueller – całkowita nowość w dziejach Soborów (tamże). Na temat pominięcia wyraźnego potępienia komunizmu przez Sobór Watykański II ostrzej niż Brandmueller wypowiada się Antonio Socci (Libero, 11 października 2006 r.).
Wielu uważało, że rezygnacja z akcentów ściśle dyscyplinarnych i normatywnych zachęci społeczeństwo do zaakceptowania łagodnie podanej nauki Kościoła. Tymczasem stało się przeciwnie. Było to widoczne szczególnie w zakresie nauki moralnej dotyczącej powołania małżeństwa i rodziny. Brak jasnych i zdecydowanych rozstrzygnięć (których domagało się bardzo wielu ojców soborowych) stał się pretekstem do zastosowania w interpretacji Soboru kryteriów subiektywistycznych, relatywistycznych i pluralistycznych. Rezygnacja z mocnego autorytetu w głoszeniu Ewangelii przez Kościół zaowocowała pojawieniem się zjawiska samozwańczych autorytetów, wraz z niezależnym od obiektywnej prawdy „autorytetem” prywatnego sumienia. Niedługo po Soborze wybuchła potężna opozycja ekspertów, teologów, mediów, a nawet całych grup Episkopatu w pewnych krajach przeciwko nauce Kościoła ogłoszonej przez Pawła VI w encyklice „Humanae vitae” (1968). Nadzieje na chętne przyjęcie nauki Ewangelii w duchu dialogu spaliły na panewce. Natomiast błędy polegające na dostosowaniu nauki Kościoła do „mentalności tego świata” wzmacniały się i mnożyły. Każdy widzi, że rozwija się materializm praktyczny, hedonizm, konsumpcjonizm, laicyzm, sekularyzm, ateizm, który z powrotem przyjmuje formę walczącą i agresywną. Dzieje się to w tych krajach, w których – pod pozorem demokracji – zadomowiły się hasła wolności sumienia, tolerancji i liberalizmu. Pod osłoną praw państwowych i międzynarodowych (różne konwencje „praw człowieka”) panoszy się działalność różnych grup i organizacji zwalczających chrześcijaństwo jawnie i cynicznie, wszędzie tam, gdzie kościoły i gminy chrześcijańskie cieszyły się dotąd ochroną prawa konstytucyjnego. Nie wolno mówić źle o homoseksualistach, ateistach, żydach, mahometanach, ale wolno niszczyć, poniżać i profanować chrześcijaństwo i święte znaki religii. Szczególnie w Ameryce dzieje się to w imię obrony świętej zasady „rozdziału państwa od Kościoła” (zob. Tim Bueler, Liberale Pushing Anti-christian Hate Crimes Bill, http://www.MichNews.com, 22 marca 2007; także Gregory Koukl, The Myth of Moral Neutrality, Townhall 16 marca 2007). W tych wszystkich prądach widać jak na dłoni dążenie do realizacji programu oddzielenia człowieka od Boga. Chrześcijaństwo powstało w wyniku zjednoczenia Boga z naturą ludzką. Teraz obserwujemy w naszej kulturze prąd przeciwny, który może pochodzić tylko od antychrysta: w imię autonomii człowieka oderwać go od wszelkiego związku z Bogiem Jezusa Chrystusa. Niech wierzy we wszystkie „wartości”, które chce, ale niech nie szuka zjednoczenia z Chrystusem.

Europa „klubem wartości”

W tym na przykład duchu przemawiał wybitny mason włoski, mistrz „Wielkiego Wschodu” Gustavo Raffi z okazji europejskiego szczytu w Neapolu. Twierdził, że sens korzeni chrześcijańskich polega na tym, że chrześcijaństwo wprowadziło kulturę humanistyczną i ugruntowało zasadę laickości państwa oraz broni prymatu prawa we współżyciu społecznym. Za tą tezą idzie też prof. Silnio Ferrari, uważając, że „Europa jest laicka, ponieważ jest chrześcijańska” (blog w Espressonline, 28 listopada 2003 r.). Nie dziwi nas zatem wypowiedź Angeli Merkel, która w swoim uroczystym wystąpieniu powiedziała, że „Europa nie jest klubem chrześcijan (…) Europa jest klubem wartości podstawowych, opierają się one w swej istocie na tym, co my nazywamy chrześcijańskim wizerunkiem człowieka”. Jest to wyraźne odrzucenie istoty chrześcijaństwa na rzecz zakodowanego w świadomości pani Merkel „chrześcijańskiego wizerunku człowieka”. Jest to zredukowanie prawdy religii do subiektywnego i relatywnego obrazu etosu. Ten „wizerunek chrześcijańskiego człowieka” został już w Europie tak głęboko zdeformowany, że nie można się w nim dopatrzyć rysów Chrystusowych objawiających prawdę obrazu Bożego. Pani Merkel kultywuje „wizerunek człowieka”, ale odrzuca wizerunek Boga widoczny na Obliczu Jezusa Chrystusa. Poza tym nazwanie Europy „klubem”, zwłaszcza w kontekście twierdzenia odrzucającego chrześcijańską tożsamość Europy, jest czymś upokarzającym. My nie prosiliśmy się, by nas przyjęto do „klubu”, w którym zobowiązujemy się do respektowania reguł ustalonych przez jego biurokrację. My jesteśmy narodem, który należy do rodziny europejskich narodów wraz z całą jej historią i tożsamością, która po II wojnie światowej miała być odnowiona i przywrócona do pierwotnej prawdy.
Subiektywnie rozumiany wizerunek człowieka chrześcijańskiego może być bardzo różnie ukształtowany. Przykładem takiej oryginalnej interpretacji może być niedawne wydarzenie, jakie miało miejsce w Papui Nowej Gwinei (Agencja Fox, 20 marca 2007). Pewien tamtejszy chrześcijanin wpadł na pomysł, że najwyższą wartość ma człowiek. Zwłaszcza człowiek rodzaju żeńskiego. Tę wartość posiada szczególnie z tego powodu, że można tego człowieka (kobietę) zjeść. Żeby zdobyć wyższy poziom motywacji dla uprawiania tego rodzaju „wartości”, ów mieszkaniec, nazwiskiem Steven Tari (lat 35), umyślił sobie, że jest kolejnym wcieleniem Chrystusa, dokładniej „Czarnym Jezusem”. Wędrując więc po wyspie, gromadził uczniów, aż bezstronni mieszkańcy zauważyli, że składanie ofiar z kobiet i picie ich krwi jakoś nie zgadza się z ich „światem wartości”, jaki sobie utworzyli w dużej mierze dzięki pracy misjonarzy katolickich na tamtym terenie. Postanowili więc tego osobnika schwytać i oddać policji. Grozi mu kara śmierci. Nie wiem, jak pani Merkel czułaby się w jego towarzystwie…
Szatan nie jest wrogiem wartości; owszem może być ich genialnym kreatorem i inspirować wzruszającą filozofię tłumaczącą ich genezę i urzekające ich piękno. Nie potrafi tylko jednego: oddać w pokorze hołdu Barankowi, który uniżył samego Siebie i „stał się posłuszny aż do śmierci”. Dlatego też jedyną drogą uwolnienia się od wpływu antychrysta nie jest dyskusja czy dialog, lecz pokorne pełnienie woli Ojca wyrażonej w Przykazaniach. Europie i Polsce nie jest potrzebny „klub wartości”, lecz Chrystus. Dlatego jeszcze raz wzywam: oddajmy Polskę we władanie Chrystusa.

ks. prof. Jerzy Bajda


Źródło: Nasz Dziennik

Posted in Szatan | Otagowane: , | 66 Komentarzy »

ODDAĆ POLSKĘ CHRYSTUSOWI

Posted by Dzieckonmp w dniu 29 września 2010

Ks. prof. Jerzy Bajda
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20080521&id=my11.txt


Dzieje Polski ostatniego półwiecza są pełne zamętu i niepokoju.
Od dnia, kiedy rozpętała się II wojna światowa, Polska przez całe
dziesiątki lat, z większym lub mniejszym natężeniem, była
poddawana wyniszczającym działaniom naszych wrogów, atakujących zarówno z zachodu, jak i ze wschodu.
Zastanawiający jest ten systematyczny wysiłek nieprzyjaciół zmierzający nie tylko do biologicznego wyniszczenia Narodu Polskiego, ale także do pozbawienia go wszelkiej moralnej siły, która pozwoliłaby Narodowi na wewnętrzną organizację i rozwijanie swego życia w oparciu o tysiącletnią tradycję kulturową i chrześcijańską tożsamość.
Wrogowie nie tylko czynili wszystko, by zniszczyć naszą niepodległość i polityczną suwerenność, ale także zastosowali wobec Polski perfidny plan moralnej i duchowej degradacji poprzez podstępny nacisk ideologii antychrześcijańskiej i antyludzkiej. Pod tym względem nie było znaczącej różnicy między ideologią komunistyczną i hitlerowską: obydwie filozofie, które wsączano w świadomość Narodu, miały swe korzenie socjalistyczne, a poprzez Marksa i Lenina tkwiły korzeniami w satanizmie.
Po pokonaniu Niemiec hitlerowskich zostały osadzone w Polsce, w wyniku zdrady ze strony aliantów, władze okupacyjne podporządkowane Związkowi Sowieckiemu. W zamiarach Stalina leżała ostateczna likwidacja państwa polskiego, Narodu, kultury i języka, nie mówiąc już o zatarciu śladów religii katolickiej w tej części Europy. Komunistom nie wystarczyło wymordowanie tysięcy oficerów i przywódców polskich, nie wystarczyło zesłanie setek tysięcy (ostatecznie milionów) Polaków do syberyjskich łagrów, nie wystarczyło zakatowanie i wymordowanie dziesiątków tysięcy polskich patriotów, którzy po roku 1945 nie pogodzili się z poddaniem Polski
czerwonej okupacji. Im to nie wystarczyło: przez ludzi, którzy nigdy nie byli Polakami, a w rządzie okupacyjnym jedynie udawali Polaków, postanowili zmienić duszę i sumienia Polaków. Podjęli różne zbrodnicze akcje zmierzające do ograniczenia działalności Kościoła, do zafałszowania jego oblicza poprzez różnego rodzaju dywersje, poprzez nękanie policyjne kapłanów i biskupów, poprzez oszczercze kampanie propagandowe, procesy pokazowe, w wyniku których wielu dzielnych kapłanów utraciło zdrowie, a nawet życie.
Ograniczono możliwość wszelkich form katechizacji, także druku i publikacji. Kościół nie rozporządzał żadną stacją radiową, podczas gdy tak zwane państwowe media były poddane totalnej administracji i manipulacji w rękach partii komunistycznej oraz użyte dla propagandy ateizmu i perfidnej demoralizacji.
W zmowie ze światową masonerią zaatakowano małżeństwo i rodzinę, narzucając niemoralne prawa oraz drastycznie ograniczając ekonomiczne podstawy rodzinnego bytu, aby pozbawić rodziny wszelkich horyzontów nadziei i w ten sposób popchnąć
mężczyzn i kobiety na drogę rozwodów, antykoncepcji i aborcji.
Od czasu wprowadzenia ustawy aborcyjnej oblicza się, że zamordowano w łonach
matek około 25 milionów nienarodzonych Polaków. To uderzenie w rodzinę i
w prawo do życia skutkuje nadal głębokim załamaniem moralnym całego
społeczeństwa.
W tym trudnym czasie nie brakowało dzielnych kapłanów i biskupów, którzy
krzepili ducha Narodu i umacniali wolę duchowej niezależności. Nie można
zwłaszcza zapomnieć zasług kardynała Augusta Hlonda, który jasno
ukazywał drogi ocalenia przez oddanie Narodu Niepokalanemu Sercu Maryi i
poddanie Polski pod władzę Chrystusa Króla. Niestety, w niewyjaśnionych do
końca okolicznościach zmarł niedługo po wojnie. Jasnym światłem dla
Polaków był kardynał Adam Stefan Sapieha, któremu także nie było dane
dłużej służyć Narodowi. Wspaniałym darem dla Polski stał się wielki Prymas
Tysiąclecia ks. kard. Stefan Wyszyński, który przez Wielką Nowennę i
Ślubowania Jasnogórskie pragnął doprowadzić Naród do pełnego zawierzenia
Maryi Królowej Polski. Oddanie się w niewolę Maryi miało paradoksalnie, lecz
w sposób uzasadniony teologicznie, otworzyć drogę do prawdziwej wolności,
którą wrogowie zaciekle i systematycznie niszczyli.
Fasadowa demokracja
Nowa nadzieja wolności zabłysła z chwilą powołania na Stolicę Piotrową syna
polskiej ziemi, Jana Pawła II. Słysząc głos Piotra, polskie serca uwierzyły w
możliwość odzyskania wolności.
Jednak i ta droga, i ta nadzieja musiały przejść próbę krwi. Najpierw było to 13 maja 1981 r. na placu św. Piotra, gdy Jan Paweł II stał się ofiarą zamachu. Potem, gdy 13 grudnia (1981) dokonano zdradzieckiego zamachu na Polskę. Tu również polała się krew, zatrzasnęły się drzwi więzień i obozów internowania. Wielu Polaków
wypędzono z kraju jako niebezpiecznych dla „systemu”.
Polała się krew bohaterskich kapłanów z ks. Jerzym Popiełuszką na czele. Nadzieje
rozbudzone w słynnym roku 1980 zostały unicestwione. „Solidarność”, ta
prawdziwa, przestała istnieć. Ażeby Polaków jeszcze bardziej poniżyć i zdemoralizować, zaproponowano kompromis: zakończono rzekomo stan
wojenny, lecz narzucono Polsce rząd złożony z tych samych agentów i zdrajców,
tylko ubranych w szaty pseudodemokratów. Wielu dało się zwieść i uwierzyło w „dobrą wolę” dawnych katów i okupantów, którzy obecnie mogli pod osłoną prawa okradać i okłamywać Polskę na wszelki sposób. Pod pozorami demokracji działali ci sami ludzie, dla których Marks i Lenin byli najwyższymi autorytetami w historii. Staremu potworowi zrodzonemu przez Marksa i jego towarzyszy próbowano dorobić „ludzką twarz”, ale – jak zapewniał Herbert – „potwór będzie miał zawsze twarz potwora”.
Dlatego po roku 1989 przeżyliśmy monstrualne nasilenie kłamstwa,
hipokryzji i przewrotności politycznej. Kolejne partie obejmujące władzę były
tylko fasadami, za którymi działały te same ukryte siły sterowane przez tych
samych dyrygentów z Moskwy. Czy to była Unia Wolności, czy AWS, czy
Platforma Obywatelska, zawsze rządzili dokładnie ci sami komuniści, agenci i
najemnicy obcego wywiadu, dla których Polska była prywatnym folwarkiem
w stanie bankructwa, dlatego można było ją rozkradać i sprzedawać na wszystkie strony. Ale bodaj najbardziej zgubnym aspektem polityki tych lat było to, że te pseudopolskie rządy potrafiły obłudnie udawać współpracę z Kościołem, obiecując
obopólne korzyści, a chodziło o to, aby zepchnąć Kościół na margines życia społecznego, a zarazem odebrać mu jego moralny autorytet.
Próbowano niejako jawnie pokazać społeczeństwu, że Kościół właściwie bez oporu popiera komunistów, masonów i różnej maści ateistów,
ponieważ zależy mu tylko na własnych korzyściach. Rozpętano przy tym
podstępną kampanię antykościelną i antyklerykalną. Zadaniem prasy
opanowanej przez siły antykościelne i antypolskie było rozwijać strategię
systematycznego i taktycznego nękania Kościoła, aby w opinii przeciętnego
człowieka Kościół uchodził za drugorzędną organizację, która wprawdzie
sobie w życiu radzi, ale w sferze publicznej nie jest żadnym autorytetem i
nie ma powodu się go obawiać.
To miało głównie na celu takie osłabienie powagi Kościoła, aby przeciętny
obywatel nie przejmował się nauczaniem moralnym Kościoła, przykazaniami
Bożymi, świętością małżeństwa i rodziny, sakralnym charakterem życia
ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, ażeby po prostu ludzie
postępowali tak, jak im się podoba. W Liście pasterskim na Wielkanoc 2008
roku jeden z biskupów wołał: „Na naszych oczach przeszczepia się na polski
grunt nihilistyczną ideologię, w której nie chodzi o szukanie prawdy, ale o
zniszczenie Kościoła, zgodnie z zasadą: ‚Uderzę w pasterza, a rozproszą się
owce'” (por. Mk 14, 27) (za: „Nasz Dziennik” nr 70, s. 11). W tym
kontekście możemy lepiej zrozumieć zmasowany atak medialny i polityczny
na arcybiskupa warszawskiego, ks. Stanisława Wielgusa, wymuszający na
nim rezygnację z objęcia stolicy biskupiej (rok 2007). Ciemne siły polityczne
lękały się tego biskupa, który odważnie głosił prawdę na temat duchowego
stanu współczesnej cywilizacji.
Tymczasem politycy zamiast prawdy rozpowszechniali liberalizm i nihilizm.
Wmawiano ludziom, że mogą czynić, co chcą, bo są wolni, ale w gruncie
rzeczy wprowadzano ludzi na ścieżkę, na której zamiast Bożych
drogowskazów znajdowali reklamy grubymi literami zachęcające do
zdobywania majątku, do swobody moralnej, do egoizmu, do rozpasanej
przyjemności, do coraz bogatszej konsumpcji, do nieliczenia się z prawami
bliźnich, a już zwłaszcza z prawami Narodu i odpowiedzialnością za
Ojczyznę. Jako raj, gdzie mają się spełnić wszelkie oczekiwania ludzkie,
ukazywano Unię Europejską, która radykalnie odeszła od tego rozumienia
Europy, jakie spotykamy w nauczaniu Jana Pawła II, albo jeszcze w projekcie
pierwszych założycieli Wspólnoty Europejskiej. Wbrew nauczaniu Jana Pawła
II Unia zrzekła się charakteru chrześcijańskiego, a nawet wszelkiej wiary w
Boga i stała się państwem całkowicie pogańskim, w którym nie tylko prawa
Boże są gwałcone, ale także zagubiono kryteria człowieczeństwa, spychając
życie ludzkie – pod pozorem wolności – na poziom zoologiczny. W Unii liczy
się tylko interes „superpaństwa” widziany w kategoriach ekonomicznych i
politycznych, natomiast nie liczą się prawa narodu, jego wolność i
suwerenność, poddane biurokratycznej manipulacji, widocznej zwłaszcza w
związku z ratyfikacją tzw. traktatu reformującego. To nasze „wejście do
Europy” zaaranżowane przez komunistów (Kwaśniewski, Miller, Cimoszewicz
itd.) okazało się pułapką dla Polski, która wciąż nie potrafiła być sobą i nie
miała własnego głosu, gdyż została wtłoczona w fałszywe formy polityczne,
niewyrażające jej suwerenności. Jest czymś tragicznym, że ani rząd PiS, ani
rząd PO nie wykazały należytego zrozumienia dla obrony sprawy polskiej
niepodległości i suwerenności Narodu, co widać w niepoważnej dyskusji
parlamentu nad ratyfikacją traktatu reformującego, a właściwie
ustanawiającego superpaństwo pod nazwą Unia Europejska.
Za parawanem prawa
Ostatnio pojawia się coraz więcej sygnałów świadczących o tym, że Unia
Europejska w pełni opowiada się za cywilizacją śmierci i usiłuje tę cywilizację
narzucać wszystkim krajom, zwłaszcza tym, które jeszcze w jakimś stopniu
ograniczają prawnie dostęp do aborcji, czyli zabijania dzieci nienarodzonych.
Właśnie ostatnio (w okresie Wielkanocy 2008) z oficjalnym żądaniem, by
aborcja stała się dostępna bez przeszkód, wystąpiła Rada Europy. Projekt
przewiduje także szerokie upowszechnienie antykoncepcji i tak zwanej
edukacji seksualnej, co oznacza całkowite zniszczenie etosu małżeństwa i
rodziny, czyli tego, co decyduje o ludzkim charakterze społeczeństwa. To
proponuje Rada Europy, która podobno została ustanowiona po to, by bronić
praw człowieka. Tymczasem Rada wywiera naciski na wszystkie państwa
Europy, aby zalegalizowały aborcję jako „prawo człowieka”.
Nie można bardziej zdradzić rozumu i ludzkiej godności. Konkretnych
nacisków mogą się spodziewać zwłaszcza Polska, Irlandia i Malta. Podobne
naciski mogą wystąpić także w innych dziedzinach, takich jak: „małżeństwa”
homoseksualne, adopcja przez homozwiązki, legalizacja formalna wolnych
(tak zwanych faktycznych) związków lub innych dewiacji moralnych. Może to
dotyczyć także liberalizacji bioetyki, na przykład legalizacji eksperymentów
biomedycznych na embrionach, klonowania, tworzenia hybryd zwierzęco ludzkich
lub eutanazji. Niestety, cywilizacja śmierci panująca na szczytach
Europy ma tendencję do rozpowszechniania się na wszystkie dziedziny życia
ludzkiego. Jest czymś potwornym, że zbrodnia rozpowszechnia się pod
osłoną władzy państwowej (europejskiej) i za parawanem prawa. Polska nie
może, i nie powinna, w żadnym razie przykładać ręki do tej zbrodni.
Właściwą odpowiedzią Polski powinno być zerwanie wszelkich więzów
prawnych z tymi instytucjami, które depczą prawo Boże i godność życia
ludzkiego.
Jeżeli Polska nie sprzeciwi się radykalnie tej zbrodniczej organizacji, czeka
nas tragedia. Panujące u nas bezprawie na szczytach władzy, moralny
paraliż społeczeństwa i chaos polityczny oraz ideowy mogą doprowadzić do
tego, iż możemy bezwiednie przyczynić się do spełnienia groźnej zapowiedzi
danej przez Matkę Najświętszą Służebnicy Bożej Wandzie Malczewskiej.
Matka Boża ostrzegła, że jeśli Polska (po odzyskaniu niepodległości w XX
wieku) nie ustrzeże prawa Bożego i przykazań Bożych obowiązujących w
życiu Narodu, może utracić niepodległość już na zawsze. Wydaje się, że
wszystkie przesłanki dla takiego obrotu spraw są przygotowane i nie widać –
poza Radiem Maryja – jakiegoś profetycznego głosu, który mógłby nas
obudzić. Dlatego, patrząc trzeźwo w duchu wiary na naszą sytuację i
sytuację świata, mając wciąż w pamięci wymagające słowa wypowiedziane
przez Pana Jezusa do św. Siostry Faustyny i do Służebnicy Bożej Rozalii
Celakówny, uważam, że jedynym ratunkiem dla Polski jest oddanie naszego
Narodu i państwa pod miłosierną władzę Chrystusa Króla. Z Objawienia
Bożego wiemy, że „świat leży w mocy złego” (1 J 5, 19), natomiast
prawdziwa strefa wolności znajduje się tam, gdzie sięga władza Jezusa
Zmartwychwstałego. Jest to wolność odpowiadająca hojności daru Bożego w
Duchu Świętym oraz godności człowieka i staje się udziałem osób i
społeczności ludzkiej stosownie do gotowości ludzkiego serca otwartego na
Boga. „Gdzie Duch Pański, tam wolność” (2 Kor 3, 17). Wolność utraconą
przez grzech przywraca nam Duch Święty jako owoc Chrystusowego dzieła
Odkupienia.
Jest to wolność ponadpolityczna, w takim znaczeniu, w jakim człowiek jest
istotą wyrażającą transcendencję w stosunku do całej sfery politycznej.
Jedynie dysponując tego rodzaju wolnością, człowiek i naród mogą stać się w
pełnym znaczeniu podmiotem podejmującym suwerennie swoje zadania
polityczne wyrażające odpowiedzialność za dobro wspólne ludzkości. Ta
wolność powinna zapanować we wszystkich dziedzinach i na wszystkich
poziomach istnienia ludzkiego, bez podziału na strefę „publiczną”, gdzie
rządzi mit nowoczesnego państwa wyzutego z wszelkich odniesień
moralnych, i na strefę „prywatną”, gdzie ludziom pozwala się na
pielęgnowanie „uczuć religijnych” za łaskawym zezwoleniem władz „tego
świata”. Życie polityczne, życie „publiczne” jest także częścią życia ludzkiego
i w tych zakresach urzeczywistniają się istotne wartości osoby zadane z
tytułu powołania ludzkiego i chrześcijańskiego. Całe życie ludzkie uzyskuje
swoją prawdę i wartość antropologiczną, o ile jest natchnione i kierowane
planem Bożym, czyli prawem Bożym objawionym i ostatecznie spełnionym w
Chrystusie.
Mocami Chrystusa odnowić Polskę
Sam Chrystus może dać człowiekowi – i narodowi – zasadę i moc do
urzeczywistnienia powołania na poziomie uniwersalnej odpowiedzialności
moralnej. Należy więc pozwolić Chrystusowi, aby kształtował nasze życie
narodowe i polityczne, skoro nie były Mu obojętne losy Jego ojczyzny
ziemskiej i Miasta, które „nie poznało czasu nawiedzenia swego” (por. Łk 19,
44), dlatego legło w gruzach. Należy prosić Chrystusa, by oświecał Polaków,
aby zrozumieli, w jaki sposób Ewangelia jest podstawą pokoju, społecznego
ładu, cywilizacji miłości i życia, jak też kultury humanistycznej godnej tego
miana. Wszyscy, którzy mają ambicje włączyć się w organizację życia
politycznego, powinni wiedzieć, że Chrystus nie zgadza się na to, aby
prawda mieszkała jedynie w „prywatnych” umysłach, a w parlamencie, w
prasie i innych mediach mogło panować kłamstwo i wszelka hipokryzja.
Chrystus nie zgadza się na to, aby sprawiedliwość rządziła tylko wzajemnymi
odniesieniami „maluczkich”, natomiast by szerokie dziedziny stosunków
społecznych, pracy, ekonomii, prawodawstwa, sądownictwa były poddane
zasadzie niesprawiedliwości, krzywdy i systematycznego wyzysku ze strony
możnych tego świata. Politycy powinni wiedzieć, że respekt dla świętości
(sacrum), będącej znakiem obecności Boga w widzialnym świecie, nie
ogranicza się tylko do tego, co dzieje się na ołtarzu i wokół niego, ale
obejmuje wszystko to, co wiąże się z tajemnicą ludzkiego istnienia jako
stworzonego, jako zrodzonego, jako zbliżającego się do swego kresu, a
szczególnie do początków ludzkiego bytu, osłoniętych tajemnicą małżeństwa.
Politycy powinni wiedzieć, że użycie siły przeciw człowiekowi jest sprzeczne z
prawem Chrystusa nie tylko w przypadkach karczemnych bójek, lecz także
we wszelkich sytuacjach międzynarodowych agresji lub policyjnych tortur.
Powinni wiedzieć, że prawo, cały porządek sprawiedliwości, środki nacisku
itd. służą nie tylko ochronie bezpieczeństwa władz, ale przede wszystkim
ochronie osób najmniejszych, najsłabszych, najbardziej bezbronnych, o
które Chrystus szczególnie się upomni. Politycy, czerpiący światło z
Ewangelii, będą wiedzieć, że cała istota życia społecznego, cały sens
cywilizacji i prawdziwe źródło humanizacji świata znajduje się w sercu
rodziny, którą Bóg ustanowił kolebką i fundamentem społeczeństwa
ludzkiego jako takiego. Dlatego Pan Jezus w swoich objawieniach
udzielonych Rozalii Celakównie w tak ostrych słowach piętnował
postępowanie depczące etos małżeństwa i rodziny. Jeżeli więc politycy
przeoczą tę prawdę, że cała polityka państwa, cała ekonomia, cały system
prawny, cała kultura, powinny z istoty swojej kierować się ku służbie dla
rodziny i ku ochronie jej świętego posłannictwa, to popełnią największą
zdradę wobec ludzkości i wobec narodu i sprawią, że państwo przestanie być
wyrazem sprawiedliwości, lecz zostanie odczłowieczone i stanie się tylko
„magnum latrocinium”, czego przykładów w historii nie brakuje.
Nie możemy się łudzić: jesteśmy świadkami spisku przeciw chrześcijańskiej
(katolickiej) Polsce, opartego na zwietrzałej filozofii oświeceniowej, która
prowadzi prostą drogą do ubóstwienia państwa i równocześnie do
zniszczenia autentycznie ludzkiej cywilizacji. Musimy sobie powiedzieć, że nie
możemy się poddawać tego rodzaju presji ze strony tak zwanej konieczności
historycznej. Chrystus jest ponad historią i w Nim jesteśmy wolni, i w
oparciu o prawdę od Niego czerpaną możemy zadecydować, że wybieramy
świadomie drogę wyzwolenia od wszystkich mitów i kłamstw, którymi karmi
nas „Europa”, i chcemy być sobą w Chrystusie i przez Chrystusa. Tym,
którzy naszą Polskę poniżają i hańbią, spychając ją na poziom żebraczy w
sensie ekonomicznym i kulturowym, odpowiadamy: dość kłamstw, dość
bluźnierstw, dość poniewierania godnością człowieka, rodziny i Narodu.
Jesteśmy poddanymi Jezusa Chrystusa i chcemy w pełni przyjąć Jego Prawo,
w którym jest wolność, godność i świętość dana nam na chrzcie świętym.
Nie widzimy żadnego rozumnego powodu, żeby nasze sprawy państwowe i
narodowe oddawać w ręce cwaniaków i błaznów politycznych, ludzi
pozbawionych wszelkiego poczucia moralnej odpowiedzialności. Chcemy, by
rządził nami Jezus Chrystus, by Jego Prawda była podstawą i celem naszych
praw i instytucji, by Jego Miłość była normą i inspiracją wychowania każdego
Polaka, każdego człowieka. Tylko w Chrystusie i Jego mocą jesteśmy zdolni
odeprzeć ataki wszelkich wrogów Polski, wrogów naszej suwerenności,
naszej kultury, naszej tożsamości, budowanej na Ewangelii, przy pomocy
takich proroków, jak św. Stanisław Szczepanowski i wielu innych, aż do Jana
Pawła II.
Musimy sobie także zdawać sprawę z tego – co jasno jest wyrażone w
objawieniach danych Rozalii – że ogrom grzechów ludzkich domaga się
wymierzenia sprawiedliwości nie tylko prywatnym grzesznikom, ale także
całym narodom. Stąd są potrzebne nie tylko gesty indywidualnego
nawrócenia, ale także świadome poddanie się prawu Bożemu w życiu państw i narodów. Jezus powiedział Rozalii: „Jest jednak ratunek dla Polski, jeżeli Mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez intronizację nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym Państwie, z Rządem na czele.
To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów, a całkowitym
zwrotem do Boga” (zob. ks. Kazimierz Dobrzycki OSPPE, Intronizacja
Chrystusa Króla w duszy drogą do intronizacji w Ojczyźnie, Skawina 2003, s.56).
Potrzeba w tym celu dużo modlitwy i ofiar. A skoro sprawa napotyka
trudności, to jest dowód, że jest niezwykle doniosła. Oby Bóg dał światło
naszym przywódcom politycznym i wszelkim elitom duchowym, od których zależy los Polski.

Posted in Kościół, Patriotyzm | Otagowane: , , | 10 Komentarzy »