Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Posts Tagged ‘nawrócenie’

Spotkanie z Patrykiem i Nancy z Kanady w Medjugorje

Posted by Dzieckonmp w dniu 29 września 2016


Patryk i Nancy z Kanady milionerzy którzy w Medjugorje się nawrócili i postanowili zamieszkać blisko Królowej Pokoju. Spotkanie z Polakamiw sierpniu tego roku. Warto wysłuchać zwłaszcza przez tych którzy nie byli w Medjugorje. Pielgrzymi którzy byli ze mną brali udział w takim spotkaniu. Piękne świadectwo działania Królowej Pokoju opowiedziane w radosny sposób.

Reklamy

Posted in Medziugorje, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , , | 159 Komentarzy »

Piękne! Polityk SLD wzruszająco opowiada o swoim nawróceniu

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 września 2016


kalita

Tomasz Kalita, polityk SLD, opowiedział w rozmowie z tygodnikiem „Plus Minus”  o swoim nawróceniu. Jakiś czas temu pisaliśmy o ciężkiej chorobie polityka oraz o tym, jak wielki miała wpływ na jego nawrócenie. Teraz Tomasz Kalita otworzył się jeszcze bardziej i w rozmowie z tygodnkiem już wprost mówi o tym, że stał się chrześcijaninem, choć jak podkreśla – z Kościołem ma jeszcze pewne sprawy niepoukładane, więc nie czuje się w pełni katolikiem.

W wywiadzie z tygodnikiem „Plus Minus” były rzecznik SLD opowiada o swojej pierwszej operacji i o tym, jak wpłynęła na jego dalsze decyzje:

„Zjeżdżałem na pierwszą operację w swoim życiu. To było absolutnie przerażające, pierwszy raz w życiu byłem w szpitalu, a strasznie się ich bałem. No i operacja, potworny lęk. Jedyne, co mogłem zrobić, to się modlić bardzo gorliwie: ‚Ojcze nasz…’. I nagle poczułem rękę. To był dotyk ciepłej dłoni na piersi i głos: ‚Nie martw się’. To było coś niesamowitego, to mnie napełniło jakąś siłą i tak wjechałem na operację”.

Ulga nie okazała się być tylko chwilową zmianą zdania. Tomasz Kalita mówi odwaznie o swojej wierze. Zapytany o to, czy jest katolikiem, odpowiada:

„Chrześcijaninem w stu procentach i jestem z tego dumny. Z Kościołem mam pewne niepoukładane sprawy, nie mogę więc powiedzieć, że jestem w pełni katolikiem. Natomiast jestem owcą z owczarni, którą opisuje św. Jan Ewangelista: „Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz”. Modlę się własnymi słowami, bo nie jestem zbyt biegły w formułkach, nie mam książeczki do nabożeństwa. Proszę o miłosierdzie i o wybaczenie, modlę się o dar, o cud.”

Polityk docenia także rolę Radia Maryja, medium, które pozwala katolikom w różnych częściach Polski czuć się po prostu Kościołem:

„Rano w szpitalu słuchałem Radia Maryja. Mama kupiła mi radio, żebym mógł słuchać papieża Franciszka, kiedy był na Światowych Dniach Młodzieży, więc byłem na bieżąco. Zrozumiałem fenomen tego radia i naprawdę je doceniłem. Zwłaszcza o tej porze dzięki Radiu Maryja ludzie mogą kogoś posłuchać, mogą się wspólnie pomodlić, nie są sami, opuszczeni. To wielka rola ewangelizacyjna ”

Najbardziej wzruszające są jednak słowa, jakie Tomasz Kalita mówi o zbawieniu, które jest możliwie dzięki Synowi Bożemu, Jezusowi Chrystusowi oraz jego ofierze krzyża:

„Przecież cały sens wiary polega na tym, że jest nadzieja na życie wieczne. Jest we mnie wiara, że Jezus umarł na krzyżu, byśmy mieli życie wieczne”

To piękne świadectwo niech dla nas wszystkich będzie przykładem. Panie Tomaszu – życzymy zdrowia i niech Bóg Panu błogosławi!

Źródło: fronda.pl

Posted in Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , | 406 Komentarzy »

Klaudia. Teraz życie ma sens

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 stycznia 2016


PChTV zaprasza do obejrzenia świadectwa Klaudii. Jej życie mogło zakończyć się tragicznie – używki, okultyzm, balansowanie na granicy destrukcji. Jednak Ktoś jej pomógł…


Zobacz także świadectwo Ani, której pomocy udzieliła bohaterka „Teraz życie ma sens”:

Posted in Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , | 129 Komentarzy »

Piękne świadectwo Marcina z Ruchu Czystych Serc

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 listopada 2015


Pielgrzymi do Królowej Pokoju znają Marcina. Są też czytelnicy którzy z finansowali ta pielgrzymkę gdyż Marcina nie było stać aby samemu opłacić. Macie jedno z milionów świadectw  jak Królowa Pokoju pomaga swoim dzieciom. Pamiętacie te wieczory gdzie wspólnie rozmawialiśmy z Marcinem w Medjugorje. Marcin dziś stara się pomóc w przybliżeniu Jezusa swej mamie i całej rodzinie. To ten blog Dzieckonmp sprawił że  zaczął szukać Jezusa. Marcinie niech Jezus ma Cię w swoich ramionach zawsze i w każdej sytuacji.

 

Posted in Świadectwa | Otagowane: , , , | 149 Komentarzy »

Świadectwo nawróconego Żyda

Posted by Dzieckonmp w dniu 17 stycznia 2015


Moja żona Suzanne, która jest katoliczką od urodzenia, po raz pierwszy usłyszała o Medziugorju w 1983 r.

Przechowywała w swojej pamięci opowiadania o Bernadetcie i objawieniach w Lourdes, opowiedziane przez siostry zakonne podczas jej odwiedzin w klasztorze, gdy była jeszcze dzieckiem i natychmiast uznała objawienia Matki Bożej w Medziugorju za pochodzące od tej samej Matki Bożej. Żywiła głębokie przekonanie, że sama Matka Boża przyzywa ją do tego miejsca i błagała mnie, bym zawiózł ją tam. Powiedziałem jej wówczas: „To bardzo niesprawiedliwe, że oczekujesz ode mnie, że pojadę do katolickiego Sanktuarium, gdzie odprawiane są publiczne nabożeństwa, podczas których czuję się nieswojo i jeślibyś naprawdę mnie kochała, to nie prosiłabyś mnie, abym pojechał tam z tobą”. Odpowiedziała mi: „Bernardzie, gdybyś mnie kochał, to byś mnie tam zawiózł.” Jednak nie pojechaliśmy.

Dziewięć miesięcy później, w sierpniu 1983 roku, pojechaliśmy na wakacje do Dubrownika.

To Sue zdecydowała, że powinniśmy tam pojechać. Nie byłem zbyt skłonnym jechać na wakacje do komunistycznego kraju, ale pojechałem tam, aby sprawić jej przyjemność. W trakcie pobytu na miejscu poprosiła mnie, bym zawiózł ją do Medziugorja tylko na jeden dzień. Już w momencie, gdy wybrała Dubrownik na wakacje, zdałem sobie sprawę, że miała coś innego na uwadze, więc tym razem, aby ją zadowolić, zgodziłem się odwiedzić Sanktuarium tylko na jeden dzień. Ku mojemu zdumieniu, kiedy przybyliśmy na miejsce wszystko było tam bardzo normalne, nie było żadnych publicznych pokazów pobożności na wielką skalę, nikt bijąc się w piersi nie leżał na ziemi, nikt nie zakładał worów pokutnych i nie posypywał się popiołem, byli tam sami zwykli ludzie, tacy jak Sue i ja. Mieszkańcy byli w stosunku do na bardzo życzliwi i okazali nam taką gościnność, jakiej nigdy dotąd nie zaznałem. Słyszałem wcześniej, że katolicy w tamtych stronach są antysemitami, ale kiedy powiedziałem im, że jestem Żydem odebrałem od nich jeszcze więcej życzliwości i czułem się bardzo zrelaksowany w trakcie całego pobytu. Około godziny 5-ej znaleźliśmy się w pobliżu kościoła, gdzie odmawiano różaniec i tam spotkaliśmy kogoś znajomego z Londynu; była to kobieta o nazwisku Anita Curtis. Gdy zobaczyła mnie powiedziała: „Och, to świetnie, że Żyd jest pośród osób odwiedzających Medziugorje; Matka Boża bardzo ucieszy się widząc was tutaj” Zasugerowała, że mógłbym udać się do pokoju, gdzie miało mieć miejsce Objawienie, ale pomyślałem, że nie byłoby to rzeczą stosowną, bo nie wierzę w to, co się tam dzieje, nie znam jeszcze samego Pana Jezusa, a cóż dopiero Jego Matkę i naprawdę nie wierzę w to, że Ona może ukazywać się sześciu młodym osobom. Znalazłem się obok prezbiterium stojąc w tłumie innych ludzi. Wszyscy błagali siostrę Janę, która w tym czasie posługiwała i ojca Tomislava Pervana, który był proboszczem, aby pozwolili im przebywać pokoju w czasie objawienia. Anita Curtis powiedziała Siostrze Janie, że jestem Żydem i że powinienem wejść do pokoju objawień, ponieważ Nasza Matka Boża ucieszy się na mój widok. W tym samym czasie zauważyłem, że była tam Włoszka, która miała bardzo chore dziecko. Płakała i błagała siostrę Janę, aby pozwoliła jej wejść do pokoju objawień wierząc, że jej dziecko zostanie uzdrowione. Powiedziałem do siostry Jany: „Proszę, niech siostra pozwoli tej Włoszce wejść do środka, nie jest rzeczą słuszną, abym to ja wszedł, gdyż właściwie to nie bardzo wierzę w to, co się tam dzieje”. Ojciec Pervan wyszedł i spojrzał na wszystkich tych kłócących się ludzi, a potem chwycił Włoszkę i mnie, i zanim spostrzegłem się, co się ze mną dzieje przeszedłem obok ołtarza i zostałem wciśnięty do pokoju w bocznej kaplicy, gdzie mają miejsce objawienia. Pokój był mały, bardzo zatłoczony i było w nim nieznośnie gorąco. Ludzie stali ramię w ramię ściśnięci tak bardzo, że nawet palca nie można było wetknąć. Wkrótce nadeszło sześcioro widzących, zaczęli modlić się, a potem upadli na kolana. Spojrzałem na ścianę, aby przekonać się, czy zdołam zobaczyć coś niezwykłego, czy zdołam zobaczyć Matkę Bożą, ale widziałem tylko ścianę i raczej źle pomalowaną figurę Niepokalanej Dziewicy Maryi. Nie miałem wyjścia, musiałem razem z innymi uklęknąć. Byliśmy tak ciasno upakowani, że kiedy ktoś ukląkł wszyscy musieli zrobić to samo. Pamiętam, że pomyślałem, że to niemożliwe, aby więcej osób mogło zmieścić się w pokoju, że dla stojących nie było wolnego miejsca, ale żeby uklęknąć, to przecież musiałoby być w pokoju dwa razy więcej miejsca. Tym sposobem czyjeś kolano znalazło się na mojej łydce, a inne kolano oparło się na mojej pięcie i czułem się z tego powodu nader niewygodnie. W pokoju była taka cisza, że słychać było tylko szmer oddechów ludzi, po czym milczenie to przerwał odgłos płaczu, była to Włoszka z chorym dzieckiem. Zacząłem zauważać, że w pokoju była jakaś szczególna obecność, że w tym pokoju dzieje się coś, czego nie rozumiem. A potem, zanim uzmysłowiłem sobie, gdzie jestem i co się wokół mnie dzieje wszyscy wstaliśmy i wyszliśmy.

Moja żona, która czekała na mnie ze łzami cieknącymi po twarzy, powiedziała do mnie:

„Nigdy nie dowiesz się, jak cudowną Łaską było to dla całej naszej rodziny.” Sue była tak bardzo szczęśliwa, że byłem w pokoju objawień, to było coś, czegoś wtedy nie rozumiałem, bo chociaż nie wierzyłem w to, co się działo uznałem, że jeśli przypadkiem Matka Boża podróżowała w czasie i przestrzeni, by przybyć na spotkanie z sześciorgiem widzących w Medziugorju, to nie miało to wielkiego znaczenia, czy jestem wewnątrz pomieszczenia, czy też po drugiej stronie ściany, gdyż byłaby i tak w stanie mnie zobaczyć, coś, czego po prostu nie mogłem pojąć. Więc to był pierwszy raz, gdy byłem zmuszony uklęknąć; tradycja zakazuje Żydom klękania z obawy naruszenia jednego z Przykazań, które zakazuje oddawania czci wizerunkom uczynionym ręką ludzką, a zatem stało to w przeciwieństwie do wpojonych mi w młodości nakazów ortodoksyjnej religii żydowskiej i czułem się winny temu, że musiałem uklęknąć w tym pokoju przed źle pomalowaną figurą.

Wracałem do Medziugorja wiele razy z żoną, gdyż odbierałem je jako całkiem przyjemne do odwiedzania

i przyjazne miejsce. Sprawiało mi to dużą przyjemność i wiedziałem też, że się tam dzieje coś, czego nie rozumiem, ale cokolwiek się działo, miało to wpływ na to, że wszystkie przybywające tam osoby stają się bardzo milłe i okazują sobie nawzajem uczucia przyjaźni i miłości. Tak więc jeździłem tam bez wiary, ale czerpiąc radość z otoczenia. Wciąż odwiedzałem Medziugorje przez wiele lat i traktowałem je jako miejsce, dokąd można się wyrwać, by znaleźć tam spokój, wspaniały odpoczynek i przyjaźń.

Jakieś dwa lata później, myślę, że było to w 1985 roku, Sue i ja byliśmy w trakcie jednej z naszych regularnie

odbywanych wizyt w Sanktuarium, kiedy to podczas jednego wieczoru zdecydowaliśmy się wejść na Górę Križevac, ponieważ dowiedzieliśmy się, że będzie tam miało miejsce Objawienie i że tam będzie Maria Pavlović. Dotarliśmy do stóp Krzyża bardzo wcześne i usiedliśmy na schodach tuż przed Krzyżem. Rozmawialiśmy ze sobą o naszym życiu i swoich przekonaniach religijnych: Sue mówiła o swojej wierze katolickiej, a ja na temat mojego żydowskiego wychowania. Sue próbowała mnie przekonać, że Jezus Chrystus jest moim Mesjaszem i Zbawicielem, a ja mówiłem jej, że na każdy dobry powód, by twierdzić, że jest On Mesjaszem istnieje równie dobry powód, by powiedzieć, że Nim nie jest. Oczywiście teraz już wiem, że jest to sprawa serca, a nie głowy, ale wówczas to moja głowa panowała nad wypowiadaniem sądów i wciąż nie mogłem przyjąć faktu, że Jezus jest Mesjaszem i że Jego Matka ukazuje się widzącym w Medziugorju. Rozmawialiśmy tak przez jakiś dłuższy czas i nie zauważyliśmy, że zrobiło się już zupełnie ciemno i wielki tłum zebrał się u stóp Krzyża. Usłyszałem śpiew i zobaczyłem zbliżające się w naszym kierunku światło latarki. To była Maria Pavlović ze swoją grupą modlitewną. Tłum rozdzielił się, gdy przyszła do stóp Krzyża. Przez przypadek stanęła obok mojego ramienia. Zaczęła się modlić, a potem upadła na kolana. Gdy to uczyniła stojący obok niej człowiek zapytał się mnie: „Jesteś Anglikiem?”, odpowiedziałem „Tak”. Poprosił, żebym oznajmił tłumowi w języku angielskim, że Matka Boża ukazuje się w tej chwili Marii i żeby wszyscy uklękli, zaczęli się modlić i przestali robić zdjęcia. Odwróciłem się zatem i krzyknąłem w ciemność, w stronę wielkiego tłumu: „Wszyscy na kolana, Matka Boża objawia się teraz Marii Pavlović, proszę się modlić, nie fotografować”, po czym wszyscy uklękli, poza mną, gdyż tradycja nie pozwalała mi klękać. Ale tym razem poczułem, że po tym, jak powiedziałem „wszyscy na kolana” byłoby niegrzecznie samemu nie uklęknąć. Tak więc uklęknąłem obok Marii i to był mój drugi raz, gdy to uczyniłem. Pamiętam, że było to bardzo nieprzyjemną rzeczą do zrobienia. Na ziemi były kamienie, które wrzynały się w kolana, było mi bardzo niewygodnie. Zastanawiałem się, czy katolicy nosili specjalne ochraniacze na kolana, które pozwalają im klęczeć. Takie myśli przechodziły mi przez głowę w czasie Objawienia. Wtem poczułem kroplę deszczu na mojej głowie i pomyślałem, że zaraz zacznie się ulewa, a my tu jesteśmy na szczycie góry w wielkim tłumie ludzi. Będziemy musieli schodzić powoli, zrobi się niebezpiecznie ślisko, gdy góra zostanie zmoczona, wtedy przemokniemy, i zastanawiałem się też, co każdy Żyd robi w takich sytuacjach, gdy nie ma miejsca dla niego. Objawienie zakończyło się, każdy wstał i bardzo szybko podsunięto małe magnetofony przed Marię, a przewodnicy grup tłumaczyli orędzie na różne języki, w końcu przyszła kolej na język angielski. Orędzie zostało przetłumaczone, nie pamiętam dokładnie słów, ale było tam coś na temat powrotu do życia w świetle Ewangelii; w przeciwnym razie świat ściągnie na siebie wielkie nieszczęście, a następnie, na końcu orędzia zostało powiedziane: „łza stoczyła się po policzku Matki Bożej i spadła na chmurkę, na której stała”. Pomyślałem, że to ja na pewno stałem wtedy pod tą chmurką. Tej nocy nie padało.

Kiedy wróciłem do pensjonatu, w którym mieszkaliśmy opowiedziałem młodemu amerykańskiemu

kapłanowi imieniem Robert Cox o moich przeżyciach, wtedy powiedział mi: „Bernardzie, zostałeś wezwany do przyjęcia Chrztu Św.”. Słów tych nie rozumiałem, poprosiłem go więc o wyjaśnienie. Powiedział mi, abym po powrocie do Anglii udał się do miejscowego księdza proboszcza i powiedział mu, że zostałem wzywany do przyjęcia Chrztu św. Dalej tego nie rozumiałem, więc kiedy wróciłem do Anglii, nie zrobiłem nic w tej sprawie. Jednakże myśl o tamtej kropli wody spadającej mi na głowę pozostała w mojej głowie; bardzo często wracałem w myślach do tej sprawy.

W następnym roku byliśmy znowu w Medziugorju, wtedy to przy okazji odwiedzin u ojca Jozo po to,

by usłyszeć, jak przemawia do ludzi powiedziałem do Sue, że chcę pozostać do samego końca i pomodlić się razem z ojcem Jozo. Jak zwykle był tam ogromny tłum i Sue powiedziała: „Jest tu tak wiele osób, powinniśmy wrócić do Medziugorja”, a ja rzekłem: „Chcę, żeby się pomodlił ze mną”, wtedy Sue powiedziała: „On modlił się już z tobą w kościele i już cię pobłogosławił, nie ma sensu pozostawać tu dłużej”. Tak więc czekaliśmy, czekaliśmy i czekaliśmy, podczas gdy tłum powoli znikał, aż znaleźliśmy się na czele kolejki. W międzyczasie wszystkie autokary i autobusy odjechały z powrotem do Medziugorja, a my zostaliśmy właściwie na samym końcu. Wreszcie nadeszła moja kolej, powiedziałem do Anicy, która tłumaczyła dla Ojca Jozo, że jestem Żydem i że chcę, aby Ojciec Jozo pomodlił się, aby Duch Święty (Żydzi uznają Ducha Świętego) oświecił mnie, abym czynił to, co jest dobre dla mnie. Ojciec Jozo położył jedną rękę na moim sercu a drugą objął Sue i mnie. Nie rozumiałem wypowiadanych słów, ale modlitwa brzmiała bardzo szczere. Podczas tej modlitwy poczułem, jak potężnie wali mi serce. Sue powiedziała mi później, że czuła tak, jakby moje serce miało rozedrzeć koszulę, którą miałem na sobie. Po czym modlitwa zakończyła się, a my musieliśmy znaleźć taksówkę i tak wróciliśmy do Medziugorja. Po powrocie do Anglii myślałem o spotkaniu z o. Jozo i tamtej łzie z nieba, ale jeszcze nie podjąłem się przyuczenia do wiary katolickiej i nadal nie wierzyłem.

Rok po tym, w sierpniu 1987 roku, Ojciec Slavko uczestniczył w nabożeństwie katolickiej odnowy

charyzmatycznej w sanktuarium kościoła katolickiego w Walsingham, w Hrabstwie Norfolk w Anglii, w którym razem z Sue wzięliśmy udział. Było to wieczorne nabożeństwo pokutne, po którym Ojciec Slavko miał uczcić Najświętszy Sakrament w adoracji eucharystycznej. Zgromadzeni podchodzili do kapłanów, którzy stali przed namiotem i wyznawali po jednym grzechu. Po czym każdy z nich zapalał świecę i wychodził w geście symbolicznym w stronę ciemności. Byli rozradowani na samą myśl, że Boża Miłość przebaczyła im grzechy, świętowali, śpiewali i tańczyli z radości, że zostali uwolnieni z jarzma grzechu. Na koniec procesja ta ze śpiewami i tańcami, pełna hałaśliwie zachowujących się ludzi weszła do kaplicy pojednania w Walsingham, gdzie miała mieć miejsce adoracja eucharystyczna pod przewodnictwem o. Slavko. Oiciec Slavko stanął za ołtarzem i patrzył na ten tętniący życiem, głośno zachowujący się, podekscytowany tłum. Stał nie poruszając się, jedynie patrzył na ludzi. Oczywiście czekał, aż się wyciszą i wejdą w stan adoracji. Czekał długo, trwało to dobre kilka minut. W normalnej sytuacji wyszedłbym na zewnątrz w obawie, że złamię przykazanie, które miałem wpojone od młodości. „Nie będziesz oddawał czci posągom uczynionym ręką ludzką, nie będziesz się im kłaniał”, ale tym razem zostałem na miejscu. Byłem zafascynowany tym, co się działo, oczekiwaniem o. Slavko, aż tłum powoli ucichnie i znieruchomieje, aż ludzie zastygną w bezruchu, cisi i uspokojeni. Nie było słychać żadnego dźwięku w pomieszczeniu. Przypomniało mi to ciszę w pokoju objawień lata temu. O. Slavko powoli postawił Monstrancję na ołtarzu i wystawił Najświętszy Sakrament na widok zgromadzonych. Był to doskonały spokój we wzniosłym bezruchu. Wszyscy upadli na kolana. Znowu byłem ostatnią stojącą osobą, ale tym razem poczułem wewnętrzne przekonanie, że powinienem również uklęknąć, z tym że za tym trzecim razem było tak dlatego, że sam tego chciałem. Tak więc uklęknąłem i gdy to uczyniłem, to w tej wszechogarniającej chwili patrzyłem na twarze ludzi wokół mnie, którzy wpatrywali się w Najświętszy Sakrament. Następnie spojrzałem na Najświętszy Sakrament i w jakiś sposób odczułem, że była tam Święta Obecność patrząca na ludzi klęczących przed Nią. W tamtej chwili otrzymałem prezent, którego nigdy nie zdołam wyjaśnić, ponieważ jest to czysty dar. Zrozumiałem, że Bóg jest prawdziwie obecny w Najświętszym Sakramencie. W tej samej chwili Jezus wezwał mnie, abym zaakceptował Go jako mojego Zbawiciela i to uczyniłem.

Wróciłem do Anglii i poprosiłem mojego księdza Proboszcza, aby przyuczył mnie do wiary katolickiej.

Pochodząc z kultury żydowskiej nie byłem ochrzczony, podczas katechez uczono mnie więc o sakramencie Chrztu św., zdałem sobie wtedy sprawę, że otrzymuję wspaniałą okazję, by rozpocząć życie na nowo i że poprzez Chrzest św. zostanę obmyty jak nowonarodzone dziecko. Narodzę się na nowo i wszystko, co działo się ze mną i wszystko, co kiedykolwiek uczyniłem w przeszłości będzie tak, jakby się nigdy nie wydarzyło. Nie było wiele rzeczy, które były dla mnie trudne do zrozumienia, ale przyjąłem je, bo byłem ogarnięty myślą, że jest to wspaniała szansa, jaką daje mi Bóg. Z utęsknieniem czekałem na dzień, w którym miałem zostać przyjęty do Kościoła świętego i ochrzczony. Dowiedziałem się o rzeczywistej obecności Chrystusa w Eucharystii, coś co już wcześniej uznałem za fakt i dowiedziałem się, że Pan Bóg przychodzi do nas każdego dnia we Mszy Świętej, aby nas ożywić fizycznie i duchowo, a kiedy popełnimy nieuniknione błędy, których wszyscy dopuszczamy się z powodu naszej ludzkiej ułomności, to mogę wówczas pójść do kapłana udzielającego sakramentu Spowiedzi św. i – o ile będę prawdziwie skruszony – popełnione przeze mnie grzechy zostaną mi odpuszczone. Jako neofita wychowany w wierze żydowskiej zdaję sobie sprawę, że wszystko, co jest obecne w Wierze Katolickiej jest głęboko zakorzenione w wierze żydowskiej. Zatem nie tyle stawałem się katolikiem, co pełnym Żydem i jestem naprawdę wdzięczny, że Pan Bóg w swojej nieskończonej Łasce dał mi tę wspaniałą okazję.

Zostałem przyjęty do Kościoła katolickiego, przyjąłem sakramenty Chrztu św. i Bierzmowania oraz

przystąpiłem do Pierwszej Komunii Świętej w czwartek 13 kwietnia 1987 r. Tak się złożyło, że była to również pierwsza noc żydowskiej Paschy. Pierwsza noc żydowskiej Paschy i Wielki Czwartek nie zawsze wypadają w tym samym dniu, ale w tym roku tak się wydarzyło. Naród żydowski wierzy, że Mesjasz przyjdzie w pierwszą noc Paschy, jest to tradycja i ludzie czekają na Mesjasza, który ma przyjść w tę noc. Do mnie Mesjasz przyszedł właśnie tej nocy, kiedy zostałem ochrzczony, przyjąłem Bierzmowanie i Pierwszą Komunię Świętą.

Otrzymałem jeden dodatkowy mały prezent, który jestem pewien, że był darem od naszej Matki Bożej.

Ten doniosły dzień dla mnie, 13 kwietnia 1987 r. był też dniem moich urodzin i jestem pewien, że był to prezent od mojej Matki Bożej, która wezwała mnie i nakłoniła do uklęknięcia w tych trzech przypadkach, które razem złożyły się na ten dzień pokrywający się z datą moich urodzin. Urodziłem się ponownie w swoje urodziny. Jakże cudowną Łaskę otrzymał ten Żyd.

W ciągu kolejnych lat odwiedzałem Medziugorje wielokrotnie i bardzo zaprzyjaźniłem się z wszystkimi

franciszkanami: o. Ivanem, o. Orićem, o, Pervanem, o. Svetem i o. Slavko, którzy zawsze gościnnie przyjmowali mnie jako Żyda, który stał się katolikiem dzięki temu, że doświadczył Medziugorja. Miałem przywilej poznania z bliska Ojca Slavko, który ma wiele miłości do narodu żydowskiego i zawsze był zainteresowany jego kulturą. Kiedy wybuchła wojna w 1990 roku założyłem organizację charytatywną w Anglii, która dzięki hojności mieszkańców tego kraju udzieliła pomocy dla całej Chorwacji oraz Bośni i Hercegowiny o wartości ponad dziesięciu milionów funtów. Chcieliśmy pomagać tym ludziom, którzy pomogli nam tak bardzo poprzez osobiste przykłady wiary, gościnność i przyjaźń. Obok żywności i zaopatrzenia medycznego dostarczyliśmy sto sześćdziesiąt pojazdów, które zostały pozostawione w regionie, aby mieszkańcy mogli pomagać sobie nawzajem dostarczając pomoc humanitarną i środki medyczne do odległych miejsc, gdzie były one najbardziej potrzebne, do miejsc, które znalazły się w strefach walk zbrojnych. Moje wysiłki były bardzo chwalone, ale ja byłem zaledwie przedstawicielem wielu ludzi, którzy dołączyli się do pomocy, kierowców konwojów humanitarnych, ofiarodawców wpłat pieniężnych, żywności i wyposażenia medycznego. Najbardziej odczuwałem i najwięcej zdawałem sobie sprawę z faktu, że my, którzy nieśliśmy pomoc byliśmy stroną uprzywilejowaną i że to raczej my winniśmy dziękować ludziom z Chorwacji oraz Bośni i Hercegowiny niż oni nam. Ludzie z Chorwacji oraz Bośni i Hercegowiny, którzy cierpieli podczas tej straszliwej wojny byli jej ofiarami i stawali się podobni do Chrystusa w swoim cierpieniu. Poprzez swoje trudności i cierpienia dali nam szansę, aby im pomóc i udowodnić, że kochamy się wzajemnie tak, jak Pan Bóg nas kocha. Byliśmy uprzywilejowani, my, którzy otrzymaliśmy dar bycia w stanie im pomóc i było to dla nas łaską. W latach wojny, bardzo ściśle współpracowałem ze wszystkimi Ojcami franciszkanami i wtedy właśnie bardzo przybliżyłem się do o. Slavko. Spędziliśmy razem bardzo wiele czasu. Musiało to być dziwne dla wielu osób, że ojciec Slavko i ja mogliśmy tak bardzo zaprzyjaźnić się ze sobą, gdyż nasze osobowości i pochodzenie kulturowe były tak różne od siebie. O. Slavko powiedział do mnie: „Bernardzie, jesteś prawdziwym przyjacielem” i są to słowa, które bardzo sobie cenię.

„Kiedy proszę cię o pomoc zawsze mówisz od razu tak, nigdy nie zapytałeś, czego chcesz, abym ci zrobił,

w jaki sposób mogę to zrobić dla ciebie i dlaczego chcesz mojej pomocy. Ty mówisz tylko: tak, pomogę. Wiesz instynktownie, że nie będę prosić o nic, czego nie mógłbyś wykonać. Ty masz do mnie zaufanie. To – powiedział – było rzeczywistą miarą prawdziwego zaufania, przyjaźni i dlatego uważam cię, za prawdziwego przyjaciela”.

Ojciec Slavko jest niewątpliwie Świętym i przebywa teraz z naszym Panem w niebie, a dla mnie żydowskiego

konwertyty być zaliczanym w poczet przyjaciół Świętego jest przywilejem, który wykracza poza wszelkie słowa.

BERNARD ELLIS

Posted in Medziugorje, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , | 109 Komentarzy »

Wasze Nawrócenie MUSI się odbyć przed trzema Dniami Ciemności!

Posted by Dzieckonmp w dniu 30 grudnia 2014


Zniesienie przez papieża Pawła VI w 1966 kanonów zakazujących publikacji różnego rodzaju objawień bez aprobaty kościelnej stanowi zgodę Kościoła na ich łatwiejsze rozpowszechnianie, by nie tłumić dzieł Ducha Świętego pragnącego odnowić Kościół Chrystusa. To Jezus Chrystus kieruje kościołem i to On sprawił aby na ten czas te kanony zostały zniesione. Mimo to są grupy ludzi którym się nie podoba a decyzja kościoła. te grupy uważają że wiedzą lepiej co jest dobre dla kościoła. Działaniem tym sprzeciwiają się kościołowi, negują fakt że w kościele działa Duch Święty.

Grupy te które sprzeciwiają się decyzjom kościoła często atakują oczerniając wizjonerów, wyśmiewając i usprawiedliwiają swoje zachowanie tym że kościół nie uznał jeszcze danych objawień.

Przytoczę zdanie słynnego Mariologa Księdza Rene Laurentina: Gdybyśmy czekali, aż objawienie zostanie uznane przez Kościół, nigdy by się to nie stało. Gdyby nikt nie przyszedł do groty w Lourdes, nigdy by o tym nie mówiono. Gdyby tłumy nie napływały do Fatimy, dawno by o tym zapomniano i nikt by nie wiedział, że coś takiego istniało. Objawienie może zostać uznane tylko wtedy, kiedy wokół niego gromadzą się ludzie. Kościół uznał wiele objawień dzięki temu, że ludzie mieli zmysł wierzących, „sensus fidelium”.


Orędzie Nr. 569 otrzymane 28 maja 2014 r.

Moje Dziecko. Moje kochane Dziecko. Czas, w którym żyjecie, wkrótce się skończy. Zło zostanie pokonane i Nowy, Wspaniały Świat zostanie wam ofiarowany.

Bóg Ojciec kocha was tak bardzo, Moje kochane Dzieci i cieszy się na wasz Powrót do Niego, waszego Stworzyciela!

Każdemu z was, Bramy do Nowego Raju są otwarte, lecz będą mogli wejść tylko Ci, którzy uznają Jezusa, waszego Zbawiciela.

Jezus jest waszą Drogą do Nowej Wspaniałości. Bez Niego, Bramy dla was będą zamknięte. Również ten, kto na Końcu Czasu rozpozna, ze był w „błędzie” zostanie na zewnątrz, dlatego wasze Nawrócenie MUSI się odbyć przed trzema Dniami Ciemnosci!

Więc nawróćcie się teraz, ponieważ Grzech ciąży na was i waszej Ziemi i jest go coraz więcej, coraz cięższy, coraz „przytłaczający” i wasze Nawrócenie trudniejsze, gdyż mgła Szatana nie pozwala Wam rozpoznać Światła Mojego Syna, i kiedy w dniu Ostrzeżenia Jezus pokaże wam wasze Błędy, wielu z was nie przeżyje tego.

Moje Dzieci. Nie narażajcie się na to „ Niebezpieczeństwo”! Nawróćcie się teraz i znajdźcie Drogę do Mojego Syna i Boga Ojca!

Każdy występek przy Spowiedzi będzie wam wybaczony, obojętnie jak jest ciężki i przytłaczający! Spowiadajcie się, żałujcie, pokutujcie! Mój Syn was obmyje i weźmie ze sobą, kiedy Czas nadejdzie!

Nawróćcie się teraz, Moje kochane Dzieci, i nie czekajcie już dłużej! Mój Syn oczekuje was! Amen.

Wasza kochająca Matka w Niebie.

Matka wszystkich Bożych Dzieci i Matka Zbawienia. Amen.

Tłumaczyła: Beata

Posted in Orędzia Marii "od przygotowania serc" | Otagowane: , , | 41 Komentarzy »

Niesamowite świadectwo! – specjalnie dla czytelnika „Żal mi”

Posted by Dzieckonmp w dniu 22 grudnia 2014


Dla czytelnika „żal mi” wstawiam świadectwo zadeklarowanego ateisty prof. sztuki na Uniwersytecie Northern Kentucky Howarda Storma. Jako ateista był przekonany, że śmierć jest definitywnym końcem istnienia człowieka. Jego ateizm prysł jak bańka mydlana po doświadczeniu ciężkiej  choroby i śmierci klinicznej podczas wakacyjnego pobytu w Paryżu w 1985 r.

Posted in Nawrócenia | Otagowane: , | 218 Komentarzy »

Przerażające wyznania: Marcin Boczek

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 listopada 2014


W życiu Marcina Boczka było już wszystko; próby samobójcze, narkotyki, alkoholizm, przygodny seks, bezdomność, zboczenia seksualne, ciężki wypadek. Właściwie nie powinien już żyć. Ale żyje – i co dziwne – ma się nad wyraz dobrze. Najbardziej jednak przerażające jego doświadczenia wiążą się z okultyzmem i demonami: „rzucało mną po ścianach!”. Jeśli masz słabe nerwy – nie oglądaj.
Film ten jest pełną wersją wraz z przerażającymi szczegółami i zaskakującym finałem.
Obecnie Marcin Boczek jeździ po Polsce (i za granicę) zaświadczając o cudzie swojego uwolnienia, uzdrowienia i nawrócenia wszędzie tam gdzie zostanie zaproszony.

Posted in Film, Nawrócenia, Szatan, Świadectwa | Otagowane: , , , , | 43 Komentarze »

Niezwykła historia Alana w Medjugorje

Posted by Dzieckonmp w dniu 15 listopada 2014


Pozdrawiam wszystkich z Piotrkowa Trybunalskiego. Medjugorje przyjechało do Polski. Oto program na dziś w którym będę brał udział:

09.00 – Dalsza rejestracja uczestników
10.00 – 10.30 Modlitwa i śpiew
10.30 – 11.30 Katecheza ks. Piotr Pawlukiewicz
11.30 – 12.30 Przerwa
12.30 – Świadectwo Jakova Čolo z Medziugorja
13.30 – Obiad
15.00 – Koronka do Miłosierdzia Bożego – Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia z Sanktuarium w Krakowie – Łagiewnikach

15.15 – 16.15 Świadectwo polskiego księdza Marka Bałwasa
16.15 – 17.15 Świadectwo wspólnoty Cenacolo
17.15 -18.30 – Kolacja
18.30 – Modlitwa różańcowa
19.00 – Msza Święta, kazanie o. Stanko Ćosić
20.30 – Adoracja Najświętszego Sakramentu – o. Stanko Ćosić
21.00 – Taniec i śpiew

Możecie oglądać transmisję na żywo na stronie -http://www.centrummedjugorje.pl/PL-H4/aktualnosci/532/transmisja-festiwalu-mlodych.html

W każdy poniedziałek wieczorem o godz 20, na stronie internetowej, marytv.tv emitowany jest wspaniały program „Owoce z Medjugorje” .  Każdy odcinek zawiera świadectwo jednej lub większej liczby osób, których życie zostało zmienione przez Matkę Bożą z Medjugorje. Wszystkie programy są dostępne w archiwum na ich stronie internetowej. 29 września 2014 r. wyemitowano świadectwo Barbary Labrosse.
.
Po przedstawieniu się, Barbara wyjaśniła, że chce przekazać historię o tym, co się stało z jej bratem, Alanem. Zaczęła od tego, że jej rodzina pochodzi z Irlandii Północnej z miasta  Ballymena.  Ich matka była katoliczką, a ojciec był protestantem. Matka  po pierwszej pielgrzymce do Medjugorje w 1980 roku, stała się organizatorką pielgrzymek do Medjugorje, a po 25 latach takich wyjazdów i modlitwy tam, jej mąż przeszedł na katolicyzm. W 2009 roku Alan, najmłodszy z trzech braci Barbary, został zaproszony, aby pojechać na pielgrzymkę do Medjugorje  z jego kuzynem i ciotką. Alan zaprotestował: „Nie zamierzam tam jechać i przebywać wśród tych świętych dewotek”. Ale jego kuzyn nie chciał jechać bez niego, więc w końcu się zgodził.
Barbara jego siostra była zaskoczona, że Alan, który był w wieku 29 lat po przyjeździe nie zajął  się imprezowaniem, na co miał pieniądze.

Ave Maria „napisane z kamieni na Górze Krzyża
.
Pierwszy dzień po przybyciu Alana do  Medziugorju, on wspiął się na Górę Križevac. Zrobił to samo na drugi dzień. Powiedział, że nie wie, dlaczego tak postąpił. Na trzeci dzień, powiedział do kuzyna: „Jeśli przyszło by mi umrzeć gdzieś w świecie, to chciałbym umrzeć właśnie tu”. W tym samym dniu, wspiął się kolejny raz na  Kriżewac, podczas gdy jego przyjaciele czekali na niego w kawiarni u podnóża Góry. Poprosił ich, aby mieli oko na niego, ponieważ było bardzo ciemno. Po jakimś czasie  wysłał wiadomość tekstową, która tak brzmiała: „Wiedziałem, że miałem tu przyjechać. Jest to najpiękniejsze miejsce na ziemi.” Gdy zszedł z góry, spotkał swoich przyjaciół w kawiarni.
Kiedy odchodzili z kawiarni,  zadzwoniła matka Alana, Teresa, z Irlandii. Powiedział jej przez telefon: „Kocham to miejsce. Jest to najpiękniejsze miejsce„. Jego matka opowiedziała nam, że przez telefon ​​brzmiał głos bardzo  zadowolonego Alana, Który powiedział jej, że był u spowiedzi z całego życia. Jego matka była bardzo zadowolona, ​​bo nie brał udziału we mszy i nie chodził do spowiedzi od wielu, wielu  lat, mimo że został wychowany w katolickiej wierze. W czasie tej rozmowy telefonicznej z Matką, cąły czas mówił, nie było przerwy, jakby chciał jej coś z serca powiedzieć. Ale w końcu odłożył słuchawkę, a ona poszła do łóżka około północy, po odmówieniu modlitwy. O godz. 02:45, Teresa obudziła się i skorzystała z łazienki. Po powrocie do sypialni, usłyszała głos który  opisała jako pochodzący od Ducha Świętego. Głos ten mówił do niej: „Teresa, należy modlić się za duszę Alana.” Ona tak naprawdę nie przejęła się  tym, bo właśnie rozmawiała z Alanem parę  godzin temu i wszystko było dobrze. Niemniej jednak, postanowiła pomodlić się Koronką do Bożego Miłosierdzia za niego, a następnie udała się z powrotem do snu.
Następnego ranka ciotka Barbara poszła obudzić Alana i jego kuzyna, którzy spali w jednym pokoju. Po zbudzeniu kuzyna, on próbował obudzić Alana, lecz uświadomił sobie, że Alan już nie żyje.
Ciotka Barbara powiadomiła dwóch księży w Irlandii o tym, a oni przyszli do domu Teresy, aby przekazać tą wiadomość  Teresie i jej mężowi. Alan zmarł w sobotę, 26 września 2009 roku i oświadczono im że ciało Alana nie może być wydane, dopóki nie zostanie dokonana sekcja zwłok. W  środę dostali telefon,  że ciało Alana zostanie wysłane do Mostaru celem autopsji i następnie może zostać odesłane do domu.
Grabarz, który większość katolików w Ballymena chował na cmentarzu, Wally John, przyszedł  do  Barbary i  wyjaśnił, że nie będą w stanie zobaczyć ciała Alana, bo nie będzie zabalsamowane. Powiedział, że w Bośni, nie balsamują ciała i zwykle grzebią je w ciągu jednego dnia z powodu upału. Teresa i jej mąż byli bardzo przygnębieni. Teresa powiedziała: „Nie akceptuję tego. Muszę zobaczyć jego twarz. Muszę zobaczyć, że to mój syn! ” Więc Wally John wyjaśnił, że wszystko, co mże zrobić, to umieścić w trumnie szybkę na wprost twarzy i pod specjalnym światłem, będą mogli go widzieć przez 10 minut.
Tymczasem ciotka Barbara była jeszcze w Medziugorju i dzieliła się z ludźmi tam, tym jak  Teresa jest  zakłopotana, bo nie będzie mogła zobaczyć twarzy swojego syna. Ludzie w Medziugorje, obiecali że zaraz  zaczną pościć i modlić się o to, by matka i ojciec Alana mogli zobaczyć twarz swojego syna.
Po sekcji zwłok w Mostarze, ciało Alana zostało przewiezione do Wiednia, a następnie do Heathrow. W Heathrow  ciało nocowało w samochodzie i nazajutrz zostało przywiezione do Belfastu. Minęło siedem dni  od śmierci Alana. Jego ciało, które nie zostało zabalsamowane, podróżowało w upale przez  różne  kraje i klimaty.
Grabarz Wally John, był zaskoczony, gdy zobaczył uśmiech na  twarzy Alana.  Wkrótce Wally John zawołał rodzinę do pokoju i otworzył trumnę. Wszyscy byli w szoku, gdy zobaczyli, że Alan nie miał żadnych oznak stężenia pośmiertnego. Nie było na nim żadnego znak rozkładu. Barbara powiedziała, „On rzeczywiście był ubrany i wyglądał jak święty. Miał na sobie czarny garnitur, białą koszulę i czarny krawat.” Pomyśleliśmy że jakiś anonimowy  pan kupił garnitur i ubrał w Mostarze Alana.  W kieszeni Alana była kartka z napisem: „Dla mojej mamy.” Poniżej w tekście  napisane do nas,  że chce by matka Alana zobaczyła syna po powrocie do domu  pięknego.
Wally John powiedział, że nie może tego zrozumieć –  to musi być cud – cud, ze względu na modlitwy ludzi i post w Medziugorje. Powiedział, że po 25 latach bycia grabarzem, tylko on mógł opisać to jako cud. Alan został złożony do grobu po kolejnych trzech dniach. Został pochowany w święto św Faustyny, 05 października.
Jakby tych niesamowitości  było mało, Barbara opowiedziała, dalszy ciąg historii. Kiedy dostali raport z autopsji, to stwierdzał on, że Alan zmarł z przyczyn naturalnych. To się nazywa „syndrom nagłej śmierci”. Nie miał ataku serca; Jego serce po prostu przestało bić. Raport mówi, że umarł między 3:00 a 4:00 rano.  Jego serce przestało bić o 3:00 z podpisem patologa w Mostarze. Kiedy Barbara przekazała  rodzicom Alana tą informację,  Teresa zeskoczyła z kanapy i wpadła w histerię.  Teresa poinformowała Barbarę  że Alan zmarł wtedy, gdy ona modliła się o 3:00 w nocy Koronką do Bożego Miłosierdzia  jak Duch święty  prosił. Ona była  tysiące mil od niego, modląc się za jego duszę, gdy on  zmarł!
Teresa zmarła 18 miesięcy później. Aż do tego czasu, ona była w Medziugorju 60 razy! Była świadkiem wielu cudów, ale ten był największy.  „Barbara powtarza, że ​​Alan  odesłany do domu wyglądał jak święty. – Żadnych śladów rozkładu„. A w kieszeni, miał  medalik. Na tym medaliku było Miłosierdzie Boże. Został odesłany do domu z nim w jego trumnie. Amen. „

http://www.spiritofmedjugorje.org/index.php

Posted in Cuda, Medziugorje, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , , , | 207 Komentarzy »

Czas na nawrócenie

Posted by Dzieckonmp w dniu 24 września 2014


Kiedy u Artie Boyle, ojca rodziny z trzynastu dziećmi z Boston, zdiagnozowano śmiertelnego raka płuc, on i jego rodzina byli zdruzgotani.  Artie Boyle, udał się do niewielkiej miejscowości w Bośni i Hercegowinie – do  Medjugorje, aby tam szukać cudownego uzdrowienia.

Film „czas na nawrócenie”   dokumentuje emocjonalną podróż Artie w nieznane, oraz niezwykłą serię wydarzeń, które na zawsze zmieniły jego życie.

Boston

Rodzina Artie Boyle

Zwiastun filmu

Posted in Cuda, Film, Medziugorje, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , | 94 Komentarze »

Cudowne działanie Królowej Pokoju

Posted by Dzieckonmp w dniu 5 czerwca 2014


Chwała Bogu !  Film przedstawia świadectwo  młodego człowieka, który na każdym kroku mówił przeciw księżom, przeciw Kościołowi, Nienawidził katolików i księży, zwalczał ich. Żył życiem szybkim w luksusach, ciągle szybkie samochody, alkohol, papierosy, dziewczyny. Teraz przygotowuje się w zakonie na księdza jest młodym seminarzystą.Wystarczyła chwila pobytu w Medjugorje gdzie otrzymał cudowną łaskę gdy zawołał do Boga aby go odmienił. Łaska ta sprawiła że po tym zawołaniu natychmiast udał się do spowiedzi w Medjugorje. Jego świadectwo mówi otwarcie o swoim niespełnionym życiu studenckim, które było pełne grzechów, a to że udał się do seminarium jest decyzją Boga. Szkoda że tylko w języku chorwackim można słuchać. Może się ktoś trafi co zna ten język i przetłumaczy.

Posted in Medziugorje, Nawrócenia | Otagowane: , , | 59 Komentarzy »

W Medziugorju płakałem z radości

Posted by Dzieckonmp w dniu 22 marca 2014


Wywiad dla „Glasnika mira” przeprowadzony z ojcem Radkiem Mahačem, kapelanem z Czech, który w Medziugorju poczuł kapłańskie powołanie. Życie zgodne z orędziami Królowej Pokoju – mówi ksiądz Radek – jest drogą Jezusa Chrystusa, po której prowadzi nas Maryja.

Przygotował Krešo Šego

czech

– Proszę o przedstawienie się naszym czytelnikom.

 

– Jestem ojciec Radek Mahač, pochodzę z Czech. Od trzech lat jestem księdzem, kapelanem w jednej parafii, a jeszcze przed dwudziestoma laty w ogóle nie byłem wierzący, byłem ateistą. Pierwszym, dużym krokiem w kierunku Boga i wiary był mój pierwszy przyjazd do Medziugorja w sierpniu 1995 roku. Dziś chce mi się śmiać, kiedy pomyślę wstecz, ale wtedy, dwadzieścia lat temu nie było mi do śmiechu, było mi bardzo ciężko. Chciałem się ożenić, znaleźć piękną kobietę, narzeczoną, ale żadna nie chciała się mną zainteresować. W 1995 roku poznałem pewną dziewczynę, która bardzo mi się podobała, otworzyłem przed nią serce i powiedziałem, że bardzo ją kocham, ale jej odpowiedź brzmiała: „Jesteś dobrym chłopakiem, ale do miłości potrzeba dwojga ludzi.” Chodziłem potem jakbym był bez duszy i muszę powiedzieć, że do dziś wszystko to wydaje mi się dziwne. Byłem bardzo smutny i myślałem, że już nigdy więcej się nie uśmiechnę. Pytałem Boga dlaczego mi to robi, dlaczego, co złego uczyniłem. Wpadłem w rozpacz, myślę jednak, że ważne było to, że nie przestałem rozmawiać z Bogiem. Powiedziałem wtedy Bogu: „Boże, może Ty chcesz, abym został księdzem?” Prosiłem Boga, aby uzdrowił moją duszę. Była to modlitwa zrozpaczonego człowieka, modlitwa która wypływała z serca, i Bóg odpowiedział na nią. I z wielu stron poczułem, że coś mnie ciągnie, a kierunkiem, w którym miałem pójść było Medziugorje.

– Co ksiądz wiedział wówczas o Medziugorju?

– O Medziugorju dowiedziałem się kilka lat wcześniej. Czytałem orędzia Matki Bożej i książki o objawieniach w Medziugorju, nie mając wątpliwości co do ich autentyczności. Wierzyłem, że Matka Boża naprawdę się ukazuje, ale nie przyszło mi do głowy, aby samemu udać się na pielgrzymkę. Dla mnie Medziugorje było bardzo daleko. Zresztą, ze swojego kraju najdalej wyjeżdżałem do sąsiedniej Słowacji.

– Jednak przyjechał ksiądz do Medziugorja. Jak to się stało?

– Przyjechałem z grupą pielgrzymów, którą przywiózł dr Mraciek. Czułem, że Bóg tam mnie wzywa, ale jako student nie miałem zbyt wiele pieniędzy i nie było mi łatwo sfinansować taki wyjazd. Dzięki Bogu, dostałem zniżkę i mogłem pojechać. Pojechałem z wielką nadzieją, nie wiedząc co się wydarzy. Zadawałem sobie pytanie co będę robić między tymi wszystkimi świętymi osobami. Ludzie opowiadali mi o adoracjach odbywających się w Medziugorju, byłem więc bardzo szczęśliwy, że pierwszy raz w życiu będę na takiej adoracji. Bardzo byłem jednak zmęczony i całą adorację przespałem. Powiedziałem: „Boże wybacz mi”.

– Czy był ksiądz na kolejnej adoracji?

– Tak, w czasie tej adoracji przeżyłem najpiękniejsze chwile swojego życia. Wydarzyło się coś, czego do dzisiaj nie mogę zrozumieć. W czasie adoracji śpiewali chłopcy ze Wspólnoty Cenacolo i w pewnej chwili przestałem widzieć oczami, a zacząłem widzieć sercem. Zobaczyłem otwarte niebo i olbrzymie fale łaski, spływające na wszystkich ludzi będących na adoracji. I widziałem jak na wszystkich ludzi spływa łaska, i że wszyscy razem powiązani jesteśmy z niebem, a wszystko to w obliczu wielkiej miłości Boga. Nigdy nie myślałem, że coś takiego może się zdarzyć, nie wiem jak długo to trwało, ile czasu minęło, może pół minuty, jedna sekunda, a może 10 sekund… Całkowicie nie czułem otoczenia, a kiedy się ocknąłem, zobaczyłem gdzie jestem – w Medziugorju, przed Najświętszym Sakramentem. Płakałem ze szczęścia i radości, jak nigdy w życiu. Łzy same mi płynęły i nie mogłem ich powstrzymać.

– Co działo się później?

– Powiedziałem: „Dziękuję Ci Boże za to, co przeżyłem”. Nie wiedziałem, że za jakieś 5-10 minut to znów się powtórzy. Ten drugi raz był znacznie bardziej intensywny, poczułem że stoję przed Chrystusem i jeśli jednym słowem miałbym opisać nieskończonego Boga, powiedziałbym, że jest to przyjaciel, przyjaciel, który wszystko rozumie, który wie dlaczego zgrzeszyłem. On wie przez jakie cierpienia w życiu przeszedłem i pierwszą rzeczą, jaką Jezus mi powiedział było: „Dlaczego nie lubisz samego siebie?” Od dziecka miałem kompleks niższości, nie mogłem siebie zaakceptować, nie lubiłem siebie, a Jezus powiedział mi wówczas: „Właśnie takiego jakim jesteś, takiego Cię pragnę i potrzebuję i takiego Cię kocham”. Byłem szczęśliwy, a moje wnętrze jakby wołało: „Jezu, powiedz czego ode mnie chcesz? Co tylko zechcesz, nawet jeśli jest to najtrudniejsze w świecie, zrobię to.” Studiowałem wtedy maszynoznawstwo, byłem na czwartym roku, zdecydowałem się jednak opuścić uczelnię i pójść do seminarium, studiować teologię i zostać księdzem. Powiedziałem: „Jezu chcę żyć dla Ciebie”. Czułem jednak jak Jezus mówi mi, abym skończył szkołę. I tak się stało. Ukończyłem maszynoznawstwo, powołanie kapłańskie dojrzało we mnie i zostałem księdzem.

– Kiedy odprawił ksiądz swoją pierwszą Mszę?

– Swoją pierwszą Mszę świętą odprawiłem 24 czerwca 2007 roku. Chociaż w ogóle wcześniej tego nie planowałem, spostrzegłem później, że 24 czerwca był dniem pierwszych objawień Matki Bożej w Medziugorju.

– Czy dzięki księdza pielgrzymce do Medziugorja i powołaniu kapłańskiemu zmieniło się coś w księdza rodzinie? Powiedział ksiądz, że był ateistą.

– Gdy po raz pierwszy przyjechałem do Medziugorja, byłem już wierzący i chodziłem na Msze święte. Pierwsze spotkanie z Medziugorjem całkowicie zmieniło moje życie, a stopniowo również moją rodzinę. Choć chodziłem na Msze święte, wiele się nie modliłem. Na pierwszej pielgrzymce kupiłem figurkę Matki Bożej, w domu klęczałem potem i odmawiałem różaniec. Mam dwóch braci, którzy są ateistami, ale jako bracia bardzo się kochamy. Pewnego dnia przyszedł mój brat i zobaczył jak na kolanach modlę się przed figurką Matki Bożej. Był zaskoczony, powiedział, że zwariowałem. Nie zwracałem uwagi na to co mówił i co myślał.

– Jakie znaczenie ma Medziugorje w księdza życiu i służbie kapłańskiej?

– Kiedy przyjeżdżałem, poczułem, że jest to miejsce pełne miłości. Widziałem jak w wielu ludziach na nowo rozpoczyna się ich wiara. I stwierdziłem, że kiedy będę księdzem, pojadę z wiernymi do Matki Bożej. Przyjeżdżając z nimi, czułem jak się zmieniają, jak ich wiara staje się silniejsza. Teraz po raz trzeci przywiozłem pielgrzymów ze swojej parafii. Przyjechali czterema autobusami. Pierwszy raz przyjechałem z dwoma autobusami wiernych, tak samo po raz drugi.

– Jak przeżywa ksiądz orędzia Matki Bożej?

– Gdy za pierwszym razem przyjechałem do Medziugorja, powiedziałem sobie, że chcę żyć zgodnie z tym wszystkim, co Matka Boża przekazuje w swoich orędziach. Prosiłem Boga, aby dał mi siłę, abym mógł to uczynić i zacząłem odmawiać różaniec trzy razy dziennie. Początkowo było to łatwe, ale później każda modlitwa była coraz trudniejsza i pytałem siebie dlaczego nie potrafię się modlić, co jest nie tak? Byłem nieszczęśliwy, myślałem, że jest to moja wina. Po kilku latach dowiedziałem się, że jest to normalne, nawet Ojcowie Kościoła wskazywali na to, że kapłani przechodzą w modlitwie przez pustynię. Ale wytrzymałem. I z dnia na dzień podjąłem decyzję, że w każdą środę i piątek będę pościł o chlebie i wodzie. Każdego dnia, również zanim wstąpiłem do seminarium, byłem na Mszy świętej. Matka Boża pragnie, abyśmy każdego dnia czytali Biblię, co wcześniej mi się nie udawało. Zacząłem parę lat później, kiedy wstąpiłem do seminarium. Codziennie odmawiam modlitwę brewiarzową. Każdego dnia przez co najmniej pół godziny mamy osobistą adorację Najświętszego Sakramentu, jestem kapłanem w parafii, w której wiara jest bardzo żywa.

– Co zaleciłby nam ksiądz, mieszkającym tutaj, a także innym pielgrzymom?

– Wszystkim polecam rozpoczęcie życia zgodnego z orędziami Matki Bożej, ponieważ Ona wie, że chcemy być radośni i pragniemy mieć szczęśliwe życie. Matka Boża wie, jaka droga do tego prowadzi, Jej drogą jest Jezus Chrystus, który pragnie nas prowadzić dając swoje wskazówki. Nasze życie może znaleźć się na drodze Chrystusa tylko jeśli się modlimy, jeśli modlimy się żarliwie. Bądźcie wdzięczni, że Matka Boża wybrała to miejsce i wszystko co Ona powie, przeżywajcie sercem. Spoczywa na Was wielka odpowiedzialność, ponieważ wszyscy oczekują od Was, że będziecie dawać przykład, który można naśladować. To Wy musicie być przykładem dla całego świata!

 

Glasnik mira, czerwiec 2010 r.

Źródło: medjugorje.org.pl

Posted in Medziugorje, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , | 39 Komentarzy »

Orędzia Ostrzeżenie nawracają ludzi

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 października 2013


Kochani to pospolite ruszenie dotyczące pomocy Pani Marcie pokazuje jak orędzia Ostrzeżenie nawracają ludzi. Wszystkie telefony odebrane, maile otrzymane , okazana chęć pomocy świadczą że przeżyliście autentyczne nawrócenie. Najpierw zgłosiła się osoba która sprawdziła sytuację Marty, osoba bezinteresowna, chętna każdemu pomóc, modląca się Krucjatami Modlitw, zawsze będę pamiętał piękną rozmowę przez telefon. Potem na mój apel że potrzeba prawnika jest natychmiastowa odpowiedź. Prawnik pisze „Jestem prawnikiem.Przeżyłem duże nawrócenie po orędziach MBM. Mógłbym przejrzeć dokumenty i ewentualnie polecić któregoś z kolegów lub którąś z koleżanek aby bezpłatnie pomogły od strony prawnej Pani Marcie. ” Wczoraj aż 3 godziny czytałem i odpisywałem na maile czytelnikom chcącym pomóc. W mailach piękne krótkie świadectwa w streszczeniu ” Nie możemy pozwolić aby Marta cierpiała, Musimy jej pomóc jeśli kochamy Jezusa” . Kochani daliście świadectwo pełnego nawrócenia, daliście świadectwo jak potężna moc jest w orędziach Ostrzeżenie. Są to przepiękne owoce o których pewnie nikt nigdy nie napisze ale może tym bardziej wasze uczynki będą piękne i wartościowe. Tym bardziej bo czynione nie w świetle kamer. To najcenniejsza postawa która jest odpowiedzią na słowa Jezusa. Mimo że na niektórych blogach nawet wczoraj drwiono, prześmiewczo wyzywano posłańca głoszącego te orędzia, wy trwacie w swoim pzrekonaniu że Bóg jest kochający i ma prawo mówić do swoich dzieci.  Jeśli w niebie będą takie osobowości to chciałoby się już tam być. Przypomnę jeszcze raz mój wpis na temat nawrócenia, abyście mogli zobaczyć że obydwie części nawrócenia są już waszym udziałem.

Królowa Pokoju która wzywa nas aby zamienić swoje serca z kamienia na serca z ciała. Zamienić serca z kamienia na serca z ciała to inaczej nawrócić się. Nawrócić się to słowo które często słyszymy. Ma ono dwojakie znaczenie. Można od czegoś odwrócić się, albo do czegoś wrócić. To jest nawrócenie. Na przykład najpierw muszę zostawić tą pierwszą część, tzn. odwrócić się od grzechu, od złego stosunku do innych ludzi, od złego odnoszenia się także do siebie, a potem wrócić do Boga. Jest to proces nieustanny, i niestety wielu chrześcijan w tym momencie jest w punkcie zero. Wielu chrześcijan mówi o sobie, jestem dobrym chrześcijaninem  nikogo nie zabiłem, nie podpaliłem, nikomu nie uczyniłem nic złego. Jeżeli ktoś może w ten sposób powiedzieć, to chwała Bogu. Ale nie czynić zła to tylko połowa nawrócenia. Drugą częścią nawrócenia jest czynienie dobra. Przecież na Sądzie ostatecznym Jezus nie zapyta nas czy ukradłeś, ale będzie pytał czy czyniłeś dobro. Ja powiem nikomu nic nie ukradłem, a On spyta a co zrobiłeś z tym co miałeś? Powiem nigdy nikomu nie powiedziałem nic złego. Ale czy powiedziałem komuś coś dobrego? Np. w rodzinie Matka przygotowuje śniadanie. Wszyscy domownicy przychodzą i nikt nic nie mówi. To mama pyta co jest? Dlaczego nie powiedzieliście przynajmniej dzień dobry? A wszyscy mogliby powiedzieć , przecież nic złego ci nie powiedzieliśmy. Mama była by zadowolona i mogła by stwierdzić chwała Bogu jestem szczęśliwa, że nic przykrego mi nie powiedzieliście, ale gdzie jest dzień dobry, czy dobrze spałaś. Podsumowując nawrócenie jest pozostawieniem grzechu i wzrastaniem w dobru. Wielu chrześcijan może i próbowało pozostawić grzech, ale nie wzrastali w dobru. Wobec tego zatrzymali się , a to nie jest nawrócenie, nie jest nawrócony ten który mówi – ja nie zabijam. Nawróconym jest ten który wie , jak nawet najmniejsze swoje dobro dzielić z innymi, jeśli oni tego potrzebują. Ten który wie jak poświęcić czas innym, jak ofiarować dla nich swoje życie, na końcu swojej drogi ten który jest nawrócony będzie tak jak święty Franciszek płakać i mówić – muszę się nawrócić. A ci którzy nie są nawróceni powiedzą jestem dobrym chrześcijaninem , nikogo nie zabiłem . Popatrzcie co się dzieje w krajach chrześcijańskich, rozwody, narkotyki, aborcja, niemoralność , wszystko. Wygląda na to że nie ma ani krajów chrześcijańskich ani  chrześcijańskich ideałów, nie ma tego. W tym momencie musimy nawrócić się , wrócić do Boga, walczyć ze złem i wzrastać ku dobru.

Posted in Nawrócenia, Orędzia Ostrzeżenie | Otagowane: , | 59 Komentarzy »

Świadectwo Preeti

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 października 2013


Hinduska dziewczyna uwierzyła w Pana Jezusa Chrystusa. Mówi: “On jest jedynym Bogiem, który się z nami komunikuje”

Posted in Film, Nawrócenia | Otagowane: , | 9 Komentarzy »

Tam będę wracać

Posted by Dzieckonmp w dniu 1 października 2013


Ciekawa refleksja dziewczyny sceptycznie nastawionej do miejsc świętych. Poszukując swojego sensu życia trafia na światowy festiwal młodzieży w Medjugoriu i tam, w konsekwencji tego co ją spotyka, znajduje odpowiedź na podstawowe pytanie.
reżyseria: Inka Bogucka

Posted in Festiwal Młodzieży w Medjugorje, Film, Medziugorje, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , , | 111 Komentarzy »

Nadzieja i nawrócenie

Posted by Dzieckonmp w dniu 30 września 2013


Historia dwóch mężczyzn : kanadyjskiego biznesmena, który porzucił dotychczasowe życie ratując w ten sposób swoje dzieci z ich uzależnień i hazardzisty rozpaczliwie próbującego wyjść z nałogu.
reżyseria: Inka Bogucka

Posted in Film, Nawrócenia | Otagowane: , | 131 Komentarzy »

Góra Objawień

Posted by Dzieckonmp w dniu 28 września 2013


„Jestem pod wrażeniem rozmowy z czterdziestoletnią kobietą. Bardzo ładna, ma świetną pracę. Od lat żyje z mężczyzną bez ślubu. Mają siedemnastoletniego syna. Trzy lata temu odkryła Chrystusa. Przez te lata dorastała do decyzji: opuszcza „męża”. Traci dziecko (tzn. tak na zewnątrz, bo nie będzie z nim mieszkać). Zostaje bez pracy – którą załatwił „mąż” u siebie. Teraz pozbawi ją tej pracy. Traci mieszkanie. Nic nie chce. Będzie mieszkać gdzieś w wynajętym pokoju. Wszystko po to by ocalić życie wieczne…”.

Ksiądz Piotr Pawlukiewicz

Chrystus_i_Samarytanka_1

Było tych parę dni, które zupełnie zmieniły moje życie… Choć właściwie jedna chwila zaważyła, jedna sekunda na Górze Objawień w Medżugorje…

Dotarłam tam jako osoba niewierząca, sceptyczna bardzo wobec spraw religii, nie lubiąca księży, nie chodząca właściwie do Kościoła. Traktująca Matkę Bożą jako atrakcję turystyczną, którą tam miałam zobaczyć, mimo że w sumie nie wierzyłam, że to wszystko jest prawdą…
Moja cała rodzina to, „katolicy niepraktykujący”. Bywaliśmy w kościele jedynie z powodu pogrzebów i ślubów. Małżeństwo zawarłam w kościele tylko właściwie na życzenie mamy. Ono bardzo się szybko rozpadło, właściwie nie miało żadnych szans przeżycia. Ja nie zamierzałam ani trwałości tego związku, ani że będę miała dzieci… Właściwie dziecko było jakimś tam przypadkiem w ostatnim okresie tego związku. Żyjąca jeszcze wtedy babcia namówiła mnie, żebym zostawiła dziecko, nie usunęła ciąży… bo nie uważałam aborcji za problem…
Później poznałam kogoś następnego, człowieka, z którym byłam przez wiele, wiele lat, który pomógł mi wychować dziecko. Bardzo dobrego człowieka, ale również żyjącego w taki sam, sposób, jak ja.
Powodziło mi się bardzo dobrze, wyjeżdżałam za granicę, chodziłam na wystawy, byłam przez otoczenie uważana za osobę, której się w życiu powiołlo. Byłam zawsze bardzo atrakcyjna, dbalam o linię, o to, żeby być na czasie, na topie. Ale w tym całym powodzeniu ciągle miałam wrażenie, że coś ma się jeszcze zdarzyć, jakoś ciągle brakowało mi sensu.
I właściwie miałam jeden taki moment w życiu… kiedy nie mogłam już znieść ani tego związku, ani samej siebie… około 12 lat byliśmy razem… I wtedy właśnie wyjechałam na jedną z wycieczek turystycznych do Medżugorje.
Trochę wcześniej moja córka zapisała nas na pielgrzymkę do Częstochowy – mnie i siebie. I ja zdecydowałam, że pójdę dla figury… bardzo dobrze mi to zrobi, jak się troszeczkę przebiegnę…
Początek był dla mnie straszny, po trzech dniach dostałam szału… Nie mogłam znieść tych ludzi, którzy się bez przerwy modlą, nie mogłam znieść tych warunków, nie mogłam znieść, że kremy ze mnie spływają, nie mogłam znieść kurzu… Jak zobaczyłam się w lusterku, to myślałam, że umrę. I powiedziałam do Matki Bożej, żeby coś wymyśliła – pierwszy raz się wtedy osobowo zwróciłam do Matki Bożej – żeby mi pomogła, bo ja tak dłużej nie wytrzymam. No i Matka Boża zareagowała natychmiast. Obok mnie szła pani, która poszła na pielgrzymkę dlatego, że jej mąż popijał za dużo alkoholu, która miała trójkę dzieci… Po dwóch dniach pootwierały jej się rany na nogach i płakała, że nie może… że nie dojdzie. Ja nagle zobaczyłam siebie na jej tle, no i poczułam się trochę nieswojo. Zorganizowałam jej wózek inwalidzki, władowałam na ten wózek i zaczęłam ją pchać. A ważyłam wtedy 50 kilogramów, a ona osiemdziesiąt parę. I to był chyba ten przełom właśnie pierwszy, kiedy ja w ogóle zobaczyłam drugiego człowieka.
Powoli się tam zaczęłam zaprzyjaźniać z tymi ludźmi… no, zaprzyjaźniać to może za dużo powiedziane, zaczęłam słuchać. Ale w pewnym momencie tak się na nich popatrzyłam, jak oni ciągle o tym Bogu. Tak idą i ciągle mówią: – Och, boli mnie serce, i Panie Boże daj mi serce zdrowe. Za chwilę: Syn mi umarł., no to ja słucham tej kobiety i dowiaduję się, że 13 lat temu… Ciągle jakieś jęki i myślę: ten Bóg to jakiś sadysta, a oni to masochiści. Wyrwałam w końcu komuś ten mikrofon i mówię: – Wiesz co, Panie Boże, ja to Ci dziękuję za to, że żyję, że mam udane dziecko, że mam rodziców, że mogłam sobie pojeździć po świecie, i za to nawet, że mam dwa psy… W Częstochowie już na Mszę nie poszłam, bo to już było dla mnie za dużo, nie czułam takiej potrzeby. I wróciłam do domu.
Za kilka dni miałam wyruszyć na pielgrzymkę do Medżugorje. Zapisalam się na nią tylko dlatego, że dowiedziałam się, że jest luksusowy autobus i że pensjonaty są bardzo dobrze wyposażone… To może się dziś wydawać dziwne, ale ja wtedy naprawdę potraktowałam to jako stuprocentowy wyjazd turystyczny. A tu jak tylko wsiadłam do tego autobusu, po kilku chwilach ksiądz mówi: – No to teraz wyciągamy różańce… Myślałam, że dostanę po raz kolejny szału. Miałam różańce, ale zapakowane gdzieś głęboko w torbie…
W Medżugorje pani, z którą akurat w pensjonacie miałam pokój, jak tylko zdążyłam się rozebrać, mówi, żebyśmy poszły na Mszę… No, nie powiem, zareagowalam dość gwałtownie… W końcu jednak przemogłam się i poszłam na ten plac, ale tak za bardzo mnie nie interesowało, że tam ma się coś dziać z tym słońcem. No i kiedy było to objawienie, za dwadzieścia siódma, moje dziecko się obraca i mówi: – Mamo, zobacz, z tego słońca wypływa krzyż. Ja w ogóle nie odwróciłam się, nawet nie spojrzalam. – Dziecko, mówię, tu jest jeden co lepszy wariat, latające słońca, wirujące księżyce, dziecko, ja cię bardzo proszę, pilnuj tego różańca, żeby ci nie gwizdnęli!
Następnego dnia poszliśmy na Górę Objawień, ja sobie usiadlam z boku. I tak patrzę, krzyż jak krzyż, krzaki jak krzaki. Ale jedna z pań widzi, że ja ani się nie modlę, ani nic nie robię, tylko sobie podziwiam – więc wyciągnęłam modlitwę, to była Koronka do Miłosierdzia Bożego, przeczytałam tę Koronkę, nie odmówiłam tylko przeczytałam i odwróciłam ją na drugą stronę i patrzę: jest obrazek, jest Pan Jezus, jest napis „Jezu ufam Tobie”. I tak patrzę, i mówię: ufam, ufam, dufam-ufam, ale w co ufam? W co ufam, o co tu w ogóle chodzi? Bez sensu… Twarz Pana Jezusa i napis „Jezu ufam Tobie”, ale w czym? I w tym momencie usłyszałam głos. To nie był głos we mnie, tylko gdzieś tak jakby obok, trudno mi to opowiedzieć, wszystko się działo bardzo szybko, – No i co, przyszłaś? No więc, ja zawsze byłam taka bardzo pewna siebie, powiedziałam: – No przyszłam. – A po co przyszłaś? – A bo chciałam!
No, ale w tym momencie pomyślałam: zaraz, zaraz. Co? Ja sama ze sobą rozmawiam, coś jest ze mną… Jakoś tak się poczułam dziwnie. Wtedy ten głos mówi: – A powiedzieć ci twoje największe grzechy? A nie był zbyt sympatyczny ten głos. Ja mówię: – No powiedz. I ten głos powiedział mi te dwa grzechy, no i to właśnie było złamanie sakramentu małżeństwa i aborcja. I w tym momencie zrozumiałam, że ten głos nie jest dobry.
Dla kogoś, kto jest niewierzący, to było straszne w ogóle… Nie wierzący, że istnieje diabeł, tylko tam jakieś zło… siły ciemności, o, tak sobie to wyobrażałam… I słyszę: – To ja, szatan… To było tak piorunujące wrażenie, że natychmiast zgniotłam całą tę karteczkę, złapałam dziecko i zaczęłam uciekać. Dobiegłam, nie wiem, jak sobie nóg nie połamałam, do połowy góry i w tym momencie zatrzymałam się i mówię: – Zaraz, zaraz, chwileczkę, diabeł do mnie mówi… Nie, no skociałam, no skociałam zupełnie! Od tych fanatyków religijnych pochrzaniło mi się w głowie po prostu. I mówię: – Koniec, dosyć tej religii, tych wyjazdów, bo ja całkiem zgłupieję…
Wracając szliśmy w stronę Niebieskiego Krzyża, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tam są uzdrowienia… Znowu wszyscy rzucili się pod ten Niebieski Krzyż, ale ja już byłam ostrożna, już do nich w ogóle nie dochodziłam, a krzyże to już omijałam z daleka. Poszłam sobie na polankę, usiadłam, to wszystko ze mnie opadło…
Nagle czuję zapach… – Nieee, no – mówię. – Coś ze mną jest nie tak”, Tak piękny ten zapach, niektórzy mówią, że jest to zapach lilii czy róż, ja nie umiałam tego powiedzieć… był bardzo piękny. Ale pytam, już bardzo ostrożnie: – Dziecko, czujesz ten zapach? – Jaki zapach, mamo? – No, nie czujesz tego zapachu??!! – Nie, mamo, nie czuję… Więc ostrożnie do takiej pani obok: – Ale pani ładnie pachnie… – Ja ładnie pachnę? Mówi patrząc na mnie cokolwiek dziwnie, ponieważ zeszła z Góry Objawień i była spocona, więc nie wiedziała, czy to jest jakaś złośliwość…
W tym momencie rzuciłam się do tego Niebieskiego Krzyża, już nie wybierałam ławeczki, żeby było wygodnie, tylko buchnęłam tam na kolana, na te kamienie i mówię: – Matko Boża, Ty chcesz żebym zwariowała? O to Ci chodzi? Ja mam dwunastoletnie dziecko, ja ją muszę wychować… Zobacz, ci ludzie się modlą, coś czują… Ja nie czuję nic, nie czuję tej Mszy świętej, tej modlitwy… Jestem pusta jak bęben… Jeżeli ten Bóg jest w niebie i tak nas strasznie kocha, daj mi raz w życiu poczuć tę miłość!
I w jednej sekundzie, nie umiem powiedzieć, bo to jest bardzo dziwne… Ciałem byłam tu, ale widziałam swą duszę po drugiej stronie… Nie wiem… jakby po drugiej stronie życia… Widziałam swoją duszę czarną od grzechów, widziałam ją jako taką, taką… kulkę, wiedziałam, że to jestem ja i że idę do piekła. To było straszne. Nie widziałam piekła, czułam je za sobą, ale było tak straszne… nigdy w życiu nie zdawałam sobie sprawy, że ono może być tak straszne…
I w tym momencie poczułam przed sobą Ocean Miłości i Miłosierdzia, On był bez granic i bez końca. Przyciągał mnie z tak niesamowitą miłością i z taką siłą, że po prostu wiedziałam, że całym moim celem w życiu jest przejść przez życie i na koniec zatonąć w Bogu, zostać tam. Że to jest jedynym celem mojego życia… I tak zapragnęłam do tego Boga wrócić!
Ale zdawałam sobie sprawę, że życie, które dotąd prowadziłam, nie daje mi w Bogu zatonąć. To było okropne, bo wtedy moja dusza zaczęła konać z miłości… nie wiem, jak to powiedzieć… na jedną sekundę ona konała kilka razy, sto razy, trudno mi powiedzieć… Podrywała się do lotu w takim oszalałym bólu i upadała z powrotem, i znowu… Nie wiem, chyba ludzie potępieni tak cierpią… Straszne cierpienie… Wybuchłam wtedy takim płaczem… właściwie wypłakałam całe swoje życie, wszystkie swoje grzechy i cały ten ból istnienia…
Wydawało mi się, wtedy tak mi się wydawało, tak sobie myślałam, że przyjmuję jakąś energię… może Ducha Świętego… jakby ta pusta dusza się napełniala i napełniała bez końca… Miłością… trudno mi powiedzieć… To wrażenie się skończyło, mnie się wydawało, że trwało długo, ale to byla sekunda. Wszyscy wokół byli zdziwieni: byłam spokojna i nagle wybuchłam płaczem… a dla mnie trwało to jakiś tam czas. I nagle rozejrzałam się i zobaczyłam świat oczami Boga. Był tak piękny, nigdy nie myślałam, że świat jest taki piękny… te trawy jak szumiały, te ptaki kwiliły i to wszystko śpiewało hymn pochwalny na cześć Boga… Ja nie umiem tego powiedzieć…
Po prostu myślałam, że umrę ze szczęścia. Chciałam chodzić do tych ludzi, całować ich po rękach, powiedzieć, że jak chcą, to mogę oddać życie za nich… Miałam tak rozanieloną buzię, że wszyscy myśleli, że jestem stuknięta, ale było to najwspanialsze uczucie, jakie w życiu kiedykolwiek miałam. I właściwie ta radość życia została we mnie. I właściwie nic nie jest w stanie… mogę jęczeć, uskarżać się, bo taki mam po prostu charakter, taka jestem po prostu słaba, ale gdyby ktoś mi teraz powiedział: – Weź kostur w rękę i rusz do nieba – to bym wszystko zostawiła, w jednej chwili, w ogóle bym się nie zastanawiała. Jak teraz ktoś mi mówi, że chce się dorabiać tego czy tego, to ja na niego patrzę i mówię: – Człowieku, ale ten bagaż w niebie ci w ogóle nie będzie potrzebny, ten balast cię tylko zatrzymuje.
I tak trzeci rok jestem na tej drodze i nie zamierzam z niej zejść. Czasem jest trudno, czasem jest lżej, ale wiem, że to jest droga właściwa.
Kiedy wróciłam do domu, natychmiast przestaliśmy ze sobą sypiać. Po kilku miesiącach powiedziałam, że musi się wyprowadzić, że może sobie mieszkać u siebie. Miał też drugie mieszkanie, swoje. W pierwszej chwili myślał, że zwariowałam, że mi się całkowicie w głowie przewróciło. Mówił, że wszystko może zrozumieć, moje codzienne Msze święte, zgadza się na te modlitwy trzygodzinne, zgadza się nawet na to, że od niego uciekam i że śpię osobno, ale mówi: – Kobieto, ja cię nie będę dotykał, tylko dlaczego ja się muszę wyprowadzić? – Bo Pan Jezus jest na pierwszym miejscu i tak musi być. Nie była to na pewno dla niego łatwa sprawa. Było mu na pewno o wiele ciężej niż mnie. Ale nie miał żadnego wyjścia. Pamiętam jedną z takich rozmów: – Słuchaj, przecież ty nie pracujesz… – zezłościł się… – Jakbym cię teraz zostawił, to jesteś sama z dzieckiem, może nie dostaniesz pracy, nie boisz się? – Co ty, ja jestem już po drugiej stronie tej zasłony… jak nie dostanę pracy, to sprzedam meble, potem sprzedam wszystko, co się da, a potem się położę i umrę z głodu… – Ty jesteś stuknięta, – Nie, ja jestem szczęśliwa…
Nie wyspowiadałam się nawet w Medżugorje, jak wróciłam do Polski, poszłam na Mszę świętą. I na początku było fajnie, nawet nie wiedziałam, że nie przyjmuję Komunii świętej. Tylko dopiero po jakimś czasie tak patrzę, patrzę i myślę: coś jest ze mną nie tak, bo oni tam gdzieś chodzą, a ja nie. Aha, to ja się jeszcze muszę wyspowiadać. Kiedy już przebrnęłam przez spowiedź, byłam bardzo ucieszona. Pierwszy raz przyjęłam, Pana Jezusa, no i szłam do domu bardzo dumna. Szłam w taki bardzo dziwny sposób, chciałabym nawet teraz czasami iść w taki sposób. Po prostu czułam Pana Jezusa tutaj, w klatce piersiowej, w sercu, czułam, że go niosę. To było niesamowite uczucie, szłam bardzo ostrożnie, żeby nawet się nie zabujać. Żeby Panu Jezusowi było tak wygodnie, jak to tylko jest możliwe.

JOLANTA POPŁAWSKA WYSŁUCHAŁ: O. MIROSŁAW PILŚNIAK OP

Zapis jednego z odcinków programu „czarno-biały” wyprodukowanego w 2001 roku przez firmę angel house brulion Itd dla Telewizji Puls.
FRONDA nr 30

Zmartwychwstanie Twojego małżeństwa

medugorje-Jezus-400x218

Źródło:http://sychar.org/gora-objawien

Posted in Ciekawe, Cuda, Film, Małżeństwo, Medziugorje, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , , , , | 75 Komentarzy »

Film o niewolnicy która została świętą

Posted by Dzieckonmp w dniu 10 września 2013


Przerażające wyznania: Marcin Boczek (okultyzm, samobójstwa, zboczenia, narkotyki, alkoholizm…)
W życiu Marcina Boczka było już wszystko; próby samobójcze, narkotyki, alkoholizm, przygodny seks, bezdomność, zboczenia seksualne, ciężki wypadek. Właściwie nie powinien już żyć. Ale żyje – i co dziwne – ma się nad wyraz dobrze. Najbardziej jednak przerażające jego doświadczenia wiążą się z okultyzmem i demonami: „rzucało mną po ścianach!”. Jeśli masz słabe nerwy – nie oglądaj.
Film ten jest pełną wersją wraz z przerażającymi szczegółami i zaskakującym finałem.

część I.

http://pl.gloria.tv/?media=494738a

część II.

http://www.gloria.tv/?media=389507

Posted in Cuda, Film, Kościół | Otagowane: , | 74 Komentarze »

Nadzieja i nawrócenie

Posted by Dzieckonmp w dniu 5 lipca 2013


Pierwsza historia Piotra jak sam o sobie mówi nałogowego hazardzisty. Pokazuje jego walkę o wyjście z nałogu i nadzieję, jaką pokłada w Królowej Pokoju. Druga opowiada o tym w jak cudowny sposób Maryja dotykając miłością serce Patricka tylko jednym orędziem sprawiła, że jego życie zostaje uzdrowione. Historia Patricka i Nancy pokazuje, że jeżeli wprowadzimy w życie orędzia, które daje nam Matka Boża, w Medziugorje w nas i wokół nas zaczną dziać się cuda.

Posted in Film, Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , , | 91 Komentarzy »

Prof. Edward Ciupak – ojciec Magdaleny Środy

Posted by Dzieckonmp w dniu 28 Maj 2013


Grób Edwarda Ciupaka na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach

Grób Edwarda Ciupaka na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach

Profesor Edward Ciupak  (ur.1930, zm. 2011) był ojcem Magdaleny Środy ( wojująca ateistka).  Profesor Edward Ciupak zarejestrowany przez wywiad PRL jako kontakt informacyjny „Gabriel”.  Wieloletni współpracownik Urzędu ds. Wyznań, ateista, przez niemal całe życie zawodowe zajmował się walką z Kościołem Katolickim. Urząd ten, zlikwidowany w końcu 1989 r., był częścią aparatu kontroli i represji PRL, stosowanych wobec kościołów i związków wyznaniowych. Profesor komunistycznej Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR. Przed śmiercią nawrócił sie – jak większość ateistów – pojednał się z Bogiem, z którym walczył przez całe swoje życie i zmarł przyjąwszy sakramenty święte. Nawet dorabiał sobie do skromnej donosicielskiej emerytury na katolickiej uczelni w Łowiczu.

Źródło: tadeuszczernik.wordpress.com

 

Posted in Ciekawe, Nawrócenia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 29 Komentarzy »