Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Posts Tagged ‘śmierć’

Nie zmarnować

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 października 2021

Do siedzącego przy śniadaniu w szpitalnej stołówce Centrum Onkologii zamyślonego księdza podszedł mocno wychudzony chłopak w kraciastej piżamie ze swoim skromnym posiłkiem na tacy:
– Można się do księdza dosiąść?

– Jasne – przytaknął jakby nadal nieobecny facet w koloratce.
– Ksiądz tutaj to do kogoś, czy ze sobą?
– kontynuował pytania chłopak.
– Ze sobą, ale to początek drogi – odpowiedział ksiądz wciągając się w rozmowę.

Z lekarzem już wiemy, że jest, ale nie wiemy z jakiej grupy i w jakim stopniu rozwoju.
– Ksiądz się nie martwi – uśmiechnął się chłopak – Niech ksiądz żyje najzwyczajniej normalnie jak dotąd.
– A czy teraz ja mogę ci za dać pytanie?
– zwrócił się z badawczym wzrokiem ksiądz, który był pewien, że siedzący przed nim łysy młodzieniec przypominający bardziej cień człowieka o niemal trupim wyglądzie skóry musi być onkologicznym pacjentem dość długo.
– Niech ksiądz pyta. Powiem jak na spowiedzi – roześmiał się chłopak.
Ksiądz dość niepewnie jakby wiedział, że o pewne rzeczy nie wypada wypytywać mimo wszystko zapytał przyciszonym głosem:
– Jesteś młody, bardzo młody i tak bardzo chory. Nie masz o to żalu? Żalu do Boga? Żalu do świata? Żalu do losu?
– Proszę Księdza, mam obecnie 21 lat i choruję na raka od 16 roku życia

– zaczął odpowiadać młodzieniec, jakby przygotowany na to pytanie

– I nic lepszego nie mogło mi się przytrafić. Jak miałem 14 lat mój tata wyprowadził się do młodszej kobietki niż mama. Moje gimnazjum – szkoda gadać – myślałem, że tak mało zgranej społeczności szkolnej nie ma na świecie. A ja? Wypieszczony jedynak. Spadochroniarz z podstawówki.

Taki typowy gnojek bez ambicji, bez chęci do nauki i bez chęci do pobożnego życia. Właściwie bez chęci do normalnego życia. Proszę mi wierzyć księże, że mimo bierzmowania wcale mi też nie było z Panem Bogiem po drodze.
I przyszła zmiana. Kiedy zachorowałem rodzice umówili się, że będą mnie odwiedzać w klinice naprzemiennie, aby nawet się nie spotkać na szpitalnym korytarzu, ale ekonomia wzięła górę i tata

zaproponował, że skoro codziennie do mnie przyjeżdża, to może zabierać matkę po drodze. Po jednym z powrotów ode mnie tata wysadzając mamę pod blokiem zapytał czy może wrócić. Wrócił. I tak już zostało. Po roku urodził mi się braciszek, a lekarz zgodził się na przepustkę, abym został chrzestnym. Wiem, że nie zdążę założyć własnej rodziny, ale mam już dzieciaka jak swojego i do tego brata! I mogę się cieszyć z jego rozwoju, śledzić jak rośnie i jakie robi postępy.

I jestem przekonany, że jak mnie już nie będzie, to będzie komu jeździć na mojej deskorolce, a rodzice na starość nie zostaną sami. A w gimnazjum z powodu mojej choroby najpierw zintegrowała się moja

klasa, a wkrótce cała szkoła…

Bal charytatywny jeden, drugi… Rozgrywki sportowe… Aukcje przedmiotów i autografów jakiś sławnych ludzi, którzy pewnie mnie nie znają… Mi już żadna kasa nic nie pomoże, a oni tak się rozkręcili, że chcą dalej wspólnie działać.
Proszę księdza – zawsze chciałem mieć tatuaż na łydce, ale matka twierdziła, że to gadżet kryminalistów. I niech Ksiądz spojrzy jaka plecionka. Gdybym nie zachorował mógłbym sobie ją z głowy wybić młotkiem.
I chyba najważniejsze: uważam, że jest ogromnym przywilejem wiedzieć, że miesiące, tygodnie i dni się kończą.

I w pewnym momencie okazało się, że jestem taki uprzywilejowany, że już nic nie da się zrobić.
Po pierwsze – swoje dni przestałem marnować na głupoty, na kłótnie, na uprzykrzanie życia innym. W miarę możliwości naprawiłem wyrządzone szkody i napisałem kilka listów do ludzi, których skrzywdziłem – w tym do mojej wychowawczyni.
Po drugie – rozdysponowałem też swoje rzeczy i nagrałem komórką kilka godzin monologu z myślą o moim braciszku. Jestem też przygotowany na spotkanie z Bogiem odnawiając życie sakramentalne

i zaprzyjaźniając się z Matką Bożą przez codzienny różaniec póki sił mi starczy.
Proszę księdza – aż trudno w to uwierzyć, ale ten mój nowotwór przyniósł w życiu tyle dobra. Nie trzeba bać się śmierci. Trzeba bać się zmarnować swoje życie.
* Mi chał zmarł w niespełna 4 miesiące po naszej rozmowie – w Święto Matki Bożej Różańcowej – 7 pażdziernika.

Źródło : Echo Medjugorje

Posted in Świadectwa | Otagowane: , , | 501 Komentarzy »

Podwoiła się liczba zmarłych w Polsce

Posted by Dzieckonmp w dniu 11 grudnia 2020

Niektórzy nie mogli z cierpieć jak na blogu  Maciej Arczyński ostrzegał jak bardzo jest groźny Covid-19. To że nie usłyszycie, nie przeczytacie informacji o niebezpieczeństwie wirusa nie sprawi że wirusa nie ma. Stu procentowym dowodem na tym jak groźnym jest Covid-19 są dane GUS o liczbie osób którzy odeszli z tego świata w listopadzie tego roku ale i w listopadzie w ostatnich 20 latach.(liczba w tys.). Przypominam sobie jak czytałem artykuł byłego posła Sanockiego który mówił „nic nie ma” i pozywał do sądu Premiera Morawieckiego że walcząc z Covidem niszczy gospodarkę. Kilka dni temu pan Sanocki zmarł na Covida.  To najtragiczniejszy miesiąc od IIWŚ . Bóg jednak jest sprawiedliwy.

źródło: dane.gov.pl/pl/dataset/195

Posted in Ciekawe, Nasz smutny czas | Otagowane: , | 551 Komentarzy »

Stępiona wrażliwość

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 Maj 2016

Dokąd ludzie zmierzają? Co się z ludźmi dzieje?

Posted in Dziwny jest ten świat, Nasz smutny czas | Otagowane: , , | 220 Komentarzy »

Pogrzeb matki i czworga dzieci

Posted by Dzieckonmp w dniu 20 Maj 2013

Pięć trumien na posadzce. I wielki szloch w kościele, kiedy ksiądz czytał podziękowanie od taty – Darka i jedynego syna, który przeżył – Wojtka.

katowiceTen niezwykły pogrzeb odbył się w sobotę 18 maja 2013 r. w Jastrzębiu-Zdroju Ruptawie. Zebrani żegnali matkę z czworgiem dzieci, których w nocy 10 maja zaskoczył czad. Z przebywających wtedy w domu ocalał tylko 16-letni syn, który wezwał straż pożarną. Ojciec był wtedy na „nocce” w pracy. Na miejscu zmarła 17-letnia Justyna, a 4-letnia Agnieszka w drodze do szpitala. W sobotni wieczór zmarli matka, 40-letnia Joanna i 10-letni syn Marcin. Jako ostatnia we wtorek w nocy umarła 13-letnia Małgosia.

To rodzina bardzo zaangażowana w życie Kościoła, działająca w Ruchu Światło-Życie – w Domowym Kościele. Pan Dariusz – ojciec rodziny – jest też nadzwyczajnym szafarzem Komunii świętej. Zarówno on, jak i jego zmarła żona skończyli studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Dwa lata temu mieli już jeden pożar – wtedy nie było ich w domu. Zdążyli się odbudować. Niedawno pan Dariusz miał też wypadek, w którym stracił opuszki palców. A teraz przyszedł nowy pożar. Choć tym razem był niewielki i niewiele zniszczył rzeczy materialnych, to jednak wydzielający się w nim tlenek węgla zabił pięć osób. Pierwsze przypuszczenia strażaków jako prawdopodobną przyczynę wskazywały pozostawione włączone żelazko.

Na każdej trumnie w kościele stało zdjęcie i leżał wieniec z wypisanymi słowami pożegnania (np. na trumnie 10-latka: „Kochanemu Marcinkowi – od taty i brata”). Tłum nie mieścił się w kościele. Ludzie gorąco modlili się za pięcioro zmarłych i dwóch ocalałych. Płacz wciąż wisiał w powietrzu: kobiecie, która z piękną dykcją czytała modlitwę wiernych, niebezpiecznie zadrżał głos tylko w chwili, kiedy odczytywała imiona zmarłych dzieci. Mszy świętej pogrzebowej przewodniczył arcybiskup katowicki Wiktor Skworc, który wygłosił też umacniające kazanie.

Jednak powszechny szloch rozległ się w kościele dopiero, kiedy proboszcz na koniec zaczął czytać podziękowanie, przekazane przez pana Dariusza z synem Wojtkiem. – Jako że małżonkowie Joanna i Dariusz stanowili jedno przez 19 lat, tak i forma tego podziękowania będzie stanowić jedność: myśli, pragnień, uczuć – zaznaczył proboszcz przed jego odczytaniem.

To podziękowanie powinni przeczytać także ludzie spoza Jastrzębia. Jest tak poruszające, że przytaczamy je w całości:

 

Dziękujemy!

Kiedy to się zaczęło – w piątek 10 maja – czytania z dnia głosiły: „Podobnie i wy – teraz smucicie się, lecz Ja znów was zobaczę i wtedy serce wasze będzie się radowało, a nikt nie pozbawi was tej radości. W owym dniu o nic nie będziecie Mnie już pytać”. Wtedy odeszły Justynka i Agusia.

A potem przyszła sobota, a Ewangelia z tego dnia głosiła: „Ja wyszedłem od Ojca i przybyłem na świat. Teraz znów opuszczam świat i wracam do Ojca”. Wtedy odeszłaś Ty, Asiu, i Marcinek. A była to wigilia Wniebowstąpienia.

14 maja – we wtorek – Ewangelista Jan pisał: „Nazwałem Was przyjaciółmi, gdyż dałem Wam poznać wszystko, czego dowiedziałem się od Ojca”. Wtedy odeszła Małgosia.

Dziękujemy Bogu i sobie za to, że uczynił nas zdolnymi do kochania. Za to, że kiedyś przed laty nieśmiały chłopak zakochał się w urodziwej dziewczynie. A Pan w swojej łasce pobłogosławił nam, czyniąc nasze życie wielkim spotkaniem z miłością.

Dziękujemy za to, że pozwolił nam stworzyć dom oparty na fundamencie wzajemnej służby, gdzie Ty – Żono, zawsze ciepła, czuła, piękna – byłaś jego ozdobą i ostoją, a ja – czasami poszarpany szaleństwem życia, mogłem wtulać się w Twoje ramiona i znajdować ukojenie w smutku.

Dziękujemy za to, że nasza miłość była płodna. Obdarzyliśmy się cudownymi dziećmi i – co jest niezwykłe – pomimo obowiązków nie straciliśmy nic z naszych młodzieńczych zachwytów nad sobą.

Dziękujemy za piękne, niezależne, mądre córki – takie jak Ty, Asieńko – za Justysię, Małgosię, Agnieszkę.

Dziękujemy sobie za synów – Marcinka i Wojciecha. Czuliśmy się kochani i to samo uczucie przekazywaliśmy naszym dzieciom.

Dziękujemy sobie za rytuał rodzinny, wspólne poranki pachnące kawą, ciepłe ciasto, wieczory na ulubionej ławce, gdzie cieszyliśmy się swoją obecnością i widokiem ukochanych i zasianych przez Ciebie kwiatów.

Dziękujemy rodzicom za dar życia i ukształtowanie w nas pewności, iż to wiara jest imperatywem ludzkiego działania, że jest ona pewnikiem w tym skomplikowanym świecie.

Dziękujemy rodzeństwu za to, że z łaski Boga dane nam było nie być na tym świecie samotnym.

Dziękujemy wychowawcom, nauczycielom, katechetom, wykładowcom akademickim, księżom – wszystkim, którzy ukształtowali nas do bycia człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu.

Dziękujemy naszym przyjaciołom. Asiu, Justynko, Małgosiu, Marcinku, Agnieszko – są tu teraz z nami, otaczają nas swoją modlitwą – a mnie i Wojtka, nieutulonych w żalu, przeprowadzili w ostatnich dniach przez swoiste rekolekcje.

A kiedy to się po ludzku kończy – Ewangelia z dzisiejszego dnia głosi: „Ty pójdź za mną”. I poszliście za Panem, aby cieszyć się Jego szczęśliwością. A dzisiaj jest wigilia przed zesłaniem Ducha Świętego. Dziękujemy Bogu za dar Jego słowa, które dla nas – tęskniących za Wami – jest źródłem nadziei.

Źródło:katowice.gosc.pl

Posted in Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , , | 172 Komentarze »

Cud w Barnauł w ZSRR (Zachodnia Syberia)

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 sierpnia 2011

Byłam wielką grzesznicą. Bardzo bluźniłam przeciw Kościołowi. Żyłam grzesznie i całkowicie oddana ciemnej mocy szatańskiej. Lecz Miłosierdzie Boże nie pozwoliło przepaść swojej istocie. Aż zachorowałam na raka w 1965 r. Chorowałam 3 lata. Nie leżałam, lecz leczyłam się chodząc do lekarza. Pragnęłam otrzymać pomoc w cierpieniach, lecz jej nie było. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy zaniemogłam tak, że nie mogłam nawet napić się wody. Następowały silne wymioty. W końcu zostałam umieszczona w szpitalu. Ponieważ byłam wielką aktywistką, to specjalnie dla mnie, wezwano z Moskwy najlepszego specjalistę profesora i 11 lutego 1965 roku, o godzinie jedenastej, dokonano operacji. Podczas operacji nastąpiła moja śmierć. Gdy otworzono jamę brzuszną, dusza moja stała między dwoma lekarzami. Ze strachem patrzyłam na moją chorobę. Cały żołądek i jelita pokryte były guzami rakowymi.

Dziwiłam się, dlaczego jest nas dwie? Równocześnie stoję i leżę. Zobaczyłam, jak lekarze wyciągają moje wnętrznością kładą na stół. Mówili: „W miejscu, gdzie powinna znajdować się dwunastnica, jest jeden śluz. Wszystko przeżarte”. Gdy wszystko wybrano, powiedzieli: „Jak ona mogła żyć, jeśli u niej nie ma nic zdrowego, wszystko zjedzone przez raka?”. A ja cały czas patrzyłam i myślałam: „Dlaczego widzę siebie podwójnie?” Potem lekarze założyli klamry na brzuchu. Operacji dokonywał Żyd, prof. Izrael Isajewicz, w asyście swoich dziesięciu lekarzy, którzy powiedzieli, żeby ciało moje oddano młodym lekarzom na praktykę. Zaniesiono je do trupiarni. Widzę, że leżę nago. Następnie przykryto mnie prześcieradłem. Do trupiarni przyszedł brat z moim synkiem Andrzejem, który podszedł do mnie, pocałował w czoło i płacząc mówił: „Mamusiu, umarłaś, a ja jestem jeszcze malutki, jak będę bez ciebie żyć, nie mam też ojca”. Obejmowałam go i całowałam, ale on jednak nie zwracał na mnie uwagi. Widziałam wszystko, jak płakał mój brat i syn. W pewnym momencie znalazłam się w domu, gdzie przyszła teściowa matka mojego pierwszego męża. Była tu też moja siostra. Z pierwszym mężem rozeszłam się, gdyż był wierzącym i praktykującym. Teraz w domu zaczęli dzielić się moim majątkiem. Byłam bogata, wszystko zdobyłam nieuczciwie. Siostra zaczęła wybierać najlepsze rzeczy, a teściowa prosiła, aby zostawiła cokolwiek dla mego syna. Lecz ona nic nie dała i zaczęła ubliżać teściowej. Mówiła, że to dziecko nie jest jej synem i ona nie jest dla niego krewną. Gdy wymyślała, widziałam diabłów, którzy notowali każde obelżywe słowo, ciesząc się. Następnie siostra i teściowa zamknęły drzwi i wyszły. Siostra z tobołem udała się do domu.

Będąc grzeszną Klawą, bardzo się dziwiłam, że lecę na wysokości. Znalazłam się nad moim miastem Barnułem, a potem zrobiło się ciemno i ciężko. Trwało to długo. Tu pokazywano mi miejsca, gdzie niegdyś bywałam w młodości. Na czym leciałam, nie wiem, na powietrzu czy na obłoku, wyjaśnić nie potrafię. Dzień był pochmurny, potem zrobiło się jasno. Nie mogłam patrzeć. Teraz położono mnie na czarną platformę. W czasie mojego lotu znajdowałam się w pozycji leżącej. Na czym leżałam – nie wiem. Niby na dykcie, lecz miękkiej, ale koloru czarnego. Doleciałam do osady. Zamiast ulicy była tam aleja, wzdłuż której rosły niewysokie krzewy i gałązki, jakich nigdy nie widziałam, i na których były cienkie liście, jakby zaostrzone z obu stron. Ale dalej było widać piękne drzewa, a na nich bardzo piękne liście różnych kolorów. Między drzewami były nowiutkie domki, w których nikogo nie było, a na nich przepiękna trawa. Gdzie jestem? Gdzie ja przybyłam? Do wioski, czy do miasta? Nie widzę żadnych zakładów, fabryk ani ludzi. Kto tu mieszka? A potem patrzę, niedaleko idzie niewysoka, piękna kobieta w długim odzieniu i złocistej pelerynie, a za Nią chłopiec, który rzewnie płacze i o coś ją prosi. Kiedy ona zbliżyła się do mnie, chłopiec upadł do jej nóg i znowu zaczął o coś ją prosić, lecz ja nic nie rozumiałam. Chciałam ją zapytać gdzie ja jestem? Ale ona podeszła do mnie, przystanęła, złożyła ręce na piersi i patrząc w niebo powiedziała: „Boże gdzie ją?”. Ja zadrżałam mocno, gdyż zrozumiałam że umarłam, a dusza moja znajduje się w niebie, ciało zaś zostało na ziemi. Natychmiast pomyślałam, że mam dużo grzechów i przyjdzie mi za nie odpowiedzieć.

Zaczęłam mocno płakać. Obróciłam głowę, żeby zobaczyć Boga. Bóg odpowiedział: „Odeślij ją z powrotem, przyszła za wcześnie”. To dobroć mojego ojca, ciągłe modlitwy, spowodowały Miło­sierdzie Boże. Zrozumiałam wyraźnie, że Kobieta – to Królowa Niebios, a chłopiec, to mój Anioł Stróż, który chodził za Nią i płakał, prosząc za mną. Pan Bóg mówił dalej: „Naprzykrzyło mi się jej bluźnierstwo i grzeszne życie. Chciała zetrzeć ją z powierzchni ziemi bez kary, ale jej ojciec ubłagał Mnie”. Potem Pan Bóg powiedział: „Należy jej pokazać, na co zasłużyła”. W mgnieniu oka znalazłam się w piekle. Zaczęły po mnie chodzić straszliwe gady ogniste języki, a z tych języków leci ogień, a inne gady wokół mnie. Smród był nieznośny. Żmije wpijały się we mnie. Zaczęły po mnie chodzić robaki grubsze od palca, o długości na ćwierć palca z ogonami. Łaziły po mnie, wchodziły do otworu tylnego i przedniego, do uszu, oczu, nosa i ust. Mój ból był nie do zniesienia. Krzyczę wniebogłosy, lecz zmiłowania i żadnej pomocy nie ma z nikąd. Zjawiła się zmarła po spędzeniu płodu. Widzę stoi kobieta i prosi Boga o miłosierdzie. On powiedział: „Jak mnie na ziemi nie uznawałaś, dzieci zabijałaś w moim łonie, ludziom też doradzałaś, aby nie rozmnażać biedoty, mówiłaś: «Wam dzieci nie potrzebne». A u mnie zbędnych nie ma. Daję wszystkim wszystko. Wszystkiego wystarcza dla mojego stworzenia”. Wtedy mi powiedział: „Dałem ci chorobę, żebyś pokutowała, a ty do końca bluźniłaś Mi, teraz nie uznaję ciebie!”. Zawirowało wszystko ze mną i poleciałam. Stamtąd buchnął smród, a ziemia się wyrównała. Następnie zobaczyłam mój kościół, który lżyłam. Otworzyły się drzwi i wyszedł duchowny w białej szacie. Wtedy Pan Bóg zapytał mnie: „Kto to jest?”. Odpowiedziałam: „To jest duchowny”. A głos mówił: „A ty mówiłaś, że to jest nierób. Lecz on nie jest nierób, tylko prawdziwy pasterz, nie zdrajca. Wiedz, że w jakim by nie był stopniu, służy Bogu”. „Jeżeli Ojciec duchowny nie przeczyta nad tobą modlitwy rozgrzeszenia, to Ja ci nie przebaczę”. Wtedy zaczęłam prosić: „Boże, pozwól mi wrócić na ziemię, ja mam chłopca!”. Pan Bóg powiedział: „Wiem, że masz dziecko, wiem że tobie go bardzo żal”. Odpowiedziałam, że mi go bardzo żal. Pan Bóg dalej mówił: „Tak, żal ci jednego, a Ja mam was tyle, że nie do zliczenia. Żal mi was trzy tysiące razy więcej, bez względu na to, na jakiej złej drodze byście się znaleźli. Po co pragniecie nabywać dużo bogactwa? Po co czynicie przestępstwa? Widzisz, jak teraz rozchwytują twój majątek? Do kogo trafiło całe twoje bogactwo? Dziecko oddali do przytułku. A twoja dusza nieczysta przyszła służyć tu idolowi. Do kina uczęszczacie. Pieniądze ofiarujecie diabłu. Do Kościoła nie chodzicie. Czekam, kiedy się przebudzicie ze snu grzesznego i wyrazicie skruchę. Ratujcie się sami. Ratujcie dusze wasze. Módlcie się”. – Boże, jak się modlić, nie wiem? Pan Bóg odpowiedział: „Ta modlitwa jest mi droga, którą mówicie ze szczerego serca. Z głębi duszy mówcie: „Boże odpuść mi. Módlcie się od serca, ze łzami i taka modlitwa będzie dla mnie przyjemna”. Potem zjawiła się Matka Boża.

I znów stanęłam na platformę. Nie leżałam, lecz stałam. Królowa Nieba zapytała: „Czyją spu­ścić, ona ma krótkie włosy?” Głos Boga odpowiedział: „Daj jej warkocz do ręki prawej pod kolor włosów”. A kiedy Królowa poszła po warkocz, widziałam jak Ona doszła do dużych wrót, które składały się ze splotów warkoczy, o linii ukośnej, o niewypowiedzianej piękności. Jasność od nich biła tak wielka, że trudno ją opisać. Podeszła do nich Królowa Niebios, a one same się otworzyły. Weszła do środka, do jakiegoś ogrodu. Ja zostałam w miejscu, gdzie stałam. Obok mnie stał Anioł, który nie pokazywał swojej twarzy. Zapragnęłam prosić Boga o pokazanie mi raju: „Boże, mówią, że tu jest raj”. Pan Bóg przemilczał, a kiedy przyszła Królowa Niebios, powiedział do Niej: „Pokaż jej Raj”. I podniosła zasłonę i po lewej stronie zobaczyłam czarnych, osmolonych ludzi, podobnych do szkieletów. Była ich wielka niezliczona ilość. Bił od nich straszny smród. Z ich wyschniętych gardeł, wydobywał się jęk proszący o picie, lecz nie podaje im nikt ani kropli wody. Słyszę jak mówią: „Ta dusza przyszła z ziemskiego raju, idzie od niej wonny zapach. Pamiętam, jakby to było teraz, czuję ten nieznośny smród i rozważam, że człowiekowi jest dane na ziemi prawo wyboru i czas na osiągnięcie zbawienia swej duszy w życiu pozagrobowym. Jeśli nie pracuje nad zbawieniem, to czeka go znalezienie się w tych straszliwych miejscach, które oglądam. Królowa Niebios wskazała na tych czarnych ludzi i powiedziała: „I u was w ziemskim Raju jest droga Miłosierdzia. Nawet ta woda. Dawajcie jałmużnę, ile kto może, ze szczerego serca. Jak powiedział Pan Bóg w Ewangelii. Jeśli kto poda szklankę wody spragnionemu w imię Moje, otrzyma nagrodę. A u was jest nie tylko dużo wody, ale wszelkich innych dostatków. Należy starać się wspomagać potrzebujących, szczególnie tą wodą, która może ugasić pragnienie niezliczonej rzeszy meczących się tu ludzi. Dobrodziejstwa tego, niewyczerpane zasoby zawierają znajdujące się u was morza i rzeki. W oka mgnieniu doznałam męczarni jeszcze większych niż te, które widziałam na początku. W ciemności i ogniu przybiegały do mnie biesy i pokazywały wszystko, co gorsze i mówiły: „Oto ci, którzy służyli nam na ziemi”. I ja sama czytałam swoje uczynki, napisane dużymi literami i dziwiłam się. Z ust biesów wychodził ogień. Zaczęli mnie bić i męczyć. Od nieznośnego bólu krzyczałam. Słychać było słabe jęki, a kiedy błysnął ogień, wtedy widziałam ich wszystkich. Wyglądały strasznie. Chude szyje, wyciągnięte. Oczy wyłupiaste i mówią do mnie: „Oto i ty przyszłaś do nas koleżanko. Żyłaś na ziemi, nikogo nie lubiłaś i myśmy nikogo nie kochali. Ani sług Bożych, ani biednych. Tylko grzeszyliśmy, gardziliśmy i bluźniliśmy Bogu, słuchaliśmy odstępców od Boga. A prawdziwych pasterzy potępialiśmy i nigdy nie wyrażaliśmy skruchy. Ci, którzy grzeszyli jak my, lecz okazali skruchę ze szczerego serca, uczęszczali do Kościoła, dawali jałmużnę, pomagali biednym, to oni znajdują się na wierzchu”. Bardzo się przestraszyłam, zadrżałam. Wydawało mi się, że już jestem tu wiecznie. Zrobiło mi się bardzo ciężko. A oni dalej: „Będziesz z nami żyć i będziesz się męczyć na wieki, jak my”. Wtedy zjawiła się Matka Bożą i zrobiło się jasno. Wszystkie biesy upadły, a dusze zwróciły się ku Królowej Niebios: „Nie zostawiaj nas tu, tyle się męczymy, wody nie ma ani kropli, a upał nieznośny”. Płaczą gorzkimi łzami. Matka Boża także płacze i mówi: „Żyliście na ziemi i nie uznawaliście, nie prosiliście pomocy, nie kajaliście się, nie modliliście się do Syna Mojego i do Boga. A ja nie mogę przekroczyć woli Ojca Niebieskiego i dlatego nie mogę wam pomóc i prosić za wami”.

Pomogę tym cierpiącym, za których modli się Kościół i rodzina oraz czyniącym dobre uczynki. Gdy byłam w piekle, dawali mi jeść różne robaki żywe i uschłe, śmierdzące. Krzyczałam i mówiłam: „Jak ja będę to jeść”. A mnie powiedziano: „Postu nie przestrzegałaś gdy żyłaś na ziemi. Teraz jedz robaki, żaby i wszystkie paskudztwa”.

Potem zaczęłyśmy się podnosić. Ci, którzy byli w piekle, zaczęli głośno krzyczeć; „Nie zostawiaj nas Matko Boża!”. I znów nastąpiła ciemność. Ja stałam na tej platformie. Królowa Niebios tak samo złożyła ręce na piersiach i zawołała: „Jak mam z nią postąpić, gdzie dać?”. Bóg odpowiedział: „Puść ją na ziemię za jej włosy”. I tu pojawiły się taczki bez kół, ale one jechały. Było ich 12 sztuk. Królowa powiedziała: „Stawaj prawą nogą i idź na przód, i idź tak do ostatniej. Zawsze prawą nogą na przód, a lewą przystawaj”. I tak szłam Matka Boża szła obok mnie. Gdy podeszłyśmy do ostatniej taczki, za nią była przepaść. Królowa Niebios mówi: „Spuszczaj prawą nogę, potem lewą”. Powiedziałam: „Boję się upaść”. Ona powiedziała: „Tak trzeba!” — „Czy się nie zabiję” – „Nie, nie zabijesz się”. I dała mi warkocz do prawej ręki. Wstrząsnęła – a ja poleciałam na ziemię.

Widzę – na ziemi jeżdżą samochody, ludzie idą do pracy i widzę, że lecę na plac nowego bazaru i cicho lecę do trupiarni, gdzie leżało moje ciało i w oka mgnieniu stanęłam na ziemi. Była połowa drugiego dnia. Po tamtym świecie nie podobało mi się na ziemi. Ale co było robić…? Poszłam do trupiarni. Była zamknięta, lecz weszłam i patrzę leży moje ciało martwe, głowa i ręka zwisały. Jedna stroną ciała była przyłożona nieboszczykiem. A kiedy dusza moja weszła w ciało – ja tego nie wiem, tylko odczuwam zimno. Mocno podciągnęłam kolana, przycisnęłam do łokci. W tym czasie przynieśli na noszach martwego mężczyznę, z obciętymi przez pociąg nogami. Otworzyłam oczy i wszyscy, którzy to zobaczyli ze strachu uciekli. Widzę, że leżę na boku, a kiedy mnie kładli, to na plecach. Gdy ci, którzy pozostali jeszcze w trupiarni zobaczyli, że leżę zgięta, przestraszyli się i też uciekli. Potem przyszli dwaj sanitariusze i dwóch lekarzy. Zażądali oni, aby natychmiast przenieść mnie do szpitala. Zebrało się mnóstwo lekarzy, zaczęli ogrzewać moje ciało. Działo się to 23 lutego 1965 roku o godzinie 4.00. Na moim ciele było osiem szwów – trzy na piersiach, pozostałe na rękach i nogach. Lekarze praktykowali na mnie. Kiedy mnie rozgrzali, otworzyłam oczy i za dwie godziny zaczęłam mówić. Stopniowo przychodziłam do siebie. Odżywiano mnie sztucznie. Na dwunasty dzień dostałam śniadanie. Były bliny ze śmietaną i kawa. Powiedziałam, że jeść tego nie będę. Krzyczeli na mnie. Wszyscy na sali zwrócili na mnie uwagę. Natychmiast przybiegli lekarze i pytali dlaczego nie chcę tego jeść. Odpowiedziałam: „Dzisiaj jest piątek, niepostnych posiłków jeść nie będę. Zaczęłam opowiadać lekarzom i siostrze, gdzie byłam i co widziałam. „Kto nie przestrzega postu w środę i w piątek i narusza każdy inny, to zamiast mięsa czy innego posiłku, po śmierci będzie dostawał robaki, a w miejsce mleka ropuchy i inne paskudztwa. Wszystkich grzeszników, którzy nie ukorzą się przed duchownym, nie otrzymają rozgrzeszenia, czekaj ą w piekle gady.

Jedna kobieta – lekarz, w czasie mojego opowiadania, czerwieniła się i bladła, a inni z wielkim zainteresowaniem słuchali. Potem zebrało się dużo lekarzy i ludzi, a ja wszystkim opowiadałam, co widziałam i słyszałam, a najważniejsze jest to, że mnie teraz nic nie boli, a miałam raka. Przychodziło do mnie dużo ludzi, a ja opowiadałam wszystkim i pokazywałam moje rany. Milicja zaczęła odpędzać ode mnie naród, a w końcu przewieziono mnie do innego szpitala. Na drugi dzień położyli mnie na stół operacyjny. Główny lekarz Walentyna Wasiliewna Plabiewa zdjęła klamry, odkryła brzuch i powiedziała: „Dlaczego kroili człowieka? Ona ma wszystko zdrowe”. Ja poprosiłam, żeby nie zakrywali mi oczu, bo mnie nic nie boli. Lekarze znów wyciągnęli moje wnętrzności na stół, a ja patrzyłam w lusterko. Zapytałam, jaką mam teraz chorobę? Lekarze odpowiedzieli: „U pani wszystko teraz zdrowe, wszystkie wnętrzności jak u niemowlęcia”. Przyszli lekarze, którzy robili pierwszą operację. Ze zdumienia mówili: „Gdzie ta choroba, w niej wszystko było zgniłe, a teraz zdrowe”. Między innymi pytano: „Klawa, czy coś cię boli?”. Powiedziałam, że nie. Lekarze biegali po sali jak nieprzytomni, ze strachu brali się za głowy, załamywali ręce, bledli i byli jak martwi. Powiedziałam, że Pan Bóg objawił swoją moc, po to, abym żyła i mówiła innym, że nad nami jest moc Najwyższego.

Potem powiedziałam profesorowi Izraelowi Isajewiczowi: „Jak mogliście się tak pomylić?”. Odpowiedział: „W tobie nie było niczego zdrowego, Najwyższy ciebie przerodził!”. Wtedy ja mu powiedziałam: „Jeżeli Jemu wierzycie, to ochrzcijcie się i weźcie ślub!”. Bo on był Żydem i słuchał z niedowierzaniem. Widziałam całe wnętrzności, jak lekarze zakładali szwy i gdy założyli ostatni -Walentyna Wasiliewna, która robiła drugą operację, wyszła na korytarz, upadła na stopnie i głośno płakała. Zapytano ją: „Czy Klawa umarła?”. Nie, Jestem zdumiona tym, że w niej taka siła, ona nawet nie stęknęła. Czy to nie cud Boski – to widać, że Bóg jej pomaga. I mówiła jeszcze, że kiedy leżałam jeszcze pod narkozą, to profesor Izrael, który robił pierwsza operację 19 lutego, starał się wszelkimi sposobami namówić lekarzy do uśmiercenia mnie, lecz ona kategorycznie sprzeciwiła się temu. Przy drugiej operacji uczestniczyło wielu lekarzy z różnych szpitali. Prosiłam o wezwanie tego duchownego, którego dawniej lżyłam i wszystko mu opowiedziałam. Wyspowiadałam się i przyjęłam Komunię świętą. Ojciec odprawił nabożeństwo, otrzymałam rozgrzeszenie i natychmiast po tym poszłam do Miejskiego Komitetu Partii i oddałam legitymację. Dawna Klawa już nie istnieje -bezbożnica, aktywistka. Obecnie mam 40 lat i przy pomocy Królowej Niebios odzyskałam zdrowie i z miłości do Boga Najwyższego, chodzę do Kościoła i staram się prowadzić życie po chrześcijańsku. Chodzę po dworcach, pociągach i opowiadam wszystko, co mnie się przydarzyło, a Bóg mi we wszystkim pomaga. A teraz radzę wszystkim, kto nie chce narazić się na wieczne potępienie i męki po śmierci, niech wierzy w Boga.

Ustizima Klawdij, Ałtajskij kraj g. Barnauł (Zachodnia Syberia), ul. Krupskoj nr 96. Jeśli jest coś niezrozumiałe w tym liście, proszę pisać.

Posted in Ciekawe, Cuda, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , , , , , | 9 Komentarzy »

Piekło jest realne, byłam tam !

Posted by Dzieckonmp w dniu 8 sierpnia 2011

—–Kochani wysyłajcie tę wiadomość/świadectwo innym, zwłaszcza ludziom młodym, żeby przejrzeli….

Zachęcamy do kopiowania , rozsyłania. Niech jak najwięcej ludzi to świadectwo przeczyta.

Świadectwo piętnastoletniej dziewczyny, która wychowała się w chrześcijańskim domu. Odpadła od wiary, przedawkowała narkotyki i znalazła się w piekle. Szczęśliwie otrzymała jeszcze jedną szansę oraz polecenie by powrócić i ostrzegać niewierzących, odstępców oraz letnich chrześcijan opowiadając swoją historię.

Błogosławię was bracia i siostry. Proszę abyście otworzyli Biblię na wersecie z księgi Joela 3:1:
„A potem wyleję mojego Ducha na wszelkie ciało, i wasi synowie i wasze córki prorokować będą, wasi starcy będą śnili, a wasi młodzieńcy będą mieli widzenia”.
Nazywam się Jennifer Perez i mam piętnaście lat. Trudno jest takiej nastolatce jak ja stanąć przed wami i przyznać się do swoich błędów. Duch Święty jednak mi pomoże i da mi siłę, której potrzebuję. Na początku chcę zaznaczyć, że świadczę dla chwały i czci mojego Pana Jezusa Chrystusa. Nie chcę ani mówić o doktrynach, ani też tworzyć jakichś nowych. Chcę wyłącznie powiedzieć o tym co widziałam, słyszałam i czułam.
Opowiem troszeczkę o mojej rodzinie. Moi rodzice są chrześcijanami i zawsze dawali mi dobry przykład i wskazywali na drogi Pana. Nawróciłam się 3 lata temu, gdy przyjęłam Pana za sprawą Nicky Cruze’a. Drogami Pana kroczyłam przez 2 lata. Lecz gdy rozpoczęłam gimnazjum, stałam się zbuntowana i odstąpiłam od chodzenia z Bogiem. Zbuntowałam się przeciwko rodzicom i zaczęłam brać narkotyki. Nauczyli mnie tego moi przyjaciele.
Myślałam, że jestem chrześcijanką i że przyprowadzę moich przyjaciół do Jezusa. Jednak to oni na nowo pociągnęli mnie do świata. Buntowałam się przeciw rodzicom a oni myśleli, że jest to coś, przez co nastolatki muszą przechodzić. W rzeczywistości powodowały to narkotyki. Weszły we mnie złe duchy i dlatego stałam się zbuntowana. Rodzice byli dla mnie surowi, nigdy nie pozwalali mi nigdzie wyjść ani też spędzić nocy u przyjaciółki w domu. Zawsze musiałam robić coś ukradkiem za ich plecami. Chodziłam na wagary. Z powodu mojego nałogu z trudem pojawiałam się w szkole. Zaczęłam się uzależniać, lecz Pan wybawił mnie z wszystkiego. Tak jak powiedziałam, byłam chrześcijanką.
Moja historia rozpoczyna się 2 maja 1997 roku. Miałam przyjaciela. Byliśmy tylko przyjaciółmi, niczym więcej i on o tym wiedział. Myślałam że go znam, lecz w rzeczywistości tak naprawdę nie wiedziałam kim on jest. Tamtego wieczoru zadzwonił do mnie i zapytał czy moglibyśmy gdzieś wyjść. Moich rodziców nie było w domu. Tak jak w każdy piątek byli na spotkaniu modlitewnym. Powiedziałam im, że źle się czuję i chcę zostać w domu. Byłam na nich wściekła, gdyż tego wieczoru planowałam wyjść gdzieś z koleżanką, a rodzice nie pozwolili mi. Gdy poszli na spotkanie, zadzwonił mój przyjaciel. Powiedział: „Dlaczego nie wyjdziesz, wszyscy inni przecież wychodzą?” Pomyślałam sobie: „Nie chcę być nieposłuszna rodzicom, lecz może jeśli się wymknę, to moi rodzice nigdy się nie dowiedzą”, i tak zrobiłam.
Rodzice wrócili w nocy i położyli się spać. Ja byłam przygotowana by wyjść cichaczem. Zadzwoniłam do przyjaciela i poprosiłam, aby poczekał na mnie na rogu ulicy. Nie chciałam by przejeżdżał w pobliżu mego domu, bo mógł zbudzić rodziców i wszystko by popsuł. Położyłam pod kołdrą poduszki i wyszłam przez okno. Mieszkam w dwupiętrowym budynku i wszystkie okna posiadają śruby zabezpieczające. Ponieważ jednak moi rodzice ufali mi, w moich oknach nie było żadnych śrub. Wykorzystałam więc zaufanie rodziców. Wyskoczyłam z daszku i znalazłam się na ziemi. Pan przewidział każdy szczegół, ponieważ mogłam złamać sobie nogę i to zniweczyłoby wszystko co On zaplanował dla mnie.
Poszłam wzdłuż ulicy. Tam czekał już na mnie mój przyjaciel. Lecz gdy wsiadłam do samochodu, ujrzałam 3 innych chłopaków i jedną dziewczynę. Pomyślałam sobie: „Nie zamierzam niczego takiego robić jak pić alkohol czy brać narkotyki”. Gdy zobaczyłam tych 3 chłopaków i 1 dziewczynę, to przestraszyłam się, że mogą próbować na mnie naciskać. Ale wsiadłam do samochodu i odjechaliśmy. Wcześniej gdy rozmawiałam z przyjacielem przez telefon powiedział, że po prostu pojeździmy sobie po mieście. Powiedziałam: „OK, to brzmi fajnie” i dlatego się zdecydowałam. Nigdy bym nie przypuszczała, że zabiorą mnie do motelu. Bo to tam mnie zawieźli.
Gdy tam dotarliśmy, zostawili nas w służbowym pomieszczeniu należącym do hotelu. Poprosili byśmy poczekały, gdyż muszą pójść po jeszcze jednego kolegę. Powiedziałam ok, lecz pomyślałam, że idą wynająć pokój. Gdy wrócili, zabrali nas i zaprowadzili do tego pokoju. Powiedzieli: „Nie martwcie się, zaufajcie nam! Nic nie będziemy robić, poczekamy tylko tutaj na naszego przyjaciela i wszyscy razem odjedziemy”. Zaufałam im, pomyślałam, że nigdy by mnie nie skrzywdzili, lecz w rzeczywistości nie wiedziałam kim byli.
Na początku tylko rozmawialiśmy ze sobą, więc zaproponowałam: „może kupmy sobie coś do picia skoro tutaj czekamy”. Wszyscy wyszliśmy z pokoju i poszliśmy do małej restauracji na przeciwko motelu. Kupiliśmy trzy Sprite-y i wróciliśmy. Chłopcy zaczęli rozlewać napój do kubków. Nie mieli z sobą żadnej torebki lub czegoś co wyglądałoby podejrzanie, co sprawiłoby, że pomyślałabym, że wsypią mi coś do napoju, lub że coś mi zrobią. Wszystko wyglądało niewinnie.
Weszłam do toalety aby poprawić sobie fryzurę i wykonać parę innych kobiecych czynności, a gdy wyszłam mój kubek był już napełniony. Włożyłam do ust gumę truskawkową i napiłam się czegoś o czym myślałam, że to mój Sprite. Nie wiem co się stało potem.
Kiedy zaczęłam widzieć, spostrzegłam jak mój duch oddziela się od ciała. Byłam w szpitalu i wokół siebie miałam lekarzy oraz pielęgniarki. Gdy znalazłam się poza ciałem, zobaczyłam, że ono leży na łóżku. Gdy patrzymy na siebie w lustrze to widzimy swoje odbicie. Ale ja nie widziałam swojego odbicia, widziałam tam moje ciało na łóżku. Gdy odwróciłam się, dostrzegłam 2 mężczyzn ubranych na czerwono. Powiedzieli: „chodź z nami” i wzięli mnie każdy za jedno ramię.
Zabrali mnie do pewnego miejsca, a kiedy rozejrzałam się gdzie jestem, okazało się, że było to niebo. Pierwszą rzeczą, którą ujrzałam była wielka ściana. Była biała i ciągnęła się tak daleko, że nie widać było jej końca. Pośrodku znajdowały się długie drzwi, ale były zamknięte.
W Starym Testamencie Mojżesz mówi o przybytku i opisuje jego cechy. Pamiętałam o tym i pomyślałam, że ściana tak właśnie wygląda. Tuż obok drzwi stało duże krzesło, a po prawej stronie, jeszcze jedno mniejsze. Wyglądały jakby były uczynione ze złota. Po mojej prawej stronie znajdowały się duże czarne drzwi. Wokół nich było bardzo ciemno, lecz wiedziałam, że są to drzwi, bo zobaczyłam klamkę. To były wstrętne drzwi. Po mojej lewej stronie był raj. Były tam drzewa, wodospady z krystaliczną wodą, trawa. To miejsce było pełne pokoju, lecz nikogo tam nie było.
Spojrzałam i zobaczyłam przed sobą Boga Ojca. Nie widziałam Jego twarzy, z powodu Jego chwały – wielkiej i tak jasnej. Świeciła i rozjaśniała całe niebo. Jego chwała sprawiała, że wszystko było jasne. Nie było tam słońca, księżyca, gwiazd. On był światłem. Widziałam Jego ciało, a ono było razem z Synem. Znajdowali się nawzajem wewnątrz siebie. Byli razem. Można było dostrzec ich odrębność, lecz byli jeden wewnątrz drugiego, byli razem.
Tuż obok nich stali dwaj aniołowie: Gabriel i Michał. Znałam ich imiona, ponieważ były wypisane złotem na ich czołach.
Gdy stałam tak przed Ojcem, poczułam się brudna! Padłam na kolana i zaczęłam płakać. Było mi bardzo wstyd. Pomimo iż mogłam widzieć ich twarze, nie chciałam, gdyż tak bardzo się siebie wstydziłam. Podczas gdy stałam tam przed Panem, On pokazał mi film z mojego życia, począwszy od narodzenia, a skończywszy na tamtej chwili. Powiedział, że największe znaczenie
miały rzeczy, które zrobiłam po moim nowonarodzeniu. Powiedziałam moim przyjaciołom, że jestem chrześcijanką, lecz nie wydawałam żadnych owoców. Pan stwierdził, że moim przeznaczeniem jest piekło.
Anioł Gabriel podszedł i chwycił mnie za ramię. Zabrał mnie w kierunku tych wstrętnie wyglądających drzwi, na które nawet nie chciałam patrzeć. Próbowałam się zatrzymać, lecz byliśmy duchami i przeniknęłam przez drzwi. Po ich drugiej stronie było bardzo ciemno, tak, że nawet nie widziałam samej siebie. Zaczęliśmy spadać bardzo szybko jak na kolejce w wesołym miasteczku. Podczas spadania robiło się coraz bardziej gorąco. Zamknęłam oczy, nie chciałam wiedzieć gdzie jesteśmy.
Gdy się zatrzymaliśmy, otworzyłam oczy i zobaczyłam, że znajdujemy się na szerokiej drodze. Nie wiedziałam dokąd ona prowadzi. Pierwszą rzeczą jaką odczułam było pragnienie. Byłam naprawdę spragniona! Mówiłam do anioła: „Pragnę, pragnę!”. On jednak wydawał się mnie nie słyszeć. Zaczęłam płakać a kiedy łzy spływały po moich policzkach, całkowicie wyparowywały. Czułam zapach siarki i (jakby) palonych opon. Próbowałam zatkać nos, lecz zapach stawał się jeszcze bardziej nieznośny. Wszystkie moje 5 zmysłów było bardzo wrażliwych. Również gdy próbowałam się jakoś osłonić, zapach siarki był bardziej odczuwalny. Wszystkie włosy na moich ramionach po prostu zniknęły. Odczuwałam żar, było bardzo gorąco.
Zaczęłam rozglądać się wokoło i dostrzegłam ludzi torturowanych przez demony. Widziałam cierpiącą kobietę, torturowaną przez demona. On odciął jej głowę, a potem długą włócznią wszędzie ją ranił. Nie przywiązywał wagi do miejsca. W oczy, w ciało, w stopy, w ręce, nic sobie z tego nie robił. Potem włożył jej głowę z powrotem i nadal ranił. A ona płakała krzycząc w agonii.
Potem widziałam innego demona, który torturował młodego mężczyznę w wieku 21 – 23 lat. Człowiek ten miał łańcuch na swojej szyi i stał na przeciwko dołu z ogniem. Również i ten demon ranił go wszędzie swoją długą włócznią. Następnie chwycił go za włosy i łańcuch i wrzucił do dołu ognia. Potem wyciągnął i nadal ranił. To działo się bez przestanku. Za każdym razem gdy trafiał do ognia, przestawałam słyszeć jego krzyk, lecz kiedy demon go wyciągał – krzyczał w agonii. Z powodu tych okropnych odgłosów próbowałam zatkać sobie uszy, lecz nic to nie pomagało. Mój zmysł słuchu był bardzo wrażliwy.
Spojrzałam na kolejnego demona i był wstrętny. Poprzedni dwaj też byli wstrętni, lecz ten był najohydniejszy. Posiadał cechy wielu różnych zwierząt, nawet nie potrafię opisać tego słowami. Chodził wokoło i straszył ludzi, a oni byli naprawdę przerażeni.
Potem zobaczyłam jeszcze jednego demona. Wyglądał pięknie, jak anioł Boga, ale nim nie był. Różnica pomiędzy aniołami Boga a demonami była taka, że aniołowie Boży mieli swoje imiona wypisane złotem na czołach, a demony nie.
Ponownie spojrzałam na anioła Gabriela a on patrzył w górę. Myślałam, że nie chce oglądać jak ludzie są torturowani. Pomyślałam: „Dlaczego on nadal jest tutaj? Czy ja nie powinnam oczekiwać na moją kolej by być torturowaną?” Byłam również spragniona. Krzyknęłam do anioła: „Pragnę, pragnę!” Myślę, że mnie usłyszał, gdyż spojrzał w moim kierunku i powiedział: „Pan chce dać Ci jeszcze jedną szansę”.
Natychmiast gdy to powiedział, moje pragnienie, moja agonia, całe moje cierpienie odeszło. Odczułam pokój. Anioł wziął mnie za rękę i gdy już mieliśmy się wznosić, usłyszałam jak ktoś woła mnie po imieniu: „Jennifer, pomóż mi, pomóż mi!” Spojrzałam w dół. Chciałam dowiedzieć się kto to był, lecz kiedy spojrzałam, płomienie zakryły twarz tej osoby. Wyglądało na to, że był to dziewczęcy głos. Mogłam dostrzec tylko jej wyciągnięte ręce, gdyż chciała abym jej pomogła. Miałam tak ogromne pragnienie aby jej pomóc. Gdy jednak spróbowałam, nie mogłam. Moje ręce przeniknęły jej dłonie. Tak bardzo pragnęłam jej pomóc, ale zrozumcie, dla niej nie było żadnej nadziei. Nie mogłam jej pomóc.
Rozejrzałam się i ujrzałam moich przyjaciół, ludzi których znałam a także inne osoby. Wyglądali znajomo, ale nie potrafiłam powiedzieć kim byli. Nie znałam ich życia. Kiedy jednak
ujrzałam przyjaciół z mojej szkoły, bardzo mnie to zabolało. Pomyślałam sobie: „być może złe świadectwo jakie wydawałam mówiąc, że jestem chrześcijanką a potem odwracając się od Boga, spowodowało, że nie chcieli Go poznać i się od Niego odwrócili. Może to ja byłam powodem, że tam się znaleźli”. Tak pomyślałam. Zauważyłam, że w piekle nie istnieje czas, nie ma przeszłości, teraźniejszości, przyszłości, nic się nie zmienia, a oni są przeznaczeni by tam być. Tak jak powiedziałam na początku, nie chcę tworzyć żadnej doktryny. Jest to po prostu to co tam widziałam. Ludzie których tam widziałam nadal żyją.
Anioł zabrał mnie przed obecność Boga. Gdy przed Nim byłam, klęczałam na kolanach płacząc. Nadal nie chciałam patrzeć w Jego twarz, ponieważ wstydziłam się siebie. Ale Pan z ogromną słodyczą w głosie powiedział: „Kocham cię”. On tak samo kocha ciebie. Lecz powiedział to bezpośrednio do mnie. Powiedział, że przebacza mi wszystko co uczyniłam i co Go obraziło. Przebaczył mi.
Bóg spojrzał na mnie i pokazał mi wiele rzeczy. Pokazał mi świat, pokazał mi Ziemię. Wokół Ziemi widziałam coś miękkiego jakby warstwę ozonu. To rozpościerało się wokoło i było bardzo miękkie, a ja miałam ogromną ochotę by tego dotknąć. Gdy tego dotknęłam, okazało się, że był to Duch Święty, gdyż ochrzcił mnie i zaczęłam mówić innymi językami.
W tym momencie zobaczyłam, że wiele złych duchów wyszło ze mnie. Kiedy odurzałam się narkotykami, zanieczyszczałam mój umysł i otwierałam drzwi, którymi złe duchy wchodziły we mnie. One mnie dręczyły. Sposób w jaki reagowałam, tak naprawdę nie pochodził ode mnie lecz od złych duchów, które we mnie były. W Słowie Bożym jest napisane, że jeśli dom jest oczyszczony, złe duchy będą próbowały powrócić pociągając za sobą siedem innych gorszych duchów. Mój dom został oczyszczony gdy narodziłam się na nowo. Kiedy zostałam ochrzczona ujrzałam te wszystkie duchy, było ich 7, a one miały po kolejnych 7, a te znowu po 7, i nie mogłam ich wszystkich policzyć. Pan oczyścił mnie od tych wszystkich duchów.1
On pokazał mi również przyszłość. Pokazał mi Ziemię i to jak potoczą się sprawy i jakie rzeczy będą miały miejsce. Wizja którą miałam obejmowała czas od teraz, aż do porwania. Nie pokazał mi porwania, ale wszystko to, co bezpośrednio przed nim będzie miało miejsce. Z każdym dniem coraz bliżej jesteśmy tego momentu i powiem wam, że porwanie jest naprawdę blisko! Musisz zbadać siebie, swoje życie i zadać sobie pytanie: „Czy jestem gotowy by być z Panem?” Pan pokazał mi to, lecz powiedział bym nikomu tego nie opowiadała, ale czekała i patrzyła na bliskość końca. Nie chcę kusić Boga, dlatego też nie powiem wam co widziałam. Mówię wam i ostrzegam, że porwanie jest blisko.
Przeczytałam Joela 3:1 i jest to ostatnie proroctwo. Wszystkie zostały wypełnione. To jest ostatnie, które jeszcze się nie wypełniło i mówię wam, że ono się wypełnia. Wielu młodych ludzi powstaje by głosić Słowo Boże. Diabeł chce sobie stworzyć armię młodych ludzi, ale Pan jest potężniejszy. Jeśli naprawdę zaakceptujesz Pana i będziesz chciał Mu służyć, On da Ci siłę aby pokonać diabła, tak byś mógł głosić Słowo na całym świecie, tak jak On nakazał to w Biblii.
Powiedział mi, że mam do spełnienia misję. Tą misją jest mówić wszystkim młodym ludziom o mojej wizji. Nawet gdybym nie chciała, to jest to przykazanie, które Pan dał mi i ja je wypełnię.
Kiedy powróciłam do mojego ciała, obudziłam się i zobaczyłam, że jestem w szpitalu. Rozejrzałam się i ujrzałam igły wbite w moje ramię, czujniki sprawdzające moje serce i rurki. Po chwili weszli moi rodzice i rozpłakałam się. Wyglądali na bardzo zagniewanych, lecz Pan kazał mi im wszystko powiedzieć. Tak też zrobiłam. Opowiedziałam im wszystko.
Gdy weszła pielęgniarka, powiedziała, że bardzo się o mnie martwili. Powiedziała, że odchodziłam i wracałam, potem znowu odchodziłam i wracałam. Traciłam świadomość i znowu ją odzyskiwałam. Działo się tak trzy razy. Powiedzieli, że w trakcie jednego z tych razy, nie chciałam wrócić i martwili się o mnie. Mówili, że piana popłynęła z moich ust i wypowiadałam słowa, których oni nie rozumieli.
Tej nocy moja mama miała złe sny. Mały piesek, z którym zwykle spałam wszedł do sypialni
moich rodziców i zaczął drapać mamę po ramieniu, próbując ją obudzić. Gdy się obudziła, weszła do mojego pokoju i zobaczyła poukładane poduszki. Pomyślała że tam jestem, więc wróciła do swojego pokoju. Wtedy dostrzegła światła wozu policyjnego na zewnątrz. Kiedy wyjrzała przez okno, policjant szedł w kierunku naszego domu więc obudziła tatę. Policjant przekazał aby zadzwonili na komisariat, żeby porozmawiać na mój temat. Moi rodzice dowiedzieli się, że znajduję się odurzona w szpitalu. W tym momencie Pan przemówił do mojego ojca, aby niczym się nie martwił, gdyż wszystko jest w Jego rękach. Tak więc mój tata nie martwił się. Spędziłam w szpitalu trzy dni.
Tydzień później rozmawialiśmy z detektywami, którzy opowiedzieli nam o tamtej nocy. Powiedzieli, że dziewczyna, z którą wtedy byliśmy również miała zakaz wychodzenia z domu i jej ojciec bardzo się martwił. Wyszedł aby ją odszukać i jeździł po okolicy, lecz jej nie odnalazł. Poszedł więc na komisariat, a stamtąd przekazano komunikat do wszystkich radiowozów, aby poszukiwać samochodu, którym ona jeździła. Pewien oficer, już po służbie, przebywał naprzeciwko motelu u sprzedawcy samochodów. Chciał kupić jakieś używane auto. Zobaczył jej samochód i zawiadomił policję.
Kiedy pojawili się policjanci by to zbadać, jej samochód był zaparkowany w innym miejscu, więc nie wiedzieli gdzie ona jest. Znajdowaliśmy się na drugim piętrze w narożnym pokoju. Postanowili zacząć poszukiwania od tego właśnie pokoju, pytając wszystkich o właściciela zaparkowanego auta. Nie poszukiwali dziewczyny, lecz właściciela samochodu.
Kiedy zapukali do naszych drzwi, otworzyli je i zobaczyli, że leżę na podłodze. Potem jednak wyszli. Moi tak zwani przyjaciele pomyśleli, że policjanci odeszli na dobre, lecz oni poszli by zadzwonić po karetkę. Wkrótce przyszedł inny policjant, żeby dowiedzieć się co się stało. Gdy otworzył drzwi, w tym momencie mój przyjaciel, ten z którym rozmawiałam i któremu ufałam szykował się by mnie zgwałcić. Pan jednak użył policji by temu zapobiec i do niczego nie doszło. Dlatego dziękuję Panu, bo miał miłosierdzie nade mną.
Również za modlitwy moich rodziców. Teraz mówię do wszystkich rodziców – nigdy nie przestawajcie modlić się o swoje dziecko. Jeśli nie chodzi jeszcze z Panem, trwajcie w modlitwie, nigdy się nie poddawajcie. Moi rodzice nigdy się nie poddali i popatrzcie gdzie jestem teraz. Głoszę Słowo Boże, mówiąc wszystkim młodym ludziom, by przychodzili aby służyć Panu, gdyż Jego potrzebują.
Chcę też przemówić do wszystkich młodych ludzi. Proszę abyście pomyśleli o sobie, zbadali siebie. Pomyśl, dlaczego miałbyś się martwić tym, co ktokolwiek o tobie mówi. Kiedyś martwiłam się tym co inni ludzie mogą o mnie mówić, ale teraz rozumiem, że nawet się o mnie nie troszczyli. Nie będzie ich tam, gdy Pan stanie na wprost ciebie. Pamiętam, że kiedy stałam przed Panem, nie było tam moich przyjaciół by mi pomóc, mojego pastora, mojego kościoła, nie było ich tam by mi pomóc. Byłam tam sama i sama musiałam się bronić. Będąc przed Nim nie możesz kłamać bo On jest święty. Kiedy tam byłam to nie czułam się tak jakbym należała do tego miejsca. Dlatego, że żyłam w grzechu, a w niebie panuje świętość.
Dzisiaj mówię wam, że jeśli jeszcze nie zaakceptowaliście Jezusa jako Pana, zróbcie to teraz. To jest najważniejsza decyzja całego waszego życia. Nie opowiadam wam tego wszystkiego aby przestraszyć was do nieba, lecz byście mogli dostrzec Jego miłosierdzie i miłość jaką ma dla nas. On – Ojciec – posłał swego Syna by umarł za nas. Tak więc każda kropla przelanej za nas krwi daje nam przebaczenie wszystkich naszych grzechów. Jeśli pragniesz poddać się Panu, to jest ta najważniejsza decyzja w twoim życiu. Przyjdź do Pana i nie dbaj o to co inni mogą pomyśleć o tobie.
Jeśli chcesz służyć Panu to zrób to z całego swojego serca. Nie wypowiadaj tego wyłącznie ustami. Powiedz to z całego serca i umysłu. Nie martw się o przyszłość, martw się o dzień dzisiejszy. Nie wiesz, kiedy umrzesz. Mam tylko 15 lat i nigdy nie przyszło mi na myśl, że umrę w wieku 15 lat, nigdy.
Przemyśl to. Moje życie nie jest moim, twoje życie nie jest twoim, nasze życie należy do Boga. Korzystamy z niego nie idąc do świata, nie czyniąc rzeczy tego świata. Świat ma wiele do
zaoferowania, ale pamiętaj, że Bóg ma ich o wiele więcej. Świat ma śmierć i piekło. Bóg ma życie wieczne. Życie wieczne jest na zawsze.
Teraz jeśli pragniesz zaakceptować Pana, proszę byś pochylił głowę i zamknął oczy.
„Panie Boże, przychodzę do Ciebie w imieniu Jezusa. O Panie Boże w tym momencie chcę przyjąć Cię jako mojego Zbawiciela, chcę byś przyszedł do mojego życia. Tak jak Jennifer opowiadała w swoim świadectwie, że piekło jest realne i ona tam była. Boże ja nie chcę tam trafić. Nie chcę nawet myśleć o znalezieniu się tam. Boże proszę Cię byś przebaczył mi wszystkie popełnione przeze mnie grzechy. Przebacz mi wszystko co uczyniłem. Każdy drobny grzech o Boże, wyjawiam Ci go. Proszę wybacz mi je wszystkie. Panie Jezu wierzę, że umarłeś za mnie na krzyżu i powstałeś z martwych. Wierzę, że przyjdziesz do mojego serca i będziesz w nim panował i przebywał. Będę czytał Twoje Słowo, będę bardziej z niego czerpał. Panie pójdę do Kościoła ponieważ wiem, że Ty tam jesteś. Powiedziałeś, że gdy dwóch lub trzech gromadzi się w Twoim imieniu, Ty tam jesteś. Boże chcę być tam gdzie Ty jesteś. Modlę się o to wszystko w imieniu Jezusa. Amen.”
Jeśli modliłeś się tą modlitwą, chcę powitać cię w Królestwie Niebieskim. Teraz na całym świecie masz braci i siostry. Jest to najważniejsza decyzja jaką kiedykolwiek podejmujesz, więc nie wykorzystuj tego. Nie wracaj do świata. Świat prowadzi do śmierci. Bóg prowadzi do życia wiecznego. W każdej chwili musisz żyć tak, jakby był to ostatni dzień, ostatnia chwila twojego życia. Jeśli to świadectwo dotknęło twego życia, daj je przyjaciołom, tak aby i oni mogli przyjąć Boga do swego życia. Nie pozwól aby czas, który jest przed tobą po prostu przeminął, gdyż mogą to być twoje ostatnie chwile.

1) By poszerzyć poznanie w tej kwestii polecamy książkę: Dwa Królestwa. Bitwa o duszę człowieka – Wydawnictwo Jakub.
Piekło jest realne, byłam tam.
Jennifer Perez

Posted in Ciekawe, Cuda, Nawrócenia, Szatan, Warto wiedzieć, Świadectwa, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , , , | 18 Komentarzy »